[00:03] - Radio Paranormalium prezentuje audycja z cyklu Facta Incognita. A dzisiaj w Facta Incognita zagadka tak zwanych Georgia Guidestones. Dzisiaj porozmawiamy o takim monumencie, który od kilkudziesięciu lat budził kontrowersje, budził niezliczone teorie spiskowe. A jakoś tak się dziwnie składa, że niedługo mija pierwsza rocznica jego zburzenia. Kto i po co zburzył Georgia Guidestones? I czego możemy się teraz spodziewać? O tym dzisiaj będą dla państwa dyskutować i z państwem oczywiście również będą dyskutować Marek Żelkowski z Bibliotekarium oraz Piotr Cielebiaś z Nieznanego Świata. A ja, Marek Sęk Ivellios, będę obsługiwał audycję od strony technicznej i oczywiście będę także przekazywał komentarze z czatów prowadzącym. Można do nas dzisiaj pisać na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Jesteśmy także oczywiście na Skypie radio.paranormalium.pl.
Mamy kanał na Telegramie. Można wysłać nam SMS pod numer 53620493. Jesteśmy obecni na Facebooku na fanpage'u Radia Paranormalium, na grupach Radio Paranormalium i Czytelnicy Nieznanego Świata, do dołączenia, do których również serdecznie państwa zapraszamy. A jeżeli ktoś woli, to może także wysłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Oczywiście nie możemy też zapomnieć o wciąż jeszcze żywym Gadu-Gadu. Jesteśmy pod numerem 36088002. A więc po tym krótkim wstępie przekazuję głos Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[02:08] - Dobry wieczór. Dobry wieczór wszystkim. Drodzy państwo, były nazywane amerykańskim Stonehenge z racji fizycznego małego podobieństwa do słynnego monumentu. Większość ludzi zna je jednak jako Georgia Guidestones. To możemy, Ivelliosie, przetłumaczyć jako kamienne tablice ze wskazaniami z Georgii, ale my dzisiaj będziemy je umownie nazywać kamieniami z Georgii.
[02:35] - Georgejskie kamienne przykazania.
[02:38] - I to nie chodzi o Gruzję, tylko o stan Georgia w Stanach Zjednoczonych. Przez lata ten osławiony monument zrodził mnóstwo teorii spiskowych związanych z zawartością tychże tablic. Szczególne kontrowersje budziły wzmianki o redukcji ziemskiej populacji. Najgorętsze emocje zapanowały, tak, dobrze myślicie, w trakcie pandemii, co doprowadziło bliżej nieokreślonych sprawców do wysadzenia tego monumentu NWO czy pomniku Antychrysta, bo i tak kamienie były nazywane. Nim przejdziemy do konkretów, kilka ogłoszeń duszpasterskich. W kioskach czeka na was czerwcowy „Nieznany Świat”. Poniżej znajdziecie również odniesienia do dwóch artykułów z „Nieznanego Świata”, które są związane z dzisiejszym tematem bezpośrednio. Jeden dotyczy właśnie kamiennych monumentów z Georgii, drugi teorii QAnon. Polecamy też piątkowe Bibliotekarium zatytułowane „Kim jest Matt Paray?”. Tam też jest segment Filmotekarium.
Przypominamy też o zbliżającej się premierze drugiej części „Wojny cieni”, której autorem jest nie kto inny jak Marek Żelkowski, którego serdecznie witam i pytam od razu: Marku, czym były w ogóle te kamienie z Georgii? Dlaczego budziły aż tyle emocji i czy słusznie uznaje się je za pomnik wcielonego zła?
[04:10] - Myślę, że odpowiedź na to pytanie sporo pieniędzy by kosztowała, jakby przeliczyć na gotówkę. Czym to jest naprawdę? Trudno odpowiedzieć. Jedni będą twierdzić, że to jest rodzaj happeningu, żartu czy może jakiegoś takiego performance'u. Inni natomiast powiedzą, że to jest takie typowe dla na przykład Iluminatów, ale tu podkreślam, na przykład Iluminatów, powiedzenie nam wszystkim: „No i co nam zrobicie? Powiemy wam, co wam zrobimy i co nam zrobicie”. Więc czym jest naprawdę ten kamienny monument, były kamienny monument z Georgii? Trudno jest tak naprawdę odpowiedzieć jednoznacznie. Na pewno jest to rzecz niepokojąca. Rzecz, która niektórymi swoimi wskazaniami budzi emocje.
Powiedziałeś to, Piotrze, o depopulacji, ale to nie tylko kwestia depopulacji. Tam są inne zagadnienia, o których pewno dzisiaj, a nawet na pewno dzisiaj powiemy, które budzą niepokój. One są sprzedane, tu cudzysłów ogromny, w sposób taki bardzo neutralny, taki bardzo łagodny. Niby wszystko jest okej, fajnie, ale w gruncie rzeczy nawet te sprawy, te zagadnienia, które wydają się niewinne, one budzą niepokój.Jak się dobrze wczytać w to, co zostało przekazane na tych, użyjmy tego słowa, kamiennych tablicach. Chociaż nie o takie kamienne tablice by nam chodziło, a w każdym razie mnie chodziło. Na tych kamiennych tablicach zawarte są wskazania, zawarte są przekazy, które niepokoją. Mnie na pewno niepokoją i to nie tylko te wskazania dotyczące depopulacji. Tam są też wskazania, które co najmniej sprawiają, że muszę się zastanowić. Powiem to w ten sposób: dobrze się po prostu stało, tak uważam, że to zostało wysadzone w kosmos około rok roku temu, ponieważ szum, który wokół tych kamiennych tablic powstawał, był chyba nadmiarowy. Ja mam taką swoją prywatną teorię, która mówi o tym, że coś tam rzeczywiście było napisane, zacytujemy jeszcze co było, ale szum, który wokół tego powstawał, był większy niż należałoby temu zjawisku przypisywać.
To chyba na razie tyle. Staram się nie wychodzić przed szereg.
[08:01] - Tak. Kamienie z Georgii bez wątpienia wpisują się w szerszą narrację związaną z budowaniem tak zwanego nowego porządku świata. Chociaż jak przed chwilą powiedziałem, ortodoksyjni chrześcijanie widzieli w nich monument antychrysta czy szatana. Chociaż były doskonale znane przez lata, w zasadzie dekady, to zainteresowanie nimi zintensyfikowało się w czasie pandemii. Dowodem tego jest fakt, że powstało kilka książek na ten temat. Kilka z tych książek przejrzałem. Muszę powiedzieć, że można się ciekawych rzeczy dowiedzieć, chociaż znaczna część z tego to są domysły. Te książki próbowały w jakiś sposób połączyć pojawienie się koronawirusa z twórcami kamieni z Georgii, którzy się gdzieś nam rozpłynęli niestety w mroku dziejów. Monument ten przerażał na kilka sposobów. Po pierwsze kreślił wizję światowej rewolucji kładącej kres obecnemu społeczeństwu i bezpośrednio wzywał do kontroli populacji.
Po drugie, pojawiło się wiele opowieści o ludziach, którzy odprawiali tam jakieś swoje tajemnicze rytuały w jego pobliżu albo doznawali bezpośrednio dziwnych doznań. Na przykład niejaki Charlie Klump, który pracował przy wykuwaniu tych kamieni, napisów, inskrypcji twierdził, że słyszał podczas pracy jakąś dziwną muzykę i głosy w swojej głowie. Zacznijmy jednak od faktów i od obalenia kilku mitów na temat Georgia Guidestones. Po pierwsze, one się nie pojawiły znikąd. Istnieje wiele mitów na ich temat, ale musimy mieć na uwadze fakt, że ich historia jest fascynująca. One zostały zamówione ponad 40 lat temu u kamieniarzy z hrabstwa Elbert w Georgii, leżącego w regionie, który bywa nazywany granitową stolicą świata. Świadczy to o tym, że tam są duże złoża tego kamienia. Jest bardzo dużo firm, które się zajmują po prostu wykuwaniem tablic albo pomników. Jak wspominał właściciel firmy E.G.F.C. zajmującej się obróbką tego kamienia, pan o imieniu Joe Fendley, pewnego piątkowego popołudnia zjawił się u niego elegancki jegomość pytający o postawienie pomnika, o taką możliwość.
Ten facet się przedstawił jako Robert Christian. Nie było to, jak się potem okazało, jego prawdziwe nazwisko. I chociaż Fendley myślał początkowo, że chodzi o zwykły nagrobek, okazało się, że ma to być przedsięwzięcie dużo poważniejsze. Christiana nie przerażały ogromne koszta. Po wpłaceniu 10 000 dolarów zaliczki przeszedł do wyboru działki. Jak powiedział, chciał, aby pomnik stanął gdzieś na odludziu, z dala od uczęszczanych tras. Ulokowano go na byłym pastwisku należącym do rodziny Mullenixów, jak tutaj czytam. W ten sposób rozpoczęło się wznoszenie najbardziej tajemniczego monumentu w dziejach Ameryki. Odsłonięto go niecały rok później i ku ogromnemu zaskoczeniu i zniesmaczeniu niektórych kongresmen Dag Barnard odczytał przesłanie od fundatorów i twórców. To już był wstęp do tej mrocznej, Marku, legendy kamiennych tablic z Georgii.
A jak one konkretnie wyglądały, kiedy jeszcze istniały?
[11:53] - Czy mamy w tej chwili już przytaczać konkretne ustalenia, czy raczej mówić ogólnie?
[12:01] - Myślę, że możemy powiedzieć o budowie, bo pewnie wielu z was ma te kamienie przed oczami. Nazywano je, jak powiedziałem, amerykańskim Stonehenge, natomiast one nie za bardzo do tego Stonehenge były podobne.Także może Marku kilka słów na temat tego, jak one wyglądały.
[12:20] - Granitowe tablice, ponieważ zagłębie granitowe na pastwisku w północnej Georgii, na których zostały zapisane, jak chcą niektórzy, zasady nowego porządku świata. Te tablice zostały nazwane rozmaicie: dekalogiem Antychrysta, amerykańskim Stonehenge, kamienie z Georgii zawierające wskazówki, jak powinna rozwijać się ludzkość i tak dalej. W każdym razie sześć granitowych elementów, cztery duże płyty zgromadzone wokół kolumny. Na tych tablicach zawarte były inskrypcje, a jeszcze jedna płyta służyła za rodzaj daszku. Całość to było sześć metrów wysokości, więc jeśli człowiek stanie przy tym, to spore to jest. Czy stanął, bo to już ruina. W każdym razie mamy ten przekaz w ośmiu językach: angielskim, arabskim, chińskim, hebrajskim, hiszpańskim, hindi, rosyjskim i suahili. Zamieszczono przekaz, zamieszczono wiele punktów, dziewięć punktów, więc w sumie nie dekalog, ale dziewięć punktów dotyczących tego, jak ludzkość powinna postępować, w jaki sposób powinna się rozwijać. Ktoś powie: „Dobra, ktoś sobie wystawił na prywatnym terenie jakieś straszydło kamienne, co tu się wiele przejmować?” Natomiast wierzcie mi państwo, jak się odczyta poszczególne punkty, które na tych kamiennych tablicach w wielu językach zostały zawarte, to przynajmniej przy niektórych robi się człowiekowi słabo albo w każdym razie nieprzyjemnie. Tam są też punkty, które wydają się niezwykle rozsądne.
Ale ja jestem zwolennikiem czytania tekstów w kontekstach. To znaczy, to nie jest tak, że jak jakiś punkt ósmy, dziewiąty, wydają się rozsądne, to one są oderwane od tego, co było wcześniej albo co jest później. Pewne teksty należy czytać w całości i w kontekście. I w związku z tym powiem tak, póki jeszcze nie przytaczamy dosłownie brzmienia tych punktów, to jest naprawdę niepokojące, co na tych kamiennych tablicach w Georgii było napisane. To są rzeczy, które nawet jeśli niektóre punkty wydają się neutralne albo jak najbardziej pozytywne, to one rzeczywiście takie są, bo jeśli się je zestawi z wcześniejszymi lub późniejszymi, to już rzecz wygląda troszeczkę inaczej.
[15:54] - Istnieje wiele ciekawostek i nie do końca powszechnie znanych informacji na temat kamieni z Georgii. Z książki pod tytułem „Georgia Guidestones. Najbardziej tajemniczy pomnik Ameryki” wynika, że Robert Christian zapowiadał, że w okolicach Elberton powstanie ponoć więcej tego rodzaju struktur. Nie doszło jednak do tego. Ogólny koszt budowy tego monumentu NWO miał wynieść około 100 000 dolarów, co dzisiaj jest sumą ogromną, a wyobraźcie sobie, jak ogromną była 40 lat temu. Wszyscy zachodzili w głowę, kto się tak wykosztował, aby przekazać ludzkości zatrważające dla wielu przesłanie. I o dziwo, sponsorzy wraz z Robertem C. Christianem zostali na tym pomniku wymienieni. Odnoszą się do siebie jako małej grupy Amerykanów, którzy szukają dostępu do epoki rozumu. Natomiast Findlayowi, właścicielowi firmy, która zbudowała Georgia Guidestones, Christian przedstawił się jako przedstawiciel grupki Amerykanów, którzy wierzą w Boga.
Wyobraźcie sobie tamten dzień w marcu. Zbiera się kilkaset osób. Byli tam zarówno miejscowi, jak i ci, którzy pracowali przy wykuwaniu tego pomnika. Mogli być też fundatorzy. Wiele osób zwraca na to uwagę, że fundatorzy mogli być na miejscu. Mógł być tam Robert Christian, ale nie zostali rozpoznani. Pozostawili natomiast przesłanie i w dużym skrócie mówi ono o... To jest ważne dla zrozumienia tego pomnika, idei, jaka mu towarzyszy, dlatego, że ona została w pewnym sensie zniekształcona, ale o tym za chwilę. Marku, chciałeś coś dodać?
[17:51] - Chciałem dodać przede wszystkim to, że te 100 000 dolarów to dla przeciętnego Polaka dużo. Myślę, że dla przeciętnego Europejczyka również, ale zdajmy sobie sprawę z tego, że to jest mniej więcej trzy do czterech lat dochodów przeciętnego Amerykanina, żyjącego w średniej klasie.Z dochodem rocznym około 30 tysięcy dolarów. W związku z tym to nie jest suma powalająca. To nie jest suma, która rzucałaby na kolana. Taka średnia. Ktoś zamówił nagrobek, ktoś zamówił tablice kamienne. Okej, natomiast zdajmy sobie sprawę, że ten monument, który tam powstał, to nie było coś, co kosztowało bajońskie sumy. Wręcz przeciwnie. 100 tysięcy dolarów to jest kwota, którą przeciętny milioner tyle wydaje na miesiąc życia, może nawet więcej. Nigdy nie byłem milionerem, szczególnie amerykańskim, więc nie wiem.
Natomiast wbrew pozorom, wbrew naszemu pojęciu 100 tysięcy dolarów bardzo chętnie bym przytulił. Natomiast z punktu widzenia ogólnego przesłania, że to złe siły albo mroczne siły, to w gruncie rzeczy nie są wielkie pieniądze.
[19:45] - Zależy jak na to patrzeć, ile kto ma. Wydaje mi się, że wtedy była to spora sumka. Dzisiaj pewnie już tak się nie wydaje. Wrócę do tego, co mówiłem o przesłaniu pozostawionym przez fundatorów Georgia Guidestones. W dużym skrócie mówiło ono o obawach przed nuklearnym holokaustem, który miał być efektem eskalujących się napięć na świecie i fundatorzy chcieli pozostawić wskazówki dla przyszłych pokoleń, tych, które przeżyją atomową zagładę, aby nigdy nie wróciły do punktu dziejów, w którym obecnie jesteśmy. Nawet jest tutaj fragmencik tego przesłania Christiana: „Nasze przesłanie pozostaje kontrowersyjne” — mówił. „Chcemy pozostać anonimowi, aby uniknąć debaty i rozgłosu, która może przyćmić znaczenie tych słów”. Po pewnym czasie właściciele, a właściwie fundatorzy, przekazali monument w darze władzom hrabstwa. I tutaj rozpoczyna się jego historia nie jako zabytku, ale jako atrakcji turystycznej, bo jednak nie ma tam wielu rzeczy. Jest to okolica rolnicza, natomiast pojawił się kontrowersyjny monument.
Wiele osób, które odwiedzało albo przejeżdżało raczej przez to hrabstwo, robiło sobie tam zdjęcia. Nabrał on popularności, szczególnie w okresie, kiedy się pojawił internet, kiedy zaczęły być na topie teorie spiskowe, NWO i tak dalej. Ale ludzie i tak szukali konkretnych osób. Szukali tego Roberta Christiana i zorientowali się, że Marku, jego inicjały R. C., bo to był Robert C. Christian, można interpretować jako Rose Cross, czyli Róża Krzyż. I nazwisko będące jednocześnie imieniem, a z drugiej strony oznaczające chrześcijanina w języku angielskim. „Bingo” — stwierdzili niektórzy. To musi być związane z tym tajemnym grupowaniem ezoteryczno-mistycznym, które chce odmienić ludzkość przez wiedzę. Kim byli, Marku, różokrzyżowcy z perspektywy historycznej?
Jakie sobie stawiali cele i dlaczego zniknęli gdzieś w mroku dziejów albo nigdy za bardzo nie wystawiali się na światło?
[22:25] - Pytanie właśnie, czy oni zniknęli i czy w ogóle kiedykolwiek byli? Ja oczywiście za chwilę przybliżę albo będę starał się przybliżyć historię różokrzyżowców, ale to jest taka organizacja, grupa, o której dużo można przeczytać, ale w pewnym momencie człowiek zadaje sobie pytanie, czy to był wielki humbug, akcja, nazwijmy to propagandowo-marketingowa, czy też rzeczywiście o coś w tym wszystkim chodziło. Oczywiście ci wszyscy, którzy bardzo mocno wierzą w to, że różokrzyżowcy byli pewnym pomostem, łącznikiem pomiędzy pewnymi tradycjami, ci wszyscy się roześmiali w tej chwili. Co ty gadasz? Przecież wiadomo, że byli. Więc prześledźmy, proszę państwa, czym ten różokrzyż tak naprawdę był. Różokrzyż to jest termin, który odwołuje się do pewnego ruchu, do nauki głoszonej przez kogo? Wydawać by się mogło i chyba trzeba rozpatrywać to bardzo poważnie, że to byli kontynuatorzy różnych starożytnych szkół, które nazwijmy szkołami misteryjnymi, w każdym razie takimi, które — jak sobie przypomnę na przykład grupę pitagorejczyków ze starożytnej Grecji — to właśnie taka grupa, któraByła bardzo hermetyczna, zamknięta, miała swoją tajemnicę. Tu jest rzecz bardzo podobna. Wracając do różokrzyżowców, w XV wieku ogłosili, że są.
Zrobili to w sposób tajemniczy, o czym za chwilę. Ogłosili, że są i w przekazywanym posłaniu nawiązują do ruchów gnostyckich, do tradycji gnostyckich, do esseńczyków, do wspomnianych już pitagorejczyków, manichejczyków, katarów. Sporo tego było. Organizacje, które wymieniłem, to jednak organizacje, które z punktu widzenia chrześcijaństwa, szczególnie katolicyzmu, były pewnymi odstępstwami od nurtu, od tradycji, którą ogłosił Kościół. Z drugiej strony były próbą dyskusji, próbą polemiki, a w każdym razie rzucenia pewnych wątpliwości, elementów dyskusji, które tak naprawdę są twórcze. Przyjmuje się, że nazwa różokrzyż pochodzi od imienia Christian Rosenkreutz. To postać, która się pojawia chociażby w dziełach Johanna Valentina, które zostały wydane w XVII wieku, właściwie w drugiej dekadzie XVII wieku. Różokrzyżowcy działali ponoć, to ponoć ma swoje znaczenie, ale to za chwilę. Różokrzyżowcy działali między XV a XVII wieku na terenie Europy, głównie w Niemczech, w Niderlandach, Francji i Anglii. Odwoływali się do tradycji takich postaci jak na przykład Hermes Trismegistos, Laozi, Budda, Pitagoras, Apoloniusz z Tyany.
Widzą państwo już chociażby po tym, co wymieniłem, że to są organizacje wszystkie dosyć zamknięte, dosyć skrywające to, co tak naprawdę jest ich celem. W swojej filozofii różokrzyż zaznacza boskie pochodzenie człowieka i jednocześnie patrzy, że boskie pochodzenie człowieka jest rozpatrywane poprzez upadek tego człowieka i jego grzech, ale także perspektywę, a właściwie możliwość ponownego zjednoczenia się z siłą boską, ale pod pewnymi oczywiście warunkami. Ta nauka różokrzyżowców jest ściśle powiązana z alchemią. Troszeczkę tak jak w opowieści, że ołów można przemienić w złoto, tak człowieka niejako można przemienić z zwykłego ziemskiego człowieka w człowieka, powiedzmy tak umownie, boskiego, który rzeczywiście dorasta do pewnych standardów boskich. Hermetyczna nauka różokrzyżowców da się wywieść zarówno z gnozy, jak i z alchemii, jak i z kabały, jak i z filozofii neoplatońskiej. Specyficzny jest moment, kiedy się pojawili różokrzyżowcy. To był moment dla Europy dosyć niebezpieczny, w każdym razie dosyć burzliwy, bo na przykład w XVII stuleciu, kiedy nauka różokrzyżowców była dosyć na topie, w Europie mamy szereg konfliktów narodowościowych, religijnych, a jednocześnie różokrzyżowcy głoszą nastanie złotego wieku. Wiecie państwo, dzisiaj trudno jest to sobie wyobrazić, ale kiedy mamy trudne czasy, a oczekujemy czasów lepszych, złotego wieku pod różnymi postaciami i ten nastrój oczekiwania obejmuje wszystkie grupy, zarówno katolików, protestantów, przedstawicieli innych wyznań, tak to ogólnie określmy, pojawiają się idee dotyczące monarchii uniwersalnej, odnowy obyczajów, nowej wrażliwości religijnej. Wtedy mamy sytuację, że coś się dzieje niezwykłego. To podkreślam, bo różokrzyżowcy, jeśli się śledzi ich historięTo przekonacie się państwo, że ich główną ideą było to, że oni się właściwie nie ujawniali.
Nawet wręcz padało takie określenie, że ci, którzy się przyznają, że są różokrzyżowcami, to tak naprawdę nimi nie są, bo różokrzyżowcy zawsze pozostają gdzieś w cieniu, zawsze pozostają „niewidzialni”. W każdym razie ten tajny charakter bractwa, tajny charakter uczestnictwa w tym bractwie myślę, że jest bardzo istotny i ta mowa o tym, że nie podajemy nazwisk, ale czekamy na przykład na kontakt ze strony ludzi światłych, ludzi oświeconych. Zgłaszajcie się do nas, popierajcie nas. To właściwie jest manifest nawołujący do tego, żeby zmienić swój sposób myślenia. Jeśli się to państwu skojarzyło w tej chwili na przykład z masonami, to proszę państwa, jest blisko. Tylko ktoś kiedyś powiedział, że o ile masoni to taki ruch, który owszem był tajny, ale w porównaniu z różokrzyżowcami to właściwie wszystko było na tacy, wszystko było podane, wszystko było jasne, a różokrzyżowcy zawsze pozostawali w cieniu. Jednocześnie przekazywali pewne przesłanie dotyczące człowieka, dotyczące funkcjonowania człowieka w świecie. Stąd to nawiązanie, to podejrzenie, że to może różokrzyżowcy stali za tym monumentem z Georgii, ponieważ pewne przekazy, które znalazły się na tablicach im było bardzo blisko do tego, o czym różokrzyżowcy mówili. Tak naprawdę do dzisiaj zadaje się pytanie, czy różokrzyżowcy naprawdę istnieli? Bo jakby tak sięgnąć bardzo głęboko, to nie istnieją historyczne, takie twarde dowody na to, że oni tak naprawdę funkcjonowali, że byli rzeczywistą organizacją.
To są raczej przesłanki dotyczące zachowań ludzi, dotyczące zachowań ludzi, czasami bardzo sławnych, na przykład Kartezjusza. Ale tak naprawdę my dzisiaj nie potrafimy rozstrzygnąć, jak to z tymi różokrzyżowcami było. I ta historia Kartezjusza, którą przywołałem, to historia zabawna. Na pewno sobie ją państwo znajdziecie, ale chodzi o to, że Kartezjusz w pewnym momencie, ponieważ różokrzyżowcy głosili, że oni są, ale ich tak naprawdę nie ma. W 1623 roku w Paryżu pojawiły się takie anonimowe manifesty, które głosiły o tym, że do miasta przybyli różokrzyżowcy. No i się wtedy oczywiście pojawiły polemiki, podejrzenia, nawet takie sugestie, że różokrzyżowcy są czcicielami szatana. I w pewnym momencie zaczęto podejrzewać, że Kartezjusz, znany filozof, jest również różokrzyżowcem, ponieważ w czasie podróży do Niemiec, tak przynajmniej utrzymywano, próbował zbliżyć się do członków tego bractwa. Ale jak przynajmniej głosi przekaz, bez skutku oczywiście. I on zastosował taki chwyt, kiedy wrócił do Paryża, kiedy mówiono o tym, że różokrzyżowcy są w mieście, ponieważ panowało to przekonanie, że różokrzyżowcy są „niewidzialni”. On wielokrotnie pokazywał się, że jestem tu właśnie, jestem niejako przekazując, próbując przekazywać, że on owszem, doskonale wie, o co różokrzyżowcom chodzi, ale on nie jest jednym z nich.
To taka mętna historia, ale w gruncie rzeczy cała historia różokrzyżowców jest dosyć mętna, dosyć tajemnicza i tyle chyba. Myślę, że nie ma co mnożyć, bo oczywiście różokrzyżowcy funkcjonują do dzisiaj. Oni gdzieś tam się zawsze przewijają.
[35:33] - To znaczy tak, bo tutaj pojawiły się komentarze, które nam na to zwracają uwagę. To są grupy, które używają tej nazwy.
[35:41] - Tak, dokładnie. Chciałem w tej chwili o tym powiedzieć, że dzisiaj pojawiają się grupy, które odwołują się do różokrzyża, ale tak naprawdę są to grupy, nazwijmy to, nieco samozwańcze. One odwołują się do pewnego przekazu, do pewnej tradycji. Ale tak naprawdę, czy one mają coś wspólnego z tymi pierwotnymi manifestami, które tak jak powiedziałem, dawno temu miały miejsce? Troszeczkę musimy brać to na wiarę. Ja do dzisiaj pamiętam w latach 80. to był mój pierwszy kontakt z pojęciem różokrzyża, kiedy dowiedziałem się, że jakaś grupa dysydentów w Związku Radzieckim została aresztowanaZ BBC się tego dowiedziałem. Została aresztowana, ponieważ oni byli różokrzyżowcami, a władze Związku Radzieckiego różokrzyżowców nie tolerowały. Mnie wtedy, w swojej naiwności, wydawało się, że to jest jakaś odmiana chrześcijaństwa. Różokrzyż, to może tam róża i krzyż.
Nie o to chodziło. To, co w komentarzach jest jak najbardziej słuszne i jak najbardziej trzeba wziąć pod uwagę, że to, co dzisiaj uznawane jest albo powołuje się, że są różokrzyżowcami, to niekoniecznie ma cokolwiek wspólnego z tym ruchem, o którym mówiłem wcześniej.
[37:35] - Tak, tutaj cały czas pytają nasi słuchacze, zwracają nam uwagę, że różokrzyż istnieje, ma nawet jakieś centrale swoje i tak dalej. Cały problem w tym, że jak wspomnieliśmy przed chwilą, organizacje te korzystają z pewnej nazwy. Odwołują się może nawet do jakiejś pewnej tradycji, ale wątpię, czy one mają coś wspólnego z tym pierwotnym różokrzyżem. Dlaczego? Przywołałeś tutaj ciekawą opowieść o tym, jak członkowie bractwa mieli gościć w Paryżu. Pojawiły się plakaty. Na plakatach można było wyczytać, że oni uczą języków obcych bez nauczania. I jak wspomniałeś, Marku, różokrzyżowcy mieli być niewidzialni, ale jeżeli ktoś był adeptem albo jeżeli ktoś był predysponowany do dołączenia, to on ich zobaczył. Jeżeli ktoś był oświecony, to ten ktoś ich widział, bo oni byli po prostu wmieszani w tłum. To była kwintesencja tajemnicy różokrzyża.
Z perspektywy historycznej niektórzy uznają, że różokrzyżowcy byli rodzajem niewidocznego uniwersytetu, czyli grupy uczonych, którzy mieli bardzo wolnościowe poglądy. Byli takimi wolnomyślicielami w epoce, kiedy dominowało chrześcijaństwo i oni spotykali się na takich tajnych konwentach tylko po to, żeby wymieniać się informacjami. Natomiast nie mogli tego robić publicznie z kilku powodów. Po pierwsze skazani by zostali na ostracyzm albo na stos. Wiara w to, że przy pomocy wiedzy można dokonać transformacji ludzkości miała być podstawą wielu stowarzyszeń tajnych. Co do samych różokrzyżowców, to ten Rosenkreuz, o którym wspomniałeś, miał stworzyć taki eklektyczny, ezoteryczny, chrześcijańsko-gnostycki ruch umysłowy. Z natury opierający się o inicjację w arkana wiedzy, która nie jest dostępna dla wszystkich. Czy on istniał naprawdę? Pewnie nie. Być może jest składową kilku osób.
Natomiast ta postać, ta legenda odcisnęła znaczne piętno na europejskiej tradycji ezoterycznej, chociaż pozostaje mniej jaskrawa niż inne osoby czy inne ugrupowania. Co jeszcze? Według innej koncepcji ten Rosenkreuz był pseudonimem pewnej grupy, która starała się wprowadzić nowy porządek intelektualny i moralny do chrześcijaństwa, ponieważ to chyliło się. Z chrześcijaństwem jest jak z Putinem. Wszyscy mówią, że już się chyli ku upadkowi, a ono istnieje. I tak też miało być w XVII wieku, kiedy pojawiły się tego różne, kiedy po prostu stało się modne. Możemy na to patrzeć też od strony czysto kulturowej. Czyli jakieś elity intelektualne, mając dość tego mainstreamu, tych zacofanych ludzi, tego ciemnogrodu, postanowiły stworzyć sobie taką kontrkulturę, która charakteryzowała się tym, że przy pomocy wiedzy, przy pomocy oświecenia oni będą w stanie jakoś tą ludzkość do przodu pociągnąć. Najważniejsza rzecz, o której chcę powiedzieć, wiąże się z tym, dlaczego różokrzyżowców jest trudno wytropić i dlaczego te wszystkie organizacje, które się oficjalnie do różokrzyża przyznają albo nim pieczętują, to są raczej takie grupki ezoteryczne. Natomiast jak pisał duński mistyk i astrolog Max Heindel, różokrzyżowcy mają być zanurzeni głęboko w mistykę, ale są przede wszystkim anonimowi i oni anonimowo zajmują się inicjowaniem rozwoju duchowo-intelektualnego ludzkości, czyniąc to pod taką czy inną tożsamością.
I tutaj nam się przypomina sprawa oczywiście Roberta Christiana, który pod fałszywym nazwiskiem przyczynił się do wzniesienia monumentu, który przecież wywoływał tak ogromne emocje. Marku, chciałeś coś dodać?
[42:17] - Tak, pamiętajmy to, o czym wspominałem, że tradycja różokrzyżowców odwoływała się do różnych, mniej lub bardziej tajnych stowarzyszeń z przeszłości. Mam tu na myśli gnoza, gnostycy, ale mówiłem również o pitagorejczykach. Jakkolwiek byśmy tego nie określili, pitagorejczycy byli pewną sektą w starożytności, która bardzo dbała oO pewną nieprzysiadalność, że tak sobie współcześnie to powiem. Czyli oni bardzo mocno chronili swoje tajemnice. To ich wiedza była bardzo hermetyczna. To odwołanie do Hermesa Trismegistosa, do tradycji alchemicznej. Zauważcie państwo, z jednej strony mamy chrześcijaństwo, jakieś odwołanie do pewnych elementów chrześcijaństwa, z drugiej strony do tajnych stowarzyszeń. Co więcej, do gnozy, do wiedzy, do tego, że to właśnie wiedza czyni człowieka troszeczkę boskim, delikatnie przynajmniej. Zdajmy sobie też sprawę z tego, że gdzieś na pograniczu starożytności i średniowiecza pojawiła się koncepcja tego, że w naszym świecie nie jest tak, że istnieje... Inaczej, bo bym jakąś herezję wypowiedział.
Ale że nie ma dobra bez zła, a zła bez dobra, że jedno drugiemu jest potrzebne, że to nie jest tak, że istnieje absolutne dobro, a zło jest tylko brakiem dobra. To oczywiście są koncepcje filozoficzne. Nie czas i nie miejsce, żeby je w tej chwili rozwijać, ale można odwołać się do tego, że dyskusja filozoficzna polegała na tym, czy istnieje zło i istnieje dobro, czy też zło jest tylko brakiem dobra, czyli tak naprawdę ontologicznie nie istnieje. Nie czas i nie miejsce, tak jak powiedziałem, na tego rodzaju rozważania, ale wbrew pozorom one również stanowią pewną podstawę do rozważań, do tego, żeby opisać nasz świat. Bo w gruncie rzeczy, jak za chwilę zaczniemy mówić o tym, co w Georgii zostało wykute na tablicach, to okaże się, że owszem, różne rzeczy mistyczne może są ważne. Może ta tradycja jest rzeczywiście istotna, a wiedza, gnoza to rzeczywiście coś, co jest bardzo ważne. Ale też liczą się bardzo konkretne rzeczy odwołujące się do tu i teraz, do naszego tu i teraz, do tego, jaką cywilizacją jesteśmy, a być może jaką cywilizacją powinniśmy być. I wierzcie mi państwo, ci z państwa, którzy nie znają tych przekazów Georgii, to nie będzie się wszystkim państwu podobać, co tam zostało na tych kamiennych tablicach wypisane.
[45:55] - Tak, chociaż dzisiaj się troszeczkę to inaczej rozumie. Osoby, które uznają George'a Gaystona za monument NWO często wskazują na to, że to jest jakiś szatański dekalog, jak ma cywilizacja postępować. Natomiast w tym manifeście odczytanym przy odsłanianiu tablic zostało powiedziane jasno, że to są wskazówki, jeżeli dojdzie do sytuacji, kiedy ludzkość zostanie przetrzebiona. Czyli jeżeli chcieć to, Marku, rozpatrywać w kontekście, o którym mówiłeś na samym początku, to nie George'a Gaystona nawołują do depopulacji, ale mówią, co po tej depopulacji zrobić, żeby znowu ludzkość nie weszła na tą złą drogę. Są tam dwa zdania w zasadzie chyba, Marku, które się odwołują właśnie do tego, co powiedziałem. Czy mógłbyś je zacytować? Chodzi mi o te pierwsze dwie. Dlaczego one tak wszystkich poruszają?
[47:05] - Poruszają, ponieważ w zależności od tego, w jakiej sytuacji się je czyta, one brzmią mniej lub bardziej groźnie, ale zawsze groźnie. Otóż pierwszy z punktów mówi o tym, żeby utrzymać populację poniżej 500 milionów. W dodatku utrzymać tę populację na tym poziomie w ciągłej równowadze z naturą, cokolwiek to oznacza, ale każdy z nas ma pewną wizję tego, jak to powinno wyglądać. Oraz drugi punkt: kierować mądrze reprodukcją, poprawiając sprawność fizyczną i różnorodność. Westchnąłem sobie, bo to troszeczkę wygląda tak, jakby sugerowano nam, i ja westchnąłem, ale to moje prywatne zdanie, natomiast troszeczkę to tak wygląda, jakby sugerowano w tych zapisach, że należy kontrolować to, w jakim kierunku ludzkość się rozwija. Czyli to nie tak, proszę państwa, że każdy sobie tak wywija, jak chce, tylko jesteśmy cząstką pewnego projektu. I to nie jest tak, że każdy sobie rzepkę skrobie, a w tym wypadku płodzi dzieci, jak chce, tylko to powinno podlegać ścisłej kontroli. Ścisłej, jak tu jest to powiedziane, pilnowaniu, poprawianiu kondycji fizycznej, pewno umysłowej również. To mi się źle kojarzy. Za chwilę to rozwiniemy, ale to się źle kojarzy jeśli sięgniemy do pierwszej połowy XX wiekuTo takie próby kontrolowania populacji ludzkiej, a w każdym razie kondycji fizyczno-umysłowej, już się odbywały.
To nie skończyło się dobrze, a w każdym razie dzisiaj nie jest postrzegane dobrze.
[49:22] - Tak, cały czas pamiętajmy o tym kontekście, dlatego że przesłanie Georgia Guidestones jest napisane w kilku językach, czyli wskazuje to na fakt, że sponsorzy chyba próbowali w ten sposób dostarczyć to przesłanie swoje dla tych, którzy by nuklearną wojnę przeżyli. Z tego powodu mnie się wydaje, że to nie są wcale jakieś wskazówki dla NWO i że to wszystko zostało troszeczkę inaczej zinterpretowane niż miało być w swoim założeniu. Co jeszcze? Tutaj czytam komentarze, ale to za chwilkę. Dodam może tutaj parę wątków, sobie je odnotuję. Dla wielu, drodzy państwo, historia Georgia Guidestones jest jednak nieważna, dlatego że uznają to po prostu za wskaźnik szatańskiego charakteru tychże kamieni. Natomiast musimy coś zrozumieć. Z perspektywy lat 80., kiedy mieliśmy za sobą traumy II wojny światowej, a także późniejszych konfliktów, to, co zostało na tych kamieniach napisane, było szokujące. W naszych czasach pandemia okazała się katalizatorem różnego rodzaju teorii spiskowych. Spiskowych — niektóre z nich są tak określane tylko dlatego, żeby jakoś je zdegradować w oczach opinii publicznej.
To są teorie alternatywne, często prawdziwe. Niestety prawda jest w dzisiejszych czasach niepopularna. Jak powiedziałem, kiedy się rozpoczęła pandemia, dla wielu był to jawny sygnał na to, że ta powolna depopulacja, o której mówią inni w innych źródłach, już się zaczęła. Marku?
[51:26] - Przyjmując na chwilę to, o czym powiedziałeś, że ten monument z Georgii pochodzi z innych czasów. Z czasów, kiedy nuklearna zagłada była czymś, czego nie można było wykluczyć. To ja nie bardzo mimo wszystko rozkodowuję ten pierwszy punkt z tablic, który mówi o tym, że należy utrzymywać populację poniżej 500 milionów, pół miliarda ludzi. A właściwie dlaczego? I znowu w kontekście wojny nuklearnej, kiedy spora część ludzkości jest wygubiona totalnie, zniknęła, wyparowała. Zostało ileś tam milionów ludzi. Załóżmy, że ma być ich 500. Po takiej wojnie wszelkiego rodzaju mutacje, wszelkiego rodzaju uszkodzenia genomu, a w związku z tym takie potworniaki, które się rodzą, byłyby rzeczą myślę, że dosyć częstą. Jeśli sobie przypomnę taką powieść Onejma „Poczwarki”, to macie państwo obraz, co się może wydarzyć. W związku z tym utrzymywanie niskiego poziomu populacyjnego — właściwie dlaczego?
Może on właśnie powinien być jak najwyższy? Mówię to wszystko w kontekście wojny nuklearnej przewidywanej. Może on powinien być możliwie jak najwyższy, żeby było z czego dobierać, bo wiadomo, że mutacje się pojawią. To jakoś nie do końca mi pasuje. Dlatego ja jestem skłonny przyznać rację tym, którzy jednak upatrują w tych przekazach z monumentu czegoś takiego złowieszczego, co raczej nie sugeruje, że będziemy ofiarami kolejnej wojny światowej czy wojny nuklearnej, która będzie efektem tej wojny. Tylko raczej jest to wskazanie, że zbyt wielu ludzi nam nie potrzeba. Trzeba nam pewnej grupy. Zresztą dalsze przekazy z tablic zdają się to sugerować. Tam jest pewna sugestia, żebyśmy nie stali się rakiem dla naszej planety, tylko rozwijali się harmonijnie, wspólnie z nią i tak dalej. W związku z tym te próby interpretacji przez potencjalną wojnę nuklearną, trudno je oczywiście wykluczyć i trudno je zlekceważyć, niemniej jednak one nie wydają się tak wycelowane w punkt.
Raczej postrzegałbym te przekazy jednak jako próbę depopulacji, próbę ograniczenia populacji ludzkiej. Pytanie, bo na to pytanie nie do końca znajduję odpowiedź: w imię czego?
[54:54] - Dobre pytanie. W imię postępu, w imię rozwoju. Nie chcę być kontrowersyjnyTo jest cytat z Misia Barei sparafrazowany. Depopulacja to jest bardzo wrażliwy problem, drażliwy, dlatego że wszyscy sobie zdają sprawę, że ludzi jest za dużo. Tempo przyrostu naturalnego w różnych rejonach świata jest nierównomierne. Idą za tym kwestie i problemy, konflikty kulturowe i tak dalej. Ja słyszałem ostatnio taki pogląd jednego z ekologów. Niestety zapomniałem kto to był, nie mogłem tego odnaleźć. Ten pan powiedział tak: „Miejsca i jedzenia na świecie nie braknie. Nie braknie, tylko ludzie muszą przestać jeść tyle, co jedzą, żeby inni mieli więcej”.
Czasami się trzeba gryźć w język z różnych powodów. Poprawność polityczna nie pozwala na wygłaszanie pewnych tez i idei. Bardzo mi się nie podoba to, co się dzieje obecnie, czyli w kontekście dyskusji o dobru planety, ekologizmie i tak dalej. Otrzymujemy taką totalną papkę. Otrzymujemy coś, co mi się strasznie nie podoba. Jedni nazywają to greenwashingiem, ale widzimy to już od czasów, kiedy Al Gore zaczął nakręcać swoją maszynkę biznesową w związku z globalnym ociepleniem. Ja nie mówię, że ono nie następuje, ale wydaje mi się, że jest bardzo duża grupa ludzi, którzy chcą po prostu na tym ekologizmie zbić kapitał albo polityczny, albo ekonomiczny. I tutaj kłania nam się kolejna część inskrypcji z Georgia Guide Stones, którą możemy odnieść do tego, co się dzieje obecnie, bo jakiś czas temu w kontekście tej dyskusji o konieczności redukcji konsumpcji i śladu węglowego pojawiły się różnego rodzaju scenariusze. Podejście wielu osób i wielu decydentów do ratowania planety jest troszeczkę oburzające z perspektywy zwykłego zjadacza chleba, dlatego że obrazuje to brak realistycznego patrzenia na świat oraz tego, że światowa ekonomia, rynki, łańcuchy dostaw to nie jest gra strategiczna. To nie jest tak, że ja coś sobie odłożę i to jednym kliknięciem przeniesie się do tego, kto tego nie ma.
Szczególnie jeżeli mówimy o wodzie czy jedzeniu. Przykazania wykute na Georgia Guide Stones są również kontrowersyjne w świetle dzisiejszej dyskusji o klimacie, w której jest pełno greenwashingu. Wielu politykom i aktywistom się zdaje, że samo mówienie o tym, że trzeba być eko wystarczy. Mamy pełno takich ludzi. To są ludzie, którzy mówią: „Wy musicie dbać o planetę, wy dbajta, a ja będę tylko was nauczał i gadał”. Pustym gadaniem, takim gretowaniem, strajkowaniem i frazesami nie da się uratować planety. Nie zmieni to jej smutnego losu. Ale widzimy, że ludzie nie mają pomysłu, co robić, bo są zamknięci. Tak naprawdę decydenci są gdzie indziej. Marku, niektóre wskazania z kamieni brzmią poniekąd racjonalnie.
Nie rozwiążą one w żaden sposób problemów Ziemi, natomiast wskazują raczej na istnienie wielu patologii czy też sposobów myślenia.
[59:04] - Tak, tylko być może jest to kwestia złego podejścia, ale kiedy czytam te przykazania, te przekazy z kamieni w Georgii, to one jednak, nawet jeśli brzmią w sposób racjonalny i łagodny, to budzą niepokój. Bo jak czytam o zjednoczeniu ludzkości żywym, nowym językiem, to zastanawiam się, o co tak naprawdę chodzi. Bo wiecie państwo, czytając dużo fantastyki, już się przyzwyczaiłem do tego, że wszyscy jesteśmy ludźmi, że jak tak do głębi spojrzeć, to niewiele się różnimy od naszych braci gdzieś z drugiego końca świata. Tak, to wszystko bardzo dobrze brzmi, pod warunkiem, że patrzymy na to w pewnym stopniu ogólności. Rzeczywiście ten inny człowiek z innej części świata jest w gruncie rzeczy taki jak ja. I fajnie. To wszystko jest okej. Tylko to zupełnie nie bierze pod uwagę tego, co jest tu i teraz. W gruncie rzeczy przy tych emocjach geopolitycznych, przy tych wszystkich emocjach, które nami targają, to wcale nie jest takie proste. W gruncie rzeczy żyjemy w cywilizacji, która nas nawzajem przeciwstawia sobie.
Mamy nie lubić tych, którzy gdzieś tam są z dalekiej Azji albo tych z Bliskiego Wschodu. I ja wcale nie twierdzę, że to jest dobre. I ja wcale nie twierdzę, że tak powinno być, ale tak po prostu jest. I w związku z tym takie wygłaszanie manifestów, wykuwanie tych manifestów nawet w granicie niewiele zmienia. Bo w gruncie rzeczy, jeśli zamkniemy oczy i powiemy, że wszystko jest wspaniale, bo jesteśmy ludźmi i tego się trzymajmyTo nic nie zmieni, bo jeśli się dobrze rozejrzycie po dzisiejszym świecie, to zobaczycie, jak wiele powodów znajduje ludzkość do tego, żeby poszczególne jej części wzajemnie się nienawidziły, stanowiły dla siebie punkty agresji, oporu czy jakkolwiek to państwo nazwiecie. W każdym razie mowa o tym, że istnieje coś takiego jak ludzkość. Być może nawet byłoby fajnie, żeby człowiek był człowiekiem, obywatelem świata, ale tak nie jest. I wygłoszenie w manifeście z Georgii, że trzeba zjednoczyć ludzkość nowym żywym językiem, co to właściwie oznacza? Bo ja się boję w takiej sytuacji tego, że ktoś nas będzie jednoczył. Nie na zasadzie takiej, że rzeczywiście poczujemy tę jedność człowieczeństwa z człowiekiem z antypodów, tylko ktoś nam powie, że mamy czuć tę jedność i jak nie czujemy, to jesteśmy źli.
Jak nie czujemy, to jesteśmy podludźmi. Bo przecież ludzkość ponad wszystko. Specjalnie parafrazuję pewne znane sformułowania i ja się tego boję. I ten monument z Georgii takie właśnie interpretacje mi nasuwa. Bo kiedy czytam w czwartym punkcie, że traktować namiętności, wiarę, tradycje i inne rzeczy z chłodną głową, to co to właściwie oznacza? Przecież ludzkość, ludzie tak naprawdę są cywilizacją pełną namiętności. Nie ma tak, że społeczeństwa są chłodne, racjonalne i wychillowane, tylko wręcz przeciwnie, są pełne namiętności i to w najbliższym czasie chyba się nie zmieni. Zresztą zastanawiam się, odwołujmy się tutaj w tym przypadku do znanej powieści Lema „Powrót z gwiazd”. Czy aby na pewno chcemy tego, żeby być chłodnymi głowami pozbawionymi emocji? Bo przypomnę, że w powieści Lema to osiągnięto.
Rzeczywiście ludzkość była pozbawiona emocji, agresji, ale zdaje się, była też pozbawiona miłości. Była pozbawiona tych uczuć, które są dla nas ważne. W związku z tym, kiedy czytam, żeby traktować namiętności, wiarę, tradycje i inne rzeczy z chłodną głową, to wcale nie czuję się lepiej, wcale nie czuję się bezpieczny. A kiedy czytam punkt piąty: chronić lud i narody przy pomocy uczciwego prawa i sprawiedliwych sądów, to chyba zacznę się śmiać głośno, bo to jest taki poziom ogólności, takiego pustosłowia. Bo cóż to znaczy uczciwe prawo? A kto nam powie, co jest uczciwe, co jest sprawiedliwe? My dzisiaj tak naprawdę nie jesteśmy w stanie powiedzieć, co jest źródłem naszej moralności. Ja bardzo często słyszę te głosy, które mówią nam, że trzeba żyć etycznie. Ale etycznie, to znaczy jak? Skąd ta etyka pochodzi?
Ja cały czas powtarzam, że etyka zawsze musi mieć swój przymiotnik. Etyka zawsze jest jakaś. Nie ma uniwersalnej etyki dla ludzi. W związku z tym te przekazy z Georgii wydają mi się dosyć niebezpieczne. Albo czytam: unikać niepotrzebnych praw i bezużytecznych urzędników. A tak? A jakie prawa są bezużyteczne i jacy urzędnicy są bezużyteczni? Kto będzie o tym decydował? Kto będzie miał tę sprawczość, tę moc decyzyjną?
[01:05:48] - Tak, może to zabrzmi śmiesznie, Marku, ale z drugiej strony zobacz, co mieli na myśli twórcy monumentu Georgia Guidestones, że jeżeli dojdzie do tej apokalipsy nuklearnej i pozostaną jakieś grupki ludzi, to one będą musiały mieć oparcie w jakiejś koncepcji. Przecież będzie tak, że na przykład jedno pokolenie minie, drugie pokolenie minie, oni dopiero będą się uczyć żyć. Może będą wychodzić ze stadium zbieracko-łowieckiego. Także odnosząc się poniekąd do teorii o starożytnych astronautach, to był taki monument, monolit, który miał dać takiego kopniaka cywilizacyjnego, aby ludzie nie zapomnieli o pewnych wartościach.
[01:06:37] - Ale jakich? Jakich wartościach?
[01:06:39] - Nie o to, że o wartościach, tylko to się nazywa prakseologia. Żeby uczynili praktykę swoją nową religią. Bo tam nie ma mowy o Bogu.
[01:06:52] - Nie, nie ma mowy o żadnych wartościach. Jest tylko mowa o tym, że powinny jakieś być.
[01:07:00] - Powinny być. Nadrzędną wartością jest chyba przetrwanie, doprowadzenie tej cywilizacji do jakiegoś racjonalnego stanu. Ale to też jest mrzonka, bo jak to zrobić? Dajmy na to, że przeżyje kilka grup, które i tak będą się ze sobą bić i walczyć.Czy to była prowokacja? Czy to, co się pojawiło na Georgia Guidestones nie było zorientowane na to, żeby wywołać dyskusję? A z drugiej strony, skoro było obliczone na to, żeby wywołać dyskusję, to może jednak miało jakąś wartość filozoficzną. Marku, wciąż istnieje grono osób, które wierzy, że kamienie zawierały coś więcej aniżeli wskazówki odnośnie budowy cywilizacji. Wiele osób jest nawet zwolennikami tego, co tam napisano. Na przykład Yoko Ono, słynna artystka, a w zasadzie bardziej słynna żona słynnego Beatlesa. W 2015 roku ukazał się dokument faceta, który się nazywa J.
Michael Bennett, pod tytułem „Czarne chmury nad Everton” i on tam twierdzi coś takiego. Analizując jakieś dokumenty, które były związane z budową Georgia Guidestones, dotarł do takich sformułowań, cytuję: „zawarte są tam klucze, w odpowiedniej kolejności i porządku ogłaszają powrót i urzeczywistnienie wydarzeń z proroctwa. Ci, którzy strzegli wielkiej tajemnicy i doglądali ewolucji ludzkości, powracają. To już się zaczęło”. Stąd moje nawiązanie do starożytnych kosmitów. Oni też przecież mieli wrócić. Chodzi o to, że dopisano, ale to tylko moim zdaniem, do zawartości tego, co było wykute na tablicach cały szereg interpretacji. Niektórzy się tutaj dopatrują jakiegoś proroctwa, jak widzimy. Inni wskazują na NWO, na te przykazania, które mają być podstawą nowego porządku świata. To wszystko zostało bardzo rozmyte, tak mi się przynajmniej wydaje.
Bennett, czyli autor tego dokumentu, dodał, że natrafił także na numer telefonu. Co ciekawe Marku, kiedy on go wykręcił, okazało się, że należy do, uwaga, Stowarzyszenia Różokrzyżowców w Atlancie, stolicy stanu Georgia.
[01:09:54] - Tak, tylko czy aby na pewno coś z tego wynika, czy też raczej ten numer podano po to, żeby ktoś do takich wniosków doszedł? Ja tylko nawiążę jeszcze do tych punktów, które były wykute na tych tablicach. Punkt ósmy: „Cenić prawdę, piękno, miłość, poszukiwanie harmonii z nieskończonością”. Proszę państwa, to bardzo pięknie brzmi, ale tak naprawdę jak się wgłębicie w to, co to oznacza, to nic nie oznacza. Bo prawda, piękno, miłość to są zjawiska kulturowe. Ja wiem, że jak żyjemy w Europie, to wiemy, co jest piękne, co jest prawdziwe i co jest miłością, co ewentualnie jest harmonią, ale to tylko w naszym kręgu kulturowym. W innych kręgach kulturowych oznacza to zupełnie coś innego. W związku z tym taki przekaz zawarty na tablicach, co on właściwie oznacza? Jaką prawdę, jakie piękno? Prawda jest najbardziej dyskusyjnym problemem, bo prawda jest prawdą.
Wszelkie twierdzenia, że każdy ma swoją prawdę, należy między bajki włożyć. Prawda jest jedna. Może być tylko różne spojrzenie w kierunku tej prawdy. Natomiast te wszystkie inne wartości: piękno, miłość. Weźmy pierwszą z brzegu, jest teoria cywilizacji Konecznego, która mówi, że te właśnie wskazania, takie jak prawda, piękno, miłość i jeszcze kilka innych czynników decydują o tym, z jakim typem cywilizacji mamy do czynienia. A tymczasem tutaj rzuca się to tak: łapcie. Tymczasem odpowiedzi na te pytania, czym jest prawda, piękno, miłość, poszukiwanie harmonii i tak dalej, to może być kluczowe do tego, żeby w ogóle powiedzieć, kim jesteśmy, do jakiej cywilizacji przynależymy. W związku z tym, kiedy czytam te przekazy z Georgii, to wcale nie jestem przekonany, czy przypadkiem ktoś nie usiłuje nam za pomocą pięknie brzmiących haseł, bo to akurat nieźle brzmi: „Cenić prawdę, piękno, miłość, poszukiwanie harmonii z nieskończonością”. To pięknie brzmi, tylko czy to aby na pewno ma w sobie konkretną treść, czy też to jest treść, którą mamy dopiero wypełnić? Te słowa mamy wypełnić dopiero treścią, dowolną treścią tak naprawdę.
A już dziewiąty punkt: „Nie być na ziemi rakiem, pozostawić miejsce przyrodzie”. Pozostawić miejsce przyrodzie. Proszę państwa, to na naszych oczach się realizuje. Tylko czy aby na pewno to jest ten kierunek i czy takie powiedzenie sobie samemu, kiedy człowiek sam sobie powie, że jestem tutaj czymś obcym, czymś, co właściwie szkodzi tej planecie. Może bym tak naprawdę popełnił seppuku, żeby w ogóle zniknąć. Może wtedy Ziemia odżyje?Czy aby na pewno jest to zdroworozsądkowe? Nie przypuszczam. Takie jest moje zdanie, mogę być w mniejszości, ale mam takie niedobre wrażenie, że ten monument szepcze nam coś złego. Coś, co mamy przyjąć, mamy się tym zachwycić, ale w gruncie rzeczy nie prowadzi nas to ku dobru, a w każdym razie naszemu dobru.
[01:13:56] - Tutaj nasz słuchacz o nicku Damaskus pisze tak: „To jest tylko kodeks. Do każdego kodeksu jest wykładnia. Może są także ci, którzy taką wykładnię znają”. Ciekawe.
[01:14:11] - Tak, bardzo ciekawe.
[01:14:13] - Natomiast nasz kolejny słuchacz, pan Konrad Nowiszewaki, taki ma nick, pisze tak: „Witam, ponoć pod monumentem była zakopana kapsuła czasu. Wiadomo, co się tam znajdowało?” Otóż tak, przegrzebano tę ziemię. Okazało się, że tej kapsuły nie ma. Tam było dużo teorii spiskowych, co tam może być jeszcze zakopane. Może właśnie jakaś wykładnia, może jakieś dodatkowe informacje. Formalnie tego nie znaleziono, ale o zniszczeniu Georgia Guidestones za chwilę powiemy. Marku, ja rozumiem, że to budzi emocje. Kiedy to się rozkłada na czynniki pierwsze, jest to jeszcze bardziej niepokojące i frustrujące. Tak jak powiedziałeś, te przykazania, które się pojawiają, są bardzo lapidarne i nie wiadomo, jak je traktować. Bo jeżeli przeniesiemy to, co oni tam mówią, na realia zupełnie ludzkie, to kto określi, co jest prawdą?
Prawdę określa ten, kto jest przy władzy, kto jest silniejszy, a potem ją narzuca. Po kilku pokoleniach ta narzucona prawda staje się oficjalnym światopoglądem. Chciałeś coś jeszcze dodać?
[01:15:38] - Tak, dokładnie o tym mówiłem, kiedy mówiłem o prawdzie. Bo my bardzo często rzucamy takie fajnie brzmiące hasła: prawda, sprawiedliwość i tym podobne. Tymczasem to są bardzo głębokie i ważne pojęcia dla cywilizacji, ale warto pamiętać, że każda cywilizacja, każda kultura wypełnia je swoją treścią. W związku z tym rzucenie czegoś tak ogólnego, jak to znalazło się na tych tablicach z Georgii, to jest puste. To jest takie zaproszenie: chodźcie, my wam powiemy, jak jest. Powiemy wam, co jest prawdą, co jest sprawiedliwością i tak dalej. To już wydaje mi się bardzo niebezpieczne, kiedy ktoś, tak jak nasz słuchacz słusznie zauważył, da nam wykładnię tego kodeksu. Bo każda cywilizacja, nasza cywilizacja na przykład, też opiera się na kodeksach różnego rodzaju. Mamy prawo rzymskie, mamy przykazania i tak dalej. To wszystko są formy kodeksowe.
W związku z tym każdy kodeks podlega, tak jak słuchacz to napisał, pewnej interpretacji, pewnej wykładni. I ja się boję tej wykładni, bo pod tym może kryć się wszystko. Mogą się kryć rzeczy cudowne i wspaniałe i takie, które otworzą nam, tu cudzysłów, raj na ziemi, ale mogą się też kryć rzeczy straszne, które będziemy musieli przyjąć. Bo wiecie, wicie, rozumicie, taką mamy sytuację. Ja się boję pojęć ogólnych, bo pojęcia ogólne można wypełnić albo czymś wspaniałym, albo sieczką.
[01:17:39] - Tak. Wskutek tej swojej złej sławy monument z Georgii był wielokrotnie dewastowany. Na przykład w roku 2009 został zamalowany przy pomocy czerwonej, bodajże czerwonej, nie pamiętam teraz, farby. Graficiarze pozostawili tam napisy sprzeciwiające się NWO. I po innych drobnych atakach nadszedł ten sądny dzień. Nad ranem 6 lipca ubiegłego roku nieznani sprawcy zdetonowali ładunek wybuchowy, który uszkodził jedną z płyt oraz daszek. Okazało się, że uszkodzenia są na tyle poważne i duże, że władze hrabstwa zdecydowały się zdemontować pozostałość, która groziła zawaleniem. Czy w grę wchodziły jakieś względy finansowe, że nie odbudowano monumentu? Może bardziej ideowe? Może ci, którzy chcieliby odbudować ten pomnik, zostaliby wzięci za współpracowników NWO?
Co ciekawe, resztki Georgia Guidestones zostały złożone w bliżej nieokreślonym miejscu, jak to stwierdzono, z przyczyn bezpieczeństwa. Marku, dlaczego twoim zdaniem władze lokalne nie zdecydowały się na odbudowę kamieni z Georgii, pomimo że była to jedna z niewielu lokalnych atrakcji?
[01:19:07] - Ja myślę, że w takim kraju jak Stany Zjednoczone zwraca się uwagę na pewne następstwa prawne. Nie to, żeby tam specjalnie. Nie do końca wierzę w to, że wszyscy przestrzegają prawa, bo tak lubią prawo, tylko czasami przestrzega się prawa, ponieważ jego nieprzestrzeganie pociąga za sobą bardzoOkreślone konsekwencje i myślę, że to miało miejsce w tym przypadku. Rzeczywiście było tak, że ten monument był atrakcją turystyczną, do której ściągały osoby z różnych części zarówno Stanów Zjednoczonych, jak i z całego świata. Myślę, że takie miejsce na swoim terenie każde władze lokalne chciałyby mieć.
[01:20:04] - Tak, ale dodajmy też, że nie było to miejsce pielgrzymek. Tam się pojawiali ludzie, ale chyba nie aż do takiego poziomu, aby to się stało mekką turystyczną, że by się opłacało tam utrzymywać jakąś infrastrukturę. Chyba nie. Nie badałem.
[01:20:23] - Ale jednak ruch się pojawiał. Turyści przybywali. Nie potrafię określić skali. Niemniej jednak, skoro pierwsza deklaracja władz lokalnych była taka, że ten monument się odbuduje, ale bardzo szybko przyszedł drugi komunikat, że jednak nie. Otóż moim zdaniem prawie miało ścisłe konsekwencje. Brano pod uwagę po prostu. Otóż ten monument, warto sobie zdać z tego sprawę, był inicjatywą prywatną. Na wykupionej ziemi, w szczerym polu postawiono monument i to była inicjatywa prywatna. To, że ona przyczyniała się do jakiegoś ruchu turystycznego, tak jak Piotr powiedział, może nie pielgrzymek, ale pewnej ciekawości. To intrygowało ludzi.
W związku z tym pojawiali się. Jak się pojawiają ludzie obcy na danym terenie, to jakieś pieniądze zawsze zostawiają, chociażby w miejscowym McDonald's, pizzerii, hotelu i tak dalej. Jakiś obrót był dodatkowy. W związku z czym pierwszy odruch: tak odbudujemy. Ale przecież to inicjatywa prywatna. W dodatku myślę, że przyszła refleksja dotycząca tego, że jak odbudujemy, to tak jakbyśmy się jako władze lokalne, samorządowe czy jakkolwiek je określimy, nie znam tej nomenklatury amerykańskiej, podpisali pod tym, co tam było głoszone. Myślę, że urzędnicy lokalni mają z tyłu głowy takie rzeczy, że może niekoniecznie. Już pomijam to, że może nie do końca się zgadzali, ale w ogóle takie opowiedzenie się po jakiejś stronie debaty publicznej, bardzo poważnej w gruncie rzeczy, mogłoby zrodzić jakieś fermenty. Mogłoby zostać uznane jako oficjalne poparcie dla tez, które zostały tam wykute, a to zawsze rodzi jakiś rodzaj fermentu. W związku z tym, jakby taki ferment się pojawił, to rodziłoby następne konsekwencje, chociażby takie, że pewno nie uciekłoby to obserwatorom.
Gdzieś w internecie, w różnych innych miejscach, mediach pojawiłyby się odbicia tego fermentu, jakiejś dyskusji. W związku z tym pamiętać należy jeszcze, że lokalna Ameryka, w przeciwieństwie do Ameryki wielkich miast, aglomeracji, jest bardzo mocno chrześcijańska. Różnie chrześcijańska, bo to różne odłamy chrześcijaństwa. Niemniej jednak na tak zwanej prowincji amerykańskiej wiara to jest coś, co jest bardzo mocno zakorzenione i w związku z tym takie opowiedzenie się po jednej stronie przez władze mogłoby być bardzo źle widziane. Myślę, że to może być jedno z wytłumaczeń, dlaczego ten monument nie został ustawiony ponownie.
[01:24:28] - Tak, pamiętajmy też o otoczeniu politycznym. Pamiętajmy o teorii QAnon, ona też rozgrzewała umysły i to bardzo. Jeżeli ktoś by zdecydował się na odbudowanie monumentu z Georgii, zostałby od razu zaliczony do pocztu tych, którzy reprezentują tą zgniłą cywilizację pragnącą w jakiś sposób zniewolić resztę. Ale Marku, powróćmy do tych pierwszych wytycznych jeszcze na chwilę, ze wspomnianych kamiennych płyt. Otóż okazuje się, że były osoby, które były zwolennikami ograniczania populacji i chociaż są uważane za bohaterów albo autorytety, to w swoich publikacjach broniły tego, aby ludzkość nieco zdepopulować.
[01:25:36] - Taką postacią, nie wiem, czy to dla naszych słuchaczy będzie zaskoczenie, czy nie, był Nikola Tesla. On w swoich proroctwach stawiał postulat dotyczący depopulacji, dotyczący tego, że człowiek z przyszłości musi być silny i zaradny i powinien działać w taki sposób, aby tę zaradność sobie zapewnić. W związku z tym dobór naturalny, tak zwana eugenika, w tamtych czasach, w pierwszej połowie XX wieku, eugenika, czyli coś, co nawiązywało nie do końca wprost do teorii ewolucji Darwina. Czyli tak musimy tę populację kształtować, żeby była jak najsilniejsza, jak najsprawniejsza umysłowo również. W związku z tym takie poglądy pojawiały się w czymś, co można nazwać przepowiedniami Tesli. Tam była mowa również o skażeniu wód, o tym, że różne rzeczy złe będą się działy i w związku z tym człowiek powinien być przygotowany, a odpowiednio dobrany. I w tamtych czasach w eugenice, czyli w doborze tego, żeby słabszych odrzucać, wręcz ich w jakiś sposób depopulować, a w każdym razie nie pozwalać na rozmnażanie i tak dalej. On tego nawet nie wygłaszał jako kontrowersyjne, czy może nie trendy. Wtedy było to traktowane jako oczywista oczywistość. Ja przypomnę, że to w Stanach Zjednoczonych dokonywano sterylizacji ludzi.
Nie tylko zresztą w Stanach, to w pewnym momencie rozwoju cywilizacyjnego było traktowane jako coś sprawiedliwego, oczywistego, dobrego. To miało służyć dobru ludzkości. I tu jest nawiązanie do tego, o czym mówiłem wcześniej, czyli tych ogólników, które się znalazły na kamiennych tablicach. Otóż, że musi być dobre i sprawiedliwe, i tak dalej. Tu macie państwo taki przykład czegoś, co jest dobre i sprawiedliwe, bo przecież słabsze osobniki, mniej wydajne umysłowo osobniki muszą być eliminowane, żeby ludzkość była silna, zdrowa, wspaniała. To jedne z tych przepowiedni, a właściwie z takich postulatów, które Tesla wygłaszał. I dzisiaj łatwo to potępić. Dzisiaj powiemy: „Och, jaki straszny człowiek, rasista”. Rasista może nie, ale w każdym razie człowiek, który pogardzał ludźmi. Chyba w tym kontekście nie da się tego rozpatrywać.
Były inne czasy, inne przesłania i Tesla patrzył ze swojego czasu na to wszystko. Niemniej jednak to może budzić niepokoje. I skoro dzisiaj na te poglądy wygłaszane przez Teslę może nie patrzymy z entuzjazmem, to tym bardziej z entuzjazmem trudno jest patrzeć na to, co było na tych kamiennych tablicach. Tak mi się przynajmniej wydaje.
[01:29:40] - Zawartość Georgia Guidestones wpisuje się w szerszą dyskusję na temat teorii konspiracji i tajnych organizacji, a także trendów i wierzeń od odradzającej się w Stanach Zjednoczonych paniki związanej z satanistami, tak zwanej Satanic Panic przez wspomnianą teorię QAnon, która również w znaczący sposób doprowadziła do wzrostu zainteresowania monumentem i być może przypieczętowała jego koniec. Wszystko to jakoś nam się wtłacza w ramy dyskusji, która się nieustannie toczy. Ja tak się zastanawiam, czy te kamienne tablice nie były przypadkiem punktem, który miał zwrócić uwagę opinii publicznej na pewne problemy, zainicjować je, implementować je, zasiać pewne ziarno i wcale one związane z żadnymi różokrzyżowcami nie były. To był tylko pretekst, aby o pewnych rzeczach mówić i o tym, aby pewne rzeczy były wałkowane nieustannie, zajmując uwagę opinii publicznej, podczas gdy elity i korporacje mogą sobie kontynuować tak zwane wałki. Marku?
[01:31:06] - A ja w tak zwanym międzyczasie znalazłem cytat z Tesli, więc pozwolę sobie ten cytat zaprezentować. On jest dosyć znaczący, może nie wstrząsający, ale budzący we mnie ciary na przykład. „Prawo pozwalające przeżyć tylko najsilniejszym wyeliminuje brutalnie słabsze jednostki. U człowieka rozwinie się nowe pojęcie współczucia, które będzie równe z bezlitosnym prawem naturalnym”.W jego konsekwencji nadal będziemy utrzymywać ułomne osobniki przy życiu, ale nasze rozumienie rasy i cywilizacji nie będzie pozwalało im się rozmnażać. Będą oni sterylizowani, a ich instynkt macierzyński tłumiony. Ten cytat można rozpatrywać na dwa sposoby. Oba nawzajem się wykluczają. Jedni powiedzą: „Ależ Tesla ma rację. Z punktu widzenia doboru naturalnego, jeśli chcemy uszlachetnić naszą rasę ludzką, to tak powinniśmy postępować”. Drudzy powiedzą: „Ależ przecież to jawne zaprzeczenie człowieczeństwa”.
Sami państwo wybierzcie, który pogląd jest państwu bliższy. Ja tego nawet nie zamierzam oceniać, ale zwracam uwagę, że już przy tym przykładzie warto spojrzeć uważnie na to, co jest zapisane na kamiennych tablicach z Georgii.
[01:32:53] - Tak, jeżeli dojdzie do tego poprawność polityczna, że pewnych rzeczy nie należy jednak komentować, pomimo że są to opinie czy zdania pojawiające się w naszych prywatnych rozmowach, to mamy cały obraz naszej cywilizacji. Marku, czy chciałbyś coś jeszcze powiedzieć o tych kamieniach z Georgii? Bo cała sprawa w sumie zakończyła się w lipcu ubiegłego roku. Pytanie, czy pojawi się jakiś nowy monument, który będzie utożsamiany z NWO i tak dalej, bo mamy wiele sygnałów, mamy wiele opracowań, filmów na YouTubie mówiących nam o tym, że tu czy ówdzie, czy na przykład w jakiejś ceremonii otwierającej dane wydarzenie dopatrywano się jakichś związków z NWO. To wszystko jest dość niepokojące i rodzi pytanie, czy chce nam się cały czas mieszać w głowach i odciągać uwagę od palących problemów, czy raczej rzeczywiście mamy do czynienia z jakimś tajnym ugrupowaniem, które daje społeczeństwu niewidoczne znaki i mruga do nas porozumiewawczo okiem.
[01:34:17] - Powiem tak, że gdyby pojawił się taki monument, czy to w tym samym miejscu, w którym stał wcześniej, czy też w innym, ale monument wzniesiony w podobnej skali, z podobnym rozmachem i z podobnym przesłaniem, to wydałoby mi się złowieszcze, chociaż wcale nie musiałoby takie być. To jest kwestia tak naprawdę tego, ile ktoś ma pieniędzy i jak bardzo chce poruszyć ludzkość. Więc z tego nie musiałoby nic wynikać. Niemniej jednak biorąc narracyjnie, troszeczkę fabularnie, jakbym pisał książkę, to gdyby taki monument pojawił się w innym miejscu świata, w Australii, na Bliskim Wschodzie czy gdzieś tam, wyglądałoby to złowieszczo. Wcale nie musiałoby być złowieszcze, ale takie wrażenie by sprawiało. Więc jeśli ktoś się z nami bawi tak czysto dla zabawy, żeby z nas zakpić, to gdybym był takim człowiekiem, to taki monument bym gdzieś w innej części świata wystawił, żeby się ludzie trochę bali. A co, stać mnie na to. Ale mnie nie stać i nie bawię się tak perfidnie. W związku z tym na razie ten monument nie stanął. Pytanie, czy na przykład jego ponowne ustawienie gdzieś w jakiejś innej części świata nie będzie znakiem czegoś, na przykład tego, że teraz już na poważnie wprowadzamy NWO.
Znowu teoria spiskowa, znowu jakieś takie wieszczenie rzeczy okrutnych, strasznych i przerażających. Ale gdyby coś takiego się pojawiło, to wierzcie mi państwo, tego gadania w internecie na różne tematy byłoby bardzo dużo. I pewno słusznie. Na razie się nie pojawiło i tak jak Piotr powiedział, pojawiają się takie mini jakieś przesłania, jakieś mini wskazówki, że to może tu, może tam. Nic na tę skalę, co ten monument, ta budowla w Georgii, nic takiego się nie pojawiło. W związku z tym to wszystko, te drobiazgi, które się pojawiają, nie jest tak spektakularne, a w związku z tym wiecie państwo, współczesny świat rządzi się skalą, przekazem na pewną skalę. W związku z tym, jak się nic takiego wielkiego nie pojawiło, to cisza jest. Ale zastanawiam się po prostu, czy to nie jest cisza przed burzą. Bo pamiętajmy, że ten monument wyleciał w powietrze około roku temu. A co państwo powiecie, jeśli w najbliższych dniach, najbliższych tygodniach monument pojawi się ponownie, niekoniecznie w Georgii?
To by, wiecie państwo, z punktu widzenia środków masowego przekazu i takiej zbiorowej wyobraźni, moim zdaniem to byłaby petarda.Chociaż może skonstruowana z zamysłem i z pewną myślą, żeby ludzi przerazić. I tak są przerażeni, bo wojna, bo pandemia, bo być może jakiś globalny zamordyzm. To czemu im jeszcze nie dowalić czegoś więcej?
[01:38:05] - Jeżeli ktoś chciałby taką prowokację wykonać, Marku, to myślę, że zrobi to w mniejszej skali, bo jednak sześciometrowe tablice to jest coś naprawdę kosztownego. Nawet nie mam komentarza odnośnie Georgia Guidestones, dlatego że trudno nam tutaj wyrokować, czym były, skąd się wzięły, jaki miały cel. Może to była jedynie umyślna prowokacja, może to była jedynie próba zaszczepienia jakiejś idei albo zaszczepienia kontridei, aby stworzyć ruch alternatywny, kontrkulturowy odnośnie pewnych teorii i idei, który w pewien sposób przykryłby niektóre problemy. Drodzy państwo, uciekamy już powoli, dlatego że chyba to, co było do powiedzenia, powiedzieliśmy. Zapraszam was oczywiście na piątkowe „Bibliotekarium”. Zapraszam was na ubiegłopiątkowe „Bibliotekarium”, też nasze „Filmotekarium”. Za tydzień być może debata ufologiczna, bo parę interesujących tematów się pojawiło. Spróbujemy się jakoś do nich odnieść, może też w jakimś krótszym formacie, dlatego że tak będzie chyba lepiej. Drodzy panowie, dziękuję bardzo. Dziękuję też słuchaczom.
Jeżeli macie jakieś swoje uwagi czy komentarze odnośnie Georgia Guidestones, to piszcie w komentarzach. Piszcie do nas. Adresy znajdziecie gdzieś pod spodem w opisie audycji. Miłego wieczoru i do usłyszenia.
[01:40:07] - Dobrej nocy.
[01:40:09] - A mówili do was, państwo, jak zawsze prowadzący audycję Piotr Cielebiaś z Nieznanego Świata oraz Marek Żelkowski z „Bibliotekarium”. Audycję jak zawsze technicznie obsługiwał Marek Sęk „Ivellios” Radio Paranormalium: paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium, www.paranormalium.pl. Bardziej niż nieprawdopodobne, niemożliwe, niewiarygodne. Radio Paranormalium: paranormalny głos w twoim domu. UFO Relacje – polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją.
Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje – polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.