[01:06] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną, sześćdziesiątą już debatę ufologiczną online, w której dziś będziemy dyskutować o okaleczeniach ludzi i zwierząt. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”, a dzisiaj po drugiej stronie Skype'a oraz wyjątkowo przy naszym telefonie Piotr Cielebiaś z Nieznanego Świata, współprowadzący nasze debaty. Dobry wieczór, Piotrze.
[01:30] - Dobry wieczór, witam wszystkich.
[01:32] - Nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy Chris Miękina. Witaj, Chrisie.
[01:36] - Dobry wieczór.
[01:37] - I przy naszym telefonie Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. Dobry wieczór, Arku.
[01:43] - Dobry wieczór wszystkim.
[01:45] - Debata oczywiście jest realizowana w całości na żywo. Można do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 0008. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl. Można również zadawać pytania i komentować na naszym czacie na YouTube. Czekamy również na państwa pytania i komentarze na naszych profilach na Facebooku, profile Radia Paranormalium i portalu Infra. Można nas również spotkać na grupach tematycznych Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam wysyłać pytania i komentarze na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Okaleczenia zwierząt to zjawisko łączone zazwyczaj z ufologią.
Mimo to pełne jest ono mitów i niedopowiedzeń, a jego pełen obraz pokazuje nam, iż może kryć się za tym tajemnica mroczniejsza niż aktywność przybyszów z kosmosu. Panowie, czy możecie w kilku słowach wyjaśnić, czym jest proceder okaleczeń zwierząt, jak się odbywa i gdzie jest głównie notowany? I czy jego ofiarami padają tylko krowy? Tradycyjnie pierwszemu oddajmy głos Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[03:09] - Temat dzisiejszego odcinka jest bardzo mocno ufologiczny. To znaczy dotyczy zdarzenia, które w świadomości większości osób związane jest z działalnością istot pozaziemskich. Ten bardzo mocno zapisany w zbiorowej pamięci sugestywny obrazek krowy porywanej przez promień światła stał się wręcz jedną z ikon ufologii. Takim symbolem graficznym ufologii razem z twarzą szaraka i latającym spodkiem. Natomiast problem jest dość głęboki i problem okaleczeń zwierząt mimo wszystko jest po pierwsze poważny, a po drugie dotyka problemów takich, o których zwykle się nie mówi, bo wchodzą już na tematy z pogranicza teorii spiskowych. O co mi chodzi? O to, że okaleczenia zwierząt, jakby na to nie patrzeć, są zjawiskiem realnym. Teraz troszkę straciły na rozmachu, natomiast przez pewien czas było tego naprawdę sporo. A w rzeczywistości osoby, które przyglądały się temu procederowi, temu zjawisku, doszły do następującego wniosku. Otóż da się podzielić te zdarzenia na trzy grupy, tylko ta trzecia nas może nie tak do końca interesuje.
Ta trzecia, która nas nie interesuje, to wszelkie próby okaleczania zwierząt przez różnego rodzaju psychopatów, domorosłych okultystów i tak dalej. Natomiast pozostałe dwie grupy dotyczą porwań zwierząt, tudzież okaleczeń przez albo nieznaną do końca siłę, która rzeczywiście nie pochodzi z planety, oraz przez czynniki zupełnie ziemskie, przez agencje zupełnie ziemskie, które porywając te krowy chcą badać, czy w pogłowiu bydła nie rozchodzi się pewna choroba, o której będziemy dzisiaj mówić. Także problem jest naprawdę intrygujący. A odpowiadając na pytanie, czym są okaleczenia zwierząt, otóż mówiąc najprościej, są to wszelkie przypadki, w których zwierzę, mimo że w terminologii angielskojęzycznej mówimy o okaleczeniach wyłącznie bydła, to tak naprawdę obejmuje ono większość gatunków. I są to przypadki, kiedy takie zwierzę, na przykład krowaKoń, owca, kot jest też dość często.
[06:08] - Poga na Ostrołękę.
[06:13] - Zwierzę na dwie sonne, literę K. Kiedy te zwierzęta doznają obrażeń, które trudno przypisać działalności drapieżników, kiedy rany zadane tym zwierzętom noszą bardzo precyzyjne cięcia, kiedy znajdowana jest w ich ciałach pewna substancja chemiczna. Zdarzały się też przypadki, kiedy ciała tych zwierząt były znajdowane w bardzo nietypowych pozycjach. Chodziło między innymi o takie przypadki, kiedy znajdowano zwierzę ze złamanymi nogami, które najwyraźniej spadło z dużej wysokości. Problem polega na tym, że osoby, siły, które stoją za tym zjawiskiem, działają w sposób bardzo przebiegły. Najczęściej zakradają się na rancza. I tu musimy sobie powiedzieć o pewnej bardzo charakterystycznej rzeczy, którą na pewno rozszerzy Chris, że nasze pojmowanie gospodarstwa hodowlanego różni się sporo od tego, jak wygląda takie ranczo nastawione na przykład na produkcję wołowiny w Stanach Zjednoczonych albo w Ameryce Południowej, gdzie są to ogromne obszary i gdzie tak naprawdę nietrudno się dostać. Nietrudno dostać się z zewnątrz, można to zrobić także od góry. A mówię o tym dlatego, że w wielu przypadkach odnotowywano, że działalności tych, powiedzmy widmowych weterynarzy, którzy odpowiadali za okaleczenia zwierząt, towarzyszyły obserwacje latających czarnych helikopterów bez oznaczeń. Towarzyszyły temu też czasem obserwacje dziwnych postaci, nie do końca zidentyfikowanych, często branych za kosmitów, a niekoniecznie oni musieli nimi być.
Co jest również cechą charakterystyczną okaleczeń zwierząt, to brak pewnych bardzo określonych organów. Zazwyczaj, jeżeli już takie cięcie z chirurgiczną precyzją na krowie jest dokonywane, to wtedy brak jej na przykład oczu, języka, tkanek miękkich, niektórych organów, organów rodnych. Często też brakuje krwi. To, że brak tkanek miękkich w obrębie na przykład głowy tłumaczono często działalnością zwykłych pospolitych padlinożerców. Ale cały czas w środowisku ufologicznym, mimo że, jak powiedziałem, okaleczenia zwierząt troszeczkę straciły na rozpędzie, bo o ile dawniej głośno było tylko o krowach, o bydle, tak teraz, parę lat temu mieliśmy w Stanach Zjednoczonych takie słynne zabójstwa kotów, o których pisała Linda Moulton Howe. Ale powracając do wcześniejszej myśli, w środowisku ufologicznym nadal toczy się spór między tymi, którzy widzą w tym rzeczywiście ślady jakiegoś zjawiska o nie do końca pozytywnym wydźwięku, bo jakkolwiek byśmy nie patrzyli na okaleczenia zwierząt, zawsze dochodzimy do wniosku, że ktoś nadzoruje wśród pogłowia bydła rozwój czegoś potencjalnie niebezpiecznego, co może nam zaszkodzić. I cały czas trwa spór, czy czasami badacze nie przesadzają i nie rozdmuchują zwykłych przypadków, za które odpowiedzialne były drapieżniki. Otóż zrobiono na tym polu kilka bardzo ciekawych dochodzeń i wyszło na to, że choćby w latach 70., jeszcze będziemy o tym mówić, potwierdzono istnienie tego fenomenu. Problem w tym, że nikt nie potrafi odpowiedzieć, co się tam tak naprawdę działo. Oczywiście do kwestii okaleczeń zwierząt dochodzi taka sprawa jak choćby chupacabra, jak choćby działalność innych stworzeń, o których będziemy mówić.
Ale powstaje również pytanie, jak w świetle tego, o czym dzisiaj będziemy rozmawiać, traktować doniesienia o okaleczeniach ludzi. Bo o ile rzeczywiście ofiarami okaleczeń padają zwierzęta domowe, tak nierzadko zdarza się, że pojawiają się doniesienia, chociaż one krążą w trochę drugim obiegu, że ofiarą okaleczenia padł człowiek. I wtedy pojawia się pytanie: dlaczego i po co? Jedyna racjonalna próba wytłumaczenia tego wiąże się z działalnością istot spoza Ziemi, które w jakiś sposób rozbierając człowieka na czynniki pierwsze, chcą zbadać jego strukturę wewnętrzną. Natomiast są też inne hipotezy, identyczne jak w przypadku okaleczeń zwierząt. Od działalności grup przestępczych handlujących organami, po działalność okultystów, po działalność psychopatów i tak dalej. Także temat jest bardzo złożony i tajemniczy. I tak naprawdęMimo że od dawna spadł z tego poczesnego miejsca, które zajmował w ufologii, nadal na wiele pytań nie udało się odpowiedzieć. Dzisiaj będziemy mówić o najciekawszych aspektach okaleczeń zwierząt, ale nie tylko. Chris, jak ty to widzisz z perspektywy amerykańskiej?
Bo my rozmawiamy o zjawisku okaleczeń zwierząt jako o czymś dla nas mocno egzotycznym, bo w polskiej historii takich przypadków było bardzo mało. Były, ale też nie zostały do końca wyjaśnione. Większość tego, co się dzieje, dzieje się w Stanach Zjednoczonych i w Argentynie, krajach z największą ilością bydła przeznaczonego na konsumpcję. Jak to tam wygląda? Czy jest to ponura rzeczywistość, czy może przestarzała miejska legenda?
[13:06] - Według mnie zjawisko ma się całkiem dobrze. Ono działa nadal. To, że nie jest o nim już tak głośno jak kiedyś, znaczy, że w pewnym sensie spowszedniało. Ale to nie oznacza, że jest tego mniej, że w jakiś sposób słabnie. Ciągle dochodzi do okaleczeń bydła w Stanach. Ciągle jest to duża ilość tego bydła. Rancherzy wiedzą, że nie są w stanie liczyć na pomoc rządu w tej sprawie, nie są w stanie liczyć na pomoc policji czy FBI. Wszyscy, którzy prowadzili śledztwo na ten temat, zakończyli te śledztwa, nie dochodząc do praktycznie żadnych wniosków. Więc rancherzy, którzy są prawdziwymi ludźmi Dzikiego Zachodu, który ciągle jest trochę dziki, biorą sprawy we własne ręce, patrolują teren i usiłują dopaść tego kogoś bądź to coś, co stoi za tym fenomenem. Dlatego między innymi nawet różne agencje rządowe boją się wjeżdżać na teren takich ranch, wlatywać helikopterami, bo rancherzy po prostu do nich strzelają.
Są bardzo mocno zdesperowani. Mimo że są to ludzie konserwatywni, nie mają wątpliwości, że chyba mają do czynienia z jakąś siłą nie z naszej planety. I mówią nawet wprost: „My wierzymy, że to UFO istnieje, że ono porywa nasze krowy, masakruje nasze krowy, okalecza je. Jeżeli coś jest im potrzebne z tych naszych krów, to my im to przecież sprzedamy. Niech tylko powiedzą co. Albo niech nam dadzą cokolwiek wartościowego za to, co my możemy sprzedać i mieć za to pieniądze”. Nie mają nic przeciwko różnym historiom i doświadczeniom, jakie ktoś prowadzi na ich zwierzętach. Tyle że największym problemem dla nich jest to, że tracą pieniądze. Jedna krowa to jest wartość rzędu 4500–5000 dolarów za sztukę. Jeżeli rancher straci ich w ciągu roku kilkanaście, a czasami zdarza się, że kilkadziesiąt, jest to bardzo bolesna i poważna strata.
Wspominałeś o tym, jak wyglądają tego typu gospodarstwa w Stanach. Zazwyczaj rancha, gdzie hoduje się krowy, są to miejsca rzeczywiście niedostępne. Są to miejsca, których się po prostu nie da zaorać, nie da się nic posadzić, jakiejś tam kukurydzy czy czegoś innego po horyzont, bo jest tam nieprzyjemnie, kamieniście i żadna uprawa by się tam nie udała. Więc krowy są wyjściem z sytuacji, że na takim nieużytku mogą znaleźć sobie coś do jedzenia i można na tym wszystkim zarobić. Dlatego tego typu rancha, jak na przykład rancha Skinwalkera, w pierwszym etapie, kiedy jeszcze ta legenda się nie rozpoczęła, kosztowało dość niewielkie jak na warunki amerykańskie pieniądze. Właśnie z tego względu, że był to nieużytek. Tak à propos jeszcze tego rancha Skinwalkera, jest okazja to rancho wreszcie odwiedzić, bo otworzyło się i w tej chwili można sobie zorganizować wycieczkę. Oczywiście w porozumieniu z ludźmi Bigelowa, bo Bigelow nadal jest właścicielem rancha. Można sobie taką wycieczkę wykupić i przez cały dzień po tym ranczu jeździć na swoją własną odpowiedzialność. Zrobiono to właśnie dlatego, że było tak bardzo dużo nielegalnych wejść na rancho, że cały aparat policyjny, który funkcjonował w tym zakątku Stanów, który jest pusty i gdzie tych policjantów nie ma zbyt wiele, że praktycznie nie zajmowali się niczym innym, tylko ściganiem tych, którzy nielegalnie próbowali wejść na to rancho, żeby coś tam spróbować dojrzeć lub przeżyć jakąś niezwykłą paranormalną przygodę.
To też właśnie pokazuje, że te rancha mają olbrzymi obszar, są trudno dostępne. W zasadzie łatwo jest w nie wjechać, wkroczyć, czasami w sposób nawet zupełnie nieświadomy, ale trzeba być też gotowym na to, że można się spotkać z różnymi niespodziankami. Najgorsza jest taka, że można spotkać właściciela, który jest w złym humorze i ma ze sobą strzelbę. A w tutejszym prawie jest wpisana w konstytucję obrona własnej własności prywatnej, w związku z czym jeżeli ktoś przekracza, ktoś wkracza na własność takiego farmera, to on się broni i może użyć wszelkich środków, łącznie ze strzelbą, którą nosi przy boku. Dlatego ci zdesperowani ludzie usiłują w jakiś sposób dopaść to zjawisko. Zastawiają najsprytniejsze pułapki, łączą się w grupy, które patrolują teren, które ustawiają kamery filmujące ten teren, gdzie pasą się ich krowy, żeby znaleźć ten moment i tego kogoś, co za tym stoi. I to się niestety nie udaje. Nigdy się do tej pory nie udało. I mimo że mamy do czynienia z dziesiątkami, jak nie setkami tysięcy przypadków okaleczeń, do dziś tak naprawdę nie mamy ani jednej konkretnej odpowiedzi, co za tym może stać. Mamy szereg hipotez.
Nie tak wcale wiele.Bo nie ma tak wiele możliwości, co może stać za tym zjawiskiem. Natomiast żadna z nich nie ma podstaw, ażeby móc stwierdzić z całą pewnością, co to jest i o co w tym wszystkim chodzi. Dlatego ciągle jest to wielka tajemnica. Tyle że myślę, że świat troszeczkę się zmęczył już tą tajemnicą. Nie jest dla niego już tak atrakcyjna w porównaniu z przygodami sióstr Kardashian czy jakimiś innymi historiami, które się w tej chwili rozgrywają na świecie. I może dlatego tak troszkę o tym zapomniał. Prawdopodobnie także dlatego, że nie ma żadnych konkretnych wniosków ani nie ma żadnych szans na to, żeby móc do takich wniosków dojść, co stoi za tym zjawiskiem. Dla mnie okaleczenia, które obserwowane są i określane właśnie jako okaleczenia zwierząt, szczególnie bydła, gdybym chciał to zdefiniować, to byłaby to po prostu ingerencja chirurgiczna, która ma absolutnie nieodwracalne skutki w swoim działaniu, dokonywana bez żadnego większego uzasadnienia, dlatego że tym zwierzętom w niczym się nie pomaga, wręcz przeciwnie, odbiera się im życie. Oczywiście giną organy. Organy, które są konieczne im do życia.
Także jest to absolutnie okrutny sposób traktowania tych zwierząt. Jeśli myślimy o tych zwierzętach, jakie to są zwierzęta, mamy oczywiście najczęściej na myśli krowy, ale to są wszelkiego rodzaju zwierzęta, od zwierząt domowych po dzikie. Jeśli chodzi o koty, to takim punktem, gdzie tych kotów ginie najwięcej i koty giną w sposób szczególnie okrutny, bo są po prostu przecinane na pół, są okolice Londynu. To tam ginie najwięcej kotów. W tym roku tylko, od maja 2016 roku, zginęło tam około 140 kotów. Także liczba jest gigantyczna. Koty giną w Stanach, giną też w Australii, giną w innych miejscach, ale najwięcej ginie w Anglii. Oprócz tego ginie dzika zwierzyna, giną jelenie. Ostatnio słyszeliśmy o 323 reniferach w Norwegii, które zginęły w tajemniczych okolicznościach. W tym roku zginęły też jelenie w Wyoming, także w nieznanych okolicznościach.
Co jakiś czas giną kozy, barany, giną lisy. W tej chwili doliczono się co najmniej 10 lisów, których dokonano takiego okaleczenia, ale są to także króliki, ptaki, jaszczurki, a w Anglii nawet znaleziono jednego pytona, którego coś przecięło na pół też w taki sam sposób, w jaki giną inne zwierzęta okaleczane właśnie przez piłę. Czyli cięcie musiało zostać dokonane chirurgicznie w taki sposób, że nie zanotowano dookoła śladów krwi, nie zanotowano jakiegoś inwazyjnego sposobu wtargnięcia w organizm takiego zwierzęcia, a jednocześnie z tego zwierzęcia zniknęły jego najbardziej istotne organy. Tak się sytuacja ma. W tej chwili myślę, że gdyby chcieć widzieć jakiś trend, to oprócz kotów częstą ofiarą okaleczeń są konie. Co ciekawe, jeśli porozmawiać z właścicielami tych zwierząt, najczęstszymi ofiarami okaleczeń padają zwierzęta, które są najbardziej przyjazne dla ludzi, które mają najcieplejszy, najlepszy charakter, są najbardziej ufne. Są zazwyczaj ulubionymi zwierzętami tych ludzi, którzy je hodują. I to właśnie one stają się ofiarami. Dlatego teraz jedyny sposób zapobieżenia takim przypadkom, bo tylko tyle mogą ci farmerzy zrobić, to jest to, że obserwują swoje stada w sposób bardzo wnikliwy i kiedy widzą, że któreś ze zwierząt staje się nagle apatyczne bądź zaczyna stronić od reszty, to oddzielają je i zamykają w takich warunkach, aby mieć nad nimi pełną kontrolę. Dzięki temu prawdopodobnie ratują takiemu zwierzęciu życie, co pokazuje, że do tych okaleczeń nie dochodzi tak znienacka, że to coś, co stoi za tym fenomenem, przygotowuje się do tego w jakiś sposób.
Przygotowuje to zwierzę i wpływa na nie tak, że ono oddziela się od stada, przestaje jeść, co jest szczególnie ważne w operacjach chirurgicznych. Jeśli ktoś przechodził taką operację chirurgiczną bądź zna kogoś, kto przechodził, zapewne wie, że zazwyczaj lekarze, którzy przygotowują się do takiego zabiegu, proszą, żeby ten ktoś niczego nie jadł przed takim zabiegiem, dlatego że może to mieć jakieś skutki uboczne. Może wpłynąć to na to, co się wydarzy podczas takiej operacji chirurgicznej. Podobnie jest właśnie z tymi zwierzętami, że zanim dokonane jest okaleczenie, one nagle przestają jeść. Wszystkie zwierzęta jedzą, one się oddzielają, gdzieś stoją na boku, są smutne i apatyczne. Myślę, że jedynym zwierzęciem, które jest szczególnie odporne, chociaż to zdanie nie jest najlepsze, odporne na tego typu okaleczenia, jest pies. Psów ginie najmniej. Psy są najbardziej czujne. Psy też są ofiarami okaleczeń, ale w najmniejszej formie. Natomiast te zwierzęta w jakiś sposób instynktownie wyczuwają, że coś się wydarzy i zazwyczaj na wiele godzin przed takim przypadkiem okaleczenia wpadają w rodzaj paniki, wyją straszliwie, zachowują się dziwacznie, chcą wejść do domu, a kiedy udaje im się wreszcie wejść do domu, chowają się w jakiś najciemniejszy zakamarek.
Są po prostu przerażone, jakby wiedziały, że coś nadchodzi. Żadne inne zwierzę w taki sposób nie reaguje, jak właśnie pies. Dlatego wydaje mi się być wyjątkiem w tych wszystkich historiach zwierzęcych okaleczeń.
[24:22] - Może tyle. Dzięki.
[24:24] - Prosimy o zabranie głosu Arka Kocika. Arku?
[24:27] - To już panowie powiedzieliście niemalże wszystko na ten temat. Do całej listy zwierząt, które zostały dotknięte okaleczeniami można dodać tylko jeża i fokę szarą, bo też takie się spotykały. Natomiast kwestia próby wyjaśnień tego typu okaleczeń, czy informacji o tych okaleczeniach, wszystko zależy głównie od kraju i od systemu działania służb zoosanitarnych w danym kraju. To też zależy w dużej mierze od sposobu użytkowania tych zwierząt, sposobu hodowli. W Stanach Zjednoczonych te duże połacie nieużytków, po których sobie chodzą krowy, to jest użytkowanie głównie mięsne. Dlatego taka krowa może się po prostu zagubić i jest odnajdywana po jakimś czasie. Ale krowy o kierunku użytkowania mlecznego są już bliżej zagród. One są bardzo często pozamykane w oborach, mają tylko małe wybiegi. Dlaczego o tym mówię? Dlatego, że po prostu one są pod większą kontrolą i z tych informacji, które mamy, nie ma informacji — chociaż też się zdarzają — o krowach, które są pod stałym nadzorem tego typu.
Chcę to przenieść troszeczkę na grunt polski, dlatego że gros tych okaleczeń to były lata 70. i 80., gdzie w naszym kraju głównym sposobem ogrodzenia był drut kolczasty i gdy zwierzę przechodziło obok takiego drutu, to bardzo często kaleczyło się. Były takie poszarpane rany czy wręcz nawet wyrwana skóra. Tak też bywało. Wówczas lekarze weterynarii, którzy spisywali protokoły uboju bardzo łatwo klasyfikowali to, że przyczyną śmierci było uszkodzenie ciała poprzez drut kolczasty. Natomiast zwierzę padło z powodu sepsy, niewygojonej rany i później zostało zaatakowane przez dzikie zwierzęta. Dlatego u nas nawet nie było sposobu zgłaszania tego, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych to wszystko przechodzi przez miejscowego szeryfa, który jest wybieralny i ludzie mając swojego człowieka, idą do niego i mówią, że coś takiego było. U nas takich informacji, tego typu zgłoszeń nie było. Stąd może dlatego nie wiemy. Podobna sytuacja jest na przykład też w Wielkiej Brytanii, gdzie ludzie mają bliższy kontakt z policjantem, który po prostu chodzi, którego znają bardzo często bardzo dobrze.
Grupa policjantów założyła taką grupę badawczą, mniej więcej jak nasza. I też między innymi wieszali takie plakietki na słupach ogłoszeniowych czy wszędzie, gdzie się dało, żeby ludzie, którzy spotkali się z czymś takim, zgłaszali się również do nich. Współpracowali z weterynarzami, którzy dokonywali faktycznej autopsji tych zwierząt. Ale podejrzewam, że w dalszym ciągu naszej dyskusji wyjdzie kto, co i jakim sposobem. Warto jest zagłębić się troszeczkę w tą sprawę, jak to mniej więcej w różnych krajach jest, dlatego że to, w jaki sposób ten system działania znamionuje to, czy przedostają się do informacji ogólnej społeczeństwa takie informacje o tych okaleczeniach bydła. U nas, w krajach tak zwanego bloku wschodniego — mówimy tu o latach 70., 80., więc jeszcze to wszystko było mniej więcej w tych krajach — działał taki system, że faktycznie nic takiego nie było pod tym kątem badanego ani nic specjalnie nie przedostawało się do opinii publicznej. Można jedynie takich rzeczy się dowiedzieć na ten temat, rozmawiając ze starymi weterynarzami, którzy jeździli. Ewentualnie jeżeli ktoś ma znajomych w kołach łowieckich, bo u nas było też między innymi tak, że każde zwierzę, które było w jakiś sposób obgryzione czy było podejrzenie obgryzienia przez zwierzę dzikie, to w pierwszej kolejności rolnik zgłaszał się do miejscowego koła łowieckiego. I koła łowieckie na ten temat mogłyby powiedzieć więcej. Ludzie, którzy byli w tych czasach myśliwymi.
Dziękuję.
[29:57] - Arku, jeszcze takie pytanie, ponieważ jesteś dobrze zorientowany w tych sprawach. Dzisiaj w zasadzie jest niemożliwe, że jeżeli w Polsce zostałoby okaleczone zwierzę hodowlane: krowa, świnia, koń, żeby to przeszło bez echa. Natomiast dawniej rzeczywiście takie coś było możliwe. Ale czy spotkałeś się u siebie z jakimiś konkretnymi relacjami na temat okaleczeń zwierząt? Jeszcze jedna sprawa, którą warto naświetlić, bo często mówi się, żeRancherzy, hodowcy bydła ze Stanów Zjednoczonych byli poirytowani faktem tego, że ginęły im zwierzęta i często wiele osób dziwiło się, jak to? Przecież to tylko krowa. Dlaczego aż organizowali straże nocne i grupy poszukiwawcze, żeby coś takiego złapać? Ale warto dodać, że często ofiarami tych nieuchwytnych, widmowych weterynarzy padały zwierzęta, które były szczególnie cenne. Było to bydło rasowe, były to championy, osobniki rozpłodowe i stąd wynikały te wszystkie problemy i te wszystkie próby znalezienia winnych tego zjawiska. Jak byś się odniósł do kwestii tego, jak to było w Polsce?
Czy na swoim terenie działania spotkaliście się z takimi przypadkami?
[31:38] - W tej chwili nie ma takich. Tak jak mówiłem, ten system nie sprzyjał powiadamianiu społeczeństwa o tym czy kogokolwiek innego. Powiedzmy tak, cały ten proceder z okaleczaniami zwierząt trwa. Najstarsze wspomnienia dotyczą w ogóle na świecie. W Stanach Zjednoczonych to będzie około 1951 roku, w Wielkiej Brytanii 1954 rok. U nas mój ojciec był w tym czasie zootechnikiem powiatowym. Każda tego typu informacja o jakimś zwierzęciu, które padło, którego właścicielem były gospodarstwa rolne państwowe, od razu w tym momencie zajmowała się tym Służba Bezpieczeństwa. I tutaj każdy weterynarz, jeżeli było w jakiś sposób uszkodzone zwierzę z zewnątrz, pisał protokół upadku z przyczyn naturalnych. Tak jak mówię, albo to było ogrodzenie, albo drut kolczasty, który potrafi odłupać kawałek skóry. Wiadomo, że on nie jest nigdy czysty, że pojawia się jakaś sepsa.
Dla bezpieczeństwa wszystkich coś takiego wpisywano. Natomiast w czasach późniejszych część krów była pod kontrolą użytkowości. To były wyselekcjonowane krowy, w przypadku których była prowadzona gospodarka hodowlana i one były tylko pod taką kontrolą i w sumie tylko dla nich jakikolwiek protokół upadku był spisywany. Natomiast w chwili obecnej każde bydło jest znakowane. Każda sztuka, zarówno świń, jak i krów ma te swoje kolczyki ID. I co ciekawe, tu akurat w Polsce tego nie ma, ale w Wielkiej Brytanii odnajdywano obok sztuk poddanych temu procederowi okaleczeń kolczyki, które były po prostu wyciągane z uszu. Natomiast uszy były poobcinane. U nas w Polsce w tej chwili taki, że tak powiem, czarny rynek mógł się wytworzyć, ale to tylko dotyczy młodych cieląt. W momencie, kiedy młode cielę w jakiś sposób ginie, a potrzeba zalegalizować innego cielaka, ten kolczyk mu się tam przewiesza i pisze się protokół utraty kolczyka, coś takiego. Więc to jest ważne.
Podobnie było w większości krajów w demoludach. Rozmawiałem z takim starszym panem weterynarzem, który w tej chwili mieszka na Ukrainie. Wcześniej to było jedno państwo, Związek Radziecki i on po ukończeniu swoich studiów dostał nakaz pracy w różnych republikach radzieckich. Musiał tam odbywać staże i tam nawet gdyby coś się takiego stało, to również było zamiatane pod dywan, dlatego że były jakieś większe lub mniejsze machlojki, ale nikt sobie nie życzył jakiejś kontroli czy najazdu specjalistów, więc z reguły wpisywano w protokół upadku jakąś chorobę i to jeszcze nie zakaźną, tylko tego typu, że poranienie przez zwierzęta, złamana noga czy coś w tym stylu. U nas należy jeszcze dodać, że weterynarze głównie byli zobowiązani do śledzenia chorób zakaźnych, czyli pryszczycy, ewentualnie jakichś tego typu chorób, które były zwalczane z urzędu. I wtedy rolnik otrzymywał jakieś pieniądze, a zwierzęta były utylizowane, czy pomór świń, ale to bardzo rzadko występowało i takie rzeczy drobne jak pojedyncza sztuka gdzieś tam zaplątanaI obgryziona. Spisywano to jako atak dzikiego zwierzęcia. Tak jak mówię, więcej mógłby powiedzieć ktoś, kto ma coś wspólnego z łowiectwem, z kołami myśliwskimi. Dziękuję.
[36:51] - Słuchacie państwo kolejnej, 60. już debaty ufologicznej online. Dziś dyskutujemy na żywo o okaleczeniach ludzi i zwierząt. Nasz numer telefonu. Oczywiście linia telefoniczna będzie otwarta krótko po godzinie 21, ale już teraz podam numer telefonu i naszego Skype'a, żebyście mogli sobie państwo zapisać. Prosimy o przygotowanie pytań i komentarzy. Nasz numer telefonu to 32 746 00 08. Skype radio.paranormalium.pl. Można również pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl, jak również na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube.
Można nas również znaleźć na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam przesyłać pytania i komentarze drogą e-mailową na adres radio@paranormalium.pl. Pod tym adresem oczekujemy również na państwa relacje z obserwacji UFO. Panowie, nim przejdziemy do konkretów, pytanie o inne możliwe powody okaleczeń. W literaturze wspomina się często o przypadkach psychopatów lub członków sekt okaleczających zwierzęta. Sceptycy twierdzą z kolei, że za zjawiska te odpowiedzialni są padlinożercy lub owady. Kiedy tak naprawdę pojawiła się hipoteza, że to obcy stoją za tym dziwnym procederem? Może teraz dla odmiany oddajmy głos pierwszemu Arkowi Kocikowi. Arku?
[38:31] - Tutaj należałoby wspomnieć w ogóle o możliwościach upadku tych zwierząt, czyli powodach, dla którego padły. Tutaj trzeba powiedzieć, że mogą być to przyczyny naturalne, czyli zachorowania wszelkiego typu i to zwierzę będzie osowiałe czy jakieś inne. Padnie gdzieś na wybiegu i dobiorą się do tego zarówno ptaki padlinożercy, jak i zwierzęta padlinożerne, czy lisy, dzikie świnie czy inne. Innym powodem, dla którego zwierzę padnie, to będą ataki dzikich zwierząt. I na naszych terenach to będzie mniej więcej odbywało się w ten sposób, że ewentualnie wilk, ryś rzadziej, może rzucić się do szyi i udusić. I tak się dzieje na całej półkuli północnej. W Ameryce to będzie pewnie puma i wilki, ale jest to ten sam system. Inną przyczyną może być działalność ludzka i nigdy nie wiemy, co komu odbije. Niemniej jednak człowiek zabija w inny sposób. Stara się ogłuszyć zwierzę, a następnie spuścić z niego krew.
To jest o tyle ciekawe, że wtedy, w takim przypadku nie schodzi krew całkowicie. Jeżeli zwierzę to zostało ugodzone w szyję czy gdzieś tam powyżej, to do tego momentu, do najwyższego punktu ta krew schodzi i zostaje w zwierzęciu około 40% krwi. Serce już później nie pracuje, nie przepompowuje tej krwi i jeżeli nie ma jakiejś dziury to zwierzątko gdzieś od spodu, to ta krew zostaje w tym zwierzęciu. Dzikie zwierzęta, jeżeli po zaduszeniu tych zwierząt starają się dobrać do miękkiego podbrzusza, żeby dostać się do wątroby, do krwi. Krew jest w ogóle bardzo wartościowym pokarmem. Zawiera dużo dobrego białka, łatwo przyswajalnego. Jest słodka, więc tutaj wszyscy padlinożercy bardzo chętnie ją jedzą. To i serce. Dlatego właśnie starają się dobrać do tego miejsca. Natomiast ptaki atakując padlinę próbują się dostać do części miękkich, czyli między innymi przede wszystkim do oczu.
Próbują sięgać do gardła, do odbytu. I w ten sposób. Działalność tych zwierząt jest bardzo charakterystyczna i bardzo łatwa do odnalezienia. Natomiast w tych konkretnych przypadkach, kiedy nie wiadomo, kto to zrobił, obrzeża wszystkich ran były albo w bardzo charakterystyczny sposób wykrojone, albo były poddawane bardzo wysokiej temperaturze. Wszyscy podejrzewają, że to musiał być niemalże nóż laserowy, który zamyka od razu połączenia komórkowe krwi i wtedy krew nie wycieka w tych miejscach. Trzeba teraz wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy.Gros tych wszystkich zwierząt, które zostają dotknięte tymi okaleczeniami, to są przeżuwacze. Przeżuwacze charakteryzują się tym, że mają bardzo rozbudowane żołądki. To są żołądki czterokomorowe i w tej pierwszej komorze żołądka po zjedzeniu trawy, roślin dochodzi do fermentacji. To mu się odbija, jeszcze raz przechodzi przez żuchwę. On to rozdrabnia, połyka z powrotem i ta miazga dopiero przechodzi do następnych części żołądka, następnie do jelit, ale przez cały czas pracują bakterie, które rozkładają celulozę na cukry proste i to jest skutkiem tego.
W momencie, kiedy ustaje praca jelit, zwierzę jest martwe. Ta fermentacja w dalszym ciągu zachodzi i zwierzę bardzo szybko stosunkowo puchnie i genitalia czy wszystko to, co nie trzyma się bardzo silnie, nie jest zakotwiczone w szkielecie, jest wypychane na zewnątrz. Stąd możliwość ogryzania czy dostawania się do tego typu miejsc przez muchy i przez ptaki. W momencie, kiedy zwierzę padnie z przyczyn naturalnych, dochodzi do wynicowania poszczególnych fragmentów ciała. Dostają się do tego owady, ptaki, ale nie powoduje to krwotoków. Krew powinna zostać w dalszym ciągu w ciele zwierzęcia. Natomiast w większości przypadków okaleczeń, którymi się dzisiaj zajmujemy, ta krew nie znajduje się ani na zewnątrz, ani wewnątrz zwierzęcia. I to bardzo silnie odróżnia naturalną przyczynę upadku od przyczyny domniemanych operacji wykonywanych na tym zwierzęciu. Ja dłuższy czas się interesowałem się tymi okaleczeniami, dlatego dosyć dużo na ten temat wydaje się, że wiem. Inną sprawą przy okaleczeniach jest ilość ran i sposób wykonania tych ran.
Bardzo często jest obcinany język. Jeżeli jest obcinany język, wiadomo, jest obcięty. Nie jest wyjedzony, nie jest wyrwany, tylko jest obcięty. Obcięta jest część żuchwy i skóry pokrywającej nos. I tu jest rzecz ciekawa. W bardzo wielu przypadkach ta kość jest już biała. Normalnie kość jest koloru żółtego, jest pokryta tłuszczem i potrzeba naprawdę bardzo dużo, żeby poleżała w naturalnych warunkach na słońcu i deszczu, żeby kości zbielały. Natomiast tu bardzo często było tak w Anglii, gdzie takiego słońca nie należy się spodziewać, że ta biała kość była już praktycznie po jednym dniu, po nocy. Także tutaj naprawdę działają siły, których nie jesteśmy w stanie na ten moment przyporządkować do jakiejkolwiek działalności kogokolwiek. Dziękuję.
[46:36] - Piotrze?
[46:37] - Arek tutaj prezentuje bardzo wysoki poziom wiedzy specjalistycznej, która jest niezmiernie ważna w analizowaniu tych przypadków, bo moglibyśmy powiedzieć: „O tak, kosmici przelatują i kroją krowy na ziemi i to wszystko”. Ale trzeba się temu przyjrzeć z perspektywy bliższej, żeby zobaczyć, że nie mamy zawsze do czynienia tylko z tym, jak to zjawisko próbują tłumaczyć sceptycy. Ja widziałem parę razy zwierzę padłe z przyczyn naturalnych i parę razy też widziałem zwierzę zaatakowane przez drapieżniki albo przez psy. Widok nigdy nie jest ciekawy. Natomiast bardzo różniło się to od tego, co widziałem na zdjęciach pokazujących skutki okaleczeń zwierząt, głównie bydła. Pytałeś, Marku i Werioście, czy są jakieś inne wytłumaczenia, które wchodzą w grę. Otóż i tak, i nie, bo w świetle tego, co powiedział Arek, bardzo łatwo dla człowieka, który dysponuje jakąkolwiek wiedzą z zakresu zoologii i fizjologii zwierząt, weterynarii i tak dalej, bardzo łatwo odróżnić śmierć naturalną od śmierci, która jest dość podejrzana. Arek to doskonale naświetlił. Natomiast warto tu wspomnieć o tych wyjaśnieniach, które były często przytaczane przez władze i przez sceptyków jako potencjalne wyjaśnienia okaleczeń bydła. Otóż twierdzono, że zwykle odpowiadały za to drapieżniki.
Drapieżniki w postaci owadów, w postaci gryzoni na przykład, które pozbawiały krowy tkanek miękkich, wyjadały wnętrzności, do których było się najłatwiej dostać i któreCzęsto były najbogatszym źródłem składników odżywczych. Natomiast druga hipoteza, która wyjaśniała te precyzyjne cięcia, mówiła o tym, że za to wszystko odpowiadają ludzie nie do końca zdrowi psychicznie, cierpiący między innymi na różnego rodzaju fobie, na schizofrenię. Otóż jeżeli zajrzymy do literatury medycznej, to zobaczymy, że maltretowanie i dręczenie zwierząt powszechne i częste jest w bardzo wielu przypadłościach psychologicznych i psychiatrycznych. I rzeczywiście, jeżeli zajrzymy do kronik ufologicznych, że tak powiem w cudzysłowie, do gazet sprzed 100, 200 lat, między innymi do tych, które przewertował Ford i zebrał w swojej książce „Księga wykrętek”, to zobaczymy, że takie przypadki już zdarzały się chociażby na przełomie XIX i XX wieku. Ford opisuje takie przypadki z pierwszej dekady XX wieku z Wielkiej Brytanii, gdzie były sprawy szlachtowania koni. Przypisywano to wszystko osobom niezrównoważonym, ale często w innych przypadkach, znacznie późniejszych, powojennych, w Stanach Zjednoczonych mawiano, że okaleczeń zwierząt dopuszczają się różnego rodzaju sekciarze. Tutaj nie zwracano uwagi na konkretne ugrupowanie. Twierdzono zwykle, że są to sataniści. Zwracano uwagę na te precyzyjne cięcia, na to, że na przykład cielne krowy pozbawiane były płodów, na to, że niekiedy to zwierzę było podrzynane, żeby się wykrwawiło. Ale to stoi troszeczkę w sprzeczności, chociażby ta ostatnia rzecz, do tego, co znamy z opowieści o ludziach, którzy utracili swoje bydło wskutek działania tych widmowych weterynarzy, których tak nazywam poetycko.
Także tych wyjaśnień było sporo i wszystko moim zdaniem rozbija się o konkretne przypadki. Bo jeżeli staramy się podsumować zagadnienie okaleczeń zwierząt w jednej formułce, to zawsze pojawia się jeden problem związany z tym, że ciała zwierząt okaleczonych bardzo często znajdowane były już w dużym stopniu rozkładu przez osoby, które były na tyle wykwalifikowane, że mogły postawić diagnozę. Często na przykład zdarzało się, że rancher trafiał na takie ciało, które, jak mówił Arek, potem szybko puchło, które szybko się rozkładało, szczególnie w cieplejszym klimacie. Potem odpowiedzialne za to osoby nie mogły na miejscu wiele zrobić. Ale zdarzały się też przypadki, i o tym będzie niebawem mowa, kiedy te zwierzęta znajdowano w zasadzie tuż po okaleczeniu. Przypomina nam się ta słynna sprawa z rancza Skinwalkera, gdzie facet widział żwawego cielaczka, a za chwilę wrócił i zobaczył, że on jest pokrojony. I to tak zupełnie. Powracając do wcześniejszej wypowiedzi i tego wątku, że zamykanie okaleczeń zwierząt w jakieś regułkach i teoriach nie zawsze ma sens. Wszystko zależy od studium przypadku. I te przypadki moim zdaniem są najważniejsze.
Problem w tym, że jak powiedział Arek, na którego będę się dzisiaj powoływał bardzo często, problem w tym, że nie zawsze te informacje były ogólnie dostępne. Druga sprawa to fakt, że w przypadku okaleczonych zwierząt często w dawniejszych czasach, nie mówię, że działo się to teraz, ale w latach 70., zostawiano je po prostu na pożarcie. Zostawiano je, żeby sobie zgniły. I tak naprawdę jedyne, co pozostawało, to były opowieści rancherów o tym, że ktoś kiedyś w ten czy inny sposób załatwił ich mięsnego angusa czy bydło innej rasy. Ale Chris, bo teraz do ciebie kieruję to pytanie: jak w Stanach Zjednoczonych starano się tłumaczyć ten proceder w sposób racjonalny? Jak starano się uspokoić ludzi, że tak naprawdę nic się nie dzieje i że ten, kto wziął się za krojenie krów, nie weźmie się wkrótce za ludzi?
[53:58] - Ja myślę, że ktoś by sobie może życzył, żeby ktoś znalazł taki racjonalny powód, ale jak ginie bydło i to w tak straszliwych okolicznościach, to trudno kogoś uspokoić, że „słuchajcie, nic się nie dzieje i w ogóle sprawa jest niewarta świeczki ani zainteresowania się nią”. Wręcz przeciwnie, ludzie byli wkurzeni, zwłaszcza rancherzy, dlatego że my tutaj nie mówimy o kilku przypadkach. My mówimy tutaj o tysiącach przypadków. W tej chwili, gdyby policzyć od lat 80. przypadki tylko bydła, które zostało w taki sposób pokrojone przez tych tajemniczych chirurgów, to byłoby to już liczone wszystko w dziesiątkach tysięcy. Także skala tego zjawiska jest olbrzymia. I teraz naturalne jest pytanie, bo to nie tylko ginie czyjaś własność. Ktoś, kto liczy, że z tego będzie miał jakieś pieniądze, nie dlatego, że chce być milionerem, tylko dlatego, żeby przetrwać, robi to, co robił jego ojciec, jego dziadek. Jego pradziadek strzelał do Indian, więc tego nie robił.Ale oni mają to ranczo od lat. Hodują krowy i z tego żyją.
I nagle ktoś im tą własność odbiera, czy po prostu traktuje w taki sposób. Bardzo często te zwierzęta mają swoje imiona. Właściciele mają stosunek emocjonalny do tych zwierząt. Być może nie taki jak ja do Moldera czy inni do swoich ulubionych zwierzaków, chomików i innych papużek, ale szanują te zwierzęta. Te zwierzęta mają się bardzo dobrze. Któregoś dnia niestety idą na rzeź, ale są traktowane w ludzki sposób. Są traktowane niezwykle humanitarnie. Natomiast wstrząsające jest to, co zostaje odnalezione. I teraz mamy te dwa główne powody, na jakie powoływano się, co może stać za tym. Jeden to jest sekta i nie wiem, jeśli ktoś by się dowiedział, że w jego okolicy działa jakaś zbrodnicza sekta, która szlachtuje zwierzęta, czy byłby taki uspokojony tym faktem.
Wręcz przeciwnie, dokupiłby chyba naboi do strzelby. A drugim powodem to były doświadczenia. Doświadczenia najpierw naukowe, a potem naukowe, ale związane jeszcze na dodatek z wojskiem. I co ciekawe, oba te powody zostały rozpropagowane przez magazyn, którego tytuł brzmi „Oui!” To magazyn francuski, który został kupiony przez Hugha Hefnera. Jest to magazyn pornograficzny i ten magazyn pornograficzny tak naprawdę zrobił największą monografię tego zjawiska, tego fenomenu okaleczania bydła. Opisał go najdokładniej. Racjonalne odpowiedzi na te pytania, jak to się może stać. Te wszystkie przyczyny naturalne, że te zwierzęta mogły paść ofiarą ataków innych dzikich zwierząt bądź choroby po prostu odpadają w momencie, kiedy jednym z najczęstszych objawów tego okaleczenia jest pierwszy fakt taki, że w takim zwierzęciu nie ma kropli krwi. Nie ma tej krwi do tego stopnia, że w większości przypadków tej krwi nie utrzymują także naczynia włosowate. Co to oznacza?
Oznacza to, że mięso, które widzimy w sklepie, jest czerwone, dlatego że w naczyniach włosowatych jest ciągle krew. Natomiast jeśli wypompować tą krew do końca, do ostatniej kropelki, mięso po prostu zrobi się białe albo różowe. Tej krwi nie było, więc wyobrażenie sobie, że ktoś posiada taką aparaturę i potrafi w taki sposób bezszelestny zakraść się do takiego zwierzęcia, żeby mu tą krew najpierw wypompować, a potem wyrżnąć mu te najrozmaitsze organy, które mu są potrzebne, z niezwykłą precyzją, na dodatek w kompletnych ciemnościach. Tak jak wspomniałeś Piotrze, w przypadku rancza Skinwalkera była ta świetna historia, gdzie do takiego okaleczenia doszło w biały dzień, gdzie ojciec z synem pracowali na pastwisku, budowali czy naprawiali jakieś urządzenie, czy budowali część zagrody. Mieli całe swoje stado na oku, ponieważ teren był pofałdowany. Te zwierzaki sobie tam biegały pomiędzy tymi niewielkimi wzgórzami i któreś z nich znikło za jednym z takich maleńkich wzgórz, ale było dosłownie w odległości kilkuset metrów. Także to poczucie pewności, że ma się wszystko pod kontrolą ci ludzie mieli. I nagle okazało się, że w ciągu kilku godzin to zwierzę, coś dopadło w biały dzień w obecności tych dwóch mężczyzn i po prostu zabiło go, wypompowało całą krew i wycięło organy. I jest to absolutnie przypadek w tym momencie wstrząsający i powtarza się on praktycznie we wszystkich tych przypadkach, do których dochodzi obecnie na ranczach. Dlatego, że farmerzy doskonale zdają sobie sprawę, że coś czyha na ich zwierzęta.
Dlatego zabezpieczają się. Dlatego wstają o czwartej nad ranem, sprawdzają jeszcze te zwierzęta, liczą je, oglądają teren, sprawdzają, czy kamery działają. Sprawdzają, czy ich pułapki różne przemyślne, do których się nie przyznają, a mają pułapki przemyślne na takiego właśnie chirurga, żeby go dopaść. I być może, gdyby go dopadli, to prawdopodobnie świat by o nim nie usłyszał, bo sprawiedliwość by sobie sami wymierzyli. Pewnie nawet ten ich lokalny szeryf by im w tym pomógł albo inni farmerzy, ale nikogo nigdy do tej pory nie dopadli. Także kontrola jest duża i wszystkie zwierzęta, które giną, giną w bardzo krótkiej przestrzeni czasowej. Giną dosłownie w ciągu kilku godzin, kiedy taki farmer nie ma nad nimi kontroli. Na przykład jeden z przypadków był taki, że farmer przynosił jeszcze drewno, które tam gdzieś narąbał o czwartej nad ranem i kiedy szedł karmić zwierzęta o godzinie siódmej, czyli minęło dosłownie kilka godzin, zwierzę już było okaleczone i martwe. Krew wypompowana, żadnego śladu po ani jednej kropli krwi, która spadłaby dookoła. Arek Kocik ma takie świetne informacje na ten temat, że ja zaczynam podejrzewać, że to Arek za tym stoi, za tymi wszystkimi wypadkami.
Za dużo wie. Podejrzane mocno. I dlatego wszystkie te racjonalne wytłumaczenia tego, co się może dziać na tych ranczach, po prostu nie wytrzymują próby argumentów. Dlatego problem jest właśnie poważny i dlatego trzeba szukać odpowiedzi gdzie indziej. Bo jakiekolwiek próby uspokojenia tych ludzi bądź wskazania na ewentualnych winnych nie doprowadziły do niczego. Zwłaszcza że w tą historię weszły czynniki oficjalne. Weszła nie tylko policja, weszła ta uber policja, czyli FBI, weszły czynniki polityczne i niczego nie potrafiono rozwiązać w tej sprawie. Zwierzęta tak jak ginęły, tak giną nadal. Myślę, że giną w takim samym tempie, tylko po prostu nie jest o nich głośno, dlatego, że temat, który trwa długo i nie ma w nim jakiegoś nowego elementu, który przybliżyłby do odkrycia tej prawdy, która za nimi stoi, staje się po prostu dla ludzi żądnych sensacji, klikających kolejne rzeczy na Facebooku, po prostu nudny. I dlatego właśnie myślę, że temat ten, zresztą pewnie wiele oficjalnych czynników odetchnęło z ulgą z tego powodu, zszedł na ten dalszy plan.Przestał być tak interesujący, ale on nieustannie trwa i co jakiś czas opisuje te nowsze historie na swoim blogu.
Są tam ze dwie czy ze trzy najnowsze historie, które są intrygujące. Pracują nad nimi ludzie, którzy nie są już amatorami. Zazwyczaj są to policjanci, byli policjanci, którzy wiedzą, co robią, mają odpowiednie instrumenty badawcze, wiedzą, jak zabezpieczyć miejsce tak zwanej zbrodni, stwierdzić wszystko, co się wydarzyło dookoła, porównać to z innymi przypadkami i próbować wyciągać wnioski. I nawet ci ludzie ciągle nie mają pewności, z czym mają do czynienia, co stoi za tym zjawiskiem. Także historia jest intrygująca, mroczna i nadal bardzo tajemnicza.
[01:02:06] - Panowie. Myślałem, że skończyłeś.
[01:02:10] - Tak, bardzo dobrze myślałeś.
[01:02:12] - Mam pytanie od słuchacza, który zadaje je już któryś raz i które jest, myślę, ważne. Otóż Larsen pyta, czy zostało wykryte jakieś promieniowanie przy tych zwierzęcych szczątkach. Tak brzmi pytanie Larsena. Czy rzeczywiście radioaktywność wokół znalezionych padłych zwierząt była wyższa? Bo na takie informacje można natknąć w internecie. Ale czy są realne podstawy, żeby sądzić, iż zostały takie ślady znalezione? Bo swego czasu nawet sugerowano, że te zwierzęta mogą być zabijane w sposób, który związany jest z jakąś wyższą techniką. Natomiast szczerze mówiąc do tej pory nie spotkałem się z wieloma przypadkami, gdzie te podwyższone promieniowanie by występowało.
[01:03:09] - A ja tak.
[01:03:09] - A po Chrisie? No to Chris teraz, bo my się...
[01:03:16] - Ja się spotkałem. Przeczytałem teraz książkę „37. równoleżnik” Bena Mezricha i jest to książka o naszym rodaku Chucku Zukowskim. Właśnie on jest Mulderem z El Paso. Był tam szeryfem, kiedy zaczął wprost otwarcie mówić o UFO, wyrzucili go z roboty na zbity pysk. On właściwie się z tego powodu ucieszył, bo zajął się śledzeniem tego, co się dzieje na ranczach na byłym Dzikim Zachodzie, obecnie też trochę dzikim w Stanach. Także poświęcił się temu kompletnie. Podróżuje po tych wszystkich południowych i środkowych stanach swoim kamperem, w którym śpi, mieszka i bada kolejne przypadki. Ma ze sobą instrumenty. Myślę, że w tym pytaniu, gdzie było zadane pytanie o radioaktywność, to trochę była źle zrozumiana informacja, która prawdopodobnie dotyczyła pola elektromagnetycznego.
Bo pole elektromagnetyczne, jeśli wzrasta bardzo wysoko, to w zasadzie zaczyna się już wtedy radioaktywność. I właśnie to pole elektromagnetyczne Chuck Zukowski mierzy i za każdym razem jest ono dwukrotnie większe nad miejscem, gdzie została zadana rana bądź dokonano cięcia niż background, czyli niż tło, niż to, co panuje wokół i jest normalnym polem elektromagnetycznym w takim rejonie. Jeśli przesunąć miernikiem na przykład nad raną, nie przecięciem, a tylko raną, bo zdarzają się przypadki, kiedy zwierzę znajdowane jest w straszliwej psychicznej kondycji, jest oszalałe ze strachu, jest bardzo niespokojne, ma problemy z tym, żeby ustać w jednym miejscu i ciągle szuka miejsca, żeby się schować. I kiedy przyjrzeć mu się dokładnie, okazuje się, że na tym zwierzęciu są rany. Coś tak, jakby do niego się dobierało, coś chciało go pociąć. Są to szramy. Nie zadano mu żadnego większego uderzenia czy ciosu, czy cięcia. Nie zabrano mu żadnego organu. Natomiast na jego ciele są szramy. Czasami są to szramy eliptyczne, czasami są to szramy w kształcie litery V.
Czasami są to szramy, które wyglądają jak zadrapania, ale są daleko głębsze. Natomiast nie są one groźne dla życia zwierzęcia i nawet jeżeli tym czujnikiem nasz Chuck Zukowski, tym czujnikiem pola elektromagnetycznego przesuwał nad taką raną, tam również to pole wzrastało momentalnie, jeśli był w bliskiej odległości. Także ma to związek. Jest rzeczywiście związek między podwyższonym polem elektromagnetycznym a właśnie tego typu przypadkami, co daje pewien pomysł na to, jak być może wygląda urządzenie, którym przecina się te zwierzęta. Bo być może wcale nie jest to laserowy nóż, który w pierwszej chwili nam przychodzi do głowy. Bo gdyby to był laserowy nóż wówczas, a te martwe zwierzęta badali weterynarze, wówczas oni odnaleźliby ślady węgla, bo taki nóż laserowy przypalałby tę ranę, a rana organiczna przypalając się, przynajmniej jej skraje w mikroskopijnej części zamieniłyby się po prostu w węgiel. Natomiast węgla nigdy nie wykryto, więc używane jest do tych cięć jakieś zupełnie inne urządzenie, które być może oparte jest na jakimś szczególnym promieniowaniu elektromagnetycznym, który powoduje, że ciało ludzkie czy ciało zwierzęcia może się w jakiś sposób precyzyjnie otworzyć, jednocześnie nie dopuszczając do tego, aby nastąpiło na przykład wypłynięcie krwi.W wielu przypadkach, kiedy zbadano te rany, zanotowano, że hemoglobina jest zagotowana, ale żeby hemoglobinę zagotować, wystarczy tylko podwyższyć temperaturę. Nie trzeba jej przypalać, żeby się zagotowała, a brak tego przepalenia świadczy, że nie zostało użyte nic, co miałoby wspólnego z cięciem laserowym, które przez długi czas było podejrzewane, że chirurgiczny nóż laserowy jest używany do tych okaleczeń. Tak to wygląda z moich informacji. Arku?
[01:07:56] - Ja się nie spotkałem z tym, wracając do pytania słuchacza, żeby były w jakiś sposób napromieniowane te zwierzęta. Chociaż w Anglii naprzeciwko elektrowni atomowej, po jednej stronie rzeki była elektrownia atomowa, po drugiej stronie łąka, na której były wypasane owce i w ciągu jednej nocy ponad 60 sztuk zostało w ten sposób ubitych i większość z nich została okaleczona. Niektóre miały rany pełne, czyli: odbyt, język, oko, uszy. Mierzono tam licznikami Geigera-Müllera, bo się spodziewano, że być może to jakieś próby zatuszowania czegokolwiek ze strony właściciela elektrowni, ale nic takiego nie wykryto. To chyba jest najlepszy przykład na to, że czegoś takiego nie ma. W Stanach Zjednoczonych być może niektóre krowy mogły mieć podwyższone, a to ze względu na to, że dokonywano tam podziemnych i naziemnych prób atomowych i gdzieś te pyły musiały osiąść. Być może osiadły na rozległych połaciach Teksasu czy gdzieś tam w okolicy, a krowa zjadając trawę napromieniowała się, ale to nie będzie się różniło od promieniowania tła wówczas. Przynajmniej nieznacząco. W momencie, kiedy była awaria w Czarnobylu i na nasze północne tereny opadła ta chmura, chodziłem wtedy do szkoły i mieliśmy fajnego nauczyciela fizyki, który wyciągnął dwa liczniki Geigera-Müllera, które mieliśmy w szkole i badaliśmy łąkę, ziemię i między innymi krowy. Był przekroczony ten licznik, skrzeczał, ale było mniej więcej wszystko na tym samym poziomie.
Czy to było wymie, czy to była racica przednia, czy cokolwiek innego, wszystko terkotało jednakowo. Nasze obuwie nawet. Żeby chcieć zrzucić winę za okaleczenia na jakieś próby badania wpływu wybuchów atomowych na ziemię, ludzi i bydło, niekoniecznie trzeba się posuwać do tego, żeby zabijać w ten sposób tysiące zwierząt, nadlatywać jakimiś super śmigłowcami, które są ciche i widać tylko światła. Tutaj też bym raczej się skłaniał ku odpowiedzi, że nie ma takiej bezpośredniej zależności przy promieniowaniu twardym. Dziękuję.
[01:11:35] - Dodajmy może tylko, że w tych okaleczonych krowach nie wykrywano zawyżonego promieniowania, natomiast odkrywano bardzo inne ciekawe, intrygujące rzeczy. Między innymi silne środki uspokajające, też bakterie, ale o tym będziemy jeszcze niebawem mówić. Panowie, jeszcze takie szybkie pytanie, czy waszym zdaniem istnieją przesłanki sugerujące, że zjawisko okaleczeń zwierząt jest starsze niż te ostatnie 50, 60 lat? Dlatego o tym mówię, że w wielu opracowaniach pojawiały się wzmianki, chociażby jak już wspominałem, odnoszące się do takich wydarzeń z lat z pierwszej dekady XX wieku. Innymi słowy, czy takie zdarzenia notowano też przed wiekiem XX i które zdarzenie z wieku XX możemy uważać za pierwszy przypadek stuprocentowego okaleczenia? Mówiąc dokładniej Kris, jak to było z tą Snippy?
[01:12:49] - Zjawisko okaleczania, myślę, jest tak stare jak ludzkość. Jeśli dobrze się przyjrzeć temu wszystkiemu, tak naprawdę to jest mniej więcej podobnie jak z kręgami zbożowymi, że do pewnego momentu była to część folkloru. Była to część uznawana za działalność sił nieczystych. W momencie, kiedy troszeczkę bardziej rozwija sięTa nasza, przynajmniej europejska cywilizacja. Więcej się na ten temat pisze, nie tylko kościelnych rzeczy, ale są obserwatorzy, którzy opisują zjawiska, które dzieją się dookoła. Nagle okazuje się, że zjawisko istnieje, funkcjonuje, nawet je rysują. Podobnie jest z okaleczeniami. Pierwsze okaleczenie na dużą skalę zanotowano w XVII wieku, bodajże w 1605 czy 1607 roku w Anglii, kiedy to miało w taki sposób brutalny zostać okaleczonych kilkaset owiec. I później zjawisko to powtarzało się w innych miejscach. Jeśli na przykład chodzi o Stany Zjednoczone, bo niektórzy uważają, że to jest bardzo mocno podejrzane, że te rzeczy dzieją się właśnie w Stanach akurat, że na pewno w takim razie musi mieć w tym udział i maczać palce jakiś program wojskowy.
Być może i ma, ale zjawisko okaleczania zwierząt jest tu również znane od bardzo dawna i wiedzą o nim na przykład Indianie. Indianie mówią, opowiadają o tym, że Sky People, ludzie z nieba, przybywali do nich od zawsze. Załatwiali tutaj mnóstwo różnych spraw, a jedną z nich było właśnie okaleczanie zwierząt. Indianie o tym wiedzieli i to okaleczanie jest traktowane w ich kulturze przynajmniej jako tabu, w związku z czym nie wychodzą na zewnątrz i nie chwalą się tego typu przypadkami, ale doskonale mają świadomość tego, że coś takiego funkcjonuje i się rzeczywiście dzieje i że działo się tak od zawsze. Więc wydaje się, że w momencie, kiedy z terytorium Stanów znikają gigantyczne stada bizonów, które być może były naturalnym źródłem dostarczania podzespołów tej sile, która pobiera je, mówiąc brzydkim językiem technicznym, z tych zwierząt. Kiedy pojawiają się stada bydła, to dla tego kogoś, kto to robi, prawie że nie ma różnicy. To jest to samo. Zwierzę duże, ciężkie ma to co trzeba, więc zjawisko i fenomen rozgrywa się cały czas. Natomiast kiedy to dociera w jakiś sposób mocniej do naszej świadomości, to myślę, że to wszystko zaczyna się gdzieś od czasów, kiedy zaczął się Roswell. Roswell jest właściwie początkiem wszystkiego, bo mamy wreszcie mowę o spodkach.
Śródtytuły prasowe mówią o rozbitym spodku. Potem dowiadujemy się o tym, że w spodku byli jacyś pasażerowie, a na przykład od pułkownika Corso dowiadujemy się, że oprócz pasażerów ci farmerzy, którzy mieszkali dookoła Roswell, w tym miejscu, gdzie się podobno rozbił ten spodek, znaleziono także podzespoły ze zwierząt, czyli różne elementy ciał zwierząt, które gdzieś zostały pobrane. I oprócz tego, żeby było jeszcze bardziej mrocznie, znaleziono ciała humanoidów. Tyle że te ciała były wypatroszone. Nikt dokładnie nie wie, co to były za humanoidy. Czy to byli ludzie, czy to byli jacyś inni mieszkańcy naszego wszechświata, co to w ogóle było. Ale byli wypatroszeni, czyli do czegoś byli potrzebni. Oprócz nich przewożono mnóstwo różnych organów pobranych ze zwierząt tutaj na Ziemi, co było odkryciem wstrząsającym i być może było, według Corso przynajmniej, jednym z głównych powodów, dlaczego całą sprawę od razu utajniono. Dlaczego blady strach padł na Trumana i amerykański rząd i uznano, że za wszelką cenę, dopóki się nie rozpozna zjawiska, nie można ujawniać tego obywatelom amerykańskim, bo może dojść do rzeczy niespodziewanych i może się sytuacja wymknąć poza kontrolę kompletnie, jeżeli okaże się, że gdzieś istnieje siła, wobec której amerykańska armia jest bezradna. Także być może te okaleczenia były tym głównym argumentem, który przeważył, żeby nie ujawniać całej tej sprawy.
I jak widzimy, sytuacja ta dzieje się cały czas. Czy wiemy o niej więcej, czy mniej, czy próbuje się ją kontrolować, nie przeszkadza to tym tajnym, mrocznym chirurgom, ażeby robić to, co robią. I proceder trwa od, można powiedzieć, zawsze i prawdopodobnie znany był w każdym zakątku ziemi. Mnie często tak przychodzi do głowy, kiedyś o tym wspominałem, że kiedy człowiek wymyślił sobie składanie ofiar swoim bogom i składał je na przykład ze zwierząt, ale składał także i z ludzi, że ma to też jakiś związek, że w jakiś sposób te pierwsze kultury, te bardziej prymitywne, jak byśmy je dzisiaj nazwały, miały świadomość, z kim mają do czynienia czy z czym mają do czynienia i żeby ochronić samych siebie, to po prostu sami wybierali te ofiary dla tych tak zwanych bogów, których my dziś nazywamy ich bogami. A to była właśnie ta siła, która w taki sposób nieuchwytny i brutalny działa i składając mu te ofiary, jednocześnie zapewniała sobie spokój, a tamtym zapewniała to, co chcieli, czyli generalnie podroby. Bo zobaczmy, co robili ci augurowie w Rzymie. Przecież oni dzielili mięso pomiędzy siebie, co w książkach historycznych historycy mówią, że oni tak oszukiwali, bo sobie lepsze kawałki, a bogom co tam zostało, te wnętrzności okropne, paskudne, które tam były w tym zwierzaku. A być może było wręcz odwrotnie. To właśnie jak widać po tych okaleczeniach, o których my dzisiaj rozmawiamy, mięso nawet najlepsze jest dla tego, kto to robi, bezużyteczne. Nie jest w ogóle nim zainteresowany.
Jest zainteresowany wątrobą.Organami rodnymi, odbytem i wszystkimi miejscami, które mają w sobie jakieś gruczoły, które produkują jakiś enzym, jakąś unikalną substancję. I to właściwie łączy te wszystkie przypadki okaleczeń, że za każdym razem ten organ jest wycinany, który coś produkuje. Wątroba przecież produkuje, prawda? Pod językiem mamy również miejsca, które produkują gruczoły, które produkują różne enzymy i tak dalej. I tylko to interesowało tych, którzy pobierają te organy. Dlatego ja je kojarzę z tymi starożytnymi cywilizacjami, które składają bogom ofiary w postaci tych podrobów, że to jest dla nich pierwszej klasy materiał. Bogom, czyli tym, którzy ciągle są tutaj na naszej planecie i jeżeli już im się nie składa takich ofiar, to oni sami sobie biorą z tego, co mają najłatwiej i najbliżej. Spójrzmy, co robili Aztekowie i Majowie. Wyrywali również serca i podroby z ludzi po to, żeby tych bogów nie tyle przebłagać, co udobruchać i zapewnić sobie samemu jakąś pomyślność. I dzieje się to tak w każdej kulturze, na jakąkolwiek nie spojrzymy na Ziemi.
Także tak, widzę to zjawisko, że jest bardzo stare i występowało pod różnymi imionami wcześniej.
[01:20:50] - Nim zadam to pytanie Jarkowi, to przychodzi mi do głowy taka rzecz, o której jeszcze nie wspomnieliśmy, a która chyba jest godna rozpatrzenia. Bo cały czas mówimy o okaleczeniach zwierząt, że ktoś tego dokonuje i w ogóle. Ale kiedy spojrzeć na to z perspektywy takiej powiedzmy trochę racjonalnie, bo całe zjawisko jest nieco irracjonalne, to dojdziemy do następującego wniosku. Zakładanie, że kosmici przylatują na Ziemię, żeby sobie porwać trochę podrobów jest dziwne. Bo cóż, możemy założyć, że robią salcesonik albo coś w tym stylu, albo dodają do pasztetowej, ale to jakoś się tak nie za bardzo klei. Do czegoś im to jest potrzebne. Jeżeli im jest do czegoś potrzebne, to prawdopodobnie moim zdaniem, jeżeli oczywiście rozpatrujemy to w ramach tej hipotezy, a nie mówię, że ona jest prawdziwa, to ta siła, która za tym stoi, ci rzekomi kosmici zainteresowani byliby raczej nie samą treścią tych flaczków, ale raczej tego, co się w nich odkłada. Co się w nich odkłada zarówno w postaci chociażby związków chemicznych, metali ciężkich, ale także czynników chorobotwórczych, patogenów. O tym jeszcze będziemy mówić i o celach tego, kto za tym wszystkim stoi. Jeszcze jedna rzecz, o której chciałem powiedzieć, że moim zdaniem to, co się rzuca w oczy, to fakt, że raczej ci, którzy odpowiadają za okaleczenia zwierząt, nie celowali wyłącznie w organy wewnętrzne.
Bo z tych raportów FBI, które sobie przejrzałem, wynika, że próbowano na przykład dotrzeć do serca. Zaraz wam tu przeczytam fajny fragment, który znalazłem. Zgubiłem go, ale postaram się za chwilę go znaleźć. Okazuje się, że oni, to znaczy ci tajemniczy weterynarze, skupiali się raczej na kilku określonych częściach ciała tych zwierząt. Chodziło o oczy, uszy, język, narządy rodne. Czasami oczywiście zdarzały się też inne przypadki, że pobierano organy wewnętrzne. Ale była też taka historia, o której pisał bodajże Valdez, kolejny badacz okaleczeń zwierząt, o którym za chwilę, że organy wewnętrzne u jednej z krów, to jest serce, wątroba i bodajże nerki, były u tych zwierząt w bardzo dziwnym stanie. To znaczy on to opisał, że były białe i miały taką gąbczastą konsystencję. Ale nim przejdziemy do tego, czym się zajmował Gabe Valdez, to poproszę Arka o komentarz odnośnie tej poprzedniej sprawy.
[01:24:10] - Ja tu mam podobną opinię do tej, którą wyraził Chris. Wracając do ery nowożytnej, to Linda Newton Howe, która była kolejną dziennikarką, ale pierwszą, która rozpropagowała ten temat, dlatego że ona w ogóle dowiedziała się o tym od pana, który zmienił pracę i przeszedł z jednej stacji telewizyjnej do pracy, gdzie ona pracowała i po prostu zainteresowała się niepuszczonym przez nikogo reportażem dotyczącym właśnie okaleczenia. To był 79. rok, z tego, co pamiętam. Natomiast w swoich poszukiwaniach dotarła do informacji takiej, że pierwsze okaleczenia w Stanach Zjednoczonych ludzie pamiętają z 51. roku. Natomiast w Anglii pierwszym takim okaleczeniem w erze nowożytnej, że tak powiem, takim, które sobie ludzie przypominają, że było, to był rok 54.
[01:25:36] - Jest to czas jeszcze zanim pojawiła się nagonka na zwiększoną produkcję, gdzie zaczęto karmić zwierzęta mączkami mięsno-kostnymi. Tego jeszcze wówczas nie było, a już występowały tego typu okaleczenia. Natomiast jeżeli mówimy o prehistorii, bardzo zastanawiający jest powód, dla którego niemalże w każdej cywilizacji Ameryki Południowej występuje kult utaczania krwi. Inaczej tego nie można nazwać. Mianowicie władca przekuwał sobie język, wkładał tam jakiś sznurek, z którego krew ciekła i to było w jakiś sposób darem dla bogów słońca, bogów z nieba. Wyrywanie serca, takiego bijącego jeszcze, też miało, podejrzewam, na celu tego typu rzeczy. Gdzieś oni musieli zaczerpnąć taką wiedzę. Czy przypadkiem nie jest to, że oni odnajdywali również zwierzęta dzikie, które były pozbawiane krwi, które nie miały oczu czy jakichś takich rzeczy? Tak jak Chris mówił, takim pierwszym skojarzeniem: Bóg tego chce, więc mu to dajmy, wznieśmy się możliwie najwyżej, wybudujmy coś bardzo wysokiego i na tym bardzo wysokim podeście oddajmy mu to, co on potrzebuje, czyli krew, serce i jeszcze inne rzeczy. Tak sądzę.
Natomiast pierwsze przypadki okaleczeń, takie zarejestrowane we wspomnieniach rolników, to są przypadki jeszcze przed erą jakichkolwiek badań. Wtedy jeszcze królowało DDT. Dopiero później odnajdywano je, bodajże w 1954, 1956 roku zaczęto odnajdywać to między innymi u dzieci i strach padł na ludzkość. Co żeśmy zrobili? Dopiero wtedy weszły pierwsze badania. Natomiast jeżeli mówimy o badaniach, jest o wiele łatwiejszy sposób pobierania takich organów, w sumie wyselekcjonowanych, tak jak Piotr powiedział, czyli konkretnie język, konkretnie wymię, konkretnie genitalia. I to jest dosyć ciekawa sprawa. W Anglii badacze, którzy się tym zajmowali, odkryli, że żeńskie organy rozrodcze były wydobywane tylko do określonej głębokości. Oni nawet sobie zrobili taką miarkę specjalną dla zbadania tego bardzo szybkiego. Po prostu wkładali to dokładnie do tego, nie pamiętam, to chyba było cztery i pół cala.
Wszystkie owce, które padły w ten sposób, miały te otwory na taką głębokość, nie na żadną inną. Bezsprzecznie jest to różne od możliwości jakiejkolwiek działalności much czy innych zwierząt. Także tyle na razie. Dziękuję.
[01:29:33] - Przechodzimy do kolejnego z ściśle tajnej listy pytań. Jedna z najsłynniejszych fal okaleczeń przetoczyła się w drugiej połowie lat 70. przez USA, rozpoczynając się od Kansas i Minnesoty. Przypadki okaleczeń były tak niepokojące, że na wniosek jednego z senatorów sprawą zajęło się FBI. Przypadki okaleczeń badał też policjant z Dulce, Gabriel Valdez. Do jakich wniosków doszli śledczy i kto ich zdaniem odpowiadał za okaleczenia? Może tym razem pierwszy niech się wypowie nasz człowiek w Stanach Zjednoczonych, Chris Miekina. Chrisie?
[01:30:10] - Zacznę od samego końca. Nie doszli do żadnych wniosków, bo po kilku latach prowadzenia śledztwa FBI zamknęło sprawę, nie widząc żadnego sposobu, żeby ją wyjaśnić. Nie znaleźli żadnych śladów, które wskazywałyby choćby na motywy tego kogoś, kto tego dokonuje. To właśnie wtedy spopularyzowano te dwie teorie na temat tego, kto może za tym stać. Jedna z nich była taka, że stoją za tym jakieś sekty religijne. Zresztą ta teoria do dziś jest mocna, dlatego w środkowych Stanach bardzo podejrzanie patrzy się na Świadków Jehowy czy innych zielonoświątkowców, którzy chcieliby nawrócić kogoś na coś, bo być może to oni wymyślili sobie tego typu krwawy rytuał. A ta następna, zresztą bardzo mocna teoria, jest taka, że za tym stoi wojsko i jakieś tajne eksperymenty medyczne. Zwłaszcza, że zabrał się za to wspomniany w twoim pytaniu Gabe Valdez, policjant z Nowego Meksyku, który z Apaczami Jicarillos i od nich miał mnóstwo zgłoszeń różnych przypadków pojawiania się UFO, bigfootów i różnych historii paranormalnych, które wydarzały się w tym rejonie Stanów. Zaczął je badać i okazało się, że również dochodzi tam do okaleczeń bydła. Do wielu z nich dochodziło w pobliżu miejscowości Dulce.Albo Dulce, bo jest to teren, gdzie mieszają się kultury hiszpańska z angielską.
I w tej właśnie Dulce zbudowano supertajną bazę wojskową. Baza ta jest owiana legendą wręcz. Ta najbardziej kolorowa legenda mówi o tym, że pracują tam również przedstawiciele obcych z innej planety i prowadzą swoje własne najrozmaitsze badania, w tym badania genetyczne. I po to potrzebne im są właśnie materiały, czyli te wszystkie organy, które pobierają od tych nieszczęsnych zwierząt, a czasami i ludzi i zwozi się je właśnie do Dulce. Valdes badał kilka takich przypadków, które wydarzyły się dosłownie kilkanaście mil od tego miejsca, gdzie stoi baza. I te podejrzenia szły w tą właśnie stronę. To właśnie on doprowadził do tego, że biuro FBI w Denver w Kolorado wysłało swoją ekipę do zbadania sprawy. On także zainteresował tą sprawą polityków. Zresztą politycy nie mogli pozostać na ten problem głusi, bo inaczej wyborcy by z nich zrezygnowali. A wielu z nich hoduje bydło.
I to bydło było okaleczone. Więc w momencie, kiedy zabrali się za tą sprawę senatorowie i dotarła ona na wyżyny Kapitolu, wówczas nabrała ona tempa. Tyle że znów utknęło to wszystko w martwym punkcie, ponieważ nie można było wskazać ani winnego, ani tym bardziej znaleźć skutecznego sposobu, jak tą historię rozwiązać. Valdes próbował różnych trików, jak to wszystko zrobić. Między innymi odnalazł na krowach ślady substancji, która po zbadaniu okazało się, że ma podwyższoną ilość potasu i magnezu bodajże, że w jakiś sposób te stada krów są przez kogoś bądź przez coś kontrolowane i zaznaczane tak, jakby ustalano kolejne ofiary następnych okaleczeń, które planowano w przyszłości zrobić i tą dziwną substancją wskazywano wybrane osobniki, które później w kompletnych ciemnościach, bez użycia światła, w miejscu dzikim, odległym, bez możliwości podłączenia czegokolwiek do prądu bądź przynajmniej stworzenia nawet prowizorycznego ekwipunku chirurgicznego, aby móc coś takiego dokonać. Właśnie taką substancję znaleziono, co wskazuje, że ta siła działa bardzo inteligentnie i planuje te swoje akcje. Tyle że niestety wszystko to utknęło w martwym punkcie i jesteśmy w tym martwym punkcie do dziś. Nie drgnęło nic ani o krok. Ciągle nie wiemy, kto za tym stoi. Ciągle możemy tylko przypuszczać, że jest to jakaś siła.
Może tyle. Dziękuję.
[01:34:42] - To może teraz Piotr.
[01:34:44] - Ta historia była, powiedziałbym, szczególna, dlatego że mieliśmy do czynienia nie tylko z interwencją polityków, ale też dwoma śledztwami. Tak naprawdę wszystko się zaczęło od klaczy zwanej Lady albo Snippy na początku lat 60. Na początku lat 60., jak mówią niektórzy badacze, zaczęły się pojawiać pierwsze relacje. Natomiast około w roku 1967 padła ta klacz Snippy i to była dość głośna historia. Zwierzę należące do rodziny Kingów z okolic Alamosa w Kolorado znaleziono z głową obraną z mięśni, jak wspominał Arek, do białych kości, co było bardzo dziwne. Ze skóry miał wyciekać jakiś zielonkawy płyn, zaś gleba w okolicy, gdzie tego konia znaleziono, była rzekomo nienaruszona. Agencja FP puściła w świat relację o chirurgicznych cięciach, które miał ktoś zadać temu zwierzęciu. I potem wszystko ucichło. To był rok 1967. Natomiast sześć lat później rozpoczęła się krwawa seria ataków na zwierzęta w stanach takich jak Kansas i Minnesota między innymi, skąd rozszerzyła się na sąsiednie stany.
I straty rancherów były na tyle poważne, że dwaj senatorowie, Floyd Haskell i Harrison Schmidt, poprosili o interwencję jakąś CIA. I tutaj ciekawe jest to, że CIA zaczęło zbierać relacje na ten temat i analizować przypadki okaleczeń bydła, opisując niektóre z nich. Co ciekawe, te materiały są powszechnie dostępne, można sobie je znaleźć i na przykład wynika z nich, że w 74% przypadków zwierzęta, w tym przypadku krowy, pozbawiano narządów rodnych ustaliło CIA, w 33% języka, zaś oczu w 14%. Część z tych zwierząt brakowało też krwi. CIA zbierając informacje od urzędów administracyjnych, od miejscowych służb porządkowych, ustaliło między innymi, że, i tutaj zacytuję: „najczęściej obraz okaleczeń był następujący: wycięty odbyt, wymię, dwa otwory w żyle szyjnej po prawej”. To się tyczy konkretnego przypadku. „Niewielki otwór w korpusie między nogami wyglądający, jakby ktoś próbował dotrzeć do serca. Widoczne po obu stronach kręgosłupa dwa otwory w kościach udowych”.O takich samych rozmiarach jak te na szyi. Najprawdopodobniej wykonane od góry, kiedy zwierzę jeszcze stało. To się odnosi do konkretnego przypadku krowy Sama Griego zabitej w 1976 roku, ale pokazuje, w jaki sposób te przypadki wyglądały.
A wyglądały tak, że trudno było oskarżyć o nie drapieżniki. Jaki drapieżnik może wykonać w krowie dziurę od góry, próbując dotrzeć do serca? Sprawa była tak skomplikowana, że w tych samych latach informacje na temat okaleczeń zwierząt w Nowym Meksyku w okolicach Dulce zaczął zbierać policjant Gabe Valdez, Gabriel Valdez. On zmarł w roku 2011. Co było ciekawe, on te informacje przekazał potem FBI, które również się zajmowało tą sprawą. Okazuje się, że Valdez ustalił, iż, tutaj zacytuję: „zwierzętom podano środki paraliżujące, a po wstrzyknięciu substancji przeciwzakrzepowej usuwano z ich ciał krew. Informacje przekazane przez Valdeza wskazują, że zwierzętom podano środki paraliżujące, a po wstrzyknięciu substancji przeciwzakrzepowej usuwano z ich ciał krew. W niektórych przypadkach kończyny zwierząt były połamane. Wydaje się też, że w okolicach, gdzie dochodziło do zagadkowych ataków, widuje się często pozbawione oznaczeń helikoptery. Valdez sugeruje, że zabierają one zwierzęta do miejsc, gdzie dokonuje się okaleczeń, a następnie zrzucają zwłoki z powrotem na pastwiska”.
To był fragment raportu FBI w tej sprawie. Jakie były ogólne wnioski? Jak mówił Chris, żadne. Dlatego że to, co zebrano, było tak niepokojące, że postanowiono wysłać w tamten rejon oficera wywiadu Kennetha Romela, który w 1979 roku w Nowym Meksyku starał się zweryfikować tę historię. On był takim doktorem Condonem w sprawie okaleczeń zwierząt. To znaczy on ustalił, po pierwsze, że choć niektórym zwierzętom podawano środki uspokajające albo zwiotczające, to nie udało się znaleźć winnych i najprawdopodobniej te 100 000 okaleczonych krów, które ktoś w ten czy inny sposób pozbawił życia lub trwale uszkodził zdrowie, padło ofiarą jakichś wykolejeńców lub sekciarzy. Sprawa jest godna uwagi o tyle, że ta fala pokazała nam dwie sprawy. Ta sprawa fali, o której mówiliśmy oraz jej późniejsze następstwa, śledztwo CIA, FBI oraz działania Valdeza oraz Romela doprowadziły do wniosków, że po pierwsze to nie jest mrzonka, że wśród relacji, takich jak środki zwiotczające, substancje przeciwzakrzepowe i tak dalej. Pytanie dlaczego i po co? Tu nasuwała się odpowiedź bardzo szybko.
Ktoś, najwyraźniej starając się podszyć pod kosmitów, próbował badać coś, co najprawdopodobniej rozprzestrzeniało się wśród zwierząt hodowlanych w Stanach Zjednoczonych. Co to mogło być? To mogła być jakaś choroba. To mogły być jakieś patogeny uśpione, jakieś bakterie, metale ciężkie. To mogło być coś, co dotarło do nich z paszą, w lekach i tak dalej. Musiało być to coś na tyle niebezpiecznego, że zadawano sobie trud i przeprowadzano cały szereg dziwacznych akcji, starając się podszyć pod kosmitów, by tylko dowiedzieć się, jaka jest skala badanego problemu. O co mogło tak naprawdę chodzić? Kto mógł być zainteresowany tymi eksperymentami? Otóż okazuje się, że na trop tego wszystkiego trafiła organizacja, o której mówiliśmy już nie raz. Chodzi o organizację NICZ, jak to wymawia się w języku polskim, którą kierował Colm Kelleher, ale o tym za sekundę.
Rozmawiamy, jak zapewne wiecie, o okaleczeniach zwierząt, ale też o okaleczeniach i o sprawach bardziej przerażających, czyli o okaleczeniach ludzi. O tym za chwilę będzie mowa, ale doszliśmy właśnie do punktu, w którym w połowie lat 70. okazało się, że ktoś, kto zajmuje się okaleczeniami zwierząt, wykorzystuje do swoich celów bardzo ziemskie środki i bardzo ziemskie substancje.Na co to mogło wskazywać? Arku, na czyj ślad trafił Valdez i agenci FBI? I dlaczego był to tak trudny temat, że zatuszowano całą sprawę?
[01:44:12] - Oj, tutaj ciężko jednoznacznie powiedzieć, dlatego że hodowcy, którzy mieli do czynienia z porwaniami swoich zwierząt, mówili bardzo często o pojawiających się światłach nad polami, nad pastwiskami. To i to, że niektóre ze zwierząt miały połamane wszystkie kończyny, nie było żadnych śladów dookoła, kierowało wszystkich na modne w tym czasie UFO. Przy dokładniejszym przyjrzeniu się sprawie okazało się, że słyszano również helikoptery, dźwięki silników. W sumie to są dźwięki łopat, nie silników. Oprócz tego znajdowano, badając miejsca cięć formaldehyd, czyli popularnie zwaną formalinę. To raczej kierowało to wszystko ku całkiem ziemskim czynnikom. Badania jakiś czas potem wyszła choroba prionowa i przenoszenie się wadliwie zbudowanego białka na komórki i na cały system nerwowy u końcowego drapieżnika, czyli na człowieka. Pierwsze przypadki dotyczące dziania się niewłaściwych rzeczy u zwierząt karmionych karmą kilku firm zaledwie pojawiły się już w końcu lat 60. Rolnicy zamrażali specjalnie nawet młode cielaki, dlatego że one rodziły się od razu jakby sparaliżowane, nie były w stanie w ogóle stać na nogach. To się działo u małych cielaków.
Oprócz tego bardzo często dochodziło do paraliżu przednich i tylnych kończyn u innych krów. To były lata 60, 70. Rolnicy próbowali wytaczać sprawy sądowe, wiążąc to z wytwórniami pasz, ale tak jak w przypadku w tej chwili, walka z korporacją jest praktycznie skazana zawsze na przegraną. Pozostawały dowody, dlatego między innymi niektórzy zamrażali w całości te cielęta. To w jakiś sposób wskazywało na to, że wraz z rozwojem choroby, przewidywania rozwojem choroby prionowej, te porwania mają na celu szersze badanie statystyczne. W jakiej ilości i w jakiej populacji może to występować? Wiemy mniej więcej, jak to się skończyło. To się nie skończyło i się nie skończy jeszcze dosyć długo, ale skończyło się między innymi tym, że jest zakaz używania w wielu krajach, nie we wszystkich. W wielu krajach jest zakaz używania mączki zwierzęcej, czyli części padłych zwierząt, które są poddawane wysokiej temperaturze w celu wysuszenia, następnie zmielenia i podawaniu z powrotem jako karma do pasz. Tak to się mniej więcej odbywa.
Jest zakaz. Bardzo mocno to spotkało Anglików w dużej mierze dlatego, że Anglia bardzo dużo skorzystała na pomocy amerykańskiej w czasie wojny i byli niejako zobligowani do tego, żeby otworzyć swój rynek na import mięsny ze Stanów Zjednoczonych. I tutaj mamy wysyp okaleczeń, szczególnie bydła i owiec, również w Wielkiej Brytanii. Są takie dwa wiodące kraje w jednym i w drugim. Ta choroba to są lata 80. Wtedy, kiedy połączono chorobę Creutzfeldta-Jakoba, czyli gąbczaste zwyrodnienie mózgu z prionami i później ze sposobem żywienia. Mniej więcej na przełomie lat 90. i 2000 w Anglii doszło do bardzo mocnychMocnego odwrócenia się ludzi od jedzenia wołowiny na tyle, że minister żywienia publicznie spożywał to mięso, więc można uznać, że było to powiązane. Tylko jedna kwestia budzi zadziwienie, bo porywanie zwierząt, używanie najnowocześniejszego systemu po to, żeby pobrać próbki, to jest tak, jak zabijać komara kijem baseballowym w składzie chińskiej porcelany. Dlatego, że nie znamy technologii wyciszenia śmigłowców.
One wydzielają charakterystyczny, bardzo głośny łomot i to jest nie do przeskoczenia. To nie jest tak jak na filmie, że wystarczy położyć dwie gąbki wzdłuż silnika i się wyciszy, bo to nie silnik hałasuje, a powietrze przy łopatach stykające się zarówno z kadłubem, jak i z drugim wirnikiem. A pojawiały się same światła bardzo blisko, bardzo często farmerów, którzy gdyby zobaczyli, że to śmigłowce, to by, tak jak Chris mówił, ostrzelaliby ich równo i nawet by im powieka nie drgnęła ani palec na spuście. A jest dużo łatwiejszy sposób. Wystarczy wystosować granty do jakiegoś podrzędnego uniwersytetu, który będzie miał system szkolenia weterynarzy do pobierania próbek w sytuacjach zagrożenia pryszczycą. Studenci się rozbiegną po wszystkich możliwych ubojniach i co dziesiątą krowę czy co dziesiąte bykanie będą wycinali fragmenty i bez żadnych wielkich problemów, z bardzo małymi nakładami można to załatwić. Niekoniecznie trzeba używać do tego środków, z jakimi się spotkaliśmy przy tych okaleczeniach. Dziękuję.
[01:52:15] - Dziękujemy. Panowie, mówimy o dwóch zupełnie różnych koncepcjach, a jednej tragedii, jednej makabrze. Ktoś te zwierzęta zabija w dziwny sposób. Ale do której opcji się bardziej przychylacie, do tej pozaziemskiej czy ziemskiej? Bo z jednej strony to, że znaleziono tak wiele śladów sugerujących zupełnie przyziemne wyjaśnienie, choć wzbudzające wielkie kontrowersje, świadczy o tym, że w tle za zagadką, którą starano się przypisać kosmitom, toczy się walka lub toczyła się walka o ukrycie prawdy, która mogłaby strącnąć nie tylko rynkiem, ale też mogłaby być jedną z największych afer w dziejach. Arku, odniosłeś się do tego, czy można to było zrobić inaczej. Owszem, można było, tylko to były lata 70., a dekadę wcześniej pewien lekarz weterynarii stwierdził, że choroba prionowa może dziesiątkować bydło amerykańskie. I o tym nie mówiono głośno w żaden sposób. Natomiast na początku lat 70. zaczęły pojawiać się pierwsze przypadki okaleczeń.
To wszystko moim zdaniem się ze sobą wiąże. To znaczy jakaś organizacja albo fama CIA, albo któraś z pokrewnych jednostek administracyjnych agencji, których jest mnóstwo, w ramach prawdopodobnie czarnego projektu badała tego typu możliwość, to znaczy rozchodzenie się tych prionów w pogłowiu bydła mięsnego w Stanach Zjednoczonych. Problem polegał na tym, że przyznanie racji, iż priony wywołujące BSE, a w konsekwencji przechodzące na człowieka i wywołujące chorobę Creutzfeldta-Jakoba, przyznanie tego byłoby strzałem w stopę. Byłoby podważeniem nie tylko bytu wielu osób, które zajmowały się hodowlą bydła, ale też znacznie zaszkodziłoby przemysłowi mięsnemu oraz w dużej mierze spowodowałoby utratę nie tylko zaufania konsumentów do państwa i do rodzimych producentów żywności, ale też mogłoby mieć nieoczekiwane skutki gospodarcze dla Stanów Zjednoczonych, związane między innymi z eksportem wołowiny i tak dalej. Ja tę kwestię bardzo dokładnie przedstawiłem w moim artykule, który pojawił się w „Nieznanym Świecie”. Nazywał się „Cicha epidemia”. On poszedł w czterech czy pięciu częściach, chyba w czterech. I tam zostało to wszystko dokładnie przedstawione. Od historii o bizonach i jeleniach, u których wykrywano już priony, które się w jakiś sposób zakaziły prionami odpowiadającymi za tak zwaną chorobę wściekłych krów, po przypadki, kiedy wykrywano przy padłych krowach ślady substancji całkiem ziemskich. Panowie, czy waszym zdaniem bardziej racjonalna jest hipoteza o tym, że stoją za tymPowiedzmy tak przewrotnie weterynarze CIA czy kosmici.
Do czego się bardziej przychylacie? Bo jest to ważne i ta kwestia musi zostać wyjaśniona naszym słuchaczom. Louis?
[01:56:24] - Myślę, że kiedy próbujemy wyjaśnić to, mówiąc o tym, że prowadzono jakieś ukryte eksperymenty, bo mamy na to dowody, bo znaleziono zupełnie ziemskie substancje chemiczne. Myślę, że gdy porównać te przypadki, w których znaleziono takie substancje, do tych, gdzie nie znaleziono niczego, a przecież masa tych padłych zwierząt była badana przez weterynarzy, więc wiemy doskonale, z czym mamy do czynienia. Wszystko pokazuje, że ilość tych przypadków, gdzie znajdujemy ziemskie środki chemiczne, farmakologiczne jest minimalna w porównaniu z tą całą resztą. I z kolei mnie to działanie tych dziwnych programów, czarnych programów czy tajnych służb, które powodują takie przypadki, powodowały takie przypadki w ukryciu i są wmieszane w tą całą dzisiejszą historię. One robiły to z innego zupełnie powodu. One być może, tak przynajmniej mi podpowiada intuicja, poprzez próbę naśladowania całego fenomenu starały się sprowokować tego kogoś, kto to robi. Starały się w jakiś sposób pokazać mu, że nagle pojawiła się jakaś konkurencja, która dokonuje tego samego w podobny sposób. I być może właśnie przez powtarzanie podobnej sytuacji ten ktoś, kto za tym stoi, w jakiś sposób by się objawił. Co to jest za siła i kto za tym stoi? Jeśli próbować wyjaśnić, kto to jest bądź co to jest w sposób racjonalny, nie sposób jest tego dokonać.
Kiedy powiemy, że są to kosmici, upraszczamy prawdopodobnie w ogromny sposób. Ja to może powołam się-
[01:58:24] - Wejdę ci w słowo. Upraszczamy, ale raczej ja osobiście nawet z punktu widzenia nieco sceptyka w kwestii okaleczeń co do różnych wniosków, jakie są wysuwane, to powiem, że przekonuje mnie taka hipoteza, która mówi, że jakaś cywilizacja, która chce zbadać na przykład ludzkość i chce wiedzieć, co jemy, takie krówki sobie porywa i to w jakiś sposób nadzoruje. To jest całkiem racjonalne, bo jeżeli ktoś nam się przygląda z zewnątrz, chce się od nas czegoś dowiedzieć, to musi przecież te próbki skądś brać. Natomiast sam proces, w jakim to jest wykonywane, jest dziwny, bo z jednej strony te krowy są porywane i są oddawane. Gdyby to rzeczywiście była jakaś wysoce rozwinięta cywilizacja, to by je sobie zabrali. Nie byłoby żadnego śladu, nie byłoby żadnych substancji przeciwzakrzepowych, nie byłoby uspokajających i tak dalej. Kto by został porwany, nikt by nic nie wiedział.
[01:59:37] - Dlatego ja ci teraz wejdę w słowo. Te substancje powodujące krzepnięcie i te wszystkie inne. Jest to bardzo drobny wycinek, który ty w tej chwili nagłaśniasz poza proporcje. Dlatego że w znakomitej większości tych przypadków takich substancji nie ma. Nie ma żadnego clou, jest tylko część i w tym momencie jest to świetnym argumentem, że tu gdzieś ktoś manipuluje i majstruje i na pewno jakieś brzydkie CIA robi doświadczenia, ale jest to absolutnie minimalna część tego całego okaleczania, tego całego fenomenu. Te okaleczania dzieją się także dziś. Działy się w zeszłym roku i dwa lata temu i nic takiego nie wykryto.
[02:00:19] - Nie wiemy ile, bo tam podają informację, że zginęło w ten sposób 100 000 krów. Ale też nie jesteś w stanie powiedzieć, ile przebadano, a ja nie jestem w stanie powiedzieć, przy ilu znaleziono.
[02:00:33] - Ale wiadomo jest, że przebadano ich ogromną ilość z tego względu, że każdy farmer, który hoduje krowę, ma również coś takiego, co się nazywa ubezpieczenie od tej krowy i takie ubezpieczenie, żeby wypłacić mu odszkodowanie, potrzebuje zaświadczenia od weterynarza, czy ta krowa nie padła z głodu, czy na zapalenie płuc, czy na coś zupełnie innego, co jest błędem farmera. I dlatego on to ciało tej krowy zabiera z tego pola i wiezie do weterynarza i weterynarz musi wystawić mu papier, żeby on poszedł po pieniądze z tego odszkodowania, żeby coś z tego miał. I dlatego większość tych przypadków jest zbadana. Jest procedura i weterynarz bada, co się wydarzyło, co się przydarzyło takiej krowie. Dlatego te przypadki są dobrze opisane i stąd wiadomo jest, że większość z nich nie ma nic wspólnego z medycyną czy z farmakologią, którą stosuje się dziś, teraz, w tej chwili u nas, w naszej cywilizacji. Nie mówię, że ta cywilizacja przyleciała z kosmosu. Być może wcale to nie są kosmici, którzy latają z kosmosu na latających spodkach. Być może jest to coś zupełnie innego, ale mamy do czynienia z czymś niezwykle tajemniczym i niezwykle złowrogim. Dlatego właśnie stąd ta moja teoria, że być może cała ta farmakologia to wcale nie były testy na priony czy coś takiego, tylko to była próba zostawienia, być może raz, że sprowokowania, drugi raz tym prionem zaznaczeniaZaznaczenia tego trefnego towaru, na który poła komi się ta siła i go zabierze gdzieś i on gdzie indziej się objawi, bo nie wiadomo, gdzie to trafia. Gdzieś coś się pojawia, usuwa organy i znika i nie wiadomo, co się dalej z tym dzieje.
I dzieje się to już od dziesiątek lat. I w momencie, kiedy w XX wieku te przypadki są rejestrowane i nie było żadnej ciężkiej wojny na terytorium Stanów takiej, żeby archiwa zaginęły, wówczas tworzy się dość duży obraz tej całej historii. Dlatego od czasu do czasu włączane są w to czynniki oficjalne, włączani są politycy, ale ze względu na to, żeby nie wywołać paniki, urywa się takim sprawom głowę i przestaje się nad tym zastanawiać. Dam taki przykład niekonwencjonalnego podejścia do tej sprawy. Jim Buchanan w tej chwili to jest emerytowany zdalny postrzegacz. Kiedyś pracował dla wojska i opowiedział taką historię, że dano mu do przebadania sytuacje, które nie weszły do Blue Book z tego względu, że były tak oczywiste i były tak prawdziwe, nie były w ogóle kontrowersyjne, że byłyby wstrząsające. Więc z jednej strony mamy Blue Book, który określał wszystkie przypadki, w których pojawiało się jakieś UFO, jakieś historie, być może pozaziemskie, które były dyskusyjne, ale było wiele historii, które były absolutnie bezdyskusyjne i te do nikogo nie trafiły. Te historie pozostały tajne. Buchanan, który pracował wówczas dla wojska, dostał te historie do przebadania. Okazało się, z tego, co on opowiada przynajmniej, że na Ziemi jest cała masa bardzo dziwnych postaci i to niekoniecznie są to postaci z innych planet.
Są to postaci z innych wymiarów. My jesteśmy ograniczeni trzema wymiarami i nie widzimy, jaki tłum istnieje dookoła nas. I Buchanan wprost mówi, że jedne są wojownicze, ale wiele z nich przebywa tutaj w celach handlowych. Czymś tam handluje, coś im jest potrzebne. Handluje z innymi.
[02:04:12] - Po wątróbkę krowią przyjeżdżają?
[02:04:14] - A na przykład po wątróbkę krowią przyjeżdżają. Może jest im do czegoś potrzebna. Nie jest to dziwne, że tak bardzo tego-
[02:04:23] - Ja dałem przykład po wątróbkę, bo przecież nie powiem po co innego, bo ta wątróbka to ginie raczej rzadko. Oni usuwają gorsze rzeczy. Ja rozumiem, że jakaś nadwymiarowa jest ta potrzeba.
[02:04:36] - To zacznijmy w takim razie od wykwestionowania-
[02:04:40] - Może kolekcjonować krowie oczy. Natomiast zastosujmy tutaj pewną brzytwę, tu musimy jeszcze Arka dopuścić do głosu.
[02:04:50] - Z brzytwą już startujesz do mnie?
[02:04:54] - Tak, bo co jest bardziej racjonalne? To, że giną części ciała, w których gromadzą się priony odpowiedzialne za BSE, czyli oczy, język, narządy rodne, czy to, że przylatują do nas istoty z innego wymiaru, które robią sobie kiszkę w innym wymiarze i potrzebne im jest to i tutaj przylatują? Wydaje mi się, że powinniśmy spojrzeć na to, co miał do powiedzenia w tej sprawie Colm Kelleher. A dlaczego ci to mówię, Chris? Dlatego, że on doskonale połączył nasze stanowiska. Ale o tym może za chwilę, bo muszę się przyznać do tego, że choć mówiłem przed chwilą o brzytwie, która odcina hipotezy i możliwości mniej możliwe od bardziej możliwych, to wydaje mi się, że ta hipoteza, iż jakaś agencja podszywa się pod kosmitów, również ma swoje duże braki. Bo gdyby chcieli monitorować to w taki sposób, w jaki to robią, to zachowaliby się identycznie, jak powiedziałem, czyli porwaliby tą krowę, uprowadzili, nie wyrzucaliby jej z powrotem i sprawy by nie było. Była, zniknęła i nie wiadomo, gdzie jest. A tak nagle ktoś-
[02:06:31] - Ale ta siła tak właśnie robi, że ona zwraca z powrotem te zwierzęta, skąd je porwała. Na przykład koty znikają, a następnie pół takiego kota ląduje na trawniku właściciela. Nie ma tego kota przez dwa dni i nagle pół kota przeciętego na pół znajdują ci właściciele swojego kota na trawniku. Czyli to coś, co za tym stoi, za każdym razem stara się zwrócić to zwierzę dokładnie w miejsce, skąd je wzięła. Tak jak wiele tych dużych zwierząt, krów czy koni jest porywanych. I jest to właśnie tak, jak na samym początku powiedziałeś, ta słynna smuga, która wciąga je do tego spoda i oni tą wątróbkę sobie i cebulkę smażą na tą swoją kolację ufologiczną i potem po prostu zrzucają to z spoda. I dlatego te konie i krowy mają połamane nogi, w ogóle są połamane, w takich dziwnych pozycjach są znajdowane. Znajdowane są w miejscu, gdzie tego dokonano. Także ta siła, oprócz tego, my nie raz mówiliśmy o tym, że zjawisko UFO to jest takie dziwne zjawisko, że się zachowuje nieracjonalnie, czasami w dziwny, czasami w kompletnie groteskowy sposób, niewytłumaczalny i w ogóle wykraczający poza logikę, czasami po prostu śmieszny, a czasami tak naiwny, że aż trudno uwierzyć, że to taka poważna siła jak UFO tak niepoważnie się zachowuje. I tutaj mamy dokładnie taką sytuację, że nie trzeba się podszywać po to, żeby to zrzucić z helikoptera, którego słychać, jak Arek powiedział.
Arek się na helikopterach zna. Tylko po prostu naśladować to, co oni tamci robią. Tamci, ta siła, cokolwiek to jest, porywa i zostawia to w tym samym miejscu, skąd ono to wzięło. Tak jest w przypadku kotów. Tak jest w przypadku tych dużych zwierząt.
[02:08:16] - Istnieje taka hipoteza, która mówi, że koty były i są porywane. To są koty domowe, utrzymane dobrze, to nie są wilkury. One są porywane, dlatego, że bada się rozprzestrzenianie prionów wśród populacji zwierząt domowych z tego powodu, że mączka kostna i przedmioty, które mogą zawierać priony, dodawane są do kociej i psiej karmy. Ale o tym jeszcze za chwilę. Dajmy się wypowiedzieć Arkowi w tej kwestii. Kto twoim zdaniem za tym stoi i czy kontrowersyjna relacja z Incine, w której znaleziono na pokładzie może nie okaleczone krowy, ale jakieś troszkę oburzone ptaki, daje nam tutaj jakąś wskazówkę?
[02:09:14] - Wydaje mi się, że w jednym punkcie łączy się parę spraw, które są od siebie niezależne. Jedna sprawa to będzie porwanie przez jakąś nieuchwytną siłę. Na razie ciężko określić. Nieuchwytną, to znaczy tak jak mówiliście, nad polami pokazują się w nocy światła i rano farmer znajduje swoje krowy, które są w jakiś sposób okaleczone. I to jest jedna siła. Za tą siłą, za tymi elementami przylatują śmigłowce, które są już całkiem ziemskie, które słychać z oddali. Tym się właśnie różnią od tej drugiej siły, które też czegoś swojego próbują tam zobaczyć. Być może kontrolują to, co robią ci pierwsi. Jest też taka hipoteza, że Kanadyjczycy uruchamiając jakiś swój stary radar i troszeczkę go przerabiając, potrafią namierzyć anomalie magnetyczne, które się dzieją w powietrzu, które są przeważnie zgodne z czasem pojawienia się tych latających spodków czy jakichś innych formacji. I być może, że po prostu na taki sygnał podrywane są śmigłowce jakiejś specjalnej, czarno finansowanej ekipy, która pędzi za tym i patrzy, co oni robią.
Próbują być może również odkroić swoje przy okazji, żeby zobaczyć, w jaki sposób tamci kroją to, co mają kroić, powiększają dziury czy coś takiego. Stąd być może, że odnajdywane, bo były przecież takie przypadki, gdzie pod krową, która została zrzucona z góry, znajdowano strzykawkę. Więc to jest bezsprzecznie przykład na to, że ta strzykawka leżała tam wcześniej niż ta krowa, więc coś tam musiało być takiego nie po kolei, jak się przyjęło. Poza tym podnieść krowę, która jeszcze żyje, jest bardzo trudno. Ona będzie próbowała uciekać, więc stąd być może, że te farmakologiczne inne sprawy będą działały tak samo. Być może, że ta pierwsza siła, która atakuje, będzie również tą drugą. I następna zbieżność to jest właśnie ta zbieżność, o której Piotr mówił, że ten natłok informacji dotyczących porwań wiąże się z wykryciem i rozprzestrzenianiem się choroby szalonych krów. Ona się przyjęła jako choroba szalonych krów, ale dotyczy wszystkich przeżuwaczy i zwierząt, które są karmione innymi zwierzętami w sposób bezpośredni. Tutaj mówiliście o farmach jeleni, ale trzeba wspomnieć o tym, że w Stanach Zjednoczonych swego czasu, zresztą nie tylko, u nas również, została spopularyzowana dziczyzna, a za tym szła możliwość hodowli tych zwierząt. Żeby wspomnieć jednego z naszych hierarchii Kościoła, który ma swoje własne daniele, hoduje.
Jest parę ferm, między innymi tutaj w okolicy również jeleni, które są hodowane po to, żeby po prostu ubić. A żeby je ubić i sprzedać, więc najlepiej podkarmić troszeczkę lepszą paszą, wtedy będą większe. A lepsza to znaczy bardziej zasobna w białko, a więc najprościej dostępna mączka mięsna kostna, która jest bardzo tania, jest w sumie odpadem. Oprócz tego tą mączkę mięsną kostną wysypuje się na ziemię, przyorywuje jako nawóz. Jeżeli jelenie czy jakiekolwiek inne zwierzęta potrzebują zjeść ziemię, a często tak się zdarza, po prostu zarażają się też i tymi prionami i choroba się rozprzestrzenia. Badanie tego typu jest jak najbardziej wskazane i być może, że jest. Tylko, jak mówię, można zrobić to innymi, prostszymi środkami, niż używać helikopterów. Na helikopterach specjalnie może się nie znam, ale na śmigłach już troszeczkę więcej, bo parę takich rzeczy już zrobiliśmy. Dziękuję.
[02:14:16] - Dziękujemy. Panowie, jeszcze jedna sprawa. Kolejne odkrycie. Otóż okazuje się, że wątroby krów zawierały podwyższoną koncentrację takich pierwiastków jak miedź, cynk, potas, fosfor. Okazało się, że trudno to wyjaśnić. Może to wskazywać na to, że zostały im podane środki, które zostały szybko przetworzone przez organizm i wątroba przetwarzała znacznie dłużej i tam się te pierwiastki osadziły. Natomiast były też bardziej kontrowersyjne odkrycia, o których mówił między innymi Chris. Okazało się na przykład, że krew, która pozostała w niektórych zabitych, okaleczonych krowach, miała kolor lekko różowy. Nie ścinała się. Co ciekawe, skóra zwierząt, które zostały okaleczone, również niekiedy pozostawała wręcz świeża przez parę dni.
Tak mówiły przynajmniej relacje. Na co może to wskazywać? Odnosi się to poniekąd do tego, o czym mówiliśmy. Czy sugeruje to, że zwierzęta te weszły w kontakt z superzaawansowanymi istotami, które poddały je działaniu substancji, których my jeszcze nie znamy? Czy to jest zupełnie ziemska chemia, która została podana tym nieszczęsnym stworzeniom przed pokrojeniem? Chris?
[02:16:08] - Ja bym tu dodał jeszcze jedną historię. Arek wspomniał o jeleniach i o dzikich zwierzętach. W Stanach właściwie się jeleni nie hoduje, bo tutaj jelenie tak naprawdę są plagą. Mnie na przykład zżarły w tym roku ogórki, bo na to miały ochotę, bez kiszenia i bez popitki. Włóczą się po osiedlach. Jest coraz mniej myśliwych. Myślistwo jest niemodne, coraz mniej ludzi chce strzelać do tych zwierząt i regulować ich populację. Dlatego w tych większych lasach wprowadza się od nowa wilki po to, żeby zrobiły z tym problemem porządek. Dlaczego to wszystko mówię? Dlatego, że oczywiście jeżeli mamy do czynienia z przypadkami okaleczeń krów, różnych innych zwierząt domowych, to w takim razie również powinny być okaleczenia dzikich zwierząt.
I takie rzeczywiście są. Co jakiś czas znajduje się okaleczonego jelenia czy sarnę i ma on wszystkie ślady tego samego procesu, który zastosowano na takiej krowie. Jedyną rzeczą, która jest niewiadomą, to jest mniej więcej czas, kiedy do tego doszło. Bo o ile w przypadku zwierzęcia domowego już po kilku godzinach zazwyczaj gospodarz wie, że do tego doszło, bo kilka godzin temu jeszcze zwierzę było żywe, a nagle widzi je martwe i bez organów, to w przypadku dzikich zwierząt może to być historia przypadkowa. I tutaj może dochodzić do wielu innych rzeczy. Na przykład niektórzy strzelają tylko dla zabawy czy mordują dla zabawy i mogą wyrzucić takie zwierzę gdzieś do lasu. I w taki sposób może się znaleźć. Ale część tych zwierząt z śladami klasycznego okaleczenia, czyli brak organów, wycięty odbyt, narządy rodne, części pyska, wargi, język, oczy, leży w lesie przynajmniej od kilku dni i tej padliny nic nie rusza. I to jest właśnie jedna z charakterystycznych oznak okaleczenia. Cokolwiek tego dokonało, powoduje coś, że odstrasza to wszystkie inne zwierzęta, nawet muchy na to nie chcą siadać z jakiegoś powodu.
To z kolei kojarzy mi się, być może nie ma to żadnego związku, z podobną historią, jak na przykład gdy dogman zabija ostatni z fenomenów amerykańskich lasów. Czy tego typu stwór, czy bigfoot, kiedy zabija takie zwierzę i gdzieś tam sobie odkłada na później, nic tego zwierzęcia nie ruszy, żadne inne zwierzę tego nie ruszy. Ono będzie to mijało szerokim łukiem. I to samo dzieje się z okaleczonymi dzikimi zwierzętami. To też sugeruje coś jeszcze. Jeszcze jakiś jeden element. Ja myślę, że główny problem tego fenomenu polega na tym, że my nie jesteśmy w stanie zrozumieć, do czego to może służyć i dlaczego to może trwać. Dlatego usiłujemy to zracjonalizować w jakiś sposób, ale może się to absolutnie wymknąć wszelkiej racjonalności. I być może naprawdę Buchanan wcale nie żartował i miał rację, mówiąc, że nasza ziemia ma pełno różnych dziwnych osobników, które funkcjonują i żyją obok nas. Tyle że my tego ich wymiaru funkcjonowania, istnienia nie widzimy.
Natomiast oni są zdolni od czasu do czasu przemieszczać się pomiędzy tymi wymiarami i zdobywać najrozmaitsze różne rzeczy.Także coś takiego mi się nasunęło jeszcze.
[02:19:43] - Myślę, że możemy powolutku już otwierać naszą linię telefoniczną. Od tej chwili będziemy odbierać od państwa telefony oraz rozmowy na Skypie. Nasz numer telefonu to 32 746 00 08. Skype radio.paranormalium.pl. Oczywiście cały czas można również do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na naszej transmisji na YouTube. Można nas również znaleźć na kontach Radia Paranormalium na Facebooku, na Twitterze. Na Naszej Klasie też kiedyś byliśmy swoją drogą, na Facebooku również na koncie portalu Infra. Zapraszamy przy tej okazji do dołączenia do grup Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam przesyłać pytania drogą mailową na adres radio@paranormalium.pl.
Wiem, że tutaj Tomasz Pawlus chciał się chyba dołączyć do dyskusji, więc może dodamy go do rozmowy grupowej. Halo, halo, Tomku, czy się słyszymy?
[02:20:57] - Tak, słyszymy się. A mnie słychać?
[02:21:00] - Bardzo dobrze.
[02:21:01] - Takie pytanie w powiązaniu z wcześniejszymi wieloma wypowiedziami Piotra dotyczącymi właśnie ekshibicjonizmu zjawiska fenomenu UFO. To jest moim zdaniem idealny przykład na to, bo po prostu biorą, co im potrzeba i resztę zostawiają. Bo takie pytanie nasuwa się: jeżeli są taką rozwiniętą cywilizacją czy jakimiś bytami wyższymi, to po co oni to zostawiają? Moim zdaniem z dwóch powodów mogą zostawiać. Z jednego powodu takiego, żeby zwrócić na siebie uwagę, żeby coś w ten sposób przekazać. A drugi powód może być całkiem banalny i śmieszny, a mianowicie ich w ogóle nie obchodzi nasza reakcja. To też jest w sumie wzajemnie się zaprzeczające, ale to są takie dwa skrajne powody, dla których znajdujemy to, co znajdujemy. Drugą taką teorię i pytanie, co wy o tym sądzicie, to jest jeszcze kwestia taka, że tutaj jest, jak ja to nazywam, podwójne skrycie, czyli ktoś, wiadomo, będziemy szukać w agencjach rządowych i takich rzeczach. Ktoś chce coś przykleić, jak to mówią, mordę zjawisku, fenomenowi UFO i zrobić jakiś interes. To, o czym mówiliście, wspominaliście, machlojki związane z wirusami czy z chorobami i do tego po prostu najlepiej jest, żeby się nikt o to nie pytał.
Podpisać to, że to UFO i mamy problem z głowy. A jeszcze do Chrisa, takie na pół humorystycznie. Zwróć uwagę, Chris, że to się dzieje na terenach w Ameryce i w Ameryce Południowej. Wspominaliśmy również, że to dużo miejsce ma również w Argentynie i wszędzie tam byli Indianie, a wiadomo, Indianie mieli takich gości, którzy się nazywali szamanami. Więc może to jest jakaś taka zemsta za konkwistę i podbicie również Ameryki Północnej i wybicie ich praktycznie. To tak może humorystycznie, może nie. Jestem ciekaw.
[02:23:21] - Humorystycznie odpowiadając, wszędzie też tam byli naziści. W dużych ilościach. Argentyna, Stany.
[02:23:33] - Tak. Zaraz dojdziemy do teorii spiskowych i zaraz wszystko nam się wyjaśni. Ale mówię, te dwie rzeczy mnie najbardziej frapują. Właśnie to pozostawianie tego, bo po co? Czyli albo bo nic, bo po prostu mają to daleko w nosie, czy to zostawią, czy nie, albo chcą zwrócić uwagę. Ja już to tylko mówię w kontekście takim rozpatrywania pod kątem fenomenu UFO. Zostawiam już te kwestie stricte ziemskie, powtarzam, przy bardzo dużym spektrum pojęcia fenomenu UFO. Czy to będzie tak, jak rozmawiamy tutaj, to dualistyczne podejście, czyli czy to są obce cywilizacje, czy jakieś byty ziemskie. Jestem ciekaw waszego zdania na ten temat. To na razie tyle.
[02:24:20] - Kto by chciał się pierwszy wypowiedzieć? Może Chris?
[02:24:23] - Właściwie to nie bardzo wiem, jaką odpowiedź mógłbym udzielić, tak aby usatysfakcjonowała Tomka. Rzeczywiście wspominałem też wcześniej, że zachowanie UFO często wymyka się logice i my próbujemy znaleźć tego jakiś sens, a ono za każdym razem pokazuje, że ma wiele twarzy, wiele różnych motywów, które niekoniecznie muszą być racjonalne, sensowne, niekoniecznie muszą do czegokolwiek prowadzić. Albo po prostu my nie jesteśmy w stanie ich pojąć i zrozumieć, dlatego, że czegoś nam brakuje w tej całej układance, którą sobie budujemy. Ja myślę, że próbując odpowiedzieć na te wszystkie problemy, które tutaj wrzuciłeś nam do dyskusji, to myślę, że trzeba zacząć od samego początku, od chaosu wręcz, czyli od tego, w jaki sposób my pojmujemy UFO. My pojmujemy UFO jako właśnie zielonych ludków, którzy przybywają z odległych planet i wszystko widzimy w takim geometrycznym sensie, liniowym sensie, że to wszystko w taki sposób funkcjonuje. Natomiast ja od dłuższego czasu mam wrażenie, że to UFO i te istoty pozaziemskieTo są pozaziemskie w sensie tego, o czym od czasu do czasu wspominam. W sensie tych wymiarów, które my rejestrujemy, a rejestrują te inne istoty, które być może rejestrują tych wymiarów znacznie więcej. Dlatego myślę, że kiedy popatrzy się na historię naszej cywilizacji, to za każdym razem mamy do czynienia z istotami pozaziemskimi, tylko nazywamy ich bogami, świętymi i różnymi innymi historiami. Za każdym razem u podstaw jakiejkolwiek budowanej naszej cywilizacji, jakiejś kultury danego rejonu świata mamy ten element boski, czyli element poza naszymi wymiarami niedostępny dla wszystkich. Natomiast są tacy, którzy ten dostęp mają, którzy potrafią być pośrednikami pomiędzy tym niby Bogiem, a właściwie kimś z innego obszaru i z innego wymiaru.
Później, kiedy dochodzi do sytuacji, gdy nagle powstają te wszystkie tajne stowarzyszenia, myślimy sobie: dlaczego grupka paru osób na jednej kanapie jest w stanie stworzyć tak potężną i wpływową organizację jak Iluminaci czy parę innych grup, które powstały i zajęły się jakąś dziwną ezoteryczną wiedzą? Madame Blavatsky i parę innych osób tu mam na myśli. Nagle okazało się, że mają gigantyczny wpływ. Stworzyli organizację, którą dziś wrzucamy do jednego kotła, nazywamy masonerią, z której wynikły kolejne inne dziwne organizacje, zupełnie tajne i zajmujące się też groteskowymi rzeczami. Być może chodzi o to, że przez to, że w jakiś sposób utrzymując ciągłość tej ezoterycznej wiedzy z tej dawnej, bardzo starożytnej przeszłości, one właśnie w jakiś sposób znalazły ten portal, znalazły te drzwi do innego wymiaru, do kontaktów z tą drugą stroną, która żyje na tej samej planecie co my, tylko że żyje w innym wymiarze. Jest zbyt krótko dziś, żeby móc stworzyć przekonujący obraz tego, ale ta ciągłość wydaje się być wręcz oczywista. Od starożytnego Sumeru aż po CERN, który dziś również nie zajmuje się niczym innym, jak przełamywaniem tej płaszczyzny czasoprzestrzennej, którą my jesteśmy ograniczeni, która pozwala otworzyć te drzwi na wolność i być może kogoś tam spotkać. Jeżeli się słyszy od dyrektora CERN-u, że została wysłana informacja na tamtą stronę do tego innego wymiaru i że oczekuje się odpowiedzi na pytanie, jakie tam zostało wysłane, i mówi to poważny człowiek, i mówi to publicznie, to znaczy, że coś jest na rzeczy. Jeśli popatrzymy na organizacje ezoteryczne, które doprowadziły do szczytów władzy i potęgi Hitlera i nazistów, jak bardzo oni byli opętani tym wszystkim, i jeśli nagle skojarzymy to z niezwykłym rozwojem technologicznym, jaki w ciągu paru lat stał się ich udziałem, to wygląda tak, jakby nie tylko znaleźli drogę na tamtą stronę do kogoś innego, ale jednocześnie nawiązali z nimi jakiś kontakt, jakiś układ. Tak jak mówi Buchanan, po prostu handlowali najrozmaitszymi rzeczami.
Kto wie? Być może bardzo prozaicznymi. Być może cała ta hekatomba wojny była niczym innym, a właśnie tego typu handlem. Bardzo kosztownym handlem, bo kosztował życie ludzkie, ale dla takich maniaków jak naziści to nie miało żadnego znaczenia, bo dostawali to, co chcieli. Być może ciągle to mają, bo ja stoję na stanowisku, że niekoniecznie Hitler tę wojnę przegrał. On sam być może przegrał jako człowiek. Natomiast idea nie. Ma się ciągle świetnie. Dlatego w taki sposób na to patrzę, że to zjawisko niekoniecznie jest w formie, jakiej my byśmy chcieli widzieć, liniowej, że coś istnieje poza nami i wystarczy nam tylko bardzo dobra lunetka, żeby dostrzec coś na innej planecie, jakieś postacie, osoby, ruch, że coś się tam dzieje i ktoś tam żyje. I udowodnić sobie i całej reszcie świata, że nie jesteśmy sami w kosmosie.
Być może na to życie trzeba patrzeć zupełnie inaczej. Trzeba po prostu zdjąć klapki, które mamy na oczach tych naszych trzech wymiarów i zobaczyć, że może ich istnieje znacznie więcej. Zwłaszcza że wszystkie te teoretyczne nauki potwierdzają istnienie kolejnych wymiarów, więc to oznacza niesamowite możliwości. Także to, że coś tam jest i być może to coś jest bardzo inteligentne. Być może to coś znalazło szybciej dostęp do naszego świata niż my do ich świata i dlatego pojawia się w takich właśnie absurdalnych, dziwacznych formach i z potrzebami, których my nie rozumiemy.
[02:30:43] - Dokładnie. Właśnie w ten sposób, że my niekoniecznie musimy znaleźć po czynach przyczynę czegoś, bo nie wiemy, do czego części tych ciał mogą im służyć, a domysły tylko nas zapętlają. Mam jeszcze jedno pytanie, bo na razie żeście się skoncentrowali na okaleczeniach zwierząt, ale może wyszedłem na chwilę na dłubikację, ale chodzi jeszcze o kwestię, że tam jest parę dosyć horrorystycznych przypadków z ludźmi, gdzie była śmierć nawet. Chyba to poruszycie jeszcze. Ja tyle mam na razie, na dziś.
[02:31:34] - Spróbujemy połączyć się ze słuchaczem telefonicznym, który próbował się połączyć niedawno.
[02:31:39] - Dobry wieczór, słuchacz Edek z tej strony. Kłaniam się nisko.
[02:31:42] - Witam Edka.
[02:31:42] - Jakże ja się cieszę, że jest niedziela i panowie w komplecie. Przepraszam za taki wątek prywatny, aleJakby to powiedzieć? Krótko mówiąc, dochodzę do takich samych konkluzji jak pan Krystian Kin. Natomiast w jednej kwestii, takiej dość fundamentalnej, niestety będę w koalicji z panem Piotrem. To tyle tytułem wstępu. Panowie, kiedyś w PRL-u było takie pismo „Miesięcznik Wojskowy Przegląd Techniczny” i tam można było też znaleźć różne ciekawostki, aczkolwiek dotyczące okaleczeń również. To były lata 1972, 1974. Z tym że zawsze było to opatrzone jakimś proletariackim dokotem, że tam farmerzy sobie podkradają bydło i tak dalej. Ale można było coś wyłowić między wierszami. Natomiast nie pamiętam, gdzie wyczytałem i kiedy, bo czas upływa i nie jest to syndrom prokuratorski.
Naprawdę nie pamiętam, że miało takie zdarzenie miejsce w Ameryce Południowej w jednym z ogrodów zoologicznych, gdzie doszło również do okaleczeń na terenie tegoż ogrodu. Czy panowie coś o tym wiedzieć? Nie mogę się doczekać trzeciej i nie mogę zajrzeć właściwie w archiwum. Mam prośbę do pana Piotra Czerwiaka. Artykuł na łamach „Nieznanego Świata” ukazał się 12, 15 lat temu. Nie pamiętam autora, kto był twórcą tego artykułu, ale tytuł był „Sam zdecyduj, kto twój brat”. Jak odnaleźć ten artykuł? Byłem w księgarni „Nieznanego Świata”. Nie są w poraż z nic po prostu. Nie mogę.
A bardzo ciekawy artykuł. Tak jak mówię, 12, 15, może 16 lat temu.
[02:33:33] - Czy może pan jeszcze raz podać tytuł tego artykułu?
[02:33:35] - „Sam zdecyduj, kto twój brat”
[02:33:38] - Może Piotra zapytam poza anteną.
[02:33:41] - Nie było to ani w „Neksusie”, ani w „Faktach i fikcjach”, tylko w „Nieznanym Świecie” ten artykuł, ale odnaleźć go nie sposób. A naprawdę rewelacyjny. Nie tylko ten jeden, ale miał odniesienie do tej debaty przedświątecznej, którą panowie już zapowiedzieliście. Halo?
[02:33:57] - Dobrze, ja sobie zapisałem tutaj tytuł tego artykułu. Niestety znowu się skiepścił dźwięk na Skypie, swoją drogą.
[02:34:04] - NWO działa po prostu i tyle.
[02:34:06] - Niestety nadepnęliśmy komuś na odcisk. Na to wygląda, ale z tego, co widzę-
[02:34:11] - Ogromny szacunek, bo to jest stąpanie po kruchym lodzie, a tym bardziej dla pana Nikiny, bo w tamtym kraju to już w ogóle ten lód jest bardzo kruchy. Natomiast jeśli można chwileczkę zabrać czasu, to w tego typu sprawach myślę, że trzeba sobie czasem zarzucić taki pręgierz dyscyplinujący, bo można naprawdę wejść na temat i o! I tyle. I problemy.
[02:34:35] - No tak. Samo mieszkanie w takim państwie jak Stany Zjednoczone już bywa troszeczkę ryzykowne. Także podwójnie.
[02:34:47] - Miejmy nadzieję, idzie na lepsze. Oby było tak, jak powinno być. Bo tak jak wcześniej powiedziałem, trampki są w modzie i oby tak było.
[02:34:57] - Trampki, Adidas się palą.
[02:35:02] - Niestety. Ale to wie pan, to jest trend, trzeba zauważyć ogólnoświatowy. Ale wie pan co? Myślę, że na politykę to szkoda naszego intelektu. Przez cztery lata zajmowałem się analizą społeczną i osobową. Nigdy się nie pomyliłem w swoich diagnozach, mówię zawodowo. Natomiast zawsze myślałem, że zwariowałem. Na szczęście jestem dwóch na planecie, bo dochodziłem do takich konkluzji, które słyszę u pana Krystiana Kininy. Mało tego, mówię do radia. Coś niesamowitego.
To tyle. Pozdrawiam panowie, kłaniam się nisko i do usłyszenia.
[02:35:38] - Dziękujemy Edkowi. To był Edek, nasz stały słuchacz. I może panowie chcielibyście się jakoś odnieść do słów słuchacza? Arku?
[02:35:47] - Tutaj nie bardzo wiemy, do czego w sumie. Tak jak mówiliśmy, ten problem z okaleczeniami zwierząt ma wspólne miejsce połączenia kilku bardzo ważnych spraw. Jedną z nich jest właśnie rozwój chorób prionowych i przenoszonych właśnie tym wadliwym białkiem czy nadbiałkiem. Inna sprawa jest właśnie z tymi przybyszami skądś tam. Inna sprawa jest ze śmigłowcami, które latają i coś tam próbują, więc nie wiemy nawet co za bardzo.
[02:36:29] - Kolejne pytanie z naszej ściśle tajnej listy brzmi następująco: co sądzicie o hipotezie doktora Colma Kellehera z NIDS, znanego jako ten, który zajmował się ranczem Skinwalkera, który twierdzi, że gros okaleczeń przeprowadzają nie kosmici, ale tajna jednostka badawcza, która monitoruje w ten sposób rozchodzenie się chorób prionowych wśród bydła? Może pierwszego zapytajmy o to Arka Kocika. Arku?
[02:36:56] - Już o tym mówiliśmy. W mojej opinii jest dużo łatwiejszy, dużo prostszy sposób na to. Bo wystarczy powołać parę grantów w kilku małych uniwersytetach i po prostu dać jakieś stosunkowo niewielkie pieniądze. Nie potrzeba uruchamiać całej maszynerii. Być może, że przy okazji właśnie tych badań, tych okaleczeń ktoś na tym zyskuje, bo po prostu to jest świetne mydlenie oczu z jednej strony. Z drugiej strony właśnie ten czas, kiedy te choroby zostały w jakiś sposób ujawnione i ich rozpowszechnienie stało się... już jawne i zaczęto z tym walczyć w sposób instytucjonalny, łączy się z ilością obserwacji dokonanych mordów na zwierzętach. Z drugiej strony to nie jest jedyny powód mordowania tych zwierząt, dlatego, że w Anglii znajdowane są nawet jeże. Więc ciężko powiedzieć, żeby jeż, który nie żywi się jabłkami, tylko jakimiś kompostowcami i innymi tego typu rzeczami, mógł być miernikiem postępowania chorób prionowych. O ile jeszcze zwierzęta domowe typu kot mógł być.
Akurat mi się przypomniał kot doktora Pająka, który też podobno mu zginął i był bardzo duży. Być może jest to pierwsza ofiara zwierząt domowych, która została porwana i w jakiś sposób coś się z nią podziało. Z drugiej strony w Anglii również znaleziono fokę szarą, która została w ten sam sposób okaleczona. Tutaj można powiedzieć, że ktoś próbował zobaczyć, w jaki sposób to się przenosi na ryby, ale to chyba prościej jest złapać rybę. Jeżeli chodzi o egzekucję dokonaną na foce, to jest dosyć ciekawa rzecz, dlatego że część tych zwierząt została zabita w ten sposób, że oddzielono im kręgi szyjne. Doszło do kapitulacji. A zrobić to między czwartym a piątym kręgiem u foki jest naprawdę bardzo trudne, dlatego, że trzeba się przebić przez naprawdę bardzo grubą warstwę tłuszczu. Trzeba to trafić. Więc to nie jest takie proste do wykonania przez jakiegoś szaleńca czy nawet dosyć dobrego lekarza weterynarii, bo trzeba by było ją prześwietlić i w tym miejscu ciąć. Nie jest to takie proste.
Były też doniesienia o tym, że nawet myszy odnajdywano w ten sposób zabijane i w jakiś sposób okaleczane. To jest już kompletny odlot. Piotr tutaj mówił o przypadku w Emilicinie, gdzie Wiewolski wspominał o krukowatych. To by była któraś z kolei sytuacja, w których stado krukowatych trafia na jakiś obszar, bo mieliśmy takie przypadki w Polsce. Krukowate spadały z nieba, mimo tego, że część ich latała, część spadała z nieba, jeszcze przez jakiś czas po ziemi się tłukła i padała. Także to nie jest takie proste, jak się wydaje na pierwszy rzut oka, że to tylko badania czy tylko jeden aspekt tego zjawiska i to wszystko. To tak nie jest. Tego jest więcej i ciężko znaleźć jedną przyczynę czy jednego winowajcę tych uprowadzeń, bo na pewno niektóre z tych zwierząt zostały po prostu z pola zabrane. Dziękuję.
[02:42:07] - Krysie, gdyby to był program badawczy, na dodatek tajny, gdyby był realizowany na tą skalę, to taka tajemnica w pewnym momencie musiałaby puścić i coś byśmy się na ten temat dowiedzieli, że coś takiego rzeczywiście istnieje i funkcjonuje, i jest badane, dlatego że mamy do czynienia z dziesiątkami tysięcy tego typu przypadków. I nie tylko tu chodzi o hodowlę krów, ale także o dzikie zwierzęta przy okazji. Do tego dochodzi wiele bardzo dziwacznych czynników, które bardzo trudno jest w jakiś sposób wytłumaczyć programem badawczym, jak na przykład choćby to, do czego doszedł wspomniany już przeze mnie wcześniej Chuck Zukowski, który zauważył, że znakomita większość tych przypadków okaleczeń, jeśli rozgrywa się na terytorium Stanów Zjednoczonych, to dzieje się to w bezpośrednim sąsiedztwie 37 równoleżnika. Po prostu wystarczy zaznaczyć je na mapie. Okazuje się, że są one w dziwny sposób zorientowane geograficznie. Dlaczego? Po co? Jak? O co w tym wszystkim? Nie mamy pojęcia.
Dlatego jest tak wiele pytań w tej sprawie i nie mamy narzędzi naukowych, ażeby móc to wyjaśnić. Chcemy desperacko to wyjaśnić. Dlatego NICAP i Kelleher się za to zabrali, podobnie jak za całą historię na ranczu Skinwalkera. Ale jak w wielu podobnych tego typu przypadkach nauka okazuje się być bezradna i wymyśla nagle swoją własną metodę, narzuca swój własny sposób patrzenia na sprawę i znajduje pierwsze lepsze wytłumaczenie tylko po to, żeby w jakiś sposób móc ją zamknąć i opanować.Natomiast tak naprawdę do końca nie wyjaśnia tego, po co to wszystko jest i jak to jest. I dlatego nieoczekiwanie odpowiedzi, jakie uzyskujemy, są podobne do tych, jak egiptolodzy mówią, że jak budowano piramidy, wyciosywano je małymi młoteczkami i dłutkami, bo mieli na to wszyscy bardzo dużo czasu i sobie zbudowali taką piramidę. I podobne odpowiedzi tutaj są dawane. Dlatego jestem przekonany, i to jest wyłącznie moja intuicja, że kryje się za tym coś znacznie większego i nie jest to związane z programem badawczym. Być może tylko program badawczy, tajny program badawczy funkcjonować na obrzeżach tego fenomenu. Program badawczy, który stara się go zrozumieć i znaleźć tych, którzy są za to odpowiedzialni, dowiedzieć się, kim oni są i po co to robią, a być może i nawiązać kontakt. Natomiast te informacje nie docierają do nas.
Także tylko w tym sensie widzę jakieś zaangażowanie czarnego programu w tą całą historię. Nie inaczej. Nie to, że ona jest budowana czy tworzona przez tajny program badawczy, bo przecież takie programy nie istniały na początku XX wieku czy jeszcze wcześniej, kiedy okazuje się, że do okaleczeń również dochodziło. I wówczas nawet do głowy nikomu nie przychodziło, że może istnieć taki program badawczy, który by funkcjonował na tej zasadzie. Także fenomen jest po prostu stary. A wytłumaczenie tego w sposób naukowy przypomina to samo, kiedy tłumaczy się, w jaki sposób także powstały kręgi zbożowe. Mniej więcej na tej samej zasadzie, że to są deseczki, sznureczki i artyści. A tutaj są wredni i czarne programy z CIA najlepiej, które usiłują jakąś bardzo okropną bakterię zbadać i sprawdzić, w jaki sposób to przebiega, po to, żeby zamordować cały świat. Bo oni to kochają najbardziej, zamordować cały świat. Dlatego wydaje mi się, że to jest właśnie takie troszeczkę kneblowanie tych, którzy mają bardziej otwarte głowy, jeśli chodzi o zrozumienie tego podejścia, niż próba wniknięcia w zjawisko, które jest mroczne, okrutne i skłania do myślenia przez to, że jest rozciągnięte w czasie.
I kojarzy się z tym parę jeszcze innych dodatkowych rzeczy i fenomenów, które również w jakiś sposób wchodzą w tą tajemniczą naturę. Zresztą sam Piotr wspominał na samym początku o tym, dlaczego nie włączyć w ten sam fenomen na przykład fenomenu Chupacabry, prawda? Dlaczego nie włączyć w to Bigfoota, Dogmana? Dlaczego może nie włączyć jeszcze paru innych elementów, łącznie nawet, kto wie, z wampiryzmem? Jeżeli istnieje taka pasja, żeby poić się ludzką krwią bądź zdobywać, czy ludzką, czy zwierzęcą krwią, czy zdobywać organy, które są do czegoś potrzebne. Nie rozumiemy, do czego one mogą być potrzebne. Ale z drugiej strony spójrzmy, jak łatwo akceptujemy fakt, że skoro lew zabija antylopę, to pierwsza rzecz, do której się dobiera, to dobiera się właśnie do jej organów. Zjada najpierw serce, wątrobę. To go najbardziej interesuje, dlatego, że tam są najlepsze składniki, w większości już przerobione, gotowe do przyjęcia, do przyswojenia. Dają mu siłę, energię i zdrowie, i witalność, co jest szczególnie ważne.
I w jakiś sposób sugeruje to, że to coś, co stoi za tym zjawiskiem, potrzebuje właśnie tego samego. Być może nie dokładnie tego samego co lew, ale ma swoją własną recepturkę na to, jak być pięknym, młodym i długowiecznym. I dlatego znajduje to u nas.
[02:47:46] - Nie wiem, czy pamiętasz, Kris, ten moment taki jest w historii o incydencie w Wirginii, gdzie już złapano tam bodajże dwóch tych uporódków i później okazało się, że w ogrodzie zoologicznym zginęło tam parę zwierząt jeszcze dodatkowo. I właśnie też obarczano za śmierci, bo została z nich wyssana krew, obarczano Chupacabrę albo ewentualnie właśnie tego jakiegoś pozostałego przy życiu jeszcze uporódka, który tam wskoczył w to ogrodzenie. Czy coś na ten temat pamiętasz?
[02:48:34] - Nie, nie pamiętam.
[02:48:39] - Tylko tak przez przechodził.
[02:48:41] - Nie, ale-
[02:48:43] - Było coś takiego. Tylko że tam w Wirginii to trudno powiedzieć, co tam było faktem potem, a co nie, bo dużo na pewno dopisano, ale rzeczywiście potwierdzono, że jakieś zwierzęta padły. Ale w ogóle taką krecą robotę i pokaz własnej nieznajomości tematu to wykonała słynna „Strefa 11 – Nie do wiary”, które połączyło dwie historie: Chupacabry i historię z Wirginii, robiąc z tego jedną historię. I to było dość absurdalne, bo takie bujdy się z tego zrobiły, że ja nie mogę. Ale rzeczywiście była taka wzmianka, tak pamiętam.
[02:49:27] - No tak, jest Piotr, więc może on odpowie na to pytanie zadane przez Marka.
[02:49:33] - Dobrze, nim się do tego odniosę, to taka sprawa, o czym mówił Tomek, kiedy dzwonił, bo wydaje mi się, że mówił o tym ekshibicjonizmie UFO. Okaleczenia mogą być jego ilustracją. Natomiast podstawowy problem polega na tym, że my nie mamy wielu przypadków, które świadczyłyby o tym jednoznacznie, że możemy wiązać okaleczenia z UFO, dlatego, że ten ikonicznyUFO porywającego krowę to jest element UFO folkloru, coś, co zostało wyprodukowane. Nie wiedząc, co powoduje te zdarzenia, uznano, że to musi być jakoś połączone z UFO. Tak samo jest taka jedna organizacja ufologiczna w Polsce, która wszystko, co jest niewytłumaczalne i trudne do wyjaśnienia, uważa za robotę UFO. I tutaj też tak uznano. Natomiast przypadki, kiedy obserwowano jakieś dziwne obiekty, jednoznacznie porywające krowy, pewnie gdzieś były, dlatego że ufologia jest tak zasobna i obfita, że zdarzały się różne relacje. Natomiast nie wiemy, na ile one są wiarygodne. Faktem stwierdzonym i potwierdzonym przez różne źródła było to, że do takich dziwnych zdarzeń dochodziło, natomiast nie stwierdzono, by jednoznacznie to było związane z UFO. Coś się tam dzieje, natomiast my nie wiemy co.
Co do hipotezy Kellehera, to mogę w skrócie powiedzieć, bo na pewno nasi stali słuchacze znają tę postać. Był to facet, który zajmował się rachunkiem Skinwalkera. Samo NIC było organizacją Boba Bigelowa, który dzisiaj pracuje w przemyśle kosmicznym, a który założył tę organizację, by badać zjawiska paranormalne. I nagle okazało się, że sporządzono raport, z którego wynikała bardzo dziwna rzecz. Otóż Kelleher stwierdził, że o ile większość tych przypadków można wytłumaczyć, tak jak Ted Oliphant, kolejny badacz tego zjawiska, stwierdził, że tak samo większość tych spraw da się wytłumaczyć tym, że niektóre przypadki okaleczeń bydła nie zostały wykonane przez czynniki konwencjonalne. To znaczy nie da się ich przypisać ludziom: ani sekciarzom, ani domniemanym weterynarzom z CIA, ani żadnym innym agentom. Natomiast ta sprawa nie została dokładnie wyjaśniona. Kelleher napisał książkę „Braintrust”, która mówiła o związku tajnych badań nad prionami wywołującymi chorobę wściekłych krów a okaleczeniami bydła. I on zasugerował jako jeden z pierwszych, że może być w tym jakiś związek, że tak naprawdę w tle wszystkich tych historii zawsze stoi jakiś związek z tym, o czym mówiliśmy wcześniej, czyli z prionami, które mogły znaleźć się wśród bydła amerykańskiego przeznaczonego na mięso. I ktoś postanowił sprawdzić, w jakim stopniu potencjalne patogeny wywołujące chorobę Creutzfeldta-Jakoba u człowieka są rozpowszechnione u krów.
On twierdził, że między innymi to przedsięwzięcie zrodzone w umyśle jakiegoś wyższego funkcjonariusza jednej z wielu tajnych agencji, sekretnych agencji, doprowadziło do tego, że pomyślano, że będą udawać kosmitów i badać potajemnie krowy. Natomiast Kelleher stwierdza, że jest też taka część relacji, która nie pasuje w żaden sposób do tej hipotezy i on sugeruje, że tam gra jeszcze skrzypce ktoś trzeci. Tylko to już są takie sprawy, o których w ogóle nic nie wiemy. Czyli tu by się poniekąd sprawdziło to, o czym mówił Chris. Problem w tym, że jak my mamy ocenić kto co robi, skoro kiedy ta agencja powiedzmy z weterynarzami CIA wdała się w ten fenomen, urządziła z niego pole do takiej dezinformacji i manipulacji informacjami, że dzisiaj tak naprawdę traktowane jest to jako coś nieistniejącego i śmiesznego. A to się jednak dzieje. Tak że tak ta sprawa wygląda.
[02:54:29] - Słuchacze państwo 60. debaty ufologicznej online. Przejdziemy może do kolejnego z naszej ściśle tajnej listy pytań. Otóż Kelleher twierdzi, że niektóre przypadki pozostają niewyjaśnione i można przypisać je czynnikom właśnie innym niż ludzkie. Co on ma na myśli? I czy kiedykolwiek zaobserwowano, choć to dziwnie zabrzmi, przypadek porwania bądź zabicia zwierzęcia przez obiekt NOL? Piotrze?
[02:54:56] - Tak, był taki przypadek. Teraz staram się sobie przypomnieć, gdzie to dokładnie było. Historia wyglądała tak, że grupa drwali siedziała sobie na wzgórzu i obserwowała stado jeleni, które wyszło skądś tam i nagle okazało się, że podleciał taki dziwny obiekt w kształcie trochę dysku, trochę litery B i ten dysk podczepił pod siebie jedno ze zwierząt i z nim odleciał. To jest jeden z takich przypadków, który jest ciekawy, natomiast nie wspiera go nic więcej prócz relacji tychże drwali. Kim więc mogą być ci, którzy odpowiadają za tego typu incydenty, o których niewiele wiemy, a które mają na celu coś konkretnego? Jak powiedziałem wcześniej, nie da się wykluczyć, żeOczywiście hipotetycznie, że jakaś cywilizacja, która nas by obserwowała i chciałaby nas zbadać, to zapewne w jakiś sposób próbowałaby dowiedzieć się coś o naszym sposobie oddziaływania, o tym, jak to się dzieje, że hodujemy zwierzęta, jak rozkładają się metale ciężkie, patogeny i tak dalej. I tu właśnie rodzi się pytanie, na ile to jest możliwe, według tego, co powiedział chociażby Tomek, dzwoniąc do nas, i o czym mówiliśmy wcześniej. Chodzi o to, że te krowy są wyrzucane i znajdowane potem przez ludzi. Komuś zależy na tym, żeby wywołać wokół tego sensację, żeby wzbudzić wokół dyskusję. Natomiast wydaje się to dość dziwne, że z jednej strony jakaś inna cywilizacja po zbadaniu danego okazu wyrzucałaby z powrotem go na ziemię po to tylko, żeby ludzie mieli o czym gadać.
Równie dziwne jest zakładanie, że weterynarze z CIA robiliby to samo i z jednej strony kryliby się ze swoją działalnością, a z drugiej wyrzucaliby zabite nie tylko krowy, ale też jelenie na pastwiska, żeby potem ktoś zadawał sobie trud i pytanie o to, kto to naprawdę zrobił. Także wydaje mi się, że odpowiedź na to pytanie będzie trudna. Inna sprawa to monitorowanie częstotliwości okaleczeń, bo my o tym słyszymy coraz mniej. Chris, a czy ty masz jakieś przecieki albo informacje bardziej świeże mówiące o tym, jak obecnie ta sytuacja wygląda?
[02:58:31] - To znaczy sytuacja z okaleczeniami?
[02:58:34] - Tak. Jak są częste?
[02:58:39] - Są właśnie częste. Zdarzają się z nadzwyczajną regularnością i nie są to pojedyncze przypadki. Są to przypadki rocznie liczone w setki, a czasami nawet tysiące sztuk, które giną w różnych miejscach Stanów na rozmaitych farmach. Także zjawisko ma ciągle bardzo szeroki zasięg, natomiast z jakiegoś powodu nie ma rozgłosu. I ja myślę, że jeśli mówimy o takich najrozmaitszych historiach wykraczających poza normalność, czyli wchodzimy w tematy paranormalne, najszerzej myśląc o tym, jak tylko można, to również ktoś steruje tutaj trendami, że niektóre tematy są modne, są ciekawe, wszyscy się rzucają na piramidy, na starożytnych astronautów na przykład, bo to jest modne, a potem o tym zapominają, zajmują się czymś innym. Ktoś to kreuje. Ja to zauważyłem, że wiele tematów jest co jakiś czas albo bardzo regularnie podgrzewanych i znowu są ciekawe i atrakcyjne dla wszystkich, a o innych się zapomina. Zapomina się najczęściej o takich, bądź usiłuje się zapomnieć o takich, które są właśnie złowrogie. Tak jak złowrogie są okaleczenia, gdzie mamy do czynienia z czymś bardzo realnym, co wydarza się realnym ludziom, do których można pojechać, z nimi rozmawiać, można nawet zdążyć dojechać, zanim to zwierzę zostanie usunięte z pola. Można być na drugi dzień w tym miejscu i nie trzeba dużo zabiegów, żeby znaleźć się we właściwym miejscu we właściwym czasie.
A wiem to stąd, bo właśnie już wspominałem o książce Mezricha o Chucku Zukowskim, który tak właśnie robi. Podróżuje od miejsca do miejsca i rejestruje je z dużą dokładnością. Jako były policjant posiada wiedzę, a także szereg instrumentów, który każdy taki przypadek i jest tego wielka lista. I w tym pytaniu, jakie zadał Iwellius, była też taka część, która pytała o to, czy dokonano obserwacji, że taki NOL, takie UFO zabiło takie zwierzę. I jak się okazuje, takich obserwacji jest sporo. I właśnie to są obserwacje tych samych farmerów, którzy hodują te zwierzęta. Oni, ponieważ są czujni, obserwują swoją okolicę w tej chwili bardzo uważnie, bo ten fenomen trwa od wielu lat i oni wiedzą, że mają do czynienia z czymś bardzo groźnym, więc ciągle uważnie obserwują ten swój teren. Widzą najrozmaitsze rzeczy, wiele z nich jest wręcz zdumiewających. Na przykład taki Carl Arnold z Kolorado. Człowiek absolutnie solidny, żaden szaleniec.
Człowiek, który regularnie chodzi w niedzielę do kościoła, zamiast słuchać debat ufologicznych i żyje sobie po bożemu, bez żadnych fantazji, ogląda mecze w futbol. Wracając do domu zobaczył postać szaraka, która była zamknięta w bąblu powietrza. To jest rzecz aż wręcz zabawnie absurdalna. Przyhamował, żeby się temu dokładniej przyjrzeć. Przyjrzał mu się, temu szarakowi w tym bąblu powietrza dokładnie. I ten szarak powoli mu się rozmył i zniknął. Dojechał do domu, opowiedział o tym swojej żonie, a ona mu z kolei odpowiedziała, że na ich farmie wylądował niewielki dysk i ona ten dysk przez okno obserwowała. Była już noc, więcPobiegli na drugi dzień rano sprawdzić, co tam się wydarzyło i znaleźli tam pięć okaleczonych koni, w tym jednego źrebaka. Tu jest jedna ciekawa rzecz, która łączy te wszystkie przypadki okaleczeń: to, że zwierzęta, które są wybierane do tych okaleczeń, są to zazwyczaj zwierzęta młode, silne i pełne wigoru. Tam się nie zabija jakichś starych krów czy wyleniałych kotów.
Po prostu ta siła, to coś szuka sobie supermłodości, gdzie to coś, czego szuka, jest w najlepszej formie z możliwych do tego, aby to przejąć. Kiedy odnaleziono te zabite konie, odnaleziono również miejsce, w którym ta kobieta widziała ten dysk i w tym miejscu, gdzie on miał rzekomo stać, było takie wklęśnięcie w ziemi. Później okazało się, że w tym miejscu nie wyrosła żadna roślina przez dwa lata, gdzie ten dysk się zatrzymał. Był według ich opowieści. Inna opowieść to jest opowieść Polly Watson z Mount Vernon z Missouri. Ona z kolei widziała srebrne błyski nad swoim pastwiskiem, gdzie pasły się krowy. Zbudziła męża w środku nocy. Pojechali na to pastwisko zobaczyć, co się tam dzieje. Mieli ze sobą wszystko: strzelbę, lornetkę i mogli to wszystko obserwować. Nagle zobaczyli dziwne postaci w srebrnych kombinezonach, które nad ciałem leżącej krowy pracowały.
Były to niewielkie, bardzo niewielkie postaci. Byli absolutnie zdumieni i to zdumienie w ogóle urosło do niebotycznych rozmiarów, kiedy zobaczyli, że ciało krowy jest powoli podnoszone do pojazdu, który ma kształt konusa. Powoli unosi się w powietrze i nagle otworzył się taki hatch, takie wejście w tym konunie i stanęła tam postać, która przypominała człowieka jaszczurkę. Nie chcę powiedzieć reptiliana w tym towarzystwie. Człowieka jaszczurkę o jasno świecących oczach. I to też opowiadają ludzie, którzy nie czytają książek Marka Żelkowskiego science fiction, więc nie nabijają sobie głowy różnymi historiami, tylko opisują to, co widzą i nie fantazjują. Opowiadają to, jak jest. To są rzeczy zdumiewające i trudne do przyjęcia. Takich historii jest znacznie więcej. Dlatego ten temat ma ciągle olbrzymią przyszłość, bo ciągle przed nami stoi tajemnica do wyjaśnienia, co za tym stoi, jaka to jest siła, z czym ona jest związana.
To, co zaskakuje, to fakt, że jest ona, przynajmniej w obecnych czasach, tak skrzętnie zamiatana pod dywan, mimo że według mnie, według mojej obserwacji od jakiegoś czasu jej intensywność wcale nie ustaje. Mówi się o tym mało. Jeżeli ktoś o tym pisze, to piszą to wyłącznie lokalne dzienniki. Największy może to „Denver Post”, który nie dociera prawdopodobnie dalej niż na przedmieścia Denver. Albo jakieś bardzo lokalne gazety, które mają zasięg minimalny. A ci ludzie, którzy odbierają tą gazetę i tak o tym wszystkim doskonale wiedzą. Tak może by to widziałem.
[03:05:35] - Przypadek, o którym mówiłem, miał miejsce w roku 1999. Ten, do którego się odnosiłem przed chwilą, w pobliżu, w bardzo charakterystycznym miejscu w Górach Kaskadowych koło góry Świętej Heleny. Tamten obiekt, który porwał jelenie na oczach drwali, miał bardzo charakterystyczny pomarańczowy kolor. Nie był w ogóle podobny do obiektów UFO, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Do Arka miałbym takie pytanie, które się tutaj ciągle pojawia wśród naszych słuchaczy: co z okaleczeniami w Polsce? Bo wiemy, że takie przypadki były, że takimi sprawami zajmowali się ufolodzy starszej generacji, chociaż to były jakieś marginalne sprawy, o których niewiele było wiadomo. Ja sam się spotkałem tylko z jednym takim przypadkiem, ale nie będę ujawniał wielu informacji, bo to był raczej przypadek okrucieństwa. Prawdopodobniej na zwłokach zwierzęcia niż na żywym kocie w tym przypadku. Dostałem bardzo mało ciekawych zdjęć, które przedstawiały zwłoki zwierzęcia umieszczone w bardzo dziwnym miejscu. Autor stwierdził, że nie mogły się tam dostać w sposób naturalny.
Ale kiedy się przyjrzało temu bliżej, to było widać, bo to był opuszczony dom, że mógł to być przypadek wybitnego braku rozumu u osób, które się do tego domu dostały. Niestety nie pamiętam już, gdzie to było. Ale co z innymi przypadkami? Mieliśmy bardzo liczne przypadki, kiedy pojawiał się wpływ obiektów UFO na zwierzęta. Ale czy słyszałeś coś o okaleczeniach w Polsce?
[03:07:38] - Ja osobiście nie spotkałem się z takim okaleczeniem. Nie miałem czegoś takiego w rękach. Chociaż zdarzały się zaginięcia cieląt, ale po jakimś czasie zwykle udawało się wyjaśnić przyczynę. Przy czym ciężko powiedzieć, czy tak było naprawdę, dlatego, że parokrotnie zdarzało się, tutaj mamy na Warmii bardzo dużo melioracji drenów i niektóre studzienki są
[03:08:21] - Czy pozałamywane te przykrywki, czy po prostu pokradzione. Czasami się zdarza tak, że cielak w coś takiego wpadnie. I tutaj jest taka kwestia, czy on wpadł tam faktycznie i coś sobie zrobił i został tam znaleziony po miesiącu czy jeszcze dłużej, same prawie kości, czy został tam umieszczony przez innych. Przez jakiś czas byliśmy wszyscy poruszeni sprawą na Pomorzu działającego Pomornika, który coś robił ze zwierzętami. Zwierzęta ginęły. Odkryto, że to prawdopodobnie wałęsający się rosomak. Ale nie znamy wszystkich przypadków, dlatego że one są w sumie skrzętnie zamiatane pod dywan. Jeżeli jest obgryzienie, tak się na pierwszy rzut oka wydaje, czy wyjedzenie, ekstrakcja genitaliów, to bierze się przez pryzmat działających dzików, działających borsuków czy jakichkolwiek innych zwierząt. I to jest tyle. O wiele łatwiej jest domagać się odszkodowania od jednostki łowieckiej, jeżeli weterynarz stwierdzi, że to dzikie zwierzęta zrobiły i to jest prostsza droga do uzyskania pieniędzy.
Bo jeżeliby stwierdzono, że czegoś takiego nie dokonały zwierzęta, to kto? Trzeba szukać winnych. Rolnik wtedy straci swoje pieniądze, więc jest bardzo prosta droga do tego. Natomiast służby weterynaryjne w państwach Unii działają bardzo dobrze. Wszystkie zwierzęta są oznaczone. Wszystko to jest w tej chwili już w skoroszytach, jest to wszystko spisane. Tutaj raczej zawsze musi być opinia weterynaryjna, jeżeli coś padnie, z jakiego powodu. Inna sprawa jest ta, czy to jest właściwa opinia. To jest kwestia. Ciężko jest dostać się do takich przypadków.
Jeżeli się kogokolwiek zapytamy, czy wolałby wyjaśnić sprawę, czy wolałby dostać pieniądze, to powie: „A co mnie to obchodzi wyjaśnienie sprawy, jeżeli nie będę miał żadnych finansowych z tego, będę miał same straty”. Tak bywa. Co jakiś czas odbywały się kradzieże czy zniknięcia bydła. I tu jest też większa lub mniejsza zagwozdka, bo czasami owszem, zdarza się, że to pojedzie do jakiejś ubojni, przyjeżdżają nocami rzekomo samochody, ale każda ubojnia ma swój własny nadzór weterynaryjny i tam z każdej sztuki ubitej się pobiera próbki między innymi na badanie chorób odzwierzęcych. I to wszystko przechodzi przez weterynarię, więc to nie jest takie proste. Kiedyś było to dużo prostsze, bo prywatne ubojnie działały, mogły coś zachachmęcić. W tej chwili już tego nie ma. Zwalanie winy na zniknięcie krów na jakichś rabusiów, którzy to wywożą gdzieś, jest raczej mało prawdopodobne. Zwłaszcza że jest też z drugiej strony duża kontrola mięsa, wyrobów mięsnych, jak i to, że rolnicy chyba nawet do tej pory oficjalnie nie mogą sprzedawać swoich wyrobów. Być może, że w innych krajach jest inaczej, ale wątpię.
Wraz z całą Unią, całą tą maszyną urzędniczą idzie to w ten sposób, żeby tego nie dało się zrobić bez stosownego papiera. Dziękuję.
[03:13:16] - Próbował się do nas dodzwonić jeszcze raz Edek. Spróbujemy teraz się z nim połączyć.
[03:13:21] - Dobry wieczór.
[03:13:22] - Dobry wieczór.
[03:13:24] - Mam na imię Jakub. Ja bym chciał dodać, że te wszystkie okaleczenia, które występują, to według mnie to nie są takie na masową skalę. To są po prostu okaleczenia typowo badawcze, naukowe, które przeprowadzają różne cywilizacje, które nas odwiedzają, bo z tych wszystkich doniesień, które mamy, występują różne rasy, różne pojazdy, różne zwierzęta są badane, okaleczane, nieraz tylko brane na pokłady statków. Jeśli chodzi o okaleczanie, to naprawdę ludzie są w tym mistrzami i lepiej, żeby obcy się od nas tego nie uczyli. Dziękuję serdecznie i dobranoc.
[03:14:05] - Dziękujemy. Jakaś odpowiedź na słowa słuchacza? Może Chris?
[03:14:10] - Nie wiemy nic, kto mógłby to być, jakie to są cywilizacje, na jakie pokłady kogo zabierają i co i po co. Wiemy jedynie to wszystko z przypadków tych porwań ludzi
[03:14:25] - Ludzie są porywani i obcy czegoś od ludzi potrzebują, ale tych ludzi nie zabijają. Tu mamy do czynienia z dwoma jakościowo różnymi przypadkami, historiami. Ponieważ cały czas usiłuję uświadomić czy powiedzieć, że te przypadki nie są takie, że się wydarzają co jakiś czas i bardzo rzadko, i że fenomen zanika. Jest wręcz przeciwnie, fenomen ma się dobrze, trwa cały czas, natomiast nie jest nagłaśniany. Widocznie jest to komuś do czegoś ogromnie potrzebne, skoro trwa on praktycznie z taką samą siłą i energią jak wcześniej.
[03:15:19] - Warto dodać, że w roku 2002 taka fala okaleczeń przetoczyła się przez Argentynę. Kraj również słynący z hodowli bydła mięsnego. Co się okazało? Że tamtejszy nadzór weterynaryjny również sobie nie mógł z tym poradzić. Jeżeli ktoś chciałby wysunąć taką hipotezę, że tu jest wszystko wyjaśnione działalnością drapieżników i tak dalej, to zachęcam do znalezienia sobie akt MBA, w których była mowa o tym, jak wyglądały niektóre zwłoki. Nie wszystko się dało zrzucić na działalność tych słynnych myszy objadajek zwłok i tak dalej. Co jeszcze warto dodać do tej kwestii? Moim zdaniem najważniejsze w tym wszystkim jest coś, co może się tylko poniekąd wiąże z tym fenomenem, o którym dzisiaj mówimy, a co zauważył John Keel i o czym pisał. Chodziło mu o to, że raz na jakiś czas na Ziemi pojawiały się wybuchy aktywności podobnej działalności tak zwanych czupakabry, które jak prześledził i jak udowadniał, miały miejsce regularnie. One przybierały różną postać.
[03:16:51] - Chodziło o czupakabry? Bo tutaj tę nazwę jakoś wycięło, wycenzurowało.
[03:16:56] - Tak, chodziło o czupakabry, chociaż on nie używał tego słowa. On zwracał uwagę na to, że raz na określoną ilość lat pojawiają się ataki krwiożerczych istot, które znane są z zadawania śmierci. Może nie w masowy sposób, ale znane są strzeżenie dość dużych zniszczeń w pogłowiu zwierząt hodowlanych. Nie tylko bydła, ale i chociażby drobiu. Jeżeli prześledzimy historię, to rzeczywiście okaże się, że coś w tym jest. Jeżeli wziąć pod uwagę chociażby doniesienia sprzed wieków o pojawianiu się takich stworów, które podobnie jak czupakabra pojawiały się i znikały, chociaż w ogóle nie wiemy, czy ta czupakabra istniała, to ten wzorzec rzeczywiście jest interesujący. Może stoją za tym drapieżniki, może masowa histeria, a może coś jeszcze. Moim zdaniem mamy zbyt mało dowodów, by mówić o jakichś konkretach. Natomiast coś w tym wszystkim jest i jest to interesujące. Dlatego wszystkie osoby, które są zaciekawione tą hipotezą, która w jakiś sposób może odnosić się do tego, o czym dzisiaj mówimy, zachęcam do śledzenia książek Johna Keela.
[03:18:15] - Może jeszcze Arek chciałby coś dodać? Arku?
[03:18:18] - Mi się przypomina taki przypadek, który jest opisany w książce, która jest dostępna w archiwum lektur „Paranormalium”. Książka napisana przez Theina. Ta pierwsza książka. Nie tą drugą, a pierwszą.
[03:18:42] - „Księga tajemnic”?
[03:18:44] - „Księga tajemnic”, tak, dokładnie. Jest tam opisany taki przypadek dziewczyny, która została ugryziona przez stwory, których nikt oprócz niej nie widział. Ona trafiła do więzienia i będąc w zamknięciu w kratach została dalej kąsana przez to zwierzę. Na tyle dotkliwie, że się pojawiały ślady zębów. Oczywiście wezwano prokuratora, sędziego i tak dalej, bo ona zaczęła krzyczeć na ulicy, więc ją wzięto do więzienia, oskarżono o włóczęgostwo. Miała stanąć przed obliczem wysokiego sądu. Sędzia, prokurator i biskup chyba bodajże ją prowadzili tam i w dalszym ciągu te ugryzienia się pojawiały. Nie pamiętam, jak się skończyła sprawa, czy się przypadkiem nie skończyła umorzeniem z powodu jej śmierci. Niemniej jednak tak jak Chris mówił o przypadkach, gdzie te rany były typowo powierzchniowe, niemające żadnego wpływu na funkcjonowanie organizmów zwierząt. Tak ten przypadek mi się przypomniał, dosyć ciekawy.
Być może to w jakiś sposób nawiązuje do tego, co się dzieje w tej chwili z okaleczeniami. Jeżeli chodzi o Argentynę i w ogóle Amerykę Południową, to musimy wziąć zawsze poprawkę przy jakichkolwiek doniesieniach na ich rozdmuchiwanie takich rzeczy, dopisywanie do rzeczy prostych bardzo rozciągłych i tajemniczych historii. To po prostu przynależy do tamtego regionu i z tym należy się liczyć.Dziękuję.
[03:20:38] - A ja właśnie mam przed sobą książkę, o której Arku wspomniałeś i tutaj nie ma nic o zakończeniu tej sprawy, także właściwie nie wiadomo, jak to się skończyło. Przypadek chyba Claritty, jeżeli dobrze czytam.
[03:20:52] - Chyba tak.
[03:20:53] - Claritta Villanueva.
[03:20:55] - Tak. Ona właśnie była między innymi kąsana. Nawet w momencie, kiedy prowadzono ją w obecności iluś tam osób, ona mówiła, że zbliża się do niej jakiś stwór, jeszcze jakiś stwór i widać było ślady zębów, widać było siniaki, widać było pogryzienie w miejscach. Na początku podejrzewano o to nawet, że ona sama się pogryzła, że tak powiem. Później miejsca wskazywały na to, że po prostu nie mogła. Na plecach się ciężko raczej pogryźć samemu.
[03:21:36] - Ciężka sprawa, ale muszę ci powiedzieć, że-
[03:21:38] - Właśnie słuchajcie, trafiłem na fragment, w którym jednak jest opisany koniec tej sprawy. Może ja go przeczytam. „Trwająca kwadrans droga do szpitala więziennego była koszmarem dla burmistrza Manili, lekarza sądowego, dziewczyny i kierowcy samochodu. Gdy się już tam znaleźli, ataki skończyły się i stan Claritty zaczął się poprawiać. Już nigdy więcej nie przeżyła czegoś podobnego”.
[03:21:59] - Musimy powiedzieć, że w przypadku histeryków, jak to dawniej nazywano, istniała bardzo długa historia o tym, jak oni potrafili na przykład demonstrować bardzo różne zdolności parapsychiczne, wchodząc w specyficzny stan świadomości. Znamy historię o histerycznej ślepocie i to jest najlżejsza chyba forma tego fenomenu. Ale były przecież przypadki, kiedy osoby pogrążone w jakiejś formie ekstazy religijnej potrafiły na zawołanie albo w hipnozie, bo to też było ciekawe, w hipnozie wywoływać u siebie stygmaty. Także myślę, że w tym przypadku odpowiedź leży gdzieś na linii związku umysłu i ciała.
[03:22:47] - Chcę do nas jeszcze raz dołączyć słuchacz telefoniczny. Spróbujemy się połączyć. To tym razem musi być Edek.
[03:22:57] - Dobry wieczór.
[03:22:58] - Dobry wieczór.
[03:22:59] - Dobry wieczór. Tym razem to słuchacz Edek. Tak. Wcześniej to nie ja, ale sprowokowany pomyślałem sobie, że zatelefonuję do panów jeszcze raz. W kwestii dwoistości tego fenomenu, to myślę sobie, że jest to dość prosty zabieg socjotechniczny, który ma miejsce na wielu płaszczyznach. Jeśli chce się ukryć jakąś prawdę, której nawet same te trzyliterowe firmy mogą nie do końca rozumieć, bo gdzieś tam na samym szczycie jest jakaś świadomość tego, która jest prawdopodobnie bardzo niesympatyczna, to robi się takie wrzutki, jak już tutaj pan Nikina czy pan Piotr powiedział, że kręgi w zbożu, dwóch panów dziadków, którzy tam sobie z kijkami. Żeby rozmyć temat lub też żeby ewentualny badacz goniący tego króliczka utknął w szczegółach, żeby się rozmienił na drobne, a tutaj żeby zawsze jakiś sceptyk był, który z boku powie, bądź to klakier lub też pożyteczny i tutaj nie powiem, wiecie panowie jaką osobę mam na myśli, powie: „No tak, ale tam były przypadki takie, że to helikopter i tak dalej”. Przyjmują na klatę te FBI, CIA, jak zwał tak zwał, czy inne tego typu instytucje świadomie pewien rodzaj odpowiedzialności po to tylko, żeby temat rozmyć i potem w odczuciu społecznym nawet na płaszczyźnie osób, które w ogóle nie interesują się tego typu kwestiami, był taki argument, że tak, ale tam to było dwóch panów z kijkami, a tutaj to helikopter. Robią badania, bo choroba. Ja tutaj liczę na ciepłe słowa ze strony pana Piotra, bo z tego, co wiem, to jest historykiem.
Ja na przykład historię chorób prześledziłem i przeanalizowałem na przestrzeni 7000 lat i wiele innych rzeczy, tego typu kwestie, ale to kiedyś jeszcze opowiem. To tyle w kwestii. Tym razem był słuchacz Edek. Pozdrawiam, kłaniam się.
[03:25:10] - Dziękujemy, pozdrawiamy również. Panowie, chcielibyście się odnieść jakoś, czy możemy przechodzić do pytania o okaleczenia ludzi?
[03:25:19] - Tutaj bardzo ciekawie wtrącił. Faktycznie zawsze się znajdzie ktoś. Tutaj mieliśmy przypadek właśnie z kręgiem zbożowym w Doroszewie, gdzie do zrobienia go przyznały się dzieci, które powiedziały, że się po prostu bawiły i się zrobił krąg, który jeszcze wykazywał swoje właściwości kilka lat po zaistnieniu i łatwo go było odnaleźć po śladach zróżnicowanego wzrostu trawy. Tak bywa czasami.
[03:25:56] - Drodzy słuchacze, teraz przechodzimy do ostatniego z naszej ściśle tajnej listy pytań, ale to pewnie jest pytanie, które bardzo interesuje większość z was, żeby nie powiedzieć wszystkich. Otóż okaleczenia zwierząt to jedna sprawa, ale co z okaleczeniami ludzi? Czy takie przypadki również się zdarzają? Z badań Bacza, Łytkowskiego, Witkowskiego wynika, że tak. Piotrze?
[03:26:25] - No właśnie, tutaj od trzech godzin z dużym hakiem dyskutujemy o tym, co zabija zwierzęta. Teraz zwróćmy uwagę na to, czy to samo może się dziać z ludźmi. Ja nie odniosę się do badań Witkowskiego dlatego, że pewnie panowie będą mieli w tym temacie dużo do powiedzenia. Ja wtrącę trzy słowa o pewnym zdarzeniu, któreMiało miejsce w Brazylii, i o którym już nieraz mówiłem i które uważam za jeden z najciekawszych.
[03:26:52] - Coś mi świta, że chyba wiem, o którym zdarzeniu będziesz teraz mówił.
[03:26:56] - Tak, chodzi mi o falę nad kilkoma stanami, która wędrowała znad zatoki São Marcos do ujścia Amazonki i odpowiedzią, na co była słynna operacja Spodek. Dlaczego o tym mówię w kontekście okaleczeń ludzi? Dlatego, że był to jeden z niewielu przypadków, gdzie można z dużą dozą pewności powiedzieć, że działo się coś, za co możemy obwiniać ufonautów w trwiej kości, bo wyglądało to tak. To był rok 1977. Na wskazanym obszarze zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Obserwowano mnóstwo latających kul świetlnych. Często to światło przygasało. Widoczne były wtedy wnętrza obiektów. To były nieduże obiekty, ale świadkowie zaczęli opowiadać, że wychodzą z nich jakieś postaci. Nieprzyjemnie wyglądające, małe, niektóre robiły jakieś pomiary.
Ta fala UFO się posuwała w dziwny sposób w kierunku ujścia Amazonki, koncentrując się nad kolejnymi obszarami. To wyglądało tak, jakby ta siła była zainteresowana konkretną partią terenu i dokuczała bardzo miejscowym. Bo co się okazało? Oprócz zainteresowania wszystkim, bo te obiekty latały w taki nieskoordynowany sposób, trudno było powiedzieć, o co im chodzi. Może robiły jakieś pomiary, może miały jakieś poważniejsze plany. Ale oprócz tego te obiekty atakowały ludzi. Nie zawsze były to śmiertelne porażenia, ale kilka takich było. Niestety, ponieważ to był temat ostro nacenzurowany w tamtym okresie, to sprawą zajęło się bardzo niewiele osób mimo wszystko. I tak naprawdę operacja Spodek, która została zorganizowana przez Regionalne Dowództwo Sił Powietrznych brazylijskich w Belém, to była odpowiedzią tylko na jedną serię incydentów w mieście Colares i okolicach. Natomiast tego było znacznie więcej.
W Colares akurat żyła lekarka, pani Carvajal, która leczyła osobiście kilka osób porażonych przez te obiekty, które oni nazywali chopă-chopă. I twierdziła, że dwie z nich zmarły. Przynajmniej po bezpośrednim kontakcie z tymi obiektami zmarły. Dlaczego o tym mówię? Dlatego, że pojawiły się informacje, że osoby, które te latające kule świecące dopadły, znajdowały się w chwilowym stanie odrętwienia. I potem przynajmniej w kilku przypadkach, z czego takim najsłynniejszym był incydent z udziałem pani Claudomiry Paes Leme, gdzie została porażona przez ten obiekt, śpiąc w pokoju razem z dziećmi. I nagle pojawiła się istota, która zaczęła coś tam majstrować przy niej. Okazuje się, że kilka osób tego nie przeżyło. Zostało w tak dotkliwy sposób potraktowanych tym oddziaływaniem, które było porównywalne do silnego porażenia prądem, że wcale człowiek nie musiał zostać trafiony jakąś wiązką. Po prostu pojawiał się obiekt i to oddziaływanie na człowieka w jakiś sposób wpływało.
Bardzo różnie o tym opowiadano. W każdym bądź razie było ofiary śmiertelne i było ich dość sporo. I teraz pytanie, w jaki sposób się to odnosi do tego, o czym dzisiaj mówiliśmy? Bo okazuje się, że jest jakaś siła, grupa, która zwierzęta kroi. I jeżeli nie są to weterynarze z CIA albo innej agencji, to kto? Czy ten sam ktoś może odpowiadać za takie przypadki jak to, co stało się obiektem zainteresowania operacji Spodek? Bo abdukcje to już inna sprawa. Porywanie ludzi i przeprowadzanie na nich eksperymentów. Wiemy, że to jest tylko jedna strona abdukcji. One mają 10 innych poziomów i warstw, o których się możemy tak naprawdę domyślać.
Natomiast ta sprawa z Brazylii była taka, że coś tam wykonywało swój eksperyment i się za bardzo z tym nie kryło. I to był eksperyment taki czysto fizyczny, bez podtekstów, bez oddziaływania na jakąś podświadomość i tak dalej. I teraz pytanie, czy rzeczywiście jakaś inteligencja z obcej planety może się dopuszczać takich bezpośrednich ataków na ludzi w celach badawczych na przykład, tak jak było w Brazylii? I okazuje się, że przez lata w ufologii panowała taka zgodność co do hipotezy o pozaziemskim pochodzeniu UFO i o tym, że są to dobrzy bracia z kosmosu, że nie zwracano uwagi na mnóstwo doniesień. I częścią z tych doniesień były przypadki, kiedy obiekty UFO albo domniemane bliskie spotkania z nimi kończyły się dla świadków tragicznie. Takich przypadków było, okazuje się, sporo.W samej Ameryce Południowej. Ale nas szczególnie interesują przypadki, kiedy świadkowie zostali potraktowani w ten sam sposób co te biedne krowy na pastwisku. I tymi sprawami zajął się między innymi Budz Witkowski, który jest Polakiem z pochodzenia i jednym z niewielu ufologów, którzy się tym trudnym tematem okaleczeń ludzi zajmują. I tutaj oddaję głos Chrisowi.
[03:33:27] - Myślę, że troszeczkę rozczaruję może ciebie i słuchaczy, dlatego, że po przyjrzeniu się tym tak zwanym badaniom, jakie robił Budz Witkowski, one nie wyglądają dla mnie przekonująco. On rzeczywiście próbuje w jakiś sposób ugryźć ten trudny temat, bo on jest rzeczywiście trudny, ale w głównej mierze opiera się na informacjach z trzeciej ręki albo kompletnie anegdotycznych. Opowiada na przykład o tym, że gdzieś w Egipcie znaleziono w taki sposób okaleczoną całą rodzinę, ale nie pokazuje tego zdjęć. Nie ma żadnych dokumentów, nie bardzo wiadomo, czy ta historia się wydarzyła. Ktoś gdzieś coś widział. Następna jego historia mówi o tym, że cała grupa B-52, który spadł w czasie wojny w Wietnamie w dżungli, żołnierzy amerykańskich została w taki sposób okaleczona, co miał sfotografować fotograf wojenny, który był w tej ekipie, która odnalazła ten samolot w dżungli. Też nic nie mamy na ten temat, oprócz tego typu historii i plotek. I takich historii on opowiada więcej. Taka najbliższa, z którą on miał kontakt, to była historia właśnie z Pensylwanii, bo on jest z Pensylwanii. Wydarzyła się w Montour Ridge, gdzie znaleziono w lesie człowieka, który był martwy.
Był tylko w slipkach i miał wyraz przerażenia na twarzy. Nie wiem, dlaczego on go zalicza do tych okaleczeń, bo nie wspomina nic, co by mu się mogło stać. Wiadomo jedynie tyle, że zawieziono go do szpitala i po przeprowadzeniu podstawowej sekcji okazało się, że ten człowiek ma sporo kokainy w sobie. Jest jeszcze jeden przypadek, który opisuje. Jest to przypadek sierżanta Jonathana Luet, który w 1956 roku miał być w taki sposób okaleczony jak dziś okaleczane są krowy na poligonie w White Sand w Nowym Meksyku. I to są historie Budza Witkowskiego, które po prostu mnie nie przekonują. Jedyna dobra historia.
[03:36:00] - Zanim o tym opowiesz, to już będę się żegnał. Chciałem powiedzieć wam do widzenia.
[03:36:07] - Czy w imię ojca. Jak się żegna, to się w imię ojca.
[03:36:11] - I chciałem dodać tylko, że rzeczywiście wiesz co mnie dziwi u tego Witkowskiego? Że on twierdzi, że był byłym policjantem. Z jednej strony cały czas leci na tej swojej opinii, a z drugiej strony podaje takie informacje, które w śledztwie co raczej byłyby brane, szczerze mówiąc... Chyba że wie coś więcej, a nie mówi. Bo on też robi takie dziwne wrażenie, ale jest w tym jakiś rozdźwięk. Nie zauważasz tego?
[03:36:44] - Właśnie dlatego też tak jakoś jest. Mało tego mięsa w tym kotlecie, nie ma za mocno co ugryźć.
[03:36:51] - To jest tak, że on na przykład mówi, że tak. Są wykłady i tak dalej. Ale kiedy szukamy konkretów, to już lepiej u Paulidesa poszukać, co nie?
[03:37:01] - Oczywiście, absolutnie. Paulides ma wszystko jak w raporcie policyjnym. Nazwiska, daty, miejsca.
[03:37:06] - Tylko że u Paulidesa czasami po prostu z tych ludzi nie zostawało nic. Coś ich dopadło najwyraźniej, bo takich przypadków było mnóstwo. Teraz ich nie przytoczę. Przecież te jego książki to mają w sumie chyba z 5000 stron.
[03:37:25] - Albo ludzie znikali, albo znajdowano jakieś szczątki, albo części ich ubrania. Tam jest wiele niesamowitych historii.
[03:37:33] - Bo tam były takie wzorce. Że coś im na przykład zabierało pewne rzeczy. Tu jest taka analogia, że krowom ginęły określone części ciała, a na przykład ludziom ginęły określone rzeczy: buty, broń.
[03:37:51] - Tu strasznie przerywa. Nie wiem, czy mnie słychać.
[03:37:55] - Mhm.
[03:37:55] - Czy mnie słychać? Halo?
[03:37:57] - Słychać cię cały czas, Chrisie.
[03:37:59] - Czy mnie słyszysz?
[03:38:01] - Tak. I tam wiesz. Houston. Houston. Mamy znowu problem. Chciałem tylko dodać, że-
[03:38:09] - Przerwało Chrisa na amen. Halo, halo, Chrisie, czy się słyszymy?
[03:38:13] - Tak.
[03:38:13] - Gdzieś porwało Piotra. Mam nadzieję, że jest cały i nieokaleczony.
[03:38:18] - Tak, już jestem. Ja tylko chciałem dodać, że u Paulidesa, bo trudno jest przestudiować go w całości, bo on też trochę robi taki błąd, że powinien zrobić taką książkę, która by miała 200 stron i były najciekawsze przypadki opisane, bo w jego książkach jest trochę wszystkiego, łącznie z takimi sprawami, które chyba nie powinny tam trafić. Ale te najciekawsze sprawy pokazują, że tak jak krowy były ogałacane z określonych części ciała, tak ludzie byli ogałacani z określonych rzeczyEkipunku. I teraz pytanie: czy to robili dzicy ludzie? Ale nie Sasquatchy, tylko ci dzicy ludzie, o których oni rzadko mówią, czyli ci zdziczali ludzie. Czy może stoi za tym coś ciekawszego? Mnie jeszcze u Paula Idesa zaciekawiła ta sprawa z Alaski, tych dwóch braci, którzy zaginęli i coś ich wcięło. Po jednym znaleźli tylko trampki i rower w rzece. Wyprzedzili go koledzy, on został z tyłu i potem przepadł totalnie. A kilka lat później brat, który intensywnie go szukał, wybrał się na przejażdżkę skuterem i zniknął w takich samych okolicznościach.
To był jedyny przypadek u Paula Idesa, kiedy mówiono wprost, że kolesia mogło porwać UFO, choć znaleziono potem jego skuter. Mnie się wydaje, że Witkowski opowiada ciekawe rzeczy, tylko że jest jeden problem. Jeżeli ma o tym jakieś informacje i jeżeli mówi, to zakładając, że mówi prawdę, ufając mu, powinniśmy uznać, że coś może w tym być. Natomiast szczerze mówiąc przerosł formę nad treścią. Tak bym to określił. Nie wiem, jak to, Chris, skomentujesz. Ja się będę powoli żegnał ze wszystkimi. Dziękuję za dzisiejszy odcinek, a za tydzień spotykamy się na bardzo kontrowersyjnej debacie pod tytułem „Czy jesteśmy czyjąś własnością?”. Do usłyszenia.
[03:40:34] - Dziękujemy Piotrze. Do usłyszenia. Spokojnej nocy. Oddajmy głos Chrisowi.
[03:40:40] - Spokojnej nocy.
[03:40:40] - Tym pierwszym elementem, który wzbudził moją nieufność, jest ta historia z Wietnamu. Ona teoretycznie powinna mieć jakieś źródła w dokumentacji, bo to jest wojsko, więc takie rzeczy są zapisywane. A superforteca B-52 to nie jest igła, żeby nagle zniknęła. Nie ma z tej historii nic oprócz samej legendy. To już pokazało, że jeżeli on opiera się na legendzie, gdzie nie ma ani jednego najmniejszego źródła i traktuje to jako coś, co się wydarzyło, to być może w podobny sposób traktuje inne rzeczy. I rzeczywiście wiele tych historii, które on opowiada, funkcjonuje w bardzo podobny sposób. Albo jest to naciągana historia, że doszło do okaleczenia człowieka przez jakąś siłę dziwną, albo jest to historia, która funkcjonuje wyłącznie w legendzie. Jedyna historia, która u niego ma jakieś ręce i nogi, ale on nie jest wyjątkiem, nie on ją odkrył, jest to ta historia z Guarapiranga w Brazylii, gdzie znaleziono w lesie, w dżungli człowieka, który został okaleczony w taki sam sposób, jak okaleczane są krowy, wręcz w klasyczny sposób. Wszystkie te organy, które pobierano z krów, pobrano od niego, wykastrowano go, pobrano części jego krocza, pobrano jego wargi, jego język, organy wewnętrzne. Straszliwie zmasakrowano jego ciało.
Dla ciekawostki tylko, że jedyne co mu zostawiono, tak jak napisano w raporcie z tego spotkania, bo raport z tego znalezienia tego ciała tego nieszczęśnika w tak straszliwy sposób okaleczonego. W raporcie jest sporo zdjęć. Zdjęcia są makabryczne, ale ten cały przypadek jest bardzo dobrze zilustrowany i pokazuje, że do takich okaleczeń może dochodzić w przypadku również ludzi. To mi przypomina jeszcze jeden przypadek, o którym wspominała Linda Moulton Howe i jest to przypadek, kiedy doszło do okaleczenia kobiety w Ohio i wydarzyło się to w sytuacji jakby przypadkowej. Bo spójrzmy na to, co się dzieje. Z jednej strony mamy okaleczenia zwierząt, ale prawie nie mamy wcale okaleczeń ludzi, natomiast ludzi porywa się i dokonuje się zupełnie innych doświadczeń na nich. Na przykład od mężczyzn pobiera się spermę, od kobiet komórki jajowe. Niekiedy dokonuje się jakichś dziwnych doświadczeń, których celu i sensu nie mamy. Porywa się, ale zostawia się tych ludzi przy życiu. Ci ludzie wracają z powrotem, nie są zabijani, w przeciwieństwie do zwierząt, które służą zupełnie do czegoś innego.
I nagle w Ohio dochodzi do przypadku, kiedy jest takie okaleczenie, gdzie kobieta jest rzeczywiście w fatalny sposób zmasakrowana. W taki sam sposób, jak robi to ta siła z tymi nieszczęsnymi krowami. Linda Moulton Howe próbując analizować, jej analiza mi się bardzo podoba, a jest ona wielkim autorytetem w tej dziedzinie. To właśnie ona napisała dwie książki na ten temat, nakręciła program telewizyjny. Kiedy ona analizowała tę historię, jak ona się wydarzyła, uznała, że to, co się przydarzyło tej kobiecie, to przydarzyło jej się z tego względu, że przez przypadek i dlatego, że miała pecha. Podkreśla jeszcze jedną rzecz, bardzo ważną, że ta siła, to coś, co stoi za tymi okaleczeniami, nie jest siłą perfekcyjną. Popełnia również błędy i prawdopodobnie w tym przypadku ta kobieta nakryła to coś, tego kogoś na tym, co robił, na tym okaleczeniu.Po prostu go nakryła. Ten ktoś się nie zorientował, że jest obserwowany. Kiedy to dostrzegł, było już za późno i musiał coś z tym zrobić. Dokonano okaleczenia tej kobiety w Ohio.
I to jest jeden z bardzo nielicznych przykładów, kiedy dochodzi do okaleczeń ludzi. Z jakichś powodów ludzi się nie okalecza w taki sposób jak te nieszczęsne zwierzęta. Jeżeli są prowadzone jakieś badania na ludziach, jeżeli dokonuje się eksperymentów, to musimy zdać sobie sprawę, że każdego roku dziesiątki tysięcy ludzi ginie bez śladu. Wychodzą z domu, nigdy nie wracają i nigdy ich nie odnajduje. W przypadku kiedy są wojny, są to setki, a czasami miliony osób, z którymi nie wiadomo, co się stało. Po prostu odparowały. Nikt nie ma pojęcia, co się z nimi wydarzyło. Nikt nie potrafi powiedzieć, jaka jest ich historia. Być może tutaj uwikłana jest jakaś inna mroczna rzecz w tę całą sytuację, ale na co dzień, według mnie przynajmniej, może Arek będzie miał inne zdanie niż ja, nie mamy do czynienia z tym samym fenomenem, który jest w przypadku tych nieszczęsnych zwierząt. Jeżeli przytrafia się to człowiekowi, przytrafia się to ekstremalnie rzadko i tylko w wyjątkowych sytuacjach.
Może w ten sposób. Dzięki. Arku?
[03:46:14] - Słusznie uważasz, że mam nieco inne zdanie w tej kwestii. Ten przypadek, o którym mówiłeś z Brazylii, z tymi świetnymi zdjęciami trafił też do pani Lindy, która poszła z tymi zdjęciami do wojskowych i oni określili to, że to jest działanie Orange Agent, czyli defoliantów, które kiedyś były zrzucane między innymi na Wietnam, które palą ciało. Nie zwrócili uwagi na to, że ten człowiek ma faktycznie bardzo silne obrażenia, a to określa to, że wiele takich spraw z okaleczeniami, nawet jeżeli są odnajdywane, mogą być tuszowane, żeby nie wzbudzać paniki. Bardzo wielką panikę, tak jak mówiłem wcześniej, w Anglii, w Stanach Zjednoczonych też podejrzewam, wzbudziła informacja o możliwości zarażenia się pionami. To może zburzyć cały sektor gospodarki nawet. Taka informacja, że przelatują światła i porywają i okaleczają, jest naprawdę bardzo zatrważająca i może dużo złego zrobić. Jedną z takich sytuacji była już omawiana w którejś z wcześniejszych debat historia Zygmunta Adamskiego, który w Anglii został odnaleziony na szczycie usypanego węgla przeznaczonego do sprzedaży. Był inaczej poubierany niż powinien. Jeżeli ktoś ma jakieś wątpliwości, czy można kogoś zanieść do góry i zostawić, to niech spróbuje się wdrapać z workiem 50-kilogramowym na szczyt węgla. Węgiel ucieka spod nóg i człowiek zapada się głębiej niż po kolana i ciężko jest w ogóle wejść na taką hałdę.
Nie wspominamy jeszcze, a wydaje mi się, że warto o tym wspomnieć, o Przełęczy Diatłowa. Tam grupa młodych ludzi, która zamarzła i została zabita w równie okrutny sposób, miała podobne obrażenia. Tam też brakowało części twarzy, obcięty język. I zwalanie winy na to, że w zimnym strumyku była przez dwa miesiące, to raczej niekoniecznie. Ten strumyk był faktycznie zimny, ale zanim rozmarł, to tam nie upłynęło dwóch miesięcy. Poza tym ona zamarzła, a to tak szybko nie rozmraża i nie odpada. Do tego jeszcze kolor skóry i dziwne napromieniowanie tych ciał. Także to nie jest takie bardzo rzadkie, jak by się wydawało. Na pewno dużo rzadsze niż w przypadku zwierząt, ale za okaleczenia zwierząt odpowiada według mnie nie tylko ta jedna siła. Tego jest więcej.
Nie wiemy, kto za nami stoi. Nie wiemy, jak naprawdę świat wygląda. Znamy świat tylko na podstawie tego, co potrafimy sami dotknąć, a coraz bardziej wydaje się, że to jest bardzo mało. Dziękuję.
[03:50:21] - Ja, jeśli można, odpowiem, bo zapisuję te przypadki. Trzy przypadki. To są przypadki, w których ponosi śmierć człowiek, który spotyka się oko w oko z nieznanym. Być może właśnie z UFO, z kosmitą czy z czymś innym. Przełęcz Diatłowa, Adamski. Ale my tutaj mówimy dzisiaj o okaleczeniach i jedną z absolutnych najważniejszych rzeczyW tej serii przypadków dokonuje się chirurgicznego usunięcia organów. Nie robi się tego tak jak na przełęczy Diatłowa, gdzie jest brutalna siła, gdzie mamy połamane żebra, gdzie są zmasakrowani ludzie. To jest zupełnie inna historia. Te dwie historie mają się nijak. Być może jest w to uwikłana jakaś siła pozaziemska, natomiast nie jest to przypadek, który można zapisać do przypadków, gdzie dochodzi do okaleczenia, nawet jeżeli brakuje tam jakiejś części ciała.
Bo okaleczenie w tym sensie-
[03:51:32] - Akurat jeżeli są połamane żebra i połamane w trakcie życia danej osoby, a nie ma śladów widocznych na skórze po uderzeniu jakimkolwiek, więc zdecydowanie nie można tego nazwać użyciem bezpośrednio jakiejś siły.
[03:51:56] - Dlaczego nie?
[03:51:57] - Musiało wystąpić coś innego.
[03:51:59] - To znaczy nie siła? Siła, tylko jakiegoś innego rodzaju. Natomiast okaleczenia te, o których dzisiaj rozmawiamy przez parę godzin ostatnich, jest to precyzyjna chirurgia. Są to ci diaboliczni chirurgowie, weterynarze, tak ich nazwijmy w absolutnym cudzysłowie, którzy dokonują absolutnie perfekcyjnych cięć. Oglądałem masę tych makabrycznych zdjęć. Na przykład wymiak krowy i sutki wyjęte tak, jakby ktoś wyjmował korkociągiem. Idealne kółka wycięte w niej, żeby to wszystko wyjąć. Podobnie idealne nacięcia, żeby perfekcyjnie dostać się do jakiegoś organu w ciele. Często są to bardzo niewielkie otwory, na przykład trzy-, czterocentymetrowe i ta wątroba czy jakieś inne podroby są wręcz wyssa-
[03:53:06] - Chrisa nam urwało. Chrisie, urwało nam cię jakoś pięć sekund temu.
[03:53:12] - Za dużo. Chyba zdeptałeś prawdę, bo cię wycięło.
[03:53:16] - Jakie urwało?
[03:53:17] - Jeszcze raz powtórz, co powiedziałeś. Zobaczymy.
[03:53:24] - Dobrze. Powtarzam jeszcze raz, że wspólnym mianownikiem tych wszystkich okaleczeń jest to, że są chirurgicznie perfekcyjne i są podobne do siebie przez to, że giną organy, dokonywane są cięcia, że niekiedy dokonuje się takich cięć, na przykład, że usuwane są sutki bądź pępek takiego zwierzęcia z pępowiną wewnątrz w sposób taki, jakby ktoś zastosował korkociąg, ale bez tej śrubki, która wyciąga korek. Po prostu wyjął sobie ten fragment. To pokazuje, że narzędzia, których ktoś używa, są kompletnie nam nieznane. Sam fakt tego, że wspólną rzeczą, która łączy te przypadki, jest na przykład brak krwi. Wypompować z krowy takie morze krwi, trzeba mieć niezłą pompę, którą trzeba podłączyć do serca i wypompować. I jeszcze zrobić to tak, żeby się kropla nawet z niej nie uroniła. Tak że jest to coś absolutnie niezwykłego. I kiedy mówimy o tych przypadkach, nie mówimy o jednym, pięciu przypadkach, 20 przypadkach. Mówimy o tysiącach, mówimy o dziesiątkach tysięcy przypadków, które wyglądają bardzo podobnie do siebie.
Tak to wygląda. Jeżeli chodzi na przykład o różne choroby i historie, jak ta historia z tym Agent Orange. Agent Orange nie słyszałem o tym, żeby urywał jajka. Przepraszam za wyrażenie.
[03:54:51] - Właśnie chodziło mi głównie o przedstawienie tego, że mimo wszystko Linda, mimo swojego image'u superbadacza, gdy dostała te zdjęcia, o których ty mówisz, że ewidentnie widać, że ktoś ma wyciętą część twarzy, genitalia, drenaż odbytu i tak dalej. Ona mówi o tym, że zadziałał Agent Orange.
[03:55:30] - Ale z drugiej strony dziesiątki tysięcy innych ludzi również były potraktowane tym Agent Orange i nie mają tego typu objawów. Natomiast mają problemy na przykład-
[03:55:41] - Są poparzeni, a nie mają właśnie tego typu objawów. O to mi chodzi w gruncie rzeczy.
[03:55:47] - Natomiast jeśli chodzi jeszcze o Lindę, którą ja osobiście bardzo lubię, nawet znamy się osobiście też, ona ma takie swoje też jazdy. Na przykład wierzy w globalne ocieplenie albo masakrycznie wierzy w potęgę medycyny i doktorów. Poza tym jest fanatyczną wegetarianką. Być może te wszystkie rzeczy tworzą wspólny mianownik tego, że taka jest, a nie inna, ale przy okazji jest też świetnym badaczem. Świetnie przeprowadza najrozmaitsze wywiady i świetnie opisuje każdy przypadek, nad którym pracuje. Dlatego można się z nim zgodzić bądź nie zgodzić. W tym przypadku można się raczej nie zgodzić z tego względu, że ta ilość zdjęć, którą zrobiono temu człowiekowi, nieszczęśnikowi w Guarapiranze, pokazuje, że te wszystkie ubytki, jakie on tam ma, są wręcz takie same jak te, które dokonano na krowach. A trudno powiedzieć na tej samej zasadzie, że te krowy polewają Agent Orange i się nic nie dzieje tym farmerom, którzy tam żyją.I z tymi krowami ciągle przebywają. Mnóstwo ludzi tam się kręci, takich jak właśnie Zulkowski, o którym cały czas mówię i paru innych. W ogóle jest cała grupa policjantów, którzy badają te sprawy, używają coraz lepszego sprzętu, dochodzą do coraz bardziej interesujących wniosków.
I gdyby to był Agent Orange, to ktoś wcześniej czy później by na to wpadł. To jakaś musiałaby być dziwna, ostra odmiana. Tak nawet bimber z radawy nie działa.
[03:57:32] - Co się dzieje z tym truchłem? Bo jeżeli mówisz, że to są setki, nawet tysiące krów, coś z tym truchłem, co pozostało, musi się dziać. Co się teraz z tym dzieje?
[03:57:49] - Truchło jedzie do weterynarza albo weterynarz dokonuje na miejscu, pobiera próbki.
[03:57:57] - Na miejscu. Musi zobaczyć miejsce też.
[03:57:59] - Tak. I wypisuje swoje oświadczenia. Natomiast truchło się spala w krematorium i to wszystko.
[03:58:09] - Aha. Czyli tak jak u nas.
[03:58:12] - Dlatego, że do końca nie wiadomo z czym. To są też względy sanitarne. Po prostu nie wiadomo do końca, z czym ma się do czynienia, ponieważ zakłada się zawsze, że może istnieć jakaś pomyłka, więc gdyby coś miało zostać, a przecież tego nic nie chce tknąć. Nie żrą tego robale, nie rzucają się na to myszy, omijają to ptaki. To się powoli rozkłada. Właściwie to się wysusza na taką mumię. Dziwne to wszystko jest, więc w związku z tym lepiej to spalić i mieć to z głowy.
[03:58:47] - W Europie u nas jest zasada, że wszystkie tego typu rzeczy się pali. Tak samo jest-
[03:58:58] - Tu też się pali i chyba większość ludzi nawet się w tej chwili pali niż się grzebie, bo miejsca coraz mniej i coraz droższe na cmentarzu, więc w słoiczku się fajnie wygląda teraz. Modnie i ekologicznie.
[03:59:11] - Mhm.
[03:59:14] - W jakimś tam fajnym. A jeszcze z takich innych historii, już nie ludzkich, nie dotyczących człowieka. Wszystkie te historie, które dzisiaj opowiadamy, są nieludzkie wręcz. Tych historii, które dotyczą właśnie tego okaleczenia. Ciekawa historia wydarzyła się w 2012 roku w Norwood w stanie Missouri, gdzie właśnie dokonano takiego okaleczenia krowy. I ten gospodarz, właściciel tej krowy, on się szybko zorientował, narobił rabanu strasznego i zadzwonił do swojego kolegi, który był policjantem. Ten kolega, on się hobbystycznie zajmuje, żyjąc na tym terenie, hobbystycznie zajmuje się tymi sprawami, więc przyjechał samochodem wyładowanym sprzętem policyjnym. Plus przyjechał z kolegą fotografem policyjnym, żeby fachowe zdjęcia mu fotograficzne do uwiecznienia tego całego przypadku zrobił. I kiedy badali trup tej krowy, on nagle wyjął wykrywacz metali i zaczął nad tą krową tym wykrywaczem sobie ją badać. I nagle ten wykrywacz zaczął piszczeć.
I on w tym wykrywaczu miał zamontowany taki dodatkowy instrument, który identyfikował metal, z jakim ma do czynienia. I on patrzy na ten ekranik i pokazuje mu, że wykrył w tej krowie kawałek platyny. Bardzo się zdziwił. Zaczął rozmawiać ze swoim fotografem, przyglądać się, gdzie to jest. Kiedy wrócił wykrywaczem w to samo miejsce, tego czegoś już nie było w tym miejscu. Zaczął szukać dalej po tej krowie. Okazało się, że robił pościg za jakimś ruchomym implantem, który się przesuwał w tej krowie w różne miejsca. I mówi to policjant, który ma fotografa policyjnego jako swojego kolegę i tego farmera, który jest właścicielem tej krowy i jeszcze jedną osobę. I nagle w tym wszystkim, kiedy oni są zdumieni, nie wiedzą, co robić, nagle dzieje się rzecz dziwna. Nagle zaczyna się ostro chmurzyć.
Nie wiadomo, czy to ma coś wspólnego, ale kto wie, być może właśnie ma. Zaczyna się ostro chmurzyć i chmury są takie, że oni muszą natychmiast zwijać cały sprzęt. Dlatego, że to jest teren, gdzie powstają tornada, a z tornadami tam nie ma absolutnie żartów, więc oni muszą zostawić tą krowę, zabierają sprzęt, chowają się do bunkra i tam te pół godzinki przeczekują, aż się sytuacja uspokoi. Kiedy wracają, nie znajdują już żadnego metalu w tej krowie. Ale to, co stwierdzają, to to, że ta krowa to była krowa w ciąży. Kiedy przed tą burzą badali tą krowę, ciągle ten cielak martwy w jej brzuchu był. Kiedy wrócili, wyszli po tej burzy z bunkra, cielaka już nie było. Czyli to coś, co dokonało tego okaleczenia, wróciło i dokończyło robotę. I być może właśnie wzięło ze sobą ten kawałek metalu platynowego, który wykrył ten policjant, on się nazywa Ken Stork, który go wykrył wykrywaczem do metali, który być może też rzuca lekkie światełko na to, jak może wyglądać tego typu abdukcja i tego typu okaleczenie, że być może właśnie jest to jakieś inteligentne narzędzie, które właśnie dokonuje tego typu cięć i masakry w organizmie, na przykład krowy, wycinając z niej organy w jakiś sposób. Opisuje takie narzędzia w powieści niejaki Baldin.
Jest to powieść pod tytułem „In the League With the UFO”, czyli „W tej samej lidze co UFO”. I on opisuje właśnie tamTakie urządzenia inteligentne znalezione na pokładzie rozbitego spodka, które dokonują różnych rzeczy. Jest historia opisana taka, że jeden z naukowców przygląda się temu urządzeniu z wielką uwagą, zbliża do swojej twarzy i w tym momencie to urządzenie uruchamia się i wyjmuje mu oko. Wyjmuje w taki sposób, że on nie krwawi. Oczywiście każdy może powiedzieć, że to jest powieść, że to jest wszystko wymyślone, że to jest taka sobie historyjka, ale w dzisiejszych czasach przy tego typu historiach i tajemnicach albo zrobią z człowieka wariata, albo straci swoje życie, jeżeli na coś trafi. Także, żeby o czymś powiedzieć, czasami może lepiej jest użyć fikcji literackiej, tak zwanej, by móc powiedzieć, co za tym stoi. Cała historia niezwykle interesująca z tymi właśnie inteligentnymi narzędziami, które jedno z nich, bo jest o tym powieść, ale jedno z nich właśnie widział Ken Stork i jego kolega fotograf też widział to urządzenie, które w pewnym momencie schowało się w ucho krowy i oni widzieli, że w tym uchu ono jest. I kiedy uciekali do tego bunkra, ten fotograf jeszcze w ostatnim momencie odciął tej krowie to ucho, wierząc, że tam będzie się znajdował ten obiekt. Ale okazało się, że nie było go, że zdążył ten obiekt zniknąć i kiedy już wrócili na miejsce, w krowie nie było żadnego metalu, mimo że kilku świadków i policjant, który to robił, widzieli, że coś tam jest i to coś się porusza. Także to taka historia.
Co do tych tak zwanych dupnych tematów, bo już kończymy ten nasz dzisiejszy program i dlaczego to coś za tymi krowami gania i wycina z nich różne rzeczy. Szczególnie lubi krowią dupę, krótko mówiąc, bo 96% przypadków okaleczeń to jest pierwszy przysmak, na jaki się rzuca.
[04:04:56] - Krótko mówiąc urwanie dupy.
[04:04:58] - Urwanie dupy takiej krowie. Jest dupa, a później jest język. I jest inna książka, która też jest w pewnym sensie fikcją literacką, ale też ciekawie opisuje tą całą historię. Jest to książka Johna Daltona pod tytułem „Cattle Mutilations” i jest tam próba wyjaśnienia tego, co za tym stoi. Tam mówi się wprost o tym, że stoi za tym jakaś pozaziemska inteligencja, która funkcjonuje w innym wymiarze i która kiedy ma ochotę, jest w stanie się objawić człowiekowi i temu głównemu bohaterowi ona się objawia, ta postać. Ta postać siebie samą nazywa Mełe. Krótko mówiąc strasznie śmierdzi gównem, ale to okropnie. Na to zwraca uwagę ten główny bohater i dochodzi do wniosku, że to od tych krowich dup niestety, że przedobrzył. I on mu tam tłumaczy, ten Mełe śmierdzący, że oni robią to po to, że w gruczołach ssaków są bardzo potrzebne elementy im do życia i funkcjonowania na tej planecie, po to, żeby móc się międzyprzestrzennie poruszać. Jakkolwiek może jest to powód naiwny, coś być może w tym wszystkim jest.
Mnie się jeszcze oprócz tego skojarzyło, bo dzisiaj kojarzymy ze sobą różne fakty, nawet wplątaliśmy w to chupacabrę, a ja wplątam jeszcze poczciwego bigfoota, bo ten poczciwy bigfoot też śmierdzi jak kupa. Większość świadków, którzy miała bliskie spotkania z bigfootem, o tym właśnie zaświadcza, a bigfoot stanu Floryda to nawet się nazywa skunk ape, czyli małpia skunksia, bo tak strasznie śmierdzi, a w ich gorącym klimacie ten smród jest ciężki do zniesienia. I tym może optymistycznym akcentem zakończę moją przydługą wypowiedź. Dzięki.
[04:06:59] - Nie odpowiedzieliśmy na jedno pytanie. Zawsze w dobrym kryminale, a tu taki się szykuje, jest zawsze powód, dla którego zostają morderstwa wykonane i on określa wykonawcę. Tutaj nie doszliśmy do tego dlaczego.
[04:07:21] - Powiedziałem, że w tych właśnie gruczołach, bo zauważcie panowie, znikają gruczoły przede wszystkim. Gruczoły, które coś produkują, produkują witaminy, enzymy, różne inne rzeczy. Co do znajdywania rzeczy, to tak mi się przypomniało właśnie, że jak tu bardzo dawno temu jechałem na ten piękny kontynent, do tego pięknego i bogatego kraju, gdzie podobno pieniądze ludzie nie zarabiają, tylko zbierają z ziemi, bo leżą wszędzie. Idę sobie, idę tym lotniskiem, ciągnę dwie ciężkie walizki nie wiadomo po co. Patrzę, pod nogami leży 100 dolarów, ale trzymam te walizki i trzymam. Nie mam gdzie ich położyć i pomyślałem sobie: „A od jutra będę zbierał”.
[04:08:08] - No tak.
[04:08:09] - I tymi humorystycznymi akcentami docieramy do końca naszej dzisiejszej debaty. Panowie, czy może chcielibyście jeszcze coś dodać? Parę słów na koniec? Czy w ogóle da się dodać jeszcze parę słów? Może na początek Chris?
[04:08:24] - Myślę, że trudno jest ją podsumować w paru sensownych zdaniach. Natomiast jedyne to, co można powiedzieć, to z pewnością, że problem jest i jest on bardzo poważny. Myślę, że trzeba go ustawić w tej grupie problemów, które warte są ścisłej obserwacji i myślę, że notowania kolejnych tego typu przypadków, dlatego że zjawisko, jakie za tym się kryje, jest niepokojące, bulwersujące i do końca, ponieważ go nie rozumiemy, nie rozumiemy też, jakie konsekwencje za sobą niesie i do czego on służy, i w jaki sposób działa. Dlatego myślę, że nie należy przysypiać, tylko rozglądać się dookoła, uważać na kamienie spadające na głowę i na inne elementy.
[04:09:11] - Czego życzę słuchaczom i sobie również. Arku?
[04:09:16] - W dalszym ciągu nie wiemy kto i dlaczego. Chris mówi, że z powodu gruczołów dokrewnych coś się dzieje z tymi biednymi zwierzątkami. Według mnie w dalszym ciągu nic specjalnie nie wiemy oprócz tego, że coś takiego się dzieje. Bardzo mało takich informacji dociera do nas. Trzeba naprawdę bardzo skrupulatnie szukać, żeby cokolwiek znaleźć wartościowego. Dużo jest przekłamań i dużo konfabulacji na ten temat, czego przykładem był ostatni słuchacz. Trzeba umieć dojrzeć zakretycyzm w wiadomościach, które do nas docierają z jednej strony. Z drugiej strony, jeżeli słuchacze mają dostęp do kół łowieckich, do osób, które zajmują się wypłacaniem odszkodowań za szkody poczynione przez zwierzęta dzikie, dobrze by było, gdyby spróbowali dowiedzieć się, czy na ich terenie nie było tego typu rzeczy, o których opowiadaliśmy. Myśliwi, patrosząc setki zwierząt rocznie, na pewno z łatwością rozpoznają te, które zostały nie przez nich rozczłonkowane w taki, a nie inny sposób. Taki właśnie, jaki opowiadaliśmy.
Trochę długi. Dziękuję.
[04:11:13] - I tak oto dotarliśmy-
[04:11:15] - Przejść do Radia Paranormalium.
[04:11:17] - I tak oto dotarliśmy do końca 60. już debaty ufologicznej online. Dziś dyskutowaliśmy o okaleczaniach ludzi i zwierząt. Debatę od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”, a dzisiaj po drugiej stronie Skype'a byli z nami: nieobecny już na Skype Piotrek Cielebiaś z „Niespanego Świata”, współprowadzący nasze debaty, oraz obecni jeszcze Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. Dzięki jeszcze raz, Marku.
[04:11:45] - Dzięki. Dobranoc.
[04:11:47] - Oraz Chris Miekina z serwisu Nowa Atlantyda. Dzięki jeszcze raz, Chrisie.
[04:11:52] - Ja również dziękuję i do następnego spotkania.
[04:11:54] - A temat kolejnej debaty ufologicznej online, która odbędzie się już za tydzień, to: „Czy jesteśmy czyjąś własnością?” Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień. Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Numer telefonu 32 746 00 08, 32 746 00 08. E-mail radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl oraz Skype radio.paranormalium.pl. Czekamy na twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.