[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata mistyka”. Namaskaram. Witam wszystkich serdecznie. Pozdrawiam. Kłaniam się do pasa.
Mam na imię Bart i pora rozpocząć kolejny odcinek programu „Chata mistyka”. Słuchajcie, dzisiejszą audycję, drodzy słuchacze, gdziekolwiek byście nie byli, pozdrawiam was równie szanownie. Dzisiejszą audycję nagrywam z laboratorium. Jest to szczególne miejsce. Szukałem jak zwykle miejsca zacisznego, w którym mógłbym sobie spokojnie usiąść i te słowa moim aksamitnym głosem do was wypowiadać. Znalazłem takie miejsce w budynku szkolnym, dlatego, że nadal jestem w Indiach. Nadal jestem w pewnym znakomitym, magicznym miejscu, w którym również znajduje się szkoła. Dzisiaj szkoła jest troszeczkę na wakacjach, dlatego że ostatniej nocy wydarzyło się coś niesamowitego. Nieprawdopodobna impreza, potężny zlot joginów, w którym brały udział również dzieci ze szkoły. Dlatego mam okazję tutaj, w jednej z klas tej szkoły siedzieć i do was wypowiadać te moje szanowne słowa.
Chyba jest taki lekki pogłos analogowy, ale jakoś sobie damy radę. Ja już wspominałem wcześniej, że nie mam za bardzo możliwości edytowania tego materiału, który nagrywam dla was, więc wszystko jest nagrywane na żywca. Nie mam za bardzo możliwości ani obróbki tego materiału, ani polepszenia jakości dźwięku, ale mam nadzieję, że sobie jakoś damy radę. Mam nadzieję, że to wszystko będzie zgrabne i gotowe w swojej formie do wysłuchania. Siedzę sobie w tym laboratorium fizycznym. Różne ciekawe przedmioty tutaj wokół mnie się znajdują. Rozglądam się. Jest mnóstwo takich rzeczy, którymi chętnie bym się pobawił. Tutaj różne takie wiszą kulki, różne śmigiełka. Naprawdę fajna klasa szkolna, dlatego że ta szkoła jest trochę niezwykłą szkołą.
No ale cóż, zacząłem opowiadać, dlaczego szkoła jest dzisiaj pusta. Słuchajcie, niesamowite wydarzenie ostatniej nocy. Pewne wydarzenie galaktyczne, planetarne, które jest dosyć istotne w kulturze jogińskiej. To wydarzenie jest tak naprawdę istotne dla wszystkich nas tutaj zamieszkujących tą planetę. Tylko nie każdy z nas zdaje sobie sprawę ze znaczenia tej nocy, która właśnie minęła. Noc Maha Shivaratri, czyli najciemniejsza noc w roku. Dlaczego najciemniejsza? Dlatego, że bardzo mocno zależy to od cyklu księżyca. Cykl księżyca, jak powszechnie wiadomo, trwa 28 dni. Tyle czasu zajmuje obieg księżyca wokół naszej planety Ziemia.
Oprócz tego, że mamy piękne pełnie księżyca, to po drugiej stronie tego cyklu mamy tak zwany nów. Czyli to są te noce, kiedy niebo jest rozgwieżdżone, dlatego że jest bardzo ciemno. Dlatego, że księżyc odbija stosunkowo mało albo minimalną ilość światła słonecznego. Dlatego że jak wszystkim powszechnie wiadomo, księżyc sam w sobie nie świeci, tylko księżyc jest takim ekranem, który odbija promienie słoneczne. Podczas nocy, którą po słowiańsku nazywa się nów, dlatego że jest to nowy początek cyklu księżyca, to wtedy, kiedy księżyc jest takim rogalikiem, wtedy odbywa się pewien proces energetyczny, który ma dosyć duży wpływ na nasze organizmy, na nasze ciała, pomimo tego, że możemy sobie z tego nie zdawać sprawy. Jedna taka noc w ciągu roku jest bardzo szczególna, bo tych cyklów będzie 12. Tyle, ile jest miesięcy w ciągu roku. Ale jedna noc jest szczególnie ciemna. Ten rogalik taki na niebie jest bardzo cieniutki. Pewnie zdajecie sobie sprawę, o czym mówię.
Często widzieliśmy taki rogalik na niebie i zachwycaliśmy się: „A popatrz, jaki ten księżyc jest cieniutki”. Słuchajcie, właśnie to jest ten czas, który w bardzo mocny, pozytywny sposób oddziałuje na nasze organizmy. Dlaczego? Dlatego, że jest to noc, w której liniuje się nasza galaktyka. To znaczy następuje pewien niesamowity efekt astronomiczny, kiedy nasza planeta liniuje się z Księżycem, liniuje się ze Słońcem i z paroma innymi jeszcze planetami w tym naszym układzie. No i co? I warto to wykorzystać. Słuchajcie, tutaj w tradycji jogińskiej ta noc nazywa się Maha Shivaratri i noc ta świętowana jest w ten sposób, że organizuje się różne imprezy, różne festiwale. Ja właśnie byłem na takim festiwalu zeszłej nocy. Słuchajcie, nie spałem jeszcze dlatego, że historia cała ta polega na tym, żeby po prostu przez całą tą noc nie zmrużyć oka.
No i o co tu chodzi? Nie o to chodzi, żeby tutaj przetestować swoje możliwości i swoją formę fizyczną. Chodzi po prostu o to, żeby spędzić całą tą noc w pozycji pionowej. A dlaczego? No dlatego, że właśnie wszystko się liniuje. A ponieważ nasz kręgosłup jest taką kosmiczną anteną, która jest bardzo czuła na różne bodźce kosmiczne i galaktyczne, to właśnie warto wykorzystać ten fakt, że te wszystkie planety, Księżyc i Słońce liniują się tej nocy. Są w idealnej geometrycznej linii i po prostu możemy to wykorzystać w ten sposób, że możemy spędzić tą noc pionowo. Czyli nie śpimy, nie leżymy. Możemy sobie siedzieć, możemy sobie chodzić, możemy sobie medytować albo możemy po prostu imprezować. Imprezka była huczna.
Muszę się pochwalić, że byłem jednym z miliona uczestników tej imprezy ostatniej nocy. Impreza, taki festiwal właściwie. Mnóstwo ciekawych muzyków występowało na scenie. Byli też tancerze, byli bębniarze, były różne pokazy lokalnej kultury i sztuki. Świetna atmosfera. Wszystko to poprowadzone było przez znamienitego Sadhguru. Pełen szacun dla tego człowieka. Naprawdę im dłużej obserwuję go i uczę się tego, o czym do nas mówi, tym jestem bardziej zachwycony nim. Niesamowita postać. Na pewno taki mój idol w obecnym momencie.
To człowiek, którego warto posłuchać, na którego warto popatrzeć też czasami dlatego, że wszystko, co robi, ofiaruje ludzkości. Jest to wiedza, którą ofiaruje dla wszystkich. Jest to wiedza dostępna dla wszystkich. Dla tych, którzy chcą po prostu się na taką energię, na taką wiedzę wyczulić, którzy są w pewien sposób podatni na takie kwestie. To wszystko jest dostępne za darmo i warto po prostu tego czasem posłuchać. Ale nie o tym dzisiaj chciałem mówić. Chciałem tylko napomknąć o tej nocy Maha Shivaratri. Dlaczego jest tak szczególna? Dlaczego nie spałem całą noc zeszłej nocy? Pomimo tego dzisiaj rano, słuchajcie drodzy słuchacze, postanowiłem z dziką pasją odpalić tutaj mój sprzęt nagraniowy.
Moje studio turystyczne, które jest słabej jakości technicznej, technologicznej. Tutaj mówię do was przez taką słuchaweczkę od telefonu. Nagrywam to na iPada, ale myślę, że damy radę. Słuchajcie, tu nie chodzi o jakość dźwięku studyjną. Chodzi bardziej o przekaz. Mam parę rzeczy, którymi chciałem się dzisiaj z wami podzielić. Słuchajcie, dzisiejszy odcinek Chaty Mistyka nie bagatela, dlatego że mam dla was pewną historię. Historia jest moim zdaniem warta uwagi. Historia nie z tej ziemi powiedziałbym, aczkolwiek oparta na faktach. No jak to Bart?
Nie z tej ziemi, oparta na faktach? Otóż to. To się okaże może w trakcie opowiadania tej historii. Ale może, żeby już tu nie strzępić języka, rozpocznę tą opowieść dla was, drodzy słuchacze. Jak to na swoistą opowieść przystało, warto zacząć starodawnym zwrotem: za górami, za lasami. Dawno, dawno temu. Słuchajcie, tak bardziej dokładnie dawno temu, ponad 15 tysięcy lat temu ta historia się zaczyna. To znaczy to jest taka data też, którą tutaj sobie ustalamy po to, żeby nie wprowadzać jakichś kontrowersji. Są ludzie, którzy twierdzą, że ta historia jest dużo, dużo starsza, że może mieć nawet 35 tysięcy lat, ale tutaj nie będziemy się zachwycać tym. Oprzemy się na faktach, dlatego że jak wspomniałem, jest to historia faktyczna.
Więc słuchajcie, aż 15 tysięcy lat temu, ponad 15 tysięcy lat temu w wyższych partiach Himalajów, czyli w tych wysokich górach. Czyli tak jak mówiłem na początku, za górami, za lasami pojawiła się pewna znakomita postać. Pojawił się pewien przybysz. Nikt nie wiedział, kim był ani skąd właściwie się pojawił. Po prostu pojawił się w górach i zaczął się bardzo dziwnie zachowywać. Zaczął tańczyć. Rozpoczął swój szalony, ekstatyczny taniec. I tak długo poruszał się, że jego taniec przechodził w dziką pasję. W pewnym momencie, kiedy osiągnął stan, który przekraczał już jakikolwiek możliwy ruch, tajemniczy przybysz nagle się zatrzymał i zamarł w kompletnym bezruchu. Wokół tego przybysza naturalnie zaczęli gromadzić się ludzie, dlatego że wyglądał dziwnie, zachowywał się dziwnie.
Była wokół niego dziwna aura, więc ludzie zaczęli się ciekawić, jak to ciekawość ludzka wzięła górę i zaczęli go obserwować. Ludzie, którzy przez pewien czas obserwowali go, teraz zrozumieli, że ten tajemniczy przybysz doświadcza czegoś, co było im obce i czego nie mogli właściwie pojąć. Ta ich ciekawość sprawiła, że chcieli dowiedzieć się czegoś o nieznajomym i w jakiś sposób zrozumieć to, co on przeżywał. Dlatego, że było to tak niesamowite, że chcieli po prostu skumać what's going on. Zaczęli przybywać ludzie z różnych stron i gromadzić się wokół niego. Stworzył się już taki dosyć solidny, potężny tłum. A przybysz nadal siedział w kompletnym milczeniu, miał zamknięte oczy i nic nie mówił. W jego kamiennym bezruchu była jednocześnie pewna forma potężnej mocy, która przejawiała się niczym szaleńczy płomień, który wymknął się spod kontroli i sprawia niszczycielski pożar. Właśnie z tego powodu nikt ze zgromadzonych nie odważył się podejść do tego tajemniczego przybysza. Nikt nie podszedł do niego blisko.
Z drugiej strony ludzie nadal byli ciekawi, o co chodzi, więc postanowili czekać i patrzeć na niego, licząc na to, że coś się w końcu wydarzy. Mijało dużo czasu i nic się nie wydarzyło. On sobie nadal siedział. Zachowywał się tak, jakby nigdy nic. Zachowywał się tak, jakby nawet nie zdawał sobie sprawy, że wokół niego zgromadziło się już tylu ludzi. Po prostu kontynuował swoje dziwne zachowanie. Czasami wstawał i zaczynał tańczyć, wirować w swoim szaleńczym tańcu, a czasami zamierał w kompletnym bezruchu i kompletnie wydawał się ignorować wszystkich zgromadzonych przybyszów. W ogóle nie zwracał uwagi na to, co działo się wokół niego, a ludzie nadal czekali. Po paru miesiącach intensywnego oczekiwania — bo minęły miesiące — ludzie czekali na jakikolwiek rezultat tych niecodziennych wydarzeń. Większość świadków zniecierpliwionych i zawiedzionych brakiem rozwiązania tej niespotykanej sytuacji postanowiła po prostu odejść.
Ale to była większość. Oprócz tego jednak pozostało siedmiu śmiałków, którzy od dawna już wytrwale poszukiwali prawdy. Poszukiwali prawdy, czyli wiedzy. Prawda jest jedyna i prawda jest totalna. Raz jeżeli wstąpisz na ścieżkę odkrywania prawdy, to właściwie nie ma już odwrotu. My tutaj odkrywamy prawdę w naszych audycjach na różne sposoby. Odkrywamy prawdę w radiu, na fali, na różne sposoby. Każdy ma swój sposób. Sposób właściwie się nie liczy. Ważny jest rezultat.
Ważne jest to, żeby dojść do tych skutków i żeby po prostu zacząć tę prawdę odkrywać. Siedmiu takich śmiałków, którzy już od dawien dawna poszukiwali prawdy, dostrzegło coś wspaniałego w tym przybyszu i wiedzieli, że on doświadcza czegoś, co jest totalne, co jest niepodważalne. Więc postanowili pozostać z Shivą, bo tak brzmi imię tego niesamowitego przybysza — Shiva. Mieli nadzieję, że nauczą się czegoś od niego, ale Shiva wydawał się kompletnie ich ignorować. Siedział sobie i robił swoje. Albo tańczył, wirował, albo po prostu siadał z zamkniętymi oczami i po prostu tkwił. Owych siedmiu śmiałków, tych poszukiwaczy prawdy, bardzo chciało się dowiedzieć, co on przeżywa właściwie. Więc zaczęli się płaszczyć przed nim. Błagali go, aby pozwolił im dowiedzieć się tego, co on już sam pojął. Po długim czasie, widząc ich wytrwałość i determinację, Shiva w końcu przemówił.
„Jeżeli chcecie doświadczyć prawdziwego oświecenia, musicie się do tego solidnie przygotować. Wstąpicie na drogę, którą wam wskażę, a za jakiś czas zobaczymy, co się da zrobić”. Tak im powiedział. Zatem siedmiu śmiałków rozpoczęło ciężkie przygotowania. Mijały długie dni, po czym tygodnie. Tygodnie przechodziły w miesiące, a miesiące przekształcały się w długie lata, a Shiva nadal jednak wydawał się ich kompletnie ignorować i po prostu robił swoje. Mijały długie lata wytrwałych praktyk. Ci poszukiwacze praktyk, ci jogini — bo w dzisiejszych czasach nazywa się tych ludzi poszukujących prawdy w ten sposób joginami. Shiva zresztą ma wiele imion. Różne jego imiona będę wspominał, ale też określa się go mianem Adiyogi, czyli W takim dosłownym tłumaczeniu Adi Yogi oznacza pierwszy jogin, czyli to jest ten, który wymyślił cały system jogiński.
To jest ten, który rozpoczął cały szereg nauk. I minęły długie lata wytrwałych praktyk. Te praktyki w tradycji jogińskiej nazywane są sadhana. Więc takie praktyki w tradycji jogińskiej nazywane są sadhana. Sadhana to jest właściwie, gdyby to przetłumaczyć dosłownie na język polski, to oznacza to urządzenie właściwie. Ale to nie chodzi o urządzenie, tylko chodzi o funkcję, którą urządzenie sprawuje. Bo wiadomo, że każde urządzenie ma na celu osiągnąć jakieś odpowiednie działanie. Czyli czy to jest czajnik, w którym gotujemy wodę, to celem tego czajnika jest to, żeby zagotować wodę, żebyśmy mogli zaparzyć sobie herbatę, prawda? I tutaj podobnie celem tego urządzenia, czyli jak gdyby nośnika. Jakby to wytłumaczyć?
Sadhana jest to coś, co ma doprowadzić nas do celu. Jest to pewna praktyka, która ma za zadanie umożliwić nam osiągnięcie tego celu. Może w ten sposób. I właśnie Adi Yogi, czyli pierwszy jogi takie zadania tutaj przedstawił tym swoim siedmiu wytrwałym przybyszom. To jest nazywane sadhana. I tych siedmiu mnichów uparcie brnęło ku celowi, nie zważając na trudy. Uparcie kontynuowali tą sadhanę. I nic się nie działo od strony Shivy. On po prostu robił nadal sobie swoje. Medytował, nie zwracał na nich uwagi.
Ale nastąpił jednak pewien znamienity dzień. Słuchajcie, kiedy to w naszym cyklu galaktycznym zmienia się pozycja Słońca wobec planety Ziemia i pozycja zmienia się w ten sposób, że z obiegu północnego zmienia się ten obieg na obieg południowy. Czyli jest to takie swoiste wydarzenie astronomiczne. Tutaj w tradycji jogińskiej to ma nazwę Uttarayana albo Dakshinayana. To taka ciekawostka. Nie musicie sobie tego zapisywać ani brać do serca. To dla bardziej zainteresowanych. Ale o co tak naprawdę chodzi? Po prostu w naszym języku chodzi o przesilenie zimowe, czyli wtedy, kiedy cykl słońca zmienia się z obiegu północnego. Słońce bardziej operując na półkuli północnej, zaczyna bardziej operować na półkuli południowej.
Jest to tak zwana noc przesilenia zimowego. I tego właśnie dnia Adi Yogi, czyli pierwszy jogin raczył w końcu spojrzeć na siedmiu zgromadzonych wokół niego poszukiwaczy prawdy. I dostrzegł wówczas, że po latach poświęceń i intensywnych praktyk, właśnie po praktykowaniu tej sadhany, czyli po praktykowaniu tego nośnika, który umożliwia nam dojście do celu. Po prostu nazwijmy to praktykami. Popatrzył na nich i stwierdził, że po tych latach poświęceń zdołali oni już osiągnąć tak potężną formę, że teraz byli już gotowi na to, żeby pozyskać od niego wiedzę. I od tej pory nie mógł już ich dłużej zbywać ani ignorować. Postanowił zostać ich po prostu takim wzorcem duchowym, nauczycielem. Przez kolejnych 28 dni obserwował ich bacznie, aż do kolejnej pełni księżyca. Dlatego że tutaj, jak wspominałem, te pełnie księżyca, ten cykl księżycowy jest bardzo istotny dla pewnych spraw energetycznych i dla osiągnięcia pewnych celów. Więc Adi Yogi czekał 28 dni, patrząc na swoich siedmiu uczniów i tej oto pięknej nocy, nocy pełni postanowił stać się dla nich duchowym mistrzem już tak na poważnie.
I w tym momencie pojawił się Adi Guru, czyli pierwszy guru. Świat ujrzał go właśnie tego dnia, po tej znamiennej pełni księżyca. I tutaj już historia zaczyna się na poważnie. Tutaj Shiwa postanowił rozpocząć nauczanie swoich siedmiu wytrwałych uczniów. Postanowił zabrać ich do pewnego malowniczego miejsca pośród himalajskich szczytów, gdzie rozpościera się jezioro. Pewne znakomite, znamienne jezioro. Jezioro nazywa się Kanti Sarovar. I to miejsce właśnie wybrał, aby rozpocząć tam systematyczną naukę sztuki jogińskiej. W bardzo technicznym świetle przedstawił im całą mechanikę funkcjonowania życia. Dlatego, że joga to jest po prostu nauka.
To nie jest system rozciągania i wyginania się, tylko to jest po prostu cały kompletny system. Metoda to nie jest żadna. To nie jest również filozofia ani teoria. To jest po prostu czysta metoda na to, jak półśrodkami dojść do celów, czyli stosując pewne praktyki jak dojść do celu. Czyli to nie jest czysta teoria, że sobie możemy na ten temat poczytać, pogdybać, pofilozofować, tylko to są po prostu czyste wskazówki. Na to, jak osiągnąć cel. Cały organizm ludzki jest traktowany w sposób mechaniczny. A więc jeżeli staniemy się mechanikami, to jesteśmy w stanie naprawiać taki organizm. Jesteśmy w stanie go kontrolować tak, żeby funkcjonował na najwyższych obrotach. Jesteśmy w stanie zrobić taki tuning.
Więc Adiyogi Shiva w bardzo technicznym świetle zaczął przedstawiać całą mechanikę funkcjonowania życia. A całą wiedzę postanowił przekazać im nie w sposób intelektualny, jako suchą filozofię i naukę, tylko sprawił, że rozpoczęli doznawać całej prawdy w sposób bardzo praktyczny. Czyli po prostu bardzo praktyczne podejście do tematu. Zapoznał ich z każdym szczegółem systemu, zarówno z każdą cząsteczką, jak i ogółem. Wyjaśnił im, że joga jest kompletną technologią, dzięki której każda istota ludzka może się rozwinąć. Okazało się, że każdy człowiek na tej planecie ma predyspozycje i równy potencjał, aby praktykować jogę. To nie jest coś, co jest tylko dla sfery VIP-ów albo dla ludzi uprzywilejowanych, albo dla ludzi namaszczonych w pewien specyficzny sposób łaską. Nie, to jest technologia, czyli coś, co jest do ogarnięcia przez każdego z nas. Każdy z nas ma predyspozycje, żeby się wdrożyć w ten system. Jedni to mogą zrobić na głębszym poziomie, inni na trochę płytszym poziomie, ale każdy ma równe szanse.
Jest to kompletna nauka o mechanice funkcjonowania człowieka, która umożliwia nam rozpad na czynniki pierwsze i ponowne złożenie całego systemu, powiem tutaj brzydko, do kupy. Mistrz Shiva kontynuował nauki przez długie lata. Kiedy w końcu zakończył proces, stało przed nim siedem oświeconych istot, które były już gotowe do kolejnego etapu. Dlatego, że to jeszcze nie koniec, moi drodzy. To dopiero początek tej historii właściwie. Teraz Adiyogi postanowił, że skoro jego uczniowie są już w pełni gotowi, to wyśle ich w siedem różnych części świata, aby mogli od teraz samodzielnie kontynuować jego dzieło. I tutaj cały szkopuł tej historii. To jest nauka, która ma za zadanie zostać skopiowana, rozpowszechniona na ogół ludzkości. To jest nauka dostępna dla wszystkich. To nie jest jakaś ekskluzywna wiedza, która jest trzymana w tajemnicy.
Adiyogi postanowił dać tą wiedzę całej ludzkości za pośrednictwem swoich siedmiu uczniów oczywiście. Dlatego że, tak jak już wspomniałem, to przygotowanie potrwało wiele lat. Mówi się, że przygotowanie tych siedmiu powierników wiedzy lorda Shivy trwało 84 lata. Mamy dosyć dokładne dane na ten temat, dlatego jest wiadomo, że ten czas trwał 84 lata. Wiem, że niektórzy z was sobie liczą: „No jak to? Przecież chłopaki musieli mieć przynajmniej po 20 lat. I teraz 84 lata, to oni już mają 104 lata i teraz jeszcze ich wysyłamy w siedem różnych części świata. Jak to jest możliwe?” Jest to możliwe. Dlatego, że czas życia ludzkiego jest uwarunkowany tym, w jaki sposób żyjemy, w jakim otoczeniu żyjemy, jakie spożywamy jedzenie, jakie mamy warunki energetyczne. Dlatego, że ten organizm nasz to jest świetna maszynka.
Dlatego mówimy o tym, że joga to jest bardzo techniczne podejście. To jest świetnie funkcjonująca maszynka. To jest taki gadżet, najlepiej zaprojektowany gadżet na tej planecie, jeżeli się przyjrzeć temu dokładnie. My do tej pory nie wiemy, jak funkcjonują pewne procesy w naszych organizmach. Jak to każdy gadżet, każdą maszynkę można wytuningować do takiego momentu, że ona po prostu sobie będzie działała. Dobrze naoliwiony silnik. Może nie takie silniki, które się w dzisiejszych czasach produkuje, ale takie oryginalne silniki Forda czy Mercedesa sprzed paru dekad. To są maszyny, które są w stanie funkcjonować przy odpowiednich warunkach. Czyli przy tym, jak dbamy i utrzymujemy te silniki, to one są w stanie praktycznie działać parędziesiąt lat. Śmiało bym zasugerował, że nawet ponad 100 lat takie silniki są w stanie działać.
Pomimo tego, że jest to mechanika, jeżeli wiemy, jak dolewać oleju, jak to wszystko regulować, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby to wszystko funkcjonowało. I tak samo jest z organizmami ludzkimi. Więc słuchajcie, drodzy słuchacze, podobnie z naszymi ciałami ludzkimi. Jesteśmy w stanie tak ogarnąć te organizmy, że one sobie będą żyły naprawdę długo i to w pełnej formie fizycznej i psychicznej. Skoro tych siedmiu czcigodnych poszukiwaczy prawdy wstąpiło na tą drogę i zaczęli uczyć się tak Tak znakomitych technik, to na pewno wiedzieli też, jak spowodować, żeby ich organizmy żyły długo. I to nie sto lat, tak jak się śpiewa babci na urodzinach, tylko z tego, co historia pokazuje, to ci panowie, ale to nie tylko ci panowie, tylko jest wiele takich przykładów. To są ludzie, którzy żyją grubo ponad sto lat. Takich przypadków na świecie, nawet w obecnych czasach, mówię nawet dlatego, że żyjemy w tym skażonym środowisku, w tych chemikaliach, w tym zabrudzonym powietrzu. Ale nawet w dzisiejszych czasach są przypadki, gdzie ludzie dożywają, słuchajcie, śmiało 120-130 lat. Ja podejrzewam, że tutaj niektórzy z tych siedmiu panów żyli sobie nawet jeszcze dłużej, ale tu nie będziemy już za bardzo gdybać na ten temat.
Więc te przygotowania trwały 84 lata i po tych 84 latach, tak jak wspomniałem w pomiędzyczasie, Shiva tych panów kompletnie ignorował. On po prostu robił swoje. Dlatego że właściwie od niego ta wiedza pochodzi, więc on przede wszystkim wie, jak utrzymywać swoje ciało, swój organizm w wybitnym stanie. Wie, jak przeżyć wiele lat na tej planecie. Właściwie decyduje o każdym aspekcie swojego życia, nie tylko fizycznym, lecz również mentalnym, lecz również energetycznym. Więc on sobie żyje bardzo długo. Ci panowie też żyją sobie bardzo długo. Rozchodzą się w siedem różnych stron świata. Właściwie to w sześć, dlatego że zaraz o tym wspomnę. Jeden z nich został razem ze swoim mistrzem, ale pozostałych sześciu wyruszyło w różne części świata.
To nie bagatela, o czym teraz tutaj będę mówił. Dlatego, że jeżeli zaobserwujemy dokładnie i popatrzymy na mapę, gdzie ci panowie poszli, to pewne wnioski się nasuwają. Jak już wspomniałem, mówimy w tej chwili o historii, która miała miejsce minimalnie ponad 15 000 lat temu, czyli to jest na grubo przed ostatnim znanym nam zlodowaceniem na tej planecie, które datuje się na 12 000 lat temu. Więc ta historia ma początek jeszcze na grubo przed tym. I teraz, jak popatrzymy sobie na to, gdzie ci panowie poszli, to mnie od razu nasuwa się pewne skojarzenie. Jest to pewien zaczątek najważniejszych kultur, które pojawiły się w historii tej znanej nam obecnej cywilizacji. Dlatego że chyba już nie ma wątpliwości, że nie jesteśmy pierwszą cywilizacją na tej planecie. Jest to dosyć młoda cywilizacja. Dosyć mocno zdążyliśmy w tym krótkim czasie zniszczyć naszą planetę Ziemię. I to już w tym momencie dochodzi do takiego pewnego punktu nawet przesycenia.
Ale zacznijmy, może rozpocznę od tego, gdzie oni wyruszyli. Dlatego, że ja tutaj widzę pewne korzenie głównych, najbardziej istotnych kultur, które pojawiły się na tej planecie w naszej cywilizacji. Jeden z nich wyruszył do Azji Środkowej. Azja Środkowa to jest w obecnych czasach tak zwana Rosja. Rosja, czyli tundra, Syberia. To są potężne połacie ziemi, przepiękna natura. To jest jeszcze taki zakątek ziemi, gdzie właściwie nie ma za dużo ingerencji industrialnej. Jeszcze za bardzo nie zdążyliśmy zniszczyć, zdemolować tego całego środowiska. Ale właśnie jeden z tych siedmiu apostołów wyruszył właśnie do tej Azji Środkowej. Tak jest to określone, aczkolwiek ja tutaj się upatruję początku tak zwanej cywilizacji, nazwijmy ją sobie rosyjską w tej chwili.
To jest specyficzny obszar na tej planecie. Stamtąd pochodzi naprawdę potężna wiedza i kultura. Tam do tej pory istnieją na Syberii szamani, którzy znają tajniki istnienia naszego ludzkiego, istnienia tej planety i istnienia galaktyki i kosmosu. Ja sobie tutaj uzurpuję prawo do tego, żeby powiedzieć, że te nauki pochodzą bezpośrednio od jednego z uczniów Adi Yogi. Tego właśnie, który wyruszył w tamte strony. Może ktoś na ten temat wie trochę więcej. Może się ktoś na ten temat interesuje. Ja chętnie dowiem się też więcej na ten temat w przyszłości. Może ktoś tutaj chce spierać ze mną, aczkolwiek ja uważam, że jest to potężna kultura, bardzo swoista, która pojawia się w tej części tej planety. Kolejny uczeń wybiera się do północnej części Afryki i Środkowego Wschodu.
Północna część Afryki, od razu nasuwa się na myśl, że jest to Egipt, że jest to Maroko, te wszystkie kraje w obszarze Afryki Północnej. Do tej pory istnieją pewne bardzo starożytne szkoły Systemy filozoficzne, a może praktyczne, które do tej pory mają miejsce i mają ślady swoje w tej części świata. Ale podążając dalej, jeden z nich przemieścił się do Ameryki Południowej. Ameryka Południowa, czyli Brazylia, Amazonia. Już wiadomo, o co chodzi i co Balt chce powiedzieć. W tej kulturze widać olbrzymi rozwój, wykorzystanie tej wiedzy jogińskiej, wiedzy pochodzącej bezpośrednio od Shivy, wiedzy pochodzącej z Indii. Ja tutaj śmiało powiem, że jestem zdania, że kultura Majów, a później Azteków wywodzi się bezpośrednio z tej wiedzy. Majowie świetnie znali się na astronomii, znali się na cyklach galaktycznych tej planety. Przekazywali to sobie z pokolenia na pokolenie. Wiedza jest potężna.
Wszyscy wiedzą o tak zwanym kalendarzu Majów. Kalendarz opisywał też pewne cykle. To był bardzo specyficzny rodzaj kalendarza. To nie był kalendarz, który tylko odnotowywał mijające dni, tak jak my to w dzisiejszych czasach w kalendarzu gregoriańskim wykorzystujemy, tylko po prostu skreślamy kolejne mijające dni i patrzymy, kiedy będzie urlop w pracy albo kiedy będą wakacje, albo kiedy będzie Boże Narodzenie. Taki kalendarz ma mało sensu, naprawdę. Kalendarz, który opisuje cykl, ma bardzo dużo sensu, dlatego, że chociażby możemy przygotować się do świętowania nocy Maha Shiwa Ratri na przykład, bo wiemy, kiedy ta noc następuje. Dlatego, że w każdym roku nie jest w określonej dacie, nie jest w określonym dniu to święto, to wydarzenie galaktyczne, tylko ono jest częścią cyklu. A cykl ma swoje prawo. On jest po prostu cykliczny. Obieg Księżyca wokół Ziemi trwa 28 dni, a nie 30 tak jak miesiąc albo 31 dni.
Naturalnym naszym cyklem jest cykl obiegu Księżyca wokół tej planety, a nie cykl miesięczny. Kultura Majów, Azteków bardzo bogata. Ja tutaj znowu uzurpuje sobie prawo do tego, żeby taką pogłoskę stworzyć, że to jest być może zasługa jednego z mistrzów, którzy uczyli się od samego Shivy. Kolejny z nich osiadł w Azji Wschodniej. Jego zasługi nie są często wspominane, ale wiadomo na przykład coś takiego, że spędził całe życie z zamkniętymi oczami. Jego wkład w kulturę wschodnioazjatycką był bardzo znamienny. Więc tutaj znowu, jeżeli przyjrzymy się geograficznemu usytuowaniu i jakie kultury wywodzą się z tego obszaru, to mamy kulturę japońską. Cała historia z samurajami, cała historia z medycyną chińską również, dlatego że ta część świata, cała Indonezja. Jest bardzo prawdopodobne, że to wszystko pochodzi również od jednego z uczniów Adiyogiego. Tak jak wspomniałem na początku, jeden z tych uczniów pozostał razem ze swoim mistrzem, z Adiyogim w wysokich partiach Himalajów.
Dokładnie dlaczego, to w tej chwili wam nie powiem, bo jeszcze tego nie wiem, ale sprawdzę to. Ten uczeń ze względu na swoją niewzruszoną naturę, ponieważ był bardzo niewzruszony, spędził całe życie siedząc. W tym bezruchu tkwiła pewna forma jego mocy. Ten bezruch jego obecności rozprzestrzenił się po całych Himalajach właściwie. Dlatego mówi się, że Himalaje są takie majestatyczne dlatego, że on tam siedział i tam medytował. Tyle na jego temat. Kolejny z nich zszedł z wysokich partii gór, ale również pozostał w Himalajach, w troszeczkę niższych częściach tych gór i zapoczątkował pewne praktyki, które lokalnie zwane są Kashmir Szivaizm. To jest też swego rodzaju dosyć potężna kultura, która rozwinęła się w Indiach, w okolicach obszaru zwanego Kaszmir. O Kaszmirze będę wspominał jeszcze w pewnej audycji, dlatego że mam taki pomysł na kolejną audycję. Może nie kolejną, ale którąś z kolejnych.
Będzie to miało coś wspólnego z pewnym znanym wszystkim joginem, aczkolwiek nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, że ten człowiek był właśnie joginem. Także tutaj tylko taką zajawkę wstawię. Będzie troszeczkę o Kaszmirze i o pewnym wyjątkowym znanym na całym świecie joginie. Jego imię zaczyna się na „J”. Tylko tyle w tej chwili wspomnę. Może niektórzy z was będą zaskoczeni, może niektórzy zdziwieni, może niektórzy będą rozgoryczeni. Ale o tym sobie opowiem, dlatego że mam taką ochotę w jednym z kolejnych odcinków „Chaty mistyka”. Nie dzisiaj. Dzisiaj tylko daję taką zajawkę, taki trailer. Będzie historia jogina, którego imię zaczyna się na „J”.
Gdzie jesteśmy? Jesteśmy w Kashmir Szivaizm. Właśnie to jest ta kultura. Ostatni z tych siedmiu uczniów Wyruszył daleko na południe Indii. Osiedlił się w obszarze zwanym Półwyspem Indyjskim. To jest taka końcówka Indii na południu, ten trójkąt. Jego imię brzmiało Agastya Muni. Wspominam jego imię dlatego, że on jest dosyć istotny dla rozwoju całej kultury południowoindyjskiej i w ogóle jest istotny dla rozwoju tej nauki, dla rozwoju jogi na świecie. Dlatego, że to ten właśnie powiernik wiedzy Śiwy sprowadził cały proces duchowy do formy bardzo praktycznej. Wyszedł do nas z metodą.
Metoda to jest jakiś środek do osiągnięcia celu. Może ta sadhana, o której mówiłem, lepsze słowo byłoby w tej chwili metoda, tak sobie myślę. Dlatego że metoda jest to też forma praktyki. Praktykujemy coś, aby dojść do celu. Agastya Muni wyszedł z metodą, która jest tak efektywna, że przekłada się całościowo na człowieka, na cały sposób życia naszego. I znowuż to nie jest jakaś sucha filozofia albo jakieś nauczanie, jakieś klepanie regułek. To nie są też jakieś puste rytuały albo dogmaty, czyli coś, w co wierzymy, a czego nie rozumiemy, tylko to jest po prostu wspaniała metoda na życie, na życie w jego pełni i w zrozumieniu. On to ogarnął w ten sposób, że to dzięki niemu pojawiły się w Indiach setki joginów, którzy później rozpowszechnili całą tą znamienną wiedzę jeszcze szerzej. Dlatego że jeżeli masz dobrą metodę i wiesz, jak uczyć ludzi, to jesteś w stanie dotrzeć do wielu ludzi. A jeżeli nauczysz tych ludzi, jak nauczać ludzi, to ci ludzie wyjdą z tą wiedzą do kolejnych ludzi.
I takim łańcuszkiem ta wiedza się rozpowszechnia. Tylko tutaj warto wspomnieć to, że ciężko jest stworzyć taki system, który będzie niezmienny. Chodzi o to, żeby zachować pierwowzór całej tej wiedzy, żeby nie było za bardzo możliwości na interpretację. Dlatego że chodzi o to, że skoro ta wiedza jest takim totalnym systemem, jest ogólnym. Ogólnym w sensie nie powierzchownym, ale szczegółowym. Jest systemem ogólnym w swojej szczegółowości, jeżeli to ma sens. Chodzi o to, żeby tej wiedzy nie zatrzeć, żeby ona przechodziła z człowieka na człowieka, z pokolenia na pokolenie, w takiej formie, w jakiej ona najlepiej działa. Bo chodzi o to, żeby to wszystko działało, żeby to nie było tylko czysto teoretyczne. Chodzi o to, żeby to było czysto praktyczne. Pojawiają się w Indiach setki joginów, którzy rozpoczynają te praktyki i zaczynają te praktyki powielać na innych ludzi.
Agastya Muni, czyli ten znamienity uczeń Śiwy, sprawił również, że procesy duchowe stały się znamienną częścią codziennego życia wielu Hindusów, wielu ludzi tutaj, na tym kontynencie hinduskim właściwie można nazwać. To nie jest kontynent, ale kraj jest tak wielki jak kontynent. Nawet w dzisiejszych czasach widać przejawy tego pradawnego systemu nauk. Można to zauważyć chociażby w sposobach siedzenia ludzi w Indiach. Ludzie siedzą w Indiach na podłodze ze skrzyżowanymi nogami albo w specyficznej pozycji. Widać te ślady w sposobie, jak jedzą, jak się zachowują. Tutaj do tej pory je się rękoma. To nie jest zacofanie. Dla nas, ludzi z tak zwanej kultury świata zachodniego, to jest szokujące. Nam się wydaje to nieestetyczne albo niehigieniczne.
To, że można siedzieć na ziemi i jeść rękoma. To wszystko jest uwarunkowane potężną wiedzą. Ja wam tylko powiem w skrócie, że my jedząc rękoma, czyli na przykład dotykając jedzenia, zanim włożymy je do ust, my je programujemy. My zapodajemy pewną wibrację na to jedzenie, zanim włożymy to jedzenie do ust. Czyli to jedzenie już przygotowuje się do tego, żeby stać się częścią tego samego potencjału wibracyjnego, którym my jesteśmy sami, którym są nasze organizmy. Dlatego że jedzenie to nie jest tylko takie paliwo, taki węgiel, który się do pieca wrzuca, tylko jest to coś, co po włożeniu do ust jest przekazywane do przewodu pokarmowego, a ten przewód pokarmowy przemienia to, a właściwie wyciąga z tego jedzenia energię i zamienia to jedzenie na nas samych przecież. Przecież to nie jest tak, że tylko coś wrzucimy z jednej strony, z góry, a to wypadnie z dołu, czyli od dupy strony. To nie chodzi tylko o to, tylko to jest cały skomplikowany proces energetyczny. Nie chodzi mi w tej chwili tylko o trawienie. Mówię o tym, jakim fenomenem jest to, że my wkładając części swojego otoczenia do nas samych, do tego worka flaków, który nosimy, zamieniamy to otoczenie na nas samych, na nasze tkanki, na naszą energię, na nasze kości.
Na wszystko to właściwie, czym nasze organizmy są. Przecież to nie jest przypadek. To jest świetnie zaprojektowana maszyna. To jest fenomen. To jest energetyczny fenomen. My jesteśmy zbudowani z tego samego, co właściwie to jedzenie. Albo jedzenie zbudowane z tego samego co my. Popatrz sobie na to, w którą stronę chcesz. Jednym z takich reliktów tej starożytnej, potężnej wiedzy jest fakt taki, że do tej pory w Indiach je się rękoma. Dlatego, żeby to jedzenie zaprogramować.
Co tutaj dalej jeszcze? Patrzę w moje notatki. Do tej pory widać, jak ludzie się zachowują. W ten sposób te wszystkie procesy i praktyki duchowe stały się częścią życia wielu ludzi. Nie tylko w Indiach, ale za pośrednictwem tych apostołów Shivy. Taka ciekawostka: tych siedmiu panów, którzy byli wytrwałymi uczniami Shivy, oni się nazywają Sapta Rishi. Tak to po angielsku brzmi. To jest taka zangielszczona forma słów z sanskrytu. Sapta Rishi to są właśnie ci uczniowie pierwszego jogina, Adi Yogiego. Ta wiedza, ponieważ jest tak świetnie zaprojektowana, przenosi się w różne części świata.
Tych siedmiu panów zapoczątkowało siedem głównych szkół jogi. Adi Yogi stworzył solidny fundament tej znakomitej wiedzy, a jego siedmiu uczniów się postarało o to, żeby rozpowszechnić tą wiedzę na resztę tej planety. Ponadto Adi Yogi zatroszczył się o to, żeby jego wiedza również przetrwała na zawsze. Oprócz tego faktu, że przełożył ją na swoich uczniów. Jak to zrobił? To jest dosyć ciekawa historia, bo uczynił to w bardzo ciekawy sposób. Jak zachować wiedzę, jak ją zakonserwować? Może to niekoniecznie dobre słowo. Jak zachować tą wiedzę, tą cenną informację w taki sposób, żeby była zachowana nie w formie książek czy nawet przekazów ustnych, tylko w bardziej dostępnej formie, w bardziej praktycznej formie. Bo tak jak wspomniałem, tu nie chodzi o jakąś teorię i o wykuwanie regułek.
Chodzi o to, żeby ta wiedza bezpośrednio działała na nas, żeby była użyteczna. Dlatego, że jeżeli piszemy książki albo nawet robimy przekazy ustne z pokolenia na pokolenie, to jest taka opcja, że na przestrzeni wieków te przekazy mogą ulec pewnemu procesowi zniszczenia, czy też mogą ulec pewnej formie deformacji. Chodzi o to, żeby ten przekaz był jak najbardziej pierworodny, jak najbardziej czysty. Jak teraz zrobić to, żeby ta informacja tkwiła w swojej oryginalnej, pierwotnej formie z jak najmniejszą możliwością uszczerbku tej oryginalnej formy. Jest taki sposób. Taką informację trzeba zakodować. Kodowanie to jest taki proces, który zapewnia nam stworzenie pewnego języka, który pozwala nam na odczytanie informacji, jeżeli znamy kod, jeżeli wiemy, jak się nim posługiwać. Tym samym mamy dostęp do sedna informacji, do rdzenia informacji, a nie do interpretacji. To jest dosyć istotne, żeby ta wiedza zachowała się w swojej pierwotnej formie. Żeby ta wiedza trwała wiecznie i żeby była niezmieniona, Shiva postanowił zakodować tą wiedzę w formie energii.
Dlatego, że jak wiadomo, energia nigdy nie ulega zniszczeniu. Energia może odbyć pewien sposób transmutacji. Energia manifestuje się w ten sposób, że zawsze dąży do tego, żeby się wyrównać. Tutaj często o tym mówimy przy okazji poruszania technologii pana Keshego. Jak budujemy sobie Magravy i skręcamy cewki. Myślę, że ci ludzie, którzy to rozumieją, mam nadzieję, już po takim długim czasie bycia w tym temacie zdają sobie sprawę z tego, że energia jest taką formą. Znaczy energia nie jest formą. Tutaj się troszeczkę mi słowa plączą. Energia to nie jest forma. Po prostu energia jest.
Ona zawsze będzie dążyła do tego, żeby się wyrównać. Czyli jeżeli jest tak zwana różnica potencjałów, to energia zawsze będzie dążyła do tego, żeby się zbalansować. Dlatego energii nie można zniszczyć. Dlatego bardzo ciężko energię na przykład jako prąd elektryczny skumulować i przechowywać w formie baterii, dlatego że ta energia ucieka do otoczenia. Ale Shiva, mądra głowa, postanowił tą swoją informację, całą tą wiedzę zakodować w formie energii. Jeżeli wiemy, jak odczytać tą informację, to pozostanie ta informacja zawsze dostępna w swojej nienaruszonej formie. Dostępna zawsze, czyli o każdej porze dnia i nocy. Ale żeby energia osiągnęła pewną formę, to muszą zaistnieć określone warunki. Czyli musimy stworzyć pewne warunki. Przepraszam, plątał mi się język.
Dlatego, że wszystko, co istnieje w formie materialnej Istnieją również ścisłe zależności czasu do przestrzeni i przestrzeni do czasu. Wszyscy podążają za moim tokiem myślenia? Wszystko, co ma formę materialną, co manifestuje się jako materia, czyli to wszystko, co postrzegamy jako nasz świat zewnętrzny, jako nasze organizmy. Wszystko to, co postrzegamy przez nasze pięć głównych zmysłów ma zawsze związek z miejscem, czyli z lokalizacją i z czasem. Słuchajcie, te dwie rzeczy nie istnieją niezależnie. Czas jest bardzo mocno powiązany z miejscem. Miejsce jest bardzo mocno powiązane z czasem. Ja myślę, że ta zależność jest tak mocna, że to widać, jeżeli się nad tym zastanowimy, że czas nie istnieje bez lokalizacji. Nie będę może w tej chwili na ten temat tutaj rozprawiał, dlatego, że historia jest o Adiyogim, chociaż jest to też duża część tej całej wiedzy, czym jest czasoprzestrzeń, ale do tego sobie powrócimy jeszcze. Żeby zakodować energię, potrzebujemy czasu i przestrzeni.
Długa historia krótka. Chodzi o to, że musimy mieć pewną formę. Żeby zakodować informację energetyczną, potrzebna jest nam lokalizacja. I w tym przypadku Adiyogi, czyli pierwszy jogi wybrał sobie jako lokalizację, czyli nośnik swojej informacji pewną górę. Góra znamienita. Góra Mount Kailash. Tutaj patrzę w notatki. Góra Mount Kailash usytuowana w paśmie Kailash w Himalajach. Wznosi się na 6638 metrów nad poziomem morza. Pasmo Kailash rozpościera się w tybetańskiej części Himalajów, czyli obecnie niestety w kraju, który się zwie Chiny.
Myślę, że tutaj historia przejęcia Tybetu przez Chiny jest znana powszechnie. Tutaj nie będę się na ten temat rozprawiał za bardzo. Historia smutna. Koniec końców góra Kailash znajduje się w tej chwili w Chinach. Właściwie jest na granicy Indii i Chin. Pasmo to wyznacza granicę pomiędzy Indiami a Chinami właściwie. Góra Kailash znajduje się w pobliżu najdłuższych rzek w Azji, takich rzek jak rzeki Sutlej, która początkuje słynną rzekę Indus na przykład, albo też w pobliżu rzeki Brahmaputra czy rzeki Karnali, która zasila słynną rzekę Ganges. Nazwa góry pochodzi z sanskrytu i dosłownie oznacza kryształ. Kailash. Kryształ.
Natomiast tybetańska wersja nazwy tej góry oznacza śnieżny klejnot. Śiwa wybrał sobie tą właśnie górę jako nośnik potężnej wiedzy i postanowił tam zakodować informację na wieczność. Właśnie w tej górze. Czyli po prostu wykorzystał tą górę jako taki twardy dysk. Jeżeli masz już taką moc i osiągnąłeś stan takiego pojęcia, że wiesz, jak funkcjonuje świat i wszechświat i jak już dochodzisz do takich wniosków, to już posiadasz takie moce, że możesz wykorzystać sobie nawet górę jako nośnik informacji. Informacja rzekomo jest tak potężna, że nawet jeżeli sama góra przestałaby istnieć z jakiegoś powodu. Nawet jeżeli ta planeta miałaby przestać istnieć i rozpaść się na nieskończoną ilość kawałków, to ta forma energetyczna nadal będzie trwać w tym miejscu. To już jest igranie z potężnymi mocami. Zakodować informację o wszystkim i o wieczności. Oprócz tego sam kształt góry jest bardzo ciekawy.
Dlatego właśnie ma takie nazwy jak Kryształ albo Śnieżny Klejnot. Góra jest pokryta w wyższych partiach śniegiem. Polecam wszystkim wejść sobie na Google i wpisać nazwę góry Kailash. To się pisze przez K-A-I-L-A-S-H. Kailash. I popatrzcie sobie na tą górę, bo ona wygląda dosyć szczególnie. Niektórzy twierdzą, że góra do złudzenia przypomina piramidę. W szczególności północna ściana. Jeżeli popatrzycie sobie na zdjęcia północnej ściany wygląda bardziej jak budowla jakaś raczej niż forma naturalna. Po prostu ta ściana północna jest prawie że idealnie trójkątna, z takimi skosami na górze.
Bardzo przypomina kształtem swoim piramidy, które znamy z Egiptu. Nie te z Gizy, tylko te inne piramidy. Takie, które mają tą linię brzegową taką pochyloną podwójnie jak gdyby. Są też tacy pasjonaci, którzy nawet próbują udowodnić, że góra Kailash to jest w ogóle największa na tej planecie piramida. Był taki ruski czy też radziecki naukowiec, który tam bardzo się mocno angażował w te tematy i próbował to udowodnić, ale w tej chwili ja za bardzo nie wiem o wynikach jego pracy, więc nie będę za bardzo o nim wspominał. Są różne plotki na temat tej miejscówki. Mówi się o tym, że góra jest radioaktywna, że często widuje się w jej pobliżu latające spodki. To już urosło naprawdę do miary legend. Ponieważ Śiwa jest postacią bardzo kontrowersyjną i ponieważ ma potężne, ponadludzkie moce, można by powiedzieć, to przez wielu ludzi postrzegany jest jako nie człowiek, tylko jako bóg. Ale my tutaj będziemy bardziej przystawać do tradycji jogińskiej.
Tradycja jogińska uznaje Lorda Śiwę kompletnie jako człowieka. Nie jest czczony jako Bóg. Jeszcze za chwilę o tym trochę powiem więcej. Dokończmy temat góry Kajlas. Zostawmy te przypuszczenia o latających spodkach i o radioaktywności. Słuchajcie, jeżeli ktoś chce sprawdzić radioaktywność, to wystarczy wziąć licznik Geigera i tam pojechać to zmierzyć. Wydaje mi się, że jest to aż tak proste. Więc tutaj nie będziemy różnych kontrowersji wprowadzać. Prawdziwi opowiednicy nauk Śiwy nie wspominają takich ciekawostek, więc skupmy się na faktach. Śiwa wybrał tą lokalizację z pewnych powodów.
Miejsce jest dosyć trudno dostępne, aczkolwiek dla wytrwałych i tych z pewną dozą dedykacji jest dostępne. To znaczy jest trudno, ale jest możliwe to, żeby dojść do tej góry. Nie jest to na przykład góra Mount Everest, która dla większości ludzi jest praktycznie niedostępna, gdzie musisz mieć ekipę tragarzy, specjalistyczny sprzęt i odpowiedni trening ze sobą, no i kupę kasy z tego, co się orientuję. Nie, góra Kajlas oferuje dosyć srogie warunki z jednej strony, ale swoistego rodzaju dostępność z drugiej strony. I dla tych poszukiwaczy prawdy i tych, którzy odbywają regularne praktyki duchowe i którzy to miejsce chcą odwiedzić, to miejsce jest definitywnie dostępne. Po prostu musisz kupić sobie lepsze buty, może wziąć kurtkę, bo może być trochę zimno, wziąć do plecaka gorące herbaty tudzież kanapkę. No i wybrać się na przechadzkę po górach. To nie są wysokie góry, to nie są wysokie Himalaje. To są niższe partie Himalajów, więc jest to wszystko w zasięgu. Jest to do ogarnięcia.
Jest to rzeczywiście miejsce dosyć często odwiedzane przez praktykujących duchowo. Co roku właściwie tysiące pielgrzymów z różnych części świata wybiera się odwiedzić górę Kajlas i odbyć pewne praktyki, które powodują rzekomo niesamowite doznania duchowe. Niektórzy, żeby utrudnić sobie sprawę, bo to nie chodzi o to, żeby było łatwo, przemierzają tysiące kilometrów na piechotę. Tak, tysiące kilometrów. Niektórzy to robią w ogóle bez butów na przykład. Celem tego wszystkiego jest to, żeby tą metodę, którą sobie obierzesz, żebyś mógł dojść do celu. A ponieważ góra jest znamienita, tutaj mamy do czynienia z formą energetyczną, to chodzi o to, żeby się w jak najbardziej doskonały sposób przygotować do otrzymania tej energii z góry. Więc niektórzy robią sobie takie wyprawy piesze. Te wyprawy trwają czasami miesiącami. Niektórzy idą naprawdę tysiące kilometrów rzekomo.
Chodzi o to, żeby odbyć taką pielgrzymkę do tej góry. Tutaj warto wspomnieć to, że nie chodzi o to, żeby wspiąć się na szczyt tej góry. To nie o to chodzi, żeby tam na sam czubek wejść. Szczyt jest dosyć trudnym osiągnięciem z tego, co wiem. To nie chodzi o to, żeby się pakować na sam czubeczek. Tu chodzi o to, żeby być w bezpośrednim otoczeniu owej magicznej góry. Jest tam stworzony taki szlak wokół tej góry, który ciągnie się na 52 kilometry i rzekomo samo obejście tej góry szlakiem, niektórzy robią to w ciągu jednego dnia, jednej doby właściwie i rzekomo samo obejście góry tym szlakiem 52-kilometrowym doskonale załatwia sprawę. I to jest właśnie głównym celem pielgrzymki większości ludzi, którzy wybierają się do góry Kajlas. To ma trochę sens. Jeżeliby popatrzeć na górę Kajlas jako nośnik tak potężnej informacji, to nasuwa się szybko skojarzenie, że jest to taka forma potężnego reaktora energetycznego.
Wiemy doskonale o różnych formach kodowania energii i tworzeniu reaktorów energetycznych, reaktory plazmowe, magnetyczno-grawitacyjne. A z drugiej strony potężna góra, dajmy na to. Może stąd właśnie opowieści o tym, że góra jest radioaktywna. Tu nie chodzi o radioaktywność, chodzi o aktywność. Ta góra jest po prostu zajebiście aktywna energetycznie. Sama wyprawa w pobliże tej góry jest w stanie naładować cię potężnymi mocami. Zrobisz sobie taki spacer wokół tej góry, przejdziesz te 52 kilometry z buta i czujesz się jak inny człowiek, jak nówka człowiek. Tak potężny reaktor energetyczny na pewno wytwarza bardzo silne pole. Przebywanie w takim polu doskonale załatwia sprawę z relacji ludzi, którzy odbywają takie wycieczki. Niektórzy to robią naprawdę co roku rzetelnie.
Niektórzy to robią raz w życiu. Co chodzi o samą wspinaczkę na szczyt góry Kailash, to sprawa jest dosyć utrudniona z paru względów. Już wspomniałem, ten sam szczyt jest dosyć trudno dostępny, ale tutaj jeszcze są inne względy. Są pewne bariery, które nie pozwalają wejść na szczyt. Taką główną barierą jest to, że rząd chiński po prostu zabronił wchodzenia na tę górę. Jest to ciekawostka. Po prostu Chińczycy bardzo boją się tego, co tam ewentualnie mogłoby być odkryte na tej górze, jakie moce ludzie mogliby posiąść, będąc w tak bliskim kontakcie z tym reaktorem energetycznym. Jest w górze coś tak potężnego, że Chińczycy po prostu się boją wpuszczać tam ludzi. Zresztą to nie jest jedyne takie miejsce, gdzie rząd chiński postawił bana. Jest wiele takich miejsc, szczególnie w Tybecie, gdzie Chińczycy po przejęciu zabronili wstępu.
Tybet to jest potężna biblioteka bardzo starodawnej wiedzy. Na pewno wiedzy sięgającej czasów Śiwy. Mnisi tybetańscy to jest taka swoista forma bibliotekarzy na tej planecie. To są bardzo zacne postacie. Oni są takimi powiernikami wiedzy, ale oni to troszeczkę trzymają w odosobnieniu od reszty świata. Są obawy takie, że ludzie to przejmą i wykorzystają w zły sposób. Dlatego ta wiedza jest dosyć pieczołowicie broniona i chroniona przed pospólstwem. Jak Chińczycy wtargnęli do Tybetu, to z paniki zdemolowali mnóstwo pewnych znakomitych budowli. Postarali się, żeby usunąć jak największą ilość tej wiedzy, zmieść ją z planety. Takie miejsca mocy to są również jaskinie, pewne niedostępne miejsca w górach.
Do tej pory jest mnóstwo takich lokalizacji, które objęte są zakazem wstępu przez rząd chiński w Tybecie. Są patrolowane przez żołnierzy chińskich. I wszystko chodzi o to, żeby nie dopuszczać tam nikogo, kto mógłby ewentualnie skorzystać z takiego miejsca mocy. Bo skoro czegoś Chińczycy sami nie rozumieją, skoro rząd czegoś sam nie rozumie, to przecież nie będzie ryzykował tego, że ktoś inny będzie miał do tego dostęp i ktoś może na przykład stać się mądrzejszy, posiąść wiedzę i na przykład mieć w dupie cały ten system i cały ten reżim, który się odbywa wokół nas i ignorować to, że ktoś próbuje decydować za nas samych i za to, jak mamy wyglądać, co mówić, jak się zachowywać i co robić z własnymi organizmami i co robić dodatkowo z własnymi umysłami albo czego nie robić z własnymi umysłami. Więc tego się bardzo rządy boją. Nie tylko chiński rząd, ale rządy wszystkich krajów właściwie na tym świecie. Ale zostawmy te historie. Tutaj powrócę jeszcze na chwilę do góry Kailash. Patrzę tutaj na zegarek. Będziemy powoli kończyć tę audycję.
Ja myślę, że to jest tylko pierwsza część. Ja nazwę to Adi Yogi część pierwsza ten podcast, dlatego że tutaj jeszcze mam naprawdę troszeczkę do opowiedzenia o tej niesamowitej postaci, którą Adi Yogi był, którą Adi Yogi jest. Zaryzykuję to sformułowanie, a wytłumaczę, dlaczego jest może w kolejnym odcinku. Na pewno wrócę do tematu Adi Yogiego na kolejny odcinek „Chaty Mistyka”, dlatego że jest to postać tak znakomita, że warta uwagi. I poopowiadam wam jeszcze troszeczkę więcej szczegółów, ale tutaj jeszcze dokończę wam tylko sprawę góry Kailash, bo to jest ten właśnie nośnik informacji, gdzie Śiwa zakodował tę potężną moc, która miała przetrwać i która trwa właściwie dla nas, dla przyszłych pokoleń i dla pokoleń przyszłych-przyszłych, które przyjdą po nas. Pokolenia też będą korzystały z tej wiedzy, dlatego że jest to wiedza zakodowana w formie energetycznej. Jest niezmienna, jest niezniszczalna. Takim właśnie rewolucyjnym kolesiem był Śiwa. Starał się o to, żeby to przetrwało po prostu na wieki wieków i żeby tego nikt nie mógł stłamsić, zignorować i odsunąć od reszty. Dokończę wam jeszcze historię, pewną ciekawostkę na temat góry Kailash.
Ja pamiętam z dzieciństwa byli tacy wspinacze, którzy wyruszali na wyprawy w Himalaje. Był na przykład pan Jerzy Kukuczka, który był takim znanym dosyć wspinaczem, himalaistą. Była pani Wanda Rutkiewicz. Tutaj szacun dla obojga tych wspinaczy. Słuchajcie, był też pan, który nazywał się Reinhold Messner. On pionierem może nie był, ale był takim czołowym, wybitnym wspinaczem w Himalajach. I rzekomo w połowie lat 80. ten właśnie słynny himalaista miał rzekomo opcję, żeby zdobyć szczyt góry w imieniu rządu chińskiego, bo to z takim przyzwoleniem rządu chińskiego miała wyprawa się odbyć. Ale grzecznie panom odmówił. I później jeszcze w 2001 roku hiszpańska ekspedycja szykowała się do wejścia na szczyt również pod przewodnictwem rządu chińskiego.
To rzekomo spotkało się z międzynarodowym sprzeciwem i akcja została zaniechana. Akcja została odwołana. Hiszpanie nie weszli na górę Kajlasz ani w imieniu hiszpańskim, ani w imieniu chińskim. Reinhold Messner rzekomo skomentował wówczas, powiedział: „Jeśli podbijemy górę Kajlasz, to podbijemy coś w duszach ludzi na tej planecie. Sugeruję, aby Hiszpanie wspięli się na coś trudniejszego. Kajlasz nie jest górą aż tak wysoką i trudną do zdobycia”. Tak ich pan Messner podsumował. Także słuchajcie, jest to człowiek wybitny, który spędził mnóstwo czasu z Szerpami i mnóstwo czasu w górach. Zna różne tajemnicze historie. Zna legendy, ale też nie legendy, tylko zna historie faktyczne, prawdziwe.
Człowiek, który na pewno ma niesamowity szacunek dla góry Kajlasz. Na pewno też ma niesamowitą dozę pokory dla tego miejsca. On po prostu coś wie. On wie to, że nie powinniśmy wchodzić tam, wdrapywać się na szczyt tej góry. Powiedział, że góra nie jest technicznie tak trudna dla kogoś, kto ma doświadczenie ze wspinaczką. Ta góra nie jest jakimś szczególnym wyzwaniem, ale po prostu nie ma powodu, żeby tam wchodzić. Dlatego, że nie chcemy z takimi mocami ingerować. Chcemy wykorzystywać te moce do rozwijania się naszego duchu duchowego, do poszerzania naszego poznania, ale nie chcemy manipulować tymi mocami. Dlatego, że każda forma manipulacji z takimi mocami definitywnie skończy się niepowodzeniem. Dlatego, że to nie jest naszym celem.
Ta potężna moc została tam umiejscowiona, zakodowana przez istotę, która pojawiła się na tej planecie i która postanowiła udostępnić nam potężny zakres informacji na temat tego, skąd jesteśmy, kim jesteśmy, jaki jest cel tej naszej wędrówki i jaka jest właściwie nasza funkcja i czym życie i czym wszechświat są. To są naprawdę bardzo ciężkie pytania, na które skrupulatnie nauka w dzisiejszych czasach próbuje odpowiedzieć, ale nauka ma zupełnie złe do tego podejście. Dlatego, że są pewne rzeczy, których nie możemy poznać w sposób empiryczny, czyli w sposób, który jest dyktowany poprzez nasze zmysły poznawcze. Są rzeczy, które musimy poznać na zupełnie innej zasadzie. Tutaj właśnie historia lorda Shivy i historia góry Kajlasz, którą będę z chęcią i z pasją kontynuował w kolejnym odcinku „Chaty mistyka”. A tymczasem słuchajcie drodzy słuchacze, żegnam się z wami wszystkimi bardzo serdecznie. Mam nadzieję, że udało mi się zainteresować was do wysłuchania tej mojej historii. Zapraszam wszystkich serdecznie do kolejnego odcinka „Chaty mistyka” już niebawem. A tymczasem wszystkich pozdrawiam. Pokój i miłość dla wszystkich.
Tak zakończę tę audycję. Pokój i miłość. Trzymajcie się wszyscy serdecznie. W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata mistyka”.