Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:06] - Bibliotekarium.pl i Radio Paranormalium przedstawiają „Bibliotekarium” o książkach do czytania i do rozmawiania. Witamy wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie w ten chłodny piątkowy wieczór. Piątek, 27 maja 2022 roku. Witają państwa obsługujący od strony technicznej audycję „Bibliotekarium” Marek Sęk „Ivellios”. Jest z nami także dzisiaj wyjątkowo sam Marek Żelkowski, ale tak nie do końca sam, bo mamy także dzisiejszego gościa. Jest nim Piotr Plebaniak, autor książki „Siły psychohistorii”, której obszerne fragmenty zresztą będą dzisiaj też prezentowane i wokół której będzie się toczyła dzisiaj cała nasza dyskusja. Tradycyjnie, zanim przekażę głos do studia w Bydgoszczy i do drugiego studia na Tajwanie, pozwolę sobie przypomnieć kontakty do Radia Paranormalium. Nasze numery telefonów, tak jak zawsze: stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl.
Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium, Bibliotekarium.pl oraz Book Radia, na grupach Radio Paranormalium i Rubieże rzeczywistości. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Trudno mi dzisiaj powiedzieć „dobry wieczór”, bo niestety tydzień temu zupełnie nagle i niespodziewanie odszedł od nas wspominany często w audycjach i kilka razy też goszczący między innymi w Radiu Paranormalium oraz regularnie w Book Radio doktor Mirosław Gołuński. W poniedziałek spadła na polski świat literatury kolejna tragedia, kolejna strata. W tragicznym pożarze zginęła pisarka Maja Lidia Kossakowska. Pozwólcie teraz państwo, że oddam głos Markowi Żelkowskiemu. Marku?
[02:49] - Dobry wieczór państwu. Zacznę od powitania. Jest z nami zapowiadany Piotr Plebaniak z odległego Tajwanu. Dobry wieczór, panie Piotrze. Właściwie to środek nocy. Nie wiem, jak się wita w środku nocy kogoś, więc niech będzie dobry wieczór.
[03:06] - Wstawaj, ręce do góry. Po chińsku oczywiście.
[03:09] - Tak. Może tak rzeczywiście. Zaraz będziemy mówić. Uśmiechnąłem się, kiedy Marek mówił o obszernych fragmentach, bo owszem, one są obszerne. Spora część audycji będzie tymi fragmentami wypełniona, ale jak sobie przypomnę objętość pana książki, to rzeczywiście to nie są obszerne fragmenty. Mimo wszystko książka podchodzi pod 700 stron.
[03:39] - 776 dokładnie.
[03:41] - Tak, dokładnie. Więc tego jest naprawdę dużo. Ale teraz jeszcze na chwilę wrócę. Kiedy się z państwem ostatni raz słyszałem, to była audycja z puszki nagrywana w czwartek. Mówiłem państwu wtedy o śmierci Vangelisa. Nie wiedziałem, że następnego dnia dotrze do mnie wiadomość o tym, że zmarł doktor, a właściwie już doktor habilitowany profesor Mirosław Gołuński. Dzisiaj go pożegnaliśmy. Byłem na cmentarzu. To była niezwykle wzruszająca uroczystość, bo Mirek taki właśnie był. To był człowiek otwarty, pełen dobroci.
I ja wiem, że tak się zawsze mówi o zmarłych, ale w tym wypadku nie muszę jakoś specjalnie dobierać słów ani kombinować, co tu dobrego powiedzieć. Bo Mirek przy całym swoim profesjonalizmie dotyczącym literatury, przy czasami ostrych ocenach tejże literatury, były jednocześnie ciepłym, otwartym człowiekiem mającym swoje poglądy i bardzo często się z nimi nie zgadzałem. Ale to był właśnie człowiek, z którym można było toczyć ostre dyskusje, a potem serdecznie rozmawiać i serdecznie się różnić, jeżeli tak to można powiedzieć. Był poza tym mistrzem w swoim literaturoznawczym fachu. Na kilka rzeczy związanych z literaturą otworzył mi po prostu oczy. Wtedy otworzył mi te oczy, kiedy wydawało mi się, że ja już naprawdę sporo o tej literaturze wiem. I za to jestem mu naprawdę w sposób niewysłowiony wdzięczny. Tak jak powiedział Marek Sęk „Ivellios”, możecie państwo słuchać zarówno w „Paranormalium” głosu Mirka Gołuńskiego, w „Bibliotekarium”, w ABW. Pojawiał się również w debatach o fantastyce. Niestety były chyba tylko trzy, ale były.
A możecie państwo również w Book Radiu słuchać jego naprawdę wspaniałych opowieści o literaturze Niestety tylko 56 odcinków, ale w postaci podcastów są one dostępne.
[06:13] - Marku, uściślając to były oczywiście rozmowy o fantastyce. Ukazały się tylko trzy odcinki tej audycji, z czego Mirosław Gołuński brał udział w dwóch, ale za to jakie! Oczywiście z nieodłącznym towarzyszeniem Marty Kładź-Kocot.
[06:30] - Tak, to prawda. To taki ciężki dzień był dzisiaj. Wróćmy zatem do tego, co jest przedmiotem naszego dzisiejszego spotkania. A przedmiotem tego spotkania jest książka, o której nasz gość mówił już od dawna. Mówił w pierwszej audycji, że się przymierza i że właściwie tak. Później spotykaliśmy się na początku roku i też już była mowa, wtedy to był projekt mocno zaawansowany. Teraz muszę ten oklepany zwrot wypowiedzieć: finis coronat opus. Książka właściwie ciepluteńka z drukarni była się właśnie, zdaje się ewakuowała. Czyli jest. Dzieło powstało.
Dzieło skończone. Panie Piotrze.
[07:25] - Tak rzeczywiście, ale tutaj muszę minimalnie sprostować. Książka powstawała łącznie przez 15 lat od pierwszej chwili, w której wpadłem na jej pomysł. Może nie tyle biograficzna ekskursja, tylko jaki pomysł sprawił, że w ogóle na tą książkę wpadłem. Na to, żeby ją stworzyć. Książka pierwotnie miała mieć tytuł „Wzorce”, czyli wzorce, wedle których dzieją się rzeczy, jakie się dzieją. Jest to nawiązanie do naszej filozofii. Dlatego, że ludzkość, my wymyśliliśmy filozofię taoistyczną. Co prawda nie do końca my, ludzie europejscy, tylko Chińczycy w dalekiej starożytności. Mówi o koncepcji Dao, czyli naczelnej wszechzasady wszechświata, wedle której dzieje się wszystko to, co się dzieje. Więc o co chodzi?
Mówiliśmy wielokrotnie już w tej audycji „Telegram z krańca świata”, mówiliśmy też w poprzednich odcinkach, że w chińskiej kosmologii czy też w chińskich tradycjach filozoficznych istnieje takie pojęcie jak święty mąż, czyli człowiek, który jest w stanie patrzeć na rzeczywistość i dostrzec te wszystkie prądy, te wszystkie siły psychohistorii. Słuchacze niektórzy pewnie wiedzą. Dostrzec jakieś trendy, jakieś tendencje i zrozumieć, do czego te tendencje doprowadzą i jakie zdarzenia muszą zajść, są konieczne i niemożliwe do usunięcia albo możliwe do modyfikacji. To była ta inspiracja, dlaczego właśnie „Wzorce”. Potem się to zmieniło na „Siły psychohistorii”, oczywiście pod wpływem książki Isaaca Asimova pod tytułem „Fundacja” i całego cyklu. Tu będziemy zaraz mieli konkurs na ten temat. Może na samym początku go ogłosimy. „Siły psychohistorii” powstawały przez bardzo wiele lat. Ja zbierałem rozmaite inspiracje, jakie wzorce są warte, czy należy przedstawić po to, żeby czytelnik, który przeczyta książkę, nagle dostrzegł te rzeczy, które wcześniej były dla niego niedostrzegalne. Głównym przesłaniem książki jest forma poradnika.
Głównym celem, dla którego książka została zrobiona, jest być poradnikiem co do tego, jak rozpoznawać niektóre wzorce, jak odróżnić w chaosie informacyjnym te istotne informacje dopływające do naszych zmysłów, które decydują o naszej zdolności przewidywania tego, co się zaraz stanie. To jest główna filozoficzna podstawa powstania książki jako dzieła. Natomiast druga sprawa, którą czytelnik musi wiedzieć, człowiek, który zaraz będzie słuchał nas przez kolejne trzy godziny i słuchał fragmentów książki, jest to, że do niej zbierałem przez całe lata, przez mniej więcej 15 lat rozmaite spostrzeżenia co do tego, co jest istotne i na co należy patrzeć. Jeden przykład jest taki najbardziej, może nie tyle mój ulubiony, ale najbardziej wyrazisty. Zadałem sobie takie pytanie i zadałem potem to pytanie wszystkim, komu się dałem. Filozofom, na przykład filozof Jacek Hołubko. Nie wiem, czy ktoś zna. To jest absolutnie wybitny dydaktyk. Jeszcze w tej chwili uczy, ma 80 parę lat, natomiast nauczał filozofii analitycznej na wydziale w Instytucie Filozofii na Uniwersytecie Warszawskim. Uczęszczałem jako wolny słuchacz na jego zajęcia i słuchałem po prostu.
Patrzyłem się jak w święty obrazek na to, co on mówi na temat zrozumienia świata, patrzenia na rzeczywistość, do czego służy język i tak dalej. W książce zresztą są o tym dwa rozdziały. Te pytanie jedno najbardziej wyraziste: dlaczego bolszewicy na początku XX wieku, bolszewicy przejmujący władzę w Rosji, dlaczego oni nie eliminowali, zabijali swoich wrogów? Po prostu czapa i do dołu z wapnem, prawda? Dlaczego oni musieli koniecznie podpisać, zmusić tych ludzi, przesłuchać w kompletnie fikcyjnym przesłuchaniu, zmusić do przyznania się do winy, wymusić podpis, że przyznał się do winy, że popełnił to, oczywiste było, że nie popełnił. Dla tych, którzy torturowali, którzy przesłuchiwali, dla tych, którzy akceptowali ten wyrok i odsyłali na miejsce kaźni, i dla tych, którzy byli obiektem tej kaźni. To był jeden wielki teatrzyk. Ale dlaczego on był tak ważny? Przecież nie ma nic prostszego jak kula w łeb i do dołu. Ale bolszewicy i w wielu innych miejscach na świecie, w wielu sytuacjach tego typu, przejmowania władzy przez jakąś grupę ekstremistów, rewolucjonistów.
Dlaczego oni koniecznie chcieli ten podpis? Nie będę się bawił w zgadywanie. To nie jest oczywiste. Pytałem i tego filozofa, i tego geopolityka zajmującego się Rosją, Leszka Sekulskiego. Wszystkich się pytałem i nie byli w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Ja w końcu tak długo myślałem, tu mogę tak żartobliwie, że aż zwoje mi się zakotłowały i wymyśliłem. Otóż to jest jeden rozdział, osobny esej w książce. Otóż takie grupy ekstremistyczne jak bolszewicy, ich celem, ich aspiracją nie jest zniszczyć porządek świata, ale stworzyć nowy porządek świata i ustanowić swoją władzę i swoją dominację nad wszystkimi, którzy przeżyją do początku tego świata, bo niektórzy idą do piachu. Tak jak powiedzieliśmy, przepraszam, że tak brutalnie, ale na tym polegają rewolucje i przewroty, i nowe porządki świata, że ci, którzy nie są w stanie dostosować się, są w jakiś sposób usuwani. Zresztą bolszewicy też w czasie mordu katyńskiego, zdaje się, o ile dobrze pamiętam, poprawcie mnie, jeśli się mylę.
Oni mówili, uzasadniając wyroki na polskich oficerach i intelektualistach, że nie są zdolni do życia w bolszewickim porządku rzeczy, bo nie da się ich przeformatować. To przeformatowanie to jest jeden z kluczowych terminów pojawiających się w książce. Dojdziemy do tego w swoim czasie. O co chodzi? Przepraszam, że tak długo, ale dochodzę do clue, bo to jest absolutnie fundamentalne spostrzeżenie. Otóż ludzie, którzy w oczach swoich przyszłych poddanych swojej woli chcą zadeklarować się jako ci, którzy są źródłem władzy, są też źródłem prawa. Oni ustanawiają nowe prawo, nowy porządek rzeczy, któremu oni oczywiście sami nie podlegają, bo są ponad tym porządkiem. Ponad prawem. To jest pejoratywne oczywiście określenie. Natomiast o co chodzi?
Oni są prawodawcami, tak jak Mojżesz prawodawca. I nie chcą zniszczyć porządku, żeby przestało istnieć podleganie prawu wszystkich obywateli czy wszystkich poddanych, czy też wszystkich zniewolonych, ale ustanawiają prawo, które oni narzucają i oni kształtują, jak ma wyglądać to prawo. I w chwili, wracając do tego przykładu, do strzelania komuś w łeb i wrzucenia do dołu z wapnem. W chwili, w której robią to bez wyroku, to nie ustanawiają tej swojej dominacji. Po angielsku jest to słowo, które nie da się przetłumaczyć na polski, nie ma w powszechnym użyciu assert domination, czyli ustanowić, zadeklarować czy ogłosić, a jednocześnie wprowadzić. To jest wielokrotna czynność, którą oni wykonują jakimś aktem, na przykład niniejszym ja staję się prawodawcą, macie robić tak jak ja. I w związku z tym nie wrzucamy po prostu ludzi do dołu z wapnem, tylko musimy uzyskać ich podpis przyznania się do winy i to nas autoryzuje do tego, żeby wydać wyrok skazujący i kula w łeb. Skończyłem.
[15:50] - Tak. Ja od razu powiem, że jestem po lekturze pana książki i ona jest cała fascynująca, ale mnie zafascynowała w kilku miejscach i już tłumaczę dlaczego. Zafascynowało mnie przede wszystkim to, że kiedy pan wymienia te różne składowe, o których pan wspomniał, niektóre z nich, które pan wyłuskał, są zupełnie nieintuicyjne. My jako ludzie mamy taką tendencję do wmawiania sobie, że my rozumiemy świat i wiemy, dlaczego wybuchają wojny, wiemy, dlaczego coś się toczy, jak się toczy. Potrafimy sobie to w swój prywatny sposób, a czasami może nieprywatny, zracjonalizować. Lubimy rozumieć i tak sobie rozumiemy po swojemu, czasami mniej, czasami bardziej. Tymczasem okazuje się, że w tych różnych analizach, które pan przeprowadza, w tych esejach znajdujemy rzeczy, które zaskakują. One zaskakują nas, że coś takiego może wpływać? Jak to? Tymczasem pan to perfekcyjnie analizuje, ale przede wszystkim pokazuje, dlaczego tak się dzieje i uzasadnia, dlaczego te z pozoru oderwane, tak jak powiedziałem, nieintuicyjne sprawy nagle wpływają na mechanizmy świata, czy w każdym razie ustanawiania porządków różnego rodzaju.
Ta nieintuicyjność. Powiem jeszcze jedno, że gdzieś to jednak dotyka pan, przynajmniej w kilku miejscach tego, co przypuszczam na podstawie chociażby lektury poprzednich pana książek, jest pana pasją, a w każdym razie próba analizy tego jest na pewno pana pasją, czyli ten chiński porządek. Kiedy pan się odwołuje do sztuki wojny, kiedy mówi pan o 36 fortelach, to wszystko to jest próba pokazania, jak to robili oni I to się zbiegło z moją fascynacją, bo jedna z moich książek, tu będzie moja mała autoreklama, „Wojna cieni”, której drugie wydanie ukazało się w Stalker Books. „Wojna cieni” ma taki podtytuł: „Oszukać niebo, aby przekroczyć morze”. Skąd to jest? Pan Piotr już wie, skąd to jest. To jest ze „Sztuki wojny”. I kolejny tom, który się ukaże pod koniec roku, również ma podtytuł wzięty ze „Sztuki wojny”. Dwaj ludkowie osadzeni w różnych częściach świata, pan Piotr na Tajwanie, ja gdzieś tu sobie w Bydgoszczy, w Polsce. Jakoś tak się zrobiło, że ta chińskość, a właściwie ten sposób myślenia okazał się dla tych dwóch osób fascynujący.
Ja oczywiście jestem małym żuczkiem, który o tym wyczytuje między innymi z książek pana Piotra, natomiast pan Piotr to zgłębia od środka. Znając język, potrafiąc się wgryźć, okazuje się, że kiedy człowiek zna język powierzchownie albo na przykład tłumaczy z angielskiego, to tak do końca nie rozumie, o co chodzi. Pan Piotr natomiast wgryzł się od podstaw do tego i dlatego te książki są takie fascynujące. I te poprzednie, a ta ostatnia to już szczególnie. I o tym dzisiaj będziemy rozmawiać. Panie Piotrze, ja sobie przypominam, że mieliśmy zaraz na początku z jakimś konkursem ruszyć.
[19:56] - Tak. Jedziemy z konkursem i zaczynamy. Ja przeczytam te trzy pytania. Natomiast po kolei, żeby wszystko było jak należy. Podam adres e-mail, na który należy nadsyłać odpowiedzi. To jest nasza tradycja, wypraktykowany sposób tego, żeby wszystko działo się tak, jak należy. Czyli mamy udokumentowane, kto odpowiedział pierwszy na stronie Patronite, też tam podam, każdemu będzie lista zwycięzców, imię i pierwsza litera nazwiska, inicjał. Ja za pomocą primingu, czyli takiego podpowiadania, jaki jest zakres pytania, będę mówił, jaka to jest dziedzina, czyli na przykład arcydzieła kinematografii czy też literatura i tak dalej. Zadam to pytanie i ustalamy, że wysyłka książek tylko do Polski. Na odpowiedzi słuchacze mają dwa tygodnie od dzisiaj, czyli od daty emisji na żywo.
Adres e-mail za sekundkę podam tutaj głosowo i jest on dostępny także na karcie. Panie Marku, niech pan powie gdzie dokładnie, bo mogę pomylić.
[21:09] - Proszę zajrzeć na stronę Book Radia. Tam na głównej stronie troszeczkę wyskrolować. Zobaczycie państwo taką planszę, na której jest napisane „Telegram ze skrańca świata”. Proszę tam wejść i przeczytać i już wszystko będzie jasne.
[21:26] - Dokładnie tak. I tam jest też adres e-mail, który niniejszym w tej chwili dyktuję. Literuję: Grażyna Andrzej V jak Wiktoria Andrzej Grażyna Andrzej Iwona kropka pl, czyli gawagaj.pl. Mamy potem a w kółeczku i potem gmail.com. I to jest adres e-mail, na który wysyłamy odpowiedzi na te pytania, które zaraz zadam.
[21:50] - Panie Piotrze, jeszcze dla tych, co z angielskim tego: gmail.com.
[21:55] - Tak, przepraszam oczywiście. Zamyśliłem się. Czyli co, możemy przystąpić do zadawania pytań?
[22:03] - Proszę bardzo.
[22:04] - Świetnie. Czyli dzisiaj w trakcie tej audycji zadaję trzy pytania. Kto pierwszy, ten lepszy. Ja będę miał tutaj podgląd na przychodzące e-maile i natychmiast powiem, że ktoś wygrał albo nie wygrał. Przerwę wywód albo poczekam, aż nasi rozmówcy skończą mówić to, co mówią i powiem: „Uwaga, ktoś odpowiedział na jakieś pytanie”. Także pilnujcie tego. Ja będę co jakiś czas mówił, że na przykład pierwsze pytanie już odpowiedziane, pozostają drugie i trzecie i tak dalej. Co paręnaście minut czy co pół godziny na przykład będziemy to mówić. Pytanie pierwsze. Zakres pytania: poezja francuska, ewentualnie to jest też częściowo podpowiedź, kinematografia wojenna.
Co ze sobą przyniesie łkanie bezsennej skrzypki jesiennej, sierocej? Powtarzam jeszcze raz: co przyniesie ze sobą łkanie bezsennej skrzypki jesiennej, sierocej? Koniec pytania. To jest pytanie pierwsze. Pytanie drugie. Zakres: literatura fantastycznonaukowa. I to jest pytanie, już też podpowiem, z książki, kontynuacji książki czy też trzeciego tomu trylogii, która stała się inspiracją do napisania „Sił psychohistorii”. Jest to podsumowanie całej głównej intrygi w tej trylogii. Chodziło o znalezienie drugiej fundacji. I pytanie brzmi: co powiedział bądź wykrzyknął agent drugiej fundacji po tym, jak jego misja się zakończyła sukcesem i przywrócono mu pamięć tego, gdzie ta druga fundacja się znajduje?
Koniec pytania drugiego. Pytanie trzecie. Zakres: historia cywilizacji. I tutaj muszę się pochwalić, bo zrobiłem coś, co nie sądziłem, że mi się uda, ale mi się udało. W książce jest wywiad z człowiekiem, którego wizja, pomysł i inspiracja, którą zainspirował się w swoim wczesnym dzieciństwie i to jest też opisane w tym wywiadzie, który jest w książce. Treść pytania od razu. Historia cywilizacji to jest zakres. I pytanie: jak nazywał się człowiek, którego wizja doprowadziła do realizacji misji sond Voyager? Wywiad z nim jest w książce. Udało mi się załatwić.
Niesamowita sprawa.
[24:33] - Tak. Wywiad zresztą budzący różne skojarzenia w człowieku, kiedy się człowiek zastanawia, jak czasami niewiele trzeba, żeby wydarzyło się coś, co stanowi kamień milowy w dziejach ludzkości. Bo to, o czym pan pisze, o czym opowiada pana rozmówca, widać, że pewne rzeczy się dzieją w ludzkiej głowie, ale mogłyby się równie dobrze nie wydarzyć. A może się mylę. Może one się po prostu musiały wydarzyć, bo tak były spięte. Oczywiście trudne do rozstrzygnięcia, ale sam wywiad, jeśli nawet państwo nie interesują się tym, o czym dzisiaj rozmawiamy, o tym, jak buduje się, niszczy imperia i tak dalej, to sam wywiad z osobą, która doprowadziła do tego, o czym pan Piotr powiedział, czyli do misji Voyager i do tego, że ona przebiegała tak, jak przebiegała, to już jest rzecz fascynująca. W końcu człowiek, który pozwolił nam, tu cudzysłów oczywiście, sięgnąć gwiazd, a w każdym razie wyrwać się poza Układ Słoneczny.
[25:58] - Tak. W ogóle najbardziej inspirujące wyszły dwie rzeczy w trakcie rozmowy, które najbardziej mi się podobają. Zapytałem tego pana, jaka jest jego ulubiona książka w trakcie wywiadu i okazało się, że to była książka „Luna to surowa pani” Roberta Heinleina. Jest powiązane z jego działalnością zawodową i pasją życiową jednocześnie. To jest szalenie ważne, dlatego, że wywiad jest o inspirowaniu młodych ludzi między innymi. Natomiast „Luna to surowa pani” to jest jego ulubiona, a wyszło na to, że ja tę książkę przeczytałem ponad 30 razy. Rzeczywiście je przeczytałem. Jestem wariatem, proszę mi wybaczyć niestety. Więc to była niesamowita zbieżność, że tak powiem, pasji poznawczych. A druga sprawa jest to, że sposób, w jaki pan ten został zainspirowany do tego, żeby zająć się astronomią, jest po prostu odbiciem wyjętym z filmu „Kontakt”, w którym bohaterka Ellie Arroway, grana przez Jodie Foster, jako małe dziecko została zainspirowana przez ojca.
Nie wiem, czy ktoś pamięta. Ja to pamiętam, bo też ten film oglądałem dziesiątki razy. Jak stoi w nocy i pyta się, co to za gwiazda nad horyzontem, a ojciec odpowiada, że to nie gwiazda, tylko planeta Wenus. Nie wiem, czy ktoś pamięta z filmu „Kontakt”. Niemalże dokładnie w ten sam sposób mój rozmówca został zainspirowany, a skończyło się to wysłaniem obiektu zbudowanego ręką człowieka poza granice Układu Słonecznego. To jest absolutnie niesamowite. Inspiracja jest absolutnie podstawą wszelkiej nauki. Zresztą cytowane w wywiadzie aforyzm brzmi następująco. Już wiem. Oczywiście.
Zwykły nauczyciel naucza, dobry nauczyciel tłumaczy, a doskonały nauczyciel inspiruje. Także całe przesłanie tego wywiadu można by było zamknąć właśnie w tych słowach. Dobrze, powtórzę te pytania i przejdźmy już do dalszej części, może nawet do odtworzenia pierwszego fragmentu książki. Powtarzam pytania. Adres: gavagaj.pl, a w kółeczku gmail.com. To jest adres, na który należy wysyłać odpowiedzi. Ja będę anonsował, że jakieś pytanie zostało odpowiedziane. Pytanie pierwsze, poezja francuska. Pytanie brzmi: co przyniesie łkanie bezsennej skrzypki jesiennej sierotce? Pytanie drugie, literatura fantastyczno-naukowa i trylogia Fundacji.
Co wykrzyknął z zaskoczeniem agent drugiej Fundacji po tym, jak jego misja zakończyła się sukcesem i przywrócono mu pamięć co do tego, gdzie ta druga Fundacja się znajduje? Pytanie trzecie, historia cywilizacji. Jak nazywał się człowiek, którego wizja doprowadziła do realizacji misji sond Voyager? Skończyłem.
[28:56] - Okej, ja powtórzę ten adres: gavagaj@gmail.com. Dobrze podałem?
[29:08] - Tak jest.
[29:09] - On jest taki nietypowy. Tu uwaga: gavagaj@gmail.com.
[29:18] - Tak, mamy już pierwszą odpowiedź, ale niewłaściwą. To nie jest H.M. Butler. Panie Jakubie, przepraszam, nie.
[29:28] - Okej, jedziemy dalej. Ja powiem tak, zanim odtworzymy pierwszy fragment. Pierwszy fragment będzie dotyczył tajemniczego słowa, chociaż nie dla wszystkich. Dla tych, którzy słuchają „Telegramu z krańca świata” to już nie będzie tajemnicze słowo. To tajemnicze słowo to Asabija. Ja jednak muszę coś powiedzieć. Ta fascynacja, o której powiedziałem, kiedy pan Piotr wyznał, że u podstaw, to jeden z filarów książki, to była trylogia. Kiedyś trylogia, dzisiaj to już nie jest trylogia, tylko to się rozrosło do wielu, ale kiedyś trylogia Fundacja, to ja sobie pomyślałem troszeczkę w inną stronę. Jak wiadomo, zawsze w inną stronę muszę pomyśleć, że przecież tak naprawdę dobra literatura, taka mięsista literatura spod znaku space opery opowiada o podobnych rzeczach, o których opowiada pan Piotr. To znaczy ona zawsze mówi o budowaniu, rozmontowywaniu albo trwaniu imperium i mechanizmach, które sprawiają, że ono może Trwać, budować się ewentualnie tych mechanizmów, które odpowiadają za rozpad tego imperium.
Gdzieś w tle są oczywiście kosmiczne bitwy, jakieś tam wydarzenia niezwykle dramatyczne, które są mięsem literatury. Ale dobra space opera pokazuje również te mechanizmy. I być może ja ukąszony tą space operą tak zafascynowałem się książką, o której dzisiaj mówimy, czyli tymi siłami psychohistorii. Panie Piotrze, czy pan też space opery lubi? Ja wiem, że to nie jest ambitny gatunek. Ja wiem, ale tam się dopiero dzieje, tak? Właśnie tam siły psychohistorii. Zresztą sama „Fundacja”, trylogia „Fundacja” czy obecnie ten wieloksiąg „Fundacja” to też jest rodzaj space opery. Tu pewno się puryści literaccy na mnie obruszą. Ja jednak pozostanę przy swoim zdaniu.
Ale tych space operowych różnych powieści, różnych takich dziejów namnożyło się całkiem sporo i to bardzo często jest niezła literatura, bo ona właśnie sięga do mechanizmów świata. Tego wyobrażonego świata, ale umówmy się, że ten wyobrażony świat w powieści space operowej to najczęściej jest lustrzane odbicie tego, co obserwujemy wokół siebie tu na Ziemi. Panie Piotrze, więc pytanie, czy pan poczytuje czasami coś space operowego, czy też nie gustuje pan?
[32:15] - Przede wszystkim tutaj dygresja w kierunku konkursów. Panie Jakubie, wygrał pan. Właśnie odpisałem na maila, za drugim strzałem. Odpowiedź na trzecie pytanie. Tym człowiekiem, który wpadł na wizję wysłania misji „Sond Voyager” to był Gary Flandro i z nim właśnie jest wywiad w książce. Także panie Jakubie gratuluję. Skontaktujemy się po audycji, jak ja odeśpię tę audycję. Przepraszam, bo u mnie dopiero jest 2:40 rano. Jutro na spokojnie poproszę pana o adres. Gratuluję.
Pozdrawiam wszystkich. I panie Marku odpowiadam na pytanie od razu. Odpowiadam czwartą książką do wygrania w czasie tej audycji. Przepraszam, bo trzeba to sprytnie sformułować, żeby nie było za łatwe, ale też żeby nie było za trudne. I oto od razu odpowiem na to pytanie. Tylko nie wykrzyknijcie tytułu, bo to jest tak dla ludzi znających space opery tak jak ja i tak jak wy, jest to dosyć, podejrzewam, oczywisty tytuł. Pytanie brzmi następująco: w pierwszym rozdziale — i to jest moja ulubiona space opera, przyznaję — w pierwszym rozdziale tej książki były dowódca ziemskiej floty został odnaleziony na jakiejś tam planecie, gdzieś tam w zakamarkach wszechświata i zdecydował się uciec ze swego odosobnienia i nałogu po to, żeby złapać się ostatniej nitki nadziei. Jak nazywał się ten dowódca? To jest czwarte pytanie.
[33:54] - Widzi pan, jednak znam odpowiedź na to pytanie.
[33:59] - To nie wiadomo.
[34:00] - Autor. Mogę małą podpowiedź, ale nic nie podpowiem. Od razu mówię.
[34:06] - Dobrze.
[34:07] - Za dużo w swoim życiu autor tych space oper nie napisał. Ale te, które napisał-
[34:13] - Tak, to prawda.
[34:14] - Te, które napisał, to naprawdę klękajcie narody. To taka delikatna podpowiedź. Czyli rozumiem, panie Piotrze, że pan poczytuje space opery. Bardzo się cieszę. No cóż, to ja myślę, że teraz nadszedł czas na fragment dotyczący Asabiji. Dla niektórych tajemnicze słowo, dla niektórych oczywista oczywistość. Marku, prosimy.
[34:49] - Asabijja. Solidarność grupowa i parametry zdolności kolektywnego osiągania celów. Oto najważniejsze prawidło władzy i wojen. Narzucić władzę można tylko dzięki współpracy. Władzę zdobywają ci, którzy potrafią zebrać zdyscyplinowaną, zmotywowaną grupę ludzi dążących ku celowi, który wskaże im przywódca. W niewolę lub posłuszeństwo popadają ci, którzy zorganizować się nie potrafią. W powyższej prawdzie tkwi wielki paradoks. Tyrani oraz jednoosobowi dowódcy mogli rządzić tylko dlatego, że mieli poparcie pewnej grupy ludzi: elitarnej gwardii cesarskiej, arystokracji związanej interesem utrzymania statusu, uwikłaniem w korupcję i przestępstwa urzędników. Tylko grupy mogą uciskać inne grupy oraz całe społeczeństwa, a grupa uciskająca musi być wewnętrznie spójna. Przykładem jest Adolf Hitler i partia NSDAP, która stanowiła dla niego instrument zdobycia oraz utrzymania władzy.
Działania podtrzymujące jedność to czystki ideologiczne, delegalizacje opozycji, obozy koncentracyjne dla wrogów systemu i podobne, dobrze znane nam fakty. Podobny mechanizm pilnowania jedności grupy rządzącej istniał wśród bolszewików, których przywódcą był Lenin. Znów widzimy czystki ideologiczne, wymóg bezwarunkowej lojalności i oddanie partii. Jak zmusić do kooperacji? Niektóre kultury bardziej sprzyjają wysiłkom spontanicznej kooperacji, inne mniej. Dobrym przykładem organicznej zdolności do oddolnej organizacji są USA. Grupy wyznaniowe wszelkiej wielkości i typu uczą współpracy i skutecznej organizacji działań zbiorowych. Ale w większości sytuacji, zwłaszcza w czasie potrzeby toczenia wojny, działa inne prawo ludzkiej natury. Zachowania kooperacyjne trzeba wymusić. Doświadczenie pokazuje, że na działania ludzi wpływają trzy czynniki: postrzeganie interesu własnego, strach przed karą za dezercję i system wpojonych społecznie ustalonych norm.
Zdolność do wspólnego działania na poziomie społeczeństwa opierała się z kolei na zdolności jednostek do współpracy. Racjonalny agent i gen altruizmu. Racjonalny agent to każdy podmiot zdolny podejmować decyzje na podstawie oceny sytuacji, a więc niemal każdy homeostat: człowiek, organizacja, państwo. W naukach społecznych mianem racjonalnego agenta określa się kogoś, kto kieruje się wyłącznie własną chciwością, strachem, ogólnie chęcią przetrwania. W myśl teorii samolubnego genu Richarda Dawkinsa pojedynczy gen jest racjonalnym agentem. Okazuje się też, że grupa składająca się z czystych, racjonalnych agentów nie jest zdolna do zachowań kooperacyjnych. Taka społeczność przede wszystkim nie jest zdolna do wystawienia ochotników do walki o dobro całej grupy. Osoba walcząca naraża się na zranienie lub śmierć, więc zgodnie z kalkulacją osobistego ryzyka i zysku zdezerteruje. W przypadku konieczności walki zdezerteruje się dosłownie. Natomiast w języku naukowym dezercja oznacza brak zachowania kooperacyjnego, na przykład współfinansowania dobra publicznego.
Osoby z genem altruizmu, czyli sformatowane przez kulturę do zdolności samopoświęcania się, nie realizują swojego fitness, czyli nie maksymalizują swoich szans na przetrwanie osobnicze. Mamy więc konflikt dwóch przeciwstawnych sił ewolucyjnych: tej działającej na jednostki i tej działającej między społecznościami. W każdej z nich tchórzom powodzi się lepiej niż odważnym. Na poziomie wyższym społeczności pełne tchórzy są eliminowane przez te, które pełne są odważnych. Zachowania prospołeczne nie są skierowane na przeżycie losowych osób, a takich genetycznie powiązanych, które z dużym prawdopodobieństwem są nosicielami kopii genu altruizmu. Peter Turchin w „Ultra Society” podsumowuje świetną, żartobliwą ilustrację tego mechanizmu. Słowa biologa J.B.S. Haldane'a. Na pytanie, czy oddałby życie, by uratować tonącego brata, odrzekł on: „Nie, ale uratowałbym dwóch braci lub ośmiu kuzynów”. Wszystkie mechanizmy wykształcone w toku ewolucji kulturowej do zwiększania szans przetrwania całych grup byłyby więc formą hakowania biologicznego mechanizmu, zaprzęgnięcia go do zachowań kooperacyjnych i poświęcania się na rzecz społeczności dużych, złożonych z ludzi obcych.
Widzimy to w języku. „Zastaw swoją piersią ojczyznę matkę. Bracia do broni”. Solidarność grupowa. Asabijja, jak wytłumaczyła w korespondencji profesor Katarzyna Pachniak, kierująca Katedrą Arabistyki i Islamistyki Wydziału Orientalistycznego Uniwersytetu Warszawskiego, to rodzaj solidarności grupowej ludzi połączonych wspólnymi warunkami życia, wspólną kulturą związaną ze zdobywaniem dóbr. Ibn Chaldun, proponent terminu żyjący na przełomie XIV i XV wieku miał na myśli plemiona beduińskie, które spajała solidarność wynikająca z życia w trudnych warunkach biofizycznych, w których człowiek nie może sobie poradzić samodzielnie. Musi więc działać w grupie. Ich budowa albo dewastacja to powolny proces, trwający zazwyczaj dziesięciolecia, a często stulecia. Proces ten można oczywiście przyspieszyć lub spowolnić. Sekwencje oddziaływań mające wpłynąć na te parametry opisujące siłę narodową zwykło określać się terminem wojna hybrydowa, ujarzmieniem narodu i innymi pojęciami, które jednak nie wskazują dość kategorycznie wyżej wymienionych dwóch kluczowych zdolności atakowanej społeczności.
Każda grupa ludzi ma specyficzne dla siebie parametry zdolności kooperacji między swoimi członkami. Po pierwsze zdolność do osiągania kolektywnych celów. Po drugie zdolność jednostek do poświęcenia dobra osobistego na rzecz realizowania celów społeczności. Te parametry asabijji, solidarności społecznej, kooperacji wewnątrz grupowej zmieniają wartość pod wpływem wpływu środowiska życia wspólnoty. Wytwarza się presja selekcyjna, ewolucja kulturowa. Jej działanie eliminuje społeczności, które z przyczyn kulturowych i innych nie potrafią wykształcić zdolności do współpracy przy obronie swojego istnienia lub obronie terytorium. Pojawienie się i siła tej presji i zdolność społeczności do przetrwania zależy między innymi od następujących czynników i okoliczności. Pojawia się w strefach styku z inną wspólnotą etniczną lub metaetniczną. Granice imperiów, cywilizacji i tym podobne. Chodzi o zagrożenie najazdami łupieżczymi, niższy stopień ucywilizowania, mniejsze bezpieczeństwo żywnościowe, surowe środowisko.
Wszystko, co wymusza ewolucję kulturową w stronę zachowań kooperacyjnych. W sytuacji zagrożenia zewnętrznego lub otwartego konfliktu zbrojnego perspektywa wzbogacenia się lub podniesienia statusu społeczności, na przykład nadawanie urzędów i rang za zasługi wojenne. Zbudowanie systemu motywacyjnego opierającego się na religii. W walce między dwiema grupami ludzi większe szanse na zwycięstwo mają ci, którzy wypracowali silniejsze normy wspierające współpracę i w której więcej osób tych norm przestrzega. Jest to możliwe dzięki oparciu się na nadprzyrodzonym systemie kar i nagród. Zostawmy za sobą systemy motywacyjne dwóch armii. W jednej motywacja żołnierzy oparta jest wyłącznie na systemie nagród i kar: pochwał, kar cielesnych, finansowych. W drugiej działa dodatkowy czynnik: oparta na religii wiara, że walka z wrogiem jest moralnie słuszna. Walczą za wiarę i ojczyznę i zniszczenie wroga, który reprezentuje zło. Fałszywego wroga.
Gwałci i morduje ciężarne kobiety i tak dalej. Przykład pierwszy: Bizancjum. Niespokojne pogranicze Rzymu staje się ośrodkiem imperialnym. Rejon centralny Imperium Bizantyjskiego stał się pograniczem Rzymu w około I wieku naszej ery. To rzymskie prowincje Iliria, Dalmacja, Moezja i Tracja. Współcześnie: Serbia, Bułgaria i europejska Turcja. Etnogeneza pod wpływem zarysowanych powyżej czynników selekcyjnych nastąpiła między I a III wiekiem naszej ery. Widzimy ją w składzie etnicznym legionów rzymskich. Na początku, w I wieku proporcja żołnierzy z Italii do tych rekrutowanych z rubieży wynosiła dziesięć do jednego. Po dwóch stuleciach jeden do dziesięciu.
Ta sama prawidłowość była widoczna w legionach w innych częściach Imperium. Historyk Ramsay McMullen zauważa następującą prawidłowość: im dłużej społeczność danego terytorium żyła w bezpieczeństwie, tym mniej prawdopodobne było, że jej młodzież zostanie powołana do służby wojskowej. Ta zmiana była przejawem kształtowania się nowych ośrodków politycznych. Z biegiem stuleci, a więc z pogłębiającym się osłabieniem władzy Rzymu, powstawały silne ośrodki polityczne, które przekształcały się w państwa istniejące do dziś. Germania, Hiszpania, Galia i właśnie trwające przez 1300 lat Bizancjum. Jeśli umieścić ich zaczątki na mapie, zobaczymy, że wszystkie one bez wyjątku powstawały w pasie rubieży Imperium Rzymskiego. Przykład drugi: Rosja. Od zniewolenia do zniewalania. Mongołowie wykształcili swoją jedność w niewyobrażalnym wręcz chaosie wojen plemiennych i rodowych, których świadkiem były stepy i pustynie na północ od Chin. Presja selekcyjna ewolucji kulturowej była tak silna, że w końcu zjednoczeni pod jednym wodzem zdołali stworzyć imperium władające połową Azji.
Mongolska jedność celu i zdolność kooperacji rozciągała się od ruchów wielkich jednostek wojskowych aż po stosunki międzyludzkie. Wilhelm z Rubruck, francuski dyplomata wysłany z misją na mongolski dwór, pisał o nadzwyczajnej karności wszystkich Mongołów: od najprostszych chłopów, przez kapłanów, do dowódców armii. Cytat: „Jeśli już powstał spór, nigdy nie prowadził do wymiany ciosów. Wojny, kłótnie, zadawanie obrażeń ciała i nieumyślne spowodowanie śmierci nie zdarzają się wśród nich. Nie ma też wśród nich plagi złodziei i rabusiów.” Koniec cytatu. Tak wyposażeni kulturowo Mongołowie wyruszyli na podbój świata. Nadejście mongolskich armii. Rusini nie byli gotowi na stawienie oporu ich przemożnej sile. Choć każde z księstw ruskich prowadziło walkę na własną rękę, Rusini jako grupa etnolingwistyczna nie potrafili się zjednoczyć przeciwko mongolskiemu zagrożeniu. Nabyli tę umiejętność, płacąc zniewoleniem i krwią.
Przed nadejściem głównej fali inwazji Rusini okresu kijowskiego, a więc w XIII wieku, mieli bezpośrednie doświadczenie z konnymi wojownikami ze stepu i samymi Mongołami. W 1223 roku wyprawa pod dowództwem generałów Czyngis-chana, Dżebe i Subotaja unicestwiła połączoną armię rusko-Połowiecką w bitwie pod Kałką. Zniszczenie przez Mongołów państwa Bułgarów Nadwołżańskich w 1236 roku pokazało dobitnie, że najeźdźcy planują systematyczny podbój. Jednak Rusini nie zjednoczyli się. Relacje z tamtego okresu prezentują łatwy w odgadnięciu i typowy obraz. Każdy książę czekał, aż inni się zjednoczą i pokonają Mongołów. Nie pojawił się żaden przywódca zdolny przełamać czar. Tak jak w innych analogicznych sytuacjach uruchomił się mechanizm nazywany tragedią wspólnego pastwiska. Pojawienie się ośrodka moskiewskiego. Długie przebywanie w warunkach granicznych spowodowało głęboką zmianę w kulturze protonarodów rejonu Rusi.
Cały naród rosyjski, od Kozaków patrolujących stepy, poprzez rolników na granicy, aż po bojarów w Moskwie, instynktownie wiedział, że musi współpracować przeciwko zagrożeniom ze strony koczowników. Był to wynik powolnej, wielowiekowej zmiany kulturowej wynikającej z życia na terenach pogranicznych. Nastąpił wzrost potęgi księstwa moskiewskiego, a potem Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, które zmagały się ze Złotą Ordą i chanatami tatarskimi. Wysiłek obronny przejawiał się między innymi okresowo organizowanymi zbiórkami pieniędzy na wykup z niewoli porwanych ziomków. Przejawem zasadniczej zmiany kultury kolektywnego działania było wzniesienie ufortyfikowanego miasta Lubim na granicy z Kazaniem. Władze gromadziły też środki do budowy kompleksowej linii obronnej, która miała bronić nowokolonizowanych obszarów. Cały ten wysiłek wojenny w rezultacie doprowadził do ustanowienia caratu i powstania jednolitego ruskiego państwa ze stolicą w Moskwie, trzecim Rzymie. Jak głosiła ówcześnie sformułowana doktryna propagandowo-geopolityczna: Moskwa mogła oprzeć się napaści ze stepu tylko dzięki wspólnemu wysiłkowi całego narodu. Od potężnego bojara do najniższego chłopa. W przeciwieństwie do swoich poprzedników, Rosjanie okresu moskiewskiego mieli już poczucie kolektywnego współdziałania.
Okres XIV i XV wieku to czas, w którym to Tatarzy doświadczyli dezintegracji i osłabienia ich asabiji. W czasie gdy Złota Horda ulegała rozpadowi, ziemie ruskie powoli, lecz nieubłaganie konsolidowały się pod przewodnictwem Moskwy. Proces ten został w dużej mierze zakończony w 1485 roku przez przyłączenie do Moskwy ostatniego niezależnego księstwa twerskiego. Władze wspierały kolonizację, a podatki zbierane od nowo osadzanej ludności finansowały dalszą powolną ekspansję. Ta samonapędzająca się machina powolnej ekspansji po niemal trzech stuleciach doprowadziła do ostatecznego podboju Krymu. Znaczenie religii i kolonizacja Syberii. Religia była spoiwem, które trzymało społeczeństwo moskiewskie w całości. Pewne normy, takie jak gotowość do cierpienia za wiarę, czyli poświęcenia wygód, a nawet samego życia, znoszenia trudów w imię słusznej sprawy, były głęboko zakorzenione w ludziach. Chociaż czyny inspirowane wiarą nie miały pozornie na celu przetrwania wspólnoty, to jednak pośrednio zawsze się do tego przyczyniały. Ten czarno-biały obraz konfliktu wspaniale oddaje treść kroniki Stroganowa, w której opisano, jak przed decydującą bitwą atamanin zachęcali Kozaków do cierpienia za prawdziwą wiarę prawosławną.
Oddanie życia w walce z poganami było aktem pobożności. Moskale współpracowali nie dlatego, że tak nakazywała potrzeba i dowódca, ale dlatego, że tak należało postąpić. Przykład trzeci: Rekonkwista i matecznik zdobywców. Różni ludzie, różne reżimy, różne zdobycze. Ale zawsze, zawsze wiek po wieku. Po bitwie kolonizacja, a po kolonizacji bitwa. Claudio Sánchez-Albornoz. Rekonkwista to trwający osiemset lat proces historyczny odzyskiwania Półwyspu Iberyjskiego z rąk muzułmanów. Zmagania zakończyły się w roku 1492, tym, w którym Kolumb dotarł do Ameryki. W rezultacie przez zrządzenie losu na podbój Ameryk ruszyli ludzie ukształtowani w bardzo specyficzny sposób.
Byli oni synami ludzi, których ukształtował mit zwycięstwa, a jednocześnie trwające stulecia procesy ewolucji kulturowej polegające na budowie struktury społecznej i obyczajów wspierających determinację, poświęcenie i zdolność do zorganizowania współpracy w skrajnie wymagających warunkach chronicznej wojny. Pierwszym epizodem wtargnięcia islamu na Półwysep Iberyjski była inwazja Berberów. Ich armia siedmiu tysięcy piechoty i trzystu konnicy arabskiej pokonała armię chrześcijańską w bitwie nad Guadalete w 711 roku. Osiem lat później upadło królestwo Wizygotów, a Saraceni wyparli niedobitki poza Pireneje. Nastąpiła wymiana populacji. Uciekinierzy zniszczyli swoje osiedla, pozostawiając pas ziemi niczyjej, której zdobywcy nie próbowali zasiedlić. Odwrócenie fali podboju nastąpiło w bitwie pod Tours w 732 roku, w której Karol Młot wyhamował impet najeźdźców. W roku 777, już pod wodzą Karola Wielkiego Frankowie wkroczyli do Hiszpanii i rozpoczęli dzieło odzyskiwania całego półwyspu dla chrześcijaństwa. Wojnę toczono ze zmiennym szczęściem, ale dla kolejnych pokoleń walczących liczyło się to, że w tych wydarzeniach wykowała się zdolność do dalszej walki. Dodatkowo ofiara nie szła nigdy na marne.
Walczą za Boga i chrześcijaństwo. Taką budującą wizję roztacza słynna pieśń o Rolandzie, zainspirowana bitwą w wąwozie Roncevaux, stoczoną w 778 roku. Budowany mit opisuje Karola Wielkiego, który powraca z główną armią, pokonuje Saracenów i zmusza ponad sto tysięcy z nich do przejścia na chrześcijaństwo. Ci, którzy odmawiają, zostają zabici. Tamci źli, my dobrzy. Pas ziemi niczyjej. Krok do przodu i krok w tył. Przez pierwsze trzy stulecia granica między wrogimi populacjami była zasadniczo nieruchoma. Szeroki pas terytorium biegnący ze wschodu na zachód mniej więcej w jednej trzeciej długości półwyspu. Jednak w pierwszej połowie XI wieku kalifat kordobański stracił wewnętrzną spójność.
Zaczął się rozpadać na mniejsze państewka. Ziemie przygraniczne dawały się zasiedlić, a przy tym położona dalej na południe Andaluzja kusiła łatwymi łupami. Widać tu różnicę z sytuacją na Rusi. Tam Rusini przeciwstawiali się wtargnięciom szukających łupów barbarzyńców. W czasie rekonkwisty sytuacja była odwrotna. To społeczeństwo i armie chrześcijańskie realizowały taktykę zaborczą. Łupili i przejmowali tereny lepiej ucywilizowane. Pogranicze rozdzielało bogate i zurbanizowane południe, którego stolicą było największe miasto Europy, Kordoba. Na północy, w prymitywnych miastach o ludności stanowiącej ułamek tych muzułmańskich, kłębili się europejscy, nieokrzesani barbarzyńcy. Ale w tych barbarzyńcach buzowała determinacja i siły psychohistorii.
Wola wyparcia muzułmanów, żądza zdobycia łupu i otwarta droga do awansu społecznego, który był nagrodą za wojenne czyny. Były one parametrami tego, co chiński mistrz Sun nazywał w swoim traktacie mocą. Wyprawy po łup zwykle oznaczały przedzieranie się przez łańcuchy górskie i bezludzia, często na terytorium wrogim, odległym od baz wypadowych o sto i więcej kilometrów. Zmotywowani śmiałkowie wykazywali inicjatywę. Ich proceder wymagał podejmowania ryzyka. Szukali wrogiej armii. Za zasługi nagroda. Z kart trylogii Sienkiewicza pamiętamy, jak Kmicic trzyma w żelaznej dyscyplinie swoich Tatarów. Nie dozwalał im na żadne swawolne branie łupów. Zdobyczne mienie zdobyte w bitwach było sprawiedliwie dzielone zgodnie z zasługami, a lwia ich część przypadała samemu Kmicicowi.
W sposób oczywisty była formą premii za to, że utrzymywał żelazną dyscyplinę. A to właśnie ona dawała zwycięstwa i możliwość bogacenia się. Powieściowe epizody wojenne są precyzyjnym odzwierciedleniem mechanizmów zarządzania morale w rzeczywistych armiach. Egalitaryzm, a więc duża mobilność rang i statusu jest i zawsze była cechą charakterystyczną społeczeństw żyjących w strefach pogranicznych. W Hiszpanii czasu rekonkwisty walczący służyć mogli w dwóch formacjach: jako caballeros, konni i peones, piechota. Konni mieli dostęp do lepszej ziemi i więcej okazji do zdobywania łupów. Peones wywodzili się z niższych stanów. Byli to chłopi, pasterze i rzemieślnicy, ale każdy z nich, jeśli tylko chciał, mógł awansować. Im bliżej niebezpiecznej granicy zamieszkiwał, tym więcej otwierało się możliwości. Oręż i konia mógł po prostu kupić.
Im bliżej pogranicza, tym było to łatwiejsze. Bywały okresy i rejony, w których to władca zapewniał konia i broń kierowany potrzebą. Nie wszystkie rejony pozwalały na taki awans, dlatego konieczne było przeniesienie się bliżej granicy. Konia i broń można też było zdobyć w walce, co sankcjonował zwyczaj. Społeczności przygraniczne pielęgnowały normy sprawiedliwego podziału łupu. Gdy wysłana przez dane miasteczko wyprawa łupieżcza wracała, jej członkowie byli zobowiązani przynieść wszystkie łupy na plac miejski. Próby zatrzymania czegoś dla siebie były surowo karane. Wszystko sprzedawano na aukcji. Uzyskiwany utarg rozdzielano wśród uczestników ekspedycji. Kryterium były zasługi bojowe oraz wyposażenie walczącego.
Jeździec dający większą siłę bojową dostawał więc więcej. Taka oto metoda motywowania do walki wyewoluowała wtedy i tam. Oczywiście trzeba na koniec dodać, że otwartość elit na chętnych do służby wojskowej utrzymywała się tak długo, jak długo utrzymywały się warunki wojenne. Gdy granica się oddaliła, zniknęły możliwości awansu, a struktura społeczna ulegała usztywnieniu. Chrześcijanie przegrali większość głównych bitew przed XIII wiekiem, ale te przegrane paradoksalnie były wygranymi. Hartowały ducha i budowały determinację tych, którzy przeżyli. Grupy wojowników pogranicza dekada za dekadą zwiększały zdolność budowania asabiji w sobie i w społeczeństwie, którego byli częścią, a które mobilizowane było do aktywności wysiłkiem kolonizacyjnym. Naprzemienne cykle siły i słabości. W wielu zmaganiach rozciągniętych na dekady i stulecia daje się zauważyć oczywista prawidłowość. Ekspansja następowała wtedy, gdy przeciwnik popadał w słabość, przede wszystkim w wyniku konfliktów wewnętrznych.
Szczególnie wyraziste jest to w przypadku Pizarro, który wraz z garstką kompanów doprowadził do upadku imperium Inków. Pizarro pojawił się na terenie tego imperium w idealnym dla siebie momencie: w trakcie walk dwóch synów niedawno zmarłego władcy. Na terenie Hiszpanii, gdy w połowie XI wieku rozpadł się kalifat kordobański, Kastylia podbiła okolice Toledo. Ale nie tylko chrześcijanie skorzystali z chwili słabości. Ich napór został powstrzymany przez berberyjskich Almorawidów, którzy rozgromili armię kastylijską pod Zallaką w roku 1086 i sami wypełnili sobą terytoria Kordoby. W następnym cyklu siły i słabości w kolejnym stuleciu sami Almorawidowie podupadli. Stale obecna presja Kastylijczyków przesunęła pogranicze na południe. Została jednak zatrzymana w identycznych okolicznościach co poprzednia. Kolejna fala Berberów, Almohadi w 1150 roku podbili muzułmańską część półwyspu. Największy postęp rekonkwisty nastąpił jednak w XIII wieku.
Na początku, w 1212 roku koalicja chrześcijan wygrała bitwę pod Las Navas de Tolosa. Do końca tego stulecia pozostało tylko jedno państwo muzułmańskie, Granada. Ale to był z kolei moment, w którym impet straciła Kastylia. Powód? Problemy wewnętrzne i decentralizacja. Rok 1492, w którym zakończyła się rekonkwista, to rok odkrycia Nowego Świata. Na jego podbój ruszyli ludzie niosący w swoich głowach oprogramowanie kształtowane stuleciami walk na pograniczu. Ich przodkowie kształtowali obyczaje, prawo, tradycję, sztukę wojenną. Wszystkie parametry, które składają się na spójność społeczną i zdolność do kooperowania. Francisco Pizarro, który dokonał podboju Peru i jego kuzyn Hernán Cortés, zdobywca Meksyku.
Oni i tysiące im podobnych. Wszyscy nieśli w sobie stulecia kulturowej ewolucji kształtującej determinację i spójność kolektywnego wysiłku. Przykład czwarty: Izrael niczym skała bocząca morze. Oto kluczowe, wieczne prawidło. Konflikt zewnętrzny sprawia, że znikają konflikty wewnętrzne. Architekci projektu geopolitycznego, którym jest współczesne państwo Izrael, mieli poważny problem do rozwiązania. Musieli stworzyć naród, który miał składać się z migrantów przybywających z całego świata do wyznaczonej historycznym prawem zasiedzenia ojczyzny. Jak stworzyć wspólnotę narodową? Jak stworzyć mit integrujący, który by wskazywał wspólny cel i wytyczał drogę do wspólnej przyszłości? Dla osoby znającej dwa pojęcia: asabijji i ziemi śmierci odpowiedź jest prosta.
Optymalną sytuacją jest sprokurować okoliczności etniczne, geopolityczne, które maksymalizują parametry sprzyjające wzrostowi spójności społecznej. Pierwszym powstałym zupełnie naturalnie czynnikiem były czystki etniczno-rasowe, jakie przeprowadził na Żydach reżim Trzeciej Rzeszy. Przekształcenie cierpienia i śmierci niezliczonych tysięcy ludzi w mit założycielski, a następnie wykorzystanie go do budowania tożsamości i woli przetrwania jest wręcz modelowym przykładem budowania sił psychohistorii. Drugim czynnikiem wynikającym z samej natury położenia zakładanego państwa było skrajnie wrogie nastawienie sąsiednich państw arabskich. Podjęły one działania zbrojne natychmiast po ogłoszeniu powstania Izraela. Do dziś przyświeca im cel starcia Izraela z powierzchni ziemi. Przed zniszczeniem, już na początku swojego istnienia, ale też i później, Izrael obronił się determinacją, wolą przetrwania, zdolnością do kolektywnej obrony, ciężką pracą, która zamieniła wiele obszarów skrajnie trudnych do zasiedlenia, często malarycznych, w produktywne sady i pola uprawne. Obie te siły historyczne sprawiły, że i struktury państwa, i armia, i zdolności przemysłowe, i gotowość społeczeństwa do obrony do ostatniej kropli krwi były w Izraelu ustawione na najwyższym możliwym poziomie. Mając na uwadze całokształt, trudno zaprzeczyć, że wysiłki ustanowienia państwa monolitycznego etnicznie i religijnie, określone w debacie międzynarodowej terminami takimi jak rasizm czy apartheid, są dla Izraela zasadniczo jedyną strategią przetrwania. Porady praktyczne i przykłady.
A. Asabijja i ziemia śmierci. Ziemia śmierci to koncepcja pojawiająca się w traktacie „Sztuka wojny”. To miejsce pewnej zguby, z którego można wydostać się tylko w akcie najwyższej determinacji. Jeśli szukasz motywacji dla siebie lub ludzi, którym przewodzisz, ustaw siebie i ich właśnie w takim miejscu. Z przeciwnikiem rób odwrotnie. Pozostaw mu drogę ucieczki. Nie prowokuj do wykrzesania wszystkich sił, zapędzając w kozi róg. Taka taktyka ma nieskończoną ilość wariantów zastosowania. Jeden ze śmieszniejszych znalezionych w sklepie online to budzik z wbudowaną miniaturową niszczarką papieru.
W ciągu kilkunastu sekund od wszczęcia alarmu budzik rozcina na drobne paseczki umieszczony w niszczarce banknot o wysokim nominale. W prezentacji było to 100 dolarów amerykańskich. B. Ukraina 2022 i polscy żołnierze w armiach alianckich. Ukraina, podobnie jak Bizancjum, Kastylia i Izrael, leży na punkcie styku dwóch stref wpływów: Rosji i Zachodu. Wojna, która ma zdecydować o przynależności do tej czy tamtej strefy wpływu, z całą pewnością pozostawi Ukraińców silniejszymi. Będą bardziej zdyscyplinowani, gotowi do poświęcania się dla ziomków, w tym do ciężkiej pracy wszędzie tam, gdzie rzuci ich los. Wspomnijmy opowieści o polskich pilotach walczących w bitwie o Wielką Brytanię. Mówili oni wprost, że do nadzwyczajnej liczby zwycięstw motywowała ich myśl o losie ojczyzny i pozostawionych w niej rodzinach. Choć nigdy nie udało mi się potwierdzić mojego przypuszczenia, mam całkowitą pewność, że losy polskich lotników stały się głównym motywem powieści „Zapomnij o Ziemi” Colina C.
McInnesa. W tej space operze Ziemia została zniszczona w epizodzie galaktycznej wojny. Żądne zemsty niedobitki ludzkości stały się najbardziej poszukiwanymi najemnikami w międzygwiezdnych wojnach. Dawaliśmy z siebie wszystko pod jednym warunkiem: gdy zatrudniano nas do akcji przeciw niszczycielom naszej ojczystej planety. C. Zarządzaj zjawiskami kontrkultury. Newralgicznym obszarem realizacji oddziaływania subwersją są te elementy społeczności, które da się przekształcić w broń niszczącą asabijja. Grupy pokrzywdzone faktycznie i w urojeniu, mniejszości etniczne, religijne, światopoglądowe. Wszystko, do czego można, wcześniej dostrojąwszy do swoich potrzeb, przyłożyć dźwignię. Takie grupy z potencjałem rewolucyjnym zawsze będą pierwszym miejscem, które zaatakuje przeciwnik w niewypowiedzianej wojnie.
Stąd główną taktyką obrony zdolności do stawienia kolektywnego oporu jest wygaszanie i rozwiązywanie wszelkich konfliktów społecznych. D. Po przygotowaniach ich poznacie. Czym większą siłę psychohistorii chce wygenerować jakaś grupa, im bardziej chce rozbić jedność atakowanego przeciwnika, tym bardziej jednolita i zgodna światopoglądowa musi być wewnętrznie sama. Stąd obserwacja. Im ściślejsze reguły trzymania się razem ma dana grupa lub sojusz, tym ambitniejszy ma cel.
[01:07:49] - Tak. Mamy za sobą pierwszy fragment książki pana Piotra Plebaniaka „Siły psychohistorii”. Panie Piotrze, czy pan tam jeszcze jest na tym Tajwanie?
[01:08:00] - Jestem.
[01:08:03] - Pojawił się termin asabijja, pojawiły się pewne mechanizmy. Jakieś słowo komentarza?
[01:08:11] - Tak. Słowo komentarza jest takie, że nikt jeszcze nie odpowiedział na pozostałe pytania, więc zacznijmy od powtórzenia tych pytań, bo ludzie słuchają na bieżąco. Jest to audycja na żywo w tej chwili i mogli dołączyć chwilę później. Są cztery pytania w tej chwili, na jedno już została odpowiedziana, więc je pominę. I powtarzam pytanie, na które prawidłowa odpowiedź oczywiście sprawia, że odpowiadający wygrywa egzemplarz książki albo „Siły psychohistorii”, albo „Sun Zi i jego sztuka wojny”, czyli poprzedni tom serii „Wzorce”. Pytanie pierwsze to odpowiedział mój kolega z liceum, już mi odpisał maila. Odpisałem mu: „Dla pana nagroda, wąsy i broda”. On nie uczestniczy w konkursie, bo to kolega z jednej ławki z liceum. Już się śmieje pewnie z tej brody. Dobrze.
Pytanie pierwsze. Poezja francuska: co ze sobą przyniesie łkanie bezsennej skrzypki jesiennej sierocej? Pytanie drugie, literatura fantastycznonaukowa: co powiedział bądź wykrzyknął agent drugiej fundacji po tym, jak jego misja zakończyła się sukcesem i przywrócono mu pamięć tego, gdzie ta druga fundacja się znajduje? Pytanie trzecie o Garego Flandra zostało odpowiedziane. Pytanie czwarte, literatura fantastycznonaukowa, podgatunek space opera: dowódca ziemskiej floty, który w pierwszym rozdziale powieści żył zrezygnowany na jakiejś planecie na końcu wszechświata, pogrążony w nałogu, został odnaleziony i w rozmowie z tym, kto go odnalazł, uchwycił się ostatniej nitki nadziei. Jak nazywał się ten dowódca? To pytanie czwarte. Odpowiadamy na e-mail: gawagaj kropka pl a w kółeczku gmail kropka com. Ja będę annonsował, kto wygrał i odpowiadać można do skutku do 15 czerwca. Powtarzam: do 15 czerwca, jakby ktoś nie odpowiedział, bo mieliśmy jeden przypadek w audycji „Telegram z końca świata”, że do tej pory od niemal czterech tygodni nikt nie odpowiedział.
Chociaż to dosyć łatwe pytanie. Dobrze, to tyle. Niech pan powtórzy pytanie. Przepraszam, bo zagadałem się.
[01:10:23] - Już biegnę, lecę, pędzę. Chodzi o to, że w tym fragmencie, którego wysłuchaliśmy, pada termin asabijja. On jest tam częściowo tłumaczony w kontekstach w dodatku. I ja myślę, że to jest dosyć czytelne, ale jednocześnie tam pojawia się taki element tłumaczenia, moim zdaniem wprost albo nie wprost, co by trzeba zrobić, żeby tą asabijję chociażby rozmontować. Tam się takie fragmenty również pojawiają. Bo pana książka to jest książka, która z jednej strony ma uświadomić, jakie te mechanizmy są, a z drugiej strony, to zresztą sam pan pisze w jednym z fragmentów, to jest poradnik niszczyciela imperiów.
[01:11:17] - Tak, to jest ten poradnik. Ci niszczyciele imperiów, którzy niszczą, atakują naszą cywilizację zachodnią, powiedzmy tak ogólnie. Zresztą wprost o tym piszę w przedostatnim eseju, tak jak pan powiedział, w poradniku dla niszczyciela imperiów. To jest bardzo prosta zasada, prosty punkt, w jaki należy patrzeć. Działania kogoś, kto jest agresorem, ukrytym agresorem. Przypominam, że żyjemy w czasach, w których wojny toczą się w sposób tajny, w sposób, który utrudnia zdefiniowanie wrogiego aktu, a tym samym przypisanie odpowiedzialności, w tym odpowiedzialności odszkodowawczej. Stąd wojny hybrydowe są takie, że ich logika polega na tym, że nie jesteśmy w stanie ze względów instytucjonalnych i prawnych zdefiniować i uzasadnić tej definicji, że jakiś akt jest aktem wrogim. Przykładem jest na przykład turecki atak hybrydowy za pomocą migrantów na granicę grecką. To miało miejsce bodajże w ubiegłym roku, w 2000 czy 2020, już nie pamiętam, przepraszam bardzo, w którym Grecy na szarżujących tych migrantów strzelali z gazu łzawiącego, odstraszali, natomiast nie używali broni ostrej na tych ludzi, którzy przełazili przez te ogrodzenia na granicy. Proszę zobaczyć, dlaczego nie można używać broni ostrej, prawda?
Bo to nie są żołnierze. To jest właśnie to ograniczenie prawno-instytucjonalne, które uniemożliwia nam adekwatne odpowiedzenie na jakieś zagrożenie. Identyczny przykład mieliśmy przecież na jesieni 2021 roku i tam dopiero było wiadomo kompletnie, kto bawi się w berka ze Strażą Graniczną i w związku z tym jest podmiotem, który ma doprowadzić do jakiegoś rodzaju załamania i poddania się woli oporu ze strony władz Rzeczpospolitej. Zresztą teraz był świetny podcast Tomasza Wróblewskiego z Warsaw Enterprise Institute, w którym świetnie podsumował, że ten atak hybrydowy na jesieni 2021 przeprowadzony z Białorusi na Polskę miał być sposobem wymieszania nadchodzącej wojny, bo Rosja miała zaplanowaną tą inwazję w tamtym już okresie z całą pewnością. To jest oczywiste na dzień dzisiejszy, czyli maj 2022 roku. To jest hipoteza oczywiście kogoś, ale uważam, że stuprocentowo słuszna. Rosjanie próbowali wmieszać tych migrantów zarobkowych z Bliskiego Wschodu i też jest o tym ramka w książce, o ich motywacjach. Fascynująca absolutnie. Nie będziemy jej niestety tutaj czytać, ale zapraszam do przeczytania. Wstawię ją jako PDF może na naszej stronie z audycjami „Telegram z końca świata”.
Przepraszam, do rzeczy. Chodziło o to, żeby wymieszać tych migrantów z Bliskiego Wschodu z migrantami wojennymi uciekającymi z Ukrainy pod wpływem inwazji i doprowadzić do podziału polskiego społeczeństwa pod względem tego, czy przyjmować, czy nie przyjmować imigrantów i czy pozwalać im przebywać na terytorium RP. Proszę zobaczyć, że ten plan spalił kompletnie na panewce dzięki działaniom polskiego rządu, armii, Straży Granicznej i tak dalej. Proszę zobaczyć kto i w jaki sposób atakował Straż Graniczną. Mordercy i różne brzydkie słowa w ich kierunku. To wszystko pamiętamy, to jest świeże. Minęło zaledwie pół roku od tamtego czasu. Proszę sobie to zestawić z tym, co właśnie tutaj wysłuchaliśmy w tym rozdziale o Asabijji i wszystko staje się jasne.
[01:15:04] - Ja jeszcze dorzucę do pieca takim pytaniem niezwykle wprost, ale myślę, że ono jest zasadne w obecnej sytuacji. Czy w Europie pojętej bardzo szeroko, Unii Europejskiej w ogóle jeszcze takie zjawisko jak Asabijja występuje w społeczeństwach?
[01:15:28] - Panie Marku, pan raczy żartować.
[01:15:31] - Tak, ale czasami warto jest walnąć kropkę nad i, żeby sobie pewne rzeczy uświadomić. Dlaczego chciałem tę kropkę nad i postawić? Dlatego, że chociażby z tego fragmentu, który był przytoczony, Asabijja jawi się jako element niezwykle ważny dla spójności, dla przetrwania pewnej społeczności. Pańska odpowiedź to jest właściwie podsumowanie tego, co się będzie działo w ciągu najbliższych lat, dziesięcioleci. Pewno bardziej lat. To nie jest optymistyczny scenariusz.
[01:16:14] - To nie jest, niestety, ale tak to wygląda. Nasz świat Zachodu wykuliśmy w wojnie, dokładnie tak, jak to opisałem w tym eseju o Asabijji. A teraz proszę zobaczyć, co mamy na dzień dzisiejszy, jeśli chodzi o strukturę społeczną, jeśli chodzi o nasze zaprogramowanie do tej zdolności podtrzymania tożsamości i istnienia grupy. Mamy 70 lat praktycznego pokoju na terenie Europy od 1945 roku, gdzieś tam na obrzeżach. Na terenie byłej Jugosławii mieliśmy ten wieczny bałkański kocioł, ale to jest styk cywilizacji, czyli mamy tam konflikty etniczne, religijne między muzułmanami, chrześcijanami i tak dalej. Tam zawsze będzie wojna. Przepraszam, ale tak właśnie uważam.
[01:16:59] - Tu sobie westchnąłem od razu. Przypominam państwu ten fragment o żołnierzach legionów rzymskich i jak to się kształtowało i kiedy oni właściwie przestali się garnąć do tych legionów. Jak było dużo pokoju i dużo dobrych warunków, to się wszystko zaczęło w szwach rozłazić. To paradoks, ale okres pokoju i prosperity nie sprzyja przetrwaniu społeczności. Upraszczam, wiem.
[01:17:35] - Nie, pan nie upraszcza. Pan mówi absolutną esencję tego, o czym mówimy. To nie jest uproszczenie. To jest wskazanie najbardziej oczywistej prawdy, która jest zasłonięta przez propagandę ludzi, którzy chcą nam tą Asabijję osłabiać, których wpływowi jesteśmy poddani, między innymi właśnie tym atakiem hybrydowym z Białorusi. Także nic pan nie upraszcza.
[01:17:56] - Tak, ale ja już widzę te tłumy ludzi zaangażowanych, którzy mówią: „Jak to? Przecież prawa człowieka”. Wybaczcie państwo, ale ja nie jestem w stanie tego przytoczyć, bo ja się zaraz zatykam, jak zaczynam takie rzeczy cytować. Ale rozejrzyjcie się państwo dosyć uważnie wokół siebie. Co się dzieje, co się nam usiłuje wmówić, jak rzeczy nienormalne stają się normalne, a te normalne urastają do rangi patologii i tak dalej. Jeszcze możemy dyskutować o różnych wartościach i tak dalej, ale okazuje się, że te nowe wartości, bardzo postępowe i bardzo wspaniałe według niektórych, tak naprawdę wbijają nam jako spójnej społeczności nóż w plecy. Nie wiem, czy sobie można samemu wbić nóż w plecy. Można, ale to dosyć pokrętna figura. W każdym razie my, zdaje się, taki cyrkowy numer właśnie wykonujemy. Sami sobie wbijamy nóż w plecy i jeszcze się dziwimy, jak to jest, że to się wszystko w szwach rozłazi.
Oczywiście cytujemy tylko fragmenty pana książki, ale jak się w nią wczytać, to są takie momenty, kiedy człowiek jest przerażony, bo niby to wszystko wie. Mówię o faktach, które pan przytacza na podbudowanie pewnych tez, które pan stawia. Niby to wszystko wiemy, ale jak to się podaje w takiej dawce, w takiej mega piguле, jaką pan podaje w książce, to to jest druzgocące. Człowiek sobie uświadamia, że chyba nie ma już nadziei dla cywilizacji Zachodu. A jeśli jest, to ona jest nieoczywista, przynajmniej dla nas, bo wymagałaby zarzucenia pewnych kierunków, w których podążamy. A to, obawiam się, byłoby bardzo trudne. To jest ta nadzieja? To jest ta nadzieja czy nie ma tej nadziei? Ja wiem, popełniam olbrzymi błąd, bo namawiam pana do wieszczenia, co będzie dalej. Może nie do końca, ale jak pan to widzi ze swojej perspektywy?
Niech pan to powie, niech pan dobije nas po prostu.
[01:20:33] - To jest piąta książka w takim razie. Nie ma przeznaczenia. Jest tylko to, co sami robimy. I brakne imię bohatera bądź bohaterki, bo to te feminatywy teraz i silne kobiety. I proszę, kto wygra? To jest pytanie. Piąta książka. Proszę, zapraszam do odpowiedzi. Pewnie ktoś będzie odpowiadał.
[01:20:57] - Tak. Bo jeśli sobie przeanalizujemy jeszcze ten fragment, a właściwie kawałki tego, co było przed chwilą czytane, to nagle się okazuje, że korzenie tego wszystkiego, co dzisiaj obserwujemy, leżą w bardzo odległym czasie. Bo kiedy pisze pan o Rusi, o Moskwie, to nagle się może człowiek zastanowić: co tutaj ten człowiek żyjący na Tajwanie opowiada o tej Rosji? A jak się dobrze zastanowić, to dzisiaj zbieramy pewne plony z tego wszystkiego. Ja wiem, że to takie nieoczywiste, ale pewne formacje, nazwijmy to ideowo czy myślowe, czy nawet cywilizacyjne, powstawały właśnie wtedy. I tutaj, jak piszą niektórzy na czacie, że mają nadzieję, że ponieważ padło słowo Ukraina, to zaraz się nie pojawią ludzie, którzy zaczną opowiadać o banderowcach, tylko będziemy mówić o tym, co jest istotą tego wszystkiego, co się wokół nas dzieje. Bo my mamy taką tendencję i to jest też moja refleksja z czytania pana książki, mamy taką tendencję do oceniania rzeczywistości tak zwaną bieżączką. To znaczy coś się nam podoba albo coś się nam nie podoba, albo kogoś lubimy, albo nie lubimy, lubimy tego polityka albo tamtego, albo lubimy pewną ideę, która jest modna i pod tym kątem oceniamy bieżące wydarzenia. Tymczasem pan daje taki, mnie to co prawda nie napawało spokojem, a raczej niepokojem, ale jednak dawało pewien dystans to, co czytałem u pana, ponieważ pokazuje pan, że to nie jest tak, że nam się ktoś podoba jako polityk albo nie podoba i z tego się biorą wydarzenia. Pokazuje pan raczej, że ten polityk, który się nam podoba albo nie, jest bardzo często emanacją pewnych sił, które działają daleko, daleko, zarówno w czasie, jak i bardzo często przestrzeni od tego polityka.
I że to, co obserwujemy, te nasze oceny dyktowane przez bieżączkę, czyli przez to, co nam się właśnie w danym momencie wydaje, albo z czym jesteśmy poruszeni, w co jesteśmy zaangażowani, to bardzo często jest odległe od istoty, od mechanizmu tego, co się naprawdę dzieje. Pan w tej książce odsłania coś w rodzaju wiedzy tajemnej. Nie waham się tego powiedzieć.
[01:24:02] - Wiedza tajemna, a tak naprawdę to są właśnie te wzorce i prawidłowości i jakieś ciągi przyczynowo-skutkowe, które w pewien sposób muszą się zdarzyć. Jedna z moich ulubionych wizualizacji, ona jest pokazana w filmie „V for Vendetta", kiedy główny bohater uderza w ten pierwszy klocek domina i tam nagle cały łańcuch przyczyn i skutków. Świetny animacja, absolutnie mój ulubiony fragment tego filmu, w którym pokazane są po prostu jakieś urywki, jakieś kadry z tego, co te pojedyncze wydarzenie zapoczątkowało, jaki łańcuch wydarzeń, tych wydarzeń, że drugie jest jakby konsekwencją pierwszego i które mimo tego, że uczestnicy tych wydarzeń chcieliby inaczej, to jednak nie są w stanie się temu ciągowi przeciwstawić. Stąd właśnie te siły psychohistorii, czyli coś, co jest na tyle ogromne, ma na tyle duży impet, pęd, czyli masa razy prędkość. Kiedy te wszystkie wydarzenia runą w dół. To jest z kolei analogia wzięta ze „Sztuki wojny", w której Sun Zi mówi, że powodowanie wydarzeniami, powodowanie ludźmi jest jak ciskanie kamieni po stromej równinie. Jeżeli te kamienie leżą na równi płaskiej, czyli poziomej, zupełnie płaskiej, to one pozostają nieruchome. Natomiast jeżeli położymy je na równi pochyłej, chodziło o bale i kamienie okrągłe, to te bale zaczną toczyć się z coraz większą siłą, z coraz większym impetem w głąb. Na tej samej zasadzie Sun Zi też i inni mistrzowie chińskiej sztuki wojennej starożytnej Opowiadali, że używali tej metafory wody, że woda spuszczona z wielkiej wysokości, z wielkiego wodospadu nabiera potężnego i niepowstrzymanego impetu. Głównym konceptem całej „Sztuki wojny”, co wszystkie tłumaczenia praktycznie zupełnie pomijają i przechodzą do tego tak, jak jedna z kolejnych głębokich maksym, poetycko powiedzianych o tych kamieniach i balach, i o tej wodzie.
Głównym konceptem całego traktatu jest moc, czyli impet wydarzeń, za pomocą którego dowódca sprawia, że rzeczy dzieją się tak, jak się dzieją. Czyli dowódca nie mówi: „Do ataku! Brońcie się do ostatniej kropli krwi”, tylko ustawia żołnierzy w miejscu, tak jak Izrael został postawiony w miejscu, w którym ludzie muszą się zmobilizować po to, żeby przetrwać. To jest na ziemi śmierci. Na tym polega generowanie mocy i sił psychohistorii. Na takim aranżowaniu wydarzeń, w którym ludzie działają, wtaczają się w tę koleinę koniecznych motywacji i koniecznych działań do tego, żeby ochronić swoje własne życie i ochronić funkcjonowanie i istnienie swojej własnej grupy, czyli narodu, czy organizacji, czy oddziału wojskowego, czy czegokolwiek innego. I wszystko to ma swoją logikę, która jest zacierana w narracjach przez tych, którzy tą logiką w jakiś sposób częściowo bądź w całości zarządzają i potrafią to kontrolować. Na tym polegają narracje, że poddajemy się jakiejś wizji świata i zaczynamy uważać, że podstawą naszej osobistej motywacji jest to, żeby zrobić tak, jak ten człowiek nam z trybuny, jakiś polityk mówi, że musimy zbudować tysiącletnią rzeszę, czy też musimy obronić nasz naród, czy musimy zaatakować tamtych i sprawić, żeby ulegli naszej woli i tak dalej. Tym wszystkim kierują wzorce, które da się wykryć. Podam jeden przykład, który jest dla mnie absolutnie podstawowy i stał się też takim króciutkim dwustronicowym esejem w książce.
Chodzi o predykcje Jacka Fishera, pierwszego lorda admiralicji Imperium Brytyjskiego czy też Wielkiej Brytanii, nazywajmy to, jak chcemy. Otóż on w 1908 roku, mówiliśmy to w audycji „Telegram z końca świata”, czyli dwa lata po tym, jak powstał ten dreadnought, czyli ten przełomowy pancernik, który całkowicie odmienił równowagę sił morskich między imperiami, czyli między Niemcami i Wielką Brytanią. On powiedział coś takiego w 1908 roku: „Wojna z Niemcami rozpocznie się w chwili, w której Niemcy ukończą przebudowę Kanału Kilońskiego”, czyli kanału łączącego Morze Północne z Bałtykiem, służącego do przesyłania pancerników. Przecież mówiliśmy o tym tydzień temu w audycji „Telegram z końca świata”. O co chodzi? Co zobaczył ten Fisher? On był mistrzem. Rozumiał wszystko, jeśli chodzi o wojnę na morzu, która była decydującym teatrem działań, jeśli chodzi o zdobycie kontroli nad szlakami morskimi, przez które jest przesyłane całe bogactwo świata kontrolowane przez Imperium Brytyjskie w tamtym momencie. Mówimy o początku XX wieku. On był w stanie dostrzec wzorzec, dostrzec tą najgłębszą logikę sytuacji, która pozwoliła mu wysunąć predykcję, kiedy będzie II wojna światowa.
Nie powiedział daty, ale powiedział, jaki układ warunków czy parametrów środowiska funkcjonowania tych wszystkich imperiów, czyli parametrów homeostatów geopolitycznych. Zaraz sobie o tym też powiemy. Był w stanie wykryć ten moment i wykrył go co do miesiąca, bo Kanał Kiloński został ukończony w lipcu 1914 roku, tuż przed wybuchem I wojny światowej. Co za zbieg okoliczności.
[01:29:55] - Zaiste. Ja tylko tak tytułem uzupełnienia. Padały tu słowa takie jak predykcja, to od razu wyjaśnijmy. To zdolność przewidywania tego, co będzie. To tak w skrócie. Dobrze to wyjaśniłem. Myślę, że w miarę poprawnie. Panie Piotrze?
[01:30:16] - Jak najbardziej. Dobrze, ale wracając do Asabiji. Przepraszam, jeśli mogę, bo zaczęliśmy mówić o tym, a nagle zaczęliśmy mówić o zupełnie czymś innym. Ja przeczytam fragment bardzo szybciutki, półtorej strony dosłownie, człowieka, który specjalnie pojechał do Iraku w grudniu ubiegłego roku, żeby dowiedzieć się między innymi, jakie motywacje kierowały tymi migrantami, którzy kupowali bilety lotnicze, bo przecież nie szli na piechotę, co wrzeszczeli w mediach niektóre podmioty, że tak powiem, biologiczne, bo nie będę używał słowa homo sapiens nawet. Człowiek to jest dziennikarz Rafał Tokar-Frąckiewicz. Napisał dla mnie taką rameczkę do książki, swoje doświadczenia. On tam pojechał, był tam przez chyba dwa czy trzy tygodnie i był w stanie sformułować, jakie motywacje kierowały tymi ludźmi. Odczytam to szybko. „Kim są imigranci z Iraku? Można podzielić ich na trzy grupy: ludzi bogatych, biednych oraz Jezydów.
Ci ostatni to grupa religijna prześladowana za czasów Saddama Husajna, a i dziś nie darzona powszechną sympatią Kurdów zamieszkujących północny Irak, skąd pochodzi większość osób starających się dostać do Europy. Zanim dojdziemy do powodów wyjazdu z Iraku, które różnią się pomiędzy wspomnianymi grupami, zaznaczyć należy, że wszystkie one mają jeden wspólny problem. Są nim wizy do krajów europejskich. Jak mówią sami Irakijczycy, ich paszporty są mniej jedynie parszywe od afgańskich. Co to znaczy? Szansa na uzyskanie legalnej wizy do dowolnego kraju w Europie jest dla Irakijczyków bliska zeru. Co skutkuje próbami nielegalnych migracji? Jakie są ich powody? Grupa pierwsza: bogaci Irakijczycy. Podkreślam bogaci.
Żyją dostatnio, jednak uważają, że obecny pokój panujący w Iraku jest chwilowy i znowu wróci wojna. Wyprzedzając jej nadejście, starają się wydostać z kraju za wszelką cenę. Monetyzują majątki i starają się wydostać ze strefy potencjalnego konfliktu. Ich celem nie jest migracja zarobkowa. Grupa druga to ludzie ubodzy, najczęściej delegaci rodzin lub osad, na których wyjazd składają się rodzina lub sąsiedzi. Przypominam, że podróż, opłaty dla handlarzy żywym towarem nie są tanią sprawą. Ich celem jest dostanie się do Europy, osadzenie się w niej, wejście w rynek pracy lub pomoc socjalną i wspieranie finansowe rodzin pozostających w Iraku oraz próby ściągnięcia ich do Europy. Tutaj na marginesie, przerywam jako Piotr Plebaniak. Dokładnie tą motywacją kierowali się migranci z Wietnamu. W Polsce jest całkiem spora diaspora wietnamska.
Dokładnie o to chodzi. Ten mechanizm, że całe wioski zrzucały się na jednego człowieka, który przedostawał się jakoś do Polski, nie do końca może legalnie, ale często też legalnie. Zasuwali oni na dwie zmiany, dosłownie na Stadionie Dziesięciolecia, po to, żeby się dorobić i po to, żeby sprowadzić kolejną osobę z tej samej wioski czy z tej samej grupy, która składała się na całe przedsięwzięcie. Wietnamczyków jak najbardziej bym widział, bo to są ludzie pracowici i zdyscyplinowani, oprócz tego, że oszukują w urzędzie skarbowym, co nie jest ładne. To były bardzo duże i śmieszne afery w Wólce Kosowskiej, takim zagłębiu handlu Wietnamczyków. Polecam sobie poczytać. To są przekręciarze tacy, że my tutaj, mówię Azjaci konkretnie Wietnamczycy, jesteśmy daleko na pozycji pośredniej zupełnie. Dobrze, wracam do tekstu Otoki-Frąckiewicza. Trzecia grupa to Jezydzi. W tym przypadku do czynienia mamy z obiema opisanymi powyżej grupami.
Są wśród nich zarówno ludzie bogaci, jak i biedni. Do tych drugich należą w większości uchodźcy z terenów zajmowanych przed wojną przez tą mniejszość etniczną i religijną. Mieszkają obecnie w kilku ogromnych, liczących po kilkadziesiąt tysięcy osób obozach. Powrót na rodzime ziemie jest pomimo zakończenia wojny niemożliwy. Podczas wojny na ziemie, które zamieszkiwali, wypchnięta została z terenu Syrii i Turcji kurdyjska partyzantka komunistyczna. Praktycznie co kilka dni dochodzi tam do ostrzału rakietowego ze strony tureckiej, podczas którego giną nie tylko kurdyjscy komuniści, ale także cywile. Uchodźcy jezydzi od blisko już dekady żyją w obozach. Starają się za wszelką cenę wydostać z Iraku, nie mając żadnych nadziei na lepszą w nim przyszłość. Oferta Łukaszenki i Putina, którą przedstawiono w roku 2021, trafiła w Iraku na, absolutnie ja dodałem, na podatny grunt i skorzystały z niej wszystkie trzy grupy. Autorem tekstu, jeszcze raz powtarzam, jest Rafał Otoka-Frąckiewicz.
On ma co tydzień takie pitu-pitu, takie na wesoło złe wiadomości z całego świata. Generalnie pozostawiam ocenie. Dobrze, skończyłem.
[01:35:11] - Dla mnie bardzo mocnym obrazem był ten obraz klocków, a właściwie tych związanych z dominem i uświadomienie sobie, że ten pierwszy klocek domina mógł zostać przewrócony albo bardzo, bardzo dawno temu, o czym już wspominałem, albo w bardzo, bardzo odległym miejscu świata. Nie chcę wchodzić w tej chwili w jakieś szczegóły. W końcu nasi słuchacze też orientują się, co się wokół nas dzieje, tylko dopowiem, że czasami jest tak, że rzeczy, które obserwujemy wokół nas, o tych rzeczach, o tych wydarzeniach bardzo często zdecydowano bardzo daleko stąd. Tak z tego wybrnijmy. I ten obraz jakoś głęboko we mnie utkwił. Ja nie wiem, czy pocieszający, czy nie pocieszający. To chyba nie o to chodzi, żeby się pocieszać albo nie pocieszać, tylko raczej, żeby mieć świadomość tego, że to radosne przekonanie, że my kształtujemy wszystko, co się wokół nas dzieje, jest bardzo fajne, tylko ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Tak mi się wydaje. Panie Piotrze.
[01:36:47] - W każdej sytuacji jest to inne. Każda sytuacja jest pewnym zestawem parametrów środowiska, czyli parametrów zewnętrznych i naszego własnego stanu. Także rozeznać się z tym, na coś takiego jest potrzebna pewna procedura. To znaczy wiedzieć, na jakie parametry należy patrzeć. Jednym z parametrów jest właśnie ta asabijja. Ta asabijja, czyli solidarność społeczna, rozbija się na dwie rzeczy: zdolność do osiągania kolektywnych celów i zdolność do samopoświęcania się jednostek. Czyli jeżeli widzimy jakieś zdarzenie, to bardzo proste. konceptualizacja to jest jeden z kluczowych terminów używanych w książce, zresztą specjalnie wyróżnionych w kilku miejscach. Jeżeli jesteśmy w stanie spojrzeć na sytuację za pomocą innej ramy koncepcyjnej, czyli pewnego pojęcia czy konkretnie parametru i mówię konkretnie parametru asabijja, przeczytaliśmy już ten esej, to jesteśmy w stanie Natychmiast powiedzieć, czy w tym, co ta osoba powiedziała, czy nasza zdolność do budowania asabijji zwiększa się, czy się zmniejsza pod wpływem tej wypowiedzi albo pod wpływem tego czynu. Na przykład ja bardzo jestem głęboko skonfrontowany z poglądem Janusza Korwina-Mikkego i tego Zychowicza, który całą książkę napisał, to szaleństwo, 1944 o Powstaniu Warszawskim.
Powstanie Warszawskie jest uważane za akt głupoty, że dowódcy powinni zostać poddani pod sąd albo w jakiś sposób oszkalowani, jak to tylko możliwe. Natomiast proszę zwrócić uwagę po przeczytaniu, mając w pamięci cały ten esej o asabijji, proszę zobaczyć, że Powstanie Warszawskie jest pewnym symbolem oporu przeciwko władzy sowieckiej i okupacji sowieckiej, która miała miejsce przez 50 lat po II wojnie światowej. I ten symbol mobilizuje w pewien sposób ludzi do tego, żeby starali się podtrzymać swoją tożsamość narodową, czy patriotyczną, czy jakąkolwiek inną przeciwko sile zewnętrznej, która chce narzucić swoją wolę geopolityczną, w tym przypadku ideologiczną. Jeśli mogę odwołać się, być może czytelnicy znają moją książkę „36 kwartalnik”. Tam jest cały rozdział właśnie na temat Powstania Warszawskiego, które udowadniam, używając właśnie tych pojęć, między innymi asabijji, że powstanie zostało zakończone zwycięstwem. Zwycięstwo polega na tym, w maksymalnym skrócie, jeżeli ktoś zechce, to bardzo polecam. Zwycięstwo polegało na tym, że został zbudowany pewien symbol oporu, który mobilizował ludzi do tego, żeby przeciwstawiali się tej władzy. Dzięki temu symbolowi byliśmy w stanie w jakiś sposób się bardziej zintegrować niż mniej. Ja sam pamiętam jako mały gnojek byłem zabierany na 1 listopada na Cmentarz Bródnowski. Pierwszą rzeczą, jaka była przy bramie głównej, był krzyż katyński, pod którym stawiało się znicze, żeby dawać opór.
To był symbol właśnie, ale to był szalenie ważny symbol. Myślę, że pamiętają ludzie, którzy jako dzieci byli, czy też jeszcze jako dorośli, właśnie w tamtym okresie, że to było coś, co ludzi integrowało przeciwko tej władzy, naszemu rządowi kontrolowanemu, dyrygowanemu z kierunku Moskwy. Myślę, że ma pan jakiś komentarz, panie Marku. Może przesłuchamy ten następny esej, czyli mit założycielski. Mit mobilizujący, przepraszam.
[01:40:32] - Mit mobilizujący, ale jeszcze sekunda, bo powiedział pan bardzo ważną rzecz. Wśród historyków, wśród ludzi myślących o bieżącej polityce bardzo często dochodzi do zwarcia się różnych poglądów. I rzeczywiście pojawiają się głosy na temat powstania, chociażby warszawskiego. Czy miało sens, czy nie miało? Zresztą historia Polski to historia powstań, w związku z czym dyskutuje się również o powstaniu listopadowym, styczniowym i każdym innym. Czy miało sens, czy nie miało?
[01:41:10] - Przepraszam, panie Marku, przepraszam, niech mi pan wybaczy, bo tuż przed oddaniem książki do druku dałem króciutki przykład z powstaniem styczniowym. Wszyscy mówią, że to jest straszliwy rozlew krwi. Świetny fragment jest wywiad z książki na temat powstania przeprowadzony właśnie z jednym z jego inicjatorów w książce „36 kwartali”. Chodziło o to, żeby sprowokować wydarzenie, rozlać rzekę krwi, która na zawsze stanie się przeszkodą w kompromisie między narodem rosyjskim, czy też wolą geopolityczną rosyjską a narodem polskim. Celem powstania nie było wygrać to powstanie, ale właśnie spowodować, żeby nie dało się zaprowadzić kompromisu, w którym Polacy stracą tą wolę oporu. Natomiast to było w „36 kwartalach”. Natomiast tutaj, w „Siłach psychohistorii”, tuż przed końcem wynalazłem fascynujący fragment. Otóż powstanie styczniowe i akcje rosyjskiego wojska mające stłumić to powstanie doprowadziło do spadku produktywności terenu Polski, która była jednym z najbardziej produktywnych rejonów Imperium Rosyjskiego jeszcze wtedy. 1863. Nie pomyliłem daty?
Przepraszam. Tak, to był ten rok 1863. W następnych latach czy też bezpośrednio w następnym roku nadchodzącym zyski z podatków odciągane przez rząd rosyjski imperialny z tej najbogatszej prowincji były daleko mniejsze. W związku z tym zapadła u decydentów rosyjskich decyzja o tym, żeby sprzedać Alaskę Amerykanom. Więc gdyby nie ten drastyczny spadek dochodów, to najprawdopodobniej decyzja nie zostałaby podjęta i Alaska nadal należałaby do Rosji, a potem być może do Związku Radzieckiego czy Sowieckiego. Więc proszę zobaczyć, że z tego punktu widzenia i zresztą Polacy od strony rosyjskiej i osoba polskiego pochodzenia od strony amerykańskiej uczestniczyli w negocjacjach i cena, jaką pozyskała Rosja za Alaskę, nie była wygórowana, a wręcz przeciwnie, była bardzo niska. Przynajmniej w mojej ocenie, jak czytałem o tym wydarzeniu. Więc proszę zobaczyć, tutaj trąbią, że bezsensowny rozlew krwi, kretyni i znowu ci Polacy, martyrologia i tak dalej, ale proszę zobaczyć z szerszej perspektywy Powstanie styczniowe, uważam, że jest to rozumowanie słuszne. Można dyskutować, ale ja tak uważam. Powstanie styczniowe doprowadziło do sprzedaży Alaski Ameryce.
Proszę zobaczyć, jakie tam są zasoby ropy, złota i tak dalej. Więc miało kolosalne znaczenie i było czynnikiem znacznego osłabienia siły Rosji w przyszłych dekadach i stuleciach. Więc ktokolwiek mówi mi, ja słyszę, że powstanie styczniowe było kretynizmem kolejnym, naszym narodowym szaleństwem i tak dalej. Ja przepraszam, ja mam inną wersję.
[01:44:26] - Dokładnie o czymś takim mówiłem. Nawiążmy do tego przykładu, którym się pan posłużył, że mamy zimną wojnę i Alaska należy do Rosji i tam Rosja stawia rakiety z głowicami atomowymi. Ciekawy jestem, jak by to mogło wyglądać w przypadku Stanów Zjednoczonych i jak by wyglądała wtedy koncepcja obrony Stanów Zjednoczonych przed ewentualnym atakiem. Bo czas dolotu tych głowic nuklearnych do miast amerykańskich byłby zdecydowanie inny niż ten, który mógł zaistnieć, kiedy Alaska należała jednak do Stanów Zjednoczonych. O tym właśnie mówiłem, że my bardzo często nie patrzymy na to, jak te klocuszki, które gdzieś daleko w dziejach są przewracane, odwracane, wpływają na dzisiaj. Nam się wydaje, że coś tam się kiedyś zdarzyło. Jakież to ma znaczenie wobec tego? Zobaczcie państwo, a to, co się dzieje, znowu użyję tego przykładu zza naszej wschodniej granicy. Przecież tam za wschodnią granicą odbywa się właśnie proces, obojętnie jak go oceniamy, ale czegoś bardzo podobnego. Zdaje się, że to morze krwi, które się tam wylewa, powoduje, że oni już będą mieli zawsze problem z dogadaniem.
To tyle. A jeszcze jedną rzecz chciałem tylko powiedzieć, ponieważ my tu bardzo często używamy słowa, które znajduje się w tytule pana książki „psychohistoria”. To ja tylko jeszcze uporządkuję dla purystów różnego rodzaju, że psychohistoria występuje w dwóch znaczeniach. W znaczeniu bardzo ogólnym psychohistoria to jest taka formuła badawcza stosowana w naukach humanistycznych. Ona polega mniej więcej na tym, że integruje się badania historyczne z kategoriami psychoanalitycznymi pochodzącymi od Freuda. I nie o taką psychohistorię nam chodzi. Zupełnie. To nie ta psychohistoria. Tak jak mówił pan Piotr, jak mówiłem ja, nam nie chodzi o emocjonalność, osobowość jednostki i wpływ na historię. To nas zupełnie nie interesuje.
Psychohistoria, o której mówimy, to jest ta psychohistoria, taka fikcyjna dziedzina nauki. Przynajmniej wtedy, kiedy ją wymyślił Isaac Asimov, wymyślona przez Isaaca Asimova na potrzeby właśnie cyklu „Fundacja”. Z późniejszej książki „Preludium Fundacji” my się dowiadujemy, że psychohistoria to jest jeden z działów matematyki, który stworzony jest przez Harry'ego Seldona, który się zajmuje przewidywaniem zachowań zbiorowisk ludzkich poprzez ujęcie statystyczne. Tu już jest troszeczkę bliżej do tego, o czym mówi pan Piotr. Ale warunkiem działania psychohistorii była taka niewiedza ludzi o tym, że są obiektem badań, bo w przeciwnym przypadku mogli zmienić swoje zachowanie, przez co te przewidywania Seldona byłyby nietrafne. I ta psychohistoria pomogła Seldonowi opracować plan Seldona, który jest osią fabuły całej tej początkowej trylogii zatytułowanej „Fundacja”. I proszę sobie spojrzeć, jak blisko jest temu, o czym ja tu szybko przemknąłem, do tego, o czym mówi pan Piotr. Pan Piotr też podaje różne takie, przepraszam za sformułowanie, magiczne formuły, chociaż one zupełnie nie są magiczne. One są bardzo racjonalne.
[01:48:40] - Przepraszam, są magiczne. Przepraszam, są. Dlatego, że sprawiają, że nagle jesteśmy odczarowani z tej narracji, która nas krępowała, ograniczała nasz poziom widzenia. Więc jedyna magia, która działa, to jest właśnie ta magia narracyjna, która sprawia, że nagle otwieramy oczy, prawda? „Nie połączyłem tych spraw w ten sposób”. To jest magia.
[01:49:00] - Tak, w tym znaczeniu to prawda. Ale my przecież tacy racjonalni Europejczycy. A tu nagle przychodzi pan Piotr Plebaniak i mówi: „Ale słuchajcie, na to można spojrzeć zupełnie inaczej”. I ta żuchwa strzela później o ten blat biurka. Tak mi się zdarzyło, przynajmniej w kilku miejscach tej książki. Cóż, panie Piotrze, ja myślę, że czas na kolejny fragment książki.
[01:49:31] - Taki ruch mobilizacyjny. Ale przepraszam, zanim puścimy nagranie, przeczytajmy jeszcze raz pytania. Do tej pory jedno zostało powiedziane. Z trzech pytań zrobiło się pięć. Przeczytam szybciutko i puszczamy, dobrze? Pytanie pierwsze, poezja francuska: co ze sobą przyniesie łkanie bezsennej skrzypki jesiennej sierocy? Pytanie drugie. Literatura fantastycznonaukowa z trylogii „Fundacji”. Co powiedział bądź wykrzyknął agent drugiej fundacji po tym, jak jego misja zakończyła się sukcesem i przywrócono mu pamięć tego, gdzie ta druga fundacja się znajduje? Pytanie trzecie.
Już odpowiedziane. Historia cywilizacji misji Voyager. Opracował koncepcyjnie Gary Flandro. Pytanie czwarte, nieodpowiedziane. Literatura science fiction, space opera. Dowódca ziemskiej floty w pierwszym rozdziale tej powieści żył zrezygnowany na jakiejś planecie na końcu wszechświata. Został odnaleziony pogrążony w nałogu i w rozmowie uchwycił się ostatniej nitki nadziei. Jak nazywał się ten dowódca? I pytanie piąte. To jest łatwe.
Arcydzieła kinematografii. „Nie ma przeznaczenia. Jest tylko to, co sami robimy”. Kto to powiedział? Poproszę imię i nazwisko. I to tyle. Jedziemy.
[01:50:47] - Zanim jeszcze Marek wystartuje, to ja jeszcze mam, niestety taki jest urok audycji na żywo, mam dwa pytania, dwa komentarze z czata do pana, panie Piotrze. Malcolm pisze: „Pytanie do pana Piotra. Czy to możliwe, że wiele źródeł wiedzy, z których ludzkość mogłaby czerpać, zostało ukryte skrzętnie w podziemiach watykańskiej biblioteki, która ma rzekomo kilkadziesiąt kilometrów?”. Nie wiem, czy na to pytanie da się odpowiedzieć.
[01:51:19] - Absolutnie. Oczywiście, że jest możliwe. Jestem przekonany, że jest tam wiele tekstów starożytnych, które kompletnie by zmieniły naszą percepcję wielu wydarzeń, które są częścią naszej tożsamości. Mogą tam się znaleźć jakieś Ewangelie, które nie zostały nigdy opublikowane, jakieś apokryfy. Dlaczego są cztery Ewangelie i tylko cztery? Nie wiemy tego tak naprawdę. Znaczy wiemy, domyślamy się albo możemy zacytować wypowiedź jakiegoś znawcy i tak dalej. Z całą pewnością tam są teksty, które są absolutnie fascynujące. Zresztą świetnie to było w tym filmie na podstawie Dana Browna, w którym-
[01:52:06] - „Anioły i demony”, o ile dobrze pamiętam.
[01:52:08] - Tak. Główny bohater strasznie chciałby przeczytać jedną książkę z tej biblioteki watykańskiej i na koniec za to, że pomógł Kościołowi katolickiemu w kłopotliwej sprawie, nie będę zdradzał, bo zupełnie nie chcę zdradzać treści filmu, który jest doskonały. Zdradzam tylko to: na końcu dał mu tą książkę tylko z prośbą, żeby ona wróciła po śmierci głównego bohatera za ileś tam 10 lat w domyśle. Fascynująca scena i świetny ten wątek, który odpowiada jednocześnie na pytanie.
[01:52:43] - Jeden komentarz jeszcze. Mariusz KR: „Bardzo sugestywna jest teza pana Plebaniaka. Właściwie broni się sama. A swoją drogą cykl audycji Radio Paranormalium jest ciekawą alternatywą do obecnego stanu mentalnego formatowanej cywilizacji technokratycznej. Dziękuję i pozdrawiam”.
[01:53:04] - Ja też pozdrawiam.
[01:53:06] - Okej, Marku, prosimy zatem o kolejny fragment książki pana Piotra.
[01:53:14] - Mit mobilizujący. O naturze silniejszych systemów wierzeń. Będziemy bronić naszej wyspy bez względu na cenę. Będziemy walczyć na plażach, będziemy walczyć na lądowiskach, będziemy walczyć na polach i na ulicach. Będziemy walczyć na wzgórzach. Nigdy się nie poddamy. Winston Churchill. Silniejszy system wierzeń. Przytoczone poniżej słowa są fragmentem przemówienia amerykańskiego prezydenta Johna Fitzgeralda Kennedy'ego. Miały zmobilizować Amerykanów do zbiorowego wysiłku.
Wysiłek miał ich zjednoczyć, stanieć w organizm powodowany jedną myślą. Potwierdzić, po angielsku assert, własny prestiż i wyższość nad zimnowojennym przeciwnikiem. Cytat: „Zdecydowaliśmy się w ciągu nadchodzących 10 lat polecieć na Księżyc i dokonać innych rzeczy nie dlatego, że są łatwe, ale właśnie dlatego, że są trudne, a przez to zmuszą nas do lepszej organizacji i wykorzystania wszystkich naszych umiejętności”. Koniec cytatu. Słynny cytat mówi, że nie ma nic potężniejszego niż idee, których czas nadszedł. Nie istnieje w praktyce językowej fraza, która dobrze opisuje naturę sił zdolnych poruszać narody do wielkich przedsięwzięć. W powieści „Pani Jeziora” Andrzeja Sapkowskiego słyszymy słowa filozofa wizjonera: „Wymagać to będzie całkiem nowego myślenia, nowej ożywczej idei, która rozerwie krępujący ją dziś sztywny gorset zwący się racjonalnym poznaniem”. Koniec cytatu. W zakątkach naszej zbiorowej świadomości znajdziemy pojęcia takie jak mit motywujący, mit energetyzujący, mit założycielski, mit ustanawiający tożsamość, ideologia integrująca, ideologia tożsamościowa. Słyszymy rozmaite określenia na zbiory twierdzeń o świecie.
Religia Holokaustu, religia użytkowników iPhone'a. Wszystkie te współcześnie wymyślone określenia zawierające słowo religia świadczą o tym, że współdzielone przez społeczności wizje świata, tego, jakim jest i jakim powinien być, mają szerszy punkt wspólny niż religia. Wszystkie te określenia sprowadzają nas do pojęcia asabiji i tej kluczowej prawidłowości. Duże grupy obcych sobie ludzi mogą współpracować, gdy łączy ich wiara we wspólny mit. Ideologia i silniejszy system wierzeń. Ideologia to pakiet twierdzeń na temat porządku świata, którego celem jest usprawiedliwienie, legitymizacja użycia przemocy wobec innych ludzi i ich grup. Ideologią można więc nazwać światopogląd naukowy, religijny i każdy inny. Taki światopogląd oferuje zestaw narzędzi do badania świata, ale też i pakiet nakazów ignorowania obserwacji, które są sprzeczne z doktryną. Ideologia jest pakietem twierdzeń, które służą wzmacnianiu zdolności kolektywnego wpływania na świat społeczny i konfrontowania się z ludźmi o poglądach odmiennych. Yuval Noah Harari, autor książki „Sapiens.
Od zwierząt do bogów” zauważa, że ideologie i mity z samej swojej natury są źródłem konfliktów. Przytacza przykład twierdzenia o biologicznie warunkowanych różnicach między poszczególnymi ludźmi. Wiemy, że takie różnice są, ale jednocześnie wierzymy też w mit, że wszyscy jesteśmy sobie równi w naszej istocie. Po angielsku „in essence” — w świetle porządku natury. To do tej kwestii odnosi się passus amerykańskiej Deklaracji Niepodległości. Cytat: „Uważamy następujące prawdy za oczywiste, że wszyscy ludzie stworzeni są równymi, że Stwórca obdarzył ich pewnymi nienaruszalnymi prawami, że w skład tych praw wchodzi prawo do życia, wolności i dążenia do szczęścia”. Koniec cytatu. Harari twierdzi, że takie właśnie akty wiary ustanawiające porządek świata pozwalają stworzyć stabilne i prosperujące społeczeństwa. Pozwalają ustanowić coś, co czasem nazywa się porządkiem wyobrażonym. Cytat: „Wyobrażony porządek jest zawsze zagrożony upadkiem, ponieważ zależy od mitów, a mity znikają, gdy ludzie przestają w nie wierzyć.
Jeden ksiądz często wykonuje pracę stu żołnierzy o wiele taniej i skuteczniej”. Koniec cytatu. Z powyższych rozważań wynikają dwa spostrzeżenia. Pierwszym z nich jest to, że tworzenie mitów mobilizujących jest podstawowym zadaniem każdego, kto chce sterować masami. To wizja zamazania utraty honoru w przegranej wojnie i stworzenia tysiącletniej rzeszy. To skompensowanie stulecia narodowego poniżenia wymalowane na sztandarach współczesnej Chińskiej Republiki Ludowej. To wizja połączenia ludów tureckich w jeden organizm geopolityczny, pod wpływem której kształtują się aspiracje współczesnej Turcji. Drugie spostrzeżenie wskazuje prawidłowość działania społeczności, które zdołają sformatować się silniejszym systemem wierzeń i poczuciem wspólnoty losu. Z reguły jest ona rozciągnięta na pokolenia przeszłe oraz przyszłe, co pozwala zmobilizować ludzi do wydajniejszego funkcjonowania i zacieklejszej walki o przetrwanie fizyczne oraz zachowanie dorobku kulturowego. Dokładnie w myśl słów Tomasza Jeffersona.
Cytat: „Będziemy żołnierzami, by nasi synowie mogli być rolnikami, a ich synowie artystami”. Koniec cytatu. Tworzenie i niszczenie mitów mobilizujących to gra o najwyższe możliwe stawki. Przetrwanie imperiów, cywilizacji i porządku rzeczy. To gra, w której mity te instalowane są w umysłach zbiorowości za pomocą narzędzi takich jak masowa psychoza formująca, która współzawodniczy w naszych głowach o nimb dominującego mitu dnia. O miano niepowstrzymanej idei, której czas nadszedł. Porady praktyczne, spostrzeżenia i przykłady. A. Przed nami wszechświat. Na początek Mars.
Wspaniała wizja kolonizacji Marsa roztoczona przez Elona Muska zdaje się pełnić rolę wizji poruszającej masy fanów eksploracji kosmosu i dającej motywację pracownikom firmy SpaceX. Z jeszcze innej strony postęp technologii kosmicznych ma wymiar prestiżowy. Jest symbolem potęgi Stanów Zjednoczonych, zdolności technicznych i militarnych, ale też zdolności do mobilizowania zasobów materialnych oraz ludzi do realizowania rzeczy wielkich. C. Wyparcie się dążenia do kolektywnego celu. Ideologie zawsze są konstruowane i adaptowane do osiągania kolektywnych celów. Wyparcie się tej prawidłowości jest taktyką ukrycia intencji lub formą zniechęcenia potencjalnych przeciwników do wygenerowania kontrsiły. Prawidłowość tę da się dostrzec w emocjonalnych reakcjach na stosowanie terminu „ideologia LGBT” w polskiej debacie publicznej. Ukrycie faktycznego celu pod przykrywką wizjonerskiego mitu widać też w działalności firmy SpaceX. Sztandarowa idea, technologia ponownego użycia elementów rakiet jest spektakularna, jednak nie daje rzeczywistych oszczędności, jest kosztowna i znacznie bardziej czasochłonna niż w prospektach i prezentacjach.
Niezwykle niskie ceny wynoszenia ładunków na orbitę oferowane przez SpaceX wynikają bardziej z przepłacania przez zamówienia rządowe niż przełomu technologicznego.
[02:01:25] - I kolejny fragment za nami. Mit mobilizujący. A w tym czasie, zanim zaczniemy mówić o tym fragmencie, pojawiły się na czacie kolejne pytania czy kolejne komentarze. Już. PW: „Powstanie styczniowe miało również pośredni wpływ na rezultat wojny secesyjnej”. Dalej PW: „Przez niepokoje w Europie Centralnej Francuzi znaleźli pretekst, by nie poprzeć konfederacji”. PW: „Okazuje się więc, że czasem my, Polacy, mamy wpływ na porządek świata”. I inny autor Adam Kuta: czy powstanie styczniowe miało wpływ na produkcję rolną, panie Piotrze?
[02:02:18] - Więc pytanie pierwsze: powstanie styczniowe i wpływ na wojnę secesyjną. Trudno powiedzieć. Nie czytałem o tym, więc tak naprawdę nie znam odpowiedzi. Natomiast Francuzi i Brytyjczycy, przede wszystkim Brytyjczycy, importowali z południa Stanów Zjednoczonych bawełnę do swojego przemysłu włókienniczego. To było zdecydowanie najważniejszą motywacją Brytyjczyków w decyzji, czy pomóc, czy też nie pomóc południowcom w czasie wojny. Musiałbym przeczytać jakiś wywód jakiegoś historyka, który to studiował. Ja sam nie potrafię podać odpowiedzi. Natomiast jeśli chodzi o drugie pytanie, przepraszam, niech pan powtórzy, żebym nie zniekształcił.
[02:03:06] - Czy powstanie styczniowe miało wpływ na produkcję rolną?
[02:03:17] - Z całą pewnością tak. Dlatego, że umierali ludzie, którzy by pracowali. Z tego powodu, z tego akurat aspektu. Natomiast pewne prawidłowości wydają się oczywiste, jeśli chodzi na przykład o utratę siły roboczej. Proszę zobaczyć, co się dzieje w tej chwili na Ukrainie. Przewidywany spadek produkcji rolnej na rok 2022 jest 40%. Wynika to oczywiście z minowania, czego nie było w okresie połowy XIX wieku. Natomiast wynika to też z tego, że ludzie, którzy pracowali normalnie w przemyśle rolniczym jako rolnicy albo uciekli z kraju, albo walczyli i zginęli, albo walczą w dalszym ciągu. Więc mamy tutaj zaburzenia pewnego systemu ekonomicznego produkcji żywności w XIX wieku. Pamiętajmy, że czym dalej w przeszłość, tym bardziej system produkcji żywności był bardziej podatny na zakłócenia.
Więc zakłócenia takie jak powstanie ogarniające jakiś znaczny obszar kraju, siłą rzeczy musi w jakiś sposób spływać. Tym bardziej że właśnie dotyczy ściągalności podatków. Więc jeżeli jakiś obszar nie wygeneruje identycznego produktu, tak jakby wyprodukował, gdyby funkcjonował tak, jak należy, zdaniem oczywiście Rosjan, to ewidentne jest to, że to ma wpływ na gospodarkę, ekonomię i przepływ bogactwa między prowincją kontrolowaną, produkującą a ośrodkiem, który to kontroluje i czerpie z tego korzyści. Nie znam precyzyjnej odpowiedzi. Tak jak powiedziałem, nie jestem w stanie przytoczyć wywodu jakiegoś historyka czy też jakichś danych liczbowych. Opieram się na tak zwanym, nie wiem, jak to nazwać, operowaniu wzorcami, prawidłowościami. Jeżeli w ten sposób da radę powiedzieć.
[02:05:12] - Kilka komunikatów, ponieważ dostałem drogą SMS-ową pytanie. Moim zdaniem odpowiedź jest oczywista, ale udzielę jej na antenie. Dlaczego nie ma Wiktora? Więc odpowiadam: Wiktora nie ma z tego samego powodu, dla którego nie było go tydzień temu i dla którego odpadł od audycji dwa tygodnie temu. Kręgosłup Wiktora ostatnimi czasy nie sprawuje się najlepiej, a kto kiedyś miał problemy z kręgosłupem i z bólami kręgosłupa, to wie, że ostatnią rzeczą, którą człowiek ma wtedy ochotę robić, to jest popisywać się swoją erudycją, ewentualnie specjalnie kombinować, myśleć i brać udział w audycji. Więc dajmy na razie Wiktorowi spokój. Wcześniej czy później Wiktor się wyleczy i wtedy z dziką radością powitamy go na antenie. To jest pierwszy komunikat. A drugi komunikat to ten oczywisty, że tradycyjnie już felieton Tomka Fąsa, tym razem o perspektywach. Tradycyjnie już na końcu audycji.
Wróćmy w takim razie do toku owej audycji. Panie Piotrze, proszę skomentować ten fragment o micie mobilizacyjnym, mobilizującym.
[02:06:49] - Tak, mit mobilizujący. Jest to też słowo, które nie istnieje w powszechnym użyciu, jeśli chodzi o to, w jaki sposób ludzie mieszkający na przykład w Polsce czy w Europie są w stanie generować zdolność do kolektywnego działania. Ten mit musi być jasny i współdzielony. Podzielę się jedną obserwacją może po prostu. Proszę zobaczyć, jak bardzo narzekają wszyscy w komentarzach internetowych czy w debatach publicznych postacie publiczne na temat systemu edukacji, który jest fabryką uczniów, który polega na masowym nauczaniu, a nie na indywidualnym. Ja odpowiadam: po pierwsze jest to kwestia kosztów, dlatego że nie jesteśmy w stanie ani czasowo, ani logistycznie, że tak powiem, zapewnić indywidualnego toku nauczania dla poszczególnych uczniów i wykształcać ich indywidualność. Ale to jest najmniejszy problem. Największy problem jest taki, że nauczanie hurtowe, tak to nazwijmy, ma bardzo ważną funkcję polegającą na formatowaniu umysłów dzieci tym samym zestawem i mitów mobilizujących, i wiedzy historycznej, czyli tożsamości kulturowej jednocześnie. I w związku z tym jest bardzo ważnym czynnikiem w budowaniu tego poczucia jedności celu, jedności wspólnoty losu przeszłego i przyszłego. W związku z tym w innym tekście cytowaliśmy powstanie pruskiego, zaraz będziemy cały tekst czytać, prawda?
To będzie świetnie pokazane.
[02:08:30] - Tak jest.
[02:08:31] - Mówiliśmy to zresztą w tym tygodniu w audycji Telegram z końca świata, że przed wysłaniem żołnierzy na pole bitwy Prusy musiały wysłać nauczycieli do szkół podstawowych po to, żeby stworzyć nowego człowieka i nowego żołnierza. Zaraz sobie wysłuchamy. Być może to jest dobry moment, żeby puścić nagranie.
[02:08:53] - A sekundę. Ja jeszcze zanim to nagranie, to zwrócę uwagę, jak ważnym elementem, pewno niedocenianym, znaczy my bardzo chętnie narzekamy, jak to współczesna szkoła jest fatalna, ale nie doceniamy mimo wszystko tego, jak ważną rolę pełni szkoła i jak się bardzo ta szkoła ostatnio zepsuła i jakie to ma konsekwencje. Bo znowu wyznania starego, bez epitetów. Kiedyś szkoła miała to do siebie, że ona tak funkcjonowała, iż owszem, wtłaczała do głowy pewne oczywiste oczywistości, czyli że Słowacki wielkim poetą był i tak dalej. Ale z drugiej strony ta szkoła okresu PRL-owskiego, którą ja kończyłem, uczyła pewnej nieufności. To znaczy nauczyciel tam swoje gadał, ale i tak się temu nie ufało. Sprawdzało się, kombinowało, szukało tez przeciw temu, co mówił nauczyciel. I obojętnie czy to była historia, czy fizyka, czy chemia, czy nawet matematyka, to się kombinowało. Niby nauczyciel uczył, ale człowiek sam się tak naprawdę uczył, bo szukał. Dzisiaj szkoła produkuje i to nie jest wina, broń Boże uczniów, tylko raczej systemu i pytanie, kto taki system stworzył i po co go stworzył?
Jeśli państwo znacie twórczość Pink Floydów, to właśnie jak oni tam śpiewają o jeszcze jednej cegle w ścianie i o nauczycielach, posłuchajcie sobie państwo tej piosenki. Coś takiego my właśnie w tej chwili produkujemy. Ludzi, którzy nie mają żadnych wątpliwości, którzy mogą się z czymś nie zgadzać, ale nawet nie podejmą wysiłku, żeby podjąć polemikę. Po prostu nie, bo nie. Coś się dzieje z tą szkołą. A jakie to ma znaczenie, jak wygląda szkoła, to za chwilę w kolejnym fragmencie książki pana Piotra posłuchamy, że szkoła to czasami jest coś, co decyduje o losach cywilizacji. No tak, w każdym razie imperium. Więc to nie jest tak, że szkoła to jest takie miejsce, w którym się szczeniaki uczą i albo się wyuczą lepiej, albo gorzej. Okazuje się, że szkoła to jest miejsce, w którym wykuwa się los ludzi, całych krajów. Bo ja tylko tak nieśmiało wspomnę, że czas biegnie nieubłaganie i to jest banał.
Natomiast czas nas postarza i to, jakie będą te młode pokolenia, co nam zgotują, to my jako staruszkowie będziemy musieli spokojnie przyjąć. Spokojnie jak spokojnie, w każdym razie stoicko, i tak tego nie zmienimy. W związku z tym ja bym się jednak zainteresował tym, jak działa współczesna szkoła, dlaczego tak działa i w jakim kierunku to wszystko prowadzi. Przepraszam za ten taki troszkę nienaturalny słowotok, ale zawsze szkoła wywołuje we mnie pewne emocje. Bo szkoła od bardzo dawna wydaje mi się takim miejscem, które sprawia, że dużo rzeczy może biec inaczej albo mogłoby biec inaczej. Czy ja dobrze odczytuję to, co za chwilę się pojawi, albo to, o czym warto powiedzieć?
[02:13:12] - Szkoły, zwłaszcza szkoły podstawowe, kształtują to, co jest esencją tego eseju, który zaraz przeczytamy o pruskim projekcie cywilizacyjnym. Szkoły formują wspólny mit. Szkoły formują przede wszystkim wspólny, współdzielony sposób patrzenia i interakcji ze światem. Właśnie ta interakcja będzie clou. Proszę zwrócić uwagę słuchając. Zdolność do pewnego typu interakcji ze światem, jeżeli jest współdzielona przez dostatecznie dużą ilość osób danej wspólnoty, jest w stanie uruchomić efekty synergiczne i jest w stanie zmobilizować ludzi do wprzęgnięcia się w jakiś wspólny wysiłek, który może być lepiej bądź słabiej wykorzystany przez ludzi, którzy są u władzy, którzy sterują tym procesem powstawania imperium albo budowania matecznika cywilizacji. Efekt synergiczny, przypominam, to jest efekt polegający na tym, że Współdziałanie różnych czynników na kształt spraw, na bieg zdarzeń może być daleko większe niż zwykła arytmetyczna suma tych czynników. Na przykład jeżeli mamy gotowość asabi, gotowość do poświęcania się dla dobra grupy, ale jednocześnie mamy kolejny czynnik, czyli postawienie ludzi w sytuacji na ziemi śmierci, czyli w sytuacji bez wyjścia, w której trzeba walczyć albo zginąć, to łączny efekt tych dwóch czynników jest daleko większy. Mamy przykład Izraela i tego, że on nadal istnieje i nadal funkcjonuje i ma się dobrze. Ten efekt końcowy właśnie jest synergiczny, dlatego, że jest niepomiernie większy niż dwa te czynniki zestawione osobno.
Może nie jest to bardzo ścisły przykład, natomiast z całą pewnością w fizyce jest bardzo wiele przykładów, w chemii przede wszystkim, że na przykład mamy katalizator i mamy jakiś składnik reakcji. I proszę zobaczyć, że katalizator nagle sprawia, że reakcja jest daleko silniejsza. Nie spotkałem się co prawda z podręcznikach, które studiowałem na temat efektu synergicznego, natomiast jest uważam, że świetną przynajmniej metaforą pokazującą, że dodajemy jakiś niepozorny składnik i nagle okazuje się, że sama natura tych wszystkich składników, czynników biorących udział w reakcji sprawia, że efekt jest wręcz piorunujący. Będziemy mówili o tym na przykładzie właśnie w tym eseju, który zaraz usłyszymy o produkcji benzyny syntetycznej i azotanów potrzebnych do nawozów sztucznych. Także za sekundkę będziemy mieli świetny przykład synergii.
[02:16:07] - Tak sobie myślę, że po prostu czasami dwa plus dwa równa się pięć, a nawet siedem.
[02:16:15] - Siedem.
[02:16:16] - A nawet siedem. Tak, dokładnie. Ja tak sobie patrzę na naszą playlistę, ale wydaje mi się, panie Piotrze, że teraz to miał być chrześcijański projekt, a nie pruski. Skoro ma być pruski, to zapytajmy Marka, czy jest w stanie nam teraz ten pruski projekt wyczarować.
[02:16:37] - Jak najbardziej, panowie.
[02:16:40] - To jedziemy z pruskim projektem.
[02:16:44] - Czyli pruski projekt miał być czwarty, tak?
[02:16:46] - Tak. Ale za to będzie trzeci.
[02:16:51] - Czasem tak bywa. Czasem jakąś zmianę w życiu trzeba wprowadzić. A więc teraz pruski projekt. Pruski projekt cywilizacyjny. Mechanizm powstania niemieckiego projektu imperialnego. „Oto widziałem profesora matematyki pochowanego niczym umiłowany przez poddanych król. Dlatego tylko, że był wielkim w swoim powołaniu” — tak francuski filozof Voltaire pisał o pogrzebie Izaaca Newtona, którego trumnę niosło dwóch diuków, trzech earlów i lord kanclerz. Trudno o lepszą ilustrację tego, jak na Zachodzie nauka i rząd weszły w nierozerwalne partnerstwo. Żaden przy tym monarcha nie będzie lepszym przykładem korzyści płynących z takiego partnerstwa niż przyjaciel Voltaire'a, Fryderyk II Wielki, król Prus. Jego rządy były symptomem nadzwyczajnie ważkiego procesu.
Między Zachodem i Wschodem tworzyła się przepaść cywilizacyjna. Odsłona pierwsza: Fryderyk II. W Stambule sułtan Osman III rządził popadającym w stagnację i zacofanie Imperium Osmańskim. Został sułtanem w wieku 57 lat, po tym, jak poprzednie 51 lat spędził jako więzień w haremie. Gdy wyszedł na wolność, prawie zupełnie nie znał kraju, którym miał rządzić. Już u szczytu swej świetności Imperium Osmańskie nie sprzyjało rządom oświeconych władców. Brakowało stabilności politycznej i środowiska sprzyjającego ewolucji kulturowej. Mustafa, najstarszy i wyjątkowo utalentowany syn Sulejmana Wielkiego, żyjącego w latach 1494 do 1566, został zamordowany w wyniku intryg drugiej żony sułtana, swojej macochy, na rzecz jej własnych synów. Inny syn, Bajazyt, został uduszony. Tymczasem w Poczdamie Fryderyk Wielki wprowadzał szereg reform, które niosły wydajność i racjonalność w wojsku i administracji cywilnej.
Kontynuował dzieło swojego pradziadka, elektora Fryderyka Wilhelma. Elektor wniósł do procesu budowy potęgi Prus przekształcenie Brandenburgii z zniszczonego wojną pustkowia w rdzeń najsprawniej zarządzanego państwa w Europie Środkowej. Jego finanse opierały się na sprawnej administracji rozległych Królewszczyzn. Porządek społeczny na klasie właścicieli ziemskich, którzy lojalnie służyli na koniach lub za biurkami. Bezpieczeństwo na dobrze wyszkolonej armii chłopskiej. Na początku XVIII wieku władztwo Fryderyka Wilhelma było najbliższym istniejącym przybliżeniem idealnej monarchii absolutnej, zalecanej w słynnym „Lewiatanie” przez angielskiego teoretyka polityki Thomasa Hobbesa jako antidotum na anarchię. Fryderyk w swoim państwie zaprowadził nie tylko całkowitą tolerancję religijną, ale także nieograniczoną wolność prasy. „Tutaj każdy może szukać zbawienia w sposób, który wydaje mu się najlepszy” — deklarował. Zupełna otwartość na pracowitych i utalentowanych imigrantów sprawiła, że na samym początku XVIII wieku niemal co piąty mieszkaniec Berlina był francuskim hugenotem mieszkającym we francuskiej kolonii. Z Berlina dom swój uczynili także protestanci ze Salzburga, waldensi, mennonici, prezbiterianie ze Szkocji, Żydzi, katolicy i zdeklarowani sceptycy religijni, a nawet muzułmanie.
To pod jego rządami tworzył w Królewcu Immanuel Kant, bodaj największy filozof XVIII wieku. Jego „Krytyka czystego rozumu”, napisana w 1781 roku, zgłębiała samą naturę i ograniczenia ludzkiej racjonalności. Kant był postacią jeszcze bardziej surową niż jego władca. Na swoje codzienne spacery chadzał ponoć tak punktualnie, że miejscowi przestawiali wedle niego przejścia zegarki. Dla Fryderyka nie miało żadnego znaczenia, że wielki myśliciel był wnukiem szkockiego siodlarza. Równie niewiele znaczyło dlań to, że inny wielki filozof pruski, Moses Mendelssohn, był Żydem. Wszystkim wspólnym wysiłkiem budowali tę samą ludzką cywilizację, co można podsumować słowami niemieckiego poety Schillera z 1784 roku. Pisze jako obywatel świata: „Całą esencją oświecenia jako ruchu cywilizacyjnego było nagromadzenie filozofów, którzy w całej Europie doskonalili swoje idee dzięki coraz powszechniejszym gazetom, czasopismom i książkom. Myśliciele oświeceniowi zajmowali się naukami społecznymi. Głównym obiektem ich rozważań było to, jak społeczeństwa można budować i jak powinny być zbudowane.
Wolność myśli i napływ rozmaitych wzorców kulturowych wytworzyły to, co wcześniej w tej książce nazwaliśmy ożywczą ideą. Prusy stały się buzującym matecznikiem innowacji i postępu myśli. Powstawały coraz to nowe towarzystwa naukowe, towarzystwa czytelnicze, grupy dyskusyjne i czasopisma. Ale najbardziej doniosłym symbolem nowej jakości i buzującej energii matecznika cywilizacji były dwie budowle. Pierwsza to opera państwowa w centrum Berlina. Operę tę od innych oper północnej Europy odróżniał kluczowy szczegół. Nie była połączona z pałacem królewskim. Istniała nie dla osobistej przyjemności monarchy, lecz dla szerokiej publiczności. Równie znamienna i niezwykła w roli symbolu oświeconego władcy była katedra św. Jadwigi, wybudowana w samym sercu największego placu miasta.
Był to kościół katolicki w luterańskim mieście, wybudowany na dodatek przez króla, który sam był kalwinem. Te dwie monumentalne budowle były niczym latarnie morskie, magicznie przyciągające umysły brzemienne wielkimi ideami. Czytelnicy rozumiejący już wizję całej książki siły psychohistorii łatwo zgodzą się, że budowle te były zaczątkiem potężnego, wstrząsającego posadami świata imperium. Fryderyk, władca oświecony, pisał w 1752 roku w swoim pierwszym z dwóch politycznych testamentów. Cytat: "Władca jest pierwszą osobą w państwie. Jest dobrze opłacany, aby mógł zachować godność swojego urzędu. W zamian jednak wymaga się od niego, aby efektywnie pracował dla dobra państwa". Koniec cytatu. W opinii Fryderyka szaty królewskie nie miały żadnego praktycznego zastosowania, a korona była jedynie kapeluszem, który wpuszcza deszcz. Za innym jeszcze razem miał oświadczyć, cytat: "Nie mogę mieć żadnych interesów, które nie byłyby w równym stopniu interesami mojego narodu.
Jeśli nie da się ich pogodzić, zawsze należy dać pierwszeństwo dobru i korzyści kraju". Gdyby podmienić imiona na chińskie, powyższe wypowiedzi władcy i relacje z jego reform byłyby idealnym apokryfem starożytnych konfucjańskich traktatów zachwalających wzory oświeconych władców. Rządom tych władców przyświecały takie maksymy, jak: posługujący się miłosierdziem jest niezwyciężony. Maksyma ta oznaczała, że jeśli tylko władca zadba o poddanych i ich potrzeby, siła militarna pojawi się samoistnie i nikt z sąsiadów nie zdoła wystawić armii mogącej mu zagrozić. W 1786 roku, pod koniec panowania Fryderyka, w Prusach na 29 poddanych przypadał jeden żołnierz. Był to najbardziej zmilitaryzowany kraj na świecie, który wystawił trzecią co do wielkości armię na całym subkontynencie. Skokowa zmiana wzorców cywilizacyjnych. Obywateli należy uczynić zdolnymi i chętnymi do używania własnych umysłów dla osiągnięcia wyższych celów w ramach przyszłego zjednoczonego niemieckiego państwa narodowego. Tymi słowami reformator Johann Gottlieb Fichte nawoływał w 1807 roku do nowej wizji edukacji. Pruska musztra wcześniej polegała na posłuszeństwie wobec rozkazów i braku swobody decyzji niższych szarży.
Poniżająca porażka w bitwie pod Jeną w 1806 roku, w której pruski dryl przegrał z francuskim masowym poborem, stała się punktem zwrotnym. Zarzucono uczenia walki w linii. Zamiast niej ledwie rok po klęsce zaczęto uczyć taktyki realizacji misji. To dawało oficerowi elastyczność. Nowy sposób działania wymagał także od zwykłego żołnierza najniższej rangi wstąpienia na wyższy poziom funkcjonowania mentalnego. Potrzebne było zaangażowanie osobiste, niezależność w podejmowaniu decyzji, zdolność do rozumienia sytuacji. Ale zanim do boju ruszy armia żołnierzy, do pracy należy zaprząc armię nauczycieli. Zmiana w systemie kształcenia, formatowania cywilizacyjnego młodych umysłów wymagała wysokiego poziomu edukacji. Miała też brzemienny wpływ na pruską kulturę przedsiębiorczości, w tym zdolność do kierowania własnym losem i wykorzystania własnej autonomii i podmiotowości. Zaowocowała bliźniaczym do Paul Eton powiedzonkiem o czynniku decydującym w wygranych bitwach.
Wynik bitew pod Sadową i Sedanem zdecydował się wysiłkiem pruskiego nauczyciela szkoły podstawowej. Nauka i technologia. Zaproszono mnie do Berlina, kolebki sztuk i nauk, w których czekają król Salomon i królowa Saby. Tak pisał Gottfried Wilhelm Leibniz w liście do księżniczki Charlotty w 1697 roku. Wtedy głosił chwałę zaledwie zaczątku głównego ośrodka pruskiej aktywności naukowej. Aktywność ta była zaprojektowana wedle filozofii zasadniczo odmiennej niż w innych krajach europejskich. Zasadzała się ona na dwóch filarach: poświęceniu się badaniom w służbie idei nauki oraz sprytnie skonstruowanemu systemowi konkurowania na dwóch poziomach: między profesorami i między uniwersytetami. Efektem miało być udoskonalenie metody naukowej i szkolenie uczniów w technice badań. Już po 1820 roku postęp naukowy dokonywał się nie w prywatnych laboratoriach czy instytucjach, a właśnie na państwowych uniwersytetach, co było cechą unikalną państw niemieckich. Ten mechanizm umożliwiał transmisję wiedzy praktycznej do właśnie edukowanych pokoleń badaczy.
Friedrich Paulsen tak pisał dekady później o roli niezależnych badań. Cytat: "Tylko ten, kto jest produktywny w nauce, może być skutecznym nauczycielem". Koniec cytatu. Profesorowie specjalizowali się, oferując przy tym coraz bardziej zaawansowane i wyspecjalizowane wykłady. Przy tym zakładali laboratoria, w których studenci mogli praktykować nabywaną wiedzę we własnych badaniach. Dla profesorów działalność dydaktyczna była podrzędna względem ich działalności badawczej i publikowania wyników. Reputacja w swojej dziedzinie była warunkiem sine qua non dla ofert zatrudnienia nawet w najmniejszych uniwersytetach. Przykładem jest Carl Gustav Jacob Jacobi, matematyk badający funkcje eliptyczne na uniwersytecie w Królewcu. Zainicjował on radykalnie nową praktykę wykorzystania własnych bieżących badań jako treści prezentowanych wykładów. Na przełomie lat 1835 i 1836 wraz z Franzem Neumannem uruchomił seminarium, w którym kluczowym narzędziem pedagogicznym było nakazywanie studentom samodzielnych badań albo całkowicie teoretycznych, albo wymagających dokonywania pomiarów oraz obserwacji na bazie teorii matematycznej.
Idealizm, absolutne poświęcenie zgłębianiu zagadnień, mechanizmy konkurowania o prestiż. Te motory napędzały niemieckiego naukowca wtedy i zawsze później. System nie tylko zachęcał, ale zobowiązywał ambitną młodzież akademicką do poświęcenia się poszukiwaniom wiedzy. W ciągu ledwie dekady powyżej opisana implementacja ideologii nauki Wissenschaftsideologie zaczęła lawinowo przynosić rezultaty. Niemiecka nauka odsadziła się daleko ponad wszystkie inne. Była to epoka najwyższej wydajności intelektualnej, jakiej kiedykolwiek zaznał naród niemiecki. To epoka Kanta i Goethego, epoka, która zaraz wyprodukuje fizykę kwantową i tych, którzy dadzą ludzkości energię atomu: Hertza, Einsteina i im podobnych. Pewnym wyznacznikiem skali przewagi edukacyjnej Niemiec może być fakt, że w 1876 roku, 20 lat po odkryciu przez Williama Perkina barwnika o kolorze mławy, Stany Zjednoczone miały zaledwie 11 absolwentów chemii organicznej. Niemcy miały ich setki. System niemiecki w sposób perfekcyjny wzmacniał programowanie ideologiczne za pomocą nagród w postaci uhonorowań za osiągnięcia, pensji i awansów.
Johann Fichte i Schleiermacher w swoich traktatach napisanych z okazji założenia Uniwersytetu Berlińskiego po raz pierwszy zdecydowanie to wyrazili. Cytat: "Od każdego, kto chce rozpocząć karierę naukową, wymaga się, aby nie tylko posiadał wiedzę, ale także był zdolny do jej wytwarzania w wyniku własnej niezależnej działalności. Pod panowaniem tej idei niemieckie uniwersytety XIX wieku rozwinęły się w to, czym są dzisiaj: warsztatami pracy i kuźniami życia intelektualnego naszego narodu". Koniec cytatu. Odsłona druga: Bismarck i postęp społeczny. Wielkie kwestie dnia dzisiejszego nie rozstrzygną się za pomocą przemówień i decyzji większości, a za pomocą żelaza i krwi. Otto von Bismarck, 1862 rok. Bismarck był tym, który doprowadził do realizacji dzieła zjednoczenia krajów niemieckich. Częścią tego dzieła, oprócz wygrania dobrze znanej wojny francusko-pruskiej 1870-1871, był Kulturkampf, czyli zmagania o ograniczenie władzy Kościoła katolickiego i papieża. Ale ważniejsze były reformy społeczne w latach 1883-1889.
Utworzono narodowy system opieki zdrowotnej, system ubezpieczeń od wypadków i emerytur. Reformy te wychodziły naprzeciw niepokojom egzystencjalnym pracujących. Dawały zabezpieczenie na starość lub niezdolność do pracy. Dzięki takim reformom społecznym Prusy zmieniły się w buzujący aktywnością matecznik postępu cywilizacji. Obszar zjednoczonych Niemiec był zdominowany przez Prusy. Buzował energią twórczą i wiarą w dumną przyszłość. Był niecierpliwie czekającym na swoją dziejową chwilę matecznikiem ambicji imperialnych. Podjęto w nim fascynujący, planowy i rozciągnięty na całe pokolenia wysiłek cywilizacyjny. Skończył się on wprowadzeniem na usługi woli politycznej tak przełomowych i zmieniających geografię układu sił technologii, jak produkcja nawozów sztucznych, benzyny syntetycznej. Doprowadził do supremacji niemieckiej myśli naukowej w fizyce teoretycznej i katastrofalnej, kosztującej miliony istnień ludzkich wojny światowej.
Pchane aspiracjami decydentów Cesarstwo Niemieckie było w stanie wygenerować sprawcze siły psychohistorii i konkurować z potęgami kolonialnymi o kontrolę nad bogactwem świata. Indygo i tektoniczna zmiana układu sił. Naturalne indygo wytwarzane z rosnącej w Indiach rośliny Indigofera tinctoria trafiło do Europy w XIII wieku. Ten niezwykle drogi barwnik dopiero w XVII wieku trafił z palet malarskich do przemysłu barwienia tkanin, przynosząc krociowe zyski, zwłaszcza Imperium Brytyjskiemu, które kontrolowało produkcję skoncentrowaną w Bengalu, wschodni kraniec Indii. Synteza sztucznego indygo była uważana za niemożliwość do czasu, aż w roku 1894, po czterech dekadach od przełomowego odkrycia koloru mauwe, blady fiolet, przez Williama Perkinsa w 1856 roku opracowano proces syntezy ilości przemysłowych. Przyniosło to firmie BASF, zwłaszcza na samym początku, krociowe zyski. Dla Brytyjczyków sukces Niemców oznaczał kompletne załamanie całej gałęzi przemysłu. Miało też długofalowe konsekwencje polityczne i ekonomiczne. Przestraszyło. Na wystawie światowej w Paryżu w 1900 roku Niemcy mieli się czym chwalić.
Oprócz spektakularnie wyglądającej wielkiej czary czystego indygo prezentowali cały szereg chemikaliów. Dla Amerykanów, Francuzów i Brytyjczyków oglądanie tych osiągnięć było wstrząsającym doświadczeniem. Pogłębił je Heinrich Brunck, szef firmy BASF w 1900 roku. Oburzył on opinię publiczną Londynu, sugerując, że wszyscy producenci indygo w Indiach powinni przestawić się na uprawę żywności. W tamtym czasie fabryka BASF w Ludwigshafen to obszar 206 hektarów mieszczący megakompleks 421 budynków połączonych siecią 42 kilometrów torów kolejowych. Firma zatrudniała 6300 pracowników, w tym 146 chemików, a rocznie zużywała 243 tysiące ton węgla, 20 milionów metrów sześciennych słodkiej wody, 12 milionów kilogramów lodu, prawie 13 milionów metrów sześciennych gazu. A BASF nie był jedyną niemiecką firmą chemiczną na paryskiej wystawie. Obecne były Hoechst, Bayer, Cassella, Agfa oraz inne. W 1906 roku w artykule z okazji jubileuszu odkrycia przez Williama Perkina koloru mauwe „Daily Telegraph” zauważył żartobliwie, cytat, „straciliśmy nasze dziedzictwo, a na fundamencie pracy pojedynczego Anglika wzniesiono nadbudowę wiodącego przemysłu naukowego Vaterlandu”. Koniec cytatu.
Jeszcze w 1913 roku Zjednoczone Królestwo importowało z Niemiec cztery razy więcej indygo, niż produkowało samodzielnie. Synergia cywilizacyjnego postępu. Chemia przemysłowa powstała w XIX wieku dzięki perfekcyjnemu sprzężeniu dwóch motywów: ciekawości naukowej i współzawodnictwa wynalazców, którzy na wyścigi próbowali zreplikować w laboratorium naturalne barwniki do tkanin. Duopolem na te barwniki cieszyły się Francja i Anglia. Płacący im krocie Niemcy byli maksymalnie zdeterminowani, by wyrwać się z pozycji petenta. Zdolność produkcji aniliny i smoły pogazowej dawała im punkt startu. Niemieccy producenci mieli też szczęście co do lokalizacji swoich fabryk. Budowali zakłady w pobliżu Renu i dopływów. Barwniki były drogie w przeliczeniu na rozmiar i masę, więc niewielki koszt transportu pozwalał na koncentrację produkcji w zagłębiach. Rzeki były przy okazji źródłem wody i szlakiem transportu najważniejszego surowca: węgla.
Koncentracja kapitału i umysłów doświadczonych chemików, transport, dostęp do surowców. Wszystko jakby czekało na swój czas. Człowiekiem, który uruchomił lawinę prosperity był zięć założyciela Bayera, Carl Rumpf. On to finansując stypendiami utalentowanych naukowców, natrafił na tego, któremu w końcu udało się zsyntetyzować indygo. W branży chemicznej przyszły zmiany. Pieniądze były w produkcji lekarstw. Wyścig o krociowe zyski z nowych lekarstw pełen był forteli. Popularną substancją przeciwgorączkową był acetanilid, a aptekarze sami mogli decydować, od którego producenta go kupowali. Wtedy firma Calle and Company wymyśliła, zastrzegła i wypromowała w światku lekarzy chwytliwą nazwę handlową Antifebrin. Mistrzowska kampania poskutkowała tym, że lekarze zamawiali konkretny produkt konkretnego producenta.
W cenach znacznie niższych niż odpowiedniki o identycznym składzie. Do dziś nazwa antyfebryna traktowana jest jako inna nazwa na tę samą substancję czynną. Podobnie było z lepszym lekiem przeciwgorączkowym acetofenetinę sprzedawanym jako fenacetin. Znamienną cechą wspólną tych środków przeciwgorączkowych było to, że tworzyli je nie naukowcy czy lekarze kierowani ciekawością, czy lekarz powodowany powołaniem. Leki wymyślali przemysłowcy kierowani zyskiem, dużym zyskiem. Brytyjskie przemysły chemiczne kwitnące w połowie XIX wieku były kompletnie niekonkurencyjne, źle zarządzane i bez zdolności innowacji. Wśród Niemców panowało przekonanie, że Brytyjczycy nie mają ani teutońskiej wytrwałości, ani zdolności do ciężkiej pracy, by wydźwignąć się ze stagnacji. Karl Duisberg, wynalazca syntetycznego indygo, mówił, cytat, "Wymaga to szczególnej zdolności do czekania i wyczekiwania na rzeczy nadchodzące, połączonej z niekończącą się cierpliwością i kłopotami. My, Niemcy, posiadamy w szczególnym stopniu tę cechę jednoczesnej pracy i czekania oraz czerpania przyjemności z wyników naukowych bez sukcesu technicznego." Koniec cytatu. W ciągu następnych kilku lat po barwnikach i farmaceutykach w niemieckich fabrykach chemicznych pojawiła się cała gama nowych produktów.
Mydła, detergenty, materiały fotograficzne, farby drukarskie, nawozy, farby, glazury, materiały wybuchowe, procesy chemiczne do produkcji żelaza i stali, które zaczęły przewyższać brytyjskie, a już znacznie przewyższały francuskie i wiele, wiele innych. Ku zmartwieniu konkurentów Niemcy stawały się potęgą gospodarczą i przemysłową. W połączeniu z rosnącymi ambicjami politycznymi i militarnymi młodej dynastii cesarskiej i wspierającej ją klasy junckerskiej stanowiło to powód do głębokiego niepokoju. Wszyscy znakomicie rozumieli, że każdy przyszły konflikt byłby z pewnością konfliktem uprzemysłowionym, a naród, który dysponowałby zasobami, technologią i wiedzą, by wyposażyć i wesprzeć machinę wojenną, z pewnością miałby przewagę. Nawozy sztuczne. Już prehistoryczni rolnicy zauważyli, że rośliny motylkowe w jakiś sposób odnawiają przepracowaną glebę. Współcześnie wiemy, że potrzebne roślinom związki azotu są wytwarzane przez bakterie. Innym źródłem azotu były zwierzęce kości i nawóz. W XIX wieku przyrost naturalny wymusił wyścig o inne źródła azotów. Do nawożenia stosowano nawet ludzkie odchody, mimo istotnego zagrożenia pasożytami.
W dziewiętnastowiecznym Paryżu rokrocznie milion ton końskich odchodów zbierano i używano w podmiejskich ogrodach warzywnych. Podobnie w USA przetwarzano nieprzeliczone ilości kości bizonów. Nic jednak nie przewyższało jakością ptasiego głonu, które odkryto w olbrzymich ilościach na wysepkach u wybrzeży Peru. Przez dwie dekady wydobyto i przesłano do Europy około dwudziestu milionów ton. Po wyeksploatowaniu zasobów Peru świat udawał się po nitraty do sąsiedniego Chile. Po skamieniałą saletrę, która zakumulowała się na pustyni Atakama przez miliony lat. Te zasoby też miały się w końcu wyczerpać. Narastał niepokój. Wtedy, w 1898 roku sir William Crookes zapowiedział rychłe wybawienie. Głód zmieni się w dostatek dzięki laboratoriom.
Musi się znaleźć jakaś metoda pozyskiwania azotu z powietrza. Podejmowano liczne próby, ale sukces osiągnął dopiero Fritz Haber. Uznał, że jedyną drogą było uwodornienie azotu, aby pozyskać amoniak. Wymagało to nadzwyczaj wysokich temperatur i ciśnienia rzędu dwustu atmosfer. Proces był wyjątkowo mało wydajny, ale wkrótce Haberowi udało się znaleźć katalizatory. Osm, a potem uran. Gdy pierwszego lipca 1909 roku Carl Bosch pojawił się w laboratorium Habera, by obejrzeć demonstrację, aparatura uległa uszkodzeniu wybuchem. Sfrustrowany Bosch ruszył w drogę powrotną, jednak jego ekspert od katalizatorów, Alvin Mittash został. Jego cierpliwość popłaciła. Następnego dnia był świadkiem, jak aparatura produkowała siedemdziesiąt kropel amoniaku na minutę.
Teraz przyszła kolej na Boscha. Był on nie tylko chemikiem, ale i specjalistą od metalurgii. Aż dwa lata zajęło mu skonstruowanie bezpiecznych zbiorników, które umożliwiały wydostawanie się niebezpiecznego wodoru do atmosfery. Kolejne dwa lata później gigantyczny zakład produkujący amoniak w Oppau rozpoczął produkcję, ale wyglądało, że na jedzenie wciąż będą prowadzić wojnę, gdyż związki azotu są niezbędnym składnikiem materiałów wybuchowych. Konflikt, wszyscy to czuli, zbliżał się, ale mimo wysiłków zgromadzone zapasy mogły wystarczyć tylko na krótką kampanię. W Niemczech brakowało wszystkiego: ropy, metali i gumy. Armia niemiecka nie dostrzegała zagrożenia. Przemysłowcy tak. Szczególnie groźny był brak saletry dostępnej w dużych ilościach wyłącznie w Chile. Dostawy z pewnością zostaną odcięte przez Brytyjczyków.
Składowanie zapasów nie wchodziło w grę, ponieważ żaden kraj nie był w stanie zgromadzić wystarczającej ilości surowców na dłużej niż rok konfliktu. Gdy wojna wybuchła przez kilka kuszących tygodni ambicje dowództwa wydawały się możliwe do zrealizowania. Czwartego listopada tysiąc dziewięćset czternastego roku do Berlina dotarła wiadomość, która podniosła na duchu nawet najbardziej ponurego urzędnika. Kilka dni wcześniej okręty cesarskiej niemieckiej marynarki wojennej odniosły pod Coronel u wybrzeży Chile pozornie decydujące zwycięstwo nad głównymi siłami brytyjskimi. Niemieckie dowództwo przyjęło tę wiadomość z euforią. Wydawało się, że kluczowy szlak handlowy może zostać ponownie otwarty. Jednak optymizm szybko osłabł. Miesiąc później w bitwie w pobliżu Falklandów Royal Navy wzięła odwet i odrobiła swoją wcześniejszą porażkę. Niemcy straciły ostatnią szansę na przywrócenie przepływu chilijskiej saletry. Krótka chwila wytchnienia nadeszła, gdy w ładowniach statków zacumowanych w okupowanym belgijskim porcie Antwerpię odkryto sto tysięcy ton chilijskiej saletry.
Ale potem już tylko Carl Bosch z BASF stał pomiędzy wojskami cesarza a nieuniknioną katastrofą. Zdolność produkcji syntetycznego kwasu azotowego BASF oznajmił pierwszego maja tysiąc dziewięćset piętnastego roku. Zależność od dostaw z Chile znikła. BASF i państwo niemieckie stały się częścią tej samej machiny. W łudząco podobny sposób powstanie amerykański kompleks militarno-przemysłowy. Już w latach tysiąc dziewięćset siedemnaście, tysiąc dziewięćset osiemnaście zdumiewające siedemdziesiąt osiem procent sprzedaży BASF przypadło na samo wojsko. Poziom współpracy z państwem i armią innych firm tworzących niemiecki przemysł był równie duży. Naturalna przewaga Niemiec. Benzyna syntetyczna. W tysiąc dziewięćset dwudziestym szóstym roku amerykańska Federal Oil Conservation Board powołała zespół, który ocenił światowe zasoby ropy na pół miliarda baryłek, co miało starczyć na sześć lat.
Niezależnie we wczesnych latach dwudziestych Bosch doszedł do wniosku, że uzależnienie świata od ropy stanie się krytyczne. A że Niemcy ze wszystkich narodów uprzemysłowionych miały najwięcej braków w surowcach naturalnych, po prostu musiały nauczyć się syntetyzować płynne paliwo. Niemcy posiadały duże zasoby węgla. Naturalnym rozwiązaniem było jego uwodornienie i upłynnienie pod wysokim ciśnieniem. Przełomu dokonali Franz Fischer i Hans Tropsch z Kaiser Wilhelm Institute w tysiąc dziewięćset czternastym roku. Użyli oni mieszanki tlenku węgla i wodoru. Problemy ze znalezieniem katalizatora sprawiły, że naukowcy Boscha dopiero w tysiąc dziewięćset dwudziestym trzecim roku opracowali proces przemysłowej produkcji metanolu z węgla. Pierwsza benzyna wyprodukowana w niezwykle kosztownym zakładzie w Leunie trafiła na rynek w kwietniu tysiąc dziewięćset dwudziestego siódmego roku. Koszt wyprodukowania znacznie przekraczał cenę rynkową, ale opłacało się bardziej produkować dalej niż zdemontować kosztowne instalacje. Ale wtedy, w tysiąc dziewięćset trzydziestym roku odkryto gigantyczne złoża ropy w Teksasie, a rok później na Bliskim Wschodzie.
Zakład w Leunie tracił rację bytu. Właściciele fabryki musieli poprosić o pomoc rządu. Karta do rozegrania była oczywista. Bez ropy gospodarka jest nie do pomyślenia, a przy tym samowystarczalność to polityczna niezależność. W tamtym czasie importowano siedemdziesiąt pięć procent paliw. W rezultacie czternastego grudnia tysiąc dziewięćset trzydziestego trzeciego roku w Berlinie podpisano przełomowe porozumienie znane jako Benzinvertrag — umowa benzynowa. W zamian za obietnicę IG Farben, że do tysiąc dziewięćset trzydziestego piątego roku produkcja w Leunie wzrośnie do trzystu pięćdziesięciu tysięcy ton rocznie Rzesza zgodziła się kupować całą produkcję fabryki, której nie można było sprzedać na wolnym rynku. Obywatel Trzeciej Rzeszy, gdyby tylko zechciał, mógłby wstawać każdego ranka na dźwięk dzwonków plastikowego budzika IG, myć się i golić mydłem IG, a następnie zasiadać do stołu przykrytego syntetyczną tkaniną IG, aby zjeść śniadanie ugotowane na syntetycznych tłuszczach IG i wypić kawę słodzoną sacharyną IG. Gdy wyjeżdżał do pracy, wsiadał do autobusu wyposażonego w opony Buna IG i napędzanego syntetyczną benzyną IG. Od roku tysiąc dziewięćset trzydziestego szóstego była ona niezbędna dla planów Führera, a czołowi członkowie kierownictwa firmy, poza nielicznymi wyjątkami, byli zadowoleni z tego faktu i współpracowali bez zastrzeżeń.
Ten poziom militaryzacji nie był już wyjątkowy dla IG. W całym uprzemysłowionym świecie wielkie korporacje w pośpiechu przekształcały się w wykonawców polityki rządu. Na przykład w Wielkiej Brytanii Imperial Chemical Industries przygotowywał się do produkcji wojskowej od końca tysiąc dziewięćset trzydziestego siódmego roku, zakładając fabryki, które miały produkować niemal wszystkie brytyjskie materiały wybuchowe, metale lekkie i podstawowe chemikalia na czas wojny. Ponad dziewięćdziesiąt procent fosforowych środków zapalających, które nosili żołnierze, zostało wyprodukowanych z materiałów dostarczonych przez fabryki IG. Siły inwazyjne Wermachtu liczące półtora miliona ludzi zawdzięczały IG Farben około dwudziestu pięciu procent wyposażenia, w tym manierki, sprzączki do pasów, taśmy i hełmy pochodziły z materiałów tej firmy. Odsetek ten miał wzrastać w miarę trwania wojny.
[02:50:57] - Tak. Kolejny fragment książki pana Piotra za nami. Panie Piotrze, to wojny nie odbywają się z powodów ideologicznych? Tylko z takich, jak pan tu przedstawia: benzyna, przemysł chemiczny. Ideę przecież wielkie, trzeba bronić cywilizacji albo ją upowszechniać i tak dalej. Jak to jest? Jak pan może takie rzeczy pisać? Przecież to ideologia jest najważniejsza. Halo, halo? Pan Piotr zasnął.
Rozumiem. Przebudzam pana, panie Piotrze .
[02:51:49] - Tak, jestem. Już świta i już jest jasne niebo prawie zupełnie. Odpowiadam na pytanie. Na tym właśnie polega. Dlatego powiedziałem troszeczkę tak z nenacka i nie do końca to pasowało, ale to był celowy zabieg stylistyczny. Na tym właśnie polega synergia, że imperia dochodzą swoich największych apogeów mocy wtedy, kiedy następuje synergia ideologii, formatowania umysłów, czyli powstania mitu mobilizującego czy też wspólnego mitu i zdolności przemysłowych, czyli zdolności sprawczej, sprawczości. Też jest bardzo dużo mówione na ten temat w książce we fragmentach, których nie będziemy dzisiaj przytaczać. To wszystko, całe powstanie Imperium Pruskiego czy też Imperium Niemieckiego jest pewnym rodzajem synergii rozmaitych parametrów imperiów. Mówiliśmy już o tym eseju zakończającym „Jak zniszczyć imperium”. Na tym właśnie polega proces destrukcji jakiejś grupy społecznej czy też grupy ludzi, którzy realizują wspólny projekt, wspólny kolektywny cel typu budowanie państwa tak jak Stany Zjednoczone czy Prusy, czy też Niemcy, czy jakikolwiek inny.
Na tym, żeby te parametry podkręcić w odpowiednim momencie, żeby w odpowiedniej chwili każdy parametr został włączony do gry, do współdziałania tego koncertu synergicznego. I nagle okazuje się, że Prusy budowane, tak jak widzieliśmy, przez dwa stulecia nagle osiągają swoje apogeum i stają do równej walki z Imperium Brytyjskim, które miało do dyspozycji zasoby całego świata. Po jednej stronie stało Imperium Brytyjskie czy też alianci w czasie II wojny światowej, a po drugiej stali Niemcy, którzy balansowali to niesamowite bogactwo surowcowe i uzyskiwane dzięki kontroli światowego handlu Brytyjczyków, asabijją, dyscypliną zbudowaną w niezwykle staranny sposób nauką i pędem modernizacyjnym i pędem edukowania całego społeczeństwa do tego, żeby ten wspólny wysiłek był maksymalnie wydajny. Proszę, pamiętajmy, że ten jeden z najważniejszych cytatów, praktycznie najważniejszy z całej książki, bo jest ich bardzo dużo, istotnych punkcików, które okazują się po głębszym przemyśleniu, że są decydujące, że Prusy zanim wysłały żołnierzy na pola bitwy, wysłały nauczycieli do szkół podstawowych, które też są tym najważniejszym polem bitwy tak naprawdę, jeśli chwilę pomyśleć. Następnym esejem po tym pruskim projekcie cywilizacyjnym jest ten, który zatytułowałem „Potrzeba cywilizacji, żeby stworzyć Einsteina”. Dlatego, że Einstein i jego teorie, które pozwoliły nam na budowę GPS-ów współczesnych i szereg innych osiągnięć, był produktem nie swoich rodziców i swojego nauczyciela w szkole podstawowej, czy też nauczyciela fizyki, który go w jakiś sposób zainspirował. Einstein był produktem całego procesu budowania cywilizacji. To już przestaje być dziwne, a staje się tak naprawdę oczywiste po zapoznaniu się z tym esejem o pruskim projekcie cywilizacyjnym.
[02:55:33] - Tak, ale wie pan co? Znowu sobie pozwolę zakpić, ale bardzo wielu ludzi wierzy w to, że wszelkie wojny, wszelkie przesilenia, które się odbywają na świecie, mają przyczynę nie taką, o której pan tutaj dosyć szeroko mówi, pisze w książce, tylko ideologiczną. Walczymy o coś, o ideę. I to przekonanie, podkreślane wcześniej przeze mnie i podkreślane teraz, ono jakoś tak głęboko zakorzeniło się nie tylko w naszym społeczeństwie, że z tym trudno jest polemizować. Tymczasem pan proponuje oto wersję historii, że to tak naprawdę nie o ideologię chodzi, nie o to, że coś jest ważniejsze, coś jest lepsze, coś jest bardziej nośne, tylko zupełnie inne kwestie są rozpatrywane. A jeśli pojawia się ideologia, jeśli pojawia się jakaś idea, to ona pełni rolę, ale taką bardzo techniczną. Takie słowo przyszło mi do głowy, techniczną w całym tym-
[02:57:03] - Techniczną
[02:57:04] - W całym tym procesie. Ona jest wykorzystywana jak najbardziej, ale to nie o to tak naprawdę chodzi. Tymczasem ja mam takie nieprzyjemne w gruncie rzeczy wrażenie, że bardzo duża część ludzi wierzy — dobrze to powiem — w Czterech pancernych i psa. Tam też walczono o wolność, o to, żeby było dobrze i żeby było fajnie. I trochę tak się poruszamy po świecie. Chcemy wierzyć, że wojny odbywają się o słuszność albo kto ma rację, albo o moralność i tak dalej. Mnożę słowa, ale już myślę, że wie pan, o czym mówię.
[02:57:52] - Oczywiście. Problem jest taki, że można mieć świetne idee albo można mieć silne idee. To znaczy silne w tym sensie, że potrafią zmobilizować ludzi do kolektywnego działania. Ale potrzeba mieć też sprawczość, czyli narzędzia walki fizyczne, czyli przemysł, czyli armię do tego, żeby te idee użyć jako czynnik mobilizujący do tego, żeby albo pokonać przeciwnika, albo przeformatować go do naszego światopoglądu, do naszej wizji świata. Także to też jest kwestia zwyciężania, przeważania, tworzenia imperiów albo upadania imperiów. To wszystko są procesy synergiczne.
[02:58:35] - Tak. Czyli oprócz tej wielkiej ideologii, przekładając na bardzo prosty język, oprócz tej ideologii czy wartości, czy jakkolwiek to nazwiemy, trzeba mieć jeszcze zasoby.
[02:58:51] - W ręku porządną drewnianą pałę.
[02:58:54] - O, dokładnie. Jednak prosty język jest najlepszy.
[02:58:58] - Właśnie.
[02:59:00] - Tak, dobra drewniana pała załatwi to, że nasza ideologia zwycięży, bo ma zwyciężyć. A jeśli nawet tamta była lepsza, no to...
[02:59:12] - To nie ma znaczenia. Przepraszam.
[02:59:13] - Dokładnie tak.
[02:59:15] - Odpowiadam na pana pytanie.
[02:59:16] - Tak jest dokładnie. Nie ma to żadnego znaczenia. Ponieważ nie mieli pały, to nie potrafili udowodnić, że jest lepsza.
[02:59:24] - O, właśnie tak. Dokładnie tak.
[02:59:26] - To w gruncie rzeczy proponuje pan, moim zdaniem bardzo realistyczną, ale mam takie poczucie smutku, jak słyszę to od pana. Czy to po prostu jestem skażony pewną wizją świata i stąd to poczucie smutku?
[02:59:47] - Nie. Jeżeli mogę tak zażartować, to nagle pan zdał sobie sprawę, że pewna wizja świata, którą pan został zaprogramowany w jakiś sposób, czy przez swoje własne drogi życiowe, wybory lektur, czy też przez nauczycieli w szkole podstawowej, liceum i na studiach. Nagle widzi pan, że ta wizja świata nie jest do końca zgodna z inną wizją, która pokazuje w jakiś inny sposób to, w jaki sposób rzeczy się dzieją. Więc myślę, że to jest właśnie to uczucie, że to jest otwieranie oczu na inny sposób patrzenia na świat. Tak jak ci święci mężowie, o których jest pierwsza sekcja książki, że nagle widzimy te same rzeczy, ale nagle układają nam się zupełnie w inną układankę i dzięki temu zyskujemy inny rodzaj, być może skuteczniejszy, być może mniej skuteczny, ale rodzaj zdolności predykcyjnej, czyli zdolności przewidywania przyszłych zdarzeń, czyli też zdolności widzenia i manipulowania parametrami, które o tych przyszłych zdarzeniach decydują. Książka „Siły psychohistorii” jest rodzajem elementarza, podręcznika, czy też almanachu zdolności mentalnych, czyli postrzegania pewnych prawidłowości, za pomocą których jesteśmy w stanie nie tylko widzieć i rozumieć rzeczywistość, ale także manipulować tymi parametrami. Bo jak pan nie wie, że ma pan przed sobą gałkę sterującą jakąś zdolnością, na przykład siłą budowania zdolności do kolektywnego działania, czyli asabijją, czyli solidarnością. Jak pan wie, że taki istnieje parametr, to nagle materializuje się przed panem i przed czytelnikiem takie pokrętło, fajnie pykające, jak się je obraca, podkręcania albo obniżania tej wartości i tym zajmują się jako narzędzia te ruskie trolle, które nas chcą skłócić z Ukraińcami, czy też skłócić nas z rządem, z policją, czyli instrument podtrzymywania praworządności z obywatelami, którzy na przykład mogą nie lubić policjantami. Takim narzędziem wpływu może być na przykład wysoko postawiony funkcjonariusz policji, który wykona taki ruch, który z kolei spowoduje, że społeczeństwo przestanie ufać policji. Jak społeczeństwo przestaje ufać policji, przestaje postrzegać policję jako instrument podtrzymywania praworządności, a zaczyna postrzegać jako instrument pełny korupcji, któremu nie można ufać, to w tym momencie to wspólne zaufanie społeczne potrzebne do kolektywnego działania upada.
Inny esej, którego nie cytowaliśmy i którego nie puścimy tutaj słuchaczom, jest „Zaufanie. Prawdziwy smar do osi tego świata”, w którym wykładam, że zaufanie jest absolutnie niezbędne praktycznie we wszystkich czynnościach społecznych, jakie realizujemy. Ale to dłuższa rozmowa. Nie wiem, czy mamy czas, bo zaraz musimy puścić „Chrześcijański projekt cywilizacyjny”.
[03:02:47] - Chwilę czasu oczywiście mamy. Natomiast ja mam takie poczucie, że pana książka — tego nie powiedziałem na początku — ale ona jest do pewnego stopnia niebezpieczna, przynajmniej dla niektórych czytelników.
[03:03:01] - Bardzo.
[03:03:03] - Ponieważ ona z jednej strony pozbawia złudzeń Dosyć boleśnie niektórych może tych złudzeń pozbawić, a z drugiej strony pokazuje, ktoś by mógł nazwać, że to są cyniczne mechanizmy. Ja nie wiem, czy one są cyniczne, natomiast kiedy ja o tym czytałem, co jakiś czas łapałem się na tym, że mówiłem: „O! No właśnie, tak to widzę. Tak to od dawna już widziałem”. Tylko jak ja zaczynałem o tym mówić, to ktoś mi zadawał pytanie i ja się w wielu miejscach zawieszałem, bo nie miałem tego przejścia. Kiedy mówimy o pewnych przyczynowo-skutkowych koncepcjach, to mi czasami zabrakło jednego schodka i miałem wyrwę i czasami trudno mi było to udowodnić. Bardziej to czułem niż mogłem to precyzyjnie przekazać. A to niebezpieczeństwo pana książki polega na tym, że pan dostarcza narzędzia właśnie do tego, żeby już tego schodka nie brakowało, żebym mógł precyzyjnie krok po kroku pokazać, że rzeczy, które komuś mogą wydawać się albo cyniczne, albo materialne, odczepione od idei, tylko takie tu jest przemysł, tu jest to, tu jest tamto, tu jest chęć dominacji i tak dalej. I nagle się okazuje, że to wszystko pasuje do siebie i że coś, co ktoś nazwałby spiskową teorią dziejów, wcale nie jest spiskowa. Ona jest jak najbardziej racjonalna.
I to jest drugie niebezpieczeństwo, jakie z pana książki płynie. To pozbawianie złudzeń, a z drugiej strony dawanie narzędzi do rozumienia, jak to wszystko funkcjonuje. Takie mam wrażenie.
[03:05:09] - Tak, to jest mój zamiar i ambicja powodująca mną w napisaniu tej książki, także jest łatwo dostrzegalna między innymi dlatego, że deklaruję to właśnie we wstępie na samym początku. I generalnie ja bym powiedział tu, żeby podsumować to, co pan absolutnie świetnie ujął. I chyba oprócz mnie jest pan osobą, która najlepiej zna całą książkę jako osoba, która ją przeczytała jako testowy czytelnik. Natomiast ja bym powiedział tak, zacytowałbym Lema, na samym początku książki mówię we wstępie, że cały postęp cywilizacyjny i kulturowy jest postępem koncepcyjnym. To jest absolutnie kluczowe dla calusieńkiej książki. Dlaczego? Mówiliśmy chwilę temu, że zdefiniowanie pewnego elementu rzeczywistości, określenie go jako parametru, którym można kierować w ten czy inny sposób za pomocą tych czy innych narzędzi, sprawia, że mamy lepszą kontrolę nad swoim własnym przetrwaniem i przetrwaniem też innych oczywiście homeostatów. Chyba nie mówiliśmy o homeostatach, musimy to powiedzieć, bo w Telegramie „Z krańca świata” mówimy co tydzień na ten temat. Homeostat to jest taki system, którego naczelną prerogatywą funkcjonowania i decydowania jest zachowanie własnego istnienia poprzez trwanie, przetrwanie albo rozmnożenie się poprzez kontrolowanie parametrów środowiska, w którym ten homeostat funkcjonuje i decyduje, ale też parametrów swojego własnego organizmu, swojego własnego istnienia, czyli parametry takie jak zdolność produkcyjna, zdolność przemysłowa. To słyszeliśmy już w eseju o pruskim projekcie cywilizacyjnym, o parametrze zdolności kolektywnego działania.
To są wszystko parametry, których są kilkanaście i dziesiątki. Dużo jest ich i każdy homeostat, mówimy teraz o państwach, czyli to jest homeostat geopolityczny, ja to tak nazywam. To brzmi fikuśnie, ale to nie jest fikuśność dla samej fikuśności, że mądrym, jakimś dziwnym słowem się posługuję, to musi to być mądre. Tylko to jest absolutnie kluczowe pojęcie. Państwa są homeostatami. Normalnie w teoriach geopolitycznych mówi się, że państwa są organizmami. Stosuje się takie pojęcia i z tym jesteśmy oswojeni, ale homeostat jest daleko bardziej uniwersalnym pojęciem, dlatego że pozwala nie tylko odnieść pojęcie państwa czy też imperium do organizmu biologicznego, czyli na przykład do człowieka, bo jesteśmy w stanie porównać, że państwo też ma instynkt przetrwania, tak jak człowiek. Pojedynczy człowiek ma zdolność przetrwania, ale homeostat to jest system, który ma określone parametry, które da się opisać, zdefiniować i dzięki temu w jakiś lepszy czy gorszy sposób kontrolować. I dlatego właśnie mówiliśmy też chwilę, to może czytelnik dopiero teraz, a może i wcześniej to skojarzył, dlatego właśnie istotne jest zdefiniowanie tych parametrów, dlatego że jednym z nich jest zdolność oddziaływania, prawda? Czyli mamy to, co Lem pisał w opowiadaniu o Kobyszczu w „Cyberiadzie”, że wyrosły mu uszy, żeby słyszał, zęby, żeby zjadł i nogi, żeby mógł tą zdobycz...
Przepraszam, pomieszałem trochę. Wyrosły mu nogi, żeby dogonił zdobycz, uszy, żeby ją usłyszał i zęby, żeby ją zjadł. Mniej więcej coś tak działa. Przepraszam, nie potrafię tego już w tej chwili bez patrzenia w tekst. Natomiast na tym polega homeostat, pojęcie homeostazy i pojęcie homeostatu, że nagle jesteśmy w stanie stwierdzić, że na przykład Prusy, które budowały swoją potęgę, były homeostatem niezwykle mądrze i starannie projektowanym przez decydentów typu Bismarck, typu Fryderyk II, typu Fryderyk Wielki i tak dalej, który dzięki temu kontrolowaniu parametrów, łącznie z budowaniem mentalności do samodzielnego myślenia, co było absolutnie kluczowe, mam nadzieję, że udało mi się przekonać słuchaczy, i nagle okazuje się, że widzimy świat lepiej i widzimy zupełnie inne pokrętła niż bez tej wcześniejszej wiedzy koncepcyjnej. Jeśli mogę podsumować troszeczkę, nie pozwalając na ripostę, to każdy człowiek jest homeostatem i jednym z parametrów utrzymania zdolności oddziaływania na świat jest dostarczenie energii do tego, żeby te czynności realizować. Przed chwilą sobie podgrzałem, aha, muszę powiedzieć, że zawsze na takich rozmowach jak teraz w Bibliotekarium, tutaj w Radiu Paranormalium, idę sobie w jakieś ciche miejsce, żebym nie darł japy i nie obudził mieszkających obok. Mieszkam tutaj sobie teraz na tą noc rozstawiłem namiot w przepięknym miejscu. Widzę wschód słońca i palmy tutaj, bo Tajwan ma klimat taki subtropikalny i tropikalny. Podgrzałem sobie tutaj śniadanie, które sprawi, że ja jako homeostat będę mógł przetrwać kolejny dzień.
Patrzę z niecierpliwością, kiedy puścimy ten chrześcijański projekt cywilizacyjny, dlatego że to będzie leciało, a ja w międzyczasie sobie coś zjem, o co niniejszym proszę.
[03:10:28] - Tak, ale muszę jeszcze jedno pytanie zadać, bo na czacie się pojawiło. Robert Romański pyta: saletra z Chile równa się Nord Stream 2. Niemcy się nie uczą?
[03:10:46] - Proszę zobaczyć, co się dzieje teraz w wojnie na Ukrainie. Nagle się okazało i zdążyłem tuż przed wysyłką książki do druku dopisać ten fragment, także tu się pochwalę sprawnością reakcji na parametry środowiska. To środowisko dostarczyło genialny przykład. Jedna z pań polityczek z jednego z landów niemieckich, przepraszam, nie pamiętam teraz nazwy, bo już jest rzeczywiście trochę późno, jestem głodny i przemęczony po nieprzespanej nocy, ale może zaraz odszukam. Powiem zaraz odszukam, jak będzie leciał ten chrześcijański projekt cywilizacyjny. Wpierw zjem oczywiście, a potem dopiero znajdę tą nazwę. Natomiast jedna z tych pań, która miała fundację broniącą spraw klimatycznych i tak dalej, która przeciwstawiała się powstaniu elektrowni atomowej w Polsce. Nagle się okazało, że cała jej ta fundacja broniąca ziemi, żeby roślinki rosły i zwierzątka sobie spokojnie żyły bez tego paskudnego homo sapiens, który zatruwa wszystko dookoła, to ona założyła swoją fundację propagującą zielone energie, ale propagującą też zamknięcie elektrowni atomowych. W związku z tym niezbędne stawało się użycie gazu do produkcji energii elektrycznej. Jej fundacja była finansowana przez źródła rosyjskie, więc była mówiąc wprost agentką interesów energetycznych rosyjskich, co zostało wykryte przez służby wywiadowcze niemieckie.
Zaraz jak puścimy po tym projekcie chrześcijańskim, ja państwu przytoczę cały fragment. Natomiast można to spokojnie znaleźć w internecie już po tych słowach kluczowych, które wymieniłem.
[03:12:37] - Okej, czyli dbając o pana kondycję i o homeostat, jakim pan jest, w takim razie słuchamy kolejnego fragmentu książki. Marku, prosimy.
[03:12:49] - Jeszcze przepraszam. Halo, halo! Mogę jeszcze słowo komentarza przed puszczeniem?
[03:12:54] - Jak najbardziej.
[03:12:55] - Dobrze. Mówimy teraz o wcześniejszej sekcji książki mówiącej o tak zwanej ewolucji kulturowej. To jest zresztą na początku, ale może nie dość jasno, dlatego że tam były poprzedzające eseje, jak gdyby rozpędzające, rozgrzewające umysł napatrzenie na niektóre rzeczy. Gatunek homo sapiens jako praktycznie jedyny gatunek na planecie Ziemia uzyskał zdolność uczenia się czy też uczenia się wzorców reagowania na czynniki zewnętrzne, czyli na te zewnętrzne parametry środowiska, nie za pomocą wiedzy przekazywanej w genach, czyli odruchów i reakcji generalnie warunkowanych genetycznie, ale za pomocą instytucji kultury. Dlatego na przykład przetrwanie grupowe jest tylko i wyłącznie, może nie tylko, bo to właśnie jest esencją tego eseju, który zaraz przeczytamy, ale zdolność koordynowania wysiłku grupowego, wysiłku kolektywnego jest produktem ewolucji kulturowej, która fizjologicznie, nie tylko genetycznie, bo to jest kwestia dziedziczenia, ale fizjologicznie, czyli każdy nowy człowiek jest nie tylko formatowany mentalnie, czyli jego oprogramowanie się zmienia, ale także fizjologicznie zmieniamy się pod wpływem kultury, jaka jest w nas wprogramowywana w dzieciństwie. I to jest esencją całego fortelu. I to tyle. Przepraszam, bo już widzę tutaj jedzenie, to już mi się plącze język. Proszę puszczać.
[03:14:31] - Okej, Marku, prosimy.
[03:14:34] - Chrześcijański projekt cywilizacyjny. Jak katolicka inżynieria społeczna stworzyła Europę. Percepcja procedury rozumowania i wzorca rozumienia świata to cechy, które w rozmaitych kulturach przybierają bardzo zróżnicowaną formę. Amerykański antropolog Joseph Henrich przekonuje w swojej książce pod tytułem „The Weirdest People in the World”, że Europejczycy poddani lokalnym impulsom i produktom ewolucji kulturowej wykształcili radykalnie odmienną konstrukcję psychiczną. Różnice pojawiają się w takich sferach pracy mózgu, jak podatność na iluzje optyczne, które powszechnie przypisujemy współdzielonym przez wszystkie rasy cechom fizjologicznym. Inne sfery to orientacja przestrzenna, skłonność do podejmowania ryzyka, rozpoznawanie wzorców i tak dalej. Użyty w tytule swojej książki akronim WEIRD opisuje czynniki, które według Henricha dały obserwowane dziś u Europejczyków synergiczny efekt polegający na udomowieniu homo sapiens w Europie radykalnie inaczej niż w innych częściach świata. Ten esej jest pakietem najciekawszych obserwacji dotyczących kwestii formatowania naszej fizjologii przez kulturę. Jeden. Jak kultura zmienia fizyczną budowę mózgu?
Proces wdrażania bądź indoktrynacji do kultury powoduje trwałe fizjologiczne zmiany w mózgu. Przykładem jest zdolność czytania. Jej nabycie przenosi funkcje rozpoznawania twarzy do prawiej półkuli mózgu. Spoidło wielkie łączące dwie półkule powiększa się. Zmniejsza się zdolność do holistycznego przetwarzania bodźców wizualnych. Zastępuje go przetwarzanie analityczne. Te i wiele innych faktów zaobserwowanych przez badaczy dowodzą, że kultura zmienia nas fizjologicznie, niezależnie od cech genetycznych, w tym różnic rasowych i ekspresji genów. Za zmianą budowy mózgu, sposobu produkcji hormonów i anatomią idą zmiany w percepcji, motywacji, emocji i tak dalej. Często są to zmiany, których nie potrafimy kontrolować. Przykładem są eksperymenty z szybkim pokazywaniem słów zapisanych w sposób podprogowy.
Badani nie rejestrowali faktu odczytania tekstu, a jednak obszary ich mózgu odpowiedzialne za tę czynność aktywowały się. Dalszym wnioskiem z tej jednej tylko obserwacji jest to, że populacje niepiśmienne czasów historycznych są od ludzi współczesnych zasadniczo odmienne pod względem psychologicznym i neuroanatomicznym. To, zdaniem Henricha, zmienia pytanie o różnorodność psychologiczną w pytanie o ewolucję kulturową i historię. Innymi słowy, nie da się odseparować kultury, psychologii i fizjologii naszego mózgu, ponieważ kultura fizycznie zmienia sposób jego organizacji i funkcjonowania. Jak działa mentalność człowieka Zachodu? Praktycznie wybuchowe pojawienie się zdolności czytania w społeczeństwach Europy od XVI wieku to jeden z czynników, który przez stulecia kumulował swój efekt w mieszkańcach naszego kontynentu. Dla kontrastu wszelkie pozostałe obszary cywilizacyjno-kulturowe świata cieszyły się poziomem analfabetyzmu na poziomie co najmniej dziewięćdziesięciu procent. Indywidualizm Europejczyków. Postulowanym czynnikiem uruchamiającym umiejętność czytania w znacznej części populacji był w Europie protestantyzm. Jego częścią było przekonanie, że każdy człowiek powinien wytworzyć własną więź z Bogiem.
Powinien robić to poprzez czytanie i interpretowanie Pisma Świętego. Dalekosiężnym efektem tego mechanizmu było powiązanie protestantyzmu ze szkolnictwem i edukacją. Inaczej przekonania nazywane później sola scriptura, po łacinie „jedynie pismem", były pierwotnym impulsem energetyzującym i dającym fundament pod standaryzację prawa i inne osiągnięcia kultury. Jednym z fundamentów indywidualizmu charakterystycznego dla Europejczyków jest poczucie winy jako mechanizm samooceny. Wszystkie inne kultury bazują na poczuciu wstydu, które zależy od standardów danej społeczności i osądu innych. Badacze postulują, że specyficzny mechanizm sprzyja bardziej wytworzeniu nawyków samodyscypliny. Korekta zachodzi wewnątrz. Mechanizm oparty na wstydzie sprawia, że wystarczy zmienić zewnętrzne pozory. Dekorum opisywane w eseju o obyczajowości japońskiej. Uniknięcie wstydu jest kwestią upublicznienia postępku.
Poczucie winy to wewnętrzny system wskazujący właściwe postępowanie, generujący potrzebę autorefleksji. Praktyczną konsekwencją jest tendencja do postrzegania zachowań ludzi jako wynikających z głęboko utrwalonych cech charakteru. Jest leniwy, to dlatego nie wykonał pracy. Inną dyskomfort w sytuacjach, w których osoba widzi, że sama zachowuje się w sposób niespójny. Jeszcze inną konsekwencją jest skłonność do konformizmu, znacznie wyższa w kulturach wstydu. Ciekawym aspektem tej cechy kulturowej jest kwestia samookreślenia. Osoby sformatowane na terenach miejskich cywilizacji zachodniej określają swoją tożsamość przez cechy indywidualne, aspiracje lub osiągnięcia. Czym dalej w kierunku rolniczych społeczności na krańcach świata, tym więcej samookreśleń odnoszących się do powiązań rodzinnych lub ról społecznych. Na przykład: jestem matką dwójki dzieci. Cierpliwość i samokontrola.
Cierpliwość i zdolność do samokontroli to cechy, które różnią się dramatycznie w społeczeństwach całego świata. Najwyższy poziom tych cech prezentują społeczeństwa poddane wpływowi chrześcijaństwa i konfucjanizmu — Zachód i Chiny. Poziom tych cech, mający zasadniczy wpływ na karierę i sukces życiowy indywidualnych ludzi, można zdiagnozować u dzieci w warunkach domowych za pomocą eksperymentu z ptasim mleczkiem. Poziom cierpliwości jest niezwykle silnie powiązany na poziomie całych organizmów gospodarczych państw z ich PKB, innowacyjnością, poziomem oszczędności, stabilnością systemów politycznych, klarownością praw własności. Prawidłowość jest bardzo wyraźna także przy porównywaniu pomiędzy krajami obszarów świata mniej rozwiniętych oraz między regionami krajów. Czym jest państwo prawa? Miasto Nowy Jork dało ludzkości wyjątkowy, naturalny eksperyment. Pozwolił on zbadać korelację liczby nieuregulowanych mandatów za złe parkowanie i tak zwanego indeksu korupcji państw całego świata. Obiektami eksperymentu byli dyplomaci pracujący dla ONZ, którzy w latach 1997 do 2002 wypracowali ponad 150 tysięcy mandatów. Od egzekwowania mandatów chronią ich immunitet dyplomatyczny.
Efektem badań było stwierdzenie silnej korelacji między liczbą mandatów a korupcją panującą w danym państwie. Dyplomaci ze Szwecji czy Kanady i Wielkiej Brytanii nie mieli żadnych nieopłaconych mandatów. Dyplomaci z Bułgarii, Czadu czy Egiptu zebrali ich ponad sto na jednego pracownika. Już w pełni naukowym eksperymentem mierzącym poszanowanie zasad był eksperyment z kostką do gry. Badany rzucał nią i otrzymywał wypłatę zależnie od wyniku: jedynka — pięć dolarów, dwójka — dziesięć dolarów, aż do piątki. Wyrzucenie szóstki nie dawało wypłaty. Eksperymentatorzy porównywali wyniki rzutów do predykcji statystycznych. Jeśli badani z danego kraju deklarowali wyniki powyżej przewidywań statystycznych, było to znakiem, że oszukiwali. W krajach bardziej zachodnich, na przykład Szwecja, Niemcy, poziom zakłamań wynosił 10 do 15 punktów powyżej teoretycznych 50. Polacy uplasowali się na poziomie około 74, natomiast rekordowe wyniki osiągali Chińczycy, Marokańczycy, Wietnamczycy — po około 76, a najwyższy wynik wypracowali mieszkańcy Tanzanii — 85.
Osoba weird to zły przyjaciel, ale dobry nieznajomy. Inną cechą osób sformatowanych przez cywilizację zachodnią jest gotowość do pomocy osobie znajomej przy unikaniu odpowiedzialności. W eksperymentach badano gotowość osób do pomocy znajomemu w uniknięciu odpowiedzialności za wypadek drogowy. Chodziło o kwestię niegroźnego potrącenia pieszego. Wykryto korelację powyższej gotowości z podobnymi, takimi jak ujawnienie informacji zastrzeżonych, na przykład insider trading, kłamanie przy badaniach medycznych u ubezpieczyciela, wychwalanie restauracji znajomego w portalach społecznościowych. Jedną z ciekawszych cech tak ukształtowanej mentalności jest wytłumiona skłonność do zemsty, a przy tym silniejsza skłonność do karania innych za zachowania antyspołeczne. Równie ciekawe obserwacje poczyniono w kwestii zaufania wobec osób nieznanych. Cechę tę określaną w języku angielskim jako bezosobowa prospołeczność, po angielsku impersonal prosociality, definiuje się jako normy, oczekiwania i motywacje związane z kooperacją z osobami obcymi lub przedstawicielami instytucji rządowych. Normy te zawierają w sobie strategię karania tych, których postępowanie postrzegane jest jako aspołeczne. Kluczem jest to, jaka część społeczności odpowiada twierdząco na pytanie: „Czy mogę generalnie ufać obcym?”.
W tym parametrze kultury nadzwyczajnie pozytywnie wyróżniają się Japonia, Chiny, kraje skandynawskie. Niezwykle ciekawe są różnice regionalne. Szokująca wręcz różnica między północą a południem Hiszpanii i bardziej zrozumiała — Włoch. Badacze tej problematyki wskazują, że ludzie ukształtowani przez cywilizację zachodnią mają zasadniczo wyższą tendencję do oceniania ludzi przez pryzmat intencji — co siedzi w ich sercu przy popełnianiu wykroczenia lub przestępstwa. Prawidło to widoczne jest w zachodnich systemach prawnych, w których przy werdykcie sądowym ocenia się właśnie intencje podejrzanego. Dwa: jak wyewoluowała konstrukcja psychiczna ludzi Zachodu? Do powyżej opisanych cech dołączyć należy potrzebę kontroli i możliwości wyboru oraz przypisanie dużej wartości ciężkiej pracy. W swojej książce Henrich przedstawia znakomity wywód, wedle którego czynnikiem sprawczym dla tych cech była zmiana kulturowa prowadzona przez Kościół katolicki. Zanim przejdziemy do listy mechanizmów ewolucji kulturowej, które funkcjonowały w Europie, zwróćmy uwagę na następujące prawidło ludzkiej natury i ewolucji kulturowej. Przetrwanie grupy i jej członków zależy od jej optymalnej wielkości oraz poziomu solidarności, który zdoła ją osiągnąć.
W przeciwieństwie do innych zwierząt, ewolucja oparta na dziedziczeniu genów wykształciła nas, aby polegać na nauce wzorców i prawidła przetrwania z informacji o prawidłowym zachowaniu, motywacji, heurystyki, wydawania sądów, nabywaniu przekonań. Inaczej, jesteśmy gatunkiem opierającym przetrwanie i zdolność rozmnożenia o parametry kultury. Kultura zaś to system naśladowania zachowań. Nasze umiejętności zdobywania i przetwarzania żywności, wytwarzania narzędzi i broni, ustanawiania norm społecznych — wszystko to są przystosowania ewolucyjne działające na poziomie społeczeństw wyposażonych w lepszy lub gorszy pakiet wynalazków ewolucji kulturowej, w której przetrwanie zapewniają sobie społeczeństwa potrafiące dostosować się do środowiska ekologicznego i społecznego. Nawiązując do początku całego wywodu, proces uczenia się prowadzi do gruntownego przemodelowania biologicznych cech mózgu, kalibrowania cech neuroanatomicznych w sposób, który dożywotnio determinuje percepcję, zachowanie, sposób wydawania sądów moralnych. Oto jak podsumowuje ten proces Henrich: „Przez selektywne filtrowanie i rekombinację wierzeń, praktyk, technik i motywacji nabytych od innych, zdolność uczenia się naszego gatunku produkuje kumulatywną ewolucję kultury. Oddziałując przez pokolenia, ta kulturowa ewolucja jest zdolna wygenerować coraz bardziej wyrafinowane technologie, skomplikowane języki, psychologicznie istotne rytuały, skuteczne instytucje”. Dziedzictwo systemów klanowych. W systemie klanowym zmarli przodkowie zazwyczaj awansują do roli nadnaturalnych czynników sprawczych, zdolnych do zsyłania kar i nagród. Stąd ziemie klanowe, w których przodkowie byli chowani, stawały się święte.
W klanach bezpieczeństwo osoby zależało od jej reputacji. Każde działanie naruszające honor nie tylko jego, ale i najbliższej rodziny czy całego klanu. Stąd szereg instytucji klanowych służących zachowaniu honoru, między innymi wendety. Pozostałości moralności klanowej w cywilizacji zachodniej widać do dziś. Jeden z bardziej fascynujących przykładów to wskaźnik zabójstw w tych hrabstwach południa USA, w których pierwszymi osadnikami byli migranci z tradycyjnie klanowych Szkocji i Irlandii. Im było ich więcej, tym wskaźnik wyższy. Prawo małżeńskie. Esencją tak nakreślonego programu społecznej przemiany było głębokie przekształcenie modelu rodziny. Zamiast modelu klanowego promowano małe neolokalne rodziny nuklearne. Klany wyewoluowały jako zjawisko kulturowe, gdyż dawały optymalną wewnętrzną spójność, bezpieczeństwo i zdolność produkcji żywności i narzędzi.
Model małżeństwa, jaki pojawił się w Europie, miał pięć kluczowych cech: dziedziczenie po obojgu rodzicach, po angielsku bilateral descent, śladowa ilość małżeństw kuzynów, tylko małżeństwa monogamiczne, rodziny jednopokoleniowe, rezydencja neolokalna. W przywoływanym przez Henricha atlasie etnograficznym zawierającym opisy około 1200 grup etnolingwistycznych, 50% nie przejawia żadnej z wymienionych pięciu cech. Ich komplet przejawia jedynie 0,7% grup. Przykład: w naszej sferze cywilizacyjnej nie słyszymy o małżeństwach kuzynów i osób spokrewnionych. Jednak takie małżeństwa stanowią około 10% zawieranych w całym współczesnym świecie. Błędem jest mniemać, że to uprzemysłowienie było przyczyną powstania modelu rodziny jednopokoleniowej nuklearnej. Wszędzie indziej tak, ale nie w Europie. Tutaj taki model był intensywnie wprowadzany przez chrześcijaństwo. Było to elementem wysiłku osłabienia i rozmontowania głęboko zakorzenionych struktur klanowych już od IV wieku naszej ery. Kluczem do sukcesu ewolucyjnego akurat tego modelu chrześcijaństwa zdaje się być olbrzymia ilość zakazów, nakazów i preferencji dotyczących małżeństwa i rodziny.
Indoktrynacja do tych norm prowadzona przez całe stulecia prowadziła do ich obyczajowej adaptacji. To doprowadziło do radykalnej zmiany w psychologii mieszkańców Europy. Najbardziej kluczową zmianą było to, że w ciągnącym się całym pokoleniem procesie ludzie byli uwalniani od związków ze swoimi klanami, od obowiązków, zobowiązań i korzyści. W zastępstwie tych relacji klanowych kusiły ich okazje dołączenia do Kościoła i organizacji nieklanowych, takich jak gildie, uniwersytety i temu podobne. Skutecznie osiągniętym celem powyższej zmiany realizowanej przez Kościół było rozmontowanie instytucji opartych na pokrewieństwie, a przez to skonsolidowanie własnej władzy. Prawo dziedziczenia. W społeczeństwach klanowych ziemia jest własnością klanu, ogólnie grupy krewnych. Nie podlega więc dziedziczeniu przez indywidualnych ludzi. Dla przykładu w starożytnym Rzymie głową rodu był patriarcha, który jako jedyny w rodzie miał pełne prawa obywatelskie. To do takich i podobnych systemów społecznych zastosowano promowany przez Kościół model.
Rozmaite, coraz bardziej restrykcyjne zakazy mariaży między krewnymi, zakaz małżeństw poligamicznych i posiadania niewolników seksualnych, zakaz poślubiania przez kobietę brata zmarłego męża, kazirodztwo prawne i realizowania podobnych scenariuszy, zakaz małżeństw z osobami innej wiary, obyczaj wypowiedzenia „tak”, który miał powiązać małżeństwo z miłością romantyczną. Przykładem jest postanowienie synodu w Verney z 755 roku, w którym ustanowiono nakaz publicznego zawierania małżeństw, promowanie rezydencji neolokalnej, promowanie indywidualnej własności. Każdy człowiek mógł zadysponować samodzielnie tym, co posiadał. Rezultatem tych realizowanych przez stulecia działań było powstanie fundamentów tego, co współcześnie uważamy za fundament naszej tożsamości cywilizacyjnej. Konsekwencje ich wprowadzenia były następujące: w społeczeństwach przedchrześcijańskiej Europy małżeństwo było instytucją, która wyewoluowała do roli wzmacniania rodów i klanów oraz powiększania ich. Było narzędziem władzy w ręku patriarchy rodu, a jednocześnie źródłem jego władzy. Więzy rodzinne były gwarancją uczciwości, podjęcia konstruktywnej współpracy i bezpieczeństwa. Tabu i zakazy Kościoła były uderzeniem w samo serce tej struktury władzy. Zakaz kazirodztwa prawnego sprawiał, że śmierć jednego z małżonków przerywała więź między dwoma rodzinami. Skutkowało to tym, że majątek wnoszony przez żonę nie mógł już stać się własnością klanu męża.
Prawo spadkowe promowało ściśle liniowe dziedziczenie przez potomków, ale już nie braci i kuzynów. Konieczność szukania małżonka spoza kręgu klanu i osób spokrewnionych wymuszała nawiązywanie relacji zaufania i współpracy między osobami obcymi. Było to impulsem do powstawania reguł i praw regulujących wspomniane wcześniej organizacje dobrowolnej przynależności. To szalenie niepozorna, ale i szalenie istotna instytucja kultury. Klany i linie rodowe muszą wytwarzać dziedzica męskiego w każdym pokoleniu, co jest matematycznie niemożliwe. Narzucając ścisłe reguły dotyczące dziedziczenia przez syna z prawego łoża, zakazu usynawiania, zakazu poligamii i zakazu rozwodów z żoną niemogącą urodzić syna, ponowny ożenek był zakazany nawet po legalnie przeprowadzonym rozwodzie. Kościół doprowadził do permanentnego kryzysu dziedziczenia u władców. Wygasanie rodów było matematycznie nieuchronne. Ciekawostka: legalna adopcja została wprowadzona w angielskim prawie dopiero w 1926 roku. Drugą ciekawostką, już geopolityczną, jest to, że polityka Kościoła sprawiła, że angielski król Henryk VIII zmienił wiarę na protestancką właśnie w wyniku niemożności przeprowadzenia rozwodu.
Zgody na ponowny ożenek oraz inne wyjątki, ale przede wszystkim zapisy testamentowe przez indywidualnych ludzi były dla Kościoła źródłem potężnego dochodu. Zapisywanie majątku Kościołowi lub na biednych za pośrednictwem Kościoła było promowane jako sposób zapewnienia sobie miejsca w niebie. Poligamia i testosteron. Małżeństwa monogamiczne ograniczają wybór partnera, ale w zamian stwarzają warunki społeczne sprzyjające sile całej społeczności. Wspomagają jej siłę w rywalizacji z innymi. Poligamia produkuje istotną liczbę mężczyzn, którzy nie mają możliwości ożenku ani inwestowania w swoją przyszłość. Przejawiają oni wysoki poziom testosteronu, hormonu agresji, którego produkcja u mężczyzn w związku małżeńskim spada znacznie. Mężczyźni tacy mają tendencję do przemocy, przestępstw, używania narkotyków i tak dalej. Zacznijmy od ciekawostki dotyczącej małp spokrewnionych z człowiekiem. Żaden z ich gatunków nie przejawia dwóch cech jednocześnie: życia w dużych grupach i praktyki małżeństw monogamicznych.
Małżeństwa takie są wyłącznie produktem kultury homo sapiens. Są czynnikiem ograniczającym dostępną liczbę potencjalnych partnerów do związku zarówno dla kobiet — dla kobiety jest bardziej opłacalne związać się z zasobnym mężczyzną jako druga żona, niż ze słabszym jako pierwsza — jak i mężczyzn. Wiele żon jest symbolem prestiżu. Sama matematyka sprawia, że społeczeństwa silnie poligamiczne produkują ludzi gotowych na ryzykowne zachowania po to, aby podnieść swój status i przez to zdobyć partnerkę do spłodzenia potomstwa. W społeczeństwie przykładowym pokazanym przez Henricha dolne 40% mężczyzn nie może pozwolić sobie na partnerkę mimo ciężkiej pracy. To odsetek niższy niż w wielu rzeczywistych społeczeństwach afrykańskich. Awans społeczny zdolnych 10% do powyżej 40% nie jest realny. Podsumowując, małżeństwa monogamiczne są produktem ewolucji kulturowej, który redukuje współzawodnictwo reprodukcyjne między mężczyznami. Zmniejsza się też odsetek mężczyzn o wysokim poziomie testosteronu, a więc osobników ze skłonnościami do agresji. Spadek testosteronu u mężczyzn w związku małżeńskim tłumaczy się kolejnym przystosowaniem ewolucyjnym.
Mężczyźni przejawiają dzięki temu spadkowi większe zainteresowanie opieką nad dziećmi. Przez nakładanie silnych ograniczeń prawnych i obyczajowych na męską aktywność seksualną Kościół wpływał na funkcjonowanie układu hormonalnego. Efektem był indukowany kulturowo spadek produkcji testosteronu, niewystępujący tak silnie w innych kulturach. Spadek ten zredukował skłonności do zachowań ryzykownych, zemsty, współzawodnictwa, stopień zadowolenia z małych, ale natychmiastowych nagród. Zwiększył za to skłonność do samokontroli, postrzegania sytuacji jako gry o sumie dodatniej — kooperacja daje korzyści obu stronom — i zaufania względem obcych. Zależność tę potwierdzają kontrolowane eksperymenty laboratoryjne. W efekcie tych reform prawa spadkowego i reform prawa zawierania małżeństw około 900 roku Kościół, w tym zakony, był w posiadaniu około jednej trzeciej wszystkich ziem uprawnych w Europie Zachodniej. We Francji było to aż 44%. Do czasów reformacji Kościół posiadał już około połowy ziem niemieckich i około 30–40% ziem w Anglii. Powstała ponadplemienna wspólnota oparta na chrześcijaństwie.
W X i XI wieku była ona zdolna do przeciwstawienia się ekspansji muzułmańskiej i powołania do życia ruchu krucjatowego. Dzięki zakazom małżeństw z kuzynami powstał trend i obyczaj nawiązywania wszelkich relacji społecznych, współpraca małżeństwa w szerszym świecie społecznym. Dało to strukturalną możliwość swobody przemieszczania się, nawiązywania relacji i tworzenia całkowicie niezależnych od powiązań rodzinnych siatek powiązań we wszelkich sferach aktywności. Takie odcięcie się od rodziny było warunkiem przyjęcia w wielu klasztorach. Rodzina to pierwsza struktura, której częścią staje się nowo narodzone dziecko. Siła tego faktu musi mieć kluczowe znaczenie przy formowaniu się psychiki człowieka. Badania długości czasu wystawienia na program reform rodziny Kościoła pokazują, że im dłużej Kościół prowadził reformy społeczne w danym regionie Europy, tym silniej jego mieszkańcy przejawiają zachodnie cechy psychiczne i mentalnościowe. Próby wprowadzenia instytucji stanowiących o sile kulturowej Zachodu, demokrację, rządy prawa i tak dalej na terenach, na których funkcjonuje model klanowy, Afganistan, Pakistan, są kompletnym nieporozumieniem. Są rzeczą niemożliwą do wykonania z powodu nieprzekraczalnych, w tym wynikających z oddziaływania kultury na fizjologię mózgu, różnic w konstrukcji psychicznej ludzi tamtych rejonów. Gotowość zaufania osobom obcym, po angielsku in out group trust, jest odwrotnie proporcjonalna do obecności struktur klanowych.
Podobna ujemna korelacja pojawia się w parze z popularnością małżeństw wśród osób spokrewnionych. Ogólną prawidłowością jest to, że uniwersalizm, a więc i zdolność do tworzenia dużych, kooperujących agregatów społecznych rządzących jedną ideą motywującą, jest cechą nienaturalną dla społeczeństw klanowych i praktykujących małżeństwa kuzynów. Nepotyzm, wielki wróg rządów prawa, meritokracji przy zatrudnianiu i transparentności jest jedną z mierzalnych, naturalnych cech społeczeństw formatowanych w Europie. Ludzie z takich społeczeństw mają statystycznie mniejszą skłonność do partycypowania w tworzeniu dobór wspólnych, oddawaniu krwi, dorzucaniu swoich pieniędzy w eksperymentach badających zdolność do współpracy z osobami obcymi. Tendencja ta jest całkowicie niezależna od warunków środowiskowych, geograficznych czy nawet religijnych. Sama znajomość odsetka małżeństw z osobami spokrewnionymi pozwala wyjaśnić 70% różnic regionalnych w skłonnościach do uczciwości wobec osób nieznanych. Eksperymenty dowodzą, że taktyka wzmacniania zachowań kooperacyjnych polegająca na umożliwieniu karania za zachowania społeczne sprawdza się u ludzi cywilizacji zachodniej. Dyscyplinuje. U przedstawicieli społeczeństw o silnych strukturach klanowych dokładnie ta sama metoda uruchamia bardzo silne reakcje zemsty nawet w sytuacji laboratoryjnej. Wniosek?
Metody inżynierii społecznej skuteczne w krajach rozwiniętych są spektakularnie kontrproduktywne w rejonach niekompatybilnych kulturowo. Wyniki rozmaitych eksperymentów kontrolowanych laboratoryjnie oraz badanie korelacji cech społeczeństw pozwala powiązać zmiany w psychologii wywołane przez reformy instytucji małżeństwa przez Kościół ze współcześnie występującymi zjawiskami. Każde tysiąc lat wpływu Kościoła to spadek konformizmu w eksperymencie Ascha z długością odcinków o 20%. Podstawione osoby wskazują błędnie odcinek inny niż najdłuższy. Spadek skłonności do kłamania przed sądem na korzyść przyjaciela o 30%. Pięciokrotne zwiększenie dobrowolnych donacji krwi. Ta korelacja jest szczególnie dobrze widoczna we Włoszech. Na południu wskaźnik oddań krwi jest bliski zeru, a na północy dochodzi do 100 jednostek po około 470 mililitrów każda na 1000 osób. Redukuje liczbę niezapłaconych mandatów za parkowanie z siedmiu na osobę do jednego na osobę. Zmiana kognitywnych cech sposobu myślenia.
Każde stulecie reform instytucji rodziny to zwiększenie skłonności do myślenia analitycznego o około 3%. Sumarycznie to skok od 40 do 74% przez całe tysiąclecie. IQ Europejczyków zwiększało się o około 6 do 8 punktów na pokolenie. Antropolodzy i psycholodzy zbadali wyżej opisane parametry działania psychiki w drugim pokoleniu migrantów z krajów o silnych strukturach klanowych do regionów Europy najsilniej poddanych oddziaływaniu Kościoła. Otrzymany rezultat był jednoznaczny. Wszystkie cechy osób formatowanych klanowymi stosunkami społecznymi przejawiały się wyraźnie. Dało się więc sformułować niezwykle doniosłą obserwację. Cechy psychiczne były przenoszone przez wychowanie, a nie przez złą jakość systemu politycznego, bezpieczeństwo socjalne, wystawienie na klimat, choroby endemiczne, opresje w miejscu zamieszkania rodziców. Kościół stwarza fundamenty psychologiczne pod współczesną demokrację. Liczne obserwacje antropologów dotyczące sposobu funkcjonowania społeczeństw klanowych dowodzą, że klanowe mechanizmy społeczne i psychologiczne całkowicie blokują powstawanie modeli politycznych opartych na współuczestnictwie zwykłych poddanych w sprawowaniu rządów pluralizmu politycznego i instytucji demokratycznych.
Adaptacja takich modeli w społeczeństwach muzułmańskich i w Chinach była praktycznie równa zeru. Przez przeprowadzenie destrukcji klanowych struktur w Europie Kościół otworzył drogę dla pluralizmu i demokracji. Motywacje religijne. Mechanizm winy i przebaczenia. Katolicy wyznają swoje grzechy w konfesjonale, wykonują zadaną pokutę i są oczyszczeni. Protestanci nie mają tak łatwo. Grzech i poczucie winy muszą skompensować robieniem czegoś dobrego w oczach Boga. A skoro wielu z nich swoją pracę postrzega jako boskie powołanie lub po prostu postrzega pracę jako coś oczyszczającego, ich kompensacją za grzechy jest po prostu cięższa praca. Efekty zbadano eksperymentalnie. Grupa badaczy pod kierunkiem Emily Kim przeprowadziła badanie katolików, protestantów i wyznawców judaizmu — tylko mężczyźni — którym podsunięto myśl o relacji kazirodczej z siostrą.
Następnie eksperymentatorzy przydzielili mężczyznom szereg zadań. Okazało się, że protestanci pracowali ciężej i z większym zaangażowaniem niż przedstawiciele pozostałych wyznań. Protestantyzm i etos pracy. Wzmacnianie cech sprzyjających wydajności i produktywności było realizowane za pomocą wierzeń religijnych. W protestantyzmie ciężka praca i samodyscyplina to praca miła Bogu. Zapewnia to jednostkom jasno wytyczony sposób na wejście do nieba. Brak życiowego sukcesu nakłada na nich widoczne dla innych znamię osób grzesznych. Nastąpiła sakralizacja cech psychologicznych kształtowanych wcześniej przez niestosowane mechanizmy ewolucji kulturowej. Luter sam był członkiem aż trzech organizacji dobrowolnego stowarzyszenia. Mnichem Augustynem był zatrudniony na uniwersytecie w mieście opartym na własnym charterze prawa — Wittenberga.
Marcin Luter agentem sił psychohistorii. Jednym ze spostrzeżeń związanych z siłami psychohistorii jest to, że jeśli Luter zostałby ścięty lub w inny sposób powstrzymany, coś podobnego do pojawienia się tego rozłamu religijnego musiałoby nastąpić. I to raczej prędzej niż później. Wynika to z tego, że ruch reformatorski był pakietem ruchów religijnych, które były przejawem zmian we wzorcach pracy ludzkiej psychiki ewoluujących wśród mieszkańców Europy. W podobny sposób można myśleć o oświeceniu. Jego twórcy byli agentami i świadkami kumulujących swój efekt procesów ewolucji kulturowej. Procesy te przez wcześniejsze dziesięciolecia i stulecia kształtowały percepcję, systemy pojęciowe i dorobek intelektualny, których synergiczny wpływ w pewnym momencie osiągnął wartość krytyczną. Porady praktyczne, sugestie i przykłady. A. Tym potężniejszy naród, im więcej w nim cierpliwych i zdyscyplinowanych.
Zdolność odraczania nagród i cierpliwość to parametry o znaczeniu fundamentalnym, a ich wyjątkowo trafnym predyktorem jest eksperyment z ptasim mleczkiem. Co jest bardzo ciekawe, badania nad rodzeństwami, w tym bliźniakami, zdają się wskazywać, że ta cecha mentalności jest niezależna od pakietu zdolności poznawczych nazywanego ilorazem inteligencji. Oto najważniejsze spostrzeżenie zaczerpnięte z książki Henricha, które powinno być wykute w granicie na fasadzie każdej szkoły twojego państwa. W państwie twojego wroga wręcz przeciwnie — prawidłowość trzeba ośmieszać i umniejszać. Cierpliwość i zdolność samokontroli osoby jest kalibrowana tak, by wpasowała się w instytucjonalne i technologiczne środowiska, jakimi jest formatowana osoba w czasie swojego życia. B. Identyfikuj i niszcz te cechy kultury przeciwnika, które dają mu siłę. W społeczeństwach zachodnich mniej ceni się konformizm i posłuszeństwo jako cnoty. Aby stworzyć mechanizmy sprzyjające osiąganiu kolektywnych celów, potrzebne są specjalne instytucje i praktyki. Postrzeganie indywidualizmu jako cnoty to wręcz idealny punkt przyłożenia dźwigni dla przeciwnika, który chce zniszczyć zdolność do kolektywnego osiągania celów.
Metodą może być gloryfikowanie egoizmu, czego przykładem jest twórczość Ayn Rand z jej sztandarową powieścią „Atlas zbuntowany”. Nagięcie skali wartości oraz systemu motywacyjnego na spełnianie własnych zachcianek bez względu na obowiązki wobec wspólnoty może być przejawem wolności jednostki. Może też być przejawem udanego ataku przeciwnika, który w myśl starożytnej maksymy chce zniszczyć więzi wspólnotowe. C. Motywuj zawsze dwoma: karą i nagrodą. W świetle materiału dowodowego przedstawionego przez Henricha i innych antropologów, wycofanie elementu kar i ocen negatywnych z wychowania dzieci zdaje się być katastrofalnym błędem. System motywacyjny, który dyscyplinuje jednostki do przestrzegania norm i praw rządzących społecznością, nie będzie działał bez kar. Taką prawidłowość ludzkiej natury opisuje Sun Zi w traktacie „Sztuka wojny”. W eseju Asabijja poznamy bliźniaczą prawidłowość — zachowania kooperacyjne trzeba wymusić. D.
Wieczny konflikt popędu seksualnego i restrykcje na rozwiązłe zachowania seksualne. Skoro model małżeństwa ustanowiony przez Kościół stoi w sprzeczności z dziedzictwem ewolucyjnym człowieka, a także z kalkulacjami ekonomiczno-małżeńskimi obu płci, to wszelkie ruchy kontrkulturowe będą ciążyć w kierunku kolizyjnym z naukami Kościoła katolickiego i porządkiem moralno-etycznym, który na nich jest zbudowany. Ponadto taki bunt i filozofia odrzucenia zakazów obyczajowych będzie atrakcyjniejszy kulturowo, gdyż hedonistyczne zaspokajanie popędów daje łatwiejszy, bardziej biologicznie naturalny typ przyjemności. E. Cywilizacja kontra chuć. Opinia. Dostrzegam prawidłowość następującą: wysiłek budowy cywilizacji wymaga jakiejś formy prawnie lub religijnie realizowanego stłumienia popędu płciowego ludzi. Być może jest tak dlatego, że impulsy seksualne powodujące zachowania człowieka są tak silne i tak absorbujące, że stoją w kolizji ze zdolnością społeczności do produktywnego kształtowania ludzkiego systemu motywacyjnego. W skali imperiów i cywilizacji ileż z nich upadło lub podupadło z powodu pięknego lica kobiety? To oczywiście nawiązanie do wojny trojańskiej.
Bodaj najwspanialszy okres rozkwitu w dziejach Chin, era Kaiyuan dynastii Tang, także zakończył się zadurzeniem cesarza i zaniedbaniem spraw państwa. Wielkie projekty systemów społeczno-religijnych, takie jak chrześcijaństwo i konfucjanizm, pełne są zakazów i ograniczeń, które przekierowują ludzką energię na akumulowanie dorobku cywilizacyjnego. Uosobieniem purytańskiej moralności jest era wiktoriańska w dziejach Anglii. Era, w której państwo to zbudowało ogarniające cały świat imperium. Poradę dla niszczyciela państw sformułował w niezwykle trafny sposób Krzysztof Karoń w książce „Historia antykultury”. W formie skondensowanej porada mówi, że należy zaatakować społeczność państwa lub cywilizacji tak, aby system motywacyjny dzieci trwale ustawił się na pozyskiwanie przyjemności i satysfakcji z zaspokajania popędów biologicznych. Należy utrudnić kształtowanie psychiki ludzi tak, aby satysfakcję czerpali z pracy pożytecznej dla innych ludzi.
[03:53:03] - Tak. I tak oto skończył się ostatni fragment książki, który prezentujemy w naszej audycji. Książki pana Piotra Plebaniaka. Panie Piotrze.
[03:53:17] - Jestem.
[03:53:19] - Tak, panie Piotrze, powiem, że nastała sprawiedliwość. Po pierwsze, bo właśnie stała się w Polsce sobota, czyli mamy równo. Jak zaczynaliśmy audycję u pana była sobota, u nas był jeszcze piątek. Teraz już mamy po równo. Z tym że u pana to już szósta rano, u nas dopiero dwunasta.
[03:53:42] - Tak, ale macie teraz całą noc, jeśli mogę tutaj podsumować ten ostatni fragment. Macie całą noc, żeby skoczyć do sklepu nocnego, ale być może tam się nie dostanie, kupić jakiś pejczyk do biczowania, samobiczować się za wszystkie grzeszne myśli zgodnie z przedostatnią poradą, jeśli chodzi o tę chuć, a następnie jutro z samego rana pójść do kościoła i, że tak powiem, poddać się formatowaniu, które nas cywilizuje i które nas czyni tym, czym jesteśmy, czyli reprezentantami cywilizacji zachodniej. Grzesznicy.
[03:54:17] - Tak. Pan przedstawia taką-
[03:54:20] - Drżyjcie grzesznicy.
[03:54:22] - Tak, drżę wspólnie ze wszystkimi grzesznikami. Natomiast pan w sposób publicystyczny przedstawia jednak taką alternatywę: albo oddamy się wolności pełnej, będziemy sobie pozwalać na różne ekscesy i tak dalej, albo damy się zniewolić jakimś omszałym ideologiom, które już w ogóle nic wspólnego nie mają z rzeczywistością. To jest alternatywa, myślę, która przed niektórymi ludźmi stoi. Tylko to chyba nie o to dokładnie chodzi. Bo taki podział się jawi oczywiście, że są ci nowocześni, którzy mają inne podejście do świata i tak dalej, a są ci tacy omszali, starzy i w ogóle nic nierozumiejący. I oni w ogóle to jest grupa schodząca, która nic nie rozumie i nie ma szans nic zrozumieć.
[03:55:27] - I to jest właśnie ta błędna percepcja.
[03:55:29] - Dokładnie.
[03:55:30] - Tak naprawdę nauki Kościoła są absolutnie fundamentem całego naszego nowoczesnego świata w aspekcie jego psychologicznym i fizjologicznym, fizjologicznej pracy naszego mózgu. Fizjo, podkreślam. Także proszę bardzo, zobaczmy, jak kompletnie inna dynamika, logika sytuacji tkwi tak naprawdę w całej esencji tego, czym jesteśmy, w całej esencji naszej tożsamości i naszego nowoczesnego świata. Tak naprawdę to, co oskarżamy, że jakieś starożytne zwyczaje jakiegoś ludu błądzącego po pustyni nagle mają dyktować warunki tego, jak my urządzamy sobie nasze własne życie społeczne, prywatne, seksualne czy rodzinne, czy dziedziczne. A tak naprawdę to jest nasza potoczna, kompletnie błędna percepcja. Natomiast moim zdaniem, i to jest naukowo udowodnione, bogato przypisywałem całe te wszystkie rozumowania Henryka rozmaitymi książkami, które i on czytuje, i które ja sam wynalazłem, wyczytałem. Okazuje się, że te wszystkie restrykcje, które tak plujemy my, współcześni ludzie, nie mówię my konkretnie, tylko po prostu my ogólnie, współcześni ludzie, tak naprawdę one są kompletnie niezbędnym elementem naszej psychologii i były wcześniej i doprowadziły nas do tego, że postawiliśmy stopę na Księżycu i wysłaliśmy obiekt poza Układ Słoneczny. Także proszę wyobrazić sobie nienawiść do swojej własnej tożsamości tych wszystkich ludzi, którzy plują na nauki Kościoła i na te wszystkie restrykcje, które ten potworny Kościół narzuca na nasze umysły, na nasze zachowanie.
[03:57:12] - To wszystko prawda, ja to przyjmuję. Ale z drugiej strony zdaje sobie pan oczywiście sprawę z tego, że to jest taki głos Wołającego na puszczy troszeczkę, bo do pewnej grupy ludzi w ogóle nie dociera, że jest przedmiotem, chciałem powiedzieć swoiście pojętej, ale to nie jest swoiście pojęta. To jest ewidentna manipulacja. Ktoś tej manipulacji na nas się dopuszcza. Manipulacji polegającej na tym, że część ludzi wierzy w to, że nowoczesność to równa się-
[03:57:59] - Brak restrykcji seksualnych na przykład
[03:58:01] - Między innymi tak. A zacofanie to jest właśnie szereg takich restrykcji.
[03:58:09] - I właśnie odwrotnie.
[03:58:12] - Tak. Ale zdaje sobie pan sprawę z tego, że nastąpiło, nie wiem, czy ostatnimi czasy, ale od jakiegoś czasu jest coś takiego, że nastąpiło takie pomieszanie języków. To odwołanie oczywiście do tradycji, ale ewidentnie nastąpiło może nie tyle języków, co pewnych pojęć.
[03:58:35] - Tak. Przepraszam, tu muszę przerwę panu, niech pan wybaczy. Przypominam słuchaczom o tym cytacie Stanisława Lema, który powiedział, że cały postęp cywilizacyjny i kulturowy polega na postępie koncepcyjnym. Więc zniszczenie tego naszego postępu, zniszczenie naszego dorobku cywilizacyjnego, gdyby radzić niszczycielowi cywilizacji, polega właśnie na zniszczeniu koncepcji, które pozwalają nam lepiej kontrolować świat, czyli lepiej regulować parametry zewnętrzne i wewnętrzne naszego homeostatu, to znaczy naszej grupy odniesienia, czyli narodu, czy też członków cywilizacji europejskiej, czy też członków cywilizacji chrześcijańskiej i tak dalej. To jest podstawowe narzędzie niszczenia tej nie tyle tożsamości, ale konstrukcji psychicznej, uzdalniającej nas do tego, że jesteśmy w stanie wywalczyć swoje dalsze trwanie.
[03:59:35] - Ale panie Piotrze, pan wie, że ja zaraz zadam pytanie bardzo niewygodne. Kto w takim razie nam te światłe, nowoczesne koncepcje kompletnie rozwalające naszą cywilizację podrzuca? Może nie proszę o konkretny adres z dokładnymi parametrami.
[04:00:01] - Podam konkretne.
[04:00:02] - Okej, to proszę.
[04:00:05] - Wszyscy, którzy chcą zakończyć funkcjonowanie silnego Zachodu. Na tą chwilę to też jest kwestia koncepcji, czyli zdefiniowania jaki jest motyw decydentów, którzy chcą doprowadzić do upadku cywilizacji zachodniej czy też Stanów Zjednoczonych i tak dalej. Więc jeżeli, podkreślam, jeżeli celem Chin nie jest zbudowanie świata wielobiegunowego tak zwanego, co jest ewidentną bzdurą swoją drogą, to cele Chińczyków można zdefiniować tak: zakończenie dominacji cywilizacji zachodniej albo uwzględniając czynnik rasowy, zakończenie dominacji białego człowieka. A zapewniam, że czynnik rasowy jest bardzo poważnym czynnikiem we wszystkich decyzjach geopolitycznych, jakie mają miejsce przez całą historię świata do czasów współczesnych i zawsze będzie. Także decydentem czy też podmiotem geopolitycznym, czy też tym homeostatem geopolitycznym, który chciałby zniszczyć cywilizację zachodnią, można zdefiniować w takim momencie, z takiej perspektywy cywilizację chińską, czyli aktualnie Chińską Republikę Ludową, czyli ich decydentów. Mogą to być tak samo wszystkie inne państwa, które w jakiś sposób są kontrolowane przez sprawczość Stanów Zjednoczonych. Nie tylko Chiny, ale na przykład Arabia Saudyjska, która zależna jest od ochrony Stanów Zjednoczonych, a chciałaby mieć możliwość decydowania o swojej własnej przyszłości na swój sposób. Niemcy, przecież mówiliśmy, zwłaszcza też w tych audycjach z programu „Końca Świata”, że Niemcy, Rosja i Chiny tworzą oś zła, trójprzymierze, które zostało zaprojektowane do tego, żeby uniezależnić się możliwie mocno od Stanów Zjednoczonych kontrolujących morza i oceany świata. Wszystkie te ośrodki decyzyjne chciałyby upadku Stanów Zjednoczonych. Ale właśnie jeżeliby przedefiniować to, co jest esencją siły Stanów Zjednoczonych na dzień dzisiejszy?
Otóż całe te oprogramowanie kulturowe, o którym sobie właśnie usłyszeliśmy, zdolność poszczególnych ludzi do dyscypliny, do odkładania przyjemności, do samodozowania przyjemności. Ten eksperyment z ptasim mleczkiem był wyjaśniony w innym eseju, którego tutaj nie odczytaliśmy, natomiast być może nie wszyscy znają. Absolutnie fundamentalny, jeśli chodzi o wykształcenie umysłu młodego człowieka, dziecka. Kilkuletnim dzieciom dawano na talerzyku jedno ptasie mleczko i mówiono im tak, eksperymentator w jakimś tam pokoju. Proszę sobie zobaczyć, w internecie jest masa śmiesznych filmików, bo to są śmieszne filmiki, jak te dzieci zwalczają swoją pokusę. Eksperymentator mówi tak: „Masz tutaj to ptasie mleczko. Ja wychodzę na pięć minut. Jak powstrzymasz się przed zjedzeniem tego ptasiego mleczka przez pięć minut, to jak ja wrócę, to dam ci jeszcze drugie”. I to jest eksperyment badający zdolność samokontroli tego dzieciaka. I oczywiście tam dzieci walczyły, niektóre od razu pożerały to ptasie mleczko, te jedne, a niektóre wytrzymywały i dostawały w nagrodę drugie.
I to jest właśnie to, co mówiliśmy. Zresztą Krzysztof Karoń, autor tej książki „Historia antykultury” Fenomenalnie to sformułował i zrobił błyskawiczną karierę, a potem zszedł, zniknął z debaty publicznej, internetowej. Natomiast właśnie on stwierdził bardzo prosto to, co powiedziałem, że o sile cywilizacji, czy też sile kultury decyduje to, jak wiele jest osób, które zdolne są samodozować nagrody i to samodozować nagrody za takie działania, które w jakiś sposób przyczyniają się do wzrostu dobrobytu czy działają dla dobra całej grupy. Mówiliśmy o tym składniku asabiji, czyli zdolność do samopoświęcania się dla dobra grupy. To też jest bardzo silnie powiązane, dlatego, że im więcej jest w danej społeczności ludzi zdolnych do tego typu samokontroli, poświęcania teraźniejszości dla przyszłości. Mówiliśmy przecież o tym, że Stany Zjednoczone za czasów JFK, Kennedy’ego chciały wylądować na Księżycu, żeby zmobilizować się, żeby pokazać innym, że są silni, żeby pokazać, że ich projekt cywilizacyjno-kulturowy jest lepszy i w związku z tym należy go naśladować. To wszystko jest ze sobą powiązane. W związku z tym, kto nas chce zniszczyć i jak nas chce zniszczyć? Skoro podstawowym składnikiem siły historycznie, mówiliśmy w tym eseju ostatnim o chrześcijańskim projekcie cywilizacyjnym. Skoro te najważniejsze cechy psychiczne to jest samokontrola, wygaszenie popędu seksualnego i wykierowanie tego popędu seksualnego tak, żeby zredukować ilość mężczyzn o wysokim testosteronie, czyli agresywnych, żeby dać im szansę.
Bo to też nie było do końca powiedziane, bo to trzeba było więcej napisać, dwie albo trzy strony, tylko napisałem parę zdań. Ale chodzi o to, że dzięki temu, że są małżeństwa monogamiczne i ograniczone jest zakazami i tabu kontakty seksualne poza małżeńskie na przykład, to dzięki temu przekłada się to na to, że więcej mężczyźni mają po prostu realne szanse, żeby ciężką pracą pozyskać partnerkę i się rozmnożyć. Więc w związku z tym mają potężny instrument motywacyjny narzucony na nich do tego, żeby ciężko pracować, dyscyplinować się, zachowywać się poprawnie, prospołecznie i tak dalej, czyli uczciwie i tak dalej. Czyli w związku z tym restrykcje seksualne wcześniej być może nie do końca w oczywisty sposób, ale teraz, po przeczytaniu tego tekstu o chrześcijańskim projekcie cywilizacyjnym, restrykcje chrześcijańskie dotyczące seksualności, na które tak wrzeszczą te wszystkie feministki i wszystkie te aborcjonistki i tak dalej, to jest podstawowa siła budująca produktywność mieszkańców świata Zachodu. W związku z tym, skoro to jest krytyczna siła do tego, żeby Zachód był silny, nasza kultura była silna, nasz krąg cywilizacyjny i geopolityczny, bo też władza polityczna jest tutaj kluczem. Atak właśnie polegający na zwiększeniu rozwięzłości, na degeneracji samodyscypliny jest podstawowym narzędziem prowadzenia wojny przeciwko jakiejś cywilizacji, w tym przypadku cywilizacji zachodniej.
[04:06:49] - No tak i można by to skwitować takim stwierdzeniem, że oto rozmawiają dwaj heteroseksualni biali mężczyźni.
[04:07:00] - Za patriarchatem białym.
[04:07:02] - Tak, w dodatku jeszcze aż zionie patriarchatem stąd i w związku z tym wiadomo, że mówią nieprawdę i kłamią. Ale cóż, ta audycja nie ma niczego rozstrzygać, ma natomiast dać do myślenia. Podobnie jak książka, którą pan napisał. I ponieważ zbliżamy się do końca audycji, i tak ona bije rekordy długości, ale myślę, że państwo przy odbiornikach nie żałują. Co widzę patrząc na licznik słuchających nas online.
[04:07:45] - Szybko, przepraszam panie Marku, zanim nas odetną tutaj z linii, ja szybciutko, przepraszam, że panu przerwę. Szybciutko podsumuję. Ja w międzyczasie jak pan słuchałem stworzyłem taką szybciutką stronę internetową, bo zaraz się uruchamia sprzedaż mojej książki, ale chciałbym dla słuchaczy Paranormalium i dla Bibliotekarium. Zrobiłem specjalną ofertę, która będzie 10 do 15 złotych tańsza, jeżeli ktoś się zdecyduje na zakup książki. Niniejszym mówię adres, pod którym można zrealizować transakcję: chiny.pl, czyli Chiny tak jak Chiny, łamane przez Bibliotekarium i tam zainstalowałem linki do zrealizowania transakcji. Ja jeszcze w tej chwili, ponieważ otworzyłem właśnie własną firmę do tego, żeby swoje własne książki zacząć sprzedawać samodzielnie, bo wydawcy niestety nie dają zarabiać. Niestety takie są realia. Także zapraszam tam: chiny.pl/bibliotekarium. Natomiast jeszcze pytania konkursowe. W czasie trwania tej audycji na żywo tylko jedna osoba na pytanie trzecie odpowiedziała.
Więc tutaj teraz na samym końcu, żeby było łatwo znaleźć przewijając potem plik, odtwarzając go później, przeczytam jeszcze raz wszystkie pytania, dobrze? Mamy na to czas?
[04:08:56] - Tak, oczywiście, proszę.
[04:08:58] - Dobrze. Konkurs ważny jest do 15 czerwca. Potem już jeżeli ktoś nie odpowie, to trudno. Szkoda. Kto odpowie na pytanie proszę wysłać na adres gawagaj.pl, a w kółeczku gmail.com. Ten adres jest też na stronie audycji Telegram z końca świata, także można sobie podejrzeć, zobaczyć. I powtarzam pytania, które są nieodpowiedziane. Z pięciu pytań są cztery nieodpowiedziane. Pytanie pierwsze: francuska poezja. Co ze sobą przyniesie łkanie bezsennej skrzypki jesiennej sierocej?
Pytanie drugie: literatura science fiction, konkretnie trylogia „Fundacji” Isaaca Asimova. Z trylogii „Fundacji” pochodzi termin psychohistoria. Co powiedział i wykrzyknął agent drugiej fundacji po tym, jak jego misja zakończyła się sukcesem i przywrócono mu pamięć tego, gdzie ta druga fundacja się znajduje? Pytanie trzecie jest odpowiedziane. Gerth Flandro, twórca misji Voyager, wywiad, z którym świetnie się trzyma intelektualnie. Naprawdę pełna dyscyplina umysłowa, zero akademickiego bełkotu, pełny konkret. Coś niesamowitego. Natomiast czwarte pytanie: literatura science fiction, space opera. Dowódca ziemskiej floty w pierwszym rozdziale pewnej książki żzył zrezygnowany na jakiejś planecie na końcu wszechświata pod wpływem nałogu. Został odnaleziony i w rozmowie uchwycił się ostatniej nitki nadziei dla ludzkości.
Jak nazywał się ten dowódca? Ta zagadka była na samym początku audycji. Natomiast ostatnie pytanie, piąte, pod wpływem impulsu dodaliśmy: „Nie ma przeznaczenia, jest tylko to, co sami robimy”. Kto to powiedział? Imię postaci. I to tyle z mojej strony.
[04:10:51] - Tak, proszę państwa. I tak oto kończy się... Tak nie do końca, bo jeszcze pamiętajcie państwo o felietonie Tomka Fąsa. Tak jak powiedziałem, będzie dzisiaj mówił Tomek o perspektywach, ale my z panem Piotrem zdecydowanie już udajemy się na spoczynek. Panie Piotrze, pan chyba musi odespać tę audycję.
[04:11:15] - Nie, teraz nie zasnę. 6:19, dajcie spokój, do roboty.
[04:11:21] - Ja sobie zdecydowanie jednak pójdę jakoś oko zmrużyć. Zdecydowanie. Także cóż, panie Piotrze.
[04:11:29] - Do kościoła, ale to najpóźniej w niedzielę proponuję. Przebaczenia prosić za wszystkie grzechy. Regularnie chodzić teraz co tydzień, co niedziela, dlatego że wtedy się pan formatuje do tego, żeby być prawdziwym sercem, być tutaj w cywilizacji zachodniej, bronić naszych wartości i produktywności, i zdolności samoobrony.
[04:11:48] - Ja się właśnie zastanawiam, co powinienem zrobić, bo może ja powinienem zostać jakimś podstępnym, tajemniczym Don Pedro i z wrogimi, wrażymi siłami działać. Nie wiem. Jeszcze nie podjąłem decyzji. Tak jak państwo, którzy słuchają tej audycji, rozważcie sobie państwo, może przesłuchawszy jeszcze raz pewnych fragmentów. Co tak naprawdę oferuje państwu współczesny świat, współczesna cywilizacja i to wszystko, co państwa otacza. Bo to się czasami wydaje bardzo fajne, czasami wydaje się bardzo takie błyszczące i takie tylko sięgnąć po to ręką. Okazuje się, że to sięgnięcie ręką i takie pójście za owczym pędem może być takim gwoździem do trumny tego, co nas tak naprawdę otacza, bo nam jest całkiem nieźle tu w tej Europie, tylko cały czas chyba do nas nie dociera. Takie mam głębokie przekonanie. Nie dociera do nas, że ktoś nam to wszystko chce zabrać, zniszczyć.
[04:13:01] - Odkładając wszelkie żarty na bok, polecam wszystkim absolutnie. Na razie nie ma tej książki po polsku. Być może mi się uda wydać ją, natomiast nie mam funduszy na dzień dzisiejszy. Ta książka Henricha, na podstawie której napisałem cały esej chrześcijański „Projekt cywilizacyjny”, jest absolutnie fenomenalnie udokumentowana antropologicznie, psychologicznie. Zespół tego Henricha gromadził wyniki badań, eksperymentów naturalnych z tymi mandatami dyplomatów w Nowym Jorku. To był zespół, który pracował w kilkudziesięciu krajach świata, w jakichś tam plemionach w Amazonii, w najbardziej rozwiniętych społeczeństwach świata zachodniego i tak dalej. Zgromadzili niesamowite bogactwo materiałów naukowych. To nie jest to, że ja sobie wymyśliłem jakiś świetny esej błyskotliwy, żeby zaciekawić widza, tylko zrobiłem skrót tego, co ten człowiek stworzył z całym swoim zespołem. I to jest absolutnie niesamowita wiedza, która jest kompletnie rozbieżna z naszymi percepcjami, które słyszymy na co dzień, zwłaszcza w tej propagandzie. Tak jak powiedziałem, ja bardzo nie lubię tych ludzi, przyznaję się.
Tych aborcjonistek wszystkich, tych pseudo — podkreślam pseudo — feministek, bo co innego jest żądanie, domaganie się szacunku i równego traktowania i sprawiedliwego z godnością traktowania jakiejś grupy wydzielonej, czy to kobiet, czy to kogokolwiek innego, jakiejkolwiek zdefiniowanej klasy ludzi, a co innego jest domaganie się jakichś specjalnych praw, zwolnienia z jakiejś odpowiedzialności prawno-cywilnej czy też społecznej za swoje jakieś czyny. Więc tutaj przyznaję się do szczerej antypatii wobec pewnych klas tak zwanych aktywistów. Natomiast wracając do książki Henricha, jak ktoś dysponuje językiem angielskim, to bardzo polecam. To jest naukowiec pracujący w Uniwersytecie Princeton. Jego książka właśnie przez ten uniwersytet została wydana. „Weirdest People in the World”, czyli „Najdziwniejsi ludzie na ziemi”. „Weird” to jest dużymi literami właśnie skrót od tych pięciu najważniejszych cech, jakie decydują o tym, że Zachód zdominował całą resztę świata ze względu nie na technologię, tylko na pewne konstrukty psychiczne będące wynikiem ewolucji kulturowej. To jest absolutnie najbardziej fundamentalna esencja i mojej książki tak naprawdę, bo stała się najważniejszym elementem, ale i też całej książki Henricha. Także polecam wydać 10 dolarów czy tam ilekolwiek, żeby tę książkę mieć i przeczytać przynajmniej raz.
[04:15:33] - No tak. I tak dobrnęliśmy do końca audycji poświęconej książce Piotra Plebaniaka „Siły psychohistorii. Zrozumieć wczoraj, by zawładnąć jutrem”. Dziękujemy państwu pięknie. Myślę, że warto po tę książkę sięgnąć. Ona już właściwie trafia.
[04:15:57] - Już są wystawione w dwóch sklepach, także w tej chwili można kupować.
[04:16:02] - Jest w dystrybucji, tak jak pan Piotr mówił. Są też niezłe warunki dla słuchaczy.
[04:16:11] - 10, 15 złotych. Przepraszam, dokładnie 75 złotych będzie razem z wysyłką książka kosztowała w tej chwili. Napisałem tą króciutką stronę: chiny.pl/bibliotekarium i to jest oferta 60 złotych razem z wysyłką. Także specjalnie dla was do 15 czerwca.
[04:16:28] - Warto pamiętać, że to książka, która ma ponad 700 stron, więc jest naprawdę co czytać i jest naprawdę nad czym myśleć. A teraz już, proszę państwa, zapowiedź tego, co za tydzień. Za tydzień spotykamy się znowu w Bibliotekarium. Rozmawiamy o książce dobrze znanej państwu autorki, pani Luizy Dobrzyńskiej. Rozmawiamy o książce „Dusza” oraz o książce — to poważna książka, naprawdę głęboka — oraz o książce zabawnej, która właściwie śmieszy, która jest parodią „Star Treka” — „Poltrek”. To za tydzień, a za dwa tygodnie również w Bibliotekarium. I jeszcze zostawię państwa z pewnym napięciem, co będzie za te dwa tygodnie. No cóż, dziękuję.
[04:17:27] - Msza święta.
[04:17:30] - Nie, ale bardzo ciekawa książka naprawdę. I to taka hard science fiction. Naprawdę nie będziecie państwo zawiedzeni, a w dodatku będziemy gościć autora tej książki. W związku z tym naprawdę warto. A teraz już my z panem Piotrem Plebaniakiem pięknie państwu dziękujemy i zostawiamy państwa z felietonem, z mówionym felietonem Tomka Fąsa. Dobranoc państwu.
[04:18:02] - Dobranoc.
[04:18:07] - Pomówmy o perspektywach. Być może obiła się państwu o uszy informacja, że oto jakoś niedawno, kilka dni temu z funkcji naczelnego tygodnika „Newsweek” został — nie wiem, czy odwołany, czy też zrezygnował — Tomasz Lis. Tomasz Lis, postać ciekawa niewątpliwie i budząca we mnie ogrom uczuć różnego rodzaju, ogrom odczuć, skojarzeń. O ile dobrze pamiętam, to dawno temu człowiek popularny oczywiście w telewizji, wręcz sugerowano chyba jego wysokie szanse w wyborach prezydenckich, gdyby oczywiście chciał w takich wystartować. Jakoś tak się jednak nie zdecydował. Ale były, o ile dobrze pamiętam, takie pomysły. Nie wiem, czy czegoś nie pomyliłem. Człowiek, który prowadził program telewizyjny, moim zdaniem ciekawy, fajny, jakoś tam młodszy będąc często go oglądałem. Różnych tam gości miałem okazję poznać, wysłuchać. Ale jednocześnie człowiek, który na pewnym etapie udał się w kierunku tego słowa pisanego.
Najpierw chyba przez chwilę był we „Wprost”, potem to się wszystko przeniosło do „Newsweeka” i coraz bardziej wszedł — nie stworzył, nie wymyślił tego — ale wszedł w ten nurt dziennikarstwa, które poszło w stronę bardzo mi się niepodobającą, że tak powiem, czyli od dziennikarstwa merytorycznego, wspartego na konkrecie, na wiedzy, pozwalającego szerzej spojrzeć na rzeczywistość i na różne zjawiska, nie tylko bezpośrednio polityczne, także szerzej społeczne. Z czasem coraz bardziej to dziennikarstwo poszło w stronę, jakby to powiedzieć, państwo wiecie, o co mi chodzi, tego dziennikarstwa z tezą, wręcz z konkretną opcją polityczną, z atakiem na określone punkty widzenia, określone sposoby myślenia. Oczywiście Tomasz Lis tego nie stworzył, on tego nie wymyślił. On się jakoś w to wpisał i nakręcił też swoją działalnością. Ale ja pamiętam, jak kiedyś czytałem „Newsweeka”, jeszcze przed erą Lisa, wtedy, kiedy ten „Newsweek” mi się podobał. Naczelnym był, o ironio, człowiek, który dzisiaj jest otwarcie politycznym działaczem, mózgiem chyba ruchu Hołowni, czyli Michał Kobosko. I ten „Newsweek” wówczas był całkiem ciekawy. Ale jakoś tak się pan Kobosko chyba na tych czołowych pozycjach w dziennikarstwie nie odnalazł. On tam chyba coś ekonomicznego robił przez jakiś czas, a już takiego, powiedzmy, szerszego nie. Widać ta opcja nie sprzedawała się dobrze, gdzieś tam na fali kryzysu 2008.
To też mocne wydarzenie, które wydaje mi się, też odbiło się na dziennikarstwie. Po prostu zaczęło brakować pieniędzy i trzeba było się gdzieś tam coraz bardziej do tych masowych czytelników, do tych niższych, szerszych gustów dopasować, żeby zarobiło to na siebie. Po prostu też pewnie trochę oszczędzać na jakichś międzynarodowych korespondentach i tak dalej, a bardziej walić wiadomo w opcję niepopularną polityczną. Te pierwsze jaskółki były już wcześniej oczywiście. Już wcześniej, już za Kobosko felietonistą „Newsweeka” był na przykład Tomasz Jastrun, który też taki był. Mocno straszył tymi demonami polskości, demonami patriotyzmu. To już wtedy było takie nieładne, przesadne moim zdaniem. I nieskuteczne, bo jakby widząc obecną scenę polityczną, widzimy, ile te jego ostrzeżenia przed prawicą, powiedzmy wprost, ile dały. A więc należałoby się być może zastanowić, czy w ogóle słowo po- Zwłaszcza pisane. Twórczość publicystyczna, szczególnie pisana.
Czy ona w ogóle ma jakiś wpływ na rzeczywistość? Czy to, co kiedyś, być może jeszcze przed erą internetu, kształtowało świadomość społeczną, czy to dzisiaj w ogóle odbija się jakimś echem w społeczeństwie? Może nie, być może po prostu mogę sobie marudzić, że na przykład nie mam co czytać, bo to się wszystko takie zrobiło agresywne, pyskate po obu stronach oczywiście. Tygodnik dawne „Uważam Rze”, potem „Do Rzeczy” też, jeszcze na etapie powiedzmy wczesnego, „Uważam Rze” wydawał mi się ciekawy, może trochę szerzej patrzący, może jednak nie aż tak agresywny. A teraz to wiadomo, jak nie ma w kogo uderzyć, to chyba nie będzie numeru. Jak tam czasem zaglądam, to mnie ta jednostronność z kolei po stronie tych prawicowych mediów też odrzuca przeważnie. Więc to nie tak, że tylko w tę, powiedzmy centrolewicę w tym momencie biję. Ale marzy mi się, proszę państwa, marzy mi się, że z odejściem Tomasza Lisa być może coś się zmieni. Przecież to nie jest tak, że tylko i wyłącznie agresywne media się obecnie sprzedają, funkcjonują. Przecież na YouTubie coraz więcej jest osób czy instytucji, które pewne pogłębione i spokojniejsze analizy jednak prowadzą.
Jakieś szersze, dłuższe dyskusje się odbywają i jakoś tak szczególnie chyba teraz, na fali tych działań wojennych na Wschodzie te rzeczy się przebijają. Ludzie nagle dowiedzieli się, że istnieje świat, że różne międzynarodowe sprawy mogą mieć wpływ realny na nasze życie i być może warto się nimi zainteresować. Tak jak co niektórzy eksperci twierdzą, że cała ta sytuacja może być paradoksalnie pewnym bodźcem do rozwoju naszego regionu, być może współpracy polsko-ukraińskiej, być może rozwoju samej Ukrainy. Szczególnie jeżeli Rosja miałaby podupaść, to tym bardziej w tej centralno-wschodniej Europie będzie jakiś potencjał do rozwoju większego. O wielkiej szansie się tu mówi, ale oczywiście wiadomo, że równie dobrze sprawy mogą mieć się inaczej i na podobnej zasadzie. Być może, marzy mi się to. Nie, żebym w to jakoś przesadnie wierzył. Bądźmy poważni, ale marzy mi się, że być może również i media, i ta chęć zainteresowania poważniejszą dyskusją, szerszym postrzeganiem świata spraw międzynarodowych też się być może odrodzi. Być może zacznie na siebie znowu zarabiać, stanie się wartościowym i na przykład tygodnik „Newsweek” pod nowym światłym przewodnictwem, którego jeszcze nie znamy, będzie takim nośnikiem, czymś, co znowu będzie mi się chciało kupować, czytać i nie wkurzać się, że znowu tak to prymitywnie tam piszą, tylko właśnie cieszyć, że czegoś się dowiaduję z każdego numeru. A czemu ja o tym państwu mówię?
Marudzę tutaj. Nie jest to audycja o tematyce publicystycznej ani politycznej, więc pewnie tak troszeczkę obok tematu tutaj znowu sobie gadam pod nosem, ale myślę, że nie całkiem, ponieważ jakoś tak to jest, proszę państwa, że wkoło pewnej świadomości społecznej i pewnego dyskursu, także politycznego, jednak literatura narasta. Przecież umówmy się, że duża część polskiej fantastyki, polskiego science fiction, zwłaszcza powiedzmy przed rokiem '90, ale później też chyba trochę, to jednak była literatura komentująca rzeczywistość, narastająca jakoś na tej rzeczywistości, odnosząca się do zjawisk politycznych, społecznych, do różnych problemów, także naukowych, ale przecież nie tylko. Więc te sprawy się jakoś wiążą i wydaje mi się, że w rozwoju myśli publicystycznej, w rozwoju refleksji szerszej nad światem jest też miejsce, w którym jakaś literatura, również fantastyczna, mogłaby znów tę część ludzkiej ciekawości, ludzkiej świadomości odnaleźć i być może znowu do szerszego grona trafić. Tak mi się marzy, proszę państwa, tak mi się marzy. Byłaby to piękna perspektywa. Co prawda stare przysłowie mawia, że podczas wojny milkną muzy, ale nie takie rzeczy już przyszło nam falsyfikować, więc może podczas tej wojny akurat muzy przemówią.
[04:26:15] - Felietonem Tomasza Fąsa kończymy kolejne wydanie Bibliotekarium na żywo. Byli z nami dzisiaj Marek Żelkowski, prowadzący audycję oraz nasz dzisiejszy gość Piotr Plebanek, autor książki zatytułowanej „Siły psychohistorii”, która przypomnijmy, właśnie ukazała się na polskim rynku. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium Paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę, dobranoc i do usłyszenia ponownie w Bibliotekarium już za tydzień. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl
[04:28:08] - Wyfruwa wreszcie z gniazda młody ptak, bo przywilejem jest młodości zabawa, radość, przyjaźń, a nie strach, bo młodość nie chce wiedzieć o tym, że życie, choć piękne, tak kruche jest. Wystarczy jedna chwila, by zgasić je. Życie, choć piękne, tak kruche jest. Zrozumiał ten, kto otarł się o śmierć. I nie do końca piękny jest ten świat. Gdy wciąż odwieczne prawa łamie. Zabiera miłość, młodość, słońca blask. Lecz my nie chcemy wiedzieć o tym, że życie, choć piękne, tak kruche jest. Wystarczy jedna chwila, by zgasić je. Życie, choć piękne, tak kruche jest.
Zrozumiał ten, kto otarł się o śmierć. Życie, choć piękne, tak kruche jest. Wystarczy jedna chwila, by zgasić je. Życie, choć piękne, tak kruche jest. Zrozumiał ten, kto otarł się o śmierć. Życie, choć piękne, tak kruche jest. Wystarczy jedna chwila, by zgasić je. Życie, choć piękne, tak kruche jest. Zrozumiał ten, kto otarł się o śmierć. Pozdrawiamy nieobecnych.
Dziękujemy.