[04:09] - Witam wszystkich bardzo serdecznie. Chciałem się z wami podzielić moją relacją ze wspólnego śnienia, ponieważ widzę, że ucieka mi powoli pamięć, a potrzebowałem kilku dni, żeby sobie wszystko w głowie poukładać. Ale że coraz mniej zaczynam pamiętać, muszę zrobić to nagranie, żeby tego nie zapomnieć. Jest to wspólny sen z 18 grudnia 2016 roku. Śniliśmy łącznie w trójkę w otoczeniu magrawów, systemu balansującego oraz kasku do podróży. Tak, tak, kasku do podróży. Dla niektórych wydaje się to śmieszne, ale nie będę tutaj nikogo przekonywał, czy takie coś jest możliwe, czy nie. Mieliśmy naukowy dowód. Mam do tego dwóch świadków, którzy to potwierdzą. Wspólne śnienie jest możliwe przy zastosowaniu technologii Keshe, magrawów, kasku, systemu balansującego.
Na czym mój sen polegał? Sen trwał osiem godzin. Wspólnie śniliśmy, wspólnie podróżowaliśmy, również każdy osobno. Wszystko zależne było od sytuacji i tak dalej. Będąc w pokoju, siedziałem sobie na krześle. Zaczęliśmy się wprowadzać w trans i w pewnym momencie pokój zaczął się zmieniać. Wszystko zaczynało się robić czarne. Uświadomiłem sobie, że mam już śnienie, że jestem już po tej drugiej stronie. Oczywiście kształty się zaczynały zmieniać w pokoju. Pokój zupełnie inaczej wyglądał.
Komoda, która stała naprzeciwko mnie, zrobiła się większa, ciemniejsza. Podłoga zaczęła falować, wszystko zaczęło wibrować. Pomieszczenie tak jakby zaczęło się zagęszczać. Tak to mniej więcej tutaj wyglądało. Więc postanowiłem, że położę się na łóżko i zaczynałem się patrzeć to na ścianę, to na sufit i tak dalej. Drugi kolega również siadł. Siedział na podłodze w kucki oraz trzeci kolega, który wyczuł energię, bo to się dało wyczuć, że też wszedłem w sen, więc szybko się położył na ziemi. I zaczęliśmy wspólne śnienie. Jak to moje wspólne śnienie wyglądało? Na początku miałem zamknięte oczy.
Kiedy się już położyłem, zacząłem się wprowadzać. Ciało zaczęło wibrować tak jak zwykle przy zwykłym OOBE. I w pewnym momencie zaczynałem otwierać niefizyczne oczy. W tle jeszcze słyszałem, jak komunikujemy się między sobą dosłownie telepatycznie. Zaczynałem powoli otwierać oczy. Ciało miałem już całkowicie sparaliżowane i zaczynałem pędzić różnymi tunelami, kanałami i tego typu rzeczami. Głosy stawały się coraz bardziej wyraźne. Doskonale słyszeliśmy. Jeden z kolegów, powiedzmy, że taki mój przewodnik, który wziął tutaj prym w tym śnieniu, mówił mi po prostu, co mnie czeka, że spotkam swojego brata bliźniaka, że będę musiał stanąć na rozdrożu dróg i będę musiał wybrać, czy idę dalej, czy się wycofuję. Dziś, już po kilkudniowej przerwie wiem, że to był słuszny wybór i tak właśnie ma być.
90% ludzi przy takich wizjach wychodzi, ucieka z podniesionymi rękami. Również kolega mi mówił o tym, że wiele osób też u niego śniło wcześniej wspólnie. I dokładnie tak było. Ponieważ ja mam te swoje doświadczenie już długoletnie, więc w tych wspólnych wizjach nie było to dla mnie jakimś większym szokiem. Zawsze jakoś śniłem sam, ale właśnie tutaj postanowiliśmy w trójkę, więc to nie przeraziło mnie aż tak bardzo. Były dwa, może trzy momenty takiego mojego topnięcia, zachnięcia, ale raczej doskonale wiedziałem, że i tak sobie z tym poradzę, bo wiedziałem, że nic mi się nie może stać. Pędząc po tych korytarzach, w pewnym momencie płaszczyzna na ścianie zmieniła się. Pokój w ogóle zaczął świecić zupełnie inaczej. Widać było wszystko niż w realu. Wszystko błyszczało.
Struktura pokoju w ogóle się zmieniła, jakby po prostu dwa światy nałożyły się na siebie. Więc gdy pędziłem w tym pokoju tunelami, w pewnym momencie na moim ekranie śnienia wyglądało to jak dosłownie rzut z projektora. Aż tym moim ciałem niefizycznym zacząłem się rozglądać, czy chłopaki gdzieś nie schowali projektora centrali. Oczywiście miałem różne myśli i tak dalej. Od razu to wyłapywali. Nie dało się ukryć swoich myśli, że tak powiem. Cokolwiek pomyślałem, oni już wiedzieli o tym. Nawet próbowałem, taki teścik zrobiłem. Pomyślałem jakieś tam rzeczy i od razu to wyłapali, żebym ich nie okłamywał. Także telepatia istnieje jak najbardziej.
Absolutnie. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Na ekranie śnienia pojawiła się twarz. Na ekranie pojawiła się twarz. Była to moja twarz. Świecąca piękna twarz, a właściwie od nosa po podbródek widziałem tylko usta. Do głowy mojej była przyczepiona inna postać. Wyglądała ona na taką reptiliańską, taką obcą formę. Natomiast nie była póki co taka szczegółowa. Kolega mnie instruował.
Taki mój, powiedzmy główny przewodnik w moim śnieniu. Co teraz mam zrobić i jak będzie. Otrzymywałem telepatycznie informację, że teraz zaczęła się walka o mnie. Więc patrzyłem się na tę twarz, przeglądałem. Patrzyłem ze skosu, z przodu. Z różnych perspektyw patrzyłem na tę istotę i w pewnym momencie było coś takiego, jakby na ekranie pojawiły mi się strzałka do przodu, do tyłu, play i pauza. W pewnym momencie na tym playu Dosłownie jak na komputerze od myszki ktoś nacisnął pauzę i wszystko zamarło. Dosłownie wszystko zamarło. Cała przestrzeń. W tle widziałem przestrzeń Ziemi, właściwie kulę ziemską.
Wokół kuli ziemskiej latały różne rzeczy typu statki kosmiczne, floty, meteoryty, pędzące światła, iskry i tak dalej. I w momencie, kiedy ktoś nacisnął, a właściwie to moja podświadomość, moja czysta dusza nacisnęła pauzę, wszystko zamarło. Po prostu czas nie istniał. Czas się zatrzymał. Ja byłem w tej przestrzeni. Mogłem poruszać ciałem, nie fizycznym oczywiście i poruszałem. Natomiast wszystko zamarło i dostałem w głowie telepatyczną podpowiedź z jednego ze śniących, wspólnie śniących, że teraz jest moja decyzja, czy ja idę dalej, czy się wycofuję. Otrzymywałem również informację, że teraz będę widział wszystkie moje złe uczynki, które zrobiłem w trakcie mojego życia oraz poprzez wszystkie moje aspekty, które żyły przede mną i które będą żyły po mnie, czyli tak zwane wszystkie wcielenia. Dosłownie sekunda po sekundzie było pokazywanie wszystkich rzeczy, gdzie zrobiłem, gdzie popełniłem błąd, gdzie kogo oszukałem, gdzie kogo okłamałem, gdzie kogo okłamię i tak dalej. Twarz, która patrzyła na mnie, a właściwie usta, one się lekko poruszały, zmieniały położenie, płaszczyznę.
Obraz był nie powiedziałbym, że trójwymiarowy. Powiedziałbym, że siedmio-, ośmio-, dziesięciowymiarowy. Z każdej różnej perspektywy mogłem widzieć ten obraz. I zaczynałem powoli, zaczął mnie lekko opętywać. Telepatycznie słyszałem, bo oczywiście koledzy byli ze mną, koledzy podpowiadali mi telepatycznie, że muszę teraz wybrać i żebym się nie bał i że to jest decydująca chwila. Ja poprzez swoje doświadczenia OOBE doskonale wiedziałem, że nic mi się nie może stać, ale też wiedziałem, że zawsze w takich przypadkach, kiedy mam wątpliwości, najlepiej zwrócić się do swojej prawdziwej, czystej duszy, prawdziwego swojego umysłu, jasności umysłu, a przede wszystkim świadomości. I też to zrobiłem. Telepatycznie również otrzymałem podpowiedź, żebym wziął i uścisnął tego mojego brata, czyli tak naprawdę właściwego siebie, prawdziwego siebie. Wiedziałem już i dochodziło do mnie, że tak naprawdę wszystko jest iluzją, hologramem. Wszystko to jest snem, dosłownie snem.
A więc to, co myślimy tu na Ziemi poprzez formę, w jakiej się wyobrażamy tutaj jesteśmy tylko snem, a Matka Ziemia też ma swoją duszę i tylko dzięki niej możemy się tutaj zamanifestować i powinniśmy o nią dbać. Zawsze to wiedziałem, a te wizje jeszcze bardziej mnie uświadomiły w tym wszystkim. Kiedy stwierdziłem, że godzę się, a właściwie już prawie byłem pewien, ale jeszcze nie do końca, po prawej stronie mojego ekranu śnienia znowu wpadłem w tunel i zacząłem pędzić. Pojawiły się dwie drogi. Tylko dwie drogi. W lewo i w prawo. Jeżelibym poszedł w lewo, wróciłbym do Matrixa i prawdopodobnie bym zobaczył swoje koszmary inne i tak dalej. Śniłbym po prostu nieświadomie. Nie miałbym pewnie takich przemyśleń jak teraz. Po prawej stronie widziałem świetliste postaci.
Błyszczące, elektryczne, świetliste postaci świadomości. Na początku nie wiedziałem, co to jest. Teraz po refleksjach i rozmowach z moimi kolegami już wiem, że to byli właśnie oni. Ukazali mi się po prostu Jako światło. Kiedy wziąłem, uściskałem swojego ja po tej drugiej stronie i kiedy poprosiłem moje najwyższe ja, moją czystą krystaliczną duszę, aby mi podpowiedziała, co mam zrobić i tak dalej, ukazały mi się również po lewej stronie aspekty. Moje wszystkie aspekty, czyli moje wszystkie przeszłe, minione życia oraz przyszłe. Ponieważ wtedy, kiedy uświadomiłem sobie, że muszę się z tym wszystkim zmierzyć i rozliczyć, a przede wszystkim wybaczyć i dać sobie szansę, stało się coś pięknego. Aż mi teraz jeszcze ciary przechodzą i emocje. Uśmiechnąłem się. Objąłem wszystkich, wszystkie moje aspekty niefizycznymi, wielkimi ramionami.
Uściskały mnie. Powiedziałem, że im wybaczam i proszę o wybaczenie. I przed oczami ukazałem się jako bąbla, jako iskra, która eksplodowała. Dosłownie eksplodowała. I w tym momencie z moich niefizycznych oczu popłynęły łzy. Ale to były łzy szczęścia. Czułem się zjednoczony z wszystkimi moimi aspektami, z wszystkimi istotami fizycznymi i niefizycznymi oraz ze światem, z kosmosem. Przede wszystkim z kosmosem. Nargały mną emocje, których nigdy wcześniej w życiu nie doświadczyłem. Nigdy tak pięknych emocji.
Telepatycznie usłyszałem głos, abym się uśmiechnął do mojego brata bliźniaka. I w tym momencie na twarzy, a właściwie na ustach mojego niefizycznego brata pojawił się uśmiech. Najszczerszy, najszerszy, najpiękniejszy uśmiech, jaki kiedykolwiek widziałem. No tak. Rozpoczęła się walka o mnie. Zacząłem być atakowany. Uświadomiłem sobie, że wszystko jest iluzją. W jednym rogu widziałem ziemię, w innym rogu widziałem wszystkie aspekty. Nie widziałem ich twarzy. Były to ciemne postacie, ale wszyscy na mnie czekali i oczekiwali mnie.
Po prawej stronie czekało dwóch moich kolegów współnie śniących oraz tunel. Stanąłem przed tym tunelem, poruszając się milimetr po milimetrze. Usłyszałem podpowiedź telepatyczną od kolegi: „Teraz wszystko zależy od ciebie. To ty masz pilota i to ty teraz kierujesz”. Podświadomość mi podpowiadała, że wszystko jest iluzją i wszystko ja robię, tworzę i kreuję. Że to ja jestem zarządzającym. I właśnie teraz muszę odgonić wszystkich członków zarządu. A członkowie zarządu to nikt inny jak Rothschildowie, Kościół katolicki, Watykan, wszelkie przekonania religijne, wszelkie dogmaty, przekonania, które mamy wpajane od małego. Szkoła, przyjaciele, iluzje. Życie w Matrixie.
Na początku próbowałem przybliżyć się w lewą stronę, zobaczyć, lekko luknąć, co tam się dzieje. Ale wiedziałem, że muszę iść w prawo. Zamarła cisza. W tym momencie był to mój wybór. I koledzy tylko czekali na mnie. Słyszałem tylko głosy telepatyczne, coś takiego, że on jest niesamowity. On jest unikatem. Jest jeden z wyjątków, jakich dawno żeśmy nie widzieli. I ten głos. On ma tak czystą duszę, że będzie wiedział, gdzie ma iść.
Bo czysta dusza nigdy nie wątpi i zawsze wie, w którą stronę ma iść. Z lewej strony coś się zaczęło pojawiać, ale automatycznie skręciłem w prawo i poleciałem. Uściskałem się z przyjaciółmi i poleciałem w światło. Lecieliśmy do komnaty, dużej pięknej komnaty, a właściwie takiej groty. Po lewej stronie stał duży, świetlisty most. Było to miasto ze złota, z energii. Byłem energią. Poruszałem się jako kula, jako taki świetlisty orb. Znalazłem się na sali. Na podłodze były różne symbole, znaki.
Coś jak pentagramy, tego typu rzeczy. Na środku tej bardzo dużej komnaty pojawiły się różne światła. Wyglądało to na takie zgromadzenie. Z ciemności zaczęła się pojawiać iskierka. Wyglądało to tak, jakby wszyscy przyszli na unikatowe spotkanie. Pewne wydarzenie, bardzo ważne wydarzenie, aby być świadkiem tego. Nagle światełko, iskierka, orb zaczął się pojawiać. Pojawiłem się ja w świetlistej formie jako czysta energia. Wisiałem w powietrzu. Na początku tego nie rozumiałem, dlaczego byłem odwrócony do dołu, głową do dołu z rozciągniętymi rękoma w kształcie wpasowany w okrąg.
Często takie obrazy można znaleźć na internecie. Później oczywiście zacząłem zmieniać kształty i się obracać. I stałem już normalnie. Obserwowałem siebie z różnych kątów i perspektyw. Znużony już tym całym przedstawieniem. Jak zwykle zawsze coś musi wyjść. Znużony tym całym przedstawieniem postanowiłem, że spróbuję zrobić zooma, zbliżenie, wejść w to światełko, właściwie w postać mnie. Ale nie do końca mi się to udawało. W pewnym momencie z tej mojej świetlistej postaci wyleciały dwie iskry. Przeniosły się w prawą część ekranu śnienia.
I były oddzielone od siebie. Każda poleciała swoim torem, ale i tak spotkały się w jednym miejscu. Po jednej stronie wyłoniła się postać obcej istoty. A po drugiej stronie postać mnie. Stały one blisko siebie i zaczynały się do siebie zbliżać, podlatywać. I w pewnym momencie zaczęły taki wspólny taniec wokół siebie. Powiększyły się i splotły się tak jak ludzkie DNA. Dosłownie. Zaczęły wokół siebie wirować i wibrować, aż w końcu się połączyły w łańcuch. Moja podświadomość powiedziała mi, moja dusza, podświadomość powiedziała mi, że w ten sposób ja powstałem.
Ponieważ jestem bardzo starą duszą i mam tysiące żyć poza sobą, to ta komnata jest miejscem moich narodzin. Te dwie iskierki, które przyleciały to byłem ja rozszczepiony na dwa pierwiastki męski i żeński. To tak naprawdę ja, ale jako wspólny mój rodzic, który postanowił przy błysku świadomości rozdzielić się i z powrotem połączyć się, aby w ludzkiej formie, może nie w ludzkiej, w tamtej formie elektrycznej, energetycznej mieć możliwość doświadczania bycia człowiekiem. Świadomością. Ukazałem się w swojej postaci świetlistej, ale na plecach od czubka głów miałem postać obcej istoty. Kosmicznej istoty. Gadoidalnej istoty. Kiedy zacząłem się przyglądać sobie zauważyłem, że mam również ogon oraz nogi szponiaste w tamtej formie. Na moim ciele znalazłem kilka punktów. Na początku nie wiedziałem, co to są za punkty, ale podświadomość mi mówiła, że to są chipy.
Tak to się nazywa? Chipy energetyczne. Kiedy sobie to uświadomiłem Na ekranie mojego śnienia pojawił się cały diagram mnie jako istoty. Byłem skanowany milimetr po milimetrze. Zamknąłem oczy, kiedy już się dowiedziałem, że mam chipy, kiedy dowiedziałem się, że jestem goniony, że próbują mnie dorwać po tej drugiej stronie te złe, ciemne moce. Kiedy zaczynałem przechodzić między gęstościami, między wymiarami, straciłem świadomość i wstałem. I na tym zakończył się mój sen. Wszyscy wstaliśmy. Ja poszedłem zapalić papierosa do toalety i przemyłem twarz. Kiedy wróciłem do pokoju, siedliśmy wszyscy i zaczęliśmy sobie opowiadać, weryfikować.
Wszyscy widzieli to samo. Wszyscy śniliśmy jeden wspólny sen. I w pewnym momencie, kiedy powiedziałem do kolegi, że byłem w toalecie przemyć twarz, bo musiałem to wszystko z siebie zmyć, nagle kolega zaczął się dostrajać. Tak jakby słowo przemycie twarzy, zmycie twarzy było dla niego jakimś impulsem potwierdzającym oczyszczenie, że tak powiem, siebie. Ja to też zauważyłem i z powrotem położyłem się na łóżko, aby dalej śnić. Praktycznie w ciągu ułamka sekundy znowu znalazłem się po tej drugiej stronie. I pojawiłem się znowu w tej komnacie. To była kontynuacja dalsza tego mojego snu. Znowu pojawił mi się mój cały ekran śnienia, ale tutaj już te wszystkie chipy energetyczne zniknęły. Usłyszałem tylko telepatyczną odpowiedź, że to te chipy były powodem tych wszystkich moich chorób.
I rzeczywiście dziś, po paru dniach czuję się po prostu rewelacyjnie. Pewne miejsca, które mnie przez lata bolały, nie bolą mnie. Jakby odciął po prostu wszystko ręką. Przyglądałem się znowu swojej twarzy, swojemu bratu bliźniakowi, bo w ułamku sekundy, kiedy chciałem sobie wyobrazić, wyobraziłem sobie go. Na twarzy, a przede wszystkim w nosie, w prawej dziurce nie było już chipa. Nie było również chipów na kręgosłupie oraz w kilku innych miejscach. Miałem kilka tych podróży, gdzie ciągle mnie tam coś goniono, ale po trzeciej, czwartej próbie przestano po prostu gonić. W każdej innej płaszczyźnie, w innym wymiarze tych goniących tak zwanych zarządców, jak to mój kolega telepatycznie mi mówił, było coraz mniej, aż w końcu zniknęli. Pamiętam jedną ze scen, gdzie była taka jakby ostatnia próba przechwycenia mnie, czy sprowadzenia mnie jeszcze na manowce, w tą iluzję. Jak kolega powiedział, że kolejny wymysł.
Pewnie to młodzi Rothschildowie, bo tylko oni są jeszcze do takich sztuczek zdolni. Zawsze ten sam schemat. Co ciekawe, kiedy rozmawialiśmy, wszyscy mają podobne wizje. Ale oczywiście rozwaliłem. A ostatnią taką sceną, w której próbowali jeszcze mnie przechwycić, to była scena, kiedy znalazłem się w jakimś pomieszczeniu w podziemiach. Coś na styl anglosaski, XVIII/XIX wiek. Znalazłem się na scenie świadomością, bez ciała fizycznego. Była duża komnata, na tej komnacie zamazane twarze, postacie. Oczywiście było dużo ludzi. Ja tych wszystkich ludzi obserwowałem, a oni mnie.
Oni byli przerażeni. Ja zacząłem chodzić po tej scenie, przyglądać się, ale nic się nie działo, nie? Zaczęło mnie to trochę denerwować. Więc w pewnym momencie z tłumu wyszedł gość na czarno ubrany w cylindrze. To była ostatnia sztuczka Rothschildów. I zaczął wchodzić po schodach na tą scenę. Słyszałem normalnie, jak wchodził, szczelanie butami o schody i zaczął się do mnie przybliżać. Ale ja zawsze, kiedy nie wiedziałem w każdej mojej wizji, co mam robić, zawsze zwracałem się do mojej czystej duszy, świadomości. I tak było w tym przypadku. Kiedy już prawie do mnie doszedł, to ja zawsze odbijałem w prawą stronę.
Mówię zawsze, ponieważ w każdej mojej wizji tak było, ale tę wizję przedstawiam tylko po to, żeby uświadomić sobie, jak to wyglądało w tych wszystkich wizjach. Kiedy czułem jakiekolwiek zagrożenie, zawsze mnie odbijało i leciałem w prawo. I zawsze wylatywałem w chmury. Leciałem nad chmurami i na wschód słońca. Zawsze tak było. Zawsze tak było. Wiele razy w moich przekazach otrzymywałem informację, że nic nie jest w stanie złamać tego mojego mechanizmu wewnętrznego, że mam w sobie wbudowany pełną świadomość mechanizm, który w momencie zagrożenia albo gdy nie będę mógł czegoś rozwiązać, automatycznie cofa mnie do światła. Zawsze tak było w moich wizjach i głosy telepatyczne nie tylko moich współśniących, bo też pojawiały się inne głosy innych osób. Mówiły mi, że jestem tu fenomenem, którego dawno nie widziały. Nie chcę się wyolbrzymiać kim to ja tutaj nie jestem, ale takie dostawałem przekazy informacyjne.
I zawsze leciałem nad chmurami w stronę słońca porannego. To był tak przepiękny widok, że nigdy tego nie zapomnę. Żeby umiejscowić jeszcze inny wątek. W momencie, kiedy mnie gonili ci tak zwani zarządcy, czyli te aspekty, które nami manipulują, tworzą nam tutaj holograficzną rzeczywistość. Niefizyczny kolega siadł. Ciało jego leżało na ziemi. Obydwóch kolegów leżało na ziemi. Spali. Ja też leżałem, spałem, ale mi fizyczne ciało siadło na taborecie i zaczęło nam mówić o Rothschildach i tych wszystkich innych tajnych grupach, rodzinach. I w pewnym momencie, kiedy mówił o Rothschildach, wyciągnął do przodu rękę, tak jakby z ręki wypuścił garść takich ziaren, które rozbłysły na ekranie ślinia i widzieliśmy cały genotyp rodziny Rothschildów.
Caluteńki genotyp. W ciągu ułamka sekundy wiedziałem o nich wszystko. Ponieważ byłem połączony z całą świadomością, z kosmosem, dosłownie z całą świadomością kosmosu. Wtedy nie czułem żadnego ani lęku, ani strachu. Byłem wolny. Czułem się wolny. Czułem, że mogę zrobić wszystko. W pewnym momencie kolega powiedział, abym ich zabrał w podróż. I tak też zrobiłem. Telepatycznie mi tylko mówił, że ja mam pilota i mogę nim sterować.
Otrzymywałem również przekazy, że to ciało, które mam, nie jest moim ciałem. Mam tylko przyzwolenie na to, aby w nim być. A to uświadomiło mi, że my wszyscy pochodzimy z kosmosu. I że jesteśmy podróżnikami. I tak jak Bill Hicks mówił, że życie to tylko przejażdżka. Tak dokładnie było to w moim doświadczeniu. Widziałem siebie, jak latałem w kosmosie. Miałem pilota, którego wyobraziłem sobie jako suwaki. Do przodu, do tyłu, w prawo, w lewo. Wszystko działo się myślami.
Co tylko chciałem sobie wyobrazić, to się urzeczywistniało. Kiedy siadłem na fotelu i założyłem kask z cewek, przymknąłem oczy. I powiedziałem do chłopaków: zabieram was w moją podróż. Skoncentrowałem się i po pewnym czasie zacząłem otwierać oczy, niefizyczne oczy. Pojawiła mi się piękna Ziemia. Chłopaki aż krzyknęli: wow! I tylko słyszałem to nagranie. Otwórz do końca te oczy. I w pewnym momencie otworzyły. Była chwila ciszy.
Każdy wpatrywał się w Ziemię. To było takie piękne. Błękitna planeta. Na początku kierowanie szło mi topornie. To znaczy, że posuwałem się milimetr po milimetrze. Próbowałem wyczaić swój pojazd, swoje ciało, którym podróżowałem. Postanowiłem w dalszej części, że polecę troszkę dalej. Jedna z wizji była taka, że jak Superman leciałem między chmurami kosmosu, skręcając tunelami. Ale zawsze wracałem do pięknej doliny ze wschodem słońca i z płynącą rzeką. Teraz już wiem, że to nie była rzeka, tylko to była szczelina, ale do tej szczeliny jeszcze później wrócę.
Natomiast co do podróży, gdzie postanowiłem troszkę dalej odlecieć od Ziemi. Ziemia robiła się mniejsza, coraz mniejsza. Trwało to miliardowe sekundy. Na pstryknięcie palca dosłownie. Pojawiały się obłoki nad ziemią, a za obłokami statki kosmiczne. Tych wizji miałem trzy albo cztery, bo wracałem do tej wizji. Były to gromady, grupki, bataliony. Tak też zresztą nazwałem później, kiedy żeśmy po wszystkich wizjach siedzieli i weryfikowaliśmy sobie swoje wizje, kto co widział. To były statki obcych. Na obrzeżach kosmosu były takie duże statki, a za chmurami bliżej Ziemi były mniejsze statki.
Ale to nie były statki okrągłe, tylko coś podobnego jak nasze ludzkie samoloty, tylko z takimi skrzydłami podwiniętymi, zaokrąglonymi, takie jakby myśliwce, coś tego typu. I one stały i na coś czekały. Nie wiem na co. W każdym razie trzy albo cztery miałem takie wizje, ale w pewnym momencie uznałem, że spróbuję troszkę dalej jeszcze polecieć. Ziemia robiła się mała, coraz mniejsza, aż w końcu znikła. Mijałem planety, poruszałem się z prędkością światła, tak jakbym takim tunelem, gdzie tylko widziałem rozbłyski światła wokół tego wszystkiego. Ciemność i wyrzuciło mnie w taką przestrzeń, że widziałem tylko chmurę, obłok, dysk. Przez ułamek sekundy nie wiedziałem, co to jest, ale dostałem wewnętrzną odpowiedź, że to jest dysk wszechświata. Że w tym dysku znajdujemy się wszyscy my. Wszystkie istoty.
Mrówki, robaki, ludzie, wszystkie byty niefizyczne i fizyczne. Planety, które też mają swoje dusze. Na obrzeżach tych dysków, poza tym dyskiem również były statki kosmiczne. Obserwowałem to wszystko zafascynowany tym całym widokiem. Postanowiłem, że spróbuję jeszcze dalej polecieć. Już dostawałem takie jakby informacje, pakiet informacji, żebym nie przeginał. Po późniejszych rozmowach wiem, dlaczego takie informacje dostawałem. Bo można nie wrócić. Niektórzy mówią, że się nie da, ale uważam, że się da nie wrócić. Kiedy leciałem dalej, wyleciałem poza bąble wszechświata.
Jednak na granicy tych bąbli były rozbłyski. Kawałeczek kolejnej jakiejś jasnej przestrzeni i znowu kolejna chmura. Uchyliłem tylko kątem oka płaszczyznę, którą tam widziałem. Nie byłem w stanie dalej zobaczyć. Przypuszczam, gdybym bardziej się skupiał, to może i bym dał radę. Natomiast wewnątrz mnie coś blokowało. Dochodziła do mnie informacja taka, że ten wszechświat to jest tylko jedną z bąbli wszechświatów. Że istnieje wiele wszechświatów. Na granicy tej bąbli widziałem fizycznie tę bąblę. Tak jak każdy człowiek ma bąblę swoją, w której się manifestuje, tak samo każda istota, każda świadomość, każdy wszechświat ma taką bąblę.
Tak przynajmniej było w mojej wizji. Na obrzeżach tej bąbli tworzy się właśnie życie. Kiedy sobie uświadomiłem, że dalej nie dam rady lecieć, że nie mogę, że to jeszcze nie ten czas, nie ten moment, znowu skręciłem w prawo i znalazłem się nad doliną. Piękny wschód słońca, piękna dolina. Złocista. I znowu leciałem nad tą szczeliną. Postanowiłem, że po kilku próbach, kiedy wcześniej również podlatywałem pod tą szczelinę, spróbuję w nią wejść. Na początku leciałem szybko, ale im bliżej byłem, to leciałem coraz wolniej i zbliżałem się coraz wolniej. Zacząłem badać to całe otoczenie. Ta szczelina robiła się coraz większa.
W pewnym momencie podleciałem prawie że już do wejścia. Wysunął się jakiś laser z tej szczeliny, który mnie zeskanował. I dostałem pozwolenie. Na początku podleciałem pod krawędzie tej szczeliny. Okazało się, że jest to zbudowane z kamienia. Im bliżej podleciałem tej ściany, to coraz bardziej dało się zauważyć, że ta ściana jest zbudowana z bloków skalnych. Tak przynajmniej to wyglądało. Widoczność miałem taką, jakbym był pod wodą. Powietrze falowało, świeciło i było troszkę inne widzenie niż tutaj w realu. Mój wzrok skupił się automatycznie na jakimś kamieniu i na tym kamieniu zauważyłem narysowany trójkąt z czubkiem do góry, z oczami, z ustami, z nosem i z każdej z tych części wychodziły różne rzeczy.
Bodajże z buzi wychodziło coś takiego jak język, ale ten język nie był językiem, tylko to wyglądało jak pofałdowana klisza filmowa. Z oczu wychodziły promienie i jeszcze z każdego rogu wychodziły takie też promienie. To było otoczone. To było zatoczone w kółko. Były dwa napisy. Krótkie trzy, cztero. Nie pamiętam. Wyglądało to jak jakieś nazwisko, dwuczłonowe nazwisko. Ale nie jestem w stanie sobie tego przypomnieć Koledzy się mnie pytali, co to jest. Niestety próbowałem bodajże trzy albo cztery razy wrócić do tej wizji.
Nie byłem w stanie. Potem, gdy weryfikowaliśmy sobie już to wszystko, w pewnym momencie kolega podniósł fiolkę z Gans-em i pokazał mi ten znak. Dokładnie ten sam znak. Może nie z takimi szczegółami, jakie widziałem w swojej wizji, ale dokładnie ten sam znak. I nie może być tutaj mowy o jakimś zaprogramowanym, niewidzialnym. O zaprogramowaniu jakimś niewidzialnym, bo ta fiolka w ogóle była schowana. Ja tej fiolki w ogóle nie widziałem. Jak mi powiedział kolega. Jest to znak Boga Stwórcy. Nie Boga Stwórcy, bo bogami jesteśmy my, a właściwie takimi półbogami.
Ponieważ Stwórca postanowił się kiedyś właśnie rozdzielić. To jest ta wizja, o której wcześniej mówiłem. W tej świetlistej komnacie. Wleciałem, wycofałem się z tego i wleciałem w tą szczelinę. Z powrotem znalazłem się w Mieście Światła. Również widziałem siebie. Byłem duży, potężny, świetlisty. Znowu zobaczyłem to, co na początku opowiadania tego mówiłem. Swój skan swojego ciała, który był całkowicie czysty. Żadnych chipów energetycznych nie było, implantów energetycznych, żadnych oznak choroby mojego ciała nie widziałem.
Wszystko było lśniące. Wszystko było nieskazitelne. Również w tej wizji mogłem w lewą stronę ekranu podlecieć. Widziałem siebie w różnych formach jako świetlistą istotę, jako hologram i w innych, kilku innych wymiarach. Mogłem skanować swoje ciało i patrzeć, gdzie mam jakieś brudy. Ale te brudy obserwowałem, a właściwie wiedziałem. Widziałem zamieszczenia w taki sposób, że odbywało się to na zasadzie, jakbym świadomość wiedziała, jak chorobą. Ja nie wiedziałem, że to tylko coś się pojawiało, to wrze, żarłem zarysy wszechświata. Niestety automatycznie mnie skierowały tam znowu. I takim jakby machnięciem rękawa i fizycznym machnięciem ręki tak po prostu sobie zabierał.
Na zasadzie kliknąłem i nagle był krąg, krąg. To się troszeczkę skanowało znowu i nagle było wszystko pięknie. Pięknie się tak posypiało całkowicie. Skojarzenia tych miejsc czy chorób, czy znieczyszczeń z tego, z tej części mojej świadomości traktowałem jako coś całkiem znowu, znowu, kiedy już tam było zdrowie, kiedy już znałem, że tam jest odsłona, znowu prawa strona chmury, wschód słońca, piękny widok i tak dalej. Kolejną z moich wizji było to na przykład, że postanowiłem... Oczywiście jedną z tych wizji było to, że zrobiliśmy sobie taką zamiankę, że postanowiłem, żeby jeden z kolegów pokazał nam swoją wizję i również takie coś było. Wsiadł w kask, nałożył i widzieliśmy jego wizję. Ale to tylko tak tutaj napomnę, ponieważ bardziej to opowiadanie skupione jest w moją stronę. Jedną z kolejnych moich wizji było to, że postanowiłem zaprosić chłopaków na plażę. Wyobraziłem sobie plażę z dużą wielką palmą i na tej plaży trzy leżaki.
Coś jak mądrą to opisywał. No więc lecimy. Lecimy przez oceany. Pojawia się wyspa. Podlatujemy nad tę wyspę. Ja zszedłem na tą wyspę, ale już byłem jako ciemna jakoś świadomość. Nie widziałem w ogóle siebie, tylko jako energia. Ja tam wszedłem. Wiem, że oni tam byli, ale nie byłem w stanie tego wszystkiego dotrzeć. Później przy weryfikacji wszyscy stwierdzili dokładnie to, co opisałem.
Weryfikacje u mnie polegały na tym, że ja w taki sposób zadawałem pytania, żeby oni się nie mogli domyślić, czego ja mogę się spodziewać. I też takie właśnie były odpowiedzi, gdzie potwierdzało się to wszystko. Inną z wizji było to, że kilka razy podlatywałem pod wybrzeże, duże wybrzeże. Leciałem od strony morza. Przy wybrzeżu było dużo statków, była jakaś duża latarnia. Ja byłem w takiej dużej bąbli i z tej bąbli, to była jedna z pierwszych wizji, kiedy jeszcze miałem właśnie te ataki na swoją osobę. Wszyscy próbowali jakby mnie zaatakować, ale podlatywali do tej bąbli i się po prostu o nią rozbijali, znikali. Nie byli w stanie mi nic po prostu zrobić ani przebić się przez tą bąble. Inną z wizji było również to, że znalazłem się w jakimś dużym mieście. Dla mnie to wyglądało, jakby było to miasto amerykańskie, gdzie znalazłem się pośrodku autostrady, kilkupasmowej autostrady, która biegła w jedną i w drugą stronę.
Widziałem samochody, jak przeze mnie przejeżdżają, ludzie jak biegną. W mieście byłem też, gdzie ludzie przechodzili obok mnie, jak na przykład w Matrixie, gdzie Neo stoi koło budki telefonicznej i wszyscy koło niego przemykają, ale go nie widzą. Dokładnie to samo miałem u mnie i tak dalej. Także tak to tutaj wyglądało. Staram się troszkę streścić, bo niestety nie mam za dużo czasu.
[01:33:07] - Jeszcze jedną z wizji było to, że bardzo często dostawałem pozwolenie do tak zwanej biblioteki. Wiele razy bywałem w takiej bibliotece i było to na różnych płaszczyznach, czy to w LD, czy w OOBE, czy jeszcze w innych stanach. Najczęściej odbywało się to w ten sposób, że brałem udział w jakiejś scenerii i podchodziłem do jakiegoś obrazu, który był ruchliwym obrazem, jakbym telepatycznie rozmawiał z tym obrazem i dostawałem pozwolenie na wejście w taką bibliotekę. Zazwyczaj znajdowało się to po mojej prawej stronie. Kiedy odwracałem się w prawą stronę, miałem potężną halę w jakimś gotyckim czy średniowiecznym domu, budynku, gdzie wzrokiem nie mogłem ogarnąć. I tak samo było miejsce tutaj, w tych wizjach. Kiedy tylko chciałem się czegoś dowiedzieć i zaglądnąć do przeszłości bądź przyszłości, znajdowałem się w świetlistym tunelu, do którego zawsze mnie wywalało. Zawsze badałem, podchodziłem powoli, czasami szybciej nadlatywałem. Jeżeli miałem jakiś problem, chciałem się czegoś dowiedzieć i zawsze był to duży tunel i na froncie zawsze było światło, w które wlatywałem i zawsze kiedy w to światło wleciałem, krystalizować zaczął się wprost we mnie na mojej wizji obraz. Na początku był on taki zamazany, mglisty.
Oczywiście musiałem wyzoomować, wyostrzyć wzrok, skupić się bardziej w pewnym punkcie przed sobą i dopiero wtedy dostawałem takiego normalnego widzenia. Oczywiście to widzenie po tamtej stronie jest zupełnie inne w realu, bo to normalne. To wygląda tak, jakby człowiek chodził w wodzie o lekko falujące, lekko zamazane, nie do końca tak jak właśnie tutaj w realu. I dostawałem pozwolenie, żeby w ogóle wejść w tą bibliotekę. Na początku oczywiście się bałem, bo to było tak, że wchodziłem do tego światła. No i oczywiście mogłem zobaczyć kształt owej biblioteki, która nie była do ogarnięcia. W tych wizjach jej kształt wyglądał na taką zasadzie, że były to wysokie ściany, bardzo oświetlone pomieszczenie. Nie było widać żadnego źródła światła, to było bardzo jasno. W tej bibliotece znajdowały się różne książki. Te książki były różnych rozmiarów, grubości i tak naprawdę różnego pochodzenia.
To znaczy pewnie bardziej częściej jedne bardziej starczystrakte, drugie mniej starczyste. W tych książkach znajdowało się dosłownie wszystko. Dosłownie od momentu powstania całej historii nie tylko ludzkości, ale i świadomości, jak to bym określił. Oczywiście nie dotykałem ich, bo chciałem podejść do jakiejś książki, nie miałem na to przyzwolenia, to po prostu cofało mnie. Bariera po prostu była i nie mogłem nawet dotknąć takiej książki. Tam ktoś jeszcze był, pamiętam w tej wizji, bo akurat nie miałem cztery razy możliwość taką przynajmniej świadomego wglądu. Otwierając tą książkę, niektóre książki miały zapisane słowa. Mogłem doczytać, przeczytać, jak wyglądało to w przeszłości. To znaczy odpowiedź na moje pytanie na przykład, co było w przeszłości, mogłem otrzymać z tej książki i również mogłem zapamiętać to wszystko. Co jest właśnie dziwne, że już pomimo tygodnia, no w sumie tygodnia...
Od tych doświadczeń ciągle to wszystko pamiętam. Były też książki obrazkowe, nie tylko pisane. Wszystkie książki wydawały poświatę. To wyglądało tak, jakby były one napisane może nie przez jakiegoś skrybę, tylko przez twórcę. Pewnie ręką albo czyjąś ręką w cudzysłowie twórcy. Tak to mniej więcej wyglądało. Niestety nie mogę powiedzieć, bo nie na wszystko mam przyzwolenie. Dużo mam tutaj też swoich prywatnych rzeczy. Natomiast sam stwierdzam fakt, że coś takiego jak biblioteka, Kroniki Akaszy rzeczywiście tylko po tej drugiej stronie o to poprosić, aby mieć taki dostęp i jeżeli zostanie nam udzielony, to z pewnością możemy wejść. Co ciekawe, w niektóre księgi również wlatywałem.
Tak jak sprzed wielu lat, kiedy byłem w kinie, wlatywałem czy to w obrazy, czy to w klisze i inne rzeczy. Tak samo było w przypadku tych książek. Tak jakby mnie coś wsysało. Co ciekawe, to również swoją drogą można powiedzieć, że było podobne do tych wizji, a bardziej channelingów, które kiedyś doświadczałem, związanych na przykład z Białą Księgą. Nie ma tu przypadków, a przeważnie to wszystko wygląda podobnie.
[01:45:54] - Jeszcze in fizy-- była taka przypadłość, że postanowiłem, że sobie zapalę w trakcie snu. Nie byłoby w tym w sumie nic dziwnego, gdyby nie to, że gdy byłem na zewnątrz i paliłem fajkę, nad domem wisiał sobie potężny statek kosmiczny. Ale to jeszcze nic. Sen to sen, możesz śnić. Jasne. Ale później, kiedy zweryfikowałem z kolegą ten przypadek, okazało się, że on też również miał w swoim domu takie sny, gdzie wisiał nad jego domem statek, a nawet kilka statków. Także tak to wyglądało tutaj, w tym śnie. Inna przypadłość jeszcze była taka, że w pewnym momencie stanęliśmy w pokoju i jakoś tak nagle zaczęliśmy się wszyscy na siebie patrzeć. I ja coś takiego powiedziałem, że mam wrażenie, że słyszę dźwięki. Koledzy również to samo powiedzieli.
Powiedziałem w pewnym momencie, że to jest tak, jakbym wziął sobie gałkę radiową i próbował się dostroić do czegoś, do jakichś dźwięków. W ogóle w trakcie tych snów było takie coś, że do niektórych momentów i sytuacji myślałem, że dostałem podestraj. No i oczywiście została zrobiona weryfikacja. Ja wstałem, zapaliłem albo na całym parterze, jakbyśmy wszyscy w otoczeniu, ale koło mnie wtedy wisiały dźwięki, wszyscy słyszeliśmy same dźwięki i tak dalej. Też pasowało do tego, co mówię, prawda? Bo mówię o tym głowie. Więc też bardzo dobrze wszystko to mówi dźwięki. Również w trakcie tego śniłem, że wyszedłem z tego mojego domu. Były takie momenty, sobie pomyślałem, że nawet było. Ale czara się, że taki byłem w głowie zaangażowany.
I tak dalej. Także to było to, że było jeszcze więcej dalej. Także uważam się za szczęśliwego człowieka. Każdemu życzę, żeby cały znany nam w życiu doświadczył przede wszystkim loty w kosmosie. To była masakra. Jak widziałem planety, różne planety Marsa, nie Marsa, no różne, różne i z pierścieniami w ogóle do góry nogami, światy odwrócone. Także tak to w moim przypadku tutaj tych snów wspólnych wyglądało. Wnioski. Świadome śnienie, a przede wszystkim grupowe wspólne śnienie to jest zupełnie inny rodzaj śnienia. Można śnić świadomie samemu, można zajmować się odprowadzaniem dusz, można próbować leczyć się.
Można również próbować Przeglądać inne światy. Ale podróż wspólna to jest zawsze wspólna. Każde doświadczenie jest indywidualnym doświadczeniem. Wydaje mi się, że przynajmniej każdy raz w życiu powinien spróbować wyjść poza ciało i świadomie śnić. Bo jedyna rzecz, która tak naprawdę może zmienić nasze spojrzenie na naszą rzeczywistość, nie taką, jaką mamy wszyscy właściwie na co dzień, czyli praca, sen, obowiązki, taka rutyna, to jest to, że można troszkę inaczej spojrzeć na to życie. I dzisiaj, po wielu latach doświadczeń jestem w stanie skłonny stwierdzić, że śmierć nie istnieje. Śmierć to tylko jest wbicie nam od małego. Jest to związane z systemem przekonań. Jest to związane z wbijaniem nam do głowy od przedszkola aż po śmierć, że jest tylko tu i teraz to życie. Owszem, ciało rodzi się, dorasta i umiera, ale nasza świadomość jest nieśmiertelna.
Ja moją świadomością podróżowałem jako światło, jako energia, jako coś pięknego. I pomimo, że nie miałem swojego ciała fizycznego, byłem w stanie odczuwać wszystko to, co jest mi znane w realu. Kiedy leciałem przez kosmos, kiedy uczyłem się latać albo przypominałem sobie, jak latać. Początki były trudne, ale zawsze wiedziałem, że to potrafię i nigdy się nie bałem. Były momenty, gdzie lekko wątpiłem albo przystanąłem. Zastanawiałem się, analizowałem, ale zawsze moja podświadomość i mój prawdziwy umysł, świadomość, prawdziwe ja. Zawsze wiedziałem, gdzie mam lecieć i co mam robić. I zawsze, kiedy nie byłem pewien podejmowanych tam decyzji, to zawsze coś się w moim organizmie takiego działo, że to wyższe ja przejmowało sterowanie i nawet gdybym chciał skręcić w lewo bądź polecieć w prawo, to i tak skręcałem w lewo albo odwrotnie. Zależy od sytuacji i miejsca. Także takie są moje wnioski.
Aby się tego nie bać i po prostu próbować. Próbować wyjść poza tą bąble. Bo tak jak my ludzie jesteśmy bąbli, jesteśmy kreacją naszych wyobrażeń, jesteśmy kreacją naszych snów. Bo czym jest sen? Czy to, jak kładziemy się i śpimy i nasze ciało zachowuje się tak samo jak każdej innej istoty, czy to zwierzęcia, czy to muchy, czy mrówki, czy czego innego. Czy sen jest naszą rzeczywistością? Z punktu widzenia poza ciałem nasze życie tutaj jest hologramem i jest ograniczone żywotnością naszego organizmu, starzeniem się naszego organizmu. I nie ma co się bać i nie ma co ukrywać, bo każdego dnia umieramy. Każdego dnia kładziemy się spać i umieramy i nasza świadomość się przenosi w inną część. Nauka tego nie pojmuje.
No ale nauka jest taka, że do zaistniałych zdarzeń, miejsc, sytuacji próbuje dobrać sobie filozofię. A od tamtej strony wygląda to zupełnie inaczej. Jedno jest pewne, że jest twórca, konstruktor, planista, ten, który to wszystko wymyślił. Ten, który dla miłości każdej jednostki rozdzielił się tak, jak ja miałem to pokazane w swoich wizjach. Po to, aby móc jeszcze bardziej doświadczać tego, czego jest nieznane. Można się spierać, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Jeden nazywa to Bogiem, inny to nazywa jeszcze inaczej. Ja mówię stwórca, planista, konstruktor i wydaje mi się, że to są najwłaściwsze słowa. Bo my możemy kształcić i kreować naszą rzeczywistość. Możemy, bo tego doświadczałem.
Tworzyłem własne światy. Mogłem te światy przybliżać, oddalać, przesuwać, pauzować, dodawać elementy, tworzyć. Mogłem robić wszystko. I to uświadomiło, że jesteśmy hologramem. To tak, jak jest moje logo na mojej stronie. Ja wiem i jestem święcie przekonany, że bo nic nie jest takie same jak nam się, bo nic nie jest takie same, jak nam się wydaje. Bo nic nie jest takie, jakim nam się wydaje. Mam nadzieję, że to będzie podsumowanie adekwatne do całego opisu moich wspólnych śnień. Po więcej szczegółów zapraszam na moją stronę www.czassnu.com oraz audycji moich oraz moich kolegów radiowych w Radiu Dreamtime. Zapraszam również do śledzenia dzienników snów, różnych wykładów oraz technologii Keshe, która tutaj w tym przypadku została naukowo udowodniona.
Zostało naukowo udowodnione, że takie coś jak śnienie, fenomen śnienia, wspólne śnienie, wyjście poza ciało jest możliwe i mam na to dwóch świadków. A jeżeli ktoś w to nie wierzy, to już zostawiam jemu. Ja więcej nie potrzebuję. Ja wiem, co widziałem. Koledzy wiedzą, co widzieli. Weryfikowaliśmy to, rozmawialiśmy, analizowaliśmy i mi to wystarczy. Więcej ja nie potrzebuję. Nie potrzebuję maszyn naukowych i innych rzeczy, żeby mi udowadniały, że takie coś istnieje. Wystarczą mi znajomi, przyjaciele, których znam osobiście, z którymi się kontaktuję. Rozmawiamy od czasu do czasu, wymieniamy się poglądami, czy to na radiu online, czy prywatnie i więcej mi po prostu nie potrzeba.
A jeżeli ktoś ma wątpliwości, to wybór należy do niego. A ty którą weźmiesz pigułkę? Pozdrawiam lubię. Projekt nie realizuje się. Radio Paranormalium