Transkrypcja oparta jest na napisach przygotowanych dla potrzeb wstawienia tej audycji na YouTube. Może się zdarzyć, że transkrypcja nie będzie zawierała oznaczeń wyciętych elementów (np. w niektórych audycjach z relacjami świadków, gdzie osoba wypowiadająca się prosiła o wycięcie czegoś przed publikacją). Jeśli masz taką potrzebę, napisy możesz
[00:00] - Poltergeist – Świat duchów, audycja Grzegorza Tarczyńskiego. Czasami, moi drodzy, tuż przed śmiercią bliscy mieszkający daleko otrzymują dziwny znak. Nie jest to zwykle nic wielkiego. Czasami zatrzyma się zegar, czasami ktoś lub coś zapuka albo nagle poczuje się czyjąś obecność. Jakiś czas później otrzymujemy wiadomość, że zmarł ktoś, kogo znaliśmy. Scenariusz ten zapewne zna wielu z was. Zjawisko to nazywamy moniczami, zapowiedziami śmierci. Moi drodzy, nazywam się Grzegorz Tarczyński. Jak już zapewne wiecie, od wielu lat zbieram relacje ludzi, którzy przeżyli rzeczy niezwykłe. W dzisiejszym, 12.
już odcinku Poltergeista zajmiemy się tym, w jaki sposób zmarli dają znać o swojej śmierci. Czym są monicjie? Odpowiedzi na to pytanie udzielą wam klasyczne przypadki, które pochodzą z archiwum grupy Infra. Pierwszy z nich miał miejsce w roku 2002 w jednej z podczęstochowskich miejscowości. Pewne starsze małżeństwo obudziło się rano, słysząc dziwne dźwięki dochodzące z ganku. Odnieśli dziwne wrażenie, że ktoś mógł włamać się do ich domu. Gotowi na wszystko nasłuchiwali. Co działo się dalej? Kobieta, która była świadkiem zdarzenia, mówiła, że dało się słyszeć dość ciężki oddech. Wtedy coś przyszło jej do głowy.
Przypomniało jej się, że ta dziwna sytuacja może być znakiem od przyjaciela ich rodziny, pana Karola, którego wypisano do domu w terminalnej fazie raka płuc. Nie mogąc wytrzymać napięcia, małżonkowie zerwali się z łóżek, ale w domu wszystko było w jak najlepszym porządku. Niedługo potem ich zięć poinformował, że ich przyjaciel nie żyje. Niemal każdy z nas słyszał o tego typu znakach od osób, które same ich doświadczyły. Monicznie przybierają bowiem bardzo różną formę. Choć są to zjawiska bardzo ulotne, często bardzo osobiste, scenariusz ten jest na tyle częsty, że wielu badaczy zauważyło, iż nie można mówić tutaj o zwykłym przypadku. Kolejna monicja pochodzi z Częstochowy i rozlegała się w 1994 roku na wiosnę. Rodzina państwa N. przygotowywała się do uroczystości komunijnych swojej córki. Radość przemieszana była jednak ze smutkiem, bowiem w swoim pokoju w stanie agoni leżała babcia dziewczynki.
Szykowano się na jej śmierć. Jak mówili domownicy, w sobotę wieczór, na dzień przed pierwszą komunią, gdy wszyscy bliscy już gromadzili się w mieszkaniu, ich oczekiwanie przerwało bardzo dziwne zdarzenie. Usłyszeli bardzo głośne i wyraźne walenie do drzwi, jakby ktoś niezwłocznie chciał wejść do środka albo wydostać się z mieszkania, szarpiąc zamknięte drzwi. Gospodarz szybko zorientował się, że po drugiej stronie drzwi nie ma nikogo. W tym samym momencie odkryto, że umierająca kobieta już odeszła. Kochani, każda kultura na świecie zna inne zapowiedzi śmierci. W Polsce wierzono, że zwiastują ją na przykład wycie psów w miejscu, gdzie znajduje się chora osoba. Do dziś wierzy się, że śmierć zwiastuje na przykład sen o wypadającym zębie. Może to się wydawać śmieszne, jednak senna symbolika wypadających zębów znana była już starożytnym Grekom. Choć podchodzę do tego z wielką rezerwą, w swoim archiwum mam bardzo wiele tego typu przypadków, ale to nie na dziś.
Powróćmy do monicji. Inny przykład monicji, również z mojej rodzinnej Częstochowy, zdarzył się w dzielnicy Raków w 1997 roku. Jest to dość krótka opowieść, która dobrze ilustruje ich kolejny scenariusz. Jesienią tego dnia pan Jerzy, emeryt, wybrał się jak zawsze na ryby. Jakiś czas później jego żona zauważyła, że zegar, który do tej pory działał bez zarzutów, zatrzymał się. Pomyślała, że to zwykła awaria, jednak wkrótce dowiedziała się, że jej mąż zmarł podczas wędkowania na atak serca. Nie pomogła szybka pomoc. Zegar zatrzymał się dokładnie w momencie jego zgonu. Monicznie mogą przybierać zatem formy związane z upadającymi lub poruszającymi się bez przyczyny przedmiotami albo występować w formie nagłego, paraliżującego przeczucia. Istnieją jednak przypadki szczególnie zastanawiające, które można nazwać zapowiadanymi moniczami.
Jedną z nich opisał w swojej świetnej książce Krzysztof Boruń. Tadeusz Felsztyn, autor relacji pisał: „W styczniu 1923 roku żona moja musiała wyjechać ze Lwowa, gdzie zostawiła beznadziejnie chorą ciotkę. Tyle razy mówiła ona: umawiałam się z przyjaciółkami, aby po śmierci dały mi jakiś znak. Bezskutecznie jednak. Tobie jednak na pewno dam znak. Nie wiem jeszcze, jak to zrobię, ale znak dam na pewno. W jakieś dwa miesiące później, wracając do domu na obiad, zastałem żonę we łzach. Odpowiedziała mi, że o godzinie 11:00 usłyszała nagle silny huk w moim gabinecie zamkniętym na wszystkie drzwi. Otworzyła drzwi i ujrzała pięknie rzeźbione pudełko na środku dywanu w drzazgach. Pudełko to dar jej ciotki.
Stało na moim biurku tak daleko, że nawet gdyby spadło, nie mogłoby nigdy dolecieć na sam środek pokoju. Drzwi do gabinetu, jak już wspominałem, były zamknięte. W domu nie było kota.”Okna były również zamknięte, nie było więc przeciągu. "Na pewno ciotka umarła" - powiedziała żona. Istotnie, po południu przyszedł telegram z wiadomością o jej śmierci, a później dowiedzieliśmy się, że umarła o godzinie 11:00 rano. Moi drodzy, ostatnią, najbardziej poruszającą ze wszystkich form manii są tak zwane zjawy kryzysowe. W terminologii paranormalnej określa się takie przypadki, gdy bliscy lub przyjaciele widzieli materialne zjawy ludzi, którzy już nie żyją. Choć to temat na odrębny odcinek, warto wspomnieć o przypadku, który miał miejsce w Myszkowie, mieście leżącym niedaleko Częstochowy. Zdarzyło się to kilka lat temu. W pewnej rodzinie zmarł ojciec.
Przez długi czas o jego żonę i dzieci dbał jego brat. Pewnego dnia jedna z córek zobaczyła go na ulicy. Był to bardzo charakterystyczny mężczyzna, łysy i wysoki. Szła za nim i zobaczyła, że wchodzi do bramy ich bloku. Zdziwiona weszła do mieszkania, pytając gdzie wujek. Jak się okazało, nieco wcześniej doszła do niej wieść, że mężczyzna nie żyje. Jak zatem wytłumaczyć zjawisko manii? Wygląda na to, że w momencie śmierci dochodzi do przekroczenia pewnej bariery, za którą ludzka świadomość nadal funkcjonuje. Nie mogąc porozmawiać, zadzwonić czy napisać to swoim bliskim duch może szukać najprostszych form kontaktu ze swoimi bliskimi. Jak wierzono, brak powłoki cielesnej umożliwia mu nieograniczone niczym podróże w przestrzeni.
Stukaniem, poruszaniem przedmiotami i innymi zjawiskami chce zwrócić uwagę żyjących na siebie. Czasami i duch po prostu nie wie jeszcze, że nie żyje. Był to już 12. odcinek audycji „Poltergeist. Świat duchów”. Przypominam, moi drodzy, że swoje relacje i pytania możecie przesyłać na adres mercurysiedemdziewiec@op.pl. Oczywiście wasza anonimowość zostaje zachowana. Archiwalne audycje do pobrania w formacie MP3 można znaleźć w archiwum Radia Paranormalium. W kolejnym odcinku zajmiemy się kolejnym mocnym tematem. Będą to duchy dzieci.
Do usłyszenia i pamiętajcie: życie jest snem, a śmierć przebudzeniem. Produkcja i realizacja Portal INFRA www.infra.org.pl.