Niezwykła muzyka na wodzie
Opublikowano w dziale Niewyjaśnione zjawiska
Nad jeziorami Shoshone i Yellowstone od lat obserwowane są niezwykłe zjawiska akustyczne, które fascynują naukowców i miłośników przyrody. W końcu XIX wieku profesor S.A. Forbes oraz jego koledzy doświadczyli tajemniczych, melodyjnych dźwięków, które w niecodzienny sposób wypełniały przestrzeń nad wodą. Choć badania wykazały, że dźwięki mogą być związane z wibracjami wody i warunkami atmosferycznymi, wiele przypadków pozostaje niewytłumaczonych. Zjawisko to, obok innych, takich jak wyjący wodopój Wilga w Australii, przypomina o tajemnicach natury, które wciąż czekają na odkrycie.

Okryta mgłą tafla jeziora Shoshone, gdzie można usłyszeć osobliwe, melodyjne dźwięki
Jednym ze świadków tego zdumiewającego zjawiska akustycznego był profesor S.A. Forbes pracujący dla amerykańskiej Komisji Rybołówstwa. Doświadczył go u progu lat dziewięćdziesiątych XIX wieku podczas badań bezkręgowców w jeziorze Shoshone. W 1893 roku opisał swoje wrażenia:
W cichy, jasny poranek na jeziorze usłyszeliśmy po raz pierwszy tajemniczy eteryczny dźwięk, z którego słynie okolica. Przywiódł mi na myśl lekkie igwałtowne trącanie strun harfy gdzieś wysoko ponad drzewami lub dźwięcze-nie wielu drutów telegraficznych trącanych w regularnych odstępach czasu przez wiatr, albo głosy odbijające się echem nad naszymi głowami. Dźwięk zaczyna rozbrzmiewać cicho w znacznej odległości, szybko się zbliża coraz głośniejszymi wybuchami i zamiera w przeciwnym kierunku. Czasami wędruje bez ładu i składu. Całe zjawisko trwa od kilku sekund do pół minuty, a niekiedy nawet dłużej. Słyszeliśmy te dźwięki wielokrotnie i bardzo wyraźnie tu i nad jeziorem Yellowstone, gdzie zdarzało się to znacznie częściej. Zazwyczaj zjawisko obserwuje się w pogodne, spokojne poranki, wkrótce po świcie. Wtedy dźwięki są najgłośniejsze. Słyszałem je jednak wyraźnie, choć słabo, również w południe przy dość silnym wietrze.
Tajemnicze dźwięki słyszał również inny naukowiec, Edwin Linton z Komisji Rybołówstwa, pracujący nad jeziorem Yellowstone w 1890 roku. Porównał je do nieco metalicz- nego echa lub drgania w powietrzu nad jeziorem Shoshone, przemieszczającego się w kierunku południowo-zachodnirn. Dźwiękom nie towarzyszył podmuch wiatru ani na jeziorze, ani w koronach otaczających je drzew.
Do jednego z najciekawszych spotkań z kapryśną muzyką na wodzie doszło około godziny 8 rano 30 lipca 1919 roku, kiedy eksperci do spraw hodowli ryb A.H. Dinsmore i Hugh M. Smith wyruszyli niewielką łódką na wody Shoshone.
Ledwo wypłynęliśmy. Canoe znajdowało się nie więcej niż dwadzieścia metrów od brzegu, kiedy nagle rozległy się dźwięki muzyki, charakteryzujące się niezwykłą słodyczą i bogatym tonem, bardzo donośne w otaczającej nas ciszy. Dźwięki zdawały się rozbrzmiewać tuż nad naszymi głowami. Obaj jednocześnie odruchowo zadarliśmy głowy. Jak później stwierdziliśmy, nasze zdumienie było tak wielkie, że nie bylibyśmy wcale zaskoczeni, widząc nad głowami organy zawieszone w powietrzu. Dźwięki narastały w doskonałym rytmie, były coraz głośniejsze i wyższe, osiągnęły apogeum kilka sekund po mimowolnym zatrzymaniu łódki, po czym gwałtownie przycichły i stawały się coraz niższe. Wydawało się, że wędrują w kierunku południowym. Trwały dziesięć do piętnastu sekund i były zróżnicowane pod względem wysokości od mniej więcej nieco niższych od środkowego C do nieco wyższych niż C pianoforte. Łączyły się w najdoskonalszą skałę półtonów.

Scena symfonii: poranny brzask nad jeziorem Yellowstone
Nie był to jednak koniec tej historii. Kiedy baj mężczyźni wznowili energiczne wiosłowanie, znów pojawiła się osobliwa muzyka. Zamierała, ilekroć przestawali wiosłować, Eksperymentując stwierdzili, że jej początek biegał się z nabraniem określonej prędko-ci przez łódkę, a koniec ze zwolnieniem poniżej wyraźnego progu prędkości. Zain-trygowani, szukali dalszych wskazówek:
Badanie przyczyny dźwięku doprowadziło do odkrycia następujących uwarunkowań... woskowana jedwabna linka (bambusowej wędki na łososie, dotykającej burty łódki) była zwinięta, ale około metr ze sztuczną muchą na końcu był owinięty kilka razy wokół przegubu bambusa, a ołowiany ciężarek o wadze kilkuset gramów... zwisał z końca wędki około pięciu centymetrów pod powierzchnią wody. Kiedy łódka sunęła po wodzie, fragment linki, naprężonej przez ciężarek, wibrował gwałtownie zgodnie z ruchem wody. Za pośrednictwem bambusa drgania przenosiły się na łódkę, której cienkie, zaokrąglone, sztywne burty i dno działały jak pudło rezonansowe i wzmacniały dźwięk, który zdawał się skupiać wysoko, nad naszymi głowami. Połączenie istotnych elementów wchodzących w grę w tym przypadku to gładka powierzchnia wody, wibrująca linka, pudło rezonansowe, któremu udzielały się drgania i bezwietrzna pogoda, a nawet inne, przychylne warunki klimatyczne. Choć rozwiązano tę zagadkę, Smith przyznaje otwarcie, że taką kombinacją różnorodnych elementów nie można wyjaśnić wszystkich przypadków tajemniczej muzyki na wodzie. Rzadko wyprawiano się na wody tych jezior w canoe, a jednak nie brak doniesień o melodyjnych dźwiękach.
Zagadka osobliwych dźwięków pozostaje do dziś nierozwiązana. Popularna teoria głosi, że prawdopodobnie wiatr, wiejący wśród górskich szczytów otaczających jeziora, tworzy takie efekty muzyczne wywołując fale dźwiękowe. Nie wyjaśnia to jednak tych przypadków, kiedy muzykę słyszano w spokojne i bezwietrzne dni. Wysunięto również hipotezę sejsmicznego pochodzenia fal emitowanych przez okoliczne góry w wyniku naporu rozżarzonej magmy na skorupę ziemską w tym rejonie.
Mniej znanym niż tajemnicza muzyka znad jezior Shoshone i Yellowstone, lecz równie intrygującym zjawiskiem jest wyjący wodopój Wilga, stanowiący część kanału wodnego Barcoo w pobliżu Rutłwen Station, prowadzącego do Isisford w środkowo-zachod-niej części prowincji Queensland w Australii. Doniesienia osadników z Europy o tym zadziwiającym zjawisku sięgają lat siedemdziesiątych XIX wieku. Jedno z doniesień pochodzi od dwóch postrzygaczy owiec, którzy rozbili obozowisko w pobliżu niezwykłego wodopoju pewnego pięknego, letniego wieczoru w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku. Jak pisze Bili Beatty w zbiorze australijskich legend i podań, nagle martwą ciszę przerwał nieziemski dźwięk:
... z dala rozległo się ciche wycie, które z każdą chwilą stawało się coraz głośniejsze i bliższe. Zdumionym mężczyznom wydawało się, że odgłosy były bardzo zróżnicowane, niczym diabelski wrzask nie z tej ziemi, wręcz nieludzki. Jedno było pewne. Ogłuszający wrzask, który dzwonił im w uszach, dobiegał z wodopoju. P ostrzyga-czom owiec wydawało się, że pękną im bębenki. Byli jednak zbyt przerażeni, by się poruszyć. Po chwili, ku ich wielkiej uldze, wrzask zaczął przycichać i przeszedł w dziwaczne wycie. Niebawem zniknął całkowicie i wkrótce znów zapadła martwa cisza. Przez cały ten czas ani jedna zmarszczka nie zmąciła powierzchni wody, skąd dobiegały te niezwykłe odgłosy. Nie czekając świtu, obaj mężczyźni wskoczyli na konie i odjechali.
Badacze dążący do rozwikłania tej zagadki wysnuli wiele różnorodnych przypuszczeń. Najbardziej rozpowszechnione z nich łączy dziwaczne wycie z ruchem wody w podziemnym kanale łączącym bajoro Wilga z innymi. Intensywne poszukiwania w tym rejonie nie potwierdziły jednak tych przypuszczeń.
dr Karl Shuker
Fragment książki "Tajemnicze zjawiska na planecie Ziemia"