[00:01] - W Radiu Paranormalium prezentujemy zapis prelekcji, jaką badacz ufologii Damian Trela wygłosił w Poznaniu 23 maja 2022 roku w ramach cyklu eventów organizowanych przy plaży Wilda Eco Village.
[00:16] - Dobry wieczór. Teraz już oficjalnie witam państwa serdecznie na naszym trzecim spotkaniu cyklu Nieziemskie Historie Bliskie Spotkania Trzeciego Stopnia. Dzisiaj naszym gościem jest pan Damian Trela, znany ufolog oraz autor książek. Będzie po spotkaniu możliwość nabycia jednej z książek pana Damiana. Dzisiaj zapowiada się jak zwykle bardzo interesujące spotkanie. Pan Damian jest nie tylko ufologiem, ale zawodowo był związany z rolnictwem, więc na pewno ma ciekawe spostrzeżenia. A jesteśmy też świeżo po rewelacjach z amerykańskiego kongresu, więc będziemy mogli na bieżąco zweryfikować fakty i mity.
[01:10] - Fakty i mity. Tak.
[01:11] - Oddaję głos.
[01:12] - Dziękuję bardzo. Witam państwa serdecznie na tym bardzo nietuzinkowym spotkaniu. Jak tutaj było zapowiedziane, trzecie z kolei spotkanie Nieziemskich Historii. Moi przedmówcy w poprzednich tygodniach opowiadali państwu o temacie UFO, bliskich spotkań trzeciego stopnia, cywilizacji pozaziemskich. Ja chciałem państwu trochę o tej historii UFO poopowiadać też od troszeczkę innej strony, ale myślę, że będzie równie ciekawie jak w ubiegłych tygodniach, na temat zjawiska, które w zasadzie już od 80 lat nie przestaje fascynować ludzi i stanowi zdecydowanie jedną z najciekawszych zagadek naszej współczesności. Może kilka jeszcze słów o mnie, tytułem uzupełnienia. Szanowni państwo, zajmuję się taką tematyką właśnie jak zjawisko UFO, ale w zasadzie nie tylko, już od praktycznie 20 lat, z pewnymi przerwami oczywiście. Mój początek tej historii jest w zasadzie klasyczny, bo do zajmowania się tą tematyką zainspirowało mnie osobiste przeżycie, doświadczenie. To jest bardzo odległa historia jeszcze z lat 90., kiedy miałem lat 14. Byłem świadkiem niecodziennego zdarzenia.
Widziałem coś, co można zaklasyfikować jako niezidentyfikowany obiekt latający. To się wydarzyło w miejscowości mojej rodzinnej Kłoczyna na Dolnym Śląsku, powiat wałbrzyski. Widziałem to razem z moimi bliskimi z rodziny. Obiekt cygarokształtny, który przeleciał dosłownie nisko nad moją głową i to bardzo poruszyło mnie. A byłem młodym człowiekiem, który zaczytywał się w literaturze naukowej. Czytałem „Świat Nauki”, „Wiedzę i Życie”, a więc bardziej scjentystyczne miałem podejście do życia i w tym kierunku szedłem, ale to zdarzenie całkowicie wywróciło mój światopogląd i zacząłem się takimi sprawami interesować najpierw czytając taką literaturę, a w tamtych czasach, to była połowa lat 90., takiej literatury już było sporo w Polsce. Były to głównie przedruki i one narracyjnie były skoncentrowane na jednym wątku, takim, że te zjawiska tłumaczono stricte pod kątem zjawisk pozaziemskich. Później przyłączyłem się do organizacji, która zajmowała się badaniem, dokumentowaniem takich zjawisk i można powiedzieć, że zdobywałem swoje pierwsze szlify badawczo-dokumentacyjne. Spotykałem się z ludźmi, docierałem do ludzi bezpośrednio, którzy twierdzili, że byli świadkami niecodziennych zdarzeń, obserwacji. I tutaj sobie uświadamiałem, że tak naprawdę nie jestem sam i moje przeżycie jest częścią czegoś większego.
Bo pod koniec lat 90. w Polsce w tym temacie działo się bardzo dużo i mnie to bardzo fascynowało. I ja też po części, mimo tego, że byłem na początku bardzo gorliwym entuzjastą, zwolennikiem koncepcji ET, koncepcji pozaziemskiej, ale z biegiem lat, kiedy zbierałem wiele materiałów, docierałem do różnych świadków, głównie na terenie Dolnego Śląska, głównie na terenie obszaru górskiego Karkonoszy, gdzie często bywałem, gdzie takich obserwacji, zdarzeń było bardzo dużo. One zaczęły mnie uświadamiać, że tak naprawdę ten temat na pewno jest bardzo nieznośny, światowy, ale niekoniecznie stricte powiązany z motywem pozaziemskim, wbrew pozorom. Szanowni państwo, dzisiaj generalnie o tym temacie mówi się bardzo niewiele, szczególnie w Polsce. W zasadzie temat jest na wymarciu. Teraz generalnie mamy umysły zaprzątnięte czymś innym, konfliktem na przykład za naszą granicą, więc w Polsce mówi się o tym niewiele, co też jest przejawem ogólnie statystyk na temat obserwacji UFO. Po prostu tych obserwacji jest zdecydowanie mniej niż kiedyś. Generalnie jest to równia pochyła, ale gdybyśmy się przenieśli za ocean, to tam w tym momencie toczy się gorliwa dyskusja na temat UFO w Kongresie Stanów Zjednoczonych. W tym momencie tam są wałkowane różne materiały, które po raz kolejny Pentagon przedstawił swoim obywatelom.
I to są bardzo ciekawe materiały. W ubiegłym roku ten temat był po raz pierwszy upubliczniony w bardzo szerokiej odsłonie, kiedy Izba Dyscyplinarna ds. Wywiadu debatowała właśnie na temat raportu Pentagonu i kiedy upubliczniono ponad 140 różnych relacji obserwacjiUdokumentowanych głównie na filmach, ale to też były relacje naocznych świadków, wojskowych, pilotów i nie tylko. To był bardzo kontrowersyjny materiał, zdecydowanie bez precedensu, który utwierdzał społeczeństwo amerykańskie w przekonaniu, że nie jesteśmy sami we wszechświecie. Że jest coś, co manifestuje się tutaj i stanowi jednocześnie zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. W pewnym sensie. Bo mówimy tutaj o intruzji różnych obiektów, które przenikają do przestrzeni powietrznej i są takie sytuacje, gdzie jest podrywane wojsko do akcji, kiedy startują samoloty i próbują takie obiekty przechwycić. Takie zdarzenia też miały miejsce w Polsce. Może o tym sobie zdążymy jeszcze dzisiaj podyskutować. To tak tytułem, jeśli chodzi o moją osobę i o to, czym się zajmuję.
Oczywiście jestem jeszcze też publicystą. Udało mi się napisać dwie książki na takie tematy. Oprócz tematu UFO, paralelnie interesuję się też tematyką dotyczącą kręgów, piktogramów zbożowych. To był temat, który też mnie bardzo wciągnął i szczególnie tutaj, w rejonie okolicznego województwa kujawsko-pomorskiego, gdzie takich kręgów pojawiało się dużo i ja w te miejsca jeździłem jeszcze wiele lat temu, czego efektem jest moja pierwsza książka. Natomiast moja druga książka jest poświęcona stricte mojemu materiałowi badawczemu dotyczącemu Dolnego Śląska, bo tam zebrałem naprawdę bardzo spory materiał. To jest 20 lat, można powiedzieć, mojej pracy terenowej, docierania do różnych ludzi i dokumentowania tych relacji, o czym staram się też pisać na swoim blogu, bo jestem też i blogerem. Zdarza mi się też pisać do różnych takich pism jak „Nieznany Świat”, „Czwarty Wymiar”. Jeśli państwo czytają, to polecam oczywiście tą literaturę. Szanowni państwo, można powiedzieć, że temat UFO jest wałkowany na świecie już od praktycznie 80 lat. Można powiedzieć, że taką datą newralgiczną jest rok 1947, kiedy doszło do słynnej obserwacji pewnego pilota, Kennetha Arnaulta, który w czerwcu 1947 roku, przelatując swoją awionetką w pobliżu góry Rainer w stanie Waszyngton, zobaczył dziewięć lecących w jednym rzędzie obiektów, których on nie był w stanie w ogóle zidentyfikować, mimo że miał dużą wiedzę lotniczą, potrafił rozpoznawać bez problemu różne samoloty, ale tych obiektów nie był w stanie w żaden sposób zidentyfikować.
Kiedy opowiedział o tym dziennikarzom, temat został pochwycony i można powiedzieć, narodziła się era latających spodków, bo dziennikarze nazwali te obiekty właśnie latającymi spodkami. I tak się zaczyna ta historia. Ale w przeciągu tego okresu ufolodzy, badacze tego zjawiska skompletowali naprawdę bardzo potężny materiał badawczy. Zresztą ja też, nie chcąc się chwalić, mam skatalogowane ponad 200 różnych przypadków z Polski, głównie z terenu Dolnego Śląska. I to już jest materiał, o którym można dyskutować pod kątem naukowym i nie tylko. Ale można powiedzieć, że przez tak duży okres czasu na temat UFO generalnie narosło bardzo wiele różnych hipotez i w tym temacie bardzo ciężko nawet przeciętnemu człowiekowi, który zaczyna się interesować tą tematyką, się odnaleźć. Bo mamy Stany Zjednoczone i tam temat jest wałkowany od lat w jednym kierunku, właśnie jako zjawiska pozaziemskie, odwiedziny obcych cywilizacji. I tak to wszystko się generalnie kręci. Ale gdy spojrzymy na pewne historie, które nawet ja sam osobiście dokumentowałem i o czym się przekonałem z własnego podwórka, że to zjawisko ma tak naprawdę swoje drugie dno. Jest wiele różnych historii, które ludzie zajmujący się tą tematyką gdzieś zakopywali pod dywan, bo one po prostu nie pasowały do takiej a priori ustalonej teorii dotyczącej ET.
I gdy spojrzymy na problem tego zjawiska pod kątem historycznym, to okaże się, że rok 1947 nie jest tak naprawdę początkiem, bo uznaje się, że era ufologiczna narodziła się właśnie z tą datą. I wtedy nagle UFO przyleciało. Bo niektórzy sobie tłumaczą tym, że człowiek zaczął eksperymentować z bronią atomową, narodziła się era atomowa i to zrodziło jakieś zagrożenie gdzieś na tej arenie galaktycznej i te zjawiska zaczęły się kumulować, manifestować. Ale tak naprawdę problem jest bardziej złożony i pod kątem historycznym może się okazać, że tych historii jest znacznie więcej. Polecam państwu na przykład książkę autora francuskiego Jacques’a Vallee, który napisał książkę „Wonders in the Sky”, czyli „Cuda na niebie”. On odwalił kawał dobrej roboty, bo zebrał bardzo wiele różnych historycznych świadectw mówiących o tym, że zjawisko jest tak naprawdę stare jak świat i ono się już pojawiało dawno temu jeszcze i towarzyszyło praktycznie ludzkości od początku, jak tworzyły się filary jakiejkolwiek cywilizacji. Takich świadectw możemy natknąć się i w Biblii, kiedy prześledzimy na przykład Księgę Ezechiela. Jeśli w ogóle prześledzimy różne materiały dotyczące starożytnych cywilizacji, tam jest mowa o różnych latających rydwanach, różnych obiektach, które wtedy kultywowano i traktowano jako świadectwo przejawu boskości. Kiedy się cofniemy bardziej do przodu historycznie, to mamy okresy średniowiecza, mamy okresy, kiedy na niebie paradowały różne latające statki, statki widma. I kiedy sobie porównamy te historie do współczesnych relacji, to okazuje się, że jest bardzo wiele analogii.Ja na przykład zbierając różne materiały docierałem też do ciekawych świadectw historycznych.
Na przykład jedną taką fajną historią, jeszcze pochodzącą z XIII wieku z Polski, jest zdarzenie z 1241 roku, kiedy miał miejsce najazd tatarski na część Polski południowo-zachodniej. Mówię tutaj o regionie Wrocławia, kiedy było oblężenie Wrocławia. Wtedy doszło do bardzo ciekawego zdarzenia, bo praktycznie całe miasto było oblężone przez Tatarów i nie było możliwości, żeby się jakoś od nich uchronić. W kronikach Jana Długosza jest opisana historia, kiedy jeden z zakonników, nazywał się bodajże Czesław Okrąż, wyszedł na mury zamku i podczas swojej gorliwej modlitwy wstąpił na niego jasny snop światła, który był na tyle jasny i intensywny, że oślepił całą okolicę. Tatarzy z przerażenia, widząc to, zbiegli z tego miejsca zdarzenia. I to jest fakt historyczny, że tak było, że generalnie oni odstąpili od oblężenia miasta z jakiegoś powodu. Historycy tłumaczą to, że wtedy po raz pierwszy był użyty proch, ale czy faktycznie Tatarzy go posiadali w tamtym czasie, to jest sprawa dyskusyjna. W każdym razie jest to w taki sposób opisane, że miało to znamiona jakiejś manifestacji boskiej. Ale gdy prześledzimy niektóre relacje, historie współczesne obserwacji UFO, to okazuje się, że ten motyw różnych promieni świetlnych spadających na ludzi jest bardzo charakterystyczny i te elementy występują w różnych świadectwach historycznych. Jest jeszcze inna ciekawa historia, do której mi osobiście się też udało dotrzeć.
To jest taki rękopis z XVI wieku dotyczący historii pewnego mieszkańca miejscowości Gogołów. To jest miejscowość położona koło Świdnicy na Dolnym Śląsku i tam w roku 1626 została opisana taka historia, kiedy mieszkaniec tej miejscowości nagle doświadczył bliskiego kontaktu z postacią, która przed nim wylądowała i była ubrana. To jest opisane jako taki chłopiec ubrany w jasny skafander. Takie dosyć znamienne, powiem szczerze. I ta postać przed nim się pojawiła i zaczęła mu przepowiadać przyszłość, że za chwilę dojdzie do konfliktu, że będzie wojna. Te słowa okazały się bardzo prorocze, bo zaraz później rozpoczął się konflikt dotyczący wojny trzynastoletniej i Świdnica i w ogóle ten rejon był bardzo dotknięty przez wojnę, co zostało niejako przepowiedziane w tej konkretnej przepowiedni tej postaci. Jak prześledzimy tę historię, to ona ma też bardzo czytelne analogie do takich zjawisk, które być może państwu są znane jak objawienia maryjne. Generalnie ten temat jest oczywiście paradoksalnie w zasadzie powiązany, można powiedzieć z tematyką ufologiczną, bo tam też spotykamy się z takim motywem jak zjawa, w tym przypadku akurat postać maryjna, która się pojawia przed przeważnie dziećmi i przedstawia im jakieś proroctwa. Dochodzi też często do różnych manifestacji świetlnych. Przykładem tego najlepszym jest oczywiście Fatima.
Tam, szanowni państwo, była masowa obserwacja dziwnego zjawiska, które zostało opisane w kronikach jako cud słońca, a później, po latach, niektórzy badacze historii objawień maryjnych doszukali się bardzo dużo analogii do bliskich spotkań z UFO współcześnie. Bo zachowanie tego obiektu, który był zinterpretowany przez zgromadzoną ludność jako słońce, tak naprawdę zachowywał się jak obiekt, który w pewnym momencie przypominał kształtem dysk. Przybrał takie znamiona w pewnym momencie. Motyw cudów słońca i objawień maryjnych jest dosyć charakterystyczny i przewija się w wielu różnych tego typu historiach, które miały masową skalę w okresie XVIII, XIX wieku i na początku XX wieku. Takie historie też są w Polsce, bo jest taka miejscowość Zagubno pod Białymstokiem bodajże, północno-wschodnia Polska, gdzie w latach 60. też doszło do objawień maryjnych. Ten temat przeszedł bez większego echa w Polsce, a dotyczył on historii takiej wówczas 11-letniej dziewczynki, która była świadkiem objawienia się postaci maryjnej. I później, jak ludzie coraz częściej przychodzili w to miejsce, kiedy ona miała swoje wizje, to też doszło do manifestacji takiego obiektu, który przez ludność lokalną został zinterpretowany jako cud słońca. To rozgrywało się w czasach PRL-u, więc taka historia nie służyła oczywiście ówczesnej władzy, więc generalnie historia została mocno zakopana przez ówczesne władze i generalnie urwano jej łeb, można powiedzieć, tej historii. Ale takie historie też miały miejsce i one w jakiś sposób korespondują z tematyką ufologiczną paradoksalnie.
A świadectw historycznych jest oczywiście znacznie więcej i one dowodzą tego, że to zjawisko nam towarzyszy od zarania dziejów i można powiedzieć, że kształtuje się proporcjonalnie do percepcji danego okresu historycznego, danego okresu, w jakim znajduje się człowiek. Gdy jeszcze sobie nawiążemy do takiej historii, jak na przykład koniec XIX wieku w Stanach Zjednoczonych miało miejsce, jeszcze zanim się zaczęła era lotnictwaTaka fala latających sterowców. Bardzo dużo ludzi, i to nie byli tylko prości ludzie, ale też i ludzie, którzy piastowali jakieś poważne stanowiska, obserwowali pojawianie się różnych obiektów, które przypominały łodzie podwodne, a niekiedy nawet takie klasyczne statki, statki morskie, które latały. Dziwna historia, ale problem polega na tym, że bardzo wiele takich historii przedarło się do prasy amerykańskiej i bardzo szeroko o tym dyskutowano. I to wszystko się rozgrywało zanim człowiek po raz pierwszy wzbił się w powietrze i zaczął latać. A więc można powiedzieć, że w jakimś stopniu to zapowiadało jakiś postęp technologiczny, który się zainicjował. Dalej do przodu mamy okres II wojny światowej i wtedy na przykład wielu pilotów RAF-u i nie tylko, obserwowało różne obiekty świetlne w postaci takich małych latających kul, które później nazywano foo fighters. A już później, wchodząc w okres wspomnianej daty, 1947 rok i później lata 50., to mamy już taką klasyczną erę latających spodków, które na skalę masową manifestowały się zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i również w wielu regionach Europy, między innymi Francji i Włoch. Tam było bardzo dużo tego typu historii, więc można powiedzieć, że to zjawisko w jakimś stopniu się kształtuje i uplastycznia bardzo do ludzkiej świadomości, do tego, jak człowiek postrzega je. Mówiłem tutaj o objawieniach maryjnych i można powiedzieć, że w przypadku objawień maryjnych mamy kolektyw ukierunkowany bezpośrednio na motyw religijny.
Ale w wielu innych okolicznościach to zjawisko przybiera różne inne formy. Taką najbardziej klasyczną jest oczywiście coś, co możemy wiązać z motywem pozaziemskim. Idąc dalej w tym kierunku, można powiedzieć, że zjawisko ma charakter bardzo zmiennokształtny, a więc dostosowuje się do danych czasów. Dzisiaj możemy mówić bardzo niewiele na ten temat, ale sytuacja myślę, że jest rozwojowa, bo pomału jakieś sygnały docierają do mnie przynajmniej, że tych obserwacji różnej maści zaczyna przybywać. Więc motyw pozaziemski był dla mnie takim punktem wyjścia do dyskusji na temat tego, czym UFO jest. I kiedy zacząłem się stykać z różnymi relacjami, zacząłem bardziej dostrzegać kontekst dotyczący tego, że to zjawisko bardzo ściśle koresponduje z ludzką świadomością. I ludzie, którzy doświadczają bliskich spotkań, bo mówimy tutaj oczywiście o kategorii takich obserwacji jak obserwacje pilotów obiektów UFO, ale jest jeszcze taka inna, bardzo szczególna kategoria, którą się klasyfikuje w ufologii jako bliskie spotkania z UFO. Czyli mówimy o relacji ludzi, którzy twierdzą, że widzą jakiś obiekt latający albo nawet jakichś zoogantów, które krzątają się wokół tych obiektów w bliskiej odległości 150 metrów, powiedzmy do 200 metrów. I to jest ta kategoria, która mnie najbardziej fascynuje i inspiruje. Ja takich relacji dotyczących bliskich spotkań zebrałem sporo.
I w tych historiach dzieje się bardzo wiele takich dziwności, bardzo dziwnych paranormalnych rzeczy, które skłaniają ku temu, że tak naprawdę zjawisko nie do końca może być pozaziemskie. Są pewne historie, które chciałem państwu tutaj przytoczyć. Na przykład jest taka historia, która pochodzi z okolic Kostrzynia Odrzańskiego. Miejscowość Brzózka. Rozegrała się w latach 90. Świadkiem tego zdarzenia był mieszkaniec kujawsko-pomorskiego. On sobie wracał kiedyś z Niemiec z pracy do swojego domu i zrobił sobie przystanek powiedzmy u rzeki właśnie w miejscowości Brzózka. Wyszedł sobie na papierosa z samochodu i nagle spostrzegł, że przy rzece stoi taki obiekt jak igloo wysokości może 15, 20 metrów, szerokości pięciu metrów z takim włazem, a obok niego krzątały się jakieś takie postacie. Oczywiście był sam. Często dzieje się tak w ogóle, że przy tych bliskich spotkaniach mamy do czynienia z jednym świadkiem bądź dwoma albo trzema maksymalnie.
W tym przypadku to był jeden człowiek, który zobaczył coś takiego. I co ciekawe, te postacie zachowywały się tak, jakby były zajęte pobieraniem próbek ziemi. Miały w rękach jakieś dziwne urządzenia, jakąś taką dziwną pałeczkę. Nie wiadomo, co to było dokładnie. Też bardzo osobliwie wyglądały. Przypominały trochę taką formę robotyczną. Miały na głowie taki hełm z zasłoniętą twarzą na zasadzie takiej maski spawalniczej, trochę krępą budowę ciała i generalnie zachowywały się trochę tak robotycznie, jakby skakały trochę albo unosiły się delikatnie w powietrzu i widać było, że były czymś przejęte. Sytuacja taka groteskowa, można powiedzieć, prawda? Ale ręczę, że wiarygodność tego człowieka jest bardzo duża, bo też często się dzieje tak, że ludzie, którzy doświadczają takich spotkań, to uruchamia pewną kaskadę zdarzeń i oni często później doświadczają kolejnej serii różnych zdarzeń i to bardzo przewartościowuje ich sposób pojmowania otaczającej rzeczywistości. Oni się stają na przykład takimi kontaktowcami.
Tak się mówi w nomenklaturze ufologicznej o takich ludziach, którzy są osobami, któreKtóre nabierają bezpośredniego kontaktu. Mają wizje różnego rodzaju. W dawnych czasach o takich ludziach mówiło się na przykład jako o prorocy. Tak się ich określano. W ogóle można powiedzieć, że to zjawisko, w pewnym stopniu, w moim założeniu, mogło też budować pewne światopoglądy, pewne systemy wiary, bo w dawnych czasach wiadomo, że sposób racjonalizacji otaczającego świata dla tych ludzi był prosty, więc coś, czego nie dało się wyjaśnić w sposób racjonalny, było uznawane za coś nadprzyrodzonego. W taki sposób budowały się różne światopoglądy religijne. W przypadku tej miejscowości, tego zdarzenia, ten człowiek zaraz później miał wiele innych różnych historii, które bardzo go odmieniły. Zresztą pochodzi z miejscowości Żabno. To jest miejscowość koło Bylatowa, a Bylatowo, jak państwu wiadomo, to jest miejscowość, która jeszcze w nie tak dawnych czasach była numerem jeden, jeśli chodzi w ogóle o zjawiska UFO i nie tylko, generalnie też o kręgi, piktogramy zbożowe. Więc pewna groteska, można powiedzieć, szanowni państwo, że człowiek spotyka jakieś postacie, które się krzątają i on w pewnym momencie stracił przytomność i kiedy się już ocknął, to już nic nie było widać.
Później okazało się, że w ogóle na zegarku zabrakło mu co najmniej godziny. Nie wiadomo, co się z nim działo przez ten czas. Taki klasyczny można powiedzieć missing time, bo tak się mówi o takich historiach, że ludzie po prostu gubią czas nieoczekiwanie i nie wiedzą, co się z nimi dzieje przez jakiś czas. Później, jak się okazuje, jak się ich podłącza pod różne terapie, regresje hipnotyczne, to te wspomnienia wracają i one są bardzo traumatyczne i dotyczą w ogóle już takich historii skrajnych, jak na przykład abdukcje, uprowadzenia i tak dalej. Nie wiadomo, czy takie historie się rozgrywają w naszym świecie fizycznym, czy mówimy tutaj już o jakiejś czystej parafizyce, ale te dziwności towarzyszą bardzo wielu bliskim spotkaniom i one są bardzo znamienne, bardzo szczególne i one dają dużą odsłonę tego, co się tak naprawdę kryje za zjawiskiem UFO. Jest jeszcze wiele innych historii, które chciałem tutaj państwu, na ile możliwe, przytoczyć. Na przykład można powiedzieć, że też w jakimś stopniu UFO koncentruje się wokół szczególnych obszarów. Tu państwu wspominałem, że bardzo wiele takich historii zebrałem tutaj z obszaru górskiego Karkonoszy, Sudetów, naszych rodzimych gór. Nie wiadomo dlaczego, ale UFO generalnie częściej manifestuje się w obszarach wyżynnych niż nizinnych. Jest taka ciekawa historia, która wydarzyła się bodajże w 1994 roku, gdzie dwójka, tym razem dwóch świadków, wracała późną porą wieczorową w Szklarskiej Porębie do swojego hotelu i nagle idąc taką aleją, można powiedzieć, ciągnącą się z lewej i z prawej strony drzewa, jeden z nich zobaczył takie światło padające na nich z góry.
I to światło objęło jednego z tych mężczyzn, nazwijmy go umownie Stanisław. I w pewnym momencie ten człowiek zaczął się unosić do góry i ten drugi jego kolega to widział. Jak spojrzał do góry, to zobaczył nagle taki kształt tarczy, można powiedzieć czegoś dyskoidalnego, otoczonego różnymi kolorowymi światełkami. Nieoczekiwanie coś wciągnęło człowieka nagle do góry na oczach drugiego. I ten człowiek wpadł w panikę, zaczął szukać swojego kolegi, a miał już może 100 metrów do swojego hotelu. Zaczął go nawoływać, ale nigdzie go nie było i w pewnym momencie go nagle zobaczył, jak się wyłonił nieoczekiwanie jakby zza krzaków i był pokryty taką dziwną mazią, taką substancją i zaczął się bardzo dziwnie zachowywać. Był nieco zdezorientowany, kompletnie nie wiedział, co się z nim dzieje. Wejście do tego hotelu stanowiła brama, która była w tym momencie zamknięta i w pewnym momencie na oczach tego człowieka jego kolega przeszedł po prostu przez bramę jak duch. Jakby po prostu przeniknął przez tą bramę, wszedł na teren hotelu i gdzieś zniknął. On za nim pobiegł, musiał przeskoczyć przez bramę i wpadł do hotelu, do swojego pokoju.
Nagle patrzy, jego kolega po prostu zachowuje się jak dziwne jakieś zwierzę, przewraca się, krzyczy, piszczy, wyje i w pewnym momencie wyskakuje — pokój znajdował się na parterze — wyskakuje przez okno i gdzieś znika. On przestraszony zaczął za nim gonić, ale nie znalazł go i po drodze spotkał dwóch policjantów, którym o wszystkim powiedział. Ci wezwali karetkę pogotowia. Przyjechali. Okazało się, że człowiek już był w pokoju i zachowywał się zupełnie normalnie, kiedy już weszli wszyscy do pomieszczenia hotelowego. Takie historie są bardzo szalenie intrygujące. Intrygujące jest to, że w ogóle one się rozgrywają tutaj na naszym podwórku, bo możemy o nich co najwyżej usłyszeć gdzieś w jakichś filmach dokumentalnych poświęconych takiej tematyce UFO. Ale to jest autentyczna historia, która się wydarzyła właśnie w Szklarskiej Porębie. Ta newralgiczność tych miejsc, szanowni państwo, jeśli chodzi o zjawisko UFO, jest szczególna, bo w jakiś sposób pewne miejsca są naznaczone, jeśli chodzi o manifestacje. Są po prostu pewne miejsca, gdzie można to zjawisko częściej zaobserwować niż zwykle.
Takie można powiedzieć hotspoty ufologiczne. Jednym z takich miejsc swojego czasu było właśnie wspomniane przeze mnie Bylatowo, do którego ja miałem przyjemność jeździć w latach 2002–2005. Tam pojawiały się kręgi, piktogramy zbożowe na jednym polu pewnego rolnika o nazwisku Tadeusz Filipczak. Kręgi pojawiały się trzy lata z rzędu. To była też jakaś forma ewenementu, można powiedzieć na skalę światową.Różne rzeczy mówiono na temat tych kręgów, piktogramów zbożowych. Jedni byli sceptyczni, inni mniej, ale pewne badania, to już będzie kolega o tym opowiadał za tydzień, ściśle o kręgach piktogramów zbożowych. Ale ja chciałem powiedzieć, że w tamtym czasie, kiedy zacząłem jeździć do Byłatowa, okazało się, że to miejsce jest tak naprawdę taką kopalnią różnych historii, które nigdy nie zostały nagłośnione, można powiedzieć, bo w ogóle o nich w literaturze ufologicznej polskiej nie było mowy, a historie były po prostu niesłychane. I w międzyczasie, paralelnie do tego, kiedy pojawiały się te kręgi, piktogramy zbożowe, dużo ludzi, którzy przyjeżdżali z różnych zakątków Polski, też obserwowali przedziwne zjawiska. Oczywiście jakiś procent tych historii da się racjonalnie wytłumaczyć, bo to była pewna euforia, chęć entuzjastyczna zobaczenia czegoś niezwykłego na niebie. Ale ja na przykład osobiście sam doświadczyłem tam zdarzenia, które mnie bardzo powaliło i to była, można powiedzieć, grupowa obserwacja.
To było bodajże 20 lipca 2002 roku, jak dobrze pamiętam. Wtedy akurat dużo osób się pozjeżdżało do Byłatowa i koło godziny chyba pierwszej nad ranem, kiedy siedzieliśmy sobie w takim miejscu, w takim domu, który był wynajmowany na poczet monitoringu okolicznych pól. Siedzieliśmy sobie na balkonie i nagle w pewnym momencie zobaczyliśmy taką jasną czerwoną łunę za krzakami. I z początku wzięliśmy to za księżyc, prawda? Ale później sobie uświadomiliśmy, że na południu przecież księżyc nie może wschodzić. Coś jest nie tak. Więc biegliśmy. Ja akurat byłem z takim moim kolegą, razem przebiegliśmy i nagle patrzymy, jak się wyłoniliśmy zza krzaków, widać taką piękną czerwoną kulę, która wyglądała dosłownie, jakby była namalowana pędzlem na niebie. Taka projekcja holograficzna. Ja po prostu zdębiałem.
Miałem akurat wtedy ze sobą aparat. To akurat jeszcze nie były czasy tak rozwijające się, jeśli chodzi o technologię cyfrową w fotografii. Miałem zwykłego Kodaka i zrobiłem jedno czy dwa zdjęcia i pobiegłem dalej, żeby przyjrzeć się temu z bliska. Przebiegłem przez ulicę, ale już później tego nie było, ale obok mnie, kilkanaście metrów dalej stała grupka ludzi, która miała też w wyposażeniu aparaty i wszyscy robili zdjęcia i każdy obserwował to. Może oni obserwowali to akurat od początku, bo ja widziałem to w postaci kuli, a ludzie obok widzieli, jak to się pojawiało. I to miało formę takiego spłaszczonego naleśnika, który w pewnym momencie przybrał formę takiego ćwierćkoła, półkola, takiej pełnej kuli. W taki sam sposób to zjawisko zaczęło zanikać i to zjawisko trwało kilka, kilkanaście sekund. Moje zdjęcia, jak się okazało później, były prześwietlone. Zdjęcia, które były wykonywane przy użyciu innych aparatów, innych świadków też nie wyszły. Dziwnym trafem akurat dzieje się tak, że właśnie kiedy to zjawisko się pojawia i kiedy ktoś ma na przykład aparat i chce robić zdjęcie, to robi to zdjęcie, a później okazuje się, że to zdjęcie nie wychodzi.
Albo innym razem nagle sobie uświadamia, że: „Kurczę, przecież miałem telefon, miałem aparat, mogłem po nie sięgnąć, a nie zrobiłem tego”. Tak jakby był taki otumioniony. Trochę się pojawia taka dezorientacja, często przy takich historiach, takich relacjach. Tak jeszcze opowiadając państwu o tych dziwnych anomaliach, które występują przy tych relacjach, to chciałem jeszcze przytoczyć taką ciekawą historię, bo często dzieje się tak, że przy tych obserwacjach, kiedy człowiek ma styczność bezpośrednią, tak można powiedzieć, z tym zjawiskiem, kiedy coś manifestuje się przed nim w bardzo bliskiej odległości, dochodzi właśnie do przedziwnych historii. Bardzo wielu ludzi opowiada o czymś takim jak to, że nagle dochodzi do takiej zastanawiającej, osobliwej ciszy, że nagle wszystko jakby zamiera. Gdzie jeszcze przed chwilą było słychać cykanie świerszczy gdzieś w okolicy i nagle wszystko się wyłączyło jak za pstryknięciem palca. Nikt tego tak naprawdę nie potrafi wytłumaczyć i często nawet niektórzy świadkowie mówią o tym mi, że oni mieli wrażenie, że ta rzeczywistość otaczająca ich była taka nad wyraz realna. I to wyciszenie jakby takie trwało tylko na moment pojawienia się manifestacji. W literaturze ufologicznej takie przypadki określa się jako tak zwany czynnik Oz. Była kiedyś taka badaczka brytyjska, nazywała się Jenny Randles i ona analizując przypadki ze swojego podwórka angielskiego doszukała się wielu takich historii, bardzo właśnie takich charakterystycznych, gdzie świadkowie wspominali o takich motywach.
I ona w nawiązaniu do „Czarnoksiężnika z krainy Oz” nazwała właśnie te czynniki występujące w takich zdarzeniach jako czynnik Oz. Czyli można powiedzieć, że ludzie doświadczając takich spotkań, są jakby wyrwani ze swojej rzeczywistości i znajdują się w stanie takiej dziwnej dezorientacji albo takiego stanu zmienionej świadomości. Jest takie zdarzenie, które ja kiedyś dokumentowałem. Ono wprawdzie rozegrało się dawno temu, jeszcze w latach 80. Ale ja je dokumentowałem oczywiście po wielu latach, też na Dolnym Śląsku się rozegrało w miejscowości Wojcieszów. To już jest też obszar górski Sutety i dwójka mężczyzn, byli bracia, wracali wieczorem sobie samochodem do domu. Właśnie mieszkali w tym czasie w Wojcieszowie i wjeżdżając do miejscowości zobaczyli takie czerwone światło, które gdzieś się przemieszczało tam na tle górskim. To już była wieczorowa pora. Gwiazd nie było widać, ale nie było zachmurzenia i ten obiekt sobie tam leciał, leciał i w pewnym momencie przybliżył się do pobliskiej góry Połom.Która jest też ciekawym miejscem, bo tam różne historie i legendy krążą na temat tego miejsca. Kiedyś to było miejsce pogańskie.
To też jest ciekawe, że często te zjawiska manifestują się w pobliżu takich miejsc, można powiedzieć nawiedzonych albo takich, z którymi wiąże się jakaś ciekawa historia. I ta dwójka mężczyzn zaciekawiła się tym zjawiskiem i podjechała samochodem maksymalnie blisko, jak się dało pod tą górę i zobaczyli, że ten obiekt osiadł na zboczu górskim przed znajdującym się w pobliżu lasem i przybrał formę dziwnego ekranu. Jeden z tych mężczyzn wyszedł z samochodu i stwierdził, że po prostu się temu przyjrzy z bliska, bo to już go bardzo zaintrygowało. Jego brat akurat był dziwnie otumaniony, jakby wyłączony. Stwierdził, że nie chce w ogóle na to patrzeć, nie interesuje się tym. On wyszedł i kiedy podchodził coraz bliżej pod ten dziwnie wyglądający ekran, nagle doznał bardzo dziwnego stanu, bo jeszcze przez moment słyszał pracujące maszyny w pobliskiej kopalni. Dźwięk dobiegający stamtąd. I kiedy nagle przekroczył cienką, niewidzialną linię, w pewnym momencie zrobiło się totalnie ciemno, mimo że już było ciemno. Ale w tym momencie zrobiło się tak ciemno, że mówi mi, że potykał się o własne nogi i w zasadzie nic nie widział. I zrobiło się jednocześnie strasznie cicho, totalnie cicho, tak że po prostu nic nie słyszał.
Gdzie te pracujące urządzenia na kamieniołomie głośno pracowały i nagle wszystko wyłączyło się. Jak się później okazało, on podszedł do tego obiektu, ale się przestraszył i zaczął się wycofywać, bo ten obiekt też zaczął w pewnym momencie zanikać i w pewnym momencie już całkowicie przestał być widoczny. I kiedy on się cofnął o tą kolejną, przekroczył znowu tą magiczną linię, to nagle wszystko wróciło do normalności. Usłyszał już dźwięki pracujące, usłyszał cykanie świerszczy gdzieś z pobliskiego pola. Obiekt zniknął. On później wrócił do samochodu. Pojechali do domu następnego dnia czy też dwa dni później udali się w to miejsce. On się udał akurat ten, który podszedł najbliżej do tego zjawiska, gdyż się okazało, że w tym miejscu, gdzie ten obiekt stał, znajdował się taki pierścień bardzo wyeksponowanej trawy i w ogóle później w tym miejscu trawa rosła znacznie wyżej niż okoliczna na łące. A człowiek, który wypasał owce w tym miejscu to te owce zachowywały się w sposób tak inteligentny, że omijały szerokim łukiem to miejsce i z tego miejsca nie skubały tej trawy. I ten znak utrzymywał się tam przez długi czas.
Często się dzieje tak, że kiedy jakieś takie obiekty, które możemy identyfikować jako obiekty UFO, sobie gdzieś lądują, pojawiają się w jakichś miejscach blisko ziemi, to później w takich miejscach można odkryć jakieś dziwne ślady. Ale tak jeszcze w nawiązaniu do tych przedziwnych historii, jeszcze w kontekście UFO mówi się też o czymś takim jak bezpieczeństwo narodowe. Teraz na przykład w temacie Kongresu Stanów Zjednoczonych, gdzie się dyskutuje właśnie o UFO. Tam ten temat jest bardzo mocno wałkowany, bo te wszystkie historie dotyczące różnych relacji pilotów i nie tylko wojskowych identyfikuje się jako potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego, co mi się wydaje, ma swoje też jakieś uzasadnienie, bo jak sobie poczytamy te wnioski końcowe, które na przykład były upublicznione w ramach raportu Pentagonu w ubiegłym roku, tak naprawdę nigdzie tam nie padło słowo UFO. Tam był użyty termin UAP, czyli w dosłownym tłumaczeniu unidentified aerial phenomena, czyli niezidentyfikowany obiekt astronomiczny, atmosferyczny, przepraszam. I tak generalnie się definiuje to, ale nie mówi się nigdzie o jakiejś pozaziemskiej intruzji czy czymś takim, tylko bardziej traktuje się to jako obcą technologię dotyczącą Chin czy też Rosji, która eksperymentuje jakieś tajne pojazdy, tajne maszyny lotnicze, które być może przenikają przestrzeń powietrzną. W takim kontekście się mówi, ale takie historie działy się jeszcze zanim lotnictwo na tyle było rozbudowane, aby można było mówić o obiektach, które potrafiły na przykład zmieniać trajektorię lotu, znikać, pojawiać się w innych miejscach. Teraz się dużo mówi o bezzałogowych pojazdach lotniczych, o dronach, więc ciężko się połapać, bo sporo historii w ostatnich latach, jakie też do mnie wpłynęły, dotyczyły na przykład obiektów trójkątnych z pełną gamą oświetleniową, które pojawiały się często właśnie nad jakimiś dużymi miastami, jak Wrocław. Akurat z Poznania nie przypominam sobie żadnej takiej historii, ale w wielu innych większych miastach. I ciężko teraz takie obserwacje identyfikować jako UFO.
Bardziej można mówić tutaj już o jakiejś tajnej technologii, ale są historie, które wydarzyły się dawno temu i je na pewno trudno identyfikować już jako obcą technologię, bo na przykład mam na myśli takie zdarzenie, które wydarzyło się w Polsce w latach 80. W 1983 roku dokładnie. Zresztą tutaj sprawa dotyczy tego rejonu, kiedy nad jednostką wojskową w Powidzu pojawił się obiekt. Wtedy był widoczny jako obiekt w kształcie cygara, który przeleciał bardzo nisko nad pasem startowym i wyłączył całkowicie oświetlenie na pasie startowym. Spowodował też zakłócenia w odbiorze radiolokacyjnym i ten obiekt poleciał dalej. I później, jak się okazało ufolodzy polscy to był tacy jak Bronisław Rzepecki, Krzysztof Piechota. To są, można powiedzieć, nestorzy, ludzie, którzy w latach 80. zbierali, dokumentowali już takie historie, przeprowadzili swoje śledztwo i okazało się, żeW tym samym czasie w pobliskiej miejscowości Witkowo pojawił się obiekt, który wylądował przed oczami dzieci, które akurat się bawiły na pobliskiej górce. Wylądował sobie na górce, a był formą klasycznego, latającego spodka. Disoidalny obiekt średnicy czterech, pięciu metrów z pierścieniem kolorowych światełek, z odnóżami, który sobie wylądował w biały dzień przed tymi dziećmi.
One w panice uciekły do domu. Obiekt później znowu wystartował, poleciał gdzieś dalej i później, jak się okazało, w pobliskiej jednostce Krzesiny, tutaj jest jednostka pod Poznaniem, namierzono obiekt na radarze i wysłano dwa myśliwce na przechwycenie. To były bodajże Migi wtedy. Obiektu się nie udało przechwycić. Obiekt gdzieś zniknął na radarze, przestał być widoczny też wzrokowo przez pilotów. Możliwości techniczne wtedy tych samolotów były w zupełności niewystarczające, aby przechwycić obiekt, który przemieszczał się z prędkością ponad dwóch, trzech machów, bo z taką prędkością leciał wtedy. Później okazało się jeszcze, że miejsce, gdzie doszło do lądowania jakiegoś obiektu, przybyło wojsko i teren otoczyło. Mówię właśnie o tej miejscowości Witkowo i przez moment ten obszar nie był dostępny. Niektórzy świadkowie twierdzili, że byli tam wojskowi, którzy prowadzili jakieś pomiary, prawdopodobnie pomiary radioaktywne. Historia niezwykła, a wydarzyła się jeszcze w latach 80., kiedy tak naprawdę nie było jeszcze takiej technologii, którą w jakiś sposób można było tłumaczyć manifestacje takich zjawisk.
Ale takich historii w ogóle w Polsce jest bardzo dużo, szczególnie udokumentowanych w okresie lat 80., lat 70. W ogóle można powiedzieć, że polska ufologia zaczyna się mniej więcej gdzieś pod koniec lat 70., kiedy do takich historii dochodziło dużo i było dużo różnych fal obserwacji, takich fal masowych obserwacji UFO i można powiedzieć, że to zainicjowało w ogóle badania. Pojawili się ludzie, którzy zaczęli zbierać, dokumentować takie historie. Potworzyły się pierwsze różne organizacje. Jedną z takich znanych historii, państwu na pewno znaną, jest zdarzenie, które miało miejsce w 78 roku w podlubelskiej miejscowości Emilcin, gdzie słynny rolnik, który kompletnie nie miał pojęcia o tematyce UFO, nie miał nawet telewizora we własnym domu, a był świadkiem pojawienia się dwóch takich humanoidalnych postaci, które przyłączyły się do niego, kiedy sobie jechał swoim wozem przez pobliski las, udając się do domu. One go zaprowadziły do obiektu, który jak się okazało stał gdzieś na pobliskiej łące i zaprosiły go do środka, aby sobie tam wszedł. Później okazało się, że zrobili na nim jakieś dziwne pomiary. On w ogóle nie wiedział, o co chodzi. Nawet mu zaproponowali poczęstunek, ale nie chciał skorzystać. Historia autentyczna, później była badana przez znanego ufologa Branie Bollara, który był z zawodu socjologiem, więc podszedł do tematu bardzo fachowo i w zasadzie nie można było udowodnić żadnego fałszerstwa w tej historii, bo to był prosty człowiek, który nie miał pojęcia, opowiadał historię, która była żywcem wzięta z jakiejś klasyki gatunku, jeśli chodzi o literaturę ufologiczną.
Ale takich historii było znacznie więcej w tamtym czasie w Polsce. Mnie też po latach udało się udokumentować pewne zdarzenia, które dowodzą temu, że ten behawioryzm, że tak powiem, tych, nazwijmy to umownie, kosmitów, ufonautów, którzy pojawiają się czasami przy tych różnych obiektach, które się pojawiają, które lądują gdzieś przed ludźmi, jest taki bardzo dziwny i groteskowy troszeczkę. Jest takie zdarzenie, które ja udokumentowałem w podlegnickiej miejscowości Dynino. Rozegrało się jeszcze w latach 60. Dotyczy pani, która już ma 70 lat, ale wtedy była jeszcze młodą kobietą. W 67 roku mieszkała w miejscowości Dynino, właśnie pod Legnicą na Dolnym Śląsku i wieczorową porą zbierała buraki. Jak mi opowiadała później tę historię po wielu latach, w pewnym momencie poczuła taki podmuch wiatru. Kiedy się obróciła, zobaczyła nagle, że już przed nią stał praktycznie kilka metrów taki obiekt w kształcie stożka, można powiedzieć takiego indiańskiego namiotu. Na tym obiekcie było widać oczywiście jakieś okienka i właz wejściowy do tego pojazdu. Obok niego stały dwie postacie.
Nie wiadomo skąd się w ogóle pojawiły, a przypominały nie jakichś takich klasycznych, jak to państwo mogli się spotkać gdzieś, czytając taką literaturę, czy też oglądając różne filmy dokumentalne poświęcone UFO ze Stanów, takich szaraków. Ale to byli tacy ludzie, w zasadzie postacie przypominające ludzi, ubrane w takie ściśle przylegające do ciała kombinezony, wzrostu może metra sześćdziesięciu. Te postacie podeszły do tej kobiety i zaczęła się taka dyskusja, przedziwna, groteskowa dyskusja, kiedy jeden z tych załogantów zapytał się tej pani: „A co to jest?” Ona powiedziała: „No jak co to jest? Burak cukrowy. Czy mogę wziąć to?” Nagle on wziął ten burak, przyłożył do buzi tak, jakby chciał skonsumować to. I ona mu tłumaczyła, tej postaci, że to jest właśnie do jedzenia. Zachowywał się tak po prostu enigmatycznie, tak groteskowo, że nie wiedział tak naprawdę, co to jest. Te postacie w pewnym momencie zaprosiły ją, tak jak właśnie to było w zdarzeniu w Emilcinie, do swojego pojazdu.I tutaj w tym momencie nagle tej osobie urwał się film i ona już nie pamiętała, co dalej się działo. Ale później, rozmawiałem z nią, tych historii miała podobnych bardzo wiele. Jeszcze miała też takie jedno zdarzenie, które rozegrało się pod koniec lat 40., kiedy przyjechała wraz ze swoją rodziną na, można powiedzieć, Ziemie Odzyskane do miejscowości Dunino i tam też była świadkiem podobnej historii, o czym zresztą piszę w swojej książce.
Więc jak ktoś z państwa takie historie interesują, to ja takie historie dokumentuję i zbieram i jest to na pewno fascynujące. Co jeszcze mogę powiedzieć państwu, to w nawiązaniu właśnie do tych dziwnych anomalii, paranormalnych anomalii. Niektórzy badacze UFO zaczęli wnioskować, że w hipotezie pozaziemskiej jest coś nie tak, bo są historie, które po prostu temu zwyczajnie przeczą. Już nawet wspomniany przeze mnie badacz UFO Jacques Vallée, który jak już państwu mówiłem, napisał kiedyś taką ciekawą książkę „Cuda. Wonders in the Sky”. Zebrał bardzo wiele różnych świadectw historycznych, które dowodziły tego, że zjawisko jest tak stare jak ludzkość. On również poświęcił nieco swojej uwagi na temat folkloru, bo jak się okazuje, też wiele historii dotyczących zdarzeń ufologicznych ma bardzo dużo wspólnego z folklorem ludowym, z podaniami ludowymi. Ja sam się osobiście z tym spotkałem, kiedy dokumentowałem niektóre historie i naprawdę można się doszukać wiele historii. Już nawet nie mówię o wyglądzie tych różnych postaci, które towarzyszą czasami tym obiektom, kiedy dochodzi do takich skrajnych kategorii spotkań jak bliskie spotkania trzeciego stopnia, a może i nawet czwartego stopnia, ale te postacie i zachowanie, jak również ich naturalna zdolność na przykład do znikania, pojawienia się obok albo robienia różnych dziwnych rzeczy. Możemy tak naprawdę doszukać się takich historii, kiedy będziemy wertować różne opowieści ludowe, które dotyczą właśnie jakichś demonów w postaci chimerycznych, mitologicznych chimer i tak dalej.
I ja zacząłem doszukiwać to i kiedy na przykład czytałem książki Jacquesa Vallée, to bardzo zaintrygowały mnie jego koncepcje, w których on po prostu zaczął jako naukowiec, bo zresztą jest naukowcem, analizować te wszystkie różne historie dotyczące bliskich spotkań i doszedł przede wszystkim do prostego wniosku, że jeśli mówimy tutaj w ogóle o odwiedzinach pozaziemskich, to samych lądowań UFO było tak wiele, że to przeczy w ogóle jakiejkolwiek logice, żeby jakieś obce cywilizacje przylatywały tutaj do nas i robiły jakieś badania. I tych lądowań było tak wiele. Wystarczy przecież wykonać dwa, trzy takie lądowania, pobrać sobie próbki albo nawet wysłać jakieś awatary. I to wszystko można zrobić w ciągu dwóch, trzech takich różnych wizyt. A tych zdarzeń było tak wiele, że to samo w sobie już jest kuriozalne, prawda? Jak jeszcze dorzucimy do tego ten dziwny behawioryzm, zachowanie groteskowe tych ufonautów, którzy pytają się na przykład świadka o buraki cukrowe, co to jest? Są też historie takie jak, że są zdarzenia, gdzie te postacie przychodziły na przykład do domu i się pytały o to, czy mogą coś dostać do jedzenia, do picia. Także to brzmi bardzo absurdalnie, ale to ma też swoje jakieś zasadnicze wytłumaczenie, o czym jeszcze postaram się na szybko państwu nakreślić. I Jacques Vallée doszedł do wniosku, że to zjawisko po pierwsze się uplastycznia, czyli zmienia swoją formę manifestacji proporcjonalnie do danej epoki historycznej. Można powiedzieć, że zmienia się tło historyczne, ale motywy pozostają te same, tylko one się kształtują w zależności od tego, z jaką epoką historyczną mamy do czynienia.
I on nazwał UFO jako taki system kontroli. Porównał to do takiego homeostatu, który działa tak jak jakiś zamknięty system, który oddziałuje na człowieka w sposób taki delikatny, subtelny i daje mu takie pstryczki trochę rozwojowe. Kiedy porównamy sobie te różne historie, o których tutaj państwu mówiłem, kiedy na przykład mówiliśmy o tych boskich interwencjach, o tym, jak społeczeństwo, jak ludzie danej epoki interpretowali historię UFO. Przepraszam, my tak to tłumaczymy jako historię UFO, ale w tamtych czasach tłumaczono to zupełnie inaczej, w innych kategoriach. To możemy zauważyć, że raz, że się kształtowały różne systemy wiary, kiedy była fala tych dziwnych sterowców, to ona się zaczęła właśnie w okresie, kiedy człowiek po raz pierwszy wzbił się w powietrze i skonstruował jakąś maszynę lotniczą. Kiedy mówimy o czasach już 50., 60. XX wieku, kiedy tych obserwacji spodków, cygar, tego typu obiektów, które miały ścisłe jakieś takie konotacje, jeśli chodzi o jakieś odwiedziny pozaziemskie, bardzo takie charakterystyczne, wszystko to się rozgrywało w okresie, kiedy człowiek rozwijał bardzo swój przemysł kosmiczny i kiedy mieliśmy wyścig prawdziwy między dwoma supermocarstwami, czyli Stanami Zjednoczonymi i ówczesnym Związkiem Radzieckim. Więc on doszedł do wniosku, że to wszystko się rozgrywa w sposób taki szczególny i w konkretnych etapach historycznych. I kiedy w ogóle przeanalizujemy jeszcze tak bardziej dogłębnie bliskie spotkania, to kiedy wspomniałem państwu o tym czynniku Oz, toMożna powiedzieć, że te zdarzenia rozgrywają się na płaszczyźnie, ja tak przynajmniej uznaję, kiedy analizuję swoje różne historie, dokumentacje, na płaszczyźnie zmienionej świadomości. Był też jeszcze taki inny badacz UFO z Hiszpanii.
Nazywał się José Caravaca, który doszedł do wniosku, że bliskie spotkanie ma formę wizji, coś podobnego jak wizje maryjne, gdzie człowiek tak naprawdę wchodzi w stan dziwnego stanu zmienionej świadomości. Coś na kształt halucynacji, ale to nie do końca są halucynacje, bo mamy tu do czynienia z czymś, co oddziałuje na niego zewnętrznie, a oddziałuje w sposób szczególny. Bo kiedy mówimy o ludziach, którzy doświadczają takich spotkań, to są często ludzie nie byle jacy. Ludzie, którzy są bardzo sensatywni i empatyczni. Do takich wniosków dochodzę, kiedy spotykam się i rozmawiam z takimi ludźmi, to później na przykład oni sobie uświadamiają, że po takich spotkaniach odkrywają w sobie różne talenty albo jakieś dziwne zdolności paranormalne. Stają się na przykład bioenergoterapeutami albo jeszcze odkrywają w sobie jakieś talenty artystyczne. Często takie zdarzenia, takie kontakty otwierają w nich jakiś taki przysłowiowy szósty zmysł. Wychodzę z założenia, że te zdarzenia mają miejsce na planie trochę odmienionej świadomości, na planie innej rzeczywistości, gdzie dochodzi do interfejsu między naszą czasoprzestrzenią a parallelą rzeczywistością. Gdzieś na styku transgranicznym między dwoma takimi światami dochodzi do kontaktu. I to, że te zdarzenia są tak bardzo zróżnicowane, bo tak naprawdę możemy mówić o przeróżnych obserwacjach UFO, ale mimo tego, że pojawia się ten sam motyw powiedzmy kul, latających dysków, cygar, zawsze te zdarzenia przebiegają w zupełnie inny sposób i te obiekty zawsze wyglądają inaczej.
Tak naprawdę nie ma takiego samego zdarzenia, w którym mowa jest o tym samym obiekcie czy o tej samej istocie. Zawsze te szczegóły są inne i zdaniem wielu badaczy, jak również moim, to wynika z tego, że podczas takiego interfejsu człowiek sam poprzez swoją indywidualną, kolektywną nieświadomość wpływa na przebieg takiego zdarzenia i poprzez pewne swoje archetypy wtłacza w to zdarzenie, w tą swoją wizję jakieś bliskie mu motywy, które być może są jakąś formą filtru, który zabezpiecza go przed tym, żeby nie dostać szoku kulturowego, kiedy ma styczność z taką anomalną siłą, która zachowuje się w sposób inteligentny i w jakiś sposób oddziałuje. Nie wiem tak naprawdę, czemu to służy, ale w tych zdarzeniach, o których państwu mówiłem, czyli w tych szczególnych bliskich spotkaniach, dochodzi do bardzo wielu różnych motywów paranormalnych. Sceptycy na przykład odnoszą się do mnie w ten sposób, że w porządku, ale jeśli w takich spotkaniach dochodzi do jakichś lądowań i widać jakieś ślady, tak jak mówiłem państwu o takim zdarzeniu właśnie z Wojcieszowa, gdzie był odkryty ślad później po lądowaniu obiektu, to jak takie coś tłumaczyć? Jest też coś takiego jak na przykład stygmaty, prawda? Są ludzie, którzy są bardzo gorliwi, religijni i mają stygmaty. Naukowcy tłumaczą to tym, że ludzki umysł potrafi w sposób bardzo szczególny oddziaływać na swoje ciało i dlatego poprzez aspekt psychologiczny na ludzkim ciele mogą się pojawić stygmaty, jeśli ta osoba jest w bardzo głębokiej ekstazie religijnej. Podobnie dzieje się właśnie w takich zdarzeniach. Może to przypominać trochę formę transu szamańskiego. Można wręcz powiedzieć, że człowiek będąc w takim głębokim transie może w jakiś sposób oddziaływać na materię.
W dawnych czasach, w neoplatonizmie renesansu jest taki termin, który mówi o tym, że ludzie uduchowieni potrafią wpływać na materię, ponieważ rzeczywistość materialna dąży do zescalenia z rzeczywistością duchową. Dzisiaj fizyka kwantowa mówi o tym, że obserwator może w jakiś sposób oddziaływać na materię w takim danym zamkniętym układzie. I być może tak się właśnie dzieje w takich szczególnych bliskich spotkaniach, kiedy człowiek tak naprawdę widzi coś. Też miałem takie historie, kiedy było trzech różnych świadków i tak naprawdę jedna osoba tylko widziała coś, a dwie osoby stały obok i nie widziały tego, prawda? Więc tak, jakby obserwacja była wkomponowana bezpośrednio w indywidualną psychikę człowieka. Proszę państwa, temat jest bardzo szeroki oczywiście i można jeszcze o nim dyskutować bardzo długo. Ja tak w zasadzie tylko naświetliłem państwu tę bardzo zawiłą, skomplikowaną problematykę, która mnie nie przestaje fascynować już od 30 lat, ale myślę, że jeśli macie państwo jakieś pytania, to z chęcią postaram się na nie udzielić odpowiedzi.
[01:00:27] - Przejął całe spotkanie.
[01:00:29] - Prawda?
[01:00:32] - W rzeczywistym pan Damian, tak jak już powiedziałam, przejął całe spotkanie. I pytania także do państwa. Poprosił o pytania. Może ja jednak sobie zarezerwuję to pierwsze pytanie, bo mnie bardzo ciekawi, wrócę do tego. Pan zawodowo związany był z lotnictwem, a wiele się mówi właśnie o przypadkach, że piloci zauważają dziwne zjawiska. Często to jest bardzo ukrywane. Na ile mamy tutaj do czynienia właśnie z czymś niewyjaśnionym, czymś zagadkowym?
[01:01:07] - Mhm.
[01:01:08] - Czy też pan coś takiego doświadczył?
[01:01:13] - Ja nie doświadczyłem tego pod tym kątem, ale mimo że nie jestem pilotem, pracuję w branży lotniczej, mam styczność z pilotami cywilnymi, bo pracuję dla komercyjnej linii lotniczej. Mogę powiedzieć, że środowisko pilotów jest bardzo hermetycznie zamykającym środowiskiem. Ci ludzie mało dyskutują o takich sprawach i jeśli nawet zdarzyło im się coś takiego przeżyć w trakcie swojego rejsu, to oni oczywiście o tym nie mówią, a mało tego, wręcz nawet takich historii nie raportują, bo to jest dosyć problematyczne, bo proceduralność w lotnictwie jest tak zagmatwana i szeroka, że czasami pilot woli takiej historii nie zgłaszać nigdzie z tego względu, że to tylko rodzi niepotrzebne problemy. Ja oczywiście znam wiele historii, bo mam styczność z niektórymi pilotami i niektóre mi opowiedziano. To są faktycznie bardzo ciekawe historie. Na przykład mam historię pilota emerytowanego, który w pobliżu lotniska Modlin pod Warszawą jeszcze w latach 50., kiedy oblatywał Migi, podczas takiego rejsu był świadkiem, jak on i jego kolega lecąc swoim samolotem obok, lecieli obydwaj na Migach 21. W pewnym momencie zobaczyli, jak podleciały pod jego skrzydła samolotu dwa takie diskoidalne obiekty niewielkiej szerokości, może metra. I nagle cała nawigacja padła w jego samolocie i on już miał rakiety w swoim samolocie, był gotów odpalić te rakiety, ale nagle na złość nie był w stanie nic zrobić. Obiekty leciały z nim przez kilkanaście metrów, nagle odleciały, wszystko wróciło do normy. Nawet mógł skomunikować się z wieżą kontroli lotów, ale nie zgłosił tego problemu, bo jest taka niepisana zasada w środowisku pilotów i to nie tylko dotyczy pilotów cywilnych, ale w tym przypadku pilotów wojskowych, że takie historie bardzo rzadko wypływają na światło dzienne, bo to troszkę podważa ich autorytet.
Oni się obawiają, że mogą stracić pracę, mogą stracić licencję, więc to jest taki temat tabu w tym środowisku.
[01:03:52] - Temat tabu, ale czy w środowisku piloci mówią o tym między sobą?
[01:03:57] - Mało. Generalnie mało. Te historie, do których mi się udało dotrzeć, wynikały tylko z tego, że ja jestem znany w swoim kręgu zawodowym, więc ktoś się wygadał na tej zasadzie albo usłyszałem gdzieś, że ktoś coś przeżył takiego, był świadkiem takiej historii. Ja do niego bezpośrednio uderzyłem i po kilku próbach przekonania udało mi się poznać taką historię na przykład i ją udokumentować. Ale tak, żeby ci ludzie wychodzili do mediów i opowiadali o tym, to raczej temat ciężki, bardziej prawdopodobny gdzieś w Stanach Zjednoczonych, bo tam bardziej otwarcie się o tym mówi. W Polsce jest troszeczkę inna mentalność, inne podejście do tego tematu. Ciężko powiedzieć, z czego to wynika. Może z tego, że mainstreamowe media podchodzą do tematu bardzo groteskowo, wręcz ośmieszająco i to rodzi jakąś taką wzgardę, drwinę środowiska i niechęć opowiadania, dzielenia się takimi historiami.
[01:04:59] - Czy może ta niechęć pilotów do opowiadania o tym bierze się stąd, że pilot musi być postrzegany jako osoba bardzo zrównoważona, a jednak wymaga jakiejś powagi i stabilności psychicznej w tym zawodzie? Może stąd taka postawa?
[01:05:15] - Zdecydowanie tak, bo przecież osoba, która pilotuje taki samolot, posiada licencję, musi przejść wszystkie testy psychologiczne i musi być jak najbardziej zrównoważoną osobą. Tutaj nie ma co o tym dyskutować. Ale tak jest faktycznie. I to jest też jeden z argumentów, dla których tacy ludzie boją się otwierać i opowiadać o takich historiach. Na pewno jest takich historii sporo, tylko nie do wszystkich się udało dotrzeć. A te historie, do których mi się udało dotrzeć, często dotyczą pilotów, którzy już są emerytowanymi pilotami, więc nie mają problemu z tym, żeby dzielić się takimi historiami.
[01:05:52] - Bo pan bada historie też z Dolnego Śląska. Czy mógłby pan na przykład coś o Muchołapce powiedzieć w Ludwikowicach?
[01:05:59] - Mogę coś powiedzieć oczywiście.
[01:06:06] - Co to jest Muchołapka?
[01:06:08] - Muchołapka to taki temat związany z historią broni Wunderwaffe, historii V-7. To jest też temat, który gdzieś w pewnym momencie się podczepił pod tematykę ufologiczną za sprawą niektórych publicystów, którzy ten temat bardzo drążyli dogłębnie, starając się udowodnić, że w czasach II wojny światowej na terenie Dolnego Śląska, w kompleksach, które były budowane jeszcze w latach 40. przez Niemców, kompleks Riese, eksperymentowano z tajną technologią i rzekomo wyprodukowano pojazdy, które przypominały latające spodki. Ale, szanowni państwo, to niestety muszę powiedzieć, że jest mit, który był bardzo mocno wyeksponowany przez niektórych polskich autorów. Jak ktoś wsiąknie w tą tematykę i sięgnie po fachowe źródła, to uświadomi sobie, że tak naprawdę te historie w pewnym momencie zaczęły żyć własnym życiem. Natomiast temat Muchołapki jest taki, żeTo jest właśnie świeży przykład tego, jak się tworzy jakaś legenda. Muchołapka może tylko z pozoru wyglądała jak muchołapka, a tak naprawdę była zwykłym zbiornikiem chłodniczym, który wtedy znajdował się na terenie bazy wojskowej, a tak został zinterpretowany, że można powiedzieć, jakiekolwiek argumenty czasami nie działały dla niektórych ludzi, którzy po prostu chcieli żyć i fascynować się taką mitologią.
[01:07:50] - To skoro nie ta Trzecia Rzesza, to czy ma pan jakąś teorię, dlaczego tak wiele zjawisk jest właśnie na Dolnym Śląsku?
[01:07:56] - Tak, Dolny Śląsk jest szczególny i myślę, że tego wyrazem jest moja ostatnia książka, która jest kompilacją różnych historii, mojej dokumentacji. Szczególny jest też z tego względu, że bardzo wiele takich historii rozegrało się na terenie górskim, o którym państwu mówiłem. Jak już mówiłem w trakcie spotkania, częściej do takich obserwacji dochodzi w obszarach górzych niż niziny. I to ma w zasadzie swoje uzasadnienie, bo kiedy spojrzymy na mapę świata i przeniesiemy się w inne rejony górskie, okazuje się, że bardzo często w takich obszarach górskich też dochodziło do różnych historii. Na przykład jest taki obszar w Norwegii, nazywa się Hessdalen. Dolina Hessdalen. Tam na przykład w latach 80. dochodziło do bardzo wielu różnych obserwacji. Do tego stopnia, że został zainicjowany bardzo profesjonalny program badawczy monitoringu pewnych obszarów górskich i później okazywało się, że te zjawiska, które się tam manifestowały, udało się czasami uchwycić na filmach, na zdjęciach i sposób zachowywania się tych zjawisk przeczył w ogóle jakiemukolwiek zdrowemu rozsądkowi. Tak więc Dolny Śląsk jest pod tym względem szczególny, że ma ten przywilej, że na jego obszarze znajduje się obszar górski i w tym obszarze górskim się sporo rzeczy dzieje.
To też wynika z tego, że poprzez moją, można powiedzieć, upartość, rzetelność dokumentacyjną mi się udało dotrzeć po prostu do wielu historii. Teraz generalnie takich organizacji czy też tworów ludzi zrzeszających się w grupy, które jeżdżą, dokumentują takie historie, docierają do świadków, tak naprawdę nie ma w tym momencie w Polsce. Może ich było sporo jeszcze w latach 80., w latach 90., kiedy ja przyłączałem się do ruchu ufologicznego, kiedy zdobywałem swoje pierwsze szlify badawcze. Było tych organizacji dużo, dużo się w tym temacie działo i ci ludzie w różnych rejonach Polski docierali do takich historii. I tak naprawdę wydaje mi się, że gdybyśmy bardziej dogłębnie podrążyli temat, to później by się okazało, że w Wielkopolsce też jest sporo takich historii, tylko po prostu nikt do nich nie dotarł jeszcze.
[01:10:10] - Pan wspominał o Poznaniu.
[01:10:12] - Tak, wspominałem o tej historii, takiej stricte lotniczej, że takie wydarzenie miało miejsce. Tych historii jest więcej na pewno. Tylko tak jak mówię, nie ma tak naprawdę w tym momencie jakiegoś takiego środowiska ruchu ufologicznego, który by zbierał, dokumentował te historie.
[01:10:29] - Gdyby miał pan wskazać utwór pisarski lub film, który byłby najbliższy potwierdzonym informacjom ufologicznym, to co by to było? Jeśli już musiałby pan coś wybrać.
[01:10:40] - Ciężko tutaj o jakiś film, bo generalnie wszystkie filmy albo cała kinematografia w historii, jaka powstała i była powiązana z tematyką UFO, była taka troszeczkę groteskowa, przedstawiała temat w sposób prześmiewczy. Ale jeśli miałbym drążyć, to myślę, że takim ciekawym, inspirującym filmem był film, stary wprawdzie, bo z lat 70. chyba jeszcze, „Bliskie spotkania trzeciego stopnia” Spielberga. To, w jaki sposób w ogóle ten film został wyreżyserowany. Zresztą Spielberg, kiedy kręcił ten film, opierał się na doświadczonych autorytetach, bo doradzali mu tacy znamienici ludzie jak Alan Hynek, który był jednym z takich znanych badaczy UFO i był jednym z twórców słynnego projektu Blue Book, który pod agendą rządową zajmował się zbieraniem, dokumentowaniem tego typu historii. On mu doradzał, więc powstało z tego fajne dzieło, które mogę państwu polecić na pewno spokojnie. Natomiast wiele tego typu filmów niestety bardzo groteskowo podchodzi do tematu.
[01:11:52] - Załóżmy, że jakaś osoba doświadczy spotkania z kosmitami, widzi UFO, może nawet zostanie uprowadzona. Co ta osoba powinna zrobić? Bo mówi, że nie ma żadnych organizacji w tej chwili w Polsce. Jak ta osoba się powinna zachować? Czy powinna jakoś szukać kontaktu z kimś, czy wręcz przeciwnie? Żeby nie zostać ośmieszana, żeby ludzie nie mówili, że jest chora psychicznie, czy powinna siedzieć cicho? Z kim się powinna kontaktować najlepiej?
[01:12:27] - Tak jak mówię, w Polsce jest z tym poważny problem, bo nie ma tych organizacji, a ludzi takich jak ja można policzyć na palcach. Ilu jest w Polsce, którzy powiedzmy fachowo i profesjonalnie podchodzą do tego tematu i przede wszystkim starają się takie historie zbierać, dokumentować w sposób rzetelny, a więc nie taki, nie wiem, żurnalistyczny, dziennikarski i z tego robić jakieś żartobliwe historie. Myślę, że osoba, która zaczyna drążyć temat, doświadczyła czegoś takiego, gdzieś może trafić na przykład na mojego bloga, na różne media. Jest na przykład jeszcze takie Radio Paranormalium, które też zajmuje się zbieraniem takich historii. Te historie gdzieś później też trafiają do mnie, bo gdzieś jest tutaj obieg informacji, ale faktycznie ogólnie jest problem taki, boPo pierwsze sama tematyka, działalność nie jest na tyle mocno skomercjalizowana, aby się tak często upubliczniać, że tak powiem, bo takie spotkanie, które dzisiaj ma miejsce, jest na pewno nietuzinkowe, bo takich spotkań jest naprawdę w Polsce niewiele w tym momencie. W latach 90. było ich więcej, więc ci ludzie, którzy doświadczali takich zdarzeń, wiedzieli, do kogo się zgłosić często. Natomiast teraz faktycznie jest z tym problem i może to też jest wyznacznikiem tego, że takich historii do mnie czy do moich kolegów, którzy tak jak ja zajmują się taką działalnością, dociera niewiele. I te statystyki są bardzo zaniżone, bo może to jest właśnie tego wyznacznikiem też.
[01:14:05] - Właściwie nie chcę zadać pytania, tylko chcę dopowiedzieć na pytanie o filmy i seriale, które są o UFO, to Steven Spielberg, „Spotkanie trzeciego stopnia” to jest starszy film, ale jest nowszy o tytule „Taken”. Pisze się „Taken”, to jest też Stevena Spielberga i tam więcej można właściwie odnaleźć wspólnego z tym, co jest w rzeczywistości, z czym mamy do czynienia z UFO. Jak będziecie szukać tego filmu, to jest inny serial, też o takiej samej nazwie, więc trzeba Spielberga poszukać, bo tamten jest jakiegoś innego reżysera, a jest identyczny tytuł. Oraz pojawiły się w telewizji niedawno, chyba trzeci sezon już jest, „Projekt Blue Book” i tam jest też nawiązanie właśnie do tego, jak tworzony został film „Spotkanie trzeciego stopnia”. W tym serialu „Blue Book” jest o tym filmie też. To są chyba takie najciekawsze, bo reszta to są takie filmy, które mają nas przestraszyć, że obcy nas zjedzą albo zabiją. Wszystko na jedno modelko.
[01:15:16] - Tak, chyba ten ostatni to będę musiał obejrzeć, bo powiem szczerze nie oglądałem.
[01:15:22] - Dobrze, czyli sądzę, że możemy dzisiaj powiedzieć, że fakty, mity. Więcej jest tak naprawdę faktów czy mitów? To też chciałabym właśnie się dowiedzieć na koniec.
[01:15:36] - Jeśli w ogóle spojrzymy na problem w całokształcie, to wydaje się, że więcej jest faktów, ale o nich się tak nie mówi. Ale jakiś procent mitów niestety jest i te mity właśnie są najbardziej wyeksponowane i one drążą umysły, natomiast te fakty gdzieś są zakopane bardziej pod ziemią.
[01:15:54] - Bardzo dziękuję panu Damianowi.
[01:15:56] - Dziękuję państwu.
[01:15:59] - Bardzo ciekawe spotkanie. Bardzo dziękujemy.
[01:16:01] - Dziękuję.
[01:16:02] - Chciałam jeszcze państwu tutaj przekazać, że jest możliwość nabycia książek pana Damiana. Sądzę, że będzie to bardzo interesująca lektura, więc zachęcam do kupna. I przyszły światełka, ale to te ziemskie.
[01:16:23] - W Radiu Paranormalium zaprezentowaliśmy zapis prelekcji, jaką badacz ufologii Damian Trela wygłosił w Poznaniu 23 maja 2022 roku w ramach cyklu eventów organizowanych przy plaży Wilda Eco Village. Zapraszamy do odwiedzenia bloga Damiana Treli pod adresem czastajemnic.blogspot.com. Tam można również nabyć wydane przez Damiana książki: „Gniazda UFO” oraz „Tajemnice Dolnego Śląska. UFO i niewyjaśnione zjawiska”.