[ZAMKNIJ REKLAMY]
Kup reklamę w tym miejscu!

dom weselny łódź


Serwer radiowy zapewnia
złocenie





Nie zapomnij odwiedzić strony naszych partnerów - ich lubimy, ich polecamy!



Możesz też kupić u nas reklamę!





Tutaj będzie pożyczka, pozycjonowanie, chwilówka, no i w ogóle cały ten reklamowy stuff... no bo w końcu odchudzanie, meble, dieta i dentysta same się nie zareklamują...
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj
Logowanie przy użyciu kont z Facebooka itd. dostępne jest z poziomu forum
POKAŻ / UKRYJ MENU
Nick:  
Hasło:
Zapamiętaj

Jedna dusza, wiele ciał


Dodano: 2014-10-23 18:42:08 | Wyświetleń: 7585 | Przeczytam później
Reinkarnacja


Co się z nami dzieje, gdy umieramy? Jest to pytanie, które w końcu zadaje sobie każdy z nas w pewnym punkcie naszego życia. Wykracza ono poza granice rasowe, społeczne, polityczne, ekonomiczne i płciowe, co powoduje, że jest ono powszechne dla wszystkich istot ludzkich, obojętnie czy nam się to podoba, czy nie.

Odpowiedź umykała nam już od momentu, gdy sto tysięcy lat temu pierwsi ludzie zaczęli zastanawiać się nad swoją śmiertelnością. Co się dzieje, gdy umieramy? Co staje się z naszą duszą, umysłem, osobowością - naszą prawdziwą istotą?

I czy w ogóle posiadamy coś takiego jak dusza, czy może to wszystko to tylko iluzja, którą stworzyliśmy, by dać sobie poczucie wieczności i nadzieję na nieśmiertelność?

Racjonaliści odpowiadają na to pytanie, oświadczając, że ponieważ jesteśmy niczym więcej jak tylko zbiorem komórek a nasze mózgi są tylko tkanką zamkniętą wewnątrz czaszki, nic nie może się z nami stać, gdy umrzemy.

Istota, osobowość, umysł - dusza - czy jakkolwiek chcemy jeszcze nazywać naszą świadomość, przestaje istnieć, kończąc nasz czas na tej planecie, nie pozostawiając nic więcej poza tym, co postanowiliśmy dać od siebie podczas naszej krótkiej ziemskiej wizyty.

Tak to oczywiście wygląda z pozycji ateisty, co w moim mniemaniu czyni ateizm tak prostym. To nie wymaga niczego, ponieważ nie oferuje niczego co uderza mnie jako uczciwy handel.

Dla większości ludzi jednak taka odpowiedź nie jest satysfakcjonująca. Sugeruje ona, że jesteśmy tylko i wyłącznie jakimś wielkim kosmicznym przypadkiem i że, w konsekwencji, nasze życie nie posiada ostatecznego celu, co zmusza nas do rozważania naszego istnienia bez znaczenia we wszechświecie, który - pomijając całe jego piękno i rozmach - nie ma znaczenia większego, czy też ostatecznej stałości, aniżeli kwiat, który szybko budzi się do życia tylko od wiosny do zimy i który ginie zaraz po krótkich dniach energicznego życia.

Przypuszczam, że istnieją ludzie, dla których taka perspektywa jest wystarczająca. W końcu porządkuje ona wszystko i czyni z życia po prostu małą grę, w którą my - istoty rozumne - lubimy grać, nie mając ku temu żadnego szczególnie dobrego powodu poza tym, że nie mamy wyboru.

Coś ukrytego głęboko w ludzkim sercu wie jednak lepiej. Instynktownie rozumiemy, że jesteśmy czymś więcej niż tylko sumą naszych części, i to dlatego większość ludzi sądzi, że ich osobowości w jakiejś formie przeżyją ich fizyczny koniec i będą trwać jeszcze długo po tym, jak ich kości obrócą się w proch.

To oczywiście prowadzi nas do drugiej opcji, zgodnie z którą osobowość / ego / prawdziwe ja / jakkolwiek to nazwać żyje dalej po śmierci fizycznego ciała - przynajmniej przez jakiś czas - jako oddzielna odcieleśniona świadomość.

Wówczas jednak, logicznie, pojawia się kolejne pytanie: co dzieje się potem?

Dla przykładu, niektórzy uważają, że stajemy się duchami - niewiele więcej jak odcieleśnione dusze, bezcelowo błąkające się po świecie, zdolne do postrzegania fizycznej rzeczywistości, ale niezdolne do podjęcia z nią interakcji w jakikolwiek znaczący sposób.

Potrafią nawet wskazać różne dowody na poparcie tego stwierdzenia, począwszy od nawiedzeń, przez pismo automatyczne, seanse i domniemane odcieleśnione dusze uwiecznione na filmie.

Podczas gdy ja osobiście nie mam problemu z ideą duchów, nie uważam, aby istnienie jako odcieleśniona świadomość naprawdę stanowiło wykonalną na dłuższą metę opcję tego, co się z nami dzieje.

Duchy zawsze uderzają mnie jako [istoty] przemijające; byty uwięzione na Ziemi jedynie przez jakiś czas po to, aby w końcu przenieść się gdzie indziej i w ten sposób zniknąć z naszej fizycznej rzeczywistości.

Skoro tak, to nawet jeśli staniemy się duchami, to przynajmniej dla większości z nas będzie to krótkie doświadczenie, nie zaś nasza wieczność. Podejrzewam, że wszyscy ostatecznie przeniesiemy się, by tak rzec, na "bardziej zielone pastwiska".

Teraz jednak cała sprawa staje się bardziej interesująca. W większości ludzie, nieważne czy wierzą w duchy czy nie, uważają że esencja tego, kim jesteśmy - nasza "dusza", jak kto woli - idzie w jakieś miejsce. Niebo jest dla większości ulubionym miejscem przeznaczenia; miejscem, w którym nasza świadoma osobowość, nie ograniczana już przez limity i ciężary fizycznego istnienia, przebywa w wiecznym stanie błogości i radości przez całą wieczność.

Niektórzy dodają do tego jeszcze wiarę w piekło - wieczny stan udręki dla tych, którzy odwrócili się w stronę zła i zostali skazani na bytowanie w niekończącym się stanie agonii, boleści i strachu.

Obydwa stanowiska trapi jednak ten sam problem - postrzegamy nasz czas spędzony tutaj na tej planecie jedynie jako mrugnięcie oka wieczności, a decyzje jakie podejmujemy - lub jakich nie udaje nam się podjąć - gdy przebywamy w ciele, mają głębokie i wieczne konsekwencje.

To niestety ogranicza fizyczny świat jedynie do czegoś niewiele większego od kosmicznej wylęgarni, która istnieje tylko po to, by rodzić nowe dusze, z których każda spędzi w niej krótki czas przed wzniesieniem się - lub potencjalnie upadkiem - w stronę swojego ostatecznego przeznaczenia.

Podczas gdy niewątpliwie ta idea czyni to pojedyncze życie niezwykle ważnym, zmusza nas ona również do zastanowienia się, dlaczego fizyczna rzeczywistość jest w ogóle niezbędna.

Jeśli fizyczny wszechświat istnieje tylko i wyłącznie jako wehikuł naszego tworzenia, dlaczego proces ten nie mógłby zostać całkowicie pominięty tak, abyśmy powstawali od razu w rzeczywistości duchowej - jak to przypuszczalnie miało miejsce w przypadku aniołów?

Po co ten cały niepotrzebny ból i trudności związane z fizyczną egzystencją - szczególnie że istnieje naprawdę realne zagrożenie, że przez nasze błędy możemy zasłużyć na piekło - skoro rzeczywistość duchowa jest jedynym przeznaczeniem, jakie na nas czeka? W tym kontekście fizyczne istnienie wydaje się nie tylko bezcelowe lecz, pod wieloma względami, wręcz ryzykowne.

Gdzie więc zostajemy? Jeśli nie w niebie i w nie w piekle, cóż jeszcze pozostaje?

Jest jeszcze trzecie stanowisko do rozważenia. Ostatnio było ono szeroko ignorowane na Zachodzie, było jednak brane pod uwagę przez dosłownie miliardy ludzi na całym świecie od tysięcy lat. Jest to wiara w to, że owa fizyczna egzystencja nie jest ani nieznacząca ani przejściowa - zamiast tego, trwa cały czas.

Według tego konceptu, nasza dusza żyje nie gdzieś w jakimś wiecznym Edenie lub Hadesie, ale realizuje swoje wieczne istnienie poprzez proces kolejnych ponownych narodzin w rzeczywistości fizycznej, co czyni nasz czas na tej planecie nie jednym krótkim doświadczeniem, ale powtarzalnym procesem realizowanym przez dosłownie setki wcieleń.

Jest to wiara ponadczasowa - poprzedza o setki lat zarówno Chrześcijaństwo jak i Islam - i jest znana w wielu kulturach pod wieloma nazwami. Nazywana była ponownymi narodzinami, regeneracją, transmigracją duszy, a nawet metempsychozą, współcześnie jednak przypuszczalnie jest najbardziej znana pod nazwą reinkarnacja.

Na pierwszy rzut oka, szczególnie dla osób które nigdy nie zastanawiały się nad tą ideą, reinkarnacja może się wydawać koncepcją obcą lub egzotyczną, szczególnie dla zachodniego umysłu umoczonego w metodologii naukowej i utopionego od dwóch tysięcy lat w religii monoteistycznej.

Jest to coś, nad czym rozważają uduchowieni Hindusi, lub coś czemu oddają się niuejdżowcy, dziś jednak wiara ta nie wydaje się czymś szczególnie istotnym dla większości ludzi Zachodu.

Z łatwością rozumiem tę perspektywę, ponieważ jest to coś, co sam podtrzymywałem przez pierwszych czterdzieści lat mojego życia. Prawdę mówiąc, jest to koncepcja wywodząca się ze Wschodu - była popularna ponad cztery tysiące lat przed Chrystusem, a dziś jest to wiara podzielana przez prawie dwa miliardy ludzi na świecie - co czyni ją jednym z najstarszych i najtrwalszych systemów wierzeń znanych ludzkości.

W rzeczywistości wiara w życie po śmierci mogła się pojawić u wczesnych ludzi, którzy prawdopodobnie zastanawiali się nad tym, gdy zaczęli dostrzegać silne podobieństwo pomiędzy nowonarodzonymi potomkami a ich zmarłymi przodkami.

Być może zachowanie lub zainteresowania wykazywane przez dziecko przypominały komuś zmarłą ukochaną osobę, bądź też znaleziono u kogoś znamię w tym samym miejscu co u zmarłego dawno dziadka, co doprowadziło starszyznę plemienną do wyobrażenia sobie, że nieżyjący przodek powrócił po raz drugi - a przypuszczenie to jest uzasadnione w przypadku kultur, które w sposób naturalny przyjmowały, że dusza posiada wrodzoną nieśmiertelność.

Niestety, ludzie Zachodu zwykle wykazywali tendencję do uznawania obcych lub początkowych koncepcji religijnych za prymitywne i stąd odrzucali je już na starcie.

To postrzeganie przypuszczalnie jednak ulega powolnej zmianie, gdyż wierzenia reinkarnacjonistyczne stały się na Zachodzie bardziej powszechne, szczególnie w ostatnich pięćdziesięciu latach, i stają się coraz popularniejsze wśród coraz większej liczby ludzi.

Zagubiona zachodnia tradycja powracającej duszy

Oczywiście, z czego większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, reinkarnacja zawsze była częścią zachodniego systemu myślenia. Perspektywa, że dusza w sposób powtarzalny powraca do ciała, rozkwitła w starożytnej Grecji prawie trzy tysiące lat temu i w naszym rozwoju jako cywilizacji mogła odegrać dużo bardziej znaczącą rolę, niż nakazują nam sądzić tradycyjne historie.

Arystoteles, Sokrates, Platon i Pitagoras nauczali i wierzyli w jakąś formę ponownych narodzin, której podstawy zostały później przyjęte przez wielkich filozofów rzymskich - Owidiusza, Wirgiliusza i Cycerona, oraz wielu innych wielkich myślicieli starożytności.

W rzeczy samej, koncepcje reinkarnacjonistyczne były w epoce przedchrystusowej tak powszechne, że odgrywały główną rolę w wielu "tajemniczych" religiach Śródziemia - religiach, które same w sobie stały się później świątynią dla innych, późniejszych systemów wierzeń mistycznych w tym regionie.

Wówczas reinkarnacja, daleka od bycia czysto obcą koncepcją, była tak naprawdę szeroko rozpowszechniona i mogła w silny sposób wpłynąć na kształt i siłę filozofii greckiej i rzymskiej.

Jeszcze większe zaskoczenie dla wielu ludzi stanowi jednak fakt, że koncepcje reinkarnacjonistyczne stanowiły również część niektórych bardziej mistycznych gałęzi tradycyjnej religii Zachodu, począwszy od Sufich w Islamie, skończywszy na Gnostykach w pierwszych wiekach Chrześcijaństwa, włączając nawet tradycje chasydzkie i kabalistyczne w Judaizmie.

Tak naprawdę w tych czasach idea reinkarnacji rzeczywiście rozkwitła i, szczególnie w przypadku Chrześcijaństwa, stała się nieomal dominującym systemem wiary w pierwszych kilkuset latach istnienia Kościoła, do momentu gdy została zepchnięta do podziemia przez bardziej tradycyjne niereinkarnacjonistyczne gałęzie Chrześcijaństwa.

Pisma jej proponentów były uznawane za heretyckie i palone - koncepcja reinkarnacji została z takim powodzeniem stłamszona przez Kościół rzymskokatolicki, że dziś niewielu Chrześcijan w ogóle zdaje sobie sprawę z tego, iż była ona kiedykolwiek elementem ich wiary.

Dlaczego została ona stłumiona? Oczywista odpowiedź brzmi: zagrażała władzy. Religia Zachodu w dużej mierze jest uzależniona od wiary w to, że przeznaczeniem człowieka jest "umrzeć raz i zostać osądzonym", co ma na celu utrzymać [nad nim] kontrolę.

Jednakże, jeśli chodzi o obietnicę wielokrotnych ponownych narodzin, reinkarnacja powoduje, że proklamacje papieża, wielkiego muftiego lub jakiegokolwiek innego rządzącego w danym czasie stają się przejściowe i, prawdę mówiąc, nic nie znaczące.

Jako taka, reinkarnacja stanowiła zagrożenie dla samego istnienia Kościoła, co uczyniło z niej bardzo niebezpieczną ideę, którą należało albo stłamsić albo oplakietkować jako heretycką, aby utrzymać podstawy władzy Kościoła. W efekcie, koncept ten poza Azją pozostał w większości nieznany przez okres prawdopodobnie siedemnastu do dwudziestu jeden stuleci.

Jej odrodzenie na Zachodzie było jednak nieuniknione, wraz z nastaniem Epoki Oświecenia w XVIII wieku.

Gdy niegdyś dawno zapomniane pisma starożytnych Greków stały się znów dostępne i można było wyznawać zabronione wcześniej idee bez ryzyka utraty życia, takie zakazane koncepcje jak reinkarnacja stały się coraz bardziej popularne, szczególnie wśród elity intelektualnej epoki.

Pośród tych, którzy wierzyli w jakąś formę wielokrotnych narodzin, były takie znamienite osobistości, jak między innymi Charles Dickens, Ralph Waldo Emerson, Benjamin Franklin, Shakespeare, Leonardo Da Vinci, i Voltaire.

Reinkarnacja


Co to znaczy reinkarnować

Od momentu ponownego wejścia do zachodniej świadomości, reinkarnacja przeszła jednak przemianę. Nie jest to już niekończący się krąg "cyklu życia", o którym nauczali Hindusi i Buddyści - stała się ona raczej "szkołą wyższej edukacji", stworzoną by wznieść nas na jeszcze wyższe poziomy oświecenia duchowego.

To właśnie dlatego, gdy Hindusi i Buddyści wraz ze swoimi zachodnimi kolegami reinkarnacjonistami wypowiadają się na ten temat, często wydaje się, że mówią w dwóch różnych językach. Dzieje się tak dlatego, że na pewne sposoby tak właśnie jest, i właśnie tutaj pojawia się zamieszanie.

W Hinduizmie dusza jest po prostu uwięziona w niekończącym się cyklu ponownych narodzin, którego nie można nigdy przerwać ze względu na ciągłą konieczność zrównoważenia karmy. W efekcie, wraz z każdą inkarnacją do ciała, ludzka osobowość - produkt uboczny leżącej u jej podstaw duszy, która dała jej życie - kumuluje w sobie pewną ilość złej karmy, którą należy odpracować w celu odzyskania równowagi.

Część tej karmy można odpracować w trakcie życia w formie dobrych uczynków, rzadko jednak wystarcza to do odpracowania całego długu, który musi być spłacony w następnym życiu poprzez kolejną inkarnację duszy, która może być cięższa, po to aby można było spłacić trwający dług karmiczny.

Przy rzadkich okazjach, żywot może być tak przykładny, że osoba może się urodzić w wyższym stanie (lub w wyższej kaście, mówiąc językiem Hindusów), z reguły jednak zła karma ma tendencje do przeważania nad dobrą karmą i, akumulując się wciąż wraz z każdym wcieleniem, dokłada do rosnącego długu, który wciąż musi być równoważony, wydłużając tym samym cykl ponownych narodzin.

(Rzecz jasna, jeśli osoba zbierze zbyt dużo złej karmy, może narodzić się ponownie nie jako osoba, ale jako zwierzę lub nawet, zgodnie z niektórymi naukami, jako martwy obiekt, taki jak głaz. Ta wiara nazywana jest "transmigracją duszy" i również stanowi główny element hinduskich nauk).

Buddyzm natomiast, rozumiejąc proces reinkarnacji w z grubsza taki sam sposób co Hinduizm, różni się od niego tym, że naucza iż cykl ponownych narodzin można przerwać poprzez osiągnięcie nirwany (dosłownie: oświecenia), w tym też momencie cykl się kończy.

Oświecenie oznacza po prostu stanie się świadomym swojej własnej natury i rzeczywistości zawartych w Czterech Szlachetnych Prawdach, jak wyjaśnił Gautama Buddha ponad dwa tysiące lat temu.

Są to: pierwsza - żyć oznacza cierpieć z powodu niedoskonałości natury ludzkiej i otaczającego nas świata; druga - przyczyną cierpienia jest przywiązanie do rzeczy ulotnych (w efekcie, ochota lub pożądanie rzeczy); trzecia - można się nauczyć, jak pozbyć się tych przywiązań; i wreszcie czwarta - proce osiągania oświecenia jest progresywny i może się rozciągnąć na wiele wcieleń.

W przeciwieństwie do tego, dla wielu zachodnich reinkarnacjonistów celem ponownych narodzin jest odrobienie niezbędnych lekcji aby przejść na kolejny poziom duchowy, który - mając pewne podobieństwa do buddyjskiej koncepcji powolnego osiągania oświecenia poprzez liczbę inkarnacji połączonych z praktykowaniem buddyjskiej Ścieżki Ośmiu Zasad (właściwy pogląd, właściwe intencje, właściwa mowa, właściwe czyny, właściwe życie, właściwy wysiłek, właściwa uwaga i właściwa koncentracja) - tak naprawdę jest całkiem odmienny.

Buddysta nie wierzy w to, że osoba "odrabia" nowe lekcje wraz z każdym wcieleniem - zamiast tego, po prostu stosuje się do zasad zawartych w Ścieżce Ośmiu Zasad do momentu aż ochota, ignorancja, ułuda i ich efekty stopniowo znikną wraz z dokonywaniem postępu na drodze ku oświeceniu.

W zachodnim systemie myślenia przywiązanie nie jest postrzegane jako przyczyna problemu (choć generalnie uznaje się, że obsesyjne przywiązanie do rzeczy może przynieść szkodę rozwojowi duchowemu).

Inna istotna różnica między wschodnią a zachodnią koncepcją reinkarnacji jest związana z jej postrzeganiem, a dokładnie z postrzeganiem samego reinkarnowania. Hinduizm uznaje duszę - esencję Boga - za generator każdej inkarnacji, przy czym indywidualna osobowość lub ego stanowią przejściowy wyraz tej duszy.

W przeciwieństwie do tego, Buddyzm w ogóle nie wierzy w istnienie zindywidualizowanych dusz, ale uznaje poczucie samego siebie za czystą iluzję stworzoną przez nasze postrzeganie - jeśli ktoś woli, świadomą "pamięć", pojmowaną poprzez nasze uznanie że istniejemy oddzielnie.

W Buddyzmie wszyscy jesteśmy częścią większej, boskiej świadomości, która po prostu dokonała bardzo krótkiej "iluzji" która jest czymś oddzielnym.

Buddyści porównują nasze poczucie istnienia do fal na oceanie - tak jak fala jest zjawiskiem chwilowym wywołanym przez wiatr i pływy, tak samo przejściowa jest nasza dusza i w momencie śmierci zostaje zabrana z powrotem do boskiej świadomości w taki sam sposób, jak fala na oceanie zostaje połknięta przez sam ocean.

Na Zachodzie jednak osobowość - lub ego - jest silniejsza i generalnie uznaje się ją za nieśmiertelną. Dla wielu osób dusza i osobowość stanowią synonimy, w rezultacie więc, gdy umieramy, nasza podstawowa osobowość - wraz z naszymi wspomnieniami, doświadczeniami życiowymi, wiedzą i cechami - powraca w innym ciele, by kontynuować swoje istnienie.

Może nie pamiętać bezpośrednio swojego wcześniejszego życia - aczkolwiek niektórzy ludzie twierdzą, że potrafią świadomie przypomnieć sobie swoje wcześniejsze inkarnacje - jednak jest po prostu tą samą osobowością, która rozpoczyna życie raz jeszcze w innym kontekście.

Osobowość może doświadczać dramatycznie odmiennego otoczenia - dla przykładu, w jednym wcieleniu może być indyjską dziewczyną, która żyła i umarła w XIX wieku, a następnie powróciła jako Hiszpan w XX wieku - wciąż jednak jest to jedna i ta sama "osoba", pojawiająca się w każdej "roli".

Oczywiście, doświadczenia i środowisko, w którym dusza się znajduje w każdej kolejnej inkarnacji, będą wpływać na podstawową osobowość zarówno w sposób subtelny jak i bardziej konkretny, to jednak również stanowi część procesu. To właśnie dlatego człowiek Zachodu postrzega reinkarnację w kontekście "lekcji".

W końcu dziewczyna z Indii, w czasie swojego krótkiego pobytu na Ziemi, była w stanie doświadczyć i nauczyć się tylko pewnych rzeczy, po czym dostała polecenie powrotu - tym razem jako chłopak z Hiszpanii - aby nauczyć się tego, czego nie chciała lub nie mogła w swoim poprzednim wcieleniu.

To czyni rozwój duchowy swego rodzaju listą "rzeczy do zrobienia", które trzeba w całości wykonać, nim będziemy mogli zakończyć proces ponownych narodzin.

(Co się dzieje potem, to dla ludzi Zachodu kwestia otwarta: niektórzy wyobrażają sobie, że powracamy jako awatarowie lub nauczyciele duchowi; inni zaś spekulują, że rozpoczynamy ten proces od nowa na innej planecie, podczas gdy inni jeszcze utrzymują, że przenosimy się do innych wymiarów. Wydaje się, że opcje dostępne dla oświeconej duszy są obszerne).

Zastanawiam się jednak, czy w istocie nie mamy do czynienia z konglomeratem każdego z tych poglądów? Jasne jest, że wschodnie koncepty rodzicielskiej duszy, która rodzi każdą pojedynczą osobowość, ma swoje zasługi, ponieważ Buddyzm wierzy w przejściową, przemijającą naturę narodzonego ego.

Zachodni koncept mówiący, że reinkarnujemy się aż do czasu gdy nauczymy się wszystkiego co potrzeba, również jest istotny i wydaje się pod pewnymi względami równorzędny do buddyjskiej idei, zgodnie z którą cykl ponownych narodzin kończy się z momentem osiągnięcia oświecenia - jakkolwiek zdefiniujemy ten termin.

Często zastanawiam się, czy nie spoglądamy wszyscy na to samo zjawisko, i czy nie widzimy po prostu tylko tych jego części, które przemawiają do nas w sposób osobisty.

Podejrzewam, że nasze rozumienie celu reinkarnacji pod wieloma względami zawiera luki i może nigdy nie być kompletne, aczkolwiek uważam również, że czynimy postęp w dochodzeniu do pełniejszego uznania jego kompleksowości i złożoności.

Być może pewnego dnia Wschód i Zachód zejdą się razem i połączą swoje odmienne postrzegania, dzięki czemu utworzą kompletną całość, która odpowie na pytania wszystkich ludzi.

Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, iż może to brzmieć jak proces przeciwności. No bo jak dusza może jednocześnie istnieć i nie istnieć, i w jaki sposób ego może być nieśmiertelne a zarazem przemijające?

Połączenie zachodniej i wschodniej koncepcji reinkarnacji może się wydawać paradoksalne, uważam jednak, że pośród zawiłości paradoksu często tkwi prawda. Tak naprawdę to tylko nasza ograniczona zdolność rozumienia powoduje, że te pozorne przeciwności na pierwszy rzut oka uznajemy za paradoksy.

Zastanawiam się, czy nadal tak będzie, gdy znajdziemy wewnątrz siebie zdolność do rzeczywistego zrozumienia na poziomie, który przy naszych obecnych możliwościach mentalnych nie jest możliwy. Z drugiej strony, być może nasze rozumienie tych koncepcji zachodzi nie na poziomie umysłu, lecz na poziomie duchowym, na który wielu ludziom trudno wejść.

Być może, ostatecznie, naszym celem nigdy nie było pełne zrozumienie tego, jak działa reinkarnacja, i że to od niej może się zaczynać cała przygoda. Może pytanie o to, co się dzieje gdy umieramy, nigdy miało nie doczekać się odpowiedzi, a jedynie zostać zgłębione - bo to właśnie dzięki poszukiwaniu, nie zaś koniecznie znalezieniu, następuje wzrost.

Możliwe, że tak naprawdę tkwi on tylko w porzuceniu naszej żądzy znalezienia odpowiedzi, którym sami dajemy szanse aby nas odnalazły. W efekcie, możemy być jak ten człowiek, który tak gorączkowo poszukuje skarbu, nie zdając sobie sprawy, że szuka go w samym środku kopalni złota.

Gdyby po prostu rozejrzał się i zobaczył bogactwo, które lśni dookoła niego, zrozumiałby, jak głupie było to całe jego żarliwe poszukiwanie. Być może my musimy uczynić to samo.

Jeff Allen Danelek, New Dawn Magazine
Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios

Kopiowanie i umieszczanie naszych treści na łamach innych serwisów jest dozwolone na zasadach opisanych w licencji.
Komentarze do artykułu

Twój nick:
E-mail (opcjonalnie):
Komentarz:



Powiadamiaj o odpowiedziach na mój komentarz
(wymagany email):
Uwaga: Jeśli chcesz odpowiedzieć na komentarz innego użytkownika, prosimy skorzystaj z przycisku "Odpowiedz". Pozwoli to uniknąć w przyszłości bałaganu w dyskusji.
BBcode:

[b][/b] - pogrubienie
[i][/i] - kursywa
[u][/u] - podkreślenie
[cytat][/cytat] - cytat
[cytat="NICK"][/cytat] - cytat z nickiem

Zanim napiszesz komentarz, koniecznie zapoznaj się z zasadami publikowania komentarzy na łamach strony Radia Paranormalium. Prosimy nie podawać w komentarzach adresów email - do tego służy odpowiednie pole!


  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:50:19) #10729 | RAPORT
    bartosz_kopan 14.12.2014 13:47
    „…Istota, osobowość, umysł – dusza – czy jakkolwiek chcemy jeszcze nazywać naszą świadomość, przestaje istnieć, kończąc nasz czas na tej planecie, nie pozostawiając nic więcej poza tym, co postanowiliśmy dać od siebie podczas naszej krótkiej ziemskiej wizyty.

    Tak to oczywiście wygląda z pozycji ateisty, co w moim mniemaniu czyni ateizm tak prostym. To nie wymaga niczego, ponieważ nie oferuje niczego co uderza mnie jako uczciwy handel.

    Dla większości ludzi jednak taka odpowiedź nie jest satysfakcjonująca….”

    Po tym wywodzie przestałem czytać, życzeniowa postawa autora jest, tak infantylna, że dalej szkoda psuć oczy. To że część (bo wcale nie większość) ludzi uważa, że MUSI być coś więcej, bo tak im w swoich własnych, fizycznych umysłach wydaje, nie jest żadnym dowodem, ani punktem do rzeczowej dyskusji. Szkoda czasu.

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:50:37) #10730 | RAPORT
    Jedr02 14.12.2014 17:55
    Autor analizując reinkarnacje z perspektywy hinduizmu dokonał pewnego nadużycia, hinduizm to szeroki termin, zawierają się w nim odmnienne szkoły. Róznorodność ich niekoniecznie świadczy o błędności innych, wynika raczej z różnych celów tych praktyk.

    Co do pierwszej zmianki o hinduizmie. Kwestia karmy. Odebrać trzeba nie tylko złą ale i dobrą karmę. Bhagavat-Gita uznawana przez praktycznie wszystkich hindusów wyróżnia 3 rodzaje działania karma, wikarma i akarma. Karma to tak zwana dobra karma, wikarma to tak zwana zła karma, a akarma dosłowanie niedziałanie oznacza działanie nie przynoszące materialnych owoców tj. nie utrzymujące w samsarze. Karma i vikarma regulują więć tylko jakość tego naszego życia w kole samsary. Jest szkoła w hinduizmie karma-kanda, której celem jest zdobycie jak najlepszych warunków w tym świecie. Jej celem jest właśnie ta dobra karma a unikanie złej karmy. W tej koncepcji wyzwolenie się widzi właśnie w dostaniu się wyższe planety(nieba) i życia tam szczęśliwie z tej swojej dobrej karmy. Dzieje się to jednak w obrębie tego nie trwałego świata, więc nie ma tu kwestii trwałości, ani końca ścieżki. I myślę że źródła z których autor i tym hinduizmie słyszał były oparte na tej koncepcji. W dużym stopniu jest ona popularna u pospolitych hindusów. Jest to zbieżne z ich potrzebami. Transcedentaliści czyli jogini, dźjani i bhaktowie, odrzucają działania dla rezultatu. Zamiast tego dążą do określonych form absolutu. I w realizacji tych form widzą swoje wyzwolenie. Tutaj przejdę do drugiej kwestii wspomnianej przez autora na temat hinduizmu, czyli kwestia duszy. Perspektywa którą wziął prawdpodobnie się wzieła z adwejta-wedanty która jako pierwsze ze szkół wedanty się rozpowszechniła na zachodzie. To są własni Ci dźjani. Ich celem jest osiągnięcie Brahmana, bezosobowego blasku, czystej bez foremnej, pozbawionej cech świadomości. Więc i roztopienie w tym formy swojej indywidualności. Jednak są też inne szkoły wedanty. Wedanta oznacza ostateczna wiedza Wed. Poza tą monistyczną wizją, jest też wizja dualistyczna. Pojawia się w niej absolut w formie zlokalizowanej(brahman jest wszędzie) jak i osobowej. Pojawia się w niej dusza (jiva), która jest wiecznie indywidualną cząstką świadomości. Ta informacja jest potwierdzona w Bhagavat-Gicie, co do której raczej nie ma wątpliwości że reprezentuje hinduizm. W związku z jivą pojawia się kwestia istnienia dwóch ego, prawdziwego i fałszywego. Fałszywe ego jest tym które przemija i które jest też unicestwiane w procesach nie znających duszy(np buddyzm) jest ono związane z fałszywym utożsamieniem się duszy z jakimiś przedmiotami. Dusza myśli że jest jakimś ciałem np człowiekiem czy psem, myśli że jest wujkiem Robertem itd. również utożsamianie się z umysłem będzie tu wynikało z fałszywego ego. Prawdziwe ego jest związane z działaniem na platformie czystej świadomości. Związane jest z prawdziwym zrozumieniem natury świadomości i osiągnieciem pozytywnej wiedzy o niej. Wiedza buddyjska czy dźjanich jest wiedzą negatywną, bo wiedzą tylko czym świadomośc nie jest. Dlatego też ich wizja reinkarnacji jest inna, bo nie uwzględnia ona w niej znaczenia świadomości, a widzi tylko zmieniające się materialne elementy. Ich wizja prowadzi jednak do pewnego problemu, nie są w stanie znaleźć pierwotnej przyczyny, powodu dla którego się cokolwiek zaczeło dziać, dlaczego pozbawiona cech świadomość przestała taka być. Nie znają oni osobowej natury świadomości. Nie wiedzą że ta ich świadomość pochodzi z duszy i że bezkresny brahman pochodzi od Bhagavana czyli Osobowego Boga znany bezpośrednio jako Kryszna albo jako jego pełna ekspansja Narayana. I Kryszna ze swoim pragnieniem zabawy jest karana karanam czyli przyczyną wszystkich przyczyn, dla jego przyjemności istnieje cała róznorodność.
    W każdym razie w hinduizmie istnieje koncepcja wiecznie indywidualnej duszy:) I zawarte są w nim zarazem sensowne odpowiedzi po co jest teraz ten świat, skąd się wziął i co może być przyszłością duszy. Ludzie na zachodzie zamiast wymyślać sobie jakieś pierdoły, mogliby spróbować zrozumieć tę wiedze która już w tym temacie jest.

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:50:49) #10731 | RAPORT
    marckus 14.12.2014 20:16
    Chwała za odwagę poruszenia takiego jednak bardzo kontrowersyjnego tematu. Kontrowersyjnego oczywiście tylko w odczuciu myślącego materialistycznie, lub uwikłanego w jakąkolwiek religię człowieka Zachodu. Podejrzewam , że większość czytelników WM odrzuci ten temat nie doczytując tekstu do końca. Dla zainteresowanych polecam książki Michaela Newtona i Roberta Monroe – są w internecie, a także rozmowę z Dolores Cannon w Projekcie Camelot – jest po polsku na YT. Ciekawe, dlaczego te pozycje były nie znane autorowi. Jest także w internecie wiele innych informacji na temat reinkarnacji.

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:53:38) #10732 | RAPORT
    Zeimer 14.12.2014 21:01
    „Racjonaliści odpowiadają na to pytanie, oświadczając, że ponieważ jesteśmy niczym więcej jak tylko zbiorem komórek a nasze mózgi są tylko tkanką zamkniętą wewnątrz czaszki, nic nie może się z nami stać, gdy umrzemy.” — Tak odpowiadają tylko pseudoracjonaliści. Prawdziwy racjonalista odpowie, że nie wiadomo, co jest po śmierci.

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:53:50) #10733 | RAPORT
    Jedr02 14.12.2014 21:16
    ” Prawdziwy racjonalista odpowie, że nie wiadomo, co jest po śmierci.”
    A skąd ten prawdziwy racjonalista wie że inni nie wiedzą? On nie wie i jego metody nie dały odpowiedzi, wiara w to że nikt nie wie jest nieracjonalna :)

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:54:02) #10734 | RAPORT
    jarus 14.12.2014 22:21
    Konstruktor, budowniczy auta czy komputera wie o nim wszystko. Nikt nie znający osobiście tych osób nie twierdzi jak idiota, że te produkty powstały z przypadku i na dodatek z niczego. Kiedy tzw. naukowiec
    twierdzi, że całe stworzenie, będące sumą i iloczynem nieskończenie wielu, niezmiernie bardziej wyrafinowanych urządzeń jak te dwa wymienione wyżej twory, powstało z niczego i przez przypadek, stado baranów bez odrobiny refleksji bije mu pokłony. Nie ma sekundy, żeby ciało było niezmienne. Jest jak wydma na brzegu oceanu, której drobiny nieustannie porywane przez wiatr czy wypłukiwane przez deszcz opuszczają ją, żeby zrobić miejsce dla nowych ziarenek. Apoptoza komórek to fakt biologiczny, nasze ciało to ciągłe przemiany, których efekt nazywamy wzrostem albo starzeniem się. Moje ciało, to rzecz, którą JA posiadam. JA może lubić swoje ciało, JA może też nie znosić swojego ciała. JA pozostaje bez zmiany, JA to zawsze to samo JA, mimo zmian ciała czy umysłu, nawet tych radykalnych, ale pod wpływem iluzji utożsamia się nielogicznie z zewnętrzną powłoką lub subtelnym umysłem. Kiedy ciało umiera JA kierowany prawami natury przenoszone jest do innej formy. Tak jak zapominamy sny, czy zabawy z dzieciństwa, tak z zasady, choć nie zawsze, zapominamy o przeszłych wcieleniach. Możemy zmienić imię, nazwisko, wiarę, płeć czy kolor skóry, ale JA pozostaje w swojej zasadzie samo-stanowiącego i wolnego bytu niezmienne. JA to JA. To JA to niematerialna cząstka albo jak kto woli dusza. Jesteśmy niematerialni, dlatego cierpimy widząc ciągłe i z zasady destrukcyjne zmiany zachodzące wskutek działania czasu na materialne, i dlatego zmienne ciało.

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:54:17) #10735 | RAPORT
    qrde blade 14.12.2014 22:35
    Reinkarnacja jest ściśle związana z wiarą, że życie jako takie jest duchową emanacją, która w formie energetycznego, świetlistego bytu, duszy zasiedla rodzące się, przychodzące na świat materialne ciało dziecka. Wszystko co istnieje i ma teraz namacalną materialistyczną postać, ma również swój istniejący duchowy lub jak kto woli energetyczny, współistniejący odpowiednik – byt w formie stale osadzającej się i materializującej się w miejscach tego materialnego życia inteligentnej boskiej energii zwanej eterem. Ta zasada dotyczy całej materii jak i również, a właściwie przede wszystkim całego biologicznego życia. Kolejne reinkarnacyjne cykle mają za zadanie oczyścić duchowe ziarno mające stać się emanacją światła, wiedzy i miłości – boskiego eteru od dominujących ludzki żywot materialistycznych plew naturalnie kończących żywot w czarnej dziurze. Wedy opisują w jakich zwykle granicach odbywa się wędrówka dusz, przybliżając ich rodowy charakter. Według tej wiedzy dusze przodków i rodzeństwa ze strony mężczyzny naturalnie reinkarnują w ciała dzieci poczętych w miłosnym związku czystej kobiety i tego mężczyzny. To dlatego tak ważna i surowo przestrzegana zgodnie z prawem telegoni była niewinność kobiety branej przez mężczyznę za żonę i matkę jego przyszłych dzieci. Z tą zasadą związana jest również opisana żydowska zasada, która mówi, że w przypadku śmierci żonatego brata ten drugi powinien ożenić się z jego żoną i dać jej dziecko – syna w które może naturalnie inkarnować na nowo dusza zmarłego brata. Natomiast zgodnie z zasadą telegonii następne dzieci kobiety mającej za sobą już pierwszy seksualny epizod są energetycznym, duchowym obrazem morficznego pola jej pierwszego seksualnego partnera i stąd przestrzegane prawa przynależności potomków z linii matrialchalnej do danych społeczności. Niektórzy twierdzą, że istota ludzka jest o tyle odmienna, że została sklonowana na obraz rozwiniętego kosmicznego stwórcy, którego ciało świetliste jest już na takim etapie rozwoju, że odpowiednio pielęgnowane, rozwijane i karmione może stać się jakby zupełnie odrębną, wolną energetyczną istotą i jako taką mającą nieograniczone możliwości poznawania, zasiedlania kolejnych ciał, podróżowania, pamiętania i istnienia poza materialnym ciałem. Co do wiedzy i wiary jaką człowiek jest karmiony od początku swoich dni, mozolnie wpajanej mu na kolejnych etapach niewolniczego materialistycznego życia i rozwoju, to jest ona prawie w całości i z premedytacją fałszywa i tak w przemyślany sposób zmanipulowana, aby trzymać go z daleka od wszelkich, nieograniczonych, boskich aspektów jego dualistycznego żywota i zapomnianych duchowych możliwości. Człowiek który na podobieństwo białych kapłanów – eseńczyków przejdzie rytuał przejścia poprzedzony surowym 40-dniowym postem z jednoczesnym przyjmowaniem tzw. chleba pokładnego, shem-any uzyskuje na stale możliwość wyjścia z powtarzalnego cyklu reinkarnacyjnego stając się samoistną świetlistą istotą i dlatego istnieje różnica w pojmowaniu reinkarnacji orientalnej i zachodniej, która zagubiła tę starodawną, sekretną wiedzę – możliwości wyjścia ciała świetlistego z ciała, duszy, która staje się nie na chwilę jak podczas przykładów odwracalnej śmierci klinicznej lecz na dowolnie długo wolną od reinkarnacyjnej drogi świetlistą istotą, która natychmiast uzyskuje możliwości czerpania nieograniczonej wiedzy, pomocy duchowych przewodników, korzystania z otaczającej ją boskiej energii pola eteru. Potencjał tej dostępnej wiedzy jest tak nieporównywalny do fałszywego materialistycznego ekwiwalentu wpajanego w szkołach dla niewolniczo-materialistycznego ludzkiego plebsu, że natychmiast wiele dotychczas niedostępnych tajemnic staje się wprost na każdą mentalną prośbę natychmiast dostępne i całkowicie zrozumiałe. Wbrew pozorom takie przebłyski boskiej iskry zdarzają się również przestrzegającym surowych zasad, medytującym i stosującym specjalną, surową dietę buddyjskim mnichom, co pozwoliło nielicznym na dostąpienie rytuału przejścia bez spożywania specjalnego pokarmu boskiej ambrozji owocu z drzewa wiedzy i życia. Wiara natomiast jest dana ludzkości jako niewolniczy ekwiwalent tej wiedzy utrzymującym przez tysiąclecia nasze prawie boskie możliwości w embrionalnym i zniewolonym dalej na kolejne wieki zamrożonym stanie.

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:54:30) #10736 | RAPORT
    wiara milosc nadzieja 15.12.2014 08:26
    tak nauka o reinkarnacji jest bardzo stara – sięga ogrodu Eden, gdzie szatan oszukał ludzi mówiąc, że nie umrą – nieśmiertelna dusza i reinkarnacja to echo tamtych słów = mieczducha888.blogspot.com/2014/09/sen-smierci-talitha-kum.html

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:54:42) #10737 | RAPORT
    wiktor-x 15.12.2014 09:25
    Sprawa Edenu dawno została wyjaśniona przez archeologa dr. Jurisa Zarinsa. To teren pod powierzchnią Zatoki perskiej u wybrzeży Kuwejtu i Iraku, który z powodu zmian klimatycznych znalazł się pod wodą. Wędrówka ludu z terenów na których roślinność (i żywność) bujnie rosła, z późniejszymi terenami na których trzeba było uprawiać rolnictwo, w mitologii utrwaliły się jako wygnanie z Edenu. Ludzie nie rozumieli, dlaczego te tereny utracili i dlaczego musieli zacząć pracować, więc najprostszym wyjaśnieniem było zwalenie winy na popełnienie grzechu.

    Opowieść o Edenie nie jest kroniką faktów historycznych, tylko ogólnikowym mitem.

    Polecam 3 odcinek serialu „Łowcy mitów” pt. „Poszukiwania Rajskiego Ogrodu”. Niestety, nie mogłem znaleźć aktywnego playera, więc zainteresowani powinni polować na film w telewizji Viasat History. Najbliższa emisja tego odcinka 16 grudnia o 17.45 i 23.15, czyli jutro. Tutaj link do wyszukiwarki programów TV – dla tych, którzy przeczytają ten komentarz później, może będą kolejne powtórki:

    www.tv.pl/szukaj/tekst/Łowcy+mitów/gdzie/1/dzien/1/stars/0.xhtml

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:54:56) #10738 | RAPORT
    Maximov 15.12.2014 10:58
    Moim zdaniem, te wszystkie teorie o reinkarnacji to pochodna zwykłego strachu przed śmiercią.
    Ludzkość w wyniku ewolucji mózgu posiadła zdolność abstrakcyjnego myślenia zaś prozaiczność faktów związanych ze śmiercią i umieraniem jest trudna do zaakceptowania.
    Dlatego podświadomie wytwarza iluzje, które ułatwiają umieranie zamiast prostej akceptacji tego faktu.
    Wszyscy umrzemy, to pewne.
    Nasze ciała rozłożą się, staniemy się pożywką dla innych organizmów.
    Nasze instynkty również nie ułatwiają umierania, co jest bagażem naszej zwierzęcej natury ale
    jak widać człowiek skutecznie potrafi przełamać swe instynkty (np. samobójstwo).
    Niestety w obecnych czasach nasza cywilizacja osiągnęła absurdalny pęd do życia za wszelką cenę.
    Śmierć jest tematem tabu.
    Nie potrafimy rozmawiać o śmierci, odpychamy tę myśl jak najdalej od siebie.
    Karmimy się iluzjami o życiu wiecznym, duszach czy reinkarnacjach.
    Nie potrafimy przyjąć do świadomości, że śmierć to KONIEC naszego życia.
    O ileż ludzie mogliby być szczęśliwsi, gdyby zaakceptowali ten fakt…

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:55:07) #10739 | RAPORT
    Jedr02 15.12.2014 11:39
    Jakby naprawde zaakceptowali ten fakt to nie mieliby za bardzo powodu by cokolwiek robić. Skoro są tylko wytworem chemicznych cząsteczek i wszystko w czym działają to inne cząsteczki, to po co tu coś robić? I tak wszędzie są tylko nietrwałe formy które się lada moment rozpadną. Po co się więc przejmować? Po co płodzić dzieci, dbać o naród, po co nawracać inne na swoje ateistyczne poglądy? Skoro nie ma naprawde czegoś takiego jak ja, bo są to tylko chwilowe przejawienia związane z reakcjami chemicznymi, to po co mi filozofia? Skoro tak myślę to po co innym reakcją chemicznym wyjaśniam swoją filozofie? W praktyce żaden materialista do końca nie wierzy że jest tylko kupką materii, bo żaden tak nie działa. Materialista myśli że jednak coś robi, co jest ważne itd. Czasem nawet filozoficznie to zaneguje, ale wraca do zycia gdzie są już dla niego takie rzeczy.
    „O ileż ludzie mogliby być szczęśliwsi, gdyby zaakceptowali ten fakt…”
    A co to jest szczeście dla Ciebie? Czy przypadkiem nie pochodzi ono z substancji chemicznych w mózgu? Naprawde interesuje Cię czy w jakiś receptor spotka się z jakimś hormonem? CZemu? Jakie to ma znaczenie czy receptor spotka się z jakimś hormonem czy nie? Co to za różnica ile gdzieś będzie dopaminy czy serotoniny.
    Materialiści to oszuści, mówią że oni i inni są kupką materii, nie ma świadomości, nie ma świadomego źródła świata, jednak praktycznie zawsze działają jak ta świadomość i próbują wykorzystywać otaczające ich otoczenie dla swojej przyjemnośći. Mimo że ta przyjemność to łączenie się receptorów z cząsteczkami chemicznymi odczuwanymi przez pewien rodzaj złudzenia to oni do tego zawzięcie dążą i sprzeciwiają się temu co to neguje. Filozofii życia która neguje życie, jego sens i jest praktycznie stosowalna nie ma sensu w ogóle przyjmować.

    Transmigracja duszy, nie jest też wymysłem zachodu i dzisiejszej cywilizacji. W zachodniej cywilizacji właśnie ona za nikła. W tej zachodniej cywilizacji strachu przed śmiercią i dążenia do jak najwięcej jak najszybciej reinkarnacji nie ma, jest za to wiara w jedno życie zakończona niczym albo niebem czy piekłem. Strach i próba korzystania z życia są naturalne w sytuacji gdy to ma być jedno życie :) W kulturach w których reinkarnacja jest naturalną częścią światopoglądu czyli kulturach wschodu, nie ma tego strachu przed śmiercią i śmierć nie jest tematem tabu. Oczywiście zmienia się to przez wpływ kultury zachodu, ale cały czas to jeszcze widać. Wiara w prawo karmy i reinkarnacje jest korzystna nawet z punktu widzenia materialistów, bo pomaga właśnie zachować ten spokój i zaakceptować nietrwałośc życia. Nawet jeśli odrzucimy logiczne powody by je uznać na platformie filozoficznej, to dalej mają pozytywny wpływ psychologiczny. Jeśli z jakiegoś powodu zależy Ci żeby ludzie mieli mniej jakiś hormonów w mózgu odpowiadających za strach, to uszanuj ich wiarę jeśli im w tym pomaga, a akurat w przypadku reinkarnacji jest taki potencjał.

    „Nie potrafimy przyjąć do świadomości, że śmierć to KONIEC naszego życia.”
    Mogę to przyjąć teoretycznie, ale zarazem jest to koniec mojego życia teraz, bo w tej materialistycznej wizji nie ma czegoś takiego jak nasze życie, nie ma takiej substancji, to tylko zbiór reakcji w mózgu, gdzie w pewnym momencie reakcje ustają. Myślenie Ja Jestem, w tej koncepcji to złudzenie, bo nie ma tego Ja. Skoro Ja nie jestem, to ja też nie żyje. I skoro zdaje sobie z tego sprawę to po co mam jak zwierze podążać za instynktami i narażać się na tyle życiowych problemów, które nic mi przynieść nie mogą i się nie zabić(co przecież i tak nastąpi). Ludzi którzy przyjmują taki materialistyczny pogląd w pełni zamyka się do czubków jako psychopatów:) Na szczęście większość z materialistów to oszusci i uznają wartość życia swojego i innych, ba uznają czasem nawet ich prawa do bycia szczęśliwym. Wygląda na to że czasem oszust jest lepszy od szczerej osoby :)

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:55:18) #10740 | RAPORT
    realista 15.12.2014 11:51
    przeżywanie życia i doświadczanie jest wystarczającym powodem do działania, a uczucie szczęścia nie traci nic na wartości mimo faktu jego chemicznego źródła i przetwarzania bodźców przez mózg… .. .

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:55:34) #10741 | RAPORT
    masakalambura 15.12.2014 12:03
    Wyzwolenie z kręgu narodzin i śmierci w świecie pełnym cierpienia, nauka jak tego dokonać i kto z ratunkiem przychodził, to chyba jest najciekawszy aspekt przy rozważaniu i analizowaniu tematu istnienia duszy, jej pochodzenia, wędrówki i ostatecznego celu.
    To bowiem pomóc może wybrać każdemu z osobna odpowiednią praktykę, aby w końcu się wyzwolić.

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:55:44) #10742 | RAPORT
    Jedr02 15.12.2014 12:37
    @realista, Proponujesz, zapomnijmy o tym że nie ma doświadczającego i doświadczajmy bo jest fajnie i przyjemnie? :) Tak to jest właśnie powód że ktoś jest ateistą, wyprowadza wywód jak to nie ma nic trwałego, nie ma Boga itd. tylko po to by spokojnie próbować sobie kontrolować otoczenie dla swojej przyjemności, bez rozmysłu nad słusznością i swoim prawem co do tego. Bardziej rozumny rozumie też chęć innych ludzi do tego i idzie na współprace z nimi w tej materii, tworząc systemy społeczne. Są nawet tacy światli którzy przyznają takie prawo zwierzętom do cieszenie się, większośc woli jednak je zjeść czy inaczej nimi cieszyć. Tak czy siak jest to filozofia która celem nie jest dążenie do mądrości, a dążenie do spokojnego eksploatowania otoczenia dla swojej przyjemności.

    No można zapomnieć o rzeczywistości i po prostu próbować się cieszyć światem. Ale mamy wtedy do czynienia nie z filozofią a ignorancją(utrzymywaniem się w złudzeniu).
    Nie zwykłym dla mnie się wydaje że choć ktoś myśli że go nie ma to jednak na siłę stara się wydobyć ze świata jak najwięcej dla Siebie. Złudzenie powstające z chemicznych reakcji chce zadowolić receptorki. Naprawde nie interesuje was natura tego doświadczającego, że tak chętnie porzucacie jej analizowanie dla zadowalania receptorków? :) Co jest takiego fajnego w tych receptorkach, ciągle chcą więcej i więcej, a jak za dużo dostają(przy narkotykach chociażby) to się szybko stępiają, więc trzeba umiejetnie im dozować. Właściwie to nawet nie da się być szczęśliwym opierając się na nich, bo ich celem jest by do szczęścia dążyć, a nie szczęśliwym być. Dążenie do szczęscia zamiast takim być jest w końcu podstawą postępu ekonomicznego.

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:55:54) #10743 | RAPORT
    Maximov 15.12.2014 12:50
    @Jedr02
    Nie rozumiesz mnie.
    Mój światopogląd w żaden sposób nie odbiera wartości życiu.
    Przecież życie przyjemności i cierpienia, to poznawanie i doświadczanie świata, który nas otacza i które jest tak piękny.
    To, że są to reakcje biochemiczne w połączeniu z impulsami elektrycznymi w żaden sposób nie odbiera życiu jego wartości ani go nie umniejsza.
    Tak po prostu jest.
    Dziwne jest dla mnie budowanie ogromnych gmachów iluzorycznych idei na podstawie braku akceptacji swej fizyczności i przemijalności.
    Ja swoje poglądy uważam za normalne nie wierząc w bóstwa, mityczne moce sprawcze, wielkich architektów wszechświata, dusze, etc.
    Twierdzę, że nie odkryliśmy wszystkich praw rządzących wszechświatem i zapełnianie białych plam w ludzkiej wiedzy różnej maści religiami czy koncepcjami filozoficznymi jest normalne.
    Ale kto wie, może za takie poglądy będą wkrótce zamykać u czubków? :)
    Ale tam się niestety nie spotkamy…:)

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:56:05) #10744 | RAPORT
    masakalambura 15.12.2014 13:00
    Dla realistów materialistów zaspokajanie potrzeb zmysłów jest jedynym możliwym rodzajem szczęścia do przeżywania i osiągania.
    Należy im na to pozwolić i zostawić ich z tym. Dokąd oczywiście nie zagrażają innym.

    Informację o prawdziwym szczęściu pochodzącym z obcowania z własna duszą zbliżającą się do Boga – Prawdziwego Źródła szczęścia – odrzucą i wyśmieją. Chcą realizować własne zachcianki bez oglądania się na innych. I zrobią to. Nigdy nie zaspokoją się do końca i to pozostanie ich karą.

    Jest jednak olbrzymia grupa ludzi świadomych posiadania ducha. My winniśmy się wspomagać w osiągnięciu wyzwolenia. Przecież to droga która zaczyna się już w tym życiu i już w tym życiu jest źródłem szczęścia. Dla nich warto strzępić język. Czy jednak będą słuchać?

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:56:14) #10745 | RAPORT
    Jedr02 15.12.2014 13:16
    „odbiera życiu jego wartości ani go nie umniejsza.”
    Odbiera w tym sensie że tak naprawde to nie za bardzo ono jako konkretny byt istnieje.

    Poznawanie świata, doświadczanie piękna… kto to robi? Związki chemiczne?

    „idei na podstawie braku akceptacji swej fizyczności i przemijalności.”
    A kto to akceptuje w 100%? Kamienie może :) Akceptacja ta jest finalnie antyżyciowa więc istoty żywe mają z tym naturalny problem.

    Mówienie że nie odkryliśmy wszystkich prawd rządzących wszechświatem jest o tyle nie poważne, że zasadniczo nie odkryśliśmy żadnych. Bez zrozumienia wszechświata, bez zrozumienia doświadczenia i eksperymentu nie wiemy co i kto odkrył, nie wiemy czym jest odkrycie. Nasze badanie może być jak określanie cech słonia przez ślepca który trzyma go za róg. Ślepiec ten powie że słoń jest podłużny i twardy. Bzdura czyż nie? Słonie nie są podłużne i twarde, ich rogi takie są. Identyczne może być nasze postrzeganie świata i nie ma żadnego racjonalnego powodu by to wykluczać, a raczej nasze ograniczenie powoduje niepradowpodobnym by było inaczej.

    Tych którzy uznali naprawde że życie to tylko związki materialne to jak złapią to do czubków już zamykają. Niestety wielu tych psychopatów jest u władzy. Co racjonalnego miałoby powstrzymywać kogoś w zadawaniu innym cierpienia jeśli uważałby że tak naprawde ich nie ma i to tylko jakieś substancje w mózgu działają. Dlaczego ten ktoś nie miałby w innych ingerować jak ingeruje w inne elementy materialne? Ktoś jest w stanie przyjąć taką filozofie i myśli konsekwentnie nie tworząc sztucznych wartości naturalnie nabiera cech psychopatycznych :)
    W tej perspektywie nie ma żadnych prawd naturalnych, nie ma żadnej stałej etyki. Istnieje tylko egoistyczne działanie dla zadowolenia siebie co zarazem jest złudzeniem bo nie ma siebie.

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:56:24) #10746 | RAPORT
    realista 15.12.2014 13:46
    cyt.:”Odbiera w tym sensie że tak naprawde to nie za bardzo ono jako konkretny byt istnieje.
    Poznawanie świata, doświadczanie piękna… kto to robi? Związki chemiczne?”

    no, można się łudzić, że coś więcej. sam piszesz, że nie odkryliśmy żadnych praw wszechświata (z czym się nie zgadzam) więc co ty możesz powiedzieć o tym, co mogą związki chemiczne a co nie?
    taka rozmowa nie ma sensu.
    nawet pierwotniaki reagują na bodźce i podejmują działanie, a im bardziej rozwinięte zwierzęta tym te interakcje są bardziej skomplikowane. obserwowałeś kiedyś różne zwierzęta pod tym kątem? bo ja tak.
    jakieś takie absurdalne są twoje argumenty. „tak naprawdę ich nie ma”, „co mogłoby powstrzymywać w zadawaniu cierpienia”, „nie ma stałej etyki”… to nonsensy. nawet nie chce mi się odbijać piłeczki. wierzący niby nikogo nie krzywdzą? żyją pełniej, bo zaprzeczają materialnemu źródłu myśli? są lepsi bo ich moralność pochodzi od ducha? rzekomy bóg jest źródłem ich altruizmu?
    tu nie ma z czym dyskutować… .. .

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:56:35) #10747 | RAPORT
    realista 15.12.2014 13:50
    aha, i kojarzenie realizmu z hedonizmem jest daleko idącym nadużyciem mającym na celu nakarmienie ego wierzących.
    możecie się uważać za lepszych, bardziej świadomych i uduchowionych. wasze ego będzie wniebowzięte, lol… .. .

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:56:45) #10748 | RAPORT
    Jedr02 15.12.2014 13:52
    „Ja swoje poglądy uważam za normalne”
    Wszystko jest przecież normalne jak i wszystko niemoralne. To tylko łatki jakie nadają ludzkie organizmy różnym rzeczom. Nie ma Boga, uniwersalnych wartości itd. co więc miałoby być obiektywnego? Normy społeczne? Nie przyjmujemy norm społecznych szympansów bonobo to możemy nie przyjmować norm społecznych jakiś homo sapiensów. Nic nie trzeba :) Cokolwiek nie zrobimy jest to przelotne, nieważne jakie efekt działania otrzymamy, on przeminie więc nie ma co się martwić.

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:56:55) #10749 | RAPORT
    Jedr02 15.12.2014 14:02
    Hedonizm bardzo chętnie się wspiera filozofią materialistyczną, bo filozoficznie zrzuca wszystkie narzucone ramy w postępowaniu z otoczeniem. Oczywiście jakiś racjonalista może sobie wymyślić jakieś wartości i żyć z godnie z nimi i nie być wtedy ostrym hedonistom.
    Nie jestem też od nikogo lepszy, bo nie jestem przyczyną tego że ja cokolwiek w tym i wiedze mam. Nie znam Cię czy Maximova, wiem też że pisząc to co piszę mało kto to doceni, nie nabije tym sobie nazbyt ego. Ego najlepiej się nabija pisząc to co co ludzie chcą słyszeć w sposób który do nich przemawia, bo wtedy Cię chwalą :) Z drugiej strony jednak faktycznie mam i naturę materialistyczną i przywiązanie jakieś do pompowania ego jest, nie jestem świętym, ale tutaj gdy to piszę nie chodzi tylko o ego. Widzę wielką wartość w naukach wedyjskich skupiających się na świadomości i chciałbym to udostępnić innym, bo zwyczajnie w świecie może to rozwiązać ich problemy, wszystkie problemy bo uderza to w ich korzeń. Problemy są jak chwasty, wiedza o tym jak usunąć je z korzeniem aby nie odrastały jest bardzo cenna.

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:57:06) #10750 | RAPORT
    realista 15.12.2014 14:22
    umysł ludzki zna różne sztuczki.
    chcesz przekazać innym ludziom to co myślisz, bo uważasz, że myślisz lepiej od nich, co daje ci poczucie lepszości mimo, że temu zaprzeczasz. większość argumentów ma dokładnie takie samo źródło. znam bardzo dużo ateistów i (z jednym wyjątkiem) są to ludzie, którzy moralnością nie ustępują osobom wierzącym, ani nie oddają się hedonistycznym uciechom tak, jak to próbujesz przedstawić.
    popieram zdanie Maximova, brak akceptacji naszej materialności jest źródłem wielu krzywd i hamuje rozwój (ludzkości). być może rozwój umysłowy, niska inteligencja ludzkości w połączeniu z manipulacjami patologicznych jednostek bardziej inteligentnych musi po prostu skutkować takim bagnem. może się jednak okazać, że przez zabobony i niechęć do poznawania prawdy ludzkość straciła na zawsze możliwość pomyślności i harmonii. szkoda… .. .

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:57:16) #10751 | RAPORT
    Jedr02 15.12.2014 14:33
    „którzy moralnością nie ustępują osobom wierzącym, ani nie oddają się hedonistycznym uciechom tak, jak to próbujesz przedstawić.”
    Moralność ta wynika z tego że sobie takie czy takie zasady przyjeli nie zaś z filozofii materialistycznej która nie implikuje żadnej moralności.

    ” brak akceptacji naszej materialności jest źródłem wielu krzywd i hamuje rozwój (ludzkości).”
    W materialistycznej filozofii nie ma czegoś takiego jak rozwój. Rozwój to tylko sztuczna łatka. Są po prostu zmiany, które do niczego specjalnego nie prowadzą. Czemu pragniesz rozwoju? Kto się rozwija? Po prostu powstają nowe zgrupowania materii, które są przemijające jak wszystkie inne.

    „bo uważasz, że myślisz lepiej od nich, co daje ci poczucie lepszości mimo, że temu zaprzeczasz”
    Można tak na to patrzeć. Można też inaczej. Mogę też rozumieć że to że mam lepsze zabawki od kolegi, nie znaczy że ja jestem lepszy, ale że mam bogatszego tatę. I tak w tej sytuacji myślę że mój tata jest bogatszy, ale informowanie o tym nie jest motywowane tylko chęcią wywyższenia się a też umożliwieniem komuś na to żeby również mógł z tego czerpać.

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:57:25) #10752 | RAPORT
    Gerber 15.12.2014 14:37
    Jedro wszystko co piszesz sprawia, że twoje nadużywane w dyskusji „receptorki” czują się lepiej. Subiektywnie mój światopogląd jest dosyć minimalistyczny, nie lubię świecidełek, jeśli czegoś nie wiem to nie zmyślam a czekam aż mi ktoś to wyjaśni. Oczywiście ciężko jest zaakceptować to, że celu jako takiego nie ma, jak wspomniałeś umiemy oszukać instynkty pierwotne dlatego oczywisty cel naszego istnienia- reprodukcja- odchodzi na drugi plan, i tu zaczynają się schody, problem jedynaka- znaleźć sobie zajęcie. To jest fakt. Wszystko inne co napisałeś jest nadinterpretacją wynikającą z niewiedzy. „Jakby naprawde zaakceptowali ten fakt to nie mieliby za bardzo powodu by cokolwiek robić.” słuchaj, ja osobiście wolałbym, żeby ludzie którzy nie mogą dojść do tego dlaczego mają „cokolwiek robić” zdecydowanie po prostu nie robili nic, bo potem tych ludzi zgarnia ktoś kto im powie co mają robić, dlaczego mają to robić i żeby się nie przejmowali że dla niego. Tak powstają kościoły mój drogi. Jasne, jestem świadomy przemijania, jestem świadomy tego że kiedyś mnie nie będzie, jak najbardziej mi to odpowiada, nawet pobudza do działania. Oczywiście nie zamykam się na Twój światopogląd i duchowieństwo, ze względów psychologicznych obrałeś fantastyczna i bardzo łatwą taktykę żeby twoje „receptorki” były najedzone. Ja nie lubie ozdób i Twoja ideologia więcej komplikuje niż wyjaśnia, więc jest dla mnie nie do przyjęcia, szczególnie pod naporem Twojego braku argumentów. :) Fajna dyskusja panowie. Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:57:35) #10753 | RAPORT
    realista 15.12.2014 14:47
    Jedr, niestety zupełnie nie rozumiesz „drugiej strony”. to jest właśnie pułapka wiary. pomyśl sobie, że ja po drugiej stronie barykady myślę i czuję w ten sam zupełnie sposób. też kocham rodzinę, też nie krzywdzę innych, też szukam rozwoju. tylko ty sobie wymyśliłeś, że to wszystko ma jakiś związek z czymś niewidzialnym, a ja pogodziłem się z tym, że to wszystko interakcja materialnych cząsteczek, którymi i ty jesteś. przeniesienie „obserwatora” w inne miejsce absolutnie niczego nie wyjaśnia. włożenie świadomości w duszę zamiast w ciało nie wyjaśnia fenomenu świadomości, tylko oddala od jego zrozumienia.
    ja się nie boję nie rozumieć, bo to mnie pcha do działania, by się dowiedzieć i zrozumieć. nie wkładam tego do szufladki z napisem „bóg”… .. .

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:57:47) #10754 | RAPORT
    Gerber 15.12.2014 14:49
    Jedr02 coś ty się tak do tego materializmu przyczepił, my tu mówimy o ateizmie, nie każdy ateista jest materialistą i odwrotnie. Czemu w materialiźmie nie ma czegoś takiego jak rozwój? Gdzieś ty to wyczytał, a bardziej jak to wywnioskowałeś? Powiedzmy, że materializm to wierzenie, że w pączku nie ma dżemu, jest tylko polewa, a ty masz jednego pączka, chyba oczywiste że będziesz o tą polewe dbał, dekorował, kolorował ozdabiał i wszystko co tylko możesz, w końcu to pierwszy i ostatni pączek!

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:57:57) #10755 | RAPORT
    dagome12345 15.12.2014 14:55
    do @Jedr02

    Bardzo fajnie czyta się twoje wpisy.
    Niestety nikt nie wygra tej dyskusji bo temat duszy, połączenia wszystkiego jedną wielką siatką energetyczny , czy jak tam kto chce to sobie nazwać, jest „ostatecznym” tematem.

    Ludzie zawsze dzielą się na tych , którzy wierzą lub nie wierzą. Nazywam to „ostatecznym” tematem bo uwodnienie istnienia czegoś więcej niż nasza cielesność w 3 wymiarach oraz możliwość dojścia do czegoś więcej w naszej egzystencji niż posiadanie sportowego samochodu i gloryfikacja pseudo autorytetów w TV wywraca wszystko do góry nogami.
    Jest to temat ważniejszy niż wolna energia, istnienie UFO itd. Polecę troszkę pesymizmem ale uważam ,że jeśli istnieją jakieś dowody istnienia duszy i są one w jakiś sposób namacalne ( nie tylko rozważania filozoficzne) to prędzej ludzie spala cała naszą planetę niż pozwolą im wyjść na światło dzienne, bo to oznacza tylko jedno WOLNOŚĆ…. a tego nie chce każdy kto posiada cokolwiek cennego lub posiada minimalną namiastkę władzy.

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 19:58:09) #10756 | RAPORT
    marckus 15.12.2014 18:49
    Jest tak, jak przypuszczałem. Żaden z czytelników nie odniósł się konstruktywnie do tematu. Nikt nie potraktował tego jako uzupełnienia posiadanej wiedzy, albo jako impulsu do poszerzenia swojej wiedzy. Tylko słowne przepychanki i stwierdzenia typu „wierzę”, „jestem zdania” i podobne. Internet jest pełny informacji na temat reinkarnacji i jeżeli ktoś istotnie się tym interesuje niech poszerzy swoją wiedzę, a nie wymądrza się bez jakichkolwiek szerszych podstaw. No i zasada, o której pisałem już nie raz: w nic nie wierzyć i niczego nie odrzucać, wszystko jest tylko bardziej, lub mniej prawdopodobne. Słowo”wierzę” wykreśliłem z mojego słownika, ponieważ wiara zwalnia od myślenia. Jeżeli nawet czytelnicy WM nie potrafią, a może nie chcą zwiększyć swojej świadomości tak, aby zadziałała zasada ” setnej małpy” to ugotują się w wolno podgrzewanym wrzątku jak żaba, a cywilizację naszą czeka destrukcja. Ciekaw jestem czy ktoś w ogóle wie jak to jest z tą „setną małpą” i żabą we wrzątku.

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 20:00:23) #10757 | RAPORT
    realista 15.12.2014 18:54
    wie.
    niektórzy dopiero to odkrywają.
    a inni myślą, że odkrywając to stali się wyjątkowi… .. .

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 20:00:36) #10758 | RAPORT
    Jedr02 15.12.2014 20:37
    Naskakujecie na mnie że piszę po to żeby się samozadowalać. Poniekąd moze tak być i dziękuje wam że powodujecie bym to obserwował, jednak jest to atak osobowy nie zaś na platformie reprezentowanej przeze mnie w dyskusji filozofii. Byłoby to na miejscu jeśli byście z mojej filozofii wywiedli taką konieczność. Tak jest to coś co się nazywa argumentum ad personam. Chciałbym jednak zaznaczyć że nawet jeśli ja fatalnie reprezentuje o czym mówie nie powinno to u nikogo implikować nie chęci do tego co reprezentuje, bo ja tylko do tego aspiruje :)

    „Wszystko inne co napisałeś jest nadinterpretacją wynikającą z niewiedzy”
    Nie, jest innym systemem wiedzy. Różne można definiować wiedzę. Wiedzę można zdefiniować też jako zbiór informacji użytecznych do realizacji jakiegoś celu. Podstawowym celem żywych istot jest szczęscie w różnych formach widziane, realizacja wiedzy o świadomości daje im szanse na realizacje swojego celu.

    „Tak powstają kościoły mój drogi”
    Powstają tak też i inne instytucje kształtujące poglądy obywateli. W państwach świeckich też kształtuje się odgórnie poglądy obywatelom. W każdym społeczeństwie większym w naszej historii istnieje coś takiego jak kasta uczonych która tworzy podłoże światopoglądowe dla ogółu. W Europie bardzo długo było to związane z kościołem. Obecnie zostało to przejęte przez środowiska ateistyczne, aczkolwiek Kościół stara się jak może bronić terenu. Władze i kasta uczonych w każdym razie kierują społeczeństwem. Dlatego w wedyjskim systemie są specjalnie dobierani, szkoleni(głównie pod kątem charakteru) itd. dzisiaj jednak tego się w ten sposób nie kontroluje i jest tam ten kto się tam wciśnie, a główną cechcą charakteru która daje do tego siłę by się tam wcisnąć jest chciwość. Stąd wszelkie władze czy państwowe czy kościelne angażują swoich podwładnych w zadowalanie siebie, nie zaś tak by się rozwijali i żyli szczęśliwie.

    ” Jasne, jestem świadomy przemijania, jestem świadomy tego że kiedyś mnie nie będzi”
    Nie jesteś tego świadomy tylko w to wierzysz. Nie istnieje doświadczenie nieistnienia, nie możesz być więc świadomy takiego stanu. Możesz być świadomy istnienia takiej myśli najwyżej.

    „obrałeś fantastyczna i bardzo łatwą taktykę żeby twoje „receptorki” były najedzon”
    Powinieneś się więc do mnie przyłączyć, bo czyż nie to jest celem życia?

    „szczególnie pod naporem Twojego braku argumentów.”
    Proszę o wykazywanie naporu braku argumentów na bieżąco :) Jeśli gdziekolwiek Ci ich w jakieś kwestii brakuje napisz proszę, przeanalizuje kwestie, może jakieś wymyśle, a może Ci pokaże że jednak są. Wymień tylko konkretną kwestie.

    „Jedr, niestety zupełnie nie rozumiesz „drugiej strony”. to jest właśnie pułapka wiary. pomyśl sobie, że ja po drugiej stronie barykady myślę i czuję w ten sam zupełnie sposób”

    A jesteś pewny że nie rozumiem, a nie po prostu mam inne poglądy, bo zrozumieniu tych i innych poglądów? Jakbyś to odróżnił? :) Ja nie jestem „wierzący” od zawsze. Wcześniej powoli negowałem kolejne fakty z mojego światopoglądu. Wykluczyłem katolicyzm, potem chrześcijaństwo, potem Boga bo i po co mi on. I tak dalej. I prawdę mówiąc do doprowadziło mnie do nihilistycznego nastawienia, gdzie nic nie jest pewne, nic właściwie stałego nie ma itd. Coś jednak jest jest, coś co doświadcza. Coś szuka czegoś w tych przeżyciach. I te coś czyli ja poprzez impuls z zewnątrz ropoczeło szukanie tego czegoś poszukiwanego w przeżyciach. Moje doświadczenia były różne, perspektywy różne, więc zdaje sobie sprawę że można to widzieć inaczej. Jestem jednak zdania że te różne perspektywy można analizować. Można poszukiwać ich przyczyn, można obserować spójność światopoglądu z nimi związanego itd.

    ” tylko ty sobie wymyśliłeś, że to wszystko ma jakiś związek z czymś niewidzialnym, a ja pogodziłem się z tym, że to wszystko interakcja materialnych cząsteczek, którymi i ty jesteś.”
    Ja sobie wymyśliłem, a Ty się pogodziłeś z rzeczywistością. Masz przecież nick realista. To nie jest realizm, a ocenianie wedle tego co mi się podoba a co nie. Pogodziłeś się z czymś co jest nieudowodnione metodą naukową i nazywasz wymysłem coś co nie jest przez tę metodę obaloną. To nie jest racjonalizm ani realizm a życzeniowość :)
    Druga kwestia twój brak powiązania tych wartości czymś z stałym można porównać do dzisiejszych pieniędzy, szczególnie dolarów. Większośc dolarów nie ma żadnego pokrycia, realnej wartości, jednak na skutek umowy społecznej one funkcjonują jako reprezentujace wartość. Nadejdzie jednak moment gdy umowa społeczna się zakonczy, a dolary będą świstkami i nie istotnymi cyferkami na kontach. Twoje wartości też są bez filozoficznego pokrycia. Jeśli zejdziemy na racjonalizm nie będziesz miał żadnego sposobu żeby mnie przekonać do swoich wartości. Zawsze będe mógł Ci odpowiedzieć że ja o to dbam. Nie da się ich wyprowadzić z takiego racjonalizmu. To że je przyjmujesz to instynkty. Rodzinę kochasz Ty, ale Krówka też kocha cielątko. Jak dbasz o naród to tak samo zwierzęta stadne często poświęcają się dla stad. Zwierzęta nie działają z namysłem, Ty właściwie przyjmując materialistyczną filozofie też nie, bo z tej filozofii nie wynikają żadne działania, skąd więc one są? Z takich samych instynktów jak u zwierząt, tylko odpowiednich do rozwoju gatunku

    ” przeniesienie „obserwatora” w inne miejsce absolutnie niczego nie wyjaśnia. włożenie świadomości w duszę zamiast w ciało nie wyjaśnia fenomenu świadomości, tylko oddala od jego zrozumienia.”

    Tak i nie. Samo rozumowe stwierdzenie, tak zgadzam się z Tobą. To może wyjaśniać Twoją opinie. Jednakże za tym powinien iść proces duchowy i wtedy już poprzez niego dochodzi do wyjaśnienia tego fenomenu. Żeby jednak podjąć ten proces należy przyjąć założenie że taki może istnieć. Proces duchowy może mieć dwie wersje, obie związane są medytacją acz różnymi formami. Jeden polega na zrozumieniu różnicy jakościowej pomiędzy świadomością a materią i zaprzestaniem się utożsamiania z tą materią. Uzyskuje się to poprzez medytacje, wewnętrzny wgląd, studia filozoficzne i we wnętrzny wgląd. Jest to proces od początku do końca czysto badawczy i można go przeprowadzać będąc ateistom. Buddyzm jest w tym stylu i wielu racjonalistom bardzo pasuje właśnie, w nic na każdym etapie nie trzeba wierzyć. Drugi proces jest związany z Bogiem, opiera się na tym że naturalną cechą duszy jest bycie zaangażowanym w miłosny związek z Bogiem. Proces polega na tym że się ustanawia ten związek w swoich obecnych warunkach. Medytuje się o Bogu, głównie w oparciu o dźwięk. Angażuje się zmysły, umysł które są przedmiotami naszej świadomości w tę służbę Tu i Teraz. Celem jest pełne miłosne samopoświęcenie się. Poprzez działanie w tym procesie mamy realizować tę formę świadomości, siebie(duszy) w relacji z Bogiem.
    Sama wiara w istnienie duszy czy reinkarnacji nie wiele zmienia, zmienia dopiero podjęcie działań z tym związanych. Sama jednak taka wiara jest mało warto i się z Tobą zgadzam że nie ma potrzeby by mnozyć takie byty i komplikować. Jednak do podjęcia eksperymentu potrzeba jakis założeń, można nazywać je wiarą i tym samym żeby podjąć pewne działania wstępnie powołujemy pewne byty, choćby wstępnie były one sztuczne, te „abstrakty” jednak w akcji urzeczywistniają się.

    „ja się nie boję nie rozumieć, bo to mnie pcha do działania, by się dowiedzieć i zrozumieć. nie wkładam tego do szufladki z napisem „bóg”… .. .”
    Nie szufladkuj! :) Szufladki, szufladkami, zamiast bać się napisów na nich dobrze sprawdzić co w nich jest napisane.

    ” my tu mówimy o ateizmie, nie każdy ateista jest materialistą i odwrotnie.”
    Tak, ale żyjemy w kulturze gdzie silny nurt łączący te dwie rzeczy. Aczkolwiek to czy każdy materialista nie jest ateistą jest kwestią sporną. Ograniczanie Boga do materii, ogranicza jego absolutnosć. Ograniczanie absolutności nie jest możliwe. Mamy więc inną definicje Boga, która nie mówi że jest on absolutny.

    ” Czemu w materialiźmie nie ma czegoś takiego jak rozwój? Gdzieś ty to wyczytał, a bardziej jak to wywnioskowałeś?”
    Co do tego wniosku i twojej teorii o pączku. Materializm też mówi co będzie z tym twoim pączkiem po zjedzeniu. Wszystkie pączki czy to z budyniem, adwokatem, tofii czy dżemem, z polewą czy posypką po strawieniu i przejścia bez jelita będą… tym samym. Dlatego nie ma rozwoju, dlatego że wszelkie wysiłki zostają unicestwiane. Wszystkie formy są nie trwałe. Rozwijanie polega na rozwijaniu form. Rozwój cywilizacji to rozwijanie form społecznych, kulturowych, technicznych itd. wszystko to w efekcie i tak zmieni się w odchody. Niezależnie jak będzie wyglądało efekt będzie identyczny – odchody. Nie ma sensu więc rozwój sam w sobie. W twojej teorii o początku pojawia się prawdziwa motywacja i cel – nacieszenie się pączkiem. Ewentualny rozwój może tu się pojawić, ale niezależnie od tego jak będzie przebiegał efekt ten sam – odchody. No więc możesz cieszyć się tym pączkiem. Ale wybranie sobie filozofii opartej na cieszeniu się pączkiem bez analizy czym jest pączek w swej istocie może być zgubne. Pączek może być stary i rozboli Cię brzuszek, pączek może być czyjś i ten ktoś się wkurzy że mu zjadłeś pączka i walnie Cię włakiem przez łeb itd. Ty w tym momencie na bazie materializmu nawołujesz do ograniczania badania pączka z perspektywy jego właściciela a zamiast tego do rozwijania wiedzy jak go najlepiej udekorować i zjeść by był najsmaczniejszy. Zamiast myśleć co będzie jak zjesz pączka i czym w ogóle jest całe zjawisko pączka, Ty myślisz tylko JAK go zjeśc. Z czym go zjeść by był najsmaczniejszy. Gdy ja przychodzę i zaczynam robić wywodu o pączku, pytać po co w ogóle jeść pączka, czy w ogóle mówie o wymysły o jakimś cukierniku który ma tysiące pączków to patrzysz na mnie jak na idiotę :)
    W każdym razie niech ten twój pączek smakuje Ci jak najlepiej :) Cieszy mnie bardzo że świat jest tak skonstruowany że Ty możesz się cieszyć tym pączkiem mimo takich malkotentów jak ja.

    @dagome12345, nie szukałbym materialnych dowodów na istnienie duszy, tak jakbym nie szukał dowodu na istnienie mikroskopu patrząc w mikroskop :) Patrząc na obraz widziany przez obserwatora nie możemy dojsć do niczego więcej niż to że obserwator jest, musimy spojrzeć na obserwatora, to jest niezgodne z paradygmatem naukowem i materializmem, w tym systemie wierzy się że obserwator pochodzi z tego co obserwuje i dlatego to badając można odkryć jego naturę. Wedy natomiast uczą że obserwator i obiekt obserwowany to dwie rzeczy o innej naturze i nie są ze sobą bezpośrednio połączone, sugerują nawet nadrzędność obserwatora wobec obiektów obserwacji. Dlatego nie ma dla materialistów żadnych dowodów na istnienie duszy czy Boga. Ich pierwotne założenie przy obserwacji uniemożliwia takie obserwacje. W ogóle nie ma sensu udowadniać takiej rzeczy. Można najwyżej zaprezentować ją, wyjaśnić że może nie być taka głupia itd.

    ” Żaden z czytelników nie odniósł się konstruktywnie do tematu.”
    Właściwie czemu uważasz mój pierwszy komentarz za niekonstruktywny? Przedstawiłem tam częsciowo kwestie reinkarnacji i karmy w nurtach hinduistycznych, ponieważ autor zrobił to po macoszemu i bez głębszego zapoznania się z tematem. Odniosłem się do temu i poparłem to w dużym stopniu argumentami. Bhagavat-Gita będąca jedną z najważniejszych ksiąg hinduizmu daje inny obraz tej kwestii niż to autor zaprezentował. Jak ktoś potrzebuje dowodów chętnie odnajde cytaty na ten temat w niej i pokaże bezpośrednio na nich istnienie innego spojrzenia, a zarazem jednak sugestie istnienia duszy. Jasne że w moje wypowiedź nie było 100% konstruktywna, ale miała istotne takie elementy.
    Sam artykuł też ma ograniczoną wartość edukacyjną bo autor raczej nie jest ani wielkim znawcą buddyzmu ani tym bardziej hinduizmu.

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 20:00:48) #10759 | RAPORT
    realista 15.12.2014 21:23
    to nie jest właśnie argument ad personam. zwracam tylko uwagę na zjawisko, któremu podlegasz i jest to zjawisko powszechne z każdej strony, mimo że jedna ze stron zwykle temu zaprzecza. poddaję to po prostu pod rozwagę.

    dalej – spodziewałem się, że to co piszę o „pogodzeniu się” i tak przekręcisz na wiarę w coś. oczywiście możesz twierdzić, że drzewo, które widzisz nie jest drzewem, tylko wiarą w drzewo. w końcu masz ksywę Jedr. dobry argument, nie?

    i na koniec – wybacz, ale nie przeczytałem twojego postu. przeleciałem go po łebkach. nie znalazłem nic, czemu warto byłoby poświęcić czas. wszystko to jest strasznie wtórne.

    smuci mnie jednak, że nie widzisz rozwoju poza tym rzekomym duchowym. wiele tracisz…

    pozdrawiam… .. .

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 20:00:57) #10760 | RAPORT
    realista 15.12.2014 21:33
    aha, żeby nie było, że nie na temat – uważam, że istoty żywe, ekosystemy albo i może nawet całe planety wytwarzają, przetwarzają i ulegają wpływowi pewnego rodzaju „pola życiowego”. może właśnie to wy nazywacie duszą czy też bogiem. jednak zdecydowanie nie posiada to właściwości, które temu przypisujecie, takich jak wszechwiedza, miłość czy wszechmoc. fascynujące byłoby badanie tego, jednak „zbyt dużo małp” psuje do tego dostęp. niechże już się ugotują… .. .

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 20:01:07) #10761 | RAPORT
    Jedr02 15.12.2014 21:39
    Pogodzenie się czymś jest uznaniem czegoś za istniejące. Pogodziłeś się z brakiem duszy i Boga. Działasz jakby ich nie było. Nie masz żadnego sposobu by udowodnić ten brak. Działasz tak i mówisz tak mimo że nie możesz tego udowodnić. Nazywanie tego wiarą nie jest przekręceniem.

    „smuci mnie jednak, że nie widzisz rozwoju poza tym rzekomym duchowym. wiele tracisz…”
    Jesteś w stanie obalić mój wywód w tej kwestii czy nie? Bo jeśli nie, to być może własnie smucisz się dlatego że nie utrzymuję Twojego złudzenia. Tak samo pijany może się smucić że inni nie są tak samo pijani jak on, on przecież jest taki szczęśliwy…

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 20:01:17) #10762 | RAPORT
    Jedr02 15.12.2014 21:40
    „uważam, że istoty żywe,”
    Uważasz tak bo? :)

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 20:01:28) #10763 | RAPORT
    realista 15.12.2014 22:55
    ja nie muszę nic uzasadniać.
    jak ci to pomaga możesz to sobie nazywać wiarą. tyle, że to tylko… nazywanie tego wiarą przez ciebie. wierzę też, że nie istnieją krasnoludki i że żyję na ogromnej kulce w kosmosie. jestem bardzo wierzący zatem. niech ci będzie…

    nic też nie muszę obalać. nie mam takiej potrzeby. zastanów się tylko, czy to ty może nie jesteś pijany…

    nie muszę też (nie odczuwam potrzeby) pisać tu wywodu, dlaczego tak uważam. naprawdę. musiałbym napisać sporą książkę, a stać mnie jedynie na krótkie opowiadania.

    musisz przyjąć to na wiarę ;)… .. .

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 20:01:39) #10764 | RAPORT
    Jedr02 15.12.2014 23:35
    pl.wikipedia.org/wiki/Wiara_(psychologia)
    Tak pomaga mi nazywanie rzeczy po imieniu. Uznawanie rzeczy mimo braku dowodów i działanie zgodnie z tym to wiara. Taka jest definicja. Ja wierze Boga a Ty w jego nieistnienie.

    Nic nie musisz obalać czy udowadniać, możesz w ogóle tutaj nie pisać, ale jak to robisz, komentujesz moje wpisy, odnosisz się do moich wypowiedzi to ja myślę że jest to rodzaj dyskusji proszę więc o argumenty. Jeśli nie jesteś zainteresowany dyskusją to ok, trzeba tak od razu. Ja tu tylko prezentuje pewną postawę filozoficzną i wszelkie pytania czy antytezy dają do tego sposobność. Możesz być tym całkowicie niezainteresowany, ale właściwie pisanie komentarzy tylko po to by pokazać że coś Cię nie interesuje nie wydaje się rozsądne.

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 20:01:49) #10765 | RAPORT
    realista 16.12.2014 00:12
    stosujesz psychologiczną definicję do religijnego zjawiska.
    oto właściwa definicja:
    pl.wikipedia.org/wiki/Wiara_religijna

    wybacz, nie czuję się zobowiązany do używania argumentów w odpowiedzi na twoje pseudoargumenty. bo czyż można nazwać argumentem na przykład twierdzenie, że ateiści są pozbawieni moralności? albo że materialista nie istnieje, bo nie wierzy?

    ja w zasadzie z tobą nie dyskutuję. po prostu informuję cię, że mylisz się w sprawie tego, co myślą i czują ateiści, oraz że sam także robisz to, o co ich „oskarżasz”… .. .

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 20:02:01) #10766 | RAPORT
    Jedr02 16.12.2014 01:36
    „stosujesz psychologiczną definicję do religijnego zjawiska.”
    Tu nie ma kwestii żadnej wiary religijnej. To jest kwestia filozoficzna. Definicja psychologiczna jest tu bliższa. Moje zdanie w kontekście zarzucania Ci wiary religijnej nie miałoby zresztą żadnego sensu. Widać tu więc twoją intencjonalność – ze względu na poglądy przeciwne chcesz żebym pisał głupoty i tak na siłe to widzisz. Widać że szukasz słów by je zinterpretować po swojemu by to co pisze nie miało sensu.

    Udowodnij że to pseudoargumenty. Nie powiedziałem że ateiści są pozwawieni moralności, ale że nie można wyprowadzić uniwersalnej moralności z materializmu, bo nie ma tam żadnych stałych wartości. Argumentem jest więc tutaj odwołanie się do braku moralnych wartości wynikających z materializmu(nie zaś ateizmu jako takiego). Stworzyłeś z mojej wypowiedzi przekrzywioną tezę i nazwałeś ją pseudoargumentem, nawet nie zauważyłeś argumentów i wywodów które mają wyjaśniać to stwierdzenie. Nie polemizujesz z tymi argumentami tylko z góry wyśmiewasz teze, chociaż bez jej wyjaśnienia nie wiesz o co w niej naprawde chodzi.

    ” albo że materialista nie istnieje, bo nie wierzy?”
    Słyszałeś o czymś takim jak ontologia? To namysł na temat bytu. Można to tak widzieć że z perspektywy materialistycznej mówienie o istnieniu jakieś świadomej tożsamości jest nadużyciem. Nie ma takiej substancji. To chwilowe przejawienie powstałe z reakcji chemicznych, a nie żaden konkretny byt.

    „ja w zasadzie z tobą nie dyskutuję. po prostu informuję cię, że mylisz się w sprawie tego, co myślą i czują ateiści, oraz że sam także robisz to, o co ich „oskarżasz”… .”
    Dopóki nie jesteś w stanie zrozumieć co do Ciebie piszę nie jesteś w stanie mnie poinformować w sposób rzetelny na ten temat. Nigdzie nie udowodniłeś żadnego zarzutu w moją stronę. Oskarżasz mnie o nie zrozumienie, o pseudoargumenty itd. Sam jednak reprezentujesz brak zrozumienia(dowód kwestia „braku moralności ateisty”) a argumentów nie przedstawiasz żadnych, tym kontekście ” oraz że sam także robisz to, o co ich „oskarżasz”… .” brzmi niezwykle ironicznie.

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 20:02:10) #10767 | RAPORT
    realista 16.12.2014 02:52
    no to powtórzę na koniec:
    „przeżywanie życia i doświadczanie jest wystarczającym powodem do działania, a uczucie szczęścia nie traci nic na wartości mimo faktu jego chemicznego źródła i przetwarzania bodźców przez mózg.”
    naprawdę nie mam ochoty na takie wtórne przepychanki. co miałem do powiedzenia już napisałem… .. .

    Odpowiedz
  • Komentarz z Wolnych Mediów (2014-12-20 20:02:19) #10768 | RAPORT
    goldencja 16.12.2014 10:28
    Nie wiem jak można ateizm, który jest brakiem wiary w Boga lub zaprzeczaniem jego istnieniu, obarczać odpowiedzialnością za wytłumaczenie wszechświata i zarzucać mu brak satysfakcjonujących odpowiedzi. Ateizm jest wrodzony, a czasem także wtórnie nabyty w drodze pewnych przemyśleń. (Dziecko dowiaduje się filozofii religijnych od otoczenia, a nie się z nimi rodzi). Zadaniem nauki jest tłumaczenie funkcjonowania wszechświata, a nie zadaniem ateizmu. Ateizm jest poglądem na istnienie bogów lub brakiem jakichkolwiek poglądów o bogach jakich dana osoba nigdy nie miała okazji poznać poprzez jakieś filozofie, a nie dziedziną nauki uzasadniającą takie poglądy. Ateiści mogą być racjonalni i nie, mogą być naukowcami i nie, mogą być mądrzy i głupi. Nie ma to znaczenia. Jeśli od ateizmu oczekuje się odpowiedzi skąd jesteśmy i dokąd zmierzamy, to reszta artykułu wydaje mi się nieprzemyślaną rozprawką o pojęciach, jakich autor do końca nie przemyślał.

    P.S. Witaj @realisto, dawno Cię nie widziałam. :)

    Odpowiedz
  • Taght (2015-04-05 23:35:39) #11857 | RAPORT | E-mail
    Ja bym się skłaniał do wizji buddyjskiej, bo wydaje się ona być prawdziwa. Piszę to z własnego doświadczenia, można powiedzieć, że 2 razy udało mi się odsłonić zasłonę iluzji i widziałem świat jakim jest. Jesteśmy tu by wypełnić pustkę nie bytu, nie bytu którym jesteśmy. Tworzymy nasz świat w niadzieji, że będzie dobry co nie zawsze nam wychodzi. W artykule jest mały błąd wg mojej oceny
    Buddyści porównują nasze poczucie istnienia do fal na oceanie - tak jak fala jest zjawiskiem chwilowym wywołanym przez wiatr i pływy, tak samo przejściowa jest nasza dusza i w momencie śmierci zostaje zabrana z powrotem do boskiej świadomości w taki sam sposób, jak fala na oceanie zostaje połknięta przez sam ocean.

    Ta dusza nie zostaje zabrana, my nią poprostu jesteśmy i to co się z nią dzieje jest robione przez nas samych, w buddyźmie nie ma nas i ich wszystko jest jednym i tym samym.

    Odpowiedz
  • milosz.burczyk (2015-11-14 8:20:29) #13133 | RAPORT | E-mail
    Chcialbym sie spytac czy istnieje zycie po zyciu gdyz ja bardzo w to wierze a zarazem boje sie smierci,gdyz nie wiem co mnie oczekuje potem,ale z tego co widzialem na przyklad na YouTube nazywa sie zycie po zyciu to bardzo w to wierze ze na przyklad jest Bog w niebie rowniez w to wierze i nad nami sadzi a teraz gdy moj Tata odszedl od nas to juz nie jestem tak smutny gdyz mysle ze ma tam zycie w niebie duzo lzejsze niz mial tutaj na ziemi,chorowal na straszna Migrene i mial dwie operacje po ktorych niestety sie nie tak dobrze czul potem gdy juz byl w domu czul sie tak niezbyt dobrze gdyz byl slaby i pewnej nocy juz umarl to bylo bardzo grüne do ogladania gdyz bardzo sie meczyl. Istnieje wedlug was zycie pozagrobowe?!

    Odpowiedz
  • milosz.burczyk (2015-11-21 15:14:48) #13189 | RAPORT | E-mail
    Mam pytanie co dzieje sie z cialem oraz tez i dusza po naszej smierci,gdyz kiedy moj Tata umarl a bylo to rok temu,to bylem strasznie smutny,plakalem i wcale nie chcialem nic mowic oraz tez i wiedziec na ten temat a teraz z kolei interesuje sie tym tematem tak bardzo ze zaczalem w to wierzyc ze istnieje taki fenomen czy to prawda?! Mam oprocz tego pytanieczy mozecie mi podac raz jeszcze moje haslo gdyz zapomnialem je moj Nickname jest milosz.burczyk

    Odpowiedz
  • miłosz.burczyk (2015-11-21 16:04:25) #13191 | PW | RAPORT | E-mail
    Czy istnieje takie cos jak zycie po zyciu gdyz kiedy moj tata umarl,bylem bardzo smutny i do teraz jestem ze jego wsrod nas nie ma ,ale gdy dowiedzialem sie o tym ze istnieje takie cos jak zycie po zyciu ze gdy ludzie umra to ich dusze do nieba lub tez i piekla pojda to w to bardzo wierze,wierze takze ze gdy my jestesmy grobie to sadzi o nas Bog ktory o naszych grzechach lub tez i dobrych uczynkach sadzi oraz tez i o tym gdzie my pojdziemy do nieba czy piekla.Wierze ze gdy umre spotkam mojego Tate tam w niebie.

    Odpowiedz
Tagi
Inne artykuły
o podobnej tematyce
SŁUCHAJ NAS
SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI
NEWSLETTER
RAMÓWKA NA DZIŚ
ARCHIWUM AUDYCJI
WESPRZYJ
RADIO PARANORMALIUM
POLECANE KSIĄŻKI
NAJNOWSZE FILMY
MY lubimy ICH, ONI lubią NAS - nasi partnerzy, współpracownicy i zaprzyjaźnione serwisy
Copyright © 2004-2017 by Radio Paranormalium :: Powered by Marek Sęk "Ivellios"