[00:01] - Zagadka ufologicznych informatorów. Jednym z najbardziej fascynujących, a przy tym trudnych do przeanalizowania aspektów fenomenu UFO, jest domniemana nieprzypadkowość obserwacji oraz wpływ tych obserwacji na świadków. Często po obserwacji u świadka rozpoczyna się długi łańcuch zdarzeń. Zdarzeń pełnych różnych synchroniczności, zaburzeń i spowolnień czasu, a także nowo odkrytych zdolności parapsychicznych, takich jak telepatia czy psychokineza. Począwszy od obserwacji Kennetha Arnolda z 1947 roku, spotkanie z NOL jest uznawane za coś pokrewnego uderzeniu przez piorun. Nastąpiło ono całkowicie wbrew woli świadka i prawdopodobieństwo ponownego wystąpienia u tej samej osoby jest ekstremalnie nieprawdopodobne. Gdy jednak w latach 50. ruch kontaktowców zaczął przybierać na sile, zaczęło się rozwijać odmienne rozumienie. Niektórzy ludzie twierdzili, że utrzymywali relacje z pasażerami latających spodków, zaś natręci z innego świata ochoczo również zapozowali do kilku zdjęć. Dokładnie tą grupą wewnątrz społeczności ufologicznej zajmuje się publikacja wydana nakładem wydawnictwa Global Communications prowadzonego przez Timothy'ego Green Beckleya.
Książka nosi tytuł "UFO Repeaters. Seeing is believing. The camera doesn't lie". Ufologiczni informatorzy. Zobaczyć, znaczy uwierzyć. Obiektyw nie kłamie. Jak wskazuje tytuł, jest to pozycja przepełniona zdjęciami wykonanymi przez tych, którzy wielokrotnie mieli okazję wycelować obiektywy i uwiecznić Nolę zarówno na zdjęciach, jak i na filmach. Wiele spośród zdjęć zamieszczonych w "UFO Repeaters" jest dość spektakularnych i wzbudzi westchnienie zdziwienia nawet u tych, którzy już od wielu lat badają ten temat. Książka tak naprawdę nie podejmuje próby rozstrzygnięcia, czy te fotografie są autentyczne. Nieżyjący już pionier badań nad wzięciami przez obcych, Bud Hopkins, powiedział kiedyś, że zawsze będziemy mieli problemy z oceną prawdy zdjęcia UFO, ponieważ nawet zdjęcie, którego autentyczności eksperci od fotografii nie potrafili całkowicie obalić, może wciąż wyglądać jak coś stworzonego w Hollywood przez wydział do spraw efektów specjalnych.
Hopkins stwierdził również, że tak naprawdę jedyne, czego możemy być pewni, to my sami. Co oznacza, że powinniśmy badać zjawisko UFO, podejmując je po ludzkiej stronie patyka. I to udało się osiągnąć w książce "UFO Repeaters", gdyż opowiada ona osobiste historie kilku spośród samych kontaktowców, którzy stali się wyłapywaczami latających spodków. Nie wiadomo, w jaki sposób i dlaczego ci kontaktowcy zostali wybrani do pełnienia swojej misji ujawnienia obecności obcych poprzez obiektyw aparatu. Istnieje jednak pewien nieuchwytny czynnik, który łączy ich wszystkich. W swoim wstępie wydawca i autor Beckley zmaga się z tym i podobnymi problemami. Pisze na przykład, cytat: „Czy to sama osoba, ufologiczny informator jest odpowiedzialna za obrazy widoczne na zdjęciach lub wideo? Czy posiada ona jakiegoś rodzaju urządzenie śledzące, implant, które obcy wykorzystują w charakterze aparatu samonaprowadzającego, aby pozostać w kontakcie ze swoimi reprezentantami? Czy niektóre z tych obrazów są z natury parapsychiczne? Czy są manifestowane przez samych informatorów, podobnie jak to się dzieje w zdarzeniach z poltergeistami?
A może to tylko lokalizacja jest gorącym punktem, który przyciąga Nolę, a w którym każdy mógłby stanąć i uwiecznić dziwne obrazy, które bez wątpienia nie są czymś wykraczającym poza rzeczywistość normalności. Być może jest to kombinacja wszystkich wyżej wspomnianych czynników.” Koniec cytatu. Weteran paranormalnego dziennikarstwa, Tim Schwartz, rozpoczyna książkę od przejścia do przypadków. Na przykład sprawa Stelli Lansing Palmer w stanie Massachusetts, która posiadała dziwną zdolność wzywania Noli i zarówno fotografowania ich, jak też uwieczniania na filmie. Wiele spośród tych obrazów nie było obecnych, gdy Stella wykonywała zdjęcia. Przypuszczalnie jednak spontanicznie ukazywały się one na filmie. Twierdziła, że miała sposobność widzieć dziwnych małych ludzi i stworzenia, słyszeć głosy przemawiające znikąd, doznać wstrząsu elektrycznego wywołanego przez błyszczącą postać. Widziała też pojazd wynurzający się spod wody. To właśnie Beckley zapewnił Stelli pierwsze otarcie się o popularność, gdy ta przybyła na konwent ufologiczny, który Beckley pomagał zorganizować w 1967 roku. Pokazała Beckleyowi serię domowych nagrań wideo, na których uwieczniła, jak twierdziła, dziwne zjawiska podobne do fantomu.
Przypuszczalnie jeden z filmów Stelli ukazywał czterech pasażerów widocznych przez okno pojazdu powietrznego. Inne filmy sporządzone na taśmie ośmiomilimetrowej przedstawiały światła poruszające się zgodnie z ruchem wskazówek zegara, które wydawały się zachodzić na klatki. Uważa się, że w optyce coś takiego jest niemożliwe. Stella opowiedziała o swoich doświadczeniach pisarzowi Bradowi Stringerowi dla potrzeb jego książki "Gods of Aquarius". Bogowie Wodnika. Nie wiem, czy oni przybyli z innej planety — mówiła Stella — czy też żyją wewnątrz naszego wymiaru, czy może są istotami międzywymiarowymi, a może mieszkają gdzieś na Ziemi, w miejscu, którego jeszcze nie odkryliśmy. Cokolwiek jednak robię, dzieje się to tak, jak gdybym była w jakiś sposób zaprogramowana, by odczuwać potrzebę fotografowania Noli. "Czuję nagły impuls, by chwycić aparat. Nagłą konieczność, aby naprawdę wziąć aparat. Czuję, że może ktoś mi to każe, ale ja nawet nie wiem.
Nie jestem świadomie uważna. Gdy naciskam spust migawki, właśnie wtedy uzyskuję swoje zdjęcia UFO lub istot. Coś powoduje, że robię to, nie będąc tego świadoma. Zdaję sobie sprawę dopiero po takim zdarzeniu." Stella wciąż obserwowała i fotografowała NOL-e oraz sporządzała szczegółowe notatki jeszcze długo po tym, jak zainteresowanie jej pracą wygasło. Zawsze ochoczo opowiadała o swoich doświadczeniach, jednak aż do chwili śmierci w 2012 roku jej dziwne zdolności wprawiały ją w zdziwienie. Niemniej jednak media takie jak popularny serial telewizyjny "Unsolved Mysteries" zawsze ochoczo opowiadały jej historię. Schwartz pisze również o Kanadyjce o nazwisku Dorothy Izatt, która fotografowała zadziwiającą różnorodność NOL-i. W filmach Dorothy tak bardzo zastanawiające są obrazy uchwycone tylko na pojedynczych klatkach, które wyskakują niespodziewanie, ukazując smugi świetlne i inne interesujące obiekty. Wszystko zaczęło się, gdy zobaczyła jaskrawy obiekt wiszący na niebie nad jej domem, pisze Schwartz. Dorothy wyszła na balkon z latarką i próbowała dać sygnał UFO, które ku jej zaskoczeniu odpowiedziało sygnałem.
Gdy opowiedziała o doświadczeniu swoim przyjaciołom, nikt jej nie wierzył. Zakupiła więc kamerę Keystone Excel 200 Super 8 i zaczęła filmować. W wyniku tego powstało ponad 600 rolek filmu, o których sceptycy od samego początku mówili, że zostały sfałszowane. "Jeśli ona jednak rzeczywiście fałszuje, to eksperci od fotografii muszą jeszcze dociec, w jaki sposób to robi." Filmy Dorothy były szeroko rozpowszechniane w programach telewizyjnych, takich jak "Unsolved Mysteries" czy "Sightings". Nazywa ona pasażerów UFO świetlnymi istotami, nie kosmitami, ponieważ według niej my sami również jesteśmy kosmitami. Dorothy stwierdziła, że od samego początku potrafiła określić, gdy w pobliżu znajdował się NOL i że była zmuszona wziąć kamerę i go sfilmować. Później dowiedziała się, że była sterowana poprzez przekazy telepatyczne od istot pozaziemskich. Rozmawiasz na zasadzie umysłu-umysłu, wyjaśniła. Oni potrafią odebrać twoje myśli tak samo, jak ja odbieram ich myśli. To wszystko to są różne typy istot.
Niektórzy są podobni do nas. Gdyby chodzili pośród nas, nie dostrzegłbyś różnicy. Oni są różni, ale na tej ziemi my również jesteśmy różni. Co osobliwe, niektórzy ludzie widzą obcych we wskazanych przez nią miejscach, podczas gdy inni nie. Ona sama odczuwa zdolność do ich postrzegania jako efekt szczególnego zmysłu, jaki posiada. Gdy chce nawiązać kontakt, wówczas jedyne, co musi zrobić, to skoncentrować się i się pojawiają. Dorothy twierdzi, że posiada ten zmysł już od urodzenia i że dzieli go z innymi członkami swojej rodziny. Cytat: Nawet mimo iż wielu badaczy UFO stara się ignorować parapsychiczny składnik UFO, pisze Schwartz, odrzucenie tego kluczowego elementu przyczyni się jedynie do ciągłego zamieszania, które otacza to zjawisko. Od lat 40. NOL-e stały się synonimami statków kosmicznych i istot pozaziemskich.
Ta interpretacja jednak jest dalece zbyt uproszczona i przypuszczalnie bardziej odzwierciedla współczesne struktury poglądów aniżeli naukowy fakt. Koniec cytatu. Wzięcie Betty i Barney Hillów zostało dobrze udokumentowane w książkach takich jak "Interrupted Journey" autorstwa Johna Fullera czy "Captured: The Betty and Barney Hill Experience" napisana wspólnie przez Kathryn Marden, siostrzenicę Betty oraz długoletniego badacza UFO, Stantona Friedmana. W 1961 roku Hillowie przeżyli coś, co stało się szablonem abdukcji przez obcych, który od tego momentu był powtarzany przez innych ludzi niezliczoną ilość razy. Para została zabrana z ich samochodu, gdy jechali z Kanady do swojego domu w New Hampshire. Zabrano ich na pokład przyziemionego UFO, przeprowadzono badanie medyczne, a potem zabrano z powrotem do samochodu bez świadomych wspomnień z dziwnych zdarzeń, które właśnie miały miejsce. Hillowie swoje wspomnienia odzyskali dopiero kilka lat później, gdy psychiatra z Bostonu przeprowadził u nich zabieg hipnozy regresywnej. Wykorzystywanie hipnozy w celu wydobycia ukrytych wspomnień ze spotkania stało się kolejnym często występującym aspektem następującym po doświadczeniu wzięcia przez obcych. Choć przypadek Hillów jest znany większości społeczności ufologicznej, niezbyt szeroko znany jest fakt, że po spotkaniu z 1961 roku Betty i jej część rodziny doświadczyli nie tylko kolejnych obserwacji UFO, ale także nietypowego zastraszania w formie włamań do domu, dziwnych telefonów i paranormalnej aktywności. Badanie naukowe przekonało Betty do wzięcia udziału w eksperymencie, który miał wykazać, czy uda jej się ustanowić ponowny kontakt ze swoimi porywaczami.
Celem było naprowadzenie pojazdu tak, aby wylądował niedaleko domu Betty. Betty próbowała skontaktować się z pasażerami UFO poprzez wiadomości przekazywane słownie i telepatycznie. W rzeczy samej NOL-e zaczęły się pojawiać niedługo potem, po czym nastąpił wysyp paranormalnej aktywności, która obejmowała przedmioty w domu spadające z półek, samoczynne otwieranie się i zamykanie drzwi oraz przelatujące w powietrzu kule świetlne. Jak pisała Betty, cytat: "Te rzeczy przytrafiają się zarówno Barneyowi i mnie, jak też większości moich krewnych. Widziały je jednak także inne obecne przy tym osoby. Nie wierzymy w duchy, wierzymy jednak w podróże kosmiczne oraz życie na innych planetach. Zastanawiamy się więc, czy ci kosmiczni podróżnicy mogą posiadać zdolność do stawania się niewidzialnymi dla nas." Koniec cytatu. Wielu spośród jej wielbicieli nie wie, że Betty miała ulubione miejsce, które często odwiedzała, aby spróbować nawiązać kontakt i przyciągnąć te istoty, które wiele lat wcześniej zabrały ją i Barneya. Owocem jej wysiłków była duża liczba dziwnych fotografii, które dodała do osobistej kolekcji pamiątek, a przy których jednak sceptycy wymachiwali językami w nerwowy sposób, wyrażając brak wiary. Historia kolejnego kontaktowca, Howarda Mengera, to jedna z tych, co do których masz nadzieję na prawdziwość po prostu z powodu pewności, jaką ona wyraża wobec natury pasażerów UFO.
Howard spotkał rodzaj pięknych, kochających stworzeń, które wydają się być wyrwane prosto z dziecięcej książeczki o dobrych duszkach, zabierających małego chłopca na fantastyczną przygodę w pewnego rodzaju kolorowej krainie czarów. Howard urodził się w 1922 roku w Brooklynie, w Nowym Jorku. Gdy miał dziesięć lat, jego rodzina przeprowadziła się do ogromnego wiejskiego domu na wiejskich obszarach New Jersey. Howard i jego brat zwiedzali pobliskie pastwiska i wzgórza, gdzie wkrótce rozpoczęła się paranormalna aktywność. Jak utrzymywali chłopcy, kilkukrotnie zbliżały się do nich dziwne obiekty przypominające pojazdy kosmiczne z przygód Bucka Rogersa, które pojawiały się ponad linią drzew i odstraszały chłopców, którzy uciekali w popłochu. Pewnego razu blisko Howarda i jego brata wylądował dyskoidalny obiekt o średnicy dziesięciu stóp, podczas gdy inny wisiał nad ich głowami, jak gdyby badając reakcje chłopców na lądujący pojazd. Powolutku Howard, bardziej wyczulony od swojego brata, zaczął wypuszczać się na pastwiska i łąki samodzielnie. Szybko zaprzyjaźnił się z tamtejszą fauną, między innymi z wiewiórkami i królikami. Szczególnie zaś przywiązany był do pewnego miejsca nieopodal wolno płynącego strumienia, który biegł z tyłu rodzinnego domu. Pewnego jasnego, słonecznego dnia w 1932 roku zobaczył coś, co na zawsze zmieniło jego życie.
Cytat: "Tam, na kamieniu przy strumieniu" — twierdził Howard — "siedziała najpiękniejsza kobieta, jaką moje młode oczy kiedykolwiek miały sposobność ujrzeć. Ciepłe promienie słoneczne odbijały się w jej długich, złotych włosach, które otaczały jej twarz i ramiona. Krzywizny jej pięknego ciała były zarysowane delikatnie i były widoczne poprzez prześwitujący materiał jej ubioru, który przywodził na myśl kostium używany przez narciarzy." Koniec cytatu. Pomimo nagłego i dziwnego pojawienia się znikąd tej kobiety, Howard nie był wystraszony. Zamiast tego ogarnęło go obezwładniające uczucie zdziwienia, które wprawiło go w bezruch. Czuł emanującą od tej kobiety ogromną falę ciepła i miłości. I podszedł do niej, jak gdyby był jej starym przyjacielem lub ukochaną osobą. Kobieta zawołała go po imieniu i powiedziała, że przebyła długą drogę, by się z nim zobaczyć i z nim porozmawiać. Cytat: "Mówiła, że wiedziała, skąd pochodzę" — wspominał Howard — "i jaki był mój cel tutaj, na Ziemi. Ona i jej ludzie obserwowali mnie przez długi czas i na sposoby, które nieprędko zrozumiałem.
Gdy mówiła o swoich ludziach, wciąż nie rozumiałem, że pochodzili oni z innej planety. Wydawało się, że jestem otoczony przez silny żar, niemalże widoczny, który emanował z jej obecności. Często próbowałem opisać go jako jak gdyby postrzeganie filmu w technicolorze w trzech wymiarach oraz bycie częścią akcji filmu." Koniec cytatu. Ponownie tajemnicza kobieta zwróciła się do Howarda po imieniu i powiedziała: "Kontaktujemy się ze swoimi." Są to słowa, które według Howarda powodowały więcej radości i przybierały na znaczeniu, gdy był coraz starszy. "To nie twoja wina, Howardzie, że nie rozumiesz wszystkiego. Nie martw się" — uspokajała go. Potem jej twarz posmutniała i mówiła o poważnych zmianach, zniszczeniu i cierpieniu, które niczym czarna chmura nadciągały nad kraj i cały świat. Przed odejściem kobieta powiedziała, że Howard zobaczy ją ponownie, ale dopiero po długim czasie. Howard często później powracał w to samo miejsce. Kobieta jednak nigdy nie pojawiła się ponownie.
Później, już w dorosłym życiu, gdy służył w wojsku, Howard przebywał na wakacjach w Meksyku, gdzie napotkał człowieka o sięgających barków włosach koloru blond, siedzącego w taksówce, którą Howard właśnie zamówił. Blondyn przemawiał do niego, nie poruszając ustami, telepatycznie i powiedział Howardowi, że został on wybrany do odbycia serii kontaktów z obcymi. Obcy ostrzegł Howarda, że w czasie służby wojskowej jego życie może być zagrożone. Nigdy jednak nie będzie musiał nikogo zabijać. To proroctwo okazało się później prawdziwe, gdy Howard został zaatakowany przez japońskiego żołnierza, który podszedł do niego z ostrym jak brzytwa bagnetem w środku nocy, wycinając dziurę w namiocie Howarda. Howard zaczął strzelać do żołnierza wroga, raniąc go, jednak nie śmiertelnie. Howard spotykał swoich kosmicznych przyjaciół prawie wszędzie, gdzie się udał. Wyglądali oni wystarczająco ludzko. Było jednak w ich wyglądzie coś dziwnego. Coś być może nieco nieobecnego, co przekonało go, co ci goście mieli na myśli, mówiąc, że pochodzą z innych planet.
Wyjawili Howardowi, że został on wybrany, by stać się kontaktowcem, ponieważ posiadał niektóre z tych samych pozytywnych cech co oni. Po wojnie Howard powrócił do New Jersey, a jego kontakty nasiliły się. Spotykał ich w swoim domu, jak również poza domem, w kilku oddalonych miejscach schadzek, do których kazano mu się udać. Wielokrotnie zabierał ze sobą kamerę, aby uwiecznić niektóre z ich działań w powietrzu. Udało mu się nawet uzyskać nieco statycznych zdjęć podchodzących do niego istot, oświetlonych od tyłu jaskrawo świecącą zewnętrzną częścią ich statku i tworzących pełne grozy cienie. Z biegiem lat Howard zyskał sławę jako kontaktowiec, wyprzedzony jedynie przez George'a Adamskiego i napisał książkę zatytułowaną "From Outer Space to You", „Od kosmosu do ciebie”, która pozostaje klasykiem swojego gatunku. Choć wciąż istniały kontrowersje co do tego, czy Howard był częścią rządowej grupy uciszaczy mającej na celu tworzenie zasłony dymnej wokół prawdy o zjawisku latających spodków, wciąż mamy wiele jego zdjęć, zaś wybrane z nich ukazały się w publikacji "UFO Repeaters". Współautor Tim Beckley przyznaje, że jest predysponowany do tego, by wierzyć w dziwaczne historie Howarda, ponieważ, cytat, "on był tak czarującą osobistością, rodzajem gościa, który wydaje się niezdolny do kłamstwa". Koniec cytatu. Beckley twierdzi, że mieszkał naprzeciwko Howarda i często słyszał pogawędki od innych, którzy widzieli i słyszeli rzeczy zarówno na terenie, jak i w okolicy posesji Howarda.
Mimo że tak naprawdę nie spotykali się z nim. Jego sąsiedzi ze wsi sporo zachowali dla siebie. Widzieli jednak wystarczająco dużo, by móc zweryfikować niektóre z dziwnych wydarzeń, które miały się rozegrać w jabłoniowym sadzie na tyłach domu Howarda w High Bridge w stanie New Jersey. Podobnie jak legendarny szwajcarski kontaktowiec Billy Meier, Paul Villa był skromnym dżentelmenem, któremu udało się wykonać pewne uderzające zdjęcia UFO. Paul nie miał osobistego interesu i nie dążył za wszelką cenę do przyciągnięcia uwagi lub zdobycia sławy. Jak to często ma miejsce w świecie spotkań z UFO, Paul nie odkrył zjawiska latających spodków. To zjawisko latających spodków odnalazło jego. Paul powiedział badaczom UFO, że odbierał przekaz telepatyczny nakazujący mu udać się w pewne miejsce, zwykle gdzieś nieopodal jego domu w Albuquerque w stanie New Mexico. Gdy zjawił się w wyznaczonym miejscu, obcy po prostu pozowali przed nim, gdy wykonywał zdjęcia swoim japońskiej produkcji aparatem, używając standardowego filmu Kodaka. Rezultatem tych wysiłków jest piękna seria barwnych fotografii ukazujących latające spodki w całej ich wspaniałości.
Według ufologa Wendelle'a Stevensa, w porównaniu z większością fotografii z tamtego okresu, to jest z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, zdjęcia wykonane przez Paula są dość ostre. Rozmiar obrazów ukazujących spodki jest na tyle duży, że ukazują one wyraźne szczegóły, zaś fakt, że na pierwszym planie niektórych z fotografii widoczna jest ciężarówka Paula, dostarcza znanego obiektu, z którym można porównać wymiary spodka i oszacować jego odległość od aparatu fotograficznego. Paul urodził się w 1916 roku w rodzinie o korzeniach rdzennoamerykańsko-hiszpańskich. Nie ukończył dziesiątej klasy podstawówki. Znał jednak biegle matematykę, fizykę, elektrykę i mechanikę. Posiadał też szczególny dar pozwalający wykrywać usterki w silnikach oraz generatorach. W 1953 roku, będąc zatrudnionym przez Departament do Spraw Wody i Zasilania w Los Angeles, Paul spotkał człowieka o wzroście około siedmiu stóp, który zwrócił się do niego po imieniu i potrafił czytać w jego umyśle, jak też znał ogromną ilość faktów na temat jego przeszłości. Kosmita, takie określenie pada w oryginalnej wersji tego artykułu, zaprosił Paula, aby ten wszedł na pokład dyskoidalnego obiektu o metalicznym wyglądzie, unoszącego się w pobliżu nad wodą. Paul zaś zgodził się. Dla Paula obcy wyglądali zupełnie ludzko, choć jednakowoż bardziej atrakcyjnie niż ludzie na Ziemi.
Byli też zdecydowanie bardziej doskonali, jeśli chodzi o twarz i formę. Zabrali Paula na wycieczkę po spodku i powiedzieli, że przybyli tutaj z przyjacielską misją, aby pomóc ludziom na Ziemi. Gdy jego kontakty były kontynuowane na przestrzeni kolejnych lat, Paula w końcu zaproszono do sfotografowania statków. Obcy przelatywali swoim pojazdem powoli i zawisali w powietrzu, gdy Paul z daleka wykonywał zdjęcia. W połowie lat sześćdziesiątych zaczęły przyciągać uwagę organizacji badających latające spodki, które podważały autentyczność zdjęć, niekiedy wręcz próbując udowodnić Paulowi fałszerstwo. Wykonane przez Paula zdjęcia zapierają dech w piersiach i przypuszczalnie ukazują autentyczne latające talerze na tle pięknej, pustynnej scenerii. Fotografie ukazują zmieniające się typy pojazdów powietrznych, co jest spójne z zeznaniami świadków NON, począwszy od lat czterdziestych i co spowodowało, że niektórzy analizujący myśleli, że odwiedza nas kilka różnych ras obcych istot oraz cywilizacji. Zła sława, która wiązała się z byciem wybranym do wykonywania zdjęć, nie umiliła jednak Paulowi życia. Gdy wracając pewnego wieczoru z pracy do domu, zatrzymał się w miejscowej karczmie i usiadł, aby napić się piwa, pewien obcy człowiek podszedł do niego i uderzył go w nos, powodując krwotok. Atakujący nazwał Paula wariatem z powodu rozmów z kosmitą.
Nieproszeni poszukiwacze ciekawostek zakradali się do jego rodzinnego domu i wychodząc, zabierali stamtąd pamiątki. Wszelakiego rodzaju formy zastraszania kilkukrotnie zmusiły rodzinę Paula Ville do przeprowadzki. Paul Villa zmarł w 1980 roku w wieku sześćdziesięciu czterech lat. Niektóre z jego zdjęć, w tym całe serie wykonane rzekomo na innej planecie, nigdy nie zostały upublicznione. Możemy się nigdy nie dowiedzieć wszystkiego, co Paulowi przekazali pasażerowie UFO. Jednak pomysł, że istnieją dalsze dowody fotograficzne oczekujące na publikację, z pewnością jest kuszący. Publikacja „UFO Repeaters” zawiera również zdjęcia oraz osobiste historie innych ludzi, którzy zostali wybrani, by fotografować latające spodki, jak również okazjonalnie ich pasażerów. Ellen Crystal, Ed Walters, Joe Ferrier, Mark Brinkerhoff, by wymienić tylko kilku, zostali pewnego razu, by tak rzec, wciągnięci do grona i tworzyli niekończący się strumień zdjęć, co wskazuje na istnienie pewnego rodzaju wzajemnego zaufania, jak też w niektórych przypadkach najwyraźniej miłosnego związku z istotami pracującymi na latających statkach. Dlaczego pasażerowie Noli nadali informatorom tego rodzaju uprzywilejowany status? Dlaczego te obce istoty w niektórych przypadkach przypuszczalnie rezygnują z wykorzystywania czynnika terroru i zamiast niego wytwarzają troskliwą, pełną współczucia więź z niektórymi doświadczającymi, która trwa do końca życia śmiertelnika?
Kapryśność wyborów dokonywanych przez obce istoty nie przestaje nas zadziwiać. W międzyczasie jednak wydawnictwo Global Communications przedstawia państwu właśnie to, „UFO Repeaters”. Książkę, która zawiera historie stojące za tymi fotografiami oraz ludzi, którzy wzięli je za pewnik. Nie ma powodu, aby powątpiewać w autentyczność fotografii, zaś wiele z nich już dawno przeszło przez ręce ekspertów od analizy fotograficznej, którzy zmuszeni byli stwierdzić, że bez względu na to, czy rzeczywiście istnieje obca obecność, same zdjęcia nie są wynikiem fałszerstw lub sztuczek. Od chwili, gdy w 1947 roku obserwacja Kennetha Arnolda rozpoczęła współczesną erę, obcy postanowili ujawnić swoje istnienie na wiele sposobów. Skoro tak, to dlaczego pojawiające się sporadycznie autentyczne zdjęcia nie są częścią całej tej mieszanki? Dlaczego pasażerowie UFO odmawialiby tego rodzaju weryfikacji, gdyby chcieli dostarczyć tak wielu innych form dowodu i potwierdzenia? Jak sugeruje tytuł książki „UFO Repeaters. Seeing Is Believing. The Camera Doesn't Lie”.
Zobaczyć znaczy uwierzyć. Obiektyw nie kłamie. Autor Sean Casteel, unexplainedmysteries.com. Tłumaczył, opracował i czytał Ivellios.