warszawa







Nie zapomnij odwiedzić strony naszych partnerów - ich lubimy, ich polecamy!



Możesz też kupić u nas reklamę!





Tutaj będzie pożyczka, pozycjonowanie, chwilówka, no i w ogóle cały ten reklamowy stuff... no bo w końcu odchudzanie, meble, dieta i dentysta same się nie zareklamują...
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj
Logowanie przy użyciu kont z Facebooka itd. dostępne jest z poziomu forum
POKAŻ / UKRYJ MENU
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj
Logowanie przy użyciu kont z Facebooka itd.
dostępne jest z poziomu forum

Fakty o Ludziach w Czerni


Dodano: 2016-03-10 15:02:47 | Wyświetleń: 3590 | Przeczytam później


Wygląd: Często są opisywani jako ludzie o oliwkowej cerze, z azjatyckimi lub podobnymi do cygańskich cechami wyglądu. Oczy często opisywane są jako dziwne, niekiedy świecące.

Ubiór: Nowe czarne garnitury, czarne kapelusze i okulary przeciwsłoneczne. W opisach niekiedy pojawia się wzmianka, że są wykonane z dziwnego materiału.

Mowa: MiB-y mówią monotonnym, mechanicznym tonem, często z dziwnym akcentem. Świadkowie często zwracali uwagę na ich specyficzną budowę zdań oraz dobór słów.

Typowe spotkanie

Ludzie w Czerni, przemieszczający się w grupach do trzech osób, zwykle odwiedzają świadków niedawnych obserwacji UFO i ostrzegają ich, aby nie zgłaszali swojego spotkania. Często podają się za przedstawicieli jakiejś rządowej agencji (co niezmiennie okazuje się nieprawdą) i krótko pokazują oficjalnie wyglądające legitymacje. Osoby nawiedzone przez MiB często tuż po wizycie czują się chore, niekiedy przez wiele dni.

Czy są to obce istoty, czy może rządowi agenci? A może zjawisko Men in Black stanowi przykład współczesnego archetypu kulturowego? Psycholog analityczny Carl Jung wykazał, że podobne archetypy są uniwersalne i wciąż występują w doświadczeniach ludzi.

W 1953 roku około dwustu członków International Flying Saucer Bureau przeżyło zaskoczenie, gdy otrzymali październikowy numer "Space Review", oficjalnego czasopisma organizacji. W owym numerze, założyciel IFSB, Albert K. Bender, ogłosił że otrzymał rozwiązanie "tajemnicy latających spodków" i że bardzo chciałby opublikować te informacje, jednak "wysoko postawione źródło" stanowczo mu to odradzało. Zalecał, aby ci którzy planowali kontynuowanie swoich badań zjawiska UFO, czynili to z ogromną ostrożnością. Następnie zamknął IFSB i zakończył wydawanie "Space Review" (zbiegiem okoliczności, IFSB i "Space Review" w tym momencie wyjątkowo szybko traciły pieniądze).

Zapytany o tę kwestię, Bender stwierdził jedynie, że we wrześniu odwiedziło go trzech "członków rządu USA (...) ubranych w czarne garnitury", którzy udzielili mu pełnej informacji na temat latających spodków, a następnie zaczęli zastraszać wtrąceniem do więzienia w razie, gdyby kiedykolwiek powtórzył choćby słowo z tego, co mu przekazano. Przez kolejne dziesięć lat Bender ostrożnie unikał jakichkolwiek pytań na ten temat. Z czasem, małomówność Bendera w tej kwestii - wraz ze zgłębieniem tematu w książce głównego śledczego IFSB, Graya Barkera, w jego sensacyjnej książce z 1956 roku zatytułowanej "They Knew Too Much About Flying Saucers" (Oni wiedzieli zbyt wiele o latających spodkach) - stopniowo przyczyniały się do przypuszczenia, jakoby trzej "ludzie w czerni" byli nie rządowymi agentami, lecz samymi kosmitami.

Bender w mniejszym lub większym stopniu potwierdził te podejrzenia, gdy w końcu w 1962 roku opublikował książkę "Flying Saucers and the Three Men" (Latające spodki i troje ludzi), w której szczegółowo opisał swoje doświadczenia. Książka, delikatnie mówiąc, była całkowicie niewiarygodna, gdyż zawierała (między innymi) opowieści o tym, jak to Bender na pokładzie statku kosmicznego został zabrany na Biegun Południowy, a później był inwigilowany przez obce istoty do roku 1960, gdy obcy wrócili na swoją macierzystą planetę. Jakkolwiek ta książka byłaby niemożliwa do obronienia, miała ona olbrzymi wpływ na "popularny" wizerunek Men In Black (lub MiB, jak ich później ochrzczono). Dla przykładu, w książce Bender podaje, że ci trzej ludzie których spotkał w 1953 roku nagle zmaterializowali się w jego sypialni - zdolność, którą na pewno trudno byłoby osiągnąć agentom rządu USA (przynajmniej w 1953 roku). Tuż po tym Ludzie w Czerni otrzymali nadnaturalną otoczkę.

Fakty dotyczące MiB

Zjawisko MiB jest interesujące na kilku poziomach - tak wielu, że tak naprawdę trudno zdecydować, od czego zacząć. Przykładowo, na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że MiB to jedna z tych bardzo niewielu legend, których rzeczywiste źródło da się określić, np. Bender. Krótkie przejrzenie historii człowieka sugeruje jednak, że niekoniecznie tak musi być. Tradycja istot podobnych do MiB - to znaczy tajemniczych, ubranych na czarno osób o złowrogich intencjach - sięga czasów starożytnych i dotyczy dosłownie wszystkich kultur. Już w czasach biblijnych na Środkowym Wschodzie istniała tradycja mężczyzn przyodzianych w czarne szaty i turbany, którzy próbowali wyprowadzać swoje ofiary na pustynię w nieokreślonych, złowieszczych celach. Podobnie, w środkowej i południowej Europie w epoce wieków średnich, wśród mieszkańców tych regionów istniał autentyczny lęk przed odzianymi na czarno istotami, które wędrowały po wsiach, dokonując niewybrednych aktów kanibalizmu zarówno na ludziach, jak i na żywym inwentarzu. Folklor podobnie pełen jest równie ludzko wyglądających czarowników, którzy przyoblekają czarne szaty i rozkoszują się, czyniąc szkody w ludzkim świecie. To, że MiB często (w rzeczy samej prawie zawsze) są opisywani jako posiadający azjatyckie cechy, jest interesujące w świetle faktu, że w Chinach, Tybecie oraz Indiach od dawna istnieje mit o nadrzędnej rasie ludzi żyjących pod powierzchnią Ziemi, którzy okazjonalnie wysyłają na powierzchnię ubranych na czarno "agentów", aby ci nadzorowali i/lub manipulowali sprawami ludzi (historia ta jest znana pod nazwa mitu o "Królu Świata"). Rdzenni Amerykanie obawiali się "Czarnego Człowieka", który miał w niecnych celach zapuszczać się w głąb lasu. W powieści Nathaniela Hawthorne`a "Young Goodman Brown" z 1835 roku również istnieje coś, co można by nazwać podszeptami MiB.

Wydaje się więc, że istnieje ogólny precedens - jeśli nie archetyp - dla istot opisanych przez Bendera. Benderowi możemy jednak zawdzięczać nadanie tym istotom określonego celu, np. zniechęcanie świadków UFO do opisywania tego, czego doświadczyli. Interesujące jest to, że nie tylko doniesienia o Ludziach w Czerni zaczęły się pojawiać przez publikacją książki Bendera - od tego momentu w prawie wszystkich spotkaniach z MiB uczestniczyli ludzie, którzy nigdy wcześniej nie słyszeli o tym zjawisku, nie mówiąc już o Benderze.

"Typowe" spotkanie z MiB wygląda mniej więcej następująco: Wkrótce (zwykle natychmiast) po dostrzeżeniu jakiegoś rodzaju zjawiska NOL, świadek zostaje nawiedzony przez jednego lub kilku obcych ludzi. Często pokazują oni swoje odznaki, podają nazwiska i twierdzą, że reprezentują taką czy inną agencję rządową (przy bliższym dochodzeniu okazuje się, że podane nazwiska nie figurują w zapiskach wspomnianych agencji, często też same agencje w rzeczywistości nie istnieją). Owi "agenci" zwykle nie tylko wykazują osobliwą wiedzę na temat tego, co dokładnie widział świadek, ale również posiadają wiedzę o intymnym życiu osobistym świadka. Zbierają oni wszelkie dowody fizyczne, jakie świadek może posiadać, takie jak fotografie czy pozostałości z miejsca lądowania NOL-a. Nawet jeśli nie zastraszają świadka, aby ten nie opowiadał o swoim doświadczeniu, Ludziom w Czerni udaje się postawić sprawę jasno, że nie byłby to dobry pomysł. Innym razem jednak MiB podają się za agentów ubezpieczeniowych, fotografów portretowych lub kogokolwiek innego równie niezwiązanego z tematyką UFO, nigdy też nie wspominają w swoich pytaniach o NOL-ach, niemniej jednak mimo to pozostawiają wrażenie, jakoby byli z tym jakoś powiązani.

Fizycznie, Ludzie w Czerni potrafią pojawiać się pod najprzeróżniejszymi postaciami, można jednak w tej kwestii dokonać pewnych uogólnień. Podczas gdy niektórzy MiB wyglądają zdecydowanie bardziej ludzko od innych, właściwie stale opisuje się ich jako osoby o oliwkowej karnacji, posiadające cienkie usta, wysokie kości policzkowe i skośne (niekiedy świecące) oczy. Ich wzrost waha się od bardzo małego do bardzo wysokiego. Często, bez powodzenia starając się wyglądać "normalnie", nakładają krzykliwy makijaż i niewłaściwe peruki. Zwykle trudno ocenić ich wiek. Często poruszają się w sposób "mechaniczny", a ich głos przypomina generowany przez urządzenie. Często wyglądają jak gdyby mieli trudności z oddychaniem i po krótkim okresie czasu wydają się wyprani z energii. Przeważnie, oczywiście, ubrani są na czarno - najczęściej w staromodne garnitury, które wyglądają na całkiem nowe i wykonane z jakiegoś dziwnego typu materiału.

Ludzie w Czerni przeważnie przemieszczają się w grupach trzyosobowych, częste są jednak spotkania z parami lub pojedynczymi osobami. Najczęściej jeżdżą dużymi, czarnymi amerykańskimi samochodami, takimi jak Cadillaki, Buicki i Lincolny, zwykle mające przynajmniej dwadzieścia lub trzydzieści lat, a mimo to będące w świetnym stanie. Samochody te często posiadają dziwne, niemożliwe do zidentyfikowania oznaczenia. Często wspomina się, że z wnętrza pojazdu wydobywa się nietypowa łuna świetlna, jak gdyby pochodząca z jarzeniówki lub panelu przyrządowego na jakiegoś rodzaju konsoli. Tablice rejestracyjne przeważnie albo są uszkodzone, albo też nie ma ich wcale, w wielu przypadkach jednak udało się je spisać i sprawdzić - tylko po to, by przekonać się, że nigdy takich numerów nie nadano.

Cechą szczególną "klasycznej" wizyty MiB jest niekompetencja i dziwne zachowanie ze strony Ludzi w Czerni. Wydają się zdziwieni zachowaniem ludzi - udawanie wychodzi im wyjątkowo fatalnie. Często na przykład wyrażają zdumienie na widok najbardziej powszechnych przedmiotów, takich jak naboje do długopisów czy piór kulkowych (patrz Mothman), znani są również z zadawania niewłaściwych i najzupełniej niegrzecznych pytań.



Jak możnaby się spodziewać, spotkania z Ludźmi w Czerni tak naprawdę występują dość rzadko. Do tej pory "udokumentowano" około czterdziestu przypadków. Jeszcze rzadsze są spotkania, które wykazują najmniejszą choćby oznakę wiarygodności. Spośród wszystkich, następujące przypadki dają dość dobry ogląd na cały temat MiB:

Yangguan, Chiny, 1963

Chiński badacz UFO, Shi Bo, odkrył historię która, choć daleka od dramatyzmu, rodzi pewne interesujące pytania dotyczące dokładnej natury fenomenu MiB - bo choć obiekty UFO (i, w mniejszym stopniu, MiB) przez długi czas stanowiły element amerykańskiego folkloru, w Chinach kontynentalnych jeszcze do niedawna stanowiły temat tabu. Jeśli weźmiemy pod uwagę te okoliczności oraz fakt, że świadek w tym przypadku miał sześć lat, z uzasadnionych przyczyn możemy się zastanawiać, jak tego typu zdarzenie mogło się rozegrać przy całkowitym braku kulturowego punktu odniesienia (przyjmując, rzecz jasna, że istnienie MiB nie stanowi obiektywnej rzeczywistości).

W wydanej w 1983 roku książce Shi "China and Extraterrestrials" (Chiny a istoty pozaziemskie) przytacza on historię Li Jin-yanga, który jako sześcioletni chłopiec w maju 1963 roku przeżył spotkanie z UFO w Yangguan w prowincji Shansi. Dzień po tym, jak Li podczas zabawy z przyjaciółmi na podwórku zobaczył wiszący na niebie "lśniący, srebrzysty dysk", został zatrzymany na ulicy przez "bardzo wysokiego mężczyznę, ubranego całkowicie na czarno". Mężczyzna, wskazując dokładnie na punkt w którym Li zobaczył dysk, pytał chłopca, czy ten widział ostatnio na niebie coś nietypowego. Li odpowiedział, że tak, na co obcy mężczyzna zareagował ostrzeżeniem, aby "nigdy nikomu więcej nie mówił" o tym, co zobaczył. Człowiek w Czerni udał się następnie w stronę rogu ulicy i przypuszczalnie zniknął. Li twierdzi, że świadkami tego spotkania było kilka innych osób, i wszyscy zauważyli i dyskutowali o dziwnych, mechanicznych ruchach obcego, jego głosie który brzmiał jak automat, oraz o tym że gdy mówił, jego usta nie poruszały się. Tak więc przy całych swoich wysiłkach zmierzających do utrzymania w tajemnicy obserwacji dysku przez Li, jedyne co udało się osiągnąć MiB-owi było zrobienie szumu wokół samego siebie.

Stan Maine, Stany Zjednoczone, 1976 rok

Z pewnością jednego z najdziwniejszych spotkań z MiB doświadczył dr Herbert Hopkins z Orchard Beach w stanie Maine. Hopkins był psychiatrą niewykazującym rzeczywistego zainteresowania NOL-ami, który pracował na zlecenie przy domniemanym przypadku wzięcia. Przeprowadzał hipnozę na mężczyźnie o nazwisku David Stephens, który twierdził że wielokrotnie przeżywał spotkania z istotami pozaziemskimi. Hopkins zgromadził kilka godzin zarejestrowanych na taśmie sesji ze Stephensem, dla Hopkinsa był to jednak po prostu kolejny przypadek.

Wieczorem w sobotę 11 września 1976 roku Hopkins przebywał sam w domu (jest to ulubiony czas wizyt MiB), gdy odebrał telefon od kogoś podającego się za przewodniczącego New Jersey UFO Research Organisation (grupy, która - jak się później okazało - nie istniała) i pytającego, czy mógłby złożyć Hopkinsowi wizytę celem omówienia sprawy Stephensa. Hopkins, z nieznanych sobie przyczyn, wyraził zgodę. Odłożył telefon, wyszedł na korytarz aby włączyć światło, i doznał zaskoczenia, widząc że jego gość już wchodził po stopniach i był prawie przy samych drzwiach. Nawet gdyby mężczyzna dzwonił z drugiego końca ulicy lub z sąsiedniego domu, nie było możliwości aby udało mu się tak szybko dotrzeć do drzwi Hopkinsa. Choć bardzo zaintrygowany, Hopkins otwarł drzwi i wpuścił mężczyznę do środka.



Gdy gość usiadł, Hopkinsa natychmiast uderzyło kilka rzeczy. Przede wszystkim, jego ubranie było w nienagannym stanie i było całkowicie czarne: buty, skarpety, spodnie, koszula, krawat, płaszcz i okrągły, lśniący kapelusz typu melonik. Kolejną rzeczą było to, że obcy mężczyzna był całkowicie łysy - to znaczy, nie posiadał ani włosów na głowie, ani brwi, ani rzęs. Jego skóra była trupio blada, za wyjątkiem jasnoczerwonych ust. Jego twarz nosiła ogólnie dziwne cechy. Nos był nieproporcjonalnie mały, umieszczony nisko i wycofany. Posiadał cofnięty podbródek, a zamiast szyi, jego głowa wydawała się zlana z barkami. Oczy, choć nie świeciły, były nietypowe w sposób, który Hopkinsowi trudno było opisać.

Obcy krótko streścił swoje rozumienie sprawy Stephensa - czyniąc to mechanicznym głosem, całkowicie pozbawionym intonacji lub modulacji - a Hopkins potwierdził, że jest ono prawidłowe. Następnie panowie omówili ogólnie ten przypadek, przy czym to Hopkins mówił przez dłuższy czas. Wydawało się, że Człowiek w Czerni był dużo bardziej zainteresowany tym aby dowiedzieć się, co Hopkins wiedział o tej sprawie, zamiast dowiadywania się czegoś samodzielnie.

Z każdą mijającą minutą sprawy przybierały coraz dziwniejszy obrót. W pewnym momencie MiB, który nosił coś co przypominało szare skórkowe rękawiczki, potarł usta tylną częścią dłoni. Gdy opuścił rękę, twarz Człowieka w Czerni oraz rękawiczka były posmarowane na czerwono. Hopkins przyjrzał się bliżej ustom MiB-a i szybko zdał sobie sprawę, że gość nie posiadał warg, a jedynie otwór przypominający usta, pokryty pomadką, aby możliwie najbardziej przypominał wargi. Gdy MiB wypowiadał się, Hopkins nie mógł dostrzec zębów w jego ustach.

Najwidoczniej usatysfakcjonowany informacjami otrzymanymi od Hopkinsa, MiB zmienił temat. Poinformował Hopkinsa, że w portfelu doktora znajdują się dwie monety (co było prawdą) i poprosił, aby wyjął jedną z nich. Hopkins zgodził się i chwycił w dłoń monetę - lśniącego nowego pensa. MiB polecił Hopkinsowi, aby przyglądał się monecie z bliska. Po kilku chwilach moneta przybrała "srebrzysty" wygląd, po czym zaczęła jak gdyby się rozmywać. Następnie poczęła zanikać, aż w końcu całkowicie zniknęła. Mężczyzna w Czerni poinformował Hopkinsa, że nikt więcej nie zobaczy już monety "na tym planie". Następnie zapytał, czy Hopkins znał Barneya Hilla, domniemaną ofiarę wzięcia przez UFO. Hopkins odpowiedział, że słyszał o Hillu, miał jednak przeczucie że Hill całkiem niedawno umarł. MiB przekazał Hopkinsowi, że to prawda. "Barney nie miał serca", stwierdził MiB, "tak samo jak Pan nie posiada już monety" (należy w tym miejscu zaznaczyć, że Barney Hill tak naprawdę zmarł z powodu wylewu krwi do mózgu). Człowiek w Czerni delikatnie zasugerował, aby Hopkins zniszczył wszelkie materiały dotyczące sprawy Stephensa.

Hopkins zauważył, że mowa MiB-a znacząco zwalniała. Człowiek w Czerni przyznał, że jego "energia się wyczerpywała", po czym powoli i chwiejnie wstał. Hopkins odprowadził go do drzwi i obserwował, jak ten wolno idzie po schodach, stając obiema stopami na każdym stopniu zanim wykonał następny krok. Wreszcie udało mu się zejść na dół, po czym zniknął za rogiem domu, skąd emanowało jaskrawe światło. Hopkins początkowo sądził, że dochodzi ono z samochodu obcego, później jednak zrozumiał, że światło było zbyt jaskrawe i błękitnawe, aby mogło pochodzić ze zwykłych lamp samochodowych.

Hopkins wrócił do środka, bardzo wstrząśnięty i zmieszany. Gdy pojawił się Człowiek w Czerni, pies Hopkinsa - zwykle nieczujący strachu mieszaniec owczarka niemieckiego z collie - wbiegł do swojej budy z podwiniętym ogonem i pozostał tam, odmawiając wyjścia. Hopkins usiadł w kuchni przy stole, aby przetrawić to czego właśnie doświadczył, zanim to jednak zrobił, wyciągnął z szuflady rewolwer - tak po prostu, dla bezpieczeństwa. Niedługo potem postanowił zrobić to, co należało. Przeszedł do drugiego pokoju, zebrał wszystkie materiały dotyczące sprawy Stephensa, wymazał taśmy, pociął je na tysiące kawałków, po czym - dla pewności - spalił je wraz z niektórymi innymi dokumentami odnoszącymi się do tego przypadku.



Gdy rodzina Hopkinsa wróciła do domu, zauważyli że był on dość podenerwowany. Hopkins opowiedział swoją nieprawdopodobną historię, co skłoniło jego nastoletniego syna, aby chwycić latarkę i wyjść na podjazd w poszukiwaniu jakichkolwiek dowodów na obecność pojazdu. Znalazł tam na piasku gąsienicowe ślady przypominające traktor, które pojawiły się na podjeździe podczas niedawnej burzy. Ślady były bardzo głębokie i wyraźne, miały jednak zaledwie około czterech cali szerokości oraz półtorej stopy długości. Co więcej, znajdowały się one dokładnie na środku wąskiego podjazdu, gdzie nie mógł ich zostawić żaden konwencjonalny pojazd. Co dziwne, następnego ranka ślady zniknęły, mimo iż piasek nadal znajdował się na podjeździe a sam podjazd nie był używany.

Jak to często bywa po wizytach Ludzi w Czerni, u Hopkinsa pojawiły się problemy z telefonem. Często podnosił dzwoniącą słuchawkę tylko po to, by zorientować się, że po drugiej stronie kabla nikogo nie ma, a jego pacjenci zaczęli się skarżyć że gdy dzwonili, Hopkins nie odbierał telefonu, bądź też słyszeli głos błędnie oznajmiający, że nie ma takiego numeru. Gdy udawało się nawiązać połączenie, w tajemniczy sposób było ono zrywane w środku rozmowy. Firma telekomunikacyjna stwierdziła, że linia telefoniczna Hopkinsa była uszkodzona, nie udało się jednak wyjaśnić, w jaki sposób ani przez kogo.

24 września 1976 roku, w mniej niż dwa tygodnie po dziwnym spotkaniu Herberta Hopkinsa, jego synowa, Maureen, odebrała rozmowę telefoniczną od człowieka który podawał się za znajomego jej męża, Johna. Mężczyzna zapytał, czy on i jego przyjaciółka mogą odwiedzić ich w domu, rzekomo aby odbyć towarzyską rozmowę. John - nie mogąc zidentyfikować mężczyzny, ale równocześnie ciekaw - zgodził się na spotkanie w pobliskiej restauracji.

W restauracji John spotkał bardzo dziwnie wyglądającego mężczyznę i jego jeszcze dziwniejszą towarzyszkę - oboje mieli na sobie dziwnie wyglądające staromodne ubrania. Mimo iż John z całą pewnością nigdy wcześniej nie spotkał tego człowieka i że w tej parze niewątpliwie było coś dziwnego, z niewyjaśnionych powodów zaprosił ich, aby wrócili razem z nim do domu.

Obydwie osoby wydawały się mieć trudności z normalnym chodem, wykonując szybkie krótkie kroki, a przy tym mocno pochylając się do przodu. Nogi kobiety, sądząc po jej szczególnie dziwnym chodzie, wydawały się połączone z biodrami w najbardziej osobliwy sposób.

Znalazłszy się już w domu Hopkinsów, oboje zachowywali się dziwnie. Bez przerwy tuląc i ściskając swoją towarzyszkę (zadając niekiedy Johnowi pytania, czy "robi to dobrze"), mężczyzna zaczął wypytywać Johna i Maureen o sprawy raczej osobiste, takie jak co czytają, o czym rozmawiają, i co oglądają w telewizji. W pewnym momencie John wyszedł z pokoju, wówczas mężczyzna wykorzystał okazję i zaprosił Maureen, aby usiadła obok niego na kanapie. Gdy Maureen odmówiła, jej ekstremalnie bezpośredni gość zapytał, "jak była zrobiona" i czy miała pod ręką jakieś swoje nagie zdjęcia. Gdy John wrócił do pokoju, towarzyszka gościa nagle (acz niezręcznie) wstała i oznajmiła, że czas już iść. Mężczyzna również wstał, lecz nie posunął się dalej. Kobieta, czekając kilka chwil i nie podejmując żadnej próby obejścia swojego partnera, odwróciła się do Johna i powiedziała: "Proszę go przesunąć. Sama nie mogę tego zrobić". Nagle mężczyzna ożywił się ponownie i oboje wyszli przez drzwi, jedno za drugim. Ich pozbawione pożegnania wyjście szczęśliwie zakończyło Aferę Rodziny Hopkinsów z Ludźmi w Czerni.

Stan Philadelphia, USA, 1980 rok

Następujący przypadek w piękny sposób ilustruje ogólnie niespójną naturę fenomenu Ludzi w Czerni. Man in Black nie tylko zachowuje się w sposób niezręczny, ale również zachęca swojego apatycznego gospodarza do bardziej aktywnego zainteresowania się NOL-ami!

Peter Rojcewicz jest profesorem nauk humanistycznych i folkloru w nowojorskiej Julliard School, który wykłada również w Fundacji Psychologii Analitycznej C. G. Junga. Pewnego dnia w 1980 roku wybrał się do biblioteki kampusu Uniwersytetu Stanu Pennsylvania i przeglądał książkę poświęconą UFO. Książkę polecił mu kolega, który błędnie uznał, że Rojcewicz jako folklorysta będzie nią zainteresowany. W pewnym momencie Rojcewicz zauważył kątem oka nogę w czarnych spodniach i wytartym czarnym bucie. Rozejrzał się i zobaczył, że stoi przed nim mężczyzna o wzroście ponad sześciu stóp (180 cm), ważący nie więcej jak 140 funtów. Postać była ubrana w czarny garnitur, który "wyglądał jak gdyby mężczyzna spał w nim przez trzy dni". Koszula była jaskrawo biała i niemal pasowała do jego trupio bladej skóry.

Zupełnie nieproszony, mężczyzna usiadł na krześle naprzeciwko Rojcewicza i zapytał, co robi. Rojcewicz odpowiedział, że przeglądał książkę o tematyce ufologicznej. Mężczyzna zapytał, czy Rojcewicz widział kiedyś UFO, na co profesor udzielił odpowiedzi przeczącej. Mężczyzna zadał mu następnie pytanie, czy wierzy w prawdziwość NOL-i. Rojcewicz stwierdził, że tak naprawdę nigdy nie miał wyrobionej opinii i że, po sprawdzeniu leżącej przed nim książki, zdał sobie sprawę, że nie interesował się zanadto tym tematem. Mężczyzna nagle wykrzyknął: "Latające spodki są najważniejszym faktem w całym stuleciu, a Pan się nimi nie interesuje?". Następnie wstał równie dziwnie jak usiadł i wydawał się odzyskiwać opanowanie. Położył rękę na ramieniu Rojcewicza, powiedział cicho: "Życzę powodzenia w realizowaniu planów", po czym odszedł.

W ciągu sekund po odejściu dziwnego człowieka, Rojcewicza opanował strach. Sądził, że przeżył prawdziwe doświadczenie o charakterze paranormalnym, i to go przerażało. Przespacerował się po bibliotece, próbując zebrać myśli. Co dziwne, nie znalazł w budynku żywej duszy. Wrócił na miejsce, w którym siedział wcześniej, zupełnie oszołomiony. Po jakiejś godzinie wstał i znów przeszedł się po bibliotece. Tym razem wydawało się, że wszystko wróciło do normalności.

Dopiero po pewnym czasie Rojcewicz usłyszał o Ludziach w Czerni. Od tej chwili stał się jednym z wiodących autorytetów w tym temacie.

Źródło: totse.com (artykuł archiwalny - serwis już nie istnieje)
Przedruk: ufoevidence.org
Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios

Kopiowanie i umieszczanie naszych treści na łamach innych serwisów jest dozwolone na zasadach opisanych w licencji.
Komentarze do artykułu

Twój nick:
E-mail (opcjonalnie):
Komentarz:



Powiadamiaj o odpowiedziach na mój komentarz
(wymagany email):
Uwaga: Jeśli chcesz odpowiedzieć na komentarz innego użytkownika, prosimy skorzystaj z przycisku "Odpowiedz". Pozwoli to uniknąć w przyszłości bałaganu w dyskusji.
BBcode:

[b][/b] - pogrubienie
[i][/i] - kursywa
[u][/u] - podkreślenie
[cytat][/cytat] - cytat
[cytat="NICK"][/cytat] - cytat z nickiem

Zanim napiszesz komentarz, koniecznie zapoznaj się z zasadami publikowania komentarzy na łamach strony Radia Paranormalium. Prosimy nie podawać w komentarzach adresów email - do tego służy odpowiednie pole!


Do tego artykułu nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!
    Tagi
    Inne artykuły
    o podobnej tematyce
    SŁUCHAJ NAS
    SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI
    NEWSLETTER
    RAMÓWKA NA DZIŚ
    ARCHIWUM AUDYCJI
    WESPRZYJ
    RADIO PARANORMALIUM
    POLECANE KSIĄŻKI
    NAJNOWSZE FILMY
    Copyright © 2004-2019 by Radio Paranormalium