System reklamy Test



Nie zapomnij odwiedzić strony naszych partnerów - ich lubimy, ich polecamy!

SŁUCHAJ
ZALOGUJ SIĘ
ZAMKNIJ
Radio Paranormalium - zjawiska paranormalne - strona glowna
Logowanie przy użyciu kont z Facebooka itd. dostępne jest z poziomu forum

Rzeczywistość percepcyjna. Gdy legendy materializują się


Slender Man i Człowiek-Królik. Graf. Ivellios/AI/Seedream-5-pro
Slender Man i Człowiek-Królik. Graf. Ivellios/AI/Seedream-5-pro

Czy wiara – indywidualna lub zbiorowa – może uczynić coś realnym? Czy sama wiara wystarczy, by powołać coś do życia, tak aby mogło się zamanifestować i zaistnieć w naszym fizycznym świecie? Czy percepcja może wręcz – całkiem dosłownie – stać się rzeczywistością? Choć w powszechnym rozumieniu coś takiego nie jest możliwe, jak się przekonamy, tego typu rozważania nie zawsze prowadzą do prostej odpowiedzi „tak” lub „nie”.

Wiemy, na przykład, że wiara w istnienie Diabła i jego wpływ spowodowała, że wielu ludzi dopuściło się rozmaitych czynów zarówno w jego imieniu, jak i przeciwko niemu. W istocie działająca przez stulecia inkwizycja doprowadziła do śmierci co najmniej kilkuset tysięcy tak zwanych heretyków – wszystko po to, by powstrzymać działanie Diabła. Można również przywołać nazwiska kilku seryjnych morderców, którzy twierdzili, że głosy kazały im zabijać. W ich mniemaniu owe głosy były dla nich aż nazbyt realne, podobnie zresztą jak prawdziwe były dla ich ofiar konsekwencje wykonania przekazanych przez owe głosy poleceń. Mając na względzie to, jak niewiele wiemy o ludzkim umyśle, w szczególności zaś o umyśle podświadomym, czy jest zatem możliwe, że sama wiara mogłaby spowodować zamanifestowanie się jej przedmiotu w rzeczywistym świecie?

Być może świetnym przykładem tego, jak wiara w legendę może sprawić, że jej konsekwencje stają się aż nazbyt realne, są opowieści o Slender Manie (po angielsku Slender Man to dosłownie Smukły Mężczyzna lub krócej Smuklak). W przeciwieństwie do legend sięgających czasów starożytnych, narodziny Slender Mana można precyzyjnie datować na 10 czerwca 2009 roku; jego historia zaczęła się na forum internetowym Something Awful (Coś Okropnego). Na tym właśnie forum użytkowników poproszono o nadsyłanie „paranormalnych obrazów” opatrzonych historiami, które można byłoby przedstawić jako autentyczne i wiarygodne. Jak czytamy w książce Trevora J. Blanka Slender Man Is Coming: Creepypasta and Contemporary Legends on the Internet, właśnie tak postąpił jeden z użytkowników.

Nie chcieliśmy iść, nie chcieliśmy ich zabić, ale jego uporczywe milczenie i wyciągnięte ramiona zarazem przerażały i uspokajały nas… - pierwsze ze zdjęć towarzyszących legendzie o Slender Manie (rozdzielczość podniesiona w Topaz Gigapixel)

Eric Knudsen, podpisujący się jako Victor Surge, nadesłał dwa takie czarno-białe zdjęcia. Były one niepokojące, i to nie tylko ze względu na dołączone do nich podpisy. Pierwsza fotografia ukazuje grupę dzieci wyglądających na wystraszone, jak gdyby dopiero co przydarzyło im się coś przerażającego. Za nimi znajduje się wysoka, chuda, ciemna postać, której widz może początkowo nie zauważyć. Podpis pod zdjęciem głosi:

„Nie chcieliśmy iść, nie chcieliśmy ich zabić, ale jego uporczywe milczenie i wyciągnięte ramiona zarazem przerażały i uspokajały nas… – 1983 rok, fotograf nieznany, uznany za zmarłego”.

Druga fotografia ukazuje inną grupę dzieci, znacznie weselszych i beztroskich, bawiących się w parku. Gdy jednak przyjrzeć się bliżej, okazuje się, że w tle widoczny jest ten sam wysoki, chudy człowiek, jak gdyby obserwował dzieci. To, co opisano jako defekt filmu, wygląda natomiast jak macki wyciągnięte w stronę dzieci. Podpis pod drugim zdjęciem głosi:

„Jedna z dwóch fotografii odnalezionych po pożarze biblioteki w Stirling City. Warto zauważyć, że zdjęcie wykonano w dniu, w którym zniknęło czternaścioro dzieci, widać na nim również postać nazwaną Slender Manem. Władze uznały zniekształcenia za defekty filmu. Do pożaru biblioteki doszło tydzień później. Fotografia skonfiskowana jako dowód. – 1986 rok, fotografka Mary Thomas, zaginiona od 13 czerwca 1986 r.”

Zdjęcia obejrzały tysiące osób, dając tym samym początek temu, co przerodziło się w legendę o Slender Manie. I choć była to tylko zabawa fanów horroru i makabry, zainteresowanie Slender Manem i późniejsza wiara w jego istnienie omal nie doprowadziły do tragedii.

Knudsen twierdził, że inspirację do stworzenia Slender Mana zaczerpnął z kilku popularnych postaci i opowieści grozy. W wywiadzie udzielonym Vanity Fair w 2016 roku mówił, że chciał stworzyć coś, „czego motywacje trudno zrozumieć i [co wywoływałoby] niepewność oraz lęk wśród ogółu społeczeństwa!” Jak się okazało, udało mu się to osiągnąć. W miarę jak coraz więcej ludzi poznawało tę legendę i dodawało do niej nowe elementy, Slender Man rósł w siłę.

Ogólnie rzecz ujmując, Slender Man jest opisywany jako niezwykle wysoki i chudy, a jego ramiona są nieco zbyt długie w stosunku do reszty ciała. W niektórych opisach ramiona te przybierają postać macek; niekiedy dodatkowe macki wyrastają również z jego pleców. Najbardziej przerażający jest jednak brak wyraźnych rysów twarzy: w opisach i wizerunkach jest ona albo rozmazana, albo zastąpiona całkowicie białą powierzchnią, co tylko potęguje złowrogi charakter postaci.

Jeszcze mroczniejszym elementem legendy o Slender Manie, wyraźnie czerpiącej z mitów i podań narastających przez stulecia, był jego związek z opuszczonymi domami oraz jaskiniami ukrytymi głęboko w lesie. Dodatkowym paranormalnym elementem legendy jest zdolność Slender Mana do przenoszenia się w każde miejsce, w jakie tylko zechce, co oznacza, że jego ofiara nie może czuć się bezpieczna ani od niego uciec, jeśli tylko znajdzie się na jego celowniku.

Wraz z rozwojem legendy pojawiały się również znaki świadczące o tym, że Slender Man jest w pobliżu, a nawet kogoś obserwuje. Człowiek miał nagle popadać w paranoję i cierpieć z powodu intensywnych koszmarów sennych. Co gorsza, u osoby obserwowanej przez Slender Mana, przynajmniej według legend, miały również pojawiać się krwotoki z nosa (czego, jak się okazuje, doświadczało wiele osób, które odkryły, że padły ofiarą uprowadzeń przez obce istoty).

Drugie ze zdjęć towarzyszących legendzie o Slender Manie: Jedna z dwóch fotografii odnalezionych po pożarze biblioteki w Stirling City. Warto zauważyć, że zdjęcie wykonano w dniu, w którym zniknęło czternaścioro dzieci, widać na nim również postać nazwaną Slender Manem. Władze uznały zniekształcenia za defekty filmu. Do pożaru biblioteki doszło tydzień później. Fotografia skonfiskowana jako dowód.

Slender Man stał się w końcu niezwykle popularny. I choć internet niewątpliwie miał w tym swój udział, ta współczesna legenda miejska miała wkrótce przeistoczyć się z wyobrażonej internetowej postaci w zagrożenie istniejące w świecie rzeczywistym.

31 maja 2014 roku, zaledwie pięć lat po tym, jak legendy o Slender Manie po raz pierwszy pojawiły się na forum Something Awful, dwie dwunastolatki – Anissa Weier oraz Morgan Geyser – zaprowadziły swoją rówieśniczkę Payton Leutner do lasu nieopodal ich domów w Waukesha w stanie Wisconsin (USA). Tam zadały jej 19 ciosów nożem i pozostawiły ją na pewną śmierć. Poza ranami na rękach i nogach, odniesionymi w trakcie obrony, Payton odniosła również kilka ran kłutych w obrębie tułowia, z czego dwie uszkodziły ważne narządy, a jedna o włos minęła jej serce, co z łatwością mogło zakończyć się śmiercią.

Payton wydostała się z lasu na drogę, gdzie odnalazł ją przejeżdżający tamtędy rowerzysta. Po zawiadomieniu organów ścigania Payton została zabrana do szpitala, gdzie podała nazwiska swoich napastniczek. Niedługo potem Weier i Geyser zostały aresztowane. Wciąż miały przy sobie nóż, którego użyły do ataku. Zostały przesłuchane każda oddzielnie, a udzielone przez nie odpowiedzi wprawiły śledczych w zdumienie.

Twierdziły, że zaatakowały koleżankę w imię Slender Mana, mówiąc, że byłby niezadowolony, gdyby tego nie zrobiły. Weier utrzymywała nawet, że Slender Man nie tylko istniał naprawdę, ale że był również przywódcą świata creepypast, zaś zabicie koleżanki miało być dla obu dziewczyn dowodem oddania wobec niego. Później dodała, że Slender Man był istotą nadnaturalną, mieszkającą głęboko w Nicolet National Forest w przerażającej, opuszczonej posiadłości, którą – jak się okazało – obie dziewczyny zamierzały odnaleźć i odwiedzić zaraz po dokonaniu ataku na Payton.

W toku śledztwa wyszło na jaw, że obie dziewczyny szczerze wierzyły w rzeczywiste istnienie Slender Mana, a ponadto skrupulatnie zaplanowały ten szaleńczy atak.

Wszystkie trzy dziewczęta spędziły poprzedni wieczór w Skateland, po czym udały się na nocleg do domu Geyser. Wyszło na jaw, że Weier i Geyser planowały zamordować Payton tamtej nocy w sypialni Geyser, po czym zamierzały udać się do posiadłości Slender Mana. Nocą jednak Weier zmieniła plan, twierdząc, że łaźnia w parku nieopodal ich domu byłaby lepszym miejscem na dokonanie ataku, również ze względu na to, że odpływy umożliwiłyby spłynięcie krwi.

Następnego dnia cała trójka udała się do parku, aż w końcu dotarła do łaźni. W tym miejscu Geyser próbowała powstrzymać Payton, jednak jej się to nie udało. Gdy Payton się uspokoiła, dziewczyny zaproponowały, żeby pójść do lasu i pobawić się w chowanego. Tak też zrobiły, a wkrótce potem dwie dziewczyny rozpoczęły szaleńczy atak.

W trakcie procesu obie dziewczyny przyznały się do winy i otrzymały długoletnie wyroki. Weier została skazana na 25 lat więzienia, z czego trzy odsiedziała w zakładzie psychiatrycznym. Została zwolniona z więzienia w 2021 roku i będzie podlegała nadzorowi do czasu ukończenia 37 lat. Geyser natomiast, która została uznana za główną prowodyrkę ataku i która nie okazała skruchy ani po aresztowaniu, ani w trakcie procesu, została skazana na 40 lat. W 2025 roku przeniesiono ją do placówki opiekuńczej; do 2058 roku ma pozostawać pod nadzorem.

Jak można się domyślić, legendy o Slender Manie i to, jak wielką rolę odegrały one w próbie morderstwa Payton Leutner, wywołały poważne kontrowersje. Wiara w istnienie Slender Mana okazała się wystarczająca dla Anissy Weier i Morgan Geyser, by w jego imię spróbować zabić koleżankę, zaś konsekwencje owej wiary były zdecydowanie rzeczywiste dla Payton Leutner i jej rodziny.

Jak się jednak okazało, ów atak w imieniu Slender Mana nie był odosobnionym incydentem. Zaledwie kilka tygodni po ataku w Waukesha, w czerwcu 2014 roku w hrabstwie Hamilton w Ohio, 13-letnia dziewczyna mająca obsesję na punkcie Slender Mana zaczaiła się we własnym domu na matkę i zaatakowała ją nożem. Na szczęście kobieta przeżyła atak i później zeznała, że jej córka cierpiała na problemy psychiczne. Twierdziła również, że jej córka pisała o nawiedzających ją demonach oraz kilkakrotnie wspominała w swoich wiadomościach o Slender Manie.

Co ciekawe, niemal tego samego dnia, 9 czerwca 2014 roku w Las Vegas w stanie Nevada, pewien mężczyzna został oskarżony o zabójstwo przypadkowego przechodnia, dwóch policjantów i swojej żony, po czym popełnił samobójstwo. Według jednego z sąsiadów człowiek ten miał obsesję na punkcie Slender Mana i był nawet widywany w stroju przypominającym wyglądem legendarną postać.

Kilka miesięcy później, we wrześniu 2014 roku, media znów zaczęły rozpisywać się o kolejnej próbie zabójstwa powiązanej ze Slender Manem, gdy 14-letnia dziewczyna podpaliła swój dom w Port Richey na Florydzie, podczas gdy w środku przebywała jej rodzina. Dom spłonął niemal doszczętnie, jednak wszyscy przebywający w środku przeżyli. Nastolatka zbiegła z miejsca zdarzenia, jednak jeszcze tego samego dnia została aresztowana w publicznej łaźni w pobliskim parku. Zapytana o to, dlaczego próbowała zamordować własną rodzinę, odpowiedziała, że tak jej kazał Slender Man. Dodała, że „dużo o nim czytała” w internecie, co zresztą potwierdziło policyjne sprawdzenie historii jej aktywności w sieci.

Czy były to tylko działania osób z zaburzeniami psychicznymi, których sposób postrzegania świata współgrał z legendami o Slender Manie, czy też może szeroko rozpowszechniona wiara w jego istnienie sprawiła, że zamanifestował się on w umysłach ludzi w całych Stanach Zjednoczonych? Choć zdrowy rozsądek każe skłaniać się ku pierwszej możliwości, wpływ Slender Mana utrzymywał się również w kolejnych latach.

Według raportu opublikowanego na łamach New York Timesa, między końcem 2014 a początkiem lata 2015 roku w rezerwacie Pine Ridge należącym do plemienia Oglala Lakota w Południowej Dakocie miała miejsce seria samobójstw. W artykule podano, że w tym czasie życie odebrało sobie ponad 100 osób, a „kilku śledczych zaznajomionych z tymi przypadkami przyznało, że co najmniej jeden z młodocianych samobójców [dokonał tego] pod wpływem Slender Mana!”.

Bez względu na to, jaka jest prawda o fali samobójstw opisanych przez New York Times, wśród mieszkańców rezerwatów (i podobnych miejsc) pokutuje wiara w „ducha nakłaniającego do samobójstwa”, nazywanego niekiedy „Tall Man”, „Big Man” lub „Walking Sam”, którego opisy przywodzą na myśl Slender Mana.

Jeszcze bardziej wstrząsające jest przytoczone przez New York Times doniesienie o zbiorowym samobójstwie, któremu zapobieżono w tym samym rezerwacie. Według notatki prasowej, pewnego wieczoru duża grupa nastolatków udała się do lasu, planując wspólne samobójstwo przez powieszenie. Pogłoska o tym zamiarze dotarła do miejscowego pastora, Johna Two Bullsa, który udał się do lasu i tam zapobiegł potencjalnej tragedii. Według pogłosek krążących w następnych dniach po rezerwacie, grupę nastolatków zawiódł do lasu nie kto inny, jak sam Walking Sam (a być może i Slender Man!).

Jedno z najbardziej znaczących i niepokojących domniemanych spotkań ze Slender Manem pochodzi z archiwum doświadczonego badacza zjawisk paranormalnych i pisarza Nicka Redferna, przede wszystkim dlatego, że nie chodzi tu jedynie o wiarę w jego istnienie, lecz o rzekomą manifestację przerażającej istoty. Według zapisków Redferna, stażystka szkoląca się na stewardesę – nazwana „Lacy” – z Erie w Pensylwanii zaczęła doświadczać spotkań ze Slender Manem na początku 2016 roku, krótko po przeczytaniu książki Slender Man: From Fiction to Fact autorstwa Robina Swope’a, po lekturze której rozwinęła się u niej obsesja na punkcie tej postaci. Kilka miesięcy później wyglądało na to, że obsesja dosłownie zaczęła żyć własnym życiem.

Pewnego wieczoru w 2016 roku, gdy Lacy oglądała telewizję, jej laptop – leżący nieopodal i będący w trybie uśpienia – nagle samoczynnie wybudził się. Zaniepokoiło ją jednak to, że – jak twierdziła – przez sekundę lub dwie zobaczyła na ekranie laptopa coś „między człowiekiem a długonogim robalem!” Wmówiła sobie, że to tylko jej własny mózg płata jej figle i każe widzieć rzeczy, których nie ma, po czym zrobiła wszystko, by wymazać ten incydent z pamięci. Dwie noce później jednak wydarzyło się coś równie niewytłumaczalnego.

Tego wieczora, tak jak dwie noce wcześniej, laptop Lacy nagle samoczynnie wybudził się. Tym razem jednak, zamiast zwykłego obrazu ekranu czy rozmytej postaci, kobieta zobaczyła wyraźnie twarz – a raczej pozbawioną rysów namiastkę twarzy – Slender Mana, przy czym, jak twierdziła Lacy, „brakowało oczu, nosa oraz uszu!”.

W tym momencie, uświadomiwszy sobie, że dzieje się coś naprawdę nietypowego, Lacy zamknęła laptopa i wybiegła z mieszkania. Pobiegła do domu swojej matki, gdzie została na noc.

Do domu wróciła następnego dnia. Początkowo była zdenerwowana, lecz gdy nic więcej się nie wydarzyło, zaczęła zapominać o niepokojących incydentach. Jednak pewnego wieczoru, kilka tygodni później, około godziny 23:00, gdy pakowała prezenty na podłodze swojego salonu, jej uwagę zwrócił znajomy odgłos dochodzący z laptopa. Odwróciła się, oczekując pojawienia się na ekranie potwornej, pozbawionej rysów twarzy. Zamiast tego usłyszała dochodzący z laptopa głos mówiący „Jesteśmy przyjaciółmi!”. Natychmiast po tym urządzenie wróciło do trybu uśpienia.

Powiedzieć, że to ostatnie spotkanie przeraziło Lacy, to nic nie powiedzieć. Kobieta natychmiast postanowiła przestać czytać i pisać o Slender Manie, czując, że – być może podświadomie – podporządkowuje swoje życie postaci z legendy. Skasowała nawet wszystkie swoje pliki z badaniami na ten temat i spaliła wspomnianą wcześniej książkę w metalowym kuble na śmieci obok domu. Niezależnie od tego, czy był to zbieg okoliczności, dziwne i niepokojące incydenty nagle ustały na dobre.

Czy fascynacja Lacy spowodowała zamanifestowanie się Slender Mana, jeśli nie fizycznie w realnym świecie, to przynajmniej w jakiejś cyfrowej formie za pośrednictwem jej laptopa? Warto być może odnotować, że wielu badaczy zjawisk paranormalnych sugeruje, że wszystkie manifestacje (duchy, poltergeisty itd.) są wynikiem działania energii elektromagnetycznej, wobec czego taka manifestacja za pośrednictwem laptopa wydaje się możliwa. Do idei, że intensywna wiara – w tym przypadku w Slender Mana – mogła wywołać jakąś formę nadnaturalnej manifestacji, wrócimy jeszcze później. Najpierw jednak przyjrzymy się innemu przerażającemu przykładowi splatania się zjawisk paranormalnych z tragicznymi wydarzeniami w realnym świecie.

Bunnyman Bridge
Wiadukt Człowieka-Królika (The Bunnyman Bridge). Fot. Eric Hoefler, Flickr, na licencji CC BY-NC-SA 2.0

Kolejny przypadek paranormalnej legendy splatającej się z przemocą, a w tym przypadku także z morderstwem w realnym świecie dotyczy Człowieka-Królika (Bunny Man) z hrabstwa Fairfax w stanie Wirginia, który – jak się wydaje – przez pewien czas terroryzował mieszkańców tego stanu.

Powszechnie sądzi się, że pierwszy udokumentowany przypadek spotkania z Człowiekiem-Królikiem miał miejsce 19 października 1970 roku, kiedy kadet Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych Robert Bennett wracał z narzeczoną z meczu piłki nożnej. Po drodze postanowił zadzwonić do swojego wujka, zaparkował więc przy polu naprzeciwko swojego domu. Zanim jednak zdołał wysiąść z samochodu, oboje zobaczyli, jak coś szybko przemyka przed przednią szybą. Nim zdążyli dostrzec jakiekolwiek szczegóły, szyba po stronie pasażera nagle rozprysła się na kawałki. Chwilę później Robert rozejrzał się wokół samochodu. Zobaczył dziwnego mężczyznę stojącego nieopodal, który krzyczał do niego: „Jesteście na prywatnej posesji – mam wasz numer rejestracyjny!”.

Robert natychmiast uruchomił silnik i odjechał tak szybko, jak tylko mógł. Po powrocie do domu odkrył w schowku po stronie pasażera niewielki toporek i uznał, że to właśnie nim rozbito szybę. Natychmiast zgłosił zdarzenie policji, a podany przez niego opis domniemanego napastnika był co najmniej interesujący. Twierdził, że mężczyzna miał na sobie dziwny biały kostium, jednak jeszcze dziwniejsze było to, że na głowie miał „królicze uszy”. Tu należy zaznaczyć, że narzeczona nie wspominała o króliczych uszach, lecz o białym kapturze, co w tamtych czasach mogłoby mieć sens. Czy para natknęła się na członka Ku Klux Klanu? Mogłyby na to wskazywać biały kostium (opisany przez Roberta) oraz biały kaptur (o którym wspomniała narzeczona). W doniesieniach prasowych na pierwszy plan wybił się jednak wątek króliczych uszu, i tak też narodziła się legenda o Człowieku-Króliku. Wkrótce podania te splotły się z kilkoma przerażającymi i złowieszczymi przypadkami śmierci, o których donoszono w całym kraju.

Jak głosi artykuł zamieszczony na łamach Minneapolis Star, wieczorem 29 października 1970 roku około godziny 22:00 ochroniarz pracujący na osiedlu King’s Park West, Paul Phillips, patrolował plac budowy, gdy nagle dostrzegł dziwną postać stojącą przy jednym z częściowo wybudowanych domów. Co dziwne, postać ta – zdaniem Phillipsa – miała na sobie szaro-biało-czarny kostium królika. Phillips przez dłuższą chwilę przyglądał się nieznajomemu, po czym ten krzyknął do niego, że „wchodzi na teren prywatny” i że jeśli Phillips choć trochę się zbliży, to „odetnie mu głowę!”. Następnie postać kilkakrotnie zamachnęła się siekierą. Phillips początkowo powoli się wycofał, potem jednak szybko pobiegł do biura ochrony po broń. Gdy jednak wrócił na miejsce, z którego dostrzegł postać, tej już nie było.

Nie wiadomo, czy była to ta sama osoba, która ukazała się Robertowi 10 dni wcześniej. Odnotowano jednak znacznie więcej spotkań z tą niewytłumaczalną postacią. W istocie na przestrzeni kolejnych tygodni zgłoszono ponad 50 spotkań z tak zwanym Człowiekiem-Królikiem, z czego prawie wszystkie zostały udokumentowane w prasie. Dopiero jednak w latach 90. XX wieku, częściowo wraz z upowszechnieniem się internetu, wyszło na jaw, jak bardzo rozpowszechnione były w rzeczywistości legendy o Bunny Manie.

Z czasem, gdy w sieci zaczęły się pojawiać kolejne doniesienia, legendy o Człowieku-Króliku zostały tajemniczo powiązane z kilkoma morderstwami, z których część miała sięgać czasów sprzed lat 70. XX wieku. Choć doniesienia te i domniemane powiązania należy traktować z przymrużeniem oka, pozostają intrygujące.

O jednym z najwcześniejszych rzekomych spotkań tego rodzaju wiemy dzięki badaniom Timothy’ego C. Forbesa, który twierdził, że spotkania z Bunny Manem sięgają aż do roku 1903. Według Forbesa początków legendy o Człowieku-Króliku należy szukać w zakładzie psychiatrycznym, który był „głęboko ukryty na odludziu Clifton”. Jednak wraz z upływem XX wieku tę okolicę zaczęło zamieszkiwać coraz więcej ludzi, a liczba mieszkańców w jego sąsiedztwie gwałtownie wzrosła. Ostatecznie, wraz ze wzrostem zaludnienia rosły również obawy związane z zakładem, co poskutkowało powstaniem petycji wzywającej do przeniesienia go w miejsce bardziej odległe od rozrastającego się miasta.

Rok później, w 1904 roku, petycja zakończyła się sukcesem i więźniowie mieli zostać przeniesieni do nowo wybudowanego więzienia w Lorton. W trakcie transportu więźniów doszło jednak do pewnego incydentu. Coś – prawdopodobnie dzikie zwierzę – nagle pojawiło się na drodze, zmuszając kierowcę do gwałtownego skrętu. W rezultacie autobus przewrócił się na bok. Większość pasażerów odniosła obrażenia. Niektórzy jednak wydostali się z rozbitego pojazdu i uciekli w okoliczne pustkowia. W ciągu następnych dni schwytano większość uciekinierów. Stróżom prawa wymknęli się jedynie Marcus Wallster i Douglas Grifon.

Wallster i Grifon pozostawali w ukryciu i unikali pościgu ze strony władz. Przypadek czy nie, krótko po ich ucieczce okoliczni mieszkańcy zaczęli znajdować w całym miasteczku częściowo zjedzone króliki. Ciała zwierząt były z reguły okaleczone i nie minęło wiele czasu, zanim ludzie powiązali pojawianie się martwych królików z dwójką zbiegłych więźniów.

Kilka tygodni później Wallster został znaleziony martwy pod wiaduktem Fairfax Station (znanym dziś jako Colchester Overpass, a niekiedy nazywanym Bunny Man’s Bridge). W dłoni trzymał niewielki, prymitywny toporek. W prasie pojawiły się doniesienia o znalezisku i wkrótce lokalna społeczność uznała, że to Wallster był „Człowiekiem-Królikiem” odpowiedzialnym za śmierć zwierząt. Gdy jednak w następnych dniach w dalszym ciągu odnajdywano w miasteczku martwe króliki, uwaga skierowała się na więźnia wciąż pozostającego na wolności, Douglasa Grifona. Pomimo szeroko zakrojonych poszukiwań Grifona nigdy nie odnaleziono, a wiosną 1905 roku uznano go za zmarłego i sprawę zamknięto. Jednak w Halloween tamtego roku Bunny Man powrócił.

31 października 1905 roku grupa nastolatków spotkała się przy wiadukcie, od czasu do czasu popijając piwo i niewątpliwie licząc na halloweenową przygodę. Wieczór nie obfitował jednak we wrażenia i wraz z nadejściem północy większość młodzieży, poza trójką nastolatków, wróciła do domów. Pozostała trójka była w szoku, gdy nagle pod wiaduktem pojawiło się jaskrawe białe światło. Zanim zorientowali się, co się dzieje, cała trójka już nie żyła; wszyscy mieli poderżnięte gardła. Według niektórych doniesień, cała trójka odniosła również obrażenia od uderzeń narzędziem podobnym do topora. Jeszcze bardziej wstrząsające było to, że zabójca powiesił ich za szyje na szczycie wiaduktu. Zgodnie z doniesieniami, późniejsze badanie wykazało, że rany od topora zadano narzędziem podobnym do tego, jakie Marcus Wallster trzymał w ręce w momencie odkrycia jego zwłok kilka miesięcy wcześniej.

Po tych brutalnych morderstwach obserwacje Bunny Mana ustały. Jednak na początku października 1906 roku, zaledwie kilka tygodni przed Halloween, doniesienia o przerażającej postaci pojawiły się ponownie. Gdy w końcu nadeszło Halloween, nastolatkowie znów spotkali się przy Wiadukcie Człowieka-Królika i czekali, aż zegar wybije północ. Tym razem przy wiadukcie pozostało siedmioro nastolatków. Jedną z nich była Adrian Hatala. Gdy zbliżała się północ, odeszła od głównej grupy, zatrzymując się nieopodal wiaduktu i pozostawiając sobie możliwość ucieczki w razie, gdyby wydarzyło się coś dziwnego.

Gdy spojrzała w stronę wiaduktu, zobaczyła coś, co wyglądało jak rozbłysk światła przemieszczający się pod wiaduktem. Następnie światło się zatrzymało, po czym rozbłysło jasnym blaskiem. Nagle Adrian usłyszała wrzaski i krzyki przerażenia. Kilka sekund później światło zgasło. Stała nieruchomo i z przerażeniem obserwowała, jak martwe już ciała jej kolegów są zaciągane na szczyt wiaduktu i tam wieszane. Nie mogła dostrzec, co ciągnęło te ciała, twierdząc później, że wyglądało to tak, jak gdyby ciągnęło je coś niewidzialnego.

Wtedy wzięła nogi za pas i uciekła, natychmiast powiadamiając organy ścigania o tym, co się właśnie wydarzyło. Wkrótce jednak policja uznała, że to Adrian jest odpowiedzialna za te morderstwa, po czym natychmiast umieszczono ją w zakładzie psychiatrycznym w Lorton. Ponownie morderstwa ustały na kilka lat. Kolejnych dziewięcioro nastolatków zginęło jednak w identyczny sposób w halloweenową noc 1913 roku. Doprowadziło to do oczyszczenia Adrian z zarzutów. Tamto doświadczenie odcisnęło jednak na jej psychice silne piętno, przez co resztę życia spędziła w szpitalach psychiatrycznych, aż do śmierci w 1953 roku.

Po trzeciej fali morderstw miejscowe władze wydały zakaz organizowania spotkań na wiadukcie, dotyczący w szczególności młodzieży. Początkowo zakaz był rygorystycznie egzekwowany, później jednak jego przestrzeganie osłabło. W następnych dziesięcioleciach w pobliżu wiaduktu, w okresie poprzedzającym Halloween, miało dojść jeszcze do kilku morderstw, choć zdarzenia te były znacznie rzadsze. Dwukrotnie jednak – w Halloween 1943 oraz w Halloween 1976 roku – grupy nastolatków spotykały się na wiadukcie. W obu przypadkach wszyscy obecni mieli zginąć, a ich zwłoki znaleźć się w takim samym stanie jak ciała nieszczęśników z początku XX wieku. Dopiero jednak incydent z końca lat osiemdziesiątych zwrócił uwagę badaczy na postać Człowieka-Królika.

W halloweenową noc 1987 roku Janet Charletier jechała z czwórką przyjaciół po terenie hrabstwa Fairfax. O godzinie 23:00 zbliżyli się do Wiaduktu Człowieka-Królika i wtedy Janet zatrzymała samochód. Choć nie wysiadali, postanowili pozostać nieopodal wiaduktu, by zobaczyć, co się stanie. Cała piątka była początkowo przekonana, że w legendach nie ma ani krzty prawdy. Jednak bliżej północy Janet poczuła nagły dreszcz niepokoju i zasugerowała pozostałym, że pora stąd uciekać. Znajomi jednak woleli pozostać.

Janet wyszła z samochodu i zaczęła oddalać się od wiaduktu, pewna, że zaraz stanie się coś złego. Nim zdążyła pomyśleć o czymkolwiek innym, zauważyła przed sobą nagły rozbłysk światła. Gdy spojrzała w dół, dostrzegła ślady cięć pojawiające się na jej tułowiu, tak jakby była kłuta przez niewidzialnego napastnika. Skrajnie przerażona, wybiegła spod wiaduktu tak szybko, jak tylko potrafiła. Chwilę później jednak uderzyła w coś przed sobą. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że zderzyła się z martwym ciałem zwisającym ze szczytu wiaduktu.

W końcu udało jej się wydostać i schronić w pobliżu. Odnaleziono ją kilka godzin później; straciła sporą ilość krwi. Co jeszcze dziwniejsze, jej włosy – przypuszczalnie w wyniku wstrząsu – całkowicie zbielały. Choć fizycznie zdołała dojść do siebie po całym zdarzeniu, nigdy więcej nie chciała o nim rozmawiać. Mówi się, że nastolatkowie wciąż urządzają halloweenowe spotkania na Wiadukcie Człowieka-Królika. Wygląda jednak na to, że są na tyle rozsądni, by ulatniać się stamtąd przed północą.

Podobnie jak w przypadku Slender Mana, wraz z upowszechnieniem się internetu legendy i doniesienia o Bunny Manie tylko przybrały na sile. Co więcej, zaczęto zgłaszać obserwacje w miejscach znacznie oddalonych od hrabstwa Fairfax. Wiele z tych doniesień zebrał i udokumentował badacz Brian Conley. Jak odnotował, w wielu z nich przewija się „postać człowieka ubranego w kostium białego królika”, strasząca dzieci i często spotykana w „odludnych miejscach”. Co więcej, postać zwykle trzyma niewielki toporek. Kwestią otwartą pozostaje, czy są to obserwacje tej samej istoty – być może nawet istoty o nadnaturalnej proweniencji – czy też są to po prostu naśladowcy. Podobnie jak w przypadku legend o Slender Manie, gdyby ktoś zdecydował się na dokonanie tak potwornych czynów, podając się za Bunny Mana, legenda stałaby się aż nazbyt realna dla jego ofiar.

Ostatecznie okazało się, że podania o Człowieku-Króliku stanowią mieszankę legend, mitów i półprawd. Conley przejrzał badania Timothy’ego C. Forbesa i stwierdził, że duża ich część jest nieścisła – dotyczy to m.in. lokalizacji zakładu psychiatrycznego i daty budowy więzienia w Lorton. Prawdopodobnie nie istniały też oficjalne dokumenty dotyczące dwóch zaginionych więźniów, Marcusa Wallstera i Douglasa Grifona. Czy to tylko efekt niedbałego prowadzenia dokumentacji przez władze? Czy może powinniśmy podejrzewać, że Forbes wyolbrzymił lub nawet zmyślił część swojego sprawozdania? Taka jest wszak natura legend i nawet Conley stwierdza, że tego typu podań nie można tak po prostu odrzucić, gdyż „mają one pewne oparcie w rzeczywistych zdarzeniach!”.

W trakcie swoich badań Conley natrafił również na artykuł autorstwa studentki Uniwersytetu Maryland, Patricii Johnson [z 1973 roku], zatytułowany The Bunny Man. Znalazł w nim dalsze szczegóły dotyczące przypuszczalnych korzeni i rozwoju legend o Człowieku-Króliku. W swoim artykule Johnson podaje, że opowieści o Bunny Manie „ukazywały się drukiem jako prawda”, kwalifikując się tym samym jako „miejskie opowieści o wierzeniach” (urban belief tale). Stwierdza również, że w trakcie swojego badania miała okazję rozmawiać z wieloma ludźmi, którzy twierdzili, że spotkali Człowieka-Królika. Łącznie zebrała ponad 50 różnych wersji legendy o Bunny Manie. Pomimo występujących między nimi różnic, wiele z nich zawierało zbieżne szczegóły.

Johnson odnotowała również 14 różnych lokalizacji, w których dochodziło do spotkań z Człowiekiem-Królikiem. Zauważyła też, że w 18 przypadkach ludzie – zwykle dzieci – byli gonieni przez Bunny Mana, który najczęściej trzymał toporek. Kolejne 14 zgłoszeń dotyczyło osób, do których Człowiek-Królik podszedł, gdy siedzieli w samochodzie, przy czym w dziewięciu przypadkach pojazd był zaparkowany. Przy bliższej analizie tych relacji okazało się, że w pięciu przypadkach doszło do uszkodzenia pojazdów. Johnson odnotowała również szczególne zdarzenie, do którego doszło w 1972 roku.

Pewnego popołudnia 17-letnia dziewczyna – w zgłoszeniu wymieniona jako „G. Taylor” – po powrocie ze szkoły średniej słuchała wiadomości. Usłyszała doniesienie o dwojgu ludzi, którzy siedzieli w samochodzie, gdy nagle pojawił się znikąd „ogromny królik”. Szczególnie niepokojące było to, że postać przypominająca królika trzymała mały toporek. Chwilę później postać rzuciła toporkiem w pojazd i uciekła, znikając w lesie.

Dwoje ludzi siedzących w samochodzie przez chwilę pozostawało w szoku, po czym sprawy przybrały jeszcze dziwniejszy obrót. Znikąd pojawił się mężczyzna z pobliskiej posesji, nalegając, żeby odjechali. Zaczęli mu opowiadać o dziwnym spotkaniu, ten jednak ich zbył, raz jeszcze żądając, aby opuścili jego posesję. Odjechawszy stamtąd, zgłosili incydent organom ścigania. Policja towarzyszyła przerażonej dwójce w drodze z powrotem w to miejsce, nie znaleziono jednak niczego nietypowego. Rozmawiali również z wieloma okolicznymi mieszkańcami, w tym ze starszym mężczyzną, który kazał im opuścić posesję. Wszyscy twierdzili, że niczego nietypowego nie widzieli. Kilka dni później jednak niektórzy z nich dyskretnie skontaktowali się z policją, by zmienić swoje zeznania, twierdząc, że w rzeczywistości widzieli dziwną postać podobną do królika. Można sobie zadać pytanie, dlaczego początkowo obawiali się przekazać tę informację.

Jak przekazała Taylor, policja odkryła, że kilka dni wcześniej wypożyczono trzy kostiumy królików. Wszystkie trzy zostały jednak zwrócone, a osoby, które je wypożyczyły, miały ku temu uzasadnione powody i nie podejrzewano ich o odgrywanie roli Bunny Mana. Według Taylor w następnych tygodniach doszło do jeszcze kilku obserwacji Człowieka-Królika, po czym nagle ustały. Warto też zauważyć, że przypadek opisany przez G. Taylor brzmi bardzo podobnie do zdarzenia Roberta Bennetta, które opisaliśmy wcześniej, i równie dobrze może stanowić ponowne przytoczenie tamtego incydentu.

Warto też przywołać spotkanie Paula Phillipsa, do którego doszło zaledwie tydzień później i które znalazło potwierdzenie w oficjalnym policyjnym raporcie. Jak zauważa Johnson, ten incydent opisany w notatce prasowej opublikowanej w Washington Post „ukazał się drukiem jako prawda”. W. L. Johnson z Biura Badań Kryminalnych (Criminal Investigation Bureau) również zbadał przypadek Phillipsa, co raz jeszcze wskazuje, że bez względu na to, kim mógł być Bunny Man, wydarzyło się coś dziwnego, co dodatkowo podsyciło plotki o złowieszczej postaci. Kim zatem był Człowiek-Królik – jeśli rzeczywiście była to jedna osoba lub istota o nadnaturalnej proweniencji – pozostaje nierozwiązaną zagadką.

Jak widać, granica między legendą, fikcją, faktami a rzeczywistością bywa niekiedy zaskakująco rozmyta. Szczególnie w przypadkach Człowieka-Królika i Slender Mana legendy zdają się wywierać bardzo realny wpływ, a być może – jeśli przyjąć bardziej niezwykłą interpretację – nawet manifestować się w naszej rzeczywistości. Można sobie zadać pytanie, jak wielką rolę odgrywa w tym ludzka siła umysłu – być może jego podświadoma moc.

Być może warto w tym miejscu wspomnieć o zwrocie akcji w filmie Shadow People, gdyż dobrze wpisuje się on w tok tych rozważań. Pod koniec filmu pada sugestia, że już sama świadomość istnienia Ludzi Cienia i, w konsekwencji, wiara w ich istnienie wystarczą, by te złowieszcze istoty się zamanifestowały – mówiąc krótko, były one rzeczywiste tylko dla ludzi, którzy wierzyli w ich istnienie. Choć sam film stanowi tylko czystą fikcję, czy podobny czynnik mógł odegrać rolę w przypadku legend o Slender Manie, na przykład w przypadku Lacy, która twierdziła, że weszła w kontakt z tą istotą za pośrednictwem laptopa?

Jeśli to jednak prawda, możemy również zadać pytanie, dlaczego miałoby tak być właśnie w przypadku Slender Mana. Dlaczego, na przykład, nie widzimy „prawdziwego” Freddy’ego Kruggersa pojawiającego się na całym świecie ani żadnej innej postaci spośród niezliczonych filmowych horrorów? Czy to możliwe, że podświadomy ludzki umysł odrzuca takie filmowe postaci, ponieważ wie, że są one czysto fikcyjne, podczas gdy w przypadku Slender Mana lub Człowieka-Królika nie jest już tego równie pewien? Może to być nieco naciągane, ale warto się nad nim zastanowić.

Można też przywołać legendy rdzennych Amerykanów o Wysokim Człowieku czy Walking Samie i szczegóły uderzająco podobne do legendy o Slender Manie. Badacz i pisarz Miguel Romero (znany również jako Red Pill Junkie) poczynił interesujące uwagi na temat Slender Mana i istot z mitologii plemiennych określanych jako Tall Man, stwierdzając, że legenda o Slender Manie stanowi „mieszankę kulturową starszego mitu o Wysokim Człowieku/Duchu Samobójców, który istniał już wśród rdzennych Amerykanów przed powstaniem internetu, z nowszą i bardziej znaczącą ikoną Slender Mana!”. W istocie ta nowsza i bardziej przekonująca legenda dotarła do rezerwatów tak samo, jak do domów w całej Ameryce, a następnie na całym świecie. Romero powstrzymuje się od stwierdzenia, że Slender Man jest prawdziwy w sensie fizycznym, tak jak zwykle rozumiemy realne istnienie, stwierdza jednak, że w umysłach niektórych ludzi legendy są realne w wystarczającym stopniu, by wywrzeć bardzo rzeczywisty wpływ na społeczeństwo.

Czy może być tak, że byty naprawdę powstają w wyniku działania wyobraźni? Wcześniej już [tj. na łamach Mysterious Universe] badaliśmy Teorię Parapsychicznego Internetu i to, co może ona oznaczać w kontekście tego, jak postrzegamy nie tylko paranormalny świat, ale również naturę naszej rzeczywistości. Choć nie będziemy się w nią zagłębiać, pokrótce wyjaśnimy jej podstawy. W skrócie, Teoria Parapsychicznego Internetu (The Psychic Internet Theory) sugeruje, że podświadomy umysł mógł odpowiadać za wiele zjawisk paranormalnych, w tym obserwacje UFO, istot podobnych do Bigfoota, a nawet duchów.

Jako pierwszy tę teorię wysnuł badacz Peter McCue. Porównał podświadome umysły ludzi do połączonych ze sobą komputerów w internecie. Posłużmy się przykładem hotspotu UFO: gdy kilku entuzjastów NOL-i zbiera się w takim miejscu – każdy głęboko wierzy w UFO i równie silnie pragnie zobaczyć taki obiekt – moc zbiorowego, podświadomego umysłu mogłaby doprowadzić do jego manifestacji. Jeśli w tych sugestiach tkwi choć odrobina prawdy, można by podejrzewać, że podobny mechanizm działa również w odniesieniu do innych bytów, w tym Slender Mana. Znów możemy się tu powołać na konkluzje Lacy, która twierdziła, że to właśnie jej obsesyjna wiara w Slender Mana sprawiła, iż istota zaczęła komunikować się z nią za pośrednictwem laptopa. Pamiętajmy też, że gdy tylko kobieta zerwała wszelkie więzi ze Slender Manem, usuwając materiały ze swoich badań, kontakty te ustały.

Jeśli Lacy miała rację i jej wiara spowodowała pojawienie się Slender Mana, choć w dziwnej cyfrowej postaci, to czy podobnie mogło być w przypadku innych osób? Przykładowo, czy mogło być tak, że gdy legendy o Slender Manie upowszechniły się, to wówczas zbiorowe, podświadome przekonania wielu ludzi połączonych za pośrednictwem internetu nabrały takiej siły, że zaczęło dochodzić do rzeczywistych manifestacji? Czy mogło też być tak, że im więcej ludzi wierzyło w te rzeczywiste manifestacje, tym dziwniejsze stały się zarówno same manifestacje, jak i ich oddziaływanie? Trzeba przyznać, że są to daleko idące spekulacje, z pewnością jednak ta kwestia prowokuje do myślenia i intryguje. Jak potężny jest ludzki umysł, zarówno indywidualnie, jak i zbiorowo?

Ostatecznie, w przypadku Slender Mana można argumentować, że jest on zarazem postacią fikcyjną i realną, co być może po części zależy od percepcji poszczególnych osób i punktu widzenia w danym momencie. Przykładowo, jeśli wrócimy do przypadku Anissy Weier i Morgan Geyser – dwóch dwunastolatek, które usiłowały zamordować swoją koleżankę – można argumentować, że nie byłyby zdolne do takiego czynu, gdyby nie wierzyły w pełni w Slender Mana, który dla nich był postacią całkowicie realną. I równie dobrze tak też mogło być w przypadku każdego innego bytu z paranormalnego świata.

Czy podobnie może być w przypadku Bunny Mana? Czy zbiorowa wiara w istnienie tej tajemniczej postaci, narastająca przez dziesięciolecia w społecznościach północno-wschodnich stanów USA, mogła doprowadzić do manifestacji tego dziwnego stworzenia? A jeśli tak, to czy ta istota naprawdę była w jakiś sposób powiązana z przypisywanymi jej zgonami i morderstwami? Czy może jest to przypadek różnych osób wykorzystujących takie legendy i wiarę w nie do ukrycia własnych niecnych uczynków? Gdyby to była prawda, czyniłoby to owe legendy rzeczywistymi, ale w zgoła odmienny sposób.

Choć legendy o Slender Manie są wciąż stosunkowo młode, podania o Człowieku-Króliku przez ponad sto lat mogły być przeinaczane, opowiadane na nowo i uzupełniane. W istocie podobnie jak w przypadku innych tego rodzaju legend, coraz trudniej jest stwierdzić, które elementy są prawdą, a które wyłącznie folklorem.

Istnieje stare powiedzenie, które można streścić następująco: dopóki człowiek nie zmieni sposobu, w jaki coś postrzega, jego percepcja pozostaje jego rzeczywistością. Za tym przekonaniem może kryć się dużo więcej, niż nam się obecnie wydaje. Jak zapytał Morfeusz Neo w Matrixie: „Co to znaczy «prawdziwe»? Jak możesz zdefiniować «rzeczywistość»? Jeśli mówisz o tym, co możesz poczuć, powąchać, posmakować lub zobaczyć, to rzeczywistość jest tylko elektrycznymi impulsami interpretowanymi przez twój mózg”. Czy zatem możliwe jest, aby owe sygnały elektryczne w jakiś sposób oddziaływały poza ludzkim ciałem, powołując nasze myśli, oczekiwania i lęki do życia, a tym samym manifestując je w fizycznym świecie?

Marcus Lowth, Mysterious Universe

Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios

Kopiowanie i umieszczanie naszych treści na łamach innych serwisów jest dozwolone na zasadach opisanych w licencji.

Ponieważ cenimy sobie uczciwość, pragniemy poinformować, że przy opracowaniu niniejszej publikacji korzystaliśmy z narzędzi opartych o AI, w następującym zakresie:

- korekta redakcyjna
- tworzenie ilustracji

Oświadczamy, że przed publikacją cały materiał został przejrzany i - w razie potrzeby - skorygowany przez redaktora.

Powiadomienia Web Push o nowościach w Radiu Paranormalium
Nie przegap żadnych nowości! Już dziś zapisz się na nasz newsletter emailowy lub włącz powiadomienia w przeglądarce, aby być na bieżąco z najnowszymi artykułami i audycjami.
Dodaj komentarz
Twój nick:
E-mail:


Powiadamiaj o odpowiedziach na mój komentarz. Do wysyłania powiadomień potrzebny jest poprawny adres e-mail (nie będzie publicznie wyświetlany).