[00:06] - Portal spirytyzm.pl przedstawia: wykłady spirytystyczne. Brazylijskie medium Divaldo Pereira Franco kilka lat temu poprowadził na oświęcimskim Uniwersytecie Trzeciego Wieku wykład pod tytułem „Żyć szczęśliwie”. Spotkanie z brazylijskim spirytystą aż do dnia dzisiejszego budzi gorące emocje wśród słuchaczy, którzy ostatniego dnia maja 2011 roku tłumnie zgromadzili się w jednej z sal Oświęcimskiego Centrum Kultury. Spotkanie z języka portugalskiego tłumaczył symultanicznie Konrad Jeżak z Polskiego Towarzystwa Studiów Spirytystycznych. Dziś w Radiu Paranormalium mamy przyjemność zaprezentować państwu zapis tego wykładu udostępniony przez serwis oświęcimonline.pl.
[00:57] - Panie i panowie.
[00:59] - Dobry wieczór.
[01:01] - Bardzo żałuję, że niestety nie mówię w państwa pięknym języku. Ale uda nam się siebie zrozumieć dzięki naszemu tłumaczowi. I ponieważ mówię także międzynarodowym językiem — językiem miłości. Poszukiwania filozoficzne człowieka tak naprawdę ograniczają się do jednego: do znalezienia szczęścia. Bycie szczęśliwym to był cel tak naprawdę każdego człowieka. A jednak szczęście jest tak ciężko osiągnąć. Ponieważ to, co jest szczęściem dla jednych, nie jest szczęściem dla innych. I zwłaszcza kiedy szczęście umieszczamy w rzeczach, które są dookoła nas. Tak, właśnie dziś odwiedziliśmy obóz koncentracyjny. I zobaczyliśmy na własne oczy, jak są szalone niektóre pomysły ludzi, żeby zdominować innych.
66 lat temu świat wyglądał w jeden sposób. Szczęście nazistów polegało na zdominowaniu świadomości umysłów innych ludzi. I zmieniło się w czasie. I ci ludzie, którzy wydawali się tak silni. W chwili kiedy mieli zaświadczyć o swoich ideałach. Tchórzliwie uciekli do innych krajów, między innymi także do Brazylii. Pokazując, że tak naprawdę byli hipokrytami i nie byli szczęśliwi. Byli psychopatami. A więc szczęście nie można ograniczyć do rzeczy materialnych, do władzy, do pieniędzy, do wysoko ustawionych pozycji. Do wszystkiego, co daje jakieś uczucia.
Wielki psychiatra austriacki Viktor Frankl, który przeżył Holokaust, ustalił, że szczęście jest natury psychologicznej. Że każdy z nas powinien mieć jakiś ideał. Ale taki ideał, który czyni nas godniejszym i czyni godniejszym społeczeństwo. Ponieważ jeśli ten ideał nie będzie miał takiej siły, żeby żyć dalej po naszej śmierci. Chodzi wówczas wyłącznie o jakieś pragnienie, które dotyczy naszych zmysłów. Przypominam sobie najlepszy przykład szczęścia, który mnie bardzo poruszył, kiedy o nim przeczytałem. Jak wszyscy pamiętamy. Papież Jan Paweł II był wyjątkowym człowiekiem. Był Polakiem o bardzo szlachetnym poczuciach. I stał się ofiarą choroby, która zaczęła niszczyć jego organizm.
Chorobę Parkinsona. Kiedy już był bardzo chory. Watykan otrzymał wyjątkową prośbę z Izraela. Najbardziej znany rabin w XX wieku. Pan Meir Lau. Pragnął spotkać się z Ojcem Świętym. Ale papież nie miał siły, żeby przyjąć takie spotkanie. Stało się to problemem dyplomatycznym. I rozwiązano to w bardzo mądry sposób. Organ Watykanu odpowiedzialny za udzielanie spotkań, wywiadów.
Ustalił, że papież będzie mówił jak najmniej. I że spotkanie nie może trwać dłużej niż 10 minut. W tej chwili, po pokoju Watykanu. Spotkali się rabin Meir Lau i papież Jan Paweł II. I wszyscy byli obecni. Więc żydowski rabin powiedział papieżowi: Ekscelencjo, Przybyłem tutaj opowiedzieć jedną historię. W roku 1942, Na północy, w północnej Polsce, Kiedy naziści zaczynali eksterminację Żydów, Pewna Żydówka poprosiła Polkę katoliczkę, Żeby zajęła się jej synem, który miał wówczas cztery lata. Ona wiedziała, że zginie w ręku Holokaustu. Ale ufała tej katliczce. I poprosiła, żeby ona uratowała jej dziecko.
Ponieważ to dziecko miało wyjątkową misję dla ludzkości. I ta pani katoliczka przyjęła tą prośbę. Ale ta Żydówka mu odpowiedziała: Jest jeden warunek. Gdy uratujesz moje dziecko, Wojna na pewno się skończy. I proszę, byś wysłała moje dziecko do Izraela, ponieważ on ma w tamtym miejscu wielką misję do spełnienia. I ta katoliczka się zgodziła. I ta Żydówka Trafiła do obozu koncentracyjnego, gdzie straciła życie. Minęły lata. Wojna skończyła się. A ta pani katoliczka pokochała to dziecko tak, jakby to był jej własny syn.
Także to dziecko pokochało tą kobietę, tak jakby to była jego matka. I wówczas weszła w taki kryzys świadomości. Była katoliczką. I czuła się w obowiązku sprawić, żeby jej dziecko także stało się chrześcijaninem. Ale przecież obiecała kiedyś, że wyśle dziecko do Izraela. Miała olbrzymi konflikt, Więc udała się do księdza ze swojej miejscowości I poprosiła go o radę. Nie wiedziała, co zrobić. I ksiądz powiedział jej: Ponieważ jesteś chrześcijanką, Powinnaś także uczynić z dziecka chrześcijanina. Ale jako że jesteś także obywatelką Polski i powinnaś dotrzymać słowa, Powinnaś wypełnić to, co obiecałaś. I ona w ogromnym bólu wysłała dziecko do Izraela.
Dziecko urosło. Dostało się do szkoły rabinów. I to dziecko, o którym mówimy, to jestem ja. Jestem dzisiaj jednym z najbardziej znanych rabinów na świecie. Ale to nie jest ważne. Ważny jest ten ksiądz, który dał taką radę. Ten ksiądz, Ekscelencjo. To był pan. Ja przyszedłem tutaj podziękować. I obydwaj się uściskali.
I Ojciec Święty był bardzo wzruszony. Przypomniał sobie o Jezusie, Który ustalił największą wskazówkę dotyczącą szczęścia dla człowieka. A więc szczęście Jest związane z emocjami. I Viktor Frankl zaproponował, Żebyśmy nadali naszemu życiu jakiś sens. Jakiś sens psychologiczny. Poinformowano mnie, że tutaj znajdują się osoby z Uniwersytetu Trzeciego Wieku. To jest chodziło mi o poszukiwanie. I to jest właśnie dzięki temu jest droga do osiągnięcia szczęścia. W roku 1991 Wygłosiłem wykład na Uniwersytecie Trzeciego Wieku w mieście Lyon we Francji. Ja jestem zwolennikiem filozofii, która ma podwaliny naukowe, Która nazywa się spirytyzm.
To jest taka filozofia, która zbliża ludzi do Boga. I profesor La Platine, który mnie zaprosił, Poprosił mnie, żebym wygłosił konferencję o reinkarnacji i antropologii. Wygłosiłem tą konferencję. Kiedy skończyłem, I przyszły panie właśnie z Uniwersytetu Trzeciego Wieku, żeby ze mną porozmawiać. I pewna pani, która miała 81 lat, powiedziała mi: Jestem zafascynowana tym, co pan przedstawił, Ponieważ jednym z marzeń, moich marzeń w życiu Było studiować antropologię. A gdy byłam młoda, nie udało mi się. Ale kiedy teraz w tym wieku, który jest najbardziej czarujący, Często tam mówię. Już siedem lat tam jestem. Już to są siedem lata, jeszcze trzy mnie zostają. Jeszcze trzy mnie zostają.
Nigdy nie widziałam takiego optymizmu. I tyle. Więc powiedziałem do niej: „I powiedziałem do siebie samego: ona skończy ten cały kurs, jak będzie miała 84 lata. A to jest taki bieg bardzo znaczący”. I tak uśmiechnęła się i powiedziałem: „I kiedy pani skończy kurs, otworzy klinikę?” „Tak, na pewno. To jest marzenie mojego życia”. Więc zapytałem się jej: „Ale wyobraźmy sobie, że coś niemożliwego się stanie. Ale czasami się zdarza. Wyobraźmy sobie, że pani umrze wcześniej”. Ona spojrzała się na mnie tak wyzywająco.
Powiedziałem: „Nie, to nie jest problem. Ponieważ w następnym wcieleniu ona się urodzi jako specjalistka od antropologii. To był ideał bardzo wyjątkowy, bo nigdy nie możemy stracić nadziei i zawsze musimy zachowywać nasze ideały. Kiedy Viktor Frankl był w obozie w Oświęcimiu i w więzieniu przy komorach gazowych mówił: „Ja przeżyję nazizm. Muszę wyznać to przestępstwo, to okropieństwo ludzkości”. Dwa razy jego imię było na liście osób, które miały iść do komory gazowej, ale udało mu się od tego uwolnić. I kiedy był już wyzwolony z obozu wypełnił swoją obietnicę. Wykazał przestępstwa nazistów i napisał książkę, która jest traktowana jako jedna ze 100 najważniejszych książek ludzkości w XX wieku. Książka zatytułowana jest „W poszukiwaniu sensu”. Jaki jest sens naszego życia?
Dziś mam 84 lata. Ja myślę, że jestem najstarszą osobą tutaj, ale czuję się najmłodszy tutaj. Nie mówcie mojego wieku. Mężczyzna może powiedzieć, ale kobieta nigdy nie powinna powiedzieć wieku. Więc jesteśmy u siebie w domu. Kiedy byłem młody i widziałem osobę 20-letnią spoglądałem na nią i mówiłem: „On jest stary”. Kiedy skończyłem 20 lat spoglądałem na kogoś, kto miał 40 i mówiłem: „Ale jest stary”. Kiedy skończyłem 40 spoglądałem na kogoś, kto ma 50 i mówiłem: „Mój Boże, on ma przecież pół wieku!” Tak że skończyłem też i 50. Jak to szybko mija. I spoglądałem na kogoś, kto ma 70.
Powiedziałem: „Od 70 ja nie dotrwam”. Dotrwałem. Teraz spoglądam na kogoś, kto ma 90 i mówię: „A spokojnie, do tego wieku dotrę”. A już mam 84. I szczęście. Ale dlaczego? Bo dowiedziałem się, że szczęście jest możliwe tylko wtedy, kiedy się kocha. Chodzi o jakikolwiek rodzaj miłości, która nas niesie i pcha nas do przodu. Viktor Frankl mówił: „Jeśli nasze życie nie ma jakiegoś sensu polegającego na miłości, nie warto żyć”. I kiedy przyjmował pacjentów, pacjent mówił mu: „Doktorze, o mało co nie popełniłem samobójstwa”.
A on pytał się: „A dlaczego się nie popełnił samobójstwa? A pan uważa, że powinien? Nie, niczego nie uważam. Ja tylko się pytam, dlaczego nie popełniłeś tego samobójstwa. Nie popełniłem, bo mam dziecko. Mam męża, mam ideały. Więc walczę o swoje ideały. Walczę o swoje dziecko. Walczę o to, żeby się zrealizować osobiście”. Więc on wynalazł pewną technikę leczenia problemów ludzkości.
To nazywa się logoterapia. Terapia sensu życia. Wiele osób jest smutnych, są przygnębione, bo nie mają sensu w życiu. Nie mają jakiegoś celu. I dlatego dzisiaj przeżywamy bardzo poważny moment. Chwilę depresji. Dzisiaj depresja to jest wielka pandemia. Tylko w Stanach Zjednoczonych jest 50 milionów ludzi chorych na depresję. Ale skąd się bierze tyle depresji? Niektórzy specjaliści mówią, że pewne czynniki są związane ze społeczeństwem.
Samotność, strach i niepokój. To jest czas osób, które czują ogromny niepokój. Nigdy nie są zadowolone, że są tutaj, czy tam. Chcą albo mieszkać na plaży, albo w mieście. A ktoś, kto mieszka w mieście, chce mieszkać w górach. Ktoś, kto mieszka w górach, chce przeprowadzić się na plażę. Więc bogacze mają dom na plaży, jeden w górach i jeden w mieście. A żyją z turystyki i spędzają czas w dużych hotelach. Piją alkohol i narkotyzują się, ponieważ czują niepokój. Niepokój jest czymś naturalnym.
To jest zjawisko psychologiczne. Kiedy czekamy na coś, niecierpliwimy się bardzo. Kiedy czekamy na ukochaną osobę albo czekamy na jakąś wiadomość, czujemy niepokój. Ale kiedy już z powodu tego niepokoju, zniecierpliwienia pojawia się jakiś problem w sercu czy też w głowie, już chodzi o jakąś patologię. Jeśli dana osoba nie zadowala się tym, co ma i tym, czym jest, zawsze narzeka. I wówczas taki niepokój jest chorobą. Musimy bardzo uważać. Musimy popracować w naszym wnętrzu, żeby żyć w pokoju, żeby cieszyć się każdą chwilą w życiu. Kiedy byłem młodszy i pracowałem, miałem koleżankę, która mówiła: „Będę szczęśliwa, kiedy pójdę na emeryturę. Będę tylko szczęśliwa wtedy, kiedy pójdę na emeryturę”.
Zmarła przed emeryturą. Szczęście jest teraz, tutaj, w tej chwili. Jeśli będziemy przesuwać szczęście na przykład do Bożego Narodzenia albo do czasu, kiedy będziemy mogli odbyć długą podróż, będziemy tak zniecierpliwieni, że nie będziemy szczęśliwi przez cały ten okres oczekiwania i stracimy tysiące chwil szczęścia. I drugim problemem jest strach. Żyjemy w epoce strachu. Strach przed stratą pracy, strach przed chorobą, strach przed śmiercią, strach przed tragedią kolejką. Strach odbiera nam radość życia. Bardzo dużo podróżuję, ponad 250 dni w roku i nauczyłem się nie bać się. Pewnego dnia napadnięto mnie w Brazylii. Bandyta wyjął nóż i przystawił mi do brzucha i powiedział: „Zabiję cię”.
Poprosił o pieniądze, ale w tej chwili nie miałem przy sobie pieniędzy, więc uśmiechnąłem się do niego i powiedziałem: „Nie przyniosłem żadnych pieniędzy”. Zostawiłem mój portfel z pieniędzmi w domu i zapytał się mnie: „Dlaczego nie masz pieniędzy z sobą?”. „Nie wiedziałem, że ktoś mnie napadnie i nie wziąłem ze sobą”. Ale powiedział: „To ty się śmiejesz ze mnie?”. Powiedziałem: „Nie. Ja zawsze tutaj jestem i nikt na mnie nie napadł. Ale więc nie mam ze sobą pieniędzy. Ale jeśli dasz mi jakąś możliwość, ja będę miał pieniądze”. Więc się zapytał: „Czy nie boisz się, że ciebie zabiję?”. Ja powiedziałem: „W żaden sposób się nie boję”.
„Bo to nie jestem bandytą, a nie ja. I to bandyta ma się czuć źle, a nie ja”. I staliśmy się przyjaciółmi. On jest bardzo męskim człowiekiem, bardzo silnym człowiekiem. I co roku wracam do Rio de Janeiro, do miasta, gdzie mnie napadnięto. I wygłaszam konferencje w bardzo niebezpiecznych miejscach. Więc on się mnie pyta: „Więc pan jeździ w takie miejsca?”. „Tak, oczywiście jeżdżę”. „Nie boi się pan, że pana napadną?”. Powiedziałem mu: „Ale kochany, byłeś pierwszy i jedyny, który mnie napadł”.
I on się stał moim ochroniarzem. I moi przyjaciele, którzy nagrywają moje konferencje mogą zauważyć, że zawsze obok mnie stoi taki bardzo wysoki i silny człowiek, który ogląda i patrzy na wszystkich. I kiedy ktoś bardzo długo mnie obejmuje, bo my Brazylijczycy bardzo obejmujemy innych się, całujemy, przyciskamy ręce i mamy bardzo polską charakterystykę. Brazylijczycy dużo mówią. Ja zazdroszczę Polakom, bo mówią w bardzo muzykalnym języku. Ale ja muszę się nauczyć tego języka i nawet po śmierci pojawi się jako duch, który mówi po polsku. I ten mój ochroniarz powiedział: „Czy chce pan, żeby oddaliśmy go bandytom?” Mówię: „Nie, to nie bandyta. To jest mój przyjaciel.” Więc on uśmiecha się. Strach jest ogromnym wrogiem ludzi, bo kiedy się boimy, dzieje się coś, czego nie oczekujemy. Ponieważ się przejmujemy bardzo.
Jeśli chodzi o spirytyzm mówimy, że dzieje się z nami tylko to, co decyduje Bóg. Jeśli nic nie mamy do spłacenia od Bogu, nic się nie dzieje. Miałem przyjaciółkę, która bardzo bała się latać samolotem. I ona mówiła: „Nigdy nie polecę samolotem. Nigdy nie umrę, bo nigdy do samolotu nie wejdę.” Pewnego dnia leżała i spadł na jej dom samolot i zabił ją od razu. Więc ona umarła pod samolotem. Nawet jeśli była zdrowsza. Piątym wrogiem jest samotność. Samotność osoby, która jest sama. Samotność, kiedy są dwie osoby.
Zwłaszcza w małżeństwach ludzie są samotni. I samotność wśród ludzi. Ale dlaczego jesteśmy samotni? Bo boimy się kochać. Psycholog i teolog amerykański dr Paul Menh mówił, że boimy się kochać. To wielka prawda. Lubimy, jak nas kochają. Ale mówimy: ja kocham tak, ale nikt nie odpowiada na to. A przecież miłość to nie są interesy. Kwiaty pięknie pachną i o nic nie proszą.
Tak samo jest z tym, kto kocha. W mieście, w którym mieszkam w Brazylii, mamy dom, w którym pomagamy dzieciom. I przez ten dom przeszło 30 000 dzieci, które dzisiaj są już dorosłe. Brazylia to jest kraj, w którym jest 182 miliony mieszkańców, w którym jest dużo problemów społecznych i ekonomicznych. I niemalże 70 lat temu postanowiliśmy stworzyć instytucję, żeby pomóc biednym osobom. Potem spotkały mnie różne rzeczy. Miałem inspirację taką, żeby stworzyć taki dom dla dzieci. Jak to się mówiło kiedyś sierociniec. Bardzo lubiłem świętego Jana Bosko. Przez ogromny zbieg okoliczności jesteśmy teraz w domu salezjanów.
Ponieważ Jan Bosko edukował młodzież we Włoszech i na całym świecie. W Brazylii zakon salezjanów jest bardzo szanowany. Ponieważ nie byłem w stanie zrobić czegoś tak wielkiego sam, stworzyliśmy coś bardzo wyjątkowego. I piąte dziecko, które do nas trafiło, zostało zostawione w śmietniku. W moim mieście jest bardzo dużo czarnoskórych osób. Co wynika z tego, że kiedyś był niewolnictwo. Miasto, w którym mieszkam w Brazylii, miasto Salvador, jest nazywane miastem, które jest najbardziej czarne w Brazylii. I wśród osób o tym kolorze skóry bieda jest olbrzymia. Więc usłyszeliśmy, że jakieś dziecko płacze i nie wiedzieliśmy gdzie się znajduje. Ale znaleźliśmy je w śmietniku.
Byłem bardzo młody. I kiedy wziąłem do ręki to dziecko, które było pokryte całkiem mrówkami, zaczęłam zdejmować z niego mrówki. Ono przestało płakać. Spojrzało się na mnie i pobiegłem od razu do urzędu stanu cywilnego i zarejestrowałem to dziecko. Byłem bardzo zdenerwowany. I ten urzędnik zapytał się: „Jak pan nazwie to dziecko?” I ona miała na imię Jagarasu Pereirafal. To ano to imię ojca Divaldo Pereira Franco. „A mama jak się nazywa?” „Nie, nie ma mamy.” „Jak to nie ma mamy? Musi być jakaś mama. Mama może urodzić dziecko i nie mieć ojca, ale ojciec musi mieć jakieś nazwisko.
To jest pierwsze dziecko.” „Tak, tak, proszę pana.” Więc uspokój się. „Jaki jest kolor skóry dziecka?” „Czarny kolor skóry.” „A jakie jest imię pana służącego?” „Nie, nie, nie, to nie tak.” Zacząłem myśleć. I podał imię poetki brazylijskiej, która zmarła w 1901. Podałem imię poetki brazylijskiej, która zmarła w 1901 roku. Po 13 miesiącach znalazłem kolejne dziecko i zarejestrowałem. I powiedział: „A, pan to jest ten człowiek, który nie wie, z jaką kobietą żyje”. Nie, nie, proszę pana, jestem bardzo wierny. Przyszedłem zarejestrować drugie dziecko. A imię matki? To samo.
Aldane Souza. Zarejestrowałem pięcioro. Kiedy ten pierwszy miał cztery lata, powiedział mi: „Wujku – ponieważ wszyscy do mnie mówią wujku – nie jesteś moim tatą”. I zapytał się: „Dlaczego nie?” „Bo ci powiedzieli, że ty jesteś biały, a ja jestem czarny”. „Dlaczego jestem czarny?” „Bo urodziłeś się nocą”. „A dlaczego ktoś inny ma taki brązowy kolor skóry?” „Bo urodził się w południe”. „A dlaczego Bruno jest rudnąty?” „Ponieważ urodził się w południe”. Więc kolor skóry odpowiadał godzinie narodzin. Nieco później zmieniliśmy troszeczkę nasz sposób pracy. Żeby wypełnić pewne wymagania psychopedagogiczne.
I stworzyliśmy całą wspólnotę. Codziennie przyjmujemy 5000 osób. Tylko dzieci i młodzieży jest 3000. I oni się mnie pytają: „Dlaczego wujku jesteś taki zadowolony? Nawet jak jesteś chory, to się cieszysz”. „Bo znalazłem szczęście”. Sie pytają: „A czym jest szczęście?” „Kochać was”. „A jeśli my ciebie nie będziemy kochać?” To nie ma różnicy. Ponieważ miłość jest dla tego, kto kocha. A nie dla tego, kto jest kochany.
I w ten sposób około 16 lat temu miałem problem z sercem, które mnie załamał i uznano mnie za martwego. W chwilkę czterech lekarzy pobiegło, żeby zająć się moim ciałem. Poczułem tak, jakbym był poza ciałem. I widziałem wszystko. Byłem całkowicie świadomy. Powiedziałem: „To jest coś fantastycznego. Więc nikt nie umiera. Wszystkie religie mówią, że życie trwa dalej”. Więc byłem bardzo szczęśliwy. A jeden z moich adoptowanych synów, który jest lekarzem, powiedział Nilsonowi, który był ze mną: „Wujki Divaldo właśnie zmarł”.
Powiedział: „Coś tu dobrego”. Niektóre osoby zaczęły płakać. I zastanawiałem się, ciekawe, czy płaczą z radości, czy ze smutku. Ponieważ niektórzy z radości płaczą. W tej chwili pojawiła się moja mama, która już nie żyła i zapytałem się jej: „Mamo, umarłem?” Ona powiedziała: „Jeszcze nie”. „A co się stało?” Przewodnicy duchowi sprawdzają właśnie, czy zostaniesz, czy wracasz. Więc pomyślałem sobie: mój Boże. Daj mi 10 lat. I pożałowałem tak bardzo, że poprosiłem tak mało. Bo Boga trzeba prosić o dużo.
Bo jeśli On o połowę obetnie, to jeszcze dostaniemy bardzo dużo. Więc w tej chwili moja mama powiedziała: „Wrócisz, mój synu”. I wróciłem. Więc zabrano go do szpitala. Zrobiłem wszystkie prześwietlenia. I stwierdzono, że miałem zawał. Więc lekarz dał mi miesiąc życia. I powiedział, że poprosiłem Boga o 10 lat. I Bóg da mi 10 lat. Bo mam tyle rzeczy do zrobienia.
Że nie mogę młodo umrzeć. Miałem 68 lat. Byłem młody. Więc. Więc cały czas utrzymywałem radość. Bardzo czułem ogromny ból w piersi. I przez ten miesiąc, który został mi do życia, pracowałem w umyśle nad tym, żeby nie bać się śmierci. Udało mi się przejść przez to. Minęło już 16 lat od tego momentu. I lekarz, który powiedział, że będę żył tylko miesiąc, już umarł.
I byłem na jego pogrzebie. Nawet wygłosiłem przemowę na jego pogrzebie. Więc udałem się nawet do Sai Baby w Indiach, który niedawno umarł. Kiedy rozmawiałem z Sai Babą, zapytał się mnie: „Co ode mnie chcesz?” Powiedziałem: „Słabo, nic nie chcę. Nie potrzebuję niczego”. On znów zapytał: „Czego ode mnie chcesz?” Ponieważ wszystko, o co się proszono Sai Babę, było dane. Złote ma zegarki, łańcuchy złote. Więc on był zaskoczony, że ja nic od niego nie chcę. I zapytał się po raz trzeci raz, co ode mnie chce. I powiedział, że proszę, żeby poprosił Boga, żeby zainspirował go do tego, żebym miał właściwe myśli, mówił w sposób godny i postępował dobrze.
Więc on podniósł rękę i powiedział po angielsku trzy razy „bless you”, czyli „błogosławię ci”. Chociaż o niczym nie wiedział, tutaj między trzecie i czwarte żebro dotknął mnie i zapytał się mnie: „A twoje serce jak się ma?” „Że mnie bardzo boli.” Więc nacisnął mnie i już nigdy nic nie poczułem. Minęły lata i byłem całkowicie wyleczony od anginy sercowej, ponieważ ja nie chcę umrzeć na razie. Dopóki Bóg daje mi życie, chcę przekazywać radość, nadzieję i pewność, że życie nie kończy się w chwili śmierci. To jest wielka tajemnica filozofii. Czy życie kończy się wraz ze śmiercią? Materialiści mówią, że tak, ale duchowi mówią, że nie. Papież święty Jan Paweł II w czasie mszy w Katedrze Świętego Piotra powiedział: „Życie trwa dalej, a zmarli wracają, komunikują się z nami.” I w gazecie Observatório Romano, w gazecie kurii rzymskiej kardynał Poletti potwierdził, że święci komunikują się z ludźmi, więc ci zmarli wracają, żeby mówić nam o życiu. Ale ważne, żebyśmy byli godni i utrzymywali wartości etyczne, żebyśmy byli godni tego, żeby wejść w kontakt ze światem duchowym. I to jest coś bardzo ważnego, bo jedynym dowodem na to, że życie trwa dalej jest powrót tych, którzy zmarli, żeby się z nami komunikować.
Przychodzą powiedzieć nam, że spotkamy tych, których kochamy, więc sens naszego istnienia powinien być psychologiczny. Że w taki sposób, że nawet śmierć ma nie przerwać naszego życia. Kiedy mój przyjaciel Conrad powiedział mi o tym spotkaniu i powiedział, żebym szybko powiedział o szczęściu, pomyślałem, że przyniosę państwu te doświadczenia. Tak jak stwierdzi bardzo słusznie święty Wincenty a Paulo, do ostatniej chwili naszego życia warto wierzyć w to, że życie trwa dalej, czyli zjawisko śmierci spotka każdego z nas. To jest coś z czymś dobrym, ale zobaczymy się potem. Jeśli nasze życie będzie dobre, będziemy szczęśliwi po drugiej stronie. A jeśli nasze życie nie będzie tak dobre, wrócimy na Ziemię, żeby zacząć wszystko jeszcze raz w poszukiwaniu szczęścia. To dlatego Jezus powiedział: „Królestwo moje nie jest z tego świata.” Ale to na tym świecie zaczyna się królestwo Boże, więc musimy kochać. Nie powinniśmy być wrogami nikogo, nawet jeśli inni są naszymi wrogami. To jest ich problem.
Tutaj, w Polsce wydarzyła się bardzo ciekawa rzecz. W 1930 roku w Warszawie rabin żydowski mieszkał w rodzaju getta i co sobotę chodził do pobliskiej synagogi. I przechodził obok pola, które uprawiał młody Niemiec. Kiedy przechodził obok wiedział, że ten Niemiec ani Polaków, ani Żydów nie lubił i już nie raz się do niego. Kiedyś powiedział do tego Niemca: „Guten morgen. Dzień dobry, panie Hitler.” Ten młody Niemiec zareagował. W następną sobotę powtórzył to samo. Niemiec reagował, ale on mówił dalej. I pewnego dnia ten chłopak powiedział: „Dzień dobry, panie rabinie.” Minęły lata. W 1942 roku, kiedy pociąg przyjechał do Pilkenton w błogosławionym Bożym Narodzeniu i wypuszczono Żydów, młody Niemiec stanąłPewien żołnierz z SS selekcjonował ludzi.
Ci, którzy szli na lewo, mieli iść do komór gazowych. Ci, którzy szli na prawo, byli zmuszani do pracy. Rabin był pośrodku. Był już starszy, był zmęczony. Z trudnością zauważył, że kłóci się w stronę komór gazowych. Ale kiedy był blisko strażnika i na niego spojrzał, rozpoznał tego strażnika. Strażnik wysyłał mnóstwo dzieci, ludzi starszych, kobiet na lewo. Nadeszła jego kolej. Powiedział: „Morte her Miller”. Żołnierz, który miał szubę w ręku, spojrzał na niego i kazał mu iść na prawo.
Wojna się skończyła. Kiedy rozpoczęły się procesy sądowe kryminalistów wojennych, kiedy osądzono już przywódców, byli wtedy sądzeni ci, którzy byli żołnierzami obozów koncentracyjnych. Pewnego dnia był sądzony strażnik, który selekcjonował ludzi. Wysłał na śmierć 100 000 ludzi. Żydów, Cyganów, Polaków. Wszystkich, których nienawidził. Świadkiem był ten rabin. Kiedy skończył się proces sądowy, w ostatnim etapie sędzia zapytał się, czy to nie ten człowiek właśnie selekcjonował tych, którzy szli na śmierć. Rabin spojrzał się zmęczonym wzrokiem. Powiedział tak: „Morte her Miller”.
I spojrzał się. Ale rabin powiedział: „Nie. To nie on. To był ideał nazistów. Her Miller jest ofiarą głupiej idei. Był kształcony, by dobrze zabijać. W czasie przemowy w Norymberdze Hitler powiedział: wszyscy mają być okrutni i eksterminować Żydów i Polaków. On był wychowywany ku temu jak zwierzę. Ale to jest dobry człowiek. Każdy człowiek ma swoją dobrą stronę.
Ale on rozwinął tą stronę, którą promowała kryminalistyczna partia. Her Miller uratował mnie”. Sędzia się zdenerwował i skazał na śmierć. Wówczas wydarzyła się wzruszająca scena. Ten Miller, który nienawidził ludzi, płakał po raz pierwszy. Więc rabin przeszedł obok niego, spojrzał i powiedział rabinowi: „Dziękuję ci bardzo”. Więc rabin odpowiedział mu: „A usted también. Do widzenia. Spotkamy się po drugiej stronie”. Ten zły człowiek bez żadnej wątpliwości, chociaż nie miał żadnych dobrych uczuć, zmienił całkowicie swoje życie i stał się człowiekiem.
Więc Viktor Frankl mówił: nie dam przyjemności nazistom tego, żeby mnie nienawidzili. To to, czego oni chcą. Będę im współczuł, bo oni są psychopatami. Więc ten, kto kocha, przeżywa zło. I tu jesteśmy my. Niektórzy tutaj z obecnych osób, pań i panów, byli wtedy dziećmi. My przeżyliśmy, a ci, o nich zapomniał czas. Więc moim przesłaniem jest to, że warto kochać. Jak mówiła matka Teresa z Kalkuty: kochać tak bardzo, że aż będzie bolało. Więc życzę państwu ogromnego spokoju, wielu błogosławieństw i radości i szczęścia.
Dzisiaj, kiedy wrócą państwo do domu, ucałujcie dzieci, wnuków, waszego partnera i powiedzcie przyjaciołom: cześć, dzień dobry. Jak dobrze, że żyjemy. Naprawdę warto żyć. Za państwa uwagę bardzo dziękuję.
[48:33] - W Radiu Paranormalium zaprezentowaliśmy zapis wykładu, jaki wygłosił 31 maja 2011 roku Divaldo Pereira Franco w Oświęcimskim Uniwersytecie Trzeciego Wieku. Wykład zorganizowało Polskie Towarzystwo Studiów Spirytystycznych. www.spirytyzm.pl. Zapis wykładu został udostępniony przez serwis oswiecimonline.pl.