[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata mistyka”. Namaste. Namaskaram. Aloha. Pozdrawiam wszystkich serdecznie na wstępie.
Witom. Pozdrawiam wszystkich bardzo gorąco, dlatego, że dzisiaj w „Chacie mistyka” jest kompletny upał. Jest tak gorąco, że postanowiłem dzisiaj wyjść przed chatę i dzisiejszy program będę nagrywał sobie przy strumyku. W oddali, w dżungli słychać odgłosy tubylców. Słychać bębny i krzątaninę. Mam nadzieję, że to nie przeszkodzi mi w prowadzeniu dzisiejszego programu. Dzisiejszy odcinek będzie troszeczkę luźniejszy. Bez żadnych notatek dzisiaj będzie. Czysta improwizacja. Zapraszam wszystkich.
Zasiądźcie na tej oto polance przy strumyku i posłuchajcie mojej opowieści. Ja mam na imię Bart i witam was wszystkich w kolejnym odcinku „Chaty mistyka”. Moi drodzy, ta lokalizacja to jest troszeczkę taki żarcik. Prawda jest taka, że jestem znowuż w Indiach. Dla tych, którzy słuchali poprzedniego odcinka „Chaty mistyka” jasne jest to, że podróżowałem. Leciałem samolotem z Australii, z południowej części Australii, z Melbourne. I powróciłem sobie do Indii, do miejsca, które bardzo lubię, w którym dowiaduję się mnóstwo ciekawych rzeczy i poszerzam świadomość, dlatego, że „Chata mistyka” to jest seria takich podcastów, w którym opowiadam troszeczkę o swoich doświadczeniach związanych z poszerzaniem świadomości. A ponieważ jest to potężny, kosmiczny, powiedziałbym, ocean świadomości, to tematów jest wiele. I wiele też będzie sposobności, żeby sobie na ten temat porozmawiać i też dużo rzeczy poddać wam, drodzy słuchacze, w wątpliwość, bo takie jest zadanie mojego programu. Zadaniem moim jest to, aby naprowadzić was na myślenie, na sposób pojmowania świata i stworzenia oraz nas samych pod troszeczkę innym kątem, niż jesteśmy do tego przyzwyczajeni i może w tradycyjny sposób pojmujemy swoje otoczenie i nas samych tutaj w świecie.
Ja jestem w miejscu, które doskonale umożliwia rozwój duchowy, że tak powiem. Jest to miejsce, które potocznie jest zwane aśramem. To tak naprawdę jest centrum jogi. Jest to również aśram. Taka jest potoczna nazwa. Ja wcześniej, w paru odcinkach wcześniej tłumaczyłem troszeczkę, na czym polega to miejsce. Jest to miejsce prowadzone przez mistrza duchowego Sadhguru. Jest to postać legendarna, nieprawdopodobna charakterystyka człowieka, ale nie tylko człowieka. W pewnym znaczeniu jest to urządzenie, można by powiedzieć, które umożliwia nam rozwój duchowy i dotarcie do pewnych zakątków świadomości. Ja tłumaczyłem wcześniej przy okazji odcinka pod tytułem „Guru”, że jest to ewenement, który zupełnie nie ma nic wspólnego z jakimkolwiek kultem czy czczeniem kogokolwiek, czy czegokolwiek.
Jest to tylko i wyłącznie technologia, czyli coś, co jest bardzo mocno uwarunkowane poprzez pewne schematy logiczne. A technologia jest to coś takiego, co po prostu ma za zadanie działać. Czyli jeżeli mamy pewne możliwości, pewne doświadczenia, pewne narzędzia, to jesteśmy w stanie nauczyć się je wykorzystać w określonym dla nas celu. I właśnie w tym celu zostało stworzone to centrum jogi, po to, aby dać nam sposobność, aby dać nam okoliczności do pogłębiania tej świadomości. Dlaczego jest to tak ważne? Ważne jest to dlatego, że my jesteśmy ludźmi. To, co wyróżnia nas od zwierząt w tej żywej egzystencji na planecie Ziemia, to jest fakt taki, że my posiadamy swego rodzaju uważność. Czyli to nie jest tylko kwestia inteligencji, tylko jest to też kwestia tego, że my jesteśmy w stanie decydować o nas samych i o tym, w jaki sposób funkcjonuje nie tylko nasze ciało, ale również nasz umysł. A poza tym, że jako ludzie jesteśmy ciałami fizycznymi i jest sfera umysłowa, umysł jest właściwie takim narzędziem dodatkowym, który pozwala nam przetrwać w tym świecie fizycznym. Ale oprócz tego człowiek to jest również potężna sfera energetyczna, a dodatkowo jest to sfera emocjonalna.
I pradawna sztuka jogi, która została zainicjowana tysiące lat temu tutaj w Indiach, polega na tym, aby zespolić te wszystkie warstwy człowieczeństwa, czyli umysł, ciało, energię i emocje. I to właśnie oznacza słowo joga. Joga w dosłownym tłumaczeniu oznacza unię, czyli zespolenie tych wszystkich elementów. Moi drodzy, produkując poprzedni odcinek „Chaty Mystyka” opowiadałem troszeczkę o rozwoju świadomości na kontynencie australijskim. To jest historia, która sięga dużo dawniej, zanim przybył na kontynent australijski biały człowiek. Rubieżca tak go nazywam, dlatego że oryginalna ludzkość, która zamieszkuje do tej pory, aczkolwiek została stłamszona bardzo przez białych ludzi. Oryginalny gatunek ludzki, który rozpowszechniony jest w Australii, to są Aborygeni. Aborygeni tworząc swoją kulturę, swoją technologię, bardzo dużo uwagi poświęcili właśnie owej duchowości ludzkiej, natomiast troszeczkę mniej skupili się na otaczaniu się dobrami i zapewnianiu sobie przetrwania, dlatego że szybko zdali sobie sprawę z tego, że przetrwanie w naturze nie jest aż taką skomplikowaną rzeczą. I opowiadałem o tym, że Australia jako kontynent, jako ląd bardzo rozciągający się, który oferuje dla nas może niewiele, dla Aborygenów był w zupełności wystarczającym lądem i gruntem na to, żeby rozwijać świadomość, a nie skupiać się na tym, aby z jakąś trwogą zapewniać sobie przetrwanie. Opowiedziałem troszeczkę o tym, że Aborygeni podróżowali na piechotę, przemierzając tysiące kilometrów, dlatego że na tym kontynencie, na tej wielkiej, potężnej wyspie, którą jest Australia, ląd, który jest kompletnie płaski właściwie i zdaje się nieprzyjazny dla ludzkiej egzystencji.
Tam jednak okazało się, że istnieją wszystkie warunki potrzebne ludziom do tego, aby przetrwali i do tego, żeby mogli się przemieszczać, pomimo tego, że nie mieli zwierząt, które mogli dosiąść, takich jak konie czy jakieś bawoły, czy wielbłądy. Tam ta zwierzyna naturalnie nie występuje. W tej chwili, już od XIX wieku, wspomniałem taką ciekawostkę, to się bardzo zmieniło, dlatego że biali ludzie, Europejczycy sprowadzili różne gatunki zwierząt do Australii. Niektóre chcąc, niektóre nie chcąc, one sobie znalazły tam dom. Między innymi w tej chwili w Australii znajduje się największa populacja dzikich wielbłądów. Taka ciekawostka. Wielbłądy naturalnie nie pochodzą z Australii. One zostały sprowadzone tam z Indii i z Afganistanu w XIX wieku, kiedy to rozpoczął się proces eksploatacji dóbr naturalnych przez białego człowieka, dlatego że w Australii jest bardzo dużo surowców mineralnych. Aborygeni właściwie nie potrzebowali tych surowców naturalnych do szczęścia. Im wystarczył kawałek patyka zakończony włócznią i dosłownie bukłaczek z wodą i byli w stanie przemierzać tysiące kilometrów na piechotę.
Ale biały człowiek ze swoją dumą i ze swoją pogardą bardzo mocno zmienił to środowisko. Ja też jestem białym człowiekiem, aczkolwiek jestem człowiekiem, wydaje się troszeczkę bardziej świadomym niż ci pierwsi rubieżcy, którzy dokonali tych plądrow i podbojów w Australii. Ale cóż, dzisiejszy odcinek nie jest o Australii. Ja tylko przypomniałem sobie jedną taką rzecz, słuchajcie, opowiadając o tym, że w Australii dla Aborygenów bardzo istotna była świadomość. Wspomniałem też o tym, że ten rozwój świadomości wydaje się być bardzo energiczny, dlatego że Aborygeni nauczyli się wykorzystywać pewną substancję psychoaktywną, a ta substancja psychoaktywna nazywa się pituri. To, o czym zapomniałem powiedzieć, to że ta substancja składała się z dwóch składników, czyli to była roślina którą Europejczycy uznawali za liście tytoniu. To nie był tytoń, ale roślina przypominająca troszeczkę tytoń. Ta roślina była aktywowana przez popiół drzewa eukaliptusa albo drzewa akacji. Nie wspomniałem o tym, w jaki sposób się używało tej substancji. To była taka zwykła papka, którą po prostu się żuje.
Aborygeni rolowali sobie z tego takie kuleczki, można powiedzieć, i po prostu wkładali to, nosili pod wargą dolną. I tam ta substancja godzinami wydzielając się powodowała stany psychoaktywne, które to prowadziły aborygenów, naprowadziły ich na ślad świadomości. Stały się kluczem do tego, aby poznać całą kosmologię stworzenia i rozwinąć kulturę, która bardzo mocno uwarunkowana jest energiami, które nas otaczają, która bardzo mocno jest powiązana z umiejętnością wykorzystywania tych energii. Jest to sfera świadomości, która jest bardzo istotna dla Aborygenów. I to jest coś, o czym biali ludzie przybywając do Australii nie mieli kompletnie pojęcia. Oni nie wiedzieli w ogóle, o co chodzi, dlaczego ta substancja, to pituri jest aż tak istotne dla Aborygenów. Dopiero dzisiaj, w dzisiejszych czasach powoli dowiadujemy się dlaczego. Poza tym jak leciałem samolotem na subkontynent, półkontynent indyjski, to oglądałem sobie przez okno samolotu te potężne połacie ziemi praktycznie niezamieszkałej przez nikogo. Kompletna pustka. To jest nieprawdopodobne.
Ja leciałem parę godzin po prostu nad lądem, nad gruntem, na którym nie było ani miast, ani wiosek, ani żadnych dróg. Ewentualnie raz na jakiś czas jakieś ścieżki, jakieś systemy rzeczne. Bardzo mało drzew i ląd po prostu potężny. To przerasta wszelakie wyobrażenie, jak potężnym gruntem jest Australia. No ale cóż, jesteśmy z powrotem w Indiach. Eksplorujemy sobie ten potężny ocean świadomości. Jestem znowu w aśramie. I moi drodzy, poddaję się różnym procesom, które mają za zadanie umożliwić mi, ułatwić poznanie samego siebie i poznanie tym samym całego wszechświata. Dlatego, że rozwój nie umysłowy, ale rozwój duchowy polega na tym, aby wykorzystywać pewnego rodzaju narzędzia, które nakierowują nas na poznanie, które nie pochodzi od naszych zmysłów. Czyli jest to poznanie pozazmysłowe.
Dlatego, że umysł to jest narzędzie nasze, które operuje tylko danymi, które pochodzą z naszego otoczenia. Czyli wszystko to, czego dostarczają nam zmysły smaku, węchu, dotyku, słuchu. To jest materiał, którym operuje nasza tak zwana inteligencja. My jesteśmy zwykle bardzo dumni z siebie w świecie zachodnim, z tej naszej inteligencji, z tego naszego postępu technologicznego. Ale chciałbym tutaj zwrócić uwagę na to, że ta duma jest troszeczkę bezpodstawna, dlatego, że jeżeli popatrzymy tak naprawdę, do czego służy inteligencja i co jest w stanie umożliwić umysł, to okazuje się bardzo szybko, że to są tylko i wyłącznie względy przetrwalnicze w naszej naturze. Czyli umysł posługuje się taką bazą danych z faktów, które zgromadziliśmy podczas naszej egzystencji, podczas naszego doświadczenia. To jest ten tak zwany proces nauczania. Uczymy się od dziecka, jak postępować, jak przetrwać, jak odbierać świat, ale jest to tylko i wyłącznie świat fizyczny. Okazuje się, że oprócz tego, że jest świat fizyczny, to tak naprawdę ten świat fizyczny jest jakimś ułamkiem tej całej naszej egzystencji. Dlatego, że postrzeganie świata poprzez nasze zmysły nie umożliwia nam oglądu całości, a całością nazywam kompletnie totalne stworzenie, czyli po prostu wszechświat, czyli po prostu kosmos.
My jesteśmy w stanie spostrzegać tylko to, co udostępniają nam nasze zmysły. Zmysły zostały uformowane przez pewne warunki istniejące tutaj, na tej planecie i tylko na tej planecie, która nazywa się Ziemia. W żadnej innej części wszechświata te warunki nie będą identyczne. To znaczy może wydarzyć się, że będzie planeta, która będzie bardzo podobna, zbliżona do warunków ziemskich, ale to nigdy nie będzie Ziemia. Co to oznacza? Pytanie od razu nasuwa się, czy istnieje życie w kosmosie? Właśnie o to chodzi. Co to jest życie tak naprawdę? Życie to jest forma egzystencji w tych warunkach, które są tutaj stworzone na tej planecie. Ta planeta jest uwarunkowana wszystkim tym, co znajduje się nie tylko na tej planecie, ale i wokół tej planety.
Czyli cała galaktyka, wszystkie planety naszego Układu Słonecznego, Słońce, nasz Księżyc. To wszystko powoduje to, że jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Jest to swego rodzaju forma ograniczona. To jest właśnie to, co my nazywamy życiem. Nam się wydaje, że życie to jest tylko i wyłącznie istnienie w formie albo zwierzęcia, albo rośliny, albo człowieka. Wyobraźcie sobie, że ponieważ jest cały ten potężny bezmiar energii, to ta energia manifestuje się w różnorakie sposoby. Tutaj, na tej planecie, w tej galaktyce ta energia manifestuje się w formie fizycznej. Ja nie mówię, że tylko tutaj, na tej planecie. To wszystko, co sobie obserwujemy przez teleskopy, to też jest pewnego rodzaju forma fizyczna. Aczkolwiek istnienie to niekoniecznie fizyczność.
Nasze ciała ludzkie, nasze ciała bardzo zwierzęce tak naprawdę to nic innego jak zbieranina naszego otoczenia. To, co wkładamy do ust, to, co nazywamy pożywieniem, to jest nic innego, co zgromadziliśmy z własnego otoczenia, z tej planety. I to jest coś, co wkładamy do naszego układu pokarmowego, co przetwarza się, przeradza się w nas samych, w naszą tkankę. Staje się naszym budulcem, staje się naszą energią do funkcjonowania. Ale to nie jest jedyna forma istnienia. Właśnie tak istotne jest, żeby zdać sobie z tego sprawę. Na tym polega też zgłębianie i poszerzanie świadomości. Tutaj w ashramie, oprócz tego, że jest to centrum, w którym spotykają się ludzie z różnych części świata, oprócz tego, że jest to miejsce, w którym mistrz duchowy Sat Guru, który jest założycielem tego miejsca, udostępnia nam swoją energię i pomaga nam na drodze tego poznania. On również daje nam pewnego rodzaju narzędzia. Ja wspomniałem troszeczkę o tych narzędziach świadomościowych przy okazji opowieści o Adiyogim.
Adiyogi ze starożytnego języka sanskryt oznacza pierwszy jogin. Czyli to jest ta postać, ja uważam, że bardzo realna. Dla tych, którzy nie słuchali opowieści o Adiyogim, zachęcam wszystkich bardzo serdecznie do sięgnięcia do starszych odcinków „Hatha Yogi”. Ja tam opowiadałem, jak cały ten proces rozwoju umysłu w tej naszej cywilizacji, jaką znamy w dzisiejszych czasach, rozpoczął się, jak ten proces się zaczął. Adiyogi zdołał zgromadzić wokół siebie siedmiu i tylko siedmiu apostołów, powierników swojej wiedzy. Początkowo było wokół niego wielu ludzi, ale ludzie zniechęcili się dlatego, że nie byli gotowi na spojrzenie na istnienie, na rzeczywistość pod tym kątem. Tylko siedmiu wytrwalców udowodniło długimi latami, że są gotowi na to, aby posiąść tą wiedzę. Udowodnili to w ten sposób, że odbywali pewnego rodzaju bardzo specyficzne praktyki duchowe i również fizyczne, również emocjonalne, również mentalne i energetyczne. I to właśnie te techniki nazywane sadhana sprawiły, że doznali oni oświecenia. Tutaj w centrum jogi również Sat Guru daje nam, prezentuje nam różnego rodzaju narzędzia, które mają za zadanie doprowadzić nas do takiego stanu, w którym będziemy poszerzać świadomość.
Każdy liczy na to, że osiągnie ten moment oświecenia. Ja, słuchajcie, nie tracąc czasu, tuż po moim powrocie do ashramu postanowiłem odbyć jedną z takich oferowanych tutaj na miejscu praktyk. Praktyka ta nazywa się milczeniem. Słuchajcie, milczenie wydaje się sprawą błahą, aczkolwiek nie jest to sprawa aż tak lapidarna, jak mogłoby się wydawać. Dzisiaj troszeczkę chciałem opowiedzieć o tym, właśnie o tej mojej praktyce, o moich doświadczeniach. Nie będę tutaj opowiadał o doświadczeniach duchowych, dlatego że z założenia o doświadczeniach duchowych nie powinniśmy za bardzo opowiadać. Nie powinniśmy się dzielić nimi z nikim innym z pewnych konkretnych powodów. Jednym z powodów jest to, że ta praca musi być wykonana przez każdego z nas w sposób indywidualny. Ta wiedza wypływa z wewnątrz nas samych. To nie jest wiedza, którą może nam ktokolwiek przełożyć.
To nie jest wiedza, którą możemy posiąść poprzez czytanie książek czy poprzez słuchanie opowieści. Nie powinniśmy się dzielić doświadczeniami duchowymi również z tego powodu, żeby po prostu nie zniechęcić kogoś innego poprzez fakt taki, że ja na przykład opowiem, co wydarzyło się mnie podczas moich praktyk, a ktoś inny wykonując podobną technikę, podobną sadhanę, nie doświadcza takiego stanu albo doświadcza coś zupełnie innego. Ktoś może się zniechęcić, pomyśleć sobie, że robi coś nie tak, że może to nie jest dla niego. Nie, nie o to chodzi. Słuchajcie, joga jest dla każdego. Każdy człowiek ma predyspozycje do poszerzania świadomości. O tym powiedział Adiyogi dawno, dawno temu. Więc nie jest to sprawa dla nikogo nieosiągalna. Jest to coś, co jest dostępne i powszechne dla każdego, kto chce. Jeżeli już chcemy rozszerzać świadomość, to jest to tylko kwestia tego, w jaki sposób będziemy wykorzystać te dane nam narzędzia i jak dużo pracy w to włożymy.
Tylko na tym to polega. Ja nie będę opowiadał o własnych doświadczeniach z mojej praktyki, która trwała trzy dni, ale opowiem wam troszeczkę, jak wyglądał mój dzień. Taki powszechny dzień sadhany, który trwał przez trzy dni. Sadhana milczenie. Wydaje się, że milczeć jest sprawą prostą, aczkolwiek w dzisiejszych czasach, w naszych uwarunkowaniach społecznych, w naszym stylu życia nie jest to sprawa błaha. Na czym polega ta praktyka? Ta technika milczenia? Ona się nazywa z angielskiego silence. Jest to bardzo ścisły harmonogram w ciągu dnia. Jest to taki harmonogram, który nie daje nam wytchnienia właściwie.
Ja nie spodziewałem się, że ta technika jest aż tak skomplikowana. Może nie skomplikowana, ale aż tak wymagająca i aż tak trudna. Bo to nie jest tylko milczenie. Chodzi o to, żeby zachować milczenie przez trzy dni, będąc w otoczeniu wszystkich innych ludzi, robiąc różne czynności, ale jednocześnie nie mając kontaktu z nikim innym. Nie jest to aż tak proste. Oprócz tego, że nie wolno używać telefonów, nie można nawet mieć przy sobie telefonu. Oczywiście nie ma mowy o dostępie do internetu, sprawdzania e-maili czy oglądania jakichkolwiek wideo, czy słuchania muzyki przez te trzy dni. Są pewnego rodzaju praktyki, które tutaj opisane są w harmonogramie, który dostaje się na początku, przed odbyciem tej praktyki. Tutaj w ashramie jest tysiące ludzi, dlatego to nie jest aż takie proste, żeby nie nawiązać z nikim kontaktu. Ale na tym właśnie ta cała rzecz polega, żeby być kompletnie samym ze sobą i żeby odbywać tą praktykę jak najbardziej wewnątrz siebie właściwie niż na zewnątrz.
W praktyce to wygląda tak, że dostajesz taki tag, taką tabliczkę, która to informuje wszystkich dookoła, w twoim otoczeniu, że przechodzisz takową praktykę. Tutaj wszyscy są zaznajomieni z taką możliwością, że takie praktyki są, więc każdy to szanuje. Zdarzają się wypadki. Ludzie próbują do ciebie mówić, znajomi. Musisz ich kompletnie ignorować. Musisz zachowywać się tak, jakbyś był sam lub sama. Jest to sprawa dosyć utrudniona, bo musisz uczestniczyć w różnych aktywnościach. Musisz przebywać pośród tych ludzi, ale możesz patrzeć się jedynie w podłogę i tak naprawdę twój obszar widzenia nie powinien być większy niż jeden metr wokół ciebie. Nie można patrzeć ani w niebo. Tak jak wspomniałem, nie można patrzeć ani nikomu w twarz, nie można wykonywać żadnych gestów.
Oprócz tego trzeba sobie radzić z samym sobą i wykonywać wszelkiego rodzaju zadania, które są zapisane tutaj w harmonogramie. Jak wygląda taki dzień? Słuchajcie, 4:45 rano pobudka. To nie jest sprawa prosta. Trzeba wstać z łóżka. Jest tylko i wyłącznie 4:45. Te praktyki trwają od godziny 4:45 do godziny 21:30 wieczorem. I uwierzcie mi, nie ma ani momentu wytchnienia. Tutaj zaprojektowana jest każda minuta twojego dnia. Tutaj następuje praktyka za praktyką.
Oprócz tego trzeba coś zjeść w ciągu dnia. I o tym wszystkim właśnie mam zamiar opowiedzieć. Jest godzina 4:45. Pobudka. Prysznic, zimny prysznic, dlatego, że tutaj w ashramie bez zbędnych luksusów woda w prysznicach jest zimna. Ale to dobrze dla ciała. To jest też ciekawa sprawa. Zimny prysznic powoduje zwężenie się komórek na skórze, na powierzchni ciała. Co powoduje, że jesteśmy w stanie lepiej zaabsorbować energię podczas naszych praktyk? Tak jak mówię, joga to jest technologia, więc to jest wszystko łatwe do zrozumienia, jeżeli się wie, na czym to wszystko polega.
Zimna woda powoduje zaciśnienie się komórek i dzięki temu powstaje więcej przestrzeni pomiędzy komórkami. I to właśnie pomiędzy komórkami jesteśmy w stanie zaaplikować sobie tą energię. Gorąca woda będzie rozszerzała komórki. Co powoduje gorący prysznic? Powoduje to, że komórki nasiąkają wodą, a to nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby one się zawęziły, żeby spowodować przestrzeń pomiędzy komórkami. Dlatego, że ci, którzy podążają za syntezą, wiedzą dobrze, że Nikolaj Tesla dawno temu opowiadał o tym, że energia propaguje się na powierzchni przedmiotu, a nie w jego wnętrzu. Tak jest z przewodami elektrycznymi i tak również jest z naszym organizmem. Energia propaguje się na powierzchni komórek, a nie wewnątrz. Więc zimny prysznic, mycie ząbków i godzina 5:30.
W pewnym specyficznym miejscu zbierają się ludzie. W innym miejscu zbierają się mężczyźni, w innym miejscu zbierają się kobiety po to, aby przeprowadzić bardzo krótki rytuał. Rytuał nazywa się Guru Puja. Jest to swojego rodzaju obrządek, który ma za zadanie sprowadzenie energii wszystkich duchowych mistrzów, którzy istnieli tutaj, na tej planecie i którzy istnieją w chwili obecnej. To nie są żadne czary-mary, to nie jest żaden kult. Dla wtajemniczonych jest to po prostu bardzo energetyczna kwestia. To jest taki rytuał, który trwa dosłownie 10 minut. Jest to swojego rodzaju ofiara. Tam wykorzystuje się płomień, wykorzystuje się ogień, wykorzystuje się parę innych rzeczy, również popiół. Nie będę tutaj za bardzo tego tematu poszerzał dzisiaj.
O tym sobie jeszcze kiedyś opowiemy, ale jest to taki szybki rytuał, który na początku dnia powoduje, że po prostu stajemy się naenergetyzowani. Dlatego, że w tym miejscu, gdzie odbywa się rytuał, zbierają się energie wszystkich minionych i współczesnych mistrzów duchowych. Godzina 5:40 zaczyna się praktyka. To są praktyki fizyczne jogi. Zaczynamy praktykę od tak zwanego kociego rozciągania. Nie wiem, jak to się po polsku nazywa, koci grzbiet, czy jakoś tak. Są to trzy cykle pewnych takich ćwiczeń fizycznych, które mają za zadanie uaktywnić nasze węzły energetyczne, które są na naszym ciele. O tych węzłach energetycznych będę opowiadał prawdopodobnie w kolejnym odcinku, ale dzisiaj powiem tylko tyle, że tak jak wspomniałem, człowiek składa się nie tylko z ciała fizycznego, ale również z ciała energetycznego. Ciało energetyczne to jest 114 tak zwanych czakr, czyli takich węzłów energetycznych, z czego 112 z nich znajduje się na ciele fizycznym, a dwie z nich znajdują się w innej rzeczywistości. I teraz pomiędzy tymi 112 węzłami na ciele wyróżniamy siedem takich głównych węzłów, na których to skupiamy najwięcej uwagi, czy też tak zwanej uważności.
To jest siedem czakr. Teraz też nie będę wymieniał nazw ich. O tym sobie opowiemy jeszcze. Ale właśnie ta praktyka, pierwsza praktyka w ciągu dnia polega na tym, aby uaktywnić te wszystkie czakry, te wszystkie węzły energetyczne. Te 114 węzłów energetycznych powoduje interakcje między sobą i powstają kanały energetyczne, dzięki którym manifestuje się tak naprawdę nasze ciało. Tych kanałów energetycznych jest 72 tysiące na ciele ludzkim. Skąd to wiadomo, że 72 tysiące? Wiadomo to stąd, że po pierwsze Adiyogi, pierwszy jogi nam o tym opowiedział, a później przez tysiące lat brodacze w długich, zakurzonych dredach po prostu tą sztukę opanowywali i opisywali. Odkryli, że jest właśnie 72 tysiące połączeń energetycznych pomiędzy tymi 114 węzłami energetycznymi. To jest sprawa bardzo dla mnie interesująca.
Ponieważ też troszeczkę podążam i zgłębiam technologię plazmową pana Mehrana Keshe, o której często jest mowa w Radiu na Fali, ja doszedłem do wniosku, że te 114 czakr to tak naprawdę nic innego jak takie po prostu reaktory energetyczne. Każdy z tych reaktorów posiada interakcję z każdym z pozostałych reaktorów. Dzięki temu powstaje 72 tysiące różnych rodzajów interakcji i to te interakcje, moim zdaniem, tworzą manifestację ciała ludzkiego. To znaczy to są interakcje, które dokładnie tworzą naszą strukturę kości, naszą strukturę skóry, nasze naczynia krwionośne, wszystkie organy i tak dalej. Po prostu różne wykorzystanie tych reaktorów powoduje w świecie fizycznym, w naszym świecie materialnym istnienie nasze jako człowieka. Dalej o tych praktykach. Zaktywowaliśmy sobie już te 72 tysiące interakcji tych kanałów energetycznych i zaczynamy praktykę, która nazywa się Surya Kriya. Surya Kriya jest to praktyka jogi, która polega na aktywacji energii słońca wewnętrznego. Tak, słuchajcie, my posiadamy również słońce wewnątrz naszych organizmów. Jest to słońce, które bardzo mocno jest powiązane z naszym słońcem galaktycznym.
Surya oznacza słońce właśnie. Kriya to jest technika energetyczna, więc Surya Kriya jest to aktywacja właśnie tej czakry słonecznej. To jest tak zwany splot słoneczny. Jeżeli nigdy się nie zastanawialiście, dlaczego splot słoneczny się nazywa splotem słonecznym, to pomimo tego, że troszeczkę z anatomii ma taki podobny, że tak powiem, gwieździsty kształt, to prawdopodobnie nazwa jest następstwem procesu poszerzania wiedzy o tym, że my również mamy w organizmie coś takiego jak reaktor słoneczny. Więc Surya Kriya jest to dosyć wymagająca praktyka, przynajmniej dla mnie, początkowego jogina, aczkolwiek radzę sobie z tym coraz lepiej, muszę się przyznać. Jest to praktyka, która polega i na sposobie oddychania, i na rodzaju rozciągania. Tutaj też nie będę za dużo o tym opowiadał, dlatego że jest mnóstwo jeszcze innych, kolejnych praktyk, o których chcę tutaj wspomnieć. Po odbyciu praktyki Surya Kriya odbywamy swego rodzaju bardzo specyficzną medytację leżącą, gdzie uzmysławiamy sobie sprawę, przykuwamy uwagę do 61 punktów na naszym ciele. A te punkty to jest nic innego jak właśnie te punkty energetyczne, te owe czakry czy też szakry. I po prostu człowiek działa już w ten sposób, że jesteśmy wystarczająco uważni.
Jeżeli wiemy, jak wykorzystywać narzędzia dane nam przez jogę, to jesteśmy w stanie aktywować również tą mnogość tych kanałów energetycznych i tych owych czakr. No i tutaj na leżąco odpoczywamy sobie po tym rozciąganiu, po tej Surya Kriyii. Bardzo uważnie podróżujemy sobie po własnym ciele, aktywując te wszystkie punkty energetyczne. To znaczy nie wszystkie, tylko właściwie trzydzieści parę tych punktów, dlatego że niektóre z nich się powtarzają, więc łącznie ta praktyka polega na tym, żeby zdać sobie sprawę z tych 61 punktów. Ale to tak naprawdę jest trzydzieści parę punktów. Niektóre z nich są po prostu powtarzane. Po tej medytacji zaczyna się praktyka, która polega na wykonywaniu tak zwanych asan. Asana oznacza posturę fizyczną. Tak to można powiedzieć. Właściwie każdy nasz układ ciała jest jakąś posturą fizyczną, prawda?
Tylko że jogini odkryli dawno temu, że tylko 84 postawy fizyczne sprawiają, że jesteśmy w stanie zsynchronizować się ze wszechświatem i z całością. Jesteśmy w stanie zliniować się z naszą galaktyką, co jest tak istotne tutaj w praktyce jogi. To jest tylko 84 pozycje bardzo specyficzne, które powinny być bardzo precyzyjne i również przeprowadzane w sposób bardzo świadomy, są w stanie zliniować nas z tą galaktyką. Tutaj podczas tej praktyki nie wykonuję 84 asan, a wykonuję jedynie 23, ale są to bardzo wymagające postawy, jeżeli naprawdę chcemy to zrobić w sposób odpowiedni. Ta praktyka zajmuje mniej więcej godzinę tutaj w tym przypadku. Zwykle się ją przedłuża troszeczkę bardziej, ale tutaj, ponieważ są inne praktyki, to ta praktyka zajmie tylko godzinę. Później kończymy to o godzinie 7:20 rano. 7:20 do 7:30 jest swoistego rodzaju shanta, czyli po prostu śpiewanie specyficznej melodii, specyficznych słów w sanskrycie. Te słowa mają też swoistego rodzaju wibracje. Nawet jeżeli nie rozumiemy znaczenia tych słów w sanskrycie Ta pieśń, ta shanta jest w ten sposób zaprojektowana, że ten dźwięk powoduje specyficznego rodzaju wibracje w naszym organizmie, który również ma za zadanie osiągnąć specyficzne cele.
Po tej praktyce dziesięciominutowej powracamy do praktyk energetycznych. Wszystkie to są praktyki jogińskie, ale do praktyk bardziej fizycznych. Kolejna praktyka nazywa się Shakti Chalana Kriya, która również jest bardzo specyficzną, bardzo potężną metodą na uaktywnienie energii życiowych, na uaktywnienie prany. W tej praktyce już my sami dokładnie decydujemy o tym, w jaki sposób przekierowywać naszą energię w naszym organizmie. Jest to nieprawdopodobna sprawa. Polecam wszystkim. To nie jest rzecz, którą można się nauczyć ani poprzez oglądanie filmów na YouTubie, ani poprzez przeczytanie książki. To jest bardzo starożytna, bardzo potężna praktyka, w którą trzeba być wtajemniczonym tutaj w ashramie. Tej praktyki nie uczy się nigdzie indziej, jak tylko tutaj na miejscu, więc bardzo polecam. Tylko tyle mogę powiedzieć.
To jest jedna z moich ulubionych praktyk. Tutaj się odbywa prawdziwa magia. Może magia to nie jest dobre słowo, dlatego, że tutaj o wszystkim decydujemy sami. Magia to jest coś, co kojarzy mnie się przynajmniej z czymś niezrozumiałym, z czymś, o czym nie mamy pojęcia i nagle coś się okazuje i jest takie wielkie wow. Nie, tutaj to jest tylko i wyłącznie technologia. Jeżeli znamy narzędzia, jeżeli wiemy, jak wykorzystywać te narzędzia, to jesteśmy w stanie osiągnąć odpowiednie rezultaty. Ta praktyka kończy się o godzinie 8:20. Od 8:20 do 8:41 wykonujemy kolejną praktykę energetyczną, też bardzo potężną. Nazywa się Shambhavi Maha Mudra. Jest to praktyka, która rozpoczyna się specyficznym rodzajem oddychania.
Tutaj wykorzystuje się kanały energetyczne, które istnieją w organizmie ludzkim. Są takie trzy trzony energetyczne. Jest ida pingala, które są bocznymi kanałami energetycznymi w organizmie ludzkim. Jeżeli jesteśmy świadomi tych kanałów energetycznych, to poprzez odpowiednie sposoby oddychania jesteśmy w stanie je aktywować i jesteśmy w stanie je udrażniać. Oprócz tego, że jest odpowiedni sposób oddychania, również wykonuje się chanting, czyli- troszeczkę mi czasami brakuje słów polskich. Tak naprawdę te słowa chyba w języku polskim po prostu nie istnieją, więc jakoś na okrętkę tutaj będę musiał wam o tym opowiedzieć. Technika polegająca na wydawaniu z siebie dźwięku Aum. To nie jest dźwięk. Przepraszam. Słuchawki poleciały.
Już mam z powrotem. Halo, halo! Chyba mnie słychać znowu, trochę poschwierczałem, podtrzeszczałem. Aum chanting to jest technika, o której też opowiem. Może nie dzisiaj, dlatego, że jest to historia sama w sobie. To nie jest dźwięk Om, który jest najbardziej rozpowszechniony. Niestety stało się tak troszeczkę, że ta oryginalna dźwięk, który zapoczątkował Adiyogi, została na różne sposoby zmodyfikowana i troszeczkę została zatarta ta prawdziwa technologia. Dźwięk Om jest bardzo często kojarzony na świecie, aczkolwiek nie jest to dźwięk Om. Dźwięk, który powinniśmy wydawać przy tego rodzaju praktyce, to jest dźwięk składający się z trzech zgłosek, z trzech samogłosek. To nie są samogłosy.
Z trzech dźwięków: a, u i m. I te dźwięki razem brzmią tak jak aum. I tebardzo specyficzną wibrację w bardzo określonych częściach naszego organizmu, która to wibracja aktywuje nasz organizm i umożliwia przemieszczanie się w bardzo specyficzny sposób energii w naszym organizmie. O tym będziemy opowiadać sobie jeszcze kiedy indziej. Dzisiaj jest tak gorąco. Tutaj mam ze sobą wodę. Pozwólcie sobie, drodzy słuchacze, że napiję się wody, a potem jak napiję się wody, to może sobie pooddychamy. Bo tutaj tradycją staje się już to, że w Chacie Mistyka oddychamy sobie. To są trzy bardzo świadome oddechy, ale pozwólcie, że najpierw napiję się wody, a za chwilę o tym opowiem. Wodę mam w takiej bardzo fajnej butelce z miedzi zrobionej.
Butelka miedziana. Świetna sprawa, dlatego że znowuż pewna technologia jogińska. Okazuje się, że miedź jest bardzo zdrowa dla człowieka w odpowiednich aplikacjach, natomiast woda trzymana w miedzi Jest w specyficzny sposób energetyzowana. To jest raz. A dwa, jesteśmy w stanie zabić wszystkie mikroustroje, wszystkie bakterie tylko przez sam fakt, że woda stoi sobie w naczyniu miedzianym. Polecam wszystkim, jak macie okazję poszperać na ten temat i sobie zakupić. W internecie są sprzedawane takie butelki, niekoniecznie trzeba do Indii przyjechać, żeby taką butelkę nabyć. Tutaj w Indiach są powszechne naczynia z miedzi. Polega to na tym, że taka woda, siedząc sobie w butelce miedzianej, już po 20 minutach w tej wodzie nie ma żadnych aktywnych bakterii, więc tutaj szczególnie w klimacie takim gorącym, w klimacie, gdzie tak zwana higiena nie zawsze może być na najwyższym poziomie, jest to bardzo istotne, żeby taką butelkę mieć i żeby z niej korzystać. Ja bardzo lubię tą butelkę miedzianą.
Jest to kwestia, słuchajcie, mieć czy nie mieć. Moim zdaniem mieć. Także jeszcze sobie łyżkę tutaj wezmę i za chwilę sobie pooddychamy. Słuchajcie, trzy łyżki wziąłem. Ta butelka się zakręca tutaj na taką zakrętkę, miedzianą również, która powoduje taki dźwięk troszeczkę nieprzyjemny dla ucha. Zgrzyt, że tak powiem. Także moi drodzy, jeżeli jest to możliwe, usiądźcie, zatrzymajcie się na chwilę w czymkolwiek, co robicie. Usiądźcie albo na krześle z wyprostowanymi plecami. Starajcie się nie używać oparcia. Kręgosłup jest wyprostowany, nie naprężony, ale w sposób wygodny wyprostowany.
Połóżcie dłonie na swoich udach dłońmi w dół, skierowanymi na dół. Zamknijcie oczy. Jeżeli jest to możliwe, to usiądźcie na podłodze ze skrzyżowanymi nogami. To jest nawet lepsze. Zamknijcie oczy. Weźmiemy trzy głębokie wdechy przez nos i trzy głębokie wydechy również przez nos, ale postaramy się zrobić to w sposób kompletnie świadomy. To znaczy przez okres tych trzech oddechów nie myślcie o niczym innym. Nie skupiajcie się na niczym innym w waszym otoczeniu, jak tylko na tym, że pobieracie do płuc powietrze przez nos i je wydychacie również. Zamknijcie oczy, połóżcie dłonie na udach. I poprzez nos weźmiemy sobie wszyscy razem bardzo głęboki oddech.
Jeżeli jesteście gotowi, to właśnie teraz weźcie nosem bardzo głęboki oddech. I wypuszczając powietrze nosem, zrelaksujcie się. Teraz weźcie drugi bardzo głęboki oddech nosem. I wypuszczając powietrze nosem, zrelaksujcie się jeszcze bardziej. Teraz obróćcie dłonie do góry i weźcie trzeci głęboki wdech nosem. I wypuszczając powietrze nosem, zrelaksujcie się kompletnie. Teraz powoli, bardzo powoli otwórzcie oczy, każdy w swoim tempie. Rozejrzyjcie się dookoła. Niesamowita sprawa, moi drodzy. Po prostu sobie pooddychać trzy i tylko i wyłącznie trzy głębokie oddechy.
Świat nagle się zatrzymał. Ale nie przejmujcie się, wszystko jest w porządku. Nadal słuchacie „Chaty mistyka”. Zostaliście właśnie naenergetyzowani. Polecam tą technikę wszystkim. Opowiadałem wcześniej o tym, że troszeczkę jest różnica oddychając z dłońmi skierowanymi w górę. Troszeczkę inaczej nasze ciało funkcjonuje, jeżeli dłonie skierowane są w dół na udach. Zwykle oddychamy, tą technikę prowadzimy poprzez oddychanie z dłońmi skierowanymi do góry, ale polecam wszystkim eksperymentowanie. Zobaczcie jak to działa dla was samych. Zobaczcie jaka jest różnica tylko poprzez fakt, że oddychamy raz to mając ręce skierowane dłońmi w dół, a drugi raz mając dłonie skierowane do góry.
Słuchajcie, oddech, bardzo istotna sprawa. Najbardziej właściwie istotna sprawa w naszej egzystencji fizycznej, o której często zapominamy. Nie zdajemy sobie sprawy. Polecam wszystkim oddychanie po prostu świadome, jak najczęściej się da. Ale wracamy tutaj do mojego harmonogramu, ścisłego harmonogramu dnia podczas mojej praktyki milczenia. Te wszystkie praktyki, o których powiedziałem do tej pory, wykonywane są milcząco. Oprócz tego momentu, kiedy przeprowadzane są te tak zwane czanty, czyli to nucenie takich odpowiednich melodii popartych słowami w języku sanskryt. Oprócz tego nie wolno spoglądać na nikogo ani na nic, nawet na niebo, ani na drzewa, ani na żadne rośliny. Po prostu tylko i wyłącznie możemy gapić się w ziemię. Jest godzina 8:45 rano.
Idziemy do bardzo specyficznej świątyni Dhyanalinga, która tutaj została ustanowiona przez Sadhguru w ashramie. Świątynia to jest słowo, które nie kojarzy się zbyt dobrze dla tych, którzy nie są katolikami, którzy nie podążają tym nurtem chrześcijańskim. Przynajmniej dla mnie nie kojarzy się to słowo zbyt dobrze, ale tak to zwykło się nazywać. Jest to miejsce do wykonywania praktyk medytacyjnych. Linga w sanskrycie oznacza formę. Jest to specyficznego rodzaju forma energii. O tym będę opowiadał jeszcze w innym odcinku, dlatego, że o Dhyanalingze można by opowiadać naprawdę godzinami. Jest to niesamowite urządzenie energetyczne, które zostało tutaj utworzone w sposób alchemiczny przez Sadhguru po to, aby umożliwić nam wszystkim zgłębianie świadomości i poszerzanie tej wiedzy. Dhyana oznacza medytację, więc Dhyanalinga to nic innego jak forma do medytacji. Jest to swoistego rodzaju budynek, w którym to siedzimy w kompletnym milczeniu.
Nie tylko jeżeli wykonujemy sadhanę milczenia, ale zawsze tam jesteśmy w milczeniu po to, aby zaaplikować sobie bardzo intensywną energię, która pochodzi od tej specyficznej formy, która znajduje się w tym budynku. Słuchajcie, problem jest taki, że w języku polskim, ani w języku angielskim właściwie nie ma słów, które określają różnego rodzaju medytacje, dlatego, że u nas jest tylko i wyłącznie słowo medytacja. Natomiast tutaj w Indiach, w sanskrycie są różne formy medytacji. Medytacja to nie jest tylko siedzenie z zamkniętymi oczami. Medytacja to może być i dhyana, i może być shakti, i może być kriya, i może być shoonya. To są naprawdę różne techniki, które w językach zachodnich wszystkie są spłaszczone do jednego słowa: medytacja. Dlatego ciężko troszeczkę tutaj się wysłowić, aczkolwiek w tym specyficznym budynku wykonuje się jedną z tych form medytacyjnych, właśnie formę dhyana, która polega na absorbowaniu, na nasiąkaniu energią, na otrzymywaniu energii od tej bardzo specyficznej formy energetycznej, która znajduje się w budynku. No ale cóż, słuchajcie, godzina 9:15. Idziemy do kolejnego budynku, który znajduje się tutaj w ashramie. To jest też bardzo specyficzne urządzenie.
To jest bardzo duży basen wypełniony wodą. Basen został wykopany 10 metrów pod powierzchnią gruntu. Schodzi się do niego długimi i szerokimi schodami. Basen bardzo specyficzny, dlatego że w tym oto basenie znajduje się oprócz tego, że jest woda i ta woda jest bardzo zimna, dlatego, że pochodzi ze strumienia górskiego bezpośrednio, czyli bardzo czysta, zdrowa woda. W tej wodzie zanurzone są trzy potężne jaja, które zostały zrobione z rtęci, ale ta rtęć jest w formie stałej. Rtęć zwykle jest to najcięższy metal na tej planecie, ale jest to metal, który występuje w formie płynnej. Natomiast w sposób alchemiczny, przy udziale bardzo specyficznych praktyk, Sadhguru był w stanie zamienić tą rtęć w ciało stałe i to ciało stałe stworzone z rtęci powoduje, że jest odwrócony wektor energii. Rtęć zawsze kojarzona jest z czymś bardzo toksycznym, z czymś bardzo negatywnym dla naszych organizmów. Oczywiście rtęć w organizmie ludzkim w środku, jeżeli w jakiś sposób się do niego przedostanie, nie jest niczym pozytywnym, aczkolwiek rtęć, która ma odwrócony wektor energii w sposób alchemiczny staje się bardzo pozytywną rzeczą dla naszego organizmu. Po prostu produkuje pole.
Są te trzy potężne jaja z rtęci, w stanie stałym rtęci zanurzone w wodzie. Znowuż chodzi o to, że woda zimna, więc zawężają się nasze komórki, więc jesteśmy w stanie bardziej zaaprobować energię, nasiąknąć tą energią w tym basenie wypełnionym wodą, niż jeżeli te jaja stałyby sobie w suchych warunkach na zewnątrz. Tutaj wykonujemy tą kąpiel, chodząc sobie wokół tych jaj, mocząc się cali w tej wodzie, nasiąkając tą energią. Ta praktyka trwa około 15 minut, dlatego, że tyle powinna trwać. I z drugiej strony dosyć ciężko też wytrzymać w tej zimnej wodzie. Ta woda jest naprawdę zimna. Po tej kąpieli tacy odświeżeni, słuchajcie, jest godzina 10 rano i idziemy do hali, w której serwowane jest jedzenie na tak zwany brunch. Tutaj w ashramie znajduje się tysiące ludzi, którzy przebywają różnego rodzaju praktyki. Oprócz tego są również mnisi, tak zwani brahmacharis, swami. Oprócz tego są nauczyciele, są tutaj wolontariusze.
Tu jest naprawdę mnogość różnych funkcji, dlatego że każdy tutaj w ashramie pracuje. Więc posiłek to też nie jest sprawa błaha, dlatego że trzeba nagle zaserwować jedzenie dla paru tysięcy ludzi. Zwykle jest parę zmian. Pomimo tego, że hala jest potężna, to zwykle podczas jednej zmiany zasiada w niej od 500 do 2000 ludzi, w zależności od potrzeby. Tutaj są różne programy przeprowadzane, różne kursy, więc czasami będzie więcej ludzi, czasami będzie mniej. Ale zwykle jest tak, że jedzenie serwowane jest tylko i wyłącznie dwa razy w ciągu dnia. Dlaczego dwa razy w ciągu dnia? Ja troszeczkę o tym opowiadałem przy okazji odcinka o jedzeniu. Jest tak, że dorosły człowiek naprawdę nie potrzebuje jeść więcej niż dwa razy dziennie i dwa takie główne posiłki dziennie to jest naprawdę ostateczność. My nie powinniśmy nawet jeść tak często.
Nasze stare przyzwyczajenia, dziwne nauki powodują, że uwierzyliśmy w to, że my musimy jeść śniadanie, obiad, kolację i jeszcze pomiędzy tym wszystkie różnego innego rodzaju podwieczorki i inne snacksy tak zwane. Nic bardziej błędnego. Organizm, który wiecznie trawi, jest najzwyczajniej w świecie zmęczony. Chodzi o to, żeby jedzenie było energetyczne, żeby dostarczyło nam energii, żeby spełniło swoją funkcję i przez ten przewód pokarmowy przeszło jak najszybciej się da. Ja mówiłem wam o różnych rodzajach pożywienia, o tych, które najlepiej spożywać, o tych, które najgorzej spożywać. O tych, które zalegają w organizmie, o tych, które szybko przechodzą przez organizm. Nie będę tutaj się powtarzał. Jesteśmy w tej hali, jest godzina 10:00. Pierwsza z takich aktywności, z którymi w ciągu dnia, gdzie mamy styczność z innymi ludźmi, to jest właśnie to śniadanie, ten tak zwany brunch. Brunch to jest taka hybryda językowa, z języka angielskiego coś pomiędzy breakfast and lunch, czyli coś pomiędzy śniadaniem a lunchem, czyli to jest taki brunch.
Chyba w języku polskim nie ma odpowiednika tego. I tutaj się pojawia troszeczkę problem, ale nie do końca, bo trzeba serwować jedzenie ludziom. Ludzie siedzą na matach słomkowych w rzędach na podłodze ze skrzyżowanymi nogami. Tak się tutaj jada. Każdy ma przed sobą metalowy talerz bez sztućców. Tutaj jada się rękoma również. I trzeba serwować ludziom jedzenie, nie mając kompletnie z nimi kontaktu. Więc znowuż oczy są wlepione w to naczynie, w którym przenosimy jedzenie, różne potrawy. Potraw jest mnogość, wszystkie wegetariańskie, wszystkie zaprojektowane tak, aby wspomóc nas w tych praktykach. Tak, żeby to jedzenie po prostu dało nam jak najwięcej energii, ale żeby tak naprawdę jak najszybciej przeleciało przez nasz układ pokarmowy, żeby nie zalegało tam.
I tutaj czasami pojawia się problem, dlatego że nie tyle się widuje znajome twarze. Może się nie widuje, bo się nie powinno widywać, ale znajome twarze próbują z tobą zagadać, bo niektórzy się zapominają i nie widzą tej tabliczki, że właśnie przechodzisz praktykę silence. Ale można się do tego jakoś przyzwyczaić. Po prostu trzeba tych ludzi ignorować. To nie jest kwestia tego, że jesteśmy niegrzeczni, tylko po prostu jesteśmy sami ze sobą i tak powinniśmy być przez te trzy dni. Więc serwujemy to jedzenie podczas pierwszej zmiany i jak pierwsza zmiana skończy, to musimy przygotować te talerze, musimy posprzątać i mieć pewność, że wszystko jest gotowe do drugiej zmiany, dlatego że za chwilę, o godzinie 10:45 będzie druga zmiana ludzi. Jak już przygotowaliśmy to wszystko, to w końcu możemy usiąść o 10:45 i mieć pierwszy posiłek w ciągu dnia. Ja przypominam, że wstaliśmy o godzinie 4:45, czyli sześć godzin wcześniej i dopiero teraz o 10:45 mamy pierwsze pożywienie, pierwsze jedzenie. I to jest wszystko okej, naprawdę. To nie jest tak, że umieramy z głodu, że słabniemy, że nie wiemy, co ze sobą zrobić.
To jest wszystko naprawdę bardzo skrupulatnie zaprojektowane i to jest wszystko do ogarnięcia. Po śniadaniu idziemy znowu do Dhyanalingi o godzinie 11:30. Tutaj nie ma za dużo czasu pomiędzy, dlatego, że spacer z hali do Dhyanalingi zajmuje takim swobodnym krokiem może z 15 minut. Więc to wszystko jest na czas. Tu naprawdę nie ma czasu, żeby za bardzo myśleć o głupotach i o niepotrzebnych rzeczach. Więc o godzinie 11:30 znowu jesteśmy w budynku Dhyanalinga i tutaj odbywa się swoistego rodzaju ofiarowanie dźwięku, które polega na tym, że Muzycy w bardzo charakterystycznym tutaj indyjskim klimacie codziennie o godzinie 11:45 wykonują różnego rodzaju bardzo melodyjne, dosyć ciche, nierozpraszające dźwięki, czy też odgrywają utwory, które mają za zadanie wprowadzić w wibracje cały budynek. Budynek jest bardzo specyficzny również dlatego, że ma kształt kopuły, więc dźwięk się niesamowicie odbija w środku, rozchodzi. Ta wibracja powoduje, że my również zaczynamy w pewien specyficzny sposób wibrować. Jest to sprawa akustyki. Oprócz tego, że wibrujemy, to znowu wykonujemy odpowiednie ćwiczenie oddechowe, zatykając to raz jedną dziurkę nosową u nosa, raz drugą dziurkę, w specyficzny sposób oddychając.
Aktywujemy sobie te dwa główne kanały ida i pingala, które są po bokach naszych organizmów. Pozostajemy w budynku Dhyanalinga przez 45 minut. Po wykonaniu tej praktyki zaczyna się nasza aktywność. Tak, moi drodzy, dlatego, że również trzeba pracować parę godzin w ciągu dnia, pomimo tego, że milczymy. Praca jest bardzo przyjemna. Polega na ogrodnictwie w tym przypadku. Tutaj w aśramie jest tak zwana szkółka roślinna. Chyba się tak nazywa. Z tego, co pamiętam, młodnik to jest taki młody lasek, który rośnie w lesie. A z tego, co wiem, to się po prostu nazywa szkółka leśna może.
Jeżeli rośliny są jeszcze przechowywane w doniczkach lub w takich plastikowych koszulkach wypełnionych ziemią, te nasionka kiełkują, rosną do odpowiedniego stanu, w którym to już można zasadzić owe drzewka w różnych częściach Indii. Tutaj jest taka akcja prowadzona, która polega na zadrzewianiu pustynnych obszarów Indii, dlatego, że podczas suszy, przez wysychanie rzek w Indiach, przez eksploatowanie tych rzek w bardzo nierozsądny sposób, cały ekosystem zmienia się. Wolontariusze, aby troszeczkę temu zaradzić, sadzą miliony małych drzewek w różnych częściach kraju, a kraj potężny i rozległy, po to, żeby troszeczkę zapobiec temu precedensowi. Więc wykonujemy tutaj pracę półtoragodzinną w tej szkółce, która polega na przesadzaniu, wyplewianiu. Moja praca polegała na tym, że obcinałem listki z krzewu, który miał niesamowite kolce. Taki krzew akacjowy. Te listki są wykorzystywane później w różnych celach. Z tego, co wiem, również się produkuje z nich różne lekarstwa, aczkolwiek zadanie było utrudnione o tyle, że to taki krzew akacji z mnogością małych gałązek i z mnogością miniaturowych kolców. Ten krzew próbuje cię za wszelką cenę ukłuć, dziabnąć. Więc to jest sprawa troszeczkę nieprzyjemna, ale wszystko się da przeżyć.
Tonę tych listków udało mi się oskubać z tych krzaczków. Później godzina druga, jest przerwa. Przerwa jest na to, dlatego, że środek dnia. Przerwa polega na tym, żeby się napić wody lub soku i wykonać kolejną 15-minutową formę medytacji, ale tym razem jest to medytacja, która nazywa się szunia. Szunia oznacza nic innego jak pustkę. To jest technika medytacyjna, która polega na tak zwanym nic nierobieniu. I to również okazuje się nie aż takie proste. Usiąść na 15 minut i nic nie robić, nie być aktywnym ani fizycznie, ani umysłowo to jest naprawdę sztuka. Dlatego, że większość z nas jest w stanie usiąść na 15 minut i może przestać wszystkie działania fizyczne i po prostu siedzieć. Bardzo ciężko jest zatrzymać umysł, dlatego, że umysł zawsze produkuje nam jakieś myśli, zawsze coś przychodzi nam do głowy.
To jest niekończący się łańcuszek skojarzeń, jakichś dziwnych, niepotrzebnych uwikłań. Dlatego w praktyce szuni staramy się my okiełznać ten umysł, dlatego, że to my mamy decydować o całokształcie naszego istnienia, a nie nasz umysł, który jest tylko i wyłącznie narzędziem do przetrwania, tak jak już wspomniałem. Ta krótka 15-minutowa medytacja, krótka przerwa i znowu do szkółki leśnej. Na kolejne półtorej godziny zmagania się z komarami, z muszkami, z wszelkiego rodzaju mrówkami, które chcą cię tutaj użądlić, ugryźć i uprzytomnić ci to, że jesteś tylko workiem flaków, tak naprawdę nic nieznaczącym. To jest wszystko żart. Tak naprawdę ta praca to jest przyjemność. To nie ma nic wspólnego z żadnym niewolnictwem ani z robieniem czegoś od do. Pracę kończymy w szkółce o godzinie czwartej. I wracamy do naszych praktyk jogi. Zanim rozpoczniemy kolejne fizyczne praktyki jogi, znowu wracamy do basenu, do Surya Kund, do tego basenu wypełnionego lodowatą wodą, w którym znajdują się te rtęciowe jaja, które propagują tak potężne pole energetyczne.
Szybka kąpiel w basenie i rozpoczynamy kolejne praktyki. Tym razem właściwie to samo, co robiliśmy rano. Te praktyki będą trwały już tylko dwie godziny, a nie trzy, tak jak rano, dlatego, że robimy nadi vibhajan, czyli to kocie rozciąganie, które powoduje aktywację naszych wszystkich kanałów energetycznych. Później wykonujemy Surya Kriya, które jest aktywacją czakry słońca w naszym organizmie, czyli naszego wewnętrznego słońca. Później wykonujemy znowu drugą shunię, czyli medytację 15-minutową, która polega na kompletnej bezczynności i na tak zwanym nic nierobieniu. Co nie jest sprawą aż tak prostą. Jeżeli mi nie wierzycie, to spróbujcie usiąść z zamkniętymi oczami i przez trzy minuty nic nie myśleć. Spróbujcie przez minutę nic nie myśleć. Dla tych, którzy nie praktykują medytacji ani jogi, jest to sprawa praktycznie niemożliwa. Wiem coś na ten temat, dlatego, że sam byłem w takiej pozycji niedawno temu w takim miejscu.
Ten umysł nasz wiecznie produkuje jakieś śmieci, które są kompletnie niepotrzebne, które przekładają się na nasz stres, na jakieś traumy, a umysł nie ma nic do rzeczy z naszym duchowieństwem, z naszą esencją istnienia. Cała nasza inteligencja, cały ten nasz umysł jest tylko narzędziem do przetrwania w świecie fizycznym. Moi drodzy, Surya Kriya, shunia, znowu robimy Shakti Chalna Kriya, która jest kolejną techniką oddechową, gdzie to już my sami decydujemy o przepływie naszych form energetycznych, naszej energii w naszym ciele. I kończymy to znowu Shambhavi Mahamudra, która jest praktyką 21-minutową, która jest bardzo potężną praktyką. To już jest po prostu kompletny odlot. Ja zawsze otwierając oczy po tej praktyce czuję się kompletnie zrelaksowany, czuję się kompletnie wymieszany ze wszechświatem. Zwykle na mojej twarzy pojawia się taki lekki szubrawczy uśmieszek, dlatego, że ta technika to jest czysta forma świadomościowego piractwa. Przepraszam, tutaj ktoś tłucze się za nami. Ja wiem, że jest dużo różnych odgłosów w tle, dlatego, że ja jestem w takim pomieszczeniu, które jest pralnią. Tutaj ludzie przychodzą zrobić sobie pranie.
Aczkolwiek jest to jedno z takich cichszych miejsc w Ashramie i takich nieodsłoniętych, dlatego, że nie chciałbym siedzieć na słońcu, kiedy do was mówię, po prostu bym się chyba spalił. Więc przepraszam, tutaj są różne odgłosy, ale tak naprawdę to jesteśmy w chacie mistyka i to wszystko nie przeszkadza mi w prezentowaniu tych moich doświadczeń z ubiegłych trzech dni dla was, drodzy słuchacze. Więc na czym skończyłem? Godzina 6:10. Po tej praktyce, po tych wszystkich pirackich technikach, ja bardzo lubię nazywać się piratem świadomości, dlatego, że to są takie sztuczki, które wykraczają poza prawo. Poza prawo, to takie nasze ludzkie, które sami sobie ustanowiliśmy w tych społecznościach, w tych naszych miastach, w tych naszych państwach. To prawo, które nas magluje podczas naszego procesu edukacyjnego, to prawo, które nas odciąga od procesów świadomościowych. Ja jestem rebeliantem, ja jestem piratem. Jeżeli są techniki, jeżeli są substancje, które pozwalają mi dotarcie do sedna wiedzy, do totalności istnienia, to jak najbardziej jestem za. Moi drodzy, godzina 6:10.
Udajemy się do kolejnego budynku, do kolejnej hali. Przepięknie zaprojektowane, to jest taka forma tunelu, właściwie też pięknie rozchodzi się tam dźwięk. To nie jest kopuła tym razem, tylko tunel. Tam też się odbija bardzo specyficznie dźwięk. I tutaj odbywana jest praktyka troszeczkę podobna do tej pierwszej porannej praktyki Guru Puja, dlatego, że jest to forma ofiarowania Po prostu naszej pokory dla mistrzów duchowych, w tym dla Sadhguru, dla założyciela całej tej historii. Tam zwykle grane są na instrumentach różnego rodzaju hinduskie melodie. Czasami jest to bębenek, czasami jest to gitara, czasami jest to sitar, czasami jest to wina, która też jest instrumentem strunowym bardzo charakterystycznym w Indiach. Zwykle też puszczane są filmiki, takie pięcio- do dziesięciominutowe filmiki, w których Sadhguru wypowiada się na różne kwestie. To są takie urywki z dłuższych spotkań z nim. Takich spotkań na żywo, które są organizowane tutaj raz na parę tygodni, jeżeli on jest tutaj na miejscu, dlatego, że on bardzo często podróżuje w inne miejsca na świecie po to, żeby wykładać różne rzeczy, spotykać się z różnymi ludźmi.
Podczas tych filmików można się dowiedzieć różnych ciekawostek. I znowu są odpowiednie śpiewane szanty, po to, żeby tą podróż do wewnątrz kontynuować w bardzo specyficzny sposób. Ta praktyka kończy się o godzinie 6:45 i o godzinie 7:00 znowu wszyscy podążają do hali, gdzie serwowane jest jedzenie. To jest tak zwany obiad, czyli po polsku kolacja, więc jest to drugi i jedyny posiłek w ciągu dnia. I to naprawdę w zupełności wystarcza. Ten pierwszy posiłek dawno się strawił. Było na tyle czasu, żeby to jedzenie kompletnie się przemieściło z żołądka w dalsze części układu pokarmowego, dzięki czemu możemy kontynuować te praktyki fizyczne po drodze, dzięki czemu nic nie zalega nam, nic nie blokuje tej energii. Czujemy się świetnie, świeżo i energetycznie. Obiad, czyli kolacja po polsku, kończy się o godzinie 7:30. O 7:40 podążamy – tak, moi drodzy, tutaj nie ma naprawdę minuty wytchnienia.
Godzina 7:40, idziemy do kolejnej świątyni, tym razem Linga Bhairavi. To jest bardzo specyficzna świątynia. Znowuż linga, czyli forma. Bhairavi, czyli forma żeńska. To jest budynek, w którym manifestuje się żeńska forma naszej egzystencji fizycznej, tak bym to powiedział. Tutaj jest historia troszeczkę bardziej dewocjonalna. To jest historia dla ludzi, którzy podążają ścieżką jogi, która zwana jest bhakti. Bhakti to jest dewocjonalizm, po prostu dewocja, czyli to nie jest zrozumienie w sposób intelektualny, tylko jest to forma swojego rodzaju wiary, która również jest w stanie umożliwić poznanie całości i dotarcie do prawdy o wszechświecie. Jest to kwestia opcjonalna. Jest to sprawa nie dla wszystkich.
Ja mam troszeczkę, muszę się przyznać, problemy z tą świątynią, dlatego że ona mi się troszeczkę za bardzo kojarzy z rytuałami katolickimi, z którymi jestem na opak. Ja uważam, że jako dziecko doznałem swojego rodzaju indoktrynacji przez Kościół katolicki. Nie dano mi żadnej szansy, żadnej opcji wyboru, żadnej opcji, żadnego wyboru. Wyłamałem się z tej machiny katolickiej dosyć wcześnie, jako młody nastolatek, jako takie dziecko właściwie jeszcze 11-, chyba 12-letnie przestałem chodzić do kościoła i zacząłem po prostu rozwijać się duchowo, ale nie religijnie. Tutaj w Linga Bhairavi to też nie jest religijne podejście, dlatego, że joga nie ma nic wspólnego z religią. Jest to tylko i wyłącznie technologia. Aczkolwiek ten aspekt bhakti to jest właśnie taka forma dewocyjna, czyli taka forma wykonywania pewnego rodzaju specyficznych obrządków, śpiewania określonych rodzajów pieśni, wykonywania pewnych specyficznych gestów i tak dalej. To jest dla tych, którzy po prostu taką drogę jogi wybierają. Jest to sprawa opcjonalna. Ja tam się nie czuję zbyt dobrze w tym sensie, że po prostu nie mogę się do końca przekonać.
Nie będę tutaj o tym za dużo opowiadał. Ta droga rzekomo jest drogą szybszą do osiągnięcia oświecenia niż droga intelektu, aczkolwiek ja nie za bardzo sobie z tym mogę poradzić. Jestem za bardzo buńczuczny, za bardzo zbuntowany i ja sumiennie, jak taki byk podążam krok za krokiem, aczkolwiek solidnie w danym kierunku. Mam nadzieję, że czasu wystarczy i że uda mi się troszeczkę liznąć tego oświecenia. Cóż, zobaczymy. Słuchajcie, godzina 8:20, wychodzimy ze świątyni Linga Bhairavi i znowu 8:25, już tylko na 20 minut, wchodzimy do tej pierwszej świątyni, o której wspomniałem, Dhyanalinga. Z Dhyanalinga nie mam kompletnie problemów. To jest budynek stworzony do medytacji. To jest budynek do absorbowania energii. Tam siedzi się w kompletnej ciszy, z zamkniętymi oczami, w pozycji z nogami skrzyżowanymi na podłodze, z dłońmi skierowanymi do góry.
To już jest taka czysta dla mnie esencja medytacji. Z tym nie mam absolutnie problemu. Tutaj się nie wykonuje żadnych obrządków, takich jak w Linga Bhairavi. Tutaj jesteś sam ze sobą i z całym stworzeniem, dlatego, że to, co wewnątrz ciebie, to tak samo na zewnątrz ciebie, a to, co nad tobą, tak samo wygląda pod tobą. Jeżeli wiesz, jak wygląda twoja wewnętrzna struktura, to tak samo zbudowany jest cały wszechświat. I to jest właśnie czysta alchemia. To jest czysta joga i zrozumienie tego faktu powoduje, że jesteśmy w stanie wypłynąć na szerokie obszary świadomości. To właśnie ta świadomość manifestuje się tutaj w formie fizycznej. Właśnie w ten sposób znaleźliśmy się tutaj na planecie. Moi drodzy, polecam wszystkim troszeczkę inne spojrzenie na sprawę istnienia, na sprawę nas samych, na sprawę naszego otoczenia.
Wtedy, kiedy zamkniemy oczy i zagłębimy się wewnątrz siebie, naprawdę dowiemy się o tym, jak funkcjonuje wszechświat, jak funkcjonuje całe stworzenie. Znajdziemy odpowiedzi na wszystkie nurtujące nas pytania egzystencjalne, na wszystkie traumy, stresy. Moja praktyka, ponieważ doszedłem do godziny 8:45, to powiem wam w skrócie, że o godzinie 9:30 jest koniec dnia. Wtedy można położyć się na pryczy i zasnąć, przygotować się na kolejny dzień. Dlatego, że o 4:45 znowu wstaniemy po to, żeby ten cały proces wykonać ponownie. I to wszystko z zamkniętymi ustami, w kompletnym milczeniu. Poza tymi drobnymi momentami, kiedy śpiewamy te szanty z oczami skierowanymi w dół, w ziemię. Ten proces trwa przez trzy dni. Można wybrać sobie siedmiodniową praktykę. Ja wybrałem sobie tylko i wyłącznie trzydniową.
Praktyka bardzo wymagająca. Ja nie mam problemu z byciem samym ze sobą. Nigdy to nie było dla mnie problemem. Aczkolwiek tutaj, mając tak ścisły harmonogram w ciągu dnia, uświadomiłem sobie, że jest to duże wyzwanie być człowiekiem, być świadomym człowiekiem. Tutaj kompletnie zaciera się nasze ego. Wszystkie nasze wyobrażenia o nas samych, moje widzimisię, wszelkiego rodzaju dziwne przyzwyczajenia, dziwne skojarzenia tutaj kompletnie zanikają. Okazuje się, że jestem takim pyłkiem we wszechświecie i ten pyłek właściwie nie ma żadnego znaczenia. I czy ten pyłek tutaj jest, czy nie ma go, to ten świat nadal będzie się kręcił i właściwie nic się nie zmieni. Więc wielka pokora. Wielki szacunek również dla Sadhguru za to, że taką drogę jest w stanie mi pokazać w taki, a nie inny sposób i że takie narzędzia udostępnia ludziom.
Wielki szacun za to. Moi drodzy, będę kończył dzisiejsze wydanie odcinka „Chaty mistyka”. Jest to największa ilość słów, jakie wypowiedziałem od trzech dni podczas tej audycji. Dlatego, że dzisiaj z nikim jeszcze praktycznie nie rozmawiałem. Pierwszy raz otworzyłem paszczę do was, drodzy słuchacze. Bardzo mi z tego powodu miło. Polecam wszystkim zgłębianie technik medytacyjnych. Polecam wszystkim zainteresowanie się sztuką jogi jako sposobem na życie, bo wydaje się, że jest to droga naprawdę właściwa i droga, która jest w stanie umożliwić nam osiągnięcie świadomości i zrozumienie, o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. Również jest to sposób na wyłamanie się z powszechnego cyklu naszego istnienia, naszego życia, naszego myślenia i na osiągnięcie nieprawdopodobnych rezultatów. Ja tymczasem borem, lasem kończę dzisiejszą opowieść.
Polecam wszystkim Chatę Mistyka na przyszłość. Powiadomcie swoich znajomych, powiadomcie rodzinę, że jest pewna chatka w głębi lasu, a ten las znajduje się na pewnej bardzo odległej, aczkolwiek osiągalnej dla wszystkich wysepce. A ta wysepka znajduje się pośród bezmiernego, nieskończonego oceanu świadomości. Pozdrawiam wszystkich serdecznie tutaj przy strumyku. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich do kolejnych odcinków Chaty Mistyka. Pokój i miłość dla was wszystkich. W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata.
Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu Chata Mistyka.