[00:02] - Portal Infra prezentuje Paralaxa, spojrzenie Chrisa Miekina. Witam wszystkich w zmartwychwstałej Paralaksie, mówi Chris Miekina. Właśnie minęła kolejna rocznica wydarzeń 11 września 2001 roku. Niewątpliwie zmieniły one świat i to wcale nie na lepsze. Nasze życie prywatne nagle przestało być prywatne. Rozmaite agencje słuchają i nagrywają naszych rozmów telefonicznych. Możni tego świata ze swoimi niezliczonymi organizacjami wtrącają się niemalże w każdy aspekt naszego życia, które każdego dnia staje się przez to coraz bardziej ograniczone, a nawet jak chcą niektórzy zniewolone. Na temat ataku na World Trade Center w Nowym Jorku wylano już ocean tuszu, próbując odpowiedzieć na proste pytanie: co naprawdę wydarzyło się tamtego dnia 12 lat temu? Kto naprawdę jest za to odpowiedzialny? I wreszcie kto czerpie korzyści ze zmian, radykalnych zmian, jakie zaszły w świecie po tym ataku?
Wiele opinii na ten temat brzmi niezwykle radykalnie, zwłaszcza że na ich potwierdzenie wciąż brakuje zdecydowanych i bezpośrednich dowodów. Na ich tle jednak informacje i argumenty, jakie przedstawia Kevin Ryan, autor książki pod tytułem „Another Nine Teen", „Inna Dziewiętnastka", brzmią niezwykle logicznie, zwłaszcza w świetle konkretnych materiałów, jakimi dysponuje Ryan, wskazując, że to, co wydarzyło się 11 września 2001 roku na Manhattanie, różni się bardzo od oficjalnej wersji wydarzeń. Kevin Ryan był kierownikiem laboratorium chemicznego w firmie Underwriters Laboratory, która zajmuje się przeprowadzaniem ekspertyz wytrzymałościowych na materiałach budowlanych użytych do tworzenia struktur takich jak drapacze chmur. Firma ta w latach 60. dokonała wielu testów mających określić odporność na pożar metalowych konstrukcji użytych do budowy Twin Towers na Manhattanie. W wyniku testu wyznaczono normy wytrzymałościowe, które określały, do jakiego stopnia budynek i jego struktura są w stanie wytrzymać wypadki, jakie mogą się wydarzyć podczas jej użytkowania. Obok odporności na pożar brano również pod uwagę odporność na uderzenie przez obiekt latający tak duży jak na przykład samolot pasażerski. Doświadczenia takie przeprowadza się w olbrzymich piecach i w przypadku World Trade Center stwierdzono, że metalowe kolumny oraz elementy, z których budowano stropy kolejnych pięter, są w stanie wytrzymać przez wiele godzin intensywny pożar. Materiały zastosowane do kładzenia stropów miały wytrzymać w ekstremalnie wysokiej temperaturze pożaru przez trzy godziny, a stal użyta do budowy kolumn nawet cztery godziny. Na pierwszy rzut oka nie wydaje się to zbyt dużo, jednak daje to nieco do myślenia, gdy uświadomić sobie fakt, że jedna z wież runęła po zaledwie 56 minutach trwania pożaru.
Typowa temperatura pożaru w pomieszczeniu biurowym to około 650 stopni Celsjusza. Laboratorium określiło normy wytrzymałościowe materiału po zbadaniu jego zachowania w temperaturze 1100 stopni Celsjusza, bo taka panowała w olbrzymim piecu, gdzie stalowy model stropu trzymano przez wiele godzin. Test ten przeprowadzano wielokrotnie. World Trade Center został także zaprojektowany w ten sposób, aby wytrzymał uderzenie samolotu pasażerskiego, co zostało stwierdzone przez architekta i inżyniera budowlanego Johna Sillinga, który był odpowiedzialny za wykonanie budynku. Dopilnował on między innymi tego, że wszystkie metalowe komponenty użyte do budowy World Trade Center posiadały odpowiedni certyfikat potwierdzający ich wytrzymałość na ogień i wysoką temperaturę. 11 września 2001 roku wszystkie te certyfikaty i badania w sposób zaskakujący nie znalazły swojego potwierdzenia. Zaskakujący, bo benzyna lotnicza płonie w temperaturze niższej niż wyposażenie biur i jest to około 500, 600 stopni Celsjusza. Także badający przebieg wypadków National Institute of Standard and Technology zgodził się oficjalnie, że benzyna ta wypaliła się kompletnie w ciągu kilku minut od uderzenia samolotu w budynek. Tak więc benzyna lotnicza była odpowiedzialna jedynie za początkową eksplozję. Wobec tego pożar budynku musiał być podtrzymywany przez wyposażenie biur i ostatecznie doprowadził on do stopienia się konstrukcji.
Kiedy zorientowano się, że takie oświadczenie poddaje w wątpliwość oficjalną teorię na temat upadku wież, NIST poprawił wszystko ten zapis w raporcie i słowo „stopienie" zastąpił słowem „zmiękczenie". Ale to nie był koniec poprawek. Siedem miesięcy później słowo „zmiękczenie" zastąpiono słowem „osłabienie". Kevin Ryan dotarł do tej dokumentacji i jako jeden z wysoko postawionych menedżerów UL rozpoczął w 2003 roku zadawać niewygodne pytania. Zwłaszcza gdy stało się jasne, że atak, jaki miał miejsce na Manhattanie, stał się przyczyną gigantycznej wojny, w której USA odgrywało pierwszorzędną rolę. Ryan chciał uzyskać odpowiedź od zarządu swojej firmy, w jaki sposób zbadane przez nią materiały budowlane nie spełniły swojej roli. Nikt jednak nie potrafił tego wyjaśnić, jak mogło dojść do takiego spektakularnego zniszczenia wieżowców i jak połączyć to z oficjalną wersją wydarzeń, potwierdzoną między innymi przez National Institute of Standard and Technology. Raport Instytutu ignorował zupełnie testy, jakie przeprowadzono w Underwriter Laboratory. Nie wykorzystał ich we własnym śledztwie, mimo że wyniki tych doświadczeń wskazywały, że stropy World Trade Center nie powinny puścić w sytuacji, do jakiej doszło 11 września 2001 roku. Temperatura, jakiej wówczas poddana była konstrukcja wieżowców, oceniona została na poniżej 260 stopni Celsjusza.
Ryan napisał wówczas do rządu, informując o swoich wątpliwościach, co skończyło się wyrzuceniem go z pracy z UL. Ryan jednak nie rezygnuje i do dziś walczy o swoje. Samego siebie uważa za patriotę, którego obowiązkiem jest ratować swój kraj przed ruiną finansową i moralną, w jaką popadł w wyniku tak zwanegoWojny z terroryzmem. Chce on nie tylko prawdy w sensie akademickim, ale także personalnym i jego celem, a także życiową misją, jest znalezienie konkretnych ludzi, jacy stali za wypadkami 9/11. Oficjalnym powodem wyrzucenia Ryana z pracy było wystawienie na szwank interesów klienta i partnera, którym w tym przypadku był NIST, czyli National Institute of Standard and Technology. Ryan dotarł także do ludzi, którzy opracowali sfałszowaną później ekspertyzę NIST. Ludzie ci nieoficjalnie przyznali, że firma wywarła na nich olbrzymią presję, aby poparli oni polityczne wyjaśnienie ataku na World Trade Center. Takie działanie naukowców zatrudnionych w instytucjach państwowych nie jest niczym nowym. Wyniki pracy zatrudnionych w państwowych uniwersytetach naukowców często są fałszowane, bo mają służyć określonym celom politycznym. Tak było, żeby nie szukać dowodów zbyt daleko, choćby ze słynnym globalnym ociepleniem.
Nie znaczy to oczywiście, że wśród naukowców nie ma ludzi uczciwych. Być może jednak brakuje im odwagi, aby powiedzieć prawdę, ryzykując tym samym utratę swojego miejsca pracy. Wnioski w raporcie opracowanym przez NIST zostały napisane przez innych ludzi niż ci, którzy przeprowadzili testy po zniszczeniu budynków, co dodatkowo skomplikowało sytuację. W swojej książce Ryan rozważa także rolę, jaką odegrały w tych wypadkach amerykańskie siły bezpieczeństwa, które gdyby atak rzeczywiście został dokonany przez arabskich ekstremistów, powinny z łatwością do niego nie dopuścić. Nawet w przypadku porwania samolotów zareagować powinny siły obrony powietrznej kraju i wysłać w ich kierunku uzbrojone myśliwce. Ale tak się nie stało. Wiele do życzenia zostawia także sposób, w jaki rozpadły się jak domki z kart trzy budynki World Trade Center. W sławnym reportażu z ataku na Twin Towers dziennikarz telewizji BBC stoi przed budynkiem nr 7 kompleksu World Trade Center, opowiadając o zniszczonych dwóch wieżach. Nagle coś siadło na łączach i kiedy obraz powrócił, okazało się, że z budynku nr 7 już nic nie zostało. Rozsypał się sam z siebie bez widocznego powodu.
To efektowne rozsypywanie się potężnych budynków dla wielu znawców tematu przypomina planowe wyburzanie. Żaden z najlepszych inżynierów budowlanych nie jest w stanie do dziś wytłumaczyć, co sprawiło, że wieżowce rozpadły się w tak spektakularny sposób. Wielu ekspertów nie bierze jednak pod uwagę tego, że budynki mogły być podminowane. Trudno sobie inaczej wyobrazić tempo przyspieszenia, w jakim budynki zamieniły się w kupę gruzu. Setki śrub i nitów musiały puszczać jednocześnie w ciągu ułamków sekundy, aby mogły one runąć w taki idealny sposób. Na zdjęciach, jakie zostały robione podczas posuwania się wież, widać także coś, co przypomina wystrzały, czy raczej eksplozje, które pochodzą ze strefy poniżej tej, która lada moment ma się zapaść. Oprócz tego wielu świadków zeznało oficjalnie, że widziało błyski ognia i słyszało huk eksplozji, co dokłada się do wielu poszlak wskazujących na użycie materiałów wybuchowych do zburzenia World Trade Center, których w żaden sposób nie udałoby się wnieść porywaczom samolotu pasażerskich użytych do zainicjowania zniszczenia budynków. Ameryka jest jednak tak wstrząśnięta tym, co ogląda w swojej telewizji, że w tym zdumieniu nie reaguje i posłusznie kupuje oficjalną wersję wypadku. Choć może wygląda to tak tylko z boku. Mieszkam w tym kraju już jakiś czas i wiem, że miliony Amerykanów ma inne zdanie.
W 2006 roku przeprowadzono na przykład badania opinii publicznej, które wykazały, że aż trzydzieści sześć procent Amerykanów uważa, że ich rząd był w jakiś sposób uwikłany w wypadki jedenastego września lub na nie przyzwolił, przez co USA mogło mieć pretekst do wojny na Bliskim Wschodzie. Tego podejścia jednak nie podzielają żadne z wielkich mediów w Stanach, przez co można odnieść wrażenie, że Amerykanie uwierzyli w oficjalną wersję. W międzyczasie wojna trwa już nieprzerwanie od dziesięciu lat i Polska jest w nią również uwikłana. Tytuł książki Ryana to "Another Nine Team", inna dziewiętnastka. Liczba dziewiętnaście oznacza dziewiętnastu młodych arabskich ekstremistów, którzy porwali cztery samoloty pasażerskie i rozbili je o wieże Twin Towers, doprowadzając je do zniszczenia i śmierci tysięcy ludzi. Miał im przewodzić na odległość oczywiście Osama bin Laden i Khalid Sheikh Mohammed i byli oni w stanie zaskoczyć wart biliony dolarów amerykański system obrony kraju. Jednak czytając raport komisji badającej przebieg wydarzeń jedenastego września 2001 roku, trudno nie oprzeć się pewności, że są rzeczy, których nawet najbardziej fanatyczni terroryści nie byli w stanie fizycznie zrobić. Dlatego tytuł książki Ryana jest metaforyczny i dotyczy tych innych dziewiętnastu osób, które były w stanie czegoś takiego dokonać w taki sposób, jaki został przeprowadzony podczas ataku. Ryan, który przez sześć lat zajmował się techniczną analizą upadku budynków, ostatnie swoje lata poświęca na odnalezienie ludzi za to wszystko odpowiedzialnych. Na szczycie tej drabiny stawia Ryan dwóch podejrzanych.
Pierwszym jest ówczesny sekretarz obrony USA Donald Rumsfeld, którego prezydent Nixon określił jako bezwzględnego małego sukinsyna, a drugim kontrowersyjny wiceprezydent Dick Cheney. Ryan uważa, że obaj ci ludzie mieli doskonałą pozycję pozwalającą kontrolować przebieg wydarzeń dwanaście lat temu. Polityczna kariera Rumsfelda zaczęła się w latach sześćdziesiątych, kiedy podjął pracę w prywatnej agencji wywiadowczej, co później pomogło mu na zrobienie kariery w polityce. Był on członkiem Kongresu przez wiele kadencji i protegowanym prezydenta Geralda Forda. Jako młody człowiek został członkiem administracji Nixona, a potem Forda, gdzie był szefem jego kancelarii. Później został najmłodszym sekretarzem obrony, by wiele lat później, za prezydentury George'a Busha juniora, zostać najstarszym w historii USA sekretarzem obrony. Już w latach dziewięćdziesiątych dał się poznać jako człowiek, który lubi konfrontację. Założył wówczas organizację neokonserwatystów znaną jako Project for New American Century, PNAC. Organizacja ta stała się znana ze swego radykalnego i interInterwencjonistycznego podejścia do rozwiązywania politycznych problemów. W 2001 roku Rumsfeld był autorem interesującego stwierdzenia, że nikt ani nic nie zmieni Ameryki, jeśli nie wydarzy się drugie Pearl Harbour.
Podczas ataku 11 września Rumsfeld nieoczekiwanie zniknął na ponad trzydzieści minut, mimo że był drugim po prezydencie Bushu najważniejszym człowiekiem Ameryki. Condoleezza Rice, która była wówczas narodowym doradcą w kwestii obrony, nie była w stanie go zlokalizować. Rumsfeld tłumaczył się później, że wyszedł na parking zobaczyć, czy może w czymś pomóc. Brzmi to bardzo szlachetnie, ale pomoc dla rannych nie jest tym, czego się oczekuje od sekretarza obrony kraju, który został właśnie zaatakowany. Nawet jeśli pomagał innym, to był nieobecny w momencie, kiedy prezydent potrzebował jego rady najbardziej. Od tego są inne służby przeszkolone na taką ewentualność. Inna sprawa, że sam prezydent Bush tego dnia również nie był łatwy do znalezienia. Kiedy Rumsfeld wreszcie się odnalazł na zebranym w pośpiechu spotkaniu w Pentagonie, miał powiedzieć, że atak na Nowy Jork to nie wszystko, bo Pentagon też może stać się celem następnego ataku. Jego prorocze słowa spełniły się w ciągu następnych kilku minut, kiedy w budynek Pentagonu uderzył jeszcze jeden samolot. Dick Cheney z kolei dał się poznać w latach dziewięćdziesiątych, kiedy aktywnie uczestniczył w wywołaniu pierwszej wojny w Zatoce Perskiej.
Pretekstem były zwykłe kłamstwa, które Cheney poparł wówczas swoim autorytetem. Pierwszym z tych kłamstw była rzekoma koncentracja armii irackiej na granicy z Arabią Saudyjską, co spowodowało zgodę Saudów na wkroczenie armii amerykańskiej na jej terytorium i pomoc w wyzwoleniu Kuwejtu. Innym kłamstwem było rozprzestrzenianie wiadomości, że okrutni żołnierze iraccy po wkroczeniu do Kuwejtu wyjmowali z inkubatorów dzieci, które później umierały na posadzce w szpitalach. Podczas ataku na World Trade Center Cheney znajdował się w bunkrze, skąd kontrolowano przebieg wydarzeń. Kiedy specjalna komisja senacka rozpoczęła śledztwo w sprawie ataku 11 września, Dick Cheney sprawił, aby maksymalnie zmniejszyć fundusze, jakie komisja ta miała do swojej dyspozycji. Kwota, którą ostatecznie jej przyznano, była zaledwie jedną dziesiątą tego, co przyznano na przykład komisji, która badała seksualne kłamstwa Clintona. Były sekretarz do spraw transportu Norman Mineta, który przebywał w tym czasie z Cheneyem, miał słyszeć, że ówczesny wiceprezydent jest na bieżąco informowany o zbliżającym się do Waszyngtonu samolocie. Młody człowiek miał przekazywać Cheneyowi meldunek, że samolot jest w odległości pięćdziesięciu mil. Człowiek ten powrócił za chwilę, mówiąc, że samolot jest już dziesięć mil od celu, pytając także, czy wydane rozkazy nadal obowiązują. Cheney miał wówczas odpowiedzieć, że rozkazy oczywiście nadal obowiązują.
Takie zeznanie zostało spisane przez komisję badającą przebieg i przyczyny ataku na World Trade Center. Oficjalnie jednak nikt nie wiedział o samolotach lecących w stronę Nowego Jorku i Waszyngtonu. Mimo to Mineta uparcie podtrzymuje swoją wersję do dziś. Na swojej liście podejrzanych, innej liście dziewiętnastu, umieszcza Kevin Ryan także innych najwyższych dostojników państwowych amerykańskiej administracji za czasów rządów George'a Busha, takich jak choćby dyrektor CIA George Tenet i dyrektor FBI Louis Freeh. Inne nazwiska to Clark, Brenner, Wolfowitz. I co jest dziwne, ci sami ludzie dużo wcześniej byli promotorami bądź uczestnikami innej wielkiej amerykańskiej wojny, wojny w Wietnamie. Wykazuje on w książce, że każdy z nich wyciągnął z wydarzeń 11 września jakieś korzyści dla siebie w postaci zysków politycznych, promocji na wyższe stanowisko, a także udziału w radach nadzorczych największych amerykańskich korporacji. Autor Kenneth Philip w jednej ze swoich książek powiedział, że Wietnam był ziarnem, z jakiego wyrosła wojna w Iraku, a ludzie, którzy uczestniczyli w tej wietnamskiej wojnie, chcieli znów poczuć się bohaterami, ale tym razem wojny zwycięskiej. Jak widać, zawsze znajdą się ludzie, dla których nie jest problemem, aby spokojnie patrzeć, jak płonie świat. Dziś, po dwunastu latach od zniszczenia Twin Towers, świat wydaje się jeszcze bardziej zmierzać w kierunku kolejnej totalnej wojny, w której nikt nie jest w stanie pozostać obojętny.
Takim zagrożeniem są działania rozmaitych agencji bezpieczeństwa szpiegujących nie tylko Amerykanów, ale potencjalnie każdego obywatela naszej planety. Wykazały to choćby rewelacje Edwarda Snowdena, który w międzyczasie zniknął z pola widzenia niezwykle skutecznie przy udziale mediów, które skrzętnie unikają wymieniania jego nazwiska. Jednocześnie dla ogromnej masy ludzi fakt szpiegowania ich prywatnego życia nie ma większego znaczenia i jest przyjmowany z niezwykłą obojętnością. Na naszych oczach rośnie także inne zagrożenie, tym razem ze strony dronów, za pomocą których nie tylko szpieguje się ludzi, ale także się ich zabija w krajach, z którymi oficjalnie nie prowadzi się wojny. W samym USA do patrolowania wewnętrznej strefy powietrznej wyznaczono już trzydzieści tysięcy dronów. Wygląda na to, że uwadze Wielkiego Brata nie ujdzie nawet wrzucony nielegalnie do paek papierosa. Jak długo w takich warunkach będziemy mieli dosyć odwagi, aby pytać o fakty i żądać, aby z dokonania ich rozliczyli się wszyscy za nie odpowiedzialni? To wszystko w dzisiejszej Paralaksie. Dziękuję Infra za produkcję i Radiu Paranormalium za emisję. Mówił Chris Miekina.
Do usłyszenia. Cześć. Produkcja i realizacja Portal INFRA www.infra.org.pl