[ZAMKNIJ REKLAMY]
Kup reklamę w tym miejscu!









Nie zapomnij odwiedzić strony naszych partnerów - ich lubimy, ich polecamy!







Tutaj będzie pożyczka, pozycjonowanie, chwilówka, no i w ogóle cały ten reklamowy stuff... no bo w końcu odchudzanie, meble, dieta i dentysta same się nie zareklamują...
STR. GŁÓWNA
SŁUCHAJ
PODCASTY
CZYTELNIA
Radio Paranormalium - zjawiska paranormalne - strona glowna
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj
Logowanie przy użyciu kont z Facebooka itd. dostępne jest z poziomu forum
Komentarz o ID 4574 do artykulu:
Instrukcja obsługi OUIJA (wróć do artykułu)
  • lcf 666 (2010-02-15 14:04:12) | RAPORT

    jakbys mogl to podaj mi jakis namiar na Ciebie ..

    • natusia (2016-04-28 22:38:07) | RAPORT | E-mail

      ogolnie nawiązując do was wszystkich umarli w niebie nie powinni byc meczeni przez nas tzn przywoływani jezezeli opłakujemy zbyt długo i wspominamy osoby zmarłe one sie męczą poniewaz nie mogą odejsc spokojnie zastanówcie się nad tym czy aby jezeli bedziecie chcieli wywołac ducha wywołacie wlasciwego w co bardzo watpie nigdy nie macie 100% pewności ze to dobry duch złe moce przybierają postacie te które chcemy w ten sposób możecie sciągnąć na siebie nie małe kłopoty powiem wam tyle Uważajcie takie rzeczy to nie zabawa porozumiewanie z babcią dziadkiem wujkiem ciotka itd... nie koniecznie musi skonczyc sie dobrze zastanówcie sie nad tym zanim cokolwiek zrobicie .




    • Ivellios (2016-04-28 23:27:04) | PW | RAPORT | E-mail

      @natusia moim zdaniem w części masz rację, a w części się mylisz. Ze zmarłymi (chociaż ja z pewnych względów wolę używać określenia "odeszłymi") można się w pewien sposób komunikować i przy zachowaniu pewnych zasad, powiedzmy, kontaktowego BHP i wykorzystaniu odpowiedniej metody jest to jak najbardziej bezpieczne. Weźmy np. kontakt przy pomocy przesunięcia świadomości, o którym wspomina w swoich publikacjach i które ćwiczy z uczestnikami na warsztatach Bruce Moen. Liczne relacje oraz późniejsze pozytywne weryfikacje otrzymywanych informacji świadczą o tym, że ta metoda kontaktu rzeczywiście jest skuteczna, a samym kontaktującym się osobom nie dzieje się żadna krzywda.

      Ja w ostatnim czasie nawiązuję w trakcie medytacji kontakt z moją przyjaciółką, o której odejściu w sierpniu 2015 dowiedziałem się zaledwie miesiąc temu (może to właśnie przesunięcie świadomości umożliwia ten kontakt? Nie mam pojęcia, nie znam tematu na tyle dobrze żeby określić co wtedy tak naprawdę zachodzi). Coś mi mówiło, że dziewczyna utknęła gdzieś w drodze na drugą stronę, i że mam się z nią połączyć i jej pomóc przejść do końca. Od tamtego czasu komunikujemy się praktycznie codziennie, i od czasu do czasu otrzymuję od niej różne wizje, informacje, itd. Po weryfikacji (na tyle na ile jest to możliwe - nie chcę męczyć Jej bliskich wypytywaniem o te rzeczy, albo sam się czegoś dowiaduję albo przekazują mi to Jej znajomi) okazuje się, że treść wizji pokrywa się ze stanem rzeczywistym w przynajmniej 90-95%. Co prawda często się zdarza, że jakiś mały szczegół się nie zgadza lub go brakuje (tak było w przypadku wizji ukazującej okoliczności odejścia tej dziewczyny), wszystko inne jednak zgadza się.

      Co do tego, że opłakiwanie męczy zmarłych, to coś rzeczywiście może być na rzeczy. Jeden z "Ambientowych Wieczorów" na początku kwietnia zadedykowałem w całości owej świętej pamięci przyjaciółce. Po zejściu z anteny miałem rozpocząć w Jej intencji kolejną medytację, tym razem jednak nie wytrzymałem i popłakałem się jak bóbr. I tak leżę na łóżku, próbując połączyć się z Nią przez łzy, nagle usłyszałem Jej głos: "Ej, nie płacz... ludzie, przestańcie po mnie płakać, wasze łzy mnie bolą!" (parę dni wcześniej rozmawiałem z Jej najbliższą przyjaciółką, której również zdarza się uronić niejedną łzę).

      Kiedyś może opiszę historię tych "kontaktów medytacyjnych" bardziej szczegółowo. Wiem jedno - dzięki mojej przyjaciółce uzyskałem osobisty dowód na to, że po śmierci ciała fizycznego życie trwa nadal, świadomość nie znika wraz z ustaniem pracy mózgu, tylko nadal istnieje. Być może w innym wymiarze, ale jednak trwa. I kontakt z taką osobą nadal jest możliwy.




    • clearsky (2016-04-29 7:13:16) | RAPORT

      Trochę ode mnie.Możliwość nawiązania pewnego rodzaju kontaktu, jest być może możliwa tylko bezpośrednio po śmierci,lub w ciągu bardzo krótkiego okresu po zgonie.Dlatego nie ma szans, by "wywołać ducha" Napoleona, Klepoatry, Cezara, lub przodka, który zmarł 50, czy 100 lat temu.Po prostu, świadomości wykorzystujące tamte ciała, już dawno odrodziły się stosownie do wypracowanych okoliczności.Trochę to tak, jakby ktoś chciał wywołać "ducha" mojej poprzedniej inkarnacji ( ciała), a tym czasem, ja już sobie od wielu lat ponownie śmigam na Ziemi w nowej formie.Z rozmów z pewnymi nauczycielami tradycji duchowych, wiem, że jest możliwy pewien kontakt bezposrednio po śmierci.Jednak nie wiem, jakie muszą być spełnione warunki, by stało się to realne.Na ile wiem w procesie umierania tracimy składowe naszej pamięci.Zatem, być może po zgonie nawet nie wiemy, kim byliśmy wcześniej, czym się zajmowaliśmy, kto był naszą rodziną itp.Dlatego nie wiem, jak po śmierci w ogóle następuje rozpoznanie aktualnego stanu, na zasadzie " och, umarłem, ale wiem, że mam na imię Krzysio, pamiętam minione życie i polecę sobie zobaczyć co słuchać u kolegów".Jeśli utracimy pamieć krótkotrwałą, podręczną ( nie znam fachowych terminów) to tak jakbyśmy wpadli w amnezję.Jest jeszcze pamięć magazynująca - ale nie wiem, co się z nią dzieje w akcie umierania.Same zagadki - jak to jest "po śmierci".Jednak z pierwszej ręki, znam opowieść starszego pana, któremu bezpośrednio po śmierci "ukazała się " postać żony.Przybrała jakąś bardzo zwiewną, przezroczystą i energetyczną postać - zaczeła się kręcić jak bąk, wokól siebie, aż owy obraz się rozpłynał.Ale, czy było to zamierzone działanie owej świadomości ( potrzeba takiej manifestacji), czy coś innego - tego nie wiem.Według tradycji buddyjskich w ciągu 49 ziemskich dni po śmierci rozstrzygają się nasze dalsze losy i kwestie ponownego odrodzenia.Wówczas wcześniej wypracowane przyczyny, zdeterminują nasze kolejne okoliczności związane z przyjęciem nowej formy, czy odrodzeniem się w jednej ze sfer istnienia.Być może czasami jest to krótszy okres ( w przreliczeniu na nasze dni).Co do samego kontaktu ze zmarłymi.Być może odbywa się to bardziej na zasadzie pozyskiwania jakiś danych z pola informacyjnego.Jest chyba taka koncepcja, że "wszystko" jest zapisane w subtelnym polu informacyjnym, do którego można się jakoś podłączyć i czerpać "wiedzę" stamtąd.Dlatego, być może wcale nie dochodzi do realnego kontaktu ze zmarłymi, tylko do zdarzenia, które przypomina bardziej oglądanie rodzinnego albumu, zapisanych materiałów video, nagrań audio, lub manifestacji "hologramów".Wtedy poddajemy się złudzeniu obcowaniem ze zmarłą osobą - swoista symulacja.Albo jedno nie wyklucza drugiego.Osobiście uznaję możliwość nawiązania konatktu ze świadomością zmarłego, ale jedynie w bardzo krótkim okresie po zgonie i w jakiś bardzo szczególnych okolicznościach.Kiedy świadomość wejdzie w fazę "ponownych narodziń" taki kontakt nie jest możliwy z oczywistych względów.Co do postu Ivelliosa.Na ile rozumiem, po śmierci świadomość nie jest w nieskończoność zawieszona w jakiejś "poczekalni".Wcześniejsze działania i aktywności, oraz tendencje obecne w umysłe sprowokują odpowiednie skutki.Z mojego punktu widzenia, osoba związana z tą planetą, z Ziemią, z ludzmi tutaj żyjącymi, najprawdopodobniej szybko odrodzi się ponownie właśnie tutaj.Raczej nie odrodzi się jako "duch", by przybywać w jakiejś subtelniejszej krainie.Lub nie odrodzi się gdzięś na odległej planecie, w innej galaktyce, w innym wszechświecie ( nie wspomną o kwestiach wymiarów).By tak się stało, musiałyby pojawić się związki z wymienionymi wyżej miejscami.Jeśli nie mam żadnych związków z planetą oddaloną od nas o miliardy lat świetlnych,nie ma karmicznych przyczyn, byśmy tam się pojawili w kolejnej formie.Jeśli osoba zmarła w sierpniu 2015 według mojego punktu widzenia, w ciągu krótkiego okresu czasu przyjmie nową formę i narodzi się jako dziecko.Osobiście uznaję, że świadomość wnika w ciało ludzkie na poziomie okresu ciążowego ( tak na marginesie mam osobiste "przebłyski pamięci" z okresu płodowego i samego aktu narodzin...dosłownie dwie/trzy sceny i zapamiętane odczucie mentalno/emocjonalne towarzyszące porodowi).Według mojej skromnej teorii przyjaciółka Ivelliosa, powinna najpóżniej do lipca 2016 roku narodzić się w nowym ciele.Trochę brzydko to brzmi, tak technicznie - ale nie sądzę, by przez rok tkwiła jako "duszek" - oczywiście z całym szacuniem dla koleżanki.Chyba, że ktoś przyjmuje chrześcijański/katolicki punkt widzenia- kiedy po śmierci "dusza" czeka na Sad Ostateczny i zbawienie ( teologiem nie jestem ...). Nie widzę żadnych przeciwskazań, by wykonywać dowolne praktyki w intencji zamarłych, czy żywych.Myślę, że taki rodzaj aktywności rozwija nas samych, a także przynosi pożytek wszystkim istotom.Ostatecznie życie i śmierć to tylko zmiana ubranka dla naszej świadomości.Tak naprawdę, kiedy porzucamy ciało nic nie umiera :-).To tylko moja osobista opinia, obarczona ignorancją i próbą spekulacji w temacie.Pozdrawiam :-)




    • Ivellios (2016-04-29 14:33:34) | PW | RAPORT | E-mail

      Ee, tego chyba nie da sie tak wymierzyć niejako "od linijki" że "najpóźniej w takim a takim okresie powinno się zdarzyć to i tamto". Sporo jest relacji od osób "czujących i widzących więcej", twierdzących że np. zmarły dziadek został opiekunem duchowym swojej rodziny. Skoro został opiekunem, to to wylucza możliwość reinkarnowania się w nowym ciele, przynajmniej do czasu aż wszyscy "podopieczni" nie przejdą na drugą stronę. Mistycy, tacy jak Sylvia Browne, na podstawie zgromadzonych przez siebie relacji twierdzą, że dusza ma do wyboru albo przeżyć określoną ilość wcieleń (które może "odhaczyć" w dowolnie przez siebie wybranym momencie i zaplanować sobie życie, które będzie trwało powiedzmy 85 ziemskich lat i w tym czasie osoba wykona to i tamto), albo przestać się wcielać i zamiast tego przyjąć inną misję, np. zostać czyimś opiekumem lub przewodnikiem duchowym.

      Z tym że "nie jest możliwe aby dusza siedziała w przedsionku w nieskończoność" też bym się kłócił. Mamy przeciez przekazy od ludzi po NDE, którzy twierdzili że gdzieś "po drodze" utknęli i nie mogli ruszyć dalej, po czym po jakimś czasie wrócili do ciała fizycznego. Sporo takich przypadków przytoczył ostatnio w onetowej Strefie Tajemnic Piotr Cielebiaś. Ludzie po wybudzeniu się ze śpiączki również pamiętają "pustkę" - żadnych wspomnień, tak jak gdyby kompletnie nic się nie działo.

      Ciekawe informacje przekazuje mi przyjaciółka podczas medytacji (która swoją drogą ostatnio zasypała mnie tyloma później pozytywnie zweryfikowanymi informacjami na swój temat, że czuję się jakbym spoczywał pod lawiną prezentów i pamiątek od przyjaciółki z dalekiej podróży!). Ciekawe, a jednocześnie trochę przerażające, odnośnie postrzegania czasu i innych rzeczy. Po przejściu na drugą stronę nie czuje sie w ogóle jak czas płynie, wszystko jak gdyby samo się toczy, możesz robić co chcesz, kiedy chcesz, gdzie chcesz, musisz tylko uważać żeby czegoś nie zniszczyć (ale akurat zniszczenie czegokolwiek graniczy z cudem, podobno to miejsce jest tak wypełnione światłem i miłością, że nawet jeśli przypadkiem dostanie się tam jakiś szkodnik, to odechciewa mu się niszczenia).

      Ale w przedsionku - łojejku, jak mi opowiedziała co wtedy czuła to stwierdziłem, że nikomu bym czegoś takiego nie życzył. Stoisz w miejscu i nie masz pojęcia, co dalej począć, dokąd pójść. Wokół ciebie sama pustka, ciemność, nie ma nic. Wszystko, co robiłeś, kochałeś, o czym myślałeś - znika, jesteś tylko Ty sam. Coś jak śpiączka, tylko bez możliwości nawet powrotu do ciała. Upływ czasu odczuwa się tak samo, jak na Ziemi. Dziewczyna odeszła w drugiej połowie sierpnia 2015 wskutek tragicznego wypadku. O Jej odejściu dowiedziałem się od Jej taty pod koniec marca 2016. Wychodzi na to, że dziewczyna pół roku stała w miejscu, nie wiedząc co robić i czekając aż ktoś pomoże Jej przejść wreszcie na drugą stronę i zaznać spokoju.

      To są oczywiście tylko przekazy, można w nie wierzyć lub nie - zostawiam je pod indywidualny osąd każdego z czytających ten wpis. Jak jest naprawdę, tego dowiemy się dopiero gdy sami odejdziemy z ziemskiego padołu.

      Zresztą, nawet jeśli ktoś nie wierzy w tego typu historie, a mimo to chciałby porozmawiać z odeszłym bliskim - polecam spróbować takiej właśnie medytacji, jaką ja sam stosuję. To bardzo pomaga. U mnie to medytowanie w intencji przyjaciółki skutkuje niekiedy pięknymi, za***iście realistycznymi świadomymi snami, zupełnie tak jakbyśmy spotkali się w realu.




    • clearsky (2016-04-30 1:05:06) | RAPORT

      Owszem, odmierzyć od linijki się nie da - to wszystko to są przybliżone okresy czasowe.Poza tym nie wiem dokładnie w którym momencie świadomość wnika w ciało, oprócz tego, że dzieje się to "w brzuszku".Czy już w momencie zapłodnienia, czy po kilku dniach, po kilku tygodniach itp.Zatem od chwili śmierci do ponownych narodzin następuje jeszcze okres ciąży.Osobiście nie jestem zwolennikiem tezy,iż po śmierci mamy "wolny wybór", sami decydujemy czego chcemy i sami obieramy sobie dalsze kierunki egzystencji i działania.Uważam, że jest to zdeterminowane przez wcześniej wypracowane aktywności, które prowokują dalszą reakcje, gdzie jesteśmy niejako zmuszeni poddać się skutkom własnych działań.Po prostu wytwarzany wszelkie okoliczności potrzebne do następnego odrodzenia, a potem już tylko 'ściąga nas" w odpowiednie warunki.Zapewne w mniejszym stopniu dotyczy to tak zwanych oświeconych świadomości, lub wcale nie dotyczy wysokiej klasy duchowych istot.Poza tym zakładasz Ivelliosie, że po śmierci ktoś kurczowo trzyma sie "ostatniego życia" - wie, że był Janem Kowalskim, mieszkającym na ulicy Sasanki, a te osoby są jego rodziną.Świadomość nie ma żadnej nazwy, ani określenia, nie ma również imienia, czy nazwiska.To atrybuty "tego świata".Dalej co z wcześniejszymi inkarnacjami takiego Jana Kowalskiego - pamięta wszelkie dawne imiona, nazwiska i rodziny z całych eonów wcieleń ? Miliony kalp ? W gruncie rzeczy jesteśmy nieśmiertelnymi, wiecznymi istotami.To nie jest kwestia kilku wcieleń.Myślisz Ivelliosie, że jakaś swiadomośc "wybiera sobie" życie seryjnego mordercy, lub gwałciciela, a druga świadomość "wybiera sobie" życie ofiary, lub życie zakończone ścięciem głowy na pustyni ? Moim zdaniem, to tak nie działa :-).Owe istoty muszą doświadczyć takich stanów, gdyż wcześniej doprowadziły do powstania odpowiednich przyczyn - a teraz jedynie doświadczają skutków.Zapewne każdy by chciał odradzać się na tym świecie jako piękny, mądry, zdrowy i bogaty.Nikt by nie chciał odrodzić się, jako więzień Oświęcimia i zginąc w komorze gazowej.Tak "po ziemsku" to pojmując.To nie jest tak, że świadomość wybiera sobie rodzaje doświadczenia, które musi akurat przerobić na Ziemi.To, że świadomośc odradza się w mniej, lub bardziej sprzyjających warunkach, oraz wszelkie rodzaju doświadczenia są efektem zasianych wcześniej ziaren.To nie podlega ustaleniom w " biurze do spraw reinkarnacji" typu " pragnę doświadczać cierpienia ", lub " pragnę żyć w dostatku".To czysta fizyka, akcja - reakcja - nie koncert życzeń :-).
      Dalej - umierają nie tylko dobrzy i kochani Dziadkowie.Umierają równiez wszelkiego rodzaju zwyrodnialcy, sadyści, zdeprawowane umysły, istoty popełniające wszelkiego rodzaju niegodziwości...Myślisz Ivelliosie, że oni również " coś sobie wybierają", albo stają się duchowymi opiekunami/przewodnikami ? Moim zdaniem, jedyne co ich spotka to całkowite poddanie się temu, co sami wypracowali jako szereg aktywności.Aż do momentu, kiedy pojmą odwieczne kosmiczne prawa i naturalny porządek spraw.
      Co do doświadczeń z pogranicza śmierci.Osobiście uznaję to za pewnego rodzaju iluzje, za które na poziomie biologicznych odpowiada mózg, a na poziomach subtelnych inne składowe naszej jazni/umysłu/świadomości.To jest stan, który tylko symuluje śmierć i wzbudza jakby narkotyczne wizje.Dla mnie dowodem na to, że to tylko złudzenie "bycia po tamtej stronie" są rodzaje wizji.Często chrześcijanie mają wizje Chrystusa,lub innych Świętych, buddyści widzą różne postacie z buddyjskiego bogatego panteonu, a ateisci byc może tylko światłość, tunel, lub coś w tym rodzaju.Zatem ich widzenie, jest uzależnione od ich światopoglądu, wyznawanej tradycji duchowej, czy innych wartości/zasad.Dla mnie jest to wskazówka, że zródłem tego doświadczenia są informacje zawarte w umyśle - iluzje prowokowane przez umysł.Owe dane wytwarzają nam tematyczne halucynacje, choć są elementy wspólne dla wszystkich.Kiedy to mija mamy wrażenie, że byliśmy "jedną nogą na tamtym świecie".Prawdziwa śmierć to droga w jednym kierunku - kiedy nić się zerwie nie ma powrotu.Zatem, kiedy tego doświadczamy ciąglę jednak żyjemy.
      Podobna sprawa występuje w przypadku opętań.Osobiscie nie słyszałem, by biblijne diabły lucyferiańskie z semickich kultów opętywały buddystów, czy hinduistów, lub, by demony buddyjskie nawiedzały chrześcijan/katolików ? A jakiego rodzaju demony opetują ateistów, lub animistów, albo taoistów ? Inna sprawa, że uznaję istnienie istot o przymiotach, kóre byśmy nazwali demonicznymi.Ale to nie jest jakiś szczególny rodzaj istot.Chociaż potrafią byc bardzo potężnymi gnojkami- jednak ich siła jest w gruncie rzeczy ich słabością.To jeszcze nie jest prawdziwa moc.
      Co do czasu - nie jestem pewien, czy TAM są zegarki i kalendarze, oraz jak mierzy się i odczuwa "upływ czasu";-)
      Generalnie to wszystko jest bardzo ciekawe, aczkolwiek wiele tajemnic przed nami do okrycia :-).




    • Ivellios (2016-04-30 2:24:14) | PW | RAPORT | E-mail

      No cóż, jeśli wierzyć relacjom i różnym przekazom zawartym w wielu książkach o tej tematyce, z jakiegoś powodu odeszli (nie, nie będę używał określenia "zmarli") w największym stopniu wydają się pamiętać swoje ostatnie wcielenie. Przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie. Dlaczego tak jest? Ciężko powiedzieć, być może dlatego że ostatnie wcielenie jest "najświeższe".

      Co do tego, czy świadomość może sobie wybrać że będzie czynić zło... eh, mamy tu kolejny spekulatywny temat. Każdy może powiedzieć w tej kwestii wszystko i zrobić to tak, żeby miało sens. Jedni tłumaczą to tym, że to "młode dusze" tak rozrabiają, inni jak wspomniana Sylvia Browne opisują dwa tunele, jednym schodzą na Ziemię dusze jasne, chcące czynić dobro, drugim masowo spływają "czarne smutne przeszkadzajki". Co jeden mistyk czy badacz tematu, to inna wersja. Osobiście za najbardziej bliską moim poglądom uważam wersję z planowaniem i ustalaniem indywidualnie planu przebiegu każdego wcielenia. Według niej, nie jest wcale tak że to dusza sama o wszystkim decyduje, tylko musi skonsultować swoje plany z jakąś tam radą aniołów, czy czymś w tym guście. Rzadko komu zdarza się zrealizować taki "plan ziemskiej pielgrzymki" w 100%, czasami przerywa to jakiś nieszczęśliwy wypadek (jak to się zdarzyło w przypadku mojej przyjaciółki), czy też działanie którejś z "przeszkadzajek"...

      Odnosząc się do fragmentu o przeżyciach z pogranicza śmierci - no dobrze, a jak skomentujesz to? :) To też wszystko iluzje?


      Jak zauważył Marek Rymuszko, redaktor "Nieznanego Świata" (wstęp do nr 4/2008), w eksperymentach doktora Ehrssona, jak również w wielu innych badaniach, brali udział ludzie zdrowi, posiadający zdrowy wzrok: Trzeba jednak w tym momencie zadać pytanie: a co z niewidomymi od urodzenia, którzy również doświadczali fenomenu OBE oraz stanu bliskiego śmierci, obserwując w ich trakcie z zewnątrz nie tylko swoje ciało, lecz rejestrując także rzeczywiste obrazy z bliższego i dalszego otoczenia, których nigdy wcześniej nie mieli możności oglądać? Co z nimi?

      A co z ludźmi, którzy po opuszczeniu ciała podczas szpitalnego zabiegu obserwowali przebieg wypadku samochodowego, który wydarzył się niedaleko szpitala? (przypadek ten opisał Marek Rymuszko w książce Polskie życie po życiu. Relacje ludzi uratowanych ze stanu śmierci klinicznej wyd. Nieznany Świat, Warszawa 2004)

      Co z przypadkiem jednego z pacjentów amerykańskiego kardiologa Michaela Saboma? (pacjent ów również opuścił ciało podczas szpitalnej operacji i przemieszczając się w przestrzeni zauważył na jednym z dachów czerwony damski pantofel, po powrocie do przytomności opisał co widział, w efekcie czego lekarze pofatygowali się we wskazane przezeń miejsce i faktycznie znaleźli tam czerwony damski pantofel)


      Źródło: www.paranormalium.pl/gdy-za-badanie-oobe-zabieraja-sie-naukowcy,718,19,artykul.html




    • clearsky (2016-04-30 10:19:49) | RAPORT

      Dzięki Ivelliosie, że masz ochotę na odpisywanie - ja tam czasami, lubię sobie tak popisać :-).Wracając do tematu.Odnoszę wrażenie, że blisko Ci Ivelliosie do jakiś nurtów spirytystycznych, tych obecnych,lub tych starszych ( XIX, początek XX wieku).To oczywiście nie jest żaden zarzut - zresztą wykłady spirytystyczne w Radio bardzo mi się podobały, aczkolwiek osobiście ma wiele spraw mam nieco inne spojrzenie.Rada Aniołów - hmm, a cóż to za gremium ? :-) To by oznaczało, że nad istotą sprawują władzę jakieś inne byty.Osobiście nie uznaję takiej jurysdykcji.To by również oznaczało, żę nie jesteśmy niezależni, wolni, że nasz pierwotny stan wymaga jakiś nadzorców, kierowników, jakiegoś tworu, który nas rozlicza, lub decyduje o naszym losie.Nie uznaję takowej supremacji nad sobą, ani żadną czującą istotą.Władza i wpływy to raczej domena "tego świata".Nawet jeśli taka Rada byłaby tylko grupą doradczą to trochę kiepsko to wygląda :-).Poza tym, co należy rozumieć pod pojęciem Anioł ? Wszystkie niezliczone rodzaje istot, zamieszkujące wszelkie sfery istnienia i światy podlegają dokładnie tym samym prawom.Jak sądzisz, kto by nadawał takie prawa hegemonii nad innymi ? Anioł, demon, czy ufoludek to nie jest jakiś specjalny rodzaj istot, które by posiadały jakieś nadzwyczajne uprawnienia.Inna sprawa, że my obecnie jesteśmy związani z planetą Ziemia.A co z innymi istotami zamieszkującymi niezliczone wszechświaty ? Miliardy Rad Aniołów, które sprawują pieczę nad miliardami światów ? Oczywiśćie wysokiej klasy istota to inna jakość , niż jakaś chaotyczna i prymitywna świadomość, ale na najgłebszym poziomie owa prymitywna istota ma dokładnie taki sam potencjał i taką samą naturę/substancję, jak oświecony byt.
      Co do iluzji.Uznaję tak zwane postrzeganie pozazmysłowe.To nasze naturalne przymioty.W gruncie rzeczy telepatia, czy nawet telekineza to naturalna zdolność biologiczna przypisana komputerkowi o nazwie mózg.Z jakiś powodów ( pewnych manipulacji?) mamy owe zdolności zablokowane.Co ciekawe zdeterminowany trening duchowy, duchowe praktyki są w stanie znieść te ograniczenia.Dlaczego przypisuję te "moce" biologicznej strukturze, a nie traktuje jedynie jako atrybuty związane stricte z duchowością ? Na przykład w obszarze ufologii, mamy wiele dosniesień o posługiwaniu się telepatią jako metodą komunikacji.Tego typu narzędzia kontaktu używały istoty, które z pewnego punktu widzenia byśmy mogli określić jako niegodziwe, brutalne, skłonne do upadlania i manipulacji innymi.To może nam sugerować, że mimo stosowania telepatii, owe byty były duchowo prymitywne.Po prostu wykorzystywały możliwości przypisane ich biologicznym formomm. Poza tym same " posiadanie mocy" róznego rodzaju wcale nie przesądza o jakiejś głębokiej, szczególnej duchowości.Czasami bardzo przeciętni ludzi mają takowe zdolności.
      Zatem istnieje jasnowidzenie,jasnosłyszenie, lewitacja, przemieszczanie się w przestrzeni, jakiś rodzaj postrzegania karmy innych, pewnego rodzaju zdolności uzdrawiania itp itd.Inna sprawa, na ile jesteśmy w stanie zaakceptować fakt istnienia takich ludzkich przymiotów.Dla wielu będą to kompletne bzdury :-).
      Dlatego osoba niewidząca, może doświadczyć widzenia bez udziału oczu i mózgu.Jej świadomość będzie pozyskiwać dane inną drogą.Jakiś rodzaj "opuszczenia ciała" i obserwowanie go, jest czymś innym niż akt umierania.Jest wiele sytuacji, gdzie możemy doświadczyć tego co uważamy za paranormalne.Nie neguję tego, wręcz w pełni akceptuję.
      Iluzje śą obecne zarówno w świecie materii, jak i świecie subtelniejszych bytów, czy sfer istnienia.Gdyby było inaczej, wystarczyłoby jedynie "odejść z tego świata", by osiągąc doskonałe zrozumienie, nazywane oświeceniem.Jednak oświecenie to nie tylko mądrość, ale i osiągnięcie tej mądrości.Dlatego istota bardzo pomieszana "za życia" , wcale nie pozbywa się pomieszania w momencie utraty ciała.Dalej ciągnie ze sobą cały bagaż, czy też jak mówimy w innej tradycji "swój własny krzyż".Każdy z nas musi spłacić wszelkie długi i każdy z nas musi odnaleć własna drogę do doskonałości.Nazywamy to rozwojem duchowym, czy ścieżką duchową.Duszki, anioły, demony także muszą się rozwijać.To chyba jest sednem naszego cżłowieczeństwa i powodem " bycia tutaj" - odnalezc odpowiedzi na pytania. Dzięki Ivelliosie za wymianę poglądów ;-)




    DODAJ ODPOWIEDŹ DO TEGO KOMENTARZA

SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI
RAMÓWKA NA DZIŚ
ARCHIWUM AUDYCJI
WESPRZYJ
RADIO PARANORMALIUM
NAJNOWSZE ARTYKUŁY
Skontaktuj się z nami
tel 32 7460008 tel kom. 530620493 Skype radio.paranormalium.pl E-mail: radio@paranormalium.pl Formularz kontaktowy Polityka prywatności
Copyright © 2004-2022 by Radio Paranormalium