[00:00] - To think for yourself and question authority.
[00:04] - Sprawdzam, czy jestem podpięty. Jestem spięty, podpięty i gotowy. Chociaż nie, nie jestem. Światełko dziwnie się zachowuje na mikrofonie, także daj mi chwilę, a tu poprawię wszystko. Może teraz zadziała. Hu, hu, kto to wie? A może teraz zadziała. Jak zwykle tu zawsze coś się musi dziać. Ale taka jest natura rzeczy, że jak się rąbie drewno, to wióry się sypią. Tak słyszałem, jest takie stare powiedzonko.
Ja sobie teraz jeszcze posprawdzam, czy wszystko tu jest naprawdę okej. To już wszystko jest okej i wszystko pokazuje, że jest absolutnie okej. Także Skype do radia, bo to jest wszystko na żywo w sobotni wieczór. radionafali.com i możesz zadzwonić live, jeżeli masz jakiś pomysł związany z tymi spiskowymi historiami, które będę tutaj opowiadał troszeczkę. Miałem powiedzieć o gościu za tydzień, bo sobie zażeram czekoladę. Zaraz sobie skręcę jakiegoś jointa dzisiaj z tej okazji, bo jest doskonała płyta u mnie w ręku. Jest piękna sobota, zaczęła się wiosna, spiskowy temat i oberwie mi się za tydzień za tą moją dzisiejszą dietę, czyli czekoladka, joincik, bo za tydzień gościem będzie Arasz, specjalista od diet. Ja też mam swoje definicje na temat diet. Nie to, żebym był jakiś taki dietoten, ale będzie naprawdę ciekawie, bo człowiek ma bardzo ciekawą wiedzę i ja będę chciał skonfrontować kilka rzeczy razem z tym dżentelmenem tutaj na żywca. Witamy serdecznie.
Także się pojawisz za tydzień, człowieku. Przychodź, bo człowiek robi w ogóle ciekawe prelekcje, a o tym wszystkim on sam opowie za tydzień i wszystko będzie jasne. Także wpadaj tu za tydzień. Oprócz tego, że jesteś tu teraz, tu i teraz, a ty słuchający offline nie wiem kiedy, już niedługo wrzucę wszystkie zaległości. Nie obiecuję. Po prostu mówię, że wrzucę i tyle. Co ja będę obiecywał? Co ja jestem? No właśnie. Obiecanka?
Otóż to. Także ty słuchaczu offline, po prostu kolejny odcinek „Hiperprzestrzeni”. Ciekawy gość i myślę, że będzie ciekawa rozmowa. Ale to za tydzień, a tymczasem o tym, gdzie sprawy potrafią się wyjaśnić, o momencie polaryzacji, o redukcjonizmie, o którym książę Edward lubi opowiadać. Ja zostałem wielkim fanem tego określenia „redukcjonizm”. Nie to, że jakieś nowe, rewelacyjne i tak dalej, ale kontekst, który książę Edward nadał temu słowu, po prostu powalił mnie z nóg. Także postanowiłem i ja używać tego samego kontekstu. Także dzisiaj o redukcjonizmie dokładnie w tym znaczeniu. Ale jakim? Ale co?
Ale jak redukcjonizm, czyli zmniejszanie wszystkiego dookoła. Im mniej, tym wygodniej. Otóż to. O tym jest mowa. Także o redukcjonizmie, o weryfikacji, o takich sprawach troszeczkę. O takich spiskowych teoriach dziejów, jak to sprawy potrafią czasami wyjawiać swoją prawdziwą naturę. Kto za czym stał, jak to wyglądało, jak to wygląda. „Hiperprzestrzeni” w Radiu Nafali retransmitowane w Radiu Paranormalium. Już się ja, Tomek. Prosto z Puszczy Kampinoskiej.
Nie! Prosto z południa Londynu oczywiście. Prosto stamtąd. Prosto stąd właściwie. Dzisiaj spiskowo troszkę w „Hiperprzestrzeni”. To może ja zacznę od aspektu filozoficznego. Myślę, że to jest sprawa, która jak zwykle najbardziej jest bliska mojemu sercu. Taki holistyczny ogląd na sprawę. Zrozumienie. Ja sobie skręciłem jointa, także jeżeli człowieku w jakiejś dobrej intencji, pokoju i miłości, niech ta chmura tutaj krąży.
Słyszałem, że wydarzył się krzywy numer dzisiaj w Polsce. Mianowicie legalizacja cannabis, ale do tego przejdę troszkę później, bo to jest właściwie powiązane z tym dzisiejszym tematem. To jest jeden z tych wątków, który dzisiaj będę tu próbował pokleić do kupy za pomocą taśmy klejącej i sznurka swojego wątłego umysłu. Nie takiego wątłego. Skoro udało mi się podłączyć to wszystko i mnie słyszysz, człowieku, to chyba jednak jeszcze przynajmniej kable ogarniam. Także jest okej. Zacznę od tego, jak w ogóle ogarniamy świat. Bo jakoś to wydaje mi się ogarniam, jakoś tu działam, funkcjonuję, ale jak świat się sam ogarnia, bo jest kilka rzeczy, które mnie zaskakują nieustannie. Potrafię poczuć się zaskoczony. Jest to miły urok życia.
Myślę, że każdy powinien mieć z tego przynajmniej jakąś frajdę. Tak mi się wydaje. Nie to, żebyś musiał mieć z tego frajdę, że zaskoczony zawsze w życiu, ale są czasami naprawdę już tak zabawne, takie irracjonalne historie. I czasami, tak mi się wydaje, historie, z którymi zderzamy się, przynajmniej ja się zderzam tak tu lokalnie, w swoim własnym życiu, są pewnym odpryskiem tego, co się dzieje w ogóle globalnie. Bo nie jestem taki wyjątkowy i wydaje mi się, że w ogóle nie ma w tym żadnej wyjątkowości. To jest element większego obrazu całości. Jakby wszystko składało się z takich małych fraktali, małego patternu, który w pewnym momencie, kiedy jest go trochę więcej, przybiera taką formę. Kiedy jest więcej innego patternu, przybiera inną formę. Właściwie mało tutaj oryginalności. Mało tutaj aż tak odkrywczego spojrzenia.
Właściwie jest tylko pewna prawidłowość kosmosu. Nie wiem, jak to nazwać. Można nazwać to prawidłowością z kosmosu. Cokolwiek. I jest coś takiego, co się stawia zawsze w okoniu. W okoniu. Co ja mówię? Ja chyba bym popływał w jakiejś rzece. Wiosnę czuję. To może o to chodzi.
W każdym razie jest coś takiego, co zawsze staje okoniem do takiego normalnego, wydaje mi się mało odkrywczego, ale myślę, że bardzo konstruktywnego sposobu podejmowania, ale tak inteligentnie powiem: dialogu ze światem. Po prostu tego, jak żyjemy. Łapania chwili taką, jaka jest i naszego życia takim, jakie jest i robienie go w fajny sposób, mówiąc po prostu po ludzku, żeby było miło. O tym jest mowa. I jest coś, co stoi kompletnie zawsze po przeciwnej stronie. To są wszystkie aspekty religijne. Ja sobie tak tutaj dłubię oczywiście w innych rzeczach, poza oczywiście gadaniem o filozoficznych aspektach pewnych spraw, które się kręcą dookoła mojej głowy. Dłubię sobie, o czym słuchacze Radia Nafal doskonale wiedzą, w czwartkowe wieczory przy technologii kesze. Mniejsza o to. Jest to moje poletko.
Niekoniecznie chcę promować lub coś w tym stylu, ale jest to przykład z mojego życia, a najlepsze przykłady takie z własnego życia. Tak że nie będę ci opowiadał o czymś, co jest z kosmosu, tylko powiem ci, jak to widzę ze swojej strony. Bynajmniej nie chodzi o technologię, zapomnij, nie chodzi o kesze ani nic z tych rzeczy. Chodzi po prostu o sytuację. Jest coś takiego, że czasami się pojawia kawałek technologii, cokolwiek. I każdy taki skok, tak mi się wydaje, taki potężny skok do przodu, cywilizacyjny, taki, że nagle prywatnie na przykład łapię, że mogę coś zrobić, coś, czego nie mogłem zrobić wcześniej, że pewne rzeczy, które wydawały mi się kompletnie poza jakąkolwiek kontrolą, leżą w domenie mojej stuprocentowej kontroli. Wiąże się oczywiście z tym odpowiedzialność i wiele innych rzeczy, ale nie będę poruszał tych wątków od tej strony, bo chodzi o coś zupełnie innego. Generalnie okazuje się, że ta granica możliwości odpowiedzialności przesuwa się mocno do przodu na pola, na których nigdy czasami mnie nie było. Tak to przynajmniej wygląda. I są to pola, które graniczą albo z tyłu na mocnej kontrze z systemem wiar i jakości przyjmowanym przez tą cywilizację.
Jakkolwiek można to nazywać, po prostu tak zwaną normalnością, którą uznajemy za normalność. Czasami człowiek widzi rzeczy, które kompletnie wymykają się temu, o czym wszyscy dookoła mówili, że zawsze tak jest, zawsze tak było i zawsze tak będzie. I się okazuje, że właściwie pojawia się coś w rodzaju takiego religijnego wątku, religijnego aspektu. I albo w tym momencie nazywamy to cudami, tak mi się wydaje. Albo są to cuda, albo jest to nauka, albo jest to magia. Właściwie magia, bo to jest chyba dobre słowo. Albo jest to magia, chociaż magia oryginalnie to w sumie nauka, ale to jeszcze jest alchemia i tak dalej. Można by oczywiście godzinami o korzeniach tych słów, kiedyż to sięgają starożytnego Egiptu i tak dalej, tutaj dyskutować. To są opowieści powstałe w hiperprzestrzeniach. Na razie pominę te wątki historyczne, tak że przerzućmy parę kartek do przodu.
W każdym razie wygląda to trochę tak, że nadmiar wiedzy potrafi wzbudzić jakieś takie sensacje na poziomie religijnym, że właściwie tutaj zaczyna się pierwszy punkt polaryzacji, mówiąc w wielkim skrócie. Tak najprościej ujmując całą sytuację wygląda tak, że pojawia się nowa technologia, która naprawdę, job twoja mać, po prostu miażdży wszystkich w kolanach i się okazuje, że generalnie oczy wystają w słup. Nagle wszystkie filmy science fiction stały się właściwie blade przy tym wszystkim. I co się okazuje? Wiadomo, że jest. Wiadomo, że funkcjonuje. Wiadomo, że nie każdy być może zrobił. Oczywiście jak zwykle jest masa kontrowersji dookoła tego i masa tych kontrowersji wzbudza taką weryfikację, można powiedzieć. Tu się zaczyna taki moment polaryzacji, redukcjonizmu dookoła tej całej sytuacji, bo oczywiście za tym wszystkim stoi wiedza. Wiedza z reguły jest zawsze kompleksowa.
To nigdy nie jest jedno zdanie, które wyjaśnia wszystko. Ono wyjaśnia na pewnym poziomie, kiedy człowiek, tak mi się wydaje, to jest moja koncepcja, wcale nie wiem, czy mam rację, ale przynajmniej u mnie to działa. Kiedy nabiorę takiego kompleksowego balastu, zmierzę się z nim, przemielę, wyrzucę, pozostawię, odnajdę z powrotem, cokolwiek się tam wydarzy, burze i wichury oraz inne zamieszania, to w pewnym momencie wyrzucam to wszystko i pewnego dnia wraca tak elegancko, ładnie poukładane. I generalnie ma to jakiś sens, bo kiedy próbuję z tego skorzystać w praktyce — działa. Czasami nie działa. Zdarzyło się i tak. Mam nadzieję, że jeszcze się zdarzy parę razy, bo jest to niezła lekcja. Niemniej fajnie jest, kiedy działa. I jeszcze fajniej jest, kiedy jeszcze jest wiedza dookoła tego i kiedy nawet nie działa, to jest w ogóle najfajniejsza sytuacja. Można usiąść i się zastanowić, dlaczego nie działa, dlaczego coś jest nie okej i skonfrontować jeszcze raz z oryginalną dokumentacją, z tymi wszystkimi rzeczami i nagle zacząć się uczyć pewnych rzeczy.
I z powrotem nagle się okazuje, że się coś montuje i zaczyna działać. I nagle od tego momentu, po takim przełamaniu samego siebie, że robię do pewnego momentu, robię, i w pewnym momencie: okej, dobra. Dalej nie wiem za bardzo. Mogę oczywiście intuicyjnie, bo mam kilka pomysłów, ale okej, odłożę troszkę na bok, wezmę coś, co ktoś zrobił przede mną. Nie muszę zawsze być odkrywcą we wszystkich sprawach. Nauczę się czegoś, skorzystam z doświadczenia, ponieważ myślę, że jest to cenna historia, żeby skorzystać z cudzego doświadczenia. I w tym momencie zaczyna się wiedza, bo cudze doświadczenie właściwie jest niczym innym jak wyjaśnieniem kolejnych następstw, kolejnych procesów, czyli czy ta śrubka pasuje dalej do tej nakrętki, ile tych śrubek trzeba włożyć. On już to zrobił, sprawdził. Wiadomo, z czego wynika ilość śrubek, czy w ogóle one powinny tam być. W ogóle o co chodzi w całym zjawisku?
Jeżeli masz jakiś problem, przynajmniej jeżeli ja mam jakieś problemy ze zrozumieniem zjawiska w jakimś momencie, to w tym momencie dostaję olśnienia, bo ktoś to zrobił wcześniej. Zrozumiał to pięknie, sportretował jakąś piękną metaforą i ta metafora trafiła do mojego umysłu i nagle łapię, o co w tym chodzi. I w tym momencie też odpadają kolejne złudzenia i kolejne fantazje, bo nagle okazuje się, że mało tu polega na wierze, a dużo polega na wiedzy, takiej konkretnej wiedzy, często bardzo mierzalnej, często bardzo kompleksowej, związanej ze sklejeniem informacji z wielu pól. I to przypomina trochę sytuację, jakby wziąć takiego kolesia na jakimś współczesnym motocyklu Harley Davidson z całym tym systemem GPS i jeszcze działającym na dodatek i przenieść na jakąś średniowieczną drogę, po której zasuwają kolesie na konikach w szeleszczących zbrojach. I nagle ten koleś podjeżdża tam sobie Harleyem i oczywiście wszyscy się nagle spotykają. I teraz jak chłopakom na tych konikach uda się opisać tego jeźdźca Apokalipsy, który na tej miażdżącej łomotem maszynie, o której spłoszyły się konie i wszyscy z nich pospadali. Właściwie jak go potraktować? On jest chyba bogiem. To jest diabeł, bo wszyscy się go boją, bo wytwarza takie zjawisko. No właśnie, gdyby tych panów ściągnąć z tych koni i zatrudnić troszeczkę wcześniej, w młodszym wieku do funkcjonowania w tej cywilizacji, zapewne wyrośliby na niezłych mechaników samochodowych, motorowych oraz innego sortu mechaników.
Być może. I kiedy jechaliby konno, to jechaliby na współczesnych koniach, które byłyby wytrenowane do tego, że jeżeli samochód przejeżdża obok, to się nie płoszą. I na dodatek jeszcze samochód by zwolnił i jeszcze by sobie kiwnęli głową z kierowcą. Ten sam człowiek, różnica pięciuset lat, aspekt religijny i właściwie cała ta historia z tymi pięciuset latami kompresuje się tylko i wyłącznie do przestrzeni informacji, w której w ogóle funkcjonuje jako jednostka, jako ja, jako Tomek. Bo być może w średniowieczu, gdybym był takim kolesiem na koniku i spadł z tego konika, to zacząłbym się modlić do tego kolesia na motocyklu, nie zdając sobie sprawy, że jest to fabryczna produkcja firmy Harley Davidson, która robi taki łomot, że ciężko to wytrzymać jak przejeżdża na ulicy. Ale o to tam chodzi. To ma być głośne i zwracać na siebie uwagę. Przynajmniej ze współczesnych czasów. No ładny design, ale strasznie łomotliwy. Nie wiem, to by na jakąś hybrydę plazmową chyba trzeba przerobić, żeby było cicho.
Może wtedy będzie przyjemniej. W każdym razie pojawia się na zderzeniu wiedzy i wiary zawsze aspekt religijny i aspekt jest związany z tym, że w pewnym momencie okazuje się, że wiedza jest kompleksowa i być może czasami w głowie pojawia się taki pomysł, żeby zdać tą wiedzę. Po prostu wziąć to na wiarę, znaleźć sobie lidera. Okej, jest jakiś koleś, który jest lekko outside, żeby nie być w głównym nurcie. Bo główny nurt być może będzie wymagał weryfikacji i będzie wymagał zbudowania czegoś, co działa albo kurde, nagle się okaże, że muszę zaprzeczyć pewnym prawom, w które wierzę, na którym zbudowany jest kawałek mojego życia. Whatever, jak mawiają tu w Londynie, czyli cokolwiek by to nie było. I nagle się pojawia, że właściwie ta opcja religijna jest taką fajną, leniwą opcją. W sumie jest z tym związane poczucie winy, bo to oczywiście zawsze trzeba złożyć swój los w rękach lidera. Przynajmniej na to zawsze wygląda. A później ktoś przychodzi z tacą i się pyta: „Przepraszam bardzo, a pan już rzucił czy jeszcze nie?” I musisz zaszeleścić banknot.
I to właśnie jest cała ta historia, która ma ten religijny aspekt. Tak mi się wydaje. Przynajmniej na dzisiejszy stan rzeczy z moim doświadczeniem życiowym. Ciężka sprawa. Właściwie okazuje się, że buduje coś takiego jak takie potężne więzi zależności, ale takiej troszkę niezdrowej zależności, bo to w ogóle funkcjonuje nie tylko tam. Ten religijny aspekt, myślę, był takim początkiem, bo to właściwie pierwsze firmy public relations, które budowały relacje pomiędzy tym, który chciał zniewolić swojego brata, a tym, który został zniewolony przez swojego brata. Tak żeby nie było, że ktoś robi jakieś krzywe numery, tak żeby ktoś miał teologię do tego, bo wiadomo, że numer jest krzywy jak nieszczęście i wszyscy się słabo z tym czują, ale trzeba sobie to jakoś w życiu wyjaśnić. Myślę, że po to czasami człowiek sobie wymyślił Boga właśnie po to, żeby wyjaśniać. No i dzięki temu nareszcie można, no właśnie, tego odmieńca otóż to dokładnie łopatą. Otóż to.
Tak sobie myślę. To jest troszeczkę taki syndrom właśnie religijnego aspektu w życiu, bo wiedza powoduje to, że właściwie zdajemy sobie sprawę z pewnych zjawisk i kiedy zdajemy sobie sprawę, tak mi się wydaje, z pewnych zjawisk, to przynajmniej ja w moim przypadku zdaję sobie sprawę z tego, jak wszystko jest mocno ze sobą połączone, czy tego chcecie czy nie, to oczywiście kwestia indywidualnego podejmowania tego, czym jest wszystko dookoła mnie. Ja to tak widzę. Jak ty widzisz swoje życie? Jak ty widzisz swoje sprawy? Że jest to jedną historią, to już jest twoja sprawa. Ciężko mi tutaj mówić za ciebie. U mnie to jest jedna sprawa i im bardziej w las, tym bardziej kompleksowa jest to sprawa, tym więcej wątków ze sobą jest powiązanych i tym bardziej fascynujące jest to, jakie to tworzy takie zespoły oddziaływania, takie po prostu potężne ekosystemy, niczym gigantyczne lasy, gigantyczne bory niezmierzone, po których ja się, że tak powiem, poruszam w tą i w tamtą. Czasami zupełnie gubię się w nich bez odmętu. I bardzo dobrze, i bardzo to lubię.
I to jest doskonała historia, żeby mieć takie radosne odmęty, które są związane z wiedzą. Ponieważ w tym momencie gubienie się w tych odmętach, przynajmniej u mnie, jest związane z zdobywaniem sobie wiedzy. Ponieważ jakoś tak nie jestem w stanie stanąć w jednym miejscu i wziąć sobie do głowy tak naprawdę na poważnie pomysł, że nagle jakiś koleś albo ktokolwiek wyjaśni za mnie moją własną rzeczywistość, o której zdaje się to ja powinien mieć więcej do powiedzenia, przynajmniej ze względu na odpowiedzialność tego, co mnie trafia niż ktokolwiek inny. Ponieważ na tym polega cała ta historia, cała ta zabawa, przynajmniej według mnie. Cała ta zabawa, którą nazywa się życiem. Bill Hicks się kłania. Pozdrawiam w ogóle księcia bardzo redukcjonistycznie. Właśnie redukcjonistycznie ani nie znaczy, że tak zredukowane do zera, bo właściwie ja to jestem, że tak powiem, mówiąc językiem dżentelmenów siedzących na ławkach przed blokami, taki radosny ziom raczej. I nie wiem, czasami dramat jest wskazany, odrobina troszeczkę takiego wodewilu, ale dla zabawy, come on. Natomiast jestem raczej takim radosnym ziomem i ziom, co za słowo.
Nie wiem właśnie, skąd to się wzięło. Doskonałe. I wydaje mi się, że redukcjonizm to raczej należy rozpatrywać w kategoriach, przynajmniej ja tak rozpatruję. Także jak się zastanawiasz, o co mi z tym chodzi, z tym słowem, myślę, że taka pozytywna selekcja, takie miłe rzeczy, że generalnie wyrzucony ten cały syf, który czasami gdzieś tam na zasadzie różnych przylepek działa w naszym życiu i się ciągnie za nami jak smród po gaciach. I to jest taka pozytywna selekcja, już bez tego smrodu po gaciach, tak troszeczkę radośnie. Także pozdrawiam cię książe, redukcjonistycznie książe w krajach Arabii na słuchuje hiperprzestrzeni. Halo, halo, książe. Nie będę nic mówił na temat terrorystów. Właśnie, ale zostawiamy terrorystów, zostawiamy wszystkie te historie. Bo czym jest redukcjonizm, ta pozytywna selekcja i w ogóle czym jest wiedza przede wszystkim?
Bo skoro tak rozprawiłem się bestialsko z tym religijnym aspektem, że niektórzy po prostu nagle zostają leniwymi dupskami i stają w pewnym miejscu i wygodnie jest po prostu oprzeć się na cudzych plecach i kupić czyjąś ideologię albo zrobić cokolwiek szalonego. I tak po prostu całe decyzje za wszelkie historie, które ma się w głowie, scedować na kogoś innego. Jest to bardzo wygodna opcja. Wszystkie religie świata dzięki temu funkcjonują. Wszystkie szalone idee świata dzięki temu funkcjonują. Pomysł, że Ziemia jest płaska dzięki temu funkcjonuje. Wiele pomysłów dzięki temu funkcjonuje. Dzięki temu funkcjonują ludzie, którzy twierdzą, że są w połowie na przykład genetycznie owadami, chociaż właściwie patrząc na nich, wygląda jak człowiek. Ten człowiek! A on twierdzi, że jest owadem genetycznie i nosi ciemne okulary.
That's it. Lovely boy. Zostawiamy teraz owady, bo wydaje mi się, że właśnie to jest ta religia, że generalnie pojawiają się różne ciekawe zjawiska, bardzo kolorowe, bardzo barwne, czasami w postaci kogoś przebitego do krzyża, czasami w postaci innej jajecznicy, cokolwiek by to nie było. I w tym momencie jest taka opcja: „Hej, człowieku, damy ci taką opcję, mamy zorganizowaną strukturę, cię wesprzemy, ci pomożemy, jakoś tam zorganizujemy. Wiesz jak było, damy papier”. Jakoś tak się stało, że tak się stało. W każdym razie mamy taką historię, która się gdzieś tam toczy dookoła nas. Ale mam dźwięk. To jest mój dzbanek z herbatą. Metalowy.
Stalowy. I wracając do tego religijnego aspektu i po prostu część ludzi wysiadła na tym religijnym aspekcie i niezależnie od tego, czy należą do jakiejkolwiek religii, taka jest moja finalna teza. Bo dlaczego mówię o tym religijnym aspekcie? Bo ten religijny aspekt nie tyczy się tylko i wyłącznie świątyń, kościołów. Tyczy się każdej możliwej idei. Ja sobie tak śmieję się, bo na przykład w wielu dziedzinach jest tak, że jest jakiś człowiek, który dokonał jakiegoś niewiarygodnego postępu w jakiejś dziedzinie, no i dzięki temu zyskał sobie wyznawców i część ludzi podąża za nim. No i robią sobie z niego wzór. Dzięki temu sprzedają się biografie i w ogóle jest na przykład w każdej bibliotece taka duża półka. Nie tylko w bibliotece, bo w każdej księgarni jest taka gigantyczna półka, jeszcze większa, która ma taki nagłówek: biografie. To nie jest przypadek.
To jest dokładnie ta historia pod tytułem religijny aspekt. Oczywiście można powiedzieć, że na przykładzie cudzego życia można się nauczyć, jak uniknąć błędów w swoim własnym życiu. Jest to ciekawa koncepcja, owszem, aczkolwiek nigdy nie spotkałem się z czymś takim, żeby kiedykolwiek zadziałała. Zawsze widziałem, że ludzie generalnie, jeżeli chodzi o konsekwencje w edukacji na swoim życiu, przede wszystkim tak mówię ludzie. Nie znam wszystkich ludzi na świecie. Ciebie też fizycznie nie znam. Nigdy cię nie widziałem, dziewczyno ani chłopaku, ty mnie pewnie też. I spoko, ale jednocześnie troszkę się znamy, bo tak ja tu mówię do ciebie, ty tam siedzisz, słuchasz z tą herbatą i tak troszkę się znamy, ale tak nie do końca. Także ciężko mi mówić za kogokolwiek innego, ale za siebie. To jest taki moment zawieszenia.
Myślę, że każdy może trafić na taki moment zawieszenia, kiedy zabraknie wiedzy i w sumie wygląda na to, że część ludzi w tym momencie, ja też być może kilka razy mi się zdarzyło. Na pewno mi się zdarzyło. Mogłem się zawiesić na czymś albo na kimś. To jest taki moment, że wydaje się, że warto złapać jakiegoś idola za nogi i popłynąć z nurtem spraw niczym taki followers. I to naprawdę nie jest uwarunkowane ani do Kościoła, ani do dziedziny, ani do czegokolwiek. To jest począwszy od fashion, bo czym jest moda? Czym jest posiadanie najnowszej torebki? Czym jest posiadanie najnowszego samochodu? Czym jest posiadanie najnowszego telefonu? Czym jest posiadanie najnowszego czegokolwiek?
To jest dokładnie to samo. Kolejna rzecz to jest na przykład jakakolwiek teologia. To mi się bardzo podoba, bo to jest historia niesamowita. Ja tu ostatnio słyszę niesamowite historie o lightworkerach, po prostu w głowie mi się przewraca. Pozdrawiam wszystkich lightworkerów, przynajmniej tych, którzy się uważają za lightworkerów. Pozdrawiam cię, człowieku, bardzo serdecznie, jeżeli jesteś lightworkerem, czyli pracujesz w świetle. Pozdrawiam cię świetliście, bardzo świetliście. Przytulam cię, bracie i siostro też. Tymczasem pojawiły się tam dziwne koncepcje, takie bardzo egzotyczne i czasami sobie myślę, że to wszystko wygląda bardzo podobnie z każdą teologią. I ja to przełożyłem sobie na język historii z prawem, bo właściwie czy to jest historia związana z lightworkerami, ludźmi, którzy mają jakąś tam koncepcję na życie?
Nie mnie to oceniać. Znaczy mam swój pogląd na to. Oczywiście, absolutnie. To nie jest tak, że jestem taki kompletnie ambient i obiektywny. Absolutnie, zapomnij, człowieku. Facet, który wymyślił pojęcie obiektywności, to jest ktoś, kto twierdził, że Ziemia jest płaska. O ile jego pierwsze stwierdzenie trafiło do annałów historycznych i stało się porzekadłem ludzkości, o tyle drugie sprytnie przemilczano. Taki jest cwaniacki numer. Także on powiedział jeszcze kilka innych idiotycznych rzeczy. Tu polecałbym się przyjrzeć starożytnym greckim filozofom, bo to jeden z nich, jeden taki egzotyczny.
Ja tu zostawię taką zagadkę, niech każdy sobie sam samodzielnie sprawdzi. Ale zabawna historia. W każdym razie ja w to nie wierzę. Mam swój pomysł na życie. Oczywiście on ewoluuje. To nie jest tak, że on jest jakiś światły, najlepszy i wspaniały i ja ci każę pożądać mojego takiego pomysłu i podążać za nim. Zapomnij. To jest jak zwykle indywidualna historia. Ty masz swój własny respekt, człowieku. Tak powiem trochę jak spod ławki spod bloku.
Respekt, ziom i ziomka. Właśnie, wracając do tego redukcjonizmu pozytywnej selekcji. Bo łatwo się zatrzymać w pewnym momencie, bo tak wszystko jest już ustawione. To troszkę naukę przypomina, fizykę, jakąkolwiek, chociażby z medycyną. Ja tu właśnie o tej legalizacji cannabis, to opowiadam historię, bo to jest związane z historią Polski. Człowieku, ja tu powiem kawał historii Warmii i Mazur! Czy jakoś tak. Chodzi o legalizację cannabis, kiedy to pewna organizacja związała się z pewnym cwaniakiem, który jest tajnym agentem, zdaje się. Przynajmniej takie są moje opinie na ten temat. Wszelkie opinie, z którejkolwiek strony bym nie spojrzał.
Zrobili razem wspólnie pomysł, że go poprą, on zalegalizuje cannabis. Chodziło o koleżkę, który zowie się Palikot. I kiedy wszystko było już gotowe, kiedy była piękna ustawa, cały dokument napisany, pięknie sprawdzony przez prawników, wszyscy ludzie umówieni na spotkanie, wszyscy przyszli na to spotkanie. Właściwie nie było problemu. Była duża szansa, że ludzie, którzy reprezentują tyranię o nazwie rząd, podpiszą ten dokument bez żadnych problemów i będzie to bardzo dobry, wręcz doskonały, gigantyczny krok do przodu. Może nie wszystko legalne, ale da to duże możliwości i do przodu. Nagle dżentelmeni od pana Palikota wyciągnęli swoje własne dokumenty, które nie były zweryfikowane z nikim kolwiek. I w taki oto sposób, swajacko, w idealnym momencie wysadzili całą sprawę do góry nogami, udając idiotów. A później się okazało, że to jest po prostu agentura. Wiadomo, że każda agentura dba o to, żeby ich zaopatrzenie w pieniądze, które nie są rejestrowane na żadnym koncie bankowym, czyli pieniądze, które się bierze z prania pieniędzy, nielegalnego handlu nielegalnymi substancjami.
A że cannabis jest nielegalny, to wiadomo, że służby kontrolują ten cały rynek na tyle, na ile mogą. Nie cały szczęśliwie, ale tyle, ile mogą tego rynku starają się kontrolować do oporu. Zatem piorą sobie tam pieniądze, dzięki czemu mają na swoje niecne chamskie operacje. Jak się okazuje, mają swoich ludzi poustawianych tak, że oni udają później jakichś polityków i tak dalej, i tak dalej. Kiedy przychodzi co do czego, to taki cyngiel jest odpalany, wykonuje swoją robotę, cała sprawa jest uwalona, wszyscy dalej trzepią kasę tak jak trzepali. I jak się okazuje, właśnie sprawy są uwalane na zasadzie troszkę religijnej naiwności, że jest w nas, we mnie by była potencjalnie jakaś naiwność. Akurat w tym momencie we mnie nie było, ale wydaje mi się, ja to troszkę taki kretyn za społeczeństwo, powiedzmy. Żartuję sobie. Ja tak troszkę globalnie opowiem, bo jest to, wydaje mi się, taki wątek, który funkcjonuje w skali nie tylko mikro, ale w skali maks i gaz. W dużej skali funkcjonuje.
W każdej skali funkcjonuje, w małych, lokalnych ekosystemach towarzyskich, w takich większych skalach jak społeczności, jak narody, że jest pewien element, w którym łatwo udaje nam się podpiąć. W głowie świrujemy i podpinamy się pod coś. Jest taki moment egzystencji i nagle nawet każda doskonała idea jest w stanie trafić na jakiś szalony moment, gdzie trafia na jakiegoś agenta, na jakąś straszną sytuację. Czy to jest agent, czy to jest człowiek, który na przykład oszalał, bo ma swoją agendę, ma swoje lęki i postanowił generalnie zrobić wielkie zamieszanie dookoła tych swoich lęków i publikuje jakieś swoje szalone historie i szuka wyznawców do tych swoich historii. To może być cokolwiek. To jest każda, że tak powiem, historia religijna świata. To jest każdy aspekt religijny. Czy to jest na bazie technologii, jak na przykład naukowcy, którzy twierdzą, że poza prawami Newtona nie ma żadnych innych praw. Ta religia funkcjonuje wszędzie. To jest kwestia brania czegoś na wiarę i nieakceptowania rzeczywistości w jej złożoności takiej, jaka ona jest.
Bo tu trzeba by się, tak myślę, zastanowić nad tym, czym jest w ogóle to wszystko dookoła. Wydaje mi się, że to jest, jak sobie uknułem, świadomość złożoności tego ekosystemu. To, że to się składa z miliona indywidualnych postaci, z miliona indywidualnych rzeczy, które wypełniają całość. Jest taka piękna historia, o której dawno, dawno temu opowiadałem w „Hiperprzestrzeni”. To jest autentyczna sprawa, która wydarzyła się w Stanach Zjednoczonych w parku Yellowstone, który został tak zdegreng... Taka degrengolada nastąpiła w tym parku, bo tam wycięto kawałek tego parku. W pewnym momencie człowiek postanowił tam zrobić takie, że tak powiem, mocne ruchy, usunąć pewne gatunki, przetrzebiając ten park dosyć mocno, przyciąć drzewa, zrobić takie monokultury. Okazało się, że to w ogóle nie wytrzymało. Jako że nie wytrzymało, co się okazało? Że szybko, że tak powiem, padła część lasu.
Rzeki bardzo szybko się zanieczyszczyły. W ogóle cały ekosystem zaczął znikać i park Yellowstone zaczął po prostu topnieć w oczach. No i ekolodzy, jedni z ekologów, badaczy uniwersyteckich, ekologów i tak dalej, robiących różne testy z różnymi zwierzakami, badających różne ekosystemy, wpadli na pewien szalony pomysł, który gdzieś tam wziął się z obserwacji jakichś lasów w Kanadzie, żeby wprowadzić wilki. A to w ogóle był pomysł bardziej na to, żeby przywrócić, jeżeli jest taka możliwość, gatunek wilków, który gdzieś tam dawno temu, jak głosiła legenda, żył w Yellowstone, gdzieś tam w zapisach o Indianach, których wytłukli wszyscy biali osadnicy w Ameryce, co do nogi prawie że, zmuszając resztę do egzystencji poniżej jakichkolwiek norm w rezerwatach. W każdym razie okazało się, że kiedyś tam były wilki. To był taki, że tak powiem, szalony pomysł. Taki: „Ach, wrzućmy tam jeszcze wilki na koniec. Może jeszcze zrobimy eksperyment z wilkami”. No i wrzucono tam wilki. Jakieś parę sta dosłownie.
Jakaś śmieszna ilość. Nie wiem, czy trzy, czy cztery sta. Jest gdzieś film dokumentalny i cała dokumentacja w ogóle taka naukowa na ten temat, bo to w ogóle taki eksperyment prowadzony przez uniwersytety, monitorowany. Te wilki miały swoje imiona, były śledzone. Tam ludzie sprawdzali, jak one się rozmnażają, jakie potomstwo, jak się las zachowuje. Trwało to prawie 30 lat, bo to się zaczęło jakoś tak dawno temu. Czy może 20 lat temu? Mniejsza o to, mogę się mylić w liczbach. Gdzieś ten eksperyment jest opisany w internecie. Jeżeli uda mi się gdzieś znaleźć jakąś dokumentację, to może nie zapomnę i wrzucę w linkach pod audycją.
Ale jakbym zapomniał, to człowieku, od czego jest wujek Google, który nas nieustannie szpieguje? Niech wujek Google dowie się, że szukamy czegoś w świecie wilków. Otóż to. Może jak już mówię o tych wilkach i Indianach, to może sobie odpalę tego jointa, żeby jakiś dym puścić niczym Indianie fajkę pokoju À propos tej legalizacji, o tym może później wspomnę, bo też taki news z Polski, że niby zalegalizowano, ale właściwie zamknięto kompletnie, przynajmniej jak na razie, drogę do normalnej legalizacji kanabis i do sadzenia sobie kanabis w domu. Okazuje się, że korporacje dobrze posmarowały lokalnemu rządowi, który twierdzi, że jest bardzo z narodem i strasznie mu zależy na dobrach obywateli. Ciekawa sprawa. Każdy z nich ma niezłe konta pewnie w Szwajcarii przez Bank Watykański. Tak im bardzo zależy na szwajcarskich narodowych interesach. Ale zostawmy może te szwajcarskie narodowe interesy związane z polskim rządem i łapówkarstwem i przejdźmy do wilków w Yellowstone. Okazało się, że wilki zaczęły tworzyć mały ekosystem i rozsadzono je bardzo blisko rzeki, żeby miały fajny dostęp do wszystkiego, bo okazało się, że tam w ogóle rozprzestrzeniły się strasznie króliki, małe gryzonie w tym parku Yellowstone, ekosystem się zachwiał.
One zaczęły podgryzać jakieś roślinki, które padły. A jak one padły, to padł las, a jak padło to, to padły bizony i tak dalej. Taki efekt domina się zaczął. I te wilki wprowadzono jako element tego ekosystemu, żeby zagroziły tym gryzoniom. Ktoś wpadł na pomysł, że kiedyś tu były wilki, a wilki gryzły gryzonie, czasami polowały na nie, bo to taki łatwy obiad dla wilka. I ktoś pomyślał: „Dobra, to wrzućmy tam wilki” i wrzucili wilki. I dosłownie po dwóch latach rzeka zaczęła wyglądać zupełnie inaczej. Dookoła rzeki pojawiły się rośliny, które uważano już za wyginięte i wyginione w Yellowstone, za takie, które już zniknęły na stałe. Po paru latach wrócił las nad rzekę, pojawiły się nowe gatunki ryb. Zmieniły się procentowo liczebności wszystkich gatunków, które tam występują.
Zmienił się w ogóle ekosystem. I najlepszy numer jest taki, że na przykład rzeki, przy których wilki zaczęły ten cały proces, zaczęły zmieniać swoje koryta, bo bardzo poważny problem, że z powodu jakichś tam regulacji, bo też wyregulowano rzeki czy jakieś tam stopnie rzeczne zrobiono, stopnie wodne. I to też był jakiś element tego zamieszania. I nagle się okazało, że kiedy pojawiły się zwierzaki w tym wszystkim, jedne brakujące zwierzaki, które zawsze były częścią tego wszystkiego, bardzo duże indywidualności, jeżeli chodzi o istoty. To są niesamowite istoty te zwierzaki, to jest w ogóle kosmos. Wilki. Ale może zostawmy tu wilki, kosmiczne wilki i zobaczmy, co one zrobiły z tą rzeką. Słuchajcie, nurt rzeki wrócił do takiego stanu, który wydawało się, był kompletnie nie do odtworzenia, do naturalnego stanu, gdzie co ileś tam sezonów zmieniał swoje meandry niczym Amazonka. Tak że wszystko zaczęło z powrotem bić swoim własnym rytmem serca. Cała ta przestrzeń zielona zaczęła żyć.
Pojawiły się nowe gatunki. Ptaki wróciły w ogóle nad rzekę. Zaczęło się robić cudownie i park Yellowstone zaczął odżywać i aktualnie jest w doskonałym stanie. I się okazuje, że ups, cokolwiek chcemy na temat religii powiedzieć, szukania liderów, że jest ktoś, za kim wszyscy pociągną i że to w ogóle wypali. Tutaj, jak się okazuje, nigdzie w naturze nie ma potwierdzenia. Wszelkie momenty, że gdzieś ktoś stawia wszystko na jedną kartę i to jest sytuacja, gdzie każdy z nas rezygnuje albo część z nas rezygnuje, albo w ogóle w jakimkolwiek stopniu rezygnujemy ze swojej własnej indywidualności. Tak indywidualnie od siebie zaczynając, właściwie tylko o sobie tutaj mogę mówić. Sorry, że tak mówię w liczbie mnogiej, tak mi się wyrwało, ale jest tu troszkę nas w liczbie mnogiej na tej planecie. Czasami się wyrywa człowiekowi. Rozumiem ci, widzę towarzyszę.
I istotnym tutaj elementem jest właśnie ta unikatowość. To, że wilki to nie są jelonki. Wilki to nie są króliki, króliki to nie są jelonki. Sowy to nie są... No właśnie. Nie da się nauczyć ryby skakać po gałęziach niczym małpka ani małpki nauczyć nurkować w odmętach i głębinach niczym ryba i tam mieszkać. Dosyć trefny numer, żeby wykonać taki manewr. I wszystko, cokolwiek byśmy chcieli wierzyć w cały ten taki układ świata, który nam się wymyśla, że jest rząd, jest lider, jest jakaś sytuacja, gdzie mamy partycypować, bo ktoś wymyślił jakąś regułę, jest troszeczkę, jak się okazuje, trefna, bo nigdzie w naturze potwierdzenia tego nie ma. I właściwie jedyne sukcesy, które się wydarzają nam, cywilizacji ludzkiej, kiedy próbujemy ingerować w ekosystem, włożyć tam swój własny palec i to jeszcze nam nie przemieli palców, jak przez przypadek się okaże, że coś wypali i wszystko wraca do normy. To są sytuacje, kiedy pozbawiamy się tej wiary w leadership tak zwany z angielskiego.
Niektórzy pracujący przy jakichś takich decyzyjnych historiach mają czasami obsesję na punkcie leadership authority. Of course. Mentor. To jest też taka troszkę hipokryzja, taka właśnie nasza wewnętrzna, myślę, indywidualna hipokryzja, szukanie właśnie takich mentorskich sytuacji, bo to nazywamy mentorską sytuacją albo mentorem, ale to jest sytuacja, gdzie szukamy Boga, szukamy kogoś, kogo będziemy wyznawać, ale jednocześnie troszkę bliżej, niekoniecznie Boga w kosmosie. To jest taka religia na co dzień. Bardziej takiego kogoś, kto nas pomoże podciągnąć gdzieś, żebyśmy mogli zmaterializować swoje żądze o realizowaniu jakiejś wizji rzeczywistości dookoła siebie. Czy to jest luksusowy samochód, czy to jest luksusowa willa, czy to jest pozycja społeczna, czy to jest to, że ludzie patrzą się na nas i mówią: „Ja ci wierzę w to, co ty mówisz”. Cokolwiek by to nie było, w końcu jest sytuacja, która powoduje, że znajdujemy się w pięknym punkcie tak zwanej strefy komfortu. Czujemy się bardzo komfortowo, wszyscy klepią nas po plecach, sytuacja życiowa klepie nas po plecach i właściwie nie musimy nic robić. I w tym momencie czasami jest taki moment zwrotny, bo jest to bardzo miła sytuacja, bardzo komfortowa i myślę zdrowa.
I każdy powinien się czuć doskonale i każdy powinien być poklepywany z radością po plecach przez braci bliźniaków. Oby nie za mocno, żeby przypadkiem nie wypluł płuc z przodem. Tak przyjacielsko. Radośnie, że tak powiem, żeby jeszcze był dystans do siebie, żeby każdy miał swoją własną indywidualną przestrzeń, żeby był gdzieś element wilka w każdym z nas, bo w każdym z nas jest ten element, tak mi się wydaje, w każdym z nas. To jest ta, myślę, nauka, którą praktykują Indianie na temat naszych totemicznych historii związanych ze zwierzakami. Tak sobie myślę. To nie jest wiedza o naszej zwierzęcej naturze. To nie jest jakaś szalona, rozbrykana, dzika intensywność. To jest po prostu świadomość swego indywidualizmu, a jednocześnie bycia jednością jako ekosystem, jako istoty na tej planecie. Połączenie tych dwóch cech, które kiedy tylko któraś z nich znika, następuje rozsadzenie tej całej sytuacji, następuje wielki wybuch i nawet wielki park narodowy nie potrafi się pozbierać i dopiero z powrotem trzeba przywrócić taki naturalny, dziki stan rzeczy.
Musi się pojawić ten indywidualny aspekt, żeby wszystko wróciło do normy. I to jest coś, co nie wszyscy chcą zauważyć. Tak mi się wydaje. I wiele koncepcji na temat rzeczywistości, która nas otacza, w sensie cywilizacja, w sensie czasami sobie rozmawiamy o tym i o tamtym i czasami każdy z nas ma różny pomysł na coś tam. To mnie tak samo dotyczy, jak i ciebie. Przede wszystkim dotyczy w tym momencie mnie, bo mówię o sobie, to czasami się łapię na tym, że kurde, czy przypadkiem ja nie uprawiam jakiegoś aspektu religijnego w swoim życiu? Czy ja przypadkiem nie zacząłem się do czegoś modlić? Kiedyś miałem taką sytuację w sklepie. Roześmieszyłem bardzo sprzedawcę, rozmawialiśmy o czymś, kupowałem jedno urządzenie i to urządzenie jest modelem czegoś tam, bo ktoś tam coś tam i jest często kojarzone z tą historyczną postacią, która zaistniała w historii, została zapisana w annałach i tak dalej. No i wszyscy zajmując się takimi urządzeniami mniej więcej wiedzą, o co chodzi.
No i było pytanie takie od tego dżentelmena, że coś tam w nawiązaniu do tej historycznej postaci. Ja tu nie będę mówił, nie chcę ujawniać takich detali. Zostawię to w tajemnicy. Sam się domyśl albo wymyśl sobie jakąkolwiek historię, jeśli musisz. W każdym razie zapytał się mnie: „Oho, czy ty chcesz podążyć tą samą drogą? Coś takiego. Jak tamten dżentelmen?”. Na co ja mu odpowiedziałem z radością na twarzy: „Nie za bardzo. Nie jestem aż tak bardzo religijny”. I spowodowało to uśmiech na naszych twarzach i gromki, spontaniczny śmiech, bo wszyscy nagle w tym momencie zrozumieli, że faktycznie to jest taka bardzo religijna sytuacja, że bardzo wielu ludzi przychodzi do tego sklepu, kupuje to urządzenie właśnie powodowani tym, że podążają za jakąś ideą, którą ktoś kiedyś zmaterializował.
I ona jest taka, że ktoś kiedyś został sławny dzięki tej idei. I jest gdzieś taki świergot w głowie, że kurde, jeżeli pójdę tą drogą, to być może spotka mnie sława, bogactwo, pieniądze i nie urwie mi głowy i nie rozszarpie na kawałki. Jest troszkę takiego myślenia w tym wszystkim. No właśnie taka religijna historia. Właśnie, bo wracam do tego religijnego aspektu , bo ja sobie tak wymyślę, że — i tu nawiążę właśnie, bo to punkt zwrotny programu. Minęła pierwsza godzina hiperprzestrzeni i jak głosi paradygmat filmowy, czyli zasady budowania napięcia w filmie według Hollywood, w połowie powinienem zrobić jakiś przełom. To jest ten moment, kiedy główny bohater dowiaduje się, że wszystkie jego szanse są już dawno stracone i po prostu nie ma już ani jednej szansy. Nie ma wyjścia, nie ma nic. Nazywa się wtorek. Żartowałem.
Dzisiaj jest sobota zresztą, także wszystko jest okej, a w środę właśnie „Książę Edward: Middleweek”. W czwartek „Synteza”. Przepraszam, że tak wtrącam, ale żebym nie zapomniał później, bo tak już jak mam taki lot, że sobie przypomniałem, to oczywiście w piątek „Teoria chaosu”, a za tydzień wiemy, o co chodzi. Ale wracam do tej religijnej historii. No właśnie, kiedy zaczyna się wiara, kiedy zaczyna się lider, zaczyna się agenda, a wiadomo, że właściwie każda agentura to religia. No i jako że czas najwyższy na ten mocny wątek w tej hiperprzestrzeni, ten paradygmat filmowy, także czas najwyższy, żebym opowiedział historię. A tu muszę sobie zrobić nawet podkład jakiś specjalny do tego. Jestem przygotowany na tą okazję, żeby zabrzmiało to odpowiednio dramatycznie. Kilka dni temu dowiedziałem się, że jestem kontrolowany przez służby specjalne za pomocą kontroli umysłu oraz fal mikrofalowych. Być może jest to tajemnicza kuchenka mikrofalowa zawieszona na bloku naprzeciwko mojego okna.
Nie ma tam bloku? To nieważne. Na pewno jest tam jakaś kuchenka. Dowiedziałem się też, że zostałem zhakowany. Wszystkie moje skarpetki zginęły. Wiedziałem, że coś jest nie tak. Pralka stoi bardzo blisko licznika na prąd. Czyżby miały z tym coś wspólnego smugi na niebie? Na pewno ma to coś związanego z tajemniczymi historiami, które dzieją się, kiedy superżołnierze lądują na Marsie i kod genetyczny ich ciała zmienia ich w owady, które wyglądają jak ludzie. Nie mogą tylko zdjąć ciemnych okularów, ponieważ wtedy światło ich poraża i wyparowują.
I ta kuchenka mikrofalowa wisząca w powietrzu nad moim oknem. Czy to przypadek? Czy radio na fali zostało zhakowane przez tajną sektę? Sektę, która pilnuje, aby kuchenki mikrofalowe wisiały naprzeciwko naszych okien. Czy to oni odpowiadają za chaos, który panuje w mojej głowie? Nie, wszystko jest absolutnie okej. Okazało się wręcz idealnie, że dowiedziałem się różnych dziwnych, ciekawych rzeczy na temat Radia Na Fali, że uczestniczymy w jakimś spisku, że jesteśmy zhakowani, że dzieją się niesamowite rzeczy i jeszcze różowe świnki latają dookoła mnie, a obok stoi i klepie mnie po ramieniu różowy jednorożec z różowymi skrzydłami w kolorach tęczy. Ma takie końcówki błyszczące. Okazało się, że Radio Na Fali jest elementem ataku mind control. A wszystko po to…
Nie wiem po co. Oczywiście mam swoje spekulacje na ten temat. Głośno i naprawdę solidnie o tym opowiedziałem wczoraj u Michała w Teorii Chaosu. Tam jest jasno i wyraźnie na ten temat. Ja może pominę. Może wyjaśnię tylko tak, bo w sumie nie ma sensu zostawiać wszystko na… Skoro już tak mówię, zawsze ucinam, żeby mówić mniej albo coś. Nie wiem, redukcjonizm chyba, jakaś obsesja redukcjonizmu. W pewnym czasie okazało się, że dżentelmen, który prowadzi coś takiego jak Monitor Polski, opisał jakąś niesamowitą historię wyssaną z palca. Taka kaczka dziennikarska.
Okazuje się, że organizuje jakieś spotkanie, które oczywiście jest kompletną fikcją, bo właściwie nie ma nic wspólnego z ludźmi, którzy się zajmują tym tematem. Jest wymyślone w ten sposób, żeby właściwie spotkanie nigdy się nie odbyło, albo żeby uznać to spotkanie za słabo trafione. Wygląda to absolutnie i absurdalnie dziwnie, bo jest to właściwie część tak naprawdę zupełnie innego spotkania, które ma dotyczyć jakichś kosmicznych historii człowieka, który twierdzi, że jest w połowie owadem, w połowie człowiekiem. I don't know. Jest to kosmos, którego nie jestem w stanie ogarnąć. Jest to taki solidny kosmos. Jest taki dziwny kosmos. Czuć, że nie jest to nic przyjemnego, przynajmniej z mojej strony. Takie troszeczkę jakby ktoś próbował nagle wykorzystać jakąś sytuację, kameralną sytuację dziewczyno między mną a tobą tutaj. Rozumiesz?
Między nami. Próbował ją wykorzystać. Rozumiesz? Próbował wejść między nami, dziewczyno. Jak to jest możliwe? To niemożliwe. Kochanie, jak to mogło się stać? Otóż to. Dziwna w ogóle historia i widać, że tutaj ten wątek religijnego aspektu działa doskonale, bo są dwie opcje. Jedna opcja jest taka, że są to ludzie, którzy doskonale wiedzą, co robią i na tym polega ich job, żeby skleić ze sobą tak absurdalne tematy, żeby każdy z tych tematów, niezależnie od tego, czy któryś z nich ma jakąkolwiek wartość, jest sensowny, cokolwiek ze sobą niesie, wystartował w świecie i że tak powiem zyskał uznanie albo dotarł do szerszej publiczności.
Może być to takie działanie i często jest takie działanie, że skleja się różne bardzo poważne tematy z największym shitom, z największym gównem tylko po to, żeby zdyskredytować kompletnie cały wątek. Są takie historie, nie mówię tego bezpodstawnie. Mieszkam w Anglii już od jakiegoś czasu. Zaraz jak się przeprowadziłem do Londynu, nie, to jeszcze było chyba przed. Jeszcze jak mieszkałem w Manchesterze, pamiętam, gruchnęła taka mocna wiadomość. Okazało się, że szef takiej bardzo ekstremistycznej organizacji ekologicznej w Anglii, takich bardzo ekstremalnych ekologów, ludzi, którzy przypinali się na uprzężach takich specjalnych do wspinaczki wysokogórskiej na kominy, robili takie bardzo ekstremalne akcje związane właśnie z bezpośrednim zajmowaniem terytorium wielkich korporacji, które robiły dziwne, niecne poczynania. I był w ogóle taki straszny, można powiedzieć, paskudny lod dla tych organizacji przez parę lat. Od pewnego momentu policja doskonale potrafiła roztrzaskać ich akcje. Tylko jedna trzecia akcji dochodziła do skutku. Oczywiście dochodziły te takie spektakularne raz na jakiś czas.
Tak że wyglądało, że czasami się udaje, że ta walka gdzieś ma jakiś tam sens. Ale ciągle statystycznie wychodziło, że dwie trzecie akcji jest idealnie uwalane w jakiś taki sprytny sposób, że oni właściwie są wręcz aresztowani w momencie, kiedy wysiadają z samochodu gdzieś nawet parę kilometrów przed tym obiektem, gdzieś w lesie i próbują tam po cichu według planu dojść, to nagle się okazuje, że tam się pojawiają przez przypadek jacyś policjanci. Nie grupa specjalna, ale jakoś tak zupełnie przez przypadek i zbieg okoliczności. Przechodziliśmy razem z Szafą i stragarzami i postanowiliśmy… Przez przypadek stragarzami. W niedzielę wracaliśmy ze spaceru. Zupełnie przez przypadek. I tak się jakoś wydarzało, że wszystkie te akcje były tak zwijane, bardzo skutecznie. I że w ogóle okazało się, że właściwie policja doskonale zwija masę takich niezależnych organizacji ekologicznych, które tu w Anglii mają swoje dosyć mocne korzenie jeszcze w latach 60. To jest taki prawdziwy ruch hipisowski, a nie taki, jak był w Polsce.
Tutaj LSD było czymś, że tak powiem, normalnym. Można było powiedzieć, że na śniadanie, lunch, wczesny lunch, doprawka na późny lunch, jakieś miłe popołudnie, nocka. To był taki rewolucyjny okres, lata 60. Wtedy powstały te organizacje. Wtedy w ogóle zaczęło się troszkę inne patrzenie na jedzenie. Zaczęło się w ogóle inne patrzenie na życie, troszeczkę w skali masowej. Bardzo dobry moment. Dzięki temu dzisiaj jesteśmy jakby przedłużeniem pewnej koncepcji, rozwinęliśmy je dalej i mamy troszkę wygodniej w tamtą stronę. Troszkę więcej wiemy. Właśnie zniknął pewien element religijny z naszego życia.
Pojawiło się troszeczkę więcej wiedzy na temat, kim jesteśmy, a kim przede wszystkim nie jesteśmy. Myślę, głównie z tego powodu. Między innymi oczywiście. Tutaj możemy się jak zwykle spierać, co jest przyczyną. Ja mam tu swoje koncepcje oczywiście, jak zwykle. Ale wracając do tego aspektu religijnego i agentury. I oczywiście okazało się, że wybuchła wielka bomba Okazało się, że szef najbardziej ekstremistycznego ruchu ekologów Anglii jest wtyczką policji, wtyczką tajnej policji. Koleś nawet specjalne tatuaże ekologiczne sobie porobił. Poważna historia. On pewnego dnia stwierdził, że już nie wytrzymuje tej presji, w jakiej żyje, tych podwójnych światów i stwierdził, że musi się przyznać.
Podał swoje całe numery identyfikacyjne z policji, podały wszystkie dokumenty, ogłosił to publicznie. Wszystko ujrzało światło dzienne. Było w The Guardian, Times, wszędzie, w każdym brukowcu w Anglii. Oczywiście wielki szok dla całego towarzystwa ekologicznego. Okazało się, że wtyczka była na samej górze. Właściwie koleś, który kręcił tym wszystkim, pociągał za wszelkie sznurki. Ktoś, kto pierwszy się wyrywał do akcji, był najczęściej aresztowany, czasami skopany przez policję i tak dalej. Takie show było konkretnie odstawiane. Okazał się centralnie wtyczką policji, która nie wytrzymała ciśnienia. Policja się wkurzyła.
Oczywiście sprawa okazała się jak najbardziej prawdziwa. To nie było tak, że policja się wyparła wszystkiego. Były wszystkie dokumenty, tak że sprawa się rypnęła. I to nie był jedyny przypadek, który się wydarzył w Anglii. Tu wiadomo, że policja ma wtyczki praktycznie w każdej legalnej albo semilegalej organizacji, w której funkcjonuje jakieś charity, w której jest dużo ludzi, w której coś się dzieje. Jest to bardzo policyjny kraj i to nie jest tylko Anglia. Tak samo się dzieje w Polsce, a nawet jeszcze bardziej, bo statystyki samych założonych podsłuchów w Polsce biją na głowę statystyki wszystkich podsłuchiwanych ludzi w Anglii. Chociaż Anglia należy do naprawdę jeden z najbardziej policyjnych krajów na świecie. Jak się okazuje, jednak Polska potrafi przebić ją pod tym względem i to zdecydowanie. Czasami sobie myślę, że jeżeli dzieją się takie dziwne akcje, że ktoś próbuje manipulować różnymi wątkami, to są tylko dwie opcje.
To jest tylko albo agentura, albo objaw szaleństwa mentalnego w środku, że nagle zabrakło komuś religii w życiu. Poważnie. Okazało się, że cały ten numer z Jezusem to trefna sprawa. Bo jest to trefna sprawa jak nic. Przynajmniej według mnie. A co o tym myślisz, to jest twój problem. Jak się okazało, że ta trefna sprawa jest trefną sprawą, trzeba było sobie znaleźć nowe zajęcie w życiu i często nowym zajęciem okazało się jakieś fajne, wymyślone, fajnie skonstruowane szaleństwo, które generalnie ma swoich liderów. Wiadomo, że zawsze jest ktoś, do kogo się można przylepić. Nie trzeba nic wymyślać. Wszystkie teologie są podane.
Trzeba się tylko nauczyć na pamięć. Nie trzeba nic rozumieć. Generalnie świetnie to działa, funkcjonuje. Jest duża grupa followersów, jest generalnie masę nisz. To jest taki niszowy produkt, można powiedzieć, który generalnie czasami trafia do mainstreamu, czasami egzotycznie, ktoś się tam pośmieje, ale w drodze do banku nikogo serce nie zaboli. Był taki śpiewak, najbardziej kiczowaty śpiewak świata występujący w Las Vegas. Jak mu dali? Nie przypomnę sobie, ale był uosobieniem kiczu i to takiego już tak przelukrowanego, że można było zwymiotować. Występował zawsze z małymi pieskami różowymi na scenie, coś w tym stylu, w jakichś futrach. Po prostu abstrakt.
Kompletny abstrakt. Psychoza maniakalna, przynajmniej z mojego punktu widzenia. Na pewno fantastyczny człowiek, ale zwariował. Jest taki dowcip o nim, że ktoś mu powiedział, że gra najbardziej paskudną muzykę na świecie. Na co jego odpowiedź brzmiała mniej więcej tak: „Tak, wiemy. Też nad tym ubolewam i płaczę w drodze do banku, kiedy odbieram pieniądze za swój kolejny koncert”. A facet pobierał potężne sumy za koncerty, jakieś milionowe kwoty. Jakiś taki ekstremalny kicz, który uzyskał status ekstremalnego luksusu w kasynach w Las Vegas. Zapomniałem, jak kleszcza miał na imię, jaką miał ksywę. Nie był to Sinatra.
Absolutnie nie był to Sinatra. Chodzi o kogoś zupełnie innego. Mniejsza o to. W każdym razie takie uosobienie kiczu. Jeżeli sobie przypomnę, to oczywiście ci podam, gdzieś tam wrzucę po drodze. To mniej więcej w ten sposób. Tak to wygląda. Wracając do tego religijnego wątku, wydaje mi się, że nawet agentura polega z religii, bo agentura to jest kawałek sprytnej organizacji, która służy temu, żeby właściwie zachować status quo rzeczywistości, żeby cokolwiek się pojawia nowego. A wiadomo, że jeżeli pojawia się coś z wiedzą, to redefiniuje rzeczywistość. Wiadomo, że trzeba będzie spojrzeć na wiele spraw inaczej.
Pewne rzeczy okażą się śmieciami. Trzeba będzie czasami sobie powiedzieć „do widzenia”, a czasami przywitać się z kimś, z kim się nigdy nie witało. Jest masa aspektów, które są kompletnie nieprzewidywalne w takiej sytuacji. Wszystko zależy tylko i wyłącznie od dobrych intencji i pewnej otwartości i świadomości tego, że jesteśmy one nation, one space . Coś w tym stylu. Otóż to. Całkiem miła historia, ale jednocześnie zachowując własny indywidualizm. Także jeżeli spojrzymy na to od tej strony, to wiadomo, że jest to rodzaj organizacji, która stara się zablokować w pewien sposób to, jak wyrażamy swój własny indywidualizm. To, jak daleko możemy się posunąć w tym, że żyjemy po swojemu, według własnego pomysłu. Chcesz żyć po swojemu?
Chcesz sobie przekroczyć rzekę, bo po drugiej stronie na przykład rzeki mieszka Honza? Musisz mieć paszport albo coś tam. Chcesz przekroczyć rzekę, po której drugiej stronie obywatel nazywa się w zupełnie innym, niezrozumiałym ci języku, chociaż jest takim samym człowiekiem jak ty? Może ma inny kolor skóry. Nie za bardzo. Musisz mieć wizę. I tak dalej. To takie dziwne, egzotyczne sprawy i właściwie cała ta agenda religijna, agentura religijna, która gdzieś tkwi w naszych głowach, sprzyja budowaniu takich systemów, które tak się manifestują. Właśnie na zasadzie budowania takiego pociągu do religii, pociągu do lidera, który wymyśli sztywne zasady. Bo jedyna metoda kontrolowania takiego systemu to jest wymyślenie sztywnych zasad i Stworzenie takiego pułku, który zawsze idzie za każdą armią na polu walki z tyłu i jeżeli ktoś próbuje zwiewać z pola walki, to ci kolesie mają przeładowaną broń i rozstrzeliwują na miejscu każdego uciekiniera za dezercję.
Oczywiście z tym rozstrzeliwaniem jest różnie. Połowa z nich strzela w górę i to robi świadomie, bo nie są w stanie wycelować w człowieka. Tym bardziej że jest to ich kumpel, z którym przed chwilą siedzieli w okopie i akurat kumpel nie wytrzymał. Stwierdził, że nie będzie partycypował w tej strzelaninie i wybrał drugi kierunek. Są różne historie z tym związane, ale to już patologie naszego współczesnego świata, które ponoć są w naszej naturze. Zabawne, bo ilekroć ktoś próbuje uciekać, żeby w sytuacji tej ekstremalnej konfrontacji, kiedy manifestuje się jego żywa, prawdziwa natura, ocalić świat od zagłady, to natychmiast zostaje kulką od faceta albo ktoś stawia jakiegoś faceta, któremu daje się zadanie, żeby go zatrzymał. Nie może być tak, że świat wróci do normy. Musi być gdzieś wojna. Ktoś musi strzelić do tego dezertera, żeby nie było dużo dezerterów na liniach. Trochę tak to wygląda.
Właśnie temu służy agentura. To jest taki pułk karny do odstrzeliwania dezerterów cywilizacji, można takim wojskowym żargonem powiedzieć. Tak mi się wydaje. To jest coś na kształt opowieści o współczesnym systemie, który nas otacza. Tak mi się wydaje. I to się manifestuje na różne sposoby. Myślę, że z jednej strony manifestuje się tym, że mamy coś takiego jak religie na świecie, czyli cwaniaków, którzy próbują nas wystraszyć, opowiadając niestosowne historie o tym, co nas spotka po śmierci, że oni są jakimiś męczennikami, którzy za pośrednictwem swojego umysłu są strumieniem informacji prosto z jakiegoś bóstwa. Oczywiście mają jeszcze swojego bossa, który ma swoje własne konto w banku i mając na palcach pierścionki warte równowartość dochodu kilku afrykańskich krajów, trzymając założone te ręce, mówią: „Ojejku, uchylmy się nad tymi ludźmi, bo głodni są. Karmcie ich”. A facet ma na rękach tyle, że można by było tych ludzi wykarmić przez kolejne 100 lat.
Jeszcze doda, że wszyscy musimy zaciskać pasa w tych trudnych czasach. Królowa angielska lubi to robić. Zakłada tą czapkę, która jest warta tyle, że właściwie żaden obywatel Anglii nigdy w życiu nie byłby w stanie sobie wyobrazić takiej fortuny. Właściwie nawet gdyby zebrać obywateli Anglii, to byśmy nie znaleźli w Anglii takiej fortuny, ponieważ wszystko jest już dawno gdzieś na prywatnych kontach offshore w rajach podatkowych poza Anglią. Tak że chyba to jest najcenniejsza rzecz w Anglii aktualnie, korona królowej i ona jest chyba warta wszystkie miesięczne wypłaty całego narodu. I ona załamuje ręce i siedzi w tej koronie i mówi, że wszyscy musimy zaciskać pasa. Takie historie. Tu był jakiś telefon do Radia na Fali. Ktoś nasłuchuje i dzwoni. Można dzwonić, radionafali.com.
I są takie historie. To jest na zasadzie lidera, bo wiadomo, że jest lider, który próbuje usankcjonować swój moment w tym wszystkim, bo to jest tylko moment, że ona tam siedzi, że ona mówi. Oczywiście to jest jedna część religii, a druga część religii, bardzo egzotyczna, to są ludzie, którzy oczywiście są w opozycji do królowej. Można powiedzieć, że właściwie możemy się razem wspólnie zgadzać, bo ja właściwie też jestem troszkę w opozycji. Nawet nie trochę. Nawet w ogóle nie rozumiem, w jaki sposób stara, biedna kobieta, która w życiu nie zrobiła żadnej uczciwej rzeczy swoimi własnymi rękami, powinna mieć cokolwiek do gadania na temat mojego własnego życia. Ja chętnie jej pomogę, chętnie jej upiekę chleb. Poważnie. Właśnie muszę zakwas troszkę dosypać, a chleby genialne mi ostatnio wychodzą. Sąsiad to w kolejce się ustawia po pieczywko.
Ja też zresztą sam do własnego piekarnika, jak robię. Ale zostawmy może tę kulinaria. Tu pozdrawiam słuchaczy robiących chleb serdecznie, bo dostałem właśnie zdjęcie, jak tam się chleb mieli i robi. Ojejku, się dzieje z tymi chlebami. W każdym bądź razie są drugie aspekty tej historii z tą królową, bo o ile ja jeszcze jej upiekę chleb i nie mam z nią problemu, rozumiem, że narobiła strasznie dużo dziwnych rzeczy w życiu. Trudno, każdy ma prawo zrobić dużo błędów, ale chleb znalazłby się dla tej biednej, starej, głupiej kobiety. Może by zmądrzał od mojego chleba. Na pewno. Dodałbym tam olejku z cannabis, chociaż ona na pewno go zna. Mniejsza o to.
To są ludzie, którzy wyznają inną religię, bo ona wyznaje jedną religię, że jest szefem wszystkiego i ma pozycję, ustawia wszystko. Może nawet nie ona personalnie, bo nikt nie jest aż tak mocno szalony. Wiadomo, że jest to grupa ludzi, która pociąga za sznurki, trzyma wszystkich za twarz i ustawia zasady tej tak zwanej gry w Monopoly, która się tutaj nieustannie odbywa. A z drugiej strony są ludzie, którzy twierdzą, że są w opozycji do niej i chcą się do mnie przyczepić, proponując mi różne dziwne inicjatywy. I nagle wyskakują z pomysłem: „Wiesz co? To nie jest stara, biedna kobieta. To nie. To jest jaszczurka. Tak, ta kobieta jest jaszczurką. Jak mruga oczami, to widzę, że to są jaszczurcze oczy”.
Ciężko mi to wziąć naresztę. Ja też mam własne oczy. Nic takiego nigdy nie widziałem na własne oczy. Nikt tego nie widział. Wszystkie zdjęcia na ten temat są czystą manipulacją. Ale się okazało, że właściwie sam koncept, już mówię nie o zdjęciach, to jest dowcip. To znaczy, że ja zwariowałem w tym momencie. Sam koncept taki, że człowiek-jaszczurka, który mrugnięciem oczu sobie... Nie no ludzie. Ja wszystko rozumiem, naprawdę rozumiem, ale może jakieś podstawy ku temu.
Jestem w stanie przyjąć wszystko, nawet człowieka, który jest w połowie koniem. Ale chciałbym usłyszeć, w jaki sposób. Bo to jest tak jak z wieloma rzeczami. Tak jak z tym kolesiem, który mówi, że jest w połowie owadem, bo jego kod genetyczny został zmutowany. I koleś, który pokazuje takie mocno powykręcane zdjęcia Naprawdę bardzo mocno wykręcane zdjęcia pokazują ciemne spoty na tych zdjęciach w miejscach, gdzie się łączą płaty w mózgu, gdzie przy pewnych kątach robienia zdjęcia po prostu wychodzi ciemno. Zresztą te zdjęcia wychodzą tak dziwnie, że wiem, bo miałem skanowane 3D kilka razy swoją głowę. Taki skan robiony właśnie i rentgena, takiego sprytnego, 3D. Także później stałem z lekarzami, specjalistami medycyny przy komputerze i za pomocą myszki oglądałem właściwie całą swoją głowę 3D na ekranie. Przekrój swojej głowy w tą i w tamtą. Taką miałem możliwość oczywiście.
Nie jest to zdrowe, prześwietlać się w ten sposób. Także odradzam każdemu. Ja byłem akurat zmuszony do tej sytuacji. W każdym razie widziałem zdjęcia, wiem, na czym to polega. Tam jest zawsze przy tych zdjęciach troszeczkę zabawy, dlatego robi się ich wiele i tak dalej, ponieważ awaryjność tego sprzętu jest potężna. I też mam takie zdjęcia, na których w głowie mam chyba 40 implantów powkładanych. Ale tu nie chcę negować. Oczywiście każdy może sobie stwierdzić, jeżeli człowiek stwierdzi, że to są jego implanty w głowie, okej, to są jego implanty w głowie. W każdym razie „Człowiek owad” mnie zafascynował, bo jako taki dzieciak oglądałem, tak się złożyło, troszkę dziecko amerykańskiej popkultury kreskówkowej, amerykańskie kreskówki z lat 60., 70., 80. I tam były takie egzotyczne postacie pod tytułem „Człowiek guma”, „Człowiek pająk”.
Takie kreskówki podrzędnej kategorii, robione przez podrzędne wytwórnie do zapełniania czasu antenowego w telewizji. Takie na szybko robione, takie pokręcone w ogóle historie, pokręceni superbohaterowie. „Człowiek modliszka” chyba, czy coś w tym stylu. Przypominało trochę takie kryminały amerykańskie, takie kryminalne filmy, nie kryminalne, bo to takie filmy grozy. „Twilight Zone” tak to się nazywało. Taka oryginalna seria z lat 50., 60., 70. To trwało chyba przez 40 lat. Nie wiem, czy dalej ciągną. Jako nastolatek byłem tego fanem. Takie opowieści nie z tej ziemi, można powiedzieć.
Doskonałe historie, takie naprawdę filmy niskobudżetowe, podrzędnej klasy, gówniane scenariusze, kupa zabawy. Tak absurdalne, tak wykręcone, że w ogóle później, dorastając zresztą nieraz z kolegami już w późniejszym wieku, niczym stary koń siedzieliśmy przy jakimś dużym bongu albo z dużym wiadrem, oglądając sobie właśnie takie filmy już albo na wideo, albo gdzieś już z bardziej cyfrowych odtwarzaczy, mając przy tym całkiem niezły ubaw. Wszystkie. Atak krwiożerczych pomidorów 300 czy nie wiem, „Zabójcze nożyczki 5”, coś w tym stylu. Jakieś takie egzotyczne historie. Są na przykład fajne takie czeskie filmy. Jest masa takich historii, a tu się nagle okazuje, że w ogóle sam się dowiaduję o tym, że jestem częścią historii, która się dzieje naprawdę, która dokładnie odbywa się gdzieś, jakieś mikrofale ładują mi do głowy, słuchajcie. W każdym razie i mikrofale na pewno wyrzuciły serwery Radio Nafali w kosmos. To na pewno. W każdym razie, wracając do tego głównego wątku, to jest jak religia, bo nagle się okazało, że właściwie po chyba 30 czy 40, no 50 latach eksploatowania tych wątków w popkulturze, otóż odbieram telefon, przeszły do rzeczywistości.
Halo, halo.
[01:04:29] - No halo, halo.
[01:04:29] - Halo, witam serdecznie. Jak zdrówko?
[01:04:32] - Cześć Tomek, dziękuję. Super. Witam wszystkich normalnie, co słuchają. Ale nie ja w ogóle do tych pomidorów, tych strasznych. Ja te same filmy oglądałem i tak w ogóle chciałem się wciąć. Te w ogóle o wampirach i o pomidorach.
[01:04:49] - Różne rzeczy, różne bardzo egzotyczne. Na przykład „Najeźdźcy z kosmosu 5”. Rozumiesz wszystkie takie egzotyczne sprawy.
[01:04:54] - Tak, to ja normalnie to oglądałem.
[01:04:55] - Słuchaj, czy nie masz wrażenia-
[01:04:57] - W ogóle jakieś gremliny czy coś.
[01:04:59] - Słuchaj, czy nie masz wrażenia, że przypadkiem, ja mam takie wrażenie, bo jesteśmy kulturą cargo. To jest taka moja koncepcja, którą tu czasami poruszam, że ta kultura jest kulturą cargo i zawsze jest poszukiwanie najbardziej szalonego ideału. Im bardziej coś wykręcone, tym bardziej godne pożądania i poszukiwania. I nagle, przez zupełny przypadek losu, takie produkcje hollywoodzkie, takie trzeciobudżetowe, niskonakładowe, takie naprawdę bez sensu, stały się właściwie podporą czegoś, co aktualnie się objawia jako część takiego movementu kontestacyjnego. Wiesz, że się kontestuje rzeczywistość, walczy z systemem. Nagle część tej walki z systemem okazała się niczym innym jak takimi kalkami z niskobudżetowych, niskonakładowych filmów amerykańskich science fiction z lat 50., 60.
[01:05:45] - Dokładnie. A tu próbują coś zrobić, co jakieś efekty daje. I im się udaje. Te firmy co po prostu-
[01:05:52] - Wyobraź sobie film o tym, że na przykład prezydent pewnego kraju nagle okazuje się jaszczurem. I jest na przykład taki dziennikarz, który go tropi.
[01:06:02] - Tak, ale nie wiesz czy naprawdę takie są filmy.
[01:06:07] - Albo na przykład jest tajna baza badawcza, która odkrywa na potrzeby rządu taką maszynę, która specjalnymi falami mikrofalowymi przesyła ludziom do głowy myśli.
[01:06:17] - Z orbity na Ziemi?
[01:06:18] - Albo jest na przykład taka maszyna produkowana przez jakieś tajne laboratorium wojskowe, która przesyła ludziom do głowy konkretne myśli. I na przykład jest taka tajna baza i jakiś ktoś odkrywa, kierowca jakiś zupełnie przez przypadek, na przykład taksówkarz, bo jego pacjent w taksówce, drugi raz mu się zdarzył taki numer, że wiezie taksówką kolesia i nagle koleś z jednego miejsca, z hotelu, tak gdzieś przez przypadek. I to było takie dziwne. I koleś zostawił notes. On schował ten notes. Później się pojawili jacyś dziwni kolesie, że to jego rodzina i tak dalej. I czy nie zostawił nic. On powiedział: „Nie, nic”. I to wszystko. I zniknęli.
I on później ten notes, bo nie powiedział im. On bierze ten notes. To jest scenariusz. Słuchajcie, ludzie, to będzie hit. On bierze ten notes i w tym momencie-
[01:07:00] - Sorry, że muszę się śmiać.
[01:07:02] - Bardzo dobrze. Ja w tym momencie wiem, kiedy działa. Wiem, kiedy teraz scenariusz działa. Robię sobie teraz notatki i z producentem razem będziemy tam wklejali śmiechy albo coś w tym stylu. Albo podkręcimy głośniej muzę dramatyczną, żeby było wiesz .
[01:07:18] - No tak. To parodie ABC.
[01:07:23] - No dobra. I w tym momencie bohater w tym notesie znajdzie adres. Jestem, jesteśmy. To może twój internet troszkę zrywa czasami, ale troszkę zerwało. No cóż, trudno. Trudno bywa. Ja dokończę historii. Bohater w tym momencie znajduje adres, trafia na tajne laboratorium, a w tym tajnym laboratorium jest niesamowita maszyna. I nagle znajduje kartotekę i dokumentację gdzieś tam i się okazuje, co oni robią. Oni sterują rządem światowym, wysyłają do każdego sprytne myśli w głowie.
I ci wszyscy ludzie są tak naprawdę reptilianami żyjącymi na Marsie i są w połowie owadami. Teraz wyobraźmy sobie, że jest taka rzeczywista sytuacja, która polega na tym, że są naprawdę takie koncerny, które się nazywają koncerny naftowe. Każdy z nas używa benzyny do pewnego stopnia. Nawet jeżeli nie masz samochodu tak samo jak ja, to używasz benzyny, bo część towarów, które kupujesz, musi zostać dowieziona do ciebie. Także czy chcesz, czy nie, też partycypujemy wspólnie razem w tym benzynowo-spalinowym świecie. To nie jest tak, że jak nie mam samochodu, to w tym nie uczestniczę. Też w tym uczestniczę. Tak długo, jak cała infrastruktura jest na tym oparta, jestem partycypantem tej sytuacji. W tym momencie sprawdźmy skład chemiczny paliwa, co w ogóle nam się dolewa. Wiadomo, że tych firm naftowych jest parę.
To jest monopol. To się nazywa kartel oficjalnie kartel OPEC. I ten kartel OPEC kontroluje właściwie wszystko. Jest taka organizacja firm, które zajmują się całym rynkiem naftowym. One mają swoje standardy technologiczne, bo na ropę są standardy, są pewne normy, są technologie, są ropy, są rafinerie. To jest wszystko taki zamknięty ekosystem, to jest w ogóle osobny dział chemii, która pracuje z tym całym magazynem ropy. W ogóle cały świat dookoła i naukowy, i komercyjny, i przemysłowy, bo to fabryki, które wykorzystują te wszystkie rzeczy i później my, wykorzystujący te gumowe rękawiczki tudzież wszystkie plastikowe elementy urządzeń dookoła nas i tak dalej, tudzież ropę do samochodów, które nam dostarczają różne rzeczy, czasami jako delivery. Wszyscy w tym uczestniczymy i jako że uczestniczymy, nie sprawdzamy sobie pewnych rzeczy, bo wydaje nam się to normalne. I pojawiają się takie sprawy jak smugi na niebie. I te smugi na niebie wiszą.
I cholera, co to jest? Są dziwne zdjęcia różnych eksperymentów robionych przez naukowców, prawdziwych eksperymentów, bo takich się robi masę, z tym, co się nam zrzuca na głowy. Ale dziwna historia, bo samoloty pasażerskie zostawiają po sobie tajemnicze, długie smugi, które za cholerę nie chcą zniknąć. I to nie są smugi kondensacyjne. Dziwnie się to zachowuje, ale właściwie jak się sprawdza, to paliwo mniej więcej wszędzie jest to samo. Są dwa rodzaje paliwa, ale źródło pochodzenia i komponenty, jeżeli się powędruje dalej w głąb źródeł, są dokładnie te same. Ono jest troszeczkę bardziej kaloryczne do samolotów, troszeczkę bardziej lotne i to wszystko, ale główne komponenty, które tam są, są dokładnie te same. Zmieniają się tylko proporcje pomiędzy komponentami. I co się okazuje? Że w samochodzie mamy mniej więcej to samo, co w samolocie, który leci parę tysięcy metrów nad nami.
Samolot zostawia smugę kondensacyjną. Okej, jeszcze jest jeden rodzaj silnika dieselowskiego, który jest używany we wszystkich potężnych statkach, które pływają po oceanach. Tych wszystkich frachtach, wielkich, potężnych kontenerowcach. Ja mieszkałem w portowym mieście. Tak się złożyło przez jakiś kawałek życia i akurat mieszkałem blisko dużego portu konkretnego, z którego odchodzą dosyć duże jednostki, jeżeli chodzi o promy. I smród, jaki robi taka jednostka, smuga, jaką zostawia po sobie, to jest w ogóle... I są zdjęcia, jak takie potężne statki zostawiają po sobie smugi spalin nad oceanem. Są takowe i wyglądają bardzo podobnie jak te smugi zostawione na niebie. Zaraz, przecież mamy do czynienia z tym samym paliwem i dochodzimy do źródła. Nagle się okazuje, że właściwie nasze samochody zostawiają dokładnie te same smugi.
To jest czasami ta mgła, którą widać w miejscach, gdzie robi się smog, w miastach, w których jest smog. Pamiętam takie historie z Wrocławia. Tak się zdarzyło, że pracowałem tam swego czasu w bardzo wysokim budynku o nazwie Poltegor, praktycznie na najwyższym piętrze, które było dostępne dla biur i był piękny widok na całe miasto. I widać było, kiedy było bardzo gorąco, kiedy był środek lata, bo Wrocław jest w dolinie, kiedy cały ekosystem stał w miejscu, bo właściwie nie było ani grama wietrzyku nad miastem, tylko prażyło konkretne słońce, ruch pomiędzy tymi małymi uliczkami, tymi samochodami i od razu taka mgła nad miastem. Mgła spalin szczególnie widoczna przy zachodzie słońca. Piękne pomarańczowe zachody słońca. Czyli oznacza to, że jest bardzo duże zanieczyszczenie powietrza spalinami właśnie z samochodów. Tylko że te spaliny przefiltrowane przez te smugi, które są nad ziemią, dają troszeczkę inny kolor. One są niewidoczne właściwie, bo my chodzimy w tych spalinach i nie widzimy ich jako smugi. Gdyby ten samochód wziąć, podnieść na wysokość paru tysięcy metrów do góry i żeby sobie tak pojechał obok tego samolotu, który tam leci, to okazałoby się, że zostawia dokładnie taką samą smugę.
I tu wnioski prowadzą do prostej konkluzji. Właściwie cała tajemnica tych chemtrails, smug chemicznych, przynajmniej tych zostawianych przez odrzutowce komercyjne, które służą do transportu towarów, które służą do transportu nas, kiedy przemieszczamy się w różne miejsca. Takie normalne komercyjne zastosowanie. Nie mówię o eksperymentach naukowych, które też się odbywają na temat zrzucania nam różnych rzeczy na głowę. Natomiast te podstawowe chemtrails, które widzimy wszędzie, tą kratownicę na niebie, to są nic więcej jak tylko po prostu spaliny z tego shitu, który jest ładowany do benzyny, żeby jeszcze więcej na niej zarobić. I w taki sztuczny sposób podnieść jej wydajność, kiedy jest spalana. Niesie to ze sobą pewne konsekwencje związane z tym, że powstaje z tego bardzo toksyczna zawiesina, która ma bardzo dużo aluminium, zakwasza glebę. Jest to strasznie toksyczna historia dla każdego żywego organizmu. Teraz mamy coś, co jest naukowym dowodem i właściwie mając ten naukowy dowód, możemy zacząć konkretne rozmowy na temat konkretnych substancji i przede wszystkim na temat odpowiedzialności za te substancje konkretnych ludzi, którzy organizują konkretne przedsięwzięcia o nazwie firmy. Ale kiedy zaczynamy rozmawiać o tych smugach jako o czymś kosmicznym, jako o niesamowitych chemikaliach, robić z tego niesamowite legendy, że to niby black projects, że to niby tajemnicze historie, dodatkowe zbiorniki chowane w samolotach osobowych, cywilnych i transportowych, że to jakieś specjalne mikstury wirusów są na nas spuszczane.
W tym momencie zaczyna to dyskwalifikować jakąkolwiek próbę podjęcia poważnej dyskusji i kroków prawnych nawet w zakresie działania tego patologicznego systemu, żeby sprawę załatwić, bo nikt poważny nie będzie z tobą rozmawiał, jeżeli przyjdziesz i powiesz, że to reptilianie zrzucają ci specjalne zarazki na głowę. Nikt naprawdę poważnie na to nie spojrzy, a firmy naftowe tylko czekają na to, żeby jak najwięcej ludzi zaczęło powtarzać o tym, że to reptiliańskie samoloty zrzucają reptiliańskie chipy na nas, mikrochipy w postaci smug chemicznych, ponieważ wtedy cała odpowiedzialność się rozmywa. Wiadomo, że to black projects. Wiadomo, że to jest nieuchwytna sprawa, nikt nie ma dowodów w ręku i wszystkie te historie dookoła całej tej opowieści. I kiedy przychodzi co do czego, to właściwie nie ma z kim rozmawiać, bo nagle się okazuje, że ta historia trafiła na ten wątek religijny i ten religijny element spowodował, że wielu uwierzyło w taki kompleksowy świat z drugiej strony, że to reptilianie. Takie bajkowe historie, bo wiadomo, że niektórzy widocznie chyba lubią religię, skoro jest aż tyle tego dookoła, skoro nawet Radio Nafali zostało dotknięte tym dotykiem Midasa, który tam się spala w tych swoich własnych szaleństwach. To znaczy te szaleństwa są gdzieś na świecie, że to jest częścią tego wspólnego dobra kulturowego, które nam towarzyszy dookoła. Jest coś takiego, taki religijny aspekt, który objawia się na wszelkie możliwe sposoby, że zamiast zrozumieć, wydaje nam się, że łatwiej jest się nauczyć na pamięć. I w tym momencie akceptujemy praktycznie wszystko i w tym momencie właściwie jesteśmy pozbawieni szans. Ja sobie myślę, że jest kilka organizacji, absolutnie takich agentur, które dbają o to, żeby ten element religijny zawsze w nas gdzieś funkcjonował, żeby nas wzruszał ten element religijny, żeby nas straszyć, żebyśmy i ty, i ja czuli potrzebę zapisania się do jakiejś większej organizacji.
Mi się zawsze przypominają opisy, bo jest taka książka, nie pamiętam w tym momencie tytułu. Jest na pewno o tej książce w serialu „Dokładka” w archiwum Radia Nafali. Archiwum podcastów i nazywa się to „Dokładka”. To jest o propagandzie Trzeciej Rzeszy, o badaniach, które robiono tutaj na Oxford i na Cambridge. Bardzo ciekawe badania były robione na Cambridge. To fascynująca historia, jeżeli chodzi o te socjotechniki. Bardzo ciekawa sprawa z organizacją klubów studenckich, bractw studenckich, bo to nie były kluby, tylko bractwa studenckie z cyklu jak spowodować, żeby młodzi ludzie, którzy mają potrzeby bycia i manifestowania swojej indywidualności, pomysłowości w stosunku do życia i tego, że są na uczelni, że mają dostęp do wiedzy. Jak ustawić ich w takiej sytuacji, że nawet jeżeli zostaną bardzo utalentowanymi ludźmi w swoich dziedzinach, czegoś się fajnie nauczą i zaczną operować tym tematem, to jednocześnie, żeby dalej pozostawali pod kontrolą za pomocą takich, że tak powiem, uczonych bodźców, żeby wpoić coś w rodzaju łańcucha zależności pomiędzy nimi a instytucją, która ich wypluła. I w ogóle związać ich w taki troszkę bardziej mocniejszy sposób z instytucją, żeby ich życie było pasmem relacji z różnymi organizacjami, przede wszystkim z jedną organizacją na przykład. I chodziło o to bractwo studenckie, żeby to jakoś zadziałało i wiadomo było, że to ludzie sami tworzą, że jest pewien zestaw impulsów, który sami naturalnie tworzymy społeczności.
I teraz tylko pytanie, jak przechwycić tą społeczność, za pomocą czego, co tam wrzucić, jakie elementy wprowadzić. One są zawsze wprowadzane sztucznie. Ta społeczność nigdy nie jest naturalna. Ona zawsze jest patologiczna. To jest niestety tak zwany side effect. Ten side effect jest opisywany teraz przez menadżerów w takich dokumentach, które bardzo rzadko kiedy mają możliwość ujrzenia światła dziennego. Chodzi o sposoby zarządzania dużymi korporacjami i sieciami sklepów. Okazuje się, że tak zwany skutek uboczny, bo to jest dosłowne tłumaczenie side effects z angielskiego, tego ekosystemu, który jest tworzony na przykład w dużej firmie, że jest tam set ludzi, którzy pracują razem ze sobą. Czy się lubią, czy nie, wszyscy tam pracują, bo w większości mają kredyt do spłacenia i obowiązki w życiu, jak to się mówi. I się okazuje, że tworzą się patologiczne sytuacje, patologiczne zależności pomiędzy ludźmi, których nikt nie jest w stanie rozładować.
Robią się potężne frustracje i wydajność pracy praktycznie znika. Wszystkie te korporacje mają potężne problemy z innowacyjnością. One zatrudniają bardzo chętnie duże ilości tak zwanych innowacyjnych ludzi w cudzysłowie, można powiedzieć, ludzi ze świeżymi pomysłami. Daje im bardzo duże wolne, że tak powiem, warunki, dużo wolnego, dużo czasu do spędzania po swojemu do dyspozycji, bo się nagle okazało w dzisiejszych czasach że taki rodzaj eksploatacji pracownika powoduje kompletną załamkę i o ile los pracownika nikogo za bardzo nie obchodzi, to odbija się to mocno na wydajności działań w firmie. Właściwie wydajność jak wydajność, bo to i tak są korporacje. Właściwie nie ma to żadnego sensu, z której strony by na to nie spojrzeć, ale chodzi o tak zwane statystyki, że ten człowiek już rzadziej klika na cokolwiek. Ten człowiek rzadziej reaguje na jakiekolwiek bodźce z zewnątrz, bo właściwie cała ta agentura, cała ta religia, jakakolwiek by nie była, czy to jest korporacja, czy to jest cokolwiek innego, polega na tym, żeby każdy z nas, ty i ja, żeby nasza reakcja następowała dokładnie wtedy, kiedy ktoś nam zaproponuje tą reakcję, żeby była taka interakcja na zasadzie ktoś wysyła impuls, a my w tym momencie reagujemy na ten impuls i zawsze ma się to dziać bez żadnego zakłócenia. I w tym momencie okazuje się, że właściwie nie ma takiej opcji, żeby wysyłać człowiekowi regularnie impuls i go nie zatłuc. To jest najgorsza tortura ponoć na świecie. Nie wiem, nie znam się na takich rzeczach.
Unikamy takich historii, bo też uważam, że to już jest jakaś patologia, jakieś posttraumatyczne historie związane z torturami na świecie. Myślę, że wielu z nas doskonale wie, że najgorszą torturą jest kropelka wody, która kapie, odpowiednia częstotliwość kapania w człowieka i to niszczy niektórych ludzi strasznie. Ta regularność. Się okazuje, że równy bit też nas niszczy. Ja chyba kiedyś wspominałem o tym moment, kiedy nasze serce ma idealnie równy co do mikrosekundy bit. Czyli bije tak naprawdę centralnie, równiutko. To znaczy, że właśnie w tym momencie mamy zawał serca, bo naturalnie jesteśmy tacy analogowi w górę, w dół, w górę, w dół. Zwolnić, trochę przyspieszyć. To wszystko jest analogowe. Robiąc się automatycznie dostosowujemy do tego dynamicznego pola, które tworzymy.
To jest nasza natura. To jest jak te wilki w Yellowstone i to, jak wszystkie inne gatunki się dostosowywały do Yellowstone. Z powrotem wróciły, można tak powiedzieć. Ja tu jeszcze raz odbieram telefon. Halo, halo, witam ponownie.
[01:22:00] - Dziękuję bardzo. W ogóle telefon jakoś się rozłączył.
[01:22:04] - Mów z czym dzwonisz, człowieku.
[01:22:08] - A nie, no właśnie z tymi kropelkami co przed chwilą mówiłeś, bo to tak z tymi kropelkami tak ostatnio oglądałem i tak właśnie kapało na klienta.
[01:22:17] - To ja chciałem właśnie ominąć ten temat akurat. Z nim dzwonisz z tym tematem.
[01:22:20] - To dobra. Przepraszam.
[01:22:22] - Ja to nie o takich tragediach.
[01:22:23] - To się wyłączyłem. Nie, to dobra. To się rozłączam. Dzięki.
[01:22:27] - Dzięki wielkie za telefon. Trzymaj się.
[01:22:28] - To ciao. Cześć.
[01:22:30] - No właśnie. Koniec takich jakichś strasznych rzeczy. Zostawmy je na boku. Tak świadomie zostawmy na boku. Myślę, że to jest dobry pomysł na odpowiedzialność za tworzenie własnej rzeczywistości. Przepraszam, że tak obcesowo, ale myślę, że jest o wiele przyjemniej. W końcu ja chcę wrócić do tego, że z jednej i z drugiej strony każdej sytuacji, która tworzy w dzisiejszych czasach jakiekolwiek napięcia, a dzisiejsze czasy to są czasy napięć, tak mi się wydaje. To są czasy właśnie tej konfrontacji, można powiedzieć schizofrenik. Dużo tego jest dookoła. Jeżeli się wydarza z ekologami w Anglii, to się wydarza właściwie w każdym końcu świata.
Słuchy o tym dochodzą nas zewsząd, że jest pewien rodzaj ludzi, który lubi utrzymać status quo i starają się kontrolować sytuację na tyle, na ile mogą, za pomocą wszelkiej materii, która jest dostępna w ręku, tudzież kumulacji tej materii w postaci materialnej, finansowej, prawnej, armii, żołnierzy i tak dalej, oraz my normalnie żyjący, funkcjonujący ludzie, czyli ty i ja, doskonale się czujący ze swoją indywidualnością, robiący z nią bardzo pożyteczne rzeczy. I się okazuje, że pojawia się między nami jedna różnica, religijny aspekt, bo ktoś wierzy w to, że jeżeli da i tobie, i mi jakiś zakaz w jakimś kierunku, to powstrzyma nas przed czymś. Ale to jest jego wiara i religia. On nas nigdy w życiu na oczy nie widział, nawet nie wie często o naszym istnieniu. Co to jest? Ja zawsze tu upatruję takiej iluzji, że część z nas zwariowała i w tej iluzji znalazła rozwiązanie wszystkich problemów na świecie. To właśnie taka fałszywa nauka. Mi się to kojarzy troszeczkę z uniwersytetami współczesnymi. Jest to taka fałszywa nauka. Wymyślenie sobie zespołu zasad i takich poukładanych regułek.
I generalnie wszyscy podążają tymi regułkami, zasadami i w ogóle wszyscy są okej. Się klepiemy po plecach, jest git, kciuk do góry, fajnie poszło. Mamy prawo fizyki, a teraz dodamy do tego jakąś anomalię, dodamy coś tam innego, wykręcimy, ustawimy się, że jakoś to będzie. I kiedy zawsze jest jakaś ciężka sytuacja, to właściwie może nie tyle ciężka, kiedy gdzieś jest jakaś sytuacja, która jest zupełnie inna i okazuje się, że warunki, że efekty eksperymentu nie spełniają żadnych norm, a dzieją się rzeczy kompletnie nieprzewidywalne, rzeczy, o których wszyscy mówili, że to nie ma prawa się wydarzyć, nagle okazuje się, że właściwie nie ma rozmowy na ten temat, że trzeba to zostawić, bo jednak dogmat, ta agenda, która jest związana z religią, jest zbyt mocna. Za tą agendą stoją pieniądze, tą agendą stoi właściwie kawał życia, taki czysto fizyczny. Trzeba generalnie zmierzyć się z kredytem w banku. Ja nie mam kredytu, ale niektórzy mają i wiadomo, że jak ktoś jest naukowcem, to nie robi tego od wczoraj, tylko z reguły jak jest już na takim etapie, że gdzieś musi się, że tak powiem, zmierzyć z pewnymi sprawami, to masz rodzinę, utrzymanie i tak dalej. Tak jest skonstruowany ten system. Nie chcę poruszać takich tematów, bo to myślę wszystkie sprawy są tak oczywiste, że czułbym się jak głupek mający ciebie za głupka, kiedy musiałbym ci o tych sprawach opowiadać. Normalna jest to...
Przepraszam bardzo, ja tu muszę chyba popić herbaty, bo mi troszkę za słowo w gardle. No już mi lepiej. Ha! Jednak miętowa herbata z cytryną i odrobina brązowego cukru. Taki jest mój pomysł na dzisiaj z herbatą. Myślę, że normalne jest to, że część z nas system zmanipulował i zmanewrował do takiego kąta, że trzeba troszkę się uwijać w życiu i jest troszkę zależności ze sprawami, które niekoniecznie są wygodne. Ale to tylko taka chwilowa sytuacja i to zależy od religijnego aspektu. Jest to bardzo łatwa sprawa do obalenia, bo szczęśliwie żyjemy w czasach, gdzie dostęp do informacji jest niczym innym, jak tylko i wyłącznie naszą własną, indywidualną decyzją. Tak jak z tą historią z Radiem Nafali, która się ostatnio wydarzyła. To było tak absurdalną, paranoidalną historią.
Nie spodziewałem się, że w życiu mnie to spotka, ale mnie spotkało. Czyli życie ciągle zaskakuje bardzo egzotycznie i na tym polega jego urok. Zrobiło się spiskowo przez moment. Zrobiło się po prostu religijnie. Taka jest prawda. Ktoś zdaje się poszukuje kolejnej wersji Jezusa albo pracuje z ludźmi, którzy wierzą, że są niczym Jezus i mają jakiś pomysł na rzeczywistość, który jest najlepszy dla nas wszystkich, a przede wszystkim na przykład dla mnie. I się okazało, że właściwie nie ma problemu z tym, żeby były inne czasy, żeby skorzystać z tego, że żyjemy w momencie przełomu. W momencie, kiedy wiedza przerosła wiarę, kiedy wiedza zamieniła w popiół religię. W takim czasie historii żyjemy. To jest koniec historii.
Taka jest moja opinia. Oczywiście nie trzeba się ze mną zgadzać. I nagle w tym momencie wyskakuje taki kwiatek, wyskakuje taka wiara i nagle się okazuje, że właściwie nie ma problemu z komunikacją. Żyjemy w takich czasach, że jest tyle wiedzy na temat jak się komunikować i tyle możliwości, że właściwie możemy na bieżąco weryfikować ze sobą wszelkie możliwe sytuacje. Jeżeli siedzisz po drugiej stronie i słyszysz mój głos, to normalne jest to, że masz kontakt do mnie. Wiesz, gdzie jestem w czymś takim, co się nazywa internet. Wiesz, jak się skomunikować z tym internetem, za pomocą tego internetu z drugim człowiekiem. Pewnie się słyszymy nie po raz pierwszy tutaj. Pewnie ty też już wysłałeś e-mail do Radia Nafali i pewnie tobie też już odpisałem na e-mail Radia Nafali. Tobie, dziewczyno, też.
Może nie każdemu. Są ludzie, którym jeszcze nie zdążyłem odpisać na nic. Przepraszam bardzo serdecznie za to, bo czasami się zdarzy, ale proszę napisać, przypomnieć się i nie ma problemu. Mogło coś umknąć. W każdym razie wiadomo, gdzie mnie znaleźć. Nie jest to żadną tajemnicą i wiadomo, że jeżeli jest jakaś informacja, to można ją zweryfikować. To jest ta wiedza. Ja nie jestem wiedzą. Można zobaczyć tę perspektywę, która tutaj występuje, która tu panuje i na tej podstawie sobie zbudować swoją własną wiedzę, bo na tym to polega. I nagle się okazuje, że w czasach, kiedy dostęp do wiedzy jest wręcz potężny.
Ja to w ogóle jestem w szoku, przeglądając sobie dokumentacje naukowe, chociażby patentowe w dzisiejszych czasach, ponieważ czasami są tak sprytnie napisane, żeby człowiek się niezbyt wiele domyślił. Naprawdę jest wiele interesujących historii w tym wszystkim. Stare dokumentacje patentowe, dużo różnych ciekawych pomysłów. Jest dostęp do informacji, jeżeli chcę i wiem, czego szukam, to jest bardzo duża szansa, że znajdę kogoś, kto się też tym interesuje. To nie jest kwestia, że znajdę to w internecie, ale za pośrednictwem internetu być może znajdę kogoś, kto się tym interesuje i wyślę mu maila, porozmawiam z nim. W każdym razie nie ma problemu, żeby się złapać. Tym bardziej, że jest się człowiekiem żyjącym w dwóch językach, to wtedy ta pula możliwości wzrasta dwukrotnie albo x-krotnie, bo wiadomo, że dużo ludzi zna język angielski, polski troszkę mniej na świecie. I w tym momencie jeszcze dodatkowo dochodzi masa informacji z zewnątrz. I to jest piękna sytuacja, bo ja nie muszę mieć żadnej opinii na żaden temat tak naprawdę. Ja mogę sobie pozwolić na to, żeby siąść na tyłku przy tych dokumentacjach, przy tych opisach, siąść w tym swoim małym laboratorium, przy tych swoich urządzeniach i sprawdzić sobie to wszystko w praktyce i nie zastanawiać się, czy ja muszę w to wierzyć, czy ja muszę być religijny, czy ja muszę mieć opinię na jakiś temat, czy ja muszę podążać za kimś.
Po prostu siadam i to robię i albo coś działa, albo nie działa. I takie mam troszkę podejście do tego, takie troszkę wieśniackie bym powiedział, chłopo-robotnicze. Albo się da zrobić i działa, albo się nie da i jest troszkę lipa. Albo jest to mój błąd, albo urządzenie jest błędne, albo coś takiego, albo w ogóle cokolwiek innego się wydarzyło, cokolwiek. Jeżeli coś się dzieje, to najlepiej się spotkać i pogadać i się dowiedzieć bezpośrednio od źródła, bo takie wymyślanie historii to można czasami sobie w głowie różne historie powymyślać. Ja to nie chciałbym na przykład wymyślać jakichś historii związanych z tym, co się dzieje w twoim życiu, bo powiem ci szczerze, nie mam bladego pojęcia, jak wygląda twoje życie. Podobnie jak ty nie masz pojęcia, jak wygląda moje, poza tym, że mamy pojęcie o tym, jak wygląda nasze życie tu i teraz, kiedy sobie siedzimy. Ja tu sobie mówię do ciebie, ty sobie tego słuchasz i jest w ogóle całkiem miła atmosfera. Mamy swoją kawkę, herbatę, ja mam tego jointa, którego próbuję tu sobie spalić cały czas. No i sobie generalnie snujemy te opowieści.
Ale wracając do głównego wątku, słuchajcie, tych opowieści, jest to, że mamy komunikację ze sobą i naprawdę nie jest to żadna lipa. I tu się okazuje, że właściwie w dzisiejszych czasach tę religię rozpoznać można i zweryfikować po jednej bardzo prostej rzeczy. Ten wątek religijny to jest ta redukcja w sensie pozytywnym, to jest ta weryfikacja, która się dzieje na informacji. Nagle się okazuje, że mamy człowieka, który mówi, że strasznie pożąda wiedzy. On po prostu chce wszystko wiedzieć. On szuka tej wiedzy. On jest po prostu głosicielem prawdy. Dają prawdę, to on ją poniesie jak ganek. Po prostu będzie feniksem, spopieli się, zamieni się w popiół za tą wiedzę. Po prostu wszystko.
Odetnie sobie rękę, głowę, reptilian wymorduje wszystkich, rozumiesz? On to zrobi. On tylko żąda wiedzy w życiu. On chce dobra świata. Nagle się okazuje, że w tym dobru świata człowiek zapomniał. Stał się jakiś bardzo religijny, bo zapomniał spytać się innych o to, czy oni może chcą razem z nim tego dobra świata. I na czym polega to dobro świata? I jest to takie troszeczkę może być i religijne przekonanie, religijny aspekt, że jedna osoba ma wyłączność na to, że wie, na czym polega dobro całego świata, bo właściwie się do tego sprowadza. Czy jest to ukartowana akcja robiona przez agenturę? Czy jest to przypadkiem kolejny wybryk szalonego umysłu człowieka, który nie lubi wiedzy?
To już każdemu z nas osądzić. Niemniej jest to dalej ta sama podstawa. To jest zaprzeczanie wiedzy. To jest dojście do momentu, że stoję, mam przed sobą bibliotekę wszystkiego. Opowiadałem ludziom, że zależy mi na losie świata, a tu się okazuje, że w dupie mam czytanie tych wszystkich książek. W dupie mam komunikację z tymi ludźmi, w dupie mam to wszystko. Chcę tylko złapać ten swój kawałek bułki. Poznałem księcia Edwarda. Jest taka historia z bułką. Książę Edward sam opowie.
To są kulinaria. Tu odsyłam do etykiety zastępczej. Poproszę księcia, żeby taki kącik kulinarny włożył u siebie, bo książę doskonale to opisuje. Ja nie mam takiego talentu, tak że lepiej, żeby to utalentowany człowiek zrobił. W każdym razie jest to trochę jak z tą bułką. Jak z tą bułką? To spytaj się księcia. Cienko dosyć. Jest taki moment, że dochodzi się do tego pułapu, gdzie wiedza leży już za rogiem. Przecież nie ma problemu i w zrobieniu badań, analizy tego, co leci z nieba, bo można dorwać próbki paliwa lotniczego.
Nie jest to problem, jak się okazało. I tak dalej. Książę Edward dzwoni z Arabii, to już odbieram. Witam serdecznie, książę. Ale cię już wywołałem, człowieku. Halo, halo, słychać cię, człowieku.
[01:33:50] - Fantastycznie. Ja tak wpadnę. Pozdrawiam wszystkich serdecznie zgromadzonych w ten piękny sobotni wieczór. Ja tu jeszcze pracuję ciężko i słucham cały czas, ale o bułce wywołanie się poczułem.
[01:34:01] - To ja poproszę, żeby przepis na bułkę.
[01:34:03] - Bułkę po polsku?
[01:34:04] - Tak.
[01:34:07] - Dobra, to ci wszyscy, którzy są wrażliwi na przekleństwa, zatykają teraz uszy. Ja mówię: co to jest bułka po polsku? I to nie jest mój pomysł w ogóle. Gdzieś jakiś rysunek taki był. Bułka po polsku to jest tak, że bierzesz bułkę, zjadasz ją najszybciej, jak się da, żeby ci nikt nie podpierdolił.
[01:34:27] - Otóż to. I to jest takie zachowanie. Tak, dokładnie. I to jest mniej więcej tak, jakby ktoś chciał zjeść bułkę po polsku, kiedy ktoś włożył go do piekarni, w której właśnie skończono wypiek bułek i stoi w otoczeniu miliona bułek. Taka absurdalna sytuacja. I to jest ta historia z wiedzą. Przepraszam, ja ten wątek kaganka oświaty tutaj próbuję nieść.
[01:34:51] - Tak, słucham. Bardzo ciekawie wszystko dzisiaj brzmi, co mówisz.
[01:34:55] - Ja myślę, że wszystkie tajne zakony, bo to jest taki mój ostatni wniosek na dziś w tej hiperprzestrzeni. Ty jesteś w takim miejscu, które teraz jest na linii ognia pomiędzy tajnymi zakonami, spiskami. Heretycy, katolicy, wybuchy bombowe, strzały rakietowe, Strefy Gazy, lotnicze zakazy. Ale rymuję, nawet nie czuję, man. Lecę jak lot. Arabski lot. W każdym razie jest taki syndrom arabski troszeczkę, wątek arabski w tym wszystkim.
[01:35:31] - Nie tylko. To jest jakiś taki wirus na ludzkość. Mam wrażenie, że to jest ten sam temat, który spowodował, że w jakimś momencie, kiedy wszyscy żyli sobie w miarę swobodnie i nie mieli żadnych problemów, kilku kolesi wpadło na pomysł, że coś podpierdolą i-
[01:35:51] - Zrobią sekretną armię całego świata.
[01:35:53] - Tak. Paradoksalnie oglądałem wczoraj jakiś dokument o Hitlerze.
[01:36:00] - Sieg Heil, wielka Polska.
[01:36:02] - O początkach tego, jak Hitler dochodzi do władzy. I to jest centralnie też taka zmowa paru kolesi, którzy mają pomysł na życie dla wszystkich.
[01:36:13] - Dokładnie. I to jest wiara.
[01:36:15] - Wspólna gimnastyka.
[01:36:16] - Otóż to. Tak wyglądał ten eksperyment. Ja nie chciałem mówić specjalnie. Zostawiam, niech sobie odsłuchają w dokładce ci, którzy nie słuchali. Wspólna gimnastyka i wspólne tańce, ale takie duże. Nie mówię o tańcach takie, że idziesz do lokalnego klubu na parkiet, tylko taki już przerośnięty, taki, że tam jest 5000 par i jest główny układ taneczny, w którym partycypują wszyscy naraz. I jeszcze przed kimś tańczą, bo tam jest publiczność, która to ogląda i to jest z okazji obchodzenia jakiegoś święta narodowego z reguły i to jest jeszcze przy okazji spotkania się burmistrza z prezydentem. I jeszcze do tego orkiestra wojskowa dęta, żeby nie zabrakło mundurów. Nagle okazuje się, że do tego, żeby sobie potańczyć, przytulić się z dziewczyną, poczuć się fantastycznie, mieć dobry groove, nagle, stary, masz wszędzie chorągiewki. Za chwilę kolesie odrywają cię od tej dziewczyny, dają ci karabin w rękę, kopniaka w dupę i mówią, że jak się tylko cofniesz z linii frontu, odstrzelą ci twój durny łeb, ty pieprzony dezerterze.
I nagle siedzisz, mówiąc: gdzie ja jestem?
[01:37:11] - Dokładnie. Kapitanie, ja się odmelduję na razie, bo tutaj jednak praca wzywa.
[01:37:19] - Praca brech.
[01:37:20] - Ale wrócę, jeszcze wrócę.
[01:37:22] - Tak, skręcasz na jakąś kamizelkę z bombami. Dobra, wracaj, człowieku. Wracaj, staruszku.
[01:37:27] - Która godzina dochodzi już. Jesus. Okej, do usłyszenia.
[01:37:32] - Do usłyszenia. Trzymaj się. To był książę Edward. Radio Nafali.com, „Hiperprzestrzeń” i powoli kończę. Mam takich kilka refleksji na koniec. W sumie krótkich, bo to nie ma co już być za mocno pijany. Tak mi się wydaje, że właściwie przecież jak się przyjrzeć historii, przynajmniej taka jest moja refleksja, to te wszystkie tajne zakony, od których się zaczęły te wszystkie tajne organizacje, te wszystkie tajne, dziwne misje, żeby kontrolować świat, te, które sprzyjają wszystkim szaleńcom na świecie po to, żeby ten obraz nigdy nie był klarowny, bo kiedy nie jest klarowny, nikomu nie wpadnie na pomysł zrobić analizę tej benzyny, tego, co wylatuje z rury wydechowej samochodu i nikomu nie wpadnie na pomysł, że przecież te smugi, te chemtrails są dokładnie te same rzeczy, które wylatują z samochodu, każdego naszego samochodu. I że to jest dokładnie to samo i że są odpowiedzialni ludzie za to. A nie, jest jakaś kosmiczna organizacja, nie wiadomo co. I to się wszystko rozmywa, dzięki czemu wszyscy możemy dalej partycypować w tym systemie.
Udajemy, że coś zmieniliśmy, bo się zbuntowaliśmy, a w rzeczywistości właściwie dopalamy jeszcze mocniej do pieca, a efekt jest zupełnie odwrotny niż nam się wydaje. I to czasami jest efekt naszej własnej iluzji. Właściwie zawsze jest efektem naszej własnej iluzji, bo kiedy zaczyna się wiara, zaczyna się dewolucja, upadek cywilizacji, taka jest prawda. A kiedy zaczyna się wiedza, zaczyna się frajda. Jak na ironię, szczęśliwie dla nas okazuje się, że krok w kierunku wiedzy jest tak łatwy, tak przyjemny w dzisiejszych czasach, naprawdę nie trzeba tak wiele. Taka historia pod tytułem unikania wiary i konfrontowania się nieustannie z wiedzą. Czyli jeżeli przyjdzie mi jakiś pomysł do głowy i dzięki temu mam narzędzia, możliwości skonfrontowania swojej abstrakcyjnej idei, która być może jest oparta na wierze z jakąś wiedzą, z tym, jak to funkcjonuje w ogóle, z odbiciem, cieniem tego w rzeczywistości i z interakcją tego w świecie. W tym momencie konfrontacja jest tak naprawdę wyzwoleniem. To jest największy fun. Jak sobie myślę, właśnie dlatego ta cywilizacja jest smutna, bo jest robiona przez smutnych ludzi, którzy sobie nie zdają sprawy z tego, że właściwie pieprznięcie tej wiary w kąt, a zajęcie się wiedzą jest naprawdę tak rozwojowym, radosnym zajęciem.
I to jest takie rzeczywiście duchowe zajęcie, bo to jest moment, kiedy duch człowieka wzrasta. Automatycznie odpowiedzialność, automatycznie możliwości, wszystko. Człowiek staje się bardziej świadomy złożoności tego całego ekosystemu, o czym wcześniej już mówiłem dokładnie, w którym funkcjonuje tak jak te wilki wielostą, tak jak sens indywidualizmu, tak jak to, że jesteśmy jednym organizmem, który funkcjonuje na tej planecie, pomimo że czasami różnie wyglądamy, ale dalej jesteśmy tym samym kodem DNA. Czyli jesteśmy tak samo manifestującą się energią, troszkę inaczej, w innych warunkach i to wszystko. I to jest ta nieustanna konfrontacja, która jest jednym wielkim szczęściem. To jest radość. To jest jedna z esencji życia. Ta konfrontacja, która powoduje, że żyjemy otoczeni wiedzą, a nie jakąś agendą, która jest na podłożu religijnym, na podłożu wiary, na podłożu lidera, na podłożu podążania za czymś. Tutaj można sobie już pozwolić bez tego szaleństwa na redukcjonizm, na taką pozytywną selekcję. Dzięki temu myślę, że to jest rewelacja, że to jest normalność dla świata i że to jest ten moment.
Chyba nie ja myślę właściwie, widać to dosyć mocno po świecie, słabo być tu oryginalnym, że to jest ten moment, kiedy w sytuacji krytycznej, nawet najbardziej ekstremalnej, nagle do głowy nawet na te parę chwil wraca nam ten prawdziwy obraz świata. Nawet wtedy niektórzy mówią, że trwoga to do Boga. Nie, do żadnego Boga. Wszyscy biegniemy do normalnych światów, do swoich własnych światów, takich, w których czujemy się bezpiecznie. To, że niektórzy biegną do Boga, to to, że od dziecka mają wbite tego Boga do głowy, te bóstwa i tylko dlatego. Natomiast jeżeli nie wbijesz tego nikomu do głowy i dasz mu możliwość biegnięcia do jego własnego szczęścia, to od razu tam wyrwie. To jak osadnicy, którzy przypłynęli do Ameryki. Wszyscy uciekli do Indian. Nikt nie chciał zostawać w fortach. Okazało się, że wszyscy mają w dupie królewską władzę i psychopatyczne nakazy.
Natomiast u Indian, gdzie właściwie biali byli kompletną abstrakcją, biali byli traktowani lepiej niż przez swoich własnych współbraci, współbliźnich w wierze, współbliźnich w finansach, współbliźnich w tak zwanej cywilizacji. Prawda, że abstrakt? A jak się okazuje właśnie nie, to nie jest abstrakt, to jest norma. To, czego jesteśmy świadkami historycznie, przeglądając sobie różne wypadki na przestrzeni ostatnich setek lat albo tysięcy, to jest prawidłowość. Tylko że to jest kwestia chyba takiej religii w nas, że nie chcemy dostrzec tego, że nagminnie staramy się prawidłowość zamienić w wyjątek po to, żeby nie dostrzec rzeczywistego obrazu sytuacji. Przynajmniej niektórzy z nas, pomimo tego, że wszyscy mamy na wyciągnięcie ręki dostęp do wiedzy, to jak się okazuje, te krowy, które najgłośniej ryczą, najmniej mleka dają. A może nawet te mleko jest zatrute? Coś mi się wydaje, że może być zatrute. Także taka refleksja na dziś, po tych wszystkich przygodach z Radiem Na Fali. A co się działo?
Działo się to, że po prostu był zmieniany software na serwerze i dżentelmeni, którzy zmieniali software, zrobili to bardzo pospiesznie i wynikły z tego powodu komplikacje, bo ktoś czegoś zapomniał sprawdzić przez przypadek. Jak to w życiu, mogło się zdarzyć. Normalna ludzka historia się pomylić. Przecież na tym polega cała sprawa, prawda? Na tym polega cudowność utworu muzycznego, że działa na nas, że nie jest taki perfekcyjny, że ma swój styl, że jest taki unikatowy. Na tym polega unikatowość każdego z wilków, każdego z nas. Dokładnie tak samo każdy z nas jest unikatowy i dokładnie ta unikatowość dotknęła nas wszystkich na parę chwil. Nas wszystkich korzystających ze strony Radia Na Fali. Żeby nie było, że tak mówię o jakiejś magicznej społeczności, chcę już tutaj jakiś kult religijny zakładać, tylko i wyłącznie użytkownikach pewnej strony internetowej i nic więcej. I nagle się okazało, że zniknięcie jednej strony internetowej na parę chwil weryfikuje pięknie sytuację.
Okazuje się, kto jest człowiekiem religijnym, a kto jest człowiekiem, który szuka wiedzy. Bo byli tacy dżentelmeni, którzy się po prostu odezwali na maila, pytając się mnie: „Ej, Tomek, coś się stało?”. Na co gromko odpowiedziałem. A pozostali, ci, którzy nie wpadli na pomysł wysłania maila, wpadli na Facebooka i tam przeczytali wszystkie wiadomości pod tytułem, że mamy awarię i ten teges, i że za chwilę będzie wszystko opanowane. Wszystko zostało opanowane, a była to zwykła techniczna historia i po kłopocie. I nic się strasznego nie stało. A żeby było zabawniej z tej całej historii ja się dowiedziałem, że będę miał gościa i strasznie się ucieszyłem i w ogóle jest super i w ogóle bardzo fajnie się to skończyło. Także okazuje się, że wiedza, czyli ludzie, których w rzeczywistości powinno się zapytać, o co w ogóle w tym wszystkim chodzi Nigdy nie zostali zapytani o tą wiedzę, ani nie zostali zapytani świadomie o tą wiedzę, ponieważ gdyby się pojawiła ta wiedza, to być może obaliłaby troszeczkę kilka mitów, na których ktoś próbuje zbudować coś na kształt jakiejś nowej sekty, nowych wyznawców, którzy opłacą to wszystko, którzy stworzą środowisko, dzięki któremu uda im się przetrwać w tym niebezpiecznym świecie, w którym targają dziwne agentury i on broni świat przed Nowym Porządkiem Świata. Myślę, że tacy ludzie, którzy stoją właśnie w takiej sytuacji, że budują te wszystkie religie mind control, religie kuchenek mikrofalowych, które latają, religie tego, że mamy do czynienia ze specjalnymi żołnierzami, którzy w połowie są owadami i mają specjalnie zmutowane DNA na Marsie. Ci wszyscy ludzie są tak bardzo religijni, jak bardzo religijni są najwięksi fanatycy jakiejkolwiek religii, monoteistycznej, cokolwiek.
Po prostu każdy fanatyk jest fanatykiem. Opakowanie i jego kolor nie gra absolutnie żadnej roli. Zawartość jest zawsze taka sama. I że to jest taki moment, kiedy cokolwiek się dzieje, coś fajnego się dzieje, bo zawsze ktoś się musi do kogoś przylepić. Jak w tym starym, nieeleganckim powiedzonku: przykleiło się gówno do statku i mówi: „płyniemy”. Normalne jest to, że jeżeli się mało robi, to trzeba się przylepić do tych, którzy coś robią. Więc naturalnie w sytuacji, gdzie coś się dzieje, widać taki moment próby sklejenia się z kimś, ale takiego na siłę i to jeszcze na zasadzie wymyślania jakiejś teologii do tego, wpakowania w jakąś legendę, dodania tego sensacyjnemu wątku. A może chodzi o zmanipulowanie całego tematu od samego początku do końca, tak jak w przypadku ekologów w Anglii. Nikt nie wiedział. 15 lat trwała historia.
Nawet rodzina tego faceta nie wiedziała, o co chodzi. W ogóle jego dziewczyna, z którą miał dzieci, była w szoku. To w ogóle był numer. Ona nawet nie wiedziała. To wyobrażasz sobie, człowieku, jak głęboko czasami w głowie siedzi choroba psychiczna, że się podejmuje człowiek takich rzeczy na świecie, żeby drugiemu bratu robić takie numery? To niesamowita historia. Oczywiście to w przypadku Anglii, ale wiadomo, że Anglia nie jest takim wyjątkiem, że to się dzieje wszędzie i wiadomo, że nagle pojawia się coś, redukcjonizm, coś nagle znika z otoczenia, o jeden element mniej przez chwilę i można zweryfikować, co się stało. Właściwie, w jakiej sytuacji jesteśmy świadkami i są wszystkie możliwości kontaktu, zweryfikowania, jest cała wiedza. I nagle się okazuje, że to jest ten moment polaryzacji, że niektórym zawsze nie po drodze z wiedzą. Nie po drodze, bo wiedza jest zbyt niebezpieczna, bo przez wiedzę mogą stracić swoją bezpieczną pozycję, jakakolwiek by nie była.
Czy oni mówią o dziwnych kosmicznych historiach związanych z jakimś abstraktem uwalniania świata od reptilian, czy też cokolwiek innego. Czy też chodzą do kościoła, klękają na kolana i tłuką głowami w kierunku Mekki albo płaczą pod Wielką Ścianą w intencji szczęścia. Naprawdę. To już jest dowolny wybór indywidualny każdego z nas. Niektórzy zapisują się do organizacji typu masoneria, niektórzy zapisują się do armii, niektórzy zapisują się do korporacji. Cokolwiek. Każda rzecz, której intencją jest dokładnie zredukowanie swoich możliwości poznawczych i swojej wiedzy do podążania za jakimś liderem, jest dokładnie tym samym. I taka ciekawa historia. I tu się nagle okazało, gdzie jest wiedza, a gdzie jest wiara. Także wszyscy wierzący już teraz wiedzą, gdzie są.
Wszyscy ci, którzy chcą się dowiedzieć i naprawdę chcą podrążyć temat troszkę bardziej wnikliwie, wiedzą też, gdzie są i z kim rozmawiają. I nagle się okazało, że sytuacja się oczyściła. Fenomen, prawda? To mi się podoba. To jest taki właśnie pozytywny redukcjonizm. Na początku zaczyna się troszkę zamieszanie i trzeba czasami okiełznać to zamieszanie. I bardzo dobrze, na tym to polega. To jest to prawdziwe życie, esencja. Wszystkie żywioły naraz. Piękne, prawda?
To jest piękno życia, człowieku. Ja nie jestem w stanie się pocieszyć w życiu. Dokładnie. Z tego powodu, że dostrzegam to piękno, tą różnicę, jak to się dzieje. Dobra, to ja kończę swoje rzeczy. Idę, wszamę sobie jakąś kanapkę ze swojego własnego chleba, ciemnego chleba żytniego. Wpadłem w fazę, że nauczyłem się po prostu wreszcie po długim czasie robić piękny, smaczny żytni chleb, który pięknie wyrasta. Ciemny chleb, bo w ogóle mam fazę na ciemne chleby. Szybko dla wszystkich piekarzy taki tip, bo z ciemnym chlebem jest tak, że lubię, jak jest wilgotny w środku, a mój piekarnik troszeczkę wysusza i to mocno wysusza, bo wcale nie jest szczelny. Także chleb szybciutko odparowuje i ciasto ma problemy czasami z wyrośnięciem w piekarniku, bo czasami za szybko wysycha.
Więc numer jest taki, że wkładam rondelek z wodą metalowy razem z tym chlebem do piekarnika, także ten rondelek z wodą cały czas paruje i dzięki temu tworzy kompleksową sytuację. Nie otwieram piekarnika, żeby ta para uciekała. Zostawiam, przykrywam chleb kawałkiem papieru do pieczenia, takiego samego, którym nakręcam gansy. Technologia Keshe, czwartek, godzina 22:30, reklama podprogowa w radiu na fali w hiperprzestrzeni. Dokładnie. I zostawiam to w piekarniku. Piekę tak samo jak zwykle. Wróciłem do klasycznych metod. Testowałem metody księcia Edwarda, bo są rewelacyjne. Tylko że mój piekarnik nie jest aż tak rewelacyjny, a metoda jest świetna.
Działa, tylko że u mnie za mocno wysusza chleb. Chodzi o przyspieszanie tego wszystkiego. Tu już zrzucam na księcia, niech on sam opowie u siebie w etykiecie zastępczej. No i piekę ten chleb, czyli na dwie fazy. Jedna 220 stopni Celsjusza, 230, 240. Czasami jak chcę mieć chrupiącą skórkę jakieś pół godzinki, 20 minut w tej temperaturze wysokiej, później cała reszta 190 stopni. Cały czas jest woda w piekarniku, tak żeby była wilgotno i żeby chleb się piekł w dżungli. I po prostu jest tak smaczny. On jest taki fajny, wilgotny w środku, tak długo jest świeży. Znaczy nie mam okazji sprawdzić jak długo jest świeży, bo jest po prostu pożerany natychmiast.
Chleb razowy, taki ciemny, żytni nie rośnie aż tak potężnie. Ale droga słuchaczko i drogi słuchaczu, bo tak marudziłem na chleb ostatnio, zrobiła się wiosna w Anglii. Powoli już robi się ciepło i widzę po zakwasie. Zaczął się pięknie zachowywać, ślicznie rosnąć i po prostu zakwas wrócił do życia. Zakwasie, cieszę się, że jesteś tu z nami. Stoi obok mnie. Wolę go trzymać bliżej urządzeń, bo tu jest troszeczkę cieplej. W kuchni jest jednak troszkę chłodniej, bo ona jest od ciemnej strony domu, a nie od jasnej, a tu jest od jasnej strony. Także stoi u mnie, żeby elegancko sobie kwitł, żeby sobie żył spokojnie ten zakwas. I powiem ci, że chleb wychodzi po prostu rewelacyjny.
Żadnych dodatków specjalnych. Normalnie oliwa, trochę soli. Nie kombinuję, nie dodaję nic specjalnie. Kupiłem sobie paczkę migdałów, żeby zrobić sobie chleb z migdałami, bo jest strasznie smaczny. To prawda. Jeżeli lubisz to polecam sobie zgrindować migdały na pył, dosłownie na taki dust. On się lepi, bo są oleiste, ale to fajnie. Taki granulat, kaszkę i sobie wrzucić do ciasta. Strasznie smaczny chleb wychodzi, naprawdę bardzo smaczny. Ale jak sobie kupiłem paczkę, to ją całą zeżarłem zanim wróciłem do domu po drodze ze sklepu.
Zeżarłem prawie że. Tak się zdarza. To jest po prostu addictive thing. Orzeszki. Naprawdę jestem uzależniony. Dlatego, kiedy tylko mam w ręku, to jem, dopóki nie zobaczę dna paczki. Także niestety nie udało się dotrwać orzeszkom do momentu wypieku chleba. Także chleb klasycznie taki normalny, bez dodatków, ale powiem ci, że tak smaczny. I to jest taka rzecz à propos dzisiaj w ogóle tego tematu. Ja wcale nie żartuję, bo być może brzmi jak troszkę z dupska wyrwane i nie wiadomo skąd wzięte, ale to jest to.
Ja mam sklep. Poważnie, dziewczyno i chłopaku. Poważnie, bez ściemy. Wszyscy, którzy tu byli i mnie znają, mogą to potwierdzić. Sklep ze świeżym pieczywem non stop, który ma własną piekarnię, znajduje się dosłownie rzut beretem ode mnie z drzwi. Ja właściwie mogę w kapciach wyjść do sklepu i sklep jest czynny przez praktycznie nie prawie całą dobę, ale prawie całą dobę, co jest i tak sporo jak na Anglię i mam non stop świeże pieczywo, łącznie z croissantami i tak dalej w tym sklepie, bo ono ma swoją własną taką piekarenkę. To jest jedna z takich sieci supermarketów, która tutaj jest w Anglii, otwarta do bardzo późna, z takim pełnym asortymentem. I naprawdę, jeżeli chciałbym zjeść tylko chleb, jakikolwiek, po prostu coś zjeść, to bym w życiu nie stał i nie robił pieczywa. A lubię robić, bo zagniatam pieczywo, dopóki nie poczuję pod palcami, że ciasto ma właściwą strukturę. I to trwa 20 minut minimum, czasami pół godzinki.
Im dłużej, tym lepiej. Ja się wcale nigdzie nie śpieszę. Lubię sobie zrobić taki masaż pleców wygniatając ciasto. A do sklepu mam trzy minuty w tą i z powrotem. Wcale nie żartuję. I sklep jest cały czas otwarty. I to jest trochę tak, że zastanawiając się od strony konformizmu, od strony religijnego aspektu, ja powinienem uwierzyć w tą cywilizację, że ja jestem konsumentem, że to jest oparte na tym, że sklep jest po to, żeby ja miał lepiej, żeby było wygodniej. Nie. Otóż nie do końca. Ja robię sobie zapasy mąki na dłużej.
Mogę je robić od hurtownika, od kogokolwiek. I następnie te duże zapasy mąki są wykorzystywane, żeby robić chleb w domu. Oczywiście zajmuje to o wiele dłużej. Wymaga to własnej pracy, ale chleb jest taki, że ludzie dookoła są po prostu szczęśliwi i uszy im się trzęsą ze smaku, kiedy ten chleb wcinają. I jestem niezależny, bo to ja sobie piekę chleb taki, jaki chcę. I jest naprawdę super. I nie ma żadnej chemii. I to jest ten aspekt wiedzy. I to się wzięło z wiedzy. Bo gdybym miał aspekt religijny, wierzyłbym w to, że jest ekspert, który potrafi robić moje życie lepiej za mnie.
A elementem mojego życia jest zjedzenie kanapki ze smacznego chleba. A się okazuje, że smaczny chleb pieką nie wiewiórki, nie dinozaury. Smacznego chleba nie pieką dżdżownice ani drzewa, ani żadne tam rośliny, ani rząd żaden nie piecze smacznego chleba, tylko pieką go zwyczajni ludzie tacy sami jak ja. I jedyne co pozostało zrobić, pozostało zrobić to samo co reszta zwyczajnych ludzi i nauczyć się piec chleb. I jak się okazuje to wystarczy. I to jest moja niezależność w tym temacie. To jest zabijanie tego religijnego aspektu. Ja tu nie mam lidera piekarni, od której zależę. Ach, w tej piekarni to jest chleb. Ja miałem takie piekarnie przez kawał swojego życia w wielu miejscach.
W Polsce jak mieszkałem, jak mieszkałem w Irlandii, jak mieszkałem w Anglii, w różnych miastach, zawsze miałem jakąś swoją piekarnię i w pewnym momencie nie mam już własnej piekarni. Ja jestem swoją własną piekarnią i jedyną rzeczą, która się tu pojawiła, to jest ten piękny, drugi element, który mnie uczy takiego fajnego dbania o rzeczywistość, że jest odpowiedzialność, bo ja muszę pójść i zrobić zapas mąki i tego nikt nie zrobi za mnie. Mogę się z sąsiadem dogadać, ale to muszę się dogadać. To też tego nikt nie zrobi za mnie. To wszystko jest na mojej głowie i jeżeli chcę zjeść chleb, to nie wystarczy, że ja wyjdę i pójdę do sklepu i kupię sobie jakąś ideę i będę później szpanował mówiąc, że są znakomite smaki tego chleba, tamtego. Tylko że to jest po prostu kawałek codziennego życia, w którym jest zaklęta ta prawdziwa magia. Taka prawdziwa. Już odbieram ostatni telefon na ostatnią chwilę, bo już kończę ten odcinek. Halo, halo.
[01:56:14] - No halo.
[01:56:15] - Witam serdecznie jeszcze raz. Proszę szybko wyrzucać swoją opinię. Przepraszam, że tak pośpieszam, ale koniec audycji.
[01:56:21] - Przepraszam. O tym chlebie tylko mówię. Naprawdę masz rację, że taki chlebek jest naprawdę znakomitszy.
[01:56:30] - Ja przynajmniej się fajnie czuję. Jak ty się czujesz w ogóle przy chlebie? Bo ja mam taką jazdę z samodzielnością, że mogę zrobić każdemu chleb teraz za darmo. To jest super.
[01:56:40] - Tak ci mówię. Moja żona Anika robi chleb i jest tak super, że dlatego chciałem zadzwonić.
[01:56:53] - Słuchaj, to zostawiamy, bo ty nie robisz chleba, człowieku. Polecam tak cicho, Anika tego nie słyszy w tym momencie.
[01:57:02] - Jest stuprocent.
[01:57:03] - Nieważne. Anika udajesz, że tego nie słyszysz w ogóle, ogłuchłaś w tym momencie. Słuchaj, ty weź tam ustaw zakwas tak cichaczem, żeby ona nie widziała gdzie. Wiesz, o co chodzi.
[01:57:12] - Ale wiesz, że tylko ona zakwas robi.
[01:57:14] - Nie, to nieważne. Weź zakwas od niej. Nie rób swojego od zera, nie musisz. Weź zakwas od niej, na pewno jest świetny. Wyrob sobie i przygotuj, niech tam wyrośnie i kiedy jej nie będzie, w tajemnicy ty zrób chleb i kiedy ona wpadnie do domu, to poczuje zapach chleba, a ty powiesz, że to ty zrobiłeś dla niej.
[01:57:33] - Ach!
[01:57:34] - Człowieku, duet. Tak, żeby były dwie osoby, które robią chleb w domu, bo warto się czasami wymienić, bo to jest świetna robota i jest kupa zabawy przy tym i polecam po prostu, człowieku. Jeszcze się nauczy jak piec chleb dziewczyna, także bardzo dobrze. Tego się trzeba nauczyć w życiu. To jest koniec wiary, bo ja wierzę absolutnie w to, że chleb Aniki jest doskonały, ale chcę usłyszeć wiedzę jak ona to robi. Czyli ty musisz zacząć to robić i przekażesz mi tą wiedzę. I w tym momencie przestaniemy się modlić do chleba Aniki, a zaczniemy robić tak samo dobry chleb.
[01:58:08] - Dobra. Ojejku, dobra. To ja już dopiero zaczynam.
[01:58:13] - Dokładnie.
[01:58:14] - Sorry.
[01:58:14] - Dobra. Dzięki wielkie za telefon.
[01:58:16] - Dzięki.
[01:58:18] - Trzymaj się.
[01:58:19] - Ciao.
[01:58:21] - Dokładnie tak to jest. To jest ta różnica między wiarą a religią. Ci, którzy wierzą, muszą wierzyć w sklep i pójść na rogu, kupić kawał gówna, które jest tekturą i nie wiadomo czym i muszą wciskać to coś w siebie. A ci, którzy wiedzą, wiedzą jak zrobić smaczny chleb. Tu pozdrawiam wszystkich piekarzy domowych i ci, którzy wiedzą, jeszcze czasami wiedzą, że należy pójść do sąsiadów i sąsiedzi też mają dzięki temu niezły chleb. I ci ludzie naprawdę wiedzą, o co chodzi trochę bardziej niż ci, którzy nie wiedzą. Także pozdrawiam cię człowieku, który wiesz, o co chodzi. To wiemy, o co chodzi, nie? To dzięki za słuchanie „Hiperprzestrzeni”. Jeszcze raz pozdrawiam cię mecenasko i mecenasie.
Ty wiesz, o co chodzi. Absolutnie. Słuchaczu offline za chwilę to zrzucę, także sorry za czekanie, bo się wyczekałeś troszkę, człowieku. Sorry słuchaczu online, który chcesz sobie później posłuchać tego później, a jeszcze tego nie ma zrzuconego. Także za chwilę będę wszystkie te rzeczy robił, bo to troszeczkę pracy. Wiesz, chciałem też troszkę odpocząć i tu mam swoje inne życiowe historie, też relaksujące i też chcę z nimi spędzić troszkę czasu. Także pozdrawiam serdecznie, zapraszam za tydzień. Za tydzień gość, z którym będę rozmawiał na temat diet, tego czym jest zdrowe jedzenie i czy jest w ogóle jakiekolwiek zdrowe jedzenie, co w ogóle jest zdrowym jedzeniem, o co chodzi. Kolega dietetyk, który się zajmuje dietami, zdrowym życiem i tak dalej i w ogóle temat zdrowego życia. Myślę, że będzie bardzo ciekawa rozmowa, bo ja to mam takie radykalne pojęcie z drugiej strony, a mój rozmówca reprezentuje podejście z zupełnie innej strony.
Otóż to. Także myślę, że będzie ciekawe i interesujące spotkanie i dużo wiedzy, różnej wiedzy z różnych miejsc. Okej, ale to za tydzień. Zapraszam cię człowieku do „Hiperprzestrzeni”. Zapraszam cię w środku tygodnia do księcia Edwarda midweek. Poniedziałek, wtorek, środa o godzinie 23 polskiego czasu i w czwartek do siebie. Keszysto. Czas obrobić keszowszczyznę, wziąć ten nanocoatingowany pług i zaorać to pole plazmy. Także w czwartek, godzina 22.00, keszowszczyzna. Kesze na sztorc po prostu.
Z kosami na sztorc. Dokładnie, keszowszczyzna. Także uprawiam keszowszczyznę tutaj w Radiu Na Fali. Czwartzeczek. Zapraszam serdecznie wszystkich miłośników czarnych cewek i zapraszam oczywiście do „Teorii chaosu” i oczywiście za tydzień jak zwykle do usłyszenia w „Hiperprzestrzeni”. Pozdrawiam wszystkich słuchaczy Radia Na Fali i Radia Dream Time. Grzegorza pozdrawiam serdecznie. W ogóle mamy ciekawe teraz historie na temat snów i tak dalej. Zapraszam ciebie na bardzo krótko wieczorową porę, ale dosłownie parę chwil, bo ja znikam. Mam tu swoje historie, mam tu dzisiaj zupełnie jubileusz taki swój własny, kilku historii, także bardzo krótko na wieczorowej porze.
Tylko tyle, żeby puścić sobie trochę muzyki, może pół godzinki i się zawijam i tyle. A to była „Hiperprzestrzeń”, człowieku. Także do usłyszenia następnym razem. Dzięki za maile przede wszystkim. Dzięki za cierpliwość mecenasko i mecenasie, że jeszcze nie wpisałem i że ty jeszcze to wytrzymujesz nerwowo. Przepraszam serdecznie, się troszeczkę wszystko poobsuwało. Tu kilka obowiązków na głowie, aż nie głupio, sorry, ale już będę siadał i uzupełniał jak tylko się odeśpię po ostatnich harcach i jeszcze mam tu kilka rzeczy do zrobienia i uzupełniam. Już wszystko mam u siebie na kompie, także wszystko jest okej. To tylko moje lenistwo. To nie jest kwestia żadnej wiary, że ja coś zrobię.
To jest wiedza. Dam ci wiedzę. Za to odpowiada moje lenistwo, ponieważ miałem tu parę chwil wolnego, ale po tych ostatnich robotach, które tutaj się działy, chciałem sobie zwyczajnie odpocząć i potrzebowałem tego odpoczynku i to wszystko. Także tylko dlatego, bo w sumie gdybym się uparł, to bym to zrobił. Także nie będę cię okłamywał ani oszukiwał. Chcę się podzielić wiedzą, a nie wiarą, nawet jeżeli niekoniecznie świadczoną na moją korzyść oczywiście. Anyway, jest to wiedza. Wiedza nie ma żadnego ani dobra, ani zła. Po prostu wiesz, co się dzieje, a kontekst tej sytuacji tworzysz sobie dobrowolnie i na tym polega chyba ta informacja, a nie właśnie wiara. To jest wiedza, a nie wiara.
Zatem wiedz, człowieku, że usłyszymy się następnym razem i wiedz, że cię pozdrawiam i wiedz, że dziękuję za e-maile i wiesz, że dziękuję za to, że się tam pojawiasz na stronie facebookowej Radia Na Fali bez Facebook. Jeżeli chcesz się pojawić na keszowszczyźnie Radia Na Fali, to zapraszam cię. Tam są linki na stronie głównej Radia Na Fali do Profilu na Facebooku Radia Nafali dla Keshe Foundation i do wszystkich pozostałych rzeczy. Jeżeli chcesz sobie ściągnąć dokumentację, na przykład Tesli, poczytać troszeczkę podobne rzeczy, które są bardzo mocno w temacie. Nie jest to to samo, ale podobne w temacie. Trochę się otrzaskać z tym całym środowiskiem dookoła tej plazmowej energii, to zapraszam do archiwum. Nie, to nie jest archiwum. To jest download i galeria w Radiu Nafali. Tam jest przetłumaczona dokumentacja Tesli. To są te najważniejsze wynalazki Nikoli Tesli, w których są bardzo ciekawe spostrzeżenia i refleksje.
Także zapraszam serdecznie. Jest też Edward Leedskalnin, Magnetic Current po angielsku, także zapraszam. Książka Janka, jest Janka Wratajcia „Łańcuch życia” polecam w PDF-ie do ściągnięcia za free. Także jest trochę stuffu za darmo, który można sobie pościągać. „Tybetańska Księga Zmarłych” też za darmo do dystrybucji dla każdego. Jak chcesz legalizować cannabis, to oczywiście jest baner. Jak dzisiaj wspomniałem o cannabis i baner Legalizuj Cannabis nie zawiera żadnego loga Radia Nafali. Jeżeli jest to gdzieś tak schowane, że nikt tego nie zauważa, to jest tylko do tego, jakby ktoś próbował się pod to podszywać, to w tym momencie mogę powiedzieć: „Sorry, złociutki, to nie jest to, o czym mówisz”. Na szczęście zostawiłem sobie prawo do delikatnego głosu przy nerwowych sytuacjach, gdyby się takie pojawiły. Rodzaj rozumienia sytuacji, w której jest człowiek, w której może się znaleźć potencjalnie tak, żeby idealnie nie została sprofanowana, można powiedzieć.
Także jeżeli chcesz promować legalizację cannabis, tam jest baner, który możesz sobie ściągnąć, używać do woli, miksować i tak dalej. Wszystko jest na otwartej licencji. Radio Nafali jest za free. Życie jest za darmo. Nikt nie rodzi się za pieniądze i ja tu też nie jestem po to, żebyśmy mieli ze sobą relację finansową. Chyba jasna sprawa. Także zapraszam serdecznie po tej przerwie ze stroną internetową do odwiedzin na stronie internetowej, do pobuszowania sobie po stronie, pościągania sobie rzeczy, jak chcesz. Poklikania sobie po linkach. Tam jest teoria chaosu i Keshe Foundation, Radio Dreamtime, Radio Paranormalium, Wolne Media. Strona Janka nie działa na razie.
Także ja nie zdejmuję jeszcze linka, ale przyznam, że strona aktualnie jest wyłączona. Jest Cohabitat, jest Akrania Bosy Stopy. Guys, po prostu jest guys and girls everything. Także cokolwiek chcesz, cokolwiek lubisz, tam sobie wskakuj na stronę. To wszystko. Tak się zamyliłem troszeczkę. I to wszystko z takich ostatnich ogłoszeń rzutem na taśmę. Także pozdrawiam cię słuchaczku i słuchaczko. I do usłyszenia następnym razem. Uff.
To była Hiperprzestrzeń w radionafali.com.