[00:06] - Portal spirytyzm.pl przedstawia: wykłady spirytystyczne. W Radiu Paranormalium prezentujemy zapis wykładu, jaki odbył się we Wrocławiu 12 maja 2014 roku. Wykład pod tytułem „Bez miłosierdzia nie ma zbawienia” wygłosił Tomasz Grabarczyk z Polskiego Towarzystwa Studiów Spirytystycznych. Zainteresowanych tematyką spirytystyczną zapraszamy do odwiedzenia strony PTSS pod adresem www.spirytyzm.pl oraz księgarni spirytystycznej revile.pl.
[00:42] - Witam wszystkich. Nazywam się Tomasz Grabarczyk i koordynuję działania spirytystyczne we Wrocławiu. Tematem mojego dzisiejszego wykładu jest: bez miłosierdzia nie ma zbawienia. Na początek warto by było powiedzieć, dlaczego wybrałem właśnie taki, a nie inny tytuł. Otóż tytuł ten jest pewnego rodzaju powiedzeniem, dewizą spirytyzmu, która ma pokazać, że by dostąpić zbawienia nie potrzebujemy być wyznawcami jakiejkolwiek religii czy filozofii, więc nie potrzebujemy być ani katolikami, ani buddystami czy spirytystami. Nie potrzebujemy w cokolwiek wierzyć, bylebyśmy byli miłosierni. Powiedzenie to można rozbić na dwie części, czyli na część miłosierdzia i na część zbawienia. Zacznę od końca, czyli najpierw powiem, czym jest to zbawienie, którego większość z nas szuka. Jednakże kto będzie szukał tego zbawienia? Na pewno ktoś, kto wierzy w jakieś życie po śmierci, takie czy inne.
Jednakże jakaś wiara w życie po śmierci jest do tego potrzebna, ponieważ na co komu zbawienie, jeśli życie skończy się wtedy, kiedy upłynie określona ilość dni na Ziemi. Nie będzie ono potrzebne, bo do niczego się nie przyda, więc musimy mieć wiarę w życie po śmierci. Jak na tę kwestię patrzy spirytyzm? Warto by było odpowiedzieć sobie na trzy podstawowe pytania, które zada sobie na pewno wielu ludzi, które ja również sobie zadawałem i odpowiedź satysfakcjonującą mnie, logiczną znalazłem właśnie w spirytyzmie. Są to pytania: skąd przychodzimy? Dokąd zmierzamy? I jaki jest sens naszego istnienia? Skąd przychodzimy? Zostaliśmy stworzeni przez Boga, Stwórcę czy jakkolwiek nazwiemy tego, który nas stworzył, jako prości, nieznający ani dobra, ani zła, nieposiadający żadnej wiedzy, niewiedzący niczego. Nazwijmy go Stwórcą.
Stwórca nas stworzył właśnie takimi i my poprzez wędrówkę, poprzez kolejne wcielenia, inaczej mówiąc poprzez reinkarnację, rozwijamy się. Uczymy się nowych rzeczy. Uczymy się działać z innymi ludźmi, z innymi duchami, ponieważ każdy z nas, wszyscy, wszystkie istoty są duchami bardziej lub mniej rozwiniętymi. My akurat tutaj na Ziemi jesteśmy duchami wcielonymi, czyli takimi, które posiadają ciało materialne. Jednakże my też byliśmy kiedyś prości, nieznający niczego, dobra, zła, kompletnie niczego. Takie białe, niezapisane kartki. Jednak poprzez tę wędrówkę, poprzez kolejne wcielenia dotarliśmy do punktu, w którym jesteśmy teraz. Jesteśmy na Ziemi po to i istniejemy po to, żeby się rozwijać. To jest nadrzędny cel naszego istnienia. Rozwój, ciągły, nieprzerwany rozwój aż do doskonałości.
Teraz na Ziemi jesteśmy w świecie próby odkupienia win, czyli jesteśmy na planecie jeszcze mało rozwiniętej. Według ogólnie pojętej klasyfikacji światów to jest drugi z pięciu stopni rozwoju, więc jeszcze trochę przed nami zostało. I my w większości jesteśmy duchami niedoskonałymi, więc popełniliśmy jakieś błędy czy nawet nie musieliśmy żadnych błędów popełniać, ale jeszcze się rozwijamy, jeszcze jesteśmy na etapie rozwoju i jesteśmy stawiani przed próbami, które musimy przejść, by się rozwinąć. Oczywiście popełniamy jakieś błędy, które również czasem trzeba odpracować. Również są to błędy z poprzednich wcieleń, więc jak ludzie sobie zadają pytanie, a raczej Bogu zadają pytanie, dlaczego to właśnie oni? Dlaczego to ich coś złego spotyka? Bóg na nich tego nie zrzuca. Oni sami na siebie to sprowadzili przez swoje błędy czy przez chęć sprawdzenia się i pokonania własnych słabości. Ponieważ właśnie to robimy tutaj na Ziemi. Walczymy z samym sobą, żeby pokonać nasze własne słabości.
W końcu to jest najcięższa ze wszystkich walk. Walka z samym sobą. Mówię, że tutaj na Ziemi w większości są duchy niedoskonałe. Są jednostki wybitne, na przykład Tesla, Einstein, Jezus czy Bardziej spirytystycznie Chico Xavier. Oczywiście dwie pierwsze, czyli Tesla, Einstein to są bardziej jednostki, które rozwinięte są intelektualnie. Jezus i Chico to bardziej moralnie rozwinięci, ponieważ ten rozwój odbywa się na dwóch płaszczyznach: na płaszczyźnie inteligencji i na płaszczyźnie moralności. I musimy rozwijać te dwa aspekty, by pójść na ten wyższy stopień w drabince tego rozwoju, żeby w końcu po iluś tam set, tysiącach, milionach lat dojść do stanu ducha doskonałego, czyli dojść do stanu całkowitego rozwoju, gdzie będziemy już doskonali, gdzie nie będziemy mogli się bardziej rozwinąć. Ale trochę nam jeszcze brakuje. Mamy te dwa aspekty. Inteligencję możemy rozwijać poprzez naukę, czytanie, studiowanie, takie rzeczy.
Natomiast moralność to jest właśnie miłosierdzie. Jeszcze chciałbym wrócić do tego podstawowego pytania: czym jest to zbawienie? Otóż zbawienie, moim zdaniem, to jest właśnie ten rozwój. Właśnie tego rozwoju powinien każdy z nas szukać i powinien do tego dążyć. Powinien być miłosierny, żeby się rozwinąć, czyli żeby dostąpić tego zbawienia. Czym jest to miłosierdzie, które jest potrzebne, by się rozwinąć moralnie? Wielu ludzi często postrzega miłosierdzie jako jałmużnę. W sensie, że dadzą komuś jakieś pieniądze i wtedy są we własnych oczach miłosierni i uważają, że spełnili ten swój jakiś obowiązek. Owszem, w pewnym sensie na pewno. Jednakże to nie tylko jałmużna jest miłosierdziem.
Jeśli chcemy być prawdziwie miłosierni, to musimy spełniać pewne trzy warunki, jak to można nazwać umownie. Jest to zapomnienie i przebaczenie win, wyrozumiałość i właśnie wspomniana jałmużna. Tutaj dla odmiany od przodu, czyli zapomnienie i przebaczenie win. Możemy przebaczać zarówno w sposób dobry, jak i w sposób zły. Źle przebaczamy wtedy, kiedy komuś przebaczamy, ale tego nie zapominamy. Czyli mówimy swojemu winowajcy: „Ja ci przebaczam, ale ci tego nigdy nie zapomnę. Ja ci przebaczam, ale nie chcę cię znać”. To nie jest prawdziwe wybaczenie. To nie jest prawdziwa oznaka miłosierdzia, ponieważ nie przebaczyliśmy. Chcemy oszukać siebie czy kogoś, otoczenie, że przebaczyliśmy, kiedy tak naprawdę jeszcze o tym pamiętamy.
Przebaczamy słowem, ale nie sercem. Mówimy: „Ja ci przebaczam i ci to zapominam”. Jednakże w środku wcale tego nie robimy. Wcale nie przebaczamy, wcale nie zapominamy i tylko myślimy, jak się odpłacić tej drugiej osobie. Inny rodzaj tego złego przebaczenia to jest stawianie jakichś warunków, jakichś upokarzających zadań, dzięki którym my przebaczymy tej osobie. To nie prowadzi nigdy do niczego dobrego, ponieważ nie chcemy przebaczyć, a upokorzyć, czyli ukarać tego naszego winowajcę. Ten winowajca będzie przytłoczony i możemy tym samym doprowadzić do tego, że ten winowajca będzie naszym wrogiem i to takim, jak to można powiedzieć, śmiertelnym wrogiem. Będzie on dla nas wrogiem na ziemi, jak i później w świecie duchowym. Bardzo często opętania, ten ostatni rodzaj tego zawładnięcia wolą przez tego ducha opętującego, jest właśnie spowodowany brakiem przebaczenia. Ktoś, kto był jakoś urażony, nie przebaczył tej drugiej osobie, a ona widząc, że nie uzyskała tego przebaczenia, będąc jeszcze duchem niedoskonałym, będzie nękać tą daną osobę, tą swoją ofiarę.
Można by tak powiedzieć. Jak myślę, wszyscy wiemy, każdy z nas posiada ducha opiekuna. Wokół nas, jeśli my tylko jesteśmy dobrzy, będą znajdować się dobre duchy, które będą naszą tarczą obronną, która będzie odpychać te niedoskonałe duchy. Jednakże jeśli nie będziemy przebaczać, to znaczy, że nie będziemy miłosierni. Czyli te dobre duchy będą się od nas oddalać, ponieważ nie będą widzieć w nas dobrego człowieka. A wtedy ten niedoskonały duch będzie miał do nas dostęp i będzie to swego rodzaju kara dla nas, taka konsekwencja czynu, konsekwencja braku przebaczenia. Więc jeśli chcemy mieć spokój, to przebaczajmy. I właśnie gdy przebaczymy tej drugiej osobie, to bardzo prawdopodobne, że zyskamy przyjaciela na ziemi, a przynajmniej spokój sumienia, spokój ducha, ponieważ my przebaczyliśmy, więc nie żywimy żadnej urazy. Co za tym idzie, te dobre duchy będą w nas widzieć dobrego człowieka. I być może ten nasz winowajca ujrzy w nas jakiś przykład moralny, że my przebaczyliśmy mu jego winy, więc on pójdzie za naszym przykładem i przebaczy swojemu winowajcy te winy i tak pójdzie łańcuszkiem.
Kto wie? Nigdy tego nie wiemy, więc na pewno warto wybaczyć. Jest jeszcze jeden rodzaj złego przebaczenia. Przebaczenie w sposób taki, żeby inni nas widzieli, czyli nie przebaczymy drugiej osobie w cztery oczy poprzez szczerą rozmowę, tylko gdzieś w publicznym miejscu, żeby ktoś nas widział i mógł sobie na nas popatrzeć. „O, ta osoba jest miłosierna, ponieważ ona przebaczyła”. Wtedy otrzymamy już swoją nagrodę tutaj na ziemi, widziano nas, więc Bóg nie jest nam winien dosłownie nic. Powinniśmy również przebaczać dlatego, że — myślę, temu się nie da zaprzeczyć — sami szukamy tego przebaczenia. Sami nie jesteśmy jeszcze doskonali, ponieważ gdybyśmy byli, to byśmy się nie znajdowali na tej planecie. Sami właśnie szukamy tego przebaczenia i jeśli my nie będziemy wybaczać drugiemu człowiekowi, to nie mamy prawa chcieć, żeby ktoś nam wybaczył. Ponieważ dlaczego ktoś ma nam wybaczyć, jeśli my nie jesteśmy w stanie?
Bardzo często też ludzie proszą Boga o wybaczenie. Bóg jest doskonały. On nie ma komukolwiek czego wybaczać, ponieważ On nie jest urażony. Więc tak po prawdzie, gdy prosimy Boga o wybaczenie, to prosimy Go o pomoc w tym, żebyśmy nie popełnili takich samych błędów drugi raz, żebyśmy nie doprowadzili do tego, że ktoś byłby urażony i miał nam co wybaczać. Nigdy tak po prawdzie nie wiemy, czy to nie od nas wyszedł jakiś impuls, który doprowadził do tego, że my zostaliśmy zranieni, czyli że nie wypowiedzieliśmy jakiegoś złego słowa czy nie puściliśmy jakiejś plotki gdzieś, czy czegoś takiego. Nigdy tego nie wiemy i być może ta osoba to usłyszała i chce nam dopiec przez to, więc wybaczajmy. Jak dobrze wybaczyć? Jak powinniśmy wybaczać tak, żeby była to oznaka miłosierdzia? Powinniśmy przebaczać i zapominać. Właśnie takie prawdziwe przebaczenie cechuje duchy dobre.
Duchy, które są już bardziej rozwinięte, które wiedzą, że one same potrzebują przebaczenia, więc też powinny przebaczyć. Ludzie, którzy przebaczają tak prawdziwie i zapominają, wiedzą, że coś, co się stało, to jest przeszłość. Co się stało, to się nie odstanie, tego się nie zmieni. Więc dlaczego rozpamiętywać czyjeś błędy? Przebaczmy, zapomnijmy i dążmy do tego, żeby nam właśnie nikt nie musiał przebaczać. Jezus — przykład moralny. On odpowiedział na pewne pytanie, ile razy powinno się przebaczać. Czy siedem razy? Odpowiedział On, że nie siedem, ale siedemdziesiąt siedem razy. Czyli powinniśmy przebaczyć bez granic.
I właśnie gdy wybaczamy, to się rozwijamy duchowo, rozwijamy się moralnie. Musimy też pamiętać o jednej bardzo ważnej rzeczy. Miłosierdzie to nigdy nie jest, nie będzie miłość, ponieważ ludzie mogą myśleć: „Jak ja mam temu mordercy wybaczyć i być dla niego miłosiernym, że on zabił moją matkę?” Nie musimy tego mordercy kochać. Nie musimy go kochać tak, jak kochamy swojego rodzica, przyjaciela czy kogokolwiek, ponieważ to byłoby nienaturalne, jeśli byśmy tą samą miłością darzyli nieprzyjaciela i przyjaciela. Jednak powinniśmy mu wybaczyć. Oczywiście będzie to bardzo trudne, w wielu przypadkach nawet niemożliwe. Jednak tym będzie się cechować prawdziwe miłosierdzie. Tak po prawdzie wybaczać wrogom to prosić o wybaczenie dla samego siebie, a wybaczać przyjaciołom to dawać im dowód przyjaźni. Drugim aspektem tego miłosierdzia jest wyrozumiałość. Czym jest ta wyrozumiałość?
Otóż polega ona na tym, że nie dostrzegamy wad innych. Każdy z nas ma jakieś wady. Mniejsze, większe. Jakieś mamy, ponieważ jesteśmy na planecie w próbie odkupienia win. I wielu ludzi z naszego otoczenia nie dostrzega naszych wad, bo nie ma w tym żadnego celu tak po prawdzie, więc i my nie powinniśmy dostrzegać wad innych. Jednak gdy dostrzeżemy, to naszym zadaniem jest nierozpowiadanie o nich nikomu, czyli trzymanie ich dla siebie. Ktoś ma jakąś wadę, trudno, ma. Jeśli będziemy rozpowiadać, to możemy sprowadzić na siebie złość tego obgadywanego. I tutaj można wrócić do tego, co mówiłem wcześniej, czyli wróg na ziemi, wróg po śmierci. Często rozpowiada się o czyichś wadach nie dlatego, że chcemy w jakiś sposób tej osobie pomóc.
Zresztą myślę, nie da rady pomóc komuś, obgadując ją. Jednak taka osoba, która będzie kogoś obgadywać, będzie chciała oczernić tą drugą osobę, ukarać ją za coś czy dla własnej satysfakcji. Po prostu ją obrazić. To też sprowadzi na nas jej złość. Gdy czyjaś wada będzie nam przeszkadzać jakoś mocno, to wtedy porozmawiajmy o niej z tą daną osobą. To na pewno będzie lepsze niż obgadywanie. Jeśli będziemy wiedzieć, że sami jesteśmy niedoskonali, dotrze to do nas, my to zaakceptujemy, będziemy widzieć sens w tym, żeby nie obgadywać drugiego człowieka. Będziemy widzieć, że sami jesteśmy niedoskonali i zrozumiemy, że sami mamy wiele wad, o których nikt nie mówi, więc my też nie powinniśmy o nich mówić. Jest jeden taki rodzaj wad, któremu trzeba zaradzić. Są to wady, które szkodzą wielu i wtedy powinniśmy wybrać dobro większości nad dobrem jednostki.
Przykładem są płatne seanse mediumiczne, gdzie żeruje się na żałobie, na stracie, gdzie na przykład matka, która straciła własne dziecko, widzi takie ogłoszenie, że seans spiritystyczny 1000 złotych i tam będzie można uzyskać informację od zmarłego dziecka. Jeśli taka matka będzie zdesperowana, to pójdzie, zapłaci ten 1000 złotych. Oczywiście żadnych wiarygodnych informacji wątpliwe, żeby uzyskała, ponieważ dobre duchy nie będą chciały współpracować z mediami, które pobierają za to pieniądze. Oczywiście otrzyma jakieś informacje typu pani syn ma się dobrze, opiekują się nim i tak dalej. W takim przypadku, jeśli widzimy, że jest taka sytuacja, to powinniśmy dążyć do zdyskredytowania danego medium, pokazania, że nie jest wiarygodne. Pokazania, jak powinno wyglądać medium, które prawdziwie chce pomóc drugiemu człowiekowi, że nie powinno brać za to żadnych pieniędzy. Nigdy nie będzie takie wielce pewne swoich umiejętności, możliwości, ponieważ będzie wiedzieć, że dany duch niekoniecznie może mieć pozwolenie czy możliwość przyjść na taki seans, żeby uzyskać tą informację. Jednak przy tym, gdy chcemy zdyskredytować takie medium czy jakąś inną osobę, która naciąga w jakiś sposób drugiego człowieka, musimy dokładnie przeanalizować swoje intencje, swoje myśli. Czy naprawdę chcemy pomóc wielu osobom, czy tylko i wyłącznie przyczynić się do tego oczernienia drugiej osoby? Ostatnim rodzajem, aspektem tego miłosierdzia jest wcześniej wspomniana jałmużna.
Możemy tutaj również pomagać dobrze i pomagać źle. Będziemy pomagać źle wtedy, kiedy będziemy dawać tą jałmużnę w celu jakiegoś uznania. Czyli taki, który będzie dawał, będzie miał nadzieję, że obdarowany rozpowie innym osobom, jaki to ten darczyńca jest dobry, że on pomaga i tak dalej. Czyli będzie chciał, żeby o nim było wiadomo. Czasem znajdują się tacy ludzie, którzy w blasku reflektorów czy jak widzi ich wiele osób, będą dawać wielkie sumy pieniędzy. Jednak gdy znajdą się sam na sam z taką osobą potrzebującą, to będą ją odtrącać jak jakiegoś trędowatego. To też jest przykład ludzi, którzy otrzymali już swoją nagrodę na ziemi, ponieważ ich już widziano. Często jałmużna może przytłaczać, ponieważ sami możemy się postawić w sytuacji takiego potrzebującego. Czy my bylibyśmy w stanie podejść na ulicy do drugiej osoby i poprosić ją o 2 złote? Ja, szczerze powiedziawszy, nie byłbym w stanie.
Właśnie prawdziwie potrzebujący tej pomocy bardzo rzadko będą o nią prosić, ponieważ to będzie dla nich upokarzające. Jeśli chcemy komuś prawdziwie pomóc, to powinniśmy to robić w sposób taki, żeby osoba obdarowywana nie czuła się przytłoczona. Przykład tego będzie za chwilę. Co jest jeszcze ważne, na ulicy bardzo często możemy spotkać ludzi, którzy z żebrania uczynili swoją pracę. Myślę, że w większość przypadków taka jest i myślę, każdy z nas kiedyś widział i to nie raz matkę, która jest z dzieckiem. Czyli bardzo dobry sposób na wyłudzenie pieniędzy. W końcu takie dziecko, jak matka nie ma środków, to ono też będzie głodować, będzie mu zimno i tak dalej. Jest pewien artykuł, który przeczytałem całkiem niedawno o tych właśnie matkach z dziećmi. Często jest tak, że dziecko siedzi cicho, śpi w ramionach matki tak przez osiem godzin. Myślę, że każdy, kto ma dziecko, ponieważ nie są to 10-latki, tylko pewnie pięć, sześć czy mniej, wie, że takie dziecko nie może usiedzieć w miejscu zbyt długo.
Teraz sobie pomyślmy: osiem godzin. Czasem dorosłemu jest ciężko usiedzieć osiem godzin. I właśnie jednak te dzieci będą spać przez osiem godzin. Jakim cudem? Co się okazało? Był wywiad. Jakiś dziennikarz dotarł do takiej osoby, do takiej matki. Okazało się, że za tym stoją całe gangi. Gangi żebraczy, którzy zmuszają kobiety do tego, żeby one siedziały pod kościołem czy w przejściach, a te dzieci często są porywane nawet i faszerowane narkotykami. Oczywiście taki młody organizm nie wytrzymuje dawki chemii, która jest zawarta w tych narkotykach i idzie spać na osiem godzin.
Był też taki przypadek, bardzo brutalny przypadek, że dziecko umarło w ramionach tej kobiety czy matki. I co ona musiała zrobić? Czy mogła zejść z posterunku? Nie. Musiała siedzieć z martwym dzieckiem w ramionach przez kolejne kilka godzin. Więc czy dawanie pieniędzy każdemu na ulicy, kto tak sobie siedzi, czy jest to dobre wyjście? Moim zdaniem nie jest to dobre wyjście, ponieważ nie wiemy, do kogo tak po prawdzie te pieniądze trafią. Jednak jak możemy dawać tą jałmużnę, żebyśmy byli, oczywiście nie w 100% pewni, ale duża szansa na to, że trafi ona do naprawdę potrzebujących. Organizacje charytatywne, hospicja czy domy opieki, oczywiście odpowiednio sprawdzone. W końcu możemy przekazywać ten 1% podatku czy coś takiego.
Jeśli ktoś chce bardziej pomóc, to może wpłacić na konto takiej organizacji, takiej czy innej pieniądze. Jest większa szansa na to, że one trafią do potrzebujących, niż jeśli damy komuś na ulicy. Oczywiście będzie to trudniejsze. Będzie to wymagać od nas wklepania kilku numerków niż po prostu wrzucenie kilku monet, ale jeśli ktoś chce, to na pewno nie jest to problem. Jeśli możemy, to dajmy pracę, a nie półśrodki, czyli pieniądze. Wiadomo, w dzisiejszych czasach jest to trudne, ale może ktoś ma ogródek, gdzie trzeba zgarnąć liście. I wtedy możemy zaoferować takiej osobie, że zgarnie liście, to damy jej 100 złotych. Jeśli będzie prawdziwie potrzebować tej pomocy, a nie będzie żebrać po to, żeby wrócić do normalnego domu, to wtedy powinna na to pójść, ponieważ dostanie wynagrodzenie za swoją pracę, a nie że będzie musiała prosić o czyjąś litość. Ewentualnie inny sposób: kupmy takiej osobie jedzenie. Ponieważ często jest tak, że osoba taka prosi tylko i wyłącznie po to, żeby kupić alkohol.
W końcu jest wiele organizacji, które zajmują się pomocą ubogim, gdzie mogą takie osoby uzyskać ciepły posiłek czy nocleg. Jednak jest tam jeden nadrzędny warunek: nie można pić alkoholu. I to dyskwalifikuje te ośrodki wielu osób, bo wolą się upić, niż poszukać prawdziwej pomocy. Też są przypadki, że takiej osobie się daje to jedzenie, a ona idzie i za rogiem do śmietnika. Wtedy widzimy, że taka osoba nie potrzebuje pomocy, a widzi w tym żebraniu łatwy zarobek. I kończąc już, chciałbym opowiedzieć pewną historię pewnej kobiety, która to historia pokaże, jak powinno wyglądać to prawdziwe miłosierdzie, prawdziwa jałmużna. Więc wyobraźmy sobie elegancką kobietę, która nosi na sobie elegancki, ale niewyszukany strój. Za nią kroczy młoda dziewczyna ubrana podobnie do niej, czyli również skromnie, ale elegancko. Wchodzą one do domu, który wygląda na mocno zaniedbany, obskurny. Jednak jak widać znają ich w tym domu, ponieważ są one witane od drzwi już z szacunkiem.
Udają się one we dwie na poddasze, gdzie znajduje się kilkoro małych dzieci i kobieta, która jest ich matką. Gdy tylko wchodzą, na ich twarzach pojawia się radość, ponieważ przychodzą one ulżyć im w bólu, ich cierpieniu. Przynosi ona im to, co niezbędne. Dzięki niej nie będą głodować. Nie będzie im zimno. Jednocześnie przekazując im to, mówi słowa pocieszenia. Mówi, że będzie dobrze i że nie powinny się martwić. Przekazuje im tą jałmużnę w sposób taki, który nie jest przytłaczający. Ponieważ w końcu nie są one zawodowymi żebrakami. Ich ojciec niestety uległ wypadkowi i teraz leży w szpitalu, a ich matka niestety po tym wypadku ojca nie była w stanie zapewnić im bytu, więc znajdują się teraz w takim miejscu, w jakim są.
I gdy ta kobieta już przekaże wszystko, co chciała tym dzieciom i matce, udaje się następnie do szpitala. Po drodze mija ona wóz, który jest jakby składnicą tego, co regularnie przynosi tym dzieciom i ich matce. Następnie udaje się do tego szpitala, gdzie leży ojciec. Przynosi mu słowa pocieszenia i zapewnia, że jego rodzina ma się dobrze, że nie będą ani głodne, ani nie będzie im zimno. Nie pyta ona ani o wyznanie, ani o poglądy, ponieważ wszyscy są dla nią rodziną. Wszyscy są dziećmi Boga. Nikt nie wie, jak się ona nazywa. Nikt nie wie, co robi. Nikt nie wie, gdzie mieszka. Jej imię niewiele mówi tym, którym pomaga.
Jednak jest ona dla nich aniołem pocieszenia. I to właśnie dlatego każdego wieczoru wznoszone są za nią modlitwy zarówno od katolików, Żydów, protestantów, od wszystkich. Ponieważ pomaga ona każdemu. Ponieważ każdy jest dla niej równy. Wszyscy ją błogosławią. Dlaczego się tak skromnie ubiera? Ponieważ nie chce urazić swoim wyglądem, nie chce przytłoczyć swoim wyglądem tych uboższych od siebie. Dlaczego bierze ze sobą swoją córkę? Chce pokazać jej, na czym polega dobroczynność, jak powinno się pomagać drugiemu człowiekowi i na czym polega to miłosierdzie. Córka mówi do swojej matki, że ona też by chciała pomagać tak jak ona.
Jednak matka odpowiada jej: „A cóż ty możesz dać? Ty, która nic nie masz? Jeśli ja dam tobie coś, co ty następnie będziesz mogła dać innym, to tobie przypadnie zasługa. Jednakże ty nic nie zrobiłaś. Jest to niesprawiedliwe, ponieważ ja daję, tobie przypada zasługa. Gdy przychodzimy pomagać potrzebującym, chorym, ty się nimi zajmujesz. Pomagasz mi, spędzasz z nimi czas. Czy to naprawdę jest za mało dla ciebie? Dajesz im swój czas. To jest naprawdę bardzo ważna rzecz”.
Mówi jej również, że może się choćby nauczyć robótek ręcznych i wtedy robić swetry czy jakieś ubrania dla tych potrzebujących. I właśnie dzięki niej nie będzie im zimno. I w ten sposób pokazuje ona, jak powinno się wcielać w życie nauki Jezusa. W ten sposób pokazuje ona, jak powinno się być miłosiernym, jak powinno się pomagać, prawdziwie pomagać drugiemu człowiekowi. Czy jest ona spirytystką? Czy to w ogóle ważne? Tak naprawdę należy ona do elit, ponieważ tego wymaga jej pozycja. Tego wymaga jej urodzenie. Nikt nie wie, że ona pomaga drugiemu człowiekowi, ponieważ nie szuka ona uznania u ludzi. Szuka ona uznania u Boga.
Pewnego dnia jedna z jej podopiecznych trafia do jej domu, wykonując jakąś pracę. Wtedy, gdy rozpoznaje tego swojego anioła pocieszenia, chce jej dziękować. Jednak ona mówi jej: „Cicho, nie mów nic. Tak nauczał Jezus”.
[35:01] - W Radiu Paranormalium zaprezentowaliśmy zapis wykładu, jaki odbył się we Wrocławiu 12 maja 2014 roku. Wykład pod tytułem „Bez miłosierdzia nie ma zbawienia” wygłosił Tomasz Grabarczyk z Polskiego Towarzystwa Studiów Spirytystycznych. Zainteresowanych tematyką spirytystyczną zapraszamy do odwiedzenia strony PTSS pod adresem www.spirytyzm.pl oraz księgarni spirytystycznej revile.pl.