[ZAMKNIJ REKLAMY]
Kup reklamę w tym miejscu!









Nie zapomnij odwiedzić strony naszych partnerów - ich lubimy, ich polecamy!



Możesz też kupić u nas reklamę!





Tutaj będzie pożyczka, pozycjonowanie, chwilówka, no i w ogóle cały ten reklamowy stuff... no bo w końcu odchudzanie, meble, dieta i dentysta same się nie zareklamują...
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj
Logowanie przy użyciu kont z Facebooka itd. dostępne jest z poziomu forum
POKAŻ / UKRYJ MENU
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj

Sowiecka ufologia


Dodano: 2013-08-23 15:16:16 | Wyświetleń: 5914 | Przeczytam później

Autor artykułu, dr Władymir Rubcow (1948 - 2013)


Jaki jest obecny stan światowej ufologii? Będąc zaangażowanym w badania ufologiczne przez około 40 lat i mocno wierząc, że są one bardzo ważne dla nauki jak i dla przyszłości gatunku ludzkiego, czuję, że mam pewne prawo wydać opinię. Dzisiejsza ufologia stanowi heterogeniczną miksturę poważnego badania z rozrywką, pop-religią i histerią. W wielu krajach istnieje wybitny krąg poważnych badaczy UFO, ale opinia publiczna ocenia ufologię w oparciu o jej najsłabsze elementy.

Jakieś 40 lat temu Jacques Valee nazwał fenomen UFO "wyzwaniem dla nauki". Nauka jako instytucja społeczna małodusznie odrzuciła to wyzwanie i przerzuciła swoją główną odpowiedzialność na społeczeństwo - to znaczy, służąc mu jako reflektor, nie jako opaska [na oczy]. Na szczęście, niektórzy pojedynczy naukowcy byli bardziej odpowiedzialni, dzięki czemu zjawiska [związane z] UFO są wciąż badane.

Jakie miejsce zajmowała nieistniejąca już sowiecka gałąź ufologii, a w jakim znajduje się jej cień?

Do połowy lat osiemdziesiątych zaledwie cienka strużka radzieckich danych dotyczących UFO docierała do zachodnich organizacji ufologicznych. Zawierała raporty zarówno wiarygodne jak i nie-aż-tak, zwykłą miksturę oczywistych IFO (identified flying objects - zidentyfikowane obiekty latające) i pół-UFO z prawdziwymi UFO. Wszystko to można było wyjaśnić i nie powodowało dużego niezadowolenia po stronie zachodnich ufologów. Wszyscy rozumieli, że te dane zostały zdobyte z trudem w państwie totalitarnym i że były kolejnym - a przy tym wartościowym - potwierdzeniem, że socjalistyczne latające spodki nie różnią się zbytnio od swoich demokratycznych towarzyszy. Dzięki Bogu.

Poczynając jednak od roku 1986 ten strumyczek zamienił się jednak w prawdziwą powódź. Obywatele ZSRR, w szczególności badacze ufologii, mogli zacząć wyjeżdżać za granicę i uczestniczyć w spotkaniach ufologicznych, co skutkowało znacznym zwiększeniem wymiany informacji. Nawet tajne doniesienia o UFO zebrane przez Ministerstwo Obrony stały się publicznie dostępne w atmosferze ekonomicznego i społecznego wyzwolenia.

Istnieje jednak niebezpieczeństwo, że wszystkie te trudne doświadczenia radzieckiej ufologii zostaną zredukowane do poziomu wylewnych cytatów o domniemanych zdarzeniach podobnych do Roswell i innych dzikich plotek w post-sowieckich gazetach. Pop-ufologia już teraz wykorzystuje ten smaczny kąsek, czyniąc poważne badanie trudniejszym i pogarszając ogólną atmosferę powierzchownego i niekompetentnego zaprzeczania istnienia obiektów UFO przez "wyedukowaną" (czy może raczej źle wyedukowaną) opinię publiczną na Zachodzie.

W tej kwestii, sytuacja w ZSRR zawsze była znacząco odmienna. Sowiecka ufologia wyrosła i istniała jako czyste pole badań i kognitywnego zainteresowania. Owszem, władza uniemożliwiała prowadzenie niezależnych badań na tym polu, przynajmniej jednak nie było żadnego rodzaju pop-ufologii.

Struś nie może trzymać głowy w piasku w nieskończoność; prędzej czy później biedactwo będzie musiało ją stamtąd wyciągnąć i rozejrzeć się dookoła. W podobny sposób, pewnego dnia w przyszłości, nauka odkryje, że zjawiska związane z UFO zasługują na poważne zbadanie. Wtedy właśnie dane zebrane przez radzieckich ufologów zostaną wykorzystane we właściwy sposób.

Nerwowe życie w biurokratycznym środowisku

Ufologia w ZSRR miała dwa różne oblicza: oficjalne badania finansowane przez rząd, oraz badania niezależne, "dysydenckie". Obie miały swoje plusy i minusy. Pierwsza była czasami nadmiernie sceptyczna, druga - przesadnie entuzjastyczna. Ich wzajemne stosunki były mniej niż pogodne. Niezależna ufologia rozwinęła się jako pierwsza, jednak najbardziej podstawowe odkrycia poczynione zostały w trakcie wypełniania programu badań UFO sfinansowanych przez rząd. Miałem sposobność uczestniczyć w sowieckiej ufologii po obu stronach.


Jeden z pionierów niezależnych badań ufologicznych w ZSRR, docent dr Feliks Jurijewicz Zigel (1920 - 1988)
Niezależna radziecka ufologia znalazła swój początek pod koniec lat pięćdziesiątych do połowy lat sześćdziesiątych w wykładach i artykułach Jurija Fomina, inżyniera i wykładowcy we Wszechzwiązkowym Towarzystwie Propagowania Wiedzy Politycznej i Naukowej, oraz Feliksa Zigela (niektóre źródła podają nazwisko Ziegel), asystenta w Moskiewskim Instytucie Lotnictwa. Obserwacji UFO w tym okresie było niemało, przeważnie jednak świadkowie nie wiedzieli, gdzie zgłaszać swoje obserwacje. Niektórzy pisali do obserwatoriów astronomicznych i czasopism popularnonaukowych, zwykle w odpowiedzi otrzymując kilka obojętnych słów. W sowieckich gazetach i czasopismach w tym czasie mogły się ukazywać jedynie artykuły zaprzeczające [istnieniu UFO]. Oficjalne stanowisko przez długi czas pozostawało jednoznaczne: radzieccy ludzie nigdy nie obserwują na niebie tajemniczych obiektów, jednak nawet jeśli to robią, specjaliści zawsze mogą wyjaśnić te zdarzenia w przekonujący sposób.

W październiku 1967 roku doktor Zigel utworzył w Moskwie pierwszą w ZSRR publiczną organizację zajmującą się zbieraniem i analizowaniem doniesień o NLO (jest to rosyjski odpowiednik skrótu UFO - nieopoznannyj lietajuszczij objekt - przyp. Ivellios): Departament Ufologiczny Wszechzwiązkowego komitetu Eksploracji Kosmosu Radzieckiej Ochotniczej Służby Wsparcia Armii, Lotnictwa i Marynarki (w skrócie DOSAAF). Grupa ta składała się z ponad 200 naukowców, inżynierów, przedstawicieli wojska, dziennikarzy i przedstawicieli innych zawodów. Przewodniczącym organizacji wybrano majora generała Stoljarowa, zaś jego zastępcą w dziale naukowym został Zigel. 10 października wystąpili w państwowej telewizji, opowiadając o nowej organizacji i zapraszając obserwatorów UFO do nadsyłania swoich doniesień.

Pojawiły się raporty, które zostały wykorzystane przez Zigela w pierwszym tomie słynnego, spisanego na maszynie opracowania pt. "Obserwacje NLO nad ZSRR". W międzyczasie jednak władze Związku Radzieckiego zdały sobie sprawę ze swojego błędu i już w listopadzie Komitet Centralny DOSAAF rozwiązał dział ufologiczny. Jakiś czas później Wydział Fizyki Ogólnej i Stosowanej Radzieckiej Akademii Nauk wydał rezolucję przeciwko badaniu UFO w ZSRR.

Pod koniec lat siedemdziesiątych, w dziecięć lat po tym jak Zigel napisał swoje pierwsze opracowanie, stało się ono przedmiotem poważnej analizy statystycznej wykonanej przez radzieckich naukowców L. M. Gindilisa, D. A. Menjakowa i I. G. Pietrowskaja. Doszli oni do wniosku, że nie istnieje konwencjonalne wytłumaczenie dla jednej trzeciej spośród wszystkich doniesień. Jasne stało się, że było tutaj coś wartego zbadania.

Zakaz publicznych badań UFO w ZSRR miał jednak pewne racjonalne podstawy. Nieważne, jak bardzo radziecki naukowy establishment przeceniał swoją ważność i autorytet, główną siłą stojącą za tym zakazem był radziecki kompleks wojskowo-przemysłowy. Dowódcy wojska obawiali się, że jawność, jaką obdarowano obserwacje NLO (niektóre niewątpliwie mogły być spowodowane możliwością obserwacji rakiet wojskowych i kosmicznych), mogła spowodować niekontrolowany obieg wojskowych tajemnic.

Strategiczna równość ze Stanami Zjednoczonymi była głównym celem politycznym przywódców radzieckich za czasów Leonida Breżniewa, zaś "latające spodki" nie były największą rzeczą, jaką dla tego celu poświęcono.

Gławlit, czyli biuro do spraw cenzury, miał za zadanie blokować wszystkie publikacje poświęcone problematyce UFO, oprócz tych, co do których przypuszczalnie nie było problemu. Zabroniono nawet używania terminu "niezidentyfikowane obiekty latające". Zorganizowane niezależne badanie NLO w Związku Radzieckim zostało wstrzymane - pozostali tylko najbardziej wytrwali dysydenccy ufolodzy.

Do 1977 roku wydawało się, że mroczna epoka radzieckiej ufologii nigdy się nie skończy. Wtedy jednak wydarzyło się coś nieoczekiwanego, co zmieniło wszystko na sowieckiej scenie ufologicznej.

UFO, Petrozawodsk, Pietrozawodsk, 1997
Fotografia obiektu UFO nad Pietrozawodskiem, nad jeziorem Onega, wykonana w godzinach porannych 20 września 1977 roku, opublikowana w gazecie "Prawda"


Ostrzeżenie Armii Czerwonej dotyczące UFO

Wczesnym rankiem 20 września 1977 roku mieszkańcy Pietrozawodska, stolicy Autonomicznej Republiki Karelii, byli świadkami pojawienia się na ciemnym niebie świecącej meduzy, rzucającej na miasto "mnóstwo najcieńszych strumieni światła". Dzięki beztrosce cenzury wydarzenie to zostało opisane w największych sowieckich gazetach. Spowodowało to wiele pytań zarówno w samym Związku Radzieckim, jak i poza nim.

Dziś wiemy, że zjawisko z Pietrozawodska wystąpiło niemal równocześnie z wystrzeleniem satelity Kosmos-955 z kosmodromu w Pliesetsku. Obojętnie jednak jakie jest jego wyjaśnienie, ten incydent na zawsze zostanie zapamiętany jako kamień, który wywołał lawinę.

Fenomen z Pietrozawodska przyciągnął uwagę na samej górze i spowodował, że władze zrozumiały, że zjawisko UFO to coś, czemu warto poświęcić uwagę. Biurokratom wojskowym i naukowym nakazano przyjrzeć się tej kwestii. Kompleksowy program badawczy został zawarty w Narodowym Planie Naukowych Prac Badawczych w Zakresie Obrony na rok 1978: "Badanie anomalnych zjawisk powietrznych i kosmicznych, ich możliwego pochodzenia i wpływu na działanie sprzętu i na stan personelu". Ów program został podzielony na dwie części:

"Setka MO" (Sieć Ministerstwa Obrony) - "Badania anomalnych zjawisk atmosferycznych i kosmicznych oraz ich wpływu na pracę wojskowego sprzętu technicznego i personelu"; oraz "Setka AN" (Sieć Akademii Nauk) - "Badanie natury fizycznej i mechanizmów manifestacji anomalnych zjawisk atmosferycznych i kosmicznych".

W 1981 i 1986 roku władze radzieckie przyjęły plany pięcioletnie zawierające naukowe badania zjawisk anomalnych. Sterowany centralnie program badania zjawiska UFO przebiegał bez przeszkód do roku 1991, prowadzony był też jeszcze kilka lat później na mniejszą skalę.

Zgodnie z Planem Narodowym, utworzono dwa centra badań NLO, jedno w Ministerstwie Obrony i drugie w Akademii Nauk. Podstawowa różnica między tymi badaniami polegała na ich źródłach danych. Centrum w Ministerstwie Obrony otrzymywało informacje z różnych służb, podczas gdy badania akademickie oparte były na doniesieniach zebranych w instytutach naukowych, centrach hydrometeorologicznych i różnych periodykach.

Cele obu badań również były różne. Wojskowi obawiali się możliwego zgubnego wpływu obiektów NLO na sprzęt i personel, mieli też nadzieję na rozpracowanie i wykorzystanie w celach militarnych takich atrakcyjnych dla nich właściwości obiektów UFO, jak niewidzialność dla radarów czy wysoka manewrowalność. Akademia Nauk była zainteresowana głównie badaniem natury fizycznej tych zjawisk.

Badacze, zarówno wojskowi jak i akademiccy, rozumieli, że tylko połączone wysiłki mogą doprowadzić do dobrze uzasadnionej odpowiedzi w kwestii UFO. Jednocześnie jednak nie jestem pewien co do tego, czy pracownicy wojska udostępniali wszystkie swoje dane i odkrycia. Najprawdopodobniej cały czas coś utrzymywano i utrzymuje się do dziś w tajemnicy.

W styczniu 1980 roku Szef Sztabu Generalnego Sił Powietrznych ZSRR wydał rozporządzenie, które w całej tej pracy odegrało główną rolę, zawierające instrukcje, w jaki sposób należy zbierać dane dotyczące UFO i gdzie należy je wysyłać w celu dalszego zbadania. Dyrektywa ta została natychmiast przekazana wszystkim uzbrojonym jednostkom radzieckim. Teraz każdy pracownik wojska, gdziekolwiek się znajdował, zobowiązany był zgłaszać swoim przełożonym wszelkie zaobserwowane nietypowe zjawiska w formie pisemnej. Przez około 13 lat siły zbrojne miały obowiązek obserwować anomalne zjawiska na terenie całego Związku Radzieckiego oraz na terenie innych państw, w których stacjonowały.

W tym czasie zgromadzono około 3000 oficjalnych doniesień o obserwacjach UFO. Około 90 procent z nich dało się wyjaśnić w sposób konwencjonalny, jak np. wystrzelenia rakiet czy przeloty balonów na dużych wysokościach. Dziesięć procent obserwacji (około 300 przypadków) pozostało jednak niewyjaśnionych, nawet po gruntownym przebadaniu. Ta liczba może wydawać się niewielka, należy jednak zaznaczyć, że były to wiarygodne, zawierające informacje i szczegółowe doniesienia, odfiltrowane przez doświadczonych oficerów, których głównym obowiązkiem było przesyłać do centrum tylko najlepsze dane. Mając to na uwadze, nikt nie może przyjąć, że obiekty UFO są wynalazkiem nieodpowiedzialnych fanatyków latających spodków. Tak naprawdę one są prawdziwe i naprawdę zagadkowe.

Spodki nad lotniskami

W 1980 roku obroniłem moją pracę magisterską na temat filozoficznych i metodologicznych aspektów poszukiwań pozaziemskiej inteligencji. W oparciu o tę pracę pisałem książkę, w której chciałem zawrzeć rozdział poświęcony zjawisku UFO i jego możliwym powiązaniom z pozaziemską inteligencją. Wciąż jednak w pełni działały ograniczenia wynikające z cenzury i publikacja takiego rozdziału musiała być zatwierdzona przez akademicki komitet do spraw zjawisk anomalnych. Miałem małą nadzieję na taką zgoodę, ponieważ moje poparcie dla hipotezy pozaziemskiej było oczywiste. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, rozdział ten został zaakceptowany natychmiast. Z czasem zaproponowano mi nawet możliwość uczestniczenia w zespole ekspertów. Nieważne jak bardzo eksperci w swoich publicznych oświadczeniach wydawali się sceptyczni w kwestii pochodzenia UFO, byli gotowi do poważnego przedyskutowania tej możliwości we własnym gronie. Próbowali zebrać możliwie najwięcej informacji o tym zjawisku.

Istnieją jednak powody do poddania w wątpliwość tego, czy zbieranie informacji o UFO poprzez kanały oficjalne było efektywne.

Pewnego dnia przyszedłem do Wojskowej Szkoły Pilotów w Borysoglebsku, aby wygłosić wykład na temat UFO przed pilotami myśliwców i sztabem zarządzającym. Piloci słuchali z uwagą, ale ich reakcja była mizerna. Byłem poniekąd zaskoczony ich pasywnością.

Wieczorem, podczas spotkania w nieoficjalnej atmosferze, piloci wyjaśnili mi, dlaczego siedzieli tak cicho. Znaleźli się między Scyllą a Charybdą. Z jednej strony istniały rozkazy Dowództwa Generalnego, wymagające natychmiastowego donoszenia o jakichkolwiek anomalnych obserwacjach. Z drugiej jednak strony, piloci dobrze wiedzieli z własnego doświadczenia, że sporządzanie takiego raportu wiąże się z ryzykiem umieszczenia w szpitalu i przejściem długiego i nieprzyjemnego badania. W tych warunkach optymalnym wyjściem dla mądrego pilota natykającego się na UFO było zamknięcie oczu. W przestrzeni powietrznej kraju nikt nie uważał tego za przestępstwo. Rzecz jasna, jeśli dziwny obiekt nadleciał zza granicy, ich zachowanie było radykalnie odmienne.

Piloci opowiedzieli mi o bardzo interesującym przypadku kontaktu radiowego z UFO i pokazali mi pewne oficjalne dokumenty, które potwierdzały to zdarzenie. Miało ono miejsce 9 kwietnia 1975 roku w innej szkole pilotów wojskowych, znajdującej się w Żierdiewce w Regionie Tambowskim w Rosji.

W tym dniu odbywały się zwykłe loty treningowe. Tego wieczora, gdy lądowały ostatnie samoloty, operator radaru na lotnisku wykrył w powietrzu cel. Myśląc, że był to jeden z należących do szkoły samolotów, operator przekazał mu rozkazy, które obiekt spokojnie wykonywał. Gdy pilot usłyszał, że operator używa jego identyfikatora do kontaktu z tym czymś-co-mogło-być-samolotem, głośno wyraził swoje zaskoczenie. W tym momencie znajdował się na niskiej wysokości, poza zasięgiem radaru. Operator czuł, że coś było nie tak i wysłał celowi fałszywy rozkaz - ten znów wykonał go bezbłędnie. Obiekt następnie wszedł w martwą strefę radaru i nigdy więcej nie powrócił.

Wiatry historii

Mógłbym tutaj przytoczyć wiele nadnaturalnych zdarzeń tego typu. Takie historie same w sobie stanowią jednak tylko formę folkloru. Byłoby co najmniej naiwnym oczekiwać, że pewnego dnia w przyszłości, zebrawszy bardzo duży ich zestaw, moglibyśmy automatycznie przeskoczyć do sensownego z naukowego punktu widzenia modelu zjawiska UFO. Doniesienia od świadków stanowią jedynie punkt startowy dla dalszego zbierania informacji przy pomocy przyrządów naukowych i w pełni zgodnie z metodologią naukową.

Ogromna kolekcja obserwacji UFO osiągnęła już limit swojego potencjału. Teraz potrzebny jest nie tak dużo jeśli chodzi o skalę oficjalny program badań nad UFO jako wyraźna zmiana w naukowym podejściu do problemu UFO. Będziemy mogli ruszyć dalej tylko wtedy, gdy społeczność naukowa zacznie postrzegać obiekty UFO jako normalny problem naukowy.

Mając to na uwadze, wspólnie z doktorem Julijem Płatowem napisałem książkę, aby zapewnić sowieckiej społeczności akademickiej wprowadzenie do problemu UFO. Rękopis został zatwierdzony przez kilku wysoko postawionych czytelników akademickich i latem 1991 roku książka została wydana przez centralne wydawnictwo akademickie "Nauka" pod tytułem "UFO a współczesna nauka". Niestety, owa książka była pierwszą i zarazem ostatnią radziecką pozycją akademicką poświęconą UFO. Po rozpadzie ZSRR sowiecka nauka obumarła i, co naturalne, niewiele w niej było ochoty do poważnego zwrócenia uwagi na radykalnie nowe pola badań.

Po zdarzeniu z Pietrozawodska radzieckie władze musiały staną przed następującymi pytaniami: Czy zjawisko UFO rzeczywiście istnieje? Jeśli tak, to czym ono jest? I czy może być niebezpieczne?

Na pierwsze pytanie znalazła się odpowiedź: Zjawisko UFO jest prawdziwe w ścisłym znaczeniu tego słowa. Wiedząc o tym, uzasadnione było przesunięcie z możliwych obserwacji wizualnych dokonanych przez świadków na obserwacje dokonane przy pomocy przyrządów. jeśli obiekty i procesy składające się na niewyjaśnioną część zjawiska UFO w sposób obiektywny istnieją w atmosferze i bliskiej przestrzeni kosmicznej, oczywiste jest, że ich cechy fizyczne można określić tylko przy pomocy skomplikowanych środków technicznych. Te drugie mogą włączać sprzęt ogólnego zastosowania, jak radary wojskowe, jak również inne przyrządy do nadzoru oraz/lub specjalne przyrządy zaprojektowane i zbudowane specjalnie do śledzenia UFO, w każdym razie jednak muszą one mieć możliwość monitorowania całej przestrzeni blisko Ziemi, na wysokości od kilkuset metrów do kilku tysięcy kilometrów.

Dlaczego nikt w Rosji nigdy nie próbował rozwinąć badania UFO w tym kierunku? Odpowiedź jest prosta: wymagałoby to zbyt dużych nakładów finansowych i wysiłku. W obliczu bardzo trudnej sytuacji gospodarczej na początku lat dziewięćdziesiątych, Rosja po prostu nie mogła przeznaczyć niezbędnych funduszy porównywalnych z kosztami budowy bomby atomowej czy też pierwszego Sputnika.

U progu nieznanej przyszłości

Czego ufolodzy mogą się nauczyć z doświadczeń radzieckiej ufologii? Przede wszystkim, pozbawione nadziei jest dalsze zbieranie "ufologicznego folkloru". Z uwagi na samą swoją naturę, te informacje mogą być przydatne tylko dla badań nad folklorem, nie dla twardej nauki. Oficjalne badanie jako takie, nawet na tak wielką skalę jak to przeprowadzone w ZSRR i w Rosji w latach 1977-1996, nie może prowadzić do rozwiązania. Ufolodzy potrzebują normalnej naukowej metodologii i systematycznego zbierania twardych danych.

Ufologia posiada znaczny zasób informacji dotyczących zjawiska UFO. Wiemy, że jest ono prawdziwe fizycznie i zagadkowe. Wokół niego powstała wielka otoczka fantazji i plotek, a samo zjawisko jest bardzo niejednorodne i ulotne. W jego jądrze możemy jednak zobaczyć urządzenia mechaniczne przelatujące w atmosferze ziemskiej, których możliwości techniczne dalece wykraczają poza te posiadane przez pojazdy wykonane ludzką ręką. Hipoteza o pozaziemskim pochodzeniu tych urządzeń jest weryfikowalna i dlatego naukowa. Nie należy jednak zapominać, że po udowodnieniu tej hipotezy prawdopodobnie staniemy w obliczu nowych, trudniejszych pytań. Taka jest ścieżka ludzkiego poznania.

Zjawisko UFO nie jest jedynie wyzwaniem dla nauki. Stanowi ono wyzwanie dla ludzkości. Miejmy nadzieję, że będziemy lepiej przygotowani do poradzenia sobie z rozwiązaniem tego problemu, aniżeli z samym problemem.

Władymir Rubcow
FATE Magazine, grudzień 2005
Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios

Władymir Wasilijewicz Rubcow był Dyrektorem niezależnego Instytutu Badań Zjawisk Anomalnych (RIAP) w Charkowie na Ukrainie oraz Wydawcą Biuletynu RIAP (publikowanego w języku angielskim). Był zaangażowany w badania ufologiczne od roku 1966. Jeszcze do niedawna działała strona internetowa RIAAP pod adresem www.anomalousphenomena.com, niestety obecnie jest nieaktywna. Był również zaangażowany w badania nad eksplozją tunguską. W 2009 r. opublikowana została książka "Tunguska Mystery" - jedno z najlepszych opracowań stanu badań nad tym zjawiskiem. Władymir Rubcow zmarł 3 maja 2013 roku, miał 64 lata.

Kopiowanie i umieszczanie naszych treści na łamach innych serwisów jest dozwolone na zasadach opisanych w licencji.
Komentarze do artykułu

Twój nick:
E-mail (opcjonalnie):
Komentarz:



Powiadamiaj o odpowiedziach na mój komentarz
(wymagany email):
Uwaga: Jeśli chcesz odpowiedzieć na komentarz innego użytkownika, prosimy skorzystaj z przycisku "Odpowiedz". Pozwoli to uniknąć w przyszłości bałaganu w dyskusji.
BBcode:

[b][/b] - pogrubienie
[i][/i] - kursywa
[u][/u] - podkreślenie
[cytat][/cytat] - cytat
[cytat="NICK"][/cytat] - cytat z nickiem

Zanim napiszesz komentarz, koniecznie zapoznaj się z zasadami publikowania komentarzy na łamach strony Radia Paranormalium. Prosimy nie podawać w komentarzach adresów email - do tego służy odpowiednie pole!


Do tego artykułu nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!
    Tagi
    Inne artykuły
    o podobnej tematyce
    SŁUCHAJ NAS
    SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI
    NEWSLETTER
    RAMÓWKA NA DZIŚ
    ARCHIWUM AUDYCJI
    WESPRZYJ
    RADIO PARANORMALIUM
    POLECANE KSIĄŻKI
    NAJNOWSZE FILMY
    MY lubimy ICH, ONI lubią NAS - nasi partnerzy, współpracownicy i zaprzyjaźnione serwisy
    Copyright © 2004-2018 by Radio Paranormalium