Audycja jest rozmow? z Emm? Popik o pocz?tkach jej zainteresowania ufologi? oraz o interpretacji najg?o?niejszych polskich przypadkw z prze?omu lat 70. i 80. Popik opowiada, ?e zacz??a ?ledzi? temat pod koniec lat 70., czytaj?c pras? i nawi?zuj?c kontakty z osobami publikuj?cymi o UFO. Ju? wtedy uzna?a, ?e wok? tej problematyki narasta co? wi?cej ni? pojedyncze sensacyjne zdarzenia, a kolejne relacje uk?adaj? si? w pewien powtarzalny wzr.
Du?? cz??? rozmowy po?wi?ca przypadkowi Emilcina z 1978 roku. Przywo?uje relacj? Jana Wolskiego jako wydarzenie szeroko komentowane w prasie, zwraca uwag? na jego ziemski, swojski charakter i na to, ?e opis kontaktu z istotami o zielonych twarzach, ich emocjonalnych reakcjach i sposobie zachowania odbiega od typowych wyobra?e? o obcych. Wed?ug Popik w?a?nie ten ludzki, niemal codzienny rys zdarzenia budzi? jej od pocz?tku w?tpliwo?ci i z czasem sk?oni? do uznania, ?e Emilcin mg? by? raczej starannie przygotowanym preludium ni? spontanicznym spotkaniem.
Nast?pnie omawia spraw? rybakw Szomburgw z 1979 roku. Z jej relacji wynika, ?e nocne spotkanie z czerwono-pomara?czow? kul? na wodzie, p?niejsze dolegliwo?ci i zainteresowanie lekarzy zosta?y przedstawione przez ni? jako do?wiadczenie znacznie mniej jednoznaczne, ni? sugerowa?a prasa. Popik podkre?la, ?e po rozmowie z uczestnikami dosz?a do wniosku, i? mog?a to by? boja, a nie UFO. Zwraca te? uwag? na towarzysz?cy sprawie szum informacyjny, szybkie pojawianie si? wielu wersji oraz na fakt, ?e w tamtym okresie opisy takich zdarze? wyj?tkowo silnie oddzia?ywa?y na wyobra?ni? spo?eczn?.
Podobnie interpretuje obserwacj? bolidu z 20 sierpnia 1979 roku oraz inne przypadki z tego czasu, uznaj?c, ?e fala doniesie? by?a czym? wi?cej ni? zbiorem przypadkowych obserwacji. Jej zdaniem wydarzenia te mog?y s?u?y? stopniowemu przygotowywaniu spo?ecznej wyobra?ni na istnienie UFO. W tym samym kontek?cie mwi o spotkaniu w Toruniu, podczas ktrego astronomowie i ?wiadkowie mieli wyja?nia? zjawisko, a jeden z prelegentw w mundurze marynarskim opowiada? o UFO na ?wiecie. Popik widzi w tym element szerzej prowadzonej kampanii oswajania ludzi z okre?lon? wizj? rzeczywisto?ci.
W dalszej cz??ci rozmowy rozwija pogl?d, ?e wi?kszo?? zjawisk UFO nie pochodzi z kosmosu w prostym, popularnym sensie. Sugeruje raczej, ?e s? one zwi?zane z jak?? form? sterowania, obserwacji lub eksperymentu, by? mo?e prowadzonego przez si?y znane w?adzom i wojsku. Przywo?uje obraz ludzi w czerni jako kulturowy odpowiednik osb, ktre maj? pilnowa? informacji, usuwa? ?lady i nie dopuszcza? do publicznego ujawnienia prawdy. W jej uj?ciu podobn? rol? w Polsce mogli pe?ni? urz?dnicy lub ludzie z teczkami pojawiaj?cy si? przy sensacyjnych incydentach.
Szczeglnie mocno wybrzmiewa jej interpretacja przypadku dwch m?odych m??czyzn ze Sztumu. Relacjonuje ich opowie?? o obiekcie na dzia?ce, o ?wietle, dialogu z nieznanymi istotami, wra?eniu skanowania my?li i dziwnym, chwilowym oderwaniu od rzeczywisto?ci. Ten epizod uznaje za bardziej zbli?ony do wyobra?enia o prawdziwym kontakcie z obc? inteligencj? ni? Emilcin, ale jednocze?nie traktuje go ostro?nie, zwracaj?c uwag? na psychologiczny charakter relacji, na znaczenie detali i na trudno?? odr?nienia do?wiadczenia autentycznego od wymy?lonego. W jej opinii w?a?nie w takich szczeg?ach kryje si? mo?liwo?? uchwycenia powtarzalnego wzorca.
Rozmowa schodzi nast?pnie na pytanie o pierwszy kontakt z obc? inteligencj? i o to, czy nie jest on ju? cz??ciowo przygotowywany przez kultur? popularn?, film i literatur? science fiction. Popik podkre?la, ?e filmy fantastyczne stale powracaj? do tych samych motyww, a scenariusze przysz?o?ci mog? by? w nich podawane w symbolicznej formie. Widzi w nich nie tylko rozrywk?, lecz tak?e ostrze?enie i prb? oswojenia ludzi z mo?liwym chaosem, panik? i cywilizacyjnym wstrz?sem. Sugeruje, ?e w?adze i r?ne grupy wp?ywu mog? zna? cz??? prawdy i wykorzystywa? kultur? do przygotowywania masowej ?wiadomo?ci.
W tej perspektywie Popik bardzo szeroko rozwija hipotez? o d?ugim trwaniu kontaktw z bogami z kosmosu od najdawniejszych czasw. Odwo?uje si? do mitologii, dawnych symboli, wyobra?e? smokw, w??y, dyskw, swastyki, krzy?a w okr?gu i znakw zwi?zanych z ruchem, obracaniem si? oraz energi?. Uwa?a, ?e dawne mity o bogach, karach, ofiarach, hybrydach i porwaniach mog? opisywa? te same zjawiska, ktre dzi? nazywa si? abdukcjami. W jej uj?ciu dawne istoty nie by?y ani jednolite, ani zawsze ?yczliwe; mia?y w?asne konflikty, prowadzi?y wojny i oddzia?ywa?y na ludzi zarwno pozytywnie, jak i destrukcyjnie.
W?tek ten prowadzi j? do rozwa?a? o rozwoju cywilizacji i ?wiadomo?ci. Popik twierdzi, ?e ludzki rozwj nie jest przypadkowy, lecz podlega inspiracji lub naciskowi z poziomu wy?szego ni? zwyk?a ludzka wiedza. T?umaczy, ?e zmiana epok, zmiana symboli i zmiana sposobw rozumienia ?wiata prowadz? do przekszta?cania religii, nauki i kultury. Wskazuje na przej?cie od wielobstwa do monoteizmu jako etap rozwoju ?wiadomo?ci, a nast?pnie na kolejny etap, w ktrym cz?owiek zaczyna my?le? o sobie jako o mieszka?cu Ziemi i zarazem uczestniku wi?kszej, kosmicznej wsplnoty istot.
W rozmowie pojawia si? te? motyw duchowo?ci, duszy i odpowiedzialno?ci moralnej. Popik podkre?la, ?e wsp?czesne relacje o bliskich spotkaniach cz?sto zawieraj? przekazy o znaczeniu etyki, o potrzebie zmiany stylu ?ycia, o niszczeniu ?rodowiska i o konieczno?ci zrozumienia, ?e wiedza wi??e si? z odpowiedzialno?ci?. Uwa?a, ?e je?li istniej? istoty wy?ej rozwini?te, to nie musz? one wchodzi? z nami w prost?, spektakularn? interwencj?, lecz mog? raczej stopniowo kierowa? rozwj ?wiadomo?ci ku wi?kszej dojrza?o?ci. Zarazem zaznacza, ?e w tym obrazie ?wiata obecne s? te? si?y niebezpieczne, demoniczne i destrukcyjne.
Na ko?cu rozmowy wraca pytanie o mo?liwo?? naukowego badania UFO. Popik jest sceptyczna wobec obecnego stanu nauki, ktry uwa?a za zbyt ograniczony, oparty na poj?ciach nieadekwatnych do natury zjawiska. Jej zdaniem klasyczne laboratoria, konwencjonalne instytuty i standardowe metody badawcze nie s? w stanie uchwyci? istoty problemu. Przyznaje, ?e prawda o UFO mo?e by? mieszank? wielu poziomw: materialnego, psychicznego, symbolicznego i duchowego. Ko?czy jednak umiarkowan? nadziej?, ?e rozwj ?wiadomo?ci ludzkiej mo?e doprowadzi? do takiej przemiany, ktra pozwoli unikn?? najgorszego, przera?aj?cego scenariusza i otworzy drog? do nowego sposobu rozumienia naszego miejsca w kosmosie.
[01:00] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną debatę ufologiczną online. Po tej stronie Skype'a Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie Skype'a są z nami dzisiaj Piotr Cielebiaś z portalu Infra i czasopisma „Nieznany Świat”. Witaj Piotrze.
[01:17] - Witam dzisiaj jako współprowadzący debatę.
[01:21] - Oraz nasz gość specjalny, osoba bardzo zasłużona dla polskiej ufologii, dziennikarka, pisarka pani Emma Popik. Witamy pani Emmo w Radiu Paranormalium.
[01:32] - Witam wszystkich serdecznie, kłaniam się.
[01:34] - Zacznijmy może od takiego pytania. Pani Emmo, jak zaczęło się pani zainteresowanie ufologią? Co było bodźcem do pierwszych publikacji? Jak do UFO podchodzono w mediach PRL-u, a jak podchodzi się obecnie? Bo chyba zaszły jakieś spore różnice, prawda?
[01:51] - Tak. Otóż moje zainteresowania rozpoczęły się w końcu lat 70. Rok 1978 powiedziałabym. Wtedy właśnie się wszystko zaczęło i bardzo dużo się zaczęło wydarzać bardzo gwałtownych i znaczących wydarzeń. Ja sobie przypominam ten okres jako taki okres jakiejś wrzawy, niepokoju. Coś płynęło ze świata, coś niepokoiło mój umysł. Nie chcę się nad tym rozwodzić, ale panował jakiś gniew i jakiś krzyk w świecie. Tutaj w Polsce raczej bym powiedziała. Czytałam bardzo dużo różnego rodzaju czasopism i natknęłam się na czasopismo „Fakty Bydgoskie”, gdzie pan Lucjan Znicz publikował cyklicznie, regularnie artykuły na temat UFO. Mnie to zaczęło interesować.
Skontaktowałam się z nim, napisałam do niego. On miło odpowiedział. Bardzo chciał ze mną współpracować i nawet przyjechał do mnie do domu, do Gdańska. Ja pamiętam tę datę. Bardzo łatwo ją zapamiętać. 8 VII 78, czyli 8 lipca 1978 roku. Wypowiedział te znamienne słowa: „Otóż tutaj otwieramy Klub Kontaktów Kosmicznych”. On prosił mnie o różne rzeczy, ale mi to nie odpowiadało i jakoś moja współpraca akurat z nim się nie rozwinęła. Natomiast do tego klubu dołączyło się bardzo dużo różnego rodzaju osób i to wszystko zaczęło bardzo prężnie działać. A ja działałam tak prywatnie i samotnie, powiedziałabym na własny rachunek i na własny koszt i tylko własnymi środkami.
Także wszystko, cokolwiek zrobiłam, to właściwie bez pomocy tego klubu. Oczywiście różni znajomi zapraszali mnie na różnego rodzaju wydarzenia, bo odbyło się kilka zjazdów ufologicznych, ale to zupełnie inna sprawa. Jeśli można, to chciałabym omówić wydarzenia, które wtedy zaszły, bo one tworzą pewien zastanawiający wzór. Ja wtedy miałam pewnego rodzaju, nie powiem, czy przeczucia, czy intuicję, pewnego rodzaju nawet niechęć i przestałam się zajmować przypadkami, a teraz wyraźnie je widzę. Być może słuchacze, państwo również się nad tym zastanowią. Ktoś mnie pytał: „Po co rozgrzebujesz te sprawy? Po co to komu jest potrzebne?” Otóż mnie się wydaje po to, żebyśmy nie żyli w jakimś kłamstwie, fikcji, w fałszywym wyobrażeniu świata, tylko starali się dotrzeć do prawdy. Ja nie utrzymuję, nie twierdzę, że moja prawda jest właśnie tą prawdą najprawdziwszą. Ale warto się zastanowić. Jak omówię te wszystkie przypadki, to ten wzór będzie jasny.
Mam nadzieję. Otóż mogę zacząć od przypadku w Emilcinie, który wydarzył się 9 maja 1978 roku. Bardzo dziwny. Odbił się szerokim echem. Narobiło się wiele rumoru, pisały o nim gazety, nawet poważne periodyki, co mnie wtedy bardzo dziwiło. Mam tu przed sobą na biurku artykuł Mariusza Ziomeckiego z tygodnika „Kultura” z 5 listopada 1978 roku. Proszę popatrzeć, po ilu miesiącach. Pod tytułem „Emilcin. UFO i ufolodzy”. Przypomnijmy sobie pokrótce wydarzenie zaklasyfikowane jako spotkanie trzeciego stopnia.
No więc wiemy, może nie wszyscy. Rolnik Jan Wolski, starszy pan, jadąc wozem konnym przez las spotkał osoby o zielonych twarzach. Przysiadły się do niego na wóz.Zwracam na to uwagę. Pojechali kawałek, goście kazali się zatrzymać i zabrali go do pojazdu wiszącego w górze, przypominającego autobus według słów Wolskiego. Dostał się do niego, jak powiedział: „windeczką na szpagatkach”. To określenie bardzo mnie zainteresowało, rozbawiło i wbiło się w pamięć. Wiemy, że w pojeździe kazano mu się rozebrać do naga. Przeprowadzono jakby badania, po czym kazano mu się ubrać, zjechać na ziemię i pozwolono wrócić do domu. Konie pasły się spokojnie nieopodal. To wydarzenie badał Zbyszek Blania Borna i Ryszard Kietliński z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Łódzkiego.
Badacze przebywali w Emilcinie dwa tygodnie, przeprowadzając badania psychologiczne przy pomocy dostępnych wówczas metod. Kontaktowałam się ze Zbyszkiem. On również bywał u mnie w domu. Nie opowiadał o tym przypadku, o wielu innych rzeczach. Co jest charakterystyczne, Zbyszek rozpowszechniał wiele fałszywych informacji na temat Emilcina. Mówił, że zieloni mają płetwy między palcami i wiele innych faktów, szczegółów. Niestety nie wiemy jakich. Chodziło mu o to, żeby odróżnić fałszywych informatorów od prawdziwych. Więc jeżeli ktoś zgłaszał się do niego i mówił, że tak, tam był, widział tych właśnie ufitów z płetwami pomiędzy palcami, wiemy, że to jest relacja fałszywa. Nie umiem wyjaśnić, dlaczego to tak głośne i sensacyjne spotkanie jakoś mnie nie zainteresowało.
Oczywiście zebrałam trochę artykułów prasowych, ale co podkreślam, panowało powszechne przekonanie, że spotkanie było realne. Skupiano się na tym, że Wolski był spokojnym polskim chłopem. Jak to się określa, nie miał zdolności do konfabulacji. Nie bujał, nie kłamał, nie zmyślał. Mówiono, że jego wiedza o świecie była ograniczona do najbliższej okolicy. Nie miał w domu radia, nie miał telewizora oczywiście, nie czytał gazet, książek, nic o UFO nie wiedział. Używał konkretnych określeń i ziemskich wyrażeń. To bardzo ważne. To był rzekomo dowód prawdy. Mówił, że spotkał ludzi o zielonych twarzach.
Mówił, że oni bardzo prędko mówili tak jakoś: „Ta ta ta ta ta ta ta”. Ale co mnie szokowało, te osoby robiły grymasy. A poza tym, kiedy oglądali go rozebranego, Wolski powiedział, że odniósł wrażenie, że oni po prostu z niego naigrawają się, że kpią, że śmieją się, że nie mogli się powstrzymać od śmiechu. Sądzę, że to jest bardzo znaczące. Może mnie państwo poprawią albo uzupełnią, ale w relacjach ufologicznych nie spotyka się takich przypadków, gdzie goście z kosmosu, ufici czy jak tam, mają twarze okazujące emocje, że w ogóle okazują emocje. I to jakie emocje? Ludzkie emocje. Śmieją się, naigrawają się, kpią, porozumiewają się wzrokiem, szybko mówią. To jest dla mnie po prostu dziwne.
[09:57] - Uważa pani, zresztą ja uważam podobnie, że emilciński przypadek nosił w sobie bardzo dużo cech swojskich i ludzkich. Skąd mogło się to wziąć?
[10:12] - Wydaje mi się, że spotkanie w Emilcinie było preludium. Było świetnie przygotowane przez kogo, przez co? Domyślimy się na końcu. I od tego właśnie spotkania emilcińskiego potem pewne wydarzenia zachodziły mniej więcej dosyć regularnie, co również jest bardzo znaczące. To spotkanie było dziwne, było szokujące, mówiono o nim bardzo dużo. Emilcin opanował nasze umysły. Mówiono i mówiono: „A widzisz, a my mamy tutaj polskie spotkanie z UFO. Tak, to prawdziwe, bo to przecież taki prosty człowiek”. Wydaje mi się, że to było bardzo dobrze pomyślane i świetnie przygotowane. Poza tym wydarzyło się 9 maja.
Czy to nie jest jakaś data dziwna, jakiś znaczący dzień? Uważam, że spotkanie w Emilcinie spełniło swoje zadanie i doskonale przygotowało umysły ludzi. Dobrze byłoby się skupić nad kolejnym przypadkiem rzekomej obserwacji UFO, co miało miejsce 23 sierpnia 1979 roku. To wydarzenie wzbudziło jeszcze większy chyba rumor niż poprzednie. Chodzi mi o przypadek dwóch kutrów, dwóch rybaków, Lucjana i Augustyna Szomburgów, którzy płynęli nocą na połowy i popłynęli zbyt daleko na wschód. Zobaczyli tam czerwoną czy też pomarańczową kulę, która wydzielała jakieś promieniowanie. I rybacy, którzy byli na pokładzie, zaczęli się bardzo źle czuć. Mieli różne bardzo niedobre, nieprzyjemne objawy. Długo to trwało?Nie jest to może tak istotne. Wreszcie udało im się powrócić do portu, do domu.
Oczywiście bardzo dużo miejsca w prasie zajęły te opisy. Ja ciągle podkreślam właśnie, że było tak dużo rumoru, dużo się mówiło na ten temat. Pojechałam do Szomburgów i pamiętam to spotkanie. Siedziałam u nich w dosyć dużym i pustym pokoju. Po prawej stronie siedział pan starszy, tatuś, ojciec, a po lewej stronie siedział Lucjan. Augustyn Szomburg, ojciec, siedział bardzo spokojnie, wręcz godnie, lekko pochylony. Ja widzę tę scenę. A Lucjan bardzo się kręcił. To podnosił ręce do góry, to machał nimi, to się obejmował za głowę, to za szyję, to podnosił nogi, to krzyżował je. Ani chwili nie mógł siedzieć w spokoju.
Co charakterystyczne, tu znowu jakieś dziwne zbiegi okoliczności, że lekarze ze szpitala zaczęli się interesować panem Lucjanem i zaczęli go leczyć. Powiedzieli mi właśnie ci dwaj panowie, że dostali jakieś fundusze, jakąś odprawę. Ja sobie pomyślałam: „No cóż, zamknięto im usta”. Brzydko pomyślałam, przepraszam. Poza tym rybacy dostali rentę. Nie było tak łatwo dostać rentę w tamtych czasach. Teraz też nie. Zaczęłam wypytywać pana Augustyna, a on powiedział mi tak: „Pani redaktor, to była boja. To nie było żadne UFO. To była boja, która była na powierzchni wody, a myśmy pochynęli zbyt daleko na wody radzieckie”.
Więc według mnie ten przypadek jest zupełnie jasny i nie ma się co nad nim zastanawiać. Również wiemy, dlaczego tak dużo o tym mówiono. Dlaczego starano się ludziom wmówić, że istnieje UFO. I przypadek właśnie w Niecinie i Szomburgowie. Przygotowywano ludzkie umysły. Zwróćmy uwagę, 1979 rok. Chodzi o to, żeby ludzie zaczęli myśleć właśnie, że UFO jest. O czym wtedy ludzie myśleli? Ja mówiłam, że czułam jakieś rozgorączkowanie, jakiś gniew, jakąś taką awanturę paranormalną w powietrzu. Teraz wiemy.
Zaraz miał się wydarzyć rok 1980. 20 sierpnia 1979 roku miała miejsce bardzo zastanawiająca obserwacja. Otóż przez Polskę przeleciał jakiś bolid. Ten bolid leciał z północy przez cały kraj na południowy wschód. Obserwacji było bardzo dużo. Ludzie mówili, że bardzo dziwne rzeczy widzieli w niebie. Jedni mówili, że to wyglądało jak długie cygaro. Inni mówili, że to wyglądało jak coś w rodzaju pociągu lecącego w powietrzu. Inni jeszcze mówili, że widzieli tam jakieś osoby, jakieś postaci wyglądające. To było bardzo znaczące, dlatego że wszyscy to widzieli.
I znowu to opanowało umysły. Mówiono o tym bardzo dużo. Czym to było to światło, które leciało przez Polskę? Na to trzeba było zareagować. 3 października 1979 w Instytucie Astronomii Uniwersytetu imienia Mikołaja Kopernika odbył się zjazd, gdyż, powiem coś dziwnego, nastąpiła odpowiedź władz na tę obserwację. Władze bardzo starały się wyjaśnić to i bardzo starali się wyjaśnić to uczeni, co mnie po prostu zaskakiwało. Zanim opowiem, jak wyglądał według mnie ten zjazd, powiem jeszcze o dwóch przypadkach. Otóż w nocy z 4 na 5 września 1979 roku z Kalwy do Sztumu jechała karetka pogotowia z rodzącą kobietą. Pani doktor nazywała się Anna Czkowska-Piazza. Potem się spotkałyśmy, rozmawiałyśmy.
Za drzewami wzdłuż drogi cały czas postępował za nimi jakiś obiekt czerwono-pomarańczowy. Miał podobno żyły, jakby takie smugi. Byli bardzo zaniepokojeni, oczywiście. Potem ten bolid stanął przed nimi na przejeździe kolejowym i nie ruszał się. Oczywiście zatrzymali karetkę. Bardzo się bali, co zrobić. Pani doktor zadzwoniła na milicję. Jakaś odpowiedź była, ale ten kierowca powiedział: „No nic, jedziemy”. Ruszył w drogę i właśnie ten bolid zniknął. Ja pojechałam do Sztumu wkrótce.
Rozmawiałam, jak mówiłam, z panią doktor. Byłam również w szpitalu, gdzie była ta kobieta. Szczęśliwie urodziła dziecko, wszystko było w porządku. Pani doktor powiedziała dokładnie to, co było w trasie. Że cóż, jakiś tam obiekt. Kierowca wziął mnie i pojechaliśmy tą drogą z powrotem, od Sztumu do Kalwy.Było to zwyczajne miejsce, nie było żadnych śladów, ale potem wydarzyło się coś dziwnego. Nie pisałam o tym, ale nie wiem, co się działo. Ciągle do mnie jakieś telefony od jakichś osób, jakichś redakcji, jakiś taki szum był. Nie umiem tego wyjaśnić. Nie wiem dlaczego.
I gdzieś chyba 21 września 1979 roku również niezwykły telefon. Dzwoni jakiś młody mężczyzna i mówi: „Ja przepraszam, że do pani dzwonię. Niech pani nie uważa, że jestem jakimś wariatem”. I zaczyna opowiadać, co się mu wydarzyło. Posłuchałam chwili tej relacji i zapytałam, czy oni mogliby przyjechać do mnie do domu. Oczywiście przyjechali. Było to dwóch panów: pan Krzysztof i pan Mirek. Po przywitaniu od razu rozdzieliłam ich. Jednego zaprosiłam do jednego pokoju, drugiego do drugiego, żeby się nie porozumiewali. Przynajmniej żeby nie słyszeli swoich własnych wypowiedzi i bardzo dokładnie z nimi rozmawiałam.
Otóż byli na ogródku działkowym Mirka Góralskiego. Tam kopali ogródek. Późny lato, wczesna jesień. Skończyli na wieczór. Krzysiek poszedł do domku, by zapalić sobie papierosa, a Mirek poszedł do kranu, żeby napić się wody i umyć łopatę. Próbował wziąć ręką wody do ust, ale nie mógł przełknąć. Nagle zobaczył jakieś światło kątem oka. Odwrócił głowę, zobaczył jakiś obiekt wiszący w powietrzu. Myśli sobie: „Samolot spada”. Rzucił się na ziemię, przykrył głowę łopatą i krzyknął: „Krzychu, uważaj!” Krzysiu oczywiście nie uważał.
Wyszedł z papierosem przed domek. Widzieli obiekt. Jeden widział coś innego od swojego kolegi. Być może oglądali to innym kątem. Jeden widział jakiś taki obły kształt, a drugi jakby trójkąty. Dwa o zaokrąglonych bokach, krawędziach, a w środku jakaś taka poprzeczka między nimi. Otoczyła ich mgła. Ten Mirek zaczął prowadzić jakiś taki dziwny dialog z nimi. Krzysiek tak samo czuł, że zadają mu jakieś pytania. Pytają go o jakieś takie dziwne rzeczy dotyczące nauki, jakieś fakty naukowe, jakieś prawa naukowe i mówią, że to się odbywało z olbrzymią szybkością.
Powiedział: „komputerową szybkością”. Wydaje mi się, że zmuszano go, żeby nazywał, co to jest, jakie to są prawa naukowe, żeby podawał słowa. Wtedy jeszcze nie znano słowa „skanowanie mózgu”, ale chyba tak to się odbywało. Potem on jakby usiadł na czymś, jakby go tak wcisnęło i zobaczył, że ten jego kolega Mirek jest jakiś taki pochylony, jakby też go coś wciskało, ma brodę przyciśniętą do piersi. Z tych ich wypowiedzi wydaje się, że wznosili się do góry. Tym bardziej że Mirek zobaczył, że jest przy jakimś oknie i widzi swoje miasto. Zadano mu pytanie, co to jest. On mówi: „Miasto, osiedle. Nie wiem dlaczego nie chciałem powiedzieć Sztum, tylko podałem ogólne pojęcie”. On też jakoś tak dziwnie zareagował, bo powiedział: „No jak tu jesteście, to witajcie”.
Potem się wszystko skończyło. Jak to pan Krzysiu powiedział: „Chlapnąłem na ziemię”. Obok leżał niedopałek papierosa, tlący się, więc to trochę trwało. Byli bardzo zdenerwowani, zaczęli rozmawiać ze sobą, a Mirek w jakimś szale dziwnym, w jakimś niezrozumieniu pobiegł do swojego domu. Tam blisko było. Wziął klucz od altanki. Zupełnie bezsensowne działanie i to bezsensowne działanie wydaje mi się takie dosyć znaczące. Wydaje mi się, że to, co oni zrobili, było w ogóle nieprzemyślane. To znaczy nie zaplanowali tego, że to jakiś pewnego rodzaju dowód prawdziwości jest, prawda? Potem pojechaliśmy do Torunia.
Ja pamiętam, jak to wyglądało. Stałam na scenie, przede mną było tylko czarno, gdyż świeciły się światła jupiterów. Wielkie wydarzenie. To mnie właśnie bardzo dziwiło. Dlaczego na uniwersytecie, takiej ważnej instytucji naukowej, zajmowano się czymś takim jak UFO? Występowali tam uczeni, astronomowie, ale najpierw defilowali świadkowie, którzy opowiadali o tym, jak wyglądał ten bolid. To wszystko, co ja już mówiłam, prawda? Według nich to było jakieś takie cygaro, jakiś taki obiekt ziemski. Ja opowiadałam o tym Sztumie. Był tam pan Mirek, pan Krzysiu też mówili.
Słyszałam oddechy ludzi zebranych na sali. Było ich bardzo, bardzo dużo. Ja to ciągle podkreślam. Dlaczego tak dużo się mówiło o UFO? Dlaczego starano sięTak zająć umysły ludzi, a może sobie odciągnąć umysły ludzi. To nie było przypadkowe działanie. To działanie było bardzo dobrze zorganizowane. Pamiętam, że na koniec wybiegł jakiś astronom. Pamiętam, jasne miał włosy, rozsypujące się i, o ile dobrze wiem, jakąś koszulę z krótkimi rękawami. Wymachiwał plikiem zdjęć.
Wybiegł na środek, przypiął te zdjęcia i mówi: „To był meteor. On się rozpadł w powietrzu na jakieś części. Proszę bardzo, tutaj są zdjęcia. Popatrzcie państwo, to się tak właśnie rozpada”. A więc wszyscy zostali uspokojeni. Żadnego UFO nie było. Wszystko dobrze się odbyło. Ja mam bardzo dziwną rzecz zapisaną w pamięci. Tylko że niestety nie mogę sobie przypomnieć daty, bo nikt o tym nie pisał w gazecie. Otóż podano w prasie, podejrzewam, że był to 1979 nadal jeszcze rok, bo trudno mi uwierzyć, żeby to był rok 1980 już.
Pojawiła się w prasie informacja, że zaprasza się ludzi na spotkanie z dziennikarzami, z badaczami UFO, z wojskiem, żeby otrzymać bardzo ważne wiadomości. Oczywiście pojechałam i nawet nie pamiętam, czy to było w Sopocie, czy to było w Gdyni to spotkanie. Przykro mi, ale pamiętam, że odbywało się w namiocie. Było ciepło, świeciło słońce i światło przeświecało przez namiot. Tłum ludzi był ogromny. Przed nami stał stół konferencyjny, gdzie byli dziennikarze, którzy się zajmowali takimi zjawiskami. Pamiętam, że była tam również pani dziennikarka z telewizji, która prowadziła program naukowy. Niestety nie pamiętam jej nazwiska, przykro mi. Ani nazwy programu naukowego z tamtych czasów, ale on był interesujący dlatego, że opowiadała o różnych tajemnicach. Potem ta pani podawała różne wyjaśnienia naukowe, ale na koniec było takie jakby pytanie zawieszone w powietrzu.
Bardzo możliwe, że jednak tutaj jest jakaś tajemnica. A więc umiała zaciekawić ludzi. Ta pani opowiadała oczywiście o UFO, a potem zdarzyło się coś nadzwyczajnego. Pojawił się mężczyzna w mundurze oficera. Był to mundur oficera marynarki wojennej. Nie wiem jaki, ale wiem, że miał pagony bardzo piękne, złote. Tutaj z przodu też jakieś takie złote, nie wiem, szamerowania. Pewnie tak powinno być. Był wysoki, pięknie się prezentował i był bardzo urodziwy. Zaczął opowiadać o UFO.
Ja podkreślam, że on był taki urodziwy i taki elokwentny i tak pięknie się prezentował. On po prostu nas wszystkich oczarował. Gdyby tam się pojawił ktoś skromny, o nieciekawym wyglądzie, nie przyciągnąłby słuchaczy. Opowiadał zachwycająco. Opowiadał o UFO na całym świecie. Mówił bardzo długo. Pamiętam, że był już potem spocony na twarzy, co widać było. Ja tak słucham tego wszystkiego. On mówi tak: „Tak, to prawda. UFO jest.
UFO istnieje. Istnieje w Polsce”. Opowiadał o wszystkich tych przypadkach, które ja wspominałam. Nie o wszystkich, o niektórych, powiedzmy sobie. Mówił, że wojsko się nimi zajmuje, że wojsko zbiera dane, że wojsko analizuje te dane. Chodziło tutaj o to, żebyśmy byli uspokojeni, że skoro wojsko się tym zajmuje, to po pierwsze nie ma się czego obawiać. Po drugie sprawa jest bardzo poważna. Po trzecie ten problem jest bardzo rzetelnie zbadany i warto się nim zajmować. A więc ci, którzy się nim zajmują, są osobami godnymi zaufania i poważnymi. Temat też jest poważny.
Kiedy skończyło się to niezwykłe spotkanie, wyszłam z tego namiotu i myślę sobie: „Co się dzieje? Dziwna sprawa”. Ja to wszystko wiem, co ten pan powiedział, dlatego że mam książki w języku angielskim, które kupiłam w Stanach Zjednoczonych i w Anglii. Przeczytałam je. Mówiły właśnie o UFO, różnych wydarzeniach i zjawiskach. I mówię sobie: „Tak, on przeczytał te wszystkie książki, które czytałam ja”. To było bardzo dla mnie znaczące. Wydaje mi się, że z tego wszystkiego, z tych wszystkich spotkań jakiś taki wzór się wyjawia, jakiś wzór można tworzyć. Ja nie wiem, czy ja powinnam stawiać tę kropkę nad i, czy po prostu już wszyscy wiedzą, już wszyscy rozumieją, o co chodzi. Nie wiem, jak ocenić to wydarzenie z Mirkiem i z Krzyśkiem.
Pan Mirek był u mnie po wielu latach. Wyjechał do Niemiec, co dziwne. Może nie. Mówił, że tak, że wszystko tak było, że wszystko się odbyło tak, jak powiedział. Z panią Anaczkowską-Piazza się nie widziałam, zresztą. Ale tamte inne wydarzenia, które zachodziły po siedmiu, ośmiu miesiącach, w takim przedziale czasowym, i było bardzo dużo-Na ten temat doniesień prasowych. I wszyscy przekonywali nas, że tak, to było UFO absolutnie, a nie coś innego. Ja już wtedy czułam i miałam niepokojące ostrzeżenia wewnętrzne i wycofałam się z zajmowania się UFO. A teraz widzę wyraźnie, że większość tych spotkań była przygotowana. Możemy się domyślać, przez kogo to była przygotowana.
A to, co widzieliśmy na niebie, to raczej nie były obiekty, które przyleciały do nas z kosmosu, tylko zupełnie skądinąd. I chodziło o to, żeby sprawdzić nie tyle może reakcje ludzi, tylko jak się poruszają, jak działają te urządzenia. Wiemy, o co chodzi.
[31:37] - A gdyby miała pani wskazać prowodyrów albo osoby zainteresowane tym działaniem, to kto to był? Kto za to odpowiadał? I po drugie, czy to się według pani dzieje też teraz? Może nie wskazujemy jednoznacznie osoby odpowiedzialne za to wszystko, ale chodzi mi o to, czy to nadal się dzieje i czy to są nasze wojska.
[32:11] - Cóż, powiem coś takiego, co mnie zafascynowało. Otóż jeśli chodzi o to UFO w Gdyni, to tam się pojawiło dwóch rzekomych profesorów. Jeden z Krakowa, a drugi z Warszawy. Z relacji prasowych jakoś tak dziwnie wynika. Oni byli, potem jakoś tak nagle się o nich przestało mówić i podają świadkowie, którym się nazwiska cytuje, że: „Powiedzieliśmy kierownikowi, kierownik zadzwonił na milicję. Przyszła bezpieka. Wzięli ten obiekt, który znaleźli”. To był taki nieduży przedmiot wielkości szklanki, tyle że bardzo ciężki. I tam zaraz dużo jest takich sprzecznych informacji. Nie wiem, czy dziennikarz musiał to pisać, czy po prostu naczelny mu skreślił, czy ktoś inny mu skreślił, bo ci panowie jakoś tak nagle znikają.
Ci dwaj uczeni. A kim oni byli? Oni nie byli żadnymi uczonymi, prawda? To po co się potem dzwoniło na milicję i do bezpieki, skoro oni byli na miejscu? Dlaczego oni zginęli? Byli to według mnie panowie z teczkami. Nie pamiętamy tych lat 50., 70., ale wtedy wszyscy urzędnicy, ludzie z władzy nosili teczki. Teraz się nosi takie prostokątne, takie dwa prostokąty płaskie, a wtedy to była rzecz ze skóry. To był znaczący przedmiot. Mnie to szokuje.
Dlaczego? Dlatego, że w Ameryce są inni panowie. Panowie, którzy noszą olbrzymie ciemne okulary, którzy się pojawiają błyskawicznie na miejscu zdarzenia, rozmawiają ze świadkami i jakoś tak błyskawicznie potem odjeżdżają. Świadkowie albo znikają, albo wyjeżdżają, albo odmawiają odpowiedzi. W każdym bądź razie nie przepływają wiadomości do ludzi. To są oczywiście ci słynni Men in Black, panowie w czerni. Cóż oni robili? Chodziło im o to, żeby to, co się wydarzyło, nie przepłynęło do świadomości publicznej, żeby nie przepłynęło do prasy, żeby to pozostało w tajemnicy, żeby się tego nie dowiedzieli ich odwieczni wrogowie zza oceanu. A być może to, co właśnie było, co spadło, czy zebrano jakieś ślady, to właśnie jest to, co tamci przysłali. W każdym bądź razie toczyła się wielka walka na informacje i ci panowie w czerni strzegli, jak to się mówi, interesu narodowego.
Chodziło o to, żeby nikt się nie dowiedział. Mnie się wydaje, że ci panowie z teczkami, nasi Men in Black również tym się zajmowali. Chodziło o to, żeby nikt się nie dowiedział prawdy, bo nie jest to w interesie ludzi, sojuszników innych sąsiednich państw. Nie należy zdradzać tajemnic technologicznych, bo wiemy, że tutaj właśnie były takie tajemnice technologiczne. W Stanach Zjednoczonych zrobiono taki symbol kulturowy z tych ludzi w czerni. Bardzo interesujący i bardzo ważny, dlatego, że wszyscy chyba ludzie na świecie wiedzą, co to są Men in Black, ale nie wiedzą, co się za tym kryje. Kim oni są naprawdę? To są tacy właśnie eleganccy panowie w okularach i w czarnych butach, którzy tajemniczo znikają, tajemniczo się pojawiają i znikają, prawda? Niestety u nas się nie stworzyło takiego symbolu kulturowego. Nie ma filmów na ten temat.
A szkoda, ale oni spełniali tę samą rolę. Czy mamy jakieś powody, żeby sądzić, że to się zmieniło bądź że jest inaczej? Mam nadzieję, że się nikomu nie narażę.Ale chyba wnioski są oczywiste. Tak jak powiedział Francis Fukuyama, nastąpił koniec historii. Pomylił się. Nie, koniec historii nie nastąpił wcale. Historia przyspieszyła, jest jeszcze bardziej gwałtowna, tylko może zmieniły się wektory. Kierunki tego, co chcielibyśmy dowiedzieć się, co komu chcielibyśmy przekazać i skąd chcielibyśmy czerpać te wiadomości. Może wolelibyśmy, żeby to byli rzeczywiście kosmici. Czy to takie ciekawe, fascynujące.
Przylatują, obserwują nas, bo wiadomo, że w tym ogromnym kosmosie nie może być tak, że tylko my na jakiejś niedużej kuli, która wcale nie jest pewnie kulą, taka niekształtna bryła. Niewiele ludzi w porównaniu z istotami w kosmosie, że nie możemy być sami. Nie jesteśmy sami. Niezwykle inteligentnych istot, więc dlaczego nie mielibyśmy się z nimi kontaktować? Tylko jak kontaktować? Czy właśnie w taki sposób ziemski, że coś wpada do basenu albo że starszy rolnik jedzie windeczką na sztagat? Chyba inaczej to się odbywa. Takie mam wrażenie.
[38:07] - A teraz takie pytanie, czy wśród tych wielu zdarzeń z lat 70., w zasadzie z przełomu lat 70. i 80., kiedy doszło do tej ogromnej fali spotkań z UFO, zdarzyły się jakieś incydenty, które mogłaby pani przypisać ewentualnie siłom niepochodzącym jednak z Ziemi?
[38:33] - Tak jak mówiłam, to spotkanie Krzycha i Mirka w Sztumie jest takie dosyć zastanawiające, dlatego że to byli dwaj młodzi i bardzo inteligentni mężczyźni, którzy nie odnieśli z tego powodu chyba spotkania specjalnych korzyści. Tutaj trzeba by się zastanowić nad psychologią. Właśnie ten fakt psychologiczny, że Mirek, wysoki, postawny blondyn, dobrze zbudowany, naprawdę, jak to się mówi, chłop na schwał, wykształcony mężczyzna. Nagle coś mu się dzieje z umysłem i pędzi do domu po klucz od działek, gdzie tam jest. Co oni to omówili? Ja się pytałam o takie szczegóły. Mówię: „Panie Krzysiu, pan palił papierosa”. On mówi: „Ten papieros leżał, jeszcze się tlił”. Nawet nie wiem, czy ja zapytałam, ale po prostu on mi o tym powiedział. Nie wiem, czy byli aż tak świetni, że te wszystkie szczegóły tak sobie omówili.
Dla mnie zawsze są bardzo ważne przedmioty, bo łatwo się w tym pogubić i łatwo skłamać. Łatwo się pomylić. Żeby opowiedzieć jakieś wydarzenie, to trzeba sobie najpierw narysować przestrzeń, jakiś taki prostokąt przestrzeni i potem trzeba umieścić w tym prostokącie przedmioty, które będą zachodziły ze sobą w interakcje. Jeżeli wydarzenie jest bardzo skomplikowane, to tych niespodziewanych interakcji, punktów widzenia, bo musimy zobaczyć, gdzie stoi ten, kto ogląda, czy w tym miejscu, czy po przeciwnym, co widzi z tego i z tamtego punktu widzenia, z tego innego kąta. To jest dla mnie takie bardzo znaczące. Wydaje mi się, że nie można wszystkich szczegółów omówić, wszystkich szczegółów ustalić, napisać aż tak dokładnego scenariusza. Mówi się, że kłamca musi mieć dobrą pamięć. Nie wiem, czy oni mieli aż tak dobrą pamięć.
[41:03] - Tak. Wyłania się nam tutaj taka sytuacja kontrastowa między zdarzeniem Emilcińskim, które jak pani mówiła, posiadało bardzo wiele cech ludzkich, ziemskich, a zdarzeniem ze Sztumu, kiedy ci dwaj panowie zostali w zasadzie porwani i kiedy ich umysły zostały przeskanowane przez siłę, która chciała być może zbadać właśnie poziom ich inteligencji. Te dwie sprawy są rzeczywiście bardzo ciekawe, bo one pokazują nam pewną różnicę w tym, jak sobie wyobrażamy kontakt. W przypadku Emilcina ten kontakt jest bardzo ziemski, bardzo ludzki. Natomiast w przypadku Sztumu mamy już do czynienia ze zdarzeniem, które bardziej pasuje nam do tego, jak byśmy sobie wyobrażali ewentualne spotkanie z obcą inteligencją. To ona by nas sondowała w ten sposób i raczej nie ryzykowałaby tego podawania ręki i wskakiwania wolskiemu na wóz. Wiąże się z tym kolejne pytanie, bo poruszyła pani temat kontaktu. Jako uznana autorka science fiction na pewno zastanawia się pani nad tym, jak może potoczyć się ów kontakt. Zdania są bardzo podzielone. Nie tylko wśród autorów, ale też wśród uczonych, którzy snują takie wizje.
Bardzo często podnoszone są głosy, że zbliżamy się do takiego punktu, w którym będziemy musieli poważnie pomyśleć nad tym, jak ten kontakt będzie wyglądać. Na przykład co rok praktycznie ktoś z SETI Institute mówi nam, że to jest kwestia 20, 30 lat. Oczywiście to są takie szacunki bardzo mgliste. Natomiast moje pytanie, pani Emmo, jak pani wizualizuje sobie ten pierwszy kontakt? Czy ten kontakt może już nastąpił, czy może jest dopiero przed nami? A jeżeli jest przed nami, to jakie będzie to pierwsze „dzień dobry” z obcą inteligencją?
[43:26] - Wydaje mi się, że w ludzkich umysłach od długiego czasu istnieje to pytanie i istnieje wiele odpowiedzi na to pytanie. Ja bym chciała się odnieść do czegoś takiego dziwnego, czy może zbyt banalnego, jak filmy i filmy fantastyczne, filmy fantastycznonaukowe, chociażby takie jak „Interstellar” na przykład. I jest jakaś grupa ludzi, oczywiście scenarzyści, którzy wymyślają te scenariusze. Czy oni wymyślają? Dlaczego oni wciąż mówią o tym samym? Dlaczego są wspólne elementy, wspólne motywy? Czy to jest przypadek? Tak jak z odległości tych kilkudziesięciu lat patrzymy, 30, prawda, na te wydarzenia końca lat 80. Czy może ktoś za lat kilkadziesiąt, 20, 30 zobaczy sobie na swoim laptopie namalowanym może na biurku czy na ścianie, naciśnie kilka punktów, jeżeli będzie jeszcze miał ręce i powie: „Pokaż mi sceny z tamtych filmów”. I te sceny będą z ogromną szybkością przelatywały przez ekran tak jak przez głowę pana Krzycha.
I wtedy zobaczy, jaki był ten wzór, który nam się pokazuje. Ten wzór cały czas jest. Cały czas jest przed naszymi oczami, ale tego nie możemy zobaczyć. Nie możemy nazwać. Wydaje mi się, że tutaj nadzwyczajną, ważną rolę spełnia właśnie Radio Paranormalium, bo ciągle o tym mówi i ciągle te rzeczy, fakty, cechy podkreśla i przypomina ludziom. Ludzie są zbyt zajęci swoimi własnymi sprawami, a to trzeba o tym mówić. Ja czuję, że te filmy są tajnymi scenariuszami przyszłości, przyszłych wydarzeń. Tak, pisali je scenarzyści z Ziemi, ludzie. Bardzo możliwe, że wśród nich nie było przybysz z kosmosu. Tylko zastanawiające, dlaczego mają takie myśli.
Dlaczego wciąż nam uparcie te same motywy pokazują. Mnie się wydaje, że te filmy wręcz krzyczą do nas, żebyśmy coś zrozumieli, żebyśmy coś pojęli. Wydaje mi się, że ludzie tego nie czynią, że zajmują się tym jako taką rozrywką banalną, nieciekawą rozrywką. A to, uważam, jest bardzo wyraźny wzór i bardzo wyraźne ostrzeżenie.
[46:19] - I jeżeli jest to ostrzeżenie, to przed czym?
[46:25] - To nie jest dobry scenariusz, który się tutaj wyjawia.
[46:36] - A czy możemy zapytać na podstawie tej hipotezy, że rządy państw świata, rządy mocarstw przede wszystkim, oni znają prawdę na temat możliwego przebiegu kontaktu. Innymi słowy, oni znają zamiary obcej inteligencji albo przynajmniej ich mentalność, tej inteligencji i w pewien sposób przygotowują ludzi na to, żeby potem nie wybuchła masowa panika.
[47:07] - To znaczy, to nie jest możliwe. Ta masowa panika wybuchnie. Właśnie to jest pokazane i w filmach, i w grach komputerowych. Pokazane są ulice, gdzie pędzą szaleni ludzie, pojazdy, palą się domy, lecą różne pojazdy z góry i wyraźnie nam mówią: „Tak będzie. Uważajcie”. Tak jak mówiłam, scenarzyści przecież mają jakieś fundusze. Ktoś im te fundusze daje. Może nie tylko prywatne instytucje, ale tak mi sądzi. Pewnie są również instytucje państwowe, które mają w tym swój bardzo poważny interes, żeby takie rzeczy nam nakreślić i żeby takie rzeczy nam wtłoczyć do umysłów. Nie ma żadnego powodu, żeby sądzić, że jeżeli tam w niedużej Polsce coś takiego się wydarzyło i był to wzór, to na większą skalę teraz mamy większe możliwości, żeby ten wielki wzór zobaczyć.
Od tego czasu rozwinęła się informatyka. Od tego czasu mamy dostęp do sieci, możemy zdobyć wszystkie wiadomości i właściwie te wiadomości mamy i właściwie wiemy. Znamy już ten wzór, niepokojący i niebezpieczny wzór.
[48:32] - Czy zatem jesteśmy poddawani jakiemuś masowemu praniu mózgu z kosmitami w tle?
[48:38] - To znaczy wydaje mi się, że tu jest bardzo złożona sprawa, dlatego że ci, którzy się zajmują tymi sprawami tutaj na Ziemi, mają swoje własne interesy i wcale nie jestem pewna, że im tak bardzo zależy na tym, żeby tak zwanej ludzkości było dobrze, żeby nam wszystkim, zwykłym, prostym ludziom było dobrze. Nie wiem, czy oni są zainteresowani tym, żebyśmy my przeżyli w ogóle, żeby było tak dużo ludzi, tak dużo miast. Wydaje mi się, że napisali już scenariusz filmu przyszłości. Nie wiemy tylko, kiedy ten film zostanie ani nagrany, ani pokazany, ani też kiedy się zrealizuje. Ale kto to wie?
[49:31] - Przypomina mi to słowa Edgara Mitchella, który zmarł prawie tydzień temu. Był to astronauta.Przypomnę naszym słuchaczom, który znany był przede wszystkim z zainteresowania zjawiskami z pogranicza, ale z drugiej strony był kimś w rodzaju informatora, wtyki publicznej w NASA i wojsku odnośnie UFO. On powiedział bardzo ciekawą rzecz, że prawda o UFO jest ukrywana przez pewne grupy, tak jak pani Emmo powiedziała, które chcą skorzystać, które chcą być beneficjentami pewnej wiedzy, która może z tego wynikać. On twierdził, że oni mogą użyć tej wiedzy albo do zarobku, albo do tego, żeby uciec z Ziemi i zostawić tę ziemię, tę fabrykę, która przynosi im frukta i pieniądze, sobie samej. Oni będą czerpać tylko z tego zyski. Teraz pytanie, kim są ci tajemniczy „oni”, którzy stanowią blokadę między nami a prawdą o świecie i kosmosie?
[50:38] - Kim są? Jest ich pewnie bardzo wielu i właściwie wydaje mi się, że mamy ich przed oczami, że właściwie wiemy, kim są. Ja nie sądzę, żeby ten scenariusz wyglądał tak, że oni opuszczą Ziemię. Nie umiem sobie wyobrazić, że ludzie będą żyli gdzieś indziej. W takim sensie, że istnieją jakieś grupy, może to być milion, 10 czy pół miliarda ludzi, że oni sobie przygotują gdzieś tam ten wygodny dom, że rozwinie się aż tak wspaniale wiedza, że będzie można zbudować tutaj satelity mieszkalne, jak to właśnie widzimy na różnych filmach. Być może taki scenariusz jest jako scenariusz na wypadek czegoś. Albo że będzie tam się wyjeżdżało na weekend czy na wakacje. Ale sądzę, że jednak tutaj mamy za sobą miliony, miliardy lat tego, że jesteśmy ludźmi, że jesteśmy z Ziemi, z pierwiastków ziemskich. Mimo wszystko cokolwiek byśmy chcieli powiedzieć, to każdy jest z tą Ziemią związany, chociaż nawet umysłowo, intelektualnie, duchowo. Nawet może, jeśli chce zaprzeczyć temu i tę ziemię jakoś zniszczyć, zrujnować, odkopnąć od siebie.
Wydaje mi się, że scenariusz urządzenia Ziemi „The day after” już został obmyślany i napisany. Nie powinniśmy tych ludzi mało cenić, że oni do któregoś momentu wiedzą, że będą nas przerażać i potem powiedzą: „Słuchajcie, przecież myśmy wam mówili, byliście przygotowani, widzieliście, co się wydarzy. Więc nie miejcie do nikogo pretensji, tylko do siebie, do własnych ograniczeń i własnej tempoty”. Ale wydaje mi się, że ten scenariusz jest bardzo daleko sięgający. To są inteligentni, mądrzy ludzie, którzy mają nieograniczone środki i my ciągle pracujemy na te środki, ciągle je pomnażamy, więc to się nie skończy i to się nie uda dobrze dla nas. Jesteśmy w tej chwili jeszcze potrzebni. Oczywiście te miliardy ludzi są jeszcze bardzo potrzebne jako siła robocza, która jednak tworzy wielkie dobra. Jednak trzeba te planety zbudować, te satelity wokół Ziemi zbudować. Do tego są potrzebne ogromne środki, nakłady i masa ludzi, a poza tym potrzebne są umysły ludzi, uczonych, którzy będą tworzyć różne projekty. Jesteśmy potrzebni jeszcze.
Jakiś potrzebny optymistyczny akcent na koniec? Cóż, może ludzie zobaczą ten wzór. Byłoby dobrze.
[53:49] - A czy pani zdaniem obcy, kimkolwiek są, mają wobec ludzkości jakiś plan? Jak na jego tle wyglądają tak zwane abdukcje?
[54:01] - Z tymi abdukcjami jest różnie. Różnie się na ten temat mówi. One są bardzo skomplikowane. Dużo ich bardzo było. Jakąś tam książkę tłumaczyłam na ten temat. Wiele jest takich bardzo nieprawdziwych, fantastycznych, ale tak prawdę mówiąc, jeżeli już założymy, że istnieją, to dlaczego mielibyśmy sądzić, że oni są bezmyślni, że nie mają żadnych planów, że Ziemia jest do niczego niepotrzebna? Dlaczego mamy sądzić, że ci, którzy wiedzą, ci, którzy sobie napisali scenariusz, napisali ten scenariusz samodzielnie, dlaczego mamy podejrzewać, że tam gdzieś w kosmosie, gdzie jest tak dużo różnych istot, dlaczego mamy sądzić, że tam nie ma wielkiej inteligencji, która się zastanawia, co zrobić z tą Ziemią? Wiele jest na ten temat informacji. Mówi się, że się kontaktują z rządami, że ostrzegają, że mówią: „Uważajcie, zniszczyliście Ziemię, zniszczyliście przyrodę, zatruliście rzeki, zniszczyliście oceany. Zastanówcie się, co robicie”.
To są takie jakby przychylne nam, życzliwe rady. Mówi się jeszcze z innej strony, że nie będą interweniować bez naszej zgody. Że to jest tak, jak w tym starym filmie „Star Trek”, że to jest naczelna zasada ludzkości, która podróżuje po kosmosie. Nie interweniować, nie zmieniać. Ale być może ta interwencja nie będzie wyglądała tak, jak sobie chcielibyśmy wyobrażać.Ktoś tutaj wyląduje i nastąpi jakaś konferencja naukowa.
[56:03] - A jak pani patrzy na takie drobne rady przekazywane w czasie bliskich spotkań? Bo wnioski są bardzo różne. Niektórzy mówią, że jest to ciągłe wprowadzanie w błąd ze strony ufitów lub tej siły, która za tym stoi, bo jak wiemy, teorie na temat pochodzenia UFO są odmienne. Ale czy te drobne rady wypływające z różnego rodzaju spotkań, niezależnie kto to jest, czy to jest kosmita, czy istota udająca Matkę Boską, bo już nie raz o tym mówiliśmy.
[56:38] - Tak, to było ważne. Ja pamiętam. To było mądre i ważne, tak.
[56:42] - Czy one mogą coś zmienić w masowym, może nie w masowym stylu życia, ale w tym, jak ta cywilizacja się ukształtuje? Czy nie jest to po prostu powolne wychowywanie nas do pewnego stadium? A jeżeli jest, to o jakie stadium chodzi?
[57:03] - Dużo się na ten temat mówi, na tych rad. One są również sprzeczne i to, co ja słyszałam właśnie w Radiu Paranormalium na temat wykorzystywania tej symboliki religijnej, to była bardzo mądra i znacząca audycja. Również mówiło się o tym, żeby ludzie zwrócili uwagę na swoje życie duchowe, co jest w pewnych sferach takim dosyć niemodnym i krytykowanym określeniem, prawda? Wprost przeciwnym do logiki, do rozumu, do rozwoju nauki. Ale tutaj właśnie w radiu powiedziano to wyraźnie i to jest według mnie bardzo mądre. Nie możemy w tej chwili stwierdzić, że powiedzmy sobie, oni tamci są tylko i wyłącznie kosmicznym rozumem. Wydaje mi się, że to nie jest możliwe, żeby tylko byli czystą logiką, rozumowaniem od A do B, jakimś wnioskowaniem. Tak sobie wyobrażamy, bo w XVIII wieku mniej więcej nastąpił przełom w nauce i zaczęliśmy zajmować się eksperymentalnymi badaniami i wnioskami. I teraz sądzimy, że cały kosmos taki jest, że właśnie wszyscy uczeni, gdziekolwiek oni są, też mają to symboliczne i przysłowiowe szkiełko i oko. Badają, wyciągają wnioski.
I ja nie sądzę, żeby tak było. Sądzę, że jest inaczej, że jeszcze wiele innych sfer i zakresów czy to ludzkiego umysłu, bo nie mamy innych jeszcze pojęć, prawda? Duch, umysł, rozum, kosmiczny rozum. Być może są jeszcze jakieś inne zakresy, o których nie wiemy i których nie możemy ani doświadczyć, ani przewidzieć ze względu na nasze ograniczenia. I wydaje mi się, że oni właśnie starają się nam w jakiś sposób podpowiedzieć, że: „słuchajcie, jest coś jeszcze poza tym umysłem ludzkim, poza tym umysłem człowieka, poza tym naszym pojmowaniem”. I ta właśnie dziedzina kontaktów naszych, powiedzmy sobie, polegająca na pokazaniu tych nieskończonych możliwości, których nawet jeszcze nie umiemy ani nazwać, ani przewidzieć, może tylko je przeczuwamy. Jakieś takie wielkie, ja tutaj widzę zakresy, nie wiem, umysłowe, bo mamy takie umysłowe, duchowe, mamy tutaj tylko takie ograniczone i skończone słowa, prawda? Ludzkie słowa. Że one istnieją i jakoś tak może blisko, nie blisko całkiem, ale może jakoś takie przeczuwamy. Może są, może chcą, żebyśmy o nich już zaczęli jakoś myśleć.
[01:00:15] - No właśnie, odnosimy się tutaj do kwestii, o których mówi tak zwana fizyka z pogranicza. O historii, o których pani wspomniała na początku. Czy to Emilcin, czy to sprawa Szomborgów i tak dalej. One nam prezentowały, albo przynajmniej ich badacze starali się zaprezentować jeden pogląd, który mówił, że są to przedstawiciele obcej inteligencji, materialnej inteligencji, innymi słowy inni ludzie, którzy przybywają na Ziemię w określonych celach. Natomiast z biegiem lat popularność zyskała taka hipoteza, że zjawisko UFO ma w sobie dużo elementów, które świadczą o jego paranormalności. I wiąże się to często właśnie z tymi elementami znajdowanymi na polu fizyki z pogranicza lub najnowszej fizyki. Chodzi o inne wymiary lub alternatywne rzeczywistości. Jak zapatruje się pani na ten problem? Czy istoty, o których mówią świadkowie spotkań z UFO, mogą być mieszkańcami owych innych wymiarów? Chociaż tutaj to słowo „inny wymiar” musimy ująć w pewien cudzysłów, dlatego, że czym innym jest inny wymiar egzystencji, paralelny wymiar, paralelna rzeczywistość, a czym innym jest inny wymiar fizyczny, o czym często się nie pamięta.
Bo istota z innego wymiaru to istota chyba dla nas zupełnie niepojęta. Natomiast ci ufici jednak są widoczni i często przypominają ludzi. Czy pani zdaniem oni mogą pochodzić właśnie z tych części kosmosu, z tych części naszej rzeczywistości, do których jeszcze nie mamy dostępu?
[01:02:02] - Tutaj pan ma całkowitą rację. Jest toBardzo skomplikowane i bardzo różnorodne. Nie wiem, jak to nazwać. Czy w ogóle kosmos jest skomplikowany i różnorodny? I tam mogą być różnego rodzaju istoty. A poza tym chodzi mi właśnie o tę przestrzeń, którą tutaj pan mówi, z pogranicza fizyki i zjawisk paranormalnych, która się od kilkudziesięciu lat zaczyna otwierać dla nas. Może „otwierać” to jeszcze jest zbyt odważne pojęcie. Zaczynamy jakieś elementy przeczuwać i uważam, że to jest bardzo ważna i wręcz decydująca sprawa dla ludzkości, dla nas wszystkich. Wydaje mi się, że rozwój nauki, jaki nastąpił w ostatnich 20 czy 30 latach, nie jest przypadkowy. Zwróćmy uwagę, w którą stronę nauka się rozwija.
Rozwija się ku światom, których nie można dotknąć. Chociażby całe zasoby internetu, całe zasoby sieci. Gdzie to jest? Gdzie to istnieje? Nie jest to już taka nauka, choćby nawet XX-wieczna, gdzie jest coś zwarzone i zmierzone. I teraz znowu moje pytanie, czy to się dzieje przypadkiem? Czy to jest wzór? Czy przypadkiem ludzkość zaczyna iść właśnie w tym kierunku? W kierunku takich nieograniczonych światów. Dane są w chmurze, gdzieś będą jeszcze dalej.
Dlaczego ludzkość nie idzie w kierunku takiej twardej fizyki, ciosania kamienia, odlewania metali? Dlaczego się robi coś na drukarkach 3D, co jest w ogóle trudne dla wielu ludzi do zrozumienia, jak to jest. Co się jeszcze w przyszłości będzie drukowało albo jeszcze jak się drukowało? Chyba już wyjaśniłam wyraźnie, w którą stronę idzie ta ludzka nauka. I czy to jest przypadek, czy też słyszymy jakieś podpowiedzi, gdzie te podpowiedzi są i czy jest jakiś wzór. Uważam, że tak, bo mamy bardzo wiele takich wydarzeń, że genialni uczeni mają coś w rodzaju, użyjmy takiego słowa, natchnienia, wizji, nagłego otwarcia umysłu. Co się dzieje w sytuacjach zupełnie nieoczekiwanych, niepojętych, nawet w sytuacjach niepasujących, czy gdzieś w nocy, czy gdzieś na spacerze nad ranem, gdzieś na jakimś szczerym polu, gdzie nie można zapisać wiadomości. Nagle coś się dzieje z ludzkim umysłem. Oni mówią o tym wyraźnie. Wizja, tak jak przed setkami lat, coś przychodzi stamtąd, z góry.
Nagle coś się otwiera w ludzkim umyśle. Tam wchodzą wiadomości jakieś. Dlaczego tak jest? Jak to jest? Skąd to jest, że uczeni mają takie wizje? Może powiedzą nasi biologowie: „Tak, tutaj mamy takie komórki i neurony”. A może nie. Może jakieś bodźce elektryczne czy jakieś inne, które płyną przez nasz mózg, nie odpowiadają na te pytania. Może nawet mózg nie jest siedliskiem ani produkcji myśli, ani produkcji wiedzy. Przecież ludzie, którzy mają możliwości widzenia różnych innych materii, wyraźnie mówią, że z czubka ludzkiej głowy unosi się taki wielki słup jakiejś energii, który jest z ciemienia wychodzący, połączony z nieskończonym kosmosem.
Krytycznie się odnosimy do tych ludzi, przynajmniej w pewnych kręgach, przynajmniej na uniwersytecie, na wydziale biologii czy fizyki, prawda? Ale takie dane są. A jeżeli właśnie w podobny sposób odbywa się zaczerpywanie wiedzy skądś, z jakiegoś rezerwuaru czy z jakiegoś nieskończonego pola i przestrzeni. Ja sobie wyobrażam, czy też widzę te przestrzenie. Nie umiem tego wyjaśnić, dlaczego tak jest. Tak samo nie umiem wyjaśnić, dlaczego ja słyszałam te wrzawę w roku 1979 tutaj w Polsce. Wydaje mi się, że słyszałam to, co się dzieje psychicznie i umysłowo w kraju. Może nie powinnam o tym mówić, ale to jest radio Paranormalium, więc tutaj rozumie się, co ja mówię. Ale to było dla mnie wyraźne, głośne i nie do zniesienia. Szczególnie jak bywałam w Warszawie.
[01:07:33] - Może to był duch czasu?
[01:07:37] - Otóż jakoś to możemy nazywać, prawda? Ale ten głos, ten dźwięk taki zmasowany, te miliony gardeł krzyczących to było dla mnie wyraźne.
[01:07:50] - Bardzo dobrze. To, co pani powiedziała, wpisuje się w pytanie, które chciałem zadać przed chwilą, bo nasza dyskusja może być dla niektórych trudna, natomiast odnosimy się do rzeczy, które leżą chyba u podstawy wszelkiego problemu. Pierwsza sprawa, tak zwane doświadczenia transformacyjne. Wspominała pani rzeczywiście o tym, że są osoby, które w jakiś sposób czerpią informacje z nieznanych sobie źródeł. Ludzkość cały czas postępuje na drodze rozwoju swojej świadomości i być może nabywania świadomości swojej rasy nawet. Tylko pojawia się pytanie, co steruje tym rozwojem? Bo ja mam takie wrażenie, że kiedy byśmy się nie pochylili nad tym problemem, niezależnie w której epoce, to zawsze znajdziemy pewien motor tego postępu.To znaczy niezależnie od tego, w której epoce ludzie żyli, zawsze byli przygotowywani jakoś przez rodzaj siły, która stoi ponad nami do dalszego postępu. I niezależnie, czy to była starożytność, czy to było średniowiecze, zawsze istniał pewien bat, który poganiał ludzki umysł w poszukiwaniu nowych rozwiązań i doskonałości. Oczywiście można powiedzieć, że był to po prostu postęp, natomiast w wielu przypadkach te informacje pojawiały się w drodze oświecenia i to, co się pojawiało w drodze oświecenia, najbardziej zmieniało ludzkość. Ale może za bardzo się rozgadałem.
Pani Emmo, czy możliwe jest, że ktoś z zewnątrz kieruje rozwojem naszej cywilizacji? Czy ktoś nas wychowuje? Czy możemy być rezerwatem, w którym strażnikami są przedstawiciele innej inteligencji? A może rację miał Jung, który mówił, że istnieje zbiorowa nieświadomość, która w sposób wręcz niewidzialny kieruje naszymi losami jednostkowymi, a także masami.
[01:09:54] - Dokładnie tak jest, jak pan mówi. Ma pan tutaj wiele racji. Z tym że ja nie wiem, czy odpowiedzi są takie proste, bo ciągle nawracam do tego, że mamy tylko słowa, takie ziemskie słowa, jak przytoczył pan Junga. Mamy świadomość, podświadomość, nadświadomość, ale to są tylko bardzo proste, nasze ludzkie, ziemskie słowa i uproszczenia. One nawet w najmniejszym promilu nie oddają tego ogromu, który jest. Oczywiście ma pan tutaj rację, że istniało coś, co ludzi pchało i co powodowało, że jednak wiedza i tak zwany postęp, rozwój nauki zmierzał w jakimś kierunku, czy w ogóle zachodził, prawda? Ja nie sądzę, żeby to było takie proste i takie zwyczajne, że mamy jakichś nadzorców, że mamy jakieś istoty czy nawet, nie, to zbyt byłoby prymitywne, ale jakieś tam promieniowanie, które wpływa na nasz umysł, czy na przykład istnieje gdzieś tam ten rezerwuar wiedzy, pojęć, duchowości, z którym możemy się czasami połączyć. Teraz jeszcze pytanie, dlaczego możemy się połączyć? To przecież też nie jest przypadek. Czy nie sądzimy, że to jest nasza cecha, immanentna cecha, że ludzie mają to wbudowane gdzieś w swoim umyśle, mózgu, że istnieje coś jakby taki, nie wiem, chamber, komora, przestrzeń, że co jakiś czas się uruchamia i łączymy się, ale też czy może jesteśmy uruchamiani co jakiś czas stamtąd?
Ja bym się raczej skłoniła w pewnych wypadkach do tej drugiej odpowiedzi, że należy ludzi zmienić, powiedzmy sobie, zainspirować. Ale to nie jest takie proste, oczywiste, że tam po kolei mamy jakichś nadzorców. Powiedziałabym, że tamci są mądrymi istotami. A być może jeszcze coś innego. Ja myślałam coś na temat czasu. Dla nas, ludzi, czas płynie od tyłu do przodu. Płynie linearnie, prawda? Nie wiemy, co będzie jutro, za rok, za godzinę, za minutę, a co będzie za 100 czy 1000 lat. A jeżeli kiedyś się dowiemy, że czas płynie inaczej? Były przecież już takie teorie, prawda?
O jakimś takim czasu zapętlonym i tak dalej, że możemy zobaczyć, co będzie. Jeżeli to jest znane, nam nie, ale gdzieś tam jest znane. Może nie dokładnie wszystko, bo to byłoby niebezpieczne. Ale jakieś takie ważne elementy, które można, wolno nam odczytać. Jeżeli tak by było, no to cóż, wiemy wtedy, że jesteśmy inspirowani, żeby dojść do pewnego momentu albo też nie dojść do pewnego momentu, prawda? Jeszcze jest wiele parametrów, powiedzmy sobie, ja tylko powiedziałam o czasie, pan tutaj o tym mądrym rozwoju, ale jeszcze jest ich wiele. I popatrzmy, że ciągle te słowa do nas przychodzą, ciągle te nowe pojęcia do nas przychodzą i ciągle jakieś są nowe, kolejne przybliżenia. Tak sądzę.
[01:13:50] - W „Genetyce bogów” zadaje pani trudne pytania o początek człowieka, naszej umysłowości i cywilizacji. Jak to było, pani zdaniem?
[01:14:00] - Może zacznę od tego, że w bardzo dawnych czasach, może to było w okresie tak zwanego roku platońskiego, ludzie widywali na niebie światła tak dokładnie, jak jest teraz. Okręgi, duże światła. One lądowały i ludzie starali się określić, czym one są. Starali się je nazwać. Jednak nie mieli słów. Było to dokładnie tak jak teraz. Piszę o tym w książce, że ludziom brakowało pojęć i brakowało nazw, dlatego, że nie istniały przedmioty, nie istniały maszyny, nie istniały żadne urządzenia. Świat był bardzo prymitywny. Istnieli ludzie i zwierzęta. A więc, żeby określić to, co widzą, nazywali to słowami ze swojego najbliższego otoczenia.
A więc jeżeli coś zleciało z ziemi, lądowało na pagórku, owijało się wokół tego pagórka, ludzie nazywali to wężem, nazywali to żmiją. Z Chin, z tamtego miejsca przychodziły inne słowa. Chińczycy nazywali to smokami. Ten termin, jak i wiele innych terminów ewoluowały i w tej chwili to są terminyNiepoważne i zabawne wręcz. Jednak w tamtych czasach budziły straszliwe przerażenie. Bardzo długo stacjonowały w różnych miejscach. Ludzie i wtedy, i potem rysowali to, wykowali w kamieniu, budowali z kamieni i takich przedstawień, takich wzorów, odwzorowania jest na całym świecie bardzo dużo. Są to spirale, które widzimy na świątyniach od Indii aż po Amerykę Południową. Ten obraz zwiniętego węża czy też spirali jest po prostu wszechobecny. Kto przebywał w tych pojazdach, w tych smokach?
Były to przerażające osoby, które według ludzi robiły straszne rzeczy i siały terror. Ten symbol i ta nazwa węża przetrwała aż do naszych czasów i jeszcze teraz zwykły wąż budzi przerażenie. Widzimy, jak zakorzeniony jest ten symbol, ten znak w naszej świadomości, jak atawistyczny jest lęk. Możemy sobie więc wyobrazić, jaki terror i przerażenie siał wtedy. Tym bardziej że, jak mówiłam, ludzie nie mieli nazwy na określenie rzeczy. Smok otwierał paszczę i ludzie mówią, że pożerał ludzi. Jeżeli jakieś niewielkie plemię czy jakaś niewielka osada liczyła 20 czy 30 osób, 10 czy 15 zginęło, to już było poważnym problemem. Smok. Cóż, kto? Ci, którzy przybyli, domagali się ofiar, domagali się danin ze zwierząt i domagały się te istoty, te osoby nazwane bogami, domagały się również ofiar z ludzi i wybierali tylko najlepsze i najpiękniej wyglądające osoby, które znikały w tej paszczy smoka.
Do czego one były potrzebne? Wydaje mi się, że jest odpowiedź w naszych dzisiejszych opisach tak zwanych porwań. Ja piszę w „Genetyce” na 81. stronie, że osoba porwana znalazła się w dużej sali i widziała, że w niej wiszą pod sufitem kokony. W tych kokonach znajdowali się ludzie. Zapytała się, co to jest, co to za ludzie. Odpowiedziano jej, że to są tylko żyjące organizmy. Oni jeszcze są animated. Oni jeszcze są nieożywieni, jeszcze nie mają duszy w sobie. Jak już wspominałam, filmy science fiction są takimi ukrytymi scenariuszami, które opowiadają różne ważne rzeczy i podają ostrzeżenia.
Jak widzimy, potem ta scena została powtórzona wiele lat później w „Matrixie” i utrwaliło się przekonanie o fałszywej rzeczywistości, w jakiej żyjemy, o jakiejś innej rzeczywistości, która jest gdzieś indziej. We współczesnych przekazach porwań ludzie mówią o tym, że byli klonowani. Kobieta mówi: „Widziałam bardzo wiele klonów. Pytałam się, po co stworzyliście klony mojej osoby. Oni powiedzieli: »Kiedyś, kiedy zginie ludzka cywilizacja, one zostaną zesłane z portem na ziemię, zostaną ożywione«. Ta kobieta mówi, że »kiedy nie chciałam ich słuchać, ostrzegli mnie: »Musisz być posłuszna, bo jeżeli nie, to zastąpimy cię twoimi klonami. Jednym z twoich klonów«”. Inna kobieta opowiadała, że była w czymś, co nazwała żłobkiem, nursery. Były tam dzieci. Tych dzieci było bardzo dużo.Ale ona mówi, że one były bardzo słabe, na wpół żywe, nie miały sił żywotnych.
Dano jej jedno dziecko do ręki, żeby ona je nakarmiła, żeby lepiej się poczuło. I tak samo te dzieci, które pochodziły z ziemskich kobiet i pochodziły od przybyszów, nie powiem, że byli bogami czy też od obcych. Były to właśnie hybrydy, które zostały w ten sposób powołane na świat i one przebywają gdzieś w jakimś laboratorium czy w jakimś pojeździe kosmicznym nazwanym kiedyś jaszczurem, smokiem, krokodylem czy wężem i mają zostać albo zesłane z powrotem, sprowadzone z powrotem na ziemię, żeby ziemię zaludnić, albo mają zostać gdzieś wysłane indziej. Również ci współcześni, którzy byli porwani, często mówią, że w sposób bolesny i bezwzględny pobierano wszelkie mikroskopijne części organizmu i różnych organów, skóry, nawet obcinano paznokcie, pobierano włosy po to, żeby tworzyć nowe organizmy, nowych ludzi. My z naszą technologią już również potrafimy odbudowywać organy. Jednak w bardzo dawnych czasach, w czasach, kiedy owijały się smoki wokół pagórków, tej możliwości nie było. A więc ci ludzie znikali i już się potem nie pojawiali. Jak gigantyczne mogły być paszcze smoka? Porównajmy, jak wyglądają współczesne samoloty, gdzie otwiera się luk bagażowy, a tam wjeżdżają czołgi czy olbrzymie dźwigi i one są transportowane. Więc bardzo możliwe, że te pojazdy były takie albo jeszcze większe.
Wydaje się, że stacjonowały na Ziemi bardzo długo, gdyż powstawały organizmy hybrydalne i to nie tylko z połączenia zwierząt, które mieszkają na Ziemi, na przykład mityczne centaury i inne, ale również pojawiali się, jak to się mówiło, półbogowie czy bogowie, synowie bogów czy bogowie renegaci. Dlaczego renegaci? Dlatego, że oni tutaj urodzeni i wychowani często byli zbyt bardziej życzliwi dla ludzi, a mniej życzliwi dla swojej własnej rasy. Taką postacią był mityczny Prometeusz, który skradł ogień i dał go ludziom. Nie wiem, czy to tak dokładnie wyglądało. Niemniej jednak poniósł za to karę. Jeszcze wiele jest takich postaci, chociażby Herakles czy Achilles. Chciałam tylko zauważyć, że dawne mity greckie, które opowiadano dawno temu, były zupełnie inne. One były groźne, były przerażające. Jak już wspomniałam, te opowieści, te historie nie dosyć, że zmieniają się i stają się takie coraz bardziej, powiedziałabym, ulegają infantylizacji, stają się niepoważne, przestajemy uważać, że one są prawdziwe, że były niebezpieczne, groźne bądź mądre albo mówią coś ważnego, czego powinniśmy się bać.
Przypomnijmy sobie, jak wyglądał strasznie labirynt, gdzie siedział Minotaur. To również jest, powiedziałabym, baza tych przybyszów, które tutaj przez długi czas przebywały. Musiało być to naprawdę bardzo długo. Tym bardziej że robiły tutaj te istoty rzeczy okropne. Było ich wiele różnych ras, tak jak i teraz. I wiemy, że pomiędzy nimi nie było zgody. Były te istoty ze sobą bardzo skonfliktowane. Były różne grupy nawzajem się nienawidzące i nawzajem prowadzące ze sobą straszliwe wojny. Te wojny na niebie obserwowali ludzie i mówili o nich w swoich mitach i legendach, co szczególnie się zapisało wyraźnie w Indiach. Ale jak okropne były te wojny i jak straszne dla ludzi również widzimy w mitologii egipskiej.
Wiemy również, że tak zwani bogowie kontaktowali się z ludźmi i mieli swoich zwolenników, dołączali ich do siebie i razem prowadzili pewnego rodzaju wojny ze swoimi współplemieniecami, z innymi przybyszami. Ludzie ponosili za to zawsze straszliwe kary. Tak właśnie było w Egipcie, kiedy ów bóg zbuntowany Set został ukarany przez boga Re czy też Ra. Ten bóg miał oko, jak mówimy, oko boga, ale z tego oka wypływały śmiercionośne promienie. Tysiące lat temu ludzie nie umieli inaczej nazwać. My mamy coś zbliżonego. Mamy promień laserowy, który również wypływa z niewielkiego obiektu. I wtedy ludzie ponieśli straszliwą karęZostali niemalże wyniszczeni. Można powiedzieć, że w ostatniej chwili Bóg się zlitował, opamiętał, opanował czy też ktoś inny mu nakazał, bo stwierdził, że należy już zaprzestać tej strasznej hekatomby. Ale wiemy, że ludzie byli wielokrotnie wyniszczani, wymazywani z powierzchni ziemi i systematycznie karani za nieposłuszeństwo.
Z tym że zaczęto już wprowadzać powoli wiarę w jednego Boga i przyczyny tych wojen z ludźmi i karania ludzi były zakamuflowane, mówiono tylko, że są nieposłuszni i należy ich ukarać albo jakimś potopem, albo zniszczeniem miasta takiego jak Sodoma i Gomora. Wiele miast i wiele ludów ginęło, znikało z powierzchni ziemi i pojawiały się zupełnie nowe ludy. Teraz mamy wyjaśnienie we współczesnych przekazach, dlaczego to robią. Niektórzy z tych obcych, którzy przybyli do nas, mówią: „Jesteśmy waszymi nadzorcami” czy „Jesteśmy waszymi obserwatorami, a nie interweniujemy, tylko obserwujemy, gdyż należymy do wyższej rasy bytów i podlegamy innym. To są jakieś wyższe systemy duchowe, powiedzmy sobie, cywilizacyjne, i musimy być posłuszni i pilnować całości”. Jednakże nie wszystkie istoty, które tutaj przybywają i które są, mają dobre zamiary. Są również zamiary nikczemne, które były zawsze od tysięcy lat i właściwie to się nie zmieniło. Jest bardzo wiele dowodów w naszych umysłach, które pojawiają się jako znaki, jako raczej symbole. Symbole są potężne. To jest coś jak dotknięcie czerwonego guzika, który wyzwala straszliwą energię.
Takich symboli mamy bardzo wiele. One powstały już wtedy. Jednym z tych symboli jest znak, który zawsze jest związany z bogami, a który jest zawsze złowieszczy. Jak on powstał? Ja widziałam taki rysunek: okrąg, dysk, a więc oczywiście latający pojazd bogów. Ludzie, którzy nie znali takich słów jak wirnik czy obracający się silnik, chcieli pokazać jednak, że ten dysk jest w ruchu, a więc w czterech równych miejscach na obrzeżu dysku narysowali bardzo dokładnie cztery ludzkie nogi: udo, kolano i potem buty. I te nogi były zgięte w kolanie i wszystkie były skierowane z lewej strony na prawą. Wydawało się, że ten dysk się obraca bardzo szybko z lewej strony na prawą. Bo jeszcze w tej chwili używamy słowa, że coś biegnie. Bieg czasu czy włączamy czwarty bieg, a więc ten dysk się obracał.
Bardzo było niewygodnie i trudno rysować tak dokładnie nogi, a więc te obracające się elementy rysowano w postaci strzałek. Były strzałki, która tak: strzałka jest do góry i w prawo, do góry i w prawo pod kątem z czterech rogów. Ten znak zamienił się w znak swastyki. Najpierw był to znak tylko strzałek, a potem stał się straszniejszy, bardziej twardy. Były to po prostu ciężkie belki. I te znaki i te symbole istnieją w ludzkich umysłach i wyzwalają różnego rodzaju czyny. Wiemy, jak te czyny są straszne. O tym pisze również Jung, że są to znaki psychiczne, które powodują, że ludzka psychika zaczyna eksplodować, zaczyna się zmieniać. Również w naszej epoce znowu pojawił się ten znak swastyki, który jest równie złowieszczy.Gdyż jedno ramię jest zamienione w sztylet. Jeszcze znak dysku, który kiedyś przylatywał, został inaczej widziany.
Otóż wewnątrz tego dysku była postać ludzka. Oczywiście mówiono, że jest to postać boga. Na asyryjskich cylindrach były rysowane czy raczej rzeźbione, wykuwane dyski i od tej postaci człowieka szły również trzy nogi, trzy strony, zawsze pod kątem prostym od lewej do prawej, więc pokazywały, że ten dysk się obraca. Bardzo możliwe, że ludzie ówcześni oglądali jakieś elementy maszyny obracającego się silnika i bardzo możliwe, że wtedy technika była zupełnie inna, ale możliwe, że coś takiego widzieli, co się wewnątrz obracało i wirowało. Ten znak, te trzy nogi wewnątrz z biegiem czasu zamienił się w ramiona. Zamienił się po prostu w dwa skrzyżowane ramiona, dwie skrzyżowane kreski. Zwyczajny znak krzyża wewnątrz okręgu, a więc tak zwany krzyż celtycki. I ten symbol również był symbolem bogów. Potem był symbolem Boga, kiedy wprowadzono inną religię. Tych znaków było naprawdę bardzo dużo i tamci bogowie wchodzili w różnego rodzaju kontakty z ludźmi tutaj na Ziemi.
[01:33:23] - A o co chodzi dokładnie z wzorem cywilizacyjnym i upadaniem cywilizacji?
[01:33:29] - Właśnie, jeśli można powiedzieć, ten wzór cywilizacyjny jest związany z tymi znakami, z tymi dwoma symbolami, które już pokazałam. Wewnętrzny znak krzyża i znak swastyki. Te dwa znaki, które mówią, że byli to bogowie i że nam przekazywali jakąś wiedzę, że nami zarządzali, jest od dziesiątków tysięcy lat obecny w naszej historii, w naszej świadomości i w naszej kulturze. Jaką wiedzę przekazywali tamci bogowie i jak to może jest teraz? Mówi się, że przekazywali wiadomości na temat uprawy roślin, że dali nam pszenicę, że dali nam kokosy, takie owoce i że nauczyli uprawy roli i wszelkich zjawisk, które potem spowodowały, że nasza cywilizacja zaczęła funkcjonować. Jak to mogło wyglądać wtedy? W jaki sposób ta wiedza mogła być przekazywana? Oczywiście nie wyobrażamy sobie, że jakieś postacie tak zwanych bogów zwołały ludzi na polanę w lesie i coś tam przekazywały, mówili do nich. Zresztą nie wiadomo, czy potrafili się porozumiewać ludzkim językiem. Wiemy, że bogowie, czy też ci obcy potrafili się poruszać w powietrzu.
Ten motyw występuje przez całe tysiąclecia, dziesiątki tysięcy lat osoby unoszącej się w powietrzu. W tej chwili już nasi kosmonauci mogą się poruszać. Mamy takie urządzenie. Nie tylko kosmonauci, ale kiedyś to było podobno sonicznie. Więc jak przekazywano? Przekazywano tylko niektórym. Mówi się, że przekazywano królom, czy też przekazywano władcom, przekazywano kapłanom. Jeżeli były świątynie, to nie były takie świątynie, jak sobie teraz kojarzymy. A więc tylko wybrańcy bogów. Tylko niektóre osoby mogły się kontaktować z tamtymi bogami i mogły poznać wiedzę, która była ważna.
Jak to może być teraz? W tej chwili również mówi się, że są niektóre osoby, które mają kontakty, kontaktują się, rozmawiają i dowiadują się.
[01:36:36] - A czy akcja tych kosmicznych bogów się powtórzy? A jeśli tak, to w jakiej formie?
[01:36:42] - Właśnie, w jakiej formie się powtórzy? Wydaje mi się, że w innej formie, ale to już się dzieje. Ja bym może pozwoliła sobie tutaj przytoczyć to, co powiedział Jung. Może to jest dłuższa wypowiedź, ale można ją będzie skrócić. Warto ją przytoczyć. Pisze o tym w „Genetyce bogów”: „Pogłoski o fizycznym istnieniu pewnych obiektów są tak znaczące, że czuję się przymuszony wyrazić ostrzeżenie. Zdaję sobie sprawę z tego, że mój głos jest zbyt słaby, by został usłyszany przez wszystkich. Do zabrania głosu nie skłania mnie uprzednio przyjęte założenie, że-Lecz świadomość, że muszę wypełnić swój obowiązek jako psychiatra i przygotować tę garstkę, którzy zechcą mnie słuchać w obliczu wydarzeń nadchodzących z końcem epok. Co dalej mówi: pamiętamy, że w starożytnym Egipcie istniały wyraźne objawy psychicznych zmian, zawsze pojawiających się pod koniec miesiąca Platona i na początku następnego. Polegają one na odmiennym pojmowaniu psychicznych dominant pewnych archetypów, czy raczej bogów, jak się ich zazwyczaj nazywa.
Te zmiany prowadzą do długotrwałych transformacji w kolektywnej psychice. Mamy dowody istnienia jej w historii. Pojawiły się w okresie przejścia z epoki Byka do Barana, a następnie w epokę Ryby zbiegającą się z powstaniem chrześcijaństwa. Wchodzimy obecnie w epokę Wodnika, toteż możemy się spodziewać kolejnych dramatycznych przemian. Ma nastąpić koniec epoki. Jakie są znaki? Jakie są symbole? Jakie są przemiany w tych symbolach? Musimy jeszcze wrócić do dawnych spotkań z bogami. Mówiło się, że oni piją ambrozję.
W tej chwili ten symbol, jak każdy znak, rozwijał się, przemieniał i stawał coraz bardziej infantylny i banalny. Jednakże był to napój bogów, pokarm bogów, który umożliwiał tworzenie się wizji. Niestety słowo wizja również ma bardzo złe, negatywne znaczenie. Jednak w tamtych czasach, czy jeszcze kilkaset lat temu, wizje były związane z tworzeniem się nauki, wiedzy naukowej, która teraz jest zupełnie inaczej zdobywana i inna. Również ten pokarm, który powodował, że ludzie byli jakby równi bogom, to jest jabłko. Ono jest już w starych mitach, w ogrodzie Hesperyd, gdzie skradł je Herakles. I potem te znaki, te wszystkie symbole, które istniały w dawnych kontaktach z bogami, są również i teraz. Wiemy, że na początku naszej cywilizacji chrześcijańskiej występuje to jabłko. Występuje raj, ogród edeński. W ogrodzie edeńskim jest drzewo.
Drzewo to była zawsze axis mundi, czyli oś świata. Była to również oś naszego świata, oś naszej świadomości. Nasza świadomość obraca się wokół nas. Jesteśmy wewnątrz siebie, a nie na zewnątrz i widzimy świat z naszego punktu widzenia od nas. I na tym drzewie świadomości, nazwanym drzewem dobrego i złego, drzewa odróżniania rzeczy moralnych, jest owinięty wąż. Wiemy, co to za symbol. Jest to widomy dowód, nazwany tak przez dawnych ludzi, bogów z kosmosu, obcych przybyszów, tamtych, którzy tutaj byli. Ten wąż jest wciąż owinięty wokół naszej świadomości. On istnieje bez przerwy, nieustająco od tysięcy lat. Jest w nas zakodowany.
Nie umiemy inaczej myśleć, nie umiemy inaczej funkcjonować. To jest ten ważny znak. Kobieta, która była w ogrodzie edeńskim, wzięła to jabłko, które było jabłkiem poznania, i dała je mężczyźnie. Wtedy nastąpiła, jak wiemy, kara. Ludzie zostali wygnani. Skończył się okres beztroskiego szczęścia. Jaka miała nastąpić kara? Tą karą jest właśnie nasza epoka. Dlatego, że na początku naszej epoki ta kara nastąpiła. Na początku wprowadzenia religii chrześcijańskiej.
Otóż ludzie mają żyć w cierpieniu. Pojawił się grzech, pojawiła się wina, pojawiła się kara. To ma oczywiście ulec zmianie i ma ulec transformacji, ale właśnie już w następnej epoce Wodnika. Również o tych psychicznych dominantach, czyli zmianie w psychicznych dominantach, o czym mówił Jung, widzimy na początku naszej epoki w figurze Chrystusa. Przypomnijmy sobie okrąg, dysk i ten wewnętrzny krzyż w środku. Wiemy, że do takiego krzyża został przybity i wiemy, że konał bardzo długo i w agonii. To jest właśnie ten symbol, ta psychiczna dominanta pokazana nam na początku epoki, pokazująca, w jaki sposób ta epoka będzie ginęła. Jej rozpad będzie długi i bardzo bolesny i będzie trwała agonia. Nie zostanie zniszczona i wymazana od razu. Mówi się, że w XXI, a mamy teraz XXI, że w XXVI wieku nastąpi koniec okresu miesiąca platonskiego i wtedy nastąpi przejście do nowej epoki, do znaku Wodnika.
A więc powiedzmy sobie, że mamy jeszcze trochę czasu. Oczywiście poddaję to pod pytanie, pod dyskusję. Są to bardzo delikatne i trudne tematy, chyba nieporuszane, jednakZnak węża, znak owiniętego wokół pagórka pojazdu kosmicznego, do którego dobudowywano moduły i gdzie istnieli ludzie. Ten znak pojawia się narysowany na wielu pagórkach, które były sztucznie zbudowane. To jest wyraźnie widoczne w północnej Anglii. Tam wiele jest tego rodzaju pagórków. Chyba najsławniejszym jest późniejszy Avalon, gdzie jest mit o królu Arturze, ale tam właśnie na sztucznie stworzonym pagórku bardzo długo stacjonował ten pojazd. Potem stworzono tam opactwo. To opactwo słynęło z wielkiego bogactwa i w 1634 roku król Henryk VIII postanowił zdobyć bogactwa tego opactwa. Mnisi zostali coś oskarżeni i zawleczeni na pagórek, i tam powieszeni.
A więc zostało takie połączenie, taki link z tamtymi dawnymi czasami, kiedy też wtedy ludzie byli pochłaniani. Chyba w 601 roku został wydany papieski nakaz, żeby na tych sztucznych pagórkach czy w ogóle na tych pagórach, które są związane z kultem węża, budować kościoły. Tak jakby się wydaje, że być może te kościoły mają tamtą religię, tamte wierzenia przykryć, zniszczyć, ale one jeszcze w VI, VII wieku były bardzo żywe. Ale wiemy, jak są wewnątrz zbudowane kościoły. Również tam jest wewnętrzny plan krzyża, a więc ten nieustający symbol, który jest w naszej epoce taki żywy i tak powodujący eksplozje psychiczne, które ludzi pcha do wielkich czynów czy do strasznych czynów. Jednak ten symbol ciągle w naszej epoce istnieje i ten symbol węża owinięty wokół naszej świadomości również w naszej epoce istnieje. A więc wydaje mi się, że pomimo usiłowań, czy też może usiłowań nieprawdziwych, ta starożytna wiara w istnienie bogów z kosmosu nadal jest i nadal nam się mówi, że my jesteśmy zobowiązani, żeby w to wierzyć. I właśnie taki powolny, niestety straszny koniec epoki wydaje się, że będzie następował. Te znaki, które są, symbole są zawsze bardzo żywe. To nie są tylko narysowane kreski.
Wydaje mi się, że już w tamtych czasach pierwszych kosmicznych kontaktów te znaki, te symbole wewnątrz naszego umysłu były zaprogramowane i one zostały tak wbite w naszą podświadomość czy głębsze warstwy mózgu, że wciąż tam są i wciąż funkcjonują, i wciąż żyją, i wciąż są silne. Również o tym pisałam w „Genetyce”, gdyż podczas współczesnych tak zwanych porwań osoby porwane mówią coś takiego: „Wydaje mi się, że to była moja własna decyzja. Zrobiłem to spontanicznie, zrobiłem to samorzutnie. Uważałem, że tak należy postąpić”. I ten program właśnie istnieje. Poza tym osoby porwane do współczesnych laboratoriów kosmicznych, co działo się w ciągu ostatnich dziesięcioleci, mówią oczywiście, jak już wspomniałam, że obcy są właścicielami ich ciał, ale również coś takiego, że są właścicielami ich dusz. Ten pogląd na duszę w tej chwili, w ogóle ten symbol, to słowo jest chyba niemodne, co jest zgodne z tym, co mówi właśnie Jung, że te psychiczne dominanty się zmieniają. Nawet nie wypada mówić w eleganckim towarzystwie o duszy. Nauka o duszy pojawiła się w starożytnym Egipcie. Również miała znak węża, znak kobry nad głową faraona.
Czyli była to jakby cywilizacja kształtowana przez obcych. I również są takie doniesienia, świadectwa ludzi porwanych. Mówią tak: „Nagle poczułem, że wpływa we mnie światło i czuję się napełniony i spokojny, i czuję, że jestem połączony z Bogiem i właśnie czuję, że moja dusza jest. Ale potem to ustąpiło i powiedziano mi, że ci, którzy przybyli, obcy, są również dysponentami naszych dusz. Są również ich właścicielami, które te dusze mogą być zapisane w jakiejś postaci energetycznej, mogą być gdzieś przesłane, zmagazynowane, mogą służyć być może do tego, żeby ożywiać te klony, które są tutaj wytwarzane na Ziemi, które w olbrzymiej ilości czekają, żeby powrócić z powrotem, czy też żeby gdzieś tam na innych planetach rozpocząć życie”. Wiedza o wędrówce dusz jest bardzo stara i jest bardzo zwalczana przez ostatnie 2000 lat. Również w ludowej tradycji pogląd o możliwości przekazania duszy. Oczywiście jest to w tej chwili motyw nie powiem bajeczny, nawet nie powiem baśniowy, tak po prostu prymitywny i prostacki, taki ludowy i wyśmiewany w ten sposób oZapisywaniu duszy diabłu. Aż mi trudno o tym mówić, ale jak mówiłam przed chwilą, obcy mówili nam, że są wyższe jeszcze cywilizacje, wyższe jeszcze byty i pilnują tego porządku i pilnują, żeby ludzie się stosowali do tej zasady. Ale są również istoty odrażające, demoniczne, bardzo złe.
I ta wiedza o bardzo złych i bardzo starych istotach, czy duchowych, czy jakichś innych, jest bardzo rozpowszechniona. I chyba jest w tym wiele prawdy, chociaż to tak zabawnie brzmi. Pamiętamy, że w dawnych czasach bogowie byli również bardzo złymi, nikczemnymi bogami. Walczyli ze swoimi, byli z nimi w straszliwych konfliktach i powodowali, że również ginęli ludzie. Także jeżeli wtedy przybysze byli tak straszliwie podzieleni, nawet różni wyglądem i tak straszliwie ze sobą skonfliktowani, to pytanie, czy to się zmieniło? Ja nie wiem. Bardzo wątpię, czy przez ten krótki okres czasu, rok platoński 25 czy 26 tysięcy lat, czy mogła nastąpić tak wielka ewolucja. Może wszystkie nasze konflikty, jakie są teraz na Ziemi, społeczne czy też nasze ustroje są właśnie wynikiem tego, że zostały nam wtedy zakodowane takie symbole, takie archetypy. I właśnie te symbole muszą wkrótce zacząć eksplodować i wszystko zacznie się zmieniać i będzie długo trwały te zmiany. Ci przybysze teraz współcześnie mówili, że nasza etyka i nasza moralność to jest najważniejsze, co w ogóle istnieje i że właśnie tym kierują się obcy w jakichś wyższych zakresach.
Powiedzieli również, że wiedza jest ogromną odpowiedzialnością i żebyśmy wiedzieli o tym i żebyśmy w taki sposób podchodzili do wiedzy. W każdym razie ci pozytywni, etyczni nam się przyglądają, ale jak wiemy, również są postacie o bardzo złych zamiarach. I wydaje mi się, że tak jak było kiedyś, dwadzieścia parę tysięcy lat temu, że Ziemia była polem, poligonem, laboratorium, miejscem zmagania się dwóch przeciwnych potęg, złych i dobrych. I to zostało również zakodowane w postaci symbolu i bez przerwy funkcjonuje w naszych psychikach, naszych umysłach walka dobra ze złem. I to nigdy się nie skończyło. Tak jak nie skończyło się tam, tak również nie skończyło się tu. I nadal jest Ziemia miejscem zmagania się tych potęg, które walczą ze sobą i również walczą z nami i powodują, że my jesteśmy w nieustającym konflikcie i w nieustającym zmaganiu się i takim stanem wojny i doświadczenia nieustającego właśnie jest ta Ziemia. Nastąpi koniec epoki, ale podobno epoka Wodnika ma mieć psychiczne i bardziej duchowe nastawienie i cechy wyższej duchowości. Nastąpi również zmiana pieniądza. Widzimy, że to już trwa.
Ja nie mówię o pożądaniu bogactwa, ale widzimy, że nawet fizycznie ten znak czy ten przedmiot nazwany pieniądzem się zmienia. Od ciężkich srebrnych i złotych monet, poprzez banknoty, potem poprzez karty bankomatowe, a teraz poprzez tylko nawet nie dotknięcie, tylko zbliżenie i impuls, którego nie ma, już te pieniądze istnieją. Więc ten przedmiot i ten znak właśnie ulega zmianie w naszej umysłowości i w naszej epoce. I takiej transformacji ulegają wszystkie zmiany. Jeszcze dawniej, w tych epokach, kiedy zawinięte węże czy też smoki leżały wokół pagórków, mówi się, że oni dali nam również wiele zła. Ludzie umieli z nimi nie tylko wchodzić w interakcje i kontakty, ale jakoś z nimi walczyli. Jak z nimi walczyli? Otóż wydaje mi się, że walczyli przez oszustwo. Udało się tego smoka zmanewrować, udało się oszukać, ale ja nie jestem pewna, czy w danym akurat obiekcie, który był wokół pagórka zawinięty, czy tam były żywe istoty, tacy jak my ludzie. A może tam były programy komputerowe, które tak jak teraz odpowiadają na tak, nie i jeżeli się wpisze coś innego albo nie postawi kropki, nie działa.
Więc ludzie również wtedy potrafili w taki sposób oszukać czy wymanewrować, czy też ogłupić te tak zwane smoki, potwory czy programy. I oni dali nam oprócz tych zbóż, również wiele zła. Wydaje mi się, że sobie uświadamiali, ile zła ludziom uczynili. Nie tylko poprzez wyniszczanie ludzi, nie tylko poprzez doświadczenia na ludziach, ale również poprzez na przykład broń. Bumerang australijski to jest jedna z tych broni. To tylko taka broń, powiedziałabym mało groźna, ale tak prymitywne ludy nie mogły umieć opanować tak skomplikowanej fizyki iLudzie używali przedmiotów, które otrzymywali od tamtych, nie rozumiejąc ani czemu służą, ani po co są. Mówi się, że oni po prostu odlecieli. Nie wiem, czy tak było naprawdę, ponieważ byli tak skonfliktowani ze sobą, że nie wiem, czy to się odbyło w ten sposób, że podnosimy chorągiewkę, a wszystkie samoloty czy dyski unoszą się w powietrze, startują i ziemia jest pusta. Wiemy, że bardzo wiele tych tak zwanych smoków czy potworów pozostało na Ziemi i przez setki, czy nawet dłużej, przez tysiące lat istnieli półbogowie, bogowie, bohaterowie, którzy mieli za zadanie szukać na Ziemi potworów i potem je niszczyć. Potem te legendy, mity, fakty przeszły do religii chrześcijańskiej.
Mamy tam świętego Patryka w Irlandii, świętego Jerzego, który zabił smoka, i świętego Michała, który również położył wielkie zasługi w niszczeniu tamtych przykrzepycznych smoków, czy też raczej tych pojęć, kiedy wprowadzano nową religię. Jednakże wiemy, że w tamtych czasach istniały również postacie latające. One zostały zaadaptowane do współcześnie istniejącej religii jako cheruby, anioły czy jakieś inne duchy opiekuńcze. Podobno zastępami takich postaci latających dowodził Michał i on również brał udział w transporcie Enocha gdzieś indziej, gdzieś tam wyżej, mówi się, że do Boga. Podobno właśnie on dał jemu wiedzę. Powiedział, jak brzmiało to słowo, które było słowem na początku. Widzimy, że od tamtych czasów wszystkie symbole i pojęcia, które jakoś zostały przemienione i przemieszane, nadal istnieją w naszej świadomości i możemy się domyślać, że zostały tak głęboko zaprogramowane, że nie możemy już właściwie inaczej ani postępować, ani inaczej myśleć, tylko zgodnie z dawnymi pojęciami i symbolami. Wydaje mi się, że kiedy te symbole zostaną ożywione, tak jak jeszcze niedawno został ożywiony znak swastyki, nastąpią bardzo gwałtowne i bolesne przemiany, które będą końcem naszej epoki. Obcy nas ciągle ostrzegali. Mówiłam o tym w „Genetyce”, że ludzie wyniszczą się sami, że oni nie będą fizycznie interweniować.
Nie będą chyba z nieba spływały obiekty, które uderzać będą w miasta promieniami i domy się będą walić. Wydaje mi się, że to zostanie uczynione w sposób inteligentny i perfidny przez ludzi samych. Te oznaki końca epoki są wyraźnie widoczne.
[02:01:09] - A co po dekadach badań nad fenomenem UFO możemy powiedzieć o tym zjawisku? Czy jesteśmy w stanie w ogóle badać je naukowo?
[02:01:18] - Cały czas o tym mówimy. Ja ciągle mówię o tym, że nasza nauka jest bardzo ograniczona poprzez te słowa, pojęcia zbyt prymitywnie nie ujmujące, ani nawet nie zbliżające się do istoty rzeczy. Pamiętam, w dawnych czasach mówiło się „ufolog”. Mnie to dosyć bawiło i irytowało. Nie można być ufologiem, nie można badać tego zjawiska naukowo. Oczywiście w naszych kategoriach ziemskich laboratoriów nie jest to możliwe. A jakie jeszcze inne mamy możliwości, środki? Badanie śladów wydeptanych, popiołów, kręgów na polu. To są wszystko, że tak powiem, drugiej ręki. Istota zjawiska jest chyba inna.
Nie wyobrażam sobie, żeby... Zresztą któż będzie się tym zajmował? Osoby prywatne, stowarzyszenia? Przecież nie zajmie się tym jakiś poważny instytut naukowy czy uniwersytet. Potrzebne są ogromne fundusze. A przecież mówiliśmy sobie na początku, że istnieją jakieś grupy, których nie nazwaliśmy, które znają scenariusz czy też tworzą, współtworzą scenariusz. Więc nie są zainteresowane badaniem absolutnie. Nie, nie sądzę. Nie na naszym poziomie. Może na poziomie poważnych, wielkich organizacji, o których nic nie wiemy.
[02:03:03] - Też duży wkład, że tak powiem, ma taki strach czy niechęć naukowców do badania rzeczy, z których ogół społeczeństwa się po prostu śmieje.
[02:03:14] - Otóż to. Mówiłam o tym wielokrotnie, dlatego z pewną ostrożnością czy niechęcią mówię o różnych rzeczach.
[02:03:26] - A może jest też tak, że natura UFO
[02:03:30] - Wyklucza badanie jego natury na obecnym poziomie, na którym się znajdujemy. I nie jest to przypadek, dlatego że siła, która tym steruje, wydaje się znać tak dobrze nas, naszą psychikę, ale też jak widać nasz aparat naukowy, że robi wszystko, by zawsze być krok przed nami. To niezwykle fascynujące zjawisko. Pani Emmo, będziemy powoli zmierzać do końca naszego spotkania, ale teraz jeszcze ostatnie pytanie. Jeżeli idzie o UFO, to opowiada się pani za którą stroną barykady? Czy przemawia do pani ta hipoteza o całkowicie ziemskim pochodzeniu, czy może o tym międzywymiarowym, parapsychologicznym, parapsychicznym, jak uważa wielu? Czy może prawda leży gdzieś pośrodku i czy w ogóle będzie nam dane odkryć prawdę na temat tego zjawiska? I czy to nie jest czasami największe wyzwanie w dziejach ludzkości?
[02:04:36] - Uważam, że żadna z tych odpowiedzi ani osobno, ani razem nie wyjawia, czym jest. Jeszcze musimy poznać, stworzyć, wymyśleć wiele różnych pojęć, metod i praw naukowych, żeby się powoli do tego przybliżać. Nie sądzę, żeby nastąpiło coś takiego, że my tu, oni tam i pozwoli się nam zbadać, zobaczyć i zrozumieć. Sądzę, że to nastąpi dopiero wtedy, kiedy zostaniemy zaakceptowani. Nie powiem, że zostaniemy wchłonięci, bo pewnie nie, bo pewnie nie o to chodzi, ale zostaniemy zaakceptowani na mniej więcej równych prawach. Zostaniemy dopuszczeni do uczestnictwa, czymkolwiek by ono było. Czy jest to jakaś kosmiczna rodzina, czy jakiś wielki rozum kosmiczny i staniemy się na tyle już mądrzy, na tyle rozwinięci wewnętrznie. Chodzi o rozwój wewnętrzny, umysłowy i duchowy każdego człowieka i każdej istoty ludzkiej na świecie. Nie tylko jako ludzkość. Bo co to znaczy ludzkość?
To jest zbiór ludzi. Każdy człowiek ma wkład swoim umysłem, swoimi zapatrywaniami. Każda istota ludzka jest ogromnie ważną częścią nie tylko ludzkości, tych miliardów, ale również tego wszystkiego, co jest gdzieś tam. Jesteśmy częścią. I ja właśnie widzę rozwój świadomości od czasów przełomu Chrystusa. On nastąpił po to, żeby ludzie zaczęli uważać, że jedna religia, więcej jest, ale że ta religia ich łączy i oni są mieszkańcami Ziemi i kontaktują się z czymś, co jest taką jedną istotą, jednym rozumem, jedną duchowością. Przedtem było wielu bogów, panowało wielobóstwo, przyroda, drzewa miały swoich bogów, pojęcia miały swoich bogów. To był ten pierwszy etap doprowadzania ludzi. Teraz już chyba wszyscy wiemy, że jesteśmy obywatelami Ziemi. Jest taka świadomość, prawda?
Już wszyscy ludzie wiedzą. Jesteśmy na Ziemi. Ziemia jest nasza. Ja tu mieszkam. Wielu ludzi uważa, że odpowiadam za nią. A to jest drugi etap naszego rozwoju. A następny etap naszego rozwoju właśnie powoli będzie następował, że jesteśmy również mieszkańcami kosmosu. Nie wiem, jak to nazwać. Kosmosu, przestrzeni. Może przestrzeni, że należymy również do rodziny różnych istot, bytów, umysłów, energii jako część, powiedziałabym jako ważna część, jako pełnoprawna część.
Mamy swój wkład. Tak, widzę przyszły rozwój nas jako ludzkości nauki ziemskiej. Ale zobaczmy, 2000 lat minęło od tego pierwszego pojęcia, że ludzki umysł i umysł czegoś tam u góry, że tutaj jest bezpośredni kontakt człowieka z inną istotą.
[02:08:33] - To rozwiązanie, o którym pani mówi, właśnie chodzi mi też po głowie od pewnego czasu. Ja również lubię dokonywać pewnych syntez, lubię składać rzeczy w całość. Lubię obserwować z dystansu, dlatego że dopiero wtedy widać sens tego wszystkiego. Też dochodzę do pewnego wniosku, który mówi, że ta bardzo ezoteryczna koncepcja o rozwoju świadomości człowieka, nawet takim gradualnym, może nie powiem, że jest prawdziwa, ale coś jest na rzeczy i nie należy jej odrzucać, dlatego że cokolwiek by się nie działo, ten postęp idzie naprzód i to nasze rozumienie miejsca w kosmosie być może poniekąd jest jego celem. Problem w tym, że my tego absolutnie nie rozumiemy i tak jak pani powiedziała, nie możemy nazywać tegookreślonymi terminami. Owszem, mamy umowny termin, którym jest chociażby ta zbiorowa nieświadomość, ale on również nie wyjaśnia w pełni tych mechanizmów, dlatego, że nie rozumiemy mechanizmów, które tym kierują i nie da się ich badać przy pomocy nauki konwencjonalnej. Także UFO może być jednym z elementów, który prowadzi nas do zrozumienia naszego miejsca w kosmosie, do rozwinięcia się jakiejś planetarnej świadomości. Ale z drugiej strony ten problem jest osadzony mocno, przynajmniej moim zdaniem, w trybach rzeczywistości, w trybach wszechświata i rozpatrując to z jednego punktu widzenia możemy czasem mieć złudny obraz tego wszystkiego. Tak ja to widzę.
[02:10:20] - O tak, właśnie w tej przestrzeni, o której ja ciągle myślę. Właśnie o tym mówiłam cały czas. Ale wie pan, tutaj mamy nadzieję, że jeżeli się ludzka świadomość, czy cokolwiek byśmy powiedzieli, rozwinie, to ten okropny scenariusz, o którym ja mówiłam, przerażający scenariusz, który jest zapisany chociażby w filmach science fiction czy wielu książkach. Mówi się nam, że ten scenariusz jest, a jednocześnie nam się pokazuje: „Popatrz, tutaj się może rozwinąć ludzka świadomość. Jest wyjście, jest inna droga”. I być może, że właśnie tamten scenariusz nie zostanie zrealizowany, bo ludzie pójdą w tamtą stronę. Liczę na to.
[02:11:10] - Dziękujemy pani Emmo za dzisiejsze spotkanie. Jeżeli ktoś chce poznać pani dorobek, to zapraszamy na pani stronę internetową. Zapraszamy też do dokładnego zapoznania się z pani dorobkiem. Na pewno będzie to dobre rozwinięcie idei zawartych w dzisiejszym wywiadzie. Bardzo było nam miło. To był wielki zaszczyt móc rozmawiać z kimś, kto dotknął przypadków, które miały miejsce w tamtym jakże ważnym okresie. I te opinie są bardzo cenne. Zapiszemy je sobie w głowach, bo co innego jest o czymś czytać, a co innego rozmawiać z żywym świadkiem tych historii. Także dziękujemy pani bardzo. Zapraszamy do słuchania naszych audycji w przyszłości.
Mam nadzieję, że do usłyszenia.
[02:12:10] - Do usłyszenia. Dziękuję państwu za cierpliwe wysłuchanie. Do widzenia.
[02:12:15] - Również bardzo serdecznie dziękujemy i do usłyszenia.