[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. 21 grudnia 2012 roku miał się podobno skończyć świat, a z tego, co niedawno czytałem, ktoś się pomylił właśnie o osiem lat. I ten koniec świata ma podobno się wydarzyć właśnie dzisiaj. Miejmy nadzieję, że nawet jeżeli koniec świata się wydarzy, to nie przerwie nam nadawania audycji Świat oczami duszy. Audycja o świadomości w całości na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji Marek Sęk "Ivellios". A po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[00:50] - Dobry wieczór, panie Marku. Witam was kochani bardzo serdecznie z drugiego końca świata.
[00:55] - Zanim przekażę głos panu Sławkowi, tradycyjnie przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Będzie można do nas dzisiaj dzwonić w drugiej części audycji, ale numery telefonów warto zapisać sobie już teraz. Stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy i do SMS-ów również 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Na YouTubie czatowiczom sugeruję przejść na główny kanał Radia Paranormalium, bo tam jest zdecydowanie więcej humanoidalnych form życia można spotkać. Jesteśmy także na Facebooku na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i Czytelniego Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może on także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
A więc panie Sławku, oddaję panu głos.
[02:19] - Dziękuję panie Marku. Kochani, witam was jeszcze raz bardzo gorąco i bardzo serdecznie. Na początek zanim przejdziemy do audycji, będzie niespodzianka i to będzie też niespodzianka, zakładam, również dla pana Marka, ponieważ zupełnie go o tym nie uprzedzałem. Spieszę powiedzieć, o co chodzi. Jak pewnie poniektórzy już zarejestrowali, pan Marek wysiłkiem swoim czasu oraz swojego głosu zrobił wersję dźwiękową mojej książki, za co mu jestem bardzo wdzięczny i też teraz oficjalnie bardzo dziękuję. Troszeczkę czekaliśmy na odpowiedź z wydawnictwa, które wydało moją książkę, czy oni będą sobie przypisywali do tego jakieś prawa, czy pozwolą mi jako autorowi na samodzielną dystrybucję wersji dźwiękowej tego audiobooka. Okazało się, że mogę to zrobić, że mogę dysponować tym materiałem. Pan Marek szuka, bo ja niestety jeszcze nie miałem na to czasu, sposobów dystrybucji tego materiału. Natomiast ja podjąłem decyzję o tym, że chciałbym mieć jakiś udział, wkład i też podziękowanie ze swojej strony dla Radia Paranormalium i pana Marka za to wszystko, co robi dla nas, kochani, bo dzięki niemu i jego staraniom przede wszystkim możemy ze sobą pogawędzić, popisać i mogą się odbywać audycje Świat oczami duszy oraz całe mnóstwo innych bardzo fajnych i pożytecznych audycji i materiałów udostępnianych przez radio. Więc ja podjąłem taką decyzję, że chciałbym, aby ta wersja — właśnie ktoś mi się próbuje tutaj wbić do głosu — aby ta wersja mojej książki była jakby cegiełką, do którego zakupu namawiam was i pieniądze ze sprzedaży tego audiobooka chciałbym, aby wsparły konto Radia Paranormalium, żeby to wszystko mogło dalej ładnie hulać i służyć nam oraz jeszcze wielu innym osobom.
Oczywiście nie mam tego poukładanego w żaden sposób. Pan Marek z pewnością też nie, bo jak mówię, zupełnie go o tym nie uprzedzałem, nie ostrzegałem, więc wszystkich zainteresowanych również taką formą wsparcia Radia Paranormalium zapraszam bardzo do kontaktu. Chyba już teraz tylko z panem Markiem, bo moja wiedza na ten temat jest bardzo znikoma.
[05:26] - Najpierw muszę uruchomić kontakty, które mi podesłał jeden ze sklepów internetowych. Tutaj dobrym znakiem jest to, że nie musieliśmy czekać kilku tygodni na odpowiedź. Odpowiedź przyszła praktycznie jeszcze chyba tego samego dnia nawet. Także w okolicach świąt albo po świętach postaram się tutaj już kontakty jakieś uruchomić. Tym bardziej że sklep już mój głos zna. Jest tam już dystrybuowana inna książka przeze mnie nagrana „Gniazda UFO” Damiana Treli.Także już mnie tam znają. Podesłali parę kontaktów. Będę musiał trochę popisać, ale myślę, że będzie warto.
[06:04] - Głos pana Marka znacie kochani doskonale, więc to już jest gwarancja wysokiego poziomu. A mnie też już poznaliście. Co poniektórzy nawet przeczytali moją książkę, więc myślę, że to zestawienie będzie też dość ciekawą przygodą i doświadczeniem. Jak nie dla was, to może dla waszych bliskich, znajomych, przyjaciół. To tyle z miłych rzeczy, bo przecież w sumie mamy za chwilę święta, więc czas cudów i czas prezentów. Więc taki miły akcent na początek audycji. W komentarzach pod ostatnią, na koniec ostatniej audycji padały takie pytania ze strony słuchacza, jaki będzie temat dzisiejszej audycji. Ponieważ tak jak wam mówiłem, ja zazwyczaj mam jakiś wstępny plan, jakiś blok programowy, jak to się mówi, układam sobie w głowie. Natomiast on jest bardzo często modyfikowany przez rzeczywistość i przez to, co się między audycjami dzieje i bardzo często ten temat audycji pojawia się nieraz przed samą audycją. Ja nie przygotowuję sobie materiałów, chyba że jest taka potrzeba, że muszę gdzieś pogrzebać w internecie, ale raczej wszystko to, co mówię, czy większość z tego, co mówię do was w trakcie audycji, pojawia się w trakcie audycji.
Nie ma żadnego konspektu przede mną, nie ma żadnego przygotowania. Chcę, żeby to płynęło bardzo osobiście, bardzo prywatnie i bardzo na żywo. Nie wiem, czy to jest dobre, czy złe. Pewnie opinie będą na ten temat podzielone, ale po prostu tak jest. Dlaczego mówię, że opinie będą podzielone? Bo między innymi przyczynkiem do dzisiejszej audycji był komentarz pod poprzednią na YouTubie, który przeczytam, bo tych fajnych, miłych pewnie się już naczytałem sporo, więc żeby nie było, że tylko takie są i że unikam tematów nieprzyjemnych dla mnie bądź nieprzychylnych. Pojawił się taki komentarz, że pół godziny wstępów i ostrożności i pięć minut treści. Człowieku, powiedz po prostu, co sądzisz, zamiast opowiadać o tym, co za chwilę powiesz. Taki komentarz się pojawił. Ja na niego dzisiaj zdążyłem już odpisać.
Jeżeli jesteście ciekawi mojej odpowiedzi, to zapraszam. Zresztą możecie też się włączyć w tą dyskusję pod poprzednią audycją na YouTubie, wyrazić swoje zdanie. Natomiast poniekąd to spowodowało, że wplotę ten wątek mojej odpowiedzi w dzisiejszą audycję. Ponieważ, jak kochani doskonale wiecie, dzisiaj mamy dzień 21 grudnia. Dzień, o którym ja i nie tylko ja od dłuższego czasu mówię, wspominam, ponieważ bardzo charakterystyczny, rzadko spotykany układ planet się nam tutaj na nieboskłonie pojawił. Przypisywane są temu różne przewidywane wydarzenia, natomiast na szczęście większość astrologów, astrofizyków mówi o pozytywnych zmianach, które się mają od tego momentu rozpocząć, pozytywnych energiach. Zresztą kilka takich jeszcze fajnych kombinacji planet do połowy stycznia się będzie nam pojawiało, więc warto ten czas wykorzystać.
[09:59] - Ja pamiętam, że gdzieś w tym okresie, w grudniu miało się dokonać odejście pewnego boga znanego z mitologii chińskiej Guangong. Bóg, który zawsze przegrywa, zawsze jak tylko się pojawi, jest strącony, przegrywa jakieś tam bitwy i zawsze, za przeproszeniem na odchodne pozostawia nam jakieś małe g. I tym małym g podobno w tym roku ma być koronawirus. I właśnie to ostateczne odejście tego boga ma się rozegrać gdzieś pod koniec 2020 roku. Guangong.
[10:37] - No proszę bardzo. Coś tam zostawił po sobie, bo tam znowu jakaś nowa mutacja, jakieś nowe odmiany, więc może o to chodzić, ale fajnie, że przegrywa. To dość cenna informacja dla nas, bo to faktycznie zwiastuje nadejście czegoś nowego. I to nowe. Dzisiaj jest mnóstwo różnych, tak jak czytałem, mnóstwo takich wezwań, zaproszeń do wspólnych medytacji, do podnoszenia wibracji, do wsparcia tego, co już się dzieje, więc zapraszam. Jeżeli nie zasiedzimy się dzisiaj zbyt długo, to zapraszam do udziału, bo to z pewnością każdemu z nas, chociaż na trochę pomoże. Mówię na trochę, bo sami wiecie, jak to jest. I między innymi właśnie o tym, dlaczego tak jest, że te nasze stany fajnych podnoszonych wibracji nie trwają zbyt długo. Że owszem, wykonujemy czasami mnóstwo pracy w to, żeby te wibracje podnosić i później staramy się je utrzymać jak najdłużej przy sobie, ale jak sami doskonale wiecie, to nie trwa wiecznie. Że to wejście na te wysokie wibracjeJest niestety jeszcze w większości przypadków niestabilna, nazywając rzecz bardzo delikatnie.
Nietrwała, że z powrotem wracają do nas przeróżne stare nawyki, stare systemy, stare programy i to nie ukrywam, że dla wielu ludzi jest bolączką, wręcz dla niektórych jest powodem do tego, żeby zaprzestać pewnych ćwiczeń, technik, poszukiwać czegoś nowego, czegoś bardziej skutecznego. I ma to sens. Poniekąd ma to sens pod warunkiem, że nie kończy się całkowitym zaprzestaniem, poddaniem się, zniechęceniem bądź załamaniem, bądź poddaniem się takim totalnym: „Dobra, okej, to i tak nie ma sensu", bo to tak musi działać. Kochani, musi działać. I właśnie dzisiaj o tym szczęściu, tylko nie szczęściu takim, o jakim rozmawialiśmy, właśnie tym szczęściu związanym z wysokimi wibracjami będę chciał z wami porozmawiać, tylko o tym szczęściu, którego nam brakuje. Bo jak pamiętacie, jak rozmawialiśmy sobie o szczęściu, to zazwyczaj powiedzenie przez człowieka 10 rzeczy, które powodują, że jest nieszczęśliwy, większości ludzi nie stwarza żadnego problemu. Wymienienie trzech rzeczy, które dałoby mu szczęście, oprócz oczywiście formułki „Chcę być zdrowy, szczęśliwy i bogaty”, najczęściej sprawia ludziom problem, że to, co jest dla mnie szczęściem, wymaga zastanowienia. Gdybym powiedział: „Słuchajcie, w czwartek jest Wigilia i ja spełnię te wasze życzenia. Tylko napiszcie mi konkretnie na kartce i wyślijcie, co da wam szczęście”, to podejrzewam, że gros ludzi, nawet nie podejrzewam, to wynika z moich rozmów, z moich obserwacji i z doświadczenia, że gros ludzi ma z tym olbrzymi problem. Dlaczego tak jest?
Nie wiem, czy się kiedyś zastanawialiście nad tym. Ja się zastanawiałem nad tym wiele razy. Oczywiście znam mnóstwo wariantów i powodów, dla którego się tak dzieje. Natomiast ja bym chciał sięgnąć z wami dzisiaj troszeczkę głębiej. Dlaczego? Właśnie, dlaczego? Słowo, które jest pewnego rodzaju słowem zapewniającym rozwój, zapewniającym poszukiwania, zapewniającym szukanie odpowiedzi. Słowo „dlaczego”. Pytanie „dlaczego”. Dlaczego coś nazywamy szczęściem, a coś nazywamy nieszczęściem?
I czy faktycznie tak jest? Jaka jest kolejność tego mechanizmu? Czy to, co nas spotyka, jest faktycznie nieszczęściem? Czy to, co nas spotyka, jest nieszczęściem, ponieważ w naszym przekonaniu jest to nieszczęście? Niby drobna różnica, niby drobny niuans, ale w tej odpowiedzi jest bardzo dużo sensu. Jeżeli zgłębimy to, bardzo często może się okazać, że to, co my nazywamy szczęściem bądź nieszczęściem, wcale takowym nie jest i że bardzo często czujemy niezadowolenie z jakiegoś powodu bądź wręcz nieszczęście tylko dlatego, że jesteśmy przekonani, że to jest nieszczęście, że emocja, która się pojawia, nie jest tak naprawdę związana z tym, że to, co nas spotyka, jest niedobre, niefajne, nieprzyjemne. Tylko my w naszej świadomości ziemskiej taką wartość przypisaliśmy temu wydarzeniu i z tego powodu bardzo często sami siebie krzywdzimy. Może krzywdzimy, czasami wręcz krzywdzimy. Z tego też powodu krzywdzimy czasami innych. Wyrządzamy im przykrość bądź czasami wręcz krzywdę, klasyfikując dane rzeczy, zachowania, zjawiska, wydarzenia jako szczęśliwe bądź nieszczęśliwe.
I też samemu sobie odbieramy możliwość przeżywania czegoś pozytywnego tylko dlatego, że w naszym przekonaniu to jest nieszczęśliwe albo szczęśliwe. Znaczy, jak przeżywamy jakiś żal, smutek, pretensje, zawiść, zawód, to znaczy, że jest to w naszym przekonaniu nieszczęśliwe. Oczywiście wiecie, do czego zmierzam. Przyczyna zazwyczaj tkwi zawsze w jednym źródle informacji, w naszej podświadomości. Klasyfikacja tego, co jest szczęściem, a co jest nieszczęściem, płynie z naszej podświadomości. I teraz, jeżeli rozmyślamy o tym, co dałoby nam szczęście i tak jak rozmawialiśmy w poprzedniej audycji troszeczkę o związkach, to w naszej podświadomości jest zapisany wzór, przepis na naszego idealnego partnera. Jeżeli coś w naszym partnerze jest innego, to natychmiast staje się dla nas powodem do bycia niezadowolonym, nieszczęśliwym albo nie w pełni szczęśliwym. Ponieważ niby jest wszystko okej, niby fajnie, niby się wszystko układa, ale mógłby być trochę wyższy, ale mogłaby miećInne włosy. Albo mogłaby się inaczej ubierać. Albo mógłby o siebie bardziej zadbać.
Albo, albo, albo. I tak jest z partnerstwem i tak jest z całym naszym życiem, że nie wybieramy suwerennie, niezależnie tego, co nazwiemy szczęściem. Szczęście i nieszczęście jest w nas zakodowane i to poczucie spełnienia wynika właśnie z tego, jak bardzo jesteśmy w stanie sprostać temu, co jest zapisane w naszej podświadomości. Bo owszem, ludzie z zewnątrz wywierają na nas naciski, a wiecie, co jest najczęstszą przyczyną niepowodzeń i rozczarowań? Oczekiwania. Oczekiwania względem ludzi, ale też oczekiwania względem samego siebie. One są najmniej dla nas zrozumiałe, ale najczęściej są przyczyną braku naszego szczęścia, że mamy względem innych oraz siebie jakieś oczekiwania. Z tym że to nie są nasze oczekiwania. To nie są nasze oczekiwania względem siebie. To są zapisane w nas wzorce, czego powinniśmy od siebie oczekiwać, jacy powinniśmy być, czym się zajmować, do czego dążyć, jaki status społeczny osiągnąć, jak ma wyglądać nasza rodzina, gdzie mamy mieszkać, jak ma wyglądać nasza wigilia, jakie szkoły mają skończyć nasze dzieci i tak dalej.
To wszystko jest zapisane w nas. Ktoś nam to przedstawił jako prawdziwe, my to nieświadomie przyjęliśmy i później przez resztę życia staramy się sprostać tym oczekiwaniom innych wobec nas oraz innych wobec nas, ale już zapisanych w nas. Ja wiem, że to brzmi bardzo skomplikowanie. Natomiast jeżeli się przyjrzeć temu tak na chłodno, na spokojnie, to jest to bardzo proste. Mamy w sobie zapisane informacje w naszej podświadomości i według tych informacji określamy wszystko, co się wokół nas przez całe nasze życie dzieje. Również w kategoriach tego, co jest szczęściem, a co jest nieszczęściem. Jak powinno wyglądać szczęście? Co to jest szczęście? Co nam powinno dawać szczęście, a co jest nieszczęściem? I te rzeczy trzymają nas cały czas w reżimie naszych własnych oczekiwań względem samego siebie.
W zasadzie mógłbym takich przykładów opowiadać wiele, jak bardzo potrafimy sami siebie unieszczęśliwić. Mówimy o szczęściu, nieszczęściu, więc używam tego słowa, ale tak naprawdę chodzi bardziej mi o to, że pozbawić radości, przyjemności i szczęścia na chwilę, a czasami na bardzo długi okres czasu. Potrafimy sami siebie pozbawić radości. Nie inni nas jej pozbawiają. My sami siebie pozbawiamy radości. Radości i przyjemności poprzez nasze własne. Więc właśnie słowo klucz: własne. Nie własne, tylko te, które otrzymaliśmy od naszego otoczenia w dzieciństwie. Oczekiwania względem siebie i względem innych. Miałem kiedyś takiego pracownika, bardzo fajny chłopak, elegancki płaszczyk, biały szalik.
On jak gdzieś wychodził, pantofelki wypastowane, spodenki w kant. Kiedyś wracaliśmy z jakiegoś montażu, była sobota. Jakoś tam ładnie nam poszło. Byliśmy w naszych takich ciuchach firmowych, roboczych, stolarskich, ale jednak roboczych, ładnych, szarych, gustownych, nawet w miarę czystych. Ja mówię: „Panowie, ładnie poszło. Zapraszam was na obiad. Jest półtora. Podjedźmy, nie wiem, na co macie ochotę. Do KFC? Na pizzę?” „Do KFC”.
Mówię: „Dobra, zapraszam”. I właśnie ten mój serdeczny kolega, zresztą wieloletni, Marek mówi: „Ale to chyba w McDrive kupimy”. Ja mówię: „Nie. Wejdźmy normalnie jak ludzie, zjedzmy, umyjmy ręce, usiądźmy i zjedzmy. Nie na kolanie, tylko przy stole”. On nie wyjdzie z samochodu w tych ciuchach. A jeszcze go ktoś ze znajomych zobaczy. I w ten sposób można siebie samego pozbawić szczęścia. Chociaż nie wiem, czy jedzenie fast fooda jest takim szczęściem. Natomiast na pewno jest posiłkiem.
Na pewno lepiej ten posiłek spożyć czystymi rękami, siedząc na krześle niż przy stole, niż na kolanie gdzieś tam w samochodzie podczas jazdy. Więc w kategoriach jakiejś tam przyjemności wyżej bym jednak postawił jedzenie czegoś przy stole czystymi rękami niż jedzenie czegoś takiego samego na kolanie brudnymi łapami, zmęczonymi i jeszcze w trzęsącym samochodzie. I tak jest z bardzo wieloma rzeczami. Jakbyśmy przyjrzeli się i rozebrali na czynniki pierwsze, dlaczego coś jest dla nas szczęściem, a co jest nieszczęściem, to bardzo często te rzeczy, którym przypisujemy takie cechy, stają się nijakie. Stają się w zasadzie obojętne.A w momencie, kiedy stają się obojętne, przestają nas trzymać w reżimie, w uwarunkowaniu i też w dużej mierze, bo o to przede wszystkim mi chodzi, w poczuciu niezadowolenia, niespełnienia, braku radości, braku przyjemności, braku satysfakcji. I w nawiązaniu właśnie do tego komentarza, który się pojawił pod poprzednią audycją, prowadząc audycję o świadomości, chciałem was, kochani, poinformować, że te audycje między innymi służą temu, żebyśmy, żebyście, bo ja w jakiejś części też cały czas jeszcze gdzieś to sobie doszlifowuję, nie mieli potrzeby, pozbyli się potrzeby spełniania i sprostania oczekiwaniom innych lub innych wobec nas, bądź nas samych wobec nas bez mrugnięcia okiem, bezkrytycznie, bez zastanowienia. Bo ja nie mówię, że wszystkie są złe, że wszystkie są do kitu i że wszystkie trzeba wyrzucić. Nie. Natomiast warto jest je w jakiś sposób weryfikować. Warto się nad nimi zastanowić, czy aby to, co powoduje moje niezadowolenie, brak szczęścia jest faktycznie brakiem szczęścia.
Kiedyś jeszcze, w czasach jak moja córka mieszkała ze mną, tak siedzieliśmy i mówię: „Widzisz, córuś, cały miesiąc tatuś przepracował, opłaciłem rachunki, porobiłem to, porobiłem opłaty. No i znowu nie mamy pieniędzy”. I ona do mnie z takim swoim stoickim spokojem: „Tatusiu, ciesz się, że miałeś na rachunki, że miałeś z czego w tym miesiącu zapłacić”. I to daje do myślenia. Oczywiście przyjemniej się żyje, kiedy człowiek nie zastanawia się, czy będzie miał za co zapłacić rachunki, kiedy ma jakiś tam komfort, ma jakiś tam nawis, ma jakieś tam oszczędności i tak dalej. Przyjemniej się żyje, wygodniej, bezpieczniej, luźniej. Ale z drugiej strony, skoro nie mamy takiej sytuacji, to czy jest to powód do tego, żeby być nieszczęśliwym? Owszem, czym innym jest dążenie. Przecież mamy mechanizm, który żeśmy tutaj sobie przez kilka audycji rozpracowywali, tak? Mechanizm pod tytułem wizualizacja, pod tytułem marzenie, pod tytułem afirmacja, pod tytułem modlitwa.
Mamy narzędzie, z którego możemy skorzystać w celu poprawienia jakości swojego życia. Ale czy zanim ta jakość życia ulegnie poprawie, musimy być nieszczęśliwi? Dlatego warto jest, dążąc do świadomości, wchodząc w ten nowy jakby etap energetyczny, astronomiczny, astrologiczny, dziejowy, ewolucyjny, czy nie warto się pewnych rzeczy w tym momencie pozbyć? Bo czym innym jest dążenie do szczęścia, a czym innym jest bezwarunkowe odczuwanie stanów niezadowolenia tylko dlatego, że ktoś nam kiedyś powiedział, że powinniśmy to niezadowolenie odczuwać, że skoro nie mamy pieniędzy na przykład w takiej ilości, jak byśmy chcieli, to czy musimy być z tego powodu nieszczęśliwi? Czy nie mając partnera, partnerki, tej wyidealizowanej przez naszych rodziców, tej, która była tam jeszcze szlifowana jeszcze w naszym nastoletnim okresie. Za młoda, za stara, za chuda, za brzydka, za biedna, za wysoka, źle się ubiera, kiepsko się maluje, nie ma gustu, jest leniwa i tak dalej. Czy nie mając tej wyidealizowanej partnerki, którą ktoś wyidealizował, nie możemy czuć się szczęśliwi, dostrzegając w drugiej osobie cechy, którym my sami możemy nadać wartość pozytywną? Możemy się zastanowić, czy aby na pewno to, co podpowiada nam nasza podświadomość, jest czymś złym albo jest czymś dobrym. Ja nie mówię, że wszyscy ludzie są dobrzy, bo tak nie jest. Między innymi dlatego, że oni też kierują się w życiu podświadomością w dużej mierze.
W dużej mierze kierują się świadomością, która pcha ich do doświadczania. Nie mówię, że wszyscy ludzie są dobrzy i należy ich bezwarunkowo kochać, ufać, kochać i powierzyć im swoje życie w ich ręce. Nic z tych rzeczy, ale warto się zastanowić, czy te cechy to znaczenie, które nadajemy temu, co jest szczęściem i co jest nieszczęściem, co jest radością, a co jest nieradością. Czy aby na pewno takie są dla nas? Nie wiem, ilu moich, że tak powiem, znajomych, przyjaciół słucha tej, że tak powiem, audycji aktualnie w tej chwili. Natomiast tak, powiem wam też coś o sobie, bo w zasadzie pewnie mało o mnie wiecie. Mało ludzi mnie pyta, jak mi jest w życiu. Mało tego, gros ludzi bardzo często w swoich słowach, w swoich wypowiedziachZresztą tak było praktycznie rzecz biorąc od zawsze. Mi zazdrościła, czyli mówiła: „Ty to masz fajnie, ty to masz to, ty to masz tamto, taki wesoły jesteś, taki pogodny, taki uśmiechnięty. Ty to musisz mieć fajne życie, nie?” I ja mam, kochani, fajne życie.
Z każdym rokiem mam coraz fajniejsze. Z każdym rokiem tych pozytywów, które do mnie docierają, jest coraz więcej. W pewnym sensie ta praca ze świadomością, ta praca z podświadomością. Ja ze świadomością nigdy nie miałem problemów. Jedyne problemy, jakie miałem, to z podświadomością, kiedy pchały się do mojego życia pewne rzeczy, które nie były moje, które płynęły z bardzo dawnego okresu i nie do końca mi odpowiadały i nie do końca byłem przekonany, że one mają tą wartość, którą ktoś im kiedyś nadał. I ludzie najczęściej mówią: „Taki fajny jesteś, musisz mieć fajne życie. Spokojny, uśmiechnięty, żartobliwy. Czasami sprawiasz wrażenie takiego ignoranta, ale jednocześnie takiego marzyciela, takiego idealisty” i tak dalej. I nikt, a nawet ci, którzy mnie bardzo dobrze znają, którzy są moimi przyjaciółmi, nie poruszają ze mną tematów na temat mojego życia. Unikają ich, ignorują.
Może nie ignorują, natomiast z pewnością unikają. Jak Marcinek był jeszcze chory, jak jeszcze z nami tutaj był, grono ludzi, które się dowiadywało z jakiegoś powodu o jego sytuacji, o jego chorobie, było po prostu zszokowane. Jak można, mając tak chore dziecko, być tak pogodnym człowiekiem? Nie da się. Przecież to jest nieszczęście, to jest choroba, to jest tragedia. Ja się ze swoim życiem nie obnoszę, nie obarczam ludzi swoimi problemami, swoją sytuacją, bo nikt temu nie zawinił. Natomiast kochani, to, co powiem, być może wielu z was zaskoczy, zszokuje. Ja od 18 lat nie mam swojego mieszkania. Od 18 lat razem z córką, jeszcze wtedy 12-letnią, wynajmowaliśmy po kolei kawalerki, mieszkanka i tak dalej. Przeprowadzaliśmy się, zmienialiśmy miejsce zamieszkania.
Ja mieszkałem na budowie, na styropianie, mieszkałem w nieogrzewanych budynkach, gdzie pożyczałem prąd od sąsiadów przedłużaczem, żeby móc włączyć farelkę, chociaż trochę, żeby się ugrzać i tak dalej. Miejsca, w których spędzam swoje życie, w dużej mierze odbiegają od tego wszystkiego, co w normalnym, potocznym określeniu można by było nazwać wysokim standardem albo przyzwoitym standardem. Różnie z tym jest. I pewne rzeczy związane z ubiorem, z mnóstwem różnych rzeczy w ogóle nie mają dla mnie żadnego znaczenia. Pewne poszukiwania, których się podjąłem dawno, dawno temu spowodowały to, że nauczyłem swoją podświadomość nienarzucania mi tego, co ma być dla mnie szczęściem. Kiedyś wam opowiadałem, być może, jak zima przychodziła, jesień, to ja miałem dwie czy trzy koszule dżinsowe, dwa czy trzy czarne golfy, trzy pary czarnych spodni americanosa, jakąś tam kurtkę. Ja od jesieni miałem czarny golf, koszulę dżinsową, bo miała dużo kieszeni, więc tam można było poupychać to wszystko, co mi było potrzebne. Czarne dżinsy. Ja na przykład do wiosny chodziłem ciągle w tych samych ciuchach i ludzie mnie widzieli i się zastanawiali, czy ja chodzę w ogóle w jednych ciuchach, czy ja mam jeszcze jakieś inne ciuchy? Nie, ja miałem dwa czy trzy komplety.
Szły do prania, zakładałem drugie i tyle. I tak jest z bardzo wieloma aspektami mojego życia. Oduczam swoją podświadomość narzucania mi, co ma być dla mnie szczęściem, a co nie. Zresztą może też przez moją sytuację, w której się znalazłem, docenianie i szukanie, odnajdywanie pozytywów w jakichkolwiek aspektach pozytywnych sytuacji bardzo mocno się wykształciło, wyostrzyło. Teraz ostatnio w sobotę byłem u córci swojej i tam obiecałem, że im poskładam jakieś tam mebelki. Miała zamówić z IKEA. Krypto reklama to trzeba wyciąć. I była sytuacja tego typu, że w pierwszej wersji, ponieważ byłem bardzo, tak jak wam mówiłem, zmęczony, zeszły tydzień też był morderczy jeszcze. Jeszcze ta sobota. Mówię: „Córciu, przyjadę do was rano, bo chcę to jak najszybciej zrobić.
Zresztą nie chcę się pchać w te tłumy tam, bo tam w sobotę to pewnie będzie sajgon, więc ogarniemy to z rana. Zresztą wracając mówię: „Zajadę do swojego przyjaciela, tam mu pomogę, bo obiecałem, że mu tam pomogę w jednej rzeczy”. Dobrze, okej. Jeszcze rzeczy dla niej odbierałem iW każdym razie logistycznie dużo osób było zaangażowanych w ten plan, bo kolega miał ściągnąć jeszcze kogoś do pomocy, bo to trudna robota. Logistycznie było dużo zamieszania i już niby wszystko mamy uzgodnione i zadzwonił kumpel, mówi: „Ty, słuchaj, nie zrobili światła na górze. Nie damy rady tego zrobić po południu, bo będzie ciemno”. Każdy normalny człowiek by się zdenerwował, bo to trzeba zadzwonić gdzieś, przełożyć. Później się okazuje, że trzeba będzie jechać później, pod Ikeą korki. Całe zamieszanie. Jeszcze zięć do lekarza szedł, to też nam kolidowało, bo mieliśmy zrobić to przed lekarzem.
Później nie wiadomo było, czy on zdąży wrócić. Czasu mało. Ogólnie rzecz biorąc wszystko stanęło na głowie. W normalnych warunkach ludzie się denerwują, bo coś wymyka się spod kontroli. Coś, co było misternie ułożone, zaplanowane, w głowie żeśmy sobie to poukładali, zaplanowali, raptem się sypie. Są nerwy, bardzo często stres, zamieszanie i tak dalej. Zwłaszcza że ja chciałem jak najszybciej wrócić, bo jeszcze wieczorem byłem umówiony z przyjacielem. Mieliśmy parę tematów do przegadania, ważnych. Cała ta sobota też była dość napięta. Ale mówię: dobrze, nie da się, trzeba jechać rano.
To trzeba jechać rano. Pojechaliśmy, zrobiliśmy. Pojechałem do córci, zawiozłem im tam rzeczy, rozpakowaliśmy się. Zięć już wrócił od lekarza. Okazało się, że towar jest zamknięty w jakiejś skrytce na parkingu, a my nie mamy do niego SMS-a. Więc ja mówię: dobra, jedziemy, dowiemy się na miejscu, o co chodzi. Dowiedzieliśmy się na miejscu tego, co podejrzewałem, że SMS przychodzi wtedy, kiedy ten towar się już w tej skrytce znajdzie. Czyli znaczy, że jeszcze nie był uszykowany. Proszę cierpliwie czekać. Cierpliwie czekając, poszliśmy z zięciem, wzięliśmy sobie pizzę, poszliśmy do samochodu, poszukaliśmy, gdzie są te skrzynki, zjedliśmy pizzę i w tym momencie przychodzi SMS.
Jadąc do córci, mówi: „Widzisz, tato, jak to dobrze, że ty nie przyjechałeś rano”. Ja mówię: córciu, ja wiem. Natomiast wy się też tego nauczcie. Dajcie upłynąć, żeby upłynęło troszeczkę czasu, zanim zaangażujecie się w to emocjonalnie, bo bardzo często to, co się aktualnie dzieje, zamieszanie, jakieś rzeczy, które wydają się na pierwszy rzut oka niekorzystne, za chwilę okazuje się, że są bardzo korzystne. To właśnie odruchowe, mimowolne nadawanie znaczenia danym sytuacjom i danym emocjom, czyli coś jest szczęściem albo coś jest nieszczęściem, powoduje to, że pozbawiamy się przyjemności. Ja miałem niewątpliwą przyjemność spędzić ze swoim zięciem sporo czasu. Pogadaliśmy sobie, połaziliśmy, zjedliśmy pizzę. Dawno żeśmy się nie widzieli, bo ze dwa miesiące, więc była okazja, żeby nadrobić w męskim towarzystwie jakiś czas. Mam nadzieję, że dla niego to też było przyjemne, bo my się zasadniczo raczej lubimy. Wymieniamy się różnego rodzaju informacjami.
Wszystko na spokojnie się samo poukładało. I tak jest bardzo często w naszym życiu. Tylko musimy pozwolić sobie, znaczy nie sobie, pozwolić czasowi dać czasowi czas. Warto jest, kochani. Przepraszam, gardło mi zaschło. Warto jest zastanowić się nad tym procesem, o którym mówiłem na początku. Czy to, co się dzieje w naszym życiu, jest faktycznie nieszczęściem? Czy jest nieszczęściem, ponieważ my w naszej podświadomości mamy zapisany taki wzorzec, że to ma być nieszczęście? Świadomość, to, o czym my w naszych audycjach rozmawiamy, to jest właśnie między innymi umiejętność suwerennego nazwania tego, co się dzieje wkoło nas. Suwerennego, wolnego, dokonania wyboru, jak zareagujemy na oczekiwania innych bądź oczekiwania własne wobec siebie.
I czy te reakcje mimowolne, te płynące z podświadomości, nie pozbawiają nas radości. Jest mnóstwo rzeczy, mnóstwo sytuacji, mnóstwo wydarzeń, mnóstwo ludzi, mnóstwo emocji, które mogłyby być dla nas powodem do chociażby małego uśmiechu, do chociażby podzielenia się uśmiechem z drugą osobą, do miłego gestu, do głośnego śmiechu, do chęci żartu, do poczucia się lepiej, do poczucia się weselszym, radośniejszym, szczęśliwszym, których nie doceniamy, ponieważ nie przypisaliśmy im w naszej podświadomości znaczenia radosne, szczęśliwe, wesołe, fajne. Mój Ciapcio codziennie rano przypomina mi o jednej rzeczy: Sławek, za pięć minut też będzie poniedziałek, też będzie środa, też będzie piątek. Za pięć minut nic się nie zmieni, ale te pięć minut możemy pograć w piłkę. I to jest te pięć minut, kiedy Gapcio dostarcza mi mnóstwa radości. Już nie jest taki malutki, już nie jest taki ciapciakowaty, jak był, ale to klapnięte uszko nadal ma.Cały czas ta piłka go gdzieś tam jeszcze na różne sposoby bawi, denerwuje, drażni, złości, przeszkadza. Jeszcze się tam przewraca, jeszcze się na trawie poślizgnie, więc dostarcza mi przez te kilka minut mnóstwo radości. I też mnóstwo radości związanej z tym, że ja dostarczam jemu trochę radości, że on się też czuje szczęśliwszy. Więc to jest pięć minut, trzy minuty w zależności od pogody, i tak dalej. Te kilka minut, kiedy dajemy sobie radość.
Chociaż moja podświadomość jeszcze mówi: „Sławek, będą korki, umówiłeś się. Możesz nie zdążyć do dziewiątej, będziesz się spieszył”. Mówię: „Nie, nie będę się spieszył. Będę jechał normalnie, będę jechał bezpiecznie. Nie spóźnię się. Wszystko ułoży się tak, że będzie dobrze”. Ale ona cały czas mi tam jeszcze próbuje. „Nie, Sławek. Nie, nie. Są rzeczy ważniejsze.
Ty masz obowiązki. Ty masz to, ty masz tamto. Ty powinieneś. Ty musisz. Należałoby. Trzeba”. A ciapcio mówi: „Nie, Sławek. Za pięć minut też będzie poniedziałek”. I w naszym życiu na każdym kroku podejmujemy bardzo ważne decyzje. My podejmujemy bardzo ważne decyzje.
Każdy człowiek podejmuje ważną decyzję, czy przez te pięć minut będzie zadowolony, czy nie, czy będzie uśmiechnięty, czy nie, czy będzie szczęśliwy, czy nie. Nikt za nas tej decyzji, kochani, nie podejmuje. To my podejmujemy decyzję, czy będziemy szczęśliwi, czy nie. I tu nie ma żadnych czarów-marów. To, czy jesteśmy zadowoleni, czy jesteśmy radośni, czy jesteśmy szczęśliwi, zależy w większości przypadków od nas. Oczywiście ja nie mówię o drastycznych, dramatycznych sytuacjach, wypadki, śmierci, choroby i tak dalej. Bo chyba mnie poznaliście, nie jestem człowiekiem nawiedzonym, który będzie was namawiał do tego, żeby w przypadku choroby czy wypadku bliskiej osoby robić sobie z tego żarty, jaja i nie podejmować pewnych działań. Nie mówię o takich sytuacjach i też nie będę was do tego namawiał. Zresztą to też jakby suwerenna decyzja każdego człowieka, co w danej sytuacji, jak się zachowa. Natomiast namawiam was do suwerennego podejmowania decyzji, co w danej sytuacji i jak chcecie się zachować.
Nie odruchowej, nie automatycznej, tylko suwerennej, osobistej, własnej, rozważnej, rozsądzonej decyzji. Bo jest całe mnóstwo rzeczy, które pozbawiają nas radości tylko dlatego, że w naszej podświadomości ktoś przypisał im taką wartość, takie znaczenie. My to możemy zmienić. W każdej chwili możemy to zmienić. Za pięć minut też będzie poniedziałek i to, że przez całe życie denerwowaliśmy się, wpadaliśmy w szał, w furię, jak słyszeliśmy, że ktoś nazwał nas debilem, to wcale nie znaczy, że tak musimy reagować dalej. Możemy powiedzieć: „Ty też jesteś głupi”. Jest cały wachlarz możliwości. I też nie mówię o tym, że ktoś nas bije, że ktoś nas poniża publicznie i tak dalej. Natomiast jest całe mnóstwo sytuacji, historii, przypadków, zdarzeń, w których na dobry początek możemy podjąć decyzję inną niż do tej pory i przypisać wartość taką, która nie pozbawi nas radości, a może nawet wręcz tej radości doda. I to wam, że tak powiem, kochani, bardzo polecam, bo świadomość jest właśnie związana z tym, że zaczynamy przejmować kontrolę nad swoim życiem, a żeby przejąć kontrolę nad swoim życiem, musimy przejąć kontrolę nad swoimi emocjami.
Może kontrolę to jest dużo powiedziane, bo o tym być może będzie następna audycja, jeżeli się nic nie wydarzy. Bo to słowo kontrola, nie będę tego kontynuował, ale nazwijmy to umownie kontrolę czy możliwość kreowania swojego życia, to właśnie zaczyna się od możliwości decydowania o swoich emocjach. I taki drobny trening jest świetnym wprowadzeniem do robienia rzeczy grubszych w takich właśnie prostych sytuacjach, w których odruchowo coś nie spełnia naszych oczekiwań, bądź my jesteśmy przekonani, że my nie spełniamy jakichś tam oczekiwań. To powoduje spadek naszej energii, zadowolenia, radości, przyjemności, czerpania przyjemności z tego, co robimy. To właśnie na takich prostych rzeczach warto jest sobie potrenować. Jutro będzie wtorek i pięć minut, które poświęcicie na coś innego niż do tej pory, nie zmieni faktu, że jutro będzie wtorek i naprawdę nie zawali waszego terminarza tak, że się coś wydarzy jakiegoś dramatyczne. Dzisiaj nadrabiając zaległości w tym, co mi tam podsyłacie, usłyszałem bardzo fajne stwierdzenie, że nikt jeszcze nie nakręcił filmu o tym, że: „a potem żyli długo i szczęśliwie” i że dwie godziny czy dwie i pół godziny było o tym, jak żyli długo i szczęśliwie. Że najczęściej jednak najpierw się coś dziejeA dopiero potem jest żyli długo i szczęśliwie. A poza tym takich filmów też ludzie nie chcą oglądać. My dążymy do szczęścia, szukamy szczęścia, szukamy radości, ale największą przyjemność jednak czerpiemy z poszukiwania, z dążenia.
Jak docieramy do jakiegoś celu, natychmiast większość ludzi wyznacza sobie następny, ponieważ życie wtedy staje się bez sensu, nie ma celu. Ponieważ taką mamy naturę, to też fajnie jest, w moim oczywiście przekonaniu, wy zrobicie, co będziecie z tym chcieli i uważali, ale w moim przekonaniu fajnie jest te poszukiwania, to dążenia, ten cel skupić na czymś, co doda nam chociaż trochę radości. Albo inaczej, pozwoli odzyskać radość z robienia tego, co robiliśmy do tej pory, ale nauczyliśmy się nadawać temu inne znaczenie, inny sens, który sprawił, że to, co robimy do tej pory, zaczęło nam sprawiać przyjemność. Tym jest też między innymi świadomość. Umiejętnością nieposiadania potrzeby spełniania oczekiwań innych ludzi i oczekiwań względem siebie. Kochani, piękny czas zaczyna się dla większości ludzi, chociaż nie wiadomo, jak to w tym roku będzie. Natomiast prezenty są zawsze miłe. Możliwość spotkania się z bliskimi jest też fajna. Zawsze jednak w większości domów ta atmosfera bliskości świąt powoduje, że ludzie trochę odpuszczają. Że nawet jak coś tam do siebie mają, to często przy tych stołach wigilijnych potrafią odpuścić.
Więc to jest też fajny czas na spojrzenie na to wszystko właśnie przez pryzmat tego, co powiedziałem wam dzisiaj. Być może to, co nazywaliście do tej pory nieszczęściem, wcale tym nieszczęściem nie jest. Być może to, co do tej pory robiliście i wydawało wam się albo obowiązkiem, a przynajmniej nie dawało wam radości, teraz spojrzycie na to trochę inaczej i może do pewnych rzeczy podejdziecie bardziej świadomie. Tego wam kochani z całego serca życzę. Oczywiście zdrówka i wszystkiego dobrego. Zawsze życzę obfitego Mikołaja, który uwzględni inflację. Jak najwięcej ciepła, jak najwięcej radości, jak najwięcej miłości na ten nadchodzący okres, na ten nadchodzący tydzień. Również z naszego duchowego, astrologicznego, astrofizycznego punktu widzenia okres wyjątkowy. Czerpcie całymi garściami i niech was jak najdłużej trzyma, bo fajnie. Bo fajnie jest się uśmiechać, bo fajnie jest być radosnym, fajnie jest być wesołym.
Fajnie jest mieć w życiu również frajdę z prostych rzeczy, a nie tylko z jakichś sporadycznych sukcesów, które ktoś nazwał sukcesem. Cieszcie się z każdego waszego sukcesu, nadawajcie mu znaczenie wielkiej radości, wyznaczajcie sobie nagrody i bądźcie szczęśliwi. Tego wam kochani, ja osobiście oraz sobie samemu z całego serca życzę. Oczywiście jak zwykle rozgadując się i kończąc część naszą oficjalną.
[51:48] - Troszkę komentarzami tutaj sypnęło. Nie ma może ich zbyt wiele, ale jak najbardziej są i są to komentarze w temacie audycji. Także ja panu Sławkowi wszystko już podesłałem na Messengera, a my na antenie Radia Paranormalium robimy sobie króciutką przerwę. Oj, tutaj chyba jakiś problem techniczny się u mnie pojawił. Coś miga mi ekran. Nie wiem, czy się w ogóle słyszymy.
[52:16] - Ja słyszę panie Marku.
[52:20] - Właśnie program do nadawania na YouTube się właśnie po raz drugi w ciągu ostatnich pięciu minut zawiesił. Także jakaś awaria tutaj rzeczywiście wystąpiła. Mam nadzieję, że słyszymy się, jeżeli nie na YouTubie, to na naszym drugim kanale, na którym jest prowadzona retransmisja oraz na antenie radiowej. Kończymy tę pierwszą część audycji. Robimy chwilę przerwy z zespołem Czak z utworem „Dla tych, którzy odeszli”. Jakieś pięć minut przerwy i już za chwilę powrócimy do audycji „Świat oczami duszy”. Do tej części, w której pan Sławek będzie się odnosił do komentarzy z czata. Będziemy także czekać na wasze, jak najbardziej, telefony. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Zostańcie państwo z nami.
[53:55] - Dla tych, którzy odeszli. Dla tych, co odpłynęli.Dla tych, co się rozpierzchli, a czas ich w oczach spopielił. Śpiewam. Śpiewaj, choć śpiewać nie umiesz. Śpiewam. Śpiewaj, choć śpiewać nie umiesz. Dla tych, którzy kochają. Dla tych, co kochać nie mają kogo. Dla tych, co nienawidzą siebie, a może nikogo. Śpiewam.
Śpiewaj, choć śpiewać nie umiesz. Śpiewam. Śpiewaj, choć śpiewać nie umiesz. Dla tych, co się urodzą w dniu sądu ostatecznego. I dla tych, których poczęto nie wiadomo dlaczego. Śpiewam. Śpiewaj, choć śpiewać nie umiesz. Śpiewam. Śpiewaj, choć śpiewać nie umiesz. Śpiewam.
Śpiewaj, choć śpiewać nie umiesz. Śpiewam. Śpiewaj, choć śpiewać nie umiesz.
[56:47] - Przerwę muzyczną wypełnił nam zespół Czaku. Utwór zatytułowany „Dla tych, którzy odeszli". A my wracamy do audycji „Świat oczami duszy". Do tej części, w której pan Sławek będzie się odnosił do komentarzy z czatów. Będziemy także czekać na wasze telefony. Jak najbardziej. Nasze numery telefonów to jak zawsze stacjonarne 32 746 00 08. Komórkowy 53 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02.
Jesteśmy także na czatach radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może do nas także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[59:24] - Dziękuję panie Marku. Oczywiście w związku z tym, że tych komentarzy jest faktycznie trochę mniej, więc gdybyście kochani chcieli zadzwonić, to zapraszam jak najszybciej, bo nie będę po raz kolejny na siłę ciągnął audycji, więc jak macie ochotę to dzwońcie. A ja już przechodzę do komentarzy. Tutaj nam się Rafał Gołębiewski pojawił. Kasiula Kasiula. Ala Czarna. Widzę tutaj nowe postacie też. Missis Tychaus, to nie jest nowa postać. Witam cię kochana. Z informacją, że właśnie z doskoku, bo trzydniowe gotowanie się zaczęło.
Widzę zresztą nie tylko ona, bo Dorotka też pisze, że już właśnie zaczęła wypieki. Karen. Proszę bardzo. Karen się pojawiła. Kudłaty. Super. Bardzo się cieszę. Pan Krzysztof też się pojawił. Kogoś tutaj jeszcze mamy na samym początku.Także tutaj Mystery House mnie pyta: „Jak to z drugiego końca świata?” Tak się zaśmiałem, bo nie ukrywam też, że ja kolejną przeprowadzkę, już rok bez przeprowadzki, rok stracony, więc ja się też przeprowadziłem jeszcze dalej od cywilizacji. Poniekąd jak mówię swoim znajomym, gdzie mieszkam, to mówią, że na końcu świata.
A poza tym to było takie trochę nawiązanie do tego, co o końcu świata mówił pan Marek. Krzysztof pisze: „Ja się nie włączam, tylko słucham. Hejka wszystkim”. Kasiula pisze: „Wolność i zdrowie. Kasę się zarobi zawsze”. Bardzo słusznie. Tam, gdzie jest radość, gdzie jest przyjemność, gdzie jest chęć, gdzie jest energia. Bo kochani, pamiętajcie o tym, że wszystko to, co nam daje radość, czyli jest związane z jakąś tam formą szczęścia, dostarcza nam energii. Owszem, są ludzie, którzy potrzebują presji, potrzebują nacisku, potrzebują adrenaliny do działania. Natomiast ja osobiście zdecydowanie bardziej wolę funkcjonować i lepiej mi się funkcjonuje w sytuacji dobrych energii, pozytywnych energii, jakichś tam sukcesów, miłych osób.
Zarabianie pieniędzy jest wtedy prostsze, a nawet jak ich czasami brakuje, to też się mimo wszystko w dobrych energiach łatwiej sobie z tym poradzi i da się w tym funkcjonować.
[01:02:14] - Ja mam takie pytanie, czy się słyszymy z Just Me? Powinniśmy się chyba słyszeć. Halo, halo, czy się słyszymy? To może się usłyszymy z panem Kazimierzem. Halo, halo, czy się słyszymy, panie Kazimierzu?
[01:02:26] - Pewnie się nie słyszymy. Mnie słychać?
[01:02:28] - Słychać.
[01:02:29] - Witam panie Kazimierzu, ja pana słyszę normalnie, jakby pan siedział obok mnie.
[01:02:34] - Dzwonię, moi drodzy, ponieważ wszystkiego dobrego, wszystko, co dobre, szybko się kończy. Dawno nie dzwoniłem, więc należy to dobre skończyć. Szybkie takie pytanko. Jestem kompletnie nieprzygotowany do tej dyskusji de facto, ale tak pomyślałem, że rzucę pewne hasło, które z racji nieprzygotowania być może będzie ciężko mi ująć. Mianowicie lęki, bo w poczuciu szczęścia często przeszkadzają nam lęki. Lęki, które wydobywają się z podświadomości. Lęki, które powodują na przykład różne problemy natury, powiedzmy stresowej, zdrowotnej. Na przykład sam tak mam. W ramach nieprzygotowania mojego chciałbym to hasło lęku wrzucić. I czy to jest inny temat audycji najlepiej, czy jeszcze w tej audycji da się odpowiedzieć, coś powiedzieć na ten temat, połączyć te dwa wątki?
[01:03:44] - Panie Kazimierzu, bardzo fajny wątek. Zresztą co jest ciekawe, że pan dzwoni, zadaje mi pytania, a następnie sobie najczęściej sam na nie odpowiada.
[01:03:58] - Tym razem raczej tak. Okej, to mnie zaskoczyło, ale dobra.
[01:04:04] - Bardzo dobrze pan to ujął. W momencie, kiedy w naszej podświadomości brakuje wzorców szczęścia, bo tak jak kiedyś mówiłem, że nikt nas nie uczy miłości do samego siebie. Uczą nas rodzice, otoczenie, czego się bać, czego unikać, co jest dobre, co jest złe, co takie, śmakie, owakie. Natomiast nikt nas nie uczy, znaczy w większości nikt nie uczy miłości do samego siebie. I też nadaje, to, co dzisiaj mówiłem, znaczenie jakimś wydarzeniom czy sytuacjom, które mają nam się kojarzyć ze szczęściem, ale nie muszą koniecznie nam tego szczęścia dawać, jednak mają jakieś tam znamiona szczęścia. A tego prawdziwego szczęścia musimy się nauczyć sami. Jeżeli w naszej podświadomości nie ma takich naszych wzorców szczęścia, to w momencie, kiedy one zaczynają się pojawiać, czymś naturalnym jest niepokój, bo nasza podświadomość i to pan doskonale właśnie powiedział, że nasza podświadomość nie wie, jak ma się w takiej sytuacji zachować. Często jest też tak, że jest to stan na tyle przyjemny, to jest tak jak z zakochaniem, że ludzie często od zakochania przechodzą do stanu przerażenia, bo raptem zrobiło się fajnie, raptem zrobiło się przyjemnie i zaczyna pojawiać się lęk, że co będzie, jak ja to stracę? Jak ja sobie poradzę bez tego uczucia? I to jest całkowicie normalne, znaczy normalne, ale niefajne.
Ja kiedyś na swoim przypadku, przeżywając jakieś tam porażki finansowe, mówiłem sobie tak: „Sławek, byłeś już na górce, czyli potrafisz. Czyli jeżeli potrafiłeś zrobić coś raz, to tym bardziej powinno ci się udać to zrobić drugi raz, trzeci raz, czwarty raz. Za każdym następnym razem powinno być łatwiej”. I to jest mój wypracowany sposób na niwelowanie właśnie lęku. Czyli okej, nawet jeżeli w tej chwili to stracę, to jednak mam już w sobie umiejętność osiągania tego stanu i będzie mi łatwiej. Nie mam się czego bać. Zrobię to drugi raz, trzeci raz, będę mądrzejszy. Proponuję, podpowiadam swoją metodę na to, aby ten-Te lęki właśnie w miarę możliwości w sobie niwelować. Zrobię to po raz kolejny. Nie muszę się bać.
Nie muszę się obawiać, że to na tą chwilę stracę.
[01:06:46] - Jestem zaskoczony, bo nie spodziewałem się, że ten temat można od tej strony podjąć, ponieważ mnie chodziło o troszeczkę innego rodzaju lęki, a te, o których pan mówi, to o tych już zapomniałem, bo już je przepracowałem i nawet o tym nie pomyślałem. Natomiast miałem bardziej na myśli lęki, takie powiedziałbym, inkarnacyjne, że z czymś musimy się zmierzyć i jednocześnie to sprawia, że wewnętrzne lęki powodują niepokój i przez ten niepokój ciężko jest w zasadzie utrzymać się w szczęściu, gdyż ten niepokój nas wybija, pomimo że jesteśmy świadomi szczęścia, ale nie ma tej wibracji pozytywnej. O to mi bardziej chodziło i myślę, że tutaj jest zdecydowanie bardziej trudny. Dlatego myślę, że to może być zupełnie wręcz inny temat audycji, bo to już bardziej inkarnacyjna kwestia.
[01:07:45] - W tym kontekście faktycznie może nie to, że prosto, szybko. Nie potrafię tego w kilku zdaniach powiedzieć, bo tu też jest kilka aspektów, które mogą ten lęk powodować. Między innymi może to wynikać z tego, że nie do końca zrozumieliśmy sens wydarzenia, sens doświadczenia i dokonujemy jakichś zmian, ale nie o takie zmiany na przykład chodzi. I wtedy faktycznie może ja tego stanu nie doświadczam, bo ja to bardziej wszystko przyjmuję: „Okej, to się samo wyjaśni”, bo jeżeli podjąłem niewłaściwą decyzję, czyli podjąłem niewłaściwe działania, nie o to tutaj chodziło, nie o taką zmianę, to za chwilę wyjdzie. Za dzień, za dwa, za trzy, za tydzień. To się samo wyjaśni. Będzie jakiś dysonans, będzie jakiś fałsz, będzie jakaś sytuacja, która to pokaże. Więc ja może dlatego nie odczuwam lęków, ale domyślam się i też często słyszę właśnie o takim niepokoju, czy decyzje, czy zmiany, jakie podejmuję, czy doświadczenia, na które się decyduję, są właściwe. Czy to mi służy? Czy to mi przeszkadza?
Czy to jest zgodne z moim przeznaczeniem? Czy to jest zgodne z moją inkarnacją aktualną i tak dalej. Jeżeli w tym kontekście pan to chciał ująć, panie Kazimierzu, dobrze zrozumiałem tym razem?
[01:09:31] - To jeszcze inny kierunek, ale bardziej mi się wydaje, że on jest zbieżny z tym pierwszym wątkiem, co pan poruszył. Bo tutaj to bardziej bym powiedział w ten sposób, że mamy jakiś konkretny cel. Ja wiem, że muszę się z pewnymi wyzwaniami zmierzyć, związanymi z pewnymi lękami. Także te wydarzenia, z którymi się muszę zmierzyć, niosą za sobą pewne lęki. Lęki pewnie z przeszłości, z innych inkarnacji pewnie. I jako że one są na daną chwilę na przykład niezdefiniowane, to one oddziałują na mnie na zasadzie nieznanego źródła i z czasem dopiero ja powolutku je odkrywam, z czym był związany dany lęk. Ale to odkrywam nie na zasadzie, że dochodzę po nitce do kłębka, tylko na odpowiednim etapie pojawia się zrozumienie. I od tej strony strzelę przykład. Mogę dać taki przykład, żeby było wizualizacyjnie. Dajmy na to, że ktoś miał jakąś tragiczną śmierć.
Na przykład w nowym życiu panicznie boi się śmierci albo tego, jak będzie umierał, że coś mu się nie wydarzy za moment na przykład. I za nim chodzi pewien lęk, którego właśnie nie jest w stanie zdefiniować, że to jest właśnie lęk przed śmiercią na przykład. Ale chodzi, bo w jakiś sposób za nim chodzi i ściąga go wibracyjnie w dół, bo za każdym razem odczuwa lęk. Mogę tutaj sobie wyobrazić sytuację, na przykład: nie wsiądę do tramwaju, bo nie wiem czemu, ale się boję jechać tramwajem. Nie wsiądę do samochodu, bo się boję, ale w sumie i tak wsiądę, ale się boję. I taki mrzysz może ktoś mieć na przykład.
[01:11:38] - Okej.
[01:11:40] - Irracjonalne zawsze w tym samym wątku pojawia się w różnych aspektach, ale dopiero w przyszłości ktoś może, bo też coś podobnego miałem w sumie, ale coś w tym stylu.
[01:11:52] - Okej, dobra, to już zrozumiałem kontekst, ale to faktycznie, panie Kazimierzu-
[01:11:58] - Pomyślałem.
[01:12:00] - Nie, tak bardziej myślę sobie o tym, że przy tym zestawieniu, że ja raczej dzisiaj o szczęściu mówiłem i może przed świętami chciałbym ten wątek szczęścia trochę utrzymać właśnie w naszych wibracjach, to bym może niekoniecznie chciał ten wątek ciągnąć dzisiaj, ale ja go doskonale rozumiem. I też mam tu jakieś własne osobiste doświadczenia w tym, więc okej. Ale to mówię, wolałbym tego dzisiaj nie ciągnąć, bo to może być troszeczkę dłużej.
[01:12:40] - Spoko, dobra, okej. To może w takim razie ja proponuję trochę szczęścia dodać do audycji, trochę więcej ode mnie. Czyli ja się mogę rozłączyć.
[01:12:52] - Bez przesady, panie Kazimierzu.
[01:12:54] - Dziękuję wszystkim. Dziękuję, panie Marku. Dziękuję, panie Sławku. Jak się orientuję, jest poniedziałek, czwartek w święta, więc wesołych świąt wszystkim panom w studio wirtualnym i wszystkim poza studiem wirtualnym. Wesołych świąt! À propos, przepraszam, audycje później jakoś będą, czy może już życzyć szczęśliwego Nowego Roku?
[01:13:20] - Nie no, mamy jeszcze poniedziałek przed sylwestrowy, więc 28. Mam nadzieję, że po świętach wypoczęty, radosny.
[01:13:31] - O ile oczywiście to, co będziemy mieć, można jakoś nazwać jakkolwiek sylwestrem. Of course.
[01:13:39] - Tak, raczej plan jest taki, że za tydzień się usłyszymy.
[01:13:44] - To raczej nie będzie chyba sylwester, tylko ogólnonarodowy kilkugodzinny areszt domowy.
[01:13:50] - Tym bardziej będziemy mogli prowadzić długą audycję i nikt nam nic nie zarzuci.
[01:13:55] - Dokładnie.
[01:13:56] - O 6.00 rano.
[01:13:57] - Dokładnie.
[01:14:00] - Dobra dzięki wielkie, trzymajcie się cieplutko i do usłyszenia kiedyś.
[01:14:06] - Wzajemnie panie Kazimierzu, dzięki za telefon. Pozdrawiam serdecznie.
[01:14:09] - Dziękujemy panie Kazimierzu i liczymy na to, że JustMe pokonała problemy techniczne z mikrofonem. Halo, halo, czy się słyszymy?
[01:14:17] - Dzień dobry, dobry wieczór.
[01:14:19] - Słyszymy się.
[01:14:20] - Witam cię kochana. Witam cię bardzo serdecznie.
[01:14:23] - Nareszcie.
[01:14:25] - Dawno cię nie słyszałem.
[01:14:26] - Witam wszystkich. Słuchajcie, ja na chwilę, bo to jest ostatnia audycja przed świętami, więc wszystkiego najlepszego dla ciebie Sławku, twojej rodziny, twoich zwierzaczków. Wszystkiego najlepszego dla ciebie Marku i wszystkich twoich przyjaciół, rodziny i dla wszystkich słuchaczy szczęśliwych czy nieszczęśliwych. Dużo, dużo szczęścia, bo jest w zasięgu ręki. I to wszystko, co chciałam powiedzieć.
[01:14:53] - Dziękuję ci bardzo. Ja w imieniu swoim oraz mojej rodziny i zwierzaczków zwłaszcza bardzo ci dziękuję. Miło cię było usłyszeć. Fajnie, że tutaj tego szczęścia z każdą minutą w tej audycji przybywa. Ja oczywiście z przyjemnością odwzajemniam te życzenia. Wszystkiego dobrego dla ciebie i twoich bliskich. Rozumiem, że tam jakieś obowiązki życiowe cię wzywają.
[01:15:24] - Kuchnia mnie wzywa.
[01:15:26] - Kuchnia. Właśnie. I to jest ta niesprawiedliwość społeczna. Kobiety siedzą w kuchniach, a faceci gadają sobie o jakichś tam pierdołach na antenie radiowej. Gdzie tu jest sprawiedliwość?
[01:15:42] - Ja jestem szczęśliwa.
[01:15:43] - Ale dotrzymam ci towarzystwa przy tych garach.
[01:15:46] - Jasne, cały czas słucham. Dobrze, to na tyle. Naprawdę ściskam was wszystkich i do usłyszenia.
[01:15:53] - My ciebie też. Serdecznie pozdrawiam. Dziękuję za ten telefon.
[01:15:56] - Dzięki, do usłyszenia.
[01:15:57] - Pa.
[01:15:59] - To ja przypomnę, może skorzystam z okazji, żeby przypomnieć kontakty głosowe. Nasze numery telefonów to stacjonarny, z którego pan Kazimierz skorzystał przed momentem 32 746 00 08. Komórkowy 53 620 493. I oczywiście Skype radio.paranormalium.pl. Skype nam dzisiaj jakoś tak problemów technicznych nie robi, więc dzwońcie śmiało.
[01:16:34] - Śmiało, nie wstydźcie się. Jak widać tutaj te wibracje sobie też tymi fajnymi życzeniami podnosimy. To jest fajne. To są takie wypowiadane na głos marzenia, życzenia, afirmacje. Więc nie wstydźmy się tych życzeń składanych nawzajem, bo a nuż widelec się spełnią. Czego oczywiście sobie i wam z całego serca życzę, kochani. Wracając do komentarzy, Dorotka napisała tutaj: „Moja lista byłaby bardzo długa”. Nie wiem tylko, czy to był ten moment, kiedy mówiłem o szczęściu czy nieszczęściu. Mam nadzieję, że szczęściu. To jest też właśnie fajne, przy okazji marzeń o tym rozmawialiśmy.
Niech ta lista będzie jak najdłuższa. Róbcie sobie takie listy. Nawet teraz dzieciaki mają fajnie, piszą listy do Świętego Mikołaja. Może czas i nam sobie przypomnieć, żeby właśnie usiąść i potrafić, chociażby nawet teraz, w tym okresie wypisać na kartce, czego tak naprawdę pragniemy, co tak naprawdę dla nas byłoby szczęściem, co by było radością, czemu miałoby się nie spełnić. Dajmy szansę, aby teraz, właśnie w tej nowej energii, w tej nowej sytuacji energetycznej, która się tworzy, spróbujmy, zobaczmy. Nic nie ryzykujemy. Jedyne co, to to, że coś się w naszym życiu zmieni. Ale zmiany też są fajne. Zmiany niosą ze sobą, owszem, niepewność, ale jednocześnie też powodują ruch. Więc piszmy.
Andrzej Michalski pisze: „Witam serdecznie. Bardzo dobre pytanie z tymi wysokimi wibracjami i niestabilnością trwania. Też się nad tym zastanawiałem na sobie”. I to jest najlepszy kierunek, bo najwięcej informacji takichTrafnych dostajemy wtedy, kiedy testujemy pewne rzeczy na sobie, nie na innych, bo ta informacja zwrotna może być niepełna. Też nie każdy jest w stanie i nie każdy chce wyrazić, co w takiej sytuacji czuje, co myśli, co się dzieje. Natomiast my sami doskonale wiemy, co się z nami w takich momentach dzieje. Ta informacja jest najlepsza, najbardziej precyzyjna. Pan Kazimierz napisał: „Wszyscy zasłuchani, taka cisza”. Piotr Miron napisał: „Improwizujesz”. Tak, drogi Piotrze, improwizuję i za każdym razem improwizuję.
Już od bardzo dawna improwizuję, bo tak jak mówię, chcę, żeby to płynęło ze mnie, żeby to nie było wypracowane, żeby to nie było czytanie wypracowania, żeby to nie było czytanie konspektu. Te myśli się cały czas gdzieś pojawiają. Zresztą ja bardzo lubię ten stan, powiem wam szczerze, kiedy otwieram się na myśli i kiedy one zaczynają do mnie spływać. Bardzo lubię ten stan, dlatego między innymi może trochę też pod kątem samego siebie. Owszem, przed audycją mam chwilę czasu, żeby jednak jakiś zarys tej audycji zrobić, zastanowić się, o czym chcę wam powiedzieć. Natomiast cała reszta jest faktycznie w pewnym sensie improwizacją. Iwonka napisała: „Myślę, że wielu ludzi jest nieszczęśliwych, bo ciągle użalają się nad sobą w ten sposób tylko odpychają innych od siebie”. Powiem tak: ludzie, którzy ciągle narzekają, też mają swoje grono fanów, bo często ludzie jednak gromadzą się w grupy, które narzekają. Do szczęścia możemy być sami albo z jedną osobą. Natomiast do nieszczęścia najlepsze jest duże grono.
Ludzie, którzy jeszcze do tego wszystkiego mówią nam, że oni też są nieszczęśliwi. To jakoś tak ludziom chyba jest lżej wtedy. Mówią: „A, to nie tylko ja mam tak przerąbane. To może ja i inni. A inni to jeszcze mają gorzej”. A może nie? A może po prostu chodzi o to, że ci, którzy też tak myślą, są lepszymi słuchaczami? Nie wiem, ale z pewnością taka osobowość totalnie blokuje sobie dostęp do radości. Oczywiście ja unikam takich ludzi, ponieważ zmiana tego nastawienia może płynąć tylko i wyłącznie z danego człowieka. Dostarczając mu przyjemności, radości, mówiąc o miłych rzeczach, możemy go wkurzać.
Możemy być uważani za ignoranta, za człowieka, który nie rozumie jego, że tak powiem, bólu, cierpienia i paru innych rzeczy. Więc nie bardzo bez udziału tamtej osoby da mu się pomóc. Najpierw ona musi wykonać ruch, że chce coś zmienić. Więc ja takich ludzi unikam, ale im współczuję. Nasz drogi Adam Ivs się pojawił i napisał: „Już za dzieciaka mnie zastanawiało, czemu nigdy nie ma filmów „A potem żyli długo i szczęśliwie” i dlatego przeważnie najfajniejsze momenty są na początku produkcji, a potem się wszystko psuje”. Tak jak powiedziałem, takich filmów ludzie nie chcą oglądać. Wystarczy spojrzeć na program telewizyjny i zobaczyć, co ludzie oglądają. Fajnie jest jak są perypetie, problemy i na koniec jest happy end, a potem żyli długo i szczęśliwie. Ale film o takim „żyli długo i szczęśliwie” to jest trochę jak opowieść o raju. To, co wam mówiłem, w raju jest nudno, a „potem żyli długo i szczęśliwie” też jest nudno, bo się nic nie dzieje, tak jak powiedziałem.
Nawet to największe szczęście ludziom kiedyś, że tak powiem, powszednieje. Olbrzymi majątek powoduje to, że chce się mieć jeszcze większy majątek. Jeden sukces powoduje to, że chce się mieć jeszcze następne sukcesy. Że jak już się dotarło tu, to chce się dotrzeć jeszcze dalej. Jak już się przebiegło 100 metrów w 10 sekund, to chce się przebiec w dziewięć. Jak się skoczyło siedem metrów wzwyż, to chce się skoczyć 7,12. Jak się jest mistrzem świata, to się chce być mistrzem wszechświata. To po prostu jest taka nasza natura. Ale w sumie może warto by nakręcić. Może my jesteśmy w błędzie?
Może ludzie z chęcią obejrzeliby taki film? Ja planuję taki film zrobić. O, właśnie! Tak, ja taki film zrobię. Kazimierz pisze: „Nie wiem, jakie wy filmy oglądacie. Ja znam takie”. O, proszę bardzo. Pan Kazimierz dzwonił, to powinien nam podrzucić tutaj ze dwa tytuły, bo może faktycznie moje zatrzymanie się na SSI było złe. Iwonka pisze: „Panie Sławku, podobno w przestrzeni musi panować równowaga i dlatego musimy doświadczać dobrych i złych rzeczy, żeby doświadczenie było pełne”. Musi panować równowaga.
Bardzo ładnie przedstawili to Majowie. I to bardziej chodzi o to, żeby znaleźć środek.Że dwa bieguny: szczęście i nieszczęście, dobro i zło wyznacza dwa bieguny, pomiędzy którymi jest cały wachlarz różnych możliwości. I my mamy wyznaczone granice, w jakich mamy się przemieszczać i w jakich możemy doświadczać. Natomiast prawdą jest to, o czym przed chwilą mówiłem z tymi filmami, że nawet ten przysłowiowy raj się ludziom znudził, że człowiekowi jednak potrzeba jest czegoś więcej, a już na pewno nie raju, który mu ktoś wymyślił, zaplanował, zorganizował i podał na tacy. Więc my często potrzebujemy właśnie doświadczyć czegoś, chociażby negatywnego, po to, żeby docenić, że to, co było, było w sumie fajne. W zasadzie się z tobą zgadzam. Oczywiście, że się z tobą zgadzam. I tu Iwonka jeszcze pisze: „Leki mogą powodować poczucie, że nie zasługujemy na szczęście. Taki sabotaż umysłu”. Nie wiem, jakie leki masz na myśli, ale jeżeli chodzi o leki, które oddziałują na naszą psychikę, to na pewno otępiają bodźce.
Trochę je temperują i one nie są takie wyraziste. Oczywiście to nie jest tak, że ja coś mam przeciwko tym lekom, bo są sytuacje w życiu, kiedy lepiej jest coś przytępić i przeczekać, zebrać siły i z innej sytuacji też i mentalnej, i emocjonalnej do rozwiązywania pewnych sytuacji podejść niż w jakimś ekstremum, w sinusoidzie narobić głupstw, które później są trudne do odkręcenia bądź wręcz niemożliwe. Natomiast tak, zdecydowanie wpływają. Zresztą każda ingerencja w nasz układ, jakikolwiek układ organizmu powoduje jakieś zawirowania. Nigdy to nie jest tak, że to pozostaje bez żadnych skutków ubocznych. Dorotka pisze: „Szczęście oczywiście”. Tak się domyślałem, ale wolałem zapytać. Po co się domyślać? Lepiej wiedzieć. Ale bardzo się cieszę.
Widzę, że ty też, bo mordka się wesoła pojawiła na końcu. Adam J. pisze: „Sławku, pozdrów wszystkich słuchaczy ode mnie i Kudłatego”. Więc kochani, niniejszym to czynię. Pozdrawiam serdecznie od Adama i od Kudłatego, ażeby formalnościom i kurtuazji stało się zadość. Adam odpisuje: „Dziękuję”, czyli wierzył we mnie, za co ja mu też ze swojej strony bardzo dziękuję. Miło kochani się robi i też mam nadzieję, że z każdym dniem będzie się robiło coraz bardziej miło. Pan Kazimierz poruszył tutaj temat, który jest ważny, ale zobaczymy, co życie przyniesie, co najbliższy tydzień przyniesie, święta, tematy. Być może będę miał ciutkie więcej czasu, żeby do pewnych rzeczy usiąść. A może tylko sobie tak marzę, żeby tak było.
Natomiast ten temat, który pan Kazimierz poruszył, bardzo mi się też połączył w głowie z tematem, który został poruszony z prośbą o przegadanie w ostatniej audycji odnośnie świata duchowego i tego całego procesu inkarnacyjnego. Więc fajny temat, głęboki, ale mówię tak, jak dzisiaj wspomniałem, bardzo chciałbym, abyśmy sobie te akumulatory naszych fajnych, dobrych wibracji i szczęścia takiego, które dla nas jest szczęściem, to co nam daje radość, abyśmy jak najbardziej w tym okresie naładowali, bo lepszego w tym roku nie będzie, kochani. Czerpcie, bierzcie, korzystajcie, pakujcie po kieszeniach, gdzie ktokolwiek może, w słoikach, zakopujcie w ogrodzie tak, żeby było tego jak najwięcej i jak najdłużej starczyło. I w ten sposób po niecałych dwóch godzinach dobrnęliśmy do końca komentarzy. Powiem wam, że ja nie ukrywam, że te krótsze audycje sprawiają mi coraz większą frajdę, bo fajnie było pociągnąć cztery i pół godziny czy coś, ale czytanie tych komentarzy w którymś momencie powoduje mętlik. Ja już przestaję być aż taki czujny na myśli, już troszeczkę pewnie też więcej cmokam i więcej się zastanawiam i więcej jąkam i to już może nie jest takie fajne. A te dwie godzinki, powiem wam szczerze, mi osobiście pstryknęło tak z palca. Zresztą były też fajne telefony, były komentarze w temacie audycji, był przerywnik z fajną muzyką, więc fajnie. Super, naprawdę bardzo się cieszę. Kochani, nie pompuję tego balonu, nie idziemy tutaj na czas, tylko na jakość.
[01:30:42] - Jeszcze trochę popompujemy. Mamy słuchacza telefonicznego. Halo, halo, Radio Paranormalium, czy się słyszymy?Halo, halo? Jakaś zawierucha. No niestety nie słychać. Straszne szumy, ale głos słuchacza nie potrafi się przez te szumy przebić.
[01:31:05] - Jak z samochodu jakiegoś.
[01:31:06] - Halo, halo.
[01:31:07] - O halo, halo.
[01:31:08] - Słyszycie mnie?
[01:31:09] - No teraz tak, teraz lepiej.
[01:31:11] - Czekamy. Może jeszcze nasz słuchacz telefoniczny postanowi raz spróbować zadzwonić, bo przez sekund parę było go słychać, ale tak jakby z jakiegoś Księżyca, z ciemnej strony Księżyca.
[01:31:24] - Powiem tak: zasięg, jaki osiągamy nawet by mnie tu jakoś mocno nie zaskoczył. Bo już chyba tylko Dalekiego Wschodu jeszcze nie mamy słuchaczy na Dalekim Wschodzie, chociaż nie wiemy czy nie mamy, bo po prostu może nic nie mówią. A ja przeczytam komentarz, który ja źle przeczytałem. Iwonka mnie poprawiła: „Panie Sławku, nie zauważył pan, że poprawiłam się zaraz poniżej mojego komentarza. Lęki miałam na myśli, a nie leki”. Przepraszam cię bardzo, ale faktycznie przeczytałem „leki”, ale przy okazji poruszyłem jeszcze inny aspekt tego wszystkiego. Pan Kazimierz pisze: „Panie Sławku, prośba jest z mojej strony, bo post factum zauważyłem, że na antenie była JustMe razem ze mną. Nie zauważyłem, więc proszę o pozdrowienie ode mnie dla JustMe”. JustMe pozdrawiamy cię. Pozdrawiam cię w imieniu pana Kazimierza.
Myślę, że przekazuję. Ja cię pozdrawiam i pan Kazimierz również. Adam pisze: „Ja pamiętam jak Sławek zły był, że po pięć razy to samo mówić, bo słuchacze się domagali tego. Moim zdaniem lepiej jest po sto razy to samo mówić, bo wszyscy słuchacze przyswoją”. Tam zły to może dużo powiedziane, aczkolwiek-
[01:33:01] - Powinniśmy się słyszeć z naszym słuchaczem. Halo, halo! Czy się słyszymy?
[01:33:05] - Tak, ja słyszę.
[01:33:07] - No to superowo. Pozdrawiamy serdecznie.
[01:33:09] - No.
[01:33:10] - Cóż pana do nas sprowadza? Z kim mamy przyjemność?
[01:33:14] - Arkadiusz mam na imię.
[01:33:16] - Witamy panie Arkadiuszu. Cóż pana sprowadza do nas i jaki temat chciałby pan poruszyć?
[01:33:21] - Chodzi o tytuły tych piosenek, które są w tle. Ja bym chciał, żeby się-
[01:33:25] - Ale ja już pisałem panu na czacie, że nie mam listy tych-
[01:33:28] - Może bo-
[01:33:29] - Ale przepraszam, ja już pisałem panu na czacie, że ja nie mam listy tych utworów. Nie mam. To jest playlista. To jest podkład muzyczny stworzony już lata temu dla potrzeb jeszcze innej audycji. Tylko go trochę zmodyfikowałem, żeby tutaj pasowało do „Świata Oczami Duszy”. Ale ja nie mam spisu tych utworów.
[01:33:48] - No szkoda.
[01:33:50] - A! To już wiem, z kim mam przyjemność, bo ja faktycznie nie wiedziałem nawet, o co chodzi. Bo ja tej muzyki, która leci w tle, wydaje mi się, że nie słyszę. Czy ją słychać też później na YouTubie?
[01:34:02] - Ta muzyka jest dokładana, że tak powiem, w locie jako takie tło muzyczne.
[01:34:09] - Aha. Dzisiaj. Dlatego mogłem pożyć.
[01:34:12] - Ale jeszcze mam inny temat do poruszenia.
[01:34:16] - No to słuchamy.
[01:34:16] - Długo się zastanawiałem nad pewną sprawą. No i tak. Według najnowszych badań ludzie są na Ziemi od 300 000 lat. Uważam, że trochę długo trwa ten rozwój duchowy. Ja tak sobie myślę, że chyba rozwiązaniem tego problemu może być to, że tu na Ziemi rodzą się tylko młode dusze, a nie bardziej zaawansowane. One już po osiągnięciu pewnego poziomu rozwoju inkarnują się na innych planetach, tak mi się wydaje. A my tu zawsze będziemy mieć źle, tak krótko mówiąc. Tak mi się wydaje.
[01:35:00] - Ja się tu z tym, że tak powiem, nie do końca zgadzam, ale to jest wątek, który-- no dobra, mamy chwilkę czasu, to ja przynajmniej swoje zdanie powiem, żebyście mieli, kochani, możliwość przygotowania się z kontrargumentami. Ja myślę po pierwsze, że jestem głęboko przekonany o tym, że ta próba, którą teraz z jakimś tam powodzeniem przechodzimy, przejścia na następny etap naszej ewolucji nie jest pierwszą próbą. Ja myślę, że przez te 300 000 lat my tych prób już podjęliśmy kilka, które zakończyły się niepowodzeniem i po prostu zniszczeniem ludzkości. Natura musiała sobie to wszystko gdzieś tam przerobić, przepracować i ten proces zaczął się od nowa. Więc myślę, że te 300 000 lat to faktycznie długo. Inną kwestią jest też to, że te etapy poszczególne są nierówno rozłożone w czasie i na przykład etap dusz dziecięcych trwał bardzo długo, ponieważ to był ten etap, w którym uczyliśmy się przetrwać w ogóle na Ziemi. Uczyliśmy się podstawowych aspektów przetrwania w ogóle, lęku, strachu i tak dalej. To wszystko, żeby ta nasza podświadomość miała czym-Czym się zapełnić. Ten etap dusz młodych tak na dobrą sprawę trwa kilkanaście tysięcy lat. Natomiast przez wiele lat byliśmy na etapie dusz dziecięcych, nawet niemowlęcych, kiedy ludzie uprawiali ziemię, żyli sobie w zbiorowiskach, gdzie rządziła rada starszych.
Ten etap też trwał bardzo długo. Natomiast pewne zdynamizowanie pojawiło się wtedy, kiedy zaczęły się tworzyć pojedyncze jednostki, które zapragnęły władzy i rządzenia samodzielnie całymi państwami, wioskami, miastami. To się wtedy zintensyfikowało, a to, co się dzieje teraz dzięki technologii jest takim bumem. A nie zgodzę się też, że gdzieś tam na innych planetach. Owszem, dostajemy dary, pewne osobistości z innych układów pojawiają się na Ziemi, natomiast my mamy do tego poziomu dojść jako ludzie samodzielnie. To jeszcze jest przed nami. Jeszcze nie osiągnęliśmy jako ludzie takiego poziomu świadomości, żebyśmy się mieli gdziekolwiek stąd ruszać. Jeszcze dużo roboty przed nami.
[01:38:02] - Czyli rozumiem, że my wszyscy, cała ludzkość jest na pewnym poziomie, do którego musi dojść w przyszłości.
[01:38:11] - Tak. Co się później wtedy wydarzy, zobaczymy. Natomiast my jeszcze jesteśmy daleko od tego poziomu. Jeszcze uczymy się dopiero empatii.
[01:38:25] - Ale jest jasne, że różni ludzie są na różnym poziomie, więc będzie tak, że jak ktoś osiągnie jakiś wyższy poziom, to na Ziemi się nie urodzi. Nie może tak być inaczej.
[01:38:35] - Może. Właśnie o to chodzi, że te pojedyncze jednostki ciągną za sobą resztę. Ktoś tych ludzi też musi tę drogę, ten kierunek, te możliwości wyznaczać. To się też nie dzieje samo z siebie, tylko najpierw się pojawia jakiś wzorzec i ludzie muszą do niego dorosnąć. Ale ten wzorzec ktoś musi ludziom przedstawić, zachowań, możliwości i tak dalej. Więc te jednostki-
[01:39:06] - Greta jest takim wzorem, tak? Greta Thunberg.
[01:39:09] - Nie znam kobiety.
[01:39:11] - Dobra.
[01:39:12] - Ale bardzo prawdopodobne. Tych osobistości takich się pojawiało sporo. Może mniej znane, może bardziej znane, bo my znamy tych najbardziej utytułowanych typu Jezus, Mahomet, Budda czy Dalajlama. Natomiast w różnych częściach świata są zwykli ludzie, którzy też wyznaczają standardy. Też w polityce pewne rzeczy się zmieniają. Więc to jest taki proces, ludzie nie przyjmują tego: „Hura, hura, hura! Fajnie, tak będziemy robić”. Ludzie muszą do tego dojrzeć. Do miłości, do rozmowy o miłości i stosowania miłości dojrzewamy przez ostatnie 2000 lat, bo ktoś mówił, że trzeba żyć miłością, że trzeba kochać bliźniego swego jak siebie samego. I mieliśmy to w nosie.
Łupaliśmy się, ciupaliśmy, zabijaliśmy, wyczerpując te swoje-
[01:40:07] - Myślę, że to może być spowodowane większym bogactwem społeczeństw. Dlatego odeszliśmy od tego raczej.
[01:40:14] - Nie.
[01:40:16] - Większym przemysłem.
[01:40:17] - Bogactwo.
[01:40:18] - Dlatego zniesiono niewolnictwo, bo nie potrzebowano już niewolników. Można było wszystko robić dzięki maszynom.
[01:40:28] - Nieprawda, gdzie tam dzięki maszynom można było robić. Dobry niewolnik zawsze będzie tańszy od maszyny. Owszem, jak ktoś chce to robić na większą skalę. Ale my mamy taką naturę, że jakby ktoś za pana mógł coś zrobić, to po co ma pan to robić? Chodziłby pan do pracy, jakby pan miał niewolnika?
[01:40:47] - Nie.
[01:40:48] - Jedyna rzecz, która panu w tym przeszkadza, to jest pana świadomość, że to jest niedobre, nieuczciwe, że to jest wykorzystanie drugiego człowieka, że to jest szkodliwe, że to panu nie pasuje. To jest właśnie świadomość, że to nie dlatego, że mam maszynę, która za mnie zrobi, to nie potrzebuję niewolnika. Nie. Nie potrzebuję niewolnika, bo to jest też człowiek.
[01:41:13] - Chodzi o to, że boję się, że tak może być. No nic.
[01:41:18] - Myślę, że w różnych przypadkach może być różnie, ale myślę, że ogólnie zasada jest taka, że po prostu zmienia się świadomość ludzi. Ja się wychowywałem w takich czasach, kiedy moja nauczycielka od matematyki, jeszcze jak ja byłem w drugiej, trzeciej klasie, to ona w ósmej klasie jeszcze biegała z cyrklem i napierdzielała uczniów i nikt z tego nie robił wielkiego problemu. Wszyscy mówili, że to jest dobra nauczycielka, bo uczy dyscypliny. Wie pan.
[01:41:52] - Rozumiem.
[01:41:52] - A w tej chwili niech pan powie coś takiego. Nie dlatego, że ta nauczycielka już nie żyje, tylko dlatego, że to już jest moralnie niedozwolone, żeby podnosić rękę na drugiego człowieka. To jest już objaw świadomości. Nie przepisów, tylko świadomości. Danie klapsa dziecku i tak dalej to wszystko było moralnie dozwolone. Teraz już nie. I to jest zmiana świadomości.
[01:42:17] - Rozumiem. Dobra, ale nie zrozumiałem. Te kilkanaście tysięcy lat to jest wcieleń tyle?
[01:42:27] - Nie, wcielenia trwają różnie.
[01:42:34] - Tak, to podzielić wystarczy przez średnią życia mniej więcej to się będzie miało, nie?
[01:42:38] - Nie, przerwy trzeba jeszcze wliczyć. No i ewentualną sytuację. Kiedyś ze znalezieniem warunków było prościej. Jeżeli ktoś chciał się urodzić królem, władcą, rycerzem to sobie to wybierał. Teraz to się trochę bardziej skomplikowało. Myślę, że kiedyś ludzie krócej żyli. Nie wiem, 40 pare lat to było wszystko, więc te przerwy myślę. Ja średnio liczyłem koło 100 lat. Życie plus przerwa do następnej inkarnacji. Oczywiście bardzo umownie, żeby sobie uzmysłowić.
Natomiast tego nie można brać jeden do jednego, bo myślę, że to w każdym przypadku wygląda trochę inaczej.
[01:43:28] - Nasz słuchacz się rozłączył.
[01:43:31] - Pozdrawiamy słuchacza, dziękujemy za telefon. Zawsze to coś świeżego na antenie. Poza tym poruszyliśmy temat, o który było pytanie w poprzedniej audycji i dzisiaj pan Kazimierz też o tym wspomniał, więc może będzie okazja na ten temat szerzej porozmawiać. Adam zadaje w międzyczasie pytanie: „Czy ogląda pan czasami jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego?” Nie oglądam. Kiedyś jakiś odcinek obejrzałem, ale nie, nie oglądam. Anna pisze: „Greta to tylko narzędzie w czyichś rękach. Strzeż się fałszywych proroków.” Adam: „Ta Greta została tak wychowana.” Ciężko mi powiedzieć i o Jackowskim i o Grecie. Arkadiusz pisze, że go urwało. Anna pisze: „Moim zdaniem wykorzystana. Krzyczy jak śmiecie mi zabierać dzieciństwo w kontekście na przykład głodujących dzieci w Afryce to trochę niepoważne.
Greta nie ma pojęcia komu służy kukiełka.” Kazimierz pisze: „Ja mam wspomnienie z innej planety, panie Sławku.” Adam pisze: „Świetnie, że zadzwoniłeś.” Super. Panie Kazimierzu, ja nie będę tutaj dyskutował na ten temat za specjalnie, bo skoro pan ma, to pan ma. Natomiast czy to jest kwestia wcielenia, czy dostępu do jakichś informacji, bo w tym kontekście tutaj rozmawialiśmy. Wgląd w inne światy z pewnością ja nie mam. Może dlatego, że nigdy nie szukałem, ale znam ludzi, którzy twierdzą, że mają wgląd w inne rzeczywistości. Natomiast czy to jest kwestia przebywania i życia tam i kolejnych wcieleń, czy tylko dostępu do pewnych informacji? Możemy sobie na ten temat porozmawiać. Adam pisze: „Ciekawe dlaczego pan nie ogląda. To jakaś skaza czy jakaś zasada?” Pan Marek odpowiedział: „Może nie ogląda, bo nie ogląda, dlatego, że nie ogląda, ponieważ nie ogląda.” Lubię takie wypowiedzi, one bardzo dużo dają do zrozumienia. Natomiast ja wielokroć powtarzałem à propos mojej wiedzy, której nie jestem w stanie wytłumaczyć czy tego, co napisałem w książce, nie jestem w racjonalny sposób w stanie wytłumaczyć, ale nie czytam, nie czytałem.
Staram się po pierwsze nie oceniać i nie wchodzić w dyskusje na temat innych osób, które zajmują się przekazywaniem jakichś informacji, bo też nie znam ich źródeł, ich celu, ich misji i ich intencji. Nie siedzę też w ich głowach. Ja ze swojej strony, tak jak mówiłem wielokroć staram się, aby mój przekaz, moje źródło informacji płynęło ze mnie, a nie z tego, co usłyszałem, co się dowiedziałem, co przeczytałem, co ktoś mi powiedział, co ktoś mi pokazał. Dlatego zresztą ja też nie jestem poszukiwaczem. Ja jestem poszukiwaczem sposobu, nie wiedzy. Jestem tu po to, żeby szukać sposobu, jak poprawiać życie, jak skutecznie i w miarę bezboleśnie transformować podświadomość, jak rozwijać świadomość, żeby służyła temu, aby moje życie, być może życie innych ludzi było fajniejsze, przyjemniejsze, lżejsze, łatwiejsze. Jeżeli potrzebuję jakiejś wiedzy, która temu ma służyć, to ją posiądę. Natomiast nie jestem zwolennikiem posiadania wiedzy dla samej wiedzy. Pan Kazimierz pisze: „Informacje też mam i nie mam odczucia wtedy, że to moje własne wspomnienie. Inaczej to się widzi.” Z chęcią wrócimy do tego tematu.
Myślę, że będzie panie Kazimierzu, okazja przy tym temacie, który dzisiaj trochę został wywołany do mikrofonu. Anna pisze jeszcze: „Tak w ogóle miło było tutaj znowu być. Dawno nie słuchałam i zapomniałam ten głos. Porzuciłam temat duszy, bo teraz mój umysł wymaga uwagi. Dusza sama się zatroszczy o siebie.” Mam taką nadzieję. Zdecydowanie dusza sobie poradzi, aczkolwiek fajnie by było, żeby radziła sobie w przyjemnych okolicznościach naszego samopoczucia, dobrego samopoczucia. Myślę Aniu też, że tutaj taTo, o czym dzisiaj była audycja, przynajmniej w tej części oficjalnej, może być jakąś podpowiedzią, wskazówką, może jakąś pomocą dla ciebie. Czego oczywiście z całego serca ci życzę, ponieważ jak sama powiedziałaś, że głowa wymaga, to właśnie to, co przeszkadza nam czerpać radość z rzeczy, z których moglibyśmy czerpać radość, płynie najczęściej właśnie z naszej głowy. Pan Kazimierz pisze: „Różnica jest taka, że we wspomnieniach jestem i czuję emocje i myśli, a w informacjach mnie nie ma i są poglądowe. Ale może ja jakiś pokręcony jestem i mi się kićka.
Jeszcze nie umiem się tym posługiwać”. Ja z chęcią jestem, jak pan opanuje to narzędzie, dyskusji na ten temat. A może ja się pokuszę też o jakąś eksplorację, bo dawno tego nie robiłem. Adam pisze: „Nie takiej odpowiedzi się spodziewałem. Pan zawsze ma swoją drogę na udzielenie odpowiedzi”. Jak każdy człowiek, panie Adamie, każdy człowiek ma swoją własną drogę. Nie wiem tylko, czy ta odpowiedź pana satysfakcjonowała i czy była tym, na czym panu zależało. Sariant pisze: „Karma to nie tylko przeznaczenie, ale wysiłek i praca plus talent nie każdemu dany”. Czy każdy ma jakiś talent? Kwestia, żeby go zdobyć.
Czasami jest to talent do pokonywania trudności, talent do umiejętności radzenia sobie z trudnymi sytuacjami. Te talenty nie zawsze muszą być związane z miłymi rzeczami w naszym życiu, ale często bez tych talentów byśmy sobie z tymi rzeczami po prostu nie poradzili. Tomasz Stępień pisze: „Dzisiaj ponoć jest rozbłysk słoneczny. Płynie energia, zasili to, co mamy w środku. Co pan o tym sądzi?” To znaczy tak, ja już od dwóch tygodni wspominam właśnie o tej sytuacji, którą to jest właśnie ta sytuacja energetyczna, astrologiczna, astrofizyczna, o której badacze tych zjawisk mówią, że jest pewna konfiguracja planet, która się tam pojawia raz na kilka tysięcy lat i że jednak te koniunkcje Jowisza z jakimiś tam innymi planetami zazwyczaj zwiastują pozytywny początek czegoś nowego. Więc jak najbardziej się z tym zgadzam i dlatego też namawiam, żeby w jakiś sposób spróbować się dostroić do tego. Może poprzez jakąś medytację, może przez dołączenie do jakiejś medytacji, których dzisiaj jest sporo, żeby jak najwięcej dla siebie z tego wykorzystać. Adam pisze: „Panie Marku, nie chciałem reklamować, choć mi przez głowę przeszło, użyć imienia i nazwiska, ale jak inaczej określić i żądać? Pytanie napisałem, a odpowiedź lekko mnie przerosła”. Nie bardzo tutaj, że tak powiem, nie bardzo to ogarniam.
Anna Irda spisze: „Nie zgodzę się z tobą. Każdy ma swoje talenty, na przykład upierdliwość, pesymizm, optymizm, empatia i tak dalej. To są bardzo mocne talenty”. Ja też, że tak powiem, nie zgadzam, że nie mamy talentów. Zresztą powiedziałem o tym. Pan Kazimierz jeszcze pisze: „Faktycznie mam wrażenie, że mam jakąś dziwną drogę inkarnacyjną. Wyjdzie w praniu, jak to rozumiem. Na razie mogę próbować wyciągnąć wstępne wnioski”. Słusznie. Adam tutaj coś napisał, ale to jakieś dziwne literówki tutaj są.
Nie wiem, o co chodzi. Iwonka pisze: „Ja uważam, że karma to też Matrix. Ciągle ktoś nas programuje na jakąś karę za grzechy”. Tu też fajny taki temat. Znaczy kwestia właściwego zrozumienia tego słowa, znaczenia tego słowa. Zresztą tak jest z każdym doświadczeniem. Właściwe zrozumienie to podstawa. Oczywiście kwestia kary za grzechy i tak dalej — nie bardzo. Natomiast niepotrzebny byłby proces inkarnacji, gdyby nie było jakiejś ciągłości, gdybyśmy pewne rzeczy zaczynali od nowa. A skoro coś kontynuujemy, to znaczy, że coś musiało być początkiem czegoś, żeby to kontynuować.
Więc jak najbardziej w tych kategoriach to odbieram. Kudłaty pisze do pana Kazimierza: „Jak tam jest? Jak tam wygląda świat, porównując do naszej planety?” Kazimierz pisze: „Ja nie robię żadnych wglądów, samo przychodzi. Potem przez kilka dni wracam do siebie, bo we mnie to siedzi. Siedzą emocje i myśli właśnie. Sam się odco. Jakiś inny zamysł to jest”. Dobrze. Kudłaty, dziękuję. Kazimierz pisze: „Jedno wspomnienie mam z dziwnej planety, która była pozbawiona roślinności.
Była zimna w nocy i gorąca w dzień, a żyliśmy jak na pustyni. Nie chciałem tam być. Byłem strudzony, zmęczony”. Pan Kazimierz część rzeczy opisywał tutaj w swoich telefonach, więc też polecam.Sarian pisze: „Aniu, Irdas to, co wymieniasz to wredoty i upierdliwością szkodliwą”. Pan Kazimierz jeszcze pisze: „Kudła temu inne wspomnienia jak z tego świata, ale dziwne jakieś niektóre, jakby takie bardzo ZSRR”. Adam pisze: „Nie trzeba rozumieć. Dziękuję za odpowiedź”. Proszę uprzejmie. Ania jeszcze pisze: „Sławek, a jak odniesiesz się do masonerii? Czy czujesz temat, czy raczej nie jest ci znany?”.
Coś tam się o uszy obiło. Ja zazwyczaj od tego, co mi się o uszy obija. Trudno, musiałbym nie włączać ani żadnych mediów, ani z nikim nie rozmawiać, żeby nic do mnie nie docierało. Oczywiście trochę coś tam się obiło i ja zawsze do tego, co mi się obija o uszy pozwalam sobie na jakąś emocję. I w zależności od tego, jakie te emocje są, albo to kontynuuję, pewien proces rozmyślania i otwierania się na jakieś informacje płynące do mnie ze mnie, albo go zostawiam. I tu też jakieś odczucia mam, ale to nie na dzisiejszą audycję. Dobrze kochani, bo tu się też zaczęły pojawiać inne tematy, które już zaczynają odbiegać od tematu audycji, a zaczynają wkraczać w następną audycję. Więc ja będę powolutku kończył. Oczywiście bardzo dziękuję za te sugestie, za te pytania i za to, co się dzieje. Ja je z przyjemnością przeczytam i być może wyjdzie z tego następna audycja.
Jeszcze tutaj Kazimierz napisał: „Ja nie lubię konceptu karmy jako mechanizmu. Dla mnie to jest po prostu: my jesteśmy dla siebie karmą, przyczyną i skutkiem”. W tym kontekście ja to też odbieram. Natomiast pytanie jest, jak my zawsze jesteśmy przyczyną i zawsze jesteśmy skutkiem i zawsze też jesteśmy zwycięzcą i ofiarą i tak dalej. To się kręci wokół nas. My sobie tu z ludzkiego punktu widzenia przypisujemy jakieś właściwości, że to w ogóle wszechświat tutaj myśli o nas, kombinuje, co zrobić i tak dalej. Tu, bo Sławek, tu Kazimierz, tu Marek, tu ktoś tam. A to tak właśnie nie działa. Często to nasze ego każe nam przypisywać sobie jakąś wyjątkowość. Natomiast to się wszystko kręci koło nas i od nas zaczyna i na nas kończy.
I na naszych doświadczeniach. Oczywiście przy okazji te doświadczenia dotykają innych ludzi, ale też trochę za ich zgodą i tak dalej. Pytanie jest, jak to pojęcie my rozumiemy? Dobrze, bo tu jeszcze temat karmy się pojawił, ale mówię, zostawmy sobie coś na następną audycję. Kochani, karma karmą, święta świętami, energia energią. Skupmy się teraz na tym, co jest dla nas. Zawsze was do tego namawiam. Skupcie się na tym, co w danej chwili możecie dla siebie dobrego zrobić. Jeżeli oczywiście ktoś chce się biczować jakimiś rzeczami, to oczywiście najprawdopodobniej z jego punktu widzenia jest to dla niego ważne, właściwe i pożyteczne. Ja was namawiam do wykorzystania tego okresu i ziemskiego, i astrologicznego, i energetycznego, i audycyjnego na nauczeniu się, na próbie nauczenia się bycia szczęśliwym w sobie właściwy sposób, z emocjami i wartościami, które my sami temu słowu przypiszemy i słowom, które przypiszemy i emocjom, które przypiszemy do konkretnych wydarzeń w naszym życiu.
Czerpmy jak najwięcej radości, bo to jest możliwe. Czasami wystarczy tylko zmienić swoje spojrzenie na daną sytuację po to, żeby odblokować sobie dostęp do radości z tego, co aktualnie się w naszym życiu dzieje. I tego, kochani, ja z całego serca wam życzę. Oczywiście zdróweczka. Oczywiście jak najwięcej radości, jak najwięcej miłości, jak najwięcej uśmiechu w tych najbliższych, nadchodzących dniach. Jak najwięcej rodziny, jak najwięcej bliskości, która nam przez ostatnie miesiące została tak brutalnie odebrana. Wykorzystajcie to z głową, z rozsądkiem. Chociaż ja uważam, że miłość broni się sama. Trzymajcie się cieplutko, wszystkiego dobrego życzę wam. Dziękuję za dzisiaj, za dyskusję, za telefony, za nowe postacie, za powrót starszych słuchaczy i za to wszystko, co się w dniu dzisiejszym dzieje i w najbliższym okresie dziać będzie.
Wszystkiego dobrego. Trzymajcie się. Do usłyszenia za tydzień. Pa, pa.
[02:00:19] - Mówił do państwa przed momentem gospodarz audycji „Świat oczami duszy” pan Sławek Bączkowski. Tradycyjnie zachęcamy do zasubskrybowania kanału pana Sławka na YouTube o takim samym tytule jak nasza audycja, czyli „Świat oczami duszy”. I do sięgnięcia po książkę pana Sławka Bączkowskiego „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”. Książka jest dostępna zarówno w wersji drukowanej, jak i elektronicznej, a myślę, że już po Nowym Roku będzie dostępna także w wersji audio. Póki co zachęcamy do sięgnięcia po wersję drukowaną bądź elektroniczną. Zachęcamy także do zalajkowania fanpage'a pana Sławka na Facebooku. I cóż, dzisiaj już się powolutku żegnamy. Dobranoc. Do usłyszenia. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios".
Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie oczywiście już za tydzień w kolejnym odcinku audycji „Świat oczami duszy” w poniedziałek o 20:00 na żywo na antenie Radia Paranormalium.
[02:01:31] - Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl