Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:36] - Jeden ze słuchaczy napisał nam na naszym radiowym Skypie: „Witam, czekam na debatę. Jak co tydzień jesteście najlepsi”. Tak więc rozpoczynamy kolejny odcinek najlepszej audycji ufologicznej w polskim internecie. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”, a dzisiaj są z nami przy Skypie Adam Borowski. Witaj, Adam.
[00:59] - Witam wszystkich.
[01:01] - Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej.
[01:04] - Dobry wieczór.
[01:05] - A także znany z audycji „Teoria chaosu” Michał Giereś, szerzej znany jako Claude Monet. Witaj, Claudzie.
[01:13] - Witam was bardzo serdecznie. Wszystkich słuchaczy Paranormalium pozdrawiam. Mój debiut, można powiedzieć. Może nie w Radiu Paranormalium, ale debiut w debacie ufologicznej.
[01:24] - Debiut debatowy. Pozdrawiamy również gorąco wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium, ale także Radia Wolne Media, w którym słychać nas z tygodniowym poślizgiem, Radia Bez Cenzury, które również interesuje się debatami, a szczególnie gorąco pozdrawiamy słuchaczy Radia Na Fali z kapitanem Tomkiem na czele. Dziś będziemy dyskutować o whistleblowerach w ufologii, ale najpierw jak zawsze podam kontakty do Radia Paranormalium, ponieważ debata, tak jak zawsze, jest realizowana w całości na żywo. Można do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na naszym radiowym Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl, jak również na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra. Można również przysyłać nam SMS-y pod numer 517 986 778 oraz e-maile na adres radio@paranormalium.pl. Trochę tych kontaktów mamy, ale ze słuchaczami szczególnie takiego radia o tak niszowej tematyce trzeba trzymać kontakt na wszystkich kanałach. W trakcie dzisiejszej debaty, tak jak mówiłem, będziemy omawiać wybrane postaci whistleblowerów zajmujących się zjawiskiem UFO.
Whistleblower, polskie odpowiedniki: demaskator, sygnalista, gwizdkowiec to, najogólniej mówiąc, osoba nagłaśniająca działalność, która według niej jest nielegalna, nieuczciwa, podejrzana i odbywa się z jakąś szkodą dla ogółu społeczeństwa, ale również osoba, która wyjawia pewne dotąd ściśle tajne sekrety, o których, jak uważa, społeczeństwo powinno wiedzieć. Demaskatorzy, jak wiadomo, aktywni są w wielu dziedzinach życia, głównie w polityce, nauce, informowaniu społeczeństwa o aktach korupcji i tak dalej. Wielu gwizdkowców obrało sobie jednak za cel ujawnienie i przekazanie opinii publicznej możliwie najbardziej pełnego obrazu prawdy o UFO. Jednym z takich demaskatorów, których dzisiaj omówimy, a do których przejdziemy już teraz, jest John Lear, jeden z legendarnych i najbardziej barwnych whistleblowerów w światowej ufologii. Latał między innymi dla CIA oraz cywilnych linii lotniczych na ponad 160 typach pojazdów powietrznych. Pracował dla 28 przedsiębiorstw lotniczych i ma na koncie aż 18 rekordów szybkości. W 1998 roku podzielił się jednak różnymi rewelacjami dotyczącymi UFO, którym interesował się po słynnym przypadku z Rendlesham Forest z 1980 roku. Rozmowy z jego kolegami, byłymi pracownikami wywiadu ujawniły, że rząd wie bardzo dużo o tej tajemnicy oraz że utajnił wiele faktów. Lear twierdzi między innymi, że rząd USA od kilkudziesięciu lat stale kontaktuje się z istotami pozaziemskimi. Czy istnieją jednak jakieś dowody potwierdzające wiarygodność Johna Leara?
A może jest on tylko dezinformatorem? Pierwszy może niech się na ten temat wypowie Claude Monet. Claudzie?
[05:19] - No tak. Dzięki za głos. Beniaminek, ale jako pierwszy. Co sądzę o panu Learze? Nie wiem, czy tak można odmienić to nazwisko. Dla mnie jest osobą bardzo wiarygodną. Tylko od razu na wstępie chciałem powiedzieć, że to, że uznaję osobę za bardzo wiarygodną, to nie oznacza, że uznaję za bardzo wiarygodne to, co on mówi. Osoba bardzo wiarygodna to jest taka, o której można udokumentować historię, to, co ona robiła w życiu. To jest bez wątpienia jeden z najwybitniejszych pilotów na świecie. Nie wiem, czy można powiedzieć nawet w historii, ale tak bym się pokusił.
Jest specjalistą, zna się czy na fizyce, czy ogólnie, bo nie tylko manualnie był sprawny, ale także intelektualnie, jeśli chodzi o dopuszczenie go do oblatywania różnych maszyn. Zresztą jego ojciec był wynalazcą, Bob Lear. Przekazywał mu na pewno też mnóstwoMnóstwo wiedzy. Jego ojciec był konstruktorem samolotów. Co mogę o nim powiedzieć oprócz tego, że jest dla mnie bardzo wiarygodną osobą? Zresztą jest też biznesmenem, który odnosi duże sukcesy w biznesie, o czym mało osób wie. Gdyby nie miał bardzo nie po kolei w głowie, to raczej by sobie nie poradził z tym. Też można tak to trochę uznać. Co mogę o nim powiedzieć? Kiedyś odrzuciłem to, co mówi, dosyć niedługo po wydarzeniach z 11 września 2001 roku.
Stwierdził, że podczas tych zamachów użyto hologramów samolotów i tak naprawdę te budynki wysadzono. Czy właściwie użyto jakiejś broni zupełnie nieznanej oficjalnej nauce. Myślałem, że gość zwariował kompletnie, gada od rzeczy, ale z czasem, gdzie zagłębiałem się w cały temat, stwierdziłem, że to nie jest taka głupia hipoteza. Chociażby po filmikach profesor Judy Wood stwierdziłem, że coś w tym jest. Zresztą są też filmiki o tym, że można było spreparować właśnie w taki sposób. Myślę, że coś może w tym, co on mówi, być. On też twierdzi, że wszystkie wyprawy na Księżyc to była fikcja, że na Księżycu są bazy, żyje tam 500 milionów osób. Twierdzi też, że pod ziemią jest mnóstwo tajnych baz, tuneli. Mówi też o maglevie, czyli superszybkim pociągu, który osiąga kilka tysięcy kilometrów na godzinę. Tak zwane elity poruszają się właśnie w taki sposób.
Nie muszą nawet używać samolotów do szybkiego przemieszczania się. To są twierdzenia bardzo daleko idące. Trudno je ocenić, bo on nie ma jednoznacznego dowodu na to, że tak właśnie jest. Natomiast jest bez wątpienia bardzo wiarygodnym whistleblowerem. Nie mówię o informacjach, które przekazuje, ale jako osoba, która ma historię.
[08:56] - Czyli twierdzisz, że to jego podłoże, tło przemawia głównie za jego wiarygodnością?
[09:06] - Tak. Może inaczej. Niekoniecznie zawsze, ale jednak to jest duży plus. Jeżeli ktoś nie jest znikąd, nie złapano go na jakimś kłamstwie w jego historii, tylko na twierdzeniach, których nie jesteśmy w stanie sprawdzić. Bo śmianie się dzisiaj, że nie było samolotów. Owszem, większość ludzi uważa mnie za świra, jeżeli twierdzę, że samolotów nie było, a były hologramy. Ale na dzisiejszym poziomie techniki możliwość wytworzenia hologramów, także dźwiękowych, bo wiem, że już teraz można wytwarzać hologramy razem z dźwiękiem, jest możliwa. On zresztą też ma dużo swoich whistleblowerów, John Lear. Do niego się zgłaszają różni ludzie, którzy nie chcą publicznie o tych sprawach rozmawiać, ale jemu mówią. I właśnie o tych hologramach jemu powiedziano, że poziom holografii to jest niebo a ziemia w stosunku do tego, co my mamy tutaj, a to, co już jest od dawna w tych tajnych projektach robione.
Więc nie chciałbym absolutnie skreślać tego, bo nie jesteśmy w stanie tego sprawdzić, szczególnie po tym, co powiedziała Judy Wood. Wszystkim polecam zapoznać się z tym, co mówiła Judy Wood.
[10:35] - A co na temat Johna Leara sądzi Adam Borowski? Adamie?
[10:40] - Jeżeli o mnie chodzi, to faktycznie jest to postać ciekawa. Niemniej jednak ja jestem tutaj trochę bardziej sceptyczny. Zawsze wychodzę z założenia, że warto samemu takie rzeczy badać i dopiero wtedy można definitywnie stwierdzić, że jest tak albo inaczej. Aczkolwiek sam przypadek Rendlesham Forest, który miał miejsce w Anglii, bodajże w bazie amerykańskiej, jest sam w sobie bardzo ciekawy i są różne głosy, że z jednej strony nic tam się nie zadziało, z drugiej strony, że ci żołnierze faktycznie widzieli jakąś siłę, jakiś obiekt, który wznosił się do góry i nie wiedzieli, co to jest. Więc sam aspekt tego jest jak najbardziej ciekawy. Natomiast jeżeli chodzi o samą postać tego człowieka, to powiem szczerze, faktycznie wydaje się wiarygodny. Mówi ciekawie, dobrze to brzmi, ale trudno mi jest ocenić. Nie podejmę się nigdy w zasadzie stwierdzenia, że ktoś jest w 100% wiarygodny, dlatego że my tego nie wiemy. Musielibyśmy być w głowie danej osoby. Także myślę, że mój poprzednik dość dobrze już tutaj przedstawił sprawę i tak naprawdę tylko czas pokaże, ile w tym jest prawdy.
Aczkolwiek twierdzenia na temat Księżyca mi się wydają raczej przesadzone, delikatnie mówiąc, na temat populacji tam ludzkiej i tak dalej. Chociaż jest ciekawe to, że faktycznie na Księżycu się nie pojawiamy już od dłuższego czasu i zawsze mnie to intryguje, dlaczego tak jest. Przecież wydawałoby się, że powinniśmy już tam się jakoś znaleźć, a jednak tak nie jest. Także myślę, że tyle z mojej strony. Dziękuję.
[12:12] - Arku, co sądzisz o Johnie Learze?
[12:15] - Więc wiarygodność osoby można poznać głównie po tym, o czym ona mówi i co chce przekazać. Jak dla mnie przede wszystkim John Lear wypromował Boba Lazara.
[12:34] - Ze wszystkim tym, co on mówił na temat UFO, tajnej bazy 51 i strefy S4. Ciężko powiedzieć, czy on jest świetnym dezinformatorem, czy chce opublikować i przekazać. To, co mówił Claude o bazach na Księżycu, to bardzo jako osoby, która przekazuje wartościowe informacje. Niemniej jednak należałoby całą tę sprawę z osobami, które pragną ujawnić coś na temat kontaktów rządu USA z obcymi, należałoby się wrócić do lat wojny. Dlaczego? Dlatego, że cały system wywiadu, kontrwywiadu, a więc w późniejszych latach osób, które później stały się informatorami o UFO, zaczął się już w 1944 roku, kiedy zorientowano się, że w ambasadzie amerykańskiej w Moskwie znajduje się 120 podsłuchów. Wtedy zaczęła się praktycznie cała reorganizacja. Powoli dochodzono do tego, że na przykład w roku 1945 z projektu Manhattan do Rosji przeciekło 1800 rolek filmu z danymi, ze zdjęciami dokumentów. W tym momencie, kiedy jest kompletny rozgardiasz, jeżeli chodzi o służby specjalne, nikt nie wie, co robi druga strona. Próbują łapać szpiegów rosyjskich, mają duży problem z Komunistyczną Partią Stanów Zjednoczonych, która jest dopiero delegalizowana w 1949 roku.
Nagle pojawia się informacja w gazetowa, że rozbija się statek UFO gdzieś pod Roswell. Te wszystkie siły, oddziały specjalne próbują to zapuszować. Udaje im się to zrobić. Mnie się wydaje, że od tego momentu zaczyna się walka między CIA a jej odpowiednikiem ze strony wschodniej. Co tu zrobić? Jaką dezinformację puścić, żeby z jednej strony wyłapać szpiegów, z drugiej strony nie pokazać tego, co się prezentuje samemu. Przez przypadek się wkopali, dlatego że faktycznie to, co usiłowali schować, ukryć, wychodzi, że faktycznie takie rzeczy mają miejsce i te spodki w jakiś sposób, dwa się być może rozbiły. Tutaj jakieś osoby chciały przekazać. Będziemy zapewne mówili o jeszcze innych osobach, które giną w przedziwnych okolicznościach i pojawiają się faceci w czerni. Według mnie początki tego typu ujawnień należy mniej więcej przesunąć do tego czasu.
To nie jest rok 1980, tylko dużo wcześniej. Początki to jest duża akcja służb specjalnych i na tym należałoby się oprzeć.
[16:45] - Zahaczyliśmy przez moment chyba o Phila Schneidera. O niego też bardzo się mocno dopominają słuchacze na czacie. Dlatego teraz przejdziemy do tej postaci. Otóż Phil Schneider był jednym z pierwszych, którzy ujawnili fakt współpracy amerykańskiego rządu z tak zwanymi szarakami. Sam Schneider był inżynierem i geologiem, a więc również dosyć mocno wykształconym człowiekiem, który nadzorował budowę podziemnych baz na terenie USA. Pracował przy tak zwanym Black Project. Miał rzekomo popełnić samobójstwo. Niektórzy twierdzą jednak, że tak naprawdę został zabity po kilku swoich konferencjach na temat podziemnych baz UFO, zaś fakt jego rzekomego samobójstwa z małą pomocą tylko traktowany jest jako potwierdzenie jego wiarygodności. Jak panowie sądzicie? Może tym razem pierwszym oddam głos Adamowi Borowskiemu.
Adamie?
[17:50] - Postać Phila Schneidera to jest na pewno ciekawa postać. Z tego, co pamiętam, znaleźli go koło pianina powieszonego gdzieś. Dosyć makabryczna scena. On mówił przede wszystkim o podziemnych bazach, o Dulce, różnie ludzie wymawiają, co tam się dzieje. Te poziomy rzekome, które mają tam mieć miejsce na poziomie siódmym. Szczególnie to słynne miejsce horrorów. Wiadomo, człowiek wydający się, mówiący z sensem. Patriota na pewno, jeżeli chodzi o amerykańską perspektywę. Przynajmniej zawsze to podkreślał. Nawet sugerował, że może coś mu się stać, ale to też nie dowodzi, że mówił w 100%Że miał rację.
My tego tak naprawdę nie wiemy. Niemniej jednak sama ta baza Dulce i ta walka, która miała tam mieć miejsce między obcymi czy szarakami, czy innymi postaciami a ludźmi, faktycznie jest elementem ciekawym. Sam fakt, z czego ta walka się brała, że ludzie mieli odkryć pewne makabryczne rzeczy, które tam miały mieć miejsce czy mają mieć miejsce, to są rzeczy z horroru. Jeżeli by coś w tym było, to jest teren Nowego Meksyku, więc warto się temu przyjrzeć. Aczkolwiek trzeba pamiętać o jednej rzeczy, że tak jak w przypadku paru innych osób, bodajże pana Williama Coopera i paru innych nazwisk, nie wiemy tak do końca, co tak naprawdę w tym człowieku się działo. Czy faktycznie mógł mieć jakieś problemy z sobą, czy też nie. My tego tak do końca nie wiemy i trzeba zawsze o tym pamiętać, że bardzo fajnie, że nam się wydaje, że ktoś go, mówiąc kolokwialnie sprzątnął. Znaleźli go przy pianinie, ale my tak do końca nie wiemy, ile w tym jest psychologicznego aspektu. Myślę, że warto o tym pamiętać w każdym przypadku. To, że człowiek był wykształcony na pewno to jest duży plus, ale co do wiarygodności, tak jak w każdym przypadku, w zasadzie trzeba podkreślać to, że dopóki samemu się tego, moim zdaniem przynajmniej, nie zbada, nie zobaczy, to trzeba być bardzo ostrożnym, bo to są tematy, które wymagają bardzo mocnych dowodów.
Szczególnie takie coś jak baza Dulce. To jest, myślę, istotny przykład. Czy też twierdzenia pana bodajże Saudera, że całą Ziemię otaczają podziemne bazy. Myślę, że warto ten temat zgłębić. Czy też baza w Denver. Słynne pod Denver, na lotnisku Denver mają mieć miejsce makabryczne rzeczy. Myślę, że to się wszystko ze sobą łączy. Możemy tutaj mówić o jednej postaci, a tak naprawdę zahaczymy o parę innych osób po drodze. Myślę, że trzeba o tym pamiętać. Dziękuję.
[20:51] - Arku?
[20:52] - Tutaj również należałoby się troszeczkę cofnąć i jeżeli wierzyć temu panu, należałoby się wziąć go z całym dobrodziejstwem inwentarza. To znaczy, że faktycznie zaistniała taka szajka na szczytach władzy, która nazywa się Magic 12, czyli tych 12 ludzi, którzy zajmowali się UFO. Oni prawdopodobnie by musieli wówczas podpisać jakieś pakty z obcymi szarakami, umożliwić im dostęp do ludzi w zamian za możliwość robienia eksperymentów na ludziach, umożliwić im operowanie z podziemnej bazy, tej bazy Dulce. W tym momencie, kiedy prezydent Eisenhower chciał coś na ten temat się więcej dowiedzieć, nastąpiła prawdopodobnie walka na tym poziomie. Na bodajże siódmy poziom, ileś tam metrów głęboko pod ziemią. Między innymi pan Schneider uczestniczył w tym, został wyciągnięty przez marines z tamtej bazy i zaczął te swoje rewelacje głosić. Prawdę powiedziawszy ciężko w to wszystko uwierzyć, dlatego, że to by się kreowało na całkiem inny świat, który widujemy na co dzień. To są całkiem inne przyczyny egzystowania całych rządów, działań rządów. Tutaj teoria konspiracyjna by była przeogromna i nie do zaakceptowania w sumie dla większości normalnie trzeźwo myślących racjonalistów. Dziękuję.
[23:04] - Glodzie, co ty sądzisz o Philu Schneiderze?
[23:09] - Tutaj może niektórych zaskoczę, bo zgadzam się ze słowami Carla Sagana, który powiedział kiedyś, że takie niesamowite opowieści wymagają niesamowitych dowodów. Wcześniej omawialiśmy przypadek Johna Leara. On mówił bardzo często te rzeczy, to, co jemu donoszą różni ludzie. On nie wymienia nazwisk, ta jego wiedza nie wynika z tego, że on jest badaczem i on to widział wszystko, tylko że jemu opowiadają. Faktycznie może być na przykład John Lear manipulowany. Natomiast w przypadku Phila Schneidera, on mówił, że to wszystko przeżył, że on był w tych bazach, budował te bazy, że widział szaraków, tych takich wysokich szaraków tak zwanych, że strzelał się z nimi laserami. Przepraszam, to trochę śmiesznie brzmi, ale tak on opowiadał, że do strzelanin dochodziło, że gdzieś podłożyli dynamit i odkryli bazę szaraków na Ziemi. Uważam, że takie opowieści wymagają już niesamowitych dowodów. Phil Schneider mógł te dowody mieć, bo przecież był w tych bazach, mógł gdzieś coś zachować, jakiś element czegoś. Cokolwiek z tej bazy, na przykład projekt urządzenia free energy, który zasila taką bazę czy cokolwiek.
Może pistolet laserowy by mu się udało wyciągnąć. Coś takiego by świadczyło na jego korzyść. To właśnie przeciwko niemu przemawia, że on przez te całe swoje życie nie zdobył żadnego dowodu.Przynajmniej ja, z tego, co oglądałem Phila Schneidera i słuchałem, i czytałem różne rzeczy na jego temat, nic takiego on nie miał oprócz opowieści. To jest troszeczkę za mało. To, że on mógł faktycznie te bazy budować, uważam, że jest bardzo prawdopodobne, bo te bazy istnieją. Tym się zajmuje od wielu lat Richard Sauder. Kilka książek w tym temacie napisał i uważam, że one są dosyć dobrze udokumentowane i tego typu rzeczy podejrzewam, że mogą mieć miejsce, że tam idą olbrzymie pieniądze na to, żeby te tajne tunele i tajne bazy robić. Natomiast inną sprawą jest to, czy tam są kosmici, czy kosmici z ludźmi współpracują i tak dalej. Te opowieści, żeby przyjąć, że mają ręce i nogi, to musiałyby mieć jakieś potwierdzenie. Poza tym Phil Schneider nie jest człowiekiem z udokumentowaną historią i to też przemawia na jego niekorzyść.
A to, że mógł ujawniać jakieś tajemnice i pracować w tych DUMB, czyli tych podziemnych kompleksach i bazach, tak się to oznacza po angielsku, to mogło zaważyć na tym, że został zamordowany. Z tego, co widziałem i czytałem, wydaje mi się, że w 99,9% został zamordowany, ale to nie oznacza, że nawet jeśli został zamordowany przez służby specjalne, to to, co mówi, w 100% jest prawdą. Część na pewno, bo jeżeli ktoś kogoś morduje, to oznacza, że jakąś prawdę ujawnia. Taką, która jest ściśle tajna lub tajna lub niewygodna dla różnych osób. Tak to można odebrać. I tak interpretuję osobę Phila Schneidera. Jeszcze mogę tylko dodać, bo tutaj była przytoczona osoba mojego, nie wiem, czy tak to mogę określić, mentora spiskowego, czyli Miltona Williama Coopera. To był człowiek naprawdę bardzo zrównoważony. Jest bardzo dużo dezinformacji na temat tej osoby i on nie popełnił samobójstwa. Został zamordowany przez oficerów szeryfa w strzelaninie przed swoim domem.
Wysłali komando, żeby go zabić, a nie żeby go pochwycić. Szukali pretekstu. On nie miał szans, bo nawet nie miał automatycznej broni, tylko miał strzelbę chyba czy coś takiego. I tak tę batalię przegrał, tę strzelaninę. Zresztą można zobaczyć sobie jego samochód, jak wyglądał. Chciałem tylko obronić dobre imię Williama Coopera. Natomiast tak jak mówię, Phil Schneider jest podejrzewany, że popełnił samobójstwo. To tyle w temacie Phila Schneidera. Dziękuję.
[27:34] - Czy do tematu Phila Schneidera któryś z panów chciałby jeszcze coś dodać, czy możemy przejść do kolejnego z pytań?
[27:40] - To może ja. Jak już tutaj, Marku, wspomniałeś, z tego, co zapamiętałem, był taki epizod, że pan Schneider rzekomo pokazał jakąś bliznę, która miała mieć miejsce jako efekt tej rzekomej walki. Aczkolwiek nie wiem, na ile to jest wiarygodne, ale miał rzekomo pokazać ślad na swoim ciele po tej walce. Chciałem tylko to dodać.
[28:01] - Może teraz przejdźmy do Miltona Williama Coopera, o którym przed chwilą wspominał Claude Monet. Jest on kolejnym whistleblowerem, który miał rzekomo zginąć za ujawnienie prawdy. Milton William Cooper, amerykański pisarz, radiowiec i propagator teorii spiskowych podawał, że do 1975 roku służył w amerykańskiej marynarce. Jego głośne wejście na scenę ufologiczną związane było z materiałami na temat pobytu obcych na Ziemi, które miał widzieć, będąc w wojsku. W 1991 roku Milton William Cooper opublikował swoją konspiracyjną książkę „Behold a Pale Horse”, w której stwierdził, że pismo „UFO Magazine” było finansowane przez rząd i stanowiło maszynę do dezinformacji. W późniejszych latach odsunął się od ufologii na rzecz innych teorii spiskowych. Został zastrzelony w 2001 roku w taki sposób, jak to przed chwilą opisał Michał, podczas próby aresztowania pod pretekstem agresywnych zachowań i stwarzania zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego. Co sądzicie panowie o tej postaci, o Miltonie Williamie Cooperze? Może pierwszy niech się wypowie tym razem Arek Kocik. Arku?
[29:24] - Tak jak wcześniej wspominałem, cała akcja informacji i dezinformacji jest gdzieś ukryta w działaniach służb specjalnych. To nie jest żadne wielkie odkrycie, że bardzo często przenikają agenci służb specjalnych do osób, które zajmują się w jakiś sposób śledzeniem UFO i tego typu rzeczami, dlatego, że chcą kontrolować to, co jest przekazywane w mass mediach. Z drugiej strony bardzo łatwo jest wtedy ośmieszyć jakąś postać. Z innej strony bardzo łatwo jest również w ten sposób wprowadzić do świadomości dezinformację. Tak jak były próbne loty U-2, bardzo często też wówczas już zgłaszano obserwacje UFO i bardzo fajnie CIA korzystało z tego. To znaczy potwierdzali, gmatwali, zwalniali pilotów, tego typu rzeczy robili. I to sprowadzało się do tego, że jest w powszechnym mniemaniu jakaś konspiracja na temat UFO i rząd coś wie, ale nie powie i tego typu rzeczy. Oczywiście rząd Stanów Zjednoczonych.
[31:05] - I tu wpisują się w to wszystko osoby, które kończą służbę wojskową, w jakiś sposób chcą jeszcze zaistnieć. Najczęściej wtedy wchodzą w układy z organizacjami ufologicznymi. Bardzo często też piszą książki i to się w ten sposób dzieje. Mieliśmy u siebie na naszym ufologicznym przykład przykłady takich ludzi, oczywiście niepowiązani ze służbami specjalnymi, ale na przykład pilot Jan Makieła, major, który po skończeniu służby w wojsku dawał informacje do kręgu ufologicznego polskiego, jakie są realia w Polsce, jakie były w Polsce spotkania tych pilotów. To było bardzo ciekawe, bardzo fajne. Oczywiście zmarł bardzo szybko na emeryturze. Taka jest przyszłość wszystkich tych, którzy chcą coś widocznie ujawnić, że dosyć szybko umierają. Dziękuję.
[32:30] - Michale, co sądzisz o Miltonie Williamie Cooperze? Jak oceniasz jego wiarygodność?
[32:38] - To jest chyba, według mnie oczywiście, jedna z najbardziej wiarygodnych postaci z całej tej plejady, którą dzisiaj omówimy. Oczywiście mogę się mylić, ale tą postać dosyć dobrze znam. Ona jest prawie kompletnie nieznana w Polsce. W Stanach Zjednoczonych jest to jedna z najbardziej znanych postaci tak zwanych teoretyków spisków. Dzięki książce „Behold a Pale Horse”, w której opisywał i przedstawiał tajne dokumenty, które Milton Cooper otrzymywał od wojskowych oficerów służb specjalnych, agentów, którzy działają w jakichś tajnych stowarzyszeniach, którzy są w stanie zaufać człowiekowi, który był w służbach specjalnych, bo on w wojsku służył w służbach specjalnych, więc naprawdę miał te stanowiska bardzo zaawansowane. W marynarce wojennej oczywiście, ale tam też są służby specjalne. On był takim pośrednikiem pomiędzy whistleblowerami a opinią publiczną. Trzeba pamiętać, że to były lata 80., 90., kiedy praktycznie nie było internetu. Był oczywiście ARPANET, później w latach 90. były początki internetu, ale to nie było to, co jest dzisiaj, więc nie było łatwego dostępu do informacji.
Wiem, że robił audycje radiowe, ale także wysyłał na kasetach. Jeszcze na początku lat 90. wysyłał kasety, które można było kupić i później odsłuchiwać te audycje. Można było w trakcie audycji dzwonić. Natomiast audycja nie miała zasięgu ogólnoświatowego tak jak dzisiaj. Ktoś w internecie nadaje, to na całym świecie można tą audycję oglądać czy też wideokast. To są inne czasy. On był najbardziej groźnym człowiekiem dla całego establishmentu, jeśli chodzi o teorie spiskowe. Dlatego go zabito. Ja nie uważam, że go zabito za to, co mówił, jeśli chodzi o UFO.
I nie zgadzam się z tym, co on mówił o UFO, bo pod koniec życia, trzeba wspomnieć, zmienił zdanie na temat kosmitów i UFO, że to jest wszystko robota rządu, że tutaj nie ma żadnej tajemnicy, nie ma żadnych kosmitów i tak dalej. Myślę, że akurat ktoś nim zmanipulował czy po prostu sam gdzieś zabłądził w tej drodze, ale to jest tylko tak na marginesie. Natomiast to, co on mówił. Mówił, że w czasie jeszcze swojej służby w wojsku, to chyba były lata 50. czy 60., jeśli dobrze pamiętam, chyba 50. nawet, a może 60., przepraszam, to były chyba 60. lata, kiedy widział spadający spodek. On mówił, że ten tak zwany USO, czyli spodek, już nie pamiętam, czy wchodził w wodę, czy z wody wychodził, ale chyba wchodził lotem ślizgowym i zanurzył się w wodę. To później uznano za rzecz, która nie miała miejsca. Jemu kazano się wyprzeć tego wszystkiego, co widział i dochować kompletnej tajemnicy.
I dochował tej tajemnicy oczywiście do momentu, kiedy nie zaczął pracować jako dziennikarz czy teoretyk spisku i o tych rzeczach mówił, ale to już go zainteresowało, że to zostało zamiecione pod dywan. Ta sytuacja. On był wtedy na okręcie, służył na okręcie, gdzieś na jakichś morzach pływał. Później, tak jak mówiłeś wcześniej w „Eliosie”, dotarł w czasie swojej pracy do różnych materiałów ściśle tajnych, których oczywiście nie mógł nigdzie wynieść ani skopiować. Natomiast je widział, pracując w służbach specjalnych w marynarce wojennej i widział, że problem kosmitów istnieje, a jest kompletnie tuszowany.Niestety, jak jeszcze mogę powiedzieć, on przewidział wydarzenia z 11 września. Pytanie, czy przewidział, czy miał po prostu informacje od swoich whistleblowerów na pół roku przed, czy cztery miesiące przed wydarzeniami z 11 września. Przewidział je. Jest audycja radiowa w internecie, możemy odsłuchać. Powiedział o tych wydarzeniach, że będą miały miejsce. Oczywiście nie podał dokładnej daty, bo to nie na tym polega, ale dokładnie przewidział scenariusz i został zamordowany.
Jeśli dobrze pamiętam, chyba miesiąc czy dwa miesiące później, po wydarzeniach z 11 września i właśnie za to został zamordowany, że miał tą wiedzę rozległą, że ci whistleblowerzy do niego się zgłaszali i jemu przysyłali informacje. Trzeba też pamiętać, że on był z dnia na dzień coraz bardziej popularny. Już po tym, w 2001 roku, to żaden Alex Jones, żaden David Icke. Oni się kompletnie nie liczyli. Tak naprawdę w Stanach Zjednoczonych liczył się tylko Milton William Cooper. Jeśli ktoś pamięta oczywiście tamte czasy. Ja tak dokładnie nie pamiętam, bo nie zajmowałem się tymi sprawami. Natomiast to można wszystko prześledzić i dlatego był bardzo niewygodny. To był człowiek nie do kupienia. Ja uważam, że 100% wiarygodności jemu trzeba oddać i naprawdę dużo dezinformacji jest.
Robi się z niego pijaka, robi się z niego hulakę, jakiegoś człowieka niezrównoważonego psychicznie, który strzelał do ludzi. To jest kompletna fikcja. Tak z każdym można zrobić tak naprawdę. Dziękuję.
[38:28] - Adamie?
[38:29] - No właśnie, to jest taka postać faktycznie, która już można powiedzieć od zarania dziejów jest z nami. To jest faktycznie ważny element. Myślę, że warto wspomnieć, że Alex Jones z tego, co wiem, strasznie nie lubi tego pana. Przynajmniej tak było kiedyś. Nie wiem, jak jest teraz. Więc warto tutaj zauważyć ten mechanizm, co tutaj jest na rzeczy.
[38:52] - Jeśli mogę się wtrącić, przepraszam, że Milton William Cooper nazywał od początku Alexa Jonesa dezinformatorem i człowiekiem opłacanym przez system.
[39:04] - No właśnie.
[39:06] - Gdzieś czytałem w internecie dosyć obszerne materiały, że Alex Jones ma jakieś powiązania z biznesmenami z Izraela, więc to też mi się wydało troszkę podejrzane. Ale dobrze, może Adam niech kontynuuje.
[39:19] - Myślę, że zawsze warto jednak spojrzeć. Ja jestem tego zdania, że warto zawsze spojrzeć na to, co kto o kimś mówi, niezależnie od tego, czy nam się to podoba, czy nie. I faktycznie mi osobiście Alex Jones właśnie z tego powodu nie podchodzi, że trochę za bardzo go wszędzie widać. Ja osobiście bym się bardziej skłaniał ku panu Cooperowi, dlatego że spotkał go taki, a nie inny los niż kogoś takiego jak Alex Jones, który jednak jest na świeczniku cały czas. Ja też osobiście uważam, że trzeba zawsze patrzeć nie tylko, co mówi, ale jakie ma powiązania. Jeżeli jesteśmy w stanie znaleźć kto, gdzie i z kim. To jest, myślę, też ważny element tej układanki. A poza tym z tego, co pamiętam, była jakaś audycja radiowa, dosyć popularna. Nie pamiętam, jak się nazywała teraz, ale wiem, że była. Myślę, że już powiedzieliśmy sobie, panowie, tyle na ten temat, że nie ma co już tutaj dywagować.
Jeżeli oczywiście ktoś jeszcze ma coś do dodania, to proszę, ale z mojej strony to byłoby tyle. Dziękuję.
[40:24] - Audycja się nazywała „The Hour of the Time". Ona była od końca lat 80.
[40:29] - Tak, właśnie o to chodziło. Dzięki.
[40:32] - Przejdźmy może teraz do kolejnego z nazwisk na naszej liście. Człowiekiem uznawanym przez wielu za najbardziej wiarygodnego whistleblowera jest doktor J. Allen Hynek. Co panowie sądzicie o jego działalności? Jak oceniacie jego wiarygodność? Adamie?
[40:55] - Jeżeli dobrze pamiętam, to jest osoba, która właściwie ustaliła całą skalę z bliskich spotkań. Dobrze mówię? To jest on właściwie chyba to wymyślił. Tak można powiedzieć. Ja właściwie pamiętam go głównie z tego powodu. Sam fakt, że stworzył coś takiego, jest dla mnie dużym plusem i właściwie nic tutaj więcej nie dodam, bo nie zgłębiałem się jakoś specjalnie, jeżeli chodzi o tego pana. Pamiętam tylko, że stworzył tę skalę i dla mnie to jest duży plus, bo faktycznie ułatwiło nam to życie, więc myślę, że warto to zauważyć. Ja myślę, pozostawię tutaj więcej, niech się inne osoby wypowiedzą. Ja póki co tyle chciałem dodać. Dziękuję.
[41:38] - Michale?
[41:40] - Z tego, co mogę dodać co do osoby Alana Hyneka, to był profesor astronomii. Profesor czy doktor, ale to chyba profesor, bo wykładał ją. Amerykański astronom, czyli naukowiec, który pracował przy tajnych projektach. Właściwie po części tajnych, ale po części nietajnych, czyli projektu Blue Book i projektu chyba też Gracz, tego Uraza. Nie wiem, czy w projekcie Sign też brał udział. Nie pamiętam. Natomiast jego wiarygodność jest bezsporna. To jest człowiek, tak jak mówiłem, z wiadomą historią, potwierdzoną naukowymi tytułami z uczelni. I człowiek dodatkowo wiarygodny, bo uczciwie badał dany temat. To znaczy wojsko chciało wszystko zamieść pod dywan.
Natomiast on powiedział, że hola, zaraz, tak nie można zrobić, wykrył po prostu fałszerstwa naukowe i o tym doniósł opinii publicznej i stał się ufologiem do końca swojego życia.Gdzie wymagał, żeby badać te stanowiska. Bardzo mi się podobała ta postać z tego tytułu, że on zwalczał tak zwaną ufologię odjechaną, jeśli możemy tak nazwać, czyli zajmowanie się channelingami, sprawami, na które nie ma kompletnie żadnych dowodów i która ośmieszała w tamtym czasie temat uczciwych badań na temat UFO. Jestem trochę sceptyczny w nazywaniu whistleblowerem Alana Hyneka, aczkolwiek można, bo faktycznie mówił o nieprawidłowościach w tych projektach. Aczkolwiek żadnych supertajnych rzeczy on nie ujawnił, bo nie miał do nich dostępu. Zresztą sam o tym Jay Allen Hynek mówił, jeśli dobrze pamiętam, że miał tylko dostęp do rzeczy, które zostały później upublicznione. Może nie wszystkie, ale one nie były ściśle tajne. Nie były kluczowe. To tyle na ten temat.
[44:00] - Arku?
[44:01] - Według mnie to jest bardzo wiarygodna postać. Został powołany do tych projektów jako ekspert ze strony nauki. Usystematyzował te prace. Przez długi czas był bardzo sceptycznie nastawiony do tego typu rzeczy, ale zaczął jeździć i zbierać informacje od ludzi. Normalnie wywiady przeprowadzać od ludzi, którzy mieli kontakt ze statkami UFO. W ogóle te wszystkie projekty miały na celu nie ukazanie tego, czy faktycznie coś takiego ma miejsce, tylko jaki to ma wpływ na Stany Zjednoczone, czy jest to zagrożenie, czy nie. Po kolei te wszystkie projekty się kończyły. Projekt Blue Book, ostatni, zakończył się takim stwierdzeniem, że nie ma sensu dalej tych incydentów badać. Nie stwarzają one zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych. Wówczas doktor Hynek odseparował się od tej końcowej tezy i opisał między innymi sposób, w jaki zostały wykonywane wywiady i w jaki sposób były dopuszczane do tego, czy jest coś wiarygodne, czy nie i jakie ma to znaczenie.
Po pierwsze, nie przyjmowano do wiadomości, nie spisywano w ogóle takich incydentów, w których brała udział pojedyncza osoba. Musiało być takich świadków przynajmniej dwóch. Nie miało to znaczenia, jakie ktoś ma wykształcenie czy jaką funkcję pełni społeczną. Najważniejsze było to, czy jest to potwierdzone. Inną taką rzeczą starano się wytłumaczyć na wszelkie możliwe sposoby tego typu obserwacje, gdzie tam właśnie planeta Wenus. Hynek jest znany przede wszystkim z tego, że jedną obserwację, która była dokonana nad bagnami, mówił, że to samozapalający się gaz bagienny, który w kształcie kuli sam się zapalił, sam do góry płynął i stąd był widoczny. Bardzo długo żałował później tego swojego stwierdzenia. Bardzo wiarygodny. Między innymi brał udział jako konsultant w filmie Stevena Spielberga „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”. W końcowych kadrach między innymi jest on.
Wychodzi do tego statku. To jest pan, który wygląda trochę jak kapitan z KFC. Taki siwawy, z taką bródką. To jest ten pan z fajką. To jest doktor Alan Hynek. W tym filmie między innymi jest konsultantem. Ten film między innymi odpowiadał na zapotrzebowanie społeczności amerykańskiej. Co widzą ci, którzy doświadczają tego typu spotkań? Spielberg w świetny sposób to pokazał. Oczywiście troszeczkę weszło to poza dokument, ale to dokumentem nigdy miało nie być.
Te efekty specjalne, które były tam, te światła, porwania, opalenia twarzy, tego typu rzeczy faktycznie miały miejsce. Część z nich na pewno było do tego scenariusza wzięte z opracowań, do których miał dostęp Hynek.
[48:20] - Jednym z najbardziej kontrowersyjnych whistleblowerów znanych współcześnie jest Bob Lazar. W 1989 roku w wywiadzie udzielonym George'owi Knappowi przekazał bardzo wiele interesujących informacji wyniesionych z Strefy 51. Wyniesionych rzekomo, podkreślam, w której miał pracować między innymi nad odzyskiwaniem rozbitych pojazdów pozaziemskich. Pewne wątpliwości budzi jednak fakt, iż nie figuruje on na liście szkół technicznych i uczelni, które miał ukończyć.Jak panowie oceniacie wiarygodność tego człowieka i przekazywane przez niego informacje? Ponieważ Adam Borowski niestety będzie nas musiał niedługo opuścić, dlatego teraz przekażemy głos Adamowi i przy okazji prosimy cię, Adamie, o krótkie podsumowanie dotychczasowego przebiegu debaty.
[49:16] - Dziękuję, Marku. Jeżeli chodzi o pana Lazara, to tak jak zostało wspomniane, są pewne problemy z jego edukacją. On twierdził bodajże, że pierwiastek 115 pojawił się w jego dywagacjach, który miał zostać odkryty w 2003 roku. Postać kontrowersyjna niewątpliwie i dosyć znana właśnie przez to, że pan George Knapp wtedy uaktywnił się jako dziennikarz. Natomiast myślę, że warto też zastanowić się nad samą Strefą 51, jak już o tym człowieku rozmawiamy. Dlatego, że moim osobistym zdaniem to jest miejsce, gdzie nie sądzę, żeby coś tam większego się działo. Myślę, że jeżeli już, to jest taka dywersja, taka taktyka, żeby nas odciągnąć od innego miejsca. Ja bym raczej patrzył gdzie indziej. Te wycieczki do Strefy 51 i tak dalej, Roswell i cały ten biznes, który tam się kręci. Wiadomo, to jest biznes, więc warto się zastanowić, gdzie tutaj naprawdę coś jest.
Może też być tak, że pan Lazar został wypuszczony przez kogoś. Też tak mogło być. Właśnie w tym celu, żeby nam tutaj trochę dezinformacji posiać. Więc też trzeba o tym pamiętać, że tutaj może być wiele scenariuszy, które warto rozpatrzeć. Ale tak jak już panowie zauważyli, nic takiego nie wniósł, co zmieniłoby jakiś paradygmat, coś wiele wypowiedziało. To jest wszystko spekulacja. Także jeżeli chodzi o pana Lazara, to bym to powiedział. Natomiast jeżeli chodzi o podsumowanie z mojej strony, to ja myślę, że warto się skupić na tych postaciach mniej znanych. Osobiście tak uważam. Których spotkał jakiś tragiczniejszy los, bo moim zdaniem im ktoś jest mniej znany, tym większa szansa, że naprawdę do czegoś dążył.
Dlatego, że jeżeli ktoś, jak Alex Jones czy inne osoby tego pokroju są tak na świeczniku. Owszem, coś na pewno mówią, co jest warte uwagi, to nie ulega wątpliwości, ale myślę, że jednak warto spojrzeć na tych bardziej niszowych. Jednak przede wszystkim, jeżeli chcemy mieć pewność, że te tematy mają jakieś ręce i nogi, to jednak musimy sami to zbadać tak na dobrą sprawę, bo zawsze z tej drugiej, trzeciej, czwartej, piątej ręki to nigdy nie będzie to samo. Więc moje przesłanie jest takie: jeżeli chcemy wiedzieć, co się dzieje, to musimy wstać z krzesła i udać się w dane miejsce i sami się tym zająć. Także dziękuję, panowie, dziękuję słuchaczom.
[51:47] - Zanim nas opuścisz, Adamie, nie wiem, czy ty oglądałeś może wystąpienie pana Lazara z 2014 roku z tego kongresu ufologicznego?
[51:58] - Bodajże tak, ale nie wiem, o co dokładnie pytasz. Bo to już nie jest taka postać dla mnie super istotna, więc nie wiem, o jaki aspekt pytasz.
[52:07] - Generalnie o twoje odczucia odnośnie tego człowieka, odnośnie tego, co on mówił wtedy, w trakcie tego kongresu. Bo ja niestety troszkę pytam dlatego, że nie miałem okazji tego materiału oglądać. Także może ty się podzielisz jakimiś spostrzeżeniami. Warto w ogóle się tym interesować czy nie?
[52:31] - Tym konkretnym jego wystąpieniem?
[52:36] - Tak.
[52:36] - Powiem tak: nie wiem, czy dokładnie o tym samym myślę co ty, więc nie chcę tutaj udawać, mówić rzeczy, które mogą nie mieć nic wspólnego z tym, o czym my tutaj rozmawiamy. Także ja może się nie wypowiem, dlatego, że mogę w ogóle o czym innym mówić, bo nie mam pewności, czy dokładnie o tej samej rzeczy mówimy. Więc nie chcę tutaj słuchaczom mieszać i nie chcę mówić, że coś oglądałem, a potem się okaże, że jednak to nie było to. Więc może się powstrzymajmy. Ale ja powiem tyle: jeżeli chodzi o tego człowieka, to na pewno ma gadane. Tak jak zresztą większość z nich. Ale czy gadane przekłada się na substancję, na to, co naprawdę da się ugryźć? Nad tym się zastanówmy, nad tym się skupmy i tam poznamy, ile kto jest wart. Także ja tak bym to widział. Dziękuję.
[53:20] - Dziękujemy ci, Adamie jeszcze raz. To był Adam Borowski. Niestety musi nas już opuścić powolutku. Czas go goni, rząd światowy go porywa. Tak więc mamy nadzieję jeszcze usłyszeć się z Adamem przy kolejnych debatach ufologicznych. A tymczasem przekażemy głos Arkowi Kocikowi. Arku, co sądzisz o Bobie Lazarze i jego rewelacjach?
[53:45] - Ciężko coś jednoznacznie powiedzieć, dlatego, że w Stanach Zjednoczonych on jest uważany za kłamcę, naciagacza i nikt do jego rewelacji uwagi nie przywiązuje. Zaistniał w ten sposób, że skontaktował się najpierw z Johnem Learem i pokazał mu: „Chodźmy, pojedziemy koło Strefy 51. O godzinie 21:00 będzie przelatywał obiekt”. Z całą pewnością ten, który robimy w tej chwili. „I zobaczysz, to będzie poświadczeniem mojej wiarygodności”. I faktycznie tak było. O tej godzinie, o której mówił, przeleciał nad nimi obiekt w ciszy i w zupełnej ciemności. Obiekt, który tam dostrzegli. Prawdopodobnie był spodkiem czy trójkątem. Już nie pamiętam w tej chwili.I z tego, co pamiętam, chyba dopiero wówczas zdecydowali się na to, żeby ujawnić się najpierw w sposób taki, że stał w cieniu.
Nie widać było jego twarzy, tylko postać z programem telewizyjnym Knapp'a. I tam opowiadał o tych rewelacjach, którymi się tam zajmuje, właśnie w tej Strefie 51. To znaczy konkretnie inżynierii wstecznej statku kosmicznego obcych. Mówił, że tam chyba osiem czy dziewięć statków takich stoi. Są na różnym etapie rozkładania i składania. Podstawą tych statków, podstawą napędu właśnie jest ten pierwiastek 115, który bardzo szybko się rozpada, ale w jakimś środowisku powoduje to wznoszenie się. Jest super, w ogóle hiper. Po pewnym czasie zaczęto dochodzić, kto on jest i jakie zdobył wykształcenie. Okazuje się, że tak jak mówił, że skończył MIT, to nigdzie nie figuruje, żeby on tam kończył. Natomiast figurował w książce telefonicznej właśnie tej bazy, gdzie jest ta Strefa 51.
Także z jednej strony to, z drugiej strony to jest w ogóle bardzo ciekawa postać. On sam zrobił silnik napędzany gazem czy wodorem bodajże i nim jeździł. Natomiast po usunięciu go właśnie z tej bazy, po zwolnieniu rzekomym, zajął się między innymi tworzeniem stron internetowych i stworzył stronę internetową dla agencji towarzyskiej czy coś takiego. I za to był ścigany przez prawo, przez policję i miał stąd nieprzyjemności, takie też trochę wydumane. Na długi okres czasu odszedł w niebyt, w ciszę. No i ostatnio, właśnie w 2014 roku pojawił się na kongresie ufologicznym. Ja nie przejrzałem jeszcze tego. Zacząłem oglądać to, co on tam zaczął mówić, ale po prostu nie dokończyłem i widocznie nie było to nic nowego, nic takiego ciekawego, na co bym musiał zwrócić uwagę. Ale na pewno kiedyś wrócę do tego tematu. Dziękuję.
[57:48] - Michale?
[57:50] - Jeśli chodzi o osobę Boba Lazara, to mam takie ambiwalentne uczucia do niego, bo faktycznie na kłamstwie został złapany. Jeśli chodzi o tę uczelnię, to tego dokonał dokładnie i pisze też w swoich książkach. I też można posłuchać, co mówi Stanton Friedman. Zresztą mi też osobiście o tym mówił, jak przeprowadzałem wywiad ze Stantonem Friedmanem, o tym, że dla niego po prostu osoba Boba Lazara jest dezinformacją. Czy jest ta osoba dezinformacją? Ja tak daleko aż nie idę. Natomiast jak mogę ocenić to, że kłamał w przypadku swojego wykształcenia, w przypadku wielu różnych spraw. To jest fakt. Wiem, że Stanton Friedman, czyli ufolog numer jeden na świecie, nie wiem, czy tak można powiedzieć, ale ja się odważam, powiem, że numer jeden, wyszukał po prostu w bazie. Dzwonił, brał telefon, dzwonił.
Wykonał naprawdę mnóstwo pracy, żeby sprawdzić historię tego człowieka i znalazł, że on faktycznie uczęszczał do college'u, ale nie MIT czy Caltech, czyli ten California Institute of Technology. To są jedne z najlepszych politechnik na świecie. Tam nie da się tak prosto wykasować czegoś, nie da się wykasować wszystkim ludziom pamięci, którzy tam byli, bo nikt go nie znał. To znaczy Stanton Friedman znał ludzi stamtąd i dzwonił właśnie po tych ludziach się pytał, czy znaliście tego człowieka z tych roczników i tak dalej. I nikt go nie znał kompletnie. Ale dotarł do właśnie college'u Pierce Junior College w Los Angeles i tam pod koniec lat 70. właśnie pan Bob Lazar uczęszczał. Znalazł go, że był na listach, znalazł wykładowcę, którego właśnie pamiętał Lazar i tak dalej. Więc gdzieś tam powiedzmy uczęszczał, ale to nie jest, myślę, to najważniejsze, że tutaj skłamał. Natomiast są dwie takie rzeczy, które można dzielić.
Czyli ten człowiek, można powiedzieć, ma fałszywą historię w jakiś sposób, bo sam kłamie, nie potrafi powiedzieć o tym, o tamtym, miesza coś, wyraźnie tutaj kręci. Pokazał natomiast dwa takie artefakty, czyli swoją legitymację, na którym było MAIJ, czyli od Majestic. Od Magic albo Majestic. Magic prawdopodobnie, czyli tak zwanego above top secret dostępu do informacji. Nie tak naprawdę, jak ta legitymacja wygląda, bo wiemy, że jest Q clearance, jest A clearance, jest Q clearance. Natomiast Q clearance to już są ściśle tajne informacje, ale podejrzewa się, że jeszcze są poziomy wyższe od Q clearance, czyli te tak zwane przepustki dostępu do informacji. I on pokazał taką legitymację, która jest MAIJ, czyli od Magic i podejrzewa się, że to może być właśnie skrót od dostępu do tych informacji. Jest jeszcze Umbra, jest używane eyes only, tylko że nie na legitymacjach, tylko na dokumentach się często pisze eyes only. To jest tak zwane above top secret, wyższe niż ściśle tajne. I taką legitymację pokazał.
Pokazał też z urzędu skarbowego, że jakaś dziwna organizacja zapłaciła mu pieniądze. Wojskowa, która nie figuruje nigdzie, jest ściśle tajna, jeśli istnieje. To jest też dziwne.I Urząd Skarbowy faktycznie taki dokument mu wystawił, czyli coś jest na rzeczy. Co prawda to były nieduże pieniądze, więc pytanie, czy tylko jedną fuchę zrobił w tej bazie, w Strefie 51. To jest dużo pytań. Natomiast jeśli chodzi o niego jako inżyniera, abstrahując od jego wykształcenia, to jest niesamowicie błyskotliwy inżynier, jeden z najwybitniejszych na świecie. Bez dwóch zdań. Ten człowiek jeszcze w latach 80., koniec lat 70., ale w 80. raczej budował samochody odrzutowe i organizował wyścigi samochodów odrzutowych. Podkreślam.
Później, po tej całej sprawie, był na tyle sprawnym inżynierem, że przerobił swoją Corvette na wodór. Gdzie jest zasilana wodorem z bezpiecznymi pojemnikami na paliwo. Tego w Polsce nikt nie dokonał. Bo w Polsce oczywiście przerabiają różne instytuty, to na jednostkach. Można policzyć na palcach jednej ręki tego typu przeróbki na wodór, podkreślam. A może nie ma żadnej, ale podejrzewam, że jest trochę takich samochodów, ale nie mają szczelnych pojemników na wodór, co jest największym problemem z wodorem. Natomiast on, wykorzystując fizykę nuklearną, zbudował taki pojemnik, gdzie ten wodór nie ucieka. On jest trzymany, jakiś tam promień otworczy, lit jest i tak dalej. Dlaczego to zbudował? Bo miał pozwolenie na handel materiałami rozszczepialnymi.
Oczywiście nie takimi, które posłużą do budowy broni jądrowej, natomiast które są uznawane za materiały niebezpieczne. W Polsce żadna firma nie mogłaby powstać w tym. Natomiast Stany są jeszcze krajem na tyle wolnym, że pan Bob Lazar założył tą firmę. I na tyle był człowiekiem rozgarniętym, że stworzył jedną z największych firm na świecie handlującymi właśnie takimi materiałami rozszczepialnymi. Zaopatruje różne szkoły, bo szkoły też potrzebują, żeby badać różne rzeczy. Uniwersytety z całego świata kupują od firmy Boba Lazara. Jego firma nazywa się United Nuclear Scientific Equipment and Supplies i osiągnął wielki sukces biznesowy, jeśli można tak to określić. Dzięki temu też przerobił swoją Corvette z bezpiecznymi, podkreślam, z bezpiecznymi pojemnikami na wodór. Pokażcie mi w Polsce, ilu inżynierów zrobiło wyścigi czy cokolwiek, robi samochody odrzutowe. Ja nie znam żadnego.
Znam sporo inżynierów, ale nie znam żadnego. Mechaniki, czy jakkolwiek byśmy stwierdzili. Nie wiem, czy w ogóle ktokolwiek takie samochody w Polsce buduje. Naprawdę, żeby tego typu rzeczy budować, trzeba być niesamowitego poziomu inżynierem. Abstrahuję od wykształcenia, bo nie potrzeba do tego wykształcenia. Trzeba po prostu wiedzy i umiejętności, które niewątpliwie Bob Lazar posiadał. Gdzie przy braku internetu, gdzie nie miał dostępu do internetu, budował samochody odrzutowe w latach 80. Ze swoim niskim budżetem, bo wtedy nie dysponował dużymi pieniędzmi. Więc jeśli chodzi o zdolności, które posiada ten człowiek, to jest bezdyskusyjnie, że jest najlepszym człowiekiem, który się nadaje do tego, żeby badać silniki UFO, jeśli tak to możemy powiedzieć. Natomiast czy on badał faktycznie te silniki nuklearne statków UFO i tak dalej, to jest już inne zagadnienie.
Natomiast to, że mówi, że był pierwiastek 115 i on twierdzi, że ten pierwiastek był stabilny, nie oznacza, że takiego pierwiastka 115 może nie być, bo pierwiastki mają różne izotopy i nie wiemy, o jakim on izotopie mówi. Tych izotopów są czasami setki czy dziesiątki. Różnych. Może setki to przesadzam, ale dziesiątki na pewno są izotopów, jeśli chodzi o pierwiastek 115 na przykład. I być może mówi o takim izotopie, który bardzo trudno wytworzyć jest, a kosmici posiadają tego typu substancje. On mówi, że to jest taki pomarańczowy żel, ta substancja. Na ile to jest prawda, co mówi, tego nie wiemy, ale też nie można od razu odrzucać, że to jest fikcja zupełna, bo nasza nauka mnóstwo rzeczy jeszcze nie wie. I z tego, co jeszcze pamiętam, że on na wykrywaczu kłamstw był sprawdzany, czy mówi prawdę, czy nie. I wyszło to, że to, czy widział spodki, to kłamał, a to, że pracował nad napędem antygrawitacyjnym, czy jak to określać, to mówił prawdę. To tyle jeszcze udało mi się przeczytać.
I chyba to jest wszystko, co na temat pana Lazara wiem w tym momencie.
[01:06:08] - Słuchacie państwo 23. już debaty ufologicznej online. Debata dzisiaj poświęcona jest whistleblowerom w ufologii, czyli gwizdkowcom, demaskatorom, sygnalistom, jakkolwiek ich po polsku nazwać. Debata jest oczywiście realizowana w całości na żywo. Można do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 0008. 32 746 0008. Skype radio.paranormalium.pl. Zachęcamy do dzwonienia i do wysyłania komentarzy i pytań. Można również do nas pisać na naszym radiowym Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. 36 08 80 02.
Jesteśmy również na czacie Radia Paranormalium www.paranormalium.pl, a także na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra. Można również do nas pisać SMS-y. Nasz numer SMS to 517 986 778. 517 986 778.Bądź też wysyłać e-maile na adres radio@paranormalium.pl. Panowie, jednym z pierwszych whistleblowerów podnoszących temat UFO był major Donald E. Keyhoe, amerykański lotnik wojskowy, który zaczął się zajmować tematem NOLI w latach 50. XX wieku. Był on współzałożycielem NICAP. Twierdził, że rząd Stanów Zjednoczonych powinien przeprowadzić stosowne badanie kwestii UFO oraz ujawnić wszystkie posiadane przez siebie materiały na ten temat. Przez niektórych badaczy, w tym Jerome Clarka, Keyhoe był przez wiele lat uważany za lidera na polu badań ufologicznych.
Współcześnie jednak pojawiają się głosy, że jako przedstawiciel wojska i rządu, też pośrednio, Keyhoe mógł pełnić rolę dezinformatora. Co panowie sądzicie o tym człowieku? Arku?
[01:08:18] - Tak jak wspominałem, bardzo dużo powiązań między wojskiem, CIA a środowiskiem ufologów było, jest i pewnie będzie. To jest najlepszy przykład zaangażowania rządów w pracę ufologów. Tutaj właściwe ze strony rządu ukierunkowanie tych badań jest bardzo ważne i podstawową rzeczą. Po prostu wtedy się ma kontrolę i nikt nie pójdzie szukać bazy, gdzie przetrzymywani są ufoludki gdzieś w okolicy Los Angeles, tylko dalej będą się kręcić wszyscy wokół Strefy 51 czy koło Roswell, będą gonić piętkę. A wtedy jest i czas, i cisza w takich rejonach, gdzie faktycznie takie rzeczy się robi i takie doświadczenia się robi. Taką pierwszą osobą, tak mi się wydaje, był Keyhoe. To się w jakiś sposób wpisuje w to, o czym mówiłem na samym początku, że w momencie, kiedy z OSS utworzono CIA, jednym z ich sposobów działalności była przede wszystkim dezinformacja, wprowadzanie w błąd domniemanych szpiegów rosyjskich, komunistycznych z terenów Stanów Zjednoczonych, którzy również czytali, jeździli i obserwowali, co się dzieje w okolicach baz. Ukierunkowanie czy zmylenie ich w ten sposób, że było to UFO, coś przylatywało, podczas gdy faktycznie były to samoloty szpiegowskie specjalnego przeznaczenia czy balony stratosferyczne z nowego typu materiałów zrobione, czy jakiekolwiek inne rzeczy. Poza tym tego typu działalność, czyli ściganie UFO z urzędu, o tyle jest dobrym kamuflażem, że można wypytywać świadków i oni będą starali się za wszelką cenę udzielić możliwie pełnych odpowiedzi. A poza tym ma się wgląd na to, kto jeszcze się o to pyta.
Także tutaj to powiązanie między wywiadem wewnętrznym Stanów Zjednoczonych a światem ufologów jest bardzo duże. Było może bardzo duże, w tej chwili to już może straciło na znaczeniu. Z tego typu osobami jest bardzo mocno powiązane i prawdopodobnie oni byli ukierunkowani przez rządy na zajęcie się tą sprawą. Dziękuję.
[01:11:47] - Klodzie, a co ty sądzisz o majorze Keyhoe?
[01:11:53] - Sądzę dosyć pozytywnie. To może trochę nieładnie zabrzmi, ale jako teoretyk spisku musiałem się nauczyć troszkę psychologii i patrzenia na ludzi. To znaczy z wyrazu twarzy i z tego, jak się zachowują, odczytać ich intencje. To się bardzo często mi udaje, nieskromnie powiem. Natomiast w jego przypadku uważam, że jest w 100% wiarygodny. Z tego tytułu tylko, że to, jak on w tych debatach uczestniczył w latach 50. w telewizji czy mówił o UFO, nie widziałem w nim gry. Żeby dobrze grać, potrzeba wyjątkowej klasy agenta. Tu chciałem odrzucić te zarzuty o agenturalności pana Keyhoe. Dlaczego go nie zabito zatem?
Być może był agentem, ale tak zwanym dobrym, czyli opozycji wśród tej całej zbieraniny wojskowej, gdzie nie wszyscy chcą to, co mamy dzisiaj, aby było. Czyli to utajnianie UFO, żeby nie badało się tego tematu i utrzymywanie całej cywilizacji w niewiedzy.Jest część, która na przykład założyła ten NICAP. Ja uważam, że faktycznie był założony przez wewnętrzną agenturę, taką dobrą agenturę, która chce ujawnienia, chce rozwinięcia się cywilizacji ludzkiej. Być może on był inspirowany przez tych ludzi, był gdzieś wtłoczony. Natomiast jego zachowania i to, co robił, wychodzi, co się zaznajomiłem z jego osobą oczywiście, że jak najbardziej pozytywna. Czy był tym agentem, czy nie, to nie zmienia faktu, że przyczynił się na plus do całej ufologii i ogólnie do badania tego zjawiska. Ja bym porównał trochę to zagadnienie pana majora Donalda Keyhoe z organizacją tak zwaną „ptaszarnią”, czyli Aviary, domniemanymi agentami, którzy tworzą, ufolodzy czy badacze UFO, czy też ludzie, którzy są związani z tematyką niezidentyfikowanych obiektów latających. Oni się określają jako ptaki, pseudonimami. Na przykład jest Bruce Maccabee, który jest określany jako foka, Hal Puthoff to jest sowa i tak dalej. John Alexander jest bardziej dzisiaj znany.
On z NSA chyba działa, albo w CIA, już nie pamiętam. Jest określany pingwinem. Większość z tych ludzi, którzy stanowią ptaszarnię, jeśli ona istnieje oczywiście, bo to jest według Richarda Boylana, że taka organizacja istnieje. Jeśli istnieje, to większość z nich na pewno działa po dobrej stronie mocy i chce te sprawy badać i ujawniać istnienie cywilizacji pozaziemskich. To nie jest takie proste, żeby od razu ujawnić. Bo są konsekwencje duże tego typu, ale jak najbardziej pozytywnie. Zresztą on chyba napisał pierwszą książkę o latających spodkach. Mogę się mylić, ale jedną przynajmniej z pierwszych, a na pewno pierwszy wojskowy „Flying Saucers Are Real” w 1950 roku, czyli bardzo wcześnie tę książkę wydał, która jednoznacznie mówiła o kosmitach, talerzach latających i udokumentowywał te kwestie.
[01:15:39] - Innym spośród najbardziej znanych whistleblowerów ufologii jest Robert Dean. W wielu wywiadach ujawnia ukrywane dotąd dokumenty, relacjonuje własne spotkania z istotami pozaziemskimi, przekazuje informacje od licznych informatorów o tajnych technologiach, projektach i agendach, a także dzieli się informacjami o innych cywilizacjach i naszych odwiecznych związkach z nimi. Co sądzicie o tym człowieku i o jego wiarygodności, o przekazywanych przez niego informacjach? Może na początek tym razem Michał?
[01:16:16] - To jest bardzo zacna postać. Myślę, że oceniając samą tą osobę, że jest bardzo wiarygodna, ma sprawdzoną historię. To nie jest tak, że ten człowiek sobie wymyśla, że pracował w służbach specjalnych na najwyższych stanowiskach, że był w tak zwanym Sztabie Generalnym w Europie. On służył w Europie przez wiele lat. Jest już dosyć teraz wiekowym człowiekiem, bo urodził się w 1929 roku. Natomiast jest do dzisiaj sprawny kompletnie intelektualnie. Naprawdę bardzo ciekawe rzeczy opowiada i mówi mnóstwo. Zresztą on zaczął chyba to mówić pod koniec lat 80., na początku lat 90. po Lazarze, bo wiem, że Lazar uruchomił dużo tych whistleblowerów wszystkich, którzy się potem odważali mówić o tych sprawach i uważam, że jest bardzo wiarygodny przez to, że nie wymyśla. Wiadomo, że może wymyślać, bo nie ma na to jednoznacznych dowodów.
Natomiast to, co mówi, jest bardzo składne, logiczne i spójne w sobie. Mówił na przykład o tym, że posiadał cosmic clearance, czyli dostęp above top secret. To jest wyższy dostęp niż tak zwany Q clearance. Oczywiście Q clearance jest dla amerykańskich służb, natomiast dla natowskich są zupełnie inne. Nie pamiętam już, jaki jest najwyższy oficjalny poziom dostępu, ale z tego, co mówił właśnie Robert Dean, że cosmic clearance jest najwyższym dostępem, najwyższą przepustką, która umożliwia otrzymanie każdej informacji w obrębie NATO. Natomiast inne absolutnie nie. Podejrzewam, że właśnie UFO i kosmici, tego typu problemy to jest właśnie poziom cosmic clearance. Opowiadał o tym, jak był członkiem komórki NATO, która się nazywała SHAPE w Europie Zachodniej wtedy, w tamtych czasach to były lata 50., 60. Mówił, że w latach 60. NATO ustaliło na podstawie tych informacji, które zewsząd zbierano, być może także przecieków z tej organizacji Majestic 12, czyli z amerykańskich służb także, ale ustalono, że są cztery rasy obcych, w tym jest taka rasa, która jest identyczna z ludzką.
To znaczy, może to są nasi bogowie, którzy nas stworzyli, trudno powiedzieć, ale taka, że może na przykład taki kosmita zamieszkać na Ziemi i go po prostu nie rozpoznamy. Jest tak do nas łudząco podobna. Oczywiście to nie jest fakt, że nie ma więcej ras, tylko to, co ustaliło NATO w latach 60. I ja wierzę Robertowi Deanowi, że to jest prawda. On nie może żadnych dokumentów ujawniać. Być może ujawni pod koniec swojego życia, jak będzie na łożu śmierci. Zazwyczaj tak bywa i wtedy być może ma jakiegoś asa w rękawie i po prostu go wypuści. Zobaczymy, jak to będzie. Oczywiście życzymy 100 lat, a nawet więcej w tym momencie panu Robertowi Deanowi. Natomiast to byłoby ciekawe.
Tak się pytamy, że powinien wszystko pokazać. Jeśliby wszystko pokazał, to już by nie żył. Bardzo często helikoptery nad jego domemNa przykład latają czarne tak zwane helikoptery. Jest zastraszany, był zwalniany z pracy, musiał się procesować z pracodawcą, bo był zatrudniony jeszcze w latach 90. Były próby zastraszania go, zwalniania z pracy i tak dalej. Myślę, że to udało mu się przetrwać i jest osobą dla mnie bardzo wiarygodną. To, co on mówi, że kosmici z nami pracują i tak dalej. Ale z tego, co wiem, to on jednoznacznie nie mówił, że widział kosmitów w bazach. Z tego, co wiem, on nie mówił, że był w tych tajnych bazach. Z tego, co się zaznajomiłem z jego osobą.
Natomiast mówił, że jemu mówią osoby o tych sprawach, że w bazach bywał i tak dalej. On mówi, że widuje kosmitów. Uważa, że to są kosmici, którzy przychodzą na jego wykłady czy jego prelekcje, czy jego wystąpienia na różnych sympozjach. Twierdzi, że potrafi ich rozpoznać, że inaczej się zachowują niż normalni ludzie. Ale to już może być trochę bardziej naciągane. Natomiast to, co mówi o tym, gdzie pracował w NATO, uważam, że nie kłamie. Dziękuję.
[01:21:06] - Arku?
[01:21:07] - Nie wiem, czy dobrze kojarzę postać, ale z tego, co mi się przypomina, to bodajże jest on osobą, która przyznawała się do tego, że wprowadzała w błąd, czyli w ramach swojej działalności robiła dezinformację w świecie ufologicznym. Wpuszczała w błąd i puszczała informacje takie nie tyle niesprawdzone, co po prostu fejki w środowisko i patrzyli, jak to się rozchodzi. Samo to, że przyznawał się do tego, że coś takiego miało miejsce.
[01:21:56] - Przepraszam Arku, ale w jakich latach on to robił? Jak pracował w NATO?
[01:21:59] - Chyba w latach 70.
[01:22:02] - Jeszcze pracował?
[01:22:04] - W latach 70. Chyba tak. Nie, jeszcze pracował. Nie był ani zwolniony, ani nic. Z tego, co pamiętam, jak opowiadał o swojej pracy, o tym, czym się zajmował, co robił, że właśnie robili dezinformację celową na temat UFO. Wpuszczali w środowisko ufologiczne fejki i patrzyli, jak się to rozchodzi. Być może, że mylę postać, ale nie sądzę.
[01:22:44] - Przepraszam, bo ja mówiłem.
[01:22:48] - Potwierdzało w jakiś sposób. Słucham?
[01:22:52] - Te rzeczy, o których opowiadałem.
[01:22:54] - To by potwierdzało moje słowa.
[01:22:57] - On te rzeczy sypał, jak już zaczął mówić, czyli w latach 90. A wcześniej nie wiem. Nie wiem, co on tam robił dokładnie jako w służbach specjalnych wojskowych działał i tak dalej. Natomiast to, co mówi już w latach 90., to wydaje mi się, że nic tam fejków nie puszcza. Przynajmniej on nie twierdził, że to są fejki. Ja nie spotkałem czegoś takiego.
[01:23:24] - W momencie, kiedy mówił o swojej pracy, mówił, że coś takiego robili. Czyli to odnosi się do czasu, kiedy pracował jeszcze. To jest po czasie. To nie jest zaprzeczeniem tego, co mówi.
[01:23:45] - To była jego praca. Był po drugiej stronie barykady. Jako agent służb specjalnych.
[01:23:53] - Tak, dokładnie. Nic więcej dodać na ten temat. Ciężko cokolwiek innego dodać. Zobaczymy, jak faktycznie może za jakiś czas zmieni się troszeczkę sytuacja i będzie mógł już mówić albo po prostu już nie będzie miał nic do stracenia. Najczęściej wszystkim się rozwiązują języki, dużo mówią i trzeba po prostu poczekać. Dziękuję.
[01:24:22] - Innym ciekawym przykładem whistleblowera w ufologii jest pułkownik Philip Corso, który jak twierdził miał styczność z technologią otrzymaną poprzez procedurę inżynierii wstecznej po incydencie w Roswell w lipcu 1947 roku. Napisał on książkę „The Day After Roswell”, w której wyjaśnił ciekawe wątki dotyczące wynalezienia wielu powszechnie wykorzystywanych obecnie technologii, takich jak laser, kevlar, tranzystor czy noktowizor. Po publikacji książki jednak w tajemniczych okolicznościach umarł. Panowie, co można jeszcze powiedzieć na temat Philipa Corso? Jak oceniacie jego działalność, jego osobę, jego wiarygodność? Arku, może ty na początek?
[01:25:09] - W tym momencie, kiedy on mówi, że na podstawie fragmentów kostiumów, w które były ubrane postacie z Roswell, przekazane i zrobiono z tego kevlar, to jest w ogóle poniżej krytyki. Bo wiadomo, DuPont pracował. Jest osoba, która znalazła właśnie między innymi to, że węgiel łączy się w taki, a nie inny sposób, w takich, a nie innych okolicznościach przyrody, że tak powiem, w ciągi i stworzono z tego włókna węglowe i powstał kevlar. Także tutaj praca, a nieJakieś tam przekazywanie. To samo tyczy się lasera. Podobnie jest też z noktowizją, dlatego że Corso mówił, że z oka wyciągnięta soczewka bodajże miała takie właściwości, że było widać wszystko, co jest zaciemnione jako jasne i to przekazano gdzieś dalej. Ktoś pracował nad tym, podczas gdy Niemcy przed drugą wojną światową i w trakcie drugiej wojny światowej pracowali nad tego typu rzeczami, żeby widzieć pod osłoną nocy, co się dzieje. Czyli wykorzystywać podczerwień na starych aparatach fotograficznych. Jeżeli popatrzycie się państwo na obiektywy naprawdę starych Leica, jeszcze innych, jest zaznaczona taka kreseczka czerwona bardzo często. To pokazuje ostrość po założeniu kliszy aktywnej podczerwień.
Coś takiego widziałem w starym aparacie Leica nakręcanym. Leica, którą ja widziałem, była sprzed drugiej wojny światowej. Produkcja około 1936, 1938 roku. Pan Corso długie lata pracował, z tego, co pamiętam, w służbach specjalnych i po prostu zbliżał się koniec jego życia. Chciał w jakiś sposób zaistnieć. Napisał książkę i zdobył jakąś. Przez jakiś czas był medialny. I na tyle. Dziękuję.
[01:27:59] - Michale, co sądzisz o postaci pułkownika Corso?
[01:28:05] - To jest bardzo kontrowersyjna osoba, bo tak jak już wspominałem, historię akurat jego życiorysu mamy udokumentowaną. Był pułkownikiem, wysokim oficerem i z udokumentowaną historią, więc tutaj nie można absolutnie zaprzeczyć temu. W tych służbach specjalnych funkcjonował. I tutaj pytanie do tego, co on twierdzi. Czy mogło zaistnieć? Ja uważam, że absolutnie mogło. Natomiast tak jak mogę powiedzieć w przypadku Phila Schneidera, Philip Corso miał na tyle możliwości, będąc już pułkownikiem, żeby sobie zabezpieczyć jakieś dowody na to. A z tego, co dowiedziałem się czy czytałem w publikacjach pana pułkownika, nie ma smoking gun, czyli dowodów jednoznacznych, że jakieś dokumenty, kopie czegokolwiek. Już nie mówię materialnych rzeczy, tak jak mówisz, że z oka coś komuś wyciągnęli i tak dalej. Przecież jakiś ułamek, jakiś skrawek czegoś zawsze można zachować, prawda?
To nie jest tak, że się nie da w tajemnicy nic zrobić i w ogóle absolutnie nic nie jesteśmy w stanie zdziałać. To chociażby, żeby jakąś kopię dokumentu czy fotografię jakiegoś dokumentu zachował. I to czyni to znacznie mniej wiarygodnym. Te tezy, że tworzyli różne materiały nowoczesne i tak dalej. Na plus też można powiedzieć, że ludzkość się bardzo wolno rozwija. To znaczy wam się wydaje, że się rozwija ludzkość strasznie, cywilizacja, a tak naprawdę stoimy w miejscu. Ten kevlar powstał w latach 60., czyli ponad 50 lat temu został odkryty i nic sensowniejszego nie zostało odkryte. Mogę się mylić, bo aż tak się nie znam na materiałach, ale z tego, co czytam, to nadal kevlar jest najwspanialszym odkryciem. Obok może tak zwanych nanorurek, ale inżynieria nanorurek i grafenu jest w powijakach. To znaczy, żeby zrobić jakąś malusieńką nitkę takiego grafenu, to trzeba spędzić, wydać kupę pieniędzy.
Nie ma możliwości produkcyjnych tego typu materiałów jak nanorurki, prawda? Ten grafen. Natomiast tutaj ten kevlar można produkować masowo, kompletnie i nic tak naprawdę lepszego nie stworzono. A przecież minęło pół wieku ponad. Więc troszeczkę coś jest nie tak. Jeżeli mówimy, że jest jakiś rozwój w tym. Mówi się też o tranzystorze i faktycznie nic lepszego tranzystoru nie zrobiono. To znaczy wszystko bazuje na tranzystorze. Czy to układy scalone i tak dalej, to wszystko zostało stworzone pod koniec lat 40. i nic dalej nie poszliśmy.
Więc to też są tego typu pytania. Dalej o metale z pamięcią. Wynalazła marynarka Stanów Zjednoczonych, ten tak zwany nitinol. Nic więcej nie poszliśmy do przodu w stosunku do jakości. Ten nitinol okazał się jednym z najlepszych materiałów, jeśli chodzi o sprawność pamiętania kształtu. I też daje to trochę do zapytania. Znowu ponad 50 lat mija, to w latach 50. jeszcze niby ten nitinol odkryto, czyli prawie 60 lat i nic dalej nie poszliśmy do przodu w tych materiałach. To też daje pytanie. Ja nie twierdzę, że to oczywiście wszystko pochodzi ze spodków, aleJakieś pewne przesłanki, że mogło tak być, że faktycznie jeśli doszło do tej katastrofy w Roswell, odzyskano w katastrofach te spodki, te materiały, to wydaje mi się, że nie potrafiono tego skopiować.
Natomiast jak najbardziej pomogło to w odkryciu nowych rzeczy. Tak jak tutaj Philip Corso mówił. To jest niewiarygodne, że nie ma potwierdzenia, nie ma jakiegoś dowodu na to. Być może miał taki dowód i dlatego go zamordowali. Nie wiemy. Był już wiekowym człowiekiem. To też jest pytanie, czy on umarł śmiercią naturalną, czy jednak ktoś mu pomógł umrzeć, bo on był bardzo medialny. O Philipie Corso się pod koniec lat 90. mówiło wszędzie. On występował w „Coast to Coast”, audycja Art Bella.
To było trzęsienie ziemi, że pułkownik o takich sprawach mówi, pisze książkę i to mogło się na pewno nie podobać. Nie jesteśmy w stanie tego rozstrzygnąć. Być może w przyszłości wyjdą jakieś dowody w tym temacie. Dziękuję.
[01:33:13] - Słuchacie państwo 23. już debaty ufologicznej online. Wiem, że Michał ma ograniczony czas, więc Michale, troszkę pod ciebie pisane pytanie o astronautach. Doktor Edgar Mitchell, Gordon Cooper i wielu innych byli jednymi z astronautów, którzy zdobyli się na odwagę i przekazali opinii publicznej swoje relacje z obserwacji UFO. Sądzili między innymi, że rząd amerykański ukrywa prawdę o UFO oraz filtruje przekazywane opinii publicznej informacje. Jak, panowie, podchodzicie do tych rewelacji? Jak traktować informacje przekazywane przez astronautów? Michale?
[01:34:06] - Dla mnie to pytanie jest dosyć trudne, bo bardzo oni niewiele mówią tak naprawdę. Bardzo znikomo. Z tego, co wiem, Edgar Mitchell chyba nawet nie mówił, że widział UFO, tylko że jego koledzy widzieli. Czy do dokumentów docierał, czy mówią mu, ci whistleblowerzy do niego się zgłaszają. Z kolei Gordon Cooper mówił o tych sprawach, ale też tak trochę skromnie. I z tego, co wiem, jeszcze Buzz Aldrin zaczął ostatnio wspominać o jakichś obiektach na Marsie, że to mogło być sztuczne, że na Phobosie coś dziwnego jest, na księżycu Marsa. Też mówił, że widział UFO. Kiedyś zaprzeczał temu, teraz mówi. Ale tak jak mówię, to jest tak wszystko mówione troszkę. Mam wrażenie, że oni nie mówią wszystkiego, że oni po prostu dużo nie tyle kłamią, co nie mogą mówić.
Widać wyraźnie, że ktoś im dał jakiś zakaz mówienia. Zresztą dobrze można sobie zobaczyć taką historię w filmie „ Koziorożec 1”, „Capricorn One”. Taki film o fikcyjnym locie na Marsa, który był zrealizowany w studio. I tam jest pięknie pokazane, jak można bardzo zastraszyć astronautów, że nie będą nic mówili albo mówili niewiele. I to w prosty sposób da się zrobić. Naprawdę nie trzeba wielkiej konspiracji. Natomiast mam wrażenie, że właśnie oni są jakoś tak, że mają. Zresztą o tym wspominał między wierszami jeszcze jak żył pierwszy człowiek na Księżycu, Neil Armstrong, który mówił właśnie o papugach, o tym, że jesteśmy takimi papugami i tak dalej. O tych sprawach, że nie mogą mówić tego, co chcą, tylko muszą powtarzać pewne rzeczy. I można sobie zobaczyć ich wypowiedzi.
Także w tej sprawie trudno mi się wypowiedzieć, bo za duża spekulacja jest w tym temacie.
[01:36:08] - Arku?
[01:36:09] - Zdecydowanie trzeba zacząć od tego, że rząd Stanów Zjednoczonych na pewno coś ukrywa. Mieli nauczkę w momencie, kiedy jeszcze przed I wojną światową bodajże była audycja Orsona Wellesa „Wojna światów” na podstawie powieści Herberta George'a Wellsa i się w Stanach Zjednoczonych zrobiła kompletna panika. Ludzie uciekali z domów, co niektórzy umierali na ataki serca. Chyba dwa przypadki były takie. A była to tylko audycja radiowa. I teraz w momencie, kiedy polecieli sobie na Księżyc i zetknęli się z czymś, czego się nie spodziewali, raptem ni z tego, ni z owego zaczęli mówić o Świętym Mikołaju, że jest czy coś tam. I stąd się wzięły w ogóle wszystkie pytania dotyczące tego, co faktycznie widzą kosmonauci.
[01:37:18] - Tak, bo ten Święty Mikołaj chyba był częścią skafandra, jeśli dobrze pamiętam.
[01:37:23] - Tak, dokładnie. Też byśmy o tym nie wiedzieli, tylko że jest jak na widelcu było podane. Więc gdyby to byli Rosjanie, to byśmy o tym, że w ogóle polecieli, dowiedzieli się o tym, jakby już wrócili. Natomiast tam można było przy pomocy dostępnych materiałów zbudować sobie jakieś odsłuchowe stacje i to nasłuchiwano, co oni ze sobą mówią. Stąd wyszło między innymi to, że w momencie, kiedy Armstrong bodajże mówi, że widzi Świętego Mikołaja, nagle jest przerwa i przechodzą na ten kanał kodowany czy jakiś tam inny.I jest cisza przez chyba dwie minuty. Tego typu rzeczy są. Gordon Cooper parę razy mówił o tym, że coś widział w powietrzu. Mitchell chyba też, bo latał w programie Gemini bodajże, z tego, co pamiętam. Trzeba wziąć pod uwagę to, że w kosmosie ciężko jest określić odległość od obiektu, dlatego, że nie ma takiej mgiełki, która powoduje to, że jesteśmy w stanie określić tą odległość. Jest tylko większy albo mniejszy.
Nie ma też zaciemnienia tego obiektu, więc nawet jeżeli to była jakakolwiek śrubka zostawiona i gdzieś sobie w okolicach tych statków mogła spokojnie lecieć, mogli uznać ją za coś obcego, za coś, czego nie mieli. Oprócz tego wszystkiego są zapisy z przelotu wahadłowców kosmicznych, gdzie wyraźnie widać, że to, co tam lata, nie jest z całą pewnością parą wodną, nie są wyposażone w wyrzuty z dwudziestu kilku. Nie jest to nic takiego, a mimo wszystko coś jest zarejestrowane na kamerze, o czym NORAD, czyli agencja, która zajmuje się spisaniem i umiejscowieniem w przestrzeni kosmicznej całego śmiecia i wszystkiego, co krąży wokół Ziemi, nie była w stanie określić, co to jest w ogóle. Są rzeczy, które latają i które były widoczne, ale tutaj panowie, tak jak mówi Claude, nie chcą do końca mówić. Być może powiedzą to w momencie, kiedy nic nie będą mieli do stracenia.
[01:40:16] - W ostatnich latach niemałą sensację wzbudził wywiad z pragnącym zachować anonimowość byłym pracownikiem CIA. Ów człowiek, 77-letni wówczas, czując, że niedługo prawdopodobnie umrze, postanowił wyjawić posiadane przez siebie informacje w rozmowie, w której pytającym był ufolog Richard Dolan, zarejestrowanej w nieujawnionym miejscu. Jak panowie oceniacie wiarygodność i zawartość wypowiedzi tego byłego pracownika CIA, Michale?
[01:40:51] - Dziękuję, Ivelliosie. To jest bardzo ważna sprawa, ten wywiad. Szczególnie że miał możliwość przeprowadzenia go Richard Dolan. Mój ulubiony ufolog, muszę powiedzieć, bo on jest ufologiem spiskowym. On raczej siedzi w archiwach. Sprawdza archiwa, sprawdza różne historie. Jest zresztą historykiem zawodowym z wykształcenia, w świetnych uczelniach uczył się. Ten wywiad znałem już wcześniej dużo i słuchałem Richarda Dolana też, co o tym mówił. Ta osoba niestety już nie żyje. Zmarła faktycznie, bo była bardzo ciężko schorowana.
W tym wywiadzie, jeżeli sobie możecie zobaczyć, jeżeli podasz, Marku, ten link będzie podany pod audycją, to możecie zobaczyć.
[01:41:49] - Podam go teraz na czacie, bo wiem, że sporo osób na czacie teraz siedzi. Ten link oczywiście również będzie w opisie audycji.
[01:41:57] - Ta osoba nie jest taka do końca anonimowa, bo jest wideo upublicznione, ale ono zostało upublicznione po śmierci tej osoby. Nie przed, tylko po akurat upubliczniono. Co ja mogę powiedzieć w tym przypadku? Jest to osoba kompletnie anonimowa. Nie znamy jej kompletnie historii, ale możemy wnioskować to, co ona mówi. Czy to jest spójne, czy to jakoś się zazębia z innymi whistleblowerami i z historią ogólną, jaką znamy. Muszę powiedzieć, że jak ktoś nie ma wiedzy w temacie, to uzna to za kompletny wymysł wyssany z palca informacje i uzna to za kompletną głupotę. Natomiast jeśli zagłębimy się w to, co ten człowiek mówił, to uznaję go za wielce wiarygodną. Pomimo że ma nawet taki uśmieszek z tego, co mówi, trudno to oceniać, bo to może być też wyraz zadowolenia, że w końcu z siebie wyrzucił to po tylu latach, gdzie nie mógł mówić. Po ponad 50 latach trzymał te informacje dla siebie, bo musiał i pod koniec życia mógł o tym powiedzieć, żeby nie zachować tego do grobu.
Po pierwsze ten człowiek był już w bardzo awansowanym wieku i bardzo schorowany, więc trudno w takim stanie opowiadać, wymyślać bajki. Wymyślać na poczekaniu różne historie, nauczyć się na pamięć czegoś i opowiadać. Bardzo często ludzie starsi dobrze pamiętają swoje lata młodzieńcze, czyli jak byli dwudziestolatkami, mieli kilkanaście lat czy 20 lat, czyli pół wieku wcześniej. Bardzo dobrze pamiętają, ale mają problemy, co na przykład robili w wieku 60 lat. To jest bardzo częsta przypadłość. Tak jak mówiłem, nie zyskał na tym wywiadzie nic, ani nie zarobił, aniI tak jest jako anonimowa osoba podana. Co mogę powiedzieć, dlaczego uważam, że jest to wiarygodna wypowiedź, tego, co mówił? To jest ważne, że on nie wywyższał się. Spoileruję, ale to jest ważne, w tym wywiadzie mówił, że był niskim rangą żołnierzem Majestic 12. Tak naprawdę był pomocnikiem tej całej organizacji, najniższym żołnierzem w tej organizacji, po prostu przynieś, wynieś, pozamiataj, eufemistycznie mówiąc o jego pracy.
To działa bardzo na plus. To jest zupełne przeciwieństwo tego, co mówi nijaki Dan Burisch. Jest taka osoba Dana Burisha, który wywyższa się, że był w tym Majestic 12, był ważną personą i tak dalej. To działa absolutnie na jego plus. Mówił o kartach magnetycznych, że były używane już w połowie lat 50. On był, jak już Eisenhower był prezydentem, dostał tą fuchę, jeżeli tak to możemy określić. To było po 1953 roku, znaczy w 1953 i później. Korzystano już w tych tajnych bazach. On mówił, że to była właśnie baza Groom Lake, czyli ta Strefa 51, ale on upierał się, że były podzielone na dwie. Jedna Strefa 51, która była mniej istotna, mniej ważna, ten Groom Lake, ale była tak zwana S4, która była na jeziorze Papoose, Papoose Lake.
Tam były bardziej tajne rzeczy i tam oni działali. Wracając do tej sprawy z kartami. Używano kart magnetycznych i wydawałoby się, że to już skreśla tego pana. No bo jak w latach 50. karty magnetyczne? Przecież dopiero na początku lat 70. zaczęto komercyjnie stosować karty magnetyczne, po raz pierwszy w 1971 roku, a oficjalne wynalezienie kart magnetycznych dopiero nastąpiło w 1960 roku. Uważam to za wielce prawdopodobne, zważając na to, że w tajnych laboratoriach i ogólnie w tej nauce z innej strony, tej utajnionej, oni są dużo bardziej rozwinięci niż ta nauka oficjalna. Technologia do produkcji kart magnetycznych już była. Nie to, że nie było, tylko po prostu nie było potrzeby takiej.
Nikt nie próbował czegoś takiego zrobić. Zapis magnetyczny jak najbardziej był jeszcze w latach 40. wynaleziony i umieszczanie go na plastiku też nie stanowiło jakiegoś problemu. Problemem był bardziej odczyt, ale na tyle już były wtedy komputery oparte o tranzystory pierwsze czy układy bardziej scalone, trudno nazwać było komputerami, ale tak naprawdę tranzystorowe urządzenia elektroniczne tak może to nazwijmy, gdzie mogły to obsłużyć. Jak najbardziej jest to dopuszczone. Zresztą też są whistleblowerzy, którzy o tym wspominają, że praktycznie od początku tych tajnych laboratoriów były używane karty magnetyczne. To jest dosyć logiczny wniosek, że używano technologii, której nie da się łatwo podrobić. Dzisiaj już to jest przestarzała technologia. Nikt nie stosuje prawdopodobnie kart magnetycznych, bo można sobie w domu taką kartę nagrać już od wielu lat. Natomiast w latach 50.
w domu nie można było sobie nagrać takiej karty. Ta karta była po prostu nie do zdobycia. Nie można było nigdzie jej kupić, pójść do kogoś kupić. To była technologia z rodem science fiction w latach 50. Natomiast dzisiaj stosuje się już zupełnie jakieś inne technologie. Nawet nie RFID podejrzewam, tylko jeszcze bardziej jakieś wymyślne, zabezpieczające wchodzenie do drzwi. To jest jedna sprawa. Jeszcze inna sprawa o Eisenhowerze. On wspomina, że nie chciano Eisenhowera wpuścić do tej Strefy 51. Eisenhower wiedział już o kosmitach i wiedział o bazie.
Rozmawiał z oficerami z grupy Majestic 12. On był w Majestic 12, był pomocnikiem tych oficerów działających, tych głównych osób z Majestic 12, którzy nie chcieli dopuścić prezydenta Eisenhowera, który dodajmy, że był generałem wcześniej, podczas II wojny światowej. Eisenhower zdenerwował się i powiedział im wprost, że jak nie dostanie dostępu do tej bazy, to jego nie obchodzi, kim oni są, co oni o sobie myślą, ci agenci Majestic 12. On jeśli nie dostanie się jako prezydent do tej bazy, żeby dowiedzieć się, co tam się dzieje, bo w końcu jest prezydentem wszystkich Amerykanów i Amerykanie za to płacą, ma prawo do wszystkiego, to przyjedzie do Strefy 51 razem z pierwszą armią, która stacjonuje w Kolorado. Dał im na to tydzień. Wyobraźcie sobie, nie mieli wyjścia. Musieli wpuścić Eisenhowera, bo nie było żartów. Eisenhower miał taki posłuch w armii, że bez problemu by ta armia poszła i zrównała z ziemią tą całą bazę. Po prostu się przestraszyli i wpuścili Eisenhowera. Pojechał.
Wyobraźcie sobie z tego, co powiedział ten whistleblower o tej reakcji Eisenhowera, jak już dotarł do Strefy 51, do S4, właśnie w S4 oglądali wszystko. Spodki, ciała, być może także żywe też istoty IB, czyli te extraterrestrial being. Co jest ważne, Richard Dolan, czyli ten ufolog, który przeprowadzał wywiad z tym whistleblowerm, zapytał się: „Ale dlaczego? Przecież Eisenhower już wiedział”.faktem, to co mogło jeszcze go tak przestraszyć? Wiecie, co on powiedział? To mnie urzekło w tym, że on odpowiedział coś takiego, że oczywiście to go już nie martwiło, bo to wiedział. Nie martwiło go to, że kosmici istnieją, latające spodki, bo to wiedział wcześniej, ale martwiła go rozległość tajnych projektów i tak naprawdę ukrytego rządu, który za tymi projektami stoi. Że już nawet od Eisenhowera prezydent nie mógł wiele, a o tym się doskonale przekonał JFK, który nie miał posłuchu w armii, który nie miał za sobą armii, jak zakończył. To wszyscy wiemy. To był ostatni prezydent, który chciał do czegoś dojść.
Carter jeszcze wiem, że próbował, ale jak mu powiedziano, co i jak, to stwierdził, że jego życie jest więcej warte niż walka o prawdę dla Amerykanów. Uważam tą osobę za wielce wiarygodną. Ja tylko jeszcze na koniec chciałbym przedstawić kilka osób, których już nie zdążę omówić, ale warto zagłębić się w nich. To jest niejaki Arthur Neumann, Henry Deacon, który zaistniał właśnie w projekcie Camelot. Jest jeszcze Norman Bergrun, który pracował dla NASA. Niesamowite rzeczy. To mówią zupełnie bardzo odległe. Jeszcze Robert Starbacker, Wilbert Smith, jeden z pierwszych, który był whistleblowerem można powiedzieć w temacie UFO, czyli był pracownikiem rządu Kanady. O tym opowiadał w latach 50. Kapitan Edward Ruppelt i wielu innych, o których mam nadzieję, że tam jeszcze Marku wspomnicie.
A ja chciałbym się już pożegnać z wami i na koniec, jeśli mógłbym zareklamować swoją audycję „Teoria chaosu”.
[01:51:49] - Oczywiście.
[01:51:51] - Która jest też emitowana w Radiu Paranormalium i Radiu Rafali co tydzień, w każdy piątek o godzinie 24:00. Także polecam wam. Bardziej o spiskach niż o UFO, ale czasem UFO się też pojawia, głównie o spiskach. Także chciałbym polecić portal, który zaczęliśmy tworzyć. Encyklopedię, Wikipedię konspiracyjną, bo ta wiedza ucieka. Ona jest usuwana z Wikipedii, znika z internetu. Żeby przetrwała, musi być jakieś miejsce, żeby tą wiedzę dla przyszłych pokoleń zgromadzić i żeby być może jakieś wynalazki free energy, żeby robić, żeby badać dalej UFO czy ogólnie przekazywać prawdę. To jest strona konspiracyjna.ml. Możecie się zapisywać do tego projektu i polecam uczestniczyć w tym projekcie. Pisać hasła nic nie kosztuje, a można coś dobrego zrobić.
Także jeszcze raz bardzo dziękuję tutaj Arkowi i tobie także Marku za to, że mogłem wystąpić i pozdrawiam wszystkich słuchaczy i do usłyszenia.
[01:52:56] - Dziękujemy ci bardzo Michale. Do usłyszenia.
[01:52:59] - Może jeszcze tylko parę słów na temat tego, o czym mówił Claude. Na temat tej postaci, o której mówił. Bardzo krótko. Jest jako osoba starsza, tak jak mówił dokładnie Claude, nie ma nic do stracenia. Opowiada to z punktu widzenia zwykłego szarego pracownika i jest pod tym względem bardzo wiarygodny.
[01:53:29] - Arku, a jak traktujesz astronautów z NASA i przekazywane przez nich informacje na temat UFO?
[01:53:39] - Jeżeli już się decydują na to, że mówią o tym, to naprawdę muszą wiedzieć, co mówią i mają z reguły na to jakieś potwierdzenie w obrazach. To znaczy są jakieś materiały nagrywane dawniej z wahadłowca czy to z ISS. Tutaj pomijamy w dzisiejszej rozmowie całkowicie drugą stronę, to znaczy kosmonautów, czyli astronautów bloku wschodniego, którzy też wspominali bardzo często o jakichś tam takich właśnie latających obiektach, których nie potrafili zidentyfikować. Tutaj parokrotnie o czymś takim wspominał kosmonauta radziecki Klimuk. Ten, który leciał razem z Hermaszewski. Nie pamiętam dokładnie nazwiska, ale on też wspominał o czymś takim, że widzieli coś takiego. Z tym że do materiałów, które miał Związek Radziecki, dostępu żadnego nikt nie ma. Natomiast tutaj jest o tyle prościej, że wszystko w sumie jest prawie jawne, także łatwo sprawdzić, czy coś widzieli, czy nie widzieli. Odkąd zaczął się w ogóle program kosmiczny amerykański, przez cały czas praktycznie były jakieś spotkania z obcymi czy może niezidentyfikowanymi obiektami, w ten sposób powiedzmy to. Bo już podczas drugiego startu było zgłoszenie, że coś tam widzi, coś tam przelatuje.
Nie pamiętam, kto tam wtedy leciał, ale już drugi start był taki. Natomiast przez cały program Gemini były widoczne, czyli już brało udział wtedy dwóch pilotów w jednym statku. Były widywaneApogeum teorii spiskowej, jeżeli chodzi o to, co astronauci widzą, było przy programie Apollo 13. Informacje, które dobiegały spoza źródeł do społeczeństwa, było to, że Apollo 13 miało mieć ze sobą bombę atomową, którą miano zdetonować na Księżycu i dzięki tej detonacji można było zbadać strukturę Księżyca. Czy jest on pusty w środku, w którym miejscu jest pusty. To w jakiś sposób mogło zagrażać bazom obcych na Księżycu, więc uszkodzili rakietę w taki sposób, żeby nie zabijać, nie niszczyć, ale uniemożliwić dokończenie tej misji. Apollo 13 obleciało tylko Księżyc i wróciło z powrotem na Ziemię. To był najbardziej teoretycznie konspiracyjny wykład. Dziękuję.
[01:57:28] - Arku, jak odnosisz się do informacji przekazywanych przez whistleblowerów z Roswell, między innymi majora Jessela Marcela seniora, majora Jessela Marcela juniora, państwa Brazelów, Proctorów i ich dzieci, wojskowych i tak dalej?
[01:57:48] - Trzeba by było popatrzeć obiektywnie na to, co się wydarzyło w Roswell. Po kolei, jak ta historia mniej więcej mogła wyglądać. A wyglądała w ten sposób, że po dużej burzy dzierżawca rancza objeżdżał swoje ziemie i zobaczył na jednym z kawałków rozrzucone jakieś materiały. Pozbierał, pojechał z tym do szeryfa i szeryf zadzwonił do miejscowej bazy wojskowej w Roswell, gdzie stacjonował dywizjon bombowców strategicznych i z tego dywizjonu przysłali Jessela Marcela seniora, żeby to sprawdził razem z jeszcze jednym oficerem. Pozbierali to, co mogli pozbierać i z powrotem wrócili do jednostki. Wtedy dopiero zaczęła się cała jatka. W jednostce ogłosili, że odkryto statek kosmiczny obcych, który się rozbił na polu. Do Roswell zjechały tajne postacie, które przesłuchiwały długi czas Brazelów. On zrezygnował w tym momencie z dzierżawy i się dalej wyprowadził. Podobno szeryf jeździł po ludziach, było trochę gapiów po jakimś czasie.
Jeździł i podobno zastraszał ludzi. Następnie Marcel senior, gdy miał wracać nocą, zajechał do domu i pokazał synowi tamte rzeczy i pojechał do bazy do Roswell. Później z Roswell polecieli do Wright Patterson i tam zdementowano to, robiąc Marcelowi zdjęcie przy folii aluminiowej i innych patyczkach. O całej sprawie na długie lata zapomniano. Dopiero sobie przypomniano w latach 70. Jessel Marcel napisał książkę, później powstał na jej podstawie film fabularny i zaczęły się wywiady, autografy i wszystko, co za tym idzie. Roswell stało się wtedy numerem jeden na mapie ufologicznej Stanów Zjednoczonych. Teraz pytanie, gdyby tam cokolwiek było takiego, faktycznie rozbiło się, czy nie skierowano by tam poważniejszej ekipy do zbierania tego? O czymś takim nikt nie wspomina. Na pewno Marcel nie wspominał nigdy o tym, że rozbił się tam statek kosmiczny na tyle skutecznie, że widać było ciała ufonautów, można określić ciała obcych.
Nic takiego nie miało miejsca. Po prostu tylko pozbierał parę rzeczy. Do tego jeepa niewiele się zmieniło, zmieściło. Syn Marcela junior pamięta, że tata obudził go i coś mu pokazywał. Pamiętał swój kształt poprzedni, po zdjęciu się dalej prostował i jeszcze na rurkach. Dopiero później, w tej drugiej bazie okazało się, że jest to balsaNie wiem, czy mnie słychać. Że jest to balsa. Nie sądzę, żeby od samego początku osoba z wyższym wykształceniem, a Jesse Marcel miał takie, nie potrafiła rozpoznać drewna balsy, które jest lekkie i dosyć kruche. Nie ma też żadnej udokumentowanej ekipy, która by zbierała te materiały. Mówi się o kilkuset metrach porozrywanych części.
Czegoś takiego nie ma, ale nie ma też innych wzmianek. Nie ma o tym, że odnaleziono tam kiedykolwiek sznurki i balony, bo ten projekt Mogul, który miał być tym czymś, co się tam rozbiło, składał się z kilkudziesięciu balonów średnicy około dwóch metrów powiązanych sznurkami. Czegoś takiego też tam nie było. Tak naprawdę, co się tam stało w Roswell, ciężko stwierdzić. Nie wiemy do końca, czy ten mały syn nie był pod wpływem ojca i tak bardzo chciał wierzyć w to, że ojciec coś odnalazł, że dalej to puszczał w obieg. Ciężko tu powiedzieć, w którym miejscu ludzie zaczęli fantazjować, a co było rzeczywistością. Ciężko jest rozgraniczyć to. Ten przypadek przebadał bardzo dokładnie Stanton Friedman i uważa, że faktycznie rozbił się tam statek. Statek ucho i niezidentyfikowany i te wszystkie inne rzeczy są kamuflażem. Jeżeli chodzi o projekt Mogul i wymagania, jakie o nim mówiono, to faktycznie to jest ściema totalna.
W tym momencie balony po to, żeby wynosić mikrofony, żeby podsłuchiwać wybuchy atomowe w Rosji, i to jeszcze nie na Alasce, tylko w centrum Stanów Zjednoczonych, to jest dziwo bez sensu. Nigdy później taki mogul się nigdzie nie rozbił. To świadczy o tym, że takiego projektu prawdopodobnie nie było i został on wymyślony na potrzeby dezinformacji. Z drugiej strony nie wiemy faktycznie, co się tam rozbiło. Powinno być w bazie, że pułk czy kompania została skierowana do wyjazdu. Poza tym musi iść samochód, za tym muszą iść ślady. To musi być wszystko potwierdzone. Takiego dokumentu, z tego, co pamiętam, nigdzie nie było. Niemożliwym jest, żeby dwie osoby pozbierały do jeepa to, co zostało ze statku kosmicznego ewentualnie. Natomiast było jeszcze drugie wydarzenie.
To było w Koronie i tam pięcioletni chłopiec mówi, że widział rozbity obiekt, martwych i żywych kosmitów, ale żadne ślady, jakie w tej chwili można tam zobaczyć, nie potwierdzają tego. Ciężko powiedzieć, co tam było faktycznie, kto kłamie, w którym miejscu. Trudno jednoznacznie. Nie mamy żadnych twardych dowodów. Nie mamy tego dymiącego pistoletu, że tak powiem.
[02:06:19] - Ciekawe pytanie nadesłał jeden ze słuchaczy na naszym radiowym gadu-gadu. Piotr, niestety nie Cielebiaś, pisze tak: „Czy nie wydaje się panom, że taka współpraca z obcymi w bazach, gdzie jest personel wojskowy, naukowcy, nie dałaby się na dłuższą metę ukryć i wiele osób zaczęłoby o tym mówić z poszczególnych baz? A tak mamy po jednym świadku o wątpliwej często reputacji. Przecież takich ludzi jest pełno i na zdrowy rozum ludzie pewnie byliby przerażeni obecnością obcych i zaczęliby ich nagrywać i mówić o nich”. Arku, jak uważasz?
[02:07:02] - Mamy troszeczkę inny system emerytalny w Stanach Zjednoczonych. Wystarczy jedna klauzula, że osoba traci przywileje emerytalne w momencie ujawnienia tajemnicy państwowej i nikt do końca życia nie poważy się cokolwiek powiedzieć, wpisać w bardzo krótkim czasie, bez opieki medycznej, bez środków do życia, a bardzo często po krótkim czasie, jak nie opłaci podatków, bez dachu nad głową i nikt tam nawet nie mrugnie okiem i zostanie bez niczego. To jest najlepszym zabezpieczeniem dla tych wszystkich służb, które kiedykolwiek, w jakikolwiek sposób próbowały tajnie działać. Lepszego nie znam, bo nikt, nawet jak skończył cokolwiek z tymi służbami, jakąś działalność, to mając 65 lat nie poważy się na to, żeby zostać bez niczego raptem. Z drugiej strony czekam na takie wspomnienia osób, które już nie mają nic do stracenia. Został im miesiąc czy dwa miesiące życia. Wiedzą, że nikt nie jest w stanie już nic zrobić.I ujawniał czy to dobre zdjęcie z komórki, czy popielniczkę wyniesioną z latającego talerza, tak popularnie mówiąc. Niewątpliwie bardzo dużo osób w tym musiałoby uczestniczyć. Takie przecieki musiałyby mieć i zawsze powinien się przynajmniej znaleźć taki Snowden, który w imię idei szczytnej będzie chciał to ujawnić i będzie miał na to konkretne dowody. A tacy ludzie na pewno są.
Z historii Stanów Zjednoczonych, nawet w projekcie Manhattan było bardzo dużo osób, które przekazywały informacje dla strony rosyjskiej tylko dlatego, że uważały, że równowaga sił będzie wówczas zapewniona, jeżeli obydwie strony będą miały dostęp do bomby atomowej. Podejrzewam, że taka sama sytuacja powinna nastąpić też i tu, że powinien się znaleźć ktoś odważny czy grupa osób, które umożliwią wyniesienie bezspornego dowodu i o tym powiadomią opinię publiczną. Na razie o czymś takim jednoznacznym, to nie mamy nic takiego. Mamy tylko wspomnienia starszych osób, które są mniej lub bardziej wiarygodne dla nas, ale obiektywnie rzecz biorąc nie stanowią dowodu.
[02:10:03] - Na czacie Radia Paranormalium Katarinka rzuciła nazwiskiem Joe Jordan. Czy może powie ktoś coś o Joe Jordanie? Może ktoś z gości ma jakieś info na temat tego pana? Członek MUFON-u podobno. Arku?
[02:10:21] - Niestety ja nie przypominam sobie takiego nazwiska. Być może, że jest w MUFON-ie, ale to jest dosyć duża organizacja. Być może, że prezentuje się w jakichś filmach, dokumentach nagrywanych przez telewizję, ale nie przypominam sobie. Nie jestem w stanie nic na ten temat powiedzieć. Chyba że coś bliżej Katarinka określi.
[02:10:48] - Także Katarinko, jeżeli mogłabyś troszeczkę bardziej doprecyzować, o kogo ci chodzi, kim ten Joe Jordan jest, będziemy ci bardzo wdzięczni. Arku, wspominaliśmy już o majorze Janie Makiele. A co można powiedzieć o innych polskich whistleblowerach?
[02:11:09] - Przede wszystkim generał Czernow. Najwyższy rangą oficer służb wojskowych, służb lotniczych. O powiesia od takiego człowieka chyba każdy by zabiegał. Dlatego, że miał pod sobą wszelkie możliwe służby lotnicze w Polsce. Latał, był też pilotem i zarówno sam widział, jak i do niego przekazywane były informacje o spotkaniach pilotów wojskowych nad polskim niebem, które nie były z całą pewnością samolotami. Bo czasami zdarzało się tak, że piloci próbowali uciekać, zwłaszcza w czasie wojennym, w stanie wojennym w Polsce. Próbowali przerabiać samoloty An czy jakieś inne, dokładając im elementy, żeby wyglądały na UFO i próbowali przelecieć. Z tego, co pamiętam, były takie dwa przypadki i faktycznie się udało. Ale były też i takie przypadki, że z całą pewnością nie były to samoloty ani zachodnie, ani amerykańskie. Było to niemożliwe, żeby to były jakiekolwiek samoloty z takimi parametrami.
Wówczas te MiG-21 były bardzo nowoczesnymi samolotami jak na owe czasy, bardzo szybkimi i po prostu nie potrafiły dogonić tych obiektów. A zdarzało się tak, chyba dwukrotnie, raz na terytorium Polski i raz w Rumunii bodajże, że samoloty zostały zniszczone i piloci zginęli. O takich dwóch przypadkach generał Czernow mówił. Inną taką postacią z polskiego świata lotniczego był pułkownik Grundmann, który zbierał tego typu informacje prywatnie, bo nie było w Polsce takiej organizacji państwowej, która by zbierała, notowała to wszystko.
[02:13:53] - Chodziło mi właśnie, potem po głowie pytanie o Grundmanna. Czy można go uznać też za polskiego whistleblowera?
[02:14:01] - Zdecydowanie tak. Chociaż w Polsce jest troszeczkę inaczej, dlatego, że te sprawy za ciemnych czasów komunizmu nie były jakoś specjalnie utajniane. Natomiast od czasów, kiedy weszliśmy w demokrację jawną, te sprawy nie wychodzą na światło dzienne. Tak w ten sposób powiedzmy. Więc jest troszeczkę odwrotnie, niż powinno być.Zdecydowanie. Trzeba wziąć pod uwagę to, że tego typu rzeczy, jak obserwacje niestandardowych obiektów latających, były wpisywane do rejestrów radarowych, czy to obserwacji pilotów z powrotu z misji. Zostało tylko tyle, że wpisane, spisane i odłożone razem z raportem dziennym, jak to mówił pan Makieła, gaciowym do archiwum. I to wszystko. Nikt tego nie badał. Prywatnie badał to pułkownik Grundmann, który takie rzeczy zbierał i próbował z tego zrobić bazę danych, ale to nie były działania zinstytucjonalizowane.
Natomiast w tej chwili, co się dzieje z tego typu raportami? Na pewno takie raporty są sporządzane i na pewno wędrują do jakiejś bazy centralnej w NATO, ale w tym momencie odcięło się to od nas. Odcięli nas od tych informacji. Nasz nieodżałowany kolega Mieczysław był swego czasu oficerem kontrwywiadu i prywatnie takie rzeczy próbował zbierać. Jeżeli coś takiego trafiało na biurka znanych mu osób, a parę osób znał, to przekazywano to do niego, ale to tylko na zasadzie prywatnych zainteresowań, więc to nie były instytucjonalne rzeczy. Stąd wiem na pewno, że nie było takiej instytucji w polskim wojsku, które by się tylko i wyłącznie zajmowały obiektami nieznanego pochodzenia, na wzór amerykańskich czy brytyjskich, czy jakichkolwiek innych armii świata. U nas czegoś takiego nie było. Nie odbywało się to w ten sposób, że to trafiało do centrali w Moskwie. Czegoś takiego też nie było z całą pewnością.
[02:16:58] - Trwa jeszcze 23. debata ufologiczna online. Zbliżamy się powolutku do końca, ale jeszcze przez te ostatnie kilka, kilkanaście minut można przesyłać nam pytania, dzwonić, komentować. Nasz numer telefonu to 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również pisać do nas na naszym radiowym Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl, jak również na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra. Można również wysyłać do nas pytania drogą SMS-ową pod numerem 517 986 778, bądź też drogą e-mailową na adres radio@paranormalium.pl. Arku, ostatnie pytanie z listy pytań, które były przygotowane przed debatą. Co jeśli w rolę whistleblowera wchodzi wysoki przedstawiciel władz jakiegoś państwa, na przykład minister obrony Wielkiej Brytanii Nick Pope, minister obrony Kanady Paul Hellyer czy ostatnio były prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew?
W 2001 roku po atakach z 11 września do tematyki UFO zaczął się również odnosić najwyższy rangą gwizdkowiec z NSA, William Binney. Jak powinniśmy traktować przekazywane przez nich informacje?
[02:18:48] - Przede wszystkim Nick Pope chyba nie był ministrem obrony Wielkiej Brytanii. Z tego, co pamiętam, to zajmował mały pokoik w ministerstwie, do którego spływały informacje o obserwacjach niezidentyfikowanych obiektów latających. Nawet nie zajmował się weryfikacją tego, tylko katalogowaniem. I w momencie, kiedy Wielka Brytania zakończyła ten program, to znaczy określiła, że nie stanowi to zagrożenia dla Wielkiej Brytanii, dla bezpieczeństwa Wielkiej Brytanii, tylko ewentualnie dla ruchu lotniczego, to po prostu to rozwiązano i to był koniec. Natomiast objawił się jako ktoś, kto napisał bodajże książkę czy przekazuje informacje na ten temat. Kanada była zawsze bardzo otwarta na ujawnianie tego typu rzeczy. Nie wiem, czy Paul Hellyer był ministrem obrony. W każdym razie, jeżeli nawet tak, Kanada zawsze była otwarta na to i takie rzeczy ujawniała. Zresztą bardzo dużo takich rzeczy mieli na swoim koncie z racji tego, że bardzo dużo takich statków pojawia się w rejonach bieguna północnego i między innymi lecąc na południe, takie rzeczy się tam zdarzają.Jest to bardzo wiarygodne, to, co przekazuje Kanada. Natomiast ten żart Miedwiediewa z 2001 roku z konferencji prasowej bardzo dużo osób wzięło poważnie.
Nie sądzę, żeby poważnie to mówił. Po prostu zażartował sobie, odnosząc się do filmu. Jest parę filmów zarówno dokumentalnych, jak i fabularnych o facetach w czerni, więc poszło to w eter i Miedwiediew nie miał zamiaru tego prostować. Pewnie miał dobry ubaw z tego. W żadnym wypadku nie należy tego brać poważnie. Owszem, poważnie można by było brać, jeżeli zleciłby jako prezydent ujawnienie tego typu akt, tych, które są na Łubiance, ewentualnie, jeżeli takie są. A na pewno są, bo przez jakiś czas prowadzili bardzo szeroko zakrojone badania na ten temat. To znaczy każdy żołnierz, który jest i który widział cokolwiek, miał donosić o tym swojemu przełożonemu. Ten miał sporządzać raporty i te raporty miały lecieć do Moskwy, w skrócie mówiąc. Więc coś takiego na pewno mają, ale na pewno też dużo rzeczy mają pozyskanych ze Stanów Zjednoczonych, bo tam ta siatka, zarówno ze Stanów Zjednoczonych, jak i z Kanady, ta siatka szpiegowska zawsze była świetnie rozwinięta, zawsze bardzo dobrze pracowała.
I o tym, że agenci rosyjscy byli być może są w dalszym ciągu najlepsi, dowiadujemy się dopiero po latach, jak kogoś złapią. I dopiero wtedy Amerykanie czy Brytyjczycy, czy jakikolwiek inny naród łapie się za głowę, że coś takiego miało miejsce pod ich nosem i nie byli w stanie zobaczyć. Tak że na pewno akta rosyjskie dotyczące UFO są bardzo szeroko, bardzo dużo rozwinięte i bardzo dużo w nich jest szczegółowych informacji. Natomiast Amerykanie to przede wszystkim inny system. My nie jesteśmy do tego systemu amerykańskiego przyzwyczajeni. To jest system tabloidów, gdzie żeby zaistnieć, żeby cokolwiek pokazać się na starość, że tak powiem, to wystarczy wyjść, pokazać się, coś tam powiedzieć. Rozmuchają to gazety. Jest się wtedy sławnym. Autografy i ma się te swoje pięć minut. To jest bardzo poważna przeszkoda w ocenie wiarygodności jakichkolwiek świadków, jacy są.
Zwłaszcza byłych generałów, którzy w sumie mówią, ale nic z tego, o czym oni mówią, nie wynika ani nie ma na to żadnych twardych dowodów na ten temat. To jest tylko bicie piany i ewentualnie skierowanie uwagi społeczeństwa na inne tory, niż powinna patrzeć.
[02:24:13] - Pojawił się taki komentarz od pana Tomasza. Nie tego Tomasza, którego wszyscy znamy w INPRZ-e. Na naszym fanpage'u Radia Paranormalium na Facebooku: „Witam. Co się tyczy tych gwizdkowców, będę pisał po polsku. Mam taką teorię związaną z ostatnio zaobserwowanym urodzajem na ujawnienia disclosures. Jest ich dużo. Stoją za nimi mądre osoby z tytułami, gadające głowy z tak zwanym autorytetem. No i co? No i nic. Są tylko potwierdzenia faktów, o których wszyscy zainteresowani dobrze wiedzą.
Ale jest ruch, zainteresowanie i pojawiają się nowe autorytety w tych sprawach, poparte ich stanowiskami i tytułami, jednocześnie utrwalające w świadomości szerszego społeczeństwa, że są oni jedynymi, którzy mają podstawy do mówienia o tym zjawisku i tylko z ich ust wychodzi sama prawda. No i mamy społeczeństwo ugrane i ugłaskane. Teraz jakby coś miało wypłynąć więcej, to tak zwane nowe autorytety powiedzą: no nie panowie, to jest nieprawda, my znamy ten temat. Przecież ujawniliśmy wam tyle i tyle. Nazwałbym to kontrolą drugiego obiegu albo socjotechniczną autocenzurą. Po prostu najpierw coś ci dadzą, wprawiają w szok i zdumienie, budują na tym fałszywy autorytet i jak już łykniesz ich bajkę, to już jesteś ich. Kim oni są? Kto ich ustawia? To temat na poważne rozważania.” Arku, co sądzisz o takim wysypie autorytetów i tych wszystkich ujawnieniach?
[02:26:02] - To tak dokładnie, jak słuchacz opisał to. To jest dokładnie powiedzenie nie do końca prawdy albo półprawdy, albo część prawdy. Reszta pozostaje w sferze ewentualnie nawet nie domysłów, ale nie jesteśmy w stanie się tego domyśleć. Oni mówią z punktu widzenia: my wiemy wszystko, ale to powiemy i już jest ten temat zaklepany i jest ukierunkowane nawet badanie w tę stronę. Nawet ewentualne nakręcenie wywiadu niczym nie zmienia. Nie ma twardych dowodów. Nikt nie przyniósł jeszcze, żaden z tych generałów nie przyniósł pistoletu laserowego ze sobą i nie pokazał: zobaczcie, to zabraliśmy.Właśnie z tej bazy albo: "To jest filmik. Zobaczcie, jedziemy 10 pięter pod ziemią i tam znajduje się baza obcych. Zobaczcie, tam byłem, to widziałem". Z drugiej strony mamy też do czynienia z osobami, które próbują coś ujawnić.
Od początku lat 50., 60. bardzo dużo osób, które próbowały coś ujawnić, albo chorowało, albo popełniały dziwne samobójstwa. To było między innymi wyskakiwanie z okien szpitali. To były samobójstwa takie, że zagazowywali się w swoim własnym garażu, swoim samochodem. Włączali, zamykali wszystko i po prostu gazowali się. Pani Kathleen Turner, która zajmowała się abdukcjami, zmarła na raka trzustki, który bardzo szybko następował. Ujawnianie fenomenu UFO i tych wszystkich rzeczy, które się dookoła tego dzieją, nie wychodzi ludziom na zdrowie. To jest też taki inny obieg, ale nikt specjalnie nie mówi: „Zmarł w tajemniczych okolicznościach i koniec. Popełnił samobójstwo i sprawa się zamyka”. To jest inne.
Oprócz tego mamy wysyp, jak mówił słuchacz, dziwnych postaci autorytatywnie mówiących, ale jednego wywiadu.
[02:29:05] - A czy to oznacza, że powinniśmy do takich postaci i ich wywodów podchodzić z dystansem, czy może traktować je troszeczkę bardziej poważnie?
[02:29:19] - Niewątpliwie wysłuchać trzeba, zobaczyć trzeba spróbować temat zgłębić, ale dowodowo i zgłębić się w tym, jakie to były przesłanki, w którym roku to się zaczęło i od czego to się zaczęło. I wyciągać samodzielnie wnioski, bo nikt za nas myśleć nie będzie. Fajnie jest, jeżeli jest taka możliwość, jak tutaj w Radiu Paranormalium czy na innych forach tematycznych, żeby wypowiedzieć się i móc skonfrontować to, co myśli się na ten temat z innymi osobami. To jest bardzo ważne, żeby większe grono osób wiedziało wtedy. Tak jak sprawa z Biglotem. Przez długi czas uważałem, że naprawdę to jest mur beton, pewna sprawa. Faktycznie to miało miejsce w Polsce. Okazało się podczas debat, że ta informacja wyszła od jednej osoby, na której potwierdzenie żadnego zdjęcia na dobrą sprawę nie ma. Ważne jest wymienić informacje na ten temat z innymi osobami zainteresowanymi.
[02:30:42] - Niby są informacje, niby są zdjęcia, są świadkowie, ale ta osoba, o której mówisz, ich nam nie pokaże, bo nie i koniec. Arku, czy można w dwóch słowach jeszcze na koniec podsumować całą dzisiejszą debatę, cały temat whistleblowerów?
[02:31:04] - Ten temat będzie przez cały czas nas prześladował, bo wszystkie informacje, które na temat UFO wypływają, w tej chwili to są gros takich osób. Jedyne, co można powiedzieć: słuchajmy, co nam ujawniają i konfrontujmy to z tym, co możemy sami zdobyć w necie czy w innych czasopismach, czy gdziekolwiek indziej w archiwach. I myślmy. Myślmy i wymieniajmy swoje opinie z innymi ludźmi. Wtedy dojdziemy do wniosków bardziej konkretnych. Nie damy się zrobić w balona.
[02:31:48] - Ja bym jeszcze dodał do tego: nie bierzmy absolutnie wszystkiego, nie bierzmy w ogóle czegokolwiek za absolutnie pewny pewnik. Takie masło maślane, bo możemy się w pewnym momencie bardzo zdziwić. Drodzy państwo, to była 23. już debata ufologiczna online. Mówił do państwa Marek Sęk "Ivellios", a dzisiaj po drugiej stronie Skype'a byli z nami nieobecni już Adam Borowski, dziennikarz niezależny, Michał Gieraś, znany szerzej jako Claude Monet, autor audycji „Teoria chaosu” oraz Arek Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. Dzięki ci jeszcze raz, Arku.
[02:32:34] - Dziękuję również. Dziękuję, że chcieliście mnie wysłuchać. Dobranoc wszystkim. Miłej nocy życzę.
[02:32:40] - Dobranoc. Pięknych, zdrowych, spokojnych, paranormalnych, a przede wszystkim świadomych snów. I do usłyszenia ponownie na kolejnych debatach ufologicznych. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia.