[00:00] - Poltergeist Świat Duchów, audycja Grzegorza Tarczyńskiego. Witam państwa w pierwszym odcinku już drugiej serii audycji pod tytułem Poltergeist Świat Duchów. Jak wiecie, nazywam się Grzegorz Tarczyński. Od wielu lat przedmiotem moich zainteresowań są spotkania z duchami i to, w jaki sposób ludzie postrzegają życie po życiu i dlaczego kontaktują się z nami mieszkańcy zaświatów. W poprzedniej serii poruszyłem wiele tematów, od tego, czym są duchy, po polskie nawiedzenia. W nowej serii będę z państwem kontynuował te rozważania. Gdyby ktoś chciał się ze mną skontaktować, oczywiście przypominam mój adres mailowy to jest mercuray79@op.pl. Kochani! Zwykle zdarza się, że duchy widywane są w miejscach, z którymi związane były za życia. Czasami to, że objawiają się ludziom, poczytywane jest jako znak.
Inne historie mówią o upiorach, które jękami i dziwnym zawodzeniem starają się dać ludziom jakiś komunikat. W dzisiejszym odcinku postaram się odpowiedzieć na pytanie, czym są tak zwane duchy pokutujące. W odcinku pod tytułem Polskie nawiedzenia przedstawiłem przypadek z Lusławic pod Częstochową, gdzie w miejscowej szkole miał być widywany duch zakonnika. Nie były to przypadki nagminne, jednak dały do myślenia wielu ludziom, którzy zastanawiali się, co sprawiło, że zjawa pojawiała się właśnie tam. Inny przypadek z mojego rodzinnego miasta mówi o domu w sąsiedztwie dużego zakładu przemysłowego. Jego właściciel, zbieracz antyków, był zdumiony opowieściami swojej córki, która rzekomo twierdziła, że widzi duszka. Dopiero kiedy przekonał się sam, że jego pokój zamieszkuje niewidzialny gość, uwierzył, że dzieje się coś niepokojącego. Mężczyzna uznał, że nawiedzenie ściągnął do domu wraz z którymś ze starych przedmiotów, którego właściciel nie chciał się z nim rozstać nawet po śmierci. Dlaczego duchy wracają do miejsc i rzeczy, z którymi były związane za życia? Ludowe wierzenia mówiły, że duchy, upiory pokutują za czyny dokonane za życia.
Czasami robiły to z żalu. Innym razem miała być to forma kary za grzechy. Pokutowali też ludzie, którzy nie mogli rozstać się ze swoim majątkiem albo przede wszystkim pogodzić się ze śmiercią lub nawet jako ofiary wypadków mogły nie zdawać sobie sprawy, że nie żyją. Dobry przykład takich wierzeń, zróżnicowanych, choć wyrastających ze wspólnego pnia, dał Adam Mickiewicz w Dziadach, gdzie ukazał przykłady duchów pokutujących między innymi w postaci widma dziedzica. Duchy tego typu zwykle nie czyniły ludziom szkody, choć mogły napędzić niezłego stracha. Istnieje cały szereg opowieści o duchach pokutujących. Jeden z przypadków to słynne sprzed kilku lat nawiedzenie kościoła w miejscowości Sędzisław w zachodniej Polsce. Sprawa wybuchła, moi drodzy, na początku 2009 roku, kiedy lokalne media zaczęły donosić, że w nowo zbudowanym kościele zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Sprawa pewnie zostałaby poczytana za żart, gdyby nie fakt, że ducha w kościele widzieć miało bardzo wiele osób. Według relacji przeźroczysta forma przypominająca sylwetkę mężczyzny pojawiała się z jednej z ławek, co widzieć miał między innymi ksiądz, który zabronił parafianom rozpowiadać pogłosek na ten temat.
Świadkowie opisywali zjawę jako postać, która jest ubrana, a ledwie widoczna. Twierdzono, że pokutującym w kościele duchem miał być człowiek, który dopuścił się niegdyś malwersacji finansowych przy budowaniu świątyni. Sprawa jednak bardzo szybko ucichła i właściwie do tej pory nie wiadomo o niej nic nowego. Moi drodzy, duchom pokutującym cały rozdział swojej znakomitej książki Spór o duchy poświęcił urodzony w Częstochowie, gdzie ja też mieszkam, pisarz i dziennikarz Krzysztof Boruń. Rzecz miała miejsce w początku lat 20. ubiegłego wieku. Autor opisuje to następująco: Maria S. przybyła wraz ze swą matką i narzeczonym w odwiedziny do swojego brata Józefa S., będącego nauczycielem we wsi Ligota Wielka, położonej w pobliżu szosy łączącej Wolbrom z Miechowem. Szkoła i mieszkanie nauczyciela mieściły się w starym dworku należącym podobno niegdyś do margrabiów wielkopolskich, a w tym czasie będących własnością bogatego gospodarza Mateusza Słomskiego. Jak pisze Boruń, pewnego dnia cała grupa wybrała się, aby zwiedzać okoliczny cmentarz, na którym znajdował się otwarty grób byłych właścicieli dworku.
Kiedy wrócili do domu, zaczęli nawet żartować, czy budynek aby nie jest nawiedzony. Kiedy kobiety szykowały się do pójścia spać, jedna z nich dla żartów zawołała do ducha poprzedniego właściciela: „Panie wielkopolski, niech się pan odezwie”. I wtedy stało się coś bardzo dziwnego. Maria S. pisała. W tej samej chwili za drzwiami rozległ się ogłuszający huk i trzask, jakby stoczył się na podłogę cały stos ławek. Zapanowało milczenie. Mama zgasiła lampę. Leżałam wpatrzona w okno i nasłuchiwałam.Nagle w jasnej poświacie księżyca ujrzałam wyraźnie, jak do mojego łóżka skrada się jakaś postać. Leżąca obok mnie bratowa spała.
Pomyślałam więc, że to z pewnością moja matka okryła się prześcieradłem i chce nas nastraszyć. Postać zbliżała się wolno, krok za krokiem i gdy podeszła bliżej, zauważyłam, że twarz ma zakrytą białym płótnem podtrzymywanym obiema rękami pod brodą. Rozśmieszyło mnie to i postanowiłam odpłacić matce pięknym za nadobrem. Gdy podejdzie bliżej, chwycę ją nagle obiema rękami za nogi. Czekałam długą chwilę z rękami przygotowanymi do niespodziewanego chwytu, gdy w końcu w pokoju rozległ się głos mamy: „Marysiu, co ty się tu jeszcze szwendasz? Mnie nie wystraszysz”. Pot wystąpił mi na czoło. Spojrzałam w kierunku łóżka mamy, potem w kierunku okna. Widmo zniknęło. Zjawa, którą widziała pani Maria i jej matka, nie mogła być żadnym intruzem ani kimś, kto próbował przestraszyć kobietę.
Pewnie wyobrażacie sobie, moi drodzy słuchacze, z jakim stresem musiało wiązać się nocowanie w takim pomieszczeniu. Jeszcze inny aspekt ducha pokutującego to sprawa z 2002 roku, która również miała miejsce niedaleko Częstochowy, acz nie została odpowiednio nagłośniona, jako przypadek bardzo osobisty, bezpośrednio związany z rodzinną tragedią. Otóż latem tego roku pociąg zabił młodego mieszkańca gminy Olsztyn. Jego rodzice uskarżali się potem, że tuż po pogrzebie ich dom stał się miejscem niewyjaśnionej aktywności, która doprowadziła ich na skraj wyczerpania psychicznego. Jak twierdzili, duch bardzo często miał dawać o sobie znać, poruszając przedmiotami i wywołując inne zjawiska, przez które chciał jakby przekazać, że wciąż żyje. Ja tu jestem. Zauważcie państwo na pewno, że opowieści tego typu podobne są do różnego rodzaju legend i ludowych podań. Przytoczone przeze mnie przypadki wskazują, że te historie rozgrywają się do dziś. Jednak nie wszyscy chcemy się z tym pogodzić. Są one dość rzadkie i prywatne.
Ludzie zwykle nie chcą o nich rozmawiać. Sceptycy zaś w tych przypadkach nie mogą pogodzić się z faktem, że od tysięcy lat ludzie ze wszystkich kultur donoszą o podobnych zdarzeniach. Jeżeli zatem mamy do czynienia z grupą spójnych, często wiarygodnych relacji, dlaczego nie uznać, że ma to miejsce naprawdę? Moi drodzy, był to jedenasty odcinek programu pod tytułem „Poltergeist. Świat duchów”. Swoje pytania, relacje i uwagi możecie Państwo nadsyłać na adres mercurysiedemdziewiec@op.pl lub pisać oczywiście do organizacji INFRA: infra.org.pl. W następnym odcinku zajmiemy się zagadką monicji — zapowiedzi śmierci. Do usłyszenia. Dobrej nocy życzę. Produkcja i realizacja: Portal INFRA — www.infra.org.pl.