[00:06] - Portal spirytyzm.pl przedstawia: wykłady spirytystyczne. W Radiu Paranormalium prezentujemy zapis wykładu Konrada Jerzaka, przewodniczącego Polskiego Towarzystwa Studiów Spirytystycznych pod tytułem: „Sens i przyczyny cierpienia” wygłoszonego w czasie konferencji Reinkarnacja i życie po śmierci, która odbyła się 29 maja 2011 roku w Warszawie. Zapis wykładu dostępny jest do odsłuchania w portalu spirytyzm.pl.
[00:38] - Ten pierwszy wykład w tej części ma za zadanie rozpocząć spojrzenie na rzeczy, które bardziej dotyczą nas samych czy naszego życia. Mówiliśmy o sprawach filozoficznych, często bardzo o teorii. Natomiast ponieważ Divaldo Franco będzie mówił o szczęściu, ja postanowiłem zacząć od tej drugiej strony, czyli od cierpienia. Jest to temat bardzo trudny i rzeczywiście w momencie, kiedy wybierałem, że będę mówił o cierpieniu, zacząłem się zastanawiać, w jaki sposób o tym powiedzieć, gdyż jest to rzecz, która dotyczy de facto każdego z nas. Natomiast jest to rzecz tak osobista, że ciężko jest o tym mówić bez żadnych emocji. Także temat jest dosyć trudny i zacząłem się zastanawiać też, w jaki sposób oceniać cierpienie, czyli czy można powiedzieć, że ktoś cierpi bardziej, ktoś cierpi mniej, gdyż jest to rzecz tak bardzo osobista, że naprawdę trudno jest na to spojrzeć. Czy można porównać rodzaje cierpienia? Czy można porównać cierpienie osoby, która urodziła się chora i od początku życia zmaga się z jakimiś trudnymi problemami? Czy można porównać to chociażby z cierpieniem matki, która straciła swoje dziecko? Czy są tego typu historie, które dzieją się dookoła nas?
Czy każdy z nas tak naprawdę z cierpieniem się styka i to jest część naszego życia? To jest bardzo istotne i nawiązując do tej pierwszej części, gdy mówiliśmy o chrześcijaństwie, o Nowym Testamencie, możemy pomyśleć o słynnym Kazaniu na Górze, w którym Chrystus mówił o tym, kto jest błogosławiony i na kogo czeka to Królestwo Niebieskie i mówi o cierpiących, czyli tak naprawdę o każdym z nas, bo każdy z nas przez chociaż krótką chwilę tego cierpienia zaznaje. Czasami jest to cierpienie duchowe, czasami jest to cierpienie fizyczne. Różne są jego rodzaje. Postanowiłem zacząć od historii, która będzie w pewnym sensie początkiem tego wykładu, a jednocześnie koniec jej poznamy na zakończenie. Także wszyscy będą czekać, w jaki sposób się ona skończy. Jest to historia trudna, bo jest to jedna z tych, które najbardziej uderzają w człowieka i najbardziej doświadczają, czyli historia kobiety, matki, która straciła swoje dziecko. Chodzi o panią Celię Diniz, która jest Brazylijką. Ona miała trójkę dzieci. Wszystko wydawałoby się piękne i wspaniałe, gdyby nie to, że w wieku czterech, pięciu lat jej jedyny syn, miała jeszcze dwie córki, jeżdżąc na rowerze po ogrodzie, przewrócił się i uderzył tak niefortunnie głową, że nie udało się go uratować.
Wówczas można sobie wyobrazić, co taka osoba czuje, dla której jeszcze wczoraj świat był wspaniały i nagle się zmienia i człowiek zaczyna się zastanawiać, dlaczego to się stało. Dlaczego mnie to spotkało? Są takie pytania, które przychodzą od razu do głowy. Bardzo często zastanawiamy się, czy to, co się dzieje, jest faktem, czy to jest może jakiś sen, czy może człowiek podświadomie szuka odpowiedzi, szuka ucieczki od tego, co się dzieje, czego doświadcza, że często wyobraża sobie: „To na pewno ja się zaraz obudzę i to wszystko się zmieni”. Czasami, gdy chodzi o sen, rzeczywiście to się sprawdza, ale wiemy, że życie różnie się toczy i różne historie nam opowiada. Podobnie było w przypadku pani Celi, która wówczas, jak sama wspomina, gdy stała nad trumną swojego dziecka, gdy gładziła go po głowie, pytała się swojej matki, która miała kilkanastoro dzieci, z których kilkoro zmarło: „Mamo, jak ty sobie z tym radziłaś?”. I to jest jedna z tych odpowiedzi. I bardzo często pierwsze, co się nasuwa: jaki jest tego sens, co się dzieje? Dlaczego to mnie spotyka? Ale także jak ja mam sobie z tym poradzić?
Są to pytania trudne, natomiast każdy z nas w jednym czy w drugim momencie życia je sobie stawia. Dlaczego każdy z nas? Bo jest taka wielka niepewność, która nas czeka, czyli śmierć. I każdy z nas z tą śmiercią się spotyka, ze śmiercią bliskich, a także swoją własną, jeśli ona nadejdzie. I wówczas pojawiają się te pytania, czy jest gdzieś Bóg, który nad tym czuwa? Jeśli jest, to dlaczego do tego dopuszcza? Dlaczego takie rzeczy się dzieją? W przypadku pani Celi to nie był koniec, bo jakiś czas później, gdy wydawało się, że jej życie powróciło do jakiegoś normalnego stanu, jej starsza córka zapadła na gorączkę krwotoczną i również zmarła. Czyli z trójki dzieci straciła dwoje. Było to dla niej coś strasznego.
Na szczęście miała olbrzymie wsparcie w czymś, co często budzi wśród ludzi śmiech, zwłaszcza u nas w Polsce, natomiast nie w innych krajach, czyli- W spirytyzmie czy filozofii spirytystycznej. Ktoś może pomyśleć, że ona pewnie jakieś seanse urządzała, wywoływała duchy i tutaj pomogło. Nie, spirytyzm jest czymś więcej niż tylko taką zwykłą zabawą. Żeby odpowiedzieć na to pytanie poza spirytyzmem, oczywiście same przyczyny cierpienia, czyli dlaczego coś się dzieje, można bardzo łatwo w wielu przypadkach wyjaśnić. Nawet w tym przypadku. Cierpienie jest konsekwencją naszych czynów bardzo często. Jak spojrzymy na większość tego, co się z nami dzieje, to zauważymy, że rzeczywiście tak jest. Jeśli ktoś, kto pali przez całe życie papierosy narzeka, że zapada na raka płuc, może sam siebie winić. Również tutaj można powiedzieć, że to była konsekwencja, bo była pewna nieostrożność, być może matki czy samego dziecka, która to spowodowała. Są konsekwencje często, na przykład czy ktoś nic nie je, czy ktoś je za dużo, zaczyna się źle czuć.
Czyli gdzieś zawsze trzeba szukać tej równowagi. Jak spojrzymy na nasze życie, większość problemów, czy finansowych, czy emocjonalnych, one mają przyczyny w tym, co się dzieje teraz, w tym, co zrobiliśmy tu i teraz w naszym życiu. Natomiast nie wszystkie. I tutaj pojawia się zwątpienie. Czyli pojawia się pytanie, dlaczego tak się dzieje, a nie inaczej? Dlaczego na przykład niektóre dzieci umierają zaraz po urodzeniu? Jaki jest tego sens? Gdzie one ponoszą winę? Czy są jakieś konsekwencje? Mamy podobne sytuacje, gdy mówimy o osobach chorych od urodzenia.
Czym one sobie zawiniły, że spotyka ich takie cierpienie, które oczywiście, tak jak mówiłem, ciężko jest porównać, ale rzeczywiście to cierpienie jest bardzo duże i nieporównywalne nawet z tym, czego my doświadczamy. Czyli jedną z tych odpowiedzi jest to, że jest to konsekwencja naszych czynów, ale to nie odpowiada na wszystkie pytania. Odpowiada na część naszych wątpliwości, ale nie na wszystkie. Tutaj więc wracamy do filozofii spirytystycznej, do spirytyzmu. Jak to się wszystko zaczęło? Tutaj mamy na zdjęciu pewnego pana, który w XIX wieku był szanowanym, uznawanym pedagogiem, który pracował nawet nad reformą edukacji i proponował wiele zmian, które do dzisiaj są już zupełnie rzeczą oczywistą. On nazywał się Hippolyte Rivail. Rivail to jak ktoś wie, jak nasze wydawnictwo się nazywa, to skojarzy nazwisko. Natomiast na potrzeby działań spirytyzmu przyjął przydomek Allan Kardec. Teraz, cóż on takiego uczynił?
On był bardzo osobą trzeźwo stąpającą po ziemi, ogromnym sceptykiem. Interesował się wieloma dziedzinami wiedzy. Nie to, co teraz, gdzie ktoś się specjalizuje w jednej, on jako nauczyciel musiał wiedzieć wszystko. Jego biografowie mówią, że i medycynę studiował, i ścisłe, humanistyczne, tłumaczył książki. Czyli robił wszystkiego po trochu. Interesował się także tym, co w XIX wieku było bardzo popularne, czyli magnetyzmem. Interesował się wpływem, jaki nasza energia czy jakaś siła magnetyczna może mieć na nasze zdrowie, na nasze ciało. I to go doprowadziło do usłyszenia o pewnym zjawisku, które wówczas było bardzo popularne w całej Europie, również w Polsce. Jak się przejrzy gazety z początku lat 50. XIX wieku, to prawie że co drugi artykuł o tym mówi, czyli o tak zwanych wirujących stolikach czy tańcu stolików.
Wówczas w całej Europie zapanowała ogromna moda. Ludzie spotykali się i organizowali seanse, gdzie coś się manifestowało. Mówili, że to duchy. Były sensacje, pytania. Ale Kardec był sceptykiem. Powiedział: „Nie, w coś takiego nie wierzę”. Jego znajomy powiedział mu: „Ale słuchaj, te stoliki się kręcą i w ogóle jest jakiś niesamowity efekt”. On mówi: „A to być może jakaś siła za tym stoi, na przykład elektryczność. Czyli są pewne siły fizyki, których nie znamy, a które mogą wpływać na stół tak, że on zaczyna wirować”. Więc Allan Kardec porzucił ten temat.
Natomiast ten znajomy przyszedł do niego i mówi tak: „Ale te stoliki wirują, ale nie tylko wirują, one także mówią”. I tu wówczas pojawiła się taka lampka w głowie Kardeca, bo jakże to mówią? To już nie może być elektryczność, która sprawi, że stolik mówi. Co ciekawe, jak zaczął analizować ten temat, to ten stolik nie tylko mówił, ale on odpowiadał na pytania, które ludzie zadają w myślach. Czyli było to pójście krok dalej, coś więcej. Zaczął analizować ten temat. Zaczął uczestniczyć w tych spotkaniach i zaczął zadawać pytania. Oczywiście takie pytanie, które wielu mu się nasuwało, czyli z kim ma do czynienia. Ten ktoś po drugiej stronie odpowiadał, że jest duchem, czyli duszą zmarłej osoby. Czyli mówił: „Ja żyłem kiedyś na ziemi, zmarłem, spotkała mnie fizyczna śmierć i teraz mówię z drugiej strony”.
Gdy sobie tak pomyślimy, możemy się od razu zapytać, jakie my pytania byśmy zadawali takiej osobie. Gdy mamy możliwość rozmawiania ze zmarłymi, to co byśmy się pytali? I to wówczas tym żyła cała Europa, Ameryka Północna. Wszyscy te pytania zadawali. Jakie państwo, można pomyśleć, o co my byśmy się zapytali duszy zmarłej osoby? No więc ludzie pytali się, gdzie są pochowane skarby. Młode dziewczęta się pytały, czy wyjdą dobrze za mąż. Czy młodzi chłopcy pytali się, czy będą bogaci, czy będą mieli piękne żony. Zadawali takie pytania. Oczywiście z drugiej strony uzyskiwali odpowiedź.
Natomiast Allan Kardec zaczął to analizować i zauważył, że jest pewne błędne założenie, że rzeczywiście można się pytać duchów czy też dusz zmarłych o pewne sprawy. Natomiast zauważył, że one odpowiadają zgodnie ze swoją wiedzą. Czyli nie wiedzą wszystkiego. To tak, jakbym ja dzisiaj na ulicę poszedł i zaczął się pytać ludzi, czy będę bogaty. Pan by powiedział tak, pani by powiedziała, że nie, a ktoś inny by powiedział coś innego. Czyli trzeba wiedzieć, komu zadawać pytania. Mogę się pytać o zasady fizyki, zapytać się kogoś Tutaj obecny. Jeśli ktoś jest profesorem fizyki, odpowie mi, reszta osób powie mniej więcej. Niektórzy mogą wiedzieć, że coś wiedzą, ale tak naprawdę nie będzie. Podobnie jest z duchami.
Natomiast Allan Kardec zauważył, że jest pewna grupa duchów, które przewyższają inne pod względem i wiedzy, i dobroci. Czyli mają dwie rozwinięte cechy, których bardzo często brak jest nam na Ziemi. I to do nich zaczął kierować pytania. Zaczął kierować pytania, ale nie pytał się tylko ich. Pytał się także innych duchów, które na innych spotkaniach czy z udziałem innych mediów zbierał korespondencję osób, które te pytania czy podobne seanse organizowały. W tym momencie tych odpowiedzi zaczęło przybywać i on zauważył, że one są niesamowicie logiczne z jednej strony, a z drugiej, że odpowiadają na pytanie i są niesamowicie zbieżne ze wszystkim dookoła. Czyli na jednym spotkaniu duchy mówiły to samo, co na drugim, na trzecim, na czwartym. Okazywało się, że w jednym kraju mówiły to samo co w innych. Odpowiadały na pytania. On nie pytał się oczywiście, gdzie są pochowane skarby, ale zaczął zadawać pytania o sens życia, o to, co się dzieje z nami po śmierci, czy jesteśmy szczęśliwi, czy nie.
Pytał się o cierpienie, jaki jest sens, jakie są jego przyczyny. W 1857 roku zauważył, że to zaczyna mieć już olbrzymie ramy, że są to takie odpowiedzi, które pomagają ludziom. Przez to zdecydował się wydać książkę zatytułowaną „Księga duchów”, w której te odpowiedzi zebrał i w której odpowiedzi i pytania ułożył systematycznie, zaczynając od tematu Boga. Kim jest? Czy jakie są dowody na jego istnienie? Później, przechodząc do tematu duchów, czyli tak naprawdę pytania kim my jesteśmy, jaki jest sens tego życia na Ziemi, skąd przychodzimy, dokąd zmierzamy, dlaczego cierpimy, jaki jest tego sens? Natomiast tematem cierpienia zajął się bardzo aktywnie również w kolejnej książce, która z punktu widzenia Polski jest też ważna, bo są tam dwa przekazy otrzymane w Krakowie. Książka zatytułowana jest „Ewangelia według spirytyzmu” i ona jest dosyć specyficzna, bo tam Allan Kardec, można przypuszczać jakieś niesamowite rzeczy, rewelacje na temat życia Chrystusa. On powiedział: nie, ja biorę Nowy Testament i szukam w nim tego, co jest najważniejsze, czyli przekazu moralnego, czyli tego, co pokazuje, czym jest dobro, a co zło i co tak naprawdę w Nowym Testamencie jest najważniejsze, o czym ludzie najmniej mówią. Czyli zastanawiają się nad jakimiś cudami Chrystusa, a nie zastanawiają się nad tymi słowami, które mogą być inspiracją dla innych.
Jeśli spojrzymy na ludzi, którzy czują się prawdziwymi chrześcijanami, niezależnie od tego, do jakiego kościoła czy wyznania należą, to jeśli oni są rzeczywiście kimś dla nas inspirującym, to dlatego, że żyją zgodnie z tym przekazem moralnym. Więc Allan Kardec zebrał i zaczął analizować poszczególne zdania, poszczególne fragmenty pod tym kątem. W 1866 roku opublikował właśnie tą książkę. W kolejnych rozdziałach znajdujemy odpowiedzi na liczne pytania o między innymi o przyczyny cierpienia. I mamy rozdział piąty, który zatytułowany jest „Błogosławieni strapieni”, czyli krótko mówiąc wszyscy, którzy cierpią. I mamy trzy części, w których analizuje bardzo ważne tematy, czyli po pierwsze sprawiedliwość ziemskich cierpień, czyli innymi słowy odpowiedź, dlaczego na przykład to mnie spotyka, dlaczego nie spotyka kogoś obok, czy dlaczego to ja cierpię z powodu choroby, a nie mój sąsiad? Czy to jest sprawiedliwe? Mówią mi, że Bóg jest sprawiedliwy, ale jakoś tego nie widzę. Kolejna rzecz, czyli to, o czym mówiliśmy, czyli analizuje przyczyny cierpień z obecnego życia, czyli to, co wydaje się najbardziej dla nas logiczne. Czyli jeśli ja coś zrobię źle, to do mnie wraca prędzej czy później.
Czasami nie wróci, ale czasami wróci z ogromną siłą. Bo jeśli komuś wyrządzę krzywdę, on będzie chciał byś może się zemścić. Ale nawet takie proste sprawy, czyli jeśli jestem nieostrożny, to mogę ulec wypadkowi. Czyli są to rzeczy, które są bardzo jasne, ale które nie wyjaśniają wszystkich przyczyn. Jest to, co jest takie kluczowe tutaj, czyli przyczyny cierpień z przeszłości. Czyli jeśli założymy, że żyjemy tylko raz, to wielu cierpień nie da się wyjaśnić, nie da się wyjaśnić ich sensu, nie da się wyjaśnić ich przyczyn. Natomiast duchy, te mądre i te inteligentne, które my nazywamy duchami wyższymi, one mówią nam, że nie żyjemy jeden raz, żyjemy wiele razy, czyli że reinkarnacja jest faktem. I co ciekawe, nie tylko one. Wiele innych duchów również o tym mówi. Nawet jak się wczytamy w książkę księdza katolickiego François Bruna „Powiedzcie im, że śmierć nie istnieje”, w której ten ksiądz zbiera tak jakby listy, które rodzina otrzymywała od swoich bliskich.
W tej książce, w tych listach te duchy mówią to samo. Mówią, że żyjemy wiele razy, co dla księdza katolickiego oczywiście jest pewną konsternacją, więc on musi komentować. Pisze, że co prawda duchy mówią to samo, co w książkach Kardeca, ale ta reinkarnacja to nie może tak za bardzo istnieć. Ale już idzie krok dalej, bo dopuszcza, mówi, że czasami Bóg może pozwolić na to, żeby człowiek mógł się wcielić jeszcze raz. To, co mówił nasz poprzedni prelegent, pan Prokopiuk, że może ma jakieś sprawy niedokończone, które chce dokończyć. Mamy tyle rzeczy do dokończenia, więc musimy tym się zająć. Więc w przypadku reinkarnacji z punktu widzenia księdza Bruna mogę powiedzieć, że jest podobnie jak to, co mówią duchy w książkach Kardeca. Czyli my idziemy krok dalej, mówimy, że to nie jest tak raz czy dwa, że tak naprawdę każdy z nas musi się wcielać wiele razy. I tutaj znajdujemy odpowiedź na przyczynę naszych cierpień. Tych kilka fragmentów postaram się teraz przytoczyć i zanalizować.
Czyli jaka jest ta wizja świata, którą przedstawiają nam duchy? Jak ona odpowiada na pytania: tego dobrego i sprawiedliwego Boga, jak to można połączyć z tym, że niektórzy cierpią i to bardzo? Jakie to cierpienie ma dla nas sens? Żebyśmy odpowiedzieli sobie na to pytanie, musimy zadać sobie kolejne pytanie: kim jesteśmy, czyli kim jest każdy z nas? Duchy odpowiadają: „Jesteście duchami takimi jak my”. Jest to coś bardzo różnego, bo kontakt z takimi bytami z drugiej strony jest znany wszędzie. Jak czytamy Stary Testament, znajdujemy wiele przykładów. Jak słuchamy opowieści o Mahomecie, który spisuje Koran, to on też dostał od anioła Gabriela, który jest bytem z drugiej strony. Zresztą w Koranie jest napisane, że istnieją dżiny, które się z ludźmi kontaktują. Znajdujemy w ezoteryce, ale wszędzie praktycznie, nawet w Kościele katolickim mówi się, że święci się nam ukazują.
A kim są święci? Są zmarłymi, czyli są duchami. Natomiast w spirytyzmie, w książkach Allana Kardeca idziemy nieco dalej, bo jest wyjaśnione, że nie ma czegoś takiego jak demony, czyli istoty z gruntu złe. Czyli mowa, że wszyscy jesteśmy duchami, każda dusza każdego człowieka jest de facto taka sama. Wszyscy powstaliśmy w ten sam sposób. Każdy z nas prowadzi różną drogę. To, co jest dobre, że cel jest dla nas wszystkich ten sam. Każdy z nas jest stworzony prosty i nieświadomy. Jesteśmy istotami, które są stworzone, nie mają żadnego doświadczenia, żadnej wiedzy. Naszym celem jest doskonałość, musimy dotrzeć do tej doskonałości.
Gdybyśmy sobie wyobrazili świat, gdzie każdy kroczy tą samą drogą, to byłby bardzo nudny, bo wszyscy chodziliby tak samo ubrani, tak samo by wyglądali, po tym samym by mówili. To nie wiem, ile czasu by można było wytrzymać. Dlatego każdy z nas może wybrać własną drogę. Każdy z tych duchów na samym początku zaczyna powolutku, natomiast każdy z nas wybiera jakąś swoją drogę. Czasami jest to droga dobra, czasami zła. Różne są tego przyczyny. Wynika to z tego, że każdy ma z nas wolną wolę. Każdy może zdecydować, co zrobi, w którą stronę pójdzie. To jest takie wymaganie, bo bez tego bylibyśmy maszynami. Gdy mówimy o jakiejś predestynacji i tak dalej, to nie odpowiada to na pytanie.
Stajemy się maszyną, dla której los już jest z góry przesądzony, więc po co żyć. Natomiast tutaj jest tak, że powstajemy jako nieświadomy i prosty byt, duch, który rozwija się i dąży do doskonałości. Oczywiście od istoty, która nic nie wie i nie ma żadnego doświadczenia do doskonałości jest bardzo długa droga, więc jeśli ktoś pomyśli, że można byłoby w ciągu jednego życia przebiec, to jest w dużym błędzie. Potrzebujemy wielu żyć po to, żeby spotkać różne uwarunkowania, żeby dowiedzieć się jak najwięcej o różnych sprawach. Tak jak mówiliśmy chociażby o wcielaniu się kobiet w mężczyzn i tak dalej. Jest tak, że trzeba poznać każdą stronę, czyli każdy z nas musi być w jakimś życiu mężczyzną, być w jakimś życiu kobietą, żeby poznać obydwie strony. Każdy z nas musi się urodzić jako osoba uboga i bogata, żeby poznać obydwie strony. Bez tego nie jesteśmy w stanie pójść naprzód. Mamy to, co jest też ważne w spirytyzmie, czyli jest rozwój moralny i intelektualny. Są te dwie drogi.
Oczywiście, tak jak wspominałem przed przerwą, w spirytyzmie mowa jest, że bez miłosierdzia nie ma zbawienia. Natomiast to, co jest ważne, żeby każdy z nas rozwijał się intelektualnie i moralnie. Czyli będziemy doskonali wyłącznie wtedy, kiedy będziemy bardzo mądrzy i bardzo dobrzy. Także nie ma innej drogi. Można być osobą bardzo poczciwą i wspaniałą, natomiast nie być wykształconą, czy nie posiadać olbrzymiej wiedzy. Wtedy nie można powiedzieć, że jesteśmy doskonali. Również osoby, które są wielkimi profesorami uniwersyteckimi, które wiedzą niemalże wszystko, a bardzo negatywnie odnoszą się do innych ludzi, też nie są doskonali. Czyli są dwie drogi, którymi musimy pójść. I teraz jak się zastanowimy. Pierwsza to jest ten rozwój intelektualny.
Co pcha ludzkość do tego, żeby się rozwijać intelektualnie? Co popchnęło nas do tego, żebyśmy chociażby rozwinęli medycynę? Odpowiedź jest: cierpienie. Gdyby nie było cierpienia, kto by się przejmował jakąś tam analizą bakterii czy czegoś, nikt by na to nie spojrzał i nie dowiedzielibyśmy się innych rzeczy przy okazji. Czyli cierpienie naszego świata zmusza nas do tego, żeby się zastanawiać nad tym, co robimy. Poszukiwaniem odpowiedzi pozwala w rozwoju intelektualnym i to bardzo. Podobnie w rozwoju moralnym też bardzo często cierpienie nas skłania do pewnych zmian, do przemyślenia tego, czym się zajmujemy. Można powiedzieć, że z jednej strony cierpienie jest, jak tutaj napisałem, konsekwencją naszych czynów z życia obecnego, ale także z życia przeszłego, co tłumaczy wiele spraw. Natomiast to, co jest kluczowe, to jest to, że zmusza nas do rozwoju. Czyli z jednej strony cierpimy dlatego, że stoimy w miejscu.
Duch nie może stać w miejscu, musi się rozwijać. Naszym celem jest doskonałość. Jak ktoś nie dąży do tego celu, to wszechświat jest tak zorganizowany, że jednak go popchnie. Lenistwo jest tutaj raczej złym wyborem. Ktoś może pomyśleć: „Tak, ale to ja sobie poczekam jeszcze ze dwa wcielenia, pobawię się, nie muszę się rozwijać, bo po co?” Natomiast wtedy się pojawia cierpienie. To, co duchy też mówią: rozwój idzie w jedną stronę. My nigdy się nie cofamy. Jako takie porównanie można wziąć chociażby szkołę. Gdy dziecko skończy pierwszą, drugą klasę, nie musi wracać do pierwszej, drugiej klasy. Ono idzie dalej, do trzeciej, czwartej, piątej.
Nigdy nie wraca, ale zdarza mu się powtarzać klasy, niektórym nawet kilka razy. Nie było negatywnych. Który już chyba był cztery, pięć razy w tą i tą trasę. Zdarza się tak samo z duchami. Niektórzy powtarzają to kilkanaście razy, kilkaset razy nawet to jest możliwe. Natomiast oni nie będą stać w miejscu w nieskończoność. Cierpienie jest po to, żeby popchnąć ich do rozwoju. I ono pojawia się w dwóch przyczynach. Po pierwsze jest konsekwencją naszych czynów. Czyli tutaj mówimy o tym, co często się nazywa prawem karmy, które bardzo często w przypadku Allana Kardeca też jest przywoływane, chociaż on nie używa tego słowa, bo nie wiem, czy aż tak dobrze znał wszystkie doktryny filozoficzne i religijne Wschodu.
Natomiast prawo przyczyny i skutku jest logiczne, bo je obserwujemy. Natomiast jeśli spojrzymy na ciąg naszego życia nie jako jedno fizyczne życie, które w tej chwili przeżywamy, ale jako ciąg od tej nieświadomości do doskonałości, to rozumiemy, że coś, co zrobiliśmy źle w poprzednim życiu, może się przełożyć na życie następne i kolejne. I tak właśnie się dzieje. O tym mówią nam duchy, które opowiadają, że cierpieli i tego powodu. Czyli są przypadki chociażby samobójców, którzy cierpieli, ponieważ odebrali sobie życie, więc spotkały ich cierpienia i później w kolejnym życiu to się dalej ujawniało. Były osoby, które chociażby mówiliśmy o tych osobach, chociażby o palaczach. Bardzo często w kolejnym życiu rodzili się z astmą, która była fantastyczną, bo z jednej strony uczyli się odchodzić od tego nałogu, a z drugiej strony była to taka szczepionka właśnie, która ich chroniła, bo nie byli w stanie dobrze palić. Można wyjaśnić też, dlaczego ta astma jest taką chorobą, która teraz się bardzo ujawnia, a kiedyś jej tak bardzo nie było. Także są pewne rzeczy i te przyczyny cierpienia mogą być rozmaite. Natomiast to, co jest ważne, że każdy czyn ma jakąś konsekwencję i płynie z niego konsekwencja czy teraz w tym życiu, czy w następnym.
Czy ktoś może powiedzieć: „O, jemu się udało. Był bogaty, wydawał pieniądze na błahostki, źle traktował ludzi, ale zmarł i nic mu się nie stało”. Natomiast w kolejnym życiu to się zmieni i czasami te zmiany są olbrzymie i nawet już po drugiej stronie, czyli po śmierci, gdy ci ludzie widzą, że ci, którymi pomiatali jacyś służący, mają lepszą pozycję, są szczęśliwsi, to jest dla nich bardzo irytujące, a z drugiej strony to jest powodem do olbrzymiego wstydu. Dlatego taki duch, który widzi, że postąpił źle, chociaż nie spotkały go jakieś konsekwencje, on bardzo często może sam chcieć pewne rzeczy naprawić. To, co się mówi, że oczywiście ważne jest, komu wyrządziliśmy jakąś krzywdę. Ważne jest, jaka to była krzywda, jaka była nasza intencja, ale nie zawsze będziemy mieli okazję akurat tej osobie to wynagrodzić. Więc musimy pomagać innym, bo tak jakby bierze się na wadze sumę uczynionego dobra i sumę uczynionego zła. Jeśli nie mamy możliwości naprawić konkretnego zła, róbmy inne dobro. Czyli starajmy się, żeby ta część wagi z dobrem przeważyła. I bardzo często duchy same decydują się na to, żeby naprawić pewne błędy.
Stąd też można powiedzieć, że cierpienie jest często naszym wyborem, czyli to my decydujemy się na jakieś życie po to tylko, żeby naprawić to złego, co uczyniliśmy. Czyli ja mogę zdecydować się, że urodziłem się w takiej rodzinie po to, żeby nauczyć się czegoś, czyli albo żeby odkupić jakąś winę, albo czegoś się nauczyć. I to jest taki podwójny sens tego, czemu ma służyć cierpienie. Z jednej strony naprawia moje błędy, z jednej strony można to nazwać karą, ale tak naprawdę to ja sam siebie karzę, bo ja sam źle czyniłem, a z drugiej strony ja chcę się czegoś dowiedzieć. Czyli ktoś może chcieć urodzić się z jakąś chorobą, żeby dowiedzieć się lepiej, w jaki sposób taka osoba to odczuwa, w jaki sposób może funkcjonować, żeby to jej pomogło w kolejnych wcieleniach. Więc przyczyn cierpienia może być wiele, natomiast bardzo ważne, że bardzo często właśnie to jest to, co my sami sobie wybieramy. Czyli nie mamy jakiejś możliwości tutaj olbrzymiego wyboru, bo nie wybieramy sobie dokładnie w szczegółach, natomiast wybieramy sobie ogólną drogę. To, co duchy mówią: ty jesteś podróżnikiem, który wchodzi na górę, to spoglądając na dół widzicie, jaką drogę macie do przebycia i zobaczcie, że jeśli pójdziecie jedną, będziecie mieć więcej kłopotów niż drugą. Oczywiście jest takie pytanie. No tak, ale te duchy mogłyby sobie wybierać jakieś łatwiejsze, a to w sumie może takie łatwiejsze sobie wybiorę życie, będzie mi lepiej, że tak stopniowo i nie muszę tego wszystkiego naraz.
Natomiast to takie jest myślenie ziemskie. Duchy myślą inaczej. One chcą jak najszybciej dotrzeć do doskonałości. Dlaczego? Dlatego, że one widzą, jak szczęśliwe są te duchy doskonałe. To różne reakcje powoduje, bo niektóre duchy się bardzo tym irytują i bardzo zazdroszczą, przez co starają się nam zaszkodzić, dokuczyć, sprowadzić nas na złą drogę, żebyśmy my cierpieli. Takie pewnie w Polsce bardzo dużo jest takich właśnie duchów, bo my tacy jesteśmy, że ciągniemy. Tak się mówi, że w piekle są kotły, to tylko kotła Polaków nikt nie musi pilnować, bo tam jak jeden próbuje się wydostać, to reszta go wciąga do środka. Także to trochę jest tak z duchami. Czyli ja nie mogę być szczęśliwy, to inni też nie będą, więc one w ten sposób reagują.
Inne z kolei widząc to szczęście, zresztą nie widzą go cały czas, czasami jest im pozwolone je zobaczyć. One chcą do niego dążyć i dążyć jak najszybciej, bo sobie myślą: no tak, ja teraz cierpię, mam ciężkie życia, a mogę mieć i będę miał lepsze, więc jak najszybciej powinienem do tego dążyć. Więc proszą o to jak najtrudniejsze życie. Nie zawsze sobie dają radę. I to jest kolejny problem. Mamy od razu takie pytanie: jeśli takie cierpienie jest czyimś wyborem albo jest konsekwencją jego czynu, czyli mamy osobę, która jest bardzo chora, czy nie może się poruszać, czy my powinniśmy jej pomagać? Tak sobie pomyślimy: „Ona sobie to wybrała. Albo może coś źle zrobiła i teraz ma za swoje. Czy nie lepiej, żeby to się toczyło swoim biegiem? Może ja nie powinienem tego dotykać w ogóle i nie podchodzić?” Natomiast wracając do tego głównego zdania, które wypowiedziały duchy: „Bez miłosierdzia nie ma zbawienia”, to pokazuje, co powinniśmy robić.
Nie mówią: „Bez współczucia nie ma zbawienia” czy „Bez bierności nie ma zbawienia”, tylko „Bez miłosierdzia”, czyli dawania tej miłości innym i pomagania im w każdej możliwości. I duchy odpowiadają na takie pytanie. Mówią: „A może cierpienie tej osoby miało dojść do końca i wy pojawiliście się tutaj, żeby jej w tym pomóc?” Jest taka historia bardzo ciekawa, że był mężczyzna, który był ateistą. Jechał samochodem i nagle widzi wioskę i dziewczynkę, która na kolanach się modli. On podchodzi do niej i mówi: „A dlaczego ty się modlisz?” Ona mówi: „Jestem z biednej rodziny, nie mamy na chleb, moi rodzice nie mają pracy, są schorowani, więc nic dziś nie jadłam, więc się modlę do Boga, żeby mi pomógł”. On mówi: „Wiesz, żadnego Boga nie ma, ale szkoda mi się, żebyś tak zrobiła. Masz tu trochę pieniędzy i trzymaj, kup sobie do jedzenia, coś pomóż rodzinie”. Ona podziękowała, on odjechał i później wracał. Patrzy i widzi, że ona znowu klęczy i się modli. Więc podchodzi do niej: „Ale dlaczego się modlisz?
Przecież mówiłem ci, że Boga nie ma i że on ci nie pomoże. Dlaczego ty się modlisz?” Ona mówi: „Teraz się modlę, żeby mu podziękować, bo zesłał mi pana, który mi pomógł”. I to na tej zasadzie działa. Także powinniśmy robić to, co jest w naszej mocy. Powinniśmy pomagać innym, nawet jeśli ich cierpienie jest konsekwencją ich czynów. I to jest ważne. W spirytyzmie często ludzie szukają mediów spirytystów po to, gdy bardzo cierpią czy gdy są chorzy, czyli szukają wyzdrowienia. I my w spirytyzmie nikomu wyzdrowienia nie obiecujemy. Mówimy, że to nie od nas zależy. Jeśli nadszedł moment, to może się to zdarzyć.
I są tego typu przypadki, że ludzie, którzy przychodzili na spotkania, którym spirytyści pomagali, później nawet z dnia na dzień przechodzili jakieś choroby typu nowotwór, ku zdumieniu lekarzy. Natomiast spirytyzm mówi, że my nie dajemy leczenia, ale tak jak Chrystus, że on też nie mówił: „Przyjdźcie do mnie, ja was wyleczę”. On mówił do ludzi: „Przyjdźcie do mnie, a dam wam pocieszenie”. I to jest to, co spirytyzm przynosi, bo z jednej strony on pokazuje ważną rzecz. Jeśli rozmawiamy z duszami zmarłych, to co to znaczy? To znaczy, że po śmierci dalej będziemy istnieć. Czyli jeśli oni istnieją, to i my też możemy. Po drugie pokazuje nam, że wcale nie jest tak, że ten świat jest zły i okropny, że tu są jakieś reguły, które pokazują, że za nim musi stać ktoś bardzo mądry, kto to wszystko mądrze zorganizował. I że co ważne, ten ktoś jest dobry i sprawiedliwy. I ważne, sprawiedliwy.
To nie tak, jak niektórzy mówią, że sprawiedliwy to jest sędzia sprawiedliwy, co kary wymierza. On to jest sprawiedliwy. Nie, sprawiedliwy to jest taki, który daje takie same szanse wszystkim. Czyli jeśli my jesteśmy w jakimś miejscu, to to jest nasz wybór czy nasza wina, jeśli źle postąpiliśmy. I to pokazuje także, że to cierpienie ma swój koniec. Ono jest jakimś przejściowym stadium. Ono nas pcha do rozwoju, tak jak widzieliśmy. Technika rozwija się dzięki temu, że cierpimy, więc chcemy uciec od tego cierpienia. To jest pierwszy etap. Drugi etap jest taki, że ludzie uciekną od tego cierpienia fizycznego, ale będą cierpieli moralnie.
To, co widzimy często, wielu ludzi ma dobrze płatną pracę, fantastycznie, wszystko może sobie kupić, może wszędzie pojechać, ale czegoś im brakuje. To jest to, co obserwujemy bardzo na Zachodzie. W Polsce jeszcze może nie tak bardzo. Natomiast jest tak, że oni porzucili jakiekolwiek kwestie duchowości. „Po co mi takie sprawy? Ja tutaj zajmę się zarabianiem pieniędzy, później będę sobie jeździć wszystko, co będę chciał”. Ale nagle zauważają, że jest jakaś pustka i że czegoś im brak. I to cierpienie moralne i wewnętrzne popcha ich ku rozwojowi moralnemu, czyli ku zmianie życia. Bo zauważą pewną zasadę, która jest nawet taka rozsądna, jak wyobrazimy sobie, jak działa nasz organizm. Nasz organizm nie rozróżnia, czy robimy coś dla innych, czy dla siebie.
Czyli jeśli innym pomagamy, innym dajemy jakieś rzeczy, to on reaguje tak, jakbyśmy my dostawali. Czyli im więcej dobra przekażemy innym, tym lepiej będziemy się czuli. Im więcej zła czynimy innym, tym będziemy się gorzej czuć, bo nasz organizm będzie myślał, czy nasz mózg, czy też jeszcze głębiej jest nasza dusza, że to my sami sobie wyrządzamy krzywdę. I to można obserwować. Ludzie, którzy wchodzą w jakieś negatywne sytuacje, oni tak jakby nakręcają się sami, później się niszczą. Większość chorób cywilizacyjnych jest związana ze stresem, z negatywnymi emocjami. Także mamy tutaj te rzeczy, tak jak mówię, w spirytyzmie oczywiście cierpienie nie jest niczym przyjemnym, natomiast spojrzenie na to, że to cierpienie ode mnie zależy, że ja cierpię dlatego, że albo coś zrobiłem źle i teraz muszę się nauczyć, żeby tego nie robić. To nie jest też taka karma na zasadzie automatu. Czyli że coś zrobiłeś źle, to musisz cierpieć. Nie, to jest tak, że dopóki ja nie nauczę się robić inaczej, to będę cierpieć.
Czyli jeśli ja coś zrobiłem źle i od razu zrozumiałem to, to tego cierpienia nie będę musiał tak bardzo znosić. Ważne jest to, że to jest na zasadzie takiej, jak wyobrażamy sobie rodziców, którzy podchodzą do dzieci. Żaden dobry rodzic nie jest taki, który karze dziecko i każe mu przez ileś tam czasu czegoś nie robić czy ... czy jakieś inne rzeczy robi za karę. Natomiast nawet jeśli dziecko pożałowało, przestało postępować, ale on utrzymuje: „Nie, bo ma być kara taka i taka”. Wiadomo, że dobry rodzic tę karę przerwie, bo zrozumie, że jej sens nie jest taki, żeby ktoś cierpiał, tylko żeby dziecko się czegoś nauczyło. Tak samo jest wśród duchów, czy duchów wcielonych, tak jak my wszyscy tutaj na sali, że cierpienie trwa dopóki nie zrozumiemy, co źle zrobiliśmy. Jeśli zrozumiemy, jeśli zaczniemy się zmieniać, jeśli zaczniemy naprawiać nasze błędy, to cierpienie przestanie trwać. To widać nawet czasami w tym samym życiu, że ludzie przestają chorować, choroba odchodzi z dnia na dzień. Pewne rzeczy mają sens tylko i wyłącznie wtedy, kiedy do czegoś prowadzą.
Sensem cierpienia jest to, żeby nas uczyć, żebyśmy się rozwijali intelektualnie i moralnie. Jest też wiele takich przypadków. Jest chociażby to słynne pytanie, nad którym filozofowie bardzo długo debatowali: jaki jest sens śmierci dzieci zaraz po urodzeniu? Jaki to jest dla nich sens? Sam Kościół był tutaj w dość dużym problemie, bo gdzie takie dziecko wysłać? Do nieba, piekła, czyśćca? Do nieba byśmy wysłali takie dziecko niewinne, byłoby wspaniale, ale z drugiej strony inni muszą tutaj siedzieć, pracować i wypełniać wszystkie zalecenia, być dobrymi ludźmi, żeby do tego nieba trafić, a takie dziecko już tak od razu trafia. Do piekła też jego nie wyślemy, bo co złego zrobiło? Czyśćcem też tak do końca nie wiadomo. Wymyślali już jakieś limby i inne miejsca, w które takie dziecko miało trafić.
Natomiast nikt nie był w stanie powiedzieć, jaki jest sens tego. Dlaczego tak się dzieje, że takie dzieci umierają? Co one złego zrobiły? Do czego to ma prowadzić? I duchy odpowiadają tutaj w bardzo prosty i bardzo jasny sposób. Takie cierpienie dla samego dziecka niekoniecznie ma jakiś olbrzymi sens. Ono ma sens dla jego rodziców. To jest konsekwencja ich czynu, czy też czasami wybór, którego sami dokonali. Bardzo często oczywiście, jeśli dziecko się urodziło, to musi być w nim jakiś duch wcielony. Natomiast często ten duch sobie sam wybrał, że się wcieli po to, żeby pomóc komuś innemu.
Czyli dla niego to życie jest tak krótkie, że nie ma większego znaczenia, ale on to robi po to, żeby pomóc innym. Kolejnym przypadkiem, kiedy to cierpienie czy ta wczesna śmierć ma sens dla samego ducha, to jest wcielanie się duchów osób, które popełniły samobójstwo. W momencie popełnienia samobójstwa dochodzi do różnych przemian w samym ciele duchowym, które ulega pewnym modyfikacjom i żeby ono wróciło do swojego dawnego funkcjonowania, musi przejść przez krótkie wcielenia, kiedy będzie się odbudowywało i bardzo często tego typu przypadki się zdarzają. Tutaj nawet nasz gość Divaldo Franco może sam ze swojego życia kilka przytoczyć przykładów tego typu. Są to bardzo istotne rzeczy. Tak jak mówiłem na samym początku o historii pani Celi, która straciła dwójkę dzieci. Jak ta historia się skończyła? Był w Brazylii pewien człowiek, który już niestety nie żyje, ale urodził się 101 lat temu. Nazywał się Chico Xavier. Był to prosty chłopak niemalże ze wsi, bo to mała miejscowość, w której żeby znaleźć książkę jakąkolwiek, to był duży problem.
On od początku był jakiś dziwny, bo mówił, że jakieś rzeczy widzi dookoła siebie, jakieś duchy. Ze swoją mamą, która zmarła, też rozmawiał i wszyscy do niego podchodzili dziwacznie. Natomiast zaczął szokować wszystkich dookoła, gdy zaczął publikować swoje książki, bo się okazało, że to jest niemożliwe, żeby ktoś z prostym wykształceniem, on ledwo szkołę podstawową skończył, był w stanie je napisać. Czyli książki typu historia czy powieści historyczne z czasów życia Chrystusa, czy opisy starożytnego Rzymu, Jerozolimy. Trzeba byłoby w bibliotekach siedzieć długimi godzinami, żeby je napisać. Czy historie życia z zaświatów, chociażby książka „Nasz dom”, w której duch lekarza opisuje swoją historię w zaświatach. „Nasz dom” jest pierwszą z serii i w kolejnych podaje słownictwo medyczne, więc ktoś, kto nie był lekarzem, nie byłby w stanie takiej książki napisać. Pisał również wiersze. Pierwsza jego książka „Parnas zagrobowy” to jest zbiór wierszy, w których każdy z nich jest pisany stylem innego poety brazylijskiego albo portugalskiego. Tak jakby ktoś wydał tomik z wierszami Mickiewicza, Asnyka, Staffa i wszystkich poetów najbardziej znanych w Polsce i każdy był potwierdzony przez specjalistów od literatury, że jest pisany dokładnie takim samym stylem.
Co ciekawe, niektórzy ci autorzy kontynuowali swoje wiersze pisane za życia, więc tym bardziej jak dodamy, że taki chłopak, który podstawówkę skończył, coś takiego napisał, to na pewno musiało szokować. W kolejnej książce pisywał nazwiskiem literata brazylijskiego do tego stopnia, że wdowa po nim podała go do sądu o plagiat. Powiedziała: „Niech sąd zdecyduje, czy to mój mąż rzeczywiście pisze z zaświatów, czy ja do tego prawa autorskie mam, skoro to mój mąż, to ja powinnam jakieś pieniądze za to dostawać”. Oczywiście sąd odrzucił. Stwierdził, że prawa autorskie do śmierci, potem już nie. Także jak duch pisze, to nie ma praw autorskich. Natomiast to, co jest ważne To, co jest ważne, w pierwszej części życia Chico pisał książki, natomiast w drugiej zaczął pisać listy. Listy bardzo intrygujące, bo one sprawiły, że do niego zaczęły zjeżdżać się tłumy. Setki, tysiące ludzi codziennie. Co w tych listach takiego było?
To były listy od bliskich z zaświatów, czyli ludzie po stracie ukochanej osoby jeździli do niego, żeby otrzymać jakąś wiadomość z tamtej strony. Nie wszyscy ją otrzymywali, gdyż nie chodziło o wywołanie ducha i tak dalej. Chico mówił zawsze, że telefon dzwoni tylko z jednej strony. Żeby mieć pewność, że to jest ta osoba, musimy poczekać na sygnał, bo ona nie zawsze ma możliwość nawiązania kontaktu. Gdy dochodziło do takich momentów, to były listy, nie takie bardzo często, to podważają wszyscy sceptycy. To są listy typu: „Mamo, kocham cię i tęsknię za tobą i przepraszam za nasze problemy”. Takie każdy mógłby napisać do swojej mamy. Oczywiście kochamy mamę, mieliśmy jakieś problemy i przejścia. Często się mówi, że to jakiś zimny czy ciepły odczyt, czy szukanie jakichś drobiazgów. Natomiast jeśli wyobrazimy sobie, że do tego Chico zjeżdżają się tłumy, że nawet nie ma możliwości przepytywania tych osób czy katalogowania ich w jakikolwiek sposób, a z drugiej w tych listach zawiera mnóstwo szczegółów: imiona, nazwiska czy rodzaj śmierci, którą dana osoba przeżyła.
Czy to był wypadek, czy śmierć naturalna, czy w wyniku choroby. Oni odpisywali. To były listy nie bardzo ogólne, tylko: „Mamo, pozdrów brata mojego takiego i takiego, który poszedł na medycynę. To jest dobry wybór. Porozmawiaj z ciocią, żeby coś tam zrobiła i uważaj na to i na tamto”. Bardzo szczegółowe opisy, człowiek się zastanawia, skąd to się bierze. Czy to jest jakieś oszustwo, czy to rzeczywiście jest tak, że życie po śmierci istnieje? Tak jak książki Allan Kardeca mają silne przesłanie filozoficzne, odpowiadają na nasze pytania, to część ludzi cały czas pozostaje sceptykami. Czy rzeczywiście te duchy istnieją? Czy to nie jest tak, że ktoś sobie wymyśla jakieś historie piękne, żeby nas uwieść i żebyśmy nagle w coś uwierzyli?
Tutaj jest tak, że nie chodzi o wiarę. Taka ciekawa historia: Divaldo Franco kiedyś rozpoczął jeden wykład. To był wykład w Stanach Zjednoczonych, był tłumacz taki zaaferowany, bo pierwszy raz tłumaczył i Divaldo zaczyna słowami: „Nie wierzę w życie po śmierci”. Pewien tłumacz się przestraszył. „Nie, tego nie przetłumaczę”. On mówi: „Nie, proszę przetłumaczyć”. „Nie, nie, ja nie przetłumaczę tego, bo zwykła to o życiu po śmierci. Jak pan mówi, że nie wierzę, to o co chodzi?” Mówi: „Przetłumacz. Nie wierzę w życie po śmierci”. „Nie, nie, nie” Tłumacz się bronił, bronił, w końcu przetłumaczył.
Divaldo kontynuuje: „Ja wiem, że życie po śmierci istnieje”. To jest ta różnica między wiarą a wiedzą. Chico Xavier jest przejściem między jedną a drugą stroną. Gdy wczytamy się w te listy, gdy poznamy historię tych ludzi, którzy za tymi listami stoją, bo to są prawdziwi ludzie, to nie są wymyślone historie, chociażby ta jedna, od której zacząłem, to zobaczymy, że to jest coś więcej. Była grupa spirytystów, lekarzy, która postanowiła to przeanalizować. Oni jeździli od rodziny do rodziny, do osób, które otrzymywały tego typu przesłania od bliskich i sprawdzali wiarygodność tego, co było napisane. Teraz takie pytanie: ile tam mogło być w tych listach błędów? Po pierwsze to ważne. Często jak ktoś oszukuje, to gdzieś tam jakąś pomyłkę zrobi. To widać chociażby w tym filmie „Medium”.
Kiedy medium mówi: „Widzę kogoś na F, literę, jakieś imię. To być może jest twój tata, brat” i tak próbuje, aż trafi. Później: „Widzę jakąś wodę. To może jakiś staw, może jakieś jezioro, może jakieś morze” i tak próbuje dojść. Natomiast zawsze jakiś błąd gdzieś popełni i spróbuje z niego sprytnie wybrnąć. Natomiast ile było błędów w przekazach Chico Xaviera? Było zero błędów, czyli wszystkie informacje, które były podane, były prawdziwe. One mogły być informacjami, o których osoby, które otrzymały te listy, nie wiedziały. Natomiast wszystkie były prawdziwe. Jeśli dodamy do tego, że na przykład jeden list był napisany po włosku, w jednym były słowa z języka hebrajskiego, bo akurat chodziło o rodzinę żydowską, której syn zmarł i on przekazywał informacje związane z kulturą żydowską, której Chico też za bardzo nie mógł poznać.
Zaczynamy się zastanawiać, jak to się dzieje. Na pewno takie panie jak pani Célia, którą pokazałem na początku, miała to szczęście, że od dziecka interesowała się czy żyła w tej filozofii spirytystycznej. Ona wiedziała, jak ten przyszły cień wygląda. Ona wiedziała, jaki jest jego sens. Ona wiedziała, co ma robić, że ma pomagać innym i było jej trochę łatwiej. Natomiast takim naprawdę wspaniałym momentem, który zmienił jej życie, było to, kiedy dostała list od swojego dziecka. Tego chłopca, który zginął w wypadku na rowerze. Ta historia ją bardzo zmieniła, to był ten krok dalej. Gdyby się ją zapytać, czy ona wierzy w życie po śmierci, powie: „Nie, ja wiem, że życie po śmierci istnieje. Ja wiem, że to mój syn z tamtej strony przekazał mi tą wiadomość, żebym przestała cierpieć, przestała się zamartwiać, przestała płakać”.
I to jest ważne w przypadku Chico Xaviera. Jaką radę on daje tym ludziom, którzy przychodzili? To byli ludzie naprawdę często w skrajnej depresji, w bardzo trudnej sytuacji. On przekazywał im te listy i to on i wszystkie duchy mówiły jedno: są pewne rzeczy, które już się nie odstaną. Stało się, trudno, musimy z tym żyć, natomiast musimy poświęcić nasze życie dla innych. To była taka jego inspiracja. On to przekazywał przekazywało każdemu. To, że zginęło twoje dziecko, to jest olbrzymia tragedia, olbrzymia strata. Ale spróbuj teraz być matką dla innych dzieci. Spróbuj pomagać innym.
Nie zatrzymuj się w jednym miejscu. Nie zamykaj oczu na świat. Nie zamykaj się w swoim pokoju. Wyjdź do innych, pomagaj innym. To jest przesłanie spirytyzmu. Bez miłosierdzia nie ma zbawienia. Pomagajmy innym. Co to jest miłosierdzie? Ktoś mnie kiedyś zapytał: „Ja nie mam pieniędzy, to ja nie mogę nikomu pomagać”. Ja mówię: nie, to nie chodzi o pomaganie za pomocą pieniędzy.
Można kogoś wysłuchać. Często rozmawiamy i często nikt nas nie słucha. Wysłuchajmy kogoś do końca. Wszyscy ludzie mają jakąś opowieść, która na pewno pomoże nam czegoś się dowiedzieć. Czasami są to zwykłe gesty na co dzień, pomoc komuś, do której nie potrzeba pieniędzy. To, co w tej chwili próbujemy z tą konferencją zrobić, zysk ze sprzedaży biletów chcemy przekazać jednej z fundacji charytatywnych, żeby pomóc jednemu chłopcu, który jest chory na autyzm. Zrobienie takich gestów w miarę możliwości. Każdy gest jest ważny. Jedni będą mogli przekazać milion dolarów na jakiś cel, inni będą mogli przekazać złotówkę albo w ogóle nie będą mieli, ale komuś pomogą. Jakieś takie proste czynności, czy nawet komuś przebaczą lub kogoś zwrócą się, z kimś porozmawiają.
To są takie drobne gesty, natomiast to o nie chodzi, bo to one budują ten ciężar na tej wadze dobra, która ma przeważyć zło. Bo jak ta waga na sam dół pociągnie i to zło przestanie istnieć, to wtedy dopiero możemy powiedzieć, że jesteśmy doskonali i wtedy dopiero dotrzemy do naszego celu, który jest celem każdego z nas. Spirytyzm nam mówi, że wszyscy go osiągniemy. Wszyscy kiedyś, którzy tutaj siedzą, będą doskonali. Dziękuję za uwagę.
[50:58] - Był to zapis wykładu Konrada Jeżaka, przewodniczącego Polskiego Towarzystwa Studiów Spirytystycznych pod tytułem „Sens i przyczyny cierpienia” wygłoszonego w czasie konferencji Reinkarnacja i życie po śmierci, która odbyła się 29 maja 2011 roku w Warszawie. Zapis wykładu dostępny jest do odsłuchania w portalu spirytyzm.pl.