[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata mistyka”.
[01:03] - Namaskaram. Pozdrawiam wszystkich serdecznie. Kłaniam się nisko do pasa. Witam, mam na imię Bart, a to jest „Chata mistyka”. Tak postanowiłem nazwać serię podcastów, którą niniejszym mam zaszczyt zainicjować, zapoczątkować. Pozdrawiam wszystkich serdecznie w ten upalny, gorący grudniowy dzień. Jest 14 grudnia, tuż po niesamowitej pełni księżyca. Jestem w przecudnych okolicznościach przyrody, o których za chwileczkę opowiem. Za chwilę wyjaśni się, dlaczego jest tak gorąco, pomimo tego, że jest grudniowy dzień. Troszeczkę postaram się opowiedzieć o sobie, o moich doświadczeniach, o tym, co dzieje się obecnie w moim życiu.
Mam nadzieję, że to będzie interesująca wypowiedź. Mam nadzieję, że uda mi się zachęcić do słuchania paru słuchaczy przynajmniej. Póki co forma moich wypowiedzi, przemyśleń będzie taka, że nagrywam to wszystko dla was, moi drodzy, bez specjalnych warunków technicznych. Jestem na zewnątrz. Siedzę na rozgrzanym głazie granitowym, otoczony przepiękną zielenią i nagrywam to wszystko wyłącznie na małego iPada. Nie mam ani szczególnych mikrofonów, ani warunków studyjnych, ale radzimy sobie, jak możemy. Wiem, że troszeczkę może trzeszczeć. Może czasami mogę być niezrozumiały. Nie mogę za bardzo tego materiału edytować. Nie mogę go obrabiać, dlatego że nie mam w tej chwili ani aplikacji, ani warunków, ani szczerze mówiąc nie mam za bardzo czasu na to.
Myślę, że wiadomość dotrze do was. Muszę sobie troszeczkę rozgimnastykować język, dlatego że nie jestem zbyt przyzwyczajony do mówienia do mikrofonu ani do opowiadania przez dłuższy czas. Myślę, że z biegiem czasu to wszystko uda się okiełznać. Mam nadzieję, że te moje wypowiedzi będą na tyle interesujące, żeby was zatrzymać przez chwilkę przy głośnikach. Cokolwiek robicie, czy jedziecie samochodem w tej chwili, czy jesteście przy komputerach, przy swoich biurkach, czy może po prostu sobie chillujecie, siedząc na sofie, pijąc gorącą herbatę. Nie wiem, w jakich jesteście okolicznościach. Ja jestem w tej chwili w przepięknych okolicznościach przyrody. Może opowiem, gdzie jestem, jak się tutaj znalazłem i o co w tym wszystkim chodzi. Jestem podróżnikiem. Tak bym to określił.
To nie są niebotyczne podróże. To nie jest coś, co robię na co dzień. Na co dzień żyję w Londynie. Już od wielu lat nie przebywam w Polsce. Dlatego proszę mi wybaczyć, jeżeli mój język czasem się plącze, czasami nie mogę znaleźć słów. Na co dzień nie rozmawiam po polsku, dlatego odwykłem troszeczkę od różnych form językowych i powszechnie uznanych metod porozumiewania się w naszym rodzimym narzeczu. Myślę, że to nie będzie wielką przeszkodą. Postaram się tutaj składnie i schludnie poopowiadać o pewnych moich przemyśleniach, doświadczeniach i o tym, czego nauczyłem się do tej pory. Wydaje mi się, że to są kwestie dosyć ciekawe i zapraszam wszystkich na tą wspólną wędrówkę. Otóż jestem podróżnikiem właściwie od zawsze, dlatego że moja podróż nie jest tylko podróżą fizyczną.
Oczywiście często w moim życiu dochodzi do takiego momentu, kiedy przestawiam łóżko. Tak zwykle to się zaczyna. Przestawiam łóżko w pokoju, w którym w danej chwili żyję. Jest to pierwsza zmiana. Później zaczynam projektować sobie moje życie całe ku temu, aby stworzyć sobie warunki do odbycia podróży fizycznej. Zwykle to się kończy tak, ten czasami dłuższy, czasami krótszy proces kończy się tak, że rzucam pracę, dlatego że nie chcę mieć nic, co wiąże mnie z poprzednim moim życiem. Chcę mieć pełną swobodę i pełną wolność. Ku temu, żeby wyruszyć w drogę, żeby spakować ten plecak, wsiąść do samolotu. Czyli muszę mieć na to jakieś warunki finansowe. To nie są jakieś niebotyczne pieniądze, jak się niektórym może wydawać.
Ja nie podróżuję po żadnych bogatych hotelach, nie spędzam czasu przy hotelowym basenie. Byłem kiedyś przy basenie w hotelu. Wiem, jak to wygląda. Każdy basen w każdym hotelu, obojętnie gdzie jesteście na świecie, wygląda bardzo podobnie. Także warto to zobaczyć raz, ale nie warto przy tym basenie spędzić dużo czasu lub w tym owym basenie zbyt długiego czasu. Warto eksplorować, rozglądać się dookoła i nie tylko dookoła. I właśnie o tym tutaj będę opowiadał. Dlatego, że moja podróż, pomimo tego, że przejawia się na zewnątrz, trzeba w pewnym momencie spakować ten plecak, kupić ten bilet lotniczy, pojechać na lotnisko, to moja podróż również odbywa się do wewnątrz mnie samego. Jest to droga, na którą wkroczyłem dawno temu, już prawdopodobnie będąc dzieckiem. Ja jako mały chłopiec zadawałem mnóstwo różnych dziwnych pytań, na które moje otoczenie nie było w stanie odpowiedzieć.
Może rodzice mnie nie zbywali za bardzo z tym, aczkolwiek zawsze miałem wrażenie takie, że nie jestem godny tych odpowiedzi. Później się okazało, że po prostu takiej odpowiedzi nie było na chwilę obecną. To nie tylko rodzice. Bardzo pozdrawiam moich rodziców. Tutaj nie mam nic przeciwko nim, tylko pytania moje były niewygodne w różnych środowiskach, dlatego że po prostu nie było na nie odpowiedzi. A nie było odpowiedzi na nie dlatego, że większość ludzi nie zna takich odpowiedzi. Ani w szkole pani nauczycielka, ani ksiądz podczas lekcji katechezy nie był w stanie odpowiedzieć mi na moje bardzo trudne i skomplikowane pytania egzystencjalne. Więc zacząłem szukać tych odpowiedzi na własną rękę, na własną nogę. Zaprowadziło mnie to w różne ciekawe miejsca. Jeszcze będąc w Polsce dawno temu.
Jak już chyba wspomniałem, nie mieszkam w Polsce już od prawie 15 lat, ale zanim opuściłem Polskę, to robiłem różne ciekawe rzeczy. Poznałem bardzo ciekawych ludzi, którzy natknęli mnie na pewne inne sposoby myślenia i jestem za to bardzo wdzięczny. Jako taki już troszeczkę starszy nastolatek spotkałem pewnego człowieka, który obecnie jest kapitanem tego naszego pirackiego okrętu, którym podróżujemy. Tutaj pozdrawiam bardzo serdecznie Tomka. To jest na pewno jedna z postaci, które otworzyły moje oczy na wiele różnych spraw i aspektów. Na to, że można postrzegać nasze otoczenie troszeczkę inaczej niż ogół nasz, niż to społeczeństwo, w które jesteśmy tak brutalnie wrzuceni i w którym następuje to nasze przepranie mózgów od wczesnych dziecinnych lat. Z Tomkiem podróżowaliśmy sobie na różnych płaszczyznach przez wiele lat. Ta podróż nadal trwa. Myślę, że nigdy się nie skończy. Podróż, tak jak mówię, i fizyczna, i świadomościowa, bo tu o świadomości właśnie chcę mówić.
Pomysł na stworzenie tej serii wypowiedzi, tych podcastów pojawił się już dawno temu, aczkolwiek dopiero teraz usiłuję stworzyć warunki ku temu, żeby nagrywać ten materiał. Od półtora miesiąca jestem w podróży tej takiej fizycznej, dlatego że tak jak wspomniałem, ta podróż świadomościowa, podróż mentalna trwa już od wielu lat. Jest to ciekawa podróż, ta druga podróż do wewnątrz. Ta druga podróż zaprowadziła mnie w miejsce fizyczne, w którym obecnie jestem. To może troszeczkę opowiem, gdzie jestem. Jakieś półtora miesiąca temu wsiadłem w samolot w Londynie i wyruszyłem w stronę Indii. Zajęło mi to troszeczkę czasu, żeby przygotować sobie warunki do odbycia tej podróży. Musiałem zaoszczędzić troszeczkę pieniędzy. Musiałem troszeczkę w znoju i w pocie uciułać tych parę funtów, żeby kupić sobie ten bilet lotniczy. Ale to jest wszystko okej.
Tak to zwykle wygląda. Naprawdę nie trzeba mieć pokaźnego konta bankowego, żeby się wybrać w taką podróż. Zależy, kto jakie ma oczekiwania. Tak jak wspomniałem, ja nie mieszkam w hotelach pięciogwiazdkowych. Jest to absolutnie niepotrzebne. Chodzi o to, żeby się przemieścić, ten swój organizm, to ciało w inne miejsce, po to, żeby troszeczkę odciąć się od tego całego nurtu życia codziennego. Żeby stworzyć sobie warunki i przestrzeń na to, żeby sobie pomyśleć, podumać, dojść do pewnych wniosków, przemyśleń, żeby spotkać innych ludzi i żeby ta podróż wewnętrzna odbywała się troszeczkę bardziej zgrabnie i żeby dostarczała nam co rusz nowych wrażeń. Bo o to przecież chodzi w podróży, żebyśmy doznawali nowych wrażeń, żebyśmy doznawali interakcji z mnogością doświadczeń wokół nas, z mnogością innych ludzi. Każdy z nas ma coś do powiedzenia. Każdy z nas ma jakąś historię.
Jest to świetna sprawa. To otwiera nam oczy na wiele spraw. Taka interakcja z innymi ludźmi, z tubylcami. I o to chodzi, żeby się wyrwać z tego pędu dnia codziennego, z tej maszynki, w którą jesteśmy wrzuceni od lat dziecinnych. Z tego nonsensownego chodzenia do pracy codziennie i tej pogoni za kaboną, za kasą, za próbą stworzenia sobie komfortu psychicznego i bezpieczeństwa, co jest złudne. O tym za chwilę też powiem. Chodzi o to, żeby być wolnym człowiekiem. Pieniądze wolności absolutnie nam nie dają, pomimo tego, że większości z nas może się tak wydawać. To, że jesteśmy bogaci, wcale nie oznacza, że będziemy szczęśliwi. Szczęście absolutnie nie kojarzy się z dobrami materialnymi.
Zresztą do tego wielu bogatych ludzi bardzo szybko się przekonuje. Szczęście również nie kojarzy się z próbą zapewnienia sobie przyjemności na co dzień. Życie nie polega tylko na tym, żeby było przyjemne. Za chwilę też o tym opowiem. Ale powróćmy do sedna. Skoro jest to pierwszy odcinek serii moich podcastów, wypowiedzi, jeszcze sam nie wiem, jaką to formę przybierze, ale zacznę może od tego, gdzie jestem, co tutaj robię i troszeczkę opowiem o tym, kim jestem i dlaczego doszło do tego momentu, kiedy mówię do tego mikrofonu. Wsiadłem w samolot w Londynie, poleciałem do Indii. To jest coś, co zaplanowałem sobie tylko paru miesięcy wcześniej. To nie były plany wieloletnie. Znam Indie troszeczkę z mojego poprzedniego pobytu tutaj w roku 2008, aczkolwiek w tamtym czasie byłem tutaj z zupełnie innych powodów i w troszeczkę innym miejscu.
Byłem bardziej na północy tego potężnego subkontynentu. Byłem na północnym zachodzie, w miejscu, które się zwie Goa i Karnataka. Goa to jest jeden ze stanów, prowincji w Indiach, których jest tutaj mnóstwo. Goa się utożsamia wielu ludziom z siedzibą hipisów, bo taką jest i to właściwie od wczesnych lat 70., może nawet i wcześniej. Jest to ostoja, oaza hipisów. Bardzo dużo Amerykanów tutaj przylatywało w owych czasach i kiedy mocny nurt hipisiarski był propagowany, istniał i w Stanach Zjednoczonych, i w Europie, to tutaj w Indiach wielu takich ludzi znalazło się, zaczęło przebywać, uczyć się od lokalnych, dlatego, że jest to bardzo bogata kultura, nasycona różnymi- tu mi brakuje słowa, czym nasycona. Doświadczeniami. Dlatego, że historia tego kraju, tego narodu jest bardzo dawna. Jest to prawdopodobnie jeden z najstarszych ludów na tej planecie. Dlatego ta kultura tutaj jest tak barwna, tak żywa, tak różnorodna również.
Można nam się wydawać, że tutaj jest jeden główny nurt religijny, hinduizm. To nie, to wszystko jest nieprawda. Jest 1,3 miliarda ludzi w tym kraju. Pomimo tego, że jest to potężny kraj, to jest bardzo zasiedlony przez ludzkość. Jest tutaj bardzo duże zagęszczenie ludności. Tak wielu, jak jest ludzi tutaj prawdopodobnie, tak wiele jest tutaj różnych bóstw i jest absolutna mnogość różnych religii. To nie jest jeden główny nurt, który tutaj figuruje. Ale jest to kultura bardzo uduchowiona też, dlatego, że nie można mylić sobie duchowości z religijnością. To są dwie odrębne rzeczy. One czasem idą równolegle, aczkolwiek są to dwie odrębne kwestie.
Tutaj ludzie są bardzo duchowi już od młodych lat dziecinnych. To później przeradza się w pewnego rodzaju religijność. Tutaj jest bardzo dużo ludzi religijnych. Ja takich wzorców nie popieram. Zostałem jako dziecko przeprany świadomościowo przez katolicką religię. Zanim zacząłem myśleć samodzielnie, próbowano mnie zaprogramować na różne sposoby. Tak jak już mówiłem, zadawałem różne niekonwencjonalne i niewygodne pytania, na które księża podczas lekcji religii nie byli w stanie odpowiedzieć. Byłem zbywany czasami. W pewnym momencie zacząłem myśleć samodzielnie i odrzuciłem to wszystko. Stałem się rebeliantem właściwie.
Do tej pory nie jestem aktywistą przeciwko Kościołowi katolickiemu w Polsce, aczkolwiek jestem bardzo zażenowany tym, co zostało dokonane w moich młodzieńczych latach ze mną. Odrzuciłem to bardzo szybciutko. Miałem na tyle szczęścia, że zacząłem myśleć samodzielnie bardzo wcześnie i chwała za to, dlatego, że doszedłem do wielu wniosków, do których nie doszedłbym, gdybym nadal istniał w tym systemie religijnym, w katolickim systemie w Polsce. Gdybym nadal w tym tkwił, to bym nie widział, co się dzieje na zewnątrz tego pudełka, w którym jestem zamknięty z całym tym klerem, z całym tym ambarasem i całą tą historią, o której teraz zresztą nie chcę mówić, bo to nie o to chodzi. Mówiłem o tym, że tutaj w Indiach- Również jest mnóstwo religii, mnóstwo wyznań. Kraj jest bardzo liczny, więc tak dużo, jak jest tu ludzi, jest prawdopodobnie wielość różnych bóstw, dlatego że kraj jest bardzo otwarty na różnego rodzaju wierzenia. Tutaj nie ma zakazów i nakazów. Każdy może sobie wybrać swojego boga, może stworzyć sobie własnego boga, do którego się modli. To nie o to chodzi. Chodzi o to, że ci ludzie są od młodych lat wyćwiczeni w postrzeganiu świata i swojego otoczenia oraz własnych jestestw w sposób bardzo duchowy również.
Jest to bardzo ciekawa sprawa. Ja jestem w takim miejscu, które jest przepełnione duchowością. Jest to miejsce potężnej mocy, aczkolwiek nie jest to miejsce, które się kojarzy z jakąkolwiek religią. Jest to miejsce, które wita bardzo serdecznie wszelakich wyznawców religijnych, aczkolwiek nie nakazuje i nie zakazuje żadnej konkretnej religii, dlatego, że religijność to nie jest duchowość. I o tym właśnie chcę powiedzieć. Znalazłem się w tym miejscu dlatego, że wstąpiłem na tą drogę poszukiwania prawdy dawno, dawno temu. O co chodzi z tą prawdą? Tak z grubsza opowiem, jakie są moje wnioski na ten temat. Ta droga prawdy wydaje się być jedną i jedyną. Dlatego że prawda jest jedna i totalna, i uniwersalna.
Nie może być coś w połowie prawdziwe, w połowie nieprawdziwe albo w połowie trafne, a w połowie nietrafne. Dlatego, że prawda to jest system totalny. To nie jest kwestia wierzenia, tylko to jest kwestia zrozumienia i odczucia. Jeżeli budujemy sobie system świadomościowy, system poznawczy, to powinniśmy za wszelką cenę postarać się, żeby każdy element tego systemu był niepodważalny. To jest taki swego rodzaju sceptytyzm. Przepraszam, plącze mi się język. To jest podejście sceptyczne. Sceptyk to nie jest osoba, która neguje wszystko i jest niepozytywna i niechętna do podjęcia rozmowy. Wręcz przeciwnie, sceptyk jest to osoba, która otwarta jest na krytykę, ale jest to osoba, która tworzy cały system swojej wiedzy, swojego zrozumienia, który jest oparty na niepodważalnych faktach. Czyli nie są to teorie, nie są to opinie innych ludzi, których nie rozumiemy, a bierzemy za pewne, tylko jest to taki system, który wybudowany jest cegiełka po cegiełce z prawdziwych, właściwych informacji i dlatego cała struktura nie może się zawalić.
Jest to system, gdzie każdy jego element jest niepodważalny. Bo tylko tak istnieje wiedza prawdziwa. Taki system możemy wybudować sobie tylko i wyłącznie samodzielnie. Dlatego, że nie możemy ślepo zaufać opinii kogoś innego, tylko ten system możemy sobie stworzyć jedynie od podstaw, samodzielnie i dopiero wtedy on jest kompletny. Dopiero wtedy jest on systemem totalnym. Jeżeli raz wstąpimy na drogę świadomości, to okazuje się, że jest to droga jedyna i właściwa. Z tej drogi nie ma już odwrotu. To nie jest żadna straszna rzecz. Jeżeli dostrzeżemy metodę poznawczą, która tylko i wyłącznie opiera się na tym, co jesteśmy sami w stanie doświadczyć, nie na tym, co inni doświadczają i nam są w stanie przekazać lub nie, to okazuje się, że jest to tak świetna sprawa, że chcemy tą drogą już podążać zawsze i chcemy zachęcić innych również do podążania tą drogą. Tylko tak jak wspomniałem, na tej drodze jesteśmy samodzielni.
Co to oznacza? To nie oznacza, że jesteśmy samotni. Pomimo tego, że tą drogę musimy przebyć sami, to nie oznacza, że jesteśmy w tej drodze samotni. Musimy być samodzielni, czyli musimy mieć odpowiednie narzędzia poznawcze. Musimy mieć odpowiednio wygimnastykowany umysł po to, żeby zacząć rozróżniać to, co jest prawdziwe i nieprawdziwe wokół nas i w nas samych. O tym sobie jeszcze będziemy rozmawiać, bo to jest bardzo głęboki temat. Ale co tu jest ciekawe, warto wspomnieć, że chyba po raz pierwszy w historii tej cywilizacji jesteśmy w takim momencie, gdzie właściwie każdy z nas może wstąpić na taką drogę. Każdy z nas ma równe szanse, równe predyspozycje, żeby tą drogą świadomości podążać. Dzięki bardzo raptownemu rozwojowi technologicznemu żyjemy w takich czasach, kiedy chyba pierwszy raz w historii tej cywilizacji każdy z nas jest w stanie myśleć za siebie. I to jest bardzo ciekawa sprawa.
Wielu z nas sobie nie zdaje z tego sprawy. Ale rzeczywiście żyjemy w takich czasach, gdzie każdy z nas ma prawo do tego. Nie ma zakazów, nie ma nakazów i do tego mamy technologiczne narzędzia, żeby poznawać świat wokół nas takim, jakim jest on naprawdę. I nie musimy być zdani na opinię innych ludzi. Nie musimy wierzyć innym na słowo. Dlatego, że historia tej cywilizacji pokazuje, że do tej pory w większych zgromadzkach ludzkości, w wioskach czy w miastach zawsze były pełnione funkcje przez jednostki. Pojawiały się pewnego rodzaju jednostki, indywidua, które starały się przekazać swoją opinię na temat funkcjonowania świata i na temat tego, jak powinniśmy my sami żyć, wyglądać i co robić w społeczeństwie. Oni próbowali takie tak zwane prawdy przerzucić na to pospólstwo. Większość ludzi nie miała prawa ani wyboru do tego, żeby myśleć samodzielnie, tylko miała ślepo wierzyć tym właśnie ludziom, którzy pojawiali się w roli takich przewodników i duchowych. I to się przekładało na wszelkie inne dziedziny życia naszego.
Takie funkcje miały różne nazwy, w zależności od tego, w którym miejscu na świecie jesteśmy i w jakich czasach. To byli albo trubadurzy, podróżujący muzycy, którzy opowiadali nam, jak wyglądają kraje za siedmioma górami, za siedmioma morzami i jaka księżniczka spała, z jakim królem i tak dalej, jakie z tego wojny wyniknęły. To byli kapłani wysokich różnych funkcji, niższych funkcji, to byli księża, to byli szamani, którzy w wiosce opowiadali nam różne ciekawe historie. Ale zwykle to odbywało się tak, że jakaś taka postać w tym zbiorowisku ludzkości miała za zadanie opowiadać nam, jak jest i jak ma być, i jak my mamy żyć i co my mamy ze sobą robić. Także nie było miejsca na różne dziwne i niewygodne pytania. A teraz, moi drodzy, jesteśmy w takim czasie, w takim miejscu rozwoju tej cywilizacji, że każdy może te pytania zadawać. Ba, każdy może nawet znaleźć odpowiedzi, bo okazuje się, że to nie są tylko jakieś głębokie, metafizyczne pytania bez odpowiedzi. Kim jestem? Co ja tutaj robię? Jaki jest cel tej wędrówki?
Czym jest szczęście człowieka? I tak dalej. Zresztą odpowiemy sobie na te wszystkie pytania w miarę upływu czasu. Okazuje się, że teraz mamy internet. Możemy komunikować się globalnie. Mamy swobodę wypowiedzi. Nikt nie będzie nas wieszał i palił na stosie za to, że jesteśmy nazwani czarodziejami, czarownicami, wyklęci przez społeczeństwo na banicję. Nie możemy żyć w mieście dlatego, że powiedzieliśmy coś głośno i tak dalej. Oczywiście są takie miejsca na tej planecie nadal, aczkolwiek większość z nas żyje w takich warunkach, że jesteśmy w stanie decydować o sobie, myśleć za siebie. I cóż jest piękne, na domiar tego jesteśmy w stanie dzielić się tymi doświadczeniami ze sobą.
I taki jest cel tych moich rozważań. Póki co ten program będę nagrywał dlatego, że jestem w Indiach. Za chwilę jeszcze opowiem dokładnie, gdzie jestem i nie ma możliwości, żeby na żywo prowadzić ten program. Aczkolwiek myślę, że dojdzie do takiego momentu w pewnym czasie, mam nadzieję, że będziemy mogli wspólnie rozważać sobie i ta interakcja będzie na żywo. Dlatego, że taka jest formuła Radia Na Fali, że ludzie mogą dzwonić i dyskutować. I ten dyskurs powinien trwać, więc zaistnieć, dlatego że o to chodzi. To powinna być interakcja, to wszystko powinno być spójne, płynne. Powinniśmy wszyscy przychylić się do tego, żeby tą wiedzę, to poznanie razem tworzyć. Dlatego tak jak mówiłem, ta podróż, pomimo tego, że samodzielna, nie jest podróżą samotną, nie ma się czego obawiać. To może z grubsza tylko opiszę, gdzie ja jestem.
Dlaczego te dziwne takie odgłosy są wokół mnie. Słuchajcie moi drodzy, siedzę sobie na takim rozgrzanym od słońca granitowym głazie. Jest połowa grudnia. Tak jak wspomniałem, tuż po pełni księżyca. Jest przepiękny, gorący, słoneczny dzień. Jestem u podnóża pasma gór w południowych Indiach. Góry nazywają się Walia Giri Mountains. Ta nazwa góry jest taka troszeczkę z górką, powiedziałbym. Dlatego, że nawet na nasze polskie warunki to nie są właściwie góry. To są takie wzgórza, aczkolwiek nie urągając, bardzo majestatyczne.
To jest całe pasmo. Rozglądam się dookoła, po horyzont po prostu góry. Niezbyt wysokie. Ja jestem tuż u podnóża. Góry porośnięte są bardzo gęstym lasem. To są zupełnie inne gatunki drzew niż my jesteśmy przyzwyczajeni do nich w Europie. To jest taka strefa tropikalna tutaj. Są wszelkiego rodzaju różnorakie zwierzęta tutaj niespotykane w Europie. Jest ptastwo rozmaite, różnego rodzaju owady, wliczając w to komary, które po prostu na okrągło, ustawicznie próbują zjeść człowieka, szczególnie Europejczyka przyjeżdżającego z Europy. To jest taki super treat dla nich, czyli taka niespodzianka.
Biała polska krew to na pewno jest słodziutka dla nich. Także tutaj się troszeczkę oganiam. Może być trochę hałasu z tego powodu. Tutaj różni ludzie przechodzą dlatego, że jestem w miejscu, gdzie jest dosyć dużo ludzi. Wokół mnie drzewa wysokie, niektóre bardzo wysokie, niektóre owocowe, niektóre kwieciste. Zapach jest przepiękny, dlatego że jest tutaj mnogość różnych drzew porozrzucanych, które mają przepiękne kwiaty na sobie. Oprócz tego wszelakiego rodzaju palmy. Są tutaj palmy kokosowe. Jest to takie miejsce, gdzie jest dużo gajów kokosowych, dlatego że tutaj się hoduje kokosy, które są później zbierane do różnych celów. Kokos to jest niesamowity owoc rośliny, która przepuszczając wodę przez swoje gałęzie, właściwie gałęzioliście, ale przez piętyń cały przesącza wodę do takiego stopnia, że ta woda jest idealnie czysta i jak już ląduje w kokosie, w takiej kuli, to woda jest tak czysta i tak przefiltrowana, że jest to jedyna substancja, którą można, taka ciekawostka, zaaplikować do organizmu ludzkiego jako kroplówka.
Jeżeli ktoś w wyniku wypadku na przykład stracił dużo krwi, to woda kokosowa jest najlepszym odpowiednikiem, substytutem krwi ludzkiej. Ona posiada ten sam zestaw minerałów, ten sam zestaw witamin, żelazo i tak dalej. Wszystko to, czego nasz organizm wycieńczony w takich przypadkach nagłych potrzebuje. Ale to są przypadki nagłe. Warto pić wodę kokosową dlatego, że dużo ma tych składników. Warto po prostu sobie pić wodę kokosową, jak się jest w takiej strefie klimatycznej. Oprócz tego z kokosów można również pozyskiwać taki miąższ kokosowy. Jak one już troszeczkę starsze są, to po rozłupaniu tego kokosu jest tam dużo takiego białego miąższu. Tutaj w Indiach bardzo często gotuje się potrawy z tymże oto miąższem, dlatego one mają bardzo przepyszny smak kokosowy. Dużo jest tych drzew wokół mnie, jestem otoczony zielenią właściwie.
Jak zapewne słychać, pomimo tego, że pewnie tutaj techniczne warunki nie są najlepsze, to na pewno słychać tutaj różnego rodzaju ptastwo w tle. Pojawiają się ciekawe zwierzęta. Jest tutaj dużo małp. Trzeba uważać nosząc ze sobą na przykład owoce, banany lub mandarynki. Trzeba mieć je dobrze skitrane, dlatego że taka małpka potrafi podbiec znienacka i po prostu wyrwać taki owoc z ręki czy też z torby. One są na tyle szczwane, że potrafią otworzyć sobie torbę taką pozostawioną przez turystę, nieuważnego torbę. Małpa jest w stanie otworzyć takową. No ale cóż, ja jestem tutaj na takiej nizinie, a w głębi lasu. Ja jestem właściwie na obrzeżach już tego lasu. W głębi lasu znajdują się różne zwierzęta, które nie są zbytnio przyjaźnie nastawione dla nas.
Jest tu między innymi bardzo duża populacja słoni. No i okazuje się, że słoń, pomimo tego, że mądra bestia, to słoń człowieka jednak nie lubi za bardzo. I często ostrzegano mnie tutaj, żeby samemu jednak do lasu się nie wybierać. Zresztą cały ten obszar, w którym jestem, jest otoczony takim drutem pod napięciem po to, żeby te słonie trzymać troszeczkę z daleka od nas. No bo słonie rzekomo, szczególnie w grupach, a zwykle one w grupach się przemieszczają, mogą być bardzo agresywne. Widziałem dziki w lesie dlatego, że już parę razy udało mi się wyruszyć do lasu. Także widziałem dziki. Widziałem ślady jeżowca, czyli to są te takie zwierzęta, które mają takie biało-czarne kolce długie, które potrafią się nastroszyć, odwrócić tyłem i strzelać tymi kolcami. Także parę takich kolców widziałem na szlaku moim. Oprócz tego są tygrysy, są czarne pumy no i cała zgraja różnych owadów i mniejszych stworzeń, które próbują nas zjeść, ukąsić i otruć.
Wliczając w to oczywiście węże. Jest to kraina węży, wężów. Hindusi tutaj z reguły wiedzą, jak się obchodzić z tymi wężami. No ale dla takiego białasa jak ja, niestety nie jest to polecane, żeby samemu podróżować, szczególnie gołą stopą po leśnych zakamarkach. Można napotkać kobrę królewską. Wiadomo, że jest to wąż jadowity. Jak nie wiadomo, jak się zachować przy takiej interakcji z kobrą, to może się to skończyć dosyć niefortunnie dla nas. No i tyle o tym miejscu póki co. Tak wygląda przyroda wokół tego miejsca, w którym jestem. Samo miejsce jest to południe Indii.
Obszar nazywa się Tamil Nadu. Język lokalny to jest tamil. Dlatego, że musicie wiedzieć, że w Indiach też są różne narzecza. To nie jest tylko język jeden jedyny. Tutaj, w tym miejscu, gdzie jestem, są ludzie z różnych części Indii i nie tylko dlatego, że jest tu mnóstwo ludzi z całego świata, z różnych krajów, w różnych częściach tego świata. Mówimy tutaj wszyscy po angielsku, dlatego, że lokalny język Tamil Nadu nie jest powszechny w całych Indiach. On tylko figuruje tutaj na południu Indii. Więc jeżeli ktoś na przykład przyjedzie z Mumbaju albo z Delhi, czyli ze stolicy Indii, to oni mówią innym językiem niż tutaj się mówi na południu. Takim powszechnym językiem tutaj jest język angielski. Ale co to jest tutaj?
Tutaj to jest miejsce bardzo ciekawe. Jest to miejsce potężnej mocy. Jest to miejsce stworzone w celu poznania. Nie miasta Poznania w Polsce, tylko w celu udostępnienia możliwości poznania wszystkim ludziom, którzy tutaj trafiają. Miejsce to nazywa się Isha Yoga Center, czyli po polsku jest to centrum jogi pod nazwą Isha. Co tutaj się teraz okazuje? Jak już wspomniałem, to jest miejsce, które nie kojarzy się z żadną typową religią. To jest miejsce, które bardzo wita wszystkich ludzi różnych wyznań, różnych kolorów skóry, ludzi pochodzących z różnych części tego świata. To jest miejsce, które umożliwia nam warunki do tego, żeby zagłębić się wewnątrz siebie, żeby wkroczyć na drogę poznania lub kontynuować tą drogę poznania w bardzo specyficznych, bardzo energetycznych warunkach. Dlatego ten proces poznawczy tutaj następuje bardzo raptownie.
To jest coś na zasadzie, że jesteśmy podróżnikami. Możemy podróżować na wiele sposobów. Możemy podróżować rowerem, możemy podróżować pociągiem, możemy podróżować samolotem. Cel jest ten sam. Czasowo oczywiście najszybciej będzie nam podróżować samolotem. Więc teraz kwestia tego, jak szybko chcemy dotrzeć do celu. Takie warunki musimy sobie podróży stworzyć. Czasami celem samym w sobie jest podróż. Czasami chodzi o to, żeby dojść do celu. To miejsce tutaj zapewnia nam warunki, gdzie jesteśmy w bardzo błyskawicznym tempie w stanie dojść do wielu ciekawych wniosków i spostrzeżeń i wzbogacić się bardzo duchowo, czyli wewnętrznie.
Jest to miejsce, które daje nam czas, warunki i nieprawdopodobną energię do tego, żeby odbyć taką właśnie podróż. Teraz o co chodzi z tą całą jogą? Ja na to poświęcę cały kolejny odcinek, dlatego teraz tylko wspomnę o tym lekko. Jest to moje pierwsze spotkanie z jogą w moim życiu. Ja nigdy wcześniej nie praktykowałem jogi, nie ćwiczyłem jogi i nie wiedziałem za bardzo, o co w tym wszystkim chodzi. Jestem tutaj właśnie po to, bo parę miesięcy temu, może z pół roku temu, przeglądając internet, szukając różnych ciekawych informacji, natknąłem się na tą organizację tutaj. Natknąłem się na kogoś, kto jest potężnym mistykiem. To jest pan, który zainicjował tutaj całą tą historię już wiele lat temu. Stworzył całe te warunki. Stworzył takie okoliczności, żeby ludzie mogli tutaj przyjeżdżać i poznawać tą prawdę.
Pan ten nazywa się Sadhguru i stworzył coś na wzór ashramu. właściwie ashram to jest rzecz bardzo popularna w Indiach. Na wzór indyjskich ashramów jest wiele takich miejsc tworzonych w różnych częściach świata. Aczkolwiek tutaj nazwa ashram nie jest używana właściwie dlatego, że szczególnie dla ludzi ze świata zachodniego ashram kojarzy się z jakimś takim miejscem kultu jakiegoś niesamowitego, zaślepienia. To bardzo często przywołuje skojarzenia z sektą, z jakimś takim zaślepionym podążaniem za guru, który kontroluje grupę ludzi, którzy ślepo robią to, co on powie i aż do tego momentu, że w pewnym momencie na pewno musi nastąpić zbiorowe samobójstwo i leżą trupy wszędzie i trzeba zadzwonić do rządu, powiedzieć, żeby przysłali dużo czarnych toreb, bo jest dużo ciał do zgarnięcia. Nie, słuchajcie, spokojnie, wszystko jest okej. To jest miejsce, które tutaj nikogo nie więzi. To jest miejsce, do którego można wjechać i wyjechać w każdym momencie. To jest miejsce, które tworzy warunki, którego konduktorem jest przewspaniały człowiek, który postanowił przybrać imię Sadhguru. To imię ma swoje szczególne znaczenie.
Ja o tym wszystkim opowiem. To jest człowiek, który jest joginem. I teraz o co chodzi w tej jodze? Joga to nie są ćwiczenia mające na celu rozciąganie. To nie jest to, jak się większości ludzi, laikom w świecie zachodnim kojarzy, że to są jakieś takie studia, gdzie taka modna pani– tutaj oczywiście nie chcę nikogo urazić, dlatego, że ja uważam, że cokolwiek ćwiczy, jakąkolwiek formę jogi, to to jest wspaniałe. Aczkolwiek to miejsce, w którym jestem, propaguje najstarszy gatunek jogi, jaki na tej planecie jest Jest to bardzo starożytna, archaiczna wiedza, która została przywołana z powrotem i zaadaptowana do czasów współczesnych i daje nam niesamowite warunki, niesamowite możliwości, aby ją poznawać w tych naszych nowoczesnych, dzikich technologicznie czasach. Jest to wiedza, która ma tysiące lat i dzięki panu Sadhguru ta wiedza powraca i zostaje rozpowszechniana równo każdemu, kto jest zainteresowany, bez żadnych niesamowitych stopni wtajemniczenia i bez żadnych zakazów. Tylko ta wiedza jest rozdawana tutaj, w tym miejscu i również za pośrednictwem internetu już w tej chwili i różnych placówek powstających od niedawna i może już istniejących od paru lat na świecie. Tutaj jest uczona starożytna, oryginalna joga. Co to jest joga?
To nie są ćwiczenia, które mają na celu rozciąganie. To nie chodzi o to, żeby zabrać matę zrolowaną i pójść raz w tygodniu, spotkać się z grupą entuzjastów jogi i stworzyć sobie swojego rodzaju klub socjalny, bo tak to w tej chwili w świecie zachodnim niestety wygląda. Joga została spłaszczona do formy jogi studyjnej tak zwanej, czyli studio joga. To są praktyki, które nie mają nic wspólnego z duchowością. To są praktyki, które kompletnie orżnęły całą ideę jogi i tylko propagują fizyczność tego całego procesu, gdzie joga tak naprawdę jest potężnym rozwojem duchowym, a dopiero później fizycznym. Słowo „joga” z dawnego języka, który nazywa się sanskryt. Jest to jeden z pradawnych języków, który figuruje w Indiach. Słowo „joga” oznacza unifikację, czyli zjednoczenie umysłu i ciała. I tak propagowany jest ten system tutaj. Tak samo ważne jest trenowanie ciała, jak i trenowanie umysłu i rozwój duchowy.
Te trzy aspekty idą ze sobą zawsze, nie mogę powiedzieć w parze, bo powiedziałem, że trzy, więc nie wiem, jakiego słowa użyć. W tryplecie. Takiego słowa użyję. Joga nie istnieje jako jeden jedyny element z tych trzech przeze mnie wspomnianych. One wszystkie razem muszą funkcjonować równolegle. Niestety w procesie propagacji tej jogi w krajach świata zachodniego zapomniano kompletnie o tym elemencie duchowym. Ludzie nie mają na to czasu. W tym biegu całym, cywilizacyjnym postępie, co często wydaje się regresem, my jako ludzie na pewnym skrzyżowaniu dokonaliśmy złego wyboru. Dawno, dawno temu, tysiące lat temu ludzie byli zawsze bardzo duchowi. Życie odbywało się na paru różnych płaszczyznach.
Przede wszystkim chodziło o to, żeby zapewnić sobie przetrwanie dla organizmów naszych, co jest bardzo błahą, prostą rzeczą. My jako cywilizacja zachodnia rozdmuchaliśmy tą umiejętność do jakichś zupełnie nonsensownych granic. Przetrwanie nie jest naprawdę aż tak trudne, jak nam się wszystkim może wydawać. Wszyscy wiemy doskonale, że musimy się odżywiać, wszyscy musimy zapewnić sobie ubranie jak jest zimno, musimy zapewnić sobie dach nad głową. I to są takie podstawowe czynniki. Musimy mieć wodę do picia. I naprawdę to są bardzo podstawowe rzeczy, o których każdy z nas wie. Każdy z nas ma umiejętności pewne wrodzone. My wzięliśmy sobie za cel życia doskonalenie tych umiejętności przetrwalniczych, co jest zupełnym nonsensem. Naszym celem życia jest w tej chwili posiadanie coraz to większego domu, bo to już nie chodzi o dach nad głową, tylko my musimy mieć coraz większy dom.
To jest największa ambicja. Większy, szybszy samochód, ładniejszą żonę. Otaczać się jakimiś dobrami materialnymi, bo to nam daje poczucie bezpieczeństwa. Jako cywilizacja w pewnym momencie zrobiliśmy zły zwrot, dlatego że my do tej pory, tysiące lat temu rozwijaliśmy się równolegle na płaszczyźnie przetrwalniczej, jak i duchowej. Dlatego, że my jako ludzie nie jesteśmy tylko organizmami, nie jesteśmy tylko chodzącymi maszynkami, które są odrębne bardzo często w naszej świadomości od tej planety, na której żyjemy. Traktujemy siebie oddzielnie niż ta planeta, po której my chodzimy. Nie, moi drodzy, my jesteśmy częścią tej planety, bardzo aktywną częścią tej planety ponadto i bardzo świadomą częścią tej planety. Tylko my bardzo często o tym zapominamy albo po prostu nie chcemy pamiętać o tym, dlatego, że większość ludzi wokół nas zachowuje się dziwnie, więc my również zaczniemy się zachowywać dziwnie, bo nie chcemy być inni, nie chcemy być odrębni. Tutaj się pojawia bardzo dużo problemów. Wykonaliśmy ten niefortunny krok w złą stronę w procesie rozwoju tej naszej cywilizacji.
I teraz dochodzimy do takiego miejsca, gdzie walimy głową w ścianę, dlatego, że okazuje się, że nie możemy już dalej pójść. Nie możemy już zapewnić sobie większej Większego poczucia bezpieczeństwa, bo to jest kompletnie zbędne. My żyjemy na tej planecie, w tych warunkach atmosferycznych, tam, gdzie się urodziliśmy. Jemy jedzenie takie, jakie jest lokalne. Powinniśmy do tego się zastosować. A my za wszelką cenę próbujemy życie nasze sprawić sobie jak najbardziej wygodne. Wygoda kojarzy nam się z wieloma rzeczami, z wygodniejszym samochodem, z szybszym samochodem, z wygodniejszą sofą, z większą lodówką, z większym telewizorem. Ale okazuje się, że ciągle czegoś poszukujemy. Natura ludzka jest taka, że ciągle poszukujemy czegoś. Lubimy bardzo przyjemność, uczucie przyjemności.
Przyjemność bardzo często mylona jest ze szczęściem, z poczuciem szczęścia. To nie jest to samo. Warto sobie z tego zdać sprawę. Wszelakie przyjemności fizyczne mają krótkie nogi i bardzo szybko się kończą. Prowadzą nas do różnych stanów, gdzie nasze emocje nie wytrzymują albo nasze organizmy nie wytrzymują. Jest to stan przedobrzienia tak zwanego. Nasza natura ludzka jest taka, że wiecznie szukamy tego szczęścia na zewnątrz i w naszym otoczeniu. Bo wierzymy w to, że tylko tak, jak stworzymy sobie otoczenie nasze, tak będziemy się czuli. A tu się okazuje, że to niestety jest nieprawda. Podróż nasza, rozwój nasz może się od tego momentu odbyć tylko do wewnątrz, dlatego, że my ewolucyjnie, jako gatunek ludzki osiągnęliśmy punkt nasycenia.
Ja nie mówię tutaj w tej chwili o teorii ewolucji pana Darwina, która jest pełna dziur, jest śmiechem i hecą. On parę rzeczy zauważył, ale system jego jest tak niespójny, że to, że uczy się tego w szkołach, to jest nieporozumienie. My fizycznie jako istota ludzka jesteśmy rozwinięci już do granic możliwości, dlatego że warunki przetrwalnicze mamy zapewnione. My mamy naturalną, wewnętrzną inteligencję, która mówi nam o tym nawet w przypadkach kompletnie ekstremalnych. Dajmy na to dziecko wychowywane w lesie bez udziału ludzi, wychowywane wśród zwierząt. Są takie przypadki. Dziecko takie, które nigdy nie zostało nauczone, jak ma jeść, będzie doskonale wiedzieć, że po znalezieniu jagódki albo jakiegoś orzeszka na drzewie, czy owocu, ten owoc ma włożyć sobie do buzi. Ma ten owoc przeżuć i połknąć. To dziecko nie będzie próbowało, jak jest głodne, wcisnąć sobie tego jabłka czy pomarańczy do ucha albo usiąść na nim. Dlatego, że my mamy pewnego rodzaju wrodzoną inteligencję, która mówi nam o tym, jak mamy przetrwać w tym środowisku, na tej planecie naszej.
Jeżeli jest zimno, to wiemy, że mamy się odziać, mamy ubrać coś na siebie. Jeżeli pada deszcz, pada śnieg, to wiemy, że mamy się schronić pod dachem. Więc naprawdę próba popchnięcia tych wszystkich umiejętności do jakichś śmiesznych ekstremów kończy się nonsensem. Próbujemy budować sobie pałace dlatego, że będziemy się w nich czuli lepiej. Otaczamy się ogrodzeniami. Idąc w drugą stronę, wstrzykujemy sobie szczepionki do organizmów, żeby się bronić przed wirusami i przed wszystkim, co inwazyjnie nas atakuje z zewnątrz. Przecież to jest wszystko bzdura. Moi drodzy, podróż jest jedyna. Podróż jest totalna. Jeżeli dojdziemy do zrozumienia, dochodzimy do punktu, w którym wnioskujemy, że wiedza prawdziwa jest jedna jedyna i niepodważalna.
Jak już raz wstąpimy na tą drogę świadomości, nie ma odwrotu. To nie jest żadna straszna rzecz. Naprawdę to jest jedna rzecz, którą możemy robić od tej pory. Dlatego, że wszystko, co robiliśmy do tej pory, wydaje się tak beznadziejne i tak bezpodstawne i tak głupie, że jeżeli raz zrozumiemy istotę naszego bycia, naszego jestestwa, istotę, jak funkcjonuje stworzenie wokół nas i jak my sami funkcjonujemy, to już nie chcemy wierzyć tym wszystkim bajkom i tym wszystkim opowiadaczom, którzy tworzyli nasze opinie publiczne i którzy pisali te mądre książki, którzy w telewizji krzyczeli te slogany i różne hasła. Notabene jeszcze wspomnę, jeżeli ktokolwiek z was nadal jeszcze używa tego wynalazku zwanego telewizorem, to bardzo serdecznie polecam wyłączenie tego pudła. To już nie jest pudło w dzisiejszych czasach. Flat screen, smart TV i tak dalej. Słuchajcie, to jest pierwszy krok na drodze ku osiągnięciu świadomości. Wyłączcie to blade, wyłączcie to cholerne urządzenie. To urządzenie inwigiluje, pierze nasze mózgi i podprogowo wpaja nam informacje, które są zaprojektowane przez garstkę ludzi, którym bardzo na tym zależy, żeby nas kontrolować jako ogóły, jako masy ludzi.
To jest bardzo skomplikowana kwestia. To jest bardzo niebezpieczne narzędzie w rękach pewnych ludzi. Ja naprawdę bardzo polecam wyłączenie telewizora. Naprawdę całe wasze życie zmieni się. Naprawdę nie musicie oglądać wiadomości. Nie musicie wiedzieć o tym, jakie krwawe zbrodnie nastąpiły dzisiaj na świecie albo co się wydarzyło w polityce, nawet w Polsce. Słuchajcie, w większości przypadków nie mamy na to wpływu. To jest tylko coś, co kreuje w nas świadomość strachu. Brak balansu. To jest coś, co pozwala garstce ludzi kontrolować nas i kreuje złudne opinie na temat świata i na temat tego, kim powinniśmy być, jak powinniśmy żyć i jak wygląda świat wokół nas.
Pierwszym krokiem na drodze do zrozumienia jest wyłączenie tego cholernego pudła. I naprawdę bardzo polecam. Zobaczycie, jak dużo czasu nagle pozyskacie. Zobaczycie, jak wasz umysł zacznie się szybko regenerować, jak szybko zaczniecie odpoczywać umysłowo i nawet fizycznie. Zamiast przerzucać programy i pić browara przed tym telewizorem, oglądając głupie filmy, które nic nie wnoszą, które są po prostu dwugodzinną rozrywką, oglądaniem życia innych ludzi, oglądaniem strzelania, wojen, seksu, jakichś takich dziwnych podniet, które sprawiają nam przyjemność przez parę godzin, a które nic nie wnoszą do naszego życia oprócz tego poczucia strachu i zniewolenia. Naprawdę bardzo serdecznie polecam wszystkim odłączenie się od tego nurtu. Dopiero wtedy zaczynamy myśleć samodzielnie. Dopiero wtedy zaczynamy dostrzegać świat wokół siebie. Dopiero wtedy jesteśmy w stanie zwrócić się wewnątrz siebie i dopiero wtedy jesteśmy w stanie wkroczyć na drogę poznania, która odbywa się do wewnątrz. Ta podróż odbywa się do wewnątrz, jest bardzo indywidualna dla każdego z nas.
To jest podróż, której nikt za was nie jest w stanie przebyć. Jest to swego rodzaju praca domowa, zadanie domowe, którego nikt za was nie jest w stanie odrobić. Pomimo tego, jaką ilość mądrych książek będziecie czytać, jakich mądrych ludzi będziecie słuchać i wierzyć różnym religiom, różnym wyznaniom i światopoglądom, to zawsze będą to opinie kogoś innego, które niekoniecznie są trafne. Ja zapraszam bardzo gorąco, ponieważ jest taki gorący dzień grudniowy. Zapraszam do tego, żeby wyłączyć telewizor i zacząć po prostu oglądać to, co jest wokół nas. Odkryjecie wspaniałe, przecudne rzeczy. Życie jest pełne niespodzianek. Życie jest wspaniałe, smakuje wybornie. Naprawdę. Życie jest tylko takie, jakie sobie stworzymy.
Jeżeli chcemy, żeby świat wokół nas był mizerny, zatrwożony, przestraszony, to taki świat sobie tworzymy. Świat jest tylko taki, jaki jest, a cały pogląd na ten świat i opinie tworzymy sobie sami. Więc będę was bardzo mocno zachęcał do projektowania tego świata samodzielnie od tej pory. Taki jest zamysł na te moje programy, na te podcasty. Jeszcze nie wiem, jaką to formę przybierze. W tej chwili patrzę na zegar. Ta moja wypowiedź zbliża się już do prawie godzinnej wypowiedzi. Mam nadzieję, że nie zamęczyłem was za bardzo. Ja myślę, że postaram się póki co ograniczyć te nagrania do takiej formy godzinnej. Zobaczymy, co w przyszłości z tego wyniknie.
Mam nadzieję, że udało mi się zachęcić was do słuchania „Chaty mistyka”. Tak postanowiłem nazwać ten program. „Chata mistyka”. Dlaczego chata i dlaczego mistyka? Opowiemy sobie w przyszłym odcinku, w którym to również zapoznam was trochę bardziej z miejscem, w którym jestem, z samą osobą pana Sadhguru, no i ze znaczeniem słowa joga oraz tym, skąd to słowo pochodzi i co ono właściwie znaczy. Dlatego, że może się okazać, że dla większości z was po prostu otworzą się nowe horyzonty. Dlatego, że to, co do tej pory ustalamialiśmy sobie ze znaczeniem słowa joga, ja zresztą to wiem po własnym przykładzie, to była nawet nie można powiedzieć namiastka, to było coś tak złudnego, jak zresztą wiele rzeczy w drodze ku poznawaniu świadomości, ku poznawaniu prawdy. Także bardzo zachęcam was do słuchania kolejnego odcinka „Chaty mistyka”, w której to opowiem wam o tym, skąd pochodzi joga, co to właściwie jest, no i zachęcę was do dalszych, głębszych rozważań. Póki co żegnam się. Pozdrawiam was wszystkich serdecznie, kłaniam się w pas i zapraszam do kolejnego odcinka.
Mam na imię Bart. W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata mistyka”.