[00:32] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie. To jest debata ufologiczna na żywo w Radiu Paranormalium. Jak co niedzielę po godzinie 19:00 debata o UFO i sprawach z tym związanych. Dzisiaj debata nie posiada numerka, nie posiada jednego ściśle określonego tematu. Będziemy skakać jak pszczółka z kwiatka na kwiatek, z wątku na wątek. Będziemy dzisiaj głównie odpowiadać na pytania, które nie doczekały się odpowiedzi w poprzednich debatach. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”, a jest dzisiaj z nami po drugiej stronie Skype'a Chris Miękina. Witaj, Chrisie.
[01:12] - Cześć, witam wszystkich i wesołych świąt.
[01:14] - Właśnie, jak tam święta mijają?
[01:16] - Święta mijają tradycyjnie bardzo intensywnie. W dzisiejszym spotkaniu oczywiście Radio Paranormalium jest w koszyczku ze święconką, którego już sporo ubyło, ale jeszcze póki co z nim walczymy.
[01:28] - Wszystkich pozostałych produktów w koszyczku ubywa, ale Radia Paranormalium nie ubywa. Także dzisiejszą debatę również, tak jak zawsze, organizujemy w całości na żywo. Można już teraz do nas dzwonić i pisać. Nasz numer telefonu to 32 746 00 08. 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na naszym Radiowym Gadugadu pod numerem 36 08 80 02. 36 08 80 02. Jesteśmy także na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl, a także na Facebooku na koncie Radia Paranormalium. Można również do nas wysyłać SMS-y pod numerem 517 986 778.
517 986 778. A jeżeli ktoś ma do nas coś ciekawego, niekoniecznie ufologicznego albo chciałby się z nami podzielić jakąś relacją z obserwacji niezidentyfikowanych obiektów latających bądź innego zagadkowego zjawiska, to zachęcamy do pisania na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Chrisie, wiem, że chciałeś się odnieść do jednego z komentarzy do debaty ufologicznej poświęconej nazistowskiemu UFO. Dlatego może najpierw przytoczę ten komentarz: „Dyskusja bardzo ciekawa, choć czasem bez poszanowania dla faktów. Celowo używam słowa «faktów», a nie wiedzy historycznej. Argentyna owszem, wypowiedziała wojnę III Rzeszy, ale pod bardzo dużą presją ze strony USA, obłożona embargiem na dostawę wielu surowców i groźbą nieprzyjaciela do właśnie tworzonego ONZ. Poza tym nie widzę w tym nic sensacyjnego, bo raptem kilka tygodni wcześniej wojnę III Rzeszy wypowiedziały takie potęgi militarne w cudzysłowie, jak chociażby Chile, Ekwador, Peru, Wenezuela czy Egipt, Arabia Saudyjska, Liban czy Finlandia. Zupełnie nieuprawnionym jest twierdzenie, że dawało to możliwość kursowania samolotów argentyńskich bez niczyjej kontroli. Alianci całkowicie kontrolowali przestrzeń powietrzną nad swoją częścią Europy i bez ich zgody żaden argentyński samolocik nie mógł sobie przylecieć do Niemiec i spokojnie wrócić przez nikogo niekontrolowany ani zaczepiany. To tak co do faktów, o których wiedzę mam w głowie.
Co do pozostałych wprawdzie w źródłach jestem zwolennikiem teorii, że nie wiemy wszystkiego na temat naszej historii najnowszej, ale uważam jednocześnie, że nie można uzasadniać niczego w tak nierzetelny sposób, bo tak tworzą się źródła internetowe, na które wszyscy się powołują, o których mówił jeden z uczestników rozmowy”. Chrisie?
[04:30] - Ten jeden z uczestników to właśnie pewnie byłem ja, ponieważ zakładałem, że ta cała historia z nazistami, którzy przenieśli się do Argentyny i byli wspierani tam przez jakiś czas przynajmniej intensywnie przez Peróna, mogła mieć jedno z takich połączeń. Jedną z tych ratline, którą ci naziści wymykali się z Niemiec właśnie do tej Argentyny, była ta historia z wypowiedzeniem wojny przez Argentynię Niemcom. I tutaj kolega mówi, że nie mam poszanowania dla faktów, ale ja chciałbym tylko przypomnieć, że właściwie fakty to my mamy w zasadzie tylko i wyłącznie oficjalne. Co jakiś czas dowiadujemy się, że historia wyglądała trochę inaczej, niż mówią to oficjalne fakty. I to nie jest naginanie faktów, tylko dyskusja nad nimi. Czy rzeczywiście tak to wyglądało, czy mógł być jakiś jeszcze inny scenariusz? Jak wiemy nawet od samego wodza III Rzeszy, że nikt nie pyta zwycięzców o to, czy mieli rację, czy też nie. I to działa w obie strony. Kiedy alianci wygrali wojnę, ustalili te fakty, które odpowiadały ich własnej wizji świata. Jak wiemy, przez wiele lat, nawet do dziś uważa się oficjalnie i są to tak zwane fakty, o których tutaj kolega krytykant wspominał, że Adolf Hitler i Eva Braun i paru innych dostojników III Rzeszy popełnili samobójstwa i potem się nieudolnie spalili czy ich spalono tuż przed bunkrem w Berlinie.
I tak skończyli tą swoją przygodę z podbojem świata. Tymczasem coraz więcej wskazuje na to, żePrawda była kompletnie inna, że Adolf Hitler nie tylko wymknął się z Berlina, ale prawdopodobnie dożył końca swojego życia gdzieś w spokojnym miejscu. Nie mamy pojęcia, gdzie to było, ale coraz więcej na to wskazuje. Czaszka, która rzekomo miała należeć do Hitlera i została przewieziona do Rosji, została zbadana. Niestety w sposób nieoficjalny. Przypomnę taką historię, że jeden z amerykańskich historyków pojechał do Moskwy, próbował zdobyć fragment tej czaszki po to, żeby móc ją zbadać genetycznie, żeby ostatecznie stwierdzić, do kogo należała. Oczywiście takiego pozwolenia nie dostał, ale zaprzyjaźnił się z ludźmi, którzy decydowali o tej czaszce. I jak to Rosjanie bardzo gościnnie go przyjęli, troszeczkę popili i udało mu się nielegalnie wywieźć fragment tej czaszki do Stanów i zbadać ją genetycznie. Okazało się, że czaszka na pewno nie należy do Hitlera, a w ogóle to nawet nie należy do mężczyzny, że jest czaszką 40-letniej kobiety. I wokół takich symboli i wokół tak zwanych faktów budujemy nasze pojmowanie świata i pojmowanie historii.
Tymczasem bardzo często okazuje się, że niekoniecznie było ściśle tak, jak nam te fakty przekazują, a czasami w ogóle okazuje się, że fakty zostały zmyślone po to, żeby ukryć coś zupełnie innego. Mówiąc o tym, że Argentyna przystąpiła do wojny między innymi po to, by móc umożliwić Niemcom wymykanie się z Niemiec do Argentyny, nie miałem wcale na myśli tego, że przeleciały dywizjony argentyńskich samolotów i pakowali sobie całe pułki SS na pokład. Nie, to nie wyglądało dokładnie w ten sposób. Argentyńczycy, nawet jeśli posiadali samoloty i używali ich do tego celu, przede wszystkim wykorzystywali do tego celu samoloty alianckie. Nie zapominajmy tutaj o postaci Alana Dullesa, który był szefem ISS na Europę w Szwajcarii, czyli amerykańskiej agencji wywiadowczej ówczesnej i prowadził przez wiele lat korespondencję z Niemcami, z Bormanem. Dziś wiemy to jako fakt, że uratował całą siatkę generała Gehlena, która działała na terenie Rosji, na terenie Polski, również Bałkanów, wschodniej części Europy. Uratował ją praktycznie w całości od sekretarki po oficerów i przeniósł ją do Stanów Zjednoczonych. I nie tylko pozwolił im wszystkim żyć w Stanach Zjednoczonych, ale jednocześnie dał im pracę w tworzącej się wówczas Centralnej Agencji Wywiadowczej. Ludzie ci pracowali oficjalnie. Ich życiorysy spreparowano, zamazano, ale dziś wiemy to jako fakt, że wszyscy ci ludzie, co wydaje się być wręcz faktem sensacyjnym.
I znów ktoś powie, że przecież nie takie te fakty miały być. Ale tak pokazuje rzeczywistość, że ci ludzie nie tylko znaleźli pracę i przyszłość, ale jednocześnie byli w stanie wpływać na dalszy los świata poprzez tak potężną organizację jak CIA, która do dziś ma bardzo wiele do powiedzenia i ustala losy tego świata. W przypadku stworzenia tego powietrznego mostu do Argentyny chcę też jeszcze przypomnieć, że wśród tych różnych historycznych faktów, jakie dotyczą tego typu działalności w tym czasie, jest jeszcze to, że w Anglii stacjonował cały dywizjon lotniczy, który był złożony z Argentyńczyków. I ci Argentyńczycy po zakończeniu wojny, każdy z nich stawiał sobie pytanie: co ja mam dalej robić ze swoim życiem? Czy mam zostać w Anglii, czy też chcę wrócić do Argentyny? A jeżeli chcę wrócić do Argentyny, to co ja tam będę robił? Jeśli będę wrogiem Peróna, to on mi tego nie daruje. Taki doświadczony pilot wojenny świetnie nadawał się do tego typu działań, gdzie można było wykorzystywać samoloty, na których były oznakowania angielskie i używać je do transportu. Niekoniecznie aż do Argentyny, ale wystarczyło ich wywieźć tylko poza tą gorącą strefę, jaka miała miejsce na końcu wojny. Czyli mam tu na myśli część Francji, oczywiście Niemcy i parę krajów ościennych.
Wystarczyło ich wywieźć do Hiszpanii, która była wówczas neutralna, a sprzyjała Niemcom. Czy Portugalii, czy choćby nawet do południowej Francji, gdzie ciągle jeszcze nie rozprawiono się z ludźmi, którzy pracowali dla tego rządu kolaboranckiego Vichy. Także możliwości była ogromna ilość, żeby móc właśnie taki most powietrzny przeprowadzić. A wypowiedzenie wojny Niemcom przez Argentynę po prostu było wygodnym politycznym narzędziem do tego, by móc to zrobić. W tym czasie, w tym momencie Perón piekł dwie kury na jednym ruszcie. Bo jednocześnie ustawiał się po stronie aliantów, w co oni za bardzo i tak nie wierzyli, ale nie mogli właściwie mu niczego zarzucić, ponieważ wyglądało na to, że współpracuje, a jednocześnie tym wszystkim Niemcom, których potrzebował u siebie, umożliwiał im wydostanie się w taki czy inny sposób. Także tak to mogło działać. I kończąc tę próbę wytłumaczenia się wobec tego zarzutu, chciałbym jeszcze raz powiedzieć i zwrócić uwagę, że fakty, które mamy do dyspozycji dziś, prawdopodobnie zmienią się za kilka lat, ponieważ będzie się na nie patrzyło w innym świetle, z innego punktu widzenia, bądź wyjdą na światło dzienne zupełnie inne historie. To tak, jak fakty dotyczące odkrycia nowego kontynentu przez Kolumba. Czy on odkrył nowy kontynent?
Czy rzeczywiście nie było wiadomo o istnieniu tego kontynentu? Dziś wiemy, że nie. Że Kolumb zrobił tak zwane oficjalne odkrycie kontynentu. Wówczas to było uważane za fakt, że wcześniej o czymś takim nikt nie miał pojęcia. Dziś wiemy, że podróże do Ameryki trwały właściwie od ponad tysiąca lat albo jeszcze dłużej. Były bardzo intensywne i mnóstwo ludzi o nich wiedziało. Nie tylko ludzi na wysokich stanowiskach i decydujących o losach ówczesnej Europy, jak na przykład templariusze, ale na przykład zwykli portugalscy rybacy, którzySzukając dorszy zapędzali się do brzegów amerykańskich i utrzymywali to w tajemnicy, bo nie chcieli, żeby konkurencja wpływała na ich łowiska, które uważali za swoje. Ale oni doskonale o tym wiedzieli, że tam był ląd. Mogli tam odpoczywać, naprawiać swoje łodzie i solić je, wsypać je do beczek, suszyć i tak dalej i wracać z powrotem do Portugalii i sprzedawać je dla reszty Europy. Kwestia faktów.
Kiedy nazywamy coś faktem, jest to coś, co być może wygląda tak dziś, ale jutro może wyglądać zupełnie inaczej. Myślę, że całe Radio Paranormalium i wszyscy my, którzy tutaj słuchamy, rozmawiamy, dyskutujemy na ten temat, właśnie przyszliśmy z tego powodu, że nie do końca dowierzamy tym faktom, widzimy, że mają one czasami podwójne dno, że można na nie spojrzeć z innego punktu widzenia, że za jakiś czas być może fakt, który dziś jest historyczny, będzie uznawany za bzdurę. Próbujemy znaleźć tą odpowiedź jeszcze przed całą resztą tego świata i być już świadomym tego, że coś wyglądało inaczej. Także oczywiście zgadzam się tu z kolegą, że jeżeli spojrzę na fakty tak, jak pokazuje to Wikipedia, oczywiście do czegoś takiego nigdy nie mogło dojść. Natomiast dochodziło i to zupełnie bez problemów, na co mamy przykłady, bo przecież tysiące tych esesmanów przeprowadziło się do Niemiec. Żyją tam do dziś. Żyją ciągle w bardzo silnych niemieckich enklawach, do których właściwie nie ma dostępu. Wspominałem o tym wcześniej, że pisarz Peter Levenda, który dla mnie jest najwybitniejszym znawcą ratline i tego, co wydarzyło się tuż po II wojnie światowej, w jaki sposób nazizm zdołał umknąć tej karze i właściwie uniknął klęski. Bo my ciągle uważamy, że II wojna światowa skończyła się klęską nazizmu. Skończyła się tylko klęską Niemiec jako kraju.
Natomiast nazizm, wydaje mi się i pewnie będę o tym jeszcze nieraz wspominał, próbując zwrócić na to uwagę, że nazizm przetrwał w sposób nienaruszony, rozwinął się i rozkwitnął. Być może dziś jesteśmy pod jego większym wpływem niż kiedykolwiek ktokolwiek był w historii, dlatego że przetrwał i czuje się świetnie i doskonale wkomponował się we współczesny świat, a właściwie może go stworzył takim, jakim my go widzimy, tylko oczywiście zmienił swoje nazwy, jak na przykład badania genetyczne, które prowadzone przed wojną uznano za nieludzkie. Dziś uważa się, że to jest działalność naukowa i wszystko jest dobrze. Jest to dla dobra ludzkości. Wcześniej tak nie uważano. Świat się zmienia, wszystko płynie, jak mawiali już starożytni Grecy i zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Myślę, że powinniśmy być przynajmniej w takim miejscu jak Paranormalium, które gwarantuje nam pewną elastyczność. Powinniśmy tą elastyczność zachować i nawet jeżeli czasami pewien pogląd wydaje się być może aż zbyt otwarty i zbyt elastyczny i zbyt śmiały, to myślę, że zanim się go ostatecznie potępi, chyba że jest kompletnie głupi i nieracjonalny i nawet z punktu widzenia ludzkiego rozumu nie nadaje się do dalszej dyskusji. Ale jeżeli ma tylko jakieś powody, jakiś sens, jakąś szansę na to, żeby przeprowadzić linię badania tej historii czy doszukiwania się tego, co niektórzy nazywają prawdą, to myślę, że go należy zostawić przynajmniej na jakiś czas w spokoju i zobaczyć, co z tego wyniknie. Jeżeli się do niczego nie nadaje, umrze on śmiercią naturalną.
Nie trzeba go rozstrzeliwać i zakopywać głęboko w dole. Dzięki.
[16:15] - Słuchacie państwo debaty ufologicznej online, specjalnej debaty świątecznej „Pytania niezadane” z Krysem Miekiną. Wśród pytań, które do tej pory nie doczekały się odpowiedzi ze względu na pewne ograniczenia czasowe, niby te nasze debaty trwają całymi godzinami, ale jednak jakiś umiar trzeba zawsze zachować. Wśród tych pytań bez odpowiedzi, wśród pytań niezadanych bardzo wiele jest zapytań o Annunaków. Dlatego może teraz, po tym troszkę mniej ufologicznym wstępie, przejdźmy do bardziej ufologicznych Annunaków. Dorpat na czacie Radia Paranormalium zapytał: „Jak to możliwe, że istnieli giganci, skoro według najnowszych badań siła grawitacji połamałaby ich kości i nie mogliby chodzić wyprostowani?”
[17:11] - Nie wiem, jakie to są badania i jakie kolega miał badania na myśli. Może taki gigant nie byłby w stanie ustać na własnych nogach gdzieś na Jowiszu czy Saturnie, ale na Ziemi jak najbardziej. Jeżeli zakładamy, że giganci mieli powiedzmy 3, 4, może nawet 7 metrów, a w niektórych wypadkach jest kilka takich przykładów, które możemy nawet patrzeć z przymrużeniem oka, ale możemy też założyć, że kości takich gigantów znaleziono. Ci najwięksi mieli po 12 metrów. Ale z drugiej strony spójrzmy na żyrafy. Przecież one są gigantyczne, olbrzymie, czują się świetnie, żadna grawitacja ich nie miażdży. Jest to tylko kwestia budowy. Jeżeli ktoś jest rzeczywiście potężnego, wielkiego wzrostu, jego kości i mięśnie są również potężniejsze. Dlatego to wszystko trzyma się w jednej całości. Jeśli żyrafy nie przekonują, to spójrzmy na dinozaury.
Niektóre są wręcz kuriozalne. Mają gigantyczne, długie szyje, które potrzebowały niesamowitej masy mięśniowej, żeby utrzymać dinozaura w poziomie i żeby mógł tą głową w jakiś sposób poruszać i nie wywracać się, jak tylko inny dinozaur zapytał go o godzinę, na przykład maszerując za nim z tyłu. Czyli to wszystko jest absolutnie możliwe i myślę, że tutaj nie ma żadnego problemu.Z tym, żeby taki gigant utrzymał się na własnych nogach. Spójrzmy na-
[18:34] - Ja czytałem kiedyś nawet takie przypuszczenia, że dinozaury mogły mieć więcej niż jedno serce, bo jedno serce nie uciągnęłoby takiego wielkiego cielska.
[18:45] - Tam jeszcze mogły być zupełnie inne historie, typu na przykład, że inny był skład powietrza. Jeżeli było na przykład więcej tlenu, ten tlen powodował, że taki dinozaur był sprawniejszy, jego mięśnie działały po prostu lepiej niż w dzisiejszym składzie powietrza, jaki mamy do naszej dyspozycji. Nawet panuje taka opinia, że kiedy coś stało się po tym upadku komety gdzieś około 10-12 tysięcy lat temu, coś rzeczywiście się zmieniło na świecie. I właściwie takim jedynym miejscem, gdzie jeszcze przetrwały resztki tych olbrzymich zwierząt, była Ameryka. Właściwie źle powiedziałem. To nie było 10-12 tysięcy, to było jeszcze wcześniej w historii. Bo jak wiemy, w czasach, kiedy już praktycznie dinozaury dawno wyginęły i właściwie mamy do czynienia już z taką zwykłą klasyczną przyrodą wszędzie indziej na świecie, to ciągle na terenie Ameryki Północnej mamy mastodonty, mamy olbrzymie mamuty, mamy olbrzymie leniwce. Mamy mnóstwo potężnych zwierząt. Mamy te tygrysy szablozębne i mamy te niedźwiedzie też, te giganty. Więc jest to takie jedyne, właśnie unikalne miejsce na świecie, gdzie w takiej masie te olbrzymie, gigantyczne zwierzęta ciągle występują.
Więc można sobie zadać pytanie: dlaczego nie człowiek? Dlaczego nie mógł tam również żyć gigantycznych rozmiarów człowiek? Zwłaszcza że bardzo wiele śladów wskazuje na to, że tak właśnie było. Te ślady są skutecznie zacierane, ale myślę, że w którymś momencie po prostu już nie da się uniknąć i trzeba będzie jednak zmieniać historię i nagle uznać, że człowiek nie jest tylko takim jednym gatunkiem, że wszyscy wyglądamy tak samo, że były różne odmiany człowieka albo istoty człowiekopodobnej, humanoidalnej, i że istniała kiedyś rasa gigantów. Jakkolwiek fantastycznie to brzmi, to ilość doniesień prasowych z poważnej prasy amerykańskiej, takiej jak choćby „New York Times”, to tysiące notatek, które mówią o tym, że ludzie nauki odnajdywali takie szkielety. I każda notatka kończy się mniej więcej tym, i opowieść o tym znalezisku kończy się tym, że pojawiał się Smithsonian Institution, który miał zabezpieczyć kości i prowadzić dalsze badania, i wówczas słuch o tym zanikał. O takich gigantach. Także myślę, że ogłoszenie istnienia gigantów zrobiłoby przede wszystkim gigantyczny wyłom w paradygmacie naukowym, jaki mamy dziś do dyspozycji. Dlatego myślę, że uznano, że lepiej o tym nie mówić, zwłaszcza że nauka została zmonopolizowana i jeśli przyjrzymy jej się troszkę baczniej, to zauważmy, że została przerobiona na religię. Dokładnie na religię włącznie z dogmatami, bo mamy dogmaty typu na przykład teoria Darwina, gdzie właściwie musimy to wziąć na wiarę i parę innych podobnych właśnie tych tak zwanych teorii naukowych, które coś tam wyjaśniają, ale nie przedstawiają do końca dowodów, tylko mówią o sobie, że są naukowe i są stworzone przez naukowców.
I teraz każdy, kto próbuje taką teorię nie tylko zaatakować bądź zmienić, bądź znaleźć inne wytłumaczenie tego samego zjawiska, jest uznawany za heretyka. A ponieważ nauka, tak jak powiedziałem wcześniej, stworzyła monopol, taki naukowiec już nie ma miejsca w tej społeczności naukowej więcej dla siebie, więc traci pracę, traci grunt pod nogami. Jak wiadomo, wszyscy jesteśmy ludźmi. Potrzebujemy zjeść jajeczko na Wielkanoc. Potrzebujemy czasami kupić sobie piwo albo dwa. Mamy rodziny, mamy kredyty na domy, samochody, inne historie. Chcemy pojechać na wakacje, chcemy wychować dzieci. Więc wówczas co może zrobić taki naukowiec? Będzie walczył o swoją teorię i poświęci swoją własną rodzinę i swoją własną przyszłość? Nie.
Schowa głowę w piasek i będzie robił to, co mu każą, albo po prostu zmieni zawód. Część z nich, którzy próbowali takie rzeczy ogłaszać w sposób niezależny, też równie źle kończyli. Dlatego, że mamy wraz z takim rozkwitem tej wiedzy równoległej czy tej kontestacyjnej, czy tego, że patrzymy na te wszystkie historie, które nas otaczają, przede wszystkim historię, która została spisana w podręcznikach troszkę inaczej, jesteśmy o wiele bardziej krytyczni. Pojawiła się cała armia tak zwanych debunkerów, czyli tych krytykantów. Bardzo łatwo jest krytykować. Zawsze łatwiej jest krytykować, nie robiąc nic, niż próbując stworzyć coś i próbując znaleźć jak najwięcej elementów, by móc konstrukcję myślową czy teorię, czy jakieś znalezisko wyjaśnić, właśnie w jakiś sposób znaleźć jego uzasadnienie. Jest to o wiele trudniejsze niż skrytykowanie czegoś takiego. Dlatego wielu z tych debunkerów, co zostało udowodnione, ja przynajmniej mam to w swoich archiwach, są to ludzie na etatach. Oni zostali zatrudnieni do tego, żeby właśnie coś takiego robili. Często mamy do dyspozycji te filmiki na YouTube.
Nie wiem, czy zwróciliście uwagę, żeWiele z tych filmików, zwłaszcza tych tak zwanych debunkerskich, jest świetnie zrobionych. Nigdy nie giną w zasobach YouTube'a, są zawsze bardzo dobrze wyeksponowane, a najczęściej osobą, która je robi, jest ktoś pod pseudonimem. I my to akceptujemy. Jest to niezależny człowiek, wesoły, ma poczucie humoru, ale nie zastanawiamy się, dlaczego on, akurat ten niezależny, z poczuciem humoru chłopiec ma do dyspozycji taką wiedzę, takie umiejętności, taką przestrzeń na YouTubie. Natomiast ludzie, którzy zajmują się całe życie takim problemem, mają kłopoty z utrzymaniem swojej własnej strony internetowej. Coś tu jest nie tak. Dlaczego tym jest tak łatwo, a tym jest tak naprawdę trudno? I takich ludzi, którzy czasami spędzają życie na badaniu czegoś w sposób nieklasyczny, często wyśmiewa się, tak jak wyśmiewa się chociażby Sitchina, tylko dlatego, że pan Heiser na takiej samej zasadzie jak Sitchin powiedział: „Nie, Sitchin jest głupi, nie ma racji”. I koniec. To już wystarczyło wszystkim, żeby Sitchin nagle przestał być modny i w ogóle był głupi, w ogóle wymyślił to wszystko, nazmyślał sobie te wszystkie historie.
To jest okropne, że tak łatwo jest zniszczyć tylko dlatego, że pan Heiser ma tytuł doktorski. A ja bardzo dobrze obserwuję pana Heisera i sprawdzam ten jego fenomen. Tak naprawdę pan Heiser z alternatywną wiedzą nie ma nic wspólnego. Jedyne z czego on zasłynął, to z tego, że powiedział, że UFO jest świetnym konceptem i on by się na pewno jemu poświęcił, gdyby to zjawisko miało jakiekolwiek podstawy naukowe. I tylko tyle.
[26:15] - Przypominają mi się pewne wypowiedzi naukowców. Tłumaczyłem sporo artykułów, w których naukowcy wypowiadali się na temat omawianych zjawisk w taki sposób: „Chciałbym uwierzyć w to zjawisko, ale fakty naukowe mi na to nie pozwalają”.
[26:32] - Właśnie. Poza tym, jeśli chodzi o tłumaczenie, bo wszyscy nagle uwierzyli, że Heiser ma rację, że Sitchin jest głupi i się nie zna. Przede wszystkim, na jakiej podstawie? Czy ci, którzy tak krytykują i potwierdzają, że Heiser ma rację, czy oni znają te wszystkie asyryjskie języki? Czy oni potrafią czytać tabliczki klinowe? Raczej nie. Jest tylko kilku specjalistów na świecie, którzy rzeczywiście potrafią to robić. Do tego dochodzi jedna bardzo wielka trudność. Jest to kwestia interpretacji danego znaku w danym zdaniu na przykład. Jest to czasami wręcz kosmiczna trudność, dlatego, że słowa są wieloznaczne.
W zależności od kontekstu, w zależności od wielu innych rzeczy, które być może do tej pory nie rozumiemy, ponieważ te języki już wymarły. Więc wielu kontekstów możemy kompletnie nie rozumieć, znaczą co innego. Ale na przykład w językach żywych, na przykład w hebrajskim, jest ta historia z krzewem gorejącym i Mojżeszem, który rozmawiał z Bogiem i zapytał go: „Kim jesteś?”. A on mu odpowiedział: „Jestem tym, kim jestem”. I czasami to się tłumaczy, że on określał siebie jako istotę, która przekracza rozum ludzki i mówił o tym, że jest Bogiem, ponieważ jest Bogiem. Ale teraz na przykład wchodząc w sam język hebrajski, jak to brzmi? To brzmi „ehje aszer ehje”. I rzeczywiście można to przetłumaczyć: „Jestem, który jestem”, ale można to też przetłumaczyć: „Jestem Enki”. Dokładnie tak. „Jestem Enki”, czyli jestem Anunnakiem.
Nagle mamy tutaj wręcz sensacyjne połączenie między tymi wszystkimi historiami, które zostawili nam Asyryjczycy i Mezopotamczycy i wszyscy ludzie w Sumeru, którzy żyli w tamtych czasach, w swoich legendach. Jednocześnie widzimy przejście tych wszystkich historii w dalsze kultury, inne kultury ludzkości, w kulturę żydowską, a przez nią w kulturę naszą. Kultura żydowska była swego rodzaju łącznikiem, bo spędzili w tak zwanej niewoli babilońskiej tyle lat, że nasiąknęli tymi wszystkimi historiami i na ich podstawie spisali swój Stary Testament. To nie jest ich Stary Testament. To są po prostu dostosowane stare babilońskie historie do warunków żydowskich, żydowszczyzny i ich religii. Także jeśli ktoś mówi, że Sitchin jest głupi i Heiser ma rację, wracając do tego, wydaje mi się, że nie wie kompletnie, o czym mówi. Myślę, że nie powinniśmy z taką łatwością, tylko dlatego, że jakiś doktor nauk uznał, że tak nie jest, natychmiast jemu w to uwierzyć tylko dlatego, że ma tytuł doktorski. Mamy paru innych z tytułami doktorskimi, którzy się nie nadają do niczego. Nie byśmy ich zdania nigdy nie wzięli poważnie. Dlaczego akurat jego bierzemy poważnie?
To mnie właśnie zastanawia.
[29:42] - Kontynuując wątek Anunnaków i gigantów, którzy mieli kiedyś odwiedzić Ziemię, mordok81 na czacie Radia Paranormalium zadał takie oto pytanie: „A czy istnieją w ogóle jakieś wiarygodne, rzetelne i zweryfikowane źródła, które potwierdzałyby fakt odnajdywania w różnych zakątkach świata szkieletów gigantów? Bo ciągle napotykam na jakieś zdjęcia czy informacje, a nie wiem, czy ktoś to zweryfikował, kto siedzi w temacie”.Krysie, czy takie źródła w ogóle istnieją? A jeżeli istnieją, to czy są ogólnodostępne?
[30:22] - Już wspomniałem o tym chwilkę wcześniej, że tym ogólnodostępnym źródłem są przede wszystkim notatki prasowe. Dziennikarz, który przybywał na miejsce tego typu wykopalisk, dokładnie widział, co zostało odkopane. Dokonano przy nim pomiarów. Sfotografował te szkielety ludzi o olbrzymim wzroście i sprawę całą zasypano. I dziś, mimo że te notatki gazetowe istnieją, właściwie naukowcy wzruszają przy tym ramionami. Po prostu nie chcą o tym rozmawiać. Takich miejsc jest wiele, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, gdzie wygląda na to, że szczególnie wielka ich ilość była i na przykład na wyspie Catalina, to jest wyspa u wybrzeży Kalifornii, znaleziono ponad 3000 takich szkieletów, które również zostały przejęte przez Smithsonian. Jedną z najlepiej udokumentowanych historii na temat gigantów jest historia z miejsca w Alabamie bodajże, ponieważ duża część amerykańskiego kontynentu w różnych swoich punktach energetycznych ma szereg usypanych kopców. Wiele z nich przetrwało do naszych czasów i do dziś właściwie nie rozumiemy, czego te kopce dotyczyły, jaka kultura je stworzyła. Nikt nie wie właściwie, jakie kultury istniały wcześniej.
Oficjalnie właściwie uznaje się, że pierwsi byli Indianie i koniec. A przecież byli ludzie i przed nimi. Indianie to jest historia 500 lat przed przybyciem Kolumba, kiedy przybyli tu Apacze, Komańcze i inni Siouxowie. I właśnie te kultury tworzyły coś i nie bardzo wiemy, kim ci ludzie byli. I między innymi wśród tych wielkich kopców znajduje się co jakiś czas szkielet takiego giganta. Przynajmniej znajdowano je między końcem XIX wieku aż do lat 50. Gdzieś na początku lat 60. nagle dzieje się coś takiego dziwnego, że te informacje przestają pojawiać się w gazetach, mimo że wcześniej pojawiały się intensywnie. Nagle przestają się pojawiać. Do tego dochodzi takie prawo, które wprowadzono w Stanach.
Bardzo szlachetne prawo, które mówi o tym, że wykopane kości tubylców, czyli uznaje się, że są to Indianie, nie powinny być eksponowane w muzeach. Nie powinny być też badane, ponieważ są własnością Indian i dlatego powinny być ceremonialnie i zgodnie z ich tradycją pochowane. Dzięki temu uzyskano taką legalną furtkę do tego, żeby wycofać wszystkie tego typu szkielety, ewentualnie z jakichś małych muzeów rozsianych tu i ówdzie po Stanach i po prostu zlikwidować tego typu, ja bym nazwał to zabytki przeszłości czy świadectwa kultury, która kompletnie wymyka się historii, logice i wielu innym elementom i stara się ją po prostu z powrotem zasypać grubą warstwą ziemi, żeby nikt do niej więcej nie dotarł. Tu i ówdzie takie szkielety się przechowały i jeden z nich można obejrzeć w Filadelfii. W Filadelfii jest Mütter Museum. Też o nim wspominałem i jest to muzeum doktora Müttera, który był Niemcem. Stworzył on Filadelfijską Akademię Medyczną i między innymi był pasjonatem w zbieraniu różnych eksponatów po całym świecie. Najczęściej były to różne deformacje genetyczne albo kostne, albo jakieś choroby bardzo unikalne i specyficzne. Także można tam zobaczyć ludzi z rogami. Można zobaczyć tam wisielców z polskiej Galicji i tak dalej, i tak dalej.
Złoczyńców najrozmaitszych ludzi, niemowlaki o dwóch głowach i tego typu historie. Jednym z takich eksponatów jest szkielet giganta. Jest podpisany, że jest to szkielet człowieka, który cierpi na jakąś chorobę, która spowodowała jego gwałtowny wzrost. Nie trzeba być lekarzem, żeby widzieć, że jest zbudowany bardzo proporcjonalnie. Ma wysokość około trzech i pół metra, może prawie czterech. I żeby go sobie dokładnie obejrzeć, trzeba po prostu wchodzić po schodkach dookoła niego. Obok niego przez jakiś czas stał szkielet normalnego człowieka, człowieka o normalnym wzroście między 175, 185 centymetrów wzrostu. Widać wówczas tą olbrzymią różnicę między tym gigantem a zwykłym człowiekiem. Ale po jakimś czasie doszli do wniosku, że nie będą tego robić i stoi tylko sam szkielet tego giganta. Oprócz tego władze muzeum zabroniły robienia fotografii.
Także bardzo trudno jest zrobić zdjęcie temu gigantowi, ale jest on dostępny, a ponieważ został on kupiony prywatnie i ślady, gdzie został on odnaleziony, właściwie w jakiś sposób zostały zatarte, więc tak naprawdę nie było go komu zwrócić, bo nikt się o niego nie upominał, o tego giganta. I dlatego przetrwał w muzeum i występuje jako eksponat medyczny, ale według mnie jest on absolutnie najprawdziwszym gigantem i dowodem na to, że giganci rzeczywiście istnieli. Można to właśnie obejrzeć. Podobnych miejsc jest jeszcze kilka w Stanach i zazwyczaj są to niewielkie muzea, lokalne muzea, zwłaszcza te, które stoją niedaleko tych właśnie kopców, które wzniesiono w Alabamie, na Florydzie, w Ohio, przede wszystkim w Ohio. W Ohio jest tysiące kopców najrozmaitszej wielkości. Jeden z nich w Cahokia ma dokładne wymiaryPiramidy w Gizie. Co jest samo w sobie sensacyjne, że ludzie, którzy budowali, w jakiś sposób znali tajniki świętej geometrii i uznali, że podstawa piramidy musi być takich i takich rozmiarów. Do tych samych wniosków doszli ci, którzy budowali Wielką Piramidę w Gizie, bo ich podstawy są dokładnie takie same. Jest to coś absolutnie niesamowitego. Oprócz tego nie był to zwykły nasyp usypany z ziemi przez tępych Indian, tylko doskonała robota inżynieryjna, która przetrwała kilka tysięcy lat.
Po prostu wytrwała w czasie. Nie została rozmyta przez deszcze, przez różne warunki atmosferyczne, nie została zniszczona przez roślinność. Oczywiście większość tych kopców niestety zniszczono, bo ludzie, którzy podążali na zachód osiedlać się w Ameryce, widząc je, dochodzili do wniosku, że na pewno są w nich jakieś skarby, więc rozkopywali je bardzo dziko. Później, kiedy Ameryka zaczęła się rozbudowywać, one przeszkadzały, bo nie można było uprawiać tam ziemi, więc tysiące tych kopców zrujnowano i wyrównano. Między innymi część Saint Louis stoi na takich kopcach, gdzie na podstawie zachowanych dokumentów z prac inżynieryjnych przy rozbudowie miasta widać wyraźnie, są opisy, że był szereg kopców, kilkadziesiąt kopców, które buldożerami wyrównano po to, żeby postawić wieżowce, zbudować pawilony handlowe, mole i tak dalej. Ich już nie ma. Została grupa kopców jakieś 80 mil za Saint Louis, już w stanie Illinois zresztą, właśnie w Cahokia można do dziś podziwiać gigantyczną ziemną piramidę i kilka mniejszych dookoła, o których właściwie wciąż nie ma większych rozpraw historycznych, ponieważ historycy boją się tego tematu jak ognia. Nie bardzo wiedzą, co o nim powiedzieć. Bardzo często wokół tych kopców funkcjonuje i działa ten temat gigantów, legendy na ich temat i co jakiś czas znajdywane artefakty. Czasami artefakty niekoniecznie są bezpośrednie.
Są pośrednie, bo na przykład w Cahokia, kiedy zaczęto tam badania archeologiczne, żeby próbować zrozumieć to zjawisko. Dziś już się nie prowadzi tych badań. Wówczas jeszcze prowadzono, bo usiłowano odnaleźć jakieś źródła indiańskiej kultury. Okazało się, że przez środek Cahokia przebiegał mur obronny. Tylko że ten mur obronny nie broni nikogo przed niczym, bo biegł on przez sam środek osady. Niczego nie otaczał, tylko tak jakby rozdzielał. Mur obronny był zbudowany z bali dębowych. Miał blanki takie jak na przykład w fortyfikacjach średniowiecznych. Był bardzo solidnie zbudowany. I teraz ci naukowcy, archeolodzy zaczęli się zastanawiać, w jaki sposób to zrobiono, skoro Indianie posiadali tylko kamienne siekiery.
Jak zrąbać dąb kamienną siekierą? Ilu ludzi trzeba? Jakiej energii trzeba, żeby zrąbać takie jedno drzewo? A tu przecież zrąbano dziesiątki tysięcy. Wyrąbano całe lasy dębowe, żeby zbudować mury obronne, które gdy próchniały, odbudowywano od nowa. To jest jedna rzecz. A druga rzecz: transport. Ilu ludzi trzeba było, żeby czasami kilkadziesiąt kilometrów transportować taki olbrzymi pień drewna, bo to z pni budowano te mury obronne, przetransportować na tak olbrzymi dystans. Iluż ludzi trzeba było? Przecież Indianie oczywiście będąc prymitywni, nie znali również koła, nie mieli zwierząt hodowlanych, nie mieli koni, więc nie mogli wykorzystać nic, co by im w tym pomogło.
Wszystko musieli nosić na własnych plecach. Jak to się stało? Do dziś te pytania zostały bez odpowiedzi. Być może dlatego archeolodzy i historycy stracili entuzjazm wobec Cahokia, dlatego że po prostu ona się nie mieści w historii. Oczywiście dużo łatwiej byłoby wyjaśnić, że w jakiś sposób pomagali w tym giganci i że rzeczywiście żyli tam i funkcjonowali. Oczywiście by to dużo wyjaśniło, ale taka historia jest do dziś uważana przez wszystkich za zbyt fantastyczną, zbyt głupią. Ale myślę, że przyjdzie czas na nią. Myślę, że przyjdzie wkrótce czas na nią. Ja sam nią się bardzo interesuję i będzie można dowiedzieć się więcej. I nagle, być może któregoś dnia będziemy mieli jakiś przełom, gdy okaże się, że giganci istnieli naprawdę.
Czego wszystkim wam życzę i sobie też.
[41:03] - Skoro Anunaki stworzyli ludzi, to skąd się wzięli Anunaki, skoro darwinizm to bzdura? Takie pytanie zadał na czacie Radia Paranormalium Marcin Dworak. Krysiu, jak to jest?
[41:17] - Ja tak prawdę mówiąc nie wiem, jak ugryźć takie pytanie, bo wątpię, żeby Anunaki wierzyli w darwinizm i coś takiego. Po prostu my nie znamy tak naprawdę sił, jakie działają we wszechświecie. Myślę, że ciągle nie rozumiemy wszechświata. Wiemy, że istnieje. Wiemy, że jest potężny. Wierzymy, że jest nieskończony. Dziś wiemy, że jest nie jeden wszechświat, a jest ich więcej. Przeczuwamy, że istnieje jakaś powłoka czasoprzestrzenna, przez którą można poruszać się wśród tych światów, wszechświatów, być może galaktyk. Przeczuwamy, że istnieje jakaś energia i już starożytni potrafili ją wykorzystywać. Natomiast w kwestii stworzenia czy Anunaków ktoś stworzył?
Myślę, że jest to pytanie tak szerokie, że właściwie jest niemożliwe nawet do odpowiedzenia, niemożliwe nawet do pomyślenia. Chociażby z tego względu, że my nie wiemy tak naprawdę, kim oni są. My tylko wiemy, że przybyli, zostali opisani i nie wiemy nic poza tymJaka siła ich stworzyła i czy są oni kimś takim jak my? Czy być może potrafią na Ziemi być tacy jak my, a na swojej planecie potrafią być kimś innym? Czy być może funkcjonują w innych wymiarach? Wystarczy jeden wymiar więcej, żeby kompletnie to pytanie straciło swoją zasadność, bo przy jednym więcej wymiarze nawet teoria Darwina przestaje funkcjonować. W tym momencie teoria Darwina jest, tak jak powiedziałem wcześniej, w zasadzie teorią religijną. Jest pobożnym życzeniem, ponieważ nauka nie jest w stanie pewnych rzeczy wyjaśnić do końca, nie jest w stanie znaleźć dowodów. Nie jest w stanie znaleźć tego brakującego ogniwa, które by to wszystko łączyło, więc dlatego ciągle nazywamy to teorią, czyli takim dogmatem, w który wierzy się dla świętego spokoju i po to, żeby przy okazji zatrzymać różne inne interpretacje, być może bardziej rewolucyjne powstania czegoś, bo tego typu interpretacje zakłóciłyby spokój. Przede wszystkim wracając do wątku nauki, która została opanowana i zmonopolizowana.
To nie jest tak, że ktoś nie chce, żebyśmy o czymś tam nie wiedzieli. To jest tak, że wiedza daje klucz do wszystkiego, co się dzieje w świecie. Więc ta wiedza, w jakiś sposób uznano, że musi być kontrolowana i stąd się wzięła Akademia, która działa tak samo na wszystkich kontynentach. Czy będzie to uniwersytet amerykański, czy warszawski, czy nawet moskiewski. Wszędzie będą ludzie, którzy mimo że mówią różnymi językami, będą bronili tego samego swojego przyczółka. To troszeczkę przypomina strukturę, jaką stworzył Watykan, który jest państwem praktycznie bez państwa, który istnieje wirtualnie, który ma tysiące kościołów w Polsce i kontroluje umysły swoich wiernych. I wszyscy wierzą, że Jan Paweł II to jest polski bohater narodowy. A przecież on nie został wybrany po to, żeby Polacy czuli się z niego dumni, tylko wybrany został po to, żeby móc reprezentować interesy obcego państwa, Watykan, jego własne interesy. A że przypadkiem był Polakiem, dla Watykanu nie ma to znaczenia. Dla nas, jak się okazuje olbrzymie.
Dlatego nazywa się ulice, place. Jakby rzeczywiście zrobił niesamowite rzeczy dla Polski. Mam troszeczkę inne zdanie, ale to temat pewnie na inną rozmowę. Natomiast przez tę kontrolę nauki nie mamy dostępu czy możliwości w jakiś sposób znalezienia innej drogi, bo ta droga może być niebezpieczna. Widzimy to na przykładzie chociażby fizyki. Weźmy pod uwagę fizykę i zasady fizyki, które wykorzystywał praktycznie Tesla. One miały potworną siłę zmiany tego świata. Czy w dobrym kierunku? Tego nie wiemy. Prawdopodobnie nie.
Ja mam takie przynajmniej przeczucie, bo tak jak Jan Paweł nie jest dla mnie za wielkim bohaterem, podobnie Tesla wcale nie jest dla mnie czempionem ludzkości. Nie jest dla mnie bohaterem. Jest facetem, którego dobrze, że powstrzymano. I tu jestem w ogóle po stronie Morgana. Tu pewnie dostanę kilka strzałów z boku, ale uważam, że dobrze, że nie pozwolono Tesli zrealizować swoich pomysłów, bo być może dzisiaj w ogóle byśmy nie rozmawiali, bo Tesla był po prostu troszeczkę człowiekiem szalonym i tworzył coś, co mogło skończyć nie tylko naszą kulturę, ale być może nawet naszą planetę. Ale wracając do tej wiedzy, od której ciągle w jakieś dygresje boczne wpadam, ponieważ jest ona kontrolowana, więc darwinizm nie jest wytłumaczeniem, nie jest wyjaśnieniem. Więc dlaczego akurat Anunnaki mieliby wierzyć w Darwina i dlaczego akurat mieliby podlegać teorii Darwina? Zwłaszcza chociażby z tego powodu, że nie mamy pełnej wiedzy na temat wszechświata i tego, jak on działa. Nie mamy nawet odrobiny tej wiedzy. Być może nie wiemy nawet więcej niż 1%.
Czyli cała masa tej wiedzy jest jeszcze ciągle ewentualnie przed ludzkością. O ile ta nie zakończy swojego istnienia na własne życzenie, to ciągle nie będziemy wiedzieć. Wiemy tylko tyle, że w kosmosie nic nie wygląda tak jak na Ziemi. Że wystarczy oderwać się poza nasze ziemskie przyciąganie, poza naszą ziemską atmosferę, a cała fizyka, którą wypracowywały pokolenia, bierze w łeb i zaczyna się zupełnie inna, nowa, niezrozumiała, fascynująca, a jednocześnie wyjaśniająca wiele tajemnic fizyka, która na Ziemi uważana byłaby za jakąś wiedzę alchemiczną. Coś w tym rodzaju. Coś, co jest nie do uwierzenia. Tam to, okazuje się, działa. Także tak należy na to patrzeć. Myślę, że nie należy do Anunnaków w ogóle przypisywać Darwina i w ogóle ze względu na to, że mało o nich wiemy, skąd oni mogliby przybyć, możemy uważać ich tylko tak, jak patrzymy na UFO. Na pewne istoty, które reprezentują zupełnie inną cywilizację.
Jaką? Nie wiemy. Być może nie dowiemy się tak naprawdę nigdy. Być może naszym trójwymiarowym umysłem nie jesteśmy w stanie nawet zrozumieć tego, co oni naprawdę reprezentują. To, co o nich wiemy, zostało opisane przez ludzi. Tylko przez to, że ci ludzie są tacy jak my i myślą tak jak my, jesteśmy w stanie ich zrozumieć i pojąć i ocenić ich działania. Nic poza tym. Także pytanie, skąd wzięli się Anunnaki. Tego nie ma pojęcia nikt. Wzięły się tak, jak się wziął początek wszechświata.
Od wielkiego Big Bangu. Być może. Być może. Który uruchomił te wszystkie zjawiska, które doprowadziły do powstania właśnie planet, galaktyk, życia. Nie wiemy, czy to był przypadek, czy siła sprawcza, czy palec Boży.Nie wiemy.
[48:28] - Kontynuujemy wątek Annunaków i gigantów. Darti na czacie Radia Paranormalium zadał takie pytanie: jaki mógł być powód wyginięcia gigantów lub Annunaków? Krysie, jak sądzisz?
[48:44] - Nie za bardzo mi się podoba to łączenie w pary gigantów i Annunaków, że to były te same postaci, ci sami osobnicy. Myślę, że to są dwie różne historie. Być może gdzieś się zazębiają, ale myślę, że przebiegają osobno, bo z tego, co wiemy o gigantach, byli oni troszeczkę bardziej prymitywni niż Annunaci. Annunaci, jak wiemy, posiadali technologie kosmiczne, potrafili poruszać się przynajmniej po naszym Układzie Słonecznym. Natomiast giganci byli o wiele bardziej prymitywni i prowadzili bardziej prymitywne życie. Żyli bardziej w zgodzie z naturą i co jakiś czas wpadali w konflikt z ludźmi takimi jak my. Mamy na ten temat wiele historii, z których niekiedy gubi się pewne słowa, zdania, wyrazy. Chociażby historia Dawida i Goliata, gdzie gdyby na nią spojrzeć z tego punktu widzenia, to Dawid walczył właśnie z takim gigantem. Jest sporo przekazów z Bliskiego Wschodu o tym, że te ziemie roiły się od gigantów. Jeśli spojrzymy na te gigantyczne zabytki w Baalbek chociażby, właściwie nie trzeba dużej wyobraźni, by uznać, że kto wie, czy giganci nie mieli z tym czegoś wspólnego, żeby stworzyć tak gigantyczne budowle, tak niesamowite megality.
Dlaczego wyginęli? Byli bardzo krwiożerczy, to fakt. Byli oczywiście bardzo niebezpieczni. Jedna z przyczyn, przez które wyginęli, jest na przykład w legendach Indian Lakota. Indianie Lakota początkowo żyli na wybrzeżu Pacyfiku, tam, gdzie dzisiaj jest Kalifornia. Któregoś razu ich wielki duch Manitou powiedział im poprzez ich czarowników i szamanów, że ich ziemia obiecana jest dokładnie po drugiej stronie kontynentu. Należy zebrać całe plemię wszystkich Indian Lakota i przenieść ich na drugą stronę oceanu. Po drodze, maszerując, bo te legendy istnieją w oralnej tradycji indiańskiej, natrafili na gigantów, którzy zastąpili im drogę gdzieś mniej więcej na wysokości dzisiejszego Ohio. Okazało się, że nie jest to jedna rasa gigantów. Są dwie rasy gigantów: giganci czarnowłosi i giganci czerwonowłosi.
Teraz sprytny człowiek, wiedząc, że nie jest w stanie pokonać ich w walce bezpośredniej, najpierw przymierzył się z tymi czarnowłosymi i razem z nimi pobił tych czerwonowłosych, o wiele bardziej dzikich i nieprzejednanych, a następnie wykończył resztę czarnowłosych. Z jakichś powodów nie byli oni w stanie skutecznie stworzyć swojej większej cywilizacji, czy też może rozmnażać się w taki sposób jak ludzie, że przybywa nas bardzo szybko. Jest nas dziś miliardy. Zniknęli oni z powierzchni ziemi. Tak jak mówię, z jednej strony mamy do czynienia z legendami, a z drugiej strony mamy do czynienia z realnymi kościami w ilościach tak olbrzymich, że właściwie trudno jest nauce je zignorować. Mimo to, mając do dyspozycji środki masowego przekazu, tak jest to robione i giganci ciągle żyją w legendach, a nie żyją w historii. To być może była przyczyna, że człowiek jako istota niezwykle agresywna i szukająca wszędzie własnej dominacji, postawiła sobie na cel wygubienie tych gigantów. Co też im się udało. Bo jeśli spojrzymy na historię ludzkości, co jest charakterystyczną cechą naszej historii? To to, że nieustannie z kimś się walczy, szuka się jakiegoś przeciwnika, szuka się nowego miejsca, które można zdominować.
Nie buduje się, nie tworzy się, szuka się kogoś, kto coś stworzył i chce się go zniszczyć, przejąć, ograbić, pokonać, zniewolić. Na tym polega historia ludzkości. Tym właśnie jesteśmy. Jesteśmy agresywni, zaborczy i waleczni. Dlatego nie odpuściliśmy gigantom. Dlatego nie ma już ich więcej wśród nas. Są te kości, które wierzę, że któregoś dnia będą pokazane wreszcie w telewizji, bo telewizja jest teraz największym prorokiem. Jak coś się pokaże w telewizji, to ma to już wymiar wielkiej prawdy. Nie może być większej prawdy niż to, co się pokazuje w telewizji. Mówią to ludzie, którzy oglądają prezydenta Komorowskiego, słuchają go i mu nie wierzą.
A powinni, bo też mówił przez telewizję. Ale to zupełnie inna historia. Mieliśmy o gigantach, nie o ludziach małych rozmawiać. Myślę, że tak to się skończyło. Podobną sytuację ilustruje historia Solutrea. Solutreanie, można powiedzieć, że to byli pierwsi mieszkańcy Ameryki, którzy dotarli w czasie epoki lodowcowej. Po prostu przeszli z Europy po lodzie do Ameryki. Było to 20 000 lat temu. Dziś znajdowane są ślady po nich i te ślady też w jakiś sposób się nie reklamuje. Po prostu zaprzestaje się badań.
Natomiast Solutreanie weszli w konflikt z ludźmi, którzy przybyli do Ameryki z Azji, ponieważ tamtych było więcejI byli bardziej wojowniczo nastawieni. Zniszczyli, wykończyli Solutreanów doszczętnie i też nie mamy o nich właściwie zbyt dużo informacji, oprócz tego, że co jakiś czas są znajdowane artefakty po nich. Przede wszystkim bardzo ciekawa, interesująca broń. I właśnie te legendy w indiańskiej tradycji oralnej, bo Indianie są potomkami tych właśnie, którzy przybyli z Azji przez zamarzniętą cieśninę Beringa. Przeszli do Ameryki i dali początek współczesnym Indianom czy innym ludom tego typu. Dzięki.
[55:11] - Teraz pytanie od słuchacza Neologa z czata Radia Paranormalium. Cały czas czytam pytania, które przyszły podczas poprzednich debat na czacie Radia Paranormalium. Nasi mniejsi bracia, psy na przykład, również mimo różnic w wyglądzie ras, posiadają również różne wielkości. Jak sądzicie, dlaczego mit i całe wyobrażenie o Nefilim jest tak abstrakcyjne? Ja sądzę, że patrzymy na wszechświat wyłącznie przez pryzmat ego rodzaju ludzkiego, zapominając przy tym o nieskończonej różnorodności istniejącego w nim życia. A jak wy to widzicie? No właśnie, Krisie, jak ty to widzisz?
[55:56] - Ja się tu absolutnie zgodzę z kolegą Neologiem. Od jakiegoś czasu zacząłem przeglądać te wszystkie komentarze, jakie są zamieszczane na Radiu Paranormalium. Jest to bardzo interesująca lektura czasami i te komentarze kolegi Neologa bardzo mi się podobają. Są absolutnie rozsądne, bardzo logiczne i wskazują na człowieka o sporej wiedzy i bardzo otwartym umyśle. I rzeczywiście tak to wygląda, że my do wszystkiego przykładamy naszą ludzką miarkę. Na dodatek przykładamy ją w sytuacji takiej, jak jesteśmy tu i teraz, mając to, co mamy i będąc tworem, produktem pewnej określonej cywilizacji, której korzenie sięgają 2000 lat zaledwie. Ignorujemy wszystko to, co mogło się dziać i wydarzać znacznie wcześniej i trwało dużo dłużej niż nasza cywilizacja. Bo ja uważam, że nie mamy konsekwencji w tworzeniu naszej cywilizacji, że powiedzmy, zaczniemy ją od Sumeru pięć, sześć tysięcy lat temu i ona kontynuuje poprzez ewolucję swoją działalność. Nie. Ona wyraźnie upada, wznosi się od nowa i powstaje niezupełnie na tych samych zasadach i niekoniecznie jest kontynuacją tego, co było wcześniej.
Myślę, że to jest właśnie przykład na to, że ewolucja tu nie ma nic do rzeczy, że nowa cywilizacja, która powstaje na gruzach starych, zabiera ze starej tylko to, co jest aktualnie, w danym momencie potrzebne do czegoś. Przerabia to do swoich celów i tworzy w zasadzie pewną nową wartość, taką, jaka jest dla niej w jakiś sposób atrakcyjna. I rzeczywiście, patrząc na Anunnaków, na Nefilim, na gigantów, przykładamy naszą współczesną miarkę do tego. Patrzymy na to z naszego punktu widzenia. Dlatego inny kolega zadał pytanie, jak to się ma do teorii Darwina? To się ma po prostu nijak, ponieważ teoria Darwina jest wytworem naszych czasów, przykładem bezradności nauki. Jest właściwie ośmieszeniem nauki, jeżeli coś takiego ma decydować o losach gatunków na Ziemi i zakładając, że istnieje życie pozaziemskie gdzieś we wszechświecie także. Nie jest to absolutnie teoria uniwersalna. Jest to pewna konstrukcja tylko i wyłącznie. Przypuszczenie, które można przyjąć bądź nie.
Jest dobra dyskusja, ale w tym momencie ono stało się narzędziem nauki i jest uznawane jako pewnik właściwie. A przecież sam fakt, że nazywane jest to teorią Darwina, już wskazuje, że jest tu dużo niepewności i nawet sami naukowcy, którzy w swoich akademickich kościołach tę teorię przekazują innym, sami przez to nazwanie tego wszystkiego teorią mówią, że nie ma w tym nic pewnego. Że przydałoby się coś lepszego, ale ponieważ nie ma, wykorzystujemy to. Także zgadzam się z Neologiem. Oczywiście patrzymy na to z naszego punktu widzenia tylko i wyłącznie. Zresztą wspominając wcześniej o tym, że człowiek, nasz gatunek, nasz Homo sapiens sapiens jest bardzo nietolerancyjny. Wyraźnie widać, że nie tylko nie usiłuje zrozumieć czego innego, ale też nie toleruje żadnej konkurencji. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że przyczyniliśmy się do wykończenia Neandertalczyków, którzy byli na długo przed nami. Ludzi z Cro-Magnon, Denisowa i wielu innych. Kto wie, czy także nie wydłużonych czaszek.
Cywilizacji wydłużonych czaszek, która rozwijała się na pustyni Atakama i w Nazca dawno temu, dopóki właśnie nie przybyli normalni ludzie. Normalni Homo sapiens, w cudzysłowie, jak my i po prostu ich nie wyrżnęli w pień. Tak to wygląda.
[01:00:04] - Teraz pytanie z radiowego gadu-gadu, troszeczkę w klimatach biblijnych. Monster zapytał: „W księdze Henocha możemy się doczytać, iż dzieci ze związków z synami bożymi miały jasną cerę i niebieskie oczy. Czy czasem nie stąd wzięła się cywilizacja europejska? Warto też przypomnieć niebieskookich władców Egiptu. Czy nie zadziwiające jest pojawienie się ludzi niebieskookich i to w tak wąskich regionach, skoro na całej planecie cała reszta ma piwne?” Krisie?
[01:00:40] - Przede wszystkim jak się nazywa naszą grupę językową? Indoeuropejską. Sama nazwa wskazuje, że skądś przybyliśmy. Sugeruje, że przybyliśmy właśnie z Azji, z tamtego regionu, z Sumeru. Zresztą te wszystkie posągi sumeryjskie czy malowidła sumeryjskie znalezione w najrozmaitszych miejscach odkrywanych w Babilonie. Okazało się, że te wielkie, olbrzymie oczy są koloru niebieskiego. Zmierzam do tego, że ten rejon przez kilka tysiącleci zmienił się praktycznie nie do poznania. Dziś w miejscu, gdzie kiedyś żyli Sumeryjczycy, mieszkają Persowie i Arabi. Głównie panuje zupełnie inna kultura i właściwie nie ma już ludzi, którzy tworzyli tą mezopotamską cywilizację. Nie ma już tak naprawdę Asyryjczyków czy Babilończyków.
Te cywilizacje zniknęły, rozpadły się i rozmyły się. Zostały tylko ich resztki, pozostałości, które jednocześnie udowadniają to, że być może źródła nas, ludzi o błękitnych oczach i blond włosach, leżą właśnie w tym rejonie. To są na przykład Jazydi. Ostatnio o nich było sporo słychać, bo są z olbrzymią zaciętością zabijani przez ISIS. Uważam, że głównym powodem jest to, żeby raz na zawsze skończyć kulturę i ślady po tej błękitnookiej, jasnowłosej kulturze, która jest antyczną kulturą. Są plemiona w Tybecie, gdzie ludzie mają błękitne oczy i blond włosy. To wszystko wskazuje, że są to pozostałości Ariów. Jak niektórzy chcą Aryjczyków. Ta teoria jest bardzo niepopularna, dlatego, że stała się oficjalną teorią nazizmu, teorią wyższej rasy. Być może prawda jest taka, że Ariowie, którzy rozpoczęli całą naszą cywilizację, rozpoczęli to, co się działo w Sumerze.
Właśnie mieli te błękitne oczy i blond włosy. W taki sposób to widzę. Oczywiście nasz język również wskazuje, że pochodzimy z Azji, że Europa jest naszym nowym miejscem, bo wszyscy ci, którzy w niej mieszkają, skądś przybyli. Przybyli właśnie z tamtych regionów, z regionów Bliskiego Wschodu, tam, gdzie ta cywilizacja kwitła i rozwijała się. Być może właśnie egipscy faraonowie, cała ta dynastia. Egipcjanie bardzo dbali o swoją czystość krwi, dlatego preferowali związki krwi po to, żeby utrzymać ją na odpowiednim poziomie i utrzymać tą genetyczną spójność. Nie nazywali tego genetyczną spójnością, ale przeczuwali, że chcą w ten sposób zachować swoją odmienność, swoją rasę czy swój ród. Myślę, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby widzieć w nich właśnie niebieskookich władców. Zwłaszcza, że te badania genetyczne, sensacyjne, jakie wymknęły się spod kontroli przy badaniu Ramzesa, wskazywały, że może blondynem on nie był, ale miał rude włosy i jego haplogrupa wskazuje raczej na celtyckie pochodzenie, nie egipskie. Chociaż starożytny Egipt nigdy nie był monolitem.
Był mieszanką rasową i kulturową. Myślę, że ciągle nie znamy pełnej historii Egiptu, bo wiemy, że był czas, że faraonowie byli czarni. Był czas, kiedy dochodziło do bardzo poważnych zmian w Egipcie, gdzie wiele narodów wyodrębniało się z państwa faraonów, jak na przykład Żydzi. Żydzi nie są osobną rasą, są tylko osobną religią. Jeśli przyjrzeć się temu, co wydarzyło się w czasach Echnatona, to wyraźnie widać, że Żydzi są tymi, którzy wyznawali Echnatona. Byli Egipcjanami i w momencie, kiedy filozofia i polityka Echnatona w nim upadła, wyruszyli. Uciekli, wydostali się z Egiptu i szukali swojej ziemi obiecanej, bo nie mieli dokąd pójść tak naprawdę, bo nic nie było ich ziemią. Bo ich ziemią prawdziwą był Egipt, który musieli opuścić, bo nie byli w stanie dalej tak żyć. Jeden z historyków, który bada ten temat, on się nazywa Osman bodajże. Uważa, że faraon Echnaton tak naprawdę nie zginął, nie umarł, tylko zmienił swoje imię na Mojżesz i stał się przywódcą Żydów.
Zresztą spójrzmy na takie imiona faraonów jak Tutmozis. W jego imieniu nawet imię Mojżesz jest zawarte, nawet imię Mojżesz nie jest imieniem żydowskim, a imieniem egipskim, jak cała ta kultura. Ponieważ Żydzi, szukając tej swojej ziemi obiecanej, zaczęli plątać się po całym Bliskim Wschodzie. Tak jak piłeczka pingpongowa balansowali pomiędzy Egiptem a Babilonem, stając się w pewnym momencie łącznikiem dwóch bardzo potężnych kultur. Jednocześnie korzystali z jednej i drugiej, tworząc swoją własną, budując swoją religię, swoją państwowość, swoje wpływy, swój sposób patrzenia na świat, swoją filozofię i preferując swojego własnego boga pojedynczego Jahwe, który wiele wskazuje na to, że był nikim innym, a właśnie Enki, czyli Annunakiem.
[01:06:42] - Przypomnę teraz kontakty do Radia Paranormalium. Ta debata ufologiczna, świąteczna debata „Pytania niezadane” z Krysiem Mielziną, tak jak wszystkie pozostałe debaty, realizowana jest w całości na żywo. Można do nas dzwonić na nasz numer telefonu 32 746 0008. Skype: radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na naszym radiowym Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl, jak również na Facebooku na koncie Radia Paranormalium. Można także wysyłać nam SMS-y pod numer 517 986 778. A jeżeli ktoś woli, to mamy również skrzynkę e-mailową radio@paranormalium.pl. Pozostańmy jeszcze przez chwilę w tematach Annunaków, Gigantów, Nefilim i tak dalej. Krysiu, czy istnieją jakieś przesłanki za tym, aby Stonehenge, piramidy, Baalbek i podobne różne inne tego typu budowle były budowlami Annunaków?
[01:08:19] - Być może. Ktokolwiek je zbudował, wiemy o tym. Wystarczy pierwszy rzut oka, żeby zorientować się, że jest to wręcz technologia nieludzka, którą zastosowano do zbudowania tych miejsc. Megality porażają nie tylko swoją precyzją, ale jednocześnie sposobem obróbki olbrzymiej masy materiału skalnego, często bardzo twardego, a jednocześnie dodatkowo jest tu jeszcze fakt, że są one ustawione w jakiś sposób astronomiczny. Odpowiadają pewnym gwiazdozbiorom na niebie, w jakiś sposób sugerując, że ich funkcja była funkcja energetyczna, że nie tylko czerpały energię bądź wysyłały energię, ale być może były takimi portalami, gdzie można było przynajmniej na chwilkę spojrzeć w inny wymiar, w inny świat czy odbyć podróż, jakkolwiek by ją nie nazwać, do jakiegoś innego właśnie wymiaru czy miejsca, czy do bogów, czy do kogokolwiek innego, czy do Annunaków. Być może ci nasi mityczni Annunaki w ten sposób się właśnie poruszali. Ktoś kiedyś zadał takie pytanie w komentarzach przy Radiu Paranormalium, że jest nonsensem ta cała historia Annunaków i ludzi, ponieważ Annunaki, mając taką technologię kosmiczną pozwalającą im się poruszać po wszechświecie, nie potrafili sobie wydobyć złota, nie potrafili zbudować sobie technologii i potrzebowali do tego ludzi. Więc cała ta historia jest nonsensem, ale jednak cała ta historia została spisana i to bardzo dokładnie i szczegółowo. I my ją w tej chwili odczytujemy. To nie jest nasz pomysł.
Myśmy sobie tej historii nie wymyślili. Tę historię spisali starożytni Sumeryjczycy. Czyli do czegoś ten człowiek był im potrzebny. Czyli istnieje jakieś ograniczenie, jakie mieli Annunaki do tego, by móc na tej Ziemi funkcjonować i w jakiś sposób objawić tą swoją technologię. Być może ich technologia w ogóle na naszej Ziemi nie funkcjonowała. Z jakich powodów? Tego nie wiemy. Nie wiemy, jaki charakter mieli ci ludzie. Sami widzicie, że narzuca się słowo, że oni byli również ludźmi. Być może nie byli ludźmi.
Być może byli, jak uważają gnostycy, archontami, czyli demonami, które nie mają naszych ziemskich, materialnych wymiarów. Natomiast człowiek był takim wehikułem. Był pojazdem, przez który mogli dotrzeć na Ziemię. Człowiek przez to, że człowiek myśląc abstrakcyjnie, jest w stanie poprzez na przykład religię wejść w sytuację taką, że sam wytwarza energię, która łączy się z energią kosmiczną, tworząc pomost. Sami wiemy, że pole elektromagnetyczne działa na umysł człowieka, jak i obrazy na przykład. Ja sam zauważyłem, że kiedy wybieram się do jakiejś galerii obejrzeć jakieś obrazy, bardzo dużo zależy od tego, co oglądam i co mnie atakuje z tych obrazów, jaka idea mnie atakuje, czy jaka ilość kolorów, czy jaka kompozycja. I ona wpływa później na mój humor, na mój nastrój, na mój sposób myślenia albo w jakiś sposób pobudza mnie do działania, albo mnie kompletnie dołuje, albo mnie wręcz czasami usypia. Czasami też tak jest, ale widać wyraźnie, że istnieje absolutnie niematerialna siła, która w sposób fizyczny oddziaływuje. I w taki właśnie być może sposób działali również i funkcjonowali Annunaki, że potrzebowali właśnie człowieka do czegoś takiego i być może znaleźli sposób i metodę, żeby się w tego człowieka w jakiś sposób wcielić. I bardzo dokładnie opisują to właśnie gnostycy, którzy przed nimi ostrzegali.
Właśnie oni nazywali ich archontami, uważali ich właśnie za złe, podstępne demony. I jeżeli pod tym kątem popatrzeć na Annunaków, to rzeczywiście tacy oni byli, bo nasz los ich tak naprawdę nie bardzo interesował. Mogli nas poświęcić, zatopić, zabić, zamordować, wymienić na kogoś innego. Dla nich liczyło się tylko to, po co przyjechali na Ziemię. Tym czymś było złoto. Nie bardzo wiemy, w jaki sposób mogli je stosować, ale jeżeli popatrzymy naNa złoto jednoatomowe? Okazuje się, że złoto ma swoje magiczne działanie również. Wystarczy oderwać od niego jeden atom i tworzy się czymś zupełnie innym. Traci połowę swojej wagi, zamienia się w biały proszek, a ten biały proszek ma wręcz magiczne właściwości. Jest w stanie uleczać choroby.
Kto wie? Jest w stanie być może wprowadzić nas w taki stan, że będziemy mogli wyjść z naszych trzech wymiarów i zajrzeć przynajmniej, co jest w czwartym. Taki proszek monoatomowego złota znaleziono na przykład w starożytnym Egipcie. Znaleziono miejsca, które były takimi bramami do nikąd. Była wykuta brama, na której końcu była ściana. To była dość płytka brama, kilkadziesiąt centymetrów zaledwie. Wyglądało jak drzwi wejściowe, jak brama. Donikąd nie prowadziła. I tam znaleziono właśnie ślady tego proszku, czyli do czegoś był tam wykorzystywany. Takie same bramy budowali na przykład Inkowie.
Czy właściwie nie Inkowie, ludy przed Inkami, bo Inkowie tego nie zbudowali. Też wielokrotnie o tym opowiadałem, że te wszystkie megalityczne budowle, które przypisuje się Inkom, oni sami mówią, że ich nie zbudowali, już je zastali. Próbowali nauczyć się, jak coś takiego budować i tylko funkcjonowali w tych miejscach, ponieważ uznali, że ich bogowie kazali im pójść właśnie tam i się osiedlić. Tak że skomplikowana sytuacja z tymi megalitami, bo im więcej staramy się dowiedzieć, im więcej wiemy, tym wiemy mniej tak naprawdę. Tym większe jest zamieszanie i mętlik w tym wszystkim się dzieje. Być może wcale nie jest tak, że sytuacja jest beznadziejna, bo myślę, że są ludzie, którzy wiedzą dokładnie, na czym to wszystko polegało i ta wiedza dla niektórych jest wiedzą już nie tajemną, a praktyczną, możliwą do wykorzystania. Taką interesującą teorię usłyszałem o tym, do czego są tak naprawdę te chemtrails i smugi chemiczne, że może wcale nie są od tego, żeby nas zatruwać czy zrobić nam jakąś krzywdę, a są tylko siatką, którą rozpina się na niebie i ta siatka łączy ze sobą punkty energetyczne. Różne punkty energetyczne na Ziemi, bo jak wiemy Ziemia cała jest pokryta taką energetyczną siatką. Niektóre miejsca mają większą energię, mocniejsze prądy telluryczne, które chciał wykorzystać zresztą Tesla, więc jest to technologia realna. A niektóre wcale ich nie mają.
Teraz wystarczy je tylko zidentyfikować i znaleźć sposób, w jaki one działają, zrozumieć, wykorzystać do własnych celów. I do takich celów były wykorzystywane te wszystkie kamienne kręgi i te budowle megalityczne, o których tutaj dziś rozmawiamy w tej chwili przy okazji tego pytania. Rozsypanie czy stworzenie takiej siatki na niebie łączy je ze sobą, kumuluje taką energię i wówczas można uzyskać efekt, który być może przekroczy kompletnie naszą wyobraźnię. Dziękuję.
[01:15:59] - I właśnie w temacie budowli pozostanie pytanie, które właśnie teraz zadał na naszym Skype pisemnie BJ: jak się mają budowle, na przykład piramidy, do sieci wilka?
[01:16:15] - Nie mam pojęcia. Co ma na myśli słuchacz mówiąc o sieci wilka?
[01:16:19] - Prosimy w takim razie słuchacza o doprecyzowanie. A w międzyczasie przechodzimy do kolejnego z pytań niezadanych: jak się mają Anunaki do 13 kryształowych czaszek?
[01:16:33] - Mają się nijak. Kompletnie nijak się mają, tak myślę. Myślę, że jest to tylko wytwór pomysłu filmowego najnowszego odcinka Indiany Jonesa i tylko może w ten sposób. Natomiast jedyny element, który by łączył to w jakiś sposób z Anunakami, jest sama struktura kryształu. Jak wiemy, kryształ jest materiałem specyficznym. Kryształ jest w każdym naszym komputerze, jest centrum i sercem każdego procesora. I ten maleńki kryształ, który jest wielkości ziarnka piasku, wystarczy, żeby nasz komputer wykonywał niesamowitą ilość operacji. Tak niewiele wystarczy. Niektórzy zakładają, że większy kryształ może znacznie więcej, a kryształ w kształcie czaszki może szczególnie dużo. Zwłaszcza że nasza czaszka, jako kogoś, kto nie za bardzo mieści się w świecie natury z tego względu, że posiada to abstrakcyjne pojmowanie świata, ma kształt nieprzypadkowy.
Jest to kształt, który umożliwia właśnie tego typu abstrakcyjne myślenie i poprzez to, że ten kryształ jest częścią naszych kości również powoduje, że my również stajemy się czymś w rodzaju takiego medium. I przez to jesteśmy w stanie właśnie nie tylko myśleć, ale jesteśmy w stanie łączyć się według starożytnych z bogami czy łączyć się z innymi istotami, czy z innymi wymiarami. Może na tej zasadzie to wszystko działa i funkcjonuje. Kryształ jest absolutnie czymś niecodziennym i niezwykłym. Ma olbrzymią twardość, jest w stanie załamywać światło. Jest w stanie produkować efekty, które mogą wykroczyć poza zasady znanej nam fizyki. Dlatego kryształ jest tak ważny. Dlatego kryształowa czaszka, stając się jakimś takim elementem magicznym, stała się tak bardzo ważna jako na przykład stymulator do działania albo być może coś, co było czymś w rodzajuZbiornika, takiego hard drive'u czy podręcznej biblioteki, gdzie można zakodować tego typu informacje. Bo jak wiemy na tym hard drive w tym krysztale te informacje są w stanie utknąć i zostać. Tylko że trzeba wiedzieć, w jaki sposób je można wydobyć.
Sam wiele razy opowiadałem o tym, że miałem do czynienia z tymi kryształowymi czaszkami. Nie uważam się bynajmniej za eksperta, ale jest to zadziwiające zjawisko i nie mam do końca sprecyzowanego zdania na ten temat. Natomiast to, co wiem, to wiem, że ich działanie jest czasami wręcz fizyczne, czego doświadczyłem. I mnie to zdumiewa, ponieważ sam uważam się za człowieka, który myśli w sposób praktyczny, który potrzebuje dowodów na to, żeby w coś uwierzyć. Potrzebuje przynajmniej jakiegoś elementu logicznego, który by wskazał, że coś tak działa albo nie. I przekonałem się o tym na własnej skórze. Także ja sam nie wiem do końca, jakie są ostateczne możliwości kryształowych czaszek. Czy Annunaki je wykorzystywali? Nie mam pojęcia. Nic mi o tym nie wiadomo.
Nie pisał o tym Sitchin, nie pisał o tym von Däniken, nie pisali o tym inni, którzy pisali o Annunakach. Czy wykorzystywali oni do czegoś te kryształowe czaszki? Myślę, że pomysł z UFO i 13 kryształowymi czaszkami w „Indianie Jonesie” jest tylko scenariuszem filmowym. Istnieją oczywiście legendy o tych 13 czaszkach i to właściwie tyle. Można oczywiście pozwolić sobie wyobraźni, żeby poszalała troszeczkę i coś próbowała stworzyć. Ja się przed tym troszeczkę powstrzymuję i dopóki nie będę miał jakichś nowszych doświadczeń, a na razie ich nie szukam, trudno mi jest znaleźć związek i uzasadnić w satysfakcjonujący sposób ważność tych kryształów w życiu człowieka, rozwoju cywilizacji czy możliwości przechowania wiedzy, czy też uzyskania kontaktu z kimś, kto znajduje się po drugiej stronie.
[01:21:02] - Słuchacz DJ na Skype'ie spróbował przynajmniej doprecyzować, o co chodzi z tą siecią wilka. Chociaż ja w dalszym ciągu, szczerze mówiąc, nie bardzo wiem, o co chodzi. Jak się mają budowle, na przykład piramidy czy inne megality do sieci wilka według Kazimierza Bzowskiego? „Czy były takie badania prowadzone na megalitach?” — pyta DJ.
[01:21:33] - Jak wszyscy wiedzą, ponieważ uczestniczyłem w kilkudziesięciu, prawie 20 debatach w Radiu Paranormalium, ze względów praktycznych nie mam zbyt dobrego dostępu do polskiej literatury, bo już od ponad 20 lat mieszkam poza Polską i jest mi bardzo trudno zdobyć jakiekolwiek polskie książki czy publikacje, zwłaszcza na taki temat. A wiemy, że są to tematy niszowe, więc tutaj zdaję się zawsze na Piotra, na Ivelliosa, na innych, którzy są bliżej, na Arka Paterka, którzy są świetnymi ekspertami w tej dziedzinie. Czy Arka Kocika, w ogóle wszystkich Arków, którzy tutaj się spotykają. Sam chętnie tego słucham. Natomiast sam właśnie z tego powodu mam znacznie mniejszy dostęp do tego typu informacji. Dlatego na przykład z literatury Bzowskiego, tego, co napisał, praktycznie wcale nie mam. Nie mam jego ani jednej książki. Zresztą w ogóle mam niewiele polskich książek, tak jak powiedziałem, z oczywistych względów. Natomiast to, z czego korzystam, jest to ta literatura, która jest tutaj tworzona, głównie wydawana w Stanach. Do niej mam dostęp i ją wykorzystuję.
Na temat sieci wilka nigdy nie czytałem. Jest to z pewnością fascynujące. W tej chwili szybko zacząłem googlować, co to jest za historia z tą siecią wilka. Myślę, że rzeczywiście jest to warte przypomnienia i myślę, że najlepszą osobą, która by tego typu sytuację opisała, będzie właśnie Piotr, który z kolei jest koneserem polskiej literatury ufologicznej i tej właśnie niekonwencjonalnej, alternatywnej. To jeszcze raz pokazuje, przy okazji właśnie chciałem powiedzieć, że bynajmniej nie uważam się za jakiegoś eksperta w tych wielu tematach. Czasami mnie się przedstawia jako kogoś takiego. Nie, z pewnością kimś takim nie jestem. Dzisiaj jestem jedynym uczestnikiem dyskusji z Ivelliossem tylko dlatego, że wszyscy inni świętują, a ja się zorientowałem najpóźniej też ze względu na odległość. Nie było już jak wyjść i teraz muszę się uchylać przed rzucanymi we mnie jajkami wielkanocnymi. Niektóre całkiem fajne.
Po prostu zachowuję zdrową pokorę do najrozmaitszych tematów. Nie uważam, że mam pełną wiedzę w jakimkolwiek z nich. Natomiast tak jak każdy z nas, kto tu przychodzi słuchać radia i dyskutować, zadawać pytania, staram się znaleźć jakąś drogę, jakąś odpowiedź. Najchętniej właśnie wspólnie. Dlatego tu się spotykamy, po to, żeby móc stworzyć sobie jakiś nowy pogląd na ten temat. Ponieważ wszystko to przebiega w bardzo cywilizowanej atmosferze, która rzadka jest w tego typu sytuacjach, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto ma atawistyczne odruchy, że chce wszystkich walić w łeb maczugą i poprawiać, nauczać, a najchętniej jeszcze naobrażać tylko po to, żeby mieć te swoje pięć minut dla siebie. Myślę właśnie, że nie o to chodzi. Moja pozycja jest absolutnie bardzo prosta w tej sytuacji. Przychodzę tu z przyjemnością i staram się dodać tylko, jeżeli wiem coś, czy widzę coś inaczej na dany temat. Natomiast nie uważam się za alfę i omegę, eksperta.Czy kogoś, kto zjadł wszystkie rozumy.
Nawet jeżeli czasami tak to wygląda, co mamy na dzisiejszym przykładzie. Dlatego właśnie nie uczestniczę między innymi w debatach, które są na temat polskiej literatury, ponieważ już w ogóle nie znam się na tym. Niewiele przeczytałem i niewiele wiem, więc chętnie słucham, natomiast nie uczestniczę w nich, ponieważ wydaje mi się, że zabierałbym tylko czas słuchaczom i prowadzącym. Dzięki.
[01:25:28] - Zmienimy teraz temat przed kolejną przerwą. Przejdziemy do tematu implantów. Michał na Skype'ie Radia Paranormalium przy okazji debaty poruszającej ten wątek zadał takie pytanie: co prowadzący sądzą o przypadkach implantowania osób uprowadzanych? Chodzi mi o sterowanie dopaminą i serotoniną. Tutaj napisał erotoniną. Chodzi chyba o serotoninę. Czy to może świadczyć o tym, że obcy próbują przejąć po cichu nad nami kontrolę, biorąc pod uwagę na przykład ich przyszłe plany wobec ludzkości, których nikt nie zna? Czy może mieć to sens, biorąc pod uwagę ich rzeczywiste plany, przed którymi my, ludzie, będziemy musieli się zmierzyć? Krysiu?
[01:26:23] - Więc wracamy do tego tematu. Temat jest bardzo specyficzny i być może teraz dlatego, że jestem tutaj sam w tym studiu, odpowiem w ten sposób, że tak naprawdę w kwestii implantów, w kwestii wielu sytuacji, gdy mamy do czynienia z porwaniami, abdukcjami, z pojawianiem się UFO, z MILAB-ami, innymi tego typu historiami, uważam, że źródła tego typu historii są o wiele bardziej ziemskie niż nieziemskie. Że sam fakt wykrywania tego typu implantów i wykrywania tego, w jaki sposób działają, wskazuje na to, że prowadzone są dalej po prostu eksperymenty, które mają na celu kontrolowanie nas w jakiś sposób i że nie ma to nic wspólnego z przybyszami z kosmosu, a tylko z pewnymi siłami czy władcami, którzy nagle zdali sobie sprawę, że tradycyjna wojna już nie rozwiązuje problemu zbyt dużej ilości ludzi, więc trzeba znaleźć inny sposób, żeby te miliardy nie zorientowały się, że te 100 000 nimi rządzi. I dlatego produkuje się tego typu pomysły, takie jak implanty, takie jak projekt Montauk i wiele innych. Po to właśnie, żeby zbadać praktyczne możliwości kontrolowania tak wielkich mas ludzkości, żeby móc przerobić ich dokładnie na kompletnych niewolników, niewolonych. Tak że tak ja widzę cały problem implantów. Uważam, że są ziemskie, że tylko technologie wyglądają na nieziemskie, ponieważ nie są oficjalnymi technologiami, ale też jak się okazuje, nawet tym swoim wyrafinowaniem nie za bardzo odbiegają od współczesnych standardów. Mimo że są oczywiście wielką nowością, to mimo wszystko dają się zbadać. Da się stwierdzić, tak jak tu sam pytający zauważył, że sterują ilością tych bardzo ważnych hormonów i są w stanie wpływać na człowieka. Myślę, że tego to dotyczy.
[01:28:38] - I właśnie projektu Montauk dotyczy jedno z pytań, które mam tutaj na liście. Pytanie od Kacpra z naszego Skype'a: co sądzisz o całym tym projekcie Montauk i osobach z nim związanych i różnych innych pobocznych projektach? Projekt Filadelfia, Al Bielek, Preston Nichols.
[01:29:02] - Projekt Montauk jest jedną wielką legendą. Tak naprawdę mamy bardzo niewiele. To, co napisał Nichols, wynika z jego hipnotycznej regresji, bo miał być on pracownikiem tego całego projektu, uczestniczyć w nim. Jednocześnie wymazano mu pamięć później, którą przywrócił sobie poprzez hipnozę i mógł opisać te doświadczenia, jakie tam zachodzą. I ponieważ właściwie nie mamy żadnego twardego dowodu, oprócz tego, że istnieje tam w Montauk kilka bunkrów i jeden duży radar, który już niszczeje, to nie mamy żadnych praktycznych dowodów na to, że rzeczywiście jakiekolwiek doświadczenia były tam prowadzone. Choć z drugiej strony w każdej legendzie jest ziarno prawdy, a poza tym trudno się nie zgodzić z takim myśleniem, że tego typu historie i doświadczenia ktoś rzeczywiście chciałby prowadzić. Nie może ich prowadzić oficjalnie, nie może ich prowadzić w instytucie naukowym, w szpitalu, ponieważ te doświadczenia są nieludzkie i dlatego na przykład w obozach koncentracyjnych ci wszyscy lekarze typu Mengele mogli właśnie robić tego typu rzeczy bez właściwie żadnej kontroli. Mogli robić najdziksze doświadczenia na człowieku i nikt ich nie kontrolował, dlatego że to było właśnie takie miejsce, że tam oni byli najważniejsi i mogli zrobić to, co zechcą, nawet jeżeli to wyglądało absurdalnie czy absurdalnie wygląda dziś. Natomiast dziś, w czasach, kiedy ta kontrola jest ściślejsza, tego typu doświadczenia są niemożliwe, więc trzeba je ukryć. Mamy do czynienia z masą czarnych projektów i te czarne projekty są też taką pozostałością po nazizmie, bo to zaszufladkowanie tych projektów, że pracuje przy nich na przykład grupa naukowców, aleIch funkcje są tak rozdzielone, że tak naprawdę żaden z nich nie wie, nad czym pracuje.
Dokłada tylko swoją kostkę, swój element i na tym się kończy jego udział i nie wie, do czego to prowadzi. Pewnie wszyscy oglądali taki filmik, czwarta część „Tożsamości Borna”, gdzie są prowadzone badania nad super żołnierzami. Szczepia im się jakieś chipy do organizmu, dostają jakieś specjalne środki chemiczne, które produkują jakieś historie, że nie muszą spać. Są super silni, super sprawni, wytrwali, zabójczy, szybko myślą. I teraz mamy tam do czynienia właśnie z instytutem naukowym, który uczestnicząc w tym wie, że coś może nie jest tak, ale tak naprawdę kompletnie nie wie, do czego to może służyć, czego to może dotyczyć. Nawet ta pani naukowiec tam często dramatycznie mówi: „Przecież nie wiedziałam. Ja to robiłam dla ludzkości, dla nauki. Chciałam, żeby świat był piękniejszy”. I tak to właśnie jest, że tymi pobożnymi życzeniami jest piekło wybrukowane. Podobnie się dzieje w tych różnych tajnych projektach.
Tajnym projektem był też projekt Montauk i wierzę, bo zbyt dużo szumu jest wokół niego, że jest w nim duża część prawdy i że rzeczywiście takie doświadczenia były prowadzone. Ponieważ Montauk leży na Long Island w bezpośredniej bliskości do Nowego Jorku, więc jest fantastycznym miejscem, żeby coś takiego prowadzić, bo takie miasto jak Nowy Jork jest miejscem, gdzie można zdobyć każdy rodzaj materiału badawczego, że tak to brzydko nazwę. Żyje tam wielu ludzi, którzy nigdzie nie są zarejestrowani na przykład. Wielu ludzi żyje, w ogóle poza granicą prawa i nie płaci żadnych podatków, nie ma swojego adresu. Jest to wielki, gigantyczny moloch, z którego można dowolnie czerpać i jednocześnie przy okazji zapewnić tym wszystkim, którzy pracują w takim projekcie, dobre miejsce do zamieszkania, do życia, do wychowywania swojej rodziny czy życia ze swoją własną rodziną, bo jest to atrakcyjne miejsce w jakiś sposób również do życia. Także wszystkie te elementy tutaj są zapewnione. Są również pieniądze, biura. Można się spotkać w sposób niewzbudzający niczyjej uwagi, można przewozić masę materiałów, niewzbudzając niczyjej uwagi. Zresztą w przypadku Montauk istnieje dużo takich historii o tym, że pod ziemią znajdują się olbrzymie tunele, które prowadzą do kolejnych tuneli, gdzie można na przykład dostać się pod ziemią z Montauk aż do Kalifornii, przesiadając się w różnych miejscach. I że właśnie prowadzono najrozmaitsze doświadczenia, przede wszystkim właśnie jeśli chodzi o zachowanie człowieka, zachowanie ludzkości.
W jaki sposób wpływać na zachowanie człowieka? W jaki sposób sprawić, żeby wykonywał on rozkazy? W jaki sposób zbudować, spowodować, żeby uwierzył on w pewien przekaz i był posłuszny temu, co mówią jego nadzorcy? Tego typu doświadczenia prowadzono. Szczególnie dużo doświadczeń według tych panów, których wymieniłeś wcześniej, prowadzono na ludziach kolorowych. Okazuje się, że są oni znacznie trudniejsi do kontroli umysłu niż ludzie biali. Ludzie biali mają jakąś specyficzną podatność na kontrolę umysłu. Niektórzy uważają, że ta kontrola wynika z tego, że biały człowiek, który wyemigrował z Azji, z terenu dzisiejszej Persji, Mezopotamii i dotarł do Europy, został zaskoczony przez to zimno, które tam panowało i musiał się w jakiś sposób do niego dostosować. Te tysiące lat życia w takich warunkach spowodowały, że to dostosowanie otworzyło tego człowieka białego, niebieskookiego, zielonookiego, rudowłosego. Otworzyło jego mózg w taki sposób, że stał się bardziej podatny na wpływy zewnętrzne chociażby, ponieważ mógł on dostosować siebie do różnych sytuacji łatwiej.
I to nam zostało. Utrwaliło się w kodzie genetycznym. Dlatego podobno jesteśmy łatwiejsi do manipulacji. Natomiast problem jest z tymi kolorowymi, których jest znacznie, znacznie więcej. Teraz sam ten pomysł, że jakoby biali byli rasą panów, jest kompletnym absurdem, bo białych jest znaczna mniejszość na świecie. Poza tym jest to rasa słaba z tego względu, że bardzo łatwo zachwiać jej. Jeśli ktoś chciałby mówić o czystości rasy, bardzo ją łatwo zachwiać. Pierwsza krzyżówka już likwiduje rasę białą, natomiast krzyżówka z różnymi ludźmi innych ras nie wpływa za bardzo na tamtą rasę. Ciągle ona się w jakiś sposób kontynuuje, rozwija. Mówię o tym dlatego, że u podstaw tych wszystkich dziwnych projektów, jakie realizowano w Montauk, właśnie był ten problem tych ras.
Co zrobić, w jaki sposób spowodować, żeby tych ludzi o innym niż biały kolor skóry, żeby znaleźć do nich dojście, dotrzeć do ich umysłu i kontrolować ich w ten sposób?
[01:36:30] - Teraz kolejny raz zmieniamy temat. W komentarzu pod debatą „UFO a religie” użytkownik Robson Hanes napisał: „W tej debacie bodajże Chris McKenna zaczyna w pewnym momencie opowiadać o asystentce Wernhera von Brauna, która to twierdzi, że Wernher von Braun stwierdził, iż UFO, iż to wszystko to jest ściema. Ustanowiony plan działania, zniewolenia, komunizm, zimna wojna, terroryzm, zagrożenie kosmiczne, zagrożenie UFO. Mam w związku z tą jego wypowiedzią pytanie, czy ktoś może podać coś więcej w tym temacie? Jakieś źródłowe dane?” Chrisie?
[01:37:14] - Tak, oczywiście, ale zanim na to odpowiem, chciałbym podziękować słuchaczce, która przesłała mi książkę Bzowskiego „Sieć wilka”, tak że będę się mógł doedukować i poznać polską literaturę na ten temat. Dziękuję za to bardzo i to jest jedna z tych fajnych rzeczy, jakie zdarzają się w debatach i dlatego w nich tak chętnie uczestniczę, bo dzięki temu mogę zdobyć tego typu informacje również. Tak że bardzo za to dziękuję. To bardzo miły upominek. Dokładam go do mojego koszyczka ze święconką, z którego znowu coś tam ubyło. Tak że koszyczek znowu się zapełnił. To bardzo miłe. Święta się robią z Bzowskim i z „Siecią wilka”. Fantastycznie. Natomiast wracając do pytania.
Ten temat tak naprawdę jest raczej szeroko znany. Chodzi tutaj o ostatnią asystentkę Wernhera von Brauna, Karol Rosen. Pani Rosen wielokrotnie występowała na wielu spotkaniach ufologicznych i nie tylko, czy wiedzy alternatywnej i jeżeli spróbować znaleźć to gdzieś na YouTubie, zawsze znajdzie się jakiś filmik, w którym ona powtarza tę historię i ona oczywiście jest jej jedynym źródłem, ale jeżeli będziemy żądali dowodów na piśmie, to nigdy do niczego nie dojdziemy, bo ja wątpię, żeby nawet Wernher von Braun, wiedząc to, chciał to zapisać i podpisać swoim imieniem i nazwiskiem i powiedzieć: „Słuchajcie, ja tak myślę”. Przekazał taką informację, ponieważ zorientował się tak naprawdę, do czego wszystkiego to zmierza, że nazizm jest to znacznie większy plan, niż by się wszystkim wydawało, że nie jest to szalony plan jakiegoś odlotowego Adolfa Hitlera, żeby podbić świat. Nie ma to z tym nic wspólnego, że ten świat się nie podbija militarnie, a podbija się zupełnie w inny sposób. I myślę, że tego my mamy tutaj efekty, bo ten nazizm właśnie, gdzie on skończył? Skończył właśnie w najpotężniejszych krajach tamtych czasów i dzisiejszych naszych czasów, w Rosji i w Stanach Zjednoczonych. I w pomniejszych krajach również jak Anglia czy Francja. Nie tylko technologie, ale sama myśl, administracja, sposoby oddziaływania, nauka. Wiele tych elementów nie tylko przeniknęło, ale i zdominowało świat, w którym żyjemy.
Sama korporacja, jej instytucja korporacji i sposób jej działania. Są to wzory, które wypracowało IG Farben, osławiona niemiecka korporacja, która produkowała gaz do obozów koncentracyjnych. IG Farben, gdzie nie ma żadnych problemów ze znalezieniem dowodów na to, że prowadziła działalność zbrodniczą, wspierając Hitlera i jego wojnę i wspierając w sposób absolutnie nieludzki i barbarzyński. IG Farben była praktycznie łatwym celem do tego, żeby zlikwidować ją jako korporację. I co się okazało? Korporacja została zlikwidowana, ale dopiero w 2004 roku. Czyli ile lat zajęło, żeby uciąć wszystkie głowy tej hydry? To pokazuje, jak witalnym i silnym stworzeniem jest korporacja. Jak bardzo niebezpiecznym przy okazji. Dlatego, że korporacja z samej swojej natury jest bezpaństwowa.
Nie ma nikogo odpowiedzialnego, jak na przykład w przypadku państwa jest to prezydent, czy główny generał, czy król, czy ktokolwiek taki. Ma tylko radę nadzorczą, więc potrafi zmieniać formy. Mamy tu więc element shape-shifting. Potrafi zmieniać miejsca swojego działania i metody swojego działania, a jednocześnie stoi kompletnie ponad prawem. I dlatego tak było trudno zniszczyć IG Farben, więc jak można zniszczyć współczesne korporacje, które już wyciągnęły wnioski z tego wszystkiego? A wszystko to właśnie powstało na sposobach organizowania tego typu instytucji właśnie przez nazistów. Dlatego tak wielką wagę do tego przykładam i dlatego, gdy rozmawiamy o nazistowskim UFO, tak dużo mówię o takich ogólnych tematach, żeby pokazać szerszy obraz tego wszystkiego, co się wydarzyło, że to nie jest coś, co skończyło się w 1945 roku zwycięstwem i zawieszeniem flag w Berlinie i marszami zwycięstwa tu i ówdzie. To się nie skończyło. To był właściwie początek i następne, nowe rozdanie. I między innymi właśnie Wernher von Braun, który był w centrum tego wszystkiego, ponieważ zbudował amerykański program kosmiczny, stworzył NASA, stworzył technologie kosmiczne dla Stanów Zjednoczonych, sam w końcu się zorientował, na czym to wszystko polega i do czego to wszystkiego zmierza.
A właśnie zmierza do pełnej i absolutnej kontroli nad nami samymi. I do tego wymyślane są najrozmaitsze rzeczy, łącznie z kosmitami i UFO, którzy rzekomo mieliby nam zagrozić, przejąć naszą ziemię. I dlatego musimy oddać się w pełni do dyspozycji naszych władców po to, żeby nas obronili przed czymś takim, co być może wcale nie istnieje, a jeśli istnieje, to istnieje w zupełnie innej formie. Chciałem tylko zwrócić uwagę przy tej okazji na jeden taki bardzo prosty i logiczny fakt. Zobaczcie, ile latających spodków spadło na ziemię po 1945 roku. A ile ich spadło w historii? Czy w średniowieczu, renesansie, czy w następnych epokach ktokolwiek napisał, że gdzieś znalazł jakiś dziwaczny pojazd, który przypominał spodek? Nigdy nikt tego nie zrobił. I to jest dla mnie najsilniejszy dowód na to, że mamy tutaj do czynienia z technologią absolutnie nieziemską, że ktoś tworzy coś w rodzaju równoległej cywilizacji, która jest o wiele bardziej rozwinięta niż nasza, a nam daje się tylko te odpady jak komputery, tablety.Telefony komórkowe. Dlatego to było takie przedśmiertne ostrzeżenie mocno starzejącego się von Brauna tuż przed końcem jego życia, że to nie o to chodzi tak naprawdę, o czym wszyscy myślą, a o to, żeby kontrolować świat, stworzyć z niego jedną federację, jakkolwiek ją nazwiemy, światowy rząd czy ktokolwiek inny, po to, żebyśmy my byli małymi śrubkami w tym mechanizmie i jak przestaniemy działać, to się nas po prostu zlikwiduje.
To zauważył i doktor Rosen, bo pani ma tytuł doktorski, mówi o tym często i swoim autorytetem potwierdza, że jest to prawda. Wystarczy poszukać tego w YouTube. Na pewno się bardzo szybko znajdzie w ciągu kilku minut jedno z jej przemówień, w którym opisuje całą tę sytuację i okoliczności i kiedy to von Braun powiedział. Dziękuję.
[01:44:22] - Do tematu nazistowskiego UFO jeszcze powrócimy, żeby nie powiedzieć musimy go dokończyć, zakładając, że za tydzień będzie z nami Damian Trela. Postaramy się zrobić dosłownie drugą połowę tego tematu, ponieważ podczas pierwszej debaty o nazistowskim UFO udało się odpowiedzieć zaledwie na połowę pytań, które przyszły przed debatą. A czekają jeszcze pytania, które przyszły w trakcie debaty. Tak więc jeżeli będzie Damian Trela, a z tego, co wiem, będzie też Chris Miekina, to za tydzień ten temat postaramy się dokończyć. A tymczasem kolejna zmiana tematu dzisiejszego wieczoru. Skaczemy z kwiatka na kwiatek. Pytania z różnych tematów ufologicznych. Wojciech K. napisał takie pytanie: „Mam pewną myśl na temat uprowadzeń UFO w celach naukowych. Skoro posiadają technologię, która pozwala im na swobodną podróż międzyplanetarną, to również mają opanowaną technologię klonowania całych organizmów, jak i tylko konkretnych komórek.
Jaki jest sens ciągle porywać ludzi do badań, skoro można by było pobrać próbkę każdej rasy oraz tą próbkę powielić w warunkach laboratoryjnych do celów badawczych? Te uprowadzenia trwają już długi czas i można liczyć je w dużych liczbach. Bardziej to wygląda jak eksploatacja. Chciałbym, aby dyskutanci się wypowiedzieli na ten temat”. A więc, Chrisie, prosimy o wypowiedź.
[01:46:04] - Jako dyskutant znowu wrócę do tego, co już wyznałem. Być może to jest gwóźdź do trumny mojej w cudzysłowie karierze w Radiu Paranormalium. Ja uważam, że te uprowadzenia UFO to nie są UFO z innej planety. To są nasze ziemskie eksperymenty. Do tych eksperymentów potrzebni są ludzie. Jest ich tak wielu. Czasami potrzebna jest olbrzymia grupa ludzka, żeby móc zbadać coś, czego nie da się zrobić w warunkach oficjalnego laboratorium. W przypadku rozmów na temat MILABów mamy wiele przykładów tego, do czego dochodzi. Jedyny element, który mi tam nie pasuje, to to, że jakaś cywilizacja z innej planety nagle współpracuje z ludźmi na Ziemi i wspólnie robi razem z nimi eksperymenty. To mi szczególnie nie pasuje z tego względu, że byłby to ostatni przejaw działalności tych osobników pozaziemskich w ciągu ostatnich, powiedzmy, 20, może 30 lat.
Natomiast patrząc na to z perspektywy kilku tysięcy lat funkcjonowania naszej cywilizacji, nigdy nie mamy z czymś podobnym do czynienia. Kiedy próbujemy sięgnąć w przeszłość, nie ma żadnych opowieści o tego typu wydarzeniach. A przecież gdyby taka istota pozaziemska chciała sobie prowadzić badania na ludziach, to w tamtych czasach byłoby jej znacznie łatwiej. Bez problemu. Więc dlaczego akurat wybrała tę, kiedy my może mamy większą nie tyle kontrolę, co większy wgląd na to, co się dzieje. Mamy większą świadomość naszego otoczenia, dlatego zauważamy, że znikają krowy na pastwisku, ludzie znikają. Czy przychodzą ludzie, którzy mówią, że zostali porwani przez istoty pozaziemskie. I co ciekawe, za każdym razem, jak ci porwani wracają, ten scenariusz jest podobny. Opowiadają, że z jednej strony mają do czynienia z kimś, kto ich bezwzględnie baza, wykonuje jakieś operacje na ich ciele, implantuje ich, dokonuje różnych dziwnych badań. I co?
I później okazuje się, że oprowadza ich po tym niby statku kosmicznym tak, jakby chciał ich upewnić, z kim oni mają do czynienia. Czy nie łatwiej byłoby kompletnie taką osobę przy użyciu tych środków, o których mówimy, zdezorientować i pokazać, że jest właściwie szalona i nie wie nic, i nie potrafi tego opowiedzieć? Ten fakt, że ta osoba opowiada o statku kosmicznym, o urządzeniach, o tym, że została oprowadzona i coś tam zobaczyła, a nawet czasami przewieziona takim statkiem, wskazuje na to, że ta informacja jest zaimplantowana sztucznie, że jest wprowadzona sztucznie. Może nawet nie tyle wprowadzona, co rzeczywiście zainscenizowana po to, żeby uwiarygodnić funkcjonowanie istot pozaziemskich, które być może właśnie życzą nam źle i chcą coś nam zrobić. Czy nas chcą zmienić, czy podporządkować sobie, czy po prostu zjeść.Dlatego uważam, że w tym przypadku są to doskonale ukryte badania, które są prowadzone na Ziemi w tajnych laboratoriach, tych właśnie MILABS. Są to czarne projekty, które rozmnożyły się nieprawdopodobnie, na które pieniądze zawsze się znajdują. Ostatnio podano taką informację, że na świecie funkcjonuje dwa razy więcej pieniędzy niż cała wartość wszystkich rzeczy na Ziemi, jakie istnieją. Czyli ktoś dokonał cudownego rozmnożenia, alchemicznego wręcz. I na coś te pieniądze poszły, na coś są pompowane i właśnie są pompowane na tego typu doświadczenia. Po co są te doświadczenia?
Trudno powiedzieć, ale zważywszy na sam fakt, że ta grupa, która je dokonuje, posiada naprawdę wyrafinowaną technologię w porównaniu do tego, co my posiadamy, to mamy tutaj do czynienia, o czym też wspominałem kiedyś, przy którejś okazji, którejś debaty, z równoległą cywilizacją. Z kimś, kto ma swój własny cel, do którego dąży i chce wykorzystać całą ludzkość do osiągnięcia tego celu. Można w tłumaczeniu tego cofnąć się do tych najstarszych legend, które zostawili nam jeszcze Sumerzy o tym, że przybyli na Ziemię uchodźcy z jakiejś innej planety, która została zniszczona. I teraz ci uchodźcy chcieliby wrócić z powrotem gdzieś w przestrzeń kosmiczną, ale nie mają tej technologii, którą utracili. Mają jedynie szczątkową wiedzę bądź nawet pełną wiedzę, natomiast nie mają infrastruktury, żeby tego dokonać. W związku z tym muszą doskonalić ludzkość. Muszą cierpliwie rozbudowywać cywilizację, dokonywać kolejnych doświadczeń po to, żeby móc powrócić do tej dawnej technologicznej sprawności, która umożliwi im na przykład podróż na Marsa czy gdzie indziej. Coś takiego. Dlatego właśnie tak się dzieje, że właśnie ci osobnicy, ci ludzie, tak ich nazwijmy, kontrolują ludzkość już od zarania dziejów, bo widać pewną konsekwencję, że rodziny, które były potężne jeszcze za czasów Babilonu, ich więzy krwi funkcjonują do naszych czasów. Że tacy templariusze nie spadli z choinki, są pewnym efektem działania pewnych struktur wobec zmieniających się czasów, jakie nastąpiły.
Podobnie ich zniszczenie, templariuszy, jest tylko zniszczeniem pozornym. Jest to takie samo zniszczenie jak zniszczenie Trzeciej Rzeszy, że niby nie ma problemu, nie ma templariuszy, ale zostają ich olbrzymie wpływy i olbrzymie pieniądze i olbrzymia wiedza, która ciągle gdzieś funkcjonowała i działa po dziś dzień być może. To samo mamy z Trzecią Rzeszą. Dlatego myślę, że w obecnej sytuacji te wszystkie porwania UFO mają większy związek z Ziemią i dotyczą doświadczeń, o których gdybyśmy się dowiedzieli, pewnie by się nam włosy zjeżyły na głowie. Do czego one prowadzą i jaki efekt zostawiają na ludziach, którzy przez nie przeszli. Dlatego wielu ludzi nie wraca, ponieważ widocznie jakieś doświadczenie nie skończyło się dobrze. Taki człowiek znika raz na zawsze. Dziękuję.
[01:53:03] - Pojawiło się pytanie od słuchacza Jackson Yuki 81: jak odnosisz się, Krysiu, do regresji hipnotycznej? Czy wspomnienia, które są nam zwracane podczas regresji, mogą być wiarygodne?
[01:53:21] - To jest bardzo trudne pytanie, ponieważ nie ma możliwości zweryfikowania czegoś takiego. Już z doświadczeń całej tej kultury Indii, doświadczeń, jakie niosą ze sobą joga, z doświadczeń, jakie niosą ze sobą różne techniki kontemplacyjne, od technik mnichów w monasterach greckich poprzez techniki buddyjskie. Wszystko to wskazuje na to, że nasz umysł jest czymś niezwykłym i specyficznym. Gdy patrzy na ten świat, z jednej strony widzi go i ocenia, ale jednocześnie jest w stanie spojrzeć dużo dalej i uzyskać połączenie z czymś, co wydaje się być kompletnie nierealne, bądź może zachować informacje, z których nawet nie zdajemy sobie sprawy. Być może jest tak, jak mówią Hindusi, że istnieje reinkarnacja i ta energia, która uwalnia się z ciała, które już nie jest w stanie dalej funkcjonować i podtrzymywać tej energii, ona przechodzi rzeczywiście gdzieś dalej, instaluje się w jakimś kolejnym umyśle, odnajduje go bądź kompletnie wędruje gdzieś w kosmosie i znika gdzieś w jego czeluściach. Być może tak jest, ale umysł ludzki jest tworem absolutnie niezwykłym. Ma olbrzymie możliwości. Spójrzmy na przykład na te wydłużone czaszki, które kiedyś tak bardzo mnie pasjonowały. Ciągle mnie pasjonują, bo temat jest wspaniały. I ludzie, którzy będąc ich posiadaczami, byli przy okazji posiadaczami mózgu o dużo większej pojemności, jednocześnie mózgu ustawionego w sposób pionowy, taki, że eksponował szyszynkę, która potrafiła, według tych, którzy mniej więcej znają się na działaniu mózgu, pozwalała im na połączenie ze światem, który jest niedostępny przeciętnemu zjadaczowi chleba.
Pozwalała porozumiewać się na przykład w sposób telepatyczny. Pozwalała rejestrować energie kosmiczne, których wpływem jesteśmy nieustannie.Na przykład ci ludzie potrafili w tamtych czasach przeprowadzać trepanację czaszki. Naukowcy uważają, że ta trepanacja była prowadzona, dlatego że kiedy się okładali po łbach maczugami, to dziurawili sobie czaszki. Trzeba było w jakiś sposób to zaleczyć i zagoić. Ale kiedy przyjrzeć się tym trepanacjom bliżej, to wcale tak to nie wygląda, że to są rany wojenne. Wygląda na to, że te trepanacje były robione w sposób świadomy, że ktoś tego chciał, że nawet kość czaszki przeszkadzała temu komuś w pełniejszym odbiorze. Trudniej się mu było dostroić do pewnych sił wszechświata bądź odbierania lub przekazywania energii, która nie jest uchwytna dla naszych urządzeń technicznych, które mamy do dyspozycji. Robili to specjalnie i zakładali tam płytki złote, które są świetnymi przewodnikami albo świetnymi izolatorami, jeśli na przykład chodzi o promieniowanie kosmiczne. Także nie znamy do końca funkcji tej szyszynki. Lekarze mówią, że jest to bez znaczenia.
Przez wiele lat lekarze mówili, że coś takiego jak szyszynka nie istnieje. Jest wiele olbrzymich tajemnic naszego mózgu, olbrzymich możliwości, jakie on posiada i jest generatorem energii i ma w sobie najrozmaitsze zasoby. Znamy wiele przypadków, kiedy to ludzie na przykład budzili się z jakiegoś letargu bądź transu i nagle mówili płynnie, na przykład w dialekcie prowansalskim z lat XVIII albo XVII wieku. Nikt nie wie, dlaczego tak się stało, skąd ta osoba zna ten język, co pokazuje, że ta energia być może właśnie wędruje. A energia jest czymś absolutnie niezniszczalnym. O ile ciało rozkwita, więdnie i zamiera, jest tworem biologicznym i tymczasowym, o tyle energia jest niezniszczalna. Jeżeli gdzieś się objawia i okazuje się w jakiejś formie, to jest w stanie zmienić tą swoją formę i nadal funkcjonować jako energia, ale jako coś kompletnie innego. Więc w tym sensie jest czymś absolutnie stałym w kosmosie, we wszechświecie. Mózg jest odbiornikiem tej energii, a być może siedliskiem tej energii. Także regresja jest z pewnością bardzo ciekawym i często już ostatnio powtarzanym elementem terapii dla niektórych, uwolnienia.
Niektórzy robią to z ciekawości, żeby móc sięgnąć w ten moment, który nie był momentem świadomym, żeby przywołać coś ze stanu podświadomości, a może nawet nadświadomości do stanu, w którym jesteśmy tu i teraz. Także jestem jak najbardziej za wykorzystywaniem tego typu energii. Natomiast myślę, że nawet ci, którzy przeprowadzają tego typu terapię, tak do końca jeszcze jej nie rozumieją i krążą po omacku, bo nie wiadomo, z czym mamy tak naprawdę do czynienia, dokąd to prowadzi, dokąd to zmierza i jaka jest zasada działania tego typu regresji tak do końca. Dziękuję.
[01:58:59] - Przypomnę słuchaczom, że cały czas trwa debata ufologiczna, wielkanocna debata ufologiczna „Pytania niezadane”. Dzisiaj naszym gościem jest Chris Miekina. Możecie państwo jeszcze zadawać pytania, komentować pod naszym numerem telefonu 32 746 00 08. Skype radio.paranormalium.pl. Można również do nas pisać na naszym radiowym gadu-gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy również na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl, a także na Facebooku na koncie Radia Paranormalium. Dzisiaj nie ma z nami niestety Piotra Cielebiasia, dlatego wyjątkowo pytania z Facebooka będziemy odbierać tylko na koncie radia. Można także przesyłać nam SMS-y pod numer 517 986 778 bądź e-maile na adres radia Paranormalium radio@paranormalium.pl. Dzisiaj na czacie Radia Paranormalium pojawiło się troszeczkę moim zdaniem dziwne pytanie od Dorbata. Dziwne, biorąc pod uwagę zeznania świadków, do których UFO raczyło się odezwać jakimś niezrozumiałym językiem.
Dorbat sformułował pytanie następująco: „Chris, jak sądzisz, jakim językiem posługują się kosmici? Używają mowy, języka czy posiedli może zdolność telepatii?”
[02:00:55] - Myślę, że tu telepatia nasuwa się na pierwszym miejscu. Jeśli ktoś ma kota i obserwuje go w swoim domu i lubi go i przebywa z nim jakiś czas, zauważy, że do kota nie docierają na przykład rozkazy słowne, polecenia jakieś. To znaczy albo docierają bardzo trudno. Natomiast kot reaguje na przykład na nasze uczucia. Jeśli my jesteśmy zdenerwowani, kot jest też zdenerwowany. Jeśli my jesteśmy w świetnym humorze, to samo się udziela kotu, czyli on w jakiś sposób odbiera informację telepatyczną od nas, którą wysyłamy nieświadomie. Daję trywialny troszkę przykład, dlatego że to pokazuje, jak łatwo jest taki kontakt nawiązać.I jak łatwo jest rozmawiać telepatycznie, bo wówczas niepotrzebne są słowa i niepotrzebny jest język. Wystarczy tylko zrozumiała treść, która może być rozumiana wyłącznie intuicyjnie. Dlatego telepatia jest czymś absolutnie niesamowitym i uniwersalnym. Z telepatią mamy historię biblijną o wieży Babel, że ludzie kiedyś rozumieli się nawzajem, nie potrzebowali znać swoich języków.
Być może nawet mieli te języki, ale wystarczyło im porozumienie się telepatyczne do tego, żeby móc nawiązać kontakt. Komuś to się nie spodobało i zamieszał im w głowach tak, że przestali używać telepatii. Kiedy patrzymy na historię ludzkości, widać to szczególnie w wielkiej rewolucji, kiedy historia opowiadana, oralna zamienia się w historię spisywaną. Stworzenie języka pisanego praktycznie jest nożem w plecy telepatii, uniemożliwia jej dalsze działanie i zaczyna się liczyć zapis. W momencie, kiedy historia jest przekazywana z ust do ust, to nie było tak, że tamci ludzie byli prymitywni, nie znali pisma i dlatego musieli to sobie powtarzać z ust do ust. Nie. Tu zakładana była przede wszystkim ewolucja w zależności od sytuacji, miejsca i czasu, a nie jak mamy do czynienia na przykład z Mahometem. Oni żyjąc w XXI wieku ciągle czytają Koran, który jest napisany w VII wieku. W Koranie nic nie można zmienić i żyją ciągle czasami średniowiecza. Przecież tych realiów już dawno nie ma.
One nie istnieją już od setek lat. Natomiast ci ludzie przez słowo pisane, które jest świętsze niż cokolwiek innego, ciągle są zobowiązani żyć w taki, a nie inny sposób i nie ma od tego odstępstwa. Podobnie jest w religii chrześcijańskiej, która jest oparta na dogmatach. Tak mówi pismo. Koniec, kropka. Tu widzimy, jak wielkie znaczenie ma pismo w porozumiewaniu się. Natomiast to słowo mówione i zakładana telepatia, ponieważ słowo mówione, tak jak my teraz rozmawiamy, wzbudza pewne emocje. Wzbudza dobry nastrój bądź zły nastrój, bądź może kogoś rozgniewać. To jest właśnie język, którym się porozumiewamy. Telepatia nie znaczy, że telepatycznie przekazywane są słowa i zdania.
Przekazywany jest pewien rodzaj wiedzy czy informacji, która jest rozumiana przez drugiego człowieka czy osobnika, czy przez kota, który nam się łasi tu gdzieś. I tak ona działała. Wydaje się być naturalnym, że jeżeli przybyły tu jakieś istoty z innej planety i posiadałyby umiejętność porozumiewania się telepatycznego, wybrałyby przede wszystkim tę umiejętność. Zresztą spójrzmy, jak dziś jest telepatia wykorzystywana do celów praktycznych. Ten przekaz somnambuliczny z telewizji, z radia, przekaz przez komórki, przez sygnały najrozmaitsze to wszystko, co było przedmiotem najrozmaitszych eksperymentów na ludziach, w jaki sposób to oddziałuje na psychologię. Myślę, że nawet sam fakt, że jesteśmy obstawieni lasem wież, które transmitują sygnał telefonów komórkowych, w jakiś sposób wpływa na nasze zachowanie. W jakiś sposób przekazuje nam pewną informację, której nawet nie jesteśmy świadomi, a ją odbieramy i działamy w zależności od tego, co nam zostało przesłane. Może ktoś nazwie to przesadą, ale wiele doświadczeń wskazuje, to się łączy z poprzednim pytaniem, jak bardzo nasz mózg jest czuły na tego typu historie, jak łatwo je odbiera i jak łatwo je przerabia. Natomiast działa on na różnych poziomach i dlatego często używając języka pisanego czy dokumentacji tego typu, czy języka prostego przekazu, powoli zaczyna wygrywać i zwyciężać nie język literacki, a język prawniczy, bo musimy być konkretni, dlatego, że się łapie nas za słowa. Definiuje się te słowa, że mogą oznaczać to, a nie co innego.
A przecież nawet to samo słowo, w innym kontekście, wypowiedziane innym tonem, znaczą zupełnie inne rzeczy. Czasami diametralnie od siebie różne. Można to samo słowo wypowiedzieć poważnie albo sarkastycznie i będzie miało to dwa różne efekty. Natomiast zapisane będą brzmiały tak samo. W dzisiejszych czasach powoli zaczynamy być niewolnikami słowa, zapisu. Zresztą spójrzmy na prawników. Najważniejsi ludzie zaraz po lekarzach w naszej społeczności, ponieważ oni decydują o tym. Wyparli zresztą księży z tego stanowiska. Oni decydują o tym, jak ma to wyglądać i co jest właściwe, a co jest niewłaściwe. Jeszcze raz wracając do pytania, myślę, że telepatia jest najlepszą formą.
Tu taka mała teoria konspiracji, że gdyby ludzkość wyciągnęła wnioski po tym, jak przy budowaniu wieży Babel ktoś poplątał im zmysły, bo wiadomo, że ludzkość wtedy była bliska tego, żeby osiągnąć potęgę Boga. Bóg się przeraził, że lada chwila będą mu równi i pomieszał im w głowach i dlatego nie mogli dokończyć wieży Babel i nie mogli być mu równi. Ludzie być może przemyśleli, że muszą znaleźć inny sposób, żeby już sobie nie dać pomieszać w głowach.Wymyślili sobie elektronikę, której pomieszać się nie da, że można zrobić zapis elektroniczny czegoś i wówczas, ponieważ nie jest to biologiczny organizm, on przechowa tą informację, ale my zapłacimy za to, stając się cyborgami. Zresztą już nimi jesteśmy, bo jeżeli rozmawiamy przez telefon komórkowy, czyli używamy elektronicznego urządzenia do komunikacji z drugim człowiekiem, tym samym stajemy się bardzo prymitywnym, ale cyborgiem. Dziękuję.
[02:08:29] - Pod debatą pod tytułem „UFO w kosmosie i obcy w Układzie Słonecznym” pojawił się ciekawy komentarz zawierający również pytanie od użytkownika Ciekawy: „Mnie szczególnie interesuje tematyka Marsa. Stuart A. Swindoll wypowiedział się na temat zamierzchłych czasów cywilizacji na Marsie. Tylko czy można brać to na poważnie? W Montauk Project też był wątek dotyczący tej ciekawej planety. Czas pokaże, jak było naprawdę, ale coś jest na rzeczy. Zwłaszcza że ostatnimi czasy nasiliło się zainteresowanie tą tematyką przez amerykańskie agendy kosmiczne”. Krysiek, jak odniesiesz się do tego komentarza?
[02:09:16] - Oczywiście Mars jest centrum uwagi. Ja bym chciał tylko krótko przypomnieć pewną historię, jak nam były przekazywane informacje na temat Marsa. Kiedy wylądowała sonda Viking i zrobiła pierwsze zdjęcia planety, okazało się, że są w bordowych kolorach, straszliwie ponure. Na pierwszy rzut oka było wiadomo, że żyć się tam nie da. Dziś okazuje się, że NASA się przyznała do tego, że używała filtra, który miał podkreślić kontury po to, żebyśmy sobie dokładniej coś zobaczyli, że nie jest prawdą, jakoby Mars był taki czerwony. Zapytano ich, jak te zdjęcia wyglądają z Marsa i już od jakiegoś czasu mamy zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia takie, jak Mars wygląda. Okazuje się, że wygląda tak, jakby wyglądała Arizona, włącznie z błękitnym niebem. Odległość Marsa od Słońca także wskazuje na to, że nie jest na nim niemożliwe życie biologiczne. Tylko że tutaj mamy następny fundamentalny problem. Podobny problem, albo jeszcze większy, jak z uznaniem gigantów, że uznanie, że istnieje życie poza Ziemią, to jest następny wielki wyłom w nauce, gdzie trzeba będzie przepisywać wszystko to inne.
Wielu ludziom wydaje się, że problem jest prosty, błahy wręcz i każdy już w dzisiejszych czasach go zrozumie i przyjmie go do wiadomości. Tak naprawdę ma on wiele najrozmaitszych konsekwencji, z których nie zdajemy sobie sprawy. Dlatego ci, którzy kontrolują tą naszą wiedzę i ten status quo, w jakim obecnie funkcjonujemy, do końca będą musieli znać te konsekwencje, aby móc ogłosić coś takiego. Wszystko zmierza do tego, że coś takiego zostanie ogłoszone w końcu, że rzeczywiście takie życie pozaziemskie istnieje. Oczywiście nie będzie to życie w formie zielonych ludzików i innych historii, ale będzie to życie jakichś mikrobów na przykład. Bo dziś już raczej nawet ta mainstreamowa nauka nie jest w stanie zaprzeczyć, że życie może się rozwijać w najbardziej ekstremalnych warunkach i dlatego nawet planeta Mars nie może być wyjątkiem, nie może być kompletnie wysterylizowana z życia, że nawet w najtrudniejszych warunkach jakieś bakterie są w stanie przetrwać. Potwierdziły to na przykład te doświadczenia, jakie robiono w Jeziorze Mono, gdzie znaleziono bakterie, które żywią się arszenikiem. Inne bakterie nie były tam w stanie żyć. Życie ludzkie nie jest również możliwe w takich warunkach. Natomiast są bakterie, które są w stanie dostosować się do takich warunków i żyją, żywiąc się jakimś związkiem arszeniku.
I okazuje się, że jest to forma, którą przez wiele lat nauka nawet nie przewidziała, że jest w stanie występować. A tu proszę, występuje na Ziemi. Oczywiście te wszystkie meteoryty, które spadły z Marsa na Ziemię, również po ich przekrojeniu i zbadaniu pod mikroskopem elektronowym pokazują wyraźnie skamieliny tych mikrobów, które w nich się znajdowały wewnątrz, w środku. Nauka ciągle jeszcze nie jest gotowa na to, żeby to ogłosić, ale wszystko na to wskazuje, że życie na Marsie nie tylko było możliwe kiedyś, ale jest możliwe także w tej chwili. Zwłaszcza że na Marsie jest masa wody. Kto wie, może nawet na Księżycu jest możliwe życie, ponieważ tam również jest woda i to w niemałych ilościach. Czas pokaże, co się wydarzy. Rzeczywiście z Marsem jest coś nie tak, bo ta historia zaczyna się od czasów, kiedy pojawia się problem tej olbrzymiej twarzy, którą kiedyś reklamował Hoagland, że istnieje na Marsie. Została wykonana sztucznie przez kogoś. Później były historie z kanałami na Marsie.
Tu następna ciekawa rzecz, bo te kanały na Marsie były obserwowane, kiedyś robiono ich zdjęcia. Dziś natomiast zdjęcia pokazywane przez NASA nie pokazują tych kanałów. Kiedyś mówiono, że było to złudzenie optyczne, że tak naprawdę one nie istnieją i tak jakoś wszyscy łatwo w to uwierzyli. Dziś wiemy, że zdjęcia, które pokazuje NASA, wszystkie są retuszowane, że pokazywane jest to, co NASA chce, żebyśmy widzieli. Także nie jest to do końca czyste, nietknięte przez nikogo zdjęcie. Plus mamy co jakiś czas najrozmaitsze dziwne informacje na tematEwentualnego życia na Marsie czy tego, że na Marsie od lat funkcjonuje już ziemska baza i ktoś tam lata regularnie. Życie tam funkcjonuje jak najbardziej bez problemów. Spójrzmy na to, jak ten cały wspaniały ostatni robot Curiosity wylądował na Marsie, w jaki sposób się znalazł. Przecież to było czyste science fiction. Patrzeć, że nagle spada w takim latającym dysku.
Zauważmy, że znowu mamy do czynienia z dyskiem, jak z UFO. Ten dysk się otwiera i następnie Curiosity ląduje, hamując dzięki silnikom rakietowym, które zostały tam zamontowane w dolnej kopule i powoli osiada na ziemi. Zafascynowało mnie to całe urządzenie. Czytałem, w jaki sposób badano, w jaki sposób wpadli na taki oryginalny, niesamowity pomysł. Okazało się, że dokonano tylko jednej próby, która nie za bardzo wyszła z lądowaniem tego Curiosity na pustyni Mojave i później zdecydowano się, żeby wylądować to na Marsie. I to wylądowało bez żadnych problemów. Co ciekawe, tylko jeden kraj jest w stanie wysłać na Marsa swoje próbniki, czyli Stany Zjednoczone, bo ani żaden rosyjski, wcześniej radziecki, ani angielski, ani innych krajów nigdy jakoś tam nie dotarł. Jeśli dotarł, to pracował najwyżej sekundę bądź dwie i z jakichś dziwnych powodów zamierał. Natomiast cokolwiek wysłali Amerykanie, wszystko lądowało i wszystko działało. To już pobudza wyobraźnię i wskazuje, że coś nie tak jest z Marsem.
Tak jak wcześniej mówiłem, Mars nie jest aż tak odległy od Słońca i aż tak niedostępny, żeby nie można tam było stworzyć warunków do życia. Dziś dzięki drukarkom trójwymiarowym możemy spokojnie myśleć o tym, żeby drukować sobie taką bazę na Marsie i powoli dokonywać terraformowania tej planety po to, żeby wyglądała jak ziemska. To jest marzenie Elona Muska, który jak zabierał się za swój własny program kosmiczny, to marzył o tym, żeby wysłać na Marsa olbrzymią rakietę, która byłaby zapakowana najrozmaitszym ziarnem. I żeby tą rakietę rozwalić na powierzchni Marsa, rozsypać to ziarno i żeby ono zaczęło rosnąć i rośliny żeby zaczęły produkować tlen i zmieniły atmosferę Marsa po to, żeby ta planeta stała się taka jak Ziemia, żeby była zapasową Ziemią. Ale być może mieści się to w planach kogoś innego. Mars ma wiele ciekawych tajemnic i niekoniecznie są to tajemnice bardzo stare i prehistoryczne. Być może ma tajemnice jak najbardziej współczesne. Tyle tylko, że latanie na Marsie przy użyciu oficjalnej technologii, jaką posiada NASA czy Rosjanie, czyli technologii, która nie zmieniła się tak naprawdę od 2000 lat, czyli od czasów Chińczyków i pierwszych rakietek. Jest to ta sama rakietka, z której sobie strzelali Chińczycy na wiwat czy żołnierze Czyngis-chana. Strzelali sobie na wiwat czy po to, żeby przepłoszyć konie chrześcijańskich rycerzy.
Tyle że troszkę większa i ma więcej wskaźników i parę komputerów w tej chwili zamontowanych na pokładzie. Natomiast pomysł jest od 2000 lat identyczny. Nie zmienił się i on z pewnością nie prowadzi donikąd. Dlatego potrzebna jest jakaś inna nowa technologia, która pozwoli na regularne latanie na Marsa. I kto wie, czy taka technologia już w tej chwili nie istnieje. Ja mam mocne podejrzenia. Cały czas uparcie śledząc tą ewentualną odrywającą się cywilizację czy równoległą cywilizację, mam cały czas wrażenie, że coś takiego już istnieje. Coś takiego działa i między innymi te wszystkie przypadki zmasowanego UFO, jakie ostatnio mamy, jakie widzimy, te kule pomarańczowe, te zjawiska, które dziesiątkami są już zapisywane w tych wszystkich raportach o UFO, są właśnie przejawem tej technologii. Ona już działa i funkcjonuje i ktoś wie, co z tym robi i ma swój własny cel. Natomiast my dowiemy się w swoim czasie albo nigdy na ten temat.
Jeszcze raz przy tej okazji przypomina mi się „Odyseja 2001” Kubricka, gdzie przy walcach Dunaju dookoła Ziemi sobie latały najrozmaitsze satelity, niekiedy olbrzymie jak miasta i w pewnym momencie kamera pokazuje naszą planetę Ziemię. Ta Ziemia rzeczywiście jak zawsze przepięknie wygląda z kosmosu, ale nagle w kadr wlatuje pojazd kosmiczny, który okazuje się być takim strażnikiem, żeby nic z tej Ziemi nie wyleciało. Ma on niemieckie oznakowania i kontroluje właśnie tą planetę, którą niektórzy nazywają planetą więzienną. I ja też się z tym zgadzam. I to się właśnie łączy. Planeta więzienna, odrywająca się cywilizacja i kto wie, co jeszcze. Dzięki.
[02:19:41] - Będziemy się już powolutku zbierać do końca naszej debaty. Dziś jeszcze zostały dwa pytania od słuchaczy, które do tej pory nie doczekały się odpowiedzi, ale mam nadzieję, za chwilę się jej doczekają.Pytanie od użytkownika Remek na czacie Radia Paranormalium: co różni autorzy książek twierdzą o Anunnakich i gigantach? Plus Biblia.
[02:20:13] - O tym rozmawialiśmy chyba już przez kilka debat. Tych różnych autorów tak naprawdę nie jest za wielu. Z jednej strony mamy autorów religijnych, którzy w jakiś sposób usiłują się ustosunkować do tego, kim byli Nefilim. Z drugiej strony mamy Sitchina, który przybliżył nam takie postaci jak Anunnaki. Dalej mamy Tellingera, który pokazał ślady ich działania na terenie południowej Afryki. To samo w sobie jest niesamowite, interesujące. Wspominałem o tym wielokrotnie, ale nikogo to tak naprawdę nie interesuje. Człowiek znalazł tysiące kamiennych kręgów w południowej Afryce i nikt, nawet słuchacze radia czy czytacze mojego blogu Nowa Atlantyda, nie za bardzo ich to interesuje, czy coś się z nimi dzieje. Jeździ tam raz w roku mała grupka osób, którym Tellinger organizuje taki tour. Zobaczą sobie kalendarz Adama, zobaczą parę tych kręgów, przelecą się helikopterem nad terenem, wracają z powrotem i to jest koniec badania.
Myślę, że Anunnaki pozostaną przez jakiś czas w formie legend i bardzo trudno będzie ich umiejscowić w naszym realnym życiu. Choć kiedyś sam Sitchin musiał przyznać, że kto wie, może Anunnaki wciąż żyją wśród nas. To następna taka ciekawostka. To było tuż przed jego śmiercią. Jest taki człowiek, nazywa się Jeffrey Clark. To jest ostatni z tych ludzi, którzy weszli w ten temat. On również stara się przybliżać tę historię w oparciu o najnowsze tłumaczenia, ale tu ciągle mamy konflikt z Kaiserem, który tłumaczy to inaczej. Mamy taki konflikt. Problem polega na tym, że tych sumerologów jest niewielu, a już bardzo dobrych jest bardzo mało. Zazwyczaj najlepsi sumerolodzy są tradycyjnie niemieccy.
Co ciekawe, oni są bardzo małomówni. Nazbierali olbrzymią kolekcję rozmaitych tabliczek. Zawsze się tym interesowali. Nazbierali olbrzymią kolekcję, która znajduje się w różnych niemieckich muzeach. Mam takie podejrzenia, że interesują się tym tematem nieustannie. Do tego stopnia, że mam wrażenie, że to okradzenie muzeum w Bagdadzie było właśnie wymyślone i sprokurowane przez Niemców po to, żeby móc z tego muzeum wynieść kolejne tabliczki, bo to tabliczki zginęły przede wszystkim. Odnaleziono tam paru ludzi, którzy usiłowali wynieść jakieś dzbanki, jakieś figurki. Odnaleziono je, zwrócono do muzeum. Okazało się, że zginęły tam różne drobne rzeczy i zginęły przede wszystkim tabliczki, które było bardzo trudno przejąć ze względu na to, że były po prostu w muzeum, więc były w katalogach. Muzeum było chronione za Saddama Husajna, nie dało się nic z tym zrobić.
Natomiast inwazja amerykańska dawała taką okazję i pierwsze media, które zasugerowały, że to Amerykanie sami wymyślili ten napad, tą kradzież w tym wielkim bagdadzkim muzeum, to były media niemieckie, co wskazuje dokładnie na to, kto tak naprawdę za tym wszystkim stał. Zwłaszcza że Niemcy tradycyjnie są doskonale ustosunkowani w krajach arabskich i na Bliskim Wschodzie. Tradycyjnie mają tam silny wywiad, silne wpływy, wielu przyjaciół. Dlatego nawet dziś, patrząc na różne sytuacje polityczne, jakie dzieją się na świecie, zwłaszcza w krajach arabskich, przyjrzałbym się też bliżej Niemcom. Jaka jest ich rola? Dlatego że na pewno nie jest ozdobna. Na pewno Niemcy nie zrezygnowali z tych lat wielkiej współpracy, jaką prowadzili z krajami arabskimi. Dam przykład taki krótki, żeby już nie przedłużać, że jednym z największych przyjaciół nazistowskich Niemców był wielki mufti Jerozolimy, który organizował im dywizję SS złożoną z Bośniaków. Kiedy muftiego zaproszono do Berlina, w 45. Berlin był już otoczony.
Nie było z niego wyjścia. Lada chwila miał paść. Praktycznie nie było drogi ucieczki i temu muftiemu z Jerozolimy Niemcy zaproponowali transport do Egiptu samolotem, których było już w Berlinie jak na lekarstwo. Rzeczywiście można było ratować wszystko, ale nie jakiegoś muftiego, a to oznaczało, że on jest dla nich strasznie ważny. Ostatecznie mufti wyjechał samochodem. Udało mu się przejechać przez Niemcy, dotarł do Szwajcarii. Rzeczywiście dotarł do Egiptu, gdzie z kolei wsławił się tym, że uczestniczył w obaleniu egipskiego króla Faruka. Na jego miejsce został powołany prezydent Nasser, który od razu zaprosił sobie do współpracy i do tego, żeby zorganizować mu jego własny wywiad, zaprosił sobie Otto Skorzenego.Czyli jednego z najsłynniejszych superspecjalistów od superakcji SS-Man, paru innych fajnych Niemców z tamtych czasów. Natomiast żeby było bardzo ciekawie, to mufti Jerozolimy, jego najbliższym kuzynem był Jaser Arafat. Wszystko ma jakieś swoje połączenia.
To pokazuje, że Niemcy mają wielkie zainteresowanie tym tematem. Siedzą bardzo cicho, są bardzo dyskretni i mam również takie wrażenie, że wiele z tych technologii, jakie pozyskali, ich początek czy pierwsza faza ich zrozumienia to było właściwe i odpowiednie odczytanie tych tabliczek, że mniej ich interesowała fabuła. Kim byli Annunaki, czy mieli trzy głowy, czy siedem, czy mieli niebieskie oczy. Bardziej ich interesowało, w jaki sposób wykorzystywali, pozyskiwali energię, którą mieli do swojej dyspozycji i musieli przekazać ludziom, ponieważ z nich korzystali, ponieważ Enki miał słabość do ludzi, więc chcąc im pomóc, dał im różne pomysły, czy pozwolił na obsługiwanie swoich technologicznych urządzeń. Myślę, że to, w jaki sposób zostało zapisane i tego właśnie szukają tam Niemcy. To było przyczyną eksplozji myśli technicznej niemieckiej przed i w czasie II wojny światowej. I to spowodowało powstanie tych czarnych, najrozmaitszych programów, stworzenie całego problemu UFO i tego, jak ten świat dziś wygląda. Dzięki.
[02:27:52] - Ostatnie pytanie na dziś. Będziemy już powolutku kończyć, ponieważ ta audycja trwa już prawie trzy godziny, wyjąwszy przerwy około dwóch i pół. To jest dosyć dużo jak na jednego gościa. Pytanie od użytkownika Jubi zadane na czacie Radia Paranormalium. Krisie, co sądzisz o gigantycznych rzeźbach w markach Wasi wykonanych przez Nefilim?
[02:28:21] - Tych gigantycznych rzeźb mamy na świecie kilka. Wiele z nich nazywamy rzeźbami, ale być może jest to zwykła pareidolia, że coś przypomina po prostu ludzką rzeźbę czy rzeźbę przedstawiającą człowieka. Nie wiem, czy jesteśmy, bo zaczął mi Skype szwankować. Czy jesteśmy?
[02:28:44] - Jesteśmy. Teraz właśnie się włączył do dyskusji słuchacz telefoniczny w ostatniej chwili, ale proszę jeszcze dać dokończyć Krisowi odpowiedź na pytanie.
[02:28:54] - Nie wiemy, do czego takie rzeźby miały funkcjonować. Wiemy na przykład, że Sfinks jest taką rzeźbą i był taką rzeźbą, bo wiemy, że twarz Sfinksa została przerobiona. Natomiast sam Sfinks jest dużo starszy niż piramidy, reprezentuje jakąś bardzo starą, właściwie nieznaną nam cywilizację. Do czegoś miał on służyć, ponieważ wpatruje się w pewnym określonym kierunku. Jest ułożony doskonale astronomicznie, bardzo precyzyjnie. Dobre pytanie, do czego to mogło służyć? Takich rzeźb mamy w różnych punktach świata wiele i niektóre z nich wydaje nam się, że to są rzeźby, a one nimi nie są, tylko matka natura i nasz wrodzony instynkt do tego, żeby szukać znajomych kształtów spowoduje, że coś wygląda tak, jakby to było zrobione ludzką ręką. Sam zrobiłem sporo takich zdjęć, gdzie odnajdywałem właśnie na ścianach gór uśmiechnięte twarze, orle nosy, wystające szczęki, zęby, uśmiechy czy nawet całe grupy postaci, które przy dobrej woli można uznać, że zostały stworzone sztucznie. Ktoś je stworzył. Takie historie mamy na przykład ostatnio z Rumunii, gdzie odnaleziono rumuńskiego Sfinksa i całą serię rzeźb coś przedstawiających.
Są bardzo zniszczone. Z jednej strony to pokazuje, że są bardzo stare, ale z drugiej kto wie, być może jest to tylko wybryk natury. W przypadku megalitów, kiedy mamy do czynienia z budowlą, przynajmniej jesteśmy w stanie stwierdzić, że tego nie mogła zrobić matka natura. Natomiast w przypadku bardzo mocno zniszczonych erozją rzeźb jest to dużo trudniejsze. Czego to mogło dotyczyć? Jeżeli się dowiemy, czego to mogło dotyczyć, wówczas o wiele łatwiej nam będzie powiedzieć, czy ta wielka twarz na Marsie to jest też kolejna pareidolia, czy to może rzeczywiście jednak jest jakaś prawda i coś w tym rzeczywiście jest i rzeczywiście ma to jakąś funkcję, jakieś działanie i niekoniecznie tylko, żeby oddać komuś czy czemuś cześć, ale być może ma dużo praktyczniejsze zastosowanie. Zwłaszcza że te wszystkie najstarsze budowle i te wszystkie miejsca, kręgi kamienne, żadne z nich nie miałoby zastosowania praktycznego. To, co chcę powiedzieć, to to, że nie znajdujemy tam praktycznie żadnych ozdób. Nawet jeżeli coś wygląda ozdobnie, to ono niesie w sobie jakąś informację czy jakąś funkcję. Nie jest to z pewnością ozdoba, żeby coś ładnie wyglądało.
Ci, którzy je budowali, nie dbali o to, czy to ładnie wygląda. Dbali tylko o to, czy to działa i wykonuje tą funkcję, do której zostało stworzone. Dzięki.
[02:31:54] - Mamy na antenie słuchacza telefonicznego. Dobry wieczór.
[02:31:58] - Dobry wieczór. Ja miałbym takie pytanie do pana Krisa. Chodzi oŻeby tak poszerzyć ten wątek cywilizacji oderwanej, o której pan przed chwilą wspominał. Dziękuję. Takie krótkie pytanie.
[02:32:20] - Dziękujemy. Krysie?
[02:32:22] - Cywilizacji oderwanej to jest jeden z tematów, który bardzo lubię i widzę w nim bardzo dużo ukrytego sensu. Będę chciał jeszcze opowiedzieć w dokończeniu tej drugiej części audycji o nazistowskim UFO, dlatego że nazistowskie UFO dla mnie kojarzy się ze stworzeniem oderwanej cywilizacji. Czyli generalnie można powiedzieć, że będziemy my i ci, którzy będą mieli nad nami nie tylko absolutną władzę, ale pełną kontrolę, będą kompletnie poza naszym zasięgiem i umożliwi im to właśnie technologia. To jest coś takiego jak na przykład na filmach „Star Treka”, tych starych z lat 70. Oglądaliśmy, że ludzie z Ziemskiej Konfederacji, czyli z NWO, przylatywali na planetę, gdzie żyli sobie jacyś uchodźcy z Ziemi, którzy chcieli żyć wolno i dysponowali technologią, która pozwalała im kompletnie ukryć się przed wzrokiem tamtych, a jednocześnie patrzeć na nich, zapisywać, robić notatki, obserwować jak preparaty chemiczne, jak myszki doświadczalne. Coś, czego tamci ludzie nie byli w stanie zrobić, żeby móc się przed czymś takim uchronić, a nawet nie mieli świadomości tego, że są kontrolowani i obserwowani. Myślę o takim rodzaju przewagi. Nie w tym tradycyjnym feudalnym stylu, że król wysyłał kogoś, żeby kogoś pozabijać, wywieszać, spalić na stosach. Te czasy już minęły. Są teraz o wiele lepsze i bardziej inteligentne metody kontroli.
Takie, że nawet nie będziemy świadomi tego, że jesteśmy kontrolowani. A jesteśmy przecież. Myślę, że każde słowo z dzisiejszej rozmowy trafia już gdzieś na hard drive i każdy, kto słucha tej dzisiejszej rozmowy, do jego teczki z aktami, tej elektronicznej, dokłada się kolejna, że akurat lubi taką audycję, więc jest taką osobą. I to wszystko buduje olbrzymią przewagę. I nie musi to być na zasadzie rewolucji, że wszczepią nam jakieś chipy, ryzkują nas w kajdany, tylko powoli, małymi kroczkami, jak gejsza, doprowadzą nasze społeczeństwo do rodzaju letargu. Spójrzcie na przykład na szkoły. Czego szkoła uczy? Szkoła już właściwie przestała czegokolwiek uczyć. Wszystko, co się wynosi ze szkół, przestaje mieć zastosowanie praktyczne. Szkoły zwalczają krytyczne myślenie.
Każą tylko powtarzać formułki. Program nauczania z każdym rokiem staje się mniej bogaty, bardziej pobłażliwy. Praktycznie szkoły są z jednej strony przechowalniami dzieci i młodzieży, żeby rodzice mogli pracować i płacić podatki. Już obydwoje w dzisiejszych czasach. A kiedy dorosną, żeby były trybikami w maszynie, żeby nie były za mądre, za krytyczne, żeby dostosowywały się do reguł, jakie panują, nie dyskutowały, nie kontestowały. Być może w tym sensie my, którzy tutaj wszyscy dziś rozmawiamy, jesteśmy ostatnimi dinozaurami, którzy jeszcze żyjemy czy szczycimy się tym, że jest w nas jeszcze analogowy fragment, który nie da się pochłonąć, zbadać czy zdownloadować i nie nabierzemy się na te plewy. Ale to wszystko wskazuje na to, że jest zrównanie, stworzenie jednej szarej masy, która będzie podporządkowana tym paru gdzieś tam na górze, o których nawet imion znać prawdopodobnie nie będziemy, bo nie będzie takiej potrzeby, żeby nas informować. Żyjemy w czasach pewnej globalnej rewolucji, bo świat zrobił się nagle maleńki. Łatwo dotrzeć z jednego końca na drugi. Sam fakt, że na tak olbrzymi dystans możemy ze sobą wspólnie rozmawiać jest zdumiewający, praktycznie niemożliwy jeszcze za mojego życia.
Nie aż tak długiego, bo aż tak stary nie jestem, ale kiedyś, w tamtych czasach było to niemożliwe. A spójrzcie na wieszczów, futurystycznych wieszczów przyszłości świata. Kiedyś wszyscy zachwycaliśmy się Lemem. Dziś już prawie się o nim zapomniało. Ja się ciągle nim zachwycam, bo literatura piękna i opowieści też wspaniałe. Ale na przykład Lem nigdy nie przewidział czegoś takiego jak internet. Ba, nie przewidział nawet czegoś takiego jak tablet. I on, Tichy, jak leciał gdzieś do jakiejś bazy kosmicznej prowadzić swoje badania, szczycił się tym, że zabierał ze sobą plecak pełen książek, czyli papierowych książek. I to pisał jeden z największych futurystów XX wieku. Nie był w stanie nawet przewidzieć, że książka może być elektroniczna, że dzisiaj bierze się Kindle pod pachę albo wkłada się do swojej torby i w tym cieniutkim Kindle'u mieści się tysiące książek.
I można sobie wybrać, wystarczy czytania do końca życia na jednym takim maleńkim tablecie. I to już samo w sobie jest rewolucją, bo można palić niezliczoną ilość Aleksandrii, bibliotek w Aleksandrii. Dopóki są tablety z takimi zasobami, nie ma to żadnego znaczenia, choć z drugiej strony zagrożenie jest zupełnie inne. Przez to, że jest to zapis elektroniczny, można go zmienić zdalnie. Można go zmienić i nawet o tym nie będziemy wiedzieli. Ale to wszystko są dywagacje na temat, w jakich czasach żyjemy, jak poważnej rewolucji jesteśmy świadkami, jak wszystko zmienia się na naszych oczach w tempie kiedyś niewyobrażalnym.I jak niewiadome jest to, co będzie nas czekało w przyszłości. I stąd właśnie pomysł odrywającej się cywilizacji. Nie mój zresztą. To jest pomysł Richarda Dolana, który później został wzmocniony przez następnego mojego ulubieńca Josepha Farrella, a także Richarda Hoaglanda. Ludzie mają pretensje do Farrella czy Hoaglanda, bo stawiają czasami bardzo kontrowersyjne tezy bądź mają kontrowersyjne opinie.
Ale inaczej nie zbadamy tego świata, tylko metodą prób i błędów. Tak że czasami trzeba spróbować, żeby się przekonać, czy ma to sens, czy nie. Czasami taka myśl błyskotliwa, ale bardzo niebezpieczna, jest ważniejsza nawet od tego, czy ona skończy się dobrze, czy nie, bo odkrywa pewną nową sferę, nowy sposób patrzenia na tą rzeczywistość. Dlatego cenię Hoaglanda, który ma za sobą wiele kompromitacji, ale ma niezwykły umysł, bardzo żywy, podobnie jak Farrell. Pozwalają lawirować i nawigować pomiędzy tymi rafami, jakimi usiany jest nasz współczesny świat. Patrzeć na to z najrozmaitszych punktów widzenia i odkrywać, i patrzeć na zjawiska inaczej, niż one wyglądają. Nie dlatego, żeby naginać fakty. Tu będzie taka klamra, bo od tego zaczęliśmy naszą dyskusję. Nie od tego, żeby naginać te fakty, ale żeby popatrzeć na nie pod innym oświetleniem. Bo sami wiemy, jak oświetlenie zmienia punkt widzenia, że coś wygląda zupełnie inaczej, jeśli w pełnych światłach rampy to przedstawić.
A gdy tylko podświetlić jednym światłem punktowym, wszystko się diametralnie dookoła zmienia. I tak patrzę na ten świat, ucząc się właśnie od takich ludzi, jakich wymieniłem. I widzę, że wiele spostrzeżeń, które oni zrobili, ma jakiś sens, ma jakąś rację. I dlatego sam szukam potwierdzenia tego, co oni mówią w innych książkach wśród innych ludzi. I dlatego dziś rozmawiamy na ten temat.
[02:40:24] - Będziemy już powolutku zmierzać do końca naszej dzisiejszej debaty. Właściwie jest to bardziej wywiad niż debata, bo naszym jedynym gościem jest Chris McKeane. Jedynymi zadającymi pytania jesteśmy ja i słuchacze radia Paranormalium. Chrisie, na koniec, bo wiem, że zastanawiasz się nad wznowieniem audycji „Paralaks”. Czy możesz coś już powiedzieć więcej na ten temat? To tak już poza tematem debat.
[02:40:58] - Oczywiście. „Paralaksa” to było bardzo fajne doświadczenie. Bardzo dziękuję wszystkim z Infry, którzy mi pomagali w realizacji tej audycji. To był dla mnie temat, o którym w ogóle nie miałem pojęcia, jak za bardzo się to nawet realizuje, jak się nagrywa. Tak że tam Michał z Piotrem mi to trochę przycinali, zmniejszali, wyrzucali jakieś powtórzenia czy moje „ee”, zastanowienia i tak dalej. Dzięki temu „Paralaksa” mogła się wydarzać. Ale podobnie jak mój blog Nowa Atlantyda, „Paralaksa” była chaotyczna troszeczkę, dlatego że dotyczyła różnych tematów, które mnie ciekawiły. Natomiast nie było w tym jakiegoś wspólnego mianownika. Było trochę tego, trochę tamtego, trochę jeszcze innego. I dziś myśląc o tym, żeby w jakiś sposób to zmienić, to jest między innymi przyczyna.
I to taka odpowiedź dla tych, którzy mnie pytają, dlaczego już więcej nie piszę na Nowej Atlantydzie. Bo mam olbrzymią ochotę, żeby skupić się na czymś bardziej konkretnie. Żeby zamiast szukać czegoś po wierzchu i biegać właśnie po rozmaitych tematach, skupić się na czymś bardziej konkretnym. Niekoniecznie na konkretnym temacie, ale choćby na konkretnym obszarze. I na przykład takim obszarem jest miejsce, w którym żyję, czyli kontynent północnoamerykański. O Ameryce pisze się masę, pisze wielu ludzi i bardzo często są to jakieś takie dziwne plotki, pogłoski. Ktoś coś usłyszał. Natomiast zdałem sobie sprawę, że mieszkając tutaj, mogę to sprawdzić osobiście. Między innymi takim moim pierwszym projektem chciałbym, żeby był właśnie projekt Montauk, który jest w moim zasięgu, bo mieszkam w New Jersey, a to jest cypel Long Island. Natomiast ja tam często żegluję.
Kilka razy w roku pokonuję właśnie tą cieśninę, przepływam obok latarni Montauk. Piękne miejsce, wspaniała żegluga. No i wspaniałe miejsce, żeby się zatrzymać i po prostu zobaczyć to wszystko na własne oczy. Jeszcze raz ten temat przemyśleć, spróbować go odświeżyć i spojrzeć może z bardziej rozsądnego punktu widzenia niż na przykład z Swarzłą czy inni ludzie. Bo ma to związek i z eksperymentem filadelfijskim, i z wszystkimi czarnymi projektami, i oczywiście z tą osławioną odrywającą się cywilizacją. Absolutnie ma. Tak że jestem tym zainteresowany. Chciałbym zbadać temat jeszcze dokładniej tych wszystkich kopców i dotrzeć do Cahokia, żeby tam pobyć jakiś czas. No i przy okazji prawdopodobnie spędzić resztę mojego życia, odwiedzając różne inne ciekawe miejsca, którymi ten kraj jest naprawdę nasycony. Ich się ciągle nie widzi.
Ja myślę, że on wymaga kolejnego odkrycia tak naprawdę. Jest taka potrzeba, bo zasoby jego są niesamowite pod każdym względem, praktycznie od megalitów, po kiedy rozmawiamy o tych wszystkich teoriach konspiracji, to wszystko jest ukryte i w budowlach, i w ozdobach tych budowli czy w układach architektonicznych miast, czy różnych innych tego typu historiach.Jak chociażby, trywializując temat, gdy patrzymy na boginię Izydę, która stoi u wrót Bramy Nowojorskiej i patrzy na miasto, tylko jest nazywana Statuą Wolności. Ciekawy sam fakt, w jaki sposób starożytna sumeryjska bogini Izydą funkcjonuje na odległym kontynencie, w krainie, o której Sumer nigdy nie słyszał i nie miał pojęcia, jak to się dzieje i co jest z tym związane. Takie są mniej więcej moje plany. Mam wielką ochotę wrócić do tego typu audycji. Cieszę się, bo rozmawiałem o tym z Iveliąsem i Velios już zaproponował swoją pomoc, za co mu jestem wdzięczny, bo jest świetnym radiowcem i zna się doskonale na rzeczy, więc na pewno niedogodności techniczne, w które siłą rzeczy się wpada, zostały zniwelowane i by wyglądała ta audycja bardziej profesjonalnie niż amatorsko. O ile ja bym oczywiście temu wszystkiemu podołał. Tak wygląda ta sytuacja. Strasznie przedłużam. Dziękuję bardzo.
[02:45:29] - Jeżeli „Paralaksa” wróci w najbliższym czasie, to oczywiście w Radiu Paranormalium i w portalu Infra postaramy się pomóc w jej przygotowaniu. Ja ci bardzo serdecznie dziękuję, Krisie, za to, że przyjąłeś zaproszenie do dzisiejszej audycji.
[02:45:47] - Ja również dziękuję bardzo. Dziękuję za zaproszenie i dziękuję za ryzyko, że podołam tym wszystkim tematom. Tak jak powiedziałem, było to dla mnie też troszeczkę zaskoczenie, bo myślałem, że będzie nas więcej osób. Doszedłem do wniosku w pewnym momencie, że zaraz ktoś mnie obrzuci tutaj jajkami wielkanocnymi. Jak tak się już wystawiłem na odstrzał, to mam nadzieję-
[02:46:10] - Żadnych jajek w powietrzu nie widzę, więc jesteś bezpieczny.
[02:46:15] - Dziękuję jeszcze raz za zaproszenie. Bardzo fajnie, że nam się udało taką wielkanocną rozmowę odbyć. Mam nadzieję, że następnym razem spotkamy się w większym gronie i już nie będę zamęczał tylko sobą i swoim ględzeniem i czasami różnymi opowieściami, które może niektórych denerwują. Jeszcze raz życzę wszystkim wesołych świąt i fajnego śmigusa-dyngusa. Do zobaczenia w następnej debacie i być może w „Paralaksie”.
[02:46:49] - Do usłyszenia. Kończy się właśnie w Radiu Paranormalium kolejna niezwykła audycja z niezwykłego cyklu debat ufologicznych. Był z nami Kris Miekina. Kolejna debata, jeżeli wszystko pójdzie dobrze, odbędzie się za tydzień. Tak jak mówiliśmy, jeżeli będzie również Damian Trela, to postaramy się dokończyć temat nazistowskiego UFO, ale temat będzie na 100% znany prawdopodobnie gdzieś w środku tygodnia. Także nasłuchujcie państwo Radia Paranormalium, wypatrujcie newsów na naszej stronie www.paranormalium.pl, a także na naszym profilu na Facebooku, bo tam wszystkiego dowiecie się jako pierwsi. Mówił do państwa Marek Sęk „Ivellios”. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień.