[00:00] - INFRA Fakty. Program o zjawiskach anomalnych i niezwykłych. Zapraszamy do słuchania. Witam w INFRA Faktach, cyklicznym programie poświęconym wydarzeniom niezwykłym i anomalnym. Mówi Michał Kuśnierz. Ze mną jest Piotr Lebiaś. Witaj, Piotrze.
[00:27] - Witam.
[00:28] - A dzisiaj powiemy o tym, jak to Nikolaj Wałujew, słynny bokser, wyrusza na poszukiwanie yetiego oraz
[00:35] - O tym, że zmarł jeden ze świadków najsłynniejszego bodajże w latach 70. spotkania z UFO.
[00:41] - Oraz jeszcze o tajemniczych geoglifach, które pojawiły się na Bliskim Wschodzie. Piotrze, może zacznijmy od tej wyprawy Wałujewa. Zapewne każda osoba interesująca się sportem mniej lub bardziej jednak kojarzy tę postać. Nazywany jest monstrum lub bestią przez dziennikarzy. Były mistrz świata w wadze superciężkiej. Tym razem, już po zakończeniu swojej kariery, postanowił wyruszyć na poszukiwanie tak zwanego Śnieżnego Człowieka, Ałmysa, Ałmasa, Yetiego. Różne są nazwy tej mitycznej, legendarnej postaci. I właśnie ogłosił to, że udaje się w dwudniową ekspedycję do obwodu kemerowskiego, o którym żeśmy też już wielokrotnie mówili, bo to już bodajże piąta czy szósta wyprawa w ten region. Ale to jest o tyle ciekawe, że tak popularna postać nagłaśnia tego typu sprawę. To nas może jedynie cieszyć, ale też to, że ta ekspedycja ma podobno trwać tylko dwa dni.
[01:53] - Wydaje się to dziwne, że osoba rzeczywiście tak znana i rozpoznawalna jak Wałujew wybiera się w poszukiwaniu śladów Śnieżnego Człowieka. Co ciekawe, w ostatnim czasie zaczęto o tym mówić dość dużo. Śnieżny Człowiek, jeżeli ktoś nie wie, jest to taka na pół mitologiczna istota zamieszkująca spore obszary Rosji. Według uczonych występuje głównie w górach Pamir, ale w ciągu ostatniego okresu dużo relacji napłynęło z obwodu kemerowskiego w Szorii. Jak się okazało, świadkowie donosili, że Śnieżny Człowiek pojawia się tam niezwykle często. Potem pojawiły się pierwsze wyprawy. Oczywiście nie przyniosły one żadnych skutków. Teraz wybiera się tam Wałujew. Zobaczymy, jakie będą tego rezultaty. Krytycy stwierdzili, że Wałujew wybiera się tam w poszukiwaniu swoich kuzynów, bo sam tego Śnieżnego Człowieka ma trochę przypominać.
Zobaczymy. Natomiast warto wspomnieć, że w przeciwieństwie do amerykańskich historii, w których Wielka Stopa, czyli kuzyn Śnieżnego Człowieka, przedstawiany jest często w taki sposób bajkowy, z Rosji pochodzą doniesienia o spotkaniach z tą istotą, które są niezwykle ciekawe. Myśmy kiedyś mówili o takiej książce „Między człowiekiem a zwierzęciem” wydanej przez wydawnictwo Kos. Jej autorem jest rosyjski biolog Walentin Saprunow. On opisał bardzo dobrze nie tylko najsłynniejsze spotkanie z tą istotą, ale również to, co przemawia za jej istnieniem. Wszystkim zainteresowanym warto polecić tę pozycję. Jej fragmenty znajdują się w dziale „Kryptozoologia” na naszym serwisie. Dodajmy może jeszcze, że chyba jedynymi rezultatami tych wypraw do obwodu kemerowskiego, słynącej z dzikiej przyrody sąsiadującej z Zagłębiem Kuźnieckim, było odkrycie takich jakby szałasów, które miał stworzyć sobie Człowiek Śniegu. Zobaczymy, czy Wałujew coś odkryje. Wydaje mi się, że nie, dlatego, że jest to zbyt krótki czas, a ekspedycja, która mogłaby znaleźć to dziwne duże zwierzę, potrzebuje jednak środków.
Niestety, jeżeli się czegoś nie szuka, to się nie znajdzie. Ale myślę, że kiedyś trafimy na ślad Śnieżnego Człowieka.
[04:04] - Tak, dokładnie. Te szałasy, o których mówisz, to Igor Burcew pisał o tym, dlatego że on już bodajże dwie ekspedycje w ciągu tego roku właśnie tam wykonał i tam rzeczywiście odkrył pewne ślady, które mogą wskazywać na bytność tam jakiejś istoty, która w sumie wykonuje takie, a nie inne legowiska. Ale nie wydaje ci się, że to jest takie trochę dziwne, że władze tego regionu aż tak zabiegają właśnie o te ekspedycje, w pewien sposób je wspierają, być może i finansują? Tego nie wiemy, ale w tej chwili Wałujew wydaje się być taką wręcz, ja bym powiedział, twarzą marketingową tego typu przedsięwzięć. Czy to przypadkiem nie chodzi o to, aby po prostu napędzić turystów do tego regionu?
[04:53] - Na pewno po części tak, ale wydaje mi się, że jeżeli już, to cele są nie tylko takie czysto marketingowe, ale i naukowe. Dodajmy, że w poszukiwaniu Śnieżnego Człowieka ekspedycje wyruszały nie tylko teraz, nie tylko rok, dwa temu, ale tak naprawdę poszukuje się go od blisko stu lat i mówi się nawet, że tuż przed wybuchem rewolucji w Rosji w roku 1917 udało się ponoć pozyskać ciało takiego stworzenia, które niestety zaginęło. Istnieje cała masa relacji na temat tego, jak schwytano Śnieżnego Człowieka, jak go widziano. Na przykład jedna z najsłynniejszych relacji pochodzi od wojskowego lekarza o nazwisku Karapetjan, który twierdził, że udało się jego grupie schwytać taką istotę, którą zamknęli nawet w pewnym pomieszczeniu. Jak twierdził, wyglądała ona jak człowiek. Pokryta była oczywiście długim włosiem, odmawiała jedzenia, picia, natomiast obficie się pociła. Skutkiem tego był taki dość nieprzyjemny zapach, o którym mówią często świadkowie spotkań ze Śnieżnym Człowiekiem. Ale jeżeli sobie przejrzymy książkę Saprunowa, tam znajdziemy znacznie więcej relacji, które są przerażające. Mnie osobiście najbardziej utkwiła w głowie taka historia o tym, jak żołnierze koszar gdzieś tam na północy Rosji, w europejskiej części Notorycznie widywali śniadego człowieka, który podchodził pod budynek i zaglądał im w okno. I wielu z nich widząc jego małpią twarz popadało w panikę.
Ja myślę, że nadal jest to sprawa warta uwagi i czym się zajmie tym Wałujew, czy ktoś inny to nie ma znaczenia. Warto tego szukać.
[06:31] - Tak, dokładnie. Też tak uważam. Też jestem zafascynowany tym tematem i tą książką Saponova, o której żeśmy mówili. Zobaczymy, jakie będą efekty wyprawy pana Wałujewa. Teraz może przejdźmy do pożegnania kolejnego. My co jakiś czas w InfraFaktach niestety żegnamy kolejne osoby, które w jakiś sposób są związane z tą tematyką, o której mówimy. Tym razem w wieku 80 lat zmarł Charles Hickson, jeden z dwóch bohaterów bardzo interesującego zdarzenia, jakie miało miejsce w 1973 roku w Stanach Zjednoczonych. Przypadek jest dosyć mało znanym, tak mi się wydaje, w Polsce, a warto o nim powiedzieć i na pewno, my żeśmy swego czasu pisali o nim, ale pewnie jeszcze będziemy o nim wspominać. Jakbyśmy Piotrze w paru słowach powiedzieć, o czym, co wtedy się wydarzyło?
[07:24] - Charles Hickson znany był głównie jako współautor książki, która ukazała się także w Polsce. Poświęcona była ona wydarzeniom, które rozegrały się w październiku 1973 roku nad rzeką Pascagoula, gdzie on, wówczas 42-latek oraz 19-letni Calvin Parker, przyjaciel jego syna, łowili ryby. I co się okazało? Oni, jak wspomina w swojej książce Hickson, co jakiś czas wybierali się na takie wyprawy. Natomiast ta była szczególna, bowiem okazało się, że w pewnym momencie usłyszeli oni dziwny dźwięk, po czym zobaczyli, jak do ziemi zbliża się przedziwny obiekt. I nie byłoby może w tej relacji nic dziwnego na tle innych spotkań UFO, gdyby nie wygląd domniemanych pasażerów tego obiektu UFO, który był uderzający. Jak mówił Hickson, który widział całe zajście, bo Parker ponoć wtedy zemdlał. Te istoty poruszały się nad ziemią, miały długie ręce zakończone tak jakby szczypcami. Z miejsc, gdzie powinny znajdować się uszy i nosy, wystawały takie długie wyrostki przypominające, nie wiem, jak to określić, macki lub marchewki. Tak to wyglądało.
Oczywiście dwaj panowie zostali zabrani do środka UFO, potem przebadani, a na koniec wypuszczeni. Parker znajdował się w takim złym stanie psychicznym, że musiał z tego dość długo wychodzić. Hickson natomiast wspólnie z panem o nazwisku Mendes napisał o tych zdarzeniach książkę, która ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa Nolpress.
[09:03] - Tak, rzeczywiście to był bardzo poruszający przypadek i tak jak wspomniałem wcześniej, będziemy do niego wracać. A teraz jeszcze powiedzmy może parę słów o najnowszym artykule, jaki ukazał się na naszej stronie infra.org.pl o tak zwanych arabskich Nazca. Brzmi to ekscytująco, ale faktycznie naukowcy dzięki technologii satelitarnej odkryli pewne niezwykłe geoglify, czyli swego rodzaju twory znajdujące się na ziemi, które nie są widoczne z poziomu ziemi, tylko są widoczne z pewnej wysokości i to na Bliskim Wschodzie. Dlaczego się mówi, że to jest arabskie Nazca? Dlatego, że przypomina właśnie te peruwiańskie słynne linie, które w zasadzie do dzisiaj tak do końca nie mają wytłumaczenia naukowego, dlaczego zostały stworzone. Däniken swego czasu pisał o tym, że to były lądowiska bogów. Co możemy powiedzieć o tych bliskowschodnich tworach? Czy też były swego rodzaju lądowiskami, czy też czymś innym?
[10:10] - Wydaje się, że nie. Dość sporo miejsc na powierzchni Ziemi usianych jest geoglifami. Oczywiście te z Nazca wyglądają najbardziej okazale, te, o których powiedziałeś troszeczkę mniej. Natomiast uczeni są zgodni, że ich przeznaczenie mogło być w jakiś sposób zbieżne. Linie z Nazca powstaje poprzez odsłonięcie ciemniejszych warstw gleby, które ukazały jaśniejsze podłoże. W ten sposób tworzono linie. W ten sposób tworzono te słynne kształty, które rzeczywiście Däniken uważał za znaki dla bogów. Natomiast jeżeli chodzi o te arabskie geoglify, są one troszeczkę uboższe. Jeżeli sobie obejrzymy te zdjęcia wykonane z powietrza, to przypominają one takie nieregularne kręgi z takimi jakby szprychami w środku. Natomiast co najciekawsze, najciekawsze jest to, że przez tyle lat nikt się tym zjawiskiem nie interesował i nie zajmował.
De facto one są niewidoczne z powierzchni ziemi, ale mimo wszystko ktoś przez te dziesiątki lat prac archeologicznych powinien zgłębić ich tajemnice. Jak się okazało, tak się nie stało. Mam nadzieję, że ta sytuacja zostanie rozwiązana. Pokazuje nam to, jak jeszcze wiele na Ziemi jest do odkrycia tak naprawdę. Jeżeli chodzi z kolei o linie Nazca, to jest już może troszeczkę stara historia, ale wciąż ona nie traci na aktualności, bowiem wiele z cywilizacji, które kwitło w tamtym rejonie, w tej części Ameryki Południowej, one wciąż kryją masę tajemnic. Ich budowle, piramidy, które teraz obróciły się praktycznie w nic, są nadal dla archeologów ogromną zagadką, bo często te cywilizacje nie pozostawiły po sobie nic zupełnie. I my jesteśmy pozostawieni teraz tutaj z masą zagadek. Wydaje mi się jednak, że te geoglify z Nazca są znacznie bardziej ciekawe, dlatego że one powstały w taki sposób, że ich twórcy musieli nadzorować ich powstanie z powietrza. To był główny argument, dlaczego były one lub mogły być poświęcone kosmitom. Natomiast w przypadku tych kręgów z Arabii są one dość ubogie w porównaniu z tym, co widzimy na płaskowyżu.
[12:22] - Tak, ale to jest też interesujące, że jak się okazuje, tych kręgów arabskich, bliskowschodnich jest rzekomo tysiące. Tylko że wiele jest zadeptanych, wiele jest zniszczonych w zasadzie przez czas i w tej chwili nikt nie jest w stanie ustalić daty ich powstania. Być może ta wiadomość właśnie o tym, że zostało to jakoś nagłośnione, sprawi, że archeolodzy zabiorą się do roboty i coś tam jednak uda im się ustalić. Jeszcze na koniec bym chciał powiedzieć o tym, o czym żeśmy wspominali w zeszłym tygodniu, w zeszłym wydaniu InfraFaktów, czyli o tym, że wznawiamy nasze audycje tematyczne. Właśnie równocześnie z InfraFaktami też będzie prezentowana audycja o górze Osome podczas Fachowo z udziałem Grzegorza Tarczyńskiego. Także zachęcam do odsłuchania nie tylko tego wydania InfraFaktów, ale również tej audycji. Dziękuję Ci Piotrze za udział.
[13:22] - Ja również dziękuję.
[13:24] - I do usłyszenia w kolejnym wydaniu InfraFaktów.