[00:01] - Portal Infra zaprasza: Leksykon ufologiczny. Witam w audycji Leksykon ufologiczny. Mówi Michał Kuśnierz, serwis www.infra.org.pl. Ten program, który prowadzę, jest swego rodzaju takim ufologicznym alfabetem, gdzie przedstawiam podstawowe hasła, postacie badaczy i najciekawsze przypadki związane z tym fenomenem. Dzisiaj przyszła pora na literę K i opowiem o K jak Koniewo, czyli akurat przypadku, którym miałem okazję zajmować się osobiście. Chodzi o sprawę, która miała miejsce w 2000 roku w Koniewie, w województwie warmińsko-mazurskim. Tam dwaj świadkowie obserwowali przedziwne zajście. Chodzi o obserwację tak zwanego latającego humanoida. W świecie ufologicznym takie przypadki są bardzo wyjątkowe i szczególne. Dlatego tak mnie to zainteresowało, a tym bardziej, że relację o tym zdarzeniu poznałem od mojego przyjaciela Mariusza, z którym wcześniej nigdy nie rozmawialiśmy o jakichś dziwnych zjawiskach i tak dalej.
Dopiero przypadkiem, kiedyś przy okazji jakiegoś towarzyskiego spotkania powiedziałem mu, czym się zajmuję i wtedy on sobie przypomniał to zdarzenie, które miało miejsce w 2000 roku w Koniewie pod Lidzbarkiem Warmińskim. Muszę tutaj od razu zaznaczyć, że Mariusz jest osobą bardzo odpowiedzialną, trzeźwo myślącą. Zresztą nie będzie wielką tajemnicą, jeśli powiem, że w owym czasie, kiedy żeśmy rozmawiali, pełnił funkcję ratownika medycznego w pogotowiu. Teraz już skończył studia i z tego, co wiem, zajmuje się zupełnie czymś innym, ale w owym czasie był osobą, która musiała twardo stąpać po ziemi. Aczkolwiek przypomniał sobie właśnie ten przypadek. Zacznijmy od tego, że dowiedziałem się o tym, co Mariusz obserwował wraz ze swoim przyjacielem pewnego wieczora w Koniewie i później postanowiłem z nim przeprowadzić krótki wywiad, który postaram się w tej chwili przytoczyć. Zadałem Mariuszowi pytanie, aby jeszcze raz opowiedział historię, która przydarzyła się kilka lat wstecz po naszej rozmowie. Mariusz powiedział w ten sposób: „Był to jeden z wielu wieczorów, po którym wracałem od kumpla z Koniewa, wieś oddalona od Lidzbarka Warmińskiego o jakieś sześć kilometrów. Jeździła tam nas ogromna paczka osób. Kto mógł, to zawsze tam jeździł.
Mniej więcej w połowie drogi między miastem a wsią jest taka dolinka, gdzie są dwa ostre zakręty otoczone niewielkim laskiem. Tego wieczoru wracaliśmy we dwójkę z kolegą. Był to okres przedzimowy, ale śniegu jeszcze nie było. Godzina około 23.00. Wracaliśmy rowerami. Rozmawialiśmy o czymś. Już w zasadzie teraz nie pamiętam o czym. Prawdopodobnie o tym, że kolega otworzył w piwnicy u siebie w bloku siłownię i że można tam przychodzić. Jechaliśmy na prostą, dojeżdżając do doliny. Mimo że była późna pora, księżyc świecił bardzo mocno i było naprawdę wszystko bardzo dobrze widać.
Po jakichś 70, 100 metrach, tak jakby w jednym momencie coś kazało nam spojrzeć w prawą stronę. Jechaliśmy wolno, gdy nagle wzdłuż ściany lasu uwidoczniła się lecąca postać. Postać, którą było widać nad wyraz dobrze. Leciała bokiem, twarzą odwróconą w naszą stronę. Zatrzymaliśmy rowery. Kolega bez chwili namysłu odwrócił rower i jak normalnie reagujący człowiek zaczął wiać. Ja nie wierzę w duchy. Nigdy zresztą nie interesowało mnie to za bardzo. Szukałem racjonalnego wytłumaczenia tego, co to może być. Zduszono ramię nie przez kilka, może kilkanaście sekund.
Skupiłem swój wzrok i słuch na tym niezwykłym zdarzeniu. Ku mojemu przerażeniu z lasu dobiegały straszliwe dźwięki, straszny huk. Nawet nie wiem, do czego to można porównać. Wtedy już żałowałem, że nie uciekłem razem z kolegą. Odwróciłem rower i z płaczem naciskałem tak mocno na pedały, by tylko dogonić kolegę, który znikł już z zasięgu mojego wzroku. Dogoniłem go przed wioską. Wróciwszy do mojego kolegi, poprosiliśmy mamę, aby odwiozła nas do domu samochodem”. Zapytałem Mariusza wówczas, czy wrócili tą samą drogą. Odpowiedział, że tak, tą samą i niczego już więcej nie zobaczyli. Następnie zapytałem Mariusza o to, jak by opisał tę postać.
W co była ubrana? Czy można było rozpoznać płeć? Czy być może ta postać była na jakimś pojeździe? Mariusz odpowiedział: „Postać było widać bardzo dobrze. Leciała bokiem, twarzą odwrócona w naszą stronę. Miała długie włosy i około półtora do dwóch metrów wysokości. Wyleciała jakby na drogę i zniknęła w gałęziach drzew. Nie była na żadnym pojeździe. Lewitowała, lecąc po prostu w pozycji leżącej na boku z twarzą do przodu. Była to szara postać.
Twarzy nie było widać. Nie dam rady określić jej płci. W co była ubrana? Dobre pytanie. Odległość około 100 metrów. Szara postać. Nie jestem chyba w stanie na to odpowiedzieć. Było widać dokładnie obrysy ciała oraz to, że miała długie włosy. Wiem jeszcze jedno. Nie pamiętam, aby było widać konkretnie zakończenie tej postaci, czyli stopy.
Cała postać była szara, jasna, taka jakby cień”. „Ale była realna?” — zapytałem. „Tak, realna, namacalna. To była realna materia poruszająca się, żadna projekcja”. Zapytałem o ten dźwięk charakterystyczny. Co to było? Czy to był jakiś huk, grzmot? Odpowiedział, że był to huk. Ciężko jest to opisać. Powiedział, że bardziej może to naśladować, aleNie były to trzaski.
Huk był potężny. Huk, który cichł i zaczynał się na nowo. Czy to coś takiego jak samolot? Nie. To tak, jakby komin przewalał się na ziemię. Ten sam huk, coś podobnego. Zapytałem, czy było powiązanie między ruchem tej postaci i dźwiękiem. Powiedział, że nie, że wówczas nie zastanawiał się nad tym. W zasadzie jedyne co czuł, to był strach. Ile to mogło trwać?
Najwyżej może minutę. I czy kolega widział tę postać? Tak, widział. I czy uciekł od razu? Tak. Postać przeleciała szybko. To było jakieś trzy, sześć sekund. Od razu zawrócił i zaczął zwiewać. Pokazałem później w rozmowie z Mariuszem jeden z filmów, który można znaleźć w sieci. Na przykład jest sporo filmów, które pokazują owe tak zwane latające humanoidy, na przykład z Meksyku.
Zapytałem Mariusza, czy widzi jakieś powiązanie między tymi postaciami. Powiedział, że nagranie, które mu pokazałem, zrobiło na nim ogromne wrażenie, ale jednak to coś zupełnie co innego. Później zacząłem pytać o historię miejsca, w którym to się zdarzyło. Okazało się, że jest ona dosyć interesująca. Podobno w tym lasku właśnie obok, którego Mariusz i jego kolega zauważyli tę postać, znajduje się dom. Zresztą ja tam byłem. Zrobiłem też kilka zdjęć. Dom oczywiście jest opuszczony, zrujnowany. W zasadzie to nie jest dom. Jest to swego rodzaju barak murowany.
Bardzo nieprzyjemne miejsce, odpychające. Natomiast Mariusz powiedział, że rzekomo w tych okolicach w czasie wojny Niemcy wymordowali pewne młode małżeństwo, które właśnie zamieszkiwało w tym domu. Później tam przydarzały się też różne dziwne historie, o których Mariusz zresztą dowiedział się dopiero później, kiedy zaczął się tym interesować. Dochodziło do wypadków, na przykład samochodowych, a tam jest tak naprawdę prosta droga. Ktoś tam jechał i wydaje się, że droga jest zupełnie bezpieczna, a tymczasem miało tam miejsce kilka dziwnych wypadków samochodowych, łącznie ze śmiertelnymi ofiarami. Jeszcze jedna historia, którą Mariusz mi też opowiedział. „Jechaliśmy z kumplami do domu. Też było późno. Z naprzeciwka wyjechało nam światło. Motor, więc nie wzbudziło to w nas jakichś emocji.
Dziwnie zrobiło się dopiero wtedy, kiedy ten motor przejechał obok nas, nie wydając żadnego dźwięku. Nic. Nawet dźwięk bieżnika o asfalt słychać było w rowerach, a tam nic. Motor ten pojechał dalej przed palonym świetle, jadąc pod górę zupełnie bez głosu.” Zapytałem, czy zniknął. Odpowiedział, że tak. Po prostu przejechał. Czy ktoś był na tym motorze? Człowiek w kasku. Normalny człowiek, ale po prostu nic nie było słychać. Po prostu przemknął.
Zapytałem na koniec Mariusza o to, jak sobie to wszystko tłumaczy. Oczywiście musieli z kumplami o tym gadać, w jakiś sposób to przeżywać. Odpowiedział, że było to coś, czego zupełnie się nie spodziewał i nie przypuszczał, że coś takiego go spotka. Powiedział: „Dla mnie to było coś niezwykłego, co wywołało we mnie strach i lęk. Odcisnęło się w mojej psychice, bo panicznie się wtedy bałem. Na tyle, że teraz, kiedy rozmawiamy o tym, czuję niepokój.” Historie z latającymi humanoidami są prawdziwą esencją spraw ufologicznych. Zachęcam do zapoznania się z innymi tego typu przypadkami, a w Polsce mieliśmy ich naprawdę dosyć sporo i bardzo interesujących. Wszystkie je można znaleźć na stronie infra.org.pl. Opowiadamy je także w naszych audycjach w Radiu Paranormalium PL. Zachęcam do słuchania.
Jeśli ktoś z państwa spotkał się z interesującą historią, to proszę pisać na adres infra@e-poczta.pl. Dziękuję. Do usłyszenia. Produkcja i realizacja Portal INFRA www.infra.org.pl