[01:00] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Z dużym poślizgiem, ale jednak rozpoczynamy kolejny odcinek audycji „Świadomy sen. Nasz drugi świat”. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”, a dzisiaj po drugiej stronie Skype'a są z nami oneironauci Kasia, Robert i Kuba. Witajcie.
[01:19] - Cześć.
[01:20] - Dzisiaj troszeczkę skromnie. Niestety z uwagi na pewne zdarzenia zupełnie nagłe i niespodziewane prawdopodobnie nie uda się dzisiaj zrealizować tematu LD, a zaświaty w takim kształcie, w jakim planowaliśmy, ale postanowiliśmy mimo wszystko spróbować zrobić taką audycję spontaniczną, dlatego też liczymy bardzo, że włączycie się państwo do naszej audycji. Za chwilę podam kontakty do Radia Paranormalium. Zachęcamy gorąco do dzwonienia, pisania i do zadawania pytań i komentowania. Dzisiaj tematem przewodnim pozostaje LD, a zaświaty, ale można również pytać ogólnie o świadomy sen. Nasz numer telefonu to 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy również na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl. Będziemy również sprawdzać czata towarzyszącego naszej transmisji na YouTube.
A jeżeli ktoś woli, to może nas również znaleźć na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i Oneironautów albo wysyłać nam pytania i komentarze drogą mailową na adres radio@paranormalium.pl. Oddam może prowadzenie naszym gospodarzom oneironautom. Może Kasia by chciała. Kasiu?
[02:49] - Ja państwa bardzo serdecznie witam i tutaj powtórzę też troszeczkę po Marku, że właśnie zapraszamy wszystkich bardzo serdecznie do tego, żeby podzielili się z nami swoimi historiami na temat świadomego snu. Niekoniecznie muszą to być historie, które dotyczyły tematu, który miał być dzisiaj. Mogą to być dowolne historie na temat właśnie świadomego snu. Możemy je rozwijać, przeprowadzić pewną debatę. Jeśli mają państwo jakiekolwiek pytania albo coś, co wydarzyło się w państwa śnie jest dla państwa niejasne, to oczywiście może być to jedną z przesłanek, żeby się do nas zgłosić, żeby się tutaj wypowiedzieć. Proszę się nie bać, bo wiele osób się boi, a tu nie ma się czego bać. My raczej nie gryziemy, jesteśmy przyjaźni. Ja też mogę zacząć taką jedną z historii z moich świadomych snów. Ja ogólnie mam zwykle w swoich snach, jak już jakoś wejdę w ten stan bycia świadomym, to moim ulubionym zajęciem jest zbudowanie wokół siebie bardzo wysokich budynków i skakanie z nich, tak trochę samobójczo. Osobiście polecam, bardzo fajne odczucia.
Natomiast ostatnio zdarzyło mi się tak, że to akurat nie był mój świadomy sen. A przynajmniej na początku nie zapowiadał się on na świadomy. Kiedy to spotkałam swoją prababcię. Prababcię, z którą zresztą nie zdążyłam się pożegnać, gdyż umarła w nocy, kiedy mnie nie było w domu, dosyć dawno, bo kilka lat temu. I zaczęłyśmy rozmawiać. I szczerze mówiąc, w ogóle nie wiem, dlaczego o niej śniłam i dlaczego zgrało się to tak ładnie z świętem wszystkich zmarłych, czy jak ono się tam nazywa. W każdym bądź razie rozmawiałyśmy sobie i bardzo mnie zdziwiło to, że moja babcia w ogóle nie zachowywała się do końca jak moja babcia wtedy, kiedy jeszcze żyła. Chociaż ja za bardzo z nią nie rozmawiałam, bo jako dziecko uważałam ją za raczej nudną dla takiej ruchliwej osóbki jak ja. Natomiast bardzo podniosła mnie ta rozmowa na duchu. I właśnie zaskoczyło mnie to, bo ja nigdy nie śnię o postaciach.
Raczej w swoich snach jestem sama, a jeżeli już jest tam jakaś postać, to jest to postać, która raczej jest nierzeczywista. Nie znam jej w rzeczywistości, nigdy jej nie widziałam, nigdy się nie pojawiła w rzeczywistości. I to był pierwszy raz, kiedy pojawił się w moich snach ktoś, kto rzeczywiście istnieje, kto ma ochotę ze mną porozmawiać. I ta rozmowa dotyczyła głównie poczucia szczęścia i tego, jak to poczucie szczęścia osiągnąć. I mi osobiście bardzo pomogła. No to tymczasem przenoszę głos do Kuby. Myślę, że Kuba też będzie miał coś, czym chciałby się z nami podzielić.
[06:03] - Zanim opowiem swoją historię, to jeszcze mam do ciebie pytanie. Czy myślisz, że to mogła być próba ostatniego kontaktu z babcią, rozwiązania jakichś spraw? Czy może myślisz, że to ona raczej chciała się z tobą skontaktować?
[06:25] - Szczerze mówiąc nie wiem. Do chwili myślałam, że może być tak, że to jest po prostu zawiązanie kontaktu z zaświatami, bo jakby nie patrzeć nasza dusza jest nieśmiertelna i są dowody na jej istnienie, więc taka sytuacja jest logicznie możliwa do zaistnienia. Ale też brałam pod uwagę, że jest możliwość tego, że mój organizm, szczególnie mój mózg, który ostatnio bardzo mocno zmaga się z problemami, z depresją, próbuje sobie w taki sposób, a nie inny z tym poradzić, przywołując osobę, która była mi mimo wszystko dosyć bliska, z którą w rzeczywistości nie mam już możliwości zbytniego kontaktu. Ale może być tak, że była to próba skontaktowania się mojej babci ze mną i przekazania mi tych paru słów w celu na przykład odsunięcia mnie od popełnienia jakiegoś błędu w życiu.
[07:26] - Zadałem to pytanie, bo zawsze jednak zastanawiam się, na ile to rzeczywiście może być kontakt osoby, która w jakiś sposób jeszcze chciała z nami się porozumieć, a na ile to czasem może być po prostu projekcja naszego mózgu. Nie rozsądzam tej kwestii, tylko myślę, że warto sobie zadawać to pytanie. Miałem taką sytuację dosyć niedawno, więc to jest też takie dosyć świeże przeżycie dla mnie. Jest ono o tyle dziwne, że w tym wypadku nie byłem w stanie się domyślić tego. Przejdę od razu do konkretów, o co chodzi. Wprowadziłem się do nowego mieszkania, nowego dla mnie. Przeprowadziłem się. U nas jest jeden pokój, który jest zamknięty i w tym pokoju są rzeczy właściciela. On jest nieotwierany i jest wypełniony tymi rzeczami. Pewnej nocy śniło mi się, zupełnie abstrahując od tego, nie myślałem o tym wtedy, że wprowadziłem się gdzieś i obok mojego pokoju był przedpokój, co zresztą też tak wygląda sytuacja w rzeczywistości.
W tym przedpokoju były dwie pary drzwi. Kiedy otworzyłem jedną z nich, za nimi były kolejne dwie pary drzwi, ale na początku nie sprawdziłem, co tam się kryje. Jednak coś mnie niepokoiło w tym, że te drzwi tu są. Po prostu jakieś takie niedopowiedzenie, które w pewien sposób zostawiło taki trochę niepokój we mnie. Dalej akcja się przeniosła poza to mieszkanie. Otóż okazało się, że właściciele tego mieszkania, którzy co prawda w żaden sposób się nie wiązali z prawdziwym właścicielem w rzeczywistości, bo to były młode osoby, chcieli pożegnać swojego ojca, chcieli go pochować i mieli z tym jakiś problem. Nie wiedziałem dokładnie, o co chodzi, ale wiem, że były tam jakieś już poczynione kroki, że oni już chcieli ten pogrzeb zrobić, ale coś tam im przeszkadzało i oni nie umieli sobie z tym poradzić. To znaczy nie był to duży problem, ale w jakiś sposób nie wiedzieli, co zrobić. I tutaj jest ten punkt kulminacyjny. Wróciłem do swojego pokoju, otworzyłem te drzwi, których jeszcze nie sprawdzałem i zastałem pomieszczenie, które było dopiero co opuszczone przez żyjącą w nim osobę.
To znaczy był to pokój urządzony, w którym nie było lokatora, ale wszystko wyglądało tak, jakby on tam jeszcze mieszkał. W momencie się połapałem, że to właśnie chodzi o tego ojca, z którym oni próbują się pożegnać. I od razu pomyślałem sobie: „Kurczę, skoro chcecie pozwolić mu odejść, co uważam, abstrahując, też jest potrzebne, żebyśmy pewne sprawy pozamykali sobie, to powinniście pozbyć się jego rzeczy. Przynajmniej gdzieś schować je”. Ale ten pokój taki żywy cały czas, z ułożonymi rzeczami jakby w pewien sposób trzyma go tutaj jeszcze. Wróciłem do tych osób, do tych właścicieli i powiedziałem im o tym. Kiedy się obudziłem rano, bo teraz to wszystko wydaje nam się spójne, bo mamy ten kontekst tematu naszej rozmowy, ale dla mnie to było totalnie dziwne, bo nie wiedziałem, o co chodzi z tym ojcem. Okazuje się, co w ogóle też jest kolejną dziwną sprawą, bo nie poruszałem tego tematu, ale moja współlokatorka przy śniadaniu powiedziała, że mogliby oczyścić ten pokój i że te rzeczy gdzieś znieść do piwnicy. Te rzeczy akurat były rzeczami rzeczywiście właściciela, który żyje. Natomiast jej chłopak dodał, że mogliby się też pozbyć rzeczy z szafek, które są w kuchni, bo to są rzeczy właśnie zmarłego ojca.
Co jest najdziwniejsze, bo generalnie zajmuję się psychologią, więc też jestem świadomy potęgi i ogromu informacji, które kryją się w podświadomości, ale nikt nigdy nie mówił mi o tym ani raczej nie sądzę, żebym usłyszał to kątem ucha, że Byłem totalnie zdziwiony, że dowiedziałem się rankiem o czymś, o czym śniłem dosłownie parę godzin wcześniej: że żył tutaj taki człowiek i zostawił swoje rzeczy. Wydało mi się to na tyle nietypową koincydencją, że uważam, że w jakiś sposób to wyczułem. Mam wrażenie, że on się ze mną skontaktował. Nie chcę też tego interpretować. Czy to znaczy, że ja tutaj powinienem odegrać taką rolę, żeby na przykład te jego rzeczy powinny gdzieś zostać wyniesione? Że to go tutaj trzyma? Nie wiem, ale mam wrażenie, że poprzez ten sen w jakiś sposób wyczułem go tutaj. Ani wcześniej, ani później nie miałem żadnych dziwnych sytuacji tutaj, ale ten jeden raz był dosyć zastanawiający.
[13:03] - A twoim zdaniem? Bo mam takie wrażenie na podstawie tego, co mówiłeś, że jest szansa, że to była jakaś próba kontaktu. A że jesteś osobą, która jeśli nieświadomie na swoje sny zwraca uwagę, to byłeś automatycznie pierwszą osobą, którą taka cząstka czy jakaś pozostałość po właścicielu tamtych rzeczy była w stanie osiągnąć w kontakcie. Dlatego do ciebie przeszedł ten przekaz na temat tego, czego właściciel czy pozostałość po nim chciałaby, żeby jeszcze zostało zrobione w danym miejscu. Czy to po prostu zostało w jakiś sposób stworzone i przez zbieg okoliczności połączyło się z sytuacją, która nastała później?
[14:01] - Wydaje mi się, że gdyby to było na przykład dzień później, dwa, trzy albo tym bardziej byłaby odwrotna kolejność, to jak najbardziej mógłbym się zasugerować tym. To mógłby być zbieg okoliczności. Naturalnie zdarzają się rzeczy nieprawdopodobne, więc to mógł być zbieg okoliczności, ale wydaje mi się, że tak w czasie, bo to dosłownie śniło mi się nad ranem i godzinę, dwie później przy śniadaniu dowiedziałem się o tym. Więc mi się wydaje, że to nie był zbieg okoliczności, aczkolwiek zostawiam tutaj interpretację, czy ja po prostu wyczułem go tutaj i resztę już mój mózg sobie dopowiedział. Mieliście pewnie też wielokrotnie takie sytuacje podczas snów, że mózg, po to żeby czuć spójność, tworzył jakieś takie bardzo pokrętnie logiczne związki, czyli takie bardziej nielogiczne, żeby to trzymało kupy. Więc teoretycznie mogło być tak, że cała ta fabuła została dopowiedziana, ale go wyczułem. Wydaje mi się, że go wyczułem, bo świadome śnienie to jest jeden aspekt, ale ja generalnie jestem osobą taką, która wyczuwa bardzo dużo w ludziach. To nie jest kwestia kierunku, jaki studiuję, ale jakiegoś rodzaju wrażliwości, które mam po mamie i która sprawia, że mam przeczucia dające mi ogląd czasem na sprawy, których nie mogłem przewidzieć. Więc wydaje mi się, że to jest jakiegoś rodzaju wrażliwość. Tak sądzę.
I tutaj chciałbym się zwrócić z tym do słuchaczy, bo na pewno też się znajdą osoby, które w życiu różne nietypowe, trochę niewytłumaczalne zjawiska przeżywały. Ja teraz mam takie podejście do tego, że jeżeli wierzymy w ogóle, że okultyzm czy takie ezoteryka rzeczywiście działa, a właściwie nawet jeżeli nie wierzymy, to nie powinniśmy się za bardzo w to bawić. Oczywiście każdy jest mądry sam i każdy sam rozsądzi, w co może się zagłębić i co mu nie odgryzie palca, ale wydaje mi się, że zwłaszcza takie osoby wrażliwe powinny się trzymać z daleka od takich rzeczy. Natomiast jeżeli nie ma takiej intencji poszukiwania, to raczej wątpię, żeby same do nas się przyklejały jakieś, jak to nazwiemy, duchy czy energia. Bo raczej z doświadczenia wiem, że jeżeli się wysyła jakąś intencję i się poszukuje, to wtedy coś może przyjść. Ale wydaje mi się, że jeżeli mamy czyste serce, jak to tak trywialnie nazwę, to raczej wtedy nie powinno nam się nic takiego złego przytrafić. Nie powinno, oczywiście nie ma nigdy pewności, ale myślę, że raczej możemy się czuć w miarę bezpiecznie.
[17:31] - Dziękuję za odpowiedź.
[17:34] - Trochę rozwlekłą, ale mam nadzieję, że wyczerpałem temat.
[17:40] - Mam takie wrażenie. Ja mam też takie poczucie, że ludzie jako te bardziej wrażliwe jednostki, do których też między innymi należę, że w jakiś sposób te elementy energii, które po każdym człowieku zostają, które jesteśmy w stanie wyczuć. Jedni lepiej, drudzy gorzej. Część ludzi w ogóle zignoruje tego typu elementy, w ogóle nie zauważy ich istnienia. Ale one niekoniecznie poszukują naszego towarzystwa, poszukują tego przekazania w stosunku do nas, tylko są efektem ubocznym sytuacji, która zaszła w danym miejscu. Na przykład bardzo silnych emocji, które się w tym miejscu wykształciły i są jako efekt uboczny odbierane. Po prostu istnieją jako niezależny byt, który jest łapany przy okazji przez osobę, która ma ku temu predyspozycje. Ja na przykład mam ten problem, że do mnie bardzo dużo nieznanych mi ludzi przychodzi w momencie, kiedy na przykład siedzę sobie na przystanku albo jestem w okolicach biblioteki, gdzieś na ławce siedzę i czytam książkę albo się uczę. Bo bardzo dużo czasu wolnego, który mam między zajęciami, spędzam właśnie na świeżym powietrzu. Przynajmniej staram się.
Niestety mój autobus do domu jeździ raz na pół godziny, więc notorycznie muszę siedzieć na przystankach. Bardzo wiele osób podchodzi do mnie i zaczyna ze mną rozmowę, mimo tego, że zupełnie mnie nie znają. Zaczynają mi się zwierzać z tego, jakie mają samopoczucie, jakie mają problemy. I też mam wrażenie, że inni ludzie są w stanie wyczuć to, jaki mamy poziom wrażliwości i jakie mamy predyspozycje do tego, żeby im pomóc. Czasem to porównywałam tak, jakbym była jakimś świetlikiem, za którym idą błędne osoby, które się zgubiły. Mimo tego, że ja osobiście w ogóle nie mam wrażenia, żebym próbowała z nimi wejść w interakcję, to bardzo często jest tak, że ten człowiek mimo wszystko wybiera mnie na wejście w tę interakcję, choć z aparycji, z tego, jak wyglądam, raczej nie zachęcam do kontaktu ze mną.
[19:54] - A skąd wiesz?
[19:57] - Bo jestem od góry do dołu wyćwiekowana. Po prostu chodzę w pieszczochach. Taki typowy metal za mnie.
[20:07] - Okej, dobra.
[20:08] - I większość ludzi raczej do takich ubranych na czarno osób w masie ćwieków, w skórzanych kurtkach i tak dalej, nie uważa ich za najbardziej przyjazne osoby, jakie można spotkać w swojej okolicy. A mimo wszystko ci ludzie się do mnie odzywają, łącznie z tym, że potrafią przerwać mi rozmowę z kimś innym w celu właśnie rozmowy ze mną. I zawsze bardzo mnie dziwiło to, dlaczego to się dzieje. Moja mama niedawno złamała sobie nogę. Zresztą na mojej imprezie urodzinowej. I ona spróbowała czegoś takiego, co przeczytała gdzieś w internecie, czy polecił jej jakiś specjalista od medycyny alternatywnej na temat leczenia dłoni. Chodzi o dotykanie w miejscach, które jest obolałe, co jest naturalną rzeczą, którą robi każdy człowiek. Tak samo małe dziecko. W momencie, kiedy się skaleczymy, to łapiemy się za skaleczone miejsce, przyciskamy je i jest to podobno troszeczkę naturalna metoda łagodzenia bólu, łagodzenia dolegliwości i częściowo leczenia. I podobno w momencie, kiedy ja próbowałam zająć się tą metodą na jej prośbę, te odczucia były znacznie intensywniejsze niż gdy na przykład robił to mój tata albo mój brat, albo ona sama.
Więc mam wrażenie, że jest część osób, które właśnie są takimi przekaźnikami energii, ich wzmacniaczami i też odbieraczami.
[21:48] - Tak. Myślę, że bardzo się zgadzam z tobą. Zwłaszcza też podobała mi się ta wypowiedź na temat tego, że może niekoniecznie zawsze to my jesteśmy centrum tych wydarzeń. To znaczy niekoniecznie cały świat chce akurat nam przekazać jakieś bardzo ważne wiadomości, co też mam wrażenie, że wynika trochę z naszego egocentryzmu zachodnioeuropejskiego. Ale czasem po prostu osoby otwarte, które też jakiś rodzaj wrażliwości przedstawiają, właśnie wyłapują takie impulsy z otoczenia. Ciekaw jestem, na ile te sytuacje z osobami, które nawiązują z tobą kontakt w świecie trochę bardziej realnym, na ile to wynika właśnie może z jakichś cech osobowości, bo wbrew pozorom można je bardzo dobrze prezentować, równie dobrze nie mówiąc nic i nawet się nie ruszając, bo bardzo dużo jest widać po człowieku i po jego twarzy i po mowie ciała.
[22:58] - To akurat widzę sama w rzeczywistości, że to widać, bo bardzo z tego korzystam. Jestem osobą, która ma umysł raczej analityczny.
[23:11] - A co to znaczy w praktyce, jeżeli chodzi o kontakty z ludźmi dla ciebie?
[23:16] - To znaczy w dużej mierze jestem osobą, która w ogóle nie potrafi działać spontanicznie. Większość rzeczy muszę mieć mimo wszystko zorganizowane, nawet jeżeli zorganizowane dosyć naprędce i w czasie rzeczywistym, to i tak je organizuję sobie w umyśle, zanim je wprowadzę w życie. I ja ogólnie rzecz bardzo lubię rozmawiać z ludźmi i ich odkrywać w jakiś sposób, uczynić pewne założenia na podstawie obserwacji, a później sprawdzać w rozmowie, czy te założenia były słuszne. Coś w ten deseń. Dlatego ja poznaję bardzo dużą ilość osób całkowicie przypadkowych, na przykład właśnie w pociągach. Na dworcach, w internecie w celu szkolenia samej tej umiejętności, jak i również poznania tych ludzi. Bardzo łatwo jest mi nawiązywać kontakty, trochę trudniej mi idzie ich utrzymywanie. Natomiast samo nawiązywanie zawsze wychodziło mi zupełnie bez żadnych problemów. Ja bardzo lubię analizować ogółem sytuacje, które są wokół mnie. Bardzo często też analizuję sytuacje wstecz.
Myślę o wielu rzeczach naraz, jednocześnie ich nie mieszając. Dlatego wielu moich rozmówców, jak przypadkiem zapomnę, dziwi się, w jaki sposób przeskakuję z tematu na temat w ogóle się w nich nie gubiąc. W sensie takim, że mówię jedno zdanie na dany temat, kolejne już jest na jakiś inny i dla mnie to jest logiczną całością, bo sobie przeskakuję między wątkami myślowymi, a dla drugiej osoby to już jest stałe zagubienie. Nie wiem, czy odpowiedziałam na twoje pytanie.
[25:03] - Odpowiedziałaś na moje pytanie i na pytania, których nie zadałem. Myślę, że bardzo pełna odpowiedź.
[25:13] - Tu chyba zadziałała telepatia, można dojść do wniosku słuchając waszej rozmowy.
[25:19] - Bardzo możliwe. Tylko że jeżeli rozwinie się za bardzo, to obawiam się, że przestaniemy się odzywać. Więc może na razie nie rozwijajmy jej do tego stopnia. Moment, uciekł mi. Co do wyczuwania ludzi, bo użyłaś słowa „analizowanie” i jak najbardziej myślę, ono jest trafne. W jakiś sposób też u podstawy tego wszystkiego leży właśnie wyczuwanie ludzi, bo przynajmniej w moim przypadku to na pewno się wiąże z obserwacją, ale z drugiej strony też często jakimś przeczuciem, które nie zawsze koniecznie umiem logicznie uzasadnić, ale bardzo często się sprawdza. Osoby, które są bardziej wrażliwe emocjonalnie, są bardziej empatyczne, w dużo większym stopniu umieją przyjąć perspektywę innej osoby i dlatego łatwiej jest im zrozumieć te osoby i dlatego prawdopodobnie tak bardzo nas to kręci: szukanie w innych ciekawych historii, które możemy odkryć w ten sposób, rozmawiając z nimi.
[26:49] - Myślę, że masz rację. Też często mam tak, że mam jakieś przeczucie, które jest nie do końca uzasadnione, ale wiem o tym, że jest to jakaś prawda o tej osobie, że ta osoba ma taką daną cechę, którą w jakiś sposób znalazłam. Tylko że sam proces myślowy, w którym ją zauważyłam, czy moment, w którym dla mnie ta obserwacja została poczyniona, niekoniecznie jest przeze mnie samą zauważany. On idzie sobie gdzieś w tle i przychodzi do mnie sam efekt. Bardzo często mam tak, że ktoś się mnie pyta: „Skąd to wiedziałaś? Skąd była taka informacja?”. Nie wiem, nie potrafię ci odpowiedzieć na to pytanie. Po prostu czasem coś się wie. To ogółem wprowadza moich znajomych w lekkie zakłopotanie, że przez przypadek czegoś dowiedziałam, czego chyba nie powinnam. Ale się zdarza.
Natomiast tobie zdarzają się takie sytuacje, w których masz taką łatwość nawiązywania kontaktu? Czy wręcz ci ludzie, z którymi niekoniecznie nawet chcesz się skontaktować, tylko oni sami ten kontakt z tobą nawiązują, sami się na niego decydują, mimo faktu, że pozornie nie macie ze sobą nic wspólnego?
[28:11] - Akurat z mojej strony może nie jest to jakoś ponadprzeciętnie często inicjowane z drugiej strony. Też nie mam za bardzo odniesienia, bo jedyne co, to mogę obserwować innych ludzi na żywo. Ale na pewno często udaje mi się otworzyć ludzi, którzy z pozoru mogą wydać się zupełnie niekompatybilni ze mną, że użyję takiego określenia. Przez to, że umiem wyczuć klimat danej osoby, umiem zrozumieć jej motywacje, świat wewnętrzny, przynajmniej częściowo, to dzięki temu udaje mi się czasem trochę czarować. Czyli robić rzeczy, które dla innych są niewytłumaczalne. Mam na myśli interpersonalne zjawiska, nie jakieś paranormalne, ale takie, które wydawałyby się trochę poza zasięgiem. Wydaje mi się, że z jednej strony to jest w dużej mierze uwarunkowane osobowością, ale sądzę, że to też jest kwestia podejścia do ludzi. Samo to, że nastawiasz się na to, że możesz z kimś nawiązać kontakt sprawia, że to trochę jest trywialne oczywiście, ale mam wrażenie, że czasem z góry zakładamy, na przykład widząc dziewczynę obwieszoną ćwiekami, że to nie jest osoba, z którą można nawiązać kontakt. A prawda jest taka, że zwykle takie wrażenia są mylne, bo jakkolwiek stereotypy były jakoś przydatne w Wiemy, że bardzo często są błędne, dlatego wydaje mi się, że warto się otwierać i dawać szansę kontaktowi z ludźmi.
[30:18] - Ja też sądzę, że warto jest mieć otwarty umysł i mimo wszystko spodziewać się tego, że ktoś może zrobić coś takiego i nie reagować na to od razu negatywnie. Bo znam bardzo dużo osób, które reagują natychmiastowo na wszelkie próby kontaktów, których oni nie przewidzieli, bardzo negatywnie, bardzo stresowo. Ja osobiście próbuję przynajmniej reagować na nie pozytywnie, choć nie zawsze mi się udaje, bo oczywiście mam lepsze, mam gorsze dni, jestem tylko człowiekiem. Natomiast to, co jeszcze zwróciło moją uwagę, jak cię słuchałam, to takie zastanowienie się, czy masz czasem tak, że jak z kimś rozmawiasz, to częściowo przejmujesz jego styl wypowiedzi i jego nastrój. Nie tyle podczas samej rozmowy dopasowujesz styl mówienia i styl bycia do tego, w jaki sposób ta rozmowa jest utrzymywana, ale też po samej rozmowie część z tego zostaje w tobie. Żeby to bardziej obrazowo przedstawić, jakbyś był takim kameleonem, który zmienił skórę na czas tej rozmowy, ale po jej zakończeniu jeszcze jej nie zrzucił. Jesteś sobą, ale przerabiasz styl innej osoby pod siebie w taki sposób, żeby ten kontakt został mocno ułatwiony.
[31:44] - Mam wrażenie, że dwie warstwy tego zjawiska tutaj wymieniłaś. Jedna jest jak najbardziej świadoma, a druga trochę automatyczna, bo zaczęłaś od tego, z tego, co rozumiem, że przebywając z jakąś osobą, tutaj myślę, warto zaznaczyć, z którą dobrze się czujesz, przynajmniej w przypadku większości osób tak jest, naturalnie się dostosowujemy do siebie, co też często fajnie można sobie obserwować z trzeciej osoby po tym, jak dwaj rozmówcy przyjmują taką samą pozycję ciała na przykład. I to jest dosyć naturalne, ale to może się przenosi też na inne obszary, tak jak powiedziałaś, na przykład na sposób myślenia. W moim przypadku jest tak, że ja się zarażam takim klimatem w taki sposób, jakbym słuchał muzyki. Bardzo na przykład się staram omijać osoby negatywne, narzekające, bo nie jestem w stanie w pewnym stopniu odciąć tego od siebie. Wiem, że to jest tylko gadanie, że nie zgadzam się z tym, co mówią, albo że wcale nie musimy w ten sposób widzieć świata. Niemniej jednak nie umiem wytworzyć czasem naturalnej bariery. Teraz mieszkam z chłopakiem, który ma styl bycia z jednej strony buntowniczy, z drugiej malkontencki i mam czasem problem, żeby puścić to mimo uszu. W tym obszarze na pewno przejmuję osoby, ale mam wrażenie, że to jest na jakiś czas, że to bardziej emocjonalnie się dzieje, że jakiś klimat mi się załącza, że tak powiem kolokwialnie. Ale na przykład znam osoby i to mocno predestynowane do tego typu właściwości, które przejmowały na tyle silnie inne osoby, że w ciągu paru dni potrafił im się zmienić światopogląd.
I to nie była kwestia tego, że akurat te trzy osoby wpływowe w życiu spotkały, tylko potrafiły przebywać z paroma osobami na przemian. To była konkretnie dziewczyna, która nawiasem mówiąc miała spektrum borderline. To jest zaburzenie, w którym osoba różne osobowości przyjmuje. To nie jest do końca rozszczepienie osobowości, ale jest czasem niezrozumiałe to dla otoczenia. W każdym razie ta dziewczyna potrafiła tak bardzo się zmieniać, że to było nie do pojęcia, że potrafiła negować to, co mówiła dzień wcześniej i to naprawdę z przekonaniem. Więc wydaje mi się, że ja bardziej emocjonalnie przejmuję, ale znam osoby, które dosłownie zamieniają się na zasadzie takiej mimikry w osoby, z którymi przebywają i to do tego stopnia, że to potrafi być wręcz niepokojące.
[35:14] - Ja akurat ten element zawsze mam tak, że z jednej strony to przejmuję, z drugiej przerabiam to pod siebie i nigdy nie jest tak, że ja zatracam siebie na rzecz tego, co przejęłam od drugiej osoby. Natomiast fakt faktem jest to bardzo trafne porównanie, żeby porównać to do słuchania muzyki, bo jest to podobny poziom przejmowania nastroju. I swego czasu bardzo lubiłam próbować rozmawiać z ludźmi, którzy są smutni, w jakiś sposób ich przekonywać. Teraz coraz bardziej od tego odchodzę na rzecz własnego szczęścia, bo zaczęłam twierdzić, że świata nie zbawię, a siebie mogę, więc interesuję się sobą. Z tego, co słyszę, Marek nam daje znać, że otrzymał również historie od naszych słuchaczy, więc proponowałabym, żeby nam przeczytał szczególnie tą, która podobno pasuje do
[36:07] - To jest tylko jedna historia. Ja otrzymałem dwie historie od gościa, którego dzisiaj chcieliśmy zaprosić. Niestety gość się rozchorował, a jest nim Rafał Nieradzik, który już gościł kiedyś w audycji Radia Paranormalium, bodajże w sierpniu bądź na początku września. Była taka debata niekontrolowana o życiu po śmierci, o świadomości, o tym, czy świadomość potrafi przetrwać śmierć fizycznego ciała. Pan Rafał podesłał dwie historie, z czego jedna bardzo mocno pasuje do naszej dzisiejszej audycji. Ja nie będę całej tej historii tutaj przytaczał, bowiem ona jest tak długa, że zajęłaby chyba czas do 22:30, kiedy powinniśmy teoretycznie kończyć. Dlatego też pozwolę sobie odczytać odpowiedź od osoby, która prosiła Rafała Nieradzika o kontakt ze zmarłą znajomą Mariolą. Prosiła pani Małgorzata, która po tym przekazie napisała książkę, swoją drogą zatytułowaną „Obecność”. Jeżeli ktoś interesuje się tymi tematami, to może poszuka, może się zainteresuje. Natomiast odpowiedź od pani Małgorzaty brzmi następująco: „Po głębokim szoku, który przeżyłam czytając cały opis” — oczywiście chodzi o opis spotkania pozafizycznego, niefizycznego Rafała Nieradzika ze znajomą — „myślę, że pora na to, abyś poznał fakty.
Mariola zginęła w 2008 roku. Zabił ją samochód, pijany kierowca. Od początku tej tragedii nawiedzała mnie w snach, usilnie tłumacząc, że nadal żyje. Nie mogłam normalnie spać. Doszło do tego, że cały ten strach spowodował fakt, iż kładłam się do łóżka z włączonym światłem. Czasem odnosiłam wrażenie, że jej postać materializuje się, łapie mnie za rękę i tak dalej. Trwało to długie lata. Zanim sesja prowadzona przez twoją osobę odbyła się, rozmawiałam jeszcze z jedną dziewczyną z forum. Podejrzewam, że ona pomogła Marioli znaleźć się w miejscu, w którym ją zastałeś. Sny delikatnie uspokoiły się, ale pojawiały się nadal”.
W opisie snu pojawia się motyw z dzieckiem, które Mariola podnosiła do góry i przytulała. I w odpowiedzi czytamy tak: „Dziecko, które Mariola podnosiła do góry podczas spotkania z tobą, te łzy, smutek. To dziecko to prawdopodobnie płód, który usunęła jakieś dwa miesiące temu jej siostra, moja koleżanka. W dniu śmierci widziałam się z nią na pewnej imprezie. Faktycznie witając się ze mną, objęła mnie. Tańczyliśmy, ona piła alkohol. Co do jej rodziny, faktycznie jej siostra jest zadowolona z siebie i ma tego świadomość. Myśli tylko o sobie” i pewnie słowa, które znajoma wypowiedziała podczas tego spotkania z Rafałem Nieradzikiem tyczyły się jej. „Rodzina faktycznie zaraz zapomniała o tragedii. Każdy zajął się swoimi sprawami”.
W trakcie spotkania z Rafałem Nieradzikiem ta znajoma użyła zdrobnień: Gocha, Małgośka i w odpowiedzi faktycznie czytamy coś takiego: „Zawsze zwracała się do mnie Gocha, Małgośka. Nie wiem, co ma oznaczać symbol lalki, którą trzymała w rękach z ogromnym sercem. Nie wiem, czy to istotne, ale zdarzyło się niejednokrotnie, że ktoś mówił o mnie w ten sposób. Czy ja miałabym być jej ucieleśnieniem? Druga sprawa. Wspomniała o jakiejś sławie. Jest faktycznie kilka rzeczy, które mogłyby delikatnie przekierunkować moje życie. Rzeczy, których ja osobiście się boję. Nie wiem, czy jestem na nie przygotowana. To dbanie o urodę bardzo mnie zastanowiło.
Ogólnie pełna trafność, wszystko się zgadza. I jeszcze jedno à propos tej lalki. Dziś powiedziała mi to siostra. Jakiś miesiąc temu mój chrześniak był w szpitalu i obok leżała czteroletnia dziewczynka. Jak mnie zobaczyła, to powiedziała do swojej mamy, że wyglądam jak Elsa. Taka postać na topie dla dzieci. W tą niedzielę moja siostra była w odwiedzinach u sąsiadów, którzy mają małe dzieci. Ich dziewczynka, taka trzyletnia, bawiła się lalką. Blond włosy, serce z bursztynu na środku piersi. I właśnie przedstawiała tą postać.
To jest tą Elsę. Padłam. Zresztą chyba ona bardziej”. I właśnie ten sen, tę historię, którą przekazał nam Rafał Nieradzik. Pozdrawiamy, panie Rafale i życzymy swoją drogą szybkiego powrotu do zdrowia. Dobrałem właśnie ze względu na tę wzmiankę o tych snach, że Mariola nawiedzała panią Małgorzatę w snach przez bardzo długi czas. Może chcielibyście się odnieść do tej historii? Co na ten temat myśli Kasia? Ja mam wrażenie, że rzeczywiście to pasuje do tematu, ponieważ był ten kontakt w snach i bardzo mnie zastanowiło takie, co mi się rzuciło w uszy i co bardzo słyszałam w tym tekście, dotyczyło tej lalki. I zastanawiam się, czy to nie był jakiś taki symbol, który miał być przekazany i który być może powinien być zauważony wcześniej, ale ponieważ ta osoba nie była w stanie poznać tego w taki sposób, jak ja, mam wrażenie, powinny odczuwać duchy czas, czyli jako płaszczyznę, a nie jako liniowy, jak odczuwają ją istoty trójwymiarowe.
Może dlatego coś, co jest oczywiste w przekazie od osoby, która już nie jest na tym świecie, nie jest tak oczywiste dla nas. To jest rzecz, która była moim przemyśleniem w trakcie słuchania tego.
[42:15] - I rzeczywiście mam wrażenie, że ta osoba mogła być pod bardzo dużymi emocjami, kiedy zauważyła, że to, co widzi, w jakiś sposób pokrywa się z tym, co stało się później. Kuba, masz ochotę się odnieść?
[42:34] - Wydaje mi się, że lalka, która jest w pewien sposób atrybutem dzieciństwa, może się wiązać albo z jednej strony z dzieciństwem tej osoby, albo z tym dzieckiem. Realnie analizując sny, ja jestem przeciwnikiem uniwersaliów i parokrotnie mówiłem na temat tego, jak trzeba jakiś konkretny symbol analizować. Natomiast uważam, że każda osoba powinna sama przemielić to przez system własnych symboli, przez odniesienia do własnego życia. I tak naprawdę wydaje mi się, że większość snów można zrozumieć. Oczywiście trzeba brać dużą poprawkę, że podczas snu pewne fakty są łączone przypadkowo, dlatego, że występuje pobudzenie w mózgu i dlatego czasem te sny są tak dziwne i potrafią łączyć rzeczy normalnie ze sobą zupełnie niezwiązane. Dlatego tutaj taka może uwaga, mam na myśli to, żeby analizując swoje sny z jednej strony brać poprawkę na to, czym ta konkretna kwestia jest dla nas, a z drugiej strony niekoniecznie super się przywiązywać do tego, co się pojawiło w naszej głowie, bo pamiętajmy o tym, że trochę też działa wyobraźnia, a trochę też, tak jak powiedziałem przed chwilą, jest w tym przypadku, bo występuje przypadkowe pobudzenie, które łączy w skojarzenia kwestie, które niekoniecznie na jawie nam ze sobą się kojarzą. Może trochę odbiłem od tematu, ale moją misją było to właśnie, żeby trochę podpowiedzieć słuchaczom, jak mogą zrozumieć lepiej swoje sny. Bo mam wrażenie, że jeżeli się zada odpowiednio głębokie pytania sobie, oczywiście od takich płytszych do bardziej głębokich, to naprawdę wiele się można też dowiedzieć ze swoich snów. Tego, czego się obawiamy, czego naprawdę pragniemy, czego też nie chcemy czasem. To jest, myślę, taki obszar, na którym warto sobie popracować i zgłębić go bardziej.
A czasem właśnie świadome sny są świetną furtką do tego. Ja pamiętam, jak zrobiłem taki eksperyment i to był akurat dosyć osobliwy dzień dla mnie, ponieważ przez długi czas, przez kilka lat miałem długie włosy i to też dosyć mocno się kojarzyło ze mną, bo akurat miałem ksywę z tym związaną i generalnie w tamtym okresie to się wiązało z moim obrazem siebie też dosyć mocno. Natomiast w pewnym momencie stwierdziłem, że je ścinam i jakieś dwa dni później miałem świadomy sen. A był to jeden z tych snów, w których miałem naprawdę bardzo dużą świadomość i na tyle dużą, że mogłem formułować logiczne myśli i wnioski w trakcie tego snu. I po paru eksperymentach, które może przytoczę innym razem, postanowiłem, że ciekaw jestem, jak wygląda mój obraz w mojej własnej głowie. I taka myśl mi się pojawiała, może nie słowo w słowo, ale w trakcie snu, co jest dosyć niesamowite. I postanowiłem sprawdzić, czy nadal mam długie włosy. Raczej zakładałem, że już to się zmieniło, bo widziałem się w lustrze wielokrotnie. Podeszłem do ściany, skupiłem się na niej, pojawiło się lustro i okazało się, że w tym obrazie, że w tym lustrze widziałem siebie nadal z długimi włosami, co było zabawne, bo jednocześnie byłem świadomy tego, że już mam krótkie. Więc to był dziwny dualizm tego, że z jednej strony ten obraz na co dzień już się zmienił, ten obraz taki na jawie.
Natomiast w podświadomości gdzieś jeszcze on był taki jak dawniej i to było dosyć dziwne wrażenie właśnie patrzeć na siebie takiego nieprawdziwego, jednocześnie mając świadomość, że to jest jakiś iluzoryczny obraz gdzieś w podświadomości.
[47:23] - Może było tak, że oczywiście pewnie te długie włosy miałeś przez dobre kilka lat. Może było tak, że w jakiś sposób wrosnęły one w twoją podświadomość i stały się częściowo definicją twojego obrazu. Więc mimo tego, że świadomie wiedziałeś o tym, że ten obraz uległ zmianie, to twoja podświadomość bardziej opierała się właśnie na tych wszystkich wrażeniach i na tym, ile emocji i ile elementów było związanych z tym danym obrazem. Zdecydowała się na przedstawienie go w ten sposób jako obrazu, który jest bliższy twojej osobie i bliższy temu, jak ona przez cały czas była postrzegana zarówno przez ciebie, jak i przez ludzi wokół ciebie.
[48:17] - Tak. Myślę, że bardzo dobrze mówisz, że w tym wypadku te włosy nie tyle były częścią wyglądu stricte, tylko bardziej atrybutem, który w jakiś sposób mnie definiował. Wydaje mi się, że ważne, żebyśmy mieli takie swoje akcenty. Oczywiście niekoniecznie muszą się wiązać z naszym wyglądem zewnętrznym. Fajnie, zrobię pętlę i wrócę znowu do świadomych snów. Zdarzyło mi się dosyć sporo przeprowadzek. Może nie będę tego mówił bardzo głośno, bo jeszcze współlokatorzy usłyszą, nie do końca z mojej winy trochę sobie pojeździłem. To, co najbardziej sprawiało, że czułem się u siebie, to było zaadaptowanie tego terytorium, że tak powiem trochę biologicznie. Chodziło o to, żeby na przykład swoje rzeczy ułożyć, ale nie tylko o to, żeby książki na półkę, a bluzy do szafy. Pewnego razu wprowadziłem się na dwa dni i już musiałem jechać na święta, ale mimo to, że jeszcze miałem nieporozpakowywane rzeczy, to wyjąłem kamienie, bo zbieram kamienie, różne minerały szlachetne i mniej szlachetne, kolorowe i błyszczące i tak dalej.
Wyjąłem te kamienie tylko po to, żeby ocieplić to miejsce i po powrocie czuć się bardziej u siebie. Samo to, że widziałem w pokoju te kamienie, to już wiedziałem, że to jest mój pokój i obiecałem, że wrócę do świadomych snów. Miałem taką przygodę, to było tej nocy, kiedy bardzo świadomy, stabilny sen udało mi się uzyskać. A jakim sposobem, to innym razem wam opowiem, bo nie wiem, czy taka technika została opatentowana. Ja ją spontanicznie stworzyłem, bo jestem samoukiem i nigdy jeszcze nie korzystałem z cudzej metody świadomego śnienia. Może jedyne co, to zapisywałem sny rano, ale nie po to, żeby tworzyć dziennik, tylko robiłem sobie szybkie mapy myśli, żeby zapamiętać je, bo to też swoją drogą polecam słuchaczom. Jeżeli chcecie zapamiętać sen, to musicie mieć pod ręką, może być nawet telefon. Nie zapisujecie fabuły, tylko taką mapę myśli, główne skojarzenia, kilka kluczowych, to jak już je złapiecie na kartce, możecie je sobie rozwijać i to naprawdę bardzo je utrwala. To też jest fajne, bo czasem umykają nam te doświadczenia, a to myśl dla nas rozwojowa. Ale znowu zabrnąłem w dygresję, jak to miewam w zwyczaju.
Podczas tego snu stabilnego i jednocześnie świadomego postanowiłem zrobić też inny eksperyment. Leciałem sobie koło budynku jakiegoś i postanowiłem zajrzeć, co tam w tym budynku jest. To był nieznajomy mi budynek, jakiś mieszkalny blok czy wieżowiec i wszedłem przez okno. Mimo tego, że wnętrze zupełnie nie było mi znane, to zobaczyłem w środku moje głośniki. A ponieważ za każdą przeprowadzką musiałem te głośniki wozić i to była jedna z pierwszych rzeczy, które wypakowywałem, to wtedy w tym śnie to było zabawne, taka refleksja, że skoro tutaj są głośniki, to tutaj jest moje miejsce. To puentuje ten wywód cały o tym, jak warto ocieplać to miejsce. Twoje akcenty zarówno w wyglądzie zewnętrznym, jak i w swoim otoczeniu.
[52:38] - To jest częściowo wręcz niesamowite, że na nas, na naszą osobę wpływają tak drobne rzeczy, jak chociażby wyciągnięte głośniki czy wyciągnięte kamienie i że one w tak dużym stopniu w jakiś sposób nas definiują. Niekoniecznie tworząc naszą osobę, ale będąc jakąś jej częścią, która może nas opisać. Tutaj nam Robert podesłał informację od jednego z naszych słuchaczy, więc może Robert by ją odczytał na antenie dla naszych słuchaczy, odezwał się również do nich. Zapraszamy Robercie.
[53:25] - A więc jeden z naszych słuchaczy zadał pytanie. „Witam słuchaczy i prowadzących. Chciałbym opowiedzieć krótko mój wczorajszy sen. Śniła mi się drużyna Legii Warszawa. Dokładnie nie pamiętam, co tam było, ale obudziłem się z myślą, żeby postawić, że Legia nie przegra. Powiem jeszcze, że przed snem zastanawiałem się, skąd wziąć więcej pieniędzy, bo sporo wydatków na głowie. Rano sprawdzam, bo faktycznie Legia gra, ale z Realem i już kina w myśli: no tak, na pewno dostaną łomot, szkoda kasy. A wieczorem niespodzianka: Legia prowadzi, żeby ostatecznie zremisować. Sam nie wiem, co o tym myślę. Skąd ta podpowiedź?
Pozdrawiam”. Mi się wydaje, drogi słuchaczu, że nie powinieneś myśleć, tylko powinieneś obstawiać, jeżeli masz takie zdolności. Trochę oczywiście sobie żartuję, ale Jakkolwiek oczywiście mógł to być zbieg okoliczności i na sto takich snów nieprawdopodobnych akurat coś mogło się raz zdarzyć. Jednak wydaje mi się, że mogłeś przewidzieć ten sukces, duży sukces chłopaków z Legii i z tego, co wiem, to niewiele brakło, żeby Hiszpanów rozgromić. Także słuchaj, jeżeli ty też w to wierzysz, to spróbować rozwinąć ten dar. Jakkolwiek często to właśnie nie jest intencjonalne, tylko po prostu wychodzi, bo ja tak na przykład często mam. Nie wiem, czy mi się zdarzają sny prorocze, które sobie planuję. Raczej to jest coś, co się pojawia, ale myślę, że jesteś w stanie to świadomie rozwijać. Z jednej strony rozwijając właśnie uważność, świadomość na swoje otoczenie. Tutaj też polecam z jednej strony mindfulness, a z drugiej strony jakąś też autorefleksję i poznawanie ludzi i świata z różnych stron.
A z drugiej strony też jestem zwolennikiem intencji, czyli jeśli ty wierzysz w to, że jesteś w stanie takie rzeczy robić, to po prostu będziesz w stanie. I samo to, że się nastawisz na to, to może pomóc. Jakkolwiek ostatnio się mówi dużo, też się krytykuje autoafirmacje, to też trzeba mieć poprawkę. Wtręty moje, ale też mam taką misję, żeby przy okazji może trochę popularyzować psychologię. Autoafirmacja, tak słowem wytłumaczenia, to jest metoda, w której się samemu sobie coś powtarza i w pewnym momencie była moda na to, żeby się „leczyć”, to powiem w dużym cudzysłowie w ten sposób. Niemniej jednak taka metoda w większości przypadków nie jest dobra, dlatego że jeżeli na przykład gruba osoba będzie sobie powtarzać, że jest chuda, to raczej nie wpłynie na spalanie kalorii. Chyba że będzie mówiła bardzo energicznie, tylko raczej wpłynie na zwrócenie uwagi na ten problem, więc paradoksalnie go pogłębi, zamiast go wyciszyć. Ale wydaje mi się, że jeżeli to nie jest takie sztuczne powtarzanie sobie: jestem piękna, umiem szybko biegać, będę bogaty, tylko taka intencja rzeczywiście z przekonaniem, to wydaje mi się, że może być ona skuteczna.
[57:19] - Ja bym też proponowała naszemu słuchaczowi, który nam tę opowieść napisał, żeby zwrócił uwagę na to, czy w części jego snów nie pojawiają się właśnie też te elementy, których wcześniej nie zauważył, bo na przykład nie były one tak wyraźne czy nie były one tak zastanawiające. Bo bardzo często te elementy prorocze nie są aż tak spektakularne, tylko potrafią się pojawiać nawet jako taki zwykły przekaz gdzieś tam na przykład w temacie ceny mleka czy innego szczegółu, który uda nam się przypadkiem zapamiętać i okaże się, że on potwierdził się w rzeczywistości. A może to też pokazać, że to nie jest jednorazowa sytuacja i zbieg okoliczności, a właśnie jakaś tendencja czy dar w danym kierunku.
[58:21] - Myślę, że właśnie warto mieć, tak jak mówisz, z jednej strony to obserwować, ale warto też mieć zawsze z jednej strony wiarę, z drugiej strony krytycyzmu. Wydaje mi się, że to jest najzdrowszy taki balans właśnie. Dlaczego mówię o tym krytycyzmie? Bo czasem może nam się przyśnić coś nieprzyjemnego. I zdarzyło mi się rozmawiać z ludźmi, którzy po takim śnie jeszcze bardziej się obawiali tego wydarzenia, którego mogli się spodziewać, czasem świadomie albo czasem to mogło w ogóle się pojawić tylko w śnie i w jakiś sposób rzutować potem na ich psychikę. Ale wydaje mi się, że właśnie ja w ogóle jestem przeciwnikiem fatalizmu, czyli takiego poglądu, że wszystko zostało zapisane i tak właśnie ma być i jesteśmy właściwie tylko pionkami. Raczej uważam, że pewne energie, pewne własności świata się uwidaczniają i się realizują. Ale my mamy duży wpływ. I też podobnie jest z wróżkami. To znaczy wiele osób po kontakcie z takimi osobami dosyć za poważnie mam wrażenie to traktuje.
Jakkolwiek czasem zgodzę się, że możliwe, że rzeczywiście w jakiś sposób te osoby są w stanie pewne rzeczy przewidzieć, to też takie osoby, kiedy są odpowiedzialne, to mówią jasno, że nigdy to nie jest pewne przeznaczenie, że to raczej są właśnie jakieś, ja to nazywam nurtami. Może kiedyś wam opowiem szerzej, co to są nurty, ale chyba i tak się za bardzo rozgaduję.
[01:00:14] - To są jakieś po prostu takie tendencje, które mają wyższe prawdopodobieństwo znalezienia się niż inne, ale nie są tak jakby pewne w stu procentach. Tak ja bym to zinterpretowała.
[01:00:28] - Tak.
[01:00:28] - Żeby nie musieć tłumaczyć, co robiłem.
[01:00:34] - Tak. Pobieżnie jak najbardziej dobrze to zrozumiałaś. Tylko dorobiłem do tego filozofię, która dojrzewała we mnie, ale wydaje mi się, że to nie jest opowieść na ten moment. Ale sedno tego było takie i takie clou, że nasza wola jest też magnesem, strumieniem, który może wpływać na przyszłość nie tylko w sposób świadomy, ale też na wiele sposobów, które mogą się wymykać czasem naszemu postrzeganiu.
[01:01:19] - Też tak twierdzę. Skojarzyło mi się to z „Harrym Potterem”, bo tam przykład na to, że tak jest, łatwo znaleźć. Właśnie w tym momencie, gdzie Tiara Wyboru, mimo tego, że teoretycznie były przesłanki, żeby przydzielić go do konkretnego domu, zareagowała bardziej na jego wybór niż na to, co było mu przeznaczone. Ja twierdzę, że każdy z nas może mieć swój wybór tego, co jest mu przeznaczone i że nie musimy się zgadzać z tym, co jest zapisane. Bo tak naprawdę czy nie bylibyśmy trochę niewolnikami naszego życia, gdyby cała nasza przyszłość miała być gdzieś zapisana, a my byśmy tylko do niej dążyli w zasadzie bezwolnie? Wtedy w zasadzie cały samorozwój, cały rozwój osobisty nie ma żadnego sensu, bo i tak dążymy w stronę wydarzeń, które są nam zapisane, prawda? Więc po co w ogóle się starać?
[01:02:19] - Tak. Jeszcze rozwinę tą myśl, że dużo bardziej doniosłe z tego wynikają implikacje, a mianowicie cała moralność wtedy nie jest nic warta, bo w momencie, kiedy i tak miałem to zrobić, to dlaczego ja miałbym być sądzony z tego powodu? Wydaje mi się, że ideologie, bo są też pewne religie, które w mierze większej lub mniejszej taki fatalizm zakładają. I wydaje mi się to trochę dziwne, że jednocześnie może tam jakiś kodeks etyczny i moralny występować. Bo jakby nie patrzeć moralność wynika z wyboru. Więc skoro mamy wolną wolę, to tylko wtedy możemy być dobrzy albo źli. Jeżeli wierzymy, że mamy. Czy mamy czy nie, to już jest temat na inną dyskusję.
[01:03:16] - Jeżeli mamy wolną wolę, to musi ona iść w parze z tym, że nie mamy zapisanej przyszłości, bo przyszłość zależy od naszej woli. Więc albo wierzymy w to, że mamy wolną wolę i mamy możliwość wyboru przyszłości, albo nie wierzymy w to, że mamy wolną wolę i tym samym jesteśmy po prostu kukiełkami w teatrze.
[01:03:39] - Tak. Troszeczkę rozwinę ten temat. To jest taka cecha, która w psychologii się nazywa umiejscowienie poczucia kontroli i ona w swoich skrajnych biegunach z jednej strony zupełnie wewnętrzne umiejscowienie poczucia kontroli to są ludzie, którzy uważają, że oni w pełni kierują swoim życiem i to wszystko od nich zależy. Takie osoby mają większe szanse na sukcesy, bo biorą też odpowiedzialność. Ale ciemna strona wewnątrzsterowności jest taka, że obwiniają się dużo bardziej. Natomiast inne osoby uważają, że tak po prostu wyszło i po prostu się posypało samo. Może to jeszcze nie brzmieć tak głęboko. Dopiero można się o tym przekonać, słuchając ludzi. Bo to jest zabawne, jak na to samo dokładnie wydarzenie, które się przydarzy dwóm osobom, które razem je przeżyją, mogą być tak inne interpretacje właśnie ze względu na to podejście. Czy to świat kieruje nami, czy to my kierujemy sami swoim życiem.
Także myślę, że to jest cecha, która w ogromnym stopniu wpływa na nasze decyzje i na nasze życie.
[01:05:09] - Ja też uważam, że przede wszystkim trzeba zachować jednak złoty środek. Nie wchodzić ze skrajności w skrajność. Nie twierdzić jednocześnie, że wszystko idealnie zależy od nas tylko i wyłącznie, ale też nie twierdzić, że od nas nic nie zależy. Tylko mimo wszystko starać się być w jakiś sposób lepszym. Bo to, co nas łączy jako ludzi, to nie są przekonania, nie jest religia, tylko jest to dążenie do bycia w jakiś sposób przydatnym społecznie i lepszym społecznie. Dążenie do wartości moralnych, które moglibyśmy wszyscy razem posiadać.
[01:05:54] - Myślę, że tak, że to jest piękna droga. Ale też odwołam się do tego, co wcześniej mówiłaś, bo to też jest dosyć istotne w tym wszystkim. Mam wrażenie, że w naszej kulturze, mówię o chrześcijaństwie, które ma bardzo piękne założenia i takie pół żartem powiem trochę hipisowskie, ale jak najbardziej fajne, pacyfistyczne i pełne miłości i dobroci. Nie wiem, czy to jest kwestia złej interpretacji tego, co powiedział Jezus, czy też może czegoś, co sobie już dopowiedzieli ludzie wtórnie, ale myślę, że Czasem nie mówi się o tym, żeby jednak inaczej. Mam wrażenie, że etos chrześcijanina odwołując się do miłosiernego Samarytanina, czyli gościa, który na dobrą sprawę oddał cały swój majątek albo przynajmniej to, co miał przy sobie przypadkowej osobie. Mam wrażenie, że ten etos mówi o poświęceniu się trochę może niekoniecznie zasadnym. Wydaje mi się, że jak najbardziej powinniśmy się poświęcać i pomagać innym. Ale tutaj wrócę do twoich słów. Po pierwsze mieć swoje sprawy poukładane. Bo prawda jest taka, że dopiero w momencie, kiedy my sobie poradzimy ze swoimi problemami, to dopiero wtedy jesteśmy w stanie naprawdę dać innym oparcie.
I wydaje mi się, że to jest ważna sprawa, o której powinniśmy pamiętać. I tyle. Kropka.
[01:07:46] - Ułamana tarcza nie uchroni przed ciosem miecza. Tak, przywołując jeden z mitów, który kiedyś pamiętałam. Jakby nie patrzeć, to tak trzeba sobie poradzić najpierw ze sobą, dlatego, że nie jesteśmy w stanie udźwignąć w jednym czasie, nasza psychika w zasadzie nie jest w stanie udźwignąć bez kosztów z naszej strony w jednym czasie problemów naszych, problemów kogoś innego i jeszcze rozwiązać oba z nich na raz. Albo zajmiemy się sobą, poświęcimy trochę sobie i w momencie, kiedy my się ustabilizujemy, pomożemy ustabilizować się komuś innemu. Albo ta osoba niestabilna poprzez przerzucenie na nas swoich kłopotów ściągnie nas w dół i sami musimy wybrać, którą dróżką chcemy iść. Bo jest bardzo dużo osób, które są niezadowolone, są w pewien sposób bardzo depresyjnie nastawione i bardzo smutne częściowo z powodu własnych złych wyborów i właśnie tego własnego dążenia do tego, by komuś pomóc, nie zważając na własne szczęście i na to, że tak naprawdę nie jesteśmy w stanie tego zrobić, jeśli najpierw nie zrobimy czegoś z sobą.
[01:09:05] - Dokładnie. Myślę, że często właśnie takie osoby bardzo chłoną. To jest też kwestia tego, żeby mieć już ugruntowane swoje, z jednej strony samoocenę, a z drugiej strony podejście do, które pozwala nam mieć dystans do cudzych problemów, a niekoniecznie zawsze też zatruwania się nimi. Bo to nie powinno się kończyć tak, że tak naprawdę się zarażamy tym sposobem myślenia drugiej osoby i obydwoje lądujemy w tym samym dołku. Kiedyś widziałem takiego mema czy taki komiks. To było coś takiego chyba, że biegł sobie królik i nagle usłyszał wołanie. Rozejrzał się i zauważył dziurę. Okazało się, że w tej dziurze jest drugi królik. Więc ten drugi królik, jak zobaczył swojego wybawiciela, to krzyczy do niego: „Proszę cię, rzuć mi linę, pomóż mi”. Oczywiście ten pierwszy królik, jako że był wspaniałym królikiem, to wyjął spod pachy linę, którą akurat miał w kieszeni pod pachą ukrytą i rzucił temu królikowi.
Po czym ten w dole pociągnął mocno linę i wciągnął go do tego dołu. Nie wiem, czy dobrze spuentuję, ale myślę, że już wyczuwacie, jaka była puenta, że ten drugi królik tak naprawdę nie chciał wyjść z problemu, nie chciał wyjść z dołka, tylko chciał, żeby razem sobie w nim tkwili. I niestety takie osoby również się zdarzają i powinniśmy uważnie obserwować, bo zdarzyło mi się na przykład pewnej osobie z uzależnieniem pomagać albo przynajmniej starać się to robić. I niestety w pewnym momencie sobie uświadomiłem, że po chyba dziesiątej propozycji, jak może poradzić i wymówkach, dlaczego jednak nie.
[01:11:37] - Poczekaj na połączenie.
[01:11:40] - Coś się zerwało połączenie.
[01:11:42] - Próbował się do nas dodzwonić słuchacz telefoniczny. Próbowaliśmy do niego oddzwonić, ale chyba się nie udało. Spróbujmy może jeszcze raz.
[01:11:51] - Proszę bardzo.
[01:11:52] - To ty może kontynuuj w tym czasie. Najwyżej się rozłączymy ze słuchaczem.
[01:11:58] - Zmierzał do puenty, że-
[01:12:03] - Halo? Radio Paranormalium. Mamy słuchacza na antenie. Jesteśmy już na antenie.
[01:12:07] - Siemanko. Ja tylko chciałem powiedzieć, że ta pani bardzo dobrze mówiła i dzisiaj jest bardzo zbliżona audycja, bo jestem buddystą.
[01:12:13] - Michu nie gadam z nimi w ogóle. Oni teraz oddzwonią do ciebie.
[01:12:19] - Bo jestem buddystą i ja już to mam opanowane. Sorry, przepraszam za słowo, ale zbliżone macie audycje. Naprawdę nadajecie kurwa. Oświećcie swoje własne umysły, oświećcie ludziom umysły. Dziękuję.
[01:12:34] - Dziękuję za uznanie. I prosimy Kubę, aby kontynuował.
[01:12:39] - Tak nawiasem, notabene powiem, że nie wiem, czy jestem buddystą. To jest dobre określenie, czy to właśnie praktyka czyni buddystą, czy bardziej sposób widzenia świata, bo jak najbardziej na tym etapie i myślę, że już chyba tak pozostanie, to jest najbliższa mi filozofia. Ale wracając jeszcze do tematu i swoją drogą polecam wszystkim, naprawdę jest to niesamowicie dojrzały sposób widzenia świata i budowania relacji. Także naprawdę, jeżeli chcecie się rozwijać albo chociaż sprawdzić jakieś nowe możliwości ideologiczne, to poczytajcie i poszukajcie, bo naprawdę warto. Natomiast wracając do wampirów i królików wciągających do dołów, to pamiętajmy, że nie wszystkie osoby chcą rzeczywiście pomocy, tylko czasem chcą nas wciągnąć do swojego bagienka i uważajmy na takie osoby, ale oczywiście z otwartą głową podchodźmy do tego.
[01:13:47] - Tutaj się z tobą zgodzę, szczególnie z tymi królikami. Dlatego że jak również powiedział to mój kolega, który także interesuje się troszeczkę psychologią w tym temacie, ludzie mogą sobie radzić z tymi stanami depresyjnymi, ewentualnie smutkiem na trzy sposoby. Albo mogą za wszelką cenę chcieć z tego wyjść i wtedy z tego wyjdą, szukając pomocy albo nie szukając pomocy. Mogą też się w tym pogłębiać, mimo tego, że próbują wyjść, bo po prostu im to nie idzie albo próbują to zrobić w zły sposób, albo są na to troszeczkę za słabi i potrzebują pomocy. A jest grono takich ludzi, którzy sobie w tym złym stanie i w tym byciu smutnym uwijają takie gniazdko i im jest tam dobrze. Im jest dobrze tak sobie narzekając, tak sobie będąc przez cały czas mocno depresyjnym, mocno niezadowolonym, mocno dekadenckim. Oni są tacy bardzo zadowoleni w tym miejscu i najchętniej pod pozorem tego, że potrzebują pomocy, powciągaliby w to miejsce jak najwięcej osób i też im pomogli uwić to gniazdko, żeby oni też mogli być tak przez cały czas smutni, nieszczęśliwi i dekadenccy. Ja również widziałam taki bardzo ciekawy komiks. On jest akurat na temat miłości, ale sądzę, że można go w tym temacie przełożyć. Został narysowany człowiek, który dał innej osobie swoje serduszko.
Tamta osoba została wcześniej zraniona, dostała to serce od niego i jak tylko je dostała, to poszła dać je komuś innemu i tamten człowiek został bez tego serca. Tutaj można to również przełożyć na to, że musimy też mieć tą świadomość, że jeżeli już się komuś poświęcamy, to nie powinniśmy się poświęcać w całości. Nie powinniśmy oddawać całkowicie tego, co mamy, kim my jesteśmy, bo w pewnym momencie może się okazać, że tamta osoba w ogóle nie doceni naszego poświęcenia, nie doceni tego, co dla niej zrobiliśmy i my zostaniemy tak naprawdę na tym skrzywdzeni, na tym, co próbowaliśmy uczynić.
[01:16:16] - Tak, bardzo się zgadzam z tobą i zwłaszcza warto podkreślić tutaj tą kwestię, o której powiedziałaś, że paradoksalnie czasem te osoby, którym najbardziej pomagamy, najbardziej nie będą tego doceniać. Właśnie przez to, że przyzwyczajają się do tego, biorą całą rękę, jak damy im palec, a może razem jeszcze z ramieniem i klatką piersiową nas potrafią zamoczyć w tym wszystkim. Tak jak mówisz, powinniśmy pamiętać też o sobie. Ja byłem w związku rok temu, w którym wydawało mi się, że osobie, z którą jest się tak blisko, powinno się tak bardzo pomagać i robić tak dużo, łącznie z pożyczaniem dużych ilości pieniędzy. Ale okazało się, że jednak byłem chyba trochę naiwny w tym, bo po całej tej energii, którą włożyłem w to, jednak okazało się, że ta osoba niby wiedziała, że mi dużo zawdzięcza, ale z drugiej strony jednak nie doceniała kosztów moich, jakie poniosłem. I wydaje mi się, że właśnie przez to, że to ja sam trochę tak naiwnie, dziecięco oddałem wszystko, co miałem i myślałem, że ta duszność wystarczy, żeby ktoś nam ją odwzajemnił. Wcale tak być nie musi zawsze.
[01:17:59] - Też druga sprawa, że ta osoba mogła nie zauważyć tego, ile to od ciebie wymaga, dlatego, że od niej dostanie tego tak naprawdę nie wymagało większego zaangażowania, nie wymagało jakiejś energii w to włożonej. Więc jeżeli ona nie włożyła w to energii, to jednocześnie w jakiś sposób odczuwała, że ty też nie wkładasz w to energii, co jest założeniem jak najbardziej błędnym i krzywdzącym dla osoby, która postarała się i w jakiś sposób poświęciła chociażby nawet swój czas na wysłuchanie tej drugiej osoby. Ja osobiście twierdzę, że jeżeli chcemy komuś pomagać, to powinniśmy próbować to zrobić w jak największym stopniu świadomie i przede wszystkim postawić wokół nas takie bariery, zabezpieczenia, za które nie będziemy chcieli się posunąć. Dokładnie tak samo, jak w ratownictwie, ja akurat jestem ratownikiem wodnym, trzeba pamiętać w momencie, kiedy ratujemy topielca, żeby on nie spróbował wciągnąć nas pod wodę. Dlatego, że bardzo dużo topielców właśnie osoby, które próbują im pomóc, wciąga pod wodę i powoduje, że tamte osoby również zaczynają się topić. Dlatego takim pierwszym zachowaniem, które powinniśmy przenieść z wszystkich elementów zachowania pomocy innej osobie, że na początku dbamy o własne bezpieczeństwo i o własne zdrowie psychiczne, bo tak naprawdę nikt z nas nie chce większej ilości ofiar i ofiara, która jest ofiarą jakiejś choroby czy zaburzenia psychicznego jest równie dużą ofiarą, co ofiara, która zostanie utopiona podczas próby ratowania drugiej osoby. Czyli lepiej jest nawet zostawić tamtą drugą osobę, odejść od niej i w jakiś sposób skazać ją na dalsze borykanie się z problemem, niż pozwolić na to, żebyśmy sami wciągnęli się w ten problem, zaginęli w nim, bo wtedy ani my nie możemy siebie samego uratować, ani już nie jesteśmy w stanie pomóc tej drugiej osobie. I w ten sposób mamy dwóch topielców zamiast jednego.
[01:20:18] - To jest niesamowite, że ta metafora, której użyłaś, nawet nie wiem, czy do końca jest metaforą, bo jest po prostu przykładem z twojego życia i jest świetnie trafiona, naprawdę. Bo tak właśnie jest, że jeżeli nie będziemy wiedzieć, gdzie jest ta granica, to sami pójdziemy na dno razem z tą osobą, którą moglibyśmy pomóc.
[01:20:44] - To jest taka podstawowa zasada, której powinien każdy się uczyć, chociażby w szkole przy pierwszej pomocy, że najpierw dbamy o własne bezpieczeństwo. A to, że duża ilość osób nie dba o to własne bezpieczeństwo, jest głównie spowodowane tym, że lekceważą problem psychiczny jako taki, który nie może zrobić im krzywdy. On może nam zrobić krzywdę równie dużą jak nadzianie się na jakiś patyk czy właśnie to topienie się. Po prostu ta krzywda jest mniej widoczna na pierwszy rzut oka, bo ona nie krwawi, nie powoduje bezpośredniego bólu fizycznego, ale tak naprawdę pozostawia znacznie większe zmiany i znacznie większe blizny niż te blizny, które mogą powstać po urazie mechanicznym.
[01:21:41] - Tak, dokładnie tak jak mówisz, myśli potrafią być bardziej niebezpieczne od noża i dlatego z jednej strony powinniśmy myśli, ale też słowa, od razu to się z tym wiąże. Dlatego też powinniśmy z jednej strony ważyć swoje słowa, ale z drugiej strony też dobierać odpowiednie towarzystwo. Bo mam wrażenie, że czasem, nie chodzi o to, żeby unikać ludzi, którzy mają problemy, bo oczywiście to też nie jest rozwiązanie, żebyśmy sobie stworzyli taką małą idyllę, tylko raczej wiedzieć, które osoby po prostu szczepią w nas jakieś takie szkodliwe dla nas bardzo postawy i zachowania.
[01:22:34] - To jeśli pozwolisz, ja nawiążę. Ostatnio byłam na dosyć ciekawym wydarzeniu. To był Tydzień Kariery organizowany przez bodajże Ministerstwo Edukacji. Nie jestem pewna. W każdym razie w Opolu również odbyła się jego edycja. Ja na to wydarzenie poszłam i była tam pewna dziewczyna, która założyła hotel dla psów, łącznie ze szkołą. I to, co bardzo utkwiło mi w pamięci, to, co chciałabym tutaj przywołać, to to, że ona powiedziała, że jedną z rzeczy, które zrobiła w trakcie walki o te swoje marzenia, o ten swój pomysł, który miała, było wyrzucenie ze znajomych wszystkich osób, które nie potrafiły w żaden inny sposób na to zareagować, niż ciągle mówiąc jej, że to się nie uda i że to nie ma żadnego sensu i że jest głupia próbując to zrobić. Bo przekazywały jej tak negatywne emocje, że ona w pewnym momencie doszła do wniosku, że jeżeli zacznie ich słuchać, jeżeli nadal będzie przebywać w ich towarzystwie, to rzeczywiście jej się to nie uda, bo ona w końcu uwierzy w to, co ci ludzie uparcie chcą jej wmówić. Dlatego że dwie rzeczy można zauważyć jako tendencję wśród społeczeństwa polskiego. Oczywiście nie każdy się jej poddaje, ale jest to w pewien sposób tendencja czy element, który można zaobserwować, że bardzo wielu Polaków nie potrzebuje tego, żeby im było dobrze.
Wystarczy im, że człowiek, który jest obok, ma gorzej i że jemu się nie udało. W jakiś sposób podbudowuje ich to w poczuciu jakiegoś spełnionego obowiązku czy spełnienia samego siebie w życiu. A drugą sprawą jest to, że Polacy bardzo ignorują fakt chorób psychicznych. Wręcz w bardzo wielu przypadkach jest tak, że osoba, która ma problem psychiczny i chce poszukać specjalistycznej pomocy, jest przez swoje otoczenie spychana jednak mimo wszystko trochę w dół. Dlatego, że jeżeli pójdzie już do tego psychologa, to co ludzie powiedzą, jak się dowiedzą, że ona chodzi do psychologa? I to jest podejście, moim zdaniem, bardzo tragiczne, które powinno zostać zmienione przede wszystkim odpowiednią edukacją.
[01:24:56] - Tak, wydaje mi się, że powinniśmy, zwłaszcza my jako psychologowie, ale też myślę, że inni ludzie, którzy są tego świadomi, pracować nad przełamaniem tego tabu. Tak jak mówisz, to jest dosyć duży problem. Marginalizacja tych ludzi, zepchnięcie ich czy wykluczenie w jakiś sposób. Chodzi mi o to, że jeżeli ktoś pójdzie do psychologa na terapię, to dla niego jest to jakby przyznanie się do błędu czy do jakiegoś problemu. Zamiast potraktować to tak, jak pójście do lekarza, kiedy chcemy, żeby problem został Już zostawiając to, jakie metody, bo przeróżne stosują lekarze, wcale niekoniecznie zawsze chodzi o rozwiązanie źródła problemu, a właśnie tym zajmuje się psychologia. Podejście jest takie, że chcemy sobie poradzić. To wiem z doświadczenia własnego, bo wielokrotnie proponowałem osobom, które widziałem, że mają problemy i że dobrze by im zrobiła terapia. Mówiłem tak zupełnie na luzie, nie stygmatyzując, nie oceniając tych osób. Mówiłem, bo ja też osobiście byłem na terapii i wiele ciekawego się dowiedziałem. Rozwinęło mnie to i uważam, że praktycznie każdy powinien spróbować, bo choćby jako rozwój osobisty to jest naprawdę fajna sprawa.
Mimo to osoby, które widziałem, że mają takie problemy, nie chciały iść, bo jakoś tak im się to kojarzyło z przyznaniem się. Tak zakładam, bo może nie zawsze takich akurat argumentów używali, ale z przyznaniem się, że coś jest ze mną nie tak. A prawda jest taka, że każdy jakieś problemy ma. Tylko jedna osoba wyjdzie z taką inicjatywą, zda sobie z tego sprawę i spróbuje to zmienić, a druga będzie to zakopywała gdzieś pod dywan. Dlatego bardzo wam polecam terapię i w sprawach większych, i mniejszych. Oczywiście istotnym aspektem terapii jest relacja z terapeutą, która nie jest koleżeńską relacją, ale chodzi o to, że musimy poczuć, że dla nas jest to dobre. Jeżeli poczujemy, to jak najbardziej każdemu polecam, kto tylko czuje, że mogłoby mu to dobrze zrobić, bo jest to bardzo rozwojowe i również można też na NFZ iść, tak że nawet nie musimy płacić, ale oczywiście można też iść prywatnie, jeżeli chcemy to wygodniej zrobić i mieć więcej czasu u terapeuty dla siebie. Tak że polecam wszystkim.
[01:28:07] - Ja też, podsumowując, powiem, że może te osoby nie tyle bały się przyznać do tego, że mają problem, co utożsamiały pójście do psychologa z przylepieniem im łatki wariata, który nie wie, co mówi i nie wie, kim jest. Spotkałam się parę razy z tym szczególnie na wsiach, dlatego że ja mam bardzo duży kontakt z wsiami okolicznymi. W Opolu niestety charakterystyka mojej szkoły jest taka, że większość osób tam dojeżdża z wsi. Nie są to osoby typowo z miasta. I tam bardzo często jest takie podejście, po pierwsze, że każdy wszystko wie i cokolwiek się stanie, jedna sytuacja może zaważyć na całej opinii na nasz temat. I te osoby są przez to troszeczkę wycofane. A drugą sprawą jest to, że bardzo szybko się przylepiają łatki i dla tamtych osób pójście do psychologa jest równoznaczne z wręcz dostaniem żółtej karty. Żeby to zmienić, nie wystarczy o tym powiedzieć, tylko osoby, które nas słuchają, i tutaj głównie do was chciałabym troszeczkę zaapelować, że to jest w waszych rękach i w rękach każdego z nas. Jeżeli my pokażemy takiej osobie, że tak nie jest, że to nie jest typowy sposób myślenia, jeśli w jakiś sposób przekonamy ludzi wokół siebie, że pójście do psychologa jest dokładnie tym samym, co pójście do lekarza rodzinnego, do urologa czy do kogokolwiek innego, to w jakiś sposób zacznie się to robić normalne. Nikt z nas przecież nie wstydzi się tego, że poszedł do szpitala leczyć tarczycę czy leczyć jakąkolwiek inną przypadłość, a w jakiś sposób wstydzimy się pójść do psychologa i przyznać, że tak, mamy problem ze swoim umysłem, ale chcielibyśmy coś z tym zrobić i chcielibyśmy to naprawić.
Oczywiście choroby fizyczne są bardziej widoczne, ale umysł też jest częścią nas i nie powinniśmy ignorować go jako takiego, tylko zaakceptować to, że jest to część nas i wykorzystać go, a w przypadku jego choroby bardzo szybko zadziałać i wyleczyć tak samo jak każdy inny element naszego organizmu. Tylko działając wspólnie umysł i ciało są w stanie działać poprawnie i dawać nam w jakiś sposób zadowolenie i szczęście. Właśnie tym pozytywnym akcentem myślę, że powoli będziemy kończyć, dlatego że część z nas ma również pewne rzeczy do zrobienia w najbliższym momencie. Ja muszę odrobić niestety zadanie domowe. Nasz kolega również ma jakiś projekt i bardzo dziękuję za to, że państwo przyszli, że państwo nas wysłuchali z taką uwagą i zaangażowaniem oraz że część z państwa włączyła się w tę audycję, pomogła ją współtworzyć, bo to jest dla nas bardzo ważne i pokazuje nam, że te audycje mają sens i że są ludzie, dla których możemy to robić.
[01:31:27] - Tak, ja też bardzo dziękuję, że wzięliście udział i zapraszam bardzo gorąco do tego, żeby próbować, bo tak naprawdę nie różni się to bardzo od rozmowy telefonicznej, a myślę, że dużo ciekawiej się to rozwinie i będzie to bardziej żywe, jak czasem poznamy wasze zdanie na tematy, które poruszamy.
[01:31:54] - Tutaj jeszcze się odniosę do komentarza, który Radio Paranormalium wysłało mi w ostatnim momencie. Ja nie mam smutnego życia i nie uważam, że Polacy chcą tylko i wyłącznie czyjegoś nieszczęścia. Twierdzę, że jest to jakaś rzecz, którą można zaobserwować u części naszego społeczeństwa. Nie u wszystkich. W jakiejś części. Ja nie mam związku z dużymi miastami, nie mam związku z ogromną ilością ludzi, tylko mówię głównie o elementach małych wsi, gdzie każdy wie wszystko o sobie, gdzie są mocne zależności sąsiedzkie. Bo ja osobiście mieszkając w mieście, nawet mimo tego, że ono jest dosyć małe, mimo tego, że jest wojewódzkie, widzę to, że my nie zachowujemy się tak jak mieszkańcy wsi, tylko zachowujemy się troszeczkę inaczej, w trochę inny sposób. Dlatego że nie zaglądamy tak tej drugiej osobie do talerza i nie jesteśmy tak bardzo nastawieni na związki z ludźmi wokół nas. Bardziej jesteśmy nastawieni na siebie i na swój własny samorozwój. Ale mimo wszystko trzeba pamiętać o tym, że w tych mniejszych mieścinach to nastawienie jest troszeczkę inne niż w dużym mieście, w którym ludzie nie rozmawiają w ten sposób ze sobą, nie mają aż takich zależności i nie znają się na aż takim stopniu zaangażowania.
[01:33:23] - Myślę, że możemy zakończyć ten odcinek dosyć spontanicznej audycji „Świadomy sen – nasz drugi świat”. Dzisiaj planowaliśmy omówić temat LD a zaświaty, jednak niestety z powodu pewnych nagłych, przykrych dosyć okoliczności musieliśmy troszkę zmienić nasze plany. Ale myślę, że audycja zorganizowana dość spontanicznie spodobała się państwu, udała nam się. Mamy nadzieję, że za tydzień już nie będzie takich trudności. Nie będzie żadnych trudności najlepiej i że normalnie usłyszymy się w kolejnym odcinku. A dzisiaj po drugiej stronie Skype'a byli z nami oneironauci: nieobecny już Robert oraz obecni jeszcze Kasia i Kuba. Dzięki jeszcze raz za przybycie.
[01:34:08] - Dziękujemy i pozdrawiamy słuchaczy.
[01:34:10] - Tak, ja też dziękuję i bardzo miło mi było wziąć udział w audycji. Fajna sprawa.
[01:34:16] - A za sterami technicznymi audycji siedział Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium – paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień w kolejnym odcinku audycji „Świadomy sen – nasz drugi świat”.