Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[01:41] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną debatę niekontrolowaną, na żywo oczywiście, w której dziś będziemy dyskutować o zagrożeniach z kosmosu. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie naszych komunikatorów są z nami: współprowadzący debaty niekontrolowane, przyszły zastępca redaktora naczelnego Nieznanego Świata Piotr Cielebiaś. Witaj Piotrze.
[02:06] - Witam, witam.
[02:07] - Jest z nami również nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy, autor audycji Paralaxa i serwisu Nowa Atlantyda Chris Miekina. Dobry wieczór, Chrisie.
[02:16] - Dobry wieczór.
[02:16] - Współgospodarz Bibliotekarium Marek Żelkowski. Witaj Marku.
[02:21] - Dobry wieczór.
[02:22] - A przy naszym Skypie jest astronom Marek Marcinkowski. Witaj Marku.
[02:27] - Witam serdecznie wszystkich.
[02:29] - Zanim przejdziemy do tematu głównego, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium, bo dzisiejsza audycja, tak jak mówiłem, jest realizowana w całości na żywo. Podczas większości debat niekontrolowanych odbieramy tylko wiadomości tekstowe, dlatego dzisiaj komentarze i pytania będziemy odbierać pod numerem SMS 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można także pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także znaleźć na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania, komentarze i różne inne ciekawe wiadomości na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Panowie, żyjemy sobie na Ziemi spokojnie od tysiącleci, nie zaznawszy żadnej większej kosmicznej tragedii. Ostatnio coraz więcej pisze się o asteroidach muskających Ziemię oraz niespokojnym Słońcu. Wielu internautów bagatelizuje ten problem jako medialny straszak.
Jednak niewątpliwie kosmiczna katastrofa pewnego dnia nadejdzie. I pytanie, co wtedy? Co z zagrożeniem ze strony asteroid, o którym mówi się najwięcej? W jaki sposób potencjalny impakt może wpłynąć na los cywilizacji czy nawet życie na Ziemi? Tradycyjnie pierwszemu oddajmy głos Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[04:10] - Właśnie słusznie zauważyłeś tutaj, że co jakiś czas w mediach pojawiają się informacje na przykład, że jakaś asteroida wielkości żółka czy malucha musnęła Ziemię. Czy muśnie i czy spadnie, czy nie, zastanawiają się różnego rodzaju portale. Dziś wiemy, że jest zbyt ładna pogoda, żeby mówić o kosmicznych katastrofach i umieraniu, ale moim zdaniem temat jest poważny, dlatego że nikt nie zna dnia ani godziny, jak mawiał klasyk. I pewnego dnia rzeczywiście może dojść do sytuacji, kiedy ten gość z kosmosu zrobi tutaj na Ziemi małe kuku. Okazuje się, że mieliśmy parę lat temu coś w rodzaju zapowiedzi tego, jak to może wyglądać ze strony tego bolidu czelabińskiego. Ale to jeszcze było nic, bo dzisiaj będziemy mówić o zagrożeniach z kosmosu troszeczkę tak, jak to się mówi en masse, czyli nie tylko o asteroidach, ale też o takich zdarzeniach, o których się wspomina rzadziej albo w ogóle. Taka refleksja, panowie, mnie nachodzi, bo jest nas dzisiaj kilkoro, także musimy troszeczkę tutaj nasze odpowiedzi streszczać. Nachodzi mnie taka refleksja na szybko, i to nie będzie nic odkrywczego, ale wydaje mi się, że nasza cywilizacja troszeczkę przesypia niektóre problemy. To znaczy, kiedy nam się wydaje, że niektóre sprawy są rzadkie i z tego powodu nigdy nas nie dotkną. To tak jak z chorobami, kiedy mamy 20, 30 lat, wydaje nam się, że będziemy wiecznie zdrowi i nigdy nie zachorujemy.
Natomiast przychodzą potem kolejne dziesiątki, dekady i okazuje się, że to, co kiedyś nam się wydawało zupełnie odległe, nagle nas dotyka. Tak samo może być z asteroidą, ponieważ przez bardzo długi okres mieliśmy spokój. Nie znaczy, że ten spokój będziemy mieli w przyszłości. Cywilizacja na Ziemi istnieje bardzo krótko i te kilka tysięcy lat w zasadzie w takiej skali stosowanej przez astronomów i przez geologów to jest nic. Natomiast okazuje się, że raz na kilka tysięcy, kilkadziesiąt tysięcy lat dochodzi do różnego rodzaju impaktów, uderzenia asteroid o bardzo zróżnicowanej sile. Bo my trochę też generalizujemy. I tutaj zaraz się odniosę do naszego dzisiejszego eksperta Marka Marcinkowskiego, którego bardzo cenimy i zapytam go o to, co właściwie grozi nam ze strony asteroid. Ale nim o tym powiem, chciałbym państwa zachęcić do nadsyłania nam propozycji jeszcze na samym początku odnośnie tematów debat niekontrolowanych. Także sugerujcie, o czym chcielibyście usłyszeć. Dlatego, że mimo wszystko zbliżamy się chyba już powoli.
Zostało ich mniej niż więcej. Także sygnalizujcie nam, o czym chcielibyście jeszcze usłyszeć. Przypominam, że debaty ufologiczne wracają prawdopodobnie Marku, jeżeli się nie mylę, gdzieś pod koniec września. Ale przejdźmy do dzisiejszego tematu. Marku, mamy dzisiaj trzech Marków na antenie i jednego Chrisa, ale zacznę od Marka Marcinkowskiego. Marku, asteroidy to jeden z kolejnych tematów, wokół którego panuje pewien medialny zamęt, bo mówi się, że każda asteroida jest niebezpieczna. Natomiast istnieją tak zwane potencjalnie niebezpieczne obiekty, które mają już większą średnicę i rzeczywiście mogą wyrządzić naszej planecie lub pewnym jej regionom jakieś zniszczenia. I teraz pytanie. Po pierwsze Marku, czy powinniśmy się obawiać w najbliższej przyszłości takiego impaktu? I przede wszystkim jakich rozmiarów obiekty są tymi najbardziej niebezpiecznymi?
Bo wiemy, że ten bolid, ten obiekt to ciało, które wybuchło nad Tunguzką w 1908 roku. To był taki kosmiczny mikrus. Tam gdzieś w przestrzeni czai się coś dużo bardziej złowrogiego. Mam rację?
[08:36] - Jeżeli mówisz o tym, że coś się gdzieś tam czai, to tak, oczywiście masz rację, bo prędzej czy później w ziemię uderzy duży obiekt. Taki, który może nam zrobić bardzo dużo szkód na ziemi. Ale pamiętajmy, że znacznie częściej zderzenia z planetoidami zdarzają się właśnie z obiektami wielkości kilkudziesięciu metrów i mniejszymi tak naprawdę. Więc takie obiekty, które mają kilkadziesiąt metrów, to są zagrożenia na skalę taką, że gdyby taki obiekt uderzył w jakieś miasteczko, to to miasteczko mógłby zniszczyć. Taki kilkudziesięciometrowy obiekt, kilkudziesięciometrowa planetoida. Obiekty już powyżej setek metrów i do kilometra to już są obiekty, które poważnie zniszczą bardzo duże miasto albo nawet do takiej skali polskiej, to tam powiat mogłyby spokojnie zrównać z ziemią. Więc takie obiekty kilkusetmetrowe to już jest bardzo duże zagrożenie. A jeżeli już mówimy o obiektach, które mają kilka kilometrów, to już jest zagrożenie, można powiedzieć, na skalę kontynentalną wręcz. Bo obiekt, który uderzył, gdy wyginęły dinozaury, spowodował ich wyginięcie. I nie tylko dinozaurów.
Tam 90% życia na Ziemi generalnie wtedy zginęło, z tego, co pamiętam. To ten obiekt miał między 10 a 15 kilometrów, więc takie obiekty już kilkukilometrowe to już jest bardzo poważny problem globalny dla ludzkości i uderzenie takiego obiektu, nawet jeżeli to będzie powiedzmy w Europie, to odczuje to cała ludzkość, cała Ziemia. I skutki tego uderzenia, takie dalsze, które nastąpią, efekt domina tutaj zadziała i różne inne efekty nieprzyjazne dla ludzi, nieprzyjazne dla życia się uaktywnią i tak to będzie wyglądać. Więc nawet bezpośrednie uderzenie na jakimś obszarze, powiedzmy państwa takiego obiektu kilkukilometrowego, pociąga za sobą różne inne efekty, które będą mieć wpływ negatywny na życie na całej Ziemi. Więc takie obiekty kilkukilometrowe to już jest bardzo poważne zagrożenie dla życia na Ziemi, szczególnie dla człowieka, bo jesteśmy jednak tutaj najbardziej rozwinięci i najbardziej związani ze środowiskiem i z cywilizacją. Więc w tym przypadku największe istoty żywe mają najgorzej. Tak jak właśnie było z dinozaurami. Te największe, najbardziej wymagające formy życia wyginęły, a przetrwały te najdrobniejsze, drobne ssaki i inne organizmy. I później dzięki temu właśnie mogły ssaki wykształcić się i rozwinąć jeszcze bardziej. Dlatego ludzie są, bo Kiedyś uderzyła planetoida i gady zniknęły.
[12:19] - Marku Żelkowski, bo odnoszę się teraz do ciebie. Ty na pewno z nas wszystkich masz najbardziej rozwiniętą wyobraźnię. Czy byłbyś sobie w stanie wyobrazić taką sytuację na chwilę obecną, kiedy rzeczywiście taki ogromny kosmiczny głaz spada na Ziemię? Jakby to zmieniło nasze życie? Może nie unicestwiłoby nas w całości, ale mogłoby się okazać, że poważnie utrudniłoby takie najprostsze czynności, co nie?
[12:54] - To tak jak mój przedmówca powiedział, wszystko zależałoby od tego, jak duże byłoby owo coś, które walnęłoby w Ziemię. Jeśli byłoby odpowiednio duże, to myślę, że ludzkość miałaby problem z głowy, bo w ogóle byłoby po ludzkości. Bo uderzenie takiej skały w Ziemię to nie tylko jej wielkość, już powiedzieliśmy, ale ważne według badaczy jest to, gdzie uderzy taki okruch kosmiczny, bo inne byłyby skutki, gdyby uderzył w ocean. A to jest bardziej prawdopodobne z racji tego, że wody jest na naszej planecie dosyć sporo. Nieco inne byłyby, gdyby taka skała uderzyła w ląd. Niemniej jednak to tylko kwestia dekoracji tak naprawdę, bo przy jednym i przy drugim uderzeniu skutki byłyby katastrofalne, jeśli ten obiekt byłby odpowiednio wielki. Warto sobie uświadomić, że z tymi obiektami to jest tak, że oczywiście część z nich nie dociera do powierzchni naszej planety, ponieważ płoną w atmosferze i dzięki temu jesteśmy bezpieczni. Niemniej warto sobie uświadomić skalę energii, z którą mamy do czynienia. Bo powiedzmy ziarnko piasku, które byłoby strzelone w kierunku Ziemi z prędkością 10 kilometrów na sekundę, miałoby energię granatu ręcznego. Oczywiście, tak jak powiedziałem, ono nie dotrze do powierzchni Ziemi, ale zwiększając teraz skalę, możemy sobie zdać sprawę, jak potężne energie się wytwarzają, kiedy coś takiego mniejszego bądź większego uderza w ziemię.
Nie tylko sam upadek owej skały byłby groźny, bo jeśli uderzyłby w ląd, działałby miejscowo. Jakieś miasto czy jakiś większy region zniknęłyby po prostu z powierzchni ziemi, bo to nie tylko samo miejsce uderzenia, ale też fala uderzeniowa, fala gorąca, promieniowanie cieplne. To wszystko sprawiłoby, że jakiś spory obszar uciekałby bezpośrednio. Natomiast musimy do tego wszystkiego jeszcze dodać takie zjawiska jak coś, co się kiedyś nazywało atomową zimą, ale tak naprawdę jest zjawiskiem, które wynika z tego, że podczas takiego potężnego uderzenia, potężnego wybuchu, który następuje, unoszą się w atmosferę olbrzymie ilości materii. I tak naprawdę ta materia rozpylona w atmosferze powoduje, że promienie słońca przez długi czas nie docierają do powierzchni Ziemi. To też był jeden z elementów, który sprawił, że dinozaury nie przeżyły. Tak jak samo uderzenie, tak jak ta fala gorąca, która powodowała pożary nawet w bardzo odległych rejonach świata, tak i właśnie ta zima, która była skutkiem uderzenia, również miała swoje niszczycielskie skutki i to znacznie dłużej oddziaływało na formy życia na powierzchni Ziemi niż samo uderzenie, które było tak naprawdę jednym rozbłyskiem. Warto sobie też uświadomić, że w przypadku oceanu mamy do czynienia z potężną falą tsunami i takiej fali to my właściwie nie obserwujemy w zwykłych warunkach, bo to jest fala, która byłaby porównywalna do tego, co pokazał Emmerich w swoim filmie „2012”. W zależności od tego, jak wielki byłby ten kosmiczny okruch, ta fala mogłaby dochodzić do kilkudziesięciu metrów, a nawet i więcej. Więc to jest kolejny niszczycielski czynnik.
Ja odpowiadając teraz wprost na twoje pytanie, to uruchamiając wyobraźnię oraz troszeczkę to, co sobie poczytałem na ten temat, dochodzę do wniosku, że przy odpowiedniej skali taki okruch kosmiczny mógłby zlikwidować wręcz to, co nazywamy naszą cywilizacją. Czy wysterylizować Ziemię? Nie, nie przypuszczam. Natomiast doprowadzić do tego, że za ileś tysięcy lat w jakimś kolejnym Radiu Paranormalium toczyłaby się debata na temat tego, czy kiedyś, bardzo dawno temu istniała jakaś cywilizacja, czy nie istniała, czy my jesteśmy pierwszą cywilizacją. To tak niestety moim zdaniem mogłoby się skończyć. Dziękuję.
[18:21] - Dzięki. Chris, dużo się mówi o Apophisie, czyli tej asteroidzie, która może bardzo poważnie zakłócić nasz proces rozwojowy. Jak to wygląda z perspektywy zbliżonej do NASA? Bo oni dają nie do końca jasne sygnały związane z tym, czy bać się asteroidów, czy nie. I wychodzi na to, że może nie trzeba panikować, ale trzeba mieć oczy otwarte. Czy ten Apophis rzeczywiście może wyrządzić nam jakieś kuku?
[18:55] - Apophis ma wrócić około 2036 roku, więc mamy jeszcze sporo czasu. Ja już mam chyba tyle czasu, że pewnie nie będę się musiał nawet obawiać, czy w nas trafi, czy nie. Oczywiście problem jest z tym, czy rzeczywiście jest w stanie uderzyć w Ziemię. Panowała przez długi czas taka opinia, nadal ona zresztą panuje, że Apophis uderzając w Ziemię może zakończyć naszą cywilizację, a być może całkowicie życie na Ziemi. Jest to porządny, spory kamyk, który kręci się gdzieś na orbicie dookoła Słońca i cyklicznie wraca. Jest ziemską nemezis. Ostatni meldunek z NASA na ten temat był mniej więcej taki, brzmiał bardzo uspokajająco, że nic się takiego nie wydarzy, że nawet jeśli przeleci blisko, na pewno nie trafi w Ziemię, w związku z czym nie ma jakiegoś problemu. Myślę, że związane jest to z obecnym trendem badań kosmicznych, jakie się prowadzi, ponieważ najważniejszą eksploracją kosmosu jest właśnie podróżowanie na asteroidy i ewentualne wydobywanie złóż z tych asteroidów. Technologie pędzą do przodu, ażeby móc tego wszystkiego w jakiś sposób dokonać. Mamy rok 2017, ciągle jeszcze jest prawie 20 lat do 2036 roku.
Jeżeli sobie nałożymy tempo naszego rozwoju do tempa, w jakim się pojawi ponownie Apophis, prawdopodobnie będziemy mieli technologię, która pozwoli parę lat wcześniej wylądować na tej planetoidzie i ją ewentualnie przekierować, bądź po prostu wydobyć z niej wszystko, co jest i zamienić ją w jakiś kosmiczny pył. Także paniki nie ma. Jedyne słowa paniki kilka lat temu dotyczące właśnie tej kamiennej bryły krążącej w kosmosie były ze strony Rosji, kiedy to Rosjanie zaczęli głośno domagać się tego, aby stworzyć jakiś jednolity front obrony przeciwko tym asteroidom. Zwłaszcza że ostatnio coś niebezpiecznie sporo ich lata dookoła Ziemi. W tym roku były chyba trzy albo cztery, które przeleciały w stosunkowo bliskiej odległości od naszej planety i każdy z nich, gdyby wszedł w naszą atmosferę, wyrządziłby na pewno szkody. Widzieliśmy to na przykładzie Czelabińska. Ten kosmiczny kamyk nawet nie doleciał do ziemi, natomiast wyglądało to groźnie, strasznie i mogło mieć poważne konsekwencje. I to właśnie było chyba najlepszą ilustracją tego, co ewentualnie może się wydarzyć. Rzeczywiście działa to na wyobraźnię. Mimo że asteroid w Ziemię nie uderzył, okazało się, że jest nawet kilka tysięcy rannych, niektórzy z nich ciężko.
Wyrządzone zostały różne materialne szkody przez to, że eksplodował on w naszej atmosferze. To oczywiście skłania nas do myślenia i ewentualnie myślenia na ten temat, jak czemuś takiemu zapobiec. Myślę, że w obecnej perspektywie ewentualne uderzenie takiej asteroidy jest czymś, czemu ewentualnie da się zapobiec właśnie ze względu na te technologie, o których wspomniałem i tendencję do tego, ażeby móc je eksplorować i znaleźć sposób, ażeby je przekierować w inną część kosmosu, tak żeby Ziemia była bezpieczna. Oczywiście w tym przypadku także można myśleć o tym, że skoro da się go przekierować i skierować gdzie indziej, to być może da się go skierować także w miejsce czy w stronę ludzi, których się nie lubi, na przykład w Moskwie czy w Seulu, i wykorzystać taką technologię jako broń. Po prostu zasypać kogoś jakimiś kosmicznymi kamykami i przyspieszyć, nie bronić Ziemię, a przyspieszyć tego typu historię, jaka mogłaby się właśnie na Ziemi wydarzyć. Człowiek jest istotą bardzo przekorną, bardzo lubi podcinać sobie gałąź, na której siedzi, więc z pewnością są ludzie, którzy myślą w ten sposób, ażeby wykorzystać asteroidy jako rodzaj broni. Nawet przez jakiś czas w internecie panowała taka opinia, że asteroid czelabiński był niczym innym, jak tylko właśnie pokazem działania tego typu technologii, że już ona gdzieś istnieje i można ją w każdej chwili wykorzystać i użyć. Nie wiem, ile jest w tym prawdy, bo jeżeli by taka technologia istniała, musiałaby być rzeczywiście super, niesamowicie tajna. Coś musiałoby jeszcze istnieć w przestrzeni kosmicznej, o czym zdaje się, że nie wiemy, co ewentualnie byłoby w stanie sterować czy stworzyć rodzaj energii, która by nakierowała tego typu asteroid w dowolny punkt na kuli ziemskiej. Także pewnie to przyszłość wyjaśni.
Na razie nie ma żadnej koncepcji na temat tego, aby bronić Ziemi i myślę, że zagrożenie ze strony asteroidów być może nie jest wcale takie duże, jakby się nam wydawało, że te, które śmigają gdzieś blisko Ziemi, niektóre z nich mówi się, że wykryte zostały na kilka dni przed przelotem tuż obok Ziemi, nie są być może na tyle groźne, bądź ewentualnie istnieje rzeczywiście już technologia, która potrafi je w jakiś sposób przekierować. Bo w innym przypadku wydaje mi się, że powinien być stworzony jakiś wysiłek, wspólny front wobec tego, co ewentualnie czeka naszą cywilizację, jeśli zderzy się z takim kosmicznym kamieniem. Dziękuję.
[24:34] - Dzięki. Na pewno temat asteroidów wymaga dokładniejszego naświetlenia, ale dzisiaj mówimy ogólnie o zagrożeniach z kosmosu. Takim drugim, najbardziej prawdopodobnym jest superburza słoneczna. Ziemia wielokrotnie przechodziła przez takie słoneczne niepogody, ale kiedy weszliśmy w epokę satelitów, elektryczności, stało się to dla nas nie lada problemem. Okazuje się, że powtórka burzy słonecznej z 1859 roku oznaczałaby zatrzymanie w biegu świata zachodniego. Na wielu portalach obecnie również pojawiają się informacje odnośnie tego, jaka pogoda panuje na Słońcu. Czy w naszą stronę będą lecieć jakieś strumienie cząsteczek, czy nie. Ale nim przejdziemy do możliwych skutków, zapytajmy Marka Marcinkowskiego, dlaczego słoneczne superburze są tak niebezpieczne i co mogą zrobić z naszą elektrycznością?
[26:00] - Burze słoneczne są w tym momencie bardzo niebezpieczne dla naszej cywilizacji, gdyż nasza cywilizacja jest oparta na elektryczności, na technologii komputerowej i gdy taka bardzo mocna burza słoneczna nastąpi, to w stronę Ziemi wysyłane są ogromne ilości bardzo naładowanych cząstek, które bez problemu mogą przedrzeć się przez magnetosferę ziemską i nasze wszystkie sieci energetyczne, sieci różnego rodzaju komputerowe mogą je przeciążyć i spalić. Taki może być efekt bardzo silnej burzy na Słońcu, co już niedawno żeśmy generalnie odczuli. Bardzo znana burza z 1989 roku. Burza słoneczna dosyć mocna była i za sprawą dużego wyrzutu materii słonecznej część regionów w Kanadzie była bez prądu. Sieci energetyczne wysiadły, zabezpieczenia się spaliły i przez kilka, kilkanaście godzin w bardzo wielu regionach w Kanadzie nie było prądu. Więc skutki ekonomiczne przede wszystkim, bo to są koszty ogromne, ale też mogą być innego rodzaju skutki takich burz, takich wyrzutów materii słonecznej, bo można sobie łatwo wyobrazić, że na przykład wysiądą urządzenia na jakimś lotnisku czy w jakichś innych ważnych strukturach i też może się pojawić problem.
[28:21] - Marku, mam jeszcze takie pytanie, które mnie zawsze nurtowało w związku z tą dyskusją o zagrożeniu ze strony Słońca, bo trzeba podkreślić dwie rzeczy. Pierwsza to, że nie mówi się do końca, jak to wszystko by było, jeżeli by się rzeczywiście ta superburza powtórzyła. I druga sprawa, że Słońce w zasadzie wpływa nie tylko na elektrykę, ale jeżeli te strumienie cząsteczek do nas docierają naładowane, to okazuje się, że to wpływa także na ludzi. Ale o tym za chwilę. Marku, pytanie takie, bo owszem, uderza w nas ten skutek słonecznej superburzy. I co wtedy? Czy na przykład dotyczy to tylko jednego regionu na Ziemi czy danej części świata, która jest zwrócona w kierunku Słońca? Jak by to wyglądało?
[29:19] - To może dotyczyć nie tylko jednego regionu, ale globalnie całej Ziemi. W zależności od tego, jak silna by to była burza, jak mocno by te cząsteczki Słońca wpłynęły na magnetosferę. Bo pamiętajmy, że na co dzień to właśnie pole magnetyczne nas chroni przed tymi cząsteczkami, przed tym tak zwanym wiatrem słonecznym. I generalnie Słońce bez przerwy wyrzuca w kosmos ogromne ilości tej materii, ale czasami potężny wybuch, potężna burza słoneczna może wyrzucić ogromną ilość naraz, bardziej skupioną chmurę tych cząsteczek i one się przedrą przez magnetosferę ziemską i to może wpłynąć na duży region, ale też nawet globalnie. Dlatego naukowcy bez przerwy obserwują Słońce, jego aktywność, badają jego strukturę, co się tam dzieje i jesteśmy w stanie Już teraz w jakimś stopniu się przygotować na taką burzę. Są specjalne prognozy aktywności Słońca codziennie wydawane i jesteśmy w stanie z wyprzedzeniem kilkudniowym takie zagrożenie zminimalizować, a więc przygotować się w różny sposób na dotarcie tej gigantycznej chmury słonecznej do Ziemi i zminimalizować zagrożenia. Można na ten czas wstrzymać albo ograniczyć ruch powietrzny. Można w różnych dużych sieciach energetycznych zmniejszyć natężenie, jakieś dodatkowe zabezpieczenia może uaktywnić, uruchomić. Chociaż zabezpieczenia fizyczne na niewiele się zdają jednak. Ale w jakimś stopniu już jesteśmy w stanie się na takie zdarzenie przygotować i zminimalizować w jakimś zakresie ewentualne szkody, jakie może to wywołać.
W zależności jak duży jest rozbłysk, jaka ilość materii słonecznej do nas dociera, to problem może być w miarę lokalny, ale też może być globalny, w zależności jak duża jest ta burza słoneczna.
[32:11] - Chris, dlaczego burze słoneczne są tak niebezpieczne dla naszej cywilizacji na obecnym stadium?
[32:18] - Myślę, że Marek doskonale wyjaśnił mnóstwo powodów związanych z burzami słonecznymi. Dlaczego one są problemem? Problemem jest sama struktura naszej cywilizacji, właściwie nasza infrastruktura oparta na elektronice. I tak jak pokazało to tak zwane doświadczenie Carringtona, o którym wspominałeś, z 1859 roku, kiedy to umarł wiktoriański internet zwany telegrafem wówczas, to nasza cywilizacja wobec ewentualnych burz słonecznych jest właściwie dzisiaj bezradna, dlatego że praktycznie niczym nie jest osłonięta. Potrzebna byłaby właściwie niemalże na każdym transformatorze klatka Faradaya, żeby taka infrastruktura mogła przetrwać. A więc w przypadku takiego potężnego wiatru słonecznego, wybuchu na Słońcu, którego impuls skierowany byłby w kierunku Ziemi i byłby on silniejszy i pokonałby naszą magnetosferę, wówczas właściwie wszystko, łącznie z naszą audycją, po prostu przestaje działać. Od młynka do kawy, poprzez zegarki elektroniczne, komputerki, już nie mówiąc o tym, że nie będzie prądu, nie będzie lodówki, nie będzie w czym piwa sobie schłodzić. Pytanie brzmi, czy jesteśmy na coś takiego przygotowani? I odpowiedź jest bardzo szybka i bardzo prosta: nie jesteśmy. Nie jesteśmy i nikt właściwie się nad tym nie zastanawia.
A powinien, chociażby z tego powodu, że efekt Carringtona, który powstał w wyniku działań natury, kosmosu, został kilkakrotnie powtórzony w przypadku eksplozji nuklearnej, która wywołuje podobny efekt, jeżeli eksplozja zostaje dokonana gdzieś na sporej wysokości kilka kilometrów nad ziemią. Wówczas lokalnie powstaje taki efekt i jest w stanie wyłączyć tą infrastrukturę na sporym obszarze. Dlatego dziś, kiedy mamy kilkaset elektrowni atomowych, kiedy mamy kilka państw doskonale uzbrojonych w broń nuklearną, kiedy istnieje ewentualna możliwość, odpukać, że taka broń nuklearna trafi w niepowołane ręce, bądź ktoś wpadnie na pomysł, że zamiast dokonywać zmasowanego nalotu dziesiątek skomplikowanych rakiet balistycznych, wystarczy odpalić jedną porządną na dużej wysokości, żeby wyłączyć kompletnie z sieci taki kraj jak Stany Zjednoczone. To są właśnie problemy. My dziś mówimy o zagrożeniach kosmicznych, kiedy tak naprawdę za każdym razem największym zagrożeniem dla naszej cywilizacji jesteśmy my sami. Statystycznie rzecz ujmując, zagrożenia kosmiczne pojawiają się w odstępach olbrzymiej ilości czasu, w związku z czym ja osobiście mniej martwię się tego typu zagrożeniami, a bardziej tym, w jaki sposób wiedza na ich temat, w jaki sposób one działają, jest w stanie być wykorzystana przez kogoś, kto będzie usiłował coś na tym ugrać albo po prostu zakończyć istnienie tego, co my dziś nazywamy naszą cywilizacją. Wiatr słoneczny, na to nie mamy wpływu. Słońce podlega najrozmaitszym cyklom, których do końca jeszcze nie rozumiemy. Nie rozumiemy, jaka logika rządzi tym, co się dzieje w kwestii kosmicznej meteorologii, że tak to ujmę nieprofesjonalnie. I dlatego dziś często mylą nam się najrozmaitsze zjawiska, łącznie z tym, które dziś jest jednym z najpopularniejszych i praktycznie dotykających każdego z nas, kiedy mówi się o tak zwanym globalnym ociepleniu.
I teraz jest kwestia, gdzie go szukać, gdzie szukać powodów. Niektórzy chcą, żeby tym powodem był człowiek, gdy tymczasem niekoniecznie jest to człowiek, a jest to jakiś kosmiczny cykl, który ociepla cały nasz Układ Słoneczny, bo przecież podgrzanie atmosfery stwierdzono również na innych planetach, łącznie z Marsem, na którym podróżuje kilka łazików, jest sporo próbników, kilka satelit obserwuje non stop i dokonuje pomiarów, w związku z czym mamy jakąś konkretną wiedzę na ten temat i wiemy, że temperatura na Marsie również się podgrzewa, a przecież nie ma tam nic, co by mogło takie zjawisko spowodować. A więc źródło tego jest gdzie indziej, czyli jest gdzieś w kosmosie. Kosmos jest w ogóle skomplikowaną maszynerią. ... którą staramy się w jakiś sposób objąć, zrozumieć i niektóre zjawiska, w których nasza Ziemia uczestniczy bezpośrednio, czasami mają gdzieś swoje bardzo dalekosiężne powody, o których niekoniecznie mamy pojęcie. Dopiero po jakimś czasie rozumiemy większy i szerszy mechanizm działania tego zjawiska. Czasami jest to efekt niemalże motyla, że coś w odległej galaktyce, części naszej galaktyki dzieje się poruszając jakiś ciąg wydarzeń, których efektem są także wydarzenia na Ziemi. Natomiast wiatr słoneczny czy burze słoneczne. Z nimi mamy do czynienia praktycznie często, niemalże na co dzień, kiedy obserwuje się na przykład zorzę polarną.
Wówczas możemy wręcz fizycznie obserwować, w jaki sposób on działa i kiedy zasięg tej zorzy przesuwa się gdzieś na południe i nagle widzimy go gdzieś nad San Francisco czy nad Radawą, nie jest dobrze. Coś takiego widziano na przykład podczas gorączki złota na początku XX wieku w Kalifornii i wówczas nie miało to większego wpływu na ludzi z tego względu, że człowiek ten nie posiadał zbyt skomplikowanej infrastruktury. Wszystko było skręcone ze sobą za pomocą śrub i zbite za pomocą gwoździ. Nie było skomplikowanych urządzeń elektrycznych, więc najwyżej wysiadał telegraf. Nie było też potężnych elektrowni, które przesyłałyby olbrzymią ilość prądu do wielkich miast. Ludzie ciągle przyświecali sobie świeczkami, latarniami gazowymi, w związku z czym to uderzenie, ten impakt na naszą cywilizację był praktycznie niezauważalny, podobnie jak był przez tysiące lat trwania tej naszej cywilizacji. Dziś, w ostatnich 100 latach wszystko się właściwie zmieniło. Jesteśmy o wiele bardziej narażeni na tego typu zjawiska i mocniejszy powiew ze strony Słońca może bardzo mocno narozrabiać.
[38:47] - Marku, co by się stało, gdyby teraz nagle dosięgnęła nas ta niszczycielska działalność ze strony Słońca? Czy na przykład doszłoby do sytuacji, że wyrównałyby się poziomy między, powiedzmy, regionami, które są rozwinięte w sposób bardzo zróżnicowany? Teraz przykład, chociażby świat zachodni i to biedne południe. Bo oni by sobie bez prądu poradzili, bo radzą sobie cały czas w zasadzie w większości, ale my mielibyśmy już gorzej.
[39:22] - Tak mi się wydaje. Warto sobie zdać sprawę, że ta burza magnetyczna, o której mówimy, którą się martwimy, ta burza z 1859 roku, z września, była naprawdę potężna i ciężko sobie chyba dzisiaj ją wyobrazić. Póki czegoś takiego nie przeżyjemy, to w ogóle będzie ciężko. Mam nadzieję, że nic takiego się nam nie przytrafi. Natomiast warto zdać sobie sprawę, że to był tak potężny rozbłysk i tak potężny koronalny wyrzut masy, który nastąpił, że o ile rzeczywiście jest tak, że kiedy podobne zjawisko ma miejsce przeważnie na Słońcu, to się zjawia na Ziemi, skutki tego pojawiają się w okolicach Ziemi po kilku dniach, po trzech, czterech dniach. Natomiast podobno wtedy, nikogo z nas tam nie było, ale podobno wtedy rzecz się odbyła błyskawicznie w ciągu 18 godzin. Podobno było też tak, że nawet jeśli odłączano telegrafy od zasilania, to prąd, który był indukowany, był na tyle duży, że nie tylko pozwalał na przykład przesyłać depesze, ale powodował też zapłon papieru w urządzeniach telegraficznych. A zatem to znowu były siły, które chyba przekraczają nieco naszą wyobraźnię. I teraz zaczynam sobie wyobrażać, co by się działo, gdyby tego rodzaju prądy zaczęły być wzbudzane, indukowane w naszej stosunkowo delikatnej elektronice, w naszych komputerach, w naszych odbiornikach telewizyjnych i w czym tam jeszcze. Ja zakładam, że te najważniejsze, ale zakładam bez wiedzy, czyli mam nadzieję, tak to chyba należało zdefiniować, że te najważniejsze ośrodki, które odpowiedzialne są niejako za trwanie naszej cywilizacji, są w jakiś sposób zabezpieczone przed tego rodzaju prądami, przed tego rodzaju indukcją.
Natomiast co do tego nie mam pewności. Myślę natomiast, że nasze takie popularne urządzenia, które mamy w domu, nadawałyby się po tego rodzaju zdarzeniu do wyrzucenia na śmietnik. Podobnie jak transformatory. Ja nie wiem, jak jest w innych krajach, ale nie mam złudzeń, że transformatory w Polsce nie są zabezpieczone przed tego rodzaju zdarzeniem. A warto sobie też zdać sprawę, że jak taki transformator odpowiedzialny za jakiś kawałek naszego kraju się spali, to nie jest tak, że się go da tak od razu naprawić, tylko to jest właściwie urządzenie do wymiany. Ja oczywiście nie jestem ekspertem w sprawach elektryczności, ale opieram się na tym, co wyczytałem w źródłach, którym jestem skłonny zaufać. A zatem myślę, że sytuacja byłaby dosyć dramatyczna w przypadku naszej zachodniej cywilizacji i to, o czym Piotrze mówiłeś, czyli to takie mimowolne zrównanie się z tym biedniejszym południem
[42:54] - Mogłoby nastąpić, a skutki tego mogłyby być dosyć dramatyczne. Co więcej, żeby sobie lepiej uświadomić, co może nam grozić, jakiś czas temu, całkiem niedawno pojawiła się książka „Blackout”, która opowiada o tym, co się może zdarzyć, jeśli w Europie zabraknie prądu. Tam przyczyna jest zupełnie inna. Inne są przyczyny tego, że prądu w Europie nie ma, natomiast skutki są niewesołe. Każdy, kto chciałby przeczytać, to bardzo polecam, bo można się przekonać, na jakich kruchych podstawach opiera się nasza cywilizacja. My jesteśmy przekonani, że wszystko będzie dobrze i że nic nam właściwie nie grozi, a to wszystko, o czym sobie teraz rozmawiamy, to są strachy na lachy. Kilku panów sobie pogada i później wrócimy do naszej świetlanej rzeczywistości. Oczywiście mam nadzieję, że tak będzie, że my teraz troszeczkę postraszymy, a później wszystko będzie dobrze. Natomiast warto zdać sobie sprawę, że ewentualne skutki zdarzenia, o którym mówimy, mogą być dla Europy Zachodniej czy dla Stanów Zjednoczonych naprawdę dramatyczne, bo to się może nagle załamać cywilizacja. Ja wiem, że organizmy państwowe są na tyle silne, że one w jakiś sposób się będą przed tym bronić.
Chociażby tym, że część przynajmniej danych jest odpowiednio chroniona. Ale to i tak nie zmienia faktu, że chaos, który by powstał, który byłby wynikiem odpowiednio silnej burzy magnetycznej, zachwiałby posadami naszej cywilizacji. Jeśli dołożymy do tego kogoś ze złą wolą, czyli jakąś organizację, czy to polityczną, czy to terrorystyczną, czy jakąkolwiek inną, kogoś, kto nie musi aż tak bardzo bazować na współczesnej technologii, na informatyce, na elektronice wreszcie, to jeśli dołożymy do tej dramatycznej sytuacji kogoś takiego, to rzeczywiście świat może się bardzo szybko zmienić i to, co się wyłoni po tej zmianie, może być bardzo niesympatyczne. I to chyba tyle. Dziękuję bardzo.
[45:39] - Jeśli mogę dwa słowa. Tak odbieram, słucham Marka, to, o czym Marek opowiadał, to brzmi jak zapowiedź nowej książki, bardziej science fiction albo przepowiedni tego, co się może wydarzyć. Absolutnie się zgadzam z tym, co powiedział Marek. I tu chciałbym dodać, że mniej więcej taki scenariusz próbowano przewidzieć, co by się wydarzyło w Stanach, gdyby rzeczywiście doszło do tego typu sytuacji, że nagle okazuje się, że cała nasza elektryczna i elektroniczna infrastruktura siada. I ktoś obliczył to statystycznie i matematycznie, że prawdopodobnie w ciągu pierwszego roku od momentu, kiedy by doszło do takiego zjawiska po takim potężnym oddziaływaniu, jakie miało to na przykład w 1859 roku, to po roku życie straciłoby 90% Amerykanów. Z wielu względów, dlatego że byłby to efekt, który wywoływałby kolejne i następne efekty. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że praktycznie każdy współczesny samochód jest budowany z komputerem pokładowym, w związku z czym żaden z tych samochodów by nie działał. W związku z czym, co to oznacza? Nie można dowieźć jedzenia, nie można dowieźć lekarstw, nie można właściwie niczego wyprodukować nowego, nie można nawet przywieźć części do tego transformatora, o którym Marek wspominał, bo są one bardzo daleko i pojazdy po prostu nie działają. I ten efekt, który by nabrzmiewał kolejnymi mniejszymi efektami, doprowadziłby właśnie do tego, że 90% populacji jest kompletnie do tego nieprzygotowana.
Oczywiście dolicza się ludzi, którzy na przykład potrzebują elektryczności do tego, żeby żyć, bo są na przykład pod aparatem tlenowym, pod kroplówką, ich zdrowie jest w jakiś sposób elektrycznie monitorowane. To wszystko by się błyskawicznie i momentalnie w jednej chwili skończyło. Miałoby natychmiastowy, wymierny efekt potężnej potęgi tej naszej cywilizacji, z której jesteśmy dumni. Brzmi to rzeczywiście niezbyt optymistycznie, ale takie są realia. I najciekawsze jest to, że praktycznie politycy są głusi na ten temat. Jest taki pisarz, również można powiedzieć science fiction, William Forstchen, który opisał szereg tego typu scenariuszy w swoich powieściach, bo on pisze powieści, bo jest o wiele łatwiej w powieści przedstawić taki scenariusz, co może się wydarzyć i do czego on może doprowadzić. I nawet próbował stworzyć jakąś polityczną siłę, która by przynajmniej tego typu problem przedstawiła na jakimś większym politycznym forum typu na przykład Senat amerykański czy Kongres amerykański. Nigdy do tego jakoś nie doszło. Nikt nie patrzy w przyszłość w ten sposób, że może się ona skończyć nagle i raptownie. Prawdopodobnie armia w tych swoich najważniejszych instalacjach jest przygotowana na tego typu sytuacje, ale ja na przykład najbardziej obawiam się, co się wydarzy, co się stanie z elektrowniami atomowymi.
W samych Stanach jest ich dokładnie 100 w tej chwili albo 99, w zależności od tego, która jest aktualnie remontowana. I z tego, co wiem, żadna z nich nie ma tego typu obrony przed takim mocnym kosmicznym wiatrem. To oznacza, że może nawet dojść do tego, że te silniki, te generatory napędzane dieslem również mogą nie zadziałać z tego względu, że steruje również nimi komputer, który doprowadza odpowiednią ilość wody pod odpowiednim ciśnieniem po to, żeby móc schłodzić te pręty, które grzeją tam wodę i produkują energię elektryczną. I wówczas niespodziewanie i w bardzo krótkim czasie mamy do czynienia ze 100 Fukushimami na terenie Stanów Zjednoczonych. Jeżeli doliczyć do tego kilkaset innych elektrowni atomowych na całym świecie, które prawdopodobnie pracują na podobnej zasadzie, również nie są chronione, to wówczas tak naprawdę nie jest potrzebne już nic więcej, ażeby zakończyć wszystko i wszystkich. Wiemy, czym skończyła się, a właściwie nie skończyła się Fukushima. Jak wielkie jest to zagrożenie, jak wielkie niebezpieczeństwo był jeszcze Czarnobyl. Te dwa przypadki powinny otworzyć oczy, jak szalenie niebezpiecznym źródłem energii są elektrownie atomowe i dlaczego powinno się je jak najszybciej zamknąć i znaleźć inną, nową technologię, która by produkowała niezbędną dla nas energię. Niemcy na przykład są w awangardzie takiego podejścia do sytuacji i zamknęli wszystkie swoje elektrownie atomowe i szukają jakiegoś sposobu na to, żeby korzystać z energii odnawialnej. Na ile jest to ślepa uliczka, to się okaże, ale z pewnością jest to znacznie bezpieczniejsze niż te potężne behemoty, które są po prostu drzemiącym śmiertelnym zagrożeniem, zwłaszcza w przypadku ewentualnej ingerencji kosmicznej meteorologii, której trzeba się chyba obawiać.
Dziękuję.
[51:05] - Chris, powiem ci, że ja przeżyłem w ciągu ostatnich chyba pięciu lat takie dwie sytuacje, kiedy po prostu nie było prądu przez kilka dni. Raz nie było go naprawdę długo po zimie i okazało się, że nikt na to nie jest przygotowany. Nikt. Z tego względu, że doszło do takiej sytuacji, że podczas tego pierwszego ataku zimy nikt nie wiedział, co robić. Władze wojewódzkie się wypięły, władze powiatowe wpadły w panikę, Tauron wyłączył w ogóle infolinię. I w zasadzie dano ludziom taki sygnał: „Czekajta se aż włączymy”. To rzeczywiście jest smutne, bo każdy mógł wziąć sprawy w swoje ręce, a ludzie są tego nauczeni w Polsce. W rzeczywistości każdy sobie jakoś radził, ale na przykład nikt nie przewidział tego, jak pomóc osobom, które mogą stracić pieniądze w wyniku czegoś takiego, na przykład osobom, które przechowują żywność, czy innym instytucjom. Także ja zawsze mówię, że w Polsce jest fajnie, bo nie ma wulkanów, nie ma trzęsień ziemi. Gdyby to było, to już by ten kraj nie istniał, bo by się po prostu rozpierdzielił dawno, bo nikt by sobie z tym nie umiał poradzić, bo by jakaś zima-
[52:16] - Może nie byłoby tak źle. Ja też przeżyłem półtora tygodnia bez prądu. Prawie dwa tygodnie.
[52:21] - I właśnie halo, halo!
[52:23] - Chyba właśnie.
[52:24] - Właśnie to były te dwa tygodnie.
[52:28] - Dwa tygodnie się właśnie teraz zaczynają.
[52:32] - Wróciłem.
[52:33] - Jestem już?
[52:34] - Zniknąłeś.
[52:35] - Nawet o tym nie wiedziałem.
[52:37] - A wiesz.
[52:38] - Opowiadam też moją własną historię, bo ja prawie dwa tygodnie, ponad półtora tygodnia bez prądu musiałem przeżyć. I to był już późny listopad i było zimno, ciemno i praktycznie wszystko się rozsypywało w oczach, bo nawet stacje benzynowe nie działały, bo one też potrzebują prądu, żeby pompować tę benzynę. Wszystko było obstawione policją, nie można było przez wiele mil trzeba było jechać, żeby po prostu zawrócić, bo wszystkie przejazdy były poblokowane z tego względu, że nie mieli tyle policji, żeby móc całą sytuację kontrolować. No i szczęśliwym trafem miałem sporo drewna i mogłem się ogrzewać kominkiem i oglądać kominek zamiast telewizora i komputera. I taka właśnie historia, jak żyć dalej, jak się żywić i smażyć sobie jajecznicę w patelni włożonej w kominek. Dziś wspominam te czasy z rozrzewnieniem, ale myślę, że jeszcze tydzień, dwa i zaczęłoby być naprawdę bardzo niefajnie w takiej sytuacji, kiedy tak naprawdę nic nie działa.
[53:44] - To znaczy, wiesz, niefajnie by było na pewno wtedy, kiedy mielibyśmy świadomość, że ktoś inny ma, a my nie. Natomiast gdyby okazało się, że nagle nikt nie ma, to pewnie byśmy sobie dali jakoś radę mimo wszystko. Ale to jest temat do długich dyskusji.
[54:01] - Piotrze, ale jest jeszcze jeden argument dosyć ważny, bo owszem, to byłoby tak, że nie mielibyśmy my i nie mieliby nasi sąsiedzi dalsi, bliżsi. Ale to jest też tak, że nieważne, czy ktoś ma w tym czasie takiego kryzysu jedzenie, czy też ogrzewanie w jakiś sposób zorganizowane, chociażby w taki sposób, o jakim mówił Chris, czyli kominek. Ważne jest to, że niektórzy w takiej sytuacji globalnego zagrożenia, ogólnego zagrożenia mogą wpaść na pomysł, że skoro tamci mają, a my nie mamy, to sobie to weźmiemy. I to jest kwestia jeszcze bardziej niebezpieczna, bo w tym momencie już zaczynają rozpadać się podstawy naszej cywilizacji. Zaczynają się wyprawy łupieżcze jednych grup przeciwko drugim i podyktowane tylko tym, że tamci coś mają, a my tego nie mamy, to sobie to weźmiemy. I w zależności od tego, jak jesteśmy wyposażeni, jaką mamy broń czy też namiastkę broni, tak sobie radzimy. I to jest kolejna konsekwencja tego, już coraz dalsza od samego zdarzenia, czyli już jest bardzo daleko od samego wydarzenia, czyli tego wyrzutu koronalnego. Mamy już Ziemię i dzieją się tu rzeczy straszne, na poziomie już barbarzyńskim, na poziomie łupienia, zdobywania, na poziomie upadku cywilizacji.
[55:43] - Ale działa to.
[55:44] - Polskę w dodatku. I ja mówię, jak powiedziałem, po kilku dniach, kiedy nie ma prądu, człowiek się zaczyna nudzić, a kiedy jest mu zimno w odwłok, to rzeczywiście też zupełnie inna sprawa. Bo pamiętajmy, że w niektórych przypadkach elektryczność jest niezbędna do działania ogrzewania, szczególnie w przypadku domów jednorodzinnych. Jeżeli ktoś ma pompę do ogrzewania, to ona też jest na prąd. Ja na przykład co jeszcze, dla mnie było takim szokiem, że nagle się okazało, że nie mam co jeść, bo wszystko na prąd, nawet kuchenka. I co? Nawet sobie bifona nie ma czym zalać, za przeproszeniem. I gdyby to jeszcze potrwało tak z trzy tygodnie, to pewnie byłoby naprawdę krucho. Ja żyję w regionie, który może nieczęsto jest dotykany skutkami klęsk żywiołowych, natomiast jest często dotykany brakiem prądu. Bo Jura Krakowsko-Częstochowska, często przetaczają się tutaj burze, często nie ma prądu, szczególnie latem i zimą przez dłuższe okresy.
Może teraz to nie jest już takie widoczne, jak było widoczne kilka lat temu. I myślę, że jednak ludzie daliby sobie jakoś radę bez prądu, bo nie byłoby innego wyjścia. Jeszcze ostatnie zdanie. Dla mnie najgorsze było w tym wszystkim to wtedy, podczas tych dwóch ataków zimy, że władza na najniższym szczeblu nie była w stanie odpowiedzieć. Oczywiście tu nie mówię o władzy gminnej, bo co oni mają do tego? Oni nie są w stanie zabezpieczyć czegoś takiego jak dostawy prądu, ale władze na poziomie powiatu, województwa one się absolutnie nie spodziewały, nie były w stanie udzielić odpowiedzi na najprostsze pytania, kiedy to wróci. Dlatego że cały czas była odpowiedź, że za godzinę albo dzisiaj, a w końcu to się przedłużało do kilku dni. Kompromitacja, ale to już nie będziemy po nich jechać. Chris, oddaję ci głos.
[57:55] - Ja tylko też na momencik, bo to, o czym wspominał Marek, o tym, że inni ludzie zaczynają szukać tych, którzy mają więcej, dzieje się również w odwrotną stronę. Ludzie wobec zagrożenia nagle, obcy ludzie wobec siebie nagle zaczynają się łączyć, czują poczucie grupy i szukają przetrwania we wspólnocie. Wspólnota tworzy się w sposób automatyczny i sam tego doświadczyłem, bo w tych prawie dwóch tygodniach ciemności taka wspólnota nagle zawiązała się wśród moich wszystkich sąsiadów. Okazało się, że ja mam jedne z największych zasobów drewna tylko dlatego, że akurat latem przeszła jakaś wichura i wywróciła jakieś olbrzymie drzewo. I to drzewo z paroma moimi kolegami pocięliśmy i przywieźliśmy to do mnie, więc ja rozdawałem to drzewo. Mnie rozdawano jakieś najrozmaitsze jedzenie. Ludzie się spotykali, zaczęli rozmawiać ze sobą, opowiadać sobie różne historie. Nagle okazało się, że ludzie, którzy byli anonimowi przez tyle lat, mają swoje życie, mają swój określony charakter i zbliżają się do siebie. I stąd wiem, że na przykład mój sąsiad nauczyciel jest najlepiej uzbrojony na moim osiedlu, bo ma kilka sztuk broni i on powiedział, że w razie czego to wszystkim to rozda i będziemy się bronić tutaj do ostatniego i się nigdy nie damy. I skończyło się to tak, że od tego momentu, od tego kryzysu każdej zimy, na przykład kiedy spada śnieg, jest to wydarzenie socjalne.
Ludzie razem wszyscy wychodzą, odśnieżają sobie te samochody nawzajem, spotykają się ze sobą, częstują się tym, czym mają. Ludzie, którzy byli przez te wszystkie lata obcy. Ja w tym samym miejscu mieszkam od wielu lat i tak praktycznie oprócz „dzień dobry” nie miałem większych kontaktów z sąsiadami, aż do właśnie momentu, kiedy okazało się, że wspólnie razem może nam jest łatwiej niż każdemu w pojedynkę. Także ma to też drugą stronę tego typu zagrożenie. I myślę, że coś takiego potwierdziło się wielokrotnie w historii, bo nawet historia naszej cywilizacji jest pełna najrozmaitszych kataklizmów, niekoniecznie kosmicznych, ale różnych kataklizmów, które równały coś z ziemią. I na tych ruinach, na tych popiołach ci, którzy pozostawali, zawiązywali wspólnotę tylko dlatego, że łatwiej jest przetrwać w grupie. Także działa to w dwie strony. Dziękuję.
[01:00:05] - Dzięki Chris. Przejdźmy szybko do następnego pytania, bo mówimy dzisiaj o zagrożeniach z kosmosu i nie tylko o tym, jak przeżyć bez prądu. Marku Marcinkowski, bo dzisiaj mamy trzech Marków na antenie, przypominam. Jest jeszcze jedna sprawa, rzadko poruszana, to znaczy rzadziej niż burze słoneczne i asteroidy. Komety. Tutaj Chris na pewno będzie miał coś do powiedzenia w kwestii tego, jak komety demolowały tak zwaną cywilizację matkę. Ale dlaczego komety są tak niebezpieczne lub bardziej niebezpieczne od asteroid? Dlaczego ich siła niszczycielska jest większa i dlaczego się powinniśmy ich bać bardziej?
[01:00:49] - Marek prosi, żeby mu dać chwilę, bo chyba jest chwilowo zajęty.
[01:00:56] - Dobrze. Także Marku numer dwa, czyli Marku Żelkowski. Wielokrotnie mówiło się o tym, że komety odpowiedzialne są albo za wyginięcie dinozaurów, albo za poszczególną katastrofę z 11 tysiąclecia przed naszą erą. Czy twoim zdaniem ich niszczycielski potencjał może w jakikolwiek sposób zagrozić nam teraz? To jest pytanie trochę bez sensu, bo przecież to jest rzecz, nad którą zastanawiają się astronomowie i oni pewnie powinni jako pierwsi nam udzielić tej odpowiedzi. Ale w przypadku, gdy możemy mówić na przykład o deflekcji asteroid poprzez w przyszłości oczywiście planowane ostrzeliwanie ich jakimiś ładunkami, w przypadku komet to chyba będzie niemożliwe. Czy te lodowo-pyłowe bryły lodu, brudne śnieżki kosmiczne, jak niektórzy mówią, mogą być tym ostatecznym ciosem dla naszej cywilizacji w bliżej nieokreślonej przyszłości?
[01:02:04] - Jak wszystkie zagrożenia, o których dzisiaj mówimy, uderzenie komety czy jakiegoś fragmentu komety pewno jest równie prawdopodobne. Problem z kometami jest taki, że przede wszystkim niedawno nawet się okazało, że my tak naprawdę nie do końca wiemy, czym kometa jest, bo przez długi czas komety nazywano takimi właśnie, jak powiedziałeś, brudnymi kulami śniegowymi. I nagle się okazało, że takie badania jak ta prowadzona przez sondę Deep Impact, okazało się, że troszeczkę inaczej to wygląda, że to nie jest taka bryła lodu czy śniegu, a to jest raczej kula pyłu. Inna jest budowa. Generalnie nie chcę wchodzić w szczegóły, bo po pierwsze one są dosyć skomplikowane, a po drugie nie wszystko pamiętam i nie chcę wprowadzać jakiegoś zamętu zupełnie niepotrzebnego. Ale nawet na tym poziomie, jak zbudowana jest kometa, w ostatnich latach na skutek właśnie eksploracji kosmicznej i badań, które były przeprowadzone niejako na miejscu przez sondy, okazało się, że one wyglądają troszeczkę inaczej. Troszeczkę, podkreślam inaczej. I w związku z tym może nieco bardziej czyni prawdopodobnymi te wszystkie przypuszczenia, które mówiły o tym, że w odległych czasach komety były nośnikami niebezpiecznych dla ludzkości zdarzeń, takich jak chociażby epidemie. Pokazywano w dziejach świata wiele zbieżnych takich sytuacji, w których pojawienie się na niebie komety sprawiało, że gdzieś tam w krótkim czasie wybuchały jakieś epidemie. Komety, przypomnę, od długiego czasu podejrzewa się o to, że mogą być elementem tej teorii, która mówi, że życie po kosmosie niejako się rozsiewa.
Teoria panspermii i w tej teorii komety miałyby odgrywać bardzo ważną rolę. Ale powiem tak, że jeśli nawet one roznoszą życie, to z punktu widzenia naszej cywilizacji to życie, które roznoszą, niekoniecznie musiałoby być przyjazne dla nas. Do dziś mówi się, że niektóre epidemie, i to całkiem niedawne, które wybuchały na Ziemi, miały też jakieś źródło kosmiczne. I oczywiście można to skwitować wzruszeniem ramion i powiedzeniem: „Jak ktoś szuka sensacji, to ją znajduje. I właśnie Żelkowski oraz ludzie z Radia Paranormalium taką właśnie sensację znaleźli”. Można tak, ale można też powiedzieć, że nie warto wzruszać ramionami i lekceważyć tego rodzaju problemów. Tym bardziej że te korelacje czasowe, o których wspomniałem, wybuchów epidemii i pojawiania się komet są przynajmniej zastanawiające, przynajmniej takie, które warto wziąć pod uwagę. Dlatego pod tym względem komety mogą być niebezpieczne, bo one wywołają nie tylko takie efekty, o jakich mówiliśmy w przypadku skał kosmicznych uderzających w Ziemię, ale dodatkowo mogą jeszcze wzbogacić Ziemię o kolejne formy życia na bardzo pierwotnym poziomie, ale jednak. I wcale to nie muszą być formy, które będą nam przyjazne. Siła niszczycielska tego, o czym my myślimy, czyli tego lodu kosmicznego, tego pyłu lodowego, okazuje się, że przynajmniej teoretycznie może być również dosyć spora, bo przypomnę, że jedna z teorii dotycząca meteorytu tunguskiego mówi o tym, że to nie skała, tylko właśnie bryła lodu, która wyparowała jeszcze zanim dotarła do powierzchni ziemi, spowodowała takie, a nie inne zniszczenia w okolicach Podkamiennej Tunguski.
Dlatego kometa niesie ze sobą dwa niebezpieczeństwa. Z jednej te, które opisaliśmy, mówiąc o uderzeniu kosmicznych skał w Ziemię. Drugie zagrożenie to to, które wiąże się z teorią panspermii i z przenoszeniem życia czy jakichś form życia. Myślę, że to jest dosyć istotne. I to, że informacje, które dotarły do nas
[01:07:24] - Po wyprawie kosmicznej i po misji sondy Deep Impact dowiedzieliśmy się troszeczkę więcej o budowie komety, że ona nie jest taka zwarta, zbita jak twierdzono wcześniej, że tam jest nieco więcej luzu, miejsca dla przechowania czegoś, dla tych czynników, które mogą powodować, że Ziemia zostanie w jakiś sposób biologicznie skażona. I jeśli chodzi o ten problem, to chyba wszystko z mojej strony. Dziękuję.
[01:08:13] - Dzięki Marku. Czy jest z nami już Marek Marcinkowski?
[01:08:17] - Widzę, że jest.
[01:08:19] - Jest.
[01:08:19] - Jestem.
[01:08:20] - Marku, prosimy cię o kilka słów komentarza, dlaczego komety są tak niebezpieczne? Dlaczego są chyba nawet bardziej niebezpieczne od asteroid?
[01:08:30] - Trudno powiedzieć, czy są bardziej niebezpieczne niż asteroidy. Jak najbardziej mogą być równie niebezpieczne, bo dużo na temat komet mimo wszystko nadal nie wiemy i zbadaliśmy dokładnie chyba zaledwie dwie. Więc tutaj nie ma reguły. Niekoniecznie jest reguła, że komety wszystkie są takie same, bo chociażby najnowsze odkrycia z sondy Rosetta, która badała kometę 67P, wskazują, że tak jak wcześniej uważaliśmy, że wodę na Ziemię dostarczyły właśnie komety, tak okazało się, że w przypadku tej jednej komety woda na tej komecie była nieco inna. Chyba tam chodziło o jakieś izotopy, jeżeli dobrze pamiętam. Po prostu był inny skład. Woda nie była taka jak na Ziemi, więc to wskazuje na to, że jednak komety nie do końca musiały dostarczyć tę wodę na Ziemię. Więc nasza uwaga skierowała się w stronę planetoid. Tak jak mówię, nadal niedużo wiemy na temat komet, więc one jak najbardziej duże zagrożenie mogą stanowić, nawet może większe niż planetoidy. Jeżeli chodzi o to, co powiedział Marek odnośnie prawdopodobieństwa, że mogą przenosić jakieś formy życia, które dla naszych ziemskich form mogą być bardzo szkodliwe, w tym dla człowieka, to nie jest to wykluczone.
Wiemy na pewno, że komety przenoszą podstawowe związki organiczne. To już zostało odkryte. Więc czemu nie? Czemu nie mogą jakichś tam mikroorganizmów przenosić, które gdy kometa się gdzieś zbliży koło Ziemi, Ziemia wleci w jej ślad później, te mikroorganizmy gdzieś tam się na Ziemi pojawią i będą odpowiadać za jakieś różne epidemie. Więc takie zagrożenie myślę, że jest w jakimś tam stopniu prawdopodobne, możliwe. A jeżeli chodzi właśnie o takie zagrożenie, uderzenie, impact komety czy planetoidy, myślę, że bym tutaj mógł postawić znak równości, że to podobnie wygląda. Dziękuję.
[01:11:06] - Dzięki. Chris, wiele mówiło się swego czasu o tym, nadal się mówi, że to właśnie odłamki komety były prowodyrami wielkiego zniszczenia, jakie nastąpiło w XI tysiącleciu przed naszą erą. Chyba rok temu mówiliśmy o koncepcjach Hancocka zawartych w „Magach bogów”. I on właśnie twierdził, że uderzenie odłamków komety sprawiło, że stopiła się pokrywa lodowa, została zalana Ziemia i wskutek tego zatonęła tak zwana cywilizacja atlantycka. Chociaż możemy sobie to różnie nazywać. Czy twoim zdaniem kometa mogła być przyczyną upadku tak zwanej cywilizacji X? Chris, wiem, że można o tym mówić przynajmniej na audycję.
[01:11:59] - Oczywiście myślę, że powoli przedziera się tego typu teoria do mainstreamu i myślę, że jest na najlepszej drodze, żeby stać się oficjalną teorią na temat tego, co wydarzyło się właśnie w XI wieku przed naszą erą i dlaczego stopniał lodowiec. Do dziś praktycznie nie istnieje jakiś racjonalny, sensowny model tego, dlaczego nagle nastąpiło globalne ocieplenie w sposób tak gwałtowny, że spowodowało światowy globalny potop i doprowadziło do tych wszystkich zmian, które później stały się przyczyną odbudowy tej cywilizacji w takiej formie, w jakiej mamy ją dziś, a także stworzenia tej mapy świata, na którą patrzymy na przykład ze stacji kosmicznej ISS i obserwujemy granice kontynentów w takiej formie, jaką dziś widzimy. À propos wczoraj sobie siedziałem w miejscu, które miało bardzo mało światła słonecznego. No i mogłem sobie gołym okiem obserwować tą stację kosmiczną, która przelatywała mi nad głową. Zajęło jej to prawie dwie minuty i mimo że było to tylko światełko na niebie poruszające się stabilnie z jednej części nieba na drugą, zawsze to robi wrażenie, kiedy ma się świadomość, że gdzieś tam są właśnie ludzie, pracują, śpią, dokonują różnych doświadczeń i że nie jest to żaden kosmiczny kamyk
[01:13:30] - A jest to coś, co zostało skonstruowane przez człowieka i sobie tam wykonuje te wszystkie swoje prace gdzieś w przestrzeni kosmicznej. Mimo że to było zaledwie minus 0,8 później, jak sprawdziłem, to było ono doskonale widoczne gołym okiem i łatwe do odróżnienia na ciemnym, bezchmurnym niebie pełnym innych gwiazd. Zwłaszcza że księżyc nie przeszkadzał ostatniej nocy. Będę teraz wyglądał następne tego typu sytuacje, być może nawet i chińskich niewielkich stacji kosmicznych, i tego słynnego majaka, którego wystrzelili Rosjanie. Słynnego już, bo wiadomo, do czego to zmierza, jak to będzie wyglądać. Są wielkie oczekiwania, więc być może majak rozświetli się światłem 10 razy większym.
[01:14:17] - Przerwę ci teraz. Coś go nie widać po prostu. Nie ma, nie?
[01:14:20] - Nie widać. Może im się nie do końca jeszcze to wszystko otworzyło tak jak trzeba. Poza tym to jest mniejsze niż skrzynka piwa. To, co zostało wystrzelone, jest to mikrosatelita. Jest to Cubesat.
[01:14:31] - Rzeczywiście. Ale przecież poleciał chyba tydzień temu, jeżeli się nie mylę. Takie zapowiedzi szumne już od tygodnia, a tak naprawdę tego w ogóle nie widać.
[01:14:44] - Dajmy im czas, niech sobie otworzą tą folię, którą mają, ten żagiel, który mają tam rozpiąć i odpowiednio to wysterują, żeby to mogło dać pewien efekt i wtedy zobaczymy. Myślę, że jeszcze ciągle za krótko to lata w przestrzeni kosmicznej. Pomysł jest bardzo ciekawy i być może wkrótce poleci coś większego, jeżeli okaże się, że ten majak spełnia oczekiwania. Ale to tak à propos, zbaczamy z tematu, bo te wszystkie światła na niebie, których nie znamy, nazywamy je UFO, a kiedy je znamy, robi się jakoś inaczej, cieplej trochę na duszy. Mnie się przynajmniej to wczoraj zrobiło. Obserwowałem to razem z przyjaciółmi, którzy nagle, nie interesując się kompletnie astronomią, też byli bardzo tym podekscytowani, a czekaliśmy na to, bo nawet jeden z kolegów był tak zaaferowany tą całą historią, że można coś takiego zobaczyć, że nastawił budzik na dwie minuty wcześniej, żebyśmy czasami tego nie przegapili. Także było to wielkie wydarzenie, że akurat w sobotę, przepiękną, bezchmurną noc około wpół do dziesiątej przeleciała sobie stacja kosmiczna nad głowami. Ale mówimy tu o kometach, które są znacznie większe i dają znacznie więcej światła niż stacja ISS. Dają znacznie więcej światła niż cokolwiek innego. Parę lat temu, może będzie paręnaście, jak nie parędziesiąt, 20 lat temu byliśmy świadkami takiej komety Hale'a, która przez kilka miesięcy podróżowała po nocnym niebie i właściwie w pewnym momencie aż wręcz się znudziła ludziom jej obserwacja.
Później jeszcze przez kilka miesięcy można było obserwować, jak powoli gdzieś znika w czeluściach kosmosu. Myślę, że kometa, pozwolę sobie tutaj troszeczkę się nie zgodzić z naszym Markiem astronomem, że kometa jest tak samo niebezpieczna jak asteroida. Asteroid to jest pojedynczy kamyk. Kometa jest to zespół niestabilnych różnych obiektów kosmicznych o różnej gęstości, różnym składzie. Mamy tam i wodę, ale też i kamienie, i metale. I przede wszystkim to, co mamy, mamy prędkość. Ta prędkość jest często znacznie większa niż asteroidy, więc ewentualne uderzenie takiej rozpędzonej komety z Ziemią daje znacznie większy efekt. Oprócz tego, gdy mamy pojedynczy kamień, on pali się w tej naszej kopule, w tej naszej atmosferze, która nas chroni jak tylko może, ale część z niego spada i spada w określone miejsce. Oczywiście wywołuje to globalne, katastrofalne zniszczenie, jeśli taki kamyk jest duży. Natomiast kometa wchodzi w atmosferę ziemską lotem koszącym.
Oznacza to, że zanim spadnie i dokona tego swojego straszliwego zniszczenia, dochodzi do takiego dywanowego bombardowania wręcz, kiedy ślady tej komety, która ewentualnie ugrzęzła w lodowcach Kanady grubych na kilka kilometrów, widać mniej więcej od tego żyznego trójkąta Mezopotamii. Widać to na płyciznach tuż przy podejściu do North Caroliny i następnie aż do Gór Skalistych można zaobserwować bardzo dziwne twory geologiczne, coś w rodzaju niecek. One są interpretowane jako moment, gdzie fragmenty tej komety uderzały właśnie i bombardowały Ziemię. Także mamy zniszczenia na olbrzymim, znacznie większym obszarze. I końcowe uderzenie tej komety, która ugrzęzła, bo nie ma śladu po jej koleinu, jaki musiałaby wykonać, bo coś takiego, gdyby huknęło w ziemię, musiałoby zostawić jakiś ślad po sobie. Natomiast ta kometa akurat nie zostawiła, dlatego właśnie, że ugrzęzła w lodach, wywołując tak olbrzymią wysoką temperaturę i rozbryzg tego lodu, że doprowadziło to do potopu, który widać, jak powstawał ze względu na struktury geologiczne, jakie otaczają dzisiejsze kanadyjsko-amerykańskie pogranicze. Hancock obserwował to wraz z paroma innymi geologami, tą całą sytuację. Między innymi jest tam największy wysychający wodospad na Ziemi, który jest kilka razy większy od Niagary. Nie płynie nim dzisiaj woda. Jest to struktura skalna, ale struktura taka powstaje tylko wtedy właśnie, kiedy płynie olbrzymia ilość wody przez jakiś spory, długi czas.
Dlatego że za każdym razem taki wodospad pod wpływem tej wody kruszeje, osypuje się i cofa się, przesuwa się w przestrzeni. Tą przestrzeń, to cofanie się można właśnie zaobserwować na podstawie tej struktury geologicznej. I dziś wiemy, że stopnienie tego lodowca, które zostało wywołane uderzeniem Najprawdopodobniej właśnie komety doprowadziły do tego, że Ziemia zmieniła się praktycznie nie do poznania pod każdym względem, łącznie z granicami kontynentów, kiedy to poziom wody wzrósł średnio o około 100 metrów. I proszę bardzo, mamy naukowe wytłumaczenie tego, co się mogło stać na przykład z Atlantydą, co się mogło stać z innymi legendarnymi lądami, historie o nich są do dziś bardzo żywe, a nie ma po nich żadnego śladu. Być może te ślady są gdzieś głęboko pod wodą. Wszyscy ci, którzy odwiedzają Maltę, wiem, że Malta jest miejscem częstych wycieczek, bo w Europie łatwo jest do niej dostrzeć i jest to piękne miejsce na Morzu Śródziemnym. Okaże się bardzo szybko dla osób zainteresowanych, że oprócz pięknych plaż i wspaniałej pogody są jeszcze niepokojące, najrozmaitsze megalityczne struktury. Niektóre z nich tworzą dziwaczne koleiny, które wychodzą z morza, giną w morzu. Nie wiadomo, do czego one miałyby służyć. Wszystko się zmienia w momencie, kiedy uświadomimy sobie, że obserwujemy tylko szczyt pewnej góry, że ta wyspa kiedyś w przeszłości była znacznie większa.
Jeśli odpompować te 100 metrów wody z Morza Śródziemnego, wyłoniłaby się na powierzchnię wody i można byłoby zaobserwować prawdopodobnie zakończenie tego typu struktur, a najprawdopodobniej znacznie lepsze i bardziej interesujące są jeszcze ciągle gdzieś głęboko pod wodą, kilkadziesiąt metrów, gdzie nie da się zejść tylko i wyłącznie z maską tlenową. Trzeba już użyć bardziej skomplikowanego sprzętu, ale z pewnością coś tam jest. Nikt tego jednak nie chce badać. To między innymi byłby jeden z dowodów na to, że rzeczywiście do takiego potopu mogło dojść i rzeczywiście poziom oceanu światowego podniósł się przez uderzenie komety, co również w jakiś sposób wyjaśnia, co się podziało z tą podobno wielką i wspaniałą cywilizacją sundajską. Mam tu na myśli dzisiejszą Indonezję, Malezję i tego typu kraje na południu wyspu Indochińskiego, które kiedyś tworzyły jeden stały ląd. Dzisiejsze zdjęcia satelitarne, które między innymi rejestrują wygląd namorskiego, pokazują, że na dnie morskim ciągle istnieją koryta byłych rzek i że kiedyś ta część lądu była wynurzona na powierzchnię ziemi. Być może gościła na sobie jakąś w miarę zaawansowaną cywilizację, której efektem jest bardzo kontrowersyjny dzisiaj Gunong Padang, na którym prowadzi się badania. Navid Jaja, człowiek z Indonezji, który prowadzi tam badania, twierdzi nawet, że niektóre fragmenty odwiertów straty, której dokonał Gunong Padang, sięgają 20 000 lat. Było to wystarczająco dużo czasu, aby stworzyć skomplikowaną w miarę cywilizację, która po prostu zniknęła z powierzchni ziemi pod wodami oceanu, podnoszącego się gwałtownie oceanu, gdzieś właśnie w XI wieku przed naszą erą, między 9 500 a 11 500 lat. Tutaj daty są o wiele bardziej elastyczne, ale na ten czas przypadałoby uderzenie komety, która zmieniłaby świat kompletnie i zaczęła go praktycznie od nowa, co pokazuje, jak bardzo niebezpieczna jest kometa.
Nawet cywilizacje, które najprawdopodobniej nie posiadały infrastruktury elektrycznej i elektronicznej jak nasza dzisiaj, po prostu padły pod jej ciosami z tego względu, że na drugi dzień po uderzeniu życie nie zaczyna się od nowa, nie zaczyna się odbudowa życia. Praktycznie jest ciągła i nieustanna walka o przetrwanie. Myślę, że nawet po takim uderzeniu większość świata ciągle jeszcze funkcjonowała i istniała. Natomiast to, co było efektem tego wybuchu, sprawiło, że ludzie nie wytrzymali wieloletnich ciemności, deszczów, które trwałyby na przykład rok, a może i więcej. Tu trzeba sobie wyobrazić, że rozgrzana kometa uderza w lodowiec, rozpuszcza jego wodę, powstaje olbrzymia ilość pary. Para jest najbardziej popularnym i najczęstszym gazem cieplarnianym. Tu jeszcze raz wrócę na chwileczkę do globalnego ocieplenia, bo się mówi, jaki groźny jest dwutlenek węgla, którego zaledwie jest 4% w 100% gazów cieplarnianych. 95% gazów cieplarnianych to jest para wodna, która powstaje przez parowanie olbrzymich oceanów i siłą rzeczy będzie się efekt globalnego ocieplenia w jakiś sposób tworzył. W związku z czym wyeliminowanie dwutlenku węgla wcale nie załatwi sprawy, jak chcą politycy nas przekonać do tego, różni cwaniacy, którzy chcą na tego typu zjawisku zarobić jakieś pieniądze albo stworzyć jakiś nowy układ polityczny na ziemi, czy nawet nową religię, bo ludzie w to wierzą, są przekonani, ale to jest zupełnie inna historia. Natomiast ogromna ilość pary wodnej, jaka wówczas dostałaby się do atmosfery, powoduje gigantyczną zmianę w dopływie promieni słonecznych.
Tworzy się rodzaj zimy wręcz nuklearnej i ludzie nie są w stanie przetrwać, dlatego że nawet jeśli przetrwają wybuch, to nie mają co jeść. Zwierzęta padają, powstają choroby, tworzą się najrozmaitsze trudne i kryzysowe sytuacje, które kładą każdą rozwiniętą cywilizację. Przetrwa tylko ta najbardziej prymitywna, najlepiej przystosowana do tego, ażeby móc zmierzyć się z czymś Takim właśnie jak kataklizm kosmiczny, jak uderzenie komety. Wydaje mi się, że kometa jest zjawiskiem o wiele bardziej niebezpiecznym niż asteroid, który jest tylko zwykłym kamykiem. Natomiast kometa niesie ze sobą wiele bardzo nieprzyjemnych niespodzianek. Dziękuję.
[01:25:56] - Dzięki. Marku Astronomie, kolejne zagrożenie dla naszej cywilizacji to dość rzadko poruszana kwestia ogromnych chmur pyłu, które mogą stanąć na drodze naszej planety. Czy coś takiego realnie mogłoby zagrozić naszej cywilizacji i naszej planecie?
[01:26:17] - Oczywiście, jeżeli by coś takiego wystąpiło w kosmosie, to jak najbardziej, bo zmasowany atak ze strony wielu pocisków, nawet o umiarkowanej mocy, ale w miarę jednocześnie i globalnie, też mogłoby być katastrofalny. Jednak taka chmura takich szczątków musiałaby być czymś wcześniej spowodowana i generalnie w chwili obecnej takie zagrożenie wydaje się, z tego, co wiem, raczej znikome. Mniejsze nawet niż kolizja z planetoidą, gdyż Układ Słoneczny już jest w miarę oczyszczony od bardzo dawna i te wszystkie obiekty, planetoidy i komety już mają generalnie w dużym procencie ustalone swoje trajektorie, swoje orbity. Musiałoby się coś zadziać, jakieś nagłe wydarzenie, które by spowodowało, że Ziemia jakimś cudem wleci w obszar takich odłamków, chmury, nie można tego nazwać pyłem, ale chmury jakiegoś kosmicznego gruzu. Takie wydarzenie jest możliwe, gdyby na przykład jakaś kometa leciała sobie i w pewnym momencie rozpadła się na wiele kawałków i Ziemia akurat wleciałaby w te kawałki. To jest możliwe, bo komety mają taką naturę, że czasem się rozpadają na wiele mniejszych kawałków. Więc taka przyczyna powstania chmury gruzu kosmicznego jest możliwa. Drugim wypadkiem, który mógłby zapoczątkować taką kosmiczną chmurę gruzu, jest zderzenie się dwóch planetoid i ponownie zbiegiem okoliczności, o bardzo dużym pechu moglibyśmy mówić, jakby Ziemia wpadła w takie miejsce, gdzie niedaleko te komety się zderzyły i rozpadły. Komety, planetoidy zderzyły się i rozpadły na drobne kawałki. Ale tak jak mówię, wydaje mi się to mniej prawdopodobne niż zderzenie się z planetoidą czy kometą, bo w Układzie Słonecznym jest naprawdę w tym momencie bardzo spokojnie i takie uderzenia, zdarzenia zachodzą bardzo rzadko.
Tak samo jak zderzenia z planetami, a też zderzenia planetoid nawzajem. Więc to nie jest częste zjawisko. A jeżeli nastąpi, to musielibyśmy mieć ogromnego pecha, żeby znaleźć się w tym miejscu. Nasza planeta miałaby się znaleźć. Tak że wydaje mi się to mniej prawdopodobne, ale jest możliwe jak najbardziej i mogło to mieć też globalne, katastrofalne skutki, jakbyśmy wpadli w taką chmurę. Tylko te obiekty musiały być naprawdę duże, bo atmosfera nas chroni w bardzo dużym stopniu i obiekty nawet kilkunasto-, kilkudziesięciometrowe jest w stanie zatrzymać w bardzo dużym stopniu. Więc ten gruz musiałby być naprawdę dużych rozmiarów i być go dużo, żeby było takie globalne zagrożenie.
[01:30:19] - Marku Żelkowski, wielokrotnie pojawia się w literaturze czy w internecie wzmianka o dniach ciemności, które nastaną. Czy taka zupełnie hipotetyczna sytuacja, że nagle na całej planecie zapanuje globalna noc, również doprowadziłaby twoim zdaniem do w zasadzie nieodwracalnych szkód i problemów? Dlatego, że jakby na to nie patrzeć, byłoby to uderzenie w nasze najczulsze sfery.
[01:30:56] - Pewno by było uderzeniem w nasze najczulsze sfery. Natomiast ja się muszę zgodzić z moim przedmówcą Markiem Astronomem. Z tego, co mnie jest wiadomo, to w najbliższej naszej okolicy, tej, którą astronomowie obserwują, nic takiego jak chmura kosmicznego pyłu się nie znajduje. Jeśli to będzie problem dla ludzkości, to za jakiś czas, a ten jakiś czas to jest kilka tysięcy lat, bo z informacji, które znalazłem, to na podstawie obserwacji teleskopu Hubble'a Została stworzona prowizoryczna mapa najbliższego sąsiedztwa Ziemi, tak to określmy. Wniosek, który się nasuwa, jest mniej więcej taki, że Ziemia, cały Układ Słoneczny przez ostatnie przynajmniej kilka milionów lat porusza się, dryfuje w czymś takim, co można nazwać pustą przestrzenią. I to jest w gruncie rzeczy chyba dla ludzkości, dla Ziemi dosyć szczęśliwy zbieg okoliczności. Najbliższa chmura gazu, pyłu leży, właśnie mi pamięć... Bodajże w odległości tryliona mil od naszej planety, co przekładając na język bardziej zrozumiały oznacza, że z tą chmurą Układ Słoneczny, a za przyczyną tego również Ziemia zetknie się za jakieś dwa i pół tysiąca lat. To jest pierwszy problem, który może nastąpić z tego powodu, o którym w tej chwili mówimy. Chyba że nastąpią jakieś niespodziewane okoliczności, ale posługując się naszą wiedzą o kosmosie i tym, co zaobserwowaliśmy, to mamy jakieś dwa i pół tysiąca lat na tego rodzaju problemy.
Jeśli nawet gdzieś po drodze występują mniejsze skupiska materii, mniejsze obłoki, to jednak to nie jest aż taki problem. W każdym razie nie będzie to problem bezpośrednio dla nas. Myślę, że za dwa i pół tysiąca lat kto inny będzie się o to martwił. Jakie to mogłoby spowodować skutki? Mówi się o tym, że w zależności od tego, jaki będzie skład owej chmury pyłu, materii w ogóle, skutki mogą być różne, bo pierwiastki czy związki chemiczne, które się będą w tym obłoku znajdować, mogą wchodzić w reakcje z ziemską atmosferą i to może powodować jakieś komplikacje. Ale poruszamy się w tej chwili w tak niedookreślonym obszarze, że właściwie każda teoria, czy to bardziej pozytywna, czy negatywna, jest dopuszczalna. Dlatego ja bym nie brnął w to, co się może wydarzyć, bo wydarzyć się praktycznie może bardzo wiele. Natomiast potencjalne niebezpieczeństwo jest stosunkowo daleko od nas i to warto wziąć pod uwagę. Myślę, że warto wspomnieć o tym, że tego rodzaju idea, że coś trującego, coś niebezpiecznego może nadpełznąć czy nadlecieć z kosmosu, jest stosunkowo dawna. Bo twórca postaci Sherlocka Holmesa, Conan Doyle, był też twórcą innej postaci literackiej, mianowicie profesora Challengera, znanego najszerzej chyba z powieści „Świat zaginiony”.
Ale ten bohater występuje również w innej mikropowieści, która się nazywa „Trujące pasmo”. I tam dochodzi do takiej sytuacji, że ta opowieść opiera się jeszcze na teorii tego, że istnieje eter. Otóż Ziemia wchodzi w takie pasmo trującego eteru, który może zniszczyć cywilizację na Ziemi. Dla zainteresowanych polecam tę książkę. Powiem tylko tyle, że nie kończy się to tak źle, jak można by przewidywać. Natomiast idea tego, że coś trującego, niedobrego nadpełznie z kosmosu, jak widać, jest dosyć dawna. Tak samo zresztą jak idea eteru. To znaczy eter to jest w ogóle śmieszna albo w jakiś sposób zabawna teoria, która towarzyszy ludzkości gdzieś od starożytności. Już w starożytności mówiono o eterze. Za każdym razem co prawda był inny eter, o którym mówiono, ale posługujmy się tą nazwą.
Od starożytności posługiwano się słowem eter, różnie go określano. On później się pojawiał jeszcze w różnych epokach, gdzieś tam się pojawiał i w średniowieczu mówiono o eterze. O eterze również mówił w swoim czasie Kant. Ta teoria eteru, czyli czegoś, co wypełnia międzygwiezdną pustkę i pozwala roznosić się falom chociażby i tak dalej, ona sobie funkcjonowała gdzieś do początku XX wieku. Później rozprawił się z nią, tak to określmy, Albert Einstein i powiedział: „Nie ma żadnego eteru, to w ogóle są jakieś bajdy kompletne”. I to zostało przyjęte przez długi czas. Eter zniknął z rozważań naukowych i filozoficznych. I okazuje się, że w tej chwili fizycy, którzy zajmują się teoriami kosmologicznymi, próbują to wszystko ulepić, nagle zaczęli się ostatnimi czasy również odwoływać, do nieco zmodyfikowanej oczywiście, ale do teorii eteru. Tu mamy kolejną niespodziankę, że być może to nie będzie jakiś obłok pyłu, tylko na przykład coś, nazwijmy to nowym eterem i coś, co może nam zagrażać. To oczywiście jest piętrowa hipoteza i piętrowo hipotetyczne wszystko to, co mówię, niemniej należy wziąć to pod uwagę, bo to również może być swoiste zagrożenie.
To jeśli chodzi o pyły czy też jakieś inne zagrożenia. Warto też wspomnieć, skoro już o tym wszystkim mówimy, że skoro już mówimy o jakichś obłokach materii, to w związku z tym, że pojawiła się tak zwana czarna materia, cały czas się o niej mówi, to również ją należy wziąć pod uwagę, bo ona ma, przynajmniej teoretycznie, bo nikt tego ustrojstwa jeszcze tak naprawdę nie widział. To jest twór jednak do pewnego stopnia hipotetyczny. Hipotetyczny o tyle, ale jednak bardzo poważnie traktowany przez ludzi, którzy kosmosem się zajmują. Po prostu coś takiego musi istnieć według nich, a zatem skoro istnieje, a jest dosyć trudny do wykrycia, bo jakoś tak się na razie nie udało i on w ogóle z założenia jest trudny do wykrycia, a zatem również to może być taki rodzaj materii, który w jakiś sposób Ziemi, Układowi Słonecznemu zagrozi. Tylko tu już dochodzimy do momentu, kiedy właściwie nie potrafię, uczeni również nie potrafią tego zrobić, jaki będzie rodzaj tego zagrożenia, jak to będzie wyglądało i co właściwie stanowi niebezpieczeństwo. To jest kolejny element. I gdzieś tu można jeszcze zupełnie pro forma, żeby odnotować jakieś zagrożenie materialne, które może się gdzieś w kosmosie czaić. W związku z tym, że Układ Słoneczny, Ziemia w ramach tego układu przemieszcza się przez kosmos w galaktyce, jednak odbywamy podróż bardzo odległą i bardzo szybką i naprawdę podróżujemy wraz z obrotem galaktyki, przemierzamy naprawdę olbrzymie przestrzenie. Takim kolejnym niebezpieczeństwem, które się może pojawić, ale które jest czysto hipotetyczne, to może być zetknięcie się Układu Słonecznego, Ziemi z takim elementem jak antymateria.
Z tym że to już jest przez niektórych w ogóle kwestionowane, przez niektórych dopuszczane, ale z przymrużeniem oka. Bardziej mówię o tym po to, żeby odhaczyć kolejne materialne niebezpieczeństwo, jakiś rodzaj pyłu czy też jakiejś chmury, która może nam zagrażać. To chyba wszystko. Dziękuję bardzo.
[01:40:34] - Marku Astronomiu, czy twoim zdaniem ta antymateria jest realna czy nie? To znaczy kolizja z antymaterią, bo musimy powiedzieć jedną rzecz: przez długi czas uważano, że jak najbardziej coś takiego wchodzi w grę, ale obecnie dominuje pogląd, wytłumaczę to na bardzo prostej zasadzie. Otóż uznaje się, że antymateria jednak nie należy do tej sfery naszego świata i mimo że jest obecna, nie może tej interakcji z materią zwyczajną się dopuścić. Jak się na to patrzy w środowiskach astronomicznych i naukowych?
[01:41:13] - To znaczy zacznę od wcześniejszych kwestii, jeżeli pozwolicie. Drodzy państwo, należy pamiętać o tym, że Ziemia cały czas na swojej wędrówce po galaktyce, po Układzie Słonecznym cały czas wpada w różnego rodzaju chmury materii pozostawione po kometach. To trzeba pamiętać. I ta materia to są właśnie takie chmury pyłu i możemy to obserwować po prostu jako deszcze meteorów, jako roje meteorów. Chociażby niedługo będą Perseidy widoczne, więc to też jest przejaw oddziaływania pyłu kosmicznego, chmur pyłu kosmicznego z atmosferą ziemską. Z pyłem kosmicznym Ziemia sobie bez problemu radzi, bo po prostu spala się to w atmosferze całkowicie i to nie ma z tym problemu. Tutaj przedmówca wspomniał o czarnej materii. Czarna, ciemna materia. I generalnie to nie jest tak, że może to mieć dla nas jakieś zagrożenie, bo ciemna materia jest wszędzie. Cały czas przenika Ziemię, przenika nas wszystkich bez przerwy.
Ona jest tak naprawdę, z tego, co na razie wiemy, to jest 95% ogólnej materii wszechświata, więc ciemna materia to jest 95%, a reszta jest materia, którą widzimy, którą możemy zbadać. Ciemnej materii nie możemy w żaden sposób zobaczyć, ale musi być.
[01:42:50] - Marku, wejdę ci w słowo teraz, bo to się na pewno nasuwa nam i naszym słuchaczom. Skoro to 95% składu-
[01:43:03] - 90 albo 95, ale zdecydowanie dużo.
[01:43:07] - Wiąże się z ciemną materią. To znaczy, że my żyjemy na jakichś obrzeżach? To znaczy, że może istnieć wszechświat, znaczy wszechświat, mogą istnieć światy, które są zbudowane z tego rodzaju materii i my ich nie widzimy i one mogą być powszechniejsze? To tak wszystko na chłopski rozum.
[01:43:29] - Nie wiem, czy to tak można w ten sposób. Z tego, co wiemy, to materia jest w naszym wszechświecie, oddziałuje na naszą materię, na galaktykę Drogę Mleczną, na wszystkie inne galaktyki i to oddziaływanie jest zmierzone po prostu, że musi być coś takiego jak ciemna materia, ale w żaden sposób na razie nie możemy jej zobaczyć, zbadać bezpośrednio. I trudno tutaj powiedzieć, czy to jest przejaw oddziaływania jakiegoś innego wszechświata, czy może innego wymiaru. Tutaj bym się do tego nie posuwał, chociaż według mnie to chyba nie jest wykluczone, skoro na żadnym paśmie światła, na żadnej częstotliwości po prostu nie widać tej ciemnej materii, a wiemy, że musi być i to zostało udowodnione na wielu eksperymentach. Cały czas próbujemy ją odkryć, jakoś ją zbadać bezpośrednio. Pośrednio coś się udało określić, że faktycznie jest ciemna materia, ale nie wiemy, czym jest i nie widzimy jej. Czy to jest przejaw innego wszechświata, czy materii z innego wymiaru, innego wszechświata? To jest już naprawdę ciężki temat. Tutaj wychodzimy poza jakiekolwiek nawet domysły odnośnie budowy, funkcjonowania wszechświata. Jeszcze wrócę do antymaterii, bo też o tym mówiliśmy.
Z tego, co wiem, to antymaterii kiedyś było bardzo dużo na początku wszechświata. Antymaterii i materii. Ale w pewnym momencie materia zaczęła dominować. Było jej nieco więcej i po prostu materia wygrała. Dlatego mamy teraz mnóstwo materii, a antymaterii jest gdzieś tam we wszechświecie śladowe ilości, jeżeli w ogóle są. Bo należy pamiętać, że gdy spotka się antymateria z materią, to powstaje czysta energia. Więc gdy jakimś cudem mielibyśmy styczność, nasza Ziemia czy Układ Słoneczny z jakąś gigantyczną chmurą antymaterii, to byśmy zniknęli. Po prostu stalibyśmy się czystą energią. Tak to się dzieje. Antymateria to jest dokładne przeciwieństwo tych wszystkich cząsteczek, atomów, podstawowych cząstek materii, jakie my znamy.
Więc tak to się zachowuje. Spotkanie antymaterii z materią to jest anihilacja i jest czysta energia. Więc kiedyś na początku wszechświata troszeczkę więcej było materii i przez te miliardy lat ona zdominowała wszechświat, a nie antymateria, więc jeżeli ona gdzieś tam jest, ta antymateria, to jest jej bardzo mało we wszechświecie.
[01:46:47] - Chris, co ty na to?
[01:46:53] - Mikrofon błąd.
[01:46:57] - Śmiech, bo miałem niewłączony mikrofon. Zamyśliłem się nad tym, co Marek Castroman nam opowiadał na temat walki materializmu z antymaterializmem. Jak to wszystko wygląda. Jest to rzeczywiście bardzo interesująca sytuacja, zwłaszcza że poruszamy się po bandzie nauki dzisiaj. Coś, co kiedyś nazywano eterem, dziś jest ciemną materią i zastanawiamy się, jaka jest w ogóle natura naszego wszechświata. Czy rzeczywiście on jest zbudowany tak, jak twierdzą nasze naukowe modele, czy jest o wiele bardziej skomplikowany i energia, jaka jest w nim zawarta, jest o wiele bardziej powszechna, niż nam się to wydaje. Myślę, że kiedy włączona jest w to fizyka kwantowa, jesteśmy rzeczywiście na progu olbrzymiej przemiany w naszym myśleniu i postrzeganiu wszechświata, który wygląda inaczej niż wszystko to, co znamy z Ziemi. Inaczej działają prawa fizyki. Mamy do czynienia z innym sposobem dystrybucji energii i to otwiera nam oczy i jednocześnie pozwoli nam kiedyś na łatwiejszą eksplorację kosmosu i wykorzystywanie go do swoich własnych celów. Tesla miał jakieś pojęcie na ten temat.
Prawdopodobnie miał, dlatego, że nieobce mu było takie właśnie szerokie spojrzenie na przestrzeń kosmiczną i na budowę naszego wszechświata, i na możliwość wykorzystania jego energii. Proces ten został bardzo gwałtownie zatrzymany. Tesla nigdy nie zrealizował swoich niezwykłych wynalazków i nigdy nie potwierdził swoich niezwykłych teorii. Natomiast być może w tym coś rzeczywiście jest i dziś chyba jesteśmy właśnie na granicy poznania tego do tej pory nieznanego, chociażby właśnie dlatego, że można odnieść wrażenie, że wraz z padaniem tych wszystkich starych teorii pojawiają się nowe i sami naukowcy, słuchałem tutaj Marka z olbrzymią uwagą, mają problem z nazwaniem tych rzeczy i określeniem ich do końca, na czym one tak naprawdę polegają. Także żyjemy w fascynujących czasach. A wracając jeszcze na momencik do tego pyłu kosmicznego, tu trzeba dodać, że nie wszystko spala się w naszej atmosferze, bo średnio 60 ton tego pyłu spada dziennie nam na głowy. Także jest to spora ilość. W sumie tego pyłu przemnożona przez 4,5 miliarda lat istnienia Ziemi to daje już solidny wynik. Niezły kontynent z tego można ulepić. Także coś na Ziemię ten pył kosmiczny ma rzeczywiście jakiś wpływ i na przykład w takim sensie bardzo praktycznym, już nie wydumanym, kosmicznym sensie, ale bardzo praktycznym sensie taki pył służy jako nawóz dla glonów żyjących w oceanie, bo wszystko spada w oceany i nagle okazuje się, że może ten pył kosmiczny w jakiś sposób wspomagać życie tego oceanu, czy nawet go zmieniać.
Czyli gdyby Tutaj już będzie hipoteza: gdyby nagle gdzieś nad głowami pojawiła się spora chmura kosmicznego pyłu i część z niej płonęłaby w atmosferze, duża jej część spadłaby nam do tego oceanu i być może kompletnie zmieniłaby jego strukturę. Być może jedno życie by wymarło, a zupełnie inne glony czy jakieś inne ameby zaczęłyby świetnie żyć i prosperować. Także ewentualnie taka możliwość istnieje. Natomiast ten niepozorny pyłek kosmiczny, który miota się po przestrzeni kosmicznej, okazuje się być niesłychanie ważnym budulcem wręcz galaktyk. Jedne z ostatnich teorii naukowych na ten temat mówią o tym, że nawet 50% naszej galaktyki jest zbudowane z takiego pyłu, który został wystrzelony przez rozmaite supernowe, począwszy od Big Bangu, poprzez kolejne supernowe gdzieś w przestrzeń kosmiczną. I te wszystkie galaktyki kradną sobie ten pył, budując z niego swoją własną strukturę. Dlatego według tej teorii nasza galaktyka w 50% nawet zbudowana jest właśnie z takiego pyłu.
[01:51:23] - Nie wiem, czy Chris nam coś nie zeżarł, bo mamy jakiś problem. Panowie, chcielibyście coś dodać w tym momencie?
[01:51:30] - To może jeszcze ja. Ja powiem tak: dla mnie kosmos to jest taki kosmiczny szuler, bo my dzisiaj wiemy o ciemnej materii tyle, że ona gdzieś tam musi istnieć. Niewiele więcej. Jak próbujemy budować detektory, to wszystko nie wychodzi. My wiemy, że ona gdzieś tam jest, ale nic o niej powiedzieć nie możemy. I to jest właśnie ten element, który mnie w jakimś stopniu niepokoi, bo my twierdząc, że wiemy, że coś tam jest, że w bilansie materii kosmicznej musi ta ciemna materia odgrywać sporą rolę. Wiemy, że ona istnieje, ale w gruncie rzeczy nic o niej powiedzieć nie możemy. Już samo to jest dla mnie nieco niepokojące, bo skoro nie potrafimy czegoś powiedzieć o tej ciemnej materii, wyobrażamy sobie, że ona rzeczywiście przenika wszechświat, ale z drugiej strony może nie, może ona się w jakichś skupiskach gromadzi i tak dalej. Tak naprawdę dowolną teorię w tej chwili możemy snuć, bo istoty zjawiska nie jesteśmy w stanie opisać. To jest twór, trudno go nazwać teoretycznym, bardziej taki twór, którego nie potrafimy uchwycić.
Bo teoretyczny nie jest, dlatego, że skoro już wchodzimy w bilans materii we wszechświecie, to znaczy, że trudno mówić o teorii. To znaczy coś jest na rzeczy. Ale skoro niewiele potrafimy o tym powiedzieć, to również nie potrafimy powiedzieć tego, czy to jest potencjalne zagrożenie dla Układu Słonecznego, dla Ziemi, dla ludzkości w konsekwencji, czy też nie. Możemy gdybać tak naprawdę, że nic się nie stanie albo że to może mieć konsekwencje dramatyczne. Te bardziej dramatyczne konsekwencje są oczywiście eksploatowane przez Hollywood i tym podobne miejsca, bo to się dobrze sprzedaje. Te mniej dramatyczne i takie bardziej związane z tym, że po prostu tak jest, a nie inaczej, są może mniej popularne, ale zwracam tylko na to uwagę, że dzisiaj o ciemnej materii wiemy naprawdę niewiele, poza tym, że gdzieś tam istnieje, nic więcej. A to jest zawsze potencjalne źródło jakiegoś niebezpieczeństwa. Natomiast jeśli chodzi o antymaterię, to oczywiście ma to do siebie, że w zetknięciu z jakąkolwiek materią, jaką my znamy na co dzień, zjawisko anihilacji dosyć okrutnie powoduje, że to wszystko znika. Pewien bilans znowu jest zachowany. Tyle samo znika jednej i drugiej.
Sporo energii się w tym przypadku pojawia. A zatem znowu, owszem, jest na pewno tak, że ta antymateria w naszym przynajmniej rejonie wszechświata nie jest szczególnie popularna, bo po prostu tu króluje materia zwykła i zatem nie bardzo jest miejsce na antymaterię, a jeśli nawet było, to ona sobie gdzieś anihilowała. Natomiast zawsze może się zdarzyć coś takiego, że gdzieś jakiś zaskakujący element się pojawi. I to będzie wtedy problem właśnie dla Ziemi, dla ludzkości, bo czas tej anihilacji jest na tyle krótki, że nawet nie bardzo się zorientujemy, że coś takiego nastąpiło. Dziękuję.
[01:55:37] - Marek mówił przed chwilą o takich scenariuszach, które są rzadko wykorzystywane przez filmowców, przez pisarzy. Jednym z nich są rozbłyski gamma. I teraz pytanie do naszego etatowego astronoma: Marku, czy rozbłyski gamma są rzeczywiście tak bardzo niebezpieczne i czy są tak częste? Bo rzeczywiście wydaje się, że to zjawisko może, brutalnie mówiąc, odrzeć naszą planetę z ochronnej powłoki. Może nas po prostu pozbawić atmosfery. Istnieją sugestie, że tak już kiedyś było. Co ciekawe, jeżeli się zagłębimy w te wszystkie teorie mówiące o tym, dlaczego wyginęły dinozaury i dlaczego w XI wieku była taka dziwna sytuacja pod względem klimatu, to okaże się, że pojawia się mnóstwo teorii i w zasadzie do wszystkich pasują takie kwestie jak asteroida, kometa i rozbłysk gamma. Czy te rozbłyski rzeczywiście są tak niebezpieczne i czy to prawda, że jesteśmy niestety na celowniku jednej z takich supernowych, które mogą taki rozbłysk wygenerować?
[01:56:56] - Rozbłyski gamma to jest coś bardzo niebezpiecznego, bo to jest tak naprawdę największa emisja energii, jaką znamy. Dzieje się to, gdy bardzo masywna gwiazda zacznie się zapadać bardzo gwałtownie i w bardzo szybkim tempie do gwiazdy neutronowej, bądź nawet do czarnej dziury. Wtedy zostaje wyemitowana ogromna ilość energii. Gdybyśmy trafili na taki rozbłysk gamma, to jest po nas. Nie ma co do tego wątpliwości, bo to jest potężne promieniowanie i cała planeta zostałaby dosłownie oczyszczona z wszelkiego życia. Nie wiem, czy by nawet jakieś mikroorganizmy przetrwały. To jest największy kataklizm, największa ilość energii, jaką obecnie obserwujemy we wszechświecie, właśnie rozbłysk gamma, ale na szczęście zdarza się to dość rzadko. Jeszcze w naszej galaktyce nie udało nam się zaobserwować rozbłysku gamma za czasów, jak bardziej zaawansowane obserwacje robimy. Ale tak jak wspomniałeś, astronomowie, naukowcy przychylają się do tej teorii, że wielkie wymierania gatunków na Ziemi dawno temu mogły być efektem rozbłysku gamma gdzieś daleko. Zdarza się to bardzo rzadko.
Jest to największy kataklizm, jaki znamy we wszechświecie. Największa dawka energii. Ta energia ma dosyć wąski promień. Można powiedzieć, że to jest strzał z kosmicznego lasera, więc trzeba mieć pecha, żeby trafić bezpośrednio w taką wiązkę. Ale przypuszczenia są, że kiedyś to się odbyło. Kiedyś Ziemia miała pecha i wielkie wymierania gatunków były tego efektem. Właśnie 95% życia zniknęło z Ziemi w bardzo szybkim czasie. Jak najbardziej to jest zagrożenie, ale według astronomów, według statystyki zdarza się bardzo rzadko i w naszej galaktyce jeszcze tego nie zaobserwowaliśmy. Generalnie w obserwacjach wszechświata kilkanaście może rozbłysków gamma się udało zaobserwować jak dotąd, więc statystycznie wychodzi na to, że to jest dosyć rzadkie zjawisko. A czy jest to jakieś zagrożenie z pobliskiej gwiazdy, która może stać się supernową?
Dokładnie nie wiem. Nie wiem, czy o tą gwiazdę chodzi, o której myślę, ale tu jest bardzo dużo niewiadomych. Na kierunek tej wiązki gamma, tego rozbłysku składa się bardzo wiele czynników i nawet pobliska gwiazda, gdyby wyemitowała taki promień, to też trzeba mieć naprawdę dużego pecha, żeby akurat ten promień trafił gdzieś tutaj w Układ Słoneczny, w Ziemię. Raczej są to jakieś gdybania. Nie wiem, czy to astronomowie wprost mówią, że tutaj nam zagraża jakaś gwiazda, która może trafić w nas takim jetem gamma, czy to są po prostu jakieś medialne, prasowe straszenia, tak jak właśnie z planetoidami. W każdym razie jest to zagrożenie. Jest to możliwe, ale bardziej bałbym się naszego Słońca. Jest to znacznie bardziej prawdopodobne, że od Słońca nam się prędzej oberwie niż od takiego rozbłysku gamma. Chyba wszystko powiedziałem.
[02:01:35] - Słyszymy tam, że twoja latorośl daje o sobie znać. Za parę lat będzie dumna, że
[02:01:46] - Przepraszam, nie zdawałem sobie sprawy, że tak ją słychać.
[02:01:53] - Nie o to chodzi, że słychać. Dlatego, że nie jesteśmy wszyscy tolerancyjni. Chodzi o to, że za parę lat będzie miała powód do dumy, że z jednej strony wystąpiła w Radio Paranormalium, a z drugiej strony ma tak słynnego tatę. Nie, Marku, nie ma się co-
[02:02:13] - Nie ma się co stresować, dlatego że jak mówiłem, tutaj wszyscy jak jedna rodzina i przecież nie jest to Telewizja Polska, że musimy o tych wszystkich sprawach pamiętać. Dziękuję za tą wypowiedź, która nam pewne rzeczy nakreśliła. Chris. Budzisz się pewnego dnia i okazuje się, że nie masz atmosfery. Jak byś to przeżył? Znowu masz wyłączony mikrofon.
[02:02:37] - No właśnie chyba by nie przeżył.
[02:02:41] - O tym właśnie mówię, żebym nie musiał się już obudzić w tej sytuacji, gdyby tej atmosfery nie było.
[02:02:47] - Już byś nie musiał włączać mikrofonu.
[02:02:49] - Tak, nie musiałbym włączać mikrofonu. Nie wiem, co jest lepsze niż kiedy Marek mnie napomina, że stukam mu klawiszami, nawet jak to nie jestem ja, niż mam wyłączony mikrofon i mnie w pierwszej chwili nie słychać. Ale już po chwili wszystko wraca do normy. Ja myślę, że w dzisiejszej audycji mamy znakomitego eksperta, jakim jest Marek, nasz Marek Astronom, że większość tych wszystkich kosmicznych spraw jest doskonale nakreślona z punktu widzenia nauki, niezwykle bujnie rozwijającej się nauki, jaką jest astronomia, która obserwuje te wypadki, zbiera dane i wyciąga wnioski. W przypadku gdyby rzeczywiście doszło do takiego uderzenia takiej wiązki promieni gamma, to pierwszy wysiadłby nam ozon, a po chwili by już nie było nas. Także istnieje teoretyczna taka możliwość. Astronomowie zgodnie uspokajają, łącznie z Markiem na czele, że jest to możliwość bardzo teoretyczna. Do takich rzeczy dochodziło na przestrzeni milionów lat i statystycznie prawdopodobieństwo jest małe. Przez jakiś czas była taka w zasadzie budowana teoria o tym, że gwiazda Betelgeza, czy Beetlejuice, jak niektórzy ją nazywają, która jest najjaśniejszą gwiazdą w konstelacji Oriona.
[02:04:16] - Spolszczenie?
[02:04:20] - Spolszczenie Betelgeza. Piękna Betelgeza, bardzo jasna. Pierwsza gwiazda, która rzuca się w oczy, kiedy patrzy się wprost na Oriona, że ona któregoś dnia rzeczywiście wybuchnie i w swoich tych ostatnich chwilach życia wyśle nam śmiertelne pozdrowienia w postaci takiej wiązki promieni gamma, które mogą do nas dotrzeć. Prawdopodobieństwo jest tego również małe. Jest ona zbyt daleko, ażeby tego typu skoncentrowana wiązka mogła do nas dotrzeć. A także prawdopodobieństwo, że będziemy mieli na niebie drugie słońce od jej wybuchu również jest niewielkie. Będzie to po prostu przepiękne, prawdopodobnie zjawisko kosmiczne z super jasną gwiazdą na niebie w konstelacji Oriona, ale jest ona ciągle zbyt daleka, aby nam zagrozić. Także tego typu zagrożenie myślę, że istnieje, ale jest ono wyłącznie teoretyczne. Także wśród tej całej plejady najrozmaitszych zagrożeń, z jakimi mamy do czynienia, to jest najmniejsze i z tym możemy spać spokojnie, wierząc, że na drugi dzień obudzimy się wciąż z funkcjonującą atmosferą. Dziękuję.
Dzięki. Tutaj jeszcze pytanie do Marka Marcinkowskiego, bo mówiłem ci przed chwilą, jakiś czas temu mówiliśmy o tym, że często się pojawiają w mediach takie informacje o tym, że na przykład będzie dzień ciemności na Ziemi i tak dalej, ale też się często pojawia taka fałszywa informacja, że zaświeci drugie słońce. To jest związane z właśnie jedną z wielu hipernowych. Ci tabloidowi astronomowie przewidują coś takiego. Czy rzeczywiście jest możliwe coś takiego, że na nieboskłonie rozświeci nam jakaś supernowa? Coś podobnego do majaka, tylko zupełnie naturalne.
[02:06:07] - Jak najbardziej tak. Właśnie tutaj kwestia Betelgezy. To bardzo często co jakiś czas pojawia się właśnie w mediach, w prasie, w internecie wiadomość, że już za kilka lat właśnie nastąpi wybuch tej gwiazdy i po prostu będzie drugie słońce albo jeszcze co gorsze rozbłysk gamma w naszą stronę. Także tu trzeba zawsze w wiarygodnych źródłach, stron internetowych informacji szukać na temat takich obiektów, bo to często jest po prostu straszenie albo po prostu nabijanie kliknięć w stronę, więc to trzeba brać z dużym dystansem. Ta gwiazda może wybuchnąć, okej, może wybuchnąć za dwa dni, ale równie dobrze za milion lat. Więc tutaj nic nie wiadomo tak naprawdę. Wiadomo jest, że jest u schyłku swojego życia i faktycznie to się w skali kosmicznej stanie lada dzień, ale dla ludzi to może być właśnie tak jak mówię, za milion lat dopiero i to jest w skali ludzkiej czasu bardzo duży odstęp czasu. A jeżeli chodzi o właśnie supernowe i obiekty bardzo jasne na niebie, to jak najbardziej to się zdarzało i zdarzać będzie. Niektóre gwiazdy po prostu osiągają ogromne jasności podczas wybuchu. Te tak zwane supernowe są bardzo jasne i tutaj mamy relacje z Chin z bodajże 1050 chyba któregoś roku.
Była supernowa bardzo jasna na niebie i tam określano jej jasność tak dużą, że można było czytać w nocy. Tak jasno było na niebie, można było czytać książkę. Tak była jasna ta supernowa. W dzisiejszych czasach nawet już wiemy, gdzie to się stało na niebie dokładnie. Są pozostałości po tym wydarzeniu w postaci mgławicy planetarnej Krab. Takie rzeczy się zdarzają i oczywiście takie obiekty, takie supernowe, hipernowe bywają znacznie jaśniejsze od najjaśniejszych obiektów, jakie mamy na niebie, czyli najjaśniejszych gwiazd czy stacji kosmicznej Alfa. O Majaku to ja nie wspomnę, bo na razie ten satelita rosyjski nie jest taki jasny, jak zapowiadali. Nie wiem, co się z nim zadziało, czy jeszcze nie rozwinął w pełni swojego reflektora z folii, ale nie jest jeszcze taki jasny, nie jest najjaśniejszy na niebie. Jeżeli chodzi o naturalne obiekty, supernowe, hipernowe, to tak, mogą być bardzo jasne i mogą być spokojnie widoczne w dzień bez problemu. W pełnym słońcu można je dostrzec.
Tak było w przypadku tej supernowej tysiąc lat temu, która pozostawiła Mgławicę Kraba. Była widoczna w dzień bez problemu. Nie wiem, czy zostało użyte określenie „drugie słońce” w jej przypadku, ale była widoczna bez problemu w dzień, więc można byłoby powiedzieć, że takie małe drugie słońce. W każdym razie to bywają bardzo jasne obiekty.
[02:09:54] - Dzięki.
[02:09:55] - Ja bym tu jeszcze dodał, że jest jeden fizyczny dowód na taką penetrację promieni gamma z przestrzeni kosmicznej. Znaleziono go w Japonii, gdzie odnaleziono w strukturach geologicznych ślady takiej penetracji elektromagnetycznej z dużą dozą promieniowania i określono to w miarę precyzyjnie na 775 rok naszej ery, czyli całkiem niedawno coś takiego miało miejsce i przy okazji, jeśli zgodzić się z taką teorią, oznaczałoby, że teoria czasu widmowego nie jest tak do końca pewna i sprawdzona, bo coś się działo między 700 a 800 rokiem naszej ery. Tak że ślady takiej penetracji istnieją, czyli do niej doszło. Do końca jeszcze dziś nie wiadomo, co było przyczyną tej penetracji. Wiadomo tylko, że ślady są na Ziemi, a więc coś takiego jest możliwe, czyli musiało to mieć jakieś konsekwencje.
[02:10:58] - Jakieś delikatne muśnięcie może to było tylko.
[02:11:01] - Taki pocałunek śmierci.
[02:11:04] - Tak.
[02:11:04] - To może teraz oddajmy głos Markowi Żelkowskiemu. Marku.
[02:11:11] - À propos rozbłysków gamma, rzeczywiście pewno nie jest to najbardziej palący problem czy największe niebezpieczeństwo, które może dotknąć ludzkość. Ale, z drugiej strony, żeby nie było tak optymistycznie do końca, powiem o tym, że zdaniem wielu naukowców rozbłyski gamma, które mają miejsce we wszechświecie, mogą być wytłumaczeniem paradoksu Fermiego, o którym w swoim czasie w jednej z debat ufologicznych mówiliśmy. Otóż ten paradoks Fermiego polega na pewnej sprzeczności, która jest pomiędzy tym, że teoretycznie we wszechświecie istnieje duża szansa na istnienie życia pozaziemskiego, a jednocześnie ludzkość nie bardzo potrafi znaleźć ślady owego życia. Mówiąc krótko, żaden kontakt ani nawet ślady tego kontaktu czy ślady potencjalne są niewykrywalne. Mówiąc krótko, o żadnej cywilizacji czy nawet życiu nic nie wiemy. Wielu naukowców twierdzi, że właśnie rozbłyski gamma mogą być takim kosmicznym sterylizatorem i nawet niektórzy posuwają się do tego, że mówią o tym, że nawet ludzkość żyje na kredyt, bo w każdej chwili gdzieś w naszej galaktyce może coś błysnąć. Powiem tylko tyle, że przynajmniej niektórzy naukowcy określają, że każdy rozbłysk gamma w odległości mniejszej niż 6000 lat świetlnych od Ziemi może być potencjalnie niebezpieczny. Tu oczywiście to, o czym mówił Marek Astronom, że oddziaływanie rozbłysku gamma jest bardzo kierunkowe. To jest rzeczywiście chyba najlepsze porównanie, którego użył, jak promień lasera. Albo trafi, albo nie trafi.
Owszem, jest coś takiego, że wraz z oddalaniem się od miejsca emisji ten promień się rozszerza, niemniej jednak można wpaść w taki stożek. Natomiast to rzeczywiście jest kierunkowe i trzeba mieć sporego pecha, żeby w taki rozbłysk akurat trafić. Niemniej te dwa fakty, czyli te próby wyjaśniania tego, że życie nie jest tak w kosmosie powszechne i że nawet ludzkość żyje do pewnego stopnia na kredyt, bo może nas coś zawsze trafić, czy to będzie rozbłysk gamma, czy cokolwiek innego, to już mniejsza o to. Czy też to, że to jest właściwie dosyć niespodziewane. Zjawisko w gruncie rzeczy trwające od kilku sekund do kilkudziesięciu, kilkuset chyba sekund najwięcej. Tak się o tym mówi. Tu akurat nie pamiętam. W każdym razie to są zjawiska krótkotrwałe, które mogą powodować, Chris o tym wspominał, zniszczenie warstwy ozonowej, chociażby na początek, a zatem dotarcie do Ziemi promieniowania UV-B, czyli takiego, które jest dosyć nieprzyjazne i które może spowodować pewne komplikacje. To na początek i to jest to, co jest może najmniej niebezpieczne, ale mówi się też o tym, że tego rodzaju rozbłyski mogą mieć, tak jak już powiedziałem wcześniej, działanie wręcz sterylizacyjne dla danej planety. Trzeba mieć dużego pecha, żeby rzeczywiście trafić dokładnie w tę wiązkę, ale jednak trudno to wykluczyć.
A zatem obojętnie, czy to jest mniej prawdopodobne, czy też bardziej prawdopodobne, moim zdaniem również chyba najmniej prawdopodobne z tych zagrożeń, które dzisiaj omawiamy. Niemniej jednak należy wziąć je pod uwagę, bo to w gruncie rzeczy smutne, że nie znamy dnia i godziny i pewnego dnia, jutro może się okazać, że rozbłysk nastąpił 6000, może tylko 5000 lat świetlnych od Ziemi i mamy problem, bo akurat trafiło to w nas. Mimo wszystko pozostaję optymistą. Dziękuję bardzo.
[02:16:19] - Słuchajcie państwo kolejnej debaty niekontrolowanej w Radiu Paranormalium, oczywiście na żywo. Debata już powolutku się kończy, ale jeszcze jest szansa zadać jakieś pytanie. Oczywiście drogą tekstową. Numer SMS 530 620 493, Skype radio.paranormalium.pl, Gadu-Gadu 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także znaleźć na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata, a jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania, komentarze i relacje z obserwacji UFO i zjawisk niewyjaśnionych na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[02:17:16] - Jeżeli mówimy już o tym nieznanym świecie, to w kioskach pojawił się numer sierpniowy, tak że zachęcam wszystkich do zajrzenia przynajmniej do tego numeru. Ciekawe sprawy tam są, między innymi artykuł o nocnych gościach. Pamiętacie państwo, że nocni goście to był jeden z bardziej gorących numerów, jeżeli chodzi o audycję pod tytułem „Debaty Ufologiczne” i tam żeśmy odebrali wtedy mnóstwo telefonów na ten temat. Powiem wam tylko tyle, że Chris Miekina, który jest tutaj obecny, szykuje całkiem fajny artykuł do Nieznanego Świata, mam nadzieję, który się wkrótce ukaże. Pozostali panowie również zostaną o to poproszeni . To zupełnie inna sprawa. Możecie dotknąć debat ufologicznych i niekontrolowanych kupując Nieznany Świat, ale to zupełnie inna kwestia. Pytanie do Marka Marcinkowskiego. Marku, są takie sprawy, jeżeli chodzi o katastrofy kosmiczne, które wydają się nieuniknione. Jedną z nich jest zderzenie naszej galaktyki z Andromedą, drugą jest śmierć Słońca.
I chyba wszyscy się zastanawiają, jak będzie to zderzenie wyglądało, bo jeżeli śmierć Słońca jest czymś, co jednoznacznie kojarzy nam się z unicestwieniem naszej cywilizacji, tak zderzenie z Andromedą wywołuje raczej ciarki. Jak będzie to wyglądało? Czy Ziemia zostanie unicestwiona w wyniku tego procesu, który mimo wszystko będzie miał miejsce za pewnie miliardy lat i którego nie musimy się bezpośrednio obawiać. Mimo wszystko wydaje się on nieunikniony. Co się wówczas stanie? Czy oznacza to nasz koniec?
[02:19:14] - Wygląda to tak, że zderzenie z Andromedą zacznie się szybciej niż koniec Słońca, bo początek kolizji naszej galaktyki z Andromedą ma być za około cztery miliardy lat, a nasze Słońce powinno sobie jeszcze trwać w tym stanie, jakim jest jakieś cztery i pół miliarda lat bądź nawet pięć. Więc kolizja z galaktyką rozpocznie się szybciej. Ale oczywiście, jak tutaj słyszymy, czasu mamy mnóstwo. I trudno powiedzieć w ogóle, czy ludzkość jeszcze będzie istnieć. A jeżeli będzie istnieć, to będziemy na pewno daleko stąd, jeżeli nie będziemy już może w innej galaktyce. Jednak jak to będzie przebiegać takie zderzenie galaktyk? Z obserwacji astronomicznych, z pomiarów położenia gwiazd, z obserwacji takich kolizji gdzieś tam we wszechświecie wynika, że tak naprawdę w bardzo dużym procencie galaktyki, które ze sobą kolidują, przenikają się niejako i nie można tutaj Mówić o takiej sytuacji, że gwiazdy zderzają się ze sobą, czarne dziury zderzają się ze sobą, wszystko zderza się ze sobą i jest ogromna kolizja jak przy czołówce dwóch aut osobowych. To tak nie wygląda. To wygląda bardziej jak przenikanie się nawzajem i oddziaływanie grawitacyjne. Oczywiście jakiś tam procent, ale to jest około 10–20% obiektów, jak na przykład gwiazdy czy układy planetarne, faktycznie zderza się.
Czyli 20% gwiazd w takich galaktykach doznaje bezpośrednich kolizji, ale pozostałe obiekty, pozostałe systemy gwiezdne przenikają się, mijają się niejako. To nie jest tak, że klamka zapadnie i koniec życia na Ziemi. Nie jest wcale powiedziane, że w ogóle jakoś to odczujemy w jakikolwiek sposób. Pamiętajmy, że jednak odległości między gwiazdami w galaktykach są ogromne i nawet niekoniecznie jakaś gwiazda przy takiej kolizji galaktyki zbliży się do naszego Słońca. Należy też pamiętać, że cały proces zderzenia się galaktyk trwa miliardy lat, a więc to są ogromne skale czasowe i to jest nieuniknione. Jak najbardziej ta kolizja Galaktyki, czyli Drogi Mlecznej i Andromedy, ale tak jak mówię, nie dość, że skala czasowa jest ogromna, to jeszcze nie wygląda to aż tak dramatycznie, jak by się mogło wydawać. Być może nasz system słoneczny nawet by tego mógł w ogóle nie odczuć. Na pewno będziemy mieć niesamowity widok na niebie. Galaktyka Andromedy z tak małej odległości to będzie na pewno niebywały widok. Dziękuję.
[02:23:02] - Dzięki Marku.
[02:23:06] - Powiem tak, że rzeczywiście widok będzie niesamowity. Tylko zdajmy sobie sprawę, że to zderzenie nastąpi, tak jak powiedział Marek, za cztery i pół, pięć miliardów lat. Przypomnę, że Ziemia istnieje od około czterech i pół miliarda lat. Naprawdę skala czasowa jest tak ogromna, że mówienie w tym kontekście o ludzkości, czy też nie wiem, co to będzie wówczas, czy aby na pewno jeszcze będzie ludzkość i czy będzie istniał w ogóle problem Układu Słonecznego czy też Ziemi. Myślę, ta skala czasowa sprawia, że trudno jest właściwie przejmować się takim zdarzeniem. Poza tym rzeczywiście zderzenie się galaktyk, tak jak mówił Marek, to nie jest jakieś zjawisko dramatyczne, w którym tak jak w Hollywood rozbijają się jedne słońca o drugie i w ogóle następuje kosmiczny kataklizm. To raczej zderza się, zgodnie z logiką wszechświata, pustka z pustką. Ta pustka oczywiście jakimiś fragmentami jest naznaczona materią w postaci kolejnych układów słonecznych, niemniej szansa, żeby one nawzajem na siebie trafiły, jest stosunkowo mała. Marek mówił o tych 15%. Poza tym niewiele się zmieni.
Być może zmienią się pewne trajektorie, z dwóch galaktyk powstanie jedna, więc zmieni się właściwie wszystko, ale tak naprawdę w tym lokalnym wymiarze zmieni się niewiele. Poza tym problem polega na tym, że w tej skali kosmicznej tuż po początkach zderzenia, czyli jakiś miliard lat później, coś zacznie dziać się ze Słońcem. Jeśli nawet będziemy czy nasi dalecy potomkowie będą gdzieś tutaj się gnieździli, chociaż naprawdę trudno jest w to uwierzyć, to oni będą mieli inny problem: problem puchnącego Słońca. Problem tego, że Słońce zakończy swoje życie i to zakończy w sposób spektakularny, mało przyjemny dla Ziemi, a zatem byłby czas, żeby się stąd wynieść. Ponieważ mamy te kilka miliardów lat, to czasu jest myślę na tyle dużo, że albo zdążymy wymrzeć jako cywilizacja, albo zdążymy się naprawdę stąd wynieść na tyle daleko, że problem puchnącego Słońca i zagłady kolebki naszej cywilizacji w ogóle nie będzie problemem, o którym nasi potomkowie będą myśleli w sposób poważny. Myślę, że tyle. Dziękuję.
[02:26:24] - Jeszcze chciałbym dodać, że pamiętajmy również, że samo puchnięcie Słońca będzie trwać bardzo długo: setki tysięcy, miliony lat, więc to też są skale czasowe ogromne. To też nie jest tak, że nagle Słońce zacznie puchnąć i pochłonie Ziemię. To też jest proces bardzo długi. Chris?
[02:26:47] - Ja chciałbym właściwie zadać pytanie Markowi, dlatego że kiedy mówimy o tym, że dwie galaktyki zderzą się ze sobą, jest to oddzielone od siebie w nieprawdopodobnie olbrzymiej ilości czasu. Brzmi to troszeczkę abstrakcyjnie. Może to się wydarzyć w taki czy w inny sposób. Dziś jest to określane pewnym modelem komputerowym, pewną logiką, która może ulec zmianie ewentualnie w przyszłości, ale ja wśród tych pytań, które zostały dzisiaj zadane, dlatego ja chciałbym również zadać pytanie, zauważyłem, że brakuje jednego jeszcze elementu, który jest ewentualnym zagrożeniem z kosmosu i jest to element tak zwanych dzikich planet. Najpopularniejszą formę on przybiera w formie takiej jak na przykład pojawianie się planety X. Dziś wiemy, że niekoniecznie jest to Nibiru, ale że coś jeszcze jest gdzieś na obrębie naszego Układu Słonecznego. Na dodatek okazało się, że takich dzikich planet, które nie są przypisane do żadnego układu słonecznego, nie krążą wokół żadnej gwiazdy, wędruje po Wszechświecie w tej chwili już miliardy. I moje pytanie do naszego Marka astronoma jest może przybliżenie działalności takiej polskiej instytucji, która prowadzi świetny eksperyment, który się nazywa eksperymentem soczewkowania grawitacyjnego. Okazuje się, że Polska ma swoje obserwatorium astronomiczne w Chile, w Las Campanas i między innymi w ostatnim magazynie „Nature” była mowa na temat właśnie tych dzikich planet, których jedną z nich polski zespół astronomiczny, zdaje się Przemek Mróz o tym pisał. Nie wiem, czy Marku znasz takiego pana.
I właśnie okazuje się, że jest to zjawisko częste we Wszechświecie. Planet tego typu jest dużo. My sami od jakiegoś czasu wspominaliśmy to również w naszych debatach niekontrolowanych, a także w regularnych debatach w ciągu roku o tym, że rzeczywiście coś się dzieje dookoła naszego Układu Słonecznego, że coś krąży. Trudno to na razie uchwycić, ale może to być dość sporych rozmiarów, na przykład może to być wręcz nawet rozmiarów Jowisza. Także istnieje taka możliwość i pojawienie się takiej dzikiej planety w naszym Układzie Słonecznym doprowadziłoby do absolutnego zamieszania tej stabilizacji, kruchej stabilizacji kosmicznej, z jaką mamy do czynienia dziś. I być może potwierdziłby w jakimś sensie teorię Wielkowskiego o tym zderzaniu się planet w momencie, kiedy pojawia się ciało niebieskie, które jest kompletnie nieobliczalne i jednocześnie podlega wpływom grawitacji innych ciał niebieskich naszego układu Słońca i naszych dużych planet, a jednocześnie oczywiście wpływa na każdą inną planetę tego systemu, w którym my żyjemy. Także do czegoś takiego może dojść. I ślady tej dziesiątej planety dziś są już odbierane. Jest nawet określona część Wszechświata, gdzie ona się znajduje i jest cała armia astronomów, która wygląda tej planety po to, żeby określić jej miejsce, wielkość i ewentualnie efekt jej działania na nasz Układ Słoneczny. Dzięki.
[02:30:05] - Mam odpowiedzieć, tak?
[02:30:06] - To znaczy chciałbym, żebyś opowiedział troszeczkę o tym eksperymencie soczewkowania grawitacyjnego i polskim obserwatorium w Chile. Co to za historia? Prawdopodobnie jest mało znana i myślę, że jest to interesujące dla wszystkich słuchaczy. Mnie przynajmniej to fascynuje wręcz, że mamy swoje obserwatorium tak daleko.
[02:30:25] - Szczerze mówiąc dużo na ten temat nie mogę powiedzieć. W Chile generalnie jest centrum światowe, można powiedzieć, astronomii. Tam są skupione obserwatoria z całego świata i też Polacy mają tam swój wkład, więc polscy astronomowie mają tam jakiś czas do dyspozycji na tych właśnie nawet największych teleskopach na świecie, które tam się znajdują. I soczewkowanie grawitacyjne jest to też jedna z metod właśnie poszukiwania planet pozasłonecznych. Jest też taki program, OGLE się nazywa, więc tutaj można się wgłębić, można poczytać trochę więcej na ten temat.
[02:31:23] - Nawet jedną z planet odkrytych w ten sposób, odnalezionych gdzieś w przestrzeni kosmicznej tak właśnie nazwano. Nazywa się OGLE.
[02:31:32] - Tak, bo to jest właśnie od programu poszukiwania planet, który właśnie odkrył tą planetę, więc to jest taka zasada, że program badawczy, który ma jakąś supernawę, gdy odkryje właśnie chociażby planetę, bo ten program na tym się skupia, to od tego programu badawczego jest nazwa tej planety, czyli OGLE i tam różne specyficzne cyfry, oznaczenia, liczby. I właśnie metoda soczewkowania grawitacyjnego jest jedną z tych metod poszukiwania planet. Z tym że teraz, w tym momencie chyba nie podam zbytnio szczegółów.
[02:32:25] - A jak wygląda twoje pojęcie tych dzikich planet? Jak widzisz to w momencie, kiedy pojawia się planeta X na przykład na progu naszego Układu Słonecznego i coś się wydarzy, tylko w jaki sposób?
[02:32:38] - Tutaj trzeba rozróżnić dwie rzeczy, bo tutaj też mówisz o planecie, która jest gdzieś tam daleko, jest tą dziewiątą planetą, która może być wielkości nawet, wspomniałeś Jowisza, ja słyszałem o wielkości Neptuna, ale wielkość znacząca i ona sobie gdzieś tam krąży na bardzo dużej odległości. Więc to jest jedna kwestia, ale też jest druga kwestia, że są planety we Wszechświecie, które nie mają swojej macierzystej gwiazdy i one sobie po prostu gdzieś tam Krążą. Nawet nie krążą, tylko po prostu lecą przez przestrzeń. Takie planety bez swoich macierzystych słońc też są. To są dwie różne kwestie. Planeta X, czyli planeta, która jest na obrzeżach naszego Układu Słonecznego, ale jednak krąży wokół Słońca na bardzo wydłużonej orbicie.
[02:33:30] - Tak sądzimy, że krąży.
[02:33:33] - Tak.
[02:33:35] - A jeśli jest to dzika planeta? Bo to jest tylko teoria. Jedna i druga jest tylko teorią.
[02:33:41] - Nie wiem, co masz tutaj do końca na myśli mówiąc dzika planeta.
[02:33:45] - W tym sensie, że jest to planeta nieprzypisana do żadnej gwiazdy, która pędzi przez przestrzeń kosmiczną.
[02:33:52] - Nie. Wychodzi na to, że nie. Wychodzi na to jednak, że ona nie jest dziką planetą, tylko należy do naszego Układu Słonecznego, bo analizując orbity planet karłowatych, czyli tych obiektów, które znajdują się w okolicach Plutona i dalej, wynika, że gdzieś tam jest obiekt znaczących rozmiarów. Robiąc modele komputerowe, jak te orbity zmieniały się wcześniej i jak się będą zmieniać w przyszłości, wynika z tego, że jest obiekt dużych rozmiarów w naszym Układzie Słonecznym jeszcze nieodkryty i on krąży w bardzo dużej odległości i jego pełen obieg wokół Słońca trwa dziesiątki tysięcy, jeżeli nie setki tysięcy lat. On zaburza co jakiś czas orbity obiektów okołoplutonowych, transplutonowych. Ta planeta należy do naszego systemu, z tym że jest bardzo oddalona od Słońca i bardzo trudno ją w związku z tym wykryć, bo jest to bardzo chłodny obiekt. Jest to obiekt mały w bardzo dużej odległości od Ziemi, więc tu jest też problem. Okazuje się z tego, co ostatnio czytałem, że najprawdopodobniej może się znajdować ta planeta w obszarze na niebie, gdzie jest Droga Mleczna widoczna, więc bardzo dużo innych obiektów tła, na tle których chcemy odnaleźć tę dziewiątą planetę, te obiekty będą nam przeszkadzać w pomiarach, w obserwacji. Być może akurat teraz jest słaby moment na szukanie tej dziewiątej planety, bo na niebie ona może się znajdować akurat w miejscu, gdzie mamy zagęszczenie innych obiektów z Drogi Mlecznej i to bardzo utrudnia pomiary, bardzo utrudnia obserwacje, aby odkryć tę planetę. Tutaj nie słyszałem opinii, żeby to była dzika planeta, a więc spoza naszego układu, tylko ona należy do naszego układu planetarnego, naszego Układu Słonecznego, z tym że jest bardzo daleko od Słońca.
Inną sprawą są takie planety, które sobie gdzieś po wszechświecie podróżują, nie mając swoich gwiazd, nie okrążają swoich gwiazd macierzystych. One zostały wyrzucone ze swoich systemów z różnych przyczyn. Są takie planety, więc to też jest inna kwestia. Jak taki obiekt się pojawi w Układzie Słonecznym, w jaki sposób on może tutaj zamieszać. Jest mała szansa, że to się może zdarzyć, ale czy to specjalnie zaburzy? Może. Jak to jest wystarczająco duży obiekt o dużej grawitacji, to mógłby. Taka zabłądzona planeta gdzieś z kosmosu tu przyleci, to teoretycznie jest szansa, że mogłaby zamieszać w naszym systemie. Ale tak jak mówię, to raczej jest mało prawdopodobne. Naprawdę trzeba mieć pecha, żeby w tak pustej przestrzeni, jaką jest kosmos, nasz system planetarny akurat pojawił się na trajektorii kolizyjnej z błądzącą planetą gdzieś tam.
Planeta X, planeta dziewiąta jest z naszego systemu. Takie są opinie. Dziękuję.
[02:37:41] - W dzisiejszym programie staraliśmy się naświetlić państwu różnego rodzaju typy zagrożeń z kosmosu. Dziękuję panom za udział, dwóm Markom, Chrisowi. Teraz pytanie do Marka Ivelliosa, co za tydzień? A ja wiem, co za tydzień. Za tydzień będziemy się starali przyjrzeć tematowi duchów i będziemy mieli bardzo ciekawego gościa. Mam nadzieję, że pana wypali.
[02:38:07] - Jeżeli dobrze pamiętam, to będzie gość z jakiegoś biura ścisłego.
[02:38:12] - Tak, ale o tym nie będziemy zdradzać na razie, o co chodzi. Panowie, bardzo wam dziękuję za dzisiejsze spotkanie. Zapraszamy oczywiście ponownie. Będziemy jeszcze ten temat zagrożeń z kosmosu rozwijać w bliskiej przyszłości. Dziękuję wam wszystkim za uwagę i pozdrawiam wszystkich. Cześć.
[02:38:36] - Mówił te słowa do państwa Piotr Cielebiaś, współprowadzący debatę w Radiu Paranormalium, współpracownik Nieznanego Świata i już niedługo zastępca redaktora naczelnego tego znamienitego pisma. Byli z nami również po drugiej stronie łącza internetowego Marek Żelkowski, pisarz science fiction, publicysta, współautor audycji Bibliotekarium oraz współredaktor serwisu o tej samej nazwie. Dzięki jeszcze raz, Marku.
[02:39:07] - Dziękuję. Dziękuję współuczestnikom debaty. Dziękuję wszystkim słuchaczom. Dobranoc.
[02:39:12] - Był z nami również nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy Chris Miekina. Dzięki jeszcze raz, Chrisie.
[02:39:20] - Ja również dziękuję i skorzystam jeszcze z okazji, bo wszyscy wszystko reklamują dookoła. Ja chciałbym-
[02:39:25] - Tutaj taka inicjatywa radiowa z Chrisem, paralaksowa, się szykuje.
[02:39:30] - Aha, proszę. Właśnie, że wymyśliliśmy to sobie razem, wspólnie. Może dlatego, że tak państwo licznie uczestniczyliście w naszym ostatnim spotkaniu w „Pytaniach niezadanych” tydzień temu i była super atmosfera, imieninowa wręcz. Doszliśmy do wniosku, że może w jakiś sposób będzie można to kontynuować, że jest to szansa dla Paralaksy, ażeby móc dalej tworzyć kolejne odcinki. Tylko że tematy, na które będziemy tam dyskutować, będą państwa tematami. Także jeżeli macie jakieś tematy i chcielibyście mnie jako osobę, która by dyskutowała na ten temat bądź wysnuwała jakieś krótkie teorie, bo audycja będzie na razie jednogodzinna, tyle czasu Ivellios przeznaczył nam na antenie, to będzie pierwsza próba. Jest przynajmniej taki plan. Będzie dokonana za tydzień na godzinę przed główną debatą. Będziemy rozpędzali debatę, rozpalali może ją nawet do białości i zobaczymy, co z tego wyniknie. Także zapraszam na Paralaksę za tydzień, godzinę przed główną debatą.
Będziemy rozmawiać o wszystkim i już teraz zachęcam do zadawania pytań. Trochę pytań zostało z poprzedniego spotkania i pytań niezadanych, więc mamy od czego zacząć, ale wszystkie tematy są otwarte. Jest dużo historii, dziwnych historii, niesamowitych historii i to będzie właśnie moment, w którym będziemy mogli szybko tego typu sytuacje omówić. Dziękuję jeszcze raz bardzo za zaproszenie do tego szacownego grona i do usłyszenia. Dobranoc.
[02:41:04] - Do usłyszenia za tydzień. Tak jak mówił Chris, o godzinie 18:00 Paralaksa. Na żywo oczywiście. A po drugiej stronie Skype'a był z nami również astronom Marek Marcinkowski. Dzięki jeszcze raz, Marku.
[02:41:19] - Bardzo wam koledzy dziękuję i bardzo dziękuję także słuchaczom. Było mi bardzo miło po raz kolejny debatować tutaj w waszym gronie i do usłyszenia. Dobranoc.
[02:41:34] - A audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie w kolejnych audycjach na naszej antenie. Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Numer telefonu 32 746 00 08, 32 746 00 08. E-mail radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl oraz Skype radio.paranormalium.pl. Czekamy na twoją relację.
Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.
[02:42:41] - Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. Tylko że z wyłączeniem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
[02:42:52] - Posłuchaj nieznanego. Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale Blogi na www.paranormalium.pl.
[02:43:20] - Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. Tylko że z powrotem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
[02:43:32] - Archiwum Radia Paranormalium. www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.
[02:43:54] - Dwa miesiące temu był trop prowadzący do pewnego radia. Że ktoś tam słyszał podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie.
[02:44:06] - Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. www.paranormalium.pl. Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Dziesiątki gigabajtów wciągających paranormalnych mp3 czekają na ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć. Archiwum audycji Radia Paranormalium. www.paranormalium.pl.
Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone.