[00:01] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:07] - Zacząłem widzieć różne światła, różne kolorowe. W grupach po dwa, trzy x teraz w sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:14] - Zagadkowe obiekty.
[00:16] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez. No, no ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często nie takie coś zobaczyć.
[00:28] - Tajemnicze istoty.
[00:30] - Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak. Obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
[00:43] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:48] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona. Po prostu biegnę i krzyczę do męża strzelaj!
[01:05] - Mówią świadkowie w Radiu Paranormalium.
[01:10] - Dobry wieczór, witam wszystkich Państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia dzisiejszego wieczoru z audycją, w której prezentowane są wybrane najciekawsze relacje o spotkaniach z nieznanym, jakie docierają do Radia Paranormalium. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Dzisiejszy odcinek nosi tytuł "Zbugowany świat". Nie bez powodu użyłem w nim znanego z informatyki terminu bug. Słowo to oznacza błąd w oprogramowaniu, a o występowaniu takowych szczególnie dobitnie przekonują się osoby grające w rozbudowane gry komputerowe. I choć żadnemu z naszych słuchaczy nie zdarzyło się jeszcze przypadkiem wypaść poza mapę, to jednak w archiwum Radia Paranormalium znajduje się kilka niezwykle ciekawych zgłoszeń o zdarzeniach związanych z zagubionym czasem czy przeniesieniem w przestrzeni. Jest też co najmniej jedna historia o tym, jak to pewnemu małżeństwu świat gry zwanej życiem tak jakby nie do końca się załadował. Prezentację przygotowanych na dziś relacji rozpoczniemy oczywiście od zajrzenia do naszej radiowej skrzynki e-mailowej. Korespondencja dotycząca dziwnej sytuacji w miejscowości Skawina w województwie małopolskim w roku 2017. Chciałem opisać dziwną sytuację, która przytrafiła się mi i mojej ówczesnej dziewczynie, a teraz żonie.
Wydarzyło się to na wiosnę 2017 roku na parkingu przy Starostwie Powiatowym, gdzie byliśmy odebrać dowód rejestracyjny samochodu. Gdy wracaliśmy z urzędu do samochodu, zdziwiło nas, że nagle jest dużo wolnych miejsc parkingowych. Gdy przyjechaliśmy, parking był pełny, dlatego zatrzymaliśmy się wzdłuż ogrodzenia. Ucieszyło mnie to, bo już gdy parkowałem, zastanawiałem się, jak ciasno się ustawiłem między samochodami i że trudno będzie mi wyjechać. Teraz wzdłuż siatki stało tylko nasze auto. Zadowoleni wsiedliśmy do środka. Ruszyłem i po jakimś metrze odbiliśmy się od czegoś. Dosłownie stanęliśmy nagle w miejscu, jakbym wjechał w ścianę. Wściekły myślałem, że nie zauważyłem jakiegoś słupka. Takiego, co nieraz się wysuwają z ziemi i w niego wjechałem.
W myślach już liczyłem koszty naprawy i patrzyłem kątem oka na gościa, co stał niedaleko i pomyślałem, że niezły obciach sobie zrobiłem i ostatnie czego potrzebuję to komentarze świadka wpadki. Wysiadamy z żoną, patrzymy i nic. Nic. Dosłownie nie było niczego, w co mógłbym wjechać. Nie było też śladu na samochodzie pod samochodem. Nigdzie. Jakbyśmy się odbili od próżni. Staliśmy jak wryci. Już miałem zapytać owego gościa, co stał obok, czy widział całą sytuację, ale dosłownie rozpłynął się w powietrzu. Zniknął w ciągu kilku sekund.
Wokoło dosłownie nie było żywej duszy. Zastanawialiśmy się i oglądaliśmy samochód kilka minut, ale niczego nie znaleźliśmy. Uruchomiłem auto i już bez przeszkód, choć lekko zdezorientowani wróciliśmy do domu. Przeniesieni w czasie. Relacja z archiwum portalu Infra. Korespondencja nadesłana w kwietniu 2012 roku. Przez przypadek znalazłam na YouTube wypowiedź pana Mariana, która zainspirowała mnie do opowiedzenia pewnej historii, jaka przytrafiła się mnie i moim bliskim. Był rok 1981 lub 82. Wczesna jesień. Wybraliśmy się z bratem i rodzicami na grzyby.
Mieszkam w Szczecinie i w pobliskim Załomiu mamy swoje miejsca grzybowe. Był piękny, słoneczny dzień. Pogoda sprzyjała, więc zagłębiliśmy się dalej w las. Doszliśmy do autostrady Goleniowskiej. Pogoda nagle załamała się. Zaczął padać deszcz. Wychodząc na skraj lasu po prawej stronie widzieliśmy w oddali most. Odczekaliśmy moment ze względu na spory ruch samochodowy, aż nadarzy się okazja i przeszliśmy na drugą stronę. Weszliśmy w rzadki las i zamurowało nas. Okazało się, że jesteśmy w punkcie wyjścia.
Cofnęło nas. Wróciliśmy do miejsca, w którym przekroczyliśmy autostradę. Pamiętam konsternację rodziców. Oboje należą do osób bardzo opanowanych, ale w tym momencie trudno było im ukryć swoje zdziwienie, powiedziałabym nawet strach. Pamiętam, że tata kazał nam zostać razem i poszedł do odległego około pięćset metrów mostu, wiaduktu i wdrapał się na niego po skarpie, aby z góry zobaczyć, gdzie jesteśmy. Z biciem serca czekaliśmy, aż wróci i powie, gdzie jesteśmy i którędy wracać do domu. Deszcz padał coraz mocniej. Okazało się, że idziemy dobrze. Weszliśmy więc ponownie w las.Przekraczając ponownie autostradę, lecz tym razem nic dziwnego się nie wydarzyło. Moi rodzice sceptycznie podchodzą do spraw nadprzyrodzonych i zjawisk paranormalnych, jednak to zdarzenie wywarło na nich, jak i na mnie i moim bracie ogromne wrażenie.
Do dziś wspominamy to z mieszanymi uczuciami i lekkim drżeniem serca. W mojej rodzinie dziwne zjawiska występują, odkąd pamiętam. Od urodzenia mieszkałam przez trzydzieści parę lat w domu, w którym coś mieszkało. Gdy pisałam o wydarzeniu z mostem, przychodzi mi do głowy jeszcze jedna historia. Pewnego lata, rok tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty ósmy lub tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty dziewiąty, miałam dziwny sen. Widziałam w oddali na pięknej łące kwitnącą jabłoń. Bardzo chciałam podejść bliżej, lecz jak to bywa w snach, bardzo ciężko było mi się poruszać. Kiedy doszłam już do drzewa, okazało się, że ma ono przepiękne, nienaturalne kwiaty. Obudziłam się i przejęta snem pobiegłam do mamy, aby jej go opowiedzieć. I tu zaczyna się najlepsze.
Otóż od słowa do słowa i okazało się, że mama miała tej nocy identyczny sen. Jak to możliwe? Sen nie przedstawiał żadnych konkretnych wydarzeń z naszego życia rodzinnego. Ot, zwykła jabłoń z niezwykłymi kwiatami. Wszystkie detale się zgadzały, nawet niemożność szybkiego poruszania się i silne słońce były identyczne. Co oznacza fakt, iż dwie osoby śnią tej samej nocy identyczny sen? Wiem, że więź matki z córką jest sprawą bardzo silną, a ja nie ukrywam, iż mam z mamą wspaniałe relacje. Jednak fakt ten zadziwia nas do dziś. I to tyle, jeśli chodzi o relacje tekstowe przygotowane do dzisiejszego odcinka. Zanim przejdziemy do prezentacji przygotowanych na dziś rozmów, pozwólcie, że przypomnę kontakty do Radia Paranormalium dla tych z Państwa, którzy chcieliby podzielić się swoją historią o spotkaniu z nieznanym.
Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy. Skype radio kropka paranormalium kropka pl, radio kropka paranormalium kropka pl. Numer Gadu-Gadu trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa, trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio małpa paranormalium kropka pl, radio małpa paranormalium kropka pl. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub z zagranicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.
W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Kontakty przypomniane. Tak więc zakładamy słuchawki. Bardzo się dzisiaj przydadzą, bowiem rozmowy były nagrywane drogą telefoniczną i zamieniamy się w słuch. W nagraniu, które za chwilę zaprezentuję najwięcej miejsca jeden z naszych słuchaczy poświęcił na opisanie dziwnego zdarzenia sprzed lat związanego z zagubionym czasem. Na początku jednak usłyszymy opisy dwóch innych zdarzeń, które są na tyle krótkie, że uznałem, że nie ma sensu ich wycinać. Zresztą kto wie, może i tu nastąpił jakiegoś rodzaju glitch. To słuchajmy zatem.
[10:22] - Proszę, ja panu powiem nawet te trzy historie. Zacznę od takiej najbardziej lajtowej, że tak powiem, a na końcu zostawię taką najbardziej dziwną, że tak powiem. Dobrze?
[10:31] - Okej.
[10:32] - Dobrze więc mam na dzisiaj trzy historie. Zacznę może od takiej najbardziej lajtowej, jeżeli tak się wyrażę. Musi-- na początku muszę powiedzieć, że mieszkam od osiemnastu lat w Wielkiej Brytanii i, ale pochodzę ze Śląska. Ja mieszkałem w Świętochłowicach, w Chorzowie, w takich miejscach, czyli same centrum Górnego Śląska, prawda? A mówię tak dlatego, że jest to szczególnie w trzeciej historii będzie to bardzo, bardzo istotne, że to akurat jest Śląsk. Dobrze więc zacznę może od historii numer jeden. Byłem kiedyś mały, jak każdy był oczywiście dzieckiem. Chodziłem do szkoły podstawowej i to właśnie będzie ta historia najbardziej lajtowa. Zawsze rodzice mnie, mimo że miałem z osiem, dziewięć lat, może mniej trochę. Rodzice zawsze mi mówili, żeby do tej szkoły chodzić pieszo, mimo że dość daleko było.
Nie, nie jeździć tramwajem dlatego że wiadomo, tam dzieci mogą wepchnąć pod tramwaj, może się coś stać. I oczywiście nie słuchałem rodziców i jeździłem tym tramwajem, ale pewnego razu chciałem iść na tramwaj. Jadąc ze szkoły, wracając ze szkoły i coś mi mówiło, że nie wchodź dzisiaj do tego tramwaju. No i nie wszedłem do tego tramwaju. Po czym, po czym zobaczyłem, że ten tramwaj jadąc takim nasypem zwyczajnie z tego nasypu się, z nasypu się stoczył. No i w czasie tego, podczas tego wypadku tam zginęło kilka osób, a no ilość tam było rannych. Nie wiem, czy to przypadek, czy nie. To jest taka lajtowa historia. No ale zdarzyło się, jak się zdarzyło. Nie wiem.
Ci, co tam mocno wierzą w Boga, może powiedzą, że to jakaś opatrzność, Duch Święty czuwał albo coś takiego. Nie wiem, jak ja to mam nazwać. To jest taka pierwsza historia.
[12:04] - No tak jakby pan ma jakieś przeczucie tego, co się wydarzy.
[12:07] - Tak, przeczucie. Znaczy nie, może nie przeczucie, bo ja nie wiedziałem, co się wydarzy, czy coś się wydarzy i jak to będzie wyglądało. Coś mi mówiło, że mogę-
[12:16] - Tak się, tak się... Ja to tak nazywam przeczuciem. Takie uczucie, że, że może się wydarzyć coś, o czym pan w jaki taki racjonalny sposób nie powinien się dowiedzieć, prawda?
[12:27] - No coś w tym stylu. Dobrze, to by była historia numer jeden. Ona jest taka dość lajtowa, chociaż podobno wszystko można racjonalnie wytłumaczyć i ja nie potrafię znaleźć racjonalnego, racjonalnego wytłumaczenia dla tej historii. Zresztą jak dla pozostałych również. Historia numer dwa. Jak już byłem dorosły, nie w ka-- byłem w takim wieku poborowym, się to mówi. Wtedy to jeszcze było za komuny. Wiadomo, trzeba było mieć milion zaświadczeń z komendy wojskowej, żeby w ogóle się wydostać. Żeby cię puścili szczególnie na Zachód, a właśnie do Niemiec Zachodnich się wybierałem i trzeba było oczywiście to było trzymać w tajemnicy, no bo mógł się znaleźć ktoś życzliwy, który powiedział, szepnął gdzieś słówko, że ktoś gdzieś chce wyjechać, a miałem zamiar wyjechać na stałe, uciec po prostu z kraju komunistycznego. I mieszkałem w dziesięciopiętrowym budynku, wieżowcu na piętrze numer pięć.
Jeśli ktoś mieszkał kiedyś w wieżowcu, przynajmniej na Śląsku, to wie, że wygląda to w ten sposób, że między każdym piętrem są zsypy na śmieci. Między pierwszym, drugim, między drugim, trzecim i tak dalej, i tak dalej. Ja mieszkałem na piątym i oczywiście trzymałem w tajemnicy cały wyjazd przed wszelkimi sąsiadami, znajomymi. Tylko rodzice wiedzieli. I była taka sytuacja, że miałem jechać rano następnego dnia, a wieczorem jeszcze wychodziłem wyrzucić śmieci do tego zsypu. I przy tym zsypie spotkałem sąsiada, który mieszkał na piętrze szóstym. Pogadałem z nim tam. „Dzień dobry, co słychać?” Taka normalna rozmowa. Wywrzuciłem śmieci, on wywrzucił śmieci. No i rozstaliśmy się.
Następnego ranka wyjechałem do tych Niemiec, do obozu takiego dla przesiedleńców we Friedlandzie. Takich obozów było szesnaście w zachodnich Niemczech. Ja wyjechałem do tego obozu. Tam tłukłem się chyba z dwadzieścia godzin. Taksówka taka mnie zawiozła. No nieważne. W każdym razie tam byłem i następnego dnia rankiem, gdy szedłem na śniadanie na stołówkę, ten sąsiad z tego szóstego piętra wraz z rodziną wchodzi na tą stołówkę. Z tego, ten sąsiad z tego szóstego piętra, który mieszkał prawie razem ze mną, przyjechał następnego dnia w to samo miejsce z rodziną, mimo że mógł wyjechać do każdego innego ośrodka. Było jeszcze pozostałych piętnastu. Piętnaście tych ośrodków.
Mógł wyjechać w ogóle na inny koniec świata. Czy to przypadek? No można tak powiedzieć przypadek, ale ja nie sądzę chyba, prawda?
[14:44] - No różnie to można tłumaczyć. Zbieg okoliczności, przypadek. Może celowe zarządzenie losu.
[14:49] - Właśnie. A na pewno on tego nie wiedział, że ja tam jadę. Ja nie wiedziałem, że on tam jedzie. Nie było to możliwe. Tu taki krótki przykład z sąsiada też do tego. To teraz mi się przypomniało. Sąsiad, który mieszka tutaj w Wielkiej Brytanii, właściwie kolega, kolega i jego sąsiad z kolei, który mieszka naprzeciwko niego. A muszę jeszcze dodać, zaczym zacznę, że w Wielkiej Brytanii może nie jest jeszcze tak jak w Szwecji, w krajach skandynawskich, że tam się ludzie raczej ciężko zaprzyjaźnić, zakolegować, że tak powiem, trzeba naprawdę chcieć. Ludzie raczej każdy żyje swoim życiem. W Wielkiej Brytanii jest może bardziej tak rodzinnie, ale też nie jest tak jak w Polsce, że wszyscy się o wszystkim wiedzą, interesują się.
W każdym razie ten sąsiad od mojego kolegi, sąsiad, który naprzeciwko mieszka, wyjechał sobie na wakacje. No wiadomo, na wakacje sobie wyjechał. A ten mój kolega następnego dnia też sobie wyjechał na wakacje. Taki miał zaplanowany urlop. Proszę sobie wyobrazić, że oni kilka dni później się razem spotkali w Australii, w Sydney na plaży, nie wiedząc o sobie gdzie który pojedzie. Więc nie wiem, jak to wytłumaczyć.
[15:57] - No też można powiedzieć, że przypadek albo że się jakoś tam w nieświadomy sposób, że tak to my dogadali na jakimś innym planie.
[16:03] - No chyba jakoś poza, pozazmysłowo, telepatycznie chyba, bo żaden z nich świadomie nie wiedział, że jedzie, tamten drugi jedzie również na wczasy i nie wiedział w ogóle gdzie i w ogóle nie wiedział o planowaniu wczasów przez tego drugiego. Dobra, to by była taka poważna historia. Natomiast teraz będzie historia, która jest najmocniejsza. I tutaj bym prosił wszystkich, którzy będą słuchać o skupienie się, bo tu będzie bardzo ważne skupienie się. Mieszkaliśmy z żoną, mieliśmy z żoną w jednym, w jednym mieście w Polsce na Śląsku kiosk. Właściwie dwa kioski, takie wiadomo z gazetami, biletami, no z takim wszystkim, jak to wiadomo z papierosami. I do tego kiosku trzeba było, trzeba było się w nim zjawić przed piątą rano, gdyż o piątej rano przyjeżdżały gazety, więc ja z miasta, kiosk był w Świętochłowicach, akurat ja mieszkałem w Chorzowie. W związku z tym trzeba było pójść na tramwaj. Tramwaj miałem o czwartej dwadzieścia rano. No tramwaj jechał około piętnastu, dwudziestu minut, także, także byłem przed tą piątą w tym kiosku.
Przed piątą rano. Przyjechałem do tego kiosku, otwarłem go, siadam, usiadłem do niego no i czekam, aż ten gość z gazetami przyjedzie. Czyli była tak za piętnaście, za dziesięć piąta. On tak był około piątej i czekam. Gościa nie ma. Piętnaście po, dwadzieścia po, wpół do szóstej gościa nie ma. Naprzeciwko był drugi kiosk, więc przychodzę do tej kobiety. Pytam się: „Przepraszam, czy pani też gazet nie dostała?” A ona mówi: „On był już dawno”. Mówię: „Jak był?” Mówię: „Jest przecież piętnaście po piątej”. Ona mówi: „Nie, jest piętnaście po szóstej”.
Może jeszcze z powrotem wrócę do pierwszej myśli. Dwadzieścia po czwartej wyjechałem. Byłem przed piątą. Czekałem do piętnaście po piątej na gościa w kiosku. Po czym się okazało, że nie jest piętnaście po piątej, tylko piętnaście po szóstej. I ten gość już był i pojechał, bo ja miałem rzekomo kiosk zamknięty. Więc sprawdziłem tak. Nie było żadnego przesunięcia czasu. Zegarki chodziły dobrze, moje, wszędzie. Następnego dniaPrzepytałem ludzi w tramwaju, którzy ze mną i zawsze jeżdżą, bo to o tej porze nie jeździ dużo ludzi, bo ich pięciu czy sześciu tych samych co zwykle.
Wszyscy mnie widzieli, jak byłem o tej porze w tym tramwaju, czyli, czyli przed piątą. Widzieli, jak z tego kiosku, z tego tramwaju wychodziłem, wychodziłem. Po czym wyszłem i nagle stało się godzinę później. Pytanie nie jest też możliwa opcja, że z tego tramwaju, no bo i tak mnie widzieli, ale nie jest możliwa opcja, że z tego tramwaju nie wysiadłem. Załóżmy, że pojechałem dalej na pętlę, wróciłem, bo to by było, by trwało ponad dwie godziny, więc też to nie jest możliwe. Więc gdzieś mi się zniknęła gdzie ta godzina pomiędzy tym, jak wyszłem z tramwaju, no jak wyszłem z tramwaju i, i tą szóstą. Nikt nie wie, gdzie byłem ja. I to było dwadzieścia lat temu. Ja do dzisiaj nie wiem, co się stało.
[18:51] - A próbował pan może wypytać jakoś ludzi czy widzieli tego, tego gościa, co tam te gazety rozwoził do kiosków?
[18:58] - Tak, tak. Znaczy widzieli. Dowodem jest to, że ta kobieta z kiosku naprzeciwko ona dostała gazety. On u niej był i nawet się u mnie pytał, czemu ten kiosk jest zamknięty, a ten, czemu ten kiosk jest zamknięty. A ja ten kiosk otwierałem, czyli, czyli wychodzi na to, że ja myśląc, że go otwieram przed piątą, otwierałem go przed szóstą, otwierałem go przed szóstą, ale a według świadków z tramwaju wysiadałem po czwartej. Więc gdzie się zgubiła godzina między wyjściem, wyjściem, wyjściem między tym, kiedy wysiadłem z tramwaju a godziną szóstą? Gdzie się ta godzina zgubiła? Nie potrafię tego do dzisiaj wyjaśnić. Nie wiem, co się stało. Ja się z tego śmieję i mówię, że mnie chyba ufoludki porwały, no a tą godzinę wymazali mi z pamięci i po prostu nie pamiętam.
Nie ma żadnego wytłumaczenia, żadne racjonalne wytłumaczenie tutaj nie pasuje. Nie da się tego zrobić. Nie wiem, co się stało.
[19:54] - No bo raczej mało prawdopodobne, że tramwaj tak długo jechał, nie?
[19:58] - Nie, nie, absolutnie nie. To jest wykluczone, dlatego że, że są świadkowie, którzy mnie widzieli i powiedzieli następnego dnia, że bo ich pytałem, że wychodziłem o tej porze dokładnie, o której miałem wychodzić. Wychodziłem z tego tramwaju. Oni powiedzieli, że wychodziłem z tramwaju za dwadzieścia czy za piętnaście piąta. Oni jak zwykle tak samo za mną jechali. Więc gdzie ta godzina była? Nie pojechałem dalej. Jest to niemożliwe. Gdybym nawet nie jest też możliwa, bo już myślałem. Nie jest to możliwa sytuacja, że na przykład wszedłem do tego kiosku i tam załóżmy zasnąłem, a kierowca mnie z gazetami mnie nie widział albo coś.
Nie jest to możliwe dlatego że w kiosku były takie kraty przezroczyste, a nie takie blachy, że tam z tego kiosku wszystko było widać. Poza tym i tak bym nie siedział po ciemku. Światło było zaświecone, byłoby zaświecone, więc ten kierowca mógłby mnie zapukać, obudzić, wejść. Nie jest też to możliwe. Aha, poza tym, poza tym kierowca powiedział, że kiosk był kompletnie zamknięty. Więc gdzie jest ta godzina?
[20:53] - Bo nie przypomina sobie pan, żeby coś się działo przed pana dotarciem do kiosku, prawda?
[20:59] - Nie, nie, nie. A to też jest to. To nie ma znaczenia. Raczej dlatego, że, że skoro ludzie mnie widzieli wysiadającego o tej porze, która miała być koło dwadzieścia piąta z tramwaju, no to raczej to, co się działo przed wyjściem z tramwaju raczej nie ma specjalnego znaczenia, bo tu w tym momencie jest dowód, że wychodziłem z tramwaju o tej porze, o której miałem wychodzić zwyczajnie. Problem jest w tym czasie, co się działo od momentu wyjścia z tramwaju do tej godziny przed szóstą powiedzmy. Nie wiem. Nie jestem w stanie tego wytłumaczyć. Do dzisiaj tego nie wiem. Wszystkie opcje racjonalnego wytłumaczenia typu, że może tramwaj jechał dłużej, że może zajechałem na pętlę, wróciłem tramwajem z powrotem i w drugą stronę z powrotem i coś się zgubiła ta godzina też nie jest możliwe, bo właśnie tutaj wychodzi to, że to jest Śląsk i tramwaj jedzie przez pięć, sześć miast i to by trwało zbyt długo. To by trwało ponad dwie godziny czy dwie i pół, jakby tak się miało.
Poza tym ludzie widzieli, że wychodziłem o tej porze, o której miałem wychodzić z tramwaju, więc też to jeszcze wyklucza. Tutaj jest zbyt dużo dowodów na to, że na to, że o właściwej porze byłem normalnie na miejscu, gdzie miałem być. Niezbitych dowodów. Także gdzie ta godzina? Nie wiadomo.
[22:14] - I to tyle, jeśli chodzi o relację przekazane przez tego słuchacza. Teraz będzie coś z podobnej kategorii, z tym że tutaj można odnieść wrażenie, że czas tak jakby uległ rozciągnięciu. Oczywiście zarówno ja, jak i mój następny rozmówca jesteśmy otwarci na wszelkie możliwe, racjonalne wytłumaczenia. Zresztą w trakcie rozmowy sami próbowaliśmy takowe znaleźć, bo być może po prostu nastąpiło coś, co zaburzyło postrzeganie czasu u kilku osób biorących udział w tym zdarzeniu. Rzecz cała wydarzyła się w Częstochowie w połowie lat dziewięćdziesiątych i mimo że Częstochowa jest nazywana świętym miastem, to jednak świętego spokoju ta sprawa naszemu słuchaczowi do dziś dać nie chce.
[23:02] - Chciałbym się podzielić, bo naprawdę mówię nie daje mi to tak zwanego świętego spokoju, pomimo tego, że pochodzę z Częstochowy. Od czego to zaczęli? Od początku, czyli Częstochowa Będzin, bo podejrzewam, że to ten stały numer to macie gdzieś tam okolice Katowice, stamtąd pochodzicie. Czy wasza-
[23:19] - Dokładnie w Katowicach na Przedmieściu jestem teraz.
[23:22] - No mogłem się domyślić, bo pamiętam numery. No proszę pana, tak będąc w okolicach bodajże dwudziestu czterech, dwudziestu pięciu lat, właściwie bardziej w okolicach dwudziestu czterech, może dwadzieścia trzy, dwadzieścia cztery. Czyli to mógł być rok tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty czwarty lub chociaż tutaj bardziej bym zostawał przy tym dziewięćdziesiątym czwartym roku. Umówiliśmy się z kolegami w sobotę, że w niedzielę wybieraliśmy się do Będzina. Ja pracowałem w, w na tą chwilę w salonie samochodowym, także nie byłem jakąś biedną osobą. Nie byłem osobą intoksykującą się. Także w pełni trzeźwy umówiliśmy się w sobotę, że w niedzielę jak to się mówi się zbieramy, idziemy na pociąg i jedziemy do tego Będzina.Kolega do mnie przyszedł. No to ja już byłem praktycznie przygotowany. Weszliśmy dwa piętra wyżej po następnego kolegę. Kolega dopiero się obudził.
No to my mówimy tak od razu stwierdziliśmy to my nie czekamy. Dobra, to dojedziesz sobie następnym pociągiem. I już nie czekaliśmy na windę, tylko jak to się puściliśmy się biegiem po schodach. I później taka stara tradycja nakazywała nam, żeby biec, bo była kładka nad trasą szybkiego ruchu. Tak. Mieliśmy trochę krwi, powiem tak, że po prostu puściliśmy się biegiem, żeby zobaczyć przebiegając kładkę, czy czasami autobus nie podjeżdża. Chcieliśmy skorzystać z podwózki, bo raptem to jest. Ja sobie sprawdziłem na Google Maps tak, żeby nie być takim gołosłownym znowu, że to jest dwa kilometry, chyba pięćset metrów przystanek pomiędzy dzielnicą Błeszo a dworcem PKP Raków. Także dobiegliśmy, że tak powiem. Zobaczyliśmy samochód, no to przyspieszyliśmy.
No, z doświadczenia wiemy, jak się powiedzmy do centrum, do szkoły dojeżdżało, to w której wysokości mogłem być, że tak powiem, biegu, żeby zdążyć na, na autobus. To była niedziela rano. Czyli tak ruch na tej tak zwanej teraz obecnie chyba jedynce. Kiedyś to było Gierkówka tak zwana, czyli ta od Katowic, powiedzmy do, do Warszawy, chyba przynajmniej do Łodzi. W każdym razie jak dobiegliśmy, zdążyliśmy ten autobus. On dosyć szybko jechał, bo to tylko skorzystaliśmy z dwóch przystanków, gdzieś podniesionych znaczy rozmieszczonych pomiędzy sobą jakieś po pięćset metrów. Znowu też w oknie byliśmy. Zobaczyliśmy, że tramwaj podjeżdża, także będzie jeszcze szybciej. Dobiegliśmy do tego tramwaju. Zjechali znowu dwa przystanki i to w prostej linii.
Zero zakrętów. I znowu biegiem, biegiem na ten dworzec. Dobiegliśmy. Ja poprosiłem od razu dwa bilety. No żeby było szybciej. Przebiegliśmy. Jak to się mówi z tego dworca już nie przechodziliśmy, jak to się mówi do przejścia, żeby na peron właściwie wejść tylko na skróty, poprzez tory. Akurat pociąg podjechał i wpadliśmy do tego pociągu. Łapiemy oddech, drzwi się otwierają i wychodzi ten kolega, u którego byliśmy. Taki zupełnie świeży w ogóle.
Pytam się, czy ktoś go podwiózł. I on mówi, że nie, absolutnie. Mówi, że się umył, zjadł, ubrał się i po prostu spacerkiem sobie poszedł tą, tą samą drogę. Także to jest naprawdę dla mnie takie ciekawe i zastanawiające, bo do tej pory nikt nie potrafi tego mi wyjaśnić, jak to się mogło stać.
[27:03] - Jeżeli dobrze rozumiem, tutaj jakby troszkę czasu zaginęło, tak?
[27:07] - No właśnie takie zakrzywienie czasoprzestrzenne nastąpiło, bo my biegliśmy cały czas. Autobus, a on sobie. Bo oczywiście da się tą samą trasę przejść na piechotkę. Praktycznie jest ta sama odległość, nie ma tam jakichś skrótów. Da się coś ominąć. My skorzystaliśmy z transportu publicznego. Mówię nabiegaliśmy się i cały czas to było w ostatniej chwili łapaliśmy autobus, w ostatniej chwili złapaliśmy tramwaj. Nie było żadnych przystanków pomiędzy, że tak powiem. I wbiegamy, kupujemy bilet, przebiegamy, żeby jeszcze jak to się mówi, z czasu skorzystać i od razu podjeżdża pociąg. Wsiadamy do niego, a ten kolega wychodzi.
No, no mówię jeszcze, jeszcze łapaliśmy oddech, że tak powiem nie.
[27:55] - Może kolega się spóźnił?
[27:58] - No ale jak mógł się spóźnić? Nie, on się. On się mógł spóźnić jedynie ze wstawaniem. Dlatego że jak my przyszliśmy, no to on dopiero praktycznie wstał. Ale no jak później? Nie no, no my siedzieliśmy i później zaczęliśmy. My się po prostu zaczęliśmy śmiać i w żartach próbowaliśmy sobie to wytłumaczyć. A na pewno go ktoś podwiózł, nie? Ale tak później on mówi, że on naprawdę taką wiarą, wiarą nie jest wiarołomcą, że tak powiem. Czyli taka osoba szczera i prawdomówna także.
I on w ogóle nie był zmęczony jeszcze jak mógł bilet kupić, skoro my wybiegliśmy z kasy, przeskoczyliśmy przez tory, pociąg podjeżdża. No mówię, to chodzi błąd w Matrixie lub zakrzywienie czasoprzestrzenne to są takie. No i tak nikt nie potrafi wytłumaczyć mi tego. Nawet nie chcę się czasami dzielić tą sytuacją, bo no nie wiem, no ktoś mnie może wyśmiać. I pomyślałem sobie, bo zacząłem was oglądać i słuchać. No i takie dziwne rzeczy się dzieją. No to chciałbym się tym podzielić i może państwo skorzystacie z mojej opowieści.
[29:06] - Panowie, zarówno wy, jak i kolega jakoś kontrolowaliście czas, prawda?
[29:11] - Ten, w którym ja biegłem tak.
[29:13] - Ile to mogło trwać? Mniej więcej według was.
[29:16] - To jest odcinek z dokładnego adresu. Czyli to ja mogę panu podać adres. Może pan sobie sprawdzić na Google Maps dokładnie budynek, z którego wybiegliśmy. Mówię już, biegliśmy od niego od domu, czyli bieg zbiegaliśmy po piętrach, żeby było szybciej, bo mieliśmy akurat windę tylko towarową, która bardzo wolno się poruszała. Od razu biegliśmy na przystanek. No to ta sama droga, że tak powiem, którą ten kolega niby wybrał, że on po prostu sobie poszedł. Nie? Ja próbowałem z żoną rozmawiać i powiedziałem ona mówi to widocznie miał spokój umysłu po prostu. I dzięki spokojowi umysłu tak przyjął, że powiedział, że spokojnie ja zdążę i sobie doszedł. I rzeczywiście, no my jeszcze łapaliśmy oddech.
Już w pociągu siedzieliśmy w tych jednostkach, to się nazywały w tych pociągach, łapaliśmy oddech, aOn wszedł w ogóle jakby nie był w ogóle zmęczony, po prostu taki świeżutki i tak dalej.
[30:21] - A braliście może pod uwagę, że ktoś rzeczywiście go podwiózł? Tylko kolega jakby-
[30:26] - Nie, nie, nie, nie, nie, nie. To nie jest tego typu typu osoba, bo to mówię tyle lat-
[30:31] - Nie jest zdolny do robienia sobie takich jaj, prawda?
[30:34] - Tak, tak. Jest poważny. Mieszka w tej chwili w Anglii i ja no wszystkich, no nie wiem nawet innych. Ja go znam. No wychowaliśmy się razem, że tak powiem. Jest o rok młodszy ode mnie. Wiem, na co byłoby go stać, ale nigdy nic takiego by nie zrobił. Ale tak prawdę powiedziawszy, skoro my biegliśmy i mieliśmy podwózkę w postaci komunikacji miejskiej, czyli autobus, ale to mówię wbiegliśmy, drzwi się zamknęły, autobus jechał jeden przystanek pomiędzy, na drugim wysiedliśmy. Dobiegliśmy od razu do tramwaju, jeden przystanek, na drugim wysiedliśmy. Biegliśmy na peron tak, że nawet gdyby go ktoś podwiózł, ale on mówi, że on, on zjadł, on się umył, on się ubrał.
No i sobie doszedł na dworzec. Jeszcze bilet kupił. No.
[31:22] - Próbuję coś jeszcze tutaj jakby odciąć wszystkie możliwe racjonalne wytłumaczenia, bo może było tak, że po prostu wam się, wy się spieszyliście, byliście zziajani, prawda? Zdeszani. Wam się może wydawało, że to trwało długo, a to może rzeczywiście trwało dosyć krótko. Może na tej zasadzie.
[31:44] - Przynajmniej w naszym przypadku to naprawdę trwało krótko, tak jak panu próbowałem wytłumaczyć, że od momentu, kiedy drzwi się za nami zamknęły, wyszliśmy od niego z domu, to cały czas poruszaliśmy. Wie pan co? Poruszaliśmy się biegiem, bo muszę przypomnieć, że to jest jadąc do stacji Katowic. To jest pierwsza, pierwsza praktycznie dzielnica, można tak powiedzieć. Także do centrum jeszcze zostaje tam bodajże pięć kilometrów. Nie miało by się sensu, żebyśmy jechali do centrum, skoro po drodze mamy dworzec Raków i pociąg jedzie od strony Częstochowy Głównej w kierunku właśnie Katowic, czyli do Będzina. Także wybraliśmy tą najbardziej opcjonalną drogę. I jeszcze do tego dochodzi to, że jeździliśmy tam przez przynajmniej tak jak w moim przypadku przez pięć lat szkoły średniej, dojeżdżając do także wybierając te opcje opcjonalnie najszybsze, bym tak powiedział. Także raczej no nam się wydawało naprawdę, że to jest szybko, bo cały czas biegaliśmy. To nie był spacerek.
Sobie coś tam rozmawiamy po drodze, tylko po prostu biegliśmy. Jeszcze mówię siedzieliśmy, siedząc w pociągu, łapaliśmy oddech, żeby uspokoić. No ja, ja byłem sportowcem wyczynowym, także to nie było coś dla mnie nowego w jakiejś wysiłek umowy, ale dlatego zadzwoniłem. Chciałem się podzielić. Być może. No nie wiem, istnieje takie możliwości sprawdzenia tego jak lub wytłumaczenia tego, jak to się mogło stać.
[33:16] - No to rzeczywiście chyba odśmialiśmy, że tak, że tak tu wszystkie możliwe racjonalne wytłumaczenia także. Także myślę, że dobrze zrobię, jeżeli zapis, zapis tej rozmowy udostępnię tutaj badaczom, kilka współpracującym z Radiem Paranormalium. Może oni będą mieli jakiś pomysł, jak jakby to jeszcze można było wytłumaczyć, bo to nie pierwszy taki przypadek z zaginionym czasem.
[33:38] - To znaczy w tym przypadku mnie i mojego kolegi mieliśmy bardzo napięty czas, natomiast kolega bardzo spokojnie do tego podchodził, że tak powiem wręcz. Tak jak wspominałem wcześniej, że moja narzeczona powiedziała, że zakrzywiliśmy tą krzywą czasoprzestrzenną, bo my byliśmy niespokojni, że może zdążymy, może zdążymy, może na pewno zdążymy. I biegliśmy cały czas w pełni nakręcenia, że tak powiem. Natomiast on, jak to się mówi, podszedł do tego ze spokojem umysłu. Ja coś panu powiem teraz to jest taka też właśnie, kiedy mam spokój umysłu, zdarza mi się często ostatnio, ostatnimi czasy jeździć do szpitala jadąc, no zdarzają się kontrole i to dosyć często i, ale w tym momencie miałem bilet, to znaczy zawsze z biletem. No czasami mi się zdarza, że jadę bez, ale wszedłem, jak to się mówi do tramwaju. Wiem, że mam bilet i jestem taki spokojny. I konduktorzy przeszli sprawdzając wszystkim bilety, a mnie jak gdyby nie widzieli. Po prostu ominęli mnie. I to właśnie takie zakrzywienie.
Także to, to było wytłumaczenie mojej żony, że po prostu zakrzywiłem ze spokojem. Po prostu tak, jak on by sobie powiedział spokojnie, ja zdążę, ja mam czas i tak dalej, nie?
[34:57] - No to mi przywodzi na myśl historie, które czasami słyszę, że ktoś bardzo się boi, że go kanar przyłapie bez biletu, to akurat jego kanar przyłapie, tak? Ktoś jest pewny, że nie będzie takich problemów to kanar jakby go nie widział.
[35:12] - No dokładnie. Powiem tak jak to się mówi, bo no nie wiem, czy jeszcze ma pan jakieś ewentualnie pytania, bo w każdym bądź razie nie wiem, czy nie przeszkadzam. Nie chciałbym zawracać głowy. Jestem niezmiennie naprawdę zobowiązany i wdzięczny za to, że Pan czy Państwo zadzwoniliście do mnie i mam nadzieję, że ta nasza rozmowa ukaże się i że być może, jeżeli powiedzmy pana koledzy, o których pan wspominał, nie będą w stanie wytłumaczyć, być może komuś coś takiego się również przydarzyło i być może ktoś ma jakieś wytłumaczenie. No wie pan, czasami-
[35:47] - Patrząc czasem na komentarze pod audycjami no różne takie dziwne przypadki chodzą po ludziach, prawda?
[35:54] - Tak. No fajny przykład był. Wie pan co? Oglądałem taki serial wczoraj zacząłem oglądać i od razu osiem odcinków od razu pochłonąłem jakoś dlatego, że to jest właśnie takie odzwierciedlające to, co się mówi, czyli na przykład do czego, no trzynaste piętro. No tak, czasami powiedzmy z osobami, z którymi, z którymi rozmawiamNo nie da się, że tak powiem inaczej, no wytłumaczyć komuś, że właśnie ten świat to jest iluzja, że tak naprawdę postrzegamy dwa procent białego światła świata słonecznego. Że cały czas równocześnie do, do naszego życia może istnieć wokół nas i w innych wymiarach, powiedzmy życie. No mówimy na przykład teraz o duchach, nie?
[36:38] - Mówi się, że, że duchy są zmarli i bytują obok nas, tylko my ich nie widzimy ze względu na różnice tam w wibracjach czy tego typu rzeczach.
[36:47] - No i dlaczego osoby na przykład, które opanowały tak zwane OOBE, czyli wychodzenie z ciała, one postrzegają to także. No, no nie chciałbym się rozwijać. Ja słyszałem taką rozmowę i troszeczkę byłem znudzony, jak od jednego tematu przeszliśmy do drugiego tematu i okazuje się... No ja miałem też w sumie to od dzieciństwa mam takie dziwne sny. Sny, w których po prostu przenoszę się do innej rzeczywistości i za każdym razem, kiedy się przenoszę, bo to nie jest, że dzień z dnia na dzień po prostu tam się przenoszę. Ale jeżeli się przenoszę, widzę, jak się coś rozwoduje, jak się zmieniają ulice, jak ludzie się zmieniają. I powiem panu, że to jest takie no, to jest miłe, powiedzmy życie w tamtym świecie. Jest też Oslo, gdzie mieszkam, ale jest również i Częstochowa, tylko Częstochowa tutaj, gdzie się zaczyna tak zwana Jura Krakowsko-Częstochowska, gdzie są te zamki. Już troszeczkę inaczej wygląda. I to naprawdę ja tam z dziką rozkoszą, że tak powiem, wracam z chęcią.
Ale też jestem świadomy tego, że to jest tylko sen, bo potrafię na przykład powiedzieć sobie dobra, to jest sen, coś muszę sprawdzić. Czyli się wybudzam, zamykam oczy i znowu wracam do tego snu. Mówię już jestem z powrotem. A gdzie ty byłeś? A ja byłem w innej rzeczywistości równoległej.
[38:08] - Czyli jest pan jakby zaznajomiony z tymi tematami różnymi typu OOBE, LD i tak dalej.
[38:14] - No z tematami UFO, bo bodajże no urodziłem się w sześćdziesiątym dziewiątym roczniku. Zawsze żartuję z tego, że to jest najpiękniejszy rocznik. W każdym razie w wieku bodajże trzynastu lub czternastu lat, ale bardziej tak bym się skłaniał ku trzynastemu ro-roku życia mojego. W bibliotece dotarłem do książek pana Moskwicza, pana Lucjana Rudnicza, do Benikena. Także ja już cały czas sobie zadawałem pytanie co, jak i gdzie? A później, powiedzmy troszeczkę w stronę duchowości poszedłem, która nie, nic nie ma, nic nie zaprzecza, że tak powiem temu, że równocześnie coś takiego mogło istnieć. Ale dawało mi jakąś tam logiczną odpowiedź. Na przykład dlaczego złe rzeczy dzieją się małym dzieciom i tak dalej. Czyli powiedzmy prawo karmy. I to było dla mnie takim logicznym wytłumaczeniem.
Także ja tutaj nie ukrywam się, bo już jestem przyzwyczajony do właśnie do rzeczy typu, że o jakieś bzdury wygaduję i tak dalej, nie? Ale się nie przejmuję tym, co ludzie mówią, bo jestem zajęty, jak to się mówi swoim życiem. I wie pan co? W ubiegłym roku moja mama opuściła ciało. Ja to tak nazywam. Nie to, że zmarła. Nie, bo ona żyje, tylko po prostu zostawiła to ciało. Przeniosła się gdzieś do lepszego świata i nie mam żadnych historii pod tytułem to znaczy ona mi się przyśniła i siedzieliśmy tak zaraz na następny dzień bodajże. Ja mówię: Ty wiesz, że ty zmarłaś, nie? Ona mówi: No wiem, tylko idź w kierunku światła.
Tak żartowaliśmy sobie, nie?
[39:52] - Taki to cytat ze Shreka, prawda?
[39:55] - No dokładnie. No ja mówię tylko, bo, bo generalnie się słyszy o tych tak zwanych oszustwach, o tych kontraktach, którzy, jak to się mówi, obiecują złote góry i znowu trzeba będzie się. Ja chciałem, będzie narodzić się trzeba. Ja chciałem jej oszczędzić, jak to się mówi tego, bo w sumie to życie nasze to jest tylko tak no raz, raz, raz, raz pyk i trzeba zostawić to ciało. Generalnie właśnie tak jak to ten film Trzynaste piętro. Czy do jakiejś gry byśmy weszli i żeby, żeby nie musiała się naradzać, żeby już jak to się mówi, wróciła do źródła. Tego jej chciałem, jak to się mówi, zaoszczędzić. Dlatego tak żartowaliśmy. Ona mówi wiem, wiem, wiem, nie? No to dobrze.
[40:36] - No to można powiedzieć, nawiązując do gier, że jak ktoś, ktoś nie umarł, tylko że mu się awatar popsuł.
[40:43] - No dokładnie, dokładnie. To jest naprawdę sto procent trafienie. To jeszcze powiedzmy tak w telegraficznym skrócie tylko opowiem o jednej sytuacji, bo tak no porównując powiedzmy no mieszkam w Oslo, ale mieszkam na obrzeżu Oslo, ale cały czas jest to Oslo. Tutaj komunikacja jest naprawdę super rozwinięta. No i mam akurat apartament kupiłem. Gdzie mieszkamy, że tak powiem, no prawie w lesie można tak powiedzieć. To jest sto osiemdziesiąt dziewięć metrów nad poziomem morza. Widzę fiordy od siebie z okna i mam taki tak zwany taras i czasami sobie wychodziliśmy tak wieczorową porą, tylko te białe noce to już musiało być później niż białe noce. I siedzimy z narzeczoną, która jest tak raczej sceptycznie, sceptycznie powiedzmy do spraw UFO podchodzi i tak dalej, nie? I nagle mówię spójrz, nie?
Pokazuję jej palcem. No widzisz, zobacz. I coś leciało. No coś. No byłem w lotnictwie, także wiem, jak na przykład samolot czy tam powiedzmy śmigłowiec wygląda. Coś leciało pionowo w dół, nagle pod kątem czterdziestu pięciu stopni skręciło i takim łagodnym łukiem zawróciło też pod kątem. To już był wyższy kąt, że tak powiem i wystrzeliło w górę. I ona mówi wow, a co to było? Ja mówię na pewno nie samolot, nie śmigłowiec, nie kometa, nie?
[42:06] - Ani nie dron, ani nie satelita.
[42:09] - No nie, nie, nie. To mówię. Byłem w lotnictwie, także ja wiem, jak pewne rzeczy wyglądają. No człowiek sobie przeliczał, że tak powiem. Prędkość, że tak powiem, wysokość mniej więcej określał.
[42:21] - No taka klasyczna obserwacja tańczącego światła na niebie.
[42:25] - To nie było światło. To musiał być jakiś obiekt naprawdę, bo mówię przynajmniej tak jeżeli te trzy, trzy ruchy wykonał, to było jeszcze powiedzmy. Ale jak można z taką prędkością skręcić powiedzmy pod kątem czterdziestu pięciu stopni, a później takim delikatnym łukiem zawinięcie i w mniejszej prędkości przynajmniej na trzy, cztery razy szybszą i w przeciwnym kierunku, czyli w kierunku, z którego przyleciał. No ale to mówię, to mniejsza o to.
[42:56] - I to tyle, jeśli chodzi o relację naszego słuchacza z Częstochowy. Jak Państwo słyszeliście w trakcie rozmowy nie tylko próbowaliśmy znaleźć jakieś racjonalne wytłumaczenie dla opisanego przezzeń zdarzenia, ale też dzieliliśmy się swoimi spostrzeżeniami i wymienialiśmy uwagami na temat prawdziwej natury naszej rzeczywistości. W zapisach rozmów często pozostawiam te części z uwagami i spostrzeżeniami, bo może zainspirują one kogoś z Państwa do własnych przemyśleń. Pozwolę sobie w tym miejscu przypomnieć, że możecie dyskutować nie tylko w komentarzach na YouTube, ale też na forum Radia Paranormalium pod adresem forum.paranormalium.pl forum.paranormalium.pl. Nasze forum wolne jest od cenzorskich algorytmów i jedyne co tam obowiązuje to regulamin forum i netykieta. A na koniec audycji zostawiłem przypadek, który mnie osobiście wydaje się najbardziej rzekłbym uderzający ze wszystkich przygotowanych na dziś relacji. Wyobraźcie sobie bowiem taką sytuację prowadzisz samochód, jedziesz dobrze znaną sobie trasą, a tu nagle mrugasz okiem i zdajesz sobie sprawę, że znalazłeś się w zupełnie innym miejscu. A jakby tego było mało, jakaś tajemnicza siła przeniosła cię kilka kilometrów dalej. Po drodze żadnej kolizji, nie uwiecznił cię też żaden fotoradar. Po prostu znalazłeś się w miejscu, którego nie znasz.
Myślisz sobie, co jest grane? Taką sytuację miał jakiś czas temu jeden z naszych słuchaczy mieszkających w Niemczech. Oddajmy mu zatem głos.
[44:38] - To było osiemnastego marca, w niedzielę to było dokładnie. To była taka z takiej wracałem, taka noc kabaretowa to było to w Niemczech, w Zachodniej Westfalii dokładnie i to było wracałem autostradą numer trzy. Dokładnie i to był zjazd na Ratingen. Dokładnie to było w mieście Ratingen. Ja tą drogę bardzo dobrze znam, bo ja tą drogą bardzo często jeździłem, bo to dwudziesta druga, dwudziesta trzecia trzydzieści to było trzydzieści cztery dokładnie z tego co pamiętam. Ja bardzo często jeżdżę tą drogą tak, że tam nie ma mowy o pomyłce, że to mogłem gdzieś skręcić czy zapomnieć, czy coś. A dodatkowo mam zawsze mapę jeszcze włączoną, że jakby gdzieś było coś zamknięte, to, to ja tamtędy wracam. To był zjazd z autostrady A3 na autostradę A44 i tam się zjeżdża. Droga w lewo, są światła. No i tam taka jest potem cały czas prosta droga.
Ja sobie tam jechałem sam. Jechałem wtedy wracałem wieczorem, jeszcze chwilę prędzej rozmawiałem przez telefon, ale potem w tym momencie co to się stało, to już nie rozmawiałem, to już jechałem całkiem sam. Także byłem pewnie skoncentrowany na drodze. No i jadę i mijam tam światła i tam jest taka prosta droga, oświetlona, prosta droga. Przejechałem ten wiadukt, przejechałem przez światła i nagle się wszystko się zmieniło. Wszystko się takie szare zrobiło nagle jakieś. Ta droga jest pusta, tam nie ma żadnych dziad za bardzo. Tam po prostu jest jakieś pole z boku. Troszkę dalej jest, jest zjazd na inną autostradę i nagle patrzę, mówię, gdzie ja w ogóle jestem. To w ogóle nie rozpoznałem tej drogi.
W ogóle nie wiedziałem, gdzie jestem i patrzę. Patrzę szybko na mapę, mówię, co tu się na tej mapie stało. Ja miałem być w domu około dwudziestej trzeciej trzydzieści siedem bodajże, czy troszkę później i nagle mi się dwadzieścia minut później, nawet dwadzieścia minut gdzieś umknęło i ciągle mapa zaczęła, zaczęła pokazywać, żeby zawrócić, zawrócić. Ja mówię o kurczę, gdzieś chyba zagapiłem. No ale tak nagle zawracam już koło takich budynków gdzieś dojechałem. Nie znam w ogóle tych budynków, nie wiem gdzie to jest. No i zawracam i tak jakby kurczę, no jakby, jakby to od razu się stało. No to to jest kwestia tam dwustu, trzystu metrów, żebym się tak zagapił, a mi się tam pokazało, że czternaście kilometrów musiałem nadrobić czternaście kilometrów dalej byłem. Także to jest niemożliwe, żeby człowiek się tak zamyślił, bo to jednak miałem jeszcze wiele świateł, wiele, wiele różnych takich, takich skrzyżowań, jakieś rondo powoli jeszcze po drodze minąłem. Ja mówię to jest niemożliwe, żeby się człowiek tak zagapił, żeby tyle, tyle, tyle przegapić, tyle różnych właśnie.
Wiesz, dobrze, że miałem tą nawigację właśnie włączoną, bo bym totalnie nie wiedział gdzie ja jestem i się okazało, że byłem po przeciw-
[47:04] - Czternaście kilometrów.
[47:06] - Tak, tak, tak czternaście kilometrów dalej. Tak, tak czternaście kilometrów mi pokazała nawigacja, że musiałem się wrócić. Znaczy łącznie, czyli siedem w tą stronę i siedem z powrotem, czyli siedem kilometrów z tej autostrady. Po prostu miałem w lewo skręcić, a się znalazłem po prawej stronie, czyli całkiem gdzie indziej. I w ogóle no nie pamiętam nic z tego. Nie pamiętam, żebym gdzieś coś, żebym gdzie indziej widział czy tak dalej. Ja się zatrzymałem na sekundę. Ja zadzwoniłem jeszcze do mojej kobiety. Ja mówię kurde, słuchaj, takie coś się stało, to jest niemożliwe. No mówię, jak ten.
No mówię no, no ale to może się zagapić. Ja mówię tak, no można się zagapić, ale jak się człowiek zagapi, to jest kwestia tam dojechania, nie wiem, no paruset metrów oczywiście. No bo, no bo to już człowiekowi coś nie pasuje, tym bardziej że tą drogę się zna, a siedem kilometrów po prostu dalej zajechałem. Znaczy zajechałem, się znalazłem siedem kilometrów w drugą, totalnie przeciwną stronę, siedem kilometrów dalej. Że z tym, co musiałem nadrobić, to czternaście kilometrów doszło do tego punktu docelowego, czyli do domu, jak, jak powinno być. No i tak się cały czas zastanawiałem, mówię no jak to jest możliwe, żeby człowiek czy coś. No ale no wiadomo, to już jest wieczór. Też sobie tłumaczyłem, noCzłowiek nie był pod wpływem niczego, bo wiadomo auto prowadziłem, to, to człowiek nic nie pił, nic. No to jest. Nie byłem zmęczony nawet, bo była taka fajna noc, taka dosyć pozytywna.
[48:21] - No chciałem właśnie zapytać o to, czy był pan w miarę wypoczęty w momencie, kiedy się to stało?
[48:26] - Wie pan co? Byłem bardzo. Byłem tak, bo tu polskie kabarety przyjechały grać, także mieliśmy to naprawdę bardzo dużo śmiechu, pozytywnej energii. Naprawdę ja wracałem, to byłem tak, tak, tak, tak naładowany, tak fajnie, że, że po prostu mówię wrócę do domu, to jeszcze chciałem zadzwonić, tam opowiedzieć znajomym. Tu mam takich swoich też długo, długo siedzących. Znaczy się, że tak powiem. Także tak się chciałem jeszcze opowiedzieć, dojechać na spokojnie, opowiedzieć to. No ale ja już potem, po tej, po tej, po tej całej sytuacji ja byłem już tak rozbity. Ja mówię no kurczę, nie dawało mi to w ogóle nie mogłem spać tej nocy po tym wszystkim i byłem taki, taki trochę rozkojarzony, już później taki dekoncentrowany. No bo mówię, jak to jest możliwe, żeby aż tak daleko się znaleźć?
No bo to zdarzy się człowiekowi, że tu się zamyśli, nie skręci w tym kierunku. Ale to nie, to nie była już taka autostrada, tylko to już było. Ja już jechałem takimi dróżkami między, między domami. Znaczy się znalazłem, bo jak wracałem, no to mówię kilka świateł, minąłem skrzyżowań, kilka, chyba jedno, jedno takie duże rondo. To jest niemożliwe, żeby człowiek nagle wiedział i wraca do domu i nagle mija takie rzeczy i nie zauważy, że źle jedzie, tak? No także byłem. Nie byłem w ogóle zmęczony. Wręcz przeciwnie. Byłem taki dobrze, dobrej myśli, dobrej energii miałem bardzo dużo w sobie. Chciałem to opowiedzieć znajomym, tak jak mówię.
No a skończyło się właśnie tak, że no, że po prostu nie wiedziałem, co gdzie, jak. Mówię zadzwonię do mojej kobiety. No troszkę na początku nie wiedziała, jak to odebrać. Tu się troszkę na początku się śmiała, a później mówi no kurczę, no rzeczywiście, no to nie da się tak po prostu aż tak daleko zajechać, żeby, żeby tego nie pamiętać. Na drugi dzień, bo ja mam kamerę w aucie, całkiem tego dnia zapomniałem, ale tak chyba na drugi dzień chciałem sprawdzić i nie ma. Ucięte jest z tego już od tego dnia jeszcze powinno być, bo patrzałem pojemności karty to tak jakby z tego dnia jeszcze powinno być nagrane, a żadnego nagrania z tego dnia w ogóle nie miałem. Tak jakby ktoś mi wykasował cały, cały ten dzień. Ja mówię no kurczę, może już tam miejsca zabrakło na tej kamerze, ale potem jak tak patrzę, bo tak czasami kontroluję, no to tam mam cztery, pięć dni do tyłu. To jest tyle, co nagrywa ta kamera przy takiej jeździe i tam już nie było od tego dnia, tylko od następnego dnia miałem kolejne nagrania, ale od tego dnia nie było już kompletnie nic. Ja mówię kurczę, no pech to pewne, ale to sobie tłumaczę w ten sposób, że po prostu no nie wiem, ta karta pamięci już, już nie dała rady.
No chociaż teoretycznie powinno jeszcze być. Powinno być, ale w praktyce już mnie to dziwi, że, że nie było nic, żadnego nagrania, a tam są podwójnie się nagrywa, bo i przód i tył nie było ani, ani tego, ani tego. No i to już właśnie to mnie, to, to już mnie totalnie dekoncentrowało. Ja mówię no już nie wiem, nie wiem, nie wiem, jak to po prostu sobie tłumaczyć.
[51:02] - A pan sprawdzał może jakoś historię lokalizacji w smartfonie czy w nawigacji? Nie wiem jak to w nawigacji wygląda samochodowej, bo nie jeżdżę samochodem, nawet prawa jazdy nie posiadam, ale może w smartfonie coś się zapisywało.
[51:14] - Wie pan co? Ja używam nawigacji z tego z telefonu. Ten Google Map. Ja tej nawigacji na tej sobie jeżdżę. Tak, tak. A no gdzieś tam pokazuje, gdzie tam się znalazłem. No ale to, to ja już tam dojechałem po prostu do, do tego punktu. Ja potem patrzyłem, gdzie ja w ogóle byłem, bo, bo jak ja wracałem, to ta cała droga była zapisana gdzie. No i tak sobie tak patrzyłem. No, no kurczę, no nie ma, nie ma możliwości.
No nie wiem, no człowiek by musiał być naprawdę pod wpływem chyba jakichś środków czy czegoś, żeby, żeby aż tak nie pamiętać. No siedem, siedem kilometrów jadąc drogą taką miejską, no to, to jest duży kawałek. Tam na autostradzie, to wiadomo, człowiek może przejechać zaspany być i jedzie się cały czas prosto. A tu jednak nie. Tu trzeba jednak co tu troszkę skręcić, tu zwolnić, tu jak są światła, to się zatrzymać oczywiście. W ogóle, w ogóle tego nie mam w głowie, tylko jak wracałem. Ale w tamtą stronę nie ma kompletnie nic. Tak po prostu wycięte wszystko. Nie wiem. Nie wiem.
Nie wiem, jak sobie to tłumaczyć. Nie wiem, jak to się stało. Do dzisiaj jest to dla mnie dziwne. Tak właśnie no tutaj próbowałem z kimś porozmawiać na ten temat, no ale to wie pan, jak ludzie reagują. Jedni się tam zaśmieją, inni tam jeszcze mają swoje. No ale ja bardzo często słucham właśnie Radio Paranormalium sobie czy to w pracy, czy gdzieś. Bardzo często jestem stałym takim słuchaczem i mówię no kurczę, pierwszy raz, pierwszy raz w sumie się odezwałem do państwa, ale chyba jedynie mogę, mogę dostać albo jakąś, jakąś logiczną odpowiedź na to, bo nie wiem, nie wiem, naprawdę nie mam pojęcia jak to, jak to, jak to, jak to sobie tłumaczyć to wszystko, co to było.
[52:43] - Ciężko mi tu jakieś logiczne wytłumaczenie dla tego znaleźć, bo to tak wygląda, jakby panu albo coś wycięło pamięć przez te kilkadziesiąt minut, albo jakby pana przerzuciło w przestrzeni coś tego typu.
[52:55] - Dokładnie, dokładnie. I wie pan co to są takie? To jest właśnie przejezdne skrzyżowanie i to, to jest taki wiadukt, jak się zjeżdża z autostrady i jest od razu zakręt w lewo, tam trzeba zwolnić i przez te światła się przejeżdża. I tam jest taka prosta, oświetlona droga zawsze. Ja przejechałem dokładnie jak przez te światła przejechałem. Nagle się takie-- wjeżdżałem w tą drogę i się tak zrobiło szaro. Ten no patrzę, gdzie ja jestem i w tym momencie, w tym właśnie punkcie mnie tak jakby odcięło, że to tak nazwę i dalej się znalazłem. Mówię gdzie ja jestem? I tak chodziłem dalej tą drogą, jechałem w kierunku domu. Ja byłem pewny, że ja dalej jadę tą samą drogą w kierunku domu, ale no mówię nic mi tu nie pasuje, nic mi nie pasuje, nic mi nie pasuje.
Jadę dalej, mówię tu jakieś budynki. Przecież ja mówię tu nie ma żadnych budynków na tej drodze, co ja wracam, tu jakieś budynki. No i tak zerknąłem na tą nawigację, mówię, patrzę. Już miałem być prawie dwadzieścia minut później w domu czy tam nawet troszkę z hakiem. I ja mówię patrzę, mówię ile tych kilometrów tu przybyło? Ja mówię kurczę, czternaście, dokładnie czternaście kilometrów, bo to jeszcze dokładnie sprawdzałem. Czternaście kilometrów? Nie no, to jest przecież niemożliwe, żeby, żeby ten ja mówię. No ale w ogóle nie wiedziałem, gdzie ja jestem, tylko na tej nawigacji, jak mówię, patrzę tu gdzieś zawrócić koło jakiegoś budynku dookoła musiałem przejechać jeszcze, żeby zawrócić. Ja mówię kurczę, gdzie ja jestem?
No, potem sobie popatrzyłem. To dalej byłemW tym mieście Ratingen tylko już bardziej od strony centrum, tam także, także już daleko, daleko. Ale, a ja, ja jechałem w kierunku miasta Velbert. Także także to jest totalnie przeciwna droga. To jest można powiedzieć po prostej drodze, jak jakby się wrócić, tylko totalnie w drugim kierunku. No ja mówię, żeby to była autostrada, to ja rozumiem. Człowiek się zagapił, przejechał. Nie wiem. Pomyślał za długo myślał. No coś i tak.
No nigdy mi się czegoś takiego takie coś nie zdarzyło, a tu no po prostu. No mówię za dużo skrzyżowań, za dużo, żeby nie zauważyć po drodze, że się źle, źle jedzie. To było dla mnie bardzo dziwne i naprawdę nie umiem sobie do dzisiaj wytłumaczyć, co się właściwie stało. No coś mi się wydaje, że mnie przerzuciło, bo normalnie jak ja wracałem jeszcze czy coś, to tak myślę. Jeszcze te dwadzieścia prawie minut to tych siedem kilometrów miastem. Gdzie są jeszcze światła. No to tam trochę tak nadrobiłem. A mało tego, jeszcze mam taką aplikację w Polsce. Tam Janosik ona się nazywa, co ona tam pokazuje fotoradary i jak wracałem, to też mi zaczęło pikać, że był po drodze fotoradar i już samo to, bo to jest dosyć głośne. To mi dało do myślenia, że gdzieś jadę, bo tam jak już wracam do domu, tam nie ma żadnego fotoradaru, tylko z tej drugiej strony.
Już to by mnie tak obudziło, że tak powiem, jakbym się zamyślił, że jest fotoradar. A jak wracałem, mówię tu pika, że jest fotoradar. Mówię kurczę, no wiedziałbym to jakbym jechał, nawet to by mi dało znać. Nie dało i po prostu no musiało. No tak jak pan mówi albo przerzuciło, albo no nie wiem, nie wiem. Naprawdę jest to dla mnie dziwne, ale no tak to wyglądało.
[55:41] - Zastanawiające też jest to, że jeżeli dobrze pamiętam, to tam panu wycięło chyba kilkadziesiąt minut z pamięci tak?
[55:48] - Dokładnie powiem panu no około dwudziestu, dwudziestu minut. Tak, około dwudziestu minut mnie wycięło. Tak, tak. Coś coś w tym celu. Tak. Nie jestem w ogóle. No dwadzieścia minut nie będąc świadomy tym, że się prowadzi samochód. No to to-
[56:02] - No to jest prowadzenie się do sytuacji potencjalnie niebezpiecznych. Tak
[56:07] - Bardzo, bardzo. Ale mówię no nie byłem, nie byłem, nie piłem alkoholu, bo jeszcze tam na miejscu to, to, to. No tam nawet nie można. Tam choćby człowiek chciał. Ja nawet też nie piję nigdy. Ale chodzi, chodzi o sam fakt, że no nic, nic takiego nie było. To też nie był jakiś klub, że ktoś mógł do, do jak to się mówi dosypać czegoś do napoju. Nie, to był po prostu to była impreza organizowana chyba przez Polskę. To chyba było jakieś, jakieś było to organizowane. Tam był Kabaret Młodych Panów, Kabaret Moralnego Niepokoju, bardzo dużo takich fajnych kabaretów, także bardzo dużo ludzi, bardzo fajnie się bawili i ja jedyne co tam piłem, to colę wypiłem.
I no mówię no nawet nawet grama małego piwa nie wypiłem, jak to się mówi nic, nic, nic. Także ja sobie to naprawdę tłumaczyłem na różne sposoby i nie było możliwością, żebym był pod wpływem czegokolwiek, bo mówię no, no tam nie było, nie było nawet jak. Jakby człowiek chciał. Ja już też to też nie te lata, żeby się tak bawić, jak to młodzi się bawią i tam różne ten. Ale ja mówię panu, no nie wiem. Tłumaczyłem sobie, szukałem odpowiedzi nawet ze znajomymi, jak rozmawiałem, bo oczywiście nie tylko tam dwóm czy trzem znajomym to powiedziałem, żeby tam, żeby se pomyśleli, że jakieś walnięty jestem czy coś. Ale, ale wie pan, nie ma, nie ma, nie ma po prostu nic, czego mógłbym się zaczepić i sobie to w jakikolwiek sposób spróbować, nie wiem, wmówić, wytłumaczyć, że to przez to czy przez to nie, nie było takiej opcji po prostu. Także wypiłem tylko coca-colę i-
[57:32] - Właśnie z tą coca-colą nasunęło mi się takie pytanie czy, czy wszystko pan ma w porządku, że tak powiem z cukrem?
[57:38] - Tak, tak, tak.
[57:40] - Wszystko okej?
[57:41] - Nawet niedawno. No wszystko, wszystko zdrowe. Tak. Robiłem nawet niedawno badania, bo właśnie jak to się mówi w wieku czterdziestu lat to w takim wieku, w takim wieku właśnie jestem mój lekarz. Ja mieszkam za granicą, mieszkam w Niemczech i tam mam lekarza, co z Polski pochodzi, to też mi to zasugerował i robiłem badania także. Także wszystko mam w najlepszym porządku. Wszystko. Nie mam nic, nic, żadnego nadmiaru. Nawet myślałem, bo też taki no jestem. Znaczy kawał chłopa mogę powiedzieć.
Myślałem, że może tam coś jeszcze z wątrobą będzie nie tak otłuszczona czy coś, jak to niektórzy mówią tam cholesterol. Mówi nie, nic. Wszystko mam bardzo dobre, w normie. Także także zdrowy chłop, jak to się mówi. Ale nie, nie mam żadnego problemu zdrowotnego. Nic, nic, nic z tych rzeczy.
[58:25] - Krótko mówiąc, napój pod tytułem coca-cola nie miał tutaj żadnego wpływu na przebieg tego zdarzenia.
[58:31] - Nie, nie, nie, nie, nie, nie ma, nie ma. Ja lubię dużo kawy pić. Nawet to też nie ma tak, że pobudziła mnie jakoś ta coca-cola, że kofeina. Ja ogólnie lubię dużo kawy pić w ciągu dnia także. Także na to, na tą kofeinę też jestem odporny. Ale, ale nie, nie, nie, nie. Po prostu będąc na takiej imprezie wiadomo, to tam człowiek wypił no szklankę, no chyba szklankę coca-coli. Dokładnie wypiłem. Także no nie było, nie było możliwości czegokolwiek, żeby. I tym bardziej, że ja wróciłem.
Ja byłem świadom tego, bo zaraz jak tam się, jak się ocknąłem w tym miejscu, gdzie byłem, bo ja nie wiedziałem w ogóle, gdzie jestem, ja byłem totalnie zdezorientowany i mówię, gdzie ja w ogóle. Ja nie znałem tego miejsca, bo ja tam w sumie nigdy nie jeździłem w tamtą stronę. I ja się zatrzymałem. I w momencie, gdy zawracałem, zadzwoniłem do mojej kobiety i ja mówię słuchaj, no tak i tak się stało. Ja mówię ja nie wiem dokładnie, gdzie ja jestem. Ja muszę to na tej mapie sprawdzić. No, ona mówi no, ale jak? No to mówię no zawróć, to będziesz, będziesz wiedział. Ja mówię tak, ale to nie, to ja mam bardzo daleko, kilka kilometrów do tego punktu, gdzie w sumie bym musiał. Jak zawracałem, to dojechałem znów do tych świateł z powrotem, gdzie mnie przerzuciło w tym miejscu, bo dokładnie, dokładnie wiem, w którym to było miejscu.
Dojechałem do tych świateł, przejechałem dalej, ale już było wszystko normalnie. Już ta droga tak jak pamiętałem. Tak jak. Tak jak, tak.Bo ja bardzo często jeżdżę, kilka razy w tygodniu tą drogą wracam, także ja bardzo dobrze znam tą drogę. Także to już człowiek nawet z automatu tamtędy, tamtędy jeździ i nawet jakby się zamyślił to i tak przejedzie tą drogą, bo to wie pan, jak się z pracy wraca czy coś, to taką, taką drogę się zna bardzo dobrze. No i jak wracałem, zwróciłem specjalnie uwagę, czy może ktoś się tam znajduje w tym miejscu. Się rozglądałem na lewo, na prawo. Nie, wszystko normalnie, wszystko normalnie. I wtedy już przejechałem. Wróciłem do domu także.
No nie wiem, nie wiem .
[01:00:13] - No bo tak mi się nasunęło jeszcze z tym, z ewentualnym napojem na imprezie, że gdyby coś było nie tak, to pan by to chyba zauważył, prawda? Takie jakieś znamiona.
[01:00:22] - Oczywiście tak, tak, tak. Jakby nawet smak był inny czy coś. Nie ja po prostu tam bardzo dużo ludzi było i myśmy, myśmy tam z automatu to wszystko nalewali. Także myśmy zamawiali wtedy chyba bodajże kilka od razu napojów, bo kolejki wiadomo, na takich imprezach to są duże. To myśmy dla całej naszej takiej bardzo dużo znajomych było. No to tam wiadomo, myśmy od razu kilka napojów na raz zamawiali, także nawet widziałem jak to nalewali to, to w takich kubkach, bo to wszystko wiadomo w plasti-plasti, znaczy w takich papierzanych kubkach, różnych plastikowych, takich papierzanych kubkach. Także to, to wszystko dawali. Ja bym to widziałem, jak nalewali, bo ja to odbierałem do ręki, brałem i tam znajomym zanosiłem. Nie było możliwości po prostu. Ale ja, ja tą colę piłem jeszcze przed całym występem, przed tym całym kabaretem, to on też trwał około no dwóch godzin.
Muszę powiedzieć, że to spokojnie trwało, także, także ja to piłem przed. Także to ja bym już od-czuł po prostu na tym, na tym występie, że, że coś się dzieje nie tak. Czy, czy ja się jakoś mogę dziwnie? Nie, było wszystko w porządku, w jak najlepszym porządku. No, potem żeśmy się tam porozjeżdżali, także każdy jechał, bo to tak jak mówię, to była niedziela, żeby to była jeszcze sobota, pewnie byśmy gdzieś ze znajomymi jeszcze sobie usiedli. Nie, to już była niedziela, każdy wracał do domu, bo to było późno, a, a potem było w poniedziałek do pracy. Każdy szedł, to to wiadomo. Yy nie było mowy o jakimś balowaniu czy, czy o czymkolwiek. No także no nie, też sobie szukałem. Szukałem wiele, wiele, wiele różnych wytłumaczeń.
Czy mogło być to? Czy mogło być to? Ale no same, same wypicie napoju z czymś, to bym już odczuł po prostu. Tak jak wspomniałem na tym występie. A to ja jechałem jakieś dwie i pół godziny do trzech godzin po wypiciu tego napoju. Także z takim opóźnieniem to wątpię, żeby, żeby coś w takim czasie miało zadziałać.
[01:02:03] - No to już raczej nie miało prawa działać tak. Bo tutaj-
[01:02:06] - Dokładnie tak.
[01:02:06] - To wygląda tak, jakby takie połączenie zjawiska błędu, zjawiska missing time i dziwnego przeniesienia jakby w przestrzeni w inne miejsce. Bo to pan nic nie przeczuwał przed tym, zanim się pan zorientował, że jest gdzie indziej, to tak jakby nagle się stało.
[01:02:22] - Nie, nie wszystko było w porządku. Tak, tak. To się tak nagle stało. To się nagle stało. To tak jak. No tak jak mówię, jedzie pan ulicą, którą pan bardzo dobrze zna, którą wraca pan do domu i nagle przejeżdża pan przez światła. No i to nie ta droga. I za światłami się po prostu ta droga to nie ta droga, która zawsze tam była, tylko po prostu całkiem inna droga, w innym miejscu, w innym kierunku. I no mówię, żebym naprawdę, żebym nie miał nawigacji, to ja bym wtedy zwariował. Chyba.
Ja bym nie wiedział totalnie, gdzie ja jestem. Ja bym musiał gdzieś iść, zapytać kogoś, jakąś nie wiem, czy taksówkę znaleźć, bo to po samych nazw-nazw-nazw-nazw ulic to wiadomo, to nie było w tym mieście, gdzie ja mieszkam, tylko w innym. To nawet to by mi dużo nie powiedziało. Także mówię dobrze, że miałem tą nawigację i ona zaraz na nowo obliczyła tą drogę. Kazała za-zawrócić. Ale, ale ja mówię czemu w ogóle mi nawigacja? Gdzie ja się w ogóle znajduję? Czemu ja się mam zawrócić? Gdzie ja, gdzie ja jestem? Patrzę.
Patrzę na ten czas. Pierwsze spojrzałem na czas, o której miałem być w domu. Kurczę, to mówię ponad dwadzieścia minut później to jest. Ja mówię no to, to jest przecież niemożliwe. No i tak patrzę na te kilometry. Ja mówię no nic. No dobra, ja zadzwoniłem, tak jak wspomniałem i potem zacząłem wracać i tak patrzę. No i tak miałem jedne światła, drugie fotoradar, minąłem rondo, minąłem, mówię no to jest niemożliwe. To jest po prostu niemożliwe, żebym ja tego nie zauważył jadąc w tym złym kierunku. To, to było totalnie niemożliwe.
Dlatego, dlatego no nie potrafię sobie tego wytłumaczyć .
[01:03:47] - Jakiegoś mandatu z tytułu przejechania w okolicy tego fotoradaru, jak mniemam, nie było. Że to tak już-
[01:03:53] - Właśnie, właśnie to samo ja tak dokładnie myślałem. Mówię kurczę, jakbym przejechał, żeby coś przyszło, nic nie przyszło, żadnego mandatu, żadnego nic. Nic nie było. A to był taki fotoradar. On i na prędkość i czerwone światło bodajże bada takie, takie. No także mówię, żeby cokolwiek. Nic, nic, nic. Wszystko w porządku. Nic nie przyszło z czasem, że coś, coś tam się stało po prostu. No i tak to ucichło.
No i potem tylko z czasem ja nie wiedziałem gdzie, jak i ja mówię tam gdzieś chyba na YouTubie, tak na YouTubie wiadomo, że tam był nowy, nowy, nowe nagranie tam z Radia Paranormalium. I tak pomyślałem, mówię, że do państwa napiszę, bo nie wiedziałem, nie wiedziałem po prostu, z kim mogę porozmawiać nawet na ten temat. Ja nawet myślałem o coś takiego, jak są te, te hipnozy regresyjne, takie czy, czy, czy, czy czegoś takiego nawet nie spróbować, bo no temat, temat naprawdę nie daje mi spokoju i po prostu czy coś takiego by nawet mogło pomóc, ale no nie wiem, nie wiem. Szukam każdej możliwej odpowiedzi. Chętnie się podejmę, podejmę każdej możliwej rady pomocy czy czegokolwiek, żeby znaleźć jakąś odpowiedź na to. Mówię może być tak, że nie znajdę tej odpowiedzi i to będzie siedzieć kolejne lata we mnie. Ale, ale no ja bardzo, bardzo chętnie się skontaktuję z kimś, kto, kto może mieć więcej pomysłów na ten przypadek. Co właśnie mi się wydarzyło. Ja właśnie w pracy jak mam ten, to ja sobie bardzo często słucham różne, różne tam właśnie z Radia Paranormalium różne ufo logiczne i o tam o hipnozach i tak dalej. Bardzo, bardzo lubię słuchać bardzo i bardzo właśnie interesują mnie te różne tematy, ale no powiem panu bardzo jakby to powiedzieć.
Nigdy nie przypuszczałem, że mnie to po prostu spotka. Ja bardziej słuchałem, takim słuchaczem bym. Ale, ale że coś takiego mi się przydarzy i nie będę mieć na to odpowiedzi, to naprawdę no nie przypuszczałbym nigdy w życiu. Ale bardzo można tam udostępnić gdziekolwiek czy ten. Także ja jestem otwarty. Jakby ktoś miał jakieśkolwiek pytania do mnie to, to jestem dostępny. Także bardzo zapraszam do jakichkolwiek rozmów. Po prostu. No tak jak mówię, jeśli, jeśli coś się dowiem, nawet, nawet jeślibym spróbował tej hipnozy, to, to przekażę dalej do państwa. Jeśli się coś dowiedziałem czy coś się udało, ale, ale no będę próbować.
Na pewno będę próbować różnych, różnych sposobów... żeby, żeby jakąś odpowiedź na to znaleźć.
[01:06:18] - To żadne jakieś wspomnienia z tego, yy, utraconego czasu panu w międzyczasie nie wróciły, nie?
[01:06:24] - Kompletnie nic.
[01:06:25] - Kompletnie nic.
[01:06:26] - Kompletnie nic. Wie pan co? I t-to jest takie je i tak jak mówię, jadę. Światła były, przejechałem, przejechałem właśnie te światła i kompletnie się dokładnie po przejechaniu linii tych świateł patrzę, yy, patrzałem do przodu, bo tam normalnie za tymi światłami z drugiej strony jest zjazd na, na, na autostradę, jak się od drugiej strony jedzie. No i przejechałem po prostu prosto i w tym momencie zmieniło się wszystko. To był taki klik, zmieniło się wszystko i później z czasem, yy, tak mówiłem. I właśnie szkoda, że w ten sam dzień nie, nie przyszło mi do głowy kamerę sprawdzić, tylko tą kamerę to była niedziela. We wtorek sprawdziłem tą kamerę, a normalnie do czterech dni jak tak jeżdżę to te nagrania mogę sobie odtworzyć. A tu jest tak dokładnie to choćby ten jeden dzień po prostu pusty. No nie ma po prostu kolejne od, od poniedziałku były pierwsze nagrania.
Mówię, kurczę, no powinny być z niedzieli, choćby, choćby to był już sam koniec, bo to było po dwudziesta trzecia trzydzieści tam z hakiem, jak ktoś około, około tej godziny. Teraz dokładnie nie, nie kojarzę, ale około tej godziny tak jakoś było, jak, jak byłem w tym miejscu. I, i mówię no to, to był koniec dnia, to tym bardziej powinno te, te z tego momentu być to zarejestrowane, bo tam z rana czy coś to mogło się już wykasować, ale no nie ma nic, nie ma nic. Poszedłem, mówię kurczę, że mi to do głowy od razu nie przyszło, a kamerę mam także, także takie ucięte jest dokładnie wszystko. Nic, nic. Próbowałem sobie tam jakoś, jakoś tłumaczyć nawet innym. Parę dni później specjalnie pojechałem jeszcze raz tą drogą sprawdzić tą drogę, gdzie, gdzieś tam się znalazłem tak mniej więcej. I znowu patrzę, mówię tak tu, tu mówię, tu jakieś rondo, tu jeszcze, tu jeszcze światła, tu taka, tu jeszcze ten fotoradar, tu jeszcze to. I znów mi ta aplikacja, ten, ten yanosik zaczął mi po prostu piszczeć, że, że tam jeszcze taki tam się odzywa taki lektor, że tam jest właśnie kamera, żeby zwolnić i tam też po czterdzieści czy pięćdziesiąt kilometrów na godzinę. To mówi, że w tym miejscu, że, że rejestruje to nawet i to bardzo głośno w aucie się odzywa.
Także mówię, to by mnie, to by mnie już dało znać, że, że też mam uważać, że jest jakaś kamera. I w ogóle skąd się wzięła kamera, bo w tym, w tym kierunku, którym wracam do domu, nie ma żadnego fotoradaru czy kamery nie ma, nie ma nic. Także tam się nie odzywa ta, ta aplikacja i to mówię no kurczę, to jest niemożliwe, że, że tyle rzeczy, tyle musiałem mijać. No i tak długo jechać i żeby nie zauważyć tego, żeby... Ale nic sobie nawet nie przypomniałem tej drogi, bo czasami człowiek jedzie, to zauważy o taki budynek tu jest. Czy, czy takie auto, czy, czy, czy cokolwiek w tym miejscu stoi, czy jakaś restauracja, knajpka czy coś. To człowiek zauważy takie coś i ten nic, nic. Po prostu nic, nic nie kojarzyłem, nic nie wiedziałem. Tak jakbym pierwszy raz tą drogą jechał także. Także to było totalnie dziwne dla mnie.
[01:09:02] - Ja się słabo znam na jakichś tam urządzeniach stosowanych w samochodach, ale chyba wideorejestrator sam się włącza w momencie jak się odpala, prawda?
[01:09:11] - Tak, tak, tak, tak. W momencie włączenia zapłonu to się samo włącza i to się na bieżąco się to do rejestruje. Jak mówię, ja mam z przodu i z tyłu kamerę i przód i tył mi się rejestruje także, także no mówię no, no, ale to kompletnie ten dzień to w ogóle wykasowane tak wykasowane, no pusto. Nie, nie ten tylko od poniedziałku. Tam były pierwsze, pierwsze, pierwsze te nagrania, które udało mi się, bo specjalnie do domu wziąłem na komputer. Już prędzej nawet wyłączyłem mówię, żeby się dalej nie nagrywało. Wyłączyłem kartę, wyciągnąłem pamięci, żeby, żeby po prostu się coś nie dograło i nie wykasowało, ale no, no nic, nic. Tam już było cisza także no normalnie by tam coś nagrało i ja mówię nie wiem, nie wiem. No po prostu, po prostu brak odpowiedzi. Próbuję sobie naprawdę na wiele możliwości w różnych tam dziedzinach odpowiadać na to.
Nie wiem, nie wiem po prostu. No ale tak jak zadzwoniłem do państwa, właśnie ten, ten państwo powiedzieli, że takie przerzucenie w czasie czy coś. Ja wiem, że to trochę brzmi jak science fiction, ale, ale to jest najbardziej logiczna odpowiedź na ten moment, że takie też się mogą stać, że takie przerzucenie w tym miejscu, w tym czy coś, bo no ciężko, ciężko, ciężko mi jest cokolwiek innego na ten moment powiedzieć. A no mówię, ja jestem otwarty. Jakby ktoś naprawdę miał jakieś pytania, to zapraszam. Jestem, jestem dostępny i b-b-będziemy możemy kontynuować.
[01:10:34] - I to już wszystkie przygotowane na dziś relacje. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o opisanych dziś zdarzeniach. A jeśli macie jakieś swoje relacje o spotkaniach z nieznanym i chcielibyście się nimi podzielić, zapraszam do kontaktu. Mówił do Państwa Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium Paranormalny głos w Twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Zapowiedzi jak zawsze znajdziecie na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl oraz we wpisach na naszych profilach społecznościowych. Polecam również Państwu uwadze najnowszy listopadowy numer Nieznanego Świata, który znajdziecie w punktach prasowych na terenie całej Polski. Dostępna jest również prenumerata na rok dwa tysiące dwudziesty czwarty, którą można zamówić obok innych ciekawych treści w sklepie internetowym na www.nieznany.pl. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu.
Nasze numery telefonów to stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sta dziewięćdziesiąt trzy. Skype radio.paranormalium.pl radio.paranormalium.pl Numer Gadu-Gadu trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa, trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl radio@paranormalium.pl Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, prosimy o nagranie wiadomości głosowej bądź wysłanie SMS-a. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych lub z zagranicy prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. W razie wykorzystania zapisu rozmowy w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu.