[00:01] - Portal Infra zaprasza: Leksykon Ufologiczny. Witam w audycji serwisu Infra Leksykon Ufologiczny, mówi Michał Kuśniczek. Program ten jest swego rodzaju alfabetem ufologicznym. Mówię w nim o podstawowych hasłach, postaciach badaczy, najsłynniejszych przypadkach związanych z tym fenomenalnym zjawiskiem. To dziesiąty odcinek leksykonu i zatytułuję go nieco przewrotnie. A więc J: jak w to nie wierzyć? Bytrawny ufolog powiedziałby: to nie kwestia wiary, lecz faktów. I trudno byłoby nie przyznać mu racji. Bowiem co się dzieje? Od dziesiątków lat, jeśli nie od wieków albo nawet zarania dziejów, coś nam towarzyszy.
Nie chodzi jedynie o obserwacje dziwacznych nocnych świateł, bo te mogą być tłumaczone wszystkim, ale o obecność. Bliskie spotkania z czymś, co możemy nazwać obcą inteligencją, przybierającą nieraz postać jak najbardziej fizyczną. Przykładów nie brakuje. Posłuchajmy relacji świadka z Dolnego Śląska.
[00:55] - To była późna jesień 1969 roku. Wracali żeśmy z kolegami, z sąsiadem. Sąsiedzi, bracia, sami byli i jeszcze jeden z wioski był kolega. Dwóch już nie żyje. Nas pozostało troje. Wracali żeśmy wtedy późnym wieczorem z kina z miasteczka Pieńsk na Dolnym Śląsku. Szli żeśmy na skróty tak zwaną polną drogą, która blisko torowiska się zbliża w pewnym momencie, blisko torów. Idąc polną drogą byli żeśmy tak po prostu w dyskusji, zaczęli żeśmy dyskutować między sobą. Nagle spojrzałem obok nas na odległość trzech, czterech metrów, na lekkim, różnica poziomów była do metra niecała. Ta droga polna według tego pola, uprawnego pola obniżała się, taka była troszkę niżej poziom, więc spojrzeli żeśmy w lewo w kierunku torów.
Rosło jedno drzewo dębowe. To było młode drzewko. Przy tym drzewku stała bardzo, bardzo dziwna postać. W pierwszym momencie byłem zszokowany, jak zobaczyłem. Na pewno nie mniej moi koledzy. Gdy żeśmy na tą postać spojrzeli, ona bardzo, bardzo dziwnie nam się przyglądała. To była tak wymierna, można powiedzieć, nawet w dotyku ta postać była tak realna. Stała i bardzo nam się dziwnie przyglądała. Nie powiem, troszeczkę włos na grzbiecie, jak to powiem w przenośni, się troszkę najeżył. Troszkę człowiek poczuł się tak nieswojo, ale jak spojrzeli żeśmy na tą postać, ona dziwny właśnie miała wygląd.
Wygląd był naprawdę jakiś fascynujący. Coś pociągające było w tej postaci, że jej dolna część, właśnie jak ja przedstawiałem na rysunkach, była lekko błękitną taką jakby otoczką na dole, na dolnej części, partiach ciała. U góry natomiast nad szarą głową, bo twarz była nieczytelna, bo akurat z tyłu za nią świecił nad torowiskiem księżyc. Ta twarz była troszkę taka szara, nieczytelna, niewyraźna, ale z kolei nad jego głową była żółtawa otoczka, delikatna, żółtawa otoczka. Gdy żeśmy spojrzeli na nią, ja odruchowo, jako najstarszy z tych wszystkich kolegów, odruchowo we mnie coś tam jakby zagrało, że ktoś nam tam będzie jakieś numery robił, że tak powiem w przenośni. No i skoczyli żeśmy do tej postaci. Ja pierwszy, koledzy za mną. No i ta postać automatycznie, tak jakby zachowując dystans taki na odległość bezpieczną od nas, płynnie nad ziemią się unosząc delikatnie, bez żadnego ruchu. To było bardzo dziwne, że ona po prostu płynęła. Płynęła, ale była tak realna, że tak powiem, można było jakby tą postać dotknąć, tylko ona nie pozwalała nam się na bliższą odległość zbliżyć.
Więc my coraz szybciej za tą postacią żeśmy zaczęli biec. No i w tym miejscu, gdzie ja na zdjęciach przedstawiłem, gdzie zarośla obecnie są, tam było puste pole do tego małego wiaduktu pod torami. Malutkie krzaczki rosły takie pojedyncze, które my goniąc tą postać, ta postać omijała te krzewy, takie małe, odrośnięte, bo to obecnie to są już dość duże drzewka, ale to były takie pojedyncze, metrowej wysokości krzaczki. Ta postać takim ruchem, jakimś dla mnie niewytłumaczalnym, niezrozumiałym, te wszystkie przeszkody omijała, nie dotykając ich nawet. Po prostu jakby, nazwę to, zygzakami poruszała się. My natomiast na skróty biegnąc, no to brali żeśmy te krzaczki, że tak powiem, pod siebie, pomiędzy nogi żeśmy lecieli jak najszybciej za nią. Ona się oddalała płynnie w kierunku właśnie tej drogi, która podchodziła do wiaduktu kolejowego tego małego. To był obecnie na zdjęciach, on jest już po remoncie, nowoczesny zrobiony wiadukt. Kiedyś to był stary, taki łukowy, ładny, że tak powiem, troszkę zabytkowy bardziej. No i gdyśmy do tej postaci się tam już mieli zbliżyć, ona przyspieszyła.
Przyspieszyła do tego wiaduktu. Dwóch kolegów pobiegło na torowisko, na górę. My natomiast we trójkę żeśmy wpadli za tą postacią pod ten wiadukt. Wyjęli żeśmy zapałki, podpalali zapałki, patrzyli. Nie było nikogo pod tym wiaduktem. Przelecieli żeśmy na drugą stronę torowiska. Były odkryte puste pola, bo to była późna jesień. Pola były gładziutkie, równe, czyste, widoczne. Na tych polach nic nie było widać, w ogóle nikogo. Jeszcze żeśmy między sobą z tymi na górze kolegamiKrzycząc do siebie, wymieniali poglądy, że nie widzieli gdzie i co.
Ta postać nam po prostu zginęła z pola widzenia. Dla nas to było niewytłumaczalne. Później w dyskusji rozmawialiśmy o tej postaci. Co to mogło być? Dlaczego ta postać była? Padały różne między nami poglądy. Od kosmity, innej istoty z innego wymiaru czy z innej planety. Była tak fascynująca. Wygląd jej był tak rzeczywisty, że nie do opisania. Naprawdę byłem zszokowany.
To, co zobaczyłem, przez tyle lat mnie męczyło, dręczyło, żeby ktoś mi umiał to wytłumaczyć. Dopiero teraz, w erze Internetu miałem okazję poczytać o podobnych przypadkach. Miałem okazję tu z państwem się skontaktować i opisać ten mój przypadek, jaki miał miejsce.
[07:21] - Albert Rosales ze Stanów Zjednoczonych utworzył całą encyklopedię tego typu spotkań, których ilość można liczyć w tysiącach. Czy są to konfabulacje lub halucynacje? Śmiem wątpić, biorąc pod uwagę ogrom ilości relacji, jak i charakterystykę świadków. Jednak spotkania z tak zwanymi istotami to tylko jeden z elementów zjawiska. Najczęstszym bowiem są obserwacje obiektów, których nie sposób zidentyfikować. Udało mi się namówić znajomego, człowieka niezwykle poważnego, wykształconego pracownika państwowej instytucji na chwilę zwierzeń. Oto co mi opowiedział o incydencie, który mimo iż zdarzył się w młodości, do dziś nie daje mu spokoju. Zacytuję. „Jest pierwsza połowa lat 60. XX wieku.
Mam kilkanaście lat, a środowisko opiniuje chłopca zrównoważonego, dobrze uczącego się. Dom, w którym mieszkali rodzice, stał przy ruchliwej ulicy łączącej dwa miasteczka po obu stronach rzeki Drwęcy. Tego dnia byłem w domu sam. Wracając z podwórza na zapleczu budynku, wszedłem do pokoju, którego okno wychodziło na ulicę. W starym domu, by włączyć światło, trzeba było przejść całą szerokość pomieszczenia, gdyż kontakt był na przeciwnej ścianie. Zmierzając w jego stronę, zwróciłem uwagę na parapet okna, a właściwie to parapet zwrócił uwagę na siebie. Był zawsze śnieżnobiały, a teraz zaczynał się różowić w oczach, nabierając niezwykle intensywnej barwy. Pali się. To był mój pierwszy odruch. W skrajnym przerażeniu rzuciłem się do ucieczki.
Dobiegłem na korytarz, a następnie na ulicę. Latarnie miejskie jeszcze się nie świeciły. Zatrzymałem się i zastygłem w bezruchu. Nie, to nie był pożar. Nad ulicą powoli przemieszczała się kula promieniująca czerwienią. Płynęła powoli wzdłuż jej głównego ciągu, bezszelestnie. Powierzchnia kuli nie była jednolita. Przecinały ją jakby zmarszczki falujące i zmieniające się. Widziałem, jak ceramiczne izolatory na słupach elektrycznych odbijają światło kuli, ale to samo światło nie jest odbijane przez cokolwiek innego”. Koniec cytatu.
To nie jest odosobniony przypadek. Co więcej, ów świadek twierdzi, że zdarzenie to w istotny sposób odcisnęło piętno na jego życiu i było tylko pierwszym, jakże spektakularnym spośród kolejnych. Ale o tym innym razem. No dobrze, ale z czym mamy do czynienia? Jak mówiłem już na samym początku tego cyklu, z pewnością 90% obserwacji da się wyjaśnić. Ale co z takimi jak przytoczone przed chwilą? Nauka wraz z fizyką, psychologią, socjologią i innymi dziedzinami jest bezradna. Tymczasem ezoteryka wszystko nadinterpretuje. Czy w takim razie pozostaje nam wiara? Ależ nie, to fakt i dowodów na to nie brakuje.
Polecam lekturę naszych artykułów na stronie www.infra.org.pl, jak też słuchanie audycji Radia Paranormalium, choćby z cyklu „Z kart historii”. Jeśli ktoś z państwa był świadkiem czegoś niezwykłego, proszę pisać na adres infra@epoczta.pl. Odpowiadam na każdą wiadomość i zapewniamy anonimowość. Do usłyszenia.
[10:04] - Produkcja i realizacja Portal INFRA www.infra.org.pl