Nie zapomnij odwiedzić strony naszych partnerów - ich lubimy, ich polecamy!



Możesz też kupić u nas reklamę!





Tutaj będzie pożyczka, pozycjonowanie, chwilówka, no i w ogóle cały ten reklamowy stuff... no bo w końcu odchudzanie, meble, dieta i dentysta same się nie zareklamują...
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj
Logowanie przy użyciu kont z Facebooka itd. dostępne jest z poziomu forum
POKAŻ / UKRYJ MENU
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj
Logowanie przy użyciu kont z Facebooka itd.
dostępne jest z poziomu forum

Tragiczne historie dzieci - świadków z Roswell


Dodano: 2012-03-27 18:01:23 | Wyświetleń: 11278 | Przeczytam później
Dla wielu ludzi to, co widzieli w Roswell, położyło cień na całe ich życie. W przypadku dwojga niewinnych dzieci, które widziały dziwne przedmioty, które spadły z nieba w 1947 roku, czas życia był krótki. Mówi nam to, że ci spośród świadków, którzy "przybyli pierwsi" zobaczyć rozbite materiały spoza Ziemi, byli jednocześnie tymi, którzy powiedzieli najmniej. Byli nękani przez tajemnice, które nosili w swoich sercach i zabrali do grobów. Pierwszymi i nieskalanymi świadkami byli zarządca rancza Mac Brazel oraz dwóch chłopców z Nowego Meksyku, Dee Proctor i Vernon Brazel.

Ale dzieci cierpią. I tych dwoje niewątpliwie cierpiało. Oto ich historia ciszy i samobójstwa. To bolesna historia o pijaństwie, rozwodzie i śmierci w młodym wieku. To niewiarygodny przypadek skradzionego kosmicznego metalu i ogromnego zagrożenia dla nieletnich. A to krótkie, lecz oszałamiające wyznanie jednego z tych dziecięcych świadków z Roswell, zostanie opublikowane w Internecie po raz pierwszy, tu i teraz:

Syn ranczera, Vern Brazel

Mac Brazel zarządzał ranczem, które należało do dwóch braci bliźniaków, H. S. "Henry" Fostera i J. B. "Jasper" Fostera. Vernon był synem Mac'a. W 1947 roku miał 8 lat. W całej sadze upadku UFO w Roswell Vernon jest wspominany bardzo rzadko. Tak naprawdę wspomniano o nim tylko raz (i to przelotnie) w zaledwie jednej z dwóch wydawanych wówczas w Roswell gazet, w żadnej innej gazecie w kraju, która opisała sprawę, nie ma wzmianki o Vernonie. Tylko jedno wydanie "Roswell Daily Record" z 9 lipca 1947 wspomina o synu ranczera i stwierdza: "Brazel zeznał, że on i jego ośmioletni syn odnaleźli duży obszar, na którym rozrzucone były szczątki..."

To wszystko, co kiedykolwiek napisano o Vernonie Brazelu. Nikt nie zdążył z nim porozmawiać, ponieważ opuścił stan Nowy Meksyk tak szybko, jak tylko mógł. Nikt go również nie mógł znaleźć, ponieważ Vern Brazel zmienił nazwisko i przemieszczał się ze stanu do stanu. I nikt już nigdy nie będzie mógł z Vernonem Brazelem porozmawiać, ponieważ zastrzelił się on z rewolweru, natychmiast kończąc życie z kulą w głowie.

Kilka lat temu dowiedziałem się od Loretty Proctor (sąsiadki Maca Brazela) w trakcie rozmów, że Vernon był bardzo bliskim przyjacielem jej syna Dee, który również był obecny przy odkryciu miejsca upadku obiektu. Dee miał siedem lat, Vern - osiem. Obydwaj byli, jak mówiła Loretta, "małymi ranczerami", którzy pomagali Macowi w pracach gospodarskich w weekendy i wakacje. Gdy jednak pierwszy raz wspomniałem w rozmowie z Lorettą o Vernonie, ona zapytała nagle: "Co wiesz o Vernie?" Loretta, która wcześniej była bardzo uprzejma i miła, zaskoczyła mnie sposobem, w jaki chciała się dowiedzieć, skąd wiem o Vernie. Zdałem sobie sprawę z powodów jej alarmującej stanowczości. Loretta wyjaśniła, że po upadku obiektu Vernon "miał problemy z dostosowaniem się, trudności w kontaktach z innymi dziećmi" i stał się obiektem żartów na temat niezwykłego znaleziska jego ojca. Chciał wyjechać ze stanu, gdy tylko osiągnął pełnoletniość, mówiła Loretta. Historia śledziła go, gdziekolwiek się tylko pojawił. Loretta powiedziała mi, że Vernon w końcu zmienił nazwisko i "chciał być możliwie jak najdalej od tej tożsamości i tego stanu. O ile wiem, używał nazwiska Tannehill lub Tannecliffe. Coś w tym typie". Loretta odkryła, że po krótkiej służbie w Marynarce Wojennej USA Vern mieszkał w wielu miejscach, w tym w Montanie, Kaliforni i Virginii. O ile jednak Loretta wie, Vern nigdy nie wrócił do Nowego Meksyku - "nigdy nie chciał tych wspomnień". Roswellowski "mały sekret" dotyczący "małego ranczera" miał wyjść na jaw, gdy zadałem Loretcie pytanie "Co się stało z Vernem?". Loretta zawahała się i odpowiedziała: "Vern chwycił pistolet i zastrzelił się. Strzelił sobie w głowę. Miał tylko niewiele ponad 20 lat". Zaszokowany, usłyszawszy coś co brzmiało jak stłumiony płacz, mogłem jedynie powiedzieć "Oboje wiemy, dlaczego". Loretta nie odpowiedziała.

Chciałem potwierdzić najwięcej jak się dało z tych istotnych informacji, jakie przekazała mi Loretta. I w rzeczywistości ustaliłem, na podstawie archiwów wojskowych, że Vernon Brazel był marynarzem na statku USS Hassayampa w jego matczynym porcie w Pearl Harbor. W bazie danych Social Security Death Index znalazłem zapiski mówiące, że jego ostatnimi miejscami pobytu oraz stanami, w jakich wydano akt zgonu, były zarówno Kalifornia jak i Virginia. Odszedł przed trzydziestką. Wszystko to opowiedziała mi Loretta. Czułem się prawie winny, sprawdzając podawane przez nią fakty. To dlatego, że ranczerka, która przeżyła swojego ukochanego syna - a teraz sama ma prawie sto lat - zawsze była kobietą prawdomówną.

Chłopiec imieniem Dee

"Dee" Proctor był synem Loretty i Floyda Proctorów. Loretta nie lubi mówić o Dee w kontekście katastrofy z Roswell. Dee z pewnością również nie chciał o tym z nikim rozmawiać. Przez dziesięciolecia młodociany świadek, nawet już jako starszy człowiek, aktywnie unikał jakiejkolwiek dyskusji na ten temat. Dosłownie ukrywał się przed badaczami. Owo unikanie było wręcz ekstremalne. Sąsiad Proctorów, John Tilley, powiedział mi, że w latach osiemdziesiątych, gdy on i Loretta siedzieli w pokoju dziennym i gdy wspomniał o katastrofie, usłyszał, jak Dee w kuchni (który odwiedził swoją matkę i w tamtej chwili jadł śniadanie) szybko wstał i wyszedł tylnymi drzwiami, "jak gdyby dom się palił", umykając Tilley'owi. John powiedział mi: "Wiem, dlaczego Dee nie wyszedł po dokończeniu śniadania, jak zwykł robić, odwiedzając matkę. To dlatego, że usłyszał, jak dyskutujemy o czymś, o czym on nie chciał rozmawiać". Kilku badaczy może potwierdzić przypadki, gdy Dee dosłownie uciekał przed nimi, nie chcąc w ogóle rozmawiać o tej sprawie. Z pewnością dużo łatwiej byłoby mu powiedzieć, że minęło zbyt dużo czasu, a on był wówczas zbyt młody, aniżeli uciekać i chować się za swą matką Lorettą. Nawet w dorosłym życiu zachowywał się niedojrzale, jak dziecko.

Dee przez całe swoje życie wykazywał zadziwiającą niechęć do dyskutowania o incydencie z Roswell. Całe życie był również alkoholikiem, nigdy jednak nie pił w obecności swojej matki Loretty. Tak naprawdę, wiele osób (w tym zastępca inspektora policji w hrabstwie Lincoln) opisywało mi go jako "wściekłego alkoholika". Dee był niemal całkowicie odosobniony, rozwiedziony i chorobliwie otyły. Zmarł w 2006 roku w wieku 66 lat w wyniku rozległego zawału serca, jadąc na ranczo w Ruidoso (miejscowość w stanie Nowy Meksyk - przyp. tłum.).

Wiadomo, że Dee był obecny na miejscu katastrofy wraz z Mac'iem w czasie dokonania odkrycia. Bardzo znaczący jest fakt, że Mac nie powiedział reporterom, że Dee tam był. Tak naprawdę nikt nie wiedział, że Dee był na miejscu upadku, dopóki sąsiedzi i przyjaciele Proctorów, włączając Tommy'ego Tyree, nie poinformowali o tym badaczy Kevina Randle i Dona Schmitta. Loretta i jej drugi mąż Floyd nigdy nie wspominali, że Dee był obecny w tym miejscu razem z Mac'iem i Vernem (poza wspomnianymi wcześniej rozmowami z badaczami). Loretta przyznała, że Dee tam był, dopiero wówczas, gdy było jasne, że nie może temu zaprzeczyć. Loretta powiedziała mi, że Dee "pracował" dla Mac'a w zamian za zapłatę wynoszącą 25 centów za dzień w weekendy i podczas wakacji. Jest pewna, że Dee wracał do domu w pierwszy weekend lipca, gdyż pamięta, jak mówiła Mac'owi, że chce, aby Dee był w domu podczas obchodów święta 4 lipca. Dlatego 2-3 lipca jest najbardziej prawdopodobną datą upadku obiektu w Roswell.

Dee nigdy nie zaproponował innym dyskusji o tym, co wiedział. Pozwolił swojej matce, by opowiadała za niego. Zapytałem Lorettę, co widział Dee. Powiedziała to samo, co mówiła przez lata innym badaczom: "Cóż, Dee był tylko chłopcem, naprawdę nie pamięta tego wszystkiego. Był tylko dzieckiem". Wiedząc, że stosowała tę wymówkę wcześniej wobec innych, przycisnąłem ją: "Loretto, Dee może i był w tym czasie chłopcem, na pewno jednak pamiętasz, co Ci powiedział, gdy wrócił do domu. Miałaś wtedy 33 lata". Wtedy Loretta pierwszy i jedyny raz w czasie naszych dyskusji zmieniła temat w tak nienaturalny sposób i tak szybko, że prawie zapomniałem, że zadałem jej to pytanie.

Dee potrafił jeździć konno, mówiła Loretta, od najmłodszych lat. Uwielbiał przychodzić na ranczo Fosterów, by pomagać Mac'owi, i obydwaj jeździli razem. Sądzę, że jest bardzo możliwe, że to właśnie żądny przygód młody Dee Proctor jako pierwszy odnalazł miejsce upadku obiektu i pierwszy zobaczył szczątki. Loretta powiedziała mi, że Dee często "wybiegał przed Mac'a, co martwiło Mac'a".

Wyznania Dee

Tylko z jednym "człowiekiem z zewnątrz" Dee rozmawiał o wydarzeniu, i tylko przez "przypadek". Jego matka Loretta tylko jeden raz opowiedziała o szczegółach, które Dee przekazał jej na temat tego miejsca. Obecnie zdajemy sobie sprawę z tego, że Dee Proctor będzie uznawany za historyczną postać, która widziała to, czego nikt z nas nigdy nie zobaczy. Był to jednak "przywilej", którego Dee nie pragnął, oraz widok, którego nigdy nie chciał ujrzeć.

Dee był w towarzystwie Brazela, gdy po raz pierwszy odkrył pole pokryte szczątkami. Ale, jak mówiła jego matka Loretta, był również z Brazelem, gdy odkrył "coś jeszcze" w innym miejscu 3,6 km na wschód, co wywołało u niego traumę trwającą do końca życia. Nigdy nie powiedział matce, co dokładnie widział, zabrał ją jednak w to miejsce w 1994 roku, mówiąc: "To tutaj Mac znalazł coś innego".

Jedyny znany moment, w którym Dee mówił o tym zdarzeniu, zdarzył się przez "przypadek". Autor i badacz Kevin Randle wskazuje, że w latach dziewięćdziesiątych były dwie takie okazje, gdy dzwonił do Loretty Proctor, a telefon odebrał jej syn, Dee. Zdając sobie sprawę, że mogły to być "utracone szanse" na osobistą rozmowę z Dee, Kevin zaaranżował z nim przy obu okazjach bardzo krótkie rozmowy, zanim matka Dee podeszła do telefonu. Dee szybko i niechętnie potwierdził Kevinowi pewne zdumiewające informacje:

- naprawdę znajdował się wraz z Mac'iem na miejscu katastrofy w tamtym tygodniu w lipcu 1947 i pamięta to
- przedstawiciele wojska "odwiedzili" go, aby porozmawiać o wypadku
- on i Mac weszli na ogromne pole pełne szczątków podobnych do metalu - pozostałości pojazdu
- nie wierzył, że materiał, który widział, pochodził z Ziemi lub został wykonany przez człowieka
- powiedział, że później zabrał kilku swoich przyjaciół, aby odwiedzili to miejsce

Ostatni element został potwierdzony przez mieszkańca Roswell, Sydney'a "Jacka" Wrighta, który powiedział badaczom Tomowi Carey'owi i Donowi Schmittowi, że dwóch synów ranczera Thomasa Edingtona i córki ranczera Trumana Pierce'a poszli do "drugiego miejsca". Autor ten aktualnie usiłuje odnaleźć synów Edingtona i córki Pierce'a.

Potwierdzenie Dee, że został odwiedzony przez przedstawicieli wojska, znajduje poparcie w tajnym kontakcie, jaki miał znany badacz i autor Nick Redfern. Pan Redfern wskazuje, że pod koniec lat osiemdziesiątych dowiedział się czegoś o Dee od starszego, umierającego mężczyzny, który pracował wcześniej dla amerykańskiego wywiadu. Nick wyjaśnił, że człowiek ten był "całkowicie zniesmaczony" czymś, co zachował dla siebie podczas trwania dochodzenia, które włączało naruszenie praw obywateli przez agentów wywiadu w stanie Nowy Meksyk. Mężczyzna powiedział Nickowi, że dowiedział się wówczas, że: Dee Proctor był tak zastraszony, gdy oficerowie operacyjni odwiedzali go, "jak gdyby stał przed Bogiem". Później, gdy był dorosły, odwiedzili go co najmniej dwa razy, wówczas "ostrzegano go przed ujawnianiem faktów". Nick zauważa: "Jako dziecko, Dee był człowiekiem z definicji zwariowanym oraz głęboko zaangażowanym, który jednak z pewnością nie posiadał umysłu osoby dorosłej gdy to się wydarzyło, stąd był obiektem pewnego zainteresowania ze strony wojska". Redfern dodaje później: "To dlatego ten przypadek był dość niewygodny z punktu widzenia wojska. Traktowanie w tak szorstki sposób ranczera nie byłoby takie niezręczne. Robienie czegoś takiego małemu dziecku raczej nie było czymś, na czym żołnierze chcieli skupiać swoją karierę". Czym więc było owo "coś innego", co widział Dee, i o czym Nickowi powiedziało jego źródło?

Były to fragmenty ciał.

Czy Dee ukradł pochodzący z obiektu z Roswell "metal posiadający pamięć"?

Latem 2011 roku siostrzenica Loretty Proctor, Kay, odwiedziła swoją ciotkę. Kay towarzyszył jej przyjaciel Jules, oboje zarejestrowali wspomnienia dziewięćdziesięciolatki związane z katastrofą z Roswell. Mówiąc o szeroko opisywanym "metalu posiadającym pamięć", który pochodził z miejsca upadku UFO i który widziało wielu świadków, Loretta złożyła oświadczenie, przy którym dosłownie opada szczęka. Jules powiedział, że "z pewną dozą jadowitego uśmiechu" Loretta stwierdziła, że jej synowi Dee "pewien mały dzieciak zabrał to [kawałek metalu posiadającego pamięć] i przechowywał w ukryciu przez całe życie". "Przypominające" wizyty, które Dee otrzymywał przez całe życie, miały na celu ostrzec go, by nie tylko nigdy nie pisnął na ten temat ani słowa, ale również gdyby miał metal posiadający pamięć - lub wiedział, gdzie jego kawałki mogą się znajdować - był cały czas pod obserwacją, oni zaś zawsze wiedzieli, gdzie był i co robił.

Czego uczą nas dzieci

Dwoje dzieci z Roswell, które odnalazły miejsce upadku UFO, było pierwszymi w historii ludźmi, którzy widzieli szczątki pochodzące spoza Ziemi i nie stworzono przez człowieka. Obydwaj, Dee i Vern, przez całe życie nigdy nie mówili publicznie o tym wydarzeniu. Jeden z nich ukrywał się przed badaczami, drugi sam siebie pozbawił życia. Obaj po zdarzeniu mieli "problemy", które wydawały się nieprzezwyciężone, obaj też umarli młodo, nosząc brzemię, które ostatecznie okazało się dla nich zbyt ciężkie. Ich śmierci przypominają mi o innym człowieku zaangażowanym w sprawę Roswell. Kapelan z Bazy w Roswell, Hankerson, na łożu śmierci często i niczym w transie powtarzał swoim dzieciom: "zbyt wielka wiedza może być bardzo szkodliwa".

Anthony Bragalia
Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios

Kopiowanie i umieszczanie naszych treści na łamach innych serwisów jest dozwolone na zasadach opisanych w licencji.
Komentarze do artykułu

Twój nick:
E-mail (opcjonalnie):
Komentarz:



Powiadamiaj o odpowiedziach na mój komentarz
(wymagany email):
Uwaga: Jeśli chcesz odpowiedzieć na komentarz innego użytkownika, prosimy skorzystaj z przycisku "Odpowiedz". Pozwoli to uniknąć w przyszłości bałaganu w dyskusji.
BBcode:

[b][/b] - pogrubienie
[i][/i] - kursywa
[u][/u] - podkreślenie
[cytat][/cytat] - cytat
[cytat="NICK"][/cytat] - cytat z nickiem

Zanim napiszesz komentarz, koniecznie zapoznaj się z zasadami publikowania komentarzy na łamach strony Radia Paranormalium. Prosimy nie podawać w komentarzach adresów email - do tego służy odpowiednie pole!


  • j23 (2012-05-23 00:17:42) #7451 | RAPORT
    W Polsce w latach 50- tych też spadło UFO , nikt o tym nie mówi. Może dlatego że kominie było łatwiej wszystko kamuflować, zastraszać ludzi niż wtedy amerykanom. Wiadomo na pewno że ciało pilota tego statku przewieziono do ZSRR.

    Odpowiedz
Tagi
Inne artykuły
o podobnej tematyce
SŁUCHAJ NAS
SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI
NEWSLETTER
RAMÓWKA NA DZIŚ
ARCHIWUM AUDYCJI
WESPRZYJ
RADIO PARANORMALIUM
POLECANE KSIĄŻKI
NAJNOWSZE FILMY
Copyright © 2004-2019 by Radio Paranormalium