[00:06] - Portal spirytyzm.pl przedstawia: wykłady spirytystyczne. W Radiu Paranormalium prezentujemy zapis wykładu Jerzego Prokopiuka, jaki odbył się w czasie konferencji „Reinkarnacja i życie po śmierci” w Warszawie 29 maja 2011 roku. Zapis udostępniony został przez Polskie Towarzystwo Studiów Spirytystycznych. Zapraszamy na stronę towarzystwa pod adresem www.spirytyzm.pl oraz do księgarni internetowej reweil.pl.
[00:41] - Proszę państwa, teraz jest pytanie natury formalnej. Mój odczyt składa się z dwóch części. Chciałbym zapytać obecnych, czy czytali mój jeden tylko, w dwóch numerach „Czwartego wymiaru”, artykuł, 12. numer z 2010 roku i pierwszy numer bieżącego roku, pod tytułem: „Reinkarnacja w chrześcijaństwie”. Czy mogę poprosić o podniesienie rąk tych z państwa, którzy czytali? To jednak jesteśmy mniejszością. Ja też czytałem. Rzecz w tym, że ja odpowiednio spreparowałem mój odczyt. To taka anegdota. Aktor Henryk Bułkoński przed laty miał „Promethidion”, długi poemat, wiersz Nowida i recytował go w jakimś związku literatów, recytował całość.
Ale już dla strażaków recytował tylko jakieś fragmenty, na wszelki wypadek. Tak samo zrobiłem z moim odczytem, głównie dlatego, że pomyślałem, że jeżeli część przynajmniej z państwa ten mój artykuł czytała pół roku temu, to będę się powtarzał wobec nich. Natomiast część nie czytała i należy jej się to, co chcę powiedzieć. W związku z tym będę w pewnym skrócie chciał przedstawić treść tamtego tekstu, a druga część mojego odczytu będzie poświęcona koncepcji reinkarnacji, tak jak widzi ją antropozofia Rudolfa Steinera, której, jak państwo wiedzą, jestem od lat wielbicielem. Proszę państwa, mówimy o reinkarnacji. To jest termin, który ma pochodzenie łacińskie i akcentuje raczej przechodzenie z ciała do ciała, bo „inkarnacja” to jest wcielenie. Ale wcześniejsze terminy, takie jak transmigracja, metempsychoza czy panningeneza. Jeszcze w XIX wieku polski wielki filozof, chyba największy polski filozof, August Cieszkowski, ni mniej, ni więcej, tylko używał terminu panningeneza. Akcentowały raczej wędrówkę dusz, znaczy przechodzenie duszy czy podmiotu duchowego, oczywiście z ciała do ciała, ale także, i to jest bardzo ważne, jednoczesnym przybieraniem sobie czy budowaniem nowej duszy. Otóż my będziemy się poruszali tu raczej w zakresie czy w obszarze indoeuropejskim.
Obszar hebrajski czy judaistyczny został przedstawiony przez mojego przedmówcę. Notabene rola przedmówcy tutaj będzie troszkę w odciążeniu mnie w ilościowym posługiwaniu się głosem. Będę chciał prosić go o zacytowanie z mojego artykułu pewnych fragmentów Starego i Nowego Testamentu, do których się odniesiemy w samym odczycie. Otóż reinkarnacja, jak wiemy, ma w Europie swoją historię. Oczywiście już nie mówię o korzeniach, w dużej mierze korzeniach żydowskich. Z tym że nie tylko w grę wchodzi kabała. Tu dziś o niej była przede wszystkim mowa, czy prawie wyłącznie, ale jeszcze wchodzi w grę cały Stary Testament, w którym też znajdują się pewne fragmenty wyraźnie wskazujące na istnienie wiary, a ja bym nawet powiedział doświadczenia reinkarnacji w czasach starotestamentowych i także oczywiście w takich już nieortodoksyjnych sektach żydowskich jak Samarytanie czy Esseńczycy. Tajemnicza grupa znad Morza Martwego w Izraelu. Otóż przykładowo tylko, żeby to zilustrować. U Samarytan występuje następująca koncepcja, mianowicie mówi się o tym, że Adam, nasz praojciec, wcielał się kolejno w Seta, w Noego, potem w Abrahama, Mojżesza i Dawida.
Więc była to prezentacja reinkarnacji, chciałoby się powiedzieć, na najwyższym poziomie. U Esseńczyków oczywiście występuje także koncepcja reinkarnacji. Często mówi się zresztą, że mogą to być wpływy perskie. My nie będziemy mówili tutaj , zgodnie z tytułem odczytu, o reinkarnacji orientalnej. Tylko podkreślę na początku istotną, jedną, ale za to bardzo istotną różnicę między rozumieniem reinkarnacji orientalnym i zachodnim, europejskim Zwłaszcza chrześcijańskim. Ale chcę podkreślić, że reinkarnacja, to przekonanie czy doświadczenie reinkarnacji występuje u wszystkich ludów świata. Zaczęwszy od plemion pierwotnych, potem poprzez oczywiście bogaty Orient, Indie, Chiny, i wreszcie także u Żydów, czy nawet potem w sufizmie, w islamie, który generalnie jest dość przeciwny koncepcji reinkarnacji. Ortodoksyjny islam oczywiście. Otóż w Europie, jak powiedziałem, reinkarnacja ma swoją historię polegającą na tym, że zaczyna się od Indoeuropejczyków, więc mamy ją także u Słowian, u Germanów, u Celtów, ale nas tu bardziej interesuje ta bezpośrednia grecka koncepcja i wiemy, że to są przede wszystkim orficy, pitagorejczycy, a potem przejmuje to Platon i neoplatonicy. Więc jak wiemy, ta koncepcja dociera właściwie, na dobrą sprawę, końca starożytności.
Teraz zajrzyjmy jeszcze pokrótce do tych dwóch fragmentów starotestamentowych, tak żeby państwu zilustrować jeszcze korzenie tamtej epoki.
[07:33] - Przykładowo słowa Psalmu 90, werset 3-6 dają pewne przesłanki ku temu, ku interpretacjom reinkarnacyjnym: „Ty znowu człowieka w proch obracasz i mówisz: »Wracajcie, synowie ludzcy. Albowiem tysiąc lat w oczach twoich jest jak dzień wczorajszy, który przeminął, jak straż nocna. Wartko porywasz ich, są jak sen poranny, jak trawa, która znika. Rano kwitnie i rośnie, pod wieczór więdnie i usycha«”. Drugi fragment z Przypowieści Salomona: „Pan stworzył mnie jako pierwocinę swojego stworzenia, na początku swych dzieł, z dawna. Ja byłam u niego boku mistrzynią, byłam jego rozkoszą dzień w dzień i grając przed nim cały czas, grając na okręgu jego ziemi, rozkoszując się synami ludzkimi”.
[08:37] - To są słowa wypowiedziane przez późniejszy, kobiecy czy niewieści aspekt bóstwa, mianowicie Szechina albo Sofija. Potem na gruncie już europejskim jeszcze Sofija, jak wiemy, jest bardzo czczona na gruncie prawosławia. W katolicyzmie już to szerokie, wysokie duchowe tło w pewnym sensie zanikło. Mówi się tylko o jej ziemskim odpowiedniku, który uległ deifikacji. Mam na myśli Marię z Nazaretu, Najświętszą Marię Pannę. Formalnie rzecz biorąc nie dotyczy to reinkarnacji, ale można to interpretować jako coś w rodzaju takiego kolektywum dusz ludzkich, zbioru dusz ludzkich, które się oczywiście inkarnują i reinkarnują. Otóż idźmy dalej. Teraz mamy Nowy Testament i problem polega na tym, że na ogół uważa się, że Nowy Testament rzekomo, co jest nieprawdą, zaraz to będziemy nie tylko piętnować, ale i podkreślać. Mianowicie Jezus wypowiada się bardzo wyraźnie w ten sposób, że mówi tak, jak gdyby nie tylko znał reinkarnację, wiedział o niej z drugiej ręki, czy zgoła jeszcze gorzej, tylko wierzył, ale mówi jak wielki autorytet, którym jest. Mianowicie powiada, kiedy przychodzi sprawa Jana Chrzciciela, który jak wiadomo, zostaje z rozporządzenia Heroda Agrypy ścięty.
Pytają go, kim był Jan Chrzciciel. I Chrystus odpowiada: „To był Eliasz, tylko żeście go nie poznali”. Expressis verbis mówi się więc o tym, że Jan Chrzciciel był kolejnym wcieleniem Eliasza, proroka starotestamentowego. Co więcej, mówi się o tym, że nie rozpoznaliście tego faktu. Wiemy, że oczywiście odczytanie własnych czy cudzych wcieleń nie jest rzeczą prostą ani potoczną. W naszych czasach dopiero, kiedy wydaje się, że to ponowne doświadczenie reinkarnacji się odradza, możemy spotkać coraz większą liczbę ludzi, którzy sobie przypominają swoje wcielenia. Czasami uciekają się do metod dość gwałtownych, to znaczy do tak zwanej terapii reinkarnacyjnej, gdzie przez głęboką hipnozę dociera się do poprzednich wcieleń. Jeszcze będziemy mieli okazję mówić o takiej swoistej dyscyplinie w antroposofii, która nazywa się biografistyką i to jest próba odczytywania, wynajdywania swojego przez każdego człowieka, swojego poprzedniego czy poprzednich wcieleń metodą nie tylko intelektualną, jakichś takich odgadywań, ale przez umiejętność rozpoznawania na przykład poprzez gestykulację człowieka. Zobaczenie kim mógł być w poprzednim wcieleniu. Wracając do naszego wątku, znalazłeś dwa następne fragmenty dotyczące Nowego Testamentu.
[12:26] - Tak, to są fragmenty wspomniane, odnoszące się do tożsamości Jana Chrzciciela z jego poprzednim wcieleniem Eliaszem. W Ewangelii świętego Mateusza czytamy rozdział 11, wersety 14 do 15: „Jeżeli zaś chcecie to przyjąć, on jest Eliaszem, który miał przyjść. Kto ma uszy, niechaj słucha” tak mówi Jezus w tym momencie.
[12:53] - Malutki komentarz wtrącę. Przy uważnym czytaniu Ewangelii, kiedy Chrystus kilkakrotnie, przynajmniej tyle zostało zapisane, używa tego zwrotu „kto ma uszy, niechaj słucha”, to bardzo wyraźnie wskazuje na ezoteryczne, ukryte zrazu dla niektórych ludzi, znane innym ludziom znaczenie jakichś własnych wypowiedzi czy jakiegoś faktu. To jest bardzo ważny moment, bo bardzo często ktoś to rozumie trywialnie, że po prostu chodzi tylko o zwykłe słuchanie. Ktoś może nieuważnie słuchać i tym samym nie słucha, a czasem chodzi o coś grubo więcej.
[13:37] - I dalszy fragment mówi tak: „Pytali go uczniowie, mówiąc: czemu więc uczeni w Piśmie powiadają, że wpierw ma przyjść Eliasz?”. Oczywiście wpierw przed Mesjaszem. „A On, odpowiadając im, rzekł: Eliasz przyjdzie i wszystko odnowi. Lecz powiadam wam, że Eliasz już przyszedł i nie poznali go, ale zrobili z nim, co chcieli”. I ten fragment był przerwany. „Wtedy zrozumieli uczniowie, że mówił do nich o Janie Chrzcicielu”. W innym ustępie czytamy: „A gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał uczniów swoich, mówiąc: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? A oni rzekli: Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków”. Te teksty się powtarzają w różnych Ewangeliach, też w różnych ustępach.
[14:30] - Proszę państwa, ta ilustracja, ponieważ robimy pewien skrót owego tekstu sprzed pół roku, powinna nam wystarczyć. Jeszcze jest jedna znana bardzo historia, tylko wspomnę o niej pobieżnie. Mianowicie to jest sprawa przywrócenia wzroku niewidomemu. I znowu uczniowie pytają właśnie, kto zawinił, czy on zawinił, czy jego rodzice? A Chrystus odpowiada: ani on, ani jego rodzice. Tylko to odzyskanie wzroku dzieje się na chwałę Bożą. A więc znowu, jeżeli nie on, to znaczy w tym życiu tego nie zrobił. Jego rodzice, okazuje się, także nie są winni. To jest jak gdyby takie odepchnięcie genetyki jednym gestem. Natomiast ta chwała Boża, można to rozumieć nie retrospektywnie, że gdzieś tam była jakaś przyczyna, dla której ten człowiek oślepł, tylko to uzdrowicielskie działanie Chrystusa jest działaniem na przyszłość.
I tu dotykamy bardzo ważnego wątku, który będzie się być może jeszcze pojawiał w dalszych wywodach. Mianowicie my mamy wszyscy skłonność, być może jest to troszkę orientalny nacisk, że traktujemy negatywne wydarzenia karmiczne, losowe jako coś w rodzaju albo kary, to w tym gorszym wydaniu, albo w kontekście czegoś, co zostało nam narzucone i co musimy odcierpieć. Otóż ja bym proponował inne spojrzenie, mianowicie spojrzenie prospektywne. To znaczy innymi słowy, pewne wydarzenia, także negatywne w naszym życiu, mogą właśnie przeciwnie, torować nam drogę do przyszłych działań, do dalszej części naszego życia. Jeżeli potrafimy po pierwsze znieść cierpienie, a po drugie odpowiednio przerobić, przetworzyć w sobie i oczywiście darować je innym, jeżeli to oni są źródłem naszego cierpienia. Otóż przy takim rozumieniu naturalnie nie będziemy mieli poczucia tego koszmarnego garbu karmicznego, który mamy na plecach czy ciąży na naszym życiu, tylko będziemy mieli pewien instrument w ręku, który pozwoli nam ową karmę przetworzyć, ale nie karmę jako karę. Na gruncie ezoteryki chrześcijańskiej unika się koncepcji kary. Kara, proszę państwa, jakkolwiek byśmy jej nie rozumieli, wszystko jedno, czy wymierzamy ją sami sobie, czy wymierzają nam inni ludzie, społeczeństwo, państwo, sąd czy nawet tak zwany los, zawsze robi wrażenie zemsty. Wet za wet, oko za oko. Natomiast jeżeli potraktujemy te skutki karmiczne jako po prostu skutki i wyzwanie losowe do przemiany, będziemy mogli inaczej zupełnie na tę sprawę spojrzeć.
I tu czasami mam takie wrażenie, że bóstwo w stosunku do nas działa jakby podwójnie, to znaczy pociąga nas i popycha. Pociąga nas, czyli wzywa do rozwoju duchowego. To jest wtedy jakby atraktorem. To jest oczywiście to, co u Rudolfa Otto mówi się, że bóstwo jest fascinans, jest pociągające, przyciągające. Ale jeżeli człowiek jest oporny i nie rozwija się, nie bierze świadomego udziału w procesie indywiduacji, któremu każdy podlega, to wtedy bóstwo działa jak propeller, znaczy od tyłu, losowo na nas w pewnym sensie wymusza zmianę. Wtedy ucieka się, jak wiemy, czasami do metod drastycznych. Tu chcę się tylko wtrącić jeszcze do pewnego wątku fragmentu mojego poprzednika. Mianowicie kiedy cytował on wypowiedź Boga Jahwe z Księgi Izajasza, to tam jest taki bardzo ciekawy niuans, na który nie zwracamy uwagi, a warto. Mianowicie niuans ten polega na tym, że Jahwe powiada: „Ja stwarzam światłość i ciemność”, ale nie mówi: „Ja jestem światłością i ciemnością”. Czyli innymi słowy i to jest wyjaśnienie, które otrzymał, czy którego nam udzielił Jacob Böhme, wielki śląski mistyk XVII wieku, który w swoim niesłychanie wielkim, wspaniałym światopoglądzie mówił dokładnie o tym samym.
Mianowicie, że my w Bogu nie powinniśmy widzieć zła, tylko jak gdyby On daje szansę popełnienia zła. Najpierw aniołom czy archaniołom, od Lucyfera zacząwszy, a dopiero człowiek dziedziczy tę szansę. Ponieważ w rozwoju kosmosu, jak wiemy, potrzebne jest zarówno dobro, jak i zło. Otóż wróćmy jeszcze do Nowego Testamentu, na którym byśmy się zatrzymali. Mianowicie chcę powiedzieć, że Chrystus przychodzi przede wszystkim jako zbawiciel, Sotero. Co to znaczy zbawiciel? To nie tylko jest ten, który uwalnia nas od przeszłości i tak zwanych skutków grzechu pierworodnego, ale przede wszystkim ten, który daje szansę rozwojową. Znowu jest to spojrzenie prospektywne, a nie tylko odpracowywanie, w moim przekonaniu, rzekomego grzechu Adama i Ewy. Otóż jeśli tak, co to znaczy? Jaki jest najwyższy cel tego procesu soterycznego, procesu zbawienia?
Chrystus w pewnym momencie w Ewangelii świętego Jana mówi, wypowiada, formułuje ten cel jednym krótkim stwierdzeniem. Mianowicie, kiedy zarzucają mu, że ośmiela się nazywać Synem Bożym. Pamiętajmy, że przy monoteistycznym spojrzeniu żydowskim to było bluźnierstwo. Chrystus powiada: „Przecież w waszym piśmie powiedziane jest w Starym Testamencie bogami jesteście wy ludzie”. Oczywiście możemy to rozumieć tylko w jeden sposób. Mianowicie ludzie są zaplanowani, zaprojektowani jako istoty, które mają osiągnąć boskość. I tu jest piękne powiedzenie, także na gruncie starej tradycji chrześcijańskiej świętego Atanazego, potem podjęte przez świętego Maksyma Wyznawcę. Mianowicie jest to bardzo lapidarne stwierdzenie: „Po to Bóg stał się człowiekiem, żeby człowiek mógł stać się Bogiem”. I proszę państwa, nie tylko chodzi tutaj o roztopienie się człowieka w Bogu i w tym metaforycznym sensie człowiek stanie się kiedyś Bogiem. Tylko w sensie dosłownym.
Czyli innymi słowy człowiek ma stać się Bogiem, istotą wyższego rzędu, być może przez małe b. I znalazło to także wyraz u wielkiego polskiego gnostyka, mistyka, wielkiego poety Juliusza Słowackiego. Słowacki ni mniej, ni więcej, tylko mówi o tym, że celem jest tutaj przeanielenie człowieka. Człowiek ma stać się istotą anielską. I ten wątek jest podjęty bardzo radykalnie i zdecydowanie w antropozofii, gdzie mówi się, że cały nasz wielki siedmioplanetarny, w sensie epok, kosmos jest pewnym procesem kosmicznym, który ma przetworzyć człowieka. To na tym polegało zbawienie. Przetworzyć tak, żeby stał się nową, dziesiątą hierarchią anielską. Jeśli zaś taki jest projekt Chrystusowy, zbawczy projekt Chrystusowy, to znaczy, że reinkarnacja, wielość wcieleń dana człowiekowi jest instrumentem, narzędziem i tą drogą osiągnięcia tego najwyższego ideału. Pamiętajmy, że przecież Chrystus łącząc się z Jezusem w chrzcie nad Jordanem, w momencie chrztu nad Jordanem przez trzy lata przebywa w symbiozie z Jezusem jako człowiekiem wybranym, człowiekiem kwintesencją człowieczeństwa i w tym czasie przemienia go. W antropozofii mówi się, że najpierw przemienia jego ciało astralne, potem ciało eteryczne, potem ciało fizyczne.
Ta przemiana ciała fizycznego to jest otrzymanie tego ciała, tak zwanego ciała przemienienia czy ciała zbawienia Którym Chrystus odwiedza, jeśli tak można powiedzieć, w Wieczerniku Apostołów już po swoim zmartwychwstaniu. A dodajmy, że to ciało jest dziwnym ciałem, bo jest i fizycznym, i niefizycznym zarazem. Mianowicie zauważmy, że Chrystus się tam pojawia nagle, ale Tomasz zwany niewiernym może włożyć palec w jego ranę. Więc mamy wątek niefizyczny i fizyczny. Otóż jest to ciało, które również oparte jest na chemii węgla jak nasze ciała. Tyle tylko, że jest to ciało diamentowe. To jest termin wzięty z alchemii chińskiej. Czyli innymi słowy jest to owo ciało przemienione, które będzie kiedyś ciałem wszystkich ludzi. Problem tylko polega oczywiście na tym, że jest to długi proces. Jezus jako kwintesencja człowieczeństwa mógł poddać się tej przemianie w ciągu trzech lat i uzyskać ten wynik, a my, każdy z nas, do tego celu musi mieć długą listę reinkarnacji poszczególnych wcieleń, tak żeby na końcu tego procesu, pod koniec istnienia Ziemi, w tym, co w Apokalipsie nazywa się przejście do Nowej Jerozolimy, człowiek uzyskuje właśnie owo ciało zmartwychwstania.
To przydaje sensu reinkarnacji nie tylko na tym niskim poziomie, że to jest jakieś odkupienie grzechów, chociaż oczywiście jest to też wspaniała sprawa, możliwości rozwojowe, jakie człowiek dzięki temu otrzymuje. Jak wyglądała sprawa reinkarnacji w największym skrócie, niemal w dwóch czy trzech zdaniach po epoce pierwszych ojców Kościoła? Pamiętajmy, że jeszcze wątki reinkarnacyjne mamy oczywiście i w Ewangelii świętego Jana, i w Listach Pawłowych. Tu zawsze się zakłada, że człowiek jest istotą duchową, która na dane wcielenie przywiera sobie jakąś duszę i jakieś ciało rodziców, kraj, epokę. Otóż człowiek dokonując inkarnacji oczywiście otrzymuje projekt swojego kolejnego życia, który może przyjąć, ale nie musi. Wtrącę tu na ilustracji troszkę może nawet zabawnej fragment badań wybitnej amerykańskiej psycholożki Helen Wambach, która badała setki ludzi, pogrążając ich w głębokiej hipnozie i dowiadując się od nich, co było przed ich życiem aktualnym i co było w poprzednich wcieleniach. Otóż między innymi było tak, że opowiadali oni, że przed narodzinami kolejnymi otrzymywali ową propozycję, że wasze życie będzie wyglądało tak i tak, odpowiednio do waszych układów karmicznych. I wielu ludzi mówiło: „O nie, to ja się na to nie godzę”. Nie zmuszano nikogo, tylko perswadowano ludziom, mówiąc, że być może będziecie mieli ciężkie życie w XX wieku zwłaszcza, ale za to jest to życie, które niesłychanie posunie wasz rozwój duchowy i każdy inny do przodu. No i tak już ostatecznie się urodzę i wielu z nas się tak urodziło i pewnie, jak znamy, możemy wśród nas znaleźć, może nawet w sobie, takich niechętnych, wahających się.
Otóż generalnie rzecz biorąc rozumiem, że wszyscy chcemy czy nie chcemy, przekonani, nieprzekonani rodzimy się i żyjemy. Wracając jeszcze do tej linii historii reinkarnacji w chrześcijaństwie, jeszcze u takiego wczesnego ojca Kościoła, Justyna Męczennika, ten wątek występuje. Występuje w znakomitej formie u Klemensa z Aleksandrii i jego ucznia, pierwszego największego teologa chrześcijańskiego Orygenesa. I tu występuje nawet bardzo ciekawy wątek. Mianowicie reinkarnacja służy zbawieniu wszystkich. To jest ta słynna apokatastasis. Wszyscy będą zbawieni, powiada Orygenes, bo nie można sobie wyobrazić sytuacji, w której Bóg traci jakichkolwiek ludzi. To by dowodziło jego bezsiły. Jeżeli możemy kogoś przekonać do czegoś ludzką perswazją, to co dopiero za pomocą tych metod, jakie Bóg posiada do dyspozycji. Ale Orygenes posunął się jeszcze dalej i to już był kamień obrazy.
Mianowicie twierdził, że zbawiony będzie także diabeł. Ten wątek zresztą wrócił potem w teologii prawosławnej. Oczywiście dla bardzo ortodoksyjnych teologów chrześcijańskich, bez względu na Kościół, do którego należą, to już jest propozycja horrendalna i nie do przyjęcia. Otóż w naszych czasach, to tylko przypominam wam, w Lublinie żyje bardzo piękna postać, ksiądz Hryniewicz, który w dalszym ciągu podtrzymuje koncepcję apokatastasis Orygenesa. Nie wiem, czy mówi coś o zbawieniu diabła, ale na pewno mówi o zbawieniu wszystkich i twierdzi, że piekło owszem, istnieje, ale wyłącznie jako zagrożenie. Jest puste. Bardzo interesująca koncepcja. Dla niektórych, dla natur bardziej pesymistycznych pewnie zbyt optymistyczna. Otóż w tym samym czasie bywali inni ojcowie Kościoła, na przykład Tertulian, którzy zwalczali koncepcję reinkarnacji. Wywalczają także były manichejczyk Augustyn.
I teraz przez cały okres średniowiecza, dominacji Kościoła rzymskiego w Europie, reinkarnacja pokutuje, jeśli można tak powiedzieć, tylko w podziemiach. Właśnie takie grupy heretyckie, tak zwane jak katarzy hołdują zasadzie reinkarnacji, ale też oczywiście pozostaje ona w ramach wczesnej kabały. Tak czy owak jest tak, że zanika i dopiero nowe początki odrodzenia się zarówno wiary, jak przekonania, jak i doświadczeń reinkarnacyjnych pojawiają się dopiero w renesansie. Przede wszystkim u florenckich neoplatoników i paru innych postaci, na przykład Ficino, Pico della Mirandola, Paracelsus, Giordano Bruno spalony w Rzymie na stosie. Nie za to wprawdzie, ale pewnie także za to. I potem oczywiście wśród elity europejskiej świadomość reinkarnacji wraca. Pozwolę sobie państwu takim jednym ciurkiem przeczytać kilka czy kilkanaście wybitnych nazwisk czy nazwisk wybitnych postaci, które hołdowały zasadzie reinkarnacji. Wspomniałem już o Giordano Brunie, Szekspir, wielki poeta Donne, Campanella, dwaj różokrzyżowcy van Helmont i Vaughan, ideolog masonerii Ramsey. W XVIII wieku jest to, o dziwo, sceptyczny skądinąd filozof Hume i równie sceptyczny Voltaire, przy czym także niemiecki wielki dramaturg Lessing, który napisał wielki traktat o reinkarnacji, o wychowaniu człowieka, którym zakończymy nasz odczyt, bo jest to pięknych parę zdań z końca tego tekstu. Mamy także oczywiście Goethego i Schillera.
I tu warto może przytoczyć takie piękne zdanie Goethego, które wypowiedział w rozmowie ze swoim sekretarzem Eckermanem, mianowicie powiedział: „Bóg musi mi dać przynajmniej jeszcze jedno życie, bo mam tyle do zrobienia”. Proszę państwa, to jest zupełnie inna stylistyka, sposób traktowania reinkarnacji niż ta, którą znamy z Orientu. W Oriencie reinkarnacja to jest krąg wcieleń, który obraca się bez sensu, bez celu. Trzeba się z niego wyzwolić jak najszybciej, jak od każdej bezsensownej sytuacji. W Europie reinkarnację traktuje się jako okazję, szansę. Zauważam i powtarzam to słowo po raz trzeci. Szansę na rozwój człowieka. Dana szansa na rozwój człowieka. Otóż to jest jedna różnica, a druga różnica w europejskich relacjach, poza wczesnymi jeszcze pogańskimi, greckimi. Relacja dotycząca mianowicie kogo czy w co może wcielić się człowiek.
Jest to tylko i wyłącznie w innego człowieka, nigdy w zwierzę, roślinę czy minerał. To są produkty odpadowe rozwoju człowieka i jeżeli człowiek, który zdobył swoje boskie ja czy otrzymał swoje boskie ja, nie może go zatracić, pomijając pewne skrajne przypadki, tylko może przyjąć potem jedyne ciało, jakie może odpowiadać ludzkiemu ja, ciało ludzkie, a nigdy zwierzęce. Oczywiście my żyjemy akurat w szczególnie apokaliptycznych czasach, nawet pod tym względem, że jest pewna kategoria ludzi, którzy jak się zdaje albo już utracili swoje ja, albo są na najlepszej drodze w tym kierunku. I mają oni stworzyć rodzaj takiego w przyszłości podgatunku, który nie będzie gatunkiem zwierzęcym, ale już nie będzie gatunkiem ludzkim. Więc pomijając ten margines, generalnie rzecz biorąc, człowiek zawsze może się wcielić tylko w człowieka. W jednej z prac o reinkarnacji, którą czytałem, badający ją autor zwraca uwagę na to, że miał tylko spośród licznych relacji ludzkich tych ludzi, którzy pamiętali na różne sposoby swoje poprzednie wcielenia, miał tylko jeden przypadek, że ktoś miał jakąś formę identyfikacji z rośliną. Innymi słowy był to wyjątek. A po drugie, czymby tłumaczyć takie identyfikacje zwierzęce, roślinne czy mineralne? Być może to jest zbyt intensywne powiązanie się ze światem zwierząt, roślin czy minerałów. I wtedy człowiek jak gdyby ma złudne, oczywiście fałszywe poczucie, że jest kaktusem.
Otóż kończmy naszą listę. W XIX wieku mamy jeszcze poetę Shelley, wielki filozof Schopenhauer, poeta Heine, Balzac, dziś mniej znany, ale kiedyś bardzo popularny powieściopisarz Victor Hugo, Edgar Allan Poe, Flaubert, Mark Twain, skądinąd znany z innych swoich walorów. Otóż W tym gronie szczególnie należy podkreślić, że nosicielem koncepcji reinkarnacji był także twórca, czy jeden z twórców, czołowy ideolog spirytyzmu, mianowicie Allan Kardec. Wśród spirytystów nie jest to oczywiste. Bywają spirytyści niereinkarnacjoniści. No i wreszcie dotknijmy wątku polskiego. W XIX wieku nosicielem koncepcji reinkarnacji numer jeden był wielki polski gnostyk i mistyk Andrzej Towiański. Bardzo postać szczególnego rodzaju. Postać dość dwuznaczna, ale niewątpliwie, jeżeli możemy mówić o polskiej gnozie czy mistyce niekościelnej, to był to najwybitniejszy reprezentant tych dwóch dyscyplin duchowych. Oczywiście byli nimi także Mickiewicz, Słowacki, w późniejszym okresie, jeszcze w XX wieku, wybitny polski filozof Wincenty Lutosławski.
I wśród filozofów wymieniony tu już na inną okoliczność August Cieszkowski. Otóż bardzo polecam zresztą jego prace. One niestety są trudno dostępne, bo już nie były właściwie od początku XX wieku wznawiane, przynajmniej nieliczne z nich. W XX wieku musimy wymienić takich ludzi jak na przykład, jeszcze na okoliczność tego, że także w Kościele chrześcijańskim nowszym znajdują się reinkarnacjoniści i to niemałej rangi. Najwybitniejszym katolickim, takim w pewnym sensie obrońcą, a w każdym razie tolerującym koncepcję reinkarnacji, był słynny kardynał Merxhi, belgijski kardynał z okresu pierwszej wojny światowej, który w swoim podręczniku psychologii wyraźnie napisał, że można być katolikiem i reinkarnacjonistą. Wśród prawosławnych ideę reinkarnacji głosił wielki filozof Aleksander Dijew, a wśród protestantów dwie postaci, które trzeba wymienić. Słynna postać medyka, muzyka, lekarza Albert Schweitzer i wybitny teolog protestancki Paul Tillich. Otóż rzecz prosta. Nie mówię o wizjonerach takich jak Steiner, jeszcze wcześniej Bławatska czy wreszcie Edgar Cayce, tylko mówię wyłącznie o filozofach czy myślicielach, teologach także. Proszę państwa, jeszcze w tym wątku, który już kończymy, warto o czym jeszcze powiedzieć?
Mianowicie o tym, że w naszych czasach, jak wiadomo, podejmuje się liczne badania. To wszyscy znają nazwiska właśnie wspomniany już Helen Wambach, Dethlefsen, Butler i innych, także anglosaskich badaczy. Mianowicie poprzez technikę głębokiej hipnozy. Wiemy, że nie jest to rzecz pewna, że w głębokiej hipnozie można z człowieka wydobyć doświadczenie nie tylko jego własne, cudze. Więc ona nie jest taka pewna, może być omylna. Niemniej jest szeroko stosowana. To nazywamy terapią reinkarnacyjną i w licznych przypadkach zdarza się, jak wiemy, że ludzie przeżywszy swoje poprzednie wcielenie czy wcielenia rzeczywiście są leczeni z jakichś aktualnych dolegliwości psychicznych czy fizycznych. Więc jest to metoda może niepewna, ale nie całkiem do pogardzenia. Proszę państwa, przejdźmy zatem do antroposoficznej wizji koncepcji reinkarnacji, ale musimy zacząć oczywiście, zresztą w tytule naszej konferencji to znajdujemy, mianowicie od życia po śmierci. Człowiek umierając, i to jest stara tradycja, jak wiemy także ludowa, zachowana do dzisiaj, porzuca swoje ciało fizyczne i ma jeszcze do swojej dyspozycji w mniejszym czy większym stopniu ciało eteryczne, czyli źródło naszej witalności.
Ciało astralne, czyli podkładkę naszego myślenia i uczuć, także popędów. Wreszcie także nasze Ja, czyli tą centralną strukturę naszej osobowości ludzkiej. Otóż po trzech dniach i trzech nocach, dlatego są te słynne czuwania jeszcze nierzadko odprawiane przy zwłokach, człowiek ma panoramę swojego życia. Oczywiście nie jest to tylko wiedza antroposoficzna. Znajdujemy ją także w innych relacjach z innych szkół ezoterycznych czy także religijnych. I w tym czasie ogląda rodzaj filmu. Steiner twierdzi, że jest to taki ogląd od końca do początku swojego życia i to już jest początek tego, co można by nazwać sądem, albo człowiek nie jest sądzony. Człowiek sam siebie osądza z wyższego punktu widzenia. Bardzo często ludziom towarzyszy, mamy na myśli w tym wypadku chrześcijan, w przypadku innych religii mogą to być założyciele tych religii, towarzyszy Chrystus. Wiemy także z relacji tych, którzy przetrwali śmierć kliniczną, że bardzo często, choć nie zawsze, spotykają właśnie taką jasną Wiekową postać, która zadaje im tylko dwa pytania.
To jest bardzo charakterystyczne. Nie ma tu sądu, nie ma oskarżeń, nie ma kar. Natomiast są tylko dwa pytania: ile i jak kochałeś? I co poznałeś? Czyli jak gdyby dwa pytania o dwa drzewa. O drzewo życia w raju i o drzewo poznania także w raju. Otóż człowiek, jak gdyby to pytanie zadaje sobie poniekąd sam po śmierci i odpowiednio sam siebie ocenia po tych trzech dniach. Pamiętajmy, że to są nasze dni oczywiście. Jeżeli ktoś żył długo czy bardzo intensywnie, to taki przegląd może trwać dłużej niż te klasyczne trzy dni. Człowiek przechodzi do tego, co w katolicyzmie przede wszystkim nazywa się czyśćcem, a co w ezoteryce nazywa się światem astralnym.
I tam następuje długotrwały, ale u różnych ludzi to różnie bywa może być i krótki, i długi. U świętych jest to krótki, u grzeszników z reguły długi okres czasu, w którym z kolei człowiek przeżywa dwie rzeczy. Po pierwsze, jak sama nazwa wskazuje oczyszczenie. Co to znaczy? To znaczy, że musi wypalić w sobie, ma do tego celu płomienie czyśćca, wszystkie przywiązania, które przekraczały jego naturalne potrzeby, więc zaspokojenie głodu nie wymaga, nie musimy się wyrzekać tego czy oczyszczać, ale już apetyciki wszelkiego rodzaju to już jest przedmiot oczyszczenia, ponieważ na przykład lubimy jedni ciasteczka, inni wódeczkę, a nie mamy przecież czym ani spożywać jednego, ani jednego, ani drugiego, więc oczywiście odczuwamy to jako cierpienie dotąd, dopóki się nie pozbędziemy tych pragnień. To jest jedna, że tak powiem, czynność, jakiej oddajemy się w świecie astralnym, a druga czynność polega na tym, że w życiu naturalnie wyrządziliśmy innym ludziom pewną ilość dobra i pewną ilość zła. Radości i cierpienia. Otóż wysłaliśmy je do innych ludzi, jakby w świat. Otóż w świecie duchowym, który jest w tym wypadku konkretnie astralnym, który jest taką, takim Gegenwelt, antyświatem w stosunku do naszego, to do nas wraca. Więc wszelkie radości, które wyrządziliśmy innym, trzykrotnie wracają do nas, ale wszelkie cierpienia, które zadaliśmy innym, trzykrotnie wracają także.
No więc jest to, jak łatwo się domyśleć, okres bolesny. No, nie bez racji jest to czyściec. Ale znowu nie o to chodzi, żeby nas karać. Chodzi o to, żeby nas oczyścić. Czyli znowu jesteśmy nastawieni progresywnie na to, co ma nam to dać. I tutaj powstaje problem, który się pojawił w odczycie pana Mikołaja, mianowicie problem piekła. Wiemy, że w tradycyjnej, ortodoksyjnej, katolickiej czy nie tylko katolickiej teologii piekło jest wieczne. Wieczne na ogół źle rozumiemy jako taki czas bez końca, podczas gdy to jest zupełnie coś innego i nieporównywalnego z czasem. No, ale tak czy owak zawsze budzi w ludziach to zrozumiały opór czy protest, kiedy słyszy, że za siedemdziesiąt dwa lata przeciętne swojego grzeszenia potem będzie cierpiał w piekle w nieskończoność, bo o to chodzi. No więc na gruncie ezoteryki chrześcijańskiej sprawę widzi się inaczej.
Nie jest tak, że po śmierci mamy na prawo niebo, po drodze trochę czyśćca, a na lewo piekło i utykamy w jednym albo w drugim, bo tam się nie zna reinkarnacji, tylko w ramach koncepcji dynamicznej, reinkarnacyjnej przechodzimy przez czyściec. Co to znaczy? Ten czyściec ma różne stopnie. Najniższy stopień czyśćca tam, gdzie wypalają się nasze najgorsze grzechy, największe zło, które wyrządziliśmy innym i sobie. Tam ni mniej, ni więcej przebywamy w piekle. Otóż jest pewien margines ludzi, którzy czują się tam dobrze. Musimy wierzyć wielkiemu wizjonerowi szwedzkiemu z osiemnastego wieku Swedenborgowi, który wędrował i po niebach, i po piekłach. I powiada tak: "W piekłach siedzą tylko ci, którzy tam chcą być, bo się tam dobrze czują." Powiada: "W piekłach są domy takie spalone, ale są także burdele." No więc niektórzy mają atmosferę, którą sobie upodobali za życia. Otóż powiada tak: "Aniołowie niekiedy schodzą do piekła i zabierają jakiegoś grzesznika, potępińca do nieba, ale on się broni rękami i nogami. Mówi zostawcie mnie, tu jest światło, którego nie znoszę.
Ja tu oślepnę. Ja chcę pozostać w moim ciepłym, dobrym piekiełku." Więc rozumiemy, że tutaj mamy po pierwsze wolną wolę. Chcemy czy nie chcemy, nikt nas nie zmusza. Oczywiście mogą nas tam pociągać nasze grzechy, ale jeżeli rozumiemy, że jest to etap, to znowu oczyszczone prowadzą nas do coraz wyższych faz czy etapów czyśćca, bo cały czas tutaj mowa jest o czyśćcu i w pełni oczyszczeni odrzucamy ciało astralne. Pamiętajmy, że za każdym razem, to jest ważne w koncepcji reinkarnacji, zachowujemy taki ekstrakt ciała fizycznego, ciała eterycznego i ciała astralnego. I z tym ekstraktem, bo już reszta odpadła, zostaje tylko nasze ja. Znajdujemy się w niebie. Oczywiście znowu, podobnie jak w przypadku piekła, możemy nie chcieć znaleźć się w niebie. W różnych tekstach religioznawców, ateistycznych czy scjentystycznych czytamy czasami drwiny, na przykład katolickie niebo to jest takie niebo dla miłośników śpiewu, bo tam w kółko się śpiewa „hosanna, hosanna”. To takie chóry w nieskończoność.
Niektórzy uważają, że to jest dość nudne i dlatego wybierają piekło. Otóż znajdujemy się w świecie duchowym sensu strictissime. Jeśli tak, to teraz w towarzystwie naszego anioła opiekuńczego i innych istot duchowych, również w towarzystwie naszych bliskich, których znamy z różnych poprzednich wcieleń, szykujemy sobie następne wcielenie. To jest moment, który Steiner nazywa północą świata duchowego. To jest moment błogości. To jest rzeczywiście pełne przeżycie nieba. Ale ten światopogląd, który tu prezentuję, ezoterykę chrześcijańską w wydaniu antropozoficznym, to nie jest kraina pieczonych gołąbków. To nie jest niebo dla leniuszków. To jest miejsce, w którym możemy odpocząć, ale przed następnym zadaniem. Następne zadanie to jest następne wcielenie.
I teraz rzecz znamienna, my przechodziliśmy przez kolejnych siedem etapów, ale przede wszystkim planet: Księżyc, Merkury, Wenus i tak dalej do Saturna włącznie, a potem odwrotnie od Saturna do Księżyca. W tekście hermetycznym, państwo wiedzą, hermetyzm to była taka forma gnozy antyczna. Hermetyzm był trochę panteistyczny, trochę gnostyczny. Mówi się o tym, że my schodząc ku następnym narodzinom, od poszczególnych planet bierzemy pewne obciążenia proporcjonalne do tej karmy, którą żeśmy sobie zrobili w poprzednich wcieleniach. Więc od Wenus dostajemy na przykład skłonność do rozpusty, od Jowisza pychę, od Merkurego może to być na przykład tendencja do handlu albo złodziejstwa. Hermetyści uważali, że same tylko złe rzeczy dostajemy, ale przecież te same planety mogą nam dać coś bardzo dobrego. Wenus zdolność miłowania, Jowisz mądrość, Saturn powagę i tak dalej. Otóż otrzymujemy zatem ten program, o którym mówiłem, następnego życia. Odpowiednio karmic się, dobieramy epokę. I tu powstaje pytanie, jak często się inkarnujemy?
Dawniej uważano, że co tysiąc lat. Potem zmniejszono to, jeszcze u Głowackiej mówi się o 300 latach. Następnie okazało się, że może być to o wiele częstsze. W naszych czasach, na przykład z tych relacji, które znamy, tych dzieci, które badał profesor Ian Stevenson w swojej pracy „Twenty Cases Suggestive of Reincarnation” mowa jest o tym, że może to być nawet kilka lat. Bardzo więc niewiele. Otóż widzimy, że te liczby są szalenie zróżnicowane. Mamy jeden przypadek człowieka, który żył na Atlantydzie i wcielił się dopiero w XIX wieku, więc po wielu dziesiątkach tysięcy lat. To jest Kaspar Hauser, tajemnicza postać z Norymbergi, która pojawiła się tam w 1816 roku. Otóż tyle, jeśli chodzi o czas. Wybieramy sobie oczywiście naród i kraj proporcjonalnie do naszych zasług lub braku zasług z poprzedniego wcielenia.
Tu pozwolę sobie na wyznanie bardzo prywatne i intymne. Wiem skądinąd, że w poprzednim wcieleniu byłem inkwizytorem dominikańskim w XIII wieku i tępiłem katarów w Langwedocji. Nie zbudowałem stosu dla heretyków, ta rzecz jest zapomniana. Otóż urodziłem się w Polsce, czyli pomagałem zniewolić jakiś kraj. Urodziłem się w Polsce, która kiedy ja miałem osiem czy dziewięć lat, została zniewolona najpierw przez system hitlerowski, potem przez sowiecki. Czyli dostałem, co chciałem. Tam żyłem w kraju zniewolonym. I jeszcze jest oczywiście jedna cecha. To już też prywatna informacja. Nie wiadomo dlaczego bardzo nie lubię dominikanów.
Ale tutaj można już snuć pewne spekulacje. Otóż jak państwo wiedzą, z tą reinkarnacją to nie jest tak prosto. To nie jest tak, że jesteśmy najpierw Kleopatrą, a potem Marilyn Monroe, a potem jeszcze lepiej, tylko po prostu Może być tak, że mamy w następnym wcieleniu uzupełnienie siebie z poprzedniego wcielenia, kogoś o zupełnie przeciwnej postawie czy działalności. Powiada się często, że gdybyśmy zobaczyli nasze poprzednie wcielenie, to byśmy się wzdrygnęli na jego widok, a nie ucieszyli. Oczywiście w przypadku wielkich osobowości sprawa przedstawia się zupełnie inaczej, bo te mają określone wielkie misje. Może warto wspomnieć o jednym czy dwóch przykładach wielkich misji wielkich osobowości, o których mówi Steiner w dużym cyklu wykładowym, wielotomowym. To się nazywa powiązania karmiczne. Mówi o takich postaciach. Przykładowo przytoczę tylko dwa ciągi reinkarnacyjne na wysokim poziomie. Wtrącę tylko, że Cayce mówi o bardzo zwykłych ludziach i w tym sensie jest bardziej dla nas zrozumiały.
U Steinera reinkarnacja jest ilustrowana na wielkich przykładach. Jeden przykład to jest taki: Eliasz, Jan Chrzciciel, a potem kto? Rafael, wielki malarz renesansu. A kto jeszcze potem? Novalis, wielki poeta niemiecki z przełomu XVIII i XIX wieku. Można powiedzieć: zaraz, zaraz, tam był wielki prorok, potem jeszcze inny wielki prorok, którego ścięto, a tu nagle malarz. Wielki malarz, ale jednak. A jeszcze poeta. Otóż zauważmy, to jest przykład tego, że my w różnych wcieleniach, nie tylko wielcy ludzie, ale każdy z nas może rozwijać i wykształcać w sobie różne cechy swojej wielkiej osobowości. I tu znowu będzie mała dygresja.
Był taki duch niewcielony, kazał się nazywać Sethem, który przemawiał w latach 60. i 70. przez amerykańską pisarkę Jane Roberts i między innymi twierdził, to niezwykle interesująca rewelacja, że właściwie każdy człowiek, ale na bardzo wysokim poziomie wyższej jaźni ma wiele osobowości, które mogą istnieć jednocześnie w różnych kosmosach, w różnych epokach. Także zakładał, że te poszczególne osobowości mogą się wcielać nie tylko do przodu w czasie, ale także do tyłu. Z punktu widzenia wieczności to nie jest problem. I wielokrotnie, jak się myśli o tym, że pojawia się jakiś Leonardo da Vinci i ma genialne pomysły dotyczące wynalazków, które się pojawią za 300 czy 400 lat, być może jest to człowiek, który żył już w naszych czasach i urodził się w renesansie. Takich przykładów zresztą można przytoczyć więcej. Jest to wielki buddyjski cesarz Ashoka czy genialny dalmatyńczyk Boskovic w XVIII wieku. Otóż to przyczynek do tego, jak różnorodne mogą być nasze wcielenia i jakim służą bardzo różnym celom rozwojowym. Oczywiście znamy tu jeszcze zasadę bodhicattwy, mianowicie to, że są duchy tej klasy, które nie musiałyby się wcielać, ale chcą się wcielać, żeby pomagać innym.
Otóż jeśli mówimy o geniuszach, o tych genialnych postaciach wiodących ludzkości, to jako pewną ciekawostkę chciałbym przytoczyć fakt, że w antropozofii, w szkolnictwie antropozoficznym istnieje także bardzo rozbudowany dział szkolnictwa specjalnego dla dzieci szczególnej troski, tak zwanych niedorozwiniętych. Otóż tam się niesłychanie wkłada wysiłek w nie tylko podniesienie ich poziomu, ale danie im jakichś możliwości. Jeżeli nie może to być możliwość intelektualna, to artystyczna. I teraz, kiedy pytano Steinera o to, dlaczego przykłada tak wielką wagę do tego, odpowiedział, że dlatego, że te dzieci to są przyszli geniusze ludzkości. To są ci, którzy zdecydowali się nie mieć pełni życia w jednym wcieleniu po to, żeby tę energię, którą by wykorzystali w nim, przenieść zdwojone czy strojone w następne życie. I wtedy rodzą się jako osobowości genialne. Czyli są to właściwie pepiniery, inkubatory geniuszy ludzkości. Proszę państwa, tych prawidłowości reinkarnacyjnych, bo jeszcze na koniec myślę, że tu powinni wszyscy westchnąć, chciałbym kilka takich przytoczyć. Proszę państwa, regułą rządzącą reinkarnacją jest prawo metamorfozy, znaczy przekształcania przeciwieństw. To polega na tym, że to, co czyni nasza wola poprzez nasze ciało w tym życiu, to buduje i kształtuje nasz mózg i system nerwowy i nasze myślenie w życiu następnym.
Czyli innymi słowy Wola kształtuje myślenie. Oczywiście to nie jest takie proste. Bardzo często jest tak, że jeżeli w jednym życiu w myśleniu jesteśmy kłamliwi, na gruncie Kościoła to są na przykład znani z tego, przynajmniej kiedyś, jezuici, którzy byli propagandystami Kościoła i kłamali jak najęci. Otóż można się domyślać, że jezuici ni mniej, ni więcej, tylko w następnym wcieleniu rodzili się jako pokręceni ludzie, fałszywi w sferze uczuć, a w kolejnym wcieleniu rodzili się jako kalecy. Dlatego, że to, co było pokrzywione w myśleniu, potem schodzi do sfery uczuciowej i schodzi do sfery cielesnej. Więc to jest inna prawidłowość z kolei. Naturalnie tych prawidłowości jest o wiele więcej. Czasami są humorystyczne. Na przykład Steiner zgromadzonym paniom mówił, że jeżeli będą z zachwytem wpatrywać się w rozgwieżdżone niebo, to w następnym wcieleniu będą miały bardzo piękną cerę. Jeżeli komuś na tym zależy, to jest piękna okazja oczywiście.
Otóż tu mamy do czynienia, rzecz prosta, z takimi, jak powiedziałem, prawidłowościami mało znaczącymi, dużo znaczącymi oczywiście. To jeszcze, na co chciałbym w tym punkcie zwrócić uwagę, to to, że mamy do czynienia właściwie - i to jest w jakimś sensie też kwintesencją sprawy reinkarnacji - z tym, że nią zawiaduje nasze wyższe ja, czyli my prawdziwi. I ono dobiera sobie epokę i rodziców oczywiście, czyli ciąg genetyczny, środowisko. I potem gra na tych dwóch fortepianach naszej biologii podyktowanej genetyką i naszego otoczenia społecznego. I pytanie o to, co decyduje, czy genetyka, czy życie społeczne, wydaje się bezprzedmiotowe. Po prostu jest to współgra tych obu czynników. I co więcej, podlega ona temu, co Jung odnowił właściwie jako prawo synchronii tych połączeń, połączeń wydarzeń w życiu ludzkim, które nie są połączeniami przyczynowo-skutkowymi, tylko połączeniami dwóch sensów: sensu materialnego i sensu duchowego. I to jest kolejna taka wielkiej klasy prawidłowość rządząca reinkarnacją oczywiście. Proszę państwa, oczywiście zawsze mogę coś pominąć. Nie chciałem powiedzieć wszystkiego, rzecz prosta.
Powstaje jeszcze jedno pytanie naturalnie. Wiadomo, że dzielimy się na kobiety i mężczyzn, i istoty pośrednie także różnego rodzaju. To zresztą znalazło taki piękny wyraz w historii sejmu galicyjskiego, gdzie był poseł Abrahamowicz, który jakoś tak wyglądał trochę tak kobieco. Nie był kobietą, ale wyglądał. I ktoś inny przemawiając w sejmie powiedział: „Panie, panowie i ty pośle Abrahamowiczu". Miałem przytoczyć jeszcze jeden przykład. Mianowicie święty Jan Ewangelista, ten, który pod koniec Ewangelii świętego Jana opisuje misję, którą mu Chrystus daje, a raczej sam fakt, że daje. Chrystus daje już po Zmartwychwstaniu misję Piotrowi opieki nad barankami i owieczkami, czyli szeregowymi wiernymi. Janowi powierza szczególną misję. Nie mówi jaką.
W tradycji ezoterycznej mamy informację, że Chrystus powierzył Janowi opiekę nad chrześcijaństwem ezoterycznym, tym ukrytym. I w związku z tym Jan, tam mówi Chrystus o tym, że on się może doczekać mojego drugiego przyjścia. To nie znaczy, że będzie żył permanentnie, tylko reinkarnuje się w każdym stuleciu. I takie dwie inkarnacje świętego Jana to jest Christian Rosenkreutz, twórca różokrzyża, a z drugiej strony hrabia de Saint-Germain, słynna tajemnicza postać formalnie z XVIII wieku, ale taka żyjąca także bardzo długo. Tak dalece, że kiedy zapytano sługę pana de Saint-Germain, czy to prawda, że jego pan żyje od tysiąca lat, sługa odpowiedział: „Nie wiem, ja u niego służę zaledwie 300". No i wreszcie spróbujmy podać jakąś kwintesencję. Proszę państwa, reinkarnacja jest instrumentem i narzędziem ludzkiego zbawienia, ale także przetworzenia całego świata, bo człowiek i świat to jest jedno. Człowiek jest małym światem, świat jest małym człowiekiem. To jest ten mikro i makrokosmos. Te terminy znamy ze starych pism.
Otóż chcę powiedzieć, że reinkarnacja jest darem Boga dla człowieka, zarówno darem dla wykonania sprawiedliwości. Człowiek ma szansę, nie użyję słowa „odpokutować", bo nie o to w gruncie rzeczy chodzi, swoje złe uczynki z poprzedniego życia i znaleźć nagrodę, tego słowa chętnie użyję, za to, co zrobił dobrego. Ale z drugiej strony jest to także dowód tej miłości, miłości Bożej. Mianowicie daje ona człowiekowi szansę nieskończonego rozwoju. I na tym polega znaczenie koncepcji reinkarnacji. Dziękuję państwu bardzo.
[01:07:38] - W Radiu Paranormalium zaprezentowaliśmy zapis wykładu Jerzego Prokopiuka, jaki odbył się w czasie konferencji Reinkarnacja i życie po śmierci w Warszawie 29 maja 2011 roku. Zapis udostępniony został przez Polskie Towarzystwo Studiów Spirytystycznych. Zapraszamy na stronę towarzystwa pod adresem www.spirytyzm.pl oraz do księgarni internetowej revail.pl.