[01:44] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Rozpoczynamy kolejną debatę niekontrolowaną. Dziś będzie to jedna z tych debat, które będą ze zdecydowanie, mamy nadzieję, większym udziałem słuchaczy, bowiem już teraz otwieramy naszą linię telefoniczną. Już za chwilę będzie można dzwonić. Dzisiaj postanowiliśmy zorganizować pytania niezadane, a po drugiej stronie gałta jest ten, o którego regularnie zawsze ktoś na naszych czatach pyta. Nasz niestrudzony poszukiwacz prawdy Chris Miekina. Witaj, Chrisie.
[02:22] - Witaj, witaj. Dzięki, że już mnie wystawiłeś na odstrzał. Teraz to będzie tylko kwestia czasu. Nie jesteśmy dzisiaj w osłabionym składzie, bo nie ma Piotra, nie ma innych panów, którzy się tutaj udzielają w radiu. Także strzelajcie.
[02:40] - Strzelajcie, strzelajcie, zaraz będą strzelać, pytaniami oczywiście. Ale zanim zacznie się ostrzał pytań pod naszym adresem, podam tradycyjnie kontakty do Radia Paranormalium. Nasze numery telefonów to 32 746 0008, 32 746 0008. Numer komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02, 36 08 80 02. Czekamy także na państwa pytania, komentarze i różne inne ciekawe wiadomości na naszych czatach, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także nas znaleźć na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam również wysłać pytania, komentarze, jakieś inne ciekawe wiadomości, i oczywiście relacje z obserwacji różnych zagadkowych zjawisk na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Jako pierwsze dzisiaj padnie pytanie od naszego słuchacza, pana Jarosława.
Brzmi ono następująco: „Jaką opinię ma Chris w sprawie whistleblowera Williama Tompkinsa? Czy to dezinformator, czy coś z tego szokującego, co mówi, może być prawdą? Słyszałem, że miał mieć spotkanie z Kerry Cassidy z projektu Camelot w temacie pedofilii elit i zaginął po nim ślad”. A drugie pytanie jest następujące: „Jaki jest jego stosunek, czyli Chrisa, do kwestii historyczności Jezusa? A także czy uważa reinkarnację i karmę za realny i jedyny mechanizm bytności dusz we wszechświecie?” Pytanie rozbudowane, tak rozbudowane, że z jednego zrobiły się trzy. Dlatego teraz oddam tobie, Chrisie, głos.
[04:52] - O zasięgu kosmicznym, bo pan Tompkins mówi o tym, że amerykański rząd od dawna jest uwikłany w najrozmaitsze historie związane z przybyszami z kosmosu. Prowadzi jakieś układy tajne z Nordykami, tymi pięknymi blondynami i blondynkami, a także prowadzi układy z reptilianami. Opowiada bardzo długą, spójną historię. Rzeczywiście Kerry Cassidy nagrała to w dwóch częściach. Słucha się tego dobrze, ale ja mam duże wątpliwości co do tego typu whistleblowerów, dlatego że gdyby chociaż odrobina z tego była prawdą, to chyba nigdy by nie doszło do takiego wywiadu. Chyba pan Tompkins, jeżeli zaginął gdzieś, to chyba w jakimś przytułku psychiatrycznym czy czymś takim. Dlatego że oprócz tych wszystkich historii o rządzie amerykańskim uwikłanym właśnie w najrozmaitsze związki z przybyszami z kosmosu, opowiada również dziwne historie o samym sobie. Na przykład o tym, że zwykł w swoich latach chłopięcych przelatywać sobie nad Ameryką. Najczęściej lata sobie nad Los Angeles, nad San Diego, przelatywał nawet nad Portoryko. Był w stanie lądować na rozmaitych okrętach, przysłuchiwać się rozmowom rozmaitych admirałów, nawet na rosyjskich okrętach.
Opowiadał, jakie rozmowy prowadził na przykład admirał Greczko i opowiadał, jak pachnie kawą w jego kajucie, a nawet opowiadał, z jaką prędkością latał i że mógł z taką prędkością przemieszczać się nawet po wszechświecie. Bo skoro on był w stanie tak latać, w związku z tym przybysze z kosmosu mogli latać kilka razy szybciej. Jeśli wziąć to wszystko razem w jedną całość, zaczyna to tracić bardzo mocno na wiarygodności. A w świetle tego, co obecnie dzieje się w geopolityce, w różnych manewrach wojennych, gdyby rzeczywiście amerykańska US Navy dysponowała przynajmniej częścią tego typu technologii, jakie miałaby uzyskać od kosmitów, byłaby rzeczywiście absolutnie nie do pokonania. I takie przypadki jak ostatni z Fitzgeraldem, a wcześniejszy z Cookiem, nigdy by po prostu do nich nie doszło. Tymczasem dzieje się trochę inaczej. Myślę, że to, co robi Kerry Cassidy jest z jednej strony bardzo ciekawe i interesujące, ale z drugiej strony nagłaśnia coś, co rzeczywiście bardzo pobudza wyobraźnię, natomiast niekoniecznie może mieć swoje źródła w rzeczywistości. Ta sama Kerry Cassidy wyśledziła innego whistleblowera, który nazywa się Corey Goode, który również opowiada o wszystkich związkach wojska z kosmitami. Z kolei w jego przypadku udało się odnaleźć, że pan Goode jest niestety dezinformatorem, że robi to wszystko praktycznie dla pieniędzy. A jeżeli rzeczywiście pracuje dla jakiejś instytucji wojskowej, to jest to działanie przeciwko ruchowi ufologicznemu, które ma służyć zaciemnianiu jakiegokolwiek poszukiwania tego, jak jest w rzeczywistości, jak jest naprawdę.
Zwłaszcza że Corey Goode działał bardzo aktywnie, usiłował dostać się do tego grona ludzi, którzy między innymi skupieni są wokół Richarda Dolana i jego idei odrywającej się cywilizacji. Myślę, że jest to jedyny moment, w którym osoba Goode'a potwierdza, że rzeczywiście Dolan i ludzie wokół niego zebrani mogą rzeczywiście do czegoś dojść. Jest coś na rzeczy. Odkryli czy dotknęli czegoś bardzo niebezpiecznego i istotnego. My tutaj w Radiu Paranormalium często wracamy do tej idei odrywającej się cywilizacji. Bardzo trudno jest ją uchwycić, zdefiniować, ale odnosi się wrażenie, że rzeczywiście gdzieś pod skórą coś takiego istnieje, coś takiego się dzieje i ktoś nie chciałby, żeby to wszystko wyszło na jaw. Taki człowiek jak Richard Dolan jest naukowcem, historykiem, potrafi pracować w sposób systematyczny, zbierać rozmaite dane i wyciągać interesujące wnioski. Te wnioski między innymi potwierdziła Kathryn Austin Fitts, która jest doskonałym ekonomistą. Między innymi przez jakiś czas pracowała bodajże w rządzie George'a Busha i między innymi udało jej się wykryć szereg malwersacji finansowych. Po prostu zniknęły pieniądze i nie wiadomo, dokąd popłynęły.
Być może właśnie tam, gdzie popłynęły te pieniądze, jeśli podążyć za nimi, to popłynęły do tych czarnych różnych projektów, które właśnie tworzą i budują tę odrywającą cywilizację. Dlatego wracając do pana Tompkinsa czy do Corey Goode'a, niespecjalnie im wierzę, tak jak zresztą większości whistleblowerów, dlatego że oni za każdym razem mają mało dowodów, a wymagają, żeby wierzyć im na słowo. I to jest największy problem tego, co robią, że są kimś w rodzaju proroków czegoś, czemu po prostu jeśli się nie wierzy, to nie ma sobie czym głowy zawracać. Myślę, że można sobie nie zawracać głowy tym od początku, bo tak jak powiedziałem, nie ma niczego, czego można by się uchwycić. Pan Tompkins opowiada ze szczegółami najrozmaitsze historie, z kim się kontaktował, kogo znał, ale problem w tym, że praktycznie wszyscy ci ludzie, o których mówi, już nie żyją, więc nawet nie można tego sprawdzić. Poza tym sama historia, w jaki sposób dostał się w sam środek tego typu niezwykłych spotkań pomiędzy przybyszami z kosmosu a ludźmi. Dostał się wprost z liceum. Chodził do drugiej klasy liceum, kiedy nagle dostał powołanie do armii i nagle ni stąd, ni zowąd stał się asystentem admirała Rico Botty, który w ramach właśnie US Navy prowadził negocjacje z Nordykami i starał się pozyskać najrozmaitsze technologie. To, co jeszcze sprawia, że tego typu myślenie i patrzenie na te kontakty jest czymś absolutnie nieprawdopodobnym, jest fakt, że kiedy w Stanach rozpoczęto program kosmiczny, na początku tym programem zajmowało się US Navy, które miało najbardziej zaawansowane technologie do swojej dyspozycji. I jak się okazało, ten projekt wysłania pierwszego amerykańskiego satelity w przestrzeń kosmiczną na rakiecie Vanguard skończył się bardzo spektakularną klapą.
Kiedy rosyjski Sputnik już sobie przez jakiś czas latał dookoła Ziemi, amerykański z rozbitej rakiety po prostu wysypał się i potoczył się w stronę śmietnika tam, gdzie jest jego miejsce i dlatego nazwano go Kaputnik, w odróżnieniu od tego rosyjskiego, że się nie udało. Po tej spektakularnej klęsce rakiety Vanguard i programu kosmicznego prowadzonego przez US Navy poproszono Wernera z kolesiami z SS, żeby zrobili porządny program i na bazie V2 wymyślili coś, co rzeczywiście dorówna Rosjanom. I rzeczywiście tak się stało. Stało się to w kilka wręcz miesięcy. Werner z kolesiami byli na to przygotowani, więc To oni odnieśli spektakularny sukces i rozpoczęli amerykański podbój kosmosu. Tyle na temat pana Tompkinsa. Już sobie nie zawracam nimi głowy. Może jeszcze na koniec dodam, że takim człowiekiem, który zbiera tych wszystkich whistleblowerów, którzy mają niezwykłe historie na temat rządów, związków rządu z kosmitami, jest Michael Salla. Człowiek związany z tymi wszystkimi ruchami EXO, czyli ruchami, które mają doprowadzić między innymi do ujawnienia czy też do nakreślenia, czym są i kim są te cywilizacje kosmiczne, z którymi ciągle się stykamy. Michael Salla, jego kariera zawodowa była w wojsku, jest emerytowanym pułkownikiem.
Pokazuje, że tacy panowie, tacy byli pułkownicy, tacy byli wojskowi jak on i na przykład pułkownik Corso, być może robią dokładnie to samo. Stoją na froncie dezinformacji, opowiadają coś, co nie jest zgodne z prawdą po to, żeby kompletnie zmylić trop, zbić nas z pantałyku, zamieszać tę historię, sprawić, żeby była nie do odgadnięcia, a w najlepszym przypadku pokłócić ze sobą ludzi. Co jest bardzo skuteczne, bo ufologia i ufolodzy są środowiskiem niezwykle skłóconym. To im się na pewno udało. Za każdym razem, gdzie widzę, że ktoś jest związany w jakąś historię z UFO, jest związany w jakiś sposób z wojskiem, dla mnie zapala się lampka alarmowa, że trzeba bardzo uważać, bo ten pan, mimo że jest na emeryturze, może występować służbowo. Z kolei z drugiej strony z najrozmaitszych innych informacji, doświadczeń z tego, co się dzieje w świecie, wystarczy bardzo niewiele, żeby wydać na siebie wyrok i zejść z tego świata. Prawdopodobnie o wielu whistleblowerach nie wiemy tylko dlatego, że nie zdążyli niczego powiedzieć. Być może byli to ludzie, którzy mieli autentyczne informacje, które chcieliby przekazać. W polityce takie rzeczy dzieją się wręcz nagminnie, gdzie skala tych informacji jest o wiele mniejsza, również płacą życiem za różne informacje, które ktoś chce utajnić. Więc dlaczegóż by tego typu ludzie, którzy opowiadają, wymieniają nazwiska admirałów, generałów, wymieniają miejsca: Strefa 51, Baza Patterson Wright i wiele innych miejsc.
Wymieniają, opisują technologie, jakie zostały użyte. Dlaczego ci ludzie mogliby spokojnie nie tylko o tym opowiadać, nikt im w tym nie przeszkadza, ale nie płacą za to żadnej ceny. Natomiast ich książki są wystawione na witrynie Amazonu, bo za każdym razem, kiedy wchodzę na Amazon, to właśnie książki Salli i Gooda pokazują się jako pierwsze. Nie wiadomo dlaczego. Może dlatego, że na początku pierwszą z nich kupiłem. Zaszokowała mnie. Chciałem kiedyś o niej opowiedzieć w Radio Paranormalium. Instynkt mi podpowiedział, że może jednak jeszcze nie tym razem, że jeszcze trzeba nad tym pomyśleć. I dziś jestem absolutnie przekonany, że jest to dużo śmieci kolorowych, wesołych, interesujących, fascynujących, bardzo spójnych, dobrze wymyślonych, ale nie sądzę, ażeby miały w jakiś sposób pokrycie w rzeczywistości.
[15:46] - Drugie pytanie od naszego słuchacza, pana Jarosława, brzmiało następująco: „Jaki jest twój stosunek do kwestii historyczności Jezusa?”
[15:56] - Już mój strzał z biodra. Jezusem się można narazić wielu osobom, ale zaryzykuję. O Jezusie, zdaje się, wspominamy przy każdej okazji. Czasami tylko w okrzyku strachu: „O Jezu!”
[16:18] - Właśnie komuś się chyba naraziliśmy, bo właśnie nam Chris zniknął. Chris, jesteś? Czy się słyszymy?
[16:25] - Ja jestem zwolennikiem jednak tej strony, która mówi, że Jezus nie jest postacią historyczną, jest postacią od początku do końca stworzoną. Dziś coraz więcej dowodów istnieje na to, że rzeczywiście tak było. Problem w tym, że nie ma żadnych dokumentów, które byłyby równoległe do czasów Jezusa, które by opisywały jego postać, jego fizyczne istnienie i funkcjonowanie. Wszystko jest z drugiej ręki, z trzeciej ręki albo po kilkudziesięciu latach. Nikt tak naprawdę nie wie, kiedy żył Jezus. Na pewno nie żył w roku zerowym. Najprawdopodobniej, jeżeli żył, żył jeszcze przed naszą erą i zaczęcie tego roku zerowego od momentu narodzin Chrystusa. Już nawet historycy w to za bardzo nie wierzą. Ci, którzy uznają, że Jezus mógł być postacią historyczną. To, co jeszcze mnie bardzo zaskakuje, za każdym razem, kiedy mówi się o historyczności Jezusa, to panika, jaką wywołują dokumenty, które są z czasów tuż przed Jezusem bądź z czasów równoległych.
Mamy tutaj dwie bardzo mocne historie. Pierwsza z nich dotyczy tekstów i zwojów z Qumran. Trwało kilkadziesiąt lat, zanim te zwoje odczytano. Zwoje były dokumentami głównie esseńczyków. Opowiadały o Zbawicielu w zupełnie innej formie niż to przedstawia Nowy Testament. Nie wspominały nic o Jezusie. Nie ma w tych dokumentach dla niego miejsca. Trwało bardzo długo, zanim te teksty trafiły do wiadomości publicznej. Dziś nawet tak naprawdę do końca nie jesteśmy pewni, czy to, co zostało nam przetłumaczone, jest rzeczywiście tym, co zostało napisane w tego typu zwojach. Badają je historycy, ale tak naprawdę historycy badają kopie tych tekstów.
Prawdziwe zwoje z Qumran, te które znaleziono w jaskini, w tej chwili wykupione są wszystkie, znajdują się w Izraelu. Są ich własnością. Światu dano tylko kopie, natomiast kopie elektroniczną zawsze można zmienić. W tym przypadku być może nawet z dużą łatwością, po to, żeby ten obraz zaciemnić. Natomiast zamieszanie, jakie powstało, czy one są prawdziwe, czy też nie. Mnóstwo ekspertów, milczenie złowrogie Kościoła na ten temat wskazywało, że coś jest na rzeczy, coś musi bardzo przerażać te wszystkie instytucje chrześcijańskie, które na Jezusie zbudowały swoją gigantyczną potęgę. Drugi element to bardzo świeży element, bo chodzi tutaj o tak zwane Kodeksy Jordańskie. Kodeksy Jordańskie są zespołem sześćdziesięciu niewielkich książeczek. Są to książeczki, które kartki mają wielkości mniej więcej karty kredytowej i one są wytłoczone w ołowiu i związane spiralą drutu. Oczywiście pierwsza reakcja na te książeczki była, że jest to oczywiście ściema, że jest to podróbka, że Beduini robią takie rzeczy seriami na sprzedaż.
Ale ludzie, którzy zabrali się za badanie tych Kodeksów Jordańskich, podeszli do tego w sposób naukowy, między innymi w Instytucie Atomowym, jakimś najsłynniejszym brytyjskim, zrobiono badania tych kodeksów. Okazało się, że ten ołów, z którego zostały te kodeksy zrobione, jest autentycznie starym ołowiem gdzieś z przełomu właśnie naszej ery i przed naszą erą. Czyli czasy się zgadzają. Między innymi patyna, która była na tych wytłoczonych wizerunkach, rysunkach i napisach również wskazuje na bardzo długi czas. Oczywiście istnieje teoria, że Beduini potrafią doskonale podrabiać takie rzeczy, ale dziś nie ma aż tak wielu wątpliwości, aby uznać je za autentyczne. I właściwie trzeba niewiele dobrej woli, żeby móc ogłosić światu, że oto mamy dokumenty, które mówią o czasach Chrystusa, gdzie dokumenty, które zapisywane były, kiedy Jezus powinien jeszcze chodzić gdzieś po Jerozolimie albo gdzieś po Nazarecie, gdzieś na Bliskim Wschodzie sobie chodził i nauczał. I w tym czasie powstawały te kodeksy. Kodeksy są już kodeksami chrześcijańskimi. Natomiast ich bagaż, ten taki największy dynamit, który w tej chwili w nich się znajduje, pokazuje, że tak naprawdę chrześcijaństwo nie jest nową religią. Chrześcijaństwo jest tylko i wyłącznie próbą reformy judaizmu.
Że dziś to, co my nazywamy chrześcijaństwem, ma niewiele wspólnego, oprócz osoby Jezusa, z tym, o czym prawdopodobnie on mówił i nauczał w czasach, w których ewentualnie żył. Z tych kodeksów wynika także, że to chrześcijaństwo, to, co my dziś nazywamy chrześcijaństwem i które miało się zacząć od Jezusa, istniało już jakiś czas, zanim on w ogóle pojawił się, jeśli pojawił się na Ziemi. Także jest to religia starsza niż Jezus. Jest to próba zreformowania judaizmu i wymyślona została i stworzona na potrzeby ludzi Bliskiego Wschodu, a następnie zrobiło to oszałamiającą karierę głównie w Europie i w reszcie świata. I odcisnęło swoje olbrzymie piętno, które odczuwamy do dziś. Ja nie jestem jakimś tam wrogiem religijnym, nie wpadam w fanatyzm ateistyczny. Zresztą sam nie jestem ateistą. Wierzę, bo wielu rzeczy nie można wytłumaczyć. W związku z tym trzeba je w jakiś sposób brać na wiarę. Natomiast moja wiara nie jest związana z jakąś określoną organizacją czy religią, czy czymś takim.
Natomiast patrząc na to, co wydarzyło się w historii właśnie chrześcijaństwa i w jaki sposób zmanipulowano osobę Jezusa w tą całą historię, jakie są tego konsekwencje po dzień dzisiejszy, a także przez ostatnie dwa tysiące siedemnaście lat, robi to potężne wrażenie i widać wyraźnie, że ktoś, kto tym sterował, wiedział doskonale, co robi, do czego ma to służyć. Kiedyś wspominałem o książce Atwuda, który jest angielskim historykiem i który przeprowadził bardzo dokładną i bardzo systematyczną analizę historyczną, w jaki sposób mogło dojść do tego, że chrześcijaństwo zrobiło właśnie taką karierę, że nagle gdzieś z jakiegoś, przepraszam za słowo, zadupia, gdzieś na kamieniach dzisiejszego Izraela, Palestyny, jakkolwiek by tego nie nazwał, coś takiego wypłynęło na zewnątrz i nagle zostało zaakceptowane przez ludzi kompletnie odrębnych kulturowo. Atwud opowiada o tym, że tak naprawdę wszystko zaczęło się od tego wielkiego powstania, jakie wybuchło w Judei przeciwko cesarzowi rzymskiemu Tyberiuszowi. Tyberiusz wysłał wtedy, żeby stłumić powstanie swojego najlepszego generała, którym był wówczas Wespazjan. Wespazjan był zaskoczony zaciętością, z jaką Żydzi walczyli z nim. Dziś powiedzielibyśmy o swoją wolność. Trudno tak naprawdę określić, o co oni walczyli. Walczyli przede wszystkim o swoją tożsamość. Wespazjan uważał, że to nie jest jakiś wielki problem, żeby w świątyni postawić jeszcze posąg cesarza i wszystko powinno być dobrze. Komu to przeszkadzało?
We wszystkich innych miejscach, które zdobywali Rzymianie, udawało się dostawić posąg cesarza i podbita ludność to akceptowała i imperium sobie działało i funkcjonowało. Natomiast tutaj Żydzi dostawali wręcz gorączki, gdy nagle okazywało się, że w świątyni, która była przeznaczona Jahwe, którego imienia nawet nie można wymieniać, już nie mówiąc o tym, żeby przedstawiać go w formie obrazu, stawiano nagle posąg cesarza Tyberiusza. Było to dla nich nie do przyjęcia i w całej historii Rzymu powstanie w Judei było najdroższym I najbardziej krwawym przedsięwzięciem. Do tego stopnia, że kiedy po 10 latach udało się je stłumić, a stłumił je Tytus, syn Wespazjana, wreszcie do końca, kiedy Rzymianie wracali do domu, nawet nie stawiali sobie łuków triumfalnych, dlatego że ponieśli tak wielkie straty i cała ta historia była tak bardzo kosztowna. Natomiast Wespazjan wyciągnął z tego jeden bardzo ważny wniosek. Kiedy zrozumiał, jaka jest idea przyświeca Żydom, dlaczego tak zaciekle walczą, zrozumiał, że w jego cesarstwie to, co powinno ludzi zjednoczyć, to powinna być właśnie religia. I wówczas według Atwooda podjął decyzję, ażeby taką religię, uniwersalną religię, która będzie pełniła funkcje administracyjne, będzie trzymała w karbach ludzi, którzy mówią różnymi językami, żyją na dwóch końcach imperium i tak naprawdę nie potrafią się dogadać ze sobą. Dzięki takiej religii jest w stanie stworzyć klamrę, która ich połączy. Oczywiście takiej rzeczy nie da się zrobić z dnia na dzień, natomiast pomysł był genialny. Zwłaszcza że Wespazjan i Tytus wzięli do niewoli Józefa, którego dziś znamy jako Józefa Flawiusza, dlatego, że Wespazjan go usynowił, dał mu swoje nazwisko.
Józef jest dla Żydów jednym wielkim zdrajcą, ale do końca tego nie był taki pewien, czego aż tak bardzo za to nienawidzą. Dlatego, że Józef był jednym z tych arystokratów tamtejszych czasów, tamtejszej kultury żydowskiej, który miał powiązania z najbogatszymi, najbardziej wpływowymi i najmądrzejszymi ludźmi tamtych wieków. Przede wszystkim był skoligacony z różnymi możnymi rodami w Aleksandrii. I to właśnie tam stworzono coś, według Atwooda oczywiście, co dziś nazywamy Nowym Testamentem. Potrwało to jeszcze kilkaset lat, zanim ta religia stała się coraz bardziej potężna, coraz bardziej popularna, aż wreszcie cesarze rzymscy sami ją przyjęli i tym samym w jakiś sposób zjednoczyli cesarstwo, które wokół tej religii chrześcijańskiej ciągle krąży. Ciągle ta myśl o zjednoczeniu Europy wokół czegoś krążyła w ogóle wokół religii. Dlatego, że późniejsi cesarze Świętego Cesarstwa Rzymskiego również o takim zjednoczeniu myśleli. I dziś, mimo że religia pozornie nie odgrywa tak wielkiej roli, ciągle Watykan i papież, osoba papieża i polityka Watykanu ma olbrzymie wpływy na świecie i jest w stanie wiele w tym świecie zmienić na dobre bądź na złe. Różnie to bywa, ale tak pokrótce to wygląda, że w mojej opinii postać Jezusa, nawet gdyby była historyczna, tak naprawdę do dzisiejszej wersji jest na tyle zmanipulowana, ażeby móc firmować pewną religię. Bo jeżeli przyjrzymy się, czym jest religia w historii każdego narodu, praktycznie jest to narzędzie kontroli.
Jest to narzędzie kontroli, które jest konieczne, żeby móc trzymać organizację społeczną w jakichś karbach. I dlatego polityka i religia zawsze idą ramię w ramię. Może w ten sposób.
[27:46] - Przepraszam za te tutaj atrakcje dźwiękowe, ale przekazuję właśnie Chrisowi messengerem pytania, które przychodzą drogą SMS-ową. Za chwilę postaramy się znaleźć na nie odpowiedź. W międzyczasie jeszcze ostatnie pytanie od pana Jarka, naszego słuchacza: czy uważasz reinkarnację i karmę za realny i jedyny mechanizm? Tak?
[28:12] - Czy ja tak uważam?
[28:14] - Jedyny mechanizm bytności dusz we wszechświecie.
[28:18] - Brzmi to super atrakcyjnie. Wspaniale to brzmi i w zasadzie gdyby reinkarnację oddzielić od religii, wówczas jest absolutnie do zaakceptowania. Jest może nawet i do zaakceptowania w sensie fizyki kwantowej. Dlatego, że jeżeli nasze życie jest energią, my sami jesteśmy energią, to wówczas zakładając, że energia jest czymś niezniszczalnym we wszechświecie, tylko przeradza się z jednej formy w inną, to wówczas rzeczywiście reinkarnacja będzie rzeczywiście istniała, dlatego, że będzie to kolejna zmiana formy, w jaką ta energia przechodzi. Dziś jest właśnie w takiej jak teraz. Kiedy możemy rozmawiać sobie przez radio, widzimy siebie jako fizyczne postaci, możemy się spotkać, pójść na piwo. Możemy robić mnóstwo innych rzeczy. Możemy coś wymyślać, napisać książkę, zaśpiewać piosenkę. To być może w innej zupełnie formie będzie to wyglądało zupełnie inaczej. Natomiast ponieważ nie ma realnego doświadczenia reinkarnacji, trudno jest to zjawisko opisać i ewentualnie można założyć tylko jako teorię.
Ja patrzę z sympatią na reinkarnację dlatego, że nikt tak naprawdę nie usiłuje nikomu jej narzucić siłą czy nie nakazuje wierzyć. W związku z tym wygląda w porównaniu do innych religijnych nakazów w innych rodzajach religii o wiele bardziej spokojnie i o wiele bardziej refleksyjnie. O wiele bardziej można temu zaufać. Zwłaszcza że chciałoby się wierzyć, znaczące słowo, że nasze życie nie jest tak jak życie roślin, że coś z nim się dalej dzieje. Zawsze nam jest żal trochę opuszczać tego świata. Płaczemy po ludziach, którzy odeszli. I tutaj, kiedy popatrzymy na takie pogańskie, dawne kultury, niektóre zupełnie niedawne, jak na przykład kultura Majów, to oni, kiedy umierali, w przeciwieństwie do nas nie płakali za kimś, że ktoś umiera, bo ten ktoś zawsze się wybierał gdzieś w jakąś podróż. To też mimo odległości w czasie i przestrzeni do twórców klasycznej reinkarnacji na Półwyspie Indyjskim pokazuje, że mieli podobną wizję. Że rzeczywiście coś się z nami jeszcze dzieje w tym życiu, że dokądś zmierzamy, że życzyli sobie dobrej drogi ci Majowie. Nawet zręby tej reinkarnacji są w chrześcijaństwie, bo teoretycznie życie nie kończy się tutaj na naszej planecie, tylko jest gdzieś jeszcze.
Tyle że Kościół za każdym razem mówi: „I tak pójdziemy do piekła za cokolwiek” i w ogóle mamy przechlapane. Tak że ta religia i ta reinkarnacja jest średnia i bardzo trudna do zaakceptowania. Ale większość religii właśnie o tym mówi, że to nie jest koniec, że dokądś zmierzamy. Tak że jest to pewna forma reinkarnacji i dlatego można powiedzieć ogólnie, że jeżeli istnieje takie przeczucie i takie spojrzenie na to, że jeszcze coś z nami się dzieje i na dodatek potwierdza to w jakiś sposób fizyka w sposób pośredni, to coś w tym pewnie jest i można to zaakceptować. Myślę, że najlepiej w dowolnej formie, bez żadnych kodeksów, magazynów czy też nakazów, czy rad mędrców.
[31:45] - Przypomnę, że słuchacie państwo kolejnej „Debaty Niekontrolowanej”. Dziś szukamy z Chrisem Miekina odpowiedzi na pytania niezadane. Tutaj ktoś próbował się dodzwonić, ale ponieważ Radio Paranormalium nie odbiera połączeń z numerów zastrzeżonych, nie udało się wejść na antenę. Takie mamy zasady. Musimy mieć pewność po prostu, że nie będzie trollowania. Troszeczkę trolli to zawsze pozwalane odsiać. Powtórzę jeszcze raz kontakty do Radia Paranormalium. Telefony 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. Jesteśmy też na Skypie radio.paranormalium.pl, Gadu-Gadu 36 08 80 02.
Można także pytać na czacie Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Jesteśmy też na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Infra, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam również wysyłać pytania i komentarze na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Właśnie teraz chyba, raczej nie na radiowy numer, ktoś próbował zadzwonić. Chrisie?
[33:19] - Już się rozłączyłem. Chyba że to elektrownia, że mi prąd odetną, ale w niedzielę to myślę, że nie.
[33:27] - Piotrowi Cielebiasiowi kiedyś odcieli prąd dosłownie pięć minut przed audycją, więc może takie spóźnione odcięcie, ale mamy nadzieję, że jednak nie. Kolejne pytanie z naszej ściśle tajnej listy pytań brzmi następująco: pytanie z debaty o trzeciej wojnie światowej. Czy widzisz gdzieś w tym potencjalnym konflikcie Polskę, Chrisie?
[33:57] - Myślę, że Polska jest już w tej trzeciej wojnie światowej, bo z tych odgłosów, które mnie dochodzą, dzieje się bardzo dużo. Jak zawsze nasza Polska gdzieś tam rozerwana jest pomiędzy najrozmaitszymi interesami, a to jednej, a to drugiej strony. I za każdym razem bardzo mocno jest nasz kraj zaangażowany w to wszystko. Tak że gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. Historia podpowiada, że jeżeli się nie rozdaje kart w tego typu sytuacjach, to może lepiej trzymać się od tego z daleka. Co z kolei historycznie pokazali Czesi, że da się to zrobić. Zamiast rzucać się na barykady i krwawić straszliwie i wybić jedną piątą narodu, lepiej jest po prostu przeczekać przy piwku, poczekać aż jedni przebiegną w jedną stronę, potem będą wracać, bo będą ich gonić drudzy i robić po prostu swoje. Myślę, że oczywiście, że Polska nie jest wyspą odległą od całej reszty świata, więc te wszystkie najrozmaitsze historie, jakie się rozgrywają teraz i które są w sumie tak naprawdę bardzo groźne, będą miały swoje odzwierciedlenie też w naszym kraju. Tylko w jaki sposób? To pozostaje pytanie.
Ja mam nadzieję, że wojna światowa, w przeciwieństwie do dwóch poprzednich, może nie będzie miała takiego przebiegu, który będzie tak potwornie bezsensownym i bezmyślnym przelewem krwi. Myślę, że w tej chwili ludzkość ma zbyt dużo do stracenia w sensie swojej własnej egzystencji, ażeby do tego doprowadzić. Ale z drugiej strony, kiedy patrzy się na najrozmaitszych szaleńców gotowych tak naprawdę na wszystko, to okazuje się, że to, co mówię, to może być tylko pobożnym życzeniem, bo to aż skóra cierpnie, kiedy się patrzy, z jakimi zabawkami jeżdżą ci kolesie i jak niewiele brakuje, żeby coś się tak naprawdę zaczęło i rzeczywiście wyszło poza kontrolę. Zwłaszcza że jeszcze co widzimy? Widzimy oprócz tego, że istnieją problemy klasyczne, to znaczy problemy pomiędzy jednym państwem a drugim, to jeszcze istnieją problemy w elitach, które z kolei są pozapaństwowe. Jesteśmy po raz pierwszy tak naprawdę w sytuacji, kiedy możemy sobie nakreślić dwie mapy polityczne. Jedna mapa to będzie ta klasyczna z granicami i ze stolicami państwa. Druga będzie mapa, gdzie są różne powiązania korporacyjno-biznesowe, rodzinne i najrozmaitszych interesów ze sobą. To jest bardzo ciekawa mapa i coraz częściej, coraz mocniej ta druga mapa okazuje się być ważniejsza niż ta pierwsza. Zwłaszcza że świat powoli dochodzi do takiego momentu kryzysowego.
Świat zazwyczaj dochodzi do momentu kryzysowego. My ciągle uparcie wierzymy, że historia jest liniowa, że się rozwijamy, że jest coraz lepiej, że jest ewolucja. Wbili nam to w szkole do głowy i Kiedy popatrzeć na nią nawet nie tak dawno wstecz, to okazuje się, że ona jest tak naprawdę cykliczna, że coś się rozwija, dochodzi do punktu krytycznego. Bum! Coś się gwałtownie i momentalnie kończy, zaczyna się coś zupełnie nowego. Czasami te wybuchy są słabsze, czasami są bardzo silne. Taką eksplozją cywilizacyjną skończyła się epoka brązu. Następną eksplozją cywilizacyjną było zakończenie starożytności. Dziś, po rewolucji przemysłowej, która była kolejną gigantyczną zmianą w sposobie myślenia, patrzenia i postrzegania świata, dochodzimy do kolejnego takiego punktu. Tyle że widać to również po tych wydarzeniach historycznych, że za każdym razem konsekwencje są coraz silniejsze i coraz bardziej niebezpieczne.
Dziś na przykład problemem jest to tak naprawdę, że taki system jak kapitalizm dotarł do swojego kresu. Kapitalizm oznacza ekspansję. Jeżeli korporacje mają się rozwijać i zarabiać ciężkie pieniądze, muszą ciągle zdobywać nowe tereny. Ale już Ziemia jest kompletnie opanowana, podzielona, najmniejszy każdy jej skrawek. Ostatnie landy niezdobyte rozszarpano po 1989 roku, kiedy tak zwaną wolność odzyskała Polska i parę krajów z bloku tak zwanego kiedyś radzieckiego. Już wszystko rozdzielono, wszystko sprzedano i co było cenne, już ukradziono. I teraz ten kapitalizm nie ma się gdzie rozwijać. Jeszcze ewentualnie mógłby połknąć Rosję i próbuje to robić cały czas, ale jego kryzys jest bardzo wyraźny. I teraz, żeby tego już chodzącego trupa uzdrowić, to wypadałoby właśnie wymyśleć taką głośną, krwawą wojnę, która by zniwelowała wszystkie długi i która zniwelowałaby nadmiar pieniądza, jaki jest naprodukowany, bo jest olbrzymi, gigantyczny nadmiar pieniądza. My sobie chodzimy z tymi banknotami w kieszeni, a jeszcze bardziej nowocześni ludzie chodzą sobie z jednym kawałkiem plastiku albo wieloma kawałkami plastiku.
Płacą, nie zastanawiając się nad tym, że tak naprawdę wydają coś, co kompletnie nie ma żadnego pokrycia w wartości, że gdyby te pieniądze złożyć w jedną całość i stworzyć gigantyczną piramidę, prawie że do nieba z nich zbudować, to może by okazało się, że ten papier, na którym zostały wydrukowane, jest droższy niż ich całkowita wartość. To jest może dla pokazania tego wyobraźni. Jeżeli założymy, że na świecie w tej chwili jest około 37 bilionów dolarów, czyli amerykańskich trylionów w obrocie, to na przykład złota, gdyby chcieć zamienić to na złoto, jest tylko 17 bilionów, czyli amerykańskich trylionów. Mam nadzieję, że nie pomyliłem tutaj liczb, czyli jest praktycznie o połowę mniej. I to pokazuje, że jeżeli nie ma jakiegoś sensownego parytetu dla tych pieniędzy, to musi nastąpić w pewnym momencie kryzys. I dlatego w tym systemie, w którym żyjemy, w którym dominują korporacje, ażeby tym kryzysom w jakiś sposób upuścić krwi i uspokoić świat na jakiś czas, to najlepiej właśnie wywołać wojnę, która zetrze z powierzchni ziemi różnych dłużników, wierzycieli, spali rachunki najrozmaitsze i można zacząć od nowa coś, co potrwa następne kilkadziesiąt lat do kolejnego wybuchu. Dlatego właśnie Polska nie może pozostać obojętna na takie zjawiska. Najgorsze jest to, że my się strasznie w to wszystko angażujemy. Chcemy być na pierwszej linii. Pokrzykujemy raz na jednych, raz na drugich, a najczęściej na samych siebie i nad tym najbardziej boleję.
Oczywiście nie mówię tego z pozycji takiej, że chciałbym kogokolwiek nauczać, bo wiem lepiej. Nie, wcale nie wiem lepiej, jak powinno być. Widzę tylko, że kłócimy się za bardzo. Jeżeli kłócimy się za bardzo, to może się okazać, że po obu stronach tego konfliktu tak naprawdę steruje i stymuluje ta sama grupa, te same interesy, które w myśl tej hegelowskiej triady kontrolują za, przeciw i tych pośrodku.
[41:22] - I przechodzimy do kolejnego pytania z naszej ściśle tajnej listy pytań. Pytanie, które mieliśmy zostawić pierwotnie na debatę ufologiczną, ale aż kusi, aby je teraz zadać. Pytanie z debaty o zaginionych astronautach. Dużo mówi się ostatnio o powrocie astronautów na Księżyc. Swoje plany w tym względzie zapowiedzieli ostatnio Japończycy. Ale co z teoriami na temat rzekomo anulowanych, a według innych utajnionych misji Apollo w postaci misji 19 i 20?
[41:58] - Te misje można zobaczyć ciągle na przylądku Canaveral. Nikt nie poleciał w te misje z tego powodu, że i próbnik, i lądowniki z 19 i z 20 ciągle tam są w muzeum do obejrzenia. Są to rzeczy superdrogie, więc gdyby poleciały, po prostu by ich nie było. Także myślę, że tego typu historie, tego typu loty, które angażują do kontroli takiego lotu olbrzymią ilość ludzi, bo kiedy patrzymy na te wszystkie centra, w których wystrzeliwuje się najrozmaitsze pojazdy kosmiczne, im większe, tym więcej ludzi to kontroluje. Czasami jest to olbrzymia hala pełna najrozmaitszych ludzi. To jest taka sama historia, jak na przykład mówiono o tym, czy Curiosity na Marsie rzeczywiście istnieje, czy to może jest ściema, bo to zostało wymyślone, ale zbyt dużo ludzi, instytucji jest w to wszystko zaangażowanych i w którymś momencie Myślę, że ktoś by wreszcie puścił farbę w taki czy inny sposób, że w przypadku, gdy uwikłany jest człowiek, nie da się zachować do końca tajemnicy. Czy to będzie na łożu śmierci, czy to będzie przez przypadek, czy to będzie na spowiedzi u księdza w Radawie, czy w jakimś innym miejscu. Ktoś zawsze gdzieś coś wypapla albo po dużej wódce na przykład na imieninach Krzysztofa, które za dwa dni będą. I do tego nie doszło. Czyli zostają tylko w sumie plotki i nie ma nic, czego można by się było tak naprawdę uchwycić, oprócz fantastycznej, bardzo działającej na wyobraźnię historii.
Myślę, że wiedzieliby coś na ten temat Rosjanie, wiedzieliby coś na ten temat Chińczycy. Dlatego od jakiegoś czasu ja powoli zaczynam o wiele bardziej krytycznie patrzeć na te wszystkie legendarne historie, że coś mogło się wydarzyć czy coś było realizowane w sposób ściśle tajny. I tak samo jak ci whistleblowerzy opowiadają o tym, że spotykają się z Nordykami czy z Reptilianami, to zaczynają tego typu historie mieć powoli dla mnie taką samą wartość, że jeżeli by do czegoś takiego doszło w dzisiejszym świecie, zwłaszcza kiedy przeciek informacji można zrobić o wiele szybciej, o wiele łatwiej sfotografować, zapamiętać. Można się włamać do archiwum. Jest dużo metod, żeby pozyskać informacje i nic właściwie nowego na ten temat nie wiemy. Czyli według mnie, skoro nadal ten sprzęt stoi w Canaveral, po prostu nigdzie nie poleciał. Amerykański program został zakończony jako zbyt kosztowny, natomiast ma swój renesans teraz. Wszyscy mają na niego chrapkę, zwłaszcza po tym, jak się okazało, że jest tam i woda i Księżyc ma mnóstwo bardzo ciekawych minerałów. Najciekawszy z nich to jest hel. Pisałem taki krótki artykuł na ten temat na Atlantydzie.
Dla tych, którzy tego nie przeczytali, to hel jest tak doskonałym paliwem, że użyty w zimnej fuzji atomowej, żeby podziałało na wyobraźnię, gdyby wysłać na Księżyc pojazd kosmiczny wielkości wahadłowca, takiego jak na przykład Columbia i zapakować całą jego przestrzeń tym helem i wrócić nim na Ziemię, to tej energii tego helu by wystarczyło na całe roczne zużycie energetyczne takiego kraju jak Stany Zjednoczone. Czyli jest to niesamowicie kuszące źródło energii, żeby móc je posiąść. Tego helu jest na Księżycu bardzo dużo. Jest tuż pod jego powierzchnią, zaledwie przysypany tym księżycowym pyłem i można w bardzo prymitywny sposób się do niego po prostu dogrzebać i zacząć go pompować. Dlatego ochotę mają na Księżyc dostać się nie tylko Japończycy, ale Chińczycy. Japończycy zapowiadają, że oni mogą być gotowi gdzieś w 2030 roku. Chińczycy mówią, że oni będą gotowi w 2025. Ja sądzę, że Wujek Sam będzie chciał kogoś ze strzelbą atomową postawić przynajmniej rok wcześniej na posterunku, żeby do tego nie dopuścić, żeby Chińczycy wylądowali. Także to będzie ewentualne zarzewie innego konfliktu i kto wie. To teraz takie małe połączenie z tym poprzednim pytaniem.
Może dlatego jest to jedyna szansa naszego rozwoju, ażeby upuścić tą energię, tą olbrzymią finansową inflację, upuścić ją w ten sposób, żeby ją po prostu wysłać dosłownie w kosmos. I być może do tej pory nie mamy jakiegoś gigantycznego kryzysu finansowego, który powinien rozwalić kompletnie na łopatki całą gospodarkę światową właśnie dlatego, że mnóstwo pieniędzy zostało zainwestowane w kosmosie, w związku z tym nie było ich powrotu na Ziemię, a więc nie weszły do obiegu, nie stały się paliwem dla jakiejś nowej, potężnej inflacji, tylko są inwestowane w kosmosie. A widzimy, że kosmos staje się bardzo atrakcyjny, że powstaje wiele prywatnych firm, które chcą eksplorować przestrzeń kosmiczną, chcą wydobywać wszystko z asteroid. Ostatnio mieliśmy nawet taką dyskusję na ten temat. No ale co z człowiekiem? Dlaczego człowiek nie będzie latał na ten Księżyc czy na inne planety? Czy kiedy będziemy zasiedlać Marsa? Moje zdanie w tej materii jest takie, że być może właśnie człowiek nie jest najważniejszym elementem tej ekspansji w kosmos, że człowiek tak naprawdę ma siedzieć na tyłku na Ziemi i robić to, co zawsze robił, czyli służyć swoim panom. Natomiast inne planety i eksplorować różne asteroidy będą to wszystko robić roboty i coraz lepsza sztuczna inteligencja, o której mówi się, że gdzieś koło roku 2050 będzie w stanie pokonać naszą. Także to przestało być już powoli science fiction, staje się realnością i być może rzeczywiście przy sztucznej inteligencji okaże się, że nawet nie za bardzo jest potrzeba trzymania nas w takiej ilości przy życiu.
Jest to taki trochę czarny scenariusz. Mam nadzieję, że coś się w międzyczasie wydarzy i do tego nie dojdzie, ale zobaczymy. Na razie nie wygląda to dobrze. Ludzie zachłystują się tą sztuczną inteligencją, zachłystują się technologią i elektroniką, nawet jeśli są to tylko ochłapy tego, co wykorzystywane jest w różnych miejscach, do których my nie mamy dostępu. A na dodatek okazuje się, że ta nasza zachwycająca technologia bardziej służy kontrolowaniu nas niż do tego, żeby mieć z tego jakiś większy pożytek. Nagle okazało się, że nawet nie ma się gdzie schować, że nawet w moim bunkrze, czyli piwnicznej izbie, łatwo mnie zdołać. Słyszeliście dzwonek telefonu? Znalazł się telefon i już mnie ktoś usiłował dopaść. Mam nadzieję, że nie elektrownia ani komornik, ani parę innych, mniej przyjemnych osób.
[49:12] - Całkiem możliwe, że słuchacze Radia Paranormalium, których pytania przesyłam ci na bieżąco na Messengerze. Może to oni próbują cię dopaść? Teraz pozostańmy jeszcze w temacie trzeciej wojny światowej. Będzie pytanie, które pojawiło się pod zajawką debaty na ten temat na stronie Radia Paranormalium. Użytkownik Jak Najlepiej pisze: „Chciałbym zwrócić uwagę na aspekt semantyczny pojęcia wojna światowa. Jeżeli przyjmie się, że oznacza ono bezpośrednie starcie wojsk bloków wielu państw i narodów na kilku kontynentach, jak to miało miejsce w nazwanych tym mianem obu wojnach pierwszej połowy XX wieku, to czy można rozpatrywać obecne hybrydowe konflikty w tym samym kontekście?”
[50:04] - Właśnie, ten problem semantyczny w tym pytaniu. Jeżeli mówimy wojna światowa, to wyobrażamy sobie, że naparzają się wszyscy na wszystkich kontynentach i dlatego jest to wojna światowa. Myślę, że żeby zdefiniować wojnę światową, należy ją zdefiniować w ten sposób, że wtedy jest wojna światowa, jeżeli jej konsekwencje są światowe. Taka wojna zmienia świat. II wojna światowa rozgrywała się tylko w kilku miejscach, głównie na północnej kuli, natomiast zmieniła kompletnie świat. To samo było z I wojną światową. Po I wojnie światowej nagle okazało się, że nie ma już Cesarstwa Austro-Węgierskiego, nie ma już cara Rosji. Porządek świata runął kompletnie, rozsypał się na kawałki. Dlatego była to wojna światowa, mimo że ona była o wiele bardziej lokalna niż II wojna światowa, bo przecież nie można wliczać tych małych konfliktów gdzieś tam, gdzie francuscy murzyni strzelali do niemieckich murzynów i odwrotnie, czy angielskich, że to były wielkie batalie, które miały większy wpływ na losy świata. Nie, nie miały.
Natomiast miały to, co się działo na polach pod Verdun i między innymi pod Grunwaldem, gdzie Niemcy wzięli ciężki odwet za tą bitwę z XVI wieku i straszliwie tam Rosjan pomasakrowali. Dlatego to konsekwencje decydują o tym, czy można nazwać wojnę światową, czy też nie. Dziś może ten termin zmieni się w nowy termin, wojnę globalną, dlatego że świat nieuchronnie zmierza w stronę globalizmu, jest coraz bardziej, coraz mocniej ze sobą połączony i jest to coś, czego się praktycznie, jak widać w tej chwili, nie da zatrzymać. Tylko jedna wielka, gigantyczna katastrofa, wulkan Bielostów czy asteroida czy coś w tym rodzaju, czy jakaś pandemia jest w stanie zmienić losy świata. Natomiast jeśli do tego nie dojdzie, nie oznacza to, że ja sobie czegoś takiego życzę. Nie, absolutnie nie. Okazuje się, że świat ma tych powiązań całą masę i dlatego, jak w efekcie motyla, jeżeli coś zacznie się w jednym jego końcu, konsekwencje zaczynają rosnąć i mają globalne znaczenie. Dlatego tak bym patrzył na ten semantyczny problem. W jaki sposób poradzić sobie z terminem wojna światowa? Na czym ona polega?
Może w tym momencie mamy do czynienia z wojną globalną, dlatego że wszyscy jesteśmy uwikłani w jakiś sposób w nią.
[52:38] - Jeszcze zanim zrobimy krótką przerwę, takie pytanie krótkie od słuchacza, który podpisuje się jako „słuchacz”: „Śmierć Rockefellera i jego przydupasa Brzezińskiego może być ciekawym poletkiem do rozważań. Czy to koniec starej ery? A może wchodzimy w nowy etap i wyłoni się jakaś nowa grupa wpływów?”
[53:00] - Nie mam dostępu do tych elit. Wiem prawdopodobnie tyle co inni, bo jakieś strzępy różnych informacji nam tutaj gdzieś spadają. Michał chyba jeździł podsłuchiwać Bilderbergów. Z ostatniego spotkania przynajmniej Bilderbergów wynika, jeżeli mówimy już o elitach, a bezsprzecznie czy Rockefeller, czy Brzeziński do tych elit należą, wynika, że gdzieś nawet w tych elitach rysuje się bardzo głęboki podział. Mają ci ludzie różne zdania na to, jaka ma być przyszłość tego globalnego świata. I w przypadku Rockefellera następuje jego pewne poróżnienie się i tego klanu Rockefellerów. Zaczynają się rysować coraz większe różnice pomiędzy nim a Rothschildami, którzy rezydują w Anglii. Dlatego niektórzy uważają, nie jestem pewien, czy tak to rzeczywiście wygląda, że na przykład Donald Trump jest kimś, kto reprezentuje właśnie Rothschildów przeciwko Rockefellerom, którzy razem z tymi wszystkimi Obamami, Bushami, Clintonami są kimś, kto działa w sposób agresywny i dąży do tego, żeby świat znowu zresetować jakąś totalną rozróbą. Natomiast Rothschild, nawet jego początki, jak to się zaczęło, ale w jakiś sposób on reprezentuje ten stary świat, czyli świat właściwie, który uważamy, że on nie istnieje. Ale nie ma powodów, żeby tak myśleć.
Mam tu na myśli świat Habsburgów, świat Burbonów, świat wielkich rodów, najrozmaitszych hrabiów, baronów i tak dalej, i ludzi bardzo możnych i znanych jeszcze 200 lat temu, a gdzieś słuch po nich zaginął. Słuch po nich zaginął dlatego, że ci ludzie usunęli się z historii, natomiast nie usunęły się ich wpływy, ich pieniądze i ich posiadanie. A kto ma pieniądze i ma posiadanie, ma również oczywiście wpływy i są to wpływy olbrzymie. Wystarczy na przykład spróbować pomyśleć o tym, jakie znaczenie ma niewielkie państewko Watykan, który jest mierzony w hektarach zaledwie, a ma gigantyczny wpływ na świat dlatego, że ma gigantyczne pieniądze i niesamowitą organizację. Dlatego jeżeli Watykan potrafi mieć tak wielki wpływ na świat, to tym bardziej organizacja tego typu ludzi, która jest troszeczkę zaniepokojona tym, co dzieje się na Ziemi. I rzeczywiście ci ludzie boją się tego resetu, ponieważ oni sami go odczują. Im się podoba życie, prawdopodobnie takie, jakie prowadzą. Podoba im się patrzenie z punktu widzenia elity na nas, mróweczki, które gdzieś tam w dole się kotłują i w pocie czoła próbują zarobić na buteleczkę piwa żywieckiego czy coś. Oni nie chcą po prostu tego tracić, tego luksusu i komfortu, w jakim żyją. Nie chcą tego resetu, nie chcą mieszkać w tych podziemnych bunkrach, miastach kilka kilometrów pod ziemią, o których kiedyś też rozmawialiśmy w naszych debatach.
O tym, że buduje się ich coraz więcej i nie buduje ich się przecież tylko po to, żeby sobie tam puste stały, że jest tego jakiś cel, czyli do czegoś się zbliżamy, kiedy one będą miały zastosowanie. I być może właśnie taki reset tego, co się dzieje w tej chwili na Ziemi jest właśnie to. Ci wszyscy, którzy mają przetrwać ten reset, schowają się na te 10, 15 lat pod ziemię. Natomiast ta grupa teoretycznie związana wokół Rothschilda tego już nie chce. Woli jakąś bardziej łagodną formę kontroli i zmiany tego, co się dzieje w tej chwili na świecie. Tak mniej więcej to do mnie dociera z najrozmaitszych plotek. Autorem tej plotki na temat Rockefellera i Rothschilda, właściwie nie wiem, czy nazwać to plotką, jest specjalista od elit, Daniel Estulin, który napisał kilka książek na ten temat i wyraźnie jest zorientowany w tym, co się dzieje. Osobiście uważam, że prawdopodobnie jest on takim troszeczkę propagandystą albo PR-owcem tych elit, który pokazując, że może w jakiś sposób jest niezależny, opowiadając o tych wszystkich tajemnicach, też miałby bardzo małe szanse przetrwania. Więc myślę, że w jakiś sposób to, co on pisze i mówi, jest kontrolowane, a jednocześnie przekazywane właśnie do nas. Czyli niekoniecznie jest to kłamstwo, ale forma przekazu tego, co się dzieje w tej wojnie na górze, która okazuje się, że jednak trwa, że elity nie są monolitem, że jednak też mają różne punkty widzenia i być może tym razem, gdzie dwóch się bije, to my na tym skorzystamy, bo ten świat jeszcze pociągnie w takiej formie, jaka jest teraz, jaką lubimy, do jakiej się przyzwyczailiśmy.
[57:48] - I przechodzimy do kolejnego z naszej ściśle tajnej listy pytań. Właściwie do dwóch pytań, które się powielają. Dwóch słuchaczy pyta o zaginione prawie 300 lat w historii naszego pięknego kraju. Jedno z pytań brzmi następująco: „Interesuje mnie opinia Chrisa na temat hipotezy, że podczas zmiany kalendarza na gregoriański celowo zagubiono 300 lat ludzkiej historii. Cała koncepcja oraz jej uzasadnienie jest w filmie pod tytułem «Hipoteza czasu widmowego». Moim zdaniem jest to temat na osobną audycję pod tytułem «Czas widmowy», ale prosiłbym was, panowie, o kilka minut komentarza”. To jest pytanie od słuchacza Mark. I drugie pytanie: „Panie Chrisie, co pan wie, a może sądzi o tych brakujących latach prawie 300? Oglądałem program dokumentalny, że teraz powinien być rok 1700 któryś. Czy jest to możliwe, że tak nas oszukali na początku wieku, po prostu dodając te 300 lat?” Pozdrowienia od słuchacza Tarka.
Chrisie, oddaję ci głos.
[59:02] - Również pozdrawiam. Temat ma moc wybuchu naprawdę atomowego, bo pokazuje teraz jeszcze, że Orwell miał rację mówiąc, że ten, kto posiada przeszłość, posiada przyszłość, a ten, kto posiada teraźniejszość, posiada również i przeszłość. Praktycznie można nią manipulować. Cała idea tego czasu widmowego polega na tym, że gdzieś brakuje nam naszej historii, historii naszego globu około 300 lat. Zaczęło się to mniej więcej od tego, że cesarz Otto III i aktualny wówczas papież Sylwester wpadli na pomysł, żeby wprowadzić świat w pierwsze milenium. Obaj chcieli zaistnieć w historii świata, a jednocześnie być tymi, bo panowała wówczas taka opinia, że kiedy nastąpi pierwsze milenium od narodzin Chrystusa, to wówczas Chrystus wróci na ziemię. Dlatego i Otton Marzyciel, tak bym go nazwał, ten sam Otton, który dał koronę i włócznię świętego Maurycego Bolesławowi Chrobremu, podobnie jak papież Sylwester, który cierpiał na taką chorobę, że chciał być bardzo popularny, a nie było Facebooka, więc chciał to zrobić w inny sposób. Ja przypuszczam, że może z tego powodu właśnie tego Sylwestra w ogóle do dziś obchodzimy jako pierwszy dzień roku. Ponieważ papież Sylwester przy okazji był dość biegły w arabskim między innymi i znał różne efekty astronomicznych doświadczeń Arabów. Wiedział mniej więcej, co jest rzeczywiście grane w tamtym rzeczywiście świecie.
Nagle z roku 600 któregoś zrobili ni stąd, ni zowąd rok tysięczny. Zniknęło 300 lat. W tamtych czasach czas praktycznie i cała literatura, i piśmiennictwo, i trzymanie kroniki historii było kontrolowane przez Kościół katolicki. Było kontrolowane przez kler. Ludzie nie potrafili pisać ani czytać. Wszystko zapisywali mnisi gdzieś tam w klasztorach. Zapisywało się w różnych kancelariach biskupów i oczywiście papieża. I być może nikt by na taki szalony pomysł nie wpadł, że zniknęło te 300 lat, gdyby nie pewien bardzo dokładnie Niemiec, Heribert Illig Który nagle zaczął zastanawiać się nad rozmaitymi historycznymi dokumentami, które zostały w archiwach niemieckich. Były to dokumenty z czasów średniowiecza. Coś zaczęło mu nie pasować w tych dokumentach.
Pierwszym śladem, że coś jest na rzeczy było to, że większość tych dokumentów to były po prostu fałszerstwa. Na przykład był stworzony dokument, który rzekomo został podpisany przez jakiegoś władcę 100, 150 lat wcześniej, a było to fałszerstwo, dzięki któremu dane biskupstwo czy zakon mógł otrzymać nowe włości, czy mógł być zwolniony z daniny, czy innych obciążeń, czy mógł uzyskać kolejny nowy przywilej. Okazało się, że sprawa jest bardzo gruba i właściwie do dziś cały czas trwa i jest rozważana i dyskutowana przez niemieckich historyków. Główną taką osobą jest Horst Fuhrmann, starszy pan urodzony jeszcze w niemieckim Kluczborku, który stworzył coś, co się nazywa Monumenta Germaniae Historica, gdzie zbiera się ogromną ilość dokumentów, które dziś nie ma wątpliwości, że są fałszerstwem. Przy badaniu tych najrozmaitszych fałszerstw wyszło nagle na jaw, że jest to ciągle teoria, ale teoria jest dość interesująca i jest kusząca w swoich konsekwencjach, że właśnie w międzyczasie zniknęło gdzieś te 300 lat. 300 lat z tego powodu, że bardzo trudno jest dziś znaleźć jakiekolwiek artefakty, które byłyby stworzone pomiędzy rokiem 600 a 911. Tu mamy takie kolejne 9/11. 911 rok. Gdyby dziś odjąć te 300 lat, bylibyśmy w roku 1720. Także jest to spora dziura w czasie.
W tym czasie jeszcze przy okazji zorientowali się ci wszyscy historycy niemieccy, którzy nagle zobaczyli, że istnieje możliwość dokonania olbrzymiego wyłomu w historii, olbrzymiej zmiany historii, zaczęli zmieniać daty powstania niektórych zabytków. I tak na przykład dziś naciąga się, że zabytek znaleziony na przykład w V wieku został stworzony w połowie VI wieku albo na początku VII, a zabytek stworzony w IX wieku był gdzieś tam w VII czy VIII. Nawet jeśli takich zabiegów się dokonuje, wciąż mamy bardzo mało różnych elementów, które wskazywałyby na to, że coś rzeczywiście działo się przez te 300 lat. Jest to zaskakujące, nawet jeżeli rozważać i patrzeć na to po prostu używając zwykłego zdrowego rozsądku. Bo przecież z jednej strony mamy olbrzymią ilość wydarzeń, olbrzymią ilość najrozmaitszych zabytków z wcześniejszego okresu, tuż po upadku Cesarstwa Rzymskiego i później po roku 1000. I pozostaje ta dziwna, niewytłumaczalna dziura w czarnym, tak zwanym ciemnym średniowieczu, którą naukowcy skrzętnie próbowali omijać, często bardzo instynktownie. I właśnie teoria i liga jest teorią bardzo dobrze uzasadnioną i otwiera pewną puszkę Pandory. Oczywiście wyjaśnienia na pewno w szybkim czasie nie uzyskamy, jak było naprawdę, ale wystarczy to, żeby móc złapać się za głowę i jeszcze raz spróbować przemyśleć naszą historię. Czy ona rzeczywiście taka była, jak ją mamy w kronikach? Czy rzeczywiście być może kroniki były swego rodzaju propagandą czegoś, co ktoś chciał osiągnąć, czasami z dużym wyprzedzeniem?
Podam jako przykład tak zwaną przepowiednię świętego Malachiasza na temat kolejnych papieży.
[01:05:27] - Ja przepraszam najmocniej, ale zanim zaczniemy przeglądać kroniki, musimy wpuścić słuchacza telefonicznego. Dobry wieczór, Radio Paranormalium. Jesteśmy już na antenie.
[01:05:40] - Halo?
[01:05:41] - Halo, czy się słyszymy?
[01:05:43] - Tak, słyszymy się. Z tej strony Czesiek z Krakowa dzwonię, a właściwie stąd już spod Krakowa. Udało mi się wyprowadzić z centrum. Chciałem zabrać taki głos w sprawie tego, co Chris powiedział na temat Czechów i ich takiego stosunku, że fajnie sobie pili piwo i czekali. Ogólnie chciałem powiedzieć, że Chris, zgadzam się z tobą w 80% w tym, co mówisz.
[01:06:07] - To już dużo.
[01:06:10] - Może nawet w 70%. Szczerze mówiąc nigdy nie dzwonię, ale musiałem zadzwonić, bo uważam, że tutaj albo padło niedopowiedzenie, albo nie do końca jest pewne to, co mówisz. Po pierwsze wiesz, jaki był plan Hitlera stosunkowo do Słowian? Wiesz, że był on nieznany, nawet w podstawówkach się go uczy. Nie wiem, czy w podstawówkach, ale w liceum na pewno. To jest po pierwsze, że mieli być najpierw wybici, potem w dalszej kolejności mieli z nich zrobić robotników, którzy by pracowali taką darmową siłą roboczą, a na sam koniec eksterminacja. Tylko zostawić taką bardzo małą ilość, która również by tam robiła jako robotnicy, ale już by nie byli potrzebni, bo ta wielka Rzesza by już funkcjonowała. To jest pierwsze. Oczywiście zgadzam się z tobą, że historia kołem się toczy. Tylko że możemy fajnie teraz zakładać, że Czesi przeczekali i byłoby fajnie.
Jest pewność, że historia kołem się toczy, ale bardzo cię przepraszam, nigdy nie wiesz, jak długo to koło się toczy. Teraz jest taka sprawa, że jeżeli ono by się toczyło przez siedem lat, to okej, nie ma problemu. Można przeczekać pisowski okupant. Ale jeżeli by się to toczyło 50 lat, to naród by tego nie przeczekał. Praktycznie żaden. Szczególnie tak, jak robili z nami Niemcy, a Czesi mieli o wiele lżej. To jest raz. Dwa, masz rację co do tego, że Nie powinno się zajmować żadnego udziwo stanowiska, że się nie odezwa. To jest oczywiście prawda i jestem całkowitym przeciwnikiem, żeby Polska się pchała w jakiekolwiek konflikty. Natomiast nie wiem, czy kojarzysz taką historię narodu żydowskiego w czasie drugiej wojny światowej.
Ja akurat studiowałem judaistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim i sporo książek przeczytałem, a w połowie książek były wspomnienia. Były to nie tylko oszukujące rzeczy, to jest też dużo prawdy, bo praktycznie Niemcy Żydom tak dali na przeczekanie, że jest teraz źle, ale potem będzie lepiej, bo już tak nieraz mieli w historii i przeżyli praktycznie tylko ci, którzy załadowali się na statki i popłynęli w kierunku Stanów Zjednoczonych albo innych krajów. W Polsce tak samo. Początkowo ich tylko znakowali, potem brali ich do pracy. Oni mówili: „A to jest tylko taka tymczasowość chwili”. To jest cytat z książki Konesa Tankankiewicz o getcie krakowskim. Potem nie tylko ich znakowali, ale też zabierali im domy i ładowali ich w małe obszary. Też czekali. Tylko przeczekamy, jakoś to będzie. Potem ich ładowali do obozów, do pociągów i wywozili w wiadomym kierunku, ale oni też cały czas myśleli, że jakoś przejadą, będzie ciężko, ale potem gdzieś ich tam zrzucą i może będzie wyznanie, będą zaczynać od zera, ale nie przedstawiali sobie do głowy, że ich ktoś wyterminuje.
I co? Zginęło ich parę milionów. Więc uwierz mi, rozumiem, że nie powinno się pchać, ale jest taka czasem sytuacja, że nie można pozostać biernym i się jest w wielkim wielkim kłopocie. A jeszcze dodatkowo mówisz, że zginęła jedna piąta bezsensownie. Nie ma nigdy bezsensownych śmierci w obronie narodu, swoich bliskich. A wiesz dlaczego? Nie tylko dlatego, że po pierwsze większość tych rzeczy, które zginęli bezsensownie, było związane ze zdradami alianckimi, jak na przykład powstanie warszawskie, które nam nie udzieliło w ogóle pomocy. Nie dostaliśmy od aliantów w ogóle pomocy. Ale zauważ jeszcze jedno, że za każdym razem, gdy ginął jakikolwiek Niemiec albo inny nazista zabity albo w czasie powstania, albo w jakąś armię podziemną, to on sobie kodował, że jeżeli będzie wyjątkowo bestialski, to prędzej czy później dostanie nakaz śmierci i on już nie wróci do domu. A część tych ludzi chciała wracać do domu?
Nie miała do kogo wracać. Oczywiście były różne bestie. Można się spotkać, faktycznie czytając historię dowolnego getta, dowolnego obozu koncentracyjnego, to ci ludzie to byli po prostu opaci. Oni nie myśleli logicznie, ale większość żołnierzy myślała logicznie i chciała wracać. Dlatego dostosowywali do swojej, bo wykodowali to, że trzeba jednak troszkę się trzymać jakichkolwiek standardów, o ile można coś takiego mówić podczas wojny czy podczas okupacji. To tak tyle ode mnie.
[01:10:33] - Już można się jakoś odnieść. Ja mówię to na podstawie ostatnich kilkuset lat polskiej historii, kiedy postawiliśmy się w powstaniu listopadowym. Było to piękne powstanie, bardzo krwawo stłumione. Później było powstanie styczniowe, które kompletnie zrujnowało ten kraj do tego stopnia, że nie miał siły już powstawać przez następne sto lat. I okazało się, że przez te sto lat polskość została zachowana mimo braku granic i zachowała się w takiej formie, że nagle okazało się, że mamy noblistów, mamy świetnie rozwijających się naukowców, takich jak Curie-Skłodowska, że mamy świetnych biznesmenów jak Cegielski, że ten żywioł nie zniknął i nie zginął. Okazało się, że tak naprawdę najpotężniejszą bronią, żeby się komukolwiek właśnie postawić, jest kultura, jest nasz język, jest nasza odrębność, jest to, że się trzymamy razem. A jeżeli my wszyscy pójdziemy na barykady, to znikniemy tak samo, jak zniknęli Sumerowie, jak zniknęli starożytni Egipcjanie, jak zniknęło wiele narodów, o których już nie mamy pojęcia. Zniknęli gdzieś Hunowie, którzy niczego nie stworzyli, bo lubili tylko wojować. Wszystkie te narody, które-
[01:11:49] - Zgadza się, ja się z tobą całkowicie zgadzam. Natomiast ty siedzisz z perspektywy takiej, że sobie siedzimy przy komputerze i gdybamy. Ci zrobili źle w tym, ci zrobili źle w tamtym i tak dalej.
[01:11:58] - Nie.
[01:11:59] - Natomiast nigdy nie wiesz naprawdę, tylko że pomiędzy-
[01:12:02] - To był skrót myślowy.
[01:12:04] - Przez okupacja czy zabory to jest walka o życie i nigdy nie wiesz, gdzie jest ta cienka granica pomiędzy przeczekaniem a tym, że trzeba walczyć. A to, że powstania nie wychodziły, bo nie wychodziły, bo non stop wiązało się to z jakimiś zdradami. Poza tym byliśmy pod zaborami właściwie trzech potęg. I zauważ, że na przykład Kraków w czasie całych tych zaborów nie brał udziału. Nie było wielu powstań, były powstania krakowskie, ale tak naprawdę Kraków był troszkę tak można powiedzieć na uboczu. Można powiedzieć, że nie brał udziału w tych wszystkich zginaniu się, bo miał dosyć, można nie tyle lekki, bo jestem daleki od tego, ale miał zabor, który niektórzy do dzisiaj wysławiają, że był cudowny. Oczywiście na Galicję mówili wtedy Gorlicja, bo wszyscy byli po prostu tak biedni. Ale ten zabor był na tyle lekki, że można było wziąć na przeczekanie. Ale Prusacy dobrze wiedzieli o kulturze i wybijali jak można było kulturę I tutaj czasem nie masz wyjścia.
[01:13:08] - Ale właśnie akurat w zaborze pruskim.
[01:13:11] - Dokładnie nie wiem, czy to powstanie miało sens czy nie, bo tak naprawdę nie wiemy, czy ono nie było jakiejś innej lawiny, która spowodowała coś innego.
[01:13:21] - Dlatego wystarczy popatrzeć w przeszłość i popatrzeć na statystyki, ile skorzystaliśmy na pięknych odruchach i rozlanej krwi, a ile skorzystaliśmy na przeczekaniu. I teraz mówisz o zaborze pruskim, takim straszliwie okrutnym, a to właśnie tam najbardziej silnie i najmocniej się ten polski żywioł rozwijał i to tam właśnie było najlepsze, bo polskie powstanie, powstanie wielkopolskie, które zabrało bardzo niewiele ofiar, odniosło olbrzymi sukces i przyłączyło Wielkopolskę bez problemów do odtwarzanego w tym momencie państwa polskiego.
[01:13:56] - To tylko ty mówisz pod względem w jaki sposób te powstania, że jedno się udało, a drugie nie, ale tak naprawdę nawet dobrze przygotowane powstanie może zostać zdekonspirowane i to powoduje to, że to powstanie w jakiś sposób upada. I tak naprawdę część tych powstań wybuchło nie w tych terminach, co miało być, nie w tych terminach, które były planowane z różnych powodów. Nie wdajmy w to z jakich. Natomiast granica pomiędzy tym, kiedy się postawić, a kiedy nie, jest bardzo śliska. Na przykład ja mam dom poza Krakowem, siedzę sobie i jakbym widział, że mi wchodzi paru gości, oblega samochód albo bierze mi saczki, to prawdopodobnie bym się zamknął, zadzwonił po strażniczek, bo mam w domu dziecko, żonę, teściową. Pomijając wszystkie głupie żarty, chciałbym, żeby żyli jak najdłużej.
[01:14:50] - Jak każdy z nas. Jaki jest twój wniosek? Powiedz mi, ponieważ chciałbym do czegoś dojść.
[01:14:59] - Mój wniosek jest taki, że jest dosyć śliska granica pomiędzy kiedy można brać na przeczekanie, a kiedy nie.
[01:15:05] - Jak we wszystkim życiu.
[01:15:06] - Znajomość historii nam pokazuje to.
[01:15:09] - Śliskie jest nawet przejście na zielonym świetle przez jezdnię. To jest to samo gdybanie.
[01:15:18] - Dokładnie. Tylko że widzisz, taka jest sprawa. To jest dokładnie gdybanie. Ale skoro ty masz prawo tak gdybać, to chyba ja też w drugą stronę. Na tym polega.
[01:15:29] - Oczywiście.
[01:15:30] - Dlatego ja się nigdy z tobą nie zgodzę, bo dla mnie to jest zawsze śliska granica, kiedy już, a kiedy nie. Bo wiesz, na przykład ja przez lata ćwiczyłem sporty walki i nie unikałem konfliktów.
[01:15:45] - Teraz wszystko jasne. Dlatego, że potrafisz dokopać paru facetom na przystanku.
[01:15:49] - Nie. Właśnie nie.
[01:15:49] - To ty się czujesz w obowiazku, że trzeba każdego bić, kto cię zaczepia.
[01:15:54] - Taka jest sytuacja, że powiedzmy mając projekt ćwiczeń i zaczynasz ćwiczyć jak masz 12 lat i masz potem 18 lat i jesteś głupi i nie boisz się wielu rzeczy. Ja mieszkałem od rynku 30 minut na nogach i bardzo często na nogach z tego rynku wracałem. I przygody były różne, a że ponieważ miałem na tyle, że tak powiem w tym wieku to głowy, to stwierdziłem, że co mi ktoś zrobi i tak dalej. I tak naprawdę w czasie różnych sytuacji konfrontacyjnych naprawdę nigdy nie wiesz, gdzie jest ta granica, że powinieneś się stawiać, czy powinnaś brać nogi zapas, czy powinnaś dać telefon i żyć dalej. Naprawdę tego nie wiesz. Nikt w bezpośrednim zagrożeniu, kiedy następuje prawdziwe zagrożenie, nic tego nie wie. Tak samo ja teraz tak mówię, ale nigdy nie powiem, że gdyby wybuchła wojna, to ja bym poleciał do wojska z karabinem po części strzelać. Bo jeżeli sobie ktoś zakoduje, że może naprawdę zginąć, to jest całkowicie inna, całkowicie inaczej postępuje i całkowicie inaczej robi. Więc to, że ci ludzie mając świadomość, że zginą, stawali z bronią i tak dalej, to jest dla mnie największy pokłon pod tym względem. A płaty się należą tych, którzy tych ludzi zbierali i często wysyłali właśnie na rzeź.
[01:17:19] - Dlatego paru Kozaków w powstaniu warszawskim jest dziś bohaterami i na przykład 200 000 ludzi na Woli zapłaciło za to życiem. Kompletnie bezbronnych, bez umiejętności ciosów karate, żyjących w swoich-
[01:17:35] - Ja tak właśnie powiedziałem, bo mówi się, co innego jest zagrożenie.
[01:17:38] - Dlatego, że Kozacy doszli do wniosku, że my sobie nie będziemy dali w każdy napluć. I to są właśnie tego typu odruchy, że Kozacy idą się bić, bo się czują tacy mocno pod testosteronem, podnieca ich ta chorągiewka i ten orzełek na wietrze. Czują się silni jak jeszcze ciosy karate znają. Ale jest jeszcze mnóstwo rewelacyjnych ludzi, którzy płacą konsekwencje.
[01:18:03] - Co innego było powstanie warszawskie, tu dzieci i tak dalej. Ci ludzie się bali.
[01:18:08] - To samo było z partyzantką, kiedy były ataki bohaterskie partyzantów, później była pacyfikacja wsi odwetowo. Oczywiście partyzantów to już nie ruszało, bo oni byli w innym lesie. Nadgajowego.
[01:18:23] - Ale wiesz co? Tu masz do czynienia tylko z jednym rodzajem partyzantki.
[01:18:27] - Przepraszam bardzo, że tak się wcinam panom w rozmowę, ale tutaj jeszcze inni słuchacze czekają w kolejce, bo chcą zadzwonić. Także byłbym bardzo wdzięczny, gdyby się pan troszeczkę streścił. Jakieś końcowe wnioski? Jakieś pytanie do Chrisa jeszcze?
[01:18:46] - Mój wniosek jest taki: łatwo dywagować, jak się siedzi wygodnie w fotelu. Troszkę inaczej się dywaguje, jak prawdziwa przychodzi sytuacja i nigdy nie mamy pewności, czy to nasze postępowanie jest tym właściwym. Szczególnie jeśli chodzi o jakiekolwiek powstanie zbrojne. Nigdy nie wiemy, czy te powstania nie ruszyły lawiny jakichś zdarzeń, które wywołały co innego. Co spowodowało na przykład to, że choćby teraz mówię w języku polskim i mogę sobie spokojnie zadzwonić przez telefon Tyle. To jest moje zdanie. A nawet jeżeli mówimy o powstaniach, które były bezsensowne, to uszanujmy zawsze tych ludzi, którzy brali udział, którzy nie byli wcale kozakami z chorymi oczkami i z orzełkami i tak dalej, tylko byli ludźmi, którzy po pierwsze nie mieli dostępu wtedy ani do internetu, ani do tak dużych informacji, tylko walczyli o jakąś ideę. I za to im chwała. A jeżeli ktoś ich wysyłał na śmierć, to on zasługuje na potępienie. Tyle.
Dziękuję bardzo.
[01:19:44] - Ja również dziękuję bardzo. Dziękujemy słuchaczowi. Tutaj będziemy się próbowali połączyć z innym słuchaczem, który próbował się połączyć, z Jesionem mianowicie. Radio Paranormalium, nasze numery telefonów to 32 746 00 08. Jednak chyba się nie uda teraz połączyć z naszym słuchaczem. Dlatego ja przypomnę, jak już zacząłem, te numery to: numer stacjonarny 32 746 00 08, numer komórkowy 536 124 193. Oczywiście SMS-y też odbieramy pod tym numerem. Skype radio.paranormalium.pl. Gadu-Gadu 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube.
Można także spotkać nas na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Info, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i oczywiście relacje z obserwacji UFO i zjawisk niewyjaśnionych na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Dzwoni do nas na Skypie słuchacz pan Grzegorz. Dobry wieczór, panie Grzegorzu. Jesteśmy na antenie Radio Paranormalium.
[01:21:16] - Dobry wieczór, Grzesiek z Wielkiej Brytanii. Ponownie kłaniam się.
[01:21:21] - Cześć, Grzesiek.
[01:21:24] - Witam i gratuluję audycji znowu. Świetny pomysł, taka właśnie trochę luźniejsza. Współczuję Chrisowi, który jest bombardowany i bezlitośnie wykorzystywany przez słuchaczy. Ale chwała ci za to, Chris. Ja chciałem w takiej kwestii, właściwie w dwóch kwestiach. Pierwsza to jest taka odnośnie tej trzeciej wojny, tej kapitalistycznej bańki, która się nadmuchuje. Ja myślę tak, że ten konflikt właśnie, który miałby spowodować przekłucie tego balona, to jest tylko kwestia czasu. On jest przypuszczam nieunikniony i to się w końcu gdzieś tam zapali w jakimś prawdopodobnie najmniej oczekiwanym momencie i to się stanie. Ci, którzy sterują tym wszystkim, oni sobie doskonale zdają z tego sprawę, że prawdopodobnie ten konflikt może być w ogóle ostatnim konfliktem ludzkości i niespecjalnie może do niego dążą. I nawet jeśli oni przetrwają to w jakichś tam swoich bunkrach i schronach, to prawdopodobnie i tak nie będzie już kim rządzić, kiedy z nich wyjdą.
Także przypuszczam, że mają na tyle oleju w głowie, że sobie z tego zdają sprawę. Ale wracając właśnie do tego całego kapitalizmu. Za czasów, kiedy byłem gówniarzem, miałem 14 lat i z moim przyjacielem grywaliśmy sobie w szachy co jakiś czas i toczyliśmy właśnie zażarte dyskusje na pewne tematy różne. Doszliśmy do takiego wniosku wspólnie, że prawdziwym źródłem wszystkich nieszczęść ludzkości, problemów i tak dalej jest tylko jedna rzecz: pieniądze.
[01:23:37] - Zgadzam się. Księga Eklezjasty w Biblii dla wszystkich biblistów dokładnie tak stwierdza, że źródłem wszelkich nieszczęść są pieniądze.
[01:23:52] - Halo?
[01:23:54] - Jesteś, Michale, ja cię słyszę.
[01:23:58] - Jestem. Właśnie, gdyby nam się w jakiś sposób udało pozbyć się pieniędzy całkowicie, to ogromna większość problemów ludzkości przestałaby istnieć. Wojny, choroby, głód, nierówności i tego typu wszystkie rzeczy. Ja wiem, że to brzmi jak utopia, że to brzmi zupełnie nierealistycznie, ale przypuszczam, że jeśli ludzkość przetrwa jeszcze te kilkaset lat, być może do tego dojdzie. Być może wreszcie się w jakiś sposób pobudzimy. O tym mówi też, tutaj już wspominałeś kilka razy o nim, Michael Tellinger, o tym właśnie utopijnym świecie bez pieniędzy. Mi się wydaje, że jest to możliwe. Przypuszczam, że nie uda się tego zrobić w przeciągu kilkudziesięciu następnych lat, ale myślę, że to jest to, co powinniśmy zrobić. Natomiast moje drugie pytanie i druga taka rzecz, o której chciałem powiedzieć, to jest taka, że mam pytanie do Ivelliosa. Bo Ivellios świetnie kieruje całą instytucją.
Ma niesamowity, wspaniały głos. Kiedyś to określiłem jako androida albo kosmity, albo hybrydę. Ale wspaniały głos. Gratuluję. To jest niesamowity dar. Ivellios jest taką szarą eminencją, która kieruje wszystkim zza kotary, ale praktycznie mało co wypowiada się na tematy w debatach czy w audycjach. Ja chciałem się ciebie, Ivellios, zapytać, jaki ty masz pogląd na to wszystko? Na UFO, na życie po życiu i tego typu historie.
[01:26:13] - Strasznie szerokie pytanie. Ciężko będzie coś teraz mi powiedzieć tak na szybko.
[01:26:19] - Powiedz tylko w takim razie, jaką masz opinię o UFO. A jeszcze chciałem się tylko spytać, czy jest taka możliwość, żebyś w jakimś momencie brał udział też w debatach ufologicznych?
[01:26:33] - Nie ma takiej możliwości, ponieważ ktoś tutaj musi tę audycję, że tak powiem, ogarniać, czata i te wszystkie techniczne sprawy. Także raczej nie będzie takiej możliwości, żebym bardziej aktywnie brał udział w tych audycjach. Natomiast co do UFO, to tak jak kiedyś mówiłem, już sama ilość relacji wskazuje moim zdaniem na to, że rzeczywiście coś w tym może być. I właściwie tyle.
[01:27:08] - Bardzo wyczerpująca odpowiedź.
[01:27:10] - Nie uważam, żebym miał tutaj odpowiednio dużą wiedzę, żeby się w ogóle wypowiadać w tematach ufologicznych i dlatego też skupiam się bardziej na kwestiach technicznych, na obsłudze tych audycji.
[01:27:24] - Rozumiem. Dobra, to by było w takim razie tyle i pozdrawiam serdecznie. Dzięki za możliwość wypowiedzi.
[01:27:32] - Dziękujemy, również pozdrawiamy. To był nasz słuchacz Grzegorz spod Londynu. Grzegorz zadzwonił na Skypie. Radio.paranormalium.pl. Widzę, że Chris już jest. Chwilowo był nieobecny, ale już jest. Dlatego chciałbyś się jeszcze jakoś odnieść w paru słowach do tego, co mówił nasz słuchacz?
[01:27:59] - Michał zauważył bardzo oczywiście ciekawą i bardzo celną rzecz, że rzeczywiście pieniądze są źródłem wszelkiego nieszczęścia. I jest to prawda. Pogoń za tym pieniądzem, czyli za władzą, za posiadaniem, po prostu zaciemnia obraz całości i nagle sprawia, że buduje się zazdrość, nienawiść. Budują się same najgorsze cechy, a historycznie zaczęło się to tak naprawdę zupełnie niedawno, bo zaledwie dwa i pół tysiąca lat p.n.e., kiedy to Sargon zwany Wielkim, sam się tak nazwał, psychopata, zaczął właśnie z chęci zysku i chęci władzy podbijać kolejne miasta, które nawet nie miały murów obronnych ani systemów obronnych. Miał być wspaniałym wodzem, który pokonał 40 miast-państw w ówczesnym Sumerze, które były tak skonstruowane, że nawet niepotrzebne były garnizony wojskowe, bo ludzie się nawzajem nie atakowali. Dziś można prześledzić sposób życia bez pieniędzy i współpracy wszystkich ludzi, którzy mieszkali w jednym miejscu. Na przykład na przykładzie Catalhoyuk, jakkolwiek to brzmi. W Turcji odkryto takie miejsce, które pochodzi mniej więcej z okresu 6-7 tysięcy lat p.n.e. Było to spore osiedle, kilkanaście tysięcy ludzi w jednym miejscu. Nie było żadnych wodzów, żadnej administracji, żadnych systemów obronnych.
Ludzie robili swoje. Ci, którzy nie byli w stanie zdobyć sobie pożywienia, byli karmieni przez innych. Po prostu ci, którzy mieli więcej, czuli się w obowiązku podzielić się z tymi, którzy mieli mniej. Było to naturalnym odruchem, który prawdopodobnie tworzył się przez tysiące lat trwania ludzkości. I został on przerwany wraz z wymianą pieniężną oraz powstaniem chciwości właśnie za czasów Sargona. I dziś przeżywamy tego apogeum. Rzeczywiście bańka jest, rzeczywiście w którymś momencie ona będzie nakłuta i rzeczywiście będą tego potężne konsekwencje. Dlatego że wszyscy właściwie kręcimy się ciągle wokół tych pieniędzy, bo musimy płacić rachunki, podatki. Tu taka mała dygresja na temat podatków. Stany Zjednoczone, w których mieszkam, są dumne z tego, że nie zniosły narzucanych podatków im przez angielskiego króla i dlatego się zbuntowały jako kolonie i stworzyły swoje własne państwo, o wiele lepsze niż bycie pod butem angielskiego króla.
I co dzisiaj mają? Dziś Amerykanin płaci średnio pięć razy więcej podatków, niż płaciłby za angielskiego króla w tamtych czasach, kiedy byli pod tym brytyjskim butem. Także w sumie okazuje się, że to wcale im na dobre nie wyszło. I wszystko właśnie, tak jak powiedziałem, kręci się wokół pieniądza, bo za wszystko trzeba płacić. I tak naprawdę stworzyliśmy sobie system. Powróciliśmy do systemu niewolniczego, tyle że tym razem musimy sami sobie zapewnić dach nad głową, wyżywienie i kilka podstawowych rozrywek, którymi czasami przesadzamy po to, żeby móc zapomnieć o niedogodnościach życia. Także na pewno nie jest to najlepszy system, ale z drugiej strony, czy chcemy, żeby po tym nakłuciu bańki żyć w jakimś chaosie, z którego nie wiadomo, co wyniknie? Niektórzy by się podjęli, podjęliby taką ryzykowną próbę. Ja nie jestem pewien, czy to się dobrze skończy, bo znów patrząc w historię, historia pokazuje, że taki chaos kosztuje najwięcej ludzi, którzy są najmniej do tego życia przystosowani, których życie jest najbardziej kruche. którzy wszystko, co posiadają, są w stanie zmieścić w kilka walizek szybko, to tracą.
Często tracą również życie w takich wielkich, potwornych przemianach, które zmieniają oblicze świata. Michael Tellinger rzeczywiście próbuje budować utopię. Buduje ją w Południowej Afryce. Życzę mu jak najlepiej. Jestem jego wielkim zwolennikiem. Zresztą znamy się, rozmawiamy przynajmniej raz w roku. Spotykamy się na terenie Stanów, gdzie często przyjeżdża. Bardzo dobrze mu życzę, chociaż wiem, że to marzycielstwo niekoniecznie zaprowadzi go tam, gdzie chce. Dlatego, że to, co się dzieje dziś w Południowej Afryce, to z kolei jest następny totalitaryzm, który wzrasta, który daleko wyrasta poza to, co stworzył kiedyś apartheid. Jest to apartheid, który działa w drugą stronę i lada chwila ludzie tacy jak on naprawdę będą żyli w wielkim niebezpieczeństwie, wielkim zagrożeniu, że z głupiego powodu stracą życie, które dla wielu Zulusów nie ma aż tak wielkiego znaczenia.
Przynajmniej nie takie znaczenie, jakie my przykładamy do tego życia, bo oni nie mają nic do stracenia. I dlatego trzymam za niego kciuki i cały czas mu doradzam, żeby uważał jednak na siebie. On się tylko uśmiecha i robi swoje. Dziękuję.
[01:33:01] - Słuchają państwo kolejnej „Debaty Niekontrolowanej”. Dziś poszukujemy odpowiedzi na pytania niezadane z Chrisem Miekina. Patrzę tutaj na naszą ściśle tajną listę pytań. Tutaj słuchacz Piotr na Gadu-Gadu pisze: „Dobry wieczór, chciałbym zgłosić zapytanie na dzisiejszą debatę. Czy Chris mógłby naświetlić sprawę tak zwanej Wyspy Dębów i tajemniczego szybu, który się na niej znajduje?”
[01:33:31] - To jest historia niezbyt modna w ostatnich czasach. W ostatnich latach się mówi coraz mniej o templariuszach, a Wyspa Dębów, czyli Oak Island, wyspa u wybrzeży Kanady, podobno jest miejscem, gdzie zniknął skarb templariuszy. Skarb templariuszy to rzecz warta zauważenia. Olbrzymich rozmiarów skarb. Olbrzymia ilość kasy, która nagle odparowała z kwatery głównej templariuszy w Paryżu. Kiedy ludzie króla weszli do środka, okazało się, że nie ma tam nic. Natomiast na redzie La Rochelle stało kilkadziesiąt statków gotowych do wypłynięcia, na które przez dwa tygodnie coś ładowano. Statki odpłynęły i nigdy więcej o nich nie usłyszano. Nie ma portu, który by ich przyjął z powrotem. Niektórzy mówią, że część z nich dopłynęła do Szkocji, ale istnieje bardzo mocna teoria, że być może ówczesny świat nic nie wiedział o istnieniu Ameryki.
Natomiast templariusze doskonale sobie zdawali z tego sprawę, że jest wielki kontynent i gdzie najlepiej ukryć coś, co ktoś usilnie poszukuje, jak w miejscu, którego nie ma na mapie. Ameryka byłaby najbezpieczniejszym, najlepszym miejscem i Wyspa Dębów świetnie się do tego nadaje, bo jest do dziś bardzo odległa od jakiejkolwiek cywilizacji. Ja tak się szykuję co roku, żeby sobie zrobić wycieczkę, ale żeby dojechać tam samochodem, to trzeba, dla mnie przynajmniej z mojego New Jersey, jechać około tygodnia w jedną stronę, może cztery dni. Kawał drogi przez te kanadyjskie pustkowia, żeby dotrzeć na wyspę. No i właśnie co zobaczyć? Zobaczyć, że kopie tam w tej chwili dwie rodziny, które wykupiły wszystkie okoliczne działki. I co jakiś czas odnajdują jakieś dziwaczne ślady, które sugerują, że tam właśnie ukryty jest skarb, że są zainstalowane i zamontowane najrozmaitsze zmyślne pułapki. Znajduje się od czasu do czasu jakieś znaki, które sugerują, że coś tam jest chowane. Dziś nie wiadomo, czy skarb jest, dlatego że wielu ludzi połamało sobie zęby na poszukiwaniu tego skarbu. Między innymi John Wayne wiele lat temu też próbował.
Zafascynowany legendą templariuszy nie udało mu się jednak tego odnaleźć. W mojej opinii na takiej wyspie tego skarbu nie ma. Jeżeli jest gdzieś skarb templariuszy, to jest w miejscu, w którym znaki templariuszy są widoczne. Na przykład takim miejscem dla mnie jest miasto Montreal. Jeżeli popatrzy się na przykład na flagę Montrealu, co się widzi? Widzi się czerwone krzyże na białym polu. Nie jest to wcale PCK. I co jeszcze? I jeszcze róże, czyli tajemnice, czyli sub rosa. I oprócz tego jest tam bardzo silna kultura francuska.
Jak wiemy, cała elita templariuszy to praktycznie byli Francuzi. I przypuszczam, że jeżeli by szukać skarbu templariuszy, to Montreal jest najlepszym miejscem, żeby je znaleźć. Ewentualnie może być w każdym innym. Ameryka jest dobrym miejscem dla templariuszy, a ślady, że bywali oni tutaj znacznie wcześniej niż reszta świata o tym wiedziała, że istnieje taki kontynent, są wbrew pozorom bardzo wyraźne. Na przykład w Newport stoi sobie potężna średniowieczna baszta i nikt nie wie, kto tą basztę zbudował. Nawet nie usiłują historycy pójść na bezczelnego i tłumaczyć, że może zbudowali ją Indianie, bo takiej technologii Indianie nigdy nie posiadali. Nie byliby w stanie czegoś takiego stworzyć. Nie wiadomo też, do czego służyła ta baszta. Wygląda jak coś w rodzaju obserwatorium astronomicznego. Może do tego służyła, ale jest zbudowana według reguł średniowiecznych.
Znaleziono też inne artefakty, które wskazują na wizyty zwłaszcza Skandynawów na terenie Ameryki. Niektórzy mówią o tym, że to właśnie Wikingowie. Co jest prawdą, bo rzeczywiście Wikingowie bywali w Ameryce bardzo regularnie i właściwie dziś nie ma wątpliwości, że oficjalnie powinni być uznani za odkrywców Ameryki, dlatego, że są na to dowody. L'Anse aux Meadows Wielkie osiedle Wikingów jest w tej chwili odkopywane i wszystko wskazuje na to, że mieszkali tam przez wiele dziesiątek, jak nie setek lat. Wikingowie eksplorowali kontynent, a nie tylko bywali na nim. Wiele map wskazuje na to, w tym mapa Winlandii, którą ostatnio zbadano w Danii i okazało się, że mapa jest jak najbardziej prawdziwa i pokazuje rzeczywiście część dzisiejszej wschodniej Kanady i stan Maine. Tak że Wikingowie tam bywali, ale w momencie, kiedy Skandynawia przeszła na chrześcijaństwo, wielu Wikingów samych stało się templariuszami. Wielu templariuszy pochodziło z wyspy Gotlandia, wielce tajemniczej wyspy. Uważam, że jest to fantastyczny cel letnich wycieczek, żeby móc zbadać zabytki tej wyspy i jej średniowieczną przeszłość i spróbować znaleźć, myślę, że z łatwością, ślady tamtejszych templariuszy na Gotlandii. Wielu z nich miało pojęcie nie tylko o żegludze, ale także o tym, że kontynent po drugiej stronie Atlantyku istnieje.
Do tego dochodzi wiele różnych innych niepokojących historii, jak na przykład taka, że główną walutą, w jakiej templariusze wypłacali wkłady tych wszystkich książąt, królów, hrabiów, którzy wyruszali na wyprawy krzyżowe, było srebro. Srebro było bardzo elastyczną monetą w sensie takim, że było łatwe w miarę do przewożenia, były jego spore ilości i dziś, kiedy bada się na przykład monety templariuszy, te żetony, które stosowali do tego, żeby wypłacać te wszystkie wkłady pieniężne, jakie robiono na kontynencie, okazuje się, że to srebro w swoim składzie bardzo przypomina srebro znalezione w Meksyku. Czyli kto wie, czy nie eksplorowali Meksyk? Zwłaszcza że znów Wikingowie również. Jeżeli nawet popatrzeć na różne obrazki, jakie malowali Aztekowie na swoich budowlach, to tam też są takie dziwne postacie białe z blond włosami, które pokazują, że ktoś jeszcze o innym kolorze skóry czy z innej kultury był tam, walczył z tymi Aztekami i eksplorował tę część kraju. Tak że odkrywców mamy wielu i myślę, że właśnie Oak Island jako wyspa ściśle związana z legendą templariuszy jest centralnym punktem przemieszczania się templariuszy do Nowego Świata i stworzenia go na swoją własną modłę. Niektórzy nawet idą tak daleko w swoich teoriach, że uważają, że źródłem w ogóle powstania Stanów Zjednoczonych jest właśnie ten ukryty ruch masoński, który powstał przez to, że templariusze po prostu przeszli do podziemia i założyli szereg tajnych organizacji i po prostu zniknęli w ten sposób z powierzchni ziemi. Tą właśnie masoneria stoi u korzeni, u początku powstania Stanów Zjednoczonych jako niezależnego kraju.
[01:40:56] - Słuchacie państwo kolejnej debaty niekontrolowanej w Radiu Paranormalium na żywo oczywiście. Zerkamy na naszą ściśle tajną listę pytań. Przypomnę, że dziś z Chrisem Miekiną poszukujemy odpowiedzi na pytania niezadane. Zerknijmy, co tutaj ciekawego się pojawiło. Marcin napisał: „Kiedyś przy okazji debat Radia Paranormalium któryś z uczestników stwierdził, że być może piramidy są starsze niż Egipt, ale cywilizacja, która je zbudowała, nie stała na wyższym poziomie zaawansowania technicznego, tylko na podobnym”. To stwierdzenie jest bardzo ciekawe i zastanówmy się nad tym. Chrisie, jak byś się do tego stwierdzenia odniósł?
[01:41:51] - Podejście do takiego myślenia jest oczywiście wyjątkowo spekulacyjne, dlatego że my jedynie przeczuwamy istnienie zaginionej cywilizacji bądź serii zaginionych cywilizacji, które poprzedzały naszą. Co być może pokazuje, że całe życie na Ziemi rozwija się wielkimi skokami, cyklami, w których koniec czegoś jednego daje początek czemuś drugiemu. I w przypadku zaginionych cywilizacji czy cywilizacji nas poprzedzających być może też w jakiś sposób to było. Teraz jak popatrzeć na porównanie technologiczne tamtej cywilizacji do naszej? Jest to bardzo trudne spojrzenie, dlatego że z jednej strony mamy coś, co my jesteśmy dziś w stanie wykonać dzięki naszej technologii, ale my mamy problem z tym, że nie potrafimy znaleźć narzędzi, których użyli tamci ludzie do wykonania swojej roboty, do zbudowania piramid, do zbudowania wielu megalitów, monumentów najrozmaitszych, których pochodzenie trudno sobie wytłumaczyć, wyjaśnić w jakiś prymitywny i logiczny sposób, bo dziś coraz mniej ludzi, nawet sami historycy, już powoli odchodzą od tego, że za pomocą miedzianego dłutka i kamiennego młoteczka można było dokonywać tak nieprawdopodobnej ilości pracy po to tylko, żeby wybudować sobie taki ekskluzywny grobowiec jak piramida, kompletnie niepotrzebny. Czyli trwonić olbrzymią ilość pieniędzy i energii ludzkiej przez wiele lat tylko w tym jednym jakimś celu. Rozumienie takich ludzi jest bardzo trudne. Takich władców. Bo musieliby być szaleńcami. A okazuje się, że robiły to być może całe dynastie, że tworzono na przestrzeni lat i przy okazji odnajdujemy rozmaite monumenty na innych kontynentach.
A więc co? Szaleństwo było aż tak bardzo zaraźliwe albo szaleństwo było główną filozofią życia tamtych ludzi? Zapewne nie. Czyli oznacza to, że ich podejście do technologii i myślenie o technologii było inne niż nasze. I dlatego, żeby je zrozumieć, po prostu trzeba wyjść z naszego pudełka technologicznego. Jesteśmy tak osaczeni w tym naszym technologicznym pudełku, że wszystko potrzebuje narzędzi i mechanizmu, że nie potrafimy zrozumieć tego w inny sposób. Między innymi być może dlatego taka osoba jak Tesla nie do końca odniosła sukces, dlatego że jego pomysły przerastały wyobraźnię ówczesnych ludzi. I dopiero dziś zdajemy sobie sprawę, jak genialnym był człowiekiem, jak wiele jego pomysłów da się dziś zrealizować. Ale jednocześnie okazuje się, że na przykład można czerpać energię z tych delikatnych prądów tellurycznych, które biegną liniami energetycznymi tuż pod powierzchnią ziemi, są praktycznie ledwo wykrywalne przez nasze mierniki. Czy da się z nich korzystać?
Tesla mówił, że tak. Dziś fizycy mówią: „Nie, to bzdura. Nie da się takiej energii wykorzystać”. Kto wie, może za 20 lat, za 100 lat ktoś powie: „Jednak się da”. Co to oznacza? Oznacza to, że można uzyskać energię, bo energia jest najważniejsza do tego, żeby taka cywilizacja ruszyła. Musi mieć energię, musi mieć źródło energii, żeby móc napędzić swoją cywilizację, dać jej infrastrukturę potrzebną do tego, żeby mogła ona w sposób żywiołowy się rozwijać, a nie hasać po lasach. Wtedy jej ta energia jest niepotrzebna i wtedy właściwie można powiedzieć, że nie ma cywilizacji jako takiej, bo niczego ona nie tworzy, nie buduje. Ale cywilizacja, która coś buduje, jej energia jest do tego potrzebna. Dlatego jest to nieporównywalne, bo dziś nie potrafimy sobie wyobrazić, jak taka cywilizacja, używając przykładowo — oczywiście ja nie mówię, że tak było — prądów tellurycznych, była w stanie wykonywać tego typu gigantyczne budowle i jeszcze musiała zastosować coś, o czym my nadal nie mamy pojęcia.
Być może jest to niezwykle proste, wręcz dziecinnie proste do zastosowania, ale ciągle umyka naszej uwadze. Nie ma rozwoju liniowego. Mówiłem o tym już dzisiaj. Nie ma linii prostej w rozwoju. Są to skoki i upadki. Czasami upadki są tak głębokie, że bardzo trudno się jest z nich wygrzebać.
[01:46:12] - Ciekawe pytanie podesłał na czacie Arek Kocik. Pozdrawiamy, Arku. Arek znany oczywiście z debat ufologicznych, głównie z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej. Arek pyta: „Nie wiem, czy temat był podnoszony. Kręgi zbożowe w USA 2017, okaleczenia zwierząt. Czy są w tych tematach jakieś nowe wieści, Krysie?”
[01:46:36] - Okaleczenia zwierząt trwają nadal i ja przyglądam się temu zjawisku, bo trwa ono nieprzerwanie. Natomiast w przypadku kręgów zbożowych, one na terenie Stanów nigdy nie były częste i zazwyczaj jeżeli się już pojawiały, były one bardzo zaskakujące, bo na przykład pojawiały się one w polach kukurydzianych. Dziś nie jestem pewien, czy o istnieniu takich kręgów nawet się informuje, dlatego że coraz mniej jest tradycyjnych farmerów w Stanach. Wszystko przechodzi na system kołchozowy, gdzie właścicielami są już nawet nie wielcy obszarnicy, a korporacje. Mamy kukurydzę od jednego horyzontu po drugi horyzont i jeżeli pojawi się tam jakiś krąg zbożowy, po prostu nikt go nie zgłosi, bo przecież nikt sobie nie pozwoli, żadna korporacja, żeby im ktoś biegał po tym polu i zaadaptował to, jeszcze robił sensację niepotrzebną, robił zamieszanie. Także z tego powodu nie ma ostatnio poważnych doniesień na temat kręgów zbożowych. Albo ja czegoś nie dosłyszałem. Trudno jest mieć oko na wszystko, zwłaszcza jak życie nie rozpieszcza. Mnie w tym roku nie za bardzo rozpieszcza życie, więc być może coś przeoczyłem, ale jeżeli ktoś coś słyszał, chętnie się dowiem i o tym poczytam czy to sprawdzę, jak z tym wszystkim było. Także w kwestii okaleczeń problem trwa praktycznie nieustannie i jesteśmy teraz w sezonie głównym tego typu okaleczeń.
One są co jakiś czas rejestrowane i opisywane. Natomiast nie ma, przynajmniej ja nie słyszałem o ostatnich kręgach zbożowych gdziekolwiek w Stanach. Ale pozdrawiam Arka i szkoda, że cię tutaj nie ma ze mną, bo byłoby nam łatwiej trochę, myślę.
[01:48:38] - Pozostając w tematach, że tak powiem, zwierzęcych. Użytkownik Wicked Sink napisał: „Mam pytanie do Chrisa, czy widział program „Monsters in America” i jaki stwór z folkloru na jego kontynencie najbardziej go zainteresował?”
[01:48:56] - Oczywiście tak. Program jest świetny. Jest to w ogóle świetny program na wycieczkę po całej Ameryce. Można powiedzieć, że niemalże każdy stan ma swojego potwora, jeden brzydszy od drugiego, groźniejszy. Większość z nich, jak im się dobrze przyjrzeć, jest pewnym odzwierciedleniem legend z Europy przywleczonych tutaj. Niektóre z nich są wynikiem legend Indian, a niektóre z nich są bardzo oryginalne. Dla mnie oczywiście, na pewno o tym wszyscy wiedzą i prawdopodobnie słuchacz, który zadaje to pytanie, prawdopodobnie spodziewa się takiej odpowiedzi. Oczywiście Bigfoot jest najciekawszym kryptydem. I ostatnie rewelacje, jeśli chodzi o właśnie dogmeny i tego typu postaci czy twory raczej, monstra, które ganiają gdzieś po lasach, to jest coś nowego. Nie wiadomo jeszcze, jak do tego podejść.
Jest dużo świadków takich wydarzeń. Wygląda na to, że jest to poważny problem. Natomiast Bigfoot istnieje od dawna i tak się dobrze zadomowił w amerykańskim folklorze, że występuje w wielu odmianach i kolorach, i wielkościach i złośliwościach też, bo są sympatyczne Bigfooty, ale są też strasznie złośliwe i niebezpieczne Bigfooty i krwiożercze też, które potrafią wrąbać człowieka nawet zanim go zjedzą. ... to go jeszcze porządnie wykorzystać. Także trzeba uważać chodząc po amerykańskich lasach. A do bigfootów mam w miarę blisko, bo mieszkam tuż przy granicy z Pensylwanią, jakieś 20 kilometrów, a już w tych lasach pensylwańskich bigfooty są notowane niekiedy bardzo intensywnie i są to, co mnie bardzo zaskakuje, bardzo poważni ludzie biorą na siebie odpowiedzialność ogłoszenia takich rzeczy. Czyli jest coś na rzeczy, coś widzieli, jakieś ślady te bigfooty zostawiły, czy to monstrum, czy to coś, co żyje w tamtych lasach. Coś tam żyje. Coś tam rzeczywiście jest.
Pensylwania jest strasznie ciekawym stanem. Ma mnóstwo niesamowitych elementów, tworów geologicznych, różnych miejsc, gdzie pole elektromagnetyczne zmienia się gwałtownie, gdzie często mówi się o tym, że gdzieś są bramy do różnych innych wymiarów i stamtąd wyłażą te najrozmaitsze postacie. Także jest to na pewno stan warty penetracji, ale może to także jest przyczyna tego, że ludzie w Pensylwanii tak bardzo nie tylko umiłowali sobie wędkowanie, ale też i myślistwo. Dlatego, że broni tam jest dużo. Między innymi to, że nie wiadomo co żyje w lasach Pensylwanii, które są olbrzymich rozmiarów, są bardzo mroczne i rozległe i teren jest niezurbanizowany, nie żyje tam zbyt wielu ludzi. Jest to także teren górzysty i trudno dostępny. Nie wiadomo co tam żyje i może to jest przyczyna tego, że ludzie w Pensylwanii z umiłowaniem mają dwa tematy rozmów: albo wędkowanie, albo strzelby. Także wypada mieć kilka, żeby było o czym porozmawiać z takim obywatelem Pensylwanii, pod warunkiem, że nie jest to mieszczuch z Filadelfii, bo już ci w Pittsburghu więcej na ten temat wiedzą. Ale cała Pensylwania to jest można powiedzieć miejsce, gdzie wieś sielska, nieielska najczęściej panuje. Nie ma zbyt wielkich miast.
Jeżeli już, to na skrzyżowaniu stoi kilka domów i to jest miejscowość oznaczona na mapie. Także jest dużo pustkowi, dużo lasów i dużo miejsca dla takich stworów jak bigfoot i parę innych kryptydów.
[01:52:40] - Radio Paranormalium. Kolejna debata niekontrolowana na żywo. Tym razem pytania niezadane. Poszukujemy odpowiedzi wspólnie z Chrisem Miekiną. Więcej jest pytań takich, że tak powiem, świeżych niż tych niezadanych, co nas bardzo cieszy. Pojawiło się takie pytanie od użytkownika Indigo: „Chris, co sądzisz o tak zwanych Illuminati Sacrifices?”
[01:53:08] - Temat bardzo też naładowany i nie wiem, co ma na myśli kolega Indigo, ale chyba chciałby porozmawiać o tym, co się wydarzyło pewnie w CERN, gdzie sfilmowano coś w rodzaju takiej egzekucji czy składania ofiary. Myślę, że temat tych wszystkich ofiar składanych przez iluminatów jest być może taką próbą zastraszenia albo wprowadzenia ludzi w ślepą uliczkę, w ślepy zaułek. Dlatego że z pewnością do takich rzeczy dochodzi, zwłaszcza że mamy przecież ten Bohemian Grove, gdzie była składana symboliczna ofiara, która została później sfilmowana przez Alexa Jonesa wiele lat temu i ta sprawa nabrała rozgłosu. Ale myślę, że właśnie w tym przypadku bardziej chodziło o symboliczność niż o rzeczywistość. Dlatego, że mimo rozgłosu przy tej całej sytuacji w sumie nie znaleziono tej ofiary, która miała być rzekomo złożona, podobnie jak nie znaleziono ofiar innych tego typu przypadków. Ja sobie zdaję sprawę, że wiele kultów jest niebezpiecznych, ale w dzisiejszych czasach życie ludzkie jest tak naprawdę bardzo tanie i jeżeli dochodzi rzeczywiście do składania tego typu ofiar ludzkich, dochodzi do nich w sposób, użyję takiego eleganckiego słowa, dyskretny i niewiele przedostaje się do wiadomości takich ludzi jak my wszyscy tutaj. I dlatego myślę, że jeżeli opisuje się takie sytuacje, to bardziej one mają służyć zastraszaniu, żeby ktoś nie wchodził, nie wkładał nosa w nie swoje sprawy i za bardzo nie grzebał wśród tych tajnych organizacji, stowarzyszeń, zrzeszeń, różnych tych dziwnych mrocznych historii, które rozgrywają się wokół nas. I chyba to jest ich główny cel, bo w innym przypadku nie wyszłoby to na światło dzienne. Tak mi się przynajmniej wydaje. Być może jestem w błędzie.
Ale tak na gorąco taka moja opinia.
[01:55:24] - Tutaj użytkownik Akuray na czacie Radia Paranormalium sypie pytaniami normalnie jak saint baba świętym proszkiem. Ciężko, nie wiadomo co wybrać. Dlatego może przeczytam pierwsze pytanie, które mi się nasunie przed oczy, a brzmi ono następująco. To jest chyba właśnie najnowsze pytanie od tego użytkownika. Pytanie do Chrisa: „Jak odnosi się do książek Hansa Tilmera i jego rewelacji na temat młodszego datowania znalezisk i historii geologicznej Ziemi? Dowody na życie ludzi i dinozaurów jednocześnie”.
[01:56:02] - Myślę, że to w jakiś sposób wiąże się z tym, o czym rozmawialiśmy wcześniej na temat tego, że zniknęło nam gdzieś z historii 300 lat. I między innymi wynika to z tego, że tak naprawdę nie mamy dobrego sposobu datowania tego, co wydarzyło się w przeszłości. Do dziś nie potrafimy odpowiednio ustalić Na przykład wieku kamienia próbuje się ustalić na podstawie grubości patyny, ale w zależności od warunków zewnętrznych ta patyna jest grubsza lub cieńsza. Jak wiemy, klimat podlega nieustannym gwałtownym zmianom. W związku z tym takie datowanie jest nieprecyzyjne. Datowanie węglowe węglem C14 jest również nieprecyzyjne i tam również można dokonywać pomyłek o 150 lat w jedną bądź w drugą stronę. Są też krytycy w ogóle używania takiego datowania jako datowania sposobu metody bardzo niestabilnej. Jest ta metoda dendrotechniczna, bodajże tak ona się nazywa, która polega na liczeniu słojów drzew, ale ona jest również nieprecyzyjna, bo niekiedy takich słoi powstaje więcej niż jeden w ciągu roku na drzewie, jak jest to w przypadku na przykład sekwoi, a zdarza się, że nie powstaje wcale. Więc jest to metoda niestabilna i nieprecyzyjna. Często historycy, którzy usiłują znaleźć naukowe podejście do tego typu spraw, powołują się jedną metodą na drugą i nawzajem powielają albo jeszcze multiplikują swoje własne błędy.
Myślę, że w najbliższym czasie wiele wydarzy się w historii, która spowoduje, że będzie przymus wręcz napisania jej na nowo. Spójrzmy na przykład na taki fenomen Muru Chińskiego. Mur Chiński praktycznie w świadomości każdego z nas jest to coś, co Chińczycy wybudowali ze 2000 lat temu. Jest to nieprawdopodobna konstrukcja o gigantycznym rozmachu. Gdy tymczasem, jeśli przyjrzeć się temu bliżej i dokładnie, to okaże się, że nikt o nich nie mówi w historii. Nie mówi się o niej w historii starożytnej, nie opowiada o Murze Chińskim Marco Polo. Jeśli był w Chinach, przeoczyłby coś takiego jak Mur Chiński? Trudno aż w to uwierzyć. Ostatnie doniesienia z Chin mówią o tym, że mur jakoś ostatnio szybko zaczął się rozsypywać. I to też jest dziwne, bo przez 2000 lat nic się nie działo i nagle zaczął się sypać, rozsypywać się w pył i proch.
Tyle przetrwał, a teraz coś się wydarzyło. Chyba że przyjrzeć się mu bliżej na własne oczy. Ja mu się bliżej nie przyjrzałem na własne oczy, bo nie byłem w Chinach. Ale kiedy przyjrzeć się temu, w jaki jest sposób zbudowany i zobaczyć, i próbować porównać go do tego, jak budowano w rzekomych czasach tworzenia muru w Chinach, to okaże się, że technologię budowy Muru Chińskiego wykorzystano tylko i wyłącznie do budowy muru. Nie wybudowano nawet kurnika tą samą metodą, a cała energia konstrukcyjna poszła na zbudowanie muru, który na dodatek nie wiadomo czemu służył. I kiedy popatrzy się na wzmianki na temat, kiedy ten mur powstał, kiedy się o nim zaczyna mówić, kiedy nagle pojawia się on na mapach, bo wreszcie zaczynają go ludzie dostrzegać, co sugeruje, że wcale nie było go wcześniej, a jest to zupełnie współczesna konstrukcja. To powstał być może w XVII wieku. Takie jest najpewniejsze datowanie tej niesamowitej budowli. Nie służyło to obronie czegokolwiek, bo mur tak naprawdę nie ma znaczenia strategicznego. Ciężko go obronić.
Ciężko stworzyć taką linię obrony, która rozciąga się przez setki kilometrów, często w miejscach, które strategicznie są nie do obrony. I być może był to po prostu marker graniczny, który stworzyli Chińczycy mający nieustanne zatargi z ludami Północy, z Rosjanami w ostatnim czasie, w czasach, w XVII wieku szczególnie. I kiedy wreszcie ustalono konkretnie, jak ta granica ma wyglądać, chiński cesarz postanowił, że zbuduje tam taką konstrukcję, która oprócz tego, że jest piękna, jest zrobiona z olbrzymim rozmachem, jest jednocześnie czymś, co stymuluje, bo ludzie mogli się przemieszczać wzdłuż tego muru. Okazuje się, że bramy są i z jednej, i z drugiej strony. Dziś Chińczycy zabudowują te bramy, które są po zewnętrznej stronie, które prowadzą do Chin. Co burzy ten mit o tym, że Mur Chiński służył obronie Państwa Środka. Także tych dziur w historii mamy bardzo wiele, także i z dinozaurami. Tak naprawdę wierzymy tej nauce, ale wierzymy tak samo, jak wierzymy w religię, że rzeczywiście jest jakiś zbawiciel, jest lepsze miejsce na Ziemi. Wszystko jest oparte na wierze i na wierze w metody, które stosujemy są właściwe. Często okazuje się, że są one niewłaściwe.
I jak rozmawialiśmy wcześniej, okazuje się też, że nawet nie możemy polegać na dokumentach, bo wiele dokumentów stworzono w celach propagandowych i są celowym zafałszowaniem historii. Dlatego opieranie się, główny dowód historyczny polega na tym, że coś ktoś napisał kiedyś na papierze i z niewiadomych przyczyn wiedząc, że dziś właściwie kłamstwo jest czymś bardzo powszechnym u człowieka. My natychmiast to wierzymy, że jeżeli ktoś to napisał na papierze, to tak to musiało być. Czy na jakimś pergaminie, woluminie, czy na tabliczce dębowej, czy też na papirusie, to rzeczywiście tak to musiało być. Chyba że są to ludzie już przedhistoryczni i jeżeli się o nich mówi, to oni mieli czas i to oni wymyślali sobie tylko i wyłącznie bzdury i legendy. Im nauka jakoś nie wierzy. Dlatego myślę, że potrzeba jest bardzo silna, żeby przebudować naukę jeszcze raz i popatrzeć na historię w świeży, w nowy sposób i naprawdę zacząć ją pisać od nowa, co będzie trudne, ponieważ tak jak mówiliśmy wcześniej, to kontrola przeszłości jest kontrolą teraźniejszości i przyszłości. I dlatego wywoła to masę zamieszania i różnych najrozmaitszych problemów. Nawet nie musimy patrzeć na dinozaury, żeby te problemy widzieć. Do dziś wielu ludzi zastanawia się, dlaczego jest taka różnica między Polską a Ukrainą.
Kim są ci Ukraińcy, że oni tak nas bardzo nienawidzą? Jeśli ich zbadać genetycznie, to okaże się, że są tacy sami jak my. Większość z nich pochodzi z Mazowsza, z Kujaw, z Małopolski. Byli tam dziesiątkami tysięcy wywożeni przez magnatów po to, żeby zasiedlać nowe tereny. Ale nie było ciągłości kulturowej, nie było żadnego wsparcia kulturowego, więc korzystali z tego, co mieli na miejscu. Powoli się rusyfikowali czy zmieniali się z powodu warunków, w jakich żyli. I nagle ludzie, którzy są tacy jak my, zyskali inną, nową tożsamość. I jest to zaskakujące właśnie, jak może się wydarzyć coś, że ktoś, kto jest taki sam jak my, jest nagle naszym największym wrogiem. I tak dalej. Także takich zagadek i różnych przekłamań historycznych jest wiele od najdawniejszych czasów aż po współczesne nam dzisiaj.
Historia jest zafałszowywana i zawsze będzie. Myślę, że internet w tym momencie jest tutaj zbawieniem. Możemy dyskutować o wielu rzeczach. Wiele rzeczy jest wyssanych z palca, są być może bzdurami, ale na wiele rzeczy zwracana jest uwaga. Na przykład mnie zafascynował ten fenomen słynnej Lechii, która gdzieś istniała w polskich czasach przedhistorycznych i rzekomo była olbrzymim mocarstwem. O ile nigdzie nie doszukałem się Lechii, to doszukałem się czegoś takiego, co się nazywało Tartaria. Był to ciekawy twór, który zamieszkiwali rozmaici ludzie, nie tylko skośnoocy, ale tacy też jak i my. Było to świetnie zorganizowane imperium oparte na piractwie, tyle że lądowym, na agresywnym atakowaniu wszystkiego dookoła i po prostu zagrabianiu sobie najrozmaitszych bogactw, aż do momentu, kiedy natrafili na zorganizowaną i konsekwentną akcję w tym momencie Rosjan, Chińczyków, różnych innych narodów, czy też zjednoczenia ich w cudzysłowie, bo na pewno to nie nastąpiło w tak łagodny sposób. Tartaria jest na wielu starożytnych mapach, jest na mapach najlepszych kartografów z XV wieku, XVI wieku. Jest na przykład na mapie Orteliusa, jest na mapie Hulsiga.
Jeśli popatrzymy na północną Europę, to nie dzieje się na tych mapach zbyt wiele. A kiedy się patrzy na Tartarię, to są tam zaznaczone miasta, miejsca, są zaznaczone rzeki. Czyli ktoś miał jakąś wiedzę na ten temat. Jeśli ktoś by powiedział, że te rzeki zostały przez kogoś wymyślone, że są tam w celach ozdobnych wstawione, to kiedy popatrzeć na przykład na kontynenty, na obie Ameryki, już wtedy dobrze znane, to, że istniały, to okaże się, że po niecałych stu latach od odkrycia Ameryki ci kartografowie z dużą dokładnością zaznaczają na przykład dorzecze Amazonki i dorzecze Orinoko, ujście La Platy w Ameryce Południowej, Mississippi, Saskatchewan i Hudson w Ameryce Północnej. Co jest zaskakujące. Skąd ta wiedza? Być może stąd, że miejsca te były tak naprawdę o wiele lepiej znane jeszcze zanim je odkryto w cudzysłowie, niż rzeczywiście dostali tam późniejsi odkrywcy, bo odkrywanie wnętrza tych kontynentów trwało wiele dłuższy czas i przez długi czas była to teoretycznie biała plama na mapie świata. Natomiast Tartaria sąsiadowała, była miejscem, gdzie z jednej strony mamy Europę, a z drugiej strony mamy Azję, Chiny i Indie od południa, czyli cywilizacje bardzo intensywnie się rozwijające. Dlatego jest to tylko i wyłącznie moja intuicja, że może nie tyle o Lechię chodzi i Lechitów, którzy nad Wisłą zbudowali swoje imperium, a właśnie chodzi o tą Tartarię, która tak naprawdę z Tatarami nie ma nic wspólnego. Zachowało się kilka ilustracji w tych atlasach sprzed wielu wieków, gdzie narysowani są Tartarzy, jak oni wyglądali.
I też zaskakująco przypominają nas. Wyglądają tak, jak wyglądała szlachta kontuszowa troszkę. Podobnie się ubierali i podobną broń nosili. Także być może ten wpływ i to zamiłowanie do Wschodu i to dążenie na Wschód później, kiedy Polska rozrastała się przez Litwę i później przez Ukrainę coraz bardziej na wschód, było naturalną próbą powrotu do miejsca, skąd tak naprawdę Słowianie przyszli. Także taki zaskakujący twór, o którym jest niewiele w książkach historycznych. Mało się o tym mówi, natomiast ogromną ilość miejsca zajmuje na mapach ówczesnego świata. I na tych mapach, mimo że tyle wspaniałych rzeczy jest zaznaczonych, nadal nie zaznaczany jest Mur Chiński, tak jakby w ogóle nie istniał. Co jeszcze raz w świetle tego, co powiedziałem wcześniej, potwierdza, że jest to tak naprawdę konstrukcja dużo późniejsza, a nie sprzed dwóch tysięcy lat. I tych zakłamań w historii mamy olbrzymią ilość, dlatego że na historii można nieźle skorzystać. I to jest powód właśnie tego kryzysu.
Zwycięzcy piszą historię i ci, którzy z niej korzystają. Dlatego mamy tyle właśnie problemów. Nigdy nie będzie to nauka obiektywna. Może nawet nigdy nie będzie nauka, dlatego że zawsze podlega manipulacji.
[02:08:31] - Użytkownik Macc na czacie napisał paręnaście minut temu, że Ukraińcy wcale nas nie nienawidzą. Natomiast ja pozwolę sobie odnieść się w ten sposób, że nienawidzą nas do momentu, gdy ktoś nie wypomni im Wołynia i tego, co robili tam ich heroje.
[02:08:55] - Właśnie. To jest najlepszy przykład, że okazuje się, że kilkaset lat symbiozy jednak na nic się zdało. Ale kiedy się szuka źródeł tego konfliktu, tylko na chwilę nie chcę wkładać kija w mrowisko, to znów widać tutaj niewidzialną, ale bardzo krzepką rękę Kościoła katolickiego, a szczególnie jezuitów, którzy chyba najbardziej narozrabiali, żeby nas skłócić ze sobą w tym czasie. Zresztą jak w każdym czasie. Dlatego ja zawsze z wielką trwogą zacząłem patrzeć w stronę Watykanu, kiedy okazało się, że generał jezuitów został papieżem. Na dodatek ma kompletnie odlotowe poglądy i nie wiadomo, czego się spodziewać po tym facecie, do czego on może doprowadzić. A ma trochę władzy i trochę środków w ręku.
[02:09:43] - Słyszałeś jego ostatnią wypowiedź, że związki z Chrystusem nie prowadzą do niczego dobrego?
[02:09:50] - Właśnie. Tak, słyszałem. Są one zdumiewające. Absolutnie zdumiewające. Trudno wyczuć, czyje interesy on reprezentuje, ale myślę, że jest gdzieś w tym bardzo głęboka logika. Nie jest to mój główny temat, którym się w tej chwili zajmuję, rozmyślań, do czego on może zmierzać, ale z pewnością nie mówi tego w sposób przypadkowy, bo tak mu się wyrwało. Wszystko to ma jakiś głęboki sens. Jeżeli papież wypowiada się na jakiś temat, ma to jakiś głęboki związek z czymś, co chce zrobić, albo z planami, które chce zrealizować.
[02:10:26] - Zerknę jeszcze, co tutaj mamy za pytania na naszej ściślej liście pytań.
[02:10:32] - Ty sobie zerkaj. Jeszcze tylko wspomnę, bo rozmawiamy cały czas o tych nieścisłościach w historii, a sobie właśnie prezent kupiłem, który dostanę w przyszłym tygodniu. Na Amazonie zamówiłem sobie z ciężkim sercem książkę Fomienki. Jak się okazuje, książka nie jest tak wcale łatwo dostępna. Książkę Fomienki, której tytuł można przetłumaczyć jako „Historia – nauka czy ściema?”. Tam Fomienko podobno niesamowite rzeczy wypisuje, swoją wersję historii. Jest on doktorem historii, więc jest naukowcem z kręgu oczywiście rosyjskiego i jego podejście do historii jest zupełnie rewolucyjne. W przyszłym tygodniu dostanę cztery tomy. 130 dolarów kosztowały, także niezbyt tania książka niestety, ale na pewno będzie więcej wpisów na ten temat i więcej opowieści na temat tego, w jaki sposób Fomienko, którego poglądy nie urosły na kamieniu, bo nie jest on sam, jest wielu innych naukowców z Rosji, którzy inaczej interpretują historię, a jednocześnie powołują się na takie osoby jak na przykład Emanuel Wielikowski, który również miał inne podejście i spojrzenie na historię. Także ja spodziewam się olbrzymiej, niesamowitej uczty, jeśli chodzi o patrzenie nietypowe, nieszablonowe czy z nowego punktu widzenia, czy mnóstwo nowych informacji, które z pewnością są tam zawarte.
Jako człowiek rosyjski będzie na pewno mówił o wielu konkretach, a nie o różnych historiach, w które ewentualnie wierzy. O wszystkim w swoim czasie opowiem.
[02:12:15] - I właśnie z kwestią szeroko rozumianej prawdy łączy się pytanie od użytkownika Akuraj. Jedno z wielu, jedno z kilku pytań, które pojawiły się na czacie od tego właśnie użytkownika. „Mam smutną, wydaje się, konstatację, że w dzisiejszym świecie prawda umarła. Skoro nie możemy być niczego pewni i ufać komukolwiek i jakiejkolwiek wiedzy, to powstaje relatywizm i próżnia moralna. Każda próba oceny rzeczywistości będzie subiektywna. Już w punkcie wyjścia masz własny kąt patrzenia. Nasz własny kąt patrzenia będzie przefiltrowany przez cokolwiek, co uważamy, przeczytamy. Jak wyrobić sobie własny światopogląd, skoro mamy problem z wiedzą historyczną, religijną czy na temat spraw alternatywnych?”
[02:13:05] - To dopiero pytanie. To też podchwytliwe, ale spróbujmy ugryźć. Nie będzie łatwo, ale wbrew pozorom odpowiedź na takie fundamentalne pytanie powinna być prosta. Myślę, że nie jest tak, że akurat w takich czasach żyjemy. Myślę, że w każdych czasach było dokładnie tak samo. W żadnych czasach nie było dostępu do prawdy. Zawsze był to pewien rodzaj jakiejś manipulacji, pewien rodzaj kontroli i w każdym momencie naszej historii, w każdym miejscu na Ziemi informacja na temat tego, jak działa świat, była w pewien sposób interpretowana i była manipulowana. To, co rozwiązuje tego typu problemy, jest to coś, co się nazywa prawo naturalne, czyli reguły życia, które powstają w wyniku sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, co na przykład przekłada się na coś jak na przykład w „Chłopach” ludzie na wsi ustalili, że za to, że się tam trachanka czy ktoś tam inny gdzieś tam po snopkach ganiała z jakimś Maćkiem, to postanowili ją na taczkach gnoju wywieźć. Czy to było sprawiedliwe, czy nie? Można sobie dyskutować dwa dni na ten temat.
Natomiast wieś to ustaliła i jest to właśnie wprowadzenie w życie prawa naturalnego. Tak ono działa, że na Dzikim Zachodzie koniokrada wieszano dlatego, że koń był najważniejszym zwierzęciem, jakie istniało. Od niego zależało życie i śmierć. Dlatego kara była drastyczna, bardzo drastyczna, odstraszająca i też wynikała właśnie ona z prawa naturalnego, czyli warunki dyktowały to, w jaki sposób ludzkość ma żyć. Jedyny największy nasz problem polega na tym, że żyjemy w systemie prawnym. Żyjemy otoczeni kodeksami, gdzie jest miliony reguł, które często okazują się w którymś momencie nawet sprzeczne ze sobą, więc wpadamy w pułapkę bez wyjścia, gdzie dochodzi do realnej sytuacji z zamku Kafki. I kto na tym wygrywa? Wygrywają ludzie najpodlejsi, najsprytniejsi i o najniższych uczuciach, którzy potrafią w taki sposób lawirować w regułach prawnych, że nawet kiedy są poważnymi przestępcami, to prawo decyduje na ich korzyść, a nie na korzyść prostego, zwykłego, normalnego człowieka. Ale historia też pokazuje, że w którymś momencie taki system nabrzmiały, system pełen tych tysiąca, miliona różnych mniejszych lub większych reguł, on się rozpada, nie wytrzymuje. Ta konstrukcja jest zbyt misterna.
Zbyt wiele jest tych powiązań, więc wystarczy niewielkie trzęsienie ziemi, żeby wszystko to zrównać z ziemią. I co? I znów wraca prawo naturalne, które samo z martwych powstaje, wytwarza się w zależności od tego, jakie warunki panują dookoła. Dlatego myślę, że-
[02:16:05] - Przepraszam bardzo, Chris, że ci tak przerywam. Tutaj słuchacz M.A.C.C. na czacie zwraca uwagę, że to jest prawo zwyczajowe, a nie naturalne.
[02:16:17] - Bardzo przepraszam koleżankę M., że źle używam słowa. Po prostu czytałem o tym w książce po angielsku. Jest to natural law, więc tak sobie to tłumaczę jako prawo naturalne. A powinienem mówić prawo zwyczajowe? Bardzo dobrze, więc mówmy prawo zwyczajowe. Prawo zwyczajowe jest prawem, które jest zobowiązującym. Jest prawem, które działa i które zawsze będzie w jakichś określonych warunkach działać. Dlatego, że wystarczy dwoje ludzi i to tych dwoje ludzi będą ustalać jakieś podstawowe reguły, które będą pozwalały im nawzajem funkcjonować, wchodzić w interakcje, robić coś wspólnie bądź wspólnie znaleźć drogę czy rozwiązanie jakiegoś problemu, wobec którego stają. To podpowiada nam cała historia świata, jaka tworzy się wokół, dookoła nas. Myślę, że w czasach, w których my żyjemy dziś, kiedy indywidualizm jest sposobem na życie, jest najważniejszym ze wszystkich tych podejść do świata, do życia.
My musimy mieć własne zdanie. My musimy pokazać, że my to my. My musimy powiedzieć, że jesteśmy najmądrzejsi, najpiękniejsi, najpiękniej tańczymy i w ogóle robimy wszystko najlepiej. Spójrzmy na te nasze media społecznikowskie. Jest to po prostu targowisko próżności. Jest to właśnie epatowanie swoją indywidualnością. Myślę, że rozwiązaniem tej smutnej sytuacji, o której tutaj słuchacz wspomniał, takiej beznadziei, jest to, żeby znów pomyśleć o tym, że jesteśmy grupą, żeby coś dla niej zrobić. A jeżeli nie wie się, co dla niej zrobić, to zrobić coś przede wszystkim w jakiś sposób dla siebie, żeby to mogło służyć innym. I wówczas nagle, w sposób magiczny zaczynają się pojawiać te wszystkie połączenia, te interakcje, które tworzą i odbudowują wartości, które są wieczne, takie jak odpowiedzialność, zaufanie, chęć pomocy innym, którzy nie potrafią sobie poradzić. To buduje więzy, związki, nadaje sens życiu i stwarza, że jesteśmy w stanie przepchnąć się i przetrwać w najtrudniejszych i najcięższych czasach.
I tego typu postawa właśnie to prawo zwyczajowe buduje, bo na takim prawie zwyczajowym ono powstaje, dlatego jest ono najtrwalsze. Niepotrzebne nam są tak naprawdę inne kodeksy. Może drastycznie, pewnie tu słuchacze też będą mieli problemy z tym, że nawołuję do obalenia wszelkich praw sądów. Nie, na temat sądów się nie będę wypowiadał, ponieważ już przestałem rozumieć, tak jak jeszcze może 10, 15 lat temu to, co dzieje się w kraju nad Wisłą, dziś już nie za bardzo. Nie wiem, kto jest po której stronie. Kota nie nazwałem Jarosław, tylko Mulder. I na tym poprzestanę.
[02:19:13] - Słuchajcie państwo kolejnej „Debaty Niekontrolowanej” na żywo oczywiście. Dziś poszukujemy odpowiedzi na pytania niezadane z Chrisem Miekina. Audycja oczywiście jest cały czas na żywo. My już powolutku zmierzamy do końca. Jeszcze kilka pytań. I właśnie takie pytanie pojawiło się: co wiadomo na temat katastrofy USS Fitzgerald?
[02:19:43] - Wszystkich zapraszam do Nowej Atlantydy. Opisałem tą sytuację i całą tą historię dokładnie. Jest to oczywiście teoria konspiracji, ponieważ jest ona na podstawie spekulacji, na podstawie różnych wniosków opartych z kolei na tym, co się wydarzyło w czasie katastrofy, do jakiej doszło. Do tej kolizji, właściwie nie katastrofy, chociaż można powiedzieć katastrofy, bo śmierć nawet jednego człowieka już jest katastrofą. Tam zginęło siedmiu ludzi. I jakoś media, wszystkie światowe media przeszły do porządku dziennego. Jakoś nagle przestało to być ważne. Kiedy zdamy sobie sprawę, że w tej kolizji uczestniczył niszczyciel amerykański, który jest w pierwszej linii obrony tego kraju, który ma zestrzeliwać pociski balistyczne, jest w stanie prowadzić walkę z ponad 100 celami naraz, jest wyposażony w najnowszą elektronikę firmy Aegis, czyli jest cudem technologii. Okazuje się, że nagle dochodzi do prozaicznego z pozoru, wydawałoby się, wypadku, gdzie zderza się kontenerowiec właśnie z tym niszczycielem, który mając te dublujące się radary nie widzi wielkiego, potężnego, 40 000 ton wyporności statku, który wali prosto w jego bok. Dlatego właśnie ta historia była bardzo podejrzana.
I kiedy Przyjrzałem się jej bliżej. Okazało się, że ma mnóstwo dziwnych dziur i okazuje się, że być może, i tutaj już idę na skróty i zapraszam do przeczytania artykułu, który napisałem na Atlantydzie, być może za tą kraksą, za tym wypadkiem stoi ktoś, kto rzeczywiście dąży do tego, ażeby wywołać właśnie taki konflikt. Ponieważ wyobraźmy sobie sytuację, w której nie ginie siedmiu ludzi, a ginie powiedzmy 250, kiedy ten kontenerowiec rozjechałby na pół ten amerykański niszczyciel. Bardzo trudno jest po ciemku uratować ludzi pozamykanych często w najrozmaitszych przedziałach tego wielkiego okrętu, skomplikowanego okrętu. I byłaby to wielka, gigantyczna katastrofa. Wujek sam by się oczywiście wściekł i szukałby komu przywalić maczugą natychmiast i zapewne by to zrobił. I ten ktoś, kto zostałby przywalony tą maczugą, odpowiedziałby swoją maczugą. I tak rozpocząłby się konflikt, o którym marzą pewne grupy elity. Dlatego tak dużo podejrzanych sytuacji jest w tym wszystkim. Oczywiście ta historia była stworzona w taki sposób, ażeby cień kto za tym stoi, padł na Rosję, bo Rosja ostatnio przechwalała się swoim systemem, który się nazywa Kibini.
Oni ładnie to nazywają, że nazwa Kibini pochodzi od gór gdzieś na Półwyspie Kolskim i tak sobie nazwali ten system, ale jest to też brzydkie, ordynarne ruskie słowo, które oznacza ładnie to używając: „spadaj stąd”. I widać to było na przykładzie następnego niszczyciela USS Donald Cook, który został ośmieszony przez rosyjskie myśliwce i na Morzu Czarnym, i na Morzu Bałtyckim, kiedy przelatywały one nad nim bezkarnie, robiąc pozorowane ataki rakietowe. I ten niszczyciel nie mógł nic zrobić. Jego elektronika, superelektronika była wyłączona, był jak ślepa i głucha kaczka na wodzie. Bezradna zupełnie. W przypadku Morza Czarnego musiał szybciutko chować się w Rumunii, żeby zobaczyć, co się dzieje. Okazało się przy okazji, że w Rumunii 27 marynarzy z tego okrętu Cook zeszło na ląd i po prostu zrezygnowało z pracy dla marynarki wojennej. Byli tak zdeprymowani tym, co się wydarzyło, że uznali, że ich życie jest zagrożone, jeżeli będą służyć na takim okręcie. A Rosjanie dysponują taką technologią, która potrafi tą elektronikę wyłączyć. Tutaj przy okazji tej elektroniki, tego systemu Kibini, który podobno wykorzystali Rosjanie, podobno jest on oparty na technologii Magrav.
I tutaj pewnie włożę znowu kij w mrowisko, bo jest to oparte na technologii Keshe, czyli technologia jak się okazuje działa czy ktoś chce czy nie. Być może po prostu trzeba bardziej wyrafinowanej formy, ażeby móc ją uruchomić. Potwierdzałoby to, co się kiedyś wydarzyło, jeszcze też kilka lat temu w Iranie, kiedy Irańczycy przejęli amerykański dron, który wylądował jak baranek na ich lotnisku nienaruszony. Coś się musiało wydarzyć. I stąd właśnie ta cała historia z Fitzgeraldem, że ktoś właśnie wyłączając ten system elektroniczny na amerykańskim okręcie sprawił, że nie mógł on nadać meldunku, nie mógł on zapalić swoich świateł nawigacyjnych, nie mógł uruchomić silnika, nie mógł nic po prostu. Być może nawet kapitan był zatrzaśnięty w swojej kabinie dlatego, że otwierana była wyłącznie elektronicznie i wyłącznie za pomocą kodu. Dzisiejsze okręty nie są jak okręty przeszłości, że można było odwiedzić chłopaków na rufie, zrobić sobie imprezę u kucharza gdzieś tam w środkowej części okrętu. Dzisiaj okręty mają ściśle określone przejścia, korytarze, które nie każdy może pokonać bez odpowiednich uprawnień czy stopnia tajności, do jakiego ma dostęp ze względu właśnie na te wyrafinowane systemy obrony, szpiegowania i różne inne, kto wie, co tam jeszcze jest. Mówię to na podstawie i o tym wspominałem w dyskusji z czytelnikami na Facebooku Nieznanego Świata, że znam jednego z kapitanów, który pływał wokół Chin na statkach szpiegowskich i dlatego został zatrudniony jako cywilny kapitan, dlatego że Chińczycy mieli pełną kartotekę wszystkich amerykańskich kapitanów i chiński wywiad doskonale wie, gdzie każdy amerykański kapitan jest dowolnego dnia i w dowolnym czasie. Dlatego żeby statek szpiegowski spełnił swoje zadanie, musi być jakiś kapitan z zewnątrz.
On został zatrudniony na taki statek i właśnie opowiadał o tym, że duża część statku była absolutnie poza jakąkolwiek możliwością dojścia. Przy drzwiach, które były zamykane na kod, stali panowie bez insygniów, w czarnych mundurach. Nie odzywali się do nikogo, nie mieli prawa wchodzenia w kontakty w załogę. Załoga nie mogła ich o nic pytać ani z nimi rozmawiać. Nie wiadomo, kiedy się pojawili, dlatego, że w miejscu zawsze wsiadali w nocą, zawsze wsiadali w sposób niezauważony. Załoga nie mogła być w tym czasie w takim miejscu, aby móc obserwować, że ktoś taki wsiada na okręt. Czasami znikali podczas rejsu i nie wiadomo było też, co się dzieje. Czasami pojawiali się ludzie, których wcześniej na pokładzie statku nie było. Nigdy nie miał pojęcia, ilu ludzi jest na statku, co on ma na sobie ten statek, co wiezie, czy też jaki sprzęt ma zainstalowany i do czego on służy. Także czasy się bardzo zmieniają i być może w przypadku tej kraksy Fitzgerald, która wydaje się być w zasadzie takim incydentem, konsekwencje mogły być grubo gorsze i mogły się być może skończyć rozpoczęciem czegoś, o czym dzisiaj wszyscy mówimy, że bardzo byśmy tego nie chcieli.
[02:27:06] - Pojawiły się nowe pytania od naszych słuchaczy. Właściwie to są stare pytania, które zapisuję z czata. Szyderca zapytał, czy Chris może coś więcej powiedzieć, jak piramidy wchodzą w interakcje z ludzkim organizmem i co odkrył Gołot. Dotyczy to artykułu na jego blogu, gdzie pisze, że piramidy to nie tylko lodówki.
[02:27:34] - Tu również zapraszam w takim razie. Dużo mam autoreklamy dzięki Ivelliosie. Bardzo to miłe, że czytelnicy są słuchaczami i odwrotnie. Wszystkich czytelników zapraszam do radia i odwrotnie. Natomiast doświadczenia Gołota rzeczywiście są interesujące, ale mnie najbardziej fascynuje to, że nagle je przerwano, że nagle armia i Rosyjska Akademia Nauk straciły zainteresowanie. Może z tego powodu, że zbyt wiele informacji wyszłoby na zewnątrz. Ponieważ Gołot żyje nadal, jest cywilem, w zasadzie współpracował trochę z wojskiem, robił różne systemy elektroniczne. Między innymi jego systemy montowane były na stacji Mir. Także to nie jest pierwszy lepszy człowieczek z ulicy, który ma jakąś tam wizję piramid. Ma on olbrzymią wiedzę i uczestniczył w tworzeniu całego rosyjskiego programu kosmicznego.
Z tego powodu znał wielu kosmonautów, z wieloma się przyjaźnił. Dlatego pisałem o tym, że wielu z nich uczestniczyło w budowie tych piramid i zdawało sobie sprawę z ich możliwości, skoro brali na pokład swoich statków kosmicznych, którymi później odbywali loty na orbicie okołoziemskiej, kryształy. Wierzyli, że te kryształy, naładowane w piramidzie, w jakiś sposób wspomogą ich zdrowie, formę, dyspozycję. Mnie by się dzisiaj takie kryształy przydały, żeby jakoś wytrzymać ten długi dystans, jaki mi tutaj Ivellios narzucił na naszym dzisiejszym spotkaniu. Co nie znaczy, że narzekam. Doskonałe spotkanie. Bardzo się cieszę, że tylu słuchaczy chce ze mną rozmawiać i uważa, że moja odpowiedź na pytanie, które mi zadają, ma na tyle sensu, że warto ją po prostu nawet i zadać. Wracając do Gołota, do końca nie wiemy, jakie cele mu przyświecały, jakich chciał dokonać doświadczeń z piramidami. Zauważył on jedną bardzo ważną rzecz, że im większa piramida, tym w sposób geometryczny wzrasta pole jej rażenia. Tak to określę po tym Fitzgeraldzie, to już takie słowa mi przychodzą do głowy.
Było w planach budowanie większych piramid i nawet kosmonauci chcieli w tym uczestniczyć i wspomagać cały projekt finansowo. Ale niestety cena budowy takiej piramidy jest naprawdę niebagatelna. W związku z czym od jakiegoś czasu nowe piramidy nie powstają. Natomiast te, które już istnieją, ponieważ zostały zbudowane za pieniądze państwowe, należą do narodu. W związku z czym dziś zasiedlone są przez szamanów. Chyba jeden z takich szamanów nazywał się Radon. Był nawet w Polsce i opowiadał o mocy piramid. Natomiast w tym, co on opowiada, jest wiele ezoterycznej wiedzy o tym, jak energia kosmosu wpływa na nas i co z nami robi. Nie możemy bagatelizować oczywiście tego, co jest w stanie zrobić ta piramida. Nie mam na myśli tylko rosyjskich piramid, które są modelami piramid, ale tych absolutnie prawdziwych piramid.
Spójrzmy na przykład na piramidy Majów. W piramidach Majów bardzo często przed zbiorami przechowywano zboże. Dziś wiadomo, że zboże, które jest przechowywane w piramidzie, kiełkuje lepiej, daje wyższe plony, jest bardziej odporne na choroby. Witalność takiego zboża wzrasta. Co ciekawe, jeżeli popatrzeć na przykład na strukturę ludności w tamtych czasach, to ludzie żyli średnio po 40 lat, czasami 50 lat, ale wszyscy ci, którzy żyli w piramidzie, tacy kapłani na przykład czy władcy, oni żyli po 90 lat albo czasami jeszcze dłużej. Czyli być może coś takiego jest rzeczywiście w piramidzie, że wzmacnia w jakiś sposób organizm, że rzeczywiście powoduje, że czujemy się lepiej i lepiej funkcjonujemy. Dzisiejszy przykład, jaki mam, to jest ten człowiek, który pracuje przy tak zwanej piramidzie bośniackiej. Zaraz sobie przypomnę, jak on się nazywa.
[02:32:02] - Semir Osmanagić.
[02:32:04] - Osmanagić, tak. Osmanagić, który już ma swoje lata za sobą, już troszeczkę przeżył w swoim życiu. Ale spójrzcie, jak on wygląda. Czy to nie jest dziwne? To jest takie spostrzeżenie na boku. On jest bardzo aktywny. Troszkę pisze, udziela się na różnych konferencjach, spotkaniach, dużo spotyka się z ludźmi. W jego wieku jego rówieśnicy nie wyglądają tak dobrze jak on. On wygląda po prostu znakomicie. Czyli ta piramida mu służy, cokolwiek to nie jest.
Czy to jest prawdziwa piramida, czy to jest to pseudopiramida? Bo ja powoli skłaniam się do tego, że jest to raczej pseudopiramida. Nie znaleziono żadnego artefaktu, który wskazywałby w 100%, że ktoś to w jakiś sposób budował. Poza tym ogrom tej piramidy po prostu przekracza wyobraźnię. Nie mamy nic porównywalnego z taką masą, która zostałaby stworzona w sposób sztuczny. W związku z czym być może, jeżeli rzeczywiście działało to jako piramida, było to dostosowanie naturalnego celu do tego, aby Móc korzystać z tej energii piramid. Osmanagić, opowiadając o kopaniu korytarzy pod piramidą, od paru lat mówi o tym, że każdy, kto kopie w tych korytarzach, oczyszcza je, pracuje ciężko pod ziemią, wychodzi z tych korytarzy w o wiele lepszej formie niż do nich wchodzi, kiedy jeszcze nie jest zmęczony pracą. Wielu ludzi, zwłaszcza latem, jeździ do tej właśnie bośniackiej piramidy po to, żeby móc tam spędzić w tych korytarzach noc. Traktują to jako rodzaj terapii. Być może nawet jeśli jest to twór naturalny, to przez ten rodzaj kształtu, jaki natura nadała temu wzgórzu, również produkuje on i multiplikuje taką energię.
Jest to zjawisko, które jest zauważalne wszędzie. Jak popatrzymy na wszystkie starożytne kultury, praktycznie nie ma kultury, która by tych piramid nie miała. Czy będą to w formie kopca, czy kurhanu, czy czegoś w tym rodzaju. Wszędzie je widzimy, dostrzegamy. Często są to kultury oddalone od siebie czasami o tysiące lat, jak na przykład kultura Majów i kultura starożytnego Egiptu, które budowały piramidy dokładnie na tych samych zasadach, w podobny sposób geometrycznie rozwiązanych. Także jest to ciekawe, zaskakujące. Nawet kultura adeńska w Stanach, tak zwana kultura adeńska, która stworzyła tak zwaną piramidę ziemną w Cahokia, która jest niesamowitą piramidą, bo jest to piramida wielkości piramidy w Gizie, tylko zbudowana z ziemi. Jej szczyt już jest ścięty, ale do dziś robi ona potężne wrażenie. Stworzyła to kultura, która nie wiadomo, kim nawet ci ludzie byli. Dziś jest to jedna z największych zagadek Ameryki.
Kim byli Adeńczycy? Czy było to, jak niektórzy uważają, dawne plemię gigantów, które posiadało na tyle siły i energii, by móc taką budowlę stworzyć, czy może ktoś inny? Także jeszcze mamy wiele tajemnic. Piramidy ciągle kryją swoje tajemnice i jak widać, kiedy uchyla się ten rąbek tej tajemnicy od czasu do czasu, tego typu geometryczna konstrukcja ma jakiś rzeczywiście sens. Zwłaszcza że w przypadku tej anegdotycznej, wydawałoby się, historii z ostrzeniem żyletek zbadano żylętki przetrzymywane w piramidzie pod mikroskopem elektronowym i okazało się, że rzeczywiście następuje jakaś przemiana morfologiczna metalu, która powoduje, że ta żyletka staje się rzeczywiście ostrzejsza. Rozgrywa się to właśnie w piramidce, w małym kształcie piramidy. Co, wracając do początku mojej wypowiedzi, im większa piramida, tym większy efekt. Dlatego kiedy mamy taki zespół piramid jak w Gizie, który na dodatek stoi na litej skale, efekt tego jest absolutnie niezwykły. Prawdopodobnie musiał mieć dla tych, którzy wiedzieli, jak sterować tą energią bądź jak z niej korzystać. My do dziś nie za bardzo rozumiemy, na czym ta energia miałaby polegać.
Wiemy tylko, że jest i jeśli tak naprawdę o tym sposobie mocno pomyśleć, to naprawdę taka piramida na przykład jest dziś wykorzystywana w takiej instytucji jak CERN. Jeżeli popatrzeć na to, w jaki sposób zbudowane są kolejne elementy CERN, to również stwarza się coś w rodzaju właśnie piramidy, co jest szokujące, bo okazuje się, że jako stymulant energii jest to kształt idealny i ma znaczenie, ale ciągle jeszcze taka tajemnica jest ciągle trzymana pod kontrolą kogoś tam, kto tym wszystkim dowodzi. Dlatego ciągle musimy się opierać na różnych takich właśnie legendach, przesłankach, plotkach bądź efektach przypadku, do jakiego doszło, gdy ktoś budował piramidy i próbował je do czegoś wykorzystać.
[02:37:30] - Użytkownik Zeus na czacie Radia Paranormalium pyta, czy wiadomo coś nowego w sprawach badanych przez Davida Paulidesa.
[02:37:45] - Paulides napisał następną książkę. W tej chwili opisuje tego typu sytuacje na całym świecie. Także poszedł za ciosem i stara się wykazać, że nie jest to zjawisko czysto amerykańskie, że rozgrywa się ono wszędzie.
[02:38:01] - Oczywiście pytanie tutaj dla niewiedzących słuchaczy tylko zaznaczę, że chodzi mi oczywiście o te tajemnicze zaginięcia w parkach amerykańskich.
[02:38:11] - Okazuje się, że ludzie giną w parkach narodowych na całym świecie i że ich zaginięcia są równie tajemnicze. Paulides praktycznie zbiera te historie po całym świecie i w tej chwili można powiedzieć, że produkuje kolejne książki, co wcale nie umniejsza tego jego spostrzeżenia, a pokazuje, że nie jest to zjawisko lokalne tylko dla Ameryki, ale jest zjawiskiem globalnym, że coś się za nim kryje. Teraz jego celem jest odnalezienie tej mrocznej energii bądź istoty, która za tym stoi. Czegoś, co za tym stoi, bo coś za tym stoi, bo tych ludzi nie ma. Czasami znajdowane są tylko ich trupy w bardzo dziwnych zresztą okolicznościach i o tym kiedyś mówiliśmy w debacie. Dlatego temat jest bardzo ciekawy i pewnie jeszcze do niego powrócę, ale na razie przytłoczony innymi historiami jeszcze nie zaglądałem w najnowsze historie, o których mówi Paulides.
[02:39:14] - I jeszcze jedno pytanie od Zeusa. Jedno z wielu, ale musimy powolutku kończyć, dlatego tak wybieram. Czy czytałeś lub słyszałeś o tak zwanej bestii z Kandaharu? Jest mnóstwo filmików na YouTube i artykułów w języku angielskim. Chodzi o dużego wzrostu człowieka niczym biblijny nefilim, który żyje podobno w górach Afganistanu i wielokrotnie widywali go mieszkańcy tamtejszych wiosek oraz słynne spotkanie z żołnierzami USA, z których niektórzy poniekąd zginęli.
[02:39:46] - Jest to jedna i ta sama historia, powtarzana ta sama opowieść i nie ma w niej postępu, bo nie ma żadnego śladu. Historia dotyczy tego, że odnaleziono jaskinię, w której mieszkał gigantycznych rozmiarów człowiek i grupa specjalna usiłowała go przejąć w jakiś sposób, wziąć go do niewoli. On się obudził, rozzłościł, zaczął nimi rzucać. Oni go po prostu rozstrzelali, zatłukli go na miejscu, spakowali to, co z niego zostało i wywieźli w nieznanym kierunku. Ta historia jest znana od co najmniej 15, 16 lat, a może jeszcze dłużej. Także obawiam się, że jest to jakaś stworzona legenda, która ma swoje nowe odcienie. Nie wiem, czy widzieliście państwo ostatnio tą historię, to UFO, które było pokazane na Syberii. Jakiś kolega Siemion z Syberii na YouTubie opublikował rzekomo sfilmowaną przez siebie scenę, gdzie pojawia się rodzaj bardzo dziwacznego UFO i to UFO wędruje sobie po niebie, jest jasno oświetlone i nagle na niebie otwiera się białe jak śnieg okno do innego wymiaru. To UFO do niego wpada, okno się zamyka. Koniec filmu.
Było to pokazywane pod tytułem, że UFO zjadło tam drugie UFO. Taka to scena jest mrożąca krew w żyłach i nawet opisała to syberyjska gazeta główna. Na Syberii sobie na o wiele więcej pozwalają niż gdzie indziej opisywać najrozmaitsze tego typu historie. Rozpoczęła się nad tym dyskusja, nad tym rodzajem UFO, bo rzeczywiście sytuacja zdumiewająca. Okazało się, że taką samą historię i ten sam filmik, i te same zdjęcia pokazano, ale to wydarzyło się w Kolorado. Gdzieś na jakimś strasznym zadupiu Kolorado ktoś coś sfotografował i sfilmował. Kiedy zaczęto dyskutować na temat tego, co się wydarzyło w Kolorado, ktoś inny zamieścił fragmenty jakiejś meksykańskiej gazety, gdzie to samo zdjęcie było publikowane, że wydarzyło się gdzieś niedaleko Acapulco w Meksyku. Na koniec ktoś się wziął za te zdjęcia i za ten filmik, żeby popatrzeć, jak to od strony technicznej zostało zbudowane i ustalono, że jest to film zrobiony na potrzeby wzbudzenia takiej sensacji i dorobienia sobie mnóstwa klików, lajków i wzbudzenia zainteresowania, ewentualnie na YouTubie zarobienia paru groszy. Tak samo według mnie wygląda ta historia chyba z tą bestią z Kandaharu, bo ona tak wraca jak bumerang cały czas. Nigdy nie jest dodawany żaden nowy element, ciągle krąży wokół tego samego.
Po prostu nie wiadomo skąd pojawiają się ludzie, którzy znajdują tą bestię, która nie wiadomo gdzie została wywieziona. I to jest początek i koniec historii. Jest ciągle identyczny, nie ma żadnego postępu. I tak jak powiedziałem, ja ją słyszę już od kilkunastu lat w takiej formie. Nawet widziałem ją w formie komiksowej, pięknie narysowaną, jak żołnierze się skradają, bestia śpi, potem my się go boimy, na palcach chodzimy, a potem zastrzelili go i byli bardzo zadowoleni, bo to byli tacy bardzo gung ho, grupa specjalna, jakiś amerykański specnaz, czyli foki, które chodzą po górach, jak się okazuje, amerykańskie Navy SEALs. Także w tej historii uważam, że jest coś, co jedzie rybą mocno i trzeba być wobec niej chyba trochę ostrożnym, mieć trochę krytycyzmu.
[02:43:49] - Jeszcze parę komentarzy, chyba z Nowej Atlantydy z tego, co pamiętam. Komentarz od Marcina: gdzie są te starożytne maszyny, którymi rzekomo przodkowie Egipcjan mieli sterować, kując kamienie i wytwarzając postumenty lub chociaż ich części? Dlaczego archeolodzy ich nie znajdują? A może jednak znajdują, tylko są źle opisywane? A może ich po prostu nikt nie szuka?
[02:44:19] - Myślę, że Marcin tu sobie sam odpowiedział na pytanie. Zadał je i sam sobie odpowiedział. Może rzeczywiście patrzymy na nie i nie wiemy, że to są maszyny, które do czegoś służyły. Tak jak mówił Chris Dunn, który jest inżynierem, że dla niego już na pierwszy rzut oka zespół piramid w Gizie jest niczym innym jak olbrzymimi maszynami i tak na nie patrzy. Nie patrzy na nią jako na piękny obiekt czy nietypowy obiekt architektoniczny, ale jako konkretne maszyny, które wykonują jakąś bardzo ciężką robotę, do czegoś służą. Także być może jest to część właśnie tej maszyny, która dziś jest martwa, dlatego, że zabrakło w niej jakiegoś elementu, jakiegoś wspomagania. Niektórzy mówią na przykład, że słynna Arka Przymierza była takim właśnie elementem, który sprawiał, że nagle potęgowała się energia tej piramidy i można było nią dokonać masy cudownych rzeczy. Być może patrzymy na te maszyny, ale nie widzimy w nich maszyn, bo technologia, z której korzystano bardzo mocno odbiega od tego, co my dziś nazywamy technologią.
[02:45:26] - I w tym samym temacie od Macieja: „Może jednak jest jakieś ziarnko prawdy w tym, że były to grobowce. Co więcej, faktycznie mogły być spichlerzami, które gwarantują zachowanie świeżości przechowywanych produktów. Bez wątpienia są to niesamowite struktury, które wykorzystywały pierwotną energię Ziemi, teraz już zapomnianą lub co gorsza specjalnie nierozpowszechnianą”.
[02:45:50] - Znów tu chyba sobie czytelnik też odpowiedział na to pytanie. Rzeczywiście dziś na przykład przy Kopcu Węża w Ohio pan Hamilton, który jest lokalnym szamanem, w odpowiednich porach roku zbiera ziarno przed wysiewem, przetrzymuje je w odpowiednich miejscach kopca. To ziarno się naładowuje tą energią, z której tak śmieją się naukowcy i później, kiedy na przykład zatrudnia się studentów do tego, ażeby przeprowadzili badania polowe, żeby zbadali jakie są plony w tym miejscu, a jakie są plony na przykład w miejscu, w którym wysiano zboże przechowywane w kopcu, przetrzymywane na kopcu. Okazuje się, że za każdym razem zboże, które było na kopcu rośnie znacznie lepiej. Z niewiadomych przyczyn wydaje lepszy plon, jest odporniejsze na choroby, jest o wiele bardziej dorodne. Także gdzieś rzeczywiście istnieje to połączenie między tym wzmocnieniem, tą energią, której my do końca dzisiaj nie rozumiemy, a właśnie tego typu kształtem nietypowym jak piramida. Majowie znosili każdego roku przed zbiorami swoje ziarno i było ono przetrzymywane czasami dwa tygodnie w piramidzie, czyli musiał tego być jakiś cel. To ziarno dostawało takiego turbo doładowywania i rosło o wiele znakomicie. Widać było to również, tak jak mówiłem wcześniej, po tych wszystkich kapłanach, szamanach, którzy żyli w piramidzie, że na bardzo długo zachowywali swoje zdrowie, wiek, wigor i wszystko inne. Żyli znacznie dłużej niż mieszkańcy okolicznych wiosek rozrzuconych dookoła piramidy.
Im dalej, tym gorzej. Swoje takie doświadczenie przeprowadził też Richard Hoagland, powoli już zapomniany. Trochę mi szkoda tego pana. Miał świeże pomysły, ale nie wytrzymuje nerwowo z samym sobą. Niestety on może powinien posiedzieć w piramidzie trochę, żeby odbudować swoje zszargane zdrowie. Ciągle ma dobre pomysły, ale jest coraz bardziej na skraju takiego nurtu alternatywnego patrzenia na wszystko, co się dzieje dookoła nas. Aktualnie, jak już o nim wspomniałem, znowu się pomylił, ponieważ mamy dzisiaj 23 lipca, a on zapowiedział, że 17 lipca będzie publiczne dokonanie ujawnienia w kwestii UFO i życia pozaziemskiego. Do niczego takiego nie doszło, więc znowu się niestety pomylił. Ale niektóre jego analizy są nadal ciekawe. Tak jak mówię, on już jest coraz bardziej na skraju tego nurtu alternatywnego patrzenia na to, co się dzieje na świecie w jakiś inny sposób.
Z sentymentu ciągle jeszcze sięgam do jego książek. Czekam na jego książkę na temat Marsa. Myślę, że znajdzie się tam parę ciekawych rzeczy do opowiedzenia. Natomiast jego kontakt z piramidą był taki, że dokonywał on pomiarów w trakcie jakiegoś wydarzenia kosmicznego. Było to chyba przesilenie letnie na dodatek z 2012 rokiem. On odkrył ciekawą rzecz i było to związane ze statkiem pasażerskim, który cumował przy wielkim nadbrzeżu gdzieś tam w Meksyku, na półwyspie Jukatan, w odległości jazdy godzinnej samochodem do piramidy Chichen Itza. On właśnie odkrył, ponieważ w którymś momencie się ten statek, olbrzymi wycieczkowiec zepsuł, że te impulsy elektromagnetyczne, które mierzył urządzeniem, które nazywało się acutron, były przenoszone przez ten betonowy pomost do statku i w końcu doprowadziły do tego, że zepsuły potężny silnik, który teoretycznie nigdy nie powinien się zepsuć. Doprowadziły do bardzo poważnego uszkodzenia statku. Do tego stopnia, że ten statek po jakimś czasie wycofano już z użycia, bo potem się już nieustannie psuł. Czyli zmiana, którą dokonała według Hoaglanda piramida miała nieodwracalne skutki.
Także w sensie biologicznym być może piramida wspomaga, w sensie fizycznym być może była rzeczywiście Gwiazdą Śmierci, jak chce Joseph Farrell.
[02:50:35] - Tutaj słuchacz Wicked Sick po raz chyba drugi czy trzeci domaga się, aby powiedzieć parę słów na temat operacji Highjump. Czy coś nowego wiadomo w tym temacie?
[02:50:49] - Nie, jest to ciągle ta sama stara historia. Nie ma nowych informacji. W ogóle jest duża, jak mawiają tutaj środzie znów ktoś mnie będzie poprawiał, nakrętka nakręcona na ten słoik. To oznacza, że informacje z Antarktydy są szczelnie przetrzymywane. Co jakiś czas wybucha jakaś nowa, kolejna sensacja. My możemy się domyślać dlatego, że Antarktydę w ostatnim czasie odwiedziło dużo ważnych osób. Nie wiemy za bardzo, o co w tym wszystkim chodzi. Była sensacyjna wiadomość, że na Antarktydzie odkryto piramidy, co nie okazało się, przynajmniej według mnie, prawdą. Są to naturalne wzgórza, które W sposób podobny wyglądają jak piramidy, a w artykule, który wzbudził tyle sensacji, przedstawione one były oczywiście specjalnie w takiej samej skali jak piramida w Gizie, dlatego podobieństwo było nagle uderzające. Ale sam ten zabieg wskazuje na czyjeś intencje, że ten ktoś chciał właśnie po prostu wzbudzić tę ciekawość.
Także jest bardzo dużo dezinformacji w tym wszystkim, co się dzieje na Antarktydzie. Na pewno wydarzyło się tam coś i dzieje się tam coś niezwykle ważnego. Mam tego pełną świadomość. Zbyt szczelnie te informacje są pilnowane i zbyt duże zainteresowanie wszystkich mocarstw jest tym miejscem, tym kontynentem. Także to będzie pokłosie operacji Highjump, tego, co się wydarzyło. Natomiast ona sama powoli przeszła do legendy. Admirał, który nią dowodził, trafił do psychiatryka. Do tego, żeby jeszcze zamieszać, opublikowano jego tak zwane nieznane pamiętniki, których prawdopodobnie nie napisał. A jest to po prostu taka typowa dezinformacja, żeby jeszcze bardziej zamieszać w głowach, nabudować różnych fantastycznych historii po to, żeby zbić z pantałyku i skierować na fałszywy trop. Z pewnością coś się tam dzieje.
Antarktyda jest unikalnym miejscem. Być może jest miejscem, gdzie pod lodem rzeczywiście coś się znajdowało kiedyś. Antarktyda nie zawsze była pod lodem i być może znajdowała się zupełnie w innej szerokości geograficznej, kiedyś bardzo zamierzchłej historii. Są pod tymi kilometrami lodu ślady czegoś, co istniało dawno, dawno temu i być może przechowało w sobie coś, co jest może inną technologią bądź śladem wizytacji kogoś z innej części wszechświata. Kto wie. Ale są to tylko domysły, fantazje. Myślę, że nie tylko ja, wielu innych ma dużą uwagę skierowaną i czułość tej uwagi skierowaną na Antarktydę. Także z pewnością będziemy rozmawiać natychmiast, jak tylko na Antarktydzie coś się nowego wydarzy.
[02:53:43] - I chyba takie pytanie już całkiem na koniec od użytkownika Akuray: „Chris, czy czytasz także literaturę piękną oprócz książek o tematyce alternatywnej?”
[02:53:58] - O, to jest pytanie z biodra rzeczywiście. Taki strzał na koniec, na dobicie chyba. Wszakże mówię, oczywiście, że czytam polską literaturę. Uwielbiam polską literaturę, rozsmakowuję się w polskiej literaturze. I mimo że nie jest mnie łatwo tutaj dostać, to znajomi i rodzina zawsze o mnie pamiętają i spełniają moje zachcianki, moje sugestie. Moimi ulubionymi autorami jest Jerzy Pilch. Po prostu go uwielbiam. „Wiele demonów” mógłbym kończyć czytać i zaczynać od nowa. Tak mi się ta książka podoba. Lubię bardzo książki Olgi Tokarczuk, mimo kontrowersji, jakie były z „Księgami Jakubowymi”.
Uważam, że jest wspaniałą, niezwykle wrażliwą pisarką. Niezwykle wrażliwą. „Księgi Jakubowe” mam z jej osobistą dedykacją, z czego jestem bardzo, bardzo dumny i uważam ją za jedną z najbardziej utalentowanych pisarek we współczesnej polskiej literaturze. Moja ostatnia fascynacja, która może dla wielu nie jest żadnym ostatnim odkryciem, to jest następna pani. Nazywa się Joanna Bator i mimo że jej książki mają zupełnie inną dynamikę niż książki Tokarczuk czy Pilcha, to jest coś takiego w jej pisaniu, co mnie bardzo, bardzo ujmuje. I od razu, jak ją odkryłem po tym, jak napisała taką, wydawałoby się, kryminalną z pozoru książkę „Ciemno, prawie noc”, która mi się bardzo, ale to bardzo podobała przez tą właśnie mroczność, dotykalność, wręcz fizyczną obecność tego, o czym ona pisała wokół mnie. Tak się to czyta. Tak ja przynajmniej to czytałem od razu. Później hurtem sprowadziłem sobie wszystko, co jest tylko możliwe, co napisała, łącznie z „Wyspą łzą” i z „Rekinem z parku Yoyogi”, gdzie jest mnóstwo opowiadań japońskich. Jest to w ogóle pani bardzo, bardzo egzotyczna w swoim zachowaniu, ekstrawagancka, co jeszcze dodaje smaku przy czytaniu jej książek.
To są takie główni pisarze. Ale czytam też i Myśliwskiego. I w zasadzie jeżeli już jesteśmy przy książkach, to przestałem czytać literaturę piękną inną niż polskojęzyczną. Dla mnie literatura polskojęzyczna jest takim ostatnim łańcuszkiem, który mnie trzyma mocno, że czuję ten puls nad Wisłą. Jak smakuje piwo w barze Radawie, jak smakuje ryba w smażalni, której nie wiem, czy jeszcze są, czy nie ma.
[02:56:52] - A właśnie któryś słuchacz na początku debaty pytał, czy odwiedzisz kiedyś jeszcze Radawę.
[02:56:59] - Oczywiście. Mam nadzieję, że będzie to niebawem. Już troszeczkę miałem przerwy, także chociażby pod pretekstem, żeby sobie parę książek przywieźć i odbyć literacką rozmowę najpierw z kolegami, gdzie w rękach się trzyma po jednej literatce i się czasami dopełnia, a później może ewentualnie na tematy literackie. Także na pewno. Także te książki są taką moją pępowiną z Polską, której nie chciałbym nigdy stracić, która sprawia mi olbrzymią przyjemność i radość. Właśnie dlatego przestałem czytać książki, literaturę piękną, na przykład amerykańską. Z tego powodu. To jest główny powód. Po prostu już czuję, że nie mam aż tyle czasu, żeby jeszcze czytać piękną literaturę amerykańską, skoro mam tak piękną literaturę polską do swojej dyspozycji.
[02:57:46] - Ojojoj, ale nas ktoś tutaj zagłusza.
[02:57:49] - Tak, już jest wyłączony.
[02:57:52] - Tutaj jeden z słuchaczy o 35 uparł się jak szczerbaty na suchary na Cejrowskiego i zapytał, czy Chris czyta książki Wojciecha Cejrowskiego.
[02:58:03] - Oczywiście, że tak. Zwłaszcza te podróżnicze, bo są dobrze napisane. Raz nawet byłem na spotkaniu z Cejrowskim, który lubi przyjeżdżać do Stanów. Jest poza tym świetnym biznesmenem, ale jakoś mi nie szkoda było pieniędzy. Oczywiście jest to literatura, ale nie jest to ta sama liga tego państwa, o którym wspomniałem wcześniej. Także absolutnie. Mam trzy książki Cejrowskiego w domu, w mojej polskiej biblioteczce. Czytam Cejrowskiego.
[02:58:41] - Tymi literackimi akcentami właściwie możemy chyba zakończyć tę kolejną debatę niekontrolowaną. Debatę, w której dzisiaj poszukiwaliśmy głównie odpowiedzi na pytania niezadane, ale pojawiło się również sporo nowych pytań, na które odpowiedź zna nasz poszukiwacz prawdy Chris Miekina. Dzięki jeszcze raz, Chrisie.
[02:59:07] - Ja dziękuję bardzo. Dziękuję za waszą cierpliwość, że tyle wytrzymaliście. I teraz właściwie to mogę powiedzieć: to jest mój najlepszy prezent na imieniny.
[02:59:15] - Wszystkiego najlepszego!
[02:59:17] - Nie, to już moje życzenia się spełniły, bo wytrzymaliście ten czas ze mną, za co wam serdecznie dziękuję i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś powtórzymy taką rozmowę. Dziękuję bardzo.
[02:59:29] - Na pewno powtórzymy. Właśnie ktoś tutaj jeszcze pytał, zapomniałem. Coś z paralaksą. Było jakieś pytanie o paralaksę. Właśnie Zeus pytał. To pytanie o Paulaidesa było tak sformułowane: „Proszę Chrisa, by się odniósł do Davida Paulidesa. Czy coś więcej słyszał na jego temat, bo książki są trudno dostępne. Czy ma jakieś jego książki i w formie paralaksy mógłby poopowiadać?”
[03:00:09] - Z pewnością tak. Chociaż czytając książki Paulaidesa to szału nie ma, bo są to suche fakty, suche informacje. I mimo że giną tam ludzie, jest śmierć, jest zagrożenie, pan niestety nie ma zmysłu literackiego, więc to po prostu czyta się jak kroniki policyjne. To wszystko. To jest taki cherry picking. Trzeba wybierać różne ciekawe rzeczy, składać je razem, żeby móc o tym opowiedzieć. Co do paralaksy, problem polega na tym, że ja, w odróżnieniu od większości panów tutaj w Radio Paranormalium związanych zwłaszcza z Nieznanym Światem, jestem amatorem. Oni wszyscy to robią zawodowo, mają na to czas, bo to jest ich życie. Natomiast ja jestem ograniczony tym, że muszę właśnie zapłacić za światło, gaz w inny sposób niż oni. Dlatego mam tego czasu znacznie mniej.
Do roboty daleko. Spędzam tam czasami długie godziny, co mnie okropnie frustruje i dlatego muszę w jakiś sposób dzielić te wszystkie historie. Dlatego ta paralaksa przestała się ukazywać, bo po prostu na nią już za bardzo nie ma czasu. A jeszcze chciałbym czytać, a wychodzi ciągle dużo nowych książek, które nieustannie kupuję i odkładam wiele na półkę, których jak się okazuje, pewnie nie przeczytam. Teraz sobie zamówiłem te cztery tomy Fomienki. Potężne cegły. Nie wiem, ile czasu mi to zajmie, żeby przez to wszystko się przegryźć. A jeszcze rozmawialiśmy o tym, że jest jeszcze literatura polska i warto jej nie zaniedbywać. Warto ją czytać, bo ciągle jest naprawdę piękna i można w niej wiele wspaniałych mieć uczuć i przygód i olbrzymiej przyjemności w obcowaniu z nią. I na to wszystko trzeba mieć jeszcze czas.
Jeszcze chciałoby się pożeglować, chociaż na parę godzinek, przedrzeć się przez te wszystkie korki, które zastępują drogę, czy znieść pogodę, która akurat w weekend się psuje i tak dalej. Na to brakuje chyba życia. Trzeba mieć kilka żyć, żeby móc wszystko to zrealizować. Dlatego na razie jest mi bardzo trudno myśleć nawet o paralaksie. Na taki pomysł ewentualnie wpadłem, że moja jedyna paralaksa, którą jestem w stanie zrobić, to jestem w stanie zrobić wersję mówioną niektórych moich wpisów na Atlantydzie, które ukazują się również w sposób kapryśny z tego powodu, że właśnie nie ma jej kiedy zamieścić. Nawet jeżeli je mam, mam ich sporo przygotowanych, to zawsze trzeba uważać, jaką terminologię się stosuje. To zostaje już na papierze, więc bardzo łatwo jest znaleźć kogoś o wiele mniej wyrozumiałego niż państwo, którzy słuchacie mnie dzisiaj i po prostu wykaże mi, że jestem głupkiem, durniem, niedoukiem czy kimś jeszcze takim, bo w czymś tam się pomyliłem, czy jakiś termin medyczny nie jest mi znany, bądź jakaś historia, która jest specjalistyczna, bo on jest specjalistą w dziedzinie, mnie ma analogii stosowanej, a ja nie, w związku z czym powinienem siedzieć cicho, zamknąć się i tak dalej. To jest normalne życie, jakie się ma, gdy prowadzi się jakiegoś bloga i dlatego trzeba po prostu mniej uważać to, co się robi i brać za to odpowiedzialność. Dlatego jest to tak rzadkie i kapryśne. Ale mnóstwo rzeczy mam napisanych i mam nadzieję, że któregoś dnia te rzeczy wszystkie ukażą się może w trochę innej formie.
[03:03:49] - Skoro jesteśmy przy pisaniu i literaturze, to zgadnij, o co właśnie poprosili słuchacze na czacie.
[03:03:55] - Nie mam pojęcia, żebym już wreszcie sobie poszedł stąd.
[03:03:58] - O nie! Tutaj piszą: „Bis bisem pogania bisa. Chcemy jeszcze Chrisa, a ta prośba dotyczy tego, żebyś napisał książkę”.
[03:04:10] - Ach! Trafiliście w bardzo czuły mój punkt. Jest jedna struna, która bardzo mocno dźwięczy i to jest właśnie ta. Na pewno się coś takiego ukaże. Bardzo się cieszę, że są tacy, którzy chcieliby coś takiego przeczytać.
[03:04:27] - Czekamy niecierpliwie. Kończymy powolutku debatę niekontrolowaną. Dzisiaj „Pytanie niezadane” z Chrisem Miekina. Dzięki raz jeszcze, Chrisie.
[03:04:39] - Ja również dziękuję. Jeszcze na koniec mały deserek. Nikt o to nie zapytał. Bardzo na to liczyłem. Co się dzieje z czaszką Starchild? Tyle huku było, hałasu, domysłów. Tak, są domysły, jak amerykańscy blogerzy publikują, jak się książki wydaje i się reklamuje i zbiera lajki.
[03:05:04] - Właśnie słuchałem jakiś czas temu wywiadu z towarzyszką życia Lloyda Pye i ona stwierdziła, że to jest jednak czaszka człowieka.
[03:05:14] - W tej chwili ona nie ma już wpływu na te badania. Jej badania okazały się być pomyłką, dlatego że do wielu tych badań użyto próbek, które były sfałszowane, nie miały nic wspólnego z czaszką Starchild i badano zupełnie coś innego. Niestety Lloyd Pye żył w wielkim błędzie. Umarł kompletnie nieświadom tego, że tak naprawdę ściga latającego pegaza albo jednorożca. Teraz czaszka została przebadana ponownie przez kilka instytucji naukowych. Wyłożono pieniądze i dziś zespół forenzyków policyjnych z FBI brał w tym wszystkim udział. I dziś nie ma absolutnie wątpliwości, że czaszka Starchild w 100% jest czaszką ludzką, jest deformacją i jest czaszką ludzką. Tak się zakończyła historia. Dlatego nikt o niej już więcej nie mówi, bo nie ma sensacji w tym, skoro to człowiek tylko tak poważnie zdeformowany, nieszczęśliwy, młody pięcioletni chłopiec. Co jest cudem, że przeżył tak długo.
[03:06:27] - Można wysnuć pewną teorię spiskową, że skoro to badali specjaliści z FBI, to może mieli jakiś cel ukryty w takim, a nie innym wyniku.
[03:06:40] - Tak, ale to nie tylko oni brali w tym udział. Kilka próbek zostało wysłanych do instytucji, które nie wiedziały, co badają. Wiedziały tylko, że badają próbkę kości. Okazało się, że nie ma dziś absolutnie żadnych wątpliwości. Te wyniki zostały opublikowane. Ja na pewno też o tym napisałem, ale ciągle mam problemy z różnymi terminami medycznymi. Cała ta historia będzie wkrótce opublikowana. Co się stało z czaszką Starchild i kim był Starchild. Z czaszki zostało już tylko imię, bo jest to absolutnie ziemska osoba.
[03:07:21] - Mam taką propozycję: jak już będzie ten artykuł opublikowany, to nie miałbyś nic przeciwko, aby przedrukować go na stronie Radia Paranormalium?
[03:07:29] - Absolutnie nic. Cała przyjemność po mojej stronie i Veliosie.
[03:07:34] - I to z przyjemnością kończymy kolejną debatę niekontrolowaną. To był nasz poszukiwacz prawdy Chris Miekina. Z Chrisem oczywiście będziemy się słyszeć również w kolejnych debatach. Jeżeli chodzi o temat następnej debaty, to nic jeszcze nie jest na 100% pewne, ale jak już będzie pewne, to się państwo o tym dowiecie. Natomiast za dwa tygodnie w następnej debacie niekontrolowanej planujemy z Piotrem Cielebiasiem i z gośćmi poruszyć szeroko rozumiany temat duchów. A dzisiejszą debatę, jak zawsze obsługiwał od strony technicznej Marek Sęk „Ivellios” Radio Paranormalium Paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie w kolejnych audycjach na antenie Radia Paranormalium.
[03:08:24] - Dobranoc.
[03:08:25] - Mówią, że włączyć radio jest bardzo łatwo. Tylko że z wyłączeniem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
[03:08:37] - Posłuchaj nieznanego. Radio Paranormalium www.paranormalium.pl. Byłeś świadkiem zagadkowego zjawiska? Jeśli tak, poinformuj nas o tym już dziś. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Nasze kontakty to: numer Gadu-Gadu 36 08 80 02, 36 08 80 02. Numer telefonu 32 746 00 08, 32 746 00 08. E-mail radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl oraz Skype radio.paranormalium.pl. Czekamy na twoją relację. Na życzenie świadka zapewniamy pełną anonimowość.
[03:09:38] - Mówią, że wejść do archiwum jest bardzo łatwo. Tylko że z powrotem jest już, powiedzmy, troszeczkę gorzej.
[03:09:50] - Archiwum Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Dziesiątki gigabajtów wciągających paranormalnych mp3 czekają na ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie, o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć. Archiwum audycji Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone.
[03:10:41] - Dwa miesiące temu był trop prowadzący do pewnego radia, że ktoś tam słyszał podobno. Jednak potem okazało się, że to radio istnieje tylko w internecie.
[03:10:53] - Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. www.paranormalium.pl