[00:01] - Zapraszamy do wysłuchania wykładu o transkomunikacji, jaki wygłosił transkomunikator Marek Szwedowski w Polskim Towarzystwie Psychotronicznym.
[00:12] - Tu transkomunikator Marek, tu transkomunikator Marek. Polska Stacja Transkomunikacyjna Pomoc. Nazywam się Marek Szwedowski. Jestem trans komunikatorem, parapsychologiem. Najmniej już trzeba dalej. To było w czerwcu. Proszę państwa, będę mówił o transkomunikacji. Jeżeli ktoś już sobie poczytał, a pewnie tak, bo tylu widzę tutaj ciekawych, to na pewno wiadomo mniej więcej o co chodzi. Ale muszę jednak trochę z historii rzucić, całej tej transkomunikacji. Najpierw powiem ogólnie co to jest transkomunikacja, a potem jak ona do mnie trafiła, czy ja do niej.
Otóż Friedrich Jürgenson, pionier transkomunikacji. Był to człowiek, który był filmowcem, dźwiękowcem. Robił różne filmy i nagrywał różne podkłady do filmów. Pewnego razu postanowił zrobić podkład do filmu i chciał sobie nagrać ptaszki. Robił film przyrodniczy. Postawił aparaturę. To były dawne czasy, siedemdziesiąte lata czy nawet jeszcze wcześniej, więc ta aparatura była wielka i tak dalej. Nagrał ptaszki, bo akurat pięknie śpiewały. Zadowolony przyszedł do domu. Odsłuchuje, czy to są rzeczywiście ptaszki.
To znaczy tylko te ptaszki. I kiedy sobie to odsłuchiwał, usłyszał dziwne dźwięki, głosy. Bardzo był zdziwiony. Pracował jeszcze raz i jeszcze raz. Okazało się, że ktoś do niego mówi. Ptaszki to jedno, ale coś mówi do niego, to drugie. Okazało się, że nagrał mu się ktoś z rodziny zmarły, który powiedział, że tak trzeba go nagrywać. I on był w ogóle w szoku. Był zdziwiony. Zaczął się nad tym zastanawiać, a ponieważ był dźwiękowcem, więc nie było mu obce w ogóle dźwięki i ten świat.
Zaczął kombinować i rekomendować. W tym samym czasie, kiedy pracował nad tym Konstantin Judziwa, był jeszcze drugi Friedrich Jürgenson. Ja powiedziałem Friedrich Jürgenson czy Konstantin Judziwa? Jürgenson, przepraszam. Dobra, to wtedy Konstantin Judziwa. Ale za dużo mam na głowie, czasem mogę się pomylić. Ten drugi człowiek był bardzo roztargniony. To tak jak ja. I wszystkiego zawsze po domu szukał. To też tak jak ja.
Mamy pewne wspólne cechy. I któregoś dnia szedł na przyjęcie. Wyszedł z domu i zostawił włączony magnetofon. Zapomniał. On się tam nagrywał. Poszedł, wrócił. Patrzy. Uśmiał się sam do siebie, ale z ciekawości mówi: „Ciekawe, czy coś się nagrało.” Zaczął go odsłuchiwać, a tu słyszę „Kostki. Kostki. Kocham cię.” Zdziwił się.
Okazało się, że jego babcia do niego przemówiła. Dwoje ludzi, którzy się w ogóle nie znali. Potem się poznają i zaczynają razem pracować. Konstantin Judziwa i właśnie ten drugi nagrali wiele tysięcy głosów. Wiele tysięcy głosów to nie jest sto, dwieście, trzysta, wiele tysięcy głosów. Na tamte czasy wydali płyty winylowe z nagraniami, bo to jeszcze wtedy były płyty winylowe. I teraz wróćmy może do mnie i ich na chwilę zostawmy, czy w ogóle może ich zostawmy. Nie będę opowiadał, skąd mi się to wszystko wzięło, bo nie mamy czasu. Powiem tylko tyle, że jako jasnowidz pracujący i szukający zaginionych ludzi zetknąłem się ze śmiercią. I żeby było jeszcze trudniej, to ze śmiercią dzieci.
Dziecko nie żyje, dziecko utopiło się. Ktoś dziecko porwał, ktoś dziecko zabił. Trzeba było te sprawy rozwiązywać. I zetknąłem się z rodzicami, którzy zadawali mi pytania już po tym wszystkim co dalej? Co się z nim stało? Co pan sądzi? Pan jest jasnowidz. No tak, ale ja tylko odnalazłem dziecko. A co ja mogę więcej wiedzieć? Wydawało mi się, że moja rola się kończy.
Okazało się, że ta rola się nie kończy. Kiedy wróciłem do domu, zacząłem się zastanawiać. No właśnie, a co dalej? Co zrobić? Jak pomóc tym ludziom? I szukając trochę po internecie właśnie trafiam na Konstantin Judziwa. Trafiam na tego drugiego, na wielu innych. Patrzę o ciekawość. Spróbujemy. A ponieważ ja lubię wszystkiego próbować, może prawie wszystkiego, więc stwierdziłem, że ja też.
Zaopatrzyłem się w jakiś magnetofon, jakieś radio. Usiadłem. No to jedziemy. No i pojechaliśmy niedaleko. Po wielu, wielu nagraniach poza szumem, trzaskiem nic nie usłyszałem i powiedziałem tak: albo ktoś zwariował. Patrzę w lusterko, pewnie ja. Albo tam wiszą jakieś rzeczy, bo tak piszą. No to mi w ogóle nie wychodzi. Ale że tak siedzę i mówię tak. No co ja zrobiłem trzydzieści nagrań?
Jak ja zrobię tysiąc, to wtedy może powiem, że mi nie wyszło. Człowiek jest słaby. Miałem znajomego, który przejął już na tamtą stronę niestety w wypadku samochodowym. A myśmy się wychowywali w Piaskownicy prawie. I on mieszkał w Laskach, bo Laski to jest miejscowość pod Warszawą. Ja też mieszkałem w Laskach i zacząłem go wołać. Z uporem maniaka go wołałem i po pewnym czasie w tych całych trzaskach, szumach i tak dalej usłyszałem coś. Marek, pamiętasz Laski? Znaczy mówię o Laskach miejscowości, że był las. I zbaraniałem.
Mówię o rany boskie, ktoś do mnie mówi. I ten jeden głos zmienił wszystko we mnie, bo myślałem sobie o, to nie jest tak źle, trzeba próbować.I po 10 latach mojej pracy w transkomunikacji udało mi się też nagrać wiele głosów. Ja nie będę mówił ile: czy setki, czy 200, czy jedno, czy pięć. To nie o to chodzi, bo to nie jest jakaś licytacja, ale udało mi się te głosy nagrać i doszedłem do jednego wniosku. Powiem, że to jest świetne narzędzie, jeśli tak można nazwać, terapii w postaci najbliższych. Dlaczego? Zawsze to mówiłem i powtarzam. O technikach będę zaraz mówił, ale muszę trochę powiedzieć ogólnie, że kiedy tracimy najbliższych, a właściwie kiedy tracimy dzieci, ci ludzie przeżywają dwie tragedie. Pierwszą tragedię, jaką przeżywają, to jest taka, że odeszło im ukochane dziecko. Drugą tragedię, jaką przeżywają, to taką, że już do nikogo nie ma sensu iść, nikt już im nie pomoże.
Psycholog? Tak, rozumiem. Psychiatra? Leki przepisze i człowiek jest osumaniony. Ostatnio dostałem takiego e-maila, ponieważ pomagałem skontaktować się z dzieckiem, które umarło na białaczkę. Miało 10 lat. Ja wszystko ładnie opisałem i tak dalej. I teraz, po trzech latach dostaję znowu informację od ojca, że już mu się nie śni to dziecko, jakoś się nie manifestuje. Czy mógłbym znowu się skontaktować, połączyć, dowiedzieć się? Bo kiedy się pytał księdza, to powiedział, że dziecko was dawno zapomniało.
A ty jesteś niegrzecz i w ogóle o nim nie myślisz. Taką dostał odpowiedź. I bardzo często od ludzi, którzy powinni pomóc, dostaje się takie odpowiedzi. Moja znajoma poszła do psychiatry i powiedziała, że podobno jest możliwość skontaktowania się ze zmarłym. „A co pani bierze? Za mało. Dodamy jeszcze jedną tabletkę. Już się pani nie skontaktuje.” No bo jak? I teraz człowiek jak ja wchodzi na arenę tego życia i zaczyna tym ludziom tłumaczyć, że życie nie kończy się tylko, że tu umieramy. Zostawiamy ciała i bardzo dobrze, ale idziemy dalej.
I ta transkomunikacja, i te wszystkie głosy nagrane zaczęły stanowić bardzo dobrą terapię dla tych, nazwijmy umownie, pokrzywdzonych. O technikach zaraz powiem, bo to też jest ciekawe. Jak będę długo mówił, to mnie wyłączcie. A nie, nie ma prądu. Bo ja jak się rozgadam, to potem trudno mnie wyłączyć. Ale nie o to chodzi. Kiedy będę już mówił i się przynudzał, to proszę mi powiedzieć. Ale to tak trochę żartem. Dostaję dużo e-maili właśnie od rodzin, które straciły dzieci. Ja się skoncentrowałem, jakkolwiek to zabrzmi, na dzieciach.
Dlaczego? Dlatego, że oczywiście jak ktoś mówi: „Mama mi umarła, nie zdążyłem się pożegnać” i tak dalej, ja to rozumiem i też to zrobimy. Transkomunikacja pomaga z każdym się skontaktować. Ale dzieci, ból po dzieciach i szaleństwo rodziców, to, co wyprawiają, jest nie do opisania. Obyście państwo nie musieli się z tym zetknąć. A jeżeli się przypadkiem zetknęli, to wiemy, o czym mówimy. Transkomunikacja jest ostatnią deską ratunku, powiedzmy, nauczenia się żyć w żałobie i zrozumienia, że to dziecko nie odeszło. Teoretycznie tak, bo już nie wejdzie do domu, nie rzuci butów na środku i nie powie: „Dostałem pałę, ale w poniedziałek poprawię, spokojnie.” Tego już nie będzie. Ale ono nadal żyje, funkcjonuje i pojawia się w tym domu. Pojawia się we snach albo można go normalnie nagrać i usłyszeć: „Ja żyję, ja jestem, ja cię kocham.” Jakie mamy przekazy stamtąd?
Proszę państwa, kiedyś to było tak, że się pisało na przykład telegram. To w telegramie była prosta informacja: „Przyjeżdżam o 16:00. Ziutek.” Teściowa nadal w domu. Nie przyjeżdżaj. Niestety nie wygrałem. Ślubu nie weźmiemy. Ale to były proste przekazy. Dzisiaj przez SMS-a możemy pisać i pisać. Możemy jak lobuz przez SMS. Informacje, które pochodzą stamtąd, są właśnie takie jak te kiedyś, czyli jak telegram.
To nie ma tak, że energia, z którą rozmawiamy, będzie nam opowiadała historię swojego życia. Bo ja wiem, jak to jest w życiu. Pewna pani była w szpitalu, chorowała, była po operacji i wyszła. Druga do niej dzwoni i pyta się: „Jak się czujesz?” Teoretycznie powinna dostać odpowiedź: „Świetnie się czuję, już mnie nie boli.” A ona zaczyna: „Wiesz, ten szpital. Leżałam z taką panią. Ona handluje, rozumiesz, na bazarze. A potem taki Mietek się wychowywał” i ona nadal nie wie, jak się czuje. Ale opowiada historię, cały szpital medyczny, jeden wielki opierdol i tak dalej. Więc z tamtej strony te energie nie będą tak opowiadały nam. One nam przekażą informację taką, jak w tym telegramie: „Jestem, żyję, czuję się dobrze, jest mi dobrze.
Kocham cię” i tak dalej. Czasami zdarzają się dialogi, ale jest to bardzo rzadkie. O tym też będę mówił. I teraz tak: klasyfikujemy transkomunikację na trzy grupy. A, B i C. Głos A to jest głos, gdzie słychać bardzo wyraźnie. Na przykład: „Jestem. Czuję się dobrze. Kocham cię, mamo. Pozdrów ojca” albo „Martwię się o Piotrusia.
Piotruś, to powiedz mi, gdzie go brać.” To jest klasyfikacja głosów A. One są dobrze słyszalne. Klasyfikacja głosów C to jest takie urywane, nie do końca słyszalne, ale nadal można usłyszeć. To znaczy, że jest głośno, także nie trzeba dokonywać jakiejś korekty tego, ale może być przerwany głos, może zanikać.A klasyfikacja C to jest w szumie, tak jakby ktoś szeptał. I wtedy trzeba robić różne zabiegi, podgłaśnianie i tak dalej, żeby wyłapać ten głos. Wszyscy chcielibyśmy mieć to A, żeby usłyszeć: „Cześć Ziutek” i tak dalej. Ale niestety najczęściej przychodzi to C. To znaczy, że jest bardzo słabe, niewyraźne i trzeba na programie, na komputerze poprawiać, to znaczy pogłaśniać, coś tam odszumić i tak dalej. Też o tym potem powiem, o programie. Dialogi, proszę państwa, zdarzają się bardzo rzadko, ale zdarzają się.
Na przykład, że ktoś mówi całe zdania: „Jest mi dobrze, jest woda, jest las i mam dwie sarny”. Ja to przekazuję, a on mówi: „No tak, zawsze lubił wodę i miał psa, który tydzień po nim umarł. No to jeszcze żyje w tym”. I to jest taki dialog. Ale te dialogi też nie będą takie długie, jak ta pani, co cały szpital już opowiedziała, jak wygląda, włącznie z lampą Rio. A nadal się nie dowiedzieliśmy, czy jest dobrze po operacji, czy źle po operacji, a ona jeszcze jest na trzecim piętrze, bo tam była taka operowana i tam jeszcze pan Mietek przychodzi. Więc nie będziemy mieli stamtąd takich długich dialogów. Pewnie byśmy chcieli. Co robisz? Czym się zajmujesz?
Jak się czujesz? Chodzisz, biegasz, latasz? Każdego z nas to ciekawi, prawda? Ale oni mają na tyle siły, tę energię, żeby przekazać nam najważniejszą wiadomość. To może niekoniecznie dobrze zabrzmi, ale tak jak ktoś grypsuje. Nie wiem, o co chodzi, ja nie byłem, gdzie tam grypsują, ale jak grypsuje, to mówi takie na przykład wyrazy, że przynieś mi to, daj mi to, braknij papierosów albo napiłbym się, czy coś innego. Krótkie wyrazy, ale te wyrazy mają wyrazić wszystko to, co ma nas dotyczyć. Bo ta pani nadal z tego szpitala jest jeszcze teraz na porodówce, bo tam też zajrzała, więc nie wiem, czy skończy, kiedy my skończymy, bo ona dalej tak rozmawia. Wyobraźcie sobie. A jeszcze nadal nie wiadomo, czy jest dobrze po operacji.
I teraz tak, czy wszystkich można usłyszeć? Jeżeli nie usłyszymy, to znaczy, że co? Bo często mam takie pytania: „Proszę pana, a czy on się w ogóle odezwie?” Do mnie dodzwonić się to jest dopiero sztuka. A ja nadal żyję. Albo dzwonicie do mnie, albo ktoś dzwoni i mówi: „Dzwonię do niego, wyłączony telefon”. Ale nadal żyję. I tak jest też tam. Nie ma tak, że na zawołanie. To jest tak, jak w naszym życiu. Dzwonili do mnie przez dwa tygodnie znajomi, mówią: „Czy ty umarłeś?
Nie no, żyję. To dlaczego nie odbierasz? Bo coś tam, a nie znaczy, że się pokłóciłem, że mnie nie ma”. O tyle jest to niedobre, że kiedyś były telefony w domu. Jak ktoś wyszedł, to tylko mógł pokazać taki ładny gest temu telefonowi i na ulicy byłby wolny. Dzisiaj niestety chodzi z tą zmyślą i potem wszyscy obrażeni. „No co, nie masz telefonu? No i nie masz słuch, chłopie. No jak nie odbierasz?” Tam oczywiście nikt nie chodzi z telefonem, bo nie o to chodzi, ale powiem, że nie zawsze ich usłyszymy, co nie oznacza, że jak ich dzisiaj nie usłyszeliśmy, to ich jutro nie usłyszymy, czy za tydzień. To tak jak ze mną, czy do kogoś innego.
Wiele razy ktoś do was dzwonił, a potem przychodzicie do domu. Ciocia Ziuta już trzy SMS-y wysłała. Pewnie się sponiewala. Są jednak takie momenty, że czasami długo się czeka na odpowiedź. Dlaczego? Nie wiem. Ale może to tak jak w życiu. Po sześciu latach ktoś dopiero oddzwonił i powiedział: „Wiem, że dzwonisz, ale wreszcie zrozumiałem, że może się pochodzimy”. Tak też może być. Bo ja powtarzam, jak przechodzimy na tamtą stronę, to nic się z nami nie zmienia.
Poza tym, że nie wezmę tego stołu, czy nie wezmę tego, ale wszystko, co wezmę, to jest to, co jest w naszym umyśle. Czyli jaki byłem za życia, taki będę po śmierci. Ani święty, ani łotr, ani łajzak. Taki jak za życia. Ja podam taki przykład. Przyszła do mnie kiedyś taka pani i mówi: „Ja koniecznie muszę rozmawiać z moim mężem”. Jak koniecznie, to spróbujemy. No i oczywiście pyta się, czy może zapalić papierosa. Mówi: „Można wszystko zrobić. Można prawie wszystko”.
No ale mówię: „Dobrze”. Wiem, emocje i tak dalej. Więc ja otworzę okno, wyleci tam. Sam też czasami podpalę, więc wiem, o co chodzi. Po co będzie to wszystko? No więc pali tego papierosa, szykuje coś tam, a mnie słychać. Mnie rozmawiają z ginącą lokomotywą, a ona się śmieje i mówi: „Zawsze tak do mnie mówił, bo nie znosił papierosów”. Czyli nie zmienił się jego tok myślenia, postępowania. Jak trzeba to, przepraszam za wyrażenie, pieprzyć, a jak trzeba, to powie fajnie, bo mi się podoba. Jak poznajemy wiarygodność tych przekazów?
A poznajemy po sensie mówienia, bo głos nie jest taki sam. Czasami zdarza się, że głos jest taki sam, ale to jest rzadkość. Natomiast głos nigdy nie będzie taki sam, tak jak mój, czy tak jakby pani i tak dalej. Ale po formie mówienia możemy poznać, że to jest ta osoba, czy po czymś, co mówi. Tak jak ta ginąca lokomotywa. Nagrywałem ostatnio chłopaka, który nie żyje, spod Zakopanego, to jak skończył rozmowę, to było takie: „Hej”. No hej, bo on jest z gór, to hej. Po tych przekazach poznamy, że jest to osoba, którą właśnie chcieliśmy wywołać, bo też potem będę mówił, czy wywołaliśmy tego, co trzeba, czy ktoś się nam nie podczepił pod linię. Mówię o wołach kontrolowanych. Proszę państwa, więc ta autentyczność wtedy się nam udaje, potwierdza, kiedy ktoś mówi o rzeczach, o które się zapytamy, na przykład poda imię, czy powie: „Już biegam”.A ta matka do mnie mówi: „No tak, bo on nie miał jednej nogi".
To są takie rzeczy, które nas utwierdzają. Raz, że przekaz był, dwa, że ja nie zwariowałem, bo nie zmanipulowałem. Czy zwariowałem, to nie wiem, ale go nie zmanipulowałem. I trzy, że ona potwierdza, że to jest moje dziecko. Kiedy pewnej pani umarło dziecko na działaczce, koniecznie chciała kontaktu. I kiedy ten kontakt nastąpił, to usłyszałyśmy w krótkich przekazach, że jest mi dobrze, żyję, ale mam koło ratunkowe, busolę i kotwicę. Dla mnie to nie mówi absolutnie nic. Ponieważ ja muszę to przekazać, tłumaczę. On mówi: „Ale proszę pana, on miał cały pokój w statku marynarskim, bo chciał być marynarzem i ma kotwicę, ma koło ratunkowe i busolę mu tatuś przywiózł”. To jest coś, co daje autentyczność.
Powiedzielibyście chyba, że kilka tych ziarnowich to że sobie to wymyślił. Ale ja bym musiał myśleć, a chyba by mi się zaczęła dymić, żeby wszystko wymyśleć i do każdego dopasować. To przecież byłoby bez sensu. A poza tym po co? I teraz tak. Jak nagrywać? A w ogóle gdzie nagrywać? Gdzie szukać? Doszliśmy do takiego stwierdzenia z moim znajomym. O nim też chwilę później opowiem, że duchy, tak to nazwijmy, duchy, energie czy zmarli, jak wolimy, muszą się pod coś podczepić.
Trzeba mieć podkład, żeby można było ich usłyszeć. Rzadkością jest, że ja teraz bym włączył, byłaby cisza i coś byśmy nagrali. To jest rzadkość. Może się zdarzyć, ale rzadkość. Ale już jak włączymy szum jakiś, suszarkę, golarkę, cokolwiek innego, on się wklei w ten szum. Czy lecąca woda z kranu. Dlaczego? Dlaczego to ja nie wiem. Chciałem powiedzieć dlaczego, zatędziłem się, ale niestety nie wiem dlaczego. Natomiast tak to już jest, że kiedy mamy szumy różnego rodzaju, łatwiej są wychwytywalne.
Konstantin Rudlivoe doszedł nawet do tego, to ciekawostka, że przykleją się do stacji Radio Moskwa i tam najlepiej słychać. Ja nie wiem, o co chodzi, ale podobno na tej częstotliwości najlepiej mu te duchy wychodziły. On tam nawet podaje, bo widzicie, drodzy moi kochani, kiedyś radia były lepsze od tych, które są teraz, bo kiedyś radia miały skalę, było średnie, długie i tak dalej. Dzisiaj to już tak na tym świecie się zrobiło, że ci tylko zaprogramują pięć kanałów i słuchaj. Nie to wy. Już nie ma takiej wolności, bo kiedyś miałem wolność. Co prawda pamiętam, jak ja zawsze latałem po dachu z drutem, a tata mówił: „Słyszę Wolną Europę. Nie, leć niżej, nie słyszę”. To pamiętam do dzisiaj, jak ja zawsze byłem za tego, co łapał tych widocznych i niewidocznych. A wtedy ta Wolna Europa była jak na Satypu w ogóle.
Ale te wszystkie stacje radiowe były ładnie opisane. Dzisiaj to jest fajne urządzenie, ale na przykład jest takie urządzenie, gdzie włączono, wyskakuje „LMF” coś tam, coś tam i nie ma nic więcej. A na starym radiu, kiedy sobie włączymy takie lampowe, nie musi być lampowe, ale takie z lat 70. gdzie jest skala i na przykład tam właśnie pisze Radio Luksemburg czy Radio Moskwa. I skalę ustawiamy tak mniej więcej koło Radio Moskwa i tam się mielą różne szumy. „Tu gawarit Moskwa”, „Ano dawaj szatan” i tak dalej. Tu Natasza, ale tego nie słuchamy, tylko musimy to jeszcze przesterować, żeby tak generalnie to tego nie było słychać gdzieś tam w tle. I wtedy możemy wołać kogoś, kogo chcemy zawołać i nagrywamy to. Najlepiej nagrywać to na magnetofon. Dlaczego nie na komputer?
Komputer to jest dzisiejszy wynalazek. Konstantin Rudlivoe nagrał parę tysięcy głosów nie wiedząc, że komputer wymyślą. Czy magnetofony jakieś były. Ale dlaczego? Dlatego, że szum komputera, jakieś zmiany i tak dalej mogą zniekształcić nam to wszystko. Więc nagrywamy sobie na przykład na magnetofon czy na dyktafon. To też może być dyktafon, ale ja mam taki magnetofon jeszcze na kasety. I jak sobie to nagram, to jest tak. Słyszę, że ktoś tam coś mówi, ta stacja się mieli, włączyło się coś, ja kogoś wołam. „Jestem.
Słyszę cię. Cześć Marek”. To są takie znowu mówię jak ten SMS. Nie SMS nie, bo tam nadal mówi. Ta już przeszła teraz na chirurgię. Więc to nie tak. To jest jak ten-
[23:05] - Telegram.
[23:05] - Dziękuję, telegram. Krótkie słowa. „Jestem. Słyszę cię Marek. Cześć” i tak dalej. Ja to za chwilę potem puszczę parę. Ale można na przykład do tego użyć radiostacji wojskowej. Polecane z dobrej rury. Mam trochę takiego sprzętu i na przykład na te szumy się różne gdzieś tam ustawia i też można wołać. Ktoś kiedyś do mnie powiedział...
Znaczy nie, mi tam kiedyś tam napisali, powiedzieli: „A może to jest tak, że przychodzi ktoś do ciebie, ktoś z tyłu siedzi i tam nadaje, bo już ma puszczone wszystko, a ty udajesz, że coś słyszysz?” Po pierwsze to by za mną musiał jeździć ciągle. Po drugie, jeżeli nie miałbym przygotowany przekaz, tak? No zrobię was w bambuko, ja będę taki mówiąc oszust. I raptem ktoś mówi tak: „Niech pan zawoła mojego tatę”. I on mówi: „Już nie gram w szachy”. On zawsze grał, ale mówił, że już nie będzie. Co ten tatuś najlepiej robił? To by go tak zaskoczyło. Ja bym zwariował. Po prostu ja bym zwariował i mnie by wieźli na Sobieskiego.
Wracając do tego, między właśnie tymi stacjami słychać te różne głosy. Ale mówię można na przykład wziąć i nie wiem radio CB. Mam radio CB. Oczywiście nie wołam na tym, ja w ogóle nie wołam. Bo jeżeli do radia CB jest podłączona tak zwana gruszka, jakkolwiek by brzmi, tak brzmi. Jakbym zawołał, to by się odezwał i powiedzą droga czysta, jedź do przodu. Nie będziesz w domu.Więc ja włączam jakiś kanał, gdzie jest tylko szum. Nie używam tego, żebym wołał, tylko tak jakby tutaj ten szum. I ten szum nagrywam. I teraz tak zadajemy pytanie i zostawiamy chwilę na odpowiedź, ale też niedługo.
Dlaczego? Bo ta odpowiedź ma być natychmiast i dalej, natychmiast i dalej. Bo jak zostawimy tego szumu, to potem raz, że będziemy słuchali tego długo i się pogubimy, a poza tym w tym krótkim szumie ma być odpowiedź. Czyli jeżeli na przykład bym teraz zawołał i powiedział czy słyszy mnie tam, nie wiem, pan Henryk, czy jakiś tam Henryk? Leci szum. Czy słyszy pan Henryk? Liczę sobie do 15 i dalej wołam. Słyszysz mnie? A potem zadaję pytanie jak tam? Przekaż coś w imieniu twojego syna wołam cię i tak dalej.
Do 15, góra do 20 sekund sobie liczę, bo jak puścimy ten szum, to potem się pogubimy i okazuje się, że od pierwszego mojego wołania do drugiego jest trzy minuty i słuchaj tego szumu trzy minuty. To znaczy ja słucham, oczywiście, ale to jest za długo. I też zostawiamy ten krótki czas dlatego właśnie, żeby nie było tak jak ta, która teraz przeszła na holistykę i dalej tam prawda tłom-tłumaczy. A i tak nie usłyszymy takiego całego wywodu jak ta, która jeszcze nie powiedziała jako operacja. To jest jedna metoda. Amerykanie wynaleźli takie radyjko. To jest radyjko, które jest do właśnie wywoływania duchów. Nie lubię tego słowa do transkomunikacji, bo to z wywoływaniem duchów ma tyle wspólnego co nic. O czym też potem powiem. Niestety u nas tego radyjka nie można kupić, bo u nas nic nie można kupić.
Zamówić tak można, ale niekoniecznie to, co by człowiek chciał. I to radyjko ma taką oto funkcję, że kiedy się włączy, to ono cały czas mieli stacje. To znaczy nie zatrzymuje się. Mogę nawet dać tutaj na FM i będę słyszał ten Radio Zet czy tam RMF, ale to cały czas, zaraz to pokażę, będzie się mieliło. Dlaczego to jest dobre? Bo nie trzeba już wskazówką tam ruszać, tylko po prostu zostawić i to leci. Są specjaliści. Wypatrzyłem na YouTubie, że radio, które się włączy i ono samo przeszukuje tam prawda skali, to ono jest raz, że wyciszone, a jak już stanie na jakiejś stacji, to staje. Ale pokazywali, ja się na tym nie znam, że tam się te blaszki rozginają i jest tak jak tu i leci non stop. Więc trzeba po prostu specjalisty.
Ja w dziedzinie elektroniki fon noga i nic nie. Damy mikrofon, ale możemy zrobić tak. I tu możemy wołać i nagrywać. I poprzez to mielenie usłyszycie „Cześć, jestem Arek Wysekierę”. Żeby na przykład nie było, że jesteśmy na polskich stacjach to damy na AM. Na AM to są stacje wszystkie te zachodnie, te różne Bułgaria, Rumunia. Takie kraje jeszcze istnieją, bo ja coraz bardziej sądzę, że nie istnieją. Włączę telewizję, to nic o tym nie wiem. No ale myślę, że istnieją niestety. Ale w tym szumie sobie tak robimy i dajemy mikrofon.
I też pytanie. Czekamy. Pytanie. Czekamy. Potem wyłączamy to i sprawdzamy. To radio można gdzieś kupić przez internet. Tam nie wiem, gdzieś tam trzeba jakimś płatnicami. Nie wiem o co chodzi, bo to można ze Stanów. Znajoma ze Stanów to kupiła, bo u nas niestety nie. Jakby ktoś chciał potem przeczytać, zobaczyć czy można sobie ściągnąć, to nie ma problemu.
Są jeszcze podobne do tego inne radia, bo tam jak wszedłem na stronę to tych radni było śluuudzie, nie wiedziałem o co chodzi. U nas nie ma nic. Jest taka metoda. Jest jeszcze jedna metoda. Możemy wziąć i spikera, który będzie mówił zmodulować, żeby do niego wkleił się ten, kogo wołamy. Na jakiej zasadzie? Na przykład, ale znowu dajemy obcojęzyczne, bo jak będzie po polsku mówił, to potem sobie wszystko dopasujemy. Jeszcze będzie mówił dzień dobry, jest mi miło, słoneczko świeci. No ale tam się bawią, ale to nie tak. Ale jak damy na przykład na stację anglojęzyczną.
Z reguły na średnich falach właśnie włącza się radio Bukareszt. Bardzo mi się to podoba. Oni nadal istnieją? Tak, bo coraz bardziej sądzę, że nie. Nawet filmu nie widziałem żadnego z tamtego kraju, ale nieważne. I włączam. I kiedy on tak mówi jak ja, to bierze się tą skalę i jego się tak. Nie mogę to państwu pokazać, bo nie mam radia tak? Następnym razem przygotuję się, przyniosę radio i tą skalą się tak kręci i on tak mówi cały czas ma tak mówić, a w tym czasie zadajemy pytania czy na przykład nie wiem, ja wołałem swojego tatę, bo jego już przerobiłem na wszystkie sposoby. Więc coś ja ma ze mną albo ja w nim nie wiem.
Ale paradoks polega na tym, że się lepiej po śmierci z nim gada niż za życia. To też dobre, więc pracowałem w nim. Więc kiedy wołam tata, czy słyszysz mnie? To tutaj kręcę i słyszę. Słyszę w porządku. Kto to kwiczy? A mój tata zawsze mówił Może ja mówiłem jak ktoś przyszedł, to mówi „Kto to kwiczy?” No to mój tata zawsze mówił „Kto to kwiczy?” No jak słyszę takie rzeczy, to oczywiście ciarki idą mi po plecach, ale no dobre. Dogadałem się z moim tatą i to jest też metoda, tylko potrzeba takiego jakby wyczucia, a z drugiej strony potem połowę się wyrzuca, bo już to wrzucam na komputer i wiele rzeczy jest niepotrzebnych i w tym wszystkim tylko słychać to, co chcemy słyszeć. Bo to nie tak, że właśnie będzie taki dialog, bo tamta teraz zeszła do prospektoru, nie wiem po co, ale dalej rozmawia, więc to nie będzie taki jakiś długi dialog, tylko to są, to są, to będą krótkie słowa.Czy czego się bać? Bo niektórzy mówią: „Ja się boję.
Jakbym usłyszał w radiu, o Jezu, ja bym to radio przez okno wyrzucił, ja bym umarł”. Zawsze powtarzam. Dziękuję, że to mówisz. Tak. Znajoma ostatnio mówi do mnie, bo tam był taki śpiewak i mówi tak: „Jak ja umrę, to może mi zaśpiewać na pogrzebie?”. Ja mówię: „A ja zabiorę cię na ten pogrzeb”. Ale to tak na wesoło. Czy się bać? Ja zawsze powtarzam i będę powtarzał: bać się trzeba życia, niewolicza. Natomiast umarłych niekoniecznie.
Dlaczego? No, chyba że oglądamy różne horrory, a to już mój problem. Generalnie umarli nie zrobią nam kuku. O ile my im nie chcemy zrobić kuku albo nie będziemy traktowali tego zabawowo. I teraz wracam do wywoływania duchów. Jestem przeciwnikiem wywoływania duchów. Ktoś powie: a co pan robi? A spokojnie, do tego dojdziemy. Wywołanie duchów polega na tym, że bierzemy jakieś talerzyki i się wszyscy bawią. Zwykłe pytania są bardziej kretyńskie od tego, co robimy, bo na przykład się dziewczynki spotykają i : „Czy będę miała męża?
Będzie rudy, łysy?” i tak dalej. Jeszcze wzrost podaj. O centymetrach nie wspomnę, gdyby była taka tabelka na liczby, też byłoby miło. Z reguły tak to się działo. Tak się bawili w szkole, coś tam wywoływali. To jest taka zabawa, której nie popieram, bo ja nie chciałbym po ścianie przylecieć i mówić: „Czy będziesz za Stefanem? Ganialas się za Zbyszkiem”. Raczej niekoniecznie, ale może ktoś by sobie stwierdził, że taki okres jest, weźmy go zawołajmy. Natomiast chciałbym powiedzieć, że żyję, jest dobrze i że co przekazują? Miłość jest najważniejsza.
To chyba też wiedziałem. Więc seansów spirytystycznych nie. Chyba że spirytualne, ale to już inna bajka. Natomiast czy się bać? Nie bać się. Dlaczego? Dlatego, że oni chcą tego kontaktu z nami. Ja wiele razy doświadczyłem, jak do mnie mówili: „Chcemy tego kontaktu, rozmawiaj z nami i dawaj świadectwo, że my istniejemy”. W pewnym momencie nawet usłyszałem, co z jednej strony mi się podobało, a z drugiej strony Sobieski się otwiera. Widzę, że mnie tam wiozą.
Bo usłyszałem: „Jesteś naszym ambasadorem”. To znaczy, że jestem ambasadorem za światów. Potraktujmy to żartem. Sobieski mnie kiedyś może chwyci, jak będę mówił głośno, że jestem ambasadorem za światów. Ale coś w tym jest. Moja stacja nazywa się Pomoc. Czyli łączymy jeden świat z drugim światem. I ten pomost polega na tym, żeby powiedzieć, że tam dalej istniejemy, funkcjonujemy i może taki trochę ambasador. Co prawda wiz nie wystawiam, ale mogę skontaktować kogoś z kimś po tamtej stronie. Panom, dziewczynom to się spodobało i tak sobie powiedziałem: „Dobrze, będę ambasadorem”.
I dlaczego się tego też jeszcze nie bać? Ponieważ wszystko zależy od naszej intencji. Jeżeli wejdę do kogoś i się spotkam, będę miał złe intencje, to też może być to odebrane tak jak w życiu. Tak i tak. Jeżeli mamy dobre intencje, a prowadzi nas tam nie taka zwykła ciekawość, czy mi wyjdzie, pobawiacie się, pokażę wam sztuczkę, moje radio mówi, milczy. Tylko właśnie chęć poznania, chęć dowiedzenia się albo usłyszenia ostatnich słów pożegnania, nie mamy się czego bać. Poza tym oni zawsze mówią nam, że co jest najważniejsze? Miłość. Oni wszyscy żyją dzięki miłości. My powiedzmy może też, ale to nie do końca jest miłość.
Miłość to jest to, co nas trzyma przy życiu, bo oni nadają też z miłości. I teraz wracam do dzieci. Ja będę mówił chaotycznie, ale ja taki chaos mam. Dlaczego wracam do dzieci? Dorośli, ja też oczywiście i każdy z was, są zamknięci w pewne ramy, formy, pozamykani. Tego nie wolno, tego nie wolno, nie chodź, bo zapomnisz, o czym ty mówisz? Dziecko jest otwarte i gdyby już mogło mówić, mając pięć miesięcy, to by tak klekotało, że wszyscy by padli. I taką podam sytuację. Wyobraźmy sobie taką scenkę, a to jest ważne, dlaczego o tych dzieciach. Schody są przed domem.
Przy samych schodach leży pies. On żyje, ale leży taki smutny piesek, ładnie zrobiony. Trzy schodki wyżej siedzi właścicielka tego psa. „O Jezu, tak się zamawiałłeś dobrze. No i nie dostałeś medalu”. Jeszcze wyżej siedzi dziecko. Bierze taki patyk i tak mamą się puka. „Mamo, ale ja się w ogóle cieszę, że psa mam”. I o to chodzi. Matka w tym psie, właścicielka, dojrzała już rodowodowego, medale, już tam wszystko.
A dziecko spokojnie: „Ja się cieszę, że w ogóle mam psa”. Takie są dzieci. Cieszą się ze wszystkiego, są spontaniczne. My we wszystkim zaczynamy doszukiwać się cudów albo nakazów Bożych. I teraz tak, kiedy rozmawiałem z dziećmi po tamtej stronie i zapytałem się, dlaczego dokonał tego kontaktu, to powiedziały, że miłość stworzyła ten kontakt pomiędzy mną a nimi. Bo dorośli na to nie wpadli. Dlaczego na to nie wpadli dorośli? Jeżeli umiera ktoś dorosły, to na pogrzebie bardzo często już się dochodzi do takich rzeczy, że ci biedni nie mają z reguły. Jak umarł biedny, to nikt nawet nie przyszedł, bo co tam dzielić. Generalnie ludzie po pogrzebie mają jeszcze jeden dylemat.
I ja sobie zadałem pytanie. Żona, kiedy umarł mąż, przychodzi do mnie i mówi: „Proszę pana, a gdzie na harciki płacił? To wszystko robił, ale ja bym chciał być milionerką w tym momencie, a kredyt jeszcze mieliśmy”. Więc ona nie czeka, co się stało, tylko ma kredyt, ma tamto, ma rachunki. Wielu ludzi po stracie najbliższych nie może się odnaleźć w rzeczywistości, że tego kogoś nie ma to jest jedno, ale co z nim tu? Jak ja sobie dam radę? O co chodzi? On jest w szaleństwie.A po tamtej stronie dzieci stwierdziły, że są obrażone. Ja się nie dziwię, że nikt się nimi nie zainteresował tak naprawdę. Nie tylko nimi, dorosłymi też.
Bo mam taki przekaz, kiedy dorosły mówi: „Jak żyłem, to mnie kochałeś, jak umarłem, to przestałeś?". A o co chodzi? Czyli my zapominamy, bo to tak się mówi: czas goi rany. Już 20 lat jak miejska nie ma. Lepiej, czy co? Lepiej. Komu lepiej? Tyle żyją zmarli, ile o nich pamiętamy, że żyją tu. A jak zapomnimy, nadal żyją, tylko są obrażeni, że już o nich nie pamiętamy, nie myślimy, nie próbujemy z nimi rozmawiać. Pewnie państwo wezmą mnie za wariata.
Trudno, ale może nie. Ja się trochę kłócę czasami, bo czegoś nie mogę zrobić. Mój tata był poukładany. Inżynier architekt, budował Warszawę. Miał wszystko wydzielone, pomnożone, dodane. Ja odbicie zupełne. W świecie całym nie wiem, o co chodzi. Jak przychodził nauczyciel matematyki, to myślałem, że gorzej chyba do pułapu już byłoby wyjarać, bo między jednym a drugim nie widzę różnicy. Jak zamiatałem podłogę, to mój tata siedział sobie: skąd masz tyle piasku z podłogi? Powinien wynosić.
Wtedy będzie się lepiej zamiatało. Dla mnie to był jakiś kosmos. I ten poukładany człowiek staje się zatem mniej poukładany, bo mówi też o miłości, o uczuciach, o tym wszystkim. I ludzie tu niby wszyscy poukładani, wszystko mają pomierzone i tak chcą żyć. I mówią, że nic więcej nie ma. I o co chodzi? A z tamtej strony przychodzi wiadomość, dlaczego o nas już nie myślicie? Dlaczego nas wyeliminowaliście z waszego życia? Pamiętam taki przykład, kiedy padło takie zdanie: „Uśmialiśmy się, jak się kłóciłaś z sąsiadką". Sobie myślę: co do cholery?
Jestem jak podwórko, jak się z sąsiadką kłócę? Ale takie zdanie padło. Oni uczestniczą w naszym życiu, jakbyśmy tego chcieli czy nie chcieli. Możemy w to wierzyć, możemy w to nie wierzyć. Nie chodzi o to, żeby kogoś przekonać. To nie chodzi o statystykę i tak dalej. Chodzi o to, że taką metodą, taką terapią możemy pomóc sobie, bo łatwiej uwierzymy, że jak odejdziemy, to coś będzie. Ale możemy też pomóc innym, którzy i duszę mają. Miałem takich, właściwie to są teraz moi dobrzy znajomi, którzy stracili jedynego syna. I co stwierdzili, jak już przestały leki działać?
Bo jak działały leki, to nie wiedziały, kto im umarł i kiedy. Ale jak już te leki przestały działać, to stwierdzili, że wsiądą w samochód i pod tirra się wtapują, bo ten synatko. Ale potem wpadli na pomysł: nie, po co pod tira? To się rozwalili z mostu, przez barierkę i aż jest luzik. Ale jakoś dziwnym trafem nie ma dziwnego, trafili do mnie. I jak zaczęli ze mną rozmawiać, zmienili wszystko i wysłali do adopcji nowego dziecka. Czyli ta terapia bardzo pomaga. To nie chodzi o to, że ja jestem genialny. Wiem, że w ogóle jestem genialny. Chodzi o tę komunikację, że ona pomaga i ile można nią dobrego zrobić.
Kiedy po dwóch latach po śmierci pojawił się wciąż po kolędzie, ona się go pyta: a dlaczego się nie zjawiałeś wcześniej? Dziecko nam umarło, nie wiedziałem, jak z wami rozmawiać. To kto ma z nim nie rozmawiać? Chyba on coś mógłby w tej kwestii powiedzieć. Jak widać nie. Przysiada, mówi: to niemożliwe. Co, pani słyszy głosy? Fasoleczki jeszcze, prawda? I tak dalej. Więc tak naprawdę ci ludzie nie mają do kogo się zwrócić.
A takich transkomunikatorów, tak to nazwijmy, nie ma generalnie. Dużo jest to rozwinięte w Ameryce, w innych krajach. W Polsce znam parę osób, przy czym może dwóch takich, których bym uznał, że są tacy oddani, a reszta to na zasadzie moje radio gada, wiesz, coś tam. Jeszcze się afiszują z jakimiś plakatami, że jestem listonoszem i dorożę listy od duchów. Zakręcony facet, trudno. Po czym do mnie pisze, że ten mój sprzęt to wyrzut na śmieci, bo on ma amerykański i lepszy. Jakby to jakieś zawody były i wyjdziemy zaraz, jak to jest samo południe i będziemy do siebie strzelać, to jest jeden element. A to nie o to chodzi, bo myślałem, kiedyś myślałem, czasem nie myślę, że strzelamy do jednej bramki, a okazało się, że niekoniecznie. W każdym razie jest paru i znam paru takich, którzy w to ni linę weszli. Tak jak ja.
Ja powiedziałem, że dopóki będę funkcjonował na tym świecie i jestem mógł ruszyć ręką, to będzie leżała przy radiu. Jak już przestanę, to powiem: teraz wy ze mną rozmawiajcie, ja wyjadę. I powiem z tego miejsca, że przestałem się bać śmierci. W ogóle nie bałem się śmierci, bo przeżyłem śmierć kliniczną i tak dalej, ale nie boję się śmierci. To znaczy dla mnie jest to wyjazd w inny świat, o wiele lepszy. Nie ma rządu, nie ma telewizji, nie ma Unii, nie ma niczego. Jestem ja szczęśliwy. Nie ma teściowej być może, a gdyby była, zawsze mogę uciec. W każdym razie jest inny świat i świat ten oparty na prawdziwej miłości. Nie na takiej wyuzdanej, ja cię kocham, bo...
tylko ja cię kocham w ogóle. Bo miłość, radio, fale, energia to jest miłość. I to jest tak zwana telepatia elektroniczna. Proszę państwa, teraz powiem, że nie będę mówił, że to cuda, ale to, co chce mi się czasami zdarzyć, ponieważ ja na elektronice nie znam się absolutnie w ogóle nic. Sobie usiadłem i patrzyłem na te różne zdjęcia tych dzieci, które odeszły. Ja mówię, ja mam dużo dzieci. I mówię tak: cholera, żeby tak się trafił jakiś elektronik. Ktoś, kto by mi powiedział jeszcze coś, wytłumaczył może jak antenę zaczepić, żebym radia nie spalił. Sobie siedzę i mówię: ale nie za dwa lata, już. Dzwoni do mnie Zora i mówi tak: słuchaj, koleżanka z takim facetem chce do ciebie przyjść.
Może byś jej powiedział coś o życiu, bo ty widzisz różne rzeczy, ona taka załamana. Dobra, niech przyjdzie. No i przyszła minęło nie dwa tygodnie z jakimś gościem. Ona jakieś sklepy prowadziła z firankami. Rozmawialiśmy. On mówi: a czy ten mój, bo to taki mój narzeczony może przyjść? No i przychodzi. Wchodzi facet w moim wieku.Rozmawiamy, taki rozgląda po tym całym tym i mówi: "Pan jest jakiś krótkofalowiec czy coś?". Ja: "Nie". Ale nie wiem, co mu powiedzieć, żeby gościa nie spławić.
Potem mnie nie może zwieść, mnie przetrzymać. Więc ja mówię: "Nie, takie mam hobby". "hobby? No hobby to takie ciekawe hobby". Już nie wiem, co mam powiedzieć. Mówię: "Wie pan, to może skończmy to, już nie mówmy o tym". "A nie, dlaczego? Bo to mnie interesuje. Wie pan, bo ja jestem wojskowy i pracuję w radiostacjach. Robiłem łączności dla NATO, pracowałem przy Czternik Górzy".
Tak patrzę i mówię: "Skądś się chłopie wyrwał". Mówię: "No to chyba powiem". Mówię. On mówi: "Słyszałem coś o tym". Naprawdę. I od tej pory zaczęliśmy współpracę. Znalazł się w ciągu trzech tygodni i z nim żeśmy wiele rzeczy zrobili. On zawsze mówił tak: "Ja nie wiem, o co chodzi. Ja wiem, jak się łapie Delta Force, coś tam, ci krótkofalowcy, jak ty to robisz?" Ale potem doszliśmy, że to jest może na zasadzie takiej telepatii elektronicznej, bo telepatia istnieje. Jak będę bardzo myślał do kogoś, to się odbierze.
Bardziej sensytywni, mniej sensytywni. Ale to są tylko myśli. A teraz te myśli możemy wziąć i przełożyć i usłyszeć. To już jest dobre. Więc doszliśmy do czegoś takiego, że może to tak właśnie wyglądać. Wiele zresztą rzeczy ciekawych z nim zrobiłem, a poza tym parę sprzętów też od niego dostałem na zasadzie: „Słuchaj, w wojskowym udało mi się kupić. Jak mnie pytasz, masz”. Więc parę rzeczy dostałem, ale słuszna sprawa, więc nikomu jeszcze na złą drogę nie rzucaj. Tak się dostaje, jakby to powiedzieć coś, co się chce. Jeszcze dodam na koniec, nie na koniec, bo zaraz tu jeszcze pokażę inne rzeczy.
Potrzebowałem radiostacji jakiejś wojskowej. Oczywiście ja nie mogę nadawać, bo on mówi tak: „Jesteś krótkofalowcem, nie możesz nadawać”. „A tam, nie potrzebuję krótkofalowca”. „Ja nie będę z nim rozmawiał”. Dzwoni do mnie: „Wiesz co? Skończ kurs krótkofalarski”. Rzucił mi teczkę, tylko zobaczyłem. Chcemy zabić? On w życiu tego nie ogarnął. O co chodzi?
Rozkład, układ jakiś tam. Po co to komu, człowieku? Ciekawe, że już Morse'a nie trzeba się uczyć. Ja mówię: „Ja bym Morse'a opanował. Ja tego nie chcę”. Nie skończyłem. Dzwoni do mnie. „No jak gotowy jesteś? Zrobię ci kurs”. Się śmieje.
Mówię: „Chyba lewo na wór”. W każdym razie potrzebowałem takich rad. Ceny tych rad są niestety takie, że to takie trochę, bo to starsze i tak dalej. Siedzę sobie tak, bo znałem taką, która też kiedyś ode mnie jakąś pomoc otrzymała, panią z Ameryki. Ona w Dakocie mieszka. I napisała kiedyś, właśnie dzięki niej mam to radio. Napisała kiedyś do mnie, że jakbym gdzieś znalazł jakieś takie radio, coś, to może mi tam wysłać. Ja mówię: „Co znalazłem?” Napisałem. Ona mówi: „Na e-bayu? W życiu.
Dwa lata będzie szło przez Filipiny”. Mówię: „e-bay to jest w ogóle jakaś pomyłka. Ja nie wiem, co trafiło”. „Nie, nie e-bay”. To takie jakby nasze Allegro. Ja mówię: „No to jak nie e-bay, to ja nie wiem”. I siedzę, siedzę, a ponieważ ja w angielskim jestem taki, jaki jestem, więc w końcu poprzez wujka Google Tłumacza, który fajnie tłumaczy, wynalazłem. Wpisałem i patrzę, jest jakaś strona i tam jest parę radi i pisze for sale, czyli wszystko na sprzedaż. Ja tak patrzę, podoba mi się, ceny nie ma. Piszę do tego mojego znajomego zza morza: „Słuchaj, takie ceny by się przydały”.
On odpowiada: „Polepszyło ci się?” Ja mówię: „Niekoniecznie”. „No to zapomnij”. No to już zapomniałem i mówię: „No nie napiszę jej, bo powie: co ty tak? Mają radyjko, wysyłam, co myśli, ja pół chałupy sprzedam, żebym mu pomógł?” I w nocy mam sen. Widzę te dzieci, które trzymają te ceny i kładą mi pod drzwi. Ja tak patrzę i budzę się rano. Mówię: „No to już jestem tak owładnięty tym sprzętem, że już po nocach do mnie ktoś miał używanie na mnie”. Ale mówię: „Dobra, najwyżej się już więcej do mnie nie odezwie”. Napisałem, wysłałem tego adres tej strony i tak dalej. Ponieważ ja to rano napisałem, to jest czas przesunięty, więc dopiero wieczorem przychodzi odpowiedź od mojej znajomej.
Zaczyna: „Hello Marek” oczywiście po polsku, ale to jest już Amerykanka. Ja czytam, ona mówi: „Właśnie w centrum, gdzie zakupiłam, to jest niedaleko mnie. Za jakieś dwa miesiące będziesz miał to na adres”. I to jest kolejny dowód, że jeżeli czegoś człowiek chce, to ma, a zwłaszcza jeżeli w dobrej sprawie, ci na górze tego chcą. Oni wiedzą, co ci pomoże, co jest dla ciebie, ci dodadzą. Oczywiście, że nie tak, że raptem tu się drzwi otworzą i spadnie jak te kanapki jakieś w reklamie, że raz robi i tu cała lodówa spadła. Potem dziecko mojej znajomej cały czas po kolei chodzi, klaszcze mu, nic nie leci, jest jeszcze oburzone. Więc to nie na tej zasadzie, ale generalnie jeżeli czegoś chcemy, dostaniemy. Jeżeli mówimy o nagraniach słownych, to jeszcze powiedzmy o nagraniach wizualnych, zdjęcia duchów. Do tego też przejdziemy.
Nie wiem, ile mam czasu, bo za chwilę powiedzą panu dziękujemy. Jeszcze godzinę? Sporo. Dziękuję, dobrze idzie, ale nie wiem, czy państwo wytrzymają ze mną godzinę. Ale to już inna sprawa. Możemy też fotografować duchy. Ale nie chodzi o to, że je fotografujemy tu czy gdzieś. To się czasami nam udaje. Potem nam fotograf wmawia, że to jakaś plama albo że nam muszka zrobiła na obiektywie kuku i tak dalej. Jest taka metoda, ja też tu pokażę, że możemy zrobić na zasadzie jak połączone naczynia.
O co chodzi? Najlepiej zdobyć starą kamerę. Nie taką na kieszę, bo to już za daleko polecieliśmy, ale jakąś taką starą jeszcze na VHS, takie te duże kije czasem na allegro uda się zdobyć i podłączamy tą kamerę do telewizora. Tylko że telewizor odłączamy od anteny, żeby potem ktoś nie powiedział, że o, patrz, to już ufa. Więc odłączamy antenę, podłączamy i gdybym tą kamerą jechał tak, to w telewizorze będzie widać publiczność.Bo zrobię tak, to na zasadzie dwóch luster wszystko zaczyna się tam mielić. Jeszcze jak sobie przybliżę, ja to pokażę tutaj, bo to jest kawal, to wszystko się mieli. I ta kamera sobie tam mieli, a ja biorę aparat i walę zdjęcia. I na przykład mam sto zdjęć. Niestety aparat to robi. Jedno okazuje się fajne.
Coś się trafiło. Tak jest. Twarz, postać. Parę zdjęć zaraz pokażę. Można też włączyć, niech to leci, a potem powolutku tę taśmę odtwarzać. Czyli ona musiała być zwolniona. Czyli znowu tu komputer zrobi nam dobrze. Podłączamy, jest fajnie, bo ta taśma powoli idzie i na tym ekranie możemy klatka po klatce. A to jest żmudna praca, więc ja wolę to robić aparatem. Narobię tych zdjęć ileś i potem sprawdzam, czy na jakimś zdjęciu coś się pojawiło.
Możemy też wziąć sobie na przykład komputer, bo jak podłączymy do niego kamerkę internetową i na przykład tam jest jakiś program, to jak damy to tak, to też się będzie mieliło. I tam jest takiego typu program, że możesz to nagrywać i też niech to się nagrywa. I potem powolutku oglądamy to i patrzymy i też pojawiają się różne rzeczy, więc tak też można próbować, aczkolwiek ciężka praca, trudno uchwycić, nie jest tak łatwo, ale wytrwałość jest nagrodzona. Zaraz to pokażę. Wytrwałość jest nagrodzona. Zrobiłem inaczej. Przesiedziałem ileś godzin. Ja nie liczę już ile. Tak jak w tej piosence: „Nie liczę godzin i lat” i mam może wszystkiego czterdzieści zdjęć. A moje praktyki jest dziesięć lat.
Ale rewelacja, kto by powiedział? Ale jaka będzie zaraz jakość. Możemy na przykład postawić zdjęcie kogoś, kogo chcemy, żeby się nam tu pokazał i znowu mówimy tak, że pojaw się, pokaż się, zamanifestuj się i tak dalej.
[51:26] - W Radiu Paranormalium wysłuchaliście państwo zapisu wykładu, jaki wygłosił transkomunikator Marek Szwedowski w Polskim Towarzystwie Psychotronicznym. Wersja wideo całego wykładu dostępna jest do obejrzenia na koncie pana Marka Szwedowskiego w serwisie YouTube.