[01:38] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną debatę niekontrolowaną, na żywo oczywiście, w której dziś tematem głównym będzie bieszczadzki dom zły. Dziś spotkamy się mianowicie z panią Grażyną Niedziałską, autorką relacji o tym właśnie miejscu, którą kilka miesięcy temu opublikował „Nieznany Świat”. Pani Grażyna opowie o tamtych zdarzeniach, próbując odpowiedzieć na pytanie, co naprawdę się wówczas wydarzyło. Dobry wieczór, pani Grażyno.
[02:11] - Dobry wieczór.
[02:13] - Jest z nami oczywiście również zastępca redaktora naczelnego „Nieznanego Świata” Piotr Cielebiaś, prowadzący nasze debaty. Witaj Piotrze.
[02:22] - Witam wszystkich. Witaj Marku i witaj Grażyno.
[02:26] - Witam Piotrze.
[02:27] - Jesteśmy razem z Grażyną. Dzisiaj mamy taki-
[02:32] - Może jeszcze kontakty?
[02:34] - Kontakty, właśnie.
[02:34] - Tak, tradycyjnie kontakty do Radia Paranormalium. Dzisiaj prawdopodobnie otworzymy w trakcie debaty linię telefoniczną dla słuchaczy. Będzie to oczywiście ogłoszone na antenie, ale już teraz warto sobie zapisać numery telefonów do Radia Paranormalium: stacjonarny 32 746 00 08, komórkowy 530 624 193. Można oczywiście również pisać do nas na Skypie radio.paranormalium.pl, Gadu-Gadu 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas też znaleźć na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania, komentarze i oczywiście swoje relacje ze spotkań ze szeroko rozumianym nieznanym na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[03:42] - Ja bym jeszcze przy okazji pozdrowił Piotrka Gadaja i naszych słuchaczy z Orbity Ent, bo wiem, że Piotrek dzisiaj tutaj zareklamował naszą audycję. Tak że pozdrawiamy. Grażyno, dzisiaj mamy taki program bardzo niezwykły, bo inny niż wszystkie. My co prawda kiedyś już zorganizowaliśmy audycję, w której pojawili się świadkowie różnych niezwykłych zdarzeń, ale w tym przypadku jest trochę inaczej, dlatego że to jest bardzo długa historia. To jest bardzo skomplikowana historia, mimo że rozegrała się w zasadzie w ciągu dwóch dni, a tak naprawdę to chyba w ciągu jednego popołudnia i wieczoru.
[04:28] - To prawda.
[04:31] - Ale jest bardzo trudna w ocenie, jak mówiłem. To znaczy ja, kiedy ją usłyszałem po raz pierwszy, to miałem takie skojarzenie, że to jest jakiś horror w ogóle. Nie wiem, polskie „Blair Witch”, coś takiego. Nie wiedziałem, jak to w ogóle sklasyfikować, bo musicie, drodzy państwo, wiedzieć, że rzadko o takich sprawach się słyszy. I nie dziwię się temu, że pozostali dwaj bohaterowie tej historii nie chcą o tym mówić. Kim oni są? O tym zaraz powiemy. Grażyna, ty mieszkasz obecnie w Norwegii.
[05:06] - Tak, obecnie mieszkam w Norwegii.
[05:08] - Tak. Drugi bohater tej historii, człowiek, który był z tobą w owym nawiedzonym domu, jest dzisiaj szanowanym lekarzem, który mieszka w Stanach Zjednoczonych. My go będziemy nazywać Markiem, chociaż to nie jest jego prawdziwe imię. I był trzeci bohater, w zasadzie główny bohater: Józek. I tu jest pewna sprawa, którą musimy od razu wyjaśnić. Otóż jest to człowiek, który nadal żyje. Mieszka w Bieszczadach obecnie. Nie powiemy gdzie, dlatego że po prostu jest go bardzo łatwo zlokalizować. Jest to człowiek, ogólnie rzecz biorąc, znany w tym środowisku. Gdybyśmy powiedzieli o nim więcej i podali jego nazwisko, prawdopodobnie bardzo łatwo byłoby go znaleźć i ktoś mógłby go niepokoić, zadawać mu niepotrzebne pytania.
A tego chcemy uniknąć, bo wiemy, że takie przypadki się zdarzały, że ktoś po naszych audycjach czy artykułach jeździł i świadków poszukiwał. W każdym razie historia o domu złym, w zasadzie chacie pod lasem w Bieszczadach, gdzie mieszkał Józek, miała miejsce w roku 1982 lub 1983. Dopiero po latach zdecydowałaś się opowiedzieć o tym na łamach „Nieznanego Świata”, miesięcznika, który czytasz od dawna. Kiedy przesłałem tę opowieść do redakcji, okazało się, że to jedna z najbardziej niezwykłych i najbardziej kontrowersyjnych spraw, jakie tam w ogóle trafiły. Czytelnicy też byli tym bardzo zainteresowani. Jest taki plan, żeby tę opowieść umieścić na stronie internetowej naszej. Nim zaczniemy, nim przejdziemy do veritum tamtych początkowo, jak się wydawało, cudownych dni w Józkowej chacie, powiedz mi, co ty wtedy robiłaś? Jakie to były dla ciebie czasy? Kim był Marek? Jak on patrzył na świat?
Może nam wytłumaczysz, dlaczego nie chce dzisiaj o tym mówić.
[07:18] - Marek wtedy był artystą. To był gitarzysta. Myśmy wszyscy byli taką grupą młodych ludzi, którzy oprowadzali wycieczki w sanockim skansenie. Wszyscy właściwie nigdy nie myśleliśmy wtedy o takich sprawach. To był zupełnie zwykły, normalny chłopak, który grał na gitarze, który się lubił bawić, który nawet nie pomyślał, że coś takiego może istnieć. Teraz, kiedy rozmawiałam z nim ostatnio na Facebooku, dosłownie zamieniłam trzy, cztery zdania, nie mogę uwierzyć, że właściwie mógł się tak zmienić, że nie potrafi rozmawiać o tym, że nawet nie chce pamiętać o tym, co się wydarzyło. Ja ze swej strony też wiele lat nie mówiłam, ale proszę się nie dziwić. Łatwo jest być posądzonym o szaleństwo w takiej sytuacji. Nikt nie wierzył nigdy w to, co ja opowiadałam, bo jest to tak niesamowite, że ja sobie zdaję sprawę. To wygląda jak film, jak horror żywcem zdjęty z jakiegoś marnego amerykańskiego kina.
Mnie też by nigdy nie przyszło do głowy, że coś takiego może się zdarzyć w rzeczywistości.
[08:34] - A powiedz mi, bo wiele osób się na pewno zastanowi nad tym, dlaczego wybierasz tak otwartą drogę mówienia o tym. W naszym kraju to jednak jest coś niespotykanego, bo ludzie, którzy opowiadają o swoich doświadczeniach, rzadko chcą, żeby podawano ich nazwisko. Osobiście zetknąłem się chyba tylko z przypadkiem Grzegorza Tarczyńskiego, który mówi: „Tak, przeżyłem to i nie boję się o tym mówić. Myślcie o mnie, co chcecie”. U ciebie jest podobnie. Mówisz, że nie masz oporów przed ujawnieniem tego, bo to jest prawda.
[09:12] - Tak, to jest prawda. A poza tym mam nadzieję, że dzięki temu może więcej osób zdecyduje się opowiedzieć o takiej historii. Bo ja nie wierzę, żeby to były jakieś odosobnione przypadki. Myślę, że wiele osób ma takie przeżycia. Może nie takie akurat, ale inne. Dobrze by było, żeby wszyscy zaczęli o tym mówić i przestać się bać osądzenia o jakieś wariactwo, szaleństwo czy coś takiego. To jest bardzo ważne. Myślę, że może dzięki tej naszej dzisiejszej audycji parę osób zdecyduje się i jednak opowie nam nasze historie.
[09:52] - Mieliście wtedy po 20 lat, może więcej.
[09:56] - 21, 22, coś takiego. Nie pamiętam dokładnie, ale chyba 22 lata.
[10:00] - Czy w tamtym okresie w ogóle myślałaś o takich zjawiskach? Czy one cię interesowały?
[10:07] - Tak, interesowały mnie wcześniej również. Ja się trochę interesowałam ufologią. Moją pierwszą książką, którą przeczytałam, to była książka Mostowicza „My z kosmosu”. Nie pierwszą w życiu, ale taką pierwszą poważną książką. Później nastąpił taki okres, kiedy miałam dużo zajęć i nie myślałam o tym. Nie interesowałam się duchami. W tym sensie nie interesowałam się takimi zjawiskami nadprzyrodzonymi. Raczej się skierowałam w stronę pana Mostowicza.
[10:41] - My dzisiaj mówimy o domu złym czy domie złym, ale tak naprawdę nie mamy takiej pewności stuprocentowej, że chodzi o nawiedzenie, bo ta historia łączy w sobie bardzo wiele wątków. Tam duch się pojawia, ale też nie ma gwarancji, że to był duch. Natomiast to, co ten duch wyprawiał i prawdopodobnie także z mieszkańcem tego domu, panem Józkiem, to już osobna sprawa. My oczywiście postaramy się na koniec odpowiedzieć na pytanie, co to mogło być albo przynajmniej jakimi mechanizmami to się posługiwało. Powiedz nam jeszcze, w jaki sposób to zdarzenie zmieniło twój światopogląd. Bo pamiętam, że pisałaś, że przerażenie było tak ogromne, że wróciłaś do domu z takim malutkim pasemkiem siwych włosów w wieku właśnie 21 lat.
[11:34] - Tak. I to jest ciekawa reakcja, dlatego że ja na wiele lat jak gdybym zupełnie wyparła z pamięci to zdarzenie. To chyba trwało może pięć czy sześć lat. Dopiero po jakimś czasie zaczęłam sobie od nowa to wszystko przypominać. I to było niesamowite. Wtedy naszła mnie taka refleksja, że może jednak warto by było zastanowić się, co tam się tak naprawdę stało. Do tej pory mnie to intryguje, bo wszystko to, co ja myślę, to są tylko moje teorie, ewentualnie przypuszczenia. Nie wiem nic na pewno i zapewne nigdy nie będę wiedzieć. Dzięki temu zaczęłam myśleć o takich sprawach i zastanawiać się, co to właściwie się dzieje z człowiekiem. Co się dzieje z człowiekiem po śmierci?
Co się dzieje z człowiekiem w czasie jego życia? Jak to jest? Czy człowiek jest energią, która nigdy nie znika? Każda religia tłumaczy to trochę inaczej, prawda? Ale w gruncie rzeczy dochodzimy do tego samego, że człowiek po śmierci nie znika, czyli że coś jednak po nas zostaje. I może to był ten ślad.
[12:42] - Mhm. Przejdźmy do meritum. Słuchaj, mówiliśmy o Józku. Józek, człowiek o jakieś dwadzieścia lat starszy od ciebie. Jak go poznałaś? Jak to się stało, że wasze drogi się pierwszy raz skrzyżowały jeszcze na długo, zanim wybrałaś się do jego chaty?
[13:03] - Józek uczęszczał do studium weterynaryjnego niedaleko naszego miasta i ja miałam sporo znajomych i koleżanek, które też tam właśnie chodziły do szkoły i przez nie poznałam Józka. I w sumie to była taka luźna znajomość, bo znaliśmy się może parę miesięcy. Kilka razy się spotkaliśmy gdzieś ze znajomymi i to było wszystko. I później ten nasz kontakt się urwał. Ja nawet nie wiem, czy on skończył to studium. Co się z nim stało? Nie mam pojęcia. Nasz kontakt się zupełnie urwał i dlatego byłam bardzo zaskoczona, kiedy pewnego dnia dostałam od niego list. Ale co ciekawe, że nie zastanowiło mnie wtedy, skąd on mógł mieć adres. Ja nawet nie wiedziałam, czy on zna moje nazwisko, ale jednak ten list przyszedł.
[13:48] - Mhm. No właśnie i co było w nim napisane? Co mówił o sobie Józek?
[13:53] - Niewiele. Pisał tylko, że jakoś sobie tam ułożył życie, że kupił stary dom w Bieszczadach, że hoduje konie i bardzo serdecznie mnie zaprasza. Również tam ze znajomymi. Jeżeli chcę, to oczywiście możemy przyjechać i odwiedzić go. I to było wszystko.
[14:11] - Znajomi zareagowali oczywiście entuzjastycznie.
[14:15] - Każdy by chciał jechać w Bieszczady jeszcze jak są konie, prawda? Ale z tego wszystkiego tylko jedna osoba pojechała. Marek.
[14:23] - No właśnie. Jak pamiętasz tą podróż? Czego się spodziewałaś, a co na miejscu zastałaś? Bo okazało się, że ta chatka to nie jest wymarzone miejsce do wakacji, a po drugie leży dość daleko od jakichś najbliższych osad ludzkich.
[14:46] - Tak, to było daleko. Ciekawe, że ja nie pamiętam dokładnie, gdzie to było. My jechaliśmy autobusem, później bieszczadzką kolejką, a potem się okazało, że tam jeszcze trzeba trzy, cztery kilometry iść w górę, w las. Na szczęście zabrał nas jakiś leśniczy gazikiem i wysadził przy takiej małej polance. Kiedy weszliśmy na tę polankę, to było niesamowite, bo ten dom wyglądał dokładnie jak z horroru. To była taka przylepiona do ściany lasu chatka drewniana, niewielka, ale za to mająca pełno różnych dziwnych dobudówek naokoło. Jakieś klatki powieszone na tych ścianach, przybite jakieś takie małe ganeczki. No było to przedziwne. Widać było, że on cały czas coś tam zmieniał obok tego domu i wyglądało to trochę dziwnie, szczególnie że zaczynało lekko zmierzchać i naprawdę było trochę przerażające. Józek wyszedł wtedy.
Nie zmienił się wcale od czasu, kiedy go pamiętam. Zawsze chodził w takich kowbojkach, skórzanej kamizelce, długie włosy. Brodę też miał. Ale co ciekawe, że on w ogóle mnie nie poznał. On mnie nie poznał i nawet nie miał pojęcia o jakimkolwiek liście. Było nam troszeczkę głupio. Czuliśmy się niezręcznie. To tak, jak gdybyśmy przyszli do kogoś bez zaproszenia. I ja mówię: „Ale Józek naprawdę wysłałeś do mnie list i napisałeś, że możemy w każdej chwili przyjechać, więc chcieliśmy ciebie odwiedzić”. I to było dziwne.
Ale Józek powiedział: „W porządku, no tak, już przyjechaliście, to już wchodźcie”.
[16:22] - To znaczy on twierdził, że on w ogóle tego listu nie napisał.
[16:25] - Tak, on twierdził, że nigdy żadnego listu nie pisał.
[16:29] - Czy to wtedy nie wzbudziło w tobie jakichś podejrzeń? Bo taka kwaśna sytuacja na początku to też na pewno troszeczkę studzi zapał, prawda?
[16:38] - Szczerze mówiąc ja pomyślałam, przepraszam, że on albo zapomniał, albo po prostu kłamie. Nie chce powiedzieć, że wysłał ten list. Jakoś nie pomyślałam w zupełnie inny sposób, tylko właśnie taki.
[16:50] - A on potem zmienił zdanie. Przeszło mu to już i zaprosił was w zasadzie do swojego domu. Mówisz, że ta chatka z zewnątrz przypominała taki malutki zamek Draculi, tak?
[17:06] - Tak, dokładnie.
[17:09] - Jakieś klatki wisiały. Te klatki to też odegrają potem ważną rolę w zasadzie w finale tej historii, który jest najdziwniejszy z tego wszystkiego. Ale powiedz nam jeszcze, to stało obok lasu, tam było jakieś wzniesienie. Jak ten krajobraz wyglądał?
[17:26] - To była mała polanka, naprawdę niewielka polanka otoczona lasem i tylko taka mała dróżka była, która wychodziła na tą główną ścieżkę. To nie było duże. Ja nie jestem w stanie w tej chwili sobie przypomnieć, ale na pewno ten dom był bardzo mały, bo wewnątrz była tylko sień i jedna izba. Nic więcej nie było, więc to nie mogło być duże.
[17:49] - No stoicie już przed tą chatą Józkową. On was zaprasza. No i środek. Wnętrze chaty również okazuje się takie dość oryginalne, prawda?
[18:00] - Tak, spartańskie wręcz. Tam była sień. Wchodziło się przez sień do jednej izby. Oczywiście były drzwi pomiędzy sienią a izbą. W izbie był piec po jednej stronie, pamiętam. Po drugiej stronie pod oknem był stół z krzesłami. Dwa krzesła były tylko. Haki na ścianach. Tam nie było szafy, tylko miał haki, na których wisiały jego rzeczy i- I łóżko w jednym kącie, a w drugim pod oknami kazał nam położyć sobie śpiwory. Ciekawe, nie było szyb w oknach, ale to była pamiątka po weselu kolegi i podobno tam szkło było już zamówione, ale na razie były te okna zabite takimi czarnymi kocami.
[18:38] - To właśnie ciekawa sprawa, bo to wesele kolegi. To też nie była byle jaka postać, gdybyśmy powiedzieli-
[18:44] - O nie! Bardzo znana.
[18:45] - Gdybyśmy powiedzieli, kto to był. A to był chyba najwybitniejszy rzeźbiarz i poeta bieszczadzki. Tu już chyba się ktoś skapnął kto to, jeżeli się tym interesują.
[18:54] - Tak, możliwe.
[18:56] - To też by można do tego Józka było jakoś dotrzeć. To jest człowiek niemłody już dzisiaj, bo ma jakieś siedemdziesiąt kilka lat, może więcej, ale jak mówimy, nie chcemy go niepokoić. Środek jego domu, wnętrze jego chaty rzeczywiście też nie do końca może budzi sympatię wszystkich. Spanie w takim miejscu. Marek jak podszedł do tej sytuacji, kiedy zobaczył Józka pierwszy raz?
[19:24] - Naprawdę z dystansem. Był bardzo dzielny.
[19:28] - Ale słuchaj-
[19:29] - Przerażony troszeczkę, ale dzielny.
[19:31] - Nie wzbudziło to w tobie takiego trochę już początkowego, nie wiem, lekkiego przerażenia, że ten Józek zachowuje się trochę dziwnie, mimo wszystko?
[19:44] - Nie, zupełnie. Dlatego, że ja sobie zdawałam sprawę, że to jest człowiek, który mieszka sam w Bieszczadach i wiem, że tacy ludzie nie zawsze zachowują się tak, jak my sobie wyobrażamy. Są troszeczkę inni i zupełnie nie wzbudziło wtedy to we mnie żadnego zaniepokojenia. Nic zupełnie. Ale jeszcze chciałam dodać, przepraszam, zapomniałam, że w tym domu nie było w ogóle prądu, co jest chyba wiadome i jedynym takim przejawem cywilizacji to było takie małe tranzystorowe radyjko i to było wszystko.
[20:13] - Była jeszcze jedna ważna rzecz — strych. I on też odegra ważną rolę w tej historii.
[20:19] - To prawda. Nad całym domem ciągnął się strych i był w całości załadowany sianem. Ale było tak pełno siana, że kiedy na drugi dzień przywieźli jeszcze jeden wóz, to musieli z tego wozu ładować widłami, już tak upychać. Także tam w ogóle nie można było wejść. Po prostu cały strych był zapakowany sianem.
[20:39] - A powiedz nam jeszcze tak ze dwa słowa o Józku. Czy to był człowiek otwarty, przyjemny w obyciu?
[20:46] - Tak. On był bardzo sympatyczny, naprawdę. Był bardzo sympatyczny, otwarty. Lubił rozmawiać z ludźmi, lubił się z ludźmi kontaktować i naprawdę nic nie wzbudziło we mnie jakiegoś zaniepokojenia. Tym bardziej że ja go pamiętam z kilka lat wcześniej i był dokładnie taki sam.
[21:03] - Pierwsza noc w domu złym mija wam bez przeszkód.
[21:09] - Bez zupełnie.
[21:10] - Śpicie sobie w śpiworach na przeciwko Józkowego łóżka.
[21:14] - Ale może to dlatego, że do trzeciej nad ranem siedzieliśmy na zewnątrz przy ognisku. Także właściwie jak wróciliśmy do domu, to już było prawie koniec nocy, prawda?
[21:24] - Następnego ranka Józek, z tego, co pisałaś, prosi Marka, żeby pojechał z nim po siano. Marek pewnie nie za bardzo, tak? Bo-
[21:32] - Nie, nie za bardzo. On miał ręce gitarzysty i dla niego taka praca to była rzecz straszna.
[21:39] - Oni wracają z tym sianem, a ty w międzyczasie sobie obchodzisz to gospodarstwo i patrzysz, co tam jeszcze jest. Jak wyglądał inwentarz?
[21:49] - Były psy. Właśnie nie widziałam wtedy kotów akurat, jak obchodziłam ten dom. Kury jakieś chodziły, jakaś kaczka jedna. Właściwie to wszystko sobie tak luzem chodziło pod tym lasem. Się zdziwiłam nawet, że lisy na przykład nie mordują tych kur. Ale zupełnie spokojnie. Konie były na połoninie, a jeden koń był tylko na dole. Ten, co pojechali po siano. Natomiast reszta koni była gdzieś na łąkach na górze.
[22:18] - Wiem, co cię jeszcze uderzyło w tym miejscu, to mimo tego, że warunki były, jak mówisz, dość spartańskie czy może nawet prymitywne, panował tam porządek i ład.
[22:30] - Tak, to prawda. Było bardzo czysto, ale Józek zawsze taki był. Taki bardzo pedantyczny, nawet w stosunku do siebie. Tak więc nawet mieszkając w takich warunkach, to widać było, że on bardzo dba o ten dom i o całe podwórko, otoczenie.
[22:48] - W zasadzie przyjeżdżają z tym sianem, wrzucają, upychają je tam na strychu, gdzie już nie da się wyjść. No i wtedy Józek proponuje ci przejażdżkę konną właśnie na połoninę, gdzie ta jego wielka miłość, czyli konie, są na wypasie.
[23:08] - Tak.
[23:09] - I tutaj w zasadzie rozpoczyna się pierwszy etap dziwności w tej historii.
[23:17] - Pojechaliśmy. Mieliśmy dwa konie. Pojechaliśmy na dwóch koniach w górę zamienić je i trzeba było odebrać tamte, które już były cały dzień na łące, a zostawić... Zostawiał je na noc. To było niesamowite, że zostawiał te konie same na noc na łące. Się go pytałam, czy się nie boi. Przecież są wilki w Bieszczadach, niedźwiedzie. On twierdził, że się nic nie dzieje i spokojnie na drugi dzień pojedzie po nie i przyprowadzi. No mówię: „Dobrze”. I w sumie było bardzo przyjemnie.
Było bardzo fajnie. To są takie bardzo fajne przeżycia w Bieszczadach. Jazda konna, las to zawsze jest miłe, zawsze jest ciekawe. Tak było bardzo fajnie, aż do momentu, kiedy zmieniliśmy konie i wracaliśmy już z połoniny. Właściwie ja nawet nie wiem, czy to było na połoninie, bo to było tak jakby pod trochę. To nie było na całej wysokości, tylko to było tak w połowie może. I kiedy wracaliśmy już, Józek w pewnym momencie zrobił się bardzo dziwny. Zaczął się rozglądać. Ja myślałam, że może zobaczył jakieś zwierzę i pytałam go parę razy, ale on nie chciał w ogóle odpowiadać, co się dzieje. Przestał się do mnie odzywać.
Zrobił się bardzo spięty, niespokojny. Jechaliśmy jakiś kawałek przez małą przecinkę, a później naraz zmienił kierunek i pojechaliśmy dosyć głębokim jarem. I nic. To była droga w milczeniu. Dosłownie próbowałam coś z niego wyciągnąć, zapytać się, co się dzieje. I wtedy zaczęłam się autentycznie bać, bo to był może racjonalny strach, bo nic się nie działo. Było słońce, było jasno, było ciepło, nic naokoło nie było. Ale ja jednak zaczęłam odbierać ten jego niepokój i ten strach. I pomyślałam: „Boże, może już lepiej byłoby wrócić do domu, zobaczyć, co tam się dzieje”. Dojechaliśmy do lasu na dół i z daleka już widziałam dom pomiędzy drzewami.
I wtedy Józek do mnie powiedział, że on musi wrócić do lasu. Odwrócił się i odjechał, a ja pojechałam wtedy do Marka.
[25:28] - Józek w tym czasie stał się jakiś niemiły?
[25:33] - Nie. Milczący.
[25:36] - Milczący. Jak wyglądał? Co się z nim działo?
[25:39] - Bardzo spięty. Widać, że zdenerwowany. Cały czas oglądał się za siebie, obserwował ścianę lasu po bokach. Nie mam pojęcia, ale był dosyć mocno zdenerwowany.
[25:55] - Gdyby to było zwierzę lub coś w tym stylu, gdyby zaniepokoił go wilk lub niedźwiedź, chyba nie zachowywałby się aż w tak dziwny sposób. Nie oszukujmy się. Wróciłaś do domu. Nie było was bardzo długo.
[26:10] - Tak. Myślałam, że to trwało dwie godziny, a to chyba było cztery czy pięć godzin nawet. Bo jak już przyjechałam, to Marek był bardzo zaniepokojony. Nie wiedział, co się tam stało z nami, bo wiedział, że przecież nie jestem specjalistką od jazdy konnej, ale na szczęście nic się nie stało i pytał się, co się dzieje. Ja mówię: „Nie wiem, bo Józek się bardzo dziwnie zachowuje i pojechał z powrotem do lasu, a mnie zostawił”. Taki wóz był stary przed domem i siedzieliśmy na tym wozie prawie do godziny 20:00. Już zaczynało się robić szaro. W górach się robi jesienią szybko szaro. I czekaliśmy na Józka, aż przyjedzie. On przyjechał i dalej był taki bardzo wyobcowany.
W każdym razie powiedział do nas tylko, że musimy już teraz natychmiast iść spać, dlatego że jutro trzeba wcześnie rano wstać. I tyle. Odwrócił się i poszedł. Myśmy za nim poszli spać.
[27:07] - Nie powiedział czemu? Planował coś? Nie wiadomo.
[27:11] - Nie, nic kompletnie. Nic nie powiedział. Powiedział tylko to jedno zdanie, że musimy iść spać, bo już jest późno. Rano trzeba wcześnie wstać i tyle.
[27:18] - Jak pisałaś, to było dopiero koło ósmej.
[27:22] - Tak.
[27:22] - Kiedy on się szykował do snu i układał, to nic nie mówił? Absolutnie?
[27:30] - Nie, bo jak przyszliśmy za nim, to on już leżał na łóżku, leżał na boku i pamiętam, że trzymał głowę na zgiętym ramieniu i cały czas nas obserwował. Było to bardzo dziwne. Ja próbowałam coś do niego zagadać, ale on się w ogóle nie odzywał do nas. Rozłożyliśmy te swoje śpiwory po drugiej stronie pod oknami. Marek zgasił lampę, bo tam mała lampa naftowa i poszliśmy spać.
[27:59] - Nie czułaś się nieco nieswojo?
[28:01] - Troszeczkę się czułam nieswojo. Przede wszystkim byłam zdziwiona. To było dziwne i nawet miałam takie wrażenie, że może Józek po prostu ma, jak wtedy pomyślałam, coś z głową. Tak sobie pomyślałam, ale trudno, nie mieliśmy wyjścia. Musieliśmy się zgodzić akurat na to. Przecież nie można siedzieć w nocy pod domem. Byłoby bez sensu. Także poszliśmy spać też.
[28:25] - To były w zasadzie minuty chyba przed pierwszym głośnym akordem tej paranormalnej aktywności w tym domu. Chociaż może to jeszcze nie była tak do końca paranormalna stuprocentowa aktywność, bo pierwsze zdarzenie, jakie miało miejsce, to był w zasadzie atak Józka na was.
[28:46] - Tak, ale zaczął się dosyć nietypowo. Przede wszystkim zrobiło się ciemno i przez te koce niewiele już resztki światła przebijały się. Ale wzrok się przyzwyczaja do ciemności i po chwili już widziałam kontury pieca, stół i po chwili słyszeliśmy drapanie, takie jak ktoś drapie paznokciami w ramę łóżka. Ja myślałam, że to jest mysz. Zresztą tak zapytałam Bogdana. Ja mówię: „Bogdan, słuchaj, to jakaś mysz tutaj gryzie?” A on mówi: „Nie, to nie jest mysz, to on tak drapie”. Ja nie wiem, dlaczego mnie to tak przeraziło. Naprawdę przeraziło mnie to, bo to było tak nietypowe zachowanie człowieka. Trudno się czegoś takiego spodziewać. Na początku myślałam, że może on sobie żartuje, ale później, kiedy on coraz intensywniej drapał w tę ramę, to zrozumiałam, że chodzi o coś innego.
Naprawdę mnie to przeraziło. Leżeliśmy, słuchając tak tego drapania.
[29:41] - Były przy tym jakieś dźwięki inne?
[29:43] - Nic zupełnie. Był cicho kompletnie. Była taka cisza niesamowita i tylko to drapanie. Leżeliśmy tak, słuchaliśmy i w pewnym momencie Józek się zerwał z tego łóżka, ale to było z takim zwierzęcym wyciem. To było tak straszliwe wycie, że mnie dosłownie postawiło na nogi. Bogdan się zerwał obok mnie, a Józek zaczął biec w naszą stronę i ja się przeraziłam, bo on dosyć wysoki, dosyć duży, więc pomyślałam, że jeżeli wpadnie na Marka, to go zabije albo go połamie. Józek z tym wyciem się rzuca, a Marek złapał go za ramiona i ja tylko zobaczyłam tak jak na zwolnionym filmie dosłownie, jak on opada na kolana. A później mi Marek mówił, że on był jak galareta zupełnie, jakby kompletnie nie miał siły i opadł na kolana przed nami. Było niesamowite.
[30:40] - Opadł na kolana wcześniej, krzycząc bardzo głośno. Ten krzyk, jak opisywałeś był-
[30:45] - Tak, był straszny. To było takie wycie. To było wycie dosłownie.
[30:49] - Ile czasu minęło, odkąd się położył i zaczął?
[30:52] - Ja myślę, że tak drapał około pół godziny. Nie wiem, bo nie mieliśmy w ogóle zegarka tam. Kompletnie. Tam nie było zegara ani zegarka. My też nie mieliśmy. Wtedy nie były czasy komórek, prawda? Myślę, że może pół godziny trwało to. Trudno ocenić w takiej sytuacji czas, ale tak mi się wydaje. I kiedy Marek zaczął pytać: „Józka, co ci się stało? Co ci się stało?” On mówi, że miał sen, że śniło mu się, że był na słupie wysokiego napięcia i zaczął spadać z tego słupa.
I wtedy się przeraził i zaczął krzyczeć. Ale było to straszne.
[31:27] - Rzucił się na was, bo śniło mu się, że był na słupie?
[31:31] - Tak, dokładnie tak to tłumaczył.
[31:32] - Dość dziwne tłumaczenie, szczerze mówiąc.
[31:34] - No bardzo.
[31:36] - Jaka była twoja reakcja wtedy? Co sobie pomyślałaś?
[31:41] - Nic sobie nie pomyślałam. Ja się po prostu panicznie bałam. Autentycznie pamiętam, że wtedy zaczęłam się naprawdę bać. Ale co ciekawe, że nie Józka, że nie jego się bałam, ale po prostu zaczęłam się bać jego zachowania, jego reakcji, tego, co tam się w ogóle dzieje. Józek wstał i poszedł się położyć z powrotem. I przez jakiś czas było cicho. Było zupełnie cicho.
[32:05] - A czy on kiedyś tam przepraszał was? Nie wiem, czy przeprosił w ogóle.
[32:12] - Tak.
[32:13] - Czy zachowywał się wtedy jakoś normalnie, czy widać było w jego oczach, że może był po spożyciu jakiejś substancji czy coś w tym stylu?
[32:23] - Na pewno nie. Poza tym ja nie widziałam jego twarzy, było ciemno.
[32:28] - Aha.
[32:29] - Było tak ciemno w tym pokoju, że my ledwo się widzieliśmy. Cienie ledwo widzieliśmy swoje, a co dopiero twarz. Ale on na pewno niczego nie był. Proszę?
[32:41] - Nie zapaliliście lampy wtedy po tym krzyku.
[32:43] - Nie, nie zdążyliśmy jeszcze.
[32:48] - Drodzy państwo, słuchamy dzisiaj niezwykłej relacji Grażyny Niedzielskiej, która opowiada nam o swoich przeżyciach w domu Józka, w chacie Józka w Bieszczadach. Działy się naprawdę dziwne rzeczy i to nie tylko z chatą, ale też z jej właścicielem. Gdyby ktoś z państwa chciał się podzielić podobną historią albo znał jakąś opowieść tego typu, to niebawem uruchomimy tutaj naszą linię i zachęcamy do dzielenia się komentarzami i swoimi opowieściami. Słucha nas teraz prawie 300 osób, także może ktoś jest, kto coś podobnego przeżył. Dla tych, którzy do nas dołączyli, bo niektórzy dopiero dochodzą, spieszę z takim szybkim wyjaśnieniem, że opowieść ta dotyczy pewnego człowieka, który hodował w Bieszczadach konie. I kiedy Grażyna go odwiedziła, najpierw zaczął zachowywać się trochę dziwnie, potem był całkiem normalny, ale potem znowu podczas wycieczki do jego koni coś się z nim stało. Zaczął się rozglądać i reagować nieco panicznie. Doprowadziło to do sytuacji opisanej przed chwilą, że po prostu rzucił się w amoku, chociaż zupełnie bezładnie i bez siły, na kolegę Grażyny. Wy leżycie tam w tej ciemnej izbie, słuchacie, czy znowu nie zacznie drapać. Józek nie zaczął drapać, ale znowu aktywował się po jakichś 30 minutach.
[34:30] - Tak. Było bardzo cicho, było niesamowicie cicho znowu. I kiedy tak leżeliśmy, Józek włączył radio. To swoje małe tranzystorowe radyjko. Ja w pierwszej chwili poczułam ulgę, bo ta cisza była strasznie przytłaczająca. To było okropne, ale on po chwili je wyłączył. I tak robił, to chyba trwało prawie godzinę. On włączał radio i wyłączał. Włączał i wyłączał. Ja myślałam, że ja po prostu dostanę błędu.
Ja już nie miałam siły w ogóle słuchać tego, co on robi i dosłownie już byłam na granicy wytrzymałości, że za moment wstaniemy i stamtąd będziemy uciekać nocą przez las, wszystko jedno.
[35:12] - A nie zwróciłaś mu uwagi?
[35:14] - Nie, właśnie nie wiem, dlaczego nic mu nie powiedzieliśmy. Ja myślę, że się po prostu wtedy baliśmy. Nic nie powiedzieliśmy mu, tylko cały czas obserwowaliśmy i słuchaliśmy, co on robi. I w pewnym momencie wyłączył to radio i zapadła cisza.
[35:27] - Słuchaj, tutaj są komentarze już oczywiście słuchaczy. Tutaj Kaktus pyta nas, bo Kaktus nie słyszał początku, czy ta historia jest gdzieś opisana w necie, czy był o tym jakiś film? Spieszę ci tutaj z wymysłem, że historia była opisana w „Nieznanym Świecie” parę miesięcy temu. Nie pamiętam niestety dokładnie kiedy. Niedługo, prawdopodobnie jutro czy pojutrze pojawi się o tym artykuł także na Onecie. Także zachęcam tych, którzy przegapili początek. Oczywiście można sobie potem naszą historię jeszcze raz odsłuchać z YouTube albo z archiwum Radia Paranormalium. Ale są też inne komentarze, Grażyno, i tutaj potrzebuję twojej jasnej deklaracji, bo oczywiście jeżeli ktoś słyszy taką historię, a my jesteśmy dopiero w połowie i najgorsze się jeszcze nie wydarzyło. Na razie tylko wiemy, że on się dziwnie zachowuje. Tutaj niektórzy słuchacze pytają: „A może to były...” Tutaj zacytuję: „ Psychozwidy spowodowane samotnym życiem w lesie, narkotyki i tak dalej”.
A tutaj kolejny słuchacz, Mak, pyta: „Spowodowane samotnym spożywaniem samogonu w zbyt dużych ilościach”. Czy Józef Spożywał wtedy przy was? Bo wiemy, że on potem miał problemy. Ale czy przy was? Czy widzieliście, by pił na przykład? Czy czułaś? Bo to by było czuć.
[36:49] - Nie, przy nas nie pił nic przez te dwa dni na pewno. A poza tym to, co się potem działo, musiałoby znaczyć, że to myśmy mieli psychoz widy. Bo właściwie Józek był tam zupełnie bierną postacią. Tak naprawdę oprócz tego radia i oprócz tego skrobania to on tam niewiele robił. On tylko leżał później na łóżku cały czas i nas obserwował. A to, co się działo, to wszystko się działo dookoła nas.
[37:14] - Tutaj jeszcze jeden słuchacz pyta, w którym to było roku. Tak jak wspominaliśmy na początku, to był rok 1982 albo 1983, prawda?
[37:21] - Tak.
[37:25] - Tak, bo jesteśmy dopiero w połowie, drodzy państwo, i znacie Józka tylko od jednej strony. Rzeczywiście, zakapior, jak to się mówi, bieszczadzki. To są ludzie, którzy od alkoholu nie stronią, nie oszukujmy się. W wielu przypadkach oczywiście, nie generalizujmy. Ale mimo wszystko był jako takim gospodarzem wtedy. Był człowiekiem niemłodym, ale w sile wieku. Trudno było podejrzewać, że jakieś substancje psychoaktywne, chyba tylko marihuanę mógłby zażywać, prawda?
[37:57] - Nie wiem, skąd by ją tam wziął akurat. Ale nie sądzę. Tym bardziej że to naprawdę, jak mówię, nie miało później wiele z nim wspólnego. Oczywiście, że miało, ale on nic nie robił. On był zupełnie bierny. To, co potem się działo, to już było obok nas. To już nie dotyczyło Józka w pewnym sensie.
[38:21] - Tutaj kolejne pytanie, bo się mnożą, widzę, te komentarze. Tutaj ATD, taki użytkownik na czacie pisze tak: „Bieszczady to ciekawe miejsce. Tam zjeżdżają różni outsiderzy w poszukiwaniu prawych hipisów”. Tak! Musimy się zgodzić, dlatego że wielokrotnie w historii polskich mediów realizowano bardzo ciekawe dokumenty na temat bieszczadników tak zwanych.
[38:43] - Oczywiście.
[38:44] - I tam było bardzo dużo postaci. A ty dobrze znasz te rejony, tak? Poznawałaś któreś z tych-
[38:48] - Znam trochę. Ja jestem dokładnie z Sanoka, tak że to jest niedaleko i trochę jednak poznaliśmy Bieszczady.
[38:57] - Poznałaś może którąś z legend bieszczadzkich? Nie wiem, Majstra Biedę czy kogoś podobnego?
[39:03] - Nie. Poznałam tę osobę, która była u Józka na weselu, ale nie mogę jej wymienić.
[39:08] - Ten pan zresztą nie żyje, także-
[39:10] - Tak, to prawda.
[39:11] - Już od dawna. Ale myślę, że nie powinniśmy jednak, dlatego że można byłoby łatwo Józka potem wyśledzić.
[39:21] - Dokładnie.
[39:22] - W związku z tym. Zresztą w Bieszczadach tak jest do dzisiaj, chociaż oczywiście się to mocno zmieniło i mocno skomercjalizowało. I chyba oni sami już, ci Bieszczadzie, te zakapiory stare mówią, że takich prawdziwych to już nie ma. Bo okazuje się, że działka tam w Lutowiskach czy w Dwustrzykach kosztuje więcej niż w Warszawie. Ale to już zupełnie inna sprawa. A powiedz mi jeszcze taką rzecz, zanim przejdziemy do meritum. Czy ty kiedyś spotkałaś się z jakimiś bieszczadzkimi opowieściami, legendami tamtych ludzi? Bo też trzeba mieć jedną rzecz na uwadze, znaczącą, jeżeli mówimy o czymś takim jak bieszczadzki folklor. Okazuje się, że de facto te rejony, gdzie ta historia się rozegrała, to tam takich ludzi swoich, miejscowych za bardzo nie ma. Oni wszyscy zostali tam osiedleni w latach 50.
Przywiezieni z Lubelszczyzny albo z Ukrainy. To są oczywiście Polacy. Ale ten folklor miejscowy, czy on istnieje? Czy słyszałaś jakieś legendy?
[40:39] - Tak, oczywiście, że istnieje. Nie wiem, czy państwo znacie taki film „Wolna zona” na przykład. Był o ludziach właśnie z Bieszczadów, czyli ludziach na przykład wozakach. To była niesamowita historia ludzi, którzy zjeżdżali z całej Polski i pracowali przy zwózce drzewa z lasów. To były wielkie postacie, które się tam przewijały i to były naprawdę historie. Zresztą Bieszczady wcześniej też miały przeróżnego rodzaju historie, czy to związane jeszcze z okresem przedwojennym, czy na przykład z bojkami. Tak że jest masa publikacji na ten temat i można wiele poczytać o tym. A przede wszystkim późniejsze te lata, kiedy Bieszczady stały się takim Dzikim Zachodem, prawda? Kiedy ni stąd, ni zowąd z Polski zjeżdżali ludzie, którzy może mieli czasami na pieńku z prawem, może uciekali przed elementami, przed wojskiem, nie wiadomo. Ale ni stąd, ni zowąd oni lądowali właśnie w Bieszczadach i oni tworzyli te historie.
[41:42] - Józek należał do takich ludzi, którzy uciekali przed prawem? Pewnie nie. Ale czy uciekali na przykład przed życiem? Czego on tam mógł szukać w ogóle w tej samotności?
[41:51] - Ja myślę, że przede wszystkim Józek był samotnikiem. On na pewno nie dawał rady sobie sam ze sobą, co zresztą świadczy o tym późniejszy ten jego alkoholizm. On kochał takie życie, on po prostu kochał takie życie w samotności. On kochał te swoje zwierzęta. Później, kiedy spotkałam go po wielu latach, to dalej prowadził dokładnie takie samo życie.
[42:18] - Wyjaśnijmy jedną rzecz, bo wtedy, kiedy to się działo, nie widać było po nim, że byłby alkoholikiem albo kimś takim, prawda?
[42:30] - Nie.
[42:33] - Potem jego życie przybrało trochę inny tok. Ale o tym zaraz powiemy, bo też się dużo wydarzyło. Wiemy, że on na szczęście trochę się chyba dźwignął i te stare lata jakoś pędzi w dobrych warunkach i przy przyzwoitym zdrowiu, mam nadzieję. Ale ten jego późniejszy alkoholizm też poniekąd wynikał z problemu chyba z tym domem, ale to za chwilę. Dodajmy jeszcze, że do tej pory znacie państwo tylko pierwszą część historii, w której Józek co prawda jest agresorem i człowiekiem, który się zachowuje dziwnie, ale kiedy zaczął włączać radyjko, zdarzyła się rzecz bardzo dziwna, nie do końca przyjemna. Kiedy wiedziałaś, że coś tam już chyba nie gra w 100%, że tam oprócz Józka mieszka ktoś jeszcze. Problem w tym, że ten niewidoczny lokator był na górze i zachowywał się dość dziwnie. W historiach o duchach słyszymy zwykle, że nawiedzony dom, trzaskające drzwi, samoczynnie otwierające się drzwi, ewentualnie jakieś kroki w mieszkaniu. Ale to, co ty słyszałaś, to szczerze mówiąc pojawia się bardzo rzadko i ja byłem dość zaskoczony zachowaniem tego czegoś na strychu, co przecież tam nie mogło być, gdyż nie było tam miejsca.
[43:58] - Tak, to prawda. I zanim zacznę opowiadać, to chciałam powiedzieć, że będzie to bardzo niesamowita opowieść i rozumiem, że ciężko będzie w to uwierzyć. Także muszą po prostu państwo przyjąć to jako prawdę, bo faktycznie tak było. Dokładnie pamiętam wszystko: kolory, zapachy. To jest niesamowite, że po tylu latach potrafię odtworzyć w głowie tę scenę jak film. I wtedy, kiedy Józek wyłączył to radio, nastąpiła cisza. Znowu była straszna cisza. My siedzieliśmy już oparci o ścianę i na górze, na strychu rozległy się kroki. I to było niemożliwe, bo tam było naprawdę zapakowane sianem do granic możliwości. Rozległy się kroki.
Te kroki najpierw powoli szły, później zaczęły biec, a na końcu tak jakby ktoś uderzał o ścianę i opadał na podłogę. I to się powtarzało i powtarzało kilkanaście, może kilkadziesiąt razy. Ja nie wiem. My siedzieliśmy tak przerażeni pod tą ścianą i w pewnym momencie Marek nie wytrzymał. Zerwał się, zapalił lampę i wtedy zobaczyliśmy Józka. Jak Józek leży na tym łóżku i dokładnie w tej samej pozycji, w której zastaliśmy go na początku nocy. Też z takim ramieniem, ze zgiętym ramieniem, z głową opartą i cały czas nas obserwował. Było to straszne i już nie wytrzymaliśmy w tym domu. Po prostu wybiegliśmy z tej izby, zamknęliśmy drzwi za sobą i usiedliśmy na tym wozie przed domem.
[45:40] - A powiedz, czy ten dźwięk tego rozpędzającego się człowieka, który uderzał, jak mówisz, w ścianę, był głośny bardzo?
[45:48] - Tak, był bardzo głośny i ciągle taki sam. Dokładnie tak, jakby ktoś po prostu powtarzał płytę. Tam się nic nie zmieniało. To było bez przerwy to samo. Najpierw taki powolny chód, później ktoś biegnie i upada pod tą ścianą, podnosi się i z powrotem zaczyna robić to samo.
[46:07] - Niesamowite, szczerze mówiąc. Kiedy poświeciliście w stronę Józka, to okazało się, że on nie śpi prawdopodobnie.
[46:14] - Nie, on nie spał, nie. Cały czas miał otwarte oczy i cały czas nas obserwował.
[46:18] - Mrugał w ogóle tymi oczami? Nie zauważyłaś tego?
[46:21] - Nie wiem. Nie jestem w stanie teraz powiedzieć. Nie wiem, nie pamiętam. Ale było to dla nas przerażające. Bo jak można leżeć tak całą pół nocy w jednej pozycji i cały czas na nas patrzeć?
[46:33] - Minę miał normalną czy jakąś taką wyrażającą to strapienie, o którym mówię?
[46:38] - Nie, zupełna pusta. Kompletnie, zupełna pusta. On po prostu leżał i patrzył.
[46:43] - Niesamowite. Ale to nie wszystko.
[46:47] - Nie.
[46:47] - Wychodzicie na zewnątrz, siadacie na wozie. Ciemno. Przerażająco, prawda?
[46:58] - Ciemno.
[47:00] - Las sprawia wrażenie niezbyt przyjaznego.
[47:04] - Nie. Taka czarna ściana dookoła. I Marek stwierdził, że obejdzie dom naokoło. Nie wiem, to był bardzo głupi pomysł, ale nam się wydawało, że to jest lepsze niż nic. Wobec tego ja zostałam przy tym wozie, a Marek poszedł. Nie było go dosyć długo i zaczęłam się naprawdę bać wtedy, więc wstałam i chciałam podejść z drugiej strony, żeby go znaleźć. I wtedy zobaczyłam dwie rzeczy. Jedna rzecz po lewej stronie, zaraz przy ścianie lasu zobaczyłam ciemną, taką czarną postać i oczy. Błyszczące oczy. Ja w pierwszej chwili pomyślałam, że to jest niedźwiedź i tu się naprawdę mocno wtedy trochę przelękłam.
I zobaczyłam Bogdana, jak idzie naprzeciwko mnie i podchodzi do mnie, pokazuje na okna i próbuje dostać się, podejść do tych okien dwóch z kocami. A naraz, ni stąd, ni zowąd opadała go cała wataha psów. Tam miał dwa psy i szczeniaki były takie. I te psy złapały go, trzymały go za nogi. Ja myślałam, że może go naatakują, ale nie. One go trzymały za nogi, nie pozwalały mu podejść do okna. I kiedy on wreszcie-
[48:11] - Zwróć.
[48:11] - Tak?
[48:13] - Bo wiesz, nie dodaliśmy ważnej rzeczy. Świecił wtedy mocno księżyc, także wiele rzeczy można było zaobserwować. Opowiedz nam więcej o tej postaci. Czy to było zwierzę, czy coś innego?
[48:28] - Nie mam pojęcia. To było wysokie. To było dosyć wysokie, wielkości człowieka, może trochę wyższe i takie dosyć duże. Ja widziałam te oczy. Nie wiem, możliwe, że one były czerwone, a może ja sobie tak to wyobraziłam ze strachu, ale na pewno były błyszczące, więc ja to przyjęłam za pewnik, że to jest jakieś zwierzę stojące pod lasem.
[48:48] - I co, znikło to poszło sobie, tak?
[48:51] - Ja nawet nie zwróciłam uwagi później, dlatego że jak widziałam tego Bogdana, który się mocuje z tymi psami, próbuje podejść do okna, ale te psy nie pozwalają mu na to. I ja potem jak popatrzyłam, to już tego nie było. I w końcu Bogdan wyrwał się od tych psów i podszedł do mnie i mówi tak: „Słuchaj, tam w tych oknach ja widziałem bardzo silne światło”. Ja mówię: „Jak to możliwe? Przecież tam jest tylko lampa naftowa”. On mówi: „Widziałem światło jak jarzeniówki przez te koce bijące i chciałem podejść, żeby zobaczyć, ale te psy nie pozwoliły mi podejść do tych okien”. Byliśmy przerażeni. Usiedliśmy na tym wozie, nie wiedzieliśmy, co robić. Chmury zaczęły napływać i księżyc zniknął, a zaczął padać drobny deszczyk, więc stwierdziliśmy, że musimy wejść do środka. Nie będziemy przecież siedzieć w czasie deszczu nocą na zewnątrz.
[49:49] - I okazało się, że z domu dobiega nienaturalnie jasne światło. Widać je po prostu bijące przez-
[49:57] - On widział je przez takie dziurki w kocu, które pewnie były wyjedzone przez mole. Nie wiem, ale widział to światło. Ja nie widziałam.
[50:04] - A wy zostawiliście lampę w domu, czy mieliście przy sobie?
[50:10] - Zostawiliśmy małą lampę, która rzucała takie żółte, wątłe światło, więc to niemożliwe, żeby to w ogóle przebijało przez te koce.
[50:20] - Mówisz, że stojąc tam z boku tego światła nie widziałeś.
[50:26] - Nie.
[50:26] - Natomiast po chwili zaczęło padać. Myślicie przerażeni, że lepiej byłoby chyba ewakuować się do domu w takiej sytuacji. Idziecie do tego domu i wtedy zauważasz, że to światło jednak zaczyna...
[50:46] - Niestety w tym momencie z niewiadomych przyczyn utraciliśmy na kilka minut połączenie z internetem. Rozmowa była kontynuowana po przywróceniu połączenia.
[50:56] - Nie jestem pewien, Grażyno, kiedy nas tutaj rozłączyło z Markiem, dokładnie w którym momencie. Natomiast historia była taka, że po tym, kiedy słyszeliście te kroki na strychu, wybiegliście na zewnątrz, żeby tam w zasadzie ten wieczór spędzić. Marek Bogdan, czy jak go nazywamy. Niestety dzisiaj jest taka audycja.
[51:21] - Tam ma dwa imiona, więc ja używam, przepraszam, dwa. Bardzo mnie przepraszam. Po prostu przyzwyczajenie, a poza tym tak się wczuwam w tę historię, że używam tego imienia, które używaliśmy zawsze jako nickname dla niego.
[51:34] - Właśnie jest taka sprawa, że bałem się tego, że w pewnym momencie stanie się tak, że ktoś z nas sypnie prawdziwym imieniem. Ale dobrze, nie stało się to na szczęście. Powracają słuchacze. Mam nadzieję, że jeszcze za parę minutek wrócą wszyscy i będą mogli dosłuchać, co się tam wydarzyło w domu złym. Także poczekajmy jeszcze może z minutkę. Przeznaczmy ją na przypomnienie kontaktów do Radia Paranormalium.
[52:04] - A kontakty do Radia Paranormalium to numer telefonu 32 746 00 08. Niestety smartfona musiałem przełączyć tak, że teraz to smartfon nam udostępnia połączenie internetowe, więc na smartfonie tylko będziemy odbierać SMS-y. 530 620 493 to nasz numer komunikatora SMS. Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Czekamy także na pytania i komentarze. I oczywiście na relacje od państwa na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także znaleźć na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i oczywiście relacje z obserwacji UFO i różnych spotkań z szeroko rozumianym nieznanym na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[53:22] - Historia, którą opowiadaliśmy z powodu tej przerwy nieco nam się tutaj rozharmonizowała, niestety. Grażyna mówiła przed chwilą, że po wyjściu z domu, kiedy słyszeli te dziwne kroki na strychu, okazało się, że powoli się zbiera na deszcz. Wtedy pojawiła się dziwna postać. Znaczy postać, coś było widoczne pod lasem przez chwilę, prawda?
[53:53] - Tak.
[53:53] - Nie jesteś w stanie powiedzieć, co to było i czy to była wyobraźnia, czy to było zwierzę. Jak w tak wielkim strachu w ogóle funkcjonuje człowiek? Co się wtedy myśli?
[54:08] - Ja jeszcze funkcjonowałam w miarę poprawnie do momentu, kiedy otworzyliśmy drzwi do tej sieni i kiedy to światło zniknęło. I wtedy ja zatrzasnęłam z powrotem te drzwi i znowu w tych szparach pojawiło się światło. I to był taki moment przełomowy, bo kiedy ja zobaczyłam znowu, że tam świeci się to ostre, białe światło, ja po prostu zrozumiałam, że ja już do domu nie wrócę. Przepraszam, że tak mówię, ale autentycznie miałam taką myśl, że to już jest nasz koniec, że my już do domu nie wrócimy. Straciłam zupełnie nadzieję. To był taki moment, kiedy człowiek przekracza taką granicę strachu, kiedy wszystko staje mu się zupełnie obojętne. Mnie w tym momencie się stało właśnie zupełnie wszystko obojętne. Ja już się pogodziłam z tym, że to już jest koniec, że my zupełnie nie wiemy, co to jest, co się dzieje, ale dzieje się coś bardzo złego. I nie wiem dlaczego, przecież to było tylko światło, ale Wtedy to była taka granica strachu, która była dla nas. I tę granicę przekroczyliśmy.
To było niesamowite. Ciężko w ogóle mówić na ten temat, bo ja nie jestem w stanie tego wytłumaczyć. Taki moment, kiedy człowiek traci wiarę w to, że przeżyje w ogóle tę sytuację. Niby nic się takiego nie działo, ale jednak ten strach był tak wielki. I wtedy otworzyliśmy znowu te drzwi. Oczywiście światło zniknęło. Weszliśmy do środka, do tej izby i nie wiem, to było może irracjonalne zupełnie, ale zaczęliśmy zbierać wszystkie noże, siekiery, wkładać pod śpiwory, co było śmieszne, bo oczywiście Józek dalej leżał na łóżku tak samo, jak leżał i tak samo nas obserwował, mimo iż nie zwracaliśmy zupełnie na niego uwagi. Nie gasiliśmy lampy, usiedliśmy pod ścianą. I wtedy w sumie zaczęła się znowu rzecz, która już była naprawdę bardzo przerażająca dla nas. Słyszeliśmy tykanie takiego dużego, stojącego zegara.
W tym domu nie było jednego zegarka nawet. Żadnego. I ten zegar tykał z tyłu za nami, właśnie z tyłu na tej ścianie, na której siedzieliśmy, byliśmy oparci o tę ścianę, to tam jakby zza tej ściany słyszeliśmy to duże tykanie takiego wielkiego, dużego, stojącego zegara bez wybijania godzin. I to trwało może dwie, trzy godziny. To był taki piekielny zegar tykający z tyłu za nami.
[56:45] - Marek jak na to reagował? Marek Bogdan?
[56:48] - On był przerażony. On po prostu siedział i on był przerażony. On uważał, że to już jest koniec, że my już nie dotrwamy do rana. Ja siedziałam zupełnie, nie wiem, straciłam jakoś w ogóle całą energię do walczenia, do robienia czegokolwiek. Po prostu siedzieliśmy i słuchaliśmy tego tykania. To było straszne. To było okropne.
[57:09] - Mówiliście coś do siebie czy do Józka?
[57:11] - Nie, w ogóle nic. Nie, w ogóle. To była taka cisza między nami. Nic. Ani ja nie mówiłam do Bogdana, ani on do mnie, ani Józek się nie odzywał. Po prostu Józek na nas patrzył. Myśmy tak siedzieli pod ścianą, ten piekielny zegar tykał i tak czekaliśmy do rana, żeby dotrwać do rana.
[57:29] - Jestem ciekaw, czy on w ogóle słyszał to, co się tam działo, bo to tak wygląda, jakby on był jakimś medium, które po prostu zapadł w letarg jakiś, w jakiś stan transu i jakby on to wszystko przywoływał. To naprawdę dziwne. Ale wiesz co? Wrócimy jeszcze na chwilę do tego światła przed drzwiami. Mówisz, że ono było bardzo intensywne i ten kolor był taki biały, ale też tak nie do końca, tak? Troszeczkę nie naturalny.
[57:59] - Takie jarzeniówki, taki biało-niebieski. Takie silne światło.
[58:04] - Nie da się tego zracjonalizować, także nie wiem, co sobie wtedy pomyśleliście o tym, ale jak ty sobie dzisiaj to tłumaczysz? Skąd się to w ogóle tam wzięło? Przecież to jest fizycznie niemożliwe, żeby takie coś się wydarzyło. Do tej pory to wydaje się, że coś, co tam było razem z Józkiem albo coś, co było bardzo mocno związane z Józkiem, robiło wszystko, żeby was zwyczajnie stamtąd przegnać. I chyba się udało, bo kiedy ten zegar tykał przez te dwie godziny, zegar, którego nie było widać, okazało się, że wasze nerwy są już w zasadzie na granicy wytrzymałości, jeżeli w ogóle można mówić w takim przypadku o jakiejś granicy, bo ona już została dawno przekroczona. Ale nadeszła ta chwila, kiedy powiedziałaś „dość” z wiewami, tak?
[59:04] - Tak, to już było szaro, już był poranek i wtedy zaczęliśmy się pakować. Już świtało, zaczęliśmy się pakować i Józek dalej leżał i dalej nas obserwował. Zupełnie nie odezwał się do nas ani słowem, a my zbieraliśmy swoje rzeczy i po prostu wyszliśmy z tej izby i Józek tam został.
[59:26] - W ogóle nie zareagował na wasze wyjście.
[59:28] - Nie, w ogóle nie zareagował na nasze wyjście. Zupełnie nic.
[59:32] - To jest bardzo dziwne. W każdym razie opuszczanie domu złego też niosło ze sobą pewne zdarzenie, które wydaje mi się, że jest najdziwniejszym ze wszystkich, o których mówiłaś, bo wspominałaś na początku, że ten dom był obwieszony klatkami. Nie wiem, na co on ich używał. Może hodował króliki, może coś łapał, może miał gołębie. Ale okazuje się, że przecież byliście tam na zewnątrz prawie przez półtorej dnia i nie zauważyliście tego, co ty zauważyłaś przy wyjściu, tak?
[01:00:11] - Nie, nie zauważyliśmy. Ja usłyszałam, jak wychodziliśmy pisk i chciałam zobaczyć, co to jest. I poszłam na drugą stronę domu i tam w tych klatkach uczepione pazurkami o siatkę wisiały kocięta małe. Ja wiem, że to zabrzmi absurdalnie, ale ja sobie pomyślałam, że on je po prostu zjada. I już byłam tak przerażona, że wszystko już mi przychodziło do głowy. I jak ja zobaczyłam te koty, których wcześniej w ogóle nie widziałam, to pomyślałam sobie: „Matko, on chyba te koty po prostu trzyma w tych klatkach i je zjada”. Było to tak straszne. To była taka kropla, która tam przelała tę czarę goryczy. I ja powiedziałam Markowi: „Zobacz, popatrz się, tutaj są te koty”. I myśmy zobaczyli te koty.
Zaczęliśmy po prostu uciekać. Wzięliśmy te nasze plecaki i biegliśmy tą drogą w dół, przez ten las, aż na dół do osady. To było niesamowite wrażenie.
[01:01:07] - Po powrocie do domu pierwsza twoja myśl: „Wyrwałam się z piekła”, w którym nie wiadomo, co się dzieje, ale coś się dzieje. Bo ta historia Brzmi strasznie, ale okazuje się, że fizycznie wam się tam nic nie stało. A psychicznie?
[01:01:27] - Fizycznie nic się nie stało, ale ciekawą rzeczą było to, że jak wracaliśmy do domu, to nie rozmawialiśmy w ogóle. Nie wiem dlaczego. Nie mogliśmy o tym rozmawiać, a o niczym innym się nie dało rozmawiać. Każdy przeżywał to po swojemu. I kiedy przyjechaliśmy do domu, ja próbowałam na drugi dzień komuś powiedzieć. Chcieliśmy coś opowiedzieć, ja właściwie, ale nikt nam nie wierzył. Każdy patrzył na nas jak na wariatów. „No dobra, pojechali sobie w Bieszczady i wymyślili fajną historię”. Nikt w to nie uwierzył zupełnie. Ja przestałam o tym w ogóle mówić.
I co ciekawe, nastąpiło wyparcie w pewnym sensie tej historii. Ja przestałam w ogóle o niej myśleć. Nie chciałam nawet myśleć. Marek w ogóle ze mną nie rozmawiał. Zresztą niedługi czas potem opuścił Polskę. Nigdy nie rozmawialiśmy na ten temat. Nigdy nie wróciliśmy do tej rozmowy. Zresztą od tego momentu straciliśmy ze sobą kontakt. Przestaliśmy się w ogóle widywać.
[01:02:26] - Do kilku miesięcy temu, tak? Bo wtedy postanowiłaś go zapytać, czy pamięta. I on powiedział enigmatycznie, że coś tam było, nie?
[01:02:36] - Tak.
[01:02:42] - Chyba znowu mamy jakiś problem z łącznością. Nie wiem, co się dzieje. Kompletnie nie wiem. Nie wiem, znany, ale lubiący się szybkich aut.
[01:02:57] - Tak, bardzo. Zresztą jest znanym lekarzem w Stanach, specjalistą.
[01:03:03] - Przepraszam bardzo, my chyba mieliśmy jakiś problem z połączeniem, bo przez jakieś 10 sekund nie było nas słychać. Co to się dzisiaj dzieje? Przez 10... To Józek tak oddziałuje.
[01:03:17] - Może nie Józek, a raczej to, co tam było.
[01:03:20] - Tak, to co tam było. Słuchaj, Marek Bogdan nie chce o niczym... Bogdan to nie jest nazwisko. Jakbyście go szukali, to żeby nie było tak łatwo. Marek znika z Polski. Ty też w sumie za jakiś czas. Ale ta historia nie daje ci spokoju. Dlatego, że po paru latach postanawiasz nie tylko ją zweryfikować w pewien sposób, ale też zwyczajnie odnaleźć Józka. I okazuje się, że udaje się to. Józek nadal mieszka tam, gdzie mieszka.
Jak mówisz, wystarczyło zadzwonić na komisariat w Lutowiskach, żeby się o nim czegoś dowiedzieć. Wszyscy go znali. My tutaj możemy sobie pozwolić na taką informację dlatego, że on już tam nie mieszka. Mieszka w regionie, ale tam już go nie ma. Odwiedzisz go jeszcze dwa razy.
[01:04:26] - Tak.
[01:04:28] - To chyba 15 lat po tych wydarzeniach, tak? Pierwszy raz.
[01:04:32] - Tak, to było 15 lat po wydarzeniach. To znaczy Marek już nie mieszkał w tym miejscu, dlatego że po dwóch latach zdaje się po naszym pobycie tam, ten dom spłonął. I Józek się wyniósł i zaczął mieszkać w takich starych popegeerowskich budynkach i tam trzymał te swoje konie. A później znowu się przenosił. I kiedy zadzwoniłam do Lutowisk, było go łatwo znaleźć. Zresztą policjanci byli bardzo informacyjni. Opowiedzieli mi całą historię. Między innymi to, że leczył się później po pożarze w szpitalu psychiatrycznym w Przemyślu. Był chyba jakiś dłuższy okres czasu. Później wrócił znowu do swoich koni.
Znalazłam go. Pojechałyśmy z moją przyjaciółką. Faktycznie pojechałyśmy spotkać się z nim i był bardzo miły, bardzo sympatyczny. Ucieszył się na mój widok. Naprawdę.
[01:05:28] - Wtedy cię poznał, tak?
[01:05:30] - Tak. Poznał mnie bez problemu. Bez żadnego problemu mnie poznał i był naprawdę bardzo sympatyczny. Nawet zrobiliśmy sobie zdjęcia, które zresztą mam do tej pory. Porozmawialiśmy i chciałam coś od niego wyciągnąć. Chciałam, żeby mi powiedział coś o tej historii, co tam się działo, co wtedy się z nim działo. Przede wszystkim najbardziej mnie interesowało to, dlaczego on taki był, dlaczego tak się zachowywał dziwnie. Józek w ogóle nie chciał mi na ten temat mówić. Powiedział mi tylko: „A nie, ten dom spłonął, bo tam kiedyś znalazłem jakieś świeczniki pod podłogą cerkiewną”. Ja nie wiem, czy to jest prawda.
Naprawdę. To są tylko jego słowa. Nie wiem, czy to jest prawda. A nawet jeżeli znalazł, to zapewne je sprzedał. Nie mam pojęcia. I to było wszystko. Więcej nic nie chciał mówić. Za każdym razem zmieniał temat. Pojechałyśmy z powrotem do domu i stwierdziłam, że muszę spróbować jeszcze raz. I chyba po trzech latach znowu go odnalazłam.
Też przez posterunek policji. I pojechałam po raz drugi z nim porozmawiać. Już nie był taki zadowolony, jak przyjechałam, bo widocznie się spodziewał, że znowu będę go męczyć i pytać. I nic kompletnie nie chciał powiedzieć. W momencie, kiedy zaczęłam go wypytywać, zamknął się jak ślimak w skorupie i nic nie udało się z niego wyciągnąć.
[01:06:55] - Jak on tam wtedy żył po tych 15, 18 latach? Czy to już była jakaś straszna bieda?
[01:07:04] - On był przez jakiś czas, z tego, co wiem, bezdomny i wiem, że zdaje się, że gdzieś ktoś mu te konie przechowywał. Natomiast nie mam pojęcia, gdzie on mieszkał. Naprawdę. Na pewno nie miał swojego domu. Czy ma teraz, to nie wiem. Później mieszkał w tych barakach po PGR-ze. Biednie tam było bardzo. To były takie stare baraki i tam z tymi końmi był. A jak teraz mieszka, to nie mam pojęcia.
[01:07:34] - Wiemy, że w jego życiu zaszły pewne zmiany, ale o tym nie mówmy. Może ma kto się nim opiekować teraz. Tutaj pytanie przyszło. Czekaj, przeczytam ci. Przyszło pytanie. Nie za bardzo wiem, o co chodzi. Od 35. Bo tutaj pytasz o jakiegoś znanego lekarza. Mógłbyś sprecyzować bardziej to pytanie, bo nie wiemy, do kogo się odnosisz. Pewnie do Bogdana.
Pytasz, czy on był znanym lekarzem w Sejnach. Nie, dlatego że to się dzieje w innej części Polski. Jak Grażyna mówi, oni pochodzą z Podkarpacia. Bogdan był też z Sanoka?
[01:08:22] - Tak, oczywiście.
[01:08:23] - Właśnie. Tak że on lekarzem w Polsce-
[01:08:26] - Nie był. On skończył studia w Kanadzie.
[01:08:30] - Właśnie. Dobrze. Słuchaj, jakie miałaś wrażenia po tym spotkaniu z Józkiem? Czy on umyślnie coś ukrywał?
[01:08:43] - Ja myślę, że tak. Byłam trochę rozczarowana, ale z drugiej strony rozumiem. Może nie chciał w ogóle o tym mówić, bo prawdopodobnie wiązało się to z dosyć bolesnym okresem jego życia. Raz, że ten szpital psychiatryczny, później zdaje się, że był na odwyku. Ale tak sobie pomyślałam, że jeżeli on w tych czasach, kiedy mieszkał w tym domu, na pewno sporo pił, na pewno nadużywał alkoholu. To jestem pewna. Może już wtedy miał początki choroby. Ja wiem, że ludzie tacy, którzy odpływają w niebyt z powodu różnego rodzaju używek, są bardzo łatwym łupem dla wszelkich bytów energetycznych, prawda? Jest o wiele łatwiej wejść w takiego człowieka, jest o wiele łatwiej go w pewnym sensie opętać. I tak sobie pomyślałam, że może on przez całe lata się z tym zmagał, a może i teraz do tej pory jeszcze jest.
Tego my nie wiemy. I może nie chciał w ogóle o tym rozmawiać.
[01:09:45] - Wiemy natomiast, że on na pewno jeszcze żyje. Ma teraz około 75 lat. I mam nadzieję, że jest z nim wszystko w porządku. Tutaj Zeus na czacie się pyta: „Czy pani Grażyna miała kontakt z panem Markiem Bogdanem?” Tak, miała kontakt całkiem niedawno. Jak wyjaśnialiśmy przed chwilą, pisała do niego, czy pamięta tamto zdarzenie i on się tutaj nie do końca jasno wyraził, ale jak wiemy, z różnych powodów może nie chcieć do tego wracać. Słuchaj, co ty o tym wszystkim w ogóle myślisz? Co to było twoim zdaniem? Czy ten Józek generował to zjawisko, czy po prostu został opętany przez tą siłę, która tam u niego przypadkiem pomieszkiwała pokątnie w tej chacie, którą kupił?
[01:10:45] - Wiesz, ja miałam zawsze wiele teorii na ten temat i przypuszczeń i w pewnym momencie przyszło mi do głowy, że to myśmy byli tym katalizatorem, że może jak on był tam sam, to może nic się tam nie działo. Może w jakiś sposób współżył z tym wszystkim. Zresztą każdy wie, jaką historię mają Bieszczady, prawda? To naprawdę była krwawa historia. My nie wiemy, co się w tym domu wydarzyło. Może tam się rozegrała jakaś wielka tragedia i możliwe, że te byty energetyczne czy dusze, nie wiem, jak to powiedzieć, duchy, zostały w tym domu, zostawiły ten swój ślad energetyczny, który ciągnął się przez ileś tam lat. Akurat może Józek był bardziej podatny na to i możliwe, że próbowały w ten sposób się jakoś skontaktować. Może zawładnąć? Nie wiem. A może myśmy byli właśnie tym katalizatorem, bo nie chciały nas tam, prawda?
Czyli ta cała scena jak gdyby była odegrana na nasz użytek, żeby nas stamtąd przegonić. Ja tak myślę. Nie wiem, naprawdę. Nie jestem specjalistką w tym, ale wydaje mi się, że to jest całkiem rozsądne tłumaczenie. Mogło tak być.
[01:11:58] - A nie myślałaś może o czymś takim, żeby spróbować dowiedzieć się o tym domu trochę więcej? Bo dzisiaj byłoby to trudne. Jego już od dawna nie ma, ale może by jakoś udało się potwierdzić, co się tam wydarzyło. Bo my wiemy, że on ten dom kupił, tak?
[01:12:18] - Tak, ten dom kupił. Ja bardzo bym chciała się dowiedzieć, ale ja nie pamiętam, gdzie to było. Ja nie jestem w stanie sobie tego przypomnieć. Ja w ogóle nawet nie pamiętam, na jakim przystanku kolei wysiedliśmy wtedy tej bieszczadzkiej kolejki. Ja po prostu nie pamiętam tego. To tak, jakby cała ta pamięć z tej podróży została wycięta. Zostało tylko to, co tam się działo. Naprawdę nie pamiętam.
[01:12:41] - To jest prawie 35 lat już.
[01:12:46] - Tak, dokładnie.
[01:12:47] - To miało prawo się wydarzyć. Taka sprawa, że gdybyśmy ujawnili tutaj, jak Józek się nazywa, jak nazywał się jego sławny kolega, to pewnie by się udało tą historię jakoś odtworzyć. My natomiast mamy jeden podstawowy problem, że Józek może nie życzyć sobie, żebyśmy grzebali w jego historii, bo powiedzieliśmy o nim dużo i może niektóre z tych faktów mogłyby mu się nie podobać. Ale to zupełnie inna sprawa. Ja odnoszę takie wrażenie, zapoznawszy się z tą historią, pytałem cię wiele razy o różne szczegóły. W sumie to oboje próbowaliśmy. Kibicowałem ci tam, jak wyciągałeś od Marka informacje. Zupełnie się nie udało. Czekaj, kolejne pytanie, które zadamy na szybko, bo te pytania nam uciekają i jest źle. Tutaj Zeus sugeruje, że w księgach parafialnych mogą być informacje o tym poprzednim właścicielu.
Dodajmy jeszcze jedną rzecz. To były okolice Lutowisk i pamiętajcie państwo o jednej podstawowej rzeczy. Grażyna tam była w latach 80. Natomiast te regiony tak naprawdę zostały przyłączone do Polski od ZSRR dopiero 30 lat wcześniej. Wiele osób nie pamięta o tym, że Ustrzyki, Lutowiska należały kiedyś do Ukraińskiej Republiki Radzieckiej. I tak naprawdę w tym domu mogła się rozegrać jakaś tragedia, ale mogli tam mieszkać ludzie pochodzenia ukraińskiego, żydowskiego, bo Żydów tam było mnóstwo i polskiego. I tych ludzi tam nie ma i pamięci pewnie też nie ma. Kościół w Lutowiskach, z tego, co wiem, to jest nowy. To znaczy nowy, w warunkach prowincjonalnej Polski jest nowy, bo on został zbudowany chyba niecały wiek temu. Jeżeli się tam jest, to można się o tym bardzo przekonać łatwo, bo po prostu nie wygląda za bardzo na zabytek, prawda?
To jedna rzecz. Tutaj do Zeusa odpowiedź. Noel, kolejny słuchacz mówi, że zwykle źródłem takich zjawisk jest zmarły człowiek, który mieszkał tam wcześniej. I tutaj pojawiają się też odniesienia do tak zwanej pamięci ścian. Tutaj to by się zgadzało troszeczkę z tym.
[01:15:29] - To możliwe.
[01:15:30] - Bo powiedziałeś, że ten zegar, który tam tykał, tykał tak jakby w jakiejś równoległej rzeczywistości po drugiej stronie, której jednak nie widać. Ale kolejne pytanie tutaj od Pawła i słuchacz nas pyta tak: czy Józkiem zainteresował się ktoś, kto zna się na energiach i tak dalej? Czy był jakoś sprawdzany?
[01:15:51] - Tego nie wiem.
[01:15:53] - Nie był sprawdzany z tego, co nam wiadomo. Może się ktoś nim interesował.
[01:15:57] - Ja myślę, że nie. Ja wątpię w to naprawdę. Naprawdę w to wątpię. Wydaje mi się, że chyba nikt o tym w ogóle nie wiedział i nie sądzę, żeby się taka sytuacja tam... Nie wiem, może się powtórzyła, ale skoro ten dom później dosyć szybko spłonął, a w tym czasie przychodzili w sumie tylko jego znajomi, koledzy. Właśnie to mnie zastanawia, czy kiedykolwiek oni cokolwiek zauważyli.
[01:16:27] - Całkiem możliwe, że ktoś z tych kolegów jeszcze żyje, bo Zakapiory mają to do siebie, że oni też nie są długowieczni. Oprócz niektórych oczywiście. Ten wspomniany na początku przeze mnie ten słynny Majster Bieda. On był taki już bardzo leciwy. Majster Bieda to był jeden z takich... To był chyba najsłynniejszy z Zakapiorów. Jeden w sumie z pierwszych. Zapomniałem, jak on się naprawdę nazywał, ale jak sobie znajdziecie w Wikipedii, to tam chyba jest na pewno o nim artykuł. To był prosty człowiek, który był chyba ze Lwowa pochodził z tego, co pamiętam i potem pracował na Śląsku i w końcu osiadł w Bieszczadach i znany był z tego, że miał bardzo nikłe przywiązanie do rzeczy materialnych. Tutaj Belon, który napisał o nim piosenkę, nazwał go Majstrem Biedą i tak do niego przylgnęło to przezwisko.
Ale to był taki typowy przykład chyba pozytywnego Bieszczadnika, bo on nie oddawał się chyba tak często tym uciechom, którym się oddają inni. Kolejne pytanie. Też tutaj odpowiedzi jawnej nie ma, bo tutaj kolejny słuchacz się pyta, czy Józek się interesował podobną tematyką. Tego też nie wiem i Grażyna też nie.
[01:17:53] - Nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek była rozmowa na ten temat z nim. Ani wcześniej, ani później.
[01:18:01] - No właśnie. Co dalej? No tak, słuchaj, mnie interesuje jedna rzecz tylko w tym wszystkim. Bo on się zaczął zachowywać tak dziwnie, kiedy wy jechaliście przez ten las.
[01:18:16] - Tak.
[01:18:17] - Myślę, że dużo powiedziałoby nam to, co on robił potem, kiedy cię zostawił na tej drodze i gdzie on pojechał.
[01:18:24] - Nie mam pojęcia. Zawrócił z powrotem do lasu.
[01:18:28] - Wiesz, tutaj różne rzeczy przychodzą na myśl. Pierwsza, o której myślałem i o której myślę nadal, to wiąże się z takim przekonaniem obecnym w kulturze polskiej ludowej od bardzo dawna. Ono mówi tak: że zawody, które były związane z długim przebywaniem na świeżym powietrzu wśród zwierząt, czyli owczarze, bacowie tak zwani, pasterze, że pasterze są jednocześnie czarnoksiężnikami. Że oni mają łatwiejszy dostęp do tych sił paranormalnych, magicznych. Także kiedy sobie przejrzymy wszystkie książki na temat folkloru, to okaże się, że rzeczywiście tak baców, owczarzy... Bacowie wiadomo, są tam na Podhalu, ale i w innych rejonach kraju owczarze byli posądzani o to, że oni są właśnie czarownikami i oni byli takimi swoistymi polskimi szamanami. Do nich się udawano po różnego rodzaju porady, odczyniali uroki również. Oczywiście byli męskimi szamanami, bo tą rolę żeńską w naszej kulturze pełniły różnego rodzaju babki, zielarki, czarownice czy nazwijmy sobie to, jak chcemy. Ale do czego zmierzam? Józek też w sumie, jakby na niego nie patrzeć, to był pasterzem, tylko końskim.
On mimo wszystko, że miał dom, to on żył na krawędzi lasu. Żył w zasadzie cały czas obok przyrody. I tak się zastanawiam, czy człowiek, który nie jest na pół zdziczały, czy w takim człowieku nie rodzą się czasami instynkty? Czy jego psychika nie zmienia się na tyle, że on jest w stanie rozbudzić w sobie intuicję? Czy nie zyskuje jakichś zdolności, które są u ludzi cywilizowanych tak nawet powiedzmy utajone. Czyli Józek poprzez to długoletnie odcięcie od ludzi, od świata mógł zżywać się z tymi siłami przyrody, których my nie wyczuwamy.
[01:20:38] - Po pierwsze to może być całkiem możliwe, jeżeli jeszcze przyjmiemy jedną rzecz tak naprawdę: kto jest zdziczały? Czy jest zdziczały ten człowiek, który ma kontakt z naturą, czyli z tymi wszystkimi pierwotnymi siłami, które towarzyszyły człowiekowi od jego zarania, czy może zdziczały jest człowiek, który żyje w obecnym świecie niby cywilizowanym, a który w gruncie rzeczy ogranicza dostęp takiego człowieka do wszystkiego? Bo zobaczmy, jak żyjemy w tej chwili. W tej chwili żyjemy w takim wielkim niewolniczym systemie. Czyli praca, praca, praca i rozmieniamy wszystkie nasze zdolności na płacenie rachunków za prąd i tak dalej. Natomiast zapomnieliśmy o tym, skąd tak naprawdę pochodzimy, prawda?
[01:21:31] - Tak.
[01:21:31] - Co jest dla człowieka ważne jako dla istoty żywej?
[01:21:35] - Z drugiej strony ta teoria jest fajna, dobra, bo wiąże się z folklorem, o której powiedziałem. Ale przecież jest mnóstwo ludzi, którzy żyją w odosobnieniu z własnego wyboru czy z konieczności. Są pustelnicy. Są ludzie, którzy wybierają taki tryb życia i z nimi się za bardzo nic nie dzieje. Nie budzi się w nich jakiś demon. Chociaż mimo wszystko uważam, że ta teoria jest ciekawa. Ale tutaj myślę, że wiele osób nie zauważyło pewnego ciekawego wątku, który chciałbym cały czas podkreślić. Otóż okazuje się, że Józek mógł działać jako medium. On był cały czas w transie tak jakby. On leżał, patrzył się na was, zupełnie nie kontaktował.
Zachowywał się jak jakieś medium spirytystyczne, dzięki któremu te zjawiska mogą się dziać, aktywować. I to wszystko potoczyło się, jak się potoczyło. To też jest interesująca kwestia.
[01:22:32] - I to zresztą zupełnie nieświadomie. Zwróć uwagę, że zupełnie nieświadomie przecież, bo ja nie sądzę, aby on miał świadomość tego, co się tak naprawdę dzieje. On wiedział, że się coś dzieje, ale nie sądzę, żeby on to robił specjalnie. Mi się wydaje, że stał się narzędziem w pewnym sensie.
[01:22:53] - Interesuje mnie też to, czy można określić, czego ta siła chciałaby tutaj. Jak powiedziałeś o tych świecznikach, które on niby znalazł, to pojawiły się też teorie, że może to przez to ten dom był nawiedzony, że może przez to działo się w nim to, co się działo. Bo też były takie w polskim folklorze zresztą też to jest obecne, ludowym. Takie przekonanie, że na przykład nie wolno było zabierać niczego z kościoła ani z cmentarza, bo wtedy straszyło. Ale tu też nie jesteśmy pewni, czy on te świeczniki w ogóle tam zna.
[01:23:26] - Nie wiem. Tego to nie wiem. Właśnie nie wiem, czy to jest prawda, ale gdyby tak było, można by było przyjąć taką teorię. Dom był stojący bardzo na uboczu. Ale jeżeli, załóżmy, gdzieś te świeczniki zostały skradzione z którejś cerkwi, ewentualnie po wojnie zabrane właśnie, rozgrabione z tych wszystkich opuszczonych cerkwi, to może można i taką teorię przyjąć. Chociaż ja się raczej skłaniam ku temu, że w tym domu musiała się rozegrać jednak jakaś tragedia. Tak mi się wydaje. Takich przypadków jest wiele. Kiedy takie duchy fizyczne, duchy energetyczne, byty energetyczne nie opuszczają swojego miejsca tam, gdzie zginęły czy zmarły. Czasami są tak przywiązane do tego świata materialnego, że nawet nie chcą opuścić.
Tamto nie wiem, czy to by było do czegoś być przywiązanym, ale jeżeli zdarzyła się tam jakaś tragedia, to nie wiadomo, jak to jest.
[01:24:22] - Czasami ta teoria, która mówi o pamięci ścian, odnosi się do tego, że ta energia ukryta w kamieniu, w otoczeniu, przekazana tam wcześniej przez człowieka, najczęściej silnie pobudzonego w czasie jakiejś tragedii. Ona powoduje to, że tam to się jakoś zapisuje i to miejsce to zdarzenie pamięta. To oczywiście jest takie najprostsze wyjaśnienie, bo brzmi fajnie. Oczywiście nie da się tego w żaden sposób udowodnić, ale gdyby tak chcieć zrekonstruować na podstawie tego, co usłyszeliście, co przeżyliście, co się tam wydarzyło, to też za bardzo nie możemy powiedzieć. Bo powiem ci, że ten facet, ten ktoś, kto biegał po tym strychu pełnym siana, przewracał się cały czas i robił jakieś dziwne ewoluacje i fikołki, to raczej nie prowadzi nas do żadnego wniosku. Brzmi to wręcz, powiem ci, niepokojąco wręcz.
[01:25:18] - W jaki sposób pamięć miałaby w taki sposób się okazywać? Jak to by było możliwe? Pamięć ścian okej, pamięć ścian istnieje, ale mogłaby się w taki sposób materializować? W pewnym sensie wydaje mi się to raczej niemożliwe.
[01:25:35] - Nie wiem. Powiem ci, że teraz puściłem wodze wyobraźni swojej i przyszła mi do głowy jedna jedyna możliwość, że może w tym domu mieszkał ktoś, jakieś dziecko upośledzone, które miało jakieś problemy z sobą i coś takiego robiło i po prostu nie może tego domu potem opuścić. Nie wiem. Ciekawe, czy ten dom miał swoją drogą piwnicę.
[01:25:57] - Nie, nie miał. Nie, nie miał. Takie domy raczej nie miały piwnic. To były stawiane drewniane domy prosto na ziemi i piwnice były kopane z reguły obok. Były takie piwnice do przechowywania ziemniaków na przykład. Dom podpiwniczony to nie w Bieszczadach.
[01:26:18] - Powiem ci, że ja tutaj cały czas czytam komentarze od naszych słuchaczy i mimo wszystko jestem sceptycznie nastawiony do tego, czy uda się kiedykolwiek dowiedzieć o tym domu coś więcej, nawet jeżeli będziemy wiedzieli, gdzie on stoi. Dlatego, że jak mówię, historia tamtego regionu jest zagmatwana i po tym okresie władzy radzieckiej, kiedy wiele rzeczy próbowano stamtąd wytrzeć, między innymi religię, może się okazać, że po prostu nic się po tym nie zachowało i nikt o tym nie pamięta. Szkoda.
[01:26:53] - Ja myślę, że jedynym wyjściem byłoby odszukać znowu Józka i zapytać go dokładnie, gdzie ten dom stał. Co mi nie przyszło do głowy, bo ja wtedy chciałam inne informacje od niego wyciągnąć.
[01:27:06] - Jak go kupił, prawda?
[01:27:08] - Tak. Jak ten dom kupił. I wtedy ewentualnie szukać jakichś śladów. Chociaż tam z tamtych rejonów ciężko będzie znaleźć. Czy nawet w zapisach parafialnych. Tam wszystko spłonęło. Ja nie wiem, czy w ogóle znajdziemy jakiekolwiek informacje na temat tego domu.
[01:27:23] - W zapisach parafialnych katolików przed wojną to był okres władzy radzieckiej. Katolików w tamtych czasach było tam niewielu. Tam dominowali grekokatolicy.
[01:27:35] - Nie, bardziej na tych terenach Bojkowie mieszkali.
[01:27:38] - I Żydzi.
[01:27:41] - Nie tak wysoko w lasach raczej. Także wydaje mi się, że bardziej to na Bojków, bo może jakiś pasterzek czy ktoś, kto tam owce chował, ale nie sądzę, żeby to byli Żydzi, bo to za bardzo w lesie było. Natomiast na pewno nie byli to Polacy, podejrzewam, bo w tych regionach wtedy nie było Polaków.
[01:28:07] - Grażyno, dziękuję ci za udział w dzisiejszej audycji, za odwagę przede wszystkim.
[01:28:14] - Dziękuję bardzo i mam nadzieję, że ktoś też się taką odwagą popisze i usłyszymy jakąś historię.
[01:28:23] - My jeszcze przez chwilę pozostaniemy na antenie. Marek przypomni może kontakty do naszego radia. Czekamy jeszcze przez chwilę na państwa telefony z pytaniami albo z relacjami.
[01:28:37] - O ile oczywiście nic nam nie urwie połączenia z internetem, bo już dzisiaj tak się zdarzyło dwa razy, przez co musiałem przełączyć smartfona tak, że nie możemy na tym smartfonie, naszym numerze komórkowym odbierać rozmów. Smartfon w tej chwili dostarcza nam internet, ale możemy odbierać rozmowy na Skypie i na numerze stacjonarnym. Nasz numer stacjonarny telefonu to 32 746 00 08. Skype: radio.paranormalium.pl. Można także pisać pod nasz numer komórkowy SMS-y 530 624 193. Można także pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Widzę, że na czatach pojawiają się pytania. Zaraz je przekażę drogą tekstową. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także znaleźć na Facebooku na kontach Radia Paranormalium, portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata.
A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania i komentarze. I oczywiście relacje ze swoich spotkań z szeroko rozumianym nieznanym na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[01:30:12] - Powiedz mi, Grażyna, czy opowiadałaś swoim znajomym tę historię teraz, po tym, jak ona się ukazała w „Nieznanym Świecie”? Jak reagują ludzie, kiedy słyszą coś takiego? Bo wszyscy są przyzwyczajeni do opowieści o duchach takich sztampowych, że kroki na schodach, biała zjawa i tak dalej. Tutaj mamy do czynienia z czymś zupełnie innym. Jakie komentarze słyszałaś?
[01:30:38] - Ja mam takie szczęście, że jakoś mam znajomych, przynajmniej teraz, którzy przyjęli to bardzo pozytywnie i stwierdzili, że faktycznie tak mogło się zdarzyć i że było to naprawdę przerażające przeżycie. Dużo osób, szczególnie jedna osoba właśnie próbowała mi wyjaśnić, co tam mogło się zdarzyć i dlatego rozmawialiśmy o tych bytach energetycznych między innymi. Myślę, że ma dużo racji w tym. Powiem szczerze, ja nie opowiadałam tego obcym ludziom. Opowiadam to znajomym, którym wiem, że mogę powiedzieć i że zostanę wysłuchana. To jest bardzo ważne. Ja nie widzę sensu opowiadania ludziom, którzy tego nie są w stanie nawet wysłuchać czy przyjąć. To nie o to chodzi, że ja chcę opowiadać historię, tylko to jest prawda. To jest prawda, którą chcę przekazać. I przede wszystkim dlatego, że chciałabym, żeby ktoś inny, jeżeli ma taką historię, jeżeli przeżył coś takiego, też to opowiedział.
Bardzo bym chciała usłyszeć naprawdę taką historię od kogoś. Nie taką samą, ale właśnie takie historie, które się zdarzyły ludziom, których nie można wytłumaczyć. Bardzo bym chciała je usłyszeć.
[01:32:01] - Tutaj jeszcze pojawiają się kolejne pytania. W zasadzie sugestie na naszym czacie. Tutaj jeden z użytkowników sugeruje, że może to było w dawnych czasach miejsce kultu, ale jakiego? Chyba jakiegoś pogańskiego. Czy jakiejś sekty może?
[01:32:17] - Nie wiem. Nie mam pojęcia.
[01:32:19] - Wiesz, jak w „Blair Witch”, tak? Bo może się ludzie zafundowali.
[01:32:22] - Jak w „Blair Witch”. Tak.
[01:32:26] - Tutaj kolejny słuchacz pisze, że... W zasadzie to są komentarze utrzymane w jednym tonie. Że to są jakieś pozostałości, jakaś pamięć z tego domu.
[01:32:36] - To jest całkiem możliwe, ale jedno muszę powiedzieć: mówi się o tym tak łatwo. Łatwo jest opowiadać, łatwo jest słuchać, ale nigdy, naprawdę nigdy nie zapomnę ani jednej minuty z tego, co tam się wydarzyło.
[01:32:54] - Chciałabyś to przeżyć jeszcze raz?
[01:32:55] - Tak. To jest niesamowite, że pomimo tego wszystkiego, jak tam było tak strasznie, to ja bym to chciała przeżyć jeszcze raz. I ja jestem bardzo wdzięczna za to, że dane mi było to przeżyć. Naprawdę.
[01:33:11] - A tymczasem połączył się z nami na skypie Alchemik Andrzej. Witamy, jesteśmy już na antenie.
[01:33:18] - Witam bardzo serdecznie. Ja na początek mam takie szybkie pytanie do gościa: czy czytał „Rękopis znaleziony w Saragossie”?
[01:33:27] - Tak, czytałam.
[01:33:29] - I tam była właśnie postać takiego pustelnika, u którego był opętany. I oni właśnie odgrywali taką scenkę dla głównego bohatera, gdzie opętany Pacheco opowiadał całą swoją historię. Tam zachowywał się oczywiście odpowiednio i to było po prostu przedstawienie pewnej rzeczy, która była na porządku dziennym właśnie w XVIII wieku i wcześniej. Bo tutaj przypomnę dla słuchaczy, którzy nie znają tej książki, „Rękopis znaleziony w Saragossie” to jest powieść Jana Potockiego z przełomu XVIII i XIX wieku opowiadająca o losach osiemnastoletniego kapitana z gwardii króla osiemnastowiecznej Hiszpanii. I właśnie gdy trafił do tego pustelnika, była odgrywana ta scenka i to było dawniej bardzo popularne, takie odgrywanie scenek, udawanie takiego mistycyzmu, żeby uzyskać po prostu jakieś wpływy. I tutaj radziłbym być powściągliwy odnośnie dorzucania jakichś tajemniczych, mistycznych rzeczy do ewenementu, który można wyjaśnić w miarę racjonalnie, czyli właśnie zwykłym udawaniem naszego... Jak on miał na imię?
[01:34:42] - Józek.
[01:34:43] - Józka. Naszego Józka.
[01:34:44] - Ale co mógł udawać? Że zegar mógł udawać? Nie wiem.
[01:34:48] - Tak. Mógł się przygotować wcześniej, tak samo jak Pacheco i pustelnik się przygotowali wcześniej do całej sprawy. Obgadali, później nawet imaginowali tam duchy, jak spał właśnie nasz osiemnastoletni kapitan gwardii. Przecież była zawierucha. Oni tam uderzali w dzwon, udawali głosy duchów. Tak samo podejrzewam, że mogło to być wyimaginowane i jeśli takie rzeczy miały miejsce wcześniej-
[01:35:16] - Dobra. Tak, bo tutaj powołuje się pan na jakiś taki ukryty racjonalizm. Natomiast ja pójdę dalej i zapytam pana, jak pan sobie wyobraża to w praktyce?
[01:35:28] - Ja przepraszam, ale jest tylko jedna rzecz, która jest ważna w tym wszystkim. Mianowicie ja dostałam ten list latem. Myśmy pojechali jesienią i nie informowaliśmy Józka, że przyjedziemy i było to chyba gdzieś dwa miesiące po otrzymaniu listu. On nie miał pojęcia, że my tam się zjawimy.
[01:35:48] - To znaczy dobra, nie ma prądu, wie pan. Józek nagle bierze jakiś reflektor. Gdy oni są na dworze, to uruchamia sobie ten reflektor, chociaż nie ma prądu. Potem go szybko chowie, zanim Grażyna przyjdzie, żeby go nie zobaczyli. Nie wiem, gdzie go chowie. Może go gdzieś wynosi. Potem prosi kolegę, który chowa się na strychu, żeby trochę pobiegał przez dwie godziny w kółko. Nie no, przez dwie godziny, Grażyna, czy nie?
[01:36:21] - Trochę to trwało. Ja dokładnie nie wiem, ale godzinę na pewno.
[01:36:24] - Żeby trochę pobiegał na tym strychu. Jak się chłop musiał pobiec. Nie mówię o tym, żeby tutaj szydzić z tego. Natomiast wie pan, jeżeli jest poruszany taki wątek, to nie pozostawajmy w kwestii ideologicznej, tylko pójdźmy dalej za ciosem i powiedzmy, jak ten biedny Józek miałby to zrobić. I chętnie posłucham pana konkretów.
[01:36:44] - Ja bym mógł to wyjaśnić. Jeśli będę zaproszony jako gość, to się oczywiście przygotuję do tego tematu, ale tutaj po prostu zwracam uwagę na pewną rzecz, która miała miejsce w przeszłości i była kultywowana bardzo często. Właśnie udawanie opętań było bardzo popularne i podejrzewam, że osoba właśnie żyjąca jako pustelnik, która mogła jeszcze pamiętać spuściznę po innych pokoleniach, które kultywowały takie rzeczy i po prostu być przygotowanym.
[01:37:13] - Ja przepraszam, ale Józek nie żył jako pustelnik, bo Józek przyjechał tam w te Bieszczady. On może tam był dwa, trzy lata przed tym wysłaniem listu. A tak w ogóle to on pochodzi z miasta Krakowa i cały czas mieszkał w mieście. Później, jak chodził na to studium weterynaryjne, to też w mieście. Dopiero potem wyjechał w Bieszczady. Także właściwie ciężko powiedzieć o nim jako o pustelniku, bo sam też tam nie żył. Miał bardzo dużo kolegów, którzy tam przyjeżdżali. Oni się wszyscy komunikowali. On zjeżdżał na dół do osady. Wszyscy go tam znali.
Więc chyba raczej pustelnikiem nie był. Ale wie pan, ja muszę wierzyć, że mnie to przyszło do głowy to, co pan mówi. Przyszło mi do głowy, że może to wszystko jest taka scenka przez niego zainstalowana dla nas i tak dalej.
[01:38:03] - Ja ci powiem, Grażyno, że to wchodzi w grę. Gdyby to się zakończyło w połowie tak, że on się na was rzuca, potem udaje Głupka, bo się was chce pozbyć. Ale potem to już się działo troszeczkę...
[01:38:15] - Tak, właśnie o to chodzi. To było niemożliwe. Po prostu to, co się działo, było niemożliwe. Niemożliwe zrobienie tego w tym domu. Tam nie było nic kompletnie. Tam były gołe ściany i nic więcej.
[01:38:28] - Chodzi o to, że pan Andrzej tutaj mówi o tym, że to jest możliwe, gdyby ta historia się ucięła w połowie, bo on was przyjął niekoniecznie z entuzjazmem wtedy, na samym początku spotkania. Może chciał się po prostu szybciej pozbyć i postanowił was nastraszyć, ewentualnie sprawić, że swoim dziwnym zachowaniem poczujecie się nieswojo i opuścicie jego domostwo. Natomiast to, co się działo potem, wydaje mi się dziwne do zainscenizowania. Szczególnie, że potrzeba do tego było ogromnego wysiłku technicznego. Szczególnie z tym światłem. Ze światłem, z zegarem, bo jednak wypadałoby to fajnie zainscenizować. A on też musiałby być nie lada aktorem, żeby tak leżeć i absolutnie na nic nie reagować.
[01:39:23] - Tak, oczywiście się zgodzę z tym, ale sami potwierdziliście przed chwilą, że to była osoba, która jednak była wychowana częściowo w tej cywilizacji i mogła przyjąć tą spuściznę właśnie wcześniejszą.
[01:39:36] - Panie Andrzeju, pan jest studentem czy pan jest doktorantem? Bo ja wyczuwam w pana głosie nutkę naukową.
[01:39:42] - Ja przepraszam, ale czy pan pamięta, że to się działo 30 lat temu, kiedy nie było na przykład komórek, nie było takiego sprzętu, którym można by było w tej chwili użyć. Nie było tam prądu, więc to trzeba wziąć pod uwagę.
[01:39:57] - Pan nam tutaj stara się powiedzieć, że owszem, mógł dysponować jakąś spuścizną, mógł to zachować w pamięci, ale mówmy o sprawach realnych. Nie mówmy o tym, co zostało wyczytane z książek. Każdy z nas ma w sobie jakieś patterny wyczytane z książek. To oczywiście jest potrzebne, natomiast nie twórzmy takich koncepcji, które są w ogóle troszeczkę moim zdaniem nie na miejscu. Grażyna go troszeczkę znała. I nie wiem, czy on byłby w stanie tutaj dyskutować z nami dzisiaj, Józek, gdyby był, o rękopisie znalezionym w Saragossie czy udawaniu opętania dla celów własnego zysku. To jest interesujące. Natomiast powrócę jeszcze raz do pana koncepcji, która mówi, że to mogło być ustawione. Nigdy nie możemy w 100% powiedzieć o zjawiskach paranormalnych, że są realne czy udowodnione z tego powodu, że one funkcjonują na bardzo cienkiej granicy, silnie związanej z ludzką psychiką. Natomiast tutaj, jeżeli pan zadaje takie pytanie i wysuwa taką teorię, to trzeba Izie czasami powiedzieć, jak Józek niektóre z tych trików mógł zrobić.
I ja bym tutaj chętnie chciał posłuchać pana wersji.
[01:41:20] - Ja mogę się oczywiście przygotować. Teraz nie jestem na tyle przygotowany, żeby przemyśleć konkretne rzeczy.
[01:41:26] - No nie wiem, dzisiaj to byłoby łatwe, bo Józek mógłby sobie kupić fajną latarkę. Mógłby mieć taki mały odtwarzacz, chociażby komórkę, puścić nagranie zegara. Te głosy mógł tam zawsze jakoś też spreparować. Natomiast pamiętajmy, że to były lata 80. Początek, prawie 35 lat temu, jakby nie było.
[01:41:50] - Dlatego wolałbym się przygotować wcześniej. Nie jestem w stanie teraz po prostu odpowiedzieć na to.
[01:41:55] - Byłby pan w stanie wymyślić coś na przykład, jak on to mógł zrobić?
[01:41:59] - Myślę, że gdybym się odpowiednio przygotował i zrobił materiał, jaki był dostępny, ponieważ muszę się dowiedzieć, jakie urządzenia wtedy były dostępne, na przykład jak on wyjeżdżał z tego Krakowa, co mógł zabrać z tego Krakowa i jak mógł się przygotować do tej podróży, jak on tam żył na co dzień. Wtedy bym mógł wydedukować z rzeczy, które on ma na co dzień, miał przy sobie, mógł taką rzecz wykonać.
[01:42:19] - Panie Andrzeju, przepraszam, to on przez trzy, cztery lata. On wyjechał z Krakowa powiedzmy sześć czy siedem lat temu i on to wszystko ciągnął ze sobą z Krakowa przez szkołę weterynaryjną w Lesku i aż do chałupy w Bieszczadach. Takie trochę dziwne. Ja panu powiem tak, że w tym są dwie możliwości: albo się przyjmie, że tak było, albo się przyjmie, że ja kłamię. Nie ma innej możliwości, przykro mi.
[01:42:44] - Znaczy nie, jest jeszcze trzecia możliwość, że została pani oszukana.
[01:42:47] - Nie, bo to były dwie osoby. Myśmy widzieli dokładnie to samo. Widzieliśmy dokładnie to samo. Przeżywaliśmy dokładnie to samo. Ja po prostu nie wierzę w to, żeby on mógł coś takiego spreparować. Nie wierzę. Nie było to możliwe w tym domu. Naprawdę.
[01:43:02] - Dobrze, ja dziękuję w takim razie. To faktycznie trzeba przyjąć po prostu. Nie mamy teraz materiału źródłowego, Józka nie mamy przy sobie, więc tego nie sprawdzimy, nie przebadamy go. Także dziękuję i do następnego.
[01:43:12] - Pozdrawiamy. Ja natomiast wiesz Grażyna, myślę, że ciężko byłoby mu tam ukryć jakieś fajne gadżety.
[01:43:19] - To było niemożliwe w ogóle.
[01:43:21] - Żeby nas nastraszyć. Oczywiście zdarzają się takie przypadki, ale komu by się chciało, tak na chłopski rozum biorąc, straszyć ciebie?
[01:43:31] - Nie no skąd, to w ogóle by było niepoważne, bo po co i dlaczego i w jaki sposób? Ja w ogóle sobie nie wyobrażam, w jaki sposób na przykład mógłby zrobić nagranie w tamtych latach tego tykania zegara, które było bardzo głośne z tyłu. Czyli to musiał być jakiś naprawdę duży głośnik ustawiony z tyłu za tą drewnianą ścianą.
[01:43:54] - No tak.
[01:43:54] - Tym bardziej że on musiał być na zewnątrz, bo ta ściana nie przylegała do niczego. To było na zewnątrz. Tam już była...
[01:44:00] - Wiesz, są jeszcze dwie sprawy, które budzą moje zaciekawienie. Pierwsza może w takiej kolejności, jak to się działo. Pierwsza sprawa to ten list. On twierdził, że go nie dostał. Ty z perspektywy lat-
[01:44:20] - Że nie wysłał.
[01:44:20] - Że nie wysłał. Ty z perspektywy lat mówisz, że to dziwne, bo przecież nie znałaś go aż tak dobrze, by dawać mu swój adres. Może go jakoś zdobył. To jest możliwe.
[01:44:31] - Może, to całkiem możliwe.
[01:44:33] - Ale jest ciekawe, co go w ogóle zainspirowało do wysłania tego listu, do zaproszenia akurat ciebie. I dlaczego zachowywał się tak dziwnie, mówiąc, że w ogóle niczego takiego nie napisał. Jest to interesujące i intrygujące.
[01:44:51] - Bardzo żałuję, że tego listu nie zachowałam, naprawdę. Był autentycznie zdziwiony, kiedy mnie zobaczył. Zresztą on nie miał nawet możliwości wiedzieć, że ja przyjadę, bo naprawdę to był okres chyba dwóch miesięcy pomiędzy listem a tym naszym wyjazdem i ja nie informowałam go. Było tylko napisane, że mogę przyjechać, kiedy chcę, prawda?
[01:45:17] - A tymczasem mamy na antenie słuchacza telefonicznego. Dobry wieczór. Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie.
[01:45:24] - Dobry wieczór. Ja chciałem zapytać o tą postać, którą pani przedstawiała.
[01:45:33] - Tak.
[01:45:34] - Koło tego domu. Chodzi mi ogólnie: były tylko oczy, prawda?
[01:45:43] - To znaczy wie pan, myśmy o tym mówili, ale może wtedy nas akurat wywaliło.
[01:45:50] - Nie, ja wiem, ja rozumiem. Tylko konkretnie: czy ta postać miała jakiś kształt? Była przezroczysta?
[01:45:58] - Proszę pana, to było-
[01:46:00] - Była przezroczysta.
[01:46:01] - Nie, nie była przezroczysta. To był ciemny kształt widoczny na tle lasu. I ja od razu przyjęłam pewnik, że to jest niedźwiedź, bo był wysoki, więc stwierdziłam, że to jest niedźwiedź. Wie pan, w Bieszczadach nie byłoby to bardzo dziwne, gdyby się akurat pojawił. I oczy: ja nie wiem, czy na pewno były. Ja pamiętam, że przynajmniej zobaczyłam je jako czerwone. Ale proszę zrozumieć, że zwierzęta bardzo często mają czerwone oczy, prawda? Odbijają światło na czerwono, więc możliwe, że faktycznie one były czerwone. A może one były tylko błyszczące? Nie wiem.
Nie mogę powiedzieć na 100%. Postać była wysoka, dosyć duża. To była duża postać i to był tylko taki ciemny kształt.
[01:46:51] - Ale las na przykład był gęsty?
[01:46:53] - Las był bardzo gęsty. To było na ścianie lasu.
[01:46:57] - I postać było widać.
[01:46:59] - Tak.
[01:47:00] - A cisza nagle zapanowała. Czy może był wiatr?
[01:47:05] - Proszę pana, nie mogę teraz tego powiedzieć. Ja naprawdę byłam tak przerażona. Ja patrzyłam, zastanawiałam się, co się dzieje z Markiem. Próbowałam iść w jego stronę, żeby go odnaleźć. Ja nie pamiętam, czy w ogóle jakiekolwiek głosy były, czy zapanowała cisza. Nie jestem panu w stanie tego powiedzieć.
[01:47:25] - A koło domu były psy i psy coś-
[01:47:28] - Były koło niego psy i łapały go właśnie za spodnie, za nogi. Co ciekawe, że one się jak gdyby rzucały łapami na niego.
[01:47:36] - Zaraz, chwilę. To one łapały pani koleżkę, do tego człowieka oczami z lasu.
[01:47:43] - Nie. Wie pan co? To mi teraz przyszło do głowy, że faktycznie gdyby to było zwierzę-
[01:47:49] - Ja pytam, czy jeśli pani widziała tą postać oczami-
[01:47:54] - Znaczy wie pan, doszło do takiej-
[01:47:58] - Nie, ale ja rozumiem tok pana myślenia.
[01:48:01] - Doszło do takiej ciekawej sytuacji, bo Grażyna na początku mówiła, że tam coś było i nie jest tak do końca pewna do dzisiaj, czy to było zwierzę, czy to było coś innego, bo po prostu było to krótko, było to widziane przez chwilę. A poza tym była w stanie dość silnego zastrachu, tak?
[01:48:18] - Zburzenia przede wszystkim. Ale ma pan rację, psy powinny zareagować, gdyby to było zwierzę.
[01:48:23] - I nie chcę-
[01:48:25] - Przepraszam, jeszcze jedno. Jeszcze o jedno chciałem zapytać, bo tam w tym gospodarstwie był koń.
[01:48:33] - Tam były cztery konie w sumie.
[01:48:36] - Ale obok tego domu.
[01:48:38] - Tak.
[01:48:40] - Te konie-
[01:48:41] - Znaczy dwa były na łące wysoko.
[01:48:44] - Tak.
[01:48:44] - A dwa stały w takiej małej stajence.
[01:48:47] - Konie wyczuwają różne rzeczy jeszcze lepiej niż psy. Czyli konie albo by uciekły, gdyby coś takiego się działo, moim zdaniem, bo miałem do czynienia z różnymi takimi zdarzeniami. No i na przykład koń, byłem tego świadkiem, potrafi przywieźć woźnicę, który jest kompletnie pijany. Jest noc i jedzie dziesięciu kilometrów. A skąd koń może znać drogę? Po znakach i po-
[01:49:14] - Wiem tylko, że konie były zamknięte. Tam była taka z tyłu stajnia.
[01:49:18] - Tak, ale na przykład konie były niespokojne wtedy? Czy były spokojne?
[01:49:21] - Nie wiem, ja ich nie widziałam w ogóle. Ja ich nie widziałam w nocy. One były zamknięte w tej stajni. Ja tam nie szłam, nie widziałam koni.
[01:49:28] - Ale koń, gdy się denerwuje, to jest duże zwierzę. On potrafi zniszczyć takie drewniane ogrodzenie.
[01:49:35] - Możliwe. A możliwe jest tak, że już były przyzwyczajone. Może to widziały na okrągło. Nie mam pojęcia. Nie wiem. Nie jestem panu w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Po prostu nie wiem.
[01:49:47] - Natomiast-
[01:49:48] - Chwileczkę, bo pani mówi, że na koniec już odchodzi i widzi koty. I koty też nic? Żadnej reakcji? Nic. Tylko pani zobaczyła na końcu koty w klatkach.
[01:49:58] - Tak. Wie pan, i to jest właśnie ciekawe, że ja tych kotów wcześniej nie widziałam w ogóle. Dopiero przy wyjeździe, przy wychodzeniu z tego domu ja usłyszałam pisk i poszłam obejrzeć te klatki i tam wtedy zobaczyłam te koty. Było może ich chyba pięć kociaków w tej klatce. I ja wcześniej w ogóle nie widziałam kotów.
[01:50:17] - Za chwileczkę. Z tego, co mi się wydaje, to cały ten obraz tworzyli pani i ten kolega, a ten człowiek obok nic o tym nie wiedział. Po prostu byliście chyba przestraszeni, bo rzeczywistość jaka jest, taka jest. Każdy może mieć teorię, ale to tworzyliście wy.
[01:50:34] - Może. Wie pan, my tworzymy, myślami możemy tworzyć rzeczywistość. Ja wcale nie mówię, że nie. Tylko pytanie, dlaczego akurat my tworzyliśmy taką rzeczywistość? Kto nam taką rzeczywistość-
[01:50:45] - Chwileczkę, bo pani pamięta. Opisała pani, tak jak mówię: psy, konie, koty, wszystko. Ale nic pani nie pamięta reakcji tych zwierząt, tak?
[01:50:55] - Pamiętam tylko reakcję psów.
[01:50:58] - Ale dlaczego to jest dla pana wyznacznikiem tego, że pani Grażyna nie mówi prawdy?
[01:51:05] - To nie chodzi o prawdę.
[01:51:06] - Nie, wiem, o co chodzi.
[01:51:07] - Pani Grażyna opowiada tak jakby swoją wersję, którą ona stworzyła w swoim głowie.
[01:51:14] - Ma opowiadać wersję kota czy psa? Nie rozumiem tej argumentacji.
[01:51:20] - Ale przepraszam, czy wtedy jest możliwe, że my obydwoje tworzymy taką samą rzeczywistość, taką samą wersję tworzymy ja i kolega?
[01:51:28] - To nie o to chodzi. Podam wam krótki test, który może każdy zrobić i zobaczycie, o co mi chodzi, bo tak to widzę, że się nie dogadamy. Jedziemy we dwoje samochodem i proszę powiedzieć osobie obok, żeby zapamiętała trzy rzeczy, bardzo wielkie, bardzo duże, ogromne, które każdy, nawet ślepy zauważy, bo są tak wielkie i tak kolorowe. Duże budowle czy dźwigi, coś takiego. Jechałem z kolegą, zauważył trzy rzeczy. Jechaliśmy 50 kilometrów. Opowiedział mi trzy rzeczy. Żadnej z tych rzeczy nie potrafiłem mu wskazać. Wracamy i wszystkie te rzeczy tam były.
[01:52:03] - Ale co to ma do rzeczy?
[01:52:06] - To ma do rzeczy, że jak prowadziłem samochód, czyli on mówi te swoje-
[01:52:11] - Tak, ale co to ma do naszej historii?
[01:52:14] - Właśnie, że to widziała tylko ta pani i ten człowiek obok.
[01:52:17] - Ale bo tam trzeciego-
[01:52:19] - Nikogo więcej nie było. A to, czy Józek widział, to my nie wiemy. Może on widział, tylko on nie powiedział nic. Ja nie wiem, czy on nie widział.
[01:52:28] - Panie, nie pamiętam imienia. Mógłby nam pan streścić w trzech zdaniach pana teorię, a my się do niej odniesiemy za chwilę.
[01:52:38] - To nie teoria, tylko uważam, że-
[01:52:41] - Ja rozumiem. Następne pytanie, które miało paść, związane było z zachowaniem zwierząt.
[01:52:48] - Nie, chodziło o tę sytuację, że cała sytuacja wygląda tak, jakby to właśnie ta pani i ten pan tworzyli ten taki dziwny nastrój.
[01:52:57] - Nie, nie sądzę. Dlatego nawet psy reagowały.
[01:53:00] - Chciał pan, żebym się odniósł i powiedział, o co mi chodzi. Takie jest moje odczucie i wrażenie. Tak jak znam psychikę ludzi i świat jaki jest dookoła, to wydaje mi się, że to tworzyła właśnie ta pani i ten pan. Całą sytuację. W jaki sposób? Nie mam pojęcia. To już wy sobie odpowiedzcie.
[01:53:22] - Nie. To już pan wyszedł z teorią, że oni to tworzyli, ale pan nie wie jak. Ja bym chciał poznać jakieś chociażby argumenty, dlaczego tak jest. Bo tutaj się pan sprytnie wybronił, tak jak poprzedni słuchacz, który powiedział, że on nie wie i musi się przygotować.
[01:53:39] - A dlaczego miałabym tworzyć taką sytuację? Może mi pan wyjaśnić?
[01:53:43] - Nie wiem, siłą umysłu. Ja nie mam pojęcia, w jaki sposób.
[01:53:46] - Ale po co? Dlaczego? Z jakiego powodu? Dlaczego chciałabym taką sytuację tworzyć? To mnie interesuje.
[01:53:53] - Nie wiem. Dziwne miejsce, odosobnione, wszyscy są w strachu, noc. Ludzie są tak słabi psychicznie.
[01:53:59] - Wie pan, ja nie pierwszy raz byłam w górach w nocy w odosobnionych miejscach i nigdy mi się nie zdarzyło tworzyć takich sytuacji.
[01:54:07] - Grażyna, jak mówi przed chwilą, ma za sobą, powiedzmy, taką turystyczną przeszłość, tak?
[01:54:17] - W miejscach takich bywałam i nigdy nie było powodu, żeby się bać.
[01:54:25] - Rozumiem, co pan nam chce powiedzieć. Że sytuacja była na tyle skrajna z jednej strony, a z drugiej niezwykła, bo z jednej strony oczywiście to dziwne, mroczne miejsce. Z drugiej strony Józek, który raz się nawet rzucił i może was za chwilę pomordować, bo też trzeba mieć to cały czas w głowie. Na pewno mieliście to w głowie, bo przecież zabraliście mu te wszystkie narzędzia.
[01:54:49] - To jest właśnie dziwne, bo ja się go nie bałam zupełnie. A dlaczego zbieraliśmy te noże, to nie mam pojęcia. Po prostu chcieliśmy coś zrobić.
[01:54:56] - Jeszcze jedno. Jak słuchałem audycji, wyglądało to tak, że na początku ten pan wstał, były kroki i szedł na was, a później to samo było odtwarzane na górze w siani.
[01:55:08] - Nie.
[01:55:08] - Ale chwileczkę, poczekajcie. Wy opisaliście to inaczej, ale ja to tak sobie wyobraziłem, że gdybym nie widział tego obrazu, a jest audycja radiowa, to ktoś robi kroki, rzuca się na ścianę i pada. A wy opisaliście, że wstał ten człowiek, robił w waszą stronę kroki, ktoś tam go złapał i spadł.
[01:55:28] - Pan słuchał naszej audycji czy jakiejś innej?
[01:55:32] - Tak.
[01:55:32] - To pan może-
[01:55:35] - Nie, ja opisałam tak, przepraszam, ja jeszcze raz powiem, żeby było już czysto.
[01:55:41] - Pomyliły się dwie rzeczy przede wszystkim.
[01:55:43] - Przepraszam, ja opowiem, żeby było już jasno. Jak siedzieliśmy na dole, to słyszeliśmy na górze, na strychu, jak zaczynał ktoś chodzić. Ja nie wiem, co to było, ale coś zaczynało iść, potem zaczynało biec, a później spadało. I to w kółko tak cały czas robiło. Ja tego nigdy nie widziałam.
[01:56:02] - Chwileczkę. Dobrze, to rozumiem. To rozumiem, to słyszałem. Ale pani opowiadała o tym człowieku, Józku, który nagle w którymś momencie wstał i zaczął iść w waszym kierunku. Przyspieszył, wy go złapaliście za ramiona i on opadł na kolana.
[01:56:18] - Tak, dokładnie.
[01:56:19] - Zgadza się?
[01:56:20] - Tak, zgadza się.
[01:56:22] - A to, co pani opisuje na górze w sianie, to jest to samo, tylko bez obrazu. Sam dźwięk.
[01:56:26] - Tylko że on po pierwsze wył strasznie, a po drugie nie robił takich odgłosów chodzenia, biegania. Po prostu zerwał się z łóżka i pobiegł w naszą stronę i myśmy go złapali.
[01:56:39] - On nie przyspieszał, tak?
[01:56:42] - Ja nie wiem, było ciemno. Po prostu przybiegł w naszą stronę.
[01:56:46] - Proszę mnie zrozumieć, ja chwilę chcę panu wytłumaczyć, że tu widzi się obraz, a na górze potem był dźwięk. Tak jakby tej samej sytuacji.
[01:56:52] - Aha, rozumiem, o co panu chodzi.
[01:56:54] - Rozumiemy. Natomiast Grażyna przedstawiła panu teraz kontrargument, bo Józek krzyczał, zerwał się i nie przyspieszał. Ja znam tą historię bardzo dobrze i tutaj czasami się wtrącam. To coś na górze przyspieszało. Słyszałeś, jak przyspiesza. Józek nie przyspieszał. Józek się też nie przewracał tak bardzo ostentacyjnie na deski. Tylko on został złapany przez was, tak?
[01:57:20] - Tak. On został złapany przez nas. On nie upadł sam.
[01:57:23] - Ja tylko twierdzę to, co słyszałem. Ja nie znam całej opowieści. Zadałem kilka pytań i takie są moje wnioski, że to jest odtwarzane gdzieś w głowie tych ludzi. Nie znam całej opowieści i nie mogę powiedzieć, skąd to wyszło.
[01:57:45] - Dobrze.
[01:57:46] - Na jakiej zasadzie? Jakieś światło. 1983 rok i światło mógł przygotować ten człowiek, który przed chwilą dzwonił. Żarty chyba sobie robił. W środku lasu w tej chwili światło jest niemożliwe.
[01:57:59] - Tutaj chatowicze pytają: „Może Józek miał agregat?”
[01:58:07] - Nie. To nie chodzi o to, bo takie światło, jak macie przecież relacje i świadków, czy są jakieś zdjęcia, czy filmy, to widać takie światła. Co to jest? Nie wiadomo. I to też jest w dziwnych miejscach.
[01:58:23] - Dobrze, rozumiemy. Tutaj chcieliśmy powrócić jeszcze, bo ten telefon poprzedniego pana nam troszeczkę nastąpił, moim zdaniem za szybko, bo kolejnym pytaniem było to, jak te zwierzęta reagowały, o czym już wspominałem. To była interesująca rzecz, bo wspominałaś, że psy starały się Marka odciągnąć od okna.
[01:58:48] - Ja od razu mówię, że ja pamiętam tylko i wyłącznie psy wtedy z tej nocy. Ja koni nie widziałam. Nie pamiętam nawet, gdzie one dokładnie były. W jakiejś stajni. Nie wiem, gdzie Józek je trzymał. Natomiast widziałam tylko te psy. I psy próbowały go odciągać od okna, jak gdyby nie chciały, aby on podszedł i zerwał ten koc. Marek chciał podejść do okna i zerwać ten koc, bo chciał zobaczyć, skąd się takie światło bierze. To był niesamowity widok. Ja myślałam, że one go chcą atakować, ale potem widziałam, że autentycznie nie, że one chciały go zatrzymać.
I to były jedyne zwierzęta, które wtedy w nocy widziałam.
[01:59:28] - Pan, który przed chwilą dzwonił, pan Marcin mówił, że zna sytuacje jakieś. Ja też o takich słyszałem przecież i nawet niektórymi się zajmowałem, kiedy zwierzęta w pobliżu, powiedzmy jakichś zjawisk uważanych za niezwykłe, zachowywały się w sposób rzeczywiście sygnalizujący, że one to w jakiś sposób wyczuwają. Są różne teorie mówiące na ten temat. Natomiast tutaj to jest rzeczywiście zastanawiające, że tej reakcji koni nie było. Ale też musimy sobie zadać pytanie podstawowe: to zjawisko działo się w domu. Ono nie wyszło na zewnątrz. Natomiast też podkreślałem to na początku, że ta postać, o której mówiłaś pod lasem, co podkreślasz zresztą, mogła być dosłownie wszystkim, prawda?
[02:00:17] - Tak, oczywiście. Mogła być też zwierzęciem.
[02:00:21] - Właśnie. I kolejna sprawa już, która jest bardzo intrygująca i o której często zapominamy, opowiadając o takich sytuacjach. Jeżeli ktoś ma ze sobą-
[02:00:31] - Połączył się z nami znów słuchacz na skype, tym razem już chyba bez problemów technicznych. Dobry wieczór, jesteśmy na antenie.
[02:00:38] - Dobry wieczór, witam wszystkich. Czy słychać mnie wyraźnie?
[02:00:40] - Aż za głośno.
[02:00:42] - Bardzo dobrze słychać. Trochę głośno.
[02:00:45] - To postaram się troszeczkę ciszej mówić. Witam wszystkich słuchaczy, oczywiście państwa prowadzących i panią Grażynę. Ja troszeczkę na inny temat. Także przepraszam, że trochę zmienię tematykę, ale chciałem się podzielić takim wydarzeniem, które miało miejsce w piątek. Ten piątek, który był teraz, to był bodajże 11 sierpnia. Mianowicie dziwne wydarzenie. Godzina była 19:00. Może było z dziesięć po 19:00, czyli wieczór, ale właściwie bardzo widno. jeszcze jest słońce dosyć wysoko. A co miało miejsce?
Byłem na drodze 794. Dokładnie to jest droga wojewódzka, która biegnie od strony Krakowa w stronę Wolbromia. I całe wydarzenie miało miejsce przed Wolbromiem, powiedzmy jakieś dwa kilometry.
[02:01:34] - To ciekawe. To są tutaj moje okolice. Słucham z zaciekawieniem.
[02:01:39] - Wie pan co? Ja też byłem w ogóle w szoku troszeczkę i pierwszy raz taką sytuację miałem, że coś takiego zobaczyłem. Przejdę do tematu. Na niebie nagle na wprost, powiedzmy troszeczkę w prawo patrząc, dosyć daleko na niebie, ale niewysoko. Tak mi się wydaje, że to było dosyć daleko. Zobaczyłem jasny punkt białego światła. Od razu mnie to zaskoczyło, bo niebo było właściwie błękitne. Za godzinę już chyba zaszło, ale to naprawdę jeszcze było bardzo widno, więc aż przetarłem oczy ze zdumienia. Czy ja na pewno widzę to, co widzę? Pomyślałem w pierwszym momencie, że być może mi się jakiś refluks w szybie pojawił Przejechałem kawałek dalej, troszeczkę mi drzewa zasłoniły ten punkt.
Za kawałek te drzewa oczywiście przejechałem i ten punkt świetlny cały czas tam był. Więc ja długo nie myśląc oczywiście szybko zatrzymałem samochód. Tam za kawałek był przystanek autobusowy. Zatrzymałem się na tym przystanku i cały czas ten punkt był. Teraz opiszę, jak on wyglądał. To wyglądało mniej więcej tak, jakby ktoś miał latarkę ledową, na którą bym patrzył w nocy z odległości powiedzmy 200 metrów. Czyli widziałbym taki mocny biały, świetlny punkt. Tylko że tak jak mówiłem, to niebo było błękitne. Ten punkt się w ogóle nie poruszał, bo wziąłem pod uwagę takie możliwości, że to mogłoby się odbijać światło od szyby w samolocie albo że mogło to być cokolwiek innego. Jednakże ten punkt stał cały czas w miejscu.
Jak ja zatrzymałem się, wysiadłem z tego auta, zanim pomyślałem, żeby wyciągnąć telefon i zrobić zdjęcie, ten punkt po prostu zniknął. I ja jeszcze jakieś dobre 10 minut stałem i patrzyłem się po prostu otępiałem wzrokiem w ten punkt i w okolice tego punktu na niebie, ale po prostu nic więcej nie było widać tam. Dosyć ciekawe wydarzenie i mówię, nigdy wcześniej nie widziałem czegoś takiego i jestem bardzo ciekawy, co to mogło w ogóle być.
[02:03:30] - Interesujące. A jego wysokość jak pan ocenia mniej więcej?
[02:03:36] - Nie jestem w stanie ocenić, panie Piotrze, wysokości ani jakiegoś rozmiaru tego.
[02:03:40] - Oto jest problem.
[02:03:43] - Zależy jak to było daleko. To mogło być równie dobrze, bardzo daleko i było to duże, ale wydaje mi się, że to mogło być bliżej. Coś w okolicy powiedzmy 10-metrowego obiektu, który by się znajdował w odległości załóżmy kilometra, może trochę więcej na tym niebie. Ja też bardzo lubię obserwować różne rzeczy na niebie. Też często obserwuję niebo nocą i tak samo samoloty też często po prostu latają. Więc takie rzeczy znam na co dzień i widzę na co dzień, a to jednak było czymś innym po prostu. I ja naprawdę do dzisiaj nie wiem, co to było. Też opowiadałem to paru osobom. Oj, coś się stało.
[02:04:24] - Straciliśmy połączenie ze słuchaczem na Skype, ale za to uzyskaliśmy połączenie ze słuchaczem telefonicznym. Halo, halo, Radio Paranormalium. Jesteśmy na antenie.
[02:04:35] - Halo, dobry wieczór.
[02:04:36] - Dobry wieczór.
[02:04:39] - Rafał z tej strony. Chciałem się podzielić z wami ciekawą przygodą. Czymś, co mnie spotkało w styczniu. To było w styczniu. Mianowicie wracałem, to było na Dolnym Śląsku, w okolicach zamku Książ pomiędzy Wałbrzychem a Świdnicą. Wracałem ze szpitala o godzinie około 22:00. Ciemno było, prawda? Zima. Byłem świadomy normalnie wszystkiego i coś nagle jakby znikąd pojawiła mi się zjawa przed samochodem. Nie jechałem szybko i to nie że jakoś z boku czy coś, tylko centralnie przed maską i w momencie, gdy się pojawiło, od razu uciekło w lewą stronę, w moją lewą stronę.
To wyglądało tak, jakbym ja wjechał w to coś, w tą mgiełkę, w tą postać i ona w lewo uciekła. Nie wiem do dzisiaj co to było. Żona jak powiedziałem, to mnie wyśmiała, ale nie wiem. Zatrzymałem się, popatrzyłem. Nikogo nie potrąciłem ani nic. Wy o duchach dzisiaj rozmawiacie i chciałem się podzielić z wami tą informacją.
[02:05:51] - Dziękujemy. Tutaj ciekawy komentarz przesłała Grażyna na czacie od kogoś, kto cię zna.
[02:06:00] - Tak? Od kogo?
[02:06:01] - Bardzo dobrze. „Znam panią Grażynę 27 lat i opowiadała mi tę historię wiele razy. Ani razu nic nie zmieniła i nic nie mija.”
[02:06:12] - I mamy kolejnego słuchacza telefonicznego.
[02:06:15] - Zanim pan słuchacz wejdzie do pań.
[02:06:18] - Właściwie mamy dwóch słuchaczy teraz.
[02:06:20] - Nie wiem kto napisał, ale bardzo dziękuję. Chyba wiem.
[02:06:24] - Prosimy pana Tomka, który nam przedstawiał tą relację z Bobromia, żeby napisał na adres Radia Paranormalium, bo coś nas po prostu urwało.
[02:06:31] - Niestety takie jakieś dziwne rzeczy techniczne się dzieją dzisiejszego wieczoru. Tu internet urwie, tu przestanie jednocześnie działać Bluetooth w tablecie. Tu urywa słuchacza. Ja tego nie ogarniam.
[02:06:44] - Prosimy o pytania.
[02:06:47] - Dobry wieczór. Halo? Słychać mnie?
[02:06:51] - Bardzo dobrze.
[02:06:53] - Halo, dobry wieczór wszystkim. Ja dzwonię, ponieważ chciałem się podzielić taką historią, nietypową dosyć. Mieszkam w Skandynawii, konkretnie w Norwegii i jakiś rok temu mieszkałem w takim starym domu. Dom był bodajże z 1911 roku, wybudowany w 1911. Ja zawsze byłem człowiekiem takim, że tak powiem, niewierzącym w takie zjawiska nadprzyrodzone i tak dalej. I tam miały miejsce takie trzy dziwne sytuacje. Mianowicie zaczęło się od tego, że wychodząc kiedyś do pracy zamknąłem drzwi. Jak zwykle nie zamykałem ich nigdy na klucz. Wróciłem z pracy, chciałem wejść do pokoju i pokój był zamknięty. Wszystkie pokoje w domu miały takie same klucze, że po prostu klucze z innych pokojów pasowały do innych zamków.
Były to takie zamki starego typu, że klucz był dosyć taki duży. Można było zajrzeć przez dziurkę od klucza. Ja patrzyłem przez tą dziurkę od klucza. Była pusta. Poczekałem, aż współlokator wróci z pracy. Wziąłem od niego klucz, otworzyłem drzwi i jak otworzyłem drzwi to mój klucz był tak zawieszony na tej dziurce od klucza. Ciężko jest mi to opisać słowami, bo to był takiego starego typu klucz, ale wisiał tak jakby na tej dziurce.
[02:08:28] - Jak gdyby ktoś zamknął te drzwi od środka. Później następna sytuacja to była gdzieś godzina 14:00, biały dzień. Nikogo wokoło i nagle w drzwi wejściowe rozległ się taki hałas, jak gdyby ktoś wziął taran i walił taranem w drzwi wejściowe. Szybko wybiegliśmy zobaczyć, co to jest. Natomiast nikogo nie było. W polu widzenia było pole, więc nawet gdyby ktoś kopał w te drzwi, to nie za bardzo miał gdzie uciec. I ostatnia jeszcze sytuacja, która sprawiła, że się wyprowadziliśmy, to był wybuch pożaru od zewnątrz. Też w biały dzień około godziny 15:00. Dom miał jedno wielkie okno w salonie i parapet wychodził na zewnątrz. Wybuchł pożar w biały dzień.
Płomienie były gdzieś trzy metry wysokości, popękały szyby i tak dalej. Przyjechała straż, przyjechała policja i tak dalej. I właśnie pan strażak jeden i też policjant. Strażak powiedział, że pracuje 20 lat w straży, ale nie widział czegoś takiego, bo to wyglądało tak, jak gdyby ktoś podszedł z palnikiem i palił ten parapet przez pół godziny, aż rozbuchają się te płomienie. Co było niemożliwe, ponieważ wokoło byli sąsiedzi i ktoś by na pewno coś zauważył. I wątpię, żeby ktoś z palnikiem chodził sobie w biały dzień tak o 14:00 czy 15:00 godzinie. To było powodem, dla którego wyprowadziliśmy się z tamtego domu. I to wszystko.
[02:10:29] - Przepraszam, czy mogłabym zapytać, jaka to była miejscowość w Norwegii?
[02:10:37] - Stavanger.
[02:10:38] - Stavanger. Rozumiem.
[02:10:40] - Tak.
[02:10:41] - Pani Grażyna też jest z Norwegii.
[02:10:46] - Aha, rozumiem. Tak. Do tej pory próbowałem jakoś tłumaczyć to racjonalnie. Próbowaliśmy, współlokatorzy też, ale w żaden sposób nie dało się wytłumaczyć tych zjawisk, które tam miały miejsce. Łącznie z tym pożarem.
[02:11:07] - To jakiś dom z historią?
[02:11:10] - Jedyne, co wiem, to że zmarła tam matka właściciela w tym domu. Natomiast nie zmarła w pokoju, w którym miała miejsce ta sytuacja z kluczem.
[02:11:32] - Dziękujemy. Pozdrawiamy.
[02:11:35] - Okej, również dziękuję bardzo. Pozdrawiam. Do usłyszenia.
[02:11:39] - Tutaj troszeczkę mi wybiły z rytmu Grażyno te telefony.
[02:11:44] - Ale bardzo się cieszę. Bardzo się cieszę, naprawdę.
[02:11:48] - Ogólnie ci powiem, że dzisiaj nie wiem, czy w ogóle nasza dzisiejsza audycja jest o duchach. Chyba nie, bo to było takie zjawisko gdzieś na pograniczu, ta cała sprawa z Józkiem. Taki jeszcze malutki apel do pytających często, tutaj zadających pytania. Jeżeli przesłuchacie naszą audycję jeszcze raz, kiedy ta opowieść tam jest, to odkryjecie wiele szczegółów, o które tutaj pytacie. Na przykład ktoś pyta, jakie to były psy, czy to były szczeniaki. Grażyna już to wyjaśniała, tak jak też inne kwestie. Także nie będziemy na takie pytania odpowiadać. Po prostu sobie przesłuchajcie jeszcze to, co było. Powiem ci, że ja mam zawsze dylemat z tymi historiami o duchach, bo one się często pojawiają. To prawda.
Bardzo często się wypowiadam na Facebooku, bardzo dużo ludzi o tym pisze. Ja też tak za bardzo do końca nie chcę mówić i często ludzie szukają pomocy. Kiedy analizuję te historie, to muszę ci powiedzieć, że wiele z nich rzeczywiście, jak tutaj jeden z dzwoniących panów powiedział, ma w sobie duży ładunek psychiczny. To znaczy im bardziej się człowiek nakręca i zaczyna w to wierzyć, tym bardziej go to potem prześladuje. Ja mam zawsze taki dylemat z tym związany. Oczywiście ja sam nie udzielam żadnych porad, bo myślę, że są ludzie, którzy bardziej się na tym znają. Mnie interesują same przypadki i same historie. Kiedyś wydawało mi się, że tych historii o duchach w Polsce jest mało, co nie? Ale wbrew wszystkiemu to się cały czas dzieje. Niektórzy ludzie naprawdę mają przerąbane, bo muszą w takich domach mieszkać i muszą z tym czymś współistnieć.
Ja bym się na przykład bardzo źle czuł, musząc zasnąć w takim domu.
[02:13:41] - To prawda. Powiem ci taką jedną tylko króciutką historię. Mam taką znajomą. Jest taką znaną pisarką norweską. Pisze książki właściwie o historii Europy Wschodniej, co jest ciekawe. Ona mieszka w starym takim domu w Oslo i opowiadała mi właśnie historię taką, że oni mają piwnicę, którą chcieli przerobić na takie małe mieszkanko. I kiedy weszli tam pracownicy, później przyszli do niej i opowiadali właśnie, że ten pan, który tam chodzi w takim brązowym surducie, garniturze i tak dalej, trochę im przeszkadza. I okazało się, że to był właściciel tej kamienicy zmarły sto lat temu, który się bardzo często przemieszczał właśnie w tych piwnicznych lokalach. Prawdopodobnie ciężko mu było opuścić ten dom, myślę. Nie sądzę, żeby ta kobieta zmyślała tę historię, bo to bardzo racjonalna pani i bardzo ciekawa.
Nie wiem, jak to się skończyło, później już straciłam z nią kontakt, ale to była jedna z takich ciekawych. Ja byłam w tej piwnicy, faktycznie byłam tam u niej czasami często, ale to już było po odesłaniu tego pana.
[02:14:55] - Słuchaj, tu jeszcze jedna sprawa. Bo niektórzy mogli się pogubić. Jak widzę się pogubili. Ale padają takie pytania, bo ty potem szybko straciłaś Marka czy Bogdana z oczu.
[02:15:10] - Tak.
[02:15:12] - Ale musieliście o tym troszeczkę rozmawiać. Jak on to widział?
[02:15:21] - Powiedzieć szczerze, nie rozmawialiśmy o tym ani razu. Tylko raz, przepraszam. Raz tylko rozmawialiśmy i Bogdan pytał mnie, co tam się mogło dziać. I to była właściwie chyba nasza rozmowa ostatnia. To był dzień po tym zdarzeniu i później już więcej nigdy nie wracaliśmy do tego tematu, nie rozmawialiśmy. Zresztą dosyć szybko zerwaliśmy jakieś kontakty.
[02:15:46] - A czy on komentował na przykład w jakiś sposób? Bo wiem, że światło zauważył i to on zwrócił twoją uwagę na światło z tego domu. Ale czy jakoś komentował na przykład to bieganie po strychu?
[02:16:00] - Nie, nie, nie. Bogdan niczego nie komentował. On był naprawdę przerażony. On był chyba w gorszym stanie niż ja. Podejrzewam. Bardzo to przeżył. Co mnie dlatego dziwi, że teraz nie chce o tym rozmawiać. Ale widocznie może zmieniły mu się priorytety w życiu i nigdy nie pytał mnie o to.
[02:16:23] - Interesujące byłoby, gdyby nam mógł to wszystko opowiedzieć.
[02:16:29] - Byłoby.
[02:16:29] - Słuchaj, bo tutaj też są takie... Bo cały czas w zasadzie wałkujemy jedne kwestie. Bo już wyprostowaliśmy tą hipotezę mówiącą, że Józek was robił na czarno, że was chciał nastraszyć. Bo to są rzeczy możliwe i możliwsze. I myślę, że gdyby chciał was wystraszyć, to by wam powiedział: „A ja was nie znam w ogóle”. Albo gdybyście nie chciał wpuścić do domu: „A ja was nie znam, nie zapraszałem cię i co?” I to by było proste. Nie musiałby się bawić w demona, żeby was stamtąd wypędzić.
[02:17:05] - Nie, oczywiście. Po prostu wystarczyło, żeby powiedział: „Słuchajcie, przykro mi, ale musicie wrócić”.
[02:17:10] - Tak. Słuchaj, jeszcze jedna sprawa. Tutaj pojawia się takie zapytanie i hipoteza odnośnie tych kroków na górze, o której zapomnieliśmy. I tutaj jeden pan pisał, że miał podobny przypadek. No i u niego to były huny. Oczywiście są zwierzęta, które taki hałas mogą czynić, ale jest rzecz, którą trzeba o tym strychu powiedzieć. Fakt, że on był pełen siana nie oznacza, że ono tam leżało, tylko był po prostu wypchany tym sianem. Jakby ładowali tam tą ostatnią furę, to ledwo-
[02:17:47] - Nie, nie wchodzili.
[02:17:48] - Ledwo mogli to upchnąć. Interesujące są oczywiście te wszystkie pytania, dlatego że one są bardzo potrzebne.
[02:17:58] - A poza tym jeszcze jest jedna sprawa, że to było takie ciągłe, powtarzające się i niezmieniające się w swoim rytmie. Tak więc trudno od zwierzęcia wymagać, żeby biegało w kółko dokładnie w takim samym tempie i to samo robiło przez kilkanaście czy nawet 20, czy 30 razy.
[02:18:19] - Słuchaj, jeszcze takie... Tutaj mówię ci, te pytania są w zasadzie cały czas takie same. Ludzie pytają o to, jak twój mózg na to wszystko reagował. Czy byłaś skupiona? Czy te nerwy już były w takim stanie, że już było ci wszystko jedno i byłaś-
[02:18:39] - Było mi wszystko jedno.
[02:18:40] - Byłaś okazem spokoju?
[02:18:42] - Nie. Było mi wszystko jedno, naprawdę było mi wszystko jedno i naprawdę bardzo się bałam. To był taki przerażający strach, paraliżujący właściwie.
[02:18:53] - Bo oczywiście to też trzeba brać pod uwagę. Nikt z nas czegoś takiego nie przeżył oprócz ciebie. Może jeszcze któryś ze słuchaczy, ktoś się nie chce do tego przyznać. I naprawdę reakcje emocjonalne w takich sytuacjach są też różne. To tak jak człowiek reaguje na wypadek na przykład. Nie wszyscy reagują jednakowo. Niektórzy reagują agresją, inni reagują spokojem, inni poddaniem się. Tutaj, w tym przypadku też to było interesujące. Cóż, dwie i pół godziny rozmawiamy już o tym. Wyczerpaliśmy powoli temat.
[02:19:28] - Tak.
[02:19:28] - Po prostu, że wiesz, że jeżeli ktoś miałby do ciebie pytania, bo na pewno takie będą, to można cię znaleźć łatwo na przykład na grupie „Nieznanego Świata” i tam wszystkie-
[02:19:40] - Dokładnie.
[02:19:41] - Ewentualnie wątpliwości wyjaśnić. Chociaż myślę, że tych wątpliwości nie było. Te pytania na pewno się też pojawiły z takiego powodu, że dzisiejsza audycja w pierwszej części swojej, zanim przeszliśmy do wyjaśnień, była historią. Jeżeli ktoś się włączył na przykład 15, 20 minut później, to ominął niektóre rzeczy, nawet te najważniejsze. Także jeszcze raz zachęcam tych, którzy troszeczkę później przyszli, może coś przegapili, żeby posłuchali początku tej opowieści, bo naprawdę zawarliśmy tam dużo szczegółów. Cóż, bardzo ci dziękuję jeszcze raz.
[02:20:22] - Dziękuję. Ja jeszcze chciałam tylko jedną rzecz małą dodać, że często się zastanawiałam nad tym, czy to przypadkiem nie był wytwór mojego umysłu, ale ja widziałam reakcję Marka i na przykład widziałam jego reakcję na to, jak zaczął ten zegar z tyłu za nami tykać. Ja wiedziałam, że on to słyszy. Zresztą mi to potem powiedział. Ja wiedziałam, że on to słyszy. Także to nie było tylko, że ja słyszałam. To w gruncie rzeczy pomogło mi, bo przynajmniej miałam świadomość tego, że nie oszalałam mimo wszystko i że jednak obydwoje słyszymy to samo. Może gdybym mu powiedziała: „Marek, czy ty słyszysz ten zegar?” Może on by wtedy tak samo go zaczął słyszeć. Ale nie. On zaczął go słyszeć w tym samym momencie, kiedy ja.
[02:21:03] - To były rzeczy, które następowały, które nas bardzo zaskakiwały. Nie wiedzieliśmy, co nastąpi za chwilę, za moment. Także to mi dało tę pewność, że jednak to, co widziałam i to, co przeżyłam, faktycznie miało miejsce.
[02:21:21] - Miało to miejsce, przypominamy, prawie 35 lat temu.
[02:21:25] - Dokładnie.
[02:21:27] - W Bieszczadach. Dziękujemy jeszcze raz.
[02:21:31] - Dziękuję bardzo. Dziękuję wszystkim.
[02:21:33] - Fascynująca opowieść. Na pewno nie skończy się na tym. Na pewno pojawią się jakieś pytania. Także jak mówię, wszystkich chętnych zapraszam na grupę czytelników Nieznanego Świata, gdzie można z Grażyną porozmawiać o tym bez problemu. Marku, bo widzę, że już chyba nie mamy pytań innych. Wiesz, co mnie ciekawi? Że to zdanie, które powiedziałeś na końcu, odpowiedziało na bardzo wiele wątpliwości, które się pojawiły na czacie, na bardzo wiele pytań. Fajny zbieg okoliczności. W każdym razie to tyle z naszej strony. Dziękujemy ci jeszcze raz i życzymy dobrej nocy.
[02:22:17] - Dziękuję bardzo.
[02:22:18] - Pozdrawiamy całą Norwegię.
[02:22:21] - Dziękuję.
[02:22:21] - Marku, a co za tydzień w debatach niekontrolowanych?
[02:22:28] - Ja już na za tydzień zaklepałem gości. Będzie między nimi Marek Żelkowski i Chris Miekina. Może jeszcze będzie ktoś, ale tych dwóch panów będzie na pewno. Będziemy dyskutować o mitach, które krążą w internecie, dosyć popularnych. Jedne mity będziemy potwierdzać, inne mity będziemy obalać. Prawda, Piotrze?
[02:22:52] - Oczywiście. Marek Żelkowski, Chris Miekina. Muszę powiedzieć takie znajome nazwiska. Także zachęcamy. To będą historie niezwykłe. To nie będą opowieści o czarnej owcy. Postaramy się was rozbawić i przestraszyć, jak zwykle. Zachęcamy oczywiście do odwiedzania naszych stałych witryn, do przesyłania swoich relacji. Przypominamy panu Tomkowi, który do nas dzwonił, żeby do nas napisał, bo tam nie padły wszystkie informacje, których się chcieliśmy dowiedzieć. Może nam się uda tę sprawę wyjaśnić.
Tym bardziej że ktoś tutaj na czacie pisał, że widział coś podobnego. Dziękuję raz jeszcze. Pozdrawiam wszystkich i do usłyszenia w Radiu Paranormalium za tydzień. Cześć, trzymajcie się.
[02:23:47] - A mówił te słowa do państwa Piotr Cielebiaś, zastępca redaktora naczelnego Nieznanego Świata, prowadzący również debaty w Radiu Paranormalium. Dzięki jeszcze raz, Piotrze.
[02:23:58] - Dzięki, dzięki. Cześć.
[02:23:59] - A naszym gościem specjalnym była dzisiaj pani Grażyna Niedzielska, autorka relacji o bieszczadzkim domu złym, którą dzisiaj usłyszeliśmy, a którą też kilka miesięcy temu opublikował Nieznany Świat. Dziękujemy jeszcze raz, pani Grażyno.
[02:24:15] - Dziękuję bardzo.
[02:24:17] - A audycję od strony technicznej obsługiwał jak zawsze Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień. Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Numer telefonu 32 746 00 08, 32 746 00 08. E-mail radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl oraz Skype radio.paranormalium.pl. Czekamy na twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.
[02:25:21] - Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. Tylko że z wyłączeniem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
[02:25:32] - Posłuchaj nieznanego. Radio Paranormalium www.paranormalium.pl.
[02:25:43] - Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale blogi na www.paranormalium.pl.
[02:26:01] - Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. Tylko że z powrotem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
[02:26:13] - Archiwum Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.
[02:26:39] - Dwa miesiące temu był trop prowadzący do pewnego radia, że ktoś tam słyszał podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie.
[02:26:50] - Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. www.paranormalium.pl