Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:00] - Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym.
[00:05] - Zacząłem widzieć różne światła, różnokolorowe w grupach po dwa, trzy, i cztery. W sporej odległości wydawały się być ode mnie.
[00:12] - Zagadkowe obiekty.
[00:13] - Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby nad chmurami było jakieś ognisko tego światła. Ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często takie coś zobaczyć.
[00:23] - Tajemnicze istoty.
[00:24] - To była czarna postać, cała cienista. Ja byłam tak przerażona, jak to zobaczyłam. Normalnie trzęsłam ze strachu.
[00:31] - Niezwykłe wizje.
[00:33] - Przestałem być osobą wierzącą, a zostałem osobą posiadającą wiedzę. Ja nie wierzę w to, że jest życie pozagrobowe, tylko ja to wiem, bo tam byłem.
[00:40] - Klątwy.
[00:40] - Jakby na pentagramie taka bestia była. Po tej całej akcji strasznie w życiu zaczęło mi się źle dziać.
[00:47] - Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów.
[00:51] - Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Biegnę i krzyczę do męża: „Strzelaj!”
[01:04] - „Mówią świadkowie” w Radiu Paranormalium. Przy mikrofonie Marek Sęk „Ivellios”. Witam wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie i zapraszam do spędzenia dzisiejszego wieczoru z kolejnym odcinkiem niezwykłego podcastu, w którym ludzie tacy jak wy dzielą się swoimi trudnymi do wyjaśnienia przeżyciami. Całkiem szczerze, całkowicie anonimowo. Celem podcastu „Mówią świadkowie” bynajmniej nie jest szerzenie lęku i wpędzanie słuchających w stan permanentnego szoku. Audycja niniejsza służy tylko i wyłącznie temu, by o swoich doświadczeniach i obserwacjach mogły opowiedzieć osoby, które przeżyły lub zaobserwowały coś, co wykracza poza zakres ich normalnej percepcji, wymyka się ich rozumieniu i przy czym często upadają próby znalezienia racjonalnego wyjaśnienia. Świadkowie dzielący się swoimi historiami pochodzą z różnych środowisk, mają różne wykształcenie. Cechują się też różnym podejściem do tematów paranormalnych i ezoteryki. Łączą ich jednak otwartość na to, co nieznane oraz odwaga do dzielenia się swoimi doświadczeniami z innymi. Czasami nasi rozmówcy opowiadają tylko jedno lub kilka zdarzeń, kiedy indziej zaś drogą telefoniczną rejestrujemy zbiory zdarzeń z dłuższego okresu, a nawet z całego życia danej osoby, które jak już się przyjęło w Radiu Paranormalium, określamy paranormalnymi spowiedziami.
I dwóch takich spowiedzi dzisiaj wysłuchamy. W pierwszej części audycji jedna z naszych słuchaczek podzieli się licznymi historiami nawiązującymi między innymi do zdarzeń na granicy snu i jawy, regresji hipnotycznej, doświadczeń poza ciałem i tak dalej. Zapraszam do wysłuchania rozmowy, którą rozpocznie nawiązanie do jednej z historii przedstawionych w odcinku 82.
[02:56] - Co mnie w ogóle skłoniło do tego, żeby do was się odezwać? Ja ostatnio trafiłam na taką historię na waszym kanale, gdzie kobieta opisywała historię chłopca bez rąk w żółtej koszulce, którego widziała w szkole. Potem się okazało, że jego nie było. On nie istniał, ale ona go widziała. We mnie coś się tak wzbudziło, ponieważ ja miałam podobną historię. No i właśnie chciałam ją opowiedzieć. To się wydarzyło we wrześniu 2024 roku. Świeża sprawa praktycznie. Ja jestem nauczycielem, uczę w technikum, jestem również wykładowcą akademickim i w tym technikum dostałam klasę jako wychowawca. Czyli przyszły dzieci po szkole podstawowej do technikum.
Było rozpoczęcie roku. Po rozpoczęciu roku przeszliśmy do drugiego budynku. Dzieciaki były oprowadzone, było takie krótkie spotkanie z nimi. No i było obecnych, pamiętam, trójka rodziców na całą klasę, takie pojedyncze osoby. I jak już doszło do końca tego spotkania, przy wyjściu takie były luźne rozmowy. Cześć się już rozeszła. Ja byłam, moja koleżanka też, która uczy. No i był taki chłopiec. Znaczy jest ten chłopiec, ja go ciągle uczę, który zwrócił moją uwagę. Ja już jestem takim nauczycielem, też wykładowcą akademickim, już wieloletnim, więc miałam styczność z dużą liczbą ludzi i osobowości.
I ten chłopiec był wyjątkowy, dlatego, że uderzyło mnie to, że był taki bardzo radosny, wyluzowany, bardzo pięknie uśmiechnięty, z takimi uśmiechniętymi oczami. To po prostu się już rzadko zdarza, że się takie dzieciaki spotyka, takich ludzi. Biła od niego taka bardzo pozytywna energia. My nawet sobie żartowałyśmy z tą moją koleżanką. Był ten chłopiec i była jego mama. Ja dokładnie pamiętam, jak ona wyglądała. Była to blondynka, bardzo ładna. Ja pamiętam jej rysy twarzy. Moja koleżanka też pamięta, jak ona wyglądała. I my tak żartowałyśmy, że on sobie da radę, że on sobie tam wszystko załatwi, bo jest taki sympatyczny.
Wystarczy, że się uśmiechnie i już każda ocena będzie poprawiona, że ma po prostu taki urok osobisty. Ta kobieta słuchała, stała, on się uśmiechał i powiedziała: „On tak ma”. Że on już tak ma, że ma ten taki uśmiech. No i teraz do czego zmierzam? Rozpoczął się ten rok szkolny, nauka i tak dalej, i tak dalej, ja tego chłopca poznałam. No i zaczęły wychodzić przedziwne rzeczy z tym chłopcem związane. Okazało się, że on zgłaszał duże problemy, że mieszka w bardzo złych warunkach. W jednym pokoju tam trójka dzieci. Praktycznie nigdy nie dostawał kieszonkowego. On powiedział, że nawet trzech złotych nigdy nie dostał w życiu.
To już chłopak, można powiedzieć nastolatek. Więc takie były uderzające sytuacje. On mówił, że jest na kamerach całe mieszkanie, że nic nie pozwalają robić. Więc włosy trochę stanęły dęba. Zaniepokoiło mnie to. On tak jakby szukał pomocy, ten chłopak. Więc uruchomiliśmy te kwestie właśnie, żeby sprawdzić tą sprawę, tą sytuację. Okazało się, że Właściwie taka rodzina, można powiedzieć, patologiczna. Ojciec w więzieniu, jakiś tam jest ojczym, który się nad nimi znęca, bije i tak dalej. Ja się zastanawiałam.
Dla mnie to było dziwne, ponieważ ja pamiętam tą matkę, która była taka miła, ładna, wyglądała na osobę bardzo dobrą i bardzo dbającą o niego. I doszło do zebrania pierwszego. Ja napisałam, że chciałam się z tą matką spotkać, porozmawiać. W związku z tym, że takie różne rzeczy dziwne zaczęły wychodzić. I proszę sobie wyobrazić moje zdziwienie, jak pojawiła się kobieta niska, gruba, zupełnie wyglądająca inaczej. Więc ja nawet się zapytałam: „Kim pani w ogóle jest?” Ona odpowiedziała, że jest matką tego i tego chłopca. Czułam, że coś jest nie tak, że albo kogoś wysłali, że jest jakaś taka sytuacja. Coś było nie tak, bo to nie była ta kobieta, która wcześniej z tym chłopcem była. Ona powiedziała, że jest. Wszystko się potwierdziło, że są takie sytuacje bardzo negatywne w tej rodzinie.
Dzieciak tak naprawdę można powiedzieć bohater, bo niejedno dziecko by się załamało, mając taką sytuację rodzinną, a on w tym wszystkim zawsze uśmiechnięty, zawsze radosny. Taki trochę szok. I później ja zaczęłam rozmawiać z tą moją koleżanką. Mówię: „Słuchaj, coś jest dziwnego. W ogóle przyszła inna kobieta. Czy ty pamiętasz tą blondynkę?” Ona mi opisała, że tak, wszystko się zgadzało. Ona też ją widziała, tą matkę. Później rozmawiałam z tym chłopcem. Zapytałam go: „Słuchaj, czy wtedy była z tobą twoja mama?” On powiedział, że nie. Zapytałam się, czy może ciocia jakaś z nim poszła, została wysłana na to rozpoczęcie roku.
On powiedział: „Nie, ja byłem sam, nikogo ze mną nie było.” Więc taka bardzo dziwna historia. Trudno wytłumaczyć, o co chodziło i dlaczego tak się stało. Ale ta kobieta, którą widzieliśmy przy nim, to był zupełnie ktoś inny i odbiór tej kobiety też był totalnie inny, bo ona, jeżeli miałabym użyć metafory, to bym powiedziała, że taka kobieta anioł, bo ona była bardzo łagodna, bardzo ładna młoda kobieta, a tutaj zupełne przeciwieństwo i nie wiemy, co to było. Więc to jest taki, można powiedzieć, pierwszy glitch w Matrixie moim zdaniem. Te sytuacje zaczęły mi się zdarzać częściej. I to jest wszystko w przeciągu półtora roku. Kolejne sytuacje mam z moim partnerem. Wcześniej one nie miały miejsca, ale mówię, to jest kwestia półtorej roku. Więc miałam taką sytuację, że jesteśmy sobie w pokoju, leżymy w łóżku, oglądamy sobie coś w telewizji. No i mój partner mówi, że mi pokaże jakiś teledysk z dawnych czasów, który on lubił, żebyśmy od strony artystycznej sobie go obejrzeli, coś tam chciał, żebym ja mu powiedziała.
Skonsultować chciał się ze mną. Puścił mi ten kawałek, obejrzeliśmy i on jeszcze raz mi go puszcza. Ja mówię: „Po co ty mi to puszczasz, jak ja już to widziałam?” On mówi do mnie: „Nie, przecież ja ci tego jeszcze nie puszczałem.” I jeszcze raz mi włączył. Ja już się zdenerwowałam. Ja mówię: „Nie, zwariowałeś czy co? Ja już to widziałam.” I on mi puścił to jeszcze raz i puszcza mi trzeci raz. I autentycznie, można powiedzieć, że się pokłóciliśmy, bo ja mówię: „Co ty masz sklerozę? Coś masz z głową? Coś jest z tobą nie tak. Puszczasz mi to trzeci raz.” On mówi: „To ty zwariowałaś, ponieważ ja jeszcze ci tego w ogóle nie puszczałem.
Puszczałem ci pierwszy raz.” Ja mówię do niego: „Udowodnię ci to”, bo ja już naprawdę się zdenerwowałam. I on jak on to włączył, to ja mu zaczęłam mówić, co się, kurwa, będzie działo w tym teledysku, że teraz się pojawi to, teraz będzie krzesło, teraz się pojawi ktoś tam, teraz ten ludzik się przesunie. Więc to była też taka przedziwna sytuacja, gdzie znamy się ileś lat i wcześniej nigdy do czegoś takiego nie dochodziło. Wręcz doszło do kłótni. Parokrotnie też się zdarzyły podobne sytuacje z puszczeniem jakiegoś filmu. Też to się zdarzało i mieliśmy też taką sytuację przedziwną, podobną. Szykowałam prace na wystawę, bo jestem też artystką, działam tam twórczo. Miałam przygotowane trzy prace. One już były wydrukowane. W korytarzu stały oparte o szafę.
Mój partner przechodził, żeby zobaczyć, jak one wyglądają, bo widział je tylko w wersji cyfrowej jeszcze przed wydrukiem. Obejrzał, coś tam dyskutowaliśmy na ich temat, wypowiadał się. Miał je przed nosem. Trzy duże 100 na 70 prace. No i później była wystawa. Ja je zawiozłam na wystawę. Wystawa się odbyła. Tam był wernisaż, dokumentację zrobiłam fotograficzną. On tam nie mógł być na tym wernisażu. Nawet on chyba mnie się zapytał, jak to tam wyglądało.
Ja mu pokazałam zdjęcia i pokazałam mu zdjęcia z tej wystawy. I on patrzy i on mówi: „No dobrze, ale tu jest jedna twoja praca, a gdzie są te pozostałe dwie?” Ja mówię: „Co ty nie widzisz? Zwariowałeś? Są trzy. Wiszą obok siebie. Na tej wystawie wiszą na ścianie trzy prace obok siebie.” On mówi: „Nie. Wisi jedna.” Ja mówię: „Jaka jedna? Przecież widziałeś, że były trzy. One były serią, każda była inna, ale coś tam jakieś były elementy, które je łączyły.” On mówi: „Nie. Te dwie to ja ich w ogóle nie widziałem na oczy.
Ja w ogóle nie wiem, co to jest. Tą jedną tak, a te dwie to ja nie wiem, czyje to są prace.” Więc znowu ja zareagowałam, że chyba coś masz z głową. Przecież stałeś, widziałeś, oglądałeś te prace. On mówi: „Nie, bo te, które były wydrukowane wtedy w tym korytarzu, to ta jedna to była ta z wystawy, a te dwie kolejne zupełnie inaczej wyglądały. Ja je pamiętam.” On zaczął mi w ogóle je opisywać, że podobne, ale zupełnie co innego, że jakiś tu tunel, tu coś. Więc on to bardzo dobrze pamiętał, jak one wyglądały, ale że były zupełnie inne. I on mówi: "Ty jakieś głupoty opadasz, ty może się pomyliłaś, może nie wiem". On mówi: "Nie wiem, o co chodzi". Ja mówię: "No to jak ja mogłam mieć wydrukowane i zawieźć na wystawę inne?". No i ostatecznie też mu odpaliłam komputer, pokazałam mu w komputerze: "Zobacz, to są te same.
Widzisz, mam cyfrowo, są te same i te same były na wystawie". On mówi: "Nie wiem. Ja widziałem, te dwie były zupełnie inne". Więc tego typu sytuacje mi się zdarzają. Ja mam jakąś swoją teorię prywatną. Wydaje mi się, że to może być powiązane z człowiekiem. Też półtora roku temu przeszłam takie, można powiedzieć, przeobrażenie wewnętrzne, gdzie się bardziej zwróciłam do wnętrza, do poszukiwania źródła sensu, który jest w życiu. I przeszłam też pierwszą taką regresję hipnotyczną w swoim życiu, więc do takich rzeczy zaczęłam wracać, można powiedzieć, tak na stare lata. I ciekawe jest, że ta koleżanka, która wtedy w tej szkole, to zdarzenie z mamą tego chłopca, która tak naprawdę nie istniała, to też ta moja koleżanka, też bardzo podobnie, w podobnym czasie. Więc gdzieś tam między nami jest takie porozumienie, nić porozumienia.
I być może jest to związane z troszkę innymi wewnętrznymi i zewnętrznymi wibracjami tego człowieka. A co to jest? Czy to są te dziury w matriksie, czy gdzieś to są jakieś rzeczy? Bo ja sobie wtedy pomyślałam w ten sposób, że być może na pewno tym chłopcem muszę się zająć. Czyli zaopiekować się i w jakiś sposób pomóc temu dzieciakowi. A ta kobieta, ta blondynka, to być może to była jego mama, ale z innego, równoległego wymiaru, jeżeli takie w ogóle istnieją. Ale że może to jest coś i to gdzieś w jakiś sposób był taki sygnał.
[14:15] - Właśnie tutaj mam takie spostrzeżenia, bo to jest dosyć, powiem szczerze, niepokojący przypadek tego chłopca. Pani partnera swoją drogą też pod względem medycznym, a do tego przejdę za chwilę, bo tutaj mam takie podejrzenie, czy tam nie doszło do jakiejś sprawy kryminalnej w jego rodzinie, bo rozumiem, że ta kobieta, ta atrakcyjniejsza blondynka przedstawiła się jako matka chłopca. Jak on wtedy zareagował?
[14:43] - Normalnie, tak jakby to była jego matka. Był uśmiechnięty, radosny. Ona stała obok niego. Dosłownie stali obok siebie ramię w ramię, tak jak ja ich pamiętam.
[14:55] - A ta kobieta, która potem się pojawiła, też przedstawiła się jako jego matka?
[15:00] - Tak, jako jego matka i też szkoła. Uruchomiliśmy gdzieś tam właśnie i kuratora. Okazało się, że jest kurator nad tą rodziną. Gdzieś tam rozmawialiśmy z tym kuratorem, który też zresztą tą sprawę... Można mieć dużo do życzenia tak naprawdę, bo on nawet nie wiedział, dlaczego jest on nałożony jako kurator na tą rodzinę, bo powiedział, że przejął po kimś, a nawet nie wiedział jaki był powód. Więc my tam gdzieś intensywnie, pedagog, psycholog, zajęliśmy się tą sprawą, więc ten chłopiec jest pod opieką. Może i z tą matką były rozmowy i ten kurator troszkę tak jakby się przestraszył i kazał zdjąć te kamery, bo to też nie jest normalne, że dzieci-
[15:44] - Takie życie praktycznie pod kluczem. Pełna inwigilacja, prawda? Pełna kontrola każdego praktycznie chyba aspektu życia tych dzieci, tak?
[15:52] - Tak. Ale wiem, że matka to była ta druga. I nawet ja się pytałam tego chłopca, czy może właśnie to była ciocia, że blondynka. Opisałam mu, jak wyglądała. On powiedział, że nie, że nikogo z nim nie było. I dla mnie też jest właśnie zaskakujące to, jaki on jest, ten chłopiec. Nie da się tego opisać, bo on się nie zachowuje tak jak inna młodzież czy nawet dorośli czy dzieci. Po prostu on ma w sobie taką radość, że to jest coś w ogóle niesamowitego, nawet były rozmowy, że może lepiej by było, jakby do jakiegoś ośrodka poszedł, bo może by miał wtedy oddech kolegów, bo on tam nigdzie nie może wychodzić. Ta matka kazała mu, że on ma iść w ogóle do pracy i pieniądze przynosić. Ten dzieciak dopiero szkołę zaczął po szkole podstawowej, więc tam grubo było.
Myśmy tam bardzo mocno, intensywnie podjęli działania. Tylko że po prostu dla mnie też zaskakujące było to, że on jest cały czas uśmiechnięty, cały czas jest radosny, cały czas jak ja go widzę, to on uśmiecha się. Ten uśmiech ma od ucha do ucha. Dzień dobry. Też dla mnie było zaskakujące, że on się nie bał. On nie bał się mówić, zgłaszać tego, bo na ogół młodzież ukrywa, wstydzi się, a on wszystko to mówił.
[17:10] - Mnie się wydaje, że tutaj chyba też ta jego radość wynika z takiego zakochania się wolnością, której nie ma w domu. W mieszkaniu w gronie rodziny. Właśnie może też dlatego jest taka jego radość wyczuwalna. Były jakieś, tak mi teraz przyszło do głowy, sytuacje, gdzie on się pojawił w towarzystwie tej prawdziwej matki?
[17:34] - Tak, że stał obok niej? Nie. Tak, że ja widziałam i jego, i matkę? Nie.
[17:38] - Ciekawa byłaby jego reakcja. Ciekawe, jak by się zachowywał w jej obecności, tak?
[17:44] - No tego nie wiem. Nie widziałam.
[17:47] - W ogóle wydaje mi się, że dobrze byłoby objąć czy też spróbować przynajmniej objąć opieką jego rodzeństwo również, bo nie wiadomo w sumie, co oni tam przeżywają z takim znęcaniem się ze strony ojczyma.
[18:01] - Niby ten kurator właśnie nad tą całą rodziną tą pieczę ma i w jakiś sposób szkoła gdzieś tam też dopytuje, co było zrobione i tak dalej. I dosyć ostro te babki się zajęły u nas tą sprawą, więc tym samym też ta dwójka dzieci, prawda?
[18:20] - Także ja tutaj bardziej widzę jakiś problem właśnie z tamtą rodziną niż jakieś matrixowe sprawy. Tak mi się przynajmniej wydaje.
[18:33] - No dobrze, to kim była ta kobieta?
[18:35] - Może ona była jakaś podstawiona i ten chłopiec po prostu był wyuczony, żeby w taki sposób w jej obecności reagować, się zachowywać?
[18:43] - Raczej nie. Nie mogła być podstawiona, bo raczej matka nie interesuje się nim specjalnie, żeby przychodzić czy kogoś wysyłać. On twierdził, że nikogo nie było.
[18:57] - Krótko mówiąc, ciężki temat.
[18:59] - Ja wiem, że tutaj dosyć duża siła, nacisk jest na sprawę tego chłopca, ale dla mnie i dla tej mojej koleżanki to było wstrząsające, że to nie była ta kobieta. Gdzie nam się nie wydawało, tylko widziałyśmy to w 100%. I tamta naprawdę się zachowywała tak, jakby była matką. Nie było żadnych wątpliwości.
[19:21] - Może to była jakaś jego opiekunka, nie wiem, wynajęta? Może w towarzystwie tej opiekunki czuł się pewniej niż w towarzystwie swojej rodzonej matki, tak?
[19:31] - On powiedział, że nie było nikogo z nim i raczej on nie ma takiej, że nikt z nim nie chodzi. On opiekunki nie ma, nawet ich tam nie stać, żeby mu jakieś korepetycje zapłacić, tym bardziej żeby miał opiekunkę.
[19:43] - Dosyć, krótko mówiąc, w moim odczuciu podejrzany temat, któremu powinna się bardzo intensywnie szkoła i kurator przyjrzeć. Chociaż też nie wiadomo tak naprawdę, ile kurator ma takich rodzin pod sobą, ile ten konkretny kurator ma pod swoją opieką takich przypadków. Ale pozostaje trzymać kciuki, żeby się sprawy potoczyły jak najbardziej pomyślnie dla tego chłopca. Tutaj jeszcze mam takie spostrzeżenie odnośnie pani partnera. Czy on nie ma czasem jakichś problemów z hipokampem? Taki organ w naszym mózgu, który odpowiada za zapamiętywanie na bieżąco tego, co się wokół nas dzieje. Wie pani co mi się przypomniało? Kiedyś oglądałem taki program, dokument poświęcony różnym sprawom związanym z pamięcią, z funkcjonowaniem naszego mózgu. I tam był taki przypadek pacjenta, do którego reporterka przyszła, przywitała się. Przez chwilę pamiętał, jak ona się nazywała, a potem po kilku minutach zaczynał ją wypytywać: „Kim pani jest?
Co pani tutaj robi?” I znowu się przywitała, przedstawiła się. Znowu przez kilka minut niby pamiętał, z kim ma do czynienia, a potem znowu pytał: „Kim pani jest? Co pani tutaj robi? Co my właściwie tutaj robimy?” Tak mi się to skojarzyło z pani partnerem, że on dosyć szybko zapominał tego, co oglądaliście wspólnie, tak?
[21:10] - Tylko wie pan, ja z nim jestem na co dzień od iluś lat i to się nie zdarzało wcześniej.
[21:15] - To może jakieś chwilowe problemy, ale myślę, że warto byłoby też zbadać, tak?
[21:20] - W sumie można.
[21:22] - Nawet trzeba, mi się wydaje.
[21:27] - Jeszcze mogę, ale to akurat jest przykład chyba synchroniczności, bo tutaj już trudno by było czymkolwiek to wytłumaczyć. Bo obie te historie tutaj gdzieś pan w jakiś sposób stara się racjonalnie wytłumaczyć.
[21:42] - Według takiej zasady idę oczywiście, żeby najpierw odsiać wszystkie racjonalne możliwe wytłumaczenia, a dopiero potem takie paranormalne bardziej brać pod uwagę.
[21:51] - Dobrze. To opowiem panu historię też świeżą, też w przeciągu półtora roku mniej więcej. Pojechałam do Gdańska z synem. Był jarmark dominikański. Wyszłam sobie rano, bo lubię chodzić po starocie, różne jakieś tam oglądać, kupować, coś sobie wynajdować. I właśnie tak sobie pochodziłam. Znalazłam takie stoisko z takimi starociami. Zastanawiałam się, co tam sobie kupić. Ten jarmark dominikański jest taki, że jest to stoisko przy stoisku. Tych ludzi jest bardzo dużo, łażą w te, we w te.
Tego towaru też jest bardzo dużo. I pośród tych staroci zwróciłam uwagę na małego żółtego ptaszka ceramicznego. Ale tam było tysiące tego wszystkiego, tych bibelotów. I tak sobie pomyślałam, że może powinnam go kupić, ale stwierdziłam, że jednak nie. Ale on gdzieś mi się zakodował w mojej głowie. Potem poszłam dalej. Mniej więcej pochodziłam 30-40 minut. Wracam i pomyślałam sobie, że może wejdę i jednak kupię tego ptaszka w drodze powrotnej. Przy tym stoisku nagle zobaczyłam moją koleżankę z pracy. Mieszkam w Warszawie, to był Gdańsk, więc takie spotkanie.
Ona akurat stoi przy tym stoisku. Oczy w ogóle zrobiła, że się spotkałyśmy w tym miejscu. Ona powiedziała, że jest z mężem. Gdzieś tam są nad morzem. Przyjechali sobie właśnie na ten targ dominikański. Ten mąż wyszedł, bo on coś tam grzebał w tych starociach. Ona nas przedstawiła i on mówi do niej: „Chodź kochanie, bo coś znalazłem dla ciebie, co ci się bardzo spodoba”. I weszliśmy tam na to stoisko. Ja się odwracam, patrzę, on trzyma tego żółtego ptaszka. I oni poszli tam zapłacić.
Kupili tego ptaszka. Więc też taka sytuacja. Nie wiem, co to jest, jak to można nazwać, ale pośród tysiąca różnych przedmiotów, które tam się znajdowały na tej całej ulicy, w tym całym ciągu, akurat ona tam była z mężem i akurat on wybrał tego ptaszka dla niej. Tego samego, którego ja chciałam kupić i wracałam z myślą, żeby go kupić w drodze powrotnej. Więc może to tak jak się opowiada, to się wydaje takie, wie pan, zwyczajne, ale dla mnie wtedy to było niezwyczajne.
[24:17] - Tutaj można brać pod uwagę różne opcje. To mi się kojarzy z takim tematem pod tytułem osoby przebywające blisko siebie, śniące ten sam sen. Jest taka Teoria mówiąca o tym, że mózgi osób znajdujących się blisko siebie emitują fale mózgowe, które mogą się nakładać. Coś mi się wydaje, że coś podobnego może występować w sytuacji, gdy nie wiedząc o tym oczywiście, dwie osoby znające się przez długi czas znajdą się w bliskiej odległości od siebie i być może to spowodowało to, że zaczęliście myśleć o tym samym konkretnym ceramicznym ptaszku w tym samym czasie. Jest też możliwe, że zadziałała tu jakaś forma telepatii, bo podobno tak mówi przynajmniej Tom Campbell, fizyk współpracujący ze słynnym Instytutem Monroe. On twierdzi, że jesteśmy połączeni w sieć i że czasami przesyłamy między sobą różne sygnały, nawet niekoniecznie o tym wiedząc. Być może to spowodowało, że w tym samym czasie pomyśleliście, czy też zwróciliście bardzo mocno uwagę na tego ptaszka.
[25:30] - To było przesunięcie czasowe.
[25:32] - Taki wątek do snucia ciekawych, różnych dociekań, wielu bardziej paranormalnych.
[25:43] - I jeszcze mam jedną historię. Tu jestem ciekawa, co pan powie. To jest historia, której tak naprawdę do końca nie rozwiązałam i chociaż może kiedyś się dowiem, o co chodziło. To było już bardzo dawno temu. To było w czasach, kiedy studiowałam w Krakowie i jechałam na uczelnię. Trasę pokonywałam tramwajem i pamiętam, że to była kwestia kilku dni. Nie wiem, czy ten prowadzący tramwaj się zmienił. W każdym razie zwróciłam uwagę, że ten facet strasznie szarpie tym tramwajem, jak hamuje, że w ogóle ten tramwaj nie jedzie płynnie, tylko tak, jakby był facet na jakichś lekach. Szarpał, hamował. Jakoś ten tramwaj inaczej jeździł, ten, którym jeździłam na uczelnię.
Było tak, że dosyć byłam załadowana. Wsiadłam do tego tramwaju, on zahamował i ja uderzyłam się tyłem pleców. Ta dolna część od pasa w dół, uderzyłam się w rurę. Takie rury są, za które ludzie się trzymają. Dosyć intensywnie się uderzyłam w tą rurę metalową. I to wyglądało w ten sposób, że ja miałam pełną świadomość tego, że stoję przy oknie przodem do szyby, ale nie czuję ciała i nie widzę nic. To znaczy nie widzę ciała, nie widzę otoczenia, nie czuję swojego ciała, tylko czułam tak, jakbym była zamknięta w szklanej, ciemnej butelce, czarnej butelce w środku. Nawet usiłowałam, czułam, że powinnam coś mówić, żeby ludzie mi pomogli, że coś mi się stało. Czyli świadomość była taka, jak teraz mam świadomość, tak jak mamy w tym momencie, jak rozmawiamy ze sobą taka stuprocentowa, ale zero czucia otoczenia, zero czucia ciała. I w ogóle zastanawiam się, bo musiałam stać, bo gdybym upadła, to myślę, że ludzie by zareagowali.
W każdym razie czułam, że jestem zamknięta w tej czarnej butelce, w czarnej przestrzeni. I to jest też dziwne, bo właściwie w momencie, kiedy był już ten przystanek, kiedy wysiadam z tramwaju na uczelnię, a to było dosyć długo, było około sześciu przystanków tramwajowych. Ta trasa. Czyli ja byłam w tym stanie około sześciu przystanków tramwajowych. I w momencie, kiedy był ten przystanek, kiedy wysiadam, tak jakby wróciłam do tego ciała. Wyszłam z tego tramwaju i poszłam na tą uczelnię. I była taka sytuacja, że jak szłam, to mijali mnie jacyś ludzie, znajomi, studenci i pamiętam, że trzy osoby szły. Oni podeszli do mnie i mówią: „Co ci się stało? O Boże, co ci się stało?” A ja mówię: „Ale co? Co mi się stało?” „Ty w ogóle jesteś tak biała na twarzy, tak jakbyś, nie wiem, tak dziwnie wyglądasz, jakby mi cała krew z ciała odeszła.” Oni powiedzieli, że jak trup byłam blada, więc ja podejrzewam, że to mogło być wtedy.
Tak myślałam coś z tym kręgosłupem, ale po tym nawet poszłam do lekarza studenckiego. Opisałam całą sytuację. Babka powiedziała, że ona nie jest w stanie mi powiedzieć, co to było i tak naprawdę nikt mi nie wytłumaczył, co to było, co mi się wtedy stało. To było takie uderzenie. Poczułam, że mnie zabolało, ale to znowu nie było jakieś takie, żeby mi się coś złamało. Czasami jak się uderzymy, to nawet silniej jak ktoś upadnie. Więc to znowu nie było aż tak intensywne. I zastanawia mnie to, że to tak długo trwało.
[29:25] - Kolejne zdarzenie, które otwiera duże pole do rozważań bardziej takich przyziemnych, że może coś się neurologicznego podziało w momencie tego wypadku oraz do takich opcji bardziej paranormalnych, że po prostu doszło do takiego traumatycznego wydarzenia, które poskutkowało chwilowym wyjściem z ciała. Pani cały czas była w tym miejscu, tylko pani nie czuła, że posiada ciało. Tak to dobrze zrozumiałem?
[29:50] - Tak. Sama świadomość była tylko w ciemnej przestrzeni, tak jakby w butelce.
[29:57] - Próbowała pani wezwać pomocy, ale ciało nie reagowało na te próby.
[30:03] - Tak. Nie wydobywałam głosu z siebie. Czułam, gdzie jestem, że jestem w tym tramwaju i że jechałam tym tramwajem, ale nie mogłam nic zrobić.
[30:17] - A czuła pani fizycznie elementy tego tramwaju?
[30:21] - Nie, w ogóle. Mówię tak, jakbym była zamknięta w czarnej, szklanej butelce matowej.
[30:28] - A to było jakieś takie bardzo mocne uderzenie?
[30:31] - Właśnie mówiłam, że nie. Takie zahamował Nie złapałam się, nie przytrzymałam i po prostu plecami uderzyłam w ten metalowy pręt. Czułam to uderzenie, ale to strasznie nie było mocne. Poczułam ból średniej mocy.
[30:47] - W sumie takie chwilowe OOBE, czy też coś na granicy doświadczenia nawet przedśmiertnego. Chociaż to było dosyć krótkie z tego, co zrozumiałem, bo pani potem w krótkim czasie wyszła z tego tramwaju i normalnie szła przez tę uczelnię. Także to musiało być chyba dosyć krótkie doświadczenie.
[31:09] - Ale to było kilka przystanków tramwajowych. Mnie się wydaje, że to jest długo, bo to trwało przez cały ten czas, kiedy ten tramwaj jechał. Czyli to było tak jak powiedziałam, koło pięciu, sześciu przystanków tramwajowych. Jak pan sobie policzy, jak jedzie tramwaj i się zatrzymuje przez pięć przystanków, to jest długo. Mnie się wydaje, że to jest bardzo długo, bo to nie była chwila. Wie pan, on ruszył, uderzyłam się i to trwało pięć sekund, tylko to trwało... Nie wiem, trzeba było zobaczyć ile.
[31:38] - Kilkanaście minut. Tak.
[31:39] - Dokładnie tak. Właśnie o to chodzi, że tak naprawdę dopiero wróciłam do tego ciała. I to jest dziwne, że skąd ja wiedziałam, w którym momencie jest ten przystanek, gdzie ja mam wysiąść? Że akurat wróciłam, kiedy był ten przystanek, na którym musiałam wysiąść.
[31:57] - Tu mi się przypomniał pewien mój incydent z zeszłego roku, jak byłem chyba mocno osłabiony, też przegrzany po bardzo aktywnym dniu. Czułem się osłabiony, a jeszcze z takim osłabieniem jechałem, robiłem zakupy, jakieś inne rzeczy załatwiałem i wieczorem byłem bliski omdlenia i czułem, jak dosłownie wyłącza mi się myślenie i jedyne nad czym jeszcze miałem kontrolę to ręce i nogi. Tak kontrolowałem, żeby nie upaść. Pani cały czas zachowywała pełną świadomość, zdolność do myślenia, analizowania, co się dookoła dzieje, tak?
[32:34] - Tak, stuprocentowo. Tak jak teraz rozmawiamy.
[32:37] - No to rzeczywiście coś takiego chyba trudno wytłumaczalnego w sposób racjonalny.
[32:43] - Jeszcze panu powiem dalszy ciąg. Powiem panu jeszcze coś, co może być powiązane z tym. Coś, co już może się wydawać jakieś przedziwne. To było dawno temu. Wtedy byłam studentką i teraz, tak jak panu mówiłam, że miałam tą pierwszą hipnozę regresyjną, to bardzo chciałam dowiedzieć się w ramach tej hipnozy, co to było, ale jakoś tak umknęło mi to. Zapomniałam. Zupełnie na innych rzeczach tam się skupiliśmy, ale po tej hipnozie regresyjnej miałam taką sytuację, że spałam, usiłowałam zasnąć, leżałam w łóżku, byłam obrócona twarzą do ściany, plecami do przestrzeni pokoju i poczułam w pewnym momencie coś, bo to nie był sen. To było między jawą a snem, coś pomiędzy. Ale świadomość była pełna, że miałam takie poczucie, że coś jest za moimi plecami. Bałam się odwrócić i poczułam w tym miejscu, gdzie miałam to uderzenie wtedy, tak jakby ktoś mi podłączył akumulator.
Tak najprościej mogę powiedzieć, że czułam takie bzyczenie, taki dźwięk drgający jakiegoś urządzenia i czułam, że to jest połączone właśnie z plecami, z tym miejscem, gdzie miałam to uderzenie. I pamiętam, że miałam pełną świadomość i wtedy powiedziałam, że nie wyrażam zgody na to, żeby mi coś robiono, chyba że jest to dla mojego dobra, to znaczy dla mojego wyższego dobra i że za tym się kryje tylko uczucie czegoś dobrego, miłości, pozytywnych rzeczy w stosunku do mnie. A tak to nie wyrażam zgody na jakąkolwiek ingerencję w moje ciało. Wtedy tak sobie to myślałam i w sumie to trwało tak koło minuty. To bzyczało, tak jakby ja słyszałam ten dźwięk. Bałam się odwrócić i zaakceptowałam to, że jeżeli jest dobre, to jest dobre, ale do końca nie wiedziałam, czy to jest dobre, czy to jest złe. Później gdzieś się zastanawiałam nad tym. Kurczę, czy to nie były jakieś wzięcia, niewzięcia, jakieś ufoludki i tak dalej. Chodziło mi to cały czas po głowie. Czy to właśnie nie była jakaś ingerencja wtedy, tam i tutaj też już po latach, gdzie wróciłam do tej sytuacji myślami.
Powiem tak, to będzie takie może, tego się już nie da ani udowodnić, to już tak pozostanie tylko w naszej rozmowie, że był taki moment, że myślałam, jak była ta regresja hipnotyczna, gdzieś tam był zastosowany taki symbol pozbycia się pewnych bytów negatywnych energii, które gdzieś tam miały wpływ na nasze życie. Tam akurat wtedy sobie tak to wizualizowaliśmy, że się wizualizowało złotą klatkę i ten byt się pojawiał. I później ja sobie zrobiłam coś takiego sama w takiej fazie relaksu, że chciałabbym, żeby to coś, co miało wtedy wpływ, to, co się stało tam wtedy w tym tramwaju w Krakowie, bo to było w Krakowie, to chciałabym, żeby ta postać się tam pojawiła. To zobaczyłam w głowie mojej. To była możemy powiedzieć fantazja. Różnie można to rozpatrywać. Taki byt trochę jak E.T. Tak jak obcy, tylko jak szarzy, jak szaraki. Tylko że to było białe i miało szerszą głowę. Nie taką wąską, tylko taką szeroką jak E.T.
E.T. taką szerszą miał tą głowę, taką bardziej w poziomie. I pamiętam, że zrobiłam cały ten proces, że nie wyrażam zgody na to, że wymazuję to, że tego nie było, że się od tego odłączam i tak dalej. Ale wtedy w tym całym procesie czułam coś takiego, że nie odbierałam, że to jest negatywna ta istota. Tylko takie poczucie miałam. Później jakiś czas minął. Siedziałam sobie, relaksowałam się. Był taki moment skupienia i pomyślałam sobie, że chciałabym wiedzieć, co to było i po co to było. I wtedy ujrzałam, to trudno nazwać, bo to są tak trudne rzeczy do nazwania. Zobaczyłam twarz tego obcego, jego oczy.
To nie było tak bardzo realistycznie, ale dosyć intensywnie. Teraz nawet nie byłam w stanie narysować może nawet tej postaci, ale zobaczyłam ją tak naprawdę. Miała takie oczy gwiezdne, nie czarne, jakieś takie straszne, tylko one były takie pełne życia i energii. Tak jakby gwiazdy były w tych oczach zatopione. Była biała ta postać, ale ewidentnie to było takie szarze. Taka istota, ufoludek ewidentny. I wtedy ja w myślach zadałam pytanie: dlaczego to zrobiliście? Po co to było? I przyszła do mnie myśl. Sama sobie odpowiedziałam.
Przyszła mi taka myśl, że dlaczego myślisz, że to było negatywne? Że może właśnie to było dla twojego dobra, było pozytywne. Ja sama sobie odpowiedziałam, przyszła mi po prostu taka myśl, że może mi uratowali życie. Że może to uderzenie, bym jeździła na wózku albo coś by mi się stało i może to był proces uratowania mnie, pomocy, pozytywny. I to jest najlepsze, bo kiedy przyszła mi ta myśl, że jednak to było w dobrej wierze zrobione, to ta postać się uśmiechnęła.
[38:34] - Znaczy w dobrej wierze, jak rozumiem, było zrobione to wszystko, co się działo wtedy, gdy pani była poza tym ciałem fizycznym, tak?
[38:44] - Tak, to, że mi naprawili to ciało mówiąc bardzo prostymi słowami. I jak sobie uświadomiłam, że one zrobiły coś dobrze dla mnie od strony medycznej. Ta myśl tak mi przyszła, bo cały czas myślałam, że może to coś złego, bo tak się słucha, że coś złego robią, podłączają, a tutaj, że to było w drugą stronę. I jak ta myśl mi się pojawiła, to on się uśmiechnął. On, ona, nie wiem. Ono. Uśmiechnął się i to było coś takiego niesamowitego, bo mi ciarki po całym ciele przeszły. Tak jakby był zadowolony, że zrozumiałam, o co chodzi.
[39:23] - To mi przywodzi na myśl takie zdarzenia, które też już były zresztą mówią świadkowie w tym podcaście przytaczane. Zdarzenia czymś, co wygląda jak interwencja siły, która pilnuje, żeby dana osoba zbyt wcześnie nie odeszła z tego świata, czy też nie doznała jakiegoś uszczerbku mającego potencjalnie bardzo negatywny wpływ na jej dalsze życie. Nie wiem, czy pani też ma takie odczucie.
[39:49] - Ja to czuję i ja w to wierzę, bo ja to poczułam na własnej skórze. Dla mnie to jest niesamowite, że gdzieś to zobaczyłam dopiero w momencie, jak to życie moje się zaczęło zmieniać na takie bardziej duchowe.
[40:04] - Coś, krótko mówiąc, pilnowało, żeby pani nie doznała takiego uszczerbku, który mógł spowodować, poskutkować jakimś dalszym bólem albo traumą.
[40:12] - Może mogłam być sparaliżowana na przykład, może mogłam jeździć na tym wózku inwalidzkim. Teraz jednak mam wpływ. To muszę powiedzieć, że mam wpływ na bardzo dużą liczbę ludzi i młodych, i starszych, więc gdzieś tam mogę w jakiś sposób coś dla nich robić.
[40:29] - Ja też mogę się podzielić takim swoim doświadczeniem, co prawda nie paranormalnym, ale związanym z komunikacją miejską. Kiedyś rzadko jeżdżę autobusami, ale jak już muszę jechać, to oczywiście jadę i raz u pewnego mi się zdarzyło zbyt intensywnie i zbyt pewnie usiąść, a raczej spróbować usiąść na miejscu siedzącym. Okazało się, że trafiłem końcówką kręgosłupa w rurę, która oddzielała dwa siedzenia od siebie. Także wiem, jaki to może spowodować ból. Oczywiście wolałbym nie wiedzieć, jaki mogłoby spowodować ból uderzenie całymi plecami w taką rurę, tak?
[41:04] - Mhm. Ale już było, już nie ma. Tylko mówię, dziwne też później było to, co mówiłam z tym akumulatorem, nie? To było też dosyć dziwne, bo ja nie jestem taką osobą, która gdzieś może często to się zdarza albo że mi się coś tam wydaje czy wyobraża. Więc to takie były przypadki dosyć dla mnie dziwne. Jeszcze gdzieś tam bym chciała jeszcze raz taką hipnozę może przeprowadzić, tą taką regresyjną drugi raz w innym miejscu i gdzieś tam już poruszyłabym ten temat.
[41:38] - To jest całkiem możliwe, że te doświadczenia z hipnozą uruchomiły jakieś takie procesy naprawcze, które akurat w taki sposób się zmaterializowały w tej sferze między snem a jawą, tak? Jak już pani kładła się do łóżka, prawie zasypiała, a tu nagle takie jakieś dziwne zabiegi ktoś lub coś na pani robi.
[41:59] - Wszystko jest możliwe właśnie i do końca wszystko jest możliwe i do końca nie wiemy co jest, a czego nie ma.
[42:06] - Tak jak mówiłem, tutaj cały czas mi się kojarzy to z taką jakby ingerencją jakiejś siły z zewnątrz, jakiejś istoty, czegoś, czego nie widzimy takimi fizycznymi oczami. Czegoś, co pilnuje, żebyśmy za wcześnie się nie zawinęli z tego świata i żebyśmy nie doznali jakiejś traumy, która może nam przeszkodzić w dalszym życiu, w realizacji jakichś planów, tego typu rzeczy. Temat do takich ciekawych rozważań.
[42:39] - Jeszcze też panu jedną rzecz by mi się przypomniało też, że bardzo się gdzieś tam pojawiły w moim życiu kwestia, nie wiem dlaczego. Też nie jestem w stanie tego wytłumaczyć, gdzie się nigdy tym nie interesowałam. Kryształ, kryształy jako kamienie. Że przyszła taka myśl, że ja muszę mieć i już. Że chcę mieć swój. Wie pan, po wielu latach nagle chcę mieć kryształ. Taka właśnie myśl mi przyszła i też jest to dziwne, bo miałam taką myśl i minęło kilka dni i w centrum Warszawy, szłam akurat na uczelnię do pracy i pan sobie wyobrazi, że idę i w samym centrum Warszawy, w miejscu, gdzie w ogóle jest zabroniony handel, nierealne, żeby móc tam coś sprzedawać. Przechodzę, stolik i są te kamienie różne powykładane. Były kryształy, między innymi takie duże, piękne, dosyć drogie. Ja gotówki nie noszę, na ogół kartą płacę, ale akurat tego dnia wyjątkowo miałam gotówkę i wybrałam sobie kryształ.
Kobieta sprzedawała. Wyskoczył facet taki śniady, ciemnoskóry. Ja tak mówię: „Kurczę, ja go skądś znam”. Taki jakiś mi się wydał znajomy, ale nie bardzo kojarzyłam, o co chodzi. On mi tam zaczął, pokazywał, który kryształ najlepszy. On powiedział, że w ogóle wybrałam najlepszy, bo powinien mieć te dwa czubki, czyli powinien być ostry z góry, ostry z dołu. Nic, ja sobie go wybrałam, zapłaciłam, kupiłam ten kryształ, mam go cały czas. I ciekawe jest to, że potem skojarzyłam sobie, wie pan, że jakiś czas temu, to może było rok wstecz, na uczelni rozmawialiśmy ze studentami, była rozmowa na temat i mi jakaś studentka pokazywała w internecie poliamoryzm. Taka rodzina jest, że jest taki facet, który jeździ po całym świecie i on ma ileś tam żon z różnych krajów, między innymi ma Polkę. I oni nie mają domu, tylko po prostu jeżdżą sobie, mieszkają w różnych częściach świata.
Oni podobno też sprzedają biżuterię, kamienie. Ale pamiętam, że wtedy dla mnie niesamowite było to, że to był dokładnie ten facet. Ja sobie wtedy przypomniałam, że to jest ten facet, którego nawet parę filmików na YouTubie oglądałam, jak oni żyją. Ja się zastanawiałam, jak można tak żyć, tak funkcjonować jak on, że ma te ileś żon, ileś dzieci, z każdą ma dzieci. Tak jeżdżą jak takie dzikie plemię, coś w tym stylu. I on w ogóle odprawia jakieś duchowe rytuały, kimś tam jest.
[45:16] - Jakimś rodzajem duchownego czy też szamana?
[45:20] - Tak, szaman. On jest szamanem. I dla mnie było niesamowite, że akurat w Warszawie, że ja sobie zachciałam kryształu i akurat on przyjechał. Był przejazdem przez Polskę, był w Warszawie. Stanął, bo oni musieli chwilę stać, a potem uciekać, bo policja by ich złapała, bo tam nie ma zgody, żeby handlować. A ta babka, którą zobaczyłam, to była ta jego żona, ta najstarsza. Ona chyba jest jakąś tam... Ona nie jest Polką, w każdym razie taka najstarsza jego żona, blondyna. I to była jego żona. I to po prostu byli oni.
Czyli też dla mnie takie było niesamowite, że akurat ten kryształ był od niego, że tutaj jeździ sobie po całym świecie. I tak się zdarzyło, gdzie chodzę przez tę Warszawę, przez to centrum. Jak idę na tę uczelnię, to regularnie chodzę i tam nigdy w życiu nikogo tam nie było z kryształami.
[46:12] - Taki nieprzypadkowy przypadek, że akurat pani na szamana trafiła.
[46:17] - Na szamana i że chciałam ten kryształ mieć akurat od konkretnej osoby.
[46:22] - Też mi się od razu skojarzyło z jakimś... Ja nie jestem ekspertem od kryształów i kamieni, i tych energetycznych spraw, ale coś kojarzę, że chyba te czubki są powiązane jakoś z przepływem energii między źródłem a kosmosem. Czy jakoś tak, coś tego typu.
[46:38] - Że mają być podobno, że jak jest ścięty na dole, to nie jest taki, że idealny jak ma dwa czubki, że na górze i na dole ma czubek. I jeszcze jedną rzecz panu powiem. Może pan mi coś też odpowie, bo też nie znam odpowiedzi. Rozmawiałam nawet z moim partnerem i z koleżankami rozmawiałam i oni tak nie mają, więc może jest ktoś, kto tak ma. Ja mam coś takiego, że jak zamknę oczy, nie śpię jeszcze, tylko po prostu mam zamknięte oczy, to też od pewnego momentu zaczęło się od punktu, zobaczyłam taki świecący malutki punkcik. To też troszkę gdzieś o tym wychodzeniu z ciała czytałam i tak dalej. Jakieś robiłam próby, ale to było takie tylko na zasadzie takiego doświadczenia. Do niczego nie doszło, ale przy okazji, kiedy się skupiłam na tej czerni, kiedy zamknę oczy, zauważyłam punkt, który wyglądał jak gwiazda, tak jak gwiazdy wyglądają na niebie. Taki świecący punkcik. I od tego się zaczęło.
I teraz jak zamykam oczy, to różnie jest, ale widzę przeróżne układy, tak jakby widzę gwiazdy, tak jak niebo się ogląda, tylko widzę na przykład jakieś konstelacje. One się układają w jakieś wzory albo widzę, że ich jest tysiące. Widzę gwiazdy. I to jest dziwne, dlatego że ja w ogóle noszę okulary, bo z daleka nie widzę. Więc jak jest rozgwieżdżone niebo, to ja nie widzę tak dobrze, tak ostro jak osoby, które mają dobry wzrok. I też nigdy jakoś się nie pasjonowałam tym rozgwieżdżonym niebem tak bardzo. Ale to jest takie strasznie dziwne, że właśnie kiedy zamykam oczy, mówię nie zawsze. Czasami nawet mi się zdarza, że widzę takie jakby hologramy, które w coś tam się układają. Ale te gwiazdy bardzo często widzę. Różne opcje: albo jest ich bardzo dużo, albo są cztery mniejsze, większe i dokładnie to wygląda tak jak gwiazdy na niebie, jakbym niebo widziała.
I nie wiem, czy to też jest coś z moim wzrokiem, czy to jest normalne, czy to wszyscy tak mają.
[48:53] - To występuje niezależnie od pani stanu zrelaksowania, zmęczenia?
[48:58] - Niezależnie, nie. Po prostu skupiam się. Po prostu tak jakby zamykam oczy. Ale nie wchodzę w żaden ani trans, ani nic. Po prostu skupiam się na tej czerni, na tej przestrzeni, można powiedzieć pod oczami, kiedy te oczy są zamknięte.
[49:15] - Tutaj jedyne, co mi przychodzi na myśl, to taka spontaniczna podróż mentalna w momencie pogłębionego relaksu gdzieś w jakieś inne fragmenty naszej czasoprzestrzeni.
[49:24] - Mhm. Ale nie mogę bliżej. Na przykład jakbym chciała zbliżyć się do nich czy ruszyć się do nich bliżej w tą przestrzeń, to nie. To cały czas jest tak, jak my stoimy i w górę patrzymy na niebo. To jest coś takiego.
[49:41] - Takie obserwowanie z pewnej oddali tych obiektów.
[49:44] - Mhm. Tak, ale przedziwne.
[49:47] - To jest jedna z takich cech, które niektórzy ludzie mają i im się wydaje, że skoro oni to mają, to mają to wszyscy. To jest coś całkiem normalnego, a się okazuje, że na przykład osoby też potrafiące na zawołanie wywołać u siebie stan OOBE, mają to naturalnie i im się wydaje, że wszyscy to mają i się okazuje, że są potem zdziwieni, dowiedziawszy się, że jednak nie, że wiele osób tego nie ma. Wiele osób to ćwiczy latami i nic im nie wychodzi, a im to przychodzi tak na zawołanie. Także to jest myślę, jeden z takich stanów, które część osób ma jak najbardziej, w które z dużą łatwością są w stanie wejść, a które tak naprawdę nie są jakiejś ustalonej proweniencji.
[50:29] - Mhm. Ale słyszał pan o tym, że ktoś tak ma, że widzi właśnie te gwiazdy?
[50:34] - Słyszałem o podobnych przypadkach właśnie, że jedni widzą jakieś gwiazdy, inni jakieś punkciki, jeszcze inni szybko wchodzą na przykład w OOBE, w LD i tak dalej. Mają naturalnie pewne zdolności, pewne takie stany, a inni ludzie tego nie mają, także ciężko mi to skomentować. Ten jeden punkcik mi się skojarzył z takim punktem wyjściowym do dalszego działania, że to tak ujmę, o którym naucza chociażby Paweł Byczuk z Monroe Institute. Taki punkcik, z którego można zrobić na przykład różdżkę, taką oczami wyobraźni różdżkę, która służy do uzdrawiania jakichś aspektów naszego życia. Że bierzemy ten punkcik, rozciągamy, chwilę się nim bawimy, ładujemy go energią. Świeci mocniej, słabiej, mocniej, słabiej. Tak pulsuje i możemy tym punkcikiem, tą różdżką dotknąć coś, co nas interesuje, co chcielibyśmy ozdrowić. Może nie podsunąłem jakiegoś wyjaśnienia, ale podsunąłem jakąś inspirację do czegoś, co można zrobić, czy też spróbować zrobić z takimi punkcikami w takim stanie.
[51:45] - Ja jeszcze powiem jedną historię, że uwierzyłam w to, że mamy wiele żyć, bo wcześniej się nad tym nie zastanawiałam. Teraz już jestem pewna. I teraz powiem dlaczego. Też miałam taką sytuację i to było też między jawą a snem. To nie był do końca sen. Bardzo to przeżyłam i to było zanim miałam tą hipnozę regresyjną. Bardzo chciałam zobaczyć moje poprzednie wcielenie. Chciałam się dowiedzieć i też to mnie bardzo zaskoczyło, dlatego, że okazało się, że byłam lekarzem, a całe swoje ówczesne życie, jak ktoś mnie zapyta: „Gdybyś nie była tym, kim jesteś, to kim byś chciała być?” To ja zawsze mówiłam, że lekarzem bym chciała być, tylko tak się potoczyło, że nie jestem. I gdzieś tam w szpitalach miałam takie momenty, jakbym była w domu. Tak, filmy o lekarzach.
Gdzieś cały czas miałam taki sentyment, gdzie zupełnie nie jestem związana w tym momencie z tym środowiskiem. I teraz tak: właśnie między jawą a snem miałam coś takiego, że poczułam tak, jak opisują ludzie, że są przed wcieleniem, czyli że jestem w jakimś pomieszczeniu i czuję, że z jednej strony, tak jak za prawym ramieniem i za lewym ktoś jest. Są jakieś istoty. Nie widzę ich, ale czuję, że one są. Ewidentnie jedna była z lewej, druga była z prawej i były z tyłu. I widziałam taki ekran, taki metaforyczny. To nie był dosłowny ekran i tak jakby z góry widziałam park i widziałam moją mamę jako młodą dziewczynę i dokładnie widziałam, jaką ona miała sukienkę białą w kwiaty takie malowane. I ona szła przez ten park i czułam taką miłość do niej i takie, że ja ją wybieram na mamę. Takie uczucie. To był taki moment, że ona będzie moją mamą.
Bardzo się wzruszyłam właśnie wtedy, w tamtej fazie, bo ona szła i była właśnie taka młoda. Nie jestem w stanie tego słowami opisać. To było takie ogromne wzruszenie, że ja ją wybieram, że ona będzie tą moją mamą. I później poczułam coś takiego, że ja chcę zobaczyć wcielenie, że ja chcę zobaczyć moje poprzednie wcielenie. I tak jakby mentalnie się zezłościłam, że ja nie chcę oglądać mamy mojej, tylko ja chcę wcielenie zobaczyć moje poprzednie. I tak jakby zniecierpliwiłam się w swojej głowie i poczułam nagle takie szarpnięcie za lewe ramię, dosyć intensywne i znalazłam się w tunelu szarym, takim srebrzystym, neutralnym w kolorze i czułam, że lecę. On nie był długi. Leciałam przez ten tunel. Nie miałam ciała, tylko czułam, że lecę. I w połowie tego tunelu tak jakby było lustro albo szyba.
Właściwie bardziej to jest coś w formie szyby. Ja czułam, że ja przekraczam tą szybę, przechodzę przez nią. Czyli tak jakby przebiłam się przez nią i znalazłam się w szpitalu, gdzie widziałam ludzi, takich młodych lekarzy. Czułam, że są młodzi lekarze. Nie wiem, czy na stażyści, że oni tak jakby czekali na coś. Ich było dużo. Nie wiem, czy to był jakiś wypadek, czy o co chodziło, ale oni czekali. Byli jakby w takim stanie Oczekiwania. Niektórzy nawet na ziemi siedzieli. Ja czułam taką ekscytację, czułam takie szczęście, że ja tam jestem i czułam, że szukam siebie.
Nie umiem tego słowami wytłumaczyć. Czułam, że ja tam gdzieś jestem. Te twarze mi przelatywały, tak jakby ja przelatywałam i nagle zatrzymałam się. Mój wzrok zatrzymał się na mężczyźnie, lekarzu, który siedział oparty. Dokładnie nie widziałam jego rysów, ale ogólnie czułam, jaki on jest z charakteru. Mniej więcej wzrost, kolor włosów i podeszłam do niego. Nie podeszłam, bo ja nie chodziłam, tylko tak jakby byłam energią i powiedziałam do niego: „Spójrz na mnie”. I on podniósł głowę, spojrzał na mnie. Ale to nie był taki wzrok, spojrzenie między ludźmi, tylko tak jakby te oczy były za matową szybą. Zrobił jakiś ruch, ale chyba mnie nie widział.
[56:13] - Tak jakby spojrzał w taką pustą przestrzeń.
[56:15] - Taką pustą przestrzeń. Ja jego oczy widziałam tak, jakby były matowe, tak jakby były za matową szybą. Nie takie normalne ludzkie oczy. Ale powiem panu, że czułam takie szczęście, że ja tam jestem. Taką radość. Nie jestem w stanie tego wytłumaczyć. To był jakiś obłęd i ja się po tym wybudziłam, tak jakbym już była w moim pokoju, tak jakbym wyszłam z tego stanu. Byłam cała spocona w ogóle z takiej ekscytacji, że nie wierzyłam. To było tak wstrząsające dla mnie. Czyli było w połączeniu z tym zobaczeniem mojej mamy.
I też lepszy numer, bo potem zapytałam moją mamę: „Czy jak byłaś w ciąży, to gdzieś chodziłaś? Czy jak zanim byłaś w ciąży, to jakiś park kojarzysz?” Ona mówi, że nie, że jakieś głupoty ja opowiadam. Jaki park, jakie co? Ja jej mówię, że właśnie miałam takie zdarzenie i nawet wiem, jak ona wyglądała i tak dalej. Ona mówi: „A, głupoty opowiadasz, jakieś bzdury. Coś ci się przyśniło”. I minęły trzy tygodnie. Spotykamy się i ona mówi: „Ja sobie przypomniałam. Ja regularnie chodziłam przez park. Ja codziennie chodziłam przez park.
Mieszkaliśmy tu i tu z ojcem. Ja chodziłam do pracy codziennie przez ten i ten park. W tę i wracałam przez ten park”. Ona tak jakby zapomniała. Ja wiem, który to jest park. I ona była wstrząśnięta, że był ten park i że ona chodziła przed ciążą i jak już była ze mną w ciąży, przez ten park chodziła. Gdzie ja nie wiedziałam o tym, że ona chodziła przez ten park. Dopiero się dowiedziałam teraz po latach, gdzie ona mi dopiero po momencie, gdzie się musiała zastanowić, że na nogach wracała, że nie chciała tam jechać tramwajem, tylko właśnie sobie spacerowała przez ten park. Tak ze skrótem szła przez cały ten park codziennie. Właściwie dwa razy dziennie.
[58:17] - A przypomniała sobie mama ten strój, o którym pani wspominała? Tą taką sukienkę z malowanymi kwiatami?
[58:25] - Nie. Tutaj tej sukienki nie.
[58:28] - Ale samo to, że sobie mama przypomniała ten park, to już jest bardzo znaczące w kontekście tej historii.
[58:33] - Tym bardziej że powiedziała na początku, że nie, a dopiero później powiedziała, że tak.
[58:37] - Dużo lat już minęło, prawda? I niekoniecznie musiała akurat pamiętać w tamtym momencie to przechodzenie przez park. Już dużo rzeczy się pewnie podziało później i to wspomnienie o parku dopiero potem wróciło.
[58:51] - Mhm. Od tego momentu w każdym razie już jest we mnie taka pewność.
[58:57] - Też taki kolejny przypadek potwierdzający to, o czym mówią osoby też dzielące się swoimi doświadczeniami związanymi z życiem pomiędzy życiami i z życiem przed życiem i różnymi eksploracjami. Też bardzo to jest spójne z historiami, gdzie ludzie wspominają ten moment, wspominają osoby pamiętające moment wybierania sobie rodziców. Że wybierają sobie rodziców albo że wiedzą, że to będzie ich mama na przykład.
[59:26] - Ja coś takiego przeżyłam.
[59:28] - W pewnym momencie właściwie, jak pani o tym parku wspominała, to mi się w pierwszym momencie skojarzyło z parkiem, ale takim innym, do którego trafiają osoby, które na przykład dopiero co umarły. A tu się okazuje, że to było wspomnienie związane z wybieraniem sobie mamy.
[59:45] - Mhm. I to było z góry. Ja to widziałam z góry. Był tak jakby ten ekran, ale z góry widziałam to. Nie wprost, tylko tak jakby troszkę z lotu ptaka. I ją widziałam, jak ona szła.
[59:58] - I tutaj też bardzo jest ważny w kontekście tej historii ten moment, gdzie pani już znalazła to swoje poprzednie wcielenie, jeżeli dobrze zrozumiałem. Postać tego lekarza, który tam na coś czekał i zwrócił akurat na panią uwagę, nie widząc pani, co prawda. Też uczucia temu towarzyszące i jego reakcje są tutaj dosyć znaczące, że coś rzeczywiście z tą hipnozą regresyjną jest, że reinkarnacja jest po prostu faktem.
[01:00:27] - I dobrze, że jest.
[01:00:31] - Będziemy chyba już powolutku zawijać do brzegu, bo dosyć długo już rozmawiamy.
[01:00:36] - I dużo było tych wątków. Ja myślę, że też z perspektywy, jak pan posłuchał, to też to tak się ułożyło inaczej, prawda? Bo jak zaczęłam, to jak pan wysłuchał więcej tych historii, to się złożyło może w jakiś taki większy obraz.
[01:00:49] - Pani, z tego, co zrozumiałem, też dosyć mocno chyba siedzi w tych tematach ezoteryczno-paranormalnych, medytacyjnych, hipnotycznych.
[01:00:58] - Ale to mówię świeżo. To jest kwestia półtora roku.
[01:01:02] - A co by było, gdyby pani przypominała sobie różne takie incydenty trudno wytłumaczalne z wcześniejszego okresu życia? To już byśmy siedzieli chyba pół nocy, prawda?
[01:01:12] - Nie, teraz też na przykład wiem, że dużo snów Odbieram jako wspomnienia innych wcieleń. Teraz inaczej to interpretuję, że niektóre sny jako sny i są takie, które traktuję wyjątkowo właśnie jako takie przypomnienie, takie migawki.
[01:01:28] - Sny to też kolejny temat, nad którym można się całymi godzinami rozwodzić. Nad znaczeniem snów. Czy któryś sen jest jakimś przekazem odnoszącym się do naszej obecnej sytuacji? Czy któryś ze snów jest wspomnieniem z poprzedniego wcielenia na przykład, czy też jakimś przekazem, który podświadomie odbieramy od innych osób z naszego otoczenia, od naszych bliskich, znajomych? Tutaj w ogóle mogę pani polecić. Nie wiem, czy pani zna Adę Edelman.
[01:01:58] - Znam, znam, kojarzę, bardzo lubię.
[01:02:00] - A zna pani jej książkę o snach? „Sny. Czego możemy się z nich dowiedzieć?”
[01:02:04] - Tak, tak.
[01:02:06] - To jest pani, krótko mówiąc, bardzo obeznana w temacie, skoro pani zna te lektury. W ogóle ona się też uaktywniła u Piotra Cielebiasia na kanale UFO Historie. Tam też dużo wywiadów publikują. Wiem, bo im to obrabiam.
[01:02:22] - I u siebie ona też ma swój kanał teraz.
[01:02:24] - Tak, tak. Dwa kanały, bo ten kanał, który teraz uruchomiła, to tak z polecenia innego youtubera, który dosyć dobrze ogarnia YouTube. Dobrze jej doradził, żeby założyła nowy kanał i go rozkręciła, bo to podobno dosyć dobrze wpływa na zasięgi swoją drogą.
[01:02:42] - Nie no, dobrze się ona fajnie opowiada, ma fajny głos i wyjątkowa babka jest.
[01:02:47] - Bardzo wyjątkowa. No i zna się na rzeczy, krótko mówiąc, na tematach, które porusza, także można ją spokojnie polecić.
[01:02:55] - No widzę, że to wszystko to jest jedna wielka rodzina.
[01:02:58] - Tak.
[01:02:58] - Tak jak teraz na to patrzę.
[01:03:01] - Ada kiedyś była prowadzącą audycję w Radiu Paranormalium, dosyć regularną z cyklu „Z wizytą w biurze duchów”. Taki był podcykl debat niekontrolowanych z takim podtytułem „Z wizytą w biurze duchów”, gdzie albo dzieliła się swoimi jakimiś historiami, spostrzeżeniami i tak dalej, albo zapraszała ciekawych gości. Także warto też tę playlistę sobie się z nią zapoznać.
[01:03:26] - A u mnie się zaczęło w ogóle też jako ciekawostkę powiem. U mnie się zaczęło od Roberta Bernatowicza całe te moje przebudzenie.
[01:03:34] - Kontrowersyjna postać, muszę powiedzieć.
[01:03:36] - Tak, ale się zaczęło. I też to byśmy mogli gadać bardzo długo rozmawiać, jak to się w ogóle zaczęło. Też przedziwna sytuacja była. Ale to mówię, to by można było długo opowiadać.
[01:03:51] - I to tyle, jeśli chodzi o relacje przekazane przez naszą słuchaczkę. W drugiej części dzisiejszego odcinka wysłuchamy zapisu rozmowy ze słuchaczem, który również ma za sobą intrygujące doświadczenia związane z kontaktami z niepoznaną sferą naszej rzeczywistości. Tutaj taką postacią centralną części przekazanych historii będzie pani psycholog, która okazała się być najprawdopodobniej ekstrasensem, czyli osobą obdarzoną rozwiniętą zdolnością postrzegania pozazmysłowego. Rozmówca pochodzący z małej miejscowości w okolicach Radomia dla zapewnienia anonimowości prosił o zmianę barwy głosu. Nie wpłynęło to jednak na zrozumiałość jego wypowiedzi. W razie potrzeby polecam skorzystanie z transkrypcji. Zapraszam do słuchania. Dajmy jakąś wskazówkę w okolicy jakiego dużego miasta to może być, prawda?
[01:04:45] - W okolicy dużego miasta. No to Radom jest w okolicy między Radomiem a Opocznem. Jest taka miejscowość, z której pochodzę. Województwo mazowieckie. No to wiadomo, że Radom to mazowieckie. To jeżeli miałbym zacząć, to zaszyłbym od takich doświadczeń, które miałem, kiedy byłem małym dzieciakiem. Nie wiem, tam w wieku około siedmiu lat. To kiedy kładłem się spać, to w takim momencie między snem a jawą to zdarzało się, że doświadczałem takiego bardzo dziwnego stanu, który właśnie nie mógłbym nazwać konwencjonalnym, normalnym. Dlatego też trochę miałem wątpliwości, żeby o tym mówić, ale jednak powiem po prostu trudno to opisać, ale to wyglądało w ten sposób, że jakby coś do mojego umysłu się podłączało. Ja wiem, że to dziwnie brzmi, bardzo podłączało i jednocześnie doświadczałem tak, jakby takich stanów trochę ekstatycznych.
No i to trwało jakiś czas. Nie słyszałem tam żadnych jakichś głosów w głowie czy coś w tym stylu, czy jakichś podszeptów, ale właśnie taki dziwny, ekstatyczny stan, plus takie jakby podłączenie się po prostu jakby coś podłączyło się do mojego umysłu. Ja wiem, że to dziwnie brzmi, ale tak to wyglądało. Inaczej tego nie umiem opisać.
[01:05:49] - Pan wyraźnie czuł, że coś jakby próbuje się z panem połączyć. Coś tego typu?
[01:05:54] - Wie pan co? Nie wiem, czy coś próbuje się połączyć, ale doświadczałem po prostu czegoś takiego, jakby no nie wiem, jak to opisać. No tak. Podłączenia się po prostu do mojego umysłu, do mojej świadomości jakby. No nie wiem. Nie umiem tego inaczej jakoś tak opisać. Może i pan ma rację, że podłączenia się po prostu.
[01:06:11] - Można sobie zadać takie pytanie po co? Jeżeli to było rzeczywiście jakieś podłączenie jakiejś obcej siły, to po co ta siła by się podłączała?
[01:06:20] - Nie mam zielonego pojęcia. Nie wiem, o co to chodziło właśnie. Z drugiej strony to było w ciągu dnia po prostu na jawie. Doświadczałem takiego czegoś, że znowu od strony teraz to się mówi tak w języku ezoterycznym, od strony czakry podstawy doświadczałem takiego jakby też jakby wysysania energii witalnej ze mnie i tak jakby doświadczałem wtedy takiej męki dużej. Takiego to było. Można było to opisać kwintesencją cierpienia. Taka męka z poczuciem wysysania energii po prostu. Tak to pamiętam. To było bardzo. No, w ten sposób to mogę tylko opisać.
To dwa takie dziwne doświadczenia. Jeżeli miałbym przejść już dalej, to rok osiemdziesiąty dziewiąty, może dziewięćdziesiąty też nie pamiętam już tak dokładnie. No mam wtedy z osiem, dziewięć lat. Ja mieszkam na osiedlu bloków. Mieszkałem wtedy z rodzicami, z tym że byłem wtedy prawdopodobnie sam w domu. Ewentualnie mogła być jeszcze mama, tylko że mama w soboty pracowała na weselach w nocy, więc jeżeli była, to spała, bo ja kojarzę, że po prostu byłem sam. Ojca nie było na pewno wtedy w domu i braci też nie było. Więc sobie siedzę w pokoju u siebie, nie gra żaden telewizor, nic się nie dzieje. Pamiętam, że to było popołudnie. Nie była to noc na pewno, nie było ciemno.
Kojarzę to, to był ponury dzień, albo zachmurzony, albo po prostu późne popołudnie, ale nie było ciemno jeszcze. I to właśnie jest bardzo dziwne, bo siedzę sobie w swoim pokoju, przy oknie, tylko że tyłem do okna i mam wzrok skierowany w głąb pokoju, w głąb pomieszczenia. I nagle dostrzegam, że do pokoju wdziera się pomarańczowo-czerwone światło. Jako dzieciak reaguję błyskawicznie i odwracam się w stronę okna, żeby zobaczyć, co się dzieje. I dostrzegam, że moimi oczom ukazuje się obraz, że całe niebo, które jest widoczne z tej jednak ograniczonej trochę perspektywy, bo mieszkam na parterze, ta jego połać z tej perspektywy jest na całym prawie obszarze rozświetlona na czerwono. Z tym że to już było w fazie gaśnięcia. I to gaśnięcie nie wyglądało w ten sposób, że tak jak się gasi żarówkę, że po prostu się pstryka i to gaśnie, tylko to gasło, wysuwając się w stronę horyzontu. Nie trwało to zbyt długo, dwie, trzy sekundy. Ale pamiętam dokładnie, że to się wydarzyło. To nie był żaden sen, bo później, jak opowiadałem to mamie czy ojcu, to twierdzili, że przyśniło mi się czy coś w tym stylu.
A ja pamiętam dokładnie, wiem na pewno, na 100%, że to nie był żaden sen, tylko że to wydarzyło się na 100% w realu. Na drugi dzień w szkole pytałem się dzieciaków. To były lata 90., początek lat 90. czy koniec 80. Wiadomo, ten wyż demograficzny tych czasów. Dzieciaków było od groma czy na podwórku, czy w szkole, jak chciałem porozmawiać na ten temat, bo byłem przekonany, że skoro widok jest tak ogromny, że po prostu nie dało się tego nie zauważyć, to byłem przekonany, że ktoś to widział. I właśnie co ciekawe, że tego nikt po prostu nie widział. Nikt, kogo bym pytał czy na świeżo wtedy, kiedy się to wydarzyło, czy też po miesiącu, czy po jakimś czasie. Nigdy po prostu nie słyszałem, żeby ktoś dostrzegł to samo, co ja widziałem wtedy. Szukałem tego też w mediach wtedy skromnych, w radiu.
Jakiegoś wspomnienia nie ma, że to były jakieś ćwiczenia czy lasery. Ale to nawet też tak nie wyglądało, że to by były jakieś flary czy lasery. Tylko po prostu widziałem, jak niebo się pali na czerwono i było to w fazie gaśnięcia.
[01:10:11] - Mnie się to skojarzyło, nie wiem, czy to jest poprawne skojarzenie, ale skojarzyło mi się z przelotem meteoru. Tylko że to też dużo ludzi by mogło zobaczyć, prawda?
[01:10:22] - Właśnie, wie pan co? Tak, dokładnie, wielu ludzi mogło to zobaczyć, ale mi to na meteoryt nie wyglądało. Ja w sumie nie wiem, jak meteoryt wygląda, tylko z telewizji. Ale to meteoryt to by było widoczne, że coś tam leci. A to było w ten sposób, że po prostu cała połać nieba, która jest widoczna, jest rozpalona na czerwono. Wie pan co? Bo przypomniało mi się, pamiętam jak dziś, że pomyślałem: „Cholera jasna, nad Radomiem wybuchła bomba atomowa”. Tak sobie jako dzieciak pomyślałem, bo to był akurat widok w kierunku Radomia. I tak sobie pomyślałem. Tylko że oczywiście nie było żadnego grzyba, tylko sam taki blask.
To tak wyglądało jak taki blask, który się wycofuje po prostu w stronę horyzontu. Musiał być to dosyć mocny blask, bo skoro nie było jeszcze ciemno, a ja dostrzegam, jak to światło się po prostu wdziera do pokoju, to musiało być duże natężenie tego światła. Więc ja tak to pamiętam, w ten sposób.
[01:11:14] - Cały czas jest otwarta opcja z tym meteorem, bo one potrafią w wyniku tarcia w atmosferze dosyć mocno czasami wybuchać i takie efekty różne świetlne dawać. Tak czy siak ktoś musiałby to też zobaczyć.
[01:11:27] - Właśnie, dokładnie. Też mi to przyszło do głowy, że tak czy siak to musiałby ktoś to widzieć. Rozmawiając i pytając o to znajomych czy dzieciaków w szkole, to musiał ktoś to zauważyć, bo to było wydarzenie na ogromną skalę. Całe niebo po prostu rozpalone, a ja w ogóle nigdy nie słyszałem, żeby ktoś o tym mówił. A to się wydarzyło na 100%. To mi się w ogóle nie przyśniło. Nie wymyśliłem sobie tego, to było na 100%. Ja to pamiętam. To może przejdę dalej. Tylko że tutaj wplątam taki trochę wątek osobisty, nie dlatego, że lubię się uzewnętrzniać, tylko po prostu będzie bardziej to zrozumiałe, jeżeli to wplątam, ten wątek osobisty.
Nasza historia będzie lepiej zrozumiała dla wszystkich. Jak byłem dzieciakiem, to już nic nie pamiętam, żeby coś tam się wydarzyło, ale później, jak już dorosłem, mam około 20 lat, niezbyt dobrze się prowadziłem. Piłem dużo alkoholu, byłem trochę agresywny, niskie poczucie własnej wartości miałem, nie uczyłem się w ogóle nic. I stwierdziłem pewnego razu, że muszę po prostu coś ze sobą zrobić i pójść do psychologa. Znalazłem sobie tego psychologa w Radomiu i zacząłem chodzić na te sesje terapeutyczne. Oprócz rozmów jednym z tych ćwiczeń podczas sesji terapeutycznych była nauka relaksacji, bardzo głębokiej relaksacji. I doszedłem do takiej wprawy w wprowadzaniu się w te stany, że po prostu potrafiłem na bardzo głębokość się zrelaksować. A dlaczego o tym wspominam? Dlatego, że mam wrażenie, że od czasu, kiedy nauczyłem się tak bardzo głęboko relaksować, to pojawiły się w dalszej części mojego życia sprawy paranormalne. Ja mam wrażenie, że właśnie od wprowadzania się w te stany Właśnie jakby się nasiliło pojawianie się tych rzeczy niewytłumaczalnych w moim życiu.
[01:13:22] - Wprowadzenie się w stan głębokiego relaksu to są takie jakby wrota do doświadczeń podczas medytacji, podczas OOBE, podczas świadomych snów często również.
[01:13:31] - No właśnie. Ja właśnie mam wrażenie, że od tego czasu, jak zacząłem praktykować, a tę umiejętność dobrze opanowałem, bo naprawdę potrafiłem się bardzo głęboko w taki trans wprowadzić. I w ogóle, jak już chodziłem na te sesje terapeutyczne, to na jednej z pierwszych sesji pani psycholog pyta się mnie, czy ja wierzę w cuda. A ja byłem wtedy takim człowiekiem, który był kompletnym, jak wy to mówicie, negacjonistą takich spraw paranormalnych jak sny prorocze czy czytanie w myślach, czy już o UFO. UFO to już był w ogóle całkowity odlot dla mnie, że się tak wyrażę. I odparłem tej pani, że ja w cuda nie wierzę. Ona mówi: „No to ja panu udowodnię, że cuda istnieją”. Ale dobra, ta rozmowa jakoś się skończyła i już nie pamiętam, jak to było. Przeszedłem do spraw codziennych i później była następna sesja. Na następnej sesji pani psycholog mówi do mnie, że razem ze mną przychodzi do gabinetu jakaś bardzo wysoka postać.
Ale ja sobie myślę: „Kurczę, co ta pani w ogóle do mnie mówi? Coś jej się chyba pomyliło z kimś innym”. I mówię jej: „Proszę pani, ja tutaj zawsze sam przychodzę. Co pani do mnie opowiada? Jaka wysoka postać?”. Ona mówi: „Widzi pan, bo ja mam takie zdolności, że potrafię dostrzegać niektóre rzeczy, których inni ludzie nie potrafią dostrzec. I teraz na przykład też ta postać przyszła razem z panem i trzyma rękę na pana głowie”. Ja oczywiście w to nie uwierzyłem i tak sobie zażartowałem: „No dobrze, to proszę powiedzieć tej postaci, żeby zdjęła tę rękę z mojej głowy”. Tak sobie zażartowałem. A ta pani psycholog mówi: „Ona pana słyszy, nie muszę jej nic przekazywać”.
I wzięła tę rękę i przekazała, że mnie bardzo lubi. Że ta postać mnie bardzo lubi. Tak przekazała tej pani psycholog. Ja powiedziałem: „Ja też ją bardzo lubię, ale proszę jej powiedzieć, żeby zdjęła tę rękę z mojej głowy”. I ja ogólnie uważałem, że to są bzdury po prostu, że ta pani po prostu jest zwariowana i że źle trafiłem. Ale nagle ta pani zaczyna mówić o sprawach z mojego życia, które samemu doświadczyłem, o których nie miała prawa wiedzieć w ogóle. Wspomina o takich rzeczach, o których ja nigdy nikomu nie mówiłem i nie jest możliwe to, żeby ktokolwiek o nich wiedział. A ona zaczęła o tym mówić i żeby mi to udowodnić. I stwierdziła, że to ta postać, która przychodzi ze mną, przekazuje jej to, żeby mi udowodnić, że to jest prawda, że ona po prostu istnieje. Tak to wyglądało.
I już też nie pamiętam w sumie, jak to się dalej potoczyło i szliśmy dalej.
[01:16:02] - Można powiedzieć trafił się panu ewenement w postaci psychologa ekstrasensa, który do tego się jeszcze przyznaje do takich zdolności.
[01:16:11] - Wie pan co? Ja właśnie też mam teraz takie przemyślenia, że ta pani była jakimś medium, wie pan. Ja w to w ogóle kiedyś nie wierzyłem, w takie rzeczy w ogóle. Ale jak teraz sobie wspominam o niektórych właśnie... Niektóre wspomnienia mówią mi po prostu to, że ta pani miała rzeczywiście, prawdopodobnie też miała jakieś zdolności telepatyczne, wie pan. Mam takie podejrzenia. No dobra, ale chciałem przejść jeszcze dalej, bo sobie to ułożyłem po prostu chronologicznie, żeby po prostu nie zapomnieć to, co chciałem powiedzieć. To przejdę dalej. Na tych sesjach terapeutycznych też robiłem takie ćwiczenie, które polegało na tym, że wprowadzając się w taki stan relaksacyjny, siadałem przed lustrem, wpatrywałem się we własne oczy i inicjowałem taki wewnętrzny dialog. I to było, zresztą pamiętam bardzo fajne takie ćwiczenie, bo ono pozwalało się bardzo głęboko skoncentrować i zainicjować taki wewnętrzny dialog z samym sobą, taką burzę mózgów.
Jak chciałem sobie coś tam przemyśleć, to było bardzo pożyteczne ćwiczenie. Ogólnie jak wchodziłem do tego gabinetu, to usytuowanie mebli wyglądało w ten sposób, że siadałem pod ścianą. Przede mną była pani psycholog, za biurkiem siedziała, a za mną było to lustro i jak miałem zamiar robić, jak mieliśmy zamiar robić to ćwiczenie z tym lustrem, no to ja rzecz jasna odwracałem się tyłem do pani psycholog i siedziałem wtedy już przed tym lustrem i z tyłu czasami widziałem kontury, bo ta pani ogólnie zazwyczaj się usuwała z odbicia z lustra, żeby mnie nie rozpraszać podczas robienia tego ćwiczenia, ale czasami jednak dostrzegałem jej postać. Robiąc to ćwiczenie pewnego razu nagle dostrzegam kątem oka, że ta pani ma całe czarne oczy. Nie ma w ogóle białek, nie ma tam źrenic czy tęczówek, nie wiem, jak to się nazywa, tylko po prostu takie całe czarne oczy. Ale pomyślałem sobie, zanegowałem to, bo pomyślałem sobie, że wpatrując się, bo to też polegało na tym, że nie można było mrugać. Wpatrywałem się we własne oczy i nie mogłem mrugać, więc stwierdziłem, że oczy mam po prostu zmęczone i coś tam przywidziało mi się. I też tak w żartach wspomniałem później, po zakończeniu tego ćwiczenia, że widziałem właśnie takie w odbiciu tej pani, że ona ma czarne oczy. I ona machnęła na to ręką i coś tam powiedziała, że wydawało się panu. No i dobra, przechodzę do porządku dziennego.
W kolejnych kilku dniach, to było lato. Wybrałem się tydzień, może dwa tygodnie po tym fakcie. Wybrałem się na piwko, bo tam dwa kilometry od mojego miejsca zamieszkania jest taka miejscowość, gdzie jest taki ośrodek wypoczynkowy w miejscowości i tam są takie lokale, gdzie można sobie po prostu usiąść z kolegami czy tam z przyjaciółmi, napić się piwka, posiedzieć i tak dalej. No i ja pewnego wieczoru, właśnie letniego, dwa tygodnie, może tydzień, może dwa, już nie pamiętam dokładnie po tej sesji wybrałem się na to piwko i usiadłem sobie w jednym z tych lokali. Zamówiłem sobie piwko i siedzę tam niedługi czas i w tym lokalu też niedaleko zaraz były stoliki, przy których siedziała grupa dziewcząt. Młodych dziewczyn. Jak sobie usiadłem, no to też młody chłopak, to rzecz jasna zwróciłem sylwetką w ich kierunku i podziwiałem ich urodę. No i w pewnym momencie dwie z tych dziewczyn podniosły się I chciały po prostu wyjść. Ale żeby wyjść, żeby się dostać do drzwi, musiały mnie minąć w takiej niedalekiej odległości. I przechodząc obok mnie jedna z tych dziewczyn zwraca się do mnie: „Kolego, jak ty zrobiłeś tą sztuczkę z tymi oczami?”.
Taki siedzę, kurczę zdezorientowany, sobie myślę i mówię do niej: „Ale o co ci chodzi? Jaką sztuczkę? Z jakimi oczami koleżanko? Co ty tam mi mówisz w ogóle?”. „No wiesz co? Bo przed chwilą się przyglądałam tobie i widziałam, że tam, gdzie masz oczy, to nie miałeś oczu, tylko miałeś czarną, pustą przestrzeń. Nie miałeś w ogóle białek, nie miałeś źrenic, nie miałeś tęczówek. Miałeś po prostu czarne oczy całe”. A ja siedzę kurczę, taki. Sobie myślę, co ona w ogóle do mnie mówi?
Jakie oczy? I mówię: „Koleżanko, ty chyba za dużo piwka wypiłaś i coś ci się wydaje, że ja miałem jakieś czarne oczy”. Ona mówi: „Nie, nie, nie” – zdecydowanie do mnie mówi. „Nie, ja nie piję alkoholu w ogóle i w ogóle nic mi się nie wydawało, tylko widziałam zdecydowanie, że ty miałeś czarne oczy”. I ona mówi dalej: „Ja teraz idę na pielgrzymkę i jak na niej będę, to się o ciebie pomodlę, bo w tobie coś jest”. Tak do mnie mówi. A ja pamiętam, że odparłem do niej też tak pół żartem, pół serio: „Wiesz co? To nie módl się za mnie, bo na mnie to już za późno. Pomódl się może lepiej o siebie”. Taki dialog po prostu nastąpił.
I ona powiedziała jeszcze: „Oczywiście pomodlę, ale o ciebie też”. No i sobie poszła.
[01:20:51] - Tutaj można zaproponować takie racjonalne wytłumaczenie w postaci na przykład efektu krwawej Mary, że gdy długo wpatrujemy się w jakiś jeden punkt, w tym przypadku punktem mógł być pan, a wcześniej w przypadku lustra punktem takim mogła być twarz pani psycholog. W momencie, gdy długo się w coś wpatrujemy i nie ruszamy w ogóle wzrokiem, nie odwracamy wzroku, tylko cały czas jesteśmy wbici w ten jeden punkt, to mózg zaczyna usuwać z obrazu informacje, które zna i to powoduje pewne zniekształcenia.
[01:21:24] - Tak, dokładnie. I to na pewno mogło wystąpić w tym przypadku, kiedy ja się wpatrywałem właśnie w to odbicie własne w lustrze i na pewno to mogło wystąpić wtedy, bo miałem oczy zmęczone, bo wtedy nie można było mrugać. Ale co za zbieg okoliczności, że za tydzień, za dwa tygodnie ta dziewczyna widzi dokładnie to samo w moich oczach, a nie podejrzewam, żeby ona była we mnie wpatrzona aż tak bardzo, że aż nie mogła mrugać.
[01:21:47] - Nie wiadomo.
[01:21:51] - Nie sądzę. No ale dobra, być może tak było. Dla mnie to była dziwna sprawa. Dlatego się dzielę tym wspomnieniem.
[01:21:59] - Ja się jeszcze podzielę takim spostrzeżeniem, że w ogóle z lustrem to jest ciekawy temat, bo lustra kiedyś były właśnie, a chyba nadal są przez niektórych wykorzystywane do kontaktów z szeroko rozumianą drugą stroną, głównie z zaświatami, z osobami zmarłymi na przykład. To się nazywa psychomanteum.
[01:22:20] - Dobra, to może przejdę do następnego wspomnienia. I właśnie to też było w tym okresie, kiedy chodziłem na te sesje terapeutyczne i kiedy też intensywnie praktykowałem tę relaksację. Wychodzę znowu sobie na piwko, tylko tym razem z kolegą. Idę sobie na piwko i byliśmy w tym samym lokalu i byliśmy tam na pieszo. Wypiliśmy sobie po trzy piwka i stwierdziliśmy, że jednak wracamy do domu. Ale że już po trzech piwkach, to nie chciało nam się na pieszo i stwierdziliśmy, że poszukamy sobie kogoś, kto by nas podwiózł. A tam widziałem, że w lokalu obok, bo jest ich kilka tych lokali, są tacy nasi znajomi, bo tam mieli być. Więc zaproponowałem koledze, żebyśmy się tam udali i wtedy może ktoś nas tam podwiezie. Udaliśmy się tam i przed tym lokalem, na tym podwórku ja nagle doświadczam czegoś takiego, przebłysku w głowie. Taki obraz w głowie mi się wyświetla, że siedzą w tym lokalu moi znajomi w pewnym tam usadowieniu.
I też taka myśl, że jak się zapytamy, czy nas nie podwiezie, to ten mój kolega zapyta się swojej dziewczyny i ona powie, że nie, bo coś tam, bo była spłochowana. Ten obraz miał pewien kształt. I nawet podchodząc już do tych drzwi mówię mojemu koledze: „Ty słuchaj, wiesz co? Oni nas nie podwiozą. Zapytamy się czy nas nie podwiezie, a on zapyta się czy nas nie podwiezie, bo on akurat też pił piwo. Ale oni nas nie podwiozą”. Mówi: „No dobra, to wchodzimy”. Wchodzimy. I co dziwnego to to, że ja jak wszedłem, to pierwsze co mnie uderzyło, to to, że widzę dokładnie to, co przed trzema minutami wyświetliło mi się w moim umyśle. Ten sam obraz, identyczny, chociaż nie wiedziałem, kto tam będzie w ogóle, ale widziałem dokładnie w takim samym usadowieniu.
Oni siedzieli przy stolikach, siedziało ich tam kilka tych osób. Dokładnie tyle, ile widziałem we własnym umyśle. I jak się zapytałem tego mojego kolegi, czy nas nie podwiezie, to on wykonał dokładnie identyczne ruchy, które widziałem we własnym umyśle trzy minuty wcześniej. Zapytał się tej swojej dziewczyny, czy nas nie podwiezie. Ona powiedziała, że nie, bo coś tam, bo była spłochowana. Nie pamiętam już, co dokładnie to było. Jeszcze pamiętam jak dziś, że mój kolega, ten, z którym przyszedłem, mówi: „A skąd wiedziałeś, że nas nie podwiozą?” I pamiętam jak dziś, że odparłem mu: „Bo ja wiem wszystko”. Tak sobie zażartowałem. To też taka ciekawa historia, że po prostu wyświetliło mi się dokładnie to samo, co widziałem trzy minuty później w tym lokalu, kiedy otworzyłem drzwi.
[01:24:52] - Tak jak niektórzy ludzie mają takie spontaniczne wglądy w to, jak się potoczy aktualna sprawa, krótko mówiąc.
[01:24:59] - To tak wyglądało właśnie. Tylko szalenie to było intrygujące, że po prostu widziałem w umyśle identyczny obraz trzy minuty później, jak wszedłem do tego lokalu. No dobra, to następne takie wspomnienie, które mi się przypomina, to siedziałem kiedyś w pracy i nagle przychodzi mi do głowy taka myśl, że zaraz zadzwoni telefon i razem z tą myślą, że zaraz zadzwoni telefon I że coś się stało. I mijają trzy sekundy może i dzwoni mój telefon i moja mama mi mówi, że mój ojciec miał zawał. Coś takiego. Taki przypadek mi się też przytrafił.
[01:25:37] - To też dosyć częsta sytuacja, kontakt telepatyczny. Na przykład gdy wiemy z jakiegoś powodu, że ktoś zaraz zadzwoni albo że stanie się jakaś inna rzecz i ta rzecz się dzieje dosłownie chwilę później. Ja kiedyś miałem kontakt z taką dziewczyną, która dosyć intensywnie wykorzystywała moje zdolności tłumaczenia z języka angielskiego na polski i na odwrót. I za każdym razem, gdy ona coś potrzebowała, w mojej głowie myśli były całkowicie wymazane na około minutę, powiedzmy. I już wtedy wiedziałem, że ona zaraz zadzwoni, bo to się tak często powtarzało przez pewien okres, że już zdążyłem nauczyć się precyzyjnie odkodowywać te sygnały. Także wiedziałem już z wyprzedzeniem, że ona zaraz zadzwoni. I rzeczywiście chwilę potem dzwoniła.
[01:26:27] - Tak, dokładnie. To jest fascynujące, że takie rzeczy w ogóle jesteśmy w stanie wyczuć.
[01:26:32] - To właściwie udowadnia, że jesteśmy połączeni w taką sieć. Też czasami wspominam na audycjach o innych takich sytuacjach, gdzie, bo ja też dosyć intensywnie kiedyś obrabiałem zdjęcia amatorsko różnym osobom i z częścią osób miałem na tyle regularny kontakt, że już po prostu załatwiając jakieś sprawy na mieście czy w ogóle będąc poza domem, dostawałem nagle w jakimś przypadkowym momencie komunikat do głowy, że taka a taka osoba, imię i nazwisko potrzebuje zdjęcia przerobić. I wracałem do domu, odpalam internet i się okazuje, że rzeczywiście ta konkretna osoba jakieś tam zdjęcia mi powysyłała do przeróbki.
[01:27:17] - Jeżeli miałbym dalej przejść do następnego wspomnienia, to ogólnie muszę powiedzieć, że ja zawsze lubiałem opowiadać o snach swoich. Tak po prostu. I przychodzę kiedyś na następną sesję właśnie do tej pani psycholog i to był ten okres, kiedy była ta katastrofa lotnicza samolotu prezydenckiego. I przychodzę na sesję do pani psycholog i siedzimy już w tym gabinecie i pamiętam to jak dziś, że pani psycholog zaczęła rozmowę właśnie na ten temat. Mówi do mnie: „Wie pan, że ostatnio była katastrofa lotnicza, w której zginął prezydent państwa i cała jego świta i wszyscy najważniejsi ludzie w państwie”. Ja odparłem: „Tak, wiem, ale ja się tam polityką nie interesuję”. Bo ja wtedy byłem takim człowiekiem, że ja po prostu niczym się nie interesowałem, nic mnie nie interesowało. Byłem takim ignorantem. I odpowiedziałem jej właśnie w ten sposób, że ja tam się polityką nie interesuję i tak dalej. Ona wtedy mnie troszeczkę zbeształa i mówi: „Jak to?
Ginie prezydent kraju, wszyscy najważniejsi ludzie w państwie, a pan się tym nie interesuje. Przecież tutaj Bóg wie, co jeszcze może się wydarzyć. Ale ja nie o tym chciałam z panem porozmawiać” mówi tak do mnie. „Chciałam się zapytać, bo pamięta pan, że jakiś tam miesiąc temu opowiadał pan o tym, że śni się panu samolot i mówił pan, że ten samolot leci nad samymi drzewami?” Tak, dokładnie w ten sposób do mnie powiedziała. Ja wtedy sobie przypomniałem, że rzeczywiście była taka sytuacja, że jakiś tam miesiąc wcześniej miałem taki sen, że leci samolot właśnie w takiej chmurze burzowej nad samymi drzewami. Nie widziałem oczywiście żadnej katastrofy, tylko po prostu w ten sposób mi się śniło, że leci samolot nad samymi drzewami w takiej chmurze burzowej. I ona mówi: „I co pan na to?” Ja mówię: „Zbieg okoliczności, co może być?” Ona odparła, pamiętam, że powiedziała: „Nie, ja pana obserwuję od jakiegoś czasu i mam wrażenie, że u pana się uaktywniają jakieś zdolności”. Ale ja wtedy oczywiście nie uwierzyłem. W ogóle tak jak powiedziałem, myślałem, że to po prostu był zbieg okoliczności. Tak twierdziłem wtedy i tak jej odpowiedziałem.
Myślę, że to wtedy były zbiegi okoliczności, że to nic takiego jakby się nie wydarzyło z mojej strony, że ja mogłem coś takiego przewidzieć. Ale to jest bardzo dziwna taka sytuacja, że śni mi się to samo, co później wydarza się gdzieś tam w przyszłości. Jeśli chodzi o sny, to jeszcze pamiętam, że kiedyś śni mi się sen o sowach, że u mnie w mieszkaniu na balkonie siedzi sowa, taka duża sowa dosyć i obok tej sowy dwa metry obok, na takim krzewie, który rośnie obok balkonu, siedzi druga sowa i one się wpatrują we mnie. Jak przyszedłem do pani psycholog na jedną z tych sesji, to też przy okazji takiego small talku po drodze na korytarzu do gabinetu opowiadam jej o tym, że miałem ostatnio sen o sowach i że siedziały i patrzyły się na mnie. Ona tak idzie i odwraca się do mnie i mówi: „Sen o sowach opowiada pan?” Ja mówię: „Tak, o sowach”. „Wie pan co? Niech pan uważa na porwania”. A ja takie swoje: „Jakie porwania? O co pani chodzi? Ja się nie angażuję w jakieś dziwne sytuacje.
Ja jestem spokojnym człowiekiem, nie mam żadnych wrogów. O jakie porwania pani chodzi?” Ja oczywiście skojarzyłem wtedy to z kidnappingiem, bo nie interesowałem się takimi rzeczami jak wy tutaj właśnie, o których opowiadacie na łamach Radia Paranormalium. I nie było tego w ogóle w mojej świadomości. Być może oglądałem jakiś film gdzieś tam o UFO czy takich rzeczach, ale wtedy nie miałem świadomości o tym, o czym ona może w ogóle mówić.
[01:30:51] - Dobrze rozumiem, że chodziło jej o zjawisko, które w ufologii nazywa się abdukcjami bądź wzięciami?
[01:30:59] - Niech pan posłucha dalej. Ja właśnie mówię, że ja nie boję się żadnego kidnappingu. Nic mi na pewno nie grozi. A ona odpowiada mi: „Wie pan co? Ale mi nie chodzi o takie porwania”. Ale skończyła temat, bo wiedziała, że do mnie nie dociera to, co ona mi chce przekazać. Tak jak pan mówi, że ona mi chciała przekazać właśnie to, o czym pan powiedział. Usiedliśmy, ta sesja się skończyła i zanim jeszcze wyszliśmy, ona jeszcze mówi do mnie: „Wie pan co? Ja jeszcze wrócę do tego, o czymśmy rozmawiali na początku. Cokolwiek pan o tym myśli, to niech pan zapamięta to, co panu powiem teraz.
Otóż istnieje we wszechświecie takie prawo, które się nazywa prawem wolnej woli. Jeżeli coś by się panu przytrafiło, to niech się na to prawo pan powoła. Ja nie wiedziałem, o czym mówi ona do mnie, co mi ona chce przekazać, o czym do mnie mówi. Więc przytaknąłem jej po prostu i sesja się skończyła. Proszę posłuchać dalej. Ja nie wiem, tydzień, dwa może. Moja mama mi mówi, że... Ja wtedy jeszcze z rodzicami mieszkałem. Moja mama mi mówi, że moja siostra cioteczna chciała się ze mną i z rodzicami u mnie w mieszkaniu spotkać, żeby wręczyć nam zaproszenia na wesele, bo akurat w niedługim czasie miała wyjść za mąż. Umówiliśmy się na sobotę przed południem i rzeczywiście do tego spotkania w tym czasie doszło.
Na samym początku moja siostra cioteczna przekazała taką informację, że oni nie chcą na wesele kwiatów, tylko wolą, żeby goście kupowali lalki, bo będą się tymi lalkami dzielić. Będą odbudowywać domy dziecka i będą przekazywać te lalki dzieciakom. Lepiej to niż kwiaty, które się zmarnują za jakiś czas. A tak to oni dadzą te kwiatki dzieciakom. No to dobrze, przyjęliśmy to, zgodziliśmy się na to i siadamy sobie. Mama zrobiła jakąś herbatę, kawkę, ciasteczka, te sprawy. Siedzimy tam z 10 minut, a ja tak stałem sobie i podszedłem do balkonu, do okna, gdzie miałem ten sen o sowach, które mi się śniły, że się we mnie wpatrywały. I mówię do ojca, bo mój ojciec to jest chłop ze wsi, on tam w lesie całe życie spędził. Mówię do niego: „Słuchaj tato, śniły mi się ostatnio dwie sowy, że tutaj wylądowały i że tutaj siedziały i się we mnie wpatrywały”. Ojciec mówi: „Ee, sowy tutaj by nie przyleciały”.
Ja mówię: „Wiem, że by nie przyleciały, bo mówię ci, że to sen jest”. Taki dialog. Ale przytyję jego, że ja nagle czuję taki imperatyw, taki przymus. Przychodzi do mnie taka myśl, że muszę teraz wyjść. Muszę teraz wyjść po to, żeby kupić tę lalkę, o których oni mówili, żeby kupować. I właśnie w tym momencie muszę wyjść. Przyszedł do mnie taki imperatyw i wiedziałem nawet, przyszedł mi do głowy też sklep, do którego muszę się udać, który oddalony jest dla młodego chłopaka, który szybko chodzi jakieś pięć minut drogi w jedną stronę. I powiedziałem tym gościom, których zaprosiłem notabene na spotkanie, że muszę wyjść teraz i zaraz przyjdę za jakieś 10 minut, żeby się nie martwili. Za pięć, za 10, za 15 minut góra wracam z powrotem. No i dobra.
Tak żeśmy się umówili i wychodzę z bloku. Pamiętam jak dziś taką charakterystyczną rzecz, że jak wyszedłem z bloku, to od razu przy wyjściu z klatki blokowej dostrzegłem, że w ogóle jest jakoś tak pusto, co było bardzo dziwne, bo w sobotę o tej porze, przed południem, kilka minut przed południem, zawsze wokół mojego bloku na moim osiedlu jest bardzo duży ruch, bo niedaleko jest taki sklep, market spożywczy, w którym zaopatruje się całe po prostu połowa miasteczka. Więc o tej porze w sobotę zawsze jest po prostu od groma ludzi. Czy jeżdżą samochodami, czy chodzą z reklamówkami w tą czy w tą stronę. A tutaj jak wszedłem, to od razu mnie uderzyło to, że po prostu nie ma nikogo. Kurczę! I pamiętam jak dziś tą myśl, że dzisiaj jest jak niedziela, nie ma nikogo. Ale poszedłem. Z tym że jeszcze nie pamiętam w ogóle tej drogi do tego sklepu. Ale to dlatego pewnie, że to już było dawno temu i po prostu zapomniałem, co tam się dalej działo.
Ale wiem, że od razu poszedłem do tego sklepu i pamiętam następną rzecz, że wchodzę do tego sklepu i od razu w drzwiach widzę tę lalkę, którą chcę kupić. Biorę ją, załatwiam sprawę w 30 sekund, że tak powiem i od razu wychodzę. Też nie pamiętam drogi powrotnej z tego sklepu. Wiem tylko, że nie mogło mi zająć więcej czasu niż 30, nawet nie 30, 15 minut drogi. Więcej nie mogło czasu minąć w tą i z powrotem. Następne, co pamiętam, to to, że stoję przed blokiem i że dostrzegam, że gdzieś w okolicach słyszę rój pszczół. Wokół mojego bloku jest dużo drzew, które w takiej letniej porze są bujnie obrośnięte liśćmi i ja słyszę, że w tych drzewach gdzieś intensywnie buczy rój pszczół. Pomyślałem sobie, że matka gdzieś przyleciała, usiadła gdzieś na drzewie i rój pszczół za nią przyleciał i siadłem gdzieś na drzewie. Chociaż ich nie widziałem, tylko po prostu słyszałem wyraźnie taki odgłos roju pszczół. No i wchodzę do domu.
I tak sobie po 15 minutach w moim wyobrażeniu, w moim przeczuciu i w moim doświadczeniu. Proszę sobie wyobrazić, że wchodzę do domu, a mama stojąc w kuchni, goście jeszcze są oczywiście. Mama stoi w kuchni i od razu do mnie z pretensjami: „A gdzie ty byłeś tyle czasu?”. Ja mówię: „Jak gdzie byłem? Ile czasu? No mówiłem ci przecież, że wychodzę na 15 minut i wracam. Jestem z powrotem po 15 minutach. Byłem tylko w sklepie”. I od razu wyszczebia: „Ale nie było cię dwie godziny. Dwie i pół godziny cię nie było.
Zobacz, która jest godzina”. Ja stoję taki zgłupiały. Mówię: „Jakie dwie godziny? O czym ty do mnie mówisz? Przecież mówię ci...”. Już taki byłem zdenerwowany, podirytowany. „Mówię ci, że przecież byłem tylko w sklepie i wracam z powrotem i jestem”. Nagle ojciec wychodzi z pokoju i mówi: „Jakie dwie godziny go nie było? No zobacz, która jest godzina. Jest wpół do czwartej.
Trzy i pół godziny go nie ma. Miał wyjść na 15 minut. przyszła w gości do niego. Zaprosił po prostu w gości, a nie ma go cztery i pół godziny”. I z pretensjami do mnie w ogóle wyskoczyli, że nie ma mnie cztery i pół godziny. A ja wiem, że ja wyszedłem po prostu na 15 minut i dłużej nie mogłem być w tym sklepie w tą i z powrotem. No i dobra, ale pokazuję im tę lalkę, bo wchodzę do domu, pokazuję im tę lalkę, a oni po prostu ich reakcja mnie rozwaliła. Wyszedłem na 15 minut, a ludzie, do których wracam, po prostu zwariowali, że tak powiem, bo jak zobaczyli tę lalkę, to oni byli po prostu zaszokowani. Po prostu nie mogli oderwać wzroku od tej lalki. Siedzą i się wpatrują i zachwycają, jaka wspaniała lalka.
Ja po prostu pomyślałem sobie: „No kurczę, raz, że mają pretensje do mnie, że nie ma mnie trzy i pół godziny, to teraz dorośli ludzie po prostu sztywniej w lalkę jak jacyś wariaci”. No to usiadłem, będąc przekonanym, że nie było mnie 15 minut. Usiadłem z tymi gośćmi, jeszcze siedzimy sobie. Jeśli mówię do ojca, bo mój ojciec, jak już wspominałem wcześniej, ze wsi był pszczelarzem. Teraz już nie, ale kiedyś był pszczelarzem i mówię do ojca: „Słuchaj tato, tutaj gdzieś słyszałem koło bloku, że jakiś rój pszczół wylądował”, bo jak wchodziłem do bloku, to buczały tak, że bardzo głośno buczały. Ten dialog się o tych pszczołach skończył, już nie pamiętam. Ale jeszcze jedna rzecz. Jak przyszedłem do domu, to odcięło mnie od energii życiowej. Usiadłem i nie miałem siły. Jakbym dostał ataku jakiegoś błyskawicznego wirusa, który wyssał ze mnie siły witalne.
Usiadłem tylko na chwilę i od razu powiedziałem tym moim gościom: „Przepraszam was, ale muszę się położyć, bo tak okropnie się czuję, że nie mam w ogóle siły. Muszę się położyć, bo nie wytrzymam”. Położyłem się i goście sobie poszli. Już nie pamiętam, czy spałem do wieczora, czy na drugi dzień się obudziłem, ale taka sytuacja dziwna mi się przydarzyła, która też dla mnie jest zastanawiająca.
[01:38:43] - Tutaj można poszukiwać zarówno bardziej racjonalnych tłumaczeń, jak też wziąć pod uwagę wersje bardziej, nazwijmy to paranormalne. Jest pan pewien, że nie zaszedł tam u pana jakiś problem chwilowy natury neurologicznej?
[01:39:00] - Ja, proszę pana, nigdy nie miałem problemów typu halucynacje czy jakieś zasłabnięcia, padaczki czy coś w tym stylu. Ja byłem zdrowym człowiekiem, zdrowym chłopakiem, nigdy nie miałem takich problemów. Ja wykluczam taką sytuację, że to były sprawy związane z moim stanem psychicznym.
[01:39:18] - Jest pan pewien, że cały czas był pan świadomy podczas tego spaceru do sklepu, wizyty w sklepie i z powrotem?
[01:39:24] - Tak jak panu mówiłem, kojarzę tylko te sytuacje, o których opowiadałem. Te wspomnienia, te szczegóły, te akcenty. Ale nie pamiętam drogi do sklepu i z powrotem. Nie wiem, czy to z powodu upływu czasu, czy z jakiegoś innego powodu, o którym nie mam pojęcia. Nie wiem.
[01:39:41] - Przechodząc do bardziej paranormalnych tłumaczeń, tutaj mamy nagromadzenie różnych czynników, które pojawiają się często w zdarzeniach z udziałem UFO chociażby. Chociaż tutaj z tego, co rozumiem, żadnego UFO pan nie zauważył.
[01:39:53] - Nie, nie widziałem.
[01:39:55] - Ten czynnik OZ, czyli ta cisza, pustka w miejscu, które normalnie jest zaludnione. To mi się troszeczkę kojarzy z filmem, który właśnie teraz wszedł do kin „Backrooms”. Tam też takie coś jest dosyć mocno eksploatowane. Ten czynnik OZ, też to buczenie pszczół często się pojawia w zdarzeniach związanych z UFO. I to uczucie zagubionego czasu, prawda?
[01:40:19] - Dokładnie tak. To były te elementy, które doświadczyłem. To może przejdę, żeby mi to nie wyleciało z pamięci. Mam tutaj zanotowane kilka takich spraw. Nie wiem, czy już mówiłem o tym, czy nie. Wtedy, kiedy wprowadzałem się w te stany bardzo głębokiego relaksu, bardzo często też czułem takie zapachy, które przychodziły, które były wspaniałe. Ja nigdy wcześniej nie czułem takich zapachów, jakie doświadczałem podczas wprowadzania się w te stany transowe, głębokiej relaksacji. Nie wiem, jak je opisać. Jedynym takim słowem, które mi przychodzi do głowy, żeby opisać ich wspaniałość, to, że to były takie zapachy niebiańskie, anielskie. Może tak, w ten sposób.
Wspaniałe zapachy doświadczałem. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułem.
[01:41:16] - Mówi się, że ten stan głębokiego relaksu to jest taki stan, który otwiera nas na doświadczanie, odbieranie tych najbardziej subtelnych sygnałów z jakiejś innej rzeczywistości. Chociaż bardziej racjonalnie mówiąc, może być tak, że nasz mózg się w tym momencie na tyle mocno odcina od rzeczywistości, od otaczającego nas świata, że przestaje łapać dochodzące z niego sygnały i sam je sobie tworzy.
[01:41:43] - Być może też tak było.
[01:41:45] - Różne myślenie można snuć w tym temacie.
[01:41:49] - Tak, dokładnie. Dobra, to przejdę do następnej rzeczy, żebym nie zapomniał. Jeszcze taka bardzo dziwna rzecz. W tym okresie miałem psa takiego niedużego, taki jamnik mieszany z kundlem. Bardzo mądry pies. Ale to dobra, mniejsza z tym. Kiedyś leżałem sobie w domu na wersalce i ten piesek obok mnie był i w pewnym momencie oglądałem telewizję i leżałem po prostu na boku. I w pewnym momencie ten piesek zeskoczył z wersalki, bo leżał obok mnie i stanął między mną a telewizorem, tylko jego wzrok był skierowany w stronę czubka mojej głowy, w tą przestrzeń pokoju, która nie była dla mnie widoczna. I co w ogóle niesamowitego to to, że ten pies nagle zamienił się w kamień, że tak powiem. Oczywiście nie zmienił stanu skupienia z takiego, jaki ma pies w minerał, tylko po prostu zastygł.
Ja patrzę na niego i on w takiej pozie zastygł, jak na kreskówkach dawnych czasami ten pies, nie wiem, Pluto się nazywał czy jakoś tak. On w charakterystyczny sposób wysuwał ogon do tyłu i łapę podnosił do góry, wpatrując się w punkt przed siebie. I ten mój pies właśnie w ten sposób zastygł. Ja patrzę na niego i go szturcham: „Ej, ej, co jest z tobą?”. A on nic, oczy po prostu puste. I stoi. Ja w tym momencie zorientowałem się, cholera jasna, że coś chyba jest w pokoju ze mną i w tym obszarze, który nie był dostępny mojemu spojrzeniu w tym kierunku, w którym patrzył się ten pies. Ja byłem taki, że tak wyrażę, zesrany, że bałem się spojrzeć do góry. Przez jakąś chwilę leżałem sparaliżowany ze strachem, że tak powiem. Podobnie skręty jak ten pies.
Nagle po jakimś czasie ten pies ocknął się z tego stanu i z wielkim, przeraźliwym skowytem schował się za moje plecy, wskoczył na łóżko z powrotem za moje plecy a oparcie wersalki Niewyobrażalnie trzęsąc się po prostu. To bardzo dziwna sytuacja. Też taką dziwną sytuację zaobserwowałem kiedyś.
[01:43:59] - Ja mam w archiwum Radia Paranormalium historię, która była też z tego, co pamiętam, publikowana w odcinku „Mówią świadkowie” pod tytułem „Tajemnica kępy drzew”. Nie wiem, czy pan już słyszał ten odcinek.
[01:44:10] - Nie, nie słyszałem.
[01:44:12] - Moja rozmówczyni przekazała historię z czasów swojej młodości, kiedy miała psa i chyba to się zdarzyło w jej sypialni, jeżeli dobrze pamiętam. Tamten pies miał swój fotel, na którym zwykle spał. Tylko że pewnej nocy zdarzyło się coś, po czym ten pies już nigdy więcej na fotel nie wskoczył. Pojawiła się na tym fotelu postać z innego wymiaru, na której obecność pies reagował i której się wyraźnie bał.
[01:44:43] - Przywołał ją sobie.
[01:44:46] - Od tamtego czasu ten pies już więcej na ten fotel nie usiadł. To tylko potwierdza, że zwierzęta, a szczególnie psy, są bardzo wyczulone na pojawianie się różnych rzeczy, które my czasami widzimy, a czasami nie widzimy, prawda?
[01:45:01] - Tak, dokładnie. Mam ostatnio takie wspomnienie. Znowu przychodzę na tę sesję do pani psycholog i siadamy sobie czy idziemy w stronę gabinetu i pani psycholog coś zaczyna mówić o mojej siostrze. Nie pamiętam szczegółów jak to było, że wspomina coś o mojej siostrze. Ja jej odpowiadam, że przecież od długiego czasu do pani przychodzę i pani doskonale powinna wiedzieć, że ja nie mam siostry, bo ja mam dwóch braci. Myślałem, że pani o tym wie. Ale pomyślałem sobie z drugiej strony, może kobieta ma po prostu dużo pracy, dużo pacjentów czy klientów i pomyliło jej się po prostu coś i dlatego mówi coś o mojej siostrze, a ja nie mam siostry, ja mam dwóch braci. I tak do niej mówię, że nie mam siostry. Przecież pani powinna o tym wiedzieć. A ona mówi: „Ale ma pan siostrę w gwiazdach”, coś takiego mówi.
Coś tam mówi o mojej siostrze w gwiazdach. A ja dalej ciągnę swoje przemyślenia, że coś jej się pomyliło i pewnie któryś z pacjentów ma siostrę, która obraca się w towarzystwie celebrytów i coś jej się pomyliło i dlatego wspomina o siostrze w gwiazdach. No i dobra, sp bagatelizowałem tę rozmowę. Wróciłem do swojego prywatnego życia po zakończeniu tej sesji i teraz właśnie chciałem powiedzieć, że to już po kilku latach, właściwie to niedawno, może trzy, cztery lata temu słucham jednej z audycji Radia Paranormalium. Prawdopodobnie to było u pana na portalu albo w „Mówią świadkowie”, albo w jakichś tam archiwalnych „Zeznaniach świadków”. Słyszę historię o tym, że jeden ze świadków opowiada o swoim wspomnieniu z naprawdę bliskim kontaktem, gdzie podczas tego kontaktu te istoty robią mu jakieś badania. I jedno z tych badań polega na pobraniu nasienia od tego świadka. On o tym opowiada i opowiada też w szczegółach, że podczas tego zabiegu, że się tak wyrażę, te istoty używają pewnego urządzenia, które jest przytwierdzone do genitaliów tego pana. I on tak o tym opowiada, że po tym zabiegu, po tym urządzeniu ta część jego organizmu w okolicach krocza, został ślad w postaci takiego silnego przebarwienia skóry. Tak to pamiętam.
I oprócz tego jeszcze gdzieś tam na brzuchu czy na udzie ten świadek opowiadał, że zostały mu takie trzy kropki w kształcie trójkąta po jednej części tego urządzenia, które było przytwierdzone właśnie do tej części jego ciała, że ono po prostu zostawiło ślad w kształcie trzech kropek w kształcie trójkąta równoramiennego. Coś takiego było. I proszę sobie wyobrazić, że kiedy odsłuchałem tę audycję, to mi się wtedy przypomniało, że przecież jak byłem małym dzieciakiem, nie pamiętam dokładnie, na pewno nie powiem tego precyzyjnie, ale około siedmiu, ośmiu, dziewięciu lat. Pamiętam, jak przychodzi mój ojciec do domu. Ja siedziałem wtedy z mamą w domu i jakiś raban się robi w kuchni. Słyszę tam rozmowę, że ojciec mówi, że coś go ugryzło, coś go tam pogryzło czy coś tam. Czy mama nie ma jakiejś maści, żeby sobie posmarować. I wyszedłem do przedpokoju jako ciekawski dzieciak. I okazuje się, że ojciec opowiada właśnie o takim śladzie, identycznym, o którym opowiada ten świadek. Ojciec opowiada, że właśnie w tym miejscu ma takie przebarwienie.
I oprócz tego jeszcze oczywiście w dyskretny sposób pokazuje fragment uda, że ma jakieś takie dwie kropki i obawia się tego, że ugryzła go jakaś żmija. A ja wtedy stałem blisko, jak to dzieciak z bystrym wzrokiem i mówię do ojca: „Tato, ale zobacz, to nie żmija, bo żmija zostawiłaby ci dwie kropki, a ty masz trzy kropki w kształcie trójkąta”. I właśnie mój ojciec miał identyczne, dokładnie takie same ślady jak te, o których opowiadał ten świadek. Ten pan, który opowiadał o swoich doświadczeniach związanych z pobraniem swojego nasienia przez obce istoty. Ja te trzy elementy kojarzę w jedną całość, że jednak być może te cuda istnieją i być może tę siostrę w gwiazdach gdzieś tam mam.
[01:49:19] - Nie wiadomo nigdy, czym to sformułowanie o tej siostrze, co to tak naprawdę oznacza. Czy to mogło być jakieś dziecko, które się nie narodziło ostatecznie? Takie relacje się pojawiają chociażby u osób, które przeżyły doświadczenie z pogranicza śmierci. W filmie „Życie po życiu” na bazie książki Raymonda Moody jedna pani wypowiada się właśnie w tym temacie i opisuje spotkanie w stanie śmierci klinicznej z dzieckiem, które przedstawiło się: „Cześć, jestem twoim bratem”. No i prawdopodobnie okazało się, że to było jakieś nienarodzone rodzeństwo jej.
[01:49:53] - Tak, dokładnie. Wytłumaczeń może być wiele. Ja akurat właśnie skojarzyłem Te elementy w tą całość, o której opowiadałem. Ale wiadomo, że różne mogą być wytłumaczenia. Nic nie ma nic pewnego.
[01:50:06] - Właśnie ten odcinek z tymi śladami odnalazłem. To jest odcinek 66. „Niechciane odwiedziny. Obudziłeś się za wcześnie”. Korzystam z tego, co wprowadzam na stronie Radia Paranormalium. Pracuję nad transkrypcjami wszystkich audycji. To wszystko jest już właściwie dostępne do przejrzenia i do wyszukania. Także jak kogoś interesuje jakiś wątek, to może teraz łatwiej to znaleźć. 66. odcinek z tymi śladami był.
[01:50:36] - Czyli jednak dobrze pamiętam, że to u pana było w audycji, tak?
[01:50:38] - Tak.
[01:50:38] - Bo też nie byłem pewny.
[01:50:40] - Potwierdziło się.
[01:50:41] - Tak.
[01:50:45] - Wyszła nam z tego taka fajna paranormalna spowiedź, jak to mówimy na Radiu Paranormalium, prawie godzinna.
[01:50:51] - Tak to wygląda.
[01:50:52] - Ja bym się chyba trochę bał do takiego psychologa chodzić zna wszystkie sekrety.
[01:50:58] - Wie pan co? Ja też się bałem. Ale moje lęki, które dotyczyły chodzenia na te sesje, były zrekompensowane tym, że mój stan psychologiczny naprawdę się poprawił. Wyszedłem ze sporych kłopotów samego ze sobą. Po prostu bardzo dobrze się poczułem po ukończeniu tej terapii.
[01:51:22] - Tak właśnie mi się skojarzyła wzmianka o tej dużej postaci, o której pan mówił, co kładła panu rękę na głowę, że to mogła być jakaś taka personifikacja tych bolączek psychicznych, które pana wtedy męczyły.
[01:51:35] - Może i tak. Może i w ten sposób można to też tłumaczyć.
[01:51:40] - Bo na przykład osoby parające się OOBE, nazwijmy to profesjonalnie, jak Rafał Nieradzik na przykład, opisują właśnie w taki sposób w swoich książkach proces zwalczania różnych swoich lęków. U Rafała Nieradzika w jednej książce jest na przykład taki motyw, że też pojawia się taka postać, trochę demoniczna z tego, co pamiętam, i Rafał wysyła w stronę tej postaci energię miłości i ona ulega rozpuszczeniu.
[01:52:09] - Chyba, wie pan co, wtedy jeśli chodzi o tą postać, to nie była ona chyba negatywna, bo z tego, co pamiętam, to była też taka rozmowa, że ta postać mnie lubi, trzymając tą rękę na mojej głowie. Podobno stwierdziła, że ona mnie bardzo lubi. Ja wtedy też odparłem, że ja ją też bardzo... Wtedy jeszcze nie wierzyłem. Myślałem, że to po prostu są jakieś bzdury. Ale też odpowiedziałem, że ja też ją bardzo lubię, ale niech weźmie tą rękę z mojej głowy. Tak żartem kiedyś powiedziałem.
[01:52:35] - Wie pan, bywa tak, że problemy nas lubią, a my niekoniecznie musimy lubić problemy, prawda?
[01:52:41] - Tak też można powiedzieć. Dokładnie.
[01:52:43] - Także problemy i różne inne nieprzyjemności życiowe mają wobec nas ciepłe uczucia, ale my niekoniecznie musimy mieć takie uczucia wobec nich.
[01:52:53] - Wobec problemów na pewno nie.
[01:52:58] - I to już wszystkie przygotowane na dziś relacje. Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie o usłyszanych dziś historiach. A jeśli sami przeżyliście coś nietypowego i chcielibyście o tym opowiedzieć, zapraszam do kontaktu. Teraz coś dla miłośników audiobooków. Otóż kilka dni temu ukazała się nagrana moim głosem dźwiękowa wersja książki Dariusza Foint „Dziennik z Mysłakowic”. Jest to dokumentacja paranormalnego śledztwa, którego jednym z elementów jest zdjęcie fantomowej postaci wykonane przez kamerkę zamontowaną w domofonie, którego autentyczności nie udało się podważyć i które zapoczątkowało serię trudnych do wytłumaczenia incydentów. Audiobooka znajdziecie do kupienia między innymi na stronie autora pod adresem historieduchowe.pl. A zapowiedzi kolejnych audycji na antenie Radia Paranormalium wypatrujcie na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl. Tam również znajdziecie pełne archiwum naszych audycji do pobrania w MP3, w którym wszystkie odcinki cykli zawierających rozmowy opatrzone są pełnymi transkrypcjami oraz streszczeniami. Na stronie czeka również wiele innych interesujących treści, w tym bogata baza artykułów, katalog polecanych książek oraz dział, w którym można założyć i prowadzić swojego bloga o tematyce zbliżonej do tej obecnej na naszej antenie.
Zachęcam również do udzielania się na forum Radia Paranormalium pod adresem forum.paranormalium.pl, gdzie możecie swobodnie dyskutować z dala od cenzorskich macek wielkich serwisów społecznościowych. Polecam również państwa uwadze czasopismo „Nieznany Świat”, które jest obecnie jedynym ukazującym się jeszcze na polskim rynku periodykiem poruszającym szeroko rozumianą tematykę z pogranicza nauki. Warto również zajrzeć na kanał czasopisma na YouTube, gdyż tam również ukazują się ciekawe treści, takie jak odnaleziony przeze mnie ostatnio artykuł Jerzego Prokopiuka o elementalach, mocno nawiązujący tematyką do tego, co dziś nazywamy żywym folklorem. Zachęcam także do śledzenia i subskrybowania kanałów the edelman biuro duchów, Piotra Cielebiasia UFO Historie, Kamila Nizio Przebudzenie oraz Marka Żelkowskiego Wehikuł Wyobraźni, których autorzy poruszają cały szereg interesujących tematów, w tym również te znane z anteny Radia Paranormalium. Mówił do państwa Marek Sęk „Ivellios”. Radio Paranormalium paranormalny głos w twoim domu. Dziękuję za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Tych z państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Oto nasze numery telefonów.
Stacjonarny 32 746 00 08. 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. 530 620 493. Gdyby przy naszych telefonach nikt nie dyżurował, istnieje możliwość wysłania SMS-a lub nagrania wiadomości głosowej. Bardzo prosimy o sprecyzowanie, w jakiej sprawie chcą się państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych bądź z zagranicy prosimy ponadto o podanie głosowo numeru, na który mamy oddzwonić. Z każdym z państwa umawiamy się na rozmowę indywidualnie. W razie wykorzystania zapisu rozmowy, w którejś z audycji istnieje możliwość zmiany barwy głosu. Czekamy również na państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl.
radio@paranormalium.pl. Można również skorzystać z zakładki kontakt na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl. www.paranormalium.pl. Wszystkim naszym rozmówcom i korespondentom gwarantujemy pełną anonimowość. Sięgnij już dziś po „Nieznany Świat”. Najstarsze polskie czasopismo poruszające tematy z pogranicza nauki. Artykuły o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej i nie tylko. „Nieznany Świat” miesięcznik dostępny w punktach prasowych na terenie całej Polski oraz w wersji elektronicznej na platformie nexto.pl.