Bez znieczulenia o "Misji" Michela Desmarquet. Analiza krytyczna i sceptyczna
Opublikowano w dziale Religie i wierzenia
„Misja” Michela Desmarquet to jedna z najbardziej niezwykłych książek, jakie krążą od lat w polskim obiegu ezoterycznym i ufologicznym. Opowieść o podróży na „złotą planetę” Tjehooba przez wielu została uznana za duchowe objawienie, przez innych – za literacką fantazję z pogranicza science-fiction. Książka, która w latach 1990-tych trafiła do Polski dzięki Tomaszowi Chałce i swoją popularność w dużej mierze zawdzięcza Robertowi Bernatowiczowi (i zapraszającym go na swoje kanały twórcom treści aktywnym na YouTube), do dziś budzi ogromne kontrowersje. Czy mamy do czynienia z autentycznym przekazem z kosmosu, próbą stworzenia nowej religii, czy raczej ze zręczną kompilacją motywów znanych z literatury UFO i New Age?

Warto przyjrzeć się Misji w sposób krytyczny i wieloaspektowy. Wbrew bowiem temu, co twierdzą propagatorzy tej książki, nie jest to lektura tak bardzo znowu niewinna, jak usiłują ją przedstawiać.
Postawmy sprawę jasno: nie zabraniamy nikomu wierzyć w to, co chce. Niniejszy materiał nie stanowi również ataku na osoby propagujące tę książkę w mediach społecznościowych. Jeśli ktoś widzi w Misji Michela Desmarquet jakąś wartość – w porządku. Ważne jest jednak to, aby nie traktować tej książki w sposób dogmatyczny i nie brać zawartych w niej treści na ślepą wiarę. Warto patrzeć na jej przekaz w sposób sceptyczny i zdroworozsądkowy.
Na dobry początek – zacznijmy od przedstawienia sylwetki jej autora.

Słów kilka o autorze
Michel Desmarquet (1931–2018) – francuski emigrant osiadły w Australii – zasłynął jako autor książki Misja (oryg. Thiaoouba Prophecy: The Golden Planet, w wersji angielskiej pierwotnie wydana pod tytułem Abduction to the 9th Planet – dosł. Wzięcie na dziewiątą planetę). Według jego relacji w czerwcu 1987 r. został zabrany przez pozaziemską istotę na planetę Tjehooba i otrzymał misję przekazania ludzkości ważnego przesłania. Ową międzygwiezdną podróż Desmarquet miał odbyć w stanie tzw. przeistoczenia, czyli opuszczenia czasoprzestrzeni i pojawienia się w innym miejscu Galaktyki.
Choć Desmarquet wcześniej nie parał się pisarstwem, przez trzy lata – rzekomo pod telepatycznym kierunkiem istoty o imieniu Thao – spisywał odręcznie swoje doświadczenia. W efekcie powstała Misja, sporządzona w rękopisie po francusku, potem wydana po angielsku z poprawkami autora i następnie w oparciu o wersję angielską przetłumaczona też na inne języki, w tym polski.
Tło i kontekst historyczny
Czasy politycznie i historycznie turbulentne mają to do siebie, że często towarzyszy im wzmożone zainteresowanie ezoteryką i sprawami „nie z tej Ziemi”.
Michel Desmarquet działał w specyficznym klimacie schyłku zimnej wojny i rozkwitu ruchu New Age. W drugiej połowie lat 1980-tych malało napięcie między mocarstwami, lecz społeczeństwom wciąż towarzyszył lęk przed zagładą nuklearną – a jest to motyw wyraźnie obecny w Misji.
Jednocześnie eksplodowała popularność literatury ezoterycznej i „kontaktowej”. Już w latach 1950-tych pojawili się słynni kontaktowcy pokroju George’a Adamskiego, który opowiadał o spotkaniach z „ludźmi z gwiazd” głoszącymi pokój. Później Erich von Däniken spopularyzował koncepcję „starożytnych astronautów”, a tacy autorzy jak Edouard „Billy” Meier rozwijali wątki duchowego posłannictwa kosmitów.
Na fali New Age lat 1970–1980-tych pojawiały się też liczne przekazy channelingowe i prace pseudoreligijne (np. kontrowersyjna Księga Urantii zbliżona formą do objawienia). Misja idealnie wpisała się w ten nurt: oferowała mieszankę UFO, duchowości i reinterpretacji religii, odpowiadając na głód „kosmicznej prawdy” u czytelników tamtej epoki.
Zajrzyjmy do środka!
Misja ma formę pamiętnika z „podróży na inną planetę”. Desmarquet jako narrator opisuje, jak poznał wysoką na trzy metry kosmitkę o imieniu Thao i wraz z nią odwiedził Tjehoobę – planetę rzekomo stojącą na najwyższym poziomie rozwoju duchowego. Tam otrzymał obszerną dawkę wiedzy o historii Ziemi, naturze wszechświata i czekających nas zagrożeniach.
Wątki fabularne przeplatają sceny fantastyczne (takie jak miasta harmonijnie zbudowane wśród tropikalnej przyrody, podróże astralne, czy też biblijne retrospekcje) z dyskursywnymi wykładami Thao na tematy duchowe i etyczne.
Ideowe przesłanie książki można streścić w paru tezach: ludzkość błądzi duchowo, lekceważąc rozwój ducha na rzecz materii; wszystkie religie to szkodliwe zniekształcenia prawdy; życie na Ziemi zostało zasiane przez bardziej zaawansowane cywilizacje, a starożytne kataklizmy (jak te odpowiedzialne za upadek Mu i Atlantydy) były skutkiem nadużyć wolnej woli i technologii; obecnie zaś, jeśli nie zmienimy postępowania, grozi nam globalna katastrofa – być może nuklearna.
Książka kończy się wezwaniem do duchowej odnowy: ludzkość ma kierować się wiedzą, miłością i uniwersalnymi prawami kosmosu zamiast ślepej wiary czy materializmu.
Choć przedstawiona jako objawienie, Misja czerpie garściami z wcześniejszych koncepcji spirytualistycznych i ufologicznych.
Sam pomysł „kosmicznych opiekunów” ingerujących w rozwój ludzkości pojawił się już u kontaktowców pokroju Adamskiego w latach 1950-tych – Thao i jej lud pełnią podobną rolę „braci z gwiazd”, którzy niegdyś występowali w roli biblijnych aniołów (autor wprost identyfikuje Tjehoobę z rajskim niebem znanym z religii).
Desmarquet wykorzystuje motywy znane z teozofii i okultyzmu przełomu XIX/XX w.: opowieść o zatopionych kontynentach Mu i Atlantydzie, podziale ludzkości na rasy sprowadzone z różnych planet, wędrówce dusz poprzez kolejne inkarnacje itp. – to wszystko już wcześniej przewijało się w literaturze ezoterycznej.
Jak trafnie zauważył recenzent Mateusz Kijewski, prehistoria rodzaju ludzkiego według Tjehooby to „miks okultystycznych i teozoficznych wyobrażeń z przełomu XIX i XX wieku o zaginionych lądach, z paleoastronautyką”, czyli teorią o starożytnych kosmitach.
Z kolei słynny kontaktowiec Billy Meier już w latach 1970-tych opisywał kosmitów głoszących idee reinkarnacji i duchowej nauki – Misja brzmi miejscami jak kontynuacja tych przekazów. Można doszukać się analogii nawet do Księgi Urantii (wydanej w 1955 roku), która – podobnie jak dzieło Desmarqueta – rości sobie pretensje do bycia „najważniejszym przekazem od 2000 lat” i kreśli kosmologiczną wizję hierarchii planet oraz bytów duchowych.
Misja nie odkrywa więc nowych idei, lecz kompiluje istniejące wątki: starożytni astronauci, duchowy rozwój zamiast religii, prawo karmy, groźba apokalipsy – wszystko to już istniało w kręgach New Age i kontaktowców przed 1987 rokiem, choć było rozproszone. Unikalne jest natomiast samo połączenie tych elementów w jednolitą narrację pierwszoosobowej podróży.
Książka Desmarqueta wyróżnia się kilkoma szczegółami na tle innych relacji kontaktowych. Po pierwsze, kosmitka Thao zabiera bohatera na planetę rzekomo należącą do najwyższej, dziewiątej kategorii rozwoju – stąd pierwotny angielski tytuł Abduction to the 9th Planet. Niewielu kontaktowców aż tak systematycznie kategoryzowało poziomy cywilizacji; tu zaś mamy quasi-religijną hierarchię światów, gdzie Ziemia należy do zdecydowanie niższej ligi.
W Misji występuje również bardzo odważna reinterpretacja wątków: dowiadujemy się, że Jezus Chrystus pochodził z Tjehooby i po ukrzyżowaniu został przez owych kosmitów wskrzeszony na pokładzie statku kosmicznego. To dość oryginalne rozwinięcie teorii o „Jezusie jako kosmicznym nauczycielu” – w literaturze ufologicznej pojawiały się pomysły, że Jezus miał kontakt z istotami pozaziemskimi, ale Desmarquet idzie dalej, twierdząc, że to dosłownie przybysz z innej planety, środkami technicznymi przywrócony do życia przez obce istoty.
Misja opisuje również bardzo barwne, niemal fantastyczne epizody, które wyróżniają ją nawet na tle innych kontaktowych opowieści – np. alternatywny wymiar, w którym „czas nie płynie” (co rodzi kuriozalne pytania natury fizycznej, jak zauważył jeden z recenzentów: skoro czas stoi, to jak bohaterowie mogli się tam poruszać?) czy planeta po wojnie atomowej opanowana przez mrówki wielkości krów mordujące ludzi.
Tego rodzaju obrazowe, lecz z biologicznego punktu widzenia absurdalne wizje (autor zdaje się nie wiedzieć, że owady nie mogą osiągać takich rozmiarów z powodu ograniczeń układu oddechowego) nadają książce posmak taniej fantastyki naukowej.
Misja jest też mocno dydaktyczna – prawie połowę tekstu stanowią wypowiedzi Thao tłumaczącej prawa Wszechświata, historię Ziemi, błędy ludzkości itd. – co upodabnia ją do formy przypowieści lub pseudonaukowego wykładu. Nie jest to zatem powieść fabularna w klasycznym sensie; akcja (lot na planetę, zwiedzanie miejsc, zadawanie pytań) służy głównie jako pretekst do ekspozycji przekazu.

Narrator-wybraniec
Michel Desmarquet kreuje siebie na przeciętnego człowieka, który niespodziewanie został powiernikiem wielkiej tajemnicy. Styl narracji jest prosty, pozbawiony literackich fajerwerków – co części czytelników może sugerować autentyzm (autor nie wydaje się profesjonalnym pisarzem, więc „nie mógł tego zmyślić”).
Desmarquet wręcz podkreśla swoje nieobycie pisarskie: w posłowiu wyznaje, że nigdy wcześniej niczego nie pisał i miał trudności z przelewaniem myśli na papier. Paradoksalnie zabieg ten buduje jego wiarygodność jako szczerego świadka niezwykłych wydarzeń. Sam fakt, że rzekomo został „wybrany” przez istoty wyższe właśnie ze względu na niezłomny charakter i odwagę, stawia go w roli autorytetu moralnego – ktoś tak wyjątkowy (choć skromny z pozoru) zasługuje, by mu zaufać.
Na kartach Misji Michel często przyznaje, że czegoś nie rozumiał lub wątpił, ale Thao cierpliwie mu to tłumaczy, a on pokornie przyjmuje prawdę. Taka narracja – początkowo sceptyczny zwykły ziemski chlebożerca zostaje przekonany przez doświadczenie – ma przekonać również czytelnika.
Desmarquet nie unika też anegdot z własnego życia (np. wspomina o tym, jak nie cierpiał ponurego klimatu Normandii w dzieciństwie i pragnął tropików), co ociepla jego wizerunek i czyni go bardziej ludzkim.
Misja napisana jest językiem prostym, momentami naiwnym. Opisy planet czy zjawisk są raczej zdawkowe i funkcjonalne – autor nie skupia się na walorach literackich, a jedynie przekazuje informacje.
Gdy dochodzi do dialogów, dominują obszerne monologi Thao. Styl tych wykładów jest mentorski, podszyty wyższością – wszak kosmitka przemawia z perspektywy istoty „dziewiątopoziomowej” do kogoś z prymitywnej Ziemi. Niejednokrotnie w jej słowach pojawia się ton reprymendy względem ludzkości („Wasza cywilizacja cofnęła się duchowo – wróciliście do stanu gorszego niż 2000 lat temu!”).
W warstwie językowej ciekawa jest też konsekwentna terminologia zaczerpnięta z różnych tradycji – np. Ciało Astralne, Wyższa Jaźń, Biblia cytowana jako potwierdzenie (użycie słowa Tjehooba jako starotestamentowego imienia Boga) – mieszanie pojęć naukowych, religijnych i ezoterycznych nadaje tekstowi pseudoerudycyjny charakter. Narrator Michel przez większość książki jest raczej biernym słuchaczem i obserwatorem – zadaje pytania, ale prawie nie polemizuje. Dzięki temu autor unika ostrej konfrontacji poglądów; czytelnik nie dostaje alternatywnej perspektywy, tylko jedną wykładnię prawdy. Ten zabieg narracyjny – brak poważnego adwokata diabła w tekście – sprawia, że cała opowieść jawi się wręcz jak dokument albo ewangelia według Michela.
To ja poznałem prawdę!
Kluczowym motywem retorycznym Misji jest przeciwstawienie wiedzy objawionej (przez kosmitów) ludzkim systemom wiedzy i wiary. Thao wielokrotnie podkreśla, że wiara to za mało – liczy się wiedza. W jednej ze scen krytykuje nawet wyznawców Chrystusa, że „oczekiwali naukowych dowodów na autentyczność Całunu Turyńskiego, mimo że deklarują wiarę”, po czym dodaje: „Wiara nigdy nie jest doskonała, natomiast wiedza – tak”. Takie wypowiedzi mają przekonać czytelnika, że przekaz Tjehooby to właśnie czysta wiedza, nie wymagająca ślepej wiary – w przeciwieństwie do ziemskich religii.
Same religie przedstawione są w książce jednoznacznie negatywnie. Thao stwierdza np., że „religie są istnym przekleństwem na waszej planecie”, rządzą ludźmi poprzez pranie mózgu, a młodzi masowo ulegają szarlatanom podającym się za guru.
Co do nauki, autor nie atakuje jej wprost tak jak religii, ale bagatelizuje ograniczenia naukowego pojmowania. Uosobieniem prawdy jest tutaj kosmiczna cywilizacja, która wyprzedza nas w rozwoju o miliony lat – więc nawet ziemska nauka musi ustąpić przed ich wyjaśnieniami cudów.
Kiedy Thao demonstruje Michelowi zaawansowane technologie (choćby podróż szybszą od światła czy urządzenie do projekcji wydarzeń z przeszłości), bohater przyznaje, że ziemscy eksperci zapewne by mu nie uwierzyli, ale on wie, bo on to wszystko widział. W efekcie Misja próbuje się pozycjonować ponad podziałem nauka–religia: proponuje trzecią drogę – objawioną wiedzę z kosmosu, która koryguje zarówno błędy religijnych dogmatów, jak i braki współczesnej nauki.
Coś tu trąci…
Choć Misja stylizowana jest na szczerą relację, można dopatrzyć się w niej technik wpływu typowych dla tekstów o charakterze sekciarskim. Zastosowane zostały liczne motywy perswazyjne, być może świadomie, a może jako efekt powielenia schematów z innych „objawień”.
Mamy tu na przykład wyraźne odwołanie do lęku (groźby katastrofy). Książka kreuje poczucie nadciągającego zagrożenia, z którego tylko kosmiczny przekaz może nas wybawić.
Thao ostrzega Michela (a więc i czytelników), że „grozi [wam] zniszczenie całej waszej planety – bez żadnej drugiej szansy, jeżeli nie zaufacie tym, którzy chcą wam pomóc”. To klasyczne odniesienie do strachu: ludzkość stoi nad przepaścią i musi przyjąć jedyną prawdziwą radę, gdyż inaczej czeka ją zagłada. Wizje totalnej katastrofy (upadek całej planety, wojna atomowa, kataklizmy) są mocno eksponowane, co ma wytworzyć w odbiorcy poczucie pilności i podatność na przesłanie ratunkowe.
Mocno zaznacza się tu również elitaryzm wiedzy i bycie wybrańcem. Desmarquet został wybrany spośród miliardów, by poznać prawdę – to implikuje, że czytelnik obcujący z jego książką także uczestniczy w czymś wyjątkowym. Pojawia się wyraźny podział na wtajemniczonych i resztę. Autor wprost sugeruje, że ludzie go nie zrozumieją lub nie uwierzą (sam popadł w depresję, gdy „specjaliści od UFO” mu nie dowierzali). Tym samym czytelnik, który uwierzy Michelowi, może poczuć się lepszy, należący do wąskiego grona rozumiejących.
Thao także kreśli dualistyczny obraz: są ci, którzy znają Prawo Wszechświata i żyją w harmonii (Tjehoobianie oraz nieliczni mędrcy na Ziemi), oraz cała reszta – ignoranci pogrążeni w materializmie, narażeni na samozagładę. Taki czarno-biały podział my (oświeceni) vs oni (nieoświeceni) to typowa retoryka ruchów kultowych.
Mamy tu też zastraszanie i obietnicę ocalenia. W Misji strach przed zagładą idzie w parze z obietnicą zbawienia – ale warunkowego. Tylko zaufanie „tym, którzy chcą wam pomóc” (czyli radom kosmitów) może nas uratować. Przekaz głosi: albo ludzkość się dostosuje (porzuci złą drogę, posłucha przesłania), albo zginie bezpowrotnie. Taki komunikat uruchamia mechanizm zagrożenie-ulga: najpierw wzbudzenie lęku, potem podsunięcie rozwiązania, co skłania do akceptacji rozwiązania by uniknąć lęku.
Wreszcie, silnie zaznaczyło się w Misji podważanie alternatywnych wobec jej przekazu autorytetów. Misja systematycznie dyskredytuje tradycyjne autorytety – przede wszystkim religijne przywództwo (głosząc, że religie to „przekleństwo” i dzieło szarlatanów), ale i po części naukowe (ludzie ślepo wierzą w naukę i „dowody”, podczas gdy nie pojmują duchowych praw). W efekcie u odbiorcy może powstać wrażenie, że nie ma do kogo się zwrócić poza samym przekazem Michela. Jest to symptomatyczne dla tekstów kultowych i sektotwórczych: tylko my znamy i głosimy prawdę, reszta was okłamuje.
Czy Desmarquet świadomie stosował te chwyty, czy wyszły one „przy okazji”? Trudno powiedzieć. Możliwe, że szczerze wierzył w swoją misję i w naturalny sposób sięgnął po dramatyzm i podniosłość, by nadać jej wagę. Niemniej skutek jest manipulacyjny – książka wywołuje silne emocje (strach, nadzieję, poczucie wyjątkowości), które mogą osłabić krytycyzm czytelnika.
Krytycy zwracają uwagę, że narracja Misji buduje u podatnych osób mentalność oblężonej twierdzy: świat jest w błędzie i niebezpieczeństwie, ale my – dzięki tej wiedzy – możemy się uratować i duchowo wznieść. W skrajnych przypadkach takie myślenie bywa groźne, bo odcina ludzi od racjonalnej oceny rzeczywistości i czyni ich zależnymi od „jedynie prawdziwego” przekazu. Na szczęście Misja nie rozwinęła się w formalny kult z liderem kontrolującym wyznawców – jeśli działa tu jakaś psychomanipulacja, to bardziej literacka i rozproszona niż celowo organizacyjna.
Ważna jest również symbolika oraz promowana wymowa nazwy planety „Tjehooba” (ang. Thiaoouba). W polskim zapisie brzmi ona zaskakująco podobnie do biblijnego imienia Boga – Jehowa. Co więcej, w wymowie propagatorów książki pojawiają się wersje jeszcze bliższe: Tjehouba, Tjehołba, Tjehołwa. To nie musi być przypadek. W tekście Misji sam Desmarquet sugeruje, że istoty z Tjehooby były tożsame z biblijnym Jahwe.
Zbieżność fonetyczna pełni tu funkcję retoryczną: nazwa brzmi dla ucha sakralnie, budząc podświadome skojarzenia religijne i nadając przekazowi pozór objawienia. W praktyce tworzy to efekt „przeniesienia autorytetu” – Misja atakuje ziemskie religie, ale podszywa swoją kosmiczną doktrynę brzmieniem dobrze znanego imienia Boga. Takie zabiegi językowe to klasyczny przykład legitymizacji nowej narracji przez odwołanie do symboli już zakorzenionych kulturowo.
Kontekst socjologiczny i religioznawczy
Książka Desmarqueta zajmuje interesujące miejsce na styku ufologii, duchowości i nowych ruchów religijnych. Można rozpatrywać ją jako produkt subkultury UFO-kultów, które w drugiej połowie XX wieku wydały wiele quasi-świętych tekstów.
Misja spełnia wiele kryteriów takiego UFO-objawienia: opowiada o kontakcie człowieka z wyższymi istotami z kosmosu, które przekazują mu przesłanie mające zbawić ludzkość, które kwestionuje zastany porządek religijny i proponuje nowy system wierzeń oparty na kosmicznym pochodzeniu człowieka.
W latach 1990-tych głośne były przypadki skrajnych UFO-kultów jak sekta Niebiańska Brama (Heaven’s Gate), których członkowie popełnili masowe samobójstwo w przekonaniu o zapewnieniu sobie w ten sposób ewakuacji na statek kosmiczny. Misja oczywiście nie wzywa do tak dramatycznych kroków – wręcz potępia fanatyczne sekty – jednak wpisuje się w szerszy fenomen: ludzie szukający transcendencji zaczęli zastępować tradycyjnych bogów istotami pozaziemskimi, przypisując im rolę przewodników lub zbawców. Religioznawcy definiują takie zjawiska jako nowe ruchy religijne inspirowane ufologią.
W schematach tych ruchów pojawia się często wątek apokalipsy i zbawienia z zewnątrz (tu: grozi nam zagłada, ale kosmiczni mistrzowie nauczą nas, jak jej uniknąć). Pełnią one podobną psychologiczną funkcję co religie – dostarczają gotowych odpowiedzi, interpretacji świata, ukojenia lęków egzystencjalnych i poczucia sensu.
Misja oferuje odpowiedzi na odwieczne pytania: skąd się wzięliśmy? Co będzie po śmierci? Dlaczego jest tyle zła? – ale w sztafażu futurystyczno-duchowym. Dla wielu czytelników mogło to być atrakcyjne, bo łączyło racjonalizatorski ton (technologia, kosmos) z metafizyką.
W społecznym odbiorze książki widać, że niektórzy traktują ją wręcz jak pismo święte ufologii. Wspomniany Mateusz Kijewski zauważa, że dla Roberta Bernatowicza z Fundacji Nautilus (o którym za chwilę) opowieść Desmarqueta stała się „podstawową krynicą wiedzy o tym, jak działa wszechświat – tak fizyczny, jak i duchowy”. Bernatowicz przyjmuje ją bez cienia krytycyzmu, traktując wydarzenia opisane w Misji jako fakty – wręcz kryształowo czystą prawdę. Takie podejście – traktowanie książki kontaktowej jako nienaruszalnego dogmatu – jest właśnie cechą myślenia kultowego. Kto wierzy w Misję, ten automatycznie staje się członkiem pewnej wspólnoty wierzeń, nawet jeśli brak formalnej organizacji.
Z religioznawczego punktu widzenia Misję można porównać do synkretycznych ruchów typu Raëlianie (sekta założona przez Claude’a Vorilhona „Raëla”), którzy również głoszą, że życie stworzyli kosmici, negują ziemskie religie i oczekują na przybycie „Bogów z kosmosu”.
U Desmarqueta nie znajdziemy jednak planu zakładania nowej religii ani instytucji kapłaństwa – wprost przeciwnie, jego przekaz zachęca do indywidualnej transformacji duchowej i odrzucenia zorganizowanych kultów. W tym sensie jest on bliższy niektórym nurtom New Age, gdzie kładzie się nacisk na osobisty rozwój, medytację i holistyczną wiedzę.
Misja pełni więc raczej rolę tekstu inspirującego duchowo niż podstawy zinstytucjonalizowanego kultu. Można ją nazwać literaturą parareligijną: dla jednych jest tylko ciekawostką SF, ale dla pewnej grupy staje się księgą przemieniającą światopogląd. Psychologicznie rzecz biorąc, osoby znużone tradycyjnymi religiami czy nauką mogły znaleźć w tej książce poczucie odkrycia ukrytego ładu – wyjaśnienia wszystkich tajemnic w sposób, który czyni ich częścią wielkiego kosmicznego planu.
Jest to potężna gratyfikacja poznawcza i emocjonalna. Niestety, wiąże się z odrzuceniem konsensusu naukowego i społecznego – ktoś mocno wierzący w Misję może zacząć traktować całą ziemską wiedzę jako ułomną, a ludzi niepodzielających entuzjazmu uznać za ślepych. W skrajnych przypadkach prowadzi to do izolacji w „ufologicznym światku” i podatności na dalsze teorie spiskowe. Mimo to, w porównaniu z destrukcyjnymi sektami, przekaz Desmarqueta wydaje się relatywnie łagodny – nawołuje do dobra, pokoju i harmonii, jedynie otaczając to wszystko mgiełką pseudonaukowych mitów.

Misja popularna? To zależy
Misja nigdy nie zdobyła dużej popularności na Zachodzie, dlatego znana była głównie w wąskim kręgu ufologów i ezoteryków. Sam autor miał ogromne trudności z dystrybucją książki: w 1995 r. sfinansował druk 10 tys. egzemplarzy w USA, lecz „żadna księgarnia nie chciała ich sprzedawać” – ostatecznie porzucił cały nakład, by nie płacić za magazynowanie.
W Australii pierwszy rzut (1993) rozszedł się, ale kolejnego również nie było komu dystrybuować. Zniechęcony brakiem wiary ze strony wydawców i nawet ufologów, Michel popadł w depresję i około 2000 r. wycofał się z aktywnej promocji.
Niewątpliwie w świecie anglojęzycznym dominowały wtedy inne tematy – sprawę Misji przyćmiły głośniejsze historie (choćby kontrowersje wokół Billy’ego Meiera, czy fale doniesień o typowych „szarych” kosmitach). Niemniej dzięki internetowi książka przetrwała – Tomasz Chałko, przyjaciel Michela, zadbał o udostępnienie jej za darmo w formie e-booka.
Dziś angielska Thiaoouba Prophecy krąży w sieci jako ciekawostka z kręgu UFO i New Age, czasem wspominana na forach przez entuzjastów jako „ukryty skarb” duchowej ufologii. Jednak próżno szukać jej w dyskusjach odbywających się w ramach głównego nurtu – jest to pozycja niszowa. Ciekawostka: większy oddźwięk Misja zdaje się mieć obecnie we Francji niż w USA czy w Wielkiej Brytanii, być może ze względu na francuskie korzenie autora (istnieje m.in. oficjalne francuskie wydanie pod tytułem Thiaoouba, la Planète dorée).
Polski przypadek jest o tyle wyjątkowy, że Misja zdobyła tu status wręcz kultowy w pewnych kręgach, mimo że przez lata nie była oficjalnie wydana przez znane wydawnictwo. Po upadku PRL w 1989 r. polski rynek zalała literatura wcześniej trudno dostępna: książki paranaukowe, religie Wschodu, UFO, channelingi – spragnieni nowości czytelnicy chłonęli wszystko, co „nieznane i niezwykłe”.
W tym klimacie Misja znalazła podatny grunt. Kluczową rolę odegrał dr Tomasz Chałko, polski emigrant mieszkający w Australii, fizyk i ezoteryk, który zaprzyjaźnił się z Desmarquetem w 1995 r. i przetłumaczył jego książkę na język polski. Chałko entuzjastycznie propagował dzieło Michela – sam przyznaje, że czytał je wielokrotnie i za każdym razem odkrywał na nowo.
W drugiej połowie lat 90. organizował prelekcje o Misji (m.in. na Uniwersytecie w Melbourne, gdzie wykładał) a w 1997 r. uruchomił stronę internetową Thiaoouba.com. Polskie tłumaczenie krążyło początkowo w formie maszynopisów i plików PDF, by ostatecznie zostać wydane drukiem nakładem Chałki (wyd. Indygobook, pierwsza edycja ok. 2001, wznowienia później). W Polsce Misja zdobyła rozgłos głównie dzięki działalności Fundacji Nautilus i jej prezesa Roberta Bernatowicza.
Doktor Tomasz Chałko, z wykształcenia fizyk, jest postacią barwną – łączy naukowe aspiracje z głęboką wiarą w zjawiska nadprzyrodzone. Własnymi książkami (np. Wolna wola, Świadoma nieśmiertelność) promował podobne idee co Misja. Jego autorytet „doktora nauk technicznych” dodawał Misji pozorów wiarygodności w oczach czytelników. Był też częstym gościem audycji radiowych i ezoterycznych imprez w Polsce w latach 2000–2010, gdzie opowiadał o spotkaniu z Michelem i treści Misji. To on stworzył polską stronę Tjehooba.pl, prawdziwą skarbnicę dla fanów – z cytatami, ilustracjami, FAQ. Chałko przedstawiał Misję jako książkę przełomową, której „nie sposób przeczytać tylko raz”. Jego zapał sprawił, że wielu pasjonatów UFO w Polsce sięgnęło po tę lekturę.
Osobą, która wyniosła Misję „na salony” polskiej ufologii, jest Robert Bernatowicz – prezes Fundacji Nautilus oraz dziennikarz radiowy znany z popularyzacji tematów paranormalnych (np. audycja Nautilus Radia ZET w latach 1990-tych). Bernatowicz zainteresował się Misją prawdopodobnie już w końcu lat 1990-tych, a w kolejnych dekadach konsekwentnie wplatał wątki z książki w swoją narrację medialną, przez osoby bardziej krytycznie podchodzące do jego działalności nazywaną osobliwym uniwersum. Jako szef Fundacji Nautilus (organizacji podającej się za badającą zjawiska niewyjaśnione) promuje przesłanie Michela Desmarquet w Internecie.

W serwisie Nautilusa można znaleźć pytania od słuchaczy i czytelników i odpowiedzi redakcji odwołujące się do Misji – np. fundacja pisze: „naszym zdaniem [Desmarquet] naprawdę był na tzw. Złotej Planecie, czyli planecie najwyższego poziomu”. Bernatowicz wprost traktuje zatem relację Michela jako fakt. W jednym z wywiadów na pytanie „Czy znacie ludzi z gwiazd?” odpowiada wspominając Misję i opisując technologię doko z książki (co jest używane jako argument, że starożytne określenie Elohim w Biblii to ci sami przybysze, o których pisał Michel). Z biegiem lat Bernatowicz stał się głównym „ambasadorem” Misji w Polsce.
W 2023 r., w dobie renesansu tematyki UFO na YouTube, Bernatowicz zaczął regularnie występować w podcastach i wywiadach, często przywołując historię Desmarqueta. Na popularnym kanale Each One Teach One wystąpił w jubileuszowym odcinku poświęconym Misji, zachwalając, że to „niesamowicie poruszająca historia z UFO, doskonale udokumentowana w książce”. Współpracował przy tym z Tomaszem Chałko – słuchaczom oferowano rabat na zakup Misji w księgarni wydawnictwa Indygobook.
Ta synergiczna promocja przyniosła efekty: Misja zaczęła przeżywać u nas pewien renesans. Media społecznościowe Nautilusa i zaprzyjaźnionych stron odnotowały wzrost aktywności wokół tematu Thiaoouby. Jak pisze Mateusz Kijewski na łamach serwisu UFO Bez Stereotypów (ufobezstereotypow.pl), „odkurzenie nieco zapomnianej opowieści przyniosło efekty – kanał Pana Roberta [na YouTube] śledzi już ponad 30 tysięcy fanów”, a Bernatowicz z zapałem „naucza” nową publiczność o kosmicznych prawdach Michela. Można powiedzieć, że Misja została w Polsce włączona do kanonu polskiej literatury z zakresu ezoteryki i ufologii lat 1990-tych i 2000-ych, a dziś znów jest przypominana młodemu pokoleniu zainteresowanych niezwykłościami.
W latach 1990-ych polska ufologia koncentrowała się głównie na klasycznych obserwacjach UFO, Bliskich Spotkaniach (np. głośny przypadek Emilcina) i dokumentowaniu przypadków. Misja wnosiła do tego środowiska element filozoficzno-duchowy. Dla części ufologów była zbyt fantastyczna i odrzucali ją jako bajkę, ale inni – zwłaszcza ci o zacięciu duchowym – przyjęli ją entuzjastycznie. Stała się pomostem między środowiskiem UFO a środowiskiem ezoterycznym (mocno rosnącym w latach 1990, mając na względzie choćby popularność warsztatów rozwoju duchowego, bioenergoterapii itp.). Misja była cytowana na łamach pism o tematyce ezoterycznej.
W audycjach Bernatowicza fragmenty Misji służyły nieraz jako clue do wyjaśnienia jakiegoś zjawiska – np. tłumaczono słuchaczom, że jeśli Misja mówi o duszach inkarnujących na różnych planetach, to może to wyjaśniać fenomen dzieci indygo albo poczucia obcości na Ziemi u niektórych osób. Innymi słowy, książka Desmarqueta wpłynęła na narrację polskiej ezoteryki, wprowadzając do niej własny słownik pojęć (Tjehooba jako „złota planeta”, skala 9 poziomów cywilizacji, astralne ciało jako nieśmiertelna część człowieka itp.).
W pewnych kręgach nazwisko Desmarquet stało się równie znane jak Adamski czy Rael – choć oczywiście mówimy tu o niszy. Do dziś na polskich forach internetowych co jakiś czas ktoś zakłada wątek typu „Czytaliście Misję Desmarqueta? Co o tym sądzicie?”. Fakt, że takie dyskusje wciąż się pojawiają (także na Reddicie czy grupach facebookowych), świadczy o długotrwałym oddziaływaniu tej pozycji. Można zatem powiedzieć, że w Polsce Misja jest od ponad dwóch dekad w wielu dyskusjach punktem odniesienia dla rozmów o duchowym wymiarze UFO – dla jednych to po prostu ciekawostka z lamusa lat 1990-tych, dla innych wciąż żywe źródło inspiracji duchowej.
Bez entuzjazmu
Nie wszyscy jednak podchodzą do Misji Michela Desmarquet entuzjastycznie.
Znana Słuchaczom Radia Paranormalium Ada Edelman – medium i ezoteryczna publicystka (autorka bloga Biuro Duchów) – w materiale opublikowanym na swoim kanale na YouTube zajęła krytyczne stanowisko wobec Misji.
Ada poddaje w wątpliwość autentyczność przekazu Michela, wskazując na jego wewnętrzne sprzeczności i niezgodność z podstawami nauki. Zwraca uwagę, że autor operuje koncepcją karmy w sposób budzący sprzeciw moralny – według Michela nawet cierpienie małych dzieci miałoby wynikać z karmicznych „lekcji” z poprzednich wcieleń (do tego konkretnego stwierdzenia – z lubością wygłaszanego również przez Roberta Bernatowicza – odnieśliśmy się w innym artykule). Ada Edelman polemizuje z taką doktryną, wskazując, iż usprawiedliwianie losu niewinnych dzieci ich rzekomymi winami z przeszłości może być niebezpiecznym uproszczeniem.
Jej analizę cechuje zdrowy sceptycyzm: zauważa np., że w Misji Desmarquet przedstawia wszystkie religie jako „przekleństwo” ludzkości, ale sam nie dostrzega, iż w miejsce religii proponuje swój własny dogmat. Ada wskazuje też na naukowe absurdy (np. wspomniane już wielkie mrówki czy zawieszenie czasu) jako dowód, że mamy do czynienia raczej z fantazją autora niż rzetelną relacją.
Ogólnie rzecz ujmując, Ada Edelman skłania się ku tezie, że Misja to pseudonaukowa fantazja z elementami duchowego przesłania, ciekawa jako zjawisko kulturowe, ale nie mająca pokrycia ani w empirii, ani nawet w spójnej filozofii duchowej.
Krytyczny wobec omawianej tu książki jest również Piotr Cielebiaś – znany polski ufolog, autor książek i publicysta (m.in. twórca kanału UFO Historie na YouTube). W jednej z „Debat Ufologicznych” na antenie Radia Paranormalium nazwał Misję pozycją niskiego lotu i przyznał, że nie zdołał jej nawet dokończyć z powodu steku niedorzeczności (audycja w wersji MP3 jest dostępna pod tym linkiem). Piotr stwierdził dosadnie, że „tak wierutnych bzdur i takiego naciągactwa [dawno nie widział] – naprawdę wszystko to było raczej niskich lotów”.
Jego zdaniem książka Desmarqueta pełna jest zmyśleń, które mogą bawić, ale podawanie ich jako fakty kompromituje propagatora. W tej samej debacie padło stwierdzenie, że „tak naprawdę z książki Misja najlepsze jest nazwisko autora i sam tytuł”, bo reszta jest niewiele warta.
Piotr Cielebiaś – jako badacz twardo stąpający po ziemi – kpi z Bernatowicza, iż stawia Misję na równi z rzetelnymi badaniami nad UFO. Porównuje wręcz bezkrytyczną wiarę prezesa Fundacji Nautilus w tę książkę do najgorszych przejawów ufologicznego folkloru. W innym miejscu zauważa, że jeśli ktoś nowy w temacie UFO natknie się na teorie z Misji, może uznać całą ufologię za szaleństwo. Wskazuje też, że Bernatowicz i inni propagatorzy tej książki pomijają milczeniem wszystkie problematyczne aspekty Misji: brak dowodów na zniknięcie Michela, biologiczne niedorzeczności (mrówki-giganty), kontrowersyjne poglądy Thao (np. krytykę homoseksualizmu czy pochwałę drakońskich kar fizycznych).
Taka wybiórczość według Piotra dyskwalifikuje poważne traktowanie książki. Jego ocena jest jednoznaczna: Misja to wytwór wyobraźni, pseudonaukowy „fantazmat” niepoparty żadnymi wiarygodnymi świadectwami – ciekawostka historyczna, ale nie źródło faktów.
W polskim internecie Misja była tematem licznych wątków, co odzwierciedla podział opinii. Na łamach serwisu UFO Na Poważnie przeważały głosy sceptyczne: użytkownicy wytykali, że książka brzmi jak powieść science-fiction i zdumiewali się, iż ktoś bierze to za prawdę. Przytaczano tam rozmaite nieścisłości – np. że Desmarquet twierdzi, jakoby cyfry arabskie pochodziły z kosmosu, co jest historycznym absurdem (gdyż pochodzą one z Indii).
Na stronie UFO Bez Stereotypów z kolei Mateusz Kijewski napisał obszerny esej (cytowany wyżej) obnażający „zgubne przejawy ufomanii” na przykładzie fascynacji Bernatowicza Misją. Kijewski argumentuje, że traktowanie tej pozycji jako dogmatu cofa polską ufologię do epoki baśni i mitów, a nie zbliża do prawdy. Wspomina też, że Misja jest jedną z setek podobnych opowieści o kosmicznych podróżach, przy czym nie wyróżnia się niczym wyjątkowym oprócz tego, że akurat spodobała się pewnemu znanemu dziennikarzowi.
Na przeciwnym biegunie są wypowiedzi zwolenników, rozsiane po komentarzach i blogach. Często mają one entuzjastyczny, niemal wyznaniowy charakter. Przykładowo użytkownik na Filmwebie poleca książkę, pisząc: „Bardzo polecam Misję Michela Desmarquet. Tam jest sama prawda – o nas, naszym świecie i technologii obcych”.
W podobnym tonie na grupach ezoterycznych pojawiają się opinie, że Misja „otwiera oczy na duchową rzeczywistość” albo że „przebudziła” czyjeś postrzeganie świata. Argumenty zwolenników zwykle odwołują się do osobistych odczuć: „ta książka do mnie przemówiła”, „czułem intuicyjnie, że to prawda”. Często też podkreślają spójność przekazu z własnymi przekonaniami: np. ktoś wierzył w reinkarnację i życie pozaziemskie, a Misja podała mu to w ustrukturyzowanej formie, co odebrał jako potwierdzenie.
Wielu sympatyków nie przejmuje się brakiem dowodów – odpowiadają sceptykom, że „nie wszystko da się udowodnić naukowo, trzeba patrzeć sercem”. Taka argumentacja oczywiście nie przekonuje racjonalistów, ale pokazuje, że Misja funkcjonuje dla niektórych czytelników bardziej jak przekaz duchowy niż teoria naukowa – oceniają ją kategoriami wiary, a nie faktów.
Mamy tu zatem wyraźny spór: zwolennicy cenią Misję za rzekome ujawnienie ukrytej prawdy o życiu i duchowości, odwołują się do intuicji i duchowych przeżyć. Krytycy wytykają brak wiarygodności, niezgodność z faktami naukowymi i wtórność pomysłów. Ci pierwsi widzą w Desmarquecie proroka, drudzy – mitomana lub literata. Wydaje się, że im bardziej Bernatowicz i media promują Misję jako coś poważnego, tym mocniejsza jest reakcja krytyczna środowiska naukowego i racjonalnego, co widać po artykułach takich jak Mateusza Kijewskiego.
Jednocześnie, z punktu widzenia dialogu światopoglądowego, Misja pełni pożyteczną rolę „papierka lakmusowego”: zmusza do dyskusji o granicach między duchową przenośnią a dosłowną prawdą, między potrzebą wiary a oszustwem. Dzięki temu stała się czymś więcej niż tylko książką – jest zjawiskiem pokazującym, jak rodzą się współczesne mity i jak społeczność je weryfikuje lub przyswaja.
Porównania i odniesienia
Osoby bardziej zaznajomione z literaturą odnoszącą się do ufologicznych kontaktowców zauważają w Misji Michela Desmarquet wyraźne nawiązania czy wręcz kalki z wcześniejszych ufologicznych pozycji literackich.
Literatura ufologicznych kontaktowców od dawna dzieli się na dwa nurty: techniczno-fizyczny i mistyczno-duchowy. Do pierwszego zaliczyć można klasycznych kontaktowców pokroju Adamskiego czy Meiera – ci skupiali się na materialnych dowodach kontaktu (zdjęcia UFO, opisy statków, metalowe próbki), podając przy okazji pewne przesłanie etyczne, ale starając się uwiarygodnić fizyczną realność spotkań. Adamski na przykład zamieszczał fotografie „spodków” i szczegółowo opisywał wygląd Wenusjan, a Meier słynął z całej galerii zdjęć rzekomych plejadiańskich pojazdów.
Desmarquet wyraźnie należy do drugiego nurtu – mistycznego. Jego relacja kładzie nacisk na doznania duchowe, wiedzę objawioną i symbolikę, podczas gdy elementy techniczne pełnią rolę drugoplanową. Owszem, opisuje krótko wygląd statku kosmicznego czy zjawisko lotu z nadświetlną prędkością, ale te detale nie są rozbudowane ani poparte dowodami – pełnią rolę rekwizytów w wizji.
Michel nie przywozi z Tjehooby żadnego „twardego dowodu” (sam stwierdza, że nawet gdyby kosmici dali mu kawałek nieznanego metalu, ludzie i tak by nie uwierzyli). To odróżnia go od kontaktowców technicznych, którzy często czuli potrzebę legitymizacji. W gruncie rzeczy Misja bardziej przypomina sprawozdanie z objawienia religijnego niż raport z eksperymentu – bliżej jej klimatem do spotkania św. Pawła z aniołami niż do incydentu w Roswell.
W tym kontekście Misja bywa porównywana do słynnych relacji o „uprowadzeniach duchowych” lat 1980-tych, gdzie osoby opisywały przeżycia poza ciałem czy też rozmowy z istotami przebywającymi w innej rzeczywistości (np. przypadki kontaktów opisane przez Whitleya Striebera czy w literaturze o channelingu). Michel niby mówi o fizycznej podróży, ale fakt, że nastąpiła poprzez wyjęcie poza czas i przestrzeń, ustawia ją w pół drogi między doświadczeniem OOBE (czyli przebywania poza ciałem) a normalnym lotem statkiem. To ciekawy kompromis: autor chciał, by jego historia brzmiała dosłownie (fizycznie poleciał), ale jednocześnie ubrał to w ramy fenomenu paranormalnego (opuszczenie ciała, transfer świadomości).
Treść Misji wykazuje silne podobieństwa do szeregu przekazów channelingowych z lat 1970-tych i 1980-tych. Na przykład The Ra Material (tzw. Prawo Jedności, 1981–84) – seria channelingów od istoty zbiorowej „Ra” – również mówi o wibracjach planet, konieczności duchowej polaryzacji (w służbie innym), i zapowiada nadchodzące „żniwa” dusz zależnie od ich poziomu.
U Desmarqueta znajdziemy echo tych idei: kosmici mówią o skali rozwoju planet (od 1 do 9 poziomu) i o tym, że Ziemianie muszą podnieść się duchowo by trafić na wyższy poziom po śmierci.
Inny przykład silnej inspiracji: Księga Urantii – monumentalny przekaz spisany w USA w latach 1930-tych, a opublikowany w 1955 roku – przedstawia szczegółową kosmologię wszechświata, hierarchię bytów i rozbudowaną historię Ziemi (tytułowej Urantii). Misja jest jak Urantia w pigułce: zamiast tysięcy stron – 200 stron, ale też z genealogią planet, misją Jezusa, opisem niewidzialnej części człowieka (Duszy/Astralu) i wizją przyszłości. Z tą różnicą, że Urantia unikała wątków ufologicznych (w czasie jej powstania nie istniał jeszcze nawet termin UFO) i bardziej trzymała się reinterpretacji chrześcijaństwa, podczas gdy Desmarquet spaja religię z ufologią bezpośrednio (np. aniołowie = kosmici).
W Misji można także dostrzec wpływy teozofii Madame Heleny Bławatskiej i późniejszych okultystów – idea siedmiu ras korzennych (teoria Bławatskiej) jest tu zmodyfikowana do siedmiu ras z różnych planet zamieszkujących Ziemię; motyw kontynentu Mu i Atlantydy to ulubiona legenda teozofów. Michel nawet wzbogaca to rasistowską nutą: sugeruje, że różne rasy ludzkie mają odmienne pochodzenie kosmiczne (żółta rasa z jednej planety, czarna z innej itd.), co krytycy uznają za problematyczne uproszczenie biologiczne i kulturowe.
Ten element odróżnia go np. od Adamskiego, który głosił braterstwo wszystkich ludzi (kosmitów przedstawiał jako identycznych z nami, tylko mądrzejszych). Desmarquet zaś de facto tworzy mit odrębnego pochodzenia ras, co zbliża go do pewnych nurtów ezoterycznych o zabarwieniu suprematystycznym (choć sam autor nie promuje wyższości żadnej ziemskiej rasy – raczej podkreśla ich różne role).
Wspomniany wcześniej kontaktowiec George Adamski w latach 1950-tych zapewniał, że „ludzie z Wenus” wyglądają jak my i przylecieli, by przestrzec Ziemian przed użyciem broni atomowej. Jego opowieści były konkretne geograficznie (spotkanie na pustyni Mojave, lot nad Los Angeles itd.) i wypełnione technicznymi szczegółami typu opis wnętrza UFO. U Desmarqueta „ludzie z gwiazd” to istoty z dalekiej galaktyki, działające dyskretnie od tysiącleci. Nie lądują na trawniku Białego Domu, tylko wybierają jednego człowieka i dają mu mentalną projekcję wiedzy.
Różnica tkwi w stylu przekazu: Adamski i jemu podobni starali się przekonać świat, że spotkania z UFO to realne, fizyczne wydarzenia, co doprowadziło do kompromitacji wielu z nich (zdjęcia Adamskiego szybko uznano za fałszywe). Desmarquet, publikując w 1993 r., uczył się na błędach poprzedników – nie obarczył się ryzykiem dostarczania dowodów, bo uczynił swoją historię weryfikowalną jedynie subiektywnie (na zasadzie: ”uwierzcie albo nie”). Dzięki temu Misja jest trudniejsza do zdyskredytowania pojedynczym faktem – zawsze można powiedzieć: „to sprawy duchowe, nauka nie jest w stanie tego zbadać”. W ten sposób autor sprytnie wymyka się kryteriom falsyfikacji, w przeciwieństwie do takiego Edouarda Meiera, którego „zdjęcia UFO” łatwo przeanalizować i wykazać manipulacje.
Wspominaliśmy Księgę Urantii i teksty teozoficzne – to niewątpliwie duchowi poprzednicy Misji. Książka Desmarquet jest bardziej fabularna niż channelingi (gdzie medium po prostu dyktuje przesłania). Pod tym względem przypomina nieco powieść science-fiction o zacięciu duchowym – bliska choćby serii Voyagers Ashayany Deane (w Polsce wydanej pod tytułem Podróżnicy) czy Misji Rama (w oryginale Los Guías Extraterrestres, wydanej w Peru) – w tej ostatniej autor również twierdził, że odbył fizyczne spotkanie i podróż z kosmitami, którzy przekazali mu przesłania dla ludzkości.
Ogólnie rzecz ujmując, Misja wpisuje się w kanon literatury kontaktowców, ale stoi na jego skraju: z racji mocno moralizatorskiego tonu bywa przez ufologów traktowana bardziej jako manifest duchowy niż świadectwo UFO. Jeśli Adamski to epoka „technicznego optymizmu” (kosmici jako inżynierowie i mentorzy technologii), a Adamski żył w czasie wyścigu kosmicznego, to Desmarquet to epoka New Age (kosmici jako guru duchowi, w czasach zimnej wojny i kryzysu wartości duchowych).
W literaturze przedmiotu podkreśla się, że kontaktowcy odzwierciedlają ducha swoich czasów. Misja doskonale oddaje niepokoje lat 1980-tych: strach przed wojną atomową (stąd przestrogi i obraz zniszczonej planety), rozczarowanie religiami instytucjonalnymi (stąd ich potępienie), fascynację parapsychologią (telepatia, aura, OOBE – wszystko to jest obecne w książce) oraz trend powrotu do duchowości Wschodu (poprzez nawiązania do reinkarnacji i karmy). To czyni z niej utwór o wartości historycznej – jest jak kapsuła czasu tamtej globalnej mentalności, podobnie jak Księga Urantii stanowi wyraz synkretyzmu religijnego pierwszej połowy XX w., a opowieści Adamskiego – optymizmu i naiwności ery powojennej.
Kontaktowiec, kult czy szczere objawienie?
Można sobie zadać pytanie, czy Misja to tylko kolejna powieść przynależąca do określonego gatunku literackiego, próba stworzenia kultu czy szczere objawienie? Misja Michela Desmarquet plasuje się na pograniczu tych kategorii. Formalnie to literatura kontaktowca – autor twierdzi, że spotkał się z obcymi i spisał ich przekaz. Nie powstał wokół niej żaden zorganizowany ruch religijny, więc nie można mówić o kulcie w ścisłym sensie (brak świątyń, rytuałów, lidera sekty). Jednak dla części odbiorców stała się tekstem niemal sakralnym, a narracja wykazuje cechy ideologii wybraństwa i objawienia.
Czy Desmarquet wierzył w to, co napisał? Tego nie wiemy. Z jego biografii wynika, że miał skłonność do przygód i przekraczania norm – od młodości robił rzeczy niezwykłe (jak psucie dyscypliny w wojsku czy wędrówka po tropikach). Być może doświadczył jakiegoś głębokiego stanu psychicznego (np. snu lub wizji) i zinterpretował go jako prawdziwe spotkanie z kosmitami. A może z premedytacją stworzył utwór beletrystyczny przekazujący idee, w które wierzył (trochę jak pisałby przypowieść). Tak czy inaczej, Misja to współczesny mit – opowieść, która dla jednych jest dosłownie prawdziwa, dla innych symbolicznie znacząca, a dla pozostałych jest po prostu fikcją.
Pomimo upływu lat książka nadal rezonuje, co świadczy o uniwersalności poruszanych tematów. Strach przed globalną katastrofą, tęsknota za mądrzejszym przewodnictwem, rozczarowanie religijnym dogmatyzmem, poszukiwanie dowodów na nieśmiertelność duszy – te motywy są ponadczasowe.
Misja oferuje pewien konsolacyjny światopogląd: mówi czytelnikowi, że śmierć nie jest końcem (dusza jest nieśmiertelna), nie jesteśmy sami we wszechświecie, ktoś nad nami czuwa, a jednocześnie mamy wolną wolę i ponosimy odpowiedzialność za nasze czyny. Taka narracja daje poczucie sensu i sprawczości – to może być terapeutyczne w niepewnych czasach.
Wielu polskich czytelników w latach transformacji ustrojowej czuło zagubienie duchowe; dla części z nich Misja stała się jedną z ważnych lektur formacyjnych, obok np. książek Ericha von Dänikena czy filozofii Wschodu. Trwałość wpływu widać też w tym, że hasła z Misji przeniknęły do ezoterycznego głównego nurtu: dziś dyskutuje się o wibracjach duchowych, Elohim jako kosmitach, dzieciach z innych planet – a źródeł tych idei w polskim obiegu można dopatrywać się m.in. w popularyzacji książki Desmarqueta przez Fundację Nautilus. Przy czym – jak już wspomnieliśmy – prezes tej organizacji, Robert Bernatowicz, wydaje się traktować tę pozycje literacką w sposób dogmatyczny, co budzi zrozumiałe kontrowersje.
Ocena zagrożenia
W kontekście omawianej dziś książki, a w szczególności zawartych w niej elementów psychomanipulacyjnych i jej wpływu na czytelników, pojawia się jeszcze jedno ważne pytanie: czy Misja jest niebezpieczna kulturowo, czy to tylko ezoteryczna ciekawostka? Zdania są podzielone. Z perspektywy naukowej, promuje ona pseudonaukowe twierdzenia (np. błędne wyjaśnienia zjawisk przyrodniczych) i może umacniać antynaukowe postawy – w tym sensie bywa uznawana za szkodliwą.
Również przedstawianie religii jako wyłącznie „przekleństwa” i dzieła szarlatanów jest bardzo jednostronne; u osoby podatnej może wzbudzić nieufność do wszelkich autorytetów duchowych i pchnąć ją w objęcia samozwańczych guru od UFO. Przykład Bernatowicza pokazuje, że ślepa wiara w Misję prowadzi do kompromitacji w oczach poważnych badaczy – uznano go wręcz za „tańczącego z miskami” (jest to aluzja do nagrania wideo, gdzie demonstrował „energię kosmosu” misami dźwiękowymi). Mateusz Kijewski na łamach serwisu UFO Bez Stereotypów przestrzega, że takie uwiedzenie mitem dewaluuje intelektualnie cały dyskurs o UFO.
Z drugiej strony, Misja nie zawiera zaleceń, które zagrażałyby życiu czy zdrowiu (nie namawia do samobójstw, nie odrywa od rzeczywistości tak radykalnie jak choćby doktryny sekt typu Heaven’s Gate). Większość jej czytelników traktuje ją raczej jako inspirację do własnych przemyśleń niż dosłowny nakaz. Można więc powiedzieć, że kulturotwórczo jest to utwór raczej ciekawostkowy – ważny wewnątrz pewnej subkultury, ale nieprzenikający do głównego nurtu społecznego. Stanowi część pejzażu polskiej ezoteryki, podobnie jak legendy o Wawelu jako czakramie Ziemi czy przepowiednie Nostradamusa.
Dla osób o silnym krytycyzmie Misja jest przestrogą przed łatwowiernością; dla poszukujących duchowo – jedną z wielu propozycji, z której można coś wynieść (choćby zachętę do medytacji czy przesłanie o odpowiedzialności etycznej za los planety).
Misja Michela Desmarquet to dzieło na swój sposób fascynujące – jako synteza UFO-logii i duchowości, jako fenomen społeczny i jako lustro, w którym odbijają się nasze nadzieje i lęki. Nie jest to bynajmniej dokument z innej planety, lecz raczej dokumentacja naszych ziemskich tęsknot za czymś większym. Należy podchodzić do niej ostrożnie i krytycznie, mając świadomość, ile zapożyczeń i błędów oraz elementów psychomanipulacyjnych zawiera. Ale też warto rozumieć, czemu ludzie wciąż po nią sięgają – bo obiecuje im kosmos pełen sensu i celowości w miejsce chaosu. W tym sensie Misja pozostaje na orbicie polskiej wyobraźni ezoterycznej, krążąc gdzieś między poważnym ostrzeżeniem a niegroźną bajką.
Na koniec zadajmy sobie jeszcze jedno ważne pytanie…
Czy „Misja” mogła stać się podstawą sekty?
Choć Misja Michela Desmarquet nie doprowadziła do powstania formalnego ruchu religijnego, warto przeanalizować jej potencjał sektotwórczy. Tekst i jego promocja w Polsce noszą bowiem wiele znamion typowych dla literatury będącej fundamentem nowych ruchów religijnych.
Cechy potencjalnie sekciarskie:
- Wyjątkowe objawienie. Autor przedstawia siebie jako „wybrańca” kosmitów, który otrzymał dostęp do prawdy ukrytej przed resztą ludzkości. Dla części czytelników sama książka funkcjonuje jak objawione pismo, nadrzędne wobec nauki i religii.
- Autorytet ponad instytucjami. Religie opisane są jako „przekleństwo” i dzieło szarlatanów, nauka zaś – jako ślepa i ograniczona. Jedynym źródłem prawdy pozostaje przekaz Michela Desmarquet.
- Dualizm „oświeceni kontra reszta”. Czytelnik, który uwierzy w przekaz zawarty w Misji, staje się częścią nielicznej grupy rozumiejących kosmiczny porządek. Reszta ludzkości jawi się jako duchowo niegotowa, zmanipulowana i stojąca nad przepaścią.
- Mechanizm strachu i wybawienia. Książka ostrzega przed globalną zagładą – nuklearną, ekologiczną czy duchową – i jednocześnie obiecuje ocalenie pod warunkiem przyjęcia kosmicznego przesłania. To klasyczna kombinacja psychomanipulacyjna: zagrożenie i ulga w jednym przekazie.
Dlaczego jednak nie powstała sekta:
- Brak lidera. Michel Desmarquet po 2000 roku wycofał się z aktywnej działalności, a jego przyjaciel Tomasz Chałko oraz Robert Bernatowicz występują bardziej jako propagatorzy niż charyzmatyczni guru (choć co do tego drugiego niektórzy oglądający jego programy na YouTube wysuwają w tej materii potężne wątpliwości).
- Brak struktury organizacyjnej. Nie ma wspólnoty wyznawców z rytuałami, dyscypliną czy przymusem finansowym.
- Rozproszony odbiór. Misja funkcjonuje głównie jako książka-ciekawostka, omawiana na forach i w audycjach, a nie jako podstawa życia wspólnotowego.
Można więc uznać, że promocja Misji w polskim Internecie – intensywna zwłaszcza dzięki Chałce i Bernatowiczowi – jest raczej kampanią popularyzatorską, a nie świadomą próbą zbudowania sekty. Tekst zawiera elementy sektotwórcze, ale zabrakło im instytucjonalnego dopełnienia. Największe zagrożenie leży na poziomie jednostkowym: osoby podatne mogą potraktować książkę jako absolutne objawienie, odrzucając naukę i religię, co prowadzi do izolacji światopoglądowej.
Misja jest więc literaturą, która teoretycznie mogłaby stać się podstawą UFO-religii, gdyby pojawił się charyzmatyczny przywódca i organizacja. W praktyce pozostała książką kultową – ważną w kręgu ezoterycznym i ufologicznym, ale (póki co) niegroźną w skali społecznej. Jej wpływ można uznać za umiarkowanie ryzykowny: bardziej inspiruje i izoluje pojedynczych czytelników niż tworzy realną, destrukcyjną wspólnotę.
Radio Paranormalium
Bibliografia
Desmarquet, Michel. Misja. Tłum. Tomasz Chałko. Melbourne: Bioresonant/Indygobook, 2001; wyd. pol. 2020.
Desmarquet, Michel. Thiaoouba Prophecy. Melbourne: Arafura, 1993. E-book, Bioresonant. https://bioresonant.com/product/thiaoouba-prophecy-e-book/
Chałko, Tomasz. „Życiorys – biografia Michela Desmarquet (1931–2018).” Tjehooba.pl. https://tjehooba.pl/zyciorys-michela/ tjehooba.pl
„Thiaoouba Prophecy — FAQ.” Thiaoouba.com. https://thiaoouba.com/faq/
Edelman, Ada (Biuro Duchów). „‘Misja’ – Czy naprawdę spotkał obcych? Czy my pochodzimy z kosmosu?” Film w serwisie YouTube. https://www.youtube.com/watch?v=9pm8qaZK398
UFO Historie (Piotr Cielebiaś). „Książka ‘Misja’ Desmarqueta – kulisy manipulacji (cz. 1).” Film w serwisie YouTube. https://www.youtube.com/watch?v=gsANQv1bCLc
UFO Historie (Piotr Cielebiaś). „Książka ‘Misja’: wielka mistyfikacja Desmarqueta (cz. II).” Film w serwisie YouTube. https://www.youtube.com/watch?v=kFczpqawpF0
Kijewski, Mateusz. „Zgubne przejawy UFOmanii, czyli niespodziewany powrót Roberta Bernatowicza – część III.” UFO Bez Stereotypów (blog), 20 sierpnia 2023. https://ufobezstereotypow.pl/zgubne-przejawy-ufomanii-czyli-niespodziewany-powrot-roberta-bernatowicza-czesc-iii/
Each One Teach One. „E1T1 #185 – Najważniejsze Przesłanie od UFO — Robert Bernatowicz.” Nagranie w serwisie SoundCloud, 4 maja 2023. https://soundcloud.com/eachoneteachonepodcast/e1t1-185-najwazniejsze-przeslanie-od-ufo-robert-bernatowicz
Radio Paranormalium. „Debaty Ufologiczne Online: Rok 2023 w ufologii.” 18 grudnia 2023. https://www.paranormalium.pl/3369,sluchaj
Szymon (Simone). „Wszystkie (?) głupoty w ‘Misji’ Desmarqueta – okołoksiążkowo.” I libri di Simone (blog), 13 lipca 2024. https://libridisimone.wordpress.com/2024/07/13/wszystkie-glupoty-w-misji-desmarqueta-okoloksiazkowo/
Fundacja Nautilus. „Pytania i odpowiedzi FN — 7 grudnia 2023: Jaka jest waszym zdaniem prawdziwa historia…”. Nautilus.org.pl, 7 grudnia 2023. https://nautilus.org.pl/pytania%2C441%2C7-grudnia-2023--jaka-jest-waszym-zdaniem-prawdziwa-historia-.html
Fundacja Nautilus. „Tajemnica Biblii i sformułowania Elohim – Ziemię nie stworzył…”. Nautilus.org.pl, 19 marca 2021. https://nautilus.org.pl/artykuly%2C4317%2Ctajemnica-biblii-i-sformulowania-elohim--ziemie-nie-stworzyl.html
Lubimyczytać.pl. „Misja — Michel Desmarquet.” https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4951379/misja