[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata mistyka”. Namaste, szanowni przybysze. Witam wszystkich bardzo serdecznie i pozdrawiam tradycyjnie już na samym wstępie. Witam wszystkich po dłuższej tym razem przerwie. Mam nadzieję, że miewacie się wyśmienicie, że wszystko układa się w waszych indywidualnych doświadczeniach tego świata i tego życia, w którym każdy z nas uczestniczy.
U mnie wszystko też jest w porządku, jeżeli kogoś to interesuje. Spotykamy się troszeczkę rzadziej. To znaczy ostatnio w ogóle się nie spotykaliśmy. Jest to pierwszy epizod, który nagrywam dla was, drodzy goście, „Chaty mistyka” od dłuższego czasu. Tak jak zapowiedziałem wcześniej, mój tryb życia troszeczkę się zmienił, jest taki czas, kiedy mniej czasu mogę poświęcić na realizację programów „Chata mistyka” i pomysłów związanych z tym projektem. Ale tyle, o ile czas mi na to pozwala oraz na ile inwencja twórcza prezentuje się w tej formie, będę starał kontynuować nasze spotkania w „Chacie mistyka”. Będą one odbywały się rzadziej. Nie będzie to aż tak regularny cykl, jak wyglądało to do tej pory. Czyli niestety nie będę w stanie produkować nowych opowieści co tydzień dla was. Aczkolwiek postaram się, żeby przynajmniej co parę tygodni pojawił się nowy wątek.
Tak jak dzisiaj. Dzisiejszy temat jest bardzo rozległy i bardzo głęboki. Dla mnie jest to zagadnienie bardzo interesujące. Dlatego już bez dodatkowych wstępów przejdę do porządku mojej wypowiedzi. Temat, który wybrałem na dzisiejszą opowieść, jest tematem, który jest właściwie znany każdemu z nas. Jest to zjawisko, które towarzyszy każdemu z nas, bez wyjątków w trakcie naszego doświadczenia życia, w trakcie, kiedy przebywamy to doświadczenie bycia człowiekiem. Jest to temat, który ma prawdopodobnie wiele twarzy. Jest to temat bardzo rozległy, który można by omawiać bardzo długo i temat, który można by rozpocząć z różnych kątów natarcia, że tak powiem. Aczkolwiek jest to, tak jak wspomniałem, coś bardzo powszechnego, coś bardzo nam znanego i coś, co każdy z nas doświadcza. Już żeby dłużej nie owijać w bawełnę.
Tematem, który dzisiaj chcę omówić podczas naszego spotkania w „Chacie mistyka” jest pojęcie strachu. Strach jest uczuciem, które jest znane właściwie każdemu z nas. Tutaj nie ma wątpliwości na ten temat. Mnie bardziej zastanawia to, jakie są źródła i powody strachu oraz jaka jest jego funkcja w naszym życiu. Dlatego, że jestem zdania, że wszystko, co przejawia się w naszym środowisku i w naszym otoczeniu podczas naszego doświadczenia bycia człowiekiem, ma bardzo skrupulatną funkcję i wszystko ma sens. Tutaj, w tym świecie nic nie pojawia się przypadkowo. Jest to potężna interakcja pomiędzy dosłownie każdym z elementów tej układanki. Jednym z tych elementów jest właśnie strach, który pomimo tego, że tak nieprzyjemny dla nas w odczuciu, moim osobistym zdaniem prowadzi nas również ku rozwojowi i pomaga nam dogłębniej odbywać to doświadczenie. Czym jest owe zjawisko strachu? Jaka jest jego natura?
Czy jest to coś, co nam pomaga w życiu, czy być może przeszkadza? Chciałbym omówić ten temat, rozpoczynając być może z lekko niecodziennej perspektywy tego zagadnienia. Nie sądzę, żeby temat strachu został wyczerpany w ciągu jednej audycji. Prawdopodobnie otrzemy się zaledwie o kilka aspektów tego fenomenu. Oczywiście pierwszym z narzucających się aspektów strachu jest to aspekt przetrwalniczy. Czyli strach pojawia się wtedy, kiedy próbujemy po prostu ocalić nasze jestestwo tutaj, w tym układzie, tutaj, na tej planecie, w tym świecie. Także w tym przypadku strach umożliwia nam przetrwanie w tym świecie. Jest czynnikiem powodującym nasze działanie i swego rodzaju akcję w różnych przypadkach. Dlaczego są różne przypadki i różne okoliczności? Dlatego, że ten świat kierowany jest systemem reguł, systemem zasad, które to nie zawsze, nie do końca są przychylne dla nas w tym sensie, że nie zawsze wszystkie czynniki, doskonale sobie z tego zdajemy sprawę, umożliwiają nam i pomagają w przetrwaniu.
Strach również często bywa źródłem agresji, jak zdajemy sobie z tego sprawę. Jest to częste źródło przestępczości, które pojawia się w zorganizowanych grupach społecznych, kiedy żyjemy w społeczeństwie. Strach potrafi również wywierać piętno w formie długodystansowej, w postaci czysto fizjologicznej. To znaczy stres, który jest ciągłością operowania tego uczucia czy poczucia strachu, może odzwierciedlać się w bardzo czysto biologicznej formie dla nas, chociażby w postaci bólu pleców czy bólu głowy i tak dalej. Wszystko to jest połączone. Wszystkie te zjawiska są interakcją i spójnym systemem. Dlatego to nasze ciało fizyczne bardzo mocno współpracuje z umysłem. Umysł bardzo mocno powiązany jest z ciałem fizycznym. To wszystko jest powiązane z energią, z naszymi emocjami i tak dalej. Ja zacznę w sposób może troszeczkę niecodzienny, nietypowy.
Otóż zacznę od tego, że miłość jest ogólnym kierunkiem, w jakim porusza się świadomość. Ale jeżeli jeszcze tam nie jesteśmy, jeżeli nie osiągnęliśmy jeszcze tego stanu, to pojawia się właśnie strach. Strach odpowiedzialny jest za takie zjawiska jak na przykład nasze ego, które jest błędną interpretacją naszej identyfikacji, w ten sposób można by powiedzieć. To jest coś, co tworzymy sobie właśnie z tego względu, że nasz ogólny ogląd rzeczywistości nie jest silnie zakorzeniony w naturze egzystencji samej w sobie, tylko tworzymy sobie wyobrażenia nas samych jako jednostek, które są indywiduami i które są również oddzielone od reszty stworzenia. Jest to również pewnego rodzaju mechanizm przetrwalniczy, owo ego, ale jest to mechanizm, który bardzo mocno wiąże się z poczuciem strachu. Innym, kolejnym zjawiskiem, który bezpośrednio wywodzi się ze strachu, są wierzenia, na przykład wierzenia religijne. Co to jest wiara? Wiara jest to nic innego jak przekonanie, że coś jest jakieś. Ale to nie jest właściwie to coś samo w sobie. To jest tylko i wyłącznie nasze przekonanie, czy też nasza zdolność interpretacji czegoś, a nie zjawisko samo w sobie.
To jest właśnie określane mianem wiary, czyli forma interpretacji zamiast osobistego doświadczenia, można by rzec. Co to jest doświadczenie? Doświadczenia możemy właściwie podzielić na dwie kategorie. Są to doświadczenia zmysłowe, czyli te, w których uczestniczymy przy udziale naszych pięciu poznawczych zmysłów i jednocześnie są to doświadczenia, które można by nazwać jednocześnie doświadczeniami intelektualnymi, czyli to są te, które wypływają bezpośrednio z intelektu. To są właśnie te dane, które poprzez zmysły, które notabene wiemy, że są aparatem bardzo niedoskonałym, więc są to również dane wypływające poprzez nasze zmysły, które są danymi niedokładnymi, nieścisłymi, bo takie również są nasze narzędzia pomiarowe, czyli owe wspomniane zmysły. Więc jest to jeden rodzaj naszego ludzkiego doświadczenia. Ten intelektualny, zmysłowy, przy udziale naszych zmysłów, które jak wiemy nie są doskonałą formą poznania, dają nam tylko szczątkowe wyobrażenie o czymś, a reszta to jest nasza frywolna interpretacja tych danych. Z drugiej strony mamy doświadczenia duchowe. Te doświadczenia z kolei mogą wypływać tylko i wyłącznie bezpośrednio z wewnątrz każdego z nas. To nie są doświadczenia, o których można komuś opowiedzieć.
To nie są doświadczenia, o których można przeczytać z czyjejś książki. To są doświadczenia, które pojawiają się bez udziału jakiegokolwiek mechanizmu interpretacji, czyli bez udziału naszego rozumu. Te doświadczenia wewnętrzne, tak zwane doświadczenia duchowe, nie są w żaden sposób moderowane, nie są w żaden sposób interpretowane przez jakiekolwiek filtry, takie jak intelekt. Skoro mówimy o doświadczeniach zmysłowych, intelektualnych, z drugiej strony mówimy o doświadczeniach duchowych, które pojawiają się bez udziału intelektu, to czym jest właściwie nauka? Taka zwykła nauka, którą zajmujemy się w szkole, tak zwana nauka akademicka. Jest to nic innego jak próba określenia i w pewien sposób uścislenia zjawisk w przyrodzie, które mają zwykle charakter ciągły, powtarzalny. Co to znaczy? Że tym samym jest to charakter weryfikowalny tych zjawisk. Czyli niezależnie od tego, kto prowadzi eksperyment, to wynik tego eksperymentu powinien być zawsze jednakowy. Tym cechuje się nauka.
Nauka chce również, aby doświadczenia miały charakter obiektywny. Co to oznacza? Że wszystkie zjawiska czy przedmioty zaobserwowane obojętnie przez kogo, czy ja robię doświadczenie, czy ty je wykonujesz, powinny być jednakowe i zachować ciągłość dla każdego z obserwatorów. Czyli i dla mnie, i dla ciebie każde doświadczenie powinno przebiegać zawsze w ten sam sposób i wtedy nauka rości sobie prawo do miana bycia obiektywną. Naukowiec, czyli obserwator, posługuje się zbiorem narzędzi, które mają za zadanie funkcjonować w każdych warunkach po to, aby umożliwić pomiar, a tym samym obserwację. Teraz przyjrzyjmy się przez chwilę naszym narzędziom poznawczym. To, co wykorzystuje naukowiec, to jest nic innego jak narząd wzroku, słuchu, smaku, zapachu i dotyku. To są właściwie wszystkie narzędzia dane nam do poznania tego środowiska. To wszystko oczywiście jest następnie interpretowane przez indywidualny umysł każdego z naukowców czy każdego z obserwatorów. Jakiekolwiek inne narzędzia, które jesteśmy sobie w stanie wytworzyć, czy jest to ultrasonograf, mikroskop elektronowy, czy prosta linijka, to są tylko urządzenia, które mogą dostarczyć nam danych tylko na tyle, na ile jesteśmy w stanie odebrać te dane poprzez nasze pięć zmysłów poznawczych, czy też porównać te dane do zgromadzonych uprzednio dzięki naszym pięciu zmysłom doświadczeń.
Czyli nie tylko nasze narzędzia pomiarowe są niedokładne, ale te dane wypływające z naszych doświadczeń, pomimo tego, że tworzymy sobie te wszystkie skomplikowane laboratoryjne urządzenia, które mają zwiększyć naszą moc oglądu rzeczywistości, to pomimo to dane te zawsze będą niekompletne. I dodatkowo każdy z nas ma zdolność czy też umiejętność interpretacji owych danych na swój własny, indywidualny sposób. Czyli innymi słowy, całe nasze doświadczenie zachodzi właściwie tylko wewnątrz nas samych, wewnątrz każdego z nas. Więc my nie doświadczamy przedmiotu, a raczej tylko wąski zakres informacji o przedmiocie. Doświadczamy tylko tego, co zdołaliśmy pomierzyć przy udziale zmysłów, czyli porównać do tego, co już właściwie wiemy. Do tego, co znajduje się w naszej dziedzinie wiedzy, w naszej pamięci. Ale czy jesteśmy w stanie tak naprawdę coś zmierzyć? Kiedy w fizyce mówimy o pomiarze, to mamy na myśli tak naprawdę oszacowanie wartości. Co to znaczy zmierzyć? Oznacza to porównać do jakiegoś abstraktu.
Czy możemy zmierzyć długość? Czy możemy zmierzyć wysokość czy dystans? W szkole podstawowej nauczono nas, że tak. Ale nie powiedziano nam o tym, że my możemy jedynie oszacować z większą lub mniejszą granicą błędu owy dystans, szerokość czy wysokość. Ale zawsze jednak będzie tam błąd. Bo jak mierzymy dystans, przykładowo jako cywilizacja ustanowiliśmy sobie wzorzec. Wymyśliliśmy sobie standardy, wzorce, bo w ten sposób łatwiej jest nam komunikować się i tym samym budować ogólną wiedzę i funkcjonować. Więc umówiliśmy się, że ten oto metalowy pręt, który schowaliśmy pod kloszem gdzieś pod Paryżem, w Instytucie Miar i Wag, to jest jeden metr. Od tego momentu jednak, kiedy ten pręt został wyprodukowany i ten standard został uchwalony, nastąpiło wiele zmian, nastąpiła standaryzacja i wszystko zaczęliśmy przyrównywać do tego metalowego pręta. Więc nacięliśmy sobie wiele takich prętów, które wydawały się nam jednakowe, przynajmniej na oko i rozesłaliśmy po świecie po to, aby mieć ten wzorzec w różnych częściach tej planety.
I na tym polega ta owa standaryzacja. Ale czy możliwe jest, żeby uciąć dwa identyczne pręty? Okazuje się, że to, co parę setek lat temu wyglądało na oko identycznie, jednak nie jest takie samo. Dlatego, że technologia się rozwija, a wraz z nią rozwija się precyzja pomiaru również. Wytwarzamy nowe narzędzia, wraz z którymi możemy zawęzić dokładność pomiaru, ale pomiar nigdy nie będzie absolutny. To znaczy, pręt odwzorowaliśmy sobie na linijce, dajmy na to, czy na taśmie miedniczej, tak zwanej metrówce. Potem wymyśliliśmy suwmiarkę. Takie narzędzie, które jest wykorzystywane do bardziej precyzyjnych pomiarów. I pomiar tym samym stał się bardziej szczegółowy. Później rozwijała się nadal technologia i pojawił się chociażby laser.
I okazało się, że nasze pręty, które na oko były identyczne, tak naprawdę różnią się może nie milimetrami, ale są to jednak dużo mniejsze różnice. To są różnice mikrometrowe. Tak samo będzie z ważeniem przedmiotów czy w ogóle z jakimkolwiek innym pomiarem w fizyce. Zawsze będą różnice. Tak samo będzie z mierzeniem temperatury. Bo co to znaczy na przykład, że woda wrze w temperaturze 100 stopni? Umówiliśmy się, że jak woda zaczyna wrzeć w garnku, to znaczy, że ma 100 stopni Celsjusza. Tę skalę podzieliliśmy sobie na 100 porcji, więc jest to w jakiś sposób miarodajne, ale nie jest to odczyt idealny. To jest bardzo szeroka dziedzina, dlatego, że temperatura wrzenia wody w garnku może zależeć od bardzo wielu czynników, na przykład od ciśnienia powietrza wokół garnka, od warunków elektrolitycznych wody, od poziomu grawitacji czy na przykład stopnia jonizacji i tak dalej. To może być 99 stopni Celsjusza na przykład, kiedy zawrze nam woda, a być może dopiero 101 stopni.
W tym przypadku te dwa stopnie różnicy w skali 100 to jest całkiem sporo, kiedy się nad tym zastanowimy. To nie jest dwa stopnie w skali tysiąca, tylko dwa w skali 100. Podobnie będzie z precyzją pomiaru czasu. Z jednej strony, jak spóźniam się do pracy, chociażby mam być na 8:00, a przychodzę 8:02, to prawdopodobnie nie ma to większego znaczenia. Chyba że mamy jakiegoś upierdliwego szefa czy menadżera, który stoi przy drzwiach z zegarkiem w ręku. W przypadku pływaków olimpijskich ten precyzyjny pomiar czasu liczy się dużo bardziej, dlatego, że tam istotna jest każda setna sekundy. Dlatego do pomiaru czasów olimpijskich zatrudniane są odpowiednie firmy specjalizujące się w pomiarach czasu. Ale nawet tacy profesjonaliści czy są w stanie dokładnie zmierzyć czas? Nie. Mierzą z większą precyzją niż mój zegar z kukułką na ścianie chociażby.
Ale to, co mierzą, można by nadal doprecyzować o mikrosekundy, a te podzielić na kolejne tysiąc części, a każdą z tych tysiąca części podzielić na kolejne tysiąc części i tak dalej. Tylko pytanie jest: po co? Większa niż setna sekundy precyzja pomiaru w tej dziedzinie sportowej jest po prostu niepotrzebna. To wszystko działa bez takiej szczegółowości. Być może kiedyś zostaną wdrożone bardziej skrupulatne pomiary, ale na chwilę obecną nam to wystarcza. To, o czym tutaj mówię, to są tylko metafory. Przecież nie chodzi mi o to, że rozprawiamy tutaj, jaka jest precyzja pomiarów czasów olimpijczyków. Tylko chodzi mi o to, żeby nakreślić, że w ten sam sposób wygląda każdy pomiar w dziedzinie fizyki. Teraz kwestia tego, jak bardzo użyteczny jest dla nas precyzyjny pomiar i jak bardzo musi być on precyzyjny do tego, abyśmy osiągnęli określony cel. Dlatego, że na budowie, kiedy budujemy nowe struktury, precyzja liczy się, jest bardzo istotna, ale granica błędu nie musi być aż tak skrupulatnym czynnikiem.
Dlatego, że przykładowo przyrównanie wszystkiego do metalowego pręta w większości przypadków na budowie po prostu nam wystarcza, bo błąd pomiaru materiału budowlanego w granicach 1 czy 2 milimetry z reguły nie ma aż takiego znaczenia. Do czego tutaj dążę? Otóż używając naszego intelektu, zaczęliśmy obserwować pewną cykliczność w naturze. Pewną powtarzalność. Nazwaliśmy to sobie nauką. Nazwaliśmy to sobie fizyką, chemią, biologią i tak dalej. Badając czy też obserwując zjawiska w naturze, chcemy rozumieć zasadę ich funkcjonowania. Zasadę, czyli coś, co jest powtarzalne i weryfikowalne, tym samym sprawdzalne. Usiłujemy w nauce zauważyć coś, co prezentuje się przed nami za każdym razem w ten sam sposób. Po co to wszystko?
Aby wykorzystać to według naszych potrzeb. Czy jest to możliwe? Nie jest. Po prostu jest to niemożliwe. Fizyka newtonowska to zespół zasad, które są niemożliwe. Tak jak to przed chwilą wykazałem, precyzja pomiaru sił działających na układ, ich kierunek i tak dalej, jest dziedziną, która może zawężać się w nieskończoność. Czy to oznacza, że fizyka newtonowska jest bezużyteczna? Też nie. Dlatego, że te wszystkie nasze doświadczenia, te wszystkie nasze szacunki, próby oszacowania rzeczywistości pomagają nam określić zjawiska w stopniu poniekąd wystarczającym do zastosowania wniosków zaczerpniętych z owych doświadczeń. Ale nadal jest to metoda nieidealna.
Czyli pozwala nam żyć, pozwala nam funkcjonować, ale nie ma żadnego pewnika. Nie ma stuprocentowej pewności, że te zjawiska i te oddziaływania zawsze przebiegają w ten sam sposób. Jest to bardziej spekulacja niż fakt. Jest to ogólna umowa nas wszystkich, że to nie jest idealny opis rzeczy czy zjawiska, ale raczej ogólny, na tyle precyzyjny, na ile się postaramy i na ile pozwalają nam nasze narzędzia pomiarowe, wliczając w to zdolność naszych zmysłów i również interpretacji owych danych pochodzących od zmysłów. Te spekulacje na temat rzeczywistości pozwalają nam uprawiać pola chociażby. Pozwalają nam budować traktory, którymi możemy te pola zaorać. Pozwalają nam budować samoloty, stawiać budowle. Czyli rozwija się technologia. Ale to wszystko działa w jakiś sposób, chciałbym dodać, pomimo tego, że mamy tak spory zakres niepewności. Jeżeli się nad tym zastanowimy.
Jesteśmy jednak w stanie osiągnąć tak wiele. I teraz, żeby już całkowicie dokopać naszym dziedzinom akademickim, chciałem zadać pytanie, czy wykorzystując naukę, nasz postęp oparty jest na wiedzy, czy być może na wierze? Bo czym innym jest przekonanie chemika, który wykonując po raz tysięczny doświadczenie w cudzysłowie, w tych samych warunkach laboratoryjnych spodziewa się tego samego rezultatu, co podczas wszystkich dotychczasowych prób. Czyli naukowiec robi doświadczenie 999 razy i ono wyszło w ten sam sposób i za tysięcznym razem robiąc to doświadczenie spodziewa się tego samego wyniku. Dlatego, że statystycznie wygląda na to, że doświadczenie powinno przebiec w tej samej formie. Tutaj po pierwsze warunki laboratoryjne nie mogą być takie same. Jest to logicznie i konceptualnie niemożliwe, dlatego, że wszystko się zmienia. Zmienia się chociażby miejsce w czasie, w którym przebiega proces. Po drugie, nie ma gwarancji, że doświadczenie przebiegnie w ten sam sposób, co 999 razy wcześniej. Z wielu powodów.
Tak jak wspomniałem, chociażby miejsce w czasie jest inne. Co to wszystko oznacza? To oznacza tyle, że naukowiec jest właściwie jako obserwator jedynie w stanie spekulować na temat prawdopodobieństwa wystąpienia zjawisk i ich powtarzalności. I właściwie nie ma takiego czynnika, który zapewni nam jakąkolwiek gwarancję na powtarzalność efektów doświadczenia czy na powtarzalność odczytu pomiarów. Ale co to wszystko oznacza dla nas, przeciętnych zjadaczy chleba? Czy to znaczy, że naukowiec, pomimo swojego materialistycznego podejścia do świata, posługuje się metodą, która daje mu tylko przybliżoną wartość i na bazie tego szacunku utwierdza się w przekonaniu o powtarzalności zjawisk w przyrodzie? Więc jeszcze raz. Czy jest to wiedza, czy jest to wiara? Tutaj warto się nad tym zastanowić. Czy wiedza akademicka jest w ogóle możliwa?
Czy nie jest to tylko i wyłącznie statystyka? I jeszcze kwestia wspomnianej obiektywności nauk akademickich. Poznanie naukowe bazuje na tym, że doświadczenie ma być weryfikowalne, czyli powtarzalne i jednakowe dla każdego z nas. Czy jest to możliwe? Również nie. Czy wiedza obiektywna, czyli jednakowa, ta sama dla każdego z nas, może w ogóle istnieć? Też nie. Każdy z nas doświadcza świata w sposób indywidualny, w zależności od swoich możliwości, zdolności aparatów poznawczych, w zależności od wcześniejszych doświadczeń, które nagromadziliśmy i tak dalej. Czy nauka Newtona może być obiektywna i niezmienna? Nie.
Może być szacunkowa. Może być spekulatywna, ale na pewno nie może być obiektywna. Innym pytaniem jest, czy ta nauka się nam przydaje. Przydaje się do pewnego stopnia, ale jeśli weźmiemy ją za jedyną metodę poznawczą, to staje się dla nas barierą. Dlatego, że nie ma obiektywizmu. Musimy sobie to uprzytomnić. Jest tylko i wyłącznie obszar błędu. Są zdolności adaptacyjne obserwatora. Jest szacunkowość, jest dystrybucja prawdopodobieństwa zjawisk i wydarzeń. Fizyka Newtona działa w dużej skali o tyle, o ile ułatwia nam życie.
Ale czy sprawdza się w skali kosmicznej? Tego do końca nie wiemy. Albo odwrotnie, czy taki brak precyzji pomiaru może nam coś ułatwić, dajmy na to w fizyce kwantowej? Tam sam fakt istnienia obserwatora wydaje się decydować o rezultacie doświadczenia. Dla tych, którzy interesują się fizyką kwantową, znane są doświadczenia, kiedy to rozpędza się cząstki, mikrocząstki, takie jak fotony czy elektrony. To są bardzo ciekawe eksperymenty, które dowodzą właśnie, że obiektywizm naukowy jest po prostu niemożliwy. Tutaj nie będę szczegółowo opisywać, jak przebiegają doświadczenia kwantowe. Myślę, że wielu słuchaczy Chaty Mistyka jest zaznajomionych z tym tematem, ale w skrócie wygląda to tak: jest stworzona komora, w której rozpędza się foton lub elektron. W komorze znajduje się ekran, na którym można zaobserwować obraz, czyli poniekąd odczytać rezultat doświadczenia oraz znajdują się tam również takie ekrany, takie filtry, przez które wysyła się owe mikrocząsteczki, mikrocząstki. Jest to na przykład taki filtr z jedną szczeliną i filtr z podwójną szczeliną.
I teraz okazuje się, że rezultat doświadczenia, czyli ten końcowy obraz na ekranie, zależy od tego, chociażby, czy aktywne są czujniki, które umieszczone są przy tym poprzednim filtrze, przez który przelatuje mikrocząstka. Czujniki, które mają nas informować o tym, przez którą z tych dwóch szczelin w filtrze przeleciał pojedynczy elektron. I okazuje się, że rezultat końcowy jest zaskakujący często dlatego, że będzie on inny w zależności od tego, czy dokonujemy pomiaru tego doświadczenia, czy nie. Fizycy do końca tego nie rozumieją i nazywają to dziwną nauką i jest to po prostu taka dziedzina, którą większość z naukowców akademickich ignoruje, z tych takich mainstreamowych naukowców, dlatego że jest to coś, co się nie zgadza z ich systemem wierzeń. Dlatego, że, tutaj jeszcze raz podkreślam, że pomimo tego, co nauczono nas w szkole o precyzji i obiektywności, obiektywizmie nauki, takich nauk ścisłych jak fizyka czy chemia, to nie ma takiego obiektywizmu. Jeżeli coś wykracza poza ten system wierzeń, to jest to po prostu dziwne. Jest to coś nienormalne. Jak to wyjaśnić? Póki co mamy tylko jedno wyjaśnienie. Wyjaśnieniem tym jest to, że materializm jest po prostu niemożliwy.
Świat, w którym żyjemy, moi drodzy, nie jest światem materialnym, pomimo tego, że jest tak twardy, jest tak nieprzyjemny dla nas i często problematyczny. I oczywistym wnioskiem wydaje się to, że rzeczywiście jest tak, że mamy te ciałka i mamy te umysły i żyjemy sobie tutaj, na tej planecie, w tym środowisku. Aczkolwiek moje przypuszczenia i wnioski na ten temat są zgoła odmienne. Zresztą to nie są tylko moje przypuszczenia, tylko są to wnioski, które są obecne już od tysięcy lat. Jest to tradycja pokoleń. W dzisiejszych czasach również ten koncept jest kontynuowany. Jest wielu zacnych, szanownych panów, którzy na ten temat opowiadają dużo zgrabniej i używając dużo lepszych metafor niż ja prawdopodobnie. Ale okazuje się, że obiektywizm po prostu nie istnieje. Nie istnieje również materializm. Nie ma rzeczy jednakowych dla wszystkich i nie ma stuprocentowej powtarzalności.
Jest natomiast prawdopodobieństwo występowania zjawisk. I na tym bazuje fizyka. Ale nie ma czegoś absolutnego, czegoś, co zawsze jest jednakowe, niezależnie od tego, kto to ogląda i jak często. Co to wszystko oznacza? To znaczy, że jeżeli obiektywizm jest niemożliwy, to nie ma też odrębności przedmiotu i obserwatora. To jest to, o czym jogini mówią od tysięcy lat. Żyjemy w iluzji. Nie jesteśmy odrębnymi indywiduami, nie jesteśmy odrębnymi ludzikami poruszającymi się po powierzchni tej planety, która jest czymś oddzielnym niż my. To jest wszystko zanurzone w tym wymiarze, w określonym celu. Ale dzisiaj nie o tym.
Tutaj dochodząc do tego miejsca w moich przemyśleniach, okazuje się, że znika nam świat materialny, świat obiektów. Materializm jest niemożliwy, więc fizyka i próba opisu rzeczywistości tą metodą też są właściwie niemożliwe. Z tej perspektywy możemy tylko sobie szacować. Możemy zgadywać z pewną granicą błędu. Zgadywać co? Nic innego jak propagację prawdopodobieństwa wystąpienia zjawisk. Tutaj pojawia się nam dzisiaj w chacie pan Tom Campbell. To jest jeden z tych szanownych panów, którzy w bardzo doskonały sposób omawiają te sprawy i przywołują metafory, które są bardzo nowoczesne, bardzo współczesne i bardzo adekwatne do rozwoju naszej myśli, naszego intelektu i do ogólnej ewolucji człowieka i świadomości. Pan Tom Campbell jest dla mnie wybitną postacią, która figuruje na granicy obszaru fizyki kwantowej, można by powiedzieć i sfery duchowej. Myślę, że jest to pan doskonale znany dla słuchaczy Radia Paranormalium.
Zresztą dzięki szalenie wielkiemu wkładowi Ivelliosa, gospodarza Radia Paranormalium, słuchacze dowiadują się o teorii pana Toma Campbella, który to mówi, że nasza rzeczywistość nie może być materialna, a jest niczym innym jak po prostu informacją. Żyjemy w wirtualnej rzeczywistości. Otóż Tom przychodzi nam z pomocą w swej teorii wszystkiego, która nazywa się w oryginale „My Big TOE”. To jest taka żartobliwa gra słów, dlatego że „toe” oznacza palec u nogi, natomiast jest to również skrót TOE, The Theory Of Everything, czyli jest to teoria wszystkiego. I dosłownie jest to teoria wszystkiego. Tom sugeruje, że skoro materializm, pomimo tego, że tak nam bliski na co dzień mogłoby się wydawać, to jednak jest niemożliwy. I w takim razie cała rzeczywistość może być jedynie informacją. Informacją pochodzącą od naszych zmysłów, które też są formą informacji w pewien sposób. Informacją pochodzącą od pamięci. Jest to informacja, która może tylko funkcjonować w obrębie reguł.
Innymi słowy, Tom Campbell proponuje wszystkim poszukiwaczom bardzo smakowity kąsek, który to wyjaśniałby wiele, a właściwie wszystko. Mianowicie to, że świat, w którym funkcjonujemy, jest rzeczywistością wirtualną. Ludzie są jedynie awatarami w grze, która pozwala im na interpretację informacji wysyłanych z systemu jako świat materii. Świat funkcjonujący podług określanych z góry zasad. Dodatkowo sam gracz musi zatem istnieć poza grą. Nie może być wewnątrz gry. Musi być na zewnątrz, musi być w innym wymiarze. Musi być poza tym układem. Ta gra komputerowa to tylko metafora oczywiście. Nie jest to też koncept filmu „Matrix”, gdzie fizycznie materialne ciała leżą sobie w kapsułach i tam przeżywają historie życiowe, będąc podłączonymi do wszelkiego rodzaju przewodów i kabli.
To jest wykroczenie kompletnie poza materializm i logikę, która może operować tylko w tym dualistycznym wymiarze. Koncepcja Toma Campbella jest bardzo ciekawa i bardzo rozległa. Dzisiaj nie będę rozmawiał na ten temat, nie będę omawiał tej koncepcji szerzej. Dla zainteresowanych, którzy nie znają jeszcze tematu, polecam zagłębić się w szczegóły. Jest to naprawdę niesamowita rzecz. Sam zresztą spędzam ostatnio dosyć dużo czasu na studiowaniu tego materiału, który został zarejestrowany z wszelkiego rodzaju spotkań z Tomem Campbellem. Artykuły przetłumaczone przez Ivelliosa znajdują się w archiwum Radia Paranormalium. Zresztą całkiem niedawno odbyło się w Krakowie sympozjum, na którym to gościł osobiście Tom Campbell, gdzie można było zadawać mu kluczowe pytania. Aczkolwiek dla tych, którzy znają język angielski, bardzo gorąco polecam mnogość materiałów dostępnych na YouTubie przeważnie. Są to szalenie ciekawe tematy.
Są to szalenie ciekawe opowieści, bardzo spójne, opowiedziane przez Toma w sposób bardzo lekki, bardzo przemawiający właściwie do współczesnego odbiorcy, można by powiedzieć. Także jest to dosyć łasy kąsek jak dla mnie, dlatego że teoria ta opiewa po prostu wszystko. Opisuje wszelkie aspekty istnienia, ale również aspekty nieistnienia, czyli totalność. Tom w sposób logiczny, żeby było zabawniej, czyli operując tym schematem, do którego przywykliśmy na co dzień, udowadnia nam istnienie świadomości. I tutaj, w tym miejscu pada cały materializm i teoria, że świadomość jest efektem pracy naszego mózgu czy też oddziaływania substancji chemicznych w naszym mózgu. Dlatego, że Materialiści lubią posługiwać się tym argumentem. Natomiast w teorii Toma Campbella ta sprawa jest kompletnie wykluczona. Także polecam bardzo zagłębić się w tą tematykę. Czyli świadomość jest, to nie ma wątpliwości. Posługuje się swoją częścią, aby stworzyć świat, ten świat materialny, jak my go pojmujemy i również nas jako graczy w tym systemie.
Dlatego jesteśmy jednością. Jeżeli dojdziemy do tego pułapu zrozumienia, pojęcia i uświadomimy sobie jednocześnie, że nie ma indywidualności, że jest tylko jedno stworzenie, jest jeden świat. To jest właśnie to, o czym w Chacie Mistyka mówię od samego początku. Jesteśmy jednością, jesteśmy spójnością. A ta fenomenalna siła, ta inteligencja, która przejawia się w nas, robi to po to, aby oglądać samą siebie. Właśnie w ten sposób Bóg uczy się o sobie. Tak doskonali się i ewoluuje świadomość, bo celem jest osiągnięcie coraz wyższej formy porządku. To właściwie nie są żadne nowe koncepty. To, o czym mówi Tom Campbell, to jest to, o czym jogini mówią od tysięcy lat. Oni opisują to innymi słowami, używają innych definicji.
Mówią o mai. Maya, czyli iluzja, którą obserwujemy jako świat. Mówią również o jedności, że nie ma tej iluzji, że jesteśmy jednością. Mówią o tym, że ego jest tym panicznym strachem, który kreujemy sobie na skutek uwierzenia w tą iluzję. Joga oznacza unię lub komunię z Bogiem, można by powiedzieć, ze Stwórcą. Joga jest to moment, w którym zanika ta granica i odrębność człowieka od świata. Ten świat jest wirtualny. Nie istnieją obiekty, jest tylko informacja i interpretacja tej informacji przez nasze osoby, czyli przez te indywidualne jednostki świadomości, ale nadal jednak tej samej świadomości. Tom Campbell proponuje nam metafory, które bardzo ułatwiają nam zrozumienie tego, co nielogiczne w jak najbardziej racjonalny sposób. I to jest właśnie moim zdaniem piękne.
Na przykład metafora komputera i postaci w grze komputerowej, którą często stosuje Tom. Jeszcze do niedawna nie byłaby właściwie możliwa, prawda? Zanim wynaleźliśmy komputery, nie mogliśmy operować takimi pojęciami. Ale to, co opisuje Tom, nie różni się w zasadzie od tego, co próbowali przekazać inni mistycy tego świata. Te oświecone indywidua, takie jak Budda czy Krishna, czy Shiva, mówią zawsze o tym samym. Starają się w jak najbardziej logiczny sposób opisać to, co dostrzegli. To, czego nie da się opisać wprost. Dlatego tyle niezrozumienia, dlatego tyle kontrowersji, dlatego tyle niepewności. Ludzie ustanawiają sobie dogmaty, zakładają religie, czyli po prostu wierzenia. Przestają zadawać pytania, a zaczynają wierzyć.
I tutaj właśnie po tym jakże długim, aczkolwiek istotnym wstępie do dzisiejszej opowieści, chcę powrócić do głównego tematu dzisiejszych rozważań, czyli do pojęcia strachu. Skoro jesteśmy jednym, co właśnie sobie tutaj ładnie pokazaliśmy i zadaniem tego jednego jest rozwijać się, doskonalić i ewoluować, to główną siłą napędową tego procesu musi być coś, co scala ten układ. Ja tutaj nadal posługuję się metaforami. Proszę nie rozumieć tego dosłownie. Jest to coś, co scala ten układ i pozwala na rozwój. I tym czymś jest nic innego jak miłość. Kiedy mówię o miłości, to nie mam tutaj na myśli miłości kobiety do mężczyzny, która może bazować na różnorakich płaszczyznach. Tutaj nie mówię o miłości w takim świetle. Kiedy używam słowa miłość, mam na myśli tą główną siłę, która sprawia, że coś jest i trwa. Czyli to jest ta siła odpowiedzialna za porządkowanie i doskonalenie się tego układu.
Po drodze, w tym procesie porządkowania oczywiście mogą pojawiać się rozmaite zjawiska, takie jak selekcja na przykład, wybory. Co my często jako ludzie interpretujemy sobie jako dobro czy zło, ale jest to tylko i wyłącznie nasza indywidualna interpretacja. Pochodzi stąd, że wierzymy w tą iluzję. Coś jest dobre albo coś jest okrutne. Tymczasem nie jest tak. Jest tylko coś, co działa i sprawia, że obniża się poziom entropii albo coś, co nie działa. Wtedy rozwój jest tym samym hamowany również. Ale ogólną tendencją jest po prostu miłość, bo tylko ten nurt sprawia rozwój całości. To sprawia, że następuje wzrost, a nie rozpad. Najzapewniejsze jest to, że świadomość uczy się w każdym przypadku, czy wybór był właściwy, czy nie z naszej perspektywy, czy coś działa, czy nie działa.
Jak coś zadziałało, to dobrze, jest postęp. Zmniejsza się entropia, ale jeżeli coś nie zadziałało, to też dostarcza nam informacji. Nam, czyli tej ogólnej bazie informacji świadomości, ale możemy to również wykorzystywać w naszym indywidualnym doświadczeniu. Co to mówi? To mówi: zrób to inaczej, bo tak to nie działa. Tutaj koniec naszego dylematu. Dlatego, że nie ma niewłaściwych wyborów. Niezależnie od wyboru zawsze się uczymy. Zawsze wypływa z tego jakaś nauka. Skoro miłość jest tą siłą napędową postępu, to czynnikiem przeciwnym o znaczeniu odwrotnym jest właśnie strach.
Strach, jak doskonale wiemy, miewa różne twarze. Może mieć swoje korzenie w czystym aspekcie przetrwalniczym. Czy nam pomaga w przetrwaniu? To jest kolejne pytanie. Co innego uprzytomnić sobie zagrożenie, niebezpieczeństwo, ale w późniejszym stadium, w późniejszym mechanizmie obrony czy też ucieczki, czy uniknięcia niebezpieczeństwa ten strach raczej nam nie pomaga. Kolejnym źródłem strachu jest oczywiście niewiedza, czy też niepewność. Zastanawiamy się, co to będzie, jak to będzie, co by było, gdyby. I oczywiście strach przed bólem, co bezpośrednio przekłada się na strach przed śmiercią. Oczywiście istnieją, tak jak wspomniałem, liczne, jak nam się wydaje, powody do strachu. W dzisiejszym sposobie naszego funkcjonowania, czyli w społeczeństwie, będą to również strach przed porażką chociażby, czy strach przed odmową, strach przed krytyką lub po prostu brakiem akceptacji i tak dalej.
Ale co by nie myśleć i czuć, obojętnie od tego, jak wielkie oczy ma owy strach, warto sobie uprzytomnić, że źródło jakiegokolwiek strachu jest tylko jedno. Dlatego właśnie tak długi wstęp w dzisiejszej opowieści z chaty, żebyśmy wszyscy byli przygotowani do zrozumienia i zaakceptowania tego, że, moi drodzy, strach po prostu nie istnieje. Nie istnieje w tym świecie. Nie w tej iluzorycznej rzeczywistości. Skoro jest to symulacja, skoro jest to wirtualna rzeczywistość, jak zauważa pan Tom Campbell, to źródła strachu nie są osadzone w tej rzeczywistości, ale istnieją poza tym układem. Strach pochodzi od nas samych. Strach pochodzi z wnętrza każdego z nas. Pochodzi od naszej mocy czy też niemocy interpretacji środowiska, w którym jesteśmy zanurzeni i tak samo od naszej zdolności oddziaływania, czyli wzięcia udziału w przejawiającej się akcji. Ten świat, ta gra komputerowa jest właściwie zawsze taki sam. Ani nie jest dobry, ani zły, ani przyjemny, ani nieprzyjemny.
Ten świat dostarcza nam tylko informacji. Nie ma obiektywizmu, pamiętacie? I nie ma materializmu. Jest tylko informacja, którą każdy interpretuje podług własnych zdolności i podług własnych potrzeb. Strach nie istnieje. Aby zaobserwować strach, musimy posłużyć się naszą wyobraźnią. Często nadmiarem wyobraźni. Co by było, gdyby. Co będzie, jak zrobię to? Albo co będzie, jak nie zrobię tego?
To wszystko są cechy mechanizmu posługiwania się wyobraźnią, czyli nie tym, co istnieje, tylko tym, co przywołujemy. To wszystko są właściwie projekcje naszego umysłu, który bazuje na doświadczeniach z przeszłości i przekłada te doświadczenia na jakieś hipotetyczne sytuacje w przyszłości. I ta właśnie niepewność powoduje strach. Ale jak mamy być pewni, skoro spekulujemy na temat przyszłości, czyli tego, co jeszcze nie istnieje? A spekulujemy tylko bazując na informacji, która pochodzi z przeszłości, czyli czegoś, co też już nie istnieje. Więc co nam przysparza tyle problemów? Właśnie owa niepewność. Wiąże się to z poczuciem kontroli. My chcemy wszystko zawsze kontrolować, o wszystkim decydować. Kiedy nie mamy takiej możliwości, pojawia się właśnie owa niepewność, a zarazem strach.
Ale czy jest cokolwiek, czego możemy być pewni? Dlatego rozpocząłem dzisiejszą odpowiedź od doświadczeń naukowych i fizyki Newtona, po to, aby wykazać, że nawet to, co bierzemy za tak powszechne i oczywiste, okazuje się być niepewne. Niepewne w bardzo małym statystycznie zakresie, ale jednak niepewne. Każde zjawisko w przyrodzie to pula prawdopodobieństwa, ale my lubimy to sobie zaokrąglać, idealizować. Lubimy to sobie nazywać prawami fizyki. Ale nie ma żadnych praw. Zawsze jest szansa, być może bardzo mała, ale jest, że coś zamanifestuje się inaczej lub zniknie. Ale w tym przypadku te niepewności jesteśmy w stanie ignorować. Jeżeli coś rzeczywiście wydarzy się inaczej niż do tej pory, to nazywamy to sobie magią czy cudem, czy jakimś zjawiskiem paranormalnym. Paranormalnym, czyli odbiegającym od najbardziej popularnej statystyki wydarzeń.
Jest to coś równoległego do ogólnej zanotowanej puli wydarzeń. Jest to zwykle coś przez nas niezrozumiałego, pomijanego i ignorowanego. Bo to, co teraz uprzytamniam sobie jako niewyjaśnione, czego nie mogę sprawować nad tym kontroli, często implikuje strach. Ale jak to jest, że jesteśmy w stanie wierzyć w materializm pomimo braku obiektywizmu i niemożliwości dokonania jakiegokolwiek pomiaru tego systemu ze stuprocentową precyzją i ten fakt nie powoduje w nas lęku? A z drugiej strony nasze życia często wypełnia strach bazujący na naszej niemocy podjęcia kontroli, co wynika bezpośrednio z niepewności, czyli z braku gwarancji. Ale jakich gwarancji? Przecież nie ma gwarancji. Z czegoś, co wynika z niewiedzy na temat przyszłości. Dlaczego to jest dla nas tak niewygodne i tak stresujące w codziennym życiu? A jesteśmy, z drugiej strony, w stanie zaakceptować to, co nazwaliśmy sobie prawami, nauką, co również nie jest zweryfikowalne w 100%.
Moi drodzy, wszystko jest okej. Don't panic. Wszystko dzieje się, wszystko to ma sens. Pomimo tego, że wydaje nam się, czy też nie możemy dostrzec tej ogólnej zasady funkcjonowania rzeczywistości i nas w niej zanurzonych. To wszystko ma sens. Dlatego, że my nie możemy mieć pewności i odpowiedzi na wszystkie pytania. Gdyby tak było, to mielibyśmy do czynienia z czystym determinizmem. Determinizm, czyli innymi słowy odgrywanie roli w filmie, do którego scenariusz został już dawno napisany. I właściwie wszystkie sytuacje są przewidziane i wszystkie sytuacje są spisane. Taki sposób funkcjonowania nie ma sensu.
W tej naszej grze istnieje wielu graczy i tym samym wiele możliwości. To znaczy nie wielu graczy. Gracz wydaje się być jednym, ale istnieje wiele postaci w tej grze. Ponieważ istnieje rozbicie na indywidualność, czyli każdy z nas jest indywiduum w tej grze. Tym samym istnieje dużo więcej możliwości, niż gdyby była tylko jedna postać i jeden gracz w tej grze. Wszystko to bazuje na dystrybucji prawdopodobieństwa oraz naszej indywidualnej intencji. To ta ludzka intencja daje nam możliwość wyboru, możliwość zmiany, możliwość podejmowania decyzji. Wszystko po to, abyśmy mogli się uczyć. Jakikolwiek by nie był wybór, dobry czy zły, zawsze niesie ze sobą pewną naukę. Zawsze powoduje to modyfikację informacji.
Czyli coś działa lub nie działa, ale każdy wybór prowadzi w pewnym stopniu do postępu, do ewolucji gracza. A graczem w tej grze jest świadomość. Gracz jest tylko jeden. Dlatego my wszyscy jesteśmy jednością, totalnością, ową miłością. Pomimo naszych osobistych porażek, poczucia zagubienia i cierpienia, naczelny gracz nadal się rozwija i zawsze będzie się rozwijał. Ten naczelny gracz doskonali się z każdą chwilą. Jeżeli jesteśmy w stanie wyjrzeć poza ten układ, to momentalnie dostrzeżemy wyższy cel tej całej historii. Nasze drobne indywidualne ego znaczy tak niewiele w całości tej układanki. Dlatego tak pomocne staje się, kiedy możemy zdystansować się od naszej postaci w grze. Nie jestem tym ciałem i nie jestem nawet tym umysłem.
Moi drodzy, są tylko dwa źródła cierpienia w tym świecie. Jest to ból fizyczny, czyli taki, który pochodzi bezpośrednio od naszego ciała. Jest również cierpienie wywodzące się z naszego umysłu. Otóż nabierając odpowiedniej perspektywy, jak gdyby odklejając się od tej iluzji, od tego oglądu naszej identyfikacji, przestajemy utożsamiać się z ciałem i umysłem. I w tym momencie znika cierpienie, dlatego, że ten aspekt nas nie dotyczy. Tym samym znika również strach. Bo czego tutaj się bać? Przecież nie śmierci, bo to nie oznacza końca gry. Kończy się tylko ten pojazd. Kończy się tylko ten wehikuł, ta postać w grze, ten skafander kosmiczny.
Nazwij to sobie jak chcesz, ale sama gra nadal trwa i dostajemy bardzo prawdopodobnie nowe wdzianko i to bardzo szybko i po prostu wskakujemy w kolejną grę. Być może w tą samą grę, a być może w inną. I tutaj wkraczamy na temat reinkarnacji, ale to jest opowieść, którą zostawię na inny odcinek naszych spotkań w Chacie Mistyka. Natomiast dzisiaj już zamykając temat strachu, który jest moim zdaniem bardzo ciekawym tematem i można by go kontynuować długo, można to zagadnienie podejść również z wielu stron. Ja dzisiaj wybrałem taki nurt opowieści. Mam nadzieję, że mój wywód jest zrozumiały, ale tutaj już na sam koniec naszego dzisiejszego spotkania chciałbym zadać pytanie do Was, drodzy goście Chaty Mistyka. Otóż zastanawia mnie taka kwestia. Skoro główną siłą napędową życia i istnienia jest miłość, czyli potężna moc, która z naszej perspektywy pochodzi spoza tego systemu, jest bardziej domeną gracza niż samej postaci w grze. No to teraz właśnie strach, który pojawia się w grze tam, gdzie następuje brak miłości. Czyli zjawisko strachu nie jest przeciwieństwem miłości, ale raczej jej brakiem.
Więc o co tutaj chodzi? Zarówno miłość, jak i strach to są bardzo potężne czynniki napędzające tą naszą ewolucję w tej naszej grze, w tym naszym świecie, w tym naszym istnieniu. Ale co mnie zastanawia, skoro miłość pochodzi spoza tego systemu rzeczywistości, to czy analogicznie strach też jest spoza tego układu? W skrócie czy czysta świadomość ma strach? Czy czysta świadomość się boi? To jest pytanie, nad którym się zastanawiam. To jest pytanie do Was, szanowni goście Chaty Mistyka. Ciekaw jestem, co na ten temat myślicie. Ja mam swoje przemyślenia na ten temat. Jeżeli masz ochotę to zapraszam do pozostawienia komentarza, być może do rozpoczęcia dyskusji w sekcji komentarze pod audycją w archiwum.
Myślę, że jest to temat bardzo ciekawy, absolutnie niedający się wyczerpać w ciągu jednego z naszych spotkań. Także zapraszam do samodzielnej pracy. Tymczasem na dzisiaj kończę ten mój troszeczkę dłuższy niż zwykle wywód. Czacha normalnie dymi. Pozdrawiam wszystkich bardzo gorąco, zachęcam do samodzielnej pracy, zachęcam do ewolucji, do porzucenia lęków i strachów i do uczestnictwa we wspólnym postępie świadomości, moi szanowni goście. Miłość, a z czego wynika pokój dla nas wszystkich. Namaste. Pranam. Chata Mistyka. Co?