Transkrypcja oparta jest na napisach przygotowanych dla potrzeb wstawienia tej audycji na YouTube. Może się zdarzyć, że transkrypcja nie będzie zawierała oznaczeń wyciętych elementów (np. w niektórych audycjach z relacjami świadków, gdzie osoba wypowiadająca się prosiła o wycięcie czegoś przed publikacją). Jeśli masz taką potrzebę, napisy możesz
[00:02] - Dotknięcie nieznanego. Wybrane relacje z archiwum nieznanego świata w wersji dźwiękowej. Interesując się od dziecka parapsychologią, często stykam się z opisami zjawiska tak zwanych widmowych autostopowiczów lub innych postaci nagle pojawiających się i wypowiadających jakieś przepowiednie. Przebieg tego rodzaju zdarzeń jest różny w zależności od regionu, ale zjawisko występuje niemal na całym świecie. Długo podchodziłam do całej sprawy sceptycznie, traktując te opowieści jako element lokalnego folkloru. Zmieniłam zdanie od momentu, gdy najpierw usłyszałam o podobnych zdarzeniach przeżytych przez dwie osoby, które uważam za wiarygodne, a w końcu sama zetknęłam się z przypadkiem mającym związek z ich opowieściami. Zaznaczam, że nic nie wskazuje na to, żeby spotkane przez nas postacie nie były istotami materialnymi. Wręcz przeciwnie. Wiele zdawało się świadczyć, że byli to ludzie niezrównoważeni psychicznie, a przeżyte zdarzenia szybko zostałyby zapomniane, gdyby... No właśnie, gdyby nie fakt, że dzieli je w czasie 60 lat, a wygląd, zachowanie i wypowiadane przez tajemniczą postać słowa są zawsze identyczne.
Co najważniejsze zaś, zdarzenie, o jakim mowa, opowiedziane później innym osobom, zwłaszcza starszym, budzi w nich lęk, ponieważ zgadza się z podobnymi opisami znanymi im z dzieciństwa, co wskazywałoby na stare pochodzenie tych opowieści. Również przebieg takich incydentów zawsze jest podobny. Mianowicie przeżywający je człowiek spotyka gdzieś na swojej drodze ubraną na czarno kobietę, która w pewnym momencie odzywa się do niego pozornie zupełnie bez sensu, wypowiadając jakieś zdanie, które niezmiennie kończy się słowami: „Lato będzie gorące”. Po czym znika lub wtapia się w tłum. Ktoś tak potraktowany początkowo traktuje ten epizod z humorem lub politowaniem, jednak jego nastawienie zmienia się, gdy starsze osoby, którym o tym opowiada, reagują strachem, komentując całą rzecz jako zapowiedź przyszłej wojny. Przypadki, z którymi się zetknęłam, wydarzyły się w Krakowie w latach 1939, 1979 i 1999. Mój casus. Pierwsza przepowiednia potwierdziła się całkowicie, druga tylko częściowo, natomiast moja do tej pory na szczęście nie. O pierwszym zdarzeniu opowiedziała mi jeszcze w połowie lat 70. pani Cze, babcia mojej koleżanki.
Osoba praktyczna, trzeźwa realistka, bez żadnych skłonności do mistycyzmu czy fantazjowania, obdarzona świetną pamięcią. Miała wówczas około 70 lat. Zdarzyło się to w kwietniu lub maju 1939 roku. Pani Cze udała się na Cmentarz Rakowicki na grób ojca. Po odwiedzeniu mogiły wyszła z cmentarza od strony ulicy Prandoty. Podążając szybko pustą o tej porze ulicą, nagle zobaczyła idącą naprzeciw kobietę w żałobnym stroju. Chciała ją wyminąć, lecz kobieta nagle zatrzymała się i patrząc na nią przenikliwym wzrokiem, powiedziała dobitnie: „Mamy piękną wiosnę, ale lato będzie gorące”. Pani Cze wyminęła ją bez słowa, uznając za osobę chorą psychicznie i wkrótce o incydencie zapomniała. Przypomniała sobie o nim dopiero w domu, relacjonując incydent matce, której reakcja ją zaskoczyła. Starsza pani bowiem bardzo się przestraszyła.
„Pamiętaj” — powiedziała do córki. „Jeżeli jakieś widmo powie komuś, że lato będzie gorące, oznacza to, że wkrótce wybuchnie wojna. Tak było również w 1914 roku. Wojna, jak wiadomo, wybuchła po kilku miesiącach”. O drugim przypadku usłyszałam od siostry mojego męża, a cała rzecz przydarzyła się jej przyjaciółce, wówczas kobiecie 24-letniej, studiującej zaocznie i jednocześnie pracującej. Osobie stojącej mocno na ziemi. Ponieważ znałam ją osobiście, jestem głęboko przekonana, że zdarzenia tego nie zmyśliła. Dodam, że zarówno moja szwagierka, jak i jej przyjaciółka nigdy wcześniej nie słyszały o podobnych faktach ani nie interesowały się nimi. Była zima 1979 roku, a E. wracała z pracy zatłoczonym autobusem linii 128.
W pewnym momencie zrobiło się w nim jeszcze ciaśniej, a w pojeździe zaczęło się coś dziać. Słychać było jakieś okrzyki. Ktoś się przepychał. E. zauważyła, że jest to kobieta, której wieku nie potrafiła określić. Podobnie mówiła pani Cze. Była ubrana od stóp do głów na czarno i coś wykrzykiwała. Ludzie odsuwali się od niej, jednak nikt nie reagował, uznając, że niewiasta jest chora psychicznie. W pewnym momencie E. usłyszała słowa kobiety wypowiedziane ostrym, przenikliwym głosem: „Ludzie!
Ludzie! Zobaczycie! Mamy ostrą zimę, ale lato będzie gorące! Lato będzie gorące!” Wysiadła gdzieś przy Moście Dębnickim. E. opowiedziała o incydencie w domu i znów historia powtórzyła się. Jej mama i babcia zareagowały strachem, powtarzając opowieść o proroctwie zawartym w słowach o gorącym lecie. Wojny po tym na szczęście nie było, ale nastał sierpień 80., a kilkanaście miesięcy później ogłoszono stan wojenny. A teraz przenieśmy się w czasy całkiem współczesne. Jest sierpień 1999 roku.
Chodząc po mieście, postanowiłam pojechać jeszcze do hipermarketu Geant i wsiadłam na Kleparzu do autobusu 132. O tej porze, około godziny 19.00 było w nim luźno. Usiadłam więc przy oknie. Z nudów obserwowałam ludzi i krajobraz. Na ulicy Opolskiej wysiadło dwóch chłopców ze ślicznym jamniczkiem, a w autobusie pojawiła się ta kobieta. Mogła mieć zarówno 40, jak i 60 lat. Mimo upału była ubrana w długą czarną spódnicę, czarny podkoszulek, rajstopy i buty. Dźwigała kilka sporych tobołków. Sądziłam, że usiądzie na miejscu chłopców z jamniczkiem. Ona jednak położyła tam swoje tobołki, a sama stała, patrząc nieruchomym wzrokiem za okno.
Wydawała się spokojna i opanowana. Toteż pasażerowie aż podskoczyli na swoich miejscach, gdy nagle rozległ się jej krzyk. „Ludzie, ludzie!” Wszyscy obejrzeli się w jej kierunku, a kobieta wówczas ściszyła głos. Mówiła nadal, ale już jakby do siebie. W jej słowach pobrzmiewał strach i rozpacz, tak jakby widziała coś strasznego. Mamrotała: „Co oni zrobili z tą ulicą? Co oni z nią zrobili?” Przejeżdżaliśmy właśnie przez ulicę Lublańską, od kilku miesięcy remontowaną. A w chwilę potem zawołała: „Ludzie, ludzie, zobaczycie!” Tu głos kobiety podniósł się. „Teraz będzie jesień, potem zima i wiosna i znowu lato. A lato będzie gorące.
Lato będzie gorące!” Przyznaję, że nie jestem przesądna i mimo ogromnego zainteresowania nieznanym staram się podchodzić do różnych rewelacji racjonalnie i z dużą dozą krytycyzmu. W tym momencie jednak ciarki przeszły mi po plecach. Wysiadłam przy Giancie, a kobieta pojechała dalej. Wcześniej umilkła i stała już spokojnie, podtrzymując swoje tobołki. Nikt jej zachowania nie komentował. O zdarzeniu tym opowiedziałam niewielu osobom, bo tylko ja wiedziałam, co ono znaczy. Mimo że przepowiednia nie sprawdziła się, wciąż analizuję wszystko, co się z nią wiąże. Kim były te kobiety? Incydent sprzed 20 lat można od biedy połączyć w jedną całość z przeżytym przeze mnie, uznając, że była to ta sama kobieta. Chora psychicznie, obsesyjnie powtarzająca zasłyszane gdzieś słowa.
Ale kim była tamta sprzed 60 lat? Przecież już nie tą samą osobą. Chyba że jest to ktoś w rodzaju Saint-Germaina płci żeńskiej. I skąd pochodzą opowieści o jej pojawieniu się i znaczeniu wypowiadanych słów? Może ktoś jeszcze przeżył podobny przypadek lub słyszał coś na ten temat. Warto dodać, że opisy podobnego zjawiska występującego na terenie Austrii i Niemiec znajdują się w książce „Biblioteka liści palmowych” omawianej kiedyś przez Nieznany Świat. Halina Mucha, Kraków. Relacja ukazała się na łamach Nieznanego Świata w numerze 6 z roku 2002.