Transkrypcja oparta jest na napisach przygotowanych dla potrzeb wstawienia tej audycji na YouTube. Może się zdarzyć, że transkrypcja nie będzie zawierała oznaczeń wyciętych elementów (np. w niektórych audycjach z relacjami świadków, gdzie osoba wypowiadająca się prosiła o wycięcie czegoś przed publikacją). Jeśli masz taką potrzebę, napisy możesz
[00:02] - Masz nową wiadomość.
[00:08] - Infra - relacje czytelników. Witam w audycji Infra relacje czytelników. Przed mikrofonem Marek Sęk Ivellios. W dzisiejszym odcinku powrócimy do sprawy słynnych zdjęć UFO z Wicia, wykonanych na początku września 1983 roku. Jeżeli ktoś ze słuchaczy po raz pierwszy w ogóle teraz słyszy o tej sprawie, a bardzo chciałby się dowiedzieć szczegółów na ten temat, to odsyłam do artykułu zamieszczonego na łamach portalu infra.org.pl lub jeśli ktoś woli wersję audio do archiwum Radia Paranormalium, a konkretnie do audycji Z kart historii, a konkretnie do odcinka poświęconego tej właśnie obserwacji. Powracamy do tej sprawy z tego względu, iż pojawiły się pewne nowe fakty, którymi chcielibyśmy się z Państwem dziś podzielić. Zdjęcia UFO z Wicia, które trzydzieści lat temu wykonał pan Wiesław Machowski, należą bezsprzecznie do najciekawszych ujęć niezidentyfikowanych obiektów w historii polskiej ufologii. Sprawa jest wyjątkowa, bo liczbę świadków obserwacji jaskrawo pomarańczowych NOL-i, które 3 września 1983 roku pojawiły się w pobliżu ośrodków wczasowych, można liczyć w setkach. 3 września 2013 roku, równo w trzydziestą rocznicę wykonania słynnych zdjęć UFO z Wicia, skontaktował się z nami pan Wiesław Machowski, lat pięćdziesiąt osiem ze Stuttgartu, autor tych fotografii, który chciał dodać kilka faktów i wyklarować kilka niejasności. Zdarzenie, w którym brał udział, zostało między innymi skrótowo opisane w książce Bronisława Rzepeckiego i Krzysztofa Piechoty „UFO nad Polską” i rozegrało się w pierwszych dniach pobytu pana Wiesława i jego rodziny w pensjonacie w Wiciu późnym latem 1983 roku.
Obiekt został zauważony po raz pierwszy przez pana Wiesława, wówczas mieszkańca Zabrza, jego znajomego oraz dwójkę dzieci podczas wędkowania. Początkowo jaskrawe światło znajdowało się nad Bałtykiem. Jego kolor był intensywnie pomarańczowy, a nie jasnożółty, jak podaje literatura. Odnośnie barw pan Wiesław dodał: „pomarańcza jest przy tym blada”. Posłuchajmy wypowiedzi pana Wiesława Machowskiego.
[02:23] - Po prostu w tym dniu oglądaliśmy to trzy razy. Pierwszy raz to było tak, jak w tej chwili tutaj jest jasno, pięknie jeszcze. Nie wiem, jak jest teraz, w tej chwili w Polsce. Niebo było czyściutkie, bez chmurek i po prostu byłem z kolegą na rybach i z synem, i z jego córką. I po prostu nagle w jednym momencie spojrzałem w stronę morza i zobaczyłem coś pięknego. Pomarańczową kulę, poniżej drugą i to wędrowało w dół, do góry, w dół, do góry. Więc powiedziałem koledze: „Popatrz na to”. On patrzył i tak przez pół godziny co jakiś czas zerkaliśmy na to, ale żadnej uwagi na to nie zwróciliśmy, żeby to mogło być UFO albo coś w tym rodzaju. Gdy skończyliśmy łowić ryby, po jakimś pół godziny przeszło, czterdzieści pięć minut może. Wróciliśmy do ośrodka wczasowego i w tym momencie coś ciekawego.
Gdy dochodziliśmy do ośrodka, to się pojawiło bliżej brzegów, bliżej lądu już. I zaczęliśmy. Wszystko rzuciłem. Powiedziałem synowi, żeby to zbierał, a ja leciałem do aparatu. Ale co z tego? To był mój pierwszy aparat, który kupiłem przed wczasami i miałem jeden tylko film czarno-biały, który dostałem od kolegi. I w tym momencie zacząłem robić zdjęcia. Jedno, po czasie drugie. To, co jest na zdjęciu, co wy macie na zdjęciach. Ten drugi obiekt zaczął w dół spadać.
To była jedna trzecia tego obiektu, czyli mały czerwony ogarek. Spadał i błysk zastąpił takiej samej kuli pomarańczowej. Mówię: „Kurde, koła jak to na górze”. I tak z powrotem. I to non stop było. Później nagle, w jednym momencie, gdy to było na dole, odleciał trzeci ogarek w stronę Szwecji, ale zatrzymał się gdzieś. No nie umiem powiedzieć ile, bo po prostu to już czas minął i zapalił się prawie do jednej trzeciej pomarańczy. Po powrocie do domu, gdy wróciliśmy do domu z wczasów, dałem ten film od razu wywołać, bo byłem ciekaw, jak się zarejestrowały te trzy czy pięć zdjęć, bo tyle, pięć zdjęć tylko robiłem z całego filmu. Okazało się, że na tym zdjęciu jest coś ciekawego. Jest poświata i w środku jest coś w rodzaju kapelusza.
I wtedy mnie namówił. Pokazałem to po czasie znajomemu sąsiadowi i on mnie namówił, żebym napisał do Wideo, do Warszawy, do UFO Wideo, coś w tym rodzaju. Tak poszło, jak gdyby w świat. Czy ja coś jeszcze mogę na ten temat powiedzieć? To jest już prawie trzydzieści lat i to obserwacja zakończyła się nagle, błyskawicznie. Wszystko zgasło i nastąpiła ciemność. Ludzie jeszcze siedzieli dość długo, ale niestety to się już więcej nie pojawiło. Po raz trzeci. To znaczy trzy razy to się pojawiło i na tym było koniec. I po prostu już później nie było.
Nawet gdy dzień zaczęło lać. I tak mieliśmy do końca naszych wakacji, a dopiero to był drugi albo trzeci dzień naszych wakacji w Wiciu.
[04:56] - Pan Wiesław zwrócił uwagę kolegi na ten niecodzienny widok i jak mówi, przez około pół godziny obaj zerkali na zjawisko, nie podejrzewając, że to coś dziwnego. Kiedy skończyli łowić i wrócili do ośrodka, obiekt znów stał się widoczny, tym razem bliżej lądu. Pan Wiesław rzucił wszystko i pobiegł po swój nowy aparat Kiev z obiektywem Helios 103. Obiekt uwiecznił na trzech fotografiach. Świadek twierdzi, że UFO widziało około stu pięćdziesięciu do dwustu osób z ośrodka wczasowego, w którym przebywał. Ale co ciekawe, obok znajdował się też drugi pensjonat z nieokreśloną liczbą gości. Czas obserwacji wynosił do dwóch godzin, przy czym cały czas powtarzała się ta sama sekwencja manewrów niezidentyfikowanych obiektów. Od głównego światła odrywał się mniejszy o dwie trzecie ogarek, który szybko przemierzał drogę w dół od macierzystego obiektu, po czym zatrzymywał się i wznosił z powrotem. Co ciekawe, w pewnym momencie obiekty znikły, by pojawić się dopiero po dwudziestu minutach. Jak dodaje pan Wiesław, już znacznie bliżej, gdzieś na granicy linii brzegowej.
Wszystko to obserwowali wczasowicze. To był ostatni dzień pięknej pogody, bo następnego dnia zaczęło lać. „Po prostu wszyscy leżeli na kocach i patrzyli” — wspomina pan Wiesław, który charakterystyczny kształt kapelusza dostrzegł dopiero na wywołanych zdjęciach. Dodaje, że ten dziwny spektakl zakończył się, gdy obiekty po prostu znikły. „Wicie dało mi inny obraz świata” — mówi pan Wiesław, w którego salonie nadal wisi zdjęcie charakterystycznego obiektu. „Nigdy w życiu nie myślałem, że będę wraz z tyloma ludźmi świadkiem czegoś takiego” — dodaje, żałując, że potencjał przypadku został nieco zmarnowany i zapomniany.
[06:47] - Produkcja i realizacja: Portal Infra. www.infra.org.pl