[ZAMKNIJ REKLAMY]
Kup reklamę w tym miejscu!




Serwer radiowy zapewnia






Nie zapomnij odwiedzić strony naszych partnerów - ich lubimy, ich polecamy!



Możesz też kupić u nas reklamę!





Tutaj będzie pożyczka, pozycjonowanie, chwilówka, no i w ogóle cały ten reklamowy stuff... no bo w końcu odchudzanie, meble, dieta i dentysta same się nie zareklamują...
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj
Logowanie przy użyciu kont z Facebooka itd. dostępne jest z poziomu forum
POKAŻ / UKRYJ MENU
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj

Wiadomości od Boga - Vassula Van Ryden o początkach swojego charyzmatu


Dodano: 2005-08-04 01:05:24 | Wyświetleń: 6464 | Przeczytam później
Spotkanie z moim aniołem stróżem

Całkiem na początku jedną z pierwszych rzeczy, jaką mój anioł narysował na kartce papieru, było serce. W centrum serca narysował różę, tak jakby wyrastała z niego. Potem grzecznie, ku memu wielkiemu zdumieniu, przedstawił się: «Daniel – twój anioł stróż».

Wywołało to moje zdziwienie, ale równocześnie napełniło wielką radością. Byłam tak szczęśliwa, że prawie unosiłam się chodząc po domu. Moje stopy ledwie dotykały podłogi, a głośno powtarzałam: «Jestem najbardziej szczęśliwa na świecie, jestem pewna, że jako jedyna osoba na świecie, mogę porozumiewać się w ten sposób z aniołem stróżem!»

Nazajutrz mój anioł powrócił w ten sam sposób. Spędziłam niekończące się radosne godziny na rozmowie z nim. Na drugi dzień znowu wrócił i ze zdziwieniem stwierdziłam, że przyprowadził ze sobą wielką liczbę aniołów z różnych chórów. Sądziłam, że bramy Niebios zostały nagle szeroko otwarte, bo mogłam swobodnie odczuwać to wielkie przemieszczanie się aniołów. Wydawali się wszyscy ożywieni i radośni, tak jakby oczekiwali na jakieś cudowne wydarzenie. Z powodu ich wielkiej radości pomyślałam, że całe niebo świętowało. Potem wszyscy aniołowie razem, jednym głosem zaśpiewali: «Szczęśliwe wydarzenie ma się właśnie dokonać!»

Rozumiałam, że niezależnie od tego, jakie to miało być wydarzenie, dotyczy mnie bezpośrednio. Jednak gdy próbowałam zgadnąć, nie udawało mi się dowiedzieć, o co chodzi. Cały dzień chór anielski śpiewał ten refren, powtarzając te same słowa, robiąc jedynie kilka minut przerwy między nimi. Za każdym razem, kiedy niebo otwierało się, aniołowie powtarzali ten sam refren.

Pierwsze słowa, jakie wypowiedział mój anioł stróż na temat Boga, były następujące: «Bóg jest blisko ciebie i kocha cię.»

Musiałam w tamtej chwili głęboko zranić Pana, bowiem słowa anioła nie wywarły na mnie najmniejszego wrażenia. Przypominam sobie, że – kiedy tak do mnie powiedział o Bogu – pomyślałam, że słowa te są całkiem normalne u anioła, ponieważ aniołowie żyją blisko Boga. Nic nie odpowiedziałam i mój anioł nie powiedział nic więcej.

Po kilku dniach mój anioł stróż nagle zmienił postawę wobec mnie. Zauważyłam, jak jego wygląd stał się poważny. Głosem bardzo poważnym poprosił mnie o czytanie Słowa. Stwierdziłam, że nie wiem, co oznacza «Słowo», i zapytałam, co przez to rozumie. Wtedy wyjaśnił, że chodzi o Biblię. Na to miałam już gotową odpowiedź. Odparłam, że nie mam jej w domu. Polecił mi iść jej poszukać. Nadal z nim dyskutując stwierdziłam, że prosi mnie o rzecz niemożliwą, bo w kraju muzułmańskim takim jak Bangladesz, w którym wtedy żyłam, w księgarniach nie sprzedaje się Biblii. Powiedział mi, abym natychmiast udała się do szkoły amerykańskiej, do której uczęszczał mój syn, i wypożyczyła Biblię w bibliotece. Zastanawiałam się, czy rzeczywiście powinnam się tam udać czy po prostu odmówić mu i pozostać w domu. Wprawiało mnie w zakłopotanie to, jak mój mąż i wszyscy moi przyjaciele podejdą do tego. Po prostu nie mogłam sobie wyobrazić siebie siedzącej przed nimi z Biblią! Zastanawiałam się więc, gdzie mogłabym ją dobrze ukryć w domu, zakładając, że ją przyniosę. Widząc jednak ponownie poważną twarz mego anioła, zdecydowałam się posłuchać go. Wsiadłam więc do samochodu i udałam się do szkoły. Znalazłam wiele Biblii na półkach biblioteki. Wybrałam jedną i przyniosłam ją do domu. Otwarłam ją, by czytać dokładnie tak, jak prosił mnie o to anioł. Mój wzrok spoczął na psalmach. Czytałam, ale nie rozumiałam ani jednego słowa. To był znak dany przez Boga, który miał mi ukazać, do jakiego stopnia byłam ślepa.

Oczyszczenie

Mój anioł powrócił do mnie, wciąż bardzo poważny, i robił mi wymówki z powodu pewnych czynów z mojej przeszłości, które bardzo nie podobały się Bogu. Potem wyrzucał mi to, że wiele razy odrzuciłam dary Boże, których On mi udzielał, lecz ja wcale nie okazałam za nie wdzięczności.

Zaczął mi także przypominać i ukazywać grzechy, których nigdy nie wyznałam. Ukazał mi je jak na ekranie. Przypomniał mi każde wydarzenie oraz to, jak bardzo obrażałam Boga. Jednak najbardziej surowe wyrzuty dotyczyły tego, że odrzucałam dary Boże. Mój anioł powiedział mi, że dla Boga największą zniewagą było wypieranie się i odrzucanie Jego darów.

Sprawił, że ujrzałam moje grzechy oczami Boga, tak jak widzi je Bóg, a nie tak, jak my je widzimy. Były tak potworne, że pogardzałam sobą, cały czas gorzko płacząc. Stan, w którym się znalazłam – jak to zrozumiałam dopiero później – był łaską Bożą daną mi po to, abym szczerze okazała skruchę. Moje grzechy zostały mi ukazane jasno, przejrzyście jak kryształ. Zobaczyłam wnętrze mojej duszy tak wyraźnie, że czułam się tak, jakby była ona zupełnie odsłonięta.

Uświadomiłam sobie nagle, co odczuwał Adam i Ewa, gdy po popełnieniu grzechu, Bóg zbliżył się do nich w Swojej Światłości i oni musieli stanąć przed Nim twarzą w Twarz. Moja dusza była odsłonięta, odkryta. Czułam się naga, odpychająca i brzydka. Mogłam jedynie, szlochając, powiedzieć mojemu aniołowi, że nie zasłużyłam na normalną śmierć i że taką, jaką byłam, tak straszliwie złą, trzeba by po śmierci pokroić na kawałki i rzucić hienom na pożarcie.

Oczyszczenie to trwało prawie tydzień. Czułam jakby ogień, ogień oczyszczający, czyszczący wnętrze mojej duszy. Było to oczywiście doświadczenie bardzo bolesne.

Stwórca uczy mnie modlitwy «Ojcze nasz...»

Po tym doświadczeniu, które mną wstrząsnęło, objawił mi się Bóg, nasz Odwieczny Ojciec. Nie widziałam go oczami duszy tak jak anioła, lecz wiedziałam, że to był On i słyszałam Go. Przypominam sobie, że zareagowałam na to myśląc: «Ach, to jest Bóg! Mógłby więc nam teraz pomóc!» Chyba dlatego postawił mi pytanie: «Czy wierzysz, że naprawdę mogę wam pomóc?» Odpowiedziałam Mu: «Tak!»

Pamiętam, że podeszłam do okna i powiedziałam: «Popatrz! Popatrz, co stało się ze światem!» Chciałam Mu pokazać, w jakim stanie znajduje się świat. Bóg nie zareagował. Poprosił mnie tylko o zwrócenie się do Niego słowami modlitwy Ojcze nasz. Odmówiłam Ojcze nasz, a On był przy mnie i słuchał. Kiedy skończyłam, powiedział mi, że nie był zadowolony ze sposobu, w jaki odmówiłam modlitwę, bo modliłam się zbyt szybko. Wtedy powtórzyłam Mu Ojcze nasz wolniej. Znowu powiedział mi, że nie był zadowolony, bo się poruszałam. Poprosił, abym znowu rozpoczęła modlitwę. Ponownie odmówiłam Ojcze nasz i kiedy skończyłam, Bóg powiedział, że cały czas nie był zadowolony. Modliłam się jeszcze wiele razy, lecz za każdym razem Bóg mówił mi, że nie jest zadowolony. Zaczęłam się zastanawiać. Zadałam sobie pytanie: czyżby Bóg chciał, abym odmówiła w ciągu jednego dnia wszystkie Ojcze nasz, których nie odmawiałam przez całe lata? Rozpoczęłam rano, a był już wieczór. Wreszcie Bóg okazał zadowolenie. Po każdym zdaniu, jakie wypowiadałam, mówił z upodobaniem: «Dobrze!»

Chcę wyjaśnić na przykładzie to, co się stało. Wyobraźcie sobie, że przychodzi do was z wizytą krewny, którego nigdy nie widzieliście, bo mieszkał za granicą. Na początku czujecie być może pewien dystans i będziecie zachowywać się formalnie. Jednak im więcej czasu upłynie, tym bardziej będziecie się czuć mu bliżsi, bliżsi niż na początku. Przy końcu dnia zauważycie, że pojawiła się sympatia, jakiej wcześniej nie odczuwaliście.

Tak właśnie odbyło się moje pierwsze spotkanie z Bogiem. Kiedy odmawiałam Ojcze nasz, na początku byłam jakby “oddalona” od Boga, lecz Jego odwiedziny – które trwały cały dzień – zmieniły mnie. Zwracając się do Niego w tej modlitwie, odczuwałam Jego obecność, a słowa, z jakimi się do Niego zwracałam, nabierały znaczenia. On był bardzo ojcowski, bardzo czuły i pełen ciepła.

Intonacja Jego Głosu sprawiała, że czułam się bardzo swobodnie i w pewnym momencie – zamiast odpowiedzieć Mu: «Tak, Panie» – powiedziałam: «Tak, Tatusiu». Później przeprosiłam Boga za to, że powiedziałam do Niego: «Tatusiu». On jednak stwierdził, że przyjął to słowo jak klejnot. Wydawał się bardzo zadowolony. W taki właśnie sposób przekonałam się, że Bóg posiada uczucia i że chciał, abym odmówiła tę modlitwę MOIM SERCEM.

Ataki szatana

Zanim omówię tę sprawę, chciałabym zacytować to, co napisał ojciec Maria Eugeniusz, w swojej książce Chcę widzieć Boga, na temat ataków szatańskich: «Stawka w tej grze – polegającej na zetknięciu się czynnika boskiego z ludzkim, czystości Boga z nieczystością duszy – jest zbyt wysoka, aby szatan nie próbował włączyć się do sprawy z całą mocą, jaką dysponuje. Upłynie jeszcze trochę czasu i dusza, oczyszczona mocą Ducha, nie będzie już narażona na jego napaści i sama stanie się dlań groźna. Szatan korzysta z chwilowej nad duszą przewagi, opartej na jej niedoskonałościach i powiązaniach ze światem zmysłów. Święty Jan od Krzyża zauważa, iż “ten przewrotny duch z wielką zręcznością... oszukuje i karmi dusze przez zmysły, przeciwstawiając duchowi rzeczy zmysłowe.”

Mroki panujące w tych regionach, dezorientacja duszy zagubionej wśród zupełnie nowych doświadczeń i niezwykle intensywnych cierpień tworzą wyjątkowo sprzyjające warunki dla interwencji księcia ciemności i kłamstwa. Niektóre zewnętrzne oznaki spokoju i głębokiego uciszenia zmysłów pozwalają szatanowi odkryć z łatwością objawienia Boże, które otrzymuje duch ludzki. Święty Jan od Krzyża twierdzi, że Pan Bóg pozwala, że to, co dostaje się do duszy za pośrednictwem dobrego anioła, może być zazwyczaj zrozumiane przez jej przeciwnika... aby szatan mógł im się przeciwstawiać w sprawiedliwej mierze, jak tylko potrafi, a także dlatego, aby nie zarzucał, że nie może korzystać ze swego prawa do walki o duszę, jak to mówił o Hiobie.

Takie są założenia problemu nocy ducha i przyczyny, które ją wywołują. Ta noc jest spotkaniem, a raczej prawdziwą walką zorganizowaną przez miłującą Mądrość, która pragnie dopiero wtedy założyć swoje królestwo w duszy, kiedy zniszczy jej niedostosowanie do boskości i zwalczy wszelkie złe moce, mające nad nią jakąkolwiek władzę.»

Cytując te słowa czynię to w tym celu, aby Czytelnik lepiej zrozumiał, dlaczego Bóg pozwala szatanowi działać.

Akurat po cudownym dniu, jaki spędziłam z naszym Niebieskim Ojcem, piekło rozszalało się z całą wściekłością. Szatan zaatakował mnie w bardzo dziki sposób. Pierwsza rzecz, jaką usłyszałam, przypominała brzmieniem raczej pomruk dzikiego zwierzęcia niż czyjś głos. Ten pomruk zdawał się mówić: «Odejdź». Pomyślałam, że to «odejdź» oznacza, iż powinnam przerwać rozmowy z moim aniołem i z Bogiem. Poruszona do głębi rozglądałam się na wszystkie strony w poszukiwaniu mojego anioła, lecz wydawało się, że szatan zajął całe miejsce i z wielką nienawiścią zaczął obrzucać mnie wszelkimi rodzajami zniewag. To wywołało w mojej duszy tak wielki niepokój i tak wielkie przerażenie, że – jak mi się zdaje – umarłabym, gdyby Bóg nie miał w stosunku do mnie jakiegoś planu. Nigdy wcześniej nie byłam świadkiem takiej wściekłości. Nakazałam mu odejść, lecz to – jak się wydawało – podwoiło tylko jego wściekłość. Wydawał się szalony ze złości. Pieniąc się z wściekłości i jakby nie panując nad sobą, warczał i mówił do mnie ochrypłym głosem: «Ach! Odejdź stąd, ty k..., odejdź stąd. Jeśli tego nie zrobisz, ogień piekielny dokona reszty!» Pamiętam, że odpowiedziałam mu: «nie!». Przez to «nie» rozumiałam, że nie wyrzeknę się obecności Boga ani mego anioła. Zareagował natychmiast. Powiedział, że jestem przeklęta, i obrzucił mnie wszelkiego rodzaju nieprzyzwoitymi obelgami.

Trudno opisać niepokój, jaki demon może wlać w duszę. Zjawisko to ma taki charakter, że – nawet jeśli wasz rozum mówi wam, że nie jesteście szaleni – nie udaje się wam już panować nad sobą. Niepokój ten powracał falami. Szatan – jakby sam nie wystarczał – wysyłał jeszcze inne demony, aby mnie atakowały. Kiedy przechodziły do ataku, było to czymś przerażającym, co rozgrywało się we mnie, co nie ma nic wspólnego z jakimś wewnętrznym lękiem. To było uczucie, od którego nie potrafiłam uciec.

W tych straszliwych chwilach – które doprowadzały mnie czasem do przekonania, że postradałam rozum – mój biedny anioł stróż potrafił powiedzieć mi tylko jedno słowo: «Módl się». Modliłam się więc i błagałam anioła stróża, aby mi pomógł wyjść z tego doświadczenia, ponieważ wydawało się, że będzie już trwało zawsze.

Walka pomiędzy moim aniołem stróżem i szatanem

Jakby to nie wystarczało, że byłam niepokojona w ciągu dnia, szatan przychodził też w nocy. Nie pozwalał mi zasnąć. Za każdym razem kiedy już zasypiałam, próbował mnie udusić. Czasem czułam się tak, jakby jakiś drapieżny ptak wbijał mi szpony w żołądek i ściskał mnie, aby mnie udusić. Odczuwałam bitwę wokół siebie, czułam się jakby pośrodku walki pomiędzy moim aniołem i demonem. Potem, pewnego dnia, wszystko urwało się, jakby nic się nie stało. Szatan porzucił ataki, a ja zaznałam kilku dni pokoju.

Wszystkie te doświadczenia osłabiły mnie, jednak związały mnie z moim aniołem bardziej niż wcześniej. Anioł stróż zaczął nabierać w moich oczach znaczenia i wypełniać mi życie. Ogromnie się do niego przywiązywałam. Uświadamiałam sobie, jak bardzo aniołowie stróżowie nas strzegą, kochają, troszczą się o nas, ochraniają, płaczą nad nami, modlą się za nas, cierpią razem z nami i wszystko z nami dzielą. Troski i radości przeżywają razem z nami.

Demon powrócił jednak na scenę, przeczuwał bowiem – ku swemu wielkiemu przerażeniu – co Bóg dla mnie przeznaczył. W swoim sprycie zmienił jednak strategię. Użył klasycznego sposobu, aby mnie zwieść, ukazując mi się pod postacią mojego anioła. Przywiązywał wielką wagę do sposobu przedstawienia mi Boga. Postawił sobie za cel wywołanie we mnie niewłaściwego strachu przed Bogiem. Wyczuł bowiem, że skoro Bóg przychodzi do mnie, to dzieje się tak z powodu jakiejś misji. Chciał, abym uciekała przed Bogiem, gdy będzie do mnie mówił.

Muszę przyznać, że na początku udało mu się mnie zwieść i wierzyłam w to, co mówił mi o Bogu. Korzystał z mojej niewiedzy, by wbić mi do głowy fałszywe obrazy Boga. Przedstawił Go jako straszliwego Sędziego, pozbawionego wyrozumiałości wobec Swych stworzeń, karzącego w przerażający sposób najmniejszy błąd z naszej strony. Trwało to kilka dni. Doszłam do takiego stanu, że nie udawało mi się już odróżnić, kto do mnie mówił. Nie umiałam powiedzieć, czy to był mój anioł czy demon przedrzeźniający go. Nie miałam nikogo, do kogo mogłabym się zwrócić, nikogo z kim mogłabym porozmawiać lub poprosić o radę. Byłam zupełnie sama. Nie chciałam również rozmawiać o tym z moim mężem, z obawy by go nie zniechęcić.

Odtąd szatan – sądząc, że już zwycięża – zaczął zaciskać pętlę, ukazując oznaki złości, złośliwości, wywołując we mnie zamęt. Dla pogorszenia mojego stanu każdego kolejnego dnia przyprowadzał ze sobą jeszcze więcej demonów. Chciał mnie otoczyć i sprawić, by mój anioł stróż z coraz większą trudnością wypełniał zadanie chronienia mnie.

Pewnego razu Bóg pozwolił mi usłyszeć, co mówił demon, kiedy wydawał dyspozycje swoim towarzyszom, by mnie zaatakowali i sparaliżowali. Upadli aniołowie osaczali mnie, wyśmiewając się ze mnie, znieważając mnie i obrzucając wszelkimi rodzajami obelg. Pogardliwie nazywali mnie «dewotką». Bóg dopuścił to wszystko, bo to także był sposób, jakim się posłużył, by oczyścić moją duszę.

Moje oczyszczenie trwa...

Minęło kilka dni i nagle mój anioł nakazał mi pójść do seminarium, znaleźć tam kapłana i pokazać mu orędzia. Zrobiłam dokładnie tak, jak mi polecił. Jednak bardzo się zawiodłam. Miałam wielką nadzieję... tymczasem spotkałam się z ostrym odrzuceniem. Kapłan sądził, że przechodzę kryzys psychiczny. Twierdził, że to początki schizofrenii. Postanowił zbadać moje ręce. Wziął mnie za ręce i zaczął się im przyglądać. Wiedziałam, o czym myśli. Usiłował odkryć jakieś znaki nienormalności, które widoczne są w przypadkach niektórych zaburzeń psychicznych. Uważał, że Bóg dał mu mnie jako ciężki krzyż do niesienia. Ponieważ wywołałam w nim litość, powiedział, że mogę przychodzić, kiedy będę chciała.

Przychodziłam do niego co dwa, trzy dni. Nie lubiłam tych wizyt, bo traktował mnie jak kogoś, u kogo rozpoczyna się choroba psychiczna. To trwało 3 może 4 miesiące. Jedynym powodem, który skłaniał mnie do wytrwałego odwiedzania go, była chęć udowodnienia mu, że nie jestem chora. W końcu po jakimś czasie uświadomił sobie, że byłam zdrowa na umyśle. Pewnego dnia powiedział mi nawet, że to mogłoby być Bożym charyzmatem.

W międzyczasie mój anioł stróż przygotowywał mnie do spotkania się z Bogiem i jedna z pierwszych lekcji, jakiej mi udzielił, dotyczyła rozeznawania. Pouczenia o rozeznawaniu doprowadziły demona do jeszcze większej wściekłości. Wiedział bowiem, że nawet jeśli ukaże mi się jako anioł światłości, zobaczę różnicę.

Anioł stróż powiedział mi, że jego misja już się kończy i przyjdzie do mnie Jezus. Kiedy dowiedziałam się o tym, zasmuciłam się. Nie chciałam, żeby anioł mnie opuścił. Próbował przemówić mi do rozsądku tłumacząc, że sam jest jedynie sługą Bożym i że powinnam się teraz zwrócić do Boga. Próbował mi wyjaśnić, że jego misja polegała na doprowadzeniu mnie do Boga, na bezpiecznym skierowaniu mnie ku Niemu. Jednak nie było dla mnie niczego boleśniejszego. Nie mogłam sobie wyobrazić, że pewnego dnia nie będę już mogła porozumiewać się z moim aniołem.

Zgodnie z zapowiedzią mojego anioła Daniela pewnego dnia Jezus zajął jego miejsce. Kiedy mi się objawił, postawił pytanie: «Czyj dom jest ważniejszy, twój czy Mój Dom?». Odpowiedziałam Mu: «Twój Dom». Czułam, że był zadowolony z mojej odpowiedzi. Pobłogosławił mnie i odszedł.

Potem znowu Pan przyszedł do mnie zamiast anioła i powiedział: «To Ja». Kiedy zobaczył, że waham się, powiedział mi jasno: «To Ja, Bóg». Jednak zamiast ucieszyć się, byłam smutna. Strasznie brakowało mi mojego anioła. Kochałam go i najmniejsza myśl, że już nie powróci, ponieważ jego miejsce zajął Bóg, przeszkadzała mi.

Chcę tu wspomnieć, że Pan potwierdził, iż nikt nigdy nie kochał tak swojego anioła stróża jak ja i że chciałby móc kiedyś powiedzieć: «W twojej epoce żaden człowiek nie kochał Mnie tak jak ty.»

Mój anioł pozostał na dalszym planie. Bóg zadał mi pytanie: «Kochasz Mnie?» Odpowiedziałam: «Tak». Nie wyrzucał mi, że nie kocham Go wystarczająco mocno, lecz powiedział mi bardzo spokojnie: «Kochaj Mnie bardziej».

Następnym razem, kiedy Pan objawił mi się, powiedział mi: «Ożyw Mój Dom», a potem znowu: «Odnów Mój Dom». Nie przypominam sobie, czy Mu odpowiedziałam. Wiedziałam jednak, że to, o co prosił, było dla mnie niemożliwe do wykonania.

W następnych dniach odwiedzał mnie albo mój anioł, albo Jezus, czasem równocześnie. Mój anioł pouczał mnie i prosił, abym zawarła pokój z Bogiem. Kiedy mnie o to poprosił, byłam bardzo zaskoczona. Powiedziałam mu, że nie walczę z Bogiem. Nie rozumiałam więc, jak mogę zawrzeć z Nim pokój.

Bóg poprosił mnie ponownie, abym Go kochała. Prosił, abym żyła w zażyłości z Nim, tak jak z moim aniołem, to znaczy, abym rozmawiała z Nim swobodnie. Nie potrafiłam tego uczynić. Wciąż odczuwałam Go jak kogoś obcego, a nie jak przyjaciela. Mój anioł przypomniał mi, że sam jest tylko sługą Bożym i że Boga powinnam kochać i uwielbiać. Im bardziej anioł kierował mnie w stronę Boga, tym bardziej ogarniała mnie panika na myśl, że mnie opuści. Mówił mi, że mam się zdać na Boga, ale ja tego nie robiłam.

W międzyczasie szatan nie dawał za wygraną. Cały czas miał nadzieję, że mnie pochwyci w stanie słabości. Bóg pozwolił mi raz, a może dwa razy usłyszeć rozmowę Jezusa z szatanem. Szatan prosił o pozwolenie poddania mnie doświadczeniu. Powiedział Jezusowi:

«Zobaczymy Twoją Vassulę... Twoja droga Vassula nie będzie ci wierna, upadnie i to tym razem na dobre. Udowodnię ci to w dniach jej próby.»

Ponownie więc szatanowi zezwolono na poddanie mnie wszelkim rodzajom pokus: niewiarygodnych pokus! Za każdym razem kiedy uświadamiałam sobie istniejącą pokusę i kiedy ją pokonywałam, szatan umieszczał na mojej drodze pokusę nową i jeszcze większą. Jeśli poddałabym się jej, doprowadziłabym moją duszę do piekła.

Szatan ponowił ataki. Ochlapał mi palce gorącą oliwą – akurat te, którymi trzymam ołówek, kiedy piszę. Natychmiast pojawił się pęcherz i musiałam zabandażować to miejsce, aby móc utrzymać ołówek w czasie pisania. Demon próbował jeszcze raz i gwałtowniej niż kiedykolwiek przeszkodzić mi w rozmowie z Bogiem i w jej spisywaniu. Pisanie było dla mnie bardzo bolesne. Za każdym razem kiedy miałam wyleczone palce, on parzył je na nowo i w ten sposób przez całe tygodnie pisanie wiązało się z cierpieniem.

Kiedy udałam się z rodziną na wakacje do Tajlandii, popłynęliśmy łódką zwiedzić wyspę. W drodze powrotnej, gdy dopływaliśmy, statek uderzył o nabrzeże, a ja straciłam równowagę. Aby nie upaść, chwyciłam się odruchowo pierwszej rzeczy, jaką zobaczyłam, a była to rura wydechowa silnika łódki, rozgrzana do czerwoności. Oparzyłam sobie całą prawą dłoń. Pierwszą moją myślą było: «Co zrobię, aby pisać?» Moja ręka puchła, stała się czerwona i boląca. Mieliśmy pół godziny drogi do hotelu. Kiedy tam przybyliśmy, cała opuchlizna i ból minęły. Nie miałam najmniejszego śladu oparzenia. Pan powiedział mi później, że nie pozwolił szatanowi posunąć się zbyt daleko, dlatego uleczył moją rękę.

Demon próbował więc w inny sposób przeszkodzić mi w pisaniu. We śnie pojawił się mojemu synowi, który miał wtedy 10 lat. Ukazał się w postaci starca siedzącego przy jego łóżku i mówiącego mu: «Najlepiej zrobisz, gdy pójdziesz do twojej matki i powiesz jej, aby przestała pisać. A jeśli tego nie uczyni, zrobię tak, jak postąpiłem z nią, gdy była młoda. Przyjdę, kiedy będziesz w łóżku, pociągnę twoją głowę do tyłu i uduszę cię.»

To, o czym mówił, stało się rzeczywiście, kiedy miałam być może 6 lat. Pewnej nocy, gdy leżałam w łóżku, zobaczyłam przede mną, tuż przy mojej szyi, dwie straszliwe ręce starca. Potem ktoś pociągnął mi głowę do tyłu, odsłaniając szyję. Nie stało się nic więcej, ale pamiętam, że z tego powodu cała drżałam.

Szatan polował na mnie od najwcześniejszych lat. Prawie co noc, kiedy miałam około 6 lat, ukazywał mi się we śnie, aby mnie straszyć, przyjmując postać wielkiego czarnego psa. To był zawsze ten sam sen. Szłam wąskim korytarzem, na którego końcu był pies, wściekle warczący, gotowy, by na mnie skoczyć i rozszarpać na kawałki. Uciekałam w przerażeniu.

Kiedy miałam około 10 lat, zobaczyłam we śnie Jezusa. Znajdował się w głębi czegoś w rodzaju korytarza. Widziałam Go jakby na portrecie, tylko do piersi. Uśmiechał się i mówił do mnie: «Chodź, podejdź do Mnie.» Nagle zostałam porwana przez jakiś powiew, który przyciągał mnie coraz bliżej Niego. Wystraszyłam się tego nieznanego prądu. Kiedy Jezus zobaczył, że się boję, uśmiechnął się do mnie. Ten powiew doprowadził mnie do Jezusa, tak że w końcu moja twarz przylgnęła do Jego twarzy.

W wieku około 12 lat miałam jeszcze jedno doświadczenie mistyczne. Były to moje mistyczne zaślubiny z Jezusem. Znowu we śnie zobaczyłam, że jestem ubrana jak oblubienica, a moim oblubieńcem był Jezus. Nie mogłam Go zobaczyć, lecz wiedziałam, że tam był. Obecne osoby radośnie wiwatowały, w rękach miały palmy. Szliśmy w weselnym pochodzie. Zaraz po ceremonii weszłam do pokoju. Była tam nasza Matka Najświętsza, święta Maria Magdalena oraz dwie inne święte niewiasty. Nasza Matka Najświętsza była bardzo szczęśliwa i podeszła, aby mnie uściskać. Zaraz też zaczęła poprawiać mi suknię i włosy. Uświadomiłam sobie, że chciała, abym była piękna dla Jej Syna.

Szatan nadal atakuje różnymi sposobami

Demon wiedział, jak straszliwie boję się karaluchów. Pisanie o tym przyprawia mnie o dreszcze, ale sądzę, że powinnam to uczynić, aby ukazać, jak bardzo szatan ze mną walczył. Pewnego dnia, kiedy wychodziłam z pokoju, zamknęłam drzwi. Nagle poczułam, że coś leje mi się na twarz. Nie wiedziałam, co się stało. Nagle usłyszałam szatana, który się śmiał i żartował ze mnie: «To w ten sposób cię chrzczę. To jest rodzaj wody święconej, na jaką zasługujesz!» Po chwili zrozumiałam, co się stało. Zamykając drzwi zgniotłam ogromnego karalucha... Sądziłam, że natychmiast umrę z obrzydzenia.

Nie mam zamiaru opisywać wielu różnych form ataków szatana. Chcę tylko pokazać, w jaki sposób walczył ze mną, aby utrudnić mi rozpowszechnianie tego orędzia, jak przeszkadzał mi w misji, do której Pan mnie przygotowywał.

Pewnego dnia szatan na nowo postanowił zmienić strategię. Aby mnie zwieść, przyjął postać mojego zmarłego ojca: nawet w ten sam sposób mówił, doskonale go naśladował. Mówił do mnie po francusku, tak jak czasem zwracał się do mnie ojciec:

«Moja kochana, widzisz... Bóg w Swojej litości przysyła mnie do ciebie, aby ci powiedzieć, że się łudzisz. Jakże możesz wierzyć, że to On rozmawia z tobą w ten sposób? Takie rzeczy są niemożliwe, wiesz o tym dobrze. Jedynie obrażasz Boga, wywołujesz Jego gniew. Zastanów się... Bóg miałby do ciebie mówić? Czy kiedykolwiek słyszałaś o czymś podobnym? Jedynie szaleństwo może doprowadzić cię do uwierzenia w coś podobnego!»

Zareagowałam: «No dobrze, a co z moim aniołem? Z aniołami to przecież możliwe.»

Wtedy krzyknął: «Ach, ten!» – i jego głos napełniła taka nienawiść, że znowu rozpoznałam szatana.

Pustynia, a potem całkowite poddanie się

«Dlatego chcę ją przynęcić, na pustynię ją wyprowadzić i mówić jej do serca...» (Oz 2,16)

Bóg chciał, abym obecnie całkowicie oddała się Jemu. Zapragnął mnie ze Sobą połączyć i uczynić Swoją. Chciał mnie ukształtować i przemienić. Ponieważ nie ofiarowywałam Mu siebie tak, jak tego pragnął, musiałam więc przejść przez inny rodzaj oczyszczenia, aby całkowicie oddać się Bogu i zawrzeć z Nim pokój. Oto co się stało:

Zawołałam Boga i z wielkim zdziwieniem stwierdziłam, że nikt mi nie odpowiada. Ogarnęła mnie panika i rozglądałam się na wszystkie strony w poszukiwaniu anioła. Jego jednak również nie było. Odczułam natomiast blisko siebie jakieś dusze. Przychodziły jak żebracy, zbliżały się do mnie. Błagały mnie o modlitwy, o błogosławieństwo i o wodę święconą.

Kopiowanie i umieszczanie naszych treści na łamach innych serwisów jest dozwolone na zasadach opisanych w licencji.
Komentarze do artykułu

Twój nick:
E-mail (opcjonalnie):
Komentarz:



Powiadamiaj o odpowiedziach na mój komentarz
(wymagany email):
Uwaga: Jeśli chcesz odpowiedzieć na komentarz innego użytkownika, prosimy skorzystaj z przycisku "Odpowiedz". Pozwoli to uniknąć w przyszłości bałaganu w dyskusji.
BBcode:

[b][/b] - pogrubienie
[i][/i] - kursywa
[u][/u] - podkreślenie
[cytat][/cytat] - cytat
[cytat="NICK"][/cytat] - cytat z nickiem

Zanim napiszesz komentarz, koniecznie zapoznaj się z zasadami publikowania komentarzy na łamach strony Radia Paranormalium. Prosimy nie podawać w komentarzach adresów email - do tego służy odpowiednie pole!


Do tego artykułu nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!
    Tagi
    Inne artykuły
    o podobnej tematyce
    SŁUCHAJ NAS
    SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI
    NEWSLETTER
    RAMÓWKA NA DZIŚ
    ARCHIWUM AUDYCJI
    WESPRZYJ
    RADIO PARANORMALIUM
    POLECANE KSIĄŻKI
    NAJNOWSZE FILMY
    MY lubimy ICH, ONI lubią NAS - nasi partnerzy, współpracownicy i zaprzyjaźnione serwisy
    Copyright © 2004-2017 by Radio Paranormalium :: Powered by Marek Sęk "Ivellios"