[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Poniedziałek, 27 stycznia roku pańskiego 2020. Minęła przed kilkudziesięcioma sekundami, dokładnie przed 30 sekundami, minęła godzina 20.00. To oznacza, że czas najwyższy rozpocząć kolejny odcinek audycji „Świat oczami duszy”, audycję o świadomości w całości na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[00:48] - Dobry wieczór, panie Marku, witam serdecznie.
[00:51] - Zanim przekażę głos panu Sławkowi, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium. Audycja, tak jak już mówiłem, jest w całości realizowana na żywo. Będzie można dzwonić. Będzie to oczywiście ogłoszone na naszych czatach, otwarcie linii telefonicznej, ale warto już teraz zapisać sobie numery do Radia Paranormalium. Można także cały czas pisać oczywiście na nasze numery telefonów to 32 746 0008, 32 746 0008 komórkowy i do SMS-ów oczywiście również to 536 120 493, 536 120 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na GG pod numerem 36 08 80 02, 36 08 80 02. Można także pisać na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Szczególnie na tym drugim widzę, że już tutaj dosyć spora grupka słuchaczy się zameldowała. Cieszymy się, że jesteście z nami.
Jesteśmy także na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium oraz „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” Na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc tradycyjnie z czystym sumieniem oddaję panu, panie Sławku, głos.
[02:31] - Dziękuję panie Marku. Nigdy nie wątpiłem w pana czyste sumienie. Kochani, jeszcze raz witam was bardzo serdecznie. Cieszę się, że już się pojawiliście tak jak my z panem Markiem. Na początku, żeby mieć to już za sobą, panu Markowi mówiłem, więc powiem również wam, że być może będę musiał w czasie audycji odebrać jeden bardzo ważny telefon, na który czekam, więc być może będziemy musieli zrobić sobie malutką przerwę, więc chciałem was za to przeprosić. Nie jest to jakiś błahy telefon, bo inaczej bym sobie nie pozwolił na to, żeby przerywać audycję. Natomiast sprawa jest bardzo ważna, więc wybaczcie mi, ale jeżeli zajdzie taka sytuacja, to po prostu na chwilę się wyłączę. Pan Marek włączy w tym czasie jakąś muzyczkę, żebyście zbytnio nie tęsknili, a jak tylko skończę, to natychmiast do was wrócę. Kochani, poprzednia audycja pod wieloma względami była wyjątkowa. Wyjątkowa była nie tylko ze względu na tematykę, ale również na spore emocje, które towarzyszyły tej audycji, zwłaszcza w trakcie rozmowy telefonicznej, gdzie drugi raz chyba w historii audycji moich na Radio Paranormalium uczestniczyło w niej aż czterech słuchaczy.
Więc ci, którzy nie mieli przyjemności uczestniczyć w tej audycji, odsyłam oczywiście do archiwum, bo warto. I oprócz tego, że was zachęcam, to poruszyłem ten temat jeszcze z jednego powodu. Temat dyskusji był kontrowersyjny, tak delikatnie rzecz ujmując i wzbudził sporo emocji. Natomiast to, o czym ja chcę powiedzieć, a w zasadzie podziękować albo podzielić się swoim szczęściem z wami, to w komentarzach po audycji na YouTubie dało się, przepraszam, wyczuć z waszej strony niesamowitą mądrość, niesamowitą dojrzałość, dystans i klasę. I powiem wam szczerze, zresztą jedna z naszych słuchaczek też to zauważyła, że posiadanie takiej grupy słuchaczy napawa mnie olbrzymią dumą i radością. Nie bijemy tutaj może rekordów, jeżeli chodzi o statystyki ilościowe, natomiast jeżeli chodzi o statystyki jakościowe, gdyby ktoś chciał to kiedyś zmierzyć, zbadać, to gwarantuję wam, że bylibyśmy na pewno w czubie internetu. Także ja ze swojej strony bardzo wam kochani dziękuję i tak jak mówię, jestem dumny z tego, że w takim znamienitym towarzystwie przyszło mi prowadzić audycję. No i też kolejna rzecz, że świadomość, boUmiejętność zachowania dystansu, nieangażowania się bezpośredniego, tylko umiejętność obiektywnej oceny i pozostawienie sobie możliwości zrobienia tego z klasą. To jest też objaw wysokiej świadomości, wysokiej mądrości, która wynika z tego, że mamy wiele za sobą, że mamy za sobą wiele wcieleń, wiele doświadczeń i z poziomu tych doświadczeń potrafimy zachować dystans i nie reagować podświadomością, tylko właśnie tą mądrością, która wynika z tych wielu setek tysięcy lat przeżytych tutaj na Ziemi. Także cieszę się, że w takim gronie się obracam.
Kochani, o czym będzie dzisiejsza audycja? Otóż będzie w pewien sposób konsekwencją tego, co było tydzień temu, czyli tego, o czym wcześniej wspomniałem. O tych regresjach, w których ludzie doszukują się jaszczurów, sytuacji, w których ludzie doszukują się istnienia bytów, które nas zamieszkują, doszukują się istot, które spoza Ziemi próbują sterować naszym życiem. Doszukują się spisków i przeróżnych teorii, które mają w moim przekonaniu przenieść odpowiedzialność za nasze życie na coś bądź kogoś innego. Ja to tak odbieram. Oczywiście jest w tym również aspekt na pewno finansowy w moim odczuciu i też aspekt takiego zwykłego ziemskiego tego, co my nazywamy ego. Bo jeżeli przyjrzymy się historii ludzkości, nie wchodząc oczywiście w jakieś tam niuanse i drobne wyjątki, to zasadniczo ta wiedza magiczna, wiedza również medyczna, która kiedyś była uważana za pewnego rodzaju magię, wiedza astrologiczna była dostępna dla elit, dla wąskiej grupy ludzi i zawsze służyła temu, żeby ludzi sobie w pewien sposób podporządkować. Jeżeli coś jest niedostępne dla wszystkich, to znaczy, że jestem kimś wyjątkowym. Skoro ja posiadam takie umiejętności, to znaczy, że jestem kimś wyjątkowym, kimś powyżej całego tłumu szarych ludzików, którzy tych umiejętności nie mają. Co można by było też, że tak powiem, odwrócić trochę sytuację, że jeżeli jesteś w mniejszości, to jesteś dziwny i porąbany.
Natomiast niestety ta wiedza była najczęściej wykorzystywana do tego, żeby się w pewien sposób wywyższyć, pokazać swoją wyjątkowość i większą własną, osobistą wartość. Zresztą tak prawdę powiedziawszy, to religie, nie mówię tu o nurtach filozoficznych czy innych, tylko o religiach, robiły dokładnie i robią dokładnie to samo. Czyli ja ze swoją wyjątkową wiedzą, ze swoimi wyjątkowymi umiejętnościami posiadam wiedzę, jak na przykład pójść do nieba albo potrafię przewidywać przyszłość, albo potrafię wpływać na sytuację, na ludzi, potrafię ich na przykład uzdrowić. To są wszystko umiejętności, które pozwalają nam powiedzieć: „Rób to, co ja. Słuchaj mnie, a ja ci powiem, jak być zdrowym, szczęśliwym i bogatym”. Ja troszeczkę wychodzę z innego założenia. Zaraz o tym powiem, ale kiedyś był taki przypadek bardzo młodego człowieka w latach bodajże 90., kiedy bardzo modne były te łańcuszki szczęścia. Kiedy się tam wysyłało, nie wiem, przekaż to dalej 60 osobom, 100 osobom, a wtedy za siedem dni wygrasz totka, dostaniesz jakiś ten. Ale w związku z tym, że to wymaga jakichś działań z mojej strony, więc prześlij na moje konto 30, 20, 50, 70 bądź 100 złotych, żeby coś tam. Młodzi ludzie to pewnie się stykają w głowę, jak można było być takim idiotą.
Natomiast my w tym uczestniczyliśmy, chociaż rzeczywiście nikt się do tego nie przyzna. Natomiast to funkcjonowało.Był taki bardzo młody człowiek, który według opowieści mojego kolegi, który go kontrolował, zrobił coś takiego, że dał ogłoszenie: „Za 10 złotych powiem ci, jak być bogatym, jak dorobić się szybko dużych pieniędzy”. I on się dorobił po tych 10 złotych. Jak czytałem historię i akta tej sprawy, to jedno z pomieszczeń w tym budynku, gdzie go kontrolowano, było zastawione kartonami pełnymi przekazów pocztowych. Były tego setki tysięcy, jak nie milion. Chłopak przyjechał na przesłuchanie bardzo ładnym, nowym samochodem, elegancko ubrany i tak dalej. Więc on już był bogaty. W pierwszej wersji próbowano mu przypisać rolę oszusta, czyli stworzenia piramidy finansowej czy czegoś takiego. Natomiast okazało się, że chłopak był na tyle mądry, że za każdy taki przelew, przekaz odpisywał do człowieka i pisał mu jedno krótkie zdanie: „Rób to, co ja”. Tak naprawdę mówił ludziom, jak dotrzymywał słowa.
Czyli nie można go było zamknąć za oszustwo, za jakieś wyłudzenie, bo on tą tajemnicę ludziom zdradzał. Więc jedyne co, to można go było ścignąć za podatki od darowizn, które musiał odprowadzić. Natomiast do czego ja zmierzam? Do tego, że oprócz tego aspektu „Róbcie to, co ja, bo ja znam drogę, ja znam metodę, ja znam sposób”, oprócz tego aspektu najczęściej w takich sytuacjach łączy się również aspekt finansowy. Czyli jeżeli posiadam coś wyjątkowego, to chcę to wykorzystać też na swoją korzyść materialną. Skoro wiem coś, czego inni nie wiedzą, to chcę mieć z tego jakieś korzyści. Nie tylko emocjonalne, nie tylko satysfakcję, ale również korzyści materialne. I to, że za wskazanie nam drogi do nieba musimy płacić pieniądze. To nie jest tak, że droga do nieba jest bezpłatna. Droga do zdrowia też nie jest bezpłatna.
Droga do wiedzy też nie jest bezpłatna. I w zasadzie za wszystko, co posiada ktoś inny, musimy płacić. Nie ukrywam, że po pierwsze kontakty z wami, nagrywanie filmów, dzielenie się swoimi przemyśleniami, wiedzą, doświadczeniami sprawia mi ogromną przyjemność. Jak siadam do audycji, jak siadam do odpowiadania na komentarze, jak coś tworzę w tej dziedzinie, czuję się bardzo dobrze. Natomiast zawsze brakuje mi na to czasu, ponieważ ta zwykła nasza proza życia wymaga jednak posiadania pieniędzy. Tak to jest póki co skonstruowane, że gdybyśmy może żyli kiedyś, dawno temu, to może za to, że ja tak siedzę i gadam, kowal by mi podkuł konia, a piekarz by mi dał chleb albo ktoś by mi dał na przykład ziarna na chleb albo jakieś inne rzeczy i nie musiałbym posiadać pieniędzy, żeby żyć. Natomiast w tych czasach te pieniądze są nam niezbędne. Zastanawiałem się, mówię: „Zrobiłbym to. Sprawia mi to wielką radość, sprawia mi to wielką przyjemność”. Mało tego, od czasu do czasu dostaję jakąś informację, że to fajne jest.
„Fajnie to robisz, dobrze, cieszę się, bo mi to w czymś pomogło, bo mi tam w czymś ulżyło albo coś mi tam poukładało. I bardzo fajnie, dziękuję ci, że robisz taką robotę”. Zastanawiałem się, jak to zrobić, żeby połączyć tą moją przyjemność z możliwością posiadania pieniędzy. Mówię: „Może coś takiego dać, może jakieś sesje indywidualne robić?” Ale tak naprawdę doszedłem do wniosku, że ja nigdy nie posiadałem takiej wiedzy, którą chciałbym zatrzymać dla siebie. Znaczy inaczej, nigdy nie chciałem swojej wiedzy zatrzymać dla siebie. Wprost przeciwnie, zawsze chciałem się nią z ludźmi dzielić. Mało tego, ja nigdy nie szukałem mechanizmu, w którym mógłbym... powiedzieć wam: „Słuchajcie mnie, a ja wam wskażę drogę do szczęścia”. Wprost przeciwnie. Ja mówię: „Ta droga jest w was.
Odpowiedzi są w was”. Ja ich nie znam. Natomiast odpowiedzi na wasz temat znacie tylko i wyłącznie wy. Czyli nie mam takiego haczyka, na którym mógłbym was trzymać. Nie mam, bo nie chcę. Natomiast zauważyłem, że oprócz tego, że w tej branży, w cudzysłowie mówiąc, takie haczyki warto posiadać, bo wtedy można człowiekowi powiedzieć: „Słuchaj, ja wiem, jak ci mogę pomóc. Ja wiem, jak mam ci pomóc. Ale w związku z tym, że ja wiem, jak ci mam pomóc, jak ci mogę pomóc, to musisz mi za to zapłacić”. I ja mówię tu akurat o tym, bo było dużo szumu na ten temat, że to jest wiedza, która płynie znikąd i że nie powinno się brać za to pieniędzy i tak dalej. Za wiedzę nie.
Może. Natomiast za czas, który ludzie poświęcają na to, już tak. Bo kochani, to jest właśnie tak, że w tym czasie, mówię o ludziach uczciwych, którzy faktycznie pomagają ludziom, w tym czasie oni nie mogą zarabiać pieniędzy, nie mogą iść do pracy, nie mogą zająć się biznesem, nie mogą zająć się zarabianiem pieniędzy, ponieważ poświęcają ten czas na pomaganie innym. Więc za to należy im się jakaś rekompensata, jakaś zapłata, bo ciężko jest pomagać ludziom, pracując 8, 10, 12 godzin ciężko, mając na głowie rodzinę i jeszcze poświęcać swój wolny czas na odpoczynek po to, żeby pomagać ludziom. To już jest nawet z duchowego punktu widzenia wykorzystanie, bo człowiek powinien być aktywny przez 8, 10 godzin i powinien mieć czas dla siebie. Powinien mieć czas na odpoczynek, na relaks, na swoje własne przyjemności. I do tego ma prawo każdy człowiek, a ten, który pomaga ludziom już tym bardziej. Kiedyś, jak miałem dużą ilość pracowników, często spotykałem się z taką sytuacją, że klienci do mnie dzwonili i prosili, żebym przysłał pracownika po to, żeby wymienił front jakiś, coś wyregulował, coś tam naprawił, poprawił coś, co nie wynikało oczywiście z gwarancji. Bo to robiliśmy zawsze w ramach właśnie tejże gwarancji. Natomiast coś tam ekstra.
I on do mnie mówi: „Proszę pana, ja oczywiście zwrócę koszty pracy tego pracownika i jakiegoś tam dojazdu”. On się pytał, ile to będzie kosztować. Ja mówię: „Koszty dojazdu plus 50 złotych netto za godzinę pracy”. I często padało takie pytanie: „Proszę pana, ile pan temu człowiekowi płaci w takim razie? Czy to są koszty jego pracy?”. Ja mówię: „Nie, proszę pana, w tym czasie, kiedy on będzie u pana przykręcał uchwyt, tylko dlatego będzie go przykręcał, że panu się tego uchwytu nie chce przykręcić, bo to nie jest skomplikowana czynność, która wymaga specjalnych umiejętności bądź specjalnych narzędzi. Tylko dlatego, że panu się nie chce, ten człowiek nie będzie dla mnie zarabiał pieniędzy, bo to, że pan pokryje koszty jego utrzymania, to ja nie trzymam pracowników, żeby oni mi pokrywali koszty swojego utrzymania. Tylko zatrudniam pracowników, żeby oni zarabiali pieniądze, ale jednocześnie, żeby zarabiali pieniądze dla mnie. Bo kosztem firmy nie jest tylko pensja pracownika. No i dobrze też, żeby zostało coś z tej, że tak powiem, pracy dla mnie”.
To tak tłumacząc ten mechanizm, dlaczego uważam, że ludzie, którzy pomagają innym, też powinni w jakiś sposób mieć to rekompensowane. To jest jeden temat. Chodzi mi o to, że w tych wszystkich często wymyślanych i naciąganych teoriach jest właśnie również ukryty ten aspekt finansowy. Czyli jednym jest taki aspekt bycia kimś wyjątkowym, bycia osobą znającą drogę, jedyną, że tak powiem, słuszną metodę, jedyny słuszny sposób. Czyli taki aspekt troszeczkę bycia guru. Drugim aspektem jest to nasze ziemskie ego. Trzeci aspekt to jest aspekt finansowy. I mówię o tym, żeby przy wyborze metody, przy poszukiwaniu pomocy dla siebie w rozwiązywaniu swoich problemów na te aspekty zwrócić uwagę, żeby spróbować zastanowić się, który z tych aspektów najsilniej funkcjonuje.Żeby też mieć świadomość, na co człowiek się pisze. Bo jeżeli jest to stricte sytuacja finansowa, kiedy ktoś coś wymyślił po to, żeby zebrać rzesze ludzi, żeby móc zarabiać na tym pieniądze, to wiadomo, o co chodzi. I to nie jest w żaden sposób niebezpieczne.
To jest okej. Natomiast jeżeli się pojawia taki aspekt bycia guru, bycia nauczycielem, bycia mistrzem, to już w tym wypadku trzeba być ostrożnym, bo to zamiast pomocy może przynieść zupełnie odwrotne skutki. Więc warto jest przy poszukiwaniu dla siebie jakiejś odpowiedzi, pomocy czy czegokolwiek, czy wiedzy chociażby, na to zwrócić uwagę. To jest kwestia ludzi, którzy jakąś wiedzę, jakieś informacje przekazują. Natomiast prawdą jest to, że ci ludzie nie mieliby zupełnie potrzeby przekazywania tej wiedzy, gdyby nie było zapotrzebowania na to. I to jest temat, na który warto zwrócić uwagę. Dlaczego jest takie zapotrzebowanie na takich ludzi? Dlaczego jest taka oglądalność? Dlaczego jest taka słuchalność? Dlaczego jest taka potrzeba poszukiwania takich ludzi?
Kochani, dlatego, że jesteśmy leniwi. Ja już o tym mówiłem, że jesteśmy roszczeniowi, że jesteśmy przyzwyczajeni do tego, żeby nas przekonywać. Ale oprócz tego wszystkiego, o czym już mówiłem, jest jeden bardzo ważny aspekt związany z tym, że my często chcemy, pragniemy, potrzebujemy, jesteśmy przyzwyczajeni do tego, żeby zrzucić winę na kogoś innego. To bardzo pięknie zostało ujęte w komentarzach pod ostatnią audycją, że najtrudniej jest wziąć odpowiedzialność za wszystko, co się dzieje w naszym życiu na własne barki. Coś, co powinno być pierwszym krokiem, staje się dla nas, dla bardzo wielu ludzi, ostatnim krokiem. Ostatnim etapem rozwoju ziemskiej świadomości. To, że przez w imię przeróżnych religii obwinialiśmy Boga za wszelkie nieszczęścia, ale jednocześnie nie byliśmy na tyle odważni, żeby mu powiedzieć to w twarz czy wprost, bo nóż widelec, nie wiadomo, co on sobie pomyśli i skoro mógł nas tak w tym życiu upieprzyć, to jeżeli będziemy pyskowali, to może nas upieprzy jeszcze bardziej. Więc w myślach oczywiście było różnie, ale ten strach powodował, że na głos lepiej było tego nie wypowiadać. Natomiast jeszcze ten aspekt przekazywany przez księży, przez Kościół, czyli że trzeba zaakceptować, że trzeba przyjąć krzyż, że trzeba się pogodzić, że nieznane są wyroki boskie i tak dalej. Czyli ogólnie rzecz biorąc nie wiadomo, o co chodzi, ale skoro jest nam kiepsko, to i tak powinniśmy się z tym pogodzić i cieszyć się, że nie jest gorzej.
Tak w skrócie to ujmując, ponieważ Bóg ma wobec nas jakiś plan, który oczywiście dla nas malutkich nie jest znany, ale musimy go zaakceptować. Byliśmy po prostu przez tysiąclecia przyzwyczajani do tego, że to ktoś inny odpowiadał za nasze życie. Nie my. Wbijano nam to do głowy, tłumaczono, a jak się ktoś z tym nie zgadzał, to obcinano mu głowę, wyrzynano w pień albo palono na stosie. Więc takiej argumentacji też się ciężko było oprzeć. I w ludziach w dalszym ciągu jest ta potrzeba szukania kogoś, na kogo będzie można zwalić, kogo będzie w razie czego można obwinić za moje nieszczęście. Wśród ludzi jest to zapotrzebowanie szukania winnych. I tak jak mówię, na początku przez wiele lat było nam mówione, że to Bóg odpowiada za nasz los, nie my.W momencie, kiedy ludzie zaczęli rozumieć, że w dużej mierze sami odpowiadają za swój los, przejęcie takiej odpowiedzialności za swoje życie stało się nie lada wyzwaniem. Myślę, że wysyp tych przeróżnych teorii i chwytliwość i popularność, to też chwytanie się przez ludzi ostatniej deski ratunku. Tonący brzytwy się chwyta.
To jednak jest jeszcze coś, co za to moje życie odpowiada. Opcja obcych bytów, świadomości, obcych przeróżnych cywilizacji czy innych światów, które wpływają na nasze życie, jest w sumie dość wygodna dla wielu ludzi. Myślę, że z tego powodu jest taka popularność tych wszystkich przeróżnych teorii. Nie wiem, czy kiedyś wam mówiłem, miałem okazję uczestniczyć w warsztatach tak zwanego uzdrawiania duchowego. Kiedyś. To było bardziej pod kątem mojego syna. Szukałem pomocy też w ten sposób, że skoro medycyna rozłożyła ręce, to może ja będę w jakiś sposób mógł mu osobiście, prywatnie pomóc innymi metodami. Przebrnąłem oczywiście przez całe te cztery stopnie. Miałem zdawać egzamin, żeby takim uzdrowicielem legalnym zostać. Natomiast do tych egzaminów nie przystąpiłem, ponieważ stwierdziłem, że to będzie pewnego rodzaju kolejne nawet nie oszustwo, bo te metody, tak jak bioenergoterapia, pomaga ludziom.
Natomiast według moich przekonań nie jest metodą ostateczną, ponieważ choroba ma swoje przyczyny. Nasz stan emocjonalny ma swoje przyczyny. Owszem, jeżeli przyjmiemy wersję, że to jakieś obce byty powodują takie, a nie inne nasze zdrowie, taki a nie inny nasz stan emocjonalny, to faktycznie szukanie metod, w których ktoś odczyni jakieś czary, gusła czy jakieś inne rzeczy i nas uwolni od wpływu tych zewnętrznych źródeł powodujących nasze takie, a nie inne samopoczucie czy takie, a nie inne zdrowie, ma sens. Natomiast jeżeli uwierzymy, zrozumiemy, że przyczyną wszystkiego, co się w naszym życiu dzieje, jesteśmy my sami, nie żadne czynniki zewnętrzne, tylko my sami, to skoro my sami doprowadziliśmy się do jakiegoś stanu emocjonalnego, czy do jakiegoś stanu zdrowotnego, czy do jakiegoś stanu materialnego, to tak naprawdę nikt inny oprócz nas samych z tego stanu nas nie wyprowadzi. Jeżeli jest w nas jakaś emocja, która powoduje nieumiejętność na przykład wchodzenia w bliższe relacje z drugim człowiekiem, to czy będziemy w stanie po całej sesji terapii czy bioterapii, czy jakichś innych uwolnień stworzyć bliską relację z drugim człowiekiem? Jeżeli nie usuniemy tej blokady z naszego życia, z naszego postępowania, z naszego myślenia, z naszych emocji. Czy coś się zmieni? Owszem, na krótką chwilę tak. Poczujemy się lepsi, poczujemy się silniejsi, poczujemy się tacy doładowani. Natomiast jeżeli nie zmienimy tej emocji w sobie, jeżeli się jej nie pozbędziemy, to ta energia, to wszystko za chwilę minie i wrócimy z powrotem do punktu wyjścia.
To wszystko znowu do nas wróci, ponieważ nie usunęliśmy przyczyny. Zniwelowaliśmy skutki za pomocą różnych dostępnych metod, natomiast nie usunęliśmy przyczyny. Jeżeli ktoś wierzy, że przyczyną jego nieszczęść jest Bóg, to jeżeli nie chce usunąć Boga ze swojego życia, to musi zaakceptować to, że jego życie będzie się toczyło według jakiegoś scenariusza, na który on nie ma żadnego wpływu. Jeżeli ktoś wierzy, że przyczyną jego nieszczęść, złego samopoczucia są jaszczury czy obce byty, to faktycznie do momentu, dopóki tych jaszczurów czy bytów ze swojego życia nie usunieTo jego życie się nie poprawi. Tylko widzicie kochani, do czego to zmierza? To, o czym ja powiedziałem, że coś, co powinno być początkiem naszej drogi, pojawia się dopiero na końcu. Bo jeżeli usuniemy złego człowieka z naszego życia, bo to jest najprostsze. Czyli mamy blokadę emocjonalną na bliskie relacje, bliskie więzi. Obwiniamy za to drugiego człowieka, że to on jest winien temu, że my jesteśmy nieszczęśliwi. Najprostszą metodą jest oczywiście rozstanie się z takim człowiekiem.
Następnym krokiem jest, płynie jakiś czas. Wydaje nam się, że jest wszystko w porządku. Wchodzimy w następną relację i okazuje się, że znowu klapa. Człowiek logiczny mówi: „Aha, czyli to nie była wina człowieka. Może to będzie wina jaszczura?”. Więc szuka specjalisty od jaszczurów i usuwa jaszczura ze swojego życia. Następnie co się dzieje? Mija znowu jakiś czas. Tworzymy następną relację i znowu nie jest to, co byśmy chcieli. Może jest znowu jakaś inna przyczyna.
Skoro nie ludzie, nie jaszczury, to może byty? I znowu zaczynamy szukać specjalisty od bytów i usuwamy byt. Jak już wszystko pousuwamy ze swojego życia, na samym końcu zostajemy sami. Oczywiście zmęczeni, sponiewierani tymi eksperymentami, z coraz mniejszą wiarą, chęcią i entuzjazmem. I wtedy pojawia się pytanie, które powinno pojawić się na początku. Jakie to pytanie? To wam za chwilę powiem, opowiadając wam historię swojego syna. W momencie, kiedy on zachorował, medycyna była w takim miejscu, w jakim była. My też mieszkaliśmy w takiej miejscowości, w jakiej mieszkaliśmy, czyli w miejscowości, w której nie było szpitala. I w momencie, kiedy lekarka zawołała karetkę, on już był w takim stanie, że zaczynał łapać bezdechy, tracić przytomność.
I w pierwszej wersji karetka to była zwykła karetka przewozowa. Nie żadna R, nie żadne nic, tylko zwykła przewozówka bez żadnych respiratorów i tak dalej. W pierwszej wersji miał jechać do innego, do większego lokalnego szpitala, ale takiego stricte dziecięcego, ponieważ było zagrożenie, że on w tej karetce umrze i nikt nie będzie w stanie mu w tym przeszkodzić. Zapadła decyzja, że karetka jedzie do pierwszego szpitala, gdzie jest oddział dziecięcy. Trafił do najgorszego szpitala w okolicach. I tam zaczął być leczony z zapalenia opon mózgowych i mózgu. I to zadanie całkowicie udało się lekarzom. Natomiast problemem było to, że on nadal nie odzyskiwał przytomności, mimo że płyn rdzeniowo-kręgowy był czysty. On nie odzyskiwał przytomności, więc musiało być jeszcze coś. Jedyną rzeczą, jaka mogła pomóc w zdiagnozowaniu, co to jest, był tomograf mózgu.
Natomiast w tym szpitalu, w którym Marcinek leżał, tego tomografu nie było, więc ordynator zapisał się w kolejkę do szpitala warszawskiego na oczekiwanie na tomograf. To trwało kilka dni, ponieważ oni przede wszystkim wykorzystywali to do swoich zabiegów i tak dalej. I mimo że my mieliśmy załatwioną karetkę, oddział, łóżko w Centrum Zdrowia Dziecka, to zasada jest taka, że lekarz lekarzowi pacjenta nie zabierze. Mimo że jest jednostką nadrzędną, to w momencie, kiedy ordynator nie zwróci się o pomoc do jednostki nadrzędnej, o przekazanie pacjenta, to nikt mu tego pacjenta zabrać nie może. Chyba że rodzice zdecydują się na wypisanie go na własną prośbę. I oczywiście ordynator uniósł się honorem i powiedział, że nie, że on go przyjął i on go wyleczy. I w momencie, kiedy Marcinek pojawił się już na planowany tomograf, natychmiast trafił na stół operacyjny, ponieważ okazało się, że skutkiem zapalenia opon mózgowych i mózgu było zapchanie jakiegoś kanalika w przewodzie rdzeniowym i wtórne wodogłowie, czyli ciśnienie śródczaszkowe po prostu zmniejszyło jego mózg do wielkości orzeszka włoskiego. I jak bakteria nie spowodowała zamieszania, nie spowodowała uszkodzeń mózgu, tak wtórne wodogłowie jak najbardziej. Kochani, mówię o tym po 25 latach.Co nie zmienia faktu, że towarzyszą temu jeszcze jakieś emocje. I teraz co w takiej sytuacji można zrobić?
Idąc tropem szukania winnych, ja tego winnego znalazłem. Ten winny wyłożył się sam na tacy. Mogliśmy resztę swojego życia z moją żoną spędzić na tym, żeby wsadzić go do więzienia, żeby powoływać komisje, włóczyć się po sądach. Robić przeróżne rzeczy, które ludzie robią, szukając winnych w innych. Gdybym to zrobił, nie siedzielibyśmy, nie rozmawiali dziś. Ponieważ wiecie, jak się takie przygody kończą. Takie przygody kończą się zawsze olbrzymią frustracją, depresjami, mnóstwem negatywnych stanów emocjonalnych z pogranicza czasami szaleństwa, depresji, prób samobójczych i tak dalej. Poszukiwanie winnych niesie ze sobą właśnie takie skutki. O energii miłości, o których rozmawiamy tutaj w audycjach, nie ma w takich sytuacjach i w takich stanach emocjonalnych w ogóle mowy. Czyli nasza świadomość, ta świadomość poszukiwania miłości, zamiast się rozwijać, ulega totalnej degradacji.
Rozwijamy swoją świadomość. Oczywiście, że rozwijamy swoją świadomość, lecząc się czy pozbywając się jaszczurów z naszego życia, pozbywając się innych ludzi z naszego życia, pozbywając się całego mnóstwa różnych bytów z naszego życia. Rozwijamy swoją świadomość o jeden wniosek, że to nic nie zmienia, że to nie w innych jest przyczyna tego, co się dzieje w naszym życiu. Na tym polega rozwój świadomości. Rozwój świadomości poprzez doświadczenia z bieguna cienia, z bieguna mroku, z ciemnej strony mocy. I oczywiście rozwijamy swoją świadomość. Tylko nasze życie w żaden sposób nie jest lepsze. Zawsze w takich sytuacjach mamy dwa wyjścia: zemsta bądź wybaczenie. Zemsta, samo słowo brzmi, jest czymś, co ciągnie nas w dół. Wybaczenie jest tym, co pcha nas do przodu.
Ja kontynuując swoje życie później, już po chorobie synka, przechodziłem całe mnóstwo sytuacji, w których byłem wykorzystywany przez ludzi. Nie mam tu na myśli oczywiście molestowania, chociaż i takie próby były kiedyś podejmowane, tylko wykorzystywania w sposób najczęściej materialny. Oczywiście wkoło mnie było mnóstwo osób fizycznych, które mógłbym obwinić za skutki tego, co się w moim życiu później wydarzyło. Z imienia, nazwiska, z PESELU. Natomiast powtarzalność pewnych sytuacji, tak jak powtarzalność często w związkach. Zmieniamy partnera w myśl zasady: kobiety nie można zmienić, ale można zmienić kobietę, to i tak nic nie zmienia. Spowodowała to, że jak w przypadku Marcinka zacząłem sobie zadawać pytanie: dlaczego? Tak powtarzalność pewnych historii w moim życiu spowodowała, że zacząłem sobie zadawać pytanie, które jest tak naprawdę pytaniem najważniejszym w naszym życiu. Pytanie brzmi: co ja robię źle? I to jest to pytanie, które tak naprawdę powinno się pojawić w momencie, kiedy postanawiamy wejść na drogę świadomego rozwoju świadomości.
To jest podstawowe pytanie: co ja robię źle? Bez zadania sobie tego pytania szukamy winnych naokoło. Szukamy przyczyn naszych sytuacji, nieszczęść, sytuacji materialnej, sytuacji zdrowotnej, emocjonalnej i tak dalej, duchowej naokoło. Rozglądamy się naokoło i szukamy ofiary. I tak kochani właśnie czyni większość ludzi. Dlatego jest taki właśnie fenomen, wysyp różnego rodzaju teorii kto, jak bardzo, w jakim stopniu wpływa i manipuluje naszym życiem. PonieważLudzie bardzo często boją się zadać sobie pytanie: co ja robię źle? Czyli inaczej rzecz mówiąc, łagodniej ujmując, jaki błąd ja popełniam? I dopiero tak naprawdę zadając sobie to pytanie, zaczynamy w sytuacjach i w ludziach znajdować odpowiedzi. Nie wrogów, nie winnych, tylko odpowiedzi.
Bo tak to działa. Jeżeli przyjrzę się na przykład swoim relacjom z ludźmi, relacjom ludzi z ludźmi. Na przykład mój serdeczny przyjaciel, ja to często powtarzam, ma asertywność 10+ w skali dziesięciostopniowej. Jest moim nauczycielem tego, co nazywamy asertywnością. On ma asertywność. Ja raczej zmierzam w kierunku miłości do samego siebie. Jesteśmy dwojgiem zupełnie różnych ludzi, a od tylu lat się trzymamy razem, ponieważ on konsekwentnie wpaja mi swoją naukę, jak nauczyć się mówić „nie”. Ludzie często mówią, że są wykorzystywani przez innych. Ludzie dobrzy, uczciwi, porządni, lojalni, szczerzy, pracowici często twierdzą, że są wykorzystywani przez innych. I to wykorzystanie przez innych, tak zwane wykorzystanie przez innych, jest świetną informacją dla nich, co robią nie tak, jaki błąd popełniają.
Dlatego zadawanie sobie tego pytania: co ja robię nie tak? Jaki błąd popełniam?, uruchamia ścieżkę transformacji samego siebie, eliminowania ze swojego życia cech, nawyków, emocji, które prowadzą nas do kolejnych nieszczęść, o które często wcześniej obwinialiśmy innych. Dlatego powiedziałem: to, co powinno być pierwszym wariantem, czyli zadanie sobie pytania jaki błąd ja popełniam?, często przychodzi do nas po wyczerpaniu już wszelkich możliwych prób obwinienia innych ze swojego życia. Często na przykład ludzie, którzy próbują obwinić wszystkich za swoje nieszczęścia, w którymś momencie życia zostają sami. Całkowicie sami albo otoczeni tylko ludźmi, którzy myślą tak jak oni, czyli przesiadują godzinami, obgadują innych ludzi i narzekają, jaki świat jest zły. Ponieważ wszyscy ci, którzy mieli być dla nich odpowiedzią, już po prostu z tego życia odeszli po to, żeby zostając samemu wyeliminować wszystkich, na kogo można by było cokolwiek zwalić. I wtedy już pozostają nam właśnie byty, Bóg, jaszczury i te sfery duchowe czy energetyczne, które mogą decydować o naszym życiu. Ponieważ ludzie już się odsunęli, już nie mamy na kogo zwalić. Po to właśnie, żeby sobie uświadomić, że to nie ludzie są winni naszych nieszczęść. Jeszcze ostatnie zdanie, bo znowu się rozgadałem.
Dlaczego często przez nasz głupi upór musimy się doprowadzić do stanu totalnego sponiewierania? Do stanu takiego wyczerpania emocjonalnego, kiedy już nie mamy siły, kiedy już mówimy „dość”, kiedy już mówimy: „Nie dam rady tego dłużej ciągnąć, nie zniosę tego”. Ponieważ wtedy zaczynamy myśleć o samym sobie. Często ludzie, którzy biorą na siebie odpowiedzialność za innych, próbują ich ratować, naprawiać ich życie, chronić, prowadzić, tłumaczyć. Biorą na siebie odpowiedzialność za życie innych ludzi i robią to aż do tego momentu, w którym padną na twarz i nie mają siły już wstać. I w tych negatywnych sytuacjach, w tych takich skrajnych kryzysowych sytuacjach powstaje właśnie taki odruch: zaraz mnie nie będzie. Muszę zająć się samym sobą. I wtedy dopiero zaczynamy myśleć o nas samych. Wtedy zaczynamy szukać ratunku dla samych siebie. Wtedy pojawia się w nas potrzeba miłości do samego siebie.
Dlatego wbrew pozorom te negatywne informacje, które nas często w życiu tak bardzo bolą, które sprawiają nam najwięcej przykrości, są dla nas tak naprawdę najbardziej cenne.Ponieważ wtedy zaczynamy zadawać sobie pytanie, to, które powinniśmy sobie zadać przy pierwszym naszym niepowodzeniu. Jaki błąd popełniłem? Jeżeli wyeliminuję ten błąd, następne podejście do tej samej sytuacji zakończy się sukcesem. Tylko muszę znaleźć i wyeliminować ten błąd, który popełniłem za pierwszym razem. To jest proste i logiczne, prawda? Znaleźć i wyeliminować błąd, który popełniłem za pierwszym razem. W sprawach ziemskich tak się rozwijamy, tak zdobywamy doświadczenie. Jeżeli na kanwie zawodowej popełnimy jakiś błąd, to szukamy przyczyny. Dlaczego w tym doświadczeniu to nie zadziałało? Jeżeli naprawiamy samochód, to szukamy przyczyny, szukamy usterki.
Jeżeli ten samochód nadal nie działa, to znaczy, że nie znaleźliśmy przyczyny. I tak samo powinno być w naszym życiu. Jeżeli coś nie działa, to gdzieś jest przyczyna, gdzieś popełniliśmy błąd i tylko znalezienie tego błędu i wyeliminowanie go ze swojego życia może skutkować tym, że następne podejście do związku, do pracy, do relacji z innymi ludźmi, do biznesu, do zarabiania pieniędzy, do miłości może zakończyć się sukcesem. Ponieważ to my jesteśmy przyczyną naszych niepowodzeń, naszych rozczarowań i tylko w sobie możemy dokonać zmian. Możemy zmienić 100 partnerów. Natomiast jeżeli nie zmienimy samego siebie, to tych 100 partnerów będzie takich sam i 100 związków zakończy się klapą. Dlatego kochani, szukajcie odpowiedzi na pytanie, jaki błąd popełniam ja? Co zrobiłem nie tak? Szukanie winnych w innych ludziach, w innych bytach, w innych istotach, w innych miejscach, w innych wszechświatach tylko wydłuża waszą drogę do momentu, w którym zadacie sobie i tak to samo pytanie: jaki błąd popełniłem? Zapamiętanie tego ważnego, być może nawet najważniejszego zdania w naszym życiu.
Zdania, które może pozwolić dokonać zmian, ale zmian, które będą skuteczne, które będą trwałe w naszym życiu. I właśnie takich świadomych, trwałych i skutecznych zmian w waszym i swoim życiu kochani, kończąc część oficjalną dzisiejszej audycji, wam i sobie z całego serca, jak zawsze życzę.
[58:36] - Słuchacie państwo audycji „Świat oczami duszy” na antenie Radia Paranormalium. Rozpoczynamy dzisiaj, 27 stycznia 2020 roku, drugą część audycji. Tę część, w której pan Sławek odnosi się do komentarzy na naszych czatach i tę część, w której oczywiście także oczekujemy na wasze telefony. Linia telefoniczna jest już otwarta. Nasze numery telefonów to 32 746 00 08, komórkowy do SMS-ów 530 620 493, Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej audycji na YouTube. Można także do nas pisać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i książki „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza” na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Niesamowitego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[01:00:07] - Dobrze, dziękuję panie Marku. W oczekiwaniu na telefony od was kochani, biorę się za czytanie komentarzy. Adam J. pisze: „Panie Sławku-
[01:00:19] - Oj coś się chyba przewinęło.
[01:00:21] - Panie Sławku, panie Marku . „Panie Sławku, chciałbym dowiedzieć się czegoś o snach. Ciągle śnią mi się różne rzeczy, natomiast zauważyłem, że po jakimś czasie myślenia o tym śnie mam przekonanie, że już coś takiego śniłem”. Tutaj takim dużym specjalistą, nie wiem, czy dzisiaj go mamy, ale chyba go nie mamy, jest Jubi, który też prowadzi audycję na ten temat, więc szerzej, głębiej i bardziej szczegółowo myślę, że on byłby w stanie odpowiedzieć. Natomiast prawda jest taka o snach, że w momencie, kiedy spowalniamy pracę naszego tak zwanego mózguKiedy się wyciszamy i kiedy przestaje pracować nasza podświadomość, czyli mamy wyłączone zmysły, przede wszystkim zmysł wzroku, który dostarcza nam 90% informacji na temat tego, co się wokół nas dzieje i jest źródłem najsilniejszych bodźców dla naszego mózgu. Słuch pozostaje też w pewnym sensie mniej czujny, bo nie jesteśmy zwierzętami. W tym momencie do naszego mózgu docierają informacje płynące z naszej świadomości, z naszej duszy. Oczywiście oprócz przeżywania stanów emocjonalnych, które mieliśmy w ciągu ostatnich dni, docierają do nas również informacje od naszej duszy. Jeżeli sny się powtarzają, to bardzo często z moich doświadczeń i obserwacji wynika, że są to informacje dotyczące sytuacji, które już przeżyliśmy, sytuacji z naszej przeszłości, często z poprzednich wcieleń, będące wskazówką, informacją dla nas, na co powinniśmy zwrócić uwagę. Oczywiście, jak zawsze, tych snów nie można tłumaczyć jeden do jednego.
Teoretycznie, jeżeli w poprzednim życiu byliśmy rycerzem, pewne sytuacje będą zniekształcone, bo jeżeli przyśni nam się koń i rycerz, to wiadomo, że w tym życiu nie będziemy ani koniem, ani rycerzem. To dotyczy pewnie sytuacji emocjonalnej, relacji, którą mamy w jakiś sposób do załatwienia. Często też są pewnego rodzaju ostrzeżeniem bądź informacją, jaką często dostarczają nam tarocistki: jeżeli pójdziesz dalej tą drogą, to dojdziesz do tego i do tego momentu. Ja to zawsze tłumaczę na przykładzie autostrady A1. Jeżeli w Łodzi wbijemy na A1 i będziemy szli w stronę morza, to gwarantuję wam, że jeżeli nie skręcimy z tej drogi, to dojdziemy do Gdańska. To ja, stary jasnowidz Sławomir, mogę wam to zagwarantować. Więc w przewidywaniu przyszłości też nie ma wielkiej trudności, bo jeżeli popełniliśmy jakiś błąd w naszym życiu, pokazując na przykład nadmierne zaufanie drugiej osobie, to niechybnie w konsekwencji takiego postępowania naszego ktoś nas w końcu okradnie, wykorzysta czy zrobi coś w tym stylu. Więc sny są też często takim ostrzeżeniem. A jeżeli się powtarzają, to najprawdopodobniej sytuacja jest już na tyle napięta, że niebawem powinny się pojawić tak zwane ziemskie efekty tego. To oczywiście tak w skrócie, bo sny to jest temat nie na jedną audycję, tylko na kilka audycji.
Więc jeżeli będzie zapotrzebowanie, to z chęcią ten temat możemy w którejś audycji rozwinąć. Ania pisze: „Och, tak, właśnie o to to. To prawda. Teraz wszystko jest narzędziem do podnoszenia głowy wyżej od innych. Ja śnię lepiej, ja opuszczam ciało bardziej, ja umiem więcej, ja, ja, ja”. Niestety dotyczy to również tej branży, mówię branży, bo często tak jest, że staje się to dla niektórych branżą. I dobrze, że przynajmniej to obserwujemy, że mamy tego świadomość. Nie mamy wpływu na innych ludzi, więc możemy tylko my ze swojej strony zachować czujność i tyle. Adam pisze: „Witam, ostatnio też się fajnie pisało z tobą i w twoim towarzystwie, Mrs. Treehouse”.
W towarzystwie Mrs. Treehouse, zresztą nie tylko, oczywiście się zawsze fajnie pisze. Ania pisze: „Jak zwykle pan Sławek ma rację. Też tak uważam. Hipnoza regresyjna kosztuje około 200 euro. Masowo się zapisują. Trzeba czekać nawet na termin. Eh”. 200 euro. Jednak może powinienem się za to wziąć.
Dobrze. Adam pisze: „Teraz mamy plagę na wnuczka, a jak nie wypali, to na policjanta. Wykorzystują starość i tych powinni ścigać, a nie kreatywnych młodych, którzy po 10 złotych tylko chcieli”.Za miłość nie musimy płacić, ale to już inna kwestia. Często, kochani, za miłość płacimy bardzo, że tak powiem, ciężkie pieniądze. Oczywiście jest to oddzielna kwestia, ale tak samo jak w poszukiwaniu winnych, tak samo w poszukiwaniu ludzi, którzy dadzą nam miłość spędzamy mnóstwo czasu w swoim życiu. I fajnie, że to się pojawiło, bo ja powiedziałem o negatywnych skutkach, czyli o tym, jak poszukujemy winnych. Ale ta chęć przeniesienia odpowiedzialności na innych za nasze nieszczęścia. Ja mówiłem dzisiaj o naszych nieszczęściach. Natomiast dokładnie to, co Adam w pewnym sensie, nie wiem, czy do końca świadomie poruszył. My również przenosimy odpowiedzialność na innych za nasze szczęście.
To działa w dwie strony. Szukamy ludzi, którzy nam dadzą miłość. Tak powstają związki, bo dostajemy od kogoś miłość, za którą notabene później często musimy płacić słony rachunek. Ona nie jest za darmo, bo też wymaga od nas. Natomiast zwróćcie uwagę, że wszystkiego szukamy na zewnątrz. Przyczyny naszych nieszczęść, ale również miłości szukamy u innych. Tak samo jak wyeliminować nieszczęście, jak i miłość możemy dać sami sobie. To wszystko jest w nas. Ania pisze. To jest bardzo ważna kwestia.
Polecam zapamiętanie, że nie tylko nieszczęścia, ale i miłość. Nie tylko przyczyny nieszczęść, ale również miłości szukamy w innych osobach. Ania pisze: „E tam, róże, szampan, truskawki kosztują drogi Adamie”. No z pewnością. Adam pisze: „Czas kosztuje”. Bardzo dobre podejście. Kochani, ja powiedziałem swoją jakąś wersję. Jak zwykle poddaję ją wam pod uwagę, natomiast znam tę sytuację też w kategoriach biznesu i w kategoriach również innych. Ale tak jak Adam napisał, czas. Wiedza jest wiedzą.
To też ja wielokroć powtarzałem, że za tę wiedzę, którą ja posiadam i posiada wiele osób, również z was, nie musieliśmy płacić. Chociaż często część z was płaciła kupując książki, jeżdżąc na warsztaty, uczestnicząc w różnego rodzaju spotkaniach. To też było okupione jakimiś wydatkami, chociażby dojazdów, biletów, opłat za warsztaty. Natomiast przede wszystkim była okupiona czasem. Czasem, który każdy z was mógł wykorzystać na coś zupełnie innego, chociażby na zarabianie pieniędzy. Adam pisze: „Prowadząc własny biznes nie ma dnia wolnego, wolnych niedzieli i małych ZUS-ów”. Dokładnie Adamie, tym razem znowu z tobą zgadzam. Mobil się pojawił, chociaż jakiś czas go nie było. Witam cię Mobilku. Mobil pisze: „Osoby starsze, słabe i nieświadome oraz niepełnosprawne, padając ofiarą oszustów i manipulacji spowodowane jest nie do końca naiwnością tych osób, a bardziej”, dalszy ciąg, „obstawiałbym samotność, poczucie odrzucenia i chęć opieki ze strony innych oraz lęki i programy podświadomości nabyte w traumatycznych momentach życia”.
Mobilku oczywiście, w dużej mierze tak jest, bo każdy człowiek, który szuka pomocy w 99% jest w sytuacji, kiedy doszedł do wniosku, że sam sobie nie poradzi. Sytuacja doprowadziła go do tego, że brakuje mu już pomysłów, sposobów, możliwości, często wiary, chęci, siły do tego, żeby z jakimś problemem swoim zawalczyć, bo często to się sprowadza już na takim etapie do walki o przeżycie. Tym bardziej ludzie, którzy tej pomocy udzielają, powinni mieć świadomość tego, bo tak jak powiedziałem, tonącym brzytwy się chwyta i łatwo jestTakiego człowieka, dając mu nadzieję na lepsze życie, na rozwiązanie problemów, łatwo zmanipulować i wykorzystać. Ponieważ ludzie często są w stanie zapłacić wszystkie pieniądze, żeby pozbyć się ciężaru, który na sobie dźwigają. Czy choroby, nieszczęścia, biedy, czy zbiegów okoliczności. Zgadzam się z tobą, że często jest tak, jak mówisz. Adam pisze: „Ania, oczywiście, że wszystko kosztuje. Pytanie kto płaci?” Nie chciałbym się kłócić już na początku audycji, bo zadałem pytanie i może doczekam się odpowiedzi. Rozumiem, że to jest pytanie, kto płaci. Chyba że coś niedobrze zrozumiałem.
Oczywiście, że zawsze płaci ten, kto potrzebuje pomocy. Adam pisze: „Nawet Jezus miał wieczerzę”. Jeżeli to nie to pytanie było, Adamie, to proszę wrzuć je jeszcze raz i za czas jakiś dojdę i wtedy znając precyzyjne pytanie, postaram się precyzyjnie na nie odpowiedzieć, w miarę oczywiście mojej wiedzy, doświadczenia i odczuć. Adam pisze: „Nawet Jezus miał wieczerzę i czas dla siebie. Chyba, bo nie chodziłem z nim”. Widzisz, drogi Adamie, poniekąd troszeczkę zburzę twoje przekonanie, bo co do tego nikt z nas nie może mieć stuprocentowej pewności. Czy na przykład w którymś z naszych poprzednich wcieleń nie byliśmy uczniami Jezusa? Nawet wielokrotne sesje regresingu nie muszą nas akurat do tego wcielenia od razu doprowadzić. Zawsze powtarzam, że przy ocenianiu przeszłości ludzie świadomi i wierzący w reinkarnację powinni zachować spory dystans, ponieważ oceniając jakieś historyczne wydarzenie, nigdy nie mamy pewności, czy w tamtym czasie nie byliśmy na przykład jego sprawcą. Adam jeszcze kontynuuje: „Jemu chcieli się bardziej odwdzięczyć robiąc wieczerzę czy dając dary”.
Kochani , inna sprawa, że to były troszeczkę inne czasy. Ten handel wymienny jeszcze w dalszym ciągu funkcjonował i oprócz waluty normalnej była również waluta świadczenia sobie nawzajem różnego rodzaju przysług czy wymiany towarowe. Natomiast pojęcie wdzięczności w dzisiejszych czasach bardzo często dla wielu ludzi ogranicza się tylko do słowa. Słowo, które oznacza konkretną czynność i konkretny stan emocjonalny, stało się tylko słowem w dzisiejszych czasach. Stwierdzenie pod tytułem: „Słuchaj, jestem ci wdzięczny” wśród bardzo wielu ludzi zakańcza temat. Dla mnie słowo „jestem ci wdzięczny” otwiera nową kartę przyszłości. Na zasadzie: mówię „jestem ci wdzięczny”, zakładam nową kartkę, w której za jakiś czas zapiszę to, co zrobiłem dla ciebie, żeby tę wdzięczność za to, co ty zrobiłeś dla mnie okazać. Natomiast w bardzo wielu przypadkach słowo „jestem ci wdzięczny” zamyka temat, a nie go otwiera. Dlatego pewnie ludzie biorą pieniądze. Liczenie na wdzięczność może być oczekiwaniem na koniec świata na przykład.
Ania pisze: „Adasiu, kto tu się kłóci? Skąd ty przybyłeś? Tu jest pełna kultura. Zadasz pytanie jeszcze raz, kto płaci czy o które pytanie chodzi?” Bardzo ci dziękuję Aniu za pierwszą część komentarza oraz za drugą, bo ja też nie jestem pewien, czy o to pytanie chodziło. Natomiast całkowicie się z tobą zgadzam, że tu jest pełna kultura. Tu jest grupa ludzi w kategoriach jakościowych z najwyższej półki w internecie. Możesz być Adamie spokojny. Mobilek pisze: „Osoby nieświadome, które mają zamiar wyrządzić komuś krzywdę, muszą liczyć się nie tylko ze wstydem, ale z etyką moralności przeciętnego człowieka i obraz tego, że to on może być w przyszłości ofiarą”. Mobileku, jak słusznie powiedziałeś na samym początku, osoby nieświadome. Pierwsze twoje założenie eliminuje pozostałą część twojej wypowiedzi.
Osoby nieświadome nie będą się z niczym liczyć, ponieważ jak sam powiedziałeś, są nieświadome.Bo gdyby były świadome, to by tego nie zrobiły. Tutaj cieszę się, że piszesz o tych konsekwencjach. Natomiast te konsekwencje najczęściej, nawet jeżeli ich spotkają te osoby nieświadome, to i tak zostaną zapisane jako wina innych, a nie ich samych. Niestety z przykrością muszę to powiedzieć. Adam pisze: „Ania nie kto płaci, tylko o snach na samym początku, odnosząc się do róż i szampana, truskawek. Róże posadzę obok truskawki, szampan zamienię na wódkę z własnych kartofli lub śliw i nigdy nie powiem tych słów o miłości, póki nie będę gotów zginąć”. Czyli jeżeli chodzi o sny, to myślę, Adamie, że już w jakiejś mierze ci odpowiedziałem. Także już czuję się zwolniony. Adam pisze: „Branie odpowiedzialności za swoje życie to sztuka”. Z jednej strony tak.
Nie z jednej strony, z każdej strony to jest sztuka. Natomiast powiem wam też, że jest to związane z niesamowitym komfortem. Naprawdę z niesamowitym komfortem. Ten, kto tego spróbował wie. Bo poszukiwanie winnych prowadzi po pierwsze do uzależnienia. Przestajemy być wolni, uzależniamy się od innych. Bo jeżeli to inni decydują o tym, co się w naszym życiu dzieje, to jesteśmy ich niewolnikami, więc o wolności nie może być mowy. To jest jedna sprawa. Druga sprawa, wewnętrzne rozmowy często w momencie, kiedy przejmujemy odpowiedzialność, mamy świadomość, że jesteśmy odpowiedzialni za swoje życie, sprowadzają się do takich rozmów, które prowadzę ja ze sobą na zasadzie: „Sławek, to żeś pięknie spierdzielił sytuację, akcję”. Rozmowa nie potrzebuje okazji do tego, żeby jakiś temat zamknąć, zakończyć i o nim zapomnieć, ponieważ na bieżąco ze sobą sytuację wyjaśniam i nie muszę czekać okazji, żeby komuś w twarz powiedzieć: „Ty jesteś łajza, ty jesteś oszust, ty jesteś złodziej, ty jesteś ktoś tam”.
Bo jest krótka piłka. Jest efekt. Jest Sławek, czyli jest przyczyna, o czym tutaj dalej dyskutować? Trzeba znaleźć tą przyczynę i zamknąć temat, wyciągnąć wnioski i iść dalej. Oszczędzamy dużo emocji negatywnych sobie. Bo złoszczenie się na samego siebie jest niezwykłą sztuką. Te negatywne emocje, które okazalibyśmy innym ludziom, obwiniając ich za to, tych emocji nie okażemy samemu sobie w szczerej rozmowie, jeżeli wiemy, że to my żeśmy taką sytuację sprowokowali. To jest następna korzyść. Oszczędzamy sobie mnóstwo negatywnych emocji. Jeżeli ktoś chce sobie oszczędzić.
Bo jeżeli kogoś to kręci, nakręca i w jakiś sposób stymuluje, to wiadomo, że on tego nie zrobi. Natomiast tym, którzy cenią swoje dobre samopoczucie, którzy chcą pielęgnować w sobie radość, szczęście, poczucie własnej wartości, rozwijać miłość do samego siebie, tu ta informacja będzie bardzo cenna. Przestań szukać winnych na zewnątrz, bo dla siebie samego będziesz dużo bardziej wyrozumiały i przyoszczędzisz sobie w ten sposób mnóstwa negatywnych emocji. Dłużej będziesz w dobrym nastroju. Adam pisze: „Ania z Polski przybyłem. Zawsze tu byłem i chcę być. Podoba mi się tu, bo każdy może coś powiedzieć, czego jeszcze nie wiem i pewnie dlatego tu jestem”. Pewnie tych powodów jest jeszcze więcej, ale cieszymy się, że tutaj jesteś razem z nami. Adam pisze: „E-mobil to by wyjaśniło popularność ojca dyrektora i odezwy na jego prośby o dotacje”. Pewnie w dużej mierze tak.
Adam pisze jeszcze: „E-mobil. Mam sąsiada, dużo by siedział. Sądzę, że on nie ma. Co jeśli będę ofiarą? To kilka osób, które potrafią się wspierać i okradać jednocześnie”. Jeszcze raz. Nie do końca zrozumiałem, więc na wszelki wypadek nie będę się do tego odnosił, żeby czegoś tutaj nie namieszać. Mrs Treehouse: „I znów piękna muza miód na serce”. Witamy cię, moja droga. Adam pisze: „Mam nadzieję, że pan Sławek wróci bardziej rozpogodzony niż przed odebraniem telefonu.
By tam mu siadło wszystko jak należy”.Dziękuję ci bardzo Adamie. Nie ukrywam, że troszeczkę się stresowałem. Kochani, ja też nie lubię bawienia się w ciuciubabkę. Chodziło o to, że czekałem na telefon w sprawie mojej mamy, która dzisiaj wylądowała w szpitalu i o tyle mam lepsze samopoczucie, że przynajmniej wiem co jest grane. Podejrzewałem uszkodzenie kręgu w kręgosłupie. Okazało się, że faktycznie jest pęknięty, więc wiadomość nie jest rewelacyjna. Natomiast przynajmniej po serii badań, po tym wszystkim udało się to zdiagnozować i przynajmniej wiemy co jest grane. Wiem, że została w szpitalu, wiem, że jest pod opieką lekarzy, więc poniekąd mnie to uspokoiło. Dziękuję ci Adamie za troskę i też gratuluję intuicji i umiejętności słuchania. Bardzo się cieszę.
Nie wiem, czy jesteś z nami dzisiaj pierwszy raz w pierwszej audycji, ale z tego co pisałeś, to nie. Natomiast cieszę się bardzo, że włączyłeś się w komentowanie. Adam pisze: „Jak będę odpowiedzialny za swoje życie, to przestanę się modlić”. Ja uważam, że modlitwa jest formą afirmacji. Natomiast to, co my w Kościele nazywamy modlitwą, czyli wyklepywaniem pewnego rodzaju formułek, to faktycznie w tym kontekście modlitwa może nie jest najlepszym rozwiązaniem dla ludzi świadomych. Natomiast sama intencja modlitwy, czyli rozmowy jest fajną koncepcją, również koncepcją duchową i też polecam. Tylko trzeba być świadomym tego, że modlitwy, afirmacje i marzenia potrafią się spełniać. Adam pisze: „Panie Sławku, ale świat jest za mały i zawsze taka osoba znów się pojawi”. Drogi Adamie, tak. Tam ogólnie prośba jest, którą powtarzam co jakiś czas, żeby zwracać się do mnie, zwłaszcza w komentarzach po imieniu, ponieważ jak widzicie, ja ograniczam swoje nazewnictwo do pan, pani.
Wyrzucam to i chciałbym, żeby te rozmowy były bardziej bezpośrednie, bo jak zaczniemy rozwijać naszą dyskusję o tytułowanie się, to nie będzie czasu na merytorykę. Tłumaczę, bo chciałbym, żebyście wy do mnie mówili po imieniu, bo ja się też również do was wolę zwracać po imieniu Adamie. Tylko ja to tłumaczę na przykładzie 30 osób w klasie, jak chodziliśmy do szkoły i z tej trzydziestki wybieraliśmy jednego przyjaciela. To my żeśmy go wybierali. Oczywiście musiała być jego zgoda, żeby ta przyjaźń się tworzyła, natomiast powstawał jakiś związek emocjonalny, który z czegoś wynikał. Jeżeli na przykład zrozumiemy, że naszym błędem jest na przykład nadmierna łatwowierność wobec ludzi, to nawet jeżeli taka osoba się pojawi, będziemy w stanie zachować większą ostrożność, mniejsze zaufanie do tego, co drugi człowiek mówi, bo często to zaufanie objawia się w ten sposób, że my wierzymy we wszystko, co druga osoba mówi i później na podstawie tego, co ona mówi, budujemy wizerunek tej osoby. I skoro ona tak ładnie mówi, to my mówimy: „To jest ładna osoba”. Podchodząc do tego egocentrycznie, czyli przez pryzmat samego siebie. Skoro ja mówię to, co myślę, jestem szczery, nic nie kłamię, nic nie manipuluję, to znaczy, że wszyscy ludzie na tym świecie tacy są. A tu się może okazać, że za pięknymi słowami często stoi inna osoba, że tylko słowa są piękne, wypowiedziane na potrzeby na przykład tego, co ona chce osiągnąć.
I będąc bardziej czujnym, mając świadomość tego, że jesteśmy łatwowierni i ufni, w którymś w końcu zdaniu wyłapiemy, że to się nie ima tego, co ten człowiek robi, nie ima się tego, co powiedział wcześniej. Łatwiej nam będzie wychwycić coś, co pozwoli nam tego człowieka bardziej w pewnym sensie rozszyfrować. Tak nazywając rzeczy po imieniu.I złodziei, i oszustów, i ludzi dobrych, i ludzi porządnych, i ludzi uczciwych będziemy zawsze na swojej drodze spotykać. Natomiast kwestia jest tego, żebyśmy umieli te osoby rozpoznać. Odróżnić osobę uczciwą, porządną, pracowitą i lojalną od osoby fałszywej, krętackiej czy wręcz oszustwa. Oczywiście nie unikniemy kontaktu z takimi ludźmi. Natomiast wiedząc, że mamy słabość, będziemy w stanie uniknąć kłopotów, zabrnięcia w sytuację, w której pożyczy od nas 50 000 złotych. Tu jest pytanie: kogo polska karetka staje się karawanem? Adam pisze: „Ludzie na SOR umierają, bo czekają na konsultacje tyle”. Dobrze, rozumiem, że to dotyczy mojej opowieści o moim synku.
Tak, kochani, znamy te historie i media trąbią. Ja mam zresztą też przykład związany z moją mamą, która miała wypadek w czwartek. Były dwie karetki. Ona nie mogła się poruszyć, to dali zastrzyk, poruszali paluszkami i stwierdzili, że nic nie jest złamane ani pęknięte. Bo skoro może ruszać paluszkami, to żeby w poniedziałek poszła sobie na prześwietlenie i zrobiła badania z pękniętym kręgiem w kręgosłupie. Oczywiście tych przykładów mamy i mógłbym, tak jak wam mówiłem, w tej chwili się nakręcać, obwiniać, bić pianę i otaczać się całą serią negatywnych emocji, które nie zmienią w żaden sposób naszej rzeczywistości. Jedyne, co zmienią, to moje samopoczucie i ilość czasu, który poświęcę na miłej rozmowie na przykład ze swoją mamą, na myśleniu o tym, jak jej pomóc, na rozważaniu, jakie rozwiązanie będzie najlepsze. Pamiętajcie, że nienawiść jest często wynikiem podświadomości i naszych bardzo niskich emocji i zaślepia zdrowy rozsądek. Chęć zemsty dodaje ludziom siły, ale pozbawia zdrowego rozsądku, a już na pewno pozbawia miłości. Ja za nikogo tej decyzji nie podejmę.
Ale trochę tak, jak w przypowieści biblijnej było napisane, że w innych ludziach dostrzeżemy źdźbło trawki, a w swoim oku nie dostrzeżemy belki. My błędy innych ludzi wychwytujemy natychmiast, ponieważ tak działa nasza podświadomość. My to, co robimy, robimy w jedyny słuszny sposób. Natomiast idealnie wychwytujemy błędy w innych ludziach, przenosząc oczywiście swój ciężar myślenia, zastanawiania się i odpowiedzialności na innych ludzi. Często tak jest, że są popełniane wypadki czy dochodzi do nieszczęść, w których człowiek tak naprawdę nie ma nic wspólnego. Jedzie sobie drogą, samochodem, zapięte pasy, 50 na godzinę i ktoś w niego wjeżdża rozpędzonym samochodem, pijany, pod wpływem narkotyków. Robi mu krzywdę bądź zabija. I oczywiście winę za to, karę za to ponieść musi. Natomiast czy to też jest powód do tego, by z nienawiścią do tego człowieka żyć do końca swojego życia? To jest pytanie, na które każdy odpowie sobie sam.
Ja wiem jedno: nienawiść, chęć zemsty wywołuje w nas same negatywne emocje. Jeżeli ktoś tymi emocjami i na bazie tych emocji chce budować swoją świadomość, to jest oczywiście jego osobistym, prywatnym wyborem. Ania pisze: „Niby tak jest tyle opowieści na ten temat, ale gdy mój syn w grudniu miał mały wypadek, to na pogotowiu dość szybko tomograf, neurolog i wszelka pomoc. A to wszystko w Łodzi. W Łodzi teraz mają specjalny nadzór po tych powólonach”. Kochani, kiedyś mój brat zadał mi takie pytanie: co jest w życiu ważniejsze – zdrowie czy szczęście? Oczywiście wszyscy, większość ludzi odpowiada, że zdrowie jest najważniejsze. Jego odpowiedź wtedy była: ci marynarze na „Kursku”, czyli na tej łodzi podwodnej, rosyjskiej, jądrowej, która utonęła i zginęli wszyscy. Oni byli wszyscy zdrowi, wyselekcjonowani, przebadani, zdrowi ludzie.Jedynie co, zbrakło trochę szczęścia. A to szczęście znowu jest wynikiem całego mnóstwa aspektów, o których często nie mamy pojęcia, bo przyczyna ich jest gdzieś w sferach, do których nie zawsze mamy dostęp.
Ale nie po to opowiedziałem wam historię Marcinka, żeby analizować teraz służbę zdrowia, bo podejrzewam, że możemy powiedzieć tyle samo złego, co dobrego. Bo też trzeba pamiętać, że media, chociaż teraz coraz częściej mówią o bohaterskich chłopcach, którzy uratowali swoją mamę, o bohaterskich psach, o bohaterskich ludziach. Tych informacji pozytywnych. Ja oczywiście nie oglądam wiadomości specjalnie namiętnie, natomiast często w oczekiwaniu na przykład na prognozę pogody czy wiadomości sportowe jakaś końcówka się gdzieś tam przewinie. Więc mówię, coraz więcej tych dobrych informacji również płynie. Natomiast pamiętajmy, że ludzi leczonych w szpitalach przyjmowanych na SOR dziennie są setki, tysiące, może dziesiątki tysięcy w całej Polsce. I lekarze, pielęgniarki, obsługa, personel, ratownicy medyczni robią swoją robotę, wykonują ją mozolnie, codziennie, z większym bądź mniejszym oczywiście zaangażowaniem, z większą bądź mniejszą skutecznością. Natomiast są setki, tysiące przypadków dziennie, kiedy ludziom jest udzielana pomoc, która jest im potrzebna. I czasami zdarzy się sytuacja, w której coś nie zagra. I o tych sytuacjach media najczęściej bębnią.
Nie pokazują, bo kto by zresztą chciał oglądać film o pracy ratownika medycznego, gdzie się nic nie dzieje? Gdzie on jedzie, pomaga człowiekowi, robi mu zastrzyk, przywozi go, zawozi do szpitala, przyjmują go lekarze. Kto by chciał oglądać takie nudne programy? Natomiast o tych negatywnych robi się wielkie halo, robi się aferę, bębni się, rozdmuchuje i nam się wydaje, że po prostu jest ich przynajmniej tyle samo, co tych dobrych. Natomiast okazuje się, że procentowy udział tych negatywnych przypadków w tych pozytywnych jest minimalny. Miałem kiedyś takiego pracownika Ryśka, który jeździł u mnie też jako kierowca. To były początki mojej firmy meblowej, więc mieliśmy Żuka. Ten Żuk był w wieku Ryśka, więc się jakoś dogadywali. Natomiast Rysiek jako kierowca w tym czasie, kiedy u mnie pracował, miał siedem stłuczek, siedem wypadków. Ostatni był ostatnim, ponieważ to była ostatnia wyprawa Żuka.
Na szczęście nie Ryśka, tylko Żuka. Skończył na latarni i stamtąd już powędrował do krainy wiecznych łowów. Natomiast siedem wypadków. Niby dużo i niedużo. To było tam pewnie w ciągu dwóch lat. Natomiast inna sprawa, że ten Żuk znowu nie jeździł tak dużo. Towar nam przywozili, więc czasami trzeba było coś wywieźć i tak dalej. Krótkie trasy. Jak obliczyłem ilości kilometrów, to się okazało, że ten Żuk w ciągu tych dwóch lat przejechał 30 000 kilometrów. I też mówię dużo, niedużo.
Natomiast jak powiedziałem Ryśkowi po tym ostatnim wypadku, mówię: „Rysiu, gdybyś był kierowcą zawodowym i popełniał wypadek co 4500 kilometrów, to by się okazało, że teraz w tygodniu masz wypadek”. Bo mój kolega, który jeździ zawodowo po Polsce tylko robi 30 000 kilometrów w ciągu półtora miesiąca. Więc jeżeli odnieść to do jakiegoś szerszego spektrum. Podaję wam przykład Ryśka, bo to też inna sprawa, że człowiek, historia. Ale starajmy się zachować jakąś chociaż odrobinę obiektywizmu. Jeżeli negujemy rzeczy złe, piętnujemy rzeczy złe, to też dla równowagi trzeba powiedzieć o rzeczach dobrych, bo i jedne, i drugie i w świecie, i w życiu, i w pracy tych ludzi się dzieją.Ania się śmieje, że to ziółko. Oczywiście chodzi o Pawulon. Adam pisze: „Całe szczęście, że tak szybko pomogli”. I też komentarz Ani: „Szkoda czasu na szukanie winnych”. To jest w zasadzie komentarz, który powinien podsumować całą naszą dzisiejszą audycję.
Można by było tę audycję przeprowadzić też w trzech zdaniach, czyli takich punktach. Szkoda czasu na szukanie winnych. Wszystko, co się w naszym życiu dzieje, jest związane z nami, z naszymi decyzjami, z naszym charakterem, osobowością, emocjami i tak dalej. Najważniejszym pytaniem jest, jaki błąd ja popełniłem. Nie jaki błąd inni popełnili, tylko jaki błąd ja popełniłem. W zasadzie można by było do tych trzech punktów tę audycję odnieść, ale dla szerszego wytłumaczenia, zrozumienia rozciągnąłem ją na godzinę, a Ania to bardzo pięknie teraz podsumowała. Ania pisze jeszcze: „Ale drogi Sławku, trzeba choć raz doświadczyć, żeby się nauczyć”. Aniu, jeżeli kończy się to na jednym doświadczeniu, to okej. Natomiast z moich obserwacji wynika, że ludzie często muszą doświadczyć wielu rzeczy albo wprost czasami wszystkiego wyeliminować, żeby na samym końcu zrozumieć, że to tak naprawdę oni byli przyczyną tego wszystkiego, co się w ich życiu wydarzyło. Adam pisze: „Ale nie można każdemu wybaczać.
Bez przesady, nie można wybaczyć komuś, kto sięga nam do portfela, aby ukraść hajs”. Ja się tutaj, Adamie, nie zgadzam. Czym innym jest poniesienie kary, a czym innym jest wybaczenie. W kategoriach poniesienia konsekwencji swojego czynu jak najbardziej tak. Chociażby dlatego, żeby człowiek, który próbuje ukraść hajs wiedział, że to się spotyka z takimi, a nie innymi konsekwencjami. To jest czynność, którą mają wykonać organy ścigania, sądy i tak dalej. Natomiast my możemy żyć nienawiścią do tego człowieka, pretensjami, obwinianiem i tak dalej, albo po prostu cieszyć się tym, że nie udało mu się nas okraść i mu wybaczyć. Ania pisze: „Trzeba wybaczać, a nie trzeba tak żyć, żeby nie musieć wybaczać. Często prowokujemy”. Nie wiem, Aniu, co masz na myśli, natomiast nasza naiwność jest też często zaproszeniem różnego rodzaju oszołomów do naszego życia.
Jeżeli na przykład nie reagujemy na pierwsze delikatne zaczepki, to osoba będzie kontynuować swój marsz w stronę zawładnięcia naszym. Natomiast jeżeli postawimy barierę od razu na samym początku, to ta osoba, przynajmniej większość osób, tej granicy nie przekroczy. Oczywiście będą tacy, którzy ją przekroczą bądź będą próbowali przekroczyć. Natomiast dla większości będzie to już sygnał, że dalej nie ma sensu. Tu znowu jesteśmy my jako przyczyna. Na ile pozwalamy innym ludziom. Jeżeli zostawiamy otwarty samochód na parkingu z torebką na siedzeniu pod marketem, dajemy zaproszenie do tego, żeby nas okradziono. Nie możemy mieć później pretensji, że ktoś nas okradł, skoro myśmy mu stworzyli ku temu warunki. Prawdopodobieństwo, że ochroniarz czy nawet człowiek z niskimi kryteriami moralnymi, idąc do swojego samochodu, zobaczy torebkę z portfelem i jeden na iluś po nią po prostu sięgnie. Gdyby samochód był zamknięty, nie byłoby takiej możliwości.
Oczywiście też możemy usiąść i narzekać, że Polska to kraj bandytów, pijaków i złodziei. Adam pisze: „Ania, może to, co się przydarza, jest po coś, tylko materializm zamyka nas do granic możliwości”. Pieniądz w większości wypadków dla ludzi ma negatywną energię, zwłaszcza dla ludzi, którzy tych pieniędzy nie posiadają. I owszem, powoduje takie zamknięcie. Adam pisze: „Zło rodzi zło”. Nic w świecie energii nie pozostaje bez echa. Ania pisze: „Materia na pewno uziemia”. Kochani, ale w tym uziemieniu nie ma nic złego. Ja to wielokroć powtarzałem. Mamy siedem czakr i każda z tych siedmiu czakrWykonuje swoje zadanie i każda z tych siedmiu czakr powinna działać, odpowiadając za różne sfery życia, które poprzez czakrę serca, czyli czakrę miłości mamy ze sobą połączyć.
Mamy połączyć ze sobą duchowość i materializm. Nie da się tego oderwać. I w materializmie, w materii nie ma nic złego. Mało tego, materia i fizyczność jest często największą pokusą i atrakcją, której nie ma w świecie duchowym. Bo to nas różni od świata duchowego — materia. Więc mówię: nie można być ani nadmieniać, nie można. Można, ale żeby zachować równowagę, powinno się utrzymać równowagę pomiędzy duchowością i materią. Tutaj piszecie bardzo mądre rzeczy, że bez zła nie ma dobra, bez ciemności nie ma światła i tak dalej. Adam właśnie pisze: „Ale balans musi być”. Tak, ta równowaga musi być zachowana.
Czyli zero środek, weź się utrzymaj. Środkiem jest akurat czakra serca w naszym wypadku. Czy ona jest zerem? Nie sądzę. e-mobil pisze: „Podam wam złote zasady bycia świadomym i mądrym człowiekiem”. Adam pisze: „Słucham, czytam”, więc ja również będę czytał i będę odpowiadał e-mobilku, jeżeli pozwolisz. e-mobil pisze: „Szukaj w ludziach dobra. Znajdź sobie jakiś dobry cel w życiu. Uwierz w miłość u drugiego człowieka. Nie śmiej się z innych ludzi dlatego, że są inni niż ty sam.
Nie daj się zwieść pozorom”. Ja przeczytałem. Oczywiście daję wam, kochani, możliwość osobistego zastanowienia się nad tym, co wam przeczytałem. I powiem ci e-mobilku, że jak zazwyczaj się w dużej mierze oprócz tych twoich spiskowych zapędów zgadzam, tak tutaj się z tobą nie zgodzę. Znowu namawiasz do szukania czegoś w innych. Szukaj w ludziach dobra. Szukaj dobra w sobie. Ludzi zostaw w spokoju. Jak mój dziadek kiedyś mawiał, zresztą powtarzając słowa innych dziadków z tamtych czasów, ja już nie powtórzę tego dokładnie, natomiast intencja była taka, że ludzi pracowitych i uczciwych trzeba szanować, a wroga trzeba lać w mordę. Każdy z nas jako człowiek ma możliwość pokazania dobra, więc dajmy ludziom możliwość pokazania dobra.
Nie szukajmy tego dobra na siłę. Szukanie tego dobra na siłę u innych jest właśnie pułapką, w którą Sławek, czyli ja, wpadłem wielokroć w swoim życiu. W każdym, choćby haniebnym czynie drugiego człowieka doszukiwałem się dobra. Do niczego dobrego to nie prowadzi. Człowiek dobry jest dobrym człowiekiem. Jeżeli chce być dobrym, niech będzie dobrym. Nie zmuszajmy go, nie ograniczajmy, nie wymuszajmy, ale dajmy mu szansę bycia sobą. Nie szukajmy na siłę, bo być może to będzie tylko nasza intencja, żeby to dobro znaleźć. A być może ten człowiek wcale nie musi być dobry. W każdym człowieku jest iskierka i źdźbło dobra.
Tylko pytanie, czy ten człowiek z tej bożej iskierki zechce korzystać? Czy to nie będzie nasza intencja, żeby to dobro w nim znaleźć? „Uwierz w miłość drugiego człowieka” jest też pewnego rodzaju, w moim przekonaniu, formą sloganu. Człowiek, który kocha siebie, który kocha innych, pokazuje to swoim postępowaniem, swoim zachowaniem i taki człowiek nie musi was przekonywać, żebyście w to uwierzyli. Po prostu widzicie i czujecie. I wiecie. Wiara jest pewnego rodzaju namawianiem do jakichś tam dogmatów. Nie rozumiesz, nie wiesz, nie czujesz, ale uwierz. Nie. Dobrych ludzi, którzy żyją miłością, którzy kierują się w życiu miłością, którzy tą miłość okazują, po prostu widać, słychać i czuć.
Zwłaszcza, że w ostatnim zdaniu e-mobilku piszesz: „Nie daj się zwieść pozorom”. A pierwsze te dwa zdania są właśnie bazowaniem w pewnym sensie na jakichś tam pozorach, na lekkim naciąganiu rzeczywistości.Natomiast całkowicie się z tobą zgadzam. Nie śmiej się z innych ludzi tylko dlatego, że są inni niż ty sam. Tu się całkowicie z tobą zgadzam. To nie jest dobra droga. Tutaj Ania pisze: „Ale przecież każda decyzja, jaką podejmujemy w danym momencie, jest najlepszą decyzją, jaką możemy podjąć, bo inaczej byśmy jej nie podjęli”. Aniu, dokładnie się z tobą zgadzam. Tak działa nasza podświadomość. Dlatego ludzi kierujących się podświadomością jest tak ciężko przekonać, że zrobili coś złego. Bo owszem, w naszym przekonaniu zawsze robimy dobrze.
Zawsze. Tylko wraz ze wzrostem świadomości bierzemy pod uwagę coraz więcej aspektów. I to jest ta różnica pomiędzy robieniem dobrze a robieniem dobrze. Człowiek kierujący się podświadomością zrobi dobrze, myśląc tylko i wyłącznie o sobie. Człowiek z większą świadomością będzie się starał robić dobrze, ale nie tylko dla siebie, również szanując dobro innych. Może nie realizując dobra innych, ale szanując ich potrzeby czy w ogóle ich jako osoby. Zgadzam się z tobą w tym sensie, że każdy w momencie podejmowania decyzji uważa, że podjął właściwą decyzję. Natomiast ilość aspektów, które bierzemy pod uwagę wraz ze wzrostem świadomości, jest za każdym razem coraz większa. Emobil pisze jeszcze: „Miej zasady i łam zasady. Nie obwiniaj się za to, że straciłeś sens życia”.
Emobilku, mogę się z tobą zgodzić. To „nie obwinianie się” zabrzmiało troszeczkę negatywnie. Ja wolę raczej stwierdzenie: wybaczaj sobie to, że straciłeś sens życia. Natomiast oceniaj ludzi, jacy są teraz, a nie jacy byli kiedyś. Ogólnie z tą oceną to jest słaba sprawa. Mieliśmy kiedyś audycję na temat oceniania i być może jeszcze do niej wrócę, bo to jest temat troszeczkę różnie rozumiany. Czym jest wyrażanie swojej własnej opinii na dany temat i w którym momencie zaczyna to być ocenianiem? Ale jest w tym sens. Ania pisze: „Nie oceniaj”. Tu możemy się spierać, bo ja wyrażając w dyskusji swoje zdanie na temat tego, co napisał Emobilek, już go w jakiś sposób oceniam, nie zgadzając się z nim.
Mówię: „Nie masz racji. Z mojego punktu widzenia mówisz źle”. To też można zakwalifikować w pewnym sensie jako ocenę. Zresztą twoją wypowiedź, Aniu, również. To słowo „ocenianie” jest trochę magicznym słowem dla wielu ludzi i mówi się, że nie powinno się oceniać ludzi. Ale z drugiej strony, nie dając im informacji zwrotnej, utrzymuje się ich w przekonaniu, że robią dobrze. Jeżeli nie powiemy drugiemu człowiekowi, że robi coś źle, będziemy go utwierdzać w przekonaniu, że robi dobrze. Więc czy robimy mu w tym momencie dobrze, czy robimy mu w pewnym sensie krzywdę? To jest temat, który w moim przekonaniu wymaga przedyskutowania, wyjaśnienia, przegadania. Adam pisze: „Ja se zdjęcie zrobię, panie młodzie” i nie bardzo wiem, o co chodzi.
Ania pyta: „Czy w zieli jesteś?”. Dobrze, to jakiś wątek, którego ja chyba gdzieś nie doczytałem. Ania pisze: „W poprzednim wątku, więc nie ma sensu zastanawiać się, że podjęłam złą decyzję. Podjęłam i już. Pytanie dlaczego?”. Oczywiście w momencie, kiedy skutki tej decyzji są zadowalające, to pytanie dlaczego może być takim przerostem formy nad treścią. W myśl zasady lepsze jest wrogiem dobrego. Jeżeli coś działa, to lepiej tego nie usprawniać, bo można to zepsuć. Jeżeli coś działa, coś jest dobre, coś jest skuteczne, przynosi oczekiwane efekty, w moim przekonaniu nie ma zbytnio co drążyć i nie ma też popadać wW taką skrajność, że każda rzecz, każdy ruch, każda myśl, każda decyzja będzie analizowana i doprowadzi nas w którymś momencie do jakiegoś obłędu albo obsesji. Natomiast w sytuacji, kiedy efekt nie jest taki, jakbyśmy chcieli, warto zadać sobie pytanie: dlaczego podjąłem taką decyzję?
Albo inaczej, to, co powiedziałem: jaki błąd tutaj popełniłem, że skutek jest dla mnie niezadowalający? Adam pisze: Panie Sławku, to ja właśnie na tej drodze jestem 100%. To jest godzina 21.05, więc przyznam ci się, Adamie, że już nie pamiętam, o czym mówiłem, ale cieszę się, że tak jest. Adam pisze jeszcze: Ale dobrze pan gada, to co pan się będzie ograniczał? Ci, którzy mnie tutaj znają dłużej, wiedzą, że staram się ważyć słowa, bo jednak czuję się za nie odpowiedzialny. Właśnie ja się czuję odpowiedzialny i nie przenoszę odpowiedzialności na innych za to, że mnie źle zrozumieli. Raczej od siebie wymagam, żeby powiedzieć to tak, żeby było jak najlepiej zrozumiane. Tutaj też jest komentarz: Oj, ja też takie stany miałem w życiu, ale nic się nie nauczyłem. I też znowu nie wiem, czego to dotyczy, ale mam nadzieję, że skoro masz świadomość tego, że miałeś takie stany i że nie wyciągnąłeś z nich wniosków, to właściwa diagnoza jest połową procesu leczenia. Myślę, że tę połowę masz już za sobą, więc ta druga też już jakoś zleci.
Emobil pisze dalej: Nie respektujcie tego, co narzuca wam system. To znaczy prawo, wzajemna grabież i subiektywne oraz fałszywe popieranie swoich praw. Należy być świadomym i dostrzeganie wad w sobie i innych oraz wzajemna naprawa tego. To znaczy ja, Emobilku, cenię twoją konsekwencję i też wiem, że tacy ludzie są potrzebni, którzy będą stawali naprzeciw systemom, będą szukali i dokonywali zmian, bo to jest też potrzebne. Tacy ludzie są też potrzebni. Natomiast ja z punktu widzenia świadomości, czyli tematu audycji, temat dostrzegania wad w sobie i w innych oraz wzajemnego naprawiania się oczywiście nie do końca popieram. Dostrzeganie wad, nawet nie wad, tylko błędów, które popełniamy i eliminowanie ich z życia jak najbardziej popieram. Natomiast eliminowanie wad innych zdecydowanie odrzucam, bo jeżeli eliminowanie tych wad wynika tylko z nacisków, z ograniczeń prawa czy straszenia kogoś czymś, nigdy nie jest trwałe. Więc w tym sensie, w kontekście świadomości, bezsensowne. Adam pisze: A to z tym prawem to ciężko.
Więc właśnie, pewne rzeczy są rzeczy, na które nie mamy wpływu. Natomiast mamy, że tak powiem, młodego, ambitnego Emobilka, który chce to za nas zrobić i okej. Emobil pisze: Nienawidzę przepisów prawa, bo każdy mądry i świadomy człowiek wie, że właśnie prawo zrobiło chaos oraz demoralizuje i wywyższa cwaniaczków, którzy rządzają sobie paragrafami jak asami z rękawa. No i znowu, Emobilku, nie jesteśmy w temacie audycji, bo ja cały czas mówiłem o tym dzisiaj, że ludzie pragną szukać winnych w innych. I ty właśnie ten temat poruszasz tutaj. Ponieważ ja twierdzę, że z punktu widzenia naszego chociażby własnego samopoczucia to nie ma sensu. Skuteczność takich działań jest mizerna. A będzie mizerna do momentu, dopóki włączysz się w tę grę, w której działają niskie emocje. Jeżeli znajdziesz zwolenników i grunt w postaci osób świadomych, to taka reforma i taka zmiana nastąpi bardzo szybko i bez specjalnych wojen, przepychanek i całej serii wyzwisk i paru innych niefajnych rzeczy. Więc mówię, w kategoriach skuteczności dla mnie jest to 3%.
Natomiast rozwijanie w ludziach świadomości spowoduje to, że przepisy prawa nie będą miały już aż takiego znaczenia.Ponieważ ludzie zaczną robić nie to, co nakazuje prawo, bądź nie robić tego, czego prawo zakazuje, tylko zaczną robić rzeczy, które wypada, a nie będą robili rzeczy, których nie wypada. Prawo stanie się w pewnym sensie w takiej wizji świata, w takim modelu świata zupełnie bezużyteczne. To oczywiście moje zdanie i nadzieja na przyszłość. Adam pisze: „Panie Sławku, to, że jestem dzisiaj trochę bardziej szczęśliwy niż zwykle, nie jest moją zasługą, tylko pana. Pański czas na audycję daje coś mi. Piszący moderator też coś dał”. Nie wiem, kim jest piszący moderator, ale jeżeli dał, to dobrze.
[02:09:09] - To chyba chodziło o mnie.
[02:09:11] - Tak pomyślałem, panie Marku.
[02:09:13] - Albo o Mobile, bo Mobil też ma uprawnienia moderatora na czacie Radia Paranormalium i dosyć dzisiaj się mocno udziela. Także chyba to o któregoś z nas chodzi.
[02:09:25] - Okej, fajnie. Dziękuję za wyjaśnienie, bo miałem z tym dylemat. Słowo moderator dla mnie nie do końca coś precyzyjnego znaczy. Natomiast drogi Adamie, w takim razie w imieniu swoim oraz moderatorów cieszę się, że jesteś dzisiaj trochę bardziej szczęśliwy niż zwykle. W związku z tym takiego trwałego poczucia szczęścia również bez audycji ci życzę. Bo wtedy ja osobiście będę bardzo zadowolony, jak nie będziesz potrzebował audycji do tego, żeby być szczęśliwy i będziesz tu przychodził tylko tak po prostu, żeby nam dotrzymać towarzystwa . Adam pisze: „Trwałe zmiany to nawyki, zasady”. Tutaj też nam się kłania tak zwana nomenklatura słowna. Co rozumiemy pod pojęciem nawyki i zasady? Nawyki to mogą być również wzorce podświadomości.
Zasady też kojarzą mi się z czymś sztywnym, co nie podlega zmianom. Tak jak Mobil pisał, raczej łamaniu ich, czyli nie łagodnej zmianie tych zasad, tylko zasady trzeba złamać, bo są takie sztywne i one się nie bardzo chcą nagiąć. Więc ja nie do końca jestem o tym przekonany, czy to świadczy o tym, że te zmiany są trwałe. Bo świadomość powoduje w człowieku to, że tak naprawdę nie wie, co go w życiu spotka. Więc nie można przygotować sobie nawyków i zasad na przyszłość. Zwłaszcza jeżeli ta przyszłość jest niewiadoma. Aczkolwiek zasady mogą obowiązywać przez całe życie. Ale musielibyśmy sobie tu doprecyzować te dwa słowa, żebym mógł powiedzieć, że się z tobą zgadzam. Tutaj Adam też coś napisał, ale nie wiem o czym: „Mnie można pominąć, będzie mniej. A ja się wstydzę dzwonić”.
Mieliśmy już tutaj takich, co się wstydzili, a później zadzwonili i jakoś to przeżyli, a nawet byli z tego powodu zadowoleni. Ale oczywiście nie każdy uczestniczy w tej audycji w sposób taki, który będzie dla niego jak najbardziej wygodny, komfortowy i skuteczny. Nie jesteśmy w szkole, żebym ja tutaj wyrywkowo wywoływał do tablicy i mówił: „Proszę teraz powiedzieć, jakie pan ma zdanie”. Wiem, że jest z nami wielu słuchaczy od początku audycji, którzy nigdy w życiu nie napisali komentarza ani pod audycją, ani w czasie audycji, ani później w archiwum, a są z nami od początku i ten komfort bycia i niebycia im bardzo odpowiada. Natomiast z nami są i od czasu do czasu potrafią się odezwać i powiedzieć, że fajnie, słucham pana, panie Sławku, od początku i jest mi z tego powodu dobrze. Okej. Także na siłę nikogo do tablicy nie będę wzywał, ani też nie będę na siłę przełamywał czy wchodził w sferę komfortu kogokolwiek. Mobil pisze: „Mało tego, przez prawo ludzie stają się bardziej zdehumanizowani i traktują się jak zwierzęta, a do tego umiejętnie i nietycznie wykorzystują to na słabszych i nieświadomych”. Widzisz, Mobilku, znowu tutaj zacząłeś tą swoją lawinę poglądów, które nie są w temacie audycji. Ale dobra, to nieważne.
To jeszcze tutaj skomentuję. Pamiętajcie kochani, że w dziedzinie budowania świadomości na przykład przykra sprawa, jeżeli ktośChcę ćwiczyć swoją empatię i poczucie sprawiedliwości i wykrzesać w sobie odwagę, żeby na ten temat mówić. To musi dostać do tego powód. Jeżeli taki człowiek nie zobaczy na swojej drodze niesprawiedliwości w jego przekonaniu, to nie będzie miał możliwości wywołania w sobie interakcji, działania, pobudzenia w sobie pozytywnych emocji. Często to, co z punktu widzenia ludzkiego jest negatywne i co oceniamy jako złe, z punktu widzenia duchowego jest bardzo korzystne dla osób, które akurat takich doświadczeń potrzebują, żeby się wybudzić, wyrwać z letargu i mieć możliwość działania czy wzbudzania swoich takich emocji. Ania pisze: „Stajesz się silny, poznając swoje słabości. Stajesz się piękny, kiedy poznajesz swoje wady. Stajesz się mądry, kiedy uczysz się na własnych błędach”. Bardzo pięknie napisane. Czuć rękę i emocje kobiety.
Bardzo ładnie napisane. Adam pisze: „Przepraszam, idę na audycję gdzieś”. I Adam pisze: „Dziękuję tym, co byli, a komentarze pana Sławka na pewno odsłucham”. Bardzo ci dziękujemy Adamie dzisiaj za twój wielki, wybitny wkład w rozwój naszej dzisiejszej audycji, tej części audycji. Dziękuję. Ja ze swojej strony zapraszam oczywiście cię częściej i tego szczęścia życzę ci w jak największej ilości. Do zobaczenia, do poczytania mam nadzieję, że za tydzień. Ania pisze: „Przyczyną połowy naszych błędów jest to, że odczuwamy tam, gdzie powinniśmy myśleć i myślimy tam, gdzie powinniśmy odczuwać”. Tak. Musiałem sobie to na spokojnie, Aniu, poukładać.
Ale w dużej mierze tak, masz rację, że często tak jest, że stany naszego działania i odczuwania nie występują we właściwych momentach. Ania pisze: „Takie miejsce to nasza Ziemia. Prawo musi być, bez tego jakby nie było, dopiero by się działo”. Póki ludzie nie osiągną takiego poziomu świadomości, żeby pilnować samych siebie i szanować siebie tylko z powodu tego, że jesteśmy partnerami tutaj na Ziemi, prawo będzie potrzebne, a prawo jak sami widzicie, nie udało się stworzyć prawa, przepisów prawa uniwersalnych, które obowiązywałyby przez całe życie. Są takie prawa, które obowiązują dłużej niż istnieje Ziemia, ale póki co na Ziemi ludziom się nie udało, więc będzie się to zmieniało. Będą wychodziły kolejne niedoskonałości, będą się pojawiały nowe sytuacje, które będą wymagały zmian. Myślę, że to nie jest audycja o prawie i że nie jest to naszym problemem. Emowini mi zadał takie pytanie wprost: „Sławku, jak myślisz, czy to ludzie mają się dostosować do systemu, czy system ma się dostosować do ludzi?” Odpowiem ci troszeczkę przewrotnie, bo na to nie ma prostej, jednoznacznej odpowiedzi. Jest mnóstwo aspektów. Zresztą mnie tematy systemowe, prawne, polityczne zupełnie nie interesują.
Kiedyś zadawałem ludziom takie pytanie, którzy mówili: „Bo takie czasy są”. Ja zadałem takie pytanie: „Czy czasy tworzą ludzi, czy ludzie tworzą czasy?” Myślę, że w temacie audycji takie pytanie jest bardziej właściwe z mojego punktu widzenia. I tu mi zadasz takie pytanie: „Czy ludzie są winni sami sobie, że urodzili się takimi, jacy są, albo że mają takie środowisko, a nie inne?” Emobilku, gdybyśmy byli tutaj na audycji teorie spiskowe III, IV czy V Rzeczpospolitej, to byśmy pewnie dyskutowali na to pytanie i pewnie odpowiedzi by było całe mnóstwo. Natomiast jeżeli jesteśmy na audycji o duchowości, o reinkarnacji, o świadomości i zakładam, że ludzie, którzy uczestniczą w tej audycji, chcą się coś na ten temat dowiedzieć, ale pewne mechanizmy akceptują, chociażby mechanizm reinkarnacji, to na twoje pytanie jest jedna prosta odpowiedź. Oczywiście winni to jest niewłaściwe słowo, ale czy są odpowiedzialni?Za to, że się urodzili takimi, jacy są, albo że mają takie środowisko, a nie inne, to ci odpowiem tak: ponieważ to dusza wybiera rodzinę, rodziców, miejsce i czas swoich narodzin, obdarzając człowieka swoją świadomością. Nie wiem, czemu mi zadajesz takie pytanie, bo to tylko świadczy o tym, że całe 57 audycji przyspałeś albo nie słuchałeś tego, co ja mówię. Albo sprawdzasz moją czujność. Ania pisze: „Tak, to prawda. Podejmuję decyzje, myśląc od razu o konsekwencjach. Czy dam radę?
Biorę odpowiedzialność od razu. Jestem gotowa. Sama płacę za swoje błędy, dlatego taka biedna jestem”. Aniu, tak. Ja całkowicie cię rozumiem. Bo w sferach finansowo-materialnych również jestem w czarnej tak zwanej dupie. Z tym, że ja znam przyczynę takiej sytuacji. I też brak moich specjalnych aspiracji do posiadania bogactwa jest tego przyczyną, którą ja już dawno w pewnym sensie zaakceptowałem. Ale to jest też objaw braku miłości do samego siebie. I warto nad tym, Aniu, w kontekście nawet dzisiejszej audycji, zadać sobie pytanie, gdzie popełniam błąd.
E-mobil pisze: „Sławku, mam nadzieję, że to nic poważnego i życzę dużo zdrowia dla mamy”. Dziękuję ci bardzo. Sytuacja jest poważna, natomiast też mam nadzieję, że więcej szczegółów dowiem się jutro w szpitalu. Ale dziękuję ci bardzo za życzenia. Ania pisze: „Przepraszam, znaki interpunkcyjne są bardzo ważne, żeby można było odczytać wpisy”. Tak, to, że tak powiem, Aniu, sporo upraszcza, ale też rozumiem jakieś tam emocje, pośpiech i czytanie i pisanie jednocześnie też nie jest prostą sprawą. E-mobil pisze jeszcze: „Kiedy ludzie zaczną żyć w miłosierdziu i kiedy w końcu skończy się znieczulica społeczna? Odpowiedź jest jedna: świadomy rozwój osobisty i udoskonalanie wizerunku człowieka”. Kochani, mój drogi E-mobilku, w tym kierunku zmierzamy, więc ja jestem przekonany, że to nastąpi prędzej niż nam się wydaje. Wytrzymaliśmy tyle lat.
Dajmy sobie jeszcze te kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt i w moim przekonaniu będzie dobrze. Ania pisze: „Jeszcze raz trzeba tak żyć, aby nie musieć wybaczać. I prowokujemy właśnie tym, o czym mówiłeś, Sławku. Jesteśmy naiwni. Dla mnie to prowokacja”. Kuszenie losu. Ja to nazywam kuszeniem losu. Wszelkie opinie, wszelkie rady, które dajemy innym z taką dużą dozą pewności siebie. Na zasadzie: ja na twoim miejscu to bym zrobił to i to. To jest też dla mnie takim kuszeniem losu i proszeniem się o kolejne doświadczenia.
Adam pisze: „Dziękuję za odpowiedź, panie Sławku”. Ależ drogi Adamie, proszę cię bardzo. Staram się robić, co mogę, żeby w miarę możliwości żadne z waszych pytań nie pozostały bez odpowiedzi. Oczywiście odpowiadam wtedy, kiedy takową odpowiedź znam i moja wiedza bądź moje poglądy, doświadczenia i obserwacje na to pozwalają. Na szczęście, w mniejszym pewnie czy większym i bardziej satysfakcjonującym stopniu dla was te odpowiedzi padają. Kochani, tak sobie myślę i tu też mam taką do was gorącą prośbę o wyrozumiałość, abyśmy powolutku kończyli. Nasze dzisiejsze spotkanie obyło się bez telefonu, bez nadmiernych emocji, ale mam nadzieję, że to nie jest dla was jakiś kłopot.... sobie te emocje ostudzimy. Mam nadzieję też, że pytanie, o którym wam dzisiaj powiedziałem: jaki błąd popełniam? Gdzie popełniłem błąd?, będzie dla was dość dużą podpowiedzią i pytaniem, które będziecie sobie w trudnych sytuacjach, których mam nadzieję, że będzie jak najmniej w waszym życiu, czego oczywiście wam i sobie z całego serca życzę, będzie jak najmniej, zadawali.
I to pomoże wam przenieść w miarę spokojny i bezpieczny sposób ciężar odpowiedzialności za własne życie na samych siebie. I mam nadzieję, że to będzie też dobry krok w kierunku budowania świadomości. Kochani, dziękuję wam za dzisiaj. Jeszcze tutaj mam komentarz Mobilka: „Dziękuję, Sławku, że jesteś z nami pomimo nieoczekiwanych zdarzeń losu”. Nie ukrywam, że miałem dylematy, czy nie odwołać dzisiejszej audycji, ale jak widać, jak większość naszych dylematów były zupełnie nieuzasadnione, które dość często utrudniają skupienie. Być może było to słychać. Adam to wyłapał, że mój głos, zwłaszcza na początku audycji, był troszeczkę rozbiegany. Nie ukrywam też, że dlatego proponuję, żebyśmy dzisiaj zakończyli, bo chciałbym jeszcze poświęcić chwilę czasu dla swojej mamy. Więc kochani, dziękuję wam po raz kolejny za fajne spotkanie. Mam nadzieję, że do tej całej układanki coś wniosło.
Więc uważajcie na siebie, trzymajcie się. Do usłyszenia za tydzień. Jak by nie było, żebyśmy się cali i przynajmniej w takim komplecie jak dzisiaj mogli znowu spotkać.
[02:29:09] - Tak więc to była audycja „Świat oczami duszy”. Odcinek zaraz zobaczę który, bo już tych odcinków jest tyle, że już zapominam, który właśnie w tym momencie nadajemy. 58. A rzeczywiście, tydzień temu był 57, dzisiaj 58. Tak więc to był 58. już odcinek audycji „Świat oczami duszy”. Audycji oczywiście na żywo, poświęconej w całości meandrom świadomości. Mówił do państwa przed chwilą gospodarz audycji, pan Sławek Bączkowski. Oczywiście, jeżeli ktoś chce zgłębić swoją wiedzę na tematy świadomościowe i zasięgnąć ciekawych spostrzeżeń i tak dalej, to zachęcamy do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza”. Zachęcamy także do polajkowania fanpage'a na Facebooku o takiej samej nazwie i do zasubskrybowania kanału na YouTube, który pan Sławek również prowadzi, a który nazywa się tak samo jak nasza audycja – „Świat oczami duszy”.
Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc. Dziękujemy za uwagę. Oczywiście do usłyszenia, miejmy nadzieję już za tydzień o 20:00 na żywo na antenie Radia Paranormalium. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.