[ZAMKNIJ REKLAMY]
Kup reklamę w tym miejscu!




Serwer radiowy zapewnia






Nie zapomnij odwiedzić strony naszych partnerów - ich lubimy, ich polecamy!



Możesz też kupić u nas reklamę!





Tutaj będzie pożyczka, pozycjonowanie, chwilówka, no i w ogóle cały ten reklamowy stuff... no bo w końcu odchudzanie, meble, dieta i dentysta same się nie zareklamują...
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj
Logowanie przy użyciu kont z Facebooka itd. dostępne jest z poziomu forum
POKAŻ / UKRYJ MENU
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj

Rok 2013 - czyli co robić, gdy apokalipsy nie będzie


Dodano: 2009-11-21 18:10:36 | Wyświetleń: 47911 | Przeczytam później
2013


Wiara w nadchodzący koniec świata takiego, jaki znamy, może się wydać zrozumiała dla ludzi żyjących w pierwszej dekadzie XXI wieku, gdy jednak spojrzymy w przeszłość, przekonamy się, że była ona od zawsze elementem psychologii Zachodu.

Jezus Chrystus, będący centralną postacią zachodniej religii, powiedział swoim uczniom, że koniec czasów jest bliski, zaś większość spośród tych, którzy akceptowali Jezusa, wierzyło, że kosmiczna katastrofa nastąpi za ich życia. Jezus działał jednak zgodnie ze starodawną żydowską tradycją, która upatrywała nadejścia Mesjasza, religijnego i politycznego przywódcy, który przywróciłby porządek na świecie i, przy okazji, uwolnił Wybrańców spod władzy tego, który w owym czasie ich pokonał. Ponieważ Jezus nie uwolnił Żydów spod władzy Rzymian - choć wydawało się, że mógłby uwolnić samego siebie - wydaje się, że Żydzi, którzy się go wyrzekli, osądzili go za pomocą własnej niewiary. W oczach Żydów i Rzymian Chrześcijanie, którzy głosili nadejście Sądu Ostatecznego, byli raczej kimś w rodzaju miejskich wróżbitów, którzy mieszkają dziś w największych miastach, przesiadując na ulicach i dręcząc przechodniów, by ci żałowali za swoje grzechy.

Po śmierci Jezusa Żydzi nie zaprzestali oczekiwań na przyjście Mesjasza. Przesunęli tylko datę jego nadejścia, co zresztą uczynili później również Chrześcijanie, gdy stało się dla nich jasne, że Powtórne Nadejście Chrystusa - po jego ukrzyżowaniu i zmartwychwstaniu - zostało opóźnione.

Ostatnim znanym pretendentem do zostania Mesjaszem był turecki Żyd Sabbatai Zevi, który - zyskawszy wielu wyznawców - opuścił ich w 1666 roku, gdy został skazany na wbicie na pal przez sułtana Mehmeta IV. Jak ustalili później badacze eschatologii (dział traktujący o tzw. czasach ostatecznych), wczesnochrześcijańscy teoretycy byli biegli w pisaniu książek i wyjaśnianiu, dlaczego dzień Sądu Ostatecznego jeszcze nie nadszedł. Niemniej, pomimo istnienia wszelkich dowodów, wiara w nadejście końca-wszystkich-i-tego-tu-wszystkiego wciąż pozostała silna.

Na przykład, w roku pańskim 156 naszej ery Frygijczyk imieniem Montanus nazwał sam siebie inkarnacją Ducha Świętego i że, zgodnie z Ewangelią wg Świętego Jana, ukaże "rzeczy, które mają się stać", takie jak objawienie się Królestwa Chrystusa, który miał fizycznie przyjść z niebios na ziemię i przemienić Frygię w ziemię świętą. Co zrozumiałe, tysiące chrześcijan natychmiast przybyło do Frygii po to, by wspólnie oczekiwać na Ponowne Nadejście. Oczekiwane królestwo nie pojawiło się jednak, osłabiając wiarę w to, że takie wydarzenie w ogóle kiedykolwiek nastąpi. Po historii z Montanusem miało miejsce jeszcze kilka takich fałszywych alarmów - wszystkie skończyły się w podobny sposób.

Jak na ironię, sam kościół katolicki wkrótce zaczął działać jak silny hamulec apokaliptycznego myślenia. Wkrótce, gdy chrześcijaństwo stało się oficjalną religią Imperium Rzymskiego z cesarzem Konstantynem na początku IV wieku, idea nadchodzącej apokalipsy stała się bardziej groźbą, aniżeli obietnicą. Kościół był drugą najsilniejszą organizacją w całym imperium i mógł w każdej chwili utracić swoją wysoką pozycję tylko dlatego, że nie nastąpił koniec świata. Jak ukazał w swojej pracy żyjący w trzecim wieku teolog Orygenes, kościół przesunął punkt ciężkości z apokalipsy historycznej na apokalipsę duchową i rozwinął eschatologię indywidualnej duszy.

Ta idea trafiła do bardziej wykształconych i wyżej sytuowanych chrześcijan, jednakże bardziej spektakularny motyw z apokalipsą "z życia wziętą" pozostał częścią wyznawanego przez ogół społeczeństwa światopoglądu, o czym świadczy niezwykła popularność cyklu nowel apokaliptycznych "Powieści o czasach ostatecznych" (oryg. "Left Behind") opartych na wybranych fragmentach Apokalipsy Świętego Jana. Tytuły takie jak "Zachwyt", "Diabelski traktat" czy "Znak bestii" co prawda nie figurują na liście bestsellerów New York Times'a, jednak miliony czytelników wyznających chrześcijański fundamentalizm kupuje i czyta te książki z niemalże religijnym zapałem, strona po stronie dochodząc do czasów ostatecznych. Tematem przewodnim "Powieści o czasach ostatecznych" są losy tych, którzy odwrócili się od Pana i którzy stają przed perspektywą krwawej zemsty, która nadejdzie w ich ostatnich dniach. Brama do raju pisana jest niewielkiej grupce wiernych, dla niewiernych zaś - millennium jest najgorszym koszmarem.

Jak pisze w swojej książce "Pościg za tysiącleciem" (The Pursuit of the Millennium) historyk Normal Cohn, wszystkie scenariusze milenijne posiadają pewne podstawowe idee. Zbawienie jest zbiorowe i dotyczy każdego, choć nie każdy zostanie uratowany; wydarzy się na Ziemi, a nie gdzieśtam kiedyśtam po śmierci; nadejdzie już wkrótce i nastąpi niespodziewanie; będzie ono całkowite i poskutkuje całkowitą przemianą życia, jakie znamy; i zostanie osiągnięte z pomocą nadnaturalnych mocy. Jak argumentuje Cohn, w średniowieczu ludzie szaleli, oczekując millennium. Widząc zepsucie wewnątrz kościoła, lud upatrywał zbawienia w oczyszczającej apokalipsie.

Doprowadziło to do takich wartych odnotowania wydarzeń, jak powstanie około 1200 roku zakonu Braci i Sióstr Wolnego Ducha, grupy religijnej radykalnych chrześcijan, którzy - z uwagi na nadchodzący koniec czasów - wierzyli, że stali się wolni od grzechu i żyli zgodnie z bożymi przykazaniami. Chodząc od wsi do wsi przejmowali własności prywatne - to znaczy, brali na własność wszystko co tylko chcieli - i oddawali się hedonistycznym przyjemnościom, takim jak "wolna miłość" i pijaństwo, zachowując się jak hippisi w wydaniu średniowiecznym. W mniejszym stopniu kierując się teologią, ta i inne milenijne sekty poszukiwały ucieczki od życiowej biedy, wyobrażając sobie nadchodzące z kosmosu odwrócenie, które pozwoliłoby żyjącym w niższej warstwie społecznej stanąć na czele stołu i najpotężniejszym spośród nich zjadać najsmaczniejsze kąski.

Motywacja dla wielu takich sekt nie jest trudna do określenia. Uciśnieni społecznie i ekonomicznie, lekceważyli żyjących w dobrobycie mnichów i duchownych i, co zrozumiałe, chcieli wziąć coś dla siebie. A jeśliby taka apokalipsa mogła pomóc w osiągnięciu celu, to czemu by jej nie użyć? Ten aspekt milenaryzmu stanowił natchnienie dla wielu osób po dziś dzień, gdy zaś rewolucje francuska i rosyjska obeszły się bez nadnaturalnych mocy wspólnych dla większości ruchów milenijnych, obydwie przyjęły własne kryteria. Zburzenie Bastylii zapoczątkowało Wiek Rozumu, dla Bolszewików zaś wymordowanie rodziny Romanowów oznaczało początek dyktatury proletariatu. Spośród wszystkich współczesnych ruchów milenijnych najsilniejszym był hitlerowski Narodowy Socjalizm, czczący Trzecią Rzeszę, która miała przetrwać tysiąc lat (dzięki Bogu, przetrwała jedynie dwanaście). Podobnie jak czynił to kościół, przywódcy tych świeckich apokalips wkrótce zaczęli naciskać na tych, którzy sądzili, że te wydarzenia nie były wystarczająco apokaliptyczne; zaś we wszystkich trzech przypadkach dla wielu ludzi zapowiadane czasy ostateczne przyniosły nic innego jak tylko kolejny ucisk.

Innym przykładem świeckiej wiary w milenium był rozgardiasz towarzyszący wybuchowi pierwszej wojny światowej. Wielu wierzyło wówczas, że wraz z końcem XIX wieku cywilizacja Zachodu popadła w zepsucie, poszukiwano wówczas wojny jako sposobu na oczyszczenie starego świata i przygotowanie się na nadejście nowego. Było tak do momentu, gdy wojenna rzeczywistość zniwelowała te oczekiwania, a sama wojna zaczęła być postrzegana jako kolejny przykład czegoś, co należało wyeliminować.

Choć miałem na tyle dużo szczęścia, by przegapić takie zdarzenia, jak rewolucje we Francji i w Rosji i pierwszą wojnę światową, czas mojego życia przyprawiony był przynajmniej kilkoma milenijnymi oczekiwaniami. Z mediów w latach sześćdziesiątych dowiedziałem się o istnieniu Bractwa Wolnego Ducha w miejscowościach takich, jak Greenwich Village czy Haight-Ashbury. Przestrzegano mnie również przed czymś, co nazywano Erą Wodnika, która miała nadejść bądź już nadeszła (i wciąż się o tym mówi). Wiązano z tym ideę osławionego zaginionego kontynentu Atlantydy - o którym czytałem w książkach z dowcipami i czasopismach o tematyce fantasy - który miał się wynurzyć gdzieś koło roku 1969. Obydwa wydarzenia były zwiastunami nadchodzącej złotej ery, w której "pokój poprowadzi planety, a miłość poruszy gwiazdy".

Na początku lat siedemdziesiątych takie oczekiwania wygasły, pojawiły się jednak ponownie w roku 1974, kiedy to pojawienie się komety Kohoutek spowodowało ponowny wzrost zainteresowania apokaliptycznymi wierzeniami. Grupa chrześcijańska o nazwie Dzieci Boga - która, niejako przy okazji, propagowała "rewolucyjne kochanie" (czytaj: rozwiązłość) - rozprowadzała ulotki ogłaszające dzień ostateczny, który miał nadejść w styczniu tego roku, a które to ulotki ja i moi przyjaciele czytaliśmy z zainteresowaniem. Jak można było przewidzieć, kometa Kohoutek sama rozwiała wszelkie nadzieję na apokalipsę.

W tym samym roku John Gribbin i Stephen Plagemann opublikowali książkę "The Jupiter Effect", bestseller wieszczący niszczycielskie rezultaty (trzęsienia ziemi, zalania itd.) niezwykłego ustawienia planet po jednej stronie słońca. Gdy doszło do tego ustawienia i nic się nie stało, napisali drugą książkę zatytułowaną "The Jupiter Effect Reconsidered", wyjaśniając w niej, co poszło nie tak. Co zrozumiałe, sequel nie sprzedał się już tak dobrze.

Były również inne milenijne daty. Czy pamiętasz może zaćmienie słońca z 1999 i pluskwę milenijną z 2000 roku? Najbardziej jednak znaczącą datą końca świata, jaką dotąd przeżyłem, był z pewnością rok 1987, rok Harmonicznej Konwergencji - innego niezwykłego ustawienia planet - która postrzegana była jako zaczątek do najbardziej wyczekiwanego zdarzenia milenijnego ostatnich lat, jakim jest rok 2012.

Tym, co nie wiedzą, wyjaśniam, iż zwolennicy roku 2012 argumentują, że kalendarz Majów - w połączeniu z permutacjami I Ching - przewiduje ogromne zmiany, które nastąpią w tym roku i że, jak to nazwał jeden z popierających, nastąpi "osobliwość", czyli wydarzenie o bezprecedensowym charakterze ontologicznym oraz że całkowicie zmieni ono życie takie, jakie znamy. Przywołując ponownie cohnowskie kryteria wiary milenijnej, wszystko, co słyszałem na temat roku 2012, idealnie wypełnia te kryteria.

Po raz pierwszy o Harmonicznej Konwergencji usłyszałem w 1987 roku, pracując wówczas w serwującej książki o tematyce New Age księgarni w Los Angeles. Choć przedmioty typu kryształy i inne akcesoria spirytualne sprzedawały się znakomicie, byłem zaintrygowany napływem ludzi zbierających metafizyczne przybory w celu przygotowania się na jakieś ważne wydarzenie. Dowiedziałem się, że podobnie jak Kohoutek, Atlantyda i Era Wodnika, Harmoniczna Konwergencja oznaczała koniec starego świata i początek nowego. Jak mi wówczas mówiono, wystąpią pewne niepokoje; przejście w nowy czas miało nie być płynne, nie powinienem był się tym jednak martwić. Wydawało się, że owa księgarnia była jednym z najbezpieczniejszych miejsc na ziemi i że zostanę ocalony. Przyznaję, że była to dla mnie wówczas ulga, a ponieważ moje mieszkanie znajdowało się tylko jeden blok dalej od księgarni, zastanawiałem się tylko, jak daleko sięgnie ochrona.

Źródłami wiedzy na temat nadchodzącego wydarzenia były książka José Argüellesa "The Mayan Factor" (Czynnik Majów) i później również publikacje Terence McKenna opisujące jego teorię o "fali czasu" w "The Archaic Revival" i innych książkach. Czytałem Argüellesa, nie zrobił jednak na mnie większego wrażenia, a gdy opublikowano jego następną książkę, "Surfers of the Zuvuya", wydała mi się ona po prostu wybornie durna. Nie porwało mnie również jego ewidentne przyjęcie roli awatara, wydaje się zresztą, że innym zwolennikom roku 2012 przychodziło to z łatwością. (Stwierdziłem jednak, że jego poprzednia książka, "The Transformative Vision", stanowi całkiem pożyteczne badanie filozofii kulturowej).

Uznałem McKenna za bardziej interesującego i lepszego autora, wciąż jednak nie byłem zwolennikiem idei. Słyszałem mowę McKenna i bez wątpienia mogę stwierdzić, że pocałował on Kamień Elokwencji, jednak po dziewięćdziesięciu minutach opuściłem wykład nie bardziej przekonany, niż gdy się na nim pojawiłem. Fakt, iż dużo miejsca poświęcił liberalnej pobłażliwości wobec leków halucynogennych, spowodował również, że jego powagę poddałem w wątpliwość. Miałem już za sobą doświadczenia z psychodelikami, i choć niektóre były interesujące, większość wydawała się niczym więcej jak tylko zabawą.

Dużo już napisano o roku 2012, wskazując mocne i słabe punkty interpretacji Argüelles's i McKenna. Nie mam zamiaru ich tutaj przytaczać. Dziwność tych pomysłów bynajmniej nie odrzuciła mnie. W czasie, gdy się z nimi zapoznawałem, czytałem publikacje Rudolfa Steinera, który miał swoje własne proroctwa dotyczące trzeciego tysiąclecia, które, mówiąc szczerze, były raczej niejasne. Spędziłem również kilka lat nad "pracą" Gurdjieffa, dziwne idee nie stanowiły więc zagrożenia.

Tym, co mnie niepokoiło i niepokoi do dziś dnia, jest coś, co nazywam "gestem apokaliptycznym", czyli punkt, o którym wspomniałem ostatnio w serwisie Reality Sandwich, poświęconym w większości scenariuszom roku 2012. Pragnienie zerwania raz-na-zawsze-i-w-ogóle z obecnymi warunkami życia wydaje się, przynajmniej dla mnie, tkwić w naszej psychice i być formą historycznej lub ewolucyjnej niecierpliwości. Mogą być za to odpowiedzialne uwarunkowania społeczne, polityczne lub kulturowe, w gruncie rzeczy jest to jednak reakcja taka sama, jak przy utracie cierpliwości wywołanej czymś irytującym, sprawą doczesną i, w akcje frustracji, wyrzuceniem tego za drzwi w celu stworzenia sobie "czystego początku". Podczas gdy w naszym osobistym życiu może to skutkować niczym więcej jak tylko ciągiem fałszywych początków i brakiem wytrzymałości, na większą społeczną i polityczną skalę może to oznaczać coś dużo bardziej poważnego.

W esejach takich jak "Destruktywny charakter", "Krytyka przemocy" i "Część teologiczno-polityczna" niemiecko-żydowski myśliciel kulturalny Walter Benjamin - który połączył idiosynkratyczny marksizm z równie ekscentrycznym pojmowaniem Kabały - opowiadał się za potrzebą apokaliptycznego zniszczenia w celu przyciągnięcia Ery Mesjanistycznej. Obojętnie, czy byłaby to klasyczna wojna czy też gniew boga Jahwe, Benjamin wierzył w potrzebę wystąpienia pewnego ostatecznego wydarzenia, które mogłoby spowrotem przemienić upadły świat w raj. Przemoc boskiej interwencji i i nagła przemiana eschatologiczna formowały wyobrażenie Benjamina o historii, którą widział jako "pojedynczą katastrofę, która pomoże utrzymać wrak na wraku". Ten głód jakiegoś decydującego działania mającego uprzątnąć resztki postlapsariańskiego (tzn. po wygnaniu z Edenu - przyp. Ivellios) świata określiło również kształt życia prywatnego Benjamina, zaś w roku 1940, próbując uciec przed nazistami, Benjamin popełnił samobójstwo, czyniąc samemu sobie apokaliptyczną przemoc, której przez tak długi czas upatrywał.

Wspominając o Benjaminie, bynajmniej nie sugeruję, jakoby wierzący w rok 2012 usprawiedliwiali przemoc. Mówię przez to, że wyczekiwanie na osobliwość powiązaną z rokiem 2012 stanowi manifestację czegoś, co możnaby nazwać jungowskim archetypem - archetypem apokalipsy. I choć przemoc może nie być częścią proroctwa, z łatwością może się ona stać częścią zawodu, gdy apokalipsa nie nastąpi i w wyniku tego pojawi się niezadowolenie.

Sugeruje nam to najnowsza historia. "Lato Miłości" z roku 1967 - który nie był aż tak wspaniały, jak się spodziewano - szybko przemieniło się w rok "Ludzi Walczących na Ulicy" w 1968, gdy "szczelina pokoleniowa" obiecała zorganizować coś na kształt rewolucji i głosiła niebezpieczne hasła, jak "Jeśli nie jesteś częścią rozwiązania, stanowisz część problemu" promujące uproszczony scenariusz my-lub-oni. W roku 1969 nadzieje wiązane z Erą Wodnika zostały częściowo stłumione przez straszliwe morderstwa Charlesa Mansona i katastrofalny w skutkach koncert The Rolling Stones w Altamont, gdzie "Anioły Piekła" zabiły jednego człowieka i sterroryzowały setki innych ludzi, w tym również samych Stonesów.

Nadmierne nadzieje mogą często prowadzić do bardzo głębokich depresji, a w popularnym znaczeniu mikrokosmicznym - w ciągu kilku lat pokoju i miłości bez zastrzeżeń czynionej przez pokolenie kwiatów mogą się przemienić w punkowski "brak przyszłości". Cynizm, znużenie i pesymizm często wywołują kaca wywołanego upojeniem zbyt wygórowanymi oczekiwaniami. Nikt nie odrzuca ideałów z większą żywością, niż zraniony romantyk.

2013


I znów, wspominając o tym nie twierdzę, że wiele kryzysów, które doprowadziły niektórych do roku 2012 jako rozwiązania, nie jest prawdziwych. Oczywiście, są. Znamy je wszyscy, dla mnie zaś byłoby niestosowne usuwać je z listy. Wyczekiwanie na apokalipsę lub osobliwość jest jednak tylko jedną odpowiedzią na kryzysy. Istnieją również inne odpowiedzi. Radykalna zmiana natury rzeczy jest zaś jedyną możliwością.

Filozof Jean Gebser, który bardzo przekonująco uargumentował, że przeżywamy właśnie tak zwane załamanie naszej "struktury świadomości", również widział znaczące zmiany w naszym horyzoncie historycznym. Gebser nie ograniczał się jednak do jakiegoś ostatecznego terminu i nie oczekiwał na złotą epokę. "Świat nie stanie się dużo lepszy, co najwyżej trochę inny, i być może w pewnym stopniu bardziej doceniający rzeczy, które są naprawdę ważne", pisał Gebser. Tym, którzy spodziewają się niespotykanej alteracji warunków życia, może się to wydać cokolwiek nieciekawe. Dla mnie jest to aż nadto zbyt wielki cel do wypracowania, i jeśli tylko garstka ludzi zacznie "bardziej doceniać rzeczy naprawdę ważne", wówczas Siła Życiowa, ewolucja czy jakkolwiek inaczej to nazwiesz ukończy swoją pracę.

W swojej książce "Study of History" (badania nad historią), w rozdziale poświęconym wzrostom i upadkom cywilizacji, historyk Arnold Toynbee stwierdza, że istnieją dwie stereotypowe odpowiedzi na to, co on nazywa "czasem niepokoju", czyli kryzysowymi punktami, które tworzą lub niszczą cywilizację. Jedna odpowiedź jest "archaiczna" i polega na dążeniu do powrotu do pewnego wcześniejszego okresu szczęścia lub złotej ery. Druga reakcja jest "futurystyczna" i jest nią dążenie do przyspieszenia czasu i znalezienia się w olśniewającej przyszłości. Myślę, że obydwie propozycje są obecnie pojmowane w sposób oczywisty. Wiara, że łaska ocalająca może przyjść od autochtonicznych niezachodnich ludzi nie dotkniętych przez grzechy współczesności, stanowi część bardzo popularnego "archaicznego ożywienia". Podobnie modny jest trans- lub posthumanizm, który upatruje ocalenia w pewnej formie teologicznego małżeństwa pomiędzy człowiekiem a komputerem. W naszych "czasach niepokoju" wydaje się to wystarczająco zrozumiałe.

Toynbee wierzył również w coś, co ja nazywam "Goldilockowską teorią historii" i jest to moim zdaniem bardzo sensowne. Jeśli stanięcie twarzą w twarz z wyzwamiem to zbyt wiele, cywilizacja upada - twierdził Toynbee. Jeśli wyzwanie nie jest wystarczająco duże, wówczas cywilizacja przechodzi przez nie ze zbyt wielką łatwością, staje się dekadencka i również upada. Jeśli jednak wyzwanie jest "właściwe" - niezbyt duże i niezbyt małe - zmusza to cywilizację do dokonania dostatecznego wysiłku służącego twórczemu rozwojowi. Przykre jest to, że większość cywilizacji, które badał Toynbee, upadła lub stała się słaba. Nasz wyrok ma dopiero nadejść, a jak wszyscy wiedzą, nie ma żadnych gwarancji. Chciałbym się jednak o coś założyć. Zostało jeszcze kilka lat i, oczywiście, wszystko może się jeszcze zmienić. Jestem jednak skłonny założyć się, że przy dobrych wiatrach rok 2013 pokaże nam, że wszystko zrobiliśmy dobrze. Jeśli nic się nie wydarzy, próba sprostania naszym wyzwaniom da nam coś do roboty, gdy apokalipsa nie nadejdzie.

Gary Lachman
Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios

Kopiowanie i umieszczanie naszych treści na łamach innych serwisów jest dozwolone na zasadach opisanych w licencji.
Komentarze do artykułu

Twój nick:
E-mail (opcjonalnie):
Komentarz:



Powiadamiaj o odpowiedziach na mój komentarz
(wymagany email):
Uwaga: Jeśli chcesz odpowiedzieć na komentarz innego użytkownika, prosimy skorzystaj z przycisku "Odpowiedz". Pozwoli to uniknąć w przyszłości bałaganu w dyskusji.
BBcode:

[b][/b] - pogrubienie
[i][/i] - kursywa
[u][/u] - podkreślenie
[cytat][/cytat] - cytat
[cytat="NICK"][/cytat] - cytat z nickiem

Zanim napiszesz komentarz, koniecznie zapoznaj się z zasadami publikowania komentarzy na łamach strony Radia Paranormalium. Prosimy nie podawać w komentarzach adresów email - do tego służy odpowiednie pole!


  • Ivellios (2009-12-03 02:23:52) #4243 | PW | RAPORT
    W artykule chodzi o to, że... w 2012 roku nie wydarzy się żadna "apokalipsa". I tyle, kaniec filma.

    Odpowiedz
  • Macq14.02 (2009-12-02 18:37:50) #4245 | RAPORT
    nie wiem co mam z tego opracowania wywnioskować, stwierdzić ze będzie dużo pracy po 2013 ,w sensie jakiej pracy oto jest pytanie !!!

    Odpowiedz
  • PROROK (2009-12-18 12:22:35) #4310 | RAPORT
    Z Tego co ja się orientuje to Proroctwo Oriona nie mówi nic o nadejściu Mesjasza(to dopisali sobie już ludzie),nikt też nie powiedział że będzie to ostateczny koniec ludzkości.Mowa jest o tym iż w naszym układzie dojdzie do niezłego wybuchu elektromagnetycznego.Sam nie jestem największym zwolennikiem tej teorii, ale trzeba przyznać że ten scenariusz jako jedyny wyjaśniał by racjonalnie znikniecie wielkich gadów jak i mitycznej Atlantydy.Doszły mnie też słuchy iż rządy niektórych państw budują bunkry na tę okazje :p Można sie z tego śmiać tylko w razie gdyby ten scenariusz się spełnił to niektórzy z nich(ci którzy ewentualnie by przeżyli)będą się z nas śmiać.Z wyrazami szacunku PROROK .

    Odpowiedz
  • Archer (2010-01-01 01:24:40) #4370 | RAPORT
    Co do komentarze Proroka...
    "wyjaśniał by racjonalnie zniknięcie (...) mitycznej Atlantydy" - rozbawiłeś mnie do łez :D...

    Odpowiedz
  • Magnetic. (2010-01-23 18:46:24) #4479 | RAPORT
    Dużo już przeżyliśmy tych ' końców świata ' i nadal mamy się dobrze ;I Po co dalej roztrząsać temat apokalipsy, skoro to bzdura i tyle .??

    Odpowiedz
  • Ivellios (2010-02-24 02:06:48) #4606 | PW | RAPORT
    Angela, a ty w ogóle przeczytałaś powyższy artykuł? Bo odnoszę wrażenie, że nie, i że komentarz napisałaś tylko pod wpływem padającego w tytule słowa "apokalipsa"...

    Odpowiedz
  • Angela (2010-02-23 23:16:21) #4612 | RAPORT
    Ja słyszałam, że w czwartą gęstość będzie można wchodzić nawet i 1000 lat oraz, że osoby z mało rozwiniętym umysłem (na zjawiska paranormalne itp.) będą, cytuję 'beczeć jak barany na pustyni', bo będą zagubieni, zdezorientowani...

    Odpowiedz
  • Demonoryt (2010-03-26 09:48:32) #4717 | RAPORT
    Nie wierzę!!! Cóż za tytuł: Rok 2013 - czyli co robić, gdy apokalipsy nie będzie?

    Jeszcze nie nadszedł rok 2012, a już próbujecie wcisnąć ludziom, że jak nie w 2012, to później.

    Wszyscy narobili szumu wokół tej daty i zamieszania, a już próbują po
    sobie posprzątać.



    Odpowiedz
  • Ivellios (2010-03-26 12:58:11) #4722 | PW | RAPORT

    "Demonoryt" napisał:

    Jeszcze nie nadszedł rok 2012, a już próbujecie wcisnąć ludziom, że jak nie w 2012, to później

    Kolejny, który nie przeczytał artykułu a go komentuje...

    Koles, gdzie ty tu widzisz coś o przesuwaniu apokalipsy na czas późniejszy? Zamiast pieprzyć bzdury przeczytałbyś UWAŻNIE!!! CAŁY!!! artykuł...

    Odpowiedz
  • koRba (2010-05-13 18:24:47) #4944 | RAPORT
    Racja ... trzeba uważnie przeczytac tekst by go komentować ... jak dla mnie rok 2012 moze byc przelomowy i to doslownie ... nie jest powiedziane ze czeka nas apokalipsa , gdyz moze dojsc do jakis kolejnych , ciezkich do wytlumaczenia zjawisk jak tajfuny/huragany/powodzie/erukcje wulkanow . Mam nadzieje ze sie myle i poprostu Majom zabraklo kartek i dlugopisow (zart :D) bo to co nas czeka jest wielka niewiadoma ... pozdRo dla wszystkich i rada by sluchac glosu serca i co podpowiada nam rozum bo bez tego wlasnie bedziemy zgubieni

    Odpowiedz
  • Annonimowa. Anonimowaa (2010-05-17 16:04:55) #4970 | RAPORT
    Ja już nic nie rozumiem. Mam wiele pytań, z którymi nie mam się do kogo zwrócić. Jedni mówią, że koniec świata będzie, inni, że nie nastąpi. Słyszałam raz taką przepowiednię, że dwaj bracia się rozdzielą [Kaczyńscy], że po tym wydarzeniu będzie wielka żałoba... potem wybuchnie wulkan[ ten co zablokował wiele lotnisk na pogrzebie Pana Prezydenta]. W październiku będzie jeszcze jedna żałoba i za dwa lata będzie koniec świata... (coś takiego)

    [???]



    Odpowiedz
  • Alien (2010-08-05 23:04:59) #5110 | RAPORT
    Nie przeczytałem artykułu bo za długi :P Według mnie nie potrzeba nam jakiś aktywności, wybuchów, meteorytów czy innych ekologicznych katastrof. Ludzie sami się zniszczą. A jeżeli przeżyjemy to co wyprawiają ludzie to nie długo bez jakichkolwiek aktywności Słońca i tego co opisałem wyżej (w skrócie) zamieszkamy na suchym, twardym i łysym pustkowiu usianym kraterami i napromieniowane ze wszystkich stron przez bomby nuklearne oraz obsiadłym przez różne choroby i wirusy bez jakiejkolwiek zwierzyny (może te mniejsze owady) z małą kałużą słonej wody (bo słodką wcześniej wykorzystamy np. do mycia samochodu czy kąpieli w baseniku). Już teraz jeżeli nie macie "zamydlonych oczu" można zauważyć co się na świecie wyprawia. Te skoki temperatur. Jednego dnia 40*C, następnego 13*C. Najpierw tydzień suszy, potem wielkie powodzie i znów susza i ponownie powódź i koło się zamyka. Teraz już nawet tajfuny zaczęły nas odwiedzać, gdzie przez ostatnie kilka wieków tego w Polsce nie było. Ludzie są zbyt chciwi na pieniądz aby utrzymać planetę w porządku i mam nadzieję, że rasa ludzka wcześniej wyginie niż będzie możliwość przeciedlenia się na inną planetę. Tyle mam TUTAJ do powiedzenia bo mógł bym tak w nieskończoność ale i tak pewnie mnie skrytykujecie więc na nic moje gadanie. Myślicie inaczej niż ja jeżeli to co napisałem to dla Wam stek bzdur. Tyle ;)

    Odpowiedz
  • puuzoon@gmail.com (2010-06-19 08:15:44) #5126 | RAPORT
    Temat" 2012" Jest dla mnie interesujący nie tylko z przyczyn - bo przeczytałem......
    Zainteresujcie i skojarzcie inne fakty !
    Hiper aktywacja słońca
    Wykopaliska
    Cykl zlodowaceń Ziemi
    Wszystkie dane mieszczą się w przedziale 11 500 tys lat
    co odpowiada cyklowi hiperaktywności słońca-Sprawdzcie to.....
    Przemiana w 2012 - nic innego jak śmierć i przejście w inny BYT !!!!
    Nie sugerujcie się tylko jednym źródłem np.PEGRYL
    To wszystko w W I E L K I M skrócie tylko
    Z Bogiem !

    Odpowiedz
  • achemet (2010-06-25 18:51:02) #5172 | RAPORT
    Zauważcie ze równie istotną datą jest 2013 rok. Których lat od [początku ne jest 183 po 11 lat czyli 183 cykli aktywności słonecznych.
    Równie często jak datę 3114 pne przyjmuje się też 3113 pne jako początek long count. Tych lat: 3113, również jest 283 x11! Nadto wszystkich lat w long count jest 3113 + 2013 = 466 x11 i jest to blisko 1/5 Wieku Platona. Wolno z tego powodu podejrzewać że aktywność Słońca w przełomowych datach jak 2012 /2013 odgrywa doniosłą rolę. Nie bez przyczyny Aztekowie takie cykle nazywali Słońcami. Których przewidywali w dziejach ludzkości 5.

    Odpowiedz
  • brak słów (2010-08-09 03:13:59) #5407 | RAPORT
    Ja powiem więcej. Koniec świata jest bardzo bliski! Straszne rzeczy dzieją się z tym światem. Tempo wymierania większych skupisk lasów jest liczone w pełnych procentach rocznie! Owady zapylające prawie wymarły. Nikt nie szanuje już przyrody. Klimat - macie rację - nie zmienił się, ale "przemieścił". Tutaj nie będę was pocieszał, bo to nie ma pokrycia a tylko na to czekacie czytając tego typu twory. Zaczyna brakować surowców. Świat się kurczy (przeludnienie). Podsumowaniem tego wszystkiego będzie zapewne konflikt. Ale k**** oby ten ani inny świat nie musiał już znosić plagi jaką jesteśmy MY! LUDZIE! Już jest za późno, jak nie my to nasze dzieci to zobaczą. Nie oczekuje już zrozumienia. Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  • Ivellios (2010-08-09 12:30:50) #5409 | PW | RAPORT
    brak słów, to może podaj źródło, z którego wziąłeś te wszystkie rewelacje o owadach i inne, które podajesz w komentarzu. Bo szczerze powiedziawszy, czytając twój komentarz, w szczególności to:

    "brak słów" napisał:

    Tutaj nie będę was pocieszał, bo to nie ma pokrycia a tylko na to czekacie czytając tego typu twory.

    że jesteś kolejnym ślepym fanatykiem "wielkiej rozpierduchy" (sorry jeśli cię uraziłem - I didn't want to do it).

    Odpowiedz
  • Jędrek (2010-09-14 23:13:41) #5606 | RAPORT
    Nie mam czasu wyjaśniać szczegółowo, jak mniej więcej będzie to wszystko wyglądało, ale po urlopie postaram się szczegółowiej opisać. Zapewniam was ze do końca 2012 roku nie będzie żadnej wielkiej katastrofy, ale nie wykluczone ze w przedziale 2017-2020 cos natapi i z jaka sila to bedzie przebiegac, to zalezy od nas.

    Odpowiedz
  • RaXXion (2010-10-02 18:52:12) #5650 | RAPORT
    Chodzi o to ,że ok.70% ludzi (takie są moje założenia) porzuci wszystko ,sprzeda domy ,rzuci pracę będzie napadać zabijać i wgl. to w 2013 będzie dużo mieszkań ,zapewne tanich ,prac dobrze płatnych i będzie łatwiej osobom ,które zachowały trzeźwy umysł .

    Odpowiedz
  • Częsty Gość (2010-12-27 11:04:35) #5948 | RAPORT
    Nie wiem czy nastąpi koniec świata, ale wiem iż bieguny się przesuwają ... Dla tych co mi nie wierzą radze sprawdzić w necie różne pisma :)

    Odpowiedz
  • ... (2010-12-31 16:17:32) #5981 | RAPORT
    apokalipsa to przecież nie koniec świata, lecz jakby przemiana, zmiana ^^

    Odpowiedz
  • eh ludzie :ehh ludzie ludzie powoli upada cywilizacja ale mamy czase.. (2011-01-22 18:53:10) #6099 | RAPORT
    zeby oddalić ten cykl ! sami musimy zmienic swiadomosc ządzenie i nad zmanami tego co moze nas spotkac !
    zmieniajmy i zwlczajmy nasze złe postępowania na naszej zywicielce ziemi !
    koniec naszej cywilizacji nadchodzi nie uchronnie bo niepotrafimy sie zjednoczyc na to zeby sobie pomóc , idziemy w złym kierynku ....
    otwierajmy oczy co wyprawiamy z własą ziemią a powoli wyjdziemy z kłopotów ktore teraz nas zaczynaja dręczyć.
    ludzie dobrej woli łaczmy sie !!!!
    niech bog bedzie z nami bo poczebujemy jego wsparcia i pracy nad sobą !

    Odpowiedz
  • ukanio44 (2011-03-20 21:28:56) #6357 | RAPORT
    Moze to nie chodzi o koniec swiata tylko koniec jakiegos etapu w naszej cywilizacji, badz etapu cywilizacji w ktorej to powstala ta przepowiednia - jako by nie bylo awans ewolucyjny.

    Odpowiedz
  • Mulder1000 (2011-03-31 09:53:19) #6388 | RAPORT
    Ludzie przez cały czas mówili o tej planecie Nibiru, że rzekomo będzie widoczna z Ziemi w 2009r, nie widać jej, więc wymyślili rok później zbliżające się do Ziemi 3 statki UFO.
    Ciekawe, co wymyślą jeszcze, gdy jednak w 2012r apokalipsy nie będzie. A co do kosmitów, to prawdopodobnie istnieją, ale są na tyle inteligentni, że się z nami nie kontaktują.

    Odpowiedz
  • Thrasher## (2011-05-01 22:28:52) #6522 | RAPORT
    Co do 2012, kalendarza Majów i końca świata to wiadomo że to bzdura tak jak i pozostałe. Kalendarz Majów był podzielony na okresy zwane buktanami, baktanami czy jakoś tak i jeden taki baktan=400 lat. Ich kalendarek miał tam ileś tych baktanów (nie orientuje się ile dokładnie) i więcej po prostu Majowie nie przewidzieli, no bo po co im by był potrzebny kalandarz na kilkanaście tyś. lat jak w każdej w chwili mogliby wyrobić nowy. Myślcie logicznie.
    P.S. To tylko moje małe wyjaśnienie dla "niepewnych"

    Odpowiedz
  • intel1993 (2011-06-21 14:56:23) #6656 | PW | RAPORT | E-mail
    Moje zdanie na ten temat ogólnie:
    Jeżeli kataklizm nastąpi w 2012 roku to ludzie którzy go przeżyją będa na początku starać się przetrwać i odbudować to co stracili.
    Ale ja akurat nie wieże w coś co ktoś wymyślił że 21.12.2012 roku będzie koniec świata wiele ich przeżyłem i śmiało stwierdzę i podtrzymam słowa biblijne że nikt nie zna dnia ani godziny. I nikt w stanie nie będzie tego przewidzieć a co jeżeli zginiemy wcześniej np za godzinę nasza ziemia ulegnie zniszczeniu? to jest takie gdybanie niby człowiek jest przygotowany na coś co nastąpi a tak naprawdę i tak sobie nie radzi my nigdy nad naturą nie zapanujemy jeżeli mamy żyć to bóg nas oszczędzi a jeżli już uważa że dość się na żyliśmy to trzeba przyjąć to z dobrą intecją a nie zła.
    Jeżeli chodzi o globalne katastrofy to człowiek może je wywołać wojnami o surowce i gospodarke o ktora w terazniejszym czasie tyle sie słyszy,może byc także epidemia nieznanych chorób lub wydażey się katastrof naturalna lub z kosmosu. Jeżeli będzie coś z kosmosu miało nas zabic to to zrobi bo narazie i tak nasza technologia nie zapewni nam bezpieczeństwa. Z dnia na dzień powinniście się cieszyć chwilą obecną a nie przysłościa.
    Wczoraj to historia,dziś to rzeczywistość jutro to zagadka!

    Odpowiedz
  • Piesiu (2014-06-09 03:09:34) #8045 | RAPORT
    Już jest 2014 rok i nic się nie dzieje :D

    Odpowiedz
Tagi
Inne artykuły
o podobnej tematyce
SŁUCHAJ NAS
SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI
NEWSLETTER
RAMÓWKA NA DZIŚ
ARCHIWUM AUDYCJI
WESPRZYJ
RADIO PARANORMALIUM
POLECANE KSIĄŻKI
NAJNOWSZE FILMY
MY lubimy ICH, ONI lubią NAS - nasi partnerzy, współpracownicy i zaprzyjaźnione serwisy
Copyright © 2004-2017 by Radio Paranormalium :: Powered by Marek Sęk "Ivellios"