[00:06] - Portal spirytyzm.pl przedstawia: wykłady spirytystyczne. W Radiu Paranormalium prezentujemy zapis wykładu Sebastiana Minora pod tytułem „Tanatoterapia, czyli droga ku wiecznemu wyzwoleniu”, jaki odbył się w czasie konferencji Reinkarnacja i życie po śmierci w Warszawie 29 maja 2011 roku. Zapis wykładu udostępniony został przez Polskie Towarzystwo Studiów Spirytystycznych. Zapraszamy na stronę towarzystwa pod adresem www.spirytyzm.pl oraz do księgarni internetowej revail.pl.
[00:45] - Dzień dobry wszystkim państwu. Temat śmierci i temat przygotowania się do śmierci towarzyszy nam właściwie od chwili urodzin każdego dnia i łączy się nierozdzielnie z całą historią naszej cywilizacji, religii, filozofii, z odkryciami naukowymi czy duchowymi. Tak naprawdę nie ma różnicy, ponieważ wszyscy, jak tu żyjemy, mamy ograniczony czas, ograniczony limit lat na to życie. Dlatego też bardzo nierozsądnie jest odwracać się od tego tematu plecami. I jedyne, co mistrzowie duchowi robią przez całe życie jako swoją praktykę, to tak naprawdę przygotowywanie się do świadomej śmierci. Do tego, żeby nie dać się zaskoczyć, żeby w chwili, kiedy ona nadejdzie, być na tyle przygotowanym, żeby dokładnie wiedzieć, jak ten proces wygląda, jak przebiegają kolejne etapy, dokąd możemy się wspiąć po naszej drabinie świadomości już za życia i jaki kierunek wyznacza nam ta drabina tuż po śmierci. Ma to o tyle wielkie znaczenie, że większość z nas, większość ludzi zachodniej współczesnej cywilizacji jest całkowicie nieprzygotowana do tego tematu, ponieważ ignorowanie tego problemu weszło nam w krew już właściwie od końca XIX, początku XX wieku, czyli właściwie od rozpoczęcia epoki prawdziwego materializmu i zniewolenia zmysłów wieloma zagłuszaczami, które odciągają nas od świata wewnętrznego i wciągają nas w struktury iluzji tej rzeczywistości, która jest z pozoru tak bardzo atrakcyjna. Tak bardzo jej łakniemy. Łakniemy informacji w mediach, łakniemy różnych karuzeli tego świata, w których próbujemy się odnaleźć, ale tak naprawdę prędzej czy później kondycja naszego ciała, naszej psychiki zaczyna domagać się uwagi poprzez to, że chorujemy, poprzez to, że nasi bliscy umierają, poprzez to, że się starzejemy i poprzez to, że w końcu pojawiają się widoczne przyczyny naszej śmierci. Czyli tak jak w przypadku pacjentów hospicjum, pacjentów terminalnych jest to już nieuchronne i można odroczyć o parę dni, parę godzin, parę chwil nadejście tej śmierci.
Ale zazwyczaj większość z tych pacjentów twierdzi, że gdyby miało jeszcze więcej czasu, to zupełnie inaczej wyglądałoby ich życie w tej końcówce naszego życia. Dlatego możemy sobie zadać pytanie, jak powinno wyglądać nasze życie, gdybyśmy wiedzieli dokładnie, co jest jego celem, na czym polega to nasze zmaganie się z tą rzeczywistością. I tu w trakcie tego dzisiejszego wykładu chciałbym zwrócić szczególną uwagę na możliwość wyzwolenia się od pewnych dogmatów, od pewnych schematów myślowych, które stwarzają więzienie naszego umysłu, czyli poprzez naszą percepcję zamykają nas w tej rzeczywistości zmysłów. Jak można się uwolnić od przywiązania do tego świata? Jak można sobie uświadomić naprawdę dobitnie, że ta rzeczywistość jest nietrwała? I jak odnaleźć podstawę tego, co jest niezmienne, co jest niewzruszone, czyli podstawę naszego istnienia, podstawę naszego bytu, ten naturalny stan naszego bytu, naszego prawdziwego istnienia, tego, co możemy nazwać strumieniem czy istotą życia. I cała ta wiedza, którą ja nazywam tanatoterapią, jest bardzo praktyczna, ponieważ ona służy bezpośrednio do uzdrawiania właśnie tej naszej patologii, przekonania i wiary w to, że jesteśmy nieśmiertelni. I każdemu z nas taka wiara towarzyszy przez lata dzieciństwa, młodości, wieku dojrzałego, gdy osiągamy sukcesy, gdy jesteśmy skupieni na karierze, aż w którymś momencie następuje zawał, wylew, nowotwór, szpital, wypadek lub coś, co pokazuje nam stop, znak stopu. I wtedy zaczynamy się zastanawiać i roztkliwiać nad sobą. Ojej, ja biedny, nie zauważyłem, że jest jeszcze coś więcej niż tylko to, co można kupić za pieniądze.
Nie odbudujemy swojej struktury fizycznej za to, co możemy znaleźć w świecie materii. Są oczywiście próby. Są różne transplantacje organów, przeszczepy, wymiany narządów, przetaczanie krwi. To są różne sztuczki, które i tak w końcu muszą ulec pewnej konfrontacji z rzeczywistością, czyli muszą Muszą się zatrzymać. Nie można wiecznie przedłużać sztucznie swojego życia wymianą organów. I w momencie, kiedy dowiadujemy się, że jesteśmy śmiertelni, nasza działalność w świecie zewnętrznym zaczyna spowalniać. Zaczynamy dostrzegać pewne rzeczy, które wcześniej nam umykały. Zaczynamy widzieć, jak mało rzeczy tak naprawdę ma dla nas wartość i znaczenie, że wyniki meczów w telewizji przestają nas interesować, że smaki, które nam towarzyszyły od zawsze, jakieś ulubione potrawy już nam nie smakują, że widzimy w tym wszystkim coś, co tak jak nieśmieszny aktor próbuje jeszcze na scenie grać jakąś komedię, chociaż już wszyscy widzowie wychodzą, że to życie nas próbuje wciągać, ale tak naprawdę wewnątrz głowy pojawia nam się bardzo istotne pytanie: co dalej? Co ze mną będzie? I tutaj, jeśli podchodzimy do tego przytomnie i świadomie, zaczynają pojawiać się pewne znaki czy sygnały z zewnątrz.
Ponieważ nigdy nie zostajemy pozbawieni prowadzenia czy opieki przez naszych przewodników duchowych. Zawsze przychodzą do nas pewne zaproszenia. Jeśli je wykorzystamy, to możemy otrzymać całe instrukcje tego, co zrobić, jak postąpić w danej sytuacji. Być może dzięki tym znakom i tym zaproszeniom jesteście państwo dzisiaj tutaj obecni na tej sali i możemy się wspólnie zastanowić nad kwestią śmierci. Jak to wygląda? Co jest dalej? Dzięki temu być może nasz lęk przed śmiercią się odrobinę zmniejszy. Może usłyszycie coś, jedno słowo czy jedno zdanie, którego będziecie się mogli uchwycić w momencie, kiedy ciało odmówi wam posłuszeństwa, a dusza się z niego uwolni. I właśnie takie praktyczne znaczenie mają nauki wielkiego wyzwolenia, czyli nauki przekroczenia bariery nie tylko życia, nie tylko śmierci, ale również i możliwości naszego rozwoju, czyli kresu, do którego nasza dusza zmierza. Ponieważ tak jak to mój przyjaciel Bruce Moen kiedyś ujął, każdy z nas ma w sobie pewną ciekawość.
Jesteśmy jak sondy kosmiczne wypuszczane w przestrzeń do zbierania różnych danych. Dzięki temu, że interpretujemy na swój sposób fragmenty wszechświata, fragmenty naszych wcieleń, możemy wyciągnąć pewne fragmentaryczne wnioski. Nie dostrzegamy całości. Całość wyłania się dopiero z pełnego obrazu zsumowanych naszych indywidualnych doświadczeń. Dlatego żaden z nas, jak tu siedzimy, nie jest w stanie dostrzec horyzontu zdarzeń. Nie jesteśmy w stanie spojrzeć na całą układankę z zewnątrz. Każdy z nas ma tylko jeden puzzel, jeden fragmencik tego doświadczenia egzystencji tutaj, w tym naszym trójwymiarowym świecie. I w momencie, kiedy mamy już pełne ładownie wszelkich dóbr, wszelkich materiałów, które zgromadziliśmy tutaj podczas swoich wielu wcieleń, różnych doświadczeń, zabieramy to wszystko, jakbyśmy to mogli porównać do macierzystego statku. Tutaj porównanie ze statkiem też jest interesujące. To odkrył również Robert Monroee.
Później potwierdził to właśnie Bruce Moen, że nasza centralna świadomość, nasza centralna jaźń jest właśnie czymś, co można by porównać do wielkiego statku kosmicznego, gdzie są podejmowane różne decyzje i z którego wyruszają, powiedzmy, mniejsze lądowniki na różne planety, w różne czasy, okresy historyczne, gdzie zbieramy dane jako poszczególna jednostka wcielona tutaj fizycznie. I teraz, gdy zbieramy do źródła te wszystkie informacje, powstaje jakby pewna opowieść, która też jeszcze nie jest kompletna. Dopiero te wszystkie statki centralne muszą zlecieć do wspólnej bazy, gdzie jest to kompletowane. Pięknie to opisywał właśnie Robert Monroee, który został wysłany do źródła istnienia wszystkich istot żywych i porównał to do potężnego strumienia światła, gdzie wykształcała się z tego osobna, potężna inteligencja gatunkowa i dzięki tym wszystkim rozdrobnionym informacjom następowało kompletne zrozumienie naszej misji życiowej, naszego posłannictwa tutaj, co w tej chwili jest dla nas kompletnie nieznane, a nawet nieistotne, żeby się nad tym roztkliwiać czy zastanawiać, ponieważ ta wiedza nie zapłaci za nas czynszu, nie upiecze za nas chleba i nie posprząta za nas w mieszkaniu. Dlatego zazwyczaj nasza percepcja skupia się na tym, co jest racjonalne w tej chwili, co jest konieczne do przeżycia dzisiejszego dnia czy w tym roku. Natomiast znajomość tych procesów pozwala nam ukierunkować swoją działalność życiową w taki sposób, żeby nasza działalność nie stała w konflikcie z tym nurtem życia, w którym podejmujemy właściwe decyzje. I gdy podejmujemy te właściwe decyzje, okazuje się, że nasze życie toczy się łatwiej, że jest ono lepsze, że jest w nim mniej cierpienia. W momencie, kiedy podejmujemy gorsze decyzje, oddalamy się od tego źródła, od tego sensu naszego istnienia. Wtedy pojawia się czynnik tarcia, tak jakbyśmy się próbowali przebijać gdzieś przez rwący strumień pod prąd. Czy też jakbyśmy szli naprzeciwko tłumu, że zostajemy potrącani i cały czas odczuwamy ten proces bólu fizycznego poprzez tarcie.
I w momencie, kiedy poddamy się, zaczniemy płynąć z prądem, kiedy przestanie nam zależeć na tym, co się z nami dzieje. Na początku oczywiście wydaje nam się, że jest to wielka tragedia, że wszyscy robią karierę, a my nie, że wszystkim zależy na pieniądzach, a nam nie, że każdy jeździ dobrym samochodem, a ja nie. I po pewnym czasie okazuje się, że tracąc tak naprawdę zyskujemy. To, co na poprzedniej naszej konferencji Wojtek Eichelberger podkreślał na temat rozwoju duchowego, że ten rozwój to nie jest nabywanie jakichś szczególnych umiejętności, tylko jest to wyzbywanie się tego, co jest niewłaściwe, tego, czym nasiąknęliśmy niepotrzebnie, czyli wszystkich naszych ograniczeń, wszystkich tych więzów. Że to, co zostało wykształcone jako nasze ego, to, z czego jesteśmy szczególnie dumni, staje się pewnego rodzaju patologią. I dowodem na to jest chociażby wiele relacji osób po śmierci klinicznej, które opisując te doświadczenia mówiły o filmie życia, gdzie w obecności potężnej świetlistej istoty, co na pewno jest państwu doskonale znane, miały wybrać kilka rzeczy ze swojego życia, z których były najbardziej dumne. I to, co podsuwał im ludzki, ziemski umysł, okazywało się jakąś brednią. Na przykład to, że zdobyli jakiś dyplom na uczelni albo że zarobili milion dolarów, albo że wygrali jakiś wyścig samochodowy. To tak, jakbyśmy się dzisiaj próbowali chwalić tym, że jestem medalistą biegu w workach w przedszkolu i dzięki temu jestem doktorem i mówcie mi panie doktorze. I po tamtej stronie, w zaświatach te istoty, które przyjmują ten raport życia, mają naprawdę dużo pociechy z tych zadufanych generałów, którzy wypierają pierś z medalami i mówią: „Ja zdobyłem na wojnie 40 różnych medali i odznaczeń, ponieważ zastrzeliłem tak naprawdę kilkadziesiąt tysięcy ludzi i na mój rozkaz były bombardowane miasta”.
I po tamtej stronie dopiero odkrywa się prawdziwą wartość naszych czynów. I tam musimy doświadczyć skutków naszych działań. Czyli ten generał biedny będzie czuł dokładnie to samo, co wszystkie jego ofiary, czyli wszyscy ludzie, w których została wymierzona jego broń czy zrzucona bomba na ich dom. I to jest również przyczyną kolejnej inkarnacji, dzięki czemu taka dusza jest w stanie zrozumieć to, co spowodowała i jest gotowa naprawić ten błąd. Dlatego wciela się później jako, powiedzmy, sanitariusz gdzieś w południowej Afryce, gdzie jest jakiś konflikt i on wtedy ratuje tych, na których są zrzucane bomby. Czyli odwraca się wtedy ta polaryzacja i stajemy po drugiej stronie barykady. I tak oczywiście można w nieskończoność, ponieważ rodzą się bardzo silne przekonania wewnętrzne, tworzą się jakieś ekstrema, jakieś fundamentalizmy rozmaite. Jesteśmy zwolennikiem czegoś, później przeciwnikiem. Tak jak chociażby obecny tutaj przed południem mój szanowny przyjaciel Jerzy Prokopiuk, którego poprzednie wcielenie, tu nie zdradzę żadnej tajemnicy, bo sam o tym otwarcie mówi, było w średniowiecznej Francji i Hiszpanii. Był inkwizytorem dominikańskim.
W tej chwili jest naczelnym heretykiem kraju, więc nastąpiło wiadome odwrócenie tego procesu, czyli to, co zostało zrozumiane, przerobione i wręcz wydalone z poprzedniego życia, w tej chwili jako proces zrozumienia mogło rozkwitnąć jako niezwykła erudycja u współczesnego nam gnostyka. Także tego typu doświadczenia są bardzo powszechne i na podstawie błędów innych możemy się sami nauczyć, jakich błędów nie należy popełniać w tym życiu. I tutaj wracając do tytułu mojego wykładu na naszym dzisiejszym spotkaniu, czyli tanatoterapia jako droga do wyzwolenia, chciałbym podkreślić wagę właśnie tej wiedzy, że jest to wolność nie tylko od błędu, jaki może nam towarzyszyć nie tylko przez jedno życie, ale i przez cały ciąg wcieleń. Ponieważ jeśli skupimy się na niewłaściwych rzeczach, to będziemy po prostu odbijać się od ścian tych swoich ograniczeń w kolejnych wcieleniach. Czyli tutaj nie tylko powinniśmy pozbyć się tego, co wywołuje w nas jakieś negatywne działania, czyli również i przywiązania do tego świata, również i przywiązania do luksusu, do poczucia swojej wartości czy ważności, bardziej tak trzeba byłoby powiedzieć, że to są rzeczy, które później mogą skutkować wielkim cierpieniem czy po śmierci, czy w kolejnym wcieleniu. Czyli tutaj oduczamy się popełniania tych błędów. To jest początek tego wielkiego wyzwolenia. Kolejna rzecz to jest Lęk przed nieuchronnością śmierci i nieuchronnością straty wszystkiego, co jest trójwymiarowe, czyli wszystkiego, co pochodzi z tego świata. To jest wszystko, co nas otacza, razem z naszym ciałem. To są wartości materialne, które cenimy, do których się przywiązujemy.
Im bardziej jesteśmy do nich przywiązani, tym bardziej cierpimy po ich stracie. Dlatego, żeby się od tego uwolnić, należy nabyć cech istot duchowych, czyli istot, które mają poczucie swojej ciągłości istnienia, swojej nieśmiertelności i mają świadomość tego, w jakim celu zdobywają doświadczenia w takich światach jak ten. Im bardziej jesteśmy materialni, tym trudniej nam się wyzbyć tych przywiązań i trudniej nam się wzbić w powietrze. To jest tak, jakbyśmy byli balonem, który jest obciążony potężnymi odważnikami. Im bardziej jesteśmy balonem napompowanym helem, im mniej mamy tych balastów, tych ciężarków, tym wyżej się możemy wznieść. I to jest też takie prawo szybkości rozwoju, które opisywał Robert Monroee, a za nim też Bruce Moen. Zresztą nie tylko oni. Istoty naprawdę wysoko rozwinięte nie mają żadnych przywiązań do swojej materialnej postaci czy też formy. Dlatego też mogą manifestować się w dowolnych przejawieniach, a najczęściej pojawiają się tylko jako inteligencje energetyczne. Czyli są to widzenia w stylu chmury iskrzącej się prany czy słupa światła.
I są to istoty, które na potrzebę naszego umysłu mogą przyjąć pewną formę z naszych wyobrażeń i oczekiwań, mogą się przedstawić jako Jezus, Budda czy Mahomet. Natomiast same w sobie na co dzień nie używają takich szat. Dzięki temu, że osiągnęły wysoki poziom zrozumienia i samostanowienia, wiedzą, że wszelkie formy przechodzą w stan pustki. Natomiast pustka jest potencjalnością dla formy, z której te formy i kształty się wyłaniają. Dlatego jest to ciągły cykl narodzin i śmierci, odnawiania się w coraz to nowszych formach, w nowszej wersji samego siebie. Przywiązywanie się do starego, do dnia wczorajszego nawet, uwstecznia nas. Skupianie się na przyszłości również nas nie posuwa do przodu, ponieważ wtedy tkwimy tylko w pewnej potencjalności. Stanem mocy prawdziwej zmiany jest tu i teraz, czyli ta chwila, ta myśl, ta rzeczywistość, ten moment, że tylko tutaj dokonuje się zwolnienie tej przekładni wyzwolenia naszego potencjału duchowego, potencjału boskiego, który może się w nas manifestować. I on musi opierać się na trwałych podstawach wyższej świadomości tego, czym naprawdę jesteśmy i dokąd zmierzamy. Świadomość tego, skąd pochodzimy, również może nam dać perspektywę naszego rozwoju.
W tej chwili żyjemy w bardzo niepewnych czasach. Większość z nas jest zaangażowana w działalność światową, życiową. Żyjemy w bardzo dużym pędzie, ponieważ warunki bytowe stawiają przed nami wysokie wymagania, czynsze są wysokie, żeby zakupić mieszkanie, wiecie państwo sami, że trzeba się oddać w niewolę na 30 czy 40 lat bankowi, że zanim spłacimy kredyt, to mogą nas pozbawić całego majątku. To powoduje pewien stres czy niepokój, czy sobie dajemy radę, czy jesteśmy wystarczająco dobrzy, żeby nie stracić pracy. I to wywołuje również, poprzez niepokój, rozmaite choroby, czyli dodatkowe trudności, które musimy pokonywać. Brak dostępu do zdrowego pożywienia, wody, powietrza i ziemi powoduje dodatkowe podniesienie poprzeczki, że nasza wydolność spada, wymagania się zwiększają. Efekt również promieniowania, któremu jesteśmy poddawani po wybuchu elektrowni atomowej w Japonii, tak samo osłabia nasz organizm. Pojawia się chociażby ten efekt chronicznego zmęczenia. Także mamy naprawdę bardzo ciężko w tych naszych czasach, ale z drugiej strony też należy to potraktować jako pewnego rodzaju pomoc i lekcję. Pomoc polega na tym, że i tak się tego musimy wszystkiego pozbyć, żeby stracić przywiązanie.
Tak jak stary człowiek, który już ma więcej znajomych w zaświatach niż na ziemi. Jemu jest już bliżej na tamtą stronę niż tutaj. I ten świat, który powoli ulega pewnej degradacji. Chociaż tu są zdania podzielone, czy się nadal rozwijamy, czy już ten najlepszy moment mamy za sobą. Dodatkowo pojawiają się różne przepowiednie i proroctwa, które są co jakiś czas odgrzebywane przez media i jak to widzimy, chociażby po zdarzeniach parę tygodni temu we Włoszech czy w Hiszpanii, ma to swój ogromny potencjał w lęku ludzi przed końcem, przed katastrofami, przed nieuchronnością tego, że ten świat już dłużej nie pociągnie. I tutaj Te wszystkie wymagania, które sami sobie stawiamy i które zostały przed nami postawione, wyciskają na nas znowu piętno. Albo się poddać i tak jak struś schować głowę w piasek. Nic mnie nie obchodzi żadna dusza, żadna duchowość, żadne przepowiednie, żadne cuda. Ja muszę nakarmić swoją rodzinę. I to jest postawa większościowa.
Natomiast oczywiście wiadomo, że jeśli ten struś chowa głowę w piasek, to wystaje mu kuper. I to jest niepokojące również z innej strony dla tego strusia. I tutaj te osoby, które decydują się na pójście pod prąd tej cywilizacji, tej rzeczywistości, ryzykują, że nie będą miały być może tak doskonale wypranych koszul czy jedwabi, czy nie będą miały domu z garażem i z ogródkiem, ale będą miały pewność, że gdy przyjdzie moment, obojętnie w jakiej chwili, moment śmierci czy moment choroby, czy żałoby, to że będą na to przygotowani, że będą wiedzieli, co zabrać ze sobą z tego świata. I to są wartości, które są opisywane właśnie przez podróżników międzywymiarowych. Dlatego ta wiedza powinna być powszechnie przekazywana w szkołach. Nie mówię o tym, że na pewno w kościołach czy w szpitalach, czy w hospicjach. Tego się do tej pory nie robi. Tak naprawdę, gdy zapytamy pana doktora chirurga, który nam ma zamiar coś wyciąć lub coś wstawić: panie doktorze, a co jeśli ja umrę? To on oczywiście odpowie jakimś żartem, że jeszcze będziemy tańczyć na niejednym weselu i nas będzie próbował jakoś uspokajać. Natomiast jeśli będziemy podtrzymywać swoje pytanie: panie doktorze, ale jak wygląda śmierć?
Ja chcę wiedzieć dokładnie, co się dzieje w momencie przejścia. Chcę wiedzieć, co jest po tamtej stronie. Czy jest ktoś w szpitalu, kto może mi udzielić odpowiedzi na te pytania? Jak wygląda proces umierania? Co mnie może spotkać po tamtej stronie? Jakie jest ryzyko, że znajdę właściwą drogę lub się zgubię? I tak dalej, i tak dalej. I to są pytania, na które tutaj możemy znaleźć odpowiedź w takim miejscu jak ten kongres. Natomiast nigdzie w szkole poważnie takich pytań się nie traktuje, czy na seminarium duchowym, czy na medycynie chociażby. Dlatego tej wiedzy nam brakuje jako takiego normalnego zabezpieczenia.
Tak, jak byśmy nie mieli spadochronu albo kamizelki ratunkowej, gdy pływamy po morzu czy latamy samolotem. Jest to coś potrzebnego naszej psychice. Właśnie taki psychiczny spadochron. I tutaj właśnie ci międzywymiarowi podróżnicy przygotowują nam grunt pod nasze zrozumienie, czyli co naprawdę liczy się po tamtej stronie. To nie jest nic niezwykłego. To są sprawy oczywiste, o których zapominamy na co dzień. I oczywiście pierwszą z takich spraw najważniejszych, z taką największą wartością, jest to, jak traktujemy siebie i innych, czyli czy dbamy o nasze relacje z bliskimi nam ludźmi, czy jesteśmy w stanie otworzyć się na innych tak, jak sami potrzebujemy takiego otwarcia. Czyli dokładnie to, co mówił Jezus, że traktować bliźnich tak, jak byśmy chcieli, żeby nas traktowano. Czy tak jak chociażby na Hawajach kahuni przekazują tą mądrość od pokoleń, żeby nie sprawiać nikomu cierpienia. Ponieważ jeśli jesteśmy w doświadczeniu cierpiącej istoty, jeśli sami cierpimy, wiemy, jak bardzo przydałaby się pomoc.
Jeśli cierpi jakaś nasza najbliższa osoba, czy też nasze ukochane zwierzę, bo część osób ma problemy z kochaniem ludzi, wolą kochać zwierzęta. Ale to jest też dobry i właściwy etap. Jeśli odczuwamy to cierpienie najbliższej istoty, to wtedy otwiera się w nas serce i dzięki temu, że otwiera się serce, zamyka się umysł, czyli przestajemy kalkulować, czy mi się opłaci pomagać tej istocie. Co ja z tego będę miał? Czy zwrócą mi się lekarstwa? Czy bandaż, który sobie trzymałem na inną okazję, nie będzie zbyt brudny, jak kogoś nim będę próbował ratować? Umysł jest wtedy zamknięty. Pojawia się potrzeba działania i pytanie, czy zrobiłem wystarczająco wiele, żeby uratować tą istotę. I to jest właściwy kierunek. Właśnie poprzez otwarcie serca i poprzez pełne współczucie dla wszystkich cierpiących istot.
To jest pierwszy, każdy i ostatni punkt naszego rozwoju. I tutaj dalej mogę cytować Bruce'a Moena, który pokazywał dusze, które utknęły, byśmy to nazwali, w piekle. Oczywiście były to światy całkowicie pozbawione uczuć, w których istoty albo mordowały się, albo okradały, albo ubliżały sobie przez cały okres przebywania w tym świecie. Natomiast w momencie, kiedy w kimś już drgnęło sumienie, kiedy zaczął odczuwać, że to nie jest właściwa droga, wtedy ten świat zaczynał go powoli przesuwać na margines i ostatecznie go wyrzucał z siebie. Czyli droga uwolnienia z cierpienia, z rzeczywistości, które są pozbawione wyższych uczuć, to jest właśnie droga przez otwarte serce. Droga przez współczucie. Kolejne z wartości, jakie należałoby nabyć, to jest oczywiście mądrość, wiedza i zrozumienie, czyli wykorzystanie tego, czego możemy się tutaj nauczyć. Z tej rzeczywistości wiele rzeczy można wynieść. Oczywiście nie są to wartości materialne, tylko nasze specjalizacje, które nabywamy w tym świecie i one też mają różną wartość po tamtej stronie. Tu już odnoszę się do państwa wyobraźni.
Jeszcze jest kilka takich wartości, które warto byłoby spakować do plecaka w tą ostatnią podróż. Nasze doświadczenia są bardzo cenne. Doświadczenia, zwłaszcza radzenia sobie w trudnych, kryzysowych sytuacjach, ponieważ to też wykształca w nas taką polską cechę. Mamy tego bardzo dużo. Radzenie sobie w trudnych sytuacjach, czyli taką kombinatorykę stosowaną, że nie wiemy za bardzo, jaką mamy część zepsutą w swoim starym polonezie, ale wiemy, jak możemy ją zaraz naprawić albo przerobić z jakiegoś zezłomowanego stara na przykład czy malucha. I tutaj podpiłujemy, tam coś podkleimy i już polonez będzie działał. To jest coś, co również się przydaje w wielu różnych sytuacjach, czyli niestandardowe, nieszablonowe zachowania. To jest cecha wyłącznie istot inteligentnych, głównie istot ludzkich. Rasy stechnokratyzowane nie posiadają takich zdolności. Weźmy na przykład taki komputer.
On zawsze będzie się domagał od nas loginu. Wpisz login i hasło. A Polak co robi oczywiście? Wsadza tam dwa druty, gdzie nie powinien, robi małe spięcie i już nie trzeba wprowadzać loginu ani hasła. Czyli dokonuje pewnego włamania, pójścia na skróty i to w niektórych miejscach się może przydać bardzo, jak na przykład w jakimś piekle gdybyśmy utknęli. Oczywiście też nie ma co słuchać kaznodziei piekielnego, który mówi, że jesteśmy tutaj skazani na zawsze, na wieczność, czyli nigdy się stąd nie wydostaniemy. Nie należy tego przyjmować dosłownie. Oczywiście zawsze jest jakieś wyjście. Również z kolejnych rzeczy, jakie warto jest w tym życiu nabyć, to nasze osobiste szczęście, czyli satysfakcja z bycia tutaj. Nie należy się za bardzo przejmować tym, że jest ciężko, tylko robić wystarczająco dużo rzeczy, które poprawią nam nastrój i które ubarwią nam trochę tą rzeczywistość.
Nawet w najciemniejszym piekle można zawsze znaleźć jakąś świeczkę czy tam starą żarówkę, czy powiesić jakieś firanki w okienku za kratami i już jest dużo przyjemniej. Zaparzymy sobie jakąś herbatkę z trocin, pogadamy z kimś o starych czasach i już piekło nabywa cech bardziej ludzkich. Dlatego i w tej rzeczywistości możemy nabyć pewnych szczęśliwych chwil, którymi się możemy dzielić z innymi, czyli im udostępnić również to światło, które możemy pomnażać, którym możemy się dzielić z innymi. W jednym z rajów, tutaj mam na myśli egipskie zaświaty, pytano duszę, czy byłeś szczęśliwy za życia, a jeśli tak, to z iloma ludźmi dzieliłeś się tym swoim szczęściem? Nie możemy go zatrzymać tylko dla siebie. To jest również droga do uwolnienia wszystkich istot od cierpienia. Czyli po pierwsze właśnie nasza miłość. Po drugie, jak możemy ją zastosować, czyli wiedza i po trzecie doświadczenia, jak nam się to udało zrobić. I kolejna rzecz, właśnie propagacja szczęścia czy też błogości. Nasza pierwotna natura ma cechy właśnie istoty szczęśliwej, czyli tak jak kot, który mruczy sobie i emituje błogość wokół siebie, on uzdrawia świat.
My powinniśmy mieć postawę takiego kota, czyli być w stanie największej błogości, największego szczęścia, jakie możemy w sobie odnaleźć i emitować to. To jest również stara sztuka magiczna, która do naszej kultury przesącza się, chociażby przez takie filmy jak „Harry Potter”, gdzie również jednym ze sposobów magicznych na ochronę czy na wydobycie swojego największego potencjału było przypomnienie sobie największej szczęśliwej chwili, która się przytrafiła w życiu i na jej potencjale można było wydobyć ogromną moc, ogromną energię wzbudzić. Jeśli dodatkowo ta moc szczęścia, wiedzy, doświadczenia jest ukierunkowana naszą miłością i współczuciem, to możemy dokonać naprawdę radykalnych przemian na Ziemi. W ten sposób można uzdrawiać świat. To jest również dowiedzione przez Instytut Maharishiego i potwierdzone badaniami takich naukowców jak chociażby Gregg Braden czy Dan Winter, którzy twierdzą, że wystarczy pierwiastek kwadratowy z jednego procenta danej populacji, co w przypadku Polski wynosi około 600, 700 osób. W przypadku świata jest to około 8, 10 tysięcy, w zależności jak dobrze wyćwiczonych jednostek, które swoim działaniem, myśleniem i uczuciem mogłyby radykalnie zmienić świadomość zbiorową na całym świecie. Co jest dla nas możliwe. Już chociażby w tej sali możemy wpłynąć na decyzje rady Warszawy czy województwa. To jest tego typu moc. Natomiast cała sztuczka polega na umiejętnym zsynchronizowaniu swoich umysłów i podaniu jednej wizualizacji czy jednego tonu, tak jak żołnierze, którzy maszerowali sobie pod murem Jerycha i tupali dookoła rytmicznie, dzięki czemu te mury się rozpadły.
Dlatego nasz umysł jest w stanie również generować taką falę nośną, na której powstaje nowy, silny myślokształt, który staje się dominujący. Na przykład taki, że śmierć nie jest niczym strasznym, że zawsze przychodzi na życzenie jako nasz przyjaciel i zbawca, wyzwoliciel. I możemy dzięki temu wyeliminować myśli oparte na lęku, że śmierć nam coś zabiera, że śmierć kończy nasze życie. Nie jest to do końca prawdą. Także te rzeczy, które państwu wymieniłem, należałoby bezwzględnie nabyć za życia i spakować do naszej trumny jako takiej kapsuły wielowymiarowej. Inne rzeczy należałoby wypakować, ponieważ jeśli zabierzemy zbyt dużo balastu, ciężaru, czyli przywiązania do naszego ciała, do naszych wartości, które i tak minęły, to nie mamy z nich żadnej korzyści. To jest tak, jakby na pustyni zamiast wody mieć złoto. Złotem się nie napijemy. Woda jest tym, co jest niezbędne. I w momencie, kiedy mamy tutaj pewną walutę, czyli mamy nasz czas, mamy nasze decyzje, naszą wolę, mamy nasz umysł, mamy nasze serce, należałoby wykonać, ja to tak nazywam, pewną transformację czy transfer dóbr materialnych w wartości duchowe.
I oczywiście osoby, które są w tym biegłe, pod koniec życia zakładają rozmaite fundacje czy dzielą się swoim majątkiem, dzielą się swoimi dokonaniami, swoimi zdobyczami, właśnie emanując tym szczęściem wokół. Do takich najwybitniejszych osób należą często, byśmy to mogli nazwać, szare myszki, czyli osoby, o których nie słychać zbyt wiele w mediach, ale które wykonują bardzo istotną pracę u podstaw, czyli pomagają tym, którzy tego naprawdę potrzebują, dając z siebie wszystko i organizując to wokół siebie. Do takich osób należał chociażby jeden z pierwszych himalaistów, pierwsza osoba, która weszła na Mount Everest, sir Edmund Hillary, który wraz z jednym Szerpą dokonał tego, dzięki czemu zadziwił cały świat i przełamał pewną barierę wyobraźni. Ponieważ wcześniej wierzono, że na takiej wysokości człowiek nie jest w stanie przeżyć, że nie można wspiąć się na osiem i pół tysiąca metrów. On tego dokonał, dzięki czemu stał się sławny. Natomiast nie wykorzystał tej sławy dla siebie, tylko niósł pomoc tym, którzy jemu pomogli. Zaczął się dzielić właśnie z tymi Nepalczykami, z Szerpami, z Tybetańczykami. Zaczął budować im szkoły, lotniska, szpitale, ujęcia wody. To, czego oni najbardziej potrzebowali. I po śmierci stał się potężną istotą, jaśniejącą gwiazdą.
Istotą, która daje przykład, że można tego dokonać. I tu warto nadmienić, że również w buddyjskich tekstach mówi się o pochodzeniu naszego cierpienia. Skąd się bierze cierpienie na świecie? Jest bardzo prosty układ. Prosta zasada, że cierpienie bierze się stąd, że każdy chce zatrzymać szczęście dla siebie. Natomiast można się pozbyć tego cierpienia tylko w jeden sposób: żeby się naszym szczęściem dzielić ze wszystkimi. I to jest bardzo proste i bardzo trudne jednocześnie. Dlatego osoby o otwartym sercu zazwyczaj mają w sobie szczodrość. Zapominają, że dają i dają bezustannie. Dają to, co mogą.
Dzielą się wszędzie, ze wszystkimi. I to jest dla nas również ratunek jako dla cywilizacji, ponieważ wiemy, ile marnuje się żywności na świecie, w bogatych zachodnich państwach, a ile żywności potrzeba w krajach tak zwanego trzeciego świata. Wiemy również, ile jest różnic w życiu przeciętnego człowieka, takiego jak my, a w życiu chociażby nawet takiego Taliba czy Afgańczyka, czy Afrykanina, czy Chińczyka, który za miskę ryżu musi sklejać nam adidasy albo pracować w jakiejś fabryce po 16 godzin dziennie. Także to są ogromne dysproporcje i dopóki je będziemy utrzymywać, dopóty będzie istniało cierpienie i problemy na tym świecie. Również trzeba tu zwrócić uwagę na paskudny los zwierząt, który my im zgotowaliśmy, tworząc chociażby popyt na ich mięso. I tutaj również te naczynia są ze sobą połączone. Lew Tołstoj zauważył, że dopóki istnieją na świecie rzeźnie, dopóty będą istniały wojny. Czyli ta energia zwierząt szlachtowanych w rzeźniach przekłada się na agresję, którą wykorzystują później politycy do wywołania konfliktów zbrojnych. To wszystko do nas wraca. Tu też trzeba pamiętać o pewnej bardzo ważnej zasadzie karmicznej, żeby nie tworzyć przyczyn do następnych wcieleń, które mogą być dużo gorsze od tego wcielenia.
I to jest taka zasada, że po pierwsze nie powodować cierpienia, po drugie nie czerpać korzyści z cierpienia innych zwierząt i nie stwarzać zapotrzebowania na tworzenie tego cierpienia. To jest prosta rzecz, że żadna istota nie musi ginąć, żebyśmy my mogli żyć. Ile mam jeszcze czasu? Tutaj mogę odnieść się jeszcze do wielu innych, oczywiście wybitnych postaci, które tak jak chociażby Dalajlama promują pokój na świecie i pokazują, że można żyć w inny sposób, że można tworzyć jedną cywilizację miłości, że można likwidować granice między państwami, między religiami, między ustrojami. Natomiast trzeba mieć pewne przygotowanie, żeby wiedzieć, jak słuchać, jak przyjąć i jak skorzystać z takiego przesłania, czyli jak to zastosować w praktyce. Często te zastosowania są bardzo proste. Wystarczy tylko wyjść naprzeciw drugiemu człowiekowi, zobaczyć, komu jesteśmy w stanie pomóc, ponieważ dzięki temu otwiera się troszeczkę nasze serce. Dzięki temu przepływa trochę więcej energii miłości, energii wyzwolenia. Dzięki temu jest trochę mniej cierpienia na świecie. Dzięki temu pojawia się o jeden promień słońca więcej.
Może to przedłuża nasze życie, może czyjeś życie. Dzięki temu jest więcej wdzięczności, więcej radości i świat nabiera innych barw, innej jakości. Tu chciałbym się z państwem też podzielić swoimi odkryciami i znalezioną organizacją, która pomaga Tybetańczykom w Azji. Jest to organizacja Namkhai Norbu, przedstawiciela wspólnoty Dzogczen na świecie i on bardzo angażuje się, żeby pomagać istotom, które również jemu pomogły. Tak jak w przypadku tego Edmunda Hillary'ego, że dzięki tej kulturze tybetańskiej mamy chociażby najbardziej precyzyjną wiedzę na temat śmierci, umierania, życia po życiu i wszelkich praktyk umożliwiających przyspieszenie naszego rozwoju. To są najsilniejsze techniki obecnie znane na naszej planecie. Dlatego też istoty, które pomagają w krzewieniu właśnie tej nauki, tej wiedzy zasługują na pomoc i wsparcie. Ta organizacja w tej chwili pomaga w adopcji dzieci, mnichów, starców i studentów na terenie Nepalu, Indii i Tybetu i również pomaga w eliminowaniu skutków trzęsienia ziemi, które w zeszłym roku w kwietniu nawiedziło tamte obszary. Ci ludzie są naprawdę w kryzysowej sytuacji i jakakolwiek pomoc jest dla nich ogromnym wsparciem, ponieważ mamy oczywiście wybór, komu pomagamy, czy dajemy na schronisko dla zwierząt, czy adoptujemy dziecko afrykańskie, czy tybetańskie. To jest na wyższym poziomie bez różnicy.
Natomiast tutaj moje rozpoznanie mówi mi o tym, że za tymi istotami stoją potężne energie, o czym już wielokrotnie się przekonałem, że dzięki temu, że wspomagamy mnicha, który nic innego nie robi, jak tylko mantruje bardzo potężną techniką, zasilając swoją energią i wszystkich swoich mistrzów z linii przekazu, również nasze życie, nasze sprawy, żeby nam się wiodło, żebyśmy my byli skuteczni w działaniu, żebyśmy mogli im bardziej pomagać. To jest to turbodoładowanie w naszej rzeczywistości. Jest to ogromny zysk dla naszej duszy. Co możemy zrobić ze swoimi pieniędzmi? Jak możemy wykorzystać ich część? To nie są duże kwoty. Na roczną adopcję takiego dziecka wystarczy około 300 euro, czyli to jest jakieś 1200 złotych. Pomyślcie, czy wy byście się utrzymali za 1200 złotych ze wszystkimi swoimi potrzebami rocznie. Dlatego te nasze skrawki z naszego stołu mogą utrzymywać życie właśnie tych ludzi, tych istot. Tu na stoisku będziemy mieli do sprzedaży właśnie takie torby ze znaczkiem osoby medytującej.
Czyli śmieję się, że ta torba sama medytuje i już nie trzeba nic z nią robić. One są po 15 złotych. Cały zysk idzie właśnie na tą organizację Azja. Są też ulotki na temat właśnie działalności tej organizacji. Można się skontaktować z nimi poprzez stronę internetową, bezpośrednio lub poprzez polską wspólnotę Dzogczen. Tam też są ulotki i namiary na nich. Także uważam, że jest to bardzo ważne, że to, co możemy zrobić, powinniśmy zrobić. To mogą być naprawdę tylko symboliczne grosze, ale ziarnko do ziarnka i uzbiera się cała miska ryżu. Także tutaj zachęcam państwa do tego, żeby się tym tematem poważnie zainteresować. To jest tylko jedna z wielu sugestii, co warto jest zrobić jako transfer naszych dóbr materialnych w wartości duchowe.
Jak możemy worek złota zamienić w bukłak wody na pustyni. Czyli te rzeczy, które zrobimy teraz, obejrzycie w trakcie swojego filmu życia po śmierci i z niektórych rzeczy będziecie dumni, z innych mniej dumni. Tak jak chociażby w przypadku Oskara Schindlera na filmie „Lista Schindlera”, gdy doszło już do wyzwolenia i on pluł sobie w brodę: ile jeszcze żyć mogłem ludzkich uratować. Jeszcze mogłem sprzedać to i to, i tamto, i kupić jeszcze dwie osoby za to, wykupić z transportu śmierci. I to jest ten potencjał życia, który się w nas uaktywnia. Jeszcze o jednej rzeczy powiem, która ma ogromne znaczenie dla eliminacji skutków naszej negatywnej karmy. W przypadku, gdy w poprzednich życiach służyliśmy w jakichś armiach czy likwidowaliśmy ludzkie istnienia. Antidotum na to jest praca w wolontariacie, praca w hospicjum, pomoc ludziom umierającym. Jest to najszybsza praktyka eliminacji negatywnej karmy poprzez takie świeckie, nieduchowe działanie. To z kolei rozpoznał Danion Brinkley, jeden z największych działaczy ruchu hospicyjnego w Ameryce i na świecie, który również po kilku swoich śmierciach klinicznych doznał olśnienia, ponieważ porównał sobie część życia, którą spędził jako żołnierz zaciężny armii Stanów Zjednoczonych, strzelając ludziom na rozkaz swojego rządu w głowę i zobaczył po mniej więcej podobnym okresie życia, jak zmieniło się jego życie, gdy wykorzystał swoje doświadczenia do pracy z ludźmi umierającymi i stwierdził, że nie tylko zlikwidował wszelkie przyczyny i skutki swoich negatywnych działań, ale zyskał również dużo więcej.
Dużo więcej wartości jako duchowa istota, dzięki właśnie tej posłudze dla ludzi umierających. Także dzięki temu nie tylko sami likwidujemy swój lęk przed śmiercią. Nie tylko dzięki temu otwieramy swoje serce, ale również pomagamy innym istotom w spokoju wydostać się z tego ciała. I tutaj brakuje nam oczywiście również wiedzy, którą należy kompletować właśnie na takich spotkaniach jak dziś, kompletować z książek, które można tutaj również nabyć. Ja mogę państwu polecić również swoją książeczkę „Pupu w krainie życia po śmierci”, która została napisana z intencją o dzieciach w hospicjum, które muszą swoim rodzicom wytłumaczyć tą niefortunną sytuację, że oni umierają, a ich rodzice muszą zostać tu na ziemi. Dziecko oczywiście nie ma z tym kłopotu takiego jak rodzice, że dziecko umiera, ponieważ jest w nim jeszcze pamięć przedurodzeniowa. Nie tak silna, ale jednak silniej funkcjonująca niż u dorosłego, że dziecko wie, że jest bezpieczne, że to jest tylko powrót do domu. Na podstawie wielu różnych doświadczeń powstała ta książka. Jest to taka esencja i kompendium tych doświadczeń, które mogą się wydarzyć na granicy śmierci i nauki, które z tego płyną. Także jest to również pewna wskazówka na dzisiejsze czasy, w którym kierunku powinna iść nasza opieka zdrowotna i paliatywna.
W moim przekonaniu powinny powstawać centra edukacyjno-terapeutyczne, w których ludzie mogliby umierać w godnych, spokojnych warunkach, czyli w taki sposób, gdzie są do tego profesjonalnie przygotowywani. Tak jak znamy etapy narodzin dziecka, tak jak wiemy, w którym momencie dziecko wychodzi z łona matki, kiedy są te wody płodowe oddawane, kiedy pojawia się główka, kiedy pojawia się pierwszy oddech, kiedy się przecina pępowinę. Dlaczego nie mamy tej wiedzy w ostatnim etapie naszego życia? Co się dzieje, kiedy właśnie dusza rodzi się z tego ciała? Kiedy wychodzi z powrotem, kiedy wraca do swojego domu. I ta wiedza powinna być przekazywana właśnie w takich ośrodkach, ponieważ energia dla tej duszy, która wychodzi z ciała, jest również bardzo potrzebna i możemy zablokować ten proces poprzez lamenty, poprzez zatrzymywanie histerią tej istoty, tej duszy w ciele człowieka. Albo możemy poprzez współczucie, poprzez uczestniczenie w tym procesie dodać jej skrzydeł naszą energią, naszą pasją, naszym zrozumieniem i akceptacją tego procesu. Dlatego również wartość naszej cywilizacji przekłada się tutaj na praktykę w takich sytuacjach jak właśnie dbałość o tych naszych braci mniejszych, czyli i zwierzęta, jak je traktujemy i kalekich i starych i umierających. I dzięki temu, że tutaj się spotykamy, mam nadzieję, że poszerzy się ta świadomość zbiorowa, że nasze intencje zdziałają cuda, że to od nas zależy, jak to wszystko będzie wyglądało, bo to dotyczy każdego z nas. Może się zdarzyć, że dziś lub jutro, lub w tym, w przyszłym roku pójdziemy do szpitala.
Może się okazać, że mamy nowotwór lub jakąś inną chorobę w sobie i my będziemy umierać i nikt się nami nie zajmie. Musicie o tym pamiętać. Trzeba mieć na to jakiś złoty środek w kieszeni. Trzeba pamiętać o tym, co jest istotą śmierci. Nie bać się jej i z ufnością patrzeć w przyszłość. Wiedzieć, że spotkamy tam samego siebie. Będzie to najwyższy stan naszego potencjału umysłowego, który mamy wypracowany. Dlatego warto jest nie stracić tej szansy. Warto jest wyzwolić się z tej iluzji, która nas tutaj otacza i warto jest uchwycić się tego, co ma wartość ponadczasową, wartość wieczną i nieprzemijającą. I do tego wszystkich państwa serdecznie zachęcam.
I państwu, i sobie tego życzę. Dziękuję serdecznie.
[55:29] - W Radiu Paranormalium zaprezentowaliśmy zapis wykładu Sebastiana Minora pod tytułem „Tanatoterapia, czyli droga ku wiecznemu wyzwoleniu”, jaki odbył się w czasie konferencji Reinkarnacja i Życie po śmierci w Warszawie 29 maja 2011 roku. Zapis wykładu udostępniony został przez Polskie Towarzystwo Studiów Spirytystycznych. Zapraszamy na stronę towarzystwa pod adresem www.spirytyzm.pl oraz do księgarni internetowej rewind.pl.