[00:05] - Rozmowy poza ciałem. OOBE, LD i inne zjawiska parapsychiczne omawia Zbyszek Mrugała i jego goście.
[00:16] - Witam Was drodzy słuchacze. W nowej odc opowiadamy ooo śnieniu. Naszym gościem jest Jarek i towarzyszy nam Ivellios.
[00:26] - A poprzedni odcinek zakończyliśmy i ten odcinek rozpoczniemy wątkiem strażników. No właśnie Jarku, jak to jest z tymi strażnikami?
[00:35] - Z tymi strażnikami to jest w ogóle bardzo ciekawie, bo właściwie od początku też to tak jak i, i w OOBE te boty się spotyka na tych granicach. Yy, tak samo i w śnie głębokim jest, że coraz pojawia się, yy, jakiś dziwny byt, który nam coś zagradza albo jest wręcz agresywny. Yy, dopiero po jakimś czasie się zorientowałem, że tak naprawdę, yy, miarą jego agresji jest poziom naszej ignorancji tak naprawdę. W miarę podnoszenia energetyki tych snów, bo przez cały czas w tych snach podłączano coś do mnie. Yy, najpierw podłączano do miasta takie wielkie kable, potem do mojej dzielnicy, potem do mojej ulicy, a potem do mojego domu. I to tak coraz bliżej mnie było. To oczywiście się działo w przeciągu kilku miesięcy. No i tak tą energetykę mi podnoszono. No, ja się na to zgodziłem. Jeszcze dwa cyrografy w międzyczasie po-podpisałem, bo, bo tam jest coś takiego, że, yy, no trzeba wyrazić zgodę na, na to doenergetyzowanie.
Oczywiście, yy, wieś-wieść gminna zrobiła z tego, yy, cyrograf, yy, faustowski niemalże i oddanie duszy diabłu. Ale to w zupełności nie o to chodzi. Zresztą wieść gminna tak samo z miotły zrobiła narzędzie do podróżowania dla czarownic, a to trochę inaczej jest. Miotły istnieją w każdym bądź razie. No i, yy, to podnoszenie energetyki właśnie doprowadza do tego, że ci demonicji, yy, strażnicy, których spotykamy na różnych poziomach, stają się naszymi przewodnikami dla tych przestrzeni. Oni się pojawiają przeważnie po lewej stronie, czasem trochę z tyłu. Yy, i, yy, kolejny szok przeżyłem, kiedy co jakiś czas okazywało się, że ja w tym śnie morduję tych strażników, ale to w jakiś okrutny sposób ich mordowałem. W ogóle nie rozumiałem dlaczego. Ale to nie były mordy, mordy dosłowne, tylko mordy symboliczne. Ja ich po prostu mordowałem ich demonizm.
Potem oni się stawali moimi przewodnikami, a potem stawali się przestrzenią, po której po-podróżuję. Także, yy, jeżeli spotykamy we śnie czy w medytacji demony, to najczęściej, yy, są to byty, które, które symbolizują przestrzenie, do których nie dorastamy. Ja oczywiście pomijam inne struktury. Jest rzeczywiście coś takiego jak ja to nazwałem przestrzenią wolności. Ale te przestrzenie wolności to mają różny koloryt. Można by było szatana nazwać przestrzenią wolności, ale Jezusa też można by było nazwać przestrzenią wolności. No ale to już nie, bo pojadę zupełnie w inną stronę. Tam zacznę opowiadać o tych przestrzeniach minusowych, ale to na razie nie, nie, nie w tym rzecz. W każdym bądź razie-
[03:36] - Właśnie chciałem zapytać.
[03:38] - No?
[03:38] - Mam takie pytanie do ciebie, bo mówiłeś o przestrzeniach, do których nie dorastamy. Czy zdarzyło ci się spotkać takiego robota, taką istotę czy przestrzeń, która jakby roztaczała wokół siebie jednoznacznie negatywną aurę? Jakby emanowała negatywną energią?
[03:53] - Ja sobie kiedyś zażyczyłem, yy, uczestniczenie, yy, w zdarzeniu historycznym. Jak się okazało, nie jest to tylko biblijna historia. Chciałem uczestniczyć w pojedynku Szymona Maga z Szymonem, tym Piotrem świętym, jaki to Biblia opisuje jak to z tego, tego Szymona Maga sponiewierano i spadł, nogi połamał i umarł w końcu. No i rzeczywiście, yy, uczestniczyłem w tym pojedynku. To był pojedynek raczej nie fizyczny, a na poziomie energetycznym to dość wysoki. Tam się pojawiła taka-Dziwna membrana. Ta membrana była ciemnogranatowa i zajmowała całą przestrzeń po lewej stronie i była taka chybotliwa. Tak jak, jak bańka mydlana. Tak jakby taka rozciągnięta bańka mydlana. I ona tak się nachylała w moją stronę i troszkę tak odstępowała.
I wtedy głos śnienia powiedział mi rzecz, którą zapamiętałem do dzisiaj dnia i powiedział mi, że szatan zawsze pyta się o zgodę. Jeżeli nie wyrazisz zgody, nie przyjdzie do ciebie. Także, no może to tak zabrzmiało w śnie-
[05:10] - Można to rozumieć w ten sposób, że ty jesteś Bogiem i dopóki ty nie wydasz zgody, to szatan-
[05:16] - Znaczy by to sugerowało raczej. Znaczy ja potem zacząłem dociekać z tym szatanem, jak to jest, czy on jest. To zyskiwałem odpowiedzi, że, że to, co bierzemy za działania szatańskie, to w siedemdziesięciu procentach jest nasz umysł, nasze działanie, a tylko w trzydziestu procentach zewnętrzne byty. Pytałem się na przykład o zło osobowe czy istnieje? No to był też taki sen. Chyba jeden z kilku, które zapamiętam do końca życia. Bo zło. Osoba, która była powodem zła, pokazywała mnie i dwojgu rodzicom, jakimś takim umownym rodzicom, jak się wypatrasza ich dziecko. Znaczy ta, ta, to osobowe zło po prostu wyrywało mu po kolei kawałki jelit, śledziony. Było to tak absurdalnie złe i ja już nie mówię sam, sam obraz.
Może to tak w przekazie takim ustnym nie porusza, ale we śnie było to bezprzyczynowe, bezsensowne zadawanie cierpienia i okrucieństwo prze-prze-przekraczające w ogóle wyobrażenie ludzkie. Przynajmniej moje wyobrażenie. Problem polegał tylko na tym, że ja byłem w tym śnie przezroczysty, a to zło osobowe działało za mnie. I wrażenie było okropne po obudzeniu się. Bo człowiek pierwsze co myśli, że to on jest tą przyczyną zła i tym złym, złem osobowym. I chyba tak trzeba rozumieć, że, że są byty, które są złem osobowym i jest też, no jest, jest jakiś byt, który jest arcyzły. Tylko problem polega na tym, że te byty są tylko do pewnego poziomu. One nie przekraczają poziomu przyczynowego.
[07:15] - Znaczy powyżej pewnego poziomu już ich nie ma całkowicie?
[07:19] - Nie istnieje. W ogóle samo zło, jakby się tak nad tym dobrze zastanowić, jest właściwie domeną ludzkiej świadomości i to związanej z jego psychiką, tą raczej dolną i z ciałem. No bo czy potrafisz mi wytłumaczyć, na czym miałoby polegać zło dla bytów, które są bezcielesne i nieśmiertelne?
[07:42] - No nie bardzo.
[07:43] - Raz, że trudno nam sobie to wyobrazić. No być może są jakieś relacje, można kogoś uwięzić w jakiś sposób, opanować. No być może coś takiego jest, ale, ale zło, jakie my rozumiemy, to my rozumiemy właściwie zadawanie cierpienia drugiej istocie. I właściwie to zło się zamyka w kręgu naszych wyobrażeń o cierpieniu. I tak mi to uświadamiano. Zresztą ja tam zawsze różne rzeczy, tam jak czymś się interesuję, czytam na ten temat. No i na przykład w tej tradycji rabinackiej mniej więcej właśnie tak sobie zło wyobrażano, że, że, że zło-- źródłem zła jest człowiek, a nie byty zewnętrzne. Nawet te byty zewnętrzne, o których mi mówiono tak naprawdę to mogą być byty astralne, które kiedyś były ludźmi. Kiedyś przy podróży, przy takim cyklu podróży na Atlantydę właśnie, właśnie analizowałem sprawę, czy można być tak rozwiniętym na poziomie magicznym na przykład operacji takich magicznych czy, czy, czy kontroli świadomości, że można umrzeć i żyć w świecie astralnym, zachowując swoją świadomość i świadomie nie powracać do cyklu inkarnacyjnego. No i odpowiedziano mi dość wyraźnie, że można.
No ale kwestia polega na tym, no już poza samą kontrolą. No z czegoś trzeba mieć tą energię, prawda? Musimy mieć jakąś energetykę, która będzie pozwalała nam utrzymywać się, bo to jednak jest, jest subtelny poziom, ale on jest ciągle materialny. No i moje zaskoczenie było wielkie, bo mi odpowiedziano, że można się utrzymywać na tym poziomie, jeżeli się nawet straci tą energię, którą się przyniosło z ciała fizycznego. Powiedziano mi, że zawsze można zostać przewodnikiem. No i wtedy zadrżałem.W tym momencie, bo tak naprawdę nie wiemy, kim są ci nasi przewodnicy, ee, czy oni rzeczywiście działają tak, tak, yy, niezależnie i z dobrej woli? Tak sobie wyobrażamy, że, yy, ja bym to raczej do tych przewodników z lewej strony, yy, kierował, bo, bo przewodnik z prawej strony on jest stały w zasadzie. No i ja też poddawałem pewnym próbom tego przewodnika z prawej strony. Czy on nie jest czasem, yy, zainteresowany mną trochę w inny sposób niż ja to bym sobie-
[10:31] - W zaszkodzeniu Tobie, tak?
[10:32] - Tak, yy, życzył.
[10:33] - Bo czasami może to może być też problem z określeniem, czy ten przewodnik nasz, który, który teraz nam towarzyszy, to jest ten przewodnik, który rzeczywiście jest jakby nam przyporządkowany, czy to jest jakaś podstawiona istota?
[10:47] - No właśnie, na tym polega problem. Yy, ja po tych badaniach, yy, właściwie taką wiedzę na ten temat powziąłem, że ten przewodnik, którego na przykład Jung nazywa animą i animusem, czyli dla mężczyzn to najczęściej jest kobieta i najczęściej ma maskę jakiejś osoby, która jest nam dobrze znana i kojarzymy ją z dobrocią, yy, czyli czy, czy dziewczyna, żona, matka. Chociaż matka to jest jeszcze inna historia z tą matką. To też jest metafizyka cała. Yy, w każdym bądź razie najczęściej mężczyzna ma animę za przewodniczkę. Yy, po tych moich badaniach okazało się, że to wcale nie jest żaden zewnętrzny byt, tylko to jest część naszej struktury świadomości, która jest po prostu, yy, taką, takim dopowiedzeniem naszej świadomości dziennej. Dlatego my ją widzimy, mężczyźni jako kobiety, bo to nie jest ani kobieta, tylko że, tylko że my, yy, utożsamiając się z, z rolą męską, tą swoją, yy, drugą część aktywną, yy, poza, poza fizyczną, yy, automatycznie ubieramy w, w to dopełnienie takie. To takie, te po-pobłyski dawnych tych mitów greckich o dwóch tych połówkach. Także to ma swoje przyczyny wszystkie. Ale co ciekawe, yy, na poziomie już ponad tą granicą o sto osiemdziesiąt stopni obracając o ekran, yy, tam się pojawia trzeci element przewodnika, czyli robi się trójca z tego klasyczna.
I w ogóle troistość jest typowa dla tych poziomów ponadbuddycznych, także znowu nic nowego. Także, także te, te rzeczy się potwierdzają, ale dla uważnego obserwatora okazuje się, że ta troistość jest i na tym niższym poziomie, bo my ciągle nie bierzemy obserwatora pod uwagę. Także ulegamy mnóstwu złudzeń, które jak się zaczyna to obserwować dokładnie, okazuje się, że są tylko złudzeniami, interpretacjami naszej świadomości. A tak naprawdę właściwie rzeczywiście jest to, jest to jeden ciąg, jedna struktura, tylko w bardzo interesujący sposób powygina i pozakręcana. Yy, jeszcze wrócę tutaj na chwilkę do tej minusowej, yy, przestrzeni. Ja ją tak nazwałem, żeby nie kojarzyła się źle. Ja zapytałem kiedyś nawet, czy to jest piekło, to odpowiedziano mi: "yy, zależy dla kogo". W każdym bądź razie w tych poziomach minusowych to nazwijmy je poziomami urojonymi. Każde ciało subtelne ma swój poziom urojony. Nawet ciało buddyczne ma coś w rodzaju poziomu urojonego.
Pewnie niebo jest takim poziomem urojo-urojonym, yy, ale szczególnie te niższe poziomy mają właśnie te takie w tradycji tej duchowej uważane za piekielne te poziomy. I tam też są trzy osoby, tylko tam trójca wygląda tak, że, yy, ona jest zupełnie oddzielna od nas. My nie jesteśmy elementem tej trójcy. Yy, także cały bardzo ciekawy cykl poświęciłem tym poziomom minusowym, nawet potem wracałem do tego. Do poziomu minusowego wejść jest nietrudno, ale wyjść stamtąd jest bardzo ciężko, ponieważ trzeba dokonać już nie obrotów o sto osiemdziesiąt stopni ani do góry nogami, tylko trzeba dokonać jakiejś złożonej liczby obrotów. I co najważniejsze trzeba mieć stały punkt odniesienia, tak żeby nie stracić kierunku, w którym mamy wyjść stamtąd. Mnie kiedyś, yy, właśnie się przydarzyło tam znaleźć i no to już niemal, niemal jak z baśni można opowieści snuć. Zatrzymano mnie na moście, bo chciałem dać nogę już stamtąd. W pewnym momencie zorientowałem się, że nie w tym kierunku mnie prowadzą. No i chciałem wyjść przez taki most.
I ten most zaczął się obracać w trzech płaszczyznach. Yy, i pewnie bym nie, nie umarł, nie zwariował ani by mnie nie opętało. No ale odebrałem to, to dość, dość, dość dramatycznie. Yy, uratowało mnie to, że zostawiłem, yy, swojego przewodnika przestrzeni na granicy tej między tą przestrzenią, nazwijmy to, dodatnią a ujemną. I w czasie obrotów tego mostu cały czas miałem świadomość, w którym miejscu przestrzeni jest ten mój przewodnik i dzięki temu potem, jak ten most się zatrzymał, to wyszedłem prosto w jego stronę. W snach jest coś takiego. Nie wiem, czy w moich, ale, ale pewnie i w innych. Ja nie jestem żadnym ewenementem, że jak coś nam się uda zrobić, to mamy widownię i aplauz. Wtedy dostałem naprawdę mocne brawa. Parę razy miałem takie historie, że, że już myślałem, że nie wyjdę, ale jakoś wychodziłem z tych opresji.
No i, yy, zawsze była jakaś taka skromna widownia i brawa mi biło. Biła. Także, także, yy, no myślę, że, że nasze podróże są na miarę naszych możliwości. Dlatego chyba nie należy, nie należy forsować niczego za wszelką cenę. Wszystko przyjdzie w odpowiednim momencie, wtedy, kiedy będziemy sobie mogli poradzić z jakimś zadaniem. Tak, tak bym to widział.
[16:10] - Na Facebooku w jednej z grup tematycznych pojawiło się pytanie zadane pewnie pół żartem, pół serio w takiej formie: chcę wyjść z siebie, a nie umiem. A ja pozwolę sobie przerobić to pytanie z formy żartobliwej na poważną i troszeczkę zmienię jego treść. Chcę wejść w sen programowany, a nie umiem. Co powinienem zrobić? Co byś doradził początkującym w tych tematach?
[16:33] - Tego się nie da nie umieć. Bo, bo każdy sen, ja, ja tak, tak mówię już, yy, no może kolokwialnie, ale, yy, całe życie kładłem się spać jak zwierzę. Yy, po prostu bez sensu, bez celu. Yy, sny, jeżeli pamiętałem, były prawdopodobnie raportem ze stanu mojej świadomości i niczym więcej, których nie potrafiłem odczytać. Yy, w momencie, kiedy zacząłem, yy, programować te sny i, yy, tylko od razu bym, yy, radził nie, nie, nie zadawać pytania z górnej półki, czyli, czyli chcieć poznać strukturę rzeczywistości albo, albo najczęściej początkujący śniący pytają, co powinienem w życiu zrobić? A potem się zastanawiają nad-
[17:30] - Jak żyć, panie premierze? Jak żyć?
[17:33] - Tak, tak. To nie od tego się powinno zaczynać. Powinno się zaczynać od spraw najprostszych przede wszystkim. Najpierw trzeba, yy, zadawać pytania, yy, na które, yyNo mniej więcej wiadomo, jaką możemy uzyskać odpowiedź. A to w celu określenia pewnej symboliki sennej, bo Jung, Freud czy, czy ci, ci inni interpretatorzy snów. Ogromna szkoła interpretacji snów jest w świecie muzułmańskim, nam jest niedostępna w zasadzie. Ona jest przydatna, ale musimy wytworzyć własną symbolikę. Właśnie tak jak mówię, ja jestem-- ja mieszkam w Lublinie. Cały wszechświat moich snów jest związany z Lublinem, no i z okolicami. Śnię ulice, które znam albo które kiedyś mimowolnie mijałem.
Zawsze nazwy są mówiące, jakby dopowiedzenie tego snu były w tych nazwach czy w budynkach, które się tam znajdują. To nie jest nic złego, że będziemy śnili o swoim mieście, miasteczku, wsi czy, czy mieszkaniu. To równie dobrze może się wszystko w mieszkaniu dziać. Nie trzeba się nastawiać na jakieś apokaliptyczne przeżycia, bo te przyjdą same w odpowiednim momencie. A mnie ustalenie takiej podstawowej symboliki zajęło mniej więcej pół roku. Ja tak noc po nocy analizowałem te sny, także, także troszkę wysiłku w to trzeba włożyć. Napisałem te książki między innymi po to, żeby oszczędzić pewnych takich meandrów, z których dość długo się wychodzi. Ja oczywiście zakładam, że nie każdemu się będzie chciało poświęcać aż tyle czasu co mnie. W związku z tym, jeżeli ktoś się pofatyguje i przebrnie przez te moje książki, mniej więcej będzie wiedział, czego się może spodziewać i będzie wiedział, na co zwracać uwagę. Zresztą chyba taka moja rola była w tym wszystkim.
Po tamtej stronie mam nawet swoje określenie swojej funkcji.
[19:51] - A jaką? Jakie masz?
[19:52] - Jestem nazywany synem żeglarza albo synem geografa. No więc takie mam zadanie. Ja mam mapę narysować.
[19:59] - Więc po raz kolejny syn.
[20:02] - No nie jestem żeglarzem. Jestem jego synem. Żeglarz to jest znacznie-- to jest ktoś znacznie więcej. Tam są w ogóle bardzo, bardzo ciekawe funkcje, które się potwierdzają w bajkach różnych albo w jakichś mistycznych przeżyciach. Jest ktoś taki, kto jest ogrodnikiem, jest ktoś taki, kto jest ojcem i jest ktoś taki, kto jest ojcem widzialnym i ojcem, którego obecność jest tylko dla nas wiadoma, ale nie widzimy go. Także to jest wszystko w tej książce opisane. Ja tą książkę napisałem chyba nawet za uczciwie, bo ja nie napisałem od początku wniosków, jakie mogę teraz sformułować, tylko opisałem noc po nocy moje rozterki, moje interpretacje, nie zawsze idealne. Wracałem często potem po kilkudziesięciu, kilkuset stronach do jakiegoś snu, bo okazywało się, że dopiero po dwóch latach pozwolono mi dośnić ten sen do końca i dopiero go wtedy w całości zrozumiałem. Ale generalnie, tak jak mówię, dane jest nam naszą miarę ta wiedza. I w zasadzie jak teraz tak czytam, to te korekty robię pierwszy, drugi, trzeci tom, to w zasadzie podążałem sensowną drogą.
Tam niewiele się błędów zdarza, jakichś interpretacyjnych. Także ona się ta narracja rozwija, ona się coraz bardziej komplikuje. No bo gdybym napisał od razu szósty tom i do niego bym tylko państwa skłaniał do przeczytania, no to jakbyście to otworzyli, to byście zareagowali tak jak po, po pierwszym moim artykule w Tarace pewien dość rozbuchany intelektualista napisał, że to jest jakiś absurd, taki, z którym on się jeszcze w życiu nie spotkał. Takiego idiotyzmu on jeszcze nie czytał w ogóle w życiu. Także zderzenie z tamtą rzeczywistością jednak powinno być dozowane. Nie powinno być totalne i przytłaczające. Także chyba będzie dobrze tak się pofatygować i poruszać się z tomu do tomu, nie przeskakując z ciekawości.
[22:21] - Przez te ostatnie lata zniechęciłem się trochę. Nie miałem czasu na to.
[22:25] - Ja też.
[22:26] - W tym roku zrezygnowałem w ogóle ze snów, ale dziwnym trafem przed dwoma dniami położyłem się szybciej spania. No i się rozkręciłem w nocy. Wyobraź sobie taką scenę całe miasto pogryzło zombie. Siedzę na balkonie i tak przyglądam się. Sceneria liści taka szalona, bo-
[22:43] - A na którym piętrze było balkon?
[22:46] - Ja byłem na pierwszym, ale to się wydarzyło na jakiejś dziwnej planecie, bo całe grupy oszołomów biegało po ulicy. Były dziwne takie jakieś obrzędy przeciwko tym zombie. W każdym bądź razie siedzę na tym balkonie i tak z taką małą świadomością zastanawiam się, dlaczego nie mam mocy. Przecież mógłbym ich rozgonić wszystkich, ale tak się silę, silę. Nie da się. Nic nie reaguje. Środowisko nie daje się kształtować. A nie miałem świadomości w tym śnie. Był taki typowy, standardowy ślepy sen, w którym uczestniczyłem w akcji, nie zdając sobie sprawy, że mogę w ogóle coś ci ocknąć, huknąć na nich i uciekajcie wszystkie zombie, nie ma was. No i nagle przylatuje mój znajomy.
No i z tyłu tak komentuje, jak gdyby mój wewnętrzny dialog na temat tej mojej mocy, a raczej jej brak i mówi: "Mógłbyś, gdybyś". I tak wiem, że skoncentrowałem się na jego barwie głosu i mnie tak troszeczkę rozbudziło, ale z powrotem cofnęło. Dziwnym trafem obudziłem się nad ranem i zastanawiałem się, co to mogło znaczyć. No i oczywiście, gdybym był świadomy, nie zdarzyło mi się. Zrezygnowałem z tego. Oczywiście już nie żałowałem, bo nie mogłem nic zrobić.No i po prostu przyglądałem się, jak te zombie tam biegają po ulicy, gryzą, kpią i dokuczają.
[23:56] - I ja ci powiem, że właśnie interpretowanie du-- yy, snów, które są, yy, zarejestrowaniem aktualnej stan-- aktualnego stanu naszej świadomości, jest bardzo kłopotliwe. Trzeba trochę, yy, znać, yy, tą osobę śniącą bliżej. Natomiast dużo pro-
[24:15] - To można o mnie powiedzieć teraz?
[24:16] - Nie, nie, bo widzisz, gdybyś zasypiał świadomie, znaczy w tym sensie, że wiadomo by było, na jaki temat śnisz, to symbolika, która by ci się pokazywała we śnie, byłaby prosta do zinterpretowania.
[24:28] - Nie, nie, ja sen doskonale pamiętam. On był bardzo-
[24:30] - Nie, nie, ale, ale nie, nie, ale-
[24:32] - Uczestniczyłem w nim świadomie, tylko nie miałem tej swojej dziennej świadomości.
[24:35] - Nie, ja rozumiem, ale-
[24:36] - Nie mogłem kreować jej.
[24:37] - Ale, ale nie miałeś, nie miałeś intencji, yy, na ten sen, jak się kładłeś. O to mi chodzi.
[24:43] - Odszedłem się filmów przez cały tydzień.
[24:45] - Tak, ale wiesz, te s-- te, te filmy to one są jedynie takim anturażem, a pod tym wszystkim jest realna treść. To nie jest tak, że jak, jak-
[24:52] - To muszę cię rozczarować. Tam było więcej wątków, cała rodzina była w to wplątana.
[24:55] - No ja się domyślam.
[24:56] - Podarowałem ci te skomplikowane treści.
[24:57] - Ale to wiesz, to nie jest tak, że jak cały, cały czas obieramy ziemniaki i w nocy nam się so-- yy, śnią ziemniaki, to jest sen o ziemniakach. On jest sen o naszej świadomości. Tylko tyle, że aktorami są ziemniaki. Nazwijmy to w ten sposób.
[25:14] - Powiedziałbym inaczej. Mi się śniło chyba... Znaczy nie zarejestrowałem przez całą noc, przez cały rok snów.
[25:19] - Aha.
[25:19] - Te dwa dni były odpowiedzią na pewne zagadnienia, które opublikowaliśmy-
[25:23] - Tak, które cię nurtowały. No oczywiście nie powiesz nam o nich tutaj, domyślam się.
[25:28] - Nie, to jest banalne. Tam ktoś się zastanawiał, zastanawiali się, jaki stopień manipulacji, w jaki sposób ludzie potrafią na siebie wpływać, jak manipulują, czy w jakiś sposób w ogóle następuje to połączenie, to mentalne, jak jeden drugiemu przekazuje swoje myśli. To było dosyć skomplikowane.
[25:44] - Ale sen był całkiem niezły w takim, w tym kontekście. No to rzeczywiście adekwatne jak najbardziej.
[25:51] - No, ale jeden z większych. To, co jest ciekawe, że rzeczywiście, tak jak w twoim przypadku, jak mówisz, że coraz bardziej zawężałeś te sny i coraz mniej wkładałeś jak gdyby wysiłku w nie.
[26:01] - A wiesz, że mam teraz sny, yy, w których, yy, są tylko figury geometryczne?
[26:07] - To jest fajnie. Sobie uprościłeś do maksimum.
[26:09] - Tak, tak, ale, ale ja-
[26:11] - W sensie, że widzisz tylko same te figury, tak?
[26:13] - Tak, tak. Relacje między figurami geometrycznymi.
[26:16] - Wciągnij ten obrazek geometryczny.
[26:17] - A jak się, a jak się budzę i, i myślę „nich verstehen”, to dopiero przychodzi mi sen, który powtarza to samo tylko na symbolach zrozumiałych. To jest dopiero sytuacja za-zadziwiająca.
[26:30] - Wiesz co, opowiem ci jakąś fajną przygodę. Kiedyś byliśmy na zlocie OOBE, no i ćwiczymy. Chodziło o to, żeby ktoś wylazł po prostu na zewnątrz i dał drugim osobom znać, że jest albo żeby go po-zarejestrować. Wiem, że wtedy wyszedłem z siebie, się rozglądam i akurat na samym środku, na samym środku sali siedziała pewna kita, która siedziała w piramidce. No więc ja, nie zastanawiając się w ogóle, właśnie to tak, nie wiem, tak nie powinienem mówić, co się stało, ale obciąłem jej głowę. Zrobiła się dziura w górze i zaczęły wyskakiwać z jej głowy zabawki, geometryczne formy i ugrzązł w nim jakiś motocykl. Ja pamiętam, że później opowiedziałem o tym. Była cała oburzona, że jej dziurę w głowie zrobiłem i ukradłem jej ideę. Ale nie o to chodziło. Otóż ona od jakiegoś czasu ćwiczyła piramidę w medytacji.
W tym momencie, jak w ogóle nie ćwiczyła jej, wytworzyła dookoła siebie właśnie jej kształt i siedziała w niej. Co było fajne, że w którymś momencie, ileś tam dni ćwicząc medytację piramidę, otaczając się nią, w momencie, gdy usiadła na środku sali, również się nią otoczyła. Stworzyła jak gdyby jej myślokształt dookoła siebie.
[27:30] - A oczywiście tak. Yy, bardzo podobny przypadek. Właśnie teraz, tak jak mówiłem, śnimy na temat tej, yy, tej, tej atrapy rzeczywistości. A przedwczoraj, yy, przypadkiem trafiłem w internecie na mantrę Gayatri. To jest taka hinduistyczna mantra o-- do Savitara. To jest takie bóstwo sło-- solarne. No i tak sobie jej posłuchałem, posłuchałem, coś tutaj pisałem i tak sobie w tle włączyłem. Yy, no i dzisiaj proszę cię, yy, chciałem we śnie zawęzić znaczenie pewnego symbolu. No i pojawił się Hindus. No i zaczął mi zawężać, yy, w sposób hinduistyczny.
Także wiesz, to wszystko gdzieś się osadza na naszej psychice.
[28:18] - Ale wiesz co? Przypomniało mi się, ja jeszcze dołożę tu coś. Nie wiem, czy odpowiada na temat śnieg, ale akurat w czasie tych snów w tej grupie OOBE-owskiej wybieraliśmy się do Dalajlamy w Chiny. Także doleciałem tam jakoś w tych majakach, ale mogłem się ruszać w prawo i w lewo, a więc miałem dość dobrą świadomość. Wylądowałem w sali. Bałem się troszeczkę wejść, bo obawiałem się, że postrzegą mnie i coś tam będzie się działo. Jakaś draka. Iluś tam młodych ludzi siedziało na hucwaka czy tam po turecku, czy po ichzemu i trzymali przed sobą świeczki. Wiem, że cofnąłem się wtedy i akurat naprzeciwko się napatoczyłem na Dalajlamę, który wydawał mi się taki niesamowicie realistyczny. Oczywiście tam spojrzeliśmy na siebie niby we śnie, w tym, w tym OOBE czy w tym majaku.
I wyobraź sobie, że pojawił się jakiś gościu i wręczył mi pomarańczową szarfę.
[29:08] - O!
[29:08] - Nie wiem, co to znaczy. Myślałem, że to jakieś przywitanie prawdopodobnie.
[29:11] - To wielkie błogosławieństwo.
[29:14] - Myślisz, że błogosławieństwo?
[29:15] - Tak.
[29:16] - Ale posłuchaj, co się dalej działo. To był szok. No i urosłem tak gdzieś, chyba miałem ze trzy metry wtedy. No i takim zmienionym głosem, tak jakby wlazła coś we mnie jakaś taka pewność wewnętrzna. Ja to nazywam jakby wejściem wyższej jaźni czy utożsamienie się z nią i mówię takim swoim głosem, a jak gdyby kierowany wypowiadam zdania, których-Nie byłem właściwie pewien, co powiem, jakie następne słowo będzie, ale ciąg, potok słów się ciągnął jeden po drugim i tworzył taki dosyć ciekawy sens. No i tak wskazuję paluchami na Himalaje i mówię, że Chińczycy właśnie w tym momencie jak tą wojnę zrobili, ten znaczy paliwowe, zostaną ukarani. No i tak jakoś pociągnąłem tą ręką w stronę Tybetu. Wyobraź sobie, że później, tydzień później było wstrząs-- wstrząsy, jakieś trzęsienia ziemi były w Chinach. No to wtedy się strasznie zdziwiłem.
[30:04] - A to-
[30:04] - Bo to było jakieś, jakieś, jakiś rodzaj pomsty, taki wewnętrzny. Ja to powiedziałem w taki sposób-
[30:09] - Tak, gdzieś, gdzieś-
[30:10] - Chciałem gdzieś ich ukarać
[30:11] - ... do, do jakiegoś-
[30:12] - I tutaj ukarałem ich się
[30:12] - ... jakiegoś strumienia się dostałeś, który, który już to zapowiadał. Bo wiesz, rzeczywistość, yy, ma cechy takich strumieni, do których można się dostroić. Można żeglować po nich, można zmienić, yy, swój los, przechodząc do innego strumienia wydarzeń. To nawet nie jest-
[30:32] - Jako strumień sobie sformułowałem, określiłeś w ten sposób.
[30:34] - Tak, tak, tak. Także, także mo-można się tak à propos mnicha. Mnie kiedyś taki pomarańczowy mnich buddyjski miską ryżu poczęstował, a to była dość szeroka historia, także już nie będę ciągnął.
[30:47] - Mój znajomy, wyobraź sobie, gdy spotykaliśmy się również z tajlandami, że lądował gdzieś tam w bibliotece. Pełno książek było, również z tymi mnichami świętymi. No i pojawił się jakiś zakonnik. Powiedział oni, że to ja jestem ten wcielisz. No i tam go uczy. On pełen powagi, wiesz, i pokory wobec niego. A on nagle mówi, że przynieś tą wodę. Przyniósł ją. On mówi, że to jest wodę Buddy. No więc mój znajomy już od tych słów prawie, że na kolana.
A on mówi przynieś teraz sam wodę, zagotujemy ją. To wszystko już było przygotowane. On mówi, że wsypiemy teraz prochy i zrobimy sobie herbatę z Buddy.
[31:25] - No.
[31:26] - Mówi, że tak podskoczył ze śmiechu, że się wybudził i cofnęło go z powrotem.
[31:30] - Wiesz, Budda nie miałby nic przeciwko temu. Yy, à propos nawet dzisiaj, yy, taką myśl, yy, jakiś program taki o Chinach oglądałem i jakąś myśl Buddy taką ładną podano, że nikomu nie ufajcie. Budda tak mówi: „Nikomu nie ufajcie, a w szczególności, yy, w to, co ja do was mówię”. Także miał facet dużą dozę, yy, samokrytycyzmu.
[32:00] - Temat ten będzie kontynuowany w następnym roku. Dziękuję, było super i zapraszamy wszystkich słuchaczy za tydzień na następną część.
[32:11] - Produkcja i realizacja Portal INFRA www.infra.org.pl.
[32:18] - Archiwalne odcinki audycji „Rozmowy poza ciałem” znajdziesz do pobrania w archiwum Radia Paranormalium na stronie www.paranormalium.pl oraz na forum portalu INFRA pod adresem www.paranormalne.eu.