Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery w sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami, było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez. No, no, no i do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty.
Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak, obleśny Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie. Ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona. Po prostu biegnę i krzyczę do męża: "Strzelaj!"
Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium. Dobry wieczór, witam wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia dzisiejszego wieczoru z audycją, w której prezentowane są wybrane najciekawsze relacje o spotkaniach z nieznanym, jakie docierają do Radia Paranormalium. Przy mikrofonie Marek Sęk Ivellios. Dzisiejszy odcinek nosi tytuł "Zbugowany świat". Nie bez powodu użyłem w nim znanego z informatyki terminu bug.
Słowo to oznacza błąd w oprogramowaniu, a o występowaniu takowych szczególnie dobitnie przekonują się osoby grające w rozbudowane gry komputerowe. I choć żadnemu z naszych słuchaczy nie zdarzyło się jeszcze przypadkiem wypaść poza mapę, to jednak w archiwum Radia Paranormalium znajduje się kilka niezwykle ciekawych zgłoszeń o zdarzeniach związanych z zagubionym czasem czy przeniesieniem w przestrzeni. Jest też co najmniej jedna historia o tym, jak to pewnemu małżeństwu świat gry zwanej życiem tak jakby nie do końca się załadował. Prezentacje przygotowanych na dziś relacji rozpoczniemy oczywiście od zajrzenia do naszej radiowej skrzynki mailowej.
Korespondencja dotycząca dziwnej sytuacji w miejscowości Skawina w województwie małopolskim w roku dwa tysiące siedemnastym. Chciałem opisać dziwną sytuację, która przytrafiła się mi i mojej ówczesnej dziewczynie, a teraz żonie.
Wydarzyło się to na wiosnę dwa tysiące siedemnastego roku na parkingu przy starostwie powiatowym, gdzie byliśmy odebrać dowód rejestracyjny samochodu. Gdy wracaliśmy z urzędu do samochodu, zdziwiło nas, że nagle jest dużo wolnych miejsc parkingowych. Gdy przyjechaliśmy, parking był pełny, dlatego zatrzymaliśmy się wzdłuż ogrodzenia. Ucieszyło mnie to, bo już gdy parkowałem, zastanawiałem się, jak ciasno się ustawiłem między samochodami i że trudno będzie mi wyjechać. Teraz wzdłuż siatki stało tylko nasze auto. Zadowoleni wsiedliśmy do środka. Ruszyłem i po jakimś metrze odbiliśmy się od czegoś. Dosłownie stanęliśmy nagle w miejscu, jakbym wjechał w ścianę. Wściekły, myślałem, że nie zauważyłem jakiegoś słupka, takiego, co nieraz się wysuwają z ziemi, i w niego wjechałem. W myślach już liczyłem koszty naprawy i patrzyłem kątem oka na gościa, co stał niedaleko i pomyślałem, że niezły obciach sobie zrobiłem i ostatnie, czego potrzebuję, to komentarze świadka wpadki. Wysiadamy z żoną, patrzymy i...
nic. Nic. Dosłownie nie było niczego, w co mógłbym wjechać. Nie było też śladu na samochodzie, pod samochodem, nigdzie. Jakbyśmy się odbili od próżni. Staliśmy jak wryci. Już miałem zapytać owego gościa, co stał obok, czy widział całą sytuację, ale dosłownie rozpłynął się w powietrzu. Zniknął w ciągu kilku sekund.
Wokoło dosłownie nie było żywej duszy. Zastanawialiśmy się i oglądaliśmy samochód kilka minut, ale niczego nie znaleźliśmy. Uruchomiłem auto i już bez przeszkód, choć lekko zdezorientowani, wróciliśmy do domu.
Przeniesieni w czasie. Relacja z archiwum portalu Infra. Korespondencja nadesłana w kwietniu dwa tysiące dwunastego roku. "Przez przypadek znalazłam na YouTube wypowiedź pana Mariana, która zainspirowała mnie do opowiedzenia pewnej historii, jaka przytrafiła się mnie i moim bliskim. Był rok 1981 lub 82, wczesna jesień. Wybraliśmy się z bratem i rodzicami na grzyby. Mieszkam w Szczecinie i w pobliskim Załomiu mamy swoje miejsca grzybowe. Był piękny słoneczny dzień, pogoda sprzyjała, więc zagłębiliśmy się dalej w las. Doszliśmy do autostrady goleniowskiej. Pogoda nagle załamała się.
Zaczął padać deszcz. Wychodząc na skraj lasu, po prawej stronie widzieliśmy w oddali most. Odczekaliśmy moment ze względu na spory ruch samochodowy, aż nadarzy się okazja i przeszliśmy na drugą stronę. Weszliśmy w rzadki las i...
zamurowało nas. Okazało się, że jesteśmy w punkcie wyjścia. Cofnęło nas. Wróciliśmy do miejsca, w którym przekroczyliśmy autostradę. Pamiętam konsternację rodziców. Oboje należą do osób bardzo opanowanych, ale w tym momencie trudno było im ukryć swoje zdziwienie.
Powiedziałabym nawet strach. Pamiętam, że tata kazał nam zostać razem i poszedł do odległego o około pięćset metrów mostu wiaduktu i wdrapał się na niego po skarpie, aby z góry zobaczyć, gdzie jesteśmy. Z biciem serca czekaliśmy, aż wróci i powie gdzie jesteśmy i którędy wracać do domu. Deszcz padał coraz mocniej. Okazało się, że idziemy dobrze.
Weszliśmy więc ponownie w las.Przekraczając ponownie autostradę, lecz tym razem nic dziwnego się nie wydarzyło. Moi rodzice sceptycznie podchodzą do spraw nadprzyrodzonych i zjawisk paranormalnych. Jednak to zdarzenie wywarło na nich, jak i na mnie i moim bracie ogromne wrażenie. Do dziś wspominamy to z mieszanymi uczuciami i lekkim drżeniem serca. W mojej rodzinie dziwne zjawiska występują, odkąd pamiętam.
Od urodzenia mieszkałem przez trzydzieści parę lat w domu, w którym coś mieszkało. Gdy pisałem o wydarzeniu z mostem, przychodzi mi do głowy jeszcze jedna historia. Pewnego lata, rok 1998 lub 1999, miałem dziwny sen. Widziałem w oddali na pięknej łące kwitnącą jabłoń. Bardzo chciałem podejść bliżej, lecz jak to bywa w snach, bardzo ciężko było mi się poruszać. Kiedy doszłam już do drzewa, okazało się, że ma ono przepiękne, nienaturalne kwiaty. Obudziłam się i przejęta snem pobiegłam do mamy, aby jej go opowiedzieć. I tu zaczyna się najlepsze. Otóż od słowa do słowa. I okazało się, że mama miała tej nocy identyczny sen. Jak to możliwe? Sen nie przedstawiał żadnych konkretnych wydarzeń z naszego życia rodzinnego. Ot, zwykła jabłoń z niezwykłymi kwiatami. Wszystkie detale się zgadzały. Nawet niemożność szybkiego poruszania się i silne słońce były identyczne.
Co oznacza fakt, iż dwie osoby śnią tej samej nocy identyczny sen? Wiem, że więź matki z córką jest sprawą bardzo silną, a ja nie ukrywam, iż mam z mamą wspaniałe relacje. Jednak fakt ten zadziwia nas do dziś. I to tyle, jeśli chodzi o relacje tekstowe przygotowane do dzisiejszego odcinka. Zanim przejdziemy do prezentacji przygotowanych na dziś rozmów, pozwólcie, że przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Dla tych z Państwa, którzy chcieliby podzielić się swoją historią o spotkaniu z nieznanym. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu.
Nasze numery telefonów to stacjonarne 32 746 00 08, 32 746 00 08. Komórkowy 530 624 193, 530 624 193. Skype: radio.paranormalium.pl. Radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu 3608 80 02. 3608 80 02. Czekamy także na Państwa email pod adresem radio@paranormalium.pl.
Radio@paranormalium.pl. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub z zagranicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Kontakty przypomniane. Tak więc zakładamy słuchawki. Bardzo się dzisiaj przydadzą, bowiem rozmowy były nagrywane drogą telefoniczną i zamieniamy się w słuch. W nagraniu, które za chwilę zaprezentuję. Najwięcej miejsca jeden z naszych słuchaczy poświęcił na opisanie dziwnego zdarzenia sprzed lat, związanego z zagubionym czasem. Na początku jednak usłyszymy opisy dwóch innych zdarzeń, które są na tyle krótkie, że uznałem, że nie ma sensu ich wycinać. Zresztą kto wie, może i tu nastąpił jakiegoś rodzaju glitch. Posłuchajmy zatem. Właśnie tak. To ja panu powiem nawet trzy historie. Zacznę od takiej najbardziej lajtowej, że tak powiem, a na końcu zostawię taką najbardziej dziwną, że tak powiem, dobrze? Ok.
Dobrze więc, yy, mam na dzisiaj trzy historie. Zacznę może od takiej najbardziej lajtowej, że tak się wyrażę. Muszę na początku muszę powiedzieć, że mieszkam od osiemnastu lat w Wielkiej Brytanii i, ale pochodzę ze Śląska. Ja mieszkałem w Świętochłowicach, w Chorzowie, w takich miejscach, czyli same centrum Górnego Śląska, prawda? A mówię tak dlatego, że jest to uwz-- szczególnie w trzeciej historii będzie to bardzo, bardzo istotne, że to akurat jest Śląsk.
Dobrze, więc zacznę może od historii numer jeden. Byłem kiedyś mały, jak każdy był oczywiście dzieckiem. Chodziłem do szkoły podstawowej i to właśnie będzie ta historia najbardziej lajtowa. Zawsze rodzice mi mimo że miałem z osiem, dziewięć lat, może mniej trochę. Rodzice zawsze mi mówili, żeby do tej szkoły chodzić pieszo, mimo że dość daleko było nie jeździć tramwajem. Dlatego, że wiadomo tam dzieci mogą wepchnąć pod tramwaj, może się coś stać. I oczywiście nie słuchałem rodziców i jeździłem tym tramwajem. Ale pewnego razu chciałem iść na tramwaj jadąc ze szkoły, wracając ze szkoły i coś mi mówiło, że nie wchodź dzisiaj do tego tramwaju. No i nie weszłem do tego tramwaju. Po czym zobaczyłem, że ten tramwaj jadąc takim nasypem zwyczajnie z tego nasypu się, z nasypu się stoczył.
No i w czasie tego, podczas tego wypadku tam zginęło kilka osób, a no iluś tam było rannych. Nie wiem, czy to przypadek, czy nie. To jest taka lajtowa historia. No ale zdarzyło się, jak się zdarzyło. Nie wiem, ci, co tam mocno wierzą w Boga, może powiedzą, że to jakaś opatrzność, Duch Święty czuwał albo coś takiego. Nie wiem, jak ja to mam nazwać. To jest taka pierwsza historia.
To tak, jakby pan miał jakieś przeczucie tego, co się wydarzy? Tak, przeczucie. Znaczy, nie może nie przeczucie, bo ja nie wiedziałem, co się wydarzy, czy coś się wydarzy i jak to będzie wyglądało. Więc coś mi mówiło- No tak się, tak się. Ja to tak nazywam przeczuciem. Takie uczucie, że, że może się wydarzyć coś, o czym pan w jaki taki racjonalny sposób nie powinien się dowiedzieć, prawda?
No coś w tym stylu. Dobrze, to była historia numer jeden. Ona jest taka dość lajtowa, chociaż podobno Wszystko można racjonalnie wytłumaczyć i ja nie potrafię znaleźć racjonalnego wytłumaczenia dla tej historii. Zresztą jak dla pozostałych również. Historia numer dwa. Jak już byłem dorosły, mieszkałem, byłem w wieku poborowym, jak się to mówi. Wtedy to jeszcze było za komuny. Wiadomo, trzeba było mieć milion zaświadczeń z komendy wojskowej, żeby w ogóle się wydostać.
Lepiej puścili, szczególnie na Zachód, a właśnie do Niemiec Zachodnich się wybierałem i trzeba było oczywiście to było trzymać w tajemnicy, no bo mógł się znaleźć ktoś życzliwy, który powiedział, szepnął słówko, że ktoś gdzieś chce wyjechać, a miałem zamiar wyjechać na stałe. Uciec po prostu z kraju komunistycznego. I mieszkałem w dziesięciopiętrowym budynku w wieżowcu na piętrze nr pięć. Jeśli ktoś mieszkał kiedyś w wieżowcu, przynajmniej na Śląsku, to wie, że wygląda to w ten sposób, że między każdym piętrem są zsypy na śmieci, między pierwszym drugim, drugim i trzecim i tak dalej, i tak dalej. Ja mieszkałem na piątym i oczywiście trzymałem w tajemnicy cały wyjazd przed wszystkimi sąsiadami, znajomymi. Tylko rodzice wiedzieli. I była taka sytuacja, że miałem jechać rano, następnego dnia, a wieczorem jeszcze wychodziłem wyrzucić śmieci do tego zsypu. I przy tym zsypie spotkałem sąsiada, który mieszkał na piętrze szóstym.
Pogadałem z nim tam dzień dobry, co słychać? Taka normalna rozmowa. Wyrzuciłem śmieci, on wyrzucił śmieci. No i rozstaliśmy się. Następnego ranka wyjechałem do tych Niemiec, do obozu takiego dla przesiedleńców we Friedlandzie. Takich obozów było szesnaście w zachodnich Niemczech. Ja wyjechałem do tego obozu. Tam tłukłem się chyba z dwadzieścia godzin. Taksówka taka mnie zawiozła. No nieważne. W każdym bądź razie tam byłem. I następnego dnia rankiem, gdy szedłem na śniadanie na stołówkę, ten sąsiad z tego szóstego piętra wraz z rodziną wchodzi na tą stołówkę. Ten sąsiad z tego szóstego piętra, który mieszkał prawie razem ze mną, przyjechał następnego dnia w te same miejsce z rodziną, mimo że mógł wyjechać do każdego innego ośrodka. Było jeszcze pozostałych piętnastu, piętnaście tych ośrodków i mógł wyjechać w ogóle na inny koniec świata. Czy to przypadek? No można tak powiedzieć przypadek, ale ja nie sądzę chyba prawda?
No różnie to można tłumaczyć. Zbieg okoliczności, przypadek? Może celowe zrządzenie losu? Właśnie. A na pewno on tego nie wiedział, że ja tam jadę. Ja nie wiedziałem, że on tam jedzie. Nie było to możliwe. To taki krótki przykład sąsiada też do tego. To teraz mi się przypomniało. Sąsiad, który mieszka tutaj w Wielkiej Brytanii, właściwie kolega, kolega i jego sąsiad z kolei, który mieszka naprzeciwko niego. A muszę jeszcze dodać, za czym zacznę, że w Wielkiej Brytanii może nie jest jeszcze tak jak w Szwecji, w krajach skandynawskich, że tam się ludzie raczej ciężko zaprzyjaźnić, zakolegować, że tak powiem. Trzeba naprawdę chcieć. Ludzie raczej każdy żyje swoim życiem. W Wielkiej Brytanii jest może bardziej tak rodzinnie, ale też nie jest tak jak w Polsce, że wszyscy się o wszystkim wiedzą, interesują się. W każdym bądź razie ten sąsiad od mojego kolegi, sąsiad, który naprzeciwko mieszka, wyjechał sobie na wakacje. No wiadomo, na wakacje wyjechał, a ten mój kolega następnego dnia też sobie wyjechał na wakacje. Takie miał zaplanowany urlop.
Proszę sobie wyobrazić, że oni kilka dni później się razem spotkali w Australii, w Sydney, na plaży, nie wiedząc o sobie, gdzie który pojedzie. Więc nie wiem, jak to wytłumaczyć. No też można powiedzieć, że przypadek, albo że się jakoś tam w nieświadomy sposób, że tak to ujmę, dogadali.
No, no W tym silnym planie- Poza zmysłowo, telepatycznie chyba było. Żaden z nich świadomie nie wiedział, że jedzie tamten drugi. Jedzie również na wczasy i nie wiedział w ogóle gdzie i w ogóle nie wiedział o planowaniu wczasów przez tego drugiego. Dobra, to by była taka poważna historia. Natomiast teraz będzie historia, która jest najmocniejsza i tutaj bym prosił wszystkich, którzy będą słuchać o skupienie się, bo tu będzie bardzo ważne skupienie się. Mieszkaliśmy z żoną, mieliśmy z żoną w jednym w jednym mieście, w Polsce, na Śląsku.
Kiosk. Właściwie dwa kioski, takie wiadomo, z gazetami, biletami, no z takim wszystkim, jak to wiadomo, z papierosami. I do tego kiosku trzeba było, trzeba było się z nim zjawić przed piątą rano, gdyż o piątej rano przyjeżdżały gazety. Więc ja z miasta. Kiosk był Świętochłowice akurat ja mieszkałem w Chorzowie. W związku z tym trzeba było pójść na tramwaj. Tramwaj miałem o czwartej dwadzieścia rano. No tramwaj jechał około piętnastu, dwudziestu minut. Także, także byłem przed tą piątą w tym kiosku. Przed piątą rano.
Przyjechałem do tego kiosku. Otwarłem go. Siadam, usiadłem do niego. No i czekam, aż ten gość z gazetami przyjedzie. Czyli było tak za piętnaście, za dziesięć piąta. On tam był koło piątej i czekam. Gościa nie ma. Piętnaście po dwadzieścia, po wpół do szóstej gościa nie ma. Naprzeciwko był drugi kiosk. Ja przychodzę do tej kobiety, pytam się Przepraszam, czy pani też gazet nie dostała? A ona mówi on był już dawno. Mówię jak był? Mówię jest przecież piętnaście po piątej. Ona mówi Nie jest piętnaście po szóstej. Może jeszcze z powrotem wrócę do pierwszej myśli. O dwadzieścia po czwartej wyjechałem. Byłem przed piątą. Czekałem do piętnaście po piątej na gościa w kiosku, po czym się okazało, że nie jest piętnaście po piątej, tylko piętnaście po szóstej i ten gościu już był i pojechał, bo ja miałem rzekomo kiosk zamknięty, więc sprawdziłem. Tak, nie było żadnego przesunięcia czasu. Zegarki chodziły dobrze, moje wszędzie. Następnego dnia.Przepytałem ludzi w tramwaju, którzy ze mną mieli zawsze jeżdżą, bo to o tej porze nie jeździ dużo ludzi, bo ich pięciu czy sześciu tych samych, co zwykle.
Wszyscy mnie widzieli, jak byłem o tej porze w tym tramwaju, czyli, czyli przed piątą. Widzieli, jak z tego kiosku, z tego tramwaju wychodziłem. Wychodziłem, po czym wyszłem i nagle stało się godzinę później. Pytanie nie jest też możliwa opcja, że z tego tramwaju, no bo i tak mnie widzieli, ale nie jest możliwa opcja, że z tego tramwaju nie wysiadłem, załóżmy, że pojechałem dalej na pętlę, wróciłem, bo to by trwało ponad dwie godziny, więc też to nie jest możliwe.
Więc gdzieś mi się zniknęła biedna godzina pomiędzy tym, jak wyszłem z tramwaju, no, no, jak wyszedłem z tramwaju i tą szóstą. Nikt nie wie, gdzie byłem i to było dwadzieścia lat temu. Ja do dzisiaj nie wiem, co się stało.
A próbował pan może wypytać jakoś ludzi, czy widzieli tego, tego gościa? Co tam te gazety rozwoził do kiosków? Tak, tak. Znaczy, widzieli. Dowodem jest to, że ta kobieta w kiosku naprzeciwko, ona dostawała gazety, on u niej był i nawet się o mnie pytał czemu ten kiosk jest zamknięty, a czemu ten kiosk jest zamknięty. A ja ten kiosk otwierałem.
Czyli, czyli wychodzi na to, że ja myśląc, że go otwieram przed piątą, otwierałem go przed szóstą, otwierałem go przed szóstą, ale według świadków z tramwaju wysiadałem po czwartej. Więc gdzie się zgubiła godzina między, między tym, kiedy wysiadłem z tramwaju a godziną szóstą? Gdzie się ta godzina zgubiła? Nie potrafię tego do dzisiaj wyjaśnić. Nie wiem, co się stało. Ja się z tego śmieję i mówię, że mnie chyba ufoludki porwały. No a tą godzinę wymazali mi z pamięci i po prostu nie pamiętam.
Nie ma żadnego wytłumaczenia. Żadne racjonalne wytłumaczenie tutaj nie pasuje. Nie da się tego zrobić. Nie wiem, co się stało. No bo raczej mało prawdopodobne, że tramwaj tak długo jechał. Nie, nie, nie, absolutnie nie. To jest wykluczone dlatego, że, że są świadkowie, którzy mnie widzieli i powiedzieli następnego dnia, że-- bo ich pytałem, że wychodziłem o tej porze dokładnie, o której miałem wychodzić, wychodziłem z tego tramwaju. Oni powiedzieli, że wychodziłem z tramwaju za dwadzieścia trzy, za piętnaście piąta. Oni zwykle tak samo ze mną jechali. Gdzie ta godzina była? Nie pojechałem dalej. Jest to niemożliwe. Gdybym nawet-- nie jest też możliwa, bo już myślałem. Nie jest też możliwa sytuacja, że na przykład weszłem do tego kiosku i tam załóżmy, zasnąłem, a kierowca mnie- z gazetami nie widział albo coś. Nie jest to możliwe dlatego, że w kiosku były takie kraty przezroczyste, a nie takie blachy, że tam z tego kiosku wszystko było widać. Poza tym i tak bym nie siedział po ciemku. Światło było zaświecone, byłoby zaświecone, więc ten kierowca mógłby mnie zapukać, obudzić, wejść. Nie jest też to możliwe. Aha, poza tym, poza tym kierowca powiedział, że kiosk był kompletnie zamknięty. Więc gdzie jest ta godzina? Bo nie przypomina sobie pan, żeby coś się działo przed pana dotarciem do kiosku, prawda?
Nie, nie, nie. A to też jest to. To nie ma znaczenia. Raczej dlatego, że. Że skoro ludzie mnie widzieli wysiadającego o tej porze, która miała być koło 21:45 z tramwaju. No to raczej to, co się działo przed wyjściem z tramwaju raczej nie ma specjalnego znaczenia, bo w tym momencie jest dowód, że wychodziłem z tramwaju o tej porze, o której miałem wychodzić zwyczajnie. Problem jest w tym czasie. Co się działo od momentu wyjścia z tramwaju do tej godziny przed szóstą? Powiedzmy.
Nie wiem, nie Jestem w stanie tego wytłumaczyć. Do dzisiaj tego nie wiem. Wszystkie opcje racjonalnego wytłumaczenia typu, że może tramwaj jechał dłużej, że może zajechałem na pętlę, wróciłem z powrotem i w drugą stronę z powrotem i gdzieś się zgubiła ta godzina, też nie jest możliwe, bo właśnie tutaj wychodzi to, że to jest Śląsk i tramwaj jedzie przez pięć, sześć miast i to by trwało zbyt długo. To by potrwało ponad dwie godziny czy dwie i pół, jakby tak się miało. Poza tym ludzie widzieli, że wychodziłem o tej porze, które miałem wychodzić z tramwaju, więc to jeszcze wyklucza. Tutaj jest zbyt dużo dowodów na to, że na to, że o właściwie porze byłem normalnie na miejscu, gdzie miałem być. Niezbitych dowodów także. Gdzie ta godzina? Nie wiadomo.
I to tyle, jeśli chodzi o relacje przekazane przez tego słuchacza. Teraz będzie coś z podobnej kategorii, z tym, że tutaj można odnieść wrażenie, że czas tak jakby uległ rozciągnięciu. Oczywiście zarówno ja, jak i mój następny rozmówca jesteśmy otwarci na wszelkie możliwe racjonalne wytłumaczenia. Zresztą w trakcie rozmowy sami próbowaliśmy takowe znaleźć, bo być może po prostu nastąpiło coś, co zaburzyło postrzeganie czasu u kilku osób biorących udział w tym zdarzeniu. Rzecz cała wydarzyła się w Częstochowie w połowie lat dziewięćdziesiątych. I mimo że Częstochowa jest nazywana świętym miastem, to jednak świętego spokoju ta sprawa naszemu słuchaczowi do dziś dać nie chce.
Chciałbym się podzielić, bo naprawdę nie daje mi to tak zwanego świętego spokoju. Pomimo tego, że pochodzę z Częstochowy. Od czego to zaczęli? Od początku, czyli Częstochowa, Będzin, bo podejrzewam, że to ten stały numer. To macie gdzieś tam okolicach Katowice, to stamtąd pochodzicie. Czyli wasza- W Katowicach na Przedmieściu jestem teraz. No mogłem się domyślić, bo pamietam numery. No proszę Pana, tak. Będąc w okolicy podajże dwudziestu czterech, dwudziestu pięciu lat, właściwie bardziej w okolicach dwudziestu czterech, może dwadzieścia trzy, dwadzieścia cztery, czyli to mógł być rok tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty czwarty lub chociaż to tutaj bardziej bym zostawał przy tym dziewięćdziesiątym czwartym roku.
Umówiliśmy się z kolegami w sobotę, że w niedzielę wybieraliśmy się do Będzina. Ja pracowałem na tą chwilę w salonie samochodowym, także nie byłem jakąś biedną osobą. Nie byłem osobą intoksykującą się, także w pełni trzeźwy umówiliśmy się w sobotę, że w niedzielę jak to się mówi się, zbieramy, idziemy na pociąg i jedziemy do tego Będzina.Kolega do mnie przyszedł. No to ja już byłem praktycznie przygotowany. Weszliśmy dwa piętra wyżej po następnego kolegę. Kolega dopiero się obudził. No to my mówimy tak-- od razu stwierdziliśmy to nie czekamy.
Dobra, to dojedziesz sobie następnym pociągiem. I już nie czekaliśmy na windy, tylko jak to si- puściliśmy się biegiem po schodach. I później taka stara tradycja nakazywała nam, żeby biec, bo była kładka nad trasą szybkiego ruchu. Tak, mieliśmy to we krwi. Powiem tak, że po prostu puściliśmy się biegiem, żeby zobaczyć, przebiegając kładkę, czy czasami autobus nie podjeżdża. No, chcieliśmy skorzystać z podwózki, bo raptem to jest-- ja sobie sprawdziłem na Google Maps, tak żeby nie być takim gołosłownym znowu, że to jest dwa kilometry, chyba pięćset metrów. Przystanek pomiędzy dzielnicą Błeszno a dworcem PKP Raków. Także dobiegliśmy, że tak powiem, zobaczyliśmy samochód, no to przyspieszyliśmy. No z doświadczenia wiemy, jak się do, powiedzmy, do centrum, do szkoły dojeżdżało, to w której wysokości mogłem być, że tak powiem, biegł, żeby zdążyć na autobus. To była niedziela rano, czyli tak, ruchy na tej tak zwanej teraz obecnie chyba jedynce. Kiedyś to było Gierkówka tak zwana, czyli ta od Katowic, powiedzmy do, do Warszawy, chyba. Przynajmniej do Łodzi. W każdym razie, jak dobiegliśmy, do-- zdążyliśmy tam autobus. On dosyć szybko jechał, bo to tylko skorzystaliśmy z dwóch przystanków, gdzieś odmieszczonych, znaczy, rozmieszczonych pomiędzy sobą jakieś po pięćset metrów.
Znowu też w oknie byliśmy. Zobaczyliśmy, że tramwaj podjeżdża, także będzie jeszcze szybciej. Dobiegliśmy do tego tramwaju, zjechać znowu dwa przystanki i to wprost w tej linii. Zero zakrętów. I znowu biegiem. Biegiem na ten dworzec.
Biegliśmy-- ja poprosiłem od razu dwa bilety. No, żeby było szybciej. Przebiegliśmy jakoś się mi z tego dworca już nie przechodziliśmy, jakoś tam do przejścia, żeby na peron właściwie wejść, tylko na wskróty poprzez tory. Akurat pociąg podjechał i wpadliśmy do tego pociągu. Łapiemy oddech, drzwi się otwierają i wchodzi ten kolega, u którego byliśmy. Taki zupełnie świeży w ogóle.
Pytam się, czy ktoś go podwiózł? A on mówili, że nie, absolutnie. Mówi, że się umył, zjadł, ubrał się i po prostu spacerkiem sobie poszedł tą, tą samą drogę. Także to jest naprawdę dla mnie takie ciekawe i zastanawiające, bo do tej pory nikt nie potrafi tego mi wyjaśnić, jak to się mogło stać.
Jeżeli dobrze rozumiem, tutaj jakby troszkę czasu zaginęło, tak? No właśnie, takie zakrzywienie czasoprzestrzenne nastąpiło. No on-- my biegliśmy cały czas. Autobus, a on sobie-- oczywiście da się tą samą trasę przejść na piechotkę. Praktycznie jest ta sama odległość. Nie ma tam jakichś skrótów.
Da się coś ominąć. My skorzystaliśmy z transportu publicznego. Mówię nabiegaliśmy się i cały czas to było-- w ostatniej chwili łapaliśmy autobus. W ostatniej chwili złapaliśmy tramwaj. Nie było żadnych przystanków pomiędzy, że tak powiem. I biegamy, kupujemy bilet, przebiegamy, żeby jeszcze, jak to się mówi, z czasu skorzystać. Od razu podjeżdża pociąg, wsiadamy do niego, a ten kolega wychodzi. No, no mówię jeszcze, jeszcze łapaliśmy oddech, że tak powiem, nie? Może kolega się spóźnił? No ale jak mógł się spóźnić? Nie, on się, on się mógł spóźnić jedynie ze, ze wstawaniem, dlatego, że jak my przyszliśmy, no to on dopiero praktycznie wstał. Ale no jak później... Nie no, no my siedzieliśmy i później zaczęli-- my się po prostu zaczęliśmy śmiać i w żartach próbowaliśmy sobie to wytłumaczyć, a na pewno go ktoś podwiózł. Nie? Ale tak, później on mówi, że on naprawdę taką wiaro-wiaro-- nie jest wiarołomcą, że tak powiem, czyli taka osoba szczera i prawdomówna, także... I on w ogóle nie był zmęczony jeszcze, jak mógł bilet kupić. Skoro my wybiegliśmy z kasy, przeskoczyliśmy przez tory. Pociąg podjeżdża. No mówię, to chodzi- błąd w Matrixie lub zakrzywienie czasoprzestrzenne. To są takie.
No i tak nie, nie-- nikt nie potrafi wytłumaczyć mi tego. Nawet nie chcę się czasami dzielić tą sytuacją, bo... No nie wiem, no ktoś mnie może wyśmiać. I pomyślałem sobie, bo zacząłem was oglądać i słuchać. No i takie dziwne rzeczy się dzieją. No to chciałbym się tym podzielić i może państwo skorzystacie z mojej opowieści. No panowie, zarówno wy, jak i kolega jakoś kontrolowaliście czas, prawda?
Ten, z którym ja biegłem, tak. Ile to mogło trwać, mniej więcej? Według was? To jest odcinek z dokładnego adresu. Czyli to ja mogę panu podać adres? Może pan sobie sprawdzić na Google Maps. Dokładnie. Budynek, z którego wybiegliśmy. Mówię, już biegliśmy od niego, od domu, czyli biegli, zabiegaliśmy po piętrach, żeby było szybciej, bo mieliśmy akurat windę tylko towarową, która bardzo wolno się poruszała. Od razu biegliśmy na przystanek. To ta sama droga, że tak powiem, którą ten kolega niby wybrał, że, że on po prostu sobie poszedł, nie?
Ja próbowałem z żoną rozmawiać i powiedziałem, a ona mówi: "to on widocznie miał spokój umysłu po prostu" i dzięki spokojowi umysłu tak powiedział, że spokojnie ja zdążę i sobie doszedł. I rzeczywiście, no my jeszcze łapaliśmy oddech już w pociągu siedzimy w tym, w tych jednostkach, to się nazywały w tych pociągach. Łapaliśmy oddech, a-On wszedł w ogóle, jakby nie był w ogóle zmęczony, po prostu taki świeżutki i tak dalej.
A braliście może pod uwagę, że ktoś rzeczywiście go podwiózł, tylko kolega jakby- Nie, nie, nie, nie, nie, nie. To nie jest tego typu typu osoba, bo to mówię tu tyle lat, za każdym razem- -nie zdolny do robienia sobie takich jaj, prawda?
Tak, tak jest poważny. Mieszka w tej chwili w Anglii. Ja no, no wszystkich, no nie wiem, nawet innych. Ja go znam, no wychowaliśmy się razem, że tak powiem. Jest o rok młodszy ode mnie, wiem, na co byłoby go stać, ale nigdy nic takiego by nie zrobił. Ale tak prawdę powiedziawszy, skoro my biegliśmy i mieliśmy podwózkę w postaci komunikacji miejskiej, czyli autobus, ale to mówię, wbiegliśmy, drzwi się zamknęły, autobus jechał, jeden przystanek pomiędzy, na drugim wysiedliśmy, dobiegliśmy od razu do tramwaju, jeden przystanek, na drugim wysiedliśmy, biegliśmy na peron. Także nawet, gdyby go ktoś podwiózł, ale on mówi, że on, on zjadł, on się umył, on się ubrał, no i sobie doszedł na dworzec. Jeszcze bilet kupił, no.
Próbuje coś jeszcze tutaj, jakby odsiać wszystkie możliwe racjonalne wytłumaczenia, bo mog-- może było tak, że po prostu wam się-- wy się spieszyliście, byliście zziajani, prawda, zdyszani. Wam się może wydawało, że to trwało długo, a to może rzeczywiście trwało dosyć krótko. Może na tej zasadzie.
Przynajmniej w naszym przypadku, to naprawdę trwało krótko. Tak jak panu próbowałem wytłumaczyć, że od momentu, kiedy drzwi się za nami zamknęły, wyszliśmy od niego do domu, to cały czas poruszaliśmy. Wie pan co? Poruszaliśmy się biegiem, bo muszę przypomnieć, że to jest-- jadąc do Katowic, to jest pierwsza, pierwsza praktycznie dzielnica można tak powiedzieć. Także do centrum jeszcze zostaje tam bodajże pięć kilometrów. Nie miałoby się z celem, żebyśmy jechali do centrum, skoro po drodze mamy dworzec Raków i pociąg jedzie od strony Częstochowy Głównej w kierunku właśnie Katowic, czyli do Mendina. Także wybraliśmy tą naj, najbardziej opcjonalną drogę i jeszcze do tego dochodzi to, że jeździliśmy tam przez przynajmniej, tak jak w moim przypadku przez pięć lat szkoły średniej, dojeżdżając do... Także wybierając te opcje opcjonalnie najszybsze, bym tak powiedział także raczej no nam się wydawało naprawdę, że to jest szybko, bo cały czas biegaliśmy. To nie był spacerek sobie, coś tam rozmawiamy po drodze, tylko po prostu biegliśmy. Jeszcze mówię, siedzieliśmy siedząc w pociągu, łapaliśmy oddech, żeby uspokoić. No ja byłem sportowcem wyczynowym, także to nie było coś dla mnie nowego, jakiś wysiłek siłowy, ale dlatego zadzwoniłem, chciałem się podzielić. Być może no, nie wiem, istnieją takie możliwości sprawdzenia tego jak lub wytłumaczenia tego, jak to się mogło stać. No to rzeczywiście chyba odsialiśmy, że tak, że tak to ujmę wszystkie możliwe racjonalne wytłumaczenia także. Także myślę, że dobrze zrobię, jeżeli zapis, zapis tej rozmowy udostępnię tutaj badaczom, kierunkom współpracującym z Radiem Paranormalium. Może oni będą mieli jakiś pomysł, jak, jakby to jeszcze można było wytłumaczyć, bo to nie pierwszy taki przypadek z zaginionym czasem.
To znaczy w tym przypadku mojej-- mnie i mojego kolegi to mieliśmy bardzo napięty czas. Natomiast kolega bardzo spokojnie do tego podchodził, że tak powiem wręcz. Tak jak wspominałem wcześniej, że moja narzeczona powiedziała, że zakrzywiliśmy tą krzywą czasoprzestrzenną, bo my byliśmy niespokojni, że może zdążymy, może zdążymy, może-- na pewno zdążymy. I biegliśmy cały czas pełni nakręcenia, że tak powiem. Natomiast on, jak to się mówi, podszedł do tego ze spokojem umysłu.
Ja coś panu powiem teraz. To jest taka wlaźnie, kiedy mam spokój umysłu. Zdarza mi się często ostatnio, ostatnimi czasy jeździć do szpitala. Jadąc, no zdarzają się kontrole i to dosyć często, ale w tym momencie miałem bilet. To znaczy zawsze z biletem. No, czasami mi się zdarza, że jadę bez, ale wszedłem, jak to się mówi, do tramwaju i wiem, że mam bilet. Jestem taki spokojny i konduktorzy przeszli, sprawdzając wszystkim bilety, a mnie jak gdyby nie widzieli. Po prostu ominęli mnie. I to właśnie takie zakrzywienie. Także to, to było wytłumaczenie mojej żony, że po prostu zakrzywiłem, że spokojem, po prostu tak, jak on by sobie powiedział spokojnie, ja zdążę, ja mam czas i tak dalej, nie?
No, to mi przychodzi na myśl historie, które czasami słyszę, że jak ktoś bardzo się boi, że go kanar przyłapie bez biletu, to akurat jego kanar przyłapie, tak? Ktoś jest pewny- No właśnie- -że nie będzie takich problemów- -nie widziałem. No dokładnie. Powiem tak, jak to się mówi, bo, no nie wiem, czy jeszcze ma pan jakieś ewentualnie pytania, bo w każdym bądź razie nie wiem, czy nie przeszkadzam, nie chciałbym zawracać głowy. Jestem niezmiernie naprawdę zobowiązany i wdzięczny za to, że pan czy państwo zadzwoniliście do mnie i mam nadzieję, że ta nasza rozmowa ukaże się i że być może, jeżeli powiedzmy pana koledzy, o których pan wspominał, będą w stanie wytłumaczyć, być może komuś coś takiego się również przydarzyło i być może ktoś ma jakieś wytłumaczenie. No wie pan- Patrząc czasem na komentarze pod audycjami, no różne takie dziwne przypadki chodzą po ludziach, prawda?
Tak. No fajny przykład był. Wie pan co? Oglądałem taki serial wczoraj i zacząłem oglądać od razu osiem odcinków. Od razu pochłonąłem jakoś, dlatego, że to jest właśnie taki odzwierciedlający to, co się mówi. Czyli na przykład, O! O, trzynaste piętro. Tak, czasami, powiedzmy, z osobami, z którymi rozmawiam-No nie da się, że tak powiem inaczej, no wytłumaczyć komuś, że właśnie ten świat to jest iluzja, że tak naprawdę postrzegamy dwa procent białego światła od światła słonecznego. Cały czas równocześnie do naszego życia może istnieć wokół nas w innych wymiarach powiedzmy życie. No, mówimy na przykład teraz o duchach, nie?
Mówi się, że, że duchy są-- zmarli bytują obok nas, tylko my ich nie widzimy ze względu na różnice tam w wibracjach czy tego typu rzeczach. No i dlaczego osoby na przykład, które opanowały tak zwane OB, czyli wychodzenie z ciała, one postrzegają to. Także no, nie chciałbym się rozwijać, ja słyszałem taką rozmowę i troszeczkę byłem znudzony. Jak od jednego tematu przeszliśmy do drugiego tematu i okazuje się-- ja miałem też, w sumie to od dzieciństwa mam takie dziwne sny. Sny, w których po prostu przenoszę się do innej rzeczywistości i za każdym razem, kiedy się przenoszę, bo to nie jest, że dzień z dnia na dzień, po prostu tam się przenoszę. Ale jeżeli się przenoszę, widzę, jak się coś rozbudowuje, jak się zmieniają ulice, jak ludzie się zmieniają.
I powiem panu, że, że to jest takie no, to jest miłe, powiedzmy życie w tamtym świecie. Jest też Oslo, gdzie mieszkam, ale jest również i Częstochowa, tylko Częstochowa tutaj, gdzie się zaczyna tak zwana Jura Krakowsko-Częstochowska, gdzie są te zamki już troszeczkę inaczej wygląda. I to, to-- naprawdę, ja tam z dziką rozkoszą, że tak powiem, wracam z chęcią. Ale też jestem świadomy tego, że to jest tylko sen, bo potrafię na przykład powiedzieć sobie Dobra, to jest ten, coś muszę sprawdzić. Czyli się wybudzam, zamykam oczy i znowu wracam do tego snu.
Mówię, już jestem z powrotem. A gdzie ty byłeś? A ja byłem w innej rzeczywistości, równoległej. Czyli jest pan jakby zaznajomiony z tymi tematami różnymi typu O B L D i tak dalej. No z tematami UFO, bo bodajże no ja urodziłem się w sześćdziesiątym dziewiątym roczniku.
Zawsze żartuję z tego, że to jest najpiękniejszy rocznik. W każdym razie w wieku bodajże trzynastu lub czternastu lat, ale bardziej tak bym się skłaniał ku trzynastemu roku życia mojego w bibliotece dotarłem do książek pana Moskowicza, pana Lucjanowicza, do Denikena, także ja już cały czas sobie zadawałem pytanie, co, jak i gdzie? A później, powiedzmy troszeczkę w stronę duchowości poszedłem, która nie, nic nie ma, nic nie zaprzecza, że tak powiem temu, że równocześnie coś takiego mogło istnieć, ale dawało mi jakąś tam logiczną odpowiedź. Na przykład dlaczego złe rzeczy dzieją się małym dzieciom i tak dalej, czyli powiedzmy prawo karmy.
I to było dla mnie takim logicznym wytłumaczeniem. Także ja tutaj nie ukrywam się, bo już jestem przyzwyczajony do właśnie do rzeczy typu, że o jakieś bzdury wygaduje i tak dalej. Nie, już się nie przejmuję tym, co ludzie mówią, bo ja jestem zajęty, jak to się mówi, swoim życiem. I wie pan co? W ubiegłym roku moja mama opuściła ciało. Ja to tak nazywam, nie to, że zmarła, nie, bo ona żyje, tylko po prostu zostawiła to ciało, przeniosła się gdzieś do lepszego świata. I nie mam żadnych historii pod tytułem to znaczy ona mi się przyśniła i siedzieliśmy tak zaraz na następny dzień bodajże. Ja mówię tu wiesz, że ty zmarłaś, nie? Ona mówi no wiem. No mówię tylko nie idź w kierunku światła. Tak żartowaliśmy sobie, nie?
No to- To takie teksy za Shreka, prawda? No dokładnie. No ja mówię tylko, bo generalnie się słyszy o tych tak zwanych oszustach, o tych kontraktach, którzy, jak to się mówi, obiecują złote góry i znowu trzeba będzie się, jak to się mówi-- będzie narodzić się trzeba. A ja chciałem jej oszczędzić, jak to się mówi, tego. Bo w sumie to życie nasze to jest tylko tak no raz, raz, raz, raz pyk i trzeba zostawić to ciało. Generalnie właśnie tak, jak to ten film Trzynaste piętro, czyli do jakiejś gry byśmy weszli i żeby, żeby nie musiała się naradzać, żeby już, jak to się mówi, wróciła do źródła tego i chciałem, jak to się mówi, zaoszczędzić, dlatego tak żartowaliśmy.
Ona mówi wiem, wiem, wiem, nie? No to dobrze. No to można powiedzieć, nawiązując do gier, że jak ktoś, jak ktoś nie umarł, tylko że mu się avatar popsuł. No dokładnie, dokładnie. To jest naprawdę sto procent trafienie. To jeszcze powiedzmy tak w telegraficznym skrócie tylko opowiem o jednej sytuacji, bo tak porównując, powiedzmy no, mieszkam w Oslo, ale mieszkam na obrzeżu Oslo, ale cały czas jest to Oslo. Tutaj komunikacja jest naprawdę super rozwinięta.
No i mam akurat apartament kupiłem, gdzie mieszkamy, że tak powiem, no prawie w lesie, można tak powiedzieć. To jest sto osiemdziesiąt dziewięć metrów nad poziomem morza. Widzę fiordy od siebie z okna i mam taki tak zwany taras i czasami sobie wychodziliśmy tak wieczorową porą, bo te białe noce to już musiało być później niż białe noce. I siedzimy z narzeczoną, która jest tak raczej sceptyczna I sceptycznie powiedzmy do spraw UFO podchodzi i tak dalej, nie? I nagle mówię spójrz, nie? Pokazuje palcem.
No widzisz, zobacz- I coś leciało. No byłem w lotnictwie, także wiem, jak na przykład samolot czy tam, powiedzmy śmigłowiec wygląda. Coś leciało pionowo w dół, nagle pod kątem czterdziestu pięciu stopni skręciło i takim łagodnym łukiem zawróciło też pod kątem wyższy kąt, że tak powiem, i wystrzeliło w górę. I ona mówi Wow! A co to było? Ja mówię na pewno nie samoodnieś migłowiec, nie kometa, nie. Ani nie dron, ani nie satelita.
No nie, nie, nie. To mówię, byłem w lotnictwie, także ja wiem, jak pewne rzeczy wyglądają. No, człowiek sobie przeliczał, że tak powiem, prędkość, że tak powiem, wysokość mniej więcej określał. No, taka klasyczna obserwacja tańczącego światła na niebie.
To nie było światło, to musiał być jakiś obiekt, naprawdę. Bo mówię- No tak- Przynajmniej tak. Jeżeli te trzy ruchy wykonał, to było jeszcze powiedzmy... Ale jak można z taką prędkością skręcić, powiedzmy pod kątem czterdziestu pięciu stopni, a później takim delikatnym łukiem zawinięcie i zmienienie prędkości przynajmniej na trzy, cztery razy szybszą. I w przeciwnym kierunku, czyli w kierunku, z którego przyleciał. No, ale to mówię, to mniejsza o to. I to tyle, jeśli chodzi o relację naszego słuchacza z Częstochowy. Jak Państwo słyszeliście, w trakcie rozmowy nie tylko próbowaliśmy znaleźć jakieś racjonalne wytłumaczenie dla opisanego przezeń zdarzenia, ale też dzieliliśmy się swoimi spostrzeżeniami i wymienialiśmy uwagami na temat prawdziwej natury naszej rzeczywistości. W zapisach rozmów często pozostawiam te części z uwagami i spostrzeżeniami, bo może zainspirują one kogoś z Państwa do własnych przemyśleń.
Pozwolę sobie w tym miejscu przypomnieć, że możecie dyskutować nie tylko w komentarzach na YouTube, ale też na Forum Radia Paranormalium pod adresem forum.paranormalium.pl, forum.paranormalium.pl. Nasze forum wolne jest od cenzorskich algorytmów i jedyne co tam obowiązuje to regulamin forum i netykieta. A na koniec audycji zostawiłem przypadek, który mnie osobiście wydaje się najbardziej, rzekłbym, uderzający ze wszystkich przygotowanych na dziś relacji. Wyobraźcie sobie bowiem taką sytuację: prowadzisz samochód, jedziesz dobrze znaną sobie trasą, a tu nagle mrugasz okiem i zdajesz sobie sprawę, że znalazłeś się w zupełnie innym miejscu. A jakby tego było mało, jakaś tajemnicza siła przeniosła cię kilka kilometrów dalej. Po drodze żadnej kolizji, nie uwiecznił cię też żaden fotoradar. Po prostu znalazłeś się w miejscu, którego nie znasz. Myślisz sobie: "Co jest grane?" Taką sytuację miał jakiś czas temu jeden z naszych słuchaczy mieszkających w Niemczech.
Oddajemy mu zatem głos. To było 18 marca, w niedzielę to było dokładnie. To była taka, z takiej, wracałem, taka noc kabaretowa to było to w Niemczech się, y no, no w Zachodniej Westfalii dokładnie. I to był-- wracałem autostradą numer trzy dokładnie. I to był zjazd na Ratingen, dokładnie to było w mieście Ratingen. Ja tą drogę bardzo dobrze znam, bo ja tą drogą bardzo często jeździłem, bo to dwudziesta druga, dwudziesta trzecia, trzydzieści, trzydzieści cztery dokładnie, z tego, co pamiętam. Ja bardzo często jeżdżę tą drogą, także tam nie ma mowy o pomyłce, że tam mogłem gdzieś skręcić, zapomnieć czy coś. A dodatkowo mam zawsze mapę jeszcze włączoną, że jakby gdzieś było coś zamknięte to, to ja tamtędy wracam. To był zjazd z autostrady A3 na autostradę A44 i tam się zjeżdża. Droga w lewo, są światła. No i tam taka jest potem cały czas prosta droga. Ja sobie tam miałem-- sam jechałem, wtedy wracałem wieczorem, jeszcze chwilę prędzej rozmawiałem przez telefon, ale potem w tym momencie, co to się stało, to już nie rozmawiałem. To juz juz jechałem całkiem sam, także byłem pełnie skoncentrowany na drodze. No i jadę. Ja mijam tam światła i tam jest taka prosta droga, oświetlona, prosta droga.
Przejechałem ten wiadukt, przejechałem przez światła i nagle się cały, wszystko się zmieniło. Wszystko się takie szare zrobiło. Nagle ta droga jest pusta, tam nie ma żadnych drzew za bardzo, tam po prostu jest jakieś pole z boku, troszkę dalej jest jazda na inną autostradę. I nagle patrzę, mówię: "Gdzie ja w ogóle jestem?" To w ogóle, no nie rozpoznałem tej drogi, w ogóle nie wiedziałem, gdzie jestem. I patrzę, patrzę szybko na mapę, mówię: "Co tu się na tej mapie stało?". Ja miałem być w domu około dwudziestej trzeciej trzydzieści siedem bodajże czy troszkę później. I nagle mi się dwadzieścia minut później, no, nagle dwadzieścia minut gdzieś umknęło i ciągle mapa zaczęła, zaczęła pokazać, żeby zawrócić, zawrócić. Mówię: "O kurczę, gdzieś się chyba zagapiłem". No, ale n-nagłe zawracam już koło takich budynków, gdzieś dojechałem. Nie znam w ogóle tych budynków, nie wiem, gdzie to jest. No i zawracam. I tak myślę: "Kurczę, no jakby, jakby to od razu się stało". No to to jest kwestia tam dwustu, trzystu metrów, żeby się tak zagapił. A mi się tam pokazało, że czternaście kilometrów musiałem nadrobić. Czternaście kilometrów dalej byłem. Także to jest niemożliwe, żeby człowiek się tak zamyślił, bo to jednak miałem jeszcze wiele świateł, wiele, wiele różnych takich skrzyżowań, jakieś rondo powoli jeszcze po drodze minąłem. To jest niemożliwe, żeby się człowiek tak zagapił, żeby tyle, tyle, tyle przegapić, tyle różnych właśnie...
Dobrze, że miałem tą nawigację właśnie włączoną, bo bym totalnie nie wiedział, gdzie ja jestem. Czternaście kilometrów. I okazało się, że byłem po przeciwnej- Tak, tak, czternaście kilometrów dalej. Tak, tak, czternaście kilometrów mi pokazała nawigacja, że musiałem się wrócić. Znaczy łącznie, czyli siedem w tą stronę i siedem z powrotem, czyli siedem kilometrów z tej autostrady. Po prostu miałem w lewo skręcić, a się znalazłem po prawej stronie, czyli całkiem gdzie indziej i w ogóle no nie pamiętam nic z tego. Nie pamiętam, żebym gdzieś coś, żebym gdzieś widział czy tak dalej. Ja się zatrzymałem na sekundę. Ja zadzwoniłem już do mojej kobiety i mówię: "Kurde, słuchaj, takie coś jest cały czas niemożliwe". No mówię jak ono mówi: "No ale to może się zagapić". Ja mówię: "Tak, no można się zagapić, ale jak się człowiek zagapięto, jest kwestia tam dojechania, nie wiem, no paruset metrów oczywiście, no bo, no bo to już człowiekowi coś nie pasuje, tym bardziej że tą drogę się zna". A siedem kilometrów po prostu dalej zajechałem, znaczy zajechałem, się, znalazłem siedem kilometrów w drugą, totalnie przeciwną stronę, siedem kilometrów dalej. I że z tym, co musiałem nadrobić, to do czternaście kilometrów doszło do tego punktu docelowego, czyli do domu. Jak, jak powinno być. I no i tak się cały czas zastanawiałem, mówię: "No jak to jest możliwe?". No żeby człowiek czy coś? No ale, no wiadomo, to już jest wieczór, też sobie tłumaczyłem.Człowiek nie był pod wpływem niczego, bo wiadomo, auto prowadziło człowiek, nic nie pił, nic. Nie był zmęczony nawet, bo była taka fajna noc. Taka dosyć pozytywna.
No chciałem właśnie zapytać o to, czy był pan w miarę wypoczęty w momencie, kiedy się to stało? Wie pan co, byłem bardzo byłem tak, bo tu polskie kabarety przyjechały grać. Także my mieliśmy tam naprawdę bardzo dużo śmiechu, pozytywnej energii. Naprawdę ja wracałem to byłem tak, tak, tak, tak naładowany, tak fajnie, że po prostu mówię wrócę do domu, to jeszcze chciałem zadzwonić tam, opowiedzieć znajomym. To mam takie co nie też długo, długo siedząc na czczo, że tak powiem. Także tak się chciałem jeszcze opowiedzieć, dojechać na spokojnie, opowiedzieć to. No ale ja już potem, po tej, po tej, po tej całej sytuacji ja byłem już tak rozbity. Ja mówię no kurcze, nie dawało mi to w ogóle, nie mogłem spać tej nocy po tym wszystkim, byłem taki trochę rozkojarzony.
Już później taki dekoncentrowany, no bo mówię, jak to jest możliwe, żeby aż tak daleko się znaleźć? No, no bo zdarzy się człowiekowi, że tu się zamyśli, nie skręci w tym kierunku, ale to nie była już taka autostrada, tylko to już były, Ja już jechałem takimi dróżkami pomiędzy, między domami. Znaczy się znalazłem, bo jak wracałem, no to mówię kilka świateł, minąłem skrzyżowań kilka, chyba jedno takie duże rondo to jest niemożliwe, żeby człowiek nagle wiedział. Wraca do domu i nagle mija takie rzeczy i nie zauważył, że źle jedzie. Tak? No tak, że byłem. Nie byłem w ogóle zmęczony, wręcz przeciwnie, byłem taki dobrze dobrej myśli, dobrej energii miałem bardzo dużo w sobie.
Chciałem to opowiedzieć znajomym, tak jak mówię. A skończyło się właśnie tak, że no, że po prostu nie wiedziałem co, gdzie ja mówię. Zadzwoń do mojej kobiety. No troszkę na początku nie wiedziała, jak to odebrać. Tu się troszkę na początku się śmiała, później mówi no kurczę, no rzeczywiście, no nie, nie da się tak po prostu aż tak daleko zajechać, żeby tego nie pamiętać. Na drugi dzień byłem kamerę w aucie, całkiem tego dnia zapomniałem, ale tak chyba na drugi dzień chciałem sprawdzić i nie ma. Ucięte jest tego już od tego dnia jeszcze powinno być, bo poziom pełności karty to takoś bez tego dnia jeszcze powinno być nagrane, aby żadnego nagrania z tego dnia w ogóle nie mialem. Tak jakby ktoś mi wykasował cały ten dzień. Ja mówię no kurcze, może już tam miejsca zabrakło na tej kamerze, ale potem jak tak patrzę, bo tak czasami kontroluję, no to tam mam cztery, pięć dni do tyłu. To jest tyle, co nagrywa ta kamera przy takiej jeździe i tam już nie było od tego dnia, tylko od następnego dnia miałem kolejne nagrania, ale od tego dnia nie było już kompletnie nic. Mówię kurczę, no pech to pewno, ale to sobie tłumaczę w ten sposób, że po prostu no nie wiem, ta karta pamięci już nie dała rady.
No chociaż teoretycznie powinno jeszcze być, powinno być, ale w praktyce już mnie to dziwi, że nie było nic, żadnego nagrania, a tam są podwójnie się nagrywa, bo i przód i tył. Nie było ani tego, ani tego. No i to jest właśnie to. To już mnie totalnie zdekoncentrowało. Ja mówię no już nie wiem, nie wiem, nie wiem, jak to po prostu sobie tłumaczyć. A pan sprawdzał może jakąś historię lokalizacji w smartfonie czy w nawigacji?
Nie wiem jak to w nawigacji samochodowej, bo nie jeżdżę samochodem. Nawet prawa jazdy nie posiadam, ale może w smartfonie coś zapisałem? Ja używam nawigacji z tego z telefonu. Ten GoogleMap ja tej nawigacji na tej sobie jeżdżę. Tak, tak. A no gdzieś tam pokazuje gdzie tam się znalazłem. No ale to, to ja już tam dojechałem po prostu do tego punktu. Ja potem patrzyłem gdzie ja w ogóle byłem, bo jak ja wracałem to ta cała droga była zapisana gdzie. No i tak sobie tak patrzałem, no, no kurczę, no nie ma, nie ma możliwości. No nie wiem, no człowiek by musiał być naprawdę pod wpływem chyba jakichś środków czy czegoś, żeby, żeby aż tak nie pamiętać. No siedem, siedem kilometrów jadąc drogą taką miejską, no to, to jest, to jest duży kawałek tam na autostradzie, to wiadomo, człowiek może przejechać zaspany, być i jedzie się cały czas prosto, a tu jednak nie. Tu trzeba jednak troszkę skręcić, zwolnić. Tu jak są światła, to się zatrzymać. Oczywiście w ogóle, w ogóle tego nie mam w głowie, tylko jak wracałem.
Ale w tamtą stronę nie ma kompletnie nic. Tak po prostu wycięte wszystko. Nie wiem, nie wiem, nie wiem jak sobie to tłumaczyć. Nie wiem jak to się stało. Do dzisiaj jest to dla mnie dziwne. Tak właśnie. No tutaj próbowałem z kimś porozmawiać na ten temat. No ale to wie pan, jak ludzie reagują, jak oni się tam zaśmieją, oni tam jeszcze mają swoje. No ale ja bardzo często słucham właśnie Radia Paranormalnie. Sobie czytam w prasie czy gdzieś. Bardzo często jestem stałym takim słuchaczem i mówię no kurczę, pierwszy raz, pierwszy raz w sumie się odezwałem do państwa, ale chyba jedynie mogę, mogę dostać albo przynajmniej jakąś, jakąś logiczną odpowiedź na to, bo nie wiem, nie wiem, naprawdę nie mam pojęcia jak to, jak to, jak to, jak to sobie tłumaczyć to wszystko, co tam było.
Ciężko mi tu jakieś logiczne wytłumaczenie dla tego znaleźć, bo to tak wygląda, jakby panu albo coś wycięło pamięć przez te kilkadziesiąt minut, albo jakby pana przerzuciło w przestrzeni coś tego typu. Dokładnie.
I wie pan co? To są takie-- to jest właśnie przez jedne skrzyżowanie i to jest taki wiadukt? Jak się zjeżdża z autostrady i jest od razu zakręt w lewo, tam trzeba zwolnić i przez te światła się przejeżdża i tam jest taka prosta, oświetlona droga zawsze. Ja przejechałem dokładnie przez te światła, przejechałem.
Nagle się takie-- wjeżdżałem w tą drogę i się tak zrobiło szaro. No i ja patrzę, gdzie ja jestem i w tym momencie na tym, w tym właśnie punkcie mnie tak jakby odcięło, że to tak nazwę. I dalej się znalazłem. Mówię: gdzie ja jestem? I tak chodziłem dalej tą drogą, jechał w kierunku domu. Ja byłem pewny, że dalej jadę tą samą drogą w kierunku domu, ale no mówię, że nic mi tu nie pasuje, nic mi nie pasuje, nic mi nie pasuje. Jadę dalej, mówię tu jakieś budynki. Przecież ja mówię tu nie ma żadnych budynków na tej drodze. Co ja wracam? Tu jakieś budynki.
No i tak zerknąłem na tą nawigację i mówię patrzę, już miałem być prawie dwadzieścia minut później w domu czy tam nawet troszkę z hakiem. I ja mówię patrzę, mówię: ile tych kilometrów tu przybyło? I ja mówię kurczę, czternaście kilometrów, dokładnie czternaście kilometrów, bo to jeszcze dokładnie sprawdzałem. Czternaście kilometrów mniej.
No to jest przecież niemożliwe, żeby ten. No, ale w ogóle nie wiedziałem, gdzie ja jestem, tylko na tej nawigacji. Jak mówię, patrzę tu gdzieś zawrócić koło jakiegoś budynku dookoła. Musiałem przejechać jeszcze, żeby zawrócić. Ja mówię kurczę, gdzie ja jestem? No potem sobie popatrzyłem, to dalej było.Byłem w tym mieście Ratingen, tylko już bardziej od strony centrum. Tam także już daleko, daleko. A ja jechałem w kierunku miasta Velbert, także, także to jest totalnie przeciwna droga. To jest, można powiedzieć, po prostej drodze, jak by się wrócić tylko totalnie w drugim kierunku. No ja mówię, żeby to była autostrada, to ja rozumiem, człowiek się zagapił, przejechał, nie wiem, pomyślał, za długo myślał i tak nigdy mi się czegoś takiego, takie coś nie zdarzyło, a tu no po prostu no mówię, za dużo skrzyżowań, za dużo, żeby nie zauważyć po drodze, że się źle jedzie. To było dla mnie bardzo dziwne i naprawdę nie umiem sobie do dzisiaj wytłumaczyć, co się właściwie stało. No coś mi się wydaje, że mnie przerzuciło, bo normalnie jak ja wracałem jeszcze czy coś, to tak mi się jeszcze te dwadzieścia prawie minut, to tych siedem kilometrów miastem, gdzie są jeszcze światła, no to tam trochę tak nadrobiłem. A mało tego, jeszcze mam taką aplikację w Polsce, tam Janosik ona się nazywa. Ona tam pokazuje fotoradary i jak wracałem, to też mi zaczęło pikać, że był po drodze fotoradar i już samo to, bo to jest dosyć głośne, to by mi dało do myślenia, że gdzieś jadę, bo tam jak już wracam do domu, tam nie ma żadnego fotoradaru, tylko z tej drugiej strony już to by mnie tak obudziło, że tak powiem, jakbym się zamyślił, że jest fotoradar.
A jak wracałem, mówię człowieku, jest fotoradar. Mówię kurcze, no wiedziałbym to, jakbym jechał, nawet to by mi dało znać, nie dał i po prostu no musiało. No tak jak pan mówi, albo przerzuciło, albo to nie wiem, nie wiem, naprawdę jest to dla mnie dziwne, ale no, tak, tak to wyglądało.
Zastanawiające też jest to, że yy jeżeli dobrze pamiętam, to tam panu wycięło chyba kilkadziesiąt minut z pamięci. Tak? Dokładnie. Powiem panu no około dwudziestu, dwudziestu minut, tak około dwudziestu minut mi wycięło.
Yy tak, tak, coś w tym stylu. Tak. Nie jestem w ogóle dwadzieścia minut, nie będąc świadomy tym, że się prowadzi samochód. No to, to, to by było bardzo dziwne. No to łączy z sytuacjami potencjalnie niebezpiecznych.
Tak bardzo, bardzo. Ale mówię no nie byłem, nie byłem, yy nie piłem alkoholu, bo jeszcze tam na miejscu to, to, to. No tam nawet nie można, tam choćby człowiek chciał. Ja nawet też nie piłem nigdy, ale chodzi, chodzi o sam fakt, że no nic, nic takiego nie było. To też nie był jakiś klub, że ktoś mógł do, jak to się mówi, dosypać czegoś do napoju. Nie, to był po prostu-- to była impreza organizowana chyba przez Polskę. To chyba było jakieś, jakieś, było to organizowane.
Tam był Kabaret Młodych Panów, Kabaret Moralnego Niepokoju, bardzo dużo takich fajnych kabaretów, także bardzo dużo ludzi, bardzo fajnie się bawili i ja jedyne co tam piłem, to colę wypiłem i no mówię no nawet, nawet grama małego piwa nie wypiłem, jak to się mówi nic, nic, nic. Także ja sobie to naprawdę tłumaczyłem na różne sposoby i nie było możliwością, żebym był pod wpływem czegokolwiek, bo mówię no, no tam nie było, nie było nawet jak, jakby człowiek chciał. Ja już też, to też nie te lata, żeby się tak bawić, jak to młodzi się bawią i tam różne ten... Ale ja mówię panu no nie wiem, tłumaczyłem sobie, szukałem odpowiedzi nawet ze znajomymi, jak rozmawiałem, bo oczywiście tylko tam dwóm czy trzem znajomym powiedziałem, żeby tam niektórzy, żeby sobie pomyśleli, że jakiś walnięty jestem czy coś. Ale, ale wie pan, nie ma, nie ma, nie ma po prostu nic, czego bym mógłbym się zaczepić i sobie to w jakikolwiek sposób spróbować, nie wiem, wmówić, wytłumaczyć, że to przez to czy przez to nie, nie było takiej opcji. Po prostu, tak, że wypiłem tylko Coca Colę i...
Właśnie z tą Coca Colą nasunęło mi się takie pytanie, czy, czy wszystko pan ma w porządku, że tak powiem, z cukrem? Tak, tak, tak. Wszystko okej? Nawet niedawno, no wszystko, wszystko zdrowe, tak, robiłem nawet niedawno badania, bo właśnie, jak to się mówi, w wieku czterdziestu lat to w takim wieku, w takim wieku właśnie jestem. Mój lekarz, ja mieszkam za granicą, mieszkam w Niemczech, mam lekarza co z Polski pochodzi to, to też mi to zasugerował i robiłem badania także, także wszystko mam w jak najlepszym porządku, wszystko. Nie mam nic, nic, żadnego nadmiaru. Nawet myślałem, bo też taki no jestem kawał, znaczy kawał chłopa, mogę powiedzieć i myślałem, że może tam coś jeszcze z wątrobą będzie nie tak otłuszczona czy coś, jak to niektórzy mówią tam cholesterolem. Nie, nic. Wszystko mam bardzo dobre w normie. Także, także zdrowy chłop, jak to się mówi. Ale nie, nie mam żadnego problemu zdrowotnego.
Nic, nic z tych rzeczy. Krótko mówiąc, napój pod tytułem Coca Cola nie miał tutaj żadnego wpływu na przebieg tego zdarzenia. Nie, nie, nie, nie, nie, nie mam. Nie ma. Ja lubię dużo kawy pić, nawet to też nie ma tak, że pobudziła mnie jakoś ta coca cola, że kofeina? Ja ogólnie lubię dużo kawy pić w ciągu dnia także, także no to na tą kofeinę też jestem odporny. Ale, ale no nie, nie, nie, nie. Po prostu będąc na takiej imprezie wiadomo to tam człowiek no szklankę, no chyba szklanka Coca Coli dokładnie wypiłem także no nie było, nie było możliwości czegokolwiek, żeby— i tym bardziej, że ja wróciłem. Byłem świadom tego, bo zaraz jak mi jak tam się, jak się ocknąłem w tym miejscu, gdzie byłem, bo ja nie wiedziałem w ogóle, gdzie jestem, ja byłem totalnie zdezorientowany. Ja mówię, gdzie ja w ogóle ja nie znałem tego miejsca, bo ja tam w sumie nigdy nie jeździłem w tamtą stronę i ja się zatrzymałem i w momencie, gdy zawracałem, ja zadzwoniłem do mojej kobiecy i ja mówię Słuchaj, no tak i tak się stało. Ja mówię ja nie wiem dokładnie, gdzie ja jestem, ja muszę to na tej mapie sprawdzić. No ona mówi no ale jak? No to mówi no zawróć się, będziesz widział.
Ja mówię tak, ale to nie, to ja mam bardzo daleko. Mówi kilka kilometrów do tego punktu, gdzie w sumie bym musiał ten jak zawracałem, to dojechałem znów do tych świateł z powrotem, gdzie mnie przerzuciło w tym miejscu, bo dokładnie dokładnie wiem, w którym to było miejscu. Dojechałem do tych świateł, przejechałem dalej, ale już było wszystko normalnie. Już, już ta droga, tak jak pamiętałem, tak jak, tak jak tak.Ja bardzo często jeżdżę, jeżdżę kilka razy w tygodniu tą drogą wracam, tak że ja bardzo dobrze znam tą drogę, tak że to już człowiek nawet z automatu tamty- tamtędy jeździ i nawet jakby się zamyślił to i tak przejedzie tą drogą. Bo to wie pan, jak się z pracy wraca, czy coś to, za taką... Taką drogę się zna bardzo dobrze.
No jak wracałem, zwróciłem specjalnie uwagę, czy może ktoś się tam znajduje w tym miejscu. Ja się rozglądałem na lewo, na prawo. Wszystko normalnie, wszystko normalnie. I wtedy już przejechałem, wróciłem do domu także.
No nie wiem, nie wiem. No bo tak mi się nasunęło jeszcze z tym ewentualnym napojem na imprezie, że gdyby coś było nie tak, to pan by to chyba zauważył, prawda? Takie jakieś... Oczywiście, oczywiście. Tak, tak, tak, tak jakby nawet smak był inny czy coś. Nie, ja po prostu tam bardzo dużo ludzi było i myśmy, myśmy tam z automatu to wszystko nalewali tak, że myśmy zamawiali wtedy chyba bodajże kilka od razu napojów, bo kolejki wiadomo, na takich imprezach to są duże. To myśmy dla całej naszej takiej-- bardzo dużo znajomych było, no to tam wiadomo, myśmy od razu kilka napojów naraz zamawiali, także nawet widziałem jak tu nalewali to, to w takich kubkach, bo to Wszystko wiadomo, plastik-- znaczy w takich papierzanych kubkach, już nie plastikowych, takich papierzanych kubkach.
Także to, to wszystko dawali. Ja byłem, widziałem jak nalewali, bo ja to odbierałem do ręki, brałem i tam znajomym zanosiłem. Nie było możliwości po prostu. Ale ja tą colę piłem jeszcze przed samym występem, przed tym samym kabaretem. To on też trwał około no dwóch godzin. Muszę powiedzieć, że to spokojnie trwało. Także, także ja to piłem przed.
Także to ja bym już czuł po prostu na tym, na tym występie, że coś się dzieje nie tak. Czy ja się jakoś mogę dziwn- nie, było wszystko w porządku, jak najlepszym porządku. Potem żeśmy się tam porozjeżdżali, także każdy jechał, bo to tak jak mówię, to była niedziela, żeby to była sobota, pewnie byśmy gdzieś ze znajomymi jeszcze sobie usiedli. Nie, to już była niedziela. Każdy wracał do domu, bo to było późno, a potem chyba w poniedziałek do pracy każdy szedł, to wiadomo nie było mowy o jakimś balowaniu czy czymkolwiek. No także no. Też sobie szukałem. Szukałem wiele, wiele, wiele różnych wytłumaczeń, czy mogło być to, czy mogło być to, ale no same, same wypicie napoju z czymś, to bym już odczuł po prostu tak jak wspomniałem na tym występie. A to ja jechałem jakieś dwie i pół godziny do trzech godzin po wypiciu tego napoju. Także z takim opóźnieniem to wątpię, żeby, żeby coś w takim głośni miał zadziałać.
No to już raczej nie miało prawa działać tak. A tutaj wygląda to tak, jakby takie połączenie zjawiska błędu, zjawiska missing time i dziwnego przeniesienia jakby w przestrzeni w inne miejsce. Bo to pan nic nie przeczuwał przed tym, zanim się Pan zorientował, że jest gdzie indziej, to tak jakby nagle się stało.
Wszystko było w porządku. Tak, tak, to się tak nagle stało, to się nagle stało. To tak jak no tak jak mówię, jedzie pan ulicą, którą pan bardzo dobrze zna, którą wraca pan do domu i nagle przejeżdża pan przez światła. No i to nie ta droga i zaświetla mi się po prostu ta droga. To nie ta droga, która zawsze tam była, tylko po prostu całkiem inna droga, w innym miejscu, w innym kierunku. Y-y no mówię, żebym naprawdę, żebym nie miał nawigacji, to ja bym wtedy zwariował. Chyba ja bym nie wiedział totalnie, gdzie ja jestem.
Ja bym musiał gdzieś iść, zapytać kogoś, jakoś. Nie wiem, czy taksówkę znaleźć, bo to po samych na-na-nazw ulic to wiadomo, to nie było w tym mieście, gdzie ja mieszkam, tylko w innym to nawet to by mi dużo nie powiedziało. Także mówię dobrze, że miałem tą nawigację i ona zaraz na nowo obliczyła tą drogę, kazała zawrócić. Ale, ale ja mówię czemu w ogóle mi nawigacja?
Gdzie ja się w ogóle znajduję? Czemu ja się mam zawrócić? Gdzie ja, gdzie ja jestem? Patrzę, patrzę na ten czas. Pierwsze spojrzałem na czas, o której miałem być w domu. Kurczę, to mówię ponad dwadzieścia minut później to jest no to, to jest przecież niemożliwe. No i tak patrzę na te kilometry, ja wiem? No nic. No dobra, ja zadzwoniłem tak jak wspomniałem i potem zacząłem wracać i tak patrzę. No i tak miałem jedne światła, drugie fotoradar, minąłem rondo, minąłem, mówię no to jest niemożliwe, to jest po prostu niemożliwe, żebym ja tego nie zauważył jadąc w tym złym kierunku. To, to, to, to, to było totalnie niemożliwe.
Dlatego, dlatego no nie potrafię sobie tego wytłumaczyć. Jakiegoś mandatu z tytułu przejechania w okolicy tego fotoradaru, jak mniemam nie było? Czy Ty tak już- Właśnie, właśnie to samo? Ja tak dokładnie myślałem. Mówię kurczę, jakbym przejechał, żeby coś przyszło. Nic nie przyszło, żadnego mandatu, żadnego nic, nic nie było. A to był taki fotoradar, on i prędkość i czerwone światło bodajże bada takie, takie. No także mówię, żeby cokolwiek. Nic, nic, nic, wszystko w porządku, nic nie przyszło z czasem, że coś, coś tam się stało po prostu. No, no tak, tak to ucichło. No i potem tylko z czasem ja nie wiedziałem gdzie, jak ja to mówię tam gdzieś na YouTubie, tak na YouTubie wiadomo, że tam było nowe, nowe nagranie, ale tam z Radia Paranormalium i tak pomyślałem, mówię, że do państwa napiszę, bo nie wiedziałem, nie wiedziałem po prostu, z kim mogę porozmawiać nawet na ten temat. Ja nawet myślałem o czymś takiego jak są te, te hipnozy regresyjne takie czy, czy, czy czegoś takiego nawet nie spróbować, bo no temat, temat naprawdę nie daje mi spokoju i po prostu czy coś takiego by nawet mogło pomóc. Ale no nie wiem, nie wiem. Szukam każdej możliwej odpowiedzi, chętnie się podejmę, podejmę każdej możliwej rady, pomocy czy czegokolwiek, żeby znaleźć jakąś odpowiedź na tą-- może być tak, że nie znajdę tej odpowiedzi i to będzie siedzieć kolejne lata we mnie, ale, ale ja bardzo, bardzo chętnie się skontaktuję z kimś, kto, kto może mieć więcej pomysłów na ten przypadek, co właśnie mi się wydarzył. Ja właśnie w pracy, jak mam ten, to ja sobie bardzo często słucham różne, różne tam właśnie z Radia Paranormalnych, różne te ukologiczne, o tam o hipnozach i tak dalej. Bardzo, bardzo lubię słuchać.
Bardzo i bardzo właśnie interesuje mnie ten, te różne tematy, ale no powiem panu bardzo, jakby to powiedzieć, nigdy nie przypuszczałem, że mnie to po prostu spotka. Ja bardziej słuchałem, takim słuchaczem byłem, ale, ale że coś takiego mi się przydarzy i nie będę mieć na to odpowiedzi, to naprawdę no nie, nie przypuszczałbym nigdy w życiu, ale bardzo można to udostępnić gdziekolwiek także ja jestem otwarty. Jakby ktoś miał jakiekolwiek pytania do mnie to, to, to Jestem dostępny, także bardzo zapraszam do jakichkolwiek rozmów po prostu. No tak jak mówię, jeśli, jeśli coś się dowiem, nawet, nawet jeśli bym spróbował tej hipnozy, to, to przekażę dalej do Państwa.
Czy coś się dowiedziałem, czy coś się udało? Ale, ale no będę próbować, na pewno będę próbować różnych, różnych sposobów.Żeby, żeby jakąś odpowiedź na to znaleźć. Bo żadne jakieś wspomnienia z tego utraconego czasu panu w międzyczasie nie wróciły, nie?
Kompletnie nic. Kompletnie nic. Wie pan co? Tak, to jest takie, tak jak mówię- jadę, światła były, przejechałem, przejechałem właśnie te światło i kompletnie się-- dokładnie po przejechaniu linii tych świateł patrzę, patrzyłem do przodu, bo tam normalnie za tymi światłami z drugiej strony jest zjazd na, na autostradę jak się od drugiej strony jedzie. No i przejechałem po prostu prosto i w tym momencie zmieniło się wszystko. To był taki klik, zmieniło się wszystko i później z czasem tak mówiłem. I właśnie szkoda, że w ten sam dzień nie, nie, nie przyszło mi do głowy kamery sprawdzić, bo tą kamerę to była niedziela.
We wtorek sprawdziłem tą kamerę, a normalnie do czterech dni jak tak jeżdżę to te nagrania mogę sobie otworzyć. A tu jest tak dokładnie to choćby ten jeden dzień po prostu pusty. No nie ma po prostu. Kolejne. Od poniedziałku były pierwsze nagrania. Mówię kurcze, no powinny być z niedzieli, choćby, choćby to był już sam koniec, bo to była dwudziesta trzecia trzydzieści tam z hakiem, jakoś około, około tej godziny. Teraz dokładnie nie kojarzę, ale koło tej godziny tak jakoś było jak byłem w tym miejscu i mówię no to, to był koniec dnia, to tym bardziej powinno z tego momentu być zarejestrowane, bo tam z rana czy coś, to mogło się już wykasować. Ale no nie ma nic, nie ma nic.
Poszedłem, mówię kurczę, że mi to do głowy od razu nie przyszło, a kamerę mam. Także, także takie ucięte jest dokładnie wszystko. Nic, nic. Próbowałem sobie tam jakoś, jakoś wytłumaczyć: nawet parę dni później specjalnie pojechałem jeszcze raz tą drogą, sprawdzić tą drogę, gdzie gdzieś tam znalazłem tak mniej więcej i patrzę, mówię tak: tu, tu mówię tu jakieś rondo, tu jeszcze, tu jeszcze światła, tu-tu jeszcze ten fotoradar, tu jeszcze to i znów mi ta aplikacja, ten Yanosik zaczął mi po prostu piszczeć, że, że tam jeszcze tam się odzywa taki lektor, że tam jest właśnie kamera, żeby zwolnić i tam treść po czterdzieści czy pięćdziesiąt kilometrów na godzinę tam mówi, że w tym miejscu, że rejestruje to nawet i to bardzo głośno w aucie się odzywa. Także mówię to by mnie, to by mi już dało znać, że, że też mam uważać, że jest jakaś kamera i w ogóle skąd się wzięła kamera, bo w tym, w tym kierunku, w którym wracam do domu, nie ma żadnej fotoradaru czy kamery. Nie ma, nie ma nic.
Także tam się nie odzywa ta aplikacja. I to mówię no kurczę, to jest niemożliwe, że, że tyle rzeczy, tyle musiałem mijać, no i tak długo jechać, żeby nie zauważyć tego, żeby-- ale nic sobie nawet nie przypomniałem tej drogi, bo czasami człowiek jedzie, to zauważył: o, taki budynek tu jest czy, czy takie auto, czy cokolwiek w tym miejscu stoi, czy jakaś restauracja, knajpka, czy coś, to człowiek zauważy takie coś i nic, nic, po prostu nic, nic nie kojarzyłem, nic nie wiedziałem. Tak jakbym pierwszy raz tędy jechał. Także, także to było totalnie dziwne dla mnie. Ja się słabo znam na jakichś tam urządzeniach stosowanych w samochodach, ale chyba wideorejestrator sam się włącza w momencie, jak się odpala, prawda?
Tak, tak, tak, tak. W momencie włączenia zapłonu to się samo włącza i to się na bieżąco się to rejestruje. Jak mówię, mam, wiem z przodu i z tyłu kamera i przód i tył mi się rejestruje także, także no mówię no, no ale to kompletnie ten dzień w ogóle wykasowane, tak? Wykasowane, no pusto i ten tylko od poniedziałku-- tam były pierwsze, pierwsze, pierwsze te nagrania, które udało mi się, bo specjalnie do domu wziąłem na komputer już prędzej nawet wyłączyłem. Mówię, żeby się dalej nie nagrywało, wyłączyłem kartę, wyciągłem pamięci, żeby, żeby po prostu się coś nie dograło i nie wykasowało, ale no nic, nic tam już było cisza także no normalnie by tam coś nagrało i ja mówię nie wiem, nie wiem. No po prostu, po prostu brak odpowiedzi. Próbuję sobie naprawdę na wiele możliwości w różnych tam dziedzinach odpowiadać na to nie wiem, nie wiem po prostu. No ale tak jak zadzwoniłem do państwa właśnie, tak państwo powiedzieli, że takie przerzucenie w czasie czy coś i ja wiem, że to trochę brzmi jak science fiction, ale to jest najbardziej logiczna odpowiedź na ten moment, że takie coś się mogło stać, że takie przerzucenie w tym miejscu, w tym czy coś, bo no ciężko, ciężko, ciężko mi jest cokolwiek innego na ten moment powiedzieć. Aa, no mówię, ja jestem otwarty. Jakby ktoś naprawdę miał jakieś pytania, to, to zapraszam. Jestem, jestem dostępny i możemy kontynuować.
I to już wszystkie przygotowane na dziś relacje. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o opisanych dziś zdarzeniach. A jeśli macie jakieś swoje relacje o spotkaniach z nieznanym i chcielibyście się nimi podzielić— zapraszam do kontaktu.
Mówił do Państwa Marek Sęk Ivellios. Radio Paranormalium — paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę, dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Zapowiedzi jak zawsze znajdziecie na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl oraz we wpisach na naszych profilach społecznościowych.
Polecam również Państwa uwadze najnowszy listopadowy numer "NieZnanego Świata", który znajdziecie w punktach prasowych na terenie całej Polski. Dostępna jest również prenumerata na rok 2024, którą można zamówić obok innych ciekawych treści w sklepie internetowym na www.Nieznany.pl. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny 32 746 00 08, 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493, 530 620 493, skype: radio.paranormalium.pl, numer Gadu-Gadu: 36 08 80 02, 36 08 80 02. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem: radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl.
Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub z zagranicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu.