Wolność słowa wolnością słowa, jednak ocenianie czegoś, z czym nie masz nawet zamiaru się zapoznać, stanowi jej rażące nadużycie.
Twój wpis to nie jest opinia o obejrzanym filmie, tylko opinia o wyobrażeniu filmu. Ty bierzesz ogólną ideę Backrooms, doklejasz do niej własne kryterium duchowej "zdrowości", a następnie na tej podstawie oceniasz film, który w momencie komentarza nie miał jeszcze premiery. To bardzo mocno osłabia Twoją wypowiedź, bo brzmi ona jak recenzja, choć opiera się raczej na streszczeniach, skojarzeniach, trailerze albo ogólnej wiedzy z internetu. Czyli recenzujesz nie film a swoje własne wymysły.
Do tego stosujesz formułę "to jest moje zdanie" i używasz jej w charakterze immunitetu zwalniającego z odpowiedzialności za treść Twoich wpisów. Postawiłeś mocną diagnozę estetyczno-duchową, która wymaga przynajmniej kontaktu z dziełem albo bardzo ostrożnego języka. Nie byłoby problemu, gdybyś napisał coś na zasadzie "czuję, że to nie jest film dla mnie, bo znam konwencję...". Ty natomiast próbujesz recenzować i przyklejasz skrajnie negatywną etykietkę filmowi, którego nie masz zamiaru obejrzeć, zasłaniając się przy tym "własnym zdaniem" i oczekując, że nikt Twojego "własnego zdania" nie zakwestionuje. Mylisz prawo do opinii z odpornością opinii na krytykę.
Nie, kolego, to tak nie działa.
EDIT: To, że gdzieś w Internecie przeczytałeś opis filmu, niczego nie zmienia. W dalszym ciągu próbujesz recenzować dzieło popkultury, którego nie znasz.
Przed wysłaniem wiadomości przemyśl dokładnie jej treść i w razie potrzeby zedytuj ją. Pozwoli to uniknąć spięć między tobą a adresatem.
Adresat wiadomości pozna twój adres email i będzie mógł na niego wysłać odpowiedź. Do wiadomości będzie również dołączone IP, z którego ją wysłałeś/aś, a także data i godzina wysłania wiadomości.