Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:06] - Bibliotekarium.pl i Radio Paranormalium przedstawiają „Bibliotekarium” – o książkach do czytania i do rozmawiania. Kończy nam się ostatni piątek miesiąca listopada roku pańskiego 2021. A skoro kończy się piątek, zaczyna się weekend. Minęła przed chwilą godzina 20:00 na antenie Radia Paranormalium. To oznacza, że czas najwyższy rozpocząć kolejne „Bibliotekarium” na żywo z tej słynnej trójki „Bibliotekariów”, które lecą tydzień po tygodniu. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji Marek Sęk „Ivellios”. Są z nami dzisiaj oczywiście gospodarze „Bibliotekarium” Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz oraz nasz dzisiejszy gość Marta Sobiecka, autorka zbioru opowiadań pod tytułem „Algorytm życia”. Będzie dużo nie tylko o tych opowiadaniach, będzie także dużo o Japonii, o cyberpunku, o życiu. Na pewno będzie bardzo ciekawie. A zanim się zrobi ciekawie, to jeszcze przypomnę kontakty do Radia Paranormalium.
Można do nas dzisiaj dzwonić. Oczywiście poza momentami, gdzie będą prezentowane fragmenty opowiadań. Nasze numery telefonów: stacjonarny 32 746 00 08, komórkowy i do SMS-ów 530 620 493, Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium, Bibliotekarium.pl oraz na fanpage'u Book Radio, w którym słyszymy się z lekkim poślizgiem z taśmy w poniedziałki. Jesteśmy także na grupach Radio Paranormalium oraz Rubieże rzeczywistości. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Oczywiście czekamy także na feedback w komentarzach pod audycją, gdy już zapis audycji będzie udostępniony na stronach Book Radio, Radia Paranormalium i na YouTube. A tymczasem oddaję głos do Bydgoszczy.
Halo, halo, Bydgoszcz.
[02:56] - Ja przepraszam za tę chwilę milczenia, ale zawsze liczę, że kiedyś Wiktor zacznie tę audycję. Ale nie, Wiktor jest konsekwentny. Jak Żelkowski nawija, to niech nawija, niech się męczy.
[03:08] - Ja zaraz wejdę, zaraz wejdę z tupotem.
[03:11] - Tak, Wiktor zrobi wejście smoka. Zachowujmy się, Wiktorze. Powitajmy naszego gościa. Witaj, Marto.
[03:18] - Witaj. Dobry wieczór.
[03:21] - Okej, wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że zaczynamy audycję i ty podobno masz wejście smoka. Proszę cię bardzo.
[03:28] - Bardzo chętnie. Będzie to taka próba rozważenia pewnej sytuacji, w której się w tej chwili znajdujemy. Bo o ile mój przyjaciel Marek Żelkowski oraz ja jesteśmy, że tak powiem, zdrowi na umyśle, w sensie stare lame.
[03:48] - Chcemy w to wierzyć.
[03:50] - Mamy swoje światopoglądy, ale poza tym nie jesteśmy zainfekowani covidowo, że tak powiem.
[03:55] - Jeszcze.
[03:57] - Jeszcze. Natomiast po drugiej stronie nasza obsługa, czyli nasz kochany Marek „Ivellios” oraz nasza rozmówczyni to są ludzie niespecjalnie w tej chwili mogący mówić, że to oni, bo właściwie to przez nich covid być może przemawia, nie?
[04:23] - Nie, ty tak mało dramatycznie to wszystko, kuźwa, robisz. Ofiary covida.
[04:28] - Ale poczekaj. Ofiary to ofiary, ale ja nie jestem pewien, bo jeszcze jest problem trzeciej strony, czyli słuchaczy. Wśród słuchaczy na pewno jest wielu takich jak my, ja i Marek, ale też jest na pewno mnóstwo covidowców takich jak pani Marta i „Ivellios”. I teraz mówiąc dalej, czy to jest rozmowa między ludźmi, czy to już jest rozmowa między odmianami stanu, czyli braku covidowości oraz zainfekowania covidem? Być może coś w tym jest po prostu. To jest jakby inna cywilizacja. Ludzie oczywiście wypadają z tych orbit covidowych. Wcale nie jestem pewien, czy wypadają na amen. Raczej nigdy, być może. Ale to tak na marginesie.
Zobaczymy w każdym razie, na ile wspólnota umysłowa naszych rozmówców i naszych słuchaczy jest spójna z naszym światopoglądem.
[05:47] - Wiktor zaczął z przytupem. Ja zacznę tak banalnie, prosto, tak jak należy zaczynać audycję, a nie jakieś teorie o życiu covidowym. Proszę państwa, spotykamy się z autorką Było już mówione, zbioru opowiadań „Algorytm życia", ale to nie jest debiut tej autorki. Co jakiś czas opowiadania pokazywały się w Nowej Fantastyce, w zmartwychwstałym, przynajmniej na chwilę, „Feniksie Antologii". Trochę tych pisarskich początków już było. Zapomniałem jeszcze o różnego rodzaju antologiach. O tych antologiach to niech może Marta powie, bo jeszcze coś pomylę. Ja uwielbiam mylić tytuły. Marto, jakie to antologie były?
[06:39] - Zanim ci odpowiem na pytanie, to nawiążę do tego, co mówił Wiktor. Wiktorze, to się właśnie nazywa posthumanizm. To chorowanie i bycie po chorobie.
[06:48] - O!
[06:50] - Bo ja już właściwie nie wiem, czy ja przemawiam jako ja, czy może właśnie jestem opanowana przez wirusa i może wirus przemawia dzisiaj przeze mnie. Zobaczymy. Może to przejdzie.
[07:00] - O to mi właśnie chodziło. Jesteśmy na tropie jak Sherlock Holmes. Dobrze, jedziemy dalej. Doktorze Watsonie.
[07:07] - Nie, spokojnie. Ja jestem konsekwentny w pytaniach, więc Marto, te zbiory opowiadań poproszę.
[07:14] - Pierwsze moje opowiadanie, mój pierwszy debiut literacki to był 2014 rok. Nowa Fantastyka, opowiadanie „Obon Matsuri".
[07:27] - Muszę przerwać. Robię to, co lubię najbardziej, czyli przerywam ludziom. Od razu powiem, że jak ktoś jest ciekawy, co z tym opowiadaniem, jak ono tam i tak dalej, to sięgnijcie państwo do BookRadia. Tam w dziale Varia opowiadanie czytane przez naszego znajomego Bruno Kadynę się znajduje w całości, jest do posłuchania. To jakieś pół godziny słuchania przynajmniej. Już będziecie mogli państwo zapoznać się z debiutem Marty. Jakby nie liczyć, to już dziewięć lat minęło. Zobaczycie państwo, czy się autorka rozwija. Dobra, jedźmy dalej. Co było dalej po debiucie?
[08:10] - Wiesz co, ja tak dokładnie to nie pamiętam chronologicznie, ale możemy to ugryźć z innych stron.
[08:15] - To jest dobry objaw. To znaczy, że już było tyle tego, że już masz prawo nie pamiętać. Ja pamiętam opowiadanie „Rój", bodajże z drugiego „Feniksa" albo pierwszego. To ja z kolei nie pamiętam. To opowiadanie „Rój". Opowiadanie, które się znalazło w zbiorze, o którym dzisiaj będziemy rozmawiać. Ale to nie było ostatnie opowiadanie. Jeszcze było chyba jedno, o ile dobrze pamiętam.
[08:38] - Jeżeli mówimy o „Algorytmie życia", to „Rój" pojawił się w „Feniksie", nie w pierwszym numerze. Później z tego zbioru w Nowej Fantastyce ukazał się tytułowy „Algorytm życia" w 2019 roku, a na sam koniec w „Sfinksie" opublikowano „To właśnie robisz, gdy naprawdę kogoś kochasz". Trzecie opowiadanie ze zbioru. Także gdzieś tam one się pojawiały, ale wcześniej pojawiałam się też w okolicy strachu, bo miałam swoje próby z literaturą grozy, zanim doszłam do science fiction. Tylko że te próby nie były udane, bo nie czuję się pisarzem grozy. Nie mam do tego umiejętności. Inni w Polsce robią to zdecydowanie lepiej i zostawiam im to pole zupełnie bez żalu i obaw.
[09:31] - Okej, ja tutaj mam małe „co i rzekł", bo od razu ostrzegam, że to będzie podchwytliwe pytanie, bo mam do tego rozwinięcie, czego nikt nie wie. Otóż skąd się Marta Sobiecka w ogóle pojawiła na tym świecie?
[09:53] - Kontynuuj, Wiktor, bo nie uruchamiaj ludziom wyobraźni.
[09:59] - Ja jestem bardzo ciekaw takiej pierwszej opowieści, jak się znalazła w ogóle w tym towarzystwie, jak tutaj trafiła.
[10:09] - Jeżeli pytasz o świat fantastyki szeroko pojętej, to trafiłam tutaj przez Klub Fantastyki Maskon. Zdecydowanie. Przez Bydgoski Klub Fantastyki, którym wtedy, w tych latach kierował Tadeusz Krajewski. To było to miejsce, gdzie poznałam ciebie, Marku. Później przez Marka ciebie, Wiktorze. I tak to jakoś się potoczyło. Ale to było miejsce, ten klub, gdzie zaraziłam się od innych pasją do fantastyki i dzisiejszy zbiór jest ukoronowaniem tych zainteresowań, które przez całe lata krążyły mi po głowie.
[10:50] - To ja od razu powiem, że jak już tak pleciemy tę historię, to warto powiedzieć, że długo przed tym, zanim trafiła do Maskonu Marta, to w latach 70. współzałożycielem, a właściwie prawie założycielem tego klubu był właśnie siedzący tutaj obok Wiktor Żwikiewicz. Jak pleciemy historię, to tak ją zaplećmy.
[11:16] - Dobrze, a ja teraz wystrzelę tym, co miałem na myśli, kiedy zadawałem to pytanie, skąd się wzięła Marta Sobiecka. Otóż my, jako obserwatorzy zewnętrzni, Marku, mieliśmy okazję obserwować narodziny gwiazdy, że tak powiem, od samego początku. I mniej więcej możemy opowiedzieć, jak to wyglądało. Otóż po tym klubie, że tak powiem, rzeczywiście pętała się taka długonoga dziewczyna, która specjalnie właściwie nie wiadomo było, czego chce i co robi. Bardzo pobłażliwie ją traktował, o ile z rozmów pamiętam, i Tadeusz Krajewski, i Wojtek Chudziński. Ona się pętała po tym klubie i czegoś chciała. I tak mijały spokojnie lata. Ona się wylaszczyła zupełnie coraz bardziej. Zrobiła się niezła potem już laska z tego takiego ... szczeniackiego pryszcza damskiego.
Potem nagle zupełnie, bo to nie spadło z nieba, tylko powolutku zaczęły się pojawiać jakieś teksty. Zaczęła rozmawiać w miarę rozsądnie. Zobaczymy dzisiaj. Potem przyniosła mi jakieś opowiadanie, którego mi się wcale czytać nie chciało, bo nic nie rozumiałem z tego, a poza tym było wszystko w pierwszej osobie, więc krew mnie zalewała. Ale tak krok po kroku rzeczywiście obserwowaliśmy, w jaki sposób mniej więcej chyba każdy z piszących ma historię wychodzenia od szczeniaczstwa. Co prawda facetom to bardzo często zostaje na starość to gówniarstwo, że tak powiem, a nie tylko szczeniaczstwo. Znamy wiele takich przypadków również w świecie wielkiej literatury wielkorzodkowej. W fantastyce może mniej trochę. Tu jest więcej rozsądnych. W każdym razie było to doświadczenie.
Obserwowaliśmy narodziny gwiazdy i teraz możemy sobie z nią pogadać jak z partnerem.
[13:49] - Wiktor, wiesz co? Sorry, ale to są wspomnienia weteranów. To, co my w tej chwili uprawiamy. Więc może dajmy spokój.
[13:57] - To nie jest tak, tylko to jest takie darwinowskie spojrzenie.
[14:01] - Jasne.
[14:01] - Obserwowanie ewolucji po prostu.
[14:04] - Ty ze swoją fizys, brodą masz prawo mówić w imieniu Darwina, to z całą pewnością. Ja nie do końca. W związku z tym-
[14:13] - Ale ty za to jako Platon, bo oni byli łysi po prostu.
[14:17] - Ja znowu będę banalny. Troszeczkę porozmawiajmy jednak o tym zbiorze „Algorytm życia". Bo w takim popularnym internetowym rozumieniu Marta napisała opowiadanie cyberpunkowe albo sajberpunkowe. Zależy, jak kto się chce lansować ze swoim angielskim. W każdym razie napisała sajberpunka, jak mawiają niektórzy. Co powiedzieć? Powiem tak: jak ktoś bardzo potrzebuje takich definicji odtąd dotąd, to rzeczywiście może jest cyberpunk, ale ja się tak do końca z tą definicją nie zgadzam. Owszem, są tam ewidentne elementy cyberpunkowe, natomiast to jest chyba coś więcej. Nie będę o to Marty pytał, bo nie do końca... A właściwie dlaczego nie?
Marto, czy to jest cyberpunk?
[15:17] - Wiesz co? To pewnie jest cyberpunk, bo gdzieś tam zachowuje te definicje cyberpunkowe, czyli mamy świat, gdzie rządzą korporacje. Jest to świat przyszłości. Te korporacje gniotą ludzi i jest poczucie beznadziei, walka z tym systemem i tak dalej. Więc to gdzieś wszystko się zawiera. Są nowinki technologiczne i tak dalej. Jednak fabuła skupia się na rozwiązywaniu zagadek kryminalnych, więc mamy tutaj też kryminał. Trochę też może grozy, szczególnie w opowiadaniu „Rój" można wyczuć takie elementy. Myślę, że każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie, bo ja ci mogę opowiedzieć, że pierwszą czytelniczką, taką, która nie pomagała mi przy tworzeniu tej książki, była babcia Erwina. Babcia Erwina bardzo szybko przeczytała książkę i dostałam od niej taką informację zwrotną, że ona chyba musi zacząć czytać science fiction, bo ta literatura jest nam już tak bliska i tam się dzieją rzeczy, które dzieją się właściwie w naszym życiu, że ta książka może jej pomóc zrozumieć dzisiejszy świat.
Że to już nie jest rozumienie jakiejś odległej przyszłości, tylko że to jest już nasz świat, że ta technologia jest już tutaj z nami, tuż za drzwiami i już do nas puka. I może warto by zacząć czytać takie książki. Więc bardzo mnie zaskoczyła i to było bardzo fajne. Dlatego wydaje mi się, że każdy odbiera tę książkę na swój sposób. Właśnie mama kolegi Szymona Andrzejewskiego, która kocha kryminały, czytała tę książkę i powiedziała, że to jest zdecydowanie kryminał. Także widzisz, to, co człowiek ma w głowie, tak odbiera tę książkę po swojemu, więc trudno też ją może definiować. Może lepiej zostawić to czytelnikom. Nie wiem.
[17:07] - Tak, ale dlaczego zadałem to pytanie? Bo jak pada określenie cyberpunk, to wszyscy sobie wyobrażają trylogię ciągu. Nacisk położony jest na stechnicyzowanie, wirtualność i tym podobne rzeczy. Wiktor w swoim czasie był zachwycony pewną cyberpunkową powieścią. Jaki ten tytuł?
[17:35] - „Necromancer".
[17:36] - „Necromancer", dokładnie. Wymieniłem. Tymczasem u ciebie, owszem, te elementy, o których wspomniałaś: korporacje, technika. I to taka technika rzeczywiście dosyć bliska, ale jednak wykraczająca. Pojawiają się hologramy czy też nawet takie ekstra hologramy. To jest jednak świat ileś dziesiąt lat do przodu. Ale ty uzupełniasz te opowiadania o coś więcej. Tam jest jednak sporo człowieka. Twojej głównej bohaterki. Bo od razu powiedzmy, bohaterką tych opowiadań jest kobieta, policjantka, Japonka.
Japonka to za chwilę jeszcze. Za chwilę powiem, o co mi chodzi. I to tworzy razem z tymi elementami cyberpunkowymi Fajny mix, który nie przytłacza stechnicyzowaniem, ale pozwala sobie — przynajmniej mnie pozwolił — wyobrazić sobie człowieka przyszłości, a właściwie tego, jak on jest w tę przyszłość stechnicyzowaną wmontowany, wklejony. Człowiek wklejony w tamtą rzeczywistość. Co więcej, chyba dzięki tym zabiegom, które zastosowałaś, ten człowiek wydaje się realny. To nie jest nalepka wymyślona przez pisarza, którą on sobie wlepił w jakąś rzeczywistość. To się wydaje spójne. To jest prawdziwy człowiek, przez to w prawdziwym świecie. Myślę, że efekt jest niezły i dlatego ja się tak buntuję, jak ludzie próbują tę książkę wrzucić tylko i wyłącznie do wora z cyberpunkiem, co się zdarza w sieci, niestety. Na szczęście jest też kilku wnikliwych czytelników i wnikliwych recenzentów, którzy tego nie robią i im zdecydowanie chwała.
A teraz pytanie po tym przydługim wstępie. Pytanie, które trochę mnie męczy. Ja już je zresztą tobie zadawałem, ale nasi słuchacze nie słyszeli. Co jest w książce dziwniejsze? To, że to się dzieje w przyszłości, tej stechnicyzowanej, w gruncie rzeczy obcej nam. Czy też, że dzieje się w obcej kulturze, w Japonii? Już samo umieszczenie w Japonii właściwie starcza na połowę sukcesu albo nawet na sporą część tego sukcesu, bo to jest tak inna kultura, jakbyśmy się nagle znaleźli na innej planecie prawie. Teraz ty, Marto.
[20:17] - Wiesz co, jeszcze chciałabym tutaj, zanim odpowiem na twoje pytanie, dopowiedzieć taką rzecz. Bo mówimy, że to jest zbiór opowiadań, ale można „Algorytm życia” określić też czymś takim jak powieść mozaikowa, bo wszystkie opowiadania w tym zbiorze łączą się światem, bohaterką, bohaterami drugoplanowymi, bo oni się pojawiają i tu, i tu. Są pewne wątki, które wskazują, że to będzie coś więcej. Że tam się coraz więcej dzieje i to, co dzieje się w opowiadaniu numer jeden ma znaczenie w opowiadaniu numer trzy. O co mi chodzi? O to mi chodzi, że nie jest to zbiór opowiadań, które nie mają ze sobą nic wspólnego. A odpowiadając na twoje pytanie, czy większa obcość bije z miejsca akcji, czy z czasu akcji? Tu znowu mogę odpowiedzieć tak, że pewnie zależy to od czytelnika, bo jeżeli ktoś czyta dużo science fiction, ma dużo do czynienia z cyberpunkiem i się tym wszystkim interesuje, to być może nie będzie to dla niego aż tak obcy świat. Ale z drugiej strony, jeżeli ktoś czyta i interesuje się Japonią i lubi ten świat, zna jakieś pojęcia typu okonomiyaki, tatami i tak dalej, rozumie świat gejsz i kulturę Japonii, to też nie będzie to dla niego jakimś pewnie zaskoczeniem. Więc trudno mi powiedzieć, ale mogę ci powiedzieć o swoim odczuciu obcości, bo dla mnie Japonia, kiedy o niej czytam, kiedy oglądam filmy, to jest takie trochę science fiction, bo to jest świat tak nam obcy kulturowo i obcy w myśleniu, że ciągle mnie zaskakuje.
Czytałam dużo książek o Japonii, takich zdecydowanie bardziej obyczajowych. Zresztą na polskim rynku nie ma zbyt wiele fantastyki, jeżeli chodzi o Japonię i one mnie cały czas zaskakują swoim podejściem do tematu, swoim podejściem do myślenia, do wyrażania bohaterów, do opisywania sytuacji. Więc starałam się trochę tej swojej fascynacji i tej odmienności, tę odmienność pokazać, zmierzyć się z tym tematem, spróbować się z tym tematem. Czy mi się to uda, czy nie.
[22:34] - Ja tylko jeszcze... Wiktorze, któryś z nas zwraca na to uwagę, Redox popełnił błąd wypowiadając tytuł powieści Gibsona, bo zdaje się, że któryś z nas zrobił z niego „Nekromansera”.
[22:47] - „Neuromancer”, tak.
[22:49] - Zamiast „Neuromancera”. W związku z tym-
[22:52] - A to nieważne.
[22:54] - Nie wiem, czy ważne, czy nieważne. Ale wiesz, trzeba pamiętać, żeby jednak tytułów nie przekręcać. To jest moja działka. Okej, ja się z Martą zgodzę, bo to było pytanie z ukrytą, ale jednak tezą, bo ja mam takie wrażenie, że w opowiadaniach, będę się trzymał tej nomenklatury, dlatego ja to traktuję jako zbiór opowiadań, ponieważ jak to powiedzieć? Jak, Marto, napiszesz jeszcze drugi i trzeci tom, to się pewno zamknie w powieść mozaikową. Ona na razie jeszcze ma takie chyba trochę otwarte zakończenie, ale to jest moje wrażenie. Zresztą to bardzo dobrze moim zdaniem, bo zapowiada się ciąg dalszy. Ja lubię ciąg dalszy. Ale poczekaj, Wiktorze, poczekaj sekundę. Dzisiaj się tak palisz.
Dzisiaj jesteś niesamowicie rozmowny. Aż jestem zdumiony. Dużo kawy. W każdym razie zgodzę się z tym, że to jest tak dziwny świat, ta Japonia, że właściwie gdyby Marta zrobiła taki myk i umieściła tę powieść za pięć lat, to nikt by tego nie zauważył. Już pomijam sam rozwój technologiczny w Japonii. My sobie niby potrafimy to wyobrazić, ale chyba jednak nie do końca. Więc myślę, że o tej wysokiej dziwności, którą ja zauważam w książce Marty, chyba świadczy jednak w sporej części, w dużej części, w jakiejś tam części, nie wiem, wybierzcie państwo sobie, jednak decyduje o tej dziwności ta inna kultura. Marta to powiedziała, więc ja to tylko potwierdzam jako czytelnik. To teraz się możesz, Wiktorze, wyrwać.
[24:47] - O opowiadaniach będziemy dyskutowali jeszcze wiele razy. Natomiast w trakcie tej dyskusji będą się pojawiały takie pierwiosnki, jaki się pojawił. Ja będę się próbował zawsze przyczepić do czegoś takiego, co nagle w rozmowie się pojawiło. Do mnie piekielnie przemówiła recenzja tej Erwinowej babci tych książek i jej diagnoza, czym jest literatura science fiction. Zwróćcie uwagę, że my myślimy, że nam rozum dano po to, żebyśmy byli rozumni, żebyśmy myśleli. Różne rzeczy można wymieniać długo i całą psychoanalizę. Natomiast zobaczcie, że cały nasz organizm jest skonstruowany w ten sposób, nie tylko umysł, ale organizm, żeby przewidywać przyszłość. Jeżeli wystawiamy nogę do przodu, to my wiemy, dokąd idziemy. To znaczy organizm przewidział, że tam znajdzie oparcie i będzie mógł oderwać od ziemi drugą nogę i pójść krok do przodu. To jest na razie ślimakowate rozumowanie, ale podobnie postępuje umysł, jedząc kolację wieczorem, przygotowując kanapki, bo idziemy rano do pracy.
My dzisiaj przewidujemy jutrzejszą przyszłość, tą najbliższą przyszłość, tego bliskiego zasięgu. Właśnie to, co powiedziała Marta. I być może fantastyka jako taka literatura to jest właśnie bliskiego zasięgu kroczkiem do przodu. My nie przewidujemy tak naprawdę przyszłości, tylko przewidujemy dzień jutrzejszy, najbliższą rzecz. Dzięki temu to, co powiedziała ta Erwinowa babcia, już będzie przysłowiowa zapewne, to jest kapitalne spostrzeżenie. Fantastyka, akurat w tej formie Marty Sobeckiej, pomaga zrozumieć rzeczywistość, w której się poruszamy.
[27:17] - Wiesz co, Wiktorze, dobrze. To ja teraz w formie pytania, bo ja mam takie nieodparte wrażenie po lekturze i to zresztą kilkukrotnej tego zbioru. Mnie nie fascynuje w nim aż tak bardzo to przewidywanie przyszłości, ta technologia. Mnie fascynuje jednak bohaterka. Bohaterka tych opowieści. Ponieważ Marta całkiem nieźle pokazuje zagubienie człowieka. To taki banał, zagubienie człowieka w przyszłości. Każdy to wypowiada, ale Marta nie tylko to pokazuje, nie tylko o tym pisze, ale dobrze to pokazuje. Ona potrafi stworzyć tę atmosferę obcości. Przyszłość jest nam obca, ale z drugiej strony ta jej bohaterka czuje się chyba trochę obco w tym świecie.
I nie dlatego, że to jest świat przyszłości, tylko on jej chyba jakoś nie do końca pasuje. Marto, teraz ty. Już cię przestajemy zagadywać.
[28:24] - Zanim odpowiem na twoje pytanie, Marku, znowu wrócę do tego, co mówił Wiktor, bo dla mnie dobre science fiction to jest takie, które tłumaczy, co dzieje się w nauce. Bo w tej chwili nauka dochodzi do tak wąskich dziedzin, że oprócz niewielkiej grupy ekspertów za chwilę mało kto będzie w ogóle rozumiał naukę i zaczniemy ją traktować jak magię. Odbieglijmy na chwilę od tematu „Algorytmu życia”, bo w tym miesiącu ukazał się numer specjalny czasopisma „Pismo”. Ono się tak nazywa. I jest cały poświęcony przyszłości, tematom jutra i science fiction. W tym numerze jest świetny wywiad z Peterem Wattsem, autorem „Ślepowidzenia” między innymi. On mówi fajne rzeczy w tym wywiadzie. Między innymi to, że żałuje, że w tej chwili w Polsce nie tłumaczy się jego najnowszych powieści, bo on tam znowu bawi się z tymi najnowszymi zdobyczami techniki, gdzie powiem wam, to już zahacza o magię. To są tak niesamowite dziedziny i sprawy, które są bardzo wąskie, które mają wpływać w przyszłości na nas jako ludzi, na nasze myślenie utylitarne i tak dalej. Dla mnie czymś takim jest science fiction i tym powinna się zajmować, żeby nam trochę przybliżać ten świat i tłumaczyć go.
Ten świat naukowy, ten świat hermetyczny i tłumaczony zupełnie innym językiem. A co do twojego pytania i co do bohaterki, która jest zagubiona w tym świecie przyszłości, to wydaje mi się, że to też nie jest może nic takiego odkrywczego, bo my chyba jesteśmy trochę zagubieni w tym świecie przyszłości i ona po prostu jest zbiorem takich lęków, gdzie Nie wiem. Nie chcę też za dużo zdradzać fabuły, ale w pewnym momencie ona rozmawia ze swoim komendantem i mówi mu, że kiedy ma do czynienia z samobójcą, wie, jak postępować, bo chce go przekonać, żeby może tego nie robił. Kiedy ma do czynienia z kimś agresywnym, stara się go spacyfikować. A kiedy ma do czynienia z przeciwnikiem, który jest na przykład sztuczną inteligencją, to nie wie, co ma robić. Nie wie, jakie będzie zachowanie tej drugiej istoty, bo nie jest to człowiek. Więc w tym świecie, gdzie zaczynamy funkcjonować na równi z jakimiś sztucznymi bytami, z biobotami czy z tymi hologramami, za którymi też stoi jakiś człowiek, którego intencji nie znamy tak do końca, robi się trochę chaotycznie. To było fajnie pokazane w animacji długiej „Ghost in the Shell”, gdzie oni się zastanawiali przy okazji produkowania cyborgów, jakie intencje mają ci naukowcy. A ktoś tam odpowiada, że tak, my ich poddajemy co jakiś czas badaniom psychologicznym i sprawdzamy ich intencje. Ale być może takie badania można oszukać albo pytania są niewłaściwie zadane.
Więc tu chodzi o to, że zaczyna się taka wiara, że wszystko jest w porządku w tym świecie i my coraz bardziej musimy w to wierzyć, bo nie możemy tego sprawdzić. To może powodować lęk, bo świat się staje obcy.
[31:46] - Ja tylko powiem, że poza wersją animowaną „Ghost in the Shell” jest jeszcze wersja, nazwijmy ją aktorska. Ja oglądając tę wersję, w ogóle miałem przed oczyma twoje opowiadania. Znakomita ilustracja. Widok miast przedstawionych w tym filmie natychmiast mi się kojarzył z tym, co czytałem. A wracając do tego, co powiedziałaś. Wiesz co, ja mam takie wrażenie, może to tylko ja albo jeszcze jakaś grupa takich ludzi. Ja w swoim świecie nie czuję się jakoś bardzo mocno zagubiony. Bywam zagubiony. To każdemu się zdarza, kiedy natrafia na jakiś problem, kiedy pojawiają się rzeczy, których nie rozumie albo nie potrafi ogarnąć, to jakiś moment zawahania, zagubienia się pojawia. Ale tak co do zasady, to nie czuję się jakoś specjalnie zagubiony.
Gdybym się znalazł w świecie, który opisujesz, to pewno ten element zagubienia by się pojawił. Tylko że twoja bohaterka, dla niej to jest współczesność taka jak ta za oknem dla mnie. A mimo to ona jest jednak trochę inna, trochę żyje inaczej. Pomijam to, że jest singielką, ale te różne jej zainteresowania, znowu nie będę za dużo zdradzał. Ale ona jest w jakimś stopniu... Inaczej. Nie tak wyobrażamy sobie dziewczynę z przyszłości. Może tak. To z tym cię zostawiam.
[33:20] - Wiesz co? Myślę w ogóle tak. Może inaczej to ugryzę. Nie od strony bohaterki, ale w ogóle Japonii. Bo to jest taki kraj, gdzie z jednej strony mamy czterdziestomilionowe miasta, ogromną metropolię i drapacze chmur, które się ciągną w nieskończoność. A wystarczy, że udamy się na wycieczkę kilkadziesiąt kilometrów dalej i znajdujemy się w małej górskiej wiosce, gdzie stoją pomniki bóstw, jakieś małe świątynie i gdzie ludzie żyją w zupełnie innym stylu, nie mając w domu klimatyzacji, nie mając w domu ogrzewania i żyjąc sobie w zgodzie z naturą. I wiesz co? Wydaje mi się, że może to jest coś takiego, że nam się tak wydaje, że Japonia jest taka stechnicyzowana i że wszyscy są tacy do przodu. Ale ja myślę, że każdy człowiek w sobie w środku jednak ma przywiązanie do przeszłości. Kaori to jest taka postać, główna bohaterka, która ma trudną przeszłość.
Straciła ojca i straciła brata. Ale tutaj może kluczowy jest ten ojciec, który poświęcił swoje życie, żeby ocalić też między innymi ją. Historia pokazuje, że rząd chce to wykorzystać, bo on był pilotem, więc rząd chce wykorzystać to, że być może lepiej, żeby człowiek nie latał, bo po co tracić tak dobrych ludzi i tak dalej. Może postawmy na samoloty bezzałogowe, a więc zwolnijmy tych wszystkich ludzi. Ona ma ten konflikt z nowoczesnością i z tym nowym światem, dlatego że on jest taki bezduszny. On po prostu chce wykorzystywać tych ludzi, pozbawiać ich pracy, zajęcia, nadziei. W książce dużo się pojawia tego efektu ubocznego technologicznego świata, czyli bezrobocie. Czyli ludzie są niepotrzebni, nie chcą wychodzić z domu, bo się boją albo pracują jak wariaci i robią nadgodziny i przez to się wykańczają, bo konkurują ze sztuczną inteligencją, która nigdy się nie męczy. Chyba trudno akceptować ten świat, nie widząc tego, co on tak naprawdę robi i co za nim stoi.
[35:32] - To jeszcze zapytam o coś takiego. A czemu twoja bohaterka jest tak bardzo zdystansowana do ludzi? Ona właściwie nie ma przyjaciół, nie ma kolegów. Takich bliższych kolegów. Oczywiście są partnerzy z pracy, ludzie, z którymi pracuje, ale ona jest właściwie w tym tłumie samotna. Czy to jest jakaś diagnoza z twojej strony?
[35:59] - Wiesz co, ta samotność to jest trochę podchwytliwe, bo ona tak do końca nie jest samotna. Ale w tym sensie, że oszukuje, bo otacza się tymi bytami sztucznymi. Ona żyje z hologramem rodziny, z hologramem później żyje brata i tak dalej. I pomimo tego, że krytykuje współczesność, jest też w pewnym stopniu hipokrytką, bo też wchodzi w ten świat. Żyje z tymi hologramami, gdzie w pewnym momencie jest to wykrzyczane przez bliską i życzliwą jej osobę, z którą straciła kontakt na rzecz tych hologramów. Chodzi też o to, że ten sztuczny świat jest momentami tak doskonały, jak hologramy, które są wokół niej, że bardzo trudno z nim konkurować. My to chyba już dzisiaj trochę widzimy, że ludzie porzucają kontakty twarzą w twarz na rzecz kontaktów internetowych.
[36:55] - Dlatego zapytałem o diagnozę. Czy to jest z twojej strony diagnoza?
[37:00] - Trochę może tak, chociaż ja wcale nie chcę, żeby tak było i bym nie chciała. Ale czy my coś z tym zrobimy? Tego nie jestem pewna. Nawet czytałam ostatnio jakiś artykuł, że jednak relacje internetowe zmieniają nam mózg, bo nasz mózg jest bardzo plastyczny i jest czuły na wszystko. Więc jeżeli my zarzucamy kontakty międzyludzkie, a ułatwia nam to pandemia i całe izolowanie się i unikanie tych kontaktów w trosce o swoje zdrowie, to to nie zostaje bez znaczenia. Praca zdalna, gdzie nie wychodzimy do ludzi, gdzie pracujemy i porozumiewamy się przez kamery, przez słuchawki. My się też zmieniamy wewnętrznie. To jest tak samo, jak zaczynamy czytać książki. O tym kiedyś mówił fajnie Jacek Dukaj, że kiedy zaczynamy uczyć się czytać i czytamy książki, to nasz mózg też się zmienia względem ludzi, którzy żyli kiedyś i nie czytali. On już ma zupełnie inną budowę.
[37:53] - A zważywszy, że współcześni ludzie czytają coraz mniej.
[37:58] - A z tym bym się kłóciła. Mi się nie wydaje, że ludzie mniej czytają.
[38:02] - Mnie się jednak wydaje. Pokłóćmy się w takim razie, bo tylko ja mam cały czas świadomość tego, że ty, ja, Wiktor, właściwie Wiktor, ja i jeszcze kilka innych osób z naszego kręgu, my się poruszamy wśród ludzi, którzy czytają. Natomiast ja staram się zapuszczać sondy w resztę społeczeństwa i powiem tak, ja nie jestem takim optymistą. Wokół mnie sporo ludzi czyta. Rzeczywiście, to prawda. Gdybym na tej podstawie snuł diagnozy, to byłoby całkiem nieźle. Natomiast jak patrzę na tak zwany ogół, a to ten ogół będzie decydował o przyszłości, niestety albo stety, to już sobie każdy wybierze sam. To mam wrażenie jednak, że te zmiany w mózgach chyba jednak postępują. Ale to tak sobie czasami muszę pogadać.
[38:58] - Ja może chętnie się tutaj podłączę, bo wszystkie rozmowy zwykle to są takie próby wejścia na jakąś orbitę. Nie zawsze zauważamy, że już jesteśmy na jakiejś orbicie, ale ja tutaj zwrócę uwagę, żeśmy przez moment, to znaczy może nie my z Markiem, ale Marta weszła na pewną orbitę, która jest bardzo ciekawa. Otóż ja spróbuję to rozwinąć bez wywodzenia skąd. Ale zobaczcie, jak to będzie brzmiało z tą całą rozmową fajnie. Otóż myśmy w pewnym czasie, w tym europejskim XX wieku wyobrazili sobie, że nasz świat jest albo może być naszym domem. Tak nigdy przedtem nie było. Zawsze świat to był las. Dla człowieka pierwotnego las był jednocześnie domem, ale równocześnie lasem, czyli rzeczą nieznaną, nierozpoznaną do końca, niezracjonalizowaną, w której mogły być te wszystkie japońskie rosamony i wszystkie inne duchy, zjawy. Nasze topielice, nasze wiedźmy, zwykłe wilki i Czerwone Kapturki. Po prostu świat to był nasz dom, ale ten dom nie był zracjonalizowany.
Myśmy w XX wieku wymyślili sobie, że nasz świat może być domem. Takim, w którym jest wszystko poukładane. My wszystko wiemy, chodzimy do pracy, mamy zabezpieczoną przyszłość i tak dalej. Nie. Świat jest dalej czarnym lasem, w którym trzeba się umieć zachować. W tym lesie rzeczywiście te zachowania społeczne są ważne, ale ważny jest również indywidualizm, żeby umieć przeżyć następny, kolejny dzień. To jest bohaterka Marty Sobieckiej w tym jej lesie przyszło... bliskiej, właściwie dla mnie to teraźniejszość po prostu, bliskiej przyszłości.
[41:24] - Gdzie ty żyjesz. No ale dobra.
[41:26] - W każdym razie to jest strasznie fajne spojrzenie na coś, że trzeba bez przerwy umieć oswajać tą dziką bestię, która jest naszym domem. Ona nigdy nie przestanie być dzika. Była sobie prawie udomowiona, a nagle się okazuje, że ma sztuczną inteligencję, czyli że ma własne zdanie. Bo się pojawia w ogóle ta sztuczna inteligencja, której jeszcze niedawno nie było. Oczywiście byli bogowie greccy i w ogóle wszyscy bogowie. Czyli była ta sztuczna inteligencja dopuszczana i tak dalej, ale tego nie było, a w tej chwili wszystko to jest. Kapitalne miejsce do rozważań o tym, czym jest literatura w ogóle i o tym, co powiedziałem. Zobaczcie, jak to pasuje. To jest próba znalezienia następnego kroku, rozpoznania, wymacania ręką albo stopą tego, gdzie postawić następny krok, bo już jest jutro.
[42:34] - Marto, komentujesz?
[42:36] - Wiesz co, ja jeszcze bym chciała skomentować twoją wypowiedź Marku à propos czytania i czytelnictwa, bo miałam niedawno przyjemność brać udział w dwóch spotkaniach z licealistami. To były dwie klasy po 30 osób, gdzie z Tadeuszem Krajewskim rozmawialiśmy właśnie o fantastyce, o klubach fantastyki i o algorytmie życia. Zapytaliśmy się dzieciaków, ile z nich czyta, ile z nich interesuje się fantastyką i tak dalej. Okazuje się, że to są takie grupy po kilka, kilkanaście osób w klasie, gdzie nawet nauczyciele już w tej chwili zmęczeni tym programem nauczania katorżniczym, bardzo byli fajnie nastawieni, pozytywnie nastawieni do tej literatury fantastycznej, że powiem szczerze, byłam bardzo przyjemnie zaskoczona, że panuje taka atmosfera za tymi drzwiami szkolnymi, że coś się dzieje, że te dzieciaki chcą czytać. Oczywiście to nie jest żadna próbka do czegokolwiek, do jakichś tam badań, ale spotkania z tą sześćdziesiątką dzieciaków było bardzo pozytywne dla mnie. Dlatego mówię, że wydaje mi się, że jednak ludzie czytają książki. To nigdy nie będzie tak, że to będzie ta większość, która czyta, ale to na pewno nie zamiera.
[43:52] - Wiesz co, Marta? Powiem tak: ja oczywiście jestem dotknięty przekleństwem dobrej pamięci i to niestety czasami źle wpływa na mnie, bo jakieś sentymenty się we mnie pojawiają. Bo ja pamiętam czasy, jak każdy człowiek idealizuje czasy swojej młodości, a w latach 80. trudno było spotkać człowieka, który nie czytał. Nawet ludzie, których nie posądzalibyśmy o to, że czytają, oni też czytali. Mało, to pewno nie 100% i znowu też idealizuję pewne rzeczy, ale to z racji technologicznych było tak, że ludzie po prostu już nie mieli nic innego do roboty, to czytali. Dzisiaj świat kusi tyloma rzeczami, że to nie dlatego ludzie przestali czytać. Ludzie na przykład słuchają albo oglądają kolejne seriale. I tak jak pamiętam z audycji z Danielem Dziewitem o homo enter, to jest tak, że każde z tych mediów wydaje się bardzo podobne. One wszystkie opowiadają nam historię, czy to audiobook, czy to czytanie zwykłe, czy też oglądanie serialu.
Zawsze dostajemy jakąś historię. Według ludzi i nie tylko według Daniela Dziewita, bo on właściwie był takim człowiekiem, który zebrał różnego rodzaju relacje, to nie jest to samo. To tylko nam się niektórym osobom wydaje, że to jest to samo, bo za każdą taką aktywnością stoi jakaś historia. Sposób opowiadania, sposób percepcji tychże historii, ponieważ jest tak różny, mówiliśmy o tych zmianach w mózgu, to właśnie one w różnym kierunku podążają. Nie mówię, że to jest jakiś jeden ściśle określony kierunek, ale on jest chyba inny troszeczkę.
[45:56] - Ja przepraszam, ale złapałem Marka na wykroku i na grzeszeniu totalnym.
[46:03] - No słucham.
[46:03] - Jak on lubi używać: „To nie jest to samo”. I chwała Najwyższemu, że to nie jest to samo.
[46:11] - Ale ty chyba nie słuchałeś, co powiedziałem.
[46:13] - Słuchałem bardzo uważnie.
[46:14] - Powiedziałem, że jest inne. Nie powiedziałem, że jest gorsze. Powiedziałem, że jest inne. Nie wkładaj mi w usta tego, czego nie powiedziałem. Nie powiedziałem, że jest gorsze. Powiedziałem, że jest inne.
[46:25] - I chwała dobrze.
[46:26] - Nie, nie.
[46:26] - No i dobrze.
[46:27] - Wiesz co, to jest pochwała inności, dlatego że jest inna dla samej tylko... Chyba straciliśmy kontakt z Martą. Właśnie nam się wyłączyła. Halo, halo? Halo, halo?
[46:44] - Niestety raczej przez chwilę nie będzie nas słyszeć, skoro całkiem ją wywaliło. Spróbuję tutaj jej dać znać.
[46:52] - No to poczekajmy.
[46:54] - Ale zobacz.
[46:59] - I mamy milczenie. To właściwie możemy sobie rzeczywiście pogadać, Wiktorze, bo to chodzi o coś takiego.
[47:04] - Cisza w radiu zawsze zwiastuje, że coś się technicznie nie pykło.
[47:08] - Jest zabójcza.
[47:10] - I to dotyczy nie tylko radia takiego na FM, ale również radia w internecie. Coś się popsuło.
[47:18] - Tak jest.
[47:20] - Ale zobaczcie, jakie to fajne. Niby człowiek istnieje.
[47:23] - Już jest Marta.
[47:25] - Tak, przepraszam. Brak dostawy w internecie. Wybaczcie.
[47:29] - Internet taki bywa. Wrócę jeszcze do przerwanej kwestii, żeby Marta słyszała. Możesz sobie marzyć o tym, że złapałeś mnie na wykroku. Jeszcze nie tym razem, bo ja nie powiedziałem, że jest gorsze. Natomiast z mojego punktu widzenia dzielmy dwie kwestie. To, co ja uważam, że jest gorsze, bo jestem do czegoś przyzwyczajony i wcale nie oznacza, że to w ogóle jest generalnie gorsze. Ja po prostu widzę zalety poznawania świata czy też zgłębiania świata za pomocą literatury. I widzę wady tego poznawania świata za pomocą seriali. Ale nie twierdzę, że jedno eliminuje drugie albo że w ogóle tak powinno być, jak ja mówię. Mam co do tego po prostu wątpliwości i pozwól, że będę je miał.
[48:23] - Tak, Marku, ale zawsze w twoich przemowach przebija tęsknota do tego, żeby wszyscy ludzie czytali książki.
[48:31] - A w twoich przemowach przebija tęsknota za tym, żeby było inaczej. HGW: jak? Ale żeby było inaczej. Ja się z tym nie zgadzam, bo jeśli ma być inaczej, to wolałbym wiedzieć, dlaczego ma być inaczej i w jakim celu ma być inaczej. Bo zmiana dla zmiany, to jeszcze trochę i dojdziemy do trockizmu.
[48:54] - Nie dla zmiany. Mareczku, kiedyś w dawnym, dajmy na to grecko-pasterskim społeczeństwie, trzeba było wypasać owce na greckich połoninach i tym się zajmowali ludzie. I to było chwalebne, bo to podtrzymywało przyszłość, to dawało jedzenie. Tylko że niestety jacyś idioci, tacy pryszczaci gówniarze, że tak powiem, zaczęli grać na fujarkach. Marek, oni grali na fujarkach i są narysowani jako te fauny prawie zwierzęce i tak dalej. Oni się zajmowali głupotą.
[49:36] - Wiktorze, z czymkolwiek kojarzy ci się fujarka, to powiem tylko jedno, że zanim zaczęli na tych fujarkach grać, to wieczorem, jak już się te owce, nie wiem, czy się owce kładą spać-
[49:49] - To się pazłybi, tak.
[49:51] - Nie, oni opowiadali sobie historie. I to był początek tego wszystkiego, co się później zaczęło dziać. Bo człowiek ma, moim zdaniem, pozwól, że będę przywiązany do tej tezy, ma taką naturalną potrzebę opowiadania albo słuchania historii. Tobie może wystarczą bajki albo baśnie, ale opowiadania albo słuchania historii.
[50:16] - Tu się zgadzamy. Dla mnie bajka darwinowska jest piękna. Newtonowska bajka jest piękna. Wiele pięknych bajek.
[50:26] - Ale oni w tej starożytnej Grecji nie opowiadali sobie bajek newtonowskich. Natomiast generalnie chodziło o to, że ludzie lubią opowieści. I teraz, kiedy mówiłem o filmie, że stara się zastąpić, to ja mam przede wszystkim pretensje o to, że jedno nie zastępuje drugiego. To nie jest tak, że były książki, a teraz one zostaną zastąpione i to będzie dobrze.
[50:53] - Przez granie na fujarkach.
[50:54] - Jak są zastąpione filmami. Ja nie wiem tego. Wydaje mi się, że jak się coś jednego próbuje zastąpić czymś zupełnie innym, to zawsze-
[51:07] - To się idzie do przodu.
[51:09] - Nie, to jest jakiś bałagan z tego zawsze.
[51:11] - To się idzie do przodu.
[51:12] - Wiktor, wiesz co? Pójściem do przodu to było to, że na przykład można było książki szybciej drukować, bo wynaleziono druk, a nie przepisywane. To jest pójście do przodu, bo to jest pójście w tym samym kierunku. Pójście w stronę filmu to jest zmiana kierunku i zmiana kierunku nie musi być zła. Ja tego nie powiedziałem. Natomiast to jest zmiana kierunku.
[51:34] - Nie zmiana kierunku, bo równocześnie z twoimi książkami ukochanymi zawsze istniał teatr, a pójście w film to jest pójście ścieżką teatru i tak dalej.
[51:49] - Wiesz co? Dobrze.
[51:50] - Ta ścieżka też była zawsze.
[51:51] - Zanim zakuszemy kompletnie, to proponuję jednak nawiązać-
[51:56] - W tym świecie kobiety mają też coś do powiedzenia, więc niech gada. Dobrze.
[52:01] - Dobrze, to wróćmy jeszcze do tej bohaterki. Ja cały czas się tak przypierdzielam do niej, ale cały czas naciskam na to, że Marta jeszcze moim zdaniem za mało o tym powiedziała. Ona jest kobietą samotną we wszelkim rozumieniu tego słowa. Dlaczego ona jest samotna?
[52:26] - Tak jak mówiłam, że jest samotna. Ona żyje z tymi projekcjami sztucznymi. Ale czy jest samotna?
[52:34] - No właśnie.
[52:35] - Wiesz co, mi się wydaje, że ona się i tak do końca nie czuje samotna. Ona się otacza iluzją. Ma to życie zawodowe. Gdzieś to życie zawodowe też łączy się z jakimiś znajomościami, ale to jest taka postać, która też jest zadaniowa, skupiona na tych swoich zadaniach. I to jest też tą jej osią życia, tym, żeby robić swoje najlepiej jak potrafi.
[53:03] - A pamiętasz, co mówi jej starsza pani, która nie jest tak postępowa jak Wiktor i nie widzi zmiany dla zmiany, tylko coś jej mówi na temat jej życia w pewnym momencie twojej opowieści.
[53:20] - Wiesz co, nie mam pamięci, o który fragment ci dokładnie-
[53:24] - Ona w pewnym momencie komentuje jej życie. Komentuje to, jak spędza noce, jak spędza dnie i tak dalej. Ta pani, która jest jej sąsiadką, którą bohaterka się opiekuje. Ona jej daje pewien komentarz i ona oczywiście jest tradycjonalistyczna, chociażby z racji wieku, ale też zwraca jej uwagę na bardzo ważny aspekt życia człowieka, którego twoja bohaterka z jakichś tam racji, ja wcale też nie przesądzam jakich, w ogóle nie ma tego aspektu jej życia. Nie istnieje.
[54:05] - Chodzi ci w tym momencie o jej życie uczuciowe, tak?
[54:10] - Chociażby tak. Ona jest, żeby takiej nie wyzywać, bo nie chcę, bo w sumie w jakiś sposób polubiłem tę bohaterkę, ale to jest do jakiegoś stopnia, nie wiem, czy grana, czy to jest kreowane, czy to jest brak umiejętności nawiązywania kontaktów, ale taka trochę zimna ryba.
[54:33] - Wiesz co, ona może po prostu nie ma na to sił i czasu. Bo to jest tak, że kiedy czytam sobie o Japonii, o ludziach, którzy tam żyją, albo relacje Polaków, którzy wyjechali do Japonii. Jest taka fajna książka „Planeta K. Pięć lat w japońskiej korporacji”. Pisze to Polak, który tam wyjechał i pracuje w firmie. On ma co prawda żonę i dziecko, ale on ich w ogóle nie widuje. On ich prawie nie zna, bo on jest skupiony na pracy, bo musi zarabiać, żeby się utrzymać na swoim stanowisku, żeby robić to, co może. Mnóstwo jest takich relacji i takich ludzi, którzy zatracają się w pracy. Myślę, że ona trochę też zatraca się w pracy. A druga rzecz, że ta samotność to jest taki znak, nie że naszych czasów, ale coś, co opisuje Japonię, bo to jest społeczeństwo, które jest bardzo samotne.
[55:36] - Pamiętasz, w pewnym momencie rozmowy pytałem cię o element diagnozy w tym, co piszesz. Czy to, co w tej chwili powiedziałaś, to jest element diagnozujący? Bo my mieliśmy taką w pewnym momencie tendencję, żeby pokazywać technologiczną przyszłość, a ja mam cały czas wrażenie, że ty dajesz również diagnozę psychologiczną i społeczną. Ona jest dla mnie, jako dla tradycjonalisty, w jakiś sposób przybijająca.
[56:13] - Chyba wiem, o co ci chodzi. Może chodzi ci o to, co przebija się w każdej książce o Japonii, którą czytam, że Japończycy, ale myślę, że nie tylko oni, bo my też, tylko może oni są na wyższym poziomie, zakładają nieustannie maski. Zakładają maski w relacjach z innymi ludźmi. To było też fajnie opisane w tej „Planecie K.”, gdzie nasz Polak pracuje na co dzień przy biurku. Są rozmowy w firmie dotyczące głównie pracy. Nadchodzi piątek, idzie z kolegami z pracy do baru, siadają, piją i nagle okazuje się, że oni wszyscy są strasznie jego ciekawi. Wypytują go: „A która koleżanka ci się podoba? A to, jak ci się u nas żyje, pracuje i to wszystko?”. Oni się upijają, klepią się po plecach. Jest fajnie.
Jest taka atmosfera jak spotkanie towarzyskie. On wraca w poniedziałek do pracy i jest ucieszony, że w końcu przełamał barierę, że się z nimi dogadał, że teraz chyba będzie normalnie. Okazuje się, że oni wszyscy siedzą jak maski w teatrze nô, wpatrzeni w komputery i udają, jakby tego piątku nie było, jakby tej relacji i nici porozumienia w ogóle nie było. To się nie wydarzyło, a na pewno nie będziemy o tym mówić tutaj, kiedy jesteśmy na terenie firmy, bo teraz jesteśmy pracownikami i nasze życie prywatne jest poza drzwiami. To jest dla mnie niesamowite i może coś takiego tutaj chciałam uchwycić. Kiedy o nich czytam, to czuję samotność, melancholię za przeszłością. Gdzieś w tej Kaori jest melancholia za przeszłością, tęsknoty i wspomnienia za tym, co było. To jest moja próba pokazania ich stanu umysłu, umysłowości myślenia. Coś takiego.
[58:00] - Ja się tutaj wtrącę, bo przybliżę pewien temat, na który Marta trafiła. Otóż ja rozmawiałem kiedyś z przyjacielem z Warszawy, który mieszka razem z mieszkaniem, które jest puste bogiem a prawdą w tym domu, w którym on mieszka. Ale w tym mieszkaniu raz w tygodniu spotyka się od kilkunastu do kilkudziesięciu bankierów, przemysłowców, polityków japońskich przebywających w Polsce. Oni się zjawiają tam dokładnie o wyznaczonej godzinie, któregoś dnia, nie pamiętam, chyba w niedzielę czy coś takiego, po to, żeby odbyć swoje buddyjskie albo jakiekolwiek inne medytacje. To jest bardzo podobne, Marta, do tego, co powiedziałaś. Idziemy do baru, wychodzimy tak, jakby tego nie było. Oni bardzo podobnie, ja przypuszczam teraz, traktują również życie magiczne, które dają medytacje. Oni medytują. Jest to bardzo rozsądne, poważne, magiczne uwznioślenie. Przeżywają jakąś dziwną religię, po czym wracają do pracy tak, jakby tej medytacji nie było.
Są normalnymi bankowcami, mogą sobie porozmawiać i tak dalej. My przyzwyczailiśmy się być może w Europie, żeby żyć razem z tym, co mamy, czym jesteśmy. Natomiast może oni żyją faktycznie tym teatrem. Takim, w którym nie tylko uczucia, ale również magia i bogowie są. Znaczy nie bogowie, ale nawet wszystko jest teatrem. Chyba trafiłem w temat jakiś.
[01:00:19] - Mam teraz propozycję, żebyśmy dali szansę naszym słuchaczom.
[01:00:26] - To niech sobie poczytają.
[01:00:27] - Nie, na razie niech posłuchają. Twoje ulubione medium, czyli tym razem zamiast czytania odrobina słuchania i pierwszy fragment opowiadania napisanego przez Martę Sobiecką.
[01:00:44] - Marta Sobiecka, fragment opowiadania „Rój” ze zbioru „Algorytm życia”.
[01:00:53] - Oficer Kaori Nakamura szła w kordonie policji. Lewa, prawa, lewa – narzuciła tempo marszu. Najważniejsze – utrzymać szyk. Krzyki tłumu zwiastowały to, co nieuchronne. Policjantka nie rozróżniała wywrzaskiwnych słów, lecz przecież nie musiała. Jasny punkt majaczący nad głowami powiększał się z każdym oddechem. Złoto-czerwona kometa pędziła ku nim. Widać było kształt – ogromny, coraz większy i większy. Ulica nie była wąska, a mimo to stwór zahaczał skrzydłami o budynki. Leciały iskry i nagle z tej feerii barw wyłonił się gaci pysk.
Rozdziawiona szeroko paszcza prezentowała prawdziwą grozę. Naraz paszcza zniknęła, a smok popędził dalej. Wielkie cielsko, zamiast rzucać cień, oślepiało złotem łusek. Przez tłum przepłynęła fala fascynacji i przerażenia. Ludzie tłoczyli się, krzycząc. Wrzask zginął zmiażdżony rykiem bestii. Zdawała się ogromna. Sunęła prosto przed siebie. Z jej nozdrzy buchała para. Była jak żywa, jak prawdziwa.
Ale prawdziwa nie była. To tylko feeria barw i świateł. Tłum wędrował tunelem utkanym ze światła. Tunel był jak kurtyna. Oddzielał ludzi od miasta. Nie widać było hologramów zrośniętych z World Business Garden. Poznikały reklamy na Manhattan Makuhari Hotel. Oficer Kaori Nakamura szła w kordonie policji, pilnując porządku. Policjanci byli niewidzialni. Maskujące uniformy czyniły z nich uczestników zabawy, a ta trwała w najlepsze.
Smok eksplodował tysiącem kolorów. Tłum wiwatował. Nie przeszkadzał nawet deszcz. Wreszcie ulica wygasła. Ciemność rozpraszały jedynie uliczne latarnie i hologramy. Wilgoć połyskiwała na chodniku, na betonie. Lśniła na płaszczach i parasolach mijanych ludzi. Dawniej tymi samymi ulicami mieszkańcy nieśli na ramionach słomianego smoka, który przepędzał złe duchy. „Świat się zmienia. Ciekawe, kim byłabym kiedyś w tamtych czasach” – zastanawiała się.
Na pewno nie policjantką. Uśmiechnęła się do swoich myśli. Gdy dotarła do samochodu, połączyła się z centralą, by złożyć raport. Zadanie wykonane. Utrzymali porządek w zachodniej części miasta. Jej myśli krążyły już wokół gorącej kąpieli i lampki wina. Jednak tej nocy nie było jej dane zaznać spokoju. „Kaori, mamy zgłoszenie. Nagła śmierć” – usłyszała głos komendanta Tunsiro. „Kim jest ofiara?” – policjantka wyprostowała się na siedzeniu.
„To Mitsuo Sasaki. Biotechnolog, pracownik Sumitomo Chemical Engineering”. „Kto zgłosił?” „Jego gejsza”. „Gejsza?” „W domu pana Mitsuo mamy już ludzi. Jedź do domu Okiya. Porozmawiaj z właścicielką. Dane idą transferem”. „Przyjęłam, jadę”. „Kaori, to delikatna sprawa. Kamuflaż jest obowiązkowy.
Nie wchodź tam ani jako kobieta, ani jako przedstawiciel prawa. Nie rzucaj się w oczy”. Tunsiro rozłączył się. Kaori westchnęła. Choć była zmęczona, nie dyskutowała. Dodatkowe godziny to dodatkowe wynagrodzenie. Spojrzała w lusterko. Płaska, trójkątna twarz i wydatne kości policzkowe upodabniały ją do Koreanki. Na tym kończyły się podobieństwa. Zgrabny nos i szerokie oczy, teraz nieco podkrążone, nie pozostawiały cienia wątpliwości co do jej pochodzenia.
Poprawiła kosmyk niesfornych włosów i odpaliła silnik. Honda Sport Vision GT sunęła ulicami zgodnie z trasą wyznaczoną w centrali. Przed nią widniała tylko ciemna połać asfaltowej powierzchni, światła latarni i hologramy. Zlecenie zaintrygowało policjantkę. Domy Okiya położone były w dzielnicy rozpusty. Dawniej, gdy w domu majaczył zza pergaminowej ściany cień dostojnego ojca, nawet w myślach nikt nie grzeszył. Po cichu powstawały jednak hotele miłości. Młodzi spędzali tam cenne chwile. Z czasem hotele zaczęły rozrastać się w dzielnice. Prawdziwy boom przeżyły wraz z pojawieniem się biobotów w ludzkich ciałach.
Pięknym, doskonałym i bezdusznym istotom zaczęli ulegać nawet dostojni ojcowie. Samochód zatrzymał się na rogu ciemnej uliczki. Policjantka wysiadła z wozu. Kroki na kamiennej płycie odbijały się echem. Czerwone lampiony oświetlały drogę. Tam, gdzie światło było zgaszone, ktoś oddawał się rozkoszy. W oknach majaczyły cienie zniekształcone przez witraże. Za to w pomieszczeniach, gdzie lampiony pozostawały zapalone, można było dojrzeć cuda. Kaori nie rozglądała się, nie lustrowała wzrokiem mijanych esi. Wchodziła coraz głębiej w świat rozpusty.
Minęła grupkę młodych chłopaków, którzy dopingowali się nawzajem do przejścia rytuału męskości. Jeden z nich krzyknął coś do niej. Przywołał gestem. Gdy na nią patrzył, widział podobnego sobie chłopaka. Tak działał maskujący uniform. Policjantka nie zareagowała na zaczepkę. Szła dalej. Dotarła do mostu. Drewno tłumiło odgłos kroków. Nad płynącą poniżej rzeką unosiła się mgła.
Opar był niczym kurtyna. Przeniósł Kaori do innego świata. Po drugiej stronie mostu nagość zastąpiły kolorowe kimona. Zniknęła cielesność, zniknęło wyuzdanie. W ich miejsce pojawiły się dźwięki muzyki. W powietrzu mieszały się też zapachy. Choć ulica była wąska, okapy nie chroniły przechodniów przed deszczem. W pewnej chwili podbiegły do niej dwie gejsze. Parasolkami ochroniły przed spadającą z nieba wodą. Drewniane geta rozchlapywały kałuże.
Tu i ówdzie pod tarczami parasoli skrywały się kolejne gejko. Śmiały się. Niektóre śpiewały. Były jak ninjo, które z głębin mórz nawołują marynarzy. Policjantka podeszła do jednego z budynków. Dom Okinawy. Strumień danych poinformował ją, że jest na miejscu. Skinięciem głowy podziękowała gejszom za uprzejmość i je odprawiła. Weszła do środka. Zrzuciła maskujący uniform.
Od wejścia uderzył ją ostry zapach. W pomieszczeniu panował półmrok. Wnętrze rozjaśniał stłumiony blask lamp o grubych czerwonych abażurach. Za masywnym drewnianym biurkiem siedziała czarnowłosa kobieta, która z młodością rozstała się już jakiś czas temu. Włosy miała upięte w kok. Jej głowę okalał dym z elegancko rzeźbionej kiseru. Spojrzała na Kaori znad srebrnych okularów połówek. Dłoń z fajeczką zawisła tuż przy ustach. „Oficer Nakamura” – odczytała ją, nim policjantka zdążyła cokolwiek powiedzieć. – Proszę za mną.
– Podniosła się zza biurka, odsłaniając kimono w kwiaty, kolorystyką nawiązujące do abażurów. Szły niekończącym się korytarzem. Kaori marszczyła nos. Wdychała dym z kiseru idącej przed nią pani Okinawy. Miała wrażenie, że czas rozciąga się tu w jakiś absurdalny sposób. Z mijanych pokoi wyglądały dyskretnie zaciekawione gejko. Policjantka czuła się coraz bardziej nieswojo. Wreszcie zatrzymały się przed pokojem z numerem 17. Ściany rozsunęły się z cichym szumem. Na słomianej macie klęczała gejsza.
Powoli uniosła głowę. Kaori mimo zmęczenia wstrzymała oddech. Gejsza była bardzo ładna. Porcelanowa cera oraz wielkie oczy upodabniały ją do lalki. Czarne wstęgi gęstych włosów sięgały maty. Mogłaby się nimi otulić jak kimonem. Zaś kimono... „Gejsza nieodpowiednio ubrana nie jest prawdziwą gejszą” – przypomniały się jej zasłyszane kiedyś słowa. Biały jedwab przetykany złotą nicią cichutko szeleścił. Gdyby była prawdziwą kobietą, byłaby śliczna.
Zachwyt studziło spojrzenie. Zimne, chłodne, bezduszne. Policjantkę przeszył dreszcz. Gejko wstała. Ukłoniła się. Ukłon był pełen gracji i oddania. W tym geście, w ruchach czas wpadał w pułapkę. Mrugnięcie okiem i gejsza znów klęczała. Znów spuszczała nieśmiało głowę. Dłonie złożone jedna na drugiej leżały na kolanach tak jak chwilę temu.
– Jak się nazywasz? – Akira. – Oficer Nakamura. – Dla potwierdzenia wyjęła odznakę. – Zgłosiłaś zgon pana Mitsuo. Jestem tu, by dowiedzieć się, jak do tego doszło. – Policjantka przetarła dłonią czoło. Zmęczenie dawało się we znaki. Wielkie oczy wpatrywały się w nią z niezrozumieniem. „No tak” – pomyślała Kaori.
– Brak kontekstu. – Mitsuo Sasaki to twój stały klient? – sprecyzowała pytanie. Kiwnięcie głową. – Widziałaś, jak umierał? – Potwierdzenie. – Jak doszło do zbrodni? – Nie wolno mi. – Gdyby tylko mogły, po policzkach Akiry popłynęłyby łzy. – Gejko 6322.
– odczytała gejszę policjantka. – Czy zgadzasz się na tymczasowe odłączenie do czasu, aż sprawa zostanie wyjaśniona i zostaniesz wykluczona z kręgu podejrzanych? – Tak – wyszeptała Akira. – Świadek słyszał. – Zwróciła się policjantka do pani Okinawy. – Świadek to potwierdzi. Kaori podeszła do klęczącej gejszy. Bezceremonialnie ją odłączyła. Akira wyglądała teraz, jakby zgasła, jakby zastygła w lekkim ukłonie. Kaori chwyciła gejszę za podbródek.
Podniosła powiekę. Zobaczyła źrenice skierowaną na nieskończoność. Pani Okinawa stała z boku z odwróconą twarzą, jakby nie chciała na to patrzeć. Kaori zostawiła biobota i połączyła się z centralą. – Odłączyłam gejszę. Proszę o pozwolenie na przewiezienie jej na komisariat – stwierdziła. – Odmawiam. To biobot. Nie ma takiej możliwości. – Odmówiła złożenia zeznań – naciskała policjantka.
– Podsłuchiwałaś jego gejszę? – Tak. – Kaori, nie możemy tego zrobić. Kaori zaklęła, po czym rozłączyła się. – Zrób coś z nią – zwróciła się do właścicielki przybytku. Prawa mniejszości drażniły ją. Gdy tylko SI miała zwarcie, sprawę zwyczajowo zamiatało się pod dywan, by nie psuć rosnącego zaufania, nie spowalniać technologicznie kraju, nie grzęznąć w debatach publicznych o bezpieczeństwie cywili. Ale tym razem rzecz ewidentnie przedstawiała się inaczej. To mogło być morderstwo. Zmęczenie uleciało z niej niczym dym z kiseru pani Okinawy.
Policjantka w bojowym nastroju ruszyła na komisariat. W szybach samochodu odbijały się fajerwerki. Gdzieś tam, głęboko w trzewiach miasta dogasał festiwal światła.
[01:13:45] - To teraz my. Marto, wysłuchaliśmy tego pierwszego fragmentu. On jest niesamowicie malarski. Czy ty masz jakieś ciągoty w kierunku malowania również?
[01:13:58] - Wiesz co? Nie, zupełnie nie. Kiedyś próbowałam się trochę z rysunkiem, ale to było bardzo dawno temu i to były takie próby. Pewnie każdy coś takiego próbował robić, jakieś rysunki, jakieś portrety, ale to nie. Już dawno i nieprawda. Ale mogę ci powiedzieć coś innego. To pierwsze opowiadanie „Rój” jest pierwsze jako pierwsze. Tutaj się zaczyna cały pomysł na Kaori i cały pomysł na ten zbiór opowiadań. A inspiracją do „Roju” był film „Wspomnienia gejszy”. On jest tak klimatycznie zrobiony i to wszystko jest dopracowane na ostatni guzik.
Te stroje, miasto, te wszystkie scenerie. To było dla mnie takim natchnieniem, że nie sposób nie dostrzec tutaj jakichś podobieństw. Oglądając ten film i widząc gejsze, i słuchając tego całego cyklu, jakiemu poddawane były te dziewczyny, edukacji, że one od małych, od młodych lat były zabierane rodzicom, którzy po prostu nie mieli pieniędzy. Tak jak główna bohaterka mieszka z rodzicami rybakami. Oni po prostu nic nie mają zupełnie i oddają tą córkę do miasta na wychowanie na gejszę, gdzie ona po prostu nic nie potrafi i przez te naście lat uczy się, zaciągając dług u właścicielki domu gejsz. I uczy się tej doskonałości, tych ruchów, tej elegancji, tej swobody w poruszaniu się. Pomyślałam sobie, oglądając to: a gdyby tak zrobić z nich takie istoty doskonałe, ale nieludzkie, gdzie one są tworzone, produkowane do tego jednego celu i nie trzeba tej całej edukacji przechodzić. Coś takiego sobie wymyśliłam i w ten sposób powstał zalążek pomysłu na „Rój”.
[01:15:59] - Zresztą te gejsze to jest chyba fascynujący temat, bo w przywoływanym już wcześniej filmie „Ghost in the Shell”, w tej wersji aktorskiej, między innymi pamiętam tę scenę, gdzie w trakcie spotkania biznesowo-rozrywkowego, wiem, że to dziwnie brzmi, też się pojawia gejsza. Gejsza, która, chyba nie będę spoilerował, w każdym razie pełni jakąś ważną rolę, chociażby w szpiegostwie przemysłowym. Tak ogólnie to powiedzmy. Zatem ten motyw kultury, czyli gejsze i ich pewne usytuowanie w społeczeństwie, to musi być z jednej strony bardzo charakterystyczne dla tej kultury, ale z drugiej strony, zastanawiam się, chyba tak nam obce, obce w sensie kulturowym znowu, że to jest taki element, który często bywa przez kulturę, przez cywilizację zachodnią eksponowany jako pewien znak wywoławczy. Pewna metka made in Japan. Tak mi się wydaje. Gejsze bardzo często się pojawiają. Nie wiem, jak ty to widzisz, Marto.
[01:17:16] - Wiesz co, ty mówisz, że dziwnie brzmi hasło „spotkanie biznesowo-rozrywkowe”. Nie do końca wiem, jak jest w naszej kulturze już w tej chwili, ale wiem, że w Japonii przecież od zawsze i to nie tylko w Japonii, bo i w Korei, w ogóle w tych krajach Dalekiego Wschodu, są tak zwane hostessy. Czyli kobiety, nie tylko gejsze, ale w ogóle kobiety, które można wynająć i one umilają wieczór, ale w sensie czysto towarzyskim. Czyli są, nalewają drinki. W Japonii jest ten styl taki, gdzie albo polewa kobieta, jeżeli jest spotkanie biznesowe, bo to jest do dzisiaj praktykowane, że donosi jakieś przekąski i nalewa alkohol kobieta. Gdzie one są cały czas obecne w tych spotkaniach, u nich spotkanie biznesowe z samymi mężczyznami to nie do końca. Tam jest ten element rozrywkowy, że muszą być ładne panie wokół, które umilają im czas. Myślę, że to też może się brać z tego, że to jest taka namiastka czegoś przyjemnego, kiedy oni są skupieni tylko na pracy. I te kobiety po prostu mają im umilać ten czas. To jest na przykład fajnie opisane w książce „Stacja Tokio Ueno”, gdzie główny bohater opisuje, że on przez ileś lat widywał się ze swoją rodziną, która mieszka gdzieś tam het, het na wsi, raz w roku, dwa razy w roku.
A on mieszka w Tokio, buduje stadiony na nadchodzące zawody. I on właśnie tam poznaje taką hostessę w jakimś barze i on jest w stanie płacić każde pieniądze, żeby móc z nią zatańczyć, żeby móc z nią w ogóle porozmawiać, żeby móc z nią porozmawiać od siebie, a nie tylko być w tej pracy, że ona stanowi pomoc do jego wnętrza. Tak sobie czasami to wyobrażam, że może to ma ten cel, bo u nich to nie jest takie oczywiste, że po pracy idziesz do domu i tam czeka na ciebie rodzina, żona i tak dalej. Nie do końca to tak wygląda.
[01:19:22] - Ja może chętnie wejdę, ale depnę głęboko, bo ja tutaj intensywnie walczę z moim przyjacielem Markiem z jego wykładniami rzeczywistości. Otóż Marek zauważa plastyczność, to w porządku, ale charakteryzuje mniej więcej tą postać, którą tak samo, Marta, jak ty ją charakteryzujesz. Ona otacza się tymi całymi fandomami. Żyje jak, Marek to prawie z wyrzutem, z pretensją, totalny singiel i tak dalej. To w tym wszystkim jest takie niesamowite. Te gejsze są niesamowite i tak dalej. Jest to pewien sposób oglądu rzeczywistości, ale dla mnie taki nie jest. I to zupełnie nie jest. Dla mnie ten świat jest totalnie normalny. Taki był zawsze i taki zawsze będzie.
To, że ty akurat, Marta, zwracasz uwagę, i Marek, na te gejsze. Przepraszam bardzo, ale w czasie wielkich orgii w starożytnym Rzymie i w Grecji, to znaczy orgii, dysput filozoficznych, ci filozofowie leżący na tych swoich kozetkach oczywiście wygłaszali, dyskutowali między sobą, ale równocześnie żarli i wachlowani byli przez efebów i też greckie i rzymskie hotesy jak amorki fruwały wokół nich. Oni nigdy nie byli również samotni. Ci efebowie i te starożytne greckie panienki również istniały. Tak było, jest i będzie. I teraz, jak Marek mówi, że ona jest taki singiel. Przepraszam bardzo, ale jak ja sobie przypominam, ja już patrzę z perspektywy i staram się zrozumieć samego siebie i świat, jaki mnie otaczał od dziecka. Co ja mam o sobie, jakie zdanie, to jest moja sprawa. Ale jak mnie postrzegał świat? Ja byłem postrzegany dokładnie tak samo jak ta bohaterka.
Totalny singiel. Nikt nie wiedział, że ja zawsze byłem śmiertelnie zakochany. Ale to jest inny wymiar, inna rzeczywistość. Otaczałem się totalnie iluzjami, fandomami książek, które czytałem, pochłaniałem jak wariat. Żyłem w ich świecie, przeżywałem. Zamiast wyjść i dać w ryja kumplowi, który był chamem na ulicy i należało mu się dać w ryja, to ja przeżywałem „Winnetou” Old Shatterhanda i tak dalej. Czyli żyłem w takiej samej rzeczywistości. I tak było, i tak jest, i tak będzie po prostu. Ktoś idzie i żyje słuchając muzyki po prostu. To jest też fandom, bo można się położyć na wznak i naprawdę sobie moje ukochane Procol Harum słuchać do imetu, że tak powiem, przez 24 godziny po to, żeby się potem obudzić w świecie normalnym.
A to, że ten świat ciebie komentuje jako odszczepieńca, bo ty siedzisz i słuchasz Procol Harum i nic nie kontaktujesz, i jesteś totalnym singlem i tak dalej. Świat taki był, Marku. Mnie nie interesuje, zwróć uwagę, jaki świat powinien być.
[01:23:32] - Milczę sobie spokojnie, bo jednej rzeczy w całym tym wywodzie chyba jednak nie uwzględniasz. To, że bliska ci jest bohaterka stworzona przez Martę, to ja to rozumiem. Ja nawet rozumiem twoją definicję pewnego bycia singlem i tak dalej. Zafascynowania Procol Harum. Ach, tylko wspomnę, że gdybyś to tylko ty był tak święcie zakochany w Procol Harum, to Procol Harum nie zrobiłoby kariery światowej. Jakoś kilku innych ludzi się też zainteresowało tą muzyką. Chodzi mi tylko o to, że ty możesz oczywiście czuć jakiś gen powinowactwa z bohaterką Marty. To okej. Tylko że ja zwracam tak nieśmiało uwagę, że jeżeli ty nawet to powinowactwo czujesz, to chyba dlatego, że wy jesteście bardzo podobni do siebie inni. A zwracam też uwagę na to, że to nie świat był taki, tylko zawsze jednostki takie w nim były.
Natomiast świat był właśnie inny. Świat zwraca uwagę na coś innego. I teraz właśnie na tym tle bardzo dobrze widać jednostki, które są w jakiś sposób inne. I tu mam jakiś taki brak kontaktu, bo to, że ty zachowywałeś się inaczej, inne rzeczy były dla ciebie ważne, zupełnie inne są ważne dla Karoi, dla bohaterki „Algorytmu życia”. Ale to nie jest charakterystyka świata, tylko charakterystyka pewnych jednostek. Wiktora Sienkiewicza i Karoi.
[01:25:16] - To jest charakterystyka świata.
[01:25:18] - Nie, Wiktorze, dobrze, to pozostaniemy przy swoich zdaniach. Ja tak nie uważam. Uważam, że ludzie są Bardzo często określamy to mianem tacy prości, trywialni. Ja sam bywam trywialny i dobrze mi z tym, bo czasami potrzebujemy zejść z tych koturnów i z tej ogólnej fascynacji, bo czasami chcemy być po prostu normalni. Co więcej, ja odczytuję niektóre fragmenty „Algorytmu życia” w taki sposób, że z jednej strony bohaterka Marty jest właśnie taka inna trochę, a z drugiej strony czasami ma tę tęsknotę. Marta zresztą między wierszami już o tym mówiła. Ma taką tęsknotę, żeby być zwykła, normalna, taka przeciętna, bo w tym też może być coś fascynującego. Marto, jak to jest właściwie?
[01:26:14] - Drążymy temat tej samotności cały czas. Czy ona...? Powiedziała, że czuje się samotna w związku z tym, że doznała w życiu straty. Straty osób, które kochała. I to jest to poczucie jej samotności. Ale czy ona się czuje tak do końca samotna? Nie wiem. A czy introwertycy tak do końca czują się samotni? Pewnie też ci powiedzą, że nie. Nie każdy może potrzebuje tak wiele tych interakcji ludzkich.
[01:26:47] - Tak, jasne. Tylko z drugiej strony twoja bohaterka ma takie chwile, kiedy okazuje pewną sympatię niektórym ludziom. Ja mam cały czas wrażenie, poznając tę prozę, że ona czasami chciałaby, skoro już mówimy Ghost in the Shell, chciałaby wyjść z tej muszli, z tej skorupy. Chciałaby ją opuścić. Coś jej nie pozwala. Albo kultura, albo bycie introwertykiem. Coś ją trzyma tam w środku. Ja to tak odczytuję.
[01:27:27] - Ale masz rację. Bezwzględnie tak. Tylko kwestia dyskusji tutaj jest zupełnie porąbana, bo wszyscy ludzie to mają. Wszyscy chcą wychodzić albo o sto stopni w górę, albo zejść w dół. Natomiast w sztuce ważne jest tylko i wyłącznie to, czy ten dylemat jest wiarygodnie oddany, wiarygodnie sprzedany, wiarygodnie przybliżony nam.
[01:28:04] - Ale czy ja z tym dyskutuję? Nie, nie dyskutuję z tym. Ja tylko mówię, że ta bohaterka, nawet jej nie oceniam, mówię, że jest specyficzna.
[01:28:14] - Nie, Marku, nie. Jest normalna.
[01:28:18] - Nie, uważam, że większość ludzi tak się nie zachowuje.
[01:28:22] - Większość ludzi się tak zachowuje.
[01:28:24] - Uważam, że nie. I dlatego Marta, tworząc tę postać, intryguje czytelnika. Bo gdyby to było normalne, to ludzie by powiedzieli: „Po co mam czytać o niej, jak mogę się wgłębić w siebie?”. Właśnie to wydaje mi się niezwykle ciekawe w tej prosie, że Marta rysuje postać, która nas intryguje. Tak to widzę po prostu. Ale ja nie mam patentu na to, żeby wiedzieć na pewno. Natomiast nie zgadzam się z tym, że wszyscy ludzie są tacy.
[01:28:55] - Wszyscy ludzie są tacy. Ale jak przeżyjesz jeszcze 20 lat, to będziesz rozumieć. Bo to jest kwestia dojrzałości. Ale w każdym razie na pewno ta bohaterka i ten świat, w którym ona żyje, jest po prostu... Jak ja to chciałem wyrazić? A żebym to ja wiedział. Znowuż mi wyleciało to. Świat jest normalny.
[01:29:25] - Bo masz te 20 lat za dużo. No widzisz, niestety. I ja się właśnie zastanawiam, czy chcę dojrzewać aż tak, jak ty dojrzewasz. Ale dobra, niech ci będzie. Marto, ja cię chciałem teraz zapytać o słowo algorytm, które pojawia się w tytule.
[01:29:45] - Zapytać cię, w jakim sensie. Musisz rozwinąć.
[01:29:47] - Tak. Ja właśnie się zbieram do skoku, tylko Wiktor tu w międzyczasie też mi kibicuje.
[01:29:52] - W jakim bezsensie to się tam znalazło?
[01:29:56] - Nie, właśnie w jakim sensie? Zresztą Marta to wie, bo już się tą myślą podzieliłem, ale chciałbym od niej usłyszeć, bo słowo algorytm ma ściśle określoną definicję.
[01:30:11] - Może przybliżmy, że Marta Sobiecka prześlizgnęła się również przez jakieś wykłady filozoficzne i prawdopodobnie może mieć coś na myśli.
[01:30:20] - Nawet na pewno ma na myśli. Ja powiem tylko, czym jest tak definicyjnie algorytm. Ja odczytuję to słowo zawarte w tytule troszeczkę inaczej. Zresztą rozmawialiśmy trochę o tym, bo algorytm to w największym skrócie jest coś takiego, że określona liczba, skończona liczba czynności, które prowadzą do jakiegoś efektu.
[01:30:42] - Kostka Rubika.
[01:30:44] - Do jakiegoś efektu. I Marta już chyba będzie wiedziała, o co chodzi. Jak odczytywać twój tytuł?
[01:30:53] - Wiesz co? Pewnie odczytuj go, jak chcesz. Ja ci mogę tylko powiedzieć.
[01:30:58] - Nie, ja mam głębokie poczucie swojej wolności, o tym mnie nie musisz zapewniać. Natomiast ja bym był bardziej zainteresowany nie głębią swoich myśli, tylko raczej przemyśleniami autorki. Czym dla niej jest ten algorytm?
[01:31:13] - O, to już lepiej, bo właśnie nie lubię tego: o czym jest twoja książka i czym jest twój tytuł? Bo dla każdego czym innym. Ale dobrze. Dla mnie „Algorytm życia”, ja się posłużę takim wytłumaczeniem naokoło. Podoba mi się definicja Jordana Petersona, filozofa współczesnego, który mówi, że w życiu mamy chaos, a z drugiej strony jest porządek i to cały czas ze sobą koresponduje. Nie ma życia bez chaosu, nie ma życia bez porządku. Dla mnie algorytm życia to jest coś takiego, że algorytm to jest coś ułożonego, coś od punktu A do punktu Z, zaplanowanego i nie ma miejsca na cokolwiek więcej. Tu jest porządek. Ten algorytm to jest porządek. Natomiast życie dla mnie to jest zupełny chaos.
Chciałam zrobić zestawienie, że my w XXI wieku próbujemy życie, ten chaos złapać i uporządkować sztucznymi bytami, sztucznymi technologiami. Oczywiście to się nie udaje, bo to nie jest możliwe, żeby tak zrobić, ale chciałam się pobawić dwoma przeciwstawnymi słowami i postawić je naprzeciwko sobie.
[01:32:35] - Mogę to skomentować. Bardzo celny sposób myślenia. Ciekawe, czy ktokolwiek z kupujących tę książkę wpadł na pomysł, że o to chodzi. Ale bardzo dobrze.
[01:32:49] - Tak.
[01:32:50] - Intencje są ważniejsze.
[01:32:53] - Właściwie nie w gruncie rzeczy, tylko zastawiasz tym tytułem pewną pułapkę na czytelnika. Czy ty to widzisz?
[01:33:06] - Powiedz jaką.
[01:33:08] - Pułapkę. Częściowo o niej powiedziałaś. Zadam to pytanie tak. Właściwie odpowiedziałaś. Czy życie da się zamknąć w algorytm?
[01:33:21] - Nie. Właśnie odpowiedziałam, że nie.
[01:33:23] - Właśnie nie. Dlatego mówię o pewnej pułapce, którą zastawiasz, bo ktoś mógł powiedzieć: „Aha”. Rozmawialiśmy o tym.
[01:33:35] - Tego się nie da zrobić, bo możemy iść dalej. Człowiek, istota może się z pozoru wydaje uporządkowana, ale wewnętrznie mam swój chaos, a na zewnątrz mnie, czyli świat, też jest jakimś chaosem, który próbuję sobie uporządkować, ale to zawsze jedno bez drugiego nie działa, nie istnieje. To są takie jak dobro i zło. Musi być to, żebyś rozumiał to drugie. Nie zrozumiesz, czym jest głód, jak będziesz ciągle najedzony. To jest taki dualizm.
[01:34:10] - Ale wiesz co, ja pytam w kontekście tego, co się dzieje wokół nas, w sensie chociażby transhumanizmu, gdzie niektórzy uważają, że życie da się zamknąć w algorytmie. Nawet przywoływany tutaj Peter Woods momentami zdaje się sugerować, przynajmniej w książkach, które znam, że życie to jest w gruncie rzeczy coś takiego, co się da poskładać z klocków. Nawet umysłowość to jest rzecz, która, oczywiście te klocki są skomplikowane, ale na pewnym poziomie dałoby się to wszystko ułożyć.
[01:34:45] - Wiesz co, jeśli mogę to-
[01:34:46] - Ja się z tym nie zgadzam. Ja się z tym nie zgadzam oczywiście, ale takie sugestie w świecie zewnętrznym się pojawiają. Są filozofowie, czy też może bardziej myśliciele, którzy uważają, że wyprodukowanie już nie tyle sztucznej inteligencji w tym pojęciu dzisiejszym, ale sztucznej inteligencji, czyli takiej samej inteligencji jak ludzka, tylko składającej się z innych cegiełek budowlanych, nie ma żadnego problemu. To jest tylko stopień skomplikowania, który musimy pokonać i wszystko będzie tak samo. Powtarzam, to jest myślenie obce mnie, ale ten tytuł również coś takiego może sugerować. Czy się tego nie boisz?
[01:35:34] - Wiesz co? Nie, nie boję się. A co do Petera Woodsa i jego różnych prób pokazywania, że sztuczna inteligencja osiągnie nasz poziom, to nawet na łamach pisma w wywiadzie z nim przyznał się, że w ślepym widzeniu chciał się zmierzyć z tematem świadomości i pokazać, że da się to ograć, wytłumaczyć czym jest i przyznał się do tego, że poległ, bo my nie wiemy, czym jest samoświadomość, czym jest w ogóle świadomość i moim zdaniem nie dowiemy się tego prędko, o ile w ogóle. Więc ten cały transhumanizm, czyli superdobrobyt, superinteligencja i superdługowieczność, te trzy kierunki transhumanizmu, to dla mnie wszystko jest teorią i nie ma zbyt dużego odbicia w świecie.
[01:36:27] - I nie ma algorytmu życia, przynajmniej w takim bliższym horyzoncie.
[01:36:34] - Nie ma algorytmu życia, natomiast jest życie algorytmu.
[01:36:40] - Tak, to prawda.
[01:36:41] - Tymczasem za chwilę wykorzystamy algorytm androida, żeby oddzwonić do Marka Myszograja, który próbował się tutaj do nas dodzwonić. Już za chwilę się z Markiem powinniśmy usłyszeć. Za sekund parę.
[01:37:02] - Już za chwileczkę. Już za momencik.
[01:37:06] - Halo, halo Marku, czy się słyszymy?
[01:37:11] - Dobry wieczór. Słyszymy się.
[01:37:13] - Dobry wieczór.
[01:37:13] - Dobry wieczór.
[01:37:16] - Dobry wieczór jeszcze raz. Z tej strony Marek Myszograj. Witam panią Martę, panów prowadzących i sternika audycji. Słucham audycji z zaciekawieniem, jak zawsze Ale mam pewien problem z kulturą japońską. Nie wiem, czy się przekonam w ogóle do tej książki. Okropnie mocno nie trawię. Kiedyś próbowałem przedstawić „Ghost in the Shell”, wersję animowaną. Ma swoją magię, jednak nie rozumiem do końca, o co Japończykom chodzi, co mają w głowie. „Akira”, czyli komiks, też próbowałem. Wolę jednak nasze europejskie.
Jeżeli chodzi o komiks, to „Thorgala” na przykład. Nie wiem, może polska wersja przedstawienia Japonii wygląda zupełnie inaczej. Bardziej po europejsku, tak mi się wydaje. Tak samo jak Amerykanie przekładają na swój kod kulturowy na przykład wspomniany „Ghost in the Shell”. Może to w tym kierunku będzie bardziej strawne. A dlaczego dzwonię? Bo mieszkam na styku granic dosłownie Czech i Polski i od ponad czterech lat obserwuję różne zachowania kulturowe Czechów i Niemców. Tak mi się właśnie kojarzą Niemcy z Japonią. Ich podejście do życia, do pracy.
[01:38:46] - Super spostrzeżenie.
[01:38:49] - Zachowania przy stole takie mocno sztywne. Dwa lata mieszkałem na Bawarii, nawet jak słynne Oktoberfest się prowadzi, to jest niby huczna impreza, ale w rzeczywistości dla Polaka to jest nudne siedzenie przy stole i chlanie piwa. To nie dla nas. Ciężko to przetrawić. Człowiek w takich momentach czuje się zagubiony. Jednak to musi być nasza polska potupajka, wtedy zupełnie inaczej się zachowujemy. Niemcy na przykład nie potrafią tańczyć. Jak w Polsce się słyszy disco polo, to od razu szturmem ludzie idą po kilku głębszych na parkiet. Tańczą. Niemcy się zachowują jak dzieci Herr Flika z „Halo, halo”.
Podejrzewam, że Japończycy podobnie.
[01:39:35] - Wie pan co? Trafił pan w sedno, bo jeżeli porównuje się jakieś kraje i robi się takie porównania, to Japonia i Niemcy to są narody, które gdzieś najbliżej siebie myślą. I ja już też sobie to rozważałam à propos II wojny światowej, że oni jednak mocno razem siebie napędzali w dążeniu do tego, co się za chwilę stało, czyli w II wojnie światowej, że oni mają bardzo podobne myślenie. Więc tak, jak najbardziej.
[01:40:06] - Czyli to naród mocno zagubiony tak naprawdę. Nawet jeżeli tworzą jakąś muzykę, to Japonia, ale Niemcy właśnie to jest ta muzyka na jednym rytmie. To nie jest Chopin.
[01:40:18] - Marku, Myszograju, nie zagubiony, tylko inny.
[01:40:24] - Wiesz co, Wiktor, z tym zagubieniem to trochę też tak jest i o tym też bym chciała za chwilę pogadać à propos sekty Aum i też „Ghost in the Shell”, bo przeczytałam książkę Murakamiego „Podziemie”. To jest książka, która dotyczy zamachu w 1995 roku w Tokio, który został zorganizowany przez sektę Aum i oglądając „Ghost in the Shell” nie potrafię oddzielić tej książki od tego obrazu. Ale o tym za chwilę może, bo teraz jednak rozmawiamy tutaj przez telefon. Ale rzeczywiście Japonia, Niemcy to świetny trop. A co do Japonii i niechęci, to nie wiem. Wie pan, ja będę polecać. Bo jeżeli nadal pan nie rozumie Japonii, to może jednak warto spróbować.
[01:41:13] - Może się przekonam, bo na przykład film „Ostatni samuraj” zrobił duże wrażenie i audiobook, kiedyś był serial. Matko, zapomniałem tytułu. „Szogun”.
[01:41:24] - „Szogun”, tak.
[01:41:26] - Tak, ale audiobook jest świetny. Chyba dwa razy słuchałem. Zderzenie kultur. Jak jest wątek zderzenia kultur, to jednak fabuła przyciąga.
[01:41:38] - Tak. „Szogun” jest świetny, to prawda. Też mi się bardzo podobał. Ale jeżeli chodzi o zderzenia kultur, to może pan spróbować na przykład poczytać książki Polaków w Japonii i ich różne relacje. Na przykład Karoliny Bednarz albo Piotra Milewskiego, bo z naszej perspektywy polskiej oni wychwytują tą obcość i od razu ją nam pokazują. I może w ten sposób też może pan spróbować. Czyli trochę na około.
[01:42:07] - A jest jeszcze kilka takich kanałów na YouTubie. Chociażby człowiek, który prowadzi taki kanał „Pozdro z KRLD” ma też drugi kanał. Ma żonę Japonkę i dosyć często relacjonuje to, jak Japonia współczesna wygląda. Powiem, że oglądam to z pewną fascynacją. To jest znowu tak inne, jakbym śledził trochę życie na innej planecie. Naprawdę.
[01:42:33] - Dokładnie, inna planeta. Takie mam skojarzenie. Podam przykład z życia, jeżeli już na koniec tak na szybko wtrącę się. Siedzieliśmy sobie pewnego razu w lecie w knajpce w Niemczech dokładnie. To była knajpa w Saksonii. Te są z domów takich przysłupowych, bardzo przyjemna, na saksoński styl robiona. Siedzieliśmy na zewnątrz w słoneczku i nagle podjechał autobus. Wydaje mi się, jestem na 90% pewny, że z autobusu wysiadły Japonki. Około 30 dziewczyn. I tak sobie szły ścieżką wąską od strony autobusu do knajpki i przy końcu ścieżki leżał na środku kot.
W słońcu opalał się. Leżący, opalający się kot zrobił wielką furorę wśród tych dziewczyn. Zastanawiamy się dlaczego, ale może padnie tu wyjaśnienie. To tak, jakby obcy wylądowali na Ziemi i nagle zobaczyli kota. Zasłaniały usta, piszczały, zdziwiły się, robiły zdjęcia, a kot sobie zwyczajnie leżał w słońcu, opalał się. Taki obrazek piękny.
[01:43:52] - To ja jeszcze z takich kanałów na YouTubie polecę. Jest taki Japończyk Ignacy. On prosi, żeby go nazywać Ignacym. On też ma kanał na YouTubie i trochę o tej Japonii opowiada. To też bywa fascynujące, bo on się skupia na języku i pokazuje różnice, jak język, sama konstrukcja języka może powodować, że człowiek funkcjonuje inaczej. Myślę, że warto mu uwierzyć, ponieważ on zdradzając różnice pomiędzy językiem polskim i japońskim, może czasami wyciąga daleko idące wnioski, ale ciekawe. Dlatego polecam.
[01:44:34] - Marku, i widzisz co ty robisz? Niby polecasz książki, ale tak naprawdę ja polecam książki, a ty polecasz obrazy.
[01:44:42] - Ale dlaczego? Zaraz, zaraz. Przyjmuję krytykę, ale tylko częściowo, bo mówimy tutaj o pewnej łatwości łyknięcia, bo słyszymy o tym, że Marek mówi o tym, że ma jakiś opór przed Japonią, to sądzę, że taka mała pigułka Japonii w wersji lekkostrawnej. Ja zawsze jednak sztukę, taką właśnie filmową, będę traktował jako-
[01:45:14] - Próbowałem komiksy, też nie dałem rady. Wolałem naszego europejskiego Thorgala zawsze od japońskich komiksów.
[01:45:22] - Bo japońskie komiksy to się jakoś czyta w dziwną stronę i w ogóle wszystko jest tam inaczej. Jakoś też do mnie to nie przemawia.
[01:45:30] - Może dlatego, że po drugiej stronie ziemi mieszkają.
[01:45:34] - Natomiast te filmy o Japonii sprawiły, że ja z tego stosunku dosyć niechętnego, zbliżonego do mojego imiennika, przeszedłem na stronę neutralną. Znalazłem się w miejscu neutralnym. Ja już tak do końca nie patrzę na nich jako na jakichś przybyszy z innej planety, chociaż wydają mi się w dalszym ciągu przynajmniej mieszkańcami antypodów, których nie rozumiem.
[01:46:02] - Chciałem swoje spostrzeżenia i pewne podobieństwa przekazać. Dziękuję ślicznie za wysłuchanie. Przełączam się na odbiór. Pozdrawiam. Do usłyszenia.
[01:46:14] - Dziękujemy, pozdrawiamy.
[01:46:16] - Pozdrawiamy.
[01:46:18] - Ja może bym chętnie pociągnął tę pałeczkę myszograja à propos tego kota, bo czy one się zachowują inaczej? Otóż może tak, może nie. Ale ja kiedyś miałem taki obyczaj w Amsterdamie, pobywając przez dłuższy czas. Przyjaźniłem się wtedy z takim zespołem, z taką kapelą Dorsi i Janem Andersonem z Jethro Tull. Ale w każdym razie lubiłem sobie w wolnych chwilach zachodzić do muzeum, siadać na kanapie i oglądać jakiś obraz. Oglądałem sobie jeden obraz, po czym po dwóch, trzech godzinach wychodziłem. Oglądałem tylko jeden obraz, bo to jest przesyt, po prostu więcej nie można. I tak to trwało. I pewnego razu w tej ciszy, bo tam nikogo nie było poza mną, w tym muzeum sztuki flamandzkiej usłyszałem taki jakiś gwar. I zobaczyłem, jak do tego muzeum wpadły właśnie taka fura Japonek, też ze trzydzieści takich ślicznych dziewczynek.
To były jeszcze czasy, kiedy się komórek nie używało, tylko wszystkie one były obwieszone aparatami fotograficznymi. I one biegły, ale absolutnie biegły sprintem przez całe muzeum. Prawie mnie stratowały, chociaż sobie wygodnie i grzecznie siedziałem. Przebiegły obok mnie jak taka burza. No i gdzieś znikły. Ja zaintrygowany, dokąd one biegną, podniosłem się powolutku z tej kanapy i tak poszedłem. One dopadły do najdalszego pokoju, gdzie był jakiś tam Rembrandt, kurde, jakiś akurat taki wybitny, ale tych wybitnych było pełno na wszystkich ścianach. One dopadły tego obrazu, prawie klęknęły, podniosły głowy i krzyczały po japońsku oczywiście: „O, yes, o, yes, o, yes!" Normalnie, tylko że po japońsku. Nie pamiętam, jak to było. I tak dalej.
Zdjęć nie można było robić. W każdym razie składały ręce, modliły się prawie, kichały, zasłaniały oczy. W ogóle wszystkie gesty wykonały, po czym nagle, jak na komendę się odwróciły i wybiegły z tego całego muzeum. Żaden obraz nie istniał dla nich poza tym w tym muzeum. I słusznie, bo tamten był w każdym przewodniku europejskim jako najwybitniejszy, więc reszta, chociaż się niczym zupełnie nie różniły te obrazy uczniów Rubensa czy jakichś innych tam flamandzkich mistrzów od tych mistrzowskich, one to ignorowały. Ale podobnie zupełnie, wracam już do tezy, zupełnie identycznie zachowują się dzisiaj turyści amerykańscy, niemieccy. Mając przewodnik wpadamy do czegoś, konsumujemy coś i wychodzimy. Mam rację czy nie mam Marku?
[01:49:32] - Nie wiem.
[01:49:32] - Czy to jest charakterystyczne dla-
[01:49:33] - Przepraszam, ale znowu mnie rozłączyło na chwilę, ale już jestem.
[01:49:38] - To jest świadectwo, że istnieje tam świadomość. Ma świadomość tego, że się rozłącza i przyłącza.
[01:49:45] - Natomiast ja wrócę jeszcze na chwilę do Powiem tak, dlaczego Marta słusznie zwróciła uwagę, że nagle przeskoczyłem na pozycję miłośnika obrazków. Ale powiem dlaczego jeszcze. To się między innymi stało po lekturze Murakamiego. Doszedłem do wniosku, że ten Japończyk jest tak zeuropeizowany, ta literatura właściwie ociera się o europejską literaturę. Zacząłem mieć wątpliwości, czy to jest japońskie. Oczywiście cały wystrój i wszystko to, co się dzieje, to jak najbardziej. Ale przestałem mu ufać. Jako literatowi ufam mu w dalszym ciągu. Murakami wielkim pisarzem jest, ale czy on jest jeszcze Japończykiem tak do końca? Dlatego zacząłem słuchać Japończyków.
A ponieważ ciężko się słucha Japończyków, to szukałem takich, którzy coś po polsku do mnie potrafią powiedzieć. Stąd moje wizyty na YouTubie, bo jak ta żona gościa, który prowadzi kanał Pozdro z KRLD, mówi, on ją musi tłumaczyć albo są napisy, to się nagle rzeczywiście otwiera inny świat. Oni mówią o rzeczach, które by mi może z racji ciasnoty umysłowej nie przyszły do głowy, ale oni po prostu otwierają tak krok po kroku, jak puszkę sardynek się otwiera, inny świat. Pewne obrazy, o których oni mówią, pewne sytuacje. Nie będę mnożył słów. Nagle człowiek staje i mówi sobie: „Kurczę, jednak nie wpadłbym na to”. I masz takie poczucie, że jesteś na innej planecie.
[01:51:43] - Posłuchajcie, co Marek mówi i jak to wyraża, bo co z tego wynika. Otóż Marek mówi, że jak się tego słucha, to nagle jakby odkrywasz inny świat. Tak, ale żeby uświadomić sobie, że można odkrywać inne światy, te światy muszą być. Przy naszej tendencji do totalnej globalizacji, chociaż nie wiem, czy nie bredzę w tej chwili, bo co jest bardziej globalnego niż przyroda na świecie? A przyroda, chociaż jest globalna, dalej ma swoje mikroklimaty.
[01:52:22] - Globalizm jednak odwołuje się do pewnego życia gospodarczo-społecznego.
[01:52:27] - Jak na razie.
[01:52:28] - A to w roku 2020, przynajmniej na jakiś czas, stało się przeszłością. Przynajmniej ten globalizm. Okej, bo tak zagadamy Martę na śmierć.
[01:52:42] - Ona jest od piszenia, a nie gadania.
[01:52:44] - Nie, ale niech skomentuje od czasu do czasu.
[01:52:48] - Przegłosujmy.
[01:52:49] - Bardzo chętnie, nawet teraz. To, co powiedziałeś o Murakamim-
[01:52:52] - Tak jest
[01:52:52] - ... to jest w ogóle ciekawe, bo ja tak sobie myślę, że tak jak my próbujemy zrozumieć Japonię, to on jako on próbował zrozumieć nas, czyli tę kulturę zachodnią, bo on w pewnym momencie swojego życia wyprowadził się do Włoch i mieszkał w Europie. Wydaje mi się, że też w Ameryce, ale tego na pewno nie potwierdzę. I po iluś latach, z powodu ataku gazowego tej sekty w 1995 roku, wrócił do swojego kraju i w swojej książce „Podziemie” pisze, że chciałby teraz spróbować zrozumieć Japończyków i wytłumaczyć w tej książce, co się tu właściwie wydarzyło przez te ostatnie lata, że doszło do takiej tragedii. Więc myślę, że on trochę przesiąknął tym Zachodem, bo to widać w jego książkach, w jego prozie.
[01:53:49] - Właśnie.
[01:53:49] - Bo też się tym fascynuję, ale powiem ci, że dla mnie to on nadal pozostaje Japończykiem i w tej prozie to widać. Czytając innych pisarzy, czuję to samo. Widzę pewne rzeczy i ten sposób narracji, opisywania ludzi i ich myślenia. Czy da się tak wyrosnąć z siebie? On jednak też skończył tokijski Uniwersytet Waseda na wydziale literatury. On jednak ma te korzenie, tę pracę domową odrobioną, jeżeli chodzi o Japonię i japońską literaturę, więc sądzę, że być może jego chęcią, ale nie wiem tego na pewno, jest coś takiego, że może on chciał nam przybliżyć poprzez swoje utwory swój kraj, ale żebyśmy tak nie polegli i od tego nie uciekli, to może też daje nam nasz świat w tym wszystkim. Takie oswajanie powoli.
[01:54:48] - Być może, bo czasami tej prozie, mam takie wrażenie, że jest bliżej, chwilami podkreślam, niech nie strzelają do mnie literaturoznawcy, bo to się może zdarzyć po tym, co za chwilę powiem, ale chwilami tej prozie bliżej jest na przykład do prozy iberoamerykańskiej, jakiegoś realizmu magicznego, niż do tego, z czym ja, może niegodny, Japonię kojarzę. Może dlatego nie tyle zniechęciłem, on dla mnie jest wielkim pisarzem. Natomiast jakbym miał czegoś się o Japonii dowiedzieć, to chyba mu nie ufam. Ale to już osobnicze moje.
[01:55:32] - Ale ty mówisz, że ten realizm magiczny powoduje, że jednak kojarzy ci się bardziej z Zachodem, z Europą?
[01:55:41] - Tak, z inną kulturą. Powiem tak, wchodzimy na grząski grunt, bo realizm magiczny dzisiaj oznacza wszystko. Dzisiaj źródeł realizmu magicznego szuka się ho ho, a może i dalej. Jedni odwołują się do prozy iberoamerykańskiej, inni szukają tego w zupełnie innych rewirach. Dlatego to znowu jest kwestia definicyjna i tak jak pamiętasz z filozofii analitycznej, najpierw byśmy musieli godzinę pogadać i ustalić wszystkie definicje, jakie trzeba by ustalić, a wtedy moglibyśmy porozmawiać o realizmie magicznym. Sam nas w to wpędziłem, więc się szybciutko wycofuję. Podsumowując, Murakami wielkim pisarzem jest. Jakbyś miała wymienić prozatorów, chyba dobrze mówię, ludzi piszących prozę, będzie prościej, z Japonii, to kogo byś wymieniła?
[01:56:48] - Moim numerem jeden jest w tej chwili pisarka Yoko Ogawa. Dlaczego? Dlatego, że ona potrafi napisać zbiór opowiadań grozy, który mnie przyszywa do głębi, bo jest tak niesamowity. A tam w sumie jest mało fantastyki, mało takiej grozy, jaką by się wydawało, że dostaniemy, bo wychodzi z ludzi, takie straszne rzeczy. A z drugiej strony dostaję od niej „Ukochane równanie profesora”, czyli bardzo ciepłą powieść obyczajową o sile przyjaźni. I to jest dla mnie coś znaczącego, że ktoś potrafi w dwóch różnych gatunkach tak świetnie się odnaleźć. Idźmy dalej. Ango Sakaguchi, czyli proza powojenna. To też jest dla mnie bardzo ważna postać, bo on był buntownikiem. To była postać, która nie zgadzała się na świat powojenny, gdzie w Japonii budowano nacjonalizm i budowano to „my, hurra, idźmy do przodu” i kult kamikadze.
A on to trafnie rozszyfrowywał, że podążają za mrzonką i przez to giną niepotrzebnie ludzie. Tak samo Osamu Dazai. Jest strasznie szczery, dołujący, ale przez to jego literatura jest piękna. To miała być trójka.
[01:58:21] - Tak. Japońskie nazwiska trudne i tak nie zapamiętam. Będę musiał przesłuchać jeszcze raz później audycję.
[01:58:28] - Wiesz co, ja jeszcze dodam, że jeżeli ktoś chciałby poczytać te książki i słucha nas i nie zapamiętuje nazw autorów, to na stronie martasobiecka.pl piszę recenzje tych książek i tam zamieszczam o nich informacje. Także jeżeli ktoś chciałby sobie poczytać jakieś książki o Japonii, bardziej obyczajowe, to mogę polecić taki kierunek szukania.
[01:58:49] - A tutaj podpowiedź z czata. PW pisze, że ten człowiek z Japonii to jest Emil. On prowadzi kanał Pozdro z KRLD, ale prowadzi też z żoną Aiko taki kanał o Japonii.
[01:59:05] - To ja jeszcze doprecyzuję, że ów Emil ma na nazwisko Truszkowski.
[01:59:11] - O, właśnie. Redux daje ze znakiem zapytania prozaików.
[01:59:17] - Jak ktoś strzelił prozatorami, to musiał się ktoś odezwać, że są również prozaicy.
[01:59:24] - Jedni i drudzy funkcjonują. Do prozaików sam jestem bardziej przyzwyczajony, ale akurat mi podeszło. Prozatorzy fatalnie brzmi jedno i drugie. I tak wolę pisarze. Ale dobrze, czasami trzeba jakiś zamiennik stosować. Mam dobry pomysł w tej chwili, żebyśmy posłuchali kolejnego fragmentu jednego z opowiadań Marty Sobieckiej ze zbioru „Algorytm życia”.
[01:59:52] - Bardzo chętnie.
[01:59:53] - Ale jeszcze moment zanim będzie odpalony, to wszystkim miłośnikom felietonów Tomka Fąsa przypominam, że jak mamy gości, to Tomek Fąs na koniec całą swoją wiedzę z dziedziny fizyki będzie dzisiaj prezentował.
[02:00:13] - Będziemy mu mówili: „Kończ już, właściwie. Wstyd już.”
[02:00:17] - Powiem ci, że kolejny fascynujący felieton. A teraz już oddajmy głos Markowi.
[02:00:24] - Chętnie.
[02:00:26] - Marta Sobiecka. Fragment opowiadania „To właśnie robisz, gdy naprawdę kogoś kochasz” ze zbioru „Algorytm życia”. U pięciu pacjentów kliniki Human Plus wykryto w organizmie fragmenty elektroniki, szkła i krzemu. Osoby te dwa tygodnie wcześniej dobrowolnie poddały się zabiegowi, podczas którego do nerwów biegnących wzdłuż ramienia wszczepiono im implanty. Do implantów podłączony został czujnik, dzięki któremu pacjenci wyczuwali obiekty znajdujące się przed nimi i mogli określić dystans, jaki ich od nich dzieli. Po 14 dniach zaczęli skarżyć się na zły stan zdrowia. Pierwsze objawy, jakie się pojawiły, to... Policjantka przerwała czytanie raportu, przerzuciła kilka stron i znów skupiła na nim uwagę. Nerw, do którego wszczepiono implant na odcinku przedramienia, biegnie blisko powierzchni skóry, co pozwoliło chirurgom na szybką ingerencję. Stan pacjentów jest obecnie stabilny.
Firma nie zaprzestała działalności związanej z wykonywaniem zabiegów. „Mają tupet” – wymruczała do siebie znad dokumentacji. „Ale to i tak nic w porównaniu z plagą amatorskich laboratoriów dla cyborgów. Wariaci tną biedaków na żywca i faszerują ich elektroniką, jakbym przyrządzali pierożki jiaozi, a potem znikają i nie ma kogo pociągnąć do odpowiedzialności” – pomyślała. „Kaori, za 10 minut u mnie w biurze”. Przed biurkiem policjantki ukazał się hologram komendanta Toshiro wzywający ją na dywanik, po czym zniknął tak szybko, jak się pojawił. „Czy ja się do tego kiedyś przyzwyczaję?”. Wróciła do raportu, ale już nie potrafiła się skupić. Wstała i wolnym krokiem ruszyła do gabinetu przełożonego. „O co chodzi?” – zapytała od progu.
„Usiądź” – odezwał się komendant. Policjantka zajęła wolne krzesło. „Jak wiesz, odrzutowiec pokonujący trasę USA-Tokio rozbił się tydzień temu nad Oceanem Spokojnym. Załoga i pasażer zginęli na miejscu. Analiza nie wyklucza cyberataku” – wyłożył sprawę przełożony. – „Hipoteza jest taka, że ktoś z zewnątrz kontrolował ciąg silnika po jednej stronie samolotu, co zmusiło pilota do zmiany kursu. Tej nocy była burza. Maszyna wleciała prosto w nawałnicę”. Komendant przerwał na chwilę. Kaori nie odzywała się.
Czekała. „Jedynym pasażerem był świeżo emerytowany Yoshida Kotaro” – podjął wątek przełożony. – „Przeszedł na wcześniejszą emeryturę. Wracał do domu”. Na ścianie wyświetliło się zdjęcie ofiary. Choć miał swoje lata, wyglądał dobrze. W ciągu ostatnich dni cały kraj mógł dojść do podobnego wniosku. W mediach dosłownie huczało. „Jego żona, Fuyuko Kotaro, prosi, byś podjęła się nieoficjalnego śledztwa. Za chwilę prześlę ci raport z tego oficjalnego.
Kaori, to teraz twój priorytet. Gdy zapoznasz się z tematem, jedź do niej. O wszystkim mnie informuj. Chcę być na bieżąco. Zrozumiano?”. „Tak jest”. „I miej się na baczności. Pani Kotaro to specyficzna osoba”. W niecałą godzinę później policjantka stanęła w progu domu państwa Kotaro. Małżeństwo mieszkało na luksusowym osiedlu obfitującym w tereny zielone, które były w mieście tak rzadkie jak obecność zdrowych raf koralowych w oceanach.
Służąca, starsza kobieta o twarzy przywodzącej na myśl maski z teatru nō, zgięła się w ukłonie, zapraszając ją do środka. Kaori rzuciła ostatnie spojrzenie na piękny, zabytkowy MG stojący na podjeździe i przestąpiła próg. Zdjęła buty, przeszła przez korytarz i wkroczyła do salonu. Stał tam mężczyzna, który słysząc kroki, odwrócił się w jej stronę. Policjantka zamarła. Znała tę twarz. Widziała ją dziś na komisariacie. Oglądała ją rano w wiadomościach. Przed sobą miała pana Yoshidę Kotaro, który zginął niedawno w katastrofie lotniczej. Trwało to sekundę, zanim strumień danych poinformował ją, że ogląda hiperhologram.
Wersja domowa dla samotnych żon firmy Hologram Japan. Kaori ukłoniła się, zdając sobie sprawę z absurdalności tej sytuacji i przeniosła uwagę na salon. Przestronne pomieszczenie zachwycało ogromem światła. Duże okna wychodzące na ogród, dominująca biel i jasne sosnowe drewno wywoływały przyjemne wrażenie. „Pani oficer, czekaliśmy na panią”. Do salonu wkroczyła gospodyni. Kaori ukłoniła się z szacunkiem. Kobieta wyglądała na dużo młodszą od męża. Jeśli od katastrofy samolotu faktycznie cierpiała na kłopoty ze snem, ukryła to pod starannym, choć delikatnym makijażem. Długie kasztanowe włosy, bardzo zadbane, opadały kaskadą na ramiona.
Miała na sobie kremową sukienkę oraz marynarkę. „Ani śladu po żałobie” – skonstatowała Kaori. – „Moje kondolencje z powodu straty”. Policjantka ponownie ukłoniła się, wyrażając szacunek dla zmarłego. Zmarłego, który stał tuż obok w cyfrowej wersji. Gospodyni przymknęła lekko oczy, nieznacznie kiwnęła głową. Prawy kącik jej ust uniósł się delikatnie. Gestem zaprosiła Kaori, by przeszły dalej w głąb pomieszczenia. Hologram pana Kotaro nie odstępował żony na krok. „Dziękuję za szybkie przybycie” – odezwała się gospodyni z akcentem typowym dla wyższych sfer.
„To dla mnie zaszczyt” – odpowiedziała natychmiast policjantka. „Mąż rzadko bywa w domu” – stwierdziła gospodyni, gdy cała trójka zajęła już miejsca. Małżeństwo na sofie, Kaori w głębokim fotelu. „W jakim sensie? Raz w miesiącu? Raz na pół roku?” – dopytywała policjantka. „Tak” – odpowiedziała enigmatycznie kobieta. „Ma pani męża?”. „Nie. Pani ojciec był bohaterem, prawda?
Jest pani przeciwniczką SI”. „Więc o to chodzi” – pomyślała Kaori. „Nie do końca. Po prostu doceniam świat, w którym mogę się odnaleźć, w którym mogę przewidywać intencje” – odpowiedziała. „Hiperhologramy nie są przewidywalne?” – zdziwiła się pani Fuyuko. „Stojący za nimi ludzie.” „Nie” – odrzekła policjantka wymijająco, odruchowo spoglądając na swoją dłoń. Ślady po poparzeniach, pamiątka po starciu z biobotem, zniknęły, jednak pamięć pozostała. „Cóż, dla mnie świat jest dostatecznie niejasny.” – gospodyni westchnęła. – Hologram kogoś bliskiego wiele tu nie zmienia, natomiast o wiele więcej ułatwia. Spojrzała na męża.
Kobieta i mężczyzna obdarzyli się delikatnym uśmiechem głębokiego porozumienia. „No cóż” – odpowiedziała Kaori ostrożnie. – Co komu pasuje. „Myślała pani o dzieciach?” – odezwał się pan Yoshida. W międzyczasie służąca przyniosła tacę z filiżankami i dzbankiem herbaty. Porcelanowa zastawa godna dynastii Qing – przyszło na myśl Kaori. – Słucham? Obserwując rytuał nalewania herbaty zgubiła wątek. „Najlepszym dowodem na miłość, którą darzy się rodziców, jest przekazanie genów potomstwu. Nie sądzi pani?
W Japonii mamy potworny deficyt narodzin.” – tłumaczył cierpliwie mężczyzna. Kaori westchnęła w duchu. – Mój ojciec był pilotem. Poświęcił się, by mieć pewność, że ja przeżyję. Rząd wykorzystał ten fakt, by zniszczyć zawód, za który oddał życie. Uważam, że ojciec spłacił dług wobec państwa z nawiązką, a mnie uwolnił od tego przykrego obowiązku. „Nie martwi się pani, że Kraj Kwitnącej Wiśni usycha?” – drążyła gospodyni. – Dla mnie liczy się praca. „Gwóźdź, który wystaje, będzie wbity w ścianę” – odezwała się pani Fuyuko, nie przestając się uśmiechać. O co jej chodzi?
Przecież sama mnie tu ściągnęła. Kaori poruszyła się niespokojnie w fotelu. Była już lekko rozdrażniona. – Proszę powiedzieć, gdzie studiuje pani syn – zapytała, sięgając po porcelanę, czym rozpoczęła rytuał. Pan Yoshida pochylił się, jakby chciał podnieść filiżankę i rzeczywiście po chwili trzymał w ręku cyfrową kopię naczynia. – Syn miał wrócić razem z ojcem – odparła gospodyni niecierpliwym tonem. – A jednak został – zauważyła Kaori. Przygotowała się do tej rozmowy. Wiedziała, że syn państwa Kotoro studiował w USA i było mało prawdopodobne, aby zechciał na stałe wrócić do kraju. – Coś go zatrzymało.
Można wiedzieć co? To przesłuchanie? Sama mnie tu pani wezwała. „Kariera. Syn jest bardzo uzdolniony.” I to by było na tyle w kwestii demografii – pomyślała sarkastycznie Kaori. – Wróćmy do pani męża. Jak zareagowała pani na wieść, że wraca do kraju? – zapytała, zadowolona, że przejęła kontrolę nad rozmową i sprowadziła ją na właściwe tory, co oznaczało, że to ona pyta, a inni odpowiadają. „Entuzjastycznie” – usłyszała w odpowiedzi. – Jak często się państwo kontaktowali?
„Dostatecznie często”. – A więc ucieszyła się pani, że mąż wraca? – drążyła policjantka, ignorując atmosferę w salonie, która zagęszczała się z każdym kolejnym pytaniem niczym powietrze w okresie letnim. W ogóle się tym nie przejmowała. Wykonywała swoją pracę. „Tak.” – uśmiech na twarzy pani Fuyuko zdawał się być przyklejony. – Jak bardzo zżyła się pani z hologramem męża? Policjantka zauważyła z satysfakcją, że uśmiech wreszcie znikł, a rysy twarzy kobiety stwardniały, upodabniając ją do wykutej z kamienia służącej. – Słucham? – Entuzjastyczne nastawienie w takiej sytuacji to rzadkość – tłumaczyła cierpliwie Kaori.
– Mąż, który powraca po latach, to w zasadzie obcy człowiek. Skoro więc cieszyła się pani na jego przybycie, zakładam, że hologram spełnił swą rolę nadzwyczaj dobrze. Wypełnił pustkę. Czyż nie tak? „Na tym polega moje zadanie” – odezwał się miękko pan Yoshida, posyłając lekki ukłon w stronę Kaori. – Czy jest ktoś, kto życzył państwu źle? „Nic mi o tym nie wiadomo” – zapewniła gospodyni. – A czy – zaczęła ostrożnie Kaori – w czasie nieobecności męża miała pani może romans? „Nie.” – spojrzenie pani Fuyuko było nieprzeniknione. – Dziękuję.
Nie mam więcej pytań. Kaori podniosła się i ukłoniła, sygnalizując koniec rozmowy. – Jak oceniasz tę kobietę? – zapytał przełożony, gdy policjantka zdawała relację na komisariacie. – Cóż, jest władcza i trochę oderwana od rzeczywistości. – To atrakcyjna i wpływowa kobieta. Wiele lat spędziła w odosobnieniu. Mogła mieć z kimś romans. – To mało prawdopodobne. Jej matka jest bardzo schorowana.
Życie pani Fuyuko sprowadzało się do kancelarii i opieki nad rodzicami. Na pewno czytałaś o tym w raporcie. Policjantka kiwnęła głową, przez chwilę zastanawiając się nad słowami przełożonego. – Uważaj – rzekł Tomshiro, przyglądając się jej. – To wpływowa rodzina. Lepiej nie zaleźć im za skórę. „Dlaczego ja?” – to pytanie cisnęło się jej na usta od samego rana. – Jesteś skuteczna. Oddana sprawie. No i zajmujesz się cyberprzestępczością.
Myślę, że wybór pani Fuyuko to czytelny sygnał, że nie ma ze śmiercią męża nic wspólnego. Albo liczy na moją nieudolność — dopowiedziała. Komendant tego nie skomentował.
[02:14:15] - Halo, halo, jesteśmy wszyscy obecni? Okej, mały rzut oka na czat, bo pojawiła się ciekawa refleksja o 35. Tak słuchając waszych dywagacji o Japonii taka myśl mnie naszła, że Japończycy od zawsze mieli zamiłowanie do miniaturyzacji. Przykład? Proszę bardzo. Zaczynając od literatury to haiku. Haiku jest przecież mini formą literacką. Idąc dalej tym tropem to drzewka bonsai. Chyba jest to spowodowane tym, iż mają na wyspach ograniczoną przestrzeń. Chcąc ją rozszerzyć ponad 80 lat temu nic dobrego z tego nie wyszło.
Okazali się wtedy narodem bardzo okrutnym dla innych narodów. Wcale się nie dziwię, że przez 80 lat wyparli to ze swojej świadomości i teraz głównie przypominają, że są pierwszymi na świecie ofiarami broni jądrowej. To jak już O 35 cofnął się tak daleko w przeszłość, to zapytam o pewną lekturę. Jakiś czas temu mieliśmy lekturę obowiązkową książki „Chryzantema i miecz”. Myśmy ją tu z Wiktorem też omówili dawno, dawno, dawno, dawno, dawno temu. Ilość słów „dawno” nie jest przypadkowa. Omówiliśmy ją i moje pytanie. Ona podobno w dalszym ciągu w jakimś stopniu społeczeństwo Japonii opisuje. Ale to jest opis społeczeństwa sprzed kilkudziesięciu lat. I pytanie do ciebie Marto takie: na ile ta książka jeszcze jest aktualna, przynajmniej częściowo w tym życiu społecznym, a na ile jest już tylko zabytkiem dotyczącym antropologii kulturowej?
[02:16:19] - Jasne, za chwilę ci odpowiem, ale chciałabym jeszcze nawiązać, bo przypomniał mi się tytuł pewnego filmu à propos telefonu od Marka Myszograj i tych podobieństw Japonii i Niemiec. Jest taki film, takie anime na Netflixie można obejrzeć „Zrywa się wiatr” i to jest bardzo fajnie opowiedziana historia o konstruktorze pierwszego myśliwca japońskiego, o ile się nie mylę, że to był pierwszy, gdzie Japończycy jeździli do Niemiec, latali i podpatrywali i uczyli się od nich techniki budowli maszyn wojennych. Bardzo fajnie jest to pokazane, jak te kultury, narody były ze sobą zżyte. A co do twojego pytania o książkę „Chryzantema i miecz”, to ja mam do niej mieszane uczucia, bo po pierwsze osoba, która nigdy nie była, bo ta książka chyba powstała po II wojnie światowej.
[02:17:24] - Nie. Pierwsza wersja to była dla wywiadu amerykańskiego, dla wojska, które planowało przecież wkroczenie na wyspy japońskie i chcieli się do tego przygotować. Dlatego zatrudnili kobietę, która to napisała, antropologa, który miał im pewne rzeczy pokazać. No ale dobra, ty mówisz.
[02:17:49] - Tak, ale ta kobieta Ruth Benedict miała wejść w umysł Japończyków i zrozumieć ich myślenie, nie będąc nigdy w tym kraju i opierając się na opowieściach Japończyków, którzy mieszkali w Ameryce.
[02:18:04] - Internowanych zresztą też.
[02:18:07] - Tak. I z tej historii się wyłania takie społeczeństwo dla mnie wyidealizowane, które żyje w zgodzie z spływającym z góry obowiązkiem, który płynie od samego cesarza, który jeszcze był widziany jako Bóg, przez obowiązki wobec państwa, obowiązki wobec rodziców i tak dalej.
[02:18:30] - Wobec matki.
[02:18:32] - Wobec matki. I tak to się wydaje, że to jest niezwykły naród, że tam to wszystko tak gra. A wiesz co? Kiedy czytasz „Byłem kamikadze”, to są wspomnienia pilota, który przeżył, który był tym kamikadze, ale chyba warunki pogodowe nie pozwoliły na to, że on się zabił. I on opisał po wielu latach, kiedy już mógł sobie na to pozwolić, swoją wersję i swoją wersję widzenia tej wojny. I on opisuje to tak, że jako dzieciak, chyba licealista, uczył się chyba na kierunku języka francuskiego i razem z kolegami nagle z tego liceum przygotowywali się chyba na pójście na studia. Usłyszeli w radiu komunikat, że wszyscy młodzi ludzie są potrzebni do pracy w fabrykach sprzętu wojennego, że muszą zarzucić edukację na rzecz państwa i walki. I tak naprawdę oni wszyscy razem ze swoimi nauczycielami zrobili to bardzo niechętnie, bo w ogóle nie chcieli iść na wojnę, bo dla nich to było oczywiste, że od wojny są żołnierze. Jeszcze wtedy nie było tych deficytów, co później w dalszej części wojny. I ta cała książka to jest krytyka tego i też wspomnienie na przykład po wojnie japońsko-rosyjskiej.
On wspomina tam na przykład inwalidów wojennych, którzy siedzą na ulicach dzisiaj i żebrają, i że oni nie chcą dla siebie takiego losu, bo oni już wiedzą, co to znaczy Bycie w służbie państwu. Ono cię wykorzysta i pluje, i już później się tobą nie zaopiekuje. I to jest bardzo duża krytyka społeczeństwa japońskiego i tego narodu. On też tłumaczy, że bycie kamikadze to nie jest tak, że oni tego chcieli i że ten samobójczy lot to nie jest bohaterska odwaga, tylko to jest rozkaz, któremu nie było jak się przeciwstawić. Bo jeżeli ty byś powiedział: „Nie wykonam”, to byś został zabity w tym momencie. Więc to nie jest tak, że oni chcieli to robić i że: o Jezu, co to za naród, że oni są zdolni do takich poświęceń. Może założyli, że jak polecą, to może się uda, że wrócą, a jeżeli odmówią rozkazu na ziemi, to już nie ma szans dla nich. To będzie egzekucja, niewykonanie rozkazu i koniec. Więc ta książka „Chryzantema i miecz” nie do końca mnie przekonuje.
[02:21:00] - Tak, ale ja z drugiej strony pytam o tę książkę, bo wydaje mi się, że ta diagnoza, którą stawia Ruth Benedict, kiedy pisze na przykład o wielkiej przemianie jeszcze pod koniec XIX wieku, kiedy wysłannicy Japonii ruszyli do Europy, kiedy kształcili się, a w każdym razie obserwowali najlepsze uniwersytety, jakie wówczas funkcjonowały w Europie Zachodniej. To daje dobrą diagnozę, że Japończycy wykorzystali swoją szansę, którą mieli. To, co mnie zszokowało w tej książce i dlatego teraz usiłuję skonfrontować z osobą, która o Japonii wie znacznie więcej, to na przykład podporządkowanie syna matce. Takie ślepe posłuszeństwo, przynajmniej według słów autorki. Druga rzecz, ona zresztą w pewnym momencie bardzo to eksponuje, że to społeczeństwo różni się chociażby tym, że kiedy ktoś padnie na ulicy, to oni mu nie udzielają pomocy. Nie dlatego, że są okrutni, tylko dlatego, żeby nie spowodować zaciągnięcia długu. Nie będę w tej chwili tego tłumaczył. Mnie to interesuje, na ile te opowieści Ruth Benedict, nawet nie tyle, czy są prawdziwe, bo zakładam, że jednak na czymś się opierają, ale na ile one są prawdziwe dzisiaj? Ile z tego zostało?
[02:22:35] - Mnie się wydaje, że to jest tak jak bazowanie na naszych stereotypach europejskich, że każdy Polak to złodziej albo każda teściowa jest zła i jest z nią konflikt.
[02:22:47] - O kim byśmy opowiadali dowcipy później, jak nie o teściowej?
[02:22:53] - Myślę, że to też jest w jakiś sposób stereotypowe myślenie, bo czy każda mama w Japonii, matka swojego syna uwiąże go przy sobie? Moim zdaniem nie. Pewnie są i tacy, tym bardziej dzisiaj, gdzie mówi się, że te starsze osoby są same, są porzucane i jest zjawisko, które ma określenie w języku japońskim, ale go teraz nie przytoczę, bo nie pamiętam, że jest coś takiego jak umieranie w samotności. Że ludzie starsi umierają sami w domach i mija bardzo dużo dni, gdzie w ogóle ktoś się orientuje, że coś takiego się stało, bo sąsiedzi wyczuwają, że jest smród jakiś dziwny. Więc to nie jest chyba tak, że to jest takie piękne, że oni dbają o relacje rodzinne i tak dalej. Jest tak jak wszędzie, jest pogoń za pieniądzem. Jeżeli mąż nie widzi żony i dziecka przez tygodnie czy miesiące, to myślisz, że ma czas, żeby przy mamie być? Pewnie też nie. Więc moim zdaniem ta książka doprowadza nas do myślenia stereotypowego, z czym chyba powinniśmy trochę walczyć, bo świat tak nie wygląda, jak może wyglądał kiedyś. Chociaż dla mnie ta książka to jest wyidealizowana wizja Japończyków.
Może w jakimś celu to było pisane w ten sposób.
[02:24:14] - Odpowiedź właściwie dostałem. Czyli ta książka mocno się zestarzała. Już dzisiaj z racji chociażby tego, że społeczeństwo się zmieniło, przestała być aktualna. Zakładam, że kiedyś aktualna była, bo ona pełniła dosyć konkretny cel. Była przygotowaniem wojska amerykańskiego na to, jak się mają zachowywać w Japonii. Więc zakładam, że jakieś jądro tej prawdy się tam znajdowało. A co w ogóle do zachowań społecznych i do ich totalności. Nie ma takiego społeczeństwa, które zachowałoby się jak społeczeństwo mrówek. Zawsze tak samo i wszyscy tacy sami. Więc to sprawa jasna.
Teraz Wiktor.
[02:25:02] - Zwracam ci uwagę na bardzo śmieszną rzecz, że literatura ma to do siebie, że jest, jaka jest i o tej mówimy, że się zestarzała i tak dalej. A programy komputerowe zawsze ci zapalają lampki. Dostępne są aktualizacje.
[02:25:26] - Wiesz co? Dobrze. Posłużę się twoim ulubionym przykładem. Powiedz mi, ile gier z lat 80., takich prostych, aktualizowałeś sobie? Grasz w nowe i nie aktualizujesz tych starych. Więc nie przesadzajmy z tą aktualizacją. Ale Marta wspomniała o swojej stronie. Ciekawej, ale na tej stronie można znaleźć spojrzenie na Japończyków z drugiej strony, spojrzenie od strony Anglosasa. Mowa o książce, którą myśmy tu z Wiktorem kiedyś omawiali. „Imperium Słońca”.
Jak ty widzisz, odbierasz to zderzenie? Z kolei oglądanie Japończyków oczyma człowieka z zewnątrz, ale człowieka z innej kultury niż nasza, niż polska, bo jednak on troszeczkę inaczej był wychowany. Mówimy o Ballardzie.
[02:26:32] - Tak, wiem, mówimy o Ballardzie, o „Imperium słońca”. Pierwsza rzecz, polecam wszystkim książkę, bo film Stevena Spielberga jest świetny, ale on nie zawiera tego wszystkiego, co jest w książce. To jest to, co wcześniej mówiliśmy, że obraz to nie to samo co powieść. Tak że polecam. A jeżeli chodzi o to widzenie Japończyków, tutaj jest specyficzna sytuacja, bo to jest konflikt. Japończycy to są agresorzy. I też widzimy świat oczami dziecka, czyli jest on naiwny. I my to wiemy, że to jest naiwne, że to jest naiwność, ale mnie bardzo poruszył te fragmenty końcowe, gdzie on jest w tym obozie i wydostaje się z tego obozu i próbuje wrócić do miasta, żeby znaleźć rodziców. I spotyka na swojej drodze Japończyka, który nie pamiętam, czy on leciał w samolocie kamikadze, czy nie. Ale to jest bardzo młody chłopak, który się złości, że się nie udało, że on przeżył i co on ma teraz ze sobą zrobić.
I to spojrzenie na niego oczami tego chłopca, naszego bohatera, Jeba, że on jest w niego tak zapatrzony i w ogóle w tych młodych żołnierzy, bo on widzi, że oni mają jakiś cel, że oni są tacy odważni, że oni są tacy nieustraszeni, a on tu trochę nic nie robi i patrzy na tych swoich współwięźniów w tym obozie, że oni tacy są marudni i tak dalej. Japończycy go zachwycają, chociaż przez nich znalazł się w tej niekorzystnej dla siebie sytuacji. Tak bym to widziała. Chociaż w ogóle w tej książce to zderzenie dzieciaka, który jeździ tym rowerkiem po opuszczonej części miasta. I gdzieś tam się pojawiają ci żołnierze, tacy dostojni, którzy czasami mu rzucą jakiś ochłap, żeby coś zjadł, ale raczej go przeganiają. To jest znowu to, co mówiliśmy dzisiaj, czyli takie zderzenie z obcą rasą, jakbyśmy na innej planecie byli. To jest świetna książka.
[02:28:43] - Jest to zresztą książka, która wzbudziła w jednym z fragmentów autentyczną grozę u mnie. Mówię o tym fragmencie, gdzie jest taki przeskok, urywa się w obozie, kiedy właściwie zostajemy na chwilę z taką sytuacją, czy w ogóle tego głównego bohatera gdzieś tam pod ziemią nie zakopano, czy nie wymordowano w ogóle. Wiem, że jest taki fragment w tej książce, który budzi autentyczną grozę. Ale wróćmy do „Algorytmu życia”. Ty dotykasz w tej książce również, poza sprawami psychologii i życia w innej cywilizacji, z naszego punktu widzenia oczywiście, dotykasz też takich spraw, nazwijmy to, politycznych. U ciebie toczy się, przynajmniej w części opowiadań, tak zwana wielka polityka. Troszkę się wytłumacz z tej wielkiej polityki.
[02:29:41] - Wiesz co, wytłumaczyć się. Bardzo mnie kiedyś poruszył artykuł, który czytałam, nie wiem gdzie zupełnie, o Chinach, które zasypują rafy koralowe, żeby poszerzyć swoje terytorium. Coś w tym stylu. I dla mnie w ogóle to był czysty obłęd, że można robić, ja naiwna, że można w ogóle robić takie rzeczy. W imię właśnie geopolityki, polityki. I zaczęłam bardziej się tym wszystkim interesować. Japonia Japonią, ale Chiny chyba są jeszcze bardziej obcym światem, jeszcze bardziej strasznym dla nas i może też jeszcze bardziej stechnicyzowanym, ale ja ich tak nie czuję, żeby o nich pisać. Ale jednak chciałam, żeby się gdzieś pojawili jako ta strona konfliktu, żeby było pokazane, że Japończycy się jednak czegoś boją i że to na nich wpływa na tej ich wyspie. I ten konflikt o te wyspy, on się toczy o wyspy Senkaku, on się toczy od dawna już. I to jest nierozwiązana sprawa, bo Chińczycy uważają, że to jest ich i że właściwie to jest tak jak z Rosją i z Kremlem, że to jest od zawsze ich i to jest tylko kwestia czasu, kiedy my to odbierzemy.
I wymyśliłam sobie, że może wokół tego coś osadzić, zrobić tam jakieś łowiska ryb, jakieś złoża ropy, bo wiadomo, świat się kurczy, więc konflikty o tego typu zasoby się nasilą. Chciałam też coś pokazać z naszego świata, żeby to nie była fikcja, że oni się faktycznie mogą kłócić o coś, o co rzeczywiście tutaj też mogą się kłócić. Bo mnie to zaintrygowało po prostu ten problem z tymi wyspami.
[02:31:26] - Bardzo fajnie, a poza tym to wypełnia, że tak powiem, przestrzeń. Bo nie tylko życie doczesne, osobiste jest ważne dla człowieka, ale również polityka, religia i inne wszystkie wielkie rzeczy. Ja mam taką uwagę, jak słuchałem i jeszcze dowiążę do Messiera Greya może i jak słuchałem tego, to zobaczcie, gdzie się pojawia ta literatura marksistowska. Otóż ciekawe rzeczy zwykle pojawiają się tam, gdzie się pojawiają rzeczy skrajne albo odrębne, tak jak „Dwa narody”, bo to jakby
[02:32:10] - To zainteresowanie Europy Japonią zaowocowało na przykład secesją, ale to jest rzecz z daleka, a jeszcze istnieje orientalizm przecież, czyli fascynacja Europy krajami Orientu, czyli Bliskiego Wschodu. Ale skąd to się bierze? Bo ciekawe rzeczy, jak się zbliża do siebie końce dwóch kabli, jeden z plusem, drugi z minusem, to się pojawia rzecz ciekawa wtedy. Ku temu trzeba dążyć. Zresztą z tych takich ciekawych tutaj dowiążę jeszcze do wypowiedzi Myszo Graja à propos Niemców słuchających disco polo. No cóż, ja jestem Polak z krwi i kości, ale zaczynam doceniać, słysząc o tym, że Niemcy kierując się rozumem, nie dostają pobrygów na dźwięk disco polo. Natomiast zadałbym pytanie, bo na styku paru kultur również, czyli anglosaskiej, amerykańskiej i afrykańskiej, i niemieckiej pojawiła się taka kapela Rammstein na przykład. I ja jestem bardzo ciekaw, czy ci Niemcy, oczywiście młodzi, na występach kapeli Rammstein również siedzieli i dopijali spokojnie piwo.
[02:33:40] - Nie wiem, co robili, ale wiesz co? Ja bym chciał zobaczyć ciebie tańczącego do muzyki Rammsteina.
[02:33:47] - Tańczyłbym jak wariat. Zapewne.
[02:33:50] - To byłoby widowisko jedyne w swoim rodzaju, bo Rammstein to mi się z różnymi rzeczami kojarzy, ale nie z tańcem. Ale jak głupi jestem. Różne rzeczy bywają dziwne. Okej, niech ci będzie.
[02:34:08] - Zwrócę tylko uwagę na puentę tego, co powiedziałem, że na styku kultur się pojawiają ciekawe rzeczy.
[02:34:14] - Tak, to mi nasunęło pewną myśl, którą rzucam do Marty. Czy nie ma takiego wrażenia, a może to jest w ogóle rzecz skrzętnie zaplanowana, że u niej, mówiłeś w powiązaniu z Chinami, Japonia, Chiny. Natomiast ja mam też wrażenie, może mylne, może nadinterpretację stosuję, ale ja mam wrażenie, że w tym świecie Marty to jest trochę tak, że tam też jest zderzenie dwóch kultur. Tej starej i tej nowej. I z tego się coś rodzi. Marto, jak to było w ogóle? Jak ty to widzisz?
[02:35:06] - Mówisz?
[02:35:08] - O samej Japonii, że jest stare i to stare bywa u ciebie orane kompletnie przez to nowe, ale to też jest w gruncie rzeczy zderzenie pewnych dwóch różnych światów. Ono następuje u ciebie w ramach samej Japonii. Takie odniosłem wrażenie. Zresztą ty w pewnym momencie też powiedziałaś o tym, że jest ta Japonia wielkich miast, stechnicyzowanych, tam w ogóle wszystko jest i Japonia kawałek dalej, gdzie ludzie żyją po staremu. Ale to nowe rozjeżdża chyba to stare i wydaje mi się, że taki świat pokazujesz. Czy też ta moja nadinterpretacja już w tej chwili galopuje w jakimś takim obłędnym kierunku?
[02:36:01] - Myślę, że chyba trochę może nadinterpretacja, bo też nie da się tak generalizować, że nowe zaorało stare, bo nowe wynika ze starego i nowego nie ma bez starego. Więc to chyba jest taki-
[02:36:15] - Co nie znaczy, że jedno drugiemu nie może wbić noża w plecy. Bo nasza kultura też wynika. Gdyby nie było feudalizmu, to nie pojawiłyby się później następne, które właściwie orały to, co było poprzednio. To zawsze tak jest, że nowe jest budowane na gruzach starego. Co nie zmienia faktu, że następuje ten moment, kiedy ten moment przejścia następuje, to bywa dosyć okrutnie. Nie bawimy się na przykład z resztkami feudalizmu, bo budujemy kapitalizm, a nie bawimy się z kapitalizmem, bo budujemy socjalizm i tak dalej. Upraszczam oczywiście specjalnie.
[02:36:57] - Tak, bo kapitalizm przecież może zauważać, że przecież w tym feudalizmie było tyle kapitalnych patentów, można je wykorzystać.
[02:37:07] - No właśnie, to też jest tak, że w tej chwili właśnie, a co więcej, i kapitalizm może to zauważyć, te świetne patenty i niestety socjalizm też był w swoim czasie zauważał, że feudalizm w gruncie rzeczy fajny, przynajmniej w niektórych swoich aspektach. I o to bardziej pytam, że zawsze to jest tak, że jedno wypływa z drugiego. Ale czy ty właśnie nie pokazujesz tego momentu, w którym robi się dosyć okrutnie? Halo?
[02:37:38] - Tak, zastanawiam się nad odpowiedzią, czy pokazuję ten moment. Być może tak.
[02:37:48] - Rozumiem, że trzeba dłuższej refleksji, bo wiesz, ja zadam Marcie inne pytanie.
[02:37:53] - Wiesz co? Nie. Może inaczej, bo tak teraz sobie myślę, że ja pokazuję moment, kiedy robi się niefajnie, ale chyba to nie jest ten moment, kiedy robi się niefajnie, bo niefajnie zrobiło się chyba już dosyć dawno temu. I teraz w sumie chciałabym może nawiązać do- Tego, co mi mocno chodzi po głowie, czyli do Murakamiego „Podziemia” i do sekty Aum. Mamy rok 1995. Dzieje się w Tokio atak terrorystyczny. I dlaczego on się dzieje? Bo-
[02:38:28] - Niestety urwało nam Martę.
[02:38:33] - Odpowiedzią na ten pęd ludzi, czyli na świat technicyzowany, który w ogóle nie wiadomo po co i dokąd zmierza. A on jako ten oświecony, człowiek, który broni wartości prawdziwych, ludzkich, tworzy sektę, gromadzi wokół siebie ludzi i niestety bardzo błądzi w tym wszystkim. Chodzi mi o to, że oni już wtedy, w 1995 roku. Słychać mnie?
[02:39:09] - Tak, słychać.
[02:39:10] - Dobrze. Dziękuję. Pokazuje, że to nie jest współczesny problem, że z technologią mamy problem i że idziemy w tą stronę i czy to nas nie odczłowiecza. Ta walka toczy się od dawna chyba.
[02:39:30] - Wiesz Marta, przy tym zwrócę uwagę na to, że to faktycznie ten paradoks, że człowiek, który myśli o jakichś ideałach i tak dalej, prowadzi do totalnej, przerażającej zbrodni. To jest dziwny dylemat, ale my dzisiaj w Europie mamy też takie dylematy, z którymi się nie wszyscy potrafią pogodzić. Bo my mamy na przykład, ja mówię Europa, już Ameryka, mamy atak na wieżowce Twin Tower w Nowym Jorku. I widzimy tragedię tych dzieci, widzimy ból i tak dalej. Czcimy dzisiaj, to znaczy Ameryka, pamięć umarłych. Ale to nie jest wszystko. Przecież była jeszcze ta druga strona. Nie zbrodniarzy wcale, ale herosów, którzy w służbie własnej, we własnym interesie czynili rzecz chwalebną. To są te problemy, od których nie można uciec.
[02:41:03] - To jest też ciekawe. Nie wiem, czy dobrze to rozumiem, że z jednej strony dzieje się tragedia, a z drugiej strony ktoś jest bohaterem. Nawiązując do ataku w Tokio, do dzisiaj członkowie tej sekty, tam było ileś tysięcy ludzi, wielu z nich nie widzi problemu w tym, co się stało. À propos „Ghost in the Shell”, kiedy obejrzałam sobie tę animę po tym, jak przeczytałam „Podziemie”, pomyślałam: „Kurczę, bo w ogóle anime i manga pojawiły się w przestrzeni publicznej w tym czasie, kiedy ta sekta powstała, kiedy działała, kiedy był atak”. Może ja robię teraz wielką nadinterpretację, ale ja strasznie dużo wątków tutaj widzę, bo ten władca marionetek z „Ghost in the Shell” to dla mnie jest przywódca sekty, ale przyszłości. On już nie musi dawać ludziom kasety z nagraniami, która spierze ci mózg, bo masz ją obejrzeć 200 razy i dopiero wtedy możesz przyjść na drugie spotkanie, tylko on po prostu już wchodzi ci do głowy, hakuje cię i programuje cię tak, jak chce. Ten proces rekrutacji jest krótszy. Dla mnie „Ghost in the Shell” to jest pokazanie tego, jak może taka sekta wyglądać w przyszłości, kiedy mamy już w rękach narzędzia głębszej inwigilacji, głębszej manipulacji.
[02:42:36] - Bardzo dobrym tropem idzie Marta. Bardzo dobrym.
[02:42:39] - Ja ci przerwę, Marta.
[02:42:40] - To jest przerażające.
[02:42:41] - Bo chciałbym po kolejnym fragmencie, żebyśmy porozmawiali już na koniec o tym. Bo ty w swoich opowiadaniach pokazujesz również coś, co nazwałbym zbrodniami przyszłości. To znaczy takie momenty, w których technologia służy do tego, żeby dokonywać przestępstw. Ale to zostawmy sobie na rozmowę po kolejnym fragmencie, na który zapraszamy naszych słuchaczy.
[02:43:14] - Marta Sobiecka, fragment opowiadania „Algorytm życia” ze zbioru opowiadań pod tym samym tytułem. „Pomocy! Biegła bosa. Za plecami słyszała złowrogi szum. Nie był głośny, ale wśród nocnej ciszy nabierał złowrogiej głębi, jak kroki nieznajomego. Pomocy! To już nie krzyk, a skomlenie. Szum przybierał na sile. Odległość malała. Ślisko.
Pierzaste chmury przeglądały się w kałużach i pędziły dalej, by spłukać deszczem cały kraj. Gdzieś niedaleko słyszała głosy. Słyszała też dźwięk piły. Byle tam dobiec. Byle ktoś ją zobaczył. Pomocy! Grunt zniknął spod stóp. Twarzą wylądowała w kałuży. Już nie wstała.” Meduzy krążą wokół niczym dzieci na karuzeli. Jedne są całkiem blisko, na wyciągnięcie ręki.
Wyraźnie widać pęcherzykowatą strukturę ciała. Inne daleko. To ledwie zarys, jak pociągnięcie pędzlem. Rozpostarte macki przypominają unoszące się na wodzie glony. Powtarzające się ruchy zdradzają determinację. Organizmy są bioluminescencyjne. Jasne punkty w oceanie pustki. Są wszystkim. Całym światem. Hipnotyzują.
Brzęczący napastliwie telefon przebił się do świadomości kobiety. Bezpowrotnie zakłócił wodny spektakl. "Oficer Nakamura, słucham" – odezwała się wprost do mikrofonu, jednocześnie usiłując wyplątać gogle z kasztanowych włosów. "Kaori. Otrzymaliśmy zgłoszenie w dzielnicy portowej. Kod 187. Przesyłam trasę na GPS". Morderstwo? Niezłe rozpoczęcie tygodnia. "Przyjęłam.
Zaraz ruszam" – odparła automatycznie. Jednak wbrew wypowiedzianym słowom leżała jeszcze chwilę w pościeli, uspokajając oddech. Z żalem odłożyła gogle na szafkę nocną. Nie pierwszy raz wirtualna rzeczywistość pomagała jej zwalczać stany lękowe i bezsenność. Zdecydowanie wolała tę metodę od standardowych środków nasennych. Wstała. Po omacku odnalazła bieliznę, spodnie i koszulę. Wyćwiczonym ruchem upięła włosy w kok. Po chwili cicho zamknęła za sobą drzwi. Na dworze było szaro.
Świat dopiero budził się do życia. Gdy wsiadła do samochodu, czujniki natychmiast przeanalizowały zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu. Po krótkiej chwili analizator używek zamrugał radośnie zielonym światłem, pozwalając jej prowadzić. Odpaliła silnik i przeszła na sterowanie manualne. "Co najmniej dwie osoby zginęły, a 19 zostało rannych po przejściu tajfunu Tapa w Japonii" – podał radiowy spiker. – "Niszczycielski wiatr spustoszył wyspę Kyusu wczoraj w nocy". Teraz dla odmiany mamy kryzys klimatyczny – pomyślała Kaori. Minęła plac budowy. Pracownicy ubrani w kombinezony odbywali poranną gimnastykę pod okiem brygadzisty. Wkrótce powstanie tu kolejny biurowiec do wynajęcia.
Firmy od sztucznych technologii wyrastały jak grzyby po deszczu. Odkąd rozpoczęła się era pandemii, Japonia postawiła sobie za punkt honoru stworzyć technologiczne, zautomatyzowane królestwo. Zresztą nie tylko Japonia. Chiny pracowały dzień i noc, jakby ich działania nadzorował sam Mao Zedong. Honda przejechała obok Shiba Port Tower, pnącego się wysoko szklanego wieżowca – pierwszego, który tu powstał. Wreszcie dotarła do dzielnicy portowej. Hale i magazyny otworzyły się przed nią siecią labiryntów. Po chwili GPS poinformował policjantkę, że dotarła na miejsce. Gdy wysiadła z pojazdu, podmuch wiatru natychmiast uderzył ją w twarz. Już z daleka dostrzegła miejsce zbrodni.
Hologram żółtej taśmy wyznaczał granicę, gdzie doszło do tragedii. Granica cywilizacji – pomyślała z przekąsem. "A ty tutaj?" – odezwał się do niej technik, podając pakunek z kombinezonem ochronnym. "Nadgodziny" – odpowiedziała wymijająco. – "Wiemy, kim jest ofiara?" "Nie wiemy. Nie miała przy sobie dokumentów" – odpowiedział Yoshida, starszy policjant, sterując dronem, za pomocą którego skanował otoczenie, tworząc cyfrową kopię miejsca zbrodni. "Znaleziono ją bosą. Podeszwy stóp są mocno przetarte. Biegła dość długo" – dopowiedział technik krążący nad ofiarą. "Znaleźliście obuwie?" "Wciąż szukamy".
"Napad?" "Na ciele oprócz rany postrzałowej nie ma obrażeń. Pod paznokciami żadnych śladów obcego naskórka". Kaori kucnęła przy ofierze. Dziewczyna miała na oko dwadzieścia kilka lat. Czarne włosy zlepione krwią wyglądały na dawno niemyte. Ubrana była dziwacznie, niechlujnie. I te bose stopy. Miałoby to sens, gdyby w pobliżu znajdowały się budynki mieszkalne – pomyślała Kaori. Nieraz słyszała o przypadkach, gdy ujęto włamywacza, bo zostawił przed wejściem do mieszkania buty, a gdy został nakryty, ratował się ucieczką przez okno w samych skarpetkach. "Miała coś przy sobie?" "Nie" – odpowiedział Yoshida, wciąż zaabsorbowany dronem.
Czegokolwiek nie robił, był bardzo skrupulatny. Kaori odczuwała żal na myśl, że policjant już niedługo przejdzie na emeryturę. "Kto zadzwonił na policję?" – zapytała. "Pracownik jednej z hal rybnych. Składa zeznania w samochodzie". "Dziękuję. Idę porozmawiać z pracownikami portu". Policjantka podniosła się z klęczek i pożegnała z kolegami. Przeszła przez hologram i oddaliła się od miejsca zbrodni. Ruszyła w kierunku, skąd dochodziły nawoływania.
Minęła otwarte hale, w których zalegały na ziemi mrożone tuńczyki. Odgłos pił rozdzielających mięso zagłuszał wrzask mew. Szła dalej, wkraczając pomiędzy smagane wiatrem stragany. Wszędzie, gdzie nie spojrzała, widziała ryby, rośliny wodne, bezkręgowce. Wokół kręcili się handlarze. Z papierosami w zębach opróżniali styropianowe pudła, które układali obok w równych rzędach. Rybie łuski lśniły w kałużach. W powietrzu czuć było zapachy portu. Policjantka zauważyła, że panowała tu dziwna atmosfera. Napięcie było niemal wyczuwalne.
To pewnie przez ich obecność – pomyślała, spoglądając w kierunku biobota, który krążył pośród pracowników portu, analizując podstawowe parametry zdrowotne i pilnując, by trzymali bezpieczny dystans. To nie model, który można spotkać w dzielnicy rozrywki. Perfekcyjny, niemal nie do odróżnienia od człowieka. U tego, gdyby mu się dobrze przyjrzeć, widać było, że porusza się dość sztywno. Z wyglądu przywodząc na myśl raczej początki popularności SI. Starą, dobrą Sophie. Ale o to przecież chodzi. Ważne jest, aby nigdy nie zapominali o ich obecności. Kaori poważnie wątpiła, by takie demonstracyjne zachowania władz przekonały kogokolwiek, że jest to bezpiecznie. Podeszła do jednego ze straganów i wyciągnęła policyjną odznakę.
Widział pan coś podejrzanego? Sprzedawca zastygł z papierosem w ustach. Zawiesił spojrzenie na odznace. Nie. Spojrzał w górę ponad Kaori w kierunku hal i magazynów. Nic nie wiem – powtórzył i zniknął w chmurze wypuszczonego dymu. A już wkrótce nic mnie to nie będzie obchodzić – dodał. Zamykają targowisko. Zamykają? Przenoszą do innej dzielnicy.
Papieros wylądował w kałuży. Kaori udała, że tego nie widzi. Starała się nie patrzeć na przymbicę handlarza leżącą na styropianowych pudłach, w których jeszcze chwilę temu znajdowały się zamrożone krewetki. Po tym, co działo się przez ostatnie lata na świecie, przez wybuchające co jakiś czas ogniska epidemii, Kaori marzyła, by pozwolili im pozamykać wszystkie tego typu targi. Skończyć z tym gównem raz na zawsze. Ale postępowało to bardzo powoli. Zacisnęła dłonie w pięści. Rozumiem – powiedziała cicho. To postęp. Jutro przyjedzie tu jakiś urzędnik.
Handlarz splunął z pogardą na ziemię. By z nami rozmawiać. Nie dokończył. Kaori doskoczyła do niego. Złapała za ramię, wykręciła boleśnie rękę, zmuszając, by się odwrócił i zakuła go w kajdanki. Jest pan zatrzymany za niestosowanie się do zasad bezpieczeństwa – oświadczyła ostrym tonem. Ma pan prawo zachować milczenie. Targowisko na chwilę zamarło. Sprzedawcy zerkali sponad pryzm z owocami morza na policjantkę i na zakutego w kajdanki handlarza. Szeptali między sobą.
Kaori kątem oka zauważyła, że ktoś stojący obok założył w pośpiechu przymbicę. Ktoś inny zaklął pod jej adresem. Zasrani idioci – krzyczała w duchu, popychając handlarza, by zmusić go do ruchu. Wracać do pracy – poleciła ostrym tonem, zwracając się do zebranych wokół. Nie zareagowali. Stali, jakby zastygli w solne bryły. Policjantka popchnęła handlarza prowadzonego przed sobą, by szedł szybciej. We wrogo nastawionym tłumie czuła się nieswojo. Czy to nie w Tokio zlinczowano ostatnio policyjny patrol? Zastanawiała się, a złość rosła w niej jak wskaźnik licznika Geigera w Fukushimie.
Nagle wśród ludzkich sylwetek pojawił się biobot. Idąc, bezceremonialnie odpychał od siebie tych, którzy gromadzili się wokół policjantki. Za nim szedł kolejny. Niezgrabnymi, sztywnymi ruchami przeganiały tłum. Rozglądały się wokół, groteskowo kręcąc głowami. W ich ruchach czaiła się jakaś groźba. Niewypowiedziana. Zawisła nad targowiskiem, narzucając posłuszeństwo. Sprzedawcy bez słowa rozeszli się do swoich zajęć. Kaori chyba po raz pierwszy w życiu ucieszyła się na widok biobotów.
[02:54:47] - To już jesteśmy. Teraz to pytanie, bo kiedy rozmawialiśmy na początku była mowa o tym, że to, co stworzyłaś, to dużo fantastyki naukowej i elementy literatury kojarzonej z cyberpunkiem. Ale była też mowa o tym, że tu jest sporo kryminału. Tak, tylko że te przestępstwa to nie są takie przestępstwa, że ktoś kogoś nożem albo jakimś innym pistoletem. To są nowe przestępstwa. Musiałaś to w jakiś sposób wykoncypować. Ten sztafaż związany z nową technologią jednocześnie umożliwia nowy rodzaj przestępstw. Ciekawe to bardzo. Mnie się to bardzo podobało.
[02:55:41] - Wiesz co, ciężko o tym mówić w ogóle, żeby nie zdradzić.
[02:55:45] - Żeby nie zdradzić. To prawda.
[02:55:48] - Ale mogę powiedzieć, że tak. To był chyba najtrudniejszy element tych opowiadań, żeby wymyślić coś z sensem. To, o czym sam wiesz, bo trochę mi pomagałeś przy tej książce. Dużo. I też mi wytykałeś różne nierozłączności. Inspirującą do takich historii może się nawet okazać sama przyroda czasami. To nie jest tak, że te kryminalne przestępstwa przyszłości muszą być zupełnie inne i odmienne, bo tak nawet już było chyba w jednym fragmencie dzisiaj, że jednak za tym raczej zawsze stoi człowiek, bo to on buduje te konstrukcje wszystkie. A druga rzecz, że pewne rzeczy się po prostu nie zmieniają na świecie, więc może one nie są aż takie obce.
[02:56:39] - Ale na pewno dla policjantki, która zajmuje się cyberprzestępczością jest to coś nowego i trudnego, bo to nie jest ktoś, kto biegnie na ciebie z nożem, tylko napastnik, który nie jest człowiekiem, więc nie możesz przewidzieć jego działań, bo nie jest to istota swojego gatunku, więc w ogóle nie wiesz, jak się zachowa.
[02:56:56] - Właśnie. W tym ostatnim fragmencie mieliśmy chociażby napomknięte o dronach strażniczych, które pilnowały czegoś i które w określonych okolicznościach mogą stać się mało przyjazne. W ten sposób, tak bardzo naokoło.
[02:57:13] - Jeśli mogę przeprowadzić drobny wywód. Nie wiem, czy mi się uda, bo to na rybkę, że tak powiem. Zacznę od pytania do Marka. Jasno i prosto, w jednym słowie, żebyś mi odpowiedział. Do czego służy młotek?
[02:57:29] - Zależy kto do czego chce go użyć.
[02:57:32] - Dobrze.
[02:57:33] - Można nim zabić. Można nim wbić gwóźdź.
[02:57:37] - Dobrze. Służy do wbijania gwoździ. Ale nie wiem, czy więcej gwoździ wbił młotek, czy zabił głów. I teraz jest problem. Wszystko w technice, wszystko na świecie można wykorzystać do wojny. O przyrodzie współczesnej przyrodoznawcy doskonale zdają sobie sprawę, że świat istnieje tylko dlatego, że istnieje walka między mieczem i tarczą, czyli obroną i atakiem. Teraz zaczyna się mój zawrotny dosyć wywód. Otóż, jeżeli wszystko można wykorzystać do zbrodni, to czy na przykład książka może być narzędziem zbrodni? Z dalekiej perspektywy wydaje się takie pytanie paradoksalne, ale jeżeli zaczniemy zbliżać, to książka jest elementem kultury. Kultura jest elementem ideologii.
Ideologia jest elementem polityki. Polityka jest elementem gospodarki, biznesu. Czyli to wszystko jest możliwe. A największym zbrodniarzem w historii świata był biznes przecież, o czym nikt nie wątpi.
[02:59:00] - Tak, Wiktorze, tylko sprowadzając ten wywód do parteru zupełnie, to książką można też komuś przyłożyć. Jak przyłożysz celnie, to leży. W przypadku Marty nie da się, bo nawet to jest książka w dwóch wydaniach, miękkiej i twardej oprawie, ale ona jest niestety, nad czym boleję, na tyle lekka ta książka w sensie objętości.
[02:59:27] - Można włożyć do jakiegoś tego i nasączyć ołowiem na przykład.
[02:59:33] - Tą książką, ku mojemu rozczarowaniu, nie da się nikogo zabić.
[02:59:37] - Wiem.
[02:59:38] - Bo Marta musi jeszcze ze dwa tomy dopisać.
[02:59:40] - Trzeba trochę pomyśleć i na pewno da radę. Zabić uderzeniem nie, ale można na przykład śpiącemu przyłożyć do pyska i udusić.
[02:59:53] - Widzisz Marto, jak to bywa z literaturą. Jak się coś tak dobrze pokombinuje, to się da.
[02:59:59] - Do twojego zarzutu à propos objętości książki, to tak sobie myślę, że jednak lepiej pozostawić niedosyt niż przesyt. A że to jest debiut, to-
[03:00:09] - Powiedziała kobieta. Haha.
[03:00:14] - Dobrze, ale sprowokowany zapytam.
[03:00:17] - Tak.
[03:00:20] - Czy powstaną nowe opowiadania w tym świecie i z tą bohaterką?
[03:00:25] - One już się dzieją, już powstają i na pewno będzie kontynuacja.
[03:00:30] - Tom urośnie do granicy zabójstwa.
[03:00:34] - Dobrze, a ja teraz dojdę do samej podszewki i zadam pytania bardzo może niezręczne, bo cholera jasna, jak się mówi o patologii, o jakichś zboczeniach i tak dalej, to zawsze są jakieś freudowskie, że tak powiem, rodowody. Skąd się, cholera jasna, u tej polskiej długonogiej laski wzięły fascynacje małymi kurduplami japońskimi i tą całą kulturą? Skąd się to wzięło? Kiedy to się implantowało i dlaczego?
[03:01:11] - Wiesz co, dlaczego to trochę już dzisiaj odpowiedziałam. A skąd się wzięło? To się wzięło, dokładnie mogę powiedzieć, ze zbioru opowiadań Drozy „Ballada o Narayamie”.
[03:01:24] - Tak.
[03:01:26] - Dawno temu byłam dzieciakiem właściwie i czytałam dużo horrorów, tak jak każdy wtedy. Przerabiałam wszystkie Grahamy Mastertony i Stephena Kinga i tak dalej. I gdzieś między tym wszystkim, tą europejską, zachodnią literaturą, wpadł mi ten zbiór do rąk. I po prostu dla mnie to było coś tak zupełnie innego i coś tak odjechanego, że mówię sobie: „Kurczę, trzeba pójść dalej”. Zaczęłam czytać w ogóle o Japonii, o kulturze Japonii, gdzieś te inne książki.
[03:02:01] - Marta, ile miałaś lat wtedy, kiedy to czytałaś?
[03:02:07] - Wiesz co, nie umiem ci na to powiedzieć. Pewnie naście.
[03:02:09] - Naście. I ja teraz zwrócę uwagę. O wszystkim decyduje nasze dzieciństwo. Ja to przeczytałem, kiedy już miałem około trzydziestki. Zafascynowany byłem tak samo, ale to już nie stało się moją ścieżką, moim wyborem życiowym, że tak powiem. Czyli dzieciństwo decyduje o tym, kim będziemy. Proste, trywialne stwierdzenie, ale wtedy się pojawiają pierwsze fascynacje. Mogłaś wtedy trafić prawdopodobnie na jakąś sagę północną i też poszłabyś tą ścieżką Kalewali albo innych tam zamiast samurajów to berserków skandynawskich.
[03:03:05] - Może dobrze się stało, bo dzisiaj Marta pisałaby „Sagę o ludziach lodu część drugą". Byłaby tragedia.
[03:03:14] - Wiesz co, jeszcze mogę dokończyć i rozwinąć myśl, bo w moim przypadku sprawdza się coś takiego, co kiedyś usłyszałam i dla mnie ma to trochę sensu. Trudno jest pisać o świecie, w którym się żyje. Czyli tak, jakbym miała pisać historię o-
[03:03:35] - Halo, halo? Przerwało cię. Miałabyś pisać historię o? Ups.
[03:03:45] - Nie wiem. Przeczytałam kiedyś coś takiego, że trzeba mieć większą dojrzałość, żeby umieć pisać o świecie, w którym się żyje. O tym teraz, o tych realiach. Nawet moje próby literackie, ta groza, która rozgrywa się w Polsce, nasze problemy, wychodziła pamiętnikowo, drętwo i nie potrafiłam tego tak uchwycić, żeby to było ciekawe. To jest bardzo trudne, żeby znaleźć coś intrygującego w czymś, w czym się ciągle siedzi. A tutaj jest fascynacja Japonią, czyli czymś obcym, odległym. Łatwo jest mi znaleźć punkty, które są dziwne i inne, i zarazić tym innych, którzy też tam nie żyją. Naprawdę, dla mnie trzeba geniuszu, żeby umieć napisać w wieku 20 paru lat historię w moich realiach. Ja tego nie potrafię. A historie japońskie zawsze mi płynnie wychodziły.
W ogóle nie musiałam się przy nich tak męczyć. Może to się kiedyś zmieni, ale te początki, pisanie o Japonii przychodziło mi naturalnie.
[03:04:59] - Ja to doskonale rozumiem, bo moja córeczka, jak zaczęła śpiewać, to zaczęła od pierwszego wejrzenia śpiewać po angielsku i pisać teksty po angielsku. Zapytałem ją: „A skąd się wziął ten angielski?". Ona mówi, że po polsku nie potrafi.
[03:05:16] - No właśnie.
[03:05:17] - Bywa. Marto, ja tu jestem od konkretów. Wiktor jest od poezji i literatury wyższej. Ja jestem od konkretów, więc zapytam konkretnie i bardzo wprost. Kiedy planujesz? Po debiucie musi być druga książka. Kiedy myślisz, że ta druga książka się pojawi?
[03:05:42] - Wiesz co, nie jestem w stanie na to teraz odpowiedzieć. Na razie bym chciała, żeby ta pierwsza zdobywała coraz szersze grono odbiorców, a na drugą przyjdzie czas. Nie wiem kiedy, bo nie wyobrażam sobie pisania pod jakiś termin albo dawania obietnic bez pokrycia. One się pewnie wydarzą, te historie wszystkie, ale na razie jeszcze nie jestem w stanie powiedzieć.
[03:06:10] - Okej, to już naprawdę ostatnie pytanie. Właściwie nie pytanie, tylko możliwość doprecyzowania, dokończenia. Słowo podsumowujące. Głos masz ty.
[03:06:31] - Słowo podsumowujące. Jeszcze chciałam powiedzieć coś takiego, bo przyszło mi do głowy przed chwilą. Powiedziałam dzisiaj, że kultura japońska nie wydaje na świat historii fantastycznych, co jest oczywiście trochę niedoprecyzowane, bo chodziło mi o prozę. Takich książek, przynajmniej wydawanych na rynku polskim, nie było za wiele nigdy. Ale przecież jest cała sfera mang, czyli komiksów, gdzie takie historie się dzieją. Może powinnam doprecyzować. Wiecie, o co mi chodzi, że one są, te historie, tylko ja więcej wyciągnę z powieści niż z historii obrazkowej, bo jednak powieść pisana rządzi się swoimi prawami i bardziej przez takie historie rozumiem społeczeństwo niż przez czytanie mang. Dlatego mówiłam, że nie ma tych powieści spod znaku fantastyki japońskiej.
[03:07:28] - A oglądałaś filmy japońskie o potworach, o Godzilli, potworze z głębin i tak dalej?
[03:07:38] - Tak.
[03:07:38] - No widzisz.
[03:07:39] - Poza tym my tworzymy schabowy, oni tworzą sushi. Co innego.
[03:07:46] - Okej, ale teraz Marta ma głos. Podsumowuje dzisiejszą rozmowę.
[03:07:51] - To, co ja mogę powiedzieć? Zachęcam do sięgnięcia po „Algorytm życia” wydany w Wydawnictwie Dziewięć i do sprawdzenia, czy kulturę japońską da się strawić. Dziękuję za rozmowę.
[03:08:06] - Super. My też bardzo dziękujemy. Książka jest naprawdę godna polecenia. Czyta się te opowieści... Właśnie, jak się je czyta?
[03:08:14] - To ja może powiem, jak warto podchodzić do tej literatury. Nieważne, czy coś się z tego wyniesie i tak dalej, ale na pewno one budzą rzecz, która w człowieku jest najważniejsza dla mnie. Ciekawość.
[03:08:34] - Ale to jest taka literatura, której nie warto czytać bardzo szybko.
[03:08:40] - Pewnie.
[03:08:41] - Warto to posmakować. Obecny czas ma taką zdrową albo niezdrową cechę, że ludzie wszystko robią szybko.
[03:08:51] - Kawaleria też lubiła kiedyś galop.
[03:08:54] - Nie interesuje mnie kawaleria, interesuje mnie czytanie tej prozy. To jest proza, którą warto, jak się nawet zgrzeszyło i popełniło taki błąd, że szybko się to przeczytało, to warto to przeczytać jeszcze raz.
[03:09:13] - Ale Marek, uczciwie ci powiem, że tej książki nie da rady szybko czytać.
[03:09:17] - Da się.
[03:09:18] - Nie.
[03:09:18] - Da się.
[03:09:19] - Ale niech spróbują, to zobaczą.
[03:09:22] - I tak się jakoś dziwnie porobiło, że nam na koniec audycji Martę wyrzuciło. Pożegnała się już, więc my też pewno będziemy kończyć. Ja tylko powiem, że za tydzień zapraszamy już na „ABW”. Czas maratonu bibliotekaryjnego się skończył.
[03:09:43] - Marku, ja mam tutaj informację, że to jest jednak nie kwestia pożegnania się z anteną, tylko jakiś glicz na łączach wystąpił.
[03:09:55] - I coś się da z tym zrobić?
[03:10:00] - A żebym ja to wiedział?
[03:10:03] - Spróbuj.
[03:10:04] - Trzeba zapytać przynajmniej.
[03:10:06] - Glicze to jest dzięki pewnej grze. Glicze stały się chyba elementem charakterystycznym wszystkiego, co ma cyberpunk w sobie.
[03:10:19] - Tak. Czyli jednak karma wróciła. Dobrze, a ja skończę. W każdym razie za tydzień „ABW”. Po maratonie bibliotekaryjnym przyda się nam odrobina odpoczynku. Zatem za tydzień „ABW” w tradycyjnej formie. Będziemy nękać autorów. A co za dwa tygodnie? Za dwa tygodnie porozmawiamy o debiutanckiej powieści Jakuba Turkiewicza. Taką mamy przynajmniej nadzieję.
Porozmawiamy o książce, której jeszcze państwo znać nie możecie, bo ona dopiero trafia do księgarń, do internetu i wszędzie trafia. Ale za te dwa tygodnie już ona chyba się rozpełznie po internecie i jest nadzieja, że będzie o tej książce można porozmawiać szerzej. Książka nosi tytuł „Chcielnie zawsze” i rozpoczyna nową serię wydawniczą, serię wydawaną przez Odessa. To jest taka fundacja poświęcona fantastyce, a seria nosi tytuł niezwykły: „Szamani fantastyki”. Ty jesteś, Wiktorze, takim szamanem fantastyki podobno.
[03:11:33] - Pakuję się i jadę już szaman.
[03:11:37] - Tak. W każdym razie za dwa tygodnie zapraszamy na rozmowy o książce Jakuba Turkiewicza „Chcielnie zawsze”. Za tydzień „ABW”. A teraz, proszę państwa, my się z państwem żegnamy, ale to nie jest koniec audycji, bo za chwilę posłuchacie państwo kolejnego felietonu Tomka Fąsa. Rozmawiamy po raz kolejny. Nie rozmawiamy. On opowiada nam o fizyce. Prosimy.
[03:12:07] - O różnych trudnościach z lataniem. Dosyć szybko prześlizgnęliśmy się po żywiole wody i pomału kierujemy się ku powietrzu, co cieszy mnie niezmiernie, ponieważ jest ono ciekawsze. W przypadku wody właściwie rzeczy ciekawe gdzieś tam sprowadzają się do turbulencji i może, o czym ostatnio nie wspomniałem, też swoistej anomalii, która pojawia się w momencie, kiedy woda zamarza. Jak państwo zapewne wiecie, w tym momencie gęstość delikatnie się obniża podczas przechodzenia z cieczy w ciało stałe. I ta anomalia jest elementem, który bardzo sprzyjał powstaniu życia na Ziemi. Ponieważ gdyby woda zamarzając, jak każde chyba inne porządne ciało czy każda inna substancja, zwiększała swoją gęstość, to zbiorniki wodne zamarzałyby od dołu, więc prawdopodobnie wszystko by w nich wcześniej czy później wyginęło podczas każdego mrozu. Pomijając tę ciekawostkę, w powietrzu zachodzi właściwie większość tych rzeczy, które dzieją się w wodzie, czy też w gazie zachodzi większość rzeczy, które dzieją się również w cieczy. A do tego dochodzi owa ściśliwość, która spędza sen z powiek studentom mechaniki, którzy przebrnęli już przez pierwsze etapy, jakąś matematykę, statykę, geometrię wykreślnią i czują się już nieomal inżynierami. A tu nagle trzeba równania związane z tąże ściśliwością, przepływem powietrza i różnymi pneumatycznymi niuansami liczyć. To często bywa traumatyczne.
Jak wiemy, powietrze wiąże się też z aerodynamiką. Z tym, że możemy się w nim unosić. Zresztą podobnie jak pływamy w wodzie. Tylko że tutaj znowu ta ściśliwość jest istotnym elementem i inne są parametry oczywiście ruchu w powietrzu, który powoduje lot, niż tych wszelkich ruchów w wodzie, gdzie o wiele łatwiej się unosić na jej powierzchni. Tu może warto wspomnieć nadal bardzo popularną anegdotę o tym, jakoby rzekomo trzmiele albo jakieś inne owady wedle praw fizyki miały nie latać, a latały tylko dlatego, że o tym nie wiedzą. Proszę państwa, nie liczyłem tego. Przyznaję, że się tak bezpośrednio aerodynamiką nie zajmuję. Natomiast już pobieżny research googlowy prowadzi do całkiem sensownie brzmiących analiz, że jest to mit. Jest to oparte na jakichś teoriach czy rozumieniu tejże aerodynamiki sprzed wieku i wiąże się wyłącznie z pewnym niezrozumieniem, z bardzo uproszczonym modelem fizycznym. A jak najbardziej lot wszelkiego robactwa jest przez fizykę zrozumiany i do modelowania możliwy.
Co nie przeszkadza oczywiście psychologom lub wszelkiej maści coachom powtarzać w kółko, że taki trzmiel nie powinien latać. Ale on wierzy, że też nie rozumie, że nie powinien. Więc tą siłą umysłu, jak rozumiem, niedoinformowanego unosi się w powietrzu wbrew prawom fizyki. Co jest, myślę, dobrą ilustracją tego, jak Do różnych teorii fizycznych humaniści podchodzą oczywiście z fizyką kwantową na czele, jak to tam z kilku doświadczeń i ciekawostek całą teorię kreacji świata przez umysł wysnuwają. Ten kwantowy bełkot jest oczywiście pewną skrajnością. W prostszej wersji spotkacie się państwo w podręczniku psychologii na przykład z czymś takim jak psychofizyka, czyli próba oddania funkcjonowania umysłu za pomocą równań fizycznych. Idea piękna, tylko trudno aktywność umysłową ubrać w liczby, a jak to jest robione, to obawiam się, że zawsze tu musi być chyba jakieś uproszczenie straszliwe i obawiam się, że nieścisłość. Oczekiwania humanistów, żeby wszystko w prostych równaniach zawrzeć, to przeważnie kończy się mało sensownie. Rzeczona ściśliwość powietrza wiąże się z tym, że im wyższe ciśnienie, tym tego powietrza jest po prostu więcej, ma ono większą gęstość. Czyli na przykład w litrze tych cząsteczek więcej się zawiera, a gęstość jest tym większa, im więcej tego powietrza się uzbiera.
Jak jesteśmy gdzieś nisko na powierzchni Ziemi, to atmosfery nad nami jest więcej. Ten ciężar dociska, ciśnienie jest większe i w związku z tym mamy tutaj gęstość optymalną do oddychania. A jak na przykład znajdziemy się gdzieś na większej wysokości, to powietrza w powietrzu jest mniej i możemy to boleśnie odczuć, co nieraz opisują mieszkańcy świata cywilizowanego, tutejszego, którzy próbują wybrać się na przykład do Tybetu z jakimiś tam aspiracjami krajoznawczymi tudzież mistycznymi i nagle konfrontują się z tą rzeczywistością mniejszego ciśnienia, mniejszej zawartości powietrza. Ściśliwość oczywiście w wodzie też zachodzi, tylko są to parametry dużo niższe, pomijalne i nie tak odczuwalne. Już na bardzo dużych głębokościach ten nacisk wody jest dużym problemem, a tej wody w wodzie nadal nieznacznie jest więcej. Jedną z bardziej aktualnych takich historii o podróży do Tybetu jest książka pani, która się nazywa Maja Wolny. Pani doktora Hubalczyka pisała, ciekawa osoba i ona właśnie taką książkę „Pociąg do Tybetu” napisała jakoś ostatnio i tam między innymi o różnych kłopotach fizjologicznych wręcz związanych z wysokością też pisze. Problemy te dotyczą również pracy inżynierskiej. Jak budowano te kolejowe połączenia do Lhasy, do stolicy Tybetu, to również zdaje się, że trzeba tam było jakiś specjalny silnik, napęd modyfikować, żeby te zmniejszające się ciśnienie przestało być problemem przy poprawnej pracy tych urządzeń, jakie wcześniej do napędzania kolei na niższych wysokościach stosowano z powodzeniem. To zawsze pokazuje, jak stosunkowo niewielka zmiana warunków zewnętrznych już sprawia, że duża część i nas samych, i naszej technologii przestaje działać tak, jak byśmy sobie tego życzyli.
[03:18:41] - To był Tomasz Fąs. Gościem dzisiejszego „Bibliotekarium” była również Marta Sobiecka, autorka zbioru opowiadań pod tytułem „Algorytm życia”. Byli z nami także panowie z „Bibliotekarium” Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Audycję jak zawsze technicznie obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę, dobranoc i do usłyszenia ponownie, tym razem w EBW już za tydzień. I w tym normalnym „Bibliotekarium” na żywo już za dwa tygodnie. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.
[03:19:36] - Pacify her. She's gotten on my nerves. You don't love her. Stop lying with those words. But pacify her. She's gotten on my nerves. You don't love her. Stop lying with those words. But pacify. I can't stand her whining.
Worse half thinking now. So boring, seems me tiring. So boy, just love me down, down, down. Someone told me stay away from things that aren't yours. But was he yours if he wanted me so bad? Pacify her. She's gotten on my nerves. You don't love her. Stop lying with those words. But pacify her.
She's gotten on my nerves. You don't love her. Stop lying with those words. But pacify. But pacify. Pacify her. She's gotten on my nerves. You don't love her. Stop lying with those words. Pacify her.
She's gotten on my nerves. You don't love her. Stop lying with those words. But pacify her. She's gotten on my nerves. You don't love her. Stop lying with those words. Stop lying. Pacify her