[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Poniedziałek, 14 grudnia 2020 roku ma się już powoli ku końcowi, a to oznacza, że czas najwyższy krótko po 20:00 rozpocząć kolejny odcinek audycji „Świat oczami duszy”. Audycja o świadomości w całości na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[00:40] - Dobry wieczór, panie Marku. Witam was, kochani, bardzo serdecznie.
[00:44] - Tradycyjnie, zanim przekażę głos panu Sławkowi, przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Będzie można do nas dzwonić w drugiej części audycji, ale numery telefonów warto zapisać sobie już teraz. Nasz numer stacjonarny to 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Jeżeli macie jeszcze gdzieś na komputerze albo w smartfonie Kadukadu, to możecie też wysłać wiadomość pod numer 36 08 80 02. No i oczywiście jesteśmy także na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc, panie Sławku, oddaję panu głos.
[01:58] - Dziękuję, panie Marku. Kochani, witam was bardzo serdecznie. Przyznam się szczerze, że w związku z tym, co mówiłem w poprzedniej audycji o tym 14., 21., o tych fajnych datach, które mają zmienić naszą rzeczywistość, znaczy stworzyć warunki do zmiany rzeczywistości, bo one same w sobie nic nie zrobią, nie chciałem odpuszczać tej dzisiejszej fajnej, radosnej audycji, w której będę mówił o zaczynaniu pewnych rzeczy od nowa. Natomiast jedna gorąca prośba, ponieważ tak jak mówiłem panu Markowi, jestem wykończony fizycznie ostatnimi dwoma miesiącami. Oczywiście zawodowo. Chodzi o bardzo dużo pracy i to, co się w sferach zawodowych u mnie zawsze przed świętami dzieje. Więc mam taką gorącą prośbę odnośnie dzisiejszej audycji. Zrobimy część oficjalną, w której ja jak zwykle o czymś wam powiem, o czymś wam opowiem, czymś się z wami podzielę. Natomiast drugą część skrócimy i już nie będę odpowiadał, nawet ustosunkowywał się i odnosił do wszystkich waszych komentarzy. Więc bardzo proszę, jeżeli będą jakieś konkretne pytania odnośnie tematu dzisiejszej audycji, to napiszcie je wyraźnie z zaznaczeniem, żebym na to pytanie odpowiedział i jeżeli będę w stanie i będę znał odpowiedź bądź miał jakąś opinię na ten temat, to oczywiście się odniosę.
Natomiast chciałbym po prostu, żeby ta audycja dzisiaj była troszeczkę krótsza, więc też jak będzie jakieś zapotrzebowanie na rozmowę telefoniczną, podzielenie się z nami, zadzwonienie, zapytanie mnie o coś, to też bardzo proszę, zróbcie to zaraz na początku drugiej części. Kochani, tak jak mówiłem, zapowiadałem, zresztą nie tylko ja, bo to nie ja to wymyśliłem, nie ja to odkryłem. Ja się też dowiedziałem o tym. Pewne układy planet, które właśnie zaczynają się w tej chwili pojawiać i w dniu dzisiejszym się ten proces zaczyna. Te takie łagodniejsze, lżejsze, wiejące nowością, stwarzającą warunki na dokonywanie zmian i zaczynanie pewnych rzeczy może nie od nowa, bo to nigdy nie jest od nowa, bo przecież doskonale wiecie, że nawet jeżeli robimy coś znowu, ale już to kiedyś robiliśmy, to jesteśmy już bogatsi o pewne doświadczenia, o wiedzę, o pewne umiejętności. Więc należy pamiętać, że my też, nawet jeżeli zaczynamy coś po raz kolejny, to nie zaczynamy tego od zera. Nie zawsze to jest tak, że to, co wiemy, pamiętamy i te doświadczenia, które z poprzednich doświadczeń wynieśliśmy, są dla nas sprzyjające. Ale są. To nie jest nigdy zaczynanie tak naprawdę od zera. O tym, czy one są dobre, czy one są złe, czy nas mobilizują i dostarczają nam wiedzy, jak to zrobić lepiej, czy raczej nas ograniczają i trzymają nas w pewnych ograniczeniach związanych na przykład z niepowodzeniem.
Często jest tak, żeNiepowodzenie w poprzedniej próbie często jest czymś, co nas ogranicza. Pozbawia nas w pewnym sensie wiary w to, że drugim razem może się udać. A właśnie ta wiedza wyniesiona z poprzednich razów powinna być dla nas czymś pozytywnym i przy podchodzeniu drugi, trzeci, czwarty czy piąty raz do tego samego tematu powinniśmy się skupić na tym, co już wiemy, czego nie można, czego się nie powinno, co się źle kończy, co nie przynosi nam radości, satysfakcji, przyjemności i szczęścia. Na tym właśnie polega ten cały mechanizm budowania świadomości. Mówię o świadomości duchowej, bo gdybyśmy przywołali tutaj instytucję Boga, Stwórcy, Źródła, który cały ten mechanizm wymyślił, to on właśnie po to go wymyślił, żebyśmy mogli doświadczać wszystkiego, czego pragniemy, żeby się przekonać, czy to jest to, o co nam chodziło. Dlatego te wszystkie rzeczy, które nam czy większości ludzi kojarzą się dobrze, typu bogactwo, władza, sława, popularność i te wszystkie dostatki istotne dla etapu dusz młodych, dostajemy. Dostajemy możliwość zobaczenia, czy takie przeolbrzymie bogactwo to jest to, co nam daje szczęście. Czy władza nam daje szczęście? Po to, żebyśmy mogli zrozumieć, uświadomić sobie, że owszem, jest fajnie, ale szczęście daje nam zupełnie coś innego. Abyśmy skreślali na swojej liście rzeczy, które nie dają nam szczęścia, które nie dają nam radości.
I tak też należy podchodzić do doświadczeń takich życiowych. Nie na zasadzie: „Olaboga, skoro raz mi się nie udało, to już na pewno mi się nigdy nie uda”. Nie. Właśnie poprzez tamto doświadczenie przekonaliśmy się, czy to, do czego dążyliśmy, dało nam szczęście. I w ten sposób łatwiej nam jest pewne rzeczy przewartościowywać i skupiać się na tym, co tak naprawdę dla nas jest fajne. Dzisiaj, kochani, ponieważ pewne etapy dobiegają końca, w związku z tym dobiegają też końca pewne relacje międzyludzkie. Kończy się czas bezkrytycznych autorytetów w dziedzinie medialnej, politycznej, biznesowej i tak dalej. Społecznej, obowej, religijnej również. To jest jeden aspekt. Natomiast przy okazji też kończą się relacje takie bardzo bliskie, przyjacielskie, koleżeńskie, często towarzyskie, pozazawodowe oraz związkowe.
Chcąc wejść w coś nowego, trzeba pożegnać się z tym, co było do tej pory. Nie mówię, że ze wszystkim, ale jednak zaczniemy stawać, zresztą już stajemy. Od jakiegoś czasu stajemy przed potrzebą dokonania wyboru, co nam służy, a co nie. Co z tego, co było w naszym życiu, nam służyło, a co nie. I ten okres teraz w moim wewnętrznym przekonaniu może być dość intensywny. Chociaż wydaje mi się, że zwłaszcza w kategoriach związków ten, który się skończył, chyba bardziej intensywny już być nie mógł, ponieważ wiele związków, wiele relacji nie przetrwało próby kwarantanny, próby przebywania ze sobą, próby rozwiązywania też tych problemów, które się w tym roku pojawiły. Dlatego dzisiaj związkom chciałbym się przyjrzeć. Związkom wolności na kanwie budowania czegoś nowego. W kontekście budowania czegoś nowego. O tak.Związki to jest w ogóle fajny temat.
Nagrałem filmik na swoim kanale, który jest poświęcony związkom z perspektywy naszej świadomości, z perspektywy duszy i w którejś audycji coś na ten temat powiedziałem. Natomiast oczywiście ani jedno, ani drugie nie wyczerpało tematu. Zresztą dzisiejsza audycja również z pewnością tematu związków nie wyczerpie. Od razu zaznaczam, że tego, co będę mówił, nie będę w tych przykładach i opowieściach generalizował, ponieważ podczas jednej z ostatnich rozmów padło stwierdzenie, że ja troszeczkę generalizuję. Nie, nie generalizuję. Nie używam słów „wszyscy”, nie używam słów „zawsze”, więc to wyklucza generalizowanie. Natomiast żeby nie było żadnych niejasności: nie generalizuję i nawet nie będę próbował podawać danych statystycznych, ilu przypadków to dotyczy. Ponieważ związki są bardzo specyficzną sprawą, że tak jak każdy z nas jest indywidualnością, niepowtarzalną indywidualnością, to stworzenie czegoś z dwóch niepowtarzalnych indywidualności na pewno nie stworzy czegoś, co będzie statystyczne czy porównywalne. Więc pewnie liznę jakąś część przypadków i jeżeli będziecie chcieli to w jakiś sposób odnieść do siebie czy do swojej sytuacji, to trzeba wziąć poprawkę, że nie bywam w waszym łóżku, nie bywam w waszej kuchni i nie bywam w waszych domach, żeby móc bardzo precyzyjnie się do tego odnieść. Natomiast pewne ogólne zasady postaram się opowiedzieć, zwłaszcza z punktu widzenia naszej świadomości, z punktu widzenia duszy, bo przecież o tym jest audycja.
Otóż o co chodzi w związkach? Co jest najfajniejszego, najciekawszego w związkach? To, że na pewnym etapie rozwoju świadomości tworzymy związki na zasadzie szukania nauczyciela. Co jest ciekawego w związkach, to właśnie to, że na pewnym poziomie rozwoju świadomości szukamy nauczyciela i to nauczycielstwo powoduje jedną bardzo fajną rzecz: eliminuje klonowanie ludzi. I to jest niewątpliwie pozytywna rzecz, ponieważ jak sami doskonale wiecie, zwłaszcza ci, którzy mają dzieci, biorąc pod uwagę naszą podświadomość, my doskonale wiemy, każdy rodzic doskonale wie, jak wychować dziecko. Oczywiście wie to skąd? Z tego, co sam przeżył. Nie dlatego, że pamięta swoje dzieciństwo. Nie dlatego, że pamięta doskonale to, co czuł jako małe dziecko, tylko ma doskonale i precyzyjnie w podświadomości zapisane to, co zostało mu przekazane przez rodziców. I ta informacja, zresztą tak samo jak ze wszystkimi innymi aspektami politycznymi, religijnymi i całym mnóstwem rzeczy, które mamy zapisane w podświadomości.
My wiedzę o wychowaniu dzieci czerpiemy z podświadomości. I gdyby natura czy Bóg może w tym palce maczał, nie wymyślił sobie, że do stworzenia nowego życia jest potrzebnych dwoje ludzi, to rodzic, który samodzielnie wychowywałby, urodziłby sobie, bylibyśmy stworami, które same sobie rodzą dzieci. „Dobra, okej, to ja sobie w przyszłym tygodniu urodzę dziecko i sam je wychowam, sam je nauczę, sam mu wszystko przekażę”. Gdyby była taka sytuacja, to przekazywalibyśmy dokładnie te same prawdy, którymi nakarmiono nas i klonowalibyśmy przez kolejne pokolenia takich samych ludzi z taką samą podświadomością. W związku fajne jest to, że ponieważ dwoje ludzi uczestniczyło w procesie powoływania nowego życia, to przypisuje sobie, mimo różnego zaangażowania, bo kobiety zwłaszcza się burzą, że to przecież okej, udział faceta jest tam znikomy. Kobieta jednak ciążę nosi, to wszystko musi przeżywać i ja tu, broń Boże, tego nie ujmuję w żaden sposób. Natomiast suma summarum po urodzeniu dziecka obydwoje rodziców przypisują sobie takie samo prawo do wpływania na wychowanie tego dziecka. I to jest fajne, bo ścierają się dwie podświadomościKtóre w pewnym sensie, mówię oczywiście o jakimś tam poziomie współpracy i poziomie świadomości. Nie mówię tu o sytuacjach, w których facet ma prawo do wszystkiego, kobieta do niczego. Mam nadzieję, że już takich przypadków za dużo, zwłaszcza w naszym społeczeństwie, nie ma.
Ludzie mówią: „Trzeba dziecko nauczyć tego”. Drugi rodzic mówi: „Nie, to mu zupełnie będzie do niczego niepotrzebne”. I na płaszczyźnie zwłaszcza wychowania dzieci dochodzi do całego mnóstwa rozmów, dyskusji, kłótni, czasami awantur. Natomiast skutek tego jest taki, że unikamy procesu klonowania, ponieważ w jednej sytuacji matka decyduje o pewnych rzeczach, w drugiej sytuacji ojciec decyduje. Czy dziecko czerpie z jednego trochę, z drugiego. I powstaje kolejny suwerenny i indywidualny osobnik. I to jest fajne, bo zmusza ludzi w związkach do pewnego rodzaju myślenia, nawet jeżeli to z myśleniem nie ma nic wspólnego. Bo nie wszyscy mają ochotę przemyśliwać różne warianty. Natomiast na zasadzie siły perswazji, przeróżnych argumentów, czasami strachu, szantażu ludzie wywierają na siebie wpływ, pokazując, że istnieje inne rozwiązanie. To dotyczy wszystkich aspektów życia.
Nasza podświadomość w związkach jest non stop ćwiczona i to dotyczy wszystkich aspektów życia, wartości rodzinnych, odnoszenia się do ciotki. Czy ona zasługuje na szacunek, czy nie zasługuje na szacunek? Zakupów, sposobu jedzenia, porządków na przykład w domu, kolejności siadania przy stole. Te wszystkie aspekty naszego życia są poddawane ciągłym wyzwaniom. Nasza podświadomość, która znała tylko jedno rozwiązanie, które zostało zapisane w naszej podświadomości. Raptem spotykając drugiego człowieka, okazuje się, że można wszystko zrobić inaczej. Oczywiście gorzej. Z punktu widzenia naszej podświadomości inaczej znaczy gorzej, ale jednak można. I to jest fajne w związkach, że ze związku trudniej jest zrezygnować. Ze znajomości, z pracy, z kolegi, z relacji towarzyskich jesteśmy w stanie.
Jeżeli nam nie pasują do naszej podświadomości, to rezygnujemy. Jeżeli jesteśmy na przykład osobami niepijącymi lub pijącymi z umiarem na zasadzie jakieś tam, to na pewno jeżeli zasiądziemy do towarzystwa, które pije na umór i do tego jeszcze po wypiciu wszczyna awantury, to my z tego towarzystwa szybko zrezygnujemy. Więc utwierdzimy naszą podświadomość w przekonaniu, że ma rację, że tak nie można, tak się nie powinno, tak nie wypada. My tak nie robimy, więc oczekujemy, że inni też tak nie będą robili, ponieważ to jest głupie. Proste. Tak działa podświadomość. To jest bez sensu. To jest złe, to jest szkodliwe, to jest niewłaściwe, to jest karygodne. I z takiej relacji rezygnujemy. Natomiast w związkach już nie.
I dlatego w związkach nasza podświadomość jest ciągle ćwiczona. To jest jeden z aspektów związków. Drugim aspektem, też bardzo pozytywnym związków jest to, że często ludzie dobierają się na zasadzie nauczycielstwa, czyli wzajemnie mają za zadanie siebie czegoś nauczyć. Ja to doskonale znam ze swojego życia i też to przerobiłem. I w pewnym momencie często ludzie dochodzą do takiego wniosku, że kolejny partner jest bardzo podobny do poprzedniego. Korzyść duchowa, zresztą nie tylko tak naprawdę duchowa, jest taka, że znowu dostajemy informację, że można pewne rzeczy inaczej. Jeżeli ktoś na przykład nie potrafi załatwiać spraw, bardzo często będzie szukał partnera, który ten brak będzie w nim w stanie uzupełnić, czyli będzie w stanie to zrobić za niego.Związki, w których facet jest pracowity, a kobieta jest lekkoduchem. Facet jest pracoholikiem, kobieta jest leniem patentowanym. Kobieta jest świetnie zorganizowana, dba o porządek, jest osobą czystą, zorganizowaną, a facet bałaganiarzem. Są to dwie skrajności.
Oczywiście zazwyczaj prawda leży pośrodku i najcenniejszą informacją, jaką ze związków możemy wyciągnąć, jest taka, że każda ze stron powinna trochę odpuścić. I to jest kolejna korzyść ze związków. Z duchowego punktu widzenia jeszcze często szukamy partnerów, którzy są przedłużeniem jakichś cech rodzinnych, często takich, których nam gdzieś w dzieciństwie brakowało u ojca, bądź na przykład bardzo je lubiliśmy. Czy u matki, czy w innych konfiguracjach. Natomiast istotne jest to, że w większości przypadków do związków przyciągamy nauczycieli. Bardzo mało związków jest tak naprawdę partnerskich. Większość związków, które mi się udało gdzieś poznać, zaobserwować, czy też nawet przeżyć, odbywała się na zasadzie nauczycielstwa, uczenia siebie nawzajem innych możliwości. Jeżeli ktoś jest chaotyczny, potrzebuje partnera, który będzie systematyczny, czasami pedantyczny aż do bólu. Jeżeli ktoś jest nadmiernie odpowiedzialny, czyli przyjmuje na siebie zbyt dużo, chcąc uszczęśliwiać innych, sprostać ich oczekiwaniom, bardzo często dostanie partnera, który będzie miał wywalone na wszystko. Opisywałem tę sytuację związków pokazując, które poziomy rozwoju świadomości do siebie najbardziej pasują i ze sobą najlepiej współgrają.
I to jest dość fajne, natomiast bardzo często tylko teoretyczne. I jest to pewnego rodzaju chęć, nasze dążenie, marzenie czy pragnienie, żeby właśnie taki związek stworzyć. Warto jest to wziąć pod uwagę, że na przykład związek starej duszy z bardzo młodą duszą dziecinną jest bardzo fajny, ponieważ stara dusza zapewnia opiekę, może przekazać swoje doświadczenie, nauki, wiedzę, natomiast młoda dusza wprowadza do tego związku dość dużo beztroski, takiej dziecięcej radości. Oczywiście dla obydwóch stron ten związek znowu jest nauczycielski, ponieważ stara dusza uczy się, że nie trzeba aż tak bardzo, że nie trzeba wszystkiego robić na 110%, że za pięć minut też będzie poniedziałek. Natomiast dusza dziecięca uczy się odpowiedzialności, empatii, zdobywa wiedzę, której sama nie jest w stanie nawet na dobrą sprawę pojąć, zrozumieć. Ktoś się nią zaopiekuje w sensie takim, że nie pozwoli często doprowadzić do tego, żeby stoczyła się na margines patologiczny, czyli na zasadzie: dzisiaj już jadłem, a jutro się zobaczy. Stara dusza będzie uczyła dziecięcą duszę patrzenia troszeczkę dalej niż do tego momentu, że mam siedem cukierków na cały tydzień, zjem je dzisiaj, a później się zobaczy. W przypadku dusz młodych jest też bardzo podobnie. Jest wzajemne nakręcanie, ale jest zwykła rywalizacja, udowadnianie sobie, walka, manipulowanie, wykorzystywanie częstokroć na sobie. Ci ludzie nawzajem uczą się, jak bardzo boli egoizm, cwaniactwo, jak bardzo boli to, kiedy ktoś tak samo jak ja nie przejmuje się losem drugiego człowieka.
Więc cały czas w tych związkach powstaje wątek, wspólny mianownik nauczycielstwa, uczenia się nawzajem innych możliwości zdobywania doświadczenia, jak coś smakuje. Chociaż nie zdajemy sobie sprawy często, że jest to również naszym działaniem. I to jest fajne. I tak sobie to ktoś wykombinował, że tak to działa. Natomiast tak było do tej pory. Teraz, kiedy dostajemy możliwość kreowania, świadomego wpływania na swoje życie, kiedy stwarzają się warunki, żeby pewne rzeczy zacząć robić świadomie, potrzebujemy czegoś innego. Już często nie potrzebujemy tego nauczycielstwa.Tylko zaczynamy szukać partnerstwa i to jest następny etap ewolucji. Czy to naszej indywidualnej ewolucji, czy ewolucji całej świadomości. Zwróćcie uwagę, że proces tak zwanego równouprawnienia cały czas się rozwija. On się zaczął ileś tam lat temu i on się cały czas rozwija.
To pokazuje, w jakim kierunku my, nie tylko jako jednostki, ale też jako ludzkość zmierzamy. Zmierzamy do partnerstwa, do tego, aby związek przestał być szkołą, a zaczął być współpracą. Czyli nie uczenia siebie nawzajem, tylko w pewnym sensie czerpania z siebie nawzajem. Czerpanie to jest złe słowo, bo to się raczej kojarzy z wykorzystaniem. Natomiast z dawaniem sobie nawzajem radości, przyjemności. W związkach nauczycielskich bardzo często o własne potrzeby musimy zabiegać. O zaspokajanie własnych potrzeb musimy zabiegać, często wręcz walczyć, upominać, przypominać, dopominać się. Słynne obchodzenie rocznicy ślubu. Kiedy to było? Kiedy to było?
Niepamiętanie. Wchodząc, budując teraz coś nowego, warto jest zwrócić na to uwagę. Czy będziemy tworzyć kolejny związek na zasadzie nauczycielstwa, czy już partnerstwa? Bo oczywiście związku partnerskiego chce każdy. To jest tak, jak każdy chce być zdrowy, szczęśliwy i bogaty. I każdy w każdym związku powie: „No tak, jak najbardziej. Wspierajmy się, kochajmy, dawajmy sobie nawzajem radość, szczęście. Bądźmy zdrowi, szczęśliwi i bogaci”. I w zasadzie większość ludzi powie, że tego chce. Bo w sumie co w tym jest złego?
Że ludzie sobie nawzajem robią przyjemności, dbają o siebie, żeby było i mi i drugiej stronie dobrze. Nie ma w tym nic złego. Fajny, idealny świat. Więc dlaczego to się nie udaje? Oczywiście podświadomość robi swoje. Biorąc pod uwagę to, co mówiłem wam o intencjach, o poznawaniu samego siebie, to żeby móc zrobić krok w kierunku związku partnerskiego, czyli tego nienauczycielskiego, kiedy nie będziemy szukali do swojego życia nauczyciela, muszą być spełnione pewne warunki. Jednym z nich jest poznanie samego siebie. Zrozumienie, w jakich dziedzinach życia coś mi jeszcze dolega. Bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że jeżeli coś nam w jakichś dziedzinach dolega, mamy jakieś tam braki, to będziemy podświadomie poszukiwali takiego partnera, który te braki będzie w nas w stanie uzupełnić. Poznanie samego siebie to jest kolejny powód, dla którego warto poznać samego siebie.
Przede wszystkim, jeżeli chcecie poznać samych siebie, to poznajcie swoją podświadomość. Daję wam kolejny powód do tego, żeby poznawać samego siebie. Przeanalizujcie to, z czym sobie nie radzicie. Bo jeżeli będziecie tworzyli coś nowego, zwłaszcza w dziedzinie związków, to najprawdopodobniej, tak jak powiedziałem, podświadomie będziecie przyciągali partnera, który będzie tą dziurę w stanie załatać. Jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz, która jest warunkiem związku partnerskiego. Zresztą w moim przekonaniu jest warunkiem jakiegokolwiek związku i problemem w większości związków. Tutaj wejdę właśnie na ten następny aspekt, który chciałem dzisiaj poruszyć. To jest aspekt wolności. Oczywiście z wolnością, ze szczęściem i z miłością jest tak, że dla każdego on tam będzie miał delikatnie inny odcień, inny wydźwięk, inne troszeczkę znaczenie, o innym zabarwieniu. Niby zasada jest taka sama, natomiast jak się zacznie to doprecyzowywać, to się może okazać, że są pewnego rodzaju, czasami nawet dość istotne różnice w tym, jak to widzimy i co dla nas jest szczęściem, co dla nas jest wolnością.Dużym problemem ludzi przez ostatnie tysiąclecia było to, że nie potrafiliśmy.
Może nie to, że nie potrafiliśmy, może byśmy i potrafili. Baliśmy się wyrażać swoje myśli. O emocjach już nawet nie wspominam. Bardzo często, zresztą nawet w rozmowach z wami pojawia się problem tego typu, że ludzie boją się wyrażać swoje myśli. Myśl jest taka: nie lubię cię. Prosta myśl. Nie podoba mi się to, co robisz. Jest ubierana w tysiące innych słów, które bardzo mocno albo ograniczają znaczenie tej myśli, zniekształcają tą myśl, nie dopowiadają tej myśli albo w ogóle jej nie wypowiadają. Nie powiem, bo to głupie. Nie powiem, bo się obrazi.
Nie powiem, bo nie wiem, co zrobi. Nie powiem, bo się boję. Nie powiem, bo nie powiem, bo nie powiem, bo nie powiem, bo. Jest to też problemem wielu związków. Ogólnie rzecz biorąc, jest to problemem ludzi. Nieumiejętność, nazwę to po imieniu: strach przed wyrażaniem swoich myśli. Od razu powiem: nie da się zbudować związku partnerskiego, nie potrafiąc wyrazić swoich myśli. Wyrażanie swoich emocji, uczuć, okazywanie ich to jest już wyższa szkoła jazdy. Natomiast chociażby nauczenie się wyrażania swoich myśli. Większość nieporozumień pomiędzy ludźmi wynika z tego, że myśl, która się pojawia w naszych głowach, nie jest precyzyjnie wyjaśniona, opisana, wypowiedziana.
Większość nieporozumień między ludźmi wynika właśnie z tego. Teraz, kiedy zaczynamy, próbujemy, chcemy, marzymy, pragniemy budować coś nowego, umiejętność wyrażania swoich myśli staje się wręcz naszym obowiązkiem. Nie tak naokoło. Nie tak na pół gwizdka. Nie ze strachem, tylko wprost. Dlaczego powiedziałem o tym w kategoriach wolności? Ponieważ wszelkie niewyrażone myśli, cały czas mówię tylko o myślach, nie mówię o emocjach, powodują, że one w nas zostają. Zresztą tak samo jak niewyrażone emocje. To jest ze sobą bardzo mocno związane, ale namawianie was do wyrażania bezstresowo swoich emocji najprawdopodobniej spotkałoby się z podniesieniem poprzeczki dość wysoko i być może część z was zniechęciłoby do próby podejmowania się w ogóle takiego zadania. Dlatego rozmawiajmy na razie o myślach.
Wszystkie niewyrażone myśli, niewypowiedziane myśli zostają w nas. One się w nas odkładają, przeradzają się właśnie w emocje, które w nas zostają. Miałem tą niewątpliwą przyjemność teraz w weekend rozmawiać z moją przesympatyczną przyjaciółką, która od dwóch czy trzech lat dość intensywnie pracuje z ciałem na zasadzie uwalniania pewnych emocji, które tam zostały zmagazynowane. Prowadziliśmy rozmowę na ten temat, dyskusję, momentami nawet dość zagorzałą. Jakie to świetne efekty przynosi praca z ciałem w sensie odblokowywania emocji, które się gdzieś tam nagromadziły. Ja powiedziałem: „Okej, super, fajnie”. Natomiast w moim przekonaniu, jeżeli nie nauczymy się wyrażać swoich myśli, chociażby swoich myśli, to będziemy proces odblokowywania prowadzili cały czas. Ponieważ dziś odblokujemy coś, ale jednocześnie za chwilę swoimi niewyrażonymi myślami stworzymy niewyrażoną emocję, która stworzy w nas kolejną blokadę. Takie perpetuum mobile. Ktoś mówił, że nie istnieje.
Istnieje. Dlatego warto jest poświęcić temu trochę czasu. Ja nie mówię o tym, żeby iść i wykrzyczeć wszystkim, co się o nich myśli. Spokojnie. Chociaż jeżeli ktoś taką terapię sobie zafunduje, to proszę uprzejmie. Wolna wola każdego człowieka.Natomiast uważam, że te drobniejsze kroczki i oswajanie się z tą całą sytuacją w sposób łagodny będzie dla każdego przyjemniejsze. Dla większości będzie przyjemniejsze i mniej szokujące, a być może nawet mniej zniechęcające w kontynuowaniu tego działania. Wyrażanie swoich myśli jest oznaką wolności na tej płaszczyźnie. Umiejętność, możliwość, brak lęku przed wyrażaniem swoich myśli jest oznaką wolności. Oczywiście możecie mi mówić: „Ale po co?
Przecież on tego nie zrozumie. Przecież to nie ma najmniejszego sensu. Przecież on się i tak nie zmieni” i tak dalej. Ale ja nie mówię o tym, żeby na kimkolwiek wywierać wpływ czy kogokolwiek zmieniać. To jest wasza myśl, wasze odczucie, jak najbardziej subiektywne najprawdopodobniej, ale wasze. Owszem, to, co powiem teraz, będzie tylko w połowie miało duchowe znaczenie. Przypomniał mi się dowcip, który mówi o tym, żeby ten, kto spowodował naszą myśl, stał się tą osobą, która weźmie na siebie ciężar dźwigania tego. To jest prosty mechanizm. Jeżeli ktoś zrobił nam przykrość, wyrządził nam jakąś krzywdę i my nie wyrazimy swojej myśli, mówiąc mu o tym, to nie dość, że on wyrządził nam krzywdę, to ciężar tej krzywdy będziemy dźwigali my. Więc lepiej, właściwiej, uczciwiej jest, żeby ten, kto wyrządził nam krzywdę, ciężar tej krzywdy dźwigał na sobie.
Nie na nas, żebyśmy nie obarczali się jeszcze dodatkowo myślami, których nie wypowiedzieliśmy i emocjami, które gdzieś tam w nas powstały. I to jest taki kawał trochę żydowski. Icek, jest wieczór, chodzi po pokoju, Salcia leży w łóżku. On wstał, podniósł się, okno otworzył, a już taka pora do spania była. Salcia już tam leżała w łóżku, chciała iść spać, a ten się tak tłucze, łazi, tłucze się, chodzi, denerwuje, kładzie, wstaje, idzie się napić mleka, wstaje, chodzi znowu. W końcu Salcia mówi: „Icek, co się stało?” A on mówi: „Ja muszę panu Szelebaun jutro oddać 1000 dolarów”. „No i?” „No ale ja nie mam tego 1000 dolarów”. Więc Salcia niewiele myśląc, wzięła telefon. To stary kawał jest, więc taki na tarczę jeszcze. Wykręciła numer.
Po drugiej stronie podnosi słuchawkę pan Szelebaun i Salcia mówi: „Pan Szelebaun?” „Tak”. Mówi: „Dobry wieczór. Icek nie ma dla pana tych pieniędzy na jutro”. I odłożyła słuchawkę. Mówi: „Kładź się teraz, niech on chodzi”. Oczywiście jest to dowcip i żart, i nie do końca mam nadzieję, że potraktujecie go serio i poważnie. Natomiast bardziej pokazuje właśnie ten mechanizm, żeby ten, kto — w tym wypadku to akurat nie, bo to jednak Icek powinien oddać te pieniądze zgodnie z terminem, co do którego się zobowiązał — dźwigał. Natomiast chodzi mi o mechanizm niedźwigania podwójnych ciężarów. Czyli wyrażanie swoich myśli powoduje to, że dajemy sobie możliwość pozbycia się jakiegoś ciężaru, który ktoś na nas próbuje zrzucić. Ponieważ w moim przekonaniu wchodzimy właśnie w ten etap wolności czwartego poziomu, czakry gardła, czyli też ośrodka, który jest odpowiedzialny za wyrażanie samego siebie, warto wykorzystać ten moment, ten czas, który właśnie się zaczyna, który nadchodzi, kiedy byliśmy gdzieś tam tłamszeni i zmuszani do tego, żeby mówić to, co wypada, czego inni oczekują, co jest słuszne, co jest prawdą według kogoś innego, nie według nas.
Skoro ten okres dobiega końca, to warto zacząć go z przytupem od takiej nauki, takiego treningu, takiego nowego nawyku. Nowy czas, nowy nawyk. Wyrażam swoje myśli. Nie boję się wyrażać swoich myśli. Wyrażam swoje myśli precyzyjnie. Wyrażam swoje myśli w pełni. Jestem wolny w wyrażaniu swoich myśli. I myślę, że to powinien być w ogólePierwszy krok do budowania czegoś nowego. Bez tej nauki, jak bez tabliczki mnożenia, bez tej umiejętności nie uda się skutecznie budować niczego nowego. Wchodzimy w nowy czas, w nowy etap, w nową erę.
Dostajemy ku temu warunki. Wszechświat stwarza nam warunki do tego, żebyśmy mogli zacząć coś nowego. Więc wykorzystajmy ten moment na nauczenie się wyrażania swoich myśli i dopiero na bazie tego budujmy coś nowego. Jeżeli chcemy budować nowe relacje, jeżeli chcemy budować nowe związki, jakiekolwiek nowe relacje, to muszą być oparte na uczciwości z naszej strony, a uczciwość to wyrażenie swoich myśli po to, aby druga osoba wiedziała, na co się pisze. Wymagajmy tego względem siebie i też patrzmy, czy inni robią to wobec nas. To jest zadanie na ten nowy, rozpoczynający się fajny, wesoły, radosny, mam nadzieję szczęśliwy, przyjemny dla wszystkich czas. Nauczmy się wyrażać swoje myśli. Zakończmy etapy nauczycielstwa i przejdźmy na etapy partnerstwa, czego wam i sobie z całego serca, kochani, życzę. Kończąc nawet nie tak bardzo przeciągniętą pierwszą część naszej audycji, mam nadzieję, to nie jest kwestia nadziei, tylko głębokiego przekonania, że pan Marek z pewnością szykował jakiś fajny kawałek na przerywnik, więc poprosiłbym o ten przerywnik. Spróbuję ogarnąć psa i za chwileczkę wrócę do poczytania waszych komentarzy, pytań i telefonów.
[51:08] - W przerywniku dzisiaj ponownie ciekawy cover z ciekawą dziewczyną na wokalu. Tym razem Katarzyna Drożyńska wykona dla nas utwór „Powiedz mi coś o sobie” z repertuaru zespołu Bank. Taka wyszła całkiem fajna akustyczna wersja. Posłuchajmy. I już za jakieś cztery i pół minuty powracamy do audycji „Świat oczami duszy”. Do tej części, w której pan Sławek będzie czytał komentarze i się do nich odnosił. Będziemy także czekać na wasze telefony. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Zostańcie państwo z nami.
[52:05] - Powiedz mi coś o sobie. Nie milcz, bo przecież wiesz, że w takiej ciszy człowiek napisać może niedobry wiersz. Ty w marzeniach wszystkich jesteś moich. Ty odwiedzasz każdy mój sen. Lecz wiem dobrze, że kiedy słońce wzejdzie pozostanie ze mną tylko mój cień, mój cień. Jak cię zatrzymać nie wiem. Jak wykraść cię ze snu. Chcę dziś ośmielić siebie. Płomień odwagi zgazu we mnie znów. Kiedyś musi przyjść do mnie taki dzień.
Jawa kiedyś wcześniej zacząć musi się. Ze snu wyjdziesz i na tej ścianie obok mego stanie także twój cień, twój cień. Powiedz mi coś o sobie. Nie milcz, bo przecież wiesz, że w takiej ciszy człowiek napisać może niedobry wiersz. Ty w marzeniach wszystkich jesteś moich. Ty odwiedzasz każdy mój sen. Lecz wiem dobrze, że kiedy słońce wzejdzie, pozostanie ze mną tylko mój cień, mój cień.
[56:10] - Muzyka Marek Bieliński, a słowa napisał kolega mojego wujka z wojska Ryszard Riedel. Może ktoś kojarzy takiego poetę. Potrafił także podobno śpiewać bardzo fajnie. Tak, na pewno państwo kojarzycie. Tutaj ujawnił się niesamowity talent do pisania świetnych tekstów przez właśnie Ryszarda Riedla, a wykonała nam ten utwór z repertuaru zespołu Bank Katarzyna Drożyńska. Utwór zatytułowany „Powiedz mi coś o sobie”. My w Radiu Paranormalium po tym krótkim przerywniku muzycznym powracamy do audycji „Świat oczami duszy”. Do tej części, w której pan Sławek Bączkowski będzie czytał komentarze z czata i się do nich odnosił. No i będziemy także czekać na wasze telefony. Właściwie to już teraz czekamy.
Już teraz nasza linia telefoniczna jest otwarta. Można dzwonić. Wręcz zachęcamy gorąco do dzwonienia. Nasze numery telefonów to jak zawsze stacjonarny 32 746 00 08. 32 746 00 08. Komórkowy 53 620 493. 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. 36 08 80 02.
Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[58:04] - Dziękuję panie Marku. Kochani, tak jak mówiłem na początku audycji, jeżeli ktoś chciałby zadzwonić, to mam prośbę, żeby to zrobił najlepiej zaraz, ponieważ po pierwsze, że tak komentarzy też jakoś dramatycznie dużo nie ma, więc i tak jak powiedziałem, też nie będę tej audycji ciągnął w nieskończoność. Dlatego jeżeli ktoś chciałby to serdecznie zapraszam. Tutaj mamy oczywiście początek audycji, czyli powitania Malwina, Mikelson, Magdalena, Prosiakus proszę. Nowa postać też z tego co widzę. Mikelson17 fajnie tutaj przeczytam ten komentarz, bo bardzo mi miło. W końcu pisze: „W końcu uda mi się dziś posłuchać na żywo. Świat oczami duszy słucham z retransmisji w pracy na wózku widłowym. Po prostu chciałem podziękować za tę audycję panu Sławkowi”. Bardzo dziękuję za przemiły komentarz.
Przyjemność jak zawsze również po mojej stronie. Sylwia się pojawiła. Mateo Alma. Ja On proszę bardzo. Stefan Bujas: „Serwus. Dusza ma oczy, raczej oko” Okej. Iwonka pisze: „Szukanie nauczyciela to popadanie w zależności pozwolenia na programowanie podświadomości. Należy szukać wiedzy. Z tego co pamiętam mówił pan, że sam doszedł w swoim rozwoju do tego, kim jest pan dzisiaj”. To znaczy Iwonko, ja się całkowicie z tobą zgadzam, tylko my często znamy doskonale teorie.
Natomiast problemy zawsze pojawiają się później z tym, żeby to wcielić w życie. I te audycje mają raczej, oprócz oczywiście teorii, które wam przekazuję, mają też w jakimś tam stopniu spróbować nakłonić was, namówić bądź czasami, jeżeli mi się uda podpowiedzieć, jak to zrobić, aby właśnie wiedzę, którą posiadacie, posiadamy wcielić w życie z korzyścią oczywiście dla siebie. Arkadiusz pisze, Jan Dylewski pisze: „Iwona, o jakiej wiedzy mówisz?” Arkadiusz pisze: „Żaden człowiek nie jest mistrzem samego siebie. Gdyby tak było, nikt nie musiałby chodzić do szkoły. 99% wiedzy, którą mam, pochodzi od mistrzów. Tak nazywam każdego, kto mnie czegoś uczy”. No i właśnie tutaj Arkadiusz w dużej mierze potwierdził to, co powiedziałem, tak?Ja patrzę czasami na internet, tam się przewija na tablicach moich znajomych, przyjaciół mnóstwo mądrych, fajnych, pięknych sentencji. Natomiast później trzeba to wcielić w życie. To jest miarą sukcesu. Ile z tego, co wiemy, potrafimy wykorzystać z korzyścią dla siebie.
I do tego też trzeba dążyć. Tak jak mówiłem, świadomość to nie jest stan umysłu. Świadomość to jest stan przede wszystkim emocjonalny, czyli stan, w którym nie zastanawiamy się, dlaczego coś robimy bądź dlaczego czegoś nie zrobimy, tylko po prostu to robimy. Zuza pisze: „Ja mówiłam wprost, co mi się nie podoba, a druga strona nic sobie z tego nie robiła, więc odeszłam. Nie będę się męczyć”. To są właśnie te związki nauczycielskie, jak ja to mówię, że partnerstwo musi być potrzebą dwójki ludzi. Partnerstwa nie da się narzucić. Mamy już od jakiegoś czasu wysyp rozstań i ja nie mówię, że zawsze rozstanie jest najlepszym rozwiązaniem, bo jeżeli nie ma zrozumienia, doświadczenia, to często dokonujemy zmiany i albo postanawiamy żyć sami, bo nie chcemy, bo boimy się, bo uważamy, że znowu nam się przytrafi coś niefajnego, albo często kopiujemy związek, albo wręcz robimy go jeszcze gorszy. Dlatego ważne jest zrozumienie, ale też zrozumienie samego siebie, że ten związek, który przechodziliśmy, czy tą relację, którą przechodziliśmy, ona z czegoś wynikała. Nikt nas do tego nie zmuszał, nikt nam tego nie kazał.
Nikt tego za nas nie zrobił. Z jakiegoś powodu zdecydowaliśmy się na relację z drugą osobą. I to jest informacja dla nas i o nas. Z jakiego powodu zdecydowaliśmy się na relację? Jaki niedobór w nas jest i czego, że postanowiliśmy wybrać takiego nauczyciela do naszego życia? Iwonka pisze, odpowiadając mi i Arkadiuszowi: „Mówię o wiedzy, którą się zdobywa, jak już nie chodzi się obowiązkowo do szkoły, jak się poszerza własne zainteresowania. Wielu można uważać za mistrzów, byle nie stali się idolami”. Ja uważam, że tu nazewnictwo nie ma dla mnie osobiście jakiegoś znaczenia, aczkolwiek rozumiem chyba sens tej wypowiedzi. Zresztą znacie mnie. Wiecie, że jakiekolwiek bezkarne, źle powiedziane, bezkrytyczne kopiowanie czyichś poglądów bez nawet chociażby odrobiny wysiłku z własnej strony, przepuszczenia tego przez siebie, może się dla nas osobiście źle skończyć.
Bo być może będziemy testowali czyjś scenariusz na swoim własnym życiu, zamiast testować swój własny scenariusz. Więc cały czas namawiam: mistrzowie, idole i guru, nauczyciele i takie Sławki jak ja byli, są i będą. Natomiast żadnemu z nich nie można ufać bezkrytycznie. Mnie również. Powtarzam to. Nie ufajcie mi, nie wierzcie bezkrytycznie we wszystko, co mówię. Posłuchajcie samych siebie, co wy sami na ten temat czujecie. Do tego namawiam, namawiałem i będę namawiał. Leonard pisze: „Witam, proszę o jakieś namiary, gdzie mogę napisać, aby skontaktować się z panem Sławkiem. Pozdrawiam”.
Kochani, nieustająco funkcjonuję na Facebooku pod swoim imieniem i nazwiskiem Sławomir Łączkowski i raczej nie będzie problemu ze znalezieniem mnie. Myślę, że poprzez Facebooka będzie najprościej. Jak będziemy mieli przejść na coś więcej, to jest Messenger, więc za pomocą Messengera. Ja często też, jeżeli jest chęć rozmowy, podaję swój numer telefonu. Zresztą chyba na stronie nawet jest. Z tym że tak lepiej umówić się ze mną na rozmowę, tak chociażby, żebym miał więcej niż pięć minut czasu. Pod imieniem i nazwiskiem, drogi Leonardzie. Jeżeli nie masz Facebooka-
[01:06:50] - Szczególnie, że trzyma pan na zdjęciu profilowym swoją książkę.
[01:06:55] - Tak. Póki co jeszcze jej nie puściłem. Myślę, że po moich wpisach będzie chyba łatwo. Zresztą jestem pod imieniem i nazwiskiem na swoim prywatnym profilu i też jest oczywiście front page książki, więc czy można oszukać przeznaczenie?Gdyby ktoś miał ochotę, jestem jak najbardziej otwarty. Lubię to. Tylko mówię: nie zawsze mam czas, więc lepiej się ze mną skontaktować ciut wcześniej. Iwonka pisze jeszcze do Arkadiusza: „A może ty też jesteś mistrzem? Nie można przecież być wiecznym uczniem”. Słuchajcie, każdy z nas jest mistrzem i każdy z nas jest uczniem. Po pierwsze nikt nie jest mistrzem we wszystkim, więc z pewnością są rzeczy, których cały czas możemy się uczyć od innych.
Oni się mogą uczyć od nas jakichś innych rzeczy. Więc takie klasyfikowanie w moim przekonaniu jest bardzo mocno umowne i bardzo mocno niezgodne z rzeczywistością. Arkadiusz pisze: „Myślę, że się z tobą zgadzam, ale to głęboki temat, więc trzeba naprawdę się namyślić, by napisać jakieś trafne stwierdzenie”. Iwonka pisze: „Jestem pewna, że skoro tu jesteś, to nie oglądasz tego z pozycji kogoś, kto mniej wie, ale by sprawdzić, czy inni podobnie myślą”. Nie wiem. Nie będę się do tego odnosił, bo nie wiem. To nie było przede wszystkim do mnie. Natomiast nie ukrywam, że motywy pobytu tutaj osób, które uczestniczą w naszych audycjach, piszą komentarze bądź nie, słuchają tego później w radiu bądź na YouTubie, oczywiście jak najbardziej mnie interesują, więc z chęcią ja się osobiście dowiem, co skłoniło was do przyjścia i co skłoniło was do bycia tutaj ze mną i z nami wszystkimi. Arkadiusz pisze: „Długo się nad tym zastanawiałem, ale chciałbym cofnąć te słowa, które powiedziałem o inteligencji i poziomie duchowym”. Okej, tak jak obiecałem, już pojedynczych waszych, kochani, dyskusji nie będę komentował.
Widzę, że komentarze dobiegły końca. Nie ukrywam, że w dniu dzisiejszym nie jestem z tego powodu jakoś bardzo zawiedziony, ponieważ tak jak mówiłem, trochę przedświąteczne zawodowe oznaki zmęczenia w moim życiu robią swoje. Mam nadzieję, że jeszcze ten tydzień taki będzie i uda się wszystkie sprawy szczęśliwie pozamykać i już na następną audycję spotkam się z wami wypoczęty, uśmiechnięty, wyspany i będziemy mogli już pociągnąć sobie to tyle czasu, ile będziemy chcieli. Kochani, dzisiaj było o związkach, ale związki to raczej w kategoriach budowania czegoś nowego, budowania czegoś, czemu w końcu wszechświat zaczął nam sprzyjać. Związki były takim tematem umownym i myślę, że też w taki sposób to zrozumieliście. Nikogo nie namawiam ani do rozstań, bo każdy związek jest indywidualny, jest bardzo osobisty, więc ciężko tu komukolwiek powiedzieć: „Zrób tak bądź tak”. Dla mnie istotne jest to, że jeżeli zaczynamy coś nowego, po pierwsze musimy coś starego zamknąć. Zamknąć wnioskiem, zamknąć zrozumieniem sensu tego doświadczenia. To jest pierwsza rzecz. I druga rzecz, że żeby wybudować coś nowego, coś innego i uniknąć niepowodzeń bądź jakichś tam frustracji czy nieprzyjemnych sytuacji z tym związanych, musimy troszeczkę włożyć wysiłku, żeby zrobić to inaczej niż poprzednim razem.
I to „inaczej niż poprzednim razem” być może tym fundamentem do budowania czegoś inaczej będzie nauczenie się wyrażania swoich myśli, ubierania swoich myśli w słowa. Proste, nieskomplikowane, precyzyjnie wyrażające nasze myśli. I w tej audycji tę właśnie informację przede wszystkim chciałem wam przemycić. Uczmy się, dbajmy, starajmy się przekazywać swoje myśli, wyrażać swoje myśli. Tutaj jeszcze pan Kazimierz nam się pojawił. Bardzo miło, panie Kazimierzu, nie spóźniony. Ja wymyśliłem sobie kiedyś taki sposób na to, żeby być pierwszym, który złoży życzenia urodzinowe, imieninowe czy jakiekolwiek inne, rocznicowe następnej jakiejś tam osobie. Żeby mieć stuprocentową pewność, że będzie się pierwszym, trzeba zadzwonić bądź odezwać się do tej osobyZaraz po zakończeniu urodzin, czyli ten rok bez jednego dnia. Wtedy mamy pewność, że będziemy pierwsi. Oczywiście na następne urodziny.
Trochę w tym kontekście, trochę przewrotnie, trochę żartobliwie, panie Kazimierzu, jeszcze chwilkę i byłby pan nie spóźniony, ale byłby pan pierwszym słuchaczem naszej następnej audycji. Tu jeszcze coś się pojawiło. Arkadiusz pisze: „Czy będzie kiedyś coś o powstaniu świata duchowego?” Ciężki temat, trudny do zbadania tak naprawdę, więc w tej kwestii mam swoje przemyślenia, ale to jest chyba bardziej... Ale okej, postaram się podjąć wyzwanie. Tylko, panie Arkadiuszu, proszę o przypomnienie mi tego, gdybym zapomniał o tym na przykład w następnej audycji. XY pisze: „Witam serdecznie, panie Sławku. Jak radzić sobie z sytuacją, w której druga połówka jest podatna na sugestie z zewnątrz?” Podatne na sugestie z zewnątrz są przeważnie — i to może będzie wskazówka, bo poradzić sobie z tym jest bardzo trudno, to od razu mówię, przynajmniej po takim krótkim stwierdzeniu — podatne na sugestie z zewnątrz są najczęściej dusze dziecięce, które potrzebują autorytetów. Najczęściej też szukają autorytetów, które utwierdzają ich w przekonaniu, że robią dobrze. Ponieważ dziecięce dusze są zupełnie nieprzyzwyczajone do jakiejkolwiek formy krytyki. Każdą formę zwrócenia uwagi odbierają tak jak małe dziecko: fochem, pretensją, płaczem i tak dalej.
Ponieważ nie rozumieją intencji osoby. To jest tak jak małe dziecko: wszystko, co powie rodzic, to jest czepianie się. I dziecięce dusze tak właśnie przyjmują wszystkie rady. Natomiast bardzo łatwo ulegają wpływom osób, które mówią im miłe słowa, utwierdzają ich w przekonaniu, że robią dobrze i tak dalej. I to jest kłopot, niestety świadomościowy. Jeżeli jest taka sytuacja, aczkolwiek nie mam pewności, czy tu jest taka sytuacja, bo to jest zbyt krótki wpis, żebym mógł cokolwiek więcej na ten temat powiedzieć, ale jeżeli podsunąłem jakąś myśl i faktycznie tak jest, to zachęcam do kontaktu osobistego, prywatnego, tak jak tutaj jeden ze słuchaczy pytał, jak się można ze mną skontaktować. Wtedy możemy spróbować ten temat pociągnąć głębiej. Natomiast jeżeli jest to dziecięca dusza, to jest kłopot. Bo poziom świadomości z dziecięcej na przykład na dojrzałą jest bardzo trudno zmienić podczas jednego ziemskiego życia. Aczkolwiek takie rzeczy się zdarzają.
Znam takie przypadki, ale to przede wszystkim musi być chęć. Zawsze zresztą musi być chęć ze strony tamtej osoby, żeby tą świadomość zwiększyć, a niestety dusze dziecięce nie mają najczęściej takich potrzeb. I tyle. I to jest kłopot. Natomiast jedna ważna rzecz: nie mamy prawa zmieniać drugiego człowieka. Możemy zmienić siebie, możemy zmienić człowieka na innego. Natomiast nie możemy na siłę zmienić drugiego człowieka. Tutaj jest zawsze informacja i to jest też XY informacja dla ciebie, dlaczego — przy założeniu, że jest to dusza dziecięca — czego ty się masz od swojego partnera nauczyć? Dlaczego ta lekcja została przywołana do twojego życia? Arkadiusz mnie pyta: „Ma pan jakąś złotą receptę na budowę trwałego związku?” Oczywiście, jest to recepta bardzo prosta i bardzo trudna do zrealizowania.
Jednym z tych warunków jest umiejętność z obydwóch stron wyrażania swoich myśli. Dlatego o tym dzisiaj powiedziałem. Jest to jeden z warunków. I drugi: trwałe związki mogą być różne, bo mogą być trwałe związki zbudowane na przykład na zależności finansowej. Czyli pan zarabia bardzo duże pieniądze, pani z tego korzysta i to jest bardzo trwały związek. Bardzo trwałym związkiem są związki, które mają małe dzieci, wspólne kredyty. To są trwałe związki. Trwałe związki to są związki zbudowane na tradycjach. Bo tak trzeba, bo nie wypada, bo co ludzie powiedzą. Więc można się bić, mordować, kłócić, ale trzeba ze sobą być.
Recept na trwały związek jest sporo. Tylko pytanie, czy to ma być trwały i szczęśliwy związek, satysfakcjonujący?Bo tu już się zaczynają schody. Bo tu musi być pewien poziom świadomości i świadomości celu. Czemu ten związek ma służyć? Czy ma być związkiem wzajemnego dawania sobie i uzależniania od tego bycia ze sobą, czy się dostaje to, czego się chce, czy nie. To jest temat bardzo szeroki. Ale kilka recept mam. Arkadiusz pisze jeszcze: „Czym jest seks na poziomie duchowym?” Seks jest z pewnością czymś niedostępnym w świecie duchowym. W sensie jakakolwiek forma fizyczności w świecie duchowym jest niedostępna. Jest to jeden z powodów, dla których chcemy się tutaj inkarnować.
To jest jedna rzecz. Natomiast z punktu duchowego seks jest najczystszą formą, najbardziej bezpośrednią formą wymiany energii. Takiej bardzo pozytywnej, życiodajnej energii. Na przykład podczas seksu mężczyzna dostaje od kobiety, i to jest tylko ta zależność, pewien rodzaj energii, życiodajnej energii, której mężczyzna nie jest sam w sobie w stanie wyprodukować, stworzyć. Tu jest też pewnego rodzaju uzależnienie mężczyzn od seksu, ponieważ dostają pewien rodzaj energii, który jest im bardzo potrzebny, a którego nie są w stanie sami dla siebie wyprodukować. Nie mówię tu o aspektach ego i tak dalej. Tylko w sensie takim stricte duchowo-energetycznym. I tu jest następne, dość szerokie pytanie ze strony Arkadiusza: „Dlaczego tak dużo związków się rozpada?” To też jest mnóstwo aspektów. Ja poruszę tylko ten duchowy, świadomościowy. Dlatego, że część ludzi zaczyna chcieć świadomie kreować swoje życie, czyli prowadzić je już na zupełnie innym poziomie, a partnerzy bardzo często stają się w którymś momencie balastem.
I to jest też trochę tak, jak jest ze mną. Ze mną i ze słuchaczami. Ja to też przerabiałem w swoim całym życiu. Będąc pewnego rodzaju, brakuje mi słowa. Okej, nauczycielem. W cudzysłowie nauczycielem. Ale to w kategoriach przykładu. Uczymy dziecko. Jesteśmy nauczycielem nauczania początkowego. Uczymy dziecko do trzeciej, czwartej klasy.
Dziecko posiądzie tę wiedzę z tego poziomu, przestajemy mu być potrzebni. Nie jesteśmy mu w stanie nic więcej dać, więc musi zmienić nauczyciela, który będzie go uczył czegoś innego na wyższym poziomie. I w rozwoju duchowym właśnie tak to wygląda. Dostajemy już, zrozumieliśmy sens doświadczenia. Nie chcemy przechodzić tego doświadczenia po raz kolejny, a nasz partner nie jest w stanie nam dostarczyć doświadczeń z wyższego poziomu. My przechodzimy do następnej klasy, on zostaje w nauczaniu początkowym. I to jest tak. Dlatego tak ważne jest dążenie do związku partnerskiego. Większość ludzi najczęściej patrzy na partnera w kategoriach, co może od niego dostać. I jak przestaje to dostawać, to związek zaczyna się zmieniać.
Związek partnerski polega na tym, że patrzymy na drugiego człowieka w kategoriach, czego on potrzebuje, czego on pragnie. I następne pytanie jest takie: czy ja mogę mu to dać i czy to jest zgodne ze mną? To jest ta różnica. Nie zastanawiam się, co mogę dostać, tylko czego ten człowiek potrzebuje i czy to ja chcę, mam ochotę, mam potrzebę, czy jestem w stanie i czy sprawi mi przyjemność, czy jest to zgodne ze mną, jeżeli ja mu to dam. To jest związek partnerski. Kiedy nie jesteśmy nastawieni na branie, tylko na dawanie. Bo partnerstwo polega wtedy na tym, że druga osoba podchodzi do tego w ten sam sposób i samoczynnie, samoistnie, w sposób naturalny daje nam to, czego potrzebujemy my w danej chwili. Nie mówię, że to ma być kontrakt na 20, 30, 50 lat i założenie, że kiedyś to coś. Tylko w danym momencie. Bo w danym momencie dzisiaj potrzebuję odpoczynku, ale jutro będę potrzebował się wyszaleć.
Pójść na spacer, pojechać na rowery czy gdzieś wyskoczyć i tak dalej. W przypadku kiedy związek jest nastawiony na branie, to jeżeli lubimy spędzać czas na rowerach i nie pojedziemy na roweryTo ja czegoś nie dostaję. Związek partnerski polega na tym, że daje się człowiekowi to, czego on w danej chwili potrzebuje. Czyta go się cały czas, patrzy się na niego, żyje się z nim, rozumie się, rozmawia się z nim i wie, czego ten człowiek w danym momencie potrzebuje. Dziś potrzebuje przytulenia, a jutro potrzebuje opieprzu i kopa w tyłek. I to dostaje. Kazimierz pisze: „Życzenia składane przez osobę ostatnią zostaną najlepiej zapamiętane”. W pewnym sensie też tak jest. „W sumie dobra, że ominęła mnie audycja, bo akurat tematem związków się ani nie interesuję, ani ich nie zgłębiam. Są mi obce i dobrze mi z tym”.
No i dobrze. Ale było też o innych rzeczach, więc polecam. „Tak już mam, że moją drogą to bycie ze sobą, własnymi mocami i słabościami”. Wybór każdego człowieka, panie Kazimierzu. Natomiast mówię, ponieważ ja nie jestem za tym, żeby nie wchodzić w żadne interakcje. Ponieważ bycie z samym sobą pozbawia nas możliwości. Popadamy w rutynę. Nasza podświadomość cały czas utwierdza nas w przekonaniu, że robimy dobrze. Nikt tego nie weryfikuje, więc bycie z samym sobą jest fajne, ale nie do końca. Zwłaszcza w kategoriach rozwijania się.
Kiedyś opowiadałem wielu moim kolegom to, na czym ja się kiedyś złapałem, kiedy prowadząc firmę, robiąc duże biznesy i tak dalej, otaczałem się cały czas ludźmi, którzy byli ode mnie uzależnieni w różnych formach zawodowych, finansowych, jako podwładni i tak dalej. I rosło we mnie takie przekonanie: „Jezu, jestem nieomylny, najlepszy, najekstrzejszy i w ogóle”. Wszyscy mi przytakiwali. Co nie wymyśliłem, to było dobre. Wow! Mistrz. Natomiast później, zresztą po rozmowie z moim serdecznym przyjacielem, pracownikiem, uświadomiłem sobie, w dużej mierze on mi uświadomił, że ludzie mi przytakują, bo przecież żaden pracownik nie będzie szukał kłopotów, więc woli przytaknąć i zrobić swoje. A we mnie rosło takie przekonanie, jaki ja jestem genialny i dobrościarski. I to jest też często domena ludzi w dziedzinie biznesu, że otaczają się ludźmi, którym płacą. Ci im przytakują, a oni myślą, że robią ekstra.
W latach 90., jak pracowałem u swojego kolegi, szefa, powiedział: „Weź tam jedź, zatankuj mi samochód”. Że miał mercedesa i wtedy mercedesem takim nie jeździłem jeszcze. Mówię: „Dobra, pojadę. Wydaj mi dokumenty”. Mówi: „Nie, jedź bez dokumentów”. Ja mówię: „Dobra, jak mnie policja zatrzyma, to powiedz, że ja ci pozwoliłem”. Czasami to urasta do takiej rangi. Często tracimy kontakt z rzeczywistością, będąc sami bądź pozbawieni obiektywnych odbiorców naszych zachowań. XY pisze: „Trafił pan w sedno. Dziękuję”.
Powiem szczerze, ja też bardzo dziękuję i cieszę się, że trafiłem, bo mówię, po jednej takiej krótkiej informacji to była taka odpowiedź bardzo intuicyjna. Kazimierz pisze: „Z brakiem fizyczności w świecie duchowym się w 100% nie zgadzam, panie Sławku. Tamten świat dla mnie był całkiem fizyczny i taki sam, włączając w to dotyk”. Możemy, panie Kazimierzu, kiedyś na ten temat podyskutować, natomiast trzeba pamiętać o jednej rzeczy, o czym ludzie często zapominają: że interpretacji tego, co widzimy w świecie duchowym, dokonujemy, będąc tutaj na Ziemi, w świecie fizycznym. Więc to wszystko w dalszym ciągu jest przepuszczane przez naszą fizyczność i dlatego są przypisywane do tego takie, a nie inne reakcje. Ale oczywiście to jest też takie moje zdanie. Iwonka pisze pół żartem, pół serio: „Seks jest najsprytniejszym podstępem natury. Jesteśmy, żebyśmy się jednak rozmnażali”. Bez wątpienia tak. Tutaj ten aspekt biologiczny również jest bardzo istotny, instynktu i tak dalej.
Ja poruszyłem tylko aspekt energetyczny, natomiastNatomiast tak, bez wątpienia jest. Pół żartem, pół serio. Nawet nie tylko pół żartem, pół serio, ale kiedyś mówiłem swoim koleżankom. O Jezu, powiem to na antenie, to już przestanie być tajemnicą. Ale ja się śmiałem, że powiem jedną wielką tajemnicę o mężczyznach, tylko żeby nikomu nie mówiły, że się dowiedziały ode mnie, bo nie wiem, jak męski świat na ten temat zareaguje. Ja się śmiałem, że mężczyźni są napędzani energią jądrową. Więc pół żartem, pół serio. Arkadiusz pisze: „Dla mnie Wigilia wygląda na ten dzień, w którym manifestuje się dobro w naszej duszy, gdy my dajemy i cieszymy się tym”. Efekt obdarowywania jest fajnym przykładem na to, jaki rodzaj energii i emocji się w nas pojawia w momencie, kiedy szczerze kogoś czymś obdarowujemy. To jest dobra wskazówka.
Jak odpowiemy sobie na pytanie, czy jest nam z tym dobrze, czy się cieszymy, jak długo nas te emocje trzymają, jak bardzo nas do pewnych rzeczy nakierowują, to jest dobra wskazówka, czego właśnie w życiu należy poszukiwać. Arkadiusz pisze: „Jeszcze pierwsza część wypowiedzi. Mam takie pytanie: dlaczego wzrost duchowy ludzkości trwa tak długo? Człowiek żyje na Ziemi od 300 000 lat. Było wtedy bardzo mało ludzi i ta liczba wzrastała bardzo wolno”. Tutaj samowolnie pojawił się, że tak powiem, ok, pierwsza część wypowiedzi. Rozumiem, tutaj o rozwoju duchowości. Ja zapodam tutaj, przeczytam ten komentarz. Nie będę się dzisiaj do tego odnosił, bo to będzie trwało zbyt długo i pewnie trzeba by było jakąś audycję poświęcić. „Pierwsza część wypowiedzi.
Mam takie pytanie: dlaczego wzrost duchowy ludzkości trwa tak długo? Człowiek żyje na Ziemi od 300 000 lat. Było wtedy bardzo mało ludzi i ta liczba wzrastała bardzo wolno”. Druga część: „To jest chyba logiczne, że dusze żyjące 11 000 lat temu powinny dojść do zaawansowanego poziomu. Wygląda na to, że ktoś chyba ciągle zsyła na naszą planetę nisko rozwinięte dusze”. Przeczytałem. Natomiast tak jak powiedziałem, jest to dłuższy temat, więc dzisiaj nie będę go ciągnął. Pan Kazimierz jeszcze pisze: „Niebycie w związku jest częścią mojego wcielenia. Właśnie tę rutynę zgłębiam, by rozwinąć swoją świadomość spraw społecznych, patrząc na to z drugiej strony”. Panie Kazimierzu, być może.
Broń Boże, żeby pan nie brał tego bardzo osobiście, że ja uważam, że to jest coś złego bycie ze sobą. Ja tylko mówię o tym, że często tracimy poczucie rzeczywistości i możliwości zweryfikowania samego siebie pod kątem, czy jesteśmy teoretykami, czy praktykami. To jest tak, jak trudno jest być mnichem, siedząc w świątyni razem z innymi mnichami. Natomiast żeby sprawdzić, czy tą wiedzę opanowało się na poziomie doświadczeń, umiejętności, trzeba wyjść na ulicę. Był taki rysunek mnicha, który gdzieś tam na ulicy dużego, ruchliwego miasta pokazuje faka nadjeżdżającemu samochodowi i pod spodem jest opis, hasło i pięć lat w klasztorze właśnie i wylądował. Więc żeby wiedzieć, czy posiadamy tylko wiedzę, czy posiadamy również umiejętności, trzeba to zweryfikować w codziennym życiu i sprawdzić, jak będziemy reagowali w konkretnych sytuacjach, żebyśmy wiedzieli, czy potrafimy tak reagować, czy tylko wiemy, jak reagować. Dobrze, kochani. Bo zeszliśmy troszeczkę tutaj na inne tematy. Bardzo miło mi było dzisiaj, jak zwykle z wami pogawędzić troszeczkę. Mam nadzieję, że znowu jakiś temacik poruszyliśmy, jakieś ziarnko zostało zasiane.
Kończymy. Widzę, że się pojawiły nowe komentarze, ale wybaczcie. Tak jak obiecałem, oczywiście ja te komentarze przeczytam przed następną audycją i jeżeli będzie coś w temacie dzisiejszej audycji, to jeszcze się do tego odniosę, tak jak to od czasu do czasu robiłem. A teraz wybaczcie, kochani, żebym wam tutaj nie zaczął ziewać na antenie. Pożegnam się z wami bardzo gorąco, bardzo cieplutko, bardzo serdecznie. Cieszę się z dzisiejszego spotkania. Trzymajcie się, uważajcie na siebie. Mam nadzieję, że mieliście okazję, zwłaszcza ci, co pisali komentarze, przećwiczyć możliwość i umiejętność wyrażania swoich myśli. Do tego was, kochani, bardzo serdecznie zachęcam. Uważajcie póki co na siebie.
Wszystkiego dobrego. Uśmiechu dużo, ostrożności teraz w tym wariactwie przedświątecznym. Zdróweczka i jak najwięcej radości, uśmiechu, szczęścia i pogodności wam z całego serca życzę, żegnając się z wami. Do usłyszenia za tydzień. Wszystkiego dobrego. Dziękuję. Pa, pa.
[01:38:20] - Mówi te słowa do państwa jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy”, pan Sławek Bączkowski. Tradycyjnie zachęcamy gorąco do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” i do zasubskrybowania kanału pana Sławka na YouTube o takim samym tytule jak nasza audycja, czyli „Świat oczami duszy”. Zachęcamy także posiadaczy kont na pewnym serwisie społecznościowym zaczynającym się na literę F do polajkowania profilu pana Sławka. No i cóż, kończymy już dzisiaj audycję „Świat oczami duszy”. Dzisiaj mieliśmy końcówkę 14 grudnia 2020 roku. Mówił do państwa Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie oczywiście już za tydzień na żywo, krótko po 20:00 na antenie Radia Paranormalium.
[01:39:20] - Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl